Category Archives: LUDZIE i kultura

Wesele Stanisława Wyspiańskiego

jadwigaklimkowicz1Jadwiga Klimkowicz

Rok 2017 to rok Stanisława Wyspiańskiego. Goszcząc w różnych stronach naszego kraju przybliżaliśmy sylwetkę artysty. Głównym jednak miejscem naszych spotkań był korzkiewski zamek na którym gościliśmy m.in. młodzież z Zespółu Szkół nr 6 im. Króla Jana III Sobieskiego w Jastrzębiu-Zdroju pod opieką Elżbiety Marciniak, Anny Kamyczek-Owsiak i Agnieszki Klepek-Drozd.

zamekkorzkiewMłodzież twórcza i otwarta na propozycje działań artystycznych, które poprowadził jak zwykle doskonały Piotr Piecha. Wesele Wyspiańskiego to główny temat, ale całość sylwetki przybliżyła nam Zofia Daszkiewicz – polecam Państwu lekturę poniższego tekstu! Za urozmaicenie spotkania pragnę podziękować właścicielowi „Piekarni Mojego Taty”, właścicielowi Zajazdu Polesie w Januszowicach, Muzeum Historycznemu Miasta Krakowa, oraz Dyrekcji Teatru im. Juliusza Słowackiego, w którym młodzież – zwiedzając przy okazji jubileuszu Kraków – gościła na doskonałym spektaklu „Chory z urojenia”.

zofiadaszkiewiczmZofia Daszkiewicz

Wybrane fakty z życia i twórczości Stanisława Wyspiańskiego

Autorką zdjęć w tekście jest p. Joanna Kwaśny.

Stanisław Wyspiański przyszedł na świat 15.01.1869 roku w Krakowie przy ul. Krupniczej 14. Był synem rzeźbiarza Franciszka Wyspiańskiego i Marii z Rogowskich. Warunki materialne rodziny były skromne. Dziadek Stanisława, Mateusz Rogowski, był zamożnym człowiekiem, poniósł jednak ogromne straty spowodowane pożarami Krakowa w 1850 i 1857 roku. Prawdziwa katastrofa nastąpiła po upadku powstania styczniowego. Dziadek udzielał pomocy powstańcom, został aresztowany, skonfiskowano większą część jego majątku i zasądzono wiele grzywien. Wkrótce po ślubie córki zmarł. Matka Stanisława musiała sprzedać kamienicę i rodzina Wyspiańskich zamieszkała w skromnych warunkach przy ul. Kanoniczej w Domu Długosza, w którym Franciszek Wyspiański miał pracownię.

zdwyspianski1W 1875 roku Stanisław rozpoczął naukę w Szkole Ćwiczeń przy Seminarium Nauczycielskim. Poznał kolegów, którzy byli mu bliscy do końca życia: Józefa Mehoffera, Henryka Opieńskiego, Stanisława Estreichera i Lucjana Rydla. W tym czasie pogorszyła się sytuacja rodzinna Stanisława. Ojciec nie mógł sobie poradzić z utrzymaniem rodziny i zaczął nadużywać alkoholu. Matka zmarła na gruźlicę w 1876 roku. Mały Staś w wieku 7 lat został półsierotą. W szkole miał świetne relacje z kolegami. W wolnych chwilach rysował dziecięce i kobiece głowy, kwiaty i żołnierzy. Nigdy nie rysował koni.

We wrześniu 1879 roku 10-letni Staś został uczniem Gimnazjum Św. Anny. Szkoła miała świetnych nauczycieli. W tym czasie stałą opieką otoczyła chłopca ciotka Joanna Stankiewiczowa z mężem Kazimierzem. Stanisław zamieszkał z nimi. Stworzyli mu świetne warunki materialne umożliwiające intelektualny i artystyczny rozwój. Bezgranicznie go kochali. Zafascynował go teatr. Wspólnie z kolegami założyli w szkole kółko dramatyczne. Przygotowywali amatorskie przedstawienia, grając w nich główne role. Stanisław chodził często do Muzeum Narodowego w Sukiennicach. Dużo rysował. Zwrócił na niego uwagę dyrektor muzeum Władysław Łuszczkiewicz. Będąc uczniem VI klasy gimnazjum, zapisał się, jako uczeń nadzwyczajny, do krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych na oddział rysunków. W 1887 roku Stanisław Wyspiański zdał maturę. O wysokim poziomie nauki w gimnazjum świadczy fakt, że edukację rozpoczęło 200 uczniów, a skończyło 30. Po maturze wyjechał na wycieczkę po wschodniej Galicji. Wykonał wiele rysunków ołówkiem, tuszem i atramentem. Jan Matejko docenił ich wartość i Stanisław został przyjęty do Szkoły Sztuk Pięknych do II oddziału rysunków. Jednocześnie rozpoczął naukę na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podczas podróży do Królestwa Polskiego rysował detale architektoniczne, wyposażenia zabytkowych wnętrz, badał historię obiektów.

zdwyspianski2Wyjątkowym wydarzeniem była dla studenta II roku oferta od dyrektora Jana Matejki i architekta Tadeusza Stryjeńskiego. Zaproponowali mu oraz Mehofferowi pracę przy renowacji kościoła Mariackiego. Mieli wykonywać dekoracje malarskie wg projektów J. Matejki. Ta praca zbliżyła S. Wyspiańskiego do J. Matejki i T. Stryjeńskiego, którzy traktowali go jak artystę wykonującego trudne zadania. Otrzymywał też wynagrodzenie. Powierzono mu artystyczny dozór nad wszystkimi artystami pracującymi przy konserwacji kościoła. Współpracował z J. Matejką przy realizacji Litanii aniołów. Poznał tajniki warsztatu dekoracji monumentalnej. Wykonywał liczne rysunki. W 1890 roku narysował ołówkiem pierwszy autoportret. Po ukończeniu konserwacji kościoła wyjechał za granicę. Podróże wpłynęły na ukształtowanie jego artystycznej osobowości. W Paryżu zafascynował go teatr. Zwiedzał muzea i podziwiał gotyckie katedry. Musiał wrócić do Krakowa, ponieważ został wezwany do odbycia służby wojskowej. Został wcielony do 13 pułku piechoty.

zdwyspianski3Dzięki staraniom J. Matejki i prezydenta Krakowa został przeniesiony do rezerwy. Dużą satysfakcję przyniosła mu kontynuacja prac przy renowacji kościoła Mariackiego. Wspólnie z Mehofferem mieli opracować i przenieść na ściany herby oraz wykonać projekty pojedynczych witraży. Po zakończeniu prac ponownie wyjechał za granicę. Zwiedził Niemcy, Austrię, Szwajcarię, Włochy. Zatrzymał się w Paryżu, gdzie odczuł potrzebę pisania, zmieniał się wewnętrznie. Wrócił do Krakowa odmieniony artystycznie. Poznał nowoczesną sztukę, głównie impresjonizm. Pogłębił uczucia patriotyczne. W Krakowie musiał się zatroszczyć o środki materialne. Brak zamówień na malarstwo monumentalne przyczynił się do ukształtowania Wyspiańskiego – portrecisty. Malował portrety przyjaciół i znajomych, dzieci, miejskie widoki i kwiaty. Dzięki temu, że zatrudniono go do renowacji kościoła Franciszkanów, został uczestnikiem krakowskiego życia artystycznego i miał zapewniony stały dochód. Młody artysta przez pół roku 1895 całkiem poświęcił się dekoracji ścian zniszczonych podczas pożaru w 1850 roku. Była to ciężka praca wykonywana w pośpiechu. Wiele oryginalnych projektów artysty odrzucono. Fryz z łabędzi musiał zastąpić fryz z lilii. Nie wydano zgody na fryz z postaci aniołów, do których pozowali ubodzy ministranci w mocno zniszczonych butach, aby wierni nie pomyśleli, że w niebie panuje nędza. W kościele dominuje więc dekoracja kwiatowa. Przy głównym ołtarzu powstały znakomite malowidła figuralne: „Matka Boska – Królowa wieśniaczka polska” w chłopskim kaftanie, zaś Dzieciątko jest otulone chustą, wzrusza „Caritas” i „Strącone anioły”. Obecnie wymagają one zabiegów konserwatorskich. To, czego dokonał S. Wyspiański stanowi arcydzieło i tworzy nowy rozdział w historii sakralnej polichromii. W następnym roku zaproponowano artyście wykonanie witraży do kościelnych okien. Powstał wspaniały cykl witraży w oknach wokół głównego ołtarza: Cztery żywioły – „Powietrze”, „Ogień”, „Woda” i „Ziemia” oraz witraże figuralne: „Święty Franciszek” i „Błogosławiona Salomea”. Największe dzieło artysty „Bóg Ojciec” umieszczono nad chórem. Witraż ten należy do czołowych dzieł przełomu wieków w skali światowej.

zdwyspianski4W 1896 roku artysta przyjął propozycję konserwacji i uzupełnienia witraży w kościelnych krużgankach oo. Dominikanów, zniszczonych pożarem 1850 roku. Z powodu braku pieniędzy odrestaurowano jedynie trzy witraże.

Ciekawe prace wykonał S. Wyspiański w Domu Lekarskim przy ul. Radziwiłłowskiej 4. Szczególną uwagę zwracał witraż „Apollo spętany”. Niestety, został zniszczony podczas wojny w 1945 roku. Podziwiano przepiękny wystrój wnętrz: fryz z gałęzi i liści kasztanu, wieniec z róż na suficie, mosiężne żyrandole w kształcie gwiazd śnieżnych, mahoniowe meble, żelazną balustradę schodów. Równocześnie sporządzał projekty dekoracji dla kilku instytucji, przygotowywał dekoracje teatralne, wystawy własnych obrazów, malował portrety, pejzaże, kwiaty, wykonał projekt stroju dla Lajkonika, pisał dramaty.

