Tag Archives: Antypolonizm ukraiński

Juszczenko wywołał kolejny konflikt

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie widać końca polsko-ukraińskim sporom o najnowszą historię. Emocjonalnie podsycają je nasi południowo-wschodni sąsiedzi, którym polskie władze odpowiadają dyplomatycznie i merytorycznie.

W takim właśnie duchu i stylu Instytut Pamięci Narodowej odniósł się do najnowszej wypowiedzi byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, w której dokonał on niezgodnych z prawdą historyczną, skandalicznych porównań pomiędzy Armią Krajową a Ukraińską Powstańczą Armią i Józefem Piłsudskim a Stefanem Banderą.

„AK była częścią Polskich Sił Zbrojnych, podległych legalnemu i uznawanemu przez przytłaczającą większość Polaków rządowi na uchodźstwie. Stanowiła część sił Aliantów walczących z III Rzeszą. Natomiast UPA była zbrojnym ramieniem głoszącej politycznie skrajne hasła Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której program kształtował się pod wpływem ideologii nazistowskiej. Formacje te ponoszą odpowiedzialność za ludobójstwo ponad 100 tysięcy Polaków na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej, w przeważającej większości bezbronnych cywilów: starców, kobiet i dzieci. Cele polityczne, działalność konspiracyjna, obszar aktywności i stosowane metody stawiają obie formacje w bardzo odległych od siebie miejscach i spotykają się z diametralnie odmienną oceną historyków” – czytamy w oświadczeniu IPN.

Czytamy w nim także, iż „doszukiwanie się analogii pomiędzy działalnością Józefa Piłsudskiego a czynami Stefana Bandery jest całkowicie nieuprawnione, przede wszystkim dlatego, że aktywność niepodległościowa Józefa Piłsudskiego z czasów jego kierowania PPS – Frakcją Rewolucyjną nie zaowocowała śmiercią tysięcy niewinnych istnień ludzkich”.

ipnlogoInstytut podkreśla, że „mimo piętrzących się trudności” od wielu lat „prowadzi współpracę z partnerami ukraińskimi, podejmując również starania na rzecz dialogu historyków z obu krajów, uznając jednakże, że jest on możliwy tylko na drodze wzajemnego poszanowania i dążenia do prawdy”.

Ta współpraca znalazła się obecnie w momencie krytycznym, co przyznał w rozmowie w Telewizją Republika prezes IPN doktor Jarosław Szarek mówiąc: – My wiele razy pokazywaliśmy dobrą wolę i przełamaliśmy granicę, ale teraz wyczerpaliśmy chęć porozumienia. Nie widzę możliwości dalszej współpracy w jakimkolwiek celu, jeśli Ukraina nie pokaże swojej dobrej woli i nie wykaże się i nie poda ręki z konkretną propozycją. To jest tak naprawdę zimna wojna. Bez gestu ze strony Ukrainy nie będzie przełomu w naszych relacjach.

Szarek zadeklarował, że strona polska bronić swojego dobrego imienia, bo takie są fakty historyczne: – Armia Krajowa nigdy nie mordowała ludności cywilnej, UPA ma na swym sumieniu morze krwi. To jest co najmniej 130 tysięcy zamordowanych osób cywilnych: dzieci, kobiet, starców. Tutaj nie ma żadnej symetrii pomiędzy UPA i AK. I my nie zgodzimy się na naginanie faktów historycznych tylko dlatego, że na tej tradycji Ukraina chce budować fundamenty swojej tożsamości historycznej. Wielokrotnie wykazywaliśmy dobrą wolę. Byliśmy przez wiele miesięcy gotowi iść na kompromisy. Ten kompromis miał polegać nie na tym, że to jest kompromis z prawdą – tylko na tym, że odsuwamy pewne tematy. Nie zajmujemy się tym. Odsuwamy Wołyń, bo wiadomo, że ta opowieść strony ukraińskiej jest nie do przyjęcia dla nas – mówił prezes IPN na antenie TR.

Przypomniał, że pojawiły się deklaracje wspólnych obchodów setnej rocznicy zwycięstwa Wojska Polskiego i sprzymierzonych z nią oddziałów atamana Semena Petlury nad Sowietami: – Ale to były tylko słowa. Później okazywało się, że po tych deklaracjach nasza ekipa z Biura Poszukiwań i Identyfikacji nie jest wpuszczana na Ukrainę. Więcej, gdy jedna z firm zajmujących się poszukiwaniem chciała skorzystać z naszych archeologów, pracowników IPN, poszukując grobów legionistów na Wołyniu pod Kostiuchnówką – temat zupełnie, wydawałoby się, neutralny – władze ukraińskie odebrały im koncesję na te poszukiwania. Więc tu nie ma minimum dobrej woli. Trudno w takich warunkach się porozumieć. My wyczerpaliśmy cały zasób dobrej woli. Nam zależy na relacjach dobrych z Ukrainą. Przecież to są nasi sąsiedzi. Strona ukraińska musi zrozumieć, musi przejść tę drogę, którą przeszli Niemcy – stwierdził w wywiadzie dla Telewizji Republika prezes Instytutu Pamięci Narodowej.

74. rocznica Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 roku

zbigniewgalicki1Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, przesyłam linkę do zdjęć z uroczystości na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, upamiętniającej 74. rocznicę Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 r., gdy UPA i ukraińska ludność uczestnicząca w mordach, dokonała skoordynowanego ataku na polskich sąsiadów – 150 miejscowości na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, w wyniku której w bestialski sposób zamordowano ok. 100 tys. Polaków. Należy podkreślić, że zbrodnie na Polakach dokonywane były z niebywałym okrucieństwem. Ludzi palono żywcem, wrzucano do studni, używano siekier i wideł. Stosowano gwałty, masakry i wymyślne tortury przed śmiercią:
https://goo.gl/photos/RSxHcbBDB1Wovkri7

Pilnie potrzebna rozmowa prezydentów Polski i Ukrainy

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wysadzenie upamiętniającego naszych rodaków pomnika w Hucie Pieniackiej, niewpuszczenie na Ukrainę prezydenta Przemyśla Roberta Chomy, zdewastowanie cmentarza (także jego polskiej części) w Bykowni – to wszystko zdarzyło się w ciągu zaledwie kilkunastu dni.

Myślę, że w tej sytuacji nie wystarczą już nawet bardzo ostre noty dyplomatyczne naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale potrzebna jest natychmiastowa poważna rozmowa prezydentów obu państw, za którą pójdą zdecydowane działania ukraińskich służb. Jeżeli nie uda im się odnaleźć sprawców powyższych aktów wandalizmu o polityczno-historycznym podłożu, to powinny przynajmniej dołożyć wszelkich starań, aby nie powtarzały się one w przyszłości, bo inaczej i tak już niezbyt dobre stosunki polsko-ukraińskie ulegną dalszemu pogorszeniu ku wielkiej radości Rosji.

Film „Wołyń” wyrzutem sumienia dla Trzeciej Rzeczypospolitej

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Wczoraj na specjalnym pokazie we Wrocławiu obejrzałem najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego, oparty o nowele Stanisława Srokowskiego i relacje naocznych świadków. Na ten film rodziny ofiar ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię UPA oraz SS Galizien czekały ponad 70 lat. Przed projekcją miałem duże obawy. Jednak okazały się one płonne. Na ekranie ujrzałem bowiem wszystko to, co faktycznie wydarzyło się w latach 1939 – 1947 na Wołyniu i Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce Wschodniej. Żadnych niedomówień czy przekrętów wynikających z powszechnie narzucanej tzw. poprawności politycznej. Równocześnie reżyser i jego ekipa, szczególnie kostiumolodzy i scenografowie, zadbali o najdrobniejsze nawet szczegóły. Całości dopełniły przepiękne zdjęcia oraz muzyka, w tym pieśni ludowe i obrzędy weselne. Mnie szczególnie podobała się gra debiutantki Michaliny Łabacz (rodem z Suwałk) i ukraińskiego aktora Wasyla Wasylika, a także sporej gromadki dzieci w najróżniejszym wieku, które brały udział w filmie pod opieką psychologa.

Co do najbardziej wymownych scen, to ta, w której przeplatają się kazania wygłaszane w cerkwiach. Jeden z duchownych wzywa wiernych do opamiętania, a drugi porównując Polaków do kąkolu, który należy wyplenić i spalić, wzywa do mordów i święci siekiery, noże i widły. Ten las narzędzi rolniczych, przekształconych w narzędzia zbrodni, sfilmowany na tle pięknego ikonostasu, pozostają na długo w pamięci. Inna scena, to nocne przygotowanie banderowców do ataku. Najpierw „pranie mózgu”, a następnie na tle czerwono-czarnych flag trzykrotny okrzyk „Sława Ukrainie – herojom sława”. To te same flagi, które powiewały na Majdanie i powiewają nadal w bardzo wielu miastach Ukrainy. To ten sam okrzyk, który niektórzy polscy politycy wznosili nie tak dawno w Kijowie, ku uciesze obecnych tam czcicieli UON-UPA.

fwwsdirp1Oczywiście najważniejszymi fragmentami filmy są sceny z masakr Polaków i Żydów. Dla ludzi takich jak ja, którzy od dziecka słyszeli o tym od swoich krewnych, było to szczególne doświadczenie (il. Kadr z filmu „Wołyń”, fot. Krzysztof Wiktor, Film It! / Materiały prasowe). Wprawdzie byłem na to przygotowany, ale scena napadu na polski kościół i mordowania siekierami bezbronnych ludzi (w tym też księdza odprawiającego mszę św.) robi ogromne wrażenie. Także rozerwanie końmi poety i oficera AK (pierwowzorem jest Jan Zygmunt Rumel), obdzieranie ze skóry polskiego żołnierza wracającego do domu w 1939 r., mordowanie kobiet w ciąży czy zabawa „płonącym snopkiem” (czy małym chłopcem owiniętym słomą i podpalonym).

Mottem filmu są słowa „Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekiera, drugi raz przez przemilczenie. A ta druga śmierć jest gorsza od pierwszej”. Pochodzą one z pamiętnika mego śp. Ojca, Jana Zaleskiego, mieszkańca Dębowicy k. Monasterzysk, naocznego świadka wymordowania i spalenia w nocy z 28 na 29 lutego wsi Korościatyn. Zagłady, w czasie której zginęło prawie 150 Polaków, dokonała sotnia UPA, wspiera przez „siekierników”, którymi kierował – o, zgrozo! – greckokatolicki ksiądz (targany wyrzutami sumienia, zginął później śmiercią samobójczą). Ci co ocaleli z tych barbarzyńskich mordów pamiętali o tym do końca swych dni, przekazując tę pamięć dzieciom i wnukom. Kresowianie zawsze boleli na tym, że po 1989 r. polscy politycy, choć odwoływali się do ideałów „Solidarności”, bali się nazwać ludobójstwo po imieniu. A przecież wszyscy pomordowani byli obywatelami Drugiej Rzeczypospolitej. Dlatego też moralnym i prawnym obowiązkiem jej kontynuatorki, Trzeciej Rzeczypospolitej było to uczynić. Jednak uczyniono to dopiero w lipcu br., po 27 latach istnienia wolnej Polski.

fwwsdirp2Dlatego też film „Wołyń” jest wielkim wyrzutem dla polskiego establishmentu politycznego, który w tej kwestii zachował w sposób chwiejny, żeby nie napisać cyniczny i kunktatorski (il. Wojciech Smarzowski na planie, fot. Krzysztof Wiktor, Film It! / Materiały prasowe). Dbając bowiem o pamięć ofiar Zbrodni Katyńskiej czy KL Auschwitz spychał równocześnie pamięć o ofiarach banderowskiego ludobójstwa na Kresach do niszy, jakby czekając na wymarcie ostatnich świadków. Skutkiem tego do dziś 90 procent ofiar masowych mordów nie ma godnego pochówku, a na większości „dołów śmierci” nie stoją ani pomniki, ani nawet zwykłe krzyże. Jeszcze trzy lata temu kluby parlamentarne PO i Ruchu Palikota, działając pod naciskami prezydenta Bronisława Komorowskiego, szef MSZ Radosława Sikorskiego oraz Adama Michnika, przeforsował, aby słowo ludobójstwo zastąpić potworkiem językowym „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa”. Również episkopat Polski, podpisując wspólną deklarację z Cerkwią greckokatolicką, nie tylko nie nazwał ludobójstwa po imieniu, ale i nie wspomniał ani słowem o napadach na kościoły oraz mordowaniu księży i wiernych. Nie wyniósł też na ołtarze nikogo z męczenników, choć prowadzony jest proces beatyfikacyjny greckokatolickiego arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego ze Lwowa, który kolaborował z Hitlerem i wysyłał swoich księży do SS Galizien.

Film „Wołyń” to film piękny, autentyczny i uczciwy. Przy tym bardzo uniwersalny, bo ukazujący odwieczne zmaganie się dobra ze złem, miłości z nienawiścią, szlachetności z niegodziwością. Posiada też walory moralne i religijne. Jest również przełomem w relacjach polsko-ukraińskich, choć też „kamienieniem obrazy” dla prezydenta Petro Poroszenki i rządu na Ukrainie, którzy tożsamość narodową buduje na ideologii banderowskiej oraz kulcie OUN-UPA.

Tym bardziej więc trzeba koniecznie udać się do kin. A wbrew małości jury filmowego zagłosować na ten film nogami. Także sercem.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Tekst i ilustracje za: http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-film-wolyn-wyrzutem-sumienia-dla-trzeciej-rzeczypospolitej,nId,2283777. Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1943–1945

Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1943–1945

sejmrplogoZiemie dawnych wschodnich województw Rzeczypospolitej szczególnie mocno zostały doświadczone w czasie II wojny światowej. Na tych terenach ścierały się dwa największe totalitaryzmy XX wieku: III Rzesza Niemiecka i komunistyczny Związek Sowiecki. Działania niemieckich i sowieckich okupantów stwarzały sprzyjające warunki do budzenia się nienawiści na tle narodowościowym i religijnym, a podejmowane próby osiągnięcia porozumienia przez przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego z ukraińskimi organizacjami nie przyniosły rezultatu.

W lipcu 2016 roku przypada 73. rocznica apogeum zbrodni, której dokonały na ludności cywilnej Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej działające na tamtych terenach oddziały Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii, a także dywizji SS Galizien oraz inne ukraińskie formacje współpracujące z Niemcami. W wyniku popełnionego w latach 1943–1945 ludobójstwa zamordowanych zostało ponad sto tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej Polskiej, głównie chłopów. Ich dokładna liczba do dziś nie jest znana, a wielu z nich wciąż nie doczekało się godnego pochówku i upamiętnienia. Wśród zamordowanych obok Polaków byli także Żydzi, Ormianie, Czesi, przedstawiciele innych mniejszości narodowych, a także Ukraińcy, którzy stanęli po stronie ofiar. Przypominając tę zbrodnię ukraińskich nacjonalistów, nie można ani przemilczeć ani relatywizować polskich akcji odwetowych na ukraińskie wioski, w wyniku których także ginęła ludność cywilna. Te wszystkie tragiczne wydarzenia powinny być przywrócone pamięci współczesnych pokoleń.

Ofiary zbrodni popełnionych w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów do tej pory nie zostały w sposób należyty upamiętnione, a masowe mordy nie zostały nazwane zgodnie z prawdą historyczną mianem ludobójstwa.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej Polskiej bestialsko zamordowanym przez ukraińskich nacjonalistów.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża najwyższe uznanie dla żołnierzy Armii Krajowej, Samoobrony Kresowej, Batalionów Chłopskich, którzy podjęli heroiczną walkę w obronie zagrożonej atakami ludności cywilnej, oraz apeluje do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o uhonorowanie tych osób odznaczeniami państwowymi.

Dlatego Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanawia 11 lipca – rocznicę apogeum zbrodni – Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej.

Sejm wzywa do ustalenia miejsc zbrodni i ich oznaczenia, zapewnienia godnego pochówku wszystkim odnalezionym ofiarom, oddania należnej czci i szacunku niewinnie zamęczonym i pomordowanym, sporządzenia pełnej listy ofiar. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje o kontynuację dzieła pojednania i dialogu, rozpoczętego przez przywódców politycznych i duchowych, wspieranie współpracy historyków, w tym rozszerzenie dostępu do archiwów państwowych, wzmocnienie współpracy władz Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy w najważniejszych dla przyszłości obu narodów sprawach.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża szacunek i wdzięczność Ukraińcom, którzy narażając własne życie, ratowali Polaków, oraz apeluje do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o uhonorowanie tych osób odznaczeniami państwowymi. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przypomina również postawę znacznej części ludności ukraińskiej, która odmawiała udziału w napadach na Polaków.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej składa podziękowania Kresowianom i ich potomkom oraz ludziom dobrej woli, którzy od dziesiątków lat domagają się prawdy, kierując się mottem »Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary«.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża solidarność z Ukrainą walczącą z zewnętrzną agresją o zachowanie integralności terytorialnej. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża przekonanie, że jedynie pełna prawda o historii jest najlepszą drogą do pojednania oraz wzajemnego wybaczenia. Jak mówił w 2001 roku we Lwowie św. Jan Paweł II »Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy gotowi będą stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności«”.

