Tag Archives: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Ciąg dalszy historii z krakowskim Oddziałem TVP

Kraków, 21 czerwca 2017 r.

Szanowny Pan
Jacek Kurski
Prezes Zarządu Telewizji Polskiej S.A.

Ostatnie decyzje kadrowe w Oddziale TVP w Krakowie ponownie wzbudziły nasz wielki niepokój. Od objęcia dyrekcji krakowskiego Ośrodka przez Bogdana Wasztyla usunięto kilku doświadczonych redaktorów. Z naszej wiedzy wynika,że bez podania powodów merytorycznych, a jedynie z przyczyn zadawnionych animozji. Takie praktyki nie powinny mieć miejsca.

Ostatnie dni przyniosły kolejną, szczególnie bulwersującą informację. Redaktor Magdalenie Drohomireckiej zostało odebrane kierowanie programem informacyjnym Kronika i pozbawiono ją możliwości wykonywania zawodu dziennikarskiego. Przypomnijmy,że redaktor Magdalena Drohomirecka jest cenioną dziennikarką. Rada Programowa OTV Kraków uznała ją za osobowość telewizyjną, a Kolegium Rektorów Szkół Wyższych przyznało nagrodę PHIL EPISTEMONI – PRZYJACIELOWI NAUKI.

Redaktor Drohomirecka jest lubianą i cenioną przez widzów dziennikarką. W środowiskach kombatanckich i niepodległościowych uważana jest za wzór dziennikarskiej uczciwości i rzetelności. W swoich programach o najnowszej historii i polityce historycznej umożliwiała nam, świadkom tych wydarzeń przedstawianie prawdy, która tak często w poprzednich latach była zakłamywana. Jej odsunięcia od kierowania i prowadzenia programów nie można zaakceptować.

Redaktor Magdalena Drohomirecka zawsze dbała o wysoki poziom emitowanych w TVP Kraków programów zarówno informacyjnych, jak i publicystycznych. Obecnie zadanie to powierzono osobie, której jedynym atutem są PSL-wskie koneksje. W żadnym razie to nie jest dobra zmiana!

Oczekujemy reakcji kierownictwa TVP na zaistniałą sytuację. I przywrócenia profesjonalnej dziennikarce wypracowanego rzetelnie przez lata należnego jej miejsca w krakowskiej telewizji.

Do pisma dołączone zostały nasze poprzednie stanowiska wobec tego, co w ostatnim czasie działo się w Telewizji Kraków.

Dr Mirosław Boruta – odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi, socjolog, przewodniczący Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki (2010-2014), twórca i redaktor krakowskiego portalu społeczno-kulturalnego „Kraków Niezależny”, sekretarz Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, współtwórca i prezes Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie.

Dr Jerzy Bukowski – Kawaler Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia, polski filozof, autor „Zarysu filozofii spotkania”, piłsudczyk, harcerz, publicysta, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego w Krakowie, były reprezentant prasowy śp. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego w Kraju.

Krzysztof Bzdyl – Kawaler Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, współzałożyciel Konfederacji Polski Niepodległej, więzień polityczny w PRL, prezes Stowarzyszenia Konfederatów Polski Niepodległej 1979-1989.

Prof. Andrzej Chwalba – odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi, historyk, eseista, nauczyciel akademicki, badacz dziejów Krakowa, profesor nauk humanistycznych, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, działacz opozycji solidarnościowej w PRL.

Prof. Tomasz Gąsowski – Kawaler Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski, historyk, publicysta, nauczyciel akademicki, profesor nauk humanistycznych, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, współzałożyciel Klubu Jagiellońskiego, Ośrodka Myśli Politycznej i Komitetu Konserwatywnego. Organizował w Krakowie Fundację Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, której jest prezesem, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL.

Mieczysław Gil – Kawaler Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski, działacz związkowy, legendarny przywódca Solidarności w Małopolsce, były przewodniczący KRH NSZZ Solidarność w HiL, opozycjonista w okresie PRL, były poseł na Sejm i senator, przewodniczący Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, więzień polityczny w PRL.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski – Kawaler Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski, kapelan „Solidarności”, duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, działacz społeczny, historyk Kościoła, wieloletni uczestnik opozycji antykomunistycznej w PRL, poeta, współzałożyciel i prezes Fundacji im. Brata Alberta.

Zdzisław Jurkowski – Kawaler Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, internowany, założyciel Wydawnictwa X, prezes Stowarzyszenia NZS 1980.

Adam Kalita – Kawaler Krzyża Kawalerskiego i Krzyża Wolności i Solidarności, Zasłużony Działacz Kultury, odznaczony Medalem Edukacji Narodowej, radny Miasta Krakowa, działacz opozycji antykomunistycznej w .PRL, inicjator i uczestnik głodówki w obronie historii w 2012 r., więzień polityczny w PRL.

Dr Marek Lasota – Kawaler Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, Krzyża Wolności i Solidarności, publicysta, dyrektor Muzeum AK, były poseł, były dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL.

Prof. Andrzej Nowak – Kawaler Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski, historyk, publicysta, nauczyciel akademicki, sowietolog, profesor nauk humanistycznych, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor zwyczajny w Instytucie Historii PAN, były redaktor naczelny dwumiesięcznika „Arcana”, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL.

Grzegorz Surdy – Kawaler Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, współzałożyciel Ruchu Wolność i Pokój oraz Niezależnego Zrzeszenia Studentów UJ, inicjator i uczestnik głodówki w obronie historii w 2012 r., więzień polityczny w PRL.

Paweł Witkowski – Kawaler Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, odznaczony Krzyż Wolności i Solidarności, Zasłużony Działacz Kultury, działacz Studenckiego Komitetu Solidarności, współpracownik KOR-U, były internowany, działacz podziemnej Solidarności, podziemny wydawca.

Do wiadomości:
1. Pan Andrzej Adamczyk – Poseł na Sejm RP
2. Pani Barbara Bubula – Poseł na Sejm RP
3. Pan Ryszard Terlecki – Poseł na Sejm RP
4. Rada Programowa Oddziału Terenowego TVP S.A. w Krakowie
5. Wojciech Grzeszek Przewodniczący Zarządu Regionu Małopolskiego NSZZ „Solidarność”

Za: https://www.facebook.com/adam.kalita.79/posts/1937972726228110

Msza Święta w 154-tą rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego

krakowniezaleznymkInformacja własna

W niedzielę, 22 stycznia 2017 roku „Solidarność” Małopolska oraz Duszpasterstwo Ludzi Pracy przy parafii Św. Maksymiliana Marii Kolbego w Mistrzejowicach zaprosiły Krakowian do klasztoru w Czernej k. Krzeszowic na Mszę Świętą w 154-tą rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. Homilię wygłosił ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć autorstwa pp. Alicji Rostockiej, Zbigniewa Galickiego i Tomasza Orłowskiego:
https://goo.gl/photos/sohGa9j9do7GHeYy7
https://plus.google.com/u/0/photos/111832975820267415038/albums/6378563567464168721?authkey=CPOjgODdzo697gE&cfem=1
https://photos.google.com/share/AF1QipMtwwMEJwLumJQoBz-CTYFhZyHgLSz9Ztaobr_FsbLShLA9YlnEdWjRuaMvF8fFgw?key=NW5VQ2RpMjRvcXNpLWptNmZ5TnV0RHI4UzFGSUZR

Film „Wołyń” wyrzutem sumienia dla Trzeciej Rzeczypospolitej

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Wczoraj na specjalnym pokazie we Wrocławiu obejrzałem najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego, oparty o nowele Stanisława Srokowskiego i relacje naocznych świadków. Na ten film rodziny ofiar ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię UPA oraz SS Galizien czekały ponad 70 lat. Przed projekcją miałem duże obawy. Jednak okazały się one płonne. Na ekranie ujrzałem bowiem wszystko to, co faktycznie wydarzyło się w latach 1939 – 1947 na Wołyniu i Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce Wschodniej. Żadnych niedomówień czy przekrętów wynikających z powszechnie narzucanej tzw. poprawności politycznej. Równocześnie reżyser i jego ekipa, szczególnie kostiumolodzy i scenografowie, zadbali o najdrobniejsze nawet szczegóły. Całości dopełniły przepiękne zdjęcia oraz muzyka, w tym pieśni ludowe i obrzędy weselne. Mnie szczególnie podobała się gra debiutantki Michaliny Łabacz (rodem z Suwałk) i ukraińskiego aktora Wasyla Wasylika, a także sporej gromadki dzieci w najróżniejszym wieku, które brały udział w filmie pod opieką psychologa.

Co do najbardziej wymownych scen, to ta, w której przeplatają się kazania wygłaszane w cerkwiach. Jeden z duchownych wzywa wiernych do opamiętania, a drugi porównując Polaków do kąkolu, który należy wyplenić i spalić, wzywa do mordów i święci siekiery, noże i widły. Ten las narzędzi rolniczych, przekształconych w narzędzia zbrodni, sfilmowany na tle pięknego ikonostasu, pozostają na długo w pamięci. Inna scena, to nocne przygotowanie banderowców do ataku. Najpierw „pranie mózgu”, a następnie na tle czerwono-czarnych flag trzykrotny okrzyk „Sława Ukrainie – herojom sława”. To te same flagi, które powiewały na Majdanie i powiewają nadal w bardzo wielu miastach Ukrainy. To ten sam okrzyk, który niektórzy polscy politycy wznosili nie tak dawno w Kijowie, ku uciesze obecnych tam czcicieli UON-UPA.

fwwsdirp1Oczywiście najważniejszymi fragmentami filmy są sceny z masakr Polaków i Żydów. Dla ludzi takich jak ja, którzy od dziecka słyszeli o tym od swoich krewnych, było to szczególne doświadczenie (il. Kadr z filmu „Wołyń”, fot. Krzysztof Wiktor, Film It! / Materiały prasowe). Wprawdzie byłem na to przygotowany, ale scena napadu na polski kościół i mordowania siekierami bezbronnych ludzi (w tym też księdza odprawiającego mszę św.) robi ogromne wrażenie. Także rozerwanie końmi poety i oficera AK (pierwowzorem jest Jan Zygmunt Rumel), obdzieranie ze skóry polskiego żołnierza wracającego do domu w 1939 r., mordowanie kobiet w ciąży czy zabawa „płonącym snopkiem” (czy małym chłopcem owiniętym słomą i podpalonym).

Mottem filmu są słowa „Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekiera, drugi raz przez przemilczenie. A ta druga śmierć jest gorsza od pierwszej”. Pochodzą one z pamiętnika mego śp. Ojca, Jana Zaleskiego, mieszkańca Dębowicy k. Monasterzysk, naocznego świadka wymordowania i spalenia w nocy z 28 na 29 lutego wsi Korościatyn. Zagłady, w czasie której zginęło prawie 150 Polaków, dokonała sotnia UPA, wspiera przez „siekierników”, którymi kierował – o, zgrozo! – greckokatolicki ksiądz (targany wyrzutami sumienia, zginął później śmiercią samobójczą). Ci co ocaleli z tych barbarzyńskich mordów pamiętali o tym do końca swych dni, przekazując tę pamięć dzieciom i wnukom. Kresowianie zawsze boleli na tym, że po 1989 r. polscy politycy, choć odwoływali się do ideałów „Solidarności”, bali się nazwać ludobójstwo po imieniu. A przecież wszyscy pomordowani byli obywatelami Drugiej Rzeczypospolitej. Dlatego też moralnym i prawnym obowiązkiem jej kontynuatorki, Trzeciej Rzeczypospolitej było to uczynić. Jednak uczyniono to dopiero w lipcu br., po 27 latach istnienia wolnej Polski.

fwwsdirp2Dlatego też film „Wołyń” jest wielkim wyrzutem dla polskiego establishmentu politycznego, który w tej kwestii zachował w sposób chwiejny, żeby nie napisać cyniczny i kunktatorski (il. Wojciech Smarzowski na planie, fot. Krzysztof Wiktor, Film It! / Materiały prasowe). Dbając bowiem o pamięć ofiar Zbrodni Katyńskiej czy KL Auschwitz spychał równocześnie pamięć o ofiarach banderowskiego ludobójstwa na Kresach do niszy, jakby czekając na wymarcie ostatnich świadków. Skutkiem tego do dziś 90 procent ofiar masowych mordów nie ma godnego pochówku, a na większości „dołów śmierci” nie stoją ani pomniki, ani nawet zwykłe krzyże. Jeszcze trzy lata temu kluby parlamentarne PO i Ruchu Palikota, działając pod naciskami prezydenta Bronisława Komorowskiego, szef MSZ Radosława Sikorskiego oraz Adama Michnika, przeforsował, aby słowo ludobójstwo zastąpić potworkiem językowym „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa”. Również episkopat Polski, podpisując wspólną deklarację z Cerkwią greckokatolicką, nie tylko nie nazwał ludobójstwa po imieniu, ale i nie wspomniał ani słowem o napadach na kościoły oraz mordowaniu księży i wiernych. Nie wyniósł też na ołtarze nikogo z męczenników, choć prowadzony jest proces beatyfikacyjny greckokatolickiego arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego ze Lwowa, który kolaborował z Hitlerem i wysyłał swoich księży do SS Galizien.

Film „Wołyń” to film piękny, autentyczny i uczciwy. Przy tym bardzo uniwersalny, bo ukazujący odwieczne zmaganie się dobra ze złem, miłości z nienawiścią, szlachetności z niegodziwością. Posiada też walory moralne i religijne. Jest również przełomem w relacjach polsko-ukraińskich, choć też „kamienieniem obrazy” dla prezydenta Petro Poroszenki i rządu na Ukrainie, którzy tożsamość narodową buduje na ideologii banderowskiej oraz kulcie OUN-UPA.

Tym bardziej więc trzeba koniecznie udać się do kin. A wbrew małości jury filmowego zagłosować na ten film nogami. Także sercem.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Tekst i ilustracje za: http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-film-wolyn-wyrzutem-sumienia-dla-trzeciej-rzeczypospolitej,nId,2283777. Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Obchody 77. rocznicy haniebnego napadu Rosjan na Polskę 17 września 1939 roku i Dnia Sybiraka

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

W piątek, 16 września 2016 roku, organizator – Instytut Pamięci Narodowej (Oddział w Krakowie) oraz współorganizatorzy: Kuratorium Oświaty i Wychowania w Krakowie, Komitet Opieki nad Miejscami Zbrodni Komunizmu, Związek Sybiraków (Oddział w Krakowie) i Związek Piłsudczyków (Oddział Małopolski) zaprosiły Krakowian i Gości Naszego Miasta na uroczyste obchody 77. rocznicy haniebnej agresji Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 roku i Dnia Sybiraka.

20160916ak1W uroczystościach, na zaproszenie Kuratorium, wzięła również udział młodzież szkół podstawowych i średnich. Mszy Świętej, odprawionej w Bazylice Mariackiej, przewodniczył w koncelebrze ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski a wspaniałe kazanie wygłosił ksiądz Szczepan Kardaś, doskonały wychowawca młodzieży. Kazanie poświęcone było dacie 17 września 1939 roku, dziejom naszego kraju na przestrzeni wieków. Nie brakowało w nim porównań do czasów obecnych, portretów sprzedawczyków i szlachetnych ludzi, ważnych wątków o znalezieniu we współczesnej Polsce właściwego miejsca dla siebie. „Po której stronie się opowiadasz?” – pytał kaznodzieja. To pytanie było bardzo potrzebne. W dzisiejszym świecie… pokemonów i innych pseudowartości. Ale czy młodzi ludzie to wszystko rozumieją?

20160916ak2Po Mszy Świętej nastąpiło uroczyste przejście pod Wzgórze Wawelskie, gdzie przy Krzyżu Narodowej Pamięci (Krzyżu Katyńskim) wysłuchaliśmy uroczystych przemówień, m.in. wicewojewody małopolskiego, p. Piotra Ćwika i małopolskiej kurator, p. Barbary Nowak. Przy Krzyżu złożono także wieńce i kwiaty, zapalono znicze, odczytano Apel Pamięci i oddano salwę honorową.

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia fotoreportażu, na który złożyło się 47 zdjęć:
https://goo.gl/photos/uxbT8qzKmLuBUvAv9

Mam nadzieję, że papież Franciszek zabierze głos w sprawie agresji islamistów

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Dzisiejszy atak na kościół rzymskokatolicki we Francji jest przekroczeniem kolejnej granicy. Do tej pory bowiem członkowie tzw. Państwa Islamskiego nie atakowali kościołów chrześcijańskich w Europie. Ta nowa sytuacja wymaga więc od biskupa Rzymu, który jest głową Kościoła katolickiego, zabrania zdecydowanego głosu. Oczywiście nie chodzi o uwagi czy rady typu, jak politycy mają postępować lub jakie działania mają podjąć policja i wojsko, ale o jasne stanowisko wobec wojny, która choć nie wypowiedziana, toczy się od lat w Europie i na innych kontynentach. Jest to wojna, której „poprawni politycznie” przywódcy Unii Europejskie boją się nazwać po imieniu, a która prowadzona jest przez część wyznawców islamu przeciwko cywilizacji europejskiej, opartej (przynajmniej do niedawna) o wartości chrześcijańskie. W wojnie tej ginie coraz wiele osób, nie tylko chrześcijan, ale i ludzi niewierzących lub wyznających inne religie. Są oni bezbronnymi ofiarami, takimi samymi jak w XX wieku były cywilne ofiary nazizmu i komunizmu.

