Tag Archives: Jan T. Gross

Triumf Kresowiaków

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Sejm uchwalił uznanie 11 lipca za Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach.

Ogromnie odetchnąłem, bo mimo dobrych wieści z ostatnich dni do ostatniej niemal chwili bałem się zablokowania tak oczekiwanej uchwały Sejmu, potępiającej ukraińskie ludobójstwo na Polakach i ogłaszającej. 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach. Bardzo wielka presja społeczna, w tym, jak pokazałem w przedostatnim swym wpisie na blogu wystąpienia przeważającej części mediów za uhonorowaniem pamięci tak wielkiej ilości ofiar, przyniosły oczekiwane owoce. 22 lipca Sejm przyjął ogromną większością głosów (432 posłów) uchwałę w tej sprawie (10 osób wstrzymało się od głosu, nikt nie był przeciw). W uchwale ustanawiającej dzień 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP Sejm oddał hołd „wszystkim obywatelom II Rzeczpospolitej, bestialsko pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów”. W uchwale stwierdzano, iż: „(…) W wyniku popełnionego w latach 1943-1945 ludobójstwa zamordowanych zostało ponad sto tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej, głównie chłopów. Ich dokładna liczba do dziś nie jest znana, a wielu z nich wciąż nie doczekało się godnego pochówku i upamiętnienia. Ofiary zbrodni popełnionych w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów do tej pory nie zostały w sposób należyty upamiętnione, a masowe mordy nie zostały nazwane – zgodnie z prawdą historyczną – mianem ludobójstwa (…) (wg „wpolityce.pl” z 22 lipca).

Wg „Niezależnej.pl” z 22 lipca od udziału w przegłosowaniu uchwały wstrzymało się siedem osób z Nowoczesnej i trzy z Platformy Obywatelskiej. Z Nowoczesnej wstrzymało się siedmiu posłów: Jerzy Meysztowicz, Ewa Lieder, Katarzyna Lubnauer, Monika Rosa, Krzysztof Mieszkowski, Joanna Scheuring-Wielgus, Adam Szłapka, a trzech z Platformy Obywatelskiej: Marian Zembala, Janusz Cichoń i Marcin Święcicki. To prawdziwa Lista Hańby!

Do ostatecznego sukcesu przyczyniły się wytrwałe działania licznych postaci od lat walczących o należyte upamiętnienie ponad 150 tysięcy polskich ofiar ludobójstwa ukraińskiego na czele z ks.T. Isakowiczem-Zaleskim, E. Siemaszko, S. Srokowskim, B. Grottem, L. Kulińską, B. Paziem, A. Kormanem, L. Popkiem, zmarłym rok temu płk. J. Niewińskim, M. Kowzanem, C. Partaczem, A. Zapałowskim i in. Ważne znaczenie miały również zdecydowane wystąpienia ostatnich tygodni na rzecz odpowiedniego uhonorowania pamięci ofiar ludobójstwa ukraińskiego ze strony senatora prof. J. Żaryna, ministra Z. Ziobry, posła M. Dworczyka, P. Kukiza i całej grupy posłów z jego ruchu, środowisk narodowych na czele z posłem R. Winnickim, J. Korwin-Mikkego, posłów PSL, licznych publicystów, m.in. M. Hałasia , R. A. Ziemkiewicza, W. Żyszkiewicza i in. Wygrała dawno nie spotykana wspaniała mobilizacja środowisk patriotycznych!

Pamiętajmy jednak również o jakże fatalnych hamulcowych, którzy robili, co mogli dla przeszkodzenia w należytym uhonorowaniu pamięci tak wielkiej rzeszy polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa.

Przy okazji dodam, że jednak potwierdziły się moje nadzieje, że ostatecznie PiS pójdzie z wolą Narodu w tej tak ważnej sprawie, wbrew niektórym sceptykom, którzy już byli skłonni tylko do tego, by bezwzględnie atakować PiS za zwlekanie w sprawie ludobójstwa i Dnia Pamięci, zamiast próbować przekonywać wpływowych PiS-owców do zajęcia kategorycznego stanowiska w tej sprawie. Nawet w dniu manifestacji Kresowiaków 7 lipca 2016 r. przed Sejmem słyszałem kilka jakże niepotrzebnych okrzyków „Hańba PiS-owi!”, i to pomimo faktu, że w manifestacji uczestniczyło paru senatorów, wybranych z listy PiS: J. Żaryn i R. Gaweł. Na prawicy powinniśmy stawiać dużo mocniej na dogadywanie się, zamiast zbyt pochopnych, przedwczesnych osądów. Przede wszystkim trzeba usilnie szukać sojuszników dla Dobrej Sprawy.

Rząd i kierownictwo PiS podjęły zdecydowanie najlepszą decyzję w sprawie ukraińskiego ludobójstwa wbrew wspomnianym maniakom liczenia się z „wrażliwością” ukraińską za wszelką cenę, podczas gdy Poroszenko i władze ukraińskie nie liczyły się ani trochę z polską wrażliwością. Gdyby znów zablokowano decyzję o potępieniu ludobójstwa, to sprawa ta dalej ślimaczyłaby się i byłaby wielką „nie zagojoną raną”. Jak to komentował znany politolog prof. Rafał Chwedoruk jeszcze 21 lipca 2016 r. w „SuperExpressie”: „Śmiertelnym zagrożeniem dla PiS jest sprawa związana z Ukrainą. Elektorat PiS jest bardzo sceptyczny względem ukraińskiego nacjonalizmu”. Przeforsowana przez PiS i Klub Kukiz 15 uchwała Sejmu w sprawie ukraińskiego ludobójstwa wydaje się, przynajmniej teraz, rozładowywać ten problem. Oby tylko nie popełniano w przyszłości jakichś groźnych błędów wobec Ukrainy, zwłaszcza w sytuacji, gdy do Kijowa posłano na ambasadora J. Piekło, faktycznie reprezentującego ukraińskie, a nie polskie interesy,

Należy zrobić wszystko, aby uchwała Sejmu w sprawie ukraińskiego ludobójstwa stała się pierwszym ważnym krokiem na drodze do realizowania nowej polskiej polityki wobec Ukrainy. Takiej polityki, która wspieranie Ukrainy będzie obowiązkowo wiązała z naciskami na rzecz odchodzenia ukraińskich rządców od wybielania ludobójców z UPA i OUN.

Czas na patriotyczny kontratak

Przypomnę tu, że 17 lipca pisałem – wbrew niektórym skrajnym sceptykom: „Oczekuję przy tym na potencjalnie szczególnie duży sukces – w naciskach na odpowiednie jak najszybsze należyte uczczenie ofiar ludobójczej rzezi na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej”. No i stało się, a władzom PiS-u należy pogratulować podjętej wreszcie cennej decyzji. We wpisie z 17 lipca akcentowałem również, pisząc o potrzebie równoczesnego pełnego wyświetlenia prawdy o ludobójczej zbrodni w na Wołyniu, niemieckiej zbrodni w Jedwabnem w 1941 r. i ubeckiej zbrodni w Kielcach w 1946 r.: „działania w tych wszystkich trzech sprawach powinny być skoordynowane przez siły patriotyczne, które powinny przypuścić decydujący kontratak dla wyjaśnienia prawdy. W sprawie ukraińskiego ludobójstwa siły patriotyczne zatriumfowały. Teraz czas przyśpieszyć patriotyczny kontratak dla odsłonięcia prawdy o Jedwabnem i Kielcach. Tu mamy świetną zapowiedź zmiany dzięki wyborowi nowego szefa IPN-u.

Wybrany nowym prezesem IPN dr J. Szarek oskarża Niemców o Jedwabne

Kolejny wielki triumf sukces sił patriotycznych dzięki dobremu wyborowi ze strony PiS-u Sejm wybrał nowym prezesem IPN-u dr. Jarosława Szarka z krakowskiego IPN-u. Jest on postacią o jednoznacznym nonkonformistycznym charakterze. W czasie stanu wojennego uczestniczył w pomocy internowanym i więzionym, kolportował i drukował podziemną prasę. W 2011 r. dr Szarek obronił pracę doktorską pt. „Działalność Służby Bezpieczeństwa wobec młodzieży akademickiej Krakowa w latach 1970–1980”, przygotowaną pod kierunkiem profesora Ryszarda Terleckiego, obecnego wicemarszałka Sejmu z ramienia PiS (jednym z recenzentów jego pracy był najwybitniejszy dziś historyk polski prof. Andrzej Nowak). W latach 2009–2012 był członkiem rady programowej Radia Kraków (wraz z trzema innym członkami opuścił ją w proteście przeciwko nie przyznaniu miejsca na multipleksie dla TV Trwam). Od lat jest członkiem renomowanego krakowskiego dwumiesięcznika prawicowego „Arcana” i członkiem redakcji katolickiego tygodnika „Źródło”. Wg. komentarza Onet.pl z 21 lipca 2016 r.: „odnosząc się do poziomu edukacji historycznej w Polsce Szarek ocenił, że obecnie „znajdujemy się w stanie zapaści kulturowej”. – Młodzież nie zna elementarnych rzeczy. Mamy wąską elitę wśród młodego pokolenia i tam jest nadzieja. Tam są jednostki wybitne, ale 90 proc. nie zna elementarnych rzeczy. Do takich rzeczy doprowadziła polska szkoła – mówił. Przedstawiając szczegółowo swoją wizję funkcjonowania IPN Szarek opowiedział się m.in. za kontynuowaniem poszukiwań tajnych miejsc pochówku ofiar reżimu komunistycznego (pracami tymi w Instytucie kieruje prof. Krzysztof Szwagrzyk). Skrytykował w tej sprawie dotychczasowe kierownictwo IPN. Zaznaczył, że w tej sprawie Instytut musi wzmocnić swoje działania, by pamięć o polskich bohaterach stała się w Polsce powszechna”.

W odpowiedzi na zapytanie posła PO Michała Szczerby o to, kto dokładnie był wykonawcą zbrodni w Jedwabnem – Szarek powiedział, że „Wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy, którzy wykorzystali w tej machinie własnego terroru – pod przymusem – grupkę Polaków. I tutaj odpowiedzialność w pełni za tę zbrodnię pada na niemiecki totalitaryzm. Polskie Państwo Podziemne wszelkie przejawy kolaboracji z Niemcami, szmalcownictwa, karało śmiercią (…)” (cyt. za: Dorota Kowalska: W IPN powoli nadchodzi czas wielkich zmian, „Polska the Times” z 22-24 lipca 2016). Dr Szarek ocenił też obecność Jana Tomasza Grossa (socjologa i historyka, prof. historii Uniwersytetu Princeton, który w książce „Sąsiedzi” z 2001 r. postawił tezę, że w mordowaniu Żydów w Jedwabnem uczestniczyli też Polacy – red.) na jednej z konferencji współorganizowanej przez IPN – była „gigantycznym błędem”. – Nie ma zgody na udział w poważnych konferencjach naukowych takich ludzi jak pan Gross (…). Taka sytuacja nie może się powtórzyć” (por. tamże). Wszystko wskazuje, że wybór na prezesa IPN-u odważnego historyka o tak jednoznacznych poglądach jak dr Jarosław Szarek przypuszczalnie zapewni IPN-owi godnego następcę tragicznie zmarłego nieodżałowanego prezesa prof. Janusza Kurtyki.

