Tag Archives: Adam Zyzman

To Niemcy byli beneficjentami rabunku i niszczenia Polski!

adamzyzmanAdam Zyzman

Czy do trwającej dyskusji na temat niemieckich reparacji wojennych można jeszcze cos dodać? – Wydawało mi się, że niewiele, ale przypomniałem sobie, że kilkanaście lat temu, przy likwidacji kolejnej biblioteki zakładowej, którą likwidowano na zasadzie „kto chce, niech bierze, a resztę oddamy na makulaturę” zachowałem książkę, która nikogo wówczas nie interesowała.

tnbbr1Był to XII tom „Documenta occupationis” wydanych w czasach PRL przez Instytut Zachodni zajmujący się od okresu międzywojennego naszymi stosunkami z Niemcami. Ten obszerny tom, to kopie autentycznych dokumentów niemieckich z okresu okupacji niemieckiej, będących aktami prawnymi dotyczącymi eksploatacji ziem polskich i Polaków przez okupanta oraz sprawozdaniami z ich realizacji w poszczególnych jednostkach administracyjnych. Ponad 700 stron to w większości dokumenty niemieckie obrazujące skalę rabunku Polaków i naszej gospodarki zarówno dla potrzeb armii niemieckiej stacjonującej na ziemiach polskich, jak i dla potrzeb gospodarki Rzeszy. Jeśli uświadomimy sobie, że tylko w okresie od 15 lipca do 31 grudnia 1944 roku, a więc w okresie, gdy część Generalnej Guberni została już wyzwolona spod okupacji niemieckiej na potrzeby wojska i „gospodarki zarządu cywilnego” z ziem polskich wywieziono 164 395 wagonów różnorakich dóbr, w tym prawie 3 tysiące wagonów więźniów, to będziemy mieli skalę rabunku.

tnbbr2A wywożono wszystko. Oto z kolejnej tabeli dowiadujemy się, że tylko samego drewna opałowego w okresie od 20 czerwca do 20 września 1944, z samej tylko Białostocczyzny wywieziono 345 wagonów i 63 samochody ciężarowe, w sumie 5503 ton, a przecież część tych ziem została w tym czasie wyzwolona spod okupacji, toteż w następnych miesiącach takim miejscem eksploatacji drewna stało się Ciechanowskie – 266 ton tylko w ciągu jednego miesiąca! Do tego trzeba doliczyć wywóz płodów rolnych – 208 662 tony(!), bydła – 489 618 szt., świń – 38 231 szt., owiec – 110 306 szt. Koni – 35601 szt., a nawet drobiu! I to w zaledwie w ciągu wspomnianego już tylko drugiego półrocza 1944 r. Jednocześnie wywieziono w tym czasie do Rzeszy 150 603 urządzeń i maszyn przemysłowych, zaś w całym roku 1944, ponad 170 tys. robotników przymusowych, którzy trafiali nie tylko do przemysłu, ale w dużej mierze do indywidualnych gospodarstw rolnych, a z pracy ich korzystali bezpośrednio konkretni właściciele tych gospodarstw! – Naziści? – Tak naziści, bo wszyscy niemal Niemcy byli w czasie wojny beneficjentami nazizmu i wojny!

tnbbr3Jeśli więc ktokolwiek mówi, że nasze roszczenia nie mają podstaw, to zapewniam, że mają, a podstawy te wynikają z będących w naszym posiadaniu dokumentów… niemieckich! Przy okazji warto wspomnieć o autorach tego opracowania Eugeniuszu Kozłowskim i Piotrze Matusaku, pracownikach Instytutu Zachodniego, który w ostatnich latach był przez poprzednią władzę przeznaczony do likwidacji, a jeśli chciał przetrwać to proponowano jego kierownictwu wystąpienie o wsparcie do… fundacji niemieckich, co oznaczałoby całkowita zmianę charakteru Instytutu.

tnbbr4I jeszcze pytanie: czy straty spowodowane wywołaną przez Niemcy wojną należy liczyć tylko na podstawie danych o zniszczeniach, rabunku i eksploatacji naszego kraju w czasie samej wojny i okupacji, czy też wystawić im rachunek także za okres 45 lat powojennych, kiedy to w wyniku rozpoczętej przez Niemcy wojny zostaliśmy sprzedani rzeczywistemu zwycięzcy w tej wojnie, Rosji sowieckiej, która nie tylko nas dalej eksploatowała, ale nie pozwalała się też odpowiednio szybko rozwijać!

Przecież, gdyby nie to uzależnienie od Rosji i jej absurdalnej polityki gospodarczej, Polacy mogliby żyć cały ten czas przynajmniej na poziomie nie dotkniętych okupacją Hiszpanów! To też powinno być policzone!

Połączyć siły w walce z ZIKiT-em!

adamzyzmanAdam Zyzman

Okazuje się, że działania Zarządu Infrastruktury Komunikacyjnej i Transportu w naszym mieście nie tylko mnie się nie podobają, bo oto tydzień temu, we wtorek 12 sierpnia na ul. Krakowskiej odbyła się kilkusetosobowa pikieta przeciwko decyzjom tej instytucji, dotyczących przede wszystkim likwidacji kilku tysięcy miejsc parkingowych w naszym mieście. Czytając różnorodne hasła pikietujących można było dowiedzieć się, że nie tylko o miejsca parkingowe, tu chodzi, ale w ogóle o politykę Zarządu wymierzoną w zmotoryzowanych mieszkańców podwawelskiego grodu. – Pytałem urzędników, jak mam funkcjonować, mymi niedołężnymi rodzicami, których wożę co jakiś czas do lekarzy i na zabiegi, a nie mogę podjechać samochodem pod ich dom – opowiadał jeden z uczestników protestu. – Usłyszałem, że są tramwaje. A gdy tłumaczyłem, że tramwaje nie podjeżdżają pod przychodnię, to otrzymałem odpowiedź urzędnika, że mam pecha!

Tymczasem większość protestujących uważało, że jeśli uda się stworzyć jednolity front protestu przeciwko obecnym władzom miasta, to pecha powinni mieć urzędnicy ZIKiT i jego kierownictwo, gdy w zbliżających wyborach samorządowych krakowianie wybiorą władzę, której celem będzie dbanie o interesy mieszkańców, a „utrudnianie im życia” (to cytat z wypowiedzi urzędnika ZIKiT) i przerzucanie odpowiedzialności za swoje decyzje na Wojewodę, którego już nie ma. Trzeba tylko jednego: połączenia sił wszystkich niezadowolonych w Krakowie!

Wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść…

adamzyzmanAdam Zyzman

Nierzeczywistość w piwnicznym wydaniu

- Kabaret powinien być do wytrzymania. I to przyjemnego wytrzymania! – Niestety, o tej zasadzie Edwarda „Dudka” Dziewońskiego zapomniała krakowska Piwnica pod Baranami inaugurując swój 62 sezon artystyczny, co sprawiło, że z Teatru im. Słowackiego zamiast rozbawiony, wyszedłem mocno zdegustowany. Już na wstępie bowiem zostałem poinformowany, przez Leszka Wójtowicza, że wszystko co jest na zewnątrz teatru, to nierzeczywistość, zaś prawdziwa rzeczywistość jest na scenie, stąd opowieści o straszliwym dyktatorze, łamaniu demokracji, a przede wszystkim cenzurze i kontroli życia artystycznego… Zaniepokoiło mnie to, bo to, za co moje pokolenie kochało „Piwnicę” Piotra Skrzyneckiego od najmłodszych lat, to dar stwarzania poetycznej nierzeczywistości będącej w kontrze do otaczającej nas ponurej rzeczywistości PRL-u. Nierzeczywistości tak uroczej, że na widowni pojawiali się nawet twórcy ówczesnej rzeczywistości, tj. premierzy i ministrowie PRL-u! PRL-u, który dziś z taką nostalgią wspomina Alosza Awdiejew. No, chyba, że to ma być współczesna wersja piwnicznego przeboju „Ta nasza młodość” w jego wykonaniu!

biletpiwnicaNie wiem czy przywoływany co chwilę Piotr Skrzynecki cieszyłby się z takiego odwrócenia ocen rzeczywistości po latach, ale jestem przekonany, że ten mistrz poetyckiego nastroju nie zaakceptowałby na scenie tego, co nam zaoferowano pod koniec programu, czyli występ błazna z husarskimi skrzydłami bijącego w werbel i wywrzaskującego obelgi na lewo i prawo. Już sama charakteryzacja postaci budzi pytanie, czy ta błazenada, to piwniczny wkład w obchody zbliżającej się właśnie rocznicy odsieczy wiedeńskiej? A może chodziło o wpisanie się w „europejskie” trendy obchodów tej rocznicy, polegających na bezczeszczeniu pomnika Jana III Sobieskiego na wiedeńskim Kahlenbergu i uznaniu go za… nazistę! Jakoż tekst wykrzykiwany przez błazna niewiele od tej logiki odbiegał, gdyż sprowadzał się do odarcia z czci wszystkiego, co dzisiejsza opozycja uznaje za negatywne. Na wywrzeszczenie zasłużyło m.in. (dzięki postępowej artykulacji widzom nie udało się wszystkiego wychwycić) i polityka rządu, i 500+, i „pisowskie lizusy” czyli artyści mający inne poglądy polityczne, i „Toruń”, jako symbol Radia Maryja, i „Macierewicz w moherowym berecie”… Byli inni ministrowie rządu i tragedia smoleńska, ONR i nazizm, antysemityzm i patriotyzm, ci którzy śpiewają „Żeby Polska była Polską” i ci którzy cenzurują biednych artystów i „Brocha”… A wszystkie te zjawiska mają jeden cel: dopaść Tuska! Oczywiście przekaz ten był podany, a raczej wywrzeszczany w sposób nie pozwalający na jakąkolwiek refleksję, czy wątpliwość…

I zaraz potem piwniczny hymn „Dezyderata” w wykonaniu całego zespołu! I słowa: wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść…, choć w całym programie nie pozwolono widzom nawet na refleksję niezgodną z obowiązującym trendem. A na koniec konkluzja sprzed lat, że „Piwnica przez lata była wyspą na morzu… ogólnego schamienia”. Tymczasem trzeba było zaledwie dwadzieścia lat, by schamienie prezentowane było pod portretem wielkiego Piotra Skrzyneckiego, a widzowie wychodzili z teatru jeśli nie wzburzeni, to rozczarowani, że tak łatwo i szybko można tę całą poetycką nierzeczywistość przekreślić, byle tylko wpisać się w „jedynie słuszną linię” mainstreamu! I, że może to zrobić zaledwie kilka osób, bo większość artystów robiła wszystko i najlepiej jak umiała, by zadbać o etos Piwnicy!

W czyim interesie? Czyli ZIKiT znów w akcji!

adamzyzmanAdam Zyzman

Czy jest ktoś w stanie zrozumieć sposób myślenia i działania urzędników Zarządu Infrastruktury Komunikacyjnej i Transportu w Krakowie, którzy na rok przed wyborami samorządowymi, nie liczą się z opinią mieszkańców i z uporem realizują swoje koncepcje odbijające się negatywnie na Krakowianach. Po zlikwidowaniu kilku tysięcy miejsc parkingowych zabrano się za modernizację ruchu w Alejach Trzech Wieszczów. I choć wszystkie media powtarzają opinię, że decyzje takie szkodzą przede wszystkim mieszkańcom powodując m.in. wyludnianie się centrum miasta, urzędnicy nadal robią swoje. Robią przy tym, niejednokrotnie bardzo złośliwie, bo myślałem, że po likwidacji tysięcy miejsc parkingowych, podobno zgodnie z prawem, urzędnicy pofatygują się na ulice i w wielu miejscach przywrócą te miejsca parkingowe, które przez lata były bezmyślnie likwidowane przez postawienie kolejnego słupka, kosza na śmieci lub parkomatu. A na każdej ulicy znaleźć można miejsca, gdzie wystarczyłoby przesunąć znak drogowy o jeden metr, by wygospodarować dodatkowe miejsce postojowe. To samo dotyczy parkomatów, które o ile się nie mylę mają zasilanie solarne nie sieciowe. Ale ZIKiT nie po to przecież powołano, by dbał o interes mieszkańców i szukał dodatkowych miejsc!

