Marzec’ 68 – Kolejna manipulacja naszą historią!

adamzyzmanAdam Zyzman

W marcu 1968 r. byłem uczniem i siłą rzeczy co najwyżej obserwatorem, a nie uczestnikiem wydarzeń, ale przez całe życie był on dla mnie aktem walki komunistycznej władzy ze społeczeństwem. Tzw. antysemityzm tych wydarzeń sprowadzał się w mojej ówczesnej perspektywie, do telewizyjnego wystąpienia Gomółki, który ograniczył się do stwierdzenia, że jeśli komuś nie podoba się w komunistycznej Polsce, to zawsze może z niej wyjechać. Ale w niewielkim miasteczku, w którym się wtedy wychowywałem, mimo, że przed wojną, a więc zaledwie dwadzieścia pięć lat wcześniej, było miasteczkiem żydowskim aż w… 70 procentach(!), nie zdarzyło mi się znać kogokolwiek, kto na taki wyjazd się zdecydował lub był do niego zmuszany. Z taką samą świadomością tych wydarzeń spotkałem się też, gdy trafiłem na studia do Krakowa. W środowisku akademickim żywa była pamięć terroru milicyjnego, ORMO-wskiego, SB-ckiego wobec studentów, (bo nie dochodziło jeszcze do takich walk ulicznych, z jakimi mieliśmy do czynienia w stanie wojennym), postaw niektórych naukowców, a nawet dowódcy ówczesnej dywizji desantowej, gen. Edwina Rozłubirskiego, który według legendy miejskiej miał przeciwstawić się rozkazom i zamiast wesprzeć milicję urządził defiladę oddziałów na Błoniach, co zapłacił przeniesieniem na emeryturę.

Świadomość ta obowiązywała także w roku 1981, gdy korzystając z solidarnościowej „odwilży” organizowałem, jako działacz świeżo powstałego Związku Młodzieży Demokratycznej, na terenie Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkanie byłych uczestników z 1968 r. Tłum nie mieścił się w jednej z największych sal Collegium Novum. – Wspominano trasy, którymi uciekano przed bojówkami ORMO udającymi „oburzoną klasę robotniczą”, próby ratowania studentów przez władze uczelni, rolę ówczesnego rektora UJ, prof. M. Klimaszewskiego, który, choć formalnie był członkiem Rady Państwa, był wzywany do Komitetu Wojewódzkiego PZPR i … ganiony, za manifestacyjne obnoszenie się w roli „ofiary” przez prorektora, prof. Adama Bielańskiego i noszenie na temblaku ręki, którą zranił wybuch granatu łzawiącego, wrzuconego przez milicję do Collegium Novum. Przywoływano wydarzenia tragiczne, jak bicie pałkami dziewcząt po biustach, ale i humorystyczne, jak treść ulotki mówiącej o tym, że „Grupa rozwydrzonych profesorów i docentów UJ, pod przywództwem niejakiego Bielańskiego, napadł na przechodzący Plantami bezbronny oddział Milicji Obywatelskiej”. Odczytywano inne ulotki, które uczestnicy spotkania przynieśli tego dnia, traktując jak relikwie. Z zainteresowaniem oglądano nawet kawałek kabla energetycznego, który dla ORMO-wców spełniał rolę pałki… Ale nikt nie wspominał o antysemityzmie! Marzec’68 kojarzył się przede wszystkim z represjami ze strony władzy, zarówno bezpośrednimi w stosunku do manifestującymi, jak i późniejszymi, wobec tych, którym nie udało się uciec i zostali zatrzymani!

Pół wieku po tych wydarzeniach ze zdumieniem dowiadujemy się, że najważniejszym aspektem tych wydarzeń nie były manifestacyjne protesty młodzieży, nie ich bestialskie rozpędzanie, nie represje wobec zatrzymanych, ale prywatne porachunki na szczycie władzy między jedną grupą komunistów, a drugą! Porachunki, które odsunęły od władzy część z nich, a odsunięci woleli opuścić Polskę, niż czuć się przegranymi w kraju, który dotychczas terroryzowali! Co przy tym istotne, jak wynika z różnych danych, ilość osób pochodzenia żydowskiego opuszczających Polskę w latach 1968 – 1971, (nie wszyscy, którzy chcieli dostawali zgodę na emigrację, albo występowali o nią wielokrotnie, a byli też tacy, którzy dorabiali sobie żydowskie pochodzenie, byle tylko opuścić PRL-owski raj) była kilkakrotnie mniejsza niż tych, który opuścili Polskę w roku 1956, tylko, że wówczas uchodzili oni przed rozliczeniami za stalinowski terror.

Sprowadzanie wszystkiego, co działo się w 1968 r. do antysemityzmu, który zmuszał do emigracji, jest skandaliczną manipulacją, gdyż jest to przekreślenie ceny, jaką zapłacili ci, którzy zostali relegowani z uczelni za udział w wielotysięcznych manifestacjach, przekreślenie tych wszystkich działań, które doprowadziły do studenckiego buntu, jak choćby listu twórców w sprawie polityki kulturalnej w PRL, a postawienie na piedestale niewielkiej grupy, wobec której jakiekolwiek represje ograniczały się do utraty lukratywnych stanowisk – wszak nikogo nie dostarczano na słynny peron na Dworcu Gdańskim siłą, a każdy z nich sam występował o zezwolenie na wyjazd i spokojnie pozbywał się zgromadzonego majątku!

A wreszcie skandalem jest, że akt masowego wystąpienia Polaków w obronie dwóch relegowanych z uczelni studentów żydowskiego pochodzenia, który tak naprawdę był niespotykaną manifestacją solidarności z prześladowanymi przez system komunistyczny (bo nikt z manifestujących wówczas w Warszawie nie zwracał uwagi na ich etniczne pochodzenie), jest przedstawiany dziś, jako wybuch polskiego antysemityzmu! I sądzę, że obaj panowie, którzy do dziś pozostają w naszym kraju i dobrze się mają, powinni o tym powiedzieć głośno i podziękować tym tysiącom Polaków, którzy z poczucia solidarności z nimi, poszli w marcu’68 pod milicyjne pałki!