Tekst za: http://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter8.nsf/0/8E19C062BBB0D7C5C1257FF80074F0DD/%24File/23_d_ksiazka.pdf

(Od Redakcji): Głosowało 442 posłów. Za głosowało 432 posłów, nikt nie głosował przeciw, wstrzymało się 10 posłów: Cichoń Janusz (Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska), Święcicki Marcin (Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska), Zembala Marian (Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska), Lieder Ewa (Klub Poselski Nowoczesna), Lubnauer Katarzyna (Klub Poselski Nowoczesna), Meysztowicz Jerzy (Klub Poselski Nowoczesna), Mieszkowski Krzysztof (Klub Poselski Nowoczesna), Rosa Monika (Klub Poselski Nowoczesna), Scheuring-Wielgus Joanna (Klub Poselski Nowoczesna), Szłapka Adam (Klub Poselski Nowoczesna).

Trzeba przeprowadzić kontratak patriotyczny

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Po dziesięcioleciach panowania „pedagogiki wstydu” wreszcie przyszła afirmacja polskiej godnościowej polityki historycznej wraz z prezydenturą A. Dudy i utworzeniem rządu B. Szydło. Wszyscy patrioci wiążą z tą polityką ogromne nadzieje, a jej skuteczność będzie oznaczała jeden z największych sukcesów PiS. Z tym większym ubolewaniem należy więc zwrócić uwaga na parę rys, jakie zaznaczyły się w tej polityce. Pierwszą wielką rysą było niezbyt fortunne zachowanie się przedstawicieli PiS-owskich władz w sprawie obchodów 70 rocznicy tzw. pogromu kieleckiego, a właściwie zbrodni ubeckiej w lipcu 1946. Prezydent A. Duda zachował się w tej sprawie w sposób bardziej wyważony, mówiąc zarówno o antysemityzmie, jak i o tym, że „Władze państwa: wojsko, milicja, UBP zachowały się tamtego dnia w zdumiewający, a często bestialski sposób. To wojsko i milicja pierwsze otwarły tutaj ogień i wiele ofiar, które zginęły, zginęło od kul. To wojsko i milicja zamiast pomóc i chronić polskich obywateli, naszych współobywateli, nie tylko nie zapewniły ochrony, ale jeszcze zaatakowały i pozostawiły sprawę i UB przez wiele godzin nie reagowało. Dopiero wieczorem przyszło z ochroną”. Stwarzało to okazję do refleksji nad istotą zbrodni kieleckiej, która jak okazało to wiele dowodów z ostatnich kilkunastu lat była faktycznie dziełem prowokacji NKWD i UB. Niestety dużo gorzej wyszło z listem premier B. Szydło, która korzystając z wyraźnie złych porad mówiła tylko o antysemityzmie tłumu, całkowicie pomijając sprawę tak zasadniczą – zbrodniczą organizacyjną i prowokacyjną role NKWD i UB w całej sprawie. W ten sposób nowy rząd stracił świetną okazję zademonstrowania, że zrywa z długoletnią PRL-owską polityką kłamstw o „pogromie kieleckim”. Można ubolewać też, że z okazji 75-lecia mordu w Jedwabnem ani prezydent, ani premier nie wskazali na potrzebę ponownego wznowienia śledztwa w tej sprawie, tak jednostronnie i z zafałszowany sposób, kierowanej przez ludzi czołowego szkodnika z IPN – jego prezesa L. Kieresa.

Szczególnie niepokojące okazało się nagłe zatrzymanie – pod wpływem przypuszczalnych nacisków z zewnątrz – już obiecanych działań PiS w sprawie publicznego potępienia ludobójstwa ukraińskiego Sejmie i ustanowienia w dniu 11 lipca „Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej II Rzeczpospolitej”. Wszystko na to wskazuje, że powinien być spotęgowany nacisk społeczny w celu należytego wyjaśnienia prawdy o zbrodniczej roli Niemców w Jedwabnem, ubeckiej prowokacji w Kielcach, a także przyśpieszenie działań dla należytego uczczenia pamięci 150 tysięcy Polaków bestialsko pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich w na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Myślę, że działania w tych wszystkich trzech sprawach powinny być skoordynowane przez siły patriotyczne, które powinny przypuścić decydujący kontratak dla wyjaśnienia prawdy. Oczekuję przy tym na potencjalnie szczególnie duży sukces – w naciskach na odpowiednie jak najszybsze należyte uczczenie ofiar ludobójczej rzezi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Nadzieje moje w tej sprawie wspiera fakt, że w tym roku po dziesięcioleciach przemilczeń doszło do wyjątkowo dużej skali wystąpień w mediach i w toku manifestacji na rzecz odpowiedniego upamiętnienia martyrologii Polaków, spowodowanej przez ludobójców ukraińskich. Naród się budzi! Niżej pozwolę sobie na wyliczenie – z grubsza – osób, z różnych środowisk, które stanowczo opowiedziały się za takim upamiętnieniem.

Za uznaniem daty 11 lipca za Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej II Rzeczpospolitej

Wśród osób optujących za wprowadzeniem w dniu 11 lipca specjalnego święta – Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej II Rzeczpospolitej” znaleźli się m.in.: poseł PiS, przewodniczący Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej i przewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą Michał Dworczyk, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jako Prezes Zarządu Głównego Solidarnej Polski, wybrany senatorem z listy PiS prof. Jan Żaryn, wybrany senatorem z listy PiS Robert Gaweł i przeważająca część Senatu, około 60 senatorów, głównie członków PiS, która w swej rezolucji wezwała Sejm do poparcia uczczenia martyrologii Kresowiaków specjalnym świętem w dniu 11 lipca (przeciw było 20 senatorów, głównie z kręgów PO, a jeden z senatorów się wstrzymał od głosu). Wśród innych polityków, którzy poparli ideę uznania dnia 11 lipca za Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa znalazł się w komplecie klub Pawła Kukiza wraz z jego liderem i ze szczególnie dobitnie zabierającymi głos w tej sprawie takimi osobami jak posłowie: Marek Jakubiak, Tomasz Rzymowski, Wojciech Bakun, Józef Brynkus, Piotr Apel i posłanka Elżbieta Borowska. Sprawę uczczenia pomordowanych w dniu 11 lipca zdecydowanie popiera klub poselski PSL, m.in. dobitnie zabierający głos w tej sprawie poseł Piotr Zgorzelski. Podobne stanowisko zajął marszałek senior Sejmu Kornel Morawiecki. Projekt Dnia Pamięci cieszy się bardzo mocnym poparciem narodowców, w tym szczególnie zaangażowanego w tej sprawie posła Roberta Winnickiego. W manifestacji Kresowiaków w dniu 7 lipca uczestniczyło również dwóch wiceprzewodniczących partii Prawica Rzeczpospolitej: Marian Piłka i Krzysztof Kawęcki. Przeciw zamazywaniu rzezi wołyńskiej w celach politycznych wypowiedział się przywódca Partii Korwin – Janusz Korwin-Mikke. Z kręgów lewicowych warto wspomnieć o poparciu dla wspomnianej inicjatywy ze strony czołowego niegdyś reformatora partyjnego, b. wicemarszałka Sejmu Tadeusza Fiszbacha. Projekt ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci zdecydowanie popierają również: b. premier z ramienia SLD Leszek Miller i pierwszy polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski, który cudem uratował życie w czasie rzezi wołyńskiej.

W debacie akcentującej znaczenie odpowiedniego uczczenia martyrologii Polaków na Kresach szczególnie wielką rolę odegrał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Podobnie jak on w manifestacji Kresowiaków na rzecz Dnia Pamięci w dniu 7 lipca przed Sejmem uczestniczył również znany i zasłużony duchowny, niegdyś będący na liście śmierci SB ks. Stanisław Małkowski. Za uczczeniem Dnia Pamięci opowiada się też znany duchowny częstochowski ks. Andrzej Sobota. Wśród apelujących w specjalnym liście o udział w manifestacji 7 lipca znaleźli się m.in.: prof. dr hab. Bogumił Grott, prof. Leszek Jazownik, dr n. med. Krzysztof Kopociński, Mirosław Kowzan, dr Lucyna Kulińska, dr hab. Bogusław Paź, Ewa Siemaszko, Danuta Skalska, historyk, b. poseł na Sejm dr Andrzej Zapałowski, Tomasz A. Żak, Sulimir Żuk. Wielką rolę organizacyjną w działaniach dla odpowiedniego uczczenia ofiar ukraińskiego ludobójstwa odgrywa Witold Listowski, prezes Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich.

Ze środowisk twórczych szczególnie mocno warto wymieć najznakomitszego pisarza i poetę kresowego Stanisława Srokowskiego, stałego autora wprost bezcennych felietonów w „Warszawskiej Gazecie”, pisarza i poetę Waldemara Żyszkiewicza, wieloletniego współpracownika „Tygodnika Solidarność” i reżysera Wojciecha Smarzowskiego, kręcącego tak oczekiwany film „Wołyń”.

Wśród naukowców szczególnie mocno eksponujących ludobójczy charakter rzezi wołyńskiej są oprócz prof. J. Żaryna, m.in. profesor Bogumił Grott, dr Lucyna Kulińska, Ewa Siemaszko, wiceprezes IPN-u Paweł Ukielski, dr hab. Bogusław Paź, prof. Tadeusz Marczak, prof. Włodzimierz Konarski.

Wśród publicystów szczególnie mocno eksponujących bestialstwo ludobójców ukraińskich można wyliczyć m.in.: Rafała M. Ziemkiewicza, red. Marcina Hałasia i red. Mirosława Kokoszkiewicza z „Warszawskiej Gazety”, red. Zbigniewa Lipińskiego z „Myśli Polskiej”, zastępcę naczelnego redaktora „w Sieci” Piotra Skwiecińskiego, red. Wojciecha Reszczyńskiego z „w Sieci”, red. Marka K. Koprowskiego z „Najwyższego Czasu”, redaktorów Stanisława Żurka, Lecha Makowieckiego i Roberta Wita Wyrostkiewicza z “Polski Niepodległej”, Krzysztofa Jóźwiaka z „Rzeczpospolitej”, Zenona Baranowskiego z „Naszego Dziennika”, Jakuba Augustyna Maciejewskiego z „Gazety Polskiej”, naczelnego redaktora lewicowego „Przeglądu” Jerzego Domańskiego (nie są to na pewno wszystkie postacie zabierające głos z potępieniem ukraińskiego ludobójstwa, tylko te, co dotąd zauważyłem).

Ze strony przeciwników eksponowania sprawy ukraińskiego ludobójstwa warto wymienić przygotowany w początkach lipca br. przez grupę czołowych lewaków i lemingów, w tym kilku b. prezydentów, list pozytywnie oceniający jak wiemy tak ułomny i nie satysfakcjonującym Polaków list kilkunastu osobistości ukraińskiej, w tym paru b. prezydentów. Pisano tam m.in.: „Raduje nas Wasz list, ze znamiennymi słowami „prosimy o wybaczenie”, w którym nie uchylacie się od odpowiedzialności za polskie krzywdy lat 40. ubiegłego stulecia. My również składamy hołd ofiarom bratobójczych konfliktów polsko-ukraińskich” (…) Prosimy o wybaczenie krzywd zadanych naszym braciom Ukraińcom polskimi rękoma”. Skrajną bzdurą było stwierdzenie w liście polskich polityków o „bratobójczych konfliktach polsko-ukraińskich” w odniesieniu do nikczemnych ciosów zadanych z jednej strony – ukraińskich ludobójców. Ks. T. Isakowicz-Zaleski słusznie wskazał na nonsens występującego w tym liście zestawienia ofiar rzezi na Polakach z ofiarami po stronie ukraińskiej, postawienia znaku równości między ludobójstwem na ludności polskiej a akcjami obronnymi.

Pod tak sformułowanym listem podpisali się (i jest to prawdziwa „lista hańby”) m.in.: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski. A także: Włodzimierz Cimoszewicz, Andrzej Olechowski, Radosław Sikorski, Paweł Kowal, Grzegorz Schetyna, Mateusz Kijowski, Władysław Frasyniuk, Zbigniew Bujak, Janusz Onyszkiewicz, Adam Michnik, Jerzy Baczyński, Bogusław Chrabota, Tomasz Lis, Sławomir Sierakowski, o. Ludwik Wiśniewski, Andrzej Stasiuk i Danuta Kuroń.

Jak z tego widać P. Kowal już zupełnie „w piętkę goni”. Prawicowiec Kowal, czy raczej łże-prawicowiec Kowal podpisał się pod listem czołowych lewaków i lemingów. Trzeba też z przykrością powiedzieć, że PiS przez niepotrzebne kluczenie w Sejmie w ostatnich paru tygodniach mimo woli znalazł się w jednym szeregu z Kwaśniewskim, Komorowskim, Wałęsą, Cimoszewiczem, Schetyną, Kijowskim, Michnikiem, Bujakiem, Sierakowskim, Stasiukiem, znanym z oszczerczych wystąpień na temat Polski, pisarzem, który głosił, że Kaczyński „chciałby podpalić Polskę jak Neron”. A także z Borusewiczem, Borowskim i Klichem, którzy gardłowali w Senacie przeciw uchwale domagającej się ogłoszenia 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa. I z „Gazetą Wyborczą” oraz „Tygodnikiem Powszechnym”, które konsekwentnie dążą do relatywizowania sprawy rzezi wołyńskiej.

Mam nadzieję, że PiS naprawi te tak niepotrzebne kluczenia, sprzeczne z jego poprzednią polityką, i na sesji Sejmu w dniu 19 lipca naprawi swój poważny błąd z ostatnich paru tygodni. I jednoznacznie powróci na drogę stanowczego potępienia ukraińskich ludobójców zgodnie z wolą ogromnej części swego elektoratu. I zgodnie z duchem zapowiadanej przez siebie prawdziwej polityki historycznej, odwołującej się do prawdy o historii narodu i do jego godności. Ze szczególną przyjemnością cytuję w tym kontekście niżej trzy szczególnie znaczące wystąpienia z ostatnich dni prominentnych postaci PiS-u lub osób z nim związanych.

Przewodniczący Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej poseł M. Dworczyk za tym, by jedno święto „było poświęcone wyłącznie dramatowi wołyńskiemu”

Popularny patriotyczny tygodnik katolicki „Niedziela” zamieścił wywiad red. Wiesławy Lewandowskiej z posłem Michałem Dworczykiem „Spór o pamięć” (nr z 17 lipca 2016 r.), jednoznacznie wypowiadający się za spełnieniem oczekiwań Kresowian w sprawie ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP. Jednoznaczne stanowisko posła M. Dworczyka w tej sprawie ma tym większe znaczenie, iż jest on przewodniczącym Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej i przewodniczącym sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Na początku wywiadu red. W. Lewandowska powiedziała: „Mści się poprawność polityczna stosowana przez lata w relacjach polsko-ukraińskich – tak m.in. skomentował Pan protesty strony ukraińskiej w związku z kolejną polską próbą upamiętnienia ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskie formacje nacjonalistyczne w czasie II wojny światowej. Uważa Pan, że najnowsza historia stosunków polsko-ukraińskich opiera się na nieszczerości, na rezygnacji z przypominania przykrej prawdy historycznej?

Odpowiadając na to pytanie, poseł Dworczak stwierdził m.in.: „Tak można by to dziś – po wymianie opinii na temat ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich ludobójców w czasie drugiej wojny światowej – opisać. To przykre, bo przecież Polska była pierwszym krajem, który uznał niepodległość Ukrainy. Kibicowaliśmy Ukrainie w ciągu dwudziestu kilku lat jej burzliwej historii, podziwialiśmy i wspieraliśmy dwa „,majdany”, które wyrażały demokratyczne aspiracje Ukraińców. Jednakże na naszych relacjach kładzie się wielkim cieniem sprawa mordów dokonanych na obywatelach II RP w latach 1939-1945, dla Polaków wciąż bolesna. Szkoda, że polskie elity w imię źle rozumianej poprawności politycznej i traktowania Ukrainy jak niedojrzałego dziecka, niezdolnego do szczerości i poważnej rozmowy, przez lata unikały poruszania tego trudnego tematu (podkr. – JRN). Nie próbowano dokonywać żadnych ocen rzezi wołyńskiej, nawet moralnych i etycznych… Tym bardziej nie robiono tego na Ukrainie (…) Polskie milczenie można traktować jako przyzwolenie na taki, a nie inny kierunek (…) dzisiejszy przełom w relacjach z Ukrainą nie dotyczy wybaczania lub przeprosin, lecz tego, jakie będą za kilka lat konsekwencje prowadzonej dziś przez Ukrainę polityki historycznej. Jeżeli w tej sprawie nic się nie zmieni wkrótce wyrośnie nowe pokolenie Ukraińców ze zmanipulowaną wiedzą historyczną, dla którego ludobójcy będą bohaterami (podkr. – JRN). Ci młodzi ludzie nie będą rozumieli, dlaczego Polacy nie mogą zaakceptować ich bohaterów i wciąż mają jakieś pretensje. Na gloryfikacji zła, na kłamstwie nie da się zbudować niczego trwałego, zwłaszcza partnerstwa i przyjaźni (podkr. – JRN). A zatem dwa największe państwa Europy Środkowej: Polska i Ukraina będą trwać w stanie permanentnej kłótni i żadne z osobna nie będzie traktowane podmiotowo przez wielkich sąsiadów ze Wschodu i z Zachodu (…) W tym roku PiS przygotował projekt uchwały, która niezmiennie jednoznacznie opisuje tę kwestię historyczną, zawiera też projekt święta – Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP (…). Ustosunkowując się do uwagi, iż wysuwany jest równocześnie projekt obchodu krzywd Polaków na Kresach, poniesionych w związku z sowiecka agresją w dniu 17 września 1939 r. i do zapytania „czy powinniśmy mieć co najmniej dwa kresowe święta”, poseł Dworczak odpowiedział: „Moim zdaniem dobrze by było, gdyby jedno przypominało cały dorobek Kresów, a drugie było poświęcone wyłącznie dramatowi wołyńskiemu” (podkr. – JRN).

