Category Archives: LUDZIE i kultura

Odszedł „biały anioł” polskiej piosenki

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W wieku 65 lat umarła jedna z najjaśniejszych gwiazd krakowskiej „Piwnicy pod Baranami” – Anna Szałapak.

- To ogromnie smutna i przykra dla nas wiadomość, bo tyle lat pracowaliśmy razem. Ania chorowała kilka lat i dzielnie walczyła – powiedział Polskiej Agencji Prasowej dyrektor kabaretu Bogdan Micek.

Agnieszka Osiecka nazwała ją – z powodu upodobania do ubiorów w tym kolorze – „białym aniołem”, bo miano „czarnego anioła” od samego początku przylgnęło do nie występującej już od dawna w kultowym dla polskiej kultury miejscu Ewy Demarczyk.

Warto jednak pamiętać, że Szałapak była nie tylko znakomitą pieśniarką (zanim związała się z „Piwnicą” występowała w „Słowiankach”), ale również doktorem nauk humanistycznych z zakresu etnografii i antropologii kultury, wieloletnim pracownikiem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Tytuł jej doktoratu: „Szopka krakowska jako zjawisko folkloru krakowskiego na tle szopki europejskiej. Studium historyczno-etnograficzne” predestynował ją do pracy w mieszczącym się przy tej samej linii C-D Rynku Głównego pałacu Krzysztofory, w którym znajduje się największa w Polsce kolekcja tych dzieł sztuki – siedzibie jednego z oddziałów Muzeum.

annaszalapakWspółpracowała z najwybitniejszymi poetami i kompozytorami, m.in. z Ewą Lipską, Michałem Zabłockim, Zygmuntem Koniecznym, Zbigniewem Preisnerem, Janem Kantym Pawluśkiewiczem, Andrzejem Zaryckim, Grzegorzem Turnauem, Andrzejem Sikorowskim, Jackiem Wójcickim i Konradem Mastyło. Szczególna przyjaźń połączyła ją z Osiecką, której teksty śpiewała przez wiele lat (fot. p. Tomasz Cichocki, za: www.annaszalapak.com).

„Będąc antropologiem kultury, Anna Szałapak, miłośniczka i znawczyni tradycji krakowskich, przez wiele lat opiekowała się dorocznym obchodem Lajkonika i organizowała konkursy szopek krakowskich, których jest jurorem, znawcą i wierną admiratorką. Kustosz i kuratorka kilkudziesięciu wystaw szopek ze zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, prezentowanych m. in. w Taorminie, Rzymie, Messynie, Paryżu, Helsinkach, Sztokholmie, Chicago i Lwowie” – napisano na stronie internetowej artystki.

Jej wydana z okazji obchodów 750-lecia lokacji podwawelskiego grodu książka pt. „Legendy i tajemnice Krakowa” zyskała tytuł Krakowskiej Książki Miesiąca Sierpnia 2005.

„Anna Szałapak była laureatką m.in.: Konkursu Programu Pierwszego TVP w 1993 roku za wykonanie piosenki „Zaklinanie, czarowanie”; Nagrody Programu Trzeciego Polskiego Radia Mateusz 97 za osiągnięcia artystyczne, oryginalną interpretację piosenek literackich, niepowtarzalny styl i niezapomniany koncert w Trójce; Złotego Lauru za mistrzostwo w sztuce piosenki literackiej, przyznanego przez Fundację Kultury Polskiej w 2008 roku” – czytamy w depeszy PAP.

Nad grobem „białego anioła” na pewno wybrzmią słowa słynnej piosenki „Piwnicy pod Baranami”:
Przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko na paluszkach.
Szczotkujemy, wycieramy
buty nasze, twarze nasze,
żeby śladów nie zostawić,
żeby śladów nie zostało.

Po Annie Szałapak pozostanie na pewno wiele pięknych śladów.

„Ogień” nadal nie odnaleziony

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie znaleziono szczątków żołnierzy antykomunistycznego podziemia podczas prac archeologicznych przeprowadzonych przez specjalistów z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej na dziedzińcu dawnego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy placu Inwalidów (dawniej Wolności) w Krakowie – poinformował „Dziennik Polski”.

Od dawna podejrzewano, że właśnie tam komuniści mogli zakopać m.in. ciało majora Józefa Kurasia-„Ognia”.

„Przy użyciu koparki badacze z IPN wkopali się w beton i ziemię w dwóch miejscach, które jako miejsce potencjalnego pochówku ludzkich szczątków wskazał georadar. Badanie tym urządzeniem przeprowadził dwukrotnie w tym roku dr inż. Jerzy Ziętek z Katedry Geofizyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie” – czytamy w gazecie.

Georadar nie wykrywa szkieletów, wskazuje jedynie anomalia, które trzeba dopiero sprawdzić tradycyjnymi metodami.

Pracami na pl. Inwalidów kierowali dwaj doktorzy z Instytutu: Tomasz Borkowski z Warszawy i Dawid Golik z Krakowa.

Jak powiedział redakcji „DP” drugi z nich, z relacji, w których posiadaniu jest IPN wynika, iż ciała partyzantów skazanych na śmierć wyrokami Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie oraz poległych w walce z funkcjonariuszami komunistycznego reżimu chowano także poza cmentarzami, m.in. na dziedzińcu WUBP.

„Może chodzić m.in. o braci Franciszka i Stefana Boduchów, członków działającego na ziemi brzeskiej oddziału niepodległościowego pod dowództwem Władysława Pudełki ps. Zbroja. Obaj skazani zostali na karę śmierci, wyrok wykonano 25 listopada 1947 r. najprawdopodobniej w więzieniu przy ul. Montelupich. Potem wszelki słuch o nich zaginął” – napisano w gazecie.

Dziedziniec byłego Urzędu jest miejscem, w którym po raz ostatni widziano ciało „Ognia” leżące na podwórku jako ubeckie trofeum.

„Dwa wytypowane przez specjalistów miejsca sprawdzone zostały za pomocą metod archeologicznych. W ich wyniku ujawniono dwa wkopy, najprawdopodobniej będące kiedyś dołami na wapno, które zostały zasypane gruzem ceglanym oraz śmieciami pochodzącymi z XIX i XX wieku. Pomimo dokładnej eksploracji obydwu dołów do poziomu tzw. calca, nie natrafiono na szczątki ludzkie, jak też nie zanotowano jakichkolwiek śladów po pochówkach w tym miejscu” – poinformował w komunikacie dla mediów Krakowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

jozefkuras22 lutego 1947 roku mjr „Ogień” (fot. Wikipedia) w trakcie obławy grupy operacyjnej Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Ostrowsku na Podhalu próbował popełnić samobójstwo, zmarł jednak dopiero w szpitalu w Nowym Targu, a jego zwłoki przewieziono do Krakowa. Istnieje hipoteza, że mogły być wykorzystywane – jak bywało w podobnych przypadkach – podczas nauki zawodu przez studentów medycyny w Zakładzie Anatomii Opisowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

„Siedzibę WUBP w Krakowie do 1956 r. stanowił kompleks budynków, którego główną częścią był Dom Mieszkalny Profesorów UJ. Bezpieka przejmowała kolejne kamienice tworząc coś na wzór fortecy znajdującej się pomiędzy ówczesnym pl. Wolności oraz ul. Wybickiego (obecnie Królewska), Józefitów i Lea. Według informacji zachowanych w dokumentach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość w czerwcu 1946 r. przetrzymywano w nim prawie 500 osób” – czytamy w „Dzienniku Polskim”.

Narodowe tańce polskie. Polonez

wikipediaZa Wikipedią: „Polonez to reprezentacyjny polski taniec narodowy (dawniej dworski). Pierwowzorem poloneza był taniec pieszy pochodzenia ludowego, tańczony najpierw wśród ludu, znany w swym pierwowzorze – chmielowym, „chodzony” z drugiej połowy XVI i początku XVII wieku, z czasem przyjął się na dworach magnackich. Na dworach królów polskich polonez stanowił element ceremoniału dworskiego, będąc paradą szlachty przed monarchą. Tańczony był na rozpoczęcie balów, również obecnie inauguruje (rozpoczyna) niektóre imprezy, dla podkreślenia ich uroczystego charakteru (np. studniówki).

polonezW zależności od regionu, polonez znany był pod różnymi nazwami: taniec polski, chodzony, pieszy, łażony, wolny, powolny, okrągły, starodawny, staroświecki, chmielowy, gęsi, wielki (fot. Obraz Kornela Szlegela „Polonez pod gołym niebem”).

Istnieje opinia, że nazwa polonez pojawiła się dopiero w latach trzydziestych XVIII wieku, jako spolszczenie francuskiego polonaise; francuskie à la polonaise czy włoskie alla polacca oznaczają „w charakterze poloneza”.

