Postawmy „Wstęgę Pamięci” tam, gdzie zdecydowali krakowianie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie wiem, czy jest jakiś pomnik na świecie, który podoba się wszystkim. Spore wątpliwości i kontrowersje budzą zwłaszcza upamiętnienia wielkich ludzi, ważnych organizacji i przełomowych wydarzeń historycznych w nietypowych formach, chociaż powinniśmy już przywyknąć do takich dzieł pamiętając, że i we wcześniejszych epokach wywoływały one protesty, niekiedy nawet burzliwe. Artystyczne nowatorstwo z trudem przebija skorupę generalnie zachowawczych gustów opinii publicznej.

Skoro wybrany przez konkursowe jury projekt monumentu jest już jednak zatwierdzony przez kompetentne władze, lokalizacja wyznaczona, a pieniądze na budowę zebrane, dyskusje powinny się zakończyć. Czas na nie był wcześniej i wtedy przeciwnicy danego dzieła sztuki bądź miejsca jego umieszczenia w przestrzeni publicznej mieli mnóstwo okazji do wyrażenia swoich opinii.

Projekt pomnika Armii Krajowej, który ma stanąć nad Wisłą między Wawelem a Skałką, czyli w bardzo prestiżowym fragmencie Krakowa u jednych może budzić zachwyt, u drugich obrzydzenie, jeszcze innych pozostawiając obojętnymi. „Wstęga Pamięci” jest bowiem nader oryginalnym sposobem uczczenia dziejowej roli największej armii podziemnej Europy w latach II wojny światowej i zdziwiłbym się, gdyby nie prowokowała do wypowiadania kategorycznych sądów estetycznych.

20160919wstega1Jeszcze większe zaniepokojenie budzi lokalizacja pomnika, która – o czym warto przypomnieć – została wybrana 5 lat temu przez samych krakowian w trakcie konsultacji społecznych, które zostały poważnie potraktowane (i bardzo dobrze!) przez władze miasta. Gdyby dzisiejsi przeciwnicy wzniesienia „Wstęgi Pamięci” na bulwarze Czerwieńskim zabrali wówczas licznie głos, być może w plebiscycie zwyciężyłaby konkurencyjna propozycja, np. wymieniane dzisiaj najczęściej puste miejsce po pomniku marszałka Koniewa u zbiegu ulic Armii Krajowej i Zarzecze. Stało się jednak inaczej i trzeba to przyjąć do wiadomości, jeżeli mamy się szczycić tym, że jesteśmy już prawie dojrzałym społeczeństwem obywatelskim.

Protesty nasiliły się zaś dopiero w ostatnich tygodniach, czyli zdecydowanie poniewczasie. Podnoszone są w nich dwa argumenty: że pomnik zaburzy przestrzeń i zmniejszy obszar miejskiej zieleni oraz że trzeba będzie przesunąć rzeźbę psa Dżoka – symbolu psiej wierności.

Jeśli chodzi o pierwsze zastrzeżenie, to wydając zgodę na taką a nie inną lokalizację władze samorządowe Krakowa musiały z czysto proceduralnych powodów uwzględnić uwagi wszystkich jednostek miejskich, które wydają opinie w tego typu sprawach. Gdyby nie ich akceptacja, na pewno nie zostałoby wydane pozwolenie na budowę „Wstęgi Pamięci” w tym konkretnym miejscu. Poza tym nie jest to konstrukcja aż tak gigantyczna, żeby zabrała krakowianom zbyt wiele zieleni.

Gdy idzie o Dżoka, to wystarczy przybliżyć jego rzeźbę do mostu Grunwaldzkiego, przy którym oczekiwał on na swojego tragicznie zmarłego nieopodal pana, czyli ustawić ją w lepszym miejscu, zważywszy topograficzny kontekst.

Ponieważ minął termin do zgłaszania ofert w przetargu na budowę pomnika i nikt się nie zgłosił, prezydent Krakowa profesor Jacek Majchrowski, który jest człowiekiem ugodowym, wykorzystał ten impas proponując spotkanie zainteresowanych stron. Słusznie uważa on, że tak okazały pomnik w tak reprezentacyjnym miejscu powinien łączyć, a nie dzielić mieszkańców podwawelskiego grodu.

Wyrażając uznanie dla jego koncyliacyjnej postawy pozostaję jednakowoż sceptycznie nastawiony, jeżeli idzie o możliwość wypracowania zadowalającego wszystkich konsensusu co do ewentualnej zmiany podjętej już przecież przez Radę Miasta Krakowa ostatecznej decyzji. Obawiam się, że wznowienie dyskusji nie przyniesie pożądanego efektu, a pomnik, który miał już wkrótce stanąć nie zostanie odsłonięty przez następnych kilka lat, co spowoduje, że wielu zaangażowanych w jego budowę kombatantów nie doczeka uroczystego odsłonięcia „Wstęgi Pamięci”.

Ostatnia droga Profesora

alicjarostockaAlicja Rostocka

18 września 2017 roku na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie pochowany został profesor Janusz Marian Sondel (ur. 30 kwietnia 1937 we Lwowie), polski prawnik, profesor nauk prawnych, specjalista w zakresie prawa rzymskiego i prawa w turystyce. Jak podaje Wikipedia „w 2001 został rektorem Wyższej Szkoły Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej, zasiadał w Komitecie Redakcyjnym „Czasopisma Prawno-Historycznego”, był także odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i laureatem Nagrody Miasta Krakowa w dziedzinie nauki i techniki (w 2007 roku)”. Zapraszam Państwa do obejrzenia zdjęć z tej uroczystości: https://photos.app.goo.gl/nC7DsLNQvIEIpRIL2

Narodowe tańce polskie. Polonez

wikipediaZa Wikipedią: „Polonez to reprezentacyjny polski taniec narodowy (dawniej dworski). Pierwowzorem poloneza był taniec pieszy pochodzenia ludowego, tańczony najpierw wśród ludu, znany w swym pierwowzorze – chmielowym, „chodzony” z drugiej połowy XVI i początku XVII wieku, z czasem przyjął się na dworach magnackich. Na dworach królów polskich polonez stanowił element ceremoniału dworskiego, będąc paradą szlachty przed monarchą. Tańczony był na rozpoczęcie balów, również obecnie inauguruje (rozpoczyna) niektóre imprezy, dla podkreślenia ich uroczystego charakteru (np. studniówki).

polonezW zależności od regionu, polonez znany był pod różnymi nazwami: taniec polski, chodzony, pieszy, łażony, wolny, powolny, okrągły, starodawny, staroświecki, chmielowy, gęsi, wielki (fot. Obraz Kornela Szlegela „Polonez pod gołym niebem”).

