Tag Archives: Węgry-Magyarorszag

79. Miesięcznica Smoleńska w Krakowie

krakowniezaleznymkInformacja własna

10 listopada 2016 roku o godz. 16:30 w Archikatedrze Wawelskiej odprawiona została Msza Święta w intencji śp. Lecha i Marii Kaczyńskich oraz Wszystkich Ofiar Tragedii Smoleńskiej, poprzedzona – o godz. 16:10 – spotkaniem modlitewnym przy sarkofagu śp. Pary Prezydenckiej.

davModlitwę wiernych poprowadził ojciec Józef Kachel OMF a na sarkofagu śp. Pary Prezydenckiej kwiaty (fot. p. Mirosław Boruta) złożyli przedstawiciele Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie – p. prof. dr hab. Jan Tadeusz Duda, Klubów Gazety Polskiej – p. Ryszard Kapuściński, Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki – p. Jerzy Zdebski, Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” Regionu Małopolska – p. Bożena Musiał, Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie – pp. Maria Krakowska i dr Mirosław Boruta oraz delegacja Węgrów, przybyłych do Krakowa w przeddzień naszego Święta Niepodległości.

Relację filmową z dalszej części uroczystości zrealizował p. Stefan Budziaszek a całość sfotografował p. Zbigniew Galicki, dziękujemy i zapraszamy:
https://www.youtube.com/watch?v=GbJj1qAWurg
https://plus.google.com/u/0/photos/111832975820267415038/albums/6351524144235683969?authkey=CLi-i8bm37Gl5gE&cfem=1

Organizatorem uroczystości – we współpracy ze Związkiem Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89 – był Krakowski Klub Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

(Od Redakcji): Zamieszczamy jeszcze Apel Klubów Gazety Polskiej:

klubygazetypolskiejlogoListopadowa miesięcznica smoleńskiej tragedii przypada w przeddzień wielkiego święta Polaków, rocznicy odzyskania niepodległości. Dzięki temu przez dwa dni kierujemy swoje myśli ku sprawom dla naszej Ojczyzny najważniejszym. Wielki trud naszych Ojców został włożony w to, by Polska była niepodległa, byśmy posiadali własne, silne państwo. I wreszcie w to, byśmy trwali przy wierze i tradycjach naszych przodków. Te sprawy stanowią o trwaniu i rozwoju Ojczyzny. Ofiara złożona przez Polaków w Katyniu i Smoleńsku była związana z obroną tych wartości. Nie jesteśmy jedynym narodem, który musiał bronić swoich podstawowych praw. Ale jesteśmy jednym z niewielu, który musiał zapłacić za to tak wielką cenę. Historia nakazuje nam byśmy wyciągnęli z tego wnioski. Musimy dbać o własne państwo nawet wtedy, kiedy nie wszystko nam się w nim podoba. Musimy szukać racjonalnych sojuszy zarówno wokół siebie jak i na arenie międzynarodowej. Kiedy potrafiliśmy ze sobą współpracować Polska była wielka i silna. Wrogowie naszej Ojczyzny zawsze dążyli do wprowadzania pomiędzy nas konfliktów i izolacji Polski, szczególnie chcieli skłócenia Polaków z narodami pobratymczymi. Naszą bronią była zdolność do jednoczenia i budowania mostów. Bronią przeciwnika skłócanie i sianie ziarna nienawiści. Myśląc o dziele przodków pamiętajmy o tym testamencie. Był to również testament Lecha Kaczyńskiego.

List otwarty ośmiu Akademickich Klubów Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie przyjaźni Polaków i Węgrów

Kraków, dnia 23 października 2016 roku

List otwarty Akademickich Klubów Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
w Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Toruniu i Warszawie
w sprawie przyjaźni Polaków i Węgrów

Szanowny Pan
Premier Węgier Viktor Orban

akopolskaWielce Szanowny Panie Premierze,

nasze Narody, polski i węgierski, łączy nie tylko bliskie sąsiedztwo geograficzne, w przeszłości bezpośrednie, podobna historia, wspólni władcy ale też unikalna w skali światowej wzajemna sympatia i chęć niesienia sobie pomocy w trudnych okolicznościach. Historycy wskazują też na zbieżność osiągania sukcesów politycznych przez nasze kraje w okresach naszej współpracy i popadania w tarapaty gdy tej współpracy brakuje. Najnowsza historia daje tego dobitne przykłady. Mamy głęboką wdzięczność dla premiera Węgier Pála Telekiego, który w początkach lipca 1920, w krytycznym momencie wojny polsko-bolszewickiej podjął decyzję o udzieleniu militarnej pomocy Polsce, przekazując i transportując nieodpłatnie zaopatrzenie wojskowe. Następnie, w 1939 roku, będąc powtórnie premierem powiedział, że „prędzej wysadzi swoje własne linie kolejowe, niż weźmie udział w inwazji na Polskę”.

IMG_2984My Polacy solidaryzowaliśmy się z Narodem Węgierskim podczas powstania w Budapeszcie w 1956 roku masowo oddając krew i niosąc bezpośrednią pomoc potrzebującym Węgrom. Współczesność dostarcza nam kolejnych dowodów solidarności (fot. 9 grudnia 2016 roku – dyrektor Zespołu Szkół Społecznych nr 1 w Krakowie, p. Jerzy Giza wraz z uczniami wręcza premierowi Węgier, p. Victorowi Orbanowi – któremu towarzyszy konsul węgierska w Krakowie, p. Adrienne Kormendy – wizerunek tablicy, którą polska emigracja niepodległościowa wmurowała na budynku przy Exibition Road w Londynie w 1957 r. z napisem: „In Memory of the Victims of the Hungarian Uprising of 1956″).

Na ręce Pana Premiera chcemy złożyć głębokie podziękowania za obecną postawę Węgier w sprawach dotyczących Polski, w szczególności za głosy europarlamentarzystów węgierskich, reprezentujących stanowisko partii Fidesz, którzy przeciwstawili się rezolucji Parlamentu Europejskiego szkalującej Polskę. Uczynili to wbrew oficjalnemu stanowisku Europejskiej Partii Ludowej, do której należą w PE.

Mamy głęboką nadzieję, że wspólnie będziemy trwać w przyjaźni i współkształtować prawdziwie demokratyczną Europę w chrześcijańskim duchu.

Łączymy wyrazy głębokiego szacunku,
Akademickie Kluby Obywatelskie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego

W imieniu Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego:
w Gdańsku / przewodniczący: prof. dr hab. med. Piotr Czauderna
w Katowicach / przewodniczący: prof. dr hab. inż. Bolesław Pochopień, wiceprzewodniczący: prof. dr hab. Ewa Borkowska, prof. dr hab. n. med. Grzegorz Opala, dr hab. Piotr Stec, prof. UO, sekretarz: mgr inż. Janina Szymanowicz
w Krakowie / przewodniczący: prof. zw. dr hab. Ryszard Kantor, wiceprzewodniczący: prof. dr hab. inż. Jan T. Duda, sekretarze: dr Mirosław Boruta, dr inż. Janusz Opiła, mgr inż. Andrzej Ossowski
w Lublinie / przewodniczący: prof. dr hab. Waldemar Paruch, sekretarz: dr hab. Mirosław Szumiło
w Łodzi / przewodniczący: senator RP, prof. dr hab. Michał Seweryński
w Poznaniu / przewodniczący: prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak, wiceprzewodniczący: prof. dr hab. Stefan Zawadzki, duszpasterz: ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz
w Toruniu / przewodniczący: dr hab. Jacek Piszczek, prof. IOR-PIB, wiceprzewodniczący: prof. dr hab. Wojciech Polak
w Warszawie / przewodniczący: prof. dr hab. inż. Artur H. Świergiel

PiS. Polityka i socjologia w 140 znakach (LXXVII)

miroslawborutapisMirosław Boruta

9. węgierskich europosłów z EPL (w której jest Platforma Obywatelska) głosowało przeciwko antypolskiej rezolucji. To ważne, to solidarność!

Polska, Ojczyzna, ma szczęście do wspaniałych kobiet ;-) Ewa Błasik: „Polska nas nie zawiodła. Zawiedli nas zdrajcy” http://wpolityce.pl/smolensk/308598-nasz-wywiad-ewa-blasik-polska-nas-nie-zawiodla-zawiedli-nas-zdrajcy-minelo-szesc-lat-klamstwa-i-matactwa-winni-zaniedban-powinni-odpowiedziec-za-swoje-czyny

Legia Warszawa-Borussia Dortmund / 0-6 / B. Komorowski z Platformy Obywatelskiej powiedziałby: jaka prezydent Warszawy, taki wynik Legii ;-)

Episkopat Polski: zdaniem biskupów szacunek dla godności każdej osoby jest nie do pogodzenia z szacunkiem dla samych czynów homoseksualnych.

Eger i Tokaj. Coś dla ducha, coś dla ciała

krakowniezaleznymkInformacja własna

Węgierskie miasto Eger – jak podaje Wikipedia – liczy sobie 56,5 tys. mieszkańców (styczeń 2011) i położone nad potokiem Eger, między Górami Bukowymi i górami Mátra. Znane jest przede wszystkim z wina Egri Bikavér oraz z obrony zamku przed Turkami. Jest także uzdrowiskiem ze źródłami wód termalnych. Neoklasycystyczna bazylika z lat 1831–1836 jest drugą co do wielkości na Węgrzech. Leżący na północny-wschód od Eger niewielki

egertokajTokaj  (il. google.pl/maps) to miasteczko słynne z piwnic ciągnących się po dzisiejszym centrum miasta. Niektóre z nich liczą sobie kilkaset lat, a wina przechowywano w nich już w XV–XVI wieku. Poza tym w mieście znajduje się mnóstwo otwartych piwnic, gdzie mile widziani goście mogą delektować się światowej sławy winem Tokaj Aszú.

Na zdjęciach, autorstwa p. Konrada Boruty, odnajdą Państwo także sporo polskich akcentów ;-)
Eger: https://goo.gl/photos/1cjPBiTDGH2qkPcg8
Tokaj: https://goo.gl/photos/VnypyrjgZv8neUPu9

Warto spędzić dzień w Budapeszcie

krakowniezaleznymkInformacja własna

Za Wikipedią: Budapeszt to stolica i największe miasto Węgier, położone w północnej części kraju, nad Dunajem. Formalnie stworzony został w latach 1872-73 z trzech połączonych ze sobą miast: Budy i Óbudy na prawym brzegu Dunaju (geograficznie – Średniogórze Zadunajskie) oraz Pesztu – na lewym (geograficznie – Średniogórze Północnowęgierskie i Wielka Nizina Węgierska).

budapesztzpowietrzaBudapeszt (fot. Wikipedia) to jedna z najważniejszych metropolii Europy Środkowej a także 8. najludniejsze miasto wśród stolic Europy. Stanowi wielki ośrodek kulturalny (biblioteka narodowa, liczne muzea, galerie, teatry, opera) i naukowy (Akademia Nauk, uniwersytet (od 1635), politechnika (od 1782), Akademia Sztuk Pięknych, wiele innych uczelni i instytutów badawczych). Jest też ważnym centrum turystycznym i uzdrowiskowym (kompleksy balneologiczne).

Warto spędzić dzień w Budapeszcie ;-) Zdjęcia p. Konrada Boruty:
https://goo.gl/photos/E8nu4AXxQwX6Ue127

W mieście Świętego Andrzeja. Szentendre

krakowniezaleznymkInformacja własna

Jak podaje Wikipedia Szentendre (pol. Święty Andrzej) to miasto w północnych Węgrzech, w komitacie Pest, nad Dunajem, 20 km na północ od Budapesztu, liczące 25 963 mieszkańców (styczeń 2011 roku).

szentendrezlotuptakaMiasto, niegdyś zamieszkiwanie w większości przez Serbów, jest dzisiaj ośrodkiem, który upodobali sobie węgierscy artyści, pracując tutaj i wystawiając swoje prace w miejscowych galeriach. Rozwinął się tu przemysł drzewny, maszynowy, funkcjonuje także port rzeczny. Szentendre (fot. Wikipedia) jest ośrodkiem turystyczno-wypoczynkowym, działa tu także wiele muzeów.

Jedynym takim w świecie, istniejącym właśnie w Szentedre, jest Muzeum Marcepanu. Do odwiedzenia miasteczka i Muzeum zachęcają zdjęcia autorstwa p. Konrada Boruty:
https://goo.gl/photos/HE7jKku7ecL2vk9a9

Nie czas na kompromisy

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Nie czas na kompromisy

Irytuję się, gdy słyszę od kogoś z PiS-owskich władz, że jest potrzeba kompromisu. Pytanie, z kim ma zawrzeć ten kompromis rząd Pani Beaty Szydło i PiS-owska większość w Sejmie? Z R. Petru, broniącym interesów zagranicznych banków równie mocno jak Gomułka i Rakowski bronili socjalizmu? Z G. Schetyną na wzór Targowicy, ściągającym obcą ingerencję w sprawy Polski? Ze złośliwym starcem A. Rzeplińskim gotowym podpalić Polskę dla swych niewyżytych ambicji prezydenckich? Myślę, że czas wziąć przykład z Węgier Orbána, gdzie od dawna postkomunistycznych i liberalnych zdrajców nazywa się wprost zdrajcami, czy targowiczanami (węgierski odpowiednik tego polskiego słowa to labance jako przeciwstawienie do patriotycznych kuruców). Czas Judaszy nazwać Judaszami i wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. Nie wolno się przy tym bawić w przesadne nadzieje na poprawę różnych polityków – zdrajców, dziś wciąż ślących za granicę „donosy na Polskę”. Warto w tym kontekście pamiętać o jakże trafnej ocenie George’a Orwella: „Gdy się raz stało k…ą, jest się zawsze k…ą” (komentarz Orwella w związku z haniebnym zachowaniem wielkiej grupy sprzedajnych brytyjskich dziennikarza, którzy za pieniądze Kremla szkalowali Powstanie Warszawskie, nazywając je „faszystowska ruchawką”) (por. szerzej: J. R. Nowak: „Myśli o Polsce i Polakach”, Katowice 1994, ss. 253-254). Myślę też, że trzeba odsunąć na margines życia politycznego piewców zgniłych kompromisów typu Kazimierza M. Ujazdowskiego i Pawła Kowala.

Usunąć Schetynę, odwołać Bieńkowską

Raz jeszcze apeluję, aby większość sejmowa w odpowiedzi na zdradzieckie apele Grzegorza Schetyny o ingerencję UE przeciw Polsce jak najszybciej zdjęła tego jegomościa z kierownictwa komisji zagranicznej w Sejmie. Uważam za prawdziwy nonsens to, aby facet, który otwarcie odsłonił swą twarz targowiczanina był dalej przewodniczącym komisji spraw zagranicznych w polskim Sejmie. Czas na odwołanie! Należy też jak najszybciej przygotować działania dla odwołania Elżbiety Bieńkowskiej z funkcji komisarza w UE (wystarczy powołać się na jej nagraną na taśmie wypowiedź w sprawie fikcyjnych kontroli unijnych funduszy). Nie widzę również żadnego sensu w dalszym popieraniu tak leniwego i niekompetentnego Donalda Tuska (po jego atakach na obecny rząd polski) na kolejną kadencję jako przewodniczącego Rady Europy. Jako szef tej Rady Tusk nie przyniósł żadnej korzyści Polski, tylko wiele wstydu z powodu swego chronicznego próżniactwa i niekompetencji Nie wolno zapomnieć o jakże haniebnych napaściach polskich (!) europosłanek: Julii Pitery i Róży Thun na kandydaturę europosła Janusza Wojciechowskiego do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Tym paniom nikt z patriotycznych polityków nie powinien podawać ręki. Politycy PiS-u powinni odmawiać występowania w jakimkolwiek programie telewizyjnym z którąś z tych zdrajczyń polskich interesów. Podobnie należy traktować agresywnego renegata Michała Kamińskiego i zwariowanego warchoła Stefana Niesiołowskiego.

Najwyższy czas, by Sejm zajął się ustawą umożliwiającą pozbawienie prezesa NIK-u Krzysztofa Kwiatkowskiego immunitetu związku z manipulowaniem przebiegiem konkursów na szefów delegatur NIK-u. Dziwne, że w sytuacji, gdy zarzuty tego typu wysunęła o przeciw prezesowi NIK-u katowicka prokuratura już w sierpniu 2015 r. i sam Kwiatkowski wyraził gotowość zrzeszenia się immunitetu, nadal nie doprowadzono do zdecydowanego postępu w tej sprawie.

Powinna być rozważona sprawa przygotowania przez Sejm ustawy skracającej okres urzędowania Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, wybranego przez układ postkomunistyczny, w związku z jego wyjątkową stronniczością i jednostronnością oraz prawdziwym bzikiem na punkcie ideologii gender, i praw dla mniejszości seksualnych.

Szokuje poparcie PiS dla kandydatury tak skompromitowanego postkomunistycznego premiera Marka Belki na szefa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Mam nadzieję, że PiS się z tego wycofa, ale o tym w jednym z najbliższych tekstów.

Przyśpieszmy radykalne działania

Należy jak najszybciej wprowadzić ustawę medialną, na wzór węgierski ustanawiającą bardzo wysokie milionowe kary za oszczerstwa. Pierwszą adresatką postanowień tej ustawy mogłaby być łże–profesor Magdalena Środa za głupawe oszczerstwo głoszące, że PiS przygotowuje stan wojenny i już opracował listy proskrypcyjne. Na Węgrzech działania tej ustawy – uderzenie po kieszeniach oszczerców okazały się bardzo skuteczne. Wyeliminowano tak liczne wcześniej oszczerstwa.

Rząd powinien natychmiast podjąć serię posunięć zmierzających do zwalczenia niebywale rozrośniętej hydry biurokracji i zdecydowanej redukcji nadmiaru urzędników. Proponowałbym powołanie Romana Kluski na pełnomocnika do zwalczania biurokracji i opublikowanie jego pakietu w tej sprawie dla pierwszego rządu PiS-u w 2007 r., pakietu niestety ociosanego do roli małego pakieciku przez Z. Gilowską, reprezentującą lobby finansowe.

Należy doprowadzić ustawą sejmową do radykalnego ograniczenia pensji w samorządach, a także do ograniczenia wysokości różnych nagród i premii tam przyznawanych. Dość przypomnieć przejawiane przez Gronkiewicz-Waltz prawdziwe szaleństwo w tym względzie.

Powinien być jak najszybciej udostępniony zbiór zastrzeżony w IPN. Nie rozumiem po co to tak długo trwające zwlekanie z ta sprawą.

Powinien być wreszcie ujawniony słynny Aneks nr 2.

Przyśpieszyć reformowanie sądownictwa

Ministerstwo Sprawiedliwości pod rządami ministra Zbigniewa Ziobro, wiceministrów Patryka Jakiego i Bogdana Święczkowskiego i in. jest zdecydowanie najszybciej i najlepiej reformującym się resortem. Mimo to pozwolę sobie poddać kilka propozycji ewentualnych dodatkowych działań tego resortu.

Należałoby powołać specjalną wielką komisję śledczą pod kierownictwem wiecznie niepokornego prokuratora Andrzeja Witkowskiego z Lublina dla zbadania spraw blisko stu zabójstw na tle politycznym, dokonanych od 1989 r. przez tzw. Nieznanych Sprawców.

Czas wprowadzić zasadę, że wszyscy członkowie izb skarbowych czy służb celnych oraz komornicy, którzy świadomie i cynicznie doprowadzili swymi niesprawiedliwymi decyzjami do likwidacji jakiegokolwiek przedsiębiorstwa powinni do końca życia spłacać pokrzywdzonych przedsiębiorców z własnych pensji.

Należy na wzór amerykański wprowadzić możliwość stosowania dużo wyższych niż dziś wyroków więzienia (amerykański oszust Bernard Madoff, który okradł wyłącznie swych żydowskich rodaków na 47 miliardów dolarów, został skazany na 175 lat więzienia). Na tle amerykańskich wyroków jakże śmiesznie wygląda przypuszczalna niska kara 15 lat więzienia dla pary cynicznych oszustów z Amber Gold, którzy okradli 20 tysięcy ludzi. Trzeba jak najszybciej zmienić wysokość kar w tej dziedzinie, aby zdążyć dużo surowiej potraktować parę bezczelnych złodziei.

Dokonać przeglądu co bardziej kontrowersyjnych wyroków wydanych przez sądy w skali całego kraju i nagłośnić niektóre szczególnie skandaliczne w telewizji (tak jak wyrok Sądu Najwyższego, uniewinniający b. posłankę PO B. Sawicką).

Przedstawić zestaw przynajmniej kilkudziesięciu najmniej sensownych werdyktów Trybunału Konstytucyjnego (m.in. wyroku blokującego zmniejszenie emerytur esbekom etc., przypomniane niedawno przez prof. T. Marczaka zablokowanie przez TK uznanie własności polskiej na Ziemiach Odzyskanych za niepodważalną, i in.).

Powinna być ogłoszona Lista Hańby, zawierająca nazwiska katów ubeckich i esbeckich oraz sędziów skompromitowanych wysokimi wyrokami w sprawach politycznych.

Należy jak najszybciej doprowadzić do bardzo znaczącego przycięcia emerytur b. esbeków i esbeków oraz sędziów skompromitowanych wyrokami w sprawach politycznych.

Jakże pilne jest zbadanie sprawy braku kontroli państwowej nad okradzeniem polskich podwykonawców przez zagranicznych inwestorów przy budowie autostrad i przykładne ukaranie winnych zaniedbań w tej sprawie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ich skazanie na prace przy którejś z autostrad niedokończonych przez tuskowiczów.

Niezbędne jest jak najszybsze ogłoszenie wyników śledztwa w sprawie złodziejstwa ekipy prezydenckiej B. Komorowskiego w Klarysewie.

Należałoby powołać specjalną komisję dla przejrzenia nagłośnionych w programach „Państwo w Państwie” i „Sprawa dla reportera” spraw wielu ludzi jakże mocno skrzywdzonych w ostatnich ośmiu latach. Wiązałoby się z tym również podjecie jak najszybszych działań dla naprawienia krzywd i ukarania ich sprawców.

Należałoby powołać przy radach miejskich rzeczników praw mieszkańców, mających koordynować działania dla obrony przed bezdusznością jakże wielu sądów, ZUS-ów, urzędów skarbowych.

Należałoby zapewnić bezpłatną obronę prawną dla uboższych osób, skarżących na pokrzywdzenie przez urzędy, wspierać działalność stowarzyszeń, broniących osób pokrzywdzonych przez sądy, ZUS-y, urzędy skarbowe etc.

Niezbędne jest umożliwienie nagrywania rozpraw sądowych dla zwiększenia kontroli nad skrajnie „subiektywnymi” orzeczeniami sądów. Należy przerwać niechlubną praktykę nagminnego ograniczania jawności obrad sadowych oraz stosowania sądowej „cenzury prewencyjnej” wobec niektórych książek i filmów.

Potrzebna jest radykalna zmiana ordynacji wyborczej i wprowadzenie ordynacji mieszanej z częścią okręgów jednomandatowych. Należałoby rozważyć – na wzór szeregu krajów (m.in. Belgii, Australii, Nowej Zelandii) – wprowadzenie obowiązku udziału w wyborach pod rygorem wysokich grzywien.

Osobnym wielkim problemem są o wiele za wątłe zmiany w telewizji publicznej pod batutą J. Kurskiego, ale o tym szerzej w jednym z następnych tekstów..

Bronić Polaków przed eksploatacją zagranicznych koncernów i banksterów

Należy jak najszybciej wprowadzić – na wzór węgierski – podatek reklamowy, który najmocniej uderzyłby w media, kierowane przez zagranicznych właścicieli, takie jak TVN czy „Newsweek”. Nie rozumiem, dlaczego nowe władze nie wprowadziły dotąd tego tak potrzebnego podatku.

Należy wprowadzić zasadę wyrzucania supermarketów z centrum miast na ich obrzeża, tak jak to robią na Zachodzie i tak jak to robią Węgrzy. Najwyższy czas, by skończyć z takimi skrajnościami jak w Krakowie i w Poznaniu, gdzie centralne dworce kolejowe po remontach stały się faktycznie tylko przybudówkami do marketów. Pytanie, czy ktoś na tym nieźle zarobił?

Wprowadzić przyjętą na Węgrzech zasadę, że supermarkety, które wykazywały przez ostatnie dwa lata straty, wyrzuca się z Węgier, aby „biedni” zachodniacy nie dopłacali do Węgier. U nas jak wiadomo ogromna część zachodnich supermarketów wykazuje straty w corocznych rozliczeniach.

Należałoby jak najszybciej – wyjść naprzeciw postulatom frankowiczów – wbrew protestom wyzyskujących ich banków. I tu warto zwrócić uwagę na jakże korzystne dla frankowiczów rozwiązania węgierskie.

Wymusić na zachodnich sieciach energetycznych obniżenie cen dostarczanego przez nich gazu, energii, ciepłownictwa, tak jak to zrobili Węgrzy.

Wprowadzić – wzorem Węgrów specjalną ustawę kontrolującą banki przez Bank Narodowy. Dzięki tej ustawie na Węgrzech ukarano ponad 60 banków zagranicznych wysokimi grzywnami za zawyżanie opłat kosztem klientów. Zagraniczni banksterzy musieli też zwrócić klientom to, co ukradli.

Należy przygotować – na wzór zachodni – zasady mocno ograniczające udział zagranicznego kapitału w mediach i w kinematografii. Niezbędne jest również wprowadzenie – wzorem francuskiego prezydenta G. Pompidou - dużo ostrzejszego opodatkowania kin wyświetlających filmy pełne okrucieństwa lub hard porno.

Należy natychmiast alarmować w każdym przypadku awansowania ludzi z PO do zarządu którejkolwiek ze spółek Skarbu Państwa. Platforma niszczyła Polskę przez tyle lat i związani z nią osobnicy nie powinni być nigdzie awansowani za nowego reformatorskiego rządu.