Zapraszamy Państwa do obejrzenia filmu, który współtworzyła i nadesłała do nas p. Dorota Magdalena Kuźnar, dziękujemy ;-)
https://www.youtube.com/watch?v=sgSdsE6b9vo

Katolicki nokaut

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przepraszam za użycie sportowego pojęcia w kontekście wielkiego przeżycia duchowego, jakim była wczorajsza akcja „Różaniec do granic”, ale właśnie ono najlepiej oddaje gigantyczną różnicę między imponującą, obliczaną na około miliona liczbą uczestników jednorazowej, zbiorowej modlitwy (nie tylko na rubieżach Polski), a sumą tych, którzy przyszli w ubiegłym i w bieżącym roku na różnego rodzaju antyrządowe demonstracje.

Nawet zawodowi inżynierowie dusz, którzy z widocznym poczuciem wyższości i lepszego niż u prostaczków Bożych rozumienia istoty chrześcijaństwa wyśmiewali, lekceważyli, obrażali gromadzących się w wielu miejscach – mimo kiepskiej pogody – zorganizowanych oddolnie, a nie przez instytucje kościelne „różańcowych katolików” muszą z pokorą przyznać, że na ich wezwania nigdy nie stawiło się tyle osób.

rozaniecdogranicNa nic nie zdadzą się więc żałosne próby umniejszenia znaczenia tej akcji oraz podważenia jej sensu poprzez nazwanie jej kontrowersyjną, zaściankową, obskurancką, wsteczną, niezgodną z duchem czasu i z nowoczesną papieską posługą Franciszka (il. www.dziennikwschodni.pl). Nie uda się bowiem zafałszować rzeczywistości, choćby zabierali się do tego najlepsi spece od medialnych manipulacji.

A tą twardą rzeczywistością są liczby uczestników poszczególnych wydarzeń, które bardzo łatwo porównać zestawiając ze sobą „Różaniec do granic” z „czarnymi protestami”, manifestacjami przeciw reformie sądownictwa, czy wiecami zwoływanymi przez opozycję. I wtedy niemal automatycznie przychodzi na myśl tytułowe sformułowanie.

Umarł wszechstronny artysta

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Są rzeźbiarze specjalizujący się w monumentalnych pomnikach, bywają i tacy, którzy wolą małe formy. Rzadko zdarza się natomiast połączenie tych dwóch talentów na bardzo wysokim poziomie.

Takim artystą był zmarły kilka dni temu w wieku 92 lat profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Bronisław Chromy, jeden z ostatnich uczniów Xawerego Dunikowskiego. Jego dziełami są m.in. rzeźba Chrystusa w nowohuckim kościele Arka Pana, pomnik Żołnierzy Polski Walczącej obok mostu Dębnickiego, Smok Wawelski oraz owce przed Uniwersytetem Rolniczym.

Tak się złożyło, że wiele rzeźb i pomników Chromego stanęło na bulwarach nad Wisłą, bardzo blisko wzgórza wawelskiego. Obok dwóch wymienionych wyżej należy do nich piękne upamiętnienie psa Dżoka – symbolu psiej wierności nieopodal mostu Grunwaldzkiego.

Mało kto wie natomiast, że ten wybitny rzeźbiarz był jednym z założycieli kabaretu Piwnica pod Baranami w 1956 roku. Wielu występujących w nim artystów uwiecznił na pomniku w parku Decjusza obok swojej galerii autorskiej, gdzie umieścił również Fryderyka Chopina.

narcyzwiatrmemorialW bardzo oryginalny sposób uwiecznił Chromy Narcyza Wiatra – „Zawojnę” (fot. Wikipedia) – jednego z dowódców Batalionów Chłopskich zamordowanego po wojnie przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Dokładnie w miejscu jego śmierci na krakowskich Plantach, w pobliżu Poczty Głównej, umieścił na płask symbol Polski Walczącej, w którym wycięte puste miejsca tworzą zarys postaci leżącego człowieka.

Śp. Bronisław Chromy otrzymał w 2005 roku brązowy medal Cracoviae Merenti przyznawany za wybitne zasługi dla podwawelskiego grodu.

Zdeptana stokrotka

Szanowni Państwo !

Zapraszam do obejrzenia naszego najnowszego teledysku z piosenką „Zdeptana stokrotka“, który przygotowaliśmy na 78. rocznicę napaści ZSRS na Polskę:
https://www.youtube.com/watch?v=m-IrUTEza8Y&t=18s

sojuszrosyjskoniemieckiŚpiew: Zespół wokalny el Fuego z Klubu 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim pod kierownictwem artystycznym Katarzyny Borowskiej i Piotra Goljata / Zespół w składzie: Aleksandra Banasiak, Kaja Zdonek, Kamila Kamocka, Bartłomiej Wojciechowski, Bartłomiej Kowalski / Muzyka, wykonanie, miks: Szymon Szewczyk / Miks wokali, mastering: Jacek Strzelczyk (Studio Alone) / Rysunki: Mariusz Nartowski / Animacja: Janusz Mazur / Producent i autor słów: Arkadiusz Kobus (il. Uścisk dłoni oficerów wojsk niemieckich i rosyjskich w Lublinie, 1939, za Wikipedią).

Serdecznie pozdrawiam, Arkadiusz Kobus

Najwyższe krakowskie odznaczenie dla Kłocza

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeden z najbardziej znanych krakowskich duchownych, 80-letni dominikanin ojciec profesor Andrzej Kłoczowski – „Jan”, wieloletni duszpasterz akademicki, popularny kaznodzieja i wykładowca filozofii religii otrzymał wczoraj srebrny medal Cracoviae Merenti.

- To człowiek mądry i odważny. Takim był także w czasach komunizmu – powiedział w laudacji przewodniczący Rady Miasta Krakowa Bogusław Kośmider (wszystkie cytaty za portalem internetowym krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”).

A prezydent profesor Jacek Majchrowski dodał: – Nie mam najmniejszej wątpliwości, że wypełniamy dziś wolę licznych krakowian, którzy zawdzięczają ojcu Kłoczowskiemu swoją formację duchową oraz intelektualną. Na Kłoczowskim wychowały się trzy pokolenia mieszkańców Krakowa. Wskazywał czym jest nadzieja i mądra odwaga. Ze szczerego serca ofiarowujemy mu medal.

andrzejkloczowskiop„Kłocz” (fot. Wikipedia) odpowiedział w swoim stylu: – Od dziś mogę już śpiewać „Krakowiaczek ci ja”, chociaż nie jestem krakowianinem z urodzenia. Chciałbym jednak wygłosić pochwałę Krakowa i jego władz, że posiedli skuteczny sposób oswojenia obcego. Jestem warszawianinem, ale Kraków był zawsze obecny w mojej pamięci, bo jest on własnością całej Polski. Mieszkam tu od 1964 roku. Zrozumiałem, że to jest mój dom i moje miejsce. Kraków oswajałem szczególnie będąc duszpasterzem akademickim, wpierw u boku ojca Tomasza Pawłowskiego. We wdzięcznej pamięci chowam także ojca generała Adama Studzińskiego – kapelana spod Monte Cassino. To był jeden z tych, którzy przenosili pamięć o przeszłości w teraźniejszość. On mnie inspirował. Uczył, że Polsce trzeba służyć w każdym czasie. Polsce czyli człowiekowi w Polsce.

W kuluarach wspominał go m.in. poseł Platformy Obywatelskiej Bogusław Sonik: – Andrzeja poznałem w 1973 roku, gdy jako student pierwszego roku przyszedłem do Duszpasterstwa Akademickiego „Beczka”. Dyskutował z nami o religii i filozofii, wyjeżdżał na obozy duszpasterskie. Był także motorem i wsparciem naszej aktywności także wówczas, gdy stworzyliśmy Studencki Komitet Solidarności. Zawsze można było na niego liczyć. Do dziś pozostał wypróbowanym przyjacielem.

Ojciec „Jan” po ukończeniu historii sztuki w Poznaniu pracował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a w 1963 roku wstąpił do zakonu dominikanów, w którym siedem lat później otrzymał święcenia kapłańskie. Był wieloletnim szefem Katedry Filozofii Religii w Papieskiej Akademii Teologicznej (obecnie Uniwersytet Papieski Jana Pawła II).