Warto dodać, że w momencie gdy podczas debaty sejmowej poseł M. Szczerba z PO zakwestionował kandydaturę J. Szarka w związku z jego stanowiskiem w sprawie Jedwabnego nader stanowczo wypowiedział się nie zrzeszony poseł narodowiec Robert Winnicki, mówiąc: „Skandalem jest czynienie zarzutu kandydatowi z tego, że uprawia polską politykę historyczną, a nie politykę na zamówienie RFN czy środowisk żydowskich. To, że IPN za niesławnych rządów Leona Kieresa powtarzał kłamstwa Jana Tomasza Grossa, nie oznacza, że tak ma być zawsze”.

Ataki „Wyborczej” na dr. J. Szarka

Jednoznaczne stanowisko dr. Szarka na rzecz odkłamania sprawy Jedwabnego spotkało się natychmiast z atakami „Gazety Wyborczej”. Szczególnie gwałtowny był atak Wojciecha Czuchnowskiego („wyróżnionego w styczniu 2015 r. tytułem „Hieny Roku”, później to „wyróżnienie” zawieszono). Czuchnowski, niedoszły filmoznawca (w pewnym momencie przerwał studia), wystąpił z pouczeniami wobec doświadczonego historyka dr. Szarka, gwałtownie go atakując w tekście: Kłamstwa przyszłego prezesa IPN („Gazeta Wyborcza” z 21 lipca 2016). Czuchnowski nie potrafił w swym ataku podać jakichkolwiek przekonywujących argumentów faktograficznych, za to tym chętniej sięgał do epitetów, pisząc m.in.: „Jarosława Szarka znam osobiście (…) Mimo różnic poglądów uważałem go za prawego człowieka. Wierzyłem, że taki pozostanie. Po jego wystąpieniu przed komisją widzę, że się myliłem”. Oto typowy jakże grubiański styl polemiki „Wyborczej”.

Prof. J. Żaryn o atakach „Wyborczej” na dr. Szarka

Ataki „Wyborczej” na dr. J. Szarka spotkały się z błyskawiczną ripostą znakomitego historyka senatora i prof. Jana Żaryna. Już na pierwsze ataki na dr. Szarka prof. Żaryn zareagował na portalu „Polityce.pl” (20 lipca 2016) tekstem „To manipulacja i brak wiedzy”. Stwierdził w nim m.in.: „Przypomnę, że ostatnio został wyprodukowany bardzo ciekawy film państwa Kujbidów, gdzie pojawia się świadek – wówczas bodaj 10-letnia dziewczynka, dziś starsza pani – która wstrząśnięta opowiada o tych wydarzeniach w Jedwabnem. Niemcy w jej opowieści od początku do końca są właśnie tymi wykonawcami i tymi, którzy pilnują, by wykonanie zostało dokończone w sposób tragiczny zresztą. Można to sobie przeczytać i obejrzeć. Mamy też zeznania, które udało się odnaleźć dzięki panu Arturowi Janickiemu. Mamy w końcu wyniki, które na dziś muszą nam wystarczyć, ekshumacji dokonanej przez wybitnych archeologów z prof. Kolą na czele. Te dotychczasowe możliwości interpretacyjne idą w kierunku jednoznacznym – pojawienie się śladów łusek znajdujących się w stodole i inne dowody, choćby fakt, że znaleziono pieniądze, monety czy biżuterię wśród ofiar tego mordu, świadczą o tym, że w gruncie rzeczy cały ten akt oskarżenia z końca lat 40., gdzie mowa jest o motywie rabunkowym, że nie było Niemców, tylko sami Polacy mieli wykonać tę zbrodnię, są dzisiaj niewiarygodne (podkr. – JRN). W związku z tym niewątpliwie na dzisiejszym etapie wiedzy na ten temat, wypowiedź pt. głównymi wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy, choć nie umiemy do końca odpowiedzieć na pytanie jaki był udział Polaków, czy wynikał tylko z przymusu czy miał charakter pomocniczy, jest jak najbardziej uprawniona (…)”.

Dr Szarek krytycznie o transformacjach po 1989 r.

Bardzo ważną sprawą jest fakt, że nowy prezes IPN-u wyraża bardzo krytyczną ocenę przebiegu transformacji po 1989 r. Nader wymownie świadczył o tym wywiad dr. J. Szarka dla portalu „Polityce.pl” z 21 lipca 2016 (por. TYLKO U NAS. Pierwszy wywiad prezesa IPN. Dr Szarek: „Polska ma wyjątkową historię. My naprawdę mamy co pokazać”. Rozmawiał Marcin Wikło). Nowy prezes IPN-u powiedział tam m.in.: „Ktoś mnie ostatnio zagadnął w kwestii „Solidarności”. Usłyszałem, że zniszczyliśmy, my Polacy, mit „S”, bo zbrukaliśmy autorytety tego czasu. Ja odpowiedziałem, że te autorytety same się zniszczyły. Nie odnosi się to konkretnie tylko do dnia dzisiejszego, tylko do całego ostatniego ćwierćwiecza. Problem polega na tym, że III RP nie budowano na państwotwórczym fundamencie, opartym o wartości. Już w latach 90-tych słyszeliśmy często, że kwestie moralne nie mają znaczenia, że „pierwszy milion trzeba ukraść”. W tym momencie należy przywołać znów fenomen Żołnierzy Wyklętych. Młodzież szukała ideałów i nie znalazła ich w pokoleniu ludzi „Solidarności”. To dramat, bo stało się tak z powodu mniejszości, ale na tyle głośnej i znaczącej później w życiu publiczny która te ideały odrzuciła i poszła na skróty. Pokolenie Wyklętych pokazało wierność ponad wszystko, za swoje ideały zapłaciło życiem. A „zachowania się jak trzeba” potrzeba nam zawsze. Nie tylko nam, naszym następcom także”.

Dr Szarek ostro ocenił tez postać Lecha Wałęsy, mówiąc: „Lech Wałęsa uruchomił proces własnej autodestrukcji”. Jak pisała Dorota Kowalska w „Polska the Times” (op. cit.): „W osobie nowego prezesa IPN, mimo, że Wałęsa pozostaje symbolem Solidarności, to jego kilkuletnia współpraca ze Służba Bezpieczeństwa jest bezdyskusyjna. Szarek przypomniał, że Wałęsa nawet o własnych kolegach ze Stoczni Gdańskiej mówił, że są nikim. „Wy jesteście nikim, ja w ciągu jednego wykładu zarobię więcej niż wy przez całe życie” – cytował słowa Wałęsy Szarek, dodając, że są one podważeniem całego ideału Solidarności”.

Ks. biskup Stanisław Stefanek przeciw dotychczasowej fali kłamstw o Jedwabnem

Bardzo ważne znaczenie ma świeże opublikowanie książki ks. biskupa Stanisława Stefanka: „We wszystkim Chrystus” wraz z rozdziałem VI: „Prawda o Jedwabnem” (z Biskupem Stanisławem Stefankiem rozmawia Marzena Nykiel). Ks. biskup Stanisław Stefanek należał od początku do grupy hierarchów szczególnie zdecydowanie sprzeciwiających się polakożerczym kłamstwom J. T. Grossa (obok samego Prymasa J. Glempa, przewodniczącego Episkopatu J. Michalika, ks. biskupa K. Ryczana, ks. biskupa A. Małysiaka czy ks. biskupa E. Frankowskiego). I właśnie ks. biskup Stefanek pośród hierarchów chyba najwięcej zrobił dla obnażenia oszczerstw Grossa, za co spotkały go niewybredne ataki,. A oto, co stwierdził na ten temat w nowej książce (wg fragmentu wywiadu przeprowadzonego z nim przez Marzenę Nykiel, przedstawionego 20 lipca 2016 r. na portalu „w Polityce.pl” pt. Bp Stefanek: Nikt nie chciał dotknąć prawdy o Jedwabnem, bo ona przeczy programowi kłamstwa, który nazwałem „holocaust business”, wspominającego obchody rocznicy zbrodni w Jedwabnem w 2001 r.). „Wszystko, co wyprawiano wokół Jedwabnego na rocznicę, było jednym wielkim kłamstwem i do dziś pozostało wielką manipulacją. Jest to ubliżanie i ogromna krzywda wyrządzona tym męczennikom. Gdy to rozeznałem, gdy pojąłem, że ktoś próbuje zarówno mnie osobiście, jak i Kościół katolicki włączyć do tego kłamstwa i to tak daleko, że chcą nas uczynić jego autorami, ostrzegłem publicznie w homilii przed tym, co będzie się dziać. Ta homilia wywołała najwięcej ataków ze strony mediów świeckich (podkr. – JRN). A ja mam nagrania, wypowiedzi świadków, których obiecałem nie publikować, póki żyją ich autorzy, ze względu na bezpieczeństwo i potrzebę spokoju. Ja nie mogłem odezwać się w tej sprawie inaczej. Nie mogłem inaczej postąpić. Próbowano ze mnie potem zrobić agenta. Jak już nie wyszło Jedwabne, to miałem być współpracownikiem UB. Potem chodził za mną redaktor słynnej gazety, którą niektórzy nazywają polskojęzyczną. Całą rodzinę odwiedził. Wszystkie moje środowiska – i lubelskie, i poznańskie. Nie wiem, co się stało, że ten redaktor napisał potem potężny artykuł w „Gazecie Wyborczej”, który miał ostatecznie bardzo pozytywny wydźwięk. No, ale były inne momenty. Na przykład doniesiono do ABW, że mają tu miejsce jakieś potężne nadużycia finansowe. W którymś momencie zaczęto nawet wskazywać, kto jest moim synem. To osoba wtedy dosyć publicznie aktywna. Uważałem go wówczas za młodego Polaka, który może budować Polskę, kilka razy przyjąłem go w domu. Tyle wystarczyło, żeby pojawiła się opinia, że to pewnie mój syn. To jest właśnie ten rytualizm. Biskup siedzi na tronie, a jeżeli dopuści kogoś blisko, natychmiast rodzi się pytanie, dlaczego. Skoro to młody chłopak, to pewnie jego syn. Takich numerów było dużo. Biskupi traktują to jako normę. Mnie jest tylko żal tej całej zaprzepaszczonej sprawy z Jedwabnem”.

