Category Archives: LUDZIE i kultura

Święty Mikołaj czy bzdurne mikołajki?

jadwigaklimkowicz1Jadwiga Klimkowicz

Mikołaj to imię wywodzące się z greckiego Nikólaos poprzez łac. Nicolaus analogicznie do imion: Nikokrates, Nikomachos, Nikomedes, Nikostratos, Nikosthenes. W Polsce to imię występuję od czasów średniowiecznych. Świętych pod tym imieniem pojawia się sporo bo aż ponad dwudziestu, jest min, Mikołaj z Flue oraz Mikołaj Pieck i towarzysze, męczennicy Gorkum. Jednak wśród tej sporej liczby jest Mikołaj, biskup i wyznawca. Był biskupem miasta Miry, które w czasach starożytnych było stolicą Licji ( południowo zachodnia Azja Mniejsza) Żył prawdopodobnie w IV stuleciu.

jkswmikolaj2Niestety, nie ostały się żadne bliższe wiadomości o jego życiu i działalności. Jednak z pięknych legend zaczerpnięto i ku naszej radości zostało nam przekazane z dziada na pradziada informacje z biografii innych postaci, zwłaszcza z życiorysu opata Mikołaja z pobliskiego klasztoru Syjon, późniejszego biskupa w Pinarze, który uratował żeglarzy z katastry morskiej, o trzech młodzieńcach uratowanych od wyroku śmierci czy trzech ubogich pannach wydanych za mąż dzięki posagom, dostarczonym dyskretnie przez naszego Mikołaja. Zatem jak widać same dobra z sobą niósł ów św. Mikołaj. Pod koniec X stulecia jego kult rozwinął sie w Niemczech, a w wiekach następnych we Francji i Anglii. Warto wiedzieć ze w roku 1087 szczątki świętego uprowadzono przed najeźdźcą muzułmańskim z Azji Mniejszej przewieziono do Bari w południowych Włoszech. I tak stopniowo kult naszego Mikołaja rozszerzył się a właściwie objął całą Ruś i tak dalej, dalej.

jkswmikolaj3Kult świętego Mikołaja zna oczywiście polska wieś, ale nie tylko wieś! Choć w ostatnich dniach usłyszałam iż to wiejski zwyczaj, jest to nieprawda! Niestety coraz częściej można zauważyć iż tą piękną tradycję chce się nam ją zastąpić bzdurnymi krasnalami, zlaicyzowanym gwiazdorem czy nordyckim czarodziejem. Dlatego też chciałam Państwu przybliżyć postać św. Mikołaja do którego od wieków uciekali się żacy, dzieci, młode panny, żeglarze, więźniowie, piekarze, kupcy. Powstało wiele utworów, poświęconych świętemu, pojawiają się opisy cudów, a przede wszystkim pojawia się uśmiech i to nie tylko dziecka. Ja w moich choreografiach i spektaklach z okazji Dnia św. Mikołaja staram się przekazać dobro i miłość i warto tez wiedzieć że każdy z nas w tym dniu może być św. Mikołajem, czy to nie jest wspaniałe? Dla mnie choć jestem już bardzo dorosłym człowiekiem jest to nadal dzień oczekiwań i zawsze znajduję coś pod poduszką i wiem że nawet liścik bo i to się zdarza otrzymałam od BISKUPA ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA a nie kolorowego krasnala!!! Mikołajki to wielka bzdura! Ja również reżyseruję układy taneczne w których pojawia się czerwona pajacykowata czapeczka, ale ani nie sugeruję, ani nie wmawiam że to św. Mikołaj!

jkswmikolaj4Dołączam kilka zdjęć ze spektaklu, które wykonała Pani Elżbieta Marchewka – dziękuję że jest Pani zawsze z nami! W roli św. Mikołaja Tadeusz Łomnicki, a te śliczne kolorowe aniołki na scenie Teatru Ludowego w mojej choreografii to: Julia Augustyniak, Kinga Marchewka, Ola Kwaśny, Wojtuś Kwaśny, Tymek i Zachariasz Kufta, Łucja Klimkowicz oraz Weronika Marchewka. Zapraszam na nasze spotkania z Mikołajem, a tak już na koniec polecam ten słodziutki wierszyk „Święty Mikołaj” dla każdego! Autor nie jest mi znany.

jkswmikolaj1

Święty Mikołaj przyjeżdża saniami
i dzieli się z nami prezentami.
Czekasz na niego cały rok
i myślisz o nim już co krok.

Musisz pamiętać o grzeczności,
być miłym dla mamy, brata, gości.
Mówić przepraszam i dziękuje
bo to się wszystko kalkuluje.

6 grudnia koło kominka,
gdy cała zbierze się rodzinka.
Wtedy prezentów jest tu moc,
czy jesteś duży czy mały brzdąc.

Adwent a komercja

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Podczas odprawianej w krakowskim kościele pw. Świętej Barbary Mszy Świętej z okazji patronalnego święta Kongregacji Kupieckiej ksiądz arcybiskup Marek Jędraszewski zwrócił uwagę, że już teraz w niektórych sklepach można usłyszeć słowa i dźwięki kolęd, a jest na to o wiele za wcześnie.

Dobitnie zwrócił w ten sposób uwagę na istotę Adwentu, który wielu rodakom myli się w dzisiejszym, do cna skomercjalizowanym świecie z okresem Bożego Narodzenia. Ba, gdyby to jeszcze chodziło tylko o czas radosnego oczekiwania na narodziny Bożej Dzieciny, można byłoby jakoś się z tym pogodzić, ponieważ Polacy bardziej kochają tradycję wyznaczaną zewnętrznymi jej oznakami, aniżeli wgłębiają się w istotę teologicznych dogmatów. Kolędy zaczynają jednak rozbrzmiewać w sklepach i galeriach praktycznie zaraz po dniach Wszystkich Świętych i Zadusznym, bo właśnie wtedy duże i małe sieci handlowe rozpoczynają świąteczną sprzedaż.

abpmarekjedraszewskiTo, co budziło kiedyś nasz niesmak podczas wizyt w krajach Zachodu, czyli przedkładanie spraw materialnych ponad duchowe, zadomowiło się w ostatnim ćwierćwieczu nad Wisłą. Coraz mniej przeżywamy, niestety, święta w pełni po chrześcijańsku, pogrążając się w szaleństwie zakupów oraz innych czynności przygotowawczych, do czego sprytnie nakłaniają zawodowi fachowcy od reklamy.

Dobrze więc, że metropolita krakowski zdecydowanie przypomniał w homilii skierowanej do ludzi, którzy żyją ze sprzedaży swoich produktów klientom, że na spotkanie z Chrystusem „trzeba przyjść z osobistej świętości ducha i pobożności”, a „najważniejszego wymiaru Adwentu nie może przesłonić tylko przygotowywanie wiktuałów oraz kupowanie prezentów”, bo ma to być „czas wypełniony staraniem o to, aby Bóg znalazł prostą drogę do naszych serc”.

Czy wierni wsłuchają się w to ważne napomnienie? Śmiem wątpić.

Herold Rzeszy i Strażnik Rzeczypospolitej

janszczepankiewiczJan Szczepankiewicz

Kraków, 9 grudnia 2017 r.

Wiek dziewiętnasty bardzo niesprawiedliwie obchodził się z narodami Europy. O ile zamieszkujące jej zachód wspominać będą w następnym stuleciu spokojną Belle Epoque, to umiejscowione w środku i na wschodzie kontynentu zniewolone Kongresem Wiedeńskim zanotują najgorszy czas w swojej historii. Zdecydowanie najbardziej znaczącym zjawiskiem, pod każdym względem niszczącym i obciążającym sumienie cywilizowanej Europy była zgoda na ostateczny rozbiór największego państwa kontynentu, bastionu łacińskiej cywilizacji oraz ojczyzny porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej. Podczas gdy Wiek Węgla i Stali wprowadzał Anglików, Francuzów, czy Niemców w nowy etap nauki, produkcji, konsumpcji i powszechniejącego dostatku, walczący z Azją Polacy tracili życie, wolność, majątki, a w skali rozdartego na części kraju możliwości równej konkurencji oraz rozwoju.

W takiej to rzeczywistości w warunkach jednoczenia się państw niemieckich oraz narodzin koncepcji europejskiej hegemonii Niemiec żyje, tworzy i działa na politycznej niwie poeta Emanuel Geilbel, zwany Heroldem Rzeszy.

Po drugiej stronie na wskroś odmienną wizję przedstawia polski powstaniec, pisarz i wizjoner, autor narodowej, a zarazem demokratycznej koncepcji integracji europejskiej Stefan Buszczyński, który zasłużenie zapracował na miano Strażnika Rzeczypospolitej.

Pieniądze, tytuły, honory…

Urodzony w Lubece w roku 1815 Geilbel był synem kaznodziei reformowanego kościoła i córki kupca. Przez dwa semestry studiował w Bonn teologię, potem w Berlinie literaturę klasyczną, by następnie zająć się beztroskim pisaniem wierszy, na co pozwalały mu regularne świadczenia ze strony monarchów, m.in. dożywotnia emerytura przyznana przez króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV. Pracę naukową umożliwiał mu natomiast doktorat uzyskany zaocznie dzięki protekcji Georga Rheinwalda na Uniwersytecie w Jenie, kuriozalnie dostępny bez przedłożenia stosownej pracy, którą Geibel obiecał jedynie dostarczyć w terminie późniejszym. W uznaniu zasług otrzymał też od króla Bawarii Maksymiliana II honorowe profesury estetyki i literatury niemieckiej oraz obietnicę dożywotniej renty.

Wyrok śmierci, emigracja, szykany kolaborantów…

stefanbuszczynskiZ kolei Stefan Buszczyński h. Strzemię (fot. Wikipedia) urodził się w roku 1821 w Mołodkowicach na Podolu w polskiej rodzinie szlacheckiej, ukończył studia humanistyczne w Kijowie, a po wyjątkowo kreatywnym udziale w Powstaniu Styczniowym otrzymał zaoczny wyrok śmierci i musiał zostawiając majątek, opuścić zabór rosyjski. Po powrocie z Zachodu zamieszkał w Krakowie, gdzie kontynuował działalność literacką, naukową i patriotyczną, lecz tutejszy lojalista, pozostający na służbie cesarskiego dworu Józef Szujski uniemożliwił mu otrzymanie docentury na Uniwersytecie Jagiellońskim, co sprowadziło na Buszczyńskiego konieczność powtórnej emigracji.

Z wiatrem historii

Geibel pozostając de facto na utrzymaniu monarchów głównie oddawał się pisaniu wierszy, dobrze ocenianych przez współczesnych, z których niektóre przyniosły mu dużą popularność. Ich forma była niezwykle czysta i klarowna. Gorzej przyjmowano nieliczne dramaty, które jak choćby „Król Roderich”, „Brunhilde”, czy „Sophonisbe” budziły raczej mieszane uczucia krytyków. Geibel pozostawił po sobie również libretto „Lorerey” do niedokończonego projektu operowego, który podjął we współpracy z Mendelssohnem Barholdy oraz bardzo wiele cenionych tłumaczeń poezji francuskiej, hiszpańskiej, greckiej i łacińskiej.

Poeta był członkiem Towarzystwa Literackiego, Die Krokodile, Kręgu Poetów „Northern Lights”, a także aktywnym działaczem ruchu odnowy politycznej Jung Lubeck, który w 1848 roku wprowadzał reformę konstytucyjną.

Wybrany przez Geibela sposób utrzymania nie pozostawał bez wpływu na jego zaangażowanie polityczne. Namiętny piewca Zygfryda i Nibylungów, stał się z czasem tubą dworu pruskiego, przez co stracił pieniądze oferowane przez dwór bawarski, co natychmiast wynagrodził mu finansowo drugi sponsor. Poeta stał się wielkim orędownikiem zjednoczenia Niemiec pod przywództwem tego właśnie monarchy w oparciu o zasady konstytucyjne, sprzeciwiając się rewolucyjnym tendencjom Młodych Niemców.