Dlatego też wiele osób oczekuje, że Ojciec Święty nie tylko wyrazi współczucie dla ofiar, ale i w przeciwieństwie do np. kanclerz Niemiec czy prezydenta Francji powie prawdę o tej wojnie oraz jej przyczynach. Bez określenia bowiem agresora i powodów jego działania Europa, a wraz z państwa i narody z innych kontyngentów, nie będzie w stanie powstrzymać kolejnych tragicznych wydarzeń. Można również mieć nadzieję, że Dostojny Gość powie także o duchowych wartościach, których trzeba bronić jak niepodległości i dla których warto ponieść wyrzeczenia, a nawet i oddać życie.

mnzpfzgwkiNa to szczególnie będą od jutra czekali młodzi ludzie, zgromadzeni na Światowych Dnia Młodzieży w Krakowie. A pomysłodawca tych spotkań, święty Jan Paweł II, posługując się ewangelicznym wezwanie – „Poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli” – mówił wprost o wielu bieżących dramatach, bez uciekanie się do eufemizmów, niedomówień i pustych gestów. Jak podkreśla inny fragment Ewangelii: „Niech mowa wasza będzie tak tak, nie nie” (il. Młodzi pielgrzymi z Argentyny na Rynku Głównym w Krakowie – 25 lipca 2016 r., fot. Autora).

I na takie papieskie „tak tak, nie nie” w sprawie agresji islamistów czekają nie tylko katolicy, zwłaszcza, że w wielu innych sprawach papież Franciszek wypowiadał się bardzo radykalnie.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Cerkiew greckokatolicka wciąż lęka się prawdy

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

W pojednaniu polsko-ukraińskim dużą rolę mogłaby odegrać Cerkiew greckokatolicka, podległa Watykanowi, posiadająca diecezje i parafie tak na Ukrainie, jak i w Polsce (Warszawa-Przemyśl oraz Wrocław-Gdańsk). Niestety do dziś nie potrafi ona wykorzystać tej szansy. Co więcej, swoją pokrętną polityką historyczną przyczynia się do nowych konfliktów. Jakie są tego przyczyny?

Po pierwsze, Cerkiew wciąż nie chce rozliczyć się ze swoją historią z lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Chodzi tutaj o silne zaangażowanie znacznej części jej wiernych w działalność ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, odpowiedzialnego za ludobójstwo, którego ofiarami w latach 1939 – 1947 padli Polacy oraz obywatele polscy innych narodowości, w tym też sprawiedliwi Ukraińcy. Zaangażowanie to dotyczyło także części duchownych oraz ich dzieci (w katolickich obrządkach wschodnich celibat nie jest obowiązkowy). Przykładem jest tutaj np. ks. Iwan Hrynioch, duszpasterz akademicki we Lwowie, a zarazem kapelan zbrodniczego batalionu niemieckiej Abwehry „Nachtigall” (Słowiki), złożonego z ukraińskich kolaborantów i biorącego czynny udział w zagładzie kresowych Żydów. Ks. Hrynioch za akceptacją swego zwierzchnika, abp. Andrzeja Szeptyckiego, współpracował z Trzecią Rzeszą do samego jej końca, a następnie współtworzył ukraińskie struktury nacjonalistyczne w Niemczech i Kanadzie. W ludobójstwie Polaków i Żydów brało udział także wielu innych duchownych. Jedni w sposób pośredni, święcąc siekiery i noże w cerkwiach, drudzy w sposób bezpośredni, kierując napadami na polskie wsie. Takie wydarzenia miały miejsce np. w Korościatynie k. Monasterzysk, powiat Buczacz na Tarnopolszczyźnie, oraz w Kutach nad Czeremoszem na Pokuciu.

Z kolei najsłynniejszym zbrodniarzem, wywodzącym się z rodziny greckokatolickich duchownych był Stepan Bandera, syn księdza Andrija Bandery, kapelana i oficera Armii Halickiej, walczącej przeciwko odradzającej się Polsce. Młody Stepan, wychowany przez ojca w duchu ukraińskiego nacjonalizmu, zorganizował w okresie międzywojennym w wiele akcji terrorystycznych, z których najgłośniejszymi były dwa zabójstwa: ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego i posła Tadeusza Hołówki. Równocześnie stał się on przywódcą jednej z dwóch frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), na bazie której w czasie wojny powstała ludobójcza Ukraińska Powstańcza Armia (UPA).

iwkgwsfaPo drugie, Cerkiew greckokatolicka (il. Ikonostas w katedrze greckokatolickiej w Stanisławowie, fot. Autora) po powstaniu niepodległej Ukrainy w 1991 r. uległa na nowo fascynacji ideologią nacjonalistyczną. Dlatego też nad Dniestrem i Dnieprem wspomniany Stepan Bandera przedstawiany jest młodzieży jako wzór do naśladowania. Czynią to władze tak świeckie, jak i cerkiewne. Biskupi greckokatoliccy święcą także pomniki UPA, co w szczególny sposób rani rodziny ofiar. Z tego też powodu deklaracje o pojednaniu, padające z ust zwierzchnika ukraińskich grekokatolików, arcybiskupa Świętosława Szewczuka z Kijowa są uważane przez Polaków za mało wiarygodne. Tym bardziej, że ukraiński hierarcha stara się zniekształcić prawdę o ludobójstwie, które dokonali jego rodacy. Odwiedzając Polskę w 2013 r., w 70. rocznicę „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu, uchylił się on od spotkania z rodzinami pomordowanych. Nie zaprosił ich też na panichidę, nabożeństwo żałobne w cerkwi w Warszawie, choć zaprosił dygnitarzy państwowych i partyjnych. Nie pomodlił się też na mogiłach pomordowanych, choć był też na Lubelszczyźnie, zroszonej krwią zabitych przez UPA.

Co więcej, arcybiskup ów, w przededniu przyjęcia przez polski parlament uchwał potępiających ludobójstwo na Wołyniu i Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce Wschodniej, czynnie zaangażował się wraz z innymi ukraińskimi politykami, w tym ze skompromitowanym „pomarańczowym” prezydentem Wiktorem Juszczenką, w naciski na władze polskie. Na szczęście Senat RP nie uległ tej presji, przyjmując stosowną uchwałę w dniu 7 lipca br. Z kolei w najbliższy piątek podobna uchwała zostanie poddane pod głosowanie w Sejmie.

No cóż, dopóki Cerkiew greckokatolicka nie stanie w prawdzie i nie odetnie się od błędów przeszłości, to działanie jej władz będzie nadal dzielić Polaków i Ukraińców, a nie łączyć.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Presja Ukrainy na Sejm RP coraz silniejsza

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Wbrew wcześniejszym zapewnieniom głosowanie nad uchwałą o oddaniu czci obywatelom Drugiej Rzeczypospolitej, pomordowanym w czasie banderowskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich, znów zostało przesunięte przez władze PiS. Opinię publiczną poinformowały o tym jednak nie władze partii czy Sejmu RP, ale – co jest bardzo szokujące – władze Ukrainy. Tak jakby parlament polski był zalezny od ukraińskiego. Na Twitterze został zamieszczony wpis przewodniczącego parlamentu w Kijowie Andrija Parubija, który w poprzednich latach był współzałożycielem banderowskiej (nazistowskiej) partii „Swoboda” oraz komendantem Euromajdanu i koordynatorem Samoobrony Majdanu.

‏@AndriyParubiy / Doszliśmy do porozumienia z @MarekKuchcinski, że przed szczytem @NATO Sejm nie będzie rozpatrywał uchwał nt. spornych kwestii historycznych.

20160628tizTaki wpis, to efekt spotkania obu panów w Truskawcu, w dawnym polskim uzdrowisku, położonym koło Drohobycza w województwie lwowskim. Nawiasem mówiąc, w tej miejscowości równo 85 lat temu, w sierpniu 1931 r. został skrytobójczo zastrzelony przez banderowca z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów polski poseł Tadeusz Hołówko z BBWR, piłsudczyk i zwolennik ugody z Ukraińcami. Jednak marszałek Marek Kuchciński w czasie spotkania nie zająknął się o tym ani jednym słowem. To też jest szokujące, bo PiS wciąż odwołuje się do Józefa Piłsudskiego. Poza tym, obecny Sejm powinien dbać o pamięć o polskich parlamentarzystach z okresu międzywojennego, zwłaszcza o tych, którzy zginęli na służbie Rzeczypospolitej. Czyżby pan Kuchciński, który jest posłem PiS z Przemyśla i który podczas kampanii wyborczej zapowiadał troskę o upamiętnienie bohaterów, poświęcił również i tę sprawę na „ołtarzu” dobrych relacji z nacjonalistami ukraińskimi? (il. Rekonstrukcja napadu sotni UPA na polską wieś , fot. Autora).

Przesunięcie głosowania to kolejny cios wymierzony w rodziny ofiar OUN-UPA i SS Galizien, które przez polskich sympatyków UPA i współczesnych banderowców są ustawicznie poniżane i wyzywane od „agentów” i „mścicieli”. W czasach PRL w podobny sposób członkowie PZPR poniżali rodziny ofiar Zbrodni Katyńskiej. Dlatego też rodziny kresowe będą protestować przeciwko politycznemu kunktatorstwu w czwartek 7 lipca o godz. 13.00. Więcej informacji pod linkiem.

Z kolei 3 lipca o godz. 9.30 w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze rozpocznie się XXII Pielgrzymka Kresowian i Światowy Zjazd Kresowian. Najpierw msza św., a następnie Marsz Pokoleń Kresowych oraz Apel Pomordowanych, a także ułożenie z kwiatów i zniczy Krzyża Pamięci Ofiar Ludobójstwa OUN UPA ).

W innych miejscowościach podobne uroczystości odbędą się w dniach 1 -17 lipca. Harmonogram zamieszczę na blogu i stronie.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Romaszewska przeciwko uchwale PiS potępiającej ludobójstwo Polaków

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Dziś w Sejmie miało się odbyć tzw. drugie czytanie uchwały oddającej hołd Polakom i obywatelom polskim, pomordowanym przez zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz ukraińskich formacji na żołdzie Adolfa Hitlera. Niestety spotkanie dwóch komisji sejmowych zostało niepodziewanie odwołane. Jaki jest powód? Otóż obok nacisków płynących z Ukrainy, głównie od ekipy prezydenta-oligarchy Petro Poroszenki, pojawiły się naciski niewielkiej, ale bardzo hałaśliwej, frakcji banderowskiej w PiS i środowiskach z nim związanych. Banderowskiej? Tak, jak bowiem inaczej można nazwać tych polityków, którzy ponad prawdę i pamięć o ofiarach ludobójstwa Polaków, przedkładają doraźne sojusze i interesy z nacjonalistami ukraińskimi.

Ujawniają się też osoby przeciwne postulatom rodzin pomordowanych Polaków. Przykładem jest dzisiejszy wpis na Twitterze Agnieszki Romaszewskiej-Guzy, dziennikarki z utrzymywanej z pieniędzy polskiego podatnika telewizji „Biełsat”.

A.Romaszewska ‏@ARomasze 4 godz.4 godziny temu
Uwaga hejterzy i „superpatrioci” : chciałabym powiedzieć,ze jestem przeciwna uchwale „wołyńskiej” w proponowanym przez posłów PiS brzmieniu.

20160623tizCo na to prezes TVP Jacek Kurski? A co prezes PiS Jarosław Kaczyński? Czy dotrzyma słowa honoru danego Kresowianom i ich potomkom, czy też ulegnie zewnętrznej i wewnętrznej presji (Rekonstrukcja napadu sotni UPA na polską wieś na Wołyniu – Radymno k. Przemyśla, 20 lipca 2013 r., fot. Autora).

Na razie wiadomo tylko tyle, że prace nad uchwałą zostały przesunięte na termin po szczycie NATO, czyli „w ruski kalendarz”. Mało prawdopodobne jest też zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w dniu 11 lipca br., czyli w rocznicę „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu. Takie polityczne gierki jak zwykle odbywają się kosztem kresowych rodzin, które tak w czasach PRL, jak i Trzeciej RP, były traktowani jako obywatele drugiej kategorii. A do nich polityczni celebryci na ogół nie mają żadnej empatii.

W takiej sytuacji protest rodzin ofiar ludobójstwa i ich przyjaciół pod Sejmem o godz. 13.00 w dniu 7 lipca br. jest jak najbardziej aktualny. Zapraszam wszystkich w imieniu organizatorów.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Arcybiskup Lwowa o dyskryminacji Kościoła przez Cerkiew greckokatolicką

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Publikuję poniżej jeden z rozdziałów referatu pod tytułem „Archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego: najnowsza historia. 25 lat wolności, demokracji i dyskryminacji.” Referat ten arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki wygłosił 9 maja br. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim podczas sympozjum poświęconego Kościołowi na Ukrainie. Zawarte w nim przykłady ukazują bardzo bolesną rzeczywistość, która dotyka katolików łacińskich (zwanych tutaj rzymokatolikami), zwłaszcza Polaków, mieszkających od wieków na dawnych Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Najsmutniejsza w tym wszystkim jest negatywna postawa Cerkwi greckokatolickiej, nacechowana szowinizmem i niechęcią do bratniego obrządku rzymskokatolickiego. Wynika to głównie ze spuścizny arcybiskupa greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, który w czasie II wojny światowej nie tylko przymykał oczy na zbrodnie nacjonalistów ukraińskich, ale i jawnie kolaborował z niemieckimi okupantami. Wynika to także z obecnego sojuszu wielu duchownych unickich z ruchem banderowskim, który zawsze był antypolski i antysemicki.

W wygłoszonym referacie arcybiskup Mokrzycki powiedział m.in.:

Problemy codzienności

„Kościół katolicki obrządku łacińskiego jest jednym z wielu Kościołów na Ukrainie, który zgodnie z konstytucją jest równy wobec prawa z innymi wspólnotami religijnymi. Jako wyznanie, które doświadczyło represji ze strony władz komunistycznych ma prawo do zadośćuczynienia i zwrotu majątków i dóbr bezprawnie zabranych. Gwarantują to kolejne zarządzenia i ustawy podejmowane przez władze ukraińskie. M.in. mówią o tym dekrety Prezydenta Ukrainy z 1992, 1996 r. i inne.

Rzeczywistość niestety pokazuje, że mimo upadku totalitarnego systemu pozostały totalitarne tryby myślenia głęboko zakorzenione w świadomości sporej części społeczeństwa, w tym przedstawicieli władz a nawet środowisk chrześcijańskich. Można dostrzec nieprzyjazną czy wręcz wrogą postawę w stosunku do Kościoła rzymskokatolickiego lokalnych władz w wielu miejscowościach naszej archidiecezji, w tym przede wszystkim we Lwowie.

Od skandalicznej obstrukcji ze strony lwowskich władz rozpoczął swą posługę ks. abp Marian Jaworski, któremu uniemożliwiono dostojne odbycie ingresu do swej katedry. Ta gorsząca informacja dotarła do papieża Jana Pawła II, który był bardzo zasmucony niegodziwą postawą wobec skierowanego przez niego pasterza, którego darzył wielkim szacunkiem i osobistą przyjaźnią.

Szczególne nasze zaniepokojenie wywołuje sytuacja świątyń zabranych Kościołowi przez ateistów i teraz bezprawnie utrzymywanych przez władze deklarujące swe przywiązanie do religii i życzliwość Kościołowi. Smutną wymowę ma fakt, że dwie świątynie – katedra i kościół św. Antoniego, które zostawili nam komuniści w czasach najgorszych antyreligijnych nagonek, nadal pozostają jedynymi kościołami należącymi do rzymskokatolickiej wspólnoty w historycznej części Lwowa. Za ćwierćwiecze demokracji żadna ze świątyń nie powróciła do nas mimo usilnych zabiegów i starań.

Skandaliczny wydźwięk ma bezprawne i uporczywe zatrzymywanie kościoła św. Marii Magdaleny jako sali organowej. Sytuacja ta hańbi władze miasta szczycące się europejskością i nawiązujące do lwowskiej spuścizny wielokulturowości i tolerancji.

alodkpTo, że katolicy – parafianie kościoła św. Antoniego dochodzą swych praw w Strasburgu – próbując odzyskać należące do ich parafii budynki nie świadczy dobrze o poszanowaniu praw człowieka, w tym mniejszości narodowych i wyznaniowych w mieście tak bardzo związanym swą historią z łacińską tradycją kościelną (il. Procesja Bożego Ciała we Lwowie Anno Domini 2014, fot. p. Katarzyna Łoza / lwow.info). Atmosfera dawnego miasta nazywanego kiedyś „urbs catholicissima” (miasto w najwyższym stopniu katolickie) jest ustawicznie zatruwana kwasem braku sprawiedliwości wobec rzymokatolików, czego przykrym obrazem może być katedra łacińska, która o porze wieczornej, jako jedyna ze świątyń w śródmieścia nie została podświetlona przez władze miasta. Inne świątynie należące do większościowych wyznań zostały podświetlone przez władze Lwowa.

Próba zaćmienia katolickiej i łacińskiej tradycji Lwowa widoczna jest w różnych przejawach. Władze miasta wykorzystują swoje prerogatywy, żeby wyeliminować elementy tradycji rzymskokatolickiej z przestrzeni publicznej Lwowa. Jak można wytłumaczyć brak zgody na powrót na właściwe miejsce na kolumnę przed kościołem bernardynów posągu św. Jana z Dukli, kiedyś głównego patrona grodu lwowskiego. Usunięty przez komunistów posąg świętego orędownika pozostaje w ukryciu z racji na nacjonalistyczne antypolskie ciągotki lwowskich radnych. Podobna sytuacja dotyczy innego wielkiego lwowianina – św. Józefa Bilczewskiego, arcybiskupa, uczonego, rektora uniwersytetu lwowskiego, społecznika żądającego sprawiedliwości wobec najuboższych. Na moją prośbę o nadanie imienia tego świętego placowi przed Kurią Metropolitalną władze odpowiedziały odmową.