Artysta był związany z teatrem miejskim, który został otwarty 21.10.1893 roku. Na tej scenie odbyły się prapremiery jego kilku dramatów; niezwykłym wydarzeniem dla Krakowa i Polaków stała się premiera narodowego dramatu, jakim jest „Wesele”. Miała miejsce 16.03.1901 roku. Źródłem inspiracji dla autora było wesele Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną w domu Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach. Ślub odbył się 20 listopada 1900 roku, wesele trwało trzy dni. Niewiele brakowało a Wyspiańskiego na weselu by nie było. Lucjan Rydel zaprosił przyjaciela, aby był świadkiem na jego ślubie, jednak nie dołączył zaproszenia na wesele ani dla Wyspiańskiego, ani dla jego żony. Artysta poczuł się urażony i na dwa dni przed ślubem zawiadomił Rydla, że nie będzie świadkował, skoro nie został zaproszony z żoną na wesele. Rydel przeprosił przyjaciela, nadając przeprosinom piękną, obrzędową formę. Wysłał na Plac Mariacki weselnych drużbów Jaśka i Kaspra w krakowskich strojach na koniach, aby pokłonili się artyście w jego pracowni i zaprosili na bronowickie wesele. Przeprosiny zostały przyjęte i Wyspiański z żoną i córeczką Helenką przyjechał na wesele. Stał na progu między dwiema izbami oparty o framugę drzwi, patrzył i słuchał. To co widział i słyszał stało się inspiracją do napisania dramatu, któremu artysta nadał tytuł „Wesele”.

zdwyspianski5O niezwykłym talencie Stanisława Wyspiańskiego, jako dramaturga świadczy fakt, że już 16 marca 1901 roku miała miejsce premiera dramatu, w którym autor poddał surowej krytyce narodowy mit, według którego, gdy nadejdzie właściwy moment historyczny, naród powstanie i odzyska wolność. Inteligencja i chłopi zawiedli oczekiwania. Przygotowania do premiery Wesela wywołały szok. Były awantury w teatrze, artyści zwracali role, nie chcieli grać, ponieważ nie zrozumieli sztuki. Rolę Panny Młodej oddała aktorka dwa dni przed premierą. Na szczęście Wanda Siemaszkowa nie odmówiła prośbom S. Wyspiańskiego. Autor wyraził jej wdzięczność w oryginalny sposób. Po spektaklu zobaczyła w swej garderobie koszyk wypełniony ziemniakami sporządzonymi z marcepanu oraz bilecik z wyrazami wdzięczności od dramaturga. Matka L. Rydla w nocy poprzedzającej premierę zmieniła na afiszach, wykonanych na jej koszt, imiona bohaterek, aby jej córka Hania nie została ośmieszona przez jej zbyt swobodne zachowanie wobec wiejskich chłopców. Premiera budziła powszechne zainteresowanie, ponieważ wiedziano, że bohaterami sztuki są autentyczni ludzie dobrze znani w krakowskim i bronowickim środowisku. Dramat odebrano z zachwytem i oburzeniem. Wniesiono na scenę wieniec dla autora z mickiewiczowską cyfrą „44”, co świadczyło o tym, że uznano w osobie S. Wyspiańskiego czwartego wieszcza. Były też kpiny i demonstracyjne wyjścia z teatru podczas spektaklu. L. Rydel był oburzony dyshonorem wyrządzonym ukochanej siostrze, Haneczce. Wesele biło rekordy powodzenia. Do końca roku grano aż 31 przedstawień, zaś kwiaty dla autora przywożono do dorożkami do mieszkania Wyspiańskich przy ul. Krowoderskiej. W 1905 roku dramaturg zabiegał o stanowisko dyrektora teatru. Władze miasta nie zaakceptowały jego kandydatury. Miał na to wpływ zły stan zdrowia S. Wyspiańskiego oraz jego plany dotyczące reformy teatru. Chciał on stworzyć nową scenę narodową. Dyrektorem teatru został Ludwik Solski.

zdwyspianski6Ostatni raz S. Wyspiański był w teatrze 16 września 1905 roku. Podczas spektaklu nagle zasłabł i został odwieziony do kliniki dr. Żuławskiego.

Wiedząc o zbliżającej się śmierci, nabył posiadłość w Węgrzcach, aby żona mogła utrzymać siebie i dzieci, gdy go zabraknie. Było to możliwe głównie dzięki nagrodzie im. Probusa Barczewskiego, przyznanej mu przez Akademię Umiejętności za cykl Pejzaży z Kopcem, niezbędne okazało się też zaciągnięcie pożyczki w Kasie Oszczędności Miasta Krakowa oraz finansowej pomocy ciotki Stankiewiczowej, która spłacała raty jeszcze długo po śmierci artysty. Latem 1906 roku wiejskim wozem sąsiada Waśki (którego syn po śmierci S. Wyspiańskiego został drugim mężem Teofili) przywieziono rzeczy Wyspiańskich do domu w Węgrzcach.

Budynek był okazały, wyróżniał się rynnami, blaszanym dachem i zakratowanymi oknami. Był otynkowany na biało, stał na wysokiej podmurówce. Wchodziło się do domu od strony podwórka po kilku schodkach przez oszkloną werandkę. Po lewej stronie długiej, wąskiej sieni była kuchnia i jadalnia, zaś z prawej strony znajdował się pokój dziecięcy, za nim sypialnia. W największej izbie od frontu urządzono pracownię artysty. Blisko domu był studnia. Na podwórku znajdowały się zabudowania gospodarcze: stajnia, stodoła, szopa i budynek gospodarczy nazywany izba czeladną. Do posiadłości należał malowniczy staw, który zasypano, gdy utopiła się w nim krowa, ponad 30 morgów ziemi i powóz, którym Teofila jeździła na zakupy do Krakowa.

zdwyspianski7W Węgrzcach artysta przeżył tragiczny konflikt potęgi ducha z niemocą ciała. Ogromnie cierpiał, poruszał się jedynie w fotelu na kółkach. Bezwładną rękę miał ujętą w dwie deseczki, gdy wypadał mu ołówek dyktował teksty czuwającej przy nim ciotce Stankiewiczowej. W tak tragicznych warunkach powstawały fragmenty dramatu o Zygmuncie Auguście i Barbarze Radziwiłłównie. Z węgrzeckiego okresu pochodzi tylko kilka rysunków oraz tragiczny autoportret ze zniekształconym nosem. Liczne wizyty w domu artysty składali pisarze, aktorzy, reżyserzy, scenografowie, między innymi Stefan Żeromski, Adam Asnyk, Ludwik Solski, Karol Frycz.

W 1907 roku S. Wyspiański urządził w swoim obejściu huczne dożynki. Zaprosił mieszkańców wsi oraz przyjaciół i znajomych z Krakowa. Chłopi przynieśli gospodarzowi barwne wieńce, które uwito z węgrzeckich zbóż i kwiatów. Zgodnie z tradycją urządzono zabawy i pochody z przebierańcami. Grała ludowa kapela. Artysta obserwował radosne święto, ciesząc się żywym i tak pięknym ludowym obyczajem. Tylko 15 miesięcy spędził Wyspiański w swej posiadłości. Cierpiał fizycznie i psychicznie, wiedząc, że nie ma sił na realizację powstających w umyśle wizji.

14 listopada 1907 roku został przewieziony do kliniki dr. Maksymiliana Rutkowskiego przy ul. Siemiradzkiego. Wierny Feldman podtrzymywał chorego i cucił winem mdlejącego z bólu artystę. W klinice przeżył dwa tygodnie. 28 listopada 1907 roku o godz. 17.00 S. Wyspiański zmarł. W tym czasie szalała burza z piorunami. Jesienny deszcz uderzał w szyby, wicher łamał gałęzie drzew. Bardzo wcześnie zapadła noc.

20161216tsitNa pogrzeb wielkiego artysty przybyli przedstawiciele świata artystycznego i kulturalnego z całego kraju. Trumna ze zwłokami zmarłego była wystawiona w kaplicy w podziemiu kościoła oo. Pijarów. Żałobne dekoracje z nieśmiertelników zaprojektowali malarze Ferdynand Ruszczyc i Karol Frycz. Wokół trumny ułożono około 200 wieńców. 2 grudnia o godz. 9.30 przeniesiono trumnę do kościoła Mariackiego, gdzie odprawiono żałobne nabożeństwo. Następnie Królewską Drogą jechała spowita kirem trumna umieszczona na specjalnie podwyższonym karawanie ciągniętym przez sześć karych koni. Na czarno obitym katafalku ze srebrnymi ornamentami i srebrnymi lichtarzami ułożono tylko kilka wieńców, w tym – nadesłany z Częstochowy – srebrny z biało-czerwonymi szarfami oraz wieniec z fiołków, ulubionych kwiatów artysty. Powiewały chorągwie i flagi, niesiono setki płonących pochodni. Zgodnie z wolą zmarłego w Krypcie Zasłużonych na Skałce nie wygłoszono żadnych przemówień. Tylko Zygmunt żegnał wielkiego artystę. Żył On jedynie 38 lat. Zostawił spuściznę, która oparła się upływowi czasu i wciąż zachwyca wielkością dokonań. Był autorem dramatów: Wesele, Wyzwolenie, Noc listopadowa, Warszawianka, Klątwa, Sędziowie, Achilles, Bolesław Śmiały, Akropolis, Skałka, Meleager, Protesilas i Laodamia, Powrót Odysa.

Przeciw polskiej racji stanu

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jakimże trzeba być zacietrzewionym politycznie moralnym troglodytą, żeby publicznie deklarować rozebranie nie zbudowanego jeszcze pomnika poświęconego ofiarom jednej z największych tragedii w historii Polski po II wojnie światowej, w której zginęła elita niepodległego państwa wywodząca się również z partii protestującej dzisiaj przeciw tej formie ich uczczenia?

Buńczuczne wypowiedzi chorych z nienawiści do rządzącego obecnie obozu Zjednoczonej Prawicy przedstawicieli Platformy Obywatelskiej o tym, jak zaraz po dojściu do władzy zlikwidują ów monument, wystawiają im najgorsze świadectwo nie jako politykom, ale jako Polakom.

Do naszej narodowej tradycji należy bowiem godne upamiętnianie ludzi, którzy stracili życie w służbie Ojczyźnie. I nie ma znaczenia, czy 10 kwietnia 2010 roku miał miejsce tragiczny wypadek lotniczy, czy przeprowadzony z premedytacją zamach. Ważne jest, że ofiary były członkami państwowej delegacji na rocznicowe uroczystości w Katyniu. Dlatego ich unonorowanie jest poza wszelką dyskusją.

Jeżeli komuś nie podoba się uczczenie ich pomnikiem lub ma zastrzeżenia co do jego lokalizacji, może to wyrazić w inny sposób lub dyskretnie przemilczeć, dając dowód zrozumienia polskiej racji stanu. Kto zapowiada zburzenie monumentu ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej, ten sam wykreśla się z grona Polaków.

Odszedł piwniczny Książe Nastroju

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Błękitne niebo, ucichł wiatr
i księżyc opromieniał,
a jam ją zgodną, chętną kładł
wśród łanów, wśród jęczmienia.
Wiedziałem, miłość łączy nas
z pierwszego już wejrzenia
więc całowałem raz po raz
wśród łanów, wśród jęczmienia.

Kiedy dowiedziałem się o śmierci Mieczysława Święcickiego, natychmiast wydobyłem z zakamarków pamięci słowa tej cudownej piosenki skomponowanej przez Zygmunta Koniecznego do słów Roberta Burnsa w polskim przekładzie Ludmiły Marjańskiej, która rozsławiła jednego z bardów Piwnicy pod Baranami w niepowtarzalny sposób interpretującego zarówno rosyjskie romanse (głównie z repertuaru Aleksandra Wertyńskiego), cygańskie pieśni, jak i wielką poezję.

Nikt nie wyśpiewa już tych słów, przy których omdlewała niejedna białogłowa, z takim naturalnym wdziękiem, jak zmarły w wieku 81 lat Święcicki. Chociaż urodził się w podlwowskim Sokalu, a wychowywał w Jarosławiu, to jednak z podwawelskim grodem związał swoje życie i artystyczne nadzieje zyskując z czasem zaszczytne miano „Księcia Nastroju”.