Istnieje opinia, że nazwa polonez pojawiła się dopiero w latach trzydziestych XVIII wieku, jako spolszczenie francuskiego polonaise; francuskie à la polonaise czy włoskie alla polacca oznaczają „w charakterze poloneza”.

Zapraszamy Państwa do obejrzenia filmu, który współtworzyła i nadesłała do nas p. Dorota Magdalena Kuźnar, dziękujemy ;-)
https://www.youtube.com/watch?v=sgSdsE6b9vo

„Ogień” nadal nie odnaleziony

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie znaleziono szczątków żołnierzy antykomunistycznego podziemia podczas prac archeologicznych przeprowadzonych przez specjalistów z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej na dziedzińcu dawnego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy placu Inwalidów (dawniej Wolności) w Krakowie – poinformował „Dziennik Polski”.

Od dawna podejrzewano, że właśnie tam komuniści mogli zakopać m.in. ciało majora Józefa Kurasia-„Ognia”.

„Przy użyciu koparki badacze z IPN wkopali się w beton i ziemię w dwóch miejscach, które jako miejsce potencjalnego pochówku ludzkich szczątków wskazał georadar. Badanie tym urządzeniem przeprowadził dwukrotnie w tym roku dr inż. Jerzy Ziętek z Katedry Geofizyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie” – czytamy w gazecie.

Georadar nie wykrywa szkieletów, wskazuje jedynie anomalia, które trzeba dopiero sprawdzić tradycyjnymi metodami.

Pracami na pl. Inwalidów kierowali dwaj doktorzy z Instytutu: Tomasz Borkowski z Warszawy i Dawid Golik z Krakowa.

Jak powiedział redakcji „DP” drugi z nich, z relacji, w których posiadaniu jest IPN wynika, iż ciała partyzantów skazanych na śmierć wyrokami Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie oraz poległych w walce z funkcjonariuszami komunistycznego reżimu chowano także poza cmentarzami, m.in. na dziedzińcu WUBP.

„Może chodzić m.in. o braci Franciszka i Stefana Boduchów, członków działającego na ziemi brzeskiej oddziału niepodległościowego pod dowództwem Władysława Pudełki ps. Zbroja. Obaj skazani zostali na karę śmierci, wyrok wykonano 25 listopada 1947 r. najprawdopodobniej w więzieniu przy ul. Montelupich. Potem wszelki słuch o nich zaginął” – napisano w gazecie.

Dziedziniec byłego Urzędu jest miejscem, w którym po raz ostatni widziano ciało „Ognia” leżące na podwórku jako ubeckie trofeum.

„Dwa wytypowane przez specjalistów miejsca sprawdzone zostały za pomocą metod archeologicznych. W ich wyniku ujawniono dwa wkopy, najprawdopodobniej będące kiedyś dołami na wapno, które zostały zasypane gruzem ceglanym oraz śmieciami pochodzącymi z XIX i XX wieku. Pomimo dokładnej eksploracji obydwu dołów do poziomu tzw. calca, nie natrafiono na szczątki ludzkie, jak też nie zanotowano jakichkolwiek śladów po pochówkach w tym miejscu” – poinformował w komunikacie dla mediów Krakowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

jozefkuras22 lutego 1947 roku mjr „Ogień” (fot. Wikipedia) w trakcie obławy grupy operacyjnej Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Ostrowsku na Podhalu próbował popełnić samobójstwo, zmarł jednak dopiero w szpitalu w Nowym Targu, a jego zwłoki przewieziono do Krakowa. Istnieje hipoteza, że mogły być wykorzystywane – jak bywało w podobnych przypadkach – podczas nauki zawodu przez studentów medycyny w Zakładzie Anatomii Opisowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

„Siedzibę WUBP w Krakowie do 1956 r. stanowił kompleks budynków, którego główną częścią był Dom Mieszkalny Profesorów UJ. Bezpieka przejmowała kolejne kamienice tworząc coś na wzór fortecy znajdującej się pomiędzy ówczesnym pl. Wolności oraz ul. Wybickiego (obecnie Królewska), Józefitów i Lea. Według informacji zachowanych w dokumentach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość w czerwcu 1946 r. przetrzymywano w nim prawie 500 osób” – czytamy w „Dzienniku Polskim”.

Katolicki nokaut

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przepraszam za użycie sportowego pojęcia w kontekście wielkiego przeżycia duchowego, jakim była wczorajsza akcja „Różaniec do granic”, ale właśnie ono najlepiej oddaje gigantyczną różnicę między imponującą, obliczaną na około miliona liczbą uczestników jednorazowej, zbiorowej modlitwy (nie tylko na rubieżach Polski), a sumą tych, którzy przyszli w ubiegłym i w bieżącym roku na różnego rodzaju antyrządowe demonstracje.

Nawet zawodowi inżynierowie dusz, którzy z widocznym poczuciem wyższości i lepszego niż u prostaczków Bożych rozumienia istoty chrześcijaństwa wyśmiewali, lekceważyli, obrażali gromadzących się w wielu miejscach – mimo kiepskiej pogody – zorganizowanych oddolnie, a nie przez instytucje kościelne „różańcowych katolików” muszą z pokorą przyznać, że na ich wezwania nigdy nie stawiło się tyle osób.

rozaniecdogranicNa nic nie zdadzą się więc żałosne próby umniejszenia znaczenia tej akcji oraz podważenia jej sensu poprzez nazwanie jej kontrowersyjną, zaściankową, obskurancką, wsteczną, niezgodną z duchem czasu i z nowoczesną papieską posługą Franciszka (il. www.dziennikwschodni.pl). Nie uda się bowiem zafałszować rzeczywistości, choćby zabierali się do tego najlepsi spece od medialnych manipulacji.