Jego wiersze zawarte w tomiku „Zeitstimmen” z 1841 roku, skupiły wielką polityczną uwagę współczesnych. Sporo kontrowersji wywołały tutaj utwory ”Do Georga Hewegh” i „Do Króla Prus”. Drugi zbiór wierszy Geilbela zatytułowany „Junius lieder” z 1848 roku jeszcze za życia autora doczekał ponad 50-ciu edycji.

Geibel stał się wpływowym artystą, którego twórczość inspirowała takich kompozytorów, jak Robert Schumann, Hugo Wolf, Johannes Brahms i Felix Mendelsohn Bartholdy, w rzeczywistości był też czynnym niemieckim nacjonalistą.

Z pieśni wędrownych do dziś znany jest utwór „Maj przyszedł”, przekuwający zachowania wiosennej przyrody w przesłanie do przezwyciężającego przeciwności wzrostu.

Najlepszym przykładem politycznego zaangażowania poety jest jednak werset związany z jego „Deutschlands Beruf”, w którym autor wyrażą nadzieje, że „świat może odzyskać zdrowie poprzez niemiecką naturę”, przekształcony przez cesarza Niemiec w slogan polityczny sugerujący, że „niemiecki charakter może uleczy świat”.

Tą „niemiecką istotą” o zbawiennym charakterze ma być zjednoczone państwo niemieckie, które spowoduje odrodzenie się świata i z którego będzie emanował efekt pokojowy na strukturę całego państwa europejskiego.

Cesarz Niemiec Wilhelm II użył tego hasła m.in. w swoim przemówieniu wygłoszonym dnia 1 sierpnia 1907 roku.

Pod wiatr

W tym samym czasie Stefan Buszczyński służy sprawie narodowej pisząc, wydając i kolportując własnym sumptem broszurę „Cierpliwość czy rewolucja”. Także w roku 1862-gim publikuje „Podole, Wołyń i Ukraina. Prawa Korony Polskiej do tych krajów”.

upadekeuropysbJuż na emigracji w napisanym 1867 roku dziele pt. „Upadek Europy”  (fot. polona.pl) Buszczyński zwraca uwagę na powszechny rozkład fundamentów naszej cywilizacji, krytykuje ustrój polityczny, powszechną materializację kultury i zanik wszelkich wartości duchowych. Jak pisze „wszędzie szerzy się, niczym zaraza, upadek zarówno logiki, jak i sumienia”.

Zagrożenia wynikają m.in. z cywilizacyjnej degradacji Niemców, którzy „nie czują cierpień społeczeństwa, nie rozumieją zasad narodowości, ani też rzeczywistej praktycznej wolności innych ludów”.

W kontekście hegemonistycznych ambicji ich państwa, kolejnym złowrogim zjawiskiem jawi się Buszczyńskiemu europejska obecność obcych tu kulturowo Rosjan, przy zupełnym niezrozumieniu zasad polityki moskiewskiej przez rządzących krajami Zachodu.

W przeciwieństwie do nacjonalistycznych projekcji Gelbela i jego mocodawców, Buszczyński tworzy kompletny projekt integracji europejskiej w formule Europy Wolnych Ojczyzn, której narodowy, a zarazem demokratyczny charakter ma stanowić antidotum na imperialistyczne zapędy Niemców, które wg twórcy, niechybnie sprowadzą na Stary Kontynent nowe niebezpieczeństwa.

W latach 1884 -85 wydaje „Rany Europy” w których stwierdza, że bezpiecznie zjednoczona Europa ma stanowić nie „wspólnotę monarchów”, a „wspólnotę narodów”, w której główny nacisk będzie kładziony na suwerenność tychże narodów oraz wolność ludzi, korzystających bez przeszkód „z wolnego ruchu, wolnej myśli i wolnej pracy”, które są przyrodzonymi prawami każdego człowieka.

Postuluje zniesienie w Europie wszystkich sztucznych barier o charakterze politycznym, które hamują łączność ludzi, wymianę idei, a także swobodny przemysł i handel.

Buszczyński stanowczo stwierdza, że żadna wspólnota nie może naruszać „prawa narodu do wolności, własności, oraz życia w przyrodzonych granicach oraz wyłaniania władzy wg zasad i kompetencji, które sam uzna za słuszne”.

Działał na wszystkich możliwych frontach. Był członkiem Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu, Ligi Polskiej, zarządzał Fundacją Raperswilską, Krakowskim Towarzystwem Naukowym, Akademią Umiejętności. Publikował w czasopismach „Kraj”, „Nowa Reforma” i „Ruch Literacki”.

Pozostawił po sobie monumentalne dzieła. Poza wcześniej wymienionym należy choćby wymienić takie pozycje, jak: „Przyszłość Austrii” z 1869 r., „Ameryka i Europa” z 1876 r. , „Rękopis XX wieku po Chrystusie” z 1881 r. „Znaczenie dziejów Polski i walk o niepodległość” z 1882 r., czy „Słowiańska sprawa Polski i prawa narodów” z 1884 r.

Zdawałoby się beznadziejne położenie Polaków po upadku Powstania Styczniowego, bynajmniej nie skłaniało Buszczyńskiego do zarzucenia walki o niepodległe państwo. Był twardym przeciwnikiem ugody z zaborcami i przewidywał konieczność podjęcia walki zbrojnej dla wybicia się na niepodległość. To wg niego była jedyna możliwa droga. Buszczyński godził ze sobą wszystkie postulaty realnych działań, które miały przygotować Polaków do ostatecznej rozprawy i bynajmniej nie poprzestawał na romantycznym idealizmie.

W ostatnich latach życia napisał trzy tomy „Obrony spotwarzonego narodu” (wyd. w latach 1884–1894), w których uczciwie przedstawiał rzeczywiste przyczyny narodowej tragedii, w tym także wybuchu oraz upadku powstań, przeciwstawiając się tym samym ordynarnym atakom lojalistów z tzw. historycznej szkoły krakowskiej opłacanych i honorowanym przez dwór zaborcy.

Stefana Buszczyńskiego można z pewnością uznać za prekursora solidnej pod względem warsztatowym polityki i publicystyki historycznej, a także wizjonera, który widział możliwość zapobieżenia hekatombie nieszczęść niesionych przez Niemców i Rosjan, poprzez realizację koncepcji Europy zjednoczonej na fundamencie chrześcijańskich wartości, niezbywalnych prawach każdego człowieka do wolności, a każdego narodu do samostanowienia o sobie.

Pokłosie

Nazywany „Heroldem Rzeszy” Emanuel Geibel, ostatnie lata swego życia spędził w Lubece, gdzie otoczony powszechną czcią prowadził wraz z przyjacielem Heinrichem Schunckiem Literacki Krąg Czytelniczy.

Kiedy po długiej chorobie zmarł, jego pogrzeb osiągnął rozmiary, jakich Lubeka nigdy przedtem, ani potem nie widziała. Mowę pożegnalną wygłosił jego szwagier Ludwig Trummer, który był proboszczem kościoła pw. Św. Piotra, a uroczystościami kierował jego bratanek Heinrich Lindenberg. Imię poety szybko znalazło się na planie miasta (Geibelplatz), gdzie wystawiono mu bardzo okazały pomnik. Poza działaniami cesarskimi, czy książęcymi, które miały czcić jego pamięć, powstawały niezliczone komitety pamięci m.in. w Hamburgu, Frankfurcie, Zurichu i Stuttgarcie.

Popularność twórczości Emanuela Geibela spowodowała, że jego poezja wydana w dużym nakładzie, jako broszura była rozpowszechniana wśród żołnierzy niemieckich walczących na frontach I Wojny Światowej dla „umocnienia duchowo – moralnego”. Francuska propaganda odpowiedziała na to ulotkami przedstawiającymi żołnierzy niemieckich atakujących w maskach gazowych pod sztandarem z napisem „Niemiecki charakter może uleczyć świat”.

Twórczość poety z lat 1860–1871, w której intensywnie wpierał ideę zjednoczenia Niemiec, zinstrumentalizowana i użyta dla uwiarygodnienia niemieckiej agresji w celu uzyskania dominacji nad światem, a dalej wojennego barbarzyństwa ich armii, już po roku 1918 obróciła się przeciw jej autorowi. Geibel nagle przestał być popularny, a po II Wojnie Światowej jego przesłanie zaczęto wstydliwie pomijać, Dziś jego wiersze z trudem mieszczą się w popularnych antologiach.

sbuszczynskinagrobekW roku 1892 w zdegradowanym pod zaborem austriackim Krakowie odszedł z tego świata Stefan Buszczyński. Jego pogrzeb stał się ogromną manifestacją, tak pod względem liczby jej uczestników, jak i nagromadzonych emocji Niezliczone tłumy odprowadzały niestrudzonego patriotę na miejsce wiecznego spoczynku w Kwaterze Powstańców Listopadowych i Styczniowych „Polonia” na Cmentarzu Rakowickim (fot. Wikipedia).

Trudno jednoznacznie wyrokować, dlaczego po odzyskaniu niepodległości tak genialny, aktywny i uczciwy pod każdym względem Polak nie doczekał się należnego mu miejsca w podręcznikach historii, a w Krakowie, w którym mieszkał, pracował, a na koniec spoczął nie nazwano jego imieniem nawet żadnej ulicy, nie mówiąc już o postawieniu mu pomnika, czy choćby wmurowaniu tablicy.

Europejskie wizje Buszczyńskiego stały się natomiast tematem dyskusji w obliczu konieczności urządzenia Starego Kontynentu po tragicznej w swych skutkach cywilizacyjnych I Wojnie Światowej. Buszczyński stojąc na straży honoru Polaków i państwowej tradycji Rzeczypospolitej, jednocześnie trafnie ocenił rolę niemieckiego nacjonalizmu oraz obecności Rosji na europejskiej scenie politycznej w nadchodzącym XX stuleciu.

Polacy nie znają jednak ani oczywistych zasług, ani imponującej spuścizny Rodaka, który pozostaje poza wszelka kontrowersją, a ze swoim geniuszem i uczciwością nie pasuje do żywiącej się sporem przestrzeni publicznej III RP. Znany i doceniany w Europie zachodniej, zwalczany przez płatnych zdrajców pod zaborami, został niemal doszczętnie skazany na zapomnienie w wolnej Polsce.

Na początku XXI stulecia o pamięć wielkiego Polaka upominają się głównie niezależne środowiska Europy Wolnych Ojczyzn, Krajowego Forum Przedsiębiorczości, Orderu Świętego Stanisława oraz Instytutu Królowej Jadwigi, licząc na zdecydowany przełom w sprawie i udział w promocji Stefana Buszczyńskiego także instytucji odrodzonego państwa.

Karol Wojtyła – Noc wigilijna. Nieznane przemówienia, homilie i nagrania

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

Przesyłam Państwu fotorelację z 1 grudnia 2017 roku, z Franciszkańskiej 3. Odbyła się tam prezentacja nowej pozycji „Białego Kruka” – „Karol Wojtyła. Noc wigilijna”, a w czasie spotkania odtworzone zostały fragmenty nieznanych przemówień kardynała Karola Wojtyły. Gospodarzem tego niezwykłego wydarzenia kulturalnego był metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski:
https://photos.app.goo.gl/KXcmiYVTnKJhDRgI3

Marszałek Józef Piłsudski zamiast Armii Czerwonej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeszcze kilka lat temu stał tam pomnik Chwały Armii Czerwonej, którego likwidacji energicznie domagały się małopolskie i śląskie środowiska patriotyczne z Porozumieniem Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie na czele regularnie organizując pod nim demonstracje brutalnie tłumione przez policje (nadal trwają procesy sądowe w tej materii), a już za rok zawładnie tym miejscem Józef Piłsudski.

Mowa o alejach Wolności w Nowym Sączu, którego radni jednogłośnie zaakceptowali pomysł upamiętnienia w ten sposób Pierwszego Marszałka Polski w 100. rocznicę odzyskania niepodległości.

Warto przypomnieć, że Komendant miał silne związki z miastem, które jako pierwsze w pozostającej jeszcze pod zaborami Polsce, bo już 22 marca 1916 roku, nadało mu honorowe obywatelstwo.

jozefpilsudski„Piłsudski wielokrotnie przebywał w Nowym Sączu Słynny był wjazd marszałka do miasta na czele ułanów po bitwie pod Marcinkowicami. Będąc w Nowym Sączu Piłsudski zamieszkiwał w budynku przy ul. Dunajewskiego, gdzie wmurowano tablicę poświęconą jego pamięci” – przypomniała Polska Agencja Prasowa.