„Zjechał do Krakowa, by zrobić karierę na miarę Maurice’a Chevaliera, chodził po Plantach w słomkowym kapeluszu i popielatym garniturze w niebieskie paseczki” – wspominała go Janina Garycka w monografii „Piwnicy pod Baranami” autorstwa Joanny Olczak Ronikier.

Właśnie na Plantach Święcicki poznał Piotra Skrzyneckiego, z którym założył legendarny kabaret. Był też aktorem krakowskich teatrów: Starego Teatrze, Rapsodycznego i 38, ale kojarzono go przede wszystkim z Piwnicą, której oddał serce i talent. Doceniono go w 2010 roku, kiedy otrzymał Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

mieczyslawswiecicki„- Widzieliśmy się ostatnio 26 stycznia na moim wieczorze pieśniarskim w Radiu Kraków. Umawialiśmy wspólne przedsięwzięcie artystyczne z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru. Mietek (fot. Wikipedia) był niewątpliwie postacią barwną, świadomie wystylizowaną, zarówno co do repertuaru, który wykonywał, jak i rekwizytów, których używał. Wydawał się człowiekiem z innej epoki” – wspominał go w rozmowie z portalem internetowym krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego” występujący z nim przez wiele lat w „Piwnicy pod Baranami” Leszek w Długosz.

To Święcicki sprowadził do Piwnicy studenta Koniecznego, który napisał potem dla niego wiele pięknych piosenek. Mało kto pamięta, że „Książe Nastroju” był pierwszym wykonawcą późniejszego wielkiego przeboju Ewy Demarczyk do słów Juliana Tuwima pt. „Grande valse brillante”.

Święcicki był najlepszym wykonawcą romansów Wertyńskiego z polskimi tekstami. W 1963 roku wykonał je w Moskwie w obecności wdowy po Wertyńskim, akompaniował mu zaś… wybitny kompozytor Dymitr Szostakowicz.

Wielki artysta miał czułe serce dla biednych i opuszczonych. Po 1989 roku wielokrotnie wspomagała ich założona przez niego Fundacja „Ars Longa”.

Skoro zacząłem to wspomnienie cytatem, to w taki sam sposób je zakończę, jakże adekwatnym w tych okolicznościach fragmentem jednego z jego ulubionych romansów Wertyńskiego:

Madame! Wyśpiewałem już wszystko
Repertuar cały mój znasz…

Kwiat pamięci

adamzyzmanAdam Zyzman

Po rocznej przerwie wystawa World Press Foto wróciła do Krakowa, choć tym razem prezentowana jest w Nowohuckim Centrum Kultury. Można obejrzeć tam przede wszystkim nagrodzoną główną nagrodą serię zdjęć tureckiego fotoreportera Burhana Ozbilici, który uchwycił moment po zastrzeleniu rosyjskiego ambasadora podczas otwarcia wystawy fotograficznej 19 grudnia 2016 r. w Centrum Sztuki Współczesnej w Ankarze. Można obejrzeć zdjęcia z wojny w Syrii i Afganistanie, codzienne życie na Kubie i w obozach dla uchodźców, ale także serię zdjęć z wojny na wschodzie Ukrainy – zniszczenia i bezradność cywilnych ludzi.

Ale na mnie największe wrażenie zrobiło jedno zdjęcie z pozoru absurdalne, jakby wyjęte z serii rozpowszechnianego Internecie cyklu „Made in Russia”, gdzie można zobaczyć takie absurdy, jak schody z barierkami po przeciwnej stronie, Żiguli wiezione na dachu podobnego Żiguli, jako magazyn części zamiennych, czy pęk kluczy powieszony na gwoździu wetkniętym w otwór gniazdka elektrycznego…

azkwiatpamieciOto na drodze asfaltowej pełnej dziur mężczyzna podlewa konewką krzew kwiatów wyrosłych w jednym z takich otworów, choć za krawężnikiem widać zarośniętą chwastami przestrzeń, gdzie można założyć ogródek nie na jeden kwiat. W pierwszym odruchu sfotografowałem to zdjęcie, by dołączyć do kolekcji takich dziwactw. Dopiero w domu, gdy na ekranie komputera powiększyłem ujęcie dostrzegłem, że kwiat rośnie nie samoistnie w dziurze, ale w… doniczce umieszczonej w otworze! I zrozumiałem, że ta dziura to nie efekt zaniedbania drogowców, takiego, jakich pełno na ukraińskich, rosyjskich i polskich drogach, ale efekt ostrzału. Że to miejsce zabezpieczone dodatkowo cegłą, to prawdopodobnie miejsce śmierci kogoś bliskiego temu człowiekowi – dziecka, żony, brata lub matki… Że z podobnych powodów, jak u nas stawia się krzyże i pali znicze na poboczu drogi, gdzie doszło do śmiertelnego wypadku, ten człowiek postanowił uczcić miejsce śmierci swego bliskiego, dokładnie w miejscu, gdzie doszło do tragedii, bo śmierć na wojnie nie wybiera miejsca. A, że trwa wojna nikt dziś prawdopodobnie nie jeździ w tym miejscu po tej ulicy, a jeśli nawet, to potrafi ominąć dziurę, zabezpieczającą ją cegłę i kwiatka, który upamiętnia tego, kto w tym miejscu zginął, jako prawdopodobnie przypadkowa ofiara tej wojny. Bo to wojna w tym przypadku jest absurdalna, a nie sfotografowana sytuacja!

Dlatego zapraszam wszystkich do obejrzenia tej wystawy, która trwać będzie do końca miesiąca, choćby dla zobaczenia tego jednego przejmującego zdjęcia. A zapewniam, że jest ich więcej.

Konzentration Lager Auschwitz. Horror wojny w lalkowej odsłonie

kazimierzbartelKazimierz Bartel

Szanowni Państwo, przesyłam zestaw zdjęć związanych z tematyką niemieckich obozów śmierci. Holenderska grupa teatralna „Hotel Modern” przedstawiła w Polsce jeden spektakl „Horror wojny w lalkowej odsłonie”. KAMP – historia niemieckiego obozu śmierci w Auschwitz-Birkenau została przedstawiona przy pomocy 3 tysięcy lalek oraz zrobionej z tektury makiety obozu:
https://photos.app.goo.gl/STMyHS8pJhvIe4cp1

Orlęta Lwowskie naprzeciw Marszałka Józefa Piłsudskiego?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Do opisywanych tu przeze mnie kilkakrotnie imponujących krakowskich planów pomnikowych na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości doszła jeszcze jedna propozycja, o której mówiło się już od kilku lat w gronie miłośników Lwowa. Teraz przybrała ona konkretną formę.

Jak poinformował „Dziennik Polski”, Towarzystwo Miłośników Lwowa, Polskie Towarzystwo Gimnastyczne Sokół-Kraków i PTG Sokół „Macierz-Lwów” chcą uczcić bohaterskich obrońców „zawsze wiernego” miasta z listopada 1918 roku. Jest już nawet gotowy projekt pomnika autorstwa profesora Stefana Dousy oraz wybrane miejsce: pas zieleni w biegu ulicy Retoryka, około 50 metrów od skrzyżowania z ulicą Piłsudskiego, na wprost stojącego tam od kilku lat pomnika Komendanta.

pomnikorlatMonument miałby około 3,5 m wysokości i przedstawiał wykutego z kamienia lwa (takiego jak na cmentarzu Łyczakowskim) oraz wykonanych z brązu dwóch młodych obrońców Lwowa (fot. dziennikpolski24.pl).

„- Mamy już pozytywną opinię wojewódzkiego konserwatora zabytków” – powiedział gazecie jeden z inicjatorów budowy pomnika, dyrektor XLIV Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie Mariusz Graniczka.

Komitet Budowy Pomnika „Orlęta – Obrońcy Lwowa – 1918 r.” formalnie wystąpił do prezydenta miasta, profesora Jacka Majchrowskiego, o poparcie tej inicjatywy.

„Jak przekazuje rzeczniczka prezydenta, zgodnie z obowiązującą od końca stycznia procedurą, Wydział Kultury Urzędu Miasta wystąpił o stosowne opinie do innych wydziałów magistratu, miejskich jednostek oraz Instytutu Pamięci Narodowej (ten już wydał opinię pozytywną)” – napisał „DP”.

Jeśli wszystkie zebrane opinie będą miały podobny wydźwięk, a prezydent zechce wesprzeć ten pomysł, przygotowany zostanie projektu uchwały Rady Miasta Krakowa o wzniesieniu pomnika.

lwowcmorlat2006Szacowany koszt jego budowy wynosi około pół miliona złotych. Komitet uzbierał 33 tysiące, ma także obietnice wsparcia od sponsorów (Cmentrz Orląt we Lwowie, fot. p. Mirosław Boruta).

„- Kiedy już będzie uchwała w sprawie pomnika, rozpoczniemy dużą kampanię i będziemy zbierać pieniądze. Liczę, że zbierzemy większość potrzebnych środków, może też poprosimy gminę o drobną kwotę, a może nie będzie takiej potrzeby” – stwierdził Graniczka w rozmowie z „Dziennikiem Polskim”.

Idealną datą na odsłonięcie tego monumentu byłby 22 listopada br. – stulecie zakończenia 22-dniowej walki z Ukraińcami o Lwów.

Syndrom deficytu natury

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Od dawna już większość dzieci na pytanie: „skąd się bierze mleko?” odpowiada bez wahania: „ze sklepu”. Krowa to dla nich słowo całkiem nieznane, a jeśli już, to wyłącznie z reklam telewizyjnych. Na wakacjach częściej oglądają hotelowe baseny w ciepłych krajach niż rosnące w polskich lasach jagody, a spadające z drzewa jabłka budzą w nich na równi zachwyt jak przerażenie.

To zjawisko nazywa się fachowo syndromem deficytu natury i zostało opisane przez amerykańskich uczonych. Można je bardziej przystępnie nazwać zespołem zachowań wynikających z braku kontaktu z przyrodą.

Pracownicy Wydziału Leśnego Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przeprowadzili badania ankietowe w tej materii w ponad trzydziestu miejskich przedszkolach. Okazało się, że tylko jedno z nich zabrało raz dzieci na wycieczkę do lasu, a nasze maluchy nie mają pojęcia co w nim żyje i rośnie.

lasmieszanywiosna- Podczas zajęć prosimy dzieci, żeby wymieniły zwierzęta, które możemy spotkać w lesie (fot. Wikipedia). Trudno jest dzieciom wymienić choćby trzy czy cztery gatunki zwierząt. Doskonale natomiast rozpoznają marki światowych i polskich firm, ale gdy wchodzą do lasu widzą tylko drzewa i choinki. Nie są w stanie powiedzieć, co to za drzewa – powiedziała w rozmowie z Radiem Kraków doktor Magdalena Frączek z UR.

Brak kontaktu z naturą lub znaczne jego ograniczenie powoduje, że młody organizm nie otrzymuje tego, co jest mu niezbędne do prawidłowego rozwoju, czyli ruchu na świeżym powietrzu, umiejętności wyciszenia i skierowania uwagi na to, co nas otacza.