A tą twardą rzeczywistością są liczby uczestników poszczególnych wydarzeń, które bardzo łatwo porównać zestawiając ze sobą „Różaniec do granic” z „czarnymi protestami”, manifestacjami przeciw reformie sądownictwa, czy wiecami zwoływanymi przez opozycję. I wtedy niemal automatycznie przychodzi na myśl tytułowe sformułowanie.

Uroczyste obchody 78. rocznicy haniebnej, rosyjskiej agresji na Polskę i Dnia Sybiraka

zbigniewgalicki1Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, przesyłam linkę do zdjęć krakowskich uroczystości z okazji 78. rocznicy sowieckiej agresji na Polskę i Dnia Sybiraka. Przedstawione tu uroczystości odbyły się na Cmentarzu Rakowickim, w Katedrze Wawelskiej i przy Krzyżu Narodowej Pamięci (Krzyżu Katyńskim):
https://photos.app.goo.gl/xs0gBtQKj78Yk7pV2

Umarł wszechstronny artysta

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Są rzeźbiarze specjalizujący się w monumentalnych pomnikach, bywają i tacy, którzy wolą małe formy. Rzadko zdarza się natomiast połączenie tych dwóch talentów na bardzo wysokim poziomie.

Takim artystą był zmarły kilka dni temu w wieku 92 lat profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Bronisław Chromy, jeden z ostatnich uczniów Xawerego Dunikowskiego. Jego dziełami są m.in. rzeźba Chrystusa w nowohuckim kościele Arka Pana, pomnik Żołnierzy Polski Walczącej obok mostu Dębnickiego, Smok Wawelski oraz owce przed Uniwersytetem Rolniczym.

Tak się złożyło, że wiele rzeźb i pomników Chromego stanęło na bulwarach nad Wisłą, bardzo blisko wzgórza wawelskiego. Obok dwóch wymienionych wyżej należy do nich piękne upamiętnienie psa Dżoka – symbolu psiej wierności nieopodal mostu Grunwaldzkiego.

Mało kto wie natomiast, że ten wybitny rzeźbiarz był jednym z założycieli kabaretu Piwnica pod Baranami w 1956 roku. Wielu występujących w nim artystów uwiecznił na pomniku w parku Decjusza obok swojej galerii autorskiej, gdzie umieścił również Fryderyka Chopina.

narcyzwiatrmemorialW bardzo oryginalny sposób uwiecznił Chromy Narcyza Wiatra – „Zawojnę” (fot. Wikipedia) – jednego z dowódców Batalionów Chłopskich zamordowanego po wojnie przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Dokładnie w miejscu jego śmierci na krakowskich Plantach, w pobliżu Poczty Głównej, umieścił na płask symbol Polski Walczącej, w którym wycięte puste miejsca tworzą zarys postaci leżącego człowieka.

Śp. Bronisław Chromy otrzymał w 2005 roku brązowy medal Cracoviae Merenti przyznawany za wybitne zasługi dla podwawelskiego grodu.

Połączyć siły w walce z ZIKiT-em!

adamzyzmanAdam Zyzman

Okazuje się, że działania Zarządu Infrastruktury Komunikacyjnej i Transportu w naszym mieście nie tylko mnie się nie podobają, bo oto tydzień temu, we wtorek 12 sierpnia na ul. Krakowskiej odbyła się kilkusetosobowa pikieta przeciwko decyzjom tej instytucji, dotyczących przede wszystkim likwidacji kilku tysięcy miejsc parkingowych w naszym mieście. Czytając różnorodne hasła pikietujących można było dowiedzieć się, że nie tylko o miejsca parkingowe, tu chodzi, ale w ogóle o politykę Zarządu wymierzoną w zmotoryzowanych mieszkańców podwawelskiego grodu. – Pytałem urzędników, jak mam funkcjonować, mymi niedołężnymi rodzicami, których wożę co jakiś czas do lekarzy i na zabiegi, a nie mogę podjechać samochodem pod ich dom – opowiadał jeden z uczestników protestu. – Usłyszałem, że są tramwaje. A gdy tłumaczyłem, że tramwaje nie podjeżdżają pod przychodnię, to otrzymałem odpowiedź urzędnika, że mam pecha!

Tymczasem większość protestujących uważało, że jeśli uda się stworzyć jednolity front protestu przeciwko obecnym władzom miasta, to pecha powinni mieć urzędnicy ZIKiT i jego kierownictwo, gdy w zbliżających wyborach samorządowych krakowianie wybiorą władzę, której celem będzie dbanie o interesy mieszkańców, a „utrudnianie im życia” (to cytat z wypowiedzi urzędnika ZIKiT) i przerzucanie odpowiedzialności za swoje decyzje na Wojewodę, którego już nie ma. Trzeba tylko jednego: połączenia sił wszystkich niezadowolonych w Krakowie!

Esbecy mają obrońców

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Sojusz Lewicy Demokratycznej zapowiada zbiórkę podpisów pod projektem ustawy przywracającej emerytury w dawnej wysokości byłym funkcjonariuszom komunistycznego aparatu przemocy – poinformowała „Rzeczpospolita”.

Tzw. ustawa dezubekizacyjna, która właśnie weszła w życie, jest zdaniem SLD niesprawiedliwa i niezgodna z konstytucją.

„- Zabiera ona prawa nabyte, stosuje odpowiedzialność zbiorową, jest to łamanie fundamentów demokratycznego państwa prawa. Nasz projekt przywraca należne funkcjonariuszom, emerytom mundurowym należne im świadczenia. Dwa tysiące podpisów niezbędnych do zarejestrowania komitetu trafiły już do marszałka Sejmu. W momencie kiedy zapadnie decyzja o rejestracji komitetu ruszamy ze zbiórką podpisów, których zamierzamy zebrać z górką ponad 100 tysięcy, aby projekt ustawy mógł być procedowany przez Sejm” – powiedział gazecie Andrzej Rozenek, który w czerwcu powrócił do partii i będzie pełnił funkcję pełnomocnika tej inicjatywy ustawodawczej.