„Dla studentów i młodych intelektualistów krakowskich był także mentorem i wsparciem w sprawach społecznych. Wspierał w 1977 r. powstanie Studenckiego Komitetu Solidarności, w 1980 r. Solidarności i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. tego samego dnia zaczął w klasztorze organizować pomoc dla uwięzionych i internowanych. Popularną i długoletnią formą oddziaływania „Kłocza” na dusze i umysły są jego kazania filozoficzne podczas Dwunastek – Mszy św. odprawianych od wielu lat co niedzielę w południe w krakowskim kościele dominikanów przy ul. Stolarskiej” – czytamy na stronie „GN”.

Słownik krakosko-polski

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Na rozpoczęcie nowego roku akademickiego portal KrkNews przygotował dla zjeżdżających pod Wawel studentów pierwszych lat słownik krakosko-polski, żeby nie popadali w zdumienie słysząc znane sobie wyrazy mające w dawnej stolicy Rzeczypospolitej zupełnie innej znaczenie niż w innych regionach kraju.

krakownajpiekniejszy1akOto on: obwarzanek = precel, borówka = jagoda, bania = kieliszek wódki, chrust = faworki, weźże = weź, kremówka = napoleonka, spaźniać się = spóźniać się, galeria = centrum handlowe przy Dworcu Głównym PKP, otwarli = otworzyli, bańki = bombki na choinkę, weka = bułka wrocławska, na pole = na dwór, brusznica = borówki, rynek = centrum, Czebinia = Trzebinia (fot. p. Andrzej Kalinowski).

Nowo upieczeni żacy z wielu miast powinni szybko nauczyć się tego słownika na pamięć, aby nie mieć problemów w porozumiewaniu się z krakowianami i nie usłyszeć od nich charakterystycznych, lekko pogardliwych: „idze, idze bajoku” lub „słuchojże, klarnecie bosy” z mocnym akcentem na ostatnie sylaby.

Kibice powstańcom

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W przeddzień 73. rocznicy zakończenia Powstania Warszawskiego sympatycy stołecznej Legii przekazali jego weteranom 181 tysięcy złotych.

- Po raz kolejny kibice zrobili dla nas coś wspaniałego. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za okazaną pomoc, bo wiemy, że płynie ona z serca- powiedziała Radiu Zet Halina Jędrzejewska-„Sławka”, która brała udział w PW jako sanitariuszka.

kibicepowstancomPieniądze zebrano w internetowej zbiórce zainicjowanej przez dziennikarza sportowego Krzysztofa Stanowskiego na pokrycie grzywny nałożonej przez UEFA na Legię za patriotyczną oprawę przygotowaną przez jej kibiców na jeden z meczów eliminacyjnych Ligi Mistrzów. Wywiesili oni na jednym z sektorów ogromny transparent z napisem: „Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy zabili 160 tysięcy ludzi. Tysiące z nich to były dzieci” zilustrowany obrazkiem niemieckiego żołnierza strzelającego w głowę małego chłopca (fot. YouTube).

UEFA ukarała klub grzywną w wysokości 35 tysięcy euro. Podczas zbiórki kibicom i wielu innym osobom (często bynajmniej nie sympatyzującym z warszawskim klubem, a nawet odległym od sportu) udało się zgromadzić tę sumę, Legia zrzekła się jednak tych pieniędzy.

Grzywnę opłaciła z własnych środków, a pieniądze ze zbiórki trafiły w całości do Związku Powstańców Warszawskich.

Wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść…

adamzyzmanAdam Zyzman

Nierzeczywistość w piwnicznym wydaniu

- Kabaret powinien być do wytrzymania. I to przyjemnego wytrzymania! – Niestety, o tej zasadzie Edwarda „Dudka” Dziewońskiego zapomniała krakowska Piwnica pod Baranami inaugurując swój 62 sezon artystyczny, co sprawiło, że z Teatru im. Słowackiego zamiast rozbawiony, wyszedłem mocno zdegustowany. Już na wstępie bowiem zostałem poinformowany, przez Leszka Wójtowicza, że wszystko co jest na zewnątrz teatru, to nierzeczywistość, zaś prawdziwa rzeczywistość jest na scenie, stąd opowieści o straszliwym dyktatorze, łamaniu demokracji, a przede wszystkim cenzurze i kontroli życia artystycznego… Zaniepokoiło mnie to, bo to, za co moje pokolenie kochało „Piwnicę” Piotra Skrzyneckiego od najmłodszych lat, to dar stwarzania poetycznej nierzeczywistości będącej w kontrze do otaczającej nas ponurej rzeczywistości PRL-u. Nierzeczywistości tak uroczej, że na widowni pojawiali się nawet twórcy ówczesnej rzeczywistości, tj. premierzy i ministrowie PRL-u! PRL-u, który dziś z taką nostalgią wspomina Alosza Awdiejew. No, chyba, że to ma być współczesna wersja piwnicznego przeboju „Ta nasza młodość” w jego wykonaniu!

biletpiwnicaNie wiem czy przywoływany co chwilę Piotr Skrzynecki cieszyłby się z takiego odwrócenia ocen rzeczywistości po latach, ale jestem przekonany, że ten mistrz poetyckiego nastroju nie zaakceptowałby na scenie tego, co nam zaoferowano pod koniec programu, czyli występ błazna z husarskimi skrzydłami bijącego w werbel i wywrzaskującego obelgi na lewo i prawo. Już sama charakteryzacja postaci budzi pytanie, czy ta błazenada, to piwniczny wkład w obchody zbliżającej się właśnie rocznicy odsieczy wiedeńskiej? A może chodziło o wpisanie się w „europejskie” trendy obchodów tej rocznicy, polegających na bezczeszczeniu pomnika Jana III Sobieskiego na wiedeńskim Kahlenbergu i uznaniu go za… nazistę! Jakoż tekst wykrzykiwany przez błazna niewiele od tej logiki odbiegał, gdyż sprowadzał się do odarcia z czci wszystkiego, co dzisiejsza opozycja uznaje za negatywne. Na wywrzeszczenie zasłużyło m.in. (dzięki postępowej artykulacji widzom nie udało się wszystkiego wychwycić) i polityka rządu, i 500+, i „pisowskie lizusy” czyli artyści mający inne poglądy polityczne, i „Toruń”, jako symbol Radia Maryja, i „Macierewicz w moherowym berecie”… Byli inni ministrowie rządu i tragedia smoleńska, ONR i nazizm, antysemityzm i patriotyzm, ci którzy śpiewają „Żeby Polska była Polską” i ci którzy cenzurują biednych artystów i „Brocha”… A wszystkie te zjawiska mają jeden cel: dopaść Tuska! Oczywiście przekaz ten był podany, a raczej wywrzeszczany w sposób nie pozwalający na jakąkolwiek refleksję, czy wątpliwość…

I zaraz potem piwniczny hymn „Dezyderata” w wykonaniu całego zespołu! I słowa: wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść…, choć w całym programie nie pozwolono widzom nawet na refleksję niezgodną z obowiązującym trendem. A na koniec konkluzja sprzed lat, że „Piwnica przez lata była wyspą na morzu… ogólnego schamienia”. Tymczasem trzeba było zaledwie dwadzieścia lat, by schamienie prezentowane było pod portretem wielkiego Piotra Skrzyneckiego, a widzowie wychodzili z teatru jeśli nie wzburzeni, to rozczarowani, że tak łatwo i szybko można tę całą poetycką nierzeczywistość przekreślić, byle tylko wpisać się w „jedynie słuszną linię” mainstreamu! I, że może to zrobić zaledwie kilka osób, bo większość artystów robiła wszystko i najlepiej jak umiała, by zadbać o etos Piwnicy!

Rocznicowe wspomnienie o Wojciechu Ziembińskim

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Dobiega końca dzień kolejnej rocznicy wkroczenia w 1939 roku Armii Czerwonej na wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej. Godnie uczciły ją władze państwowej i samorządowe różnych szczebli od Prezydenta RP poczynając, a na gminnych urzędnikach samorządowych kończąc, nie zabrakło przedstawicieli licznych organizacji patriotycznych, wśród nich także tych, które potajemnie spotykały się 17 września na grobach polskich bohaterów jeszcze w epoce PRL, kiedy agresję Sowietów oficjalnie tłumaczono wzięciem przez nich pod opiekę ludności białoruskiej i ukraińskiej zagrożonej zagarnięciem przez Wehrmacht.

Podczas dzisiejszych obchodów wymieniano wiele osób zasłużonych dla kultywowania pamięci o wydarzeniach sprzed 78 lat. Mam nadzieję, że padło też nazwisko człowieka, który dla przybliżania rodakom prawdziwej historii stosunków polsko-sowieckich zrobił przed 1989 rokiem bodajże najwięcej, a potem popadł (jak wielu mu podobnych) w zapomnienie.