„Według amerykańskich uczonych szanse na pojawienie się takich zaburzeń jak ADHD, dysleksje czy alergie znacząco rosną u dzieci, które nie mają kontaktu z naturą. Zaznaczają również, że pobyt w zoo, gospodarstwie agroturystycznym czy miejskim parku nie zastąpi spaceru w lesie czy po łące” – czytamy na stronie internetowej krakowskiej rozgłośni.

W tej sytuacji optymizmem napawa uruchomienie w podkrakowskich Konarach pierwszego w Polsce leśnego przedszkola, w którym dzieci spędzają aż 80 procent czasu na łonie natury, wśród drzew i krzewów, słuchając śpiewu ptaków i zbierając owoce. Ciekawe, czy odnajdą potem w szkole wspólny język z tymi koleżankami i kolegami, dla których związek mleka, jabłek, czy poziomek z czymkolwiek poza sklepem jest nie do pojęcia.

Twarzą w Twarz. Sztuka w Auschwitz

kazimierzbartelKazimierz Bartel

Od 7 lipca do 19 listopada 2017 roku mozna było w Kamienicy Szołayskich (oddziale Muzeum Narodowego) obejrzeć wystawę pt. Twarzą w Twarz. Sztuka w Auschwitz. W 70. rocznicę utworzenia Muzeum na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady.

Zapraszam Państwa do obejrzenia zdjęć, wciąż tak aktualnych:
https://photos.app.goo.gl/Aa6rIy1Em5X4tOv22

Niech szkoły zaopiekują się miejscami pamięci

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W jubileuszowym roku 100-lecia odzyskania niepodległości odsłoniętych zostanie w całym kraju wiele pomników, obelisków, tablic i innych znaków upamiętniających bohaterów narodowych oraz wydarzeń, bez których nie sposób wyobrazić sobie powrotu Polski na polityczną mapę Europy.

Większość tych monumentów powstaje z oddolnej inicjatywy, co dobrze świadczy o nas jako o społeczeństwie obywatelskim. Różne organizacje i stowarzyszenia występują z pomysłami, które następnie przejmują do realizacji lokalne władze samorządowe pomagając społecznikom zwłaszcza w sferze finansowej.

Bardzo cieszy mnie ta spontaniczna aktywność, ale zastanawiam się, czy po uroczystym odsłonięciu i poświęceniu kolejnego miejsca pamięci związanego z 100. rocznicą odzyskania suwerennego bytu przez Rzeczpospolitą po 123 latach zaborczej niewoli będzie on objęty stałą opieką.

Ten problem jest bardzo łatwy do rozwiązania. Wystarczy zaangażować szkoły, które w ramach prowadzonego przez nie wychowania patriotycznego mogą wziąć pod swoją pieczę znajdujące się w ich pobliżu pomniki, obeliski, tablice, itp. Czyż można sobie wyobrazić lepszą formę wzbudzania w uczniach miłości do ojczyzny, jak właśnie podjęcie troskliwej opieki nad takimi obiektami?

Jako wieloletni instruktor harcerski jestem głęboko przekonany, że umiejętna praca wychowawcza nauczycieli przyniosłaby znakomite rezultaty w tej materii, a dzieci i młodzież nie traktowałyby takich działań w kategoriach narzuconego z góry przykrego obowiązku, ale dostrzegłyby w nich naturalną realizację powołania do bycia dobrym Polakiem.

Helena Kmieć harcerską patronką

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Należąca do Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej 1. Głogowska Drużyna Harcerek „Agat” wybrała za swoją patronkę zamordowaną 24 stycznia 2017 roku podczas misji w boliwijskiej Cochabambie śp. Helenę Kmieć – poinformował portal internetowy krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”.

1. GDH obchodzi 20-lecie istnienia, nadarzyła się więc świetna okazja do wyboru patrona. Dlatego przebywające na zimowisku w Krakowie druhny z Dolnego Śląska postanowiły poświęcić je na jak najlepsze poznanie życiorysu wolontariuszki z pobliskiego Libiąża.

Drużynowa Magdalena Idkowiak wędrowniczka usłyszała o niej rok temu, kiedy Kmieć poniosła męczeńską śmierć w Ameryce Południowej: „Jej piękne życie i tragiczna śmierć zrobiły na mnie duże wrażenie. Helenka po prostu mnie zafascynowała i bardzo chciałam, żeby to właśnie ona została naszą patronką. Może bowiem uczyć nas, a zwłaszcza najmłodsze harcerki, dobroci i służby Bogu oraz drugiemu człowiekowi. Nie chciałyśmy, aby patronem był jakiś odległy w czasie bohater, albo ktoś bardzo znany z rzeczywistości bądź z książek. Chciałyśmy natomiast, aby patronem był ktoś bliski i realny, żyjący niedawno, w naszych czasach. Helenka spełniała to kryterium, a co ważne, w Libiążu są jej bliscy i przyjaciele, którzy mogą o niej opowiadać” – powiedziała dziennikarce „GN”.

helenakmiecPo wielu rozmowach odbytych z przełożonymi i z podwładnymi kandydatura libiąskiej wolontariuszki  (il. katowice.tvp.pl) została przegłosowana.

Jeden dzież zimowiska harcerki z Głogowa poświęciły na wycieczkę do Libiąża, aby poznać rodzinne miasto swojej patronki. Zorganizowały tam grę terenową jej śladami, do kolejnych związanych z nią punktów dochodząc podzielone na mniejsze grupy i odpowiadając na tematyczne pytania.

„Jednymi z najważniejszych miejsc były – rzecz jasna – cmentarz, na którym spoczywa Helenka oraz jej parafialny kościół św. Barbary. Po modlitwie w nim dziewczyny wpisały się też do wystawionej tam kilka dni temu <Księgi wdzięczności i refleksji> oraz spotkały się z ks. Pawłem Królem, który opowiedział im o Helenie” – czytamy w portalu.

- Podczas pobytu w Libiążu ważnym zadaniem było także napisanie na kartce za co chcemy podziękować Helenki. To, co napisały niektóre harcerki, zaskoczyło mnie, bo to były bardzo dojrzałe odpowiedzi. Np. 12-letnia dziewczynka wyznała: <Helenko, byłaś piękna zewnętrznie i wewnętrznie, a to piękno mnie urzeka. Chciałabym być taka, jak Ty> – zakończyła wypowiedź dla „Gościa Niedzielnego wzruszona drużynowa 1. Głogowskiej Drużyny Harcerek „Agat” wędr. Magdalena Idkowiak.

Czym jesteś dla mnie Ojczyzno?

jerzyborkowskiJerzy Borkowski

Przeglądając Internet natknąłem się ostatnio na ciekawy sondaż. Na pytanie „Czy jesteś gotów walczyć za swoją Ojczyznę” 47% Polaków odpowiedziała, że tak. Dla porównania, we Francji 29 % badanych pójdzie w bój, a w Niemczech 18%. Kraj w którym, najwięcej ludzi jest gotowych do walki za swój dom to Maroko, 94 % respondentów odpowiedziało tak. Najmniej walecznym krajem okazali się Japończycy. W kraju Kwitnącej Wiśni zaledwie 11% chce walczyć o swoją ziemię. Jak widać na tle Europy wypadamy naprawdę nieźle. Porównując się jednak z liderem rankingu wypadamy blado. W mojej opinii wynik będący bliski 50 % jest naprawdę dobry. Dlaczego jednak nie jest on wyższy, dlaczego nie jest on bliski marokańskiemu wynikowi? Zanim odpowiemy na to pytanie dlaczego tak jest, powinniśmy zadać sobie inne, równie istotne pytanie: Czym jesteś dla mnie Ojczyzno?

Wielu z nas oczywiście odpowie, że jest to kraj w którym mieszkam. Inni na pewno słusznie odpowiedzą, że to kraj naszych przodków. Będzie i spory procent, który oświadczy, że jest to Dom (celowo napisane z wielkiej litery), miejsce które się kocha i nosi w sercu. Wszystkie te odpowiedzi będą jak najbardziej prawidłowe. Myślę, że wiele osób zgodzi się ze mną, że w słowie Ojczyzna mieści się znacznie więcej niż tylko terytorium, czy pochodzenie. A zatem: Czym jesteś dla mnie Ojczyzno?

„Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie” R. Dmowski

Słowa wybitnego Polaka bardzo biorę sobie do serca. Biorąc pod uwagę złożoną ofiarę przez Polaków walczących o nasz Dom, czuję że powinienem zadbać o to co otrzymaliśmy, a co zostało krwią okupione. Mam świadomość, że jestem zobowiązany pielęgnować tradycję, czcić pamięć o poległych ale również żyć uczciwie, by dawać przykład nowym nadchodzącym pokoleniom. Polska jest miejscem za które jestem odpowiedzialny, ponieważ wolność którą możemy się cieszyć nie została przekazana nam za darmo i nie została nam dana raz na zawsze. Jestem zobowiązany by dbać o tę ziemię, bo kiedyś ja przekażę ją innym, swoim dzieciom, swoim uczniom, młodym Polakom. No i na koniec najtrudniejsza kwestia. Jeśli czuję się zobowiązany to potrafię oddać to co najcenniejsze: swoje marzenia, ambicje, plany, zdrowie… a nawet życie. Nie jest to łatwe! Tak naprawdę na to pytanie czy potrafię to zrobić możemy sobie odpowiedzieć w godzinie próby. Mam nadzieję, że taki czas nigdy nie nadejdzie ale jeśli w ogóle to wierzę, że odpowiem „tak” , i że w owym czasie będę miał w pamięci napis, który widniał na murach Pawiaka: „Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla niej pracować, jeszcze trudniej umrzeć, a najtrudniej cierpieć”.

