Category Archives: LUDZIE i kultura

500-setna rocznica zaślubin króla polskiego Zygmunta I Starego z Boną Sforzą

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

18 kwietnia 2018 roku w kościele Świętej Barbary OO. Jezuitów odprawiona została Msza Święta w 500-setną rocznicę zaślubin króla polskiego Zygmunta I Starego z Boną Sforzą. Warto przypomnieć, że ceremonia sprzed pięciuset lat odbyła się w niedzielę: https://photos.app.goo.gl/8WIz9erkfVVRNFxs1

Hymn zmartwychwstania Polski

Modlitewnik żołnierza Rzeczpospolitej Polskiej (z książki „Boże zbaw Polskę”, wyd. III, Poznań, Józef Ostromęcki 1919), ułożył ksiądz Wojciech Piast z Częstochowy.

Boże coś Polskę przez tak długie wieki,
Otaczał blaskiem potęgi i chwały,
Ty ją wyrwałeś tarczą swej opieki,
Od nieszczęść które pochłonąć ją miały
z głębi serc naszych przyjm dzięki Panie
Za tryumfalne Polski zmartwychwstanie.

Oto już wolna wznosi swe ramiona;
Cudem swej woli zerwane kajdany,
Silna i czysta,geniuszem natchniona
Z dumą spogląda na lud nieskalany.
Z głębi serc naszych przyjm dzięki o Panie,
Za tryumfalne Polski zmartwychwstanie.

Z całą miłością nadzieją i wiarą
Czekał lud wiernie tej godziny cudu
I niósł chorągiew z białym orłem, starą,
Nie szczędząc ofiar, ni krwi ani trudu.
Z głębi serc naszych przyjm dzięki o Panie,
Za tryumfalne Polski zmartwychwstanie.

Niech żyje Polska ! woła lud radośnie,
Niech żyje w blasku jedności i chwały;
Serce narodu uderza radośnie:
Już wzbił swe skrzydła polski orzeł biały.
Z głębi serc naszych przyjm o dzięki Panie.
Za tryumfalne Polski zmartwychwstanie.

(Od Redakji): Dziękujemy p. Małgorzacie Janiec za nadesłanie tekstu.

Życzenia najszczersze i najserdeczniejsze…

raffaellinodelgarboNa świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat (Ewangelia Świętego Jana 16, 33).

Raffaellino del Garbo (1466–1524), Zmartwychwstanie (Galleria dell’Accademia, Florencja).

Czas święty pozwala się nam odradzać a Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa to najważniejsze wydarzenie w dziejach ludzkości, On zwyciężył…

Wspaniałych, błogosławionych Świąt Wielkanocnych ;-) życzy Państwu – Mirosław Boruta, dr, radny Sejmiku Województwa Małopolskiego i prezes Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie

Nieznana karta z życiorysu papieża Polaka

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wydawać by się mogło, że biografia Karola Wojtyły nie kryje już żadnych tajemnic i wiemy o nim wszystko w najmniejszych szczegółach. Okazuje się jednak, że wciąż odkrywane są jeszcze nieznane lub zapomniane karty z jego życia i to kapłańskiego, które powinno być przecież dobrze oraz wszechstronnie udokumentowane.

Ostatnio dowiedzieliśmy się, że młody ksiądz Wojtyła był w latach 1951-53 wikariuszem w prowadzonej przez ojców Augustianów parafii pw. Świętej Katarzyny Aleksandryjskiej na krakowskim Kazimierzu. Został nim w kilka tygodni po odejściu z takiej samej funkcji w parafii pw. Św. Floriana na placu Matejki.

Tę radosną wiadomość odczytano w ogłoszeniach parafialnych w minioną niedzielę: „Z satysfakcją chcemy podzielić się wiadomością otrzymaną z Archiwum Kurii Metropolitalnej. Przekazany dokument to nominacja ks. dra Karola Wojtyły na wikariusza kooperatora przy kościele parafialnym św. Katarzyny w Krakowie, z parafką bpa Eugeniusza Baziaka. Stanowi to cenną pamiątkę historii kościoła i parafii z lat 1951-1953. Mamy więc powód do radości, że posługę wikariusza w naszym kościele pełnił dzisiejszy św. Jan Paweł II Papież, który nierozerwalnie związany jest z dzisiejszą uroczystością i kultem Miłosierdzia Bożego.”

Dlaczego tak ważna karta w życiorysie papieża Polaka pozostawała do tej pory nieznana?

swietyjanpawelii- Dokument z 10 października 1951 roku pochodzi z teczki personalnej ks. Wojtyły, przechowywanej w Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Miałem ją w ręku w trakcie kwerendy komisji historycznej w czasie procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II, gdzie byłem sędzią. Wówczas nie były ujawnione, gdyż szczegóły procesu są objęte tajemnicą. Teraz zaś, już kilka lat po kanonizacji, obostrzeń w publikacji takich dokumentów już nie ma. Sięgnąłem po nie teraz, przygotowując publikację o pobycie ks. Wojtyły w parafii św. Floriana w Krakowie – powiedział portalowi internetowemu krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego” obecny wikary w tej parafii i zarazem referent ds. kanonizacyjnych w Archidiecezji Krakowskiej ks. Andrzej Scąber.

„Sprawa formalnej posługi wikariuszowskiej przyszłego papieża u św. Katarzyny po zwolnieniu we wrześniu 1951 r. z obowiązków wikarego w kościele św. Floriana i udzielenia mu trzyletniego urlopu naukowego nie została odnotowana w fundamentalnym <Kalendarium życia Karola Wojtyły> opracowanym przez ks. Adama Bonieckiego. Wspomina się tam jednak o tym, że odprawiał we wspomnianej świątyni codzienne Msze św” – czytamy w portalu.

Otwórzcie drzwi Chrystusowi

kingahrabia2Kinga Hrabia

„Misterium Męki Pańskiej: Otwórzcie drzwi Chrystusowi” w reżyserii Piotra Piechy – scenariusz na podstawie Biblii Nowego Tysiąclecia: Jadwiga Klimkowicz i Piotr Piecha, oprawa muzyczna: Piotr Piecha, choreografia i ruch sceniczny: Jadwiga Klimkowicz, obsada aktorska: Grupa Teatralna im. ksieni Zofii Grothówny, premiera: 2 marca 2018 roku, Klasztor Sióstr Norbertanek w Imbramowicach „Spichlerz Kultury”.

„ZOBACZ GRZESZNY COM CIERPIAŁ ZATWE GRZECHÓW ZŁOŚCI Z PRZYCZYN ICH OTUŻ BOK MOY OTWARTEY MIŁOŚCI” – skarga Chrystusa z obrazu „Pana Jezusa Cierpiącego” znajdującego się w Sanktuarium Męki Pańskiej w Imbramowicach.

W liturgii nie ma miejsca na teatr, ponieważ „rytuał” jest naprawdę, tylko wyobraźnia ludzka domaga się zmyślonego dopowiedzenia. Cierpienie, miłość, zbawienie stanowią sens Golgoty opisanej w Piśmie Świętym. Zrozumieć i przeżyć przedstawioną w Ewangeliach Drogę Krzyżową Chrystusa najlepiej pozwala nabożeństwo pasyjne, które słowa, symbole przenosi na obraz, sceny.

odc1Spektakl „Otwórzcie Drzwi Chrystusowi” nawiązuje do średniowiecznej praktyki dramatu liturgicznego – pasyjnego misterium, ale nie stanowi wiernej kopi obrzędowości, lecz przenosi jej aurę w czasy współczesne oraz akcentuje symboliczną warstwę misterium. Jednakże należy podkreślić, że to nie „typowa” Pasja, którą do dzisiaj często odgrywa się przy kościołach, w postaci (w miarę możliwości) realistycznie odgrywanych scen Męki Pańskiej w plenerze, z zachowaniem pełności i ciągłości obrazu biblijnego, lecz artystyczna „wizja” Kalwarii – splot kluczowych scen i cytatów.