Niestety brak dobrej woli przekłada się także na relacje między konfesyjne. Szczególnie bolesnym jest to, że większość naszych świątyń bezprawnie przejął Kościół greckokatolicki, który w czasach prześladowań i represji komunistycznych tyle doświadczył życzliwości ze strony rzymokatolików. Kościoły są nam zabierane dzięki wsparciu władz, dość często dochodzi do sytuacji skandalicznych i gorszących. Przykładem może być casus kościoła w Komarnie, zabranego łacinnikom przez grekokatolików w sytuacji posiadania przez nich już kilku świątyń. Dość często jedyną motywacją nie oddawania nam świątyń jest hasło „nie oddać kościoła Polakom”. Jak inaczej można wytłumaczyć fakt zabrania nam kościoła MB Gromnicznej przylegającego do łacińskiej Lwowskiej Kurii Metropolitalnej. Ci, którzy naprędce utworzyli parafię greckokatolicką za ścianą Kurii nie wstydzą się rażącej nienormalności tego stanu rzeczy, który ze zgorszeniem na co dzień obserwują mieszkańcy miasta i turyści. Zastanawiającym jest brak właściwej postawy hierarchii greckokatolickiej, nie tylko nie próbującej wprowadzić ład i sprawiedliwość wobec współbraci chrześcijan, katolików, ale, można odnieść wrażenie, popierającej ten stan rzeczy. Bo jak można ocenić ten fakt, że mimo próśb papieża Benedykta XVI o oddanie kościoła MB Gromnicznej prawowitym właścicielom, nie nastąpiły żadne zmiany.

Liczne kościoły zabrane nam przez grekokatolików są przebudowywana i niszczone. Tracą one pierwotny wygląd architektoniczny bądź wręcz się zawalają pod masywnymi, nieproporcjonalnymi kopułami, które mają zaświadczy o ich „cerkiewności”. W ten sposób bezpowrotnie znikają zabytki architektury, które przetrwały najgorsze czasy ateistycznego komunizmu i zostały zgładzone w okresie demokracji i rzekomej europeizacji społeczeństwa.

Na dzień dzisiejszy Kościół greckokatolicki bezprawnie użytkuje dziesiątki naszych świątyń. Jest to przykre stwierdzenie ale niestety prawdziwe.”

Przytoczone powyżej fakty mówią same za siebie. Niezależnie więc od światopoglądu religijnego i opcji politycznych postarajmy wspierać Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie, gdyż pomimo ustawicznej dyskryminacji jest on wciąż ostoją polskości na dawnych Kresach Wschodnich.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Skończyć z przemilczaniem ludobójstwa UPA na Polakach

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Trudno zrozumieć fakt, że w 27 lat po „wybiciu się na niepodległość” ciągle nie odsłonięto pełnej prawdy o bestialskich zbrodniach popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na ok.150 tysiącach Polaków na Wołyniu i Małopolsce wschodniej. Dominacji posłów Platformy w poprzednim Sejmie „zawdzięczamy”, że nie przegłosowano tam nawet w pełni prawdziwej rezolucji o ludobójstwie. A równocześnie wciąż znosimy skrajne wybielanie zbrodniarzy z UPA na Ukrainie przy braku odpowiednio ostrego potępienia tego przez stronę polską. Na tym tle tym bardziej trzeba docenić wydrukowany w najnowszym numerze „Do Rzeczy” (z 23 maja 2016) świetny syntetyczny wywiad red. Macieja Pieczyńskiego z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim pt. „Banderowcy siedzą cicho, ale wciąż są groźni”. Bardzo ważne jest umieszczone zaraz na początku wywiadu sprostowanie jakże częstej manipulacji próbującej równać rzeź wołyńską z wysiedleniami w ramach akcji „Wisła”. Red. M. Pieczyński zadaje pytanie księdzu T. Isakowiczowi-Zaleskiemu: „W rozmowie z liderem jednego z zespołów rockowych z zachodniej Ukrainy poruszyłem temat rzezi wołyńskiej. Muzyk padł nagle na kolana i przeprosił za zbrodnie UPA. Po chwili chwycił mnie za rękę i zażądał, bym klękał i przepraszał za akcję „Wisła”. To jest dobra droga do pojednania?”. Zamienna jest jednoznaczna odpowiedź ks. Isakowicza-Zaleskiego na to pytanie: „Nie można stawiać znaku równości między ludobójstwem dokonanym przez zbrodniarzy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz SS-Galizien i ukraińskich organizacji kolaboranckich a akcją „Wisła”, którą przeprowadził polski rząd komunistyczny, gdyż było to przymusowe przesiedlenie, nie mordowanie. Poza tym rządu komunistycznego nikt w Polsce nie gloryfikuje, a na Ukrainie kult OUN-UPA jest oficjalnie wprowadzony w życie przez uchwałę parlamentu w Kijowie”.

Ks. Isakowicz wspomina w wywiadzie o bezskuteczności prowadzenia dialogu na temat Wołynia ze środowiskami ukraińskimi, np. ze Związkiem Ukraińców w Polsce. „Z drugiej strony nie ma takiej woli (dialogu z Polakami – JRN). Parę lat temu w TVP Historia w czasie dyskusji zapytałem szefa Związku Ukraińców w Polsce, pana Piotra Tymę, czy to co działo się na Wołyniu w 1943 r. było ludobójstwem, czy nie. Odpowiedział, że nie. Również inni działacze zaprzeczają prawdzie, a nawet piszą skargi na tych, którzy mówią prawdę. To ma być dialog? Podobne stanowisko ma były poseł Mirosław Czech (…) To, co mnie najbardziej dziwi, to to, że rząd polski takiej organizacji przyznaje ogromne dotacje z kieszeni polskiego podatnika. Czy organizacje niemieckie, które zaprzeczałyby Holokaustowi Żydów lub zbrodniom SS, otrzymywałyby dotacje od rządu polskiego, niemieckiego lub izraelskiego? Oczywiście, że nie (podkr. – JRN). Związek Ukraińców w Polsce musi się w końcu zdecydować, czy po wypowiedziach jego przewodniczącego i innych działaczy chce być dalej organizacją społeczno-kulturalną, czy polityczną, usprawiedliwiającą ukraińskich ludobójców”.

To, o czym mówi ks. Isakowicz Zaleski w swym wywiadzie, wskazuje, że w przypadku stosunku władz polskich do niektórych organizacji ukraińskich mamy do czynienia z kolejnym przejawem jakże częstego u nas masochizmu narodowego. Płacimy osobom odpowiedzialnym za pomniejszanie prawdy o ludobójstwie na Polakach. Czy nowy rząd patriotyczny p. Beaty Szydło nie powinien przeanalizować w związku z tym rozmiarów dotacji np. dla Związku Ukraińców w Polsce?

Ks. Isakowicz-Zaleski szczegółowo rozważa, co należy zrobić, aby doprowadzić na Ukrainie do uznania sprawy Wołynia za ludobójstwo. Stwierdza: „Najpierw trzeba zrobić kroki we własnym kraju. Pierwszym z nich powinno być przełamanie strachu przed powiedzeniem prawdy o ludobójstwie przez Sejm RP. Ustawa z okazji dnia 11 lipca będzie testem (…) Drugi krok – Ministerstwo Edukacji powinno wprowadzić odpowiednie lekcje o kulturze i tradycji Kresów Wschodnich do programu szkolnego. Z kolei Ministerstwo Kultury powinno dofinansować film Wojciecha Smarzewskiego „Wołyń”, bo to, że trzeba aż zbiórki społecznej na ten cel świadczy bardzo źle o obecnie rządzących.

Równocześnie trzeba w relacjach polsko-ukraińskich stawiać sprawy jasno: „Chcecie naszych pieniędzy i naszego sprzętu wojskowego, to powinniście pozwolić pozbierać kości pomordowanych Polaków, urządzić im chrześcijańskie pogrzeby i postawić krzyże na ich masowych mogiłach. Nie możecie też gloryfikować ludobójców, a zwłaszcza karać (jak to mówi wspomniana uchwała z 9 kwietnia ubiegłego roku) osób, w tym obywateli polskich, za mówienie prawdy o zbrodniach UPA. Powinniście także tak wspierać Polaków na Ukrainie, jak Polska wspiera mieszkających u siebie Ukraińców”. Bez tego wszystkiego obecna polityka wschodnia, która jest bardziej podlizywaniem się niż owocną dyplomacją, nie ma sensu” (podkr. – JRN).

Niepotrzebne podlizywania się w polityce wobec Ukrainy

Ks. Isakowicz-Zaleski przytacza jaskrawe dowody tego niczym nieuzasadnionego podlizywania na przykładach dwóch czołowych polityków ukraińskich bezkrytycznie idealizowanych w Polsce, stwierdzając: „Prezydent Juszczenko tak się odwdzięczył za pomoc, że w 2007 r. bohaterem narodowym Ukrainy ustanowił Romana Suchewycza, dowódcę UPA i kata Kresowian, a w 2010 r. Stefana Banderę. Rozpoczął też proces gloryfikacji ludobójców z UPA. Podobnie postępuje Piotr Poroszenko”. Dodajmy do tych uwag księdza T. Isakowicza-Zaleskiego sprawę szczególnie skandalicznej, wręcz haniebnej, decyzji uhonorowania Juszczenki doktoratem honorowym KUL-u w lipcu 2009 r. Decyzje tę podjęto z inicjatywy niesławnej pamięci „TW Filozofa” – abp. Józefa Życińskiego wbrew protestom rodzin pomordowanych na Kresach. Jak wspominał ks. T. Isakowicz-Zaleski: „śp. Józef Życiński był głuchy na nasze prośby”. W czasie uroczystości nadania na KUL-u tytułu Juszczence ks. Isakowicz-Zaleski skandował: „Hańba Wiktorowi Juszczence!”.

Pytany przez red. M. Pieczyńskiego, jakie miejsce sprawa Wołynia powinna mieć w relacjach polsko-ukraińskich, ks. Isakowicz-Zaleski odpowiedział: „Takie jak KL Auschwitz i inne zbrodnie nazistowskie w relacjach polsko-niemieckich. Tyle tylko, że Niemcy odcięli się od ideologii narodowego socjalizmu i nie zaprzeczają ludobójstwu. Na Ukrainie jest odwrotnie. Kult zbrodniarzy z OUN-UPA jest oficjalnie wspierany przez rząd i prezydenta Poroszenkę. Równocześnie nadal nie ma upamiętnienia ofiar, ani ich godnego pochówku. To tak jak nie zagojona rana, która ciągle będzie się otwierać (…) Wiara, że przez przemilczanie i zamiatanie pod dywan da się cokolwiek osiągnąć w relacjach z narodami, z którymi mamy wspólnie tworzyć Europę, jest tak samo szkodliwa jak kult zbrodniarzy.

Działania Balcerowicza w sterowaniu gospodarka Ukrainy mogą się odbić wielką czkawką dla Polski!

Ks. Isakowicz-Zaleski ustosunkował się też do decyzji powierzenia Leszkowi Balcerowiczowi stanowiska głównego doradcy gospodarczego w rządzie Wołodymyra Hrojsmana. Dodam tu, że są tacy w Polsce, którzy się nawet cieszą z tego, że Balcerowicz w rządzie ukraińskim zniszczy do reszty gospodarkę Ukrainy, głoszą, że będzie to swoisty „odwet za Wołyń”. Nie zdają sobie sprawy z tego, że może być również inny jakże fatalny dla Polski efekt działań Balcerowicza w rządzie Ukrainy, efekt, o którym tak mówił ks. Isakowicz-Zaleski: „Nie chcę być Kasandrą, ale wystarczy, że Leszek Balcerowicz doradzi premierowi Wołodymyrowi Hrojsmanowi, aby wprowadzić drakońskie zmiany gospodarcze, rozwalając rolnictwo i przemysł ciężki, tak jak to się stało w Polsce, a nastroje antypolskie i antysemickie wybuchną na nowo (…) Moja znajoma Ukrainka, mocno zaangażowana w Majdan, na mój e-mail o Balcerowiczu odpowiedziała krótko: „Polskie pany wróciły do Lwowa i Kijowa” (cyt. za wywiadem M. Pieczyńskiego z T. Isakowiczem-Zaleskim: Banderowcy siedzą cicho, ale wciąż są groźni, „Do Rzeczy” z 23 maja 2016).

Kolejne przejawy agresywnego nacjonalizmu ukraińskiego

Marcin Hałaś pisał w Warszawskiej Gazecie o najnowszym przejawie ukraińskich roszczeń nacjonalistycznych wobec Polski: „Jak doniósł portal Kresy.pl – występowi ukraińskiej reprezentantki na konkurs Eurowizji towarzyszyła mapa „Wielkiej Ukrainy”. W materiale prezentującym uczestników tegorocznej fundacji zaprezentowano m.in.. fragment piosenki Jamali, reprezentantki Ukrainy w tegorocznym konkursie Eurowizji (…) Przy każdym z uczestników wyświetlono kontury kraju, który reprezentują w barwach narodowych w przypadku Ukrainy kontury tego kraju wyglądały zupełnie inaczej niż przebiegają obecne granice tego kraju. Jak widać część Polski południowo-wschodniej, m.in. Przemyśl i Chełm, oznaczono jako część Ukrainy. Podobnie postąpiono ze znaczną częścią Polski wschodniej, w tym ziemi lubelskiej” (wg. M. Hałaś: Kroniki tygodniowe: ziarna i plewy, „Warszawska Gazeta” z 13 maja 2016). Z kolei z wywiadu Grzegorza Górnego z posłem mniejszości węgierskiej w parlamencie ukraińskim László Brenzowicsem „w Sieci” z 9 maja 2016 r. dowiedziałem się, że 13 marca 2016 organizacja nacjonalistów ukraińskich zorganizowała w Użhorodzie demonstrację, na której wznoszono hasła „Madziarów na noże”. Dodajmy do tego konsekwentną skrajnie antypolską działalność szefa ukraińskiego IPN-u Wołodymyra Wiatrowicza, zajadłego wielbiciela S. Bandery.

Wszystkie te informacje potwierdzają trafność ostrzeżeń ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego – na temat ukraińskich nacjonalistów w wywiadzie udzielonym red. Maciejowi Pieczyńskiemu. Do sugestii ks. Isakowicza-Zaleskiego w sprawie tego, co należy robić dla odpowiedniego spopularyzowania wiedzy o ludobójstwie na polakach na Wołyniu dodałbym jeszcze jedna sprawę. Patriotyczne media powinny maksymalnie upowszechniać modę na zwiedzanie przez młodzież polskich Kresów od Lwowa, Kamieńca, Krzemieńca i Zbaraża po Wilno i Grodno. Powinno się stworzyć swego rodzaju duchowy „przymus”, że każdy Polak powinien był choć raz w życiu na Kresach. Nawiązuję tu do bardzo modnego na Węgrzech od dziesięcioleci zwyczaju jeżdżenia młodych Węgrów na swoje dawne kresy, od Siedmiogrodu po Górne Węgry (tj. tereny w Słowacji, od Koszyc po Bratysławę) oraz na Wojwodinę w Serbii. Parę lat temu pewien znaczący węgierski dyplomata opowiadał mi jak węgierskie MSZ proponowało polskiemu MSZ-owi współdziałanie w sprawach mniejszości narodowych, ze względu na to, że oba nasze kraje mają swoje duże mniejszości narodowe poza granicami państwa. Polski MSZ spod znaku R. Sikorskiego w ogóle nie podjął tematu. Warto to zmienić za nowego rządu.

Skutki „internacjonalistyczno-kosmopolitycznej” polityki dawnej opozycji laickiej

W sprawie stosunków z Ukraińcami bardzo mocno płacimy, podobnie jak w relacjach z innymi sąsiednimi nacjami, za skutki głupawej „internacjonalistyczno-kosmopolitycznej” polityki tzw. opozycji laickiej. Pisałem o tym szeroko w książce „Zagrożenia dla Polski i polskości” (Warszawa 1998, t.2, s. 292-319). To jej przedstawiciele, z Adamem Michnikiem na czele, przez lata stwarzali wizję Polaków jako narodu pełnego win wobec sąsiadów, który powinien tym korniej słuchać rad, czy nawet rozkazów z zewnątrz, przekazywanych za pośrednictwem współczesnych jurgieltników. Zaczęło się to od „nowatorsko” wytykającego Polakom winy wobec Niemców eseju Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny” z 1979 roku. Potem przyszło coraz częstsze, wręcz nagminne, bicie się w piersi w imieniu Polski za winy wobec innych nacji ze strony niektórych „internacjonalistów” z opozycji z Michnikiem i Bujakiem na czele. Warto przypomnieć tu opinię publicysty katolickiego „Ładu” Adama Wertyńskiego na temat podejścia naszych „Europejczyków”, wciąż inicjujących kolejne przepraszania innych nacji: „We wszystkich spornych kwestiach polsko-obcych Adam Michnik sumituje się za Polaków, bierze stronę obcych, nie waży spraw obiektywnie, polskie dobro jest zawsze czemuś podporządkowane. W tym czasie nawet jego zagraniczni rozmówcy, z pełnymi ustami przyjaźni, mają na uwadze interesy swego kraju (co jest ich obowiązkiem) Michnik tego obowiązku nie spełnia” (por. A. Wertyński: Jakobinizm, „Ład” z 16 lutego 1992 roku).