Historia powodem do dumy

Łatwo jest pokochać kogoś lub coś co daje nam dumę, z czym śmiało możemy się identyfikować. Wiele krajów do tego celu wykorzystuje historię. Chwaląc się swoimi protoplastami, osiągnięciami, zwycięstwami w wojnach, twórczością i wkładem w dziejach świata. A czy my Polacy jako naród mamy czym się pochwalić? Czy nasza historia jest powodem do dumy? Może być źródłem miłości, którą obdarzymy nasz kraj? Jestem absolutnie przekonany, że tak! Moją pewność mogę uzasadnić niezwykłą walecznością Polaków, tysiącami bohaterów, którzy za ten kraj oddali życie. Tu być może nie jeden z Was mówi: „ no to podaj chociaż kilku wybitnych Polaków”. Proszę bardzo: Bolesław Chrobry, arcybiskup Jakub Świnka, Jan III Sobieski, Jan Paweł II, ks. Jerzy Popiełuszko, Stanisław Sojczyński, Witold Pilecki, Henryk Dobrzański, Władysław Raginis, Józef Piłsudski, Stanisław Żółkiewski, Karol Olszewski, August Emil Fildorf, Jan Paderewski, Tadeusz Kościuszko, Helena Kowalska, Irena Sendlerowa, książę Adam Stefan Sapieha, Krzysztof Arciszewski, Ignacy Mościcki, Antoni Patek… mógłbym tak wymieniać bardzo długo. Myślę, że niektóre nazwiska mogą brzmieć zupełnie obco. Zachęcam do zagłębienia wiedzy, chociażby w najbardziej dostępnym źródle jakim jest Internet. Sami się przekonacie, jak wielu wspaniałych wynalazców, podróżników wydała polska ziemia. Zakładam (mam nadzieję, że się mylę), że część osób zarzuci mi, że gloryfikuję również przegranych, ludzi, którzy stracili życie w przegranej sprawie. Niestety uważam, że jest to błąd naszej polityki historycznej. Po pierwsze nie uważam, aby przegrane taktycznie Powstanie Warszawskie było tylko i wyłącznie porażką. Dziś buduje i kształtuje całe rzesze młodych Polaków, jest powodem do dumy, bo pokazuje jak bardzo człowiek może zdobyć się na heroiczne czyny dla ratowania Ojczyzny. Dziś Powstanie Warszawskie jest mentalnym zwycięstwem. Wróćmy jednak do polityki historycznej. Często ludzie narzekają przy większych uroczystościach: „my tylko przegrywaliśmy”, „a co my możemy świętować jak tylko ponosiliśmy porażki”. Chwila moment! A zwycięstwo pod Cedynią? A wojna polsko- ukraińska? A Powstanie Wielkopolskie? Powiem więcej! Wygrywaliśmy bitwy, wojny które miały wpływ nie tylko losy naszego kraju ale także i całego świata. Tak było w przypadku zwycięskiej bitwy pod Wiedniem, gdzie zatrzymaliśmy nacierające Imperium Osmańskie chcącego narzucić nam inną wiarę. Drugi istotny przykład to wojna polsko- bolszewicka, gdzie zatrzymaliśmy czerwoną nawałę. Polska, która odzyskała ledwie niepodległość i całe swe siły skupiła na odbudowie swej państwowości musiała stawić czoła gigantowi, jakim wówczas była Rosja. Mimo wszystko Dawid pokonał wielkiego Goliata. Proszę bardzo Europo, nie musisz dziękować. Duma z historii to nie tylko jednak sukcesy militarne. A i tych na nie brakuje. Mogę wymienić kolejną porcję nazwisk, które dają nam powody do chodzenia z podniesioną głową: Jan Szczepanik, Fryderyk Chopin, Ignacy Łukasiewicz, Maria Skłodowska- Curie, Jan Matejko, Mikołaj Kopernik, Paweł Strzelecki, kard, Stefan Wyszyński. Odkrywców, wynalazców, inżynierów, wybitnych ludzi nauki również w naszym narodzie nie brakowało. Myślę, że mogę nawet śmiało stwierdzić, że byli Polacy, którzy mieli olbrzymi wpływ na historię świata, chociażby wspomniani Mikołaj Kopernik czy Jan Paweł II. Historia więc jak najbardziej jest mocną stroną naszego kraju. Jest piękna, heroiczna, nierzadko bolesna ale często i zwycięska (tylko zacznijmy to w końcu celebrować!). Wydała wiele postaci znanych i zasłużonych w świecie. Jest tylko jedna istotna rzecz. Trzeba umieć tę naszą piękną historię wypromować.

Mój Dom

No i sprawa, która wydaje mi się najtrudniejsza. Względy ekonomiczne. Faktycznie- poczucie dumy wielu z nas czerpie (czemu wcale się nie dziwię) z sytuacji ekonomicznej swojego kraju. Posiadanie pracy, która pozwoli nam wyżywić siebie i rodzinę jest kluczowe. Dobrze by było by w tej pracy zarobić tyle, by zaspokoić nie tylko podstawowe potrzeby (mieszkanie, ubrania, środki czystości, jedzenie) ale również by można było odłożyć na wakacje i zostało coś jeszcze by „wyskoczyć na miasto”. Naraziłbym się na ośmieszenie, gdybym stwierdził, że w Polsce lekko się żyje. Zgodzę się, że nie jest łatwo. Napawają mnie jednak optymizmem ostatnie wskaźniki ekonomiczne, które wskazują, że w naszej ojczyźnie jest coraz więcej pracy, a także pensje idą w górę. Mobilizującym jest również fakt, że rynek w Polsce zaczyna być przychylny pracownikowi, a nie jak do tej pory to było dla pracodawcy. Mój optymizm jest jeszcze dodatkowo większy, ponieważ w gronie znajomych spotykam się z coraz lepszymi opiniami, że żyje im się lepiej niż w latach poprzednich. Wiadomo, że jest jeszcze spory procent, który będzie niezadowolony. Pytanie teraz następujące: Jaka ilość z tego procentu ma rzeczywiście prawo do bycia niezadowolonym? Jeden z moich znajomych narzekał, że będzie musiał myśleć nad nowym biznesem, bo obecny jest nierentowny i nie da rady z tego wyżyć. W momencie kiedy przestał narzekać oświadczył mi, że na wakacje do Chorwacji wybiera się nowym samochodem… Porshe. Myślę, że komentarz jest zbędny. Kończąc ten wywód wydaje m się, że w Polsce aspekty ekonomiczne są coraz lepsze i coraz śmielej możemy patrzeć w przyszłość. Mam nadzieję, że nie tylko ja będę patrzył tak entuzjastycznie ale i inni, mając ku temu powody.

Miłość od pierwszego wejrzenia

Nie wszystkich fascynuje historia i nie każdy widzi narodową dumę w wiktoriach w kluczowych bitwach, czy w heroicznych postawach poszczególnych ludzi. Jak wiadomo ludzie są ulepieni z różnej gliny i odnajdują wartości w różnych miejscach. Inni piękno dostrzegą w przyrodzie. Gdybyśmy mieli szukać jej w granicach naszego państwa , jestem pewien żebyśmy się nie zawiedli. Od południa otoczeni przepięknym pasem górskim Karpat, od północy chronieni morzem Bałtyckim. Ostatnio często zdarza mi się zdobywać szczyty Beskidu Wyspowego, którym jestem zachwycony. Lasy, rzeki, piękna roślinność, bastion ciszy i spokoju. W Polsce nie brakuje miejsc, gdzie możemy się udać by wyciszyć się i uciec od zgiełku wielkich miast. Jeziora, lasy, puszcze dają nie tylko świadectwo wiekowego istnienia państwa Polskiego, ale również są ostoją dla zwierząt i ludzi szukających wytchnienia i piękna. To co jeszcze mnie zachwyca w polskiej przyrodzie, występujące pory roku. Mamy lato, jesień, zimę i wiosnę, które na własny oryginalny sposób podkreślają piękno polskiej ziemi. Jeśli mi nie wierzycie jedźcie i sprawdźcie sami.

Bogata kultura i tradycja

To co łączy i scala naród, to nie wątpliwie język, wiara ale również kultura i tradycja. Ta w Polsce jest niezwykle bogata i oryginalna. Chociażby dzielenie się opłatkiem w Boże Narodzenie- obyczaj, który uświadczymy tylko na terenie Rzeczpospolitej. W Polsce mamy mnóstwo tradycji. Czasem dziwi mnie to, że przejmujemy obce zachodnie obyczaje. Święto Wszystkich Świętych rywalizuje z Halloween, biskup św. Mikołaj ma konkurencje w postaci sympatycznego krasnoludka. Nie mówię, że te obyczaj mi się nie podobają, ale dziwi mnie fakt, że ludzie wolą obce tradycji niż nasze rodzime. Rozumiem osoby, które praktykują obie tradycje. Smuci mnie kiedy stawiamy obce nad swoim. Trzeba pamiętać, ze tradycja to jest kontynuacja obyczajów, ceremoniałów naszych Dziadków i Babć, Ojców i Matek. To z kolei zapewnia przetrwanie i kontynuacje wolności. O tym wszystkim wiedział arcybiskup Jakub Świnka, który w XIV wieku przeciwdziałał germanizacji polskiego narodu. Wiedział, że język jest ważny by zachować świadomość narodową i przynależność do państwa. Podobnie właśnie jest z tradycją i obyczajami. One pozwalają nam zachować świadomość kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Zaskakującym jest, gdy młodzi ludzie twierdzą, że u nas w Polsce nie ma zbyt dużo tradycji lub są smutne jak choćby wspomniane już święto Wszystkich Świętych. Po pierwsze, czy zawsze wszystko musi być na wesoło i radośnie? W mojej opinii człowiek potrzebuje czasem odrobinę zadumy i refleksji. Powiedzmy, że rozumiem takie komentarze, młodość rządzi się swoimi prawami i woli się życiem radować. Proszę bardzo, mam wiele radosnych tradycji. Śmigus dyngus, któremu towarzyszy mnóstwo zabawy. W zabawie mogą uczestniczyć i starzy młodzi, co wiąże pokolenia. Wianki – kolorowe, radosne, pełne życia. W czasie ich trwania, można posłuchać dobrej muzyki, pooglądać fantastyczne pokazy sztucznych ogni i pokaz „dźwięku i światła”. Tworzenie bożonarodzeniowego pająka- sztuka niełatwa ale jakże przyjemna w rodzinnym gronie. Kolędowanie przy stole wigilijnym. Polskie kolędy są uznawane w świecie za jedne z najpiękniejszych. Są wesołe, skoczne i pełne energii. W Polsce mamy mnóstwo tradycji ogólnopolskich i tych regionalnych, które warto pielęgnować. Bo właściwie niemal każda tradycja zachęca do tego, by wspólnie spędzać czas. Czy to w gronie rodzinnym czy najbliższych. Nie od dziś wiadomo, że rodzina to jest siła. A naród zwarty i zgrany jest niezniszczalny. Kontynuując wątek siły jaką jest rodzina, warto pamiętać i o tradycjach i obyczajach rodzinnych, czyli takich, które występują tylko w danej familii. Od lat ród Duninów organizuje swoje zjazdy, na których spotyka się cała rodzina. I ta dalsza, naprawdę daleka, ale również i ta najbliższa. Na takich zjazdach dba się właśnie nie tylko o więzi ale i kultywowanie tradycji i obyczajów. Jeśli ktoś chciałby zagłębić wiedzę, zachęcam do przeczytania mojego innego artykułu rozwijającego nieco tematykę: http://jerzyborkowski.blogspot.com/2017/11/duninowie-rod-ktory-odradza-sie-na-nowo.html

Pamiętajmy – Polska to nie jest puste słowo. To nie tylko terytorium od Bałtyku po Tatry, ale nasz Dom. Teraz jeśli ktoś przebrną przez moje myśli przelane na papier, zachęcam do pięciominutowej refleksji, by odpowiedzieć sobie na pytanie… Czym jesteś dla mnie Ojczyzno?

Kolejne pieniądze na krakowski pomnik generała Ryszarda Kuklińskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Władze Krakowa przeznaczyły dodatkowe 700 tysięcy złotych na budowę pomnika generała Ryszarda Kuklińskiego na placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego (dawnym Dworcowym) przed Galerią Krakowską.

Przedstawiający pękający mur berliński i wygięte w łuk ostrze szabli jako symbol oficerskiego honoru monument ma stanąć – jak niedawno informowałem – wiosną br.