Podobnie jest teraz z prędkością jazdy na Alejach Trzech Wieszczów. Od pół roku czytam różnorodne wypowiedzi ekspertów, że ograniczenie prędkości na tym ciągu ulic utrudni tylko dodatkowo ruch samochodowy, ale w ZIKiT wygrało przekonanie widoczne także u niektórych policjantów drogówki, że najbezpieczniejsza prędkość w ruchu drogowym, to 0 km/godz. Nie pomagają argumenty, że najczęstsze kolizje na Alejach, to zdarzenia w korkach, a nie wówczas, gdy samochody mogą jechać dopuszczalną dotąd 70-ką! Czytam, że specjalnie wynajęta firma przystąpiła do usuwania na tym ciągu komunikacyjnym znaków dopuszczających prędkość wyższą niż w terenie zabudowanym!

W tej sytuacji dalsza dyskusja ze zmianami zaprojektowanymi w głowach urzędników Zarządu nie żadnego sensu, bo wygląda na to, że w urzędzie tym panuje albo ideologiczne zaślepienie – ideami mówiącymi, że ruch samochodowy jest przyczyną wszelkiego zła, albo też obowiązuje zasada całkowitego lekceważenia opinii publicznej i mieszkańców w interesie których władze miasta powinny działać. A może w ZIKiT działa zakamuflowana opcja opozycji politycznej, która ma sprawić, że za te wszystkie wyczyny nikt już w Krakowie, w tych wyborach na prezydenta Jacka Majchrowskiego i jego ugrupowanie nie zagłosuje i wygra kandydat opozycji? Tylko której?

PS. Walki ze zmotoryzowanymi mieszkańcami Krakowa ciąg dalszy… Otóż na remontowanej i zaślepionej ulicy Westerplatte powstał doraźny parking wzdłuż Plant i torowiska, co przejściowo łagodziło skutki decyzji ZIKiT-u. Niestety, któregoś dnia do sprawy ruszyli policjanci, którzy umieszczali mandaty za wycieraczkami wszystkich pojazdów zaparkowanych wzdłuż Plant, bo jak wyjaśniali, na początku tej ulicy stoi znak zabraniający zatrzymywania się i postoju po tej stronie ulicy. Zapomnieli tylko, że znak może i stoi, ale na terenie objętym remontem i żaden z kierowców parkujących nie ma szans go zobaczyć, nie mówiąc już o tym, że samo parkowanie nikomu i niczemu nie przeszkadza, bo jedyny ruch samochodów w kierunku ulicy Mikołajskiej jest prowadzony jednym torem i z prędkością, jak na drogach wewnętrznych parkingu.

Jak władze miasta chcą sparaliżować miasto!

adamzyzmanAdam Zyzman

A ja wciąż o ZIKiT! Ale co mam zrobić? Jego pracownicy uparli się, że swoje pomysły wcielą w życie nawet przy sprzeciwach mieszkańców Krakowa i niesprzyjającym okolicznościom. Takim działaniem jest ostatnio tzw. usunięcie busów z centrum miasta. Nie piszę tego w interesie właścicieli prywatnych firm przewozowych i ich kierowców, którzy swoimi zachowaniami na ulicach niejednokrotnie doprowadzali mnie do szewskiej pasji, ale w interesie pasażerów, którzy od ponad tygodnia są zdezorientowani przy korzystaniu z tego rodzaju komunikacji. Problem bowiem polega na tym, że miasto nie przygotowało odpowiednich dworców dla busów na obrzeżach centrum. A tam, gdzie nawet one są, jak niewykorzystany od lat dworzec autobusowy przy skrzyżowaniu ul. Wielickiej i Powstańców Wielkopolskich, przestał być w tym momencie atrakcyjny, gdyż ewentualna przesiadka na tramwaj nie daje możliwości dojechania do tej części centrum miasta, do której prowadzi ul. Starowiślna, bo zamknięte są ulice Grzegórzecka, Westerplatte i Basztowa.

Skoro jesteśmy przy busach z tego kierunku przyjeżdżających do Krakowa, to warto zwrócić uwagę, że ich rola wzrośnie za kilka tygodni, gdy ilość pociągów kursujących do Wieliczki zostanie ograniczona ze względu na rozpoczęty przez kolej na tej trasie remont. W tej sytuacji ograniczanie komunikacji busów należy uznać, za wyjątkowo bezmyślne działanie!

Dlatego raz jeszcze podkreślam nie jestem przeciwko usunięciu komunikacji autobusowej z centrum miasta, ale trzeba się do tego odpowiednio przygotować! Przede wszystkim należy zaproponować przewoźnikom odpowiednio zagospodarowane dworce autobusowe na całym obrzeżu centrum, a nie zostawić tej sprawy zmartwieniom samych przewoźników. Po drugie skutków skrócenia tras busów w mieście nie powinni odczuć pasażerowie, bo należało im przygotować odpowiednią ofertę przewozów tramwajami. Tymczasem wybrano moment, gdy przewozy tramwajowe stoją na głowie w wyniku prowadzonych remontów, zarówno tych realizowanych przez miasto, jak i przez PKP PLK. Może trzeba było poczekać, aż właśnie w ramach tego ostatniego remontu zrobi się miejsce pod estakadami wiaduktu kolejowego, mającego zastąpić dotychczasowe nasypy? – Można było zrobić plac postojowy pod estakadą w ul. Wita Stwosza, można też go zrobić pod estakadą obok Hali Targowej. Można pomyśleć o znalezieniu dogodnego terenu pod dworzec, gdzieś w rejonie ul. Kapelanka, czy Kamieńskiego. Z podobnym dworcem przy ul. Księcia Józefa wcale nie trzeba czekać aż dojdzie w ten rejon budowa Trzeciej Obwodnicy, bo do tego czasu ludzie muszą jakoś do Krakowa dojeżdżać! Czekanie z dworcem autobusowym na Azorach dla busów kursujących od strony Krzeszowic i Olkusza, na zbudowanie tam linii tramwajowej też wydaje się przesadą! Ale na razie można powiedzieć, że urzędnicy działający w imieniu władz miasta, postanowili zrealizować swoje pomysły jak najszybciej i jak najgorzej, byle skutecznie!

Pytanie tylko co na to miejscy radni, którzy wybrani zostali na te funkcje, by reprezentować interesy mieszkańców?

PS. Ale to nie koniec moich uwag pod adresem ZIKiT, bo właśnie dostałem zapowiedź konferencji prasowej na temat zmian (czytaj: kolejnych utrudnień dla mieszkańców) w strefie parkowania w naszym mieście.

Co wolno dyrektorowi państwowej instytucji?

adamzyzmanAdam Zyzman

Czy instytucje państwowe mogą prezentować stanowisko wrogie aktualnemu rządowi? Czy jakikolwiek rząd tolerowałby kierownictwo podległej mu instytucji manifestującej wrogość wobec programu rządu i podejmowanych przezeń działań? A tak dzieje się w podległym Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej – dowód takich działań na załączonym zdjęciu!

cwdpiCo prawda ktoś powie, że to manifestacja odchodzącego już kierownictwa placówki. Ale według mnie to tolerowanie bezkarności zwolennikom opozycji i działań obrażających godność zdecydowanej większości narodu, sprawiły, że dziś w witrynach państwowego teatru wiszą plakaty opozycji! Dlatego mimo wygasającego kontraktu dotychczasowego dyrektora Klaty domagam się od ministra Piotra Glińskiego rozwiązania stosunku pracy z dyrektorem w trybie dyscyplinarnym, nawet gdyby to miało się stać na kilka dni przed jego odejściem ze stanowiska. To kwestia lojalności urzędników państwowych (dyrektor państwowego teatru jest przede wszystkim urzędnikiem, a artystą jest tylko na takiej zasadzie, jak w innych firmach ekonomista lub inżynier w danej branży), ale przede wszystkim uczciwości władzy wobec swoich własnych zwolenników!

O ZIKiT raz jeszcze

adamzyzmanAdam Zyzman

Mój niedawny tekst na temat działalności Zarządu Infrastruktury Komunikacyjnej i Transportu odebrany został przez niektórych za zbyt jednostronny i zbyt krytyczny. Na szczęście pracownicy opisywanej instytucji postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i udowodnić, że mam rację. Dlatego też w miniony weekend ponownie zdezorganizowano komunikacje tramwajową, bo okazało się, że torowisko na pętli tramwajowej Dworzec Towarowy nie zostało sprawdzone przed rozpoczęciem remontu ulicy Basztowej i nie wytrzymało zwiększonej eksploatacji przez tramwaje linii jadących objazdem i trzeba było doraźnie je naprawiać przez dwa dni! A skutki tej nieroztropności odczuli mieszkańcy Krakowa!

Kim są protestujący?

adamzyzmanAdam Zyzman

Uczestnicząc w spotkaniu z prezydentem Donaldem Trumpem w Warszawie miałem podwójnego pecha. Pierwszy to ten, że nie udało mi się już wejść na plac Krasińskich i musiałem się zadowolić oglądaniem uroczystości na telebimie ustawionym w połowie ulicy Miodowej, naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADrugi, to fakt, ze gdzieś w pobliżu ustawiła się jakaś niewielka, ale hałaśliwa grupka przeciwników tej wizyty, których wrzasków musiałem słuchać, ale widać takie są koszty demokracji. Problem nie polegał jednak sam fakt wrzasków, zresztą regularnie zagłuszanych przez dominujący na ulicy tłum, ale o ich formę i treść sprowadzającą się w zasadzie do popularyzowania wulgaryzmów w przestrzeni publicznej (co jest ważniejsze: prawo do wyrażania sprzeciwu mniejszości, czy prawo większości do przebywania w przestrzeni publicznej nie niszczonej przez słownictwo powszechnie przyjęte za niestosowne?).

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAle najbardziej rażące było zachowanie protestujących w trakcie składania przez prezydentów Trumpa i Dudę wieńców pod pomnikiem Powstańców warszawskich oraz odgrywania przez orkiestrę pieśni „Śpij kolego w ciemnym grobie”… Kim trzeba być, by zakłócać tak ważny dla Polaków moment patriotycznej uroczystości? Wrogiem Polaków, czy degeneratem? Ale najdziwniejszym jest fakt, że ludzie ci, z tego co wiem, uważają się za najbardziej postępową elitę (tylko czego – Polski, Polaków? Chyba nie!).

