Category Archives: INTERWENCJE i listy

Oświadczenie prezydium Federacji Organizacji Polonijnych w Nowej Południowej Walii – Australia

fpownpw

Oświadczenie Prezydium Federacji Organizacji Polonijnych w Nowej Południowej Walii w sprawie ingerencji w procesy legislacyjne podejmowane przez polskie władze ustawodawcze.

W Polsce toczy się spór polityczny na temat proponowanych przez rząd zmian dotyczących funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Spór ten jest sprawą oczywistą w kraju demokratycznym i znajduje swoje odbicie zarówno w trakcie debat parlamentarnych i polemik medialnych, jak i demonstracji ulicznych. Wszystkie strony tego sporu, a więc również opozycja parlamentarna, organizacje pozarządowe oraz media mają pełną i nieskrępowaną możliwość przedstawiania swojego stanowiska i zgłaszania postulatów w omawianej sprawie.

Nikt nie może temu zaprzeczyć, chyba że kieruje się uprzedzeniami o podłożu politycznym. Takie właśnie uprzedzenia widzimy w postępowaniu wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, a podejmowane przez niego działania uznajemy za brutalną ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski i poddawanie polskiego rządu szantażowi. Taka postawa jest wynikiem braku zrozumienia dla meritum toczącej się w Polsce dyskusji na temat sądownictwa i wyrazem niedopuszczalnej arogancji. Proces legislacyjny w Polsce opiera się na przepisach konstytucji i ustaw szczegółowych, a jego podstawą jest między innymi kontrola wyrażająca się prawem prezydenckiego veta i możliwością zaskarżania ustaw do Trybunału.

To są atrybuty polskich władz i powinny być bezwzględnie respektowane przez wszystkich – również przez urzędników Komisji Europejskiej. Przewodniczący Timmermans rażąco ingeruje w wewnętrzny polski proces legislacyjny, a wysuwane przez niego groźby są przejawem arogancji przypominającej tę, której Polacy byli przedmiotem przed 1989 rokiem. Polskie prawo gwarantuje pełne, demokratyczne mechanizmy tworzenia prawa, w tym tego dotyczącego wymiaru sprawiedliwosci. Żądamy natychmiastowego zaprzestania ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski i toczących się w niej procesów legislacyjnych.

W imieniu Zarządu Federacji Polskich Organizacji w NPW
dr R. Adams-Dzierzba, prezes

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa

krzysztofbzdylKrzysztof Bzdyl*

Kraków, 3 X 2017 roku

Pan Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski
ul. Rakowiecka 26/30, 02-528 Warszawa

Dotyczy: zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prokuratora Waldemara Krigera z prokuratury rejonowej w Nowym Sączu, sygn. akt sprawy: II K 1561/16/S, Sąd Rej. Kraków-Śródmieście, II Wydział Karny.

Szanowny Panie Prokuratorze Krajowy,
Na kolejną skargę dotyczącą Waldemara Krigera skierowaną do Pana odpowiedziała tym razem zastępca prokuratora regionalnego Barbara Kapera, uznając bezzasadność mojej skargi między innymi z uwagi na niezależność prokuratora. Jak pani Barbara Kapera pisze, to prokurator dokonuje ocen prawnych i były one w jakiejś mierze uznane przez sąd. Otóż z taką oceną całego aktu oskarżenia nie mogę się zgodzić. Przypomnę, że prokurator W. Kriger żądał surowej kary za znieważenie śmiecia sowieckiego – pozostałości po okupacji rosyjskiej – przez siedmiu weteranów walk o Niepodległą Polskę. Stwierdził przy tym, że czyn został popełniony z pobudek chuligańskich tj. bez powodu i dlatego domagał się podwyższonej kary. Sądy nie zgodziły się z taką oceną. I sprawa była trzykrotnie umarzana. Po raz pierwszy na etapie wstępnym, a następnie przez sąd rejonowy i okręgowy w Nowym Sączu.

Nieracjonalna jest więc obrona prokuratora Krigera przez kolejne szczeble korporacji prokuratorskiej kierującej się źle pojętym interesem zawodowym, a nie moje oczekiwanie na skierowanie sprawy do sądu, który by rozstrzygnął, czy podejrzenie o popełnieniu przestępstwa przez prokuratora W. Krigera z art. 231 i innych artykułów kk ma pokrycie w dowodach materialnych o czym pisałem szczegółowo w poprzednich pismach. Pozwolę sobie przytoczyć skrótowo fakty i przepisy prawne, które mówią wyraźnie, że całość działań Krigera w sferze obrony sowieckiego pomnika zbrodniczej i totalitarnej Armii Czerwonej jest pogwałceniem prawa obowiązującego w Polsce i powoływanie się na Prawo o prokuraturze nie zmieni tego faktu. Akt oskarżenia w sprawie sygn. akt II K 389/15 sporządzony przez Krigera obnaża całkowita niewiedzę, wręcz analfabetyzm, w materii, w której oskarża. Wg kombatantów i osób represjonowanych coś takiego mogło być sporządzone tylko przez człowieka, który identyfikuje się z racjami Moskwy, a nie z polskimi, który nie chce znać historii Polski, a patriotyzm jest mu całkowicie obcy. Prokurator Kriger nie zaznajomił się z żadnymi faktami dotyczącymi sowieckiego pomnika, tak prawnymi, jak i historycznymi, i wynikającymi z tradycji patriotycznej Polaków od czasów zaborów, tradycji II Rzeczypospolitej, jak i orzecznictwa sądowego w tego rodzaju sprawach. Nazywanie przez prokurator Barbarę Kaperę faktów historycznych i istniejącego kształtu patriotyzmu „uproszczoną metodologią historyczną” i „uproszczonym kanonem patriotyzmu” świadczy tylko o jej pełnej akceptacji komunistycznej wizji historii i patriotyzmu. Oceny historyczne i fakty, które cytowałem w poprzednich pismach są bowiem niczym innym jak wierną kopią stanowiska Instytutu Pamięci Narodowej…

Pomnik ku chwale Armii Czerwonej stał nielegalnie, bo Uchwała nr XXI/185/92 Rady Miejskiej Nowego Sącza z dnia 25 lutego 1992 r. nakazywała jego rozbiórkę. Sędziowie prowadzący sprawy o znieważenie obiektów sowieckich, uznali, że nie można znieważyć obiektu, którego istnienie było przestępstwem. Szereg sędziów wyrokujących w różnych miastach, w sprawach o znieważenie okupacyjnych pomników sowieckich sławiących Armię Czerwoną odstąpiło od karania . Przykładowo zapadły następujące wyroki:
- sędzia sądu rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ Ewa Grabowska w orzeczeniu w dniu 2.07.2013 r. w sprawie o znieważenie pomnika okupanta stwierdziła, że „ Obiekty „Wdzięczności Armii Radzieckiej” oraz „Braterstwa Broni” nie spełniają definicji pomnika (…) Te wymuszone pomniki, (…) są jedynie symbolem komunizmu, zakłamanej historii z dziejów Polski oraz namacalnym symbolem sowieckiej okupacji. Powinny też zostać rozebrane”. Sędzia Ewa Grabowska nie ograniczyła się jednak tylko do uznania, że wspomniane „obiekty” nie zasługują na miano pomników. Pokusiła się jeszcze o ocenę tego, co winno spotkać owe „obiekty” – cytuję. „W obecnych realiach politycznych z krajobrazu naszego kraju zniknęło wiele pomników dokumentujących poprzednią epokę. Również obiekty „Wdzięczności Armii Radzieckiej” oraz „Braterstwa Broni” (moje wyjaśnienie – orzeczenie dotyczy pomników sowieckich w Warszawie) powinny ulec rozebraniu, tym bardziej, iż takie wnioski były składane już dwukrotnie. Fakt, iż oba obiekty nadal istnieją nie nobilituje ich do rangi pomnika i nie uzasadnia ochrony prawnokarnej” – uzasadniała sędzia. „Powołane wyżej okoliczności wskazują, iż obiekty te nie mogą być uznane za pomniki w rozumieniu art. 261 KK”,
- sędzia sądu rejonowego w Nowym Sączu Sebastian Jagoda w dniu 19.08.2015 r. również umorzył sprawę o znieważenie pomnika sowieckiego w której oskarżycielem był Waldemar Kriger,
- sędzia sądu okręgowego w Nowym Sączu Bogdan Kijak na posiedzeniu w dniu 16.02.2016 r. również umorzył sprawę o znieważenie pomnika sowieckiego w której oskarżycielem był Waldemar Kriger,
- sędzia sądu rejonowego w Nowym Sączu Andrzej Kuźnar w dniu 9.06.2015 r. uniewinnił wszystkich weteranów walk o niepodległą Polskę, jak również młodych patriotów, manifestujących pod obiektem sowieckim zwanym przez Krigera pomnikiem braterstwa, od podobnych zarzutów.

My wszyscy, również prokurator Kriger mamy obowiązki obywatelskie wynikające z Konstytucji RP I naszym obowiązkiem było doprowadzić do likwidacji obiektu sowieckiego, bo propagował komunistyczny system, co jest zakazane w Polsce i z tego powodu stał nielegalnie. Mówią o tym artykuły Konstytucji; art. 5 o ochronie niepodległości państwa polskiego i art. 13 mówiący o zakazie promocji komunizmu. Ochrona takich obelisków to przestępstwo z art. 256 Kodeksu Karnego mówiącego o zakazie propagowania komunizmu. Równocześnie należy pamiętać o artykule 82 Konstytucji, który mówi jasno, że „Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne”. Właśnie wierność Rzeczypospolitej wymagała usunięcia pomnika chwały okupanta sowieckiego. Nie są to tylko moje opinie, ale twierdzenia sędziego Piotra Mioduszewskiego zawarte w jego uzasadnieniu wyroku sądu rejonowego w Warszawie dla Pragi-Płn z dnia 19.08.2015 r. w sprawie o znieważenie pomnika „Braterstwa broni” znany też jako „czterech śpiących”. Tego rodzaju pomniki są zdaniem sędziego hańbą dla narodu polskiego i polskich władz. Sąd stwierdził wprost, że te pomniki promują komunizm, więc same w sobie są przestępcze i powinny zostać rozebrane. Zaśmiecające polskie miasta pomniki ku czci morderców z Armii Czerwonej nie powinny znajdować się pod opieką polskich władz. Proces wykazał też, że miasto stołeczne Warszawa nie ma żadnych podstaw prawnych do opieki nad tymi pomnikami i robi to nielegalnie.