Skrajnie krzywdząca Polaków jednostronność dominowała przez całe dziesięciolecia po 1989 roku w obrazie stosunków polsko–ukraińskich, prezentowanym na łamach najbardziej wpływowych „czerwonych” i „różowych” mediów. Przyznał to nawet autor „Gazety Wyborczej” Maciej Stasiński w tekście z kwietnia 1997 r. W jego ocenie „poprawna politycznie” publicystyka „Rzeczpospolitej”, „Gazety Wyborczej”, „Tygodnika Powszechnego” czy „Polityki” starała się „łagodzić określenia dotyczące Ukraińców oraz odpowiednio wzmacniać określenia pod adresem Polaków. W myśl cennej skądinąd zasady „zacznijmy od bicia się we własnej piersi”, nazywa się tu „zbrodnią” akcję „Wisła”, natomiast zbrodnie UPA opisuje się eufemistycznie jako polskie „krzywdy” (por. M. Stasiński: Jak Polak z Ukraińcem, „Gazeta Wyborcza” 22 kwietnia 1997). Czytelników tego blogu odsyłam do wspomnianej już tu mojej książki „Zagrożenia…, op.cit., s. 303-317), gdzie wyliczam różne przykłady kłamliwej jednostronności wpływowych mediów na niekorzyść Polaków. Jak bardzo stronniczy i jednostronni byli czołowi przedstawiciele lewicy laickiej niech świadczy wypowiedź Jacka Kuronia. Będąc na Ukrainie popisał się on dość szczególnym antynarodowym oświadczeniem: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest ukraińskim miastem” (ukraińskie pismo „Wysokyj Zamok” z 5 lipca 1992). Słowa Kuronia do złudzenia przypominały wypowiedź sławetnego PRL-owskiego targowiczanina Bolesława Bieruta, który w rozmowie z przedstawicielami wielkich mocarstw 13 października 1944 r. powiedział: „Przybyliśmy tu, by zażądać w imieniu Polski, żeby Lwów należał do Rosji. Taka jest wola narodu polskiego” (por. J. R. Nowak: „Myśli o Polsce i Polakach”, Katowice 1994, s.247).

Lobby ukraińskie w Polsce

Odsłanianiu prawdy o zbrodniach popełnionych na Polakach nie służy siła lobby proukraińskiego w Polsce, szczególnie wpływowego na niektórych uczelniach i w życiu politycznym. Dość przypomnieć, że do niedawna (do wyborów w 2015 r.) funkcję przewodniczącego sejmowej komisji ds. mniejszości narodowych sprawował zajadły nacjonalista ukraiński Miron Sycz. Jego ojciec był zbrodniarzem ukraińskim, skazanym w Polsce w 1947 r. za swe zbrodnie na karę śmierci, później zmienioną na 15 lat więzienia. Poseł Mieczysław Golba z „Solidarnej Polski” przypomniał, że ojciec M. Sycza należał do sotni, która spaliła całą polską wieś Wiązownicę. Sam Miron Sycz starał się jak mógł blokować obchody ku czci Rzezi Wołyńskiej. Do najbardziej wpływowych polityków Unii Wolności należał Mirosław Czech, sekretarz generalny tej partii w latach 1997-2001. Wielokrotnie próbował zrównywać zbrodnie ukraińskie z działaniami polskimi, by tak zminimalizować ukraińskie zbrodnie, co ostro krytykował w czerwcu 2013 r. profesor Antoni Dudek. Równie stronniczy w sprawach polsko-ukraińskich był opisany już przez ks. T. Isakowicza-Zaleskiego prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma. Do najbardziej wpływowych działaczy lobby ukraińskiego Polsce należy para Berdychowskich Bogumiła i Zygmunt. Bogumiła Berdychowska, sekretarz Forum Polsko-Ukraińskiego była inicjatorką zbierania podpisów pod apelem do Rady Miasta Warszawy w sprawie niedopuszczenia do budowy pomnika pamięci ofiar ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów z UPA i OUN w Warszawie. Jej mąż Zygmunt jest radnym z ramienia PO.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/05/skonczyc-z-przemilczaniem-ludobojstwa.html

Jan Piekło w Kijowie. Radość banderowców, smutek ich ofiar

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Zaraz po objęciu władzy PiS zablokował nominację pana Marcina Wojciechowskiego, dziennikarza z michnikowej „Gazety Wyborczej”, na ambasadora Polski w Kijowie. I dobrze, bo była to fatalna kandydatura. Jednak na to jakże ważne stanowisko wyznaczył jeszcze gorszego kandydata. Nominację od ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego otrzymał bowiem nie wytrawny dyplomata, ale inny dziennikarz, Jan Piekło. Taka decyzja to przysłowiowy miód na serce dla nacjonalistów ukraińskich. A zarazem kolejne upokorzenie dla rodzin Polaków, Żydów i obywateli polskich innej narodowości, pomordowanych przez ludobójczą Ukraińską Powstańczą Armię.

Nowy ambasador od lat bowiem stara się w swoich publikacjach i wywiadach przedstawiać UPA jako „organizację narodowo-wyzwoleńczą”. Co więcej, usprawiedliwia jej gloryfikację, która obecnie na Ukrainie jest odgórnie wprowadzana przez prezydenta Petro Poroszenkę i parlament w Kijowie. Dla przykładu, rok temu w wywiadzie dla „Dziennika Polskiego” Jan Piekło powiedział: „Nie widzę nic złego w tym, że Ukraina chce uczcić ludzi, którzy walczyli z komunistycznym reżimem. Zdarzył się wtedy epizod bratobójczej walki między Ukraińcami a Polakami, doszło do zbrodni wołyńskiej, ale to tylko część historii UPA, która ma również inne karty„. Hospody pomyłuj! Ludobójstwo dokonane na ponad 150 tysiącach bezbronnych mieszkańcach polskich wiosek jest tylko „epizodem”?

janpiekloJan Piekło dodał przy tym inną, tak samo szokują, opinię, że „w II Rzeczpospolitej Ukraińcy byli obywatelami trzeciej lub czwartej kategorii, że niszczono ukraińską kulturę i na siłę ich polonizowano„. I I to mówi ktoś, kto ma bronić dobrego imienia Polski po za jej granicami. Takich propagandowych wypowiedzi, na dodatek fałszujących historię, redaktor Jan Piekło (fot. kresy.pl) miał bardzo wiele. Część z nich zebrał i opisał portal Kresy.pl w artykule „Jan Piekło – zobacz kogo PiS zrobił ambasadorem na Ukrainie”. Najbardziej obrzydliwe są te wypowiedzi oraz mniej lub bardziej zawoalowane insynuacje, w których przyszły ambasador obrońców prawdy o ludobójstwie Polaków na Kresach Wschodnich wrzuca on do jednego worka ze środowiskami prorosyjskimi. Tak jak to czyniła propaganda komunistyczna w PRL, wrzucając obrońców prawdy o Zbrodni Katyńskiej do jednego worka z „imperialistami amerykańskimi i syjonistami izraelskimi”.

Prezes Jarosław Kaczyński w czasie kampanii wyborczej obiecywał uczciwą politykę historyczną, także w relacjach z naszymi wschodnimi sąsiadami. Namaszczając jednak takiego a nie innego kandydata na ambasadora w Kijowie zaprzeczył temu. Rodzi się więc pytanie, jaki będzie los ustawy sejmowej ws. ustanowienia dnia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci o Ludobójstwie na Kresach Wschodnich? Czy też zostanie poświęcona ona dla doraźnych „geszeftów” politycznych? Przekonamy się o tym już wkrótce.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Zgoda wokół budowy pomnika Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Brawo Łódź!

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Wczoraj (12 maja 2016 r.- Red.) Rada Miasta Łodzi w sposób nadzwyczaj zgodny podjęła uchwalę o budowie pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 r. Stanie on w centrum miasta,  obok katedry rzymskokatolickiej, a konkretnie na placu Jana Pawła II, u zbiegu ul. księdza Skorupki i św Stanisława Kostki, w bezpośrednim sąsiedztwie tablicy upamiętniająca ofiary Zbrodni Katyńskiej . Autorami projektu uchwały, która powstała w drodze porozumienia pomiędzy najważniejszymi ugrupowaniami politycznymi,  byli: przewodniczący Klubów Radnych PO – Mateusz Walasek, PiS – Sebastian Bulak oraz SLD – Sylwester Pawłowski.

Z kolei inicjatorem powstania pomnika był ksiądz arcybiskup Marek Jędraszewski, metropolita łódzki, który po przyjęciu uchwały powiedział do zgromadzonych radnych: „„Decyzja Rady Miejskiej w Łodzi sprawiła mi wielka radość i satysfakcję, ponieważ pokazała, że można we współczesnej Polsce, tak nieraz dramatycznie podzielonej być zjednoczonym wobec tak podstawowej wartości jaką jest polskie państwo. Wartość polskiej państwowości jest ostatnio mocno i często podkreślana w związku z 1050 rocznicą chrztu Polski. A teraz nabrało to szczególnego znaczenia kiedy Rada Miejska w Łodzi jednogłośnie przyjęła uchwałę, by można było wznieść przy katedrze łódzkiej pomnik poświęcony ofiarom tragedii smoleńskiej sprzed sześciu lat”.

zwbpuotsblDodał też, że na pomniku będzie widniał napis, który już znajduje się na cmentarzu wojennym polskich żołnierzy pod Monte Casino: „Przechodniu powiedz Polsce, żeśmy zginęli wierni w Jej służbie”. Napis ten, umieszczony w nowym kontekście i w nowym miejscu, będzie dla łodzian okazją do refleksji na temat patriotyzmu (il. Upamiętnienie Ofiar Tragedii Smoleńskiej w XVII LO we Wrocławiu, fot. Autora). Przypominać będzie też dobre czyny wszystkich tych, którzy zginęli na służbie Rzeczypospolitej, a szczególnie dwóch osób wywodzących się z Łodzi: pani Joanny Agackiej-Indeckiej, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, oraz pani Jolanta Szymanek-Deresz, posłanki na Sejm RP (z ramienia SLD) i b. szefowej kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Koszt budowy pokryje kuria łódzka.

W tym miejscu pozwolę sobie wyrazić życzenie, aby partie polityczne, a zwłaszcza władze Warszawy, jak i wiele innych miast, uczyły się w tej kwestii od władz samorządowych i kościelnych miasta Łodzi. Niniejszy tekst ilustruję podobnym upamiętnieniem, które dzięki oddolnej inicjatywie, umieszczone zostało w XVII Liceum Ogólnokształcącym im. Agnieszki Osieckiej we Wrocławiu.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

„Grube ryby” podpalają Polskę. We własnym interesie

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Dziś marsze KOD, wspierane przez opozycję parlamentarną (bez Kukiz’15), a także pozaparlamentarną, głównie lewicową i lewacką. Jako były uczestnik opozycji antykomunistycznej w latach 70-. i 80. szanuję prawo każdego obywatela Trzeciej Rzeczypospolitej do wyrażania swoich poglądów, nawet tych najbardziej skrajnych. KOD-u nie popieram, ale też nie nazywam go Targowicą. Dodam, że nie głosowałem na PiS, bo według mnie formuła partii wodzowskich wyczerpała się. To samo dotyczy PO, PSL i SLD. Co do samych demonstracji, to bardzo pozytywnie oceniam pracę policji i służb porządkowych, dzięki  którym w czasie dotychczasowych demonstracji nie doszło do bójek czy innych incydentów. Jest dziś wiosenna pogoda i dlatego też takie marsze są dobre dla zdrowia, zwłaszcza, że wśród uczestników jest bardzo dużo ludzi w moim wieku lub starszych ode mnie.

Jedynie, co mnie w tym wszystkim szokuje i z czym się nie zgadzam, to fakt, że na czoło tych pochodów wpychają się „grube ryby”, w tym politycy, którzy przez ostatnie 8 lat (niektórzy jeszcze dłużej) byli u steru władzy, czerpiąc z tego przeróżne korzyści. Co bowiem wspólnego z problemami zwykłego obywatela, który drży w obawie przed bezrobociem i brakiem pieniędzy na wykup lekarstw, mają tacy syci i zadowoleni z siebie członkowie establishmentu jak prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Walz, poseł Grzegorz Schetyna (ileż on i jego protegowani piastowali już stanowisk!), europoseł Róża Gräfin von Thun und Hohenstein, senator i były (najgorszy w ostatnich latach) minister obrony narodowej Bogdan Klich, redaktor Tomasz Lis, który za swoje programy w TVP otrzymywał krociowe gaże z pieniędzy polskiego podatnika, oraz wszyscy ci, którzy dobijali swoich targów w restauracji „Sowa i Przyjaciele”?

Co też wspólnego z pracownikami, harującymi na „śmieciowych” umowach w supermarketach i zagranicznych korporacjach, mają tacy krezusi jak np. np. Leszek Balcerowicz (doradca ukraińskiego prezydenta-oligarchy Petro Poroszenki, zwanego „królem czekolady”) czy namaszczony przez niego Ryszard Petru, też człowiek nadzwyczaj bogaty? Co z młodymi ludźmi, żyjącymi bez żadnych perspektyw w wielkomiejskich blokowiskach  lub przymuszanymi do emigracją „na zmywak” w Londynie, ma koncern medialny „Agora” oraz szef „Gazety Wyborczej” Adam Michnik i jego ekipa, oskarżająca ustawicznie młode pokolenie o rasizm, antysemityzm, ksenofobię, nacjonalizm i faszyzm? Co z młodymi ludźmi ma też wspólnego ks. Kazimierz Sowa, który zamiast zająć się duszpasterstwem i pracą charytatywna, tak bardzo potrzebą przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie,  bryluje na salonach z politykami i „poprawnymi politycznie” dziennikarzami. Nawiasem mówiąc to właśnie takie osoby jak Michnik, Lis czy Sowa przyczyniły się do klęski PO i Komorowskiego. Powinny więc bić się we własne piersi, a nie cudze.

Szanowni KOD-owicze! Maszerujcie w spokoju i szczęśliwie powróćcie wieczorem do swoich domów. Jednak nie dajcie się manipulować i wodzić za nos „grubym rybom” i przegranym politykom, którzy podpalają Polskę nie dla jej dobra, ale dla swoich korzyści.

P.S. Przed chwilą przeczytałem, że Jacek Żakowski z lewicowej „Polityki” (pisze także do GW Michnika) porównał KOD do Hamasu. Jest to bardzo obraźliwe, bo Hamas organizacja terrorystyczna. Powinie za to przeprosić.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Arcybiskup Tadeusz Gocłowski – przyjaciel Kresowian, Ormian i osób niepełnosprawnych

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Jutro w Gdańsku odbędzie się pogrzeb śp. arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, człowieka nietuzinkowego, lubiącego chodzić własnymi ścieżkami, a przy tym pełnego wigoru i serdeczności. Miałem okazję spotykać się z nim wielokrotnie i dlatego też żegnam go modlitwą oraz tym krótkim (subiektywnym) wspomnieniem.

Arcybiskupa poznałem osobiście w czasie pielgrzymki do Rzymu w połowie lat 90. Przedstawił mnie mój kolega z wojska, a zarazem kapelan wojskowy, ks. komandor Józef Kubalewski z Sopotu. Pielgrzymi gdańscy przyjeżdżali tutaj co roku na imieniny papieża. Gocłowski od razu zahaczył mnie o Ormian, bo po śmierci ks. Kazimierza Filipiaka nie było duszpasterza ormiańskiego w Gdańsku. Widziałem, że bardzo się interesuje tą sprawą. Zawsze do niej powracał w czasie kolejnych spotkań. Chciał, aby w jego mieście, tak jak we Lwowie, były obecne trzy obrządki katolickie. Mówił o tym także w czasie wizyty patriarchy ormiańskokatolickiego Nersesa Bedrosa XIX z Bejrutu, którego w czerwcu 2001 roku przyjmował w swojej archidiecezji z wielkimi honorami.

Wcześniej, aby odbudować spalony w 1945 r. kościół ŚŚ. Apostołów Piotra i Pawła na Żabim Kruku, gdzie w dawnej zakrystii umieszczony był słynny obraz Matki Bożej Łaskawej z kościoła ormiańskiego w Stanisławowie, proboszczem mianował ks. Cezarego Annusewicza, któremu ze względu na nazwisko wmówił, że jest Ormianinem. Ks. Cezary ma smykałkę do inwestycji i dzięki temu kościół znów służył jako miejsce kultu. Byłem na pierwszej mszy świętej odprawianej przez Gocłowskiego w odbudowanej nawie głównej, a następnie 18 sierpnia 2007 roku na przeniesieniu obrazu stanisławowskiego do zrekonstruowanego ołtarza głównego. Dzień po tym, na uroczystej mszy abp. Gocłowski podpisał dekret erygujący sanktuarium maryjne, podkreślając, że wznowienie kultu stało się sprawiedliwością dziejową. W dekrecie zaznaczył też, że sanktuarium ma służyć tak podtrzymywaniu tradycji ormiańskich i kresowych, jak i tradycji Polonii gdańskiej, gdyż na terenie parafii znajduje się niechlubnej pamięci Victoriaschule, w której w pierwszych dniach września 1939 roku więziono i torturowano gdańskich Polaków. W swoim kazaniu, pełnym akcentów patriotycznych i historycznych, nawiązał też do skandalicznych słów Eriki Steinbach, zaznaczając, że to przede wszystkim Polacy, a nie Niemcy,  są ofiarami II wojny światowej, a znaczna część naszych rodaków to ludzie wypędzeni ze swoich rodzinnych domów na Kresach. Wierni bili mu brawo.

atgpokionArcybiskup był też bardzo wrażliwy na sprawy społeczne i charytatywne. Na prośbę Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach i wielu innych organizacji pozarządowych z całej Polski pomógł bardzo w 2002 roku w uratowaniu dotacji dla warsztatów terapii zajęciowej dla osób niepełnosprawnych, którą to dotację chciał pomniejszyć ówczesny rząd SLD-PSL. Za zaangażowanie się w ogólnopolski protest otrzymał Medal św. Brata Alberta, który w marcu następnego roku odbierał z rąk ks. kard. Franciszka Macharskiego w czasie Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, prowadzonego przez Annę Dymną i Lidię Jazgar.  Wraz z nim odznaczenie to, przyznawane za pomoc osobom niepełnosprawnym, otrzymali także prof. Andrzej Zoll, prof. Bohdan Aniszczyk z Wrocławia, Zdzisław Maj z Krakowskiego Bractwa Kurkowego i Andrzej Sekuradzki z Zakopanego, w takiej kolejności stoją na zdjęciu od lewej w drugim szeregu (il. Abp. Tadeusz Gocłowski odbiera Medal św. Brata Alberta – Kraków, 2003, fot. Fundacja im. Brata Alberta).