Musi być bardzo mocno poprawiona polityka informacyjna PiS-owskiego rządu skierowana na zagranicę. Pisałem już wcześniej na tym blogu o fatalnej słabości działań PiS-u w tej sprawie. Wskazywałem, że premier Orbán może poszczycić się licznymi wybitnymi zagranicznymi przyjaciółmi politycznymi od kanclerza H. Kohla po przewodniczącego frakcji chadeckiej w PE J. Daula i ubolewałem, że PiS nie ma żadnego takiego znaczącego przyjaciela politycznego na Zachodzie. Świeżo przeczytałem utrzymane w podobnym do mnie duchu uwagi świetnego polskiego korespondenta w Budapeszcie Macieja Szymanowskiego, stwierdzającego m.in.: ”Nowy polski rząd jakby nie docenił wagi polityki informacyjnej za granicą. Nawet pobieżna lektura głównych opiniotwórczych dzienników i tygodników państw unijnych ujawnia, że liderzy opozycji i ich zaplecze udzielają kilkunastokrotnie więcej wywiadów i wypowiedzi, niż to jest w przypadku obozu rządzącego i osób z nim się utożsamiających. Nie korzystamy z profesjonalnych agencji PR, nie organizujemy wizyt studyjnych z prawdziwego zdarzenia dla zagranicznych dziennikarzy, właścicieli mediów i redaktorów pracujących w agencjach prasowych. W połączeniu z niewielką siłą przebicia naszych think tanków i PAP powoduje to, że za granicą łatwo górę biorą uprzedzenia i negatywne stereotypy” (por. M. Szymanowski, Dyplomatyczne rozedrganie, „Do Rzeczy” 2 maja 2016).

Należy przygotowanie dokładny bilans plusów i minusów dziesięciolecia udziału Polski w Unii Europejskiej.

Należy zaskarżyć – wzorem Węgier i Czech – do Trybunału w Strasburgu decyzję o przymusowej relokacji imigrantów do poszczególnych krajów (por. uwagi M. Szymanowskiego w tekście: Dyplomatyczne rozedrganie, „Do Rzeczy” z 2 maja 2016).

Akcentując tak jak to zrobił prezes PiS J. Kaczyński nasze poparcie dla udziału w UE należy stanowczo występować przeciwko wszelkim przejawom gospodarczego dyskryminowania Polski i przeciw szerzeniu antywartości przez politykę Unii. Należ umacniać wspólny front z rządami krajow reprezentujących podobną jak my obronę idei państwa narodowych i wartości chrześcijańskich, na czele z Węgrami. Należy popierać stanowisko W. Brytanii w jej sprzeciwie przeciwko narzucaniu kolejnych ponad narodowych zobowiązań i dążyć do sformułowanej już w 2010 r. w PiS-owskim projekcie nowej konstytucji polskiej zasady wyższości prawa krajowego ponad prawem unijnym. Tak jak to sobie zabezpieczyli Niemcy.

Należy jak najszybciej zorganizować – po długotrwałym niegodnym milczeniu – wielką publiczną debatę naukowców w sprawie tak kontrowersyjnej umowy TTIP miedzy UE a USA. Nie wolno pozwolić sobie na pośpieszne poparcie tej umowy, służącej głównie interesom wielkich korporacji.

Ogłoszenie pełnego bilansu obecnego polskiego zadłużenia wobec zagranicy, z dokładnym konkretnym wyliczeniem zagranicznych podmiotów, wobec których jesteśmy zadłużeni.

Rozpoczęcie przygotowania pełnego bilansu strat zadanych Polsce przez Niemcy w czasie drugiej wojny światowej.

Otwarte publiczne wystąpienie o przyznanie polskiej mniejszości w Niemczech statusu mniejszości narodowej w Niemczech z zastrzeżeniem, że utrzymywanie dalszej asymetrii w stosunkach polsko-niemieckich w tej sprawie spowoduje cofnięcie jakichkolwiek form uprzywilejowania mniejszości niemieckiej w Polsce, a przede wszystkim jej prawa do nieprzestrzegania progu wyborczego w Polsce. Zaakcentowanie potrzeby doprowadzenia do pełnej proporcjonalnej równorzędności wydatków na oświatę i kulturę mniejszości polskiej w Niemczech i mniejszości poniemieckiej w Polsce.

Należy podjąć stanowcze przeciwdziałania wszelkim formom „pełzającej germanizacji” na Ziemiach Odzyskanych.

Jakże potrzebne jest oświadczenie Sejmu jednoznacznie wykluczające jako bezprawne wszelkie roszczenia żydowskie wobec Polski.

Zapowiedź wystąpienia do Trybunału w Strasburgu w przypadku dalszego utrzymywania różnych przejawów dyskryminacji mniejszości polskiej na Litwie.

Zwrócenie się do Niemiec i Rosji o zwrot bezprawnie przetrzymywanych tam zabytków polskiej kultury.

Wystąpienie do Ukrainy o zaprzestanie kultu ludobójczych antypolskich formacji UPA i czołowych zbrodniarzy: S. Bandery i R. Szuchewycza, odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków.

Zgodnie z rozpoczętą przez prezydenta Andrzeja Dudę polityką dużo dynamiczniejszej współpracy z Polonią i z Polakami z krajów sąsiednich należałoby uhonorować Polonię odpowiednią reprezentacją w Sejmie i w Senacie (przynajmniej 5 posłów i 5 senatorów).

Nowa polityka odznaczeniowa

Proponuję przyznanie Orderu Orła Białego amerykańskiemu naukowcowi, profesorowi Richardowi C. Lukasowi, autorowi sześciu świetnych książek pisanych w obronie prawdy o Polsce, w tym słynnego „Zapomnianego Holocaustu”.

Proponuję przyznanie Orderu Orła Białego żyjącemu w USA profesorowi Iwo C. Pogonowskiemu, autorowi licznych książek i setek artykułów pisanych w obronie prawdy o Polsce.

Proponuję przyznanie Orła Białego (pośmiertnie) ukraińskiemu naukowcowi dr. hab. Wiktorowi Poliszczukowi, autorowi siedmiu książek pisanych z potępieniem ludobójstwa ukraińskiego na Wołyniu, popełnionego na Polakach, w tym szczególnie głośnej książki „Gorzka prawda”. Fakt, że W. Poliszczuk nie został nigdy odznaczony przez polskie władze państwowe tym boleśniej kontrastuje z odznaczeniem Orderem Orła Białego przez A. Kwaśniewskiego ukraińskiego nacjonalisty B. Osadczuka, stypendysty hitlerowskiego w Berlinie w czasie drugiej wojny światowej.

Proponuje przyznanie jednego z najwyższych odznaczeń polskich prof. Ewie M. Thompson, autorce licznych publikacji, popularyzujących polska kulturę i broniących prawdy o Polsce, w 2015 r. laureatce Nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie za upowszechnianie kultury i literatury polskiej w świecie.

Proponuję przyznanie jednego z najwyższych odznaczeń polskich mecenasowi Stefanowi Hamburze, szczególnie zasłużonemu w obronie praw mniejszości polskiej w Niemczech.

Proponuję przyznanie jednego z najwyższych odznaczeń polskich prof. Tadeuszowi Marczakowi, najwybitniejszemu dziś krajowemu obrońcy prawdy o Polsce w dziejach stosunków polsko- niemieckich.

Proponuję przyznanie jednego z najwyższych opolskich odznaczeń historykowi prof. Bogdanowi Musiałowi, nader zasłużonemu w obronie prawdy o historii Polski w czasach drugiej wojny światowej.

Proponuję odebranie Orderu Orła Białego przyznanego w 2010 r. przez B. Komorowskiego Adamowi Michnikowi, jako osobie, która szczególnie mocno zaszkodziła Polsce w okresie po 1989 r.

Proponuje odebranie George Sorosowi orderu Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Zasługi przyznanego mu przez Komorowskiego w 2012 r. G. Soros jest najzajadlejszym wrogiem państw narodowych i wartości chrześcijańskich.

Przeprowadzić śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień policji wobec opozycji

Powinno być natychmiast podjęte śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień policji – poprzez prowokowanie zajść w czasie Marszów Niepodległościowych. Przypomnijmy, że na Węgrzech od razu po objęci u władzy przez rząd V. Orbána rozpoczęto gruntowne śledztwo przeciwko władzom policji za brutalne metody tłumienia manifestacji przeciw poprzedniemu rządowi postkomunistycznemu.

W efekcie śledztwa liczne osoby z kierownictwa policji zdegradowano i usunięto z pracy, a część została skazana na wysokie odszkodowania indywidualne wobec poszkodowanych przez bezprawne działania policji. Niemal każdy z uczestników Marszów Niepodległości mógł zauważyć jak różne młode osoby prowokujące zajścia przeciw Marszowi Niepodległości, czy nawet rzucające kamieniami, spokojnie chowały się za puklerzem ochronnym policji. Bardzo wiele osób mogłoby przytoczyć informacje o tym jak policjanci blokowali jazdę autobusów z manifestantami na trasie do Warszawy, prowadząc różne wielokrotne męczące i drobiazgowe kontrole (zdarzało się to zresztą również podczas dojazdu manifestantów do Warszawy na marsze w obronie Telewizji Trwam). W rezultacie tych blokad policyjnych wiele autobusów nie dotarło na czas na manifestacje. Jest aż nazbyt oczywistą sprawą, że policjanci blokujący dojazdy do Warszawy robili to nie z własnej lokalnej inicjatywy, lecz na rozkaz centralnych zwierzchników. I trzeba jak najszybciej dotrzeć do nich. Z kolei dzięki nagraniu taśmy z rozmową E. Bieńkowskiej i szefa CBA P. Wojtunika można było się dowiedzieć o konkretnie o roli ministra spraw wewnętrznych Sienkiewicza w sprawie spalenia budki policyjnej przy Ambasadzie Rosji. Być może całe śledztwo należałoby rozpocząć od przesłuchania P. Wojtunika.

Należy natychmiast alarmować w każdym przypadku awansowania ludzi z PO do zarządu którejkolwiek ze spółek Skarbu Państwa. Platforma niszczyła Polskę przez tyle lat i związani z nią osobnicy nie powinni być nigdzie awansowani za nowego reformatorskiego rządu.

Przeprowadzić audyt w PiS-ie

Wyniki przeprowadzanego pod kierownictwem minister Beaty Kempy tak potrzebnego audytu wszystkich ministerstw należałoby jak najszybciej skomasować i wydać w postaci wielce pouczającej Białej Księgi.

Myślę, że należałoby też prosić prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, aby jak najszybciej zainicjował i nadzorował audyt sytuacji w PiS-ie. Coraz wyraźniej widać bowiem, że obok wielu dobrych, czy wręcz znakomitych posłów w tej partii jest ciągle zbyt wielu posłów karierowiczowskich i obiboków, poszukujących tylko osobistych korzyści, a nie działających dla dobra kraju. W ciągu ponad 40 spotkań, jakie odbyłem w ostatnich kilku miesiącach w różnych częściach Polski aż nazbyt często spotykałem się ze skargami na lokalnych posłów i senatorów. Najczęściej wysuwano ostre krytyki tych parlamentarzystów za to, że po wyborze przestali interesować się swymi okręgami. Wielu z nich przejawia teraz skrajną arogancję, nie odbierając żadnych telefonów od swoich wyborców, całkowicie ich zniechęcając. Nie wymieniam tu ich nazwisk, ale mam nadzieję, że sprawą ich arogancji i lenistwa zajmie się w ramach audytu sam prezes J. Kaczyński.

Jeszcze raz powtarzam. Prezes J. Kaczyński powinien jak najszybciej zrobić audyt w PiS-ie i pozbyć się z partii ciągle zbyt licznych leniów, arogantów i bufonów. I przyciągnąć do PiS-u zamiast nich jakże wielu nie wykorzystanych świetnych postaci ze środowisk patriotycznych. W książce „Jak ratować Polskę” (Warszawa 2014, ss. 41-51) wyliczyłem w rozdziale ‘Wszystkie ręce na pokład” z kilkadziesiąt tego typu postaci, wartych pozyskania na listy wyborcze PiS-u. W odróżnieniu od zbyt wielu karierowiczów osaczających PiS większość z proponowanych przez mnie kandydatów na listy PiS-u wcale nie przebiera nogami, by się dostać na te listy, trzeba ich dopiero pozyskiwać. Niedawno Jerzy Surdykowski przypomniał jakże ważny tekst słynnego filozofa Platona: „Wejdź do miasta, powiedz, że potrzebujesz ludzi do rządzenia i weź tych, którzy uciekną”.

Stworzyć Ruch Wsparcia Reform

Realny ogląd sytuacji zmusza do stwierdzenia, że sam PiS nie poradzi sobie z przeprowadzeniem prawdziwie gruntownych reform w zderzeniu z przeciwnościami od wewnątrz i z zewnątrz Polski. Dlatego sprawą zasadniczą jest dużo szersze otwarcie się PiS-u na inne środowiska patriotyczne i zmobilizowanie jak największej części narodu na rzecz Dobrej Zmiany. Dlatego niebywale potrzebne jest powołanie jak najszerszego Ruchu Wsparcia Reform, sympatyzującego z PiS-em, ale całkowicie niezależnego od PiS-u. To musi być ruch tworzony oddolnie, jako jaskrawe przeciwieństwo znajdującego się wciąż w letargu powołanego odgórnie Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego (w jednym z najbliższych tekstów nakreślę moją koncepcję Ruchu Wsparcia Reform)

Ważną sprawą wydaje się porozmawianie z Pawłem Kukizem i działaczami jego ruchu, aby definitywnie rozstrzygnąć, w co chcą grać kukizowcy. Niezbędna w tej sprawie wydaje się ostateczna rozmowa czołowych polityków PiS-u z Kukizem. Konieczne jest zapytanie, czy Kukiz chce rzeczywiście walczyć przeciw patologicznemu układowi III RP, jak obiecywał w czasie kampanii wyborczej, czy też zdradzając te hasła iść w jednym szeregu z R. Petru i innymi opozycyjnymi awanturnikami politycznymi i zdrajcami. A faktycznie, czy chce iść z Narodem, czy przeciw Narodowi?

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/05/nie-czas-na-kompromisy.html

Wybitni naukowcy i publicyści krytykują szkodliwe działania UE wobec Polski

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Wybitni naukowcy i publicyści krytykują szkodliwe działania UE wobec Polski, podczas gdy milczą trzej PiS-owscy szefowie resortów gospodarczych

Kontynuuję rozpoczęty w poprzednim tekście przegląd krytycznych ocen wybitnych polskich postaci polskiego życia publicznego na temat efektów gospodarczych działań UE wobec Polski. Jest to swego rodzaju przełom, że po latach bezkrytycznego wysławiania polityki UE wobec Polski tak liczne znaczące osoby odważyły się na powiedzenie przemilczanej prawdy o tym jak Unia nas kiwa dosłownie na każdym kroku. Dlatego myślę, że jest sens skupienia tych wszystkich ocen w jednym dłuższym materiale. Pokazując te jakże odważne opinie krytyczne uczonych, europosłów i posłów oraz znanych publicystów tym mocniej ubolewam, iż opinie te nie są otwarcie podejmowane również przez czołowych rządzących polityków gospodarczych z PiS-u. Myślę tu przede wszystkim o trzech ministrach resortów gospodarczych w rządzie Beaty Szydło: wicepremierze i ministrze rozwoju Mateuszu Morawieckim, ministrze finansów Pawle Szałamasze i ministrze skarbu Dawidzie Jackiewiczu, którzy milczą jak grób o eksploatowaniu i wręcz obrabowywaniu Polski przez unijne praktyki. Uważam to zaniechanie za wręcz szkodliwie, bo tracimy w ten sposób szanse najskuteczniejszego przeciwstawienia się obecnej agresywnej kampanii Unii wobec Polski. Kampanii, która troską o rzekomo zagrożoną demokrację w Polsce chce przykryć jej prawdziwie intencje – utrzymania niebotycznych nieuczciwych zysków wyciąganych z Polski naszym kosztem. Jak to wreszcie powiedziała otwarcie premier B. Szydło w kontekście finansowych źródeł nacisków UE na Polskę: „Dlaczego Unia miałaby zastanawiać się nad demokracją w Polsce(…) Jeżeli zastanawiam się teraz, dlaczego UE tak bardzo zajmuje się Polską, to mam dwie odpowiedzi. Po pierwsze, rzeczywiście chodzi o pieniądze. Ja wiem, że to brzmi fatalnie, ale nazywajmy rzeczy po imieniu (podkr. – JRN). Po drugie, politycy tej tzw. starej Unii Europejskiej, powtórzę to, lubią pouczać. Jest poczucie wyższości tych państw nad tymi nowymi” (cyt. za: Dziennik.pl z 15 kwietnia 2016).

1) Prawda o rzekomej hojnej pomocy Unii Europejskiej dla Polski

Prawnik Tomasz Cukiernik o rozmiarach „ogrywania” nas przez Unię

W 2015 r. nakładem wrocławskiego wydawnictwa „Wektory” została opublikowana niezwykle ciekawa i szokująca, ale do dziś wyraźnie przemilczana w mediach głównego nurtu książka Tomasza Cukiernika: „Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa”. Autor obnażył całą gorzką prawdę o rzekomej hojnej pomocy UE dla Polski, pokazując to w szerszym kontekście międzynarodowym. Szczególnie wymowny był rozdział jego książki o unijnych dotacjach dla Polski (ss.79-239). Dość przytoczyć tytuły niektórych podrozdziałków z tego rozdziału: „Dziesięć powodów, dla których należy zrezygnować z unijnych dotacji”, „Rzeczywiste koszty unijnych dotacji”, „Unijne dotacje zabijają polską innowacyjność”, „Zabijanie konkurencji”, „Dotacje przekrętem stoją”, „Dotacje zadłużają na lata”, „Śladem unijnego marnotrawstwa”. Podsumowując swoje dobrze udokumentowana rozważania, T. Cukiernik stwierdził, że w ciągu dziesięciu lat od maja 2004 do kwietnia 2014 roku koszt uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej (770 mld zł) był mniej więcej dwa razy większy niż łączna wartość otrzymanych z Brukseli dotacji (385 mld zł).

Dodajmy do tych uwag T. Cukiernika ogłoszone 28 grudnia 2015 dane, iż: ”Według raportu Global Financial Integrity, Polska jest w dwudziestce krajów najbardziej poszkodowanych przez zagraniczne korporacje. Znalazła się tam jako jedyny kraj z Unii Europejskiej (podkr. – JRN) a szacowane z tego tytułu straty sięgają stu miliardów złotych rocznie”. (por. http://www.gk24.pl/polska-i-swiat/art/9237507,polska-wsrod-krajow-najbardziej-wyzyskiwanych-przez-korporacje-tracimy-rocznie-ok-100-mld-zl,id,t.html).

Janusz Szewczak: Mija czas, kiedy nasi politycy chodzili do Brukseli na kolanach

Wśród postaci życia publicznego, które najmocniej alarmowały od lat co do niekorzystnego dla Polski bilansu naszych stosunków z UE jest czołowy ekonomista SKOK-ów, a od października 2015 r. poseł na Sejm RP Janusz Szewczak. Oto kilka jakże wymownych fragmentów jego wypowiedzi na temat stosunków z UE. 7 stycznia 2016 r. J. Szewczak stwierdził: „Tylko my dotychczas mieliśmy polityków, którzy do Brukseli chodzili na kolanach. Mam nadzieję, że po wyborach będziemy twardo negocjować nasze najważniejsze potrzeby. Każdy ma prawo walczyć o własne interesy. Jeśli tego nie robi – to mamy tak, że u nas dopuszczono do zniszczenia całych sektorów polskiej gospodarki. Nie można pozwolić, aby górnictwo było kolejnym takim sektorem” (por. biznesalert.pl/szewczak-polska-nie-bedzie-chodzic-do-brukseli-na-kolan…07.01.2016). Z kolei w wywiadzie udzielonym Leszkowi Sosnowskiemu na łamach miesięcznika WPiS ze stycznia 2016, pt. „Polskie władze są szantażowane przez lobby lichwiarsko-bankowe” J. Szewczak powiedział :”Ten straszny lament bankowych lobbystów, do których niestety trzeba również zaliczyć media publiczne, jaki się teraz podniósł, tak naprawdę ma na celu zakamuflowanie bogacenia się zagranicznych banków komercyjnych kosztem polskiego społeczeństwa i polskiego państwa. Boją się, że PiS to ukróci i powie społeczeństwu prawdę.” Czy powie?

Janusz Szewczak o „kosztownych unijnych dotacjach”

Janusz Szewczak stanowczo podważył skrajne wyolbrzymianie znaczenia dotacji unijnych dla Polski, pisząc w marcu 2016 r. m.in.: „Według wszelkich wyliczeń, rok 2016 będzie pierwszym, kiedy do unijnej kasy wpłacimy więcej, niż z niej dostaniemy. Ale to oficjalnie. Wbrew pozorom we wcześniejszych latach nie było zbyt różowo. Od kiedy jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, a więc od 1 maja 2004 r. bilans naszych zysków i strat nie był nigdy rzetelnie przedstawiany społeczeństwu. Rzucano tylko ogromne sumy pieniędzy, które dobrotliwa Bruksela przelewa na nasze konta. Realnie jednak dostaliśmy dużo mniej niż te 350 mld zł z poprzedniej perspektywy finansowej. Każdej inwestycji towarzyszył wkład własny, dlatego też bardzo mocno się zadłużyliśmy. Przypomnę, że jak Prawo i Sprawiedliwość oddawało władzę w 2007 r., to polski dług publiczny wynosił około 530 mld zł. Dzisiaj, po 8 latach rządów Platformy i PSL, wynosi około 900 mld, i to po zagarnięciu 150 mld zł. A więc naprawdę jesteśmy zadłużeni na ponad bilion złotych! Pieniądze na wkład własny pożyczaliśmy w bankach, które w zdecydowanej większości są w rękach kapitału zagranicznego. Gdyby skrupulatnie podejść do obliczeń, to okazałoby się, że koszty przyznanych nam 350 mld zł są gigantyczne. Nikt nie mówił Polakom prawdy, że z każdego 1 euro dotacji 80 centów wraca do bogatych krajów jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy i Holandia. Pieniądze te, które nam zostały, wydano w sposób głupi, na niedokończone autostrady, ścieżki rowerowe czy nierentowne baseny. Hitem stał się program Kapitał Ludzki, który pochłonął prawie 49 mld zł, a właściwie nic nam nie dał. Bardzo dyskusyjne jest stwierdzenie, że są to pieniądze prorozwojowe, bo w dużej mierze nie można ich wykorzystywać komercyjnie. To jest problem szpitali czy szkół, które nie mogą np. udostępniać swojej infrastruktury komercyjnie. Program przyznawania unijnych dotacji jest tak skonstruowany, żebyśmy nie budowali fabryk, które mogą stanowić konkurencję dla naszych zachodnich sąsiadów (podkr. – JRN) (…) Co bardziej przerażające, większość dużych kontraktów inwestycyjnych przypadła zagranicznym firmom. I tak w wyniku budowy autostrad nie zarabiał polski przedsiębiorca, a głównie niemiecki. Wiele razy media opisywały sytuację polskich podwykonawców, którzy zostawali bez pieniędzy. Unijne dotacje wiążą się przy tym z dużą ilością ograniczeń. Blokują przy tym dofinansowanie państwowe tych branż przemysłu, które są dla nas niezbędne. Tego nie da się odczytywać inaczej niż jako wymuszanie określonej polityki gospodarczej. Przykłady? Pakiet klimatyczny czy pakt fiskalny. Oba dokumenty nałożyły na nas nowe obowiązki i zmusiły do konkretnych wydatków. Od 100 do 200 mld zł będzie nas kosztować realizacja pakietu klimatycznego. Nasz bilans unijny nie jest lukrowany, jak to do tej pory było przedstawiane” (por. „Nasz Dziennik”  z 16 marca 2016).

Na oszustwa unijnych urzędników w związku z dotacjami zwracano uwagę również w innych krajach. Prezydent Czech Vaclav Klaus pisał w tekście: „Narody Europy muszą zrzucić gorset Brukseli”: Często jednak piewcy wspaniałości UE zapominają dodać, że do budżetu tej instytucji wpłacamy wiele miliardów i, żeby je odzyskać w formie dotacji, musimy się jeszcze zadłużyć na kolejne miliardy”. Klaus zwracał uwagę, że w pewnym momencie straty przewyższały zyski (por. www.kresy.pl › Publicystyka › Opinie 10.05.2012).