Niegodne zachowanie kilku duchownych, którzy bronili J. T. Grossa

Dumny jestem z tego, że tak niezłomny w swej religijnej posłudze i tak patriotyczny ks. biskup Stanisław Stefanek uświetnił swą obecnością, obok wicemarszałka Senatu Kazimierza Putry, uroczyste przyznanie mi honorowego obywatelstwa miasta Jedwabne w dniu 30 grudnia 2005 r. Jego obecność na tej uroczystości była dla mnie tym cenniejsza, że zdarzali się hierarchowie, którzy zachowali się wobec mnie niegodnie, mimo, że broniłem prawdy o Polsce i o Kościele katolickim wobec oszczerstw Grossa. Dość przypomnieć haniebne zachowanie się „TW Filozofa”, ks. abp. Józefa Życińskiego, który broniąc Grossa kilkanaście razy grubiańsko atakował mnie (m.in. w programie M. Olejnik, w konsulacie RP w Toronto, etc.). Czy innego hierarchę ks. arcybiskupa, teraz też kardynała Kazimierza Nycza, który złośliwie kilka lat temu zablokował w ostatniej chwili (na kilka godzin przed odbyciem) mój wykład w kościele przy ul. Dickensa w Warszawie. Zrobił tak pomimo tego, że wykład miał na celu obronę Kościoła katolickiego i Polski wobec oszczerstw Grossa. Ciekawe, czy ten hierarcha zdobędzie się kiedyś na przeproszenie mnie za ten swój wyczyn niegodny hierarchy i chrześcijanina?! Tym bardziej, że teraz coraz bardziej widać, choćby w świetle ostatniej wypowiedzi nowego prezesa IPN-u J. Szarka, że to ja miałem rację w sprawie polakożercy Grossa, a nie atakujący mnie paszkwilanci w stylu J. Życińskiego. Warto przypomnieć, że wśród atakujących mnie w obronie J. T. Grossa było paru innych niezbyt ciekawych duchownych, m.in. wypróbowany agent SB ks. M. Czajkowski, czy atakujący tak niegodnie ks. arcybiskupa Henryka Hosera ks. W. Lemański (atakował mnie na łamach niby katolickiej „Węzi”, atakował też ks. biskupa S. Stefanka). Nie mówiąc już o ks. Adamie Bonieckim, który na łamach redagowanego przezeń „Obłudnika Powszechnego” dopuścił atakowanie mnie i Radia Maryja przez jakiegoś krakowskiego ateusza, a równocześnie bronił i wciąż wybrania katolikożercę J. T. Grossa. Czas wreszcie powiedzieć całą prawdę o zachowaniu tych wszystkich duchownych, którzy wspierali hochsztaplera Grossa! Dodajmy do tego tak skompromitowaną postać Henryka Woźniakowskiego, prezesa parokrotnie publikującej wroga Kościoła katolickiego Grossa witryny wydawniczej „Znak”, która dawno już przestała mieć związek z prawdziwym katolicyzmem i polskością. Czy u tych wszystkich osób odezwie się kiedyś sumienie?

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/07/triumf-kresowiakow.html

Cała prawda o Jedwabnem

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

(Tekst mojego artykułu, który ukazał się w najnowszym numerze „Zakazanej historii” za lipiec 2016 r.)

Zbliżająca się 75. rocznica mordu w Jedwabnem staje się tym lepszą okazją do podsumowania dotychczasowych efektów badań tej zbrodni i ich nagłaśniania. Niestety ta ostatnia sprawa wygląda szczególnie fatalnie dla Polski. W świecie powszechnie zwyciężyła narracja Jana Tomasza Grossa, obciążająca Polaków za rzekome sprawstwo tej zbrodni. Co więcej, pomimo ustaleń bardzo połowicznej, przerwanej ekshumacji przeważająca część zagranicznych autorów podaje zafałszowaną przez Grossa ilość żydowskich ofiar w Jedwabnem, tj. 1600 osób, a nie 350-400, jak ustalono w czasie ekshumacji. Przykładowo podam, że nawet znany historyk francuski prof. Daniel Beauvois, doktor honoris causa Uniwersytetów Wrocławskiego, Warszawskiego i Jagiellońskiego podał w swej wydanej w 1995 r. „Histoire de Pologne” fałszywą liczbę 1600 osób w Jedwabnem. Co sprawiło, że za granicą zatriumfowała tak krzywdząca dla Polski fałszywa narracja J. T. Grossa?

Złożyło się na to kilka czynników. Pierwszym z nich była szkodliwa postawa pierwszego szefa IPN-u Leona Kieresa, który wspierał tezy Grossa. Drugim czynnikiem był fakt, że przez cztery lata rządów SLD i i osiem lat Platformy Obywatelskiej nie dbano o jakiekolwiek zasady polskiej polityki historycznej i jakąkolwiek obronę prawdy o historii Polski. Po trzecie, i to jest też bardzo ważny czynnik – w pierwszych latach po ogłoszeniu książki J. T. Grossa „Sąsiedzi” zbyt mało polskich historyków i publicystów wystąpiło z odważnym otwartym potępieniem wbrew „poprawności politycznej” tej jawnie oszczerczej, wręcz hochsztaplerskiej książki żydowskiego socjologa. Wśród tych, którzy otwarcie wystąpili przeciw kłamstwom Grossa przytoczę takie nazwiska jak prof. Tomasz Strzembosz, dr Piotr Gontarczyk, dr Leszek Żebrowski, profesor Marek Wierzbicki, dr Sławomir Radoń, prof. Krzysztof Kawalec, prof. Tomasz Szarota, dr Adam Cyra, prof. Ryszard Bender, dr a później profesor Bogdan Musiał. Wystąpiłem również ja w 2001 r. z pierwszą naukową książką demaskującą kłamstwa Grossa pt. „Sto kłamstw J. T. Grossa”. Z kręgów polonijnych zaś trzeba odnotować stanowczą krytykę kłamstw Grossa przez prof. Ivo C. Pogonowskiego, dr, a później prof. Marka Jana Chodakiewicza, prof. Johna Radziłowskiego i Ryszarda Tyndorfa. Było to jednak o wiele za mało, by przeciwstawić się ogromnej skoordynowanej wrzawie bardzo silnego lobby żydowskiego w Polsce, o którym szerzej jeszcze później wspomnę.

Zafałszowania wokół mordu w Jedwabnem

Od momentu opublikowania „Sąsiadów” Grossa w 2000 r. wiele kwestii w tej książce wydawało się całkowicie nieprawdopodobnych i wzbudziło natychmiastowe kontrowersje. Szczególnie nieprawdopodobna wydała się podana przez Grossa liczba 1600 Żydów, którzy mieli być spaleni w jednej stodole. Wątpiono, czy jakakolwiek stodoła mogła pomieścić taką ilość ofiar. Ekshumacja w Jedwabnem dowiodła później, że w rzeczywistości zginęło tam nie 1600 Żydów, lecz około 350-400. Od początku podważano twierdzenie Grossa, że zbrodnia została popełniona całkowicie przez Polaków, bez jakiegokolwiek aktywnego udziału Niemców w sytuacji, gdyż było to na terenie okupowanym przez Niemców. W czasie, gdy Polacy nie mogli wtedy w ogóle posiadać benzyny nonsensem stawała się teza Grossa, że to Polacy spalili benzyną Żydów, zapędzonych do stodoły. Od początku podejrzenia budziło odrzucanie przez Grossa polskich świadectw i niektórych dawniejszych świadectw żydowskich, które jednoznacznie wskazywały, że sprawcami mordu byli Niemcy. Podejrzenia wzbudzały przytaczane przez Grossa świadectwa jego trzech głównych świadków o dość szemranych rodowodach. Główny jego świadek Szmul Wassersztejn w momencie mordu w ogóle nie przebywał w Jedwabnem, lecz ukrywał się kilka kilometrów odległości od miasta. Inny świadek nigdy nie mieszkał w Jedwabnem. Trzeci świadek, jak się okazało, również nie był w 1941 roku w Jedwabnem, bo w 1940 r. został przez Sowietów schwytany na kradzieży patefonu i wywiezionym na Syberię. Szybko udowodniono również dziesiątki innych nieścisłości.Grossa.

Szczególnie znamienna była dość szczególna „metoda badawcza” J. T. Grossa, który mając do czynienia z dwoma sprzecznymi wersjami (nawet, gdy obie były autorstwa Żydów) bez wahania bezbłędnie wybierał wersję najbardziej niekorzystną dla Polaków. Starannie przemilczał przy tym fakt, że istnieje również całkowicie odmienna wersja tego samego wydarzenia. Oto jakże wymowny przykład. Na s. 12 polskiego wydania „Sasiadów” Gross bez jakiejkolwiek informacji o istnieniu innej wersji tego samego zdarzenia przytoczył historię w następujący sposób opisaną przez Szmula Wasersztajna, skądinąd znanego z jakże wielu nieścisłości i jawnych zmyśleń: „Tego samego dnia zaobserwowałem straszliwy obraz: Lubrzańska Chaja, 28 lat, i Binsztajna Basia, 26 lat, obie z niemowlętami na rękach, widząc, co się dzieje poszły nad sadzawkę, woląc raczej utopić się wraz z dziećmi, aniżeli wpaść w ręce bandytów. Wrzuciły one dzieci do wody i własnymi rękami utopiły, później skoczyła Binsztajn Baśka, która poszła na same dno, podczas gdy Lubrzańska Chaja męczyła się przez kilka godzin. Zebrani chuligani zrobili z tego widowisko, radzili jej, żeby się położyła twarzą do wody, a wtedy szybciej się utopi. Ta widząc, że dzieci już utonęły rzuciła się energiczniej do wody i tam znalazła śmierć?

Ta sama sprawa została opisana w całkowicie odmienny sposób przez autentycznego świadka wydarzeń w Jedwabnem – Rywkę Fogel: „Siostry, żona Abrahama Kubańskiego i żona Saula Binhsteina, których mężowie wyjechali z Rosjanami, po przeżyciu straszliwej kary z rąk Niemców, zdecydowały się położyć kres swoim życiom i życiom swoich dzieci. Wymieniły dzieci między sobą i razem wskoczyły do głębokiej wody. Stojący obok goje wyciągnęli je, lecz im udało się wskoczyć znowu i utonęły”. Jak widzimy – w pierwszej, jedynej podanej przez Grossa wersji (opisanej przez S. Wasersztajna) Polacy jakoby jeszcze okrutnie naigrawali się z kobiet pragnących popełnić samobójstwo. W drugiej wersji, całkowicie przemilczanej przez Grossa (R. Fogel), Polacy próbowali uchronić obie Żydówki przed śmiercią, wyratowali je z wody, na próżno jednak, ze względu na ich kolejne działania samobójcze. Nie dowiadujemy się, dlaczego Gross uznał akurat pierwszą wersję śmierci obu Żydówek za jedynie wiarygodną, ani dlaczego całkowicie przemilczał istnienie odmiennej wersji. Tym bardziej, że w dalszej części „Sąsiadów” (s. 66) sam Gross powołuje się na inną część relacji tejże Rywki Fogel, której opowieść przemilczał w przypadku śmierci obu Żydówek.