Minister Z. Ziobro za ogłoszeniem 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa

Bardzo ważne znaczenie miało jednoznaczne wystąpienie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry na rzecz ogłoszenia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej II Rzeczpospolitej. W liście podpisanym przez Ziobro, nie jako ministra sprawiedliwości, lecz jako Prezesa Zarządu Głównego Solidarnej Polski zostały zaakcentowane słowa, że Polacy są winni pamięć ofiarom, a „nade wszystko prawdę”. „Na tej prawdzie chcemy budować przyszłość i jak najlepsze relacje z niepodległą Ukrainą. To jedyna droga do rzeczywistego pojednania, bo tylko prawda, nawet jeśli jest najboleśniejsza, wyzwala” . Ziobro dodał: „Ta masowa i straszna zbrodnia popełniona przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) przez dziesiątki lat nie została oficjalnie nazwana – zgodnie z prawdą historyczną – Ludobójstwem. Jesteśmy przekonani, że dzień 11 lipca zostanie Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej II Rzeczpospolitej” (por. Mocna deklaracja Zbigniewa Ziobro ws.Wołynia – Wprost.pl-Mocna-deklaracja-Zbigniewa-Ziobro).

Senator prof. Jan Żaryn: Nie wolno zamykać ust Kresowiakom

Na rzecz należytego uczenia pamięci Kresowiaków poprzez święto w dniu 11 lipca wielokrotnie występował publicznie jeden z najwybitniejszych współczesnych historyków polskich, wybrany na senatora RP z listy PiS profesor Jan Żaryn. To on był inicjatorem uchwały Senatu w sprawie ogłoszenia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczpospolitej. Był również jednym z głównych mówców podczas zwołanej w tej sprawie manifestacji Kresowian przed Sejmem RP w dniu 7 lipca 2016 r. Szczególnie gorąco polecam znakomity wywiad Rafała Pazio z prof. Żarynem na temat ludobójstwa na Wołyniu, opublikowany w najnowszym numerze „Najwyższego Czasu” z 16 lipca 2016 r. W czasie tego wywiadu senator prof. Jan Żaryn powiedział m.in.: „(…) Należy zdecydowanie żądać przyznania od przywódców państwa ukraińskiego, niezależnie od tego, w jakim czasie, okresie i kondycji jest to państwo, że OUN, UPA i ideologia nacjonalizmu ukraińskiego, wychodząca z pogańskich doktryn przedwojennych, przyniosła skutek w postaci ludobójstwa. To przyznanie stanie się dla nas, Polaków, gwarancją rzeczywistych, a nie pozbawionych gwarancji bezpieczeństwa, relacji polsko-ukraińskich Taka jest jedna strona polskiego napięcia. Te stronę ja reprezentuję (…) Jak długo będziemy udawali, że istnieje dla Polaków do przyjęcia jakakolwiek inna polityka pamięci w państwie ukraińskim wobec UPA, OUN i pogańskiego nacjonalizmu ukraińskiego, opartego na doktrynie Donicowa, która była ściśle związana z „Mein Kampf”, przemyśleniami Adolfa Hitlera i nazizmu, też wychodzącego z pogańskiej tradycji? Nie wolno dawać stronie ukraińskiej przekazu relatywizującego, ponieważ taki przekaz był nadawany przez dwadzieścia parę lat i nie przyniósł pożądanego skutku. Ukraina wykorzystała ten czas co najwyżej do powiększania, w budowaniu nowoczesnego narodu, tej sfery pamięci, która dotyczy honorowania banderyzmu. Zatem z punktu widzenia naszych interesów narodowych jest to czas stracony (podkr. – JRN).

Prawdę mówiąc, równie złe jest to, jeżeli będzie nam zagrażał Wołyń i ludobójstwo w przyszłości, dokonane przez nowych banderowców, jak i najazd postsowietów na Polskę. Nie widzę specjalnej różnicy. Tu nie ma kompromisu w tym sensie, że strona polska nie może, nie chce i mam nadzieję, że nigdy nie będzie chciała doprowadzić do tego, żeby zamknąć usta Kresowiakom. Nie będzie tak, jak kiedyś PRL, próbował zamykać usta, dość skutecznie, przez dziesięciolecia, rodzinom katyńskim. To byłaby największa tragedia (podkr. – JRN) (…) Państwo Polskie albo się wpisze w tę wolę znacznej części narodu, albo będzie w oporze wobec tejże części narodu, która i tak obchodzi 11 lipca. Mam nadzieję, że formacja dziś rządząca - a sam do tej formacji też się przyznaję, chociaż nie jestem członkiem Prawa i Sprawiedliwości, ale jestem senatorem dzięki tejże formacji - zgodnie ze swoją tradycją i programem będzie wyczulona na to, żeby wspierać te naturalne oddolne potrzeby narodu. Wspierać, a nie tłumić i tłamsić – jak to było w przypadku formacji poprzedniej (wszystkie podkreślenia – JRN).

Odpowiadając na zastrzeżenia senatora Jana Rulewskiego z PO, który przestrzegał, że przez stanowczą ustawę Senatu jakoby stracimy w oczach Ukraińców, senator Żaryn stwierdził: „Jesteśmy bardzo często, jako Polacy wbijani w taki niewolniczy – jak to nazwałem podczas obrad Senatu – syndrom lęku, który wypływa ze stawiania bez przerwy pozornych barier, które mają rzekomo mieć jednoznaczny i dramatyczny wpływ na decyzje. Gdy jednak dokładnie się przyjrzeć, powodem takiego szantażu jest tylko i wyłącznie wywołanie lęku, bo racjonalnie żadnego dowodzenia nie można tutaj wyprowadzić”.

Senator Żaryn wypowiedział się również zdecydowanie z poparciem dla przygotowywanego do wyświetlenia filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”, mimo przewidywanych wielu mocnych scen w tym filmie. Akcentował: „Znamy te tragiczne wydarzenia z rozrywaniem kobiet i dzieci, gwałtami, dotyczące specjalnego traktowania kapłanów rzymsko–katolickich, z wyrywaniem genitaliów, wkładaniem zardzewiałego drutu w odbyt. Gdy się to mówi, to już powstaje straszny obraz, to wszystko zostanie najprawdopodobniej pokazane. Nie wiem, czy my to zniesiemy, ale z drugiej strony trzeba znieść, aby zrozumieć traumę rodzin”.

Niezwykle mocno zabrzmiała pointa wywiadu senatora J. Żaryna na temat różnych odsłon nacjonalizmu ukraińskiego: „Odwoływanie się do terrorystów, wykładnia ideologiczna Doncowa i praktyka Stefana Bandery – to wątki tożsamościowe, które siłą rzeczy zostały wybrane jako wątki narodotwórcze. Z punktu widzenia polskiej racji stanu i bezpieczeństwa narodowego są nie do przyjęcia. Mam nadzieję, że nigdy nie będą do przyjęcia dla struktur europejskich i atlantyckich. Mam też nadzieję, że państwo ukraińskie odwołujące się do praktyk ludobójczych nie będzie przyjęte do rodziny państw europejskich oraz atlantyckich” (podkr. – JRN).

W kontekście tego wywiadu prof. Żaryna warto przypomnieć wydarzenia ze stycznia 2015 r. we Lwowie, gdzie odbyły się uroczyste obchody przy pomniku Stepana Bandery z okazji 106. rocznicy urodzin działacza, przewodniczącego prowydu OUN. W czasie obchodów burmistrz Lwowa Andrij Sadowyj powiedział: „Stepan Bandera – to nie obiecanki, nie hasła, nie przemówienia. To czyn i działanie. Warte tysiąca pustych dyskusji”. Burmistrz powiedział, że „lwowianie są wspólnotą, jeśli oni będą razem, nigdy nie zostaną pokonani i to będzie najlepszą kontynuacją dzieła Bandery”. Wieczorem zaś ponad stu młodych ludzi wzięło udział w marszu z pochodniami, Podczas akcji uczestnicy skandowali hasła: „Chwała nacji! Śmierć wrogom! „OUN UPA – uznanie państwowe”, „Bohaterowie nie umierają – umierają wrogowie”, „Bandera przyjdzie – zaprowadzi porządek”, „Smert Lachom”, Lachy za San”. A milicja ukraińska zachowywała się biernie i bezczynnie. Były szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wałentyn Naływajczenko powiedział wprost: „SBU będzie korzystała z doświadczenia banderowskiego OUN – UPA (dane wg www.prawica.net445807.06 2016).

Czy kraj, w którym toleruje się tego typu wystąpienia może być członkiem struktur europejskich i atlantyckich? Zgadzam się z prof. J. Żarynem, że nie może. Dlatego musimy z całą siłą perswazji przekonywać władze ukraińskie, żeby odeszły ze swego zgubnego probanderowskiego kursu i w żadnym razie nie powinniśmy iść wobec nich na ustępstwa kosztem prawdy i Polski. Oby sesja Sejmu w dniu 19 lipca usunęła nie potrzebny chwilowy, mam nadzieję rozziew między stanowiskiem PiS, a stanowiskiem większości narodu. Oby sesja Sejmu w dniu 18 lipca stała się prawdziwym triumfem polskiego patriotyzmu dzięki wreszcie w pełni jednoznacznemu stanowisku PiS. Bez takiej decyzji sprawa rzezi wołyńskiej pozostanie „nie zagojoną raną”.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/07/trzeba-przeprowadzic-kontratak.html

Cerkiew greckokatolicka wciąż lęka się prawdy

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

W pojednaniu polsko-ukraińskim dużą rolę mogłaby odegrać Cerkiew greckokatolicka, podległa Watykanowi, posiadająca diecezje i parafie tak na Ukrainie, jak i w Polsce (Warszawa-Przemyśl oraz Wrocław-Gdańsk). Niestety do dziś nie potrafi ona wykorzystać tej szansy. Co więcej, swoją pokrętną polityką historyczną przyczynia się do nowych konfliktów. Jakie są tego przyczyny?

Po pierwsze, Cerkiew wciąż nie chce rozliczyć się ze swoją historią z lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Chodzi tutaj o silne zaangażowanie znacznej części jej wiernych w działalność ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, odpowiedzialnego za ludobójstwo, którego ofiarami w latach 1939 – 1947 padli Polacy oraz obywatele polscy innych narodowości, w tym też sprawiedliwi Ukraińcy. Zaangażowanie to dotyczyło także części duchownych oraz ich dzieci (w katolickich obrządkach wschodnich celibat nie jest obowiązkowy). Przykładem jest tutaj np. ks. Iwan Hrynioch, duszpasterz akademicki we Lwowie, a zarazem kapelan zbrodniczego batalionu niemieckiej Abwehry „Nachtigall” (Słowiki), złożonego z ukraińskich kolaborantów i biorącego czynny udział w zagładzie kresowych Żydów. Ks. Hrynioch za akceptacją swego zwierzchnika, abp. Andrzeja Szeptyckiego, współpracował z Trzecią Rzeszą do samego jej końca, a następnie współtworzył ukraińskie struktury nacjonalistyczne w Niemczech i Kanadzie. W ludobójstwie Polaków i Żydów brało udział także wielu innych duchownych. Jedni w sposób pośredni, święcąc siekiery i noże w cerkwiach, drudzy w sposób bezpośredni, kierując napadami na polskie wsie. Takie wydarzenia miały miejsce np. w Korościatynie k. Monasterzysk, powiat Buczacz na Tarnopolszczyźnie, oraz w Kutach nad Czeremoszem na Pokuciu.

Z kolei najsłynniejszym zbrodniarzem, wywodzącym się z rodziny greckokatolickich duchownych był Stepan Bandera, syn księdza Andrija Bandery, kapelana i oficera Armii Halickiej, walczącej przeciwko odradzającej się Polsce. Młody Stepan, wychowany przez ojca w duchu ukraińskiego nacjonalizmu, zorganizował w okresie międzywojennym w wiele akcji terrorystycznych, z których najgłośniejszymi były dwa zabójstwa: ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego i posła Tadeusza Hołówki. Równocześnie stał się on przywódcą jednej z dwóch frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), na bazie której w czasie wojny powstała ludobójcza Ukraińska Powstańcza Armia (UPA).

iwkgwsfaPo drugie, Cerkiew greckokatolicka (il. Ikonostas w katedrze greckokatolickiej w Stanisławowie, fot. Autora) po powstaniu niepodległej Ukrainy w 1991 r. uległa na nowo fascynacji ideologią nacjonalistyczną. Dlatego też nad Dniestrem i Dnieprem wspomniany Stepan Bandera przedstawiany jest młodzieży jako wzór do naśladowania. Czynią to władze tak świeckie, jak i cerkiewne. Biskupi greckokatoliccy święcą także pomniki UPA, co w szczególny sposób rani rodziny ofiar. Z tego też powodu deklaracje o pojednaniu, padające z ust zwierzchnika ukraińskich grekokatolików, arcybiskupa Świętosława Szewczuka z Kijowa są uważane przez Polaków za mało wiarygodne. Tym bardziej, że ukraiński hierarcha stara się zniekształcić prawdę o ludobójstwie, które dokonali jego rodacy. Odwiedzając Polskę w 2013 r., w 70. rocznicę „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu, uchylił się on od spotkania z rodzinami pomordowanych. Nie zaprosił ich też na panichidę, nabożeństwo żałobne w cerkwi w Warszawie, choć zaprosił dygnitarzy państwowych i partyjnych. Nie pomodlił się też na mogiłach pomordowanych, choć był też na Lubelszczyźnie, zroszonej krwią zabitych przez UPA.

Co więcej, arcybiskup ów, w przededniu przyjęcia przez polski parlament uchwał potępiających ludobójstwo na Wołyniu i Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce Wschodniej, czynnie zaangażował się wraz z innymi ukraińskimi politykami, w tym ze skompromitowanym „pomarańczowym” prezydentem Wiktorem Juszczenką, w naciski na władze polskie. Na szczęście Senat RP nie uległ tej presji, przyjmując stosowną uchwałę w dniu 7 lipca br. Z kolei w najbliższy piątek podobna uchwała zostanie poddane pod głosowanie w Sejmie.

No cóż, dopóki Cerkiew greckokatolicka nie stanie w prawdzie i nie odetnie się od błędów przeszłości, to działanie jej władz będzie nadal dzielić Polaków i Ukraińców, a nie łączyć.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Uchwała Senatu RP odnośnie ludobójstwa na Wołyniu

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

W dniu 7 lipca 2016 r. Senat Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę w sprawie ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach Rzeczypospolitej, postulując ustanowienie 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP: https://www.youtube.com/watch?v=UgYLZciy-yE

Presja Ukrainy na Sejm RP coraz silniejsza

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Wbrew wcześniejszym zapewnieniom głosowanie nad uchwałą o oddaniu czci obywatelom Drugiej Rzeczypospolitej, pomordowanym w czasie banderowskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich, znów zostało przesunięte przez władze PiS. Opinię publiczną poinformowały o tym jednak nie władze partii czy Sejmu RP, ale – co jest bardzo szokujące – władze Ukrainy. Tak jakby parlament polski był zalezny od ukraińskiego. Na Twitterze został zamieszczony wpis przewodniczącego parlamentu w Kijowie Andrija Parubija, który w poprzednich latach był współzałożycielem banderowskiej (nazistowskiej) partii „Swoboda” oraz komendantem Euromajdanu i koordynatorem Samoobrony Majdanu.

‏@AndriyParubiy / Doszliśmy do porozumienia z @MarekKuchcinski, że przed szczytem @NATO Sejm nie będzie rozpatrywał uchwał nt. spornych kwestii historycznych.

20160628tizTaki wpis, to efekt spotkania obu panów w Truskawcu, w dawnym polskim uzdrowisku, położonym koło Drohobycza w województwie lwowskim. Nawiasem mówiąc, w tej miejscowości równo 85 lat temu, w sierpniu 1931 r. został skrytobójczo zastrzelony przez banderowca z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów polski poseł Tadeusz Hołówko z BBWR, piłsudczyk i zwolennik ugody z Ukraińcami. Jednak marszałek Marek Kuchciński w czasie spotkania nie zająknął się o tym ani jednym słowem. To też jest szokujące, bo PiS wciąż odwołuje się do Józefa Piłsudskiego. Poza tym, obecny Sejm powinien dbać o pamięć o polskich parlamentarzystach z okresu międzywojennego, zwłaszcza o tych, którzy zginęli na służbie Rzeczypospolitej. Czyżby pan Kuchciński, który jest posłem PiS z Przemyśla i który podczas kampanii wyborczej zapowiadał troskę o upamiętnienie bohaterów, poświęcił również i tę sprawę na „ołtarzu” dobrych relacji z nacjonalistami ukraińskimi? (il. Rekonstrukcja napadu sotni UPA na polską wieś , fot. Autora).

