Przeskocz do treści

W 2019 roku handel dozwolony będzie w ostatnie niedziele miesiąca i - dodatkowo - w trzy niedziele przedświąteczne:

27 stycznia, 24 lutego, 31 marca,
14 i 28 kwietnia, 26 maja, 30 czerwca,
28 lipca, 25 sierpnia, 29 września,
27 października, 24 listopada oraz 15, 22 i 29 grudnia.

Jak widać Niemcy nie handlują w niedziele... u siebie nie handlują 😉 (il. fot. tvn24bis.pl, stan w roku 2016).

Radio Maryja

Izrael wciąż nie przeprosił za skandaliczne słowa szefa swojej dyplomacji. O pojednanie na linii Warszawa-Tel Aviv apelują Stany Zjednoczone. Oświadczenie w sprawie relacji polsko-izraelskich wydał Departament Stanu USA.

– Zarówno Izrael, jak i Polska są naszymi ważnymi sojusznikami i przyjaciółmi. Wzywamy naszych sojuszników i przyjaciół do znalezienia drogi do usłyszenia się nawzajem, pójścia naprzód oraz kontynuowania bliskiej współpracy i dbania o wspólne interesy – zaapelował Departament Stanu USA.

Jasne stanowisko przedstawiła też ambasador USA w Polsce, która oczekuje, że szef izraelskiej dyplomacji przeprosi za swoje skandaliczne słowa o Polakach.

– Wyraziłam się jasno co do tego, jak niewłaściwy był komentarz ministra spraw zagranicznych Izraela. W ciągu dnia lub dwóch pojawią się moje kolejne wpisy odnoszące się z szacunkiem do tego, jak Polska walczy z antysemityzmem – podkreśliła Georgette Mosbacher.

Jesteśmy zadowoleni ze stanowiska USA – zaznaczył wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk.

– Bardzo się cieszę, że to stanowisko wyrażone przez panią ambasador jest jednoznaczne – wspierające Polskę – podkreślił.

Piłka jest cały czas po stronie Izraela.

– Każda godzina braku jednoznacznej reakcji władz izraelskich na te haniebne słowa, które padły, jest problemem dla Izraela, bo to z całego świata i środowisk żydowskich padają słowa potępienia – akcentował Szymon Szynkowski vel Sęk.

Część izraelskich polityków świadomie atakuje Polaków – wskazał dr Leszek Pietrzak.

– Ten rzekomy polski antysemityzm to ma być taki straszak na stronę Polską w relacjach polsko-izraelskich. On jest zawsze w takich kryzysowych momentach przywoływany – zaznaczył historyk.

Atmosferę podgrzewają też niektóre izraelskie media, które publikują nieprawdziwe informacje. Dziś „Times of Israel” oraz „Jerusalem Post” podały, że w Świdnicy zdewastowano żydowski cmentarz. Na kłamstwo zareagował ambasador Polski w Izraelu Marek Magierowski (...)

Do dewastacji żydowskich cmentarzy dochodzi coraz częściej, ale we Francji. Niedawno zniszczono 80 grobów w okolicach Strasburga. Na miejscu pojawił się prezydent Emmanuel Macron.

– Chcę zadeklarować nasze pełne zaangażowanie w zwalczaniu antysemityzmu, niezależnie od tego, jaki kształt on przybierze – zadeklarował Emmanuel Macron.

W ubiegłym roku we Francji zgłoszono ponad pół tysiąca antysemickich ataków. Ich liczba w porównaniu z 2017 wzrosła o ponad 70%. Wczoraj w Paryżu oraz innych miastach Francji odbyły się marsze przeciwko antysemityzmowi.

– Musimy zjednoczyć się i powiedzieć, że nie możemy zaakceptować i tolerować tego odrodzenia, które zbyt często się zdarza, tego wznowienia antysemickich ataków – powiedział były prezydent Francji François Hollande.

Wciąż najwięcej ataków na Żydów notuje się w Niemczech. Problem istnieje też w Wielkiej Brytanii i Holandii. Według danych Komisji Europejskiej dziewięciu na dziesięciu Żydów twierdzi, że w ciągu ostatnich pięciu lat antysemityzm w krajach europejskich nasilił się. Równocześnie Polska uznana została za bezpieczne miejsce – podkreślił dr Mirosław Boruta.

– W świetle faktów w Polsce nie ma miejsca antysemityzm – wskazał dr Mirosław Boruta.

Prezes IPN Jarosław Szarek zadeklarował dziś, że Instytut jest gotowy do jeszcze większego wysiłku na rzecz upowszechniania wiedzy o relacjach polsko-żydowskich w okupowanej przez Niemców Polsce.

Tekst i ilustracje za: http://www.radiomaryja.pl/informacje/izrael-zwleka-z-przeprosinami-za-slowa-p-o-szefa-izraelskiego-msz

Relacje polsko-izraelskie przechodzą kolejną ciężką próbę. I podobnie jak w przeszłości – chodzi właśnie o przeszłość. To wyjątkowo niefortunne.

Między Polską i Izraelem istnieje dziś głęboka przyjaźń i strategiczne partnerstwo. Więzi te umacniają się na wielu płaszczyznach. Ostatnio, pomimo presji ze strony niektórych krajów, Polska zgodziła się zorganizować międzynarodową konferencję nt. Bliskiego Wschodu, a w szczególności Iranu, która to konferencja była dla Izraela niezwykle ważna.

Z kolei w tym tygodniu przywódcy Grupy Wyszehradzkiej (Czech, Polski, Słowacji i Węgier), której Polska jest największym krajem członkowskim, mieli odbyć w Jerozolimie kluczową rundę spotkań z premierem Netanjahu. Spotkania te zostały niestety odwołane z powodu najnowszego sporu wokół historii.

Nie ma organizacji pozarządowej, która poświęcałaby relacjom między Polską a narodem żydowskim więcej czasu i uwagi niż Amerykański Komitet Żydowski (AJC).

Przez ponad cztery dekady pracowaliśmy nad napisaniem nowego rozdziału w tych jakże złożonych stosunkach. Odnotowaliśmy znaczące sukcesy. Oczywiście, wiele wciąż pozostaje do zrobienia.

Głównym, choć nie jedynym, punktem spornym były zawsze różnice w ocenie skali antysemityzmu w Polsce, zwłaszcza przed i podczas II wojny światowej, a także rywalizujące ze sobą często narracje historyczne. Nic dziwnego, że właśnie te czynniki legły u podstaw obecnego napięcia – tak jak w zeszłym roku, kiedy przyjmowano szkodliwą, znowelizowaną później, ustawę o IPN.

W naszym podejściu zawsze kierowaliśmy się założeniem, że nawet, jeśli nigdy nie zgodzimy się w pełni co do naszej przeszłości – co, nawiasem mówiąc, nie charakteryzuje naszych relacji wyłącznie z Polską – mamy obowiązek wysłuchać siebie nawzajem jako przyjaciele. Są jednak pewne kwestie, które powinniśmy uznać:

Polska ma kluczowe znaczenie dla naszego zrozumienia żydowskiej historii. Przez stulecia była epicentrum żydowskiego życia.

Tysiąca lat żydowskiej obecności na polskiej ziemi nie można sprowadzić do pojedynczego nagłówka prasowego czy krótkiej wypowiedzi dla telewizji.

Podobnie jak Żydzi, Polacy nie raz byli atakowani przez swoich silniejszych sąsiadów i mają głęboko zakorzenione poczucie zagrożenia. Warto przypomnieć, że, tak jak Izrael zniknął z mapy świata na długie stulecia, podobnie Polska przez 123 lata była nieobecna na mapie.

