Przeskocz do treści

Karol Jerzy Wójcik

Mija tydzień od wydarzenia, o którym poinformowały tylko dwa prawicowe portale internetowe, a żadna z telewizji nawet się o sprawie nie zająknęła. Nikt też nie próbuje znaleźć odpowiedzi na pytanie: jak to możliwe w naszym na wskroś tolerancyjnym kraju. Chodzi o zdarzenie na wrocławskim dworcu kolejowym, w którym odmówiono mężczyźnie prawa przewozu pociągiem, mimo posiadania ważnego biletu, a przyczyną tej odmowy były jego opinie wygłaszane na temat środowisk dewiacyjnych. I to właśnie przedstawiciele tych środowisk i ich sympatycy sprowokowali sytuację, że kierownik pociągu odmówił prawa do przejazdu pasażerowi!

Nastąpiło więc absurdalne odwrócenie sytuacji! – Oto środowiska mniejszościowe głoszące, że są represjonowane w naszym kraju za swe poglądy i skłonności, podjęły się czynu represjonowania innego człowieka właśnie za jego… poglądy! A kierownik pociągu raźno przystąpił do tego represjonowania, korzystając z faktu, że większość pasażerów, świadków tego zdarzenia, w ogóle nie zareagowała na ten akt nietolerancji ze strony jednej grupy. Niestety, w przestrzeni publicznej wydarzenie to przeszło bez większego echa i nikt nie ma ochoty do niego wracać, jakby nie uświadamiano sobie, że stworzono jednocześnie kilka precedensów, jak choćby ograniczania wolności słowa i narzucania Polakom cenzury wypowiedzi w miejscach publicznych oraz przyzwolenia na represjonowanie człowieka za głoszone poglądy i to przy udziale instytucji publicznych, gdyż za taką uchodzą Polskie Koleje Państwowe bez względu na ich organizacyjną i handlowo-prawną formę! A tu też nie słyszałem o reakcji organu założycielskiego na, mam nadzieję, błędną interpretację kierownika pociągu „regulaminu przewozu pasażerów”!

Skoro więc przy aprobacie władz państwowych, zaakceptowano ten pierwszy akt publicznej nietolerancji za poglądy na temat tzw. środowiska LGBT (swoją drogą: czy ktoś jest w stanie podać odwrotny przykład, że na przestrzeni ostatnich 30 – 40 lat odmówiono prawa do przejazdu środkami komunikacji publicznej osobie homoseksualnej ze względu na to, że zdecydowana większość pasażerów uznała, że nie chce podróżować z taką osobą?), pierwszą moją reakcją była opinia, że PKP Intercity powinny wprowadzić wagony z tabliczkami „Nur für LGBT” (tak w pełni świadomie piszę to po niemiecku, bo w Polsce nigdy nie było takiej tradycji!), w których podróżowaliby przedstawiciele tej grupy i ich sympatycy, a reszta społeczeństwa w pozostałych wagonach. Propozycja ta spotkała się jednak z krytyką moich przyjaciół, głównie ze względu na tę niemiecką formę i zaproponowali oni, by PKP na wzór istniejących już „wagonów ciszy” wprowadziły także „wagony wolności słowa”. Pomysł równie dobry, choć mam obawy, że środowiska LGBT mające na co dzień usta pełne słów na temat różnorakich wolności wpakowali by się i tam. A tak, moglibyśmy się przynajmniej policzyć kogo jest więcej!

A przy okazji jeszcze dwa zdania na temat braku reakcji ze strony pozostałych pasażerów na jawne łamanie, przez grupkę pasażerów i kierownika pociągu, konstytucyjnych praw wolności obywatelskich. Przypomina mi to stosunek ukraińskich i powołżańskich chłopów do przewrotu bolszewickiego, którzy twierdzili, że Petersburg daleko, a im wszystko jedno kto rządzi car, czy Lenin i woleli wrócić do domów, niż zostać w armii i walczyć z rewolucją.

Dopóki bolszewicy nie przyszli do nich, nie zabrali im ziemi, a ich samych nie zesłali do gułagów!

Polish-Israeli relations are undergoing another severe test. As in the past, it is about the past. This is most unfortunate.

Poland and Israel share a deep friendship and strategic partnership. Ties have grown across the board. Most recently, despite pressure from certain other countries, Poland agreed to host an intergovernmental conference on the Middle East, especially Iran, to which Israel attached the greatest importance.

And this week, leaders of the Visegrad Group (Czech Republic, Hungary, Poland, Slovakia) of which Poland is the largest country, were slated to hold a key round of meetings in Jerusalem with Prime Minister Netanyahu, but which, sadly, has now been canceled because of the latest dispute over history.

There is no nongovernmental organization anywhere that has devoted more time and attention to relations between Poland and the Jewish people than American Jewish Committee (AJC).

For more than four decades, we have worked to write a new chapter in the very complex links among us. There have been notable successes. Obviously, more work remains.

The main, though not the only, sticking point has always been varying assessments of the magnitude of anti-Semitism in Poland, especially before and during World War II, and often competing historical narratives. Indeed, not surprisingly, this is the trigger for the current tension, as it was last year with the regrettable Polish IPN law, since amended.