Wcześniej radni zdecydowali o przyznaniu półmilionowej dotacji na pomnikowe upamiętnienie „pierwszego polskiego oficera w NATO” i honorowego obywatela Stołecznego, Królewskiego Miasta Krakowa.

projektpomnikagrk- Skoro powiedzieliśmy A, to teraz trzeba powiedzieć B. Stowarzyszenie im. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego nie zebrało całej kwoty to trzeba dołożyć pieniądze żeby zakończyć budowę (il. za: inwestycje-krakow.pl). Na początku to Rada Miasta uchwaliła, że ten pomnik powstanie. Była to więc nasza inicjatywa, z której nie możemy się teraz wycofać. Sprawy zaszły już za daleko, jest już decyzja o powstaniu pomnika, budowa w jakiś sposób się rozpoczęła, jedynym rozsądnym wyjściem jest jej dokończenie – powiedział Radiu Kraków Dariusz Nowak z Biura Prasowego Urzędu Miasta Krakowa.

Stowarzyszenie zebrało około 220 tysięcy złotych w ramach publicznej zbiórki, 10 tys. zł dołożyła Komisja Robotnicza Hutników Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” ArcelorMittal Poland S.A., a zarządzająca placem i Galerią firma ECE nieodpłatnie udostępniła miejsce pod pomnik. Prezydent Krakowa profesor Jacek Majchrowski wystąpił też z prośbą o finansowe wsparcie budowy pomnika do marszałka województwa małopolskiego Jacka Krupy przypominając obietnicę złożoną przez jego poprzednika Marka Sowę.

100-lecie odzyskania niepodległości także na Oleandrach?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Bogaty, różnorodny i radosny w ideowym przesłaniu harmonogram krakowskich obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę przedstawił dziennikarzom prezydent miasta profesor Jacek Majchrowski.

Podwawelski gród chce świętować szczególnie uroczyście i hucznie. Dlaczego?

- Bo, używając słów klasyka, tu wszystko się zaczęło. Odzyskiwanie niepodległości było dłuższym procesem, nie jednorazowym fajerwerkiem. Kraków odegrał w tym procesie rolę niepoślednią. To stąd 6 sierpnia 1914 roku wyruszyła Pierwszej Kompania Kadrowa, to tutaj powstała Polska Komisja Likwidacyjna rządząca obszarem Galicji Zachodniej i Śląska Cieszyńskiego po rozbrojeniu 31 października 1918 roku w Krakowie Austriaków. Ponoć podpisanie dokumentu o przejęciu władzy odbyło się wówczas na stoliku który stoi teraz w moim gabinecie w magistracie – powiedział prof. Majchrowski (wszystkie cytaty za portalem internetowym krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”).

Odbędą się liczne wystawy, koncerty, konferencje naukowe, wydarzenia artystyczne i sportowe, część z nich w plenerze. Już w ubiegłym roku miały miejsce okolicznościowe imprezy i odsłonięto tablicę upamiętniającą Naczelny Komitet Narodowy.

- Wydarzenia prowadzące do odzyskania niepodległości będziemy starali się pokazywać także przez pokazanie losów poszczególnych osób – dodał wiceprezydent prof. Andrzej Kulig.

Obchody rocznicowe rozpoczną się w najbliższy piątek wielkim widowiskiem tanecznym „Drogi do wolności – historia Polski w obrazach” w Centrum Kongresowym.

- Będzie to niezwykły spektakl, który opowiada historię Polski w obrazach i tańcu. Zaczynamy od konstytucji 3 Maja, przez okres walk o niepodległość i jej odzyskanie, kończymy zaś wielką nadzieją „Solidarności”. Wszystko opowiedziane jest m.in. szczególnym akcentem – polonezem który zabiera widzów w taneczną podróż. Ten korowód polonezowy będzie się przewijał przez obrazy historii Polski. Zostaną pokazane zarówno wydarzenia jak i postacie wielkich Polaków. Odnajdziemy tam wszystko, co jest bliskie naszemu sercu, co kojarzy się z niepodległością – powiedziała przygotowująca to widowisko tancerka, dyrektor Baletu Dworskiego „Cracovia Danza” Romana Agnel.

W lutym zostanie odsłonięty pomnik prezydenta Juliusza Lea – twórcy wielkiego Krakowa, a w magistracie odbędzie się poświęcona jemu i jego czasom konferencja popularno-naukowa wzbogacona wystawą z pamiątkami po nim przygotowaną przy współpracy z Archiwum Narodowym.

W marcu w Muzeum Armii Krajowej zostanie otwarta wystawa „Piękna Niepodległa” poświęcona udziałowi kobiet w walce o powrót Polski na mapę Europy. W tym samym miesiącu rozpocznie się trwający do listopada cykl plenerowych happeningów baletowych „Śladami Paderewskiego” mających na celu przybliżenie postaci jednego z ojców niepodległości, fundatora pomnika Grunwaldzkiego i dobrodzieja Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Od kwietnia do grudnia na placu Świętej Marii Magdaleny będzie można zobaczyć na wystawie „Niepodległość sfotografowana” kilkanaście wielkoformatowych zdjęć archiwalnych ze zbiorów Muzeum Historii Fotografii.

- Będą wśród nich unikatowe, nieznane do tej pory ujęcia scen z wyzwalania Krakowa spod władzy zaborczej w dniu 31 października 1918 roku – wyjaśnił kustosz MHF Andrzej Rybicki.

16 czerwca odbędzie się na Rynku Głównym – w ramach Nocy Teatrów – raut niepodległościowy „Biało-czerwona” nawiązujący do rocznicowych obchodów przez pryzmat tańców narodowych. Dni Krakowa też przebiegną pod jubileuszowymi hasłami, a 23 czerwca, podczas Wianków, zaprezentowane zostanie Niepodległościowe Widowisko Pirotechniczne: pokaz sztucznych ogni w kolorystyce biało-czerwonej ilustrowany przeglądem utworów muzyki polskiej oraz pieśni patriotycznych.

W lipcu podwawelski gród zamieni się w wielką scenę muzyczną za sprawą Festiwalu Muzyki Polskiej, który będzie się odbywać się w kilku salach koncertowych

5 sierpnia w kopcu Józefa Piłsudskiego zostaną złożone kolejne ziemie z pól bitewnych i z miejsc martyrologii, gdzie przelewali krew Polacy „za wolność naszą i waszą”. W tej ceremonii przewidziany jest udział Prezydenta RP, podobnie jak w poprzedzającej ją Mszy Świętej w królewskiej katedrze na Wawelu oraz złożeniu hołdu Komendantowi w krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów, a także w tradycyjnej Lekcji Śpiewania „Nie masz to jak pierwsza, nie” przygotowanej przez Lech Camelot i Bibliotekę Polskiej Piosenki na Rynku Głównym.

Nazajutrz wyruszy z Oleandrów kolejny Marsz Szlakiem „Kadrówki”, odbędzie się także próba ustanowienia rekordu Guinnessa w ilości par tańczących jednocześnie poloneza na Rynku Głównym oraz otwarcie wystawy „Ziemia pamięci. O tym jak niepodległości kopiec usypano”.

Kulminacja wydarzeń rocznicowych nastąpi w październiku. Przewidziano m.in. odsłonięcie w parku im. doktora Henryka Jordana popiersi współtwórców niepodległości: Ignacego Daszyńskiego, Romana Dmowskiego, generała. Jozefa Hallera, Wojciecha Korfantego, gen. Kazimierza Sosnkowskiego, Wincentego Witosa, otwarcie w Muzeum Podgórza wystawy „Wolność przyszła z Podgórza”, „Te Deum” Krzysztofa Pendereckiego w wykonaniu Orkiestry Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa Sinfonietta Cracovia, Hover Chamber Choir of Armenia i Cracow Singers oraz szczególnie uroczyste przypomnienie przy wieży Ratuszowej setnej rocznicy wyzwolenia Krakowa spod władzy zaborczej (m.in. bieg sztafetowy o szablę kapitana Antoniego Stawarza).

Obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości zakończy 11 listopada kolejna Lekcja Śpiewania: „Radosna Niepodległość”.

- Mam nadzieję, że przy korzystnym zbiegu okoliczności rocznicę odzyskania niepodległości będziemy mogli świętować także w historycznym Domu im. Józefa Piłsudskiego na Oleandrach – powiedział prezydent Krakowa wywołując entuzjazm, ale i niedowierzanie tych przedstawicieli mediów, którzy dobrze znają najnowszą historię tego zabytkowego budynku zaprojektowanego przez Zygmunta Szyszko-Bohusza i Stefana Strojka, wybudowanego w latach 30. minionego wieku na mocy decyzji Związku Legionistów Polskich ze składek jego członków na przekazanym mu przez miasto w użytkowanie gruncie.

Jak wielokrotnie tutaj pisałem, tę nieruchomość od niemal 27 lat zajmuje organizacja o tej samej nazwie, która nie jest jednak – na mocy wyroków sądowych – prawnym, a co za tym idzie także majątkowym spadkobiercą przedwojennego ZLP. W marcu 2014 roku sąd stwierdził, że budynek jest własnością gminy miasta Krakowa i powinien być jej niezwłocznie wydany. Obecny Związek złożył z kolei wniosek o zasiedzenie, która to sprawa nadal się toczy.

- Nieogrzewany budynek niszczeje i musimy tam wykonać niezbędny, gruntowny remont wnętrza i elewacji zewnętrznej. Zależy to jedna od odpowiedniego stanowiska pana komendanta ZLP Krystiana Waksmundzkiego – wyjaśnił prof. Majchrowski.

Dodał, że miasto jest gotowe na rozpoczęcie remontu od razu, jeszcze przed zakończeniem sporu prawnego, zagwarantowane są na ten cel pieniądze z budżetu miasta i ze Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa.

- Rozmawiałem o tym z panem Waksmundzkim. Problem w tym, że zmienia on zdanie. Raz mówi, że zgadza się na taki tryb rozpoczęcia remontu, innym razem zaś, że wystarczy remont częściowy. Rozmowy na ten temat wciąż jednak trwają – poinformował prezydent.

Na czas remontu Dom im. Józefa Piłsudskiego musiałby zostać opróżniony ze znajdujących się w nim pamiątek historycznych.

- Zaproponowaliśmy, żeby zinwentaryzowali je przedtem pracownicy Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Gdyby ta wyprowadzka się udała, bylibyśmy w stanie wyremontować wnętrze budynku do przełomu lipca i sierpnia bieżącego roku. Na spotkaniu u prezydenta komendant Waksmundzki wyrażał na to zgodę, jednak w późniejszych dniach powiedział, że jest to niemożliwe i nie zgadza się na wyprowadzenie tych zbiorów. To oddala remont. Teraz chce jedynie remontu dwóch łazienek i windy. Mam nadzieję, że współpracownicy wytłumaczą mu, że takie podejście nie jest prawidłowe – powiedział wiceprezydent Kulig.

Obawiam się i nie jestem w tej opinii odosobniony, że w sprawie Oleandrów czeka nas jeszcze wiele zwrotów akcji, ale nie tracę nadziei, że z początkiem sierpnia jubileuszowego roku zostanie on wreszcie – po wieloletniej batalii – udostępniony wszystkim środowiskom piłsudczykowskim, a także organizacjom kombatanckim, strzeleckim i harcerskim, którym już od dawna powinien służyć.