- To znaczące, historyczne miejsce, tuż obok starego cmentarza, gdzie w planie jest przeniesienie grobu pułkownika Bolesława Pierackiego i obok budynku jego imienia. Miejsce symboliczne i znaczące pod każdym względem – skomentował wybór tego właśnie miejsca prezydent Nowego Sącza Ryszard Nowak, który przez wiele lat zdecydowanie bronił pomnika Chwały Armii Czerwonej zburzonego dopiero 10 lipca 2015 roku (szczątki spoczywających pod nim krasnoarmiejców przeniesiono do kwatery wojskowej na sądecki cmentarz komunalny).

Na pomysł uhonorowania Piłsudskiego pomnikiem wpadło w 2010 roku Stowarzyszenie Nowosądecka Wspólnota nawiązując do niezrealizowanej inicjatywy, która zrodziła się zaraz po jego śmierci.

„Lokalizację wskazali sami mieszkańcy miasta, a projekt nieodpłatnie przekazał artysta rzeźbiarz Stanisław Szwechowicz. Pomnik będzie przedstawiał marszałka siedzącego na Kasztance. Całość zostanie umieszczona na wysokim cokole” – napisała Polska Agencja Prasowa.

Budowę sfinansuje społeczny komitet, który już zbiera pieniądze, a Urząd Miasta nieodpłatnie przekaże na ten cel należącą do niego część działki przy zbiegu Al. Wolności i ulicy Stefana Żeromskiego.

Najnowsze sondaże CBOS

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

Zapraszam Państwa do obejrzenia prezentacji dr. hab. Tadeusza Sozańskiego, którą 25 X 2017 roku poznali klubowicze i sympatycy Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

tadeuszsozanskiDr hab. Tadeusz Sozański (na zdjęciu obok), jest socjologiem pracującym w Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie i członkiem Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, sympatykiem Klubu od 2010 roku, szczególnie, gdy przewodniczył mu inny socjolog – dr Mirosław Boruta ;-) Prezentacja omawia najnowsze sondaże CBOS na temat preferencji partyjnych i zawiera informacje, które mogą zainteresować wszystkich (niezależnie od własnych preferencji politycznych): http://www.cyf-kr.edu.pl/~ussozans/ts_klub_gp_251017.pdf

Zmiana dyrektora w MCK

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Po 26 latach znakomitego kierowania Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie z funkcji dyrektora odchodzi jego założyciel – profesor Jacek Purchla. Obejmie ją 2 stycznia 2018 roku jego zastępczyni do spraw programowych (od 6 lat) doktor Agata Wąsowska-Pawlik, która odebrała już nominację od ministra kultury i dziedzictwa narodowego, a zarazem wicepremiera prof. Piotra Glińskiego.

Warto podkreślić, że to przekazanie odbyło się w niezwykle sympatycznej, „pokojowej” i apolitycznej atmosferze, co ostatnio rzadko się, niestety, zdarza przy zmianach szefów poważnych instytucji, także kulturalnych.

Nowa dyrektor MCK jest absolwentką Uniwersytetu Jagiellońskiego, na którym obroniła doktorat z historii sztuki. W Centrum pracuje od 1996 roku zajmując się organizowaniem wielkich wystaw oraz kontaktami międzynarodowymi. Jest narodowym koordynatorem Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego 2018, członkinią Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, Międzynarodowej Rady Muzeów ICOM, współorganizatorką organizowanych od 6 lat Forów Dziedzictwa Kulturowego Europy Środkowej, od 2013 roku zasiada w Radzie Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

mcklogoOdchodzący po ponad ćwierćwieczu chwalebnej pracy dla dobra polskiej i europejskiej kultury oraz ukochanego przezeń rodzinnego Krakowa prof. Purchla jest wykładowcą dwóch podwawelskich uniwersytetów, które sam ukończył: Ekonomicznego i Jagiellońskiego. Należy do grona najwybitniejszych w naszym kraju historyków sztuki i znawców dziedzictwa kulturowego oraz problematyki miejskiej, jest autorem licznych publikacji przetłumaczonych na kilka języków obcych, laureatem prestiżowej Nagrody Środkowoeuropejskiej (Mitteleuropapreis).

Z jego licznych funkcji społeczno-naukowych warto wymienić przede wszystkim prezesurę Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa oraz członkostwo tytularne i stanowisko wiceprezydenta Comite International d’Histoire de l’Art (CIHA). Od 2000 r. przewodniczy Radzie Ochrony Zabytków przy ministrze kultury i dziedzictwa narodowego. W 2016 roku wybrano go na funkcję przewodniczącego Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO, którego 41. sesję z ogromnym powodzeniem zorganizował i poprowadził w Krakowie latem br. (uczestniczyło w niej prawie 2 tysiące osób ze 126 krajów).

Pod jego kierunkiem MCK osiągnęło imponujące rezultaty. Przygotowano w nim wiele wystaw, sesji, konferencji na temat dziedzictwa kulturowego Europy Środkowej i Wschodniej, w tym Krakowa oraz Polski, co zaowocowało wieloma publikacjami. Centrum prowadzi Akademię Dziedzictwa oraz organizuje program stypendialny MKiDN „Thesaurus Poloniae”, w którego ramach na badania dotyczące dziedzictwa kulturowego Europy Środkowej przyjeżdżają profesorowie i studenci z kilkudziesięciu krajów świata.

Nowa pani dyrektor Międzynarodowego Centrum Kultury otrzymuje tę ważną i prestiżową placówkę w stanie najwyższego rozwoju, a jako długoletnia wychowanka prof. Jacka Purchli z pewnością będzie umiała podtrzymać jej wysoki poziom, zwłaszcza że jej poprzednik będzie nadal aktywnie współpracował ze swoim „dzieckiem” twórczo wykorzystując swoje liczne kontakty – zwłaszcza po udanej sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO – w wielu krajach świata.

Imbramowice – spotkanie z historią, sztuką i literaturą

kingahrabia2Kinga Hrabia

Fiodor Dostojewski autor „Zbrodni i kary” pisał: „Niezbadane są drogi, na których Bóg odnajduje człowieka”. Dzisiaj Bóg nie musiał nas daleko szukać, ponieważ sami przybyliśmy do jego domu na piękną uroczystość 300-lecia konsekracji świątyni Klasztoru Sióstr Norbertanek w Imbramowicach.

Spotkanie z literaturą i sztuką w Klasztorze w Imbramowicach

iszhsl127 sierpnia w Spichlerzu Kultury odbyło się wyjątkowe „spotkanie” z artystami literatury pięknej: Stefanem Żeromskim oraz Wincentym Polem, a dokładnie z admiratorkami ich twórczości – literaturoznawczynią p. doktor Kazimierą Zapałową (która z powodów zdrowotnych nie mogła uczestniczyć w rozmowie) oraz praprawnuczką autora „Śpiewu z mogiły” p. Barbarą Pol-Jelonek. Spotkanie prowadziła dyrektorka Teatru Słowa i Tańca Jadwiga Klimkowicz z pomocą moją oraz adeptów teatru. Tematem przewodnim były związki obu pisarzy z tamtejszym klasztorem, jednakże to spotkanie miało także charakter występu artystycznego. Z ust krakowskiej aktorki Marty Grabysz wybrzmiewały podniosłe słowa ze „Śpiewu z mogiły” Wincentego Pola:

Leci liście z drzewa,
Co wyrosło wolne;
Z nad mogiły śpiewa
Jakieś ptaszę polne:
Nie było — nie było
Polsko dobrą, tobie!
Wszystko się prześniło,
A twe dzieci w grobie

(zdaję się, że najbardziej znany utwór ze względu na Chopinowskie umuzycznienie) – oraz fragmenty powieści młodopolskich Stefana Żeromskiego: „Ludzi bezdomnych” i „Wiernej rzeki”, w których autor zwany „sumieniem narodu” wspominał o Imbramowicach. Warto zacytować te fragmenty; pierwszy z nich pojawia się w „Zwierzeniach” Joasi Podborskiej, kiedy ta opisuje poglądy wujostwa z Mękarzyc, zaś drugi podczas rozmowy księcia Józefa Odrowąża z Salomeą Brynicką:
Otóż i Tecia używa tych samych zwrotów. Czasem, gdy ja mówię coś dziwacznego dla Mękarzyc, Tecia szybko bada okiem twarze rodziców i przybiera na swoją ich uśmiech. Nie mówię o myślach i sądach. Wszystkie te sądy o rzeczach są takie same, jak były kilkadziesiąt lat temu, kiedy ciotka Waleria była panną i uczyła się w Ibramowicach. Tecia, dziś żyjąca, jest, właściwie mówiąc, panną z czasów Klementyny z Tańskich Hoffmanowej… („Ludzie bezdomni”):

— Pani po włosku nie umie, ale za to po francusku…
— A umiem, bom się uczyła na pensji, u zakonnic, w Ibramowicach. Troszeczkę się nie douczyłam, bo mi tatko kazał wracać do gospodarstwa. Zresztą, przyznam się, żem tak znowu nadzwyczajnie za tymi Ibramowicami nie przepadała. („Wierna rzeka”).

„Wierna rzeka: klechda domowa” z 1912 roku opowiada o powstaniu styczniowym oraz dziejach miłości księcia Józefa Odrowąża do ubogiej szlachcianki Salomei. Z kolei „Ludzie bezdomni” z 1900 roku opisują społeczną działalność lekarza Tomasza Judyma i jego miłość do nauczycielki Joasi Podborskiej.

Goście mogli też posłuchać wspaniałych występów muzycznych pianistki Ewy Ryks oraz skrzypka Antoniego Kulki-Sobkowicza. Ponadto tancerki z Opery Krakowskiej: Wioletta Maciejewska i Katarzyna Borstyn, w sukniach z epoki zaprezentowały nam oryginalną choreografię baletu dworskiego „Sotto le Stelle”.

Wincenty Pol i Stefan Żeromski – wielkie biografie i nieznane związki z Imbramowicami

iszhsl2Wincenty Pol urodził się w 1807 roku w Lublinie w rodzinie austriackiego urzędnika niemieckiego pochodzenia, a zmarł w 1872 roku w Krakowie. Został pochowany w krypcie zasłużonych na Skałce w Krakowie. Pol to poeta należący do nurtu romantyzmu krajowego, uznawany za poetę narodowego, który twórczo wykorzystywał polską tradycję literacką, geograf i uczestnik powstania listopadowego. Z inspiracji Adama Mickiewicza ogłosił swój najpopularniejszy zbiór powstańczych piosenek „Pieśni Janusza” w 1835 roku, będących lirycznym zapisem wojennych przeżyć. Wiele z nich weszło do narodowego śpiewnika, na przykład: „Krakus”, „Mazur” czy „Pieśń ułanów”. Był mistrzem romantycznej gawędy wierszowanej. Wykładał geografię oraz historię na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Stefan Żeromski, prozaik, dramatopisarz, publicysta i społecznik, urodził się w 1864 roku w Strawczynie w zubożałej rodzinie szlacheckiej, a zmarł w 1925 roku w Warszawie. Dzieciństwo spędził we wsi Ciekoty u stóp Gór Świętokrzyskich. Wychowany w domu o patriotycznych tradycjach, wcześnie osierocony, został zmuszony do samodzielnego utrzymywania się i zarabiania na życie – już podczas nauki w kieleckim gimnazjum pracował jako korepetytor. W 1886, nie uzyskawszy matury, opuścił Kielce, przeniósł się do Warszawy i wstąpił do Szkoły Weterynaryjnej. W 1888 z powodu problemów finansowych i zdrowotnych przerwał naukę i rozpoczął pracę guwernera w rożnych dworkach szlacheckich. W kręgu artystycznym reprezentował on rolę pisarza społecznie i narodowo zaangażowanego, będącego rzecznikiem najuboższych, analizującego i krytykującego niesprawiedliwy porządek społeczny. Zawsze aktywnie uczestniczył w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym kraju. Debiutował krótkimi formami prozatorskimi, wprowadzającymi charakterystyczne dla całej twórczości tematy krzywdy społecznej, zacofania ludu, spoczywającego na inteligencji moralnego obowiązku wprowadzania postępu, kształcenia najniższych warstw społecznych – wydany tom w 1895 roku „Opowiadania” zawierał między innymi: „Zmierzch”, „Siłaczkę” i „Doktora Piotra”. Opublikowany tom w 1896 roku opowiadań „Rozdziobią nas kruki, wrony…” wprowadzał reprezentatywną dla Żeromskiego tematykę niepodległościową, związaną z problemem świadomości narodowej. Jest on autorem ważnych powieści, które od lat znajdują się na szkolnej liście lektur polskich uczniów i studentów, takich jak: „Syzyfowe prace”, „Ludzie bezdomni”, „Popioły”, „Wierna rzeka” czy „Przedwiośnie”. Obok wielkiej prozy Żeromski tworzył dramaty: „Róża”, „Turoń”, „Uciekła mi przepióreczka” oraz pisma publicystyczne i teksty krytyczno-literackie.