Nazwa „misterium” pochodzi od łacińskiego „mysterium” – tajemnica, obrzęd i oznacza widowisko wywodzące się z dramatu liturgicznego. Tematyka misterium pochodzi z Biblii, utworów o charakterze hagiograficznym i apokryfów. To gatunek o luźnej kompozycji i swobodnie rozbudowanych wątkach, w którym dużą rolę odgrywały intermedia i charakterystyczne sceny symultaniczne, grany był najczęściej na placach i dosyć wcześnie w języka narodowych, a nie po łacinie. W Polsce popularne były bożonarodzeniowe szopki i pastorałki, to znaczy misteria mówiące o narodzeniu Chrystusa oraz te związane z wydarzeniami Wielkiego Tygodnia i Wielkanocą, z których najbardziej znany jest utwór Mikołaja z Wilkowiecka „Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” z XVII wieku. W imbramowickim misterium skupiono się na tragizmie historii Jezusa Chrystusa, rezygnując z komiczno-satyrycznych interludiów oraz mocno trzymając się problematyki religijno-egzystencjalnej, zgodnej z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Misterium w wykonaniu Grupy Teatralnej im. ksieni Zofii Grothównej odbywa się (ostatnie wystąpienie będzie mieć miejsce 25 marca) w szczególnym miejscu, bo przy Sanktuarium Męki Pańskiej, w którym znajduje się obraz Pana Jezusa Cierpiącego łaskami słynący, anonimowe dzieło pochodzące z XVII wieku, na którym umęczona twarz Chrystusa oddaje głębię niewypowiedzianej męki w imię odkupienia grzechów ludzkości swoją bezgraniczną miłością.

odc2Patronką, prężnie rozwijającej się grupy teatralnej pod okiem Jadwigi Klimkowicz oraz Piotra Piechy, działającej przy Klasztorze Sióstr Norbertanek w Imbramowicach, została obrana Zofia Grothówna – najbardziej zasłużona zakonnica konwentu Imbramowickiego, dlatego warto zapoznać się z jej biografią. Zofia Grothówna pochodziła z Rzeżuśni, wsi należącej obecnie do powiatu miechowskiego województwa małopolskiego. Jej rodzicami byli Aleksander Groth herbu Rawicz oraz Katarzyna Kozubska. Niestety nie zachowało się zbyt wiele źródeł o jej życiu przed wstąpieniem do klasztoru w Imbramowicach w 1691 roku, nawet jej data urodzenia. Została wybrana na stanowisko ksieni, to znaczy przełożonej klasztoru żeńskiego, w 1703 roku. Niemal przez cały okres sprawowania swojej funkcji zajmowała się odbudową kościoła i klasztoru po wielkim pożarze, który miał miejsce w 1710 roku, zatrudniając najlepszych artystów, aby odtworzyć dawną świetność i uczynić miejsce jak najpiękniejszym. Jej największą zasługą jest rozpoczęcie spisywania kroniki klasztornej. Jednakże nie tylko dbała o historię i wygląd domu sióstr Norbertanek, ale także nie pozostawała obojętna na los wiernych – budowała chaty, przekazywała zboże, pomagała biednym i potrzebującym oraz stworzyła szkołę klasztorną dla dziewcząt. Zmarła w 1741 roku, a pamięć o niej trwa nadal, czego dowodem jest powołanie grupy teatralnej, która, za przykładem swojej opiekunki, swoją sztuką rozprzestrzenia piękne wartości, chwaląc przy tym Boga Najwyższego. Więcej na temat okresu sprawowania rządów przez Grothównę i historii samego klasztoru oraz Sanktuarium Męki Pańskiej możecie dowiedzieć się ze strony Klasztoru Sióstr Norbertanek (http://www.imbramowice.norbertanki.org/pl/zdanowski).

odc3W przedstawieniu „Otwórzcie Drzwi Chrystusowi” podkreślono poziom symboliczny, dlatego uczestnictwo wymagało zaangażowania serca i intelektu, wybrano pewne emblematy męki pańskiej, sceny pokazywano za pomocą ekspresyjnego tańca (ekstatyczny taniec dwóch niewiast jerozolimskich wyrażający agonię Chrystusa i cierpienie Matki frasobliwej) i emocjonalnego śpiewu (od cichego, kojącego po głośny, doniosły, wręcz agresywny), wykrzyczanych i wyszeptanych monologów, zachowując przy tym porządek biblijnej drogi Chrystusa na Golgotę. Gra światłem i dźwiękiem, pieśni religijne przy akompaniamencie gitary („Ogrodzie Oliwny”, „Jezusa Ukrytego”, „Ach, mój Jezu”…), minimalistyczna scenografia (krzyż, tron, kamienie) i kostiumografia (symboliczne kolory szat) oraz efekt mgły, potęgowały oniryczno-mistyczną aurę, która wprowadzała w stan quasitransu. Ważne jest to, że spektakl spełnia kluczową funkcję nabożeństwa – wspólnej modlitwy i adoracji. Widzowie mogli współtworzyć przedstawienie oraz poczuć się jak uczniowie Chrystusa i płaczące niewiasty, podczas bezpośrednich zwrotów Jezusa, który nakazywał odkryć w sobie posłannictwo do miłości, sceny Eucharystii i wspólnego dzielenia się chlebem lub w trakcie wspólnego odśpiewania pieśni.

Obsada składa się m.in. z amatorów-pasjonatów sztuki aktorskiej, w różnym wieku (od 6 lat wzwyż) i o różnych zainteresowaniach czy zawodach, lecz to nie przeszkadza im „mówić jednym głosem” i grać bez emfazy charakterystycznej dla naturszczyków. Na szczególną pochwałę zasługuję rola Judasza, który swoim głosem i ciałem pokazał poczucie winy zdrajcy Nazarejczyka. Swój talent zaprezentował, zdaje się, że w najlepszej scenie tego spektaklu – sądu nad Chrystusem, w którym posłużono się synekdochą – trzech mężczyzn odpowiadało starszyźnie żydowskiej i tłumowi, którzy zgodnie z tradycją Paschy i propozycją Poncjusza Piłata mógł ocalić jednego z więźniów; mordercę Barabasza albo Króla Żydowskiego, pomimo tego skazali na męczeńską śmierć niewinnego Jezusa. Młodzi mężczyźni na baczność i z zaciśniętymi pięściami w stronę publiczności wykrzykiwali brzemienne w skutkach zdanie „Krew Jego na Nas i na Nasze dzieci!”.

odc4Jadwiga Klimkowicz, znana krakowska choreografka i baletnica, doskonale ułożyła ruch sceniczny, wykorzystując „statyczną wzniosłość”, jakby momentami lepiła z ciał aktorów żywe rzeźby lub malowała dynamiczne obrazy (scena upadku niewiast na ziemię lub objęcia Chrystusa przez wszystkie postaci).

Kreacja chóru, który przypomina o wspólnym grzechu ludzkości i o błogosławieństwach Chrystusa z Kazania na górze oraz wrażenie jakie wywołuje misterium przywołuje tradycję tragedii antycznej, której celem było wzbudzenie u publiczności emocjonalnego wstrząsu – „katharsis”. Wywołanie uczucia trwogi i litości pozwala oczyścić umysł z tych doznań.

Na koniec spektaklu reżyser podziękował wiernej publiczności i oddanym swej pracy aktorom, a oni wszystkim, dzięki którym misterium mogło się odbyć. Podziękujemy raz jeszcze Piotrowi Piesze, aktorowi Teatru Ludowego w Krakowie za wspaniałą reżyserię, Jadwidze Klimkowicz, dyrektorce Teatru Słowa i Tańca w Krakowie, za feeryczną choreografię, wszystkim aktorom za przekonującą grę, Michałowi Kołdrasowi, właścicielowi serwisu kinaamatorskiego.pl, za udokumentowanie przedstawienia, siostrze Augustynie za przepyszne wypieki, przeoryszy imbramowickiego klasztoru – siostrze Faustynie za udostępnienie miejsca i wszelkie wsparcie oraz widzom za tak liczne przybycie i za słowa pochwały.

odc5Charakter prezentowanej „Pasji” doskonale wpisuje się w mistyczny i pokutny czas, gdy w kościołach śpiewane są Gorzkie Żale, rozważa się stacje Drogi Krzyżowej, przygotowuje do Świąt Wielkiej Nocy. Spektakl przybliża widzom europejską, dawną, nieco zapomnianą tradycję świeckich przedstawień pasyjnych, dramatu liturgicznego, związanego z inscenizacją liturgicznych wątków biblijnych, a co najważniejsze – nie jest tylko przedstawieniem teatralnym, ale także wspólną modlitwą, śpiewem i medytacją nad słowami Pisma Świętego. Najważniejsze zdają się emocje, ekspresja, współodczuwanie z Chrystusem, Maryją i wszystkimi postaciami biblijnymi (Judasz, Piotr, Jan, Weronika, Szymon Cyrenejczyk, Poncjusz Piłat, Tomasz Apostoł…), co pozwala lepiej zrozumieć cud Zbawienia, docenić wagę Wielkanocy oraz przeżyć razem z aktorami święte misterium. Poruszenie, które wywołuje przedstawienie, może stanowić pierwszy krok do zmiany siebie samego na lepsze… Zapowiedź spektaklu znajdą Państwo tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=T4z5VbxU4R0

Serdecznie zapraszamy na nowe premiery teatralne w wykonaniu tego zdolnego zespołu oraz na spotkania ze Sztuką i Literaturą w każdą pierwszą sobotę miesiąca – z pewnością będziecie mogli spotkać się z niezwykłymi gośćmi i poczuć niesamowitą atmosferę.

Bibliografia:
http://www.biografistykapedagogiczna.pl/index.php/pl/tomy/27-tom-2-2017/71-beata-skrzydlewska-zofia-grothowna-ksieni-klasztoru-w-imbramowicach-w-latach-1703-1741
A. Kulawik, Poetyka, Wstęp do teorii dzieła literackiego, Kraków 1997.
A. Borowski, Literatura polska i powszechna. Starożytność-Oświecenie, Kraków 2002.