Our approach has always been to recognize that we may never fully agree on the past, which, by the way, is not unique to our links with Poland, even as we must all listen to each other as friends and examine the past with clear-eyed courage.

But there are certain things we should be able to jointly acknowledge:

Poland is central to our understanding of Jewish history. For centuries, it was the epicenter of Jewish life.

1000 years of Jewish presence on Polish soil cannot be reduced to a single headline or sound bite.

Like Jews, Poles have been targeted by their larger neighbors more than once and there remains a deep-seated sense of vulnerability. Indeed, just as Israel disappeared from the world map for centuries, so did Poland for 123 years.

Poland was the first target of the German army, leading to the start of the Second World War. It experienced a brutal Nazi (and, for a time, Soviet) occupation for nearly six years.

While Auschwitz is understandably associated with the Holocaust, it also held non-Jewish Poles, including many Catholic clergy.

Its soldiers continued to fight in the Allied forces, including its brave pilots in the British air force.

Its resistance in Poland was the most developed in Europe. Unlike France or Norway, for example, there was not a Polish collaborationist regime with the Nazis.

And, notably, there are thousands of Poles recognized by Yad Vashem as Righteous Among the Nations for risking their lives to save Jewish lives. Names such as Irena Sendler and Jan Karski ought to be hallowed for Jews.

To fast forward, past the laudably essential Polish role in bringing down Soviet-dominated communism, yes, there are certainly pockets of anti-Semitism in Poland. No doubt about it. They can’t be denied or willed away.

But, and it’s a big but, there is also a small but growing Jewish community, a remarkable Jewish museum in Warsaw, an electrifying annual Jewish cultural festival in Krakow, and, again, deep links between Warsaw and Jerusalem.

As friends, we need to be able to manage our inevitable differences. That begins with choosing our words carefully — knowing when to speak, how to speak, and where to speak. It means not allowing individual incidents to escalate out of control. And it means not ceding all the progress achieved to date to those who might wish to destroy it.

For our part, in other words, AJC seeks to help chart a brighter path forward for Poles and Jews alike.

On: https://www.ajc.org/news/ajc-ceo-statement-on-new-crisis-in-polish-jewish-relations

Odpowiedź Zarządu Głównego Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich na oświadczenie "Rady Etyki Mediów".

W związku z oświadczeniem "Rady Etyki Mediów" z 11 lutego 2019 r. na temat cyt. zbadania na wniosek Związku Miast Polskich, czy "działania podejmowane wobec Pawła Adamowicza przez spółkę Telewizja Polska SA oraz inne jednostki publicznej radiofonii i telewizji, jak również zatrudnionych w nim dziennikarzy, od dnia 1 stycznia 2016 roku do dnia zamachu na jego życie, mieściły się w granicach uczciwości, rzetelności oraz staranności, wymaganych i określonych w zasadach etyki zawodowej dziennikarza" Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich informuje, iż Rada ta nie reprezentuje środowiska dziennikarskiego w Polsce, a głoszone przez nią "stanowisko" jest prezentacją subiektywnych ocen wąskiej grupy osób związanych z Stowarzyszeniem Dziennikarzy RP, utworzonym w 1982 r. w miejsce zlikwidowanego dekretem o stanie wojennym SDP oraz współpracujących z SDRP organizacji.

Konferencja Mediów Polskich reprezentująca w latach 90-tych najważniejsze i największe podmioty funkcjonujące na rynku mediów w Polsce, która w 1995 r. powołała do życia Radę Etyki Mediów, została zlikwidowana w 2013 r. Zdaniem większości z podmiotów powołujących Radę, wyczerpała ona wówczas swoją formułę działania. Postulat rozwiązania Rady zgłosił 29 sierpnia 2013 r. ówczesny prezes TVP Juliusz Braun. Współtworzące Radę Etyki Mediów, Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy wystąpiło z Konferencji wcześniej, już 7 kwietnia 2011 r. w proteście przeciwko stałemu ignorowaniu głosu tego Stowarzyszenia w Radzie, a w proteście przeciwko upolitycznieniu działań Rady Etyki Mediów występowali z niej kolejni jej członkowie, m.in. red. Anna Pietraszek, red. Teresa Bochwic, red. Tomasz Bieszczad i red. Maciej Iłowiecki. Red. Maciej Iłowiecki uzasadniał swoją decyzję o opuszczeniu Rady w październiku 2011 r. tym, że Rada Etyki Mediów "nie chciała potępiać donosicielstwa, agresji, stronniczości dziennikarzy" oraz tym, iż "usprawiedliwiała wszelkie ich zachowania".

Obecna "Rada Etyki Mediów" powołana jest w 2015 r. przez stowarzyszenie Konferencja Mediów Polskich utworzone z organizacji, które pozostały w Konferencji Mediów Polskich (w kształcie z 1995 r.) po opuszczeniu jej przez największe tworzące ją podmioty, m.in. Polskie Radio, TVP , KSD i SDP. Aktualna "Rada Etyki Mediów” w niczym nie przypomina Rady, która była tworzona przez całe środowisko dziennikarskie. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, największa i najstarsza organizacja dziennikarska w Polsce nie uczestniczy w pracach tej Rady, ani z nią nie współpracuje.