Wracając do obiektu sowieckiego. Mamy już od dawna przepisy i Konstytucji, i Kodeksu Karnego, które zakazują istnienia reliktów komunistycznych, ale nie są one respektowane, bo policja i prokuratura nie przestrzega prawa. Muszę te argumenty prawne powtórzyć. Konstytucja RP w art. 13 jak i art. 256 Kodeksu Karnego zakazują propagowania komunizmu, a pomniki ku czci sił zbrojnych totalitarnego Związku Sowieckiego są taką właśnie formą propagowania zbrodniczej i ludobójczej ideologii. Każda osoba, która chroni taki pomnik, podlega karze pozbawienia wolności do lat dwóch. Jest to oficjalna wykładnia prawa dokonana przez Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej prof. Janusza Kurtykę i dr. Macieja Korkucia, który jest Przewodniczącym Zespołu ds. Ujawnienia Form Publicznej Gloryfikacji Systemów Totalitarnych. W oficjalnych pismach IPN jest zawarta ocena stanu prawnego takich obiektów jak w Nowym Sączu (obiekt chwały Armii Czerwonej) i brzmi ona tak: „Podobnie jak budowa w Polsce pomników ku czci sił zbrojnych totalitarnej III Rzeszy byłaby oczywistą formą publicznego propagowania nazizmu, tak stawianie pomników ku czci sił zbrojnych totalitarnego ZSRR jest formą propagowania komunizmu, jego ustroju i totalitarnej ideologii. Tym bardziej, że przedmiotowe upamiętnienie wprost dotyczy okresu sowieckiej ekspansji, skutkującej wprowadzeniem systemu totalitarnego w zajętych krajach”.

Należy wreszcie przypomnieć rotę przysięgi, którą każdy prokurator polski musi złożyć przed objęciem funkcji prokuratora i brzmi ona tak: „Ślubuję uroczyście na powierzonym mi stanowisku prokuratora służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa i strzec praworządności, obowiązki mojego urzędu wypełniać sumiennie, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”; składający ślubowanie może dodać na końcu zwrot: „Tak mi dopomóż Bóg”. Prokurator Waldemar Kriger powinien więc ponieść odpowiedzialność karną nie tylko za złamanie Konstytucji RP i kodeksu karnego, ale nie należy zapominać, że złamał on przysięgę prokuratora. Zobowiązał się na pierwszym miejscu służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, a podjęte przez niego działania były sprzeczne z interesami Polski i służyły tylko i wyłącznie interesom imperialnym Rosji, państwa bandyckiego i mafijnego. Dlatego należy wszcząć dochodzenie, którego celem będzie dojście do prawdy. Czy Waldemar Kriger dopuścił się tych czynów z braku znajomości prawa i historii, czy może uważa, że jego rolą jest ochrona interesów Rosji w Polsce, czy też coś go zaślepiło, etc. I tu pragnąłbym dodać, że prokurator Kriger jak wynika z jego życiorysu skończył studia w 1987 r., a aplikację prokuratorską odbywał od 1.10.1989 r. do 30.09.1991 r. w prokuraturze w Gdyni i nigdy nie udzielił odpowiedzi co robił w okresie od 1987 do 1.10.1989 r. Jak również ani on, ani jego przełożeni nie chcieli odpowiedzieć na pytania dotyczące wyników jego lustracji.

Samo życie pokazało, że pomniki sowieckie są nielegalne, bo sejm RP w dniu 22 czerwca 2017 r. uchwalił nowelę ustawy o zakazie propagowania komunizmu w tym obowiązek spoczywający na samorządach usunięcia pomników takich, jak ten zburzony w Nowym Sączu dzięki akcji patriotów. Świadomość wagi tego patriotycznego czynu wciąż nie może dotrzeć do nikogo z prokuratorów odpowiadających na moje skargi. Pragnę dodać, że Kriger złożył doniesienie do sądu w Krakowie, wsparte przez prokuraturę w Wieliczce, że został zniesławiony przez dwu weteranów walk o Niepodległą Polskę poprzez poddanie w wątpliwość jego wiedzy prawniczej i jego motywacji w czasie omawianego procesu. Doprowadził do kolejnego, tajnego procesu z art. 212 kk wprowadzonego przez komunistów w stanie wojennym do represjonowania patriotów. W tym procesie jestem przedstawicielem społecznym.

Szanowny Panie Prokuratorze Krajowy,
Do tej pory, mimo upływu 8 miesięcy, nie otrzymałem rzeczowej i merytorycznej odpowiedzi zawierającej odniesienie do podnoszonych przeze mnie zarzutów wobec Waldemara Krigera. Bez jakiegokolwiek uzasadnienia p. Barbara Kapera stwierdziła w swoim piśmie, że moja skarga została wyjaśniona i w związku z tym na moje skargi nie będzie już odpisywać. A przecież p. Kapera okazała się niezdolna do opracowania merytorycznej odpowiedzi, zastępując ją szeregiem biurokratycznych frazesów. W związku z tym wnoszę o przeprowadzenie rzeczywistego dochodzenia w sprawie możliwości popełnienia przestępstw przez prokuratora Waldemara Krigera i w konsekwencji wydanie decyzji lub postanowienia. O ile nie nastąpi skierowanie aktu oskarżenia do sądu, będę zmuszony zaskarżyć taką decyzję do sądu. Musi w końcu nastąpić kres działalności prokuratorskiej jak w komunistycznym PRL-u.

* Autor to prezes ZKPN 1979-89, przedstawiciel społeczny w procesie sygn. akt II K 1561/16/S, prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89, członek Prezydium Okręgu Małopolska Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, członek Małopolskiej Rady Kombatantów i Osób Represjonowanych, przedstawiciel ZKPN w Porozumieniu Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, członek Związku Więźniów Politycznych Okresu Stanu Wojennego.

Połączyć siły w walce z ZIKiT-em!

adamzyzmanAdam Zyzman

Okazuje się, że działania Zarządu Infrastruktury Komunikacyjnej i Transportu w naszym mieście nie tylko mnie się nie podobają, bo oto tydzień temu, we wtorek 12 sierpnia na ul. Krakowskiej odbyła się kilkusetosobowa pikieta przeciwko decyzjom tej instytucji, dotyczących przede wszystkim likwidacji kilku tysięcy miejsc parkingowych w naszym mieście. Czytając różnorodne hasła pikietujących można było dowiedzieć się, że nie tylko o miejsca parkingowe, tu chodzi, ale w ogóle o politykę Zarządu wymierzoną w zmotoryzowanych mieszkańców podwawelskiego grodu. – Pytałem urzędników, jak mam funkcjonować, mymi niedołężnymi rodzicami, których wożę co jakiś czas do lekarzy i na zabiegi, a nie mogę podjechać samochodem pod ich dom – opowiadał jeden z uczestników protestu. – Usłyszałem, że są tramwaje. A gdy tłumaczyłem, że tramwaje nie podjeżdżają pod przychodnię, to otrzymałem odpowiedź urzędnika, że mam pecha!

Tymczasem większość protestujących uważało, że jeśli uda się stworzyć jednolity front protestu przeciwko obecnym władzom miasta, to pecha powinni mieć urzędnicy ZIKiT i jego kierownictwo, gdy w zbliżających wyborach samorządowych krakowianie wybiorą władzę, której celem będzie dbanie o interesy mieszkańców, a „utrudnianie im życia” (to cytat z wypowiedzi urzędnika ZIKiT) i przerzucanie odpowiedzialności za swoje decyzje na Wojewodę, którego już nie ma. Trzeba tylko jednego: połączenia sił wszystkich niezadowolonych w Krakowie!

O ulice obrazili się profesorowie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

O film, panie ministrze,
Obrazili się wachmistrze;
O wiersz, panie generale,
Obrazili się kaprale;
O artykuł w tygodniku -
Ordynansi, panie pułkowniku;
O piosenkę, panie majorze,
Żony sierżantów w Samborze;
W radio była audycja:
Obraziła się policja.
Dalej – studenci
Są do żywego dotknięci;
Dalej, księża z Płockiego
Dotknięci są do żywego.
Następnie – związek akuszerek
Ma ciężkich zarzutów szereg:
Że to swawolność, frywolność,
Bezczelność, moralna trucizna,
Że w ten sposób ginie ojczyzna!…
…A po za tym – jest w Polsce wolność.

Ten przedwojenny wiersz Juliana Tuwima przyszedł mi natychmiast na myśl, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego zastępca rezygnują z zasiadania w komisjach przyznających medal Cracoviae Merenti oraz Nagrody Miasta Krakowa.

Jest to ich reakcja na negatywną odpowiedź radnych na propozycję, aby część ulic w ścisłym centrum miasta: Jagiellońska od Świętej Anny do Karola Olszewskiego, Gołębia od Plant do Wiślnej oraz cała Olszewskiego stały się drogami wewnętrznymi UJ. W ten sposób władze uczelni chcą uporządkować ruch i parkowanie w tym rejonie. Mają już podpisaną określającą zasady korzystania z tego fragmentu Starego Miasta umowę z Zarządem Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Ich zdaniem taka zmiana praw właścicielskich części ulic pomoże im w lepszym zarządzaniu terenem. Radni na takie zmiany się jednak nie zgodzili.

„Decyzja nasza podyktowana jest stosunkiem przedstawicieli władz i radnych Miasta Krakowa do kwestii dotyczących Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sądzimy, że tą decyzją wychodzimy naprzeciw głoszonym postulatom, że dość ekspansji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Wyrażamy ogromne zdziwienie, że takie stwierdzenie i jemu podobne określenia pod adresem Uniwersytetu Jagiellońskiego nie spotkały się z adekwatną reakcją Władz Miasta. Nadmieniamy, że w całej swojej 654-letniej historii Uniwersytet nie przeszkadzał miastu ani jego mieszkańcom. Przeciwnie – wielokrotnie wskazywany był jako powód do dumy. Dziękując za dotychczasową współpracę w ramach powyższych Komisji, życzymy dalszej owocnej pracy dla dobra miasta” – czytamy w liście otwartym podpisanym prze profesorów Wojciecha Nowaka (rektor) oraz Jacka Popiela (prorektor do spraw polityki kadrowej i finansowej).