Stosunek do Kuklińskiego probierzem patriotyzmu

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ilekroć czytam długie artykuły lub śledzę namiętne dyskusje medialne na temat generała Ryszarda Kuklińskiego, w których padają skrajnie różne oceny jego postępowania i dochodzi do przysłowiowego dzielenia włosa na czworo, tylekroć przypomina mi się fragment felietonu, jaki zamieścił w styczniu 2014 roku w „Rzeczpospolitej” pisarz, poeta, scenarzysta i reżyser telewizyjny Artur Ilgner): „Gdy ktoś obcy próbuje wciągnąć mnie w dyskusję o polskich sprawach, zadaję mu krótkie pytanie: co pan/pani sądzi o Kuklińskim? I od razu mam jasność. Z kim mam przyjemność lub nie”.

Chyba nikt równie krótko i dosadnie nie streścił istoty sporu o człowieka, który z miłości do Ojczyzny samotnie rzucił wyzwanie sowieckiemu imperium zła.

Jestem niezwykle wdzięczny autorowi zacytowanych wyżej słów, którymi często wspomagam się w licznych debatach o jednym z największych bohaterów w najnowszej historii nie tylko Polski, ale całego świata.

Generał Ryszard Kukliński zasłużył na Order Orła Białego

jerzybukowskiJerzy Bukowski*

Wielce Czcigodni Panie Kanclerzu i Członkowie Kapituły Orderu Orła Białego,

Zwracam się do Państwa w imieniu własnym, Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, a także wielu innych środowisk patriotycznych o wystąpienie do Prezydenta RP z wnioskiem o pośmiertne włączenie w poczet kawalerów najwyższego polskiego odznaczenia śp. generała Ryszarda Kuklińskiego.

W naszym odczuciu najlepszą datą dla ogłoszenia tej decyzji byłby 15 sierpnia, czyli Święto Wojska Polskiego obchodzone na pamiątkę wiekopomnego zwycięstwa odniesionego przez nie w 1920 roku nad Armią Czerwoną, której w samotnej, bohaterskiej misji z powodzeniem przeciwstawił się w latach 70. i 80. ubiegłego wieku „pierwszy polski oficer w NATO”.

pulkownikryszardkuklinskiAwansując pułkownika Kuklińskiego do stopnia generała brygady 11 listopada 2016 roku prezydent Andrzej Duda jednoznacznie wyraził uznanie dla człowieka, który z narażeniem życia własnego i rodziny znacznie przyczynił się do tego, że zimna wojna między Związkiem Sowieckim i zniewolonymi przez niego państwami Europy środkowo-wschodniej a Zachodem nie przekształciła się w planowane przez imperium zła aż do połowy lat 80. atomowe starcie skutkujące m.in. totalną zagładą Polaków.

Ponieważ Kapitułę OOB tworzą obecnie wielcy patrioci, którzy doskonale wiedzą, jak ogromne zasługi nie tylko dla wyrwania naszego kraju spod sowieckiej okupacji, ale także dla uratowania światowego pokoju położył ten dzielny i prawy oficer, pozwalam sobie wyrazić nadzieję na zarekomendowanie przez nią głowie państwa zaliczenia śp. generała brygady Ryszarda Kuklińskiego do grona kawalerów Orderu Orła Białego w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

* Autor to były reprezentant prasowy generała Ryszarda Kuklińskiego w Kraju, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie

Rośnie pomnik generała Ryszarda Kuklińskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Prawie codziennie przechodzę przez krakowski plac Jana Nowaka-Jeziorańskiego (dawniej Dworcowy), żeby z radością odnotowywać widoczne postępy przy budowie pomnika generała Ryszarda Kuklińskiego. Wprawdzie teren, na którym uczczony zostanie już niedługo „pierwszy polski oficer w NATO” jest szczelnie ogrodzony, ale można zajrzeć przez szpary w metalowym ogrodzeniu i zobaczyć, że z każdym dniem inwestycja posuwa się do przodu.

Będąc w kontakcie z inicjatorem wzniesienia tego pomnika przewodniczącym Stowarzyszenia im. płk. Ryszarda Kuklińskiego Henrykiem Pachem wiem, że powinien on być gotowy za kilka tygodni, czyli 20 lat od pierwszej po ewakuacji z Polski wizycie jednego z największych bohaterów w najnowszej historii świata w ojczyźnie, podczas której spędził on kilka dni w Krakowie, gdzie odebrał przyznane mu 3 maja 1997 roku przez radnych honorowe obywatelstwo podwawelskiego grodu.

projektpomnikagrkZaprojektowany przez zwycięzców ogłoszonego przez prezydenta miasta konkursu profesora Czesława Dźwigaja i Krzysztofa Lenartowicza monument będzie miał formę upadających betonowych płyt symbolizujących obalenie muru berlińskiego, ponad którymi znajdzie się symbolizujący oficerską szablę oraz połączenie Wschodu z Zachodem stalowy łuk sięgający w najwyższym punkcie 9,2 metra od poziomu placu (il. za: inwestycje-krakow.pl). Na pomniku będą słowa o „heroicznej misji obezwładnienia imperium zła rozumem i wolą samotnego żołnierza”, oraz cytat z księdza prof. Józefa Tischnera: „Żadne stanowione prawo, żadne przysięgi, żadne pogróżki nie powstrzymają ludzkiego sumienia”.

Budowa ruszyła w dużym tempie, ponieważ zapewnione są pieniądze. Stowarzyszenie zebrało około 220 tysięcy złotych w ramach publicznej zbiórki, 10 tys. zł dołożyła Komisja Robotnicza Hutników Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” ArcelorMittal Poland S.A., a zarządzająca placem i pobliską Galerią Krakowską firma ECE nieodpłatnie udostępniła miejsce. Największego wsparcia udzieliła jednak Rada Miasta Krakowa, przeznaczając na monument aż 1,2 miliona zł. 200 tys. zł. dołożył Sejmik Województwa Małopolskiego z puli na obchody 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Jako były reprezentant prasowy płk. Ryszarda Kuklińskiego w Kraju z ogromną satysfakcją obserwuję jak jego pomnik wyłania się z powierzchni placu i oczekuję na wielkie, patriotyczne wydarzenie, którym niewątpliwie będzie jego odsłonięcie.

Dwa sądy po śmierci

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Rozpoczynający się dzisiaj Wielki Tydzień powinien skłaniać chrześcijan do poważnego przemyślenia spraw ostatecznych oraz do prostowania nagminnie popełnianych błędów w podstawowych kwestiach teologicznych.

Kiedy poruszam na wykładach i seminariach problemy związane z duszą w rozumieniu filozoficznym, bardzo często zadaję studentom proste pytanie: a co dzieje się z nią po śmierci zgodnie z nauką (magisterium) Kościoła rzymskokatolickiego i na jakim sądzie wówczas staje? Proszę ich, żeby dobrze się zastanowili i przypomnieli sobie niedawną przecież katechizację w szkole średniej.

Niestety, w odpowiedzi słyszę gremialne: na Sądzie Ostatecznym. Głośno zastanawiam się wtedy, czy tylko nie uważali na lekcjach, czy też – o zgrozo! – rzeczywiście tak ich nauczono. Przemilczę to, co mówią.

Nie wdając się w teologiczne zawiłości krótko tłumaczę im, że nieśmiertelna dusza ludzka staje zaraz po śmierci na sądzie szczegółowym, który polega na odniesieniu naszego życia do Chrystusa i dokonuje się albo przez oczyszczenie (czyściec), albo przez otwarcie wejścia do szczęścia nieba (raj) albo przez potępienie na wieki (piekło), co precyzyjnie zapisano w artykule 1022 Katechizmu Kościoła Katolickiego.

sadostatecznySąd Ostateczny (il. za Wikipedią) związany jest natomiast z paruzją, czyli z powtórnym, chwalebnym przyjściem Chrystusa na świat oraz ze zmartwychwstaniem ciał i ujawni nam prawdę o relacji każdego człowieka z Bogiem, czyli to, co uczynił on dobrego, a także czego zaniechał w czasie swego ziemskiego życia, łącznie z wszystkimi konsekwencjami (art. 1039 KKK).

Będzie on miał także wymiar, który możemy określić mianem historiozoficznego: Bóg Ojciec przez swego Syna Jezusa Chrystusa wypowie wówczas ostateczne słowo o dziejach ludzkości. Dopiero wówczas – czytamy w art. 1040 KKK – „poznamy ostateczne znaczenie dzieła stworzenia i ekonomii zbawienia oraz zrozumiemy przedziwne drogi, którymi Jego Opatrzność prowadziła wszystko do ostatecznego celu”, a także to, „że sprawiedliwość Boga triumfuje nad wszystkimi niesprawiedliwościami popełnionymi przez stworzenia i że Jego miłość jest silniejsza od śmierci”.

Nie wiem, dlaczego chodzący przez wiele lat na lekcje religii prowadzone przez raczej dobrze obeznanych z podstawami teologii katolickiej duchownych i świeckich młodzi ludzie mają całkiem wypaczone pojęcie o tak ważnej i dotyczącej każdego chrześcijanina sprawie.

Już nie honorowi

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Po burzliwej dyskusji sądeccy radni uchylili uchwały swoich poprzedników z okresu PRL, którzy przyznali tytuły honorowego obywatela tego miasta 8 niegodnym go osobom działającym na szkodę narodu polskiego w interesie obcego mocarstwa – poinformowało Radio Kraków.