OLYMPUS DIGITAL CAMERASwego rodzaju przeciwwagą dla tych ludzi był stojący w pobliżu mężczyzna też protestujący przeciwko pewnemu aspektowi wizyty Trumpa w Warszawie. W rękach trzymał tablicę z hasłem „US Army go to home” z podpisem Zjednoczenie Narodowe, a więc ugrupowania, któremu tzw. media maistreamowe przypisują najgorsze cechy i kreują na największe zagrożenie dla cywilizacji! Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy w momencie składania wieńców pod pomnikiem mężczyzna ten opuścił trzymaną dotąd wysoko tablicę „do nogi” i stał wyprostowany jak struna, a po złożeniu wieńców włączył się w powszechny okrzyk tłumów „Cześć i chwała bohaterom!”. Taki przeciwnik polityczny budzi szacunek, bo jest zaprzeczeniem hołoty wykrzykującej wulgaryzmy i kwestionującej prawo polityka, który wygrał demokratyczne wybory, do składania wizyty w innym suwerennym kraju!

Miasto dla mieszkańców, czy mieszkańcy dla miasta?

adamzyzmanAdam Zyzman

- Czy po to wybieramy władze miejskie, by te nam utrudniały życie? – Pytanie na pozór absurdalne, ale okazuje się, że jest miejska instytucja, która takie zadania stawia sobie za cel działania. To Zarząd Infrastruktury Komunikacyjnej i Transportu, biuro podległe krakowskiemu magistratowi, którego działania coraz częściej skierowane są przeciwko interesom mieszkańców Krakowa. Przykładem takiego działania jest choćby pomysł ograniczenia wjazdu samochodami do tzw. strefy C, czyli w rejon ograniczony Alejami Trzech Wieszczów z jednej strony, a ul. Dietla z drugiej. Przy czym urzędnicy wspomnianej instytucji nie ukrywają swych zamiarów i celów, w publicznych wypowiedziach deklarując, że „chodzi o to, by utrudnić wjazd Krakowianom na te ulice!” – Utrudnić wjazd, to utrudnić życie mieszkańcom przez tych, którzy żyją z podatków tych mieszkańców!

Co prawda sprawa ostatnio jakby przycichła, ale może okazać się, że po zakończeniu remontu ul. Basztowej zaskoczy nas nowa organizacja ruchu w tym rejonie, bo, że zmiany będą to pewne, gdyż sam remont jest realizacją innego pomysłu ZIKIT-u, czyli wprowadzenia ruchu jednokierunkowego na pierwszej obwodnicy, mimo braku społecznej akceptacji dla takiego rozwiązania. Ale co tam społeczna akceptacja i głos wyborców, gdy ma się władzę!

Arogancja władzy, w tym głównie właśnie urzędników ZIKIT przejawia się także w innych aspektach, jak choćby uzgodnienia drogowe z inwestorami, którzy dostają zezwolenia budowę w miejscach w ogóle do tego nie dostosowanych. W efekcie w enklawach domków jednorodzinnych pojawiają wielopiętrowe bloki mieszkalne, a wąskie i niedostosowane do takiego obciążenia drogi dojazdowe stają się trasami dojazdowymi najpierw dla pojazdów budowlanych, a potem rzeszy nowych mieszkańców, którzy przy swoim nowym bloku nawet nie mają gdzie parkować, więc parkują na dróżkach, gdzie z trudem mijają się dwa samochody osobowe. Byłem niedawno na takim spotkaniu ludzi pokrzywdzonych z różnych rejonów miasta, którzy skarżyli się na zamienienie ich sąsiedztwa w piekło, ale także na arogancję urzędników, którzy próbują wymusić zgodę mieszkańców na zmianę kategorii drogi, strasząc ich zastosowaniem przepisów specustawy i zniszczeniem ich ogródków. O jawnym łamaniu prawa polegającym na kładzeniu asfaltu na znakach geodezyjnych wyznaczających granicę między drogą publiczną, a granicą indywidualnych działek już nie wspomnę! (Co ciekawe, na spotkaniu nie pojawił się ani prezydent miasta, ani żaden z urzędników ZIKIT, choć byli zaproszeni!)

Niechęć uregulowania stanu prawnego dróg poprowadzonych na prywatnym terenie to kolejny zarzut do tej instytucji. Faktem natomiast jest, że te bezprawne działania Zarządu wspierane są zazwyczaj przez krakowskie media, gdy w końcu właściciel mówi „dość” i np. grodzi w poprzek poprowadzoną przez jego działkę drogę. To on zazwyczaj staje się „czarną owcą”, nie zaś urzędnicy, którzy lekceważą prawo własności i swoją pracę, bo przecież mogli wcześniej nim doszło do sytuacji kryzysowej sprawę rozwiązać, ale tego nie chcieli!

Lekceważenie swojej pracy to kolejny z listy zarzutów pod adresem tej instytucji. Nieraz skutki takiego działania odczułem na własnej skórze, jak choćby wówczas, gdy urzędniczka wydająca mi jednorazowe prawo do wjazdu na Rynek Główny, nie miała pojęcia, którymi ulicami można wjechać na Rynek, a którymi z niego wyjechać, ale próbowała mi wpisać w zezwolenie drogi tak, był jechał… pod prąd.

Ale wiele uwag na ten temat mogą przekazać krakowscy tramwajarze, którzy na swój wewnętrzny użytek ukuli pojęcie „ZIKIT-owskiego remontu torowiska”, czyli takiego, który już w chwili jego zakończenia gwarantuje kolejną naprawę w tym miejscu najpóźniej za kilka dni, jak łączenie pękniętych szyn bez podbicia ich w miejscu uszkodzenia, naprawa jednej szyny, podczas, gdy naprawy wymagają obie szyny toru lub napawanie szyny oporowej na łukach w sytuacji, gdy wymaga ona natychmiastowej wymiany. O naprawianiu tej samej zwrotnicy co kilka dni już nawet nie ma co wspominać.

A mimo tym wszystkim praktykom Urząd Miasta coraz więcej funkcji dotyczących obsługi komunikacji publicznej zabiera z MPK i powierza ZIKIT-owi, ufając, że urzędnicy będą lepiej działać, niż służby MPK. Jaki to ma efekt w praktyce? Pozwólcie, że przytoczę opowieść motorniczego, który pamięta, że jeszcze kilka lat temu błędy w rozkładach jazdy polegające na tym, że wcześniej przyjeżdżający na pętlę tramwaj blokował odjazd temu, który przyjeżdżał później, ale powinien wcześniej odjechać, usuwane były natychmiast. Obecnie takie zgłoszenie wywiesza się na dyspozytorni w zajezdni i … zbiera potwierdzenia innych motorniczych. Jak podpisze się pod wnioskiem dziesięciu tramwajarzy, to wniosek o drobną korektę rozkładu jazdy kierowany jest dopiero do ZIKIT-u, który rozpoczyna… procedurę sprawdzającą! A, że gdzieś tam na przystanku stoi krakowianin i denerwuje się, że od miesiąca tramwaj zawsze spóźnia się o tej samej porze? – Niech stoi, a jak straci cierpliwość i przesiądzie się na samochód, to uniemożliwimy mu dojazd do centrum, bo „takie są trendy na Zachodzie”!

Co obcokrajowcy mają do powiedzenia o Wawelu?

adamzyzmanAdam Zyzman

Pomysł zorganizowania kontrmanifestacji przeciwko środowiskom uniemożliwiającym dostęp Jarosława Kaczyńskiego do grobu jego brata na Wawelu oceniam, jako skuteczny, choć przyznam, że zarówno ja, jak i kilku moich znajomych obawiało się, że ilość kontrmanifestantów będzie niewystarczająca. Na szczęście Ryszard Majdzik zaprosił do współpracy różne środowiska, które przybyły w niedzielny wieczór zamanifestować swoje oburzenie ograniczaniem praw obywatelskich w naszym kraju przez grupę osób, które praktycznie z protestu przeciwko prezesowi PiS uczyniły sobie tylko pretekst, by zaprezentować swoje istnienie. Na szczęście ilość manifestantów po obu stronach była wyrównana, a pod Wawel przybyli także ludzie spoza Krakowa, np. Klub Gazety Polskiej z Bielska-Białej. Plusem kontrmanifestantów było też ich emocjonalne zaangażowanie, podczas, gdy po stronie Obywateli RP większość okrzyków była odtwarzana na głośniki… z telefonów komórkowych (wyjątkiem była jedna kobieta, gotowa nawet i indywidualną dyskusję ideologiczną).

OLYMPUS DIGITAL CAMERADziwactwem protestujących przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu było także ich zachowanie bardziej jak na pikniku, niż na manifestacji oraz dziwne zróżnicowanie zarówno uczestników (nie rozumiem co sprawiło, że ulotki z protestem przeciwko „upartyjnianiu Wawelu” trzymali ludzie azjatyckiego pochodzenia, którzy prawdopodobnie nie rozumieli nawet czym jest Wawel dla Polaków – czy byli tylko dlatego, że ich opłacono?) jak i haseł. Stąd wśród banerów z hasłami w grupie Obywateli RP, pojawiły się takie, jak „Kraków miastem świeckim!”, czy „Wypowiadamy konkordat!”! – Kto wypowiada? – Ano, podpisana była pod tym hasłem jakaś strona internetowa pod tym samym tytułem, ale nikt się do tego nie przyznawał, jakby zdając sobie sprawę, że do takiego aktu potrzebne są decyzje konkretnych instytucji państwowych, a nie powieszenie banneru lub krzyknięcie głupiego hasła. Ale świadczy to o tym, że wśród obywateli RP, środowiska antyklerykalne znajdują dla siebie wsparcie! Różnica między stronami sporu jest więc nie tylko polityczna, ale i cywilizacyjna (można więc domniemywać, że po odrzuceniu zasad cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej dochodzi się do etapu uniemożliwiania innym ludziom odwiedzania mogił bliskich, a wszystko to ze słowami o demokracji na ustach).

OLYMPUS DIGITAL CAMERAEksponowanie haseł antyreligijnych nie przeszkadzało jednak tym ludziom w cytowaniu… religijnych treści, jak choćby fragmentu Ewangelii o obłudnym eksponowaniu swej modlitwy. Można uznać więc, że mamy do czynienia z paranoją lub obłudą protestujących, ale można też powiedzieć o profanacji Pisma Świętego i obrazie uczuć religijnych, gdy obok siebie prezentuje się słowa Chrystusa i wezwanie do świeckości całego miasta, które ma swoich świętych patronów, swoje święte miejsca związane z życiem świętych tegoż Kościoła, który manifestanci chcą zwalczać! A tu już powinna wkroczyć prokuratura!

OLYMPUS DIGITAL CAMERANiestety, organy państwa zachowują się tak, jakby nie zawsze wiedziały kiedy i przeciwko komu interweniować, o czym świadczyło zachowanie pod Wawelem policji, która dla manifestacji „Obywateli RP” zarezerwowała dwa miejsca, po obu przejazdu J. Kaczyńskiego, podczas gdy jego zwolennicy mieli wyznaczone miejsce tylko na Placu Ojca Studnickiego. Podobna nierównowaga była też w dostępie do grup, gdyż o ile na plac O. Studnickiego można było wejść tylko z ulicy Grodzkiej, to dostępu do manifestantów „Obywateli” nikt nie bronił. O wejściu kordonu policji rozdzielającego sztucznie wspólnie protestujących manifestantów Solidarności’ 80 i Klubów Gazety Polskiej już nie wspomnę!

Europo, a gdzie są prawa mniejszości?

adamzyzmanAdam Zyzman

Polska, Węgry i Austria, to kraje, które przez kilka wieków w swej historii borykały się z trudnym sąsiedztwem Imperium Osmańskiego różniącego się od narodów zamieszkujących ich kraje nie tylko ze względów etnicznych, ale przede wszystkim religijnych. Tracąc i odzyskując swe terytoria, ponosząc ofiary tysięcy istnień ludzkich w bitwach i wojnach, a jeszcze więcej w wyniku organizowanych przez najeźdźców rzezi i uprowadzanych w tzw. jasyr, państwa te miały świadomość, że mają do czynienia z wojną cywilizacyjną i religijną jednocześnie, gdyż ich władcy i narody zdawali sobie sprawę, że głównym powodem spotykających ich ze strony Turków nieszczęść jest ich odmienność religijna, która każe najeźdźcom w imię Allacha nieść idee islamu coraz głębiej na europejski kontynent.