Wrogowie Rosji

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Według przeprowadzonego przez Centrum Analityczne Jurija Lewady sondażu Rosjanie za głównego wroga swojego kraju uznają USA – podała Informacyjna Agencja Radiowa.

„Negatywne zdanie o Stanach Zjednoczonych wyraziło 68 procent respondentów. Na drugim miejscu, 29 procent Rosjan wskazało Ukrainę. Na trzecim, w ocenie 14 procent badanych – wrogiem ich kraju jest Unia Europejska. 10 procent uczestników sondażu widzi wrogów w obywatelach dawnych republik radzieckich, a 8 procent w Polakach. NATO, Niemcy i Anglię wskazało 6 procent Rosjan” – czytamy w depeszy IAR.

Pytani przez Polskie Radio o stosunek do naszego kraju mieszkańcy Moskwy twierdzą, że przyjaźnią się z wieloma Polakami, doceniają osiągnięcia gospodarcze Rzeczypospolitej, ale mają pretensję, iż zbyt często krytykujemy Rosję.

„Z sondażu Centrum Lewady wynika, że pięć procent obywateli widzi wrogów państwa w urzędnikach i politykach, a cztery procent wskazuje na prezydenta Władimira Putina. Lidera opozycji Aleksieja Nawalnego zaliczyło do wrogów tylko dwa procent respondentów. Łącznie 66 procent badanych twierdzi, że Rosja ma wrogów, a 21 procent jest przeciwnego zdania” – napisała Informacyjna Agencja Radiowa.

Coraz radośniej manifestujemy naszą wiarę

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przez wiele polskich miejscowości przechodzą dzisiaj, w święto Objawienia Pańskiego (Epifanii), barwne, roześmiane, rozśpiewane Orszaki Trzech Króli. Z każdym rokiem przybywa ich, gromadzą też coraz więcej uczestników, zwłaszcza spośród dzieci i młodzieży. Aktywnie włączają się w nie hierarchowie Kościoła, najważniejsze osoby w państwie z prezydencką parą na czele, przedstawiciele władz lokalnych, politycy.

orszaktrzechkroli2Jest coś budującego w tej nowej w naszym kraju tradycji manifestowania przez chrześcijan głębokiej wiary w miejscach publicznych. Jeszcze niedawno jedynymi wydarzeniami przyciągającymi takie tłumy były procesje w święto Bożego Ciała, a w Krakowie w dniu Świętego Stanisława. Od kilku lat zdrową konkurencję stanowią dla nich właśnie Orszaki Trzech Króli (fot. p. Jan Lorek, 6 I 2014 r.), chociaż 6 stycznia pogoda jest zazwyczaj o wiele mniej zachęcająca do wyjścia na ulice i place miejskie niż w maju, czy w czerwcu.

Nie ma co dłużej rozwodzić się nad tym fenomenem, który zapewne już wkrótce zaowocuje wysypem poważnych analiz socjologicznych. Trzeba się po prostu cieszyć, że systematycznie rośnie w Polsce liczba manifestacji organizowanych nie przeciw komuś lub czemuś z politycznym podtekstem, ale dla wyrażenia spontanicznej radości ze wspólnego przeżywania wiary i nadania swojemu życiu sensu ufundowanego w najwyższych wartościach o transcendentnym wymiarze.

Jaki pomnik powinien stanąć na krakowskim placu Inwalidów?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wśród wielu monumentów, które mają zostać odsłonięte w podwawelskim grodzie w jubileuszowym roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości jest również taki, którego nazwa i kształt wywołują ogromne kontrowersje.

Kiedy w 1990 roku niezwykle sprawnie i energicznie likwidowano w Krakowie pozostałości po komunizmie, z placu Inwalidów (w czasach PRL noszącego nazwę pl. Wolności) zniknął obelisk ku czci Armii Czerwonej powszechnie zwany – z uwagi na formę – kominem.

Ponieważ w jego bezpośrednim sąsiedztwie mieściła się w latach II wojny światowej siedziba gestapo przejęta w 1945 roku najpierw przez NKWD, a wkrótce potem przez rodzimą bezpiekę, Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego oraz Związek Młodocianych Więźniów Politycznych 1944-56 „Jaworzniacy” zaproponowały wzniesienie tam monumentu upamiętniającego wszystkich, którzy stawiali opór komunizmowi od momentu jego zaprowadzenia w Polsce po październikowe poluźnienie reżimu w 1956 roku.

Władze miasta przyjęły ten projekt z uznaniem i obiecały pomoc finansową. We wrześniu 2001 roku odbyła się uroczystość wmurowania kamienia węgielnego z udziałem przedstawicieli władz państwowych, Kościoła, marszałka województwa małopolskiego, prezydenta Krakowa, radnych, Wojska Polskiego oraz mieszkańców. Opracowano wówczas wstępne założenia architektoniczne i nikt nie miał wątpliwości, że przesłaniem pomnika powinno być oddanie hołdu wielu dzielnym patriotom, którzy na różne sposoby, często z bronią w ręku, walczyli o odzyskanie przez Polskę niepodległości w najbardziej krwawym okresie stalinizmu.

pomniknaplacuinwalidow1Niestety, zanim ten szlachetny zamiar został urzeczywistniony, radni Platformy Obywatelskiej postanowili diametralnie zmienić przesłanie i kształt monumentu. Umyślili sobie, że będzie to pomnik Orła Białego, obejmujący swym ideowym zasięgiem wszystkich Polaków, którzy walczyli o wolność ojczyzny w latach 1939-89.

Kombatanci bardzo zdziwili się, że ktoś chce zmieniać pierwotne ustalenia bez konsultacji z nimi i wystosowali protest do Rady Miasta, w którym przypomnieli, że to właśnie w latach 1944-56 stosowano wobec działaczy podziemia niepodległościowego największe represje i najcięższe tortury, mordowano ich skrytobójczo, prześladowano na każdym kroku.

Doceniając i szanując odwagę członków Komitetu Obrony Robotników, Ruchu Praw Obrony Człowieka i Obywatela, Konfederacji Polski Niepodległej, legalnej i podziemnej „Solidarności”, którzy walczyli o te same ideały, jakie przyświecały poakowskiej partyzantce antykomunistycznej uznali, że „to była inna epoka i może być uczczona innym pomnikiem”. Zwrócili też uwagę, że taką szeroką formułę ma już w Krakowie Krzyż Narodowej Pamięci, postawiony pod Wawelem w 50. rocznicę zbrodni katyńskiej.

Ich opinia nie spotkała się jednak ze zrozumieniem mających większość w RMK polityków PO. W bezczelny sposób uznali oni kombatanckie postulaty za przejaw egoistycznego podejścia, a nawet za próbę dzielenia polskiej krwi, co zdenerwowało nie tylko inicjatorów budowy pomnika, ale także ich sojuszników z Prawa i Sprawiedliwości. Wywiązała się ostra dyskusja, w głosowaniu górę wzięła jednak mająca większość w Radzie Platforma.

Więźniowie stalinowscy i „Jaworzniacy” nie kryli żalu. Przez wiele lat usiłowali we właściwy sposób spłacić wielki dług wdzięczności wobec poległych oraz pomordowanych, a także zmarłych w wyniku komunistycznych represji koleżanek i kolegów, a teraz ta ich ofiara ma się rozpłynąć w szerszym przesłaniu pomnika. Tak naprawdę będzie to zupełnie inny monument, tyle że stojący w wyznaczonym ponad 16 lat temu miejscu. Nic dziwnego, że wystąpili – niestety, bez skutku – do wojewody małopolskiego z wnioskiem o uchylenie uchwały RMK. Ich stanowisko poparło Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, w skład którego wchodzą oba związki.

Nie rozumiem, jakie intencje kierują młodymi, ale najwyraźniej słabo zorientowanymi w historii własnego kraju oraz wyzbytymi szacunku dla weteranów walk o niepodległość ludźmi z PO, ale z pewnością trudno je nazwać wzniosłymi. Zastanawiam się tylko, jak partia mająca w nazwie słowo „obywatelska” może zachowywać się w sposób, którego głównym wyznacznikiem jest niszczenie oddolnej, czyli w pełnym tego słowa znaczeniu obywatelskiej właśnie inicjatywy i przekonywanie chcących uczcić pamięć swoich bohaterskich kolegów starszych ludzi, że Platforma wie lepiej, co jest dla nich dobre i jaki pomnik powinno się im zbudować.

Ta koncepcja przetrwała do 2018 roku. We wszystkich wizualizacjach pl. Inwalidów po czekającym go generalnym remoncie widnieje pomnik Orła Białego, chociaż na kamieniu węgielnym wyryty jest napis: „Tym, co stawiali opór komunizmowi w latach 1944-1956”. W ostatnich dniach żyjący jeszcze członkowie społecznego komitetu, który powstał, aby zbudować ów monument, ponownie wystąpili z apelem do władz Krakowa o powrót do dawnej koncepcji, co wymaga podjęcia stosownej uchwały przez radnych.

Wierzę, że jest to możliwe i apeluję do Rady Miasta Krakowa o powrót do tej ważnej dla sędziwych weteranów sprawy.

Budowa pomnika gen. Ryszarda Kuklińskiego na ostatniej prostej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Kilka dni temu pisałem na temat sporej liczby pomników, które mają zostać odsłonięte w Krakowie w jubileuszowym roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Znajduje się wśród nich szczególnie bliski memu sercu monument ku czci generała Ryszarda Kuklińskiego, który ma stanąć na placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego (dawniej Dworcowym). I właśnie on jest najbliższy realizacji.

Przewodniczący Stowarzyszenia im. płk. Ryszarda Kuklińskiego Henryk Pach powiadomił mnie, że pomnik powinien stanąć wiosną br., czyli równo 20 lat od pierwszej po ewakuacji z Polski wizycie jednego z największych bohaterów w najnowszej historii świata w ojczyźnie, podczas której spędził on kilka dni w Krakowie, gdzie odebrał przyznane mu 3 maja 1997 roku przez radnych honorowe obywatelstwo podwawelskiego grodu.

Zajmujące się budową monumentu Stowarzyszenie zebrało około 220 tysięcy złotych w ramach publicznej zbiórki. Rada Miasta Krakowa zdecydowała o przekazaniu na ten cel pół miliona zł, prezydent prof. Jacek Majchrowski wystąpił z prośbą o finansowe wsparcie do marszałka województwa małopolskiego Jacka Krupy (taką obietnicę złożył jego poprzednik Marek Sowa), a zarządzająca placem i pobliską Galerią Krakowską firma ECE nieodpłatnie udostępniła miejsce pod pomnik. 10 tys. zł przeznaczyła na ten szlachetny cel Komisja Robotnicza Hutników Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” ArcelorMittal Poland S.A.