Prof. T. Strzembosz: „Profesor Gross jest od dawna skompromitowany”

Wielokrotnie bardzo ostro krytykował kłamstwa Grossa jeden z najwybitniejszych historyków polskich ostatnich dziesięcioleci prof. Tomasz Strzembosz. Bardzo wymowne pod tym względem były jego stwierdzenia w dniu 4 kwietnia 2001 r. w wywiadzie dla RMF 24:

Tomasz Strzembosz: Według mnie profesor Gross jest od dawna skompromitowany. Nie tylko jako historyk, ale też jako badacz.

RMF: Dlaczego?

Tomasz Strzembosz: Dlatego, że napisał książkę, w której nie zachował podstaw warsztatu naukowego i to mnie zupełnie wystarcza. Podam dwa przykłady: w rozdziale „Rabunek”, Gross podaje cztery relacje żydowskie, z tych dwie Eliasza Grondoskiego i Boruszczaka są relacjami skompromitowanymi na śledztwie. Eliasz Grondoski w tym czasie był w Związku Sowieckim, a Boruszczak nigdy nie był mieszkańcem Jedwabnego i on spokojnie to przytacza. Jemu to nie przeszkadza, chociaż w tych aktach jest to wyraźnie powiedziane. I ten Boruszczak i Grondoski wysuwali całe listy zbrodniarzy, tylko że ich tam nie było”.

Na koniec tego wywiadu prof. Strzembosz zaakcentował: „ My przepraszamy Żydów, przepraszał Wałęsa, przepraszał Bartoszewski i przepraszał profesor Kieres. Natomiast Żydzi nas nie przeprosili, a oni mają też winy wobec Polaków. Czy nie jest to dziwna sytuacja?”.

Z kolei w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność” z 3 sierpnia 2001 r. pt. „Nieuświadomiony antysemityzm”, prof. Strzembosz zapytywał: „Dlaczego to 60. okrągła rocznica spalenia w synagodze białostockiej 27 czerwca przez Niemców ok. 800 Żydów polskich, tak bliska czasowo 10 lipca, nie spotkała się z analogicznym uszanowaniem? Dlaczego tu także nie odmówiono modłów, nie położono kamyków? Czyżby Żydzi z Białegostoku byli mniej ważni lub mniej umęczeni? Nie pojmuję!!! Czy dlatego, że tutaj oprawcami byli niewątpliwie funkcjonariusze III Rzeszy?

Przeciw kłamstwom Grossa

Warto też przypomnieć bardzo stanowcze wystąpienie przeciw kłamstwom J. T. Grossa ze strony najwybitniejszego amerykańskiego badacza historii Polski – Richarda C. Lukasa, autora kilku bardzo ważnych książek na temat dziejów Polski, m. in. znakomitego „Zapomnianego holocaustu”. Lukas opublikował w maju 2001 roku bardzo ostrą krytykę antypolskich oszczerstw Grossa na łamach „The Polish American Journal”, stanowczo potępiając Grossa jako żydowskiego propagandystę, służącego swą książką pomocą w wymuszaniu ogromnych spłat przez Polaków na rzecz roszczeń materialnych Żydów. W swym artykule Lukas szczególnie ostro potępił Grossa za wybielanie zbrodniczej żydowskiej kolaboracji na Kresach Wschodnich w latach 1939-1941, pisząc wręcz o „żydowskiej zdradzie we wschodniej Polsce”.

Szczególnie istotne pod każdym względem było wystąpienie prof. Normana Finkelsteina z obszernym artykułem potępiającym antypolską wymowę książki J. T. Grossa na łamach „Rzeczpospolitej” z 20 czerwca pt. „Goldhagen dla początkujących”. Finkelstein ogromnie krytycznie ocenił „Sąsiadów” Grossa, zarzucając im, że „pełne są rażących (…) sprzeczności” i „sformułowań absurdalnych”. Finkelstein zarzucił Grossowi, że jego książka wyraźnie służy „Przedsiębiorstwu Holocaust”, to jest osobom i instytucjom, które wykorzystują dla celów politycznych i finansowych ludobójstwo dokonane na Żydach w czasie drugiej wojny światowej. Według Finkelsteina, „Sąsiedzi” Grossa „stali się kolejną bronią „Przedsiębiorstwa Holocaust” w wymuszaniu od Polski pieniędzy”. Jak pisał Finkelstein: „Przedsiębiorstwo Holocaust rości sobie pretensje do setek tysięcy parceli na polskiej ziemi, wartych dziesiątki miliardów dolarów. (…) Jest to próba wymuszenia skryta pod płaszczykiem żydowskiego cierpienia”. Komentując naciski Przedsiębiorstwa Holocaust na Polskę, prof. Finkelstein pisze, że wspiera ono „taktykę silnej pięści, by zmusić Polskę do uległości”. Według prof. Finkelsteina: „Tak naprawdę to mamy do czynienia z – mówiąc krótko – chuligaństwem Przedsiębiorstwa Holocaust”.

Rola Leona Kieresa

Niestety szkodliwą rolę w tuszowaniu prawdy o decydującej roli Niemców w Jedwabnem i w zrzucaniu winy za zbrodnię na Polaków odegrał pierwszy szef IPN-u Leon Kieres. Nie był on historykiem, ani nawet prawnikiem wyspecjalizowanym w tropieniu przestępstw. Był specjalistą od prawa gospodarczego, „wsławionym” głównie dość niefortunną, służalczą „socjalistyczną” książką „Zalecenia RWPG w sprawach koordynacji planów gospodarczych i ich realizacji w PRL” (Warszawa 1978). Przez dziesięciolecia była to jedyna samodzielna książka L. Kieresa, którą dawało się znaleźć w zbiorach Biblioteki Narodowej. Nota bene w Wikipedii – wbrew zwyczajom – w biogramie Kieresa nie ma w ogóle rubryki: książki.

W rozlicznych wypowiedziach jeszcze przez zakończeniem śledztwa Kieres, łamiąc wszelkie zasady, już przesądzał o winie Polaków. W publikowanym w „Rzeczpospolitej” z 3 lipca 2001 artykule „Poszukiwanie narodowej pamięci” Andrzej Grajewski (zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”) pisał m.in. że: „Na prośbę MSZ profesor Kieres udał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie prowadził rozmowy z różnymi środowiskami żydowskimi, m. in. w Holocaust Museum w Nowym Jorku. Wówczas przeprosił za udział Polaków w zbrodni w Jedwabnem. Powtarzał to przy okazji innych wystąpień. Podkreślał, że przeprosiny wyraża indywidualnie, jako Leon Kieres. Czy jednak od objęcia funkcji prezesa IPN profesor Kieres ma prawo składania deklaracji wyłącznie we własnym imieniu? W moim przekonaniu profesor Kieres w tych działaniach mieszał rolę moralnego autorytetu (…) z obowiązkami wynikającymi z pełnienia przez niego funkcji bardzo ważnego urzędnika państwowego. Od potrzebnych w tej sprawie aktów ekspiacji są Kościół – prezydent RP i premier, a nie prezes IPN”.

Głównym pomocnikiem Kieresa w forowaniu tez popierających Grossa i jednostronnie obciążających winą Polaków za zbrodnię w Jedwabnem był Paweł Machcewicz, współautor skrajnie zakłamanego opasłego dwutomowego „dzieła” o Jedwabnem „Wokół Jedwabnego” (wydanego w 2002 r. pod red. Machcewicza i Krzysztofa Persaka). Jak bardzo stronniczy był Machcewicz w promowaniu skrajnie prożydowskich wersji najlepiej świadczy jego niezwykle arogancka i paszkwilancka recenzja z książki Marka Chodakiewicza „Po zagładzie”, opublikowana 6 stycznia 2012 r. na portalu tak skompromitowanego swymi oszczerstwami wobec Polaków stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”.

Przerwanie ekshumacji (4 czerwca 2001 r.)

Już pierwsze prace ekshumacyjne wystarczyły do obalenia podstawowych oszczerczych tez Grossa. Ekshumacja dowiodła, że w stodole zginęło 150-250 Żydów, a nie 1.600, jak twierdził z uporem Gross. Znaleziono prawie 100 łusek, co dowodziło strzelania do Żydów, próbujących uciec ze stodoły. W tym czasie broń palną mieli tylko Niemcy, wszak Polakom groziła śmierć nie tylko za posiadanie broni, ale nawet za posiadanie radioodbiorników. Jak wiadomo Gross twierdził, że to Polacy mordowali, a Niemcy tylko fotografowali. Fotografowali z broni palnej? Pierwsze wyniki ekshumacji uderzyły tak mocno w twierdzenia Grossa, że maksymalnie przeraziło to jego bezkrytycznych klakierów.

Prace ekshumacyjne przerwano 4 czerwca 2001 pod naciskiem żydowskich rabinów i premiera Jerzego Buzka, zawsze służalczego wobec środowisk żydowskich. Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, zawyrokował: „Szacunek dla kości naszych ofiar jest dla nas ważniejszy niż wiedza, kto zginął i jak, kto zabił i jak”. Decyzję o przerwaniu ekshumacji podjął ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński. – „To, co działo się między 30 maja a 4 czerwca 2001 roku, było raczej parodią ekshumacji. Przeprowadzeniu rzetelnych prac sprzeciwili się bowiem rabini, argumentując, że wykopywanie zwłok jest sprzeczne z religią żydowską” – opowiadał później prof. Andrzej Kola, który miał je przeprowadzić”.

List otwarty wybitnych przedstawicieli Polonii amerykańskiej do IPN-u

10 lipca 2002 r. kilkudziesięciu wybitnych przedstawicieli Polonii amerykańskiej wystosowało do IPN-u list otwarty, krytykujący przerwanie ekshumacji, list przemilczany w przeważającej części mediów. Centralną częścią. listu było wskazanie na kluczowe braki w działaniach IPN-u w związku z Jedwabnem. Autorzy listu zarzucali m.in., iż: „Nie wystarczająco uwypuklono, że w Jedwabnem nie było ekshumacji, a jedynie częściowe badania miejsca zbrodni (…) Nie zastosowano tej samej miary do wiarogodności świadków zeznających o obecności Niemców, którą zastosowano do świadków zeznających, że Niemców nie było.. Odrzucono (…) zeznania świadków mówiące o obecności Niemców (…)”.