W imieniu Zarządu Głównego SDP - Krzysztof Skowroński, prezes SDP, Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP

Nota od Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy: Radę Etyki Mediów powołano w 1995 roku, gdy na dynamicznie i bezładnie tworzącym się rynku mediów pojawiła się pilna potrzeba stworzenia Karty Etyki Mediów. Niestety, Karta pozostała tworem papierowym. Informacje o dziejach Rady Etyki Mediów kończą się na 2015 roku, publikacją nielicznego już składu VII kadencji, a głos Rady Etyki Mediów pozostaje od lat niesłyszany. Aż nagle...

Alexander Smaga

To ciekawe, że akurat żołnierzom Armii Krajowej, którzy po opuszczeniu Krakowa przez niemieckich okupantów, jako pierwsi weszli z bronią na Wawel, aby zabezpieczyć zamek królewski i powiesić tam polską flagę, chce się w Krakowie odmówić prawa do pomnika na Bulwarze Czerwieńskim, w pobliżu wawelskiego zamku, po stronie austriackiej dobudowy z XIX wieku. Ludzie zbyt szybko zapomnieli, że to dzięki ofierze żołnierzy Armii Krajowej i ich wkładowi w odzyskanie przez Polskę wolności, dzisiaj mówimy jeszcze po polsku.

Każdy ma prawo lubić albo nie lubić dzieł sztuki, ale o dobrej czy złej sztuce nie powinny decydować komisje mieszkańców i panele obywatelskie, tylko konkursy architektoniczne i artystyczne, jak ogólnie przyjęte jest we współczesnej Europie. Przypomnę, że nasz projekt został w 2013 roku wskazany do realizacji przez środowiska AK, SARP i miasto Kraków. Po naniesieniu zmian w projekcie według zaleceń konserwatora, zespół architektów przekazał miastu swoją dokumentacje pomnika z prawami majątkowymi w darze a Pan Prezydent Miasta obiecał kombatantom, że wybuduje go za czasów ich życia zgodnie z danym słowem. Miasto nic nie zapłaciło za dokumentacje i jest beneficjentem pomocy 1.500 osób którzy wsparli akcję "Polak potrafi". To więcej niż kiedykolwiek głosowało, za czy przeciw, w jakichkolwiek konsultacjach.

Dlatego uważam, że uchwała odnośnie nowych konsultacji społecznych jest nieszczęśliwą decyzją RMK. Decyzją, która niewątpliwie wynika z politycznego sporu PO - PiS w kraju według zasady "jak jeden jest za, to drugi musi być przeciw". A tutaj mamy do czynienia z projektem architektonicznym, artystycznym i - przede wszystkim - historycznym, a nie politycznym. Dzięki odważnej wizji Komitetu Społecznego Budowy Pomnika Armii Krajowej, pod kierownictwem prof. Stanisława Juchnowicza, Honorowego Obywatela Miasta Krakowa, powstał wizjonerski projekt, który zainicjuje modernizację Bulwarów nad Wisłą w tym odcinku. Akt erekcyjny pomnika Armii Krajowej na Bulwarze Czerwieńskim podpisali przedstawiciele jeszcze poprzedniego rządu.

Wyobrażam sobie już teraz drogie, długie i męczące dyskusje, podczas których leciwi kombatanci pod koniec ich życia będą musieli ponownie uzasadniać chęć przekazania testamentu młodemu pokoleniu Polaków i tłumaczyć, że ich projekt już dawno ma wszystkie pozwolenia UMK. Czy nie pachnie to małomiasteczkową bigoterią ze strony tych którzy są przeciwko pomnikowi? Czy Miasto Kraków w tak paradoksalny, upokarzający kombatantów Armii Krajowej sposób, zamierza obchodzić 75 rocznicę Powstania Warszawskiego, 80 rocznicę wybuchu II wojny światowej i 80 rocznicę Powstania Polskiego Państwa Podziemnego?

W tym miejscu, jako przekonany Europejczyk, urodzony w Wiedniu w polskiej rodzinie, która walczyła o niepodległość Polski, muszę wyrazić smutek i dezaprobatę dla takiego traktowania kombatantów Armii Krajowej oraz sposobu cenzorowania dzieła sztuki, jaki ma miejsce w europejskim mieście Krakowie, przy udziale członków Rady Miasta.

Informuję, że zostałem teraz także laureatem międzynarodowego konkursu architektonicznego, zorganizowanego przez Komitet Rodzin Pilotów Dywizjonu 303 w Londynie i gminę francuską oraz przedstawicieli RAF-u i władz Normandii. Pomnik Polskich Sił Powietrznych stanie blisko wybrzeża Normandii, w mieście w którym stacjonowało Polskie Lotnictwo i będzie odsłonięty w tym roku, dla uczczenia D-DAY 75. Realizacja projektu już się rozpoczęła. Władze Województwa i gminy miasta Plumetot właśnie zdecydowały, że według francuskiej tradycji, najgodniejszym miejscem pomnika dla bohaterów, jest centrum miasta, miejsce obok najważniejszych budowli i zabytków. Prace nad tym projektem rozpoczęły się 3 miesiące po wygraniu konkursu. Władze lokalne przeprowadziły tylko jedne konsultacje i po wydaniu zgody na budowę zobowiązały się niezwłocznie wykonać projekt.