Prof. Krzysztof Rybiński: „Niszczymy Polskę… rękami naszych własnych urzędników”

Jeden z czołowych ekonomistów polskich, b. wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, dr hab. Krzysztof Rybiński w 2013 r. bardzo ostro skrytykował sposób wydawania środków unijnych w Polsce, pisząc m.in.: „Niestety badania prowadzone przez wielu naukowców pokazują, że mechanizmy wydawania środków unijnych, które zbudowaliśmy w Polsce w znacznej części powodują potężne straty dla gospodarki, jeśli chodzi o zdolność do jej rozwoju w dłuższym okresie. Możemy to pokazać np. na jednym z kluczowych obszarów, który decyduje o wzroście gospodarczym, czyli na innowacyjności (…) Jeżeli porównamy początek perspektywy finansowej, czyli rok 2006 z jej końcem, czyli rokiem 2012, to zobaczymy wyraźnie, że w tym czasie innowacyjność w Polsce dramatycznie spadła. W 2006 roku innowacyjnych było 23 procent firm przemysłowych, teraz ten wskaźnik spadł do 17 procent. W globalnym rankingu innowacyjności Światowego Forum Ekonomicznego, w 2007 roku Polska była na 44 miejscu, obecnie spadła na 63 miejsce. Można więc powiedzieć, że w tym kluczowym dla Polski obszarze, czyli w innowacyjności, mijająca perspektywa finansowa doprowadziła do zniszczenia polskiej innowacyjności. Jeżeli taka jest ocena wpływu środków europejskich na innowacyjność w polskiej gospodarce, i te mechanizmy dystrybucji środków się nie zmieniają, to ja się bardzo martwię o to co się stanie z polską gospodarką w kolejnej perspektywie finansowej. Jeżeli w podobny sposób będziemy te środki rozdzielać, jeszcze bardziej zniszczymy polską innowacyjność (…) Jest to zatem wina polskiego aparatu urzędniczego, który zbudował taką machinę biurokratyczną, która niszczy polską innowacyjność naszymi własnymi rękami. Można powiedzieć, że to, czego nie zrobili hitlerowcy czy komuniści w przeszłości, sami robimy sobie rękami naszych własnych urzędników. To jest strasznie groźne. Niszczymy Polskę (…) Budujemy w Polsce kulturę klientelizmu (podkr. – JRN ) a nie rozwijamy naszej własnej innowacyjności (…)

Tworzymy sobie model, w którym w supermarketach w Polsce, które są przecież francuskie, niemieckie czy inne, będziemy kupować nowoczesne materiały budowlane, wymyślone przez niemieckich inżynierów, przez niemieckie firmy, a ponieważ polscy inżynierowie, których mamy dużo i są porządnie wykształceni, tutaj nie będą mieli szans, będą wyjeżdżać do Niemiec pracować w niemieckich firmach, żeby kreować produkty, na których zarabiać będą Niemcy poprzez ich sprzedaż w polskich supermarketach. Taki model jest chory, ale my taki model rozwijamy w Polsce (…)

(…) Idea solidarności i wspólnej Europy jako taka przeżywa poważny kryzys i w związku z tym przyszłość wspólnej Europy stoi pod coraz większym znakiem zapytania (podkr. – JRN) (cyt. za: „Prof. Rybiński: środki unijne zabijają polską gospodarkę”, rozmowa M. Nykiel z prof. K. Rybińskim www.stefczyk.info/…/prof-rybinski-srodki-unijne-zabijaja-polska-gospo…09.02.2013).

B. Wildstein o antydemokratyczności UE, która stała się „instrumentem nacisku krajów silniejszych”

Znakomity jak zawsze w swej publicystyce, Bronisław Wildstein bardzo ostro skrytykował unijne praktyki działania sprzyjające wyłącznie gospodarkom krajów silniejszych. Pisał: „Unia z zasady jest projektem antydemokratycznym i żaden makijaż tego nie zmieni (podkr. – JRN). Wszystkie przedsięwzięcia, które mają wzmacniać „europejską demokrację” zamiast ją naprawić, maskują wyłącznie jej brak (…) Kryzys dowiódł, że kapitał ma narodowość, nawet wewnątrz Unii (…) Pokazuje to, jakie niebezpieczeństwo niesie redukcja do roli podwykonawców dominujących ekonomicznie partnerów. Konsekwencją tego jest klasyczny system kolonialnego uzależnienia (podkr. – JRN). W wypadku kryzysu, czy choćby dekoniunktury oszczędności będą dokonywane kosztem podwykonawców w krajach biedniejszych. Generalnie zresztą zyski również zasilają korporacyjne centrale. Okazuje się, że i w tej sprawie UE stała się instrumentem nacisku krajów silniejszych (podkr. – JRN ) (…) Ponieważ (…) posady w Unii są zależne od silniejszych- swoją drogą to wręcz groteskowe, że podobno ważne stanowiska w rodzaju przewodniczącego Rady Europejskiej i jej międzynarodowego reprezentanta są obsadzane poza jakimikolwiek formalnymi zasadami – przedstawiciele krajów słabszych, jeśli chcą robić w UE karierę, muszą przede wszystkim zyskać ich sympatię. To znaczy, że w przeciwieństwie do przedstawicieli państw silniejszych przestają reprezentować swoich współobywateli, a zaczynają się stawać klientami dominujących polityków unijnych. Jeśli próbują się zachowywać inaczej, organizowana jest przeciw nim bezpardonowa nagonka na europejską skalę. Doświadczył tego Viktor Orbán już od momentu pierwszego sukcesu wyborczego, podczas gdy jego postkomunistyczni poprzednicy rujnowali i korumpowali Węgry bez jakichkolwiek sprzeciwów ze strony polityków zachodnich. Podobnie wygląda nagonka na rząd PiS w Polsce (…) Unia miała być panaceum na narodowe napięcia w Europie i ograniczyć przewagę regionalnych potęg, zwłaszcza Niemiec, a okazuje się, że doprowadziła do ich dominacji i podporządkowania państw słabszych silniejszym (podkr. – JRN) (por. B. Wildstein: Konieczność odrodzenia Europy, „w Sieci” 18 maja 2015).

Dr hab. Grzegorz Gosse: „To koniec UE, do jakiej wchodziliśmy”

Ze zdecydowaną krytyką obecnego stanu i polityki Unii Europejskiej występował również europeista, związany z PiS-owskim Instytutem Sobieskiego, dr hab. Grzegorz Gosse. M.in. w wywiadzie z września 2015 r. G. Gosse powiedział: „Mam wrażenie, że Unia jest coraz bardziej przygnieciona przez kolejne kryzysy (bo imigranci to jeden z wielu kryzysów). Pod ich wpływem integracja europejska coraz bardziej trzeszczy w szwach (podkr. – JRN). Unia się zmienia, ale nie w taki sposób, żeby lepiej, skuteczniej i bardziej sprawiedliwie rozwiązywać problemy. Zmienia się w sposób coraz mniej korzystny dla krajów najsłabszych i pogrążonych w kłopotach (…) Jeszcze nie mamy końca Unii Europejskiej, ale możemy mówić o końcu UE, do jakiej wchodziliśmy (…) To, w czym się w tej chwili znajdujemy i w czym się znajduje sama Unia, to już zupełnie inny proces integracyjny. Po pierwsze jest on coraz mniej funkcjonalny, bo Unia niezbyt dobrze radzi sobie z rozwiązywaniem kolejnych kłopotów. Po drugie stanowi on (proces integracyjny – JRN) coraz większe ryzyko dla państw najsłabszych, dlatego, że coraz częściej ci, którzy mają pieniądze i władzę starają się rozwiązywać problemy na cudzy koszt. Przesuwając problemy do państw, które mają mniejsze możliwości ich rozwiązywania i które są mniej zasobne gospodarczo” (podkr. – JRN) (por. rozmowa J. Jałowiczora z dr. hab. G. Gosse dla Frondy.pl 16 września 2015).

Red. K. Grzybowska: „Unią Europejską rządzą tchórze…”

Jeden z najbardziej przenikliwych i demaskatorskich zarazem szkiców o UE opublikowała niedawno red. Krystyna Grzybowska, należąca do najlepszych w Polsce znawców problematyki międzynarodowej, przez lata polska korespondentka w RFN. W publikowanym na łamach „w Sieci” z 29 marca 2016 r. tekście: „Nadchodzi czas Polski i upadku jej wrogów” red. Grzybowska pisała: „(…) Unią Europejską rządzą tchórze i zdrajcy ideałów, które przyświecały naszej kulturze od dwóch tysięcy lat. To ludzie przypadkowi, których na odpowiedzialne stanowiska wyniosły pycha, głupota i żądza władzy, czyli cechy charakterystyczne dla lewactwa, które zawładnęło umysłami większości Europejczyków”. Pisząc o „deficycie demokracji” w UE, red. Grzybowska akcentuje, że liczni eurodeputowani zwracają uwagę na „brak przejrzystości funkcjonowaniu struktur unijnych oraz na ograniczanie kompetencji parlamentów krajowych przez przenoszenie ich uprawnień do UE. Unia Europejska potrzebuje reformy swojej działalności, inaczej się rozpadnie (podkr. – JRN). Społeczeństwa UE coraz boleśniej odczuwają ograniczanie narodowej niezawisłości w dziedzinie przeprowadzania niezbędnych reform i samodzielnego wyboru w stosunkach zarówno handlowych i politycznych”. Red. Grzybowska wskazuje wreszcie na konieczność oderwania się od „układów, które gwarantują bezkarność politycznym nieudacznikom, jakich pełno w instytucjach unijnych i w rządach poszczególnych krajów członkowskich”.

Red. P. Gabryel o dyskryminowaniu mniejszych państw przez najbogatsze państwa UE

Warto przypomnieć tu omawiany już wcześniej na mym blogu świetny artykuł wpływowego publicysty, pierwszego zastępcy naczelnego redaktora tygodnika „Do Rzeczy” Piotra Gabryela: „Anty-Unia Europejska” („Do Rzeczy” z 4 kwietnia 2016). Gabryel pisał wręcz, bez ogródek: „Krótko mówiąc: coraz częściej zyski z istnienia UE są przechwytywane przez najbogatsze państwa UE, natomiast koszty funkcjonowania UE coraz brutalniej dzielone między wszystkich członków Unii (podkr. – JRN). Coraz więcej coraz mniej korzystnych rozwiązań jest w UE biedniejszym państwom po prostu narzucanych: kwoty imigrantów, których muszą przyjąć; niższe środki dla obywateli tych państw (i ich dzieci) pracujących w krajach bogatszych, koszty sprostania przez firmy transportowe z państw biedniejszych takim samym standardom płacowym, jakie obowiązują w krajach, przez które przejeżdżają ich kierowcy (…) krok za krokiem UE przeistacza się w Anty-Unię Europejską”.

Piotr Gabryel akcentował: „Pogłębiający się kryzys sprawia, że dyktując politykę UE kanclerz Niemiec, premier Francji i naczelni biurokraci UE przestali dbać choćby o pozory kolegialności i z coraz większą bezceremonialnością podejmują kluczowe dla UE decyzje nawet bez konsultowania ich z innymi krajami Unii. Coraz jawniej też kpią z interesu mniej liczących się państw UE – dość wspomnieć o wymierzonych w bezpieczeństwo krajów Europy Środkowej, w tym Polski, gazociągach Nord Stream 1 i 2, budowanych – bez skrupułów, ręka w rękę z Rosją – przez Niemców i ich akolitów w UE (…) Czy w obliczu tych smutnych zdarzeń wciąż jest myślozbrodnią postawienie pytania o granicę opłacalności przynależności Polski do tej zastępującej UE, Anty-Unii Europejskiej? (podkr. – JRN) (…)”.

Prof. Jan Zielonka z Oxfordu: „UE jest w stadium Breżniewa”

Niedawno z bardzo krytycznymi ocenami na temat przyszłości Unii Europejskiej wystąpił profesor Jan Zielonka z Oxfordu. Mówiąc o sytuacji UE, prof. Zielonka stwierdził: „(…) Powiedziałbym, że (UE – JRN) jest w stadium Breżniewa, jeśli miałbym się odwoływać do analogii sowieckiej. Był za czasów komunizmu zresztą taki kawał. Jechał Stalin, Chruszczow i Breżniew. Pociąg stanął. Stalin rozkazał: „Rozstrzelać maszynistę”. Rozstrzelali biednego maszynistę, ale pociąg nie ruszył. Chruszczow rozkazał: „Zrehabilitować maszynistę”. Zrehabilitowali go, ale pociąg nie ruszył. Breżniew rozkazał: „Zasłonić okna i ogłosić, że pociąg jedzie dalej”. Dokładnie tak jest. Widać to szczególnie po aroganckim zachowaniu europejskich liderów po wyborach do Parlamentu Europejskiego, przy których frekwencja wyborcza była zatrważająco niska. Zachowują się bowiem tak, jak gdyby nic się nie stało (…) Unia Europejska może przerodzić się w swego rodzaju atrapę. Chociaż nikt formalnie jej nie rozwiąże, to będzie coraz bardziej zmarginalizowana (podkr. – JRN) bez wpływu na to, co się dzieje w Europie (por. wywiad M. Chudolińskiego z prof. J. Zielonką: Koniec Unii Europejskiej? „Nieformalne układy biorą górę. Może stać się atrapą bez wpływów”. (por.weekend.gazeta.pl/…/1,152121,18043081).

Ryszard Bugaj apelował o większą powściągliwość w spełnianiu życzeń UE

Ciekawe, że również znany lewicowy ekonomista profesor Ryszard Bugaj apelował 7 listopada 2015 r. do PiS-u: „Chciałbym, abyśmy byli bardziej powściągliwi, jeśli chodzi o życzenia Unii Europejskiej, co oczywiście wymaga ostrożności”. Warto dodać, że prof. Bugaj w przeszłości niejednokrotnie zwracał uwagę na deficyt demokracji w UE przy nasileniu brukselskiej biurokracji (por. m.in. tekst R. Bugaja: „Więcej Unii oznacza mniej demokracji” w „Dzienniku.pl” z 16 maja 2012 i wywiad R. Bugaja: Europa dwóch prędkości może się opłacić, udzielony „Rzeczpospolitej” z 13 października 2014).

M. Marusik: „Unia jest pasożytem”

W lutym tego roku podczas konferencji grupy politycznej Europa Narodów i Wolności prezes KNP i wiceszef Europy Narodów Michał Marusik niezwykle ostro określił aktualną rolę Unii Europejskiej. W swym przemówieniu Marusik powiedział „Unia Europejska jest jak pasożyt. W naturze jest tak, że żaden organizm nie jest zaprojektowany na samobójstwo. Każdy organizm walczy o życie. Do ostatniego tchnienia. Również taki organizm jak Unia Europejska rozrasta się, rozbudowuje i chce żyć. Chce żyć, tak jak chce żyć jemioła na topoli – pasożytuje, nie zdając sobie sprawy z tego, że pasożytuje, i jemioła nie wie, że topola za chwilę padnie i ta jemioła też. Tak jak pchły na psie też chcą żyć, pasożytując na tym psie. Unia również chce żyć, ale to wcale nie znaczy, że my jej na to musimy pozwolić, bo to jest pasożyt” (cyt. za: T. Cukiernik: Unia jest pasożytem, „Najwyższy Czas” 27 lutego 2016).

2) Antynarodowa i antychrześcijańska ideologia dzisiejszej Unii Europejskiej

Na temat szkód wyrządzanych przez obecną lewacką ideologię UE wartościom chrześcijańskich i patriotyzmowi istnieje aż nadto wiele świadectw szokujących swą wymową. Ze względu na długość tego artykułu ograniczę się do jakże ważkich wypowiedzi na ten temat ze strony dwóch czołowych intelektualistów polskich: Bronisława Wildsteina i prof. Ryszarda Legutko.

B. Wildstein: Akceptacja obecnej Unii Europejskiej, to „recepta na upadek cywilizacji europejskiej, jaką znamy”

Szczególnie wnikliwy obraz upadku obecnej Unii Europejskiej znajdujemy w obszernym szkicu Bronisława Wildsteina: Konieczność odrodzenia Europy, („w Sieci” 18 maja 2015). Pisze on wprost, bez ogródek: „Akceptacja w obecnym kształcie UE to recepta na upadek cywilizacji europejskiej, jaką znamy”. Według Wildsteina: „Pod hasłami „wzmocnienia ochrony praw człowieka i swobód obywatelskich”, co zostało zapisane już w Maastricht, konstruuje się nową ideologię, która ma całościowo przekształcić cywilizację europejską. „Wzmocnienie” owych praw faktycznie prowadzi do podważenia ich fundamentu. Kolejne generacje nowych uprawnień tworzą przywileje dla kreowanych bez końca „mniejszości”, które odbierają większości możliwość kształtowania zbiorowego życia zgodnie ze swoimi przekonaniami oraz tradycjami i uderzają w ich podstawowe instytucje. W ten sposób jest podważana spoistość narodu i pogłębiane są drążące go konflikty (…) Pod hasłem „praw reprodukcyjnych” ukrywa się aborcja na życzenie. Prawa dla homoseksualistów oznaczają destrukcję małżeństwa (…) „Wzmacnianie” praw imigrantów i mniejszości etnicznych grozi tożsamości państw. „Neutralność światopoglądowa i religijna” staje się wojującym ateizmem czy raczej antychrześcijaństwem, redukuje prawa chrześcijan i niszczy fundament europejskiej cywilizacji” (podkr. – JRN) (por. B. Wildstein: Konieczność odrodzenia Europy”, „w Sieci” 18 maja 2015).

Prof. R. Legutko: „Ideologia unijna to barbarzyństwo”

Jeden z czołowych współczesnych intelektualistów polskich, europoseł prof. Ryszard Legutko stwierdził w „Do Rzeczy” z 17 lutego 2016: „Z punktu widzenia kultury europejskiej, która trwa od ponad 2,5 tys. lat i która jest wyznaczana przez dziedzictwo chrześcijańskie oraz antyczne, ta dzisiejsza ideologia unijna może być postrzegana jako barbarzyństwo”. Powodami tego są – według Legutki – kiepska i zideologizowana edukacja obecnych eurokratów. Jak akcentował Legutko: „Jedyna epoka, na którą się powołują, to oświecenie, czyli czasy dużego myślowego zdogmatyzowania, gdzie nawet największy głupek uważał się za oświeconego, jeśli tylko krytykował chrześcijaństwo i walczył z dorobkiem przeszłości”. Prof. Legutko stwierdził również, że w odróżnieniu od katolickich polityków – założycieli UE „jej obecni liderzy odwołują się do lewackiej rewolucji seksualnej 1968 roku” (za: http://kontrrewolucja.net/wiadomosci/prof-legutko-ideologia-unijna-barbarzynstw).

Przeważająca część społeczeństwa nie ma pojęcia o powyższych krytycznych publikacjach o UE, bo na ogół ukazywały się one poza głównymi mainstreamowymi mediami. Stąd utrzymujące się u tak wielu Polaków poczucie błogostanu Unii. Czołowi rządzący politycy, w tym szefowie resortów gospodarczych rządu Pani Szydło, na pewno wiedzą o tych publikacjach, lecz dziwnie jakoś nie wyciągają z nich wniosków i nie zabierają głosu na podobne drażliwe, czy niewygodne dla nich tematy. Wyjątkiem są liczne wystąpienia prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego o eksploatowaniu Polaków, o czym szerzej napiszę w następnym odcinku.

Dobrze byłoby, żeby czołowi politycy PiS-u, w tym przede wszystkim ministrowie z resortów gospodarczych, poszli śladem premier B. Szydło i zaczęli konkretnie mówić o tym, jak bardzo za naciskami luminarzy Unii Europejskiej na Polskę tkwią „pieniądze”, czyli chęć ratowania tak im miłego procederu ogrywania i eksploatowania Polski. Otwarta mowa na ten temat bardzo pomogłaby w uświadomieniu większości narodu na temat całej prawdy o naszych stosunkach z UE. Obaliłoby to wciąż pokutujący mit o dobrej cioci z Brukseli i krnąbrnych Polakach z PiS-u, tak chętnie rozgrywany dziś przez antynarodową opozycję.

Czas na przeprowadzenie dokładnego rządowego bilansu dziesięciolecia Polski w Unii Europejskiej

Jakie wnioski nasuwają się z przedstawionych powyżej ocen, które wyszły spod piór wybitnych postaci polskiego życia publicznego? Najważniejszym wnioskiem jest chyba to, że istnieje ogromna potrzeba jak najszybszego podjęcia przez rząd PiS-u prac nad przeprowadzeniem gruntownego, nie kłamanego, bilansu dziesięciu lat obecności Polski w UE, pełnego obrazu zysków i strat. Powinno się także sięgnąć wstecz do okresu od 1989 r. do 2004 r., gdy UE całkowicie złamała wobec Polski swoje zobowiązania w sprawie tempa otwierania rynków, prowadząc do asymetrii w stosunkach gospodarczych kosztem Polski. Przypomnijmy choćby to, co akcentował wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa – to, iż w latach 1990-1999 eksport polskich produktów rolnych do UE wzrósł tylko o jedną piątą, podczas, gdy eksport UE do Polski zwiększył się o ok. 600% (por. J. R. Nowak: „Polska a Unia Europejska. 44 pytania, Warszawa 2003, s. 11). Na próżno już w 1993 r. ostrzegał nas jeden z najsłynniejszych myślicieli świata profesor Karl Popper, stwierdzając: „W dziedzinie rolnictwa możecie być potentatem w skali kontynentu. Jak na Europę jesteście przecież sporym rynkiem. I wszystko jest w porządku, dopóki jesteście rynkiem zbytu, wtedy was bardzo chwalą. Gorzej jest, gdy chcecie grać rolę rynku wytwórców. W tym wypadku ustawia się przed wami bariery”. Wywiad z prof. C. Popperem ukazał się we „Wprost” z 8 sierpnia 1993 r. pod jakże wymownym tytułem: „Kłopoty z bękartem. Na rozkaz brukselskich biurokratów dusicie się własnymi rękoma”. (podkr. – JRN). Jakże przydałoby się jak najszybsze zwołanie – w odpowiedzi na rezolucję UE atakującą Polskę – nadzwyczajnej sesji Sejmu, poświęconej rzeczowej analizie wielu lat naszej „współpracy” z UE. Obawiam się, że jednak do tego nie dojdzie, bo jak komentował świeżo Max Kolonko w dniu 18 kwietnia 2016 r.: „Nasza polityka zagraniczna jest defensywna, a nie asertywna” (podkr. – JRN). Taka debata wymownie pokazałaby, że stosunki gospodarcze Polski z Unią, to faktycznie gra z szulerem!

PS. Znów uraczyłem czytelników dość długim tekstem. Musiałem jednak to zrobić, by zebrać w jednej całości zbyt dużą ilość opinii o UE, świadomie przemilczanych lub słabo nagłośnionych, w tzw. mainstreamowych mediach.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/04/wybitni-naukowcy-i-publicysci-krytykuja.html

Słabości polityki zagranicznej (III)

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Zbyt słaby odpór Polski wobec ataków luminarzy z UE

Długotrwałe zabiegi rządu Beaty Szydło o polepszenie stosunków z Unią Europejską spełzły na niczym. 13 kwietnia 2016 r. Parlament Europejski ogłosił rezolucję brutalnie ingerującą w polskie sprawy i oszczerczo krytykującą Polskę za rzekome ograniczanie demokracji. Premier B. Szydło skomentowała w TVP Info rezolucję PE słowami: „To rezolucja przeciw polskiemu państwu (…) W rezolucji nie ma ani słowa, że rząd PiS podjął dialog, że szukamy kompromisu, trwają prace. Nie odczytuję tej opinii jako wyjścia naprzeciw i szukania kompromisu, tylko wręcz odwrotnie. Moim zdaniem rezolucja burzy ten dialog, o którym my mówimy (…) Europarlament ma dzisiaj dużo poważnych problemów, którymi powinien się zajmować. UE przeżywa poważne kryzysy i powinna je rozwiązywać, a nie mieszać się w walki polityczne i stosować nierówną miarę dla wszystkich” (podkr. – JRN). Premier Szydło zapytała, dlaczego Unia nie pochyla się nad problemem uchodźców? – Dlaczego PE nie zajął się incydentami w Kolonii, które miały miejsce na przełomie roku. Dlaczego z troską nie pochyla się nad wynikiem referendum w Holandii, które odrzuciło umowę stowarzyszeniową z Ukrainą?” Z kolei sekretarz stanu w MSZ ds. europejskich Konrad Szymański, występując w RMF, zarzucił UE, że włącza się w polski konflikt i w rezolucji „nie ma żadnej sensownej ścieżki rozwiązania problemu wokół Trybunału”.

Osobiście uważam, że mocnym słowom premier B. Szydło o rezolucji Parlamentu Europejskiego powinna towarzyszyć wyraźna zmiana polskiej polityki wobec Unii Europejskiej. Należy w pełni pozbyć się iluzji na temat różnych organów UE, faktycznie broniących tylko interesów wielkich zachodnich korporacji finansowych i gospodarczych, i nie chcących słuchać o autentycznym dialogu i poszanowaniu praw średnich i mniejszych narodów. Warto tu wziąć przykład z ewolucji premiera Viktora Orbana. Jeszcze 7 stycznia 2011 r. Orban określił jako „historyczny sukces’ uzyskanie przez Węgry członkostwa w UE. Dość szybko zmienił jednak stanowisko, reagując na nieuczciwe, faryzeuszowskie presje UE w interesie zachodniego wielkiego kapitału. Już parę miesięcy później – 15 marca 2011 r., przemawiając z okazji święta narodowego Węgier, Orban powiedział: „Nie pozwolimy, aby z Brukseli, czy skądkolwiek ktokolwiek coś nam dyktował. Od nikogo nie zniesiemy więcej pouczeń”. W 2012 r. Orban otwarcie przyrównał ingerencję z UE do czasów sowieckiej dominacji na Węgrzech, mówiąc: „Znamy lepiej niż dobrze ten rodzaj nieproszonej bratniej pomocy, nawet , kiedy teraz nosi ona dobrze skrojony garnitur, a nie mundur wojskowy z pagonami” (podkr. – JRN).

Wyciągnijmy wnioski ze zlej woli Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej wobec Polski

W ostatnich kilku miesiącach mieliśmy wiele przykładów zlej woli wobec Polski ze strony czołowych luminarzy UE, a czasami skrajnie grubiańskich agresywnych ataków niektórych z nich. Celował w tym przede wszystkim przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. niedouczek, bez matury, i długoletni alkoholik (alkoholem leczył długotrwałą depresję). Fanatyczny lewak Schulz, znany jest ze skrajnej niechęci do Kościoła i skłonności do obrażania innych rządów i krajów. M.in. już w 2007 r. publicznie zaatakował rząd J. Kaczyńskiego, mówiąc: „Mam nadzieję, że polski naród jest na tyle mądry, że odeśle ten rząd do domu!”. Przy innej okazji powiedział publicznie, że porażka Kaczyńskich „byłaby błogosławieństwem dla Polski i Europy” (cyt. za: P. Jendraszczyk i A. Słojewska: Polityk SPD: dość rządu PiS-u, „Rzeczpospolita” 26 września 2007). W grudniu 2015 r. Schulz zaatakował Polskę w sposób wręcz skandaliczny, mówiąc: „To, co rozgrywa się w Polsce, ma charakter zamachu stanu i jest dramatyczne” – „Oczekuję, że Martin Schulz przeprosi Polskę” – skomentowała premier Beata Szydło. Okazało się to płonną nadzieją. Schulz dalej z całą dezynwolturą atakował przemiany w Polsce. Np. w styczniu 2016 r. powiedział: „Zwycięstwo wyborcze nie może być interpretowane jako mandat do transformacji kraju” (cyt. za tekstem T. Wróblewskiego: Brudna gra ratingami, „Wprost” z 24 stycznia 2016). Także w styczniu 2016 r. Schulz oszczerczo powiedział o sytuacji w Polsce: – „To jest sterowana demokracja a’la Putin, niebezpieczna putinizacja polityki europejskiej”.

