Kim są protestujący?

adamzyzmanAdam Zyzman

Uczestnicząc w spotkaniu z prezydentem Donaldem Trumpem w Warszawie miałem podwójnego pecha. Pierwszy to ten, że nie udało mi się już wejść na plac Krasińskich i musiałem się zadowolić oglądaniem uroczystości na telebimie ustawionym w połowie ulicy Miodowej, naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADrugi, to fakt, ze gdzieś w pobliżu ustawiła się jakaś niewielka, ale hałaśliwa grupka przeciwników tej wizyty, których wrzasków musiałem słuchać, ale widać takie są koszty demokracji. Problem nie polegał jednak sam fakt wrzasków, zresztą regularnie zagłuszanych przez dominujący na ulicy tłum, ale o ich formę i treść sprowadzającą się w zasadzie do popularyzowania wulgaryzmów w przestrzeni publicznej (co jest ważniejsze: prawo do wyrażania sprzeciwu mniejszości, czy prawo większości do przebywania w przestrzeni publicznej nie niszczonej przez słownictwo powszechnie przyjęte za niestosowne?).

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAle najbardziej rażące było zachowanie protestujących w trakcie składania przez prezydentów Trumpa i Dudę wieńców pod pomnikiem Powstańców warszawskich oraz odgrywania przez orkiestrę pieśni „Śpij kolego w ciemnym grobie”… Kim trzeba być, by zakłócać tak ważny dla Polaków moment patriotycznej uroczystości? Wrogiem Polaków, czy degeneratem? Ale najdziwniejszym jest fakt, że ludzie ci, z tego co wiem, uważają się za najbardziej postępową elitę (tylko czego – Polski, Polaków? Chyba nie!).

OLYMPUS DIGITAL CAMERASwego rodzaju przeciwwagą dla tych ludzi był stojący w pobliżu mężczyzna też protestujący przeciwko pewnemu aspektowi wizyty Trumpa w Warszawie. W rękach trzymał tablicę z hasłem „US Army go to home” z podpisem Zjednoczenie Narodowe, a więc ugrupowania, któremu tzw. media maistreamowe przypisują najgorsze cechy i kreują na największe zagrożenie dla cywilizacji! Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy w momencie składania wieńców pod pomnikiem mężczyzna ten opuścił trzymaną dotąd wysoko tablicę „do nogi” i stał wyprostowany jak struna, a po złożeniu wieńców włączył się w powszechny okrzyk tłumów „Cześć i chwała bohaterom!”. Taki przeciwnik polityczny budzi szacunek, bo jest zaprzeczeniem hołoty wykrzykującej wulgaryzmy i kwestionującej prawo polityka, który wygrał demokratyczne wybory, do składania wizyty w innym suwerennym kraju!