Jeśli więc dziś okazuje się, że właśnie te kraje nie godzą się na przyjmowanie islamskich uchodźców, a reszta Europy, która z resztą i przed laty nie kwapiła się z pomocą najeżdżanym przez islamistów krajom (ba, Francja „pierwsza córa Kościoła” potrafiła nawet z Osmanami zawierać sojusze wojskowe przeciwko Austrii Habsburgów!), dziś nie potrafi tego urazu zrozumieć. Wygłasza się nawet groźby pod adresem tych krajów strasząc je karami i przymusem! A co ciekawe czynią to politycy i przywódcy państwowi, którzy przez wszystkie przypadki odmieniają deklaracje na temat swej tolerancji dla różnorodnych odmienności – odmienności religijnych, seksualnych, obyczajowych… Jak zatem ma się ta ich tolerancja do odmienności mentalności narodowych wynikłych z wielowiekowych doświadczeń i urazów? Jeśli obelgą jest nazwanie Cygana Cyganem, to jak można nazwać faszystą Węgra, którego naród przez kilkaset lat cierpiał jarzmo islamu? Jak można straszyć karami i przymusem Austriaków, których stolica niemal cudem nie została zamieniona w kolejne miasto tureckie, a której ludność została uratowana przed niechybną śmiercią? Jak można straszyć konsekwencjami Polaków, którzy, chyba, jako jedyni w Europie ponosili główny ciężar walki z osmańskim islamem, to z nim walcząc, to zawierając pokoje i rozejmy, to tracąc, to znów odzyskując całe połacie swego terytorium? Jeśli można mówić, że odmienność seksualna wynika z wrodzonych genów, to w tym wypadku można powiedzieć, że niechęć do przyjmowania ogromnych rzeszy tzw. uchodźców islamskich wynika z genetycznej pamięci tych narodów i ich wielowiekowego doświadczenia! A było to doświadczenie krwawe i tragiczne, na które składa się pamięć o tysiącach poległych w walkach, czyichś krewnych, czyichś przodków, a nawet czyichś władców, jak było to w przypadku Węgier i Rzeczypospolitej! Na tę pamięć składają się też tysiące bezbronnych mieszkańców miast i wsi, zdobytych przez Turków i wyrżniętych tylko za to, że byli chrześcijanami! Zamordowanych za to samo, za co spotkała śmierć kilka dni temu dzieci i młodzież w Manchesterze, czyli za to, że, jak twierdzą islamiści „uczestniczyli w spotkaniu krzyżowców”!

To jest ta odmienna pamięć historyczna i genetyczna tych narodów, dla której szacunek przysługiwać powinien na równi z odmiennością seksualną, czy obyczajową. Tym bardziej, że nie jest to odmienność agresywna, odrzucająca jakąkolwiek odmienność religijną, gdyż we wszystkich tych krajach można znaleźć mniejszości islamskie wynikające z tych historycznych doświadczeń, które przez lata na ich terytoriach pozostały i zostały zaakceptowane, ale na zasadzie wzajemności, tj. na zasadzie akceptacji przez te niewielkie społeczności islamskie odmienności religijnej otaczających ich społeczeństw i narodów! Dla przykładu polscy Tatarzy nie doznają od kilkuset lat prześladowań ze względu na swe wyznanie, ale jednocześnie tysiące ich przelało krew w obronie polskiej ojczyzny nawet i w czasie ostatniej wojny! Podobnie rzecz ma się na Węgrzech! A więc nie jest to brak akceptacji dla islamu, jako takiego, ale dla islamu, który stawia sobie za cel islamizację Europy, a taki jest cel tych milionów czekających na dokonanie inwazji na Europę w najbliższym czasie.

Jeśli wiec odmienność narodowa jest czymś gorszym od odmienności seksualnej, to przywódcy Europy Zachodniej nie mają prawa do wymawiania słowa „solidarność” i nim nas szantażowania! Jeśli odmienność romska jest w Europie czymś lepszym niż odmienność węgierska czy polska, to jest to tylko hipokryzja, bo postawa przywódców europejskich udowadnia, że nie chodzi tu o odmienność, ale o interesy! Interesy tych, którzy ulegli utopijnym pomysłom szarlatanów marzących o zbudowaniu nowego społeczeństwa europejskiego, a teraz nie są w stanie dać sobie rady z tym zjawiskiem, które sami wywołali i chcieliby ciężar skutków swej głupoty przerzucić na innych! Hipokryzja tym większa, że Węgrzy i Polacy dobrze wiedzą że idee inżynierii społecznej nie sprawdzają się w społeczeństwach i żyją jeszcze ci, którym wciskano pomysły o stworzeniu „człowieka socjalizmu”, o stworzeniu „narodu radzieckiego”, o stworzeniu „odmiennego narodu niemieckiego” (pamiętam ogłaszanie „sukcesu” polegającego na tym, że „język niemiecki w NRD jest już bogatszy o… kilkadziesiąt nowych słów, których nie znają w Niemczech Zachodnich”)… A wszystko to było funta kłaków nie warte!

To samo czeka ideę stworzenia „narodu europejskiego”!

Kto korzysta na dumpingu socjalnym w Polsce?

adamzyzmanAdam Zyzman

Oburzeni wyborczymi wypowiedziami Emmanuela Macrona, kandydata na prezydenta Republiki Francuskiej dotyczącymi ukarania Polski za stosowanie m.in. dumpingu socjalnego, polscy politycy i publicyści popełniają błąd skupiając się na politycznej części jego wypowiedzi, a całkowicie pomijając część ekonomiczną, która z resztą była pretekstem tej jego emocjonalnej wypowiedzi. Mówił bowiem do robotników oburzonych tym, że tracą swoje miejsca pracy, gdyż właściciele firmy przenoszą produkcję swych wyrobów do… Polski. Oczywiście by lepiej zarabiać korzystając na niskich kosztach pracy w naszym kraju. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że kandydat na prezydenta wszystkich Francuzów chronił tą wypowiedzią jednych Francuzów, tych bogatych, przed gniewem drugich Francuzów, tych których z dnia na dzień pozbawiono źródeł utrzymania. Próbował skierować gniew tych ostatnich na Polskę i Polaków, zamiast przyznać, że to Francuzi zgotowali… Francuzom ten los! Nie wspomniał, że dzięki utracie pracy przed setki robotników francuskich i płaceniu za tę samą pracę nawet nie połowę płacy dotąd płaconej we Francji, niektórzy Francuzi i samo państwo francuskie będą zarabiać znacznie więcej niż dotychczas!

Bo autentyczne pretensje do Polski i Polaków mógłby zgłaszać, gdyby płace wypłacane przez francuską firmę, po przeniesieniu produkcji do Polski były na tym samym poziomie, co we Francji. Gdyby w Polsce francuska firma płaciła takie same podatki, jak we Francji! A przecież prawda jest i w tym przypadku zupełnie inna, bo jak zwykle znajdzie sposób, by płacić w Polsce jak najniższe podatki, bo albo nie wykaże żadnego zysku, albo każe swej polskiej spółce-córce płacić dodatkowo za używanie znaku firmowego, myśli organizacyjnej, czy czegoś innego, byle tylko uzasadnić wysokie koszty działania uzasadniające ciągłe straty!

A przecież zamiast grozić Polsce i Polakom Macron mógł zapowiedzieć, że to on, że Francja, jako „starsza unijna siostra” Polski, pokaże nam, jak należy postępować, by zlikwidować socjalny dumping we Wspólnocie i od dnia wygranych przez niego wyborów wszystkie francuskie firmy działające w Polsce zaczną swym pracownikom płacić stawki takie same, jak Francuzom we Francji, że zagwarantują im te same dodatkowe świadczenia i przywileje, że sieć Carrefour zamiast przekonywać ile straci i ile będzie musiał zwolnić pracowników w wyniku wprowadzenia w Polsce zakazu handlu w niedziele, zagwarantuje im taki sam czas pracy, jak we Francji.

Podobne oczekiwania kieruję wobec wielu innych francuskich firm w Polsce od France Telecom aż po koncern PSA przejmujący właśnie polskie zakłady Opla. Niech pokaże innym starym członkom Unii Europejskiej, jak „się wychowuje” takich nuworyszy w UE, jak postkomunistyczne kraje, które zdradziło się dwukrotnie w minionym wieku (raz w 1939 r., a potem w 1945)!

A przecież ten mechanizm, który Emmanuel Macron (fot. Wikipedia) tak krytykuje w Polsce wprowadzili właśnie – Francuzi, Niemcy, Włosi…, którzy uznali, że warunkiem przyjęcia nowych krajów do UE jest potraktowanie ich, jak niegdyś swoich kolonii afrykańskich i azjatyckich, i wprowadzenie w naszych krajach cen europejskich (oficjalnie zwanych rynkowymi), a pozostawienie zarobków na poziomie takim, jak wtedy, gdy tu było panowanie Sowietów, z którymi Francja tak chętnie robiła interesy. Ten dumping ekonomiczny, za który Macron chce Polskę i Polaków karać jest w prostej linii skutkiem właśnie tej neokolonialnej polityki!

A całą resztę wypowiedzi na temat stanu demokracji traktuję już, jak bezwartościowy bełkot, gdy o sposobach walki politycznej wypowiada się przedstawiciel kraju, w którym przeciwko wynikom wyborów protestuje się paląc prywatne samochody, sklepy i publiczne obiekty oraz pałowaniem przeciwników politycznych. Kraju, w którym nawet 1-majowa manifestacja nie może obyć się bez walk ulicznych, kraju, w którym cenzuruje się oficjalnie media zabraniając mówić i pisać prawdy o losie dzieci urodzonych z wadami genetycznymi, kraju, w którym zakazuje się kobietom publicznie nosić symboli swej wiary, a od ponad roku utrzymywany jest stan wyjątkowy ograniczający prawa obywatelskie!

223 rocznica Bitwy pod Racławicami

adamzyzmanAdam Zyzman

4 kwietnia 2017 roku w ramach obchodów Roku Tadeusza Kościuszki, w Racławicach, u stóp pomnika poświęconego zwycięskiej bitwie Insurekcji Kościuszkowskiej odbyły się uroczystości upamiętniające 223. rocznicę Bitwy pod Racławicami. Obchody rozpoczęły się od okolicznościowej mszy św. w miejscowym kościele parafialnym, po której odbył się przemarsz kolumny pod pomnik Bartosza Głowackiego. Występujący w miejscu bitwy goście honorowi uroczystości, Józef Pilch, wojewoda małopolski i senator Marek Pęk, podkreślali szczególną rolę Kościuszki i rozpoczętej przez niego insurekcji w budzeniu ducha patriotycznego we wszystkich warstwach społecznych upadającej wówczas Rzeczpospolitej. – Bitwa pod Racławicami pokazała, że obrona niezależności i wolności narodowej może spoczywać także na warstwie chłopskiej – mówił wojewoda Pilch.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA- Rola Kościuszki w historii narodu polskiego i jego walk o niepodległość sprawiły, że podjęcie jednakowo brzmiącej uchwały o ogłoszeniu roku 200 rocznicy jego śmierci Rokiem Tadeusza Kościuszki, zarówno przez Sejm, jak i Senat stało się wydarzeniem wręcz historycznym – mówił senator Pęk.