Wśród sygnatariuszy owego „Listu Otwartego”, na który Polonia nie doczekała się nigdy należytej odpowiedzi, były m.in. tak znaczące postacie polonijne jak: profesor, pisarz I. C. Pogonowski, prof. medycyny dr J. Moor-Jankowski, zasłużony działacz i autor polonijny R. Tyndorf, historyk prof. M. K. Dziewanowski, prof. historii J. Radziłowski, wdowa po S. Korbońskim, zasłużona działaczka polonijna Z. Korbońska, niezwykle zasłużona w zbieraniu danych o polskich Sprawiedliwych, którzy ratowali Żydów politolog A. Poraj-Wybranowska, radca prawny M. Szonert-BiniendaTadeusz Witkowski, słynny z późniejszej udanej lustracji TW ks. M. Czajkowskiego, prof. prawa M. Wagner, prof. historii M. J. Chodakiewicz.

W ciągu ponad 16 lat, jakie upłynęły od publikacji „Sąsiadów” Grossa udowodniono, że wiele jego stwierdzeń było ewidentnymi kłamstwami, a sam Gross nie był prawdziwym naukowcem, lecz hochsztaplerem. Niestety dla swych kłamstw Gross miał wsparcie potężnego lobby w Polsce, począwszy od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który jeszcze przed zakończeniem śledztwa w Jedwabnem już 10 lipca 2001 r. pospieszył z samowolnymi przeprosinami Żydów za mord w Jedwabnym, faktycznie występując w imieniu polskiego narodu, choć nie miał do tego żadnego upoważnienia. Grossa wspierała i broniła cała chmara kłamliwych dziennikarzy na czele z „Gazetą Wyborczą”, „Tygodnikiem Powszechnym”, „TVN 24” (osławiona M. Olejnik) i in. Dochodziła do tego duża grupa kłamliwych historyków na czele z prof. Andrzejem Paczkowskim, prof. Andrzejem Friszkem, dr. Andrzejem Żbikowskim. Jako przewodniczący Rady IPN, a wcześniej – z rekomendacji PO – członek Kolegium IPN, prof. Paczkowski udostępnił Grossowi materiały dotyczące Jedwabnego z likwidowanej wówczas Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu, pośpiesznie zamykając je przed polskimi uczonymi. Grossa wspierało również wielu pseudoautorytetów w stylu Jacka Kuronia, A. Michnika czy Marka Edelmana, kłamliwych naukowców – ignorantów z innych dziedzin, np. socjolog dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego Paweł Śpiewak oraz cała rzesza różnych niechętnych Polsce celebrytów typu Agnieszki Arnold. W 2001 r. nakręciła ona film „Sąsiedzi”, kompletnie w duchu J. T. Grossa. Na tle ocen poważnych historyków, wzywających do jak najbardziej starannego zbadania całej sprawy mordu w Jedwabnem, tym bardziej szokują wystąpienia dyletantów, mentorsko pouczające wybitnych historyków, bo oni, dyletanci, wiedzą lepiej. Pod tym względem prawdziwe rekordy absurdu pobił drukowany w „Tygodniu Powszechnym” z 11 lutego 2001 r. tekst „Sprawa krwawego błota”, pióra znanego autora fantastyki naukowej, pisarza Stanisława Lema.

Podziały wśród duchowieństwa w sprawie Jedwabnego

Zdawałoby się, że antypolskie i antychrześcijańskie oszczerstwa J. T. Grossa spotkają się ze zdecydowanym potępieniem całego Episkopatu. Niestety tak nie było. Przez całe dziesięciolecia Kościół katolicki w Polsce był mocno podzielony. Obok dużej grupy patriotycznych hierarchów istniała wpływowa grupa hierarchów skrajnie filosemickich, dla których najważniejsza była sprawa dialogu z Żydami, za wszelka cenę. Na czele pierwszej grupy hierarchów stali Prymas Polski Józef Glemp i parokrotny przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik. Wielokrotnie występowali oni przeciw oszczerczym uogólnieniom J. T. Grossa wobec całego narodu polskiego, wzywali do uczciwego mówienia całej prawdy o roli narodu polskiego w czasie drugiej wojny światowej. Ze zdecydowaną obroną społeczności Jedwabnego przeciw oszczerstwom Grossa występowali m.in. ks. biskup Stanisław Stefanek, ks. biskup Albin Małysiak, ks. biskup Kazimierz Ryczan, ks. biskup Edward Frankowski, naczelny redaktor katolickiego tygodnika „Niedziela” ks. infułat Ireneusz Skubiś oraz słynny naukowiec – erudyta ks. profesor Waldemar Chrostowski.

Była jednak i druga, ponura strona medalu. W wyraźną obronę Grossa angażowało się szereg hierarchów. Przewodził im abp lubelski Józef Życiński. Z kolei ówczesny arcybiskup warszawski (dziś także kardynał) Kazimierz Nycz okazał maksimum złej woli, zakazując w kościele przy ul. Dickensa odbycia mego odczytu na temat działań Grossa przeciw Polsce i Kościołowi dosłownie na kilka godzin przed prelekcją. Ataki wobec przeciwników Grossa wielokrotnie wszczynał agent SB przez 25 lat ks. Michał Czajkowski. Szczególnie negatywną rolę poprzez swą popularyzację Grossa odgrywał „Obłudnik Powszechny”, kierowany przez ks. Adama Bonieckiego. Można by długo jeszcze wyliczać nazwiska duchownych, którzy splamili się poparciem dla Grossa i jego popularyzowaniem. By przypomnieć choćby dominikanina o. Tomasza Dostatniego (ostatnio „wsławił się” atakiem na prezydenta A. Dudę), czy osławionego księdza Wojciecha Lemańskiego, który zajadle zaatakował mnie w „Więzi” w obronie tez Grossa, jezuitę o. Stanisława Musiała.

„Półkownik” o Jedwabnem

W 2004 r. historyk i reżyser dokumentalista Artur Janicki nakręcił prawdziwie obiektywny film o Jedwabnem, który potem kilkanaście lat przeleżał się na półkach. Powodem zablokowania tego filmu był jego obiektywizm i obalanie kłamstw Grossa. Przypomnijmy, że w tym samym czasie zakłamany, oszczerczy antypolski film Agnieszki Arnold na temat Jedwabnego był kilkanaście razy pokazywany w różnych telewizjach, począwszy od telewizji publicznej. I jest to niewiarygodny skandal. Jedną z bohaterek filmu Janickiego była nieodżałowana polska patriotka żydowskiego pochodzenia Dora Kacnelson, swego rodzaju „Jankiel w spódnicy. Sama o sobie mówiła: „Jestem Żydówką Wielkiej Polski”. Przypomnijmy, co pisał o Kacnelson prof. Ryszard Bender w „Naszym Dzienniku” z 5 lipca 2013 r.: „Nikt ze środowisk żydowskich tak mocno i zdecydowanie nie demaskował kłamstw i fałszerstw Jana Tomasza Grossa dotyczących Jedwabnego, jak Dora Kacnelson. To nie konfabulator – stwierdzała – to wynajęty przez amerykańskich Żydów oszust”. W filmie Janickiego Kacnelson kolejny raz ogromnie ostro napiętnowała antypolskie oszczerstwa Grossa, mówiąc: „Jak zaczęliśmy czytać Grossa, to od razu było widać, że wszystko tam było nakłamane”. Kacnelson zarzuciła Grossowi, że propagując swoją książkę w różnych krajach świata stara się wciąż „wzniecać nienawiść do Polaków”. W filmie Janickiego jednoznacznie wskazano jak wielkim przełomem było znalezienie łusek po niemieckich nabojach przy stodole w Jedwabnem. Ten wyraźny dowód, że część Żydów zginęła od postrzałów obalał twierdzenia Grossa przeczące dominującemu udziałowi Niemców w jedwabieńskiej masakrze Żydów (w tym kontekście plasował reżyser Janicki niebywałe nasilone wówczas naciski Żydów na przerwanie dalszej ekshumacji. Wystarczyło by bowiem znaleźć jedno żydowskie ciało przestrzelone niemiecką kulą, by uznać, że całą masakrę zorganizowali Niemcy, którzy strzelali do Żydów próbujących uciec ze stodoły).

Na dodatek wg. Janickiego naciski żydowskie energicznie wspierał sam premier Jerzy Buzek, ostatecznie skutecznie skłaniając ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego do przedwczesnego przerwania ekshumacji. W kontekście tych nacisków żydowskich reżyser Janicki stwierdził, że nie należało im ulegać, lecz odwołać się do prawa polskiego. Przypomniał, że w różnych krajach wielokrotnie dla celów procesowych rozkopywano mogiły żydowskie.

Janicki demaskując oszukańcze manipulacje Grossa w sprawie Jedwabnego, nicował zeznania jego rzekomych świadków, którzy faktycznie nigdy nie widzieli masakry, a znali ją tylko ze słyszenia. Na dodatek dwóch głównych świadków Grossa było całkowicie niewiarygodnych. Jeden z nich w ogóle nie był w Jedwabnem, a drugi, choć wcześniej mieszkał w Jedwabnem już na rok przed masakrą był wywieziony na Sybir, bo ukradł patefon. Janicki ujawnił również skądinąd znaną z tomu „Wokół Jedwabnego” sprawę, że wśród żydowskich „świadków” byli członkowie grasującej kilka lat w Jedwabnem mafii żydowskiej, powiązanej z żydowskimi oficerami UB. Mafia ta wyłudziła dziesiątki kamienic (o tej mafii por. szerzej „Wokół Jedwabnego”, op. cit., t. 2, s. 379-381, 392-413, 422-424). Dwaj z powołanych przez sąd w 1947 r. świadków: Eliasz Grondowski i Abram Boruszczak siedzieli w więzieniu za fałszywe zeznania w interesie wspomnianej mafii w sprawach majątkowych wokół Jedwabnego. W filmie bardzo krytycznie oceniono zabierającego głos w sprawie Jedwabnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego (w filmie bardzo krytycznie oceniono też „dokonania” przygotowujących dla Kieresa raport o Jedwabnem: prokuratora Radosława Ignatiewa oraz historyków Machcewicza i Persaka). W filmie napiętnowana została również rola prezydenta A. Kwaśniewskiego, który bez żadnego uzasadnienia dowodowego błyskawicznie pospieszył z bezprawnymi przeprosinami za Jedwabne w imieniu narodu polskiego.

Janicki obalił twierdzenie Grossa, że Polacy z Jedwabnego rzekomo mordowali Żydów w celach rabunkowych, ukazując znalezione przy ciałach setki złotych monet, biżuterię, zegarki etc. Posłużyło to rządcom telewizji za pretekst do zablokowania filmu Janickiego pod pozorem „antysemityzmu” jego twórcy, który pokazał takie bogactwo Żydów. Jednym z ciekawszych dowodów pokazanych w filmie było świadectwo Hipolita Pijanowskiego z Jedwabnego. Opowiadał on o rozmowie ze swym dawnym kolegą Niemcem, który chwalił się swym udziałem w wymordowaniu Żydów.