Za podjęciem uchwały głosowało 13 radnych związanych z Prawem i Sprawiedliwością oraz jeden z Platformy Obywatelskiej, przeciw był Kazimierz Sas z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a pozostali radni PO nie wzięli udziału w głosowaniu.

„Podczas sesji radni PO apelowali, aby dokładnie przeanalizować życiorysy osób, którym odbierano tytuł i nad każdą z nich głosować osobno. Uchwała przygotowana przez prezydenta odebrała jednak odznaczenia wszystkim osobom od razu. Wśród radnych PiS pojawił się natomiast głos, by do tego grona dopisać Józefa Oleksego. Tej decyzji radnych sprzed trzech lat bronił jednak wiceprezydent Jerzy Gwiżdż” – czytamy na stronie internetowej krakowskiej rozgłośni.

nowysaczherb- To dobra decyzja. Musimy posprzątać. Nie możemy stawiać na cokole bohaterów i tych, którzy służyli komunie. Jeżeli chcemy odciąć się od tych wszystkich złych rzeczy, które się wtedy działy, musimy także zapomnieć o takich tytułach honorowych – powiedział Radiu Kraków prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego w Nowym Sączu Leszek Zakrzewski.

Oto lista ludzi pozbawionych tytułu Honorowego Obywatela Nowego Sącza:
- podpułkownik NKWD Piotr Pierminow;
- członek Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Bolesław Redlich, który uczestniczył w powoływaniu władz komunistycznych w Małopolsce;
- odpowiedzialny za nieuzasadnione wysadzenie sądeckiego zamku w styczniu 1945 roku dowódca radzieckiego oddziału partyzanckiego na Sądecczyźnie Iwan Zołotar;
- I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Nowym Sączu w latach 1959-1967 Witold Adamuszek;
- generał Zygmunt Berling;
- działacz komunistyczny Stanisław Skrzeszewski;
- dowódca wkraczających w 1945 roku do Nowego Sącza oddziałów sowieckich pułkownik Fiodor Bolbat;
- nie związany z Nowym Sączem dygnitarz wysokiego szczebla PZPR Lucjan Motyka.

Marzec’ 68 – Kolejna manipulacja naszą historią!

adamzyzmanAdam Zyzman

W marcu 1968 r. byłem uczniem i siłą rzeczy co najwyżej obserwatorem, a nie uczestnikiem wydarzeń, ale przez całe życie był on dla mnie aktem walki komunistycznej władzy ze społeczeństwem. Tzw. antysemityzm tych wydarzeń sprowadzał się w mojej ówczesnej perspektywie, do telewizyjnego wystąpienia Gomółki, który ograniczył się do stwierdzenia, że jeśli komuś nie podoba się w komunistycznej Polsce, to zawsze może z niej wyjechać. Ale w niewielkim miasteczku, w którym się wtedy wychowywałem, mimo, że przed wojną, a więc zaledwie dwadzieścia pięć lat wcześniej, było miasteczkiem żydowskim aż w… 70 procentach(!), nie zdarzyło mi się znać kogokolwiek, kto na taki wyjazd się zdecydował lub był do niego zmuszany. Z taką samą świadomością tych wydarzeń spotkałem się też, gdy trafiłem na studia do Krakowa. W środowisku akademickim żywa była pamięć terroru milicyjnego, ORMO-wskiego, SB-ckiego wobec studentów, (bo nie dochodziło jeszcze do takich walk ulicznych, z jakimi mieliśmy do czynienia w stanie wojennym), postaw niektórych naukowców, a nawet dowódcy ówczesnej dywizji desantowej, gen. Edwina Rozłubirskiego, który według legendy miejskiej miał przeciwstawić się rozkazom i zamiast wesprzeć milicję urządził defiladę oddziałów na Błoniach, co zapłacił przeniesieniem na emeryturę.

Świadomość ta obowiązywała także w roku 1981, gdy korzystając z solidarnościowej „odwilży” organizowałem, jako działacz świeżo powstałego Związku Młodzieży Demokratycznej, na terenie Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkanie byłych uczestników z 1968 r. Tłum nie mieścił się w jednej z największych sal Collegium Novum. – Wspominano trasy, którymi uciekano przed bojówkami ORMO udającymi „oburzoną klasę robotniczą”, próby ratowania studentów przez władze uczelni, rolę ówczesnego rektora UJ, prof. M. Klimaszewskiego, który, choć formalnie był członkiem Rady Państwa, był wzywany do Komitetu Wojewódzkiego PZPR i … ganiony, za manifestacyjne obnoszenie się w roli „ofiary” przez prorektora, prof. Adama Bielańskiego i noszenie na temblaku ręki, którą zranił wybuch granatu łzawiącego, wrzuconego przez milicję do Collegium Novum. Przywoływano wydarzenia tragiczne, jak bicie pałkami dziewcząt po biustach, ale i humorystyczne, jak treść ulotki mówiącej o tym, że „Grupa rozwydrzonych profesorów i docentów UJ, pod przywództwem niejakiego Bielańskiego, napadł na przechodzący Plantami bezbronny oddział Milicji Obywatelskiej”. Odczytywano inne ulotki, które uczestnicy spotkania przynieśli tego dnia, traktując jak relikwie. Z zainteresowaniem oglądano nawet kawałek kabla energetycznego, który dla ORMO-wców spełniał rolę pałki… Ale nikt nie wspominał o antysemityzmie! Marzec’68 kojarzył się przede wszystkim z represjami ze strony władzy, zarówno bezpośrednimi w stosunku do manifestującymi, jak i późniejszymi, wobec tych, którym nie udało się uciec i zostali zatrzymani!

Pół wieku po tych wydarzeniach ze zdumieniem dowiadujemy się, że najważniejszym aspektem tych wydarzeń nie były manifestacyjne protesty młodzieży, nie ich bestialskie rozpędzanie, nie represje wobec zatrzymanych, ale prywatne porachunki na szczycie władzy między jedną grupą komunistów, a drugą! Porachunki, które odsunęły od władzy część z nich, a odsunięci woleli opuścić Polskę, niż czuć się przegranymi w kraju, który dotychczas terroryzowali! Co przy tym istotne, jak wynika z różnych danych, ilość osób pochodzenia żydowskiego opuszczających Polskę w latach 1968 – 1971, (nie wszyscy, którzy chcieli dostawali zgodę na emigrację, albo występowali o nią wielokrotnie, a byli też tacy, którzy dorabiali sobie żydowskie pochodzenie, byle tylko opuścić PRL-owski raj) była kilkakrotnie mniejsza niż tych, który opuścili Polskę w roku 1956, tylko, że wówczas uchodzili oni przed rozliczeniami za stalinowski terror.

Sprowadzanie wszystkiego, co działo się w 1968 r. do antysemityzmu, który zmuszał do emigracji, jest skandaliczną manipulacją, gdyż jest to przekreślenie ceny, jaką zapłacili ci, którzy zostali relegowani z uczelni za udział w wielotysięcznych manifestacjach, przekreślenie tych wszystkich działań, które doprowadziły do studenckiego buntu, jak choćby listu twórców w sprawie polityki kulturalnej w PRL, a postawienie na piedestale niewielkiej grupy, wobec której jakiekolwiek represje ograniczały się do utraty lukratywnych stanowisk – wszak nikogo nie dostarczano na słynny peron na Dworcu Gdańskim siłą, a każdy z nich sam występował o zezwolenie na wyjazd i spokojnie pozbywał się zgromadzonego majątku!

A wreszcie skandalem jest, że akt masowego wystąpienia Polaków w obronie dwóch relegowanych z uczelni studentów żydowskiego pochodzenia, który tak naprawdę był niespotykaną manifestacją solidarności z prześladowanymi przez system komunistyczny (bo nikt z manifestujących wówczas w Warszawie nie zwracał uwagi na ich etniczne pochodzenie), jest przedstawiany dziś, jako wybuch polskiego antysemityzmu! I sądzę, że obaj panowie, którzy do dziś pozostają w naszym kraju i dobrze się mają, powinni o tym powiedzieć głośno i podziękować tym tysiącom Polaków, którzy z poczucia solidarności z nimi, poszli w marcu’68 pod milicyjne pałki!

Rotmistrz Pilecki. Pieśń Sztandarowa

witoldpileckiAutorzy: p. Maria Lamers – muzyka, śpiew / p. Mirosław Welz – słowa: https://www.youtube.com/watch?v=1wzuLOTYemU

Za Wikipedią: Witold Pilecki herbu Leliwa ps. „Witold”, „Druh”; nazwiska konspiracyjne „Roman Jezierski”, „Tomasz Serafiński”, „Leon Bryjak”, „Jan Uznański”, „Witold Smoliński”; kryptonim T-IV (ur. 13 maja 1901 w Ołońcu (Karelia), zm. 25 maja 1948 w Warszawie) – rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, żołnierz Armii Krajowej, więzień i organizator ruchu oporu w KL Auschwitz. Autor raportów o Holocauście, tzw. Raportów Pileckiego. Oskarżony i skazany przez władze komunistyczne Polski Ludowej na karę śmierci, stracony w 1948. Unieważnienie wyroku nastąpiło w 1990. Pośmiertnie, w 2006 otrzymał od prezydenta Lecha Kaczyńskiego Order Orła Białego, a w 2013 został awansowany do stopnia pułkownika.