Pod pomnikiem Bartosza Głowackiego złożono kwiaty i wieńce oraz odczytano Apel Pamięci, a Kompania Honorowa Garnizonu Krakowskiego WP oddała salwę honorową.

Uroczystości zakończyły się w Gimnazjum w Racławicach, gdzie miejscowa młodzież zaprezentowała przedstawienie okolicznościowe o Tadeuszu Kościuszce. W akademii uczestniczyli także goszczący w tych dniach w Racławicach uczniowie z Ukrainy.

Zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu z uroczystości:
https://goo.gl/photos/8g2Bn5cZmYDDtZzm7

Wyłapmy realizatorów niemieckiej instrukcji w Sejmie!

adamzyzmanAdam Zyzman

Bez względu na ocenę zasadności debata nad wnioskiem opozycji o votum zaufania dla rządu się odbędzie i nie łudzę się, że przywódca PO nie ma świadomości, że rządu nie obali. Jemu chodzi o to, by móc legalnie, bez żadnych ograniczeń proceduralnych krytykować rząd, bo taka jest rola debaty nad tego typu wnioskiem. Ba, możemy być nawet zadowoleni, że debata polityczna prowadzona jest tam, gdzie powinna się odbywać, czyli w parlamencie, a nie na ulicy, gdzie emocje w każdej chwili mogą wymknąć się spod kontroli. Sądzę jednak, że strona rządowa do tej debaty powinna się jednak dobrze przygotować, by nie tylko zamknąć ją z góry do przewidzenia wynikiem głosowania, ale by samą debatę wygrać i wykazać całkowitą miałkość opozycji. Tym bardziej, że PO wybrała na nią szczególnie niekorzystny politycznie dla siebie moment. Dlatego też z uwagą należy słuchać kolejnych wystąpień i analizować ich treść w odniesieniu do słynnej instrukcji nadzorcy polskich tytułów w wydawnictwie Ringier Axel Springer – Marka Dekana. Sądzę, że warto przed debatą sejmową w ten sposób się przygotować.

Wydaje mi się, że doskonałym argumentem byłoby pod koniec dyskusji wykazanie, że posłowie opozycji nie realizują żadnej własnej polityki na rzecz Polski i Polaków, ale wykonują dokładne polecenia z Berlina. Wyobrażacie sobie Państwo takie dokładne wykazanie za pomocą cytatów, że wystąpienia posłów X i Y z opozycji, to realizacja np. punktu 2-go z instrukcji Dekana, a wystąpienia posłów A i B, to realizacja innego punktu instrukcji przysłanej z Berlina!

Można przy tym dywagować, czy posłowie opozycji korzystają z tych samych instrukcji, które wysyłane są do redakcji polskojęzycznych gazet i portali, czy też dostają osobne instrukcje bezpośrednio z Berlina, a może z pobliskiej ambasady, jak bywało to w Warszawie pod koniec XVIII w. Można współczuć posłom, którzy muszą łamać przyjętą powszechnie w naszym kraju logikę myślenia i głosić, że jednocześnie z wygraną Tuska wygrali wszyscy Polacy i Polska, i wraz z przegraną rządu przegrali Polacy i Polska, a z pewnością i takie wypowiedzi padną z trybuny sejmowej. Warto wtedy podkreślić, że do takiej argumentacji przyzwyczajeni są tylko Niemcy, którzy od lat ćwiczą tę karkołomną tezę, że hitleryzm w Niemczech zwyciężył tylko dzięki poparciu większości Niemców i jednocześnie większość Niemców była w latach 33 – 44 ub. wieku przeciwna hitleryzmowi. Ale i tak im to nie wychodzi, więc wymyślili obcych nazistów, którzy prawdopodobnie napadli Niemców i wbrew nim stworzyli III Rzeszę… Niemiecką. Taka karkołomna logika w przypadku Polaków będzie trudna, zarówno do wygłoszenia, jak i niezrozumiała przez odbiorców. Ale instrukcje są po to, by je wykonywać, więc założę się, że próby tej argumentacji z pewnością pojawią się w wystąpieniach posłów opozycji! Trzeba tylko to pokazać polskim wyborcom!

Niech „Kongres” reprezentuje wszystkie kobiety!

adamzyzmanAdam Zyzman

Zapewne w związku ze zbliżającym się Dniem Kobiet organizowany jest kolejny Małopolski Kongres Kobiet, impreza, w której o kobietach mówi się tylko w jednym aspekcie, czyli z punktu widzenia emancypantek. Jak zwykle rodzi się pytanie na ile tego typu impreza jest reprezentatywna dla większości kobiet w Małopolsce i na ile omawiane tam treści i tworzone dokumenty odpowiadają poglądom większości małopolskich kobiet. Że istnieje zagrożenie jednostronnością, która potem będzie upubliczniana i prezentowana, jako jedynie słuszna świadczy chociażby program imprezy, w której programie znajdą się panele dyskusyjne, prelekcje i wykłady poświęcone takim zagadnieniom jak: prawo i rynek pracy, miejsce kobiet w nauce i sztuce, etyka, komunikacja społeczna, zdrowie i aktywność w każdym wieku, wpływ zanieczyszczonego środowiska na zdrowie mieszkańców Małopolski, ale także: „Moc krakowskich emancypantek i możliwość czerpania mocy z ich doświadczeń współcześnie”, „Cyfrowy szklany sufit – czego nie wiesz o ograniczeniach w karierze kobiet i ile nas kosztuje ta niewiedza”, ”Jak skutecznie promować uczestnictwo kobiet w polityce”, ”Naprotechnologia i in vitro – leczenie niepłodności, wspomaganie rozrodczość”, „Kobieta Asertywna”…

Imprezie towarzyszyć mają różne atrakcje i wydarzenia artystyczne, wśród których znajdzie się „Międzypokoleniowy pokaz mody” realizowany przy udziale Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru oraz przedstawienie przygotowane przez Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania „Gorce-Pieniny” czy występ Crazy Accordion Trio.

Podobnie jak w latach ubiegłych, także w tym roku organizatorki ogłaszają plebiscyt na Małopolankę Roku. W programie Kongresu przygotowane zostaną stoiska partnerów, sponsorów i stowarzyszeń działających w Małopolsce, a w innych dniach marca – wydarzenia towarzyszące, m.in. zwiedzanie Muzeum Lotnictwa Polskiego, wycieczki śladami emancypantek krakowskich i kobiet z Kazimierza, spotkanie literacko-artystyczne.

Impreza przedstawiana jest, jako największe w Polsce Południowej, najważniejsze, niekomercyjne wydarzenie społeczno – kulturalne adresowane do kobiet w Małopolsce, dlatego też apeluję do wszystkich kobiet mających różnorodne, nie tylko zgodne z politpoprawnością, poglądy o jak najliczniejszy i aktywny udział w tym wydarzeniu, włącznie z przygotowaniem odpowiednich wystąpień, czy to programowych, czy polemicznych, ale zawsze merytorycznych. Tym bardziej, że udział w spotkaniu jest bezpłatny, a to oznacza, że prawdopodobnie finansowany ze środków społecznych, w tym unijnych, z których korzystać mają prawo wszystkie kobiety, nie tylko te o określonych ściśle poglądach i nie widzę powodu, dla którego nie miałyby w nim wziąć udziału członkinie Klubów Gazety Polskiej, czy Rodziny Radia Maryja!

Onet przed sądem

adamzyzmanAdam Zyzman

Dziś, 16 lutego 2017 roku, w Sądzie Okręgowym w Krakowie odbyła się pierwsza rozprawa przeciwko Onet.pl za użycie zdjęcia ofiary niemieckiego terroru do ilustracji tekstu nt. prostytucji podczas okupacji.

Pozew przeciwko niemieckiemu portalowi złożył Krystian Brodacki, który na zdjęciu opublikowanym 15 marca 2016 r. na portalu onet.pl. przedstawiającego kobiety prowadzone na egzekucję w Palmirach, rozpoznał matkę Pana Krystiana. Ilustrowało ono tekst o… romansach Polek z Niemcami i prostytucji podczas okupacji. 80-letni dziś Krystian Brodacki żąda za znieważenie matki przeprosin oraz 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia, gdyż jak twierdzi, ilustracja dramatycznym zdjęciem kobiet prowadzonych na egzekucję, artykułu, odnoszącego się do tematyki kolaboracji oraz utrzymywania intymnych kontaktów z okupantem, zszokowała go i obruszyła. W swym działaniu powód wspierany jest przez Redutę Dobrego imienia, a przed sądem reprezentuje go współpracująca z Redutą kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPierwsza rozprawa, w trakcie której pan Krystian, ofiara niemieckiego terroru, a teraz także niemieckich manipulacji, podtrzymał swoje stanowisko, podczas, gdy pełnomocnik prawny niemieckiego medium domagał się oddalenia pozwu w całości, trwała zaledwie kilkanaście minut ze względu na niemożność przesłuchania świadka Jakuba Kudły. Ustalono tylko, że pozostali świadkowie nie będą ściągani w przyszłości do Krakowa, lecz przesłuchani zostaną w sądach miejscowych za pośrednictwem wideokonferencji, zaś świadkowie z Berlina i z Pragi złożą zeznania przed polskimi konsulami w tych miastach. Sędzia prowadząca rozprawę próbowała wcześniej doprowadzić do załatwienia sprawy polubownie, jednak reprezentant prawny ONET-tu uznał, że nie ma pełnomocnictw do takich działań. Wobec tego kolejną rozprawę przewidziano na 27 kwietnia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWarto przypomnieć, że Krystian Brodacki jest jedynym synem Marii Brodackiej. W 1939 r. jego ojciec Antoni Stanisław Brodacki zmarł wskutek ran odniesionych w walce z Niemcami w obronie Warszawy. Jego matka, ś.p. Maria Brodacka była córką generała Wojska Polskiego, Władysława Jaxa-Rożen i siostrą kapitana WP Stanisława Jaxa-Rożen. Od pierwszych dni okupacji zaangażowała się w konspirację, działała w organizacji PLAN (Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa). Ukrywała Kazimierza Andrzeja Kotta, dowódcę wydziału bojowego PLAN – Polaka pochodzenia żydowskiego, który 14 stycznia 1940 r. został aresztowany, a 17 stycznia 1940 r. uciekł z więzienia i udał się do mieszkania Marii Brodackiej, która go ukryła, a potem szczęśliwie wyekspediowała z Warszawy. Listy gończe zaopatrzone w fotografię Kazimierza Kotta ukazały się w całym Generalnym Gubernatorstwie. Za pomoc w jego schwytaniu wyznaczono wysoką nagrodę pieniężną. Kotta jednak Niemcy nie schwytali. Maria Brodacka została aresztowana, gdyż wydała ją niańka jej wówczas 2,5 letniego synka Krystiana. Po aresztowaniu Maria Brodacka , przeszła okrutne śledztwo na Gestapo, w więzieniu na ul. Rakowieckiej i na Pawiaku, nie wydając nikogo. W dniu 14 czerwca 1940 roku została rozstrzelana w Palmirach. Krystian Brodacki jest jedynym spadkobiercą Marii Brodackiej.