Przesunięcie głosowania to kolejny cios wymierzony w rodziny ofiar OUN-UPA i SS Galizien, które przez polskich sympatyków UPA i współczesnych banderowców są ustawicznie poniżane i wyzywane od „agentów” i „mścicieli”. W czasach PRL w podobny sposób członkowie PZPR poniżali rodziny ofiar Zbrodni Katyńskiej. Dlatego też rodziny kresowe będą protestować przeciwko politycznemu kunktatorstwu w czwartek 7 lipca o godz. 13.00. Więcej informacji pod linkiem.

Z kolei 3 lipca o godz. 9.30 w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze rozpocznie się XXII Pielgrzymka Kresowian i Światowy Zjazd Kresowian. Najpierw msza św., a następnie Marsz Pokoleń Kresowych oraz Apel Pomordowanych, a także ułożenie z kwiatów i zniczy Krzyża Pamięci Ofiar Ludobójstwa OUN UPA ).

W innych miejscowościach podobne uroczystości odbędą się w dniach 1 -17 lipca. Harmonogram zamieszczę na blogu i stronie.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Wyrażamy stanowczy przeciw wobec stanowiska sygnatariuszy listu…

Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich
ul. Marszałkowska 115, lok. 264
00-102 Warszawa, e-mail: pzokik2014@wp.pl

Warszawa, dnia 4 czerwca 2016

List otwarty do polskich Parlamentarzystów
Szanowny Pan Marek Kuchciński
Marszałek Sejmu
ul. Wiejska 4/6/8, 00-902 Warszawa

Szanowni Państwo,

byli prezydenci Ukrainy Leonid Krawczuk i Wiktor Juszczenko, prawosławny patriarcha Filaret oraz greckokatolicki arcybiskup większy Swiatosław Szewczuk zwrócili się niedawno do Państwa z pismem, które przejdzie do annałów jako jeden z najbardziej kuriozalnych przejawów twórczości epistolarnej w dziejach światowej dyplomacji. W piśmie tym skompromitowani politycy ukraińscy, odpowiedzialni za to, że Ukraina należy do państw o najwyższym na świecie poziomie korupcji, a także jest jedynym krajem na świecie, który oficjalnie posługuje się symboliką faszystowską i oddaje hołd formacjom nazistowskim (UPA i SS Galizien), wspierani przez hierarchów reaktywowanego niedawno kościoła, wspierającego w przeszłości banderowskich zbrodniarzy, domagają się, aby nasi Parlamentarzyści odstąpili od działań mających na celu upamiętnienie ofiar najokrutniejszego bodaj w dziejach II wojny światowej ludobójstwa, a także potępienia jego sprawców.

Wyrażamy stanowczy przeciw wobec stanowiska sygnatariuszy listu.

1. List ukraińskich polityków i hierarchów, wsparty ostatnio wystąpieniem Petra Poroszenki na forum polskiego Parlamentu, ma charakter pokrętny i przewrotny. Pojawiają się w nim przepełnione chrześcijańską frazeologią stwierdzenia, że „tragedie przeszłości wymagają pokuty” oraz zapewnienia,iż „Najważniejszym pomnikiem naszych narodów będą nie miejscowe panteony, ale wyciągnięte do siebie nawzajem ręce”, tymczasem wiadomo, że to właśnie Ukraińcy, pozornie prosząc o przebaczenie, nie tylko nie potępiają zbrodniarzy i nie czynią pokuty, ale budują im panteony. O rzeczywistej woli pojednania będzie można mówić wówczas, gdy z ukraińskiej przestrzeni publicznej zniknie symbolika UPA i SS Galizien.

2. Za skandaliczną uznajemy propozycję ustanowienia wspólnego Dnia Pamięci Ofiar Konfliktu Polsko-Ukraińskiego. Propozycja ta stanowi zabieg socjotechniczny mający na celu zrelatywizowanie zbrodni banderowskich poprzez postawienie znaku równości między planowym i z premedytacją realizowanym ludobójstwem a nielicznymi i spontanicznie przeprowadzanymi polskimi akcjami odwetowymi. To mniej więcej tak, jakby członkowie organizacji neonazistowskich w Niemczech, mając w pamięci żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w czasie powstania w Getcie Warszawskim, domagali się odstąpienia od czczenia ofiar Holocaustu i organizowania w zamian Dni Konfliktu Niemiecko-Żydowskiego.

3. Uważamy, że ukraińscy politycy i przywódcy religijni zupełnie na głowie postawili ideę polskich biskupów wyrażoną w słowach przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Całkowicie nie pojęli, że słowa te były wspaniałym gestem przedstawicieli Narodu-Ofiary wobec Narodu-Oprawcy uczynionym w obliczu potępienia przez państwo niemieckie zbrodni hitlerowskich oraz dość konsekwentnego ścigania czołowych sprawców tych zbrodni.

4. Zwracamy uwagę, że sygnatariusze listu używają pojęć, których znaczenia – jak się wydaje – nie rozumieją. Uznają oni, że dążenie do upamiętniania ofiar w bestialskich rzezi dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów jest „przejawem mowy nienawiści”. Gdyby iść tropem rozumowania domorosłych intelektualistów z Ukrainy, to należałoby uznać, że największymi w świecie propagatorami mowy nienawiści są Żydzi, którzy konsekwentnie potępiają zbrodnie nazistowskie i od lat – w odróżnieniu od Polaków – ścigają zbrodniarzy wojennych i na całym świecie upamiętniają ofiary niemieckiego Holokaustu.

5. Pragniemy zaakcentować, że wbrew temu, co sugerują ukraińscy politycy i greckokatoliccy hierarchowie, pielęgnowanie pamięci Ofiar ludobójstwa Polaków mieszkających na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej oraz potępienie jego sprawców to nie tylko kwestia rozpamiętywania przeszłości. Przeciwnie, to problem związany z żywotnymi interesami Państwa i Narodu Polskiego, a przede wszystkim – kwestia tego:

- Czy polskie społeczeństwo i polski Parlament dają przyzwolenie na to, aby w sąsiednim państwie, zgłaszającym aspiracje do bycia członkiem Wspólnoty Europejskiej, nadal heroizowani byli członkowie formacji nazistowskich i pielęgnowane były tradycje tzw. „integralnego nacjonalizmu”?

- Czy polskie społeczeństwo i polski Parlament zamierzają w dalszym ciągu tolerować to, że coraz częściej we wpływowych ukraińskich środowiskach politycznych kierowane są roszczenia terytorialne wobec Polski i groźby pod adresem Polaków?

- Czy polskie społeczeństwo i polski Parlament godzą się na to, aby w ramach zbliżających się międzynarodowych manewrów wojskowych Anakonda 2016 polscy żołnierze, hańbiąc polski mundur, robili to, czego nie czynili w czasie II wojny światowej, tj stawali w jednym szeregu z żołdakami mającymi na mundurach nazistowskie emblematy?

Polska polityka byłaby zupełnie niewiarygodna, gdyby kraj nasz potępiał zbrodnie dokonane przez Niemcy i przez Związek Sowiecki, natomiast kierując się jakimiś doraźnymi interesami politycznymi nadal przechodził w milczeniu nad najbardziej bestialskimi ze zbrodni, których sprawcami byli ukraińscy nacjonaliści. Istnieje różnica między sztuką dyplomacji a politycznym nierządnictwem.

pomnikcmes6. Uznajemy za niestosowne skierowane pod Państwa adresem – jako przedstawicieli polskiego Parlamentu – nawoływanie „do powstrzymania się od jakiejkolwiek nierozważnej deklaracji politycznej, której uchwalenie nie powstrzyma bólu, lecz jedynie pozwoli naszym wspólnym wrogom wykorzystać ją przeciw Polsce i Ukrainie”. Sugerowanie, że polski Parlament, dążący do uczczenia pamięci prawie 200 tys. Polaków i obywateli polskich narodowości żydowskiej, romskiej, ormiańskiej, a nawet ukraińskiej, będzie podejmował „nierozważną deklarację polityczną” uważamy za niedopuszczalną w świecie polityki impertynencję (il. Pomnik pamięci ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach. Cmentarz Rakowicki w Krakowie, fot. p. Elżbieta Serafin). Niedopuszczalna jest również insynuacja, że Polska i Ukraina mają wspólnych wrogów. Takie słowa są w Polsce i we wszystkich cywilizowanych krajach traktowane jako przejaw mowy nienawiści. Słowa te wyrastają z dążenia do wciągnięcia Polski w konflikt, który zainicjowała kijowska administracja, wydając – nieprzystający do standardów uznawanych we współczesnej Europie – dyskryminacyjny wobec mieszkańców Wschodniej Ukrainy zakaz posługiwania się językiem rosyjskim. Traktujemy je jako przejaw kontynuacji kozackiej polityki. Kozacy w chwili trwogi zawsze szukali schronienia pod skrzydłami Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, gdy trwoga mijała, odwracali się od Niej, pozwalając odzywać pielęgnowanym w ukryciu resentymentom.

Niedawno minister obrony Korei Północnej Choon Yong-Noh ostrzegał polskiego prezydenta Andrzeja Dudę, że „Koreańska Republika-Ludowo Demokratyczna nie będzie tolerować agresji przeciwko Rosji ze strony zdradzieckich psów”. Polska dyplomacja słusznie zignorowała połajanki koreańskiego polityka, uznając je za przejaw azjatyckiego folkloru intelektualnego. Uważamy, że tak samo powinny być traktowane epistolarne wynurzenia ukraińskich prezydentów i greckokatolickich purpuratów.

Warto przypomnieć, że poczynania polityczne jednego z sygnatariuszy pisma – Wiktora Juszczenki – ostro krytykował wybitny autorytet polskiego Kościoła Ks. Prof. Albert Krąpiec, którego rodzina zginęła w banderowskich pogromach. Mówił: „Prezydent nie wypowiada się w swoim imieniu, lecz w imieniu narodu. A to, co powiedział, to w istocie pochwała strasznej, szczególnie wyrafinowanej zbrodni ludobójstwa, którą przedstawia się jako chwalebny środek do uzyskania niepodległości Ukrainy. Państwo, które nie potępia tej zbrodni ani nawet się jej nie wstydzi, ale publicznie ją sławi, naraża się na zarzut, że jest państwem powstałym ze zbrodni, na gruncie zbrodniczym.”

Ks. Prof. Krąpiec dodawał też: „Trudno rozmawiać, a tym bardziej jednać się z ludźmi, którzy bestialskie zbrodnie traktują jako chwalebną postawę obywatelską. Takie stanowisko prezydenta Juszczenki, a więc najwyższej władzy w państwie, tylko może zachęcać, aby kiedyś znów spróbować sięgnąć po tego rodzaju działania. To daje wiele do myślenia. Jak można rzetelnie rozmawiać z takim mężem stanu, przyjmować go w Polsce ze szczególnymi honorami, nadawać mu honorowe doktoraty polskich uczelni, skoro uważa on zbrodnię za bohaterstwo? Kresowianie zadają dziś pytanie całemu Narodowi, a szczególnie polskiej klasie rządzącej: Jak można budować przyjazne, sąsiedzkie relacje z państwem, którego głowa chyli czoła przed zbrodniczą organizacją odpowiedzialną za wymordowanie tysięcy bezbronnych polskich obywateli?”.

Mając w pamięci słowa Ks. Profesora Krąpca, apelujemy do polskich Parlamentarzystów, aby nie ulegali szantażowi moralnemu apologetów banderyzmu. Jako ludzie obdarzeni wyjątkowym zaufaniem społecznym ślubowaliście Państwo, że będziecie Państwo rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu. Nikt nie ma prawa w imieniu pomordowanych członków naszego Narodu wybaczać zbrodni, które nie znajdują należytego potępienia.

Witold Listowski – Prezes
Tadeusz Nowacki – Wiceprezes
prof. dr hab. Leszek Jazownik – Członek

Arcybiskup Lwowa o dyskryminacji Kościoła przez Cerkiew greckokatolicką

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Publikuję poniżej jeden z rozdziałów referatu pod tytułem „Archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego: najnowsza historia. 25 lat wolności, demokracji i dyskryminacji.” Referat ten arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki wygłosił 9 maja br. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim podczas sympozjum poświęconego Kościołowi na Ukrainie. Zawarte w nim przykłady ukazują bardzo bolesną rzeczywistość, która dotyka katolików łacińskich (zwanych tutaj rzymokatolikami), zwłaszcza Polaków, mieszkających od wieków na dawnych Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Najsmutniejsza w tym wszystkim jest negatywna postawa Cerkwi greckokatolickiej, nacechowana szowinizmem i niechęcią do bratniego obrządku rzymskokatolickiego. Wynika to głównie ze spuścizny arcybiskupa greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, który w czasie II wojny światowej nie tylko przymykał oczy na zbrodnie nacjonalistów ukraińskich, ale i jawnie kolaborował z niemieckimi okupantami. Wynika to także z obecnego sojuszu wielu duchownych unickich z ruchem banderowskim, który zawsze był antypolski i antysemicki.

W wygłoszonym referacie arcybiskup Mokrzycki powiedział m.in.:

Problemy codzienności

„Kościół katolicki obrządku łacińskiego jest jednym z wielu Kościołów na Ukrainie, który zgodnie z konstytucją jest równy wobec prawa z innymi wspólnotami religijnymi. Jako wyznanie, które doświadczyło represji ze strony władz komunistycznych ma prawo do zadośćuczynienia i zwrotu majątków i dóbr bezprawnie zabranych. Gwarantują to kolejne zarządzenia i ustawy podejmowane przez władze ukraińskie. M.in. mówią o tym dekrety Prezydenta Ukrainy z 1992, 1996 r. i inne.

Rzeczywistość niestety pokazuje, że mimo upadku totalitarnego systemu pozostały totalitarne tryby myślenia głęboko zakorzenione w świadomości sporej części społeczeństwa, w tym przedstawicieli władz a nawet środowisk chrześcijańskich. Można dostrzec nieprzyjazną czy wręcz wrogą postawę w stosunku do Kościoła rzymskokatolickiego lokalnych władz w wielu miejscowościach naszej archidiecezji, w tym przede wszystkim we Lwowie.

Od skandalicznej obstrukcji ze strony lwowskich władz rozpoczął swą posługę ks. abp Marian Jaworski, któremu uniemożliwiono dostojne odbycie ingresu do swej katedry. Ta gorsząca informacja dotarła do papieża Jana Pawła II, który był bardzo zasmucony niegodziwą postawą wobec skierowanego przez niego pasterza, którego darzył wielkim szacunkiem i osobistą przyjaźnią.

Szczególne nasze zaniepokojenie wywołuje sytuacja świątyń zabranych Kościołowi przez ateistów i teraz bezprawnie utrzymywanych przez władze deklarujące swe przywiązanie do religii i życzliwość Kościołowi. Smutną wymowę ma fakt, że dwie świątynie – katedra i kościół św. Antoniego, które zostawili nam komuniści w czasach najgorszych antyreligijnych nagonek, nadal pozostają jedynymi kościołami należącymi do rzymskokatolickiej wspólnoty w historycznej części Lwowa. Za ćwierćwiecze demokracji żadna ze świątyń nie powróciła do nas mimo usilnych zabiegów i starań.

Skandaliczny wydźwięk ma bezprawne i uporczywe zatrzymywanie kościoła św. Marii Magdaleny jako sali organowej. Sytuacja ta hańbi władze miasta szczycące się europejskością i nawiązujące do lwowskiej spuścizny wielokulturowości i tolerancji.

alodkpTo, że katolicy – parafianie kościoła św. Antoniego dochodzą swych praw w Strasburgu – próbując odzyskać należące do ich parafii budynki nie świadczy dobrze o poszanowaniu praw człowieka, w tym mniejszości narodowych i wyznaniowych w mieście tak bardzo związanym swą historią z łacińską tradycją kościelną (il. Procesja Bożego Ciała we Lwowie Anno Domini 2014, fot. p. Katarzyna Łoza / lwow.info). Atmosfera dawnego miasta nazywanego kiedyś „urbs catholicissima” (miasto w najwyższym stopniu katolickie) jest ustawicznie zatruwana kwasem braku sprawiedliwości wobec rzymokatolików, czego przykrym obrazem może być katedra łacińska, która o porze wieczornej, jako jedyna ze świątyń w śródmieścia nie została podświetlona przez władze miasta. Inne świątynie należące do większościowych wyznań zostały podświetlone przez władze Lwowa.

Próba zaćmienia katolickiej i łacińskiej tradycji Lwowa widoczna jest w różnych przejawach. Władze miasta wykorzystują swoje prerogatywy, żeby wyeliminować elementy tradycji rzymskokatolickiej z przestrzeni publicznej Lwowa. Jak można wytłumaczyć brak zgody na powrót na właściwe miejsce na kolumnę przed kościołem bernardynów posągu św. Jana z Dukli, kiedyś głównego patrona grodu lwowskiego. Usunięty przez komunistów posąg świętego orędownika pozostaje w ukryciu z racji na nacjonalistyczne antypolskie ciągotki lwowskich radnych. Podobna sytuacja dotyczy innego wielkiego lwowianina – św. Józefa Bilczewskiego, arcybiskupa, uczonego, rektora uniwersytetu lwowskiego, społecznika żądającego sprawiedliwości wobec najuboższych. Na moją prośbę o nadanie imienia tego świętego placowi przed Kurią Metropolitalną władze odpowiedziały odmową.

