Sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela

davMirosław Boruta

Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha albo ten sam senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela” (Charles Louis de Secondat, baron de La Brède et de Montesquieu – Monteskiusz, O duchu praw, Warszawa 1957, s. 244).

A później w historii państw monarchę zastąpił naród i to on stał się suwerenem. I to od niego, od narodu (ogółu obywateli państwa) pochodzi władza, pochodzą wszystkie trzy.

Dzisiaj zasada trójpodziału władz traktowana jest bardzo umownie, często zanika zupełnie pomiędy władzą ustawodawczą a wykonawczą, chociażby w Polsce, gdzie premier i ministrowie są jednocześnie posłami.

Jednak uporczywe domaganie się przez władzę sądowniczą absolutnej niezależności i niezawisłości jest nadużyciem. Jeśli władza sądownicza wypowiada się na temat dwóch pozostałych, niechaj się nie dziwi, gdy te chcą mieć coś o niej do powiedzenia, do decydowania o niej.

To – dla dobra nartodu i państwa – ma być dialog, negocjacje, współpraca… a nie dyktat. Bądź co bądź wszystkie pochodzą od suwerena, narodu…