Pani Doktor Kazimiera Zapałowa, autorka książki „Rodzina Stefana Żeromskiego w Świętokrzyskiem” oraz kustosz Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego w Kielcach, znalazła w zacytowanych wyżej dwu znaczących powieściach Żeromskiego odniesienie do Imbramowic, Ibramowic – jak zapisywał autor „Przedwiośnia”, które znał jedynie z opowiadań, a w których język mówiony zgubił literę „m”. Literaturoznawczyni postanowiła przyjrzeć się krewniaczkom czy powinowatym pisarza: Katerlankom, Saskim, Trepczankom, Paczkównom, Kuleszyńskim, Makólskim, które kształciły się w Szkole Wyższej Żeńskiej Sióstr Norbertanek. Polecamy jej książki o genealogii oraz biografii Żeromskiego, które zainteresowanym wyczerpująco przedstawią te zagadnienia.

Norbertanki – historia

iszhsl3Pierwszy Zakon Norbertanów został założony we Francji przez Świętego Ojca Norberta, który pociągnął tyle mężczyzn i kobiet do miłości Chrystusa jak żaden inny kapłan od czasów apostolskich. Siostry Norbertanki zakładają habity w kolorze białym na cześć Niepokalanego Poczęcia, według nakazu który otrzymał Ojciec Norbert od samej Najświętszej Dziewicy w widzeniu. W centrum duchowym sióstr Norbertanek mieści się Pan Jezus Eucharystyczny – kult Eucharystii. Ich motto, tak zwana Reguła Miłości, brzmi: „Jedno serce i jedna dusza w Bogu”.

Imbramowice to malownicza wieś położona w powiecie olkuskim, w gminie Trzyciąż, której dawno temu znakiem rozpoznawczym stał się Klasztor Sióstr Norbertanek. Początki klasztoru sięgają końca XII wieku. Jego fundatorem był komes Imbram, od którego imienia stworzona został nazwa miejscowości (wcześniej Dłubnia). Imię Imbram pochodzenia germańskiego stanowi złożenie z członów „heima” – „ojczyzna, miejsce zamieszkania” i „hraban” – „kruk”, czyli Imbramowice to ojczyzna kruka. Po skutecznych staraniach biskupa Iwo Odrowąża, który na rzecz klasztoru przeznaczył pokaźne dobra ziemskie, papież Grzegorz IX zatwierdzi bullą w 1229 to miejsce na siedzibę Norbertanek. W kościele znajduje się obraz „Pana Jezusa Cierpiącego” łaskami słynący z XVII w, który został namalowany przez nieznanego artystę oraz relikwie z drzewa Krzyża Świętego i kolumny biczowania. Klasztor chroni w swojej bibliotece także wiele cennych rękopisów i starodruków oraz zabytków malarstwa religijnego – jeden z najcenniejszych obrazów przechowywanych w skarbcu to dzieło autorstwa Jana Breughel’a Starszego przedstawiające Matkę Bożą z dzieciątkiem w girlandzie.

Genealogia – pamięć o…., czyli sens naszego spotkania

iszhsl4Spotkanie u sióstr Norbertanek związane było zarówno z tym sakralnym obiektem i jego historią oraz z genealogią dwóch znanych artystów. Etymologia „genealogii” wywodzi się z greki, słowo stanowi połączenie „genos” – rodu oraz „logos” – słowo, wiedza. Genealogia to jedna z nauki historii, która zajmuje się badaniem pochodzenia rodzin, ich historii oraz wzajemnych relacji i losów poszczególnych członków rodów. Podobno wszyscy Polacy wśród swoich przodków mają Mieszka I… Najbardziej znane „drzewo genealogiczne” (a zarazem źródło jego nazwy) stanowi drzewo Jessego, przedstawiające pochodzenie Jezusa Chrystusa. W Księdze Izajasza znajduje się proroctwo, które głosi o nadejściu Mesjasza: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni”. Serdecznie polecam uważną lekturę wierszy: Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej „Drzewo genealogiczne” oraz Jacka Kaczmarskiego pod tym samym tytułem, których wymowa podkreśla jak ważna dla każdego Polaka już od samego dzieciństwa jest jego historia rodu. Każdy z nas, jak sądzę, powinien znać swoje pochodzenie i koleje losów swoich przodków, choćby pradziadków, aby móc ukształtować swoją tożsamość i w pełni zrozumieć siebie oraz jak śpiewał Marek Grechuta: „ocalać [ich – KH.] od zapomnienia”. Ten moralny nakaz doskonale ujęła Wisława Szymborska w swoim utworze „Rehabilitacja”:

Umarłych wieczność dotąd trwa,
dokąd pamięcią się im płaci.
Chwiejna waluta. Nie ma dnia,
by ktoś wieczności swej nie tracił.

Wspólnie i z należytym szacunkiem uczciliśmy pamięć o Historii, Miejscu oraz o pisarzach.

Informacje na temat historii Klasztoru Sióstr Norbertanek w Imbramowicach oraz związków Stefana Żeromskiego z tym miejscem zaczerpnęłam z artykułów udostępnionych na stronie: http://www.imbramowice.norbertanki.org/pl/historia-i-kultura-klasztoru.

Natomiast biogramy pisarzy pochodzą ze Słownika Pisarzy pod redakcją Jadwigi Marcinek (Kraków 2007), a definicja genealogii z https://pl.wikipedia.org/wiki/Genealogia.

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia relacji filmowej „300-lecie konsekracji świątyni Klasztoru Sióstr Norbertanek w Imbramowicach”: https://youtu.be/k92cNSwDuJQ

Jak wyleczyłem się głodem i dietą oraz innymi metodami naturalnymi

Romuald Stanisławski

Od najwcześniejszych lat w miejscu swego wychowania stykałem się z naturalnymi metodami leczenia. Mając 16 lat (1938 r.), byłem świadkiem wyleczenia się głodem sześćdziesięcioletniego mężczyzny z poważnego stanu wieńcowej choroby serca. Wydarzenie to stało się przełomem w moich poglądach na siłę natury, tkwiącą w każdej żywej istocie.

Od dziecka byłem podatny na przewlekłe choroby głównie dróg oddechowych, układu krążenia, żołądka i układu moczowego. Całe moje życie przeplatane było dokuczliwymi dolegliwościami.

Zgodnie z wyniesioną z domu i szkoły edukacją, w pierwszej kolejności starałem się cierpliwie, nieraz długie lata, leczyć swoje choroby u oficjalnych lekarzy. Pomimo wysiłków, tych niekwestionowanych specjalistów o dużych zasobach dobrej woli, choroby przechodziły w stan przewlekły, z którego wyjście wydawało się niemożliwym.

glodZe względu na swoje chroniczne choroby w wieku 59 lat zostałem zaliczony do III grupy inwalidzkiej i skierowany na wcześniejszą emeryturę. Po dwóch latach zamiejscowa komisja lekarska zaliczyła mnie do II grupy inwalidzkiej. Wobec swoich, ciągle trwających dolegliwości, po długiej przerwie zwróciłem się w stronę naturalnej medycyny z nadzieją znalezienia tam pomocy. Dzięki jej metodom leczenia udało mi się pokonać wszystkie choroby gnębiące mnie przez wiele lat.

Doszedłem do wniosku, że sposoby, dzięki którym odzyskałem zdrowie, mogą zainteresować tych, którzy stracili nadzieję na wyleczenie się metodami konwencjonalnymi. To m.in. skłoniło mnie do napisania tej książki.

Po prostu Wyspiański

jerzybukowskiJerzy Bukowski

O kocham Kraków – bo nie od kamieni
przykrościm doznał – lecz od żywych ludzi,
nie zachwieje się we mnie duch ani się zmieni,
ani się zapał we mnie nie ostudzi,
to bowiem z Wiary jest, co mi rumieni
różanym świtem myśl i co mię budzi.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos – stanę na szczycie.

I stanął na szczycie polskiej literatury, wcielił się w rodzimego Króla Ducha, zawładnął naszą wyobraźnią, skłonił do zadumy i refleksji, przewiercił się przez zakamarki myśli, trwale zagościł w sercach kolejnych pokoleń Polaków, dotknął ich najgłębszych ran nie pozwalając im zabliźnić się błoną podłości.

pomnikswyspianskiegoOn – dramaturg, poeta, malarz, rysownik, projektant witraży i mebli, scenograf: Stanisław Wyspiański (fot. Wikipedia). W 110. rocznicę jego śmierci w krakowskim Muzeum Narodowym otwarto największą do tej pory wystawę poświęconą wszechstronnemu artyście. Znalazło się na niej 470 dzieł, część z nich nigdy jeszcze nie eksponowanych.

Jej twórczynie Danuta Godyń i Magdalena Laskowska wraz z autorem aranżacji Bartoszem Haduchem urządziły ją w siedmiu przestrzeniach nazwanych cytatami z artysty: „U mnie w domu”, „Polybarwność kościoła franciszkanów. Dekoracja malarska”, „Polybarwność kościoła franciszkanów. Witraże”, „Teatr narodu”, „Nie Paryż, tylko Kraków”, „Ars – Apollo”.

Oprócz najsłynniejszych obrazów jak „Autoportret z żoną”, „Macierzyństwo”, „Widok na kopiec Kościuszki” zaprezentowano również również niezrealizowane projekty witraży do katedr krakowskiej i lwowskiej. Są też trzy wersje projektów najsłynniejszego w jego bogatym dorobku w tej materii dzieła: „Bóg Ojciec – Stań się” z krakowskiego kościoła ojców Franciszkanów wykonanych farbami olejnymi, pastelami i ołówkiem. Do prezentacji witraży w oryginalny sposób zastosowano lustra.

Uwagę zwiedzających przykuwa żyrandol z willi profesora Juliana Nowaka (zaprojektowanego dla Domu Lekarskiego przy ulicy Radziwiłłowskiej 4), pokazano również prace z innych dziedzin: rzemiosła artystycznego, rzeźby, grafiki, m.in. jaworowe meble do salonu i jadalni Żeleńskich, projekty świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie oraz związane z Wystawą Jubileuszową TPSP w 1904 roku.

Nie zabrakło projektów kostiumów i scenografii do dramatów wielkiego wizjonera polskiego teatru: „Bolesława Śmiałego”, „Skałki”, „Akropolis”, „Legendy”, książkowych wydań jego sztuk i namalowanych przezeń portretów aktorów. Można również zobaczyć kostium, w którym Helena Modrzejewska wystąpiła w tragedii „Protesilas i Laodamia”.

Wystawę „Wyspiański”, której towarzyszy ponad 450-stronicowy, znakomicie zredagowany, barwny katalog, można oglądać w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego przy alei 3 Maja 1 do 20 stycznia 2019 roku.

A skoro zacząłem od wiersza wyrażającego miłość autora „Wesela” do miasta, które rozsławił i z którym związał swoje osobiste oraz twórcze życie, to nie sposób zakończyć inaczej niż kolejnym sławnym cytatem wyrytym na fasadzie kamienicy u zbiegu ulic Kanoniczej i Podzamcza:

U stóp Wawelu miał ojciec pracownię,
wielką izbę białą wysklepioną,
żyjącą figur zmarłych wielkim tłumem;
tam chłopiec mały chodziłem, co czułem,
to później w kształty mej sztuki zakułem.