Tym niestrudzonym i nieustraszonym zapełniaczem białych (a raczej czerwonych) plam w naszych najnowszych dziejach był zmarły w 2001 roku Wojciech Ziembiński żartobliwie zwany przez swoich przyjaciół z opozycji niepodległościowej – do których miałem zaszczyt się zaliczać – „Kasztanką” z racji ogromnego podziwu, jakim zawsze darzył Józefa Piłsudskiego.

wojciechziembinskiUrodzony w 1925 roku Wojtek (fot. Wojciech Ziembiński, za Wikipedią) zdążył jeszcze wziąć udział w walce z niemieckim okupantem, co okupił aresztowaniem i wywiezieniem jako 17-latek do obozu w Karlsruhe, a potem skierowaniem na roboty przymusowe. Od 1945 do 1947 roku był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, po czym powrócił do kraju. Od tej pory jego biografia znaczona jest wyrzucaniem z pracy w różnych redakcjach, represjami, aresztami z powodu działalności patriotycznej, której oddał się całym sercem i umysłem.

Był mocno aktywny w tworzeniu niezależnego ruchu kombatanckiego, w którym poznał szereg generałów i oficerów Wojska Polskiego II RP oraz Armii Krajowej, a także Żołnierzy Niezłomnych. W 1971 roku został skazany w Piszu na rok więzienia w zawieszeniu za wygłoszoną na obozie harcerskim antysowiecką gawędę, w której w szczególności odnosił się do wojny 1920 roku. Mówiono wówczas, że był to „proces piski za traktat ryski”.

W latach 70. inicjował w stolicy patriotyczne Msze Święte za marszałków Józefa Piłsudskiego i Edwarda Rydza-Śmigłego, wmurowywał w kościołach tablice pamiątkowe, organizował obchody rocznic niepodległościowych. 11 listopada 1979 roku po przemarszu z m.in. Andrzejem Czumą, Józefem Janowskim i Bronisławem Komorowskim z archikatedry warszawskiej katedry pw. Świętego Jana Chrzciciela do Grobu Nieznanego Żołnierza, został skazany na 2 miesiące aresztu.

Jego podpis widnieje pod Listem 59 do Sejmu PRL przeciwko planowanym zmianom w Konstytucji oraz pod Listem 14 przeciw konstytucyjnemu zapisowi o nierozerwalności sojuszu PRL ze Związkiem Sowieckim. Należał do grona współzałożycieli Komitetu Obrony Robotników oraz Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, był inicjatorem i organizatorem Komitetu Porozumienia na rzecz Samostanowienia Narodu oraz Klubów Służby Niepodległości. Redagował szereg podziemnych pism, pisując do nich artykuły o charakterze historycznym i politycznym.

Poszukiwany listem gończym w stanie wojennym został w kwietniu 1982 roku aresztowany. Po zwolnieniu ze względu na zły stan zdrowia założył Kongres Solidarności Narodu przekształcony 31 grudnia 1989 roku w Stronnictwo Wierności Rzeczypospolitej.

W 1984 roku ufundował krzyż Poległym na Wschodzie przy kościele pw. Św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach, razem z jego proboszczem księdzem Stefanem Niedzielakiem) zbudował Sanktuarium Poległych i Pomordowanych na Wschodzie. Od 1988 roku był członkiem Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku i twórcą Kongresu Europy Środkowo-Wschodniej w Paryżu. Rok później współzakładał Komitet Historyczny Badania Zbrodni Katyńskiej, w latach 1993-2000 przewodniczył Radzie Fundacji Katyńskiej.

Pamiętam, jaką radość sprawiła mu pierwsza – od ewakuacji z Warszawy przez Amerykanów miesiąc przez ogłoszeniem stanu wojennego – wizyta pułkownika Ryszarda Kuklińskiego w Ojczyźnie wiosną 1998 roku. Zadzwonił do mnie wówczas, by z dumą powiedzieć, że zna go osobiście i uważa za osobę, której zasług dla uratowania świata przed planowaną przez sowieckie imperium zła III wojną światową, a w konsekwencji dla odzyskania przez Polskę niepodległości nie sposób przecenić.

Jego największym sukcesem w III Rzeczypospolitej było niewątpliwie zainicjowanie i doprowadzenie do końca budowy pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie autorstwa Maksymiliana Biskupskiego odsłoniętego 17 września 1995 roku u zbiegu ulic Muranowskiej i generała Władysława Andersa w Warszawie. Ten charakterystyczny monument przedstawia łacińskie i prawosławne krzyże, żydowską macewę i muzułmański nagrobek umieszczone na platformie wagonu deportacyjnego. Przed torami ułożono 41 podkładów kolejowych z nazwami pól bitewnych, na których Polacy ginęli w starciach z Armią Czerwoną we wrześniu 1939 roku oraz miejsc kaźni na „ziemi nieludzkiej”.

wojciechziembinskigrobTo tylko część zasług Wojciecha Ziembińskiego, które docenił w 2006 roku śp. prezydent Lech Kaczyński, odznaczając go pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Nie sposób nie pomyśleć o tym wspaniałym działaczu niepodległościowym w dniu, o którego umieszczenie w polskim kalendarzu dzielnie i skutecznie walczył przez całe życie (fot. Grób Wojciecha Ziembińskiego na Cmentarzu Powązkowski, za Wikipedią).

Wojtku, w imieniu wszystkich Twoich przyjaciół, z którymi twórczo współpracowałeś aż do ostatniego tchnienia, mówię Ci dzisiaj, 17 września 2017 roku, jedno proste, ale wymowne słowo: „dziękuję”.

Eurojackpot w Polsce

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

Pojedynczy zakład tej nowej w Polsce gry liczbowej kosztuje aż 12,50 zł, choć i wygrana jest niebagatelna… Może wynieść kilkaset milionów złotych (np. 12 września 2017 roku 90.000.000 euro warte jest 382.050.000 złotych, choć jeszcze nie o taką sumę toczy się dzisiaj gra). Takie maksymalne wygrane zdarzyły się w 2015 roku w Czechach i w 2016 roku w Niemczech.

Loteria Eurojackpot dostępna dla mieszkańców i obywateli następujących państw: Chorwacji, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Hiszpanii, Holandii, Islandii, Litwy, Łotwy, Niemiec, Norwegii, Polski, Słowacji, Słowenii, Szwecji, Węgier i Włoch.

eurojackpotPrawdopobieństwo trafienia 5 cyfr z 50 oraz dodatkowo 2 z 10 wynosi jak 1 do 95.344.200… Ale za to jest aż 12 stopni wygranych od 5+2, poprzez 5+1, 5+0, 4+2, 4+1, 4+0, 3+2, 2+2, 3+1, 3+0, 1+2 do 2+1. Odpowiednie prawdopobieństwa takich wygranych to 1:5.959.013, 1:3.405.150, 1:423.752, 1:26.485, 1:15.134, 1:9.631, 1:672, 1:602, 1:344, 1:128, 1:42. Oczywiście te najmniejsze wygrane premiowane są dość skromnie, ale kilkaset czy kilkadziesiąt złotych za jedynkę z dwójką bądź dwójkę z jedynką i to tak więcej niż 10 zł za trójkę w Lotto Plus (P: 1:57).

Minusem jest możliwość gry tylko na jedno losowanie w przód (najbliższe odbędzie się w piątek, 15 września wieczorem). Wygrane do 2280 zł są wolne od podatku, wyższe obłożone są 10% „podatkiem od wzbogacenia”, no, ale i tak sporo zostaje ;-)

Tak więc ilość płacących nie tylko ten podatek, ale także i inny, bardziej bolesny: „podatek od naiwności” wzrośnie w Polsce znacząco. Ale też pierwszy Polak ma szansę dostać się na listę euromilionerów ;-)

Muzeum im. generała Andersa

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W Krakowie powstanie nowe muzeum, które będzie nosić imię generała broni Władysława Andersa. Ma ono upamiętniać wielki wysiłek zbrojny II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Jego prawdopodobna siedziba to zabytkowy, XIX-wieczny budynek, w którym przez wiele dziesięcioleci mieścił się dworzec PKP Kraków Główny.

List intencyjny w tej sprawie podpisali wojewoda małopolski Piotr Ćwik oraz rektor Uniwersytetu Pedagogicznego (od kilku lat działa przy nim Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń gromadzące relacje i pamiątki związane z osobami które wyszły z armią gen. Andersa ze Związku Sowieckiego) profesor Kazimierz Karolczak.

Asystowali im m.in. córka generała senator Anna Maria Anders oraz jeden z dwóch ostatnich żyjących w Krakowie żołnierzy II Korpusu profesor Wojciech Narębski (opiekun słynnego misia Wojtka).