Szczególnie ważną część filmu stanowiła rozmowa z szefem ekipy archeologicznej, prowadzącej ekshumacje w Jedwabnem – prof. Andrzejem Kolą. Stwierdził on, iż znalezione tam łuski były wystrzelone po 1939 r. i były dowodem na to, że do żydowskich ofiar strzelano z broni ręcznej zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz stodoły. Znamienny był fakt, że raportu prof. Koli w ogóle nie zamieszczono w ogromnym przegadanym dwutomowym wydawnictwie IPN o Jedwabnem (1561 stron). Nazwiska prof. Koli nie ma w ogóle nawet w indeksie dwóch tomów tego „dzieła”. Reżyser Janicki mówił, że były naciski na prof. Kolę, aby w ogóle nie wystąpił w filmie. Znamienne było zachowanie Kieresa, który konsekwentnie unikał spotkania z autorem filmu. Film Janickiego spotkał się za to z bardzo wysoką oceną tak wybitnych historyków jak senator prof. Jan Żaryn czy dr Leszek Żebrowski.

Dowody niemieckiej zbrodni

5 stycznia 2008 jeden z najwybitniejszych badaczy historii Polski w drugiej wojnie światowej dr Leszek Żebrowski zamieścił w „Naszym Dzienniku” ważny tekst nt. sprawy Jedwabnego „Nowe kłamstwa Grossa”. Dr Żebrowski przytoczył tam wczesne relacje żydowskie, które zostały pominięte przez Grossa i które nie były wykorzystane w śledztwie IPN-u. Były tam m.in. relacje Michaela Maika, Rywki Kaiser i Hersza Cukiermana (Harolda Zissmana). Wszystkie te relacje wskazywały na dominującą rolę Niemców w zbrodni w Jedwabnem. Rzecz znamienna, że ani jedno z przytoczonych przez dr Żebrowskiego zeznań żydowskich (M. Maika, R. Kaizer, H. Zissmana), nie zostało przytoczone we wspomnianej już 1561-stronicowej książce P. Machcewicza i K. Persaka „Wokół Jedwabnego”.

Dr Żebrowski przytoczył również inne bardzo ważne potwierdzenie sprawczej i decydującej roli Niemców w mordzie jedwabieńskim – które tu należy przypomnieć. Zeznanie (z 1949 roku) wysokiego funkcjonariusza SS w Białymstoku Waldemara Macholla (szefa referatu IV A3). Jak pisał Żebrowski znany żydowski historyk Szymon Datner (dyrektor ŻIH-u) ocenił je niezwykle wysoko ocenił zeznanie Macholla, stwierdzając: „Dzięki wyjaśnieniom Macholla można było określić rolę “grup operacyjnych” w okresie administracji wojskowej (czerwiec – lipiec 1941) jako głównych wykonawców lub inicjatorów rzezi ludności żydowskiej w miejscowościach: Białystok, Radziłów, Jedwabne, Wąsosz i in.” (podkr. – JRN) (Sz. Datner, Niemiecki okupacyjny aparat bezpieczeństwa w okręgu białostockim (1941-1944) w świetle materiałów niemieckich [opracowania Waldemara Macholla], “Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce”, XV, Warszawa 1965).

Neostalinowiec Gross

W 2011 r. opublikowana została jedna z najostrzejszych pozakrajowych krytyk Grossa – tekst „Neostalinowska wersja historii”, pióra jednego z czołowych naukowców polonijnych Johna Radziłowskiego, profesor historii na University of Alaska Southeast. Prof. Radziłowski pisał m.in.: „Jan Tomasz Gross jest czołowym przedstawicielem historyków neostalinowskich na uczelniach północnoamerykańskich. Patriotyzm, wiarę katolicką i poświęcenie na rzecz narodu zrównują z kolaboracją z nazistami, a szczególnie z antysemityzmem. Związek Sowiecki to nie morderczy wróg, lecz „bratni wyzwoliciel”. Prof. John Radziłowski przedstawił przy tym główne cechy neostalinowskiej historiografii, której sztandarowym reprezentantem jest J. T. Gross, jej wrogość wobec polskości i Kościoła, czarny obraz Polski, inwektywy zamiast dyskusji. Radziłowski zwrócił również uwagi na zdeformowane metody badawcze Grossa, pisząc m.in.: „W „Sąsiadach” Gross powołuje się na zeznania rzekomych sprawców masakry w Jedwabnem, nie ujawniając, że uzyskano je w wyniku tortur. Czyni to świadomie i bez żadnych wyrzutów sumienia, opierając się na wielu takich niepotwierdzonych i nie poddanych szczegółowej analizie źródłach”.

Mówi świadek Stefan Boczkowski

13 grudnia 2013 r. nagłośniona została w Internecie relacja naocznego świadka zbrodni w Jedwabnem (12-letniego w 1941 r.) Stefana Boczkowskiego. Boczkowski opisywał zbrodniczą rolę Niemców z Einsatz Komando, począwszy od przymuszania Polaków, by wskazywali domy, gdzie mieszkali Żydzi. Boczkowski szacował liczbę Niemców na około sto osób. Według relacji Boczkowskiego Niemcy grozili Polakom, że w razie nieposłuszeństwa zostaną skierowani do sądu wojennego i natychmiast skazani na karę śmierci. Niemcy zmuszali też Polaków do pilnowania Żydów. Wbrew kłamstwom Grossa – jak relacjonował Boczkowski – liczni Polacy starali się ratować Żydów, zwłaszcza dzieci. Jak opowiadał Boczkowski Niemcy zmuszali Żydów do krzyczenia „Przez nas wojna!”, kazali śpiewać rosyjskie pieśni i nieść kawałki z rozbitego pomnika Lenina. Boczkowski słyszał wyraźne trzaski kul. Podkreślał, że przy stodole nie było nigdy żadnych działań wojennych, a więc znalezione łuski musiały być efektem niemieckiego strzelania do Żydów.

Jednym z ważniejszych wydarzeń w dyskusji o Jedwabnem w ostatnich latach było ogłoszenie w TV Niezależnej Polonii wstrząsającej relacji naocznego świadka wydarzeń Hieronimy Wilczewskiej (miała 8 lat w dniu masakry). Ojciec Wilczewskiej został zastrzelony przez Niemców jeszcze na miesiąc przed rzezią w Jedwabnem. Wilczewska żyje od lat w New Britain w stanie Connecticut w USA. Wilczewska opisywała jak gestapowiec żądał, aby się napatrzyła, co Niemcy robią z Żydami, bo jak skończą z Żydami, to zrobią to samo z Polakami. Wilczewska szczegółowo opisała widziane przez nią zapędzanie Żydów do stodoły, która później spalili. Jej przejmująca relacja stanowi centralną część filmu pary polonijnych działaczy Wacława i Elżbiety Kujbidów: „Jedwabne. Naoczni świadkowie – Spisane świadectwa – Pominięte fakty”. Film Kujbidów jednoznacznie oskarżał Niemców o zbrodnie w Jedwabnem w oparciu o świadectwa naocznych świadków, a zarazem piętnował świadome zakłamania w śledztwie IPN-u. Jak akcentowali Kujbidowie śledztwo to oparto na świadectwach ludzi, którzy nie urodzili się w Jedwabnem. Kujbidowie bardzo ostro krytykowali utajnienie raportu prof. A. Koli z ekshumacji w Jedwabnem i domagali się natychmiastowego odtajnienia wszystkich przemilczanych dotąd raportów i zeznań. Podczas debaty dla „Wnet” Elżbieta Kujbida powiedziała: „Musimy teraz przywrócić Polsce i Polkom dobre imię. Nie zgadzamy się na kłamstwo historyczne. Polacy muszą być silnym, dumnym narodem (…) Bronimy Polski, bronimy dobrego imienia Polaków i bardzo Was Państwo prosimy: róbcie to samo”!

W ciągu ostatnich kilku latach przybyło paru nowych autorów wypowiadających się w sprawie Jedwabnego. Najciekawsze spośród nich wydają się wystąpienia dr Ewy Kurek, która w przeszłości napisała wiele cennych prac z tematyki polsko-żydowskiej.

Jednym z ważniejszych najnowszych głosów w debacie o Jedwabnem była audycja o. Jacka Cydzika „Żydowskie kłamstwa i zmowa milczenia zdrajców Polski” w Telewizji Trwam 26 stycznia 2016 r. W audycji odtworzono m.in. wypowiedzi nieodżałowanego wielkiego Polaka z Polonii dr Jana Moora Jankowskiego z 29 lipca 2004 r. Dr Moor-Jankowski był przez 30 lat doktorem medycyny sądowej. Wspominał w audycji, że pracował niegdyś jako lekarz w Izraelu i był odznaczony tam orderem Trumpeldor przez premier Goldę Meir. Pracował również w żydowskich szpitalach w Nowym Jorku. Nawiązując do tych swoich doświadczeń wspomniał, że wszędzie tam dokonywano ekshumacji żydowskich zmarłych, gdy było to potrzebne z prawnego punktu widzenia. Uznawano bowiem, że jeśli ma się do czynienia ze sprawą kryminalną, to najważniejszą rzeczą jest właśnie ekshumacja. W tej sytuacji ostro Moor-Jankowski skrytykował przerwanie ekshumacji przez kieresowski IPN, mówiąc: „Nie postępowano według przepisów nowoczesnej nauki i zatuszowano, pogrzebano sprawę”. Dr Moor-Jankowski mówił, że na próżno próbował w tej sprawie telefonować do Kieresa i Kuleszy. Jaśnie – panowie dygnitarze (to mój komentarz) w ogóle nie odpowiadali na telefony słynnego lekarza polonijnego o międzynarodowej sławie. Zdaniem dr Moor-Jankowskiego „można mówić o niekompetencji, a nawet spisku” ze strony ówczesnego kierownictwa IPN-u. Moor-Jankowski wielokrotnie na próżno domagał się natychmiastowego wznowienia ekshumacji. W rozmowie ze mną mówił, że „nie ma połowicznej ekshumacji, tak jak nie połowicznej ciąży”.

W trakcie audycji w Telewizji Trwam cytowano również wypowiedzi innego wielkiego autorytetu polonijnego prof. Ivo C. Pogonowskiego, który bardzo ostro krytykował kłamstwa Grossa. Jednym z najciekawszych wątków audycji było przytoczenie licznych zeznań świadków nie uwzględnionych przez IPN, którzy mówili o mordzie w Jedwabnem jako wyłącznym „dziele” Niemców. Wśród tych świadków był również Żyd G. E., który stwierdził : „Matka moja Bluma Grondowska została spalona przez Niemców”.