Jak zostałem manipulatorem…

adamzyzmanAdam Zyzman

W sobotnie przedpołudnie 10 grudnia spotkałem starego znajomego z pracy sprzed lat. Po zdawkowym „Co słychać?” i „W porządku!” mój znajomy przeszedł do komentowania bieżącej rzeczywistości. – To szczyt głupoty, by po sześciu latach ciągle epatować całą Polskę swoimi urojeniami i sentymentami – grzmiał. – Oglądałem na Facebooku, że wreszcie ich zablokowali! Że ludzie protestują przed tymi ekshumacjami!

- Którzy ludzie? – spytałem spokojnie. – Czy ci, którzy właśnie dzięki ekshumacjom dowiedzieli się, że nie wiadomo, gdzie są ciała ich bliskich? Znam brata Piotra Nurowskiego i wtedy w kwietniu dzwoniłem do niego z kondolencjami. Dzisiaj nie wiem jak się zachować, bo co powiedzieć człowiekowi, który dla polityki był zwyczajnie oszukiwany za każdym razem, gdy szedł na grób swego brata?

Znajomy znów zareagował emocjonalnie. – Takich s(…)synów, którzy za to odpowiadają, powinno się skazać na wieloletnie więzienie! Szczególnie tych z pierwszych stron gazet! – wykrzykiwał.

- Ale, by do tego doprowadzić, trzeba znaleźć gdzie spoczywa ciało. Trzeba dalszych ekshumacji, trzeba przypominać, że państwo jest to winne tym, którzy zginęli i ich rodzinom – wyjaśniałem powoli.

- Tak! Tak! Trzeba doprowadzić do zrobienia porządku po latach – emocjonował się dalej znajomy.

- I dlatego potrzebne są te miesięcznice… – podsunąłem mu argument zbyt szybko, bo nagle przerwał mi zdenerwowany.

- Ale po co wychodzić z tym na ulice?

- No, żeby wymóc to na prokuraturze, bo przez sześć lat nie można było tego od niej uzyskać – tłumaczyłem.

- No, niby racja… – Po czym żachnął się – Ale ty mnie zmanipulowałeś! Omal nie przyznałem ci racji, że miesięcznice są potrzebne! – krzyknął.

- No, ale sam przyznałeś mi rację, że protesty przeciwko ekshumacjom są głupotą… – próbowałem wrócić do wątku.

- Nieprawda! To te procesje są bez sensu! – upierał się.

- To jak doprowadzisz do tego, by ci którzy tak skrzywdzili rodziny Walentynowicz, Nurowskiego, czy Handzlika odpowiedzieli za to?

- Musi na to być jakiś sposób – mruczał odchodząc wyraźnie na mnie obrażony, że nie podzielam jego poglądów. – To przecież manipulacja, demagogia…

Domagam się reasumpcji głosowania!

adamzyzmanAdam Zyzman

Dla wszystkich trzeźwych obserwatorów polskiej sceny politycznej jest jasne, że piątkowa awantura w Sejmie sprowokowana przez opozycję miała na celu niedopuszczenie do przegłosowania ustawy dezubekizacyjnej. Niestety, strona rządowa, a raczej Marszałek Sejmu, dała się sprowokować na tyle, że pozwoliło to opozycji uzyskać maksimum tego, co w tej sytuacji mogła uzyskać. Największym bowiem jej sukcesem jest nie uczestniczenie w głosowaniu nad tą ustawą. W ten sposób posłowie opozycji nie narazili się wyborcom z obu stron, bo ani tym milionom otrzymującym głodowe emerytury w porównaniu z emeryturami SB-ckimi, ani też byłym SB-om i ich rodzinom, choć ludzka uczciwość wymagała, by głosowali za obniżeniem uposażeń emerytalnych, tych, którzy kiedyś ich prześladowali. Proszę sobie wyobrazić ulgę takiego Grzegorza Schetyny, który jako były działacz NZS-u nie musiał podnosić ręki za ograniczeniem emerytur tych, którzy go kiedyś pałowali, a jako przywódca partii utworzonej z inicjatywy środowisk tajnych służb, nie musiał przeciwko temu protestować!

Marszałek Kuchciński przenosząc obrady do innej Sali nie tylko dał komfort nie decydowania takim, jak Schetyna, ale jeszcze dał pretekst do podnoszenia przez nich argumentu o niekonstytucyjności tej ustawy i dyskusja na temat tych wątpliwości będzie się ciągnąć przez następne miesiące. Tym bardziej, że opozycja zawsze znajdzie usłużnych profesorów prawa, którzy znajdą podstawy prawne do takiej interpretacji, a jeśli nie znajdą, to je sprokurują!

Dlatego proponuję powtórzenie tego głosowania jeszcze w najbliższych dniach, ale w formie reasumpcji tamtego głosowania, czyli bez konieczności wznawiania dyskusji nad projektem ustawy, ale za to na sali plenarnej Sejmu i w obecności na sali przedstawicieli opozycji, by zmusić ich do ujawnienia tym głosowaniem swojego stosunku do problemu emerytur SB-eckich. Niech staną przed dylematem, czy bronić dochodów SB-ów, swych dysponentów, i narazić się większości społeczeństwa, które skazane jest na głodowe emerytury, często znacznie niższe od tych, jakie i tak się oferuje tym, którzy gnębili Polaków w ich własnym kraju. Czy też zachować się uczciwie, ale tym samym narazić się środowisku SB-ów i spodziewać się rozpadu swych ugrupowań w wyniku cofnięcia parasola ochronnego nad swoimi ugrupowaniami! Dyscyplina partyjna i tak gwarantuje pozytywny wynik ponownego głosowania, a przy okazji będzie to piękny ukłon w stronę opozycji, by ta mogła brać udział w głosowaniu i wytrącenie im z ręki argumentu o niekonstytucyjności!

Czego nie wyartykułował prof. Musiał?

adamzyzmanAdam Zyzman

W czasie ostatniej rozprawy w dniu 21 listopada, z powództwa Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej przeciwko ZDF i jej produkcji, czyli serialu „Nasze Matki, nasi ojcowie”, zeznawał prof. Bogdan Musiał, który jak się okazało, był konsultantem przy realizacji filmu dokumentalnego który był emitowany równolegle ze wspomnianym serialem, ale w późnych godzinach wieczornych, choć przy okazji zapoznał się też z materiałem filmowym przygotowanym do serialu oraz z pełnym jego scenariuszem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAProfesor opowiadał jak doszło do nawiązania współpracy z niemiecką telewizją publiczną oraz o jego uwagach do nakręconego materiału i scenariusza, który zawierał ewidentne absurdy historyczno-geograficzne, jak choćby ten, gdy mieszkańcy pacyfikowanej wsi pod Bydgoszczą posługują się językiem… ukraińskim, czy scena polskich chłopów, którzy z bronią w ręku wraz Niemcami przeszukują lasy za Żydami. – Zwracałem uwagę, że już samo pojawienie się chłopów z bronią spowodowałoby ich rozstrzelanie przez tych Niemców – mówił profesor Musiał przed krakowskim sądem.

Moją uwagę w zeznaniach pana Profesora wzbudziła jednak opowieść o propozycji współpracy, że strony ZDF, którą przedstawiciel telewizji rozpoczął od pytania, czy prof. Musiał, jako Polak nie będzie miał oporów przeciwko wyjaśnianiu relacji: Armia Krajowa, a antysemityzm. – Wytłumaczyłem mu, że istniał problem Armia Krajowa a wrogość wobec Niemców, istniał problem Armia Krajowa, a bolszewizm, szczególnie w kontekście, gdy ZSRS stał się członkiem koalicji antyniemieckiej, ale nie było żadnego problemu Armia Krajowa – polscy Żydzi – wyjaśniał przed sądem profesor Musiał, ale jak dodał – Moi rozmówcy jakby tego wyjaśnienia nie zrozumieli i nadal starali się drążyć ten temat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERATyle profesor Musiał przed sądem i tyle fakty. Nikt jednak nie starał się zrozumieć dlaczego pracownicy niemieckiej telewizji nie przyjęli wyjaśnienia swego rozmówcy, jako opisu konkretnego stanu rzeczy, że taki problem dla dowódców Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego nie istniał! A rzecz jest całkiem prosta jeśli tylko uświadomimy sobie, że antysemityzm jest stałą częścią składową niemieckiej mentalności. Nawet 75 lat powojnie! Te pytania to dowód ich nierozumienia, że można było gdziekolwiek traktować Żydów inaczej niż w Niemczech, tzn. nie prześladować ich. W niemieckiej mentalności nie mieści się sytuacja, by Żydów w państwie traktować tak, jak II RP, za zwykłych obywateli! Nie dociera do nich, że jeśli w środowisku rządu emigracyjnego rozważano jakiekolwiek rozwiązanie problemów narodowościowych po wojnie, to pierwsze miejsce w tych rozważaniach zajmowali przede wszystkim Ukraińcy, nie Żydzi! I tę mentalność skażoną notorycznym antysemityzmem Niemcy starają się upowszechniać w całej Europie, a aktualna ich rola w Unii Europejskiej jeszcze im w tym sprzyja. To, że na siłę starają się podzielić z innymi narodami odpowiedzialnością za zbrodnie Zagłady wynika zarówno z chęci przerzucenia części tej odpowiedzialności na innych, ale także z tego, że nie mieści się im w głowach, że jakiekolwiek państwo mogło traktować w tamtych czasach Żydów inaczej niż oni. – Skoro byli Żydzi, to musiał istnieć antysemityzm! – To dla nich naturalne!

PS. Pisząc o różnicach między III Rzeszą, a II Rzeczpospolitą nie kwestionuję istnienia antysemityzmu w naszym kraju, ale zwracam uwagę, że nie miał on charakteru instytucjonalnego w postaci polityki wewnętrznej państwa, a wszelkie jego przejawy traktowane były zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa karnego, nawet wtedy, gdy Franek z Ickiem dali sobie zbyt mocno po pysku w obronie „swojej dziewczyny”, a co współcześnie próbuje się przedstawiać w kategoriach narodowościowych.

Nie trzeba nam takiego importu z Warszawy!

adamzyzmanAdam Zyzman

Przyzwyczailiśmy się do tego, że Filharmonia Dowcipu Waldemara Malickiego, to rozrywka lekka, na dobrym poziomie muzycznym, choć jeśli idzie o dowcip, to przez lata organizatorzy korzystali ze starych sław kabaretowych Laskowika i Federowicza, których ostatnie występy nie zawsze błyszczały dowcipami pierwszej próby. Być może dlatego panowie (piszę panowie, bo w trakcie występu okazało się, że, poza Waldemarem Malickim, scenarzystą i reżyserem spektakli jest Jacek Kęcik i to on prawdopodobnie odpowiada za ostateczny obraz spektaklu) postanowili zrezygnować z usług kolegów i sami zająć się satyrą, czy raczej polityką, bo treść niektórych dowcipów wydawała się być pisana na kolanie i dostosowywana do aktualnego dnia. A był to dzień w Krakowie wyjątkowy, bo 11 listopada, Święto Narodowe, w którym artyści z Warszawy postanowili obchodzić swoje 10-lecie w naszym mieście.

Jakoż, że próby wywołania reakcji widowni komentarzami pod adresem ministra kultury, że nie dotuje tak doskonałego przedsięwzięcia, nie przynosiły specjalnego efektu panowie postanowili zagrać „panem z widowni”, którym okazał się wyjątkowo gorliwy „patriota”. Jak na „patriotę” przystało zaczął więc przyganiać artystom, że w takim dniu brak na scenie utworów patriotycznych i narodowych i w zasadzie niczego innego nie potrafił powiedzieć. Autorzy, by jeszcze dobić krakowian przedstawili swego ograniczonego intelektualnie krytyka, jako… nauczyciela lokalnej szkoły średniej(!), a ich reakcją na jego postulaty było wykonanie utworu znanego z filmu „Kabaret”, w którym miła melodia ludowa zmienia się w marsz hitlerowskich oddziałów!