Rozliczmy do końca przeszłość, aby godnie świętować 100-lecie odzyskania niepodległości

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W imponującym tempie przebiegają prace parlamentarne nad projektem ustawy umożliwiającej odebranie stopni wojskowych członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego z generałem Wojciechem Jaruzelskim na czele oraz wszystkim oficerom i podoficerom, którzy w latach 1943-1990 dopuścili się czynów haniebnych wobec Polaków walczących o odzyskanie przez nasz kraj niepodległości.

Ciesząc się z tego mocno spóźnionego aktu wymierzenia sprawiedliwości dziejowej w stosunku do osób, które splamiły swoim postępowaniem mundur wojskowy przypominam, że trzeba jeszcze załatwić kilka innych spraw podnoszonych od wielu lat przez środowiska patriotyczne w całym kraju, przede wszystkim zaś przez Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, o których wielokrotnie tutaj pisałem jako jego rzecznik, przypomnę je więc teraz w ogromnym skrócie.

Wciąż czekamy na odebranie orderów Virtuti Militari niegodnym noszenia ich ludziom, których listę (około 80 nazwisk) dawno już przekazał do Kancelarii Prezydenta RP Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Żywimy nadzieję, że wkrótce znikną z Powązek Wojskowych okazałe grobowce komunistycznych zdrajców, a w alei zasłużonych tej narodowej nekropolii spoczywać będą wyłącznie bohaterowie.

Liczymy na rychłe zakończenie przez Prokuraturę Krajową analizy działania zarejestrowanej w 2002 roku (!) Komunistycznej Partii Polski i przekazanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o jej delegalizację.

Oczekujemy znacznego podniesienia emerytur i rent oraz zapewnienia udogodnień socjalnych wszystkim weteranom walki zbrojnej i cywilnej o niepodległą Polskę, a także uhonorowania śp. generała Ryszarda Kuklińskiego Orderem Orła Białego.

Byłoby pięknie, gdyby powyższe postulaty udało się zrealizować w jubileuszowym roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Niemieckie obozy zagłady

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W pełni popieram pomysł, aby wszystkie muzea powstałe na terenach założonych przez Niemców w czasie II wojny światowej w Polsce obozów śmierci (zagłady, koncentracyjnych) miały w swojej nazwie sprawców, którymi byli nasi zachodni sąsiedzi. Nie żadni naziści, ale po prostu Niemcy – zgodnie z prawdą historyczną, bo przecież te miejsca kaźni powstały zgodnie z prawem III Rzeszy.

Ostatnio z inicjatywą rozszerzenia nazwy placówki na Majdanku wystąpił wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. Aby tamtejsze muzeum mogło używać adekwatnej nazwy: „niemiecki nazistowski obóz” potrzebna jest zmiana ustawowa, którą obiecał w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin.

Dodał on, że ponieważ filiami Majdanka są muzea w Sobiborze i Bełżcu, zmiany nazewnictwa obejmą także te placówki, jak również Stutthof. Podobne rozmowy są prowadzone również na temat muzeum w Rogoźnicy.

prawdaoniemcachPropozycja rozszerzenia nazw byłych obozów koncentracyjnych o przymiotnik „niemiecki” znalazła poparcie w Instytucie Pamięci Narodowej. W rozmowie z „ND” taką deklarację złożył jego prezes doktor Jarosław Szarek: „Jeżeli do Instytutu Pamięci Narodowej wpłynie wniosek o opinię w tej sprawie, to nasza odpowiedź będzie jednoznaczna: chcemy, aby nazwa każdego obozu przypominała o jego założycielach – Niemcach. To w sposób wyraźny oddawałoby, kto budował obozy, kto był twórcą całej machiny zbrodniczego systemu” (il. Plakat prawdy o Niemcach, fot. p. Mirosław Boruta).

Całkowicie zgadzam się ze słowami prezesa IPN, jak również z argumentem redakcji „Naszego Dziennika”: „W obliczu brutalnych ataków na Polskę i przypisywania nam odpowiedzialności za holokaust zmiany nazewnictwa są dziś racją stanu”.

Wesele Stanisława Wyspiańskiego

jadwigaklimkowicz1Jadwiga Klimkowicz

Rok 2017 to rok Stanisława Wyspiańskiego. Goszcząc w różnych stronach naszego kraju przybliżaliśmy sylwetkę artysty. Głównym jednak miejscem naszych spotkań był korzkiewski zamek na którym gościliśmy m.in. młodzież z Zespółu Szkół nr 6 im. Króla Jana III Sobieskiego w Jastrzębiu-Zdroju pod opieką Elżbiety Marciniak, Anny Kamyczek-Owsiak i Agnieszki Klepek-Drozd.

zamekkorzkiewMłodzież twórcza i otwarta na propozycje działań artystycznych, które poprowadził jak zwykle doskonały Piotr Piecha. Wesele Wyspiańskiego to główny temat, ale całość sylwetki przybliżyła nam Zofia Daszkiewicz – polecam Państwu lekturę poniższego tekstu! Za urozmaicenie spotkania pragnę podziękować właścicielowi „Piekarni Mojego Taty”, właścicielowi Zajazdu Polesie w Januszowicach, Muzeum Historycznemu Miasta Krakowa, oraz Dyrekcji Teatru im. Juliusza Słowackiego, w którym młodzież – zwiedzając przy okazji jubileuszu Kraków – gościła na doskonałym spektaklu „Chory z urojenia”.

zofiadaszkiewiczmZofia Daszkiewicz

Wybrane fakty z życia i twórczości Stanisława Wyspiańskiego

Autorką zdjęć w tekście jest p. Joanna Kwaśny.

Stanisław Wyspiański przyszedł na świat 15.01.1869 roku w Krakowie przy ul. Krupniczej 14. Był synem rzeźbiarza Franciszka Wyspiańskiego i Marii z Rogowskich. Warunki materialne rodziny były skromne. Dziadek Stanisława, Mateusz Rogowski, był zamożnym człowiekiem, poniósł jednak ogromne straty spowodowane pożarami Krakowa w 1850 i 1857 roku. Prawdziwa katastrofa nastąpiła po upadku powstania styczniowego. Dziadek udzielał pomocy powstańcom, został aresztowany, skonfiskowano większą część jego majątku i zasądzono wiele grzywien. Wkrótce po ślubie córki zmarł. Matka Stanisława musiała sprzedać kamienicę i rodzina Wyspiańskich zamieszkała w skromnych warunkach przy ul. Kanoniczej w Domu Długosza, w którym Franciszek Wyspiański miał pracownię.

zdwyspianski1W 1875 roku Stanisław rozpoczął naukę w Szkole Ćwiczeń przy Seminarium Nauczycielskim. Poznał kolegów, którzy byli mu bliscy do końca życia: Józefa Mehoffera, Henryka Opieńskiego, Stanisława Estreichera i Lucjana Rydla. W tym czasie pogorszyła się sytuacja rodzinna Stanisława. Ojciec nie mógł sobie poradzić z utrzymaniem rodziny i zaczął nadużywać alkoholu. Matka zmarła na gruźlicę w 1876 roku. Mały Staś w wieku 7 lat został półsierotą. W szkole miał świetne relacje z kolegami. W wolnych chwilach rysował dziecięce i kobiece głowy, kwiaty i żołnierzy. Nigdy nie rysował koni.

We wrześniu 1879 roku 10-letni Staś został uczniem Gimnazjum Św. Anny. Szkoła miała świetnych nauczycieli. W tym czasie stałą opieką otoczyła chłopca ciotka Joanna Stankiewiczowa z mężem Kazimierzem. Stanisław zamieszkał z nimi. Stworzyli mu świetne warunki materialne umożliwiające intelektualny i artystyczny rozwój. Bezgranicznie go kochali. Zafascynował go teatr. Wspólnie z kolegami założyli w szkole kółko dramatyczne. Przygotowywali amatorskie przedstawienia, grając w nich główne role. Stanisław chodził często do Muzeum Narodowego w Sukiennicach. Dużo rysował. Zwrócił na niego uwagę dyrektor muzeum Władysław Łuszczkiewicz. Będąc uczniem VI klasy gimnazjum, zapisał się, jako uczeń nadzwyczajny, do krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych na oddział rysunków. W 1887 roku Stanisław Wyspiański zdał maturę. O wysokim poziomie nauki w gimnazjum świadczy fakt, że edukację rozpoczęło 200 uczniów, a skończyło 30. Po maturze wyjechał na wycieczkę po wschodniej Galicji. Wykonał wiele rysunków ołówkiem, tuszem i atramentem. Jan Matejko docenił ich wartość i Stanisław został przyjęty do Szkoły Sztuk Pięknych do II oddziału rysunków. Jednocześnie rozpoczął naukę na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podczas podróży do Królestwa Polskiego rysował detale architektoniczne, wyposażenia zabytkowych wnętrz, badał historię obiektów.