Za cały komentarz niech posłużą strofy Tuwima.

Jak pozbawić odznaczeń niegodne ich osoby?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ten problem systematycznie podnosi Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, które już 10 lat temu zwróciło się do prezydenta Lecha Kaczyńskiego z apelem o odebranie Orderów Virtuti Militari komunistycznym zbrodniarzom. Poddało ono także pod rozwagę możliwość przyjęcia przez Sejm uchwały, na mocy której pozbawiono by wszystkich odznaczeń państwowych, m.in. Orderów Orła Białego i Odrodzenia Polski tych, którzy dostali je za walkę z podziemiem niepodległościowym po 1945 roku lub zhańbili je gorliwą służbą sowieckiemu reżimowi.

W 2008 roku Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych przekazał Kancelarii Prezydenta RP listę ponad stu żyjących kawalerów VM, którym powinien on zostać niezwłocznie odebrany. Byli na niej funkcjonariusze oraz tajni współpracownicy Urzędu i Służby Bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej oraz formacji kontynuujących wrogą Polsce działalność, oficerowie Gwardii i Armii Ludowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a także obywatele RP mający w swoim życiorysie służbę w Armii Czerwonej lub w cywilnych i wojskowych sowieckich organach bezpieczeństwa (NKWD, KGB, Smiersz, GRU itp.).

Katastrofa smoleńska przerwała prace w tej materii, ale Porozumienie ponowiło swój apel do prezydenta Bronisława Komorowskiego nie uzyskując jednak żadnej odpowiedzi. Teraz wszystko jest w rękach prezydenta Andrzeja Dudy, którego kancelaria otrzymała niedawno od Urzędu uaktualnioną listę 80 osób, które należy pozbawić najwyższego odznaczenia bojowego.

Z inicjatywą grupowego odebrania orderów może wystąpić Prezydent RP lub grupa posłów. Niektórzy prawnicy uważają, że byłoby to najlepsze rozwiązanie.

naszdziennikn„- Nikt nie przewidział, że te ordery dla osób niegodnych będą nadawane grupami. Obowiązujące przepisy przewidują indywidualne pozbawianie orderów i odznaczeń. Ale gdyby pomyśleć o szerszym pozbawianiu odznaczeń pewnej kategorii osób, wtedy musiałoby to być rozstrzygnięte już ustawowo” – powiedział „Naszemu Dziennikowi” konstytucjonalista profesor Bogusław Banaszak Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Jako przykład podał on członków Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, którym można by grupowo odebrać posiadane przez nich odznaczenia państwowe.

Gazeta przypomina, że po 1989 roku różnych orderów pozbawiono zaledwie 9 osób, w tym Leonida Breżniewa, generała Iwana Sierowa i Wincentego Romanowskiego (VM), oraz Helenę Wolińską –Brus (Krzyży Oficerskiego i Komandorskiego OOP).

Zdaniem prof. Banaszaka właściwym organem do przygotowania ustawy o grupowym cofnięciu odznaczeń jest Kancelaria Prezydenta RP.

„- Prezydent mógłby wystąpić z inicjatywą ustawodawczą, w projekcie ustawy wpisując te kategorie osób, które by podlegały pozbawieniu orderów i odznaczeń” – wyjaśnił na łamach „ND”.

Dodał, że taka ścieżka powinna zawierać możliwości odwołania się od decyzji, ponieważ niektóre odznaczenia były przyznawane za różne rodzaje działalności i trzeba się dobrze zastanowić, aby nikogo niesłusznie nie skrzywdzić.

Kancelaria Prezydenta RP poinformowała redakcję gazety, że prowadzi rozmowy na ten temat z wieloma środowiskami, ponieważ sprawa jest skomplikowana prawnie oraz historycznie i wymaga gruntownego zbadania wszystkich jej aspektów.

„Nie wiadomo, czy te konsultacje środowiskowe zaowocują np. projektem ustawy. Gdyby tak się nie stało, taki projekt mógłby zostać wniesiony do Sejmu jako inicjatywa poselska. Według naszych ustaleń wśród parlamentarzystów PiS trwają dyskusje na temat tej sprawy oraz pojawiają się pomysły, że jeżeli Kancelaria Prezydenta nie upora się z naprawieniem tej niesprawiedliwości dziejowej, to warto pomyśleć o inicjatywie poselskiej, która ten problem rozwiąże” – czytamy w „Naszym Dzienniku”.

Bardzo się cieszę, że ten ważny z punktu widzenia narodowych imponderabiliów problem, o którym konsekwentnie przypomina kolejnym głowom państwa Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, wydaje się coraz bliższy rozwiązania w sposób zgodny z racją stanu niepodległej Rzeczypospolitej.

Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w sprawie reparacji od Niemiec

Prezydent RP dr Andrzej Duda
Premier Beata Szydło

pokinlogonowePorozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie w całej rozciągłości popiera zamiary koalicji rządowej domagania się odszkodowania od Niemiec za poniesione przez Polskę ogromne straty spowodowane II wojną światową. Blisko sześć milionów polskich obywateli zginęło lub zostało zamordowanych, a kraj legł w gruzach. Do tej pory tych gigantycznych strat nie udało się zlikwidować.

To prawda, że od zakończenia II wojny światowej minęło już 72 lata, ale wiemy, że Niemcy wypłacały odszkodowania Francji i Belgii za I wojnę światową jeszcze w 2010 r. Polska nigdy nie zrzekła się reparacji wojennych od Niemiec. Nie było zrzeczenia się odszkodowań, potwierdzonego przez ONZ. Sprawiedliwość wymaga, żeby agresor niemiecki wyrównał ogromne krzywdy i straty poniesione przez Polskę. Obliczenia szacunkowe mówią o stratach w granicach od 3 do 6 bilionów zł. I w takiej wysokości muszą być wypłacone odszkodowania przez Niemcy.

Jako kombatanci i weterani walk o Niepodległą Polskę uważamy, że prawdziwy epilog II wojny światowej nastąpi dopiero po wyrównaniu strat przez stronę niemiecką. Niemcy stały się na tyle butne i aroganckie, że za swoje winy i zbrodnie oskarżają dziś nas Polaków. Niech ta sprawa reparacji, która musi być doprowadzona do końca przywróci im pamięć o ich obozach koncentracyjnych i ich ludobójstwie na jeńcach wojennych, bezbronnej ludności cywilnej, na kobietach i dzieciach.

Uważamy, że sprawę reparacji skutecznie poprowadzi duża amerykańska kancelaria prawna.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami kpa oczekujemy pisemnej, rzetelnej odpowiedzi na powyższe pismo nie później niż w ciągu miesiąca.

Zdzisław Stangel, przewodniczący POKiN
Edward Jankowski, sekretarz POKiN

W czyim interesie? Czyli ZIKiT znów w akcji!

adamzyzmanAdam Zyzman

Czy jest ktoś w stanie zrozumieć sposób myślenia i działania urzędników Zarządu Infrastruktury Komunikacyjnej i Transportu w Krakowie, którzy na rok przed wyborami samorządowymi, nie liczą się z opinią mieszkańców i z uporem realizują swoje koncepcje odbijające się negatywnie na Krakowianach. Po zlikwidowaniu kilku tysięcy miejsc parkingowych zabrano się za modernizację ruchu w Alejach Trzech Wieszczów. I choć wszystkie media powtarzają opinię, że decyzje takie szkodzą przede wszystkim mieszkańcom powodując m.in. wyludnianie się centrum miasta, urzędnicy nadal robią swoje. Robią przy tym, niejednokrotnie bardzo złośliwie, bo myślałem, że po likwidacji tysięcy miejsc parkingowych, podobno zgodnie z prawem, urzędnicy pofatygują się na ulice i w wielu miejscach przywrócą te miejsca parkingowe, które przez lata były bezmyślnie likwidowane przez postawienie kolejnego słupka, kosza na śmieci lub parkomatu. A na każdej ulicy znaleźć można miejsca, gdzie wystarczyłoby przesunąć znak drogowy o jeden metr, by wygospodarować dodatkowe miejsce postojowe. To samo dotyczy parkomatów, które o ile się nie mylę mają zasilanie solarne nie sieciowe. Ale ZIKiT nie po to przecież powołano, by dbał o interes mieszkańców i szukał dodatkowych miejsc!

Podobnie jest teraz z prędkością jazdy na Alejach Trzech Wieszczów. Od pół roku czytam różnorodne wypowiedzi ekspertów, że ograniczenie prędkości na tym ciągu ulic utrudni tylko dodatkowo ruch samochodowy, ale w ZIKiT wygrało przekonanie widoczne także u niektórych policjantów drogówki, że najbezpieczniejsza prędkość w ruchu drogowym, to 0 km/godz. Nie pomagają argumenty, że najczęstsze kolizje na Alejach, to zdarzenia w korkach, a nie wówczas, gdy samochody mogą jechać dopuszczalną dotąd 70-ką! Czytam, że specjalnie wynajęta firma przystąpiła do usuwania na tym ciągu komunikacyjnym znaków dopuszczających prędkość wyższą niż w terenie zabudowanym!

W tej sytuacji dalsza dyskusja ze zmianami zaprojektowanymi w głowach urzędników Zarządu nie żadnego sensu, bo wygląda na to, że w urzędzie tym panuje albo ideologiczne zaślepienie – ideami mówiącymi, że ruch samochodowy jest przyczyną wszelkiego zła, albo też obowiązuje zasada całkowitego lekceważenia opinii publicznej i mieszkańców w interesie których władze miasta powinny działać. A może w ZIKiT działa zakamuflowana opcja opozycji politycznej, która ma sprawić, że za te wszystkie wyczyny nikt już w Krakowie, w tych wyborach na prezydenta Jacka Majchrowskiego i jego ugrupowanie nie zagłosuje i wygra kandydat opozycji? Tylko której?