Polska była pierwszym celem ataku armii niemieckiej, który stał się początkiem II wojny światowej. Przez prawie sześć lat doświadczała brutalnej okupacji nazistowskiej (a przez pewien czas także sowieckiej).

Choć Auschwitz, co zrozumiałe, kojarzony jest z Holokaustem, był to także obóz dla Polaków niebędących Żydami, w tym wielu duchownych katolickich.

Polscy żołnierze przez całą wojnę walczyli w wojskach alianckich; byli wśród nich odważni piloci, którzy służyli w brytyjskich siłach powietrznych.

Polski ruch oporu był najbardziej rozwiniętą organizacją podziemną w Europie. W przeciwieństwie do Francji czy Norwegii, nie było polskiego rządu kolaborującego z nazistami.

Co więcej, wśród osób uznanych przez Yad Vashem za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata są tysiące Polaków, którzy ryzykowali swoim życiem, aby ratować żydowskie życie. Irena Sendler i Jan Karski to nazwiska, które Żydzi powinni otaczać szczególnym szacunkiem.

Przejdźmy do czasów nam współczesnych. Niezależnie od wyjątkowej roli, jaką Polska odegrała w obaleniu komunizmu, antysemityzm jest zjawiskiem, które z pewnością w jakiejś mierze wciąż w Polsce występuje. Nie ma co do tego wątpliwości. Nie można temu zaprzeczyć ani tego wymazać.

Ale, i to jest istotna uwaga, jest w Polsce mała, acz rozwijająca się społeczność żydowska, wspaniałe muzeum żydowskie w Warszawie, niesamowity coroczny Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie. Oraz – znów do tego wracam - głębokie więzi między Warszawą a Jerozolimą.

Jako przyjaciele musimy umieć radzić sobie z naszymi różnicami, które, co nieuniknione, dają o sobie znać. Od czego zacząć? Od starannego dobierania słów - wiedząc, kiedy mówić, jak mówić i gdzie mówić. A to oznacza to, że nie wolno dopuszczać do sytuacji, w której pojedyncze incydenty eskalują w sposób niekontrolowany. I nie można pozwolić, aby wszystko, co udało się dotąd osiągnąć, zależało od tych, którzy mogliby chcieć to zniszczyć.

AJC ze swej strony nie ustaje w wysiłkach, aby pomóc w poszukiwaniu drogi do lepszej przyszłości, zarówno dla Polaków, jak i dla Żydów.

Za: https://wiadomosci.onet.pl/swiat/american-jewish-committee-polska-ma-kluczowe-znaczenie-dla-naszego-zrozumienia/cqjn7fr

Jerzy Bukowski

W wieku 88 lat zmarł w Aleksandrii pod Waszyngtonem emerytowany funkcjonariusz CIA David Forden- „Daniel” - najpierw oficer prowadzący, a potem wielki przyjaciel pułkownika (od 2016 roku generała brygady) Ryszarda Kuklińskiego.

Jak poinformowała jego rodzina, odszedł we śnie, otoczony najbliższymi i słuchając ulubionej muzyki. Przy jego łóżku było zdjęcie polskiego przyjaciela.

Właśnie Forden wypowiedział słynne słowa o Kuklińskim: „To nie myśmy go zwerbowali, to on nas zwerbował, bo uznał, że USA jest jedynym krajem, który może pomóc Polsce odzyskać wolność”. Powtórzył je w liście odczytanym przez analityka CIA Arisa Pappasa podczas uroczystości odsłonięcia pomnika „pierwszego polskiego oficera w NATO” na krakowskim placu Jana Nowaka Jeziorańskiego 4 czerwca ubiegłego roku, na którą nie mógł przybyć osobiście ze względu na stan zdrowia.

Nazwał go w nim „wybitnym, a jednocześnie niezwykle skromnym człowiekiem, który kochał swój kraj miłością głęboką i bezinteresowną”, któremu „nie chodziło o chwałę, nie interesował się swoją sytuacją osobistą, chodziło mu jedynie o nowe horyzonty dla Polski”. Forden (fot. radiomaryja.pl) nie pozostawił wątpliwości, że dzięki doskonałemu zrozumieniu sposobu działania Układu Warszawskiego oraz planów wywołania przez Kreml III wojny światowej, Zachód był w stanie uniknąć eskalacji napięcia ze Związkiem Sowieckim.

„Bez wnikliwej perspektywy Kuklińskiego historia mogła przybrać inny bieg i nie bylibyśmy teraz w wolnej, dynamicznie rozwijającej się Polsce” - zakończył swój list Forden, który jako pierwszy przedstawiciel Agencji spotkał się z nim w czerwcu 1973 roku w Hamburgu.

W latach 90. ubiegłego wieku „Daniel” był jedną z osób, które najbardziej domagały się unieważnienia wyroku śmierci, na jaki zaocznie skazał Kuklińskiego w 1984 roku sąd wojskowy. Wielokrotnie podkreślał, że bez pełnej rehabilitacji jednego z największych bohaterów epoki zimnej wojny Polska nie powinna zostać przyjmowana do NATO. Ten argument nieoficjalnie przedstawił prezydent USA Bill Clinton prezydentowi RP Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i został on wkrótce spełniony.

David Forden nigdy nie nazywał Kuklińskiego - również w cytowanym liście - szpiegiem, czy agentem, lecz zawsze sprzymierzeńcem (aliantem) Stanów Zjednoczonych, co znalazło wyraz w filmie Władysława Pasikowskiego pt. „Jack Strong”.

Jerzy Bukowski

Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Wyklętych stanowczo zaprotestowało przeciw zakwestionowaniu przez Sąd Okręgowy w Nowym Sączu działalności majora Józefa Kurasia-„Ognia” na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego oraz próbie podważenia faktu prześladowania go przez komunistyczny reżim.

Takie sformułowania znalazły się w uzasadnieniu odrzucenia przez SO wniosku o finansowe zadośćuczynienie jego synowi Zbigniewowi Kurasiowi za represje komunistów wobec rodziny w związku z walką ojca o suwerenność Ojczyzny. Napisano w nim, że śmierć jednego z najbardziej znanych żołnierzy niezłomnych „nie była efektem działania organów ścigania czy wymiaru sprawiedliwości, a była efektem określonej decyzji podjętej przez niego samego”.

Stowarzyszenie - w rocznicę przypadającej 22 lutego 72. rocznicy śmierci mjr. Kurasia - wyraziło kategoryczny sprzeciw wobec takiej nieuzasadnionej i nieprawdziwej argumentacji przypominając, że Instytut Pamięci Narodowej w sposób wystarczający oraz jednoznaczny przesądził, że walczył on o wolność i niepodległość Polski aż do tragicznej śmierci.

„21 lutego 1947 r. <Ogień> (fot. Wikipedia) został otoczony przez komunistyczną grupę operacyjną Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Ostrowsku koło Nowego Targu. Po zaciętej walce próbował odebrać sobie życie nie chcąc trafić w ręce oprawców. Przewieziony do szpitala w Nowym Targu, po kilku godzinach zmarł. Do dziś nie wiadomo, gdzie mjr Kuraś został pogrzebany. Dlatego apelujemy do uprawnionych instytucji państwa polskiego o dalsze intensywne poszukiwania doczesnych szczątków Pana majora” - napisał w imieniu SŻW Tadeusz Płużański.

Poruszył on także kwestię, która nie dotyczy „Ognia” i jego rodziny, ale innych osób starających się bądź zamierzających starać się o odszkodowania i zadośćuczynienia od Polski.