Czy Marszałek Józef Piłsudski spocznie w sarkofagu?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Bardzo niewiele osób oddających hołd Pierwszemu Marszałkowi Polski Józefowi Piłsudskiemu w wawelskiej krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów wie, że miał on ostatecznie spocząć nie w metalowej trumnie położonej na kamiennym postumencie, ale w zaprojektowanym pod koniec lat 30. ubiegłego wieku sarkofagu, na który konkurs wygrał znany rzeźbiarz i malarz Jan Szczepkowski.

Przedstawia on leżącą postać Piłsudskiego w długim płaszczu i unoszącego w górę głowę orła u jego stop. Lewa ręka spoczywa na sercu, w wyciągniętej wzdłuż ciała prawej umieszczona jest buława marszałkowska.

sarkofagmarszalkaGdyby nie II wojna światowa sarkofag, którego autor zdążył tylko wykonać gipsowy odlew, z pewnością znalazłby się w podziemiu królewskiej katedry. Ponieważ odlew przetrwał burzliwe czasy po 1939 roku, a nawet został odnowiony (znajduje się obecnie w kościele w podwarszawskim Milanówku, ale nie jest eksponowany), można by pomyśleć o powrocie do przedwojennego planu, czyli wykuć go w czerwonym granicie i ustawić w wawelskiej krypcie (fot. milanowek.pl).

Taki pomysł podnoszony jest przez środowiska piłsudczykowskie w związku ze zbliżającą się 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Czy ma on szansę na realizację?

Tischnera przewodnik po życiu

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Od dłuższego czasu mówiło się, że są jeszcze nie opublikowane teksty zmarłego ponad 17 lat temu księdza profesora Józefa Tischnera. Teraz te przypuszczenia zamieniły się w pewność, ponieważ odnalazł je i zebrał w książce jeden z największych znawców dorobku „filozoficznego bacy”, związany podobnie jak on z „Tygodnikiem Powszechnym” oraz ze „Znakiem” – redaktor Wojciech Bonowicz.

I właśnie Społeczny Instytut Wydawniczy Znak wypuścił w ostatnich dniach na rynek „Tischnera – krótki przewodnik po życiu”, którego promocję zorganizował – w tradycyjnej formie posiadów z regionalnymi smakołykami – Nowotarski Oddział Związku Podhalan. Kapelanem tego stowarzyszenia był przez wiele lat autor „Historii filozofii po góralsku”.

jozeftischnerJak powiedział Bonowicz, myślą przewodnią składających się na książkę tekstów jest poszukiwanie w ludziach dobra i ciągnięcie ich do góry, o co zawsze zabiegał ks prof. Tischner (fot. instytutksiazki.pl): – Stawiał tezę, że świat nie zaczyna się od nas. Potrafił w teraźniejszości wyciągać z tradycji to, co było najpiękniejsze. Brakuje mu Tischnera nie z powodu tego, iż już nic nie powie, nie skomentuje, ale nie że mogę już obok niego usiąść. W przestrzeni publicznej brakuje nam dzisiaj takich ludzi, takich autorytetów jak ks. prof. Tischner. Wystarczyło obok nich być, poczuć ich obecność, a zaraz człowiek nabierał innego oglądu na świat – powiedział redaktor książki (cytat za portalem internetowym krakowskiego „Gościa Niedzielnego”).

Bonowicz zwrócił uwagę na jeden szczególny artykuł napisany w kwietniu 1999 roku. Organizująca wtedy w Krakowie koncert pt. „Dla Kosowa” Anna Dymna poprosiła Tischnera, żeby napisał jej jakieś przesłanie czy refleksję, którą można by odczytać podczas koncertu i ciężko już wówczas chory filozof przystał na jej propozycję.

„W nowotarskim spotkaniu uczestniczyli jeszcze i wspominali ks. profesora: jego brat Kazimierz Tischner, ks. prałat Władysław Zązel – kapelan Związku Podhalan i organizator wspólnie z ks. profesorem Mszy św. ludzi gór pod Turbaczem, poetka i przyjaciółka autora <Etyki Solidarności> Wanda Szado-Kudasikowa, wieloletni burmistrz Nowego Targu Marek Fryźlewicz, Józefa Kuchta z Łopusznej, kierownik tamtejszej <Tischnerówki> – Izby Pamięci ks. profesora. <Miastowi> górale podczas spotkania wspominali także osoby, które przeszły już na niebiańską grań” – czytamy w portalu.

Narodowi i Ojczyźnie. Koncert pieśni patriotycznych

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

Tegoroczny koncert pieśni patriotycznych „Narodowi i Ojczyźnie”, pod honorowym patronatem prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Andrzeja Dudy odbył się w Centrum Kongresowym ICE Kraków. Wśród gości byli m.in. ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz oraz księża arcybiskupi: Marek Jędraszewski, metropolita krakowski i Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, a także rodzice p. prezydenta, pp. Janina Milewska-Duda i Jan Tadeusz Duda. Koncert poprowadzili pp. Anna Dijuk-Bujok i Jerzy Zelnik.

20171110ak1Wystąpił Mieszany Chór Mariański przy parafii pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, orkiestra symfoniczna Krakowska Młoda Filharmonia oraz soliści: pp. Magdalena Niedbała-Solarz, Katarzyna Oleś-Blacha, Przemysław Borys, ks. Tomasz Jarosz, pp. Ryszard Morka i Mariusz Solarz (fot. p. Andrzej Kalinowski). Utwory muzyczne opracował p. Tomasz Chmiel, tańczył Zespół Pieśni i Tańca Uniwersytetu Jagiellońskiego „Słowianki”, a dyrygowali pp. Rafał Karczmarczyk i niezastąpiony, wybitny – dr Jan Rybarski.

Warto dodać, że głównym mecenasem koncertu była nowojorska Adam M. Bak Foundation Inc., której szefostwo, pp. Ewa i Adam Bąkowie wraz z synem Jaremą, zaszczyczyli ten wieczór swoją obecnością. W słowie wstępnym p. Ewa Bąk przypomniała też ogromną rolę, jaką odegrali amerykańscy Polacy w wywalczeniu niepodległości Polski w 1918 roku i w latach następnych.

Całość uroczystości zakończyło wspólne odśpiewanie Hymnu Narodowego. Zapraszam Państwa do obejrzenia zdjęć własnych oraz nadesłanych przez p. Andrzeja Kalinowskiego:
https://photos.app.goo.gl/a4hDAoL2b8dXq1oS2
https://photos.app.goo.gl/3yUJ9uJHBTm8Df4A3

Umarł na posterunku

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Tak trzeba napisać o zmarłym tuż przed rozpoczęciem gali wręczenia nagrody „Ambasador Polszczyzny” w Katowicach jednym z najwybitniejszy językoznawców – profesorze Walerym Pisarku.

86-letni naukowiec i propagator piękna rodzimej mowy miał wygłosić laudację na cześć uhonorowanego przez Radę Języka Polskiego za szczególne zasługi dla jego pielęgnowania Jacka Bocheńskiego. Zasłabł jednak wcześniej i – mimo reanimacji – umarł.

O prof. Pisarku sporo wiedzą absolwenci filologii polskiej i dziennikarstwa oraz wszyscy miłośnicy polszczyzny, ale mało kto zna jego patriotyczną przeszłość.

Władze komunistyczne aresztowały go w latach 40. ubiegłego wieku. Był więziony na zamku w Lublinie, skąd wyszedł po amnestii w 1947 roku, by ponownie trafić do celi kilka lat później, już jako student polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dostał wyrok 6 lat więzienia, a wyszedł po 2 tylko dlatego, że pracował przymusowo jako górnik w kopalni Brzeszcze, co liczono podwójnie.

Po latach powrócił na UJ, a od 2009 roku wykładał na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Będąc wybitym specjalistą w dziedzinie komunikowania masowego wykształcił wiele pokoleń dziennikarzy, którzy zajęcia z nim wspominają z najwyższym uznaniem. Odwdzięczyli mu się 24 grudnia 2012 roku „Laurem” Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Na wygrawerowanej na statuetce dedykacji znalazły się słowa: „Orędownikowi polszczyzny i mistrzowi pokoleń dziennikarzy”.

walerypisarekProf. Pisarek (fot. nowiny24.pl) był honorowym prezesem Rady Języka Polskiego, przewodniczącym Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego, w latach 1969-2000 kierował Ośrodkiem Badań Prasoznawczych w Krakowie, brał udział w opracowywaniu licznych wydań słownika ortograficznego, uczestniczył w pracach Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych „Solidarności”, przewodniczył jury i napisał większość tekstów konkursu ortograficznego „Ogólnopolskie dyktando”.

Za książkę pt. „Nowa retoryka dziennikarska” otrzymał w 2002 roku Śląski Wawrzyn Literacki, był doktorem honoris causa Uniwersytetów Śląskiego oraz Jana Kochanowskiego w Kielcach. Był inicjatorem uchwalonej przez parlament w 1999 roku „Ustawy o języku polskim”, a w 2012 roku został pierwszym laureatem ustanowionej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego nagrody „Zasłużony dla polszczyzny”.

Wara SLD od Daszyńskiego!

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk patriotycznych spotkała się inicjatywa Sojuszu Lewicy Demokratycznej wzniesienia w Warszawie pomnika Ignacego Daszyńskiego.

W Internecie ruszyła zainicjowana przez Konfederację Polski Niepodległej-Niezłomni akcja pod hashtagiem #WaraSLDodDaszynskiego przeciwko zawłaszczaniu przez postkomunistów osoby i dorobku wybitnego polityka Polskiej Partii Socjalistycznej, posła do wiedeńskiej Rady Państwa, premiera rządu odradzającej się Rzeczypospolitej w 1918 roku, marszałka Sejmu w latach 1928-1930.

ignacydaszynski- To chyba zły sen. Przez całe dziesięciolecia komuniści zwalczali PPS i Ignacego Daszyńskiego. To jest po prostu skandal. SLD może sobie budować we własnych ogródkach przydomowych obeliski Komunistycznej Partii Polski, Polskiej Partii Robotniczej, Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, albo zabrać monumenty Armii Czerwonej czy sarkofag Bieruta i wystawić poza przestrzenią publiczną, np. w jakimś namiocie cyrkowym i tam oddawać im cześć. Ignacy Daszyński (fot. Wikipedia) tak pisał o komunistach:. „Dyktatura proletariatu jest w Rosji bolszewickiej od początku rządem gwałtu i przemocy mniejszości nad większością. Mniejszość rządząca nie wynosi nawet pół procenta ludności i utrzymuje się przy władzy przez tak okrutną i krwawą przemoc, że żadne inne cywilizowane społeczeństwo podobnie dzikiej tyranii nie zniosłoby”. Od dorobku Ignacego Daszyńskiego Sojuszowi zatem wara! Wybrali komunę, to niech ponoszą też konsekwencje. Myślę, że Ignacy Daszyński przewróciłby się w grobie, gdyby wiedział, kto chce mu budować pomnik – powiedział internetowej Niezależnej Gazecie Obywatelskiej lider konfederatów Adam Słomka.

W zdecydowany sposób poparło ten protest Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie w pełni podzielając podniesione powyżej argumenty.

Zdaniem POKiN postkomuniści nie mają moralnego, historycznego, ani politycznego prawa do podszywania się pod wielkie zasługi jednego z ojców polskiej niepodległości z lat I wojny światowej i po niej. Chlubne tradycje patriotyczne PPS stały bowiem w wyraźnej sprzeczności z tymi, do których odwoływały się KPP oraz PZPR – ideowe poprzedniczki SLD.

To, że Ignacy Daszyński powinien mieć pomnik w Warszawie nie ulega natomiast żadnej wątpliwości. POKiN wyraża nadzieję, że nawiązujące do ideałów Polskiej Partii Socjalistycznej środowiska autentycznej polskiej patriotycznej lewicy rychło podejmą takie starania, aby stosowny monument można było odsłonić 11 listopada 2018 roku w ramach obchodów stulecia odzyskania niepodległości.