Zdaniem pani Anders muzeum powinno być nowoczesne, a więc multimedialne. Stwierdziła, że ma jego wizję, ale wszystko zależy od funduszy.

Nowa placówka ma być finansowana z budżetu państwa.

Zaproszenie do lektury bloga…

jerzyborkowskiJerzy Borkowski

Drodzy Państwo, niejednokrotnie dzieliłem się z Wami swoją opinią lub odczuciami na stronach portalu krakowniezalezny.pl. Teraz chciałbym z Wami podzielić się opowieściami z moich podróży. Gdzie byłem, co widziałem, co mnie zaskoczyło, czego unikać. To wszystko będziecie mogli przeczytać na moim autorskim blogu http://jerzyborkowski.blogspot.com.

Znajdziecie tutaj relacje z moich wojaży za granicę (np. z Chorwacji) lub podróży po Polsce (Szydłów, Kurozwęki, krakowski Kazimierz). Na stronie oprócz fotografii będą informacje o miejscach, które warto odwiedzić, będzie można przeczytać porady i ciekawostki. Na profilu FB chętnie odpowiem na wiadomości priv. Na blogu znajdziecie też posty historyczne. Mam nadzieję, że się spodobają. Czekam i liczę na komentarze. Do zobaczenia na moim blogu…

P.S. Nie myślcie, że rezygnuję z pisania dla Krakowa Niezależnego! Niebawem kolejny artykuł…

George Soros. Najniebezpieczniejszy człowiek świata

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

George Soros (ur. w 1930 roku w Budapeszcie w żydowskiej rodzinie jako Gyorgy Schwartz), finansista i polityk może – wbrew zapowiedzi wydawcy – nie jest najniebezpieczniejszym człowiekiem świata, ale z pewnością jest człowiekiem wpływowym.

Andreas von Rétyi, autor opracowania życia i działalności Sorosa pisze o nim niezwykle celnie: „zawsze występuje w imieniu demokracji i zawsze przy „okazji” zarabia (…) wymyślił dla nas wszystkich świat inny, w jego mniemaniu lepszy, bo pozbawiony narodów, tradycji, religii, za to oparty na nieustannych spekulacjach gospodarczych, głównie walutowych, co uczyniło zeń miliardera”.

A jak dodaje wydawca („Biały Kruk”): Soros zajmuje się także kształtowaniem opinii na szeroką skalę, za pomocą mediów pozornie niezależnych. Mogą one być co prawda niezależne od poszczególnych rządów, ale na pewno nie od imperium Sorosa. Otóż to, jesteśmy celowo manipulowani przez główne media za pomocą technik propagandowych, co do niedawna wyśmiewano – w tychże mediach – jako teorię spiskową.

georgesorosKsiążka o George’u Sorosie, złożona z dziesięciu rozdziałów to opowieść o jego biografii, finansowych poczynaniach, związkach z wieloma politykami, finansistami, działaczami, o magii robienia pieniędzy (niekiedy na pograniczu lub wbrew prawu) i wykorzystywaniu tych pieniędzy do robienia kolejnych.

Jaki jest sposób Sorosa na pomnażanie majątku, najczęściej pod dymną zasłoną filantropii i rozwoju demokracji? Tak ustawić sobie wcześniej wykorzystywany podmiot (region świata, państwo, system finansowy, obszar działalności gospodarczej), by zarobić jak najwięcej, w ostateczności stracić jak najmniej. Przykłady ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, świata arabskiego, Rosji czy w końcu Europy są w tej książce dobrze zanalizowane i uzasadnione.

Opowiadając o gigantycznej sieci organizacji i think tanków Sorosa, bardzo często wykorzystujących naiwność ludzi nieświadomie zaangażowanych w „procesy demokratyzacji”, aż po przejmowanie mediów, tej czwartej a niekiedy pierwszej władzy – Andreas von Rétyi stworzył książkę – ostrzeżenie. Ważną także dla Polski i Polaków. Bądźmy jednak mądrzejsi od Sorosa, nie dajmy zdestabilizować naszej Ojczyzny finansowo, gospodarczo czy społecznie. Nie gódźmy się nigdy na Polskę pozbawioną państwa, narodu, kultury…

Nazbyt gadatliwi generałowie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Z niesmakiem oglądam i słucham w nieżyczliwych obecnemu rządowi mediach – z Telewizją TVN 24 na czele – występy kolejnych generałów, którzy zostali zwolnieni z wysokich funkcji lub w ogóle ze służby. Wypłakują się w rękaw dziennikarzom, którzy cynicznie podjudzają ich do ataku głównie na ministra obrony narodowej, a oni nader chętnie występują w rolach ludzi najlepiej znających potrzeby i zadania Wojska Polskiego oraz szczerze zatroskanych o jego kondycję i o rację stanu Rzeczypospolitej.

Generałowie i wyżsi oficerowie powinni umieć zachować powściągliwość podczas występów publicznych. Niepotrzebnie dają się tak często zapraszać do mediów wiedząc, że włączają się w ten sposób w polityczną grę, co nie licuje z ich zawodem.

Dawniej mawiało się, że armia jest wielkim niemową i było w tym sporo racji. Dzisiaj każdy obrażony na aktualnych zwierzchników generał uważa, że nie tylko nie ma obowiązku milczeć, ale wręcz jego patriotycznym obowiązkiem jest krytykowanie tych, którzy ośmielili się zwolnić go.

Jest to postawa niegodna człowieka honoru, a przecież właśnie ta wartość najbardziej kojarzy się z postawą oficera, który przysięgał wierność niepodległej ojczyźnie. W sprzeczności z nią pozostaje natomiast angażowanie się po którejkolwiek stronie politycznego sporu i próba odegrania w nim roli arbitra. To nie może się udać i jest prostą drogą do kompromitacji munduru.

Powietrzne „Wesele”

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Podczas minionej soboty w całej Polsce odbywała się kolejna edycja „Narodowego Czytania”. Tym razem rozbrzmiewały fragmenty „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, które prezentowali artyści, politycy, celebryci, przedstawiciele różnych grup społecznych.

Chyba najbardziej oryginalny pomysł na lekturę polskiego arcydramatu znalazło dowództwo 6 Brygady Powietrznodesantowej, której żołnierze odczytali jego urywki podczas oddawania skoków. „Lekturę rozpoczęli już podczas lotu samolotem. Swobodne spadanie (bez otwartego spadochronu) nie przeszkodziło im w kontynuacji czytania, które zakończyli pod czaszą otwartego spadochronu. Ze względu na dwuosobowy dialog w akcie II scenie XXVI, wykonany został skok tandemowy” – opisał to wydarzenie Onet. W powietrzu zabrzmiały m.in. te słowa rozmowy Gospodarza z Jaśkiem:

wesele1901plakat- Przeleć, przeleć w cztery strony;
pukaj w okna, zakrzycz „musi”;
niech tu staną przede świtem,
niech tu staną przed kaplicą
chłopy z ostrzem rozmaitem.
- Chłopy z kosą – dobra nasza!
- Dobędzie się i pałasza.
- Że pon wojak – dobra nasza!
- Dobra nasza! – Lecę duchem!
- Tajemnica! – Chłopy z kosą!
Same wichry mnie poniosą!
- Niech przed świtem staną. – Musi!!
- A nie słuchaj, choć czart kusi,
jeno prosto. – Swego nosa
- Nim na wrzosy padnie rosa,
zanim ptaki zaświergocą…
- Lecę duchem.
- A leć z mocą!
- Hej!

No i polecieli. Może nie zgubili złotego rogu? (Fot. Afisz z prapremiery, za Wikipedią).

Narodowe Czytanie już po raz szósty

davMirosław Boruta

Kulminacja wspaniałej akcji popularyzującej polskość i polszczyznę przypadła w tym – 2017 – roku na sobotę, 2 września. Tym razem wybrano do czytania „Wesele”, narodowy dramat Stanisława Wyspiańskiego z 1901 roku. Prezydent Andrzej Duda wraz z Małżonką rozpoczęli to święto w Ogrodzie Saskim w Warszawie. W Warszawie „Wesele” czytali także m.in.: Anna Dereszowska, Małgorzata Foremniak, Katarzyna Kołeczek, Izabela Kuna, Joanna Trzepiecińska, Agnieszka Więdłocha, Piotr Cyrwus, Piotr Głowacki, Sebastian Karpiel-Bułecka, Paweł Królikowski, Rafał Królikowski, Mateusz Rusin i Jan Wieczorkowski.