PS. Walki ze zmotoryzowanymi mieszkańcami Krakowa ciąg dalszy… Otóż na remontowanej i zaślepionej ulicy Westerplatte powstał doraźny parking wzdłuż Plant i torowiska, co przejściowo łagodziło skutki decyzji ZIKiT-u. Niestety, któregoś dnia do sprawy ruszyli policjanci, którzy umieszczali mandaty za wycieraczkami wszystkich pojazdów zaparkowanych wzdłuż Plant, bo jak wyjaśniali, na początku tej ulicy stoi znak zabraniający zatrzymywania się i postoju po tej stronie ulicy. Zapomnieli tylko, że znak może i stoi, ale na terenie objętym remontem i żaden z kierowców parkujących nie ma szans go zobaczyć, nie mówiąc już o tym, że samo parkowanie nikomu i niczemu nie przeszkadza, bo jedyny ruch samochodów w kierunku ulicy Mikołajskiej jest prowadzony jednym torem i z prędkością, jak na drogach wewnętrznych parkingu.

Uhonorowanie prześladowanych pod ziemią

jerzybukowskiJerzy Bukowski

O żołnierzach Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, członkach Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, organizacji „NIE” oraz innych formacji powojennego, antykomunistycznego podziemia niepodległościowego wiemy coraz więcej. Historycy systematycznie piszą ich dzieje, dziennikarze i publicyści regularnie opisują uroczystości patriotyczne z ich udziałem, politycy chętnie odwołują się do tradycji, którą pisali swoją krwią. Sporo dowiedzieliśmy się już również o więźniach politycznych okresu stalinowskiego i późniejszych, w tym młodocianych „Jaworzniakach”.

Jest jednak ciągle jeszcze jedna słabo znana i rzadko obecna w mediach grupa Polaków represjonowanych przez reżim komunistyczny w latach 1944-56, która nie ma uprawnień, jakie przyznano już dawno wyżej wymienionym. To żołnierze górnicy, czyli członkowie batalionów pracy tworzonych od 1949 roku, do których wcielano – w ramach odbywania trwającej od dwóch do trzech lat zastępczej służby wojskowej – poborowych o niewygodnej dla władz przeszłości politycznej i narodowości.

Do najcięższych prac w kopalniach węgla kamiennego, uranu i w kamieniołomach lokalne struktury Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego zsyłały oprócz członków wyliczonych w pierwszym akapicie formacji także potomków powstańców śląskich i repatriantów z Kresów oraz synów właścicieli gospodarstw rolnych. Kierowano ich w najniebezpieczniejsze miejsca, chociaż nie mieli ani zawodowego przygotowania, ani odpowiednich warunków zdrowia. Pracowali niekiedy po 16, a zdarzało się, że i po 20 godzin na dobę. Wielu z nich zginęło, niemal wszyscy przypłacili zdrowiem, a niektórzy kalectwem te kilka koszmarnych lat pod ziemią.

zolnierzegornicyPo 1989 roku poznałem kilku tych dzielnych ludzi, słuchałem dramatycznych opowieści, oglądałem zdjęcia, które udało im się zrobić w kopalniach, najczęściej jeszcze przed zjazdem na dół lub po wyjeździe na powierzchnię. Mieli żal do władz niepodległej Rzeczypospolitej, że nie potraktowały ich z takim samym szacunkiem jak kolegów, którzy walczyli z bronią w ręku (fot. Pomnik Żołnierzy-Górników na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, za Wikipedią).

Dlatego bardzo ucieszyła mnie informacja, że podczas obchodów Dnia Żołnierza Górnika przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie pełniący obowiązki szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych minister Jan Józef Kasprzyk nie tylko skierował do nich piękne słowa, ale także zapowiedział, że niebawem pod obrady parlamentu trafi rządowy projekt nowelizacji ustawy, która zrówna tę grupę w uprawnieniach z innymi represjonowanymi przez władze Polski Ludowej.

Z jego pięknego przemówienia warto przytoczyć poniższe słowa (za depeszą Polskiej Agencji Prasowej): – W 1945 roku w sercach Polaków jawiła się nadzieja, że po wypędzeniu brunatnego okupanta Polska będzie wolna. Tak się nie stało. Okupację narodowo-socjalistyczną zastąpił inny reżim – komunistyczny, którego funkcjonariusze wiedzieli, że są w Polsce obcy. Że niełatwo będzie stłamsić dążenia niepodległościowe Polaków. Bo w Polakach jest wielki duch, duch wolności, umiłowania niepodległości. Dlatego komuniści dokładali starań, aby naród zniewolić, upodlić, by tych, którzy stanowili w ich ocenie tzw. element niebezpieczny reedukować. Ich ofiarą byliście wy, żołnierze górnicy, wysyłani przez blisko 10 lat do niewolniczej pracy w warunkach urągających człowieczeństwu. Komunistom nie udał się ten zamiar, nie stłamsili ducha narodu. Jesteście tego najlepszym przykładem. Komunistom nie udało się pozbawić was godności, dumy i przywiązania do najpiękniejszej tradycji – niepodległościowej. I to wy zwyciężyliście. Dzięki waszej nieugiętej postawie, dumie, godności przetrwaliście tamte trudne lata i jesteście po dziś najpiękniejszym przykładem jak iść wyprostowanym wśród tych, którzy byli wtedy na kolanach. Za to bardzo wam dziękujemy.

Całym sercem dołączam się do tych słów i czekam na obiecane przez ministra Kasprzyka prace legislacyjne nie tylko przywracające żołnierzom górnikom należną cześć w sferze narodowych imponderabiliów, ale również zrównujące ich w kwestiach materialnych z tymi, których polscy komuniści ścigali, prześladowali i represjonowali po 1944 roku na inne sposoby.

Wynajmę, ale nie homoseksualiście

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Czy wynajmujący mieszkanie lub pokój ma prawo dobierać lokatorów wedle własnych upodobań? Wydaje się to oczywiste, ale wcale tak nie jest. Portal KrkNews poinformował, że internetową ofertą wynajmu pokoju w okolicach krakowskiej Kapelanki z adnotacją: „Oferta nie dla osób homoseksualnych” zajął się Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

„Według nas to oburzające i smutne, że ktoś nie wstydzi się powiedzieć publicznie: <jestem homofobem>. Bo do tego w istocie sprowadza się treść ogłoszenia. Za chwilę znajdą się komentarze: <to prywatne mieszkanie i właściciel może robić z nim co chce>. Nie do końca, bo oferta publiczna, jaką jest ogłoszenie, musi spełniać wymogi prawa, w tym zakaz dyskryminacji” – czytamy w cytowanym przez portal stanowisku OMZRiK, który odwołuje się do Konstytucji RP RP i zastanawia, w jaki sposób będzie sprawdzana orientacja seksualna potencjalnych lokatorów.

Po tym tekstem rozpętała się dyskusja na temat komu można odmówić wynajmu, a komu nie. Post ma już ponad 1200 opinii wyrażonych poprzez „lajki”, 300 komentarzy (nie licząc skasowanych) i ponad 60 udostępnień. „Ktoś proponował, że nie wynajmie katolikom i zwolennikom PiS-u, inny że mógłby nie wpuścić czarnoskórych i Arabów, a jeszcze inny zapowiedział, że od wynajmujących mieszkanie par będzie żądał okazaniu aktu małżeńskiego” – napisano na stronie portalu.

A ja nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że wynajmujący nie chce, aby w jego mieszkaniu zamieszkał ktoś, kto mu nie odpowiada pod różnymi względami. Czy oburzamy się, jeżeli w ofercie wykluczone są z góry osoby palące papierosy, nadużywające alkoholu bądź urządzające głośne imprezy? Tak samo komuś może nie odpowiadać świadek Jehowy bądź homoseksualista.

Kto upokorzył harcmistrza Lemańskiego na Westerplatte?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jako instruktorowi harcerskiemu, który napisał i odczytał kilkadziesiąt Apeli Poległych nie tylko na obozach, ale także podczas różnych uroczystości patriotycznych w latach 70.i 80. ubiegłego wieku jest mi bardzo przykro z powodu nieprzyjemności, jaka spotkała 1 września na Westerplatte mojego młodszego kolegę.

Dziwię się, że przed tak ważną uroczystością nie uzgodniono w szczegółach każdego elementu rocznicowych obchodów, co z pewnością pozwoliłoby uniknąć tak żenującej sytuacji. Warto jednak dokładnie wyjaśnić, kto pochopnie obiecał odczytanie Apelu Pamięci przedstawicielowi Związku Harcerstwa Polskiego, skoro w tekście zatwierdzonego przez poprzedniego ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka „Ceremoniału Wojskowego Sił Zbrojnych RP” czytamy: Jeżeli w uroczystości bierze udział wojskowa asysta honorowa, tekst apelu powinien być odczytywany przez oficera z jednostki wojskowej wystawiającej asystę. Podczas uroczystości organizowanych przez komendantów szkół podoficerskich tekst apelu może być odczytany przez podoficera.

Trudno o bardziej jednoznaczną instrukcję, której przestrzeganie jest obowiązkiem wszystkich oficerów odpowiedzialnych za udział dowodzonych przez nich pododdziałów, które uczestniczą w uroczystościach mających w swoim programie Apel Pamięci i wieńczącą go salwę honorową. Wojsko jest instytucją zhierarchizowaną i rozkaz to rozkaz. Sam wielokrotnie przekonałem się o tym, kiedy po 1989 roku współorganizowałem z jego oficerami różne ceremonie patriotyczne, np. pod kopcem Józefa Piłsudskiego. Skoro w „Ceremoniale” jest napisane, że Apel Pamięci czyta oficer, to nie może być odstępstwa od tej reguły.

Dlaczego doszło więc do nieporozumienia na Westerplatte i kto odpowiada za postawienie w niekomfortowej sytuacji instruktora z Gdańskiej Chorągwi ZHP, co skwapliwie wykorzystała opozycja tendencyjnie i niezgodnie z prawdą obarczając winą tych, którzy postępowali zgodnie z regulaminem?