Czy Holy Wins wygra w Polsce z Halloween?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Księża egzorcyści z diecezji płockiej zaapelowali do wszystkich osób odpowiedzialnych za wychowywanie dzieci i młodzieży, aby nie organizowali oraz nie uczestniczyli w żadnych imprezach związanych z anglosaską obrzędowością Halloween.

„Jest ona obca kulturze polskiej i chrześcijańskiej. Często wiąże się ze wzrostem liczby opętań wśród dzieci, które wcześniej bawiły się w Halloween. Zgłaszają się do nas rodzice z prośbą o pomoc, z powodu pojawiających się problemów u dzieci, które brały udział w różnych <zabawach>, odbywających się w okolicach 31 października. Halloween nie jest niewinną, beztroską zabawą, ale grozi otwarciem się na działanie złych duchów. Osoby biorące udział w Halloween nie muszą uczestniczyć w złych rytuałach, składać ofiary ze zwierząt, czy profanować cmentarze bądź Najświętszy Sakrament. Już samo wejście w przestrzeń demonów, choćby dla zabawy, jest niebezpieczne. Kościół zawsze potępiał praktyki okultystyczne i satanistyczne. Przeciwko Halloween w 2009 roku wypowiedział się papież Benedykt XVI, określając je jako <święto antychrześcijańskie i niebezpieczne>, które <promuje kulturę śmierci> i <popycha nowe pokolenia w kierunku mentalności ezoterycznej, magii, atakuje święte i duchowe wartości przez diabelskie inicjacje za pośrednictwem obrazów okultystycznych>. Apelujemy zatem, by unikać tych duchowych zagrożeń. Pamiętajmy, że diabeł nie żartuje!”” – czytamy w apelu zamieszczonym na stronie internetowej diecezji.

Jego autorzy zachęcają, żeby zastąpić te niebezpieczne praktyki organizacją korowodów świętych pod hasłem Holy Wins – Święty Zwycięża. Młodzi katolicy przebierają się w nich za świętych, często swoich patronów, uczestniczą także w balach świętych i w czuwaniach modlitewnych.

Taki orszak przejdzie dzisiaj ulicami Libiąża, a jego patronami będą Dzieci Fatimskie – Święci Franciszek i Hiacynta oraz Służebnica Boża Siostra Łucja. Uczniowie tamtejszych szkół przygotowywali prace plastyczne na ich temat.

- Uczniowie obrazowali zadany temat różnymi technikami plastycznymi. 23 października zostały ogłoszone wyniki konkursu. Najlepsze spośród 140 prac jury nagrodziło i będzie je można oglądać na pokonkursowej wystawie w kościele św. Barbary – powiedział redakcji krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego” organizator Holy Wins uczestniczący w pracach jury ksiądz Sebastian Kozyra.

„Marsz rozpocznie się w parafii Przemienia Pańskiego o godz. 16 dziesiątkiem różańca świętego. Na placu przed świątynią młodzież z gimnazjum wykona taniec „Święty zwycięża”. Następnie Orszak wyruszy w stronę kościoła św. Barbary. Zgromadzeni pomodlą się na cmentarzu przy grobie Heleny Kmieć, wolontariuszki misyjnej zamordowanej w Boliwii. Mszy św. o godz. 18 będzie przewodniczył bp Damian Muskus” – czytamy w portalu.

Czy uda się w mocno przywiązanej do tradycji chrześcijańskiej Polsce wyprzeć zaszczepiany w niej od kilku lat upiorny, obcy naszej kulturze anglosaski rytuał o satanistycznych wątkach sympatycznym, pozytywnym w przesłaniu korowodem świętych Kościoła katolickiego? Wiele zależy od aktywności, siły przekonywania i pomysłowości katechetów, duszpasterzy, proboszczów, animatorów życia duchowego w parafiach oraz od rodziców, nauczycieli i wychowawców.

Zakorkowane książki

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Korki samochodowe w Krakowie nie są niczym nowym, ale wciąż działają na nerwy mieszkańcom duchowej stolicy Polski. Sam często wściekam się, kiedy dojazd do domu z uczelni trwa prawie godzinę zamiast 15 minut, bo autobus praktycznie stoi, a jeśli już rusza, to przesuwa się o zaledwie kilkadziesiąt metrów.

Jest jednak taki korek, który raz na rok napawa mnie optymizmem, zwłaszcza jeżeli uwzględni się określenie Krakowa, jakiego użyłem w poprzednim akapicie. Stanowi on rezultat Międzynarodowych Targów Książki, które odbywają się w podwawelskim grodzie zawsze pod koniec października.

targiksiazki2017Tysiące ludzi szturmują wtedy halę EXPO przy ulicy Galicyjskiej 9, aby zapoznać się z ofertami wielu wydawnictw i spotkać swoich ulubionych autorów. Głód dobrej lektury przyciąga ich w to miejsce niczym silny magnes (fot. ksiazka.krakow.pl), a do najpopularniejszych pisarzy ustawiają się kolejki równie długie jak samochodowe korki.

Czyż może być lepszy dowód na nieprawdziwość często ostatnio głoszonej tezy, że książki mało kogoś dzisiaj interesują, ponieważ ludzie odzwyczaili się od czytania, a jeżeli już mają kontakt z literaturą, to tylko poprzez Internet lub audiobooki? Te przewalające się przez MTK w Krakowie tłumy (a podobnie bywa na podobnych imprezach w innych miastach) krzepią serce każdego, komu – jak piszącemu te słowa – droga jest miłość ludzi do książek.

A korki? Można je ścierpieć, szczególnie jeżeli ma się przy sobie w autobusie coś dobrego do czytania.

Kolumny Niepodległości

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę suwerennego bytu Ministerstwo Obrony Narodowej opracowało program „Kolumny Niepodległości”, w ramach którego w miejscach szczególnie ważnych dla naszej historii wybudowane zostaną pomniki w takiej właśnie formie.

Rozumiem i doceniam potrzebę uczczenia patriotycznych starań wielu pokoleń Polaków, które zwieńczył dzień zasłużonego triumfu 11 listopada 1918 roku. Warto w niestandardowy sposób oddać im hołd właśnie w 100-lecie powrotu Rzeczypospolitej na mapę Europy przywołując pamięć nie tylko tych najbardziej znanych, ale również pozostających do tej pory w cieniu lub w ogóle nieznanych rodaków rzucających od końca XVIII do początku XX wieku „na stos swój życia los”.

kolumnaniepodleglosciPomysł MON nawiązuje do 1928 roku, kiedy Polska hucznie obchodziła 10-lecie odzyskania niepodległości. Właśnie wtedy powstawały w całym kraju kolumny ze zrzucającym kajdany orłem zrywającym się do lotu. Towarzyszył temu ogromny entuzjazm i nikogo nie trzeba było namawiać do budowania takich znaków pamięci o jednym z najważniejszych wydarzeń w historii Ojczyzny (Wzgórze Wawelskie, Kolumna Niepodległości z 1918 roku, fot. panoramio.com).

Czy uda się wykrzesać podobne uczucia w 2018 roku? Oczywiście przeznaczenie na ten cel 5 milionów złotych z budżetu resortu z pewnością zachęci niektóre samorządy i organizacje do wzniesienia kolumn niepodległości, ale na miejscu ministra Antoniego Macierewicza podkreśliłbym wyraźnie, że nie jest to żaden odgórny nakaz, ale jedynie gotowość sfinansowania przejawów oddolnej inicjatywy. Według opracowanych w MON założeń zwycięzca konkursu na najlepszy projekt otrzyma nagrodę w wysokości 30 tysięcy złotych, a dwaj autorzy wyróżnionych prac po 8,5 tys. zł.

Źle by się jednak stało, gdyby władze samorządowe uznały, że nie wypada odmawiać władzy państwowej i podjęły tę inicjatywę „na siłę”. Bez spontaniczności oraz szczerości nie ma bowiem mowy o sukcesie, o czym doskonale wie wybitny instruktor harcerski, współtwórca legendarnej „Gromady Włóczęgów” przy 1 Warszawskiej Drużynie Harcerzy („Czarnej Jedynce”) im. Romualda Traugutta druh Antoni Macierewicz.

Abp Wacław Depo: Ojczyzna to dar i zadanie idące przez pokolenia. Nie ma jedności bez fundamentu prawdy

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

O polskiej maryjności, intencjach narodowych, patriotyzmie i prawdzie z JE abp. Wacławem Depo, metropolitą częstochowskim, przewodniczącym Rady ds. Środków Społecznego Przekazu i Komisji Maryjnej przy KEP rozmawia Anna Dąbrowska.

Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie, rozmawiamy w atmosferze uroczystości 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Ten rok obfituje w maryjne rocznice – świat cały świętuje 100-lecie objawień w Fatimie, a w Polsce obchodzimy także 140 rocznicę objawień w Gietrzwałdzie. Ksiądz Arcybiskup jest przewodniczącym komisji Maryjnej Episkopatu Polski, więc pragnę „u źródła” zapytać o naszą polską maryjność. Czy nie jest ona, co zarzucało nam wielu, pewnym uproszczeniem w pojmowaniu wiary?

Trzeba wrócić do fundamentów: to nie jest zamysł ludzki, ale zamysł Boży, żeby Syn Boży miał ziemską matkę i żeby Ona była Matką z ciała i krwi, które stały się dla nas narzędziem, ale i ceną zbawienia. Dlatego patrzenie na Maryję nie inaczej niż z wysokości krzyża, kiedy zaczynamy przyznawać Jej pierwszorzędną rolę, jest zawsze pewnym uproszczeniem i błędem. To On ją odkupił. To Ona jest słusznie – w teologii i wierze Kościoła – nazywana Pierwszą Odkupioną. To Ona, poprzez przywilej Niepokalanego Poczęcia, jest pierwszą obdarowaną. To jej zgoda zadecydowała, że tak a nie inaczej potoczyły się dzieje naszego Odkupienia. Dlatego Jej obecność przy Chrystusie trzeba widzieć w tym kontekście, że Ona jest cała dla Chrystusa. Ona poświęciła się dziełu swojego Syna – jest to już wypełnianie się planu Bożego. Dlatego maryjność jest wpisana w naszą historię, na fundamencie Chrztu Świętego, już 1051 lat. Dlatego myśmy Ją przyjęli i wprowadzili w nasze dzieje, chociażby poprzez pierwszy hymn narodowy, jakim jest Bogurodzica, czy poprzez taką bardzo statystyczną, ale nie mniej ważną sprawę, że blisko ¼ parafii w Polsce nosi tytuł maryjny. Najbardziej znany jest tytuł Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – to Ona właśnie jest nam bliska, ponieważ łączy sprawy nieba i ziemi. Jest pierwszą. Jest tą, która przez swoje współuczestnictwo w Jego życiu ma udział w zwycięstwie nad śmiercią. Trójca Przenajświętsza ocala ją od starcia w proch, w proch śmierci, i jest dla nas królową, rzeczywiście jest nam bardzo bliska i konkretna w tych wszystkich odniesieniach, które do Niej kierujemy. Dlatego broniłbym tego przez stwierdzenie, że maryjność jest dla polskiego Kościoła „duszą”, która pozwala nam się ożywiać i odnawiać. Jest jednak pewna zasadnicza sprawa: żebyśmy umieli łączyć kult do Matki Bożej, Kult Maryi jako Matki Odkupiciela z duchowością maryjną. To oznacza konieczność naszego świadectwa codziennego życia na wzór Maryi. Nie możemy być tymi, którzy wpatrują się w Maryję, śpiewają, klaszczą, modlą się, a później odchodzą z miejsca kultu (np. takiego, jakim jest Jasna Góra) i są tacy sami. Mówimy: przecież jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do grzechu. Nie! Zło nie jest i nigdy nie było miarą człowieczeństwa. Maryja uczy nas w swej szkole właśnie oddania się Bogu, zgadzania się na Jego wolę. Poprzez dar człowieczeństwa Synowi Bożemu, dla naszego odkupienia.

