Koniec Nowoczesnej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie było po 1989 roku tak widowiskowego rozpadu partii, z jakim mamy do czynienia w przypadku Nowoczesnej.

Jeszcze w 2016 roku miała ona ponad 20-procentowe poparcie sondażowe, a jej twórca i lider Ryszard Petru dumnie określał się jako lider całej opozycji dystansujący szefa Platformy Obywatelskiej Grzegorza Schetynę.

Ale to właśnie od jego romantycznej eskapady z partyjną koleżanką Joanną Schmidt podczas okupacji Sejmu rozpoczęła się destrukcja ugrupowania, w którym wkrótce władzę przejęła kompletnie pozbawiona nie tylko charyzmy, ale także jakiejkolwiek wyrazistości Katarzyna Lubnauer otoczona przez równie politycznie beznadziejne Joannę Scheuring-Wielgus i Kamilę Gasiuk-Pihowicz.

Ten damski tercet w szybkim tempie sprowadził Nowoczesną do parteru, czyli pod sondażowy próg wyborczy. Było też oczywiste, że panie pokłócą się przy pierwszej okazji i zdołują partię tak, że nie będzie czego zbierać.

Teraz pozostaje tylko zastanawiać się, ilu jej byłych i obecnych członków zasili Platformę Obywatelską, a kto przystąpi do budowy nowego ugrupowania. Skoro opuścił ją już nawet sam Petru, należy spodziewać się różnych scenariuszy. Jedno jest jednak pewne: Nowoczesna przeszła do historii.