„Chcieliśmy podkreślić, że osoby, które mogą być dziećmi ŻW lecz w okresie PRL należały lub współpracowały z aparatem represji, komunistycznymi partiami politycznymi nie mają - naszym zdaniem - legitymacji moralnej do takich roszczeń od Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Takie osoby nie mogą należeć do naszego Stowarzyszenia i nie mają naszego poparcia” - czytamy w oświadczeniu Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Wyklętych, które w pełni poparło Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, poniżej umieszczam linkę do dzisiejszych zdjęć z akcji protestacyjnej przeciwko uchwale radnych Miasta Krakowa o panelu obywatelskim w sprawie Pomnika Armii Krajowej – Wstęgi Pamięci. Autorem projektu jest p. Alexander Smaga z Wiednia, również obecny podczas tej manifestacji: https://photos.app.goo.gl/mfr6P7hXFqyAJHUG6

Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, poniżej umieszczam linkę do zdjęć z dzisiejszej (20 stycznia 2019 roku) - 36. pielgrzymki do grobu Świętego Rafała Kalinowskiego w Czernej, w 156. rocznicę Powstania Styczniowego. Przedstawicielem arcybiskupa Marka Jędraszewskiego ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy, był ksiądz Władysław Palmowski z Morawicy a kazanie wygłosił ksiądz Tadeusz Isakowicz–Zaleski. Mszy Świętej przewodniczył o. Leszek Stańczewski, przeor Karmelitów Bosych w Czernej:
https://photos.app.goo.gl/JdGcZ974Ju49wjVk7

Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, poniżej umieszczam linkę do dzisiejszych zdjęć z modlitwy za Ojczyznę (10 stycznia 2019 roku). Modlitwą objęliśmy Powstańców Styczniowych z 1863 roku, a także Trzynastu Męczenników z Pratulina na Podlasiu, wówczas pod zaborem rosyjskim:
https://photos.app.goo.gl/2ZnZvL4PovAZmBGm8

Jerzy Bukowski

Sąd Okręgowy w Krakowie podtrzymał decyzję sądu pierwszej instancji z marca ubiegłego roku o oddaleniu wniosku o zasiedzenie przez Związek Legionistów Polskich Domu im. Józefa Piłsudskiego przy alei 3 Maja 7, zwanego też Oleandrami.

Uzasadniając wyrok SO zwrócił uwagę - o czym wielokrotnie tutaj pisałem - na to, że organizacja używająca obecnie nazwy ZLP nie jest formalno-prawnym kontynuatorem przedwojennego Związku (stwierdził to już dawno Naczelny Sąd Administracyjny), a liczony od 31 grudnia 1990 roku okres zasiedzenia przerwało 10 lat temu wezwanie gminy miasta Krakowa do próby ugodowej w sprawie wydania działki.

Czy oznacza to, że władze podwawelskiego grodu mogą niezwłocznie przystąpić do eksmisji dzikiego lokatora? Niestety nie, ponieważ przed sądem toczy się sprawa dotycząca wydania nieruchomości miastu z jego powództwa. Została ona zawieszona do czasu zakończenia procesu z wniosku ZLP o stwierdzenie nabycia prawa własności w drodze zasiedzenia. Teraz może ruszyć z miejsca w pierwszej instancji bez względu na wysoce prawdopodobne złożenie przez Związek skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Trzeba mieć nadzieję, że potoczy się szybko, gmina już złożyła stosowny wniosek do sądu.

Warto przypomnieć, że prezydent Krakowa profesor Jacek Majchrowski jeszcze w trakcie swojej pierwszej kampanii wyborczej w 2002 roku obiecał bezdomnym organizacjom kombatanckim, niepodległościowym i piłsudczykowskim z Małopolski wprowadzenie ich na Oleandry po ostatecznym przejęciu budynku przez miasto. Swoją siedzibę ma tam również znaleźć Fundacja Dokumentacji Czynu Niepodległościowego.

W listopadzie ub. r. przejęcie przez Muzeum Narodowe znajdujących się na Oleandrach zbiorów od działającego przy ZLP Muzeum Czynu Niepodległościowego zapowiedziało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Decyzja zapadła po ministerialnej kontroli, która wykazała karygodne niedociągnięcia w prowadzeniu placówki (fot. Wikipedia). „Obiekty w Muzeum były przechowywane w warunkach niezapewniających im właściwego stanu zachowania i bezpieczeństwa. Ogólna sytuacja w Muzeum uniemożliwia właściwą prewencję konserwatorską, a stan techniczny pomieszczeń, w tym ekspozycyjnych, należy uznać za niewystarczający” - napisano w raporcie kontrolnym, z którego wynika też, że nie ma książki inwentarzowej zbiorów i tak naprawdę nie wiadomo co się na nie składa.

Nie czekając na wyniki procesów sądowych władze miasta prowadzą od kilku miesięcy remont zewnętrznej elewacji budynku oraz wymianę okien, a w sierpniu ub. r. komornik zajął jedno pomieszczenie na pierwszym piętrze.

Prezydent Majchrowski powiedział dziennikarzom po ogłoszeniu wyroku przez Sąd Okręgowy w Krakowie, że w tegorocznym budżecie miasta są zabezpieczone środki na remont powstałego w latach 30. ubiegłego wieku zabytkowego budynku projektu profesora Adolfa Szyszko-Bohusza i Stefana Strojka. Najpierw musi jednak zapaść prawomocny wyrok sądowy w sprawie wydania nieruchomości.

W innym toczącym się przed sądem postępowaniu miasto skarży Związek Legionistów Polskich o bezumowne użytkowanie Domu im. Józefa Piłsudskiego domagając się kwoty 995.918 złotych.

28 grudnia 2018 roku w Sądzie Okręgowym w Krakowie zapadł wyrok w procesie przeciwko producentom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Sąd orzekł o winie ZDF i UFA Fiction – producentów serialu. Proces wytoczył Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz kpt. Zbigniew Radłowski, żołnierz AK oraz uczestnik m.in. Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu Auschwitz, jeniec Stalagu X B Sandbostel, po wojnie skazany przez Rosjan za szpiegostwo.

Proces cywilny rozpoczął się 18 lipca 2016 roku. Ostatnia rozprawa odbyła się 18 grudnia 2018 roku. W myśl wyroku sądu ZDF i UFA Fiction mają umieścić przeprosiny w TVP1 w czasie antenowym adekwatnym do czasu wyświetlania serialu oraz na niemieckich kanałach telewizyjnych, w których serial był emitowany. Ponadto stosowne przeprosiny mają się ukazać na stronach internetowych ZDF i UFA Fiction w widocznym miejscu przez okres 3 miesięcy, w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się wyroku. Dodatkowo, zgodnie z żądaniami strony powodowej, pozwani zostają zobowiązani do uiszczenia kwoty 20.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych na rzecz kpt. Z. Radłowskiego.

Mirosław Boruta

Sytuacja we Francji jest bardzo trudna. Protesty społeczne są brutalnie tłumione, a policja nie radzi sobie z terrorystami. Jednak wiceszef Komisji Europejskiej, 57-letni Holender - Frans Timmermans uważa, że "Francja jest krajem, w którym rządy prawa są przestrzegane. Jeśli będzie wskazanie, że jest inaczej, to wtedy Komisja zabierze głos"...

Widząc bezlitośnie bitych manifestantów i ciągniętą za włosy kobietę warto się zastanowić, czy to Francja czy może jednak Polska jest krajem spokoju i przestrzegania praw człowieka i obywatela.

Znany bowiem z licznych ataków na politykę polskiego rządu Timmermans, nb. będący od niedawna kandydatem na nowego przewodniczącego z ramienia Partii Europejskich Socjalistów (PES) uparcie powtarza, że bez "rozwiązania wszystkich kwestii dotyczących praworządności w Polsce, m.in. sprawy Krajowej Rady Sądownictwa czy procedury dyscyplinarnej wobec sędziów, nie może być mowy o zakończeniu procedury z art. 7". Widać wyraźnie, że w trakcie kampanii wyborczej będzie stosował nie tylko podwójne standardy, ale także bez oporów kreował (nie)stniejące wydarzenia i zaprzeczał realnym sytuacjom. Bowiem - jak sam twierdzi - "fakt, że jestem kandydatem wiodącym w europejskich wyborach, nie ma wpływu na moje stanowisko" (fot. Informacje Dnia, 14 XII 2018 roku, 21.34).