Grill na Zawracie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wieczory kawalerskie można organizować w różnych miejscach, aczkolwiek najczęściej odbywają się one w lokalach gastronomicznych, w mieszkaniach, ewentualnie w plenerze. Przez to ostatnie pojęcie należy rozumieć przydomowy ogród, leśną polanę, mały statek pasażerski, ewentualnie jakieś inne ustronne miejsce „pod chmurką”, w którym uczestnicy imprezy czują się swobodnie i bezpiecznie, nie zakłócając jednak porządku publicznego, ani nie naruszając żadnych przepisów.

Pomysłowość balangowiczów nie zna jednak granic. Oto w ostatnią sobotę wieczór kawalerski odbył się na przełęczy Zawrat pod Świnicą, od której zaczyna się jeden z najtrudniejszych tatrzańskich szlaków, czyli Orla Perć.

Jak poinformował „Tygodnik Podhalański”, grupa mężczyzn w klapkach rozłożyła tam parawan plażowy, takiż parasol, krzesełka turystyczne, po czym rozpaliła gazowego grilla. I może ten nietypowy wieczór kawalerski odbyłby się bez echa, gdyby ktoś nie zrobił wysokogórskim imprezowiczom zdjęcia, które dostarczył redakcji „TP”.

zawratKiedy sprawa ujrzała światło dzienne (fot. Widok na Zawrat znad Zmarzłego Stawu, fot. Wikipedia), do komendanta Straży Parku Tatrzańskiego Edwarda Wlazły zgłosił się skruszony pan młody.

„- Dziś skontaktował się ze mną mieszkaniec Warszawy wyjaśniając, że to koledzy zorganizowali mu taki nietypowy wieczór kawalerski. Bardzo przepraszał, zapewniał, że wszyscy kochają Tatry i popełnili błąd. Nie uniknie kary. Może ona być dotkliwa. Panowie reklamowali bowiem swoje stowarzyszenie, co jest niezgodne z prawem. Przebywali poza szlakiem i zorganizowali biwak. Za rozłożenie takiego biwaku na tak dużej wysokości może grozić mandat nawet do 1000 złotych” – powiedział komendant tygodnikowi.

Pan młody obiecał, że zaraz po weselu przyjedzie do Zakopanego, aby złożyć wyjaśnienia. Czy policja i prokuratura okażą wyrozumiałość dla uczestników grilla na Zawracie? Niby nie poczynili żadnych szkód, raczej nie spłoszyli zwierząt, bo kozice i świstaki unikają miejsc, w których można spotkać ludzi, ale odpowiedzialność za swoją niefrasobliwość niewątpliwie powinni ponieść.

Niech strzelnica pozostanie strzelnicą

konkjplogoW imieniu krakowskich środowisk piłsudczykowskich zwracam się do Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie, aby przy rozstrzyganiu przetargu na pięknie odnowioną strzelnicę przy ulicy Królowej Jadwigi na Woli Justowskiej wzięta została pod uwagę historyczna funkcja tego zabytku będącego jednym z obiektów najbardziej kojarzonych – obok Oleandrów – z działalnością niepodległościową Józefa Piłsudskiego.

strzelnicanawoliZ wybudowanej pod koniec XIX wieku i będącej fragmentem zaplecza garnizonu Twierdzy Kraków strzelnicy (fot. Strzelnica na Woli Justowskiej na zdjęciu z pocz. XX w., za: www.radiokrakow.pl) korzystali żołnierze austriaccy oraz członkowie powstałego w 1910 roku Związku Strzeleckiego. Taką rolę może ona odgrywać również teraz, służąc odrodzonemu po 1989 roku ruchowi strzeleckiemu i innym patriotycznym organizacjom paramilitarnym. Mogłaby być również wykorzystywana do ćwiczeń strzeleckich przez formowane w Małopolsce jednostki Wojsk Obrony Terytorialnej.

Ponieważ zwycięzca przetargu na operatora budynku będzie go użytkować aż przez 40 lat, trzeba wyraźnie określić, że ma on przez ten czas służyć wyłącznie celom sportowo-rekreacyjnym i wystawienniczo-konferencyjnym.

Apeluję do znakomicie czującego tematykę historyczną i piłsudczykowską prezydenta Krakowa, profesora Jacka Majchrowskiego, który ogłosił ten przetarg, aby uczulił przeprowadzający go organ gminy na specyfikę nieruchomości, której tradycyjna funkcja powinna zostać zachowana.

Dr Jerzy Bukowski, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego
przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa

Odpowiedź na apel obrońców b. funkcjonariuszy służb komunistycznych PRL i ich rodzin

piotrhlebowiczPiotr Hlebowicz*

Do panów: Pawła Białka, Krzysztofa Bondaryka, Wojciecha Brochwicza, Marka Chmaja, Zbigniewa Ćwiąkalskiego, Adama Rapackiego, Andrzeja Rozenka, Waldemara Skrzypczaka, Piotra Stasińskiego, Jana Widackiego, Pawła Wojtunika i innych sygnatariuszy apelu.

Z obrzydzeniem i niesmakiem przeczytałem Panów apel do władz III RP o odstąpienie od ustawy dezubekizacyjnej, która ma za zadanie zredukowanie wysokich świadczeń emerytalnych byłym ubekom, esbekom i ich rodzinom.

Według Panów, ci starzy ludzie, żyjący dotąd w luksusie i nie martwiący się do tej pory o byt powszedni, zostaną w „straszliwy” sposób poszkodowani przez władze III RP. Przekonujecie Panowie, że nowe świadczenia w wysokości 2100 złotych będą dla tych funkcjonariuszy stanowić granicę ubóstwa, a dzięki tej ustawie rząd skaże ich na… śmierć głodową.

Chciałbym Panom przypomnieć los dziesiątków tysięcy byłych opozycjonistów z okresu PRL, będących ofiarami łajdaków bronionych dzisiaj przez Was – większość z tych ludzi przez ostatnie 27 lat musiała żyć w wolnej Polsce za 800–1200 złotych miesięcznie. Nierzadko schorowani działacze niepodległościowi mieli wielki dylemat życiowy i ciężki wybór: czy za swoją emeryturę (rentę) opłacić usługi komunalne, czy kupić wystarczającą ilość produktów żywnościowych, by nie głodować, czy też w aptece wydać pieniądze na drogie lekarstwa, by poprawić swoje nadwątlone zdrowie.

Opozycjoniści tłamszeni w okresie PRL przez funkcjonariuszy SB, w ciągu ostatnich 27 lat nie mieli żadnych dodatków i ulg. Znam co najmniej 2 osoby, które popełniły samobójstwo, gdyż nie widziały sensu dalszego życia w takich warunkach.

Czy interesowaliście się takimi przypadkami wśród działaczy byłej opozycji? Czy zastanowiliście się nad losem rodzin, których dzieci, mężowie, ojcowie, matki zostali zamordowani w latach 1956, 1970, 1981–1989? Jak żyją, co robią, czy ich ból został w jakikolwiek sposób zrekompensowany? Bierzecie w obronę niegodziwców, którzy tym rodzinom oraz działaczom opozycji przysporzyli wiele bólu i cierpienia!

Wypełniając rozkazy reżimu komunistycznego, funkcjonariusze bezpieczeństwa niosą zbiorową odpowiedzialność za popełniane zbrodnie, współudział w morderstwach politycznych, aresztach, torturach, rewizjach, inwigilacji. Tysiącom obywateli zamykali drogę do kariery, edukacji i godnego życia. Wchodzili z butami w życie prywatne, grozili śmiercią i kalectwem. Stosowali niedozwolone (nawet według prawa PRL) środki przymusu przy wykonywaniu swoich „obowiązków”.

I teraz ci rzekomo biedni, poszkodowani funkcjonariusze z czasów komunizmu to – według Panów – … osoby bezradne, często chore. Nie są w stanie podjąć pracy, a wejście w życie ustawy dla wielu z nich oznacza wręcz skazanie na śmierć (cytat z apelu).

To są przestępcy i wg nowej ustawy powinni być osądzeni, podobnie jak w ostatnich czasach staruszkowie z SS, zbrodniarze wojenni. Jakoś miłosierna i humanitarna opinia światowa oraz obrońcy praw człowieka nie czynią wrzawy, gdy przed sądami stają 90-letni starcy – funkcjonariusze III Rzeszy, często o kulach lub na wózkach inwalidzkich. Przed trybunałami odpowiadają za swoje czyny i są skazywani na realne kary więzienia! Dlaczego nikt ich nie żałuje? To także starzy, schorowani ludzie…

Panów pupile, pomimo obcięcia im rent i emerytur – i tak będą otrzymywać pokaźniejsze świadczenia niż większość byłych działaczy podziemia antykomunistycznego. Muszą po prostu nauczyć się żyć trochę skromniej, zrezygnować z niektórych luksusów i dobrobytu. Za dwa tysiące złotych można przeżyć, udowodnili to moi koledzy z „Solidarności Walczącej”, PPN, KPN, NZS, BAZY, PPSZ, OKOR, LDPN i innych struktur podziemia niepodległościowego okresu PRL. Oni musieli w III RP, przez siebie wywalczonej, funkcjonować częstokroć za połowę tej sumy.

Panów cynizm nie wytrzymuje krytyki. Moralność i przyzwoitość – także. Stajecie murem za ludźmi, którzy nigdy nie odpowiedzieli za swoje nieprawości. Nikt ich na siłę nie ciągnął do organów bezpieczeństwa, wiedzieli dobrze, czego się podejmują. To był ich świadomy wybór. A naiwne argumenty w stylu, że tylko wykonywali rozkazy – są powieleniem prób usprawiedliwiania się hitlerowskich zbrodniarzy wojennych sądzonych w Norymberdze i w innych procesach po II wojnie światowej, którzy powtarzali: NIE POCZUWAMY SIĘ DO WINY, WYKONYWALIŚMY TYLKO ROZKAZY.

* Autor to działacz „Solidarności Walczącej”, Porozumienia Prasowego „Solidarność Zwycięży”, Ogólnopolskiego Komitetu Oporu Rolników, Autonomicznego Wydziału Wschodniego „Solidarności Walczącej”, drukarz podziemny, działacz polonijny (członek zarządu Związku Repatriantów RP). Legitymacja byłego działacza opozycji antykomunistycznej nr 321.