zdwyspianski2Wyjątkowym wydarzeniem była dla studenta II roku oferta od dyrektora Jana Matejki i architekta Tadeusza Stryjeńskiego. Zaproponowali mu oraz Mehofferowi pracę przy renowacji kościoła Mariackiego. Mieli wykonywać dekoracje malarskie wg projektów J. Matejki. Ta praca zbliżyła S. Wyspiańskiego do J. Matejki i T. Stryjeńskiego, którzy traktowali go jak artystę wykonującego trudne zadania. Otrzymywał też wynagrodzenie. Powierzono mu artystyczny dozór nad wszystkimi artystami pracującymi przy konserwacji kościoła. Współpracował z J. Matejką przy realizacji Litanii aniołów. Poznał tajniki warsztatu dekoracji monumentalnej. Wykonywał liczne rysunki. W 1890 roku narysował ołówkiem pierwszy autoportret. Po ukończeniu konserwacji kościoła wyjechał za granicę. Podróże wpłynęły na ukształtowanie jego artystycznej osobowości. W Paryżu zafascynował go teatr. Zwiedzał muzea i podziwiał gotyckie katedry. Musiał wrócić do Krakowa, ponieważ został wezwany do odbycia służby wojskowej. Został wcielony do 13 pułku piechoty.

zdwyspianski3Dzięki staraniom J. Matejki i prezydenta Krakowa został przeniesiony do rezerwy. Dużą satysfakcję przyniosła mu kontynuacja prac przy renowacji kościoła Mariackiego. Wspólnie z Mehofferem mieli opracować i przenieść na ściany herby oraz wykonać projekty pojedynczych witraży. Po zakończeniu prac ponownie wyjechał za granicę. Zwiedził Niemcy, Austrię, Szwajcarię, Włochy. Zatrzymał się w Paryżu, gdzie odczuł potrzebę pisania, zmieniał się wewnętrznie. Wrócił do Krakowa odmieniony artystycznie. Poznał nowoczesną sztukę, głównie impresjonizm. Pogłębił uczucia patriotyczne. W Krakowie musiał się zatroszczyć o środki materialne. Brak zamówień na malarstwo monumentalne przyczynił się do ukształtowania Wyspiańskiego – portrecisty. Malował portrety przyjaciół i znajomych, dzieci, miejskie widoki i kwiaty. Dzięki temu, że zatrudniono go do renowacji kościoła Franciszkanów, został uczestnikiem krakowskiego życia artystycznego i miał zapewniony stały dochód. Młody artysta przez pół roku 1895 całkiem poświęcił się dekoracji ścian zniszczonych podczas pożaru w 1850 roku. Była to ciężka praca wykonywana w pośpiechu. Wiele oryginalnych projektów artysty odrzucono. Fryz z łabędzi musiał zastąpić fryz z lilii. Nie wydano zgody na fryz z postaci aniołów, do których pozowali ubodzy ministranci w mocno zniszczonych butach, aby wierni nie pomyśleli, że w niebie panuje nędza. W kościele dominuje więc dekoracja kwiatowa. Przy głównym ołtarzu powstały znakomite malowidła figuralne: „Matka Boska – Królowa wieśniaczka polska” w chłopskim kaftanie, zaś Dzieciątko jest otulone chustą, wzrusza „Caritas” i „Strącone anioły”. Obecnie wymagają one zabiegów konserwatorskich. To, czego dokonał S. Wyspiański stanowi arcydzieło i tworzy nowy rozdział w historii sakralnej polichromii. W następnym roku zaproponowano artyście wykonanie witraży do kościelnych okien. Powstał wspaniały cykl witraży w oknach wokół głównego ołtarza: Cztery żywioły – „Powietrze”, „Ogień”, „Woda” i „Ziemia” oraz witraże figuralne: „Święty Franciszek” i „Błogosławiona Salomea”. Największe dzieło artysty „Bóg Ojciec” umieszczono nad chórem. Witraż ten należy do czołowych dzieł przełomu wieków w skali światowej.

zdwyspianski4W 1896 roku artysta przyjął propozycję konserwacji i uzupełnienia witraży w kościelnych krużgankach oo. Dominikanów, zniszczonych pożarem 1850 roku. Z powodu braku pieniędzy odrestaurowano jedynie trzy witraże.

Ciekawe prace wykonał S. Wyspiański w Domu Lekarskim przy ul. Radziwiłłowskiej 4. Szczególną uwagę zwracał witraż „Apollo spętany”. Niestety, został zniszczony podczas wojny w 1945 roku. Podziwiano przepiękny wystrój wnętrz: fryz z gałęzi i liści kasztanu, wieniec z róż na suficie, mosiężne żyrandole w kształcie gwiazd śnieżnych, mahoniowe meble, żelazną balustradę schodów. Równocześnie sporządzał projekty dekoracji dla kilku instytucji, przygotowywał dekoracje teatralne, wystawy własnych obrazów, malował portrety, pejzaże, kwiaty, wykonał projekt stroju dla Lajkonika, pisał dramaty.

Artysta był związany z teatrem miejskim, który został otwarty 21.10.1893 roku. Na tej scenie odbyły się prapremiery jego kilku dramatów; niezwykłym wydarzeniem dla Krakowa i Polaków stała się premiera narodowego dramatu, jakim jest „Wesele”. Miała miejsce 16.03.1901 roku. Źródłem inspiracji dla autora było wesele Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną w domu Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach. Ślub odbył się 20 listopada 1900 roku, wesele trwało trzy dni. Niewiele brakowało a Wyspiańskiego na weselu by nie było. Lucjan Rydel zaprosił przyjaciela, aby był świadkiem na jego ślubie, jednak nie dołączył zaproszenia na wesele ani dla Wyspiańskiego, ani dla jego żony. Artysta poczuł się urażony i na dwa dni przed ślubem zawiadomił Rydla, że nie będzie świadkował, skoro nie został zaproszony z żoną na wesele. Rydel przeprosił przyjaciela, nadając przeprosinom piękną, obrzędową formę. Wysłał na Plac Mariacki weselnych drużbów Jaśka i Kaspra w krakowskich strojach na koniach, aby pokłonili się artyście w jego pracowni i zaprosili na bronowickie wesele. Przeprosiny zostały przyjęte i Wyspiański z żoną i córeczką Helenką przyjechał na wesele. Stał na progu między dwiema izbami oparty o framugę drzwi, patrzył i słuchał. To co widział i słyszał stało się inspiracją do napisania dramatu, któremu artysta nadał tytuł „Wesele”.

zdwyspianski5O niezwykłym talencie Stanisława Wyspiańskiego, jako dramaturga świadczy fakt, że już 16 marca 1901 roku miała miejsce premiera dramatu, w którym autor poddał surowej krytyce narodowy mit, według którego, gdy nadejdzie właściwy moment historyczny, naród powstanie i odzyska wolność. Inteligencja i chłopi zawiedli oczekiwania. Przygotowania do premiery Wesela wywołały szok. Były awantury w teatrze, artyści zwracali role, nie chcieli grać, ponieważ nie zrozumieli sztuki. Rolę Panny Młodej oddała aktorka dwa dni przed premierą. Na szczęście Wanda Siemaszkowa nie odmówiła prośbom S. Wyspiańskiego. Autor wyraził jej wdzięczność w oryginalny sposób. Po spektaklu zobaczyła w swej garderobie koszyk wypełniony ziemniakami sporządzonymi z marcepanu oraz bilecik z wyrazami wdzięczności od dramaturga. Matka L. Rydla w nocy poprzedzającej premierę zmieniła na afiszach, wykonanych na jej koszt, imiona bohaterek, aby jej córka Hania nie została ośmieszona przez jej zbyt swobodne zachowanie wobec wiejskich chłopców. Premiera budziła powszechne zainteresowanie, ponieważ wiedziano, że bohaterami sztuki są autentyczni ludzie dobrze znani w krakowskim i bronowickim środowisku. Dramat odebrano z zachwytem i oburzeniem. Wniesiono na scenę wieniec dla autora z mickiewiczowską cyfrą „44”, co świadczyło o tym, że uznano w osobie S. Wyspiańskiego czwartego wieszcza. Były też kpiny i demonstracyjne wyjścia z teatru podczas spektaklu. L. Rydel był oburzony dyshonorem wyrządzonym ukochanej siostrze, Haneczce. Wesele biło rekordy powodzenia. Do końca roku grano aż 31 przedstawień, zaś kwiaty dla autora przywożono do dorożkami do mieszkania Wyspiańskich przy ul. Krowoderskiej. W 1905 roku dramaturg zabiegał o stanowisko dyrektora teatru. Władze miasta nie zaakceptowały jego kandydatury. Miał na to wpływ zły stan zdrowia S. Wyspiańskiego oraz jego plany dotyczące reformy teatru. Chciał on stworzyć nową scenę narodową. Dyrektorem teatru został Ludwik Solski.

zdwyspianski6Ostatni raz S. Wyspiański był w teatrze 16 września 1905 roku. Podczas spektaklu nagle zasłabł i został odwieziony do kliniki dr. Żuławskiego.

Wiedząc o zbliżającej się śmierci, nabył posiadłość w Węgrzcach, aby żona mogła utrzymać siebie i dzieci, gdy go zabraknie. Było to możliwe głównie dzięki nagrodzie im. Probusa Barczewskiego, przyznanej mu przez Akademię Umiejętności za cykl Pejzaży z Kopcem, niezbędne okazało się też zaciągnięcie pożyczki w Kasie Oszczędności Miasta Krakowa oraz finansowej pomocy ciotki Stankiewiczowej, która spłacała raty jeszcze długo po śmierci artysty. Latem 1906 roku wiejskim wozem sąsiada Waśki (którego syn po śmierci S. Wyspiańskiego został drugim mężem Teofili) przywieziono rzeczy Wyspiańskich do domu w Węgrzcach.