Cóż, walka kreacjonistów i realistów zakończy się nieprędko.

Mirosław Boruta

Pani Joanna Teglund żyje w Szwecji od 1981 roku. W latach 2004-2010 była zatrudniona w Agencji Imigracyjnej, a później przez dwa lata pracowała dla Kościoła Szwecji i koordynowała projekt pomocy imigrantom w mieście na południe od Sztokholmu. Mieście znanym z tego, że po wybuchu wojny w Iraku przyjęło więcej uchodźców z Iraku niż Stany Zjednoczone i Kanada łącznie.

Jej krakowskie spotkanie (15 grudnia 2018 roku), przygotowane przez Ruch Narodowy i Wszechnicę Polską, a także jej poglądy utwierdzają nas w przekonaniu, że migracje są złożonym i wielowątkowym zjawiskiem współczesnego świata (fot. p. Mirosław Boruta). Szwecja o której mówiła to kraj wymuszonej poprawności politycznej.

W sierpniu 2014 roku, kiedy ówczesny premier Fredrik Reinfeldt na miesiąc przed wyborami, kiedy już było jasne, że Szwecja tonie pod ciężarem imigrantów, wygłosił mowę w której nawoływał Szwedów do otwarcia serca dla imigrantów i nikt nie zaprotestował, zdała sobie sprawę, że to... koniec Szwecji.

Szwecji, w której oficjalnych mediach Polskę krytykuje się od 2015 roku. Szwecji, skąd ludzie co prawda nie wyjeżdżają, ale gdzie zniszczono tradycyjne więzi rodzinne, międzypokoleniowe, korzenie, wiarę - oficjalny kościół to tylko zwykły urząd z pastorami - urzędnikami. Szwecji, "ludzkiej masie w obłędzie". Oby nigdy nas Polaków i naszego Kraju to nie spotkało... (fot. p. Norbert Polak).

Marek Kolasiński

Wybory samorządowe po raz kolejny udowodniły, że kampanii wyborczej nie wygrywa się merytorycznym programem, czy nawet sukcesami gospodarczymi ale emocjami! Niestety to nie PiS ale Koalicja Obywatelska narzuciła lepsze emocje i dlatego jej wynik jest lepszy od oczekiwań, a wynik PiS słabszy. Z punktu widzenie skuteczności kampanii wyborczej wyborcy nie dzielą się bowiem na prawo, lewo i centrum, ale na wyborców zdecydowanych i niezdecydowanych. Przekonanie wyborcy zdecydowanego co do swoich poglądów politycznych do ich zmiany jest procesem długotrwałym i dlatego kampania wyborcza musi koncentrować się na wyborcach niezdecydowanych. PiS wygrał ostatnie wybory nie dlatego, że miał skuteczną kampanię. ale dlatego, że miał znacznie większe grona wyborców zdecydowanych. Niestety wyborców niezdecydowanych w znacznej mierze przyciągnęła KO. Zaproponowała ona bardzo silny, emocjonalny przekaz, czyli "PiSowska szarańcza zawłaszcza państwo", "Morawiecki i PiS kłamią", "PiS doprowadzi do Polexitu", na który PiS nie potrafił skutecznie odpowiedzieć.

Trzeba pamiętać, że wyborca niezdecydowany prawie zawsze wybierze przekaz emocjonalny zamiast merytorycznego. Dowodem tego jest świetny wynik pani Zdanowskiej w Łodzi. Z jednej strony chłodny, merytoryczny przekaz o paragrafach prawa, a z drugiej opowieść o "kobiecie, która z miłości coś zrobiła, a teraz okrutni mężczyźni chcą ją zniszczyć". Podobny mechanizm działał w przypadku posłanki Sawickiej. Jeśli na bardzo emocjonalny przekaz nie ma się gotowej równie emocjonalnej opowieści to lepiej sprawy nie ruszać nawet jeśli ma się rację. PiS przegrał II turę wyborów samorządowych w wieczór wyborczy po I turze. Miliony Polaków zobaczyło wtedy triumfującego Schetynę i Trzaskowskiego i strapionych działaczy PiS, "bo wygrali za nisko"... To wtedy część wyborców niezdecydowanych zdecydowała o emocjonalnym dołączeniu do KO, ponieważ chciała poczuć entuzjazm zwycięzców, który widziała w sztabie KO. Ten wieczór wyborczy to była wizerunkowa katastrofa PiS, ponieważ nawet gdyby PiS przegrał wybory to nie wolno okazywać zniechęcenia, ponieważ to zniechęcenie udziela się wyborcom. PiS próbował narzucić emocjonalną narrację z imigrantami lecz było to nieskuteczne ponieważ temat imigrantów był przez ostatnie miesiące mało obecny w debacie publicznej. KO od miesięcy budowało narrację o "Misiewiczach, Piesiewiczach i Pisiewiczach", "PiSowskich aferach" i opowieść o "PiSowskiej szarańczy" (zagrywka typowa dla Igora Ostachowicza) się w to wpisywała. Błędem było umieszczanie "PiSowskiej szarańczy" na plakatach ponieważ zamiast oburzenia umacniało ono jedynie poczucie upokorzenia wśród wyborców PiS. Tego typu zagrywki powinny być konsekwentnie ośmieszane, np. młode dziewczyny z PiS mogły wręczyć następnego dnia Schetynie strój pszczelarza, lub zrobić coś w tym stylu.

Dlatego PiS jeśli chce wygrać kolejne wybory to już teraz musi odpowiedzieć sobie na pytanie jaka emocjonalna narracja ma by tematem kolejnej kampanii wyborczej. Jeśli ma to być opowieść "Schetyna i KO chcą wprowadzić walutę euro, żeby Niemcy się bogacili, a my zapłacimy za to drożyzną" to temat ten już teraz powinien stopniowo pojawiać się w debacie publicznej ponieważ wrzucenie go w ostatniej chwili jak spotu z imigrantami wyjdzie sztucznie i odniesie taki sam skutek jak ten spot, czyli żaden. PiS nie powinien więc wyciszać emocje jak się czasami słyszy, ale wyciszać jedynie te emocje, które są dla niego niekorzystne a pobudzać emocje pozytywne dla siebie i negatywne dla przeciwników.

Jerzy Bukowski

Z początkiem lat 90. ubiegłego wieku do Polski przyjeżdżało mnóstwo ekspertów z krajów zachodniej Europy i z USA, aby pomagać odradzającemu się do niepodległego bytu państwu budować zręby demokracji i podstawy gospodarki wolnorynkowej. Byli oni traktowani z należną estymą, podejmowani przez ministrów, wojewodów, prezydentów miast, burmistrzów, którzy na wyprzódki umilali im pobyt w kraju nad Wisłą.

Z tamtego okresu przypomina mi się rozmowa z ówczesnym wojewodą krakowskim Tadeuszem Piekarzem, który nie kryjąc irytacji powiedział: - Gdyby te pieniądze, które oni wydają na hotele, bankiety, wycieczki do Zakopanego, Wieliczki, spływy Dunajcem i dziesiątki innych atrakcji trafiły w nasze ręce, osiągnęlibyśmy znacznie więcej.

Kiedy zwróciłem mu uwagę, że przecież pobyty tych delegacji finansowane są przez różne zachodnie fundacje, a także sprzyjające nam państwa, wojewoda machnął ręką i dodał: - Ponad trzy czwarte z tych kwot pochłaniają koszty ich pobytu.