Oczywiście, nie obyło się w relacjach z ab. Gocłowskim bez rozmów na temat lustracji. Choć sam czysty, był wobec niej nieufny. Po ujawnieniu akt abp. Wielgusa nazwał nawet „Gazetę Polską” „prawicową gadzinówką”, za co później jednak przeprosił. Wypowiadając się w mediach na mój temat, był oszczędny, nie czynił żadnych personalnych wycieczek, w przeciwieństwie do innych „uczonych w Piśmie”. Gdy się przewaliła burza z książką pt. „Księża wobec bezpieki”, zaprosił mnie wraz z panią Murką Dąbrowską-Antkowiak, ziemianką i działaczką środowiska ormiańskiego, do swojej rezydencji w Oliwie. Wyraźnie chciał, aby była ona świadkiem naszej rozmowy. Mówił wtedy, że sprawa z aktami dawnej SB została przegrana na początku lat 90., bo gdyby wtedy Episkopat chciał je dostać, to by je dostał. Ale nie chciał. Mówił też, że na posiedzeniu Episkopatu abp. Bronisław Dąbrowski, ówczesny sekretarz Konferencji, przyniósł gruby notes, w  którym zanotowane były nazwiska tajnych współpracowników SB, po piętnaście z każdej diecezji. Zeszyt krążył po sali, niektórzy z tych, co go czytali, czerwienieli na twarzy, ale ostatecznie biskupi zadecydowali, że nic z tym dalej nie zrobią. I tak, wybuchło to ze zdwojoną siłą po kilkunastu latach.

W relacjach z księżmi  i świeckimi odznaczał się serdecznością i – co wiele osób podkreślało – nienagannymi manierami. Ks. Filipiak, gdański proboszcz ormiański, mówił o nim, że „to Wersal”. Bardzo dobrze też o nim wyrażała się wspomniana Murka Dąbrowska-Ankowiak. Inna sprawa, że Murka, jako ziemianka, lubiła adorować metropolitę, a on ją. Inni moi znajomi też, choć niektórzy z „Solidarności” krytykowali go za jego związki z politykami (głównie z Platformy Obywatelskiej) oraz za aferę ze „Stella Maris”. Te sprawy niech jednak opiszą inni.

Ostatni raz mszę św. z abp. Tadeuszem Gocłowskim koncelebrowałem w czasie pogrzebów pani Murki (w grudniu 2012 r.) i prof. Zbigniewa Nowaka, Kresowianina i wybitnego bibliofila, przyjaciela mego śp. Ojca (we wrześniu 2015 r.). Pomimo zaawansowanego wieku metropolita uczestniczył w obu ceremoniach, mówiąc bardzo ciepło o Zmarłych i podkreślał ich zasługi dla Kościoła i Gdańska. Dziś wraz z archidiecezją gdańską żegna go wiele osób, w tym też Kresowianie, Ormianie i osoby niepełnosprawne.

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie …

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

95 lat temu Polacy na Śląsku chwycili za broń

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Nie ma bardziej charakterystycznego miejsca na Górnym Śląsku niż Góra Świętej Anny. Po pierwsze dlatego, że jest to najwyższe wzniesienie w tej części kraju. Po drugie, jest to obok Piekar Śląskich najważniejsze sanktuarium katolickie. Jest ono nierozerwalnie związane z figurką św. Anny Samotrzeciej (tak określano postać owej świętej, trzymającą na rękach swoją córkę, Maryję i wnuka, Jezusa). Dla opieki nad licznie przybywającymi tam pielgrzymami sprowadzono tutaj w XVII w. franciszkanów (brązowych), którzy zbudowali kościół i klasztor oraz założyli Kalwarię, czyli zespół wolnostojących kaplic, wzorowaną na Kalwarii Zebrzydowskiej. Obok powstał także Plac Rajski i kaplica wzorowana na grocie w Lourdes. Jednak do historii Góra św. Anny przeszła ze względu na walki, jakie o nią toczyli powstańcy śląscy z Niemcami.

20 marca 1921 r. odbył się na Górnym Śląsku plebiscyt, który nadzorowała francusko-angielsko-włoska komisja w Opolu. Jako ciekawostkę trzeba dodać fakt, że na posterunku w Bieruniu, w składzie oddziału francuskiego pilnującego polsko-niemieckiego pogranicza, przez pewien czas przebywał jako młody oficer Charles de Gaulle. Odwiedził on miejsce ponownie w 1967 r. już jako prezydent Francji.

Plebiscyt wypadł niekorzystnie dla Polski. Głosowało za nią 40% procent uprawnionych, a za Niemcami (głównie w miastach) 60%. Z tego powodu Anglia i Włochy optowały za przyznaniem Niemcom trzech czwartych terenu plebiscytowego, w tym całego okręgu przemysłowego. Wprawdzie Francja optowało za wariantem korzystniejszym dla Polski, ale i tak projekty podziału wywołany ogromne niezadowolenie polskiej ludności. W nocy z 2 na 3 maja wybuchło Trzecie Powstanie Śląskie, przygotowane przez Polską Organizację Wojskową Górnego Śląska. Jego dyktatorem został Wojciech Korfanty, który tak mówił do swoich podkomendnych; „„Zwycięstwo osiągniemy za wszelka cenę i nie ma takiego mocarza na świecie, który by mógł nas okuć ponownie w kajdany germańskie”. Dowództwo mieściło się w Szopienicach (dziś jest to dzielnica Katowic). Początkowo powstańcy odnieśli szereg sukcesów. Później jednak musieli się cofać pod naciskiem silnie uzbrojonego Freikorps (Wolny Korpus), złożonego z ochotników z całych Niemiec.

Ze względu na strategiczne położenie Góra św. Anny była w ogniu walk od samego początku. Bronił jej najpierw 8. pszczyński pułk piechoty Franciszka Rataja, z następnie 1. katowicki pułk piechoty, dowodzony przez Walentego Fojkisa, oraz bataliony sformowane w okolicach Toszka i Strzelec Opolskich. Po stronie powstańców obok Ślązaków walczyli też ochotnicy z Polski centralnej, głównie z Poznańskiego oraz Krakowa i Lwowa, choć rząd polski oficjalnie nie wspierał powstania. Starcia były bardzo zacięte, walczono o każdą okoliczną wieś, a nawet o poszczególne domy. Klasztor i Kalwaria na szczęście nie ucierpiały. Przewaga Niemców, przybyłych tutaj głównie z Bawarii, posiadających artylerię i broń maszynową, była duża. Powstańcy musieli się ustawicznie cofać. 21 maja opuścili wzgórze. Na początku lipca ostatecznie zawarto rozejm.

20160503tizPowstanie – choć nie było zwycięskie od strony militarnej jak powstania wielkopolskie czy lwowskie w 1918 r. – to jednak miało wpływ na zmianę decyzji aliantów. Polsce przyznano bowiem nie jedną czwartą, ale jedną trzecią Górnego Śląska, w tym, co najważniejsze, połowę hut i trzy czwarte kopalń. Dla gospodarki odradzającej się Rzeczypospolitej miało to kluczowe znaczenie. Krew powstańców, często zwykłych robotników, których zginęło lub zostało rannych prawie dwa tysiące, nie poszła więc na marne (il. Uroczystości patriotyczne na Śląsku Opolskim, fot. Autor). Do tego sukcesu według Korfantego przyczynił się przede wszystkim „duch narodu, jego solidarność narodowa, duch obywatelski i poczucie odpowiedzialności każdego obywatela”. Oficjalne przejęcie tej części Górnego Śląska, która miało miejsce w czerwcu 1922 r. Na czele wkraczającego Wojska Polskiego stał gen. Stanisław Szeptycki. Nawiasem mówiąc, rodzony brat Andrzeja Szeptyckiego, który jako arcybiskup greckokatolicki w okresie walk o Lwów opowiedział się przeciwko w Polsce, a czasie II wojny światowej kolaborował z hitlerowską Trzecią Rzeszą (m.in. wspierał SS Galizien).

Władze Drugiej Rzeczypospolitej nie były zbyt łaskawe dla powstańców śląskich. Przykładem są losy samego Wojciech Korfantego, który był więziony w twierdzy w Brześciu i warszawskim Pawiaku.  Pomimo tego wielu powstańców śląskich chwyciło za broń ponownie w 1939 r. Wielu z nich zginęło za wierność Polsce w niemieckich więzieniach i obozach koncentracyjnych. Cześć z nich doznała także szykan od władz komunistycznych.

Sama Góra św. Anny w okresie międzywojennym pozostała po stronie niemieckiej. W miejscu tamtejszego kamieniołomu wzniesiono amfiteatr i mauzoleum z sarkofagami żołnierzy Freikorps oraz rzeźbą germańskiego wojownika. Odbywały się tutaj uroczystości hitlerowskie. Całość została po wojnie wysadzona w powietrze. Władze polskie zbudowały tutaj Pomnik Czynu Powstańczego, zaprojektowany przez rzeźbiarza Xawerego Dunikowskiego.

Dziś szerzona jest niestety w Polsce propaganda przeciwko powstaniom śląskim, głównie przez tzw. autonomistów. Tym bardziej trzeba pamiętać o tych, co ginęli pod biało-czerwonym sztandarem. Walczyli bowiem o niepodległość całej Polski, a nie autonomię swojego regionu. Chwała powstańcom! Chwała bohaterom!

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Polonia odsłoniła w Niemczech pierwszy pomnik ofiar UPA

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Dziś przedpołudniem pracownicy IPN: Piotr Szubarczyk z Gdańska oraz Tomasz Bereza i Mariusz Krzysztofiński z  Rzeszowa wygłosili cykl referatów o ludobójstwie dokonanym w latach 1939 – 1947 przez zbrodniarzy z OUN-UPA na Kresach Wschodnich. Ofiarami tej zbrodni przeciwko ludzkości padli nie tylko Polacy, ale i obywatele Drugiej Rzeczypospolitej innych narodowości (w tym też sprawiedliwi Ukraińcy). Bardzo dobry był też referat Anny Kołakowskiej o źródłach nacjonalizmu. Podsumowaniem była moja prelekcja pt. „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary, wzbogacona m.in. fotosami z filmu „Wołyń” Wojciech Smarzowskiego i zdjęciami rekonstrukcji historycznej, która pomimo ataków „Gazety Wyborczej” i Związku Ukraińców w Polsce odbyła się trzy lata temu w Radymnie k. Przemyśla.

20160430tizZ kolei wieczorem w ośrodku polonijnym „Concordia”  odprawiona została msza św. za pomordowanych Kresowian, po której nastąpiło odsłonięcie i poświęcenie pomnika-tablicy ku czci Ofiar Ludobójstwa, ufundowanego przez naszych rodaków z Niemiec i Francji. Jest to jedno z pierwszych (o ile nie pierwsze) tego typu upamiętnienie u naszych zachodnich sąsiadów (il. Tablica w ośrodku polonijnym „Concordia”, ufundowana przez Polaków z Niemiec i Francji, fot. Autora). Spośród zaproszonych gości przybyli m.in. konsul polski Andrzej Dudziński z Kolonii, działacz NSZZ „Solidarność” i więzień polityczny z lat 80., Andrzej Rozpłochowski, oraz artyści Andrzej Kołakowski i Dariusz Grzybowski, którzy swoimi recitalami stworzyli nastrojowy klimat. Jutro msza św. w intencji ks. Jacka Międlara, odprawiana na prośbę jego przyjaciół, oraz wykład Bogdana Dobosza – „Islamizacja Europy na przykładzie Francji”.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Balcerowicz na Ukrainie. Radość oligarchów, smutek zwykłych ludzi

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

W XX wieku Stepan Bandera i jego zwolennicy starali się utworzyć niepodległe państwo ukraińskie, wolne od zagranicznych wpływów, głównie polskich, żydowskich i rosyjskich. Od 25 lat państwo to istnieje, ale ogromnym paradoksem jest fakt, że jest ono rządzone przy pomocy cudzoziemców, którzy nie tylko nie znają języka ukraińskiego, ale i kompletnie nie rozumieją specyfiki kraju. Najlepszym tego przykładem jest Micheil Saakaszwili, rodowity Gruzin (ożeniony z Holenderką), który najpierw był prezydentem Gruzji, a następnie (po przegranych wyborach) błyskawicznie otrzymał ukraińskie obywatelstwo oraz nominację na gubernatora obwodu odeskiego. Sytuacja, że urzędnikiem państwowym zostaje głowa innego państwa, jest kuriozalna. Pasującym ona bardziej do „republik bananowych” niż to do Europy.

Dodam, że parę miesięcy temu Saakaszwili, wdając się w publiczną pyskówkę z ministrem spraw wewnętrznych Arsenem Awakowem, Ormianinem urodzonym w Baku w Azerbejdżanie, kłócił się z nim – uwaga! – po rosyjsku. Zobacz video. To zmusiło prezydenta Poroszenkę do wydania następujące oświadczenia: „Jako prezydent, gwarant konstytucji, praw i wolności obywatelskich, nie mogę milczeć na temat hańbiącego incydentu, do którego doszło w poniedziałek na posiedzeniu Rady Reform. Odbywające się w tym miejscu dyskusje są często ostre, ponieważ prezentowane są różne punkty widzenia, zawierane są kompromisy, powstają projekty reform. Jednak obelgi i wulgaryzmy są w tym miejscu niedopuszczalne. Szczególnie te, których wydźwięk jest ksenofobiczny, jak wydźwięk słów „wynoś się z Ukrainy”. To ja zaprosiłem międzynarodowy zespół reformatorów, który jest ukraiński nie tylko ze względu na paszporty, ale na ducha.”

kijowDziś w ukraińskich władzach jest coraz więcej cudzoziemców. Dla przykładu, w rządzie Arsenija Jaceniuka zasiadali do tej pory Gruzin, Litwin i Amerykanka, którzy obywatelstwo Ukrainy dostali hurtowo 2 grudnia 2014 r. Do tej swoistej „Legii Cudzoziemskiej” w tych dniach dołączyli także Polacy z Leszkiem Balcerowiczem na czele. Były polski wicepremier i przewodniczący nieboszczki Unii Wolności został przedstawicielem prezydenta Petra Poroszenki w rządzie, a także jego doradcą i współprzewodniczącym grupy doradców strategicznych ds. reform. Ściągnął on z kolei do pomocy innego b. posła UW, Mirosława Czecha z „Gazety Wyborczej” (skonfliktowane z rodzinami ofiar UPA), przez którego Adam Michnik będzie miał wpływ na niektóre decyzje. Prof. Balcerowicz zatrudnił też „specjalistę od wszystkiego” (czyli od niczego) Jerzego Millera z Krakowa, który w ramach „karuzeli stanowisk” zdążył w swej błyskotliwej karierze być m.in. wiceprezydentem Warszawy, ministrem spraw wewnętrznych, szefem Narodowego Funduszu Zdrowia, wojewodą małopolskim i przewodniczącym komisji badającej katastrofę lotniczą w Smoleńsku.  Był też doradcą prezydenta Gruzji, pobierając za to wynagrodzenie od Stanów Zjednoczonych. Uff, trudno te wszystkie funkcje spamiętać! Dodać też trzeba, że z nominacji premiera szefem ukraińskich kolei państwowych został kolejny Polak, Wojciech Balczun (il. Kijów: Złota Brama, Uniwersytet Kijowski, Ławra Peczerska, Cerkiew Św. Andrzeja, Kolumna ze słowiańskim bóstwem Berehynią na Placu Niepodległości, Pomnik Bohdana Chmielnickiego, za: Wikipedią).

Pojawienie się „Legii Cudzoziemskiej” to wodą na młyn dla wszystkich tych, którzy twierdzą, że Ukraina stała się ofiarą porozumienia ukraińskich oligarchów z międzynarodową finansjerą oraz machinacji Georga Sorosa i jemu podobnych spekulantów. Na dodatek, widać gołym okiem, że majątki oligarchów, w tym też prezydenta Poroszenki (vide: afera z kontami w Panamie), ustawicznie powiększają się, a sytuacja materialna statystycznej rodziny staje się wręcz katastrofalna.