Na zebranie wymaganej liczby stu tysięcy podpisów SLD będzie miał trzy miesiące od daty postanowienia Kuchcińskiego o przyjęciu zawiadomienia o utworzeniu komitetu.

„- Złożenie na ręce marszałka Sejmu propozycji zmiany represyjnej ustawy z 16 grudnia poprzedziło blisko 30 spotkań, w których udział wzięło kilka tysięcy osób, których ta ustawa dotknęła – wyjaśnił „Rzeczpospolitej generał Marek Dukaczewski, który będzie pełnił funkcję zastępcy pełnomocnika.

Czy jest jeszcze dzisiaj w niepodległej Polsce 100 tysięcy „sierot po PRL”? Wkrótce się przekonamy, ale myślę, że tak. Pewny jestem natomiast, że Sejm odrzuci ten projekt w pierwszym czytaniu.

Zdeptana stokrotka

Szanowni Państwo !

Zapraszam do obejrzenia naszego najnowszego teledysku z piosenką „Zdeptana stokrotka“, który przygotowaliśmy na 78. rocznicę napaści ZSRS na Polskę:
https://www.youtube.com/watch?v=m-IrUTEza8Y&t=18s

sojuszrosyjskoniemieckiŚpiew: Zespół wokalny el Fuego z Klubu 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim pod kierownictwem artystycznym Katarzyny Borowskiej i Piotra Goljata / Zespół w składzie: Aleksandra Banasiak, Kaja Zdonek, Kamila Kamocka, Bartłomiej Wojciechowski, Bartłomiej Kowalski / Muzyka, wykonanie, miks: Szymon Szewczyk / Miks wokali, mastering: Jacek Strzelczyk (Studio Alone) / Rysunki: Mariusz Nartowski / Animacja: Janusz Mazur / Producent i autor słów: Arkadiusz Kobus (il. Uścisk dłoni oficerów wojsk niemieckich i rosyjskich w Lublinie, 1939, za Wikipedią).

Serdecznie pozdrawiam, Arkadiusz Kobus

Najwyższe krakowskie odznaczenie dla Kłocza

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeden z najbardziej znanych krakowskich duchownych, 80-letni dominikanin ojciec profesor Andrzej Kłoczowski – „Jan”, wieloletni duszpasterz akademicki, popularny kaznodzieja i wykładowca filozofii religii otrzymał wczoraj srebrny medal Cracoviae Merenti.

- To człowiek mądry i odważny. Takim był także w czasach komunizmu – powiedział w laudacji przewodniczący Rady Miasta Krakowa Bogusław Kośmider (wszystkie cytaty za portalem internetowym krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”).

A prezydent profesor Jacek Majchrowski dodał: – Nie mam najmniejszej wątpliwości, że wypełniamy dziś wolę licznych krakowian, którzy zawdzięczają ojcu Kłoczowskiemu swoją formację duchową oraz intelektualną. Na Kłoczowskim wychowały się trzy pokolenia mieszkańców Krakowa. Wskazywał czym jest nadzieja i mądra odwaga. Ze szczerego serca ofiarowujemy mu medal.

andrzejkloczowskiop„Kłocz” (fot. Wikipedia) odpowiedział w swoim stylu: – Od dziś mogę już śpiewać „Krakowiaczek ci ja”, chociaż nie jestem krakowianinem z urodzenia. Chciałbym jednak wygłosić pochwałę Krakowa i jego władz, że posiedli skuteczny sposób oswojenia obcego. Jestem warszawianinem, ale Kraków był zawsze obecny w mojej pamięci, bo jest on własnością całej Polski. Mieszkam tu od 1964 roku. Zrozumiałem, że to jest mój dom i moje miejsce. Kraków oswajałem szczególnie będąc duszpasterzem akademickim, wpierw u boku ojca Tomasza Pawłowskiego. We wdzięcznej pamięci chowam także ojca generała Adama Studzińskiego – kapelana spod Monte Cassino. To był jeden z tych, którzy przenosili pamięć o przeszłości w teraźniejszość. On mnie inspirował. Uczył, że Polsce trzeba służyć w każdym czasie. Polsce czyli człowiekowi w Polsce.

W kuluarach wspominał go m.in. poseł Platformy Obywatelskiej Bogusław Sonik: – Andrzeja poznałem w 1973 roku, gdy jako student pierwszego roku przyszedłem do Duszpasterstwa Akademickiego „Beczka”. Dyskutował z nami o religii i filozofii, wyjeżdżał na obozy duszpasterskie. Był także motorem i wsparciem naszej aktywności także wówczas, gdy stworzyliśmy Studencki Komitet Solidarności. Zawsze można było na niego liczyć. Do dziś pozostał wypróbowanym przyjacielem.

Ojciec „Jan” po ukończeniu historii sztuki w Poznaniu pracował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a w 1963 roku wstąpił do zakonu dominikanów, w którym siedem lat później otrzymał święcenia kapłańskie. Był wieloletnim szefem Katedry Filozofii Religii w Papieskiej Akademii Teologicznej (obecnie Uniwersytet Papieski Jana Pawła II).

„Dla studentów i młodych intelektualistów krakowskich był także mentorem i wsparciem w sprawach społecznych. Wspierał w 1977 r. powstanie Studenckiego Komitetu Solidarności, w 1980 r. Solidarności i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. tego samego dnia zaczął w klasztorze organizować pomoc dla uwięzionych i internowanych. Popularną i długoletnią formą oddziaływania „Kłocza” na dusze i umysły są jego kazania filozoficzne podczas Dwunastek – Mszy św. odprawianych od wielu lat co niedzielę w południe w krakowskim kościele dominikanów przy ul. Stolarskiej” – czytamy na stronie „GN”.