Wznowić ekshumację w Jedwabnem

Cytowane wyżej liczne nowe relacje o Jedwabnem jakie zostały upublicznione w ciągu 13 lat, od czasu umorzenia śledztwa w tej sprawie przez IPN 30 czerwca 2003 r. prowadzą do następującego wniosku. Nowe ważne relacje powinny skłonić do jak najszybszego wznowienia śledztwa i zarazem do dokończenia tak pochopnie przerwanej ekshumacji. Myślę, że bardzo przydałby się apel polskich środowisk patriotycznych do władz polskich o jak najszybsze wznowienie tak niegodne przedwcześnie zamkniętego przez ekipę L. Kieresa śledztwa w sprawie Jedwabnego. A także o jak najszybsze doprowadzenia do wznowienia ekshumacji w Jedwabnem. Apeluję też do burmistrza i władz gminy Jedwabne o jak najmocniejsze poparcie ewentualnego apelu w powyższej sprawie,

Wznowienie ekshumacji w Jedwabnem i ostateczne rozbicie fałszów zatrutej narracji Grossa jawi się jako jedno z centralnych zadań polskiej polityki historycznej. Jest to niezbędne zarówno generalnie dla oczyszczenia obrazu Polski z fałszów jak i dla mieszkańców regionu Jedwabnego, których tak długo obrzucano generalizującymi obrzydliwymi pomówieniami. Zapłacili tak wysoką cenę za swój heroiczny opór wobec sowieckiej okupacji w latach 1939-1941 i w czasach utrwalania tzw. władzy ludowej w pierwszych latach powojennych.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/07/caa-prawda-o-jedwabnem.html

W imię prawdy o Jedwabnem (1941 r.) i Kielcach (1946 r.)

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

(Tekst publikowany w najnowszej „Niedzieli” (nr 28 z lipca 2016)

Zainaugurowana przez nowy rząd PiS-u i nowego prezydenta Andrzeja Dudę nowa polityka historyczna sprzyja ostatecznej likwidacji skutków dziesięcioleci upokarzania Polaków w ramach tzw. „pedagogiki wstydu”, którą niejednokrotnie piętnował prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. Sprzyja to ponownemu wznowieniu przedwcześnie umorzonych z winy byłego fatalnego prezesa IPN-u Leona Kieresa śledztw w sprawie mordu w Jedwabnem w 10 lipca 1941 r. i rzekomego pogromu w Kielcach w 4 lipca 1946 r. Przypomnijmy tu, że właśnie „Niedziela” była, dzięki jej naczelnemu ks. infułatowi Ireneuszowi Skubisiowi, pierwszym medium prasowym, które stanowczo sprzeciwiło się tak nagłaśnianemu w przeważającej części „polskich” mediów zbiorowi antypolskich oszczerstw Jana Tomasza Grossa (por. cykl moich tekstów „Sto kłamstw J. T. Grossa”). Niestety, ówczesna jednostronnie i bez dowodów przesądzająca o winie Polaków polityka prezesa IPN-u L. Kieresa doprowadziła do przedwczesnego umorzenia śledztwa w sprawie zbrodni w Jedwabnem i fatalnego w skutkach przerwania ekshumacji w Jedwabnem. Tę ostatnią przerwano akurat wtedy, gdy znaleziono wyraźne dowody zbrojnej obecności Niemców przy stodole w Jedwabnem (blisko sto łusek po niemieckich nabojach. Na próżno protestowano przeciwko przerwaniu ekshumacji, m.in. w liście kilkudziesięciu osobistości polonijnych).

Nowe świadectwa o Jedwabnem

Stopniowo mnożyły się jednak dowody dominującej roli Niemców w mordzie w Jedwabnem i ich strzelania do Żydów próbujących uciec z podpalanej przez Niemców stodoły. Już w 2004 r. historyk i reżyser dokumentalista Artur Janicki nakręcił prawdziwie obiektywny film „Jedwabne”, który potem kilkanaście lat przeleżał się na półkach. Powodem zablokowania tego filmu był jego obiektywizm i obalanie kłamstw Grossa. Szczególnie ważną część filmu stanowiła rozmowa z szefem ekipy archeologicznej, prowadzącej ekshumacje w Jedwabnem – prof. Andrzejem Kolą. Stwierdził on, iż znalezione tam łuski były wystrzelone po 1939 r. i były dowodem na to, że do żydowskich ofiar strzelano z broni ręcznej zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz stodoły. Znamienny był fakt, że raportu prof. Koli w ogóle nie zamieszczono w ogromnym przegadanym dwutomowym wydawnictwie kieresowskiego IPN o Jedwabnem (1561 stron). Prof. Kola nazwał zresztą ekshumacje w Jedwabnem tylko „parodią ekshumacji” z powodu jej przedwczesnego przerwania.

5 stycznia 2008 jeden z najwybitniejszych badaczy historii Polski w drugiej wojnie światowej dr Leszek Żebrowski zamieścił w „Naszym Dzienniku” ważny tekst nt. sprawy Jedwabnego „Nowe kłamstwa Grossa”. Dr Żebrowski przytoczył tam wczesne relacje żydowskie, które zostały pominięte przez Grossa i które nie były wykorzystane w śledztwie IPN-u. Były tam m.in. relacje Michaela Maika, Rywki Kaiser i Hersza Cukiermana (Harolda Zissmana). Wszystkie te relacje wskazywały na dominującą rolę Niemców w zbrodni w Jedwabnem.

Jednym z ważniejszych wydarzeń w dyskusji o Jedwabnem w ostatnich latach było ogłoszenie w TV Niezależnej Polonii wstrząsającej relacji naocznego świadka wydarzeń Hieronimy Wilczewskiej (miała 8 lat w dniu masakry). Ojciec Wilczewskiej został zastrzelony przez Niemców jeszcze na miesiąc przed rzezią w Jedwabnem. Wilczewska żyje od lat w New Britain w stanie Connecticut w USA. Wilczewska opisywała jak gestapowiec żądał, aby się napatrzyła, co Niemcy robią z Żydami, bo jak skończą z Żydami, to zrobią to samo z Polakami. Wilczewska szczegółowo opisała widziane przez nią zapędzanie Żydów do stodoły, która później spalili. Jej przejmująca relacja stanowi centralną część filmu pary polonijnych działaczy: Wacława i Elżbiety Kujbidów. W maju tego roku w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich wyświetlono po raz pierwszy dokumentalny film Wacława i Elżbiety Kujbidów: ”Jedwabne. Naoczni świadkowie – Spisane Świadectwa – Pominięte fakty”. Debatę na temat tego filmu prowadził we „Wnet” naczelny dyrektor tej stacji Krzysztof Skowroński. Film Kujbidów jednoznacznie oskarżał Niemców o zbrodnie w Jedwabnem w oparciu o świadectwa naocznych świadków, a zarazem piętnował świadome zakłamania w śledztwie IPN-u.

O kolejnych ważnych nowych świadectwach powiedział w audycji „Warto rozmawiać” red. Jana Pospieszalskiego w dniu 28 czerwca br. zasłużony działacz opozycji anty-PRL-owskiej, a od niedawna nowy członek kolegium IPN Krzysztof Wyszkowski. Powiedział on o znalezionej w aktach Wojewódzkiej Żydowskiej Komisji z Białegostoku relacji Żydówki Finkelsztein, która pisała o słyszanych przez nią licznych strzałach niemieckich przy stodole w Jedwabnem. Wyszkowski wspomniał również o przemilczanym dotąd fakcie, że w czasie ekshumacji znaleziono ciało przestrzelone niemiecką kulą. Jak można było przemilczeć tak ważny fakt?!

27 czerwca br. w Białymstoku odbyła się uroczystość ku czci ok.1000 Żydów, którzy zostali spaleni przez Niemców na niecałe dwa tygodnie przez Jedwabnem 27 czerwca 1941 roku, co było faktem całkowicie przemilczanym przez J. T. Grossa i jego zwolenników. Przemawiający z tej okazji prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział „że wina Niemców za ten mord i inne zbrodnie w regionie Podlasia była „jasna i określona” i „trzeba o tym mówić””. I dodał – „Nie można jej przysłaniać różnego rodzaju operacjami typu tych, które były zorganizowane wokół Jedwabnego, gdzie przedstawiano zbrodnię, której się rzeczywiście dopuszczono, ale w sposób nie mający nic wspólnego z jej rzeczywistym przebiegiem, z faktami”.

Wszystkie te nowe świadectwa wskazują na to, że należy jak najszybciej doprowadzić do wznowienia śledztwa w sprawie mordu w Jedwabnem, tylko tym razem bez udziału takich szkodników jak L. Kieres, i do wznowienia zbyt pochopnie przerwanej ekshumacji.

Prawda o rzekomym pogromie w Kielcach

4 lipca 1946 r., w dzień po sfałszowaniu referendum przez komunistów, doszło w Kielcach do zorganizowanej przez NKWD i kielecką bezpiekę prowokacji, którą nagłośniono jako tzw. „pogrom kielecki”. W jej wyniku zginęło 37 Żydów i 3 Polaków. Celem prowokacji było odwrócenie uwagi Zachodu od sfałszowania referendum. Podobnego typu prowokacje były organizowane przez NKWD również na Węgrzech, w Słowacji i w Rumunii w pierwszych latach po 1945 r., zawsze dla przysłonięcia jakichś sowieckich łajdactw popełnionych wobec tych krajów. Pisała o tym szeroko już w 1991 r. czołowa historyk węgierska, obecnie dyrektor budapeszteńskiego „Muzeum Terroru” Maria Schmidt (por. szerzej uwagi w moim opracowaniu: „Kulisy zbrodni kieleckiej”, zamieszczonym w drugim tomie IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego” (Warszawa 2008, s. 458). Od początku wiele wybitnych osób, tak jak ambasador USA w Warszawie Artur Bliss Lane, czy ks. biskup kielecki Czesław Kaczmarek, który przygotował tajny raport o zbrodni kieleckiej (za co m.in. go później więziono) jednoznacznie uznali, że zajścia kieleckie były wynikiem działań komunistycznej bezpieki.

Tym bardziej żałosnym był fakt, że komunistyczne kłamstwo o pogromie kieleckim publicznie odgrzewano i nagłaśniano nadal po 1989 r. Jeszcze w 1996 r. postkomunistyczny minister spraw zagranicznych Dariusz Rosati wystąpił ze skierowaną do Światowego Kongresu Żydów prośbą o przebaczenie za wydarzenia kieleckie 1946 r., oświadczając: „Jest nam wstyd za to, że Polacy dokonali tej zbrodni”. Przepraszał w imieniu narodu polskiego (!) zamiast PZPR, z którą był związany przez ćwierć wieku.