Mówił Ksiądz Arcybiskup, że o naszym przywiązaniu do Maryi świadczą również kościoły, parafie, które noszą Jej tytuł. Na stronach „Warszawskiej Gazety” publikowany jest cykl poświęcony polskim sanktuariom. Lipiec i sierpień to czas pielgrzymowania do tych licznych maryjnych sanktuariów. Każdy pielgrzym zanosi Matce Bożej swoje intencje. Chciałabym zapytać Księdza Arcybiskupa, jaką intencję, taką narodową – właśnie na okoliczność jasnogórskiego i gietrzwałdzkiego jubileuszu – powinni zanieść w tym roku Polacy przed tron Królowej Polski?

20171009adksdNie będę może oryginalny, tylko powtórzę tu zawołanie, które wpisane jest w naszą wiarę, mianowicie o intencję jedności poprzez prawdę. Nie ma jedności pomiędzy ludźmi, bez fundamentu prawdy. To się zaczyna od rodzinnego domu każdego z nas. To się zaczyna również od więzi pomiędzy nami. Jeśli np. narzeczony nie mówi prawdy narzeczonej, a później wiąże się z nią na całe życie, to nigdy nie stworzą trwałego związku (fot. YouTube). Podobnie jest dzisiaj z nami w rzeczywistości różnych tematów. Już nie mówię o tych z przeszłości, takich jak spór o Powstanie Warszawskie czy Cud nad Wisłą, który dziś też się ośmiesza i pokazuje w kategoriach „polskiego zadufania w sobie”, chodzi tu przede wszystkim o wierność w sumieniu. Jeśli ja nie słucham Boga, który mówi w moim sumieniu, wtedy naprawdę nie mam fundamentu, żeby przejść do drugiego człowieka i z nim być solidarnym. Nie tylko w proteście przeciwko czemuś lub przeciwko komuś, ale po prostu w każdym ludzkim spotkaniu. I przyznam się, że jak obserwuję debaty telewizyjne, toczące się już od lat na różne tematy, z różnych okazji historycznych czy aktualnych wydarzeń, to jest mi przykro. Dlaczego? Dlatego że widzę, że to jest spotkanie ludzi, którzy tylko czekają, żeby zniszczyć przeciwnika jakimś swoim sprytem, a nie prawdą. Ośmieszyć go. Ośmieszanie przeciwnika bez prawdy jest metodą, która dziś niestety zakaża nasze wspólnoty rodzinne, społeczne, kościelne i narodowe. Dlatego ja dziś mówię głosem pasterza Kościoła, sam również tej drogi pilnując w mojej wierze: bez odniesienia się do Ducha Świętego nigdy nie będziemy jedno. Ani we wspólnocie Kościoła, bowiem nie rozpoznamy prawdy o Chrystusie, tylko będziemy mówili, że my właściwie jesteśmy bez grzechu i krzyż Chrystusowy nie jest potrzebny i dlatego go profanujemy. Ani we wspólnocie narodowej. Bez odniesienia do Ducha Świętego, którego przyzywamy chociażby w sakramencie małżeństwa, nie będzie trwałego związku między ludźmi. A jeśli nie będzie więzi, nie będzie miłości i odpowiedzialności, a wtedy już prosta droga ku zagładzie. Dlatego też jedność poprzez prawdę, i to z pomocą Ducha Świętego, jest dla nas wszystkich, również kapłanów, zadaniem do końca życia.

Ekscelencjo, jak rozumieć dziś patriotyzm?

Historia Polski nierozerwalnie związana jest z katolicyzmem, ale patriotyzm w jego tradycyjnym pojęciu często jest dziś ośmieszany. Znane jest choćby określenie, jakiego użyła pewna uznana w środowisku „ekspertka” od edukacji piosenkarzy w odniesieniu do jednej z piosenek o ojczyźnie, zaśpiewanej przez młodego chłopca: „bogoojczyźniane bzdety”. Słowo patria znaczy ojczyzna, ale to nie tylko jest ziemia pod naszymi stopami, jakaś konkretna przestrzeń, ale przede wszystkim: kultura, język, wspólnota ludzi, którzy na danym obszarze mieszkają. To jest, jak mawiał C.K. Norwid, pierwsza elementarna karta, którą trzeba czytać. Położenie geograficzne nie jest dla nas jakimś ślepym losem, darem natury z takiego czy innego nadania sąsiadów albo układów międzynarodowych. To jest pewien dar i zadanie, które dzisiaj zostało nam przekazane. Dlatego jesteśmy współodpowiedzialni za to, co odczytujemy jako dziedzictwo historii i jak dzisiaj kształtujemy swoje życie. Również dlatego, by tego nie zatracić, a przekazać następnym pokoleniom – pomnożone, a nie umniejszone – w człowieczeństwie i jego uznanych wartościach. Na tym konkretnym odcinku przestrzeni naszej Ojczyzny mamy określony system wartości, zbudowany na tablicach, czyli Boże Przykazania. One są aktualne nie tylko dziś. Będą aktualne do skończenia świata. To jest również cała Ewangelia i cała historia Kościoła w Polsce. Dlatego właśnie nie sposób dzisiaj odłączyć katolicyzmu od historii narodu. Ktoś, kto to rozrywa, jest krótko mówiąc tym, który nie tylko nie ceni sobie tego dziedzictwa, ale który to dziedzictwo zdradza. Katolicyzm w Polsce nie jest dodatkiem do naszego życia społecznego czy politycznego, ale jest jego bardzo konstytutywnym elementem. Jest jeszcze jedna rzecz, którą chyba nie do końca sobie uświadamiamy i przypominamy. Izrael – jako naród, jako wspólnota – jest dla nas pewnym przykładem. Oni zaistnieli jako bardzo mały naród, ale z wybrania Bożego. Dzisiaj stanowią taką czy inną grupę, nie tylko terytorialną. Oni, choć rozeszli się po całym świecie, na dźwięk Israel – ziemia, ojczyzna, historia czy Bóg – zawsze się zjednoczą. Pomimo że (co jest nawet niezrozumiałe) większość żyjących na terenie Izraela ludzi określa się dziś agnostykami albo nawet niewierzącymi. Kiedy jednak dzieje się jakaś krzywda, wszyscy są jedno. U nas jest akurat odwrotnie. My sobie nie cenimy tego, co ja nazywam za Janem Pawłem II dziedzictwem kulturowym, religijnym, które otrzymaliśmy. Tym samym nie cenimy wspólnoty narodowej. Dzisiaj trzeba sobie postawić jeszcze jedno pytanie związane z patriotyzmem: czy my jesteśmy gotowi do poświęceń? Powtórzę to, co powiedziałem w kazaniu 15 sierpnia 2017 r.: – z bólem przyjąłem, że jeden z młodych chłopców, wypowiadając się w telewizji, mówił: Jestem w mniejszości, ale moją ojczyzną jest Europa, a nie Polska. Polska jako Polska, jako naród, wspólnota, która nas łączy i zobowiązuje do poświęcenia, tak jak było w przypadku młodych ludzi walczących w Powstaniu Warszawskim czy w wojnie z bolszewikami. Dlatego przyjmijmy, że ojczyzna to jest dar, a jednocześnie zadanie idące przez pokolenia. Jesteśmy za nią odpowiedzialni. Jeśli tego nie połączymy, to znaczy, że jesteśmy na drodze ku zatraceniu.

W codziennym zgiełku medialnym, wielości opinii, które do nas docierają, wciąż słyszymy ludzi, którzy usiłują firmować swoje działania nakazami Kościoła. Czynią tak przedstawiciele różnych środowisk, różnych opcji politycznych, także tych, które wyznają ideologię sprzeczną z nauczaniem Kościoła. Wtedy, kiedy jest im tak wygodnie, powołują się na Kościół, a nawet pouczają kapłanów czy wiernych. Jak przeciętny odbiorca tych wszystkich opinii ma się w nich odnaleźć, rozróżnić kłamstwo od prawdy?

Nawiążę do bardzo prostego zadania, które z nami jest związane od Pierwszej Komunii Świętej. Żeby dobrze przeżyć rachunek sumienia, zaczynamy go od modlitwy do Ducha Świętego. Znów powracam do tego tematu. Bez pomocy Ducha Świętego nikt z nas nie jest w stanie wyznać: Panem moim jest Jezus. Nikt z nas, bez pomocy Ducha Świętego, nie będzie się dobrze modlił. Święty Paweł nam to bardzo mocno powiedział, że kiedy nie umiemy się modlić i wyrazić słowami nawet tego, czego pragniemy, to Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Ja pytałbym ludzi, którzy mówią o takich czy innych korektach katolicyzmu, wiary, chrześcijaństwa, jakiegoś zaprzeczenia nawet temu, co przecież jest w chrześcijaństwie, w Ewangelii, pytałbym ich: czy Ty w ogóle jeszcze się modlisz, czy Ty masz jakieś odniesienie do Boga, w imię którego teraz wypowiadasz moją korektę? Oto przykład: ktoś mnie uderza w policzek, a gdy chcę zareagować, natychmiast słyszę: nadstaw drugi! Przecież Pan Jezus to powiedział. Tylko dlaczego nie zauważa się, że Pan Jezus w tej samej Ewangelii, tylko w innym miejscu, pyta się człowieka, który Go uderzył w twarz przed Sanhedrynem: Dlaczego mnie bijesz? Udowodnij, że mówię nieprawdę. Tak samo jest z nami. Wypominają nam, że na Sądzie Ostatecznym Pan Jezus w Ewangelii Św. Mateusza mówi: Byłem głodny, daliście mi jeść. Byłem spragniony – daliście mi pić, byłem przybyszem – przyjęliście mnie, a teraz nie chcecie przyjąć uchodźców, imigrantów, ludzi, którzy uciekają przed śmiercią, wojną. A ja powiem inaczej: Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili. Tak, to odnosi się również do tych bezbronnych, noszonych pod sercem matki. Dlaczego nie przyjmujemy tych, których mamy danych od Boga? Jak to być może, że mówimy o przyjęciu innych, a przegłosowujemy w demokratycznie wybranych parlamentach zgodę na zabijanie nienarodzonych dzieci np. z zespołem Downa czy tych poczętych w wyniku gwałtu bądź z powodu takiej czy innej sytuacji społecznej? Konsekwencją wiary jest obejmowanie całości Ewangelii. Nie ma wybiórczego chrześcijaństwa. Czytajmy Ewangelię w całości!

Ale zawierzmy Bogu, że Kościół ustanowiony przez Chrystusa został zobowiązany do właściwej interpretacji słów Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu wobec ludzi. Dopiero wtedy będziemy mogli być albo świadkami, albo tymi, którzy nie dorastają do łaski wiary podarowanej nam przez Pana Boga.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/5178-abp-waclaw-depo-ojczyzna-to-dar-i-zadanie-idace-przez-pokolenia-nie-ma-jednosci-bez-fundamentu-prawdy-nasz-wywiad

Jak ochrzcić skwer przy krakowskiej kładce Bernatka?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Zawsze bardzo się cieszę, kiedy władza bierze pod uwagę opinie obywateli w ważnych dla nich sprawach.

Tak dzieje się często w Krakowie, gdzie np. w internetowej sondzie zdecydowano o lokalizacji pomnika Armii Krajowej na bulwarze Czerwieńskim pod Wawelem.

Teraz Radio Kraków mobilizuje mieszkańców podwawelskiego grodu do wybrania patrona dla skweru przy kładce ojca Bernatka w Podgórzu, na którym już wkrótce stanie pomnik jednego z największych prezydentów w historii dawnej stolicy Rzeczypospolitej – Juliusza Lea. Warto przypomnieć, że to właśnie on doprowadził w 1915 roku do przyłączenia owej dzielnicy (dawniej odrębnego miasta) do Krakowa.

skwerprzykbRK proponuje trzy znaczące osobistości: oprócz naturalnie nasuwającego się na myśl Juliusza Lea są nimi Tadeusz Kantor (z uwagi na bliskość Cricoteki) oraz zmarły w tym roku Zbigniew Wodecki.