Krzysztof Bzdyl

(Fotografie w tekście p. Adam Koprowski za: www.uj.edu.pl/wiadomosci)

Szanowni Państwo, 11 grudnia 2018 roku byłem obecny, wraz z innymi weteranami walk o Niepodległą Polskę, na promocji książki „Wkład krakowskiego i ogólnopolskiego środowiska prawniczego w budowę podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej”. To wydarzenie, jak wynika z relacji prasowej UJ, zgromadziło w Librarii Collegium Maius UJ grono znakomitych prawników, uczestników prac Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych "Solidarności" oraz władze rektorskie UJ.

Były oficjalne przemówienia współautorów książki w których wychwalano postawę pracowników UJ, bo stan wojenny - jak mówili - nie miał dojścia do UJ i nawet nie założono tu podsłuchów. Złośliwi twierdzą jednak, że podsłuchy były niepotrzebne, bo agentura wśród pracowników dostarczała obfite i obszerne materiały do SB, a także wyrzucano niepokornych pracowników naukowych, a zakaz ich powrotu obowiązuje do dziś.

Zabrałem głos jako ostatni, jako przedstawiciel a zarazem przewodniczący Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, które już od szeregu lat jest zaniepokojone bezprawiem sądowym. I tym ogromem bezprawia na konkretnych przykładach próbowałem zainteresować - jak stwierdził rzecznik UJ - znakomitych prawników, a do tego wywodzących się z "Solidarności" społeczników. To oni przygotowali projekt nowego, wspaniałego ładu prawnego, który miał służyć wolnym ludziom. Skutek okazał się przeciwny do zamierzonego. Sędziowie są niezależni, a przez to, jak praktyka pokazuje, nie kontrolowalni. Zgodnie ze stwierdzeniem lorda Actona, że „każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie" część sędziów stała się zdeprawowana, czy też zdemoralizowana. A ich decyzje są zatwierdzane przez rzeczników dyscyplinarnych, bo przecież oni wszyscy należą do zupełnie nadzwyczajnej kasty. A reszta społeczeństwa to podludzie.

Mówiłem o karygodnych zachowaniach sędzi, takich jak pozbawianie oskarżonych prawa do obrony. To prawo istnieje od setek lat. W praktyce nie istniało w czasach stalinowskich. Dzisiaj w ramach niezależności sędziowskiej ta stalinowska zasada jest dalej praktykowana i akceptowana. Starałem się również powiedzieć o karygodnym zachowaniu i decyzjach sędziów w stosunku do przedstawicieli społecznych w trakcie procesów wytaczanych weteranom walk o Niepodległą Polskę za działalność patriotyczną. Sędziowie nie dopuszczają do wypowiedzi przedstawicieli społecznych, bo jak mówią boli ich głowa, są zmęczeni, jest już późno itd., nie rejestrują ich wypowiedzi, kłamią, zastraszają przedstawicieli społecznych, nie dopuszczają ich do udziału w sprawach na podstawie wyssanych z palca powodów. Jednym słowem robią wszystko, aby społeczeństwo nie patrzyło im na ręce. Sędziowie, jak z tego wynika, stoją ponad prawem, prawdą i sprawiedliwością.

Tej mojej wypowiedzi nie mogłem dokończyć, bo dostojni prawnicy poczuli się oburzeni słowami prawdy. Odebrano mi głos, mimo, że nikt nie limitował czasu wypowiedzi moich przedmówców. W murach Collegium Maius UJ nie można głosić prawdy. Sam Jego Magnificencja rektor prof. dr hab. med. Wojciech Nowak poczuł się urażony. Mam nadzieję, że rozwiałem wątpliwości co do konieczności głębokiej reformy sądownictwa polegającej na wprowadzeniu do każdej sprawy sądowej przedstawicieli społecznych o szerokich i silnych uprawnieniach. Inaczej nasz los będzie zależał od widzimisię sędziego, a tego nikomu nie życzę.

Krzysztof Bzdyl

Kraków, 23 listopada 2018 roku / Przedstawiciel Społeczny - Krzysztof Bzdyl / Sprawa: sygn. akt: II K 1561/16/S – nowa sygn. akt: IV Ka 581/18 / Odpowiedź na pismo sygn. akt Kd.-72-91/18 z dn. 9.11.2018 r.