Przez lata Schulz skrajnie, wręcz furiacko atakował inaczej myślących innych polityków europejskich, m.in. premiera Węgier V. Orbána (por. J. R. Nowak: „Węgierska droga do zwycięstwa”, Warszawa 2015, t.2, ss. 85, 161-162). Brutalnie atakowany przez Schulza premier Włoch  Silvio Berlusconi nazwał niemieckiego polityka „kapo”. Schulz szereg razy chamsko ingerował w wewnętrzna politykę Włoch, aż doszło do tego, że przywódca kontestatorskiego Ruchu 5 Gwiazd Beppe Gruillo napisał na swym blogu „Schulz kaputt” (por. korespondencja P. Kowalczuka z Rzymu: Cytaty z Schulza, „Do Rzeczy” 10 stycznia 2016). Można tylko ubolewać, że na czele Parlamentu Europejskiego stoi teraz niedouczony fanatyk Schulz, zawsze skłonny do jątrzenia.

Do luminarzy UE szczególne agresywnie atakujących Polskę należy Guy Verhofstadt, przewodniczący grupy Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (84 europosłów). Posunął się on do oszczerczego stwierdzenia, że rząd PiS jest „narodowo-socjalistyczny” i wykonuje robotę Putina” (cyt. za: T. Łysiak: Nazizm, „w Sieci” 4 stycznia 2016). Przy innej okazji stwierdził: ”Kaczyński pomaga Putinowi, bo Putin nie lubi unijnej jedności” (cyt. za: A. Słojewska: Debata o Polsce bez awantury, „Rzeczpospolita” 20 stycznia 2016). Verhofstadt ciągle judzi przeciw Polsce. Świeżo w kwietniu 2016 r. napisał na swym portalu m.in.: „Jest dla mnie niewyobrażalne, żeby liderzy państw NATO dalej rozważali udział w szczycie NATO w Warszawie, jeżeli w Polsce będzie trwał kryzys konstytucyjny, a rząd będzie lekceważył praworządność (…) Smutna rzeczywistość pokazuje, że gdyby dziś Polska czy Węgry ubiegały się o członkostwo w UE, ich starania byłyby odrzucone” (cyt. za: Wyborcza.pl z 15 kwietnia 2016).

Przypomnijmy teraz kilka jakże wymownych danych z życiorysu tego jednego z głównych oskarżycieli Polski na forum międzynarodowym. Skrajny belgijski lewak Guy Verhofstadt jako premier Belgii od 1999 roku do 2008 roku doprowadził do wprowadzenia „małżeństw homoseksualnych” i „prawa do eutanazji”. Za jego rządów belgijskie sądy, prokuratura i policja były oskarżane o wyjątkową opieszałość i nieudolność (afera Dutroux) (por. szerzej L. Szymowski: Tercet budowniczych demokratów, „Najwyższy Czas” 30 stycznia 2016). Samego premiera Verhofstadta oskarżano o tuszowanie tej afery. Verhofstadta, który stracił premierostwo w 2008 r. oskarżano również o marnotrawienie publicznych pieniędzy i różne podejrzane interesy (por. L. Szymowski: Grupa masonów trzymająca Brukselę, „Warszawska Gazeta” 29 stycznia 2016). Dodajmy tu, że Verhofstadt jest członkiem zarządu belgijskiej firmy Exmar, która od dawna prowadzi interesy z Gazpromem. Jak przypomniała w Internecie Joanna Kolomyetsev: „Gazprom już wielokrotnie próbował ograniczyć rolę gazoportu w Świnoujściu poprzez kosztowny rurociąg Nord Stream, którym jest dostarczany gaz ziemny do Europy” (por. J. Kolomyetsev: Verhofstadt i Gazprom. Czyich interesów broni belgijski liberał? blogpublika.com 2016/01/21). Nic dziwnego, że Verhofstadt tak ostro atakuje rzad PiS-u, który chce rozbudowywać gazoport w Świnoujściu.

Znamienne jest, że Verhofstadt już w lipcu zeszłego roku udzielił poparcia Nowoczesnej w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Pisano już w polskiej prasie o aliansie strategicznym Verhofstadta i Ryszarda Petru, który chce wejścia nowoczesnej do liberalnej frakcji Verhofstadta. Dodajmy do tego, że akurat w dzień debaty w PE nad sprawą polską Verhofstadt spotkał się z Mateuszem Kijowskim z KOD-u. Według wspomnianego już artykułu Leszka Szymowskiego z „Najwyższego Czasu” Verhofstadt „15 września 2010 roku reaktywował grupę Spinelli – masońską lożę o skrajnie antychrześcijańskim charakterze”. Wśród założycieli tej loży masońskiej obok Verhofstadta znaleźli się osławiony lewak z 1968 r., znany pedofil Daniel Cohn-Bendit („Czerwony Dany”) bankster Mario Monti, którego przeforsowano na premiera Włoch i inny osławiony lewak Joschka Fischer, przez pewien czas minister spraw zagranicznych Niemiec.

Szkoda, że polska telewizja publiczna pod batutą wyraźnie śpiącego w wielu sprawach Jacka Kurskiego nie pokusiła się o pokazanie szerszej publiczności jakie to „autorytety” z UE dyrygują obecną kampanią przeciw Polsce. Znamienne, że nikt z przywódców histerycznej anty-PiS-owskiej opozycji z PO, Nowoczesnej czy PSL nie zdobył się na wystąpienie przeciwko jawnym antypolskim oszczerstwom ze strony M. Schulza, G. Verhofstadta czy D. Cohn-Bendita. Co ci „polscy” politycy mają wspólnego z Polską, z naszymi interesami narodowymi i z polską racją stanu?!

O ile wiem, to z czołowych polityków PiS-u jak dotąd ostro atakowała Verhofstadta tylko b. minister spraw zagranicznych, a obecnie europosłanka Anna Fatyga. Europosłanka A. Fotyga ostrzegła G. Verhofstadta, aby ten „pomyślał dwa razy, zanim osobę taką jak ona określi mianem „narodowego socjalisty” i „pomocnika Putina”. Według eurodeputowanej Verhofstadt jako „jeden z najbardziej elokwentnych europejskich polityków dla przyciągnięcia uwagi po prostu korzysta z brutalności zamiast faktów”. Jak pisała Fotyga były premier to „belgijski liberał dobrze znany z mieszania się w sprawy polskie”. Fotyga podkreśliła, że Verhofstadt „osiem lat temu aktywnie wspierał swoich polskich aliantów w protestach przeciwko lustracji” i „nie wahał się zaangażować w kampanię przeciwko lustracji w Warszawie” (cyt. za: www.polsatnews.pl z 4 stycznia 2016).

Z kolei przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker poprzednio jako premier Luksemburga „wsławił się” zawarciem wielu umów korzystnych dla międzynarodowych korporacji, które dzięki temu zaoszczędziły na podatkach miliardy dolarów (Por. J. Mielnik: Unia od Brukseli gnije, „Wprost” z 21 lutego 2016). Głośna stała się „afera LuxLeaks”, związana z systemem obchodzenia podatków za premierostwa Junckera w Luksemburgu. Junckera oskarżano wprost, że to on stworzył cały oszukańczy system unikania podatków. Nic dziwnego, że Juncker, specjalista od cichych umów z międzynarodowymi korporacjami jest takim entuzjastą zawarcia porozumienia TTIP, korzystnego tylko dla tychże korporacji, a niszczącego średnie i małe kraje. Gwóźdź do trumny Junckera jako premiera Luksemburga stanowiło wykrycie afery podsłuchowej z naruszeniem uprawnień przez służby specjalne. W tej sytuacji – jak pisał J. Mielnik w cytowanym tekście we „Wprost” – Junckerowi „na otarcie łez (…) załatwiono posadę szefa Komisji Europejskiej”. Warto dodać, że 9 czerwca 2015 r. parlament Luksemburga przyjął uchwałę przepraszającą za udział tego kraju w prześladowaniu Żydów w czasie drugiej wojny światowej. Junckera niejednokrotnie oskarżano, że wraz z innymi politykami z Luksemburga starał się tuszować tę sprawę w czasie swego premierostwa. W brytyjskiej prasie w 2014 r. pisano o nazistowskich powiązaniach rodziny Junckera.

Przypomnijmy, że Juncker wielokrotnie krytykował Polskę. Już w marcu 2007 r. stwierdził, że „wielu Polaków ma rzekomo całkowicie skrzywiony obraz Niemiec”. We wrześniu 2015 r. Juncker brutalnie naciskał na rzecz przyjęcia przez Polskę 11 tys. imigrantów, demagogicznie akcentując, że: „Polacy także byli kiedyś uchodźcami (…) 20 mln. potomków Polaków mieszka poza Polską w wyniku emigracji politycznej i ekonomicznej, po wysiedleniach, przesiedleniach podczas bolesnej historii Polski”. Juncker niejednokrotnie wypowiadał obawy co do rozwoju sytuacji w Polsce. Dodajmy, że w maju 2015 r. publicznie nazwał dyktatorem premiera Węgier V. Orbána. Juncker znany jest z niebywałego faryzeuszowskiego zakłamania w polityce. W tym względzie warto polecić gruntownie go obnażający artykuł ambasadora RP w Wielkim Księstwie Luksemburga Bartosza Jałowieckiego: Luksemburska hipokryzja, „Rzeczpospolita” 14 stycznia 2016 r).

Do ataków na Polskę włączył się w 2015 r. najbardziej osławiony lewak europejski Daniel Cohn-Bendit w kadencjach 1999-2004 i 2004-2009 oraz 2009-2014 współprzewodniczący Grupy Zielonych w Parlamencie Europejskim. Jesienią 2015 r. w programie ZDF Cohn–Bendit krzyczał: „Powiedzmy Polsce, że jeżeli nie chce imigrantów, to zabierzemy jej 40% funduszy strukturalnych i 40% funduszy agrarnych, bo my potrzebujemy tych pieniędzy na migrantów” (podkr. – JRN) (cyt. za artykułem L. Szymowskiego Cohn- Bendit znany jest jeszcze od czasów majowych rozruchów w Paryżu w 1968 r. z awanturnictwa i skandalizowania. Skrajny wróg państw narodowych w swoim czasie pisał w „Le Nouvel Observateur” o „okresie nacjonalistycznych represji pod rządem braci Kaczyńskich”. Parę lat temu popisał się wyjątkowym wręcz wybrykiem antynarodowego fanatyzmu, publikując na łamach „Gazety Wyborczej” z 4 września 2013 r. ogromniastą filipikę „Precz z państwem narodowym”. Dodajmy, że Cohn-Bendit jest od lat najzajadlejszym wrogiem premiera V. Orbána, którego atakował w niebywale grubiański sposób (por. J. R. Nowak: „Węgierska droga…, op.cit., t. 2, ss. 81-82, 85, 92). W 1975 r. otwarcie przyznał się do pedofilii, wspominając: „Mój nieustanny flirt z dziećmi szybko przyjął charakter erotyczny (…) Kilka razy zdarzyło się, że dzieci rozpięły mi rozporek i zaczęły mnie głaskać (…) często mimo wszystko i ja je głaskałem” (por. szerzej: L. Szymowski: Tercet…, op.cit.).

Zaiste prawdziwie przedziwne towarzystwo rządzi Unią: brutalny nieuk Schulz, patron eutanazji Verhofstadt, oszust podatkowy na wielką skalę Juncker, pedofil Cohn-Bendit. Nasuwa się pytanie, jak wyżej opisani wrogowie wartości chrześcijańskich i państw narodowych, dziś dominujący na czele Unii Europejskiej, mogą być autorytetami dla nas Polaków?

Negatywne posunięcia personalne wobec Polski

Dominacja lewaków w Unii Europejskiej odbija się rykoszetem na różnych negatywnych posunięciach personalnych wobec Polski. Marek Prawda, usunięty niedawno z funkcji Ambasadora RP przy Unii Europejskiej już następnego dnia został mianowany ambasadorem Unii Europejskiej przy Rzeczypospolitej. Dzięki decyzji przewodniczącego Komisji Europejskiej J.-C. Junckera. A więc ambasador, do którego straciła zaufanie Polska został mianowany przez szefa UE ambasadorem Unii w Polsce. Świetnie skomentował tę nominację znakomity znawca polityki zagranicznej Krzysztof Baliński (polecam jego obszerną, wielce „niepoprawną politycznie” książkę: „MSZ polski czy antypolski”, Warszawa 2013): „Ulokowanie Prawdy w Warszawie jako żywo przypomina propozycję ludowego komisarza spraw zagranicznych Rosji Sowieckiej Georgija Cziczerina, złożoną w październiku 1918 r. Radzie Regencyjnej, by skierować do Warszawy Juliana Marchlewskiego, jako przedstawiciela dyplomatycznego Kremla. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć, że w dyplomacji wymagana jest zgoda na przyjęcie określonej osoby w charakterze szefa obcej misji dyplomatycznej. Państwo przyjmujące ma swobodę udzielenia zgody bądź odmowy jej udzielenia. Co więcej – w przypadku odmowy nie musi tego uzasadniać” (por. K. Baliński: Zawód wykonywany – folksdojcz, „Warszawska Gazeta” 15 kwietnia 2016).

9 stycznia 2016 r. Komisja Europejska, „wyrażająca troskę o jakość demokracji w Polsce”, na spotkanie w polskim MSZ wysłała swoją przedstawicielkę Marzennę Guz-Vetter. Na stronie „Niezależna.pl” komentowano, iż: „Troska o standardy demokracji zbiega się z faktem, że Guz-Vetter to córka b. dziennikarza „Trybuny Ludu” Eugeniusza Guza. Jej ojciec Eugeniusz Guz, dziennikarz „Trybuny Ludu”, za swoje zasługi dla komunistycznej władzy trafił na „listę Kisiela” – tekst Stefana Kisielewskiego opublikowany w 1984 r. a składający się z nazwisk najbardziej zaangażowanych propagandystów. Guz zasłynął także książkami o zamachu z 1981 r. na papieża Jana Pawła II podważającymi sowieckie ślady tej akcji. Przy okazji ukazania się w 2006 r. kolejnej jego książki o tym samym wydźwięku, dziennikarze ujawnili, że Guz przez 30 lat był zarejestrowanym TW peerelowskiej bezpieki”.

Inna skandaliczna sprawa to fakt, że Unia Europejska rozstrzygnęła przyznanie kontroli polskiej gospodarki z ramienia UE firmie najbardziej znienawidzonego lewackiego polityka na Węgrzech, byłego postkomunistycznego premiera, znanego z niebywałych oszustw, Ferenca Gyurcsány’ego. Oto, co pisał na ten temat Piotr Skwieciński na łamach tygodnika „w Sieci” pt. „Obiektywny audytor” m.in.: „Ta wiadomość nie przebiła się do serwisów informacyjnych, a powinna. Oto Komisja Europejska rozstrzygnęła przetarg na to, kto w jej imieniu skontroluje, w jaki sposób nasz kraj będzie wydawał unijne pieniądze. Otóż wybór padł na firmę należącą do… byłego socjalistycznego premiera Węgier Ferenca Gyurcsány’ego. Tak, tego, który określał własną ojczyznę mianem „ku…skiego kraju”. Tego, który w końcu przegrał wybory z Viktorem Orbánem. Audytorem nowego polskiego rządu, stworzonego przez partię deklarującą bliskość z obecnym szefem rządu w Budapeszcie będzie więc człowiek emocjonalnie nienawidzący węgierskiego premiera. Pozwala to mieć pewność, że Polska będzie oceniana rzetelnie i obiektywnie…”. Mówiąc wprost Unia po prostu bezczelnie robi nas w konia! Kiedyż wreszcie zrozumiemy, że Unia tylko na pokaz afirmuje swoją dobrą wolę, a faktycznie promuje naszych wrogów.

Jak powinniśmy odpowiedzieć na faryzejskie oskarżenia ze strony UE?

Myślę, że czas ostatecznie pozbyć się iluzji co do dobrej woli czołowych luminarzy UE wobec Polski. Nasza odpowiedź na oszczercza ingerencję wobec Polski w rezolucji PE powinna być wieloraka. Po 1). Należy podjąć kilka szybkich decyzji personalnych wobec polityków z Polski działających na szkodę polskich interesów w sprawach unijnych, o czym pisze niżej. Po 2). Należy ogłosić szerokie oświadczenie na temat głównych przejawów kryzysu w UE, które próbuje się przesłonić, karcąc Polskę. Byłaby to sprawa fatalnej polityki kanclerz A. Merkel, ułatwiającej zalew Europy przez imigrantów, Brexit, kryzys euro, tolerancja wobec godzących w część krajów UE szkodliwych pomysłów gospodarczych w stylu Nord Stream 2. Po 3). Należy jak najszybciej przejść do przeprowadzenia szerokiego uczciwego bilansu stosunków gospodarczych między Polska a UE, zarówno w czasie naszej obecności w UE, jak i wcześniej w latach akcesji. Pokazałby on jak wiele było dyskryminacji i nieuczciwości w stosunku UE do Polski. Po 4). Należałoby jak najszybciej rozwinąć w telewizji publicznej i publicznym radio kampanię wyjaśniającą całą prawdę o sytuacji Polski w UE i ciągłych próbach eksploatowania naszego kraju przez możnych z UE. Punkty 2, 3 i 4 szerzej omówię w następnej pozycji tego blogu pt. Czas zerwać z „infantylnym eurooptymizmem”. Pozycję tę rozpocznę od przypomnienia świetnego, a dziś jakże niesłusznie przemilczanego artykułu obecnego sekretarza stanu w MSZ ds. europejskich Konrada Szymańskiego w „Rzeczpospolitej” ze stycznia 2015 r. pt. „Unia skazana jest na klęskę”.

Podjąć ostre wyraziste decyzje personalne wobec polityków szkodzących pozycji Polski w UE

W ślad za tak nierzetelną wobec Polski decyzją Parlamentu Europejskiego Polska powinna podjąć jak najszybciej jednoznaczne zmiany personalne w różnych forach związanych z UE. Jakże słusznie parę tygodni temu po nielojalnym zachowaniu H. Suchockiej w Komisji Weneckiej polskie władze zapowiedziały, że ta Pani nie będzie już ponownie reprezentować Polski w tej Komisji. Podobnie należy postąpić teraz po przeforsowaniu krzywdzącej Polskę rezolucji w PE z pomocą grupy posłów z PO, PSL i SLD.

- Po pierwsze strona polska powinna natychmiast zwrócić się o odwołanie Elżbiety Bieńkowskiej z funkcji komisarza ds. rynku wewnętrznego. Mamy do tego prawo. Politolog z Instytutu Europeistyki dr hab. Piotr Wawrzyk stwierdził niedawno w wywiadzie: „Elżbieta Bieńkowska jest komisarzem, więc co do zasady działa w interesie UE. W tej jednak sytuacji, gdy chodziło o wizerunek kraju, z którego pochodzi, powinna zagłosować przeciwko wszczęciu procedury wobec Polski, zachować się lojalnie w stosunku do własnego państwa. Swoim zachowaniem wybrała jednak lojalność wobec establishmentu brukselskiego i partii, która ją do Brukseli wysłała. Jestem przekonany, że przedstawiciel Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii zachowałby się w tej sytuacji inaczej. Polska jak każde państwo członkowskie Unii Europejskiej, ma prawo poprosić o wymianę pochodzącego z jej kraju komisarza. Jako powód można podać procedury prawne. Jeśli polska prokuratura podejmie wątki ujawnionych na taśmach rozmów komisarz Bieńkowskiej i ówczesnego szefa CBA Pawła Wojtunika na temat, jak twierdziła ówczesna minister rozwoju regionalnego, fikcyjnych kontroli wydawania funduszy unijnych, to rząd miałby podstawę, by zwrócić się do Komisji o zmianę na stanowisku komisarza”. (por. wywiad S. Treffler z dr. hab. P. Wawrzykiem pt.: „Polska ma prawo wystąpić o zmianę komisarza” „Gazeta Polska” z 20 stycznia 2016).

- Po drugie w związku z niedawnym nielojalnym zachowaniem Donalda Tuska w Nowym Jorku, jego głupawym atakiem na obecny rząd, należałoby już teraz publicznie wystąpić przeciwko przedłużeniu pobytu b. premiera z PO na stanowisku przewodniczącego Rady Europy. Wiadomo, że Tusk jest w samej Unii Europejskiej powszechnie uważany za niekompetentnego lenia, stanowisko Polski w jego sprawie powinno być przyjęte ze zrozumieniem.

- Po trzecie strona polska powinna wystąpić o usunięcie Marka Prawdy z funkcji przedstawiciela UE w Polsce, wskazując na to, że ma powody podejrzewania go o jednostronność ocen na temat Polski (musiałoby to oczywiście być gruntownie udokumentowane).

- Po czwarte większość sejmowa powinna wystąpić o zdjęcie Grzegorza Schetyny z funkcji przewodniczącego sejmowej komisji do spraw zagranicznych ze względu na jego wyraźną zdradę Polski poprzez inspirowanie antypolskiej nagonki w Parlamencie Europejskim i w Komisji Europejskiej. Wszystkich tych europosłów z PO, PSL i SLD, którzy głosowali za rezolucją PE w tak krzywdzący sposób ingerującą w sprawy polskie, należy publicznie ogłosić za zdrajców Polski, „nowych targowiczan” i odpowiednio traktować. Podobnie należy potraktować europosłanki Julię Piterę i Różę Thun, które tak nienawistnie gardłowały przeciwko wybraniu europosła Janusza Wojciechowskiego w skład Europejskiego Trybunału Obrachunkowego.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/04/sabosci-polityki-zagranicznej-iii.html

Słabości polityki zagranicznej RP (I)

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Efekty polityki zagranicznej PO można krótko podsumować słowami starej piosenki warszawskiego Studenckiego Teatru Satyryków: „Ja już widziałem takie dno, przy którym wszystkie gwiazdy bledną!” Za rządów PO polityka zagraniczna leżała na wszystkich kierunkach geograficznych. Na pewno nie było sukcesem niewolnicze skundlenie Polski D. Tuska wobec dyktatu niemieckiej kanclerz A. Merkel. Stany Zjednoczone, formalnie nasz główny sojusznik militarny, symbolicznie zaznaczyły swój stosunek do Polski pokazując nam drzwi akurat w dniu 17 września, gdy zerwały ustalenia w sprawie tarczy przeciwrakietowej. Doszły do tego sławetne słowa B. Obamy o „polskich obozach koncentracyjnych” i późniejsza wypowiedź szefa FBI w tym samym stylu, za którą odmówił przeproszenia. Francja już kilka lat temu określiła miejsce Polski słowami prezydenta J. Chiraca: „Polska straciła okazję siedzenia cicho”. Stosunki z Rosją pogorszyły się do niebywałego stopnia i znalazły się w najgorszym stanie od 1989 r. Ukraina, mocno wspierana przez rząd PO, nawet za cenę wyjścia przed szereg w stosunku do innych krajów Europy, bez wahania zgodziła się na wyeliminowanie nas z grona krajów mających wpływ na rozwiązywanie kryzysu ukraińskiego, obok Niemiec, Francji i Rosji. A na dodatek zaczęła intensywnie uprawiać kult ludobójców z UPA. Z kolei kraje Grupy Wyszehradzkiej w ostatniej chwili zostały zdradzone przez premier E. Kopacz przez jej nielojalne posunięcie, zrywające wcześniejsze ustalenia w sprawie imigrantów. PO zupełnie „zapomniała” o Polakach na Wschodzie i blisko 20-milionowej Polonii (m.in. nic nie zrobiła dla przełamania dyskryminacji 2-milionowej mniejszości polskiej w Niemczech i wsparcia jej walki o przyznanie praw mniejszości narodowej). Równolegle do tego przez całe 8 lat rządów PO dalej trwało pogarszanie obrazu Polski w świecie, przy żałosnej bierności i indolencji ambasadorów i ambasad. To pogarszanie obrazu Polski sprzyja nagłaśnianiu bezprawnych roszczeń żydowskich wobec naszego kraju, a w przyszłości może ułatwić rozczłonkowywanie Polski, zwłaszcza działania dla pokojowego zaboru naszych ziem zachodnich i północnych. Można powiedzieć, że nowy rząd PiS-u przejął polską politykę zagraniczną w stanie prawdziwej ruiny. Stanowiło to fatalną pozycję wyjściową dla polityki zagranicznej rządu PiS-u.

