Radosna Majowa Jutrzenka i „podżegający” Domański

adamzyzmanAdam Zyzman

Majowe święto w Krakowie zaskoczyło mnie w tym roku pozytywnie i to dwukrotnie. Pierwszy raz, 2 maja, gdy odpowiadając na apel Prezydenta Andrzeja Dudy o pozostawienie wywieszonych tego dnia flag aż do 11 listopada, postanowiłem kupić dodatkową flagę na wymianę, gdy ta co właśnie wisi u mnie na balkonie ulegnie chociażby zabrudzeniu w wyniku warunków atmosferycznych. Podjechałem do pobliskiej Castoramy, gdzie kupowałem flagi każdemu wychodzącemu z domu dziecku i okazało się, że na stoisku są drzewca do flag, są uchwyty mocujące je do ścian, ale samych flag zabrakło, właśnie w okresie przedświątecznym, jak wytłumaczyła mi obsługa. Wyszedłem ze sklepu trochę rozczarowany, ale i ku memu własnemu zdziwieniu usatysfakcjonowany, że oto polska flaga staje się w naszym kraju towarem coraz bardziej poszukiwanym.

Drugie pozytywne zaskoczenie, to południowe uroczystości w Krakowie 3 maja, po raz pierwszy od lat przebiegające bez widocznych podziałów politycznych i agresji z którejkolwiek ze stron politycznego sporu.

Ale już popołudniowa Lekcja Śpiewania pieśni patriotycznych zakłócona została przez współprowadzącego imprezę, Waldemara Domańskiego. Zaczęło się od zapowiedzi piosenki, która w tym zestawie znalazła się nie wiadomo dlaczego, bo była to piosenka z repertuaru Kabaretu Starszych Panów „Rodzina, ach rodzina” . Dowiedziałem się, że ten sympatyczny i żartobliwy utworek nabiera obecnie w Polsce szczególnej aktualności, w sytuacji, gdy „można wylądować za kratami nie wiadomo nawet za co”. – Trudno polemizować na takiej imprezie z prowadzącym, który wyposażony jest w mikrofon, a widownia nie, ale uświadomienie tysiącom ludzi zgromadzonych na Małym Rynku, że żyjemy w niebezpiecznym reżimie zostało dokonane. W tak niebezpiecznym, że pan Domański nawet się tego reżimu jakoś nie lęka, choć przydałoby się jeszcze podać przykładowe ofiary skazane ostatnio nie słusznie na pobyt za kratami.

A propos skazania. Pan Domański znany jest z tego, że inicjuje różne akcje, które potem propaguje w trakcie kolejnych Lekcji. Tak było i tym razem, gdy na scenę zaprosił zorganizowaną przez siebie grupę „Pogromców Bazgrołów”. Opowiadając o jej działalności i walce ze skutkami pseudograficiarstwa wspomniał o człowieku, który przyjechał do naszego miasta z Poznania, by zniszczyć w Krakowie ponad… 120 elewacji budynków, w tym również zabytków! Człowiek ten został zidentyfikowany, oskarżony i… sprawa się ciągnie już trzy lata, bo sędzia prowadzący sprawę postanowił przesłuchać wszystkich współwłaścicieli zniszczonych nieruchomości, także tych przebywających na stałe za granicą! Pan Domański interweniował już w sprawie praktyk sędziego u prezydenta państwa, u ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i nic. – Sędzia nie został przez ministra ani upomniany, ani ukarany, a więc minister jest bezczynny! – I znów nie było możliwości wytłumaczenia prowadzącemu imprezę, że działania w sprawie także tego sędziego to minister podejmuje wdrażając reformę systemu sprawiedliwości w naszym kraju. Reformę, która przez politycznych przyjaciół pana Domańskiego jest krytykowana i zwalczana także z udziałem sił z zagranicy! A to, co pan Domański zrobił krytykując publicznie ministra, uznać należy nie tylko przez przeciwników reformy, ale także w zgodzie z obowiązującym prawem, za publiczne podżeganie ministra do… złamania niezawisłości sędziowskiej! I dlatego minister Ziobro ani nie nakrzyczał na krakowskiego sędziego, ani go nie usunął z zawodu, gdyż tym powinien zająć się prezes sądu, któremu sędzia podlega, a minister zrobił wszystko, by wprowadzić taki system, który sprawi, że prezesi sądów będą wiedzieli, że biorą pieniądze także za kontrolowanie pracy podległych sobie pracowników!