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego
dla Apelacji Krakowskiej
SSA Tomasz Szymański
ul. Przy Rondzie 3, 31-547 Kraków

Skarga nr 2 na sędziego Tomasza Greblę

Szanowny Panie Rzeczniku,

przeczytałem ze zdziwieniem Pana pismo informujące mnie o nie znalezieniu podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko SSO w Krakowie Tomaszowi Grebli, który prowadził rozprawę odwoławczą. Jak zwykle kontrole prowadzenia rozpraw sprowadzają się do odczytania protokołów z rozpraw, które mają się tak do rzeczywistego przebiegu rozprawy jak gazeta sowiecka „Prawda” do prawdy…

Sędzia Grebla prowadził sprawę w podobny sposób co sędzia Małgorzata Rokosz w sądzie rejonowym. A prowadziła ją w skandaliczny sposób. Jako przedstawiciel społeczny napisałem do wszystkich szczebli sądownictwa i do Ministra Sprawiedliwości ponad 30 skarg na łamanie prawa przez nią, które dokumentują przerażający obraz bezprawia sądowego. Wśród wielu zarzutów trudno o cięższy zarzut niż pozbawienie obu oskarżonych weteranów walk o Niepodległą Polskę prawa do obrony. Mnie uniemożliwiła wykonywanie moich obowiązków przedstawiciela społecznego…

Kiedy zgłosiłem chęć wypowiedzenia się sędzia Grebla zachowujący się od wejścia na salę sądową jak ranny odyniec stwierdził, że jeżeli spróbuję powiedzieć choć jedno słowo, to mnie policja zaraz wyrzuci z sali. Chciałem pomóc niewinnie skazanym, w związku z tym czekałem cierpliwie na skorzystanie z mojego prawa do wypowiadania się. Oczywiście do tego nigdy nie doszło. Sędzia Grebla polecił policji wyrzucenie publiczności z sali, a następnie wpuszczenie tylko pięciu osób. Wydając te decyzje nie informował publiczności, ani oskarżonych, ani mnie. Tym bardziej nie uważał za stosowne podać uzasadnienia. To policja przekazywała nam te rozkazy. Sala sądowa mogła oczywiście pomieścić o wiele więcej osób, być może całą publiczność. Można też było przenieść rozprawę do większej sali. Zostałem pozbawiony prawa do opisania bezprawia sądowego dokonanego przez sędzię M. Rokosz. Sędzia Grebla rozpoczął rozprawę od zwrócenia się do stron o wygłoszenie mów końcowych. Mnie oświadczył, że mam prawo do wygłoszenia trzech zdań. Nie mogłem wypowiedzieć się o faktach dotyczących procesu, ani o moich opiniach, a co najważniejsze opisać bezprawia sądowego panującego w sądzie rejonowym. Po trzech zdaniach sędzia przerwał moją wypowiedź. Takie postępowanie jest złamaniem art. 406 k.p.k., który nie stanowi o jakichkolwiek ograniczeniach czasu trwania wypowiedzi stron, jak również przedstawiciela społecznego. Nie można bowiem ograniczyć wypowiedzi stron i quasi stron powołując się na sprawne prowadzenie sprawy. Pan Rzecznik zdaje się zapominać, że w procesach karnych najważniejsze jest poznanie faktów, dojście do prawdy i sprawiedliwy wyrok, a nie szybkość prowadzenia rozprawy…

Sędzia nie powinien zachowywać się jak komunistyczny cenzor. Wypowiadałem się na innym procesie w sądzie rejonowym w Nowym Sączu, sygnatura akt sprawy: II K 389/15 i sędzia Anna Serwin Bajan wyraziła zgodę na moją ponad dwugodzinną wypowiedź w ostatnim dniu procesu – 4.10.2018 r. Protokół z tej sprawy również nie odzwierciedla przebiegu rozprawy, bo sędzia nie odnotowała ani słowa z mojej wypowiedzi, mówiąc, że to jest niedozwolone. Ciekawe, czy Pan również tak uważa. Jeżeli mogłem się wypowiadać tak długo jak to było konieczne w Nowym Sączu, to zachowanie sędziego Grebli w Krakowie ograniczające moją wypowiedź do 3 zdań było prawdopodobnie złamaniem prawa, a konkretnie art. 231 § 1 kk stanowiącym o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego jakim niewątpliwie jest sędzia Grebla.

Szanowny Pan Sędzia nie odpowiedział na zarzut dotyczący trybu w jakim była prowadzona rozprawa, czy to była rozprawa jawna, czy niejawna. Sędzia Grebla o takim drobiazgu nie raczył nikogo na sali poinformować. Nie mogłem go zapytać, bo ziejący wściekłością sędzia groził w wypadku powiedzenia choćby słowa wyrzuceniem mnie na korytarz przez policjantów, którzy stali w pogotowiu w moim najbliższym otoczeniu. Również sędzia Grebla zabronił rejestracji obrazu i dźwięku z rozprawy nie podając żadnego powodu podjęcia takiej decyzji. Nawet rozprawy stalinowskie sprzed prawie 70 lat były nagrywane. Stąd wiemy, jak sędziowie – mordercy w togach ferowali wyroki śmierci na Żołnierzach Niezłomnych. Nawet moja rozprawa w czasach stanu wojennego przed komunistycznym sądem wojskowym nie odbywała się w takiej atmosferze zastraszania. Samo sądownictwo od czasów stanu wojennego nie zmieniło się na lepsze, a tylko na gorsze. Chciałbym bardzo usłyszeć uzasadnienie takich barbarzyńskich działań i zachowań.