Krakowscy piłsudczycy zawieszają współpracę z Muzeum Józefa Piłsudskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii Zabytków Krakowa zawiesił współpracę z Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku po nawiązaniu przez tę placówkę kontaktów z kierowanym przez Krystiana Waksmundzkiego Związkiem Legionistów Polskich nie będącym – co stwierdził sąd – kontynuatorem przedwojennej organizacji o tej samej nazwie.

Kilka tygodni temu Muzeum poprosiło Komitet o wypożyczenie na wystawę stałą paru eksponatów, m.in. szarfy z wieńca złożonego przez delegację prezydenta RP generała Wojciecha Jaruzelskiego na trumnie Józefa Piłsudskiego 11 listopada 1990 roku. Początkowo władze KOnKJP wyraziły zgodę, ale wycofały ją po informacjach, że muzealnicy z Sulejówka zamierzają współpracować z działającym przy ZLP Muzeum Czynu Niepodległościowego.

„Nasze zaniepokojenie budzi bezpieczeństwo ewentualnych depozytów, jak i ofiarowanych Wam wcześniej naszych pamiątek związanych z budową i odbudową Kopca Józefa Piłsudskiego (Protokół przejęcia nr 55/17 z 14 lipca 2017 roku). Choćby sprawa współpracy tzw. Muzeum Czynu Niepodległościowego ze Skarbcem Jasnogórskim i jej finał (kradzież buławy i szabli Marszałka Rydza–Śmigłego – zakończona prawomocnym wyrokiem sądowym skazującym Krystiana Waksmundzkiego niestety bez zwrotu cennych narodowych pamiątek) dyskwalifikuje w naszej ocenie Muzeum na Oleandrach jako wiarygodnego i profesjonalnego partnera. Obawiamy się, że nasze eksponaty mogłyby podzielić los jasnogórskich pamiątek. Nasze stanowisko utwierdza oświadczenie dyrektorów krakowskich muzeów odcinające się od kontaktów z Krystianem Waksmundzkim i opisujące szereg nieprawidłowości w działalności tej instytucji” – czytamy w liście wiceprzewodniczącego Komitetu Andrzeja Fischera do dyrektora Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku Krzysztofa Jaraczewskiego.

ZLP i związane z nim muzeum funkcjonują w Domu im. Józefa Piłsudskiego na Oleandrach (aleja 3 Maja 7), do którego prawo ma – zgodnie z wyrokiem sądowym – gmina miasta Krakowa i obiecuje w najbliższym czasie przejąć go w posiadanie, o czym poinformowana została placówka w Sulejówku.

Warto przypomnieć, że Waksmundzkiemu stawiano w przeszłości wiele zarzutów zaboru mienia na szkodę osób prywatnych oraz KOnKJP. Najgłośniejsza była sprawa wypożyczenia i niezwrócenia ojcom paulinom z Jasnej Góry buławy i szabli marszałka Polski Edwarda Rydza-Śmigłego, za co został skazany prawomocnym wyrokiem sądowym na karę dwóch lat pozbawienia wolności. Po odbyciu połowy kary, warunkowego zwolnienia udzielił mu – w ramach prawa łaski – prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Dlatego właśnie Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego obawia się o losy pamiątek wypożyczanych instytucji podejmującej współpracę z Muzeum Czynu Niepodległościowego na Oleandrach.

Kiedy zdrajcy stracą wreszcie Virtuti Militari?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jedną z ciągle czekających na załatwienie spraw w dziele rozliczania zbrodni komunizmu jest nieodebranie Orderu Virtuti Militari osobom niegodnym posiadania tego najwyższego polskiego odznaczenia bojowego.

Z takim postulatem zwróciło się jako pierwsze w 2007 roku Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie do śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Rok później Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych przekazał Kancelarii Prezydenta RP listę ponad stu żyjących kawalerów tego orderu, którym powinien on zostać odebrany. Byli na niej funkcjonariusze oraz tajni współpracownicy Urzędu i Służby Bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej oraz formacji kontynuujących wrogą Polsce działalność, oficerowie Gwardii i Armii Ludowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a także obywatele RP mający w swoim życiorysie służbę w Armii Czerwonej lub w cywilnych i wojskowych sowieckich organach bezpieczeństwa (NKWD, KGB, Smiersz, GRU itp.).

Katastrofa smoleńska przerwała prace nad tą sprawą. Porozumienie ponowiło swój apel do prezydenta Bronisława Komorowskiego nie uzyskując jednak żadnej odpowiedzi. Teraz wszystko jest w rękach prezydenta Andrzeja Dudy; jego urzędnicy otrzymali uaktualnioną listę 80 osób, które należy pozbawić VM.

naszdziennikn„Nasz Dziennik” zapytał Biuro Odznaczeń i Nominacji Kancelarii Prezydenta RP o aktualny stan działań w tej materii i czeka na odpowiedź.

Z uzyskanych przez pełniącego obowiązki szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jana Józefa Kasprzyka informacji wynika, że aby podjąć czynności w tej sprawie należałoby reaktywować kapitułę orderu, która od dawna nie jest obsadzona.

Nie jest to jednak konieczne, ponieważ zgodnie z ustawą o orderach i odznaczeniach Prezydent RP ma prawo odebrać Virtuti Militari w przypadku, gdy „odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny orderu”, nie musi więc zasięgać niczyjej opinii.

Właśnie dlatego Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie zwróciło się bezpośrednio go głowy państwa z prośbą o dokonanie przeglądu żyjących jeszcze oraz zmarłych posiadaczy tego odznaczenia i usunięcie z jego grona wszystkich, którzy otrzymali je nie za walkę o niepodległość Polski, lecz za wierność sowieckiej racji stanu, często przejawiającą się w mordowaniu i represjonowaniu żołnierzy zbrojnego podziemia po 1945 roku.

Zdaniem krakowskich działaczy patriotycznych jako pierwszy powinien zostać pośmiertnie pozbawiony tego orderu współpracownik Informacji Wojskowej z lat 40. (pseudonim „Wolski”), późniejszy sowiecki namiestnik w Warszawie Wojciech Jaruzelski.

Kiszczakowa gra na konflikt w obozie władzy

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wdowa po generale Czesławie Kiszczaku zaapelowała do prezydenta Andrzeja Dudy, aby nie pozbawiał stopnia generalskiego jej męża, co zapowiedział 13 grudnia ubiegłego roku minister obrony narodowej Antoni Macierewicz – poinformował „Super Express”.

Zgodnie z przygotowaną już przez MON nowelizacją ustawy o powszechnym obowiązku służby wojskowej stopnie oficerskie i podoficerskie miałby odbierać minister obrony narodowej, a generalskie Prezydent RP.

antonimacierewiczMinister Macierewicz mówił wówczas: – Podejmujemy kroki prawne mające na celu odebranie stopni wojskowych zarówno panu Jaruzelskiemu jak i panu Kiszczakowi. Zbrodniarze odpowiedzialni za działanie zbrojne przeciwko własnemu narodowymi nie zasłużyli na to, by nosić te stopnie wojskowe. Czcimy ludzi takich jak Kukliński, czy Karski, którzy zostali awansowani do stopnia generała, a równocześnie takie stopnie szanujemy i akceptujemy u ludzi, którzy popełnili nie tylko zdradę, ale i zbrodnię. Ci, którzy popełnili zbrodnię powinni być pozbawieni stopni. Ja wobec Jaruzelskiego nie używałbym sformułowania: generał. Zasłużył na potępienie przez historię i społeczeństwo.

Maria Kiszczak powiedziała tabloidowi: „- Panie prezydencie, nie degraduj mojego męża! Czesław Kiszczak był bohaterem i patriotą. Panie prezydencie, bądź prezydentem wszystkich Polaków. Mój mąż służył takiej Polsce, jaka była, bo innej nie było. Robił, co mógł, by sprawy szły w jak najlepszym kierunku. On zasłużył się Polsce.”

Jest wielce prawdopodobne, że chce ona wykorzystać konflikt, jaki uwidocznił się pomiędzy głową państwa a szefem resortu obrony przed Świętem Wojska Polskiego. Skoro to minister Macierewicz zdecydowanie dąży do pozbawienia stopni nie tylko generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, ale także żołnierzy rezerwy, którzy byli członkami Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego bądź pełnili służbę w organach bezpieczeństwa PRL, to wdowa po byłym ministrze spraw wewnętrznych w ostatnich latach panowania reżimu komunistycznego postanowiła zasugerować prezydentowi Dudzie, aby nie skorzystał ze swoich uprawnień w tej materii.

Warto przypomnieć, że z inicjatywą zdegradowania Jaruzelskiego i Kiszczaka jako postaci symbolizujących zdradę polskiej racji stanu i całkowite zaprzedanie się Związkowi Sowieckiemu wystąpiło Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

Można i trzeba ścigać komunistycznych zbrodniarzy

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w postępowaniu prowadzonym na wniosek twórcy Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich Adama Słomki podjął precedensową decyzję, iż pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej ma obowiązek ścigać z urzędu przestępcze działania funkcjonariuszy komunistycznych – poinformowało biuro prasowe Konfederacji Polski Niepodległej.

W tym konkretnym wypadku chodziło o bezprawne pozbawienie w 1982 roku wolności działaczy Organizacji Młodzieżowej KPN, m.in. Sławomira Skrzypka, Witolda Słowika, Adama Słomki.

kpnniezlomniDotychczas sądy i prokuratorzy IPN najczęściej odmawiały ścigania zbrodni z PRL-u powołując się na kuriozalną uchwałę Sądu Najwyższego z 5 VIII 2010 roku, który uznał zbrodnie komunistyczne za przedawnione i to już w 1995 roku! (sic!). W efekcie w chwili obecnej toczą się w całej Polsce tylko dwa procesy za represje z lat 80-tych: o usiłowanie zamordowania Anny Walentynowicz przez SB oraz o utworzenie wojskowych obozów internowania zimą 1981/82 pod namiotami.
Dzięki licznym staraniom Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich (współtworzonego przez Marszałka Seniora Sejmu Kornela Morawieckiego i posła Andrzeja Melaka) oraz wnioskom formalnym środowiska Niezłomnych weteranów od 4 sierpnia decyzją Sądu w Katowicach nie może być mowy o przedawnieniu dla ścigania zbrodniarzy komunistycznych – zbrodni przeciwko ludzkości! Domagać się należy również orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w tej materii (taki wyrok jest obiecywany od dawna)
– czytamy w oświadczeniu biura prasowego KPN.