To wszystko nie podoba się ani banderowcom, ani uczciwym ukraińskim patriotom, którzy wierzyli (niestety bardzo naiwnie), że Majdan obali władzę oligarchów i nie dopuści do zawłaszczenia kraju przez obcy kapitał. Dlatego też głosy krytyczne, przeciwne cudzoziemcom w rządzie, są coraz liczniejsze. Jak niedawno mówiła z przekąsem znajoma Ukrainka: Polskie pany wracają do Kijowa i Lwowa. Jeżeli więc Balcerowicz zastosowuje swoją słynną „terapię szokową”, rozwalając gospodarkę (głównie rolnictwo i przemysł ciężki) to odium rozgoryczenia i zawodu uderzy głównie w cudzoziemców, a także w mniejszości narodowe, w tym też i w polską.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Apel Kresowian do Jarosława Kaczyńskiego i Pawła Kukiza

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

W kilku ostatnich felietonach pisałem o dwóch projektach ustaw sejmowych, upamiętniających ofiary ludobójstwa dokonanego przez zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz SS Galizien i innych ukraińskich organizacji kolaboranckich. Powiedzenie prawdy o tym ludobójstwie oraz godne uczczenie ofiar w Trzeciej RP wciąż napotyka ze względów ideologicznych na ogromne opory, także w szeregach prawicowych. Vide: postawa poseł Małgorzaty Gosiewskiej czy doradcy ministra spraw zagranicznych, pana Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego. Wpływa na to także polityka obecnych władz Ukrainy, które poprzez działania parlamentu w Kijowie i prezydenta-oligarchy Petro Poroszenki gloryfikują morderców i fałszują historię oraz wykopują kolejne rowy pomiędzy Ukraińcami i innymi narodami.

Przedstawiam poniżej list otwarty Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Patriotycznych, zrzeszającego ponad 40 organizacji z terenu całej Polski. List ten, zacytowany bez skrótów, jest skierowany do prezesów PiS i Kukiz’15, które to partie opracowały (choć osobno) wspomniane projekty i które w kampanii wyborczej zapewniały, że dokonają przełomu w tej sprawie. Gwoli sprawiedliwości dodam, że 12 lipca 2013 r. w Sejmie RP za prawda o ludobójstwie na Kresach Wschodnich głosowały oprócz PiS także inne ugrupowania: Solidarna Polska, SLD, PSL i grupa Gowina. Natomiast przeciw, pod presją prezydenta Bronisława Komorowskiego i Adama Michnika oraz szefa MSZ Radosława Sikorskiego, głosowały kluby poselskie PO i Ruchu Palikota. Niestety ci ostatni wygrali, bo zabrakło zaledwie 10 głosów. Dziś wreszcie jest szansa na naprawienie tego błędu.

Warszawa, 20 kwietnia 2016 r.

Szanowni Panowie
Jarosław Kaczyński
Prezes Prawa i Sprawiedliwości
Paweł Kukiz
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Kukiz’15

Zarząd Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich pragnie wyrazić serdeczne podziękowania członkom kierowanych przez Panów ugrupowań parlamentarnych oraz wszystkim innym osobom zaangażowanym w działalność na rzecz upamiętnienia ofiar zbrodni dokonanych w czasie II wojny światowej na obywatelach polskich, zamieszkujących Kresy Wschodnie II Rzeczpospolitej.

Rezultatem prowadzonych w Sejmie prac są dwa projekty ustaw:

1. Przygotowany przez Posłów PiS projekt dotyczący ustanowienia Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian, zmierzający do upamiętnienia wszystkich mieszkańców ziem kresowych, którzy w latach 1939-1947 padli ofiarą eksterminacji prowadzonej przez Związek Sowiecki, Niemcy nazistowskie, a także przez kolaborujące z hitlerowcami szowinistyczne organizacje ukraińskie i litewskie.

2. Opracowany przez Posłów Kukiz’15 projekt dotyczący ustanowienia Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińską Powstańczą Armię.

Doceniamy walory obu projektów i uważamy, że obydwa powinny być wdrożone do dalszego postępowania legislacyjnego. Uznajemy, że projekty opracowane przez Posłów PiS i Posłów Kukiz’15 powinny być traktowane nie jako konkurencyjne, lecz raczej jako komplementarne. Stoimy przy tym na stanowisku, że:

1. Data obchodów Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian powinna być wyznaczona na 17 września (ku upamiętnieniu dnia wkroczenia na tereny Polski armii sowieckiej, zapoczątkowującego Zagładę polskich Kresów) lub na 11 lutego (ku upamiętnieniu dnia zakończenia w 1945 roku konferencji jałtańskiej, w czasie której uzgodniono zagarnięcie wschodnich ziem Rzeczypospolitej Polskiej przez Związek Sowiecki). Opowiadamy się zwłaszcza za drugą ze wskazanych dat, gdyż jej przyjęcie miałoby:

A/ Walor historyczny. Przypomniałoby społeczności międzynarodowej, że po zakończeniu II wojny światowej kraj nasz został kolejny raz (wcześniej – we wrześniu 1939 roku) haniebnie zdradzony przez mocarstwa zachodnie, które w trakcie konferencji jałtańskiej z pogwałceniem prawa międzynarodowego przypieczętowały de facto IV rozbiór Polski, doprowadzając do ekspatriacji ludności kresowej i jej przymusowego exodusu, prowadzonego na skalę niespotykaną w dziejach nowożytnej Europy. Uświadamiałoby ponadto, że dokonane przez państwa będące sygnatariuszami układu jałtańskiego przesunięcie granic być może uspokajało sumienie społeczności zachodnich, ale w istocie było aktem wielkiej niesprawiedliwości, jakiej dopuszczono się wobec wyniszczonego wojną Narodu Polskiego. Ulegając honorowanemu do dziś dyktatowi Józefa Stalina, państwa zachodnie wytworzyły pielęgnowany do chwili obecnej mit ekwiwalentu, głoszący, że Polska utraciła ziemie kresowe, a otrzymała w zamian Ziemie Zachodnie i Północne. Rzecznicy tego mitu wiedzą doskonale, że Niemcy utraciły Ziemie Zachodnie tytułem reparacji wojennych (które i tak w nikłej tylko mierze rekompensowały straty materialne, jakie poniosło Państwo Polskie w wyniku II wojny światowej), mają zatem świadomość, że Niemcy zostały w ten sposób ukarane, do dziś jednak nie potrafią odpowiedzieć, za co została ukarana Polska.

B/ Walor aktualny. Uświadamiałoby politykom polskim, że nadmierne zawierzanie polskiej suwerenności państwom zachodnim jest krótkowzroczną i bardzo karkołomną polityką, i że bezpieczeństwo naszemu Państwu zapewnić może jedynie rozbudowa Narodowych Sił Zbrojnych.

akdjkipk2. Data Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińską Powstańczą Armię powinna być wyznaczona na 11 lipca – ku upamiętnieniu Krwawej Niedzieli, a więc dnia, w którym ukraińscy nacjonaliści dokonali bestialskiej rzezi Polaków w około 100 miejscowościach kresowych (il. Marsz Pamięci w 70. rocznicę „Krwawej Niedzieli” – Warszawa, 11 lipca 2013 r., fot. p. Lechosław Domaszewicz).

Stanowczo sprzeciwiamy się idei, aby – łącząc niejako dwie różne intencje i dwa różne w swoim charakterze projekty – ustanowić dzień 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Zdecydowanie odcinamy się od zmierzającego w tym kierunku stanowiska wyrażanego w trakcie konsultacji społecznych przez Panów Andrzeja Łukawskiego i Aleksandra Szychta, uznając, iż jest to ich prywatne stanowisko oraz stanowisko niewielkiej grupy osób z nimi współpracujących. Żadna z organizacji stowarzyszonych w naszym Związku ani też żadne z licznych współpracujących z nami stowarzyszeń i organizacji kresowych tego stanowiska nie podziela. Przeciwnie, wszystkie one uznają, że istnieje potrzeba ustanowienia odrębnego dnia upamiętniającego ofiary zbrodni dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów. Przemawiają za tym:

A/ Względy historyczne. Ludobójstwo dokonane przez szowinistyczne organizacje ukraińskie, którego ofiarami padło ok. 200 tysięcy obywateli II RP narodowości polskiej, żydowskiej, czeskiej, węgierskiej, romskiej i ukraińskiej, nawet na tle licznych okropieństw, jakich dopuszczono się w czasie II wojny światowej, wyróżniało się wyjątkowym bestialstwem. Z uwagi na rozmiar i niespotykaną skalę okrucieństwa zbrodni dokonanych przez Ukraińców, ofiary tych zbrodni w pełni zasługują na to, aby zostały godnie upamiętnione przez ustanowienia odrębnego święta narodowego, funkcjonującego obok innych świąt, takich jak Dzień Sybiraka czy Dzień Pamięci Ofiar Katyńskich.

B/ Względy aktualne. O ile Niemcy potępiły zbrodnie nazistowskie, a Rosja – zbrodnie komunistyczne, o tyle Ukraina jako jedyny kraj w Europie heroizuje zarówno członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów /OUN/ i tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii /UPA/, jak też żołnierzy nacjonalistycznych batalionów „Nachtigall” i „Roland” oraz – powołanej 28 kwietnia 1943 roku – 14 ochotniczej dywizji SS „Galizien”. Ponadto jako jedyny kraj na świecie jawnie pielęgnuje symbolikę nazistowską. Zarówno funkcjonujące w tym państwie ugrupowania polityczne, jak też jego siły zbrojne występują pod czerwono-czarnymi flagami oraz posługują się emblematami, takimi jak Wolfsangel („wilczy hak” – będący symbolem Werwolfu) czy stylizowane Czarne Słońce (będące propagowanym przez Heinricha Himmlera pierwowzorem swastyki). Ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa, którego sprawcami byli ukraińscy szowiniści, stanowić będzie ważny wyraz sprzeciwu polskiego społeczeństwa wobec pielęgnowania na Ukrainie tradycji nazistowskich.

W obliczu trwającego od roku 1945 fałszowania historii polskich Kresów oraz wciąż ponawianych prób umniejszania, a nawet usprawiedliwiania zbrodni ukraińskich nacjonalistów, forsowane przez środowiska mające niezbyt wielki związek z organizacjami kresowymi dążenie do wyznaczenia Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian na dzień 11 lipca, kresowianie i ich potomkowie odbierają jako jeszcze jeden akt w długim ciągu matactw i manipulacji sprzedajnych elit politycznych III RP, które m.in. w uchwale z 15 lipca 2013 r. zamiast nazwania zbrodni ukraińskich nacjonalistów – zgodnie z klasyfikacją prawną – „ludobójstwem”, skonstruowały łamaniec prawny „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa”. Byłby to – dodajmy – niezmiernie przykry w swej wymowie akt zmierzający do tego, aby pod wpływem doraźnych i fałszywie pojmowanych interesów politycznych za pośrednictwem eksponowania dokonanych na Kresach zbrodni nazistowskich i komunistycznych zrelatywizować i zagłuszyć pamięć ofiar najbardziej bestialskiej spośród tych zbrodni, tj. ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów.

Pomysł wyznaczenia – bardzo potrzebnego skądinąd Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian – na dzień 11 lipca (w celu uhonorowania w tym dniu wszystkich Pomordowanych na Kresach):

1. Uznajemy za niefortunny z tego względu, że w nazwie święta wyraziste określenie sprawców zbrodni, jak też jednoznaczna kwalifikacja prawna ich czynów (jako – nieulegającego przedawnieniu – ludobójstwa) zastąpiona zostałaby pojęciem o charakterze literacko-publicystycznym.

2. Postrzegamy jako niestosowny i manipulancki. Sądzimy, że członkowie rodzin i potomkowie Kresowian pomordowanych przez zwyrodnialców z OUN-UPA mają szczególne prawo oczekiwać od Posłów Prawa i Sprawiedliwości daleko idącej empatii. Posłowie PiS sami bowiem doświadczają tego, jak przykre są pomysły nadawania rocznicom 10 kwietnia takich nazw, które zafałszowują i zamaskowują istotę tych rocznic.

Projekty ustaw dotyczących Zagłady polskich Kresów powinny łączyć Polaków, a nie ich dzielić. Apelujemy więc do Panów Prezesów i do członków kierowanych przez Panów ugrupowań, aby zaakceptować obydwa rozważane tu projekty poselskie. Polski Parlament powinien wykorzystać niepowtarzalną okazję zarówno do upamiętnienia gehenny całych polskich Kresów i zwrócenia uwagi społeczności międzynarodowej na usankcjonowane w Jałcie upokorzenie i zniewolenie Polski, jak też do godnego – po długim okresie fałszowania historii – uczczenia pamięci Ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów; Ofiar, które polska klasa polityczna wciąż jeszcze traktuje jak „dzieci gorszego Boga”.

Z poważaniem
W imieniu Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich
Prezes – Witold Listowski
Wiceprezes – dr hab. Leszek Jazownik, profesor Uniwersytetu Zielonogórskiego

Do wiadomości:
1. Organizacje kresowe i kombatanckie
2. Media

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Człowiek Prawdy. Śp. Janusz Kochanowski

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Janusz Bogumił Kochanowski urodził się 18 kwietnia 1940 roku w Częstochowie. Był synem Jana, oficera AK, który po wojnie działał w konspiracyjnych strukturach WiN. Maturę zdał w tamtejszym II Liceum Ogólnokształcącym im. Romualda Traugutta. Następnie wyjechał na stałe do stolicy, gdzie ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Pracował na tym wydziale do końca życia, za wyjątkiem kilkuletniej przerwy. W Warszawie poznał swoją przyszłą żonę Ewę; mieli dwoje dzieci. Był autorem ponad 100 prac na temat prawa karnego, administracyjnego i stosunków międzynarodowych, z czego część ukazała się w obcych językach. W 1980 roku uzyskał stopień doktora nauk prawnych.

W tym samym roku wstąpił do „Solidarności”. Od 1989 roku sprawował funkcję eksperta senackiej Komisji Praw Człowieka i Praworządności. Dwa lata później przeszedł do dyplomacji, pełniąc urząd Konsula Generalnego RP w Londynie. Po powrocie do kraju w 1995 roku brał udział w pracach nad nowelizacją kodeksu karnego. 26 stycznia 2006 roku Sejm RP wybrał go na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. W przeciwieństwie do swoich poprzedników był barwną, nadzwyczaj aktywną postacią. Zajmował się różnymi dziedzinami życia społecznego. Istny człowiek Renesansu.

W styczniu 2007 roku w czasie kryzysu w Kościele warszawskim, związanym ujawnieniem akt abp. Stanisława Wielgusa, wysłał do Instytutu Pamięci Narodowej własną komisję, która jednoznacznie stwierdziła, że hierarcha współpracował jednak z Służbą Bezpieczeństwa. Był to przełom, który zmusił w końcu Episkopat Polski do wysłania własnej komisji historycznej, pozostającej do tej pory z założonymi rękami.

Parę miesięcy wcześniej Janusz Kochanowski zaprosił mnie do swojego biura. Poparł całkowicie  starania w celu ujawnienia wszystkich akt SB, które dotyczyły Kościoła. Jako katolik wierzył bowiem głęboko, że Kościół musi oczyścić się sam, bez zamiatania pod dywan niewygodnych faktów. To wsparcie było dla mnie szczególnie ważne, gdy decyzją władz kościelnych – tuszujących tak tajną współpracę, jak i skandale obyczajowe (głównie na tle homoseksualnym) – byłem kneblowany.  Tym większą satysfakcją moralną była dla mnie Nagroda im. Pawła Włodkowica przyznana mi przez Rzecznika i wręczona na Zamku Warszawskim 10 grudnia 2008 roku, w dniu Praw Człowieka.

Na moją prośbę pan Janusz zajął się dwiema sprawami. Pierwszą z nich była obrona prawdy historycznej dotyczącej ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach, Żydach i Ormianach w czasie II wojny światowej. Skrywanie tej prawdy przez elity III RP było główną przeszkodą w pojednaniu polsko-ukraińskim. Rzecznik zaangażował się osobiście, organizując w 2009 roku konferencję naukową w swojej warszawskiej siedzibie. Konferencja ta spotkała się jednak z atakami ze strony Ambasady Ukrainy oraz polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który pomimo przyjęcia zaproszenia z konferencji wycofał się na dzień przed jej rozpoczęciem. Podobnie, niestety, uczynili inni urzędnicy państwowi. Pomimo tylu przeszkód konferencja odbyła się. Kolejna planowana była na czerwiec 2010 roku. Rzecznik jako pierwszy powiedział, że tak jak Żydzi przyznają Medal „Sprawiedliwi wśród narodów świata”, tak on pragnie nadać medal praw człowieka dla tych Ukraińców, którzy ratowali Polaków.

cpsjkDrugą sprawą była obrona praw osób niepełnosprawnych intelektualnie. Gdy na wiosnę 2009 roku starano się pozbawić Fundację im. Brata Alberta dotacji na prowadzenie siedmiu świetlic terapeutycznych dla 155 dzieci, rzecznik zdecydowanie opowiedział się za pokrzywdzonymi. Dzięki jego staraniom dotację przywrócono, a wdzięczne rodziny nominowały go do Medalu św. Brata Alberta. Odebrał go w marcu 2010 roku, w czasie X Festiwalu Twórczości Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana” w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, prowadzonego przez laureatki tego odznaczenia, Annę Dymną i Lidię Jazgar (il. Janusz Kochanowski – pierwszy z prawej – odbiera Medal Św. Brata Alberta za wspieranie osób niepełnosprawnych – Kraków, marzec 2010 r., fot. Andrzej Bulicz). Przy odbieraniu medalu powiedział: „Szereg podstawowych praw człowieka nie jest w naszym kraju respektowanych, przede wszystkim w stosunku do najsłabszych i wykluczonych (…) Potrzebujemy naprawdę wielu zmian w prawie, organizacji państwa i przede wszystkim ludzkiej mentalności. Te zmiany są nie tylko możliwe, ale one się stale dokonują”. Upominał się także o prawa osób niepełnosprawnych w czasie wyborów, a także o dostosowanie dla nich lokali wyborczych. Dążył do wprowadzenia takich rozwiązań prawnych, które pozwoliłyby ustanawiać osobom niepełnosprawnym i obłożnie chorym swoich pełnomocników wyborczych, co stało się faktem już po jego śmierci. We współpracy z Fundacją im. Brata Alberta planował przeprowadzenie ogólnopolskiego dnia otwartego dla osób niepełnosprawnych. Jego termin wyznaczył na niedzielę 13 czerwca 2010 roku.