Na szereg pytań zawartych w moim poprzednim piśmie Pan nie odpowiedział. Dlatego kieruję je jeszcze raz. Oto te pytania: jakim prawem nie wpuszczono publiczności na salę sądową, mimo, że rozprawa była jawna, dlaczego sędzia zabronił rejestracji obrazu i dźwięku, dlaczego na odczytanie wyroku, które zawsze odbywa się z udziałem publiczności, tym razem nie wpuszczono publiczności licznie zgromadzonej przed drzwiami sali rozpraw. Czy sędzia Grebla ma prawo uchwalania artykułów kodeksu karnego. Jeżeli tak, to byłby niepotrzebny sejm do uchwalania ustaw. Sędzia Grebla, jak wynika z jego decyzji, potrafi go doskonale zastąpić. Okazywanie przez sędziego Greblę wobec mnie jawnej wrogości widzianej też przez inne osoby będące na sali sądowej nie świadczy dobrze o charakterze sędziego.

Sędzia Grebla złamał zasady zawarte w Zbiorze ZASAD ETYKI ZAWODOWEJ SĘDZIÓW. Wystarczy przeanalizować sposób w jaki prowadził tą rozprawę, że wspomnę tylko, że nie raczył wyjaśniać stronom kwestii proceduralnych i wydając różne postanowienia nie uzasadniał ich w żaden sposób. Jedyne widoczne uzasadnienie to przemoc fizyczna na którą się stale powoływał, której dokonają sprowadzeni policjanci na sali sądowej i trzymane odwody na korytarzu.

Przedstawiciel społeczny powinien zostać zawiadomiony o terminie rozprawy odwoławczej zgodnie z art. 458 k.p.k. Niezawiadomienie mnie o terminie rozprawy jest oczywiste i ma rażący charakter. Pan uważa, że ponieważ byłem obecny na rozprawie, a więc udaremniłem zamiar nie dopuszczenia mnie do rozprawy, to to jest bez znaczenia. Wprost przeciwnie, w mojej ocenie doszło prawdopodobnie do złamania prawa i to powtórnie art. 231 § 1 kk stanowiącym o niedopełnieniu obowiązków służbowych przez sędziego. Gdyby przyjąć Pana interpretację to fakt, że zabójca nie zastrzelił człowieka, bo nie trafił, powoduje brak przestępstwa, bo ofierze nic się nie stało. Ocena społeczna takich czynów jest przeciwna pańskiej.

Takich sędziów, którzy uważają, że prawo to oni, a nie jakieś kodeksy, jest więcej. Dotyczy to np. sędziego Tadeusza Dąbrowskiego w sądzie rejonowym w Suchej Beskidzkiej w sprawie sygn. akt II K 282/18. Wszystko o nim zawarłem w skardze z dnia 24.10.2018 r. do Z-cy Rzecznika Dyscyplinarnego w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Mając takie doświadczenia trudno się dziwić, że społeczeństwo nazywa sądownictwo wymiarem niesprawiedliwości.

Teoretycy prawa mówią, że instytucja przedstawiciela społecznego jest tworem martwym i podają różne przyczyny tego stanu rzeczy. Nie podają tej jednej najważniejszej, że to sami sędziowie robią wszystko, aby zniszczyć tą formę udziału społecznego w sądownictwie. Sędziowie kłamią, zastraszają przedstawicieli społecznych, nie dopuszczają ich do udziału w sprawach na podstawie wyssanych z brudnego palca powodów. Jednym słowem robią wszystko, aby społeczeństwo nie patrzyło im na ręce. Jest właśnie tak jak powiedziała pewna sędzia, że oni wszyscy są „zupełnie nadzwyczajną kastą” i stoją ponad prawem, prawdą i sprawiedliwością.

Chciałbym bardzo się mylić. Dlatego będę oczekiwał na Pańską odpowiedź zawierającą tym razem bardziej pogłębioną analizę faktów podanych przeze mnie.

Z poważaniem, Krzysztof Bzdyl - przedstawiciel społeczny w procesie sygn. akt II K 1561/16/S, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Wolności i Solidarności, więzień polityczny z lat PRL – więziony w Warszawie przy ul. Rakowieckiej, w Krakowie w więzieniu przy ul. Montelupich, w Nowym Wiśniczu, w Raciborzu, w Strzelcach Opolskich, w Kłodzku i w Strzelinie, przewodniczący Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89, członek Prezydium Okręgu Małopolska Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, członek Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej do Spraw Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych, członek Związku Więźniów Politycznych Okresu Stanu Wojennego.

Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie występowało wielokrotnie do najwyższych władz państwowych ze skargami na rażące bezprawie sądowe i łamanie prawa przez sędziów w ramach tzw. niezależności i niezawisłości sędziów. Obecna reforma niewiele zmieniła. Można by rzec, że sędziowie czują się bardziej bezkarni, bo przestano nawet nagrywać rozprawy. A protokół z rozprawy ma się tak do rzeczywistego przebiegu rozprawy jak gazeta sowiecka „Prawda” do prawdy. Weterani walk o Niepodległą Polskę stają dalej przed sądami oskarżani za działalność patriotyczną i tam spotyka ich dalej arogancja, bezczelność i bezprawie. To samo spotyka również szereg innych podsądnych. O tych sprawach pisaliśmy wielokrotnie do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który odsyłał nas do sądów, czyli do sprawców bezprawia będących jak sami o sobie mówią „zupełnie nadzwyczajną kastą”. Tak więc społeczeństwo nie wchodzące w skład nadzwyczajnej kasty zostało pozbawione wszelkich praw. „Zupełnie nadzwyczajna kasta” z rodowodem ubecko-komunistycznym zajęta jest ściąganiem pomocy dla siebie z Berlina i Brukseli.