Budynek był okazały, wyróżniał się rynnami, blaszanym dachem i zakratowanymi oknami. Był otynkowany na biało, stał na wysokiej podmurówce. Wchodziło się do domu od strony podwórka po kilku schodkach przez oszkloną werandkę. Po lewej stronie długiej, wąskiej sieni była kuchnia i jadalnia, zaś z prawej strony znajdował się pokój dziecięcy, za nim sypialnia. W największej izbie od frontu urządzono pracownię artysty. Blisko domu był studnia. Na podwórku znajdowały się zabudowania gospodarcze: stajnia, stodoła, szopa i budynek gospodarczy nazywany izba czeladną. Do posiadłości należał malowniczy staw, który zasypano, gdy utopiła się w nim krowa, ponad 30 morgów ziemi i powóz, którym Teofila jeździła na zakupy do Krakowa.

zdwyspianski7W Węgrzcach artysta przeżył tragiczny konflikt potęgi ducha z niemocą ciała. Ogromnie cierpiał, poruszał się jedynie w fotelu na kółkach. Bezwładną rękę miał ujętą w dwie deseczki, gdy wypadał mu ołówek dyktował teksty czuwającej przy nim ciotce Stankiewiczowej. W tak tragicznych warunkach powstawały fragmenty dramatu o Zygmuncie Auguście i Barbarze Radziwiłłównie. Z węgrzeckiego okresu pochodzi tylko kilka rysunków oraz tragiczny autoportret ze zniekształconym nosem. Liczne wizyty w domu artysty składali pisarze, aktorzy, reżyserzy, scenografowie, między innymi Stefan Żeromski, Adam Asnyk, Ludwik Solski, Karol Frycz.

W 1907 roku S. Wyspiański urządził w swoim obejściu huczne dożynki. Zaprosił mieszkańców wsi oraz przyjaciół i znajomych z Krakowa. Chłopi przynieśli gospodarzowi barwne wieńce, które uwito z węgrzeckich zbóż i kwiatów. Zgodnie z tradycją urządzono zabawy i pochody z przebierańcami. Grała ludowa kapela. Artysta obserwował radosne święto, ciesząc się żywym i tak pięknym ludowym obyczajem. Tylko 15 miesięcy spędził Wyspiański w swej posiadłości. Cierpiał fizycznie i psychicznie, wiedząc, że nie ma sił na realizację powstających w umyśle wizji.

14 listopada 1907 roku został przewieziony do kliniki dr. Maksymiliana Rutkowskiego przy ul. Siemiradzkiego. Wierny Feldman podtrzymywał chorego i cucił winem mdlejącego z bólu artystę. W klinice przeżył dwa tygodnie. 28 listopada 1907 roku o godz. 17.00 S. Wyspiański zmarł. W tym czasie szalała burza z piorunami. Jesienny deszcz uderzał w szyby, wicher łamał gałęzie drzew. Bardzo wcześnie zapadła noc.

20161216tsitNa pogrzeb wielkiego artysty przybyli przedstawiciele świata artystycznego i kulturalnego z całego kraju. Trumna ze zwłokami zmarłego była wystawiona w kaplicy w podziemiu kościoła oo. Pijarów. Żałobne dekoracje z nieśmiertelników zaprojektowali malarze Ferdynand Ruszczyc i Karol Frycz. Wokół trumny ułożono około 200 wieńców. 2 grudnia o godz. 9.30 przeniesiono trumnę do kościoła Mariackiego, gdzie odprawiono żałobne nabożeństwo. Następnie Królewską Drogą jechała spowita kirem trumna umieszczona na specjalnie podwyższonym karawanie ciągniętym przez sześć karych koni. Na czarno obitym katafalku ze srebrnymi ornamentami i srebrnymi lichtarzami ułożono tylko kilka wieńców, w tym – nadesłany z Częstochowy – srebrny z biało-czerwonymi szarfami oraz wieniec z fiołków, ulubionych kwiatów artysty. Powiewały chorągwie i flagi, niesiono setki płonących pochodni. Zgodnie z wolą zmarłego w Krypcie Zasłużonych na Skałce nie wygłoszono żadnych przemówień. Tylko Zygmunt żegnał wielkiego artystę. Żył On jedynie 38 lat. Zostawił spuściznę, która oparła się upływowi czasu i wciąż zachwyca wielkością dokonań. Był autorem dramatów: Wesele, Wyzwolenie, Noc listopadowa, Warszawianka, Klątwa, Sędziowie, Achilles, Bolesław Śmiały, Akropolis, Skałka, Meleager, Protesilas i Laodamia, Powrót Odysa.

Przeciw polskiej racji stanu

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jakimże trzeba być zacietrzewionym politycznie moralnym troglodytą, żeby publicznie deklarować rozebranie nie zbudowanego jeszcze pomnika poświęconego ofiarom jednej z największych tragedii w historii Polski po II wojnie światowej, w której zginęła elita niepodległego państwa wywodząca się również z partii protestującej dzisiaj przeciw tej formie ich uczczenia?

Buńczuczne wypowiedzi chorych z nienawiści do rządzącego obecnie obozu Zjednoczonej Prawicy przedstawicieli Platformy Obywatelskiej o tym, jak zaraz po dojściu do władzy zlikwidują ów monument, wystawiają im najgorsze świadectwo nie jako politykom, ale jako Polakom.

Do naszej narodowej tradycji należy bowiem godne upamiętnianie ludzi, którzy stracili życie w służbie Ojczyźnie. I nie ma znaczenia, czy 10 kwietnia 2010 roku miał miejsce tragiczny wypadek lotniczy, czy przeprowadzony z premedytacją zamach. Ważne jest, że ofiary były członkami państwowej delegacji na rocznicowe uroczystości w Katyniu. Dlatego ich unonorowanie jest poza wszelką dyskusją.

Jeżeli komuś nie podoba się uczczenie ich pomnikiem lub ma zastrzeżenia co do jego lokalizacji, może to wyrazić w inny sposób lub dyskretnie przemilczeć, dając dowód zrozumienia polskiej racji stanu. Kto zapowiada zburzenie monumentu ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej, ten sam wykreśla się z grona Polaków.

Pierwszy polski oficer w NATO może zostać patronem warszawskiego liceum

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Generał Ryszard Kukliński został dopisany na listę kandydatów na nowego patrona XLIV Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie.

Jak niedawno pisałem, po wejściu w życie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej placówka ta nie może dłużej nosić imienia członka Komunistycznej Partii Polski oraz Polskiej Partii Robotniczej Antoniego Dobiszewskiego.

Początkowo na liście zgłoszonych przez członków społeczności szkolnej kandydatów na takiego patrona, który będzie – jak napisał w komunikacie dyrektor XLIV LO Bogdan Sekinda – „dla uczniów i grona pedagogicznego punktem odniesienia, opiekunem, symbolicznym drogowskazem, bo nadaje kierunek refleksji i służy przykładem” znaleźli się Ronald Reagan, profesor Jerzy Kondracki, powstańcy Mokotowa, Adam Jerzy Czartoryski, Margaret Susan Ryder, Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, rotmistrz/pułkownik Witold Pilecki, Stanisław Żółkiewski, Stefan Banach, Stefan Korboński, Orlęta Lwowskie.

Nie trafił na nią natomiast gen. Ryszard Kukliński, o czym ze smutkiem poinformował mnie uczeń, który go zgłosił. Nieoficjalnie dowiedział się od jednego z członków zespołu, że jeden z największych bohaterów w najnowszej historii nie tylko Polski, ale całego świata jest postacią nazbyt kontrowersyjną.

pulkownikkuklinski2Na szczęście po kilku dniach, doszło do zmiany tej decyzji, o której krytyczny tekst ukazał się w „Naszym Dzienniku”, była też omawiana w kilku portalach internetowych. Teraz odbędzie się na terenie szkoły prezentacja postaci „pierwszego polskiego oficera w NATO” (fot. za stroną: polishclub.org) przygotowana dzięki pomocy Izby Pamięci Generała Ryszarda Kuklińskiego prowadzonej przez radnego stołecznego Filipa Frąckowiaka – syna śp. prof. Józefa Szaniawskiego, a w najbliższy poniedziałek, 26 lutego, głosowanie.

Od dawna już twierdzę, że człowiek nie wahający się podjąć niezwykle trudnej, odważnej i samotnej misji w imię miłości Ojczyzny, honoru oficerskiego oraz wierności narodowym imponderabiliom dla storpedowania kremlowskich zamiarów wywołania III wojny światowej, a także dla zrzucenia sowieckiego jarzma niewoli z ukochanej przez niego Polski jest idealnym kandydatem na szkolnego patrona.

Taką bohaterską postawę warto przedstawiać jako wzór dla polskiej młodzieży. Dlatego z całego serca popieram tych uczniów, ich rodziców, nauczycieli oraz pracowników administracyjnych i obsługi XLIV LO w Warszawie, którzy chcą, aby generał Ryszard Kukliński został jego patronem w uczciwym, demokratycznym głosowaniu.