Dwa lata temu RMK wystosowała do prezydenta Andrzeja Dudy i do premier Beaty Szydło rezolucję z prośbą o dofinansowanie pomników płk. Ryszarda Kuklińskiego i Armii Krajowej (na bulwarze Czerwieńskim między Wawelem a Skałką).

projektpomnikagrkSporej wielkości monument zaprojektowali zwycięzcy konkursu profesor Czesław Dźwigaj i Krzysztof Lenartowicz. Ma on formę upadających betonowych płyt symbolizujących obalenie muru berlińskiego, ponad którymi wznosi się stalowy łuk sięgający w najwyższym punkcie 9,2 metra od poziomu placu (il. za: inwestycje-krakow.pl). Na pomniku w kształcie symbolizującego oficerską szablę oraz połączenie Wschodu z Zachodem łuku przechodzącego nad oznaczającymi upadający mur berliński płytami mają się znaleźć słowa o „heroicznej misji obezwładnienia imperium zła rozumem i wolą samotnego żołnierza”, a także cytat z księdza profesora Józefa Tischnera: „Żadne stanowione prawo, żadne przysięgi, żadne pogróżki nie powstrzymają ludzkiego sumienia”.

Lokalizację dla monumentu mającego uczcić „pierwszego polskiego oficera w NATO” wybrali sami krakowianie w ankiecie ogłoszonej przez magistrat w 2010 roku. Plac Jana Nowaka-Jeziorańskiego spodobał im się bardziej niż brane również pod uwagę pl. Centralny im. Ronalda Reagana w Nowej Hucie, park Lotników, aleja Róż oraz obszar pomiędzy Nowohuckim Centrum Kultury a osiedlem Centrum E.

Zmarł krakowski piłsudczyk Piotr Maria Boroń

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Na Wieczną Wartę do ukochanego przez siebie marszałka Józefa Piłsudskiego odszedł 28 grudnia jeden z jego najwierniejszych ideowych spadkobierców, który potrafił słowem i czynem wspaniale utrwalać dorobek Komendanta w trudnych dla takiej aktywności latach 70. i 80. ubiegłego wieku – Piotr Maria Boroń.

Któż z ówczesnych krakowskich działaczy opozycji, zwłaszcza ze środowisk niepodległościowych, nie pamięta tej charakterystycznej, długowłosej, szczupłej postaci pojawiającej się wszędzie tam, gdzie działy się ważne sprawy patriotyczne, zwłaszcza o piłsudczykowskim podłożu? Najlepiej znali Go ci, którzy chodzili późno spać, ponieważ Piotr od młodości prowadził nocny tryb życia, co z różnym stopniem wyrozumiałości przyjmowali jego pracodawcy i współpracownicy.

Komunistycznemu reżimowi PRL urodzony w 1955 roku piłsudczyk sprzeciwił się już w IX Liceum Ogólnokształcącym w Krakowie organizując w swojej klasie akcję zawieszenia orła z koroną, za co spotkały Go pierwsze w życiu represje.

W latach 1976-1981 był członkiem władz Akcji na rzecz Niepodległości, współdziałał z Komitetem Obrony Robotników, ze Studenckim Komitetem Solidarności, z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela, z Instytutem Katyńskim, z Komitetem Porozumienia na rzecz Samostanowienia Narodu, z Ruchem Młodej Polski i z Konfederacją Polski Niepodległej. Był współzałożycielem Niepodległościowego Instytutu Wydawniczego, kolporterem wydawnictw podziemnych, a w krakowskich akademikach prowadził akcję tzw. „pirackich” audycji przygotowywanych w oparciu o informacje pochodzące z niezależnych zachodnich środków przekazu.

Poznałem Go wiosną 1981 roku w Komitecie Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, który współzakładał rok wcześniej i należał do jego najbardziej aktywnych członków. Redagował biuletyn pt. „Sowiniec”, przygotowywał szereg wydarzeń patriotycznych, a także wystaw poświęconych Józefowi Piłsudskiemu oraz jego żolnierzom, które odbiły się szerokim echem w podwawelskim grodzie. Z ramienia Komitetu organizował pierwsze po II wojnie światowej Marsze Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej, przywracał w Krakowie tablice, obeliski i inne znaki pamięci związane z Komendantem i jego czynem zbrojnym, utrzymywał ścisłe kontakty z działającym w konspiracji Związkiem Legionistów Polskich.

W latach 1980-81 był etatowym pracownikiem Zarządu Regionu Małopolska Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” zajmując się głównie sprawami kultury i organizacją uroczystości patriotycznych, a także kwestiami pracowniczymi.

Owocnie współpracował ze Związkiem Polskich Artystów Plastyków, m.in. przygotowując z Jerzym Gizą wystawę poświęconą pamięci generała Józefa Kustronia. Po nawiązaniu bliskich kontaktów z niepodległościowymi środowiskami Nowego Sącza pomógł im (jako absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego) założyć tamtejsze Towarzystwo im. Gen. Józefa Kustronia, które zostało rozwiązane w 1984 roku za „godzenie w żywotne interesy państwa”.

piotrmariaboronNic dziwnego, że był przez wiele lat inwigilowany przez peerelowską Służbę Bezpieczeństwa (sprawy operacyjnego sprawdzenia „Chadecja” i „Legionista” oraz obiektowa „Jagiellończyk”), represjonowany, a od 13 grudnia 1981 roku przez ponad trzy miesiące internowany w Załężu.

Po zwolnieniu nieprzerwanie i konsekwentnie kontynuował walkę o odzyskanie przez Polskę niepodległości w podziemnych strukturach „Solidarności” i w niejawnych organizacjach antykomunistycznych (fot. pl-pl.facebook.com/IPNKrakow).

W latach 1982-1989 pełnił funkcję przewodniczącego Tajnej Komisji Zakładowej Pracowników Etatowych Zarządu Regionu Małopolska NSZZ „Solidarność” pomagając internowanym, ukrywającym się i prześladowanym działaczom. Koordynował akcje dokształcania z zakresu historii, rozpowszechniania druków ulotnych, był podziemnym drukarzem, redaktorem i publicystą.

Kiedy udało Mu się wreszcie podjąć stałą pracę jako instruktor do spraw wydawniczych w „Scenie Ludowej”, wkrótce został zwolniony na skutek nacisków politycznych.

W listopadzie 1988 roku należał do grona współzałożycieli Towarzystwa im. Józefa Piłsudskiego, któremu przez wiele lat prezesował.

Stojąc na gruncie legalizmu konstytucyjnego (w oparciu o ustawę zasadniczą z kwietnia 1935 roku), współpracował z władzami II Rzeczypospolitej na Uchodźstwie, za co został uhonorowany prze Prezydenta RP Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Ostatnim miejscem Jego pracy było Muzeum Armii Krajowej w Krakowie, gdzie mógł bez reszty oddać się swoim patriotycznym i artystycznym pasjom.

Znałem Piotra Marię Boronia ponad 36 lat. Wiele się od Niego nauczyłem, nigdy mnie nie zawiódł, ani nie odmówił mi pomocy. Połączyła nas wspólna walka o niepodległość prowadzona różnymi metodami, ale zawsze oparta o narodowe imponderabilia. To piękne pojęcie było Mu zawsze bliskie, chociaż unikał wielkich słów i był powszechnie znany z tego, że mówił niewiele, ale bardzo konkretnie i z ogromnym przekonaniem co do słuszności spraw, o które zabiegał.

Piotrze, do zobaczenia na legionowym spotkaniu w zaświatach. Ty już tam jesteś, u boku Komendanta, a my przyrzekamy kontynuować Twoją piłsudczykowską drogę na chwałę Rzeczypospolitej we dnie i w tak ulubione przez Ciebie noce.

(Od Redakcji): Msza Święta żałobna w intencji śp. Piotra Marii Boronia odbędzie się 8 stycznia 2018 roku o godzinie 11:00 w kościele pod wezwaniem Św. Anny. Pogrzeb odbędzie się na Cmentarzu Komunalnym Prokocim (ul. Bieżanowska 147) o godz. 14:00.

Wigilijne pytania

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W związku z tym, że tegoroczna Wigilia Bożego Narodzenia przypada w niedzielę, wielu katolików zadaje sobie dwa pytania: czy uczestnictwo w Pasterce zwalnia od obowiązku udziału w Mszy Świętej w pierwszy dzień świąt oraz czy w tym dniu jest nakazany post?

Na oba konkretnych odpowiedzi udzielił portal internetowy „Gościa Niedzielnego”.

Oto pierwsza z nich: „Nie. Pasterka jest Mszą z uroczystości Narodzenia Pańskiego i uczestnictwo w niej jest spełnieniem obowiązku uczestnictwa we Mszy w Boże Narodzenie – a nie w niedzielę. Wynika to z przepisu prawa kanonicznego o dniach świątecznych: <Nakazowi uczestniczenia we Mszy Świętej czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”> (KPK kan. 1248). Dzień Pański 24 grudnia 2017 roku to liturgicznie IV Niedziela Adwentu. Katolika zatem obowiązuje w tym roku uczestnictwo we Mszy św. zarówno w niedzielę, jak i w I dzień świąt Bożego Narodzenia” – czytamy w portalu.

wieczerzawigilijnaA poniżej druga: „Pierwszą sprawą, którą należy podkreślić, jest fakt, że przepisy kościelne nie nakładają na wiernych obowiązku wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych w Wigilię Bożego Narodzenia. Post wigilijny bierze się raczej z tradycji (fot. Wikipedia). Jest to jednak zwyczaj stosowany powszechnie w Polsce i wynika z przygotowywania się do ważnych duchowych wydarzeń poprzez praktyki ascetyczne i pokutne. Należy jednak pamiętać, że jego złamanie nie skutkuje grzechem. Nawet gdyby post wigilijny wynikał z przepisów kościelnych, sytuacja, gdy Wigilia wypada w niedzielę, znosiłaby ten post, bo niedziela jako święto zmartwychwstania Pana Jezusa znosi wszelkie posty. Pomimo tego, że wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych w Wigilię Bożego Narodzenia nie jest naszym obowiązkiem, zachęca się wiernych, by dotrzymać tej tradycji, traktując ją jako element osobistej ascezy na drodze przygotowania do święta Narodzenia Pańskiego” – napisał „GN”.

Jasno, wyraźnie, bez dwuznaczności.

Pozwól Dzieciątku…

Antoni Gazda

19 grudnia 2017 roku

Motto:
Gdy skończysz w niebo
wzdychać i kadzić
pozwól się Bogu
tam poprowadzić.

bozenarodzenievjaTo nie przypadek,
lecz Boże Amen,
fiat – łaski pełne –
woli sakrament.

Słowo się rzekło,
Bóg się narodził,
by z serc człowieczych
na świat przychodzić.

Pozwól Dzieciątku
Bosko się bawić,
niech twoją dłonią
świat błogosławi.

bozenarodzenieacaI zobacz nowe
twe podobieństwo,
tam gdzie posyłasz
błogosławieństwo.

Będą się działy
w twym życiu cuda
i wielu z martwych
wskrzesić się uda.

Niech Jego Miłość
napełnia życie,
niech życie pozna,
że to Zbawiciel!

(Od Redakcji: Ilustracje: „Wesołych świąt” – Viggo Johansena (1891) oraz „Choinka” – Alberta Chevalliera Taylera (1911) za: artimeno.blogspot.com).