Dlatego Porozumienie apeluje do Pana Premiera o oparcie reformy na szerokim dopuszczeniu społeczeństwa do udziału w postępowaniu sądowym. Obywatele powinni brać udział w każdej sprawie sądowej jako ławnicy i jako przedstawiciele społeczni. Nie powinno to zależeć od widzimisię sędziego. Z naszej praktyki wiemy, że sędziowie nie dopuszczali przedstawicieli społecznych do udziału w sprawie uzasadniając to brakiem zapisów z kodeksu karnego w statucie organizacji. A jeżeli już dopuszczali, to nie zezwalali na wypowiedzi uzasadniając to brakiem czasu sędziego, jego bólem głowy, ogólnym zmęczeniem i ekonomiką procesu. Wypowiedzi przedstawiciela nie protokołowali, bo jak stwierdzali ich się nie protokołuje. Taki protokół pokazuje milczącego cały czas przedstawiciela, a Z-ca Rzecznika Dyscyplinarnego Sądu na skargi odpowiadał, że taka jest praktyka. Po cóż jest potrzebny przedstawiciel społeczny, którego może w każdej chwili bez powodu spacyfikować każdy sędzia. I tak się dzieje.

Nowa ustawa powinna to zmienić i dać donośny głos społeczeństwu. Przedstawiciel społeczny powinien być silny z mocy ustawy i powinien mieć podobne uprawnienia do obrońcy. Powinien być niezależną stroną w procesie. Wystąpienia, czy też wypowiedzi przedstawiciela społecznego powinny być protokołowane w całości. Należy również uniemożliwić sędziom, na podstawie ich widzimisię, wbrew Konstytucji RP, prowadzenie niejawnych rozpraw z wyłączeniem publiczności. Jest to nagminnie robione. Sędziowie wyłączając jawność chcą ukryć bezprawie sądowe, którego zamierzają się dopuścić. Należy również dodać, że art. 359 pkt 2 kpk, stanowiący o niejawności rozpraw, stoi w sprzeczności z art. 45 pkt 2 Konstytucji w tych przypadkach, kiedy oskarżenie dotyczy życia publicznego i wykonywania zawodu przez funkcjonariusza publicznego. Niestety korporacja sędziowska stara się pod byle pretekstem wyłączać jawność rozpraw i z tym należy skończyć. Sędzia niekontrolowany przez społeczeństwo może prędzej, czy później stać się karykaturą sędziego i z obrońcy obywateli stać się ich prześladowcą. Z tym musimy skończyć raz na zawsze.

Apelujemy o dokonanie co najmniej wymienionych przez nas zmian w ustawach i to jak najszybciej. Te zmiany nie dopuszczą do kontynuowania bezprawia sądowego, a przynajmniej je bardzo ograniczą. Równocześnie należy dążyć do wprowadzenia ław przysięgłych w Polsce, tak jak to jest w USA i krajach anglosaskich. Polacy mieszkający w USA i w Wlk. Brytanii zasiadali i zasiadają w ławach przysięgłych i dobrze wykonują swoje obowiązki.

Bez wprowadzenia proponowanych przez nas zmian sędziowie dalej będą walczyć z polskim państwem w imię swoich korporacyjnych interesów i będą znajdować sojuszników wśród oszukanych ich argumentacją. O wiele trudniej będzie im przekonywać, że udział społeczeństwa jest złem.

Przewodniczący Porozumienia, Krzysztof Bzdyl
Sekretarz Porozumienia, Edward Wilhelm Jankowski

akopoznanJako członkowie Akademickiego Klubu Obywatelskiego z wielkim smutkiem przyjęliśmy wejście na ekrany polskich kin filmu „Kler”.

Film ten wpisuje się w ideologiczną wojnę z Kościołem katolickim w Polsce. Jest antyklerykalną agitką, której celem jest wzbudzenie złych emocji. Jednostronne, od początku do końca przewidywalne, dyktowane złą wolą ujęcie tematu czyni z filmu nie dzieło artystyczne lecz kolejną maczugę propagandową.

Ubolewamy, że uznani artyści zdecydowali się być się narzędziem w ideologicznej walce. Uczestniczą w mowie nienawiści, w eskalowaniu antyklerykalizmu, uderzają przy tym w środowisko o wielkich zasługach dla kultury polskiej. O znaczeniu polskiego Kościoła w oporze przeciw zaborcom i totalitaryzmom nie trzeba przecież przypominać. O kulturotwórczej roli religii katolickiej w mozolnym procesie budowania demokratycznej Europy – również.

Nie kwestionujemy prawa artystów do wolności krytyki każdej sfery społecznego życia. Kwestionujemy natomiast posługiwanie się fetyszem owej wolności do rozbudzania złych emocji i serwowania stereotypowego obrazu w celach jednoznacznie ideologicznych.