Niestety brak dobrej woli przekłada się także na relacje między konfesyjne. Szczególnie bolesnym jest to, że większość naszych świątyń bezprawnie przejął Kościół greckokatolicki, który w czasach prześladowań i represji komunistycznych tyle doświadczył życzliwości ze strony rzymokatolików. Kościoły są nam zabierane dzięki wsparciu władz, dość często dochodzi do sytuacji skandalicznych i gorszących. Przykładem może być casus kościoła w Komarnie, zabranego łacinnikom przez grekokatolików w sytuacji posiadania przez nich już kilku świątyń. Dość często jedyną motywacją nie oddawania nam świątyń jest hasło „nie oddać kościoła Polakom”. Jak inaczej można wytłumaczyć fakt zabrania nam kościoła MB Gromnicznej przylegającego do łacińskiej Lwowskiej Kurii Metropolitalnej. Ci, którzy naprędce utworzyli parafię greckokatolicką za ścianą Kurii nie wstydzą się rażącej nienormalności tego stanu rzeczy, który ze zgorszeniem na co dzień obserwują mieszkańcy miasta i turyści. Zastanawiającym jest brak właściwej postawy hierarchii greckokatolickiej, nie tylko nie próbującej wprowadzić ład i sprawiedliwość wobec współbraci chrześcijan, katolików, ale, można odnieść wrażenie, popierającej ten stan rzeczy. Bo jak można ocenić ten fakt, że mimo próśb papieża Benedykta XVI o oddanie kościoła MB Gromnicznej prawowitym właścicielom, nie nastąpiły żadne zmiany.

Liczne kościoły zabrane nam przez grekokatolików są przebudowywana i niszczone. Tracą one pierwotny wygląd architektoniczny bądź wręcz się zawalają pod masywnymi, nieproporcjonalnymi kopułami, które mają zaświadczy o ich „cerkiewności”. W ten sposób bezpowrotnie znikają zabytki architektury, które przetrwały najgorsze czasy ateistycznego komunizmu i zostały zgładzone w okresie demokracji i rzekomej europeizacji społeczeństwa.

Na dzień dzisiejszy Kościół greckokatolicki bezprawnie użytkuje dziesiątki naszych świątyń. Jest to przykre stwierdzenie ale niestety prawdziwe.”

Przytoczone powyżej fakty mówią same za siebie. Niezależnie więc od światopoglądu religijnego i opcji politycznych postarajmy wspierać Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie, gdyż pomimo ustawicznej dyskryminacji jest on wciąż ostoją polskości na dawnych Kresach Wschodnich.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Skończyć z przemilczaniem ludobójstwa UPA na Polakach

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Trudno zrozumieć fakt, że w 27 lat po „wybiciu się na niepodległość” ciągle nie odsłonięto pełnej prawdy o bestialskich zbrodniach popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na ok.150 tysiącach Polaków na Wołyniu i Małopolsce wschodniej. Dominacji posłów Platformy w poprzednim Sejmie „zawdzięczamy”, że nie przegłosowano tam nawet w pełni prawdziwej rezolucji o ludobójstwie. A równocześnie wciąż znosimy skrajne wybielanie zbrodniarzy z UPA na Ukrainie przy braku odpowiednio ostrego potępienia tego przez stronę polską. Na tym tle tym bardziej trzeba docenić wydrukowany w najnowszym numerze „Do Rzeczy” (z 23 maja 2016) świetny syntetyczny wywiad red. Macieja Pieczyńskiego z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim pt. „Banderowcy siedzą cicho, ale wciąż są groźni”. Bardzo ważne jest umieszczone zaraz na początku wywiadu sprostowanie jakże częstej manipulacji próbującej równać rzeź wołyńską z wysiedleniami w ramach akcji „Wisła”. Red. M. Pieczyński zadaje pytanie księdzu T. Isakowiczowi-Zaleskiemu: „W rozmowie z liderem jednego z zespołów rockowych z zachodniej Ukrainy poruszyłem temat rzezi wołyńskiej. Muzyk padł nagle na kolana i przeprosił za zbrodnie UPA. Po chwili chwycił mnie za rękę i zażądał, bym klękał i przepraszał za akcję „Wisła”. To jest dobra droga do pojednania?”. Zamienna jest jednoznaczna odpowiedź ks. Isakowicza-Zaleskiego na to pytanie: „Nie można stawiać znaku równości między ludobójstwem dokonanym przez zbrodniarzy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz SS-Galizien i ukraińskich organizacji kolaboranckich a akcją „Wisła”, którą przeprowadził polski rząd komunistyczny, gdyż było to przymusowe przesiedlenie, nie mordowanie. Poza tym rządu komunistycznego nikt w Polsce nie gloryfikuje, a na Ukrainie kult OUN-UPA jest oficjalnie wprowadzony w życie przez uchwałę parlamentu w Kijowie”.

Ks. Isakowicz wspomina w wywiadzie o bezskuteczności prowadzenia dialogu na temat Wołynia ze środowiskami ukraińskimi, np. ze Związkiem Ukraińców w Polsce. „Z drugiej strony nie ma takiej woli (dialogu z Polakami – JRN). Parę lat temu w TVP Historia w czasie dyskusji zapytałem szefa Związku Ukraińców w Polsce, pana Piotra Tymę, czy to co działo się na Wołyniu w 1943 r. było ludobójstwem, czy nie. Odpowiedział, że nie. Również inni działacze zaprzeczają prawdzie, a nawet piszą skargi na tych, którzy mówią prawdę. To ma być dialog? Podobne stanowisko ma były poseł Mirosław Czech (…) To, co mnie najbardziej dziwi, to to, że rząd polski takiej organizacji przyznaje ogromne dotacje z kieszeni polskiego podatnika. Czy organizacje niemieckie, które zaprzeczałyby Holokaustowi Żydów lub zbrodniom SS, otrzymywałyby dotacje od rządu polskiego, niemieckiego lub izraelskiego? Oczywiście, że nie (podkr. – JRN). Związek Ukraińców w Polsce musi się w końcu zdecydować, czy po wypowiedziach jego przewodniczącego i innych działaczy chce być dalej organizacją społeczno-kulturalną, czy polityczną, usprawiedliwiającą ukraińskich ludobójców”.

To, o czym mówi ks. Isakowicz Zaleski w swym wywiadzie, wskazuje, że w przypadku stosunku władz polskich do niektórych organizacji ukraińskich mamy do czynienia z kolejnym przejawem jakże częstego u nas masochizmu narodowego. Płacimy osobom odpowiedzialnym za pomniejszanie prawdy o ludobójstwie na Polakach. Czy nowy rząd patriotyczny p. Beaty Szydło nie powinien przeanalizować w związku z tym rozmiarów dotacji np. dla Związku Ukraińców w Polsce?

Ks. Isakowicz-Zaleski szczegółowo rozważa, co należy zrobić, aby doprowadzić na Ukrainie do uznania sprawy Wołynia za ludobójstwo. Stwierdza: „Najpierw trzeba zrobić kroki we własnym kraju. Pierwszym z nich powinno być przełamanie strachu przed powiedzeniem prawdy o ludobójstwie przez Sejm RP. Ustawa z okazji dnia 11 lipca będzie testem (…) Drugi krok – Ministerstwo Edukacji powinno wprowadzić odpowiednie lekcje o kulturze i tradycji Kresów Wschodnich do programu szkolnego. Z kolei Ministerstwo Kultury powinno dofinansować film Wojciecha Smarzewskiego „Wołyń”, bo to, że trzeba aż zbiórki społecznej na ten cel świadczy bardzo źle o obecnie rządzących.

Równocześnie trzeba w relacjach polsko-ukraińskich stawiać sprawy jasno: „Chcecie naszych pieniędzy i naszego sprzętu wojskowego, to powinniście pozwolić pozbierać kości pomordowanych Polaków, urządzić im chrześcijańskie pogrzeby i postawić krzyże na ich masowych mogiłach. Nie możecie też gloryfikować ludobójców, a zwłaszcza karać (jak to mówi wspomniana uchwała z 9 kwietnia ubiegłego roku) osób, w tym obywateli polskich, za mówienie prawdy o zbrodniach UPA. Powinniście także tak wspierać Polaków na Ukrainie, jak Polska wspiera mieszkających u siebie Ukraińców”. Bez tego wszystkiego obecna polityka wschodnia, która jest bardziej podlizywaniem się niż owocną dyplomacją, nie ma sensu” (podkr. – JRN).

Niepotrzebne podlizywania się w polityce wobec Ukrainy

Ks. Isakowicz-Zaleski przytacza jaskrawe dowody tego niczym nieuzasadnionego podlizywania na przykładach dwóch czołowych polityków ukraińskich bezkrytycznie idealizowanych w Polsce, stwierdzając: „Prezydent Juszczenko tak się odwdzięczył za pomoc, że w 2007 r. bohaterem narodowym Ukrainy ustanowił Romana Suchewycza, dowódcę UPA i kata Kresowian, a w 2010 r. Stefana Banderę. Rozpoczął też proces gloryfikacji ludobójców z UPA. Podobnie postępuje Piotr Poroszenko”. Dodajmy do tych uwag księdza T. Isakowicza-Zaleskiego sprawę szczególnie skandalicznej, wręcz haniebnej, decyzji uhonorowania Juszczenki doktoratem honorowym KUL-u w lipcu 2009 r. Decyzje tę podjęto z inicjatywy niesławnej pamięci „TW Filozofa” – abp. Józefa Życińskiego wbrew protestom rodzin pomordowanych na Kresach. Jak wspominał ks. T. Isakowicz-Zaleski: „śp. Józef Życiński był głuchy na nasze prośby”. W czasie uroczystości nadania na KUL-u tytułu Juszczence ks. Isakowicz-Zaleski skandował: „Hańba Wiktorowi Juszczence!”.

Pytany przez red. M. Pieczyńskiego, jakie miejsce sprawa Wołynia powinna mieć w relacjach polsko-ukraińskich, ks. Isakowicz-Zaleski odpowiedział: „Takie jak KL Auschwitz i inne zbrodnie nazistowskie w relacjach polsko-niemieckich. Tyle tylko, że Niemcy odcięli się od ideologii narodowego socjalizmu i nie zaprzeczają ludobójstwu. Na Ukrainie jest odwrotnie. Kult zbrodniarzy z OUN-UPA jest oficjalnie wspierany przez rząd i prezydenta Poroszenkę. Równocześnie nadal nie ma upamiętnienia ofiar, ani ich godnego pochówku. To tak jak nie zagojona rana, która ciągle będzie się otwierać (…) Wiara, że przez przemilczanie i zamiatanie pod dywan da się cokolwiek osiągnąć w relacjach z narodami, z którymi mamy wspólnie tworzyć Europę, jest tak samo szkodliwa jak kult zbrodniarzy.

Działania Balcerowicza w sterowaniu gospodarka Ukrainy mogą się odbić wielką czkawką dla Polski!

Ks. Isakowicz-Zaleski ustosunkował się też do decyzji powierzenia Leszkowi Balcerowiczowi stanowiska głównego doradcy gospodarczego w rządzie Wołodymyra Hrojsmana. Dodam tu, że są tacy w Polsce, którzy się nawet cieszą z tego, że Balcerowicz w rządzie ukraińskim zniszczy do reszty gospodarkę Ukrainy, głoszą, że będzie to swoisty „odwet za Wołyń”. Nie zdają sobie sprawy z tego, że może być również inny jakże fatalny dla Polski efekt działań Balcerowicza w rządzie Ukrainy, efekt, o którym tak mówił ks. Isakowicz-Zaleski: „Nie chcę być Kasandrą, ale wystarczy, że Leszek Balcerowicz doradzi premierowi Wołodymyrowi Hrojsmanowi, aby wprowadzić drakońskie zmiany gospodarcze, rozwalając rolnictwo i przemysł ciężki, tak jak to się stało w Polsce, a nastroje antypolskie i antysemickie wybuchną na nowo (…) Moja znajoma Ukrainka, mocno zaangażowana w Majdan, na mój e-mail o Balcerowiczu odpowiedziała krótko: „Polskie pany wróciły do Lwowa i Kijowa” (cyt. za wywiadem M. Pieczyńskiego z T. Isakowiczem-Zaleskim: Banderowcy siedzą cicho, ale wciąż są groźni, „Do Rzeczy” z 23 maja 2016).

Kolejne przejawy agresywnego nacjonalizmu ukraińskiego

Marcin Hałaś pisał w Warszawskiej Gazecie o najnowszym przejawie ukraińskich roszczeń nacjonalistycznych wobec Polski: „Jak doniósł portal Kresy.pl – występowi ukraińskiej reprezentantki na konkurs Eurowizji towarzyszyła mapa „Wielkiej Ukrainy”. W materiale prezentującym uczestników tegorocznej fundacji zaprezentowano m.in.. fragment piosenki Jamali, reprezentantki Ukrainy w tegorocznym konkursie Eurowizji (…) Przy każdym z uczestników wyświetlono kontury kraju, który reprezentują w barwach narodowych w przypadku Ukrainy kontury tego kraju wyglądały zupełnie inaczej niż przebiegają obecne granice tego kraju. Jak widać część Polski południowo-wschodniej, m.in. Przemyśl i Chełm, oznaczono jako część Ukrainy. Podobnie postąpiono ze znaczną częścią Polski wschodniej, w tym ziemi lubelskiej” (wg. M. Hałaś: Kroniki tygodniowe: ziarna i plewy, „Warszawska Gazeta” z 13 maja 2016). Z kolei z wywiadu Grzegorza Górnego z posłem mniejszości węgierskiej w parlamencie ukraińskim László Brenzowicsem „w Sieci” z 9 maja 2016 r. dowiedziałem się, że 13 marca 2016 organizacja nacjonalistów ukraińskich zorganizowała w Użhorodzie demonstrację, na której wznoszono hasła „Madziarów na noże”. Dodajmy do tego konsekwentną skrajnie antypolską działalność szefa ukraińskiego IPN-u Wołodymyra Wiatrowicza, zajadłego wielbiciela S. Bandery.

Wszystkie te informacje potwierdzają trafność ostrzeżeń ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego – na temat ukraińskich nacjonalistów w wywiadzie udzielonym red. Maciejowi Pieczyńskiemu. Do sugestii ks. Isakowicza-Zaleskiego w sprawie tego, co należy robić dla odpowiedniego spopularyzowania wiedzy o ludobójstwie na polakach na Wołyniu dodałbym jeszcze jedna sprawę. Patriotyczne media powinny maksymalnie upowszechniać modę na zwiedzanie przez młodzież polskich Kresów od Lwowa, Kamieńca, Krzemieńca i Zbaraża po Wilno i Grodno. Powinno się stworzyć swego rodzaju duchowy „przymus”, że każdy Polak powinien był choć raz w życiu na Kresach. Nawiązuję tu do bardzo modnego na Węgrzech od dziesięcioleci zwyczaju jeżdżenia młodych Węgrów na swoje dawne kresy, od Siedmiogrodu po Górne Węgry (tj. tereny w Słowacji, od Koszyc po Bratysławę) oraz na Wojwodinę w Serbii. Parę lat temu pewien znaczący węgierski dyplomata opowiadał mi jak węgierskie MSZ proponowało polskiemu MSZ-owi współdziałanie w sprawach mniejszości narodowych, ze względu na to, że oba nasze kraje mają swoje duże mniejszości narodowe poza granicami państwa. Polski MSZ spod znaku R. Sikorskiego w ogóle nie podjął tematu. Warto to zmienić za nowego rządu.

Skutki „internacjonalistyczno-kosmopolitycznej” polityki dawnej opozycji laickiej

W sprawie stosunków z Ukraińcami bardzo mocno płacimy, podobnie jak w relacjach z innymi sąsiednimi nacjami, za skutki głupawej „internacjonalistyczno-kosmopolitycznej” polityki tzw. opozycji laickiej. Pisałem o tym szeroko w książce „Zagrożenia dla Polski i polskości” (Warszawa 1998, t.2, s. 292-319). To jej przedstawiciele, z Adamem Michnikiem na czele, przez lata stwarzali wizję Polaków jako narodu pełnego win wobec sąsiadów, który powinien tym korniej słuchać rad, czy nawet rozkazów z zewnątrz, przekazywanych za pośrednictwem współczesnych jurgieltników. Zaczęło się to od „nowatorsko” wytykającego Polakom winy wobec Niemców eseju Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny” z 1979 roku. Potem przyszło coraz częstsze, wręcz nagminne, bicie się w piersi w imieniu Polski za winy wobec innych nacji ze strony niektórych „internacjonalistów” z opozycji z Michnikiem i Bujakiem na czele. Warto przypomnieć tu opinię publicysty katolickiego „Ładu” Adama Wertyńskiego na temat podejścia naszych „Europejczyków”, wciąż inicjujących kolejne przepraszania innych nacji: „We wszystkich spornych kwestiach polsko-obcych Adam Michnik sumituje się za Polaków, bierze stronę obcych, nie waży spraw obiektywnie, polskie dobro jest zawsze czemuś podporządkowane. W tym czasie nawet jego zagraniczni rozmówcy, z pełnymi ustami przyjaźni, mają na uwadze interesy swego kraju (co jest ich obowiązkiem) Michnik tego obowiązku nie spełnia” (por. A. Wertyński: Jakobinizm, „Ład” z 16 lutego 1992 roku).