Tegoroczne uroczystości w Arnhem i Driel

stefankaszaStefan Kasza

Przesyłam Państwu zdjęcia z tegorocznych uroczystości w Arnhem (15 września 2017 roku) i Driel (16 września 2017 roku). W uroczystościach wzięli udział kombatanci oraz młodzież z zespołu „Promyki Krakowa”. Wieniec w Arhem składali p. Konstanty Staszkiewicz, ppor. Lech Marian Ziołowski i żołnierze 6. Brygady Powietrznodesantowej z Krakowa im. Generała S. Sosabowskiego oraz Promyki Krakowa. W Driel, po Mszy Świętej w języku polskim, w kościele pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, przy pomniku generała Stanisława Sosabowskiego wieniec złożyli kombatanci, ambasador RP, młodzież i żołnierze a wśród zebranych był także i Autor ;-)
https://photos.app.goo.gl/mMtv3aDZpqEUlvkg1

Słownik krakosko-polski

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Na rozpoczęcie nowego roku akademickiego portal KrkNews przygotował dla zjeżdżających pod Wawel studentów pierwszych lat słownik krakosko-polski, żeby nie popadali w zdumienie słysząc znane sobie wyrazy mające w dawnej stolicy Rzeczypospolitej zupełnie innej znaczenie niż w innych regionach kraju.

krakownajpiekniejszy1akOto on: obwarzanek = precel, borówka = jagoda, bania = kieliszek wódki, chrust = faworki, weźże = weź, kremówka = napoleonka, spaźniać się = spóźniać się, galeria = centrum handlowe przy Dworcu Głównym PKP, otwarli = otworzyli, bańki = bombki na choinkę, weka = bułka wrocławska, na pole = na dwór, brusznica = borówki, rynek = centrum, Czebinia = Trzebinia (fot. p. Andrzej Kalinowski).

Nowo upieczeni żacy z wielu miast powinni szybko nauczyć się tego słownika na pamięć, aby nie mieć problemów w porozumiewaniu się z krakowianami i nie usłyszeć od nich charakterystycznych, lekko pogardliwych: „idze, idze bajoku” lub „słuchojże, klarnecie bosy” z mocnym akcentem na ostatnie sylaby.

Kibice powstańcom

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W przeddzień 73. rocznicy zakończenia Powstania Warszawskiego sympatycy stołecznej Legii przekazali jego weteranom 181 tysięcy złotych.

- Po raz kolejny kibice zrobili dla nas coś wspaniałego. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za okazaną pomoc, bo wiemy, że płynie ona z serca- powiedziała Radiu Zet Halina Jędrzejewska-„Sławka”, która brała udział w PW jako sanitariuszka.

kibicepowstancomPieniądze zebrano w internetowej zbiórce zainicjowanej przez dziennikarza sportowego Krzysztofa Stanowskiego na pokrycie grzywny nałożonej przez UEFA na Legię za patriotyczną oprawę przygotowaną przez jej kibiców na jeden z meczów eliminacyjnych Ligi Mistrzów. Wywiesili oni na jednym z sektorów ogromny transparent z napisem: „Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy zabili 160 tysięcy ludzi. Tysiące z nich to były dzieci” zilustrowany obrazkiem niemieckiego żołnierza strzelającego w głowę małego chłopca (fot. YouTube).

UEFA ukarała klub grzywną w wysokości 35 tysięcy euro. Podczas zbiórki kibicom i wielu innym osobom (często bynajmniej nie sympatyzującym z warszawskim klubem, a nawet odległym od sportu) udało się zgromadzić tę sumę, Legia zrzekła się jednak tych pieniędzy.

Grzywnę opłaciła z własnych środków, a pieniądze ze zbiórki trafiły w całości do Związku Powstańców Warszawskich.

Wizyta Prezydenta RP w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Polskie akcenty

prezydentpllogoW dniach 19-21 września 2017 roku (wtorek-czwartek) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda złoży wizytę w Stanach Zjednoczonych Ameryki, podczas której weźmie udział w debacie generalnej 72. sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. W programie wizyty znalazły się także: we środę, 20 września – Nowy Jork / Spotkanie Prezydenta RP z przedstawicielami świata nauki w siedzibie Fundacji Kościuszkowskiej – Wallington / Złożenie wiązanki kwiatów przez Prezydenta RP pod pomnikiem Kazimierza Pułaskiego i spotkanie Prezydenta RP z Polakami. Tutaj przewidziano uroczystość odznaczenia zasłużonych przedstawicieli Polaków, żyjących w USA oraz wystąpienie Prezydenta RP. We czwartek, 21 września – West Point / Złożenie przez Prezydenta RP wieńca pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki.

Coraz bliżej degradacji Jaruzelskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk napisał na Twitterze, że Wojciech Jaruzelski – którego nazwał renegatem – do końca kadencji straci stopień generała.

Rozumiem, że ma on na myśli kadencję parlamentu, do którego trafił już projekt nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku wojskowym zakładający stworzenie możliwości prawnych dla możliwości pozbawienia stopnia oficerskiego lub podoficerskiego (również pośmiertnie) osób, które z racji ukończonego wieku lub stanu zdrowia nie podlegają obowiązkowi służby wojskowej, albo pełnili ją w organach bezpieczeństwa państwa w okresie PRL. Zdaniem MON proces legislacyjny powinien skończyć się jeszcze w tym roku.Przypominam, że jako pierwsze z wnioskiem o degradację Jaruzelskiego, którego nazwisko symbolizuje zdradę narodową i wiernopoddańczą służbę zniewalającemu Polskę obcemu mocarstwu, wystąpiło Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

W tym duchu wypowiedział się minister Antoni Macierewicz w ostatnią rocznicę wprowadzenia stanu wojennego: – Podejmujemy kroki prawne mające na celu odebranie stopni wojskowych zarówno panu Jaruzelskiemu jak i panu Kiszczakowi. Zbrodniarze odpowiedzialni za działanie zbrojne przeciwko własnemu narodowymi nie zasłużyli na to, by nosić te stopnie wojskowe. Czcimy ludzi takich jak Kukliński, czy Karski, którzy zostali awansowani do stopnia generała, a równocześnie takie stopnie szanujemy i akceptujemy u ludzi, którzy popełnili nie tylko zdradę, ale i zbrodnię. Ci, którzy popełnili zbrodnię powinni być pozbawieni stopni. Ja wobec Jaruzelskiego nie używałbym sformułowania: generał. Zasłużył na potępienie przez historię i społeczeństwo.

Te zdecydowane słowa wzbudziły w wielu środowiskach patriotycznych nadzieję, że bliska jest już chwila, w której ludzie będący przez wiele lat gwarantami sowieckiego panowania w Polsce stracą generalskie szlify i w ten sposób zatriumfuje sprawiedliwość historyczna.