Jest również parę innych czynników nie ułatwiających rządowi PiS-u wyprowadzanie Polski z międzynarodowej izolacji, w jaką zepchnęły ją rządy PO. Pierwszym z nich jest słabość frakcji, do której wchodzi PiS w Parlamencie Europejskim, w odróżnieniu od tamtejszej pozycji PO. Przypomnijmy, że PO należy do najsilniejszej frakcji w parlamencie Europejskim – Grupy Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańskich Demokratów), liczącej 271 członków. Do tej frakcji należą też przedstawiciele partii V. Orbána – Fidesz. PiS należy natomiast do jednej z najsłabszych frakcji w PE, piątej pod względem liczebności (52 członków) – Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Na dodatek samo PiS przez lata nie zadbało o pozyskanie sobie liczących się przyjaciół na arenie międzynarodowej. I jest to drastyczna różnica w zachowaniu PiS-u w odróżnieniu od działań Fideszu Orbána. Viktor Orbán, walcząc o władzę na Węgrzech od 2002 roku, a potem rządząc, cierpliwie zabiegał o zyskanie sojuszników za granicą. Warto tu wspomnieć kilka nieznanych w Polsce faktów. B. kanclerz Niemiec Helmut Kohl akurat w czasie jednej z większych nagonek na Węgry wywiadzie dla „Sterna” z 5 listopada 2014 r. nazwał premiera Orbána „wielkim Europejczykiem, który po europejsku myśli i działa„. Wielkim Europejczykiem nazwał Orbana również przewodniczący frakcji EPP (Europejskiej Partii Ludowej) w Europejskim Parlamencie Joseph Daul. Wśród osób występujących z jednoznacznym entuzjastycznym poparciem dla Orbána znaleźli się m. in. najsłynniejszy konserwatywny filozof brytyjski Roger Scruton, słynny rosyjski dysydent pisarz Władimir Bukowski, parokrotny gubernator Nowego Jorku George Pataki, popularny pisarz brytyjski Tibor Fischer, autor książkowego eseju o „Tygrysie Orbánie”. Do czołowych zagranicznych zwolenników Orbána zalicza się Christopher H. Smith, jeden z najaktywniejszych kongresmanów amerykańskich, od 2011 r. współprzewodniczący Kongresu Helsińskiego w USA. Przyrównał on nawet osobę węgierskiego premiera do postaci prezydenta Ronalda Reagana, z którym współpracował przez lata. W stanowczej obronie Orbána wobec ataków z zewnątrz występowali m.in. prezydent Czech Vaclav Klaus, premier Czech Petr Necas, premier W. Brytanii David Cameron. Dodajmy, że sam Orbán, posługujący się znakomitą angielszczyzną, niestrudzenie werbował kolejnych zwolenników Węgier na arenie międzynarodowej, występując na rozlicznych konferencjach międzynarodowych, m.in. na zjazdach katolików w Madrycie i Bilbao, na konferencji katolików w Berlinie, na zjeździe gnieźnieńskim, czy uczestnicząc w zaciekłych bojach w Parlamencie Europejskim.

Na tym tle tym dziwniejszym jest to, że politycy PiS-u nie pozyskali przez ostatnie dziesięć lat żadnego wybitnego przyjaciela politycznego wśród polityków Zachodu, czy nawet wśród polityków pobliskich słowiańskich Czech i Słowacji? Dlaczego nie zrobili tego też nasi europosłowie z PiS-u? Jeśli się mylę i jest choćby jedno nazwisko znanego polityka zachodniego, popierającego PiS, to z pokorą sprostuję te wywody. Dodam tu jeszcze bardzo godne uwagi spostrzeżenia amerykańskiego politologa, eksperta Rady Atlantyckiej Adriana Karatnycky’ego. Politolog ten, jednoznacznie sprzyjający nowemu PiS-owskiemu rządowi, starał się wyjaśnić przyczynę tak silnych ataków na obecną Polskę w mediach zachodnich. Jego tłumaczenie tego faktu było dość szokujące. Powiedział: „PiS jest partią zwróconą do wewnątrz. Jej liderzy są uwikłani przede wszystkim w wewnętrzny dialog polityczny. Nie „globalizują się” – nie podróżują, nie mają grupy ludzi, którzy byliby w stanie pokazać za granicą ich punkt widzenia” (podkr.- JRN) (por. wywiad T. Deptuły z A. Karatnyckym w Nowym Jorku: To tylko demokracja, „Wprost” z 24 stycznia 2016).

Działania prezydenta A. Dudy i premier B. Szydło dla zwiększenia roli Polski na forum międzynarodowym

Trzeba przyznać, że zarówno prezydent Andrzej Duda jak i premier Beata Szydło, zaczynając działania na arenie międzynarodowej w tak trudnej sytuacji dla Polski, już dotąd wiele zrobili dla przełamania naszej izolacji. Prezydent Duda zrobił bardzo wiele dla wzmocnienia Grupy Wyszehradzkiej, szybko naprawiając skutki zdradzieckiego postępowania E. Kopacz w stosunku do tej Grupy. Bardzo duże znaczenie miało przy tym naprawienie, dzięki 6-godzinnemu spotkaniu J. Kaczyńskiego i V. Orbána, niepotrzebnego zgrzytu w stosunkach z Węgrami z lutego 2015 r. Szybko okazało się, że istnieje wiele rzeczy, które łączą nasze kraje, począwszy od zdecydowanego sprzeciwu wobec najazdu imigrantów po opór wobec projektu Nord Stream 2, nie mówiąc o szansach dużego wzmocnienia współpracy gospodarczej. Wizytą prezydenta A. Dudy w Estonii rozpoczęło się cierpliwe zacieśnianie stosunków Polski z innymi mniejszymi i średnimi krajami europejskimi. Doszło do bardzo dużego zbliżenia stanowisk z Rumunią. Nadzwyczaj pomyślnie rozwijają się stosunki Polski z Chorwacją, której prezydent publicznie zadeklarowała chęć widzenia Polski w roli lidera krajów Środkowej Europy. Bardzo ważne znaczenie miał wyjazd prezydenta A. Dudy w grupie przedstawicieli kilkunastu innych krajów do Chin i związane z tym zapowiedzi bardzo znaczącego rozszerzenia współpracy gospodarczej z tym krajem, dotąd tak głupawo zaniedbywanej przez rządy PO. Niebywałym sukcesem okazało się wystąpienie premier Beaty Szydło na forum Parlamentu Europejskim w Strasburgu, wbrew tym, którzy przewidywali porażkę polskiej premier z powodu braku doświadczenia w polityce międzynarodowej. Bardzo ważne znaczenie ma fakt, że prezydent Andrzej Duda w dynamiczny sposób rozpoczął umacnianie kontaktów z Polakami za granicą, tak fatalnie i szkodliwie zaniedbanych za rządów PO.

Drobna Zmiana zamiast Dobrej Zmiany

Znany publicysta i dziennikarz śledczy Cezary Gmyz: opublikował 8 lutego 2016 r. na portalu telewizjarepublika.pl szokujący tekst: „Placówki dyplomatyczne są przechowalnią dla komunistycznej agentury”. Stwierdził tam m.in.: „Polskie placówki dyplomatyczne są przechowalnią dla komunistycznej agentury i i jej dzieci. Trzeba to wypalić rozgrzanym żelazem”. Cezary Gmyz zamieścił tam też link do zawierającej 237 nazwisk „Listy członków służby zagranicznej, którzy przyznali się do służby lub współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi oraz osób, które IPN podejrzewa o kłamstwo lustracyjne”. Wiceminister MON Bartosz Kownacki w wywiadzie na Fronda.pl z 8 lutego 2016 r., odnosząc się do powyższych stwierdzeń C. Gmyza, powiedział m.in.:„Takie osoby powinny być jak najszybciej odwoływane z pełnionych funkcji. Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno, na ile jest to możliwe, rezygnować z ich usług. Dla mnie jest to rzecz oczywista (…) Osoby, które służyły obcemu komunistycznemu reżimowi – służąc nie niepodległemu Państwu polskiemu, lecz Związkowi Sowieckiemu – w niepodległej Polsce nie powinny pełnić tak ważnych funkcji. Dyplomacja jest szczególnie wrażliwą sferą, gdzie każde słowo, zachowanie i gest ma znaczenie. Takie osoby potencjalnie mogą być po prostu nielojalne względem władzy niepodległej Polski”.

Z kolei Marek Bućko, który przepracował 8 lat w MSZ – w centrali i na placówce, gorzko oceniał obecną sytuację w MSZ w publikowanym 2 marca 2016 r. na portalu kresy24.pl tekście „Lewacko-esbecka konserwa w MSZ ma się świetnie! Pisał tam m.in.: „Czy w Polsce brakuje błyskotliwych politologów znających się na polityce wschodniej i europejskiej? Czy brakuje nam oddanej Krajowi i Narodowi młodzieży, wykształconej i znającej biegle po kilka języków, z zapałem do pracy? Jak długo jeszcze roztaczany przez stare kadry w MSZ mit „niezastąpionych fachowców”, których nie można zwolnić, będzie służył do blokowania stołków przez leniwych post-komuchów i utrudniania dopływu do resortu młodych, zdolnych ludzi o poglądach patriotycznych? (…) Jeśli uważa Pan, że zatrudniając jednego patriotę – wiceministra Jana Dziedziczaka i zwalniając Tomasza Arabskiego z ambasadorstwa w Hiszpanii już Pan załatwił sprawy kadrowe, to ja się z tym głęboko nie zgadzam. Ja głosowałem na Dobrą Zmianę, a nie na Drobną Zmianę. (…) No i wreszcie co z byłymi SB-kami, którzy nadal są masowo zatrudnieni w MSZ? (…)”.

Przypomnę, że już 25 listopada 2015 r. zamieściłem na tym blogu alarmujący tekst : „Czas na weryfikacje ambasadorów”, wymieniając ośmiu najgorszych reprezentantów RP, ciągle pozostających na placówkach. Tekst swój zakończyłem zacytowaniem słów prof. Jacka Bartyzela z jego tekstu publikowanego 23 kwietnia 2015 r.: „Jeśli kiedykolwiek powstanie rząd polski nie tylko z nazwy, to w MSZ cała geremkowszczyzna i bartoszewszczyzna musi zostać wymieciona żelazną miotłą do samych fundamentów. Lepiej przez jakiś czas nie mieć żadnych dyplomatów, lepiej żeby na placówkach dyplomatycznych był tylko personel techniczny, niż żeby Polskę reprezentowali ludzie, którzy Polski nienawidzą i jej świadomie szkodzą” (podkr.- JRN).

7 lutego 2016 r. apelowałem już na tym blogu o jak najszybsze usunięcie przez nowy Sejm ustawy o „bratniej pomocy” (druk 1066). Dziwne, że dotąd nic nie zrobiono dla eliminacji tej tak niebezpiecznej ustawy, stwarzającej ułatwienia dla ewentualnej interwencji z zewnątrz. Dziwne jest też, że obecni parlamentarzyści nie zrobili nic dla przygotowania oświadczenia wykluczającego jakiekolwiek roszczenia żydowskie wobec Polski, roszczenia całkowicie bezpodstawne. Oświadczenie to jest tym bardziej potrzebne w sytuacji, gdy w Stanach Zjednoczonych rysuje się bardzo poważna możliwość dojścia do władzy Hillary Clinton, bardzo wyraźnie popierającej te roszczenia. Należałoby zwrócić się też z apelem do amerykańskiej Polonii, aby wybierając swego kandydata na prezydenta USA, brała pod uwagę stosunek poszczególnych kandydatów do roszczeń żydowskich wobec Polski.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/04/sabosci-polityki-zagranicznej-rp-i.html

Zaniechania w gospodarce i szanse przyspieszenia

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Czas na odważniejsze przeciwstawianie się naciskom gospodarczym UE

Pisałem już wcześniej na tym blogu, że nasilenie nacisków politycznych UE na Polskę w związku z rzekomym zagrożeniem demokracji wynika, podobnie jak wcześniej w przypadku nagonki na Węgry, z chęci odwrócenia uwagi od prawdziwych przyczyn niezadowolenia unijnych luminarzy. Chodzi zaś po prostu o rosnącą irytację głównych państw UE z powodu zapowiedzi dużo bardziej stanowczego oporu Polski wobec eksploatowania przez zagraniczne koncerny i banki, groźby wprowadzenia podatku bankowego, obciążenia podatkiem supermarketów.

Po latach bezmyślnego kundlizmu rządów Platformy wobec UE, w Polsce zaczyna się mówić jasno – mamy dość oszukiwania i eksploatowania naszego kraju z zewnątrz. Pojawiają się wreszcie prawdziwie stanowcze artykuły, stawiające dosłownie „kawę na ławę”. Takim tekstem jest świetny artykuł wpływowego publicysty, pierwszego zastępcy naczelnego redaktora tygodnika „Do Rzeczy” Piotra Gabryela: „Anty-Unia Europejska” („Do Rzeczy” z 4 kwietnia 2016). Gabryel pisze wręcz, bez ogródek: „Krótko mówiąc: coraz częściej zyski z istnienia UE są przechwytywane przez najbogatsze państwa UE, natomiast koszty funkcjonowania UE coraz brutalniej dzielone między wszystkich członków Unii. Coraz więcej coraz mniej korzystnych rozwiązań jest w UE biedniejszym państwom po prostu narzucanych (podkr – JRN): kwoty imigrantów, których muszą przyjąć; niższe środki dla obywateli tych państw (i ich dzieci) pracujących w krajach bogatszych, koszty sprostania przez firmy transportowe z państw biedniejszych takim samym standardom płacowym, jakie obowiązują w krajach, przez które przejeżdżają ich kierowcy (…) krok za krokiem UE przeistacza się w Anty-Unię Europejską”.

Piotr Gabryel akcentuje: „Pogłębiający się kryzys sprawia, że dyktując politykę UE kanclerz Niemiec, premier Francji i naczelni biurokraci UE przestali dbać choćby o pozory kolegialności i z coraz większą bezceremonialnością podejmują kluczowe dla UE decyzje nawet bez konsultowania ich z innymi krajami Unii. Coraz jawniej też kpią z interesu mniej liczących się państw UE – dość wspomnieć o wymierzonych w bezpieczeństwo krajów Europy Środkowej, w tym Polski, gazociągach Nord Stream 1 i 2, budowanych – bez skrupułów, ręka w rękę z Rosją – przez Niemców i ich akolitów w UE (…) Czy w obliczu tych smutnych zdarzeń wciąż jest myślozbrodnią postawienie pytania o granicę opłacalności przynależności Polski do tej zastępującej UE, Anty-Unii Europejskiej?” (podkr. – JRN).

Zacytowałem tak szeroko artykuł Piotra Gabryela, bo tak wpływowy pierwszy zastępca redaktora naczelnego „Do Rzeczy” po raz pierwszy mówi tak mocno o rzeczach nie nowych, ale dotąd akcentowanych głównie w czasopismach etykietkowanych jako skrajne: „Najwyższym Czasie”, „Warszawskiej Gazecie”, „Naszej Polsce” i „Myśli Polskiej”. Red. Gabryel alarmuje z powodu faktycznie występującego groźnego dyktatu czołowych państw UE. Szkoda jednak, że tej sprawy nie podejmują równie stanowczo czołowi politycy z PiS-u. Jako badacz tematyki węgierskiej na każdym niemal kroku spotykam się w naddunajskich opracowaniach naukowych i w publicystyce oraz w wypowiedziach czołowych polityków z premierem V. Orbánem na czele z bardzo ostrą krytyką dyktatu gospodarczego Unii Europejskiej wobec średnich i mniejszych krajów Europy. Węgierscy autorzy bezlitośnie obnażają działania unijnych prominentów w interesie gospodarek kilku wielkich krajów Europy na czele z Niemcami. Niemal zupełnie nie widzę tego w Polsce, jakbyśmy byli całkowicie innym krajem. Na tym tle wspomniana już przeze mnie w pierwszym odcinku tego cyklu bardzo krytyczna wobec UE książka Tomasza Cukiernika: „Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa” była prawdziwym wyjątkiem i rarytasem. Nie rozumiem, dlaczego zostaliśmy w sprawie stosunków z UE aż tak mocno ubezwłasnowolnieni duchowo w ostatnich kilkunastu latach. Podobnie jak nie rozumiem bardzo panegirycznego stosunku jakże wielu Polaków, pod wpływem łże-mediów w stylu TVN-u czy „Gazety Wyborczej” idealizujących rzekomą wielką pomoc UE dla nas.

Niestety mimo częstych zapowiedzi „podnoszenia Polaków z kolan” w wypowiedziach prominentnych polityków PiS-u jakoś nie widzę wyraźnego odejścia od oficjalnego panegirycznego obrazu naszych stosunków z UE. A szkoda. Z jednej strony tracimy bardzo wiele finansowo na nadmiernym otwarciu wobec różnych zachodnich koncernów i banków, które od lat bezkarnie eksploatują Polskę. 25 czerwca 2015 r. ekspert prawa podatkowego, prof. nadzw. Dominik Gajewski przypomniał w „SuperExpressie”, że według NIK-u tylko w 2014 r. 90 mld zł zostało wyprowadzonych z Polski przez firmy z udziałem kapitału zagranicznego. Tylko w ciągu jednego roku odnotowano więc 80 mld straty Polski wobec pazernych firm z zagranicy. Dlaczego nie mówi się dużo więcej o odpowiedzialności PO za tolerowanie takich strat? Kolejne pytanie – dlaczego rząd PO wycofał się w szkodliwy dla Polski sposób z tzw klauzuli generalnej przeciwko unikaniu opodatkowania, która obowiązuje w większości państw UE. I kolejne pytanie – niewiele słyszymy o tym, co rząd PiS-u robi dla zapobieżenia dalszego rabowania Polski przez firmy zagraniczne? Warto tu zacytować jakże wymowna opinię lewicowego profesora Kazimierza Kika, dyrektora Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach (wg „Angory” z 3 stycznia 2016): „Wbrew obowiązującej przez ostatnie lata propagandzie gospodarczej rządy Platformy były dla Polski szkodliwe. Najlepszym tego dowodem jest raport Globar Financial Integrity, z którego wynika, że w latach 2002-2012 z Polski wytransferowano 83 miliardy dolarów, co stawia nas na 17 miejscu najbardziej wyzyskiwanych krajów świata przez obcy kapitał. Jarosław Kaczyński ma w swoich rękach ogromną ilość amunicji i nie zawaha się jej użyć” (podkr. – JRN). I tu postawię kolejne pytanie, dlaczego PiS nie stara się poprzez media publiczne i poprzez swych parlamentarzystów nagłośnić tej ogromnej amunicji – jak mu podpowiada lewicowy profesor, a zrazem nagłośnić, co robi przeciwko dalszemu rabowaniu Polski?.

Traktowanie zaleceń UE jako wyroczni w Polsce

Z drugiej strony wciąż cierpimy pod brzemieniem różnych niekorzystnych przepisów, narzuconych nam przez Unię Europejską. Jak mówił Roman Kluska w wywiadzie udzielonym Wojciechowi Wybranowskiemu w „Do Rzeczy” z 29 marca 2016 r.: „Bezkrytycznie przyjmujemy wszystkie regulacje, które narzuca nam Unia Europejska. I to często przyjmujemy je w najgorszym wariancie. Jeśli Unia proponuje regulacje tzw. miękkie, pozostawiając możliwość wprowadzenia łagodniejszych rozwiązań dla małych i średnich firm, to my oczywiście najczęściej przyjmujemy rozwiązania najbardziej radykalne i to jednakowe dla wszystkich”. Jak z tego widać nawet to, co jest przesyłane do nas w formie tylko zalecanej czołowi urzędnicy polscy traktują jako wyrocznię. A tymczasem urzędnicy unijni wciąż naciskają na Polskę, przeciwstawiając się każdej próbie obrony naszych interesów gospodarczych. W „Rzeczpospolitej” z 24 marca 2016 pisano w tekście pt.: „UE blokuje w Polsce podatek obrotowy” m.in.: „Komisji Europejskiej nie podoba się pomysł obłożenia sprzedaży dodatkowym podatkiem – obrotowym. Jak się dowiadujemy, brukselscy urzędnicy naciskają na Warszawę, ślą pismo za pismem, blokując pracę nad projektem (…) W ocenie komisji ograniczy to konkurencje i oznaczać będzie stosowanie pomocy publicznej”. Nieważne, że obecna sytuacja prowadzi do upadania polskich małych i średnich firm w nierównej konkurencji z wielkimi firmami zachodnimi. Nieważne, że UE patrzyła przez palce na stosowanie pomocy publicznej we Francji i w Niemczech (choćby przy wspieraniu niemieckich stoczni), a była nieubłagana wobec pomocy dla polskich stoczni. Zbyt długo byliśmy pokorni wobec nacisków UE, a jak się wydaje przeciwstawianie się tym naciskom nie jest też mocną stroną prominentów gospodarczych z obecnej władzy.

Brak działań dla ograniczenia biurokracji

Najważniejszą chyba sprawą w sferze gospodarki jest brak wyraźnych postępów w ograniczeniu biurokracji tak dławiącej naszą przedsiębiorczość. Sam prezydent Andrzej Duda już w maju 2015 r . w debacie telewizyjnej mówił o potrzebie wzorowania się na węgierskiej polityce gospodarczej. Przypomnijmy, że w centrum tej polityki było obniżenie podatków dla przedsiębiorców do 10 proc. i bardzo znaczące ograniczenie biurokracji, Dlaczego u nas wciąż nie słyszymy o działaniach dla ograniczenia nadmiernych podatków, niszczących przedsiębiorczość i maksymalnym zmniejszeniu tak potężnej biurokracji, zalewu gospodarki morzem przepisów? Świetny ekonomista Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, mówił w mini-wywiadzie dla „Angory” z 3 stycznia 2016 r.: „Nasza gospodarka ma bardzo duży potencjał. Wiele firm pracuje na jedną zmianę, choć mogłoby na trzy. Jeżeli rząd zlikwiduje kilkanaście tysięcy najbardziej szkodliwych przepisów, które krępują rozwój przedsiębiorczości, to na koniec 2016 r. i gospodarka i PiS odniosą spektakularny sukces” (podkr. – JRN).

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego obecny rząd nie sięgnął do pakietu antybiurokratycznego przygotowanego przez tak słynną ofiarę biurokracji jak Roman Kluska. Pakiet ten Kluska przygotował w 2007 r. na zamówienie poprzedniego rządu PiS-u. Niestety ówczesna wicepremier, skrajna liberałka Zyta Gilowska w interesie finansowego lobby biurokratycznego tak długo obcinała pakiet Kluski, aż zmienił się on w niepozorny pakiecik. Niedawno – 29 lutego 2016 r. R. Kluska w wywiadzie dla „Do Rzeczy”, udzielonym W. Wybranowskiemu stwierdził, że faktycznie nic się nie zmieniło za obecnych rządów po względem stopnia zbiurokratyzowania. Co więcej – jak dodał Kluska – już za tego rządu doszła nękająca przedsiębiorców fatalna ustawa lodówkowa. Według Kluski: „Każda firma, która posiada lodówkę, a są w niej 3 kg lub więcej środka chłodzącego, musi ją zgłosić do centralnego rejestru, pod groźbą wysokich kar za niewykonanie tego obowiązku. Po co zgłaszać? Bo – jak się okazuje – może przeprowadzić jej serwisowanie tylko poprzez ludzi, których urzędowo autoryzowano w tym centralnym urzędzie. Proszę pomyśleć, ile lodówek, urządzeń chłodniczych, klimatyzacyjnych funkcjonuje w całej gospodarce? I jaki to koszt funkcjonowania, konieczność prowadzenia sprawozdawczości? (…) Podobnych patologii jest całe mnóstwo. Jest na przykład ustawa nakazująca rejestrować przedsiębiorstwom wszystkie opakowania, które zużyły w ciągu roku”. Przypomnijmy, że z tą ostrą krytyką siły tendencji biurokratycznych za nowego rządu PiS-u wychodzi Roman Kluska, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie A. Dudzie. A może należało właśnie Klusce powierzyć specjalnie dla niego utworzony resort dla walki z biurokracją, resort z bardzo dużymi kompetencjami i z wysokimi karami dla biurokratów z innych resortów?!

Niewiele uczymy się z rozwiązań węgierskich

Sporo mówiono i pisano u nas z uznaniem o korzystaniu z wzorów węgierskiej polityki gospodarczej, ale jakoś mało wykorzystuje się je faktycznie w praktyce. Nie przyjrzano się im dokładnie przy przygotowywaniu ustawy o bankach czy ustawy o opodatkowaniu supermarketów. Nie zauważono np., że Węgrzy zaznawszy podobnej praktyki jak w dzisiejszej Polsce, gdy banki eksponują swoje rzekome straty, uchwalili osobną ustawę o kontroli działań banków przez Narodowy Bank Węgierski. Na jej zasadzie ukarano wysokimi grzywnami około 60 banków, głównie zagranicznych, za nieuczciwe tricki wobec klientów. Uchwalono również inną ustawę o fair bankach, jasno wytyczającą zasady praktyki działań, których bankom nie wolno łamać. W sprawie supermarketów zupełnie nie skorzystano z bardzo ważnego węgierskiego uregulowania przewidującego, że markety, które wykażą straty za ostatnie dwa lata działań, muszą przerwać swa działalność i wynosić się z Węgier. U nas ogromna część marketów od lat wykazuje rzekome straty, by nie płacić żadnych podatków. Dlaczego nie wprowadzono na wzór węgierski paru ważnych podatków, które od razu przyniosłyby zyski budżetowi państwa kosztem eksploatujących nas zagraniczniaków? Dlaczego np. nie wprowadzono podatku od reklam, który uderzyłby przede wszystkim w media z zagranicznymi właścicielami w stylu TVN czy „Newsweek”-a? Dlaczego polskie państwo nie przejęło – na wzór węgierski – całkowitej kontroli nad grami hazardowymi? Dlaczego nie wprowadzono – wzorem Węgier – ustawy medialnej karzącej bardzo wysokimi grzywnami polityków, dziennikarzy etc. za jawne oszczerstwa. Pierwszym „beneficjentem” tej ustawy byłaby łże-profesor Magdalena Środa, która niedawno straszyła na Facebooku, że spodziewa się rychłego wprowadzenia stanu wojennego, a „listy proskrypcyjne są już zapewne gotowe”. Solidna grzywna należy się znanemu z oszczerstw redaktorowi „Gazety Wyborczej” Piotrowi Stasińskiemu, który ostatnio naopowiadał hiszpańskiemu „El Pais”, że „faszystowski rząd Kaczyńskiego wspiera 200 tysięcy umundurowanych i uzbrojonych bojówkarzy” (wg wywiadu R. A. Ziemkiewicza dla A. Czupryn: Nikt nie wytłumaczył ludziom, co PiS robi i o co mu chodzi, „Polska the Times” 29 stycznia 2016). Dlaczego w telewizji publicznej nie przygotowano dotąd jednej lub kilku audycji z czołowymi postaciami węgierskiego życia gospodarczego o rewolucyjnych przemianach na Węgrzech i ich przeciwnikach? Dlaczego nie pokazano w telewizji publicznej szerszego programu o tym jak bezskutecznie, ale z rozmachem Unia Europejska próbowała powalić na kolana nieposłuszne Węgry? Dlaczego nie zrobiono takich programów z udziałem polskich znawców Węgier, a mamy przynajmniej kilku bardzo dobrych obserwatorów tego, co się dzieje w kraju V. Orbána?