Ta rozmowa przypomniała mi się teraz, kiedy w Katowicach obraduje kilka tysięcy uczestników konferencji klimatycznej Organizacji Narodów Zjednoczonych COP24. Można sobie wyobrazić, jakie pieniądze zostały przeznaczone na jej przygotowanie i przeprowadzenie. Gdyby przekazać je na zwalczanie szkodliwych dla natury zjawisk, które są tematem obrad w stolicy Górnego Śląska, można byłoby osiągnąć przynajmniej niektóre z zakładanych przez klimatologów ambitnych celów (fot. m.telewizjarepublika.pl).

Ale są jeszcze inne problemy, na które szczególnie wyczuleni powinni być ludzie przejawiający ogromną troskę o przyszłość naszego globu, a zwłaszcza zagrożonego - takie stwierdzenie już padło w Katowicach - wyginięciem gatunku homo sapiens.

Część z nich mieszka daleko od miejsca obrad, najwięcej w Krakowie. Muszą więc przebywać ponad 60-kilometrową trasę dwa razy dziennie, co skutkuje wyemitowaniem do atmosfery znacznej ilości spalin, które zatruwają środowisko zwłaszcza podczas jazdy w korkach, kiedy normą jest przyśpieszanie, zwalnianie i ruszanie, nie wspominając o kosztach paliwa. Lokalni ekologowie rwą włosy z głowy, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami, gdy w grę wchodzi ratowanie świata.

Jeszcze więcej kontrowersji budzi menu konferencji, w którym przeważają mięso i nabiał, podczas gdy dawno już obliczono, że aż 14,5 procenta globalnej emisji gazów cieplarnianych pochodzi właśnie z ich produkcji. Z analizy jadłospisu COP24, w którym królują cheeseburgery, gnocchi z parmezanem, szynka parmeńska, wołowina z wędzonym boczkiem, pierogi z kapustą wynika, że wytworzenie żywności, która trafiła na konferencję, spowoduje emisję takiej liczby gazów cieplarnianych, co spalenie 500 tysięcy galonów benzyny. Ekolodzy i specjaliści od żywienia uważają, że właśnie ograniczenie spożycia mięsa oraz nabiału jest największą pojedynczą zmianą systemu żywnościowego, którą można wprowadzić w celu zahamowania niekorzystnych zmian klimatycznych.

Myślę, że te dwa przykłady - a z pewnością można byłoby znaleźć inne - powinny dać do myślenia organizatorom i uczestnikom nie tylko COP24, ale także każdej konferencji na temat przemian klimatycznych. Zawsze warto bowiem zaczynać naprawianie świata od siebie zgodnie ze słynną odpowiedzią Świętej Matki Teresy z Kalkuty na pytanie dziennikarza, co należy zmienić dziś w Kościele: - Mnie i ciebie.

Mirosław Boruta

Za Wikipedią: Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku to monument znajdujący się na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Został zrealizowany przez Komitet Społeczny Budowy Pomników: Śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego oraz Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku według projektu artysty rzeźbiarza Jerzego Kaliny i odsłonięty 10 kwietnia 2018 roku. Na pomniku znajduje się lista 96 ofiar katastrofy w Smoleńsku. Monument ma formę bryły obłożonej czarnym granitem nawiązującej do trapu samolotu, samolotowego statecznika oraz katafalku. Pomnik składa się z części podziemnej o głębokości 2 m, symbolizującej „doły śmierci” w Katyniu, przykrytej szklanym stropem. Nadziemna część pomnika ma 6 m wysokości. Na jego ścianie czołowej wyryte są nazwiska 96 ofiar tragedii smoleńskiej w kolejności alfabetycznej, bez żadnych wyróżnień czy tytułów. Tekst na pomniku głosi: „Pamięci ofiar tragedii smoleńskiej 10 kwietnia 2010”.

Zapraszam Państwa do obejrzenia 6. zdjęć pomnika z września i 7. z 11 listopada 2018 roku, dnia Narodowego Święta Niepodległości: https://photos.app.goo.gl/nXmjsdyuV6THUwwz6

Jan Szczepankiewicz

W ostatnich tygodniach mieliśmy w Polsce dwa święta. Pierwszym z nich było tzw. „święto demokracji”, czyli powszechne i wolne wybory samorządowe, a drugim równie powszechne obchody 100 rocznicy odzyskania przez naród niepodległości fetowane w prawdziwie wolnym, choć znów nie całkiem suwerennym państwie.

W zasadzie narracja tak krajowej „totalnej opozycji”, jak wspierających ją jawnie wrogich nam imperialistów od początku zmiany układu władzy nie ma nic wspólnego z dobrą wolą, czy nawet minimum przyzwoitości. Zdumiewająco nie liczy się także z faktami.

Warto w tym miejscu przypomnieć słowa amerykańskiego polityka Hirama Johnsona żyjącego na przełomie wieków XIX i XX , który w swoim senackim przemówieniu z roku 1918. zauważył, że to właśnie „prawda jest pierwszą ofiarą wojny”.

Gdy gra idzie o wielką władzę i przeogromne pieniądze warunkiem uzyskania zysku jest zniewolenie umysłów oraz dezinformacja, skutkujące ogłupieniem narodu na celowniku tak, by ten zaniechał oporu, opuścił rzeczywistych przywódców, a swoim „ugodowcom” dał najlepiej tzw. demokratyczny mandat - do kapitulacji.

Zatem jeśli w każdym przypadku ofiarą wojny staje się Prawda, to właśnie obserwowane jakże masywne zjawisko uświadamia nam, że nie toczymy obecnie dobrosąsiedzkich sporów, historycznych debat, czy ideologicznych dyskusji, a trudnej drogi do konsensusu nikt z nami przemierzać nie myśli. Będzie jak zawsze na wojnie, tylko „kto kogo”, koszty zapłacą przegrani, a historię napiszą zwycięzcy.

Wracając do naszych świąt. Pierwsze w wyborczy wieczór wykreowało o dziwo samych wygranych. Nawet stronnictwo, które w stosunku do poprzedniego wyniku odnotowało utratę połowy mandatów usiłowało publice zrobić „wodę z mózgu”, wieszcząc ogromny sukces. Nie inaczej było z resztą opozycyjnych partii. Zapanowała w nich wielka radość, motywowana głównie tym, że nie stracono wszystkiego, a PiS nie wszędzie wygrał.

Mizerię wyborczych rezultatów dla potrzeb swojego elektoratu, jak również obcych „przyjaciół” przekuto zatem medialnie wprost w gigantyczną wiktorię. Liczby, ani proporcje nie uczyniły w tym względzie żadnej istotnej przeszkody. Na wojnie liczą się przecież nie fakty, czy ich rzetelna ocena, a propaganda, która jeśli nawet nie może przekonać wroga, to winna chronić własne szeregi przed defetyzmem i konserwować sojusze.

Nie inaczej stało się zatem przy drugim święcie, które tym razem znowu zapisać można po stronie sukcesów nie tylko „pisowskich” władz, ale de facto wszystkich uczciwych Polaków radujących się w całym kraju, jak też poza jego granicami rodzinnie, bezpiecznie i co bardzo tu ważne - godnie.

Ponad ćwierć miliona uczestników Marszu Niepodległości - „Dla Ciebie Polsko”, który realizował ideę jedności całego narodu, demokratycznej partycypacji wszystkich środowisk, a przy tym ukazał doskonałą myśl polityczną władz, sprawność wszelakich służb i siłę państwa, za naszą zachodnią granicą okrzyknięto nie tylko naszą „katastrofą”, ale wręcz wydarzeniem groźnym dla całej jedynie słusznej i obowiązującej idei „demokracji liberalnej” w wymiarze europejskim.