Jaruzelski powiedział kiedyś: „jeśli uznamy Kuklińskiego za bohatera, to znaczy, że my wszyscy jesteśmy zdrajcami”. Wyjątkowo przyznaję rację dyktatorowi stanu wojennego, ale z zastrzeżeniem, że przez „my wszyscy” należy rozumieć nie całość w większości patriotycznej kadry oficerskiej Wojska Polskiego w okresie PRL, a jedynie jego ścisłe kierownictwo, całkowicie zaprzedane Sowietom i gotowe przelewać polską krew w imię imperialnych interesów Kremla.

Od 11 listopada ubiegłego roku Ryszard Kukliński jest generałem brygady. Skoro niepodległa Rzeczpospolita tak godnie uhonorowała jednego ze swoich najdzielniejszych oficerów (czekam jeszcze na zaliczenie go w poczet kawalerów Orderu Orła Białego), to najwyższy już czas, aby generalskie szlify i odznaczenia państwowe utracili zaprzańcy, którzy dobrowolnie zaprzedali się obcemu, wrogiemu Polsce mocarstwu zniewalając na jego rozkaz swoich rodaków z Wojciechem Jaruzelskim – głównym symbolem owego zaprzaństwa – na czele.

Procedowana obecnie nowelizacja o powszechnym obowiązku wojskowym uczyni zadość sprawiedliwości historycznej, zgodnie z którą suwerenne państwo winno czcić swoich bohaterów i piętnować zdrajców. A jest w tej materii sporo do zrobienia, by wspomnieć dwie inne, wciąż jeszcze niezrealizowane propozycje POKiN: odebrania Orderu Virtuti Militari tym, którzy otrzymali je nie za walkę o niepodległość Polski, lecz za wierność sowieckiej racji stanu, często przejawiającą się w mordowaniu i represjonowaniu żołnierzy zbrojnego podziemia po 1945 roku oraz usunięcia z Powązek Wojskowych grobów zdrajców Rzeczypospolitej.

68. rocznica śmierci księdza Władysława Gurgacza

zbigniewgalicki1Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, przesyłam linkę do zdjęć z kościoła parafialnego pw. Miłosierdzia Bożego na os. Oficerskim i Cmentarza Rakowickiego, z uroczystości 68. rocznicy mordu sądowego księdza Władysława Gurgacza, ostatniego kapelana organizacji niepodległościowych:
https://photos.app.goo.gl/s6OKoeTul61aaZaC3

O ulice obrazili się profesorowie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

O film, panie ministrze,
Obrazili się wachmistrze;
O wiersz, panie generale,
Obrazili się kaprale;
O artykuł w tygodniku -
Ordynansi, panie pułkowniku;
O piosenkę, panie majorze,
Żony sierżantów w Samborze;
W radio była audycja:
Obraziła się policja.
Dalej – studenci
Są do żywego dotknięci;
Dalej, księża z Płockiego
Dotknięci są do żywego.
Następnie – związek akuszerek
Ma ciężkich zarzutów szereg:
Że to swawolność, frywolność,
Bezczelność, moralna trucizna,
Że w ten sposób ginie ojczyzna!…
…A po za tym – jest w Polsce wolność.

Ten przedwojenny wiersz Juliana Tuwima przyszedł mi natychmiast na myśl, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego zastępca rezygnują z zasiadania w komisjach przyznających medal Cracoviae Merenti oraz Nagrody Miasta Krakowa.

Jest to ich reakcja na negatywną odpowiedź radnych na propozycję, aby część ulic w ścisłym centrum miasta: Jagiellońska od Świętej Anny do Karola Olszewskiego, Gołębia od Plant do Wiślnej oraz cała Olszewskiego stały się drogami wewnętrznymi UJ. W ten sposób władze uczelni chcą uporządkować ruch i parkowanie w tym rejonie. Mają już podpisaną określającą zasady korzystania z tego fragmentu Starego Miasta umowę z Zarządem Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Ich zdaniem taka zmiana praw właścicielskich części ulic pomoże im w lepszym zarządzaniu terenem. Radni na takie zmiany się jednak nie zgodzili.

„Decyzja nasza podyktowana jest stosunkiem przedstawicieli władz i radnych Miasta Krakowa do kwestii dotyczących Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sądzimy, że tą decyzją wychodzimy naprzeciw głoszonym postulatom, że dość ekspansji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Wyrażamy ogromne zdziwienie, że takie stwierdzenie i jemu podobne określenia pod adresem Uniwersytetu Jagiellońskiego nie spotkały się z adekwatną reakcją Władz Miasta. Nadmieniamy, że w całej swojej 654-letniej historii Uniwersytet nie przeszkadzał miastu ani jego mieszkańcom. Przeciwnie – wielokrotnie wskazywany był jako powód do dumy. Dziękując za dotychczasową współpracę w ramach powyższych Komisji, życzymy dalszej owocnej pracy dla dobra miasta” – czytamy w liście otwartym podpisanym prze profesorów Wojciecha Nowaka (rektor) oraz Jacka Popiela (prorektor do spraw polityki kadrowej i finansowej).

Za cały komentarz niech posłużą strofy Tuwima.

Ilu Polaków zginęło 11 września z rąk morderców, terrorystów?

miroslawborutaks1Mirosław Boruta*

Opracowania i statystki ofiar ataków terrorystycznych na World Trade Center w Nowym Jorku oraz Pentagon i Kapitol (udaremniony), podają, że w zamachach zginęły 2973 osoby (kolejne 26 uznano za zaginione). Wśród nich było sześcioro Polaków: Maria Jakubiak, Dorota Kopiczko, Jan Maciejewski, Łukasz Tomasz Milewski, Anna Pietkiewicz i Norbert Szurkowski (syn Ryszarda Szurkowskiego).

Pamiętajmy jednak, że społeczeństwo Stanów Zjednoczonych Ameryki współtworzyły od końca XIX wieku miliony Polaków, emigrantów z ziem polskich. Ich potomkowie, liczeni współcześnie na 10 milionów osób także zginęli 11 września 2001 roku.