„Fuchy” w spółkach

Kto rozdaje dobre „fuchy” w różnych spółach państwowych? W „Najwyższym Czasie z 30 stycznia 2016 znalazłem na ten temat szokujący tekst Jana Pińskiego. Autor pisał m.in.: Hofman zajmuje się wraz ze swoim dobrym kolega, ministrem skarbu Dawidem Jackiewiczem, rekrutowaniem ludzi na stanowiska w spółkach skarbu państwa”. Jeśli jest to prawdą, to wprost szokuje fakt, że tak interesowny jegomość jak Hofman rekrutuje ludzi na stanowiska w spółkach. obsadzanych dzięki PiS-owi. Czy rzeczywiście akurat Hofman powinien być głównym rozgrywającym przy obsadzie spółek? To wręcz skandal! Rola Hofmana przy typowaniu szefów spółek jest oczywiście z tym większą lubością eksponowana w różnych niechętnych PiS-owi mediach (akurat dzień temu oglądałem cały dłuższy program telewizyjny poświęcony nowej biznesowej karierze Hofmana). Czy jest sens tak się podkładać? 9 lutego 2016 r. ogłoszono, że szefem Polskiego Holdingu Obronnego został Mariusz Antoni Kamiński. Jak wiadomo jest to kumpel Hofmana i Jackiewicza, jeden z „bohaterów” afery madryckiej, wyrzucony za to z PiS-u. W dzień potem 10 lutego ogłoszono, że ten były poseł został zdjęty z nowego, tak znaczącego stanowiska, podobno po interwencji samego prezesa PiS-u. Nasuwa się jednak pytanie, kto stał za tak nieszczęsną i kompromitującą nominacją, która natychmiast została wykorzystana przez PO przeciw PiS-owi. Dlaczego nie ujawniono nazwiska osoby, która poparła Kamińskiego na to stanowisko i nie podjęto wobec niej odpowiednich kroków?

Niektóre tak potrzebne zmiany personalne w spółkach i na czele wielkich zakładów bardzo się przeciągają Np. 31 stycznia 2016 r. alarmowałem na tym blogu, że na czele KGHM wciąż stoi z nadania Platformy niejaki Herbert Wirth, odpowiedzialny za nader poważne straty KGHM. Jego na szczęście kilka dni później odwołano, ale podobnych niegospodarnych ludzi PO, wciąż utrzymywanych na stanowiskach jest naprawdę za wielu. Często nowe zmiany budzą istotne wątpliwości. W czasie rozmów z PiS-owcami z piotrkowskiego słyszałem np. wiele krytyk o nieciekawym „desancie z Wrocławia”, który obsadził zarząd rentownej elektrowni w Bełchatowie. W Oświadczeniu Stowarzyszenia RKW w sprawie „Dobrej zmiany” z 24 marca 2016 r. pisano: „Nie wymieniono rad nadzorczych w spółkach węglowych i nadal nie wiemy, kto jest odpowiedzialny za sytuację w kopalniach węgla kamiennego. Nie podjęto działań wiarygodnych i na odpowiednią skalę angażujących odpowiednie ministerstwa, by wyjaśnić sprawy związane z nietykalną mafią węglową”. Sam minister D. Jackiewicz, odpowiadając na zarzuty w sprawie nominacji na kierownicze stanowiska w spółkach, powiedział m.in. „Dziś państwo zarzucacie ministrowi fakt, że dobiera ludzi, do których ma zaufanie (…) jednym z głównych aspektów musi być zaufanie” (cyt. za: Koniec prywatnego folwarku w spółkach. Audyt ministra Jackiewicza, „ABC” z 4 kwietnia 2016). Pytanie tylko, czy minister Jackiewicz zawsze obdarza zaufaniem „odpowiednich” ludzi. Maciej Marosz w tekście „Postkomunista w Polskim Radiu” („Gazeta Polska Codziennie” z 4 kwietnia 2016) pisał o prawdziwej burzy, jaką wywołała na Górnym Śląsku decyzja ministra Jackiewicza w sprawie nominacji wojującego z Kościołem postkomunisty Piotra Ornowskiego na prezesa Radia Katowice. Według Marosza: „Sprawa nominacji osoby wojującej z Kościołem poruszyła m.in. hierarchów kościelnych na Śląsku. Oburzony awansem Ornowskiego jest m.in. abp. Wiktor Skworc. Również grupa posłów PiS-u województwa śląskiego odcięła się od decyzji powołania Ornowskiego na szefa katowickiej rozgłośni”.

Patrząc krytycznie na zachowania niektórych ministrów z resortów gospodarczych (choćby ministra skarbu D. Jackiewicza) tym bardziej ubolewam, że nie pomyślano o postawieniu na czele któregoś z ministerstw gospodarczych lub przynajmniej znaczących instytucji tak dobrych specjalistów jak pogromca banksterów, główny ekonomista SKOK-ów, obecnie poseł Janusz Szewczak, czy odsunięty w 2007 z powodu konfliktu ze skrajną liberałką wicepremier Zytą Gilowską Cezary Mech, twórca programu gospodarczego PiS-u w 2005 r., a później wiceminister finansów.

Inne postulaty w sprawach gospodarczych

Rząd PiS-u, jeśli chce być prawdziwie narodowym rządem, musi jak najszybciej ogłosić, że odrzuca jako bezpodstawne wszystkie roszczenia materialne Żydów, głównie z USA i z Izraela, oceniane przez piętnującego je tak przychylnego Polsce prof. Normana Finkelsteina na 65 mld dolarów. Sprawa jest tym pilniejsza, iż niestety nie można wykluczyć zwycięstwa wyborczego USA Hillary Clinton, spośród amerykańskich polityków najmocniej zaangażowanej w poparcie roszczeń żydowskich wobec Polski. Objęcie przez nią prezydentury USA znacznie pogorszyłoby sytuację Polski w sferze zagrożenia żydowskimi roszczeniami. Niezbędne jest jak najszybsze ogłoszenie dokładnego stanu zadłużenia Polski za granicą i dokładne podanie w czyich rękach są polskie długi (m.in. skala zadłużenia Polski wobec Niemiec). Przypomnę tu, że z Niemiec padały żądania odprzedania im wysp przez zadłużoną Grecję. Jak na razie skończyło się na przejęciu wielu greckich lotnisk przez Niemcy. Ciekawe, z jakimi żądaniami wystąpią pod adresem Polski Niemcy, jeśli zdobędą jak największy pakiet polskich długów? Dlatego apeluję o jak najszybsze kontynuowanie inicjatywy świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie obliczenia pełni strat zniszczonej przez Niemców Warszawy. A także poszerzenia tej inicjatywy na całość strat poniesionych przez Polskę od Niemiec w czasie wojny (w gospodarce, kulturze czy nauce).

Niezbędne jest wprowadzenie na wzór węgierski bezpośredniej sprzedaży produktów rolnych przez rolników i likwidacja systemu pośredników rolnych, wykupujących te produkty od rolników za bezcen, a potem, sprzedających je dużo drożej. Jakże pilne jest zbadanie sprawy braku kontroli państwowej nad okradzeniem polskich podwykonawców przez zagranicznych inwestorów przy budowie autostrad i przykładne ukaranie winnych zaniedbań w tej sprawie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ich skazanie na prace przy którejś z autostrad niedokończonych przez tuskowiczów.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/04/zaniechania-w-gospodarce-i-szanse.html

Wydarzenia dobre i złe (IX)

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Kanclerz A. Merkel trafi do piekła

Wielka manifestacja antyimigranckiej Pegidy w Dreźnie. Gęstniejący tłum wciąż powtarza jeden donośny okrzyk: „Merkel muss weg. Merkel muss weg” (Merkel musi odejść). Opisująca przebieg manifestacji w Dreźnie redaktor Agata Kasprolewicz, cytuje na koniec fragment przemówienia szefowej Pegidy Tatjany Festerling: „Chcemy, żeby Europa była dumną damą. Ale zwolennicy multi-kulti inaczej na to patrzą. Nie zgadzamy się, żeby multi-kulti zniszczyła nasz wspólny europejski dorobek” (por. A. Kasprolewicz: Bajeczka o pluszowatych misiach, „Rzeczpospolita”, „Plus- Minus” z 12-13 marca 2016). Kanclerz Angela Merkel staje się coraz bardziej izolowana ze swymi koncepcjami otwarcia na ogromne rzesze imigrantów. Kilka lat temu sama Merkel przyznała: ”multi-kulti kaputt”. Ostatnio coraz częściej mówi się o niej samej: „Merkel kaputt”. Kilka tygodni temu nawet bardzo wpływowy opiniodawczy tygodnik „Der Spiegel”, stwierdził bez ogródek „Merkel poniosła klęskę” (wg tekstu ABC z 7 marca 2016: „Merkel poniosła klęskę”).

Bardzo ostry komentarz na temat fiaska polityki Merkel wobec imigrantów znajdujemy w drukowanym w „ABC” wywiadzie z Jurgenem Trittinem, posłem do Bundestagu i b. ministrem środowiska w rządzie G. Schrödera. Stwierdził on jednoznacznie: „To nie przypadek, że większość europejskich krajów (bynajmniej tylko kraje V4) nie popierają kursu Angeli Merkel. Zamiast pouczać innych, powinniśmy się zdobyć na chwilę refleksji i wysłuchać ich argumentów (…) Coś najwyraźniej się nie powiodło, jeśli nawet najwierniejsi sojusznicy, jak Francja i Austria, się od nas odwrócili (podkr. – JRN). Szczególnie Wiedeń, który tak długo przytulał się do Berlina, w sprawie uchodźców powiedział w końcu pani kanclerz „stop” (…) Musimy z siebie zdjąć odium wiecznego „besserwisserstwa”, najpierw pouczaliśmy Węgry, później Polskę, potem Szwajcarię, a na koniec Danię i Austrię. Być może warto się wreszcie zastanowić nad własnymi błędami (…)” (podkr. – JRN) (por. wywiad W. Osińskiego z J. Trittinem: Niemcy mają teraz dwa brzydkie oblicza, „ABC” z 7 marca 2016).

Jakże warto polecić lekturę tego tak ważnego wywiadu z niemieckim politykiem różnym błaznom z PO i „Nowoczesnej”, którzy atakują Polskę za rzekome łamanie europejskiej solidarności z Niemcami w sprawie imigrantów. To nie Polska się izoluje, lecz Niemcy z idiotyczną polityką kanclerz Merkel. Pytanie zasadnicze jednak, dlaczego Merkel nie wyciąga wniosków z ewidentnego fiaska swej polityki? Jest przecież dużo mądrzejsza od tak miernych polityków jak Obama czy Hollande. Coraz więcej osób nabiera przekonania, że przedziwny opór Merkel w sprawie imigrantów jest powodowany przez naciski „starszych i mądrzejszych” zza Oceanu, ludzi Bilderbergu, Sorosa etc. A więc ze strony środowisk pragnących osłabienia od wewnątrz chrześcijańskiej Europy i państw narodowych. Dlaczego twarda Merkel tak im ulega? Pojawiają się w tej sprawie coraz bardziej dyskusyjne hipotezy. Najbardziej szokująca pośród nich tłumaczy dziwną uległość Merkel wobec nacisków zza Oceanu tym, że Amerykanie jako pierwsi, wcześniej nawet niż rząd RFN, dotarli do papierów Stasi, wykupili je. A w papierach rzekomo figuruje m.in. dynamiczna działaczka młodzieżowego komunistycznego FDJ Angela Merkel, która teraz trzymana jest w szachu.

Coraz bardziej widocznym jest, że ostatecznie załamały się próby narzucenia niemieckiej dominacji w Europie. Jak to zaakcentował ostatnio w rozmowie z Polakami szef jednej z największych węgierskich organizacji społecznych COKA-CET László Csizmadia: „Nie możemy pozwolić na hegemonię Niemiec. Kanclerz ,Merkel nie jest kanclerzem Unii, ale Niemiec. To trzeba podkreślać i przypominać” (por. J. Liziniewicz: Węgrzy liczą na polski legion, „Gazeta Polska Codziennie”, z 17 marca 2016).

Niezależnie od ogromnego osłabienia pozycji kanclerz Merkel w ostatnim roku trudno przecenić rozmiary strat i chaosu, jakie spowodowała jej postawa w Europie, choćby wzrostu zagrożeń dla chrześcijaństwa, poddanego muzułmańskiej inwazji. Występujący w TVP Info 23 marca 2016 r. naczelny redaktor „SuperExpressu” Sławomir Jastrzębowski nazwał Angelę Merkel „największym szkodnikiem w Unii Europejskiej w ostatnich kilku latach” (podkr. – JRN). Miejmy nadzieję, że kanclerz Merkel za szkody wyrządzone chrześcijaństwu i Europie w końcu spotka nieunikniona kara, jeśli nie za życia, to po śmierci. Niektórzy już teraz sugerują, że ta „chadecka” kanclerz niechybnie trafi po śmierci do piekła. A być może nawet zasiądzie tam po prawej ręce Lucyfera, obok swej ulubionej carycy Katarzyny II.

Czy Balcerowicz zniszczy Ukrainę do reszty?

„Fakt” z 18 marca 2016 r. podał szokującą informację, iż prezydent Ukrainy Petro Poroszenko chciałby, aby były polski wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz został premierem Ukrainy. Niektórzy polscy przeciwnicy Ukrainy już zacierają ręce. Mówią: „To super informacja, Ukraina zostanie całkowicie wykończona dzięki arcydestruktorowi Balcerowiczowi. Czego nie zrobił Putin, to wykona Balcerowicz”. Jestem przeciwny temu rozumowaniu. W polskim interesie leży istnienie Ukrainy, ale Ukrainy nie znajdującej się ani pod rosyjskim wpływem, ani pod przemożnym wpływem Niemiec, jak obecnie. Ukrainy przyjaznej, a nie kraju, w którym pomimo polskiej pomocy nadal bezwstydnie wznosi się na sztandary kult ludobójcy S. Bandery z pomocą takich wrogów Polski jak obecny szef ukraińskiego IPN-u Wołodymyr Wiatrowicz (por. na jego temat wpis na moim blogu: „To wszystko jest nienormalne” (I) z 22 lutego 2016). Faktem jest natomiast, że Ukraina została bez reszty wykiwana przez Zachód, który naobiecywał jej tak wiele. Już teraz przeżywa straszliwy upadek gospodarczy, a prezydent Ukrainy, osławiony „król czekolady” Piotr Poroszenko myśli tylko o jak największym nachapaniu się, podobnie jak inni ukraińscy oligarchowie, rywalizujący o ukraiński „postaw sukna”. Co najlepsze, jak dotąd dość szczególnymi doradcami Poroszenki są bardzo nieciekawi politycy opcji przegranej w Polsce: Radosław Sikorski, Leszek Balcerowicz i jego b. współpracownik, skrajny liberał, b. wiceminister finansów Marek Dąbrowski. Autor „Gazety Polskiej Codziennie” pisze wprost o „postkomunistyczno-liberalnym gronie doradców (Poroszenki – JRN), podpierających się polskim obywatelstwem” (por. P. Bobolowicz, Nadwiślańscy doradcy króla czekolady, „Gazeta Polska Codziennie”, 22 marca 2016).

Na tle zamieszania na Ukrainie tym dziwniejsze staje się utrzymywanie na stanowisku ambasadora w Kijowie Henryka Litwina, dyplomaty ze starego rozdania PO. Co prawda postanowieniem z 5 sierpnia 2015 odwołano go z dniem 31 grudnia 2015, jednakże postanowienie to uchylono postanowieniem z 14 grudnia 2015. Cytowany już wyżej redaktor Paweł Bobolewicz w „Gazecie Polskiej Codziennie” pyta: „Jak można było nie wyznaczyć nowego ambasadora w Kijowie, przeciągając do oporu misję Henryka Litwina? Nie chodzi wcale o ocenę kompetencji pana Litwina, ale trudno uwierzyć, że to ma być „polska twarz na Wschodzie” ekipy prezydenta Dudy i premier Szydło. Niewątpliwie jednak stara ambasada wciąż tak bezmiernie będzie gościnna dla ekipy Komorowskiego, Tuska i Kopacz. Zresztą można przypuszczać, że wspomniana grupa (tj.Sikorski, Balcerowicz, Dąbrowski – JRN) niedługo też zechce zasilić ukraińskie kręgi rządowe” (zob. tamże).

Żałosny koniec autorytetu prof. A. Strzembosza

Były prawicowiec profesor Adam Strzembosz zawędrował do „Gazety Wyborczej”, publikując wywiad w jej dodatku „Duży Format” z 10 marca 2016 r. Wstyd! Wywiad dla „Wyborczej” jest kolejnym z serii wystąpień prof. A. Strzembosza z ostatnich tygodni, atakujących rząd Beaty Szydło, prezydenta Andrzeja Dudę, prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Jednym z najgorszych wyskoków tego typu było wystąpienie prof. Strzembosza w „TVN 24” 10 marca 2016 r. Twierdził w nim m.in., że J. Kaczyńskim jakoby kieruje „rewanż” i „władza”, atakował rzekome „insynuacje” Z. Ziobro. Strzembosz parokrotnie atakował prezydenta Dudę, zarzucając mu rzekome złamanie konstytucji. W wywiadzie udzielonym Grzegorzowi Sroczyńskiemu z „Dużego Formatu” prof. Strzembosz nie ograniczył się do krytyki obecnej polityki PiS-u, lecz zaatakował Kaczyńskiego również za działania z pierwszych lat po 1989 r. Co ciekawe, prof. Strzembosz przyznał, że jego ostatnie wypowiedzi wywołują ostrą krytykę w środowiskach patriotycznych, mówiąc: „Jest taki Andrzejek, historyk. W czasie okupacji chodziłem z nim na tajne komplety. Zareagował ze straszliwą agresją: „Jak mogłeś iść do żydokomuny w TVN, splamiłeś honor brata, Tomasz się w grobie przewraca” (cyt. za: Wszystko dla Jarka, wywiad G. Sroczyńskiego z A. Strzemboszem w „Dużym Formacie” z 10 marca 2016).

Prof. Strzembosz znalazł sobie za to nowego, choć bardzo nieciekawego, sojusznika. Jest nim Monika Olejnik, która wielokrotnie wysławiała go za ostatnie wypowiedzi przeciwko rządowi PiS-u i akcentowała, jakim to ogromnym jest autorytetem. Osobiście uważam, że prof. Adam Strzembosz już dawno przestał być takim autorytetem.. A ściśle na początku lat 90-tych, gdy jako prezes Sadu Najwyższego zablokował weryfikację sędziów, mówiąc: „Sędziowie sami się zweryfikują”. Jak wiadomo żaden z sędziów nie poddał się weryfikacji. Za tą swą nieszczęsną, i tak szkodliwą dla Polski decyzję, blokującą weryfikację sędziów prof. Strzembosz powinien bić się w piersi do końca życia, a nie występować w roli wyrokującego moralnego autorytetu. Nie ma do tego prawa.

Naczelny redaktor „Do Rzeczy” szczerze i krytycznie o papieżu Franciszku

W najnowszym numerze „Do Rzeczy” redaktor naczelny tego tygodnika Paweł Lisicki kolejny raz ostro komentuje dotychczasowe efekty pontyfikatu papieża Franciszka. Pisze m.in.: „O ile trudno wskazać pozytywne zmiany, które przyniósł ze sobą pontyfikat Franciszka, o tyle znacznie łatwiej pokazać te negatywne. Pierwszym i najważniejszym efektem jest chaos. Strumień kolejnych wypowiedzi, z których jedne zaprzeczają drugim, gigantyczna kakofonia i nieład sprawiają, że bardzo trudno opisać przesłanie papieża w spójny sposób. Jeden z najlepszych i najbardziej przenikliwych obserwatorów Watykanu włoski publicysta Sandro Magister nazwał Franciszka „doskonałym jezuitą”. Lisicki pisze: „Bergoglio pokazuje różne oblicza jezuityzmu, w stałym ruchu, który nigdy nie pozwala mu się zatrzymać i czegoś stwierdzić. Jego przekaz polega na ciągłym mówieniu, zaprzeczaniu temu, co powiedział i znowu mówieniu. Rzeczywiście, cechą charakterystyczną tego pontyfikatu jest to, że znosi on w praktyce pojęcie sprzeczności.

Ojciec Święty potrafi w jednym zdaniu ogłosić, że nie wolno mieszać się do polityki, by w następnym stwierdzić, że Donald Trump, kandydat na prezydenta USA nie jest chrześcijaninem, bo wspiera budowę wyższego muru na granicy z Meksykiem, zadeklarować, że w Europie mamy do czynienia z inwazją Arabów, by za chwilę wezwać do otwarcia się na muzułmańskich przybyszów. Potrafi powiedzieć, że naturalną rodziną jest związek kobiety i mężczyzny, by potem gdy w Rzymie miało dojść do ponadmilionowej demonstracji przeciw legalizacji związków homoseksualnych, zrobić wszystko, by nie pokazać, że cieszy się ona jego poparciem, napomykać o przeszłości chrześcijańskiej Europy i dawać za wzór laicką Francję, mówić o potrzebie wiary i deklarować, że nie jest ona potrzebna, nazywać aborcję złem i jednocześnie sugerować, że walce z nią Kościół poświęca zbyt wiele uwagi. Tak po kolei pojawiają się twierdzenia, zaprzeczenia, wytłumaczenia, objaśnienia, aż w końcu w całym tym galimatiasie nie sposób się dowiedzieć, o co chodzi (podkr. – JRN).

Widać natomiast, że tzw. efekt Franciszka, czyli wzrost praktyk religijnych, jeżeli w ogóle nastąpił, to, już się skończył (…) Kościół zdaje się podzielony jak nigdy, a katolicyzm traci resztki wpływów na życie publiczne. Przyznaję, że smutne to konstatacje jak na Wielkanoc, ale cóż, to święto powinno dawać prawdziwą, a nie ułudną nadzieję (…)” (por. P. Lisicki: Ponad sprzecznością, „Do Rzeczy” 21 marca 2016).

Na marginesie komentarza red. Lisickiego trzeba pamiętać, że papież Franciszek rozpoczął swój pontyfikat w bardzo trudnej sytuacji – po dwóch wielkich pontyfikatach: tak charyzmatycznego Świętego Jana Pawła II i niezwykle ciekawego intelektualisty Benedykta XVI. Pamiętam jak dzień przed „abdykacją” Benedykta XVI stwierdziłem na jakimś zebraniu politycznym: „Ja tego Niemca bardzo lubię”. Faktem jest, że ten niemiecki papież zyskał sobie bardzo wielu zwolenników także w Polsce. Jaki będzie ostateczny bilans pontyfikatu papieża Franciszka. Trudno powiedzieć?! Niemniej już teraz warto zastanowić się nad prowokującymi do tak wielu refleksji uwagami red. P. Lisickiego.

Nikczemne uwagi narodowego masochisty prof. R. Grzeszczaka o własnym kraju

W „Gazecie Wyborczej” z 12 marca 2016 r. odsłonił się kolejny zażarty przeciwnik rządu, „mądry inaczej” profesor Robert Grzeszczak. W wywiadzie o skandalicznym tytule: „Żaden kraj nie upadł tak nisko” ten dość dziwny, wielce stronniczy profesor atakuje na odlew polski rząd za brak gotowości do posłusznego wykonania zaleceń Komisji Weneckiej. Grzeszczak stwierdza wprost: „Polska swoimi deklaracjami o nieuznawaniu zaleceń już i tak upadła tak nisko jak jeszcze żadne państwo w historii Unii” (podkr. – JRN). Ten nikczemny sąd godzi w politykę Polski, akurat wtedy, gdy nasz kraj zaczyna wreszcie działać zgodnie z polskimi interesami narodowymi. Moglibyśmy długo wyliczać za to kraje, które rzeczywiście nisko upadły w ostatnim czasie. Choćby Niemcy z ich totalną cenzurą barbarzyńskich zajść z udziałem imigrantów w Kolonii, czy z nagonka na Polskę. Ludzi takich jak wspomniany profesor Grzeszczak uważam za osoby zdradzające narodowe interesy Polski i zachowujących się wręcz niegodnie. Ludzi tak zatrutych masochizmem narodowym należałoby poddać całkowitemu bojkotowi towarzyskiemu i nie podawać im ręki.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/03/wydarzenia-dobre-i-ze-ix.html

Para Prezydencka spotka się z Polakami żyjącymi na Węgrzech

prezydentpllogoW dniach 17-19 marca (czwartek, piątek, sobota) 2016 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda z Małżonką złoży wizytę oficjalną na Węgrzech.  Jednym z punktów wizyty będzie piątkowe spotkanie Prezydenta z Polakami żyjącymi na Węgrzech, połączone z ceremonią wręczenia odznaczeń (Ambasada RP w Budapeszcie, Budapeszt, Városligeti fasor 16.). Podczas spotkania planowane jest wystąpienie Prezydenta Andrzeja Dudy.