Nb. przywoływana tu „liberalna demokracja”, której zagrażać mają świętujący swą niepodległość Polacy tak naprawdę także nie jest tam ani liberalna, ani demokratyczna. Podobnie rzecz ma się z wszechobecnym „faszyzmem”, który nie musi być nawet równanym z nim, a zupełnie inaczej definiowanym nacjonalizmem, czy już zupełnie niewinnym i nieprzystającym patriotyzmem. On się pojawia tam, gdzie jest propagandzie potrzebny, czyli bez związku z bezużyteczną - Prawdą.

Jak zwykle nie poznajemy w licznych, a zawsze podobnie brzmiących relacjach ani siebie, ani rzeczywistości, która nas otacza. Gdy korespondentka Tageszeitung pisze w kontekście Marszu o „katastrofie dla polskiej demokracji” i dalej, że w naszym kraju „już wszyscy przyzwyczaili się do tego, że przez polskie miasta maszerują ekstremiści, którzy rycząc antysemickie i rasistowskie hasła palą unijne flagi oraz atrapy Żyda”, to trudno nam sobie przypomnieć choć jeden podobny widok.

Z kolei Frankfurter Allgemeine Zeitung zauważa zupełnie niepożądaną gloryfikację przez Polaków ich II Rzeczypospolitej, która podobnie, jak i ówczesne Niemcy miała być państwem niedemokratycznym, wręcz autorytarnym (czyt. faszystowskim?). Zatem nasz cały szacunek dla Ojców Niepodległej oraz obrońców tejże z września 1939. także musi być przesadzony? Bo nie ma z czego się cieszyć, nie ma czego żałować? Dowiadujemy się, że bardzo była podobna do III Rzeszy!

Taki obraz obchodów polskiego święta, jako żywo ma wpisać się w stary, bo znany nam od stuleci przekaz, że ponoć Polacy sami rządzić się nie potrafią, toteż zawsze trzeba im „pomóc”.

Jednakże w omawianym przypadku bismarckowskie szyderstwo nijak nie może znaleźć potwierdzeń wobec tysięcy imprez z ponad ćwierćmilionowym Marszem na czele, przeprowadzonym bezpiecznie i z organizacyjną precyzją podobną do nie tak dawnych, także budzących powszechny podziw Światowych Dni Młodzieży.

Wszystko to w czasie, gdy na fatalnie rokującym „zachodzie” trwa chaos, szaleje terror, organizacje prawdziwych „neofaszystów” maszerują non stop, a liczba incydentów antysemickich sytuuje te najmądrzejsze z krajów na czele światowych rankingów, zmuszając państwową policję do permanentnej ochrony żydowskich praktyk. W przeciwieństwie do demokratycznej, bezpiecznej i obiektywnie, bo potwierdzonej wiarygodnymi liczbami tolerancyjnej, a przy tym bezpiecznej Polski.

Toczy się jednak wojna prawdziwa o prolongatę życia na cudzy koszt, w czym niewątpliwie przeszkodą jest trzeźwy osąd podmiotów na które zagięły parol władze społeczeństw starych, sytych i zdemoralizowanych.

Ich „wolne media”, które poddają obywatelom tylko poprawne opisy własnej rzeczywistości, w naszym kontekście także uprawiać muszą typowo wojenną propagandę, której sam Goebbels powstydzić by się nie musiał. Polak nie widzi w takich relacjach siebie? Nie szkodzi. Grunt że się wstydzi za swoich rodaków, swój rząd i cały „ten kraj”. Że znów jest niepewny swego, chętny do pracy bądź gdzie, wdzięczny za dobre słowo.

Jedyną prawdą akceptowaną przez hegemonów jest stan umysłów i rzeczy, w którym demokracja istnieje wtedy, kiedy w prowincji imperium wygrywa opcja na służbie imperialisty, zaś z politycznej debaty każdą możliwą metodą, w tym także kłamstwem ruguje się nawet bardzo liczne grupy obywateli, słusznie niwecząc ich wolność, a dalej prawa, w tym to najpierwsze, prawo do realnego samostanowienia.

Anna Dąbrowska*

Były prezydent Lech Wałęsa nie skorzysta z zaproszenia prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy do wspólnych obchodów stulecia Niepodległości Polski. Skorzystał natomiast z okazji do kolejnego, obrzydliwego donosu na Polskę.

Napisał laureat Pokojowej Nagrody Nobla list na okoliczność święta wspomnianego i opublikował go w „Gazecie Wyborczej” oraz pokrewnych jej ideologicznie, europejskich gazetach: „Le Monde”, „La Reubblica” i „La Vanguardia”.

List o tytule: „Na 100. Rocznicę Odzyskania Niepodległości” jest klasycznym Wałęsowskim bełkotem. W duchu internacjonalizmu, bardzo poprawny politycznie, bez najmniejszych wątpliwości stanie się dla unijnych polityków pokroju Fransa Timmermansa, kolejny pretekstem do pokrzykiwania na Polskę. Pozbawiona choćby cienia patriotyzmu epistoła, bo niby skąd miałby go Wałęsa wziąć, w kolekturze Totolotka nie dawali, kolejny raz obnaża rozbuchane ego autora: „Ludzie formatu Karola Wojtyły, Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka, Zbigniewa Brzezińskiego, Jana Nowaka Jeziorańskiego, Władysława Bartoszewskiego, i ja także, byliśmy przekonani, że wstąpienie do najsilniejszego paktu wojskowego i najnowocześniejszej wspólnoty międzynarodowej ostatecznie rozstrzyga o przynależności Polski do cywilizacji Zachodu”.

Nie mógł nie wykorzystać nasz trybun ludowy okazji, by kolejny już raz podrzucić swym zachodnim klakierom, kilka zgrabnych argumentów, do uderzania w polski rząd. Nie ma dla niego znaczenia, że są nieprawdziwe, że kształtują fałszywy obraz tego, co w Polsce się dzieje. Wszak prawda, co podkreślają np. działacze WZZW, znający Wałęsę od końca lat 70-tych, nie miała dla niego nigdy większego znaczenia. Liczył się tylko zysk: materialny, polityczny, czy wizerunkowy. Pisze więc Wałęsa (fot. YouTube) do europejskiego czytelnika m.in.: „Dewastacja, zwana „dobrą zmianą”, niszczy państwo, jego instytucje i procedury. Kłamstwo czyni narzędziem sprawowania władzy, wzmaga wzajemną nieufność i sortuje obywateli na kategorie”.

Lech Wałęsa nie jeden już raz kompromitował siebie i Polskę. Tym razem jednak, jego czyn jest wyjątkowo obrzydliwy, ponieważ dopuścił się go w czasie i na okoliczność wielkiego święta Polski i Polaków. List Wałęsy „Na 100. Rocznicę Odzyskania Niepodległości” jest wystarczającym powodem, by raz na zawsze wyrzucić tę postać na śmietnik historii. To będzie najpiękniejszy prezent dla Niepodległej!

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6013-lech-walesa-znow-nie-skorzystal-z-okazji-by-milczec-pisze-jubileuszowy-donos-na-polske

Anna Dąbrowska*

Nie ma miejsca na wartości w świecie, gdzie polityką rządzą możni tego świata, wspierani przez kreatorów wizerunku i media. Ci ostatni znają doskonale techniki manipulacyjne począwszy od gestów, przez sowa a skończywszy na myśli. Jeśli społeczeństwa, dla maksymalnego ułatwienia sobie życia, zrezygnują z używania mózgów na rzecz korzystania z gotowych produktów, podsuniętych im przez wyżej wskazanych speców od politycznego marketingu, nie ma szans na przetrwanie państw narodowych.