Zapraszam Państwa do obejrzenia kilkunastu fotografii z tego wydarzenia:
https://photos.app.goo.gl/GbrEnwl7pl6VTrBg2

P. Sława Bednarczyk pożegnała się z Teatrem Stańczykiem premierą

nowenaszesprawyNajpierw zabawa, śpiewy i dowcipy, a później szok, niedowierzanie i łzy. Huśtawka nastrojów towarzyszyła premierze spektaklu „Plotki, ploteczki na krakowskim Rynku czyli »bajczymy po krakosku«”. Wyreżyserowała go Sława Bednarczyk, ale najwięcej emocji wzbudził scenariusz napisany przez życie.

pslawabednarczykTeatr Stańczyk przy Fundacji Sztuki Osób Niepełnosprawnych w Krakowie powiększył swój dorobek o kolejny nowy spektakl. Przedstawienie zostało przygotowane w ramach projektu współfinansowanego przez PFRON. Premiera odbyła się 29 czerwca w Teatrze Zależnym Politechniki Krakowskiej. Po jej zakończeniu zapanował nastrój przygnębienia. Wśród aktorów i publiczności dominował jeden temat rozmów. To decyzja, którą Sława Bednarczyk ogłosiła po spektaklu. Prowadząca grupę teatralną poinformowała o swoim rozstaniu ze Stańczykiem. Powód? Wymuszona przez życie przeprowadzka z Krakowa na północ Polski.

- Nie chciałam tego powiedzieć w trakcie przygotowań, bo aktorzy „zgaśliby” psychicznie. Każda z tych osób jest tutaj człowiekiem, a poza teatrem już nie. Świat nie widzi w nas, ludziach niepełnosprawnych, człowieka. Trudno mi się pracowało, ponieważ wiedziałam, że to będzie ciężkie dla nich. W tym momencie tracą grunt pod nogami – powiedziała „NS” Sława Bednarczyk.

Fragment tekstu i zdjęcie za: http://naszesprawy.eu/kultura-i-sztuka/12991-slawa-pozegnala-sie-ze-staczykiem-premiera.html

Motywy dla nowego polskiego paszportu

davMirosław Boruta

Interesujący z wielu względów konkurs (plebiscyt) na motywy tła nowego polskiego paszportu wygrywa dzisiaj (10 sierpnia 2017 roku) „w cuglach” Marszałek Józef Piłsudski, pokazany na wspólnym zdjęciu z prezydentem Gabrielem Narutowiczem. I choć tylko imieniem i nazwiskiem prezydenta Gabriela Narutowicza podpisana jest ilustracja – widać, że organizatorzy nie uwierzyli w… „moc” Marszałka ;-) (65.912 głosów). Druga jest Ostra Brama w Wilnie, wspaniały symbol polskiej wiary i kultury, dzisiaj w stolicy sąsiedniej Litwy (60.834 głosy).

zaprojektujpaszportPonad 50 tysięcy głosów zebrał Eugeniusz Kwiatkowski, fenomenalny działacz gospodarczy (52.075 głosów) i… Orzełek Legionowy (51.551 głosów). „40-tysięczniki” to ksiądz Ignacy Skorupka, jeden z symboli oporu przeciwko rosyjskim wojskom w 1920 roku (41.890 głosów) i „Polonia”, obraz Jacka Malczewskiego (41.182 głosy).

Niewiele dalej, ale już na 7 – pierwszym „pod kreską” miejscu jest Kopiec Czynu Niepodległościowego, czyli Kopiec Marszałka Józefa Piłsudskiego (36.247 głosów), a następnie słynny ekonomista Władysław Grabski (30.220 głosów). bohaterka polskich zmagań o wolność – generał Maria Wittek (24.122 głosy), Pieczęć Rzeczypospolitej Polskiej z 1919 roku (16.792 głosy), Order Odrodzenia Polski (13.183 głosy), Pomnik Powstańców Śląskich (12.260 głosów) i generał Józef Haller (11.711 głosów).

Głosować można raz dziennie, do 10 września 2017 roku na stronie:
http://zaprojektujpaszport.gov.pl.

Zapraszamy wszystkich do księgarni „Zbroja”

krakowniezaleznymkInformacja własna

Zapraszamy wszystkich do księgarni „Zbroja”. Adres: pl. Wszystkich Świętych 9, a godziny otwarcia: poniedziałek – piątek 11:00-19:00 oraz ​sobota 10:00-14:00 (fot. p. Mirosław Boruta).

ksiegarniazbroja​Polecamy dobre książki na trudny czas…

​Nadzieja daje siłę do bycia radosnym w rozpaczliwych okolicznościach,
Gilbert Keith Chesterton

Musicie ducha hartować, aby móc jak orły przelatywać w przyszłość Ojczyzny!
Kardynał Stefan Wyszyński

FB: https://www.facebook.com/Księgarnia-Zbroja-472405479804899

Jan III Sobieski zamiast Napoleona Bonapartego?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przewodniczący Komitetu Budowy pomnika Jana III Sobieskiego w Wiedniu Piotr Zapart wystąpił z pomysłem zmiany fragmentu tekstu hymnu Polski. Według niego fraza „Dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy” powinna brzmieć: „Dał nam przykład Jan Sobieski jak zwyciężać mamy”.

Zmiana słów hymnu państwowego to bardzo poważna sprawa. Z jednej strony lepiej jest pozostawić go w takiej postaci, w jakiej wszedł do narodowego kanonu, z drugiej nie można wykluczać pewnych korekt, z jakimi mieliśmy już zresztą do czynienia. Wystarczy przypomnieć oryginał pierwszej i drugiej zwrotki Mazurka Dąbrowskiego:
Jeszcze Polska nie umarła,
kiedy my żyjemy,
co nam obca moc wydarła,
szablą odbijemy
Jak Czarnecki do Poznania
wracał się przez morze
dla ojczyzny ratowania
po szwedzkim rozbiorze.

Zupełnie inaczej niż je obecnie śpiewamy napisał także Józef Wybicki kolejne strofy „Pieśni Legionów Polskich”, a i w refrenie były pierwotnie nieco inne słowa:
Marsz, marsz, Dąbrowski
Do Polski z ziemi włoski.

pomnikjanasobieskiegoSkoro dokonywano już dość istotnych zmian w treści naszego hymnu, to może warto zastanowić się nad sensownością zaproponowanej przez Zaparta korekty, zwłaszcza że cesarz Napoleon Bonaparte nie zachowywał się zbyt lojalnie wobec Polaków, a w końcu przegrał wielką wojnę, podczas gdy Jan III Sobieski (fot. Wikipedia) był urodzonym zwycięzcą jako najpierw hetman, a potem król Rzeczypospolitej będącej za czasów jego panowania europejską potęgą.

W hymnach państwowych większości krajów znajdują się historyczne odniesienia wyłącznie do ich bohaterów narodowych, a nie do cudzoziemców. Polska ma cały poczet niezłomnych obrońców Ojczyzny, spośród których zwycięzca spod Wiednia zasługuje na szczególny szacunek.

Sądzę, że powinno się poważnie, bez pośpiechu, a przede wszystkim bez politycznego kontekstu rozważyć tę propozycję.

Kto jest poetą?

kingahrabia2Kinga Hrabia

Poetą jest ten który pisze wiersze
I ten który wierszy nie pisze(…)
Poetą jest ten który odchodzi
I ten który odejść nie może”
Tadeusz Różewicz, „Kto jest poetą?

Jeżeli czytacie poezję, nie tylko tę napisaną przez znanych autorów, to znaczy, że jesteście rzadkimi okazami ludzi doceniających liryczną stronę życia. W tym przypadku powinniście zapoznać się z twórczością Henryka Wrożyńskiego. „Młody poeta znowu odwiedził dyrektora teatru // Mówił o wojnach i śmierci // O miłości też // Nikt nie chciał go słuchać // Tyle się wydarzyło od czasów // Gdy greckie oliwki dusiły się we krwi”, warto posłuchać jego słów… (Henryk Wrożyński „Trzy teatry”)

Wieczór poezji czy popis aktorskiego talentu?

20170714khhw1Henryka Wrożyńskiego gościliśmy 14 lipca 2017 roku w Saloniku Sztuki „Audialna” Pani Stanisławy Hnatowicz. To nie był tylko wieczór poezji, ale i spotkanie po latach wspaniałego rocznika 1979-1983 (i nie tylko) Wydziału Aktorstwa Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej imienia Ludwika Solskiego w Krakowie (przyjaciele ze szkoły aktorskiej to między innymi: Jarosław Bielski, Andrzej Franczyk, Renata Nowicka, Marta Grabysz, Beata Wojciechowska). Wrożyńskiego poznaliśmy przede wszystkim jako poetę, który niedawno temu wrócił po latach pisania, lecz należy dodać, że to także aktor, reżyser i nauczyciel aktorstwa, związany z teatrami: „Studio 21”, „Forma” oraz „Teatr Współczesny” w Szczecinie. W amerykańskim collage’u zapytany przez swojego przyjaciela: „Henryku, dlaczego nie piszesz wierszy?”, odpowiedział, że nie ma nic do powiedzenia, bo wszystko co chce powiedzieć, wyraża na scenie. Od pewnego czasu nauczył się mówić jednocześnie językiem poezji i aktorskiego gestu.