Sanktuarium Maryjne narodu węgierskiego w Csiksomlyó

csiksomlyo1Sanktuarium Maryjne narodu węgierskiego w Csiksomlyó to miejsce kultu Matki Bożej, znajdujące się w Siedmiogrodzie, na terenach dawnych ziem węgierskich, w dzisiejszej Rumunii. Ziemie te zamieszkują Seklerzy – węgierska grupa etniczna. Sanktuarium prowadzą franciszkanie, a kult Matki Bożej w tym miejscu odwołuje się do wydarzeń z 1567 roku, kiedy Jan Zygmunt Zapolya, władca siedmiogrodzki próbował siłą zmusić strzegących granicy Seklerów do przejścia z wiary katolickiej na unitarianizm. Seklerzy postanowili bronić swojej wiary i udało im się odnieść zwycięstwo w sobotę przed świętem Zesłania Ducha Świętego. Książę ogłosił w końcu wolność wyznania, zaś Seklerzy w podzięce Matce Boskiej poprzysięgli, że będą spotykać się co roku na pamiątkę zwycięstwa.

csiksomlyo2Pielgrzymki tradycyjnie przybywają tam w wigilię Zesłania Ducha Świętego. Ranga uroczystości jest porównywalna z ogólnopolską pielgrzymką do Częstochowy 15 sierpnia, na modlitwie gromadzi się rokrocznie ponad pół miliona pątników węgierskich z całego świata. Podniosłości i piękna spotkania dopełniają baśniowej urody górskie krajobrazy wschodnich Karpat oraz głęboka religijność, patriotyzm i gościnność Seklerów.

csiksomlyo3W weekend święta Zesłania Ducha Świętego, który przypada w br. 13-15 maja Węgrzy organizują coroczną pielgrzymkę do tego najważniejszego dla nich miejsca kultu. Przygotowaliśmy ofertę pielgrzymkową dla zainteresowanych Polaków. Misszió Tours (www.missziotours.hu), zgodnie z coroczną tradycją oferuje przejazd specjalnym pociągiem Maryjnym Boldogasszony Zarandokvonat na trasie Budapeszt-Csiksomlyó; wyjazd w godzinach porannych 12 maja (czw.) z Budapesztu, tam wydarzenia według załączonego programu, powrót 15 maja wieczorem do Budapesztu. Są 2 kategorie cenowe A i C (B – wyprzedana) i Węgrzy bardzo chętnie by widzieli polskich uczestników, którym przydzielono ofertę zniżkową na równi ze stałymi klientami biura. Istnieje też możliwość rezerwacji noclegu u Werbistów w Budapeszcie w przeddzień wyjazdu oraz po powrocie (aby uniknąć nocnego przejazdu).

Szczegółlowe informacje: cracoviaandante@gmail.com lub tel. 600 419 444.
Za: https://www.facebook.com/Cracovia-Andante-467946309933160

Wydarzenia dobre i złe (I)

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Viktor Orbán: „Za Polskę wielu z nas przelałoby w każdej chwili krew”

Węgierski premier Viktor Orbán kolejny raz pokazał, że my Polacy mamy w nim wspaniałego przyjaciela, wbrew próbującym dzielić Węgry i Polskę żurnalistom z „Gazety Wyborczej” i „Rzeczpospolitej”. W wywiadzie dla niemieckiego tabloidu „Bild” 20 lutego 2016 r. Orbán powiedział: „Za Polskę wielu z nas przelałoby w każdej chwili krew, a wielu Polaków oddałoby w razie potrzeby życie, by chronić Węgry. W przeszłości nie raz tak było” (podkr.-JRN).

W tymże wywiadzie dla „Bilda” premier Orbán kolejny raz z rzędu wypowiedział się bardzo ostro przeciwko zalewaniu Europy przez imigrantów. Orbán nazwał decyzję UE o podziale 160 tys. uchodźców pomiędzy kraje Wspólnoty „nielegalną i naruszającą unijne prawo”. Zapowiadając referendum na Węgrzech w sprawie imigrantów, Orbán stwierdził m.in. „Nie możemy podejmować decyzji, które będą miały wpływ na przyszłe pokolenia Węgrów, nie pytając obywateli o zdanie. Kwoty imigracyjne zmienią religijny, etniczny i kulturowy profil Węgier oraz Europy. Postanowiłem więc bronić europejskiej demokracji. My wschodni Europejczycy wiemy, że stracimy naszą wolność, jeśli nie będziemy bronili interesów naszych obywateli”. I dodał: „Chronimy południowe granice UE. Bez finansowej pomocy z  Brukseli. Pomagamy także państwom Bałkańskim. (…) Europa jest jak starsza kobieta, która potrząsa głową w szoku po przeczytaniu przerażającego newsa w gazecie, a jednocześnie zapomina zamknąć drzwi od swojego domu”.

Bierzmy przykład z postawy Węgier. Nie zostawiajmy Węgier samych w ich sprzeciwie przeciwko naciskom luminarzy UE!

Wielki film o „żołnierzach wyklętych”

Wczoraj wieczorem miałem możliwość uczestniczenia w tak długo oczekiwanej premierze filmu Jerzego Zalewskiego „Historia Roja” o „żołnierzach wyklętych”. Film ten miał za sobą sześcioletnie dzieje prawdziwej gehenny twórcy wciąż blokowanego przez wpływowe czynniki oficjalne III RP przy próbach zdobycia środków na tak wyraźnie niewygodną dla nich prawdę o przemilczanej historii. Szczególnie żałosną rolę odegrał w tym Polski Instytut Sztuki Filmowej, kierowany przez osławioną Agnieszkę Odorowicz, b. pupilkę postkomunistycznego ministra W. Dąbrowskiego. Szkodniczkę, która wciąż wzdrygała się przed wysupłaniem j najmniejszej nawet porcji pieniędzy na film o antykomunistycznym podziemiu, tym chętniej za to wspierając finansowo antypolskie filmy typu „Pokłosia” czy „Idy”. Szkodniczkę, która została odznaczona w 2011 r. przez prezydenta B.-bul- Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla kultury narodowej” (grotecha.), a teraz jest członkiem zarządu Cyfrowego Polsatu. Przez całe lata reżyser Zalewski był skazany na wegetację i zadłużenie w walce o środki dla swego tak potrzebnego wielkiego filmu. Jak wspominał sam reżyser Jerzy Zalewski: „Z moim „Rojem” przez sześć lat byłem skazany na areszt domowy. TVP i PISF uporczywie odmawiały przyjęcia mojego filmu – mówi Jerzy Zalewski. Ostatecznie film został dokończony dzięki determinacji Jerzego Zalewskiego i zbiórce środków przez inicjatywę „Ratujmy «Roja»”. Wiem aż nadto dobrze o niemal syzyfowych sześcioletnich wysiłkach J. Zalewskiego dla ukończenia filmu, bo miałem możność bliższego poznania tego reżysera osobiście – poświęcił mi dwa odcinki swego wielkiego cyklu „Pod Prąd”. Na szczęście Zalewski wytrwał, bo w nim samym było i jest jakże wiele z ducha zagończyków Roja, którym poświęcił swój film.

Wczorajsza uroczysta premiera filmu Zalewskiego była prawdziwie wielką nagrodą za jego niezłomny upór w kręceniu filmu tak: „niepoprawnego politycznie”. Dość powiedzieć, że premierę „Historii Rosja” uświetnili swą obecnością tak wybitni przedstawiciele obecnych władz jak prezydent Andrzej Duda, wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, szef MON-u Antoni Macierewicz, wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak i wiceminister kultury Jarosław Sellin. Najwspanialszą nagrodą dla Zalewskiego było otwierające premierę jego filmu przemówienie prezydenta RP Andrzeja Dudy. Było to niesłychanie przejmujące i zarazem jedno z najlepszych wystąpień prezydenta, a może nawet najlepsze. Prezydent Duda powiedział m.in.: „Dziękuję za ten film, to jest wielki moment na drodze tworzenia kultury polskiej (…) budowania naszej tożsamości, jej kolejnych elementów, nie dla nas (…), dla przyszłych pokoleń, bo to jest niezmiernie ważne (…) Jestem tutaj jako prezydent RP, żeby podziękować”. Dziękując reżyserowi prezydent Duda podkreślił:, że: Zalewski „włożył w ten film całego siebie – mimo wszystkich problemów, które na tej drodze, tych kłód, które były pod nogi rzucane, żeby ten film nie powstał, żeby utrudnić pracę nad nim, żeby w miarę możliwości jeszcze był on jak najpóźniej”. I określił jako „wielkie zwycięstwo”, że premiera filmu odbywa się w Pałacu Kultury, „w pomniku, który Stalin postawił sobie w Warszawie, w budynku Stalina-mordercy, który mordował niepodległość i suwerenność RP, który mordował systematycznie rękami swoich siepaczy i sowieckich, i niestety także innych (…) naszych bohaterów narodowych, takich właśnie jak Rój”.

Prezydent określił bohatera filmu Roja „wielkim symbolem i bohaterem nie tylko swojego pokolenia, ale – Rzeczypospolitej, którą nazywamy II Rzeczpospolitą”. Prezydent RP zaakcentował: „Wierzę, że właśnie dzięki temu, że wreszcie w obszarze polskiej kultury pojawia się film o tamtych czasach, można powiedzieć o tej Polsce, że jest jej kontynuacją – tamtej II RP, w której wychowano młodych ludzi tak, że bronili ojczyzny w 1939 r., że tworzyli Armię Krajową, Szare Szeregi w czasie okupacji i że potem, widząc, że ojczyzna nie będzie wolna i suwerenna, nie złożyli broni. (…) Tamto pokolenie stało się duchem i symbolem dzisiejszego młodego pokolenia (…) jeżeli mamy na czymś budować tę odnowioną Rzeczpospolitą, to właśnie na tym wielkim wzorcu”. Jak mówił prezydent, film „Historia Roja” jest „wyrazem kontynuacji wielkiej idei odbudowy pamięci, wskazywania prawdziwych bohaterów, mówienia o naszej rzeczywistości, co było w niej białe, a co było w niej czarne, kto był bohaterem, a kto był zdrajcą, mordercą, kto zachował się podle”. Myślę, że to przemówienie prezydenta Dudy urasta do swego rodzaju symbolu. Wszyscy na sali kinowej czuliśmy, że po prezydencie – zdrajcy L. Wałęsie, po prezydentach A. Kwaśniewskim i B. Komorowskim, godzących w polską historię i w polskie interesy narodowe, wreszcie mamy naszego prezydenta, polskiego patriotę!

Film Zalewskiego w pasjonujący, sensacyjny sposób pokazuje bohaterskie walki oddziału partyzantów Roja do kwietnia 1951 r. Pokazuje wszystkie trudne, często bardzo brutalne starcia z oddziałami polskiej komunistycznej władzy i NKWD. I pokazuje to w ujęciu ogromnie realistycznym, na tle którego kolejne odcinki „Stawki większej niż życie” wydaja się tylko bardzo zręcznie skonstruowaną bajką. Film jest zarazem wielką próbą odtworzenia obrazu niebywałej odwagi i poświecenia „żołnierzy wyklętych”. Stanowi to wreszcie jednoznaczne zerwanie z plugawieniem ich pamięci w filmie Wajdy „Pokolenie” (1955) i z zakłamanym ich obrazem w innych filmach Wajdy: „Popiele i Diamencie” (osławiona scena umierania Maćka Chełmickiego na śmietniku) i w „Pierścionku z orłem w koronie” (1992). I podobne zerwanie z odrażającymi zafałszowaniami historii „żołnierzy wyklętych” w filmie innego „autorytetu” – Jerzego Kawalerowicza – „Cień” (por. szerzej J. R. Nowak: „Żeby Polska…” Warszawa 2010,, t. II, s. 48). Partyzanci Roja buntują się przede wszystkim przeciw gwałtom i rabunkom sowieckich żołnierzy. Chyba nikt dotąd nie pokazał tak mocno jak Zalewski prawdziwej odrażającej twarzy „sowieckich wyzwolicieli” w Polsce. Część partyzantów Roja dobrze pamięta podłości i zdrady sowieckich sołdatów wobec AK-owców na Wileńszczyźnie.

Ciesząc się ze wspaniałego uczczenia filmu Zalewskiego przez prezydenta A. Dudę i innych przedstawicieli rządu w dniu wczorajszym, gorąco upomniałbym się o jak najszybsze spopularyzowanie tego filmu wśród młodszych pokoleń. Jakże pilne wydaje się posłanie tego filmu na obowiązkowe dwie lekcje wychowawcze, poświęcone przełamaniu milczenia o „żołnierzach wyklętych”. Przypomnijmy tu, że reżyser Jerzy Zalewski, znany z ogromnej odwagi twórczej i „niepoprawności politycznej”, był autorem paru innych głośnych filmów-pułkowników, blokowanych przez wpływowe środowiska III RP w imię „nowej cenzury”. Szczególnie wiele problemów miały jego dwa filmy: „Oszołom”, przedstawiający historię wykrycia afery FOZZ przez M. Falzmanna i „Obywatel poeta”, poświęcony postaci Z. Herberta. W tym ostatnim filmie nowych cenzorów szczególnie drażniło zacytowanie przez reżysera Zalewskiego ostrych słów Herberta pod adresem A. Michnika, określających go jako „nowego Nikodema Dyzmę”. Warto dodać, że reżyser Jerzy Zalewski stał się również ofiarą cenzury ze strony TV Republika, kierowanej przez T. Terlikowskiego, przerwano mu tam jego słynny cykl portretów „Pod prąd”.

Gorący patriotyzm powinien być głównym atutem PiS-u!

Dziś (tj. 1 marca 2016 r.) wysłuchałem kolejnego jakże pięknego i wzruszającego wystąpienia prezydenta A. Dudy na wyjątkowej lekcji historii dla uczniów szkół imienia rotmistrza Pileckiego i podobnego w tonie przemówienia z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Dziś widać jak świetnie prezydent Duda wypełnia wielką lukę, jaka przez lata zaznaczała się w wystąpieniach przywódców PiS-u- za mało i za rzadko mówili w pięknym wzruszającym stylu o patriotyzmie i narodowej historii..Za wiele było chłodnych racjonalnych refleksji politycznych, a za mało emocji płynących z serca. A przecież właśnie gorący uczuciowy patriotyzm jest najskuteczniejszym środkiem dla umocnienia popularności w kraju, emocjonalnego trafienia do duszy narodu. Tak jak to robi dosłownie na każdym kroku Viktor Orbán. Gorąca rada dla PiS-u. Niech prezydent Andrzej Duda jak najmniej zajmuje się dywagacjami o Trybunale Konstytucyjnym i i generalnie o polityce wewnętrznej. Zamiast tego niech skupia się na sprawach polityki historycznej, patriotyzmu i tradycji narodowej, zarówno w Polsce jak i wobec Polaków za granicą. Bo właśnie to mu zdecydowanie najlepiej wychodzi, to jest i będzie jego najmocniejszym atutem. I wreszcie ponawiam apel do PiS-u. Już nigdy więcej nie uciekajcie do Krakowa na obchody Święta niepodległości w dniu 11 listopada. Pójdźcie w Marszu Niepodległości zgodnie ze wszystkimi innymi środowiskami patriotycznymi w Warszawie, nie zapominając oczywiście o innych miastach. A wcześniej zainaugurujcie wielkie Marsze Patriotyczne w dniu 3 maja, w czasie, gdy pogoda najbardziej sprzyja manifestacjom.

Paszkwil „Tygodnika Powszechnego” przeciw uczelni o. T. Rydzyka w Toruniu

Nieformalna katolewicowa przybudówka „Gazety Wyborczej” – „Tygodnik Powszechny” nie może ścierpieć coraz większych sukcesów katolickiej i patriotycznej uczelni toruńskiej – Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu,. Wyrazem tego jest najnowszy ordynarny paszkwil redakcji „Obłudnika Powszechnego” (nr z 28 lutego 2016 r.) przeciw tej uczelni – tekst bliżej nieznanego Mariusza Sępioło: „Szkoła ojca dyrektora”. Autor pracowicie zebrał różne dawno już zdemaskowane insynuacje na temat uczelni toruńskiej – oskarżenia o rzekomy ”antysemityzm” i „nachalny nacjonalizm”. Powołując się na kogoś anonimowego (odwagi to im zawsze brak) – byłego studenta dziennikarstwa WSKSiM, który nie potrafił nawet ukończyć dziennikarstwa, Sępioło twierdzi, jakoby mitami założycielskimi kadry naukowej na uczelni Rydzyka były: „zamach smoleński, spisek żydowski, spisek przy okrągłym Stole, „Gazeta Wyborcza” jako dzieło szatana”. Aby tym mocniej pogrążyć uczelnię wymienia dwie, tylko dwie osoby z kadry naukowej WSKSiM: prof. Dominika Sankowskiego i prof. Annę Raźny, „która w 2014 r. publicznie wsparła agresję Putina na Ukrainę”. Wyjaśniam więc, że obie te osoby nie wykładają w tej chwili na toruńskiej uczelni (A. Raźny nie wykłada w Toruniu od 5 lat). Paszkwilant z „Obłudnika Powszechnego” przemilcza natomiast fakt, że na WSKSiM w Toruniu wykłada bardzo szeroka kadra wykładowców, w tym wielu znanych profesorów o bardzo szerokiej gamie poglądów. Nieraz to wyraża się w bardzo długich wieczornych sporach między nami. Przypomnę tu tylko niektóre spośród nazwisk wykładowców z tej uczelni: prof. H. Kieres, prof. J. Bartyzel, prof. C. Bartnik, prof. S. Cenckiewicz, prof. P. Jaroszyński, ks. prof. P. Bortkiewicz, prof. Z. Jacyna–Onyszkiewicz, prof. A. Krzymiński, europoseł prof. M. Piotrowski, prof. W. Polak, prof. R. Michalski, prof. M. Ryba, dr H. Karp, red. W. Reszczyński, red. W. Gąssowski, minister prof. J. Szyszko, b. senator K. Czuba, poseł G. Masłowska, S. Michalkiewicz, reżyser P. Zarębski, znani informatycy: prof. G. Musiał i dr hab. A. Jóźwik. Wbrew kłamstwu Wikipedii ja również pozostaję nadal wykładowcą na tej uczelni.

Atak „Obłudnika Powszechnego” na katolicką i patriotyczną uczelnię w Toruniu nie pozostaje niczym dziwnym w świetle wieloletnich podłych praktyk łże-katolickiej redakcji z Krakowa. Przypomnijmy tu, że Święty Jan Paweł II już w liście do J. Turowicza z 5 kwietnia 1995 r. krytykował oddziaływanie negatywnych wpływów antykościelnych w działalności krakowskiego kato-lewicowego tygodnika. Można by długo wyliczać teksty „Tygodnika Powszechnego”, służące podważaniu wiary katolickiej i podważaniu przesłania Jana Pawła II. (por. na ten temat m.in. moje uwagi w książce „Obłudnik Powszechny”, Warszawa 2007, ss.32-37, 68-69; zob. również: J. R. Nowak: „W obronie wiary”, Warszawa 2008, ss. 243-248). Środowisko „Tygodnika Powszechnego”, które weszło w nieformalny, ale jakże mocny sojusz, z Adamem Michnikiem, tak wrogim przesłaniu Prymasa Tysiąclecia, stało się faktycznie środowiskiem zdominowanym przez zaprzańców wobec idei patriotyzmu i tradycji narodowych, tak mocno wyrażanych w całej spuściźnie kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pisałem o tym bardzo wiele we wspomnianej książce „Obłudnik Powszechny”, poświęconej demaskowaniu faryzejstwa „Tygodnika Powszechnego” (por. strony: 44–66). Szczególnie podła była rola odegrana przez „Tygodnik Powszechny” pod kierownictwem ks. Adama Bonieckiego w nagłaśnianiu i popularyzowaniu antypolskich oszczerstwa najzajadlejszego wroga Polaków Jana Tomasza Grossa. c.d.n.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/03/wydarzenia-dobre-i-ze-i.html

To wszystko jest nienormalne (III)

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Znany chuligan pióra, „Hiena Roku 2015” Tomasz Lis pozwolił sobie ostatnio jako naczelny „Newsweek”- a na „ozdobienie” okładki swego tygodnika „Newsweek”-a wstrętnymi karykaturami prezydenta; Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło. Szczególnie grubiańsko skarykaturowano portret Pani Premier. Beata Szydło, mająca tak miły, ciepły wyraz twarzy, została ukazana jako typ odstraszającej Baby Jagi. Nie należałoby właściwie komentować zalet i wad wyglądu różnych polityków. Ponieważ jednak Lis to zaczął ,powiem tylko to, co o czym wiedzą miliony Polaków. Prezydent Duda i jego małżonka oraz premier Szydło są niezwykle wielkim odświeżeniem estetycznym po częstowaniu nas przez lata widokami tak mało powabnej osoby jak Komorowska, na dodatek wciąż nachalnie wysuwającej się przed swego męża „bul-Komorowskiego” i wściekle zajadłej histerycznej facjaty premierzycy Kopacz. Jakąż ulgę estetyczną dla milionów Polaków spowodowało ich zniknięcie z ekranów telewizorów!

Nieuczciwe ataki Roberta Mazurka

W obecnej jakże trudnej walce o wyciągnięcie Polski z bagna, do jakiego wepchnięto nas za rządów PO, powinno się maksymalnie wspierać ludzi szczególnie oddanych tej walce, i co najważniejsze ludzi kompetentnych. Z tym większym zaskoczeniem przyjąłem więc w najnowszej, zawsze świetnej „w Sieci”( nr z 15 lutego 2016 ) dwa skrajnie jątrzące i niesprawiedliwe ataki Roberta Mazurka w tekście pt. „Ranking przecenianych”. Oba ataki Mazurka uderzały w ludzi kompetentnych zaangażowanych w dokonanie Przełomu w Polsce, a nazwanych przez niego „wydmuszkami”. Taką „wydmuszką” jest – według Mazurka jeden z najlepszych ministrów w rządzie Beaty Szydło – minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Mazurek określił jako przecenianą „wydmuszkę”, znakomitego fachowca, ogromnie zasłużonego w rozbijaniu monopoli, zwłaszcza monopolu Telekomunikacji Polskiej SA. Dziwny i wielce stronniczy jest tekst Mazurka . Znany z kąśliwości publicysta z furią rzucił się na Streżyńską m.in. za odwołanie szefa Centralnego Ośrodka informatyki Nikodema Bończę- Tomaszewskiego, określając go jako „powszechnie szanowanego eksperta”. Równocześnie jednak Mazurek ani słowem nie wspomniał o oficjalnie przedstawionych przez minister Streżyńską powodach odwołania N. Bończy –Tomaszewskiego ze stanowiska. Przypomnijmy więc jak wyjaśniła swą decyzję minister Stróżyńska na konferencji prasowej z 26 stycznia 2016 r. – wg. w Polityce z tegoż dnia. „Przyczyną odwołania szefa Centralnego Ośrodka Informatyki było właśnie to, że nie mieliśmy gwarancji, że rozpoczęte tam projekty zostaną zakończone. Wszystkie dokumenty i raporty Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (od którego MC przejęło nadzór nad COI) wskazują na te same problemy COI – totalną niesterowność i niezależność od nadzorującego ministra. W wyniku tej sytuacji grozi nam zwrot dotacji wysokości 284 mln zł, dlatego stanowcze działania są uzasadnione”. Streżyńska zwróciła uwagę na „niezdrowe dysproporcje” między ilością obsługi administracyjnej w stosunku do pracujących nad systemami informatycznymi programistów. Firma ta uchodziła za +polski Microsoft+, a przy 150 osobach obsługi administracyjnej, było tylko 30 programistów, zatrudnionych do tak ambitnych projektów jak elektroniczne dowody osobiste, Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców. Z tego też powodu wystąpiły opóźnienia w samym połączeniu rejestrów państwowych. Całkowite przemilczenie wymienionych tu motywów decyzji minister Streżyńskiej było skrajnie nieuczciwym popisem Mazurka.

Równie nieuczciwym działaniem było zaatakowanie przez Mazurka w tym samym tekście jako rzekomo przecenianą „wydmuszkę” publicystę Matthew Tyrmanda, syna słynnego Leopolda Tyrmanda. Jego ojciec był symbolem niepoprawności politycznej, a syn jakże skutecznie idzie w jego ślady w rozlicznych tekstach atakowanych przez lemingów i lewaków. Mazurek zdumiewa się, że młody Tyrmand stał się „idolem prawej strony Internetu” (zawiść Mazurka jest oczywista). I pisze, że trudno powiedzieć, skąd ta popularność Tyrmanda,. Bo „nie napisał żadnej książki, z rzadka publikuje coś w Internecie, nie są znane jego osiągnięcia biznesowe”. Odpowiem Mazurkowi –młody Tyrmand zyskał sobie sympatię na prawicy licznymi jakże celnymi „niepoprawnymi politycznie” artykułami, uderzającymi w patologie Trzeciej RP i oceniającymi je tym kompetentniej – przez porównanie swoich wcześniejszych obserwacji amerykańskich. Ma również, w odróżnieniu od R Mazurka, już dziś wcale niemałe zasługi w walce z antypolonizmem. Tyrmand prowadzi trudną do przecenienia ostrą kampanie przeciwko oczernianiu polskiego rządu w zachodnich mediach. W swych wystąpieniach atakował za kłamstwa na temat dzisiejszej sytuacji w Polsce m.in. Radosława Sikorskiego i jego żonę Annę Applebaum, Jacka Rostowskiego i jego córkę osławioną kłamczuchę Marię, oraz licznych kłamliwych korespondentów czasopism zachodnich w Polsce. Jak pisał świeżo w świetnym tekście o młodym Tyrmandzie Artur Bartkiewicz : „Tyrmand ewidentnie próbuje się więc obsadzić w roli anglojęzycznego obrońcy polskiego rządu, co czyni go interesującym sojusznikiem PiS w sytuacji, gdy zachodnie media w większości krytycznie oceniają działalność ekipy Beaty Szydło”. (Por. A. Bartkiewicz: Kim pan jest panie Tyrmand? „Rzeczpospolita.Plus minus”, 20-21 lutego 2016 ). I takiego, tak potrzebnego dziś publicystę, jadowicie atakuje Robert Mazurek. Po co? Jakie są prawdziwe intencje Mazurka?

Niezadługo opublikuję na tym blogu odrębny tekst konkretnie omawiający zalety publicystyki M. Tyrmanda pt. ”Dwaj panowie Tyrmand”. Powiem na koniec jedno: Matthew Tyrmandowi za jego teksty należą się wielkie słowa uznania, zwłaszcza w takim tygodniku jak „w Sieci”, a nie paszkwilancki atak Mazurka.