Ostatnie wybory, a jeszcze lepiej przesłuchanie Donalda Tuska przed komisją sejmową ds. afery Amber Gold, której ofiarami stały się tysiące Polaków, pokazało, jak w szkle powiększającym, czym jest dzisiejsza polityka.

Donald Tusk mógł przerazić. Przez ułamek sekundy był tym samym człowiekiem, który stał z Putinem w smoleńskim błocie w miejscu katastrofy polskiego samolotu, nad zwłokami polskich prezydentów. Zimny, wyrachowany gracz, bez litości i skrupułów, znaczy dobry polityk. Czytam dziś tytuły w prasie polskojęzycznej: „Kto wygrał? Tusk czy Wassermann?” Jakie to symboliczne. Te dwa nazwiska. Córka ojca, który tam zginął i człowiek, który nie zrobił NIC, by wyjaśnić największą w dziejach Polski katastrofę. Pozwolił na opluwanie polskich generałów, bezczeszczenie zwłok i haniebne insynuacje swoich partyjnych kolegów. Jego wczorajsze zachowanie, to kolejny, po tamtym, policzek wymierzony Polakom. Tym razem wszystkim, którzy stracili swój – nierzadko – cały majątek, przez zaniedbania służb jemu podlegającym. Każdym słowem drwił Tusk nie z komisji, ale właśnie z nich.

Ta sprawa nie interesuje mediów „zaprzyjaźnionych”. Dziś ważne dla nich było, kto był bardziej skuteczny w złośliwościach i bardziej bezwzględny. Kto opanował emocje, kto się nim poddał. I nie wytłumaczą redaktorzy, że są ludzie, co nie muszą nad niczym panować, bo nic nie czują. Oni wiedzą, że dla czytelnika ich tekstów nie liczy się, kto mówi prawdę, kto kłamie. On wie, że Tusk (fot. YouTube) „ma gadanę” i jest „twardziel”, fajter, zwycięzca. Takiego polityka kupi. Dlatego mu go dają. Wszystko pod zamówienie.

Gdyby tak myśleli Polacy przed 100 laty, gdyby takie mieli ideały, dziś bylibyśmy wymarłym plemieniem Polan, o którym nawet w szkołach by nie uczyli. Gdyby, na przykład, Piłsudski był wykreowaną przez media marionetką na usługach obcych mocarstw, nie byłoby ani Polski, ani Polaków.

I co dalej? Polska to kraj demokratyczny. Dali więc Polacy w wyborach szansę wielu włodarzom pokroju polityka Tuska. Mają oni teraz następną kadencję, by wychować jeszcze spore grono swych następców, wyedukować swoje dzieci, które będą z pewnością godnie kontynuować dynastię „panów na włościach”, nie tych , to innych.

Smutne to wszystko i po ludzku, nie do rozwiązania. Dobrze, że wciąż sporo w narodzie ludzi wierzących. Dziś, bez szturmu modlitewnego o przemianę serc i głów Polaków, nie damy rady.

Nadzieja dla Polski znów na Jasnej Górze, która od dni kilku w barwach Biało-Czerwonych. Tam czeka Matka i Królowa! Tam ratunek.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6008-komisja-wybory-czyli-o-nas-z-dzis-refleksje-gorzkie-tusk-kolejny-raz-wymierzyl-policzek-polakom

ksinfulatjanuszbielanski3 listopada 2018 roku zmarł ksiądz infułat Janusz Bielański, wieloletni proboszcz Katedry na Wawelu, kanonik Kapituły Katedralnej. Miał 79 lat. W krakowskim seminarium duchownym był rocznikowym kolegą ks. kardynała Stanisława Dziwisza oraz ks. biskupa Jana Zająca. W 1983 roku ks. infułat Janusz Bielański (fot. Archidiecezja Krakowska) został proboszczem Królewskiej Katedry na Wawelu - na to stanowisko mianował go ks. kardynał Franciszek Macharski.

(Od Redakcji); Zdjęcia z uroczystości pogrzebowych (8 listopada 2018 roku) i Mszy Świętej pod przewodnictwem metropolity krakowskiego, ks. arcybiskupa Marka Jędraszewskiego nadesłał p. Adam Zyzman, dziękujemy: https://photos.app.goo.gl/vJghKn5w3BHA1MveA

zbigniewgalicki1Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, poniżej umieszczam linkę do zdjęć z dzisiejszej (5 listopada 2018 roku) uroczystości upamiętniających Ofiary komunizmu, przed Krzyżem Pamięci (mur więzienia) przy ul. Montelupich 7. Uroczystości zorganizowało Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie:
https://photos.app.goo.gl/f8Nx3trFYcHNFx9a6

(Od Redakcji): I jeszcze linka do relacji filmowej, nadesłanej przez p. Stefana Budziaszka:
https://www.youtube.com/watch?v=39hOAMA3ReQ

Mirosław Boruta

Kanadyjska kolekcja broni dra Stanisława Wcisły liczy 193 sztuk broni długiej oraz 49 sztuk broni krótkiej, kilkanaście bagnetów, a także hełmy oraz inne drobne elementy żołnierskiego ekwipunku. Najstarsze zaprezentowane egzemplarze zostały wyprodukowane w latach 70. XIX wieku.

Stanisław Wcisło (1917-2006) ps. "Junak", "Grom" był żołnierzem Armii Krajowej. W chwili rozwiązania Armii Krajowej broń pododdziału została zakonserwowana i ukryta w jego domu rodzinnym na Bieżanowie. Stanisław Wcisło (fot. Muzeum Armii Krajowej) ujawnił skrytkę dopiero w 1997 roku i przekazał broń do Muzeum.

W 1947 roku, zagrożony aresztowaniem, opuścił kraj. Osiadł na stałe w Kanadzie, gdzie przez wiele lat pracował jako radca w tamtejszym Ministerstwie Sprawiedliwości. W przestronnych gablotach można poznać historię rozwoju broni palnej w XIX i XX w. według systemów działania typu: Mauser, Mannlicher, Mosin lub wg państw użytkowników-producentów.

Zapraszam Państwa do obejrzenia zdjęć z wystawy w Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Fieldorfa „Nila”: https://photos.app.goo.gl/tGmnFvLwSfk1HGsVA

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Z uznaniem odnotowuję stanowczość i konsekwencję prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego doktora Władysława Kosiniaka-Kamysza, który zarzeka się, że nie jest możliwe wejście jego partii w koalicję ze Zjednoczoną Prawicą. Zastanawiam się jednak, czy tak samo zasadnicze podejście do polityki mają wszyscy działacze PSL, zwłaszcza ci w terenie, gdzie właśnie oddają dzierżoną od wielu lat władzę - najczęściej razem z Platformą Obywatelską - w samorządach ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej prestiżowych sejmików wojewódzkich.

PSL słynie z tego, że umie współpracować z każdym ugrupowaniem od lewa do prawa, byle tylko móc konsumować słodkie owoce rządzenia. Nie bez przyczyny nazwę tej partii rozszyfrowuje się jako „Posady Swoim Ludziom”, a zapytany niegdyś przed wyborami parlamentarnymi, kto będzie po nich rządził Polską ówczesny prezes Stronnictwa Waldemar Pawlak bez namysłu odpowiedział: „nasz przyszły koalicjant”.

Kosiniak-Kamysz staje przed najważniejszym politycznym wyzwaniem w swojej dotychczasowej karierze. Z jednej strony zapędził się tak dalece w antyrządowej retoryce, że głupio byłoby mu nagle zmienić front, z drugiej pozostaje pod ogromną presją partyjnych dołów, których reprezentanci nie zamierzają ustępować ze stanowisk i na pewno gorąco namawiają go do wydania zgody na zawarcie koalicji z podwładnymi Jarosława Kaczyńskiego, aby wspólnie z nimi zbudować większość tam, gdzie jest to możliwe. Wyobrażam sobie, jak pięknie okraszają swoją powszechnie znaną pazerność frazesami o potrzebie dalszej pracy dla Polski choćby nawet razem z politycznym wrogiem, który z dala od Warszawy wcale nie jest taki straszny i da się z nim ponadpartyjnie porozumieć.