W ten sposób próbowano nie tylko ośmieszyć patriotów przedstawiając ich, jako ograniczonych osobników bez poczucia humoru, którzy wszędzie chcieliby widzieć i słyszeć akcenty patriotyczne, ale też zasugerowano czym patriotyzm grozi całemu społeczeństwu. Do panów z Warszawy nie dotarło chyba, że większość osób na widowni była już tego dnia na mszach za Ojczyznę, na manifestacjach i marszach, śpiewała pieśni patriotyczne w tramwaju, na Rynku, w domach z Radiem RMF, a na koniec dnia przyszła na koncert muzyki łatwej, lekkiej i przyjemnej i oczekuje, by nie psuto im go politykierstwem i to podanym w tak prostacki sposób. Kraków ma swoich KOD-owców, swoich artystów co to biorą się do pouczania narodu mając sami braki w wykształceniu ogólnym i nie potrzeba mu importu podobnych treści z Warszawy! Jeśli więc kilkaset ludzi idzie na spektakl muzyczny, którego jakość zna z telewizji i płaci za to wcale nie małe pieniądze, to chce mieć to za co zapłacili, a nie to, co przed kilkoma godzinami mogli usłyszeć na ulicy! Jeśli „warszawka” przyjechała zepsuć Święto Narodowe w Krakowie, to mogła dołączyć do tych grupek, które na ulicach krzyczały tylko o tym, że „chcą by było tak, jak było”. Patrioci tego dnia w Krakowie dyskutowali o tym, jaka ma być Polska dla przyszłych pokoleń, pod koniec XXI wieku, a nawet w wieku XXII! I jeśli na koniec dnia przyszli się rozerwać, to nie po to, by zobaczyć swój wypaczony w cudzych oczach obraz i być obrażanym za własne pieniądze. Bo artyści na scenie są od grania, a nie od politykowania. Jeśli chcą politykować, niech zejdą ze sceny i przedstawią swoją wersję przyszłości Polski! Bo historia się nie kończy i trwanie przy tym, „jak było”, to narodowa zdrada lub głupota, bo wówczas o tym „jak będzie” inni za nas zadecydują!

Kto szykuje Polakom obozy reedukacyjne?

adamzyzmanAdam Zyzman

Profesor Gerard Labuda mówił ponoć swoim studentom, że odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam, jak wśród woźniców. Ale w codziennym życiu nie chcemy wierzyć, że tak jest i od naukowców oczekujemy rozwagi i dystansu do bieżących wydarzeń. Niestety, nie wiem czy jest to kwestia wieku, że nie potrafię wykrzesać studenckiego uwielbienia dla tytułu profesorskiego, czy też profesorowie nie tacy, jak dawniej bywało, ale przypomina mi się ta opinia prof. Labudy przede wszystkim w odniesieniu do profesorów zaangażowanych w politykę. Co prawda zawsze można powiedzieć, że dotyczy tylko profesorów ekonomii, którzy w naszym kraju notorycznie zostają ministrami finansów i krytykując swych poprzedników zapominają, że sami się uczyli tych samych praw ekonomii i tych samych uczą dziś swoich studentów, ale ze względów ideologicznych wyciągają z nich odmienne wnioski. Okazuje się jednak, że życie ostatnich lat udowadnia, iż ideologia utrudnia racjonalne wnioskowanie także luminarzom innych kierunków nauki.

Przykładem takiego zacietrzewienia politycznego był występ prof. Piotra Sztompki z okazji przyznania Nagrody im. Jana Długosza książce „Bunt. Strajki w Trójmieście. Sierpień 1980” autorstwa Anny Machcewicz, w czasie trwających Targów Książki w Krakowie. Wygłaszając laudację na temat książki tak się przejął, tym, oceny w niej zawarte są zgodne z opiniami obecnej opozycji politycznej, widocznie mu bliskiej ideowo, że zadeklarował iż wszystkich, którzy się tymi poglądami nie zgadzają będzie się wysyłać do… obozów reedukacji. – Oczywiście po odsunięciu PiS-u od władzy! – uszczegółowił.

Panu Profesorowi nie przeszkadzało, że swą opinię wygłaszał przyznając nagrodę ufundowaną przez… PiS-owskiego ministra kultury i dziedzictwa narodowego oraz, że swoimi słowami udowadnia, która ze stron sceny politycznej jest skłonna uciekać się do totalitarnych metod rozprawiania się z przeciwnikami politycznymi. Doskonale spuentował te słowa Ryszard Bocian, znany krakowski opozycjonista z czasów PRL, który stwierdził: – Ja już żadnej reedukacji się boję! Od czasów stanu wojennego mam nawyk, że trzymam pod ręką komplet podstawowych przyborów osobistych na wypadek aresztowania.

W zasadzie po samym przytoczeniu tego zdarzenia nawet nie ma czego komentować, bo ono samo za siebie mówi wszystko. Ale warto je zapamiętać i przypomnieć za dwa i pół roku, przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi, by ostrzec wyborców do czego mogą doprowadzić gdyby zagłosowali za… Że to może przynieść takie efekty, jak głosowanie w 1933 w… No, ale wtedy przyjęlibyśmy ten sam sposób argumentowania, jaki stosuje opozycja! A to nie nasz poziom!

Bo niemiecki but musi gnieść!

adamzyzmanAdam Zyzman

Podjęcie tematu repolonizacji polskich mediów, spotka się zapewne, jak twierdzi pos. Barbara Bubula, z ostrym przeciwdziałaniem koncernów i państw, które prowadzą na terytorium Rzeczpospolitej medialną wojnę z polskim narodem. Spodziewałem się jednak, że zdając sobie sprawę z tego, co się szykuje, koncerny medialne i pojedyncze redakcje będą obecnie szczególnie uważały i nie drażniły Polaków zbyt agresywną retoryką przeciwko polskim władzom.

Jakoż wystarczyło zajrzeć na stronę internetową krakowskiego „Dziennika Polskiego”, by przekonać się, że polskojęzyczne media nie zamierzają „odpuścić”. Wystarczyło otworzyć informację o sobotniej uroczystości wręczenia Antoniemu Macierewiczowi, ministrowi obrony, tytułu „Patrioty Roku 2016”. – By osłabić wymowę informacji została ona uzupełniona filmową ilustracją wypowiedzi sprzed kilku tygodni autorstwa Ryszarda Petru, zatytułowaną… „To jest człowiek, za którego codziennie rano musimy się wstydzić”!

Zaskakująca jest też treść samej informacji pisanej z wyraźną niechęcią do bohatera wydarzenia, do tego stopnia, że czytając ją zastanawiałem się, czy z dziennikarzem „Dziennika” byliśmy na tym samym wydarzeniu. O ile bowiem, ja usłyszałem w wykładzie prof. Andrzeja Nowaka informację, że genezy europejskiego pojęcia patriotyzmu należy szukać w postawie mitycznego obrońcy Troi, Hektora, to „Dzienniku Polskim” przeczytałem, że Profesor porównał Antoniego Macierewicza do Hektora. O ile ja słyszałem, że największe wyrazy wdzięczności laureat Nagrody kierował ku swojej żonie, to na stronie „Dziennika” przeczytać można, że „Największy hołd złożył jednak o. Tadeuszowi Rydzykowi”.

Powstaje zatem pytanie, czy niemieckim właścicielom „Dziennika Polskiego” chodzi o rzeczywiste informowanie swych czytelników, czy też o kształtowanie ich opinii w opozycji do własnego rządu, który na łamach gazety i jak widać strony internetowej jest bezzasadnie (jak w tym przypadku) krytykowany poprzez fałszowanie przekazu. Nie mogę pojąć tej przewrotności germańskiego myślenia, bo wydaje mi się, że takie działanie zamiast obrzydzenia Polakom rządu, który sami wybrali, powinno przynieść powszechne oczekiwanie Polaków, że to właśnie ten rząd zrobi porządek w mediach i zakończy wodzenie ich za nos w ich własnym kraju. Że zażądają by „Dziennik Polski”, zgodnie ze swą nazwą był autentycznie polską gazetą, podchodzącą krytycznie do polskiego rządu, ale go nie szkalującą i nie ośmieszającą.

Niestety, to ta germańska mentalność sprawia, że tak, jak w Generalnej Guberni jedynym sposobem rządzenia Polakami był rosnący terror, tak i dziś niemieccy właściciele gazety nie mogą wypuścić choćby jednego jej numeru bez ataku na ten rząd. Nawet, gdy informacja nie dotyczy bezpośrednio działań politycznych członków rządu. Każdy numer i każde wydarzenie musi być okazją do bombardowania Polaków negatywnymi opiniami o rządzie PiS. Nawet jeśli trzeba wywlec z archiwów niepoważną wypowiedź sprzed tygodni! Nawet gdy jest to wydarzenie „łatwe, lekkie i przyjemne”! – Nie! Przyjemnie być nie może!

W każdym razie właśnie ta publikacja udowadnia, że idea repolonizacji mediów jest w pełni zasadna, a tytuły takie, jak „Dziennik Polski”, czy „Gazeta Warmińska” (o polskości której za moich czasów uczono na lekcjach historii) były zawsze w rękach polskich, a nie niemieckich!

Usunąć biuro niemieckiej fundacji z Polski!

adamzyzmanAdam Zyzman

Czy wyobrażacie sobie Państwo, że biuro Instytutu im Mickiewicza w Berlinie dofinansowuje działalność opozycyjnej partii w Niemczech? A może niemieckiego trybunału lub urzędu? Czy nie spowodowałoby to powołania w Niemczech komisji badającej, czy sponsorowana przez Polaków instytucja nie realizuje aby polskich interesów ze stratą dla niemieckiego państwa?

Uważam, że tak samo powinien postąpić rząd polski w przypadku dofinansowania przez Fundację Konrada Adenauera polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Należy sprawdzić czy jest to zapłata za dotychczasowe wykreowanie konfliktu w łonie najwyższych władz w naszym kraju, czy też za pieniędzmi od fundacji przyjdzie zamówienie na eskalowanie konfliktu. W każdym razie nie wyobrażam sobie dalszej działalności Fundacji Adenauera w Polsce. To przejaw tak jawnej ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski, że powinien się skończyć uznaniem tej niemieckiej instytucji za niepożądaną na terytorium Polski, a co najmniej powinna opuścić nasze granice szefowa warszawskiego biura Fundacji.

By przekonać naszych sąsiadów zza Odry, że Polacy swoją suwerenność traktują poważnie proponuję akcję wysyłania maili przez polskich obywateli domagających się od Niemców zamknięcia placówki, która nie potrafi właściwie zachować się w kraju sojusznika, a więc zarówno do biura samej Fundacji, jak niemieckich placówek dyplomatycznych w Polsce. Mam nadzieję, że będzie to odpowiednie wsparcie dla polskich władz, które jeśli wystąpią z podobnym żądaniem oficjalnie będą tylko realizowały wolę swoich obywateli, a polskiej opozycji trudniej będzie przedstawiać ten akt, jako dyplomatyczne awanturnictwo rządu PiS.