Miałem okazję rozmawiać z nim wielokrotnie. Nigdy nie mówiliśmy do siebie po imieniu, lecz mimo to traktowaliśmy siebie jak serdecznych przyjaciół. Okazywał mi wielką życzliwość. Był bardzo serdeczny i dowcipny, ale przy tym nieugięty w swoich poglądach. Zawsze kierował się słowami zapisanymi w Ewangelii: „Poznajcie Prawdę, a Prawda was wyzwoli”.  Często też dodawał od siebie: „Tylko prawda, a nie kłamstwo czy mataczenie” W tym duchu sprzeciwiał się niekorzystnym zmianom w ustawie o IPN, a także tzw. ustawie przemocowej ingerującej w życie polskich rodzin.

Ostatnią decyzją Janusza Kochanowskiego jako rzecznika praw obywatelskich było wystosowanie apelu do Ombudsmana Federacji Rosyjskiej, aby wspólnie uznać Katyń za miejsce pojednania i spotkań Polaków i Rosjan. Apelował do resortu edukacji narodowej o organizowanie obowiązkowych wycieczek szkolnych do Katynia.

Zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem w drodze do Katynia. Dzień przed pogrzebem odbyła się msza święta żałobna w kościele wizytek w Warszawie. Na prośbę rodziny mówiłem kazanie. Z kolei msza św. pogrzebowa odbyła się w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze, co w tradycji sanktuarium było dużym wyjątkiem. Mszę celebrował arcybiskup częstochowski Stanisław Nowak. W kazaniu podkreślał on zasługi Zmarłego dla Ojczyzny i Kościoła. Mówił wówczas: „Historia z pewnością nie zapomni zasług Rzecznika Praw Obywatelskich dla człowieka i Ojczyzny. Przy tej trumnie zapytajmy jednak o źródła tej duchowej mocy, gdzie one biły dla niego? Tu niech mi będzie wolno wskazać na ten święty obraz Matki Bożej Częstochowskiej i zdradzić pewien sekret – tu w Częstochowie, na Jasnej Górze, w częstochowskiej rodzinie, i w częstochowskiej szkole wszystko się zaczęło”.

Przypomniał także jego zaangażowanie w sprawy społeczne: „Błogosławiona była ta obrona słabych i ubogich, bo obrona ubogich jest wielka, nieśmiertelna. Bóg nas będzie sądził z tego, czy widzimy ludzi w potrzebie, cierpiących”. Z kolei minister Krzysztof Kwiatkowski przypomniał wielką odwagę Zmarłego w czasach komunizmu: „Był tym, który w stanie wojennym naukowo dowodził, że dekret go wprowadzający jest nielegalny. Podobnie, jak wyroki więzienia, na które wtedy skazywano opozycjonistów. Dopełnieniem tej działalności sprzed prawie 30 lat było to, że już jako rzecznik praw obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego dekret wprowadzający stan wojenny”.

Janusz Kochanowski pochowany został obok swoich rodziców na częstochowskim cmentarzu na Kulach. Został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Z kolei 30 października odsłonięto tablicę pamiątkową jemu poświęconą, umieszczoną na budynku przy ulicy Polskiej Organizacji Wojskowej 3 w Częstochowie, gdzie mieszkał w latach 1955–1976.

Dziś w kolejną rocznicę Katastrofy Smoleńskiej warto przypomnieć tę piękną i szlachetną postać.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Krwawy Wielki Piątek w Janowej Dolinie

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

„Wołyńską Gdynią” nazywana była osada Janowa Dolina, ale nie względu na port, bo takiego oczywiście tam nie było, ale ze względu na fakt, że powstała ona z niczego. Od lat dwudziestych ubiegłego wieku wznoszono ją bowiem na mało zagospodarowanych dotąd terenach koło Kostopola, w pobliżu rzeki Horyń, który tworzy w tym miejscu malowniczą dolinę wśród urwistych i porosłych lasami brzegów. Osada swoją nazwę otrzymała na pamiątkę króla Jana Kazimierza, który ponoć tutaj polował. Była ona budowana dla prawie tysiąca robotników, zatrudnionych w nowo powstałych Państwowych Kamieniołomach Bazaltu. A bazalt ów był doskonałej jakości, więc świetnie nadawał się jako materiał do budowy dróg. Ustawiczne zapotrzebowanie na niego powodowało, że przedsiębiorstwo rozwijało się szybko, ściągając kolejnych pracowników.

Janową Dolinę jako wzorowe osiedle robotnicze wznoszono na wzór amerykański. Najpierw między kamieniołomami a rzeką wycięto znaczny fragment sosnowego lasu, na miejscu którego wyznaczono ulice przecinające się pod kątem prostym. Wszystkie domy budowano z kolei na wzór fiński. Były one drewniane, dwukondygnacyjne, ale z murowanym podpiwniczeniem i dwu-spadowym dachem przykrytym ceramiczną dachówką. Każdy dom był przeznaczony dla czterech rodzin. Coś jak śląskie „familoki”, ale o niebo nowocześniejsze, bo zelektryfikowane i skanalizowane. Do każdego domu przydzielone były działki rolnicze i ogródki. W centrum osiedla znajdował się murowany blok w kształcie litery U, przeznaczony na biura, świetlice, teatr, klub sportowy i pomieszczenia dla różnorodnych organizacji społecznych. Obok znajdowało się boisko sportowe oraz teren pod budowę murowanego kościoła. Tego ostatniego nie zdołano wybudować przed wojną, więc msze św. odbywały się w drewnianej kaplicy. Łącznie mieszkało tutaj ok. 3000 osób, w przeważającej większości Polacy, choć nie brakowało także Ukraińców, Czechów i Niemców.

Z chwilą zajęcia Wołynia przez Sowietów w 1939 r. spadły pierwsze represje na Polaków, z których wielu w powodu donosów składanych przez Ukraińców było w ramach czterech kolejnych deportacji aresztowanych przez NKWD i wywożonych na zsyłkę do Kazachstanu lub na Syberię. Po zajęciu tych terenów przez Niemców też nie było łatwo. Wspomniany blok w centrum osiedla zajęło wojsko niemieckie. Stacjonowała tutaj znaczna ilość żołnierzy, a cały budynek był zabezpieczony bunkrami i zasiekami. Prawdziwa twierdza. Pod koniec 1942 r. zaczęły dochodzić pierwsze informacje o mordach dokonywanych w innych miejscowościach wołyńskich. Wśród mieszkańców osady istniały wprawdzie struktury podziemnej konspiracji, ale nie posiadały one jakiejkolwiek broni. Uspokajano się więc obecnością oddziału niemieckiego. Nie spodziewano się też napaści ze strony ukraińskich sąsiadów.

Zagłada osady nastąpiła w Wielkim Tygodniu 1943 r. Termin ten był wybrany celowo, bo wiedziano, że na święta wielka-nocne rodziny gromadzą się w domach, a zadaniem tego ataku,jak i wszystkich innych, było nie tyle wypędzenie Polaków, co wymordowanie ich w jak największej ilości. Podobne podstępy zastosowano w wielu następnych przypadkach. Do mordów Ukraińska Armia Powstańcza, choć wtedy dopiero się tworzyła, przygotowała się precyzyjnie, przeprowadzając wcześniej odpowiednie rozpoznanie i koncentrując znaczne siły.

20160325tizW Wielki Czwartek, czyli 22 kwietnia, po zakończonym nabożeństwie w kaplicy wszyscy mieszkańcy Janowej Doliny poszli spokojnie spać. W tym czasie osadę otaczały już oddziały UPA, które przecięły druty telegraficzne i zablokowały drogi ucieczki. Liczba napastników sięgała aż 1500 osób. Uzbrojonym w broń palną banderowcom towarzyszyli podszczuci ukraińscy chłopi, wyposażeni w siekiery, widły, noże i innego rodzaju prymitywne narzędzia do zabijania. Były wraz z nimi także kobiety, których zadaniem było rabowanie, a następnie podpalanie domów. Nie brakowało też nastolatków, z których każdy w tym bandyckim procederze miał także swoje wyznaczone miejsce (il. Janowa Dolina – Krzyż upamiętniający 600 mieszkańców, którzy stali się ofiarami ludobójstwa dokonanego przez UPA, fot. Janusz Horoszkiewicz).

Napastnikom, poruszającym się leśnymi ścieżkami, udało się podejść niepostrzeżenie pod pierwsze domy. Uderzyli tuż po północy, a więc już w Wieki Piątek. Wdzierali się oni do mieszkań, mordując wszystkich jak popadło. Nie darowano nawet niemowlętom, które chwytając za nogi roztrzaskiwano o ściany. Polacy w panice wyskakiwali przez okna, ale dosięgały ich kule, bądź ciosy siekier i wideł. Ci, co chowali się w piwnicach, ginęli w płomieniach, gdyż ukraińskie kobiety po zrabowaniu najcenniejszych przedmiotów od razu podpalały domy. Poza tym, napastnicy celowo wrzucali granaty i butelki z benzyną do piwnicznych okienek.

Niektórzy z Polaków pobiegli w kierunku bloku z żołnierzami niemieckimi, szukając u nich ratunku, ale ci zachowywali się biernie, ostrzeliwując się jedynie dookoła. Inni z kolei ukryli się u rodzin ukraińskich, ale gdy ich tam znaleziono, to mordowano ich wraz z tymi, co im pomagali. Bandyci napadli także na szpital. Chorych ukraińskich wynieśli, a pozostałych wraz z polskim personelem medycznym, wymordowali. Nie było litości dla nikogo. W sumie zabito 600 osób. Działy się tam dantejskie sceny, gdyż banderowcy i „czerń” dokonywali niesamowitych aktów barbarzyństwa, nie tylko zabijając, ale i torturując swoje ofiary, np. przez rozpruwanie brzuchów czy obcinanie rąk i nóg.

Rano na miejscu, gdzie miał stanąć kościół, wykopano wielki rów, do którego wrzucono ofiary. Prawie wszystkie domy były spalone. Dzisiaj nie ma śladu po Janowej Górze. Na miejscu zagłady, w 55. rocznicę jej dokonania, byli mieszkańcy postawili skromny pomnik z niewiele mówiącym napisem „Polakom z Janowej Góry”. Na nic więcej bowiem nie pozwoliła strona ukraińska. Nie zaznaczono nawet daty mordu, ani ilości pomordowanych. W czasie uroczystości odsłonięcia protestowali nacjonaliści z Ludowego Ruchu Ukrainy, wołając „Won polscy policjanci” i „Won esesmańskie sługusy”.

Szefem owego Ruchu został późniejszy minister spraw zagranicznych Ukrainy Borys Tarasiuk, który w październiku 2007 r., w 65. rocznicę powstania UPA wezwał do uznania tej zbrodniczej formacji za organizację walczącą o niepodległość Ukrainy. Pisał wówczas do prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki: „UPA z honorem wypełniała swe obowiązki wobec narodu i zasługuje na pamięć i szacunek ze strony państwa i obywateli”. Janowa Dolina jest najlepszym przykładem tego, na czym ów „honor” i owe „obowiązki” polegały.

P.S. Nie lepiej jest za rządów obecnego prezydenta Ukrainy, Petro Poroszenki. Jego propagandziści napad na bezbronnych mieszkańców Janowej Woli przedstawiają jako „akcję bojową przeciwko polsko-niemieckim okupantom”. Chciałoby się krzyknąć „Hospody pomyłuj!”.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Zamachy to także uderzenie w chrześcijaństwo. A Światowe Dni Młodzieży?

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Jesteśmy świadkami kolejnej odsłony niewypowiedzianej wojny, która trwa od kilkunastu lat. Jest to wojna radykalnego islamu z Zachodem, opartym (przynajmniej do niedawna) o wartości demokratyczne i chrześcijańskie. Dzisiejsze zamachy w Brukseli pokazują, że Unia Europejska wciąż nie może zrozumieć przyczyn tej sytuacji. A bez zrozumienia nie jest w stanie przeciwdziałać. Wciąż jest zaskakiwana, a jedna jej niekonsekwencja goni drugą. Na dodatek  tzw. „poprawność polityczna”, która paraliżuje zdrowy rozsądek, i skompromitowana idea „multi-kulti”.

Krwawy terror to także uderzenie w religię chrześcijańską, którą islam zwalcza od wielu wieków. Nawiasem mówiąc, mało kto z dzisiejszych komentatorów zauważa, że wybuchy bomb w stolicy Belgii, czyli także w stolicy UE, mają miejsce w Wielki Wtorek. Przypadek? Absolutnie nie. Rozlana krew „niewiernych” przed Wielkanocą, najważniejszym świętem chrześcijańskim, ma dla wojujących islamistów symboliczne znaczenie.

20160322tizCzy Polska jest wolna od groźby tych ataków? Też raczej nie. Uspokajające wypowiedzi byłego i obecnego establishmentu państwowego, że „nie ma zagrożenia”, „nie ma żadnych sygnałów” itd., nie tylko usypiają społeczeństwo, ale i zachęcają terrorystów do działań na terenie Polski. Poza tym, nasz kraj jest nie tylko częścią UE, ale i lojalnym (i często nadgorliwym) sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, które dla wspomnianych islamistów są „wielkim szatanem”. Trzeba też wziąć pod uwagę, że Polacy postrzegani są przez inne narody, w tym też przez wyznawców islamu, jako ludzie mocno związani z chrześcijaństwem (il. Znicze pod konsulatem francuskim w Krakowie – 14 listopada 2015 r., dzień po zamachach w Paryżu, fot. Autora). A zbliżające się Światowe Dni Młodzieży w Krakowie jeszcze bardziej to postrzeganie  umacniają. Jest to (piszę to z ogromną obawą) wręcz idealna okazja dla terrorystów. Czy ktoś pamięta za jaką łatwością zaatakowano sportowców z Izraela w czasie Olimpiady w Monachium w 1972 r.?

Przyszedł więc wreszcie, czas, aby zadać sobie pytanie, jak w obliczu tych zagrożeń jesteśmy jako społeczeństwo przygotowani na przyjazd i pobyt dwóch milionów młodych ludzi, którym trzeba zapewnić całkowite bezpieczeństwo. Jest to pytanie nie tylko do władz państwowych, ale i kościelnych. Także do władz Watykanu, które wybrały Kraków. Ktoś może powie, że stawianie takich pytań to działanie Kasandry. Tyle tylko, że gdyby ową wieszczkę posłuchano, to drewniany koń nie wjechałby do Troi i miasto nie zostałoby zdobyte. Trzeba więcej modlitwy? Oczywiście, tak! Ale i zrozumienia mądrości starego przysłowie: „Strzeżonego Pan Bóg strzeże”.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Film „Wołyń” wciąż natrafia na przeszkody. Trzeba pomóc

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Jedną z najważniejszych, tegorocznych premier filmowych będzie premiera filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”, zapowiadana na 6 października. Film ten – jak zapowiada Rafał Jankowski, rzecznik Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej – ukaże polskiemu i zagranicznemu widzowi ludobójstwo dokonane przez zbrodniarzy z Ukraińskiej Powstańczej Armii na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej.  Akcja filmu obejmuje okres od wiosny 1939 roku do lata 1945 roku, a główna jej część toczy się w wiosce zamieszkałej przez Ukraińców, Polaków i Żydów, w południowo-zachodniej części województwa wołyńskiego.
REKLAMA

Tematyka ta, tak w okresie PRL, jak i Trzeciej RP, była „zakazana” ze względu na naciski polityków polskich i ukraińskich (wcześniej radzieckich). Najnowszym tego przykładem była presja prezydenta Bronisława Komorowskiego i Adama Michnika, szefa „Gazety Wyborczej”, w wyniku której kluby Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota doprowadziły do zamiany w uchwale sejmowej z dnia 12 lipca 2013 r. słowa „ludobójstwo” na potworka językowego „czystki etniczne  o znamionach ludobójstwa”. Dzisiaj z kolei środowiska związane ze wspomnianą „Gazetę Wyborczą” oraz Związkiem Ukraińców w Polsce (którego przewodniczący Piotr Tyma zaprzecza publicznie ludobójstwu na Wołyniu) próbują dezawuować tak osoby broniące prawdy, jak i sam film.

20160320tiz„Ten film kosztował mnie bardzo dużo emocji, ale to są emocje rozłożone na trzy i pół roku. Myślę, że widz, który pójdzie na ten film dostanie bardzo dużą porcję emocji i wzruszeń. Nie tylko wiedzy na temat tamtych czasów” – mówi o swoim najnowszym projekcie filmowym „Wołyń” Wojciech Smarzowski (il. Kadr z filmu „Wołyń”, fot. Producent filmu).