Po raz kolejny okazało się, że presja społeczna ma sens i warto niekiedy bić głową w mur, jeżeli dostrzeże się w nim jakąś szczelinę.

Mam nadzieję, że wkrótce ruszy fala procesów komunistycznych zbrodniarzy, co jest konieczne jeżeli mamy żyć w naprawdę niepodległej Rzeczypospolitej, które definitywnie zerwała z PRL-bis, jaką zafundowali nam w 1989 roku uczestnicy Okrągłego Stołu.

Kalwaria Zebrzydowska bez reliktu komunizmu

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Z centrum tej malowniczo położonej i słynnej z „dróżek” miejscowości zniknie ustawiony w 1962 roku, z okazji 20. rocznicy powstania Polskiej Partii Robotniczej, pomnik ku chwale mieszkańców biorących udział w walkach partyzanckich z okupantem hitlerowskim. Jest to efekt wieloletnich starań tamtejszego działacza opozycji antykomunistycznej Jerzego Rojka, a także przyjętej ostatnio przez Sejm ustawy o dekomunizacji przestrzeni publicznej.

ipnlogoDecyzję władz samorządowych pozytywnie zaopiniował Instytut Pamięci Narodowej, w którego piśmie czytamy: „Wystawienie przedmiotowego obiektu, jak i charakter inskrypcji na umieszczonej tam tablicy były elementem działań propagujących totalitarny system komunistyczny (…), ukierunkowanych na promocję w pierwszym rzędzie oddziałów dywersyjnych sowieckich i komunistycznych. Stąd wystawiony na rynku w Kalwarii <pomnik>, będący skądinąd obiektem o wątpliwych wartościach estetycznych, powinien zostać zdemontowany.”

A oto treść owej inskrypcji: Za udział mieszkańców w walkach partyzanckich z okupantem niemieckim Rada Państwa PRL uchwałą z dnia 16 października 1985 r. nadała miastu Kalwaria Zebrzydowska Krzyż Partyzancki.

Władze Kalwarii wystąpią do wojewody małopolskiego o formalne pozwolenie na rozbiórkę monumentu i sfinansowanie jej z budżetu państwa. Tablica trafi do krakowskiego magazynu IPN, który wziął na siebie pokrycie kosztów jej demontażu.

Być może po przewidzianym wkrótce remoncie rynku w Kalwarii Zebrzydowskiej stanie na nim nowy pomnik.

Jak władze miasta chcą sparaliżować miasto!

adamzyzmanAdam Zyzman

A ja wciąż o ZIKiT! Ale co mam zrobić? Jego pracownicy uparli się, że swoje pomysły wcielą w życie nawet przy sprzeciwach mieszkańców Krakowa i niesprzyjającym okolicznościom. Takim działaniem jest ostatnio tzw. usunięcie busów z centrum miasta. Nie piszę tego w interesie właścicieli prywatnych firm przewozowych i ich kierowców, którzy swoimi zachowaniami na ulicach niejednokrotnie doprowadzali mnie do szewskiej pasji, ale w interesie pasażerów, którzy od ponad tygodnia są zdezorientowani przy korzystaniu z tego rodzaju komunikacji. Problem bowiem polega na tym, że miasto nie przygotowało odpowiednich dworców dla busów na obrzeżach centrum. A tam, gdzie nawet one są, jak niewykorzystany od lat dworzec autobusowy przy skrzyżowaniu ul. Wielickiej i Powstańców Wielkopolskich, przestał być w tym momencie atrakcyjny, gdyż ewentualna przesiadka na tramwaj nie daje możliwości dojechania do tej części centrum miasta, do której prowadzi ul. Starowiślna, bo zamknięte są ulice Grzegórzecka, Westerplatte i Basztowa.

Skoro jesteśmy przy busach z tego kierunku przyjeżdżających do Krakowa, to warto zwrócić uwagę, że ich rola wzrośnie za kilka tygodni, gdy ilość pociągów kursujących do Wieliczki zostanie ograniczona ze względu na rozpoczęty przez kolej na tej trasie remont. W tej sytuacji ograniczanie komunikacji busów należy uznać, za wyjątkowo bezmyślne działanie!

Dlatego raz jeszcze podkreślam nie jestem przeciwko usunięciu komunikacji autobusowej z centrum miasta, ale trzeba się do tego odpowiednio przygotować! Przede wszystkim należy zaproponować przewoźnikom odpowiednio zagospodarowane dworce autobusowe na całym obrzeżu centrum, a nie zostawić tej sprawy zmartwieniom samych przewoźników. Po drugie skutków skrócenia tras busów w mieście nie powinni odczuć pasażerowie, bo należało im przygotować odpowiednią ofertę przewozów tramwajami. Tymczasem wybrano moment, gdy przewozy tramwajowe stoją na głowie w wyniku prowadzonych remontów, zarówno tych realizowanych przez miasto, jak i przez PKP PLK. Może trzeba było poczekać, aż właśnie w ramach tego ostatniego remontu zrobi się miejsce pod estakadami wiaduktu kolejowego, mającego zastąpić dotychczasowe nasypy? – Można było zrobić plac postojowy pod estakadą w ul. Wita Stwosza, można też go zrobić pod estakadą obok Hali Targowej. Można pomyśleć o znalezieniu dogodnego terenu pod dworzec, gdzieś w rejonie ul. Kapelanka, czy Kamieńskiego. Z podobnym dworcem przy ul. Księcia Józefa wcale nie trzeba czekać aż dojdzie w ten rejon budowa Trzeciej Obwodnicy, bo do tego czasu ludzie muszą jakoś do Krakowa dojeżdżać! Czekanie z dworcem autobusowym na Azorach dla busów kursujących od strony Krzeszowic i Olkusza, na zbudowanie tam linii tramwajowej też wydaje się przesadą! Ale na razie można powiedzieć, że urzędnicy działający w imieniu władz miasta, postanowili zrealizować swoje pomysły jak najszybciej i jak najgorzej, byle skutecznie!

Pytanie tylko co na to miejscy radni, którzy wybrani zostali na te funkcje, by reprezentować interesy mieszkańców?

PS. Ale to nie koniec moich uwag pod adresem ZIKiT, bo właśnie dostałem zapowiedź konferencji prasowej na temat zmian (czytaj: kolejnych utrudnień dla mieszkańców) w strefie parkowania w naszym mieście.

Znaku Polski Walczącej nie wolno przerabiać

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Bardzo dobrze, że właśnie dzień po uroczystych obchodach 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego ruszył przed stołecznym sądem proces trójki aktywistów partii Zieloni z jej przewodniczącą Małgorzatą Tracz na czele (wszyscy zgodzili się na ujawnianie swoich danych), którym zarzucono znieważenie znaku Polski Walczącej chronionego prawnie od sierpnia 2014 roku. Nastąpiło ono podczas Marszu Godności w czerwcu ubiegłego roku, kiedy podsądni trzymali zielony transparent ze znakiem przerobionym w ten sposób, że na końcu kotwicy namalowane zostały symbole płci oraz napis „Nie-podległa”.

W ustawie zapisano, że „Znak Polski Walczącej, będący symbolem walki polskiego narodu z niemieckim agresorem i okupantem podczas II wojny światowej, stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej”, a otaczanie go „czcią i szacunkiem” jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela. Za jego znieważenie grozi grzywna. Żadna, nawet najbardziej wzniosła motywacja nie usprawiedliwia wykorzystywania znaku, który na trwałe wpisał się do chlubnej tradycji Polski i nie wolno go przerabiać, malować na przedmiotach użytku publicznego, znieważać w jakiejkolwiek sposób. Każdorazowe użycie symbolu, za który tysiące rodaków przelewało krew w szeregach Armii Krajowej musi być przemyślane i skonfrontowane ze społeczną wrażliwością.

pwsymbolTej ostatniej zabrakło zarówno producentowi kijów bejsbolowych, który stanął przed sądem w Szczecinie za „ozdobienie” ich znakiem Polski Walczącej, jak również członkom Zielonych. Tłumaczenie, że ten symbol odzwierciedla ich walkę o prawa kobiet, można go więc skojarzyć z równością płci, są śmieszne i żałosne. Warszawski proces nie jest pierwszy w tej materii. W maju 2017 roku kielecki sąd skazał jedną z organizatorek „Czarnego Protestu” na dwa tysiące złotych grzywny za umieszczenie w podstawie kotwicy dwóch kropek mających symbolizować kobiece piersi, a w lutym zapadł w Szczecinie wyrok uniewinniający w podobnej sprawie.

Naród, który nie umie szanować swoich uświęconych krwią symboli nie zasługuje na szacunek. Z uznaniem i wdzięcznością trzeba więc traktować obywatelskie doniesienia (z takiego toczy się obecny proces) na łamanie prawa i dobrych obyczajów. Z jednej strony powinniśmy zachęcać młodzież do codziennego, a nie tylko od święta, wyrażania uczuć patriotycznych i szacunku dla bohaterów (tak się ostatnio dzieje), m.in poprzez używanie przez nią narodowych symboli, z drugiej trzeba stanowczo reagować na każde nadużycie w tej materii.