Ale to nie koniec niekonsekwencji pana Domańskiego, który od kilku lat próbuje przekonać uczestników wydarzenia, że patriotyzm może mieć różne oblicza, nie tylko to prowadzące z szablą lub bagnetem na pole walki o niepodległość. Dlatego też w repertuarze czwartkowej imprezy znalazła się piosenka zespołu „Lady Punk”, o której druga z prowadzących, szefowa kabaretu „Loch Camelot”, Ewa Kornecka, stwierdziła, że pewnie wykonawca tej piosenki i autor, „Jan Borysewicz zdziwi się, gdy się dowie, że napisał piosenkę patriotyczną”. Na podobnej chyba zasadzie znalazły się też dwa utwory Andrzeja Sikorowskiego. W pierwszym autor przekonuje, że postawa „jeść pić kochać”, to też patriotyzm, w drugim już tylko recytowanym, idzie dalej i poucza, że jest patriotyzm lepszy i gorszy. Oczywiście ten jego patriotyzm jest lepszy, a tych, którzy nie noszą długich włosów, śpiewają „disco polo” i myślą narodowo jest znacznie gorszy! Tak zły, że tych Polaków nazywa „rodakami od siedmiu boleści”! Ja rozumiem, że długowłosy dziadunio, użyczający swego autorytetu niemieckiej gazecie o polskim tytule, programowo może nie cierpieć tych, którym w Polsce serce bije narodowo, bo to dla niemieckiej polityki historycznej korzystne, ale żeby z tego tytułu traktować go jak wieszcza, to chyba przesada. Tym bardziej, że wieszczowie w polskiej tradycji zawsze byli narodowi!

Uznając, że brawa dla utworu Sikorowskiego są potwierdzeniem, iż wszyscy na placu zgromadzeni myślą podobnie, pan Domański dotarł do końca spektaklu, gdzie na finał zaproponował odśpiewanie hymnu narodowego. I znów pozwolił sobie na prywatną refleksję, że jest to utwór przez Polaków zapomniany, nieśpiewany, poza lekcjami w szkole i, że szkoda… I znów miał rację tylko dlatego, że to on miał w ręce mikrofon i nie można mu było wytłumaczyć, że to wszystko zależy od środowisk w jakich każdy z nas się obraca. Jeśli w tych, gdzie patriotyzmem jest „jeść pić kochać”, to z pewnością zaśpiewanie tam hymnu narodowego jest „obciachem”. Ale przecież ja sam tylko w kwietniu byłem na pięciu spotkaniach, na których śpiewano gromko „Jeszcze Polska nie zginęła”, a na trzech z nich, także „Boże coś Polskę”, ba, nawet robocze spotkanie z premierem Morawieckim w Krakowie rozpoczęto od odśpiewania hymnu. A więc nie jest tak z tym śpiewaniem hymnu źle, trzeba tylko bywać tam, gdzie padają słowa „Polska”, „naród”, „orzeł biały”… i nie traktować tych ludzi, jako „rodaków od siedmiu boleści”!

Tym czasem pan Domański już się boi, że kolejna Lekcja, 6 sierpnia, ma być nagrywana przez telewizję i nie będzie mógł tak swobodnie się zachowywać. I ma rację! Trudno będzie bowiem wytłumaczyć, że dobór repertuaru rocznicowego będzie taki, iż obok pieśni o tych, którzy dla Ojczyzny „rzucili swój los na stos” znajdą się fantasmagorie, że patriotyzmem jest postawa „jeść pić kochać”, a Polacy, dla których cenne są patriotyczne wartości będą publicznie znieważani, rząd zaś będzie krytykowany i podjudzany do działań niezgodnych z żadnym systemem prawnym.

Na koniec pytanie do władz miasta: Była to kolejna impreza kulturalna w Krakowie w ostatnim okresie, której radosny odbiór został zniszczony przez uprawianie doraźnej polityki przez prowadzącego program. Na część z nich wykupiłem bilety i nikt nie zwrócił mi pieniędzy za zepsucie nastroju. Tym razem za miejskie pieniądze z naszych podatków Krakowianie „codziennie odmawiający pacierze” zostali nazwani „rodakami od siedmiu boleści”! – Czy ktoś nas chociaż przeprosi?