Warto posłuchać rozmowy z twórcami filmu. Materiał wideo posiada także napisy angielskie – https://www.youtube.com/watch?v=PPEMg5vBZHA.

Film, którego producentem jest  Film it Sp. z o.o., otrzymał od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej 6 mln zł., czyli maksymalną stawkę przewidzianą dla filmu historycznego. Ze względu na wspomniane naciski polityczne ciągle brakuje 2,5 miliona złotych na dokończenie . Dlatego też powstała specjalna fundacja na rzecz filmu „Wołyń”, która apeluje do społeczeństwa o pomoc. Numer konta, jak i inne informacje są na stronie fundacji – http://filmwolyn.org.

Trzeba pomóc. Liczy się dosłownie każda złotówka.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

W obronie dzieci z zespołem Downa

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

W czasie wczorajszego finału XVI Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana” w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie padło wiele ważnych słów,  dotyczących sytuacji dzieci z zespołem Downa. Najpierw Paweł Kukiz, odznaczony w 2008 r. za działalność na rzecz osób niepełnosprawnych Medalem św. Brata Alberta , w studio TVN24 tak ustosunkował się do głośnej sprawy aborcji w szpitalu w Warszawie „Dzisiaj jadę do Krakowa na Albertianę ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Tam najczęściej uczestniczą dzieci z zespołem Downa. To są kapitalne dzieci, bardzo dobre, kochane dzieci. Sam fakt, że ten zespół Downa jest wystarczającym powodem, by mordować takie dzieci, jest rzeczą straszną. Każdemu, kto decyduje się na taki zabieg aborcji, zalecałbym dłuższy kontakt z takimi dziećmi. To jest chodzące dobro.”

Nawiasem mówiąc, szpital ten, noszący imię Świętej Rodziny, powinien po takim wydarzeniu sam zrezygnować z używania dotychczasowej nazwy. Tak byłoby uczciwiej. I wobec ludzi wierzących, i wobec pacjentek i pacjentów. Czyżby prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, która 20 lat temu z ambony kościoła św. Andrzeja w Krakowie głosiła „charyzmatyczne” rekolekcje, tego dziś nie rozumiała?

Z kolei w czasie samego Festiwalu, pani Kaja Godek, matka niepełnosprawnego dziecka, uczestnicząca w obronie poczętych dzieci z zespołem Downa, odbierając wspomniany Medal św. Brata Alberta,   wyznała, że kiedy 4 lata temu zaczynała mówić o prawie do życia dla osób niepełnosprawnych, był to temat tabu. Następnie dodała (cytuję za Gościem Niedzielnym”) „Dlatego wiele się zastanawiałam, nim zaczęłam o tym mówić, ponieważ wymagało to przekroczenia samej siebie. Dziś pojawiło się publiczne przyzwolenie na mówienie na temat ochrony życia osób niepełnosprawnych, a ta nagroda potwierdza to – przekonywała, dodając, że niczego nigdy nie robiła dla nagród, dlatego medal jest dla niej dużym zaskoczeniem i wyróżnieniem. – Cieszę się, że są tu dziś przedstawiciele Kościoła, bo pod adresem Kościoła w ostatnich latach w tym temacie padło wiele oskarżeń. Cieszę się też, że są obecni przedstawiciele władzy, bo obrona życia jest zadaniem dla was. Cieszę się w końcu z patronatu nad dzisiejszym wydarzeniem prezydenta RP, bo to on ma tu władzę decyzyjną. Dziękuję w końcu synowi, córkom i mężowi, który cały czas mnie wspierał”.

wodzzdJako osoba żyjąca od dziesiątków lat pod jednym dachem z osobami niepełnosprawnymi, dzieląca ich radości i smutki, mogę tylko dodać, że jeżeli ktoś choć raz zetknie się z serdecznością i pogodą ducha osób z zespołem Downa, to nigdy nie zgodził się na zabicie takich dzieci przed ich urodzeniem (Przedstawienie o św. Bracie Albercie w wykonaniu Teatru Osób Niepełnosprawnych „Radwanek” – Kraków, 14 marca 2016 r., fot. p. Zbigniew Fidos).

Wraz z panią Kają Godek wspomniane Medale, zaprojektowane przez  niepełnosprawnego artystę, odebrali także: niepełnosprawna piosenkarka Monika Kuszyńska z Łodzi, siatkarz Mariusz Wlazły z Bełchatowa oraz Jan Kościuszko, restaurator i organizator dorocznych Wigilii dla Bezdomnych i Potrzebujących na Rynku Głównym w Krakowie – wszyscy za bezinteresowną pomoc na rzecz osób niepełnosprawnych i ich rodzin.

Laureatom Medalu oraz dla organizatorów Festiwalu „Albertiana” należą się szczere gratulacje. Tak trzymać!

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Kresowianie piszą do prezydenta Andrzeja Dudy ws. Dnia Pamięci

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

W dwóch kolejnych felietonach poruszałem sprawę ustanowienia w dniu 11 lipca, czyli w rocznicę „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu, Narodowego Dnia Pamięci. Chodzi o felietony „Narodowy Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian. Czy dojdzie do przełomu?”:
http://www.krakowniezalezny.pl/narodowy-dzien-pamieci-meczenstwa-kresowian-czy-dojdzie-do-przelomu
oraz „Ludobójstwo, a nie męczeństwo”:
http://www.krakowniezalezny.pl/ludobojstwo-a-nie-meczenstwo

Sprawa ta wywołała dyskusję, także pomiędzy rożnymi organizacjami, które skupiają Kresowian i ich potomków oraz miłośników Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Dyskusji tej nie ma się co dziwić, bo od 27 lat establishment Trzeciej RP wciąż nie ma odwagi powiedzieć prawdy o ludobójstwie dokonanym na obywatelach Drugiej RP przez zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nawiasem mówiąc, zbrodniarze ci są dziś gloryfikowani przez prezydenta Ukrainy Petro Poroszenkę i parlament w Kijowie, co wykopuje kolejne rowy pomiędzy Polakami i Ukraińcami.

W dzisiejszym felietonie publikuję pełny tekst listu skierowanego wczoraj w tej sprawie do prezydenta RP Andrzeja Dudy. Stanowisko zawarte w tym liście w pełni popieram.

22 lutego 2016 r.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Pan Andrzej Duda
ul. Wiejska 10, 00-902 Warszawa
dotyczy: projektu ustawy w sprawie ustanowienia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian

Szanowny Panie Prezydencie,

z radością środowiska kresowe przyjęły informację o tym, że Przewodniczący Komisji Łączności z Polakami za Granicą, poseł PiS, Pan Michał Dworczyk, przygotował projekt ustawy, która będzie czciła pamięć pomordowanych Kresowian. Niestety, kiedy poznaliśmy brzmienie samego tytułu tego projektu, a także niektóre sformułowania z uzasadnienia, wzbudził on nasz poważny niepokój i sprzeciw.

Na Kresach w latach 1939-1945 miało miejsce ludobójstwo. Dokonali go na Polakach, a także na obywatelach polskich wywodzących się z innych kultur etnicznych, np. ormiańskiej, żydowskiej, czeskiej, mordercy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. To niepodważalny fakt. Poważni badacze problematyki kresowej, historycy i prokuratorzy IPN określili to jednoznacznie. Było to ludobójstwo. Podlegali mu też sami Ukraińcy, którzy nie zgadzali się z obłędną ideologią integralnego nacjonalizmu. Padali ofiarami mordów, tak samo, jak Polacy, Żydzi, czy Ormianie.

W tej sytuacji, kiedy Pan poseł, Michał Dworczyk, złożył w Sejmie projekt ustawy w sprawie ustanowienia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci, z nazwą: Męczeństwa Kresowian, a nie Ludobójstwa Kresowian, uznaliśmy, że podważa on ustalenia historyków i prokuratorów IPN. Pojęcie -męczeństwa – ma charakter opisu literackiego. Natomiast w poważnej ustawie takiego pojęcia nie powinniśmy używać, ponieważ, po pierwsze, nie oddaje ono istoty rzeczy, a po drugie, nie mówi całej prawdy. W tytule ustawy powinno się znaleźć pojęcie – ludobójstwo, jako termin prawny.

Wedle nas, pełne brzmienie nazwy ustawy powinno wyglądać następująco: Ustawa w sprawie ustanowienia 11 Lipca Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Kresowian dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Taka nazwa odda historyczną prawdę. I tak zredagowany tytuł, ostatecznie spełni wieloletnie oczekiwania i nadzieje środowisk kresowych.

kpldpadtizApelujemy do Pana posła Michała Dworczyka i do innych posłów oraz senatorów Najjaśniejszej RP, aby określając w wystąpieniach publicznych masowe zbrodnie na Polakach dokonane przez ukraińskich nacjonalistów (il. Miejsce po wsi Parośl na Wołyniu, wymordowanej przez UPA, fot. Janusz Horoszkiewicz), używali zgodnej z prawdą terminologii, czyli słowa: ludobójstwo (wg definicji sformułowanej przez dr. Rafała Lemkina).

Projekt przedstawiony przez Pana posła M. Dworczyka rozmywa odpowiedzialność za konkretną zbrodnię: zaprojektowaną, zorganizowaną i wykonaną przez konkretnych zbrodniarzy z OUN i UPA. Chcemy uniknąć już nie raz stosowanej manipulacji, choćby takiej, jak osławione sformułowanie „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”.

Widzimy w upublicznionym fragmencie uzasadnienia ustawy ukrywanie istotnych sprawców zbrodni, wspomnianych formacji: OUN i UPA. Ze zbitki językowej w sformułowaniu: „Szczególnie dramatycznym piętnem w XX wieku odcisnął się(…) totalitaryzm rosyjski, niemiecki oraz integralny nacjonalizm ukraiński”, nie wynika, kto na Kresach dokonał zbrodni ludobójstwa. A my wiemy, kto i powtarzamy, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia. I pragniemy, by ta prawda została wyraźnie wyartykułowana. Nie mieszajmy porządków historycznych i problemów dotyczących innych kart dziejowych.

Apelujemy do wszystkich Parlamentarzystów, Polityków i Ludzi uczciwych, aby na 73 rocznicę bestialskiego ludobójstwa Polaków dokonanego przez banderowców, przyjąć właściwą ustawę, oddającą w sposób prawdziwy i godny cześć ponad 200 tysiącom pomordowanym rodakom i ustanowić 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA. Byłoby wielce wskazane wywieszenie w tym dniu na budynkach administracyjnych biało-czerwonych flag z kirem.

Pojednanie polsko-ukraińskie jest potrzebne, nie możemy go jednak budować na fundamencie kłamstwa i fałszu. Pomostem łączącym nasze narody jest historia Sprawiedliwych Ukraińców, ludzi honoru i odwagi, którzy byli mordowani przez banderowców za pomoc udzielaną zabijanym Polakom. Szkoda, że Pan poseł Michał Dworczyk nie podjął tego wątku. Polskie władze winne wyrazić dla tych bohaterów podziękowanie i szacunek, czego do tej pory ani Polski Rząd, ani Polski Parlament nie uczyniły. Jedynie Kresowianie pamiętają o tych bohaterach, fundując w swych środowiskach tablice z ich nazwiskami i corocznie wspominając ich czyny przy uroczystych apelach w rocznicę tego bestialskiego ludobójstwa

Kresowian zabijano dwukrotnie, raz banderowskimi siekierami, a drugi raz przez brak pamięci i fałszowanie historii. Nie pozwólmy, by byli zabijani przez złą ustawę po raz trzeci. Zasługują bowiem na całą prawdę.

Łączymy wyrazy najwyższego szacunku

Kresowe Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze im. Orląt Lwowskich w Żarach, prezes Józef Tarniowy / Klub Tarnopolan Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Płd-Wsch. w Żarach, prezes dr n.med. Krzysztof Kopociński / Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich w Warszawie, prezes Witold Listowski, wiceprezes Tadeusz Nowacki / Stanisław Srokowski, Wrocław / Związek Polskich Żołnierzy Samoobrony Kresów Południowo-Wschodnich, Izydor Budzyna, prezes Oddziału Wojewódzkiego w Żarach / Związek Konfederacji Polski Niepodległej z lat 1979-89, prezes Krzysztof Bzdyl / Związek Szlachty Polskiej Kresów Wschodnich, wiceprezes Daniel Jan Potocki / Stowarzyszenie „Dobro Ojczyzny”, Racibórz, prezes Józef Sadowski / Stowarzyszenie Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich w Przemyślu, prezes Stanisław Żółkiewicz / Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, Wrocław, prezes zarządu Szczepan Siekierka / Dr Andrzej Zapałowski, Przemyśl / Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich w Warszawie, prof. Leszek Jazownik (Zielona Góra) / Stowarzyszenie im. Piotra Michałowskiego, Przemyśl, Józef K.Kalinowski / Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu, Zamość, przewodnicząca Janina Kalinowska / Porozumienie Orła Białego, przewodniczący Wojciech Orawiec / Stowarzyszenie Kresowian Ziemi Dzierżoniowskiej, prezes Edward Bień / Strażnicy Pamięci Ziemi Zgorzeleckiej, prezes Janina Słabicka / Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, Oddział Świdnica, prezes Antoni Jadach / Stowarzyszenie Kresowian, Kędzierzyn-Koźle, prezes Witold Listowski / Warmińsko-Mazurskie Stowarzyszenie Polskich Dzieci Wojny, Romuald Drohomirecki / Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Okręg Zamość, prezes Stanisław Żytecki / Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Żarach, prezes Danuta Freder-Kaczmarczyk / Stowarzyszenie Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy, Oddział Wałbrzych, przewodniczący Ryszard Jordan / Stowarzyszenie Rodzin „Polska Pamięć i Tożsamość”, Góra Kalwaria, prezes Marcin Gwardys.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Ludobójstwo, a nie męczeństwo

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Informacja o planowanej inicjatywie sejmowej, ustanawiającej dzień 11 lipca świętem państwowym po nazwą „Narodowy Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian”, wywoła wiele komentarzy. Po moim felietonie na ten temat, który opublikowałem w Onet trzy dni temu, dostałem wiele listów. Niniejszym dziękuję za wszystkie uwagi i opinie w nich zawarte.

Aby nie było żadnych wątpliwości, co do mojego stanowiska w tej kwestii, to przedstawiam je w kilku punktach:

1) Jako krewny pomordowanych przez UPA Polaków, a zarazem duszpasterz Ormian, których rodziny także padły ofiarą nacjonalizmu ukraińskiego, uważam, że najważniejsza sprawą jest powiedzenie prawdy przez władze Trzeciej RP o ludobójstwie dokonanym na Kresach Wschodnich (także na terenach obecnego Podkarpacia i Lubelszczyzny) na obywatelach Drugiej RP w latach 1939 – 1947 przez zbrodniarzy spod znaku nie tylko UPA, ale i SS Galizien i innych ukraińskich formacji kolaboranckich . Na ową prawdę, wyrażoną przez oficjalne dokumenty państwowe (w tym zwłaszcza sejmowe), rodziny ofiar czekają od 70 lat.

lanm2) Omawianą inicjatywę poselską uważam za krok w dobrym kierunku, ale planowane święto winno nosić nazwę „Narodowy Dzień Pamięci Ludobójstwa Kresowian”. Dzień 11 lipca jest bowiem rocznicą „Krwawej Niedzieli”, będącej apogeum ludobójstwa na Wołyniu. Trzeba to nazwać po imieniu, bez używania zmiękczających pojęć typu „męczeństwo” czy „tragedia”. Trzeba też wyraźnie określić sprawców, bo owego ludobójstwa dokonali nie Niemcy czy Rosjanie, których sumienia obciążają inne straszliwe ludobójstwa (przeprowadzone również na Kresowianach), ale Ukraińcy ze wspomnianych zbrodniczych organizacji (il. Ustawianie krzyży przez potomków Kresowian na miejscu polskich wiosek wymordowanych i zrównanych z ziemia przez ludobójców z UPA, fot. Janusz Horoszkiewicz).

3) Projekt ustawy sejmowej winien powstać w dialogu z organizacjami społecznymi, które od lat walczą o prawdę i godne upamiętnienie ofiar ludobójstwa, jak np. Stowarzyszenie „Huta Pieniacka” we Wschowie, Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich w Warszawie, Stowarzyszenie Upamiętniania Zbrodni Nacjonalistów Ukraińskich we Wrocławiu, Koło Tarnopolan w Żarach czy Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu (siedziba w Zamościu). Także przy konsultacji z wybitnymi specjalistami, do których – obok liderów wielu organizacji kresowych – należy zaliczyć m.in. p. Ewę Siemaszko, współautorkę monografii o ludobójstwie na Wołyniu, dr Lucynę Kulińską, dr Leona Popka, p. Stanisława Srokowskiego, prof. Bogusława Pazia i prof. Czesława Partacza.

Poseł Michał Dworczyk na portalu Kresy.pl powiedział „Środowiska zainteresowane problematyką Kresów będą zaproszone do dyskusji i każdy będzie mógł się wypowiedzieć. Warto podkreślić, że jest to na razie projekt, na pierwszym etapie drogi legislacyjnej, a więc dokument, nad którym można jeszcze pracować np. w trakcie kolejnych posiedzeń komisji sejmowych. Jeżeli uznamy to za zasadne – zawszę będzie możliwość wprowadzenia w nim poprawek”.

Wyrażam więc nadzieję, że do takich rzeczowych konsultacji dojdzie, a wszystkie uwagi i postulaty wyrażone przez rodziny ofiar ludobójstwa zostaną wzięte pod uwagę. Na koniec przypomnę hasło owych rodzin: „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.