Jako klub zrzeszający ludzi nauki, wierzących i niewierzących, nie godzimy się z praktykami manipulacyjnymi niszczącymi demokrację przez emocjonalną stygmatyzację.

Ubolewamy ponadto, że film powstał z publicznym dofinansowaniem, co cofa nas do minionych czasów, gdy pieniądze podatników wykorzystywano do walki ze społeczeństwem. Tu niestety „dobra zmiana” nie zapobiegła sprzeniewierzeniu publicznych środków.

Do wszystkich mediów szanujących swoją reputację i swoich odbiorców apelujemy, by w odpowiedzi na film utworzyły specjalne rubryki poświęcone przedstawianiu pozytywnych aspektów pracy polskich duchownych. Ze znalezieniem licznych przykładów nie będzie najmniejszego kłopotu.

Przewodniczący i Zarząd AKO Poznań: prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak – UAM / prof. dr hab. Stefan Zawadzki – UAM / dr hab. Elżbieta Czarniewska – UAM / dr Tadeusz Zysk – Wydawnictwo Zysk i spółka / ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz – UAM / mgr inż. Piotr Cieszyński – informatyk / mgr Ewa Ciosek – ekonomista / prof. dr hab. Jacek Dabert – UAM / prof. dr hab. inż. Antoni Florkiewicz – Politechnika Poznańska / dr Zdzisław Habasiński – informatyk / prof. dr hab. Stanisław Kozłowski – Uniwersytet Przyrodniczy / mgr Jan Martini – artysta muzyk / prof. dr hab. Grzegorz Musiał – UAM / prof. dr hab. Jan Paradysz – Uniwersytet Ekonomiczny / prof. dr hab. Stanisław Paszkowski – Uniwersytet Przyrodniczy / prof. dr hab. Wojciech Rypniewski – PAN / prof. dr hab. Wojciech Święcicki – PAN / dr hab. Witold Tyborowski – UAM / prof. dr hab. inż. Jerzy Weres – Uniwersytet Przyrodniczy / prof. dr hab. Barbara Wysocka – PAN / mgr Tomasz Zdziebkowski – przedsiębiorca.

Pod treścią listu mogą Państwo podpisać się tutaj: http://ako.poznan.pl/8704

ksdlogopfaNa tyle mamy wiedzę, mimo fałszowania historii, że wiemy doskonale, jak działają wrogie Polakom środowiska. Niezależnie, czy są to wrogowie zewnętrzni: zaborcy, okupanci, najeźdźcy, czy wewnętrzni: ludzie z poczuciem misji stworzenia nowego, wspaniałego świata bez narodów, bez wartości, wszyscy oni mają świadomość, że siłą naszego narodu jest wiara. Skoro nie udało się wmówić nam, że Pana Boga nie ma, trzeba nam zohydzić tych, którzy nas do Niego prowadzą. Bez których nie będziemy w stanie w pełni korzystać z Bożego Miłosierdzia. Ludzie ci posługują się różnymi metodami. Dziś orężem w tej walce jest też kultura. Zbyt wiele niestety jest przykładów ohydnej, profanującej sacrum sztuki, by je tu wyliczać. Najnowszym jest film reżysera Wojciecha Smarzowskiego pt. „Kler”.

Nie dajmy sobie wmówić, że powstało dla dobra polskiego Kościoła, jak tłumaczy Krzysztof Zanussi. Nie jest też żadną odpowiedzią na nurtujące nas pytania. Gdyby taki był zamysł twórców – od scenarzysty, przez reżysera do aktorów - stworzyli by obraz pokazujący prawdziwy problem współczesnej Europy – jej islamizację. Tylko - tego typu temat nie jest ani politycznie poprawny, ani dochodowy a co chyba najważniejsze, wyznawcy islamu, to nie chrześcijanie. Szydzenie z tej religii może drogo kosztować.

Z katolików, zwłaszcza polskich oraz wszystkiego, co z katolicyzmem się kojarzy, można drwić bez żadnych hamulców. Robią to ludzie z tytułami naukowymi i bez nich. Politycy, gwiazdy kina i estrady, celebry ci i tzw. przeciętni Polacy. Bezkarnie, bezrefleksyjnie, bezwzględnie.

Dziś Polacy stają przed kolejną próbą wierności. Wierności spuściźnie św. Jana Pawła II, bł. ks. Popiełuszki i sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Największych synów współczesnego polskiego Kościoła. Ludzi, którzy nie wahali się świadczyć Pana Boga i patriotyzmu, w czasach najtrudniejszych. Im zawdzięczamy to, że wciąż jesteśmy Polakami i katolikami.

Naszym dziś obowiązkiem jest w imię ich pamięci świadczyć wierność polskiemu Kościołowi i polskim Kapłanom.

Z pełną świadomością obecności zła zarówno wśród ludzi świeckich, jak duchownych, nie możemy jednak pozwolić na rozliczanie tych ostatnich przez ludzi, którzy przez ostatnie lata używają swych nazwisk dla ochrony swego kolegi z branży, któremu sądownie udowodniono czyny