Oczywiście lista wyszukanych polskich i polskobrzmiących nazwisk to kryterium umowne, warto jednak o tej kolejnej, polskiej także ofierze krwi przy okazji rocznicy tych tragicznych wydarzeń wspomnieć. Byli to: Jean Ann Andrucki, Michael George Arczynski, Michael Asciak, Gregg Arthur Atlas, Walter Baran, Kenneth William Basnicki, Nicholas Andrew Bogdan, Martin Boryczewski, John Edwards Bulaga, Jr., John Chipura, Steven Chucknick, Tara E. Debek, Luke A. Dudek, Jennifer Louise Fialko, Carol Ann Flyzik, Steven Elliot Furman, Ronald F. Golinski, Sebastian Gorki, Jon Richard Grabowski, Joseph Grzelak, Matthew James Grzymalski, Marian R. Hrycak, Stephen Huczko, Jr., Virginia May Jablonski, Jake Denis Jagoda, Charles Karczewski, Scott Kopytko, Patricia Kuras, William E. Krukowski, Gary Edward Lasko, Paul Laszczynski, David W. Laychak, John Peter Lozowsky, Edward Joseph Mardovich, Susan J. Miszkowicz, Cheryl Ann Monyak, William David Moskal, John Ogonowski, Linda Mary Oliva, Christopher Orgielewicz, Margaret Orloske, James R. Ostrowski, Joseph Piskadlo, John Rodak, Paul G. Ruback, Francis John Sadocha, Gregory Sikorsky, Joseph Michael Sisolak, John P. Skala, Paul A. Skrzypek, Robert F. Sliwak, Stanley S. Smagala, Jr., Sushil S. Solanki, Colleen Supinski, Kevin Thomas Szocik, Allan Tarasiewicz, Michael Warchola, Alan L. Wisniewski, Frank Thomas Wisniewski, John D. Yamnicky, Myrna Yaskulka oraz Ivelin Ziminski.

* Autor jest doktorem socjologii, napisał m.in. „Nazwisko, tożsamość i więzi rodzinne”, trzecią (po Janie St. Bystroniu i Zofii Kaletowej) w dziejach polskiej humanistyki książkę o kulturowych aspektach polskich nazwisk.

Nieobywatelska wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ileż to razy słyszeliśmy z ust prominentnych polityków różnych partii zapewnienia, że pełniąc wysokie funkcje nigdy nie będą unikać odpowiedzialności, jeżeli w czymś zawinią, nie odmówią pomocy policji, prokuratorom i sądom, gdy zostaną o nią przez nie poproszeni, bez zwłoki stawią się przed obliczem sejmowych komisji śledczych, kiedy tylko zostaną zawezwani, czyli mówiąc najkrócej: nie nadużyją uprzywilejowanej pozycji społecznej.

Takie obietnice padały też i nadal padają ze strony przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, którzy – odwołując się do nazwy tego ugrupowania – równie często jak chętnie podkreślają, że polityk niczym nie różniąc się od tzw. zwykłego obywatela powinien stanowić dla niego wzór propaństwowej postawy zawsze i w pełni respektując prawo, a nawet będąc wobec siebie bardziej wymagający, skoro podlega ciągłej ocenie rodaków.

Łatwo jest formułować piękne tezy, trudniej stosować je w życiu. Właśnie mamy znakomity przykład rozejścia się wzniosłych deklaracji z praktyką. Wiceprzewodnicząca PO, profesor nauk prawnych (!), prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz najpierw nie stawiała się przed sejmową komisją weryfikacyjną, do spraw reprywatyzacji w stolicy, a teraz wyraża zdumienie z powodu zajęcia 12 tysięcy złotych z jej konta bankowego przez urząd skarbowy, który chce w ten sposób zabezpieczyć kwoty niezapłaconych przez nią grzywien za uporczywe odmawianie składania zeznań.

Dbający o swoją reputację polityk nie pozwoliłby sobie na takie postępowanie. Nawet gdyby miał poważne i – w jego rozumieniu – uzasadnione wątpliwości, czy organ, przed którym ma się stawić działa zgodnie z Konstytucją RP, stawiałby się na każde jego wezwanie, jednocześnie prezentując przed nim i przed opinią publiczną swoje zastrzeżenia Jeśli z jakiegoś powodu nałożono by nań zaś grzywnę, uregulowałby ją bez szemrania, po czym dopiero skarżyłby się w sądach.

W tym kontekście pytanie, czy Hannę Gronkiewicz-Waltz można nazwać poważnym i odpowiedzialnym politykiem jest czysto retoryczne.

Wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść…

adamzyzmanAdam Zyzman

Nierzeczywistość w piwnicznym wydaniu

- Kabaret powinien być do wytrzymania. I to przyjemnego wytrzymania! – Niestety, o tej zasadzie Edwarda „Dudka” Dziewońskiego zapomniała krakowska Piwnica pod Baranami inaugurując swój 62 sezon artystyczny, co sprawiło, że z Teatru im. Słowackiego zamiast rozbawiony, wyszedłem mocno zdegustowany. Już na wstępie bowiem zostałem poinformowany, przez Leszka Wójtowicza, że wszystko co jest na zewnątrz teatru, to nierzeczywistość, zaś prawdziwa rzeczywistość jest na scenie, stąd opowieści o straszliwym dyktatorze, łamaniu demokracji, a przede wszystkim cenzurze i kontroli życia artystycznego… Zaniepokoiło mnie to, bo to, za co moje pokolenie kochało „Piwnicę” Piotra Skrzyneckiego od najmłodszych lat, to dar stwarzania poetycznej nierzeczywistości będącej w kontrze do otaczającej nas ponurej rzeczywistości PRL-u. Nierzeczywistości tak uroczej, że na widowni pojawiali się nawet twórcy ówczesnej rzeczywistości, tj. premierzy i ministrowie PRL-u! PRL-u, który dziś z taką nostalgią wspomina Alosza Awdiejew. No, chyba, że to ma być współczesna wersja piwnicznego przeboju „Ta nasza młodość” w jego wykonaniu!