Skrajnie krzywdząca Polaków jednostronność dominowała przez całe dziesięciolecia po 1989 roku w obrazie stosunków polsko–ukraińskich, prezentowanym na łamach najbardziej wpływowych „czerwonych” i „różowych” mediów. Przyznał to nawet autor „Gazety Wyborczej” Maciej Stasiński w tekście z kwietnia 1997 r. W jego ocenie „poprawna politycznie” publicystyka „Rzeczpospolitej”, „Gazety Wyborczej”, „Tygodnika Powszechnego” czy „Polityki” starała się „łagodzić określenia dotyczące Ukraińców oraz odpowiednio wzmacniać określenia pod adresem Polaków. W myśl cennej skądinąd zasady „zacznijmy od bicia się we własnej piersi”, nazywa się tu „zbrodnią” akcję „Wisła”, natomiast zbrodnie UPA opisuje się eufemistycznie jako polskie „krzywdy” (por. M. Stasiński: Jak Polak z Ukraińcem, „Gazeta Wyborcza” 22 kwietnia 1997). Czytelników tego blogu odsyłam do wspomnianej już tu mojej książki „Zagrożenia…, op.cit., s. 303-317), gdzie wyliczam różne przykłady kłamliwej jednostronności wpływowych mediów na niekorzyść Polaków. Jak bardzo stronniczy i jednostronni byli czołowi przedstawiciele lewicy laickiej niech świadczy wypowiedź Jacka Kuronia. Będąc na Ukrainie popisał się on dość szczególnym antynarodowym oświadczeniem: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest ukraińskim miastem” (ukraińskie pismo „Wysokyj Zamok” z 5 lipca 1992). Słowa Kuronia do złudzenia przypominały wypowiedź sławetnego PRL-owskiego targowiczanina Bolesława Bieruta, który w rozmowie z przedstawicielami wielkich mocarstw 13 października 1944 r. powiedział: „Przybyliśmy tu, by zażądać w imieniu Polski, żeby Lwów należał do Rosji. Taka jest wola narodu polskiego” (por. J. R. Nowak: „Myśli o Polsce i Polakach”, Katowice 1994, s.247).

Lobby ukraińskie w Polsce

Odsłanianiu prawdy o zbrodniach popełnionych na Polakach nie służy siła lobby proukraińskiego w Polsce, szczególnie wpływowego na niektórych uczelniach i w życiu politycznym. Dość przypomnieć, że do niedawna (do wyborów w 2015 r.) funkcję przewodniczącego sejmowej komisji ds. mniejszości narodowych sprawował zajadły nacjonalista ukraiński Miron Sycz. Jego ojciec był zbrodniarzem ukraińskim, skazanym w Polsce w 1947 r. za swe zbrodnie na karę śmierci, później zmienioną na 15 lat więzienia. Poseł Mieczysław Golba z „Solidarnej Polski” przypomniał, że ojciec M. Sycza należał do sotni, która spaliła całą polską wieś Wiązownicę. Sam Miron Sycz starał się jak mógł blokować obchody ku czci Rzezi Wołyńskiej. Do najbardziej wpływowych polityków Unii Wolności należał Mirosław Czech, sekretarz generalny tej partii w latach 1997-2001. Wielokrotnie próbował zrównywać zbrodnie ukraińskie z działaniami polskimi, by tak zminimalizować ukraińskie zbrodnie, co ostro krytykował w czerwcu 2013 r. profesor Antoni Dudek. Równie stronniczy w sprawach polsko-ukraińskich był opisany już przez ks. T. Isakowicza-Zaleskiego prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma. Do najbardziej wpływowych działaczy lobby ukraińskiego Polsce należy para Berdychowskich Bogumiła i Zygmunt. Bogumiła Berdychowska, sekretarz Forum Polsko-Ukraińskiego była inicjatorką zbierania podpisów pod apelem do Rady Miasta Warszawy w sprawie niedopuszczenia do budowy pomnika pamięci ofiar ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów z UPA i OUN w Warszawie. Jej mąż Zygmunt jest radnym z ramienia PO.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/05/skonczyc-z-przemilczaniem-ludobojstwa.html

Polonia odsłoniła w Niemczech pierwszy pomnik ofiar UPA

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Dziś przedpołudniem pracownicy IPN: Piotr Szubarczyk z Gdańska oraz Tomasz Bereza i Mariusz Krzysztofiński z  Rzeszowa wygłosili cykl referatów o ludobójstwie dokonanym w latach 1939 – 1947 przez zbrodniarzy z OUN-UPA na Kresach Wschodnich. Ofiarami tej zbrodni przeciwko ludzkości padli nie tylko Polacy, ale i obywatele Drugiej Rzeczypospolitej innych narodowości (w tym też sprawiedliwi Ukraińcy). Bardzo dobry był też referat Anny Kołakowskiej o źródłach nacjonalizmu. Podsumowaniem była moja prelekcja pt. „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary, wzbogacona m.in. fotosami z filmu „Wołyń” Wojciech Smarzowskiego i zdjęciami rekonstrukcji historycznej, która pomimo ataków „Gazety Wyborczej” i Związku Ukraińców w Polsce odbyła się trzy lata temu w Radymnie k. Przemyśla.

20160430tizZ kolei wieczorem w ośrodku polonijnym „Concordia”  odprawiona została msza św. za pomordowanych Kresowian, po której nastąpiło odsłonięcie i poświęcenie pomnika-tablicy ku czci Ofiar Ludobójstwa, ufundowanego przez naszych rodaków z Niemiec i Francji. Jest to jedno z pierwszych (o ile nie pierwsze) tego typu upamiętnienie u naszych zachodnich sąsiadów (il. Tablica w ośrodku polonijnym „Concordia”, ufundowana przez Polaków z Niemiec i Francji, fot. Autora). Spośród zaproszonych gości przybyli m.in. konsul polski Andrzej Dudziński z Kolonii, działacz NSZZ „Solidarność” i więzień polityczny z lat 80., Andrzej Rozpłochowski, oraz artyści Andrzej Kołakowski i Dariusz Grzybowski, którzy swoimi recitalami stworzyli nastrojowy klimat. Jutro msza św. w intencji ks. Jacka Międlara, odprawiana na prośbę jego przyjaciół, oraz wykład Bogdana Dobosza – „Islamizacja Europy na przykładzie Francji”.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Krwawy Wielki Piątek w Janowej Dolinie

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

„Wołyńską Gdynią” nazywana była osada Janowa Dolina, ale nie względu na port, bo takiego oczywiście tam nie było, ale ze względu na fakt, że powstała ona z niczego. Od lat dwudziestych ubiegłego wieku wznoszono ją bowiem na mało zagospodarowanych dotąd terenach koło Kostopola, w pobliżu rzeki Horyń, który tworzy w tym miejscu malowniczą dolinę wśród urwistych i porosłych lasami brzegów. Osada swoją nazwę otrzymała na pamiątkę króla Jana Kazimierza, który ponoć tutaj polował. Była ona budowana dla prawie tysiąca robotników, zatrudnionych w nowo powstałych Państwowych Kamieniołomach Bazaltu. A bazalt ów był doskonałej jakości, więc świetnie nadawał się jako materiał do budowy dróg. Ustawiczne zapotrzebowanie na niego powodowało, że przedsiębiorstwo rozwijało się szybko, ściągając kolejnych pracowników.

Janową Dolinę jako wzorowe osiedle robotnicze wznoszono na wzór amerykański. Najpierw między kamieniołomami a rzeką wycięto znaczny fragment sosnowego lasu, na miejscu którego wyznaczono ulice przecinające się pod kątem prostym. Wszystkie domy budowano z kolei na wzór fiński. Były one drewniane, dwukondygnacyjne, ale z murowanym podpiwniczeniem i dwu-spadowym dachem przykrytym ceramiczną dachówką. Każdy dom był przeznaczony dla czterech rodzin. Coś jak śląskie „familoki”, ale o niebo nowocześniejsze, bo zelektryfikowane i skanalizowane. Do każdego domu przydzielone były działki rolnicze i ogródki. W centrum osiedla znajdował się murowany blok w kształcie litery U, przeznaczony na biura, świetlice, teatr, klub sportowy i pomieszczenia dla różnorodnych organizacji społecznych. Obok znajdowało się boisko sportowe oraz teren pod budowę murowanego kościoła. Tego ostatniego nie zdołano wybudować przed wojną, więc msze św. odbywały się w drewnianej kaplicy. Łącznie mieszkało tutaj ok. 3000 osób, w przeważającej większości Polacy, choć nie brakowało także Ukraińców, Czechów i Niemców.

Z chwilą zajęcia Wołynia przez Sowietów w 1939 r. spadły pierwsze represje na Polaków, z których wielu w powodu donosów składanych przez Ukraińców było w ramach czterech kolejnych deportacji aresztowanych przez NKWD i wywożonych na zsyłkę do Kazachstanu lub na Syberię. Po zajęciu tych terenów przez Niemców też nie było łatwo. Wspomniany blok w centrum osiedla zajęło wojsko niemieckie. Stacjonowała tutaj znaczna ilość żołnierzy, a cały budynek był zabezpieczony bunkrami i zasiekami. Prawdziwa twierdza. Pod koniec 1942 r. zaczęły dochodzić pierwsze informacje o mordach dokonywanych w innych miejscowościach wołyńskich. Wśród mieszkańców osady istniały wprawdzie struktury podziemnej konspiracji, ale nie posiadały one jakiejkolwiek broni. Uspokajano się więc obecnością oddziału niemieckiego. Nie spodziewano się też napaści ze strony ukraińskich sąsiadów.

Zagłada osady nastąpiła w Wielkim Tygodniu 1943 r. Termin ten był wybrany celowo, bo wiedziano, że na święta wielka-nocne rodziny gromadzą się w domach, a zadaniem tego ataku,jak i wszystkich innych, było nie tyle wypędzenie Polaków, co wymordowanie ich w jak największej ilości. Podobne podstępy zastosowano w wielu następnych przypadkach. Do mordów Ukraińska Armia Powstańcza, choć wtedy dopiero się tworzyła, przygotowała się precyzyjnie, przeprowadzając wcześniej odpowiednie rozpoznanie i koncentrując znaczne siły.

20160325tizW Wielki Czwartek, czyli 22 kwietnia, po zakończonym nabożeństwie w kaplicy wszyscy mieszkańcy Janowej Doliny poszli spokojnie spać. W tym czasie osadę otaczały już oddziały UPA, które przecięły druty telegraficzne i zablokowały drogi ucieczki. Liczba napastników sięgała aż 1500 osób. Uzbrojonym w broń palną banderowcom towarzyszyli podszczuci ukraińscy chłopi, wyposażeni w siekiery, widły, noże i innego rodzaju prymitywne narzędzia do zabijania. Były wraz z nimi także kobiety, których zadaniem było rabowanie, a następnie podpalanie domów. Nie brakowało też nastolatków, z których każdy w tym bandyckim procederze miał także swoje wyznaczone miejsce (il. Janowa Dolina – Krzyż upamiętniający 600 mieszkańców, którzy stali się ofiarami ludobójstwa dokonanego przez UPA, fot. Janusz Horoszkiewicz).

Napastnikom, poruszającym się leśnymi ścieżkami, udało się podejść niepostrzeżenie pod pierwsze domy. Uderzyli tuż po północy, a więc już w Wieki Piątek. Wdzierali się oni do mieszkań, mordując wszystkich jak popadło. Nie darowano nawet niemowlętom, które chwytając za nogi roztrzaskiwano o ściany. Polacy w panice wyskakiwali przez okna, ale dosięgały ich kule, bądź ciosy siekier i wideł. Ci, co chowali się w piwnicach, ginęli w płomieniach, gdyż ukraińskie kobiety po zrabowaniu najcenniejszych przedmiotów od razu podpalały domy. Poza tym, napastnicy celowo wrzucali granaty i butelki z benzyną do piwnicznych okienek.

Niektórzy z Polaków pobiegli w kierunku bloku z żołnierzami niemieckimi, szukając u nich ratunku, ale ci zachowywali się biernie, ostrzeliwując się jedynie dookoła. Inni z kolei ukryli się u rodzin ukraińskich, ale gdy ich tam znaleziono, to mordowano ich wraz z tymi, co im pomagali. Bandyci napadli także na szpital. Chorych ukraińskich wynieśli, a pozostałych wraz z polskim personelem medycznym, wymordowali. Nie było litości dla nikogo. W sumie zabito 600 osób. Działy się tam dantejskie sceny, gdyż banderowcy i „czerń” dokonywali niesamowitych aktów barbarzyństwa, nie tylko zabijając, ale i torturując swoje ofiary, np. przez rozpruwanie brzuchów czy obcinanie rąk i nóg.

Rano na miejscu, gdzie miał stanąć kościół, wykopano wielki rów, do którego wrzucono ofiary. Prawie wszystkie domy były spalone. Dzisiaj nie ma śladu po Janowej Górze. Na miejscu zagłady, w 55. rocznicę jej dokonania, byli mieszkańcy postawili skromny pomnik z niewiele mówiącym napisem „Polakom z Janowej Góry”. Na nic więcej bowiem nie pozwoliła strona ukraińska. Nie zaznaczono nawet daty mordu, ani ilości pomordowanych. W czasie uroczystości odsłonięcia protestowali nacjonaliści z Ludowego Ruchu Ukrainy, wołając „Won polscy policjanci” i „Won esesmańskie sługusy”.

Szefem owego Ruchu został późniejszy minister spraw zagranicznych Ukrainy Borys Tarasiuk, który w październiku 2007 r., w 65. rocznicę powstania UPA wezwał do uznania tej zbrodniczej formacji za organizację walczącą o niepodległość Ukrainy. Pisał wówczas do prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki: „UPA z honorem wypełniała swe obowiązki wobec narodu i zasługuje na pamięć i szacunek ze strony państwa i obywateli”. Janowa Dolina jest najlepszym przykładem tego, na czym ów „honor” i owe „obowiązki” polegały.

P.S. Nie lepiej jest za rządów obecnego prezydenta Ukrainy, Petro Poroszenki. Jego propagandziści napad na bezbronnych mieszkańców Janowej Woli przedstawiają jako „akcję bojową przeciwko polsko-niemieckim okupantom”. Chciałoby się krzyknąć „Hospody pomyłuj!”.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Film „Wołyń” wciąż natrafia na przeszkody. Trzeba pomóc

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Jedną z najważniejszych, tegorocznych premier filmowych będzie premiera filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”, zapowiadana na 6 października. Film ten – jak zapowiada Rafał Jankowski, rzecznik Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej – ukaże polskiemu i zagranicznemu widzowi ludobójstwo dokonane przez zbrodniarzy z Ukraińskiej Powstańczej Armii na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej.  Akcja filmu obejmuje okres od wiosny 1939 roku do lata 1945 roku, a główna jej część toczy się w wiosce zamieszkałej przez Ukraińców, Polaków i Żydów, w południowo-zachodniej części województwa wołyńskiego.
REKLAMA

Tematyka ta, tak w okresie PRL, jak i Trzeciej RP, była „zakazana” ze względu na naciski polityków polskich i ukraińskich (wcześniej radzieckich). Najnowszym tego przykładem była presja prezydenta Bronisława Komorowskiego i Adama Michnika, szefa „Gazety Wyborczej”, w wyniku której kluby Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota doprowadziły do zamiany w uchwale sejmowej z dnia 12 lipca 2013 r. słowa „ludobójstwo” na potworka językowego „czystki etniczne  o znamionach ludobójstwa”. Dzisiaj z kolei środowiska związane ze wspomnianą „Gazetę Wyborczą” oraz Związkiem Ukraińców w Polsce (którego przewodniczący Piotr Tyma zaprzecza publicznie ludobójstwu na Wołyniu) próbują dezawuować tak osoby broniące prawdy, jak i sam film.

20160320tiz„Ten film kosztował mnie bardzo dużo emocji, ale to są emocje rozłożone na trzy i pół roku. Myślę, że widz, który pójdzie na ten film dostanie bardzo dużą porcję emocji i wzruszeń. Nie tylko wiedzy na temat tamtych czasów” – mówi o swoim najnowszym projekcie filmowym „Wołyń” Wojciech Smarzowski (il. Kadr z filmu „Wołyń”, fot. Producent filmu).

Warto posłuchać rozmowy z twórcami filmu. Materiał wideo posiada także napisy angielskie – https://www.youtube.com/watch?v=PPEMg5vBZHA.

Film, którego producentem jest  Film it Sp. z o.o., otrzymał od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej 6 mln zł., czyli maksymalną stawkę przewidzianą dla filmu historycznego. Ze względu na wspomniane naciski polityczne ciągle brakuje 2,5 miliona złotych na dokończenie . Dlatego też powstała specjalna fundacja na rzecz filmu „Wołyń”, która apeluje do społeczeństwa o pomoc. Numer konta, jak i inne informacje są na stronie fundacji – http://filmwolyn.org.