Odszedł piwniczny Książe Nastroju

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Błękitne niebo, ucichł wiatr
i księżyc opromieniał,
a jam ją zgodną, chętną kładł
wśród łanów, wśród jęczmienia.
Wiedziałem, miłość łączy nas
z pierwszego już wejrzenia
więc całowałem raz po raz
wśród łanów, wśród jęczmienia.

Kiedy dowiedziałem się o śmierci Mieczysława Święcickiego, natychmiast wydobyłem z zakamarków pamięci słowa tej cudownej piosenki skomponowanej przez Zygmunta Koniecznego do słów Roberta Burnsa w polskim przekładzie Ludmiły Marjańskiej, która rozsławiła jednego z bardów Piwnicy pod Baranami w niepowtarzalny sposób interpretującego zarówno rosyjskie romanse (głównie z repertuaru Aleksandra Wertyńskiego), cygańskie pieśni, jak i wielką poezję.

Nikt nie wyśpiewa już tych słów, przy których omdlewała niejedna białogłowa, z takim naturalnym wdziękiem, jak zmarły w wieku 81 lat Święcicki. Chociaż urodził się w podlwowskim Sokalu, a wychowywał w Jarosławiu, to jednak z podwawelskim grodem związał swoje życie i artystyczne nadzieje zyskując z czasem zaszczytne miano „Księcia Nastroju”.

„Zjechał do Krakowa, by zrobić karierę na miarę Maurice’a Chevaliera, chodził po Plantach w słomkowym kapeluszu i popielatym garniturze w niebieskie paseczki” – wspominała go Janina Garycka w monografii „Piwnicy pod Baranami” autorstwa Joanny Olczak Ronikier.

Właśnie na Plantach Święcicki poznał Piotra Skrzyneckiego, z którym założył legendarny kabaret. Był też aktorem krakowskich teatrów: Starego Teatrze, Rapsodycznego i 38, ale kojarzono go przede wszystkim z Piwnicą, której oddał serce i talent. Doceniono go w 2010 roku, kiedy otrzymał Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

mieczyslawswiecicki„- Widzieliśmy się ostatnio 26 stycznia na moim wieczorze pieśniarskim w Radiu Kraków. Umawialiśmy wspólne przedsięwzięcie artystyczne z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru. Mietek (fot. Wikipedia) był niewątpliwie postacią barwną, świadomie wystylizowaną, zarówno co do repertuaru, który wykonywał, jak i rekwizytów, których używał. Wydawał się człowiekiem z innej epoki” – wspominał go w rozmowie z portalem internetowym krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego” występujący z nim przez wiele lat w „Piwnicy pod Baranami” Leszek w Długosz.

To Święcicki sprowadził do Piwnicy studenta Koniecznego, który napisał potem dla niego wiele pięknych piosenek. Mało kto pamięta, że „Książe Nastroju” był pierwszym wykonawcą późniejszego wielkiego przeboju Ewy Demarczyk do słów Juliana Tuwima pt. „Grande valse brillante”.

Święcicki był najlepszym wykonawcą romansów Wertyńskiego z polskimi tekstami. W 1963 roku wykonał je w Moskwie w obecności wdowy po Wertyńskim, akompaniował mu zaś… wybitny kompozytor Dymitr Szostakowicz.

Wielki artysta miał czułe serce dla biednych i opuszczonych. Po 1989 roku wielokrotnie wspomagała ich założona przez niego Fundacja „Ars Longa”.

Skoro zacząłem to wspomnienie cytatem, to w taki sam sposób je zakończę, jakże adekwatnym w tych okolicznościach fragmentem jednego z jego ulubionych romansów Wertyńskiego:

Madame! Wyśpiewałem już wszystko
Repertuar cały mój znasz…

Kwiat pamięci

adamzyzmanAdam Zyzman

Po rocznej przerwie wystawa World Press Foto wróciła do Krakowa, choć tym razem prezentowana jest w Nowohuckim Centrum Kultury. Można obejrzeć tam przede wszystkim nagrodzoną główną nagrodą serię zdjęć tureckiego fotoreportera Burhana Ozbilici, który uchwycił moment po zastrzeleniu rosyjskiego ambasadora podczas otwarcia wystawy fotograficznej 19 grudnia 2016 r. w Centrum Sztuki Współczesnej w Ankarze. Można obejrzeć zdjęcia z wojny w Syrii i Afganistanie, codzienne życie na Kubie i w obozach dla uchodźców, ale także serię zdjęć z wojny na wschodzie Ukrainy – zniszczenia i bezradność cywilnych ludzi.

Ale na mnie największe wrażenie zrobiło jedno zdjęcie z pozoru absurdalne, jakby wyjęte z serii rozpowszechnianego Internecie cyklu „Made in Russia”, gdzie można zobaczyć takie absurdy, jak schody z barierkami po przeciwnej stronie, Żiguli wiezione na dachu podobnego Żiguli, jako magazyn części zamiennych, czy pęk kluczy powieszony na gwoździu wetkniętym w otwór gniazdka elektrycznego…

azkwiatpamieciOto na drodze asfaltowej pełnej dziur mężczyzna podlewa konewką krzew kwiatów wyrosłych w jednym z takich otworów, choć za krawężnikiem widać zarośniętą chwastami przestrzeń, gdzie można założyć ogródek nie na jeden kwiat. W pierwszym odruchu sfotografowałem to zdjęcie, by dołączyć do kolekcji takich dziwactw. Dopiero w domu, gdy na ekranie komputera powiększyłem ujęcie dostrzegłem, że kwiat rośnie nie samoistnie w dziurze, ale w… doniczce umieszczonej w otworze! I zrozumiałem, że ta dziura to nie efekt zaniedbania drogowców, takiego, jakich pełno na ukraińskich, rosyjskich i polskich drogach, ale efekt ostrzału. Że to miejsce zabezpieczone dodatkowo cegłą, to prawdopodobnie miejsce śmierci kogoś bliskiego temu człowiekowi – dziecka, żony, brata lub matki… Że z podobnych powodów, jak u nas stawia się krzyże i pali znicze na poboczu drogi, gdzie doszło do śmiertelnego wypadku, ten człowiek postanowił uczcić miejsce śmierci swego bliskiego, dokładnie w miejscu, gdzie doszło do tragedii, bo śmierć na wojnie nie wybiera miejsca. A, że trwa wojna nikt dziś prawdopodobnie nie jeździ w tym miejscu po tej ulicy, a jeśli nawet, to potrafi ominąć dziurę, zabezpieczającą ją cegłę i kwiatka, który upamiętnia tego, kto w tym miejscu zginął, jako prawdopodobnie przypadkowa ofiara tej wojny. Bo to wojna w tym przypadku jest absurdalna, a nie sfotografowana sytuacja!

Dlatego zapraszam wszystkich do obejrzenia tej wystawy, która trwać będzie do końca miesiąca, choćby dla zobaczenia tego jednego przejmującego zdjęcia. A zapewniam, że jest ich więcej.

Ordynarni rodzice

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jestem coraz bardziej przerażony i zniesmaczony zachowaniem wielu młodych rodziców, którzy bez najmniejszej żenady odzywają się do swoich dzieci w wulgarnych słowach w miejscach publicznych (ulice, parki sklepy, lokale gastronomiczne).

Rozumiem, że niesforne pociechy należy dyscyplinować, ale to, co od dłuższego czasu słyszę w Krakowie przekracza wszelkie normy kultury i dobrego smaku. Podobnie jest zapewne w innych miastach, prawdopodobnie nie tylko w Polsce.

Skoro ojcowie i matki traktują własne dzieci tak obelżywie, nie ma się co dziwić, że w kolejnych pokoleniach narasta niczym nie uzasadniona agresja, której skutki są opłakane dla życia społecznego. Regularnie obrażane oraz poniżane przez rodziców dziecko automatycznie odreaguje tę nienawiść w stosunku do nich, swoich rówieśników, krewnych, osób starszych.

Nietrudno sobie wyobrazić, że jeszcze gorsze słownictwo regularnie używane jest w wielu domach i jaki ma ono wpływ na proces wychowawczy, chociaż wzdragam się przed użyciem pojęcia „wychowawca” w odniesieniu do moralnych troglodytów, którzy potrafią opisać całą rzeczywistość w zaledwie kilku ordynarnych wyrazach.

Jakże gorzko brzmi w tym kontekście słynna fraza Jana Zamoyskiego: „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.

Konzentration Lager Auschwitz. Horror wojny w lalkowej odsłonie

kazimierzbartelKazimierz Bartel

Szanowni Państwo, przesyłam zestaw zdjęć związanych z tematyką niemieckich obozów śmierci. Holenderska grupa teatralna „Hotel Modern” przedstawiła w Polsce jeden spektakl „Horror wojny w lalkowej odsłonie”. KAMP – historia niemieckiego obozu śmierci w Auschwitz-Birkenau została przedstawiona przy pomocy 3 tysięcy lalek oraz zrobionej z tektury makiety obozu:
https://photos.app.goo.gl/STMyHS8pJhvIe4cp1