Najbliższe dni zdecydują o tym, w którą stronę pójdzie PSL i czy nadal będzie mu przewodził obecny lider. Krótkoterminowo nie da się wykluczyć buntu części lokalnych działaczy, a nawet ich rezygnacji z członkostwa w partii, aby pozostać przy władzy w niektórych województwach, powiatach i gminach, na dłuższą metę część - nie wiadomo jak liczna - członków Stronnictwa może jednak zechcieć zmienić jego strategiczny kurs, skoro pokonanie Zjednoczonej Prawicy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych nie jest niczym pewnym, grozi więc dalsze pozostawanie w opozycji, czyli bez dostępu do politycznych konfitur.

Stojąc na czele typowej partii obrotowej nigdy nie należy wypowiadać zbyt mocnych słów, które zamykają szerokie perspektywy, bo przyszłość jest przecież nieodgadniona. Ideologiczne i każde inne zacietrzewienie były do tej pory obce Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. Swoją stanowczość w negowaniu jakiejkolwiek współpracy z obozem obecnej władzy Władysław Kosiniak-Kamysz może więc przypłacić utratą przywództwa w nim.

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

Jak podaje Wikipedia, Cieśnina Piławska leży pomiędzy dwiema częściami Mierzei Wiślanej i łączy Zalew Wiślany z wodami Morza Bałtyckiego. Nazwa cieśniny pochodzi od historycznej, polskiej nazwy miasta położonego nad jej brzegami – Piławy. Dzisiaj Piława to Bałtyjsk, miasto i port morski w... Rosji, w obwodzie królewieckim. Ale i ośrodek życia polskiego, a mieszkający tu Polacy przybyli w przeważającej mierze z okolic Grodna.

zalewwislanyzsatelityPo II wojnie światowej strona rosyjska "zezwoliła na żeglugę polskich statków handlowych do Elbląga w czasie pokoju". W praktyce jednakże nie było to respektowane, w związku z militaryzacją obwodu królewieckiego, a strona polska (wówczas komunistyczna przecież) nie domagała się realizowania prawa do żeglugi (fot. zdjęcie satelitarne Zalewu Wiślanego i Cieśniny Pilawskiej). Dopiero od 1991 roku podjęto negocjacje z Federacją Rosyjską, po których żegluga stała się możliwa, aczkolwiek bywała ona zawieszana z różnych powodów, a po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku Rosjanie stanęli na stanowisku, że protokół z 1945 roku wygasł (chociaż był zawarty bezterminowo). W toczących się kilkanaście lat negocjacjach dotyczących zawarcia nowej umowy regulującej żeglugę w Cieśninie Piławskiej Polska proponowała dotychczas zapewnienie żeglugi niektórym kategoriom statków niezależnie od bandery. Federacja Rosyjska natomiast godziła się na żeglugę tylko statków polskich...

kanalzeglugowyNa szczęście dzisiaj to już (prawie) historia. Niebawem, dzięki kanałowi - o długości 1,3 km - wykopanemu poprzez polską część Mierzei Wiślanej (il. za Wikipedią) statki będą mogły wpływać i wypływać z Elbląga bez obcej ingerencji. Odzyskujemy suwerenność na kolejnym, nie tylko prestiżowym, ale i ekonomicznym polu.

Rozpoczęcie inwestycji nastąpiło 16 października 2018 roku, oddanie jej do użytku planowane jest na rok 2022. To wielka chwila dla Polski i regionu.

dobrypoczatekWczoraj, w uroczystości symbolicznego wbicia łopaty pod budowę kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną, łączącego Zatoką Gdańską z Zalewem Wiślanym i rozpoczęcia największej polskiej inwestycji morskiej, pozwalającej na połączenie portu w Elblągu z Bałtykiem udział wzięli: prezes Prawa i Sprawiedliwości, premier Jarosław Kaczyński, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk oraz kandydat na prezydenta Elbląga, poseł Jerzy Wilk (fot. TV Trwam, YouTube).

jerzywilkKandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Elbląga, Jerzy Wilk powiedział m.in: "wreszcie będziemy mieli dostęp do morza i do wszystkich portów Bałtyku...

Dodał, że na inwestycji skorzystają wszystkie gminy położone nad Zalewem Wiślanym - Tolkmicko, Frombork, Braniewo, Stegna, Sztutowo, Krynica Morska. Gdy kanał na Mierzei Wiślanej powstanie, wszystkie te porty morskie będą miały szanse na rozwój gospodarczy, turystyczny, a także na wzrost poczucia bezpieczeństwa. Dzięki budowie tego kanału żeglugowego powstanie 2,5 tys. miejsc pracy. Najpierw przy budowie, potem przy obsłudze i przy wszystkich działaniach związanych z rozwojem portu w Elblągu i tych portów rybackich, również jachtowych położonych nad Zalewem Wiślanym (fot. https://www.facebook.com/jerzy3wilk).

To wielka chwila dla Polski, krok w dobrym kierunku, ku budowaniu silnego państwa... bo, jak mówił śp. prezydent Lech Kaczyński: "warto być Polakiem; warto by naród polski i jego państwo – Rzeczpospolita – trwały w Europie".

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Zbiory Muzeum Czynu Niepodległościowego znajdujące się w zajmowanym przez Związek Legionistów Polskich Domu im. Józefa Piłsudskiego przy alei 3 Maja 7 w Krakowie przejmie Muzeum Narodowe w Krakowie, które chce tam utworzyć swój oddział - poinformowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Tak skomentował na gorąco tę decyzję na Facebooku prezydent miasta profesor Jacek Majchrowski: O ile przejęcie zbiorów uważam za dobrą decyzję, ponieważ daje ona szansę na ich uporządkowanie (a przypominam, że ich stan został bardzo krytycznie oceniony przez Ministerstwo Kultury), o tyle zdziwiony jestem informacją o planach ministra Piotra Glińskiego w stosunku do Oleandrów. Zgodnie z wpisem w księdze wieczystej właścicielem Oleandrów jest miasto. Jest dla mnie rzeczą oburzającą, że Ministerstwo chce decydować o cudzej własności, w dodatku bez jakichkolwiek rozmów i konsultacji z miastem! Jestem zdeterminowany, by doprowadzić realizacji mojego planu, żeby w przyszłości w Oleandrach znalazło się miejsce dla stowarzyszeń i organizacji niepodległościowych.

oleandryCzyżby szykował się przełom w sprawie, którą opisywałem w tym miejscu wiele razy na przestrzeni ostatnich kilku lat? Mam nadzieję, że MKiDN oraz władze samorządowe dojdą do porozumienia i wspólnie uratują tak budynek jak eksponaty muzealne.

Najważniejsze, że będące w bardzo złym stanie zbiory przejdą w ręce fachowców, którzy będą musieli natrudzić się, aby przywrócić im pierwotny stan. Istotna jest również powtórzona pod raz kolejny deklaracja prezydenta Krakowa, że w Domu im. Józefa Piłsudskiego (fot. Wikipedia) znajdą się pomieszczenia dla organizacji patriotycznych zgodnie z przedwojennymi planami zagospodarowania sanktuarium niepodległości mającego pełnić na równi funkcję muzealną, jak wychowawczą.

Obecnie kończy się pierwszy etap remontu elewacji zabytkowego obiektu. W grudniu mają zostać wymienione wszystkie okna.