Kocham to co było!

jerzyborkowskiJerzy Borkowski

Od wielu lat kibicuję i wspieram firmę Maspex kupując jej soki i napoje. Bardzo mi smakują soki Tymbarku, czy kakao Puchatek. Czynię to nie tylko z powodu wysokiej jakości jej produktów, ale też dlatego ponieważ jest to silna Polska marka. Nie ukrywam tu pobudek patriotycznych. Kupuję polskie, bo jestem Polakiem. Cieszyłem się kiedy czytałem w mediach, że firma rodem z Polski wchodzi na rumuński rynek wykupując tamtejsze wody mineralne, na Mallorce z dumą kupowałem jej soki. Niestety czar prysł. Przyszła gorycz, żal, zażenowanie i złość. Jestem autorem książki „Tajemnica nocy Dęba”, pisząc ją rozmawiałem z wieloma bohaterami walk o niepodległość Rzeczpospolitej. Ich świadectwa chciałem przelać na papier, by ich osiągnięcia nie zostały zapomniane. Spotykając się ze mną opowiadali mi swoje losy, gdy przeżywali piekło, cierpiąc ból fizyczny i psychiczny, bici ,torturowani i zastraszani losem ukochanej rodziny i Ojczyzny. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł im powiedzieć: „chrzanić to co było…” i co więcej pokazać środkowy palec. Nie będę przebierał w słowach, używał eufemizmów. Reklama napoju „Tiger” firmy Maspex z Wadowic jest obrzydliwa, wstrętna i ordynarna. Kojarzy mi się z obrzydliwą antypolską propagandą. Jak możecie obrażać naszych bohaterów, dobrych i wielkich Polaków? Jakim prawem uderzacie dziś w starszych, bezbronnych ludzi, którym powinniście oddawać cześć za to, że być może za was byli ranni w czasie walk, a nie rzadko tracili swoich braci. Jako patriota, człowiek, który nosi Polskę w sercu, oczekuję przeprosin, ale nie tych z Facebooka które zamieściliście: „przepraszamy za błąd”. Błąd to może być ortograficzny, a to było celowe, przemyślane i zamierzone działanie. Oczekuję również zadośćuczynienia, wobec Powstańców Warszawskich. Może być to ufundowanie leków, ufundowanie wózka, potrzeby są olbrzymie! To już wasza sprawa jak chcecie odzyskać klienta, a przede wszystkim naprawić „błąd”. Ja, mimo że jesteście polską marką, nie tknę waszych produktów dopóki, dopóty nie naprawcie zła, które wyrządziliście. Obraziliście mnie jako Polaka, jako patriotę i jako waszego wiernego klienta. Wstyd i hańba. To jest to co teraz myślę o waszym malutkim maspexie.

A na koniec: Chwała Bohaterom!

Panteon Żołnierzy Niezłomnych zamiast grobów zdrajców Polski?

pokinlogonowePorozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie w pełni popiera pomysł prezesa Fundacji „Łączka” Tadeusza Płużańskiego, aby na Powązkach Wojskowych powstał w nieodległej przyszłości Panteon Żołnierzy Niezłomnych, który zastąpiłby nie odpowiadającą ich zasługom „szufladkową” konstrukcję architektoniczną zbudowaną kilka lat temu.

Uważamy, że równie dobrą jak „Łączka” lokalizacją byłaby dla niego ta część cmentarza, z której – jak zapowiedział prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Jarosław Szarek – mają wreszcie zniknąć groby zdrajców Polski, m.in. Bolesława Bieruta, Juliana Marchlewskiego, Karola Świerczewskiego, czego od dawna domagało się nasze Porozumienie.

Na zwolnionej powierzchni będzie wystarczająco dużo miejsca, żeby wybudować okazały panteon – świadectwo należnego szacunku, jaki niepodległa Rzeczpospolita oddaje swoim bohaterom, którzy zginęli lub zostali zamordowani przez komunistycznych siepaczy wykonujących rozkazy spoczywających do dzisiaj w Alei Zasłużonych Powązek Wojskowych realizatorów moskiewskiej polityki zniewolenia Polski.

Płużański celnie napisał: „Barbarzyński plan zakładał zatarcie wszelkich śladów po zamordowanym wojsku II RP. To miała być zbrodnia doskonała. Całkowite wyklęcie. Ale komuniści przegrali, przegrali przede wszystkim wojnę o pamięć. Zwycięzcami są Niezłomni. Bo choć fizycznie wyeliminowani, z przestrzelonymi czaszkami, przykryci ziemią i późniejszymi grobami, ze zmiażdżonymi kośćmi, wrócili do nas w chwale.”

Sądzimy, że zbliżająca się 73. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego oraz Święto Wojska Polskiego mogłyby stanowić dobrą okazję do ogłoszenia przez najwyższe władze państwowe decyzji o budowie Panteonu Żołnierzy Niezłomnych w centrum jednej z naszych narodowych nekropolii, jaką są Powązki Wojskowe. O tym, w którym miejscu on stanie powinny zadecydować przede wszystkim rodziny wydobywanych z anonimowych dołów śmierci bohaterów narodowych oraz środowiska od wielu lat (jeszcze przed 1989 rokiem) czynnie kultywujące pamięć o nich.

W imieniu Rady POKiN, dr Jerzy Bukowski

Co wolno dyrektorowi państwowej instytucji?

adamzyzmanAdam Zyzman

Czy instytucje państwowe mogą prezentować stanowisko wrogie aktualnemu rządowi? Czy jakikolwiek rząd tolerowałby kierownictwo podległej mu instytucji manifestującej wrogość wobec programu rządu i podejmowanych przezeń działań? A tak dzieje się w podległym Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej – dowód takich działań na załączonym zdjęciu!

cwdpiCo prawda ktoś powie, że to manifestacja odchodzącego już kierownictwa placówki. Ale według mnie to tolerowanie bezkarności zwolennikom opozycji i działań obrażających godność zdecydowanej większości narodu, sprawiły, że dziś w witrynach państwowego teatru wiszą plakaty opozycji! Dlatego mimo wygasającego kontraktu dotychczasowego dyrektora Klaty domagam się od ministra Piotra Glińskiego rozwiązania stosunku pracy z dyrektorem w trybie dyscyplinarnym, nawet gdyby to miało się stać na kilka dni przed jego odejściem ze stanowiska. To kwestia lojalności urzędników państwowych (dyrektor państwowego teatru jest przede wszystkim urzędnikiem, a artystą jest tylko na takiej zasadzie, jak w innych firmach ekonomista lub inżynier w danej branży), ale przede wszystkim uczciwości władzy wobec swoich własnych zwolenników!

O pilne podpisanie ustaw reformujących polski wymiar sprawiedliwości

Poznań, 22 lipca 2017 roku

List Otwarty do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
Akademickich Klubów Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
w Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Toruniu i Warszawie
w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce

akopolskaAkademickie Kluby Obywatelskie zwracają się do Pana Prezydenta o pilne podpisanie ustaw reformujących polski wymiar sprawiedliwości. Na te reformy społeczeństwo polskie czeka ponad ćwierć wieku. Przyjęte w ustawach rozwiązania prawne dają nadzieję na istotną zmianę funkcjonowania władzy sadowniczej w naszym kraju i równego traktowania wszystkich obywateli, bez względu na status majątkowy i pozycję społeczną. Nie naruszają one w niczym podstawowej zasady państwa prawa, czyli trójpodziału władzy, ponadto są podobne lub analogiczne do rozwiązań funkcjonujących w wielu krajach Unii Europejskiej.

Proponowana reforma sądownictwa stwarza warunki do ostatecznego zerwania z dziedzictwem merytorycznym, organizacyjnym i kadrowym funkcjonującym dotychczas, a będącym bezpośrednią kontynuacją czasów PRL-u. Organizowane przez totalną opozycję protesty przeciwko podejmowanym zmianom, w tym najważniejszy zarzut łamania trójpodziału władzy, nie mają obiektywnego, merytorycznego uzasadnienia. Są natomiast obroną interesu grupowego środowisk, które od czasu okrągłego stołu były beneficjentami pozornego urynkowienia gospodarki Polski. Środowiska te tolerowały aferalny i korupcyjny sposób organizowania życia społecznego i ekonomicznego kraju czerpiąc nienależne profity. Obecnie bojąc się utraty uprzywilejowanej pozycji oraz przejęcia steru rządów przez uczciwych ludzi spoza swojego układu szermują hasłami obrony praworządności i konstytucji. Pozostaje to w całkowitej sprzeczności z brakiem reakcji na liczne afery i przejawy korupcji w życiu gospodarczym i społeczno-politycznym, które jeśli były wykryte, pozostawały bez konsekwencji.

Reforma wymiaru sprawiedliwości jest jednym z najważniejszych i koniecznych elementów uzdrowienia życia narodowego i państwowego w Polsce, a równocześnie stwarza szansę realnego i symbolicznego zerwania z czasami PRL-u.

My, ludzie nauki, skupieni w Akademickich Klubach Obywatelskich z całą mocą popieramy wszelkie działania rządu i Pana Prezydenta prowadzące do naprawy Rzeczypospolitej.

W imieniu członków Akademickich Klubów Obywatelskich: Prof. dr hab. Jerzy Głuch, Członek Zarządu AKO Gdańsk / Prof. dr hab. inż. Bolesław Pochopień, przewodniczący AKO Katowice / Prof. dr hab. Ryszard Kantor, przewodniczący AKO Kraków / Prof. dr hab. Waldemar Paruch, przewodniczący AKO Lublin / Prof. dr hab. Michał Seweryński, przewodniczący AKO Łódź / Prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak, przewodniczący AKO Poznań / Prof. dr hab. Janusz Piszczek, przewodniczący AKO Toruń / Prof. dr hab. inż. Artur Świergiel, przewodniczący AKO Warszawa

Prosimy o poparcie naszego Oświadczenia. Może je wyrazić każdy, dodając swój podpis na stronie internetowej AKO Poznań: http://ako.poznan.pl/7957/#more-7957

O szacunek dla pomnika Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego

pokinlogonowePorozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie stanowczo protestuje przeciwko znieważaniu pomnika Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego przy ulicy Wiejskiej w Warszawie przez uczestników odbywających się w jego pobliżu w ostatnich dniach demonstracji politycznych.

Szacunek dla bohaterskiej przeszłości wyklucza jakiekolwiek wykorzystywanie upamiętniających je monumentów, zwłaszcza jeżeli są one traktowane w niegodny sposób. Widok ludzi traktujących ten pomnik jako ławkę, miejsce spożywania posiłku i palenia papierosów jest nie do pogodzenia z elementarnymi zasadami kultury, nie mówiąc już o ostentacyjnym lekceważeniu drogiego sercu wszystkich Polaków znaku pamięci.

POKiN apeluje do uczestników kolejnych manifestacji, które będą się jeszcze zapewne odbywać w najbliższych dniach przed Sejmem, o uszanowanie pomnika Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego, a do policji i do Straży Miejskiej Miasta Stołecznego Warszawy o otoczenie tego monumentu stosowną ochroną.

Dr Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia