Tag Archives: Antypolonizm wewnętrzny

Oświadczenie w sprawie wypowiedzi Adama Bodnara

akowarszawalogoRzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w dniu 20 czerwca 2017 r. na antenie TVP Info stwierdził, że naród polski współuczestniczył w realizowaniu holokaustu Żydów w trakcie II Wojny Światowej. Przypisywanie Narodowi Polskiemu wspomagania Niemców w eksterminacji Żydów jest haniebnym fałszowaniem historii.

Adam Bodnar zaangażował powagę polskiego urzędu w coraz częstsze próby relatywizowania odpowiedzialności Niemców na zbrodnie II wojny światowej. Dokonał nieuprawnionego uogólnienia i obciążył wszystkich Polaków nielicznymi przestępczymi zachowaniami jednostek. Tymczasem wielu Polaków ratowało Żydów ryzykując życiem własnym i swoich bliskich.

akopoznanNaród Polski nie współdziałał lecz walczył z Niemcami na wszelkich możliwych frontach, a Armia Krajowa – armia Polskiego Państwa Podziemnego, zwalczała kolaborantów, w tym karała śmiercią za denuncjowanie Żydów.

Wypowiedź Adama Bodnara szkodzi Polsce, dyskwalifikuje go etycznie i pozbawia moralnego prawa do piastowania funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich. Oczekujemy od Adama Bodnara złożenia dymisji z zajmowanego stanowiska.

W imieniu klubów: prof. dr hab. inż. Artur Świergiel i prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak

Oświadczenie przyjęte na zebraniu AKO Warszawa i na walnym zebraniu AKO Poznań 26 czerwca 2017 roku.

Co obcokrajowcy mają do powiedzenia o Wawelu?

adamzyzmanAdam Zyzman

Pomysł zorganizowania kontrmanifestacji przeciwko środowiskom uniemożliwiającym dostęp Jarosława Kaczyńskiego do grobu jego brata na Wawelu oceniam, jako skuteczny, choć przyznam, że zarówno ja, jak i kilku moich znajomych obawiało się, że ilość kontrmanifestantów będzie niewystarczająca. Na szczęście Ryszard Majdzik zaprosił do współpracy różne środowiska, które przybyły w niedzielny wieczór zamanifestować swoje oburzenie ograniczaniem praw obywatelskich w naszym kraju przez grupę osób, które praktycznie z protestu przeciwko prezesowi PiS uczyniły sobie tylko pretekst, by zaprezentować swoje istnienie. Na szczęście ilość manifestantów po obu stronach była wyrównana, a pod Wawel przybyli także ludzie spoza Krakowa, np. Klub Gazety Polskiej z Bielska-Białej. Plusem kontrmanifestantów było też ich emocjonalne zaangażowanie, podczas, gdy po stronie Obywateli RP większość okrzyków była odtwarzana na głośniki… z telefonów komórkowych (wyjątkiem była jedna kobieta, gotowa nawet i indywidualną dyskusję ideologiczną).

OLYMPUS DIGITAL CAMERADziwactwem protestujących przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu było także ich zachowanie bardziej jak na pikniku, niż na manifestacji oraz dziwne zróżnicowanie zarówno uczestników (nie rozumiem co sprawiło, że ulotki z protestem przeciwko „upartyjnianiu Wawelu” trzymali ludzie azjatyckiego pochodzenia, którzy prawdopodobnie nie rozumieli nawet czym jest Wawel dla Polaków – czy byli tylko dlatego, że ich opłacono?) jak i haseł. Stąd wśród banerów z hasłami w grupie Obywateli RP, pojawiły się takie, jak „Kraków miastem świeckim!”, czy „Wypowiadamy konkordat!”! – Kto wypowiada? – Ano, podpisana była pod tym hasłem jakaś strona internetowa pod tym samym tytułem, ale nikt się do tego nie przyznawał, jakby zdając sobie sprawę, że do takiego aktu potrzebne są decyzje konkretnych instytucji państwowych, a nie powieszenie banneru lub krzyknięcie głupiego hasła. Ale świadczy to o tym, że wśród obywateli RP, środowiska antyklerykalne znajdują dla siebie wsparcie! Różnica między stronami sporu jest więc nie tylko polityczna, ale i cywilizacyjna (można więc domniemywać, że po odrzuceniu zasad cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej dochodzi się do etapu uniemożliwiania innym ludziom odwiedzania mogił bliskich, a wszystko to ze słowami o demokracji na ustach).

OLYMPUS DIGITAL CAMERAEksponowanie haseł antyreligijnych nie przeszkadzało jednak tym ludziom w cytowaniu… religijnych treści, jak choćby fragmentu Ewangelii o obłudnym eksponowaniu swej modlitwy. Można uznać więc, że mamy do czynienia z paranoją lub obłudą protestujących, ale można też powiedzieć o profanacji Pisma Świętego i obrazie uczuć religijnych, gdy obok siebie prezentuje się słowa Chrystusa i wezwanie do świeckości całego miasta, które ma swoich świętych patronów, swoje święte miejsca związane z życiem świętych tegoż Kościoła, który manifestanci chcą zwalczać! A tu już powinna wkroczyć prokuratura!

OLYMPUS DIGITAL CAMERANiestety, organy państwa zachowują się tak, jakby nie zawsze wiedziały kiedy i przeciwko komu interweniować, o czym świadczyło zachowanie pod Wawelem policji, która dla manifestacji „Obywateli RP” zarezerwowała dwa miejsca, po obu przejazdu J. Kaczyńskiego, podczas gdy jego zwolennicy mieli wyznaczone miejsce tylko na Placu Ojca Studnickiego. Podobna nierównowaga była też w dostępie do grup, gdyż o ile na plac O. Studnickiego można było wejść tylko z ulicy Grodzkiej, to dostępu do manifestantów „Obywateli” nikt nie bronił. O wejściu kordonu policji rozdzielającego sztucznie wspólnie protestujących manifestantów Solidarności’ 80 i Klubów Gazety Polskiej już nie wspomnę!

Nowohuckie spotkanie z p. Wojciechem Sumlińskim

tomaszorlowskiTomasz Orłowski

8 czerwca 2017 roku Krakowskie Kluby Gazety Polskiej, a także środowiska patriotyczne zaprosiły mieszkańców Krakowa do kościoła pod wezwaniem Św. Józefa na osiedlu Kalinowym, na uroczystą Mszę Świętą w intencji Ojczyzny oraz na spotkanie z dziennikarzem śledczym, p. Wojciechem Sumlińskim.

20170608jb1W pięknej homilii ks. Tomasz Stec wymienił przywary narodowe, które możemy znaleźć we współczesnych czasach. Widoczny wśród naszych rodaków jest brak chęci do kompromisu, oczywiście nie w tych sprawach, gdzie popełnia się zło, ale w kwestiach możliwych do dialogu. Kolejna przywara to obawianie się prawdy, która często prowadzi do coraz większego fałszowania rzeczywistości. Istotnymi elementami utrudniającymi dialog pomiędzy różnymi środowiskami jest awanturnictwo i megalomania prowadząca do pogardy dla ludzi, np. o niższym statusie społecznym. Dlatego konieczne jest podążanie za prawdą, by nasze wady obracać w zalety. Postawa apostołów powinna być dla nas najlepszym przykładem. Cechowała ich pokora i wytrwałość w poszukiwaniu światła prawdy. Dziękujemy wszystkim uczestnikom uroczystości, a także pocztom sztandarowym, Duszpasterstwu Ludzi Pracy w Mistrzejowicach i Solidarności – Region Małopolska.

20170608jb2W drugiej część wieczoru gościliśmy w auli kościoła p. Wojciecha Sumlińskiego, który podczas spotkania podzielił się ze słuchaczami swoim doświadczeniem w zakresie metod pracy służb specjalnych. Spotkanie poprowadził p. Marek Michno – przew. Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

Wystąpienie pozwoliło zrozumieć, dlaczego nie rozwiązano przypadków wielu głośnych samobójstw m.in. Andrzeja Leppera oraz nieodzyskania miliardów złotych, które zostały wytransferowane za granicę. Ostatnie książki zaproszonego gościa powstały we współpracy z Tomaszem Budzyńskim, byłym oficerem ABW, który został zniszczony przez służby wywiadowcze.

20170608jb3W osobistym wątku historii Wojciech Sumliński opowiedział o przyczynach aresztowania przez ABW oraz o próbie samobójczej w warszawskim kościele pw. Stanisława Kostki. Jego problemy rozpoczęły się od rozmowy z Bronisławem Komorowskim, podczas której pojawiły się wątki dotyczące powiązań Fundacji Pro Civili z oficerami WSI. Po niej rozpoczęła się cała przestępcza operacja, która dopiero po ośmiu latach zakończyła się uniewinnieniem. Dziennikarz przedstawił kilka historii dotyczących działań operacyjnych UOP i ABW. Jedna z nich związana była z osobą Jerzego Stachowicza, oficera SB, pozytywnie zweryfikowanego po 1989. Pomimo że torturował opozycjonistów, a także doprowadził jednego z nich do samobójstwa. Innym wątkiem prelekcji była sprawa komisji śledczej ds. PKN Orlen i bezpodstawne oskarżenie o szpiegostwo Mariusza Tylickiego, asystenta posła Gruszki. Intryga nie przyniosła spodziewanego efektu. Wtedy nastąpił tragiczny wypadek, tj. poseł doznał wylewu krwi do mózgu. Jak podkreślił prelegent, zbyt dużo w tak ważnych sprawach pojawia się podobnych zbiegów okoliczności, dlatego trudno wierzyć w przypadek. Wykładowca postawił tezę o zbudowaniu, nowych i niezależnych służb specjalnych, które działałyby w interesie obywateli.

I jeszcze linka do kompletu zdjęć, nadesłanych (podobnie jak powyższe) przez p. Józefa Bobelę:
https://goo.gl/photos/wKiL9Ku3VyL5RqTG6

Poczta Polska, a nie Postamt

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Mało jest w Polsce obiektów tak trwale i pięknie związanych z naszą najnowszą historią militarną, jak budynek poczty w centrum Gdańska, której pracownicy bohatersko odpierali przez kilka godzin 1 września 1939 roku atak przeważających sił niemieckich. Część z nich poległa, inni zostali skazani na karę śmierci albo osadzeni w obozach koncentracyjnych.

Ten chwalebny epizod trafił po 1945 roku do podręczników szkolnych, każdy Polak jednoznacznie kojarzy więc to miejsce z ofiarą krwi przelanej za ojczyznę.

Nic dziwnego, że powszechne oburzenie wzbudziło pojawienie się na nim napisu w języku niemieckim: Postamt. Pomorski konserwator zabytków tłumaczy, że został on odkryty podczas prac remontowych.

pieczecdyrekcjipocztywgdanskuNikt nie neguje, że jest to oryginalna nazwa, ale czy koniecznie trzeba ją eksponować właśnie na budynku, w którym w czasach Wolnego Miasta Gdańska mieściła się polska placówka pocztowa (fot. Pieczęć Dyrekcji Okręgu Poczt i Telegrafów w Gdańsku, za Wikipedią), a bojówki NSDAP urządzały pod nim antypolskie manifestacje?

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz powiedział TVP Info, że należąca przed remontem do Polskich Kolei Państwowych nieruchomość została sprzedana prywatnemu właścicielowi i to właśnie on podjął decyzję o przywróceniu napisu.

Mam nadzieję, że władze samorządowe i państwowe szybko pójdą po rozum do głowy i wpłyną na nowego właściciela historycznego obiektu, aby kierował się bardziej polską niż niemiecką wersją historii.

Prokurator Kriger chroniący okupacyjne śmieci sowieckie kontra Patrioci

elzbietaserafinElżbieta Serafin

25 kwietnia 2017 roku w krakowskim Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Śródmieścia Wydział II Karny odbyła się rozprawa spowodowana skargą prokuratora z Nowego Sącza Waldemara Krigera. Pan prokurator poczuł się urażony po tym jak Patrioci ocenili jego pracę, ponieważ oskarża Patriotów – stawia przed sądem ludzi mądrych, świadomych, znających historię Polski za to, że spowodowali, że rozleniwione władze Nowego Sącza usunęły ślad sowieckiego gwałtu na naszym Narodzie, czyli postawiony przez enkawudzistów pomnik wdzięczności armii radzieckiej, która mordowała Polaków i gwałciła polskie dzieci. Było to już drugie spotkanie w tym sądzie dotyczące tego rzekomego pomówienia. Pierwsze spotkanie miało miejsce miesiąc temu. Pojawił się w sądzie oskarżający prokurator Kriger, ale SSR Małgorzata Rokosz podając szereg przepisów – paragrafów i punktów, usunęła publiczność jak również media, w tym Telewizję Polską z sali czyniąc rozprawę tajną – niejawną. Nic nie mogę powiedzieć, jako że będąc obecną na sali w roli męża zaufania mam trzymać gębę na kłódkę pod groźbą kary. Okazało się potem, że oskarżeni koledzy Stanisław Zamojski i Stanisław Tatara składali pismo o wymianę sędzi na inną.

20170425es1Kiedy 25 kwietnia 2017 roku pojawiliśmy się w sądzie, na wokandzie odczytaliśmy nazwisko sędziego, którym okazała się ta sama pani, która chciała utajnić rozprawę, czyli Sędzia Sądu Rejonowego Małgorzata Rokosz. Czyżby pismo kolegów, których chce ukarać prokurator nowosądecki Waldemar Kriger za to, że ośmielili się ocenić złą pracę jaśnie pana prokuratora nie dotarło do adresata? Tym razem pani sędzia postawiła sobie przed drzwiami do sali policjantów sądowych na czele ze słynnym wykidajłą Markiem Zygmuntem, który trzymał w rękach dokument podpisany przez sędzię Rokosz. Sędzia zrzuciła swój obowiązek na Marka Zygmunta, nie musiała recytować nam paragrafów, a posłuszny policjant poinformował nas, że rozprawa jest tajna. Odczytał listę osób, które mogą wejść na salę, ale po uprzednim przetrzepaniu. Wchodząc do sądu jesteśmy prześwietlani, dokładnie sprawdzani. Tu pani Rokosz zażyczyła sobie dodatkowej kontroli. Widziałam jak kolegom gorliwi policjanci sprawdzali dokładnie torby, kieszenie, a potem jeszcze dodatkowe sprawdzenie urządzeniem wykrywającym metal. Po co taka kontrola? Przecież po wejściu na salę sędzia jeśli utajnia rozprawę wyczytuje szereg paragrafów mówiąc co grozi za ujawnienie. Robią to, żeby nas upokorzyć, żeby upokorzyć ludzi świadomych, z biało-czerwonymi opaskami na rękawach, pokazują kto w tym sądzie rządzi. Wiadomo, że w polskich sądach pracuje wielu ludzi, którzy dawno już powinni byli znaleźć sobie inne zajęcia, a nawet tacy, którzy powinni zostać ukarani za nieuczciwe procesy, za wsadzanie do więzień polskich patriotów, nieskazywanie zbrodniarzy komunistycznych, którzy mordowali Polaków jak np. ci, którzy chronili przed karą Kiszczaka.

20170425es2Wiadomo, że wielu ludzi z tego światka uczyniło wiele zła dla Polaków. Teraz głośno mówi się o tych sprawach. Sędziowie nawet okradają sklepy, stacje benzynowe, kradną państwowe pieniądze. Ludzie z tego prawniczego światka to też ci, którzy wyrzucają Polaków z mieszkań i przejmują kamienice. Zbuntowani sędziowie, którzy nie chcą się pogodzić ze zmianami jakie chce wprowadzić Rząd – z dekomunizacją, organizują sobie strajki zmuszając przy tym do udziału w nich uczciwych sędziów. Udają się nawet po pomoc do Brukseli, do tych zepsutych do dna wykolejeńców i skarżą, co oczywiście jest wodą na młyn przeciwko Polsce dla tej brukselskiej dziczy. Utajniają rozprawy, które nie powinny być utajnione, bo są przepisy, które szczegółowo określają, jakie sprawy mają być utajnione. A tuż przed strajkiem sędziów, który miał miejsce 20 kwietnia 2017 roku, wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak w piśmie skierowanym do sędziów mówił: „Szanowni Państwo, Koleżanki i Koledzy Sędziowie istotą sędziowskiego urzędu jest służba obywatelom i Państwu, a nie własnemu środowisku. Jest nią zapewnienie obywatelom konstytucyjnego prawa do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki”. A w sądach dalej po staremu. „Proszę państwa, bardzo proszę o uwagę” – powiedział sądowy policjant Marek Zygmunt i odczytał pismo sędzi Rokosz, ale bardzo wybiórczo: ” Zgodnie z zarządzeniem z dnia 25 kwietnia 2017 roku pani sędzi Sądu Rejonowego Małgorzaty Rokosz są tutaj w zarządzeniu wymienione osoby, które mogą uczestniczyć w tej rozprawie. Rozprawa jest prowadzona niejawnie. W związku z tym mogą uczestniczyć…” i wymienił nazwiska oskarżanych kolegów, Krzysztofa Bzdyla, Janusza Fatygi i moje. „W związku z tym jesteśmy zobligowani do sprawdzenia osób. Na salę nie wolno wnosić urządzeń służących do nagrywania, czyli kamery, telefonów, aparatów fotograficznych. Te wszystkie przedmioty trzeba będzie zdeponować wcześniej albo w depozycie albo zostawić tutaj poza salą rozpraw. Wszystkie te czynności mają realizować policjanci sądowi” – kontynuował. Dziennikarz Telewizji Polskiej zapytał na jakiej podstawie wyłączają jawność rozprawy, a Zygmunt Marek występujący przed nami w roli sędziego tym razem kazał pytać sąd: „to proszę pytać się sądu”. Krzysztof Bzdyl zwrócił się do publiczności przed drzwiami sali rozpraw: Szanowni Państwo ja będę wnioskował do sędzi prowadzącej rozprawę o zmianę trybu niejawnego na jawny. Proszę się nie rozchodzić. Do paru minut wszyscy Państwo wejdą na salę sądową. Poza tym, jeżeli chodzi o prowadzącą sędzię panią Małgorzatę Rokosz będę wnioskował o odsunięcie jej od prowadzenia sprawy i ukarania jej za kłamstwa na sali sądowej, wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec niej. Sędzia musi być zmieniony”. Dostał oklaski. I zaczęło się zaglądanie do toreb, wyjmowanie drobnych przedmiotów, bo jak mówił grzebiący w torbie prezesa ZKPN1979-89 – przedstawiciela organizacji społecznych policjant: „można tym rzucić”. Teczki z dokumentami nie odebrali Krzysztofowi Bzdylowi, tym przecież też można rzucić.

20170425es3Janusz Fatyga stwierdził, że rewizja osobista to jest bezprawie. Obserwujący pan zwrócił się do policjantów: „panowie policjanci jesteście w Polsce i miejcie to na uwadze”. Wobec tego bezprawia, rewizji osobistych ludzie podnieśli krzyk: „Precz z komuną! Sędziowie pachołki!” Ludzie byli zbulwersowani zachowaniem tego sądu. „Za to grozi kolegium, w sądzie zarządzenia sądu odczytuje przewodnicząca sądu, a nie policjant” – słyszałam za swoimi plecami głosy oburzonych Polaków, kiedy policjant Marek Zygmunt pytał mnie wielokrotnie czy wchodzę na salę. Publiczność, której nie wpuszczono na salę rozpraw dopingowała oskarżanych kolegów: „My nie, my nie, my nie, my nie, my nigdy nie poddamy się komunie, KGB i SB”, „Nie chcemy komuny, nie chcemy i już, nie chcemy ni sierpa ni młota, za Katyń, za Grodno, za Wilno i Lwów zapłaci czerwona hołota”. Ludzie krzyczeli: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!” Polskę oblazły pasożyty…czytałam na tablicy przygotowanej przez niezawodną Sławę Bednarczyk, która żartowała: „Domagam się bardzo surowego wyroku dla karła reakcji, którym jest niejaki Stanisław Zamojski, Stanisław Tatara, Kazimierz Korabiński, niejaki reporter Józef Wieczorek, wszędzie się pchający…” i śpiewała: „Żółte przyjdź na naszą stronę, lepsze żółte niż czerwone”, „nie mam chęci do roboty ani rano ni wieczorem zapiszę się do partii będę dyrektorem”. Ktoś poprawił – sędzią. Marek Zygmunt wzywał policjantów do gotowości, kiedy pojawiłam się w drzwiach sali wyprowadzona przez policjantów – ciężko powstrzymać się od komentarzy, kiedy tak prowadzone są rozprawy. „Dziennikarza się boicie, nie wstyd panu wzywać policjantów do gotowości bojowej przeciwko kobiecie?” – pytałam policjanta. Ludzie znów krzyczeli: „Precz z komuną!”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!” Drobny policjancik stojący na boku wpisywał donosy na nas do swojego notatnika. Długo czekaliśmy na kolegów. Rozprawa trwała, choć jak wiemy, koledzy składali do tego sądu wniosek o zmianę sędzi i o to, by sprawa była jawna. Również Krzysztof Bzdyl przed wejściem na salę zapowiadał, że zaraz wszyscy tam wejdą, ponieważ złoży wniosek o zmianę trybu niejawnego na jawny i o odsunięcie sędzi od prowadzenia tej rozprawy. Czyżby Sędzia Sądu Rejonowego Małgorzata Rokosz sama decydowała w swojej sprawie i odrzuciła wnioski o wyłączenie siebie z rozprawy? Dziwna to rozprawa. Krzysztof Bzdyl uważa, że rozprawa ta powinna być jawna, utajnianie tej rozprawy jest niezgodne z prawem. Będzie składał wniosek do Prezesa Sądu Rejonowego o odsunięcie sędzi Rokosz od tej rozprawy i o karę dyscyplinarną. „Prokurator Kriger nie miał prawa składać wniosku o zniesławienie, bo to były opinie. Opinie nie są karane – mówił nam prezes ZKPN1979-89 i kontynuował: „Każdy może składać jakie chce opinie. Np. w gazecie „W sieci” użyto bardzo ostrych sformułowań o jednym sędzi z sądu apelacyjnego. Tej rozprawy nie powinno być, bo za opinie nie można karać. Europejski Pakt Praw Człowieka mówi, że każdy może wypowiadać opinie jakie chce bez ponoszenia odpowiedzialności karnej. To były sformułowane opinie na temat prokuratora Krigera, które zresztą mają uzasadnienie w faktach. Sprawa jest z gatunku tych, których nie powinno być, a sądy postkomunistyczne na zasadzie sztancy komunistycznej robią z art. 212, który jak wiemy został uchwalony za czasów komuny w 1982 roku, bo było wygodnie do represjonowania działaczy antykomunistycznych, więc uchwalili sobie ten artykuł i teraz sądy od czasu do czasu go stosują – artykuł 212 o zniesławienie. Nie powinno być żadnej odpowiedzialności. Mamy dziesiątki tysięcy wypowiedzi często bardzo niesprawiedliwych o rządzących, ale nie są te osoby karane. Natomiast tu sobie wyszukano dwie osoby.

20170425es4O Prezydencie można bardzo ostro się wypowiadać, bardzo krzywdząco, to się nie skazuje tych osób. Natomiast tu o prokuratorze Krigerze nie wolno się krytycznie wypowiadać. To jest kompletna degrengolada i ruina sądownictwa skażonego komuną, bo to są ci ludzie. Część jest wychowana w komunie, a część była wykształcona przez komunistycznych sędziów i rezultaty mieliśmy dzisiaj na sprawie sądowej. Ja i moi koledzy złożyliśmy kilka pism, m.in. pismo o wydalenie prokuratora Krigera na zawsze z zawodu, a drugie o sprawę karną z art. 231 kk za przekroczenie swoich uprawnień, nadużycie. Przekroczył swoje uprawnienia. Nie miał prawa kierować tych spraw do sądu – o znieważenie pomnika, ponieważ to nie był pomnik, tylko śmieć sowiecki, więc prokurator Kriger nigdy nie powinien być od tej pory w prokuraturze. Ja mam nadzieję, że działania prokuratury doprowadzą do wydalenia go z prokuratury, bo skierowaliśmy to pismo do Ministra Sprawiedliwości Ziobry i kieruje tym Prokuratura Krajowa, więc mam nadzieję, że zakończy się to dla Krigera wyrzuceniem z prokuratury, bo tylko na to on zasługuje. Mam nadzieję, że w wyniku tej sprawy oskarżeni będą uniewinnieni, bo tu nie ma żadnego powodu do ścigania, a prokurator Kriger odejdzie z prokuratury, bo w komunizmie mógłby być prokuratorem, bo takich potrzeba było, ale nie w wolnym i niepodległym państwie polskim. To jest hańba dla prokuratury kogoś takiego zatrudniać”. Stanisław Tatara stwierdził, że „wszystkie te rozprawy są dowodem na to, że żyjemy nadal w PRL”. „Nie wolno nam rozpowszechniać pod groźbą kary żadnych wiadomości z postępowania, ale ja nigdy nie kierowałem się prawem, jeżeli stało w kolizji z moim obowiązkiem”- powiedział Janusz Fatyga. Stanisław Zamojski mówi, że to o co ich oskarżają, to jakby odprysk tego, że prokurator Kriger nie zna prawa. Pojawia się na różnego rodzaju uroczystościach patriotycznych przebrany w strój rekonstrukcyjny, a później nie rozumie podstawowych zasad, które obowiązują patriotę w Polsce.

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia kompletu zdjęć:
https://goo.gl/photos/u5kLA3MHepTNsb3p7

Nie dyskutujmy z nimi

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeżeli ktokolwiek ośmiela się porównywać obecne rządy Zjednoczonej Prawicy do sposobu sprawowania władzy przez polskich komunistów w epoce PRL, to nie należy wchodzić z nim w merytoryczną dyskusję, ani w ogóle traktować go poważnie, gdyż jest on albo pospolitym głupcem, albo człowiekiem chorym z nienawiści.

Próba przekonywania przy pomocy rzeczowych argumentów nie powiedzie się w żadnym z tych wypadków, można jedynie liczyć, że pierwszy z czasem zmądrzeje, a drugi wyzdrowieje. Nie ma się co denerwować, bo emocje są zazwyczaj złym doradcą. Takich ludzi należy po prostu omijać z daleka i przestrzegać innych przed kontaktem z nimi, ponieważ głupota oraz podszyte agresją zacietrzewienie bywają zaraźliwe.

Niech więc kompromitują się do woli.

Kiedy zostanie wreszcie zdelegalizowana KPP?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Dziwi mnie, dlaczego Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny RP Zbigniew Ziobro nie podjął do tej pory żadnych kroków prawnych w celu delegalizacji Komunistycznej Partii Polski, o co dwukrotnie zwracało się do niego Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

Jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe jak partia odwołująca się swoją nazwą i programem do zbrodniczej ideologii, w której statucie widnieje zapis: „Dopiero komunizm uwolni ludzkość od niepewności jutra, od strachu przed wojnami, od nędzy i poniżenia”, a na stronie internetowej widnieją sierp i młot, czyli symbole ludobójczego systemu, mogła zostać zarejestrowana przez sąd w niepodległej Polsce. A tak właśnie stało się 4 września 2002 roku, kiedy KPP wpisał do rejestru Sąd Okręgowy w Warszawie.

Warto przypomnieć w tym kontekście brzmienie artykułu 13 Konstytucji RP:
„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.

mapagulaguZgodnie z nim artykuł 256. kodeksu karnego określa w § 1 karę za taką działalność:
„Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” (il. Mapa obozów Gułagu w ZSRS w latach 1923-1961, za: Wikipedią).

Czy – odwołując się do tych dwóch jednoznacznych artykułów – funkcjonowanie Komunistycznej Partii Polski nie jest ewidentnym łamaniem prawa, na straży którego ma stać m.in. Minister Sprawiedliwości? To właśnie on powinien wystąpić ze stosownym wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, w którego kompetencji leży delegalizacja ugrupowań politycznych naruszających polskie prawo.

Zakończę pytaniem retorycznym, ale adekwatnym do tej sytuacji: czy jakikolwiek sąd w niepodległej Rzeczypospolitej zarejestrowałby Narodowo-Socjalistyczną Partię Polski, która jawnie nawiązywałaby w swoim statucie do ideologii nazistowskiej, a gdyby tak się stało, to czy Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny RP nie zażądałby natychmiast jej delegalizacji?

Rodzice, przeczytajcie ku przestrodze!

jerzyborkowskiJerzy Borkowski

Artykuł ten piszę jako zdegustowany pisarz debiutant ale przede wszystkim jako nauczyciel, wychowawca, przejmujący się swą profesją.

Zacznę po kolei. Jestem autorem książki „Tajemnica nocy Dęba”. Jest to mój debiut i niedawno zacząłem przecierać literackie szlaki. Moja książka opowiada o piątce przyjaciół, którzy napotykają postać ducha żołnierza wyklętego. Razem z nim przeżywają przygody i wykonują niebezpieczną misję. Pozycja napisana ku chwale Niezłomnej Armii. Książka zawiera dużo faktów historycznych, co ma na celu zagwarantować ciekawą rozrywkę ale też i edukować, kształcić, formować postawy naszej młodzieży. Jako początkujący pisarz postanowiłem sprawdzić z jakimi innymi książkami dla młodzieży musi rywalizować moje skromne dzieło. I wtedy się załamałem…

Jako człowiek lubiący wyzwania, podszedłem do sprawy ambitnie. Chciałem by było ciekawie, dynamicznie ale żeby również książka coś ze sobą niosła. Zakładałem (jak się później okazało mylnie) że dobrze sprzedająca się książka musi być ambitna. Żeby się sprzedawała musi mieć w sobie coś wartościowego. Zapewne inne książki na sklepowych półkach też takie będą. Co tym czasem serwuje się polskiej młodzieży i co znalazłem w księgarniach?

Otóż moja książka konkuruje z pozycjami niezwykle wulgarnymi, opowiadającymi nie tylko o intymnych częściach anatomicznych, ale i o fekaliach. Pominę już fakt, że moja książka musi rywalizować z tego typu chłamem. Przeraża mnie, że takie książki znikają z półek księgarń, bo to oznacza, że ktoś je kupuje i udostępnia dzieciom. Nie dziwmy się potem, że nasza młodzież nie ma nic do powiedzenia, jej słownictwo jest ograniczone a poziom żartu jest na poziomie rynsztoka. O braku szacunku do starszych, umiejętności podejmowania poważnych tematów nie wspominając.

Drodzy Rodzice, czytajcie książki, które kupujecie swoim dzieciom, korzystajcie ze stron, na których można przeczytać recenzje książek. Dobra książka nie tylko pomoże Waszym pociechom w nauce składania liter i rozumieniu tekstu, ale również kształtuje ich światopogląd, buduje ich jako ludzi, albo destruuje. To już zależy od Waszych wyborów. Na koniec pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat zamykający cały mój wywód: „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.

Weterani i „weterani”

kazimierzkubrakKazimierz Kubrak

Nas szeregowych działaczy opozycji antykomunistycznej i represjonowanych z powodów politycznych już dawno pogrzebano, a na naszych grobach kundle porobiły sobie legowiska.

Z naszej krwi i cierpienia zrobiono zaprawę umacniającą mury III Rzeczypospolitej, niezmiennie stojącej na fundamencie obcego despotyzmu.

Przez 28 lat trwa nasze wyniszczanie, a pozory pomocy są żebraczą jałmużną uwłaczającej naszej godności. Tego problemu nie mają weterani walk utrwalających w latach 1939–1989 sowiecką władzę ludową. Ich otoczono szczególną opieką, gwarantując im wysokie emerytury i inne dochody zapewniające im i ich rodzinom godne życie.

Przywracanie pamięci o Żołnierzach Wyklętych

tomaszorlowskiTomasz Orłowski

27 lutego 2017 roku Krakowski Klub Gazety Polskiej w Nowej Hucie zaprosił Krakowian na spotkanie z p. Tadeuszem Markiem Płużańskim, historykiem, dziennikarzem i publicystą, prezesem Fundacji Łączka, jednym z założycieli Społecznego Trybunału Narodowego.

20170227jb1Spotkanie zostało poświęcone przywracaniu pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Prelegent przypomniał genezę Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Dzień 1 marca został wybrany ze względu na rocznicę rozstrzelania członków Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, organizacji, która kontynuowała działalność Armii Krajowej. Dowódcy WIN to spadkobiercy tych samych idei, które tyczyły działań związanych z okupacją niemiecką, a po wojnie walki z sowietami i ich kolaborantami. Nasz gość przypomniał postać ostatniego dowódcy tej organizacji, ppłka Łukasza Cieplińskiego, uczestnika wojny obronnej z 1939 roku.

20170227jb2W czasie okupacji zrzucony na teren Polski jako cichociemny, wziął następnie udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie aresztowany przez funkcjonariuszy UB, a po ciężkim śledztwie skazany na karę śmierci. Na sądowe rozprawy wnoszony był na kocu, ponieważ podczas brutalnych przesłuchań przetrącono mu ręce i nogi. Mówca w sposób obrazowy przedstawił metody działania komunistycznych oprawców, którzy w bestialski sposób obchodzili się z polskimi żołnierzami. Oprawcy stalinowcy, mordercy polskich patriotów, nie ponieśli należnej im kary. Dlatego w ub. roku powołano Społeczny Trybunał Narodowy, którego celem jest osądzenie, przynajmniej w sposób symboliczny zdrajców ojczyzny. Podczas pierwszych posiedzeń analizowano biografie Bolesława Bieruta i Stefana Michnika. W ostatniej część wystąpienia została poruszona sprawa prac ekshumacyjnych na Łączce, gdzie leżą nasi Bohaterowie, a nad nimi ich oprawcy – funkcjonariusze bezpieki, chowani w tym miejscu, by zatrzeć dowody zbrodni.

Zapraszamy do obejrzenia kompletu zdjęć, ich autorem – podobnie jak tych w tekście – jest p. Józef Bobela: https://goo.gl/photos/ik1px731khpR79oN7

List otwarty do Państwa, tworzących zespół Teatru Powszechnego zaangażowany w spektakl „Klątwa”

Kraków, 24 lutego 2017 roku

fidesetratioMiędzynarodowe Towarzystwo Naukowe
„Fides et Ratio”
30-094 Kraków
ul. Górna 10c
www.fidesetratio.iap.pl

Pan Paweł Łysek
Dyrektor Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera w Warszawie,
ul. Zamojskiego 20, 03-801 Warszawa

Panowie Paweł Sztarbowski i Krzysztof Rudziński
Wicedyrektorzy Teatru Powszechnego

Państwo Oliver Frljić, Karolina Adamczyk, Jacek Beler, Julia Wyszyńska, Klara Bielawka, Maria Robaszkiewicz, Barbara Wysocka, Arkadiusz Brykalski, Michał Czachor, Agnieszka Jakimiak, Joanna Wichowska, Goran Injac, Mateusz Atman, Jakub Skrzywanek, Sandra Dekanić, Jaqueline Sobiszewski, Małgorzata Dzik - pomysłodawcy i wykonawcy spektaklu „Klątwa”

Szanowni Państwo,

Kierujemy list otwarty do Państwa, tworzących zespół Teatru Powszechnego zaangażowany w spektakl „Klątwa”, aby wyrazić żądanie zaprzestania inscenizacji, która poniża osobę św. Jana Pawła II i w której dopuszcza się bezczeszczenia Krzyża. Wartości humanizowania życia, jakie niesie przesłanie Jana Pawła II i sacrum Krzyża to największe dobro, które kochamy i szanujemy.

Odwołujemy się do Państwa uczuć i pamięci.

Poniżanie ludzi, których Państwo kochają, bezczeszczenie drogich Państwu przedmiotów, szydzenie z wyznawanych przez Państwa idei zadawałoby Państwu ból za każdy razem wykonywania takiego aktu. W przypadku postępowania Państwa akt ten ma wymiar publiczny, a więc tym bardziej i bolesny i groźny.

Właśnie – groźny, i to zwłaszcza gdy przypomnieć sobie jeszcze nieodległe czasy bezczeszczenia i niszczenia judaistycznych symboli religijnych w hitlerowskich Niemczech, a następnie eksterminację całego narodu Żydowskiego. Gdy przypomnieć sobie walkę z kościołami chrześcijańskimi i wykorzenianie religijności w państwach komunistycznych.

I chcą się Państwo wpisywać w tę tradycję?

Zarząd i członkowie Międzynarodowego Towarzystwa Naukowego Fides et Ratio: Prezes Zarządu prof. dr hab. Teresa Grabińska, WSOWL, Wrocław / Wiceprezes Zarządu dr hab. prof. UW Ewa Leś, Uniwersytet Warszawski / Sekretarz Zarządu dr Agnieszka Hennel-Brzozowska, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie / Skarbnik Zarządu dr Leszek Cichobłaziński, Politechnika Częstochowska / Prof. dr hab. Leszek Bednarczuk, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie / Prof. dr hab. Jerzy Brzozowski, Uniwersytet Jagielloński / Prof. dr hab. Urszula Dąmbska-Prokop, Uniwersytet Jagielloński / Prof. dr hab. Anna Drzewicka, Uniwersytet Jagielloński / Dr hab. prof. KUL Marek Fiałkowski OFMConv / Prof. Andrzej Gieniusz CR, Pontificia Universitas Urbanianum, Rzym / Dr Maria Gubińska, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie / Prof. dr hab. Zdzisław Kijas OFMConv, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie oraz Congregazione delle Cause dei Santi, Watykan / Dr hab. prof. UO Mirosław Lenart, Dyrektor Archiwum Państwowego w Opolu / Dr inż. Igor Leś, Warszawa / Ks. dr Marek Leśniak, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II / Prof. dr hab. Regina Lubaś-Bartoszyńska, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie / Prof. dr hab. Maria Maślanka-Soro, Uniwersytet Jagielloński / Dr hab. Barbara Marczuk, Uniwersytet Jagielloński / Mgr Anna Maria Martinelli, emeryt. lektor j. włoskiego, KUL / Prof. dr hab. Zbigniew Mirek, Polska Akademia Nauk / Prof. dr hab. Jan Prokop, Uniwersytet Pedagogiczny, PAU / Dr hab. prof. UO Henryk Spustek / Dr hab. prof.UP Antoni Szwed, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie / Dr n. med Krzysztof Walczewski, Szpital Specjalistyczny im. dr. J. Babińskiego w Krakowie / Mgr Katarzyna Wilczek, doktorantka UJ / ks. dr hab. prof. PWSZ Bogdan Węgrzyn, Tarnów / Dr Teresia Żigova, Katolicki Ośrodek Edukacyjny i Katechetyczny przy Konferencji Episkopatu Słowackiego w Koszycach

Współpracownicy i Sympatycy Towarzystwa: Prof. dr hab. Piotr Franaszek, Uniwersytet Jagielloński / Dr Roman Jacek Kieferling, Akademia Sztuk Pieknych w Krakowie / Prof. dr hab. Kazimierz Korus, Uniwersytet Jagielloński, PAU / Mgr Agnieszka Korus, emeryt. nauczyciel I LO im. B. Nowodworskiego, Kraków / Lek. med. Monika Kopecka, Kraków / Prof. dr hab. Joanna Pociask-Karteczka, Uniwersytet Jagielloński / Dr hab. prof. UKSW Maria Ryś / Prof. dr hab. n. med. Zdzisław Jan Ryn, Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum

Dzikie wrzaski pod Wawelem z listem do metropolity w tle

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Już średniowieczu ludzie wiedzieli, że to modlitwa i święcona woda, najbardziej przeszkadzają diabłu. Jak więc inaczej, niż jakimś selektywnym opętaniem, wytłumaczyć reakcje stadka barbarzyńców, którzy nie są w stanie uszanować ani Wawelu, ani uczuć drugiego człowieka? To, że ich nie rozumieją to nie podlega dyskusji. Wszak gdyby wiedzieli, co znaczy czuć cokolwiek, nie organizowaliby wrzaskliwych demonstracji sprzeciwu, wobec swego największego politycznego wroga w chwili, kiedy ten przyjeżdża na grób brata i bratowej.

Demonstracje przeciw „upartyjnieniu Wawelu”, okrzyki „Będziesz siedzieć” stały się – od grudniowego ciamajdanu – normą. Odgrodzona barierkami grupa bezdusznych dzikusów, wrzeszczała powyżej przytoczone hasła, napawając się swą odwagą sprzeciwu. Choć tego jednego dnia miesiąca, mogą się zrealizować, jako kontestatorzy obrzydliwej PiSowskiej codzienności: niedemokratycznej, zamordystycznej i antyeuropejskiej. Oni tak bardzo cierpią, że na Wawel nie zdążają limuzyny, pełne europejskich mężów stanu, z królikiem Tuskiem na czele. Wciąż marzą, że się im ziści. Dlatego przecież tu są każdego 18-tego. W końcu to, nie byle, jacy demonstranci: Rusinek, Zagajewski, prof. Hartman i kilku jeszcze byłych działaczy, również Solidarności.

Tym razem protestujący poszli o krok dalej. O odpolitycznienie Wawelu postanowili się zwrócić do… abpa Marka Jędraszewskiego, metropolity krakowskiego. Napisano list w tej sprawie a w nim, m.in.:

20170220adksd„Wzgórze Wawelskie i Wawelska Katedra są dla każdego Polaka świętością (fot. YouTube/Fakt24.pl). Z niepokojem obserwujemy, jak to symboliczne dla Polski i drogie sercu każdego Polaka miejsce jest zawłaszczane przez jedną partię polityczną. Jest to kolejny krok w kierunku podziału społeczeństwa. Nie zgadzamy się na polityczne wykorzystywanie Wawelu. (…) Wawel jest własnością całego narodu, a nie jednej partii, nawet tej, która wygrała wybory i sprawuje władzę”.

Sygnatariusze owego listu sprzeciwu, wśród nich wymienieni wyżej, skierowali do Metropolity prośbę o „zaprzestanie organizowania na Wawelu uroczystości partyjnych pod pretekstem odwiedzin grobu pary prezydenckiej”.

Oto kolejne oblicze zaburzonej opozycji. Ci sami, którzy wołają o wolny od polityki Kościół, usiłują zaangażować Hierarchę w swoje polityczne gierki. Czy to zwykła głupota, czy prowokacja?

Poza tym, gdyby demonstrujący 18-tego pod Wawelem wiedzieli, co znaczy „święte dla Polaków miejsce” ich by tam po prostu nie było. A co z Piłsudskim? Czy on, aby nie upolitycznia Wawelu?

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4589-dzikie-wrzaski-pod-wawelem-z-listem-do-metropolity-w-tle

Onet przed sądem

adamzyzmanAdam Zyzman

Dziś, 16 lutego 2017 roku, w Sądzie Okręgowym w Krakowie odbyła się pierwsza rozprawa przeciwko Onet.pl za użycie zdjęcia ofiary niemieckiego terroru do ilustracji tekstu nt. prostytucji podczas okupacji.

Pozew przeciwko niemieckiemu portalowi złożył Krystian Brodacki, który na zdjęciu opublikowanym 15 marca 2016 r. na portalu onet.pl. przedstawiającego kobiety prowadzone na egzekucję w Palmirach, rozpoznał matkę Pana Krystiana. Ilustrowało ono tekst o… romansach Polek z Niemcami i prostytucji podczas okupacji. 80-letni dziś Krystian Brodacki żąda za znieważenie matki przeprosin oraz 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia, gdyż jak twierdzi, ilustracja dramatycznym zdjęciem kobiet prowadzonych na egzekucję, artykułu, odnoszącego się do tematyki kolaboracji oraz utrzymywania intymnych kontaktów z okupantem, zszokowała go i obruszyła. W swym działaniu powód wspierany jest przez Redutę Dobrego imienia, a przed sądem reprezentuje go współpracująca z Redutą kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPierwsza rozprawa, w trakcie której pan Krystian, ofiara niemieckiego terroru, a teraz także niemieckich manipulacji, podtrzymał swoje stanowisko, podczas, gdy pełnomocnik prawny niemieckiego medium domagał się oddalenia pozwu w całości, trwała zaledwie kilkanaście minut ze względu na niemożność przesłuchania świadka Jakuba Kudły. Ustalono tylko, że pozostali świadkowie nie będą ściągani w przyszłości do Krakowa, lecz przesłuchani zostaną w sądach miejscowych za pośrednictwem wideokonferencji, zaś świadkowie z Berlina i z Pragi złożą zeznania przed polskimi konsulami w tych miastach. Sędzia prowadząca rozprawę próbowała wcześniej doprowadzić do załatwienia sprawy polubownie, jednak reprezentant prawny ONET-tu uznał, że nie ma pełnomocnictw do takich działań. Wobec tego kolejną rozprawę przewidziano na 27 kwietnia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWarto przypomnieć, że Krystian Brodacki jest jedynym synem Marii Brodackiej. W 1939 r. jego ojciec Antoni Stanisław Brodacki zmarł wskutek ran odniesionych w walce z Niemcami w obronie Warszawy. Jego matka, ś.p. Maria Brodacka była córką generała Wojska Polskiego, Władysława Jaxa-Rożen i siostrą kapitana WP Stanisława Jaxa-Rożen. Od pierwszych dni okupacji zaangażowała się w konspirację, działała w organizacji PLAN (Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa). Ukrywała Kazimierza Andrzeja Kotta, dowódcę wydziału bojowego PLAN – Polaka pochodzenia żydowskiego, który 14 stycznia 1940 r. został aresztowany, a 17 stycznia 1940 r. uciekł z więzienia i udał się do mieszkania Marii Brodackiej, która go ukryła, a potem szczęśliwie wyekspediowała z Warszawy. Listy gończe zaopatrzone w fotografię Kazimierza Kotta ukazały się w całym Generalnym Gubernatorstwie. Za pomoc w jego schwytaniu wyznaczono wysoką nagrodę pieniężną. Kotta jednak Niemcy nie schwytali. Maria Brodacka została aresztowana, gdyż wydała ją niańka jej wówczas 2,5 letniego synka Krystiana. Po aresztowaniu Maria Brodacka , przeszła okrutne śledztwo na Gestapo, w więzieniu na ul. Rakowieckiej i na Pawiaku, nie wydając nikogo. W dniu 14 czerwca 1940 roku została rozstrzelana w Palmirach. Krystian Brodacki jest jedynym spadkobiercą Marii Brodackiej.

Zaczęło się 10 lutego 1940 roku…

kazimierzkubrakKazimierz Kubrak

77 lat temu, dokładnie 10 lutego 1940 roku rozpoczął się sowiecki plan likwidacji „sprawy polskiej” z zagrabionych ziem w dniu 17 września 1939 r. Ogrom tragedii i cierpienia deportacji milionów obywateli polskich w głąb sowieckiej Rosji od zimy 1940 r. do połowy 1941 r. Ta bandycka strategia Stalina, fizycznego unicestwienia obywateli polskich jest przemilczana przez historię i jest prawdą niewygodną i celowo zapomnianą. Najwyższa pora aby Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło dzień 10 lutego dniem ludobójstwa sowieckiego na narodzie polskim. I tu nie o symbolikę się tu rozchodzi lecz o prawdę historyczną, której wielu Polaków nie zna lub nie chce o niej wiedzieć.

Ileż obłudy, zakłamania i dwulicowości w naszym narodzie. Iluż zdrajców w tej blisko czterdziestomilionowej kolonii zwanej w Europie Polską. Jak szybko zatraciliśmy swoją historię i narodowość dla obcego despotyzmu. Pozostała nam tylko wiara katolicka, która zawsze byłą ostoją naszej ojczyzny. Czy wytrwamy w wierze i odrodzimy Rzeczpospolitą, która po raz trzeci próbuje oderwać się od sowieckiej przeszłości. To zależy od nas samych. Jeżeli nie włączymy się w ten oddolny ruch tworzenia Wolnej i Niepodległej Polski to pozwolimy na spacyfikowanie naszej wiary i zniewolenie na następne lata.

13 grudnia nie pozwolimy się podzielić – władze mają mandat społeczny

Haniebna „odezwa do wszystkich Polaków” zmusza nas, uczestników walk z systemem komunistycznym w latach 1980-1989 do głośnego protestu. Nie pierwszy raz fałszywi hipokryci podpisani pod tą odezwą próbuje zakłócić spokój w Polsce.

Uważamy, że podważanie mandatu uzyskanego w wyborach demokratycznych jest działaniem nikczemnym, a nawoływanie do nieposłuszeństwa obywatelskiego, faktycznie puczu, jest działaniem zdradzieckim wobec Polski.

W grudniu 1981 r. i latach następnych protestowaliśmy przeciwko bezprawiu i niesprawiedliwości. Organizowaliśmy społeczeństwo obywatelskie. Za przywiązanie do wolności i wartości płaciliśmy wysoką cenę, niektórzy najwyższą. Nigdy nie dopominaliśmy się nagród. Nagrodą była wolna Polska.

Uznawaliśmy w wolnej Polsce wyniki wyborów, również, jeżeli nie były po naszej myśli.

I nawet jeśli dziś dochodzi do potknięć, to doceniamy działania demokratycznie wybranych władz mające na celu naprawę państwa.

W poczuciu odpowiedzialności za przyszłość kraju, zwracamy się do wszystkich o nie uleganie prowokacji autorów apelu. Cytując „odezwę” wierzymy, że 13 grudnia 2016 r. „pokażmy, że potrafimy być razem. I nie dajmy się, jak pamiętnego 13 grudnia ’81 roku, ustawić przeciwko sobie, nie dopuśćmy do żadnej konfrontacji. Dość tego szaleństwa!”

Janusz Barański – prof. UJ, działacz NZS UJ, aresztowany w stanie wojennym, odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności,
Krzysztof Bzdyl – prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej, członek Małopolskiej Rady Kombatantów i Osób Represjonowanych i członek Prezydium Zarządu Okręgu Małopolska Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, współzałożyciel KPN, więzień polityczny PRL,
Mieczysław Gil – były senator, poseł, współzałożyciel Solidarności w Małopolsce, przywódca strajku w HiL w grudniu 1981, lider Solidarności w Małopolsce, więzień polityczny w latach 1982-1984,
Janusz Januszewski – przywódca strajku w sierpniu 1980 i współzałożyciel „S” w PKS Oświęcim, członek prezydium Zarządu Regionalnego NSZZ „S” „Podbeskidzie”, internowany,
Zdzisław Jurkowski – prezes Stowarzyszenia NZS 1980 Niezależne Zrzeszenie Studentów UJ, współorganizator wydawnictw podziemnych, internowany w stanie wojennym,
Adam Kalita – Radny Miasta Krakowa, Krakowski Klub Wtorkowy , Niezależne Zrzeszenie Studentów UJ, współorganizator podziemia w Małopolsce, więzień w okresie Stanu wojennego,
Andrzej Kampa – działacz NSZZ „S” i opozycji antykomunistycznej w Tarnowskich Górach w latach 1980-1989.Sekretarz i wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „S” w latach 1990-2002. Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności,
Eugeniusz Karasiński – założyciel NSZZ „S” w „Energopol” Katowice, członek MKZ Katowice, a potem Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „S”. W stanie wojennym internowany i wysłany do wojskowego obozu specjalnego w Wędrzynie. Od 1989 działacz regionalny i krajowy NSZZ „S”. Od 1997 przewodniczący Stowarzyszenia Represjonowanych w stanie Wojennym Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. Członek Śląskiej Rady Konsultacyjnej, odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności,
Zbigniew Klich – uczestnik strajku na Śląsku w 1980 w „FAZOS” Tarnowskie Góry, dwukrotnie internowany, odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności,
Ryszard Majdzik – wiceprzewodniczący rady miasta Skawina, współzałożyciel Solidarności w Małopolsce i podziemia niepodległościowego, internowany w stanie wojennym,
Wojciech Marchewczyk – współorganizator Solidarności w AGH, uczestnik strajku z młodzieżą NZS w HiL w grudniu ‘81, wydawca pisma Hutnik, więziony w latach 1982-1986,
Przemysław Miśkiewicz – przewodniczący Stowarzyszenia Pokolenie, działacz opozycji antykomunistycznej w latach 80. członek NZS, aresztowany w 1984,
Ryszard Nikodem – prac. MKZ Katowice, a następnie wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „S” do czasu stanu wojennego. Internowany rok czasu. Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności,
Wiesław Pyzio – organizator strajku Solidarności w grudniu 1981 i podziemia w regionie Podbeskidzie, dwukrotnie więziony latach 1982-1986, łącznie ponad 2 lata,
Andrzej Rozpłochowski – przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej do spraw działaczy opozycji antykomunistycznej i osób represjonowanych, przywódca strajku w sierpniu 1980 w hucie „Katowice” i sygnatariusz zawartego tam Porozumienia Katowickiego, współtwórca NSZZ „Solidarność” w regionie i kraju, internowany oraz jeden 11-tki czołowych więźniów politycznych PRL w latach 1982-1984,
Andrzej Sobieraj – współzałożyciel MKZ NSZZ „S” Ziemia Radomska i w latach 1980-1981 przewodniczący związku w województwie radomskim, członek KKK i KK „S”, prezes Stowarzyszenia Osób Internowanych i Represjonowanych w Stanie Wojennym Regionu Radomskiego oraz przewodniczący Rady Konsultacyjnej Województwa Mazowieckiego,
Grzegorz Surdy – Krakowski Klub Wtorkowy, Niezależne Zrzeszenie Studentów PW oraz UJ, współzałożyciel Ruchu Wolność i Pokój, współorganizator podziemia w Małopolsce, dwukrotnie więziony w latach 1982-1986, łącznie ponad 2 lata.

Uczeń ks. prof. Tischnera zawita na Franciszkańską 3

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Krakowsko-warszawski salon z nieskrywanym rozczarowaniem i z widocznym smutkiem przyjął informację o tym, że następcą księdza kardynała Stanisława Dziwisza na stolicy Świętego Stanisława został wyznaczony przez papieża Franciszka łódzki arcybiskup Marek Jędraszewski, którego domorośli intelektualiści uznają za konserwatystę, nacjonalistę, skostniałego w swoich poglądach i wstecznego w myśleniu hierarchę.

Przecieram oczy ze zdumienia, czytając tak niemądre opinie i nie wierzę włąsnym uszom, wysłuchując ustyskiwań i żalów, zwłaszcza w środowisku rozkochanych w śp. ks. profesorze Józefie Tischnerze krakowskich „postępowych katolików”. Jakże to: człowiek, którego recenzentem pracy habilitacyjnej i wielkim aturotetem naukowym był „filozoficzny baca”, a cała jego kariera akademicka łączyłą się ze sposobem myślenia autora „Sporu o człowieka” ma być niegodnym zaufania podwawelskiej elity kościelnym autokratą?

abpmarekjedraszewskiJeśli prześledzić dorobek abp. Jędraszewskiego (fot. Danuta Witkowska za: mojepowolanie.pl), to już tytuły jego prac magisterskiej, doktorskiej i habilitacyjnej wskazują, że należy on do głównych reprezentantów filozofii dialogu (spotkania), która w Polsce rozwkitła właśnie pod Wawelem i nadal ma się w tym miejscu nieźle. Dlaczego więc z góry błędnie zakładać, że koryfeusz myśli dialogicznej miałby w swej duszpasterskiej praktyce łamać jej zasady, nie dopuszczać do głosu rozsądnych polemistów, nie szanować cudzych opinii?

Czyżby krytycy nowego metropolity krakowskiego zapomnieli o tak fundamentalnych pojęciach z zakresu tego nurtu myśli współczesnej jak otwieranie bliźnim kredytu zaufania, wezwanie do odpowiedzi, gotowość do wspólnego rozważania ważnych problemów, tworzenie wspólnoty w oparciu o wysokie wartości, ale także bezkompromisowość w zasadniczych sprawach? A może obawiają się raczej tego, że abp Jędraszewski okaże się zupełnie innym człowiekiem niż oni go przedstawiają opinii publicznej i wyjdą wtedy na niezbyt rozgarniętych oraz mało pojętnych uczniów swojego mistrza, ks. prof. Tischnera?

Na ich miejscu spokojnie i z dobrą wolą poczekałbym na pierwsze słowa, a zwłaszcza na decyzje nowego arcybiskupa krakowskiego, bo przecież powiedziane jest w Biblii: “po owocach poznacie ich”.

Kultura stanu wojennego? Czy te SB-eckie mózgi doszczętnie już powariowały?

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

W czasie sejmowej debaty nad ustawą dezubekizacyjną padło wiele słów nikczemnych. Nic jednak nie jest w stanie „przebić” tego, co mówili w czasie protestu przeciw tej ustawie, zebrani przed gmachem Sejmu najbardziej nią zainteresowani a zacytowano na stronach dorzeczy.pl:

- A sam stan wojenny? Czy oprócz tego, że byli ludzie internowani – no były jakieś bijatyki, ścieżki zdrowia – ale generalnie rzecz biorąc, najczęściej dochowywano jakiejś kultury – mówił chwalący się doświadczeniem stanu wojennego mężczyzna. Niestety, nie podał ani stopnia, ani nawet nazwy jednostki, w której zapewne służył, skoro w proteście uczestniczył.

20161205adksdNie ma się co spierać o „kulturę stanu wojennego”, skoro mówi się o „jakiejś kulturze”. Ma ów pan rację, była ona ”jakąś”, bo wtedy wszystko było „jakieś”. Od zaopatrzenia sklepów, przez patriotyzm, rządzących, skończywszy na demokracji. I szokowałyby z pewnością cytowane wyżej słowa, gdyby nie świadomość, że są one jedynie testem na skuteczność indoktrynacji „mas”, czyli społeczeństwa, którą uprawia, przez ostatnie przeszło 20 lat, wiadoma gazeta. To w niej pisało się o niezwykłości naszych generałów: Kiszczaka i Jaruzelskiego (fot. YouTube). Słowami jej nadredaktora, nazywano jednego „człowiekiem honoru” a od drugiego kazano się „odpieprzyć”. Po prostu uznał ktoś, że dojrzeliśmy już do przewartościowania ocen tego etapu naszej współczesnej historii i czas nas przekonać, że ów trudny czas koniecznych zmian lat 80-tych był niczym, wobec dzisiejszego zagrożenia demokracji. SBecy czy ZOMOwcy pałujący demonstrujących na ulicach, mordujący kapłanów, to z wymysły IPN-u a pokojowe oddanie władzy to zwieńczenie pełnej chwały służby dla Polski gen Jaruzelskiego. Żeby zaś wszystko było jasne, dodał jeszcze przemawiający apologeta stanu wojennego:

– Nie wolno teraz pokazywać, kto był większym albo mniejszym oprawcą (…) Gdzie są ci oprawcy? Oprawcami są ci, którzy dziś dzielą dalej Polaków. To są oprawcy!

Nic ich tak nie boli, jak widmo przeciętnej emerytury. Wyartykułowała to wdowa po generale Kiszczaku twierdząc, że za 2100 miesięcznie po prostu nie da się żyć.

Pani Generałowo, to plotka. Da się. Sama się Pani przekona.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4378-kultura-stanu-wojennego-czy-te-sb-eckie-mozgi-doszczetnie-juz-powariowaly

Emerytalne rozliczenie PRL

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeżeli ktoś przez wiele lat świadomie, dobrowolnie i aktywnie działał w bandzie prześladującej oraz represjonującej współobywateli, to nie powinien się dziwić, kiedy – nawet po wielu latach – dosięga go wreszcie sprawiedliwość i odbiera mu się pewną część zagrabionych przezeń dawniej łupów. Zamiast narzekać na swój los niech się cieszy, że nie trafia do więzienia.

Taką bandą były cywilne i wojskowe służby specjalne w Polsce Ludowej. Skoro zostały już jednoznacznie ocenione w sferze moralnej i politycznej, najwyższy czas dokonać rozliczenia również w dziedzinie materialnej. A w tej jedyną możliwością jest obniżenie emerytur i rent ich byłym funkcjonariuszom.

Należało załatwić to zaraz po 1989 roku, ale władzę przejęli wtedy politycy, którzy w ramach umowy zawartej z komunistami przy Okrągłym Stole zapewnili ludziom poprzedniej władzy bezpieczeństwo socjalne oraz gładkie wejście w nową rzeczywistość, a generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka uznali za ludzi honoru.

Dobrze więc, że rząd Beaty Szydło postanowił nadrobić karygodne zaległości i wymierzyć sprawiedliwość katom. Nie zwróci się w ten sposób życia, zdrowia, lat spędzonych w więzieniu, czy przerwanej kariery naukowej ich ofiarom, ważna jest jednak satysfakcja, że wskazano i chociaż częściowo rozliczono zdrajców polskiej racji stanu.

Każdy, kto w jakikolwiek sposób przykładał rękę do utrwalania komunistycznego reżimu w epoce PRL, winien być napiętnowany i ukarany. Jeżeli godził się bowiem służyć w formacjach, które za cel stawiały sobie zniewalanie rodaków, to znaczy że był człowiekiem do cna zaprzedanym ekipie zniewalającej Polskę w imię imperialnych interesów Kremla.

Obniżenie emerytur i rent jest najniższym możliwym wymiarem kary dla tych, którzy przez pół wieku prześladowali ludzi wiernych narodowym imponderabiliom.

Z wizytą u więźnia sumienia – Zygmunta Miernika. 26 października 2016 roku

elzbietaserafinElżbieta Serafin

Tego dnia odwiedziliśmy naszego kolegę Zygmunta Miernika w więzieniu w Wojkowicach. Pojechaliśmy ja, Józef Wieczorek jako dziennikarz zaproszony przez ZKPN1979-89, Stanisław Tatara, Stanisław Zamojski i Krzysztof Bzdyl. Dzień wcześniej w Krakowskim Klubie Wtorkowym gościł marszałek Kornel Morawiecki. Podczas spotkania poruszył wiele ważnych spraw, mówił też o aktualnie monitorowanym problemie – handlu kradzionymi nieruchomościami w Warszawie. Myślałam w tym momencie o tym skandalicznym procederze, który od lat ciągnie się też tu w Krakowie – Polacy wywalani z dawnych mieszkań na bruk, do lokali socjalnych, do hoteli robotniczych, a w zamian wiele nowych miejsc noclegowych dla obcokrajowców, wiele sprzedanych polskich mieszkań obcokrajowcom, którzy coraz liczniej lokują się w Krakowie – oczywiście za sprawą nieuczciwych prawników, sędziów i tej całej hałastry nienażartych, chorych na władzę, którzy bezprawnie zawładnęli majątkiem narodowym. Podczas spotkania oczywiście zadawano wiele pytań, a Kornel Morawiecki odpowiadał długo, jak najdokładniej. Pytałam o Zygmunta, co robią w Jego sprawie. Wiele osób natychmiast zareagowało aplauzem. To było naprawdę miłe. To znaczy, że wiele osób jest z nim. Jeden z Jego kolegów prosił, żeby pozdrowić go w więzieniu, podał karteczkę, na której napisał kilka ciepłych słów.

20161026es1Zakład Karny Wojkowice. Miałam nadzieję, że dostaniemy zgodę na sfilmowanie spotkania. Do więzienia zadzwonił dzwonkiem przy żelaznej bramie Krzysztof Bzdyl. Otwarto drzwi, pojawił się wkrótce zastępca dyrektora i poinformował nas, że musimy poczekać, bo mają tam jakieś zajęcia, musi porozmawiać z dyrektorem. No, ale kiedy ponownie pojawił się przed nami – tak, dostaliśmy zgodę na rozmowę, na widzenie, ale niestety bez możliwości jakiejkolwiek rejestracji. Przeszliśmy lasem pod drzwi z innej strony, za którymi 2 sierpnia Zygmunt zniknął nam, kiedy zgłosił się na odsiedzenie 10-cio miesięcznego wyroku. Zygmunt jest bardzo dzielnym człowiekiem, naraża się, bo ma uczciwy cel, przegonić antypolskie, rozpasane towarzystwo z wymiaru – niestety ciągle niesprawiedliwości, zlikwidować ruskie pomniki – symbole zniewolenia naszego narodu, które jeszcze tkwią w naszych miastach pielęgnowane przez urzędniczy ciemnogród. Jest samotnym bohaterem. Wiele osób wie o Zygmuncie, dostaje korespondencję z różnych stron świata, wiele osób nadal interweniuje w Jego sprawie, ale decydenci nie rozumieją tego co on uczynił, nie dorastają do niego, pomału przestawiają klocki – by się komuś nie narazić (?), a może im się po prostu nie chce (?).

Ale nie tylko decydenci nie dorośli do niego, nie dorośli też niektórzy dziennikarze, którzy siedząc wygodnie w swoim domowym fotelu, dotykają palcami klawiatury komputera i piszą słowa, których… powinni się wstydzić. Ta sędzia chroniła sowieckiego agenta Kiszczaka, który wymordował wielu Polaków, panie dziennikarzu. Zygmunt tę gazetę ma tam w więzieniu i poda ją dalej innym więźniom, żeby sobie poczytali. On potrzebuje od nas z zewnątrz pozytywnej energii. Potrzebuje aprobaty, bo przecież to co robi, robi dla nas, dla naszego honoru, dla polskich patriotów, nawet tych, którzy nie ruszywszy się z fotela potrafią tylko krytykować, obrażać. Robi to w obronie Polaków niszczonych przez zdeprawowanych urzędników. Zygmunt jest samotnym bohaterem, jest Żołnierzem Niezłomnym. Potrzebuje wsparcia, wsparcia w tym co robi, czego chce dokonać, wsparcia, by go stamtąd wyciągnąć. Dzielnie się trzyma, choć przygasł, a ta cała zepsuta do dna hałastra, zaciera ręce. Zygmunt czuje, że na tych 10 miesiącach się nie skończy, będą ci, którym depcze po piętach starali się podorzucać wszelkie winy i przewiny, za te zburzone ruskie pomniki, za te obrażone sędzie, które skazują polskich patriotów, ale nadal mocno trzymają się swoich stołków, za tych policjantów, broniących sowieckie pomniki, których tak strasznie pobił, że omal go nie zabili.

Chciałam podziękować Andrzejowi Lei z Warszawskiej Gazety, bo od niego Zygmunt na pewno dostanie dużo pozytywnej energii. Andrzej Leja (Człowiek Lasu) cały czas wspiera Zygmunta dobrym, mądrym słowem, ale też czynem, bo też dzwonił do więzienia, by dowiadywać się o niego.

20161026es2Zygmunt mówił o pierwszych dniach w więzieniu, że go zamknęli na zamku. Jadąc do Wojkowic mijaliśmy zamek w Będzinie, ale nie o taki zamek chodziło. 14 dni spędził w zakładzie karnym typu zamkniętego, nazwanym zamkiem. Traktowany był źle, zarzucano mu pobicie kucharza, chcieli go wysłać do psychiatryka – stare ubeckie metody nadal się praktykuje, coś kombinowano, żeby go upokorzyć. Siedział w 8-osobowej celi, choć od pierwszych chwil różne środowiska apelowały, by był traktowany w sposób szczególny, jako więzień polityczny, więzień sumienia. Na czyje zlecenie go tak traktowano? Czy to tam jest taka praktyka, czy może któryś komuch z zewnątrz, któremu nadepnął na odcisk to zlecił? Z „zamku” przewieźli go na południowo-wschodnie rubieże Rzeczypospolitej, czyli do oddalonego o setki kilometrów więzienia w Uhercach. Tłumaczą się, że więzienie w Wojkowicach było przepełnione, a chcieli mu stworzyć odpowiednie warunki. Taka zabawa, żeby człowiekowi podokuczać, żeby go skruszyć, upokorzyć, oddalić od najbliższych jeszcze bardziej. Na czyje to było zlecenie, kto to wymyślił, co siedziało w głowie osoby, która podejmowała taką decyzję?

Wracając jeszcze do „torta”. Sędzia Wielgolewska, która została obrzucona tortem mówi, że nie wie kto rzucił. Ona tego nie wie! Nie ma ani jednej osoby, która by wskazała na Zygmunta.

To dlaczego skazali akurat Jego i to na tak wysoką karę? Prokuratorzy, sędziowie zamurowali się w tych swoich kodeksach, że nie potrafią już zrozumieć człowieka, nie potrafią zrozumieć sprawy, nie chcą, bo mają te swoje paragrafy, które sobie dopasują, żeby się zemścić. Bo to zemsta, a nie uczciwa gra. Ale to prawo ma być dla człowieka, a nie człowiek dla prawa. Mówił nam, że były jakieś rozmowy sędziów o tym jak dosypywać następne kary, jeśli prezydent Duda go ułaskawi. Zygmunt ma otwarte sprawy, m.in. za ruskie pomniki katowickie. Zygmunt słyszał też pogróżki od policjantów. Mówili, że się utopi, że z okna wypadnie, że samochód ciężarowy go przejedzie. Przed 1-wszym procesem tortowym, przed wyrokiem zaocznym chcieli, żeby sam poddał się karze. Do Rzecznika Praw Obywatelskich pisze sąd, który wydał wyrok w sprawie kasacji. Rzecznik nie reaguje. Z końcem września Komisja Penitencjarna ZK w Wojkowicach podjęła decyzję o odmowie przyznania mu statusu więźnia politycznego tłumacząc, że podczas czynu za który został skazany użył przemocy. Odwołał się. Ministerstwo Sprawiedliwości ma to rozpatrywać.

Przyjeżdża do niego poseł Janusz Sanocki – jeden z nielicznych, który go odwiedza. W połowie października był u Zygmunta poseł Tadeusz Woźniak przysłany przez Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobrę. Zygmunt poinformował go o swoich oczekiwaniach, takich jak: przyznanie mu statusu więźnia politycznego, spowodowanie kasacji wyroku oraz udzielenie przerwy w odbywanej karze ze względów zdrowotnych na czas rozpoznania kasacji. Chce, żeby rozpatrzyć sprawę od nowa, ale oczywiście nie w tym samym sądzie, bo nawet w uzasadnieniu sędzi Dryll jest poświadczenie nieprawdy, naruszyli tam całe prawo. Zygmunt mówi, że sąd pomijał jego pytania. Wniosek o kasację był od adwokata z urzędu, który nie wypełnia obowiązków jak należy, nie chce psuć sobie kontaktu z sądem. Zygmunt jest wożony na różne rozprawy, które wciąż trwają, ale już nie ma skuwanych nóg, jeździ na siedzeniu obok 2 policjantów. Ma skuwane ręce z przodu. Tutaj też ma więcej swobody, może 24 godziny na dobę poruszać się wewnątrz budynku, ale na zewnątrz (oczywiście w obrębie więziennych murów) wyznacza się pory.

20161026es3Zygmunt siedzi teraz w celi 3-osobowej. Dogaduje się z ludźmi, ogląda programy informacyjne w Telewizji. Znajomi dostarczają Gazetę Polską, Warszawską. Są tu delikatesy, ale ceny wyższe. Może dostawać paczki do 6 kg. Lekarstwa ma. Na dziś nie ma tu żadnej złośliwości. Ma dostać przepustkę. Ale przecież musi opłacać mieszkanie, które na niego czeka. Prosił, żeby wspierać materialnie nie jego, ale Miasteczko Namiotowe ustawione pod Sądem Najwyższym w Warszawie. Ci ludzie z Adamem Słomką trwają tam w sprawie Zygmunta, w sprawie nas wszystkich, by oczyścić ten wymiar niesprawiedliwości z tych aroganckich, działających na szkodę Polski i Polaków rozpasanych urzędników i aby móc patrzeć sędziom na ręce – wprowadzić Ławy Przysięgłych.

Po około godzinnej rozmowie czas widzenia się skończył. Uścisnęliśmy Zygmunta.

Potem Krzysztof Bzdyl rozmawiał z zastępcą dyrektora P. Golanką. Oświadczył, że przybył tu w imieniu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, że chcieliśmy nagrywać i dlaczego nie można dostać decyzji w ciągu 15 minut, wygląda to na szykany. Dyrektor odpowiedział, że muszą się przygotować. Trzeba w ciągu 14 dni (lub 7 dni ?) złożyć wniosek. Dowiedzieliśmy się, że w skład Komisji Penitencjarnej, która nie zgodziła się na przyznanie Zygmuntowi statusu więźnia sumienia/politycznego wchodzą osoby stąd, czyli ktoś z dyrekcji więzienia, psycholog, wychowawca, kierownik penitencjarny. Krzysztof Bzdyl przypomniał przypadek z 2004 roku, kiedy to Lecha Kaczyńskiego uderzono tortem i wtedy uznano, że nic się nie stało, prokuratura umorzyła sprawę z powodu małej szkodliwości społecznej. Dyrektor na to, że każda komisja penitencjarna podlega podważeniu i potem sąd to rozpatruje. Krzysztof Bzdyl stwierdził, że prokuratura będzie to prowadzić, bo Ministerstwo Sprawiedliwości uznało, że decyzja jest dziwna. Zapytał też dlaczego Zygmunt miał skuwane nogi podczas transportu. Zastępca dyrektora wyjaśniał, że większość więźniów jest tak transportowana. Są 2 instytucje – służba więzienna i policja, i nie mają wpływu w jaki sposób zabezpiecza się transport. Na koniec dodał: „Podchodzimy do p. Miernika bardzo życzliwie. Staramy się, żeby jego pobyt był jak najmniej dolegliwy dla niego”.

20161026es4A tymczasem nic tu się nie zmienia. Jest tak jak spodziewał się Zygmunt. Haniebne rozprawy, gdzie sędziowie karzą Polaków za oczyszczanie Kraju z komunistycznych śmieci trwają nadal. Właśnie przeczytałam, że Zygmunt został skazany przez kolejną sędzię do wymiany, działającą na szkodę Państwa Polskiego – SSR Anetę Kaproń – Rosik z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi – Południe za „sprofanowanie” jak ona podaje „Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej” – ruskiego okupacyjnego monumentu w Parku Skaryszewskim w Warszawie. W dodatku (jak podaje autor tekstu pan Kazimierz Maciejewski) przesłała wyrok na adres domowy Zygmunta Miernika, przez co wyrok uprawomocnił się. Kim jest ta kobieta, bo na pewno mentalnie nie jest Polką. Sędzia z Nowego Sącza też wyznaczyła na luty terminy kolejnych rozpraw, gdzie policjant, który znęcał się nad Zygmuntem oskarża go. Paranoja. Chorzy ludzie. Zygmunt Miernik zasługuje na medal za ten akt tortowy.

Panowie urzędnicy z tak zwanej „dobrej zmiany” – ruszcie się! Oczyśćcie Zygmunta Miernika ze wszystkich tych bezsensownych zarzutów i wreszcie go uwolnijcie! Otoczcie go wyjątkową ochroną! Pamiętajcie: Zygmunt nie chce ułaskawienia, chce uniewinnienia. W imię honoru Polskiego Państwa, Honoru waszych urzędów zróbcie to już, natychmiast, zanim ci komunistyczni oprawcy go tam wykończą.

Zapraszam Państwa do obejrzenia kompletu zdjęć z naszej wizyty:
https://goo.gl/photos/k5v8kjLxAp23cTEh9

PiS. Polityka i socjologia w 140 znakach (LXXXVII)

miroslawborutapisMirosław Boruta

PiS: W listopadzie będą się wybory szefów okręgów, według rozmówcy PAP intencją władz partii jest, by wybory były fikcją, prawda czy fałsz?

20000 osób z desantu rosyjskiego na Polskę służyło w „Ludowym Wojsku Polskim” – a gdzie służyła lub… służy reszta? http://wpolityce.pl/historia/313415-cenckiewicz-tysiace-sowietow-z-lwp-ukrytych-w-nieznanych-historykom-kartotekach-caw

Kultura polityczna w Polsce upada przez brak poszanowania dla prawdy a fundamentem społeczeństwa medialnego stały się propaganda i kłamstwo.

Mors tua vita mea… A czy nie można inaczej? Nawet najbardziej zażarta walka o władzę, wpływy czy pieniądze może się odbywać… ładniej ;-)

To nie jest stalinowska Polska, dlaczego więc nadal nie znamy prawdy?

waclawkujbidaWacław Kujbida*

Z Wacławem Kujbidą o tym, kto mordował Żydów w Jedwabnem i dlaczego prokuratorzy IPN nie chcą ujawnić prawdy rozmawia Błażej Torański.

Błażej Torański: Wie Pan, co o pogromie w Jedwabnem jest napisane w polskiej Wikipedii?

Wacław Kujbida: Wiem. Dokładnie nie przytoczę, ale w skrócie mniej więcej brzmi to tak, że grupa polskich młokosów spędziła ludność żydowską na rynek, a potem do stodoły i podpaliła.

Dokładnie to jest tak: „masowe morderstwo dokonane przez grupę co najmniej 40 Polaków zamieszkujących miasto Jedwabne na kilkuset Żydach zamieszkujących to miasto i jego okolice 10 lipca 1941 z inspiracji niemieckiej, w czasie niemieckiej okupacji Polski. W wyniku zbrodni zginęło co najmniej 340 osób, z czego około 300 zostało żywcem spalonych w stodole”. Co Pan czuje, jak to czyta?

Nie ma słów oburzenia. Ten przekaz jest już tak zmanipulowany za granicą, że przeciętny obywatel Stanów Zjednoczonych czy Kanady zapytany o okupację Polski w czasie II wojny światowej myśli automatycznie, że mordercami w Jedwabnem byli nie Niemcy, tylko Polacy.

Do tego fałszywego obrazu pogromu w Jedwabnem przyłożył rękę Instytut Pamięci Narodowej, powołany w końcu m.in. do tego, aby dementować kłamstwa historyczne. Jak Pan postrzega ten paradoks?

To jest nie tylko paradoks. To skandal. Ale jest to także ustawowa ułomność Instytutu Pamięci Narodowej, który ma dwa piony. W jednym są placówki edukacyjne, badawcze, historyczne. Drugi jest pion prokuratorski, który ma to samo źródło finansowania, ale nie jest zależny organizacyjnie od władz IPN. Prokuratorzy IPN są niezależni i – tak jest w przypadku Jedwabnego – prowadzą własną politykę. W tej mierze postawa prokuratorów od kilkunastu lat jest skandaliczna. Oparli się bowiem w swych śledztwach na fałszywych przesłankach. Kontynuowali wnioski wysnute ze śledztw Urzędu Bezpieczeństwa stalinowskiej Polski. To nie były niezależne śledztwa, bo to samo UB zabijało żołnierzy wyklętych w sfingowanych procesach. W tym czasie śledztwa w sprawie Jedwabnego były fikcją polityczną, maskaradą. Paradoksem historii jest, że IPN odmówił nam wszczęcia śledztwa na podstawie nowych śladów, zeznań naocznych świadków i dowodów, do których dotarliśmy. We wnioskach w lutym i w marcu tego roku domagaliśmy się, aby Niemców uznać za sprawców, a Jana Tomasza Grossa, jako winnego przestępstwa z art. 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w którym jest mowa o zaprzeczaniu zbrodniom niemieckim. IPN odpisał nam, że nasze argumenty nawet nie zasługują na rozważenie. Wyśmiano nas. To bardzo smutne.

Ano właśnie. IPN prowadził śledztwa w latach 2002–2004. Wedle IPN rola Polaków – co najmniej czterdziestu mieszkańców Jedwabnego i okolic – była decydująca w realizacji zbrodniczego planu. Polacy byli wykonawcami zbrodni zainspirowanej przez Niemców. Prokuratorzy IPN przesłuchali 111 żyjących świadków.

Niestety, łatwo udowodnić, że nie byli to naoczni świadkowie. Ci ludzie słyszeli o zbrodni od babć, dziadków, znajomych, a często urodzili się wiele lat po pogromie w Jedwabnem. Jeszcze raz chce jednak podkreślić, że to są rezultaty śledztw pionu prokuratorskiego, a nie całego IPN. W niczym to jednak śledczych nie usprawiedliwia. Nie oparli się bowiem na naocznych świadkach i czerpali wiedzę z zakłamanego, zmanipulowanego śledztwa UB z czasów PRL. Mam na to dowody. Najgorsze, że od roku informujemy IPN o nowych dowodach historycznych, odnalezionych przez nas świadkach, prosimy o ich przesłuchanie, a prokuratorzy IPN na to nie reagują. Nie wiem, jak to nazwać.

Wraz z żoną odnalazł Pan naocznego świadka: Hieronimę Wilczewską. Twierdzi tak (cytuję dosłownie): „To nie byli żadne Polacy. Polacy byli tak samo gonione pod karabinem, jak i ci Żydzi. Jeśli pomagali to pod karabinami, pod strachem z karabinu. Może i był tam jaki ochotnik. Ale większość byłą ludzi zmuszonych, którzy ze strachu szli, pomagali. Pokazywali, gdzie ci Żydzi mieszkają. Niech powiedzą prawdę, że Polacy byli zmuszani pod karabinami. Zamordowali Niemcy”. Byli zmuszani czy nie?

Byli. To się potwierdza. Prokuratorzy IPN albo nie chcą, albo nie mogą dotrzeć do tych świadectw. Do Hieronimy Wilczewskiej, ale i do Stanisława Boczkowskiego dotarliśmy w 2013 roku. Także inne świadectwa naocznych świadków mówią, że Polacy pod groźbą śmierci byli zmuszani do wskazywania miejsc, gdzie mieszkają Żydzi, ich sąsiedzi, do pilnowania ich i zapędzenia do stodoły. Nie jest jednak możliwe, aby czterdziestu Polaków, młokosów z kijami, zapędziło kilkuset Żydów, zgromadziło ich na rynku i tymi samymi kijami wtłoczyło się do stodoły i podpaliło. Nie bądźmy dziećmi.

Przez trzy lata Hieronima Wilczewska i Stanisław Boczkowski nie zostali przesłuchani przez prokuratorów IPN?

Tak, trzy lata temu przeprowadziliśmy wywiady dziennikarskie. Nic tego nie zapowiadało, ale szybko zorientowaliśmy się, że są to fundamentalne odkrycia i świadkowie. Praca nad filmem „Jedwabne–Świadkowie–Świadectwa–Fakty” trwała dwa i pół roku, bo nie mówimy w nim tylko o zbrodni w Jedwabnem, ale także o czternastu tego samego rodzaju zbrodniach! Za każdym razem ludzi pochodzenia żydowskiego palono w drewnianych domach lub stodołach.

Metoda zbrodni była ta sama, bo komandem śmierci dowodził ten sam esesman, porucznik Hermann Schaper. Mordowali Żydów kolejno w: Wiźnie, Wąsoszu, Radziłowie, Jedwabnem, Łomży, Tykocinie, Rutkach, Piątnicy, Zambrowie…

Nie tylko ludność pochodzenia żydowskiego, ale i wielu Polaków zlikwidowano w ten sposób po 22 czerwca, po wejściu Niemców na tereny Polski okupowanej przez Sowietów, włączonych do zachodniej Białorusi. Do końca sierpnia komando Schapera szło od wioski do wioski i robiło to, co w Jedwabnem: rozstrzeliwało, ale najczęściej paliło w stodołach. Jedwabne – w którym sprawstwo zbrodni IPN przypisał Polakom – ma być od tego wyjątkiem? Absurd. Ten sposób mordowania był powszechny w Einsatzkommando. Tłumaczymy to dokładnie w naszym filmie. Nawarstwienie manipulacji historycznej jest głębsze, gdyż mówi się o okrutnych zbrodniach na zachodniej Białorusi i Ukrainie, przemilczając, że to były tereny Polski, zajęte przez Sowietów po 17 września 1939 roku.

Jak Pan tłumaczy, że prokuratorzy, dysponujący aparatem śledczym, nie potrafili dotrzeć do naocznych świadków, co udało się Panu?

Przypuszczam, że nie chcieli dotrzeć do wszystkich, dostępnych im materiałów. Powiem więcej: w tej chwili w zasięgu prokuratorów IPN są dokumenty dowodzące, że nie Polacy są autorami tej zbrodni.

Harold Zissman z Jedwabnego, na którego Pan się powołuje, napisał w pamiętniku o esesmanach: „Zagonili wszystkich Żydów do stodoły i podpalili. Ktokolwiek chciał stamtąd uciekać został skoszony seriami z pistoletów maszynowych”. Przecież Polacy nie mieli broni, tylko kije. Zissman jest niezwykle wiarygodnym świadkiem, bo nieprzychylnym Polakom. Wrócił do Jedwabnego z Armią Radziecką, z NKWD, a potem zwiał do Stanów Zjednoczonych. Na Niemców, jako sprawców tej zbrodni wskazuje także autor innego pamiętnika: Michael Maik.

Niczym w mantrze powrócę do śledztwa prokuratorów IPN–u. W 2001 roku przerwano w Jedwabnem ekshumację. Wydobyto wtedy szczątki ubrań, butów, rzeczy osobistych, które pokazujemy na filmie, ale także inne dowody rzeczowe, na przykład fragmenty pomnika Lenina.

Stanisław Boczkowski mówi, że Niemcy nie tylko bili Żydów z Jedwabnego, kazali im na rynku śpiewać, skakać i tańczyć, a także krzyczeć „Przez nas wojna” i rozebrać pomnik Lenina. Z rozbitego monumentu każdy miał dźwigać fragment do stodoły.

Te fragmenty przechowywane są w wejcherowskim magazynie gdańskiego Muzeum II wojny światowej. Proszę napisać tłustym drukiem, że prokuratorzy IPN z Białegostoku odmówili nam upublicznienia w filmie protokołów przekazania dowodów rzeczowych. Inaczej mówiąc: nie mogliśmy powiedzieć w filmie o tym, co wykopano, w jakich ilościach.

Jak Pan tłumaczy ten zakaz?

Prokuratorzy Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu białostockiego IPN mają prawo do niezależnych decyzji. Są one skandaliczne.

Przeciętny Polak nie odróżnia pionów w IPN. Wszystko idzie na konto tej instytucji. A wygląda na to, jakby pion prokuratorski był państwem w państwie. Byłoby to możliwe w Kanadzie, gdzie mieszka Pan od 26 lat?

Widzę tu analogię do Trybunału Konstytucyjnego, który w założeniu ma być gwarantem demokracji, a w praktyce zabezpiecza interesy tylko pewnej grupy ludzi. W Polsce jest to pozostałość nieszczęsnego układu komunistycznego. W Kanadzie nie byłoby to możliwe. Każda instytucja państwowa czy dotowana z funduszy społecznych, gdyby działała przeciwko interesom tego państwa i narodu, przestałaby istnieć w ciągu 48 godzin. Kanadyjczycy bardzo interesują się naszym filmem. Działamy w mediach polskojęzycznych. Na kanadyjskiej stacji kablowej prowadzimy z żoną magazyn informacyjny. Ludzie bardzo interesują się tym tematem i mam nadzieję, że znajdziemy pieniądze na zrealizowanie anglojęzycznej wersji filmu.

Ciągle montujecie swój film, uzupełniacie o kolejne fragmenty. Kiedy uzyska ostateczny kształt?

Jesteśmy umęczeni próbami dotarcia do prawdy, choćby do wspomnianych dokumentów IPN–u. To nie są czasy stalinowskie ani stan wojenny, tylko Polska Anno Domini 2016. Nie do wiary.

Na szczęście nowy prezes IPN, dr Jarosław Szarek nie ma wątpliwości: „Wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy, którzy wykorzystali w tej machinie własnego terroru pod przymusem grupkę Polaków”.

Jak najbardziej zgadzam się z tą opinią. Obawiam się jednak – obym był złym prorokiem, może się mylę, ale taka mam wiedzę – że prezes dr Jarosław Szarek nie jest zwierzchnikiem pionu prokuratorskiego w IPN. Ten pion może robić, co chce.

Jaka jest szansa dotarcia filmu do szerokiej widowni?

Nachalnie próbuję dobijać się do szefów Telewizji Polskiej. Kto jak kto, ale właśnie ta telewizja opłacana z kieszeni polskiego podatnika powinna ten film pokazać. Usiłujemy też znaleźć dystrybutora wersji DVD. Ten dokument powinien być pokazywany w polskich szkołach. Młodzi ludzie nie wiedzą, jak wyglądała okupacja, nie znają niuansów i dzięki temu mogą być manipulowani. Robimy, co możemy, aby ten film przebił się w Polsce.

* Wacław Kujbida, rocznik 1953, architekt po Politechnice Krakowskiej. Reżyser, publicysta, dziennikarz, badacz najnowszej historii Polski, realizator i autor radiowy, filmowy i telewizyjny, członek SDP. W 1979, po trzech latach współpracy z Radiem Kraków, odmówił wstąpienia do PZPR i nie dostał etatu. Wyemigrował do Kanady, gdzie mieszka od 26 lat. Wraz z żoną Elżbietą (biologiem po Uniwersytecie Jagiellońskim) prowadzą internetową telewizję „TV Niezależna Polonia”. W ottawskiej telewizji kablowej mają swój comiesięczny, polskojęzyczny program. Przez ostatnie dwa i pół roku realizowali film dokumentalny „Jedwabne–Świadkowie–Świadectwa–Fakty”. Obraz był pokazywany m.in. na ostatnim Festiwalu Niezłomni, Niezależni Wyklęci w Gdyni oraz na Festiwalu Filmu Niezależnego OKNO.

(Od Redakcji): Tekst publikujemy za zgodą Autora i stroną: http://www.sdp.pl/wywiady/13382,to-nie-jest-stalinowska-polska-dlaczego-wiec-nadal-nie-znamy-prawdy-,1476777429

Procesy odpryskowe. Nowosądecka policja nie ustępuje, znów chce karać Zygmunta Miernika

elzbietaserafinElżbieta Serafin

11 października 2016 roku pojechaliśmy na kolejną rozprawę, z serii rozpraw odpryskowych, do nowosądeckiego Sądu Rejonowego (II Wydział Karny), gdzie przed obliczem sędzi Anny Serwin-Bajan miał stanąć oskarżony Zygmunt Miernik. Przypominam, że chodzi tu wciąż o to, co działo się w Nowym Sączu 27 września 2014 roku. Wtedy to, podczas legalnej manifestacji, policjanci oraz zomowcy chroniący zakazany w Polsce sowiecki, okupacyjny łuk triumfalny zaatakowali ludzi biorących udział w tym spotkaniu, zaaresztowali Zygmunta Miernika, Mariusza i Kacpra Szewczyków, spisali wiele osób, również dziennikarzy rejestrujących tamto wydarzenie. Postawili wielu osobom bezsensowne zarzuty w stylu „zakłócanie ciszy dziennej” czy „znieważenie pomnika Braterstwa Broni”. No i nowosądecki wymiar niesprawiedliwości wziął się do roboty, rozmnożył te rozprawy, by koledzy mieli co robić, by się wykazać, no i tych złych z biało-czerwonymi opaskami, biało-czerwonymi flagami, z białym orłem na piersi, co znieważyli ich ulubiony pomnik Braterstwa Broni stojący przy Al. Wolności, koniecznie ukarać. Zygmunta policjanci wtedy poturbowali, rzucali go na ziemię wielokrotnie i niemalże go tam zamordowali (co jest zarejestrowane na filmie), ale policjanci się nie poddają. Oskarżyli go o zaatakowanie ich, o pobicie, o znieważenie.

20161011es1Policjantów, którzy prowadzili Zygmunta Miernika na salę nowosądeckiego sądu było wielu. Kolega naliczył 11. Zgromadzeni krzyczeli: „Cześć i chwała bohaterom!” Po wejściu na salę Zygmunt, którego policjanci przywieźli z więzienia w Wojkowicach, stwierdził, że jeszcze nie jadł śniadania, nie zażył leków, a insulinę miał brać ponad 2 i pół godziny temu. Poprosił o przerwę. Zakuli Go w kajdanki, wyprowadzili z sali. Po wznowieniu posiedzenia, występujący w imieniu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz Związku Konfederatów Polski Niepodległej, Krzysztof Bzdyl chciał złożyć wnioski, by wystąpić w sprawie w charakterze obrońcy oskarżonego oraz jako przedstawiciel społeczny powyższych organizacji, lecz sędzia natychmiast zaczęła dyktować protokolantce: „Sąd postanowił na podstawie art. 82 kpk, art. 90 par 1 kpk nie dopuścić Krzysztofa Bzdyla do udziału…”. Próbował on złożyć wniosek o przydzielenie Zygmuntowi Miernikowi obrońcy z urzędu. „Nie przysługuje panu prawo wypowiadania się w tym procesie” – powiedziała pani sędzia. „Żadnych komentarzy ze strony publiczności” – powtarzała – „sąd nie zamierza z wami dyskutować”. Poinformowała „pana oskarżonego”, że 24 czerwca 2016 roku pod jego nieobecność przeprowadziła rozprawę, w czasie której został odczytany akt oskarżenia, sąd zarządził postępowanie dowodowe i przesłuchał wezwanego na ten dzień świadka, czyli Damiana Janiczka (to ten policjant, który niemalże doprowadził do śmierci Zygmunta).

Zygmunt poprosił, by rozprawę zacząć od początku, bo nie wie o co został oskarżony. „Procesy kiblowe skończyły się w latach 60-tych” – powiedział. Sędzia zarządziła 5-minutową przerwę, by skserować akt oskarżenia, a gorliwi policjanci znów Go skuli i wyprowadzili z sali.

20161011es2Zygmunt zapoznawszy się pobieżnie z dokumentami stwierdził, że jest to akt oskarżenia w sprawie, w której już zapadł wyrok w pierwszej instancji. Sędzia wyjaśnia: „Częściowo zostało to postanowienie uchylone przez Sąd Okręgowy i odnośnie zarzutów z punktu 2, 3 i 4 sprawa się toczy”. Te 3 punkty opisują jak to Zygmunt Miernik działał publicznie i bez powodu okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego, znieważył policjanta słowami uznanymi powszechnie za obelżywe oraz użył przemocy, że kopnął, że uderzył w głowę. Sędzia zadawała pytania dotyczące danych osobowych rodziców, pracy, dochodów. Pytała o żonę, dzieci czy leczy się odwykowo. W końcu zapytała czy na sali rozpraw jest pan Zygmunt Miernik. Sala w śmiech. Wymieniła nazwiska osób, które mają być świadkami i kazała im wyjść. Zygmunt wystąpił o obrońcę z urzędu, zauważył (i nie tylko on) stronniczość sędzi, że przejmuje ona rolę prokuratora, a nie sędziego. Zaproponował, by rozważyła wyłączenie się z tej rozprawy, a także, by sąd nowosądecki przeniósł sprawę do innego sądu, w innym mieście, ponieważ prokuratorzy, policja, sędziowie są tu ze sobą powiązani, choćby sędzia, która spowodowała zaatakowanie przez policjantów grupy ludzi wracających z sądu i rozpoczęcie kolejnej bezsensownej rozprawy przeciwko nim. Rozprawa ta ciągnęła się potem w Krakowie przez wiele miesięcy, a Zygmunta do dziś przywożono tam z więzienia w Wojkowicach skutego w kajdankach. Dziś, tj. 19 października 2016 roku krakowski sędzia Marek Imielski wreszcie zakończył ten bezsensowny cyrk uniewinniając grupę ludzi, w tym pojmanego przez policjantów przechodnia, który wracał do domu z siatkami pełnymi zakupów.

Sędzia zgodziła się na wyznaczenie obrońcy i stwierdziła, że sprawa dziś się nie odbędzie, ponieważ obrońca musi mieć czas na zapoznanie się ze sprawą.

20161011es3Zygmunt obserwując zachowanie sędzi podpowiedział jej, by spytała prokuratora czy się przychyla do wniosku. „Niech sąd chociaż udaje, że tutaj się toczy praworządny proces”- rzucił. Prokurator zasugerował mediacje z oskarżającym. Zygmunt odpowiedział: „Panie prokuratorze, przecież ten człowiek miał polecenie mnie oskarżyć. Czy pan wierzy, że funkcjonariusz policji się z tego wycofa? My mamy świadków, jest nagrany materiał” i dodał: „Pan chyba pomylił role. On mnie napadł. Ja jestem pokrzywdzony”. Zasugerował, żeby prokurator też spowodował, by sąd się wyłączył i przeniósł sprawę do innego sądu, bo jak powiedział: „Tutaj, na tej ziemi, patriotów się oskarża, a złodziejom, łobuzom nadaje obywatelstwo honorowe. To jest wstyd i hańba!” (Chodzi tu Zygmuntowi o przyznany niedawno tytuł Honorowego Obywatela Nowego Sącza ruskiemu, komunistycznemu agentowi Józefowi Oleksemu). Dostał gromkie brawa.

Sędzia odroczyła rozprawę i wyznaczyła terminy kolejnych, bezsensownych spotkań na 3, 7, 10 i 14 lutego 2017 roku, na godzinę 11.00. Zygmunt stwierdził: „Ja składam od razu wniosek o celowe przedłużanie sprawy”. Czy ktoś wreszcie zatrzyma ten niekończący się cyrk w wykonaniu nowosądeckich urzędników państwowych?

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia pełnej fotorelacji:
https://goo.gl/photos/Aedo7cqG8ZJC7SVV6

RP kontra popłuczyny PRL

adamslomka1Adam Słomka*

Rzecznik Sądu Najwyższego dr hab. Dariusz Świecki w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną z 3 października br. na temat protestacyjnego miasteczka namiotowego pod siedzibą Sądu Najwyższego celowo wprowadził opinię publiczną w błąd stwierdzając, że dekomunizacja jest „jedynie populistycznym hasłem niemającym odzwierciedlenia w rzeczywistości”.

Jednocześnie rzecznik SN poinformował, że już 1 września 2016 roku skierowano wobec Adama Słomki zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na znieważeniu organu RP (art. 226 ust. 3 kk). Zaś już 16 września br. rzecznik Świecki przekazał w imieniu SN oświadczenie, w którym przekonuje, że Sąd Najwyższy przeszedł weryfikację na mocy ustawy z 20 grudnia 1989 roku o zmianie ustaw -?? Prawo o ustroju sądów powszechnych i in. (Dz.U.1989, nr 73, poz. 436) – de facto art. 9 w/w … czyli wygaszeniu kadencji SN PRL.

Tymczasem działania, na które powołuje się rzecznik SN polegające na przyjęciu przez Sejm PRL X kadencji (tzw. kontraktowy) powyższej ustawy mają tyle wspólnego z dekomunizacją, co zmiana w nazwie prezydentury Wojciecha Jaruzelskiego. Przypomnieć należy, że został on wybrany jako prezydent PRL, a wraz ze zmianą nazwy PRL na RP został – ?po myśli inwencji rzecznika SN -?? „zdekomunizowany”. To oczywista manipulacja faktami ze strony przedstawiciela Sądu Najwyższego.

Dekomunizacja w cieniu denazyfikacji

Deutsche Welle podało właśnie konkluzje raportu komisji naukowej, pt. „Die Akte Rosenburg”, która na zlecenie byłej minister sprawiedliwości RFN Sabiny Leuthaeuser-Schnarrenberger (FDP) badała przeszłość tego resortu. Raport końcowy przedstawił w Berlinie obecny minister sprawiedliwości Heiko Maas (SPD).

Jak wynika z w/w raportu, odsetek byłych członków NSDAP w okresie 1949/1950 do 1973 wynosił w przypadku kadry kierowniczej ponad 50 proc., a w niektórych departamentach ministerstwa okresowo nawet ponad 70 proc. Ponadto co piąty ze 107 prawników zajmujących kierownicze stanowiska w Federalnym Ministerstwie Sprawiedliwości należał kiedyś do SA, 16 proc. pracowało niegdyś w ministerstwie sprawiedliwości Rzeszy. Kierujący pracami komisji historyków prawnik Christoph Safferling powiedział w rozmowie z „Sueddeutsche Zeitung”, że w szczytowym roku 1957 77 proc. kierowniczych stanowisk w Federalnym Ministerstwie Sprawiedliwości obsadzonych było przez dawnych członków NSDAP, od szefów referatów wzwyż. – Nikt nie spodziewał się, że ten odsetek był aż tak wysoki – zaznaczył Safferling. Można bez wahania stwierdzić, że Federalne Ministerstwo Sprawiedliwości było najbardziej obciążone personalnie nazistowską przeszłością ze wszystkich bońskich ministerstw. Niektóre z tych ministerstw już dokonały rozprawy ze swoją przeszłością, inne dopiero są w trakcie tego procesu.

Lepiej późno niż wcale

rpkpprl1„Kasta sędziowska” broni się metodami z czasów PRL. Nic dziwnego, albowiem członkiem Kolegium SN jest SSN Marian Buliński. Tak się składa, że to Konfederacja Polski Niepodległej – NIEZŁOMNI zawiadomiła ministra Zbigniewa Ziobro o setkach komunistycznych sędziów i prokuratorów, którzy dopuszczali się licznych zbrodni w czasach PRL. Część z w/w nadal jest aktywnych zawodowo. Tak się złożyło, że IPN Oddział w Białymstoku wszczął 16 września 2016 r. śledztwo sygn. S.50.2016.zK w sprawie zbrodni komunistycznej będącej zarazem zbrodnią przeciwko ludzkości w sprawie o sygn. Pg.Śl.II/123/82, tj. o czyn z art. 189 ust. 2 kk w zb. z art. 231 ust. 1 kk w zw. z 11 ust. 2 kk i in. Chodzi o zbrodnię polegającą na skazaniu (sygn. So.W.414/82) Bogusława Malona za to, że „w dniach 17 i 23 sierpnia 1982 r. wywiesił w miejscach publicznych na terenie Szczytna 7 sporządzonych przez siebie ulotek o treści nawołującej do nieposłuszeństwa przepisom oraz wyszydzającej ustrój PRL”. Działacz opozycji czasów PRL został skazany przez Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy w trybie doraźnym na 3 lata pozbawienia wolności i pozbawienie praw publicznych na 2 lata.

W sprawę zaangażowani byli:

– sędziowie PRL: kpt. Marian Buliński (Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego – Bydgoszcz) – sędzia zawodowy; płk Zbigniew Grabowski (Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego – Bydgoszcz) – sędzia zawodowy, przewodniczący; por. Andrzej Kamiński (Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego – Bydgoszcz) – sędzia zawodowy; ppor. Ryszard Kozłowski (Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego – Bydgoszcz) – sędzia zawodowy, postanowienie o trybie doraźnym, mjr Ryszard Michałowski (Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego – Bydgoszcz) – sędzia zawodowy (Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego – Warszawa) – sędzia zawodowy, tymczasowe aresztowanie; (Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego – Bydgoszcz) – sędzia zawodowy, tymczasowe aresztowanie.

– prokuratorzy PRL: por. Jerzy Puzyrewski (Wojskowa Prokuratura Garnizonowa – Olsztyn); kpt. Dariusz Szewirski (Wojskowa Prokuratura Garnizonowa – Olsztyn) por. Wojciech Trześniewski (Wojskowa Prokuratura Garnizonowa – Olsztyn).

rpkpprl2Z informacji przekazanej 5 października 2016 roku m.in. PAP wiadomo, że Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf próbuje narzucić rządowi Beaty Szydło, prokuraturze, inspekcji sanitarnej walkę z „miasteczkiem namiotowym” umieszczonym przed gmachem SN.

Manifestujący patrioci mają rzekomo załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne na trawniku przed w/w sądem i popełniać inne wykroczenia, np. niszczyć trawnik. Wygląda na to, że pani Gersdorf wsłuchała się w głos i „doświadczenie” SSN Mariana Bulińskiego, który brał udział w skazaniu człowieka za 7 ulotek na 3 lata więzienia.

PiS wsłuchało się w głos kolegów z opozycji?

Od nowego roku kilkuset funkcjonariuszy policji ma stracić stanowiska. Chodzi o policjantów pełniących kierownicze funkcje, którzy służbę rozpoczęli przed 1989 – informuje RMF FM. Jak podaje radio, decyzję podjęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zwolnienia mają objąć komendantów, wicekomendantów i naczelników wydziałów. Według sprawozdania, które cytuje z posiedzenia zarządu NSZZP z wiceministrem SWiA Jarosławem Zielińskim i Komendantem Głównym Policji, wiceminister poinformował, że „po 31 grudnia 2016 roku osoby w przeszłości zatrudnione w Milicji Obywatelskiej nie będą mogły zajmować kierowniczych stanowisk w Policji”. Zatem skala problemu, który zauważyło MSWiA jest nadal porażająca. Jeszcze w marcu wiceminister Zieliński był uprzejmy odpowiedzieć na interpelację poselską nr 699 m.in. dr Józefa Brynkusa (nr 799 posła Janusza Sanockiego, oświadczenie senatorskie mec. Zbigniewa Cichonia, 9 posiedzenie Senatu RP IX kadencji), z treści której wynika wprost to, że dla kierownictwa MSWiA obeliski i monumenty postawione jako wyraz czołobitności okupacyjnej armii są (były?) „pomnikami”, a ponadto Zastępca Komendanta Głównego Policji w dniu 13 października 2015 roku polecił wzmożony nadzór nad miejscami pamięci żołnierzy radzieckich. Od wielu lat moje środowisko domagało się dekomunizacji, lustracji oraz rozliczenia czasów PRL. Wielokrotnie oskarżano nas o przesadę. Dopiero dziś koledzy z PiS dostrzegają ten problem -? w obliczu zagrożenia imperialną polityką Federacji Rosyjskiej. Mimo wielu lat opóźnień mogą liczyć na wsparcie środowiska KPN i NIEZŁOMNYCH w oczyszczeniu instytucji państwowych z komunistycznych zbrodniarzy. O ile walka z komunistami i ich kolejnymi pokoleniami w strukturach MSWiA będzie dosyć prosta to jednak ważniejszą jest batalia o sanację wymiaru sprawiedliwości. Stąd miasteczko namiotowe pod SN i nasze pozytywne propozycje zmian.

Podsumowując. Domagam się natychmiastowego odsunięcia od orzekania sędziego Mariana Bulińskiego i innych komunistycznych zbrodniarzy. Przedstawiciele sądownictwa nie chcą dyskutować na temat naszych pozytywnych projektów zmian w sądownictwie, m.in. wprowadzenie tzw. „ław przysięgłych”, które istniały w II RP. Ława przysięgłych jako instytucja polskiego prawa procesowego istniała w dwudziestoleciu międzywojennym. Przewidywały tę instytucję Konstytucja marcowa w artykule 83, kodeks postępowania karnego z 1928 r. oraz prawo o ustroju sądów powszechnych z tego samego roku. Na ziemiach dawnego zaboru austriackiego, działały one na podstawie przepisów zaborczych – zostały one zniesione ustawą z dnia 9 kwietnia 1938 r. o zniesieniu instytucji sądów przysięgłych i sędziów pokoju.

Tryb powoływania członków sądów przysięgłych w II RP różnił się znacznie od przyjętego w systemie prawa brytyjskiego. Przysięgli ławnicy mieli być wybierani przez organizacje społeczne i pełnić swoją funkcję kadencyjnie. „Kasta sędziowska” musi przejść rzeczywistą sanację i usunąć ze swoich szeregów zwykłych zdrajców. W obecnym stanie rzeczy i sytuacji swoistego wypowiedzenia posłuszeństwa Państwu Polskiemu przez władzę sądowniczą drogą do uzdrowienia powinno być wniesienie ustawy wygaszającej obecny skład SN na podstawie sprzeniewierzenia się art. 2 Konstytucji RP, m.in. ujawnione rozmowy o „ustawianiu” spraw „za bańkę”. Metody działania z czasów PRL muszą zostać przecięte … aby mogła zostać zrealizowana „dobra zmiana”.

* Autor to przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej – Niezłomni, był posłem na Sejm RP I, II i III kadencji, więźniem politycznym PRL. Obecnie koordynuje prace Europejskiego Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich.

Film „Wołyń” wyrzutem sumienia dla Trzeciej Rzeczypospolitej

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Wczoraj na specjalnym pokazie we Wrocławiu obejrzałem najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego, oparty o nowele Stanisława Srokowskiego i relacje naocznych świadków. Na ten film rodziny ofiar ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię UPA oraz SS Galizien czekały ponad 70 lat. Przed projekcją miałem duże obawy. Jednak okazały się one płonne. Na ekranie ujrzałem bowiem wszystko to, co faktycznie wydarzyło się w latach 1939 – 1947 na Wołyniu i Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce Wschodniej. Żadnych niedomówień czy przekrętów wynikających z powszechnie narzucanej tzw. poprawności politycznej. Równocześnie reżyser i jego ekipa, szczególnie kostiumolodzy i scenografowie, zadbali o najdrobniejsze nawet szczegóły. Całości dopełniły przepiękne zdjęcia oraz muzyka, w tym pieśni ludowe i obrzędy weselne. Mnie szczególnie podobała się gra debiutantki Michaliny Łabacz (rodem z Suwałk) i ukraińskiego aktora Wasyla Wasylika, a także sporej gromadki dzieci w najróżniejszym wieku, które brały udział w filmie pod opieką psychologa.

Co do najbardziej wymownych scen, to ta, w której przeplatają się kazania wygłaszane w cerkwiach. Jeden z duchownych wzywa wiernych do opamiętania, a drugi porównując Polaków do kąkolu, który należy wyplenić i spalić, wzywa do mordów i święci siekiery, noże i widły. Ten las narzędzi rolniczych, przekształconych w narzędzia zbrodni, sfilmowany na tle pięknego ikonostasu, pozostają na długo w pamięci. Inna scena, to nocne przygotowanie banderowców do ataku. Najpierw „pranie mózgu”, a następnie na tle czerwono-czarnych flag trzykrotny okrzyk „Sława Ukrainie – herojom sława”. To te same flagi, które powiewały na Majdanie i powiewają nadal w bardzo wielu miastach Ukrainy. To ten sam okrzyk, który niektórzy polscy politycy wznosili nie tak dawno w Kijowie, ku uciesze obecnych tam czcicieli UON-UPA.

fwwsdirp1Oczywiście najważniejszymi fragmentami filmy są sceny z masakr Polaków i Żydów. Dla ludzi takich jak ja, którzy od dziecka słyszeli o tym od swoich krewnych, było to szczególne doświadczenie (il. Kadr z filmu „Wołyń”, fot. Krzysztof Wiktor, Film It! / Materiały prasowe). Wprawdzie byłem na to przygotowany, ale scena napadu na polski kościół i mordowania siekierami bezbronnych ludzi (w tym też księdza odprawiającego mszę św.) robi ogromne wrażenie. Także rozerwanie końmi poety i oficera AK (pierwowzorem jest Jan Zygmunt Rumel), obdzieranie ze skóry polskiego żołnierza wracającego do domu w 1939 r., mordowanie kobiet w ciąży czy zabawa „płonącym snopkiem” (czy małym chłopcem owiniętym słomą i podpalonym).

Mottem filmu są słowa „Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekiera, drugi raz przez przemilczenie. A ta druga śmierć jest gorsza od pierwszej”. Pochodzą one z pamiętnika mego śp. Ojca, Jana Zaleskiego, mieszkańca Dębowicy k. Monasterzysk, naocznego świadka wymordowania i spalenia w nocy z 28 na 29 lutego wsi Korościatyn. Zagłady, w czasie której zginęło prawie 150 Polaków, dokonała sotnia UPA, wspiera przez „siekierników”, którymi kierował – o, zgrozo! – greckokatolicki ksiądz (targany wyrzutami sumienia, zginął później śmiercią samobójczą). Ci co ocaleli z tych barbarzyńskich mordów pamiętali o tym do końca swych dni, przekazując tę pamięć dzieciom i wnukom. Kresowianie zawsze boleli na tym, że po 1989 r. polscy politycy, choć odwoływali się do ideałów „Solidarności”, bali się nazwać ludobójstwo po imieniu. A przecież wszyscy pomordowani byli obywatelami Drugiej Rzeczypospolitej. Dlatego też moralnym i prawnym obowiązkiem jej kontynuatorki, Trzeciej Rzeczypospolitej było to uczynić. Jednak uczyniono to dopiero w lipcu br., po 27 latach istnienia wolnej Polski.

fwwsdirp2Dlatego też film „Wołyń” jest wielkim wyrzutem dla polskiego establishmentu politycznego, który w tej kwestii zachował w sposób chwiejny, żeby nie napisać cyniczny i kunktatorski (il. Wojciech Smarzowski na planie, fot. Krzysztof Wiktor, Film It! / Materiały prasowe). Dbając bowiem o pamięć ofiar Zbrodni Katyńskiej czy KL Auschwitz spychał równocześnie pamięć o ofiarach banderowskiego ludobójstwa na Kresach do niszy, jakby czekając na wymarcie ostatnich świadków. Skutkiem tego do dziś 90 procent ofiar masowych mordów nie ma godnego pochówku, a na większości „dołów śmierci” nie stoją ani pomniki, ani nawet zwykłe krzyże. Jeszcze trzy lata temu kluby parlamentarne PO i Ruchu Palikota, działając pod naciskami prezydenta Bronisława Komorowskiego, szef MSZ Radosława Sikorskiego oraz Adama Michnika, przeforsował, aby słowo ludobójstwo zastąpić potworkiem językowym „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa”. Również episkopat Polski, podpisując wspólną deklarację z Cerkwią greckokatolicką, nie tylko nie nazwał ludobójstwa po imieniu, ale i nie wspomniał ani słowem o napadach na kościoły oraz mordowaniu księży i wiernych. Nie wyniósł też na ołtarze nikogo z męczenników, choć prowadzony jest proces beatyfikacyjny greckokatolickiego arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego ze Lwowa, który kolaborował z Hitlerem i wysyłał swoich księży do SS Galizien.

Film „Wołyń” to film piękny, autentyczny i uczciwy. Przy tym bardzo uniwersalny, bo ukazujący odwieczne zmaganie się dobra ze złem, miłości z nienawiścią, szlachetności z niegodziwością. Posiada też walory moralne i religijne. Jest również przełomem w relacjach polsko-ukraińskich, choć też „kamienieniem obrazy” dla prezydenta Petro Poroszenki i rządu na Ukrainie, którzy tożsamość narodową buduje na ideologii banderowskiej oraz kulcie OUN-UPA.

Tym bardziej więc trzeba koniecznie udać się do kin. A wbrew małości jury filmowego zagłosować na ten film nogami. Także sercem.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Tekst i ilustracje za: http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-film-wolyn-wyrzutem-sumienia-dla-trzeciej-rzeczypospolitej,nId,2283777. Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.