Trzeba pomóc. Liczy się dosłownie każda złotówka.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Kresowianie piszą do prezydenta Andrzeja Dudy ws. Dnia Pamięci

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

W dwóch kolejnych felietonach poruszałem sprawę ustanowienia w dniu 11 lipca, czyli w rocznicę „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu, Narodowego Dnia Pamięci. Chodzi o felietony „Narodowy Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian. Czy dojdzie do przełomu?”:
http://www.krakowniezalezny.pl/narodowy-dzien-pamieci-meczenstwa-kresowian-czy-dojdzie-do-przelomu
oraz „Ludobójstwo, a nie męczeństwo”:
http://www.krakowniezalezny.pl/ludobojstwo-a-nie-meczenstwo

Sprawa ta wywołała dyskusję, także pomiędzy rożnymi organizacjami, które skupiają Kresowian i ich potomków oraz miłośników Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Dyskusji tej nie ma się co dziwić, bo od 27 lat establishment Trzeciej RP wciąż nie ma odwagi powiedzieć prawdy o ludobójstwie dokonanym na obywatelach Drugiej RP przez zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nawiasem mówiąc, zbrodniarze ci są dziś gloryfikowani przez prezydenta Ukrainy Petro Poroszenkę i parlament w Kijowie, co wykopuje kolejne rowy pomiędzy Polakami i Ukraińcami.

W dzisiejszym felietonie publikuję pełny tekst listu skierowanego wczoraj w tej sprawie do prezydenta RP Andrzeja Dudy. Stanowisko zawarte w tym liście w pełni popieram.

22 lutego 2016 r.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Pan Andrzej Duda
ul. Wiejska 10, 00-902 Warszawa
dotyczy: projektu ustawy w sprawie ustanowienia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian

Szanowny Panie Prezydencie,

z radością środowiska kresowe przyjęły informację o tym, że Przewodniczący Komisji Łączności z Polakami za Granicą, poseł PiS, Pan Michał Dworczyk, przygotował projekt ustawy, która będzie czciła pamięć pomordowanych Kresowian. Niestety, kiedy poznaliśmy brzmienie samego tytułu tego projektu, a także niektóre sformułowania z uzasadnienia, wzbudził on nasz poważny niepokój i sprzeciw.

Na Kresach w latach 1939-1945 miało miejsce ludobójstwo. Dokonali go na Polakach, a także na obywatelach polskich wywodzących się z innych kultur etnicznych, np. ormiańskiej, żydowskiej, czeskiej, mordercy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. To niepodważalny fakt. Poważni badacze problematyki kresowej, historycy i prokuratorzy IPN określili to jednoznacznie. Było to ludobójstwo. Podlegali mu też sami Ukraińcy, którzy nie zgadzali się z obłędną ideologią integralnego nacjonalizmu. Padali ofiarami mordów, tak samo, jak Polacy, Żydzi, czy Ormianie.

W tej sytuacji, kiedy Pan poseł, Michał Dworczyk, złożył w Sejmie projekt ustawy w sprawie ustanowienia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci, z nazwą: Męczeństwa Kresowian, a nie Ludobójstwa Kresowian, uznaliśmy, że podważa on ustalenia historyków i prokuratorów IPN. Pojęcie -męczeństwa – ma charakter opisu literackiego. Natomiast w poważnej ustawie takiego pojęcia nie powinniśmy używać, ponieważ, po pierwsze, nie oddaje ono istoty rzeczy, a po drugie, nie mówi całej prawdy. W tytule ustawy powinno się znaleźć pojęcie – ludobójstwo, jako termin prawny.

Wedle nas, pełne brzmienie nazwy ustawy powinno wyglądać następująco: Ustawa w sprawie ustanowienia 11 Lipca Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Kresowian dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Taka nazwa odda historyczną prawdę. I tak zredagowany tytuł, ostatecznie spełni wieloletnie oczekiwania i nadzieje środowisk kresowych.

kpldpadtizApelujemy do Pana posła Michała Dworczyka i do innych posłów oraz senatorów Najjaśniejszej RP, aby określając w wystąpieniach publicznych masowe zbrodnie na Polakach dokonane przez ukraińskich nacjonalistów (il. Miejsce po wsi Parośl na Wołyniu, wymordowanej przez UPA, fot. Janusz Horoszkiewicz), używali zgodnej z prawdą terminologii, czyli słowa: ludobójstwo (wg definicji sformułowanej przez dr. Rafała Lemkina).

Projekt przedstawiony przez Pana posła M. Dworczyka rozmywa odpowiedzialność za konkretną zbrodnię: zaprojektowaną, zorganizowaną i wykonaną przez konkretnych zbrodniarzy z OUN i UPA. Chcemy uniknąć już nie raz stosowanej manipulacji, choćby takiej, jak osławione sformułowanie „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”.

Widzimy w upublicznionym fragmencie uzasadnienia ustawy ukrywanie istotnych sprawców zbrodni, wspomnianych formacji: OUN i UPA. Ze zbitki językowej w sformułowaniu: „Szczególnie dramatycznym piętnem w XX wieku odcisnął się(…) totalitaryzm rosyjski, niemiecki oraz integralny nacjonalizm ukraiński”, nie wynika, kto na Kresach dokonał zbrodni ludobójstwa. A my wiemy, kto i powtarzamy, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia. I pragniemy, by ta prawda została wyraźnie wyartykułowana. Nie mieszajmy porządków historycznych i problemów dotyczących innych kart dziejowych.

Apelujemy do wszystkich Parlamentarzystów, Polityków i Ludzi uczciwych, aby na 73 rocznicę bestialskiego ludobójstwa Polaków dokonanego przez banderowców, przyjąć właściwą ustawę, oddającą w sposób prawdziwy i godny cześć ponad 200 tysiącom pomordowanym rodakom i ustanowić 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA. Byłoby wielce wskazane wywieszenie w tym dniu na budynkach administracyjnych biało-czerwonych flag z kirem.

Pojednanie polsko-ukraińskie jest potrzebne, nie możemy go jednak budować na fundamencie kłamstwa i fałszu. Pomostem łączącym nasze narody jest historia Sprawiedliwych Ukraińców, ludzi honoru i odwagi, którzy byli mordowani przez banderowców za pomoc udzielaną zabijanym Polakom. Szkoda, że Pan poseł Michał Dworczyk nie podjął tego wątku. Polskie władze winne wyrazić dla tych bohaterów podziękowanie i szacunek, czego do tej pory ani Polski Rząd, ani Polski Parlament nie uczyniły. Jedynie Kresowianie pamiętają o tych bohaterach, fundując w swych środowiskach tablice z ich nazwiskami i corocznie wspominając ich czyny przy uroczystych apelach w rocznicę tego bestialskiego ludobójstwa

Kresowian zabijano dwukrotnie, raz banderowskimi siekierami, a drugi raz przez brak pamięci i fałszowanie historii. Nie pozwólmy, by byli zabijani przez złą ustawę po raz trzeci. Zasługują bowiem na całą prawdę.

Łączymy wyrazy najwyższego szacunku

Kresowe Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze im. Orląt Lwowskich w Żarach, prezes Józef Tarniowy / Klub Tarnopolan Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Płd-Wsch. w Żarach, prezes dr n.med. Krzysztof Kopociński / Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich w Warszawie, prezes Witold Listowski, wiceprezes Tadeusz Nowacki / Stanisław Srokowski, Wrocław / Związek Polskich Żołnierzy Samoobrony Kresów Południowo-Wschodnich, Izydor Budzyna, prezes Oddziału Wojewódzkiego w Żarach / Związek Konfederacji Polski Niepodległej z lat 1979-89, prezes Krzysztof Bzdyl / Związek Szlachty Polskiej Kresów Wschodnich, wiceprezes Daniel Jan Potocki / Stowarzyszenie „Dobro Ojczyzny”, Racibórz, prezes Józef Sadowski / Stowarzyszenie Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich w Przemyślu, prezes Stanisław Żółkiewicz / Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, Wrocław, prezes zarządu Szczepan Siekierka / Dr Andrzej Zapałowski, Przemyśl / Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich w Warszawie, prof. Leszek Jazownik (Zielona Góra) / Stowarzyszenie im. Piotra Michałowskiego, Przemyśl, Józef K.Kalinowski / Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu, Zamość, przewodnicząca Janina Kalinowska / Porozumienie Orła Białego, przewodniczący Wojciech Orawiec / Stowarzyszenie Kresowian Ziemi Dzierżoniowskiej, prezes Edward Bień / Strażnicy Pamięci Ziemi Zgorzeleckiej, prezes Janina Słabicka / Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, Oddział Świdnica, prezes Antoni Jadach / Stowarzyszenie Kresowian, Kędzierzyn-Koźle, prezes Witold Listowski / Warmińsko-Mazurskie Stowarzyszenie Polskich Dzieci Wojny, Romuald Drohomirecki / Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Okręg Zamość, prezes Stanisław Żytecki / Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Żarach, prezes Danuta Freder-Kaczmarczyk / Stowarzyszenie Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy, Oddział Wałbrzych, przewodniczący Ryszard Jordan / Stowarzyszenie Rodzin „Polska Pamięć i Tożsamość”, Góra Kalwaria, prezes Marcin Gwardys.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Ludobójstwo, a nie męczeństwo

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Informacja o planowanej inicjatywie sejmowej, ustanawiającej dzień 11 lipca świętem państwowym po nazwą „Narodowy Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian”, wywoła wiele komentarzy. Po moim felietonie na ten temat, który opublikowałem w Onet trzy dni temu, dostałem wiele listów. Niniejszym dziękuję za wszystkie uwagi i opinie w nich zawarte.

Aby nie było żadnych wątpliwości, co do mojego stanowiska w tej kwestii, to przedstawiam je w kilku punktach:

1) Jako krewny pomordowanych przez UPA Polaków, a zarazem duszpasterz Ormian, których rodziny także padły ofiarą nacjonalizmu ukraińskiego, uważam, że najważniejsza sprawą jest powiedzenie prawdy przez władze Trzeciej RP o ludobójstwie dokonanym na Kresach Wschodnich (także na terenach obecnego Podkarpacia i Lubelszczyzny) na obywatelach Drugiej RP w latach 1939 – 1947 przez zbrodniarzy spod znaku nie tylko UPA, ale i SS Galizien i innych ukraińskich formacji kolaboranckich . Na ową prawdę, wyrażoną przez oficjalne dokumenty państwowe (w tym zwłaszcza sejmowe), rodziny ofiar czekają od 70 lat.

lanm2) Omawianą inicjatywę poselską uważam za krok w dobrym kierunku, ale planowane święto winno nosić nazwę „Narodowy Dzień Pamięci Ludobójstwa Kresowian”. Dzień 11 lipca jest bowiem rocznicą „Krwawej Niedzieli”, będącej apogeum ludobójstwa na Wołyniu. Trzeba to nazwać po imieniu, bez używania zmiękczających pojęć typu „męczeństwo” czy „tragedia”. Trzeba też wyraźnie określić sprawców, bo owego ludobójstwa dokonali nie Niemcy czy Rosjanie, których sumienia obciążają inne straszliwe ludobójstwa (przeprowadzone również na Kresowianach), ale Ukraińcy ze wspomnianych zbrodniczych organizacji (il. Ustawianie krzyży przez potomków Kresowian na miejscu polskich wiosek wymordowanych i zrównanych z ziemia przez ludobójców z UPA, fot. Janusz Horoszkiewicz).

3) Projekt ustawy sejmowej winien powstać w dialogu z organizacjami społecznymi, które od lat walczą o prawdę i godne upamiętnienie ofiar ludobójstwa, jak np. Stowarzyszenie „Huta Pieniacka” we Wschowie, Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich w Warszawie, Stowarzyszenie Upamiętniania Zbrodni Nacjonalistów Ukraińskich we Wrocławiu, Koło Tarnopolan w Żarach czy Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu (siedziba w Zamościu). Także przy konsultacji z wybitnymi specjalistami, do których – obok liderów wielu organizacji kresowych – należy zaliczyć m.in. p. Ewę Siemaszko, współautorkę monografii o ludobójstwie na Wołyniu, dr Lucynę Kulińską, dr Leona Popka, p. Stanisława Srokowskiego, prof. Bogusława Pazia i prof. Czesława Partacza.

Poseł Michał Dworczyk na portalu Kresy.pl powiedział „Środowiska zainteresowane problematyką Kresów będą zaproszone do dyskusji i każdy będzie mógł się wypowiedzieć. Warto podkreślić, że jest to na razie projekt, na pierwszym etapie drogi legislacyjnej, a więc dokument, nad którym można jeszcze pracować np. w trakcie kolejnych posiedzeń komisji sejmowych. Jeżeli uznamy to za zasadne – zawszę będzie możliwość wprowadzenia w nim poprawek”.

Wyrażam więc nadzieję, że do takich rzeczowych konsultacji dojdzie, a wszystkie uwagi i postulaty wyrażone przez rodziny ofiar ludobójstwa zostaną wzięte pod uwagę. Na koniec przypomnę hasło owych rodzin: „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Narodowy Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian. Czy dojdzie do przełomu?

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Dziś, w 76. rocznicę pierwszej masowej deportacji Polaków przez NKWD w głąb Związku Radzieckiego, ma zostać złożony w Sejmie RP – jak zapowiedział na portalu Wpolityce.pl poseł PiS Michał Dworczyk – projekt ustawy, w którym czytamy m.in.:

„Historia najnowsza okrutnie doświadczyła Polaków zamieszkałych na byłych Kresach. Szczególnie dramatycznym piętnem w XX wieku odcisnął się na nich totalitaryzm rosyjski, niemiecki oraz integralny nacjonalizm ukraiński. Ludobójcze i eksterminacyjne działania dotknęły wielu mieszkańców tamtych ziem, wyłącznie, dlatego, że byli Polakami. Dodatkowym dramatem była zmowa milczenia narzucona przez komunistyczną cenzurę, która zakazywała mówienia o byłych Kresach i gehennie Polaków na Wschodzie”.

Z wypowiedzi posła Dworczyka wynika, że wspomniany projekt zakłada ustanowienie Narodowego Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian, na którego datę wybrano dzień 11 lipca, będący rocznicą „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu. Przypomnę, że chodzi o apogeum ludobójstwa przeprowadzonego przez Ukraińską Powstańcza Armię, czyli o niedzielę 11 lipca 1943 roku, kiedy to zbrodnicze sotnie banderowców, wspierane przez „siekierników” (chłopów ukraińskich, uzbrojonych w siekiery, widły i noże), napadły na 99 wołyńskich miejscowości, mordując bezbronnych Polaków kościołach i kaplicach rzymskokatolickich.

ndpmktizW ten dzień od wielu lat Kresowianie i ich potomkowie organizują społeczne upamiętnienia (msze św., Apele Pomordowanych, Marsze Pamięci), które do tej pory odbywały się na ogół bez udziału władz Trzeciej RP (il. Rekonstrukcja napadu sotni UPA na polską wieś – 20 lipca 2013 r., Radymno k. Przemyśla, fot. Autora). Dla przykładu, prezydent Lech Kaczyński odmówił, pomimo wcześniejszych deklaracji, udziału w upamiętnieniu zorganizowanym w dniu 11 lipca 2008 r. na Skwerze Wołyńskim w Warszawie, biorąc równocześnie patronat na festiwalem kultury ukraińskiej. Podobnie postępował też prezydent Bronisław Komorowski. Warto też przypomnieć, że w czasie głosowania w dniu 12 lipca 2013 r. posłowie Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota, działając pod presją prezydenta Komorowskiego, szefa MSZ Radosława Sikorskiego i szefa „Gazety Wyborczej” Adama Michnika, w rocznicowej uchwale sejmowej słowo „ludobójstwo” zastąpili zakłamanym potworkiem językowym „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa”. Za prawdę głosowali posłowie PiS, PSL, SLD oraz Solidarnej Polski i grupa Gowina, ale zabrakło im zaledwie 10 głosów. Jak w Sodomie i Gomorze.

Dla pełnego obrazu zmagań o prawdę o Kresach dodam, że przeciwko tej uchwale byli też niektórzy prawicowi publicyści jak np. Przemysław Żurawski vel Grajewski, obecny doradca ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego. Z kolei niektóre media, niestety także i te uważające się za prawicowe, wyzywały Kresowian i obrońców prawdy o ludobójstwie od „ruskich agentów”, wtórując nacjonalistycznym mediom ukraińskim. Czy ktoś za to przeprosi oczernianych i opluwanych polskich patriotów?

Złożenie projektu ustawy jest sprawą pozytywną. Jednak trzeba bardzo uważnie śledzić dalsze sejmowe działania, bo istnieje niebezpieczeństwo, że po tymi czy innymi naciskami, także ze strony Ukrainy, może znów dojść do przekłamań i przemilczeń.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Archiwum Wiktora Poliszczuka, Ukraińca ujawniającego zbrodnie UPA

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Ludobójstwo Polaków i obywateli polskich innych narodowości przeprowadzone przez zbrodniarzy z Ukraińskiej Armii Powstańczej i formacji ukraińskich na żołdzie niemieckim, to wciąż sprawa spychana na margines w polskich badaniach naukowych. Powodem jest tak poprawność polityczna, narzucana przez „Gazetę Wyborczą”, jak i sojusz establishmentu Trzeciej RP z ukraińskim prezydentem Petro Poroszenką, który tożsamość swego narodu w sposób cyniczny buduje na kulcie owych zbrodniarzy. Na szczęście nie wszyscy Ukraińcy na to się godzą. Świetlnym przykładem jest na przykład dr hab. Wiktor Poliszczuk, ukraiński naukowiec, rodem z Wołynia, który opublikował kilkanaście pozycji o banderowskim ludobójstwie.