Część, zdaje się, że najważniejszych, bo wzbudzających silne emocje u artysty, wierszy, przeczytał samodzielnie, co dla widzów było niezwykłym przeżyciem: posłuchać autora-aktora, który sam najlepiej wie, co czuł podczas pisania swoich utworów, a co w aktorski sposób starał się przybliżyć. Ponadto szczegółowo przedstawiał kontekst do każdego tekstu, co poszerzyło pole interpretacyjne. Jego przyjaciele z młodzieńczych lat zaprezentowali wzruszające wiersze i swój wielki talent podczas ich recytacji, dlatego czytanie liryków w kameralnym gronie momentami zamieniało się w spektakl teatralny przed wielką publicznością. Jak to jest, że po tylu latach koledzy ze „szkolnej sceny” potrafią rozmawiać ze sobą jakby nigdy się nie rozstawali? Otóż jednogłośnie stwierdzili, że wciąż obowiązuje ich katalog tych samych wartości – jednoznaczny i niezmienny, dlatego mogą sobie powiedzieć wszystko wprost i mimo upływu lat nie posługują się zamiennikami (Renata Nowicka).

Polsko-amerykański poeta – „Niech ten chłopiec nie przestanie pisać” Stanisław Barańczak

20170714khhw2Wrożyński jest autorem godnych uwagi tomów poetyckich takich jak „Białe podkolanówki”, „Ta ziemia lubi polską krew”, „Cygańska bajka”, „Niebo nad kołyską”, „Poplamione atramentem niebo” i „Kamień wystrzelony z procy”, niektóre z nich zostały przetłumaczone na język angielski, niemiecki oraz hiszpański. Przygotowuje do wydania prozę poetycką „Na palcach” i nowelę „Wymiana pamięci” oraz tłumaczy dramaty. Sam Stanisław Barańczak, podczas studiów Wrożyńskiego na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu (zakończonych po I roku), kiedy podrzucono mu kilka wierszy młodego Henryka, swoim genialnym okiem zauważył jego talent i rzekł: „Niech ten chłopiec nie przestaje pisać”. Z kolei Adriana Szymańska, poetka, krytyk literacki i tłumacz, w komentarzu do tomu „Kamień wystrzelony z procy” celnie określiła sedno poezji Wrożyńskiego:

„Jeśli każdy akt twórczy może stać się pomnikiem minionej chwili, a poezja jest sztuką ocalania pamięci, jak również wszystkich codziennych i niecodziennych obrotów rzeczy w realnym świecie i w naszej wyobraźni, to wiersze Henryka Wrożyńskiego są artystyczną iluminacją tych możliwości”.

Autor „Cygańskiej bajki” to emigrant mieszkający na obczyźnie od 1988 roku, być może dlatego znajdziemy tak wiele nostalgii na kartach jego tomów za ojczyzną małą i dużą. Można rzec, że to trochę taki Różewiczowski poeta „(…) który odchodzi i ten który odejść nie może”. Z pewnością pamięcią częściej sięga w polskie strony, o czym świadczą utwory, na które zwracał uwagę podczas spotkania i które szczerze przeżywał. „Pisać poezję można tylko w języku ojczystym” – powiedział Wrożyński, który, mimo że doskonale zna język angielski, nie tłumaczy swoich tomików ani nie pisze zbyt wiele tekstów w tym języku. Jego artystyczna dusza wydaje się rozdarta między Seattle – Szmaragdowym Metropolią a rodzinnym Szczecinkiem i pełnym wspomnień z młodzieńczych szaleństw Krakowem. Szczecinek, wyjątkowe miasto z pogranicza polsko-niemiecko-rosyjskiego, które pamiętało zło II wojny światowej, darzy szczególną dziecięcą miłością. To jego miasto urodzenia, czasów zakradania się na strych z barokowymi ramami z wyciętymi płótnami, starej i zdziczałej gruszy i czereśni, spacerów z bratem po magicznym ogrodzie, dojrzewania i poznawania świata, pierwszych wartościowych lektur oraz babci Pauliny, jego mentorki, krawcowej, której rodzina szyła piękne suknie dla dam carskiego dworu. Wrożyński często odwiedza Polskę, a nawet zdarza mu się realizować projekty teatralne, czego przykład stanowić może wyreżyserowany przez niego spektakl muzyczno-teatralny „Mahoniowe pudełko” do własnych tekstów, wystawiony w 2012 roku w Łodzi.

Korespondencja sztuk, historia narodowa i rodzinna. Pokolenie ‘76

Z doświadczeń ze spotkania, z osobistej rozmowy z poetą oraz z lektury kilkudziesięciu jego wierszy można by jego twórczość określić mianem syntetyzującej różne sztuki („Aktor”-teatr, „Autobiografia”-malarstwo, „Tryptyk ziemiański”-architektura, „Polonez”-taniec, „Skrzypce”-muzyka…), erudycyjnej (erudytą z pewnością jest, w końcu przez rok studiował polonistykę oraz inscenizował dramaty mistrzów: Szekspira, Dostojewskiego, Kafki, Witkacego….), osobistej (podmiot zazwyczaj wypowiada się w 1 osobie liczby pojedynczej, wyraźnie podkreślając swoje niezależne spojrzenie) oraz narodowo-rodzinnej („Pieta pamięci”, „Historia”, „Rękawiczki Pauliny”…). Jednakże należyte miejsce zajmują w niej także uniwersalne refleksje nad współczesnością („Matka Courage”…) i tematami wielkimi: miłość, śmierć, historia oraz ulotny konkret dnia codziennego („Autobiografia”, „Zdjęcie”….). Wrożyński kultywuje pamięć o bohaterach i członkach rodziny, wykorzystuje figury genialnych autorytetów (Judasz, Hiob, Wolfgang Amadeusz Mozart, Richard Wagner, Artur Rubinstein, Fryderyk Chopin, Karol Szymanowski…) oraz czerpie z kultury i tradycji i z przeżyć osobistych i familijnych. Autor „Kamienia wystrzelonego z procy” stara się unieruchomić konkret historyczny i zwiewny moment.

Utwór „Piosenka dla tych, którzy nie dolecieli” wzbudził największe wzruszenie u samego autora oraz publiczności. Został dedykowany Antoniemu Tomiczkowi oraz Aleksandrowi Nikodonowi, dwóm tak zwanym „małym”, bo nieznanym szerszemu gronu, a „wielkim” ze względu na swoje czyny, postaciom. Pierwszy z nich był polskim pilotem wojskowym, weteranem II wojny światowej oraz majorem Wojska Polskiego, zaś drugi był wujem Wrożyńskiego. W wierszu, w którym podmiot zwraca się z podziwem i z współczuciem do polskiego żołnierza-pilota oraz przywołuje jego harcerską młodość i bliskość z matką, mowa o konkretnej historii lotników Dywizjonu 301, którego samoloty latały z pomocą z Brindisi (Południowe Włochy) do Powstania Warszawskiego i na Bałkany. Z ust i serc Antoniego i Aleksandra oraz wielu innych młodzieńców wybrzmiewać mogła w tamtych trudnych chwilach strofa z wiersza „In Flanders Fields” Johna McCrae’a:

We are the Dead. Short days ago
We lived, felt dawn, saw sunset glow,
Loved, and were loved, and now we lie
In Flanders Fields.

„Pamięć to centrum mojej poezji”, pisze Wrożyński na swoim portalu społecznościowym, więc zgodnie ze swoją dewizą próbuje głośno przypominać historie bohaterów, jakby pod dyktando Miłoszowskiego: „Poeta pamięta(…)” (Czesław Miłosz, „Który skrzywdziłeś”). Wrożyński zdaje się iść za korowodem generała Józefa Bema z rapsodu Cypriana Kamila Norwida „Bema pamięci żałobny rapsod”, ale również dostrzega w herosach ludzi („Krzysztof Kamil Baczyński”).