Na szczęście w 1996 r. wyszła pierwsza bardzo cenna książka Krzysztofa Kąkolewskiego „Umarły cmentarz”, gruntownie odkłamująca sprawę Kielc w 1946 r. i pokazująca tę zbrodnię zgodnie z faktami jako efekt nikczemnych działań sowieckich i polskiej bezpieki. W dwa lata później (w 1998 r.) mieszkający w Kielcach ksiądz profesor Jan Śledzianowski wydał książkę: „Pytania nad pogromem kieleckim”, podobnie jak Kąkolewski demaskującą fałsze o rzekomym pogromie kieleckim. Przez wiele lat blokowano wyświetlenie w którejkolwiek z telewizji nakręconego w 1996 r. filmu – dokumentu brata Czesława Miłosza - Andrzeja Miłosza „Henio”. Było to wyznanie chłopca, którego rzekome porwanie przez Żydów posłużyło bezpiece do sprowokowania zajść kieleckich. Chłopiec Henryk Błaszczyk przez 50 lat bał się wyznać prawdę, z obawy przed zamordowaniem przez ludzi z bezpieki. To, co powiedział było niesamowite. Okazało się, że jego własny ojciec był ubekiem i w towarzystwie innych zaprzyjaźnionych ubeków wspierali prowokację kielecką, a zastraszony Henio był ich narzędziem. Znamienne, że tak ważny, odsłaniający prawdę film pokazano dopiero w 18 lat po nakręceniu – w 2014 r. – w posiadającym bardzo małą oglądalność kanale „Historia”. Przez lata blokowano również wyświetlenie innego filmu dokumentalnego Andrzeja Miłosza z 1996 r., „Pogrom Kielce 4 lipca 1946 roku”. Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że autor filmów blokowanych przez „nową cenzurę” Andrzej Miłosz był wyróżniony tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów. W telewizjach blokowano również pokazanie filmu reżysera dokumentalnego i historyka Artura Janickiego „Pogrom kielecki – fałsze i prawda”. Film jednoznacznie odsłaniał komunistyczną inspirację rzekomego „pogromu” kieleckiego, mówił o celach tej prowokacji. 29 czerwca 2015 r. w internetowej telewizji wyświetlono kolejny film demaskujący kłamstwa o rzekomym pogromie kieleckim „Śladami prawdy”. Była to rozmowa Małgorzaty Sołtysiak z sędzią Andrzejem Jankowskim, który pewien czas prowadził śledztwo w sprawie tzw. pogromu, a w 2008 r. był jednym z 3 redaktorów IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego”. Jankowski był do pewnego stopnia naocznym świadkiem zbrodniczych wydarzeń – w 1946 r. jako mały chłopiec przebywał przy basenie na który przychodzili żołnierze KBW. Wtedy usłyszał jak opowiadali, że na rozkaz rosyjskiego majora zabijali Żydów. Wyznania sędziego Janickiego były jednoznacznym oskarżeniem NKWD i kieleckiej bezpieki o doprowadzenie do tzw. pogromu. Wszystkie te nowe świadectwa skłaniają tym mocniej do wznowienia tak niegodnie umorzonego w 2004 r. za czasów dominacji L. Kieresa w IPN śledztwa w sprawie zbrodni kieleckiej. Postulowałem to już w 2008 r. we wspomnianym 2 tomie IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego” (op. cit., s. 469) i w czasie mojej dłuższej rozmowy odbytej w obecności prof. Jana Żaryna z prezesem IPN-u Januszem Kurtyką zaledwie na tydzień przed jego śmiercią. Śmierć prezesa Kurtyki położyła na długo kres szansom na doprowadzenie do wznowienia takiego śledztwa. Tym bardziej warto podjąć je dziś.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/07/w-imie-prawdy-o-jedwabnem-1941-r-i.html

J. T. Gross jest Żydem najgorszego sortu

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

W świetnie redagowanej „Bibule” (zawsze polecam ten portal) 21 grudnia 2015 r. ukazał się tekst pt. Jan Tomasz Gross określa się mianem „Polaka najgorszego sortu. W tekście pisano m.in., że Gross pojawił się na manifestacji KOD-u z kartką „Najgorszy sort Polaków”. Niżej przytoczono kilka wymownych komentarzy:

„Trudno się nie zgodzić z tą samooceną” – ocenił happening Grossa wicemarszałek Senatu Adam Bielan.

„KOD i @RyszardPetru oraz “prześladowane” banki i korporacje mają nowego sojusznika. To Jan T. Gross, który opluwa PL” – zauważył na Twitterze ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski.

„Bajkopisarz Gross, który mieszał z błotem Polaków stosując wobec nich odpowiedzialność zbiorową ironizuje, że jest “gorszym sortem”. Jest!” – ocenił dziennikarz Jan Pawlicki.

Pozwolę sobie sprostować uwagi o Grossie jako ”najgorszego sortu Polaku”. Najpodlejszy polakożerca Gross nie ma prawa nazywać się Polakiem. Przypomnę, że jeszcze na początku Gross publicznie akcentował swą narodowość żydowską Np. w maju 1990 r. Gross był sygnatariuszem deklaracji „grupy żydowskich intelektualistów z 9 krajów”, tzw. deklaracji z Yarnton. (Por. tekst tej deklaracji i listę jej sygnatariuszy z Grossem na 4 miejscu- J. R. Nowak: „Sto kłamstw J.T,. Grossa”, Warszawa 2001, s.299). Dopiero później Gross przywdział maskę rzekomego Polaka, aby tym skuteczniej oszczerczo dokładać naszemu narodowi na arenie międzynarodowej. Ciekawe, ile jeszcze razy Gross będzie zmieniał swą narodowość w zależności od potrzeby chwili? Był Żydem, teraz jest Polakiem, potem będzie Eskimosem, Japończykiem etc. Czas przerwać te manipulacje Grossa i stwierdzić, że Gross wcale nie jest „najgorszego sortu Polakiem”. On jest najgorszego sortu Żydem, bo zajadle jątrzy wbrew generalnemu interesowi Żydów ich stosunków z Polakami i Polską której zawdzięczają swoje przetrwanie jako naród.

Przypomnę, co pisał współczesny historyk żydowski Burnett Litvinoff w monumentalnym dziele: „The Burning Bush. Antisemitism and World History” (London 1988, s.90): „Przypuszczalnie Polska uratowała Żydów od całkowitego wyniszczenia” (w okresie Średniowiecza i Odrodzenia) (podkr. – JRN ).

Zajadły wróg Polski Gross nie powinien być wpuszczany do nas, a po przyjeździe nad Wisłę, do kraju, który opluwał, powinien mieć natychmiast postawione zarzuty prokuratorskie. Wiadomo, że szereg osób zażądało postawienia Grossa przed sądem w związku z jego haniebnym antypolskim tekstem w „Die Welt”. Dlaczego prokuratura milczy w tej sprawie. Apeluję do generalnego prokuratora o wyjaśnienie tej niezrozumiałej bierności!

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2015/12/j-t-gross-jest-zydem-najgorszego-sortu.html

Jan T. Gross – znów kąsa

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Można byłoby pójść o zakład, że znany polakożerca, Jan Tomasz Gross takiej okazji nie przepuści. Okazją zaś jest zdecydowana niechęć Polaków – wbrew chwiejnej postawie rządu PO – do przyjmowania muzułmańskich uchodźców. Pod dyktando Brukseli i Berlina, a zwłaszcza pana Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu europejskiego, który parę dni temu zagroził użyciem siły wszystkim krajom, które oponują przeciwko przyjmowaniu nie tyle uchodźców, co imigrantów, poszukujących łatwego chleba. Ale wiatry wieją i kursy się zmieniają. Niemcy i Austriacy mają już niekontrolowanego napływu uchodźców dość – i wbrew traktatowi z Schengen zamykają swoje granice. Multikulti Angeli Merkel poniosło totalna klapę. Jan T. Gross – może tego nie zauważył. Albo – co bardziej prawdopodobne – uznał, że aby napaść i szkalować Polaków – każda okazja jest dobra. Bo każda wpisuje się idealnie w niemiecką politykę historyczną spod znaku osławionego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Nieprzypadkowo więc nasz autor, któremu międzynarodową sławę przyniosło li-tylko szkalowanie Polaków ( „Sąsiedzi”, „Strach”) ze swoimi rewelacjami udał się do hamburskiego „Die Welt”. Oświadczył tam m.in., że Polacy charakteryzują się wobec problemu uchodźców taką samą postawą, jaką ze swoim chronicznym antysemityzmem, wykazali się podczas II wojny, światowej wobec Żydów. Co więcej – ośmielił się wyrazić, że właśnie podczas tej wojny Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców!!! Wypowiedział te skandaliczne, obelżywe, tchnące nienawiścią słowa w gazecie niemieckiej, gazecie narodu sprawców i oprawców II wojny wobec narodu, który ma 1/3 drzewek w jerozolimskim Yad Vashem. Wobec narodu, do którego się przyznawał, ziemi na której się urodził do r. 1968, zanim k o m u n i s t y c z n a antysemicka czystka nie spowodowała, że Polskę opuścił. Jeszcze i potem opublikował wraz żoną, już na emigracji, książkę o polskiej martyrologii „W czterdziestym nas, matko, na Sybir wywieźli”. Pewnie jeszcze wówczas czuł się Polakiem. Dopóki nie zorientował się, że to niepopularne, a zwłaszcza niezyskowne. Wtedy rozpoczął z wielkimi sukcesami, najpierw w Ameryce, potem i gdzie indziej swoją antypolską kampanię. Ten facet robi czysty biznes na holokauście. Inaczej niż ci, których opisał w słynnej w (w Polsce kompletnie nie nagłośnionej książce „Holocaust Industry”, amerykański uczony, Żyd z pochodzenia, Norman Finkelstein). On nie współdziała z tymi, którzy wyłudzają odszkodowania, szkaluje Polskę i Polaków, grając obecnie w „lidze niemieckiej”, wcześniej w amerykańskiej – różnych poszukiwaczy odszkodowań w potężnych organizacjach. Oraz wpływowych mediach i wydawnictwach.

I to się zapewne nigdy nie zmieni. Ale może i musi się zmienić nasza, Polaków postawa wobec podobnych oszczerstw. Pisanie protestów to mało, masę tuszu komputerowego spłynęło już w protestach przeciwko sformułowaniu „polskie obozy koncentracyjne” w światowych mediach, z rezultatem mizernym, jeśli nie zerowym. Tu trzeba użyć prawa i stawiać przed sądem. Mister Jan T. Gross za ostatni wyczyn zdecydowanie powinien stanąć przed sądem. I zostać obłożony, już pozasądowo – zakazem wjazdu do Polski, uznany za persona non grata. Zaawansowana wścieklizna jest nieuleczalna, ale, żeby chory na nią nie kąsał – trzeba go izolować.