Jego internetowe archiwum udostępniła w tym tygodniu Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego (http://fundacjapnp.pl). Aby skorzystać trzeba po prawej otworzyć podstronę „Zbiory”, a następnie rozdział „Archiwum Wiktora Poliszczuka”, który jest spakowany w kilkunasta tomach. W Internecie z kolei można znaleźć wiele książek naukowych i popularnonaukowych Wiktora Poliszczuka, wydanych w języku polskim. Poniżej wspomnienie o autorze, które jest fragmentem mojej nowej książki pt. „Na ścieżkach historii”, która ukaże się jeszcze w tym miesiącu.

W ciągu ostatnich lat miałem kilka serii spotkań autorskich w Kanadzie. Za każdym razem wyjeżdżałem tam na zaproszenie różnych środowisk polonijnych. W 2014 roku po jednym ze spotkań specjalnie wybrałem się do miasta Oakville koło Toronto w prowincji Ontario, aby odwiedzić panią Władysławę Poliszczuk, wdowę po świętej pamięci doktorze habilitowanym Wiktorze Poliszczuku. Jej zmarły mąż był postacią niezwykłą, bardzo cenioną w środowisku Kresowian i ich potomków.

Urodził się on w 1925 roku w Dubnie na Wołyniu jako syn Ukraińca i Polki. Do końca życia określał się jak prawosławny Ukrainiec. Jego ojca, wójta gminy, zamordowało NKWD, a on sam w wraz z rodziną został zesłany do Kazachstanu. Z kolei siostrę jego matki, Polkę, zamordowali w czasie ludobójstwa banderowcy z UPA.

Po uwolnieniu nie mógł wrócić w rodzinne strony, gdyż Wołyń, jak i całe Kresy, zagarnęli Sowieci. Zdecydował się więc wraz z innymi wypędzonymi wyjechać na Dolny Śląsk. Najpierw jako nauczyciel języka rosyjskiego pracował w Legnicy, a po ukończeniu prawa jako prokurator, a następnie adwokat, w Jaworze. Tutaj poznał swoją żonę, też nauczycielkę i też urodzoną na Wołyniu. Pochodziła ona z polsko-czesko-rosyjskiej rodziny. W czasie ludobójstwa uratował ją i jej rodzinę sąsiad, Ukrainiec, który został za to zamordowany przez banderowców.

W 1981 roku państwo Poliszczukowie wraz z dziećmi zdecydowali postanowili się wyjechać do Kanady, gdzie żyła ich rodzina. W Oakville osiedlili się na stałe. Pan Wiktor najpierw pracował w ukraińskim radio, a następnie zajął się pracą naukową, głównie badaniami nad nacjonalizmem ukraińskim. Powodem było tak wspomniane zabójstwo jego ciotki, jak i szokująca atmosfera, panująca wśród ukraińskiej diaspory. W jednej ze swoich książek tak ową atmosferę opisał: „W Kanadzie już po pierwszych miesiącach mego pobytu zetknąłem się z wręcz zoologicznym nacjonalizmem ukraińskim, z nienawiścią do wszystkiego, co polskie i co rosyjskie. Ja, wychowany w duchu patriotyzmu ukraińskiego, ukształtowany na klasyce polskiej, ukraińskiej, rosyjskiej, zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej, nie mogłem się pogodzić z takim spojrzeniem na świat i na ludzi, dlatego też, jak i w związku ze świadomością tego, czego dopuścili się banderowcy na Wołyniu wobec ludności polskiej, podjąłem decyzję o poszukiwaniu materiałów stanowiących bazę moich badań nad nacjonalizmem ukraińskim. Temat ten pochłonął mnie całkowicie, pracowałem nad nim bezustannie”.

gorzkaprawdaNapisał kilkanaście książek, z których najgłośniejszą jest „Gorzka prawda” (Wiktor Poliszczuk, „Gorzka prawda”, czyli dzieło życia sprawiedliwego Ukraińca, książki o zbrodniach banderowców, wydane w Kanadzie w kilku językach, fot. Autora), ukazująca zbrodnie UPA. Został on za to znienawidzony przez liczne w Kanadzie środowiska banderowskie i byłych członków SS „Galizien”, którzy znaleźli tutaj schronienie dzięki opiece władz brytyjskich. Dostawał od nich pogróżki. Z tego powodu był otoczony ochroną ze strony policji kanadyjskiej. Pomimo tego pracował nadal. W 1994 roku obronił pracę doktorską „Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego według Dmytra Doncowa” na Uniwersytecie Wrocławskim, a 2002 roku pracę habilitacyjną „Dowody zbrodni OUN i UPA” na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Zmarł w 2008 roku na raka mózgu. Zgodnie ze jego wolą na nagrobnym epitafium wyryte zostały dwa krzyże: prawosławny i katolicki.

Po zmarłym naukowcu pozostała ogromna liczba dokumentów, które jego żona przekazała w ostatnim czasie do Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Dzięki temu mogą z nich korzystać tak naukowcy, jak i studenci. O tym wszystkim rozmawiałem z panią Władysławą przy wspaniałych pierogach, przygotowanych przez nią osobiście według ukraińskiego przepisu. Zapalając znicz na grobie jej męża, pomyślałem sobie, że jeżeli dwa słowiańskie narody szukają wspólnych bohaterów, to z pewnością jednym z nich jest ów Ukrainiec, którego zamordowano za ratowanie Polaków, a drugim świętej pamięci Wiktor Poliszczuk, który poprzez prawdę dążył do pojednania.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

72-ga rocznica ukraińskich zbrodni na Polakach

krakowniezaleznymkInformacja własna

W sobotę 11 lipca Krakowianie uczcili pamięć Polskich Ofiar ukraińskich zbrodni i wyrazili swój sprzeciw wobec wszelkich przejawów banderyzmu – tak dawnego jak i obecnego. Spotkanie przy pomniku Adama Mickiewicza upamiętniła na 60 zdjęciach p. Alicja Rostocka a relację filmową przygotował p. Marek Czapla:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/15Lipca2015ar


• https://www.youtube.com/watch?v=Vf-HGqZl2Pg

Ukraiński antypolonizm. Jak długo jeszcze?

Jerzy Pinkalski

Będąc we Lwowie we wrześniu 2014 roku odwiedziłem muzeum „Więzienie na Łąckiego”, miejsce męczeństwa i śmierci tysięcy Polaków, Ukraińców i Żydów z rąk niemieckich i rosyjskich oprawców. Więzienie, które kilka lat temu zostało udostępnione do zwiedzania.

lackiegoinformacjaW tym więzieniu zostali zamordowani m.in. gen. Juliusz Tarnawa-Malczewski, mjr Wiktor Zarembiński, Rudolf Regner czy Jan Julian Nalborczyk. Więźniami „na Łąckiego” byli premier Kazimierz Bartel i Karolina Lanckorońska.

Niestety, odwiedzający to muzeum turyści z całego świata dowiedzą się, że ten budynek służył jako więzienie dla „represyjnych policji trzech okupacyjnych reżimów: polskiego, nazistowskiego i sowieckiego”.

Tak więc II RP została postawiona w jednym szeregu z hitlerowską III Rzeszą (poprawnie politycznie nazwaną „reżimem nazistowskim” ) i stalinowskim ZSRS. Polacy jako jedyni określeni są przez kryterium etniczne. Naziści i sowieci to byli przecież, jak wiadomo, ludzie bez narodowości…

Ten sam kłamliwy tekst o „polskiej okupacji” znajduje się w przewodniku rozdawanym zwiedzającym. Tutaj z kolei okres „polskiej okupacji” jest przeciwstawiony okresowi „rządów austriackich”. Tak więc widzimy, że według ukraińskiej wersji historii Austriacy, których we Lwowie był jakiś promil, nie byli okupantami. Oni po prostu rządzili. Okupantami byli za to Polacy, stanowiący 62% mieszańców Lwowa (spis powszechny 1921 roku). Te 62% Polaków okupowały miasto zamieszkane przez 9% Ukraińców (dane z tego samego spisu). Dosyć pokrętna logika…

Jaka jest historia tego ponurego miejsca?

lackiegotablicaKompleks budynków przy ul. Łąckiego (obecnie Briułowa) powstał w końcu XIX wieku. Były tam koszary austriackich żandarmów, potem więzienie za czasów II RP, za „pierwszego sowieta”, okupacji niemieckiej, „drugiego sowieta”, teraz ukraińskie. Znana jest tragiczna historia, kiedy po 22 czerwca 1941 roku rosyjskie NKWD zamordowało w tym więzieniu 924 więźniów.

W okresie II RP w tym budynku tym mieścił się też IV Wydział Komendy Policji Państwowej, w zakres obowiązków którego wchodziła walka z organizacjami antypaństwowymi. Nieoficjalnie więzienie było przeznaczone dla więźniów politycznych. W 1935 roku budynek został przekazany służbom śledczym policji i więzienie było wykorzystywane jako areszt. Podczas procesu ukraińskich nacjonalistów z OUN w 1936 roku, po zabójstwie ministra Bronisława Pierackego, w więzieniu przebywali m.in. Stepan Bandera, Jarosław Stećko czy Mykoła Łebed.

Co się stało od września 2014?

lackiegoofiaryrosjanPo mojej interwencji w październiku 2014 roku sprawa została przekazana przez MSZ do konsulatu RP we Lwowie, gdzie obiecał się nią zająć konsul – Marcin Zieniewicz. Ten kilkakrotnie umawiał się na spotkanie z dyrektorem muzeum, Rusłanem Zabiłym. Doszło do niego dopiero w lutym 2015 roku (fot. Ofiary rosyjskich mordów we Lwowie, więzienie przy Łąckiego, początek lipca 1941 roku).

Spotkanie nie przyniosło jednak żadnych efektów, ponieważ dyr. Zabiły poinformował, że w chwili obecnej „nie widzi konieczności i możliwości zmiany treści ekspozycji”. Kolejny list polskiego konsulatu również pozostał bez odpowiedzi.

Konsulat we Lwowie przekazał sprawę Ambasadzie RP w Kijowie. Zobaczymy jaki będzie ciąg dalszy. Ja nie odpuszczę.

Pytania p. Stanisława Srokowskiego do kandydata, kandydatki na Prezydenta

Szanowny Panie, Szanowna Pani,

ubiega się Pan/i o najwyższy urząd w Polsce – stanowisko Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Zabiega Pan/i o głosy wyborców. Zapewne zechce Pan/i też zdobyć sympatię, uznanie i szacunek w środowiskach kresowych. Ja również wywodzę się z tych środowisk. Jest nas w kraju, tych, którzy się urodzili na polskich Kresach, wraz z naszymi potomkami, ok. 6 milionów. To ogromny kapitał wyborczy. Pragniemy wiedzieć – wypowiadam się tutaj w imieniu własnym, ale także w konsultacji ze środowiskami Kresowian – czy Pan/i, jako przyszły Prezydent RP, będzie bronił polskich interesów narodowych, a więc także interesów Kresowian. Jesteśmy Polakami i mamy prawo wiedzieć, kto stanie na czele polskiego państwa i czyje interesy będzie reprezentował. W związku z tym pragnę zadać Panu/i następujące pytania, by się zorientować, czy ja i moje kresowe środowiska będziemy mogli Pana/ią w wyborach poprzeć:

ukrainskazbrodniawlipnikach1. Czy poprze Pan/i nasze starania, by Sejm RP uznał masowe mordy dokonane przez OUN i UPA na ludności polskiej w latach 1939-1947 za zbrodnię ludobójstwa?
2. W czasie II wojny światowej ukraińskie formacje faszystowskie zorganizowane w OUN i UPA wymordowały ok. 200 tys. Polaków. Pragniemy wiedzieć, czy Pan/i jako Prezydent RP, poprze nasze starania o ustanowienie przez Sejm dnia 11 lipca – Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa OUN i UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej? (Il. Zbrodnia w Lipnikach, zamordowani przez Ukraińców Polacy).
3. Czy poprze Pan/i nasze starania o zbudowanie Muzeum Kresów, jako placówki upowszechniającej wiedzę o historycznych dokonaniach mieszkańców tej części utraconych ziem polskich RP, a także obrazującej akty ludobójstwa?
4. Czy poprze Pan/i nasze starania o postawienie nauki historii w szkołach średnich na takim poziomie, który pozwoli młodzieży na pełną orientację w dziejach polskiego narodu?
5. Czy poprze Pan/i wniosek środowisk kresowych o wzniesienie w stolicy Polski pomnika ofiar banderowskiego ludobójstwa i czy obejmie Pan/i swoim patronatem tę inicjatywę?
6. Czy wystąpi Pan/i do prezydenta Republiki Ukrainy z wnioskiem o uznanie przez władze tego państwa mordów dokonanych na ludności polskiej przez OUN – UPA za zbrodnię ludobójstwa, a organizacje OUN i UPA za zbrodnicze?
7. Czy wystąpi Pan/i do odpowiednich władz Republiki Ukrainy w sprawie likwidacji haniebnych pomników, stawianych na przedwojennych ziemiach polskich Stepanowi Banderze, Romanowi Szuchewyczowi, mordercom z OUN i UPA i Dywizji SS Galizien?
8. Czy wystąpi Pan/i do rządu Ukrainy z żądaniem godnego upamiętnienia miejsc pochówku Polaków i obywateli polskich innych narodowości pomordowanych przez OUN-UPA, choćby w postaci krzyży i stosownych tablic?
godlopolski9. Czy poprze Pan/i walkę Polaków z sąsiednich krajów z dyskryminacją oraz ich zmagania o sprawiedliwe traktowanie, jako mniejszości narodowej, w kontekście przywilejów, jakimi cieszą się w naszym kraju mniejszości narodowe litewska, ukraińska, niemiecka i inne?
10. Czy jest Pan/i zwolennikiem dozbrajania i wspomagania finansowego Ukrainy w obliczu toczącej się obecnie w tym kraju wojny?

Będę zobowiązany za jednoznaczne odpowiedzi na postawione pytania przynajmniej na miesiąc przed zakończeniem kampanii wyborczej, by Pana/i odpowiedzi dotarły do wyborców (il. Herb Rzeczypospolitej Polskiej ustanowiony w 1956 roku przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie, za Wikipedią).

Z wyrazami poważania, Stanisław Srokowski – pisarz

Na podstawie: http://serwer1492976.home.pl/autoinstalator/wordpress/pytania-kresowian-do-kandydatakandydatki-na-prezydenta

Przeciwko gloryfikacji ukraińskiego ludobójstwa

krakowniezaleznymkInformacja własna

We czwartek, 23 października, w całej Polsce odbyły się pikiety przed ukraińskimi placówkami dyplomatycznymi i konsularnymi. W Krakowie było to przed Konsulatem Generalnym Ukrainy, przy al. Władysława Beliny-Prażmowskiego 4 (w pobliżu Ronda Mogilskiego).

ukrainskazbrodniawlipnikachOrganizatorem były środowiska kresowe i patriotyczne a protest był reakcją na procesy re-nazyfikacji Ukrainy przez obecną ekipę rządząca w Kijowie i milczenie władz Polski – Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w obliczu poniżania pamięci 200 000 Kresowian, pomordowanych przez Ukraińców. Szczególnie zadrażniający wzajemne, polsko-ukraińskie relacje jest dekret prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, nadający dacie powstania ludobójczej OUN-UPA (14 października) charakter święta państwowego (il. Zbrodnia w Lipnikach, zamordowani przez Ukraińców Polacy).

20141024pkPrzemawiali: ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, doktor Rafał Łatka (Ruch Narodowy) (fot. p. Kazimierz Bartel), p. Adam Kukla (Przymierze Naród-Wolność-Suwerenność) i doktor Mirosław Boruta (socjolog, autor książki „Wolni z wolnymi, równi z równymi”. Polska i Polacy o niepodległości wschodnich sąsiadów Rzeczypospolitej, Kraków 2002, Wydawnictwo Arcana). Okolicznościowy utwór poetycki zaprezentowała p. Sława Bednarczyk.

Fotoreportaże z pikiety nadesłali pp. Elżbieta Serafin i Kazimierz Bartel:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/24Pazdziernika2014es
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/24Pazdziernika2014kb

Trudne rozmowy polsko-ukraińskie

(Od Redakcji): W 2012 roku minęło 50 lat odkąd kościół Świętej Marii Magdaleny we Lwowie został odebrany wiernym… Dziękujemy p. Marii Pyż-Pakosz, redaktor serwisów: Polmedia (http://polmedia.pl) i Radio Lwów (http://radiolwow.org) za udostępnienie poniższego materiału, rozmowy z 22 sierpnia 2014 roku:


• https://www.youtube.com/watch?v=XOrlcVwN5Jc