20170714khhw4Twórczość Wrożyńskiego należałoby osadzić w jakimś kontekście historyczno-literackim i zderzyć z poezją innych autorów jego czasu, poruszających podobne zagadnienia. Wydaje się, że tematy i tło jego liryków są bardziej polskie – to znaczy inspirowane polską tradycją literacką. Czytając poezję autora „Białych podkolanówek” nie musimy mieć w głowie twórców amerykańskich takich jak: Ezra Pound, Charles Bukowski, Frank O’Hara czy John Ashbery, lecz poetów polski, na przykład z generacji Nowej Fali (Adama Zagajewski, Stanisław Barańczak). Wrożyński urodził się w 1956, debiutował w latach siedemdziesiątych, dlatego można go zaliczyć do tak zwanego Pokolenia ’76/”Nowej Prywatności” – ideowej formacji poetów, którzy debiutowali w okresie powstania II obiegu wydawniczego, między innymi: Bronisława Maja, Jana Polkowskiego, Pawła Huellego, Antoniego Pawlaka, Leszka Szarugi czy Tomasza Jasturna.

Metafory „smaczne jak papierówki i wzruszające jak dźwięk skrzypiec” – wielki poeta wśród nieznanych: renesansowy ideał

W „Autobiografii” Henryk pisze: „Tymczasem ja rozgryzam metafory jak papierówki / I nie mogę skończyć (…)”.

Jednakże, jak sądzę, jego metafory są bardziej gorzkie (i kwaśne) jak grejpfrut, gdyż dotyczą spraw bolesnych, takich jak przemijanie, zapomnienie, śmierć…. i są przede wszystkim wzruszające jak płaczliwy dźwięk skrzypiec. Henryk otrzymał dwa talenty, które dobrze wykorzystuje, mimo nacisku współczesnych czasów w specjalizowaniu się w jednym fachu, stanął po stronie ideału renesansowego (wszechstronnego) artysty (Leonardo da Vinci, Michał Anioł). W opisywaniu jego artystycznej osobowości można by użyć słów z wiersza jego autorstwa „Aktor”:

I tyle w nim diabła ile weźmie na jedno ramię
I tyle w nim anioła ile weźmie na drugie ramię
I tyle w nim człowieka ile się wymiesza
I tyle w nim aktora ile w nim zostanie

Poezja Henryka Wrożyńskiego jest dla młodych, którzy chcą poznać prawdę przeszłości i teraźniejszości (często okrutną), wyłożoną językiem współczesnej poezji, bez zbędnych ozdobników i irytujących frazesów oraz dla pokolenia urodzonego po 50 roku, które pragnie zobaczyć swoje niezakłamane odbicie i skonfrontować swój pogląd na losy Polski z głosem rówieśnika. Tomiki Wrożyńskiego są po prostu godne dłuższej uwagi – to naprawdę „dobra”, ale nie lekka i przyjemna, poezja poruszająca tematy trudne. W ramach zachęty cytat z jednego z najbardziej, jak sądzę, „wymownych” dzisiaj, po przykrych doświadczeniach we Francji, Belgii, Niemczech i Anglii, utworów:

Jej dzieci rozrzucone po świecie wciąż walczą
Wojna nigdy się nie skończyła
Kule pomieszane z mieczami
Kopie tarcze medaliony
Szepty których nikt nie słyszał
Pusta kartka jak ćma zniknęła
Hełmy pełne wody święconej
Wygląda jak krew
Ktoś sztandarem obciera parszywą mordę
Matka Courage krzyczy nad ranem
Ten sam sen ucina jej głowę czwarty raz
(…) (Henryk Wrożyński, „Matka Courage”)

Wrożyński podkreśla, że ponosi odpowiedzialność za każde swoje słowo. Widać, że jest zadowolony ze swoich utworów, które dla niego stanowią dokończoną i zamkniętą całość. Na spotkaniu mówił, że jak artysta dobrze wykonuje swoją sztukę, to jest wiarygodny, gdyż publiczność ma wrażenie, że mówi prawdę. My uwierzyliśmy mu tamtego wieczoru – uwierzyliśmy jego poezji.

Lekcje języka polskiego i Jadwiga Klimkowicz

20170714khhw3W galerii sztuki tamtego niezapomnianego dnia na własne „zmysły” zobaczyliśmy czym tak naprawdę jest „correspondance des arts”. W naszym wydaniu to piękne wiersze Henryka Wrożyńskiego, aktorskie miniatury wybrańców rocznika 1979-1983, tajemnicze dźwięki fortepianu w wykonaniu Ewy Ryks, przenikający śpiew Marty Grabysz do tekstów ekscentrycznego Witkacego oraz wspaniała wystawa czasowa i stała w „Audialni”. Poezja, teatr, muzyka oraz malarstwo dopełniały się wzajemnie, a co najistotniejsze w naszych spotkaniach – artyści różnych dziedzin sztuki rozmawiali ze sobą. Uważamy, że ich dzieła są niezwykle ważne, ale dla nas ważniejsze są ich poglądy i doświadczenia, którymi mogą się podczas takich wieczorów dzielić z innymi. Tego wszystkiego można było nauczyć się na „Lekcji Języka Polskiego” (lekcji estetycznego wychowania) Jadwigi Klimkowicz, z prawdziwymi atrybutami szkoły: dzwonkiem, listą obecności, „odpytywaniem” (wybrane osoby z publiczności miały za zadanie jednym zdaniem opisać spotkanie) oraz nagrodami od Muzeum Historycznego Miasta Krakowa i Teatru imienia Juliusza Słowackiego w Krakowie za aktywne uczestnictwo. Zgodnie z naszą tradycją goście częstowali się pajdą prawdziwie polskiego chleba z Piekarni Mojego Taty i lampką wina oraz prowadzili rozmowy do późnych godzin wieczornych. Jadwigę Klimkowicz, dyrektorkę Teatru Słowa i Tańca, można by nazwać Aniołem, ponieważ to dzięki niej na spotkaniach zawsze panuje magiczna atmosfera, bo to ona, jak nikt inny, wprowadza spokój i szacunek: „Ludzie bowiem to anioły bez skrzydeł, i to jest właśnie takie piękne, urodzić się bez skrzydeł i wyhodować je sobie (…)” (Jose Sarmago).

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia kompletu zdjęć ze spotkania. Autorem ich jest p. Piotr Podleśny: https://photos.app.goo.gl/iSYrmfayHbbVKHM22

Kim są protestujący?

adamzyzmanAdam Zyzman

Uczestnicząc w spotkaniu z prezydentem Donaldem Trumpem w Warszawie miałem podwójnego pecha. Pierwszy to ten, że nie udało mi się już wejść na plac Krasińskich i musiałem się zadowolić oglądaniem uroczystości na telebimie ustawionym w połowie ulicy Miodowej, naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADrugi, to fakt, ze gdzieś w pobliżu ustawiła się jakaś niewielka, ale hałaśliwa grupka przeciwników tej wizyty, których wrzasków musiałem słuchać, ale widać takie są koszty demokracji. Problem nie polegał jednak sam fakt wrzasków, zresztą regularnie zagłuszanych przez dominujący na ulicy tłum, ale o ich formę i treść sprowadzającą się w zasadzie do popularyzowania wulgaryzmów w przestrzeni publicznej (co jest ważniejsze: prawo do wyrażania sprzeciwu mniejszości, czy prawo większości do przebywania w przestrzeni publicznej nie niszczonej przez słownictwo powszechnie przyjęte za niestosowne?).

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAle najbardziej rażące było zachowanie protestujących w trakcie składania przez prezydentów Trumpa i Dudę wieńców pod pomnikiem Powstańców warszawskich oraz odgrywania przez orkiestrę pieśni „Śpij kolego w ciemnym grobie”… Kim trzeba być, by zakłócać tak ważny dla Polaków moment patriotycznej uroczystości? Wrogiem Polaków, czy degeneratem? Ale najdziwniejszym jest fakt, że ludzie ci, z tego co wiem, uważają się za najbardziej postępową elitę (tylko czego – Polski, Polaków? Chyba nie!).

OLYMPUS DIGITAL CAMERASwego rodzaju przeciwwagą dla tych ludzi był stojący w pobliżu mężczyzna też protestujący przeciwko pewnemu aspektowi wizyty Trumpa w Warszawie. W rękach trzymał tablicę z hasłem „US Army go to home” z podpisem Zjednoczenie Narodowe, a więc ugrupowania, któremu tzw. media maistreamowe przypisują najgorsze cechy i kreują na największe zagrożenie dla cywilizacji! Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy w momencie składania wieńców pod pomnikiem mężczyzna ten opuścił trzymaną dotąd wysoko tablicę „do nogi” i stał wyprostowany jak struna, a po złożeniu wieńców włączył się w powszechny okrzyk tłumów „Cześć i chwała bohaterom!”. Taki przeciwnik polityczny budzi szacunek, bo jest zaprzeczeniem hołoty wykrzykującej wulgaryzmy i kwestionującej prawo polityka, który wygrał demokratyczne wybory, do składania wizyty w innym suwerennym kraju!