biletpiwnicaNie wiem czy przywoływany co chwilę Piotr Skrzynecki cieszyłby się z takiego odwrócenia ocen rzeczywistości po latach, ale jestem przekonany, że ten mistrz poetyckiego nastroju nie zaakceptowałby na scenie tego, co nam zaoferowano pod koniec programu, czyli występ błazna z husarskimi skrzydłami bijącego w werbel i wywrzaskującego obelgi na lewo i prawo. Już sama charakteryzacja postaci budzi pytanie, czy ta błazenada, to piwniczny wkład w obchody zbliżającej się właśnie rocznicy odsieczy wiedeńskiej? A może chodziło o wpisanie się w „europejskie” trendy obchodów tej rocznicy, polegających na bezczeszczeniu pomnika Jana III Sobieskiego na wiedeńskim Kahlenbergu i uznaniu go za… nazistę! Jakoż tekst wykrzykiwany przez błazna niewiele od tej logiki odbiegał, gdyż sprowadzał się do odarcia z czci wszystkiego, co dzisiejsza opozycja uznaje za negatywne. Na wywrzeszczenie zasłużyło m.in. (dzięki postępowej artykulacji widzom nie udało się wszystkiego wychwycić) i polityka rządu, i 500+, i „pisowskie lizusy” czyli artyści mający inne poglądy polityczne, i „Toruń”, jako symbol Radia Maryja, i „Macierewicz w moherowym berecie”… Byli inni ministrowie rządu i tragedia smoleńska, ONR i nazizm, antysemityzm i patriotyzm, ci którzy śpiewają „Żeby Polska była Polską” i ci którzy cenzurują biednych artystów i „Brocha”… A wszystkie te zjawiska mają jeden cel: dopaść Tuska! Oczywiście przekaz ten był podany, a raczej wywrzeszczany w sposób nie pozwalający na jakąkolwiek refleksję, czy wątpliwość…

I zaraz potem piwniczny hymn „Dezyderata” w wykonaniu całego zespołu! I słowa: wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść…, choć w całym programie nie pozwolono widzom nawet na refleksję niezgodną z obowiązującym trendem. A na koniec konkluzja sprzed lat, że „Piwnica przez lata była wyspą na morzu… ogólnego schamienia”. Tymczasem trzeba było zaledwie dwadzieścia lat, by schamienie prezentowane było pod portretem wielkiego Piotra Skrzyneckiego, a widzowie wychodzili z teatru jeśli nie wzburzeni, to rozczarowani, że tak łatwo i szybko można tę całą poetycką nierzeczywistość przekreślić, byle tylko wpisać się w „jedynie słuszną linię” mainstreamu! I, że może to zrobić zaledwie kilka osób, bo większość artystów robiła wszystko i najlepiej jak umiała, by zadbać o etos Piwnicy!

Czy Sądem Najwyższym kieruje osoba niestabilna psychicznie?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Czytałem już i słyszałem mnóstwo bardzo dziwnych oświadczeń rzeczników prasowych zmuszonych robić z siebie idiotów, żeby uratować nadwątlony prestiż swoich zwierzchników, którym zdarzyło się niezręcznie zachować bądź niefortunnie wypowiedzieć. Taka już jest ich niewdzięczna rola: świecić oczami i wystawiać się na pośmiewisko, byle tylko pomóc zachować twarz pracodawcy.

Od dzisiaj palmę pierwszeństwa dzierży w tej materii rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski. Nie wiadomo, czy poniższe oświadczenie wydał samowolnie, czy też z polecenia swojej przełożonej, ale gdyby okazało się, że zaszedł pierwszy przypadek, to powinien zostać natychmiast wyrzucony za ujawnienie jej niestabilności psychicznej, która wyklucza pełnienie odpowiedzialnej funkcji państwowej.

A oto, co napisał i przekazał mediom: Wobec licznych komentarzy związanych z obecnością Pierwszego Prezesa SN na uroczystości wręczenia przez Pana Prezydenta nominacji Panu Justynowi Piskorskiemu, w imieniu Pani Profesor Małgorzaty Gersdorf proszę o przyjęcie zapewnienia, że w trudnym okresie stresów i przepracowania każdemu z nas zdarzają się kroki bezrefleksyjne, z przeoczeniem specyficznych uwarunkowań, które powinny być brane pod uwagę w działalności publicznej Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.
Podkreślenia wymaga ponadto to, że stanowisko prezentowane dotychczas przez Pierwszego Prezesa SN w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego nie uległo zmianie.

Być może pani prof. Gersdorf przestraszyła się fali hejtu, jaki zalał ją w internecie zaraz po wzięciu udziału we wczorajszej uroczystości odbierania przez prezydenta Andrzeja Dudę ślubowania od nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego wybranego przez Sejm za zmarłego prof. Lecha Morawskiego. Jej obecność na tej ceremonii została bowiem uznana za zdradę uczestników lipcowych protestów przeciwko uchwalonym przez parlament radykalnym zmianom w polskim sądownictwie.

W sieci zawrzało, padły ostre słowa krytyki i zawodu, cała totalna opozycja poczuła się wystrychnięta na dudka przez osobę, która kilka tygodni temu wylewnie dziękowała manifestantom za ich wielkie zaangażowanie w obronę sądowniczego status quo, co przyczyniło się do zawetowania przez Prezydenta RP dwóch z trzech przedstawionych mu do podpisu ustaw.

W tej sytuacji Pierwsza Prezes SN mogła poczuć się niekomfortowo i dwuznacznie. Próbą wybrnięcia z niej jest właśnie powyższe oświadczenie Laskowskiego, które śmiało można jednak nazwać wpadnięciem z deszczu pod rynnę. W sposób oczywisty wynika z niego przecież, że prof. Małgorzata Gersdorf jest przepracowana, zestresowana i nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, co robi.

Lepszego argumentu za potrzebą podania się do dymisji kogoś będącego solą w oku obozu władzy nie wymyśliliby nawet jego czołowi przedstawiciele. Jak może bowiem pełnić najwyższą funkcję w sądownictwie ktoś mający tak poważne problemy z panowaniem nad sobą?

No, chyba że Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego szybko i zdecydowanie odetnie się od tego oświadczenia. Wtedy dymisję powinien niezwłocznie otrzymać jej rzecznik prasowy.