Młody Tyrmand pisze teksty o dzisiejszej Polsce, pod którymi można się podpisać oburącz. W przypadku R. Mazurka natomiast szereg razy zauważałem teksty skrajnie nie licujące z jego opinią jako prawicowego publicysty. Szczególnie niegodziwy pod tym względem był jego atak sprzed kilku laty w „Uważam rze” na węgierską ustawę medialną, którą nazwał „szambem”. Z tym swoim atakiem Mazurek stanął w jednym szeregu z nienawidzącymi Orbána A. Michnikiem et consortes, w przeciwieństwie do prawdziwych obrońców wolności słowa takich jak Jan Pospieszalski, którzy z zachwytem aprobowali wspomnianą ustawę medialną (por. fragmenty wypowiedzi J. Pospieszalskiego na ten temat w książce: J. R. Nowak, Węgierska droga do zwycięstwa, Warszawa 2015, t. II, s. 74).

„Rzeczpospolita” znowu szkaluje Orbána

Zaskakują mnie intencje redaktorów „Rzeczypospolitej”. Z jednej strony od pewnego czasu mnożą się w niej ataki na PiS (w tym szczególnie skrajne teksty Marka Migalskiego). Z drugiej strony zaś „Rzeczpospolita” nie ustaje z podgryzaniem Węgier Orbána akurat w czasie, gdy panuje najmocniejsze zbliżenie miedzy nimi a Polską, rządzoną przez PiS. Szczególnie szokujący, wręcz wredny, był zamieszczony w tym dzienniku 11 lutego 2016 r. niedawny atak Węgra (!) D. Héjja: „Niebezpieczne związki z Budapesztem”., opisany przeze mnie na blogu. Tym razem- w dniu 18 lutego 2016 r. w „Rzeczypospolitej” opublikowano agresywnie antywęgierski tekst Andrzeja Łomanowskiego „Trojański koń Putina”. Już sam tytuł paszkwilanckiego tekstu mówi sam za siebie,. Jego autor oskarża premiera V. Orbána o dywersyjną prorosyjską rolę w sytuacji, gdy chodzi tylko o przymus sytuacyjny Węgier, uzależnionych od rosyjskiej energii. Plotącemu brechty Łomanowskiemu, stałemu współpracownikowi „Gazety Polskiej Codziennie” radziłbym przeczytać opublikowany dokładnie rok temu tekst w tejże gazecie pióra b. wiceministra spraw zagranicznych z PiS-u Krzysztofa Szczerskiego.. Pisał on tam m.in. : „Oceniając politykę Orbána wobec Moskwy nie można zapominać o uwzględnieniu kontekstu sytuacji Węgier, które są uzależnione od jednego dostawcy gazu- Rosji. Ci, którzy tak mocno oburzają się na rozmowy, które Orbán toczy z Putinem, powinni mieć świadomość, że węgierski premier robi to, co na jego miejscu uczyniłby każdy polityk działający na rzecz własnej ojczyzny – zabezpiecza jej interesy energetyczne (…) Skupianie się w takiej krytyce wyłącznie na Orbánie jest zresztą hipokryzją w sytuacji, w której w całej Europie następuje wzrost importu surowców z Rosji (…)” (por. K. Szczerski: Pragmatyzm Orbána w „Gazeta Polska codziennie” z 18 lutego 2015 r.). Ciekawe, że „Rzeczpospolita” nie wypomina jakoś Niemcom Schrödera i Merkel, że samolubnie poparły rozbudowę gazociągu z Rosja kosztem choćby Polski.

Łomanowski „popisał się” szczególnie ohydnym porównaniem, pisząc: „ Ale w Europie wskazują nie na „realizm”. Tylko na bliskość ideową Putina i Orbána. – Jest (węgierski lider) jedynym putinistą, który znajduje się u władzy w Europie – mówił o nim były niemiecki minister spraw zagranicznych Joschka Fischer”. Jak widać w swych antywęgierskich oszczerstwach Łomanowski zyskał sobie wreszcie „odpowiedni” autorytet. Jak wiadomo Joschka Fischer był niegdyś skrajnym awanturniczym lewakiem w 1968 r, oskarżanym o brutalną napaść na policjanta. Przypomnijmy, że pan Łomanowski jest stałym współpracownikiem „Gazety Polskiej Codziennie”.„Gazeta Polska” słusznie z werwą nawołuje do kolejnej „Wielkiej Wyprawy” na Węgry w dniu 15 marca, a tymczasem jej współpracownik A. Łomanowski z równą werwą szkaluje Węgry Orbána. Czy to jest normalne? Gdzie tu sens, gdzie logika?

Antyimigrancka manifestacja

6 lutego 2016 r. w Warszawie odbyła się antyimigrancka manifestacja. Przemawiali na niej m.in. prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki, posłanka Kukiz 15 Anna Siarkowska i poseł tegoż Ruchu Tomasz Rzymkowski. Zdecydowanie najwspanialsze było wielokrotnie oklaskiwane przemówienie przedstawicielki niemieckiej PEGIDY Tatiany Festerlin., która z pasją przepraszała za ingerowanie niemieckich polityków i mediów w polskie sprawy, mówiąc m.in.: „ Jest nam wstyd za ich arogancję i ich mieszanie się w wasze narodowe sprawy. Jest nam wstyd za to, co mówią niemieccy politycy, którzy krytykują wasz rząd wybrany demokratycznie. Wstydzimy się za bezczelność niemieckich polityków, którzy są zdania, żeby udzielać lekcji Polsce w sprawach demokracji i wolności. To wszystko, co zostało zrobione dla polsko-niemieckiej przyjaźni jest systematyczne niszczone przez lewicowy rząd Merkel i niemieckie media (podkr. – JRN) (…) Ci zarozumiali feudałowie, którzy siedzą w Brukseli w swoich pałacach, ale nie robią nic przeciwko upadkowi europejskiego kontynentu udowadniają, że zawiedli”. Swe wystąpienie Festerlin zakończyła przypomnieniem roli polskiego króla Jana III Sobieskiego jako lidera chrześcijańskiej krucjaty przeciwko muzułmanom.

W manifestacji uczestniczyło około 2 tysięcy osób. Było to więc znaczące wydarzenie. A mimo to zabrakło o nim nawet kilku sekundowej informacji w „Wiadomościach” Programu I TVP. Te same „Wiadomości” nie omieszkały poinformować o jakichś drobniutkich manifestacjach otumanionych frajerów z KOD-u. Reformowane „Wiadomości” TVP zachowały się w sprawie informacji z tej manifestacji gorzej niż TVN 24 czy Polsat, które o manifestacji poinformowały. Dodajmy, że w Telewizji Trwam był dłuższy kilkunastominutowy program na wspomniany temat. Kolejny raz swą antyprawicową stronniczość okazała „Rzeczypospolita’, w której całkowicie przemilczano manifestację. Za to w „Gazecie Polskiej codziennie” znalazła się szersza informacja, choć nie wolna od błędów. Np. moje wystąpienie podczas manifestacji przypisano prof. Andrzejowi Nowakowi z Krakowa. Dziwne, że redaktor wspomnianej gazety jeszcze nie potrafi nas odróżnić.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/02/to-wszystko-jest-nienormalne-iii.html

Chamstwo i nieuctwo Ryszarda Petru

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Ryszard Petru był asystentem, a później doradcą największego szkodnika III RP Leszka Balcerowicza, Zdążył też być członkiem Unii Wolności, z której bezskutecznie kandydował do Sejmu w 2001 r. Później był m.in. dyrektorem banku w BRE Banku. Nic dziwnego wiec, że tak fanatycznie broni interesów banków, pełen strachu przed ich opodatkowaniem.

Jak R. Petru oskarżał Węgry Orbána o „nacjonalizm”

W świeżo wydanej książce „Węgierska droga do zwycięstwa” (tom 2,ss.173-174) pisałem:„Do najzajadlejszych i zarazem najmniej mądrych napaści na Orbána w Polsce należał atak Ryszarda Petru z 2011 r. , oskarżający go o „nacjonalizm”. R. Petru pisał m.in.: „Przepis na Budapeszt nie należy do najtrudniejszych. Wlewamy dwie szklanki populizmu, dodajemy dwie duże chochle nacjonalizmu i kilka łyżek interwencjonizmu państwowego. (…) Po słynnych protestach ulicznych, gdy socjalistyczny premier Gyurcsány przyznał się do tego, że okłamywał swoich rodaków, powrócił do władzy Wiktor Orban. Zamiast jednak reformować, nałożył podatki na banki, zagraniczne firmy telekomunikacyjne i handel, zamroził poziom kursu wymiany franka wobec forinta, zmuszając banki do poniesienia strat, znacjonalizował prywatne fundusze emerytalne. Wszystko to podlewał narodowym sosem, co przypada wciąż do gustu wielu mieszkańcom Węgier (…) Na Węgrzech większość działań uzasadnia się narodowym interesem (…). Populizm narodowy jest niestety dobrze przyjmowany. Emocje polityczne w węgierskim społeczeństwie były tak wysokie, że na demonstracje na ulicach Budapesztu przychodziło po pół miliona osób. Ostatnie 20 lat na Węgrzech to przestroga dla innych państw regionu. Ważne, aby w Warszawie nie powtórzyć błędów Budapesztu”. (Por. R. Petru: Przepis na Budapeszt. Populizm, nacjonalizm i lata złych rządów – Forsalforsal.pl/…/570510,petru_przepis_na_budapeszt_populizm_nacjonalizm_i_ lata_zlych_rzadow.html 29 Lis 2011 … Dostęp 21 lipca 2015). Jakże nonsensowną samo kompromitacją był ten atak liberała Petru na Orbána za jego obronę węgierskich narodowych interesów, za zwycięską jak się okazało walkę przeciw zachodnim bankom w interesie milionów Węgrów.
Paweł Korsun wspominał o Petru na łamach ” w Sieci” z 6 lipca 2015 r.: „Jak na wziętego doradcę banków od zadłużania Polaków przystało, u progu kryzysu finansowego namawiał do brania kredytów we frankach”. Potem po cichu swój kredyt przewalutował, ale sam dalej określał kredyt we frankach jako bezpieczny. Nigdy jakoś nie zdobył się na przeproszenie Polaków, których wpakował w kredyt we frankach.

Chamstwo i nieuctwo R. Petru

Podczas swej jak dotąd krótkiej obecności w Sejmie zdołał „zabłysnąć” niesłychanym chamstwem. W czasie debaty sejmowej ryknął do poseł profesor Krystyny Pawłowicz: „Niech pani puknie się w łeb”! Petru, przywódca partii opozycyjnej, mającej dziś więcej procent głosów w sondażach od PO, skompromitował się skrajną niewiedzą o polskiej historii. Powiedział, że zamach majowy Piłsudskiego miał miejsce w 1935 roku ! Tak więc według „nowoczesnego” ignoranta Piłsudski zerwał się w 1935 r. ze śmiertelnego łoża i pobiegł robić zamach majowy. (Piłsudski zmarł w maju 1935 r.)! Jak ocenić taki poziom niewiedzy o polskiej historii (oblałby za to w szkole podstawowej) u czołowego polityka opozycyjnego,. Dodajmy, że Petru jest prawdziwym recydywista w swej ignorancji o historii. „Wsławił się” bowiem również powiedzeniem „sejm głuchy” o sejmie niemym z 1717 r.

Petru „ma głowę do interesów”

W oświadczeniu majatkowym dla Sejmu Petru wycenił 60 metrowe mieszkanie w Jelenie Gorze na 100 tysięcy zł. Wychodzi 1600 zł za metr kwadratowy. Na portalu internetowym „Fakt 24.pl pisano: „Najtańsze i będące w kiepskim stanie lokale można tam kupić za ok. 2500 zł za metr kwadratowy. To wciąż sporo więcej niż deklarowane przez Petru 1600 zł. To się nazywa mieć głowę do interesów! ”O szczególnym wyczuciu dla interesów p. Petru świadczy fakt, że niedawno „udało” mu się uzyskać sfinansowanie dwóch książek z dziedziny ekonomii przez Narodowe Centrum Kultury w serii „ Liczby kultury”. Jest to autentyczny skandal. Oczekuję, że prokuratura postawi zarzuty luminarzom z Centrum Narodowego Kultury zarzuty za wydawanie pieniędzy niegodnie z oficjalnymi celami tego Centrum.

Najnowszy „wyskok” R. Petru

Podczas demonstracji liberałów i lewaków dniu 12 grudnia 2015 r. Petru z całym cynizmem wyraził obawę, że ta manifestacja „może być ostatnim legalnym marszem”. Była to chyba najkomiczniejsza wypowiedź pośród tak wielkiej fali straszenia zagrożeniem PiS-u dla demokracji.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2015/12/chamstwo-i-nieuctwo-ryszarda-petru.html

Ostrzegam: muzułmańscy terroryści mogą uderzyć w Polskę!

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Najnowsze tak straszne zamachy w Paryżu może przebudzą wreszcie choć część zajadłych rzeczników poprawności politycznej, plotących bzdury o potrzebie ratowania tysięcy nieszczęśliwych uchodźców i multikulturowości. Tylko ślepi nie dostrzegli dotąd, że gros imigrantów stanowili nie kobiety i dzieci, lecz zdrowi młodzi mężczyźni, silne byczyska, pędzące na nasz kontynent, by zyskać jak największy „socjał’. Część z nich jest aż nadto gotowa, by gwałcić i rabować. Dowiodły tego rozliczne incydenty, na ogół starannie przemilczane w mediach.

To Orbán miał rację!

Fakty pokazały, że najszybciej rozpoznał zagrożenie dla Europy premier Węgier Viktor Orbán, tak mocno atakowany za rzekomy nacjonalizm przez głupawych pseudo-„Europejczyków”.Przypomnijmy tu, że kanclerz Austrii oskarżał Orbána za rzekomy „neonazizm” w związku z budową przez Węgry odrutowanego płotu granicznego. A teraz nawet austriacki minister spraw wewnętrznych opowiedział się za budową płotu granicznego. A już budują takie płoty Słowenia, Chorwacja czy Bułgaria. Nic dziwnego, że nawet premier Bawarii Horst Seehofer powiedział, że rację w sprawie uchodźców miał Orbán, a nie Merkel, coraz bardziej potępiana w swoim kraju. Orbán kolejny raz okazał się najbardziej odważnym i przewidującym politykiem Europy, jej najlepszym obrońcą.

Dlaczego Merkel dała taką plamę?

Najbardziej skompromitowała się kanclerz A. Merkel przez swe niemądre, skandaliczne wypowiedzi otwierające drogę dla najazdu imigrantów na Europę. To Merkel jest główną winną tak wielu ofiar w Paryżu – wszak wśród muzułmańskich morderców było paru „uchodźców”, którzy z łatwością przedostali się z Grecji, wykorzystując totalny brak kontroli. Dlaczego Merkel dała taką plamę? Przecież kanclerz Merkel nie jest głupią, a wręcz przeciwnie, jest bez porównania mądrzejszą od F. Hollanda i najgorszego prezydenta w dziejach USA po 1945 r. B. Obamy – jak wciąż powtarza Max Kolonko. Zdumiewające jest przy tym, że ta tak przebiegła kanclerz dalej nieracjonalnie upiera się przy swych niemądrych decyzjach, otwierających drogę inwazji imigrantów na Europę. Dlaczego to robi?
Być może dlatego, że ulega naciskom różnych nieformalnych wpływowych gremiów, którym zależy na globalizacji za wszelką cenę i rozbijaniu państw narodowych w różnych częściach Europy. Tak jak to robi od lat zajadły wróg państw narodowych i religii George Soros, wciąż marzący o obaleniu Orbána. Nader celnie akcentował te groźby świadomego rozwadniania poczucia narodowego i religii redaktor Maciej Pawlicki parę miesięcy temu w programie J. Pospieszalskiego.

Jaki z tego płynie wniosek? Otóż to, że muzułmańscy terroryści już w najbliższych miesiącach mogą za cel swego ataku wybrać właśnie Polskę. Mogą zrobić to z awersji do nas, jako kraju najbardziej jednorodnego religijnie, zdominowanego przez katolików, ojczyzny papieża Jana Pawła II, i stąd państwa szczególnie znienawidzonego przez fanatycznych muzułmanów. A na dodatek – jak dowiodła afera taśmowa – mamy szczególnie słabe, wręcz mizerne i skłócone służby specjalne. Apeluję – nie lekceważmy przedstawionych tu potencjalnych zagrożeń dla Polski!

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2015/11/ostrzegam-muzumanscy-terrorysci-moga.html

Święto Niepodległości w Krakowie Anno Domini 2015

krakowniezaleznymkInformacja własna

Obchody Święta Niepodległości w Krakowie rozpoczęły się od uroczystej Mszy Świętej w Katedrze Wawelskiej. Następnie, Krakowianie i Goście Naszego Miasta, a w tym członkowie i sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, Kluby „Gazety Polskiej” i co najpiękniejsze – nasi Bracia Węgrzy – przeszli z Wawelu do grobu Nieznanego Żołnierza na pl. Jana Matejki.

Zapraszamy Państwa do obejrzenia 67 fotografii, autorstwa p. Anny Loch:
https://plus.google.com/photos/105406849451721147631/albums/6216579635953160513
148 zdjęć, których autorem jest p. Kazimierz Bartel:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Listopada2015kb
32 zdjęć – komórkowego fotoreportażu – p. Mirosława Boruty:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Listopada2015mb
obszernego (180 zdjęć) zestawu zdjęć, autorstwa p. Zbigniewa Galickiego:
https://picasaweb.google.com/lh/sredir?uname=ZbigniewGalicki&target=ALBUM&id=6216121774304285713&authkey=Gv1sRgCIXooI-5-qiXiQE&feat=email
22 zdjęć Jazdy Polskiej i koncertu w Filharmonii Krakowskiej, p. Andrzeja Kalinowskiego:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Listopada2015ak
fotografii – 125-ciu, które wykonał p. Andrzej Rychławski:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Listopada2015ar
oraz zestawu „młodzieżowego”, 61 zdjęć z obu części krakowskich uroczystości, do- i popołudniowych, przesłanych przez p. Daniela Sokoła:
https://goo.gl/photos/zkvS8BVLkwQVRE27A

A relację filmową przygotował p. Stefan Budziaszek ;-)


• https://www.youtube.com/watch?v=k-q8rj6Jn44

O godz. 16:30 w Katedrze Wawelskiej odprawiona została Msza Święta, z udziałem m.in. prezesa  i wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, pp. Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło, złożenie kwiatów przy pomniku Świętego Jana Pawła II, grobie Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz Pary Prezydenckiej, śp. Lecha i Marii Kaczyńskich a na zakończenie uroczystość przy Krzyżu Narodowej Pamięci (Krzyżu Katyńskim). We wszystkich wydarzeniach uczestniczyła także liczna grupa Węgrów: Lengyel, magyar, két jó barát, együtt harcol, s issza borát.

Tym razem zapraszamy do obejrzenia 39 zdjęć, które wykonał p. Kazimierz Bartel:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Listopada2015kb2
186 fotografii autorstwa p. Zbigniewa Galickiego:
https://picasaweb.google.com/lh/sredir?uname=ZbigniewGalicki&target=ALBUM&id=6216377158536559217&authkey=Gv1sRgCOOvi4L8rMC-fQ&feat=email
28 zdjęć, autorem ich jest p. Andrzej Kalinowski:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Listopada2015ak2
oraz 51 fotografii, które wykonał p. Andrzej Rychławski:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Listopada2015ar2

A także kolejnego filmu przygotowanego przez p. Stefana Budziaszka:


• https://www.youtube.com/watch?v=9vTDUTOILe4

Święto Niepodległości. Polsko-węgierski wieczór poezji

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

11 listopada 2015 roku na zakończenie obchodów Święta Niepodległości w Krakowie, w restauracji „Chimera” przy ul. Św. Anny, odbyło się spotkanie członków Klubów Gazety Polskiej z gośćmi z Węgier. Obecni byli m.in.: redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, p. Tomasz Sakiewicz, prezes Klubów Ryszard Kapuściński oraz dr Laszlo Csizmadia, prezes COKA-CET na Węgrzech. Recytowane były wiersze węgierskich i polskich pisarzy:

• https://www.youtube.com/watch?v=5UIt6P4n4U8

67-ma Miesięcznica Smoleńska w Krakowie. Polacy i Węgrzy razem przy Krzyżu Narodowej Pamięci

krakowniezaleznymkInformacja własna

10 listopada 2015 roku o godz. 16:30 w Archikatedrze Wawelskiej odprawiona została Msza Święta w intencji śp. Lecha i Marii Kaczyńskich oraz Wszystkich Ofiar Tragedii Smoleńskiej.

20151110msmb1Msza Święta zamówiona przez Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie (fot. p. Mirosław Boruta), a poprzedzona spotkaniem modlitewnym przy sarkofagu śp. Pary Prezydenckiej o godz. 16:00.

Po Mszy Świętej, którą odprawił proboszcz parafii, ks. prałat Zdzisław Sochacki, a koncelebrował ksiądz Henryk Majkrzak SCJ, odbyło się przejście pod Krzyż Narodowej Pamięci – Krzyż Katyński, zapalenie 96 białych i czerwonych zniczy oraz złożenie wiązanek kwiatów i modlitwa za Ofiary Tragedii Smoleńskiej.

Kwiaty przy Krzyżu złożyli przedstawiciele: Węgrów (pp. dr Patrycja Pászt, dr László Csizmadia, Konrad Sutarski) Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie (pp. prof. dr hab. Jan Tadeusz Duda, dr Andrzej Przybyszowski), Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” Regionu Małopolska (p. Bożena Musiał), Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie (p. dr Mirosław Boruta) oraz Klubów Gazety Polskiej (p. Ryszard Kapuściński).

20151110msmb2Okolicznościowe przemówienia wygłosili pp. prof. Adrienne Körmendy – konsul Węgier w Krakowie i dr László Csizmadia – prezes CET / Rady Porozumienia Obywatelskiego (fot. p. Mirosław Boruta).

Organizatorem uroczystości – we współpracy ze Związkiem Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89 – był Krakowski Klub Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

Autorami fotoreportaży są pp. Zbigniew Galicki i Andrzej Rychławski a relację filmową przygotował p. Stefan Budziaszek:
https://picasaweb.google.com/lh/sredir?uname=ZbigniewGalicki&target=ALBUM&id=6215734016436055585&authkey=Gv1sRgCLz9uIWanv6n5QE&feat=email
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/10Listopada2015ar


• https://www.youtube.com/watch?v=0hCbOOog2Gc

(Od Redakcji): Zamieszczamy jeszcze okolicznościowy Apel Klubów Gazety Polskiej:

klubygazetypolskiejlogoNiemożliwe stało się możliwe. Całkowitą władzę w Polsce przejmuje jedyna formacja polityczna, która jest zdolna wyjaśnić co stało się w Smoleńsku. Nowa władza ma większość instrumentów niezbędnych by podjąć takie działania. Dziękując Bogu za to, że pozwolił nam doświadczyć tej chwili będziemy się wciąż modlić do Stwórcy i jednocześnie domagać od nowych władz by owoce tego zwycięstwa nie były zmarnowane. Chcemy godnego uczczenia poległych 10 kwietnia 2010 roku. Chcemy uczciwego śledztwa w tej sprawie. Chcemy wreszcie, w miarę możliwości, ukarania winnych zarówno tragedii jak i tuszowania tej zbrodni.

Będziemy trwać w naszej modlitwie póki tak się nie stanie.

Apel w obronie Węgier

krakowniezaleznymkInformacja własna

Fot. w tekście p. Mirosław Boruta.

21 września 2015 roku Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie zaprosił Krakowian i Gości Naszego Miasta na spotkanie z p. prof. dr. hab. Jerzym Robertem Nowakiem i Jego najnowszą książką „Węgierska droga do zwycięstwa”.

20150921wdapel1Podczas spotkania w gościnnych progach Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” (Macierz Lwów), przy ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 27 (Sala Łucznicza, I piętro) kilkadziesiąt osób podpisało, zainicjowany przez Naszego Gościa Apel w obronie Węgier, który – ilustrowany zdjęciami ze spotkania z dumą publikujemy:

Uczestnicząc w spotkaniu na temat reform rządu premiera Victora Orbána w siedzibie Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Krakowie w dniu 21 września 2015 roku pragniemy zadeklarować, że:

20150921wdapel2- zdajemy sobie sprawę z ogromnych trudności sprawianych Węgrom na skutek zalewu ich kraju przez wiele dziesiątków tysięcy imigrantów i apelujemy o dużo lepsze zrozumienie dla polityki Węgier w tej sprawie. Nb. polityki ściśle przestrzegającej zasad prawa unijnego w sprawie strzeżenia granic państw wchodzących w skład Unii Europejskiej,

- z oburzeniem reagujemy na odosobnione na szczęście próby podważania tysiącletniej tradycji przyjaźni polsko-węgierskiej przez paszkwile szkalujące Węgry (takie jak tekst prof. Wojciecha Sadurskiego „Po co komu Węgry?”),

20150922wdapel3- wyrażamy poparcie dla gruntownych reform węgierskich pod rządami Viktora Orbána i jego polityki stanowczej obrony interesów narodowych,

- sugerujemy rozważenie całokształtu tych reform jako bardzo ciekawego wzoru dla przyszłych działań polskich sił patriotycznych, mając nadzieję, na ich przekonujące zwycięstwo w nadchodzących wyborach parlamentarnych w Polsce.

(Od Redakcji): A książkę można kupić telefonując na numery: 608-854-215 i 603-199-036 ;-)

Dał nam przykład Viktor Orban jak zwyciężać mamy…

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

21 września 2015 roku odbyło się w Krakowie spotkanie z prof. dr. hab. Jerzym Robertem Nowakiem, autorem dwutomowego opracowania „Węgierska droga do zwycięstwa”. Organizatorem spotkania był Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie.


• https://www.youtube.com/watch?v=HGwywBDIqc0

(Od Redakcji): A książkę można kupić telefonując na numery: 608-854-215 i 603-199-036 ;-)