A oto odpowiednie adresy:

Szefową biura w Warszawie jest Angelika Klein, która nie posługuje się nawet polskim językiem i nawet jej adres e-mailowy jest na portalu niemieckim: Angelika.Klein@kas.de. Z kolei osobą, która zajmuje się współpracą z partnerami, projektami, dotacjami i organizacją zajmuje się Falk Altenberger, który posługuje się językiem polskim. Jego adres: Falk.Altenberger@kas.pl.
I jeszcze adres do korespondencji z niemieckimi placówkami dyplomatycznymi w Polsce. Trzeba wejść na stronę internetową: http://www.polen.diplo.de/Vertretung/polen/pl/Startseite.html i wypełnić panel przeznaczony do korespondencji, bo ambasada i konsulaty nie podają nawet adresów mailowych.

Konserwatywni „postępowcy”

adamzyzmanAdam Zyzman

Odbywające się w różnych miastach Polski protesty lewicowego Związku Nauczycielstwa Polskiego przeciwko reformie systemu oświaty w naszym kraju są kolejną próbą wyciagnięcia na ulice mniejszych lub większych grup ludzi w proteście przeciwko rządowi. Bez względu na zasadność podnoszonych argumentów, w imię których organizowane są protesty. I znów, jak w przypadku aborcji, organizatorzy uciekają się do oszustwa wmawiając nauczycielom i rodzicom, że reforma polegająca na likwidacji gimnazjów spowoduje utratę miejsc pracy przez tysiące nauczycieli.

Oszustwo to powtarzane jest także przez media sprzyjające protestującym i nie trafiają do nikogo argumenty, że ilość uczniów i oddziałów klasowych w całym systemie oświaty nie ulega zmianie, a więc nie zmienia się ilość nauczycieli potrzebnych do nauczania tej samej ilości uczniów. Co najwyżej będą musieli zmienić miejsce zatrudnienia – część przejść do szkół podstawowych, a część do liceów. Jedynymi, którzy coś tracą na tej reformie to dyrektorzy gimnazjów, którzy nadal pozostają jednak nauczycielami.

Co jednak sprawia, że ZNP decyduje się na organizację protestów w obronie dyrektorskich stołków? Chyba tylko niechęć do jakichkolwiek zmian inicjowanych przez prawicę! Tak się bowiem składa, że znalazłem ostatnio w swoim komputerze teksty pisane przed 17 laty dla „Tygodnika AWS”, który to tygodnik opisywał protesty tegoż samego ZNP, pod przywództwem tegoż samego Sławomira Broniarza, przeciwko reformie ministra Handkego i wprowadzeniu w Polsce… gimnazjów! Wygląda więc na to, że tradycyjnie, bo lewicowo „postępowa organizacja nauczycielska” jest tak naprawdę konserwatywna i chronicznie boi się jakichkolwiek zmian w sferze systemu oświaty, upatrując w tym zagrożenia dla swych interesów bez względu na to, czy są to interesy młodych nauczycieli, czy też dyrektorów szkół, jak w tym wypadku. Z resztą wydaje się, że młodzi nauczyciele nie są w ogóle w sferze zainteresowania „postępowego” związku, gdyż nie było słychać o protestach organizowanych przez ZNP w obronie nauczycieli powszechnie zatrudnianych w prywatnych i prywatyzowanych szkołach z pominięciem Karty Nauczyciela. Dopóki proceder niszczenia szkół w gminach wiejskich preferowany był przez władzę PO-PSL i władze samorządowe, Związek Nauczycielstwa Polskiego nie dostrzegał zagrożenia dla nauczycieli, a najważniejszym problemem organów Związku było… noszenie przez młodzież w szkole ubiorów z patriotycznymi napisami.

A więc w sytuacji, gdy coraz trudniej trzymać się tradycyjnych podziałów na prawicę i lewicę, można powiedzieć, że zachwianiu ulegają też przypisywane tym ugrupowaniom cechy i polska lewica tak boi się jakichkolwiek zmian, że zasługują na miano konserwatystów, podczas, gdy zwolennikami zmian odpowiadających na wyzwania nowych czasów są w naszym kraju środowiska prawicowe, które nie tylko zdecydowane są zmiany wprowadzać, ale także nie mają oporów, by uczciwie przed społeczeństwem przyznać się, że jedno czy drugie działanie było błędem, jak w tym wypadku gimnazja, i trzeba się z nich jak najszybciej dla dobra kraju i jego mieszkańców wycofać.

A co w takich wypadkach robi lewica? A, no to, co znamy z minionych lat, czyli ogłasza, że to właśnie te błędy są „postępem”, a każdy kto je głośno krytykuje jest „wrogiem ludu, czy ustroju”, a najlepiej „faszystą”, w najłagodniejszej zaś formie… „konserwatystą”!

Kto działa na szkodę polskich firm?

adamzyzmanAdam Zyzman

O tym, że opozycja polityczna i celebryci działają poza granicami na szkodę naszego państwa zdołaliśmy się już przyzwyczaić, choć wciąż wielu ludzi nie rozumie dlaczego ludzie tacy, jak europoseł Janusz Lewandowski, czy aktor Poniedziałek pozostają bezkarni. Okazuje się jednak, że środowisko to zaczęło także szkodzić polskiej gospodarce i to nie tylko modląc się do światowych agencji ratingowych o obniżenie ratingu gospodarczego naszego kraju, ale także działając na szkodę polskich spółek giełdowych rozsiewając na ich temat szkodliwe informacje, mogące wpływać na cenę walorów notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych. I tak na łamach niektórych mediów ukazały się teksty pod tytułem „Czy związki rządzą w PKP Cargo?”. Okazuje się, że jest to omówienie artykułu Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju przypominającego, profesjonalną analizę ekonomiczną, pt. „Upolitycznienie spółek Skarbu Państwa pod dyktando związków zawodowych – przykład PKP Cargo SA”. Zapoznałem się więc z tekstem oryginalnym artykułu, a przede wszystkim środowiskiem, z jakiego on się wywodzi, to jest charakterem fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Z 45-cio stronicowego tekstu opracowanego w formie raportu wynika przede wszystkim teza, że związki zawodowe w przestrzeni społecznej i gospodarce są głównym i niepotrzebnym złem, gdyż wpływają na efektywność przedsiębiorstw, a tym samym konkurencyjność całej gospodarki. Zresztą według autora tekstu, Wojciecha Zająca, ekonomisty FOR, nowy właściciel (Zarząd PKP S.A.) przywraca dominację związków zawodowych w PKP CARGO S.A. jak i w całej Grupie PKP. To jedna teza przyjęta a prori przez autora tekstu, druga dotyczy bezbłędności działań poprzedniego kierownictwa spółki pod kierownictwem Adama Purwina, a więc zarówno strategii działania Spółki polegającej na rezygnacji z przewozów rozproszonych (drobnicowych), a skupieniu się tylko na przewozach masowych oraz przejęciu spółek branżowych, takich, jak czeskiego AWT B.V. oraz Orlen KolTrans oraz ZCP Euronaft Trzebinia, czy też restrukturyzacji firmy polegającej na jej tzw. pionizacji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAGorzej natomiast jest już z dowodem na postawione tezy, gdyż twórca raportu nawet nie zwraca uwagi na fakty, które sam przytacza, jak choćby na fakt zakończenia przez nowy Zarząd Spółki sporu zbiorowego o podwyżki płac… bez ich przyznania! Ba! W sytuacji zakończenia sporu zbiorowego w drodze negocjacji wysuwa zarzut przeciwko nowemu kierownictwu, że to wycofało pozew sądowy przeciwko związkom zawodowym, co było wówczas elementem walki kierownictwa Spółki ze związkami. Jak by tego było mało, wylicza koszty ewentualnych podwyżek płac, które jeszcze nie zostały uzgodnione i nie weszły w życie, a za podstawę bierze żądania związków sprzed ponad roku!

Podobną „metodologię” wyliczania kosztów i strat „FOR-owski ekonomista” przyjmuje pisząc o spadku giełdowej wartości Spółki i wskazując „ofiary” tego procesu, czyli tysiące emerytów (jakie to chwytliwe!), którzy jako udziałowcy funduszy emerytalnych OFE już ponieśli straty rzędu 814 mln zł (!), mimo, że nadal są posiadaczami tych walorów, a więc mogą potencjalnie także na nich zyskać. Oczywiście winnym tej „tragedii emerytów” jest nowe kierownictwo Spółki, choć autor sam pisze, że spadek notowań akcji PKP Cargo zaczął się 2 lipca ub. roku (tj. na pół roku przed pojawieniem się nowego Zarządu Spółki)! Ale nowy Zarząd PKP Cargo jest winien wszystkiemu – odejściu od przyjętej przez Adama Purwina strategii, choć kilka stron dalej można znaleźć opis działań zgodnych z tą strategią, jak postawienie na rozwój intermodalu, wejście na rynki zagraniczne w tym z wykorzystaniem czeskiej spółki rozwój przewozów międzynarodowych. Błędem jest też odejście od restrukturyzacji obcej wszystkim strukturom kolejowym w Europie. Kolejnym błędem opisywanym przez pana Zająca jest też rezygnacja z zakupu spółek orlenowskich, bez zastanowienia się nad ceną tej transakcji. Czy i w tym przypadku jest to wynik wpływu związków zawodowych na nowe kierownictwo spółki? Bo jeśli tak, to z pewnością dotyczy to związków z Orlenu, którym nie podobała się ta transakcja! Ciekawy jest też fragment odradzający kierownictwu Spółki podjęcia działań konkurencyjnych wobec państwowych kolei niemieckich i francuskich, mimo, że na europejskim rynku w tej dziedzinie jest graczem nr 2!

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo przytoczeniu tych przykładów argumentacji warto zapytać o środowisko, z którego wyszło owo „eksperckie” opracowanie. Otóż Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju została założona w marcu 2007 r. przez prof. Leszka Balcerowicza, który jest jej wyłącznym fundatorem, tego samego, którego działalność w roli wicepremiera jest przyczyną wielu naszych obecnych kłopotów gospodarczych i tego samego, który, jako wicepremier wciekał się na dziennikarzy, gdy przyłapali go na konferencji prasowej, że porównuje ceny paliw w Polsce i w USA, czyli cenę litra benzyny do ceny galonu (to ten sam sposób udawadniania swoich racji, co w omawianym „raporcie!).

Organami FOR są Rada oraz Zarząd. Ciałem doradczym FOR jest Komitet Programowy. Ciekawymi postaciami są natomiast niektóre osoby zasiadające w tych gremiach, bo oprócz osób z autentycznymi tytułami profesorskimi, byli i są też tacy, jak Tadeusz Syryjczyk w Radzie Fundacji, który, jako minister gospodarki szczycił się tym, że „jego polityką gospodarczą jest brak polityki gospodarczej”, a jako minister transportu przyczynił się do największych szkód na polskich kolejach. Ciekawe postaci można też odnotować wśród zasiadających w Komitecie Programowym Fundacji, gdzie oprócz ekonomistów i działaczy gospodarczych związanych wyłącznie z jednym nurtem skrajnego liberalizmu, można znaleźć nazwiska: Władysława Bartoszewskiego, Krystyny Jandy, Normana Daviesa, czy… Jacka Fedorowicza!

W tej sytuacji powstaje tylko pytanie do dziennikarzy czasopism gospodarczych o sensowność omawiania takich „raportów” publicznie i stwarzania wrażenia, że mamy do czynienia z dokumentami opracowanymi profesjonalnie i bezstronnie?

I drugie pytanie tym razem już kierowane do samej firmy i jej organów właścicielskich: czy publikacja takich „analiz” nie jest działaniem na szkodę Spółki i grą na odwrócenie ostatniego, wzrostowego trendu cen jej akcji i czy przeciwko fundacji i jej „ekonomiście” nie należałoby wystąpić na drogę sądową?