Można również wybrać innego patrona dla podgórskiego skweru (fot. p. Martyna Masztalerz, radiokrakow.pl) zaznaczając taką właśnie opcję i zgłaszając swoją propozycję w komentarzu na stronie:

http://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/krakow/skwer-w-krakowskim-podgorzu-wciaz-nie-doczekal-sie-swojej-nazwy-sonda/?1509100699665

Mam nadzieję, że Rada Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa weźmie pod uwagę wyniki radiowej sondy przy podejmowaniu uchwały w tej sprawie.

krakowniezaleznymk(Od Redakcji): W sobotę (28 października 2017 r.) rano, na 201 oddanych głosów prowadził Zbigniew Wodecki (77%), przed Juliuszem Leo (14%) i Tadeuszem Kantorem (6%), inne 3%.

Oby język giętki nie ranił

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Bardzo nie podoba mi się styl polemik prowadzonych ostatnio wewnątrz obozu „dobrej zmiany”.

Rozumiem, że różnicom zdań w sprawie kluczowych dla Polski przemian trzeba dawać wyraz w sugestywny sposób, ale można i należy powstrzymać się przed wypowiadaniem – nawet w emocjach – słów, które nie przystoją poważnym politykom. Czasami lepiej jest użyć w takich momentach wyrafinowanej ironii, subtelnej drwiny, wymyślnego sarkazmu zamiast łopatologicznego wywodu ujętego w niegrzeczne sformułowania.

ludzietakmajaNajostrzejsze polemiki da się ubrać w elegancką szatę słowną, zwłaszcza jeżeli dotyczą Prezydenta RP oraz ludzi starszych wiekiem, legitymujących się wielkimi zasługami w walce o niepodległość. W polskiej tradycji prowadzenia dyskusji zawsze unikano obrażania takich osób bez względu na ocenę ich aktualnych poglądów i dobrze byłoby zachować ten dobry obyczaj (il. zmianynaziemi.pl).

Nie chcę wymieniać żadnych nazwisk, ani przywoływać szczególnie obraźliwych cytatów, ponieważ mój felieton ma służyć porozumieniu, a nie jątrzeniu. Każdy śledzący nasze życie polityczne czytelnik łatwo domyśli się, o kogo i o jakie wypowiedzi mi chodzi. Mam natomiast nadzieję, że przeczytają go także ci, do których jest on głównie adresowany.

Odszedł „biały anioł” polskiej piosenki

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W wieku 65 lat umarła jedna z najjaśniejszych gwiazd krakowskiej „Piwnicy pod Baranami” – Anna Szałapak.

- To ogromnie smutna i przykra dla nas wiadomość, bo tyle lat pracowaliśmy razem. Ania chorowała kilka lat i dzielnie walczyła – powiedział Polskiej Agencji Prasowej dyrektor kabaretu Bogdan Micek.

Agnieszka Osiecka nazwała ją – z powodu upodobania do ubiorów w tym kolorze – „białym aniołem”, bo miano „czarnego anioła” od samego początku przylgnęło do nie występującej już od dawna w kultowym dla polskiej kultury miejscu Ewy Demarczyk.

Warto jednak pamiętać, że Szałapak była nie tylko znakomitą pieśniarką (zanim związała się z „Piwnicą” występowała w „Słowiankach”), ale również doktorem nauk humanistycznych z zakresu etnografii i antropologii kultury, wieloletnim pracownikiem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Tytuł jej doktoratu: „Szopka krakowska jako zjawisko folkloru krakowskiego na tle szopki europejskiej. Studium historyczno-etnograficzne” predestynował ją do pracy w mieszczącym się przy tej samej linii C-D Rynku Głównego pałacu Krzysztofory, w którym znajduje się największa w Polsce kolekcja tych dzieł sztuki – siedzibie jednego z oddziałów Muzeum.

annaszalapakWspółpracowała z najwybitniejszymi poetami i kompozytorami, m.in. z Ewą Lipską, Michałem Zabłockim, Zygmuntem Koniecznym, Zbigniewem Preisnerem, Janem Kantym Pawluśkiewiczem, Andrzejem Zaryckim, Grzegorzem Turnauem, Andrzejem Sikorowskim, Jackiem Wójcickim i Konradem Mastyło. Szczególna przyjaźń połączyła ją z Osiecką, której teksty śpiewała przez wiele lat (fot. p. Tomasz Cichocki, za: www.annaszalapak.com).

„Będąc antropologiem kultury, Anna Szałapak, miłośniczka i znawczyni tradycji krakowskich, przez wiele lat opiekowała się dorocznym obchodem Lajkonika i organizowała konkursy szopek krakowskich, których jest jurorem, znawcą i wierną admiratorką. Kustosz i kuratorka kilkudziesięciu wystaw szopek ze zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, prezentowanych m. in. w Taorminie, Rzymie, Messynie, Paryżu, Helsinkach, Sztokholmie, Chicago i Lwowie” – napisano na stronie internetowej artystki.

Jej wydana z okazji obchodów 750-lecia lokacji podwawelskiego grodu książka pt. „Legendy i tajemnice Krakowa” zyskała tytuł Krakowskiej Książki Miesiąca Sierpnia 2005.

„Anna Szałapak była laureatką m.in.: Konkursu Programu Pierwszego TVP w 1993 roku za wykonanie piosenki „Zaklinanie, czarowanie”; Nagrody Programu Trzeciego Polskiego Radia Mateusz 97 za osiągnięcia artystyczne, oryginalną interpretację piosenek literackich, niepowtarzalny styl i niezapomniany koncert w Trójce; Złotego Lauru za mistrzostwo w sztuce piosenki literackiej, przyznanego przez Fundację Kultury Polskiej w 2008 roku” – czytamy w depeszy PAP.

Nad grobem „białego anioła” na pewno wybrzmią słowa słynnej piosenki „Piwnicy pod Baranami”:
Przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko na paluszkach.
Szczotkujemy, wycieramy
buty nasze, twarze nasze,
żeby śladów nie zostawić,
żeby śladów nie zostało.

Po Annie Szałapak pozostanie na pewno wiele pięknych śladów.

Czy prof. Hartman jest konsekwentny?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Profesor Jan Hartman tak napisał na swoim blogu w tekście pod tytułem „Podziękowania dla samobójcy” o człowieku, który podpalił się w czwartek po południu pod warszawskim Pałacem Kultury i Nauki: Jeśli ten człowiek umrze, nasz niemrawa i nierówna walka z reżimem PiS będzie miała nowy symbol i nowego bohatera. Stanie się odtąd poważniejsza – bo w polityce powaga jest następstwem czyjejś śmierci. I za to – niezależnie od tego, czy samobójca przeżyje, czy nie – chciałbym mu już dziś z uszanowaniem podziękować.

Przecieram oczy ze zdumienia, że takie słowa mógł napisać filozof specjalizujący się w zagadnieniach etycznych. Pomijam już niestosowność porównania desperata spod PKiN do Ryszarda Siwca, chociaż dla zdeklarowanych wrogów Prawa i Sprawiedliwości obecne rządy są zapewne gorsze od komunistycznego reżimu PRL. Oburza mnie – a sądzę, że nie jestem w tym odosobniony – wyraźne oczekiwanie prof. Hartmana, aby ten człowiek umarł, bo wtedy będzie można wziąć go na sztandar walki z PiS.

Często mawia się, że o ile ornitolog nie musi umieć fruwać, aby dobrze opisywać życie ptaków, a drogowskaz bynajmniej nie podąża we wskazywanym przezeń kierunku, o tyle moralista (specjalista od etyki) winien zaświadczać swoje poglądy własnym przykładem, ponieważ inaczej jest niewiarygodny. Wiemy to od czasów Sokratesa.

Skoro prof. Hartmanowi tak bardzo marzy się ofiara śmiertelna jako symbol walki z PiS, to może powinien osobiście dać dobry przykład, poświęcając swoje życie dla sprawy, którą uważa za ważniejszą od jednostkowej egzystencji.

Kurtuazja i dyplomacja

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Czy młodszy człowiek powinien okazywać szacunek starszemu, zwłaszcza jeżeli bardzo go poważa i wiele mu zawdzięcza? Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: oczywiście.

Czy Prezydent RP jest najważniejszą osobą w państwie i wszyscy – bez względu na płeć, wiek, stanowisko oraz zasługi – mają dawać temu wyraz swoim zachowaniem? Odpowiedź brzmi identycznie.

Andrzej Duda nigdy nie krył i nadal nie kryje ogromnego respektu dla Jarosława Kaczyńskiego często podkreślając jego wybitną rolę w kształtowaniu polskiej rzeczywistości, a także w promowaniu czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości, w tym i niego. Nawet jeżeli pojawiają się między nimi różnice w widzeniu niektórych kwestii, ten szacunek nie zostaje w najmniejszym stopniu naruszony, zwłaszcza że obecny Pierwszy Obywatel RP jest człowiekiem bardzo dobrze wychowanym i przestrzega nie tylko zasad protokołu dyplomatycznego, ale także kieruje się staroświecką kurtuazją.

Piszę to w kontekście dyskusji, jaka toczy się od niedawna w związku z kolejnymi spotkaniami głowy państwa z liderem rządzącego obozu politycznego, a sprowadzającej się do kwestii sposobu witania prezesa PiS przez Prezydenta RP. Niektórzy politycy partii Jarosława Kaczyńskiego uważają, że mimo pełnienia najwyższego urzędu państwowego Andrzej Duda powinien wychodzić przed drzwi pałacu Namiestnikowskiego bądź Belwederu i osobiście wprowadzać do środka swojego gościa. Znawcy protokołu dyplomatycznego zwracają natomiast uwagę, że taka forma zarezerwowana jest wyłącznie dla głów innych państw.

Ponieważ część mediów nagłaśnia ten dylemat, należy spodziewać się dalszych dyskusji i bacznego obserwowania wszystkiego, co dzieje się w zewnętrznie uwidocznionych relacjach między oboma politykami. Problem jednak w tym, że dziennikarze nie są świadkami rozmów na wysokim szczeblu i nie wiedząc, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, skazani są wyłącznie na domysły oraz spekulacje.

Gesty są ważne w każdej dziedzinie życia publicznego, szczególnie zaś w polityce, błędem jest jednakowoż postrzeganie jej wyłącznie przez ich pryzmat. Wielu szeroko uśmiechających się do siebie przy powitaniu i pożegnaniu polityków prowadzi potem bardzo ostre dyskusje w cztery oczy, w których nie dochodzą do porozumienia, bywa też odwrotnie.

Zarzucanie wychowanemu w porządnym krakowskim domu Andrzejowi Dudzie braku kindersztuby wystawia złe świadectwo tym, którzy występują z takim argumentem mającym zdecydowanie bardziej polityczny niż kurtuazyjny charakter. To oni powinni się poważnie zastanowić, czy publiczne wypowiadanie podobnych sądów nie jest przejawem braku szacunku należnego Prezydentowi RP bez względu na ich aktualne relacje z nim.

Narodowe tańce polskie. Polonez

wikipediaZa Wikipedią: „Polonez to reprezentacyjny polski taniec narodowy (dawniej dworski). Pierwowzorem poloneza był taniec pieszy pochodzenia ludowego, tańczony najpierw wśród ludu, znany w swym pierwowzorze – chmielowym, „chodzony” z drugiej połowy XVI i początku XVII wieku, z czasem przyjął się na dworach magnackich. Na dworach królów polskich polonez stanowił element ceremoniału dworskiego, będąc paradą szlachty przed monarchą. Tańczony był na rozpoczęcie balów, również obecnie inauguruje (rozpoczyna) niektóre imprezy, dla podkreślenia ich uroczystego charakteru (np. studniówki).

polonezW zależności od regionu, polonez znany był pod różnymi nazwami: taniec polski, chodzony, pieszy, łażony, wolny, powolny, okrągły, starodawny, staroświecki, chmielowy, gęsi, wielki (fot. Obraz Kornela Szlegela „Polonez pod gołym niebem”).

Istnieje opinia, że nazwa polonez pojawiła się dopiero w latach trzydziestych XVIII wieku, jako spolszczenie francuskiego polonaise; francuskie à la polonaise czy włoskie alla polacca oznaczają „w charakterze poloneza”.

Zapraszamy Państwa do obejrzenia filmu, który współtworzyła i nadesłała do nas p. Dorota Magdalena Kuźnar, dziękujemy ;-)
https://www.youtube.com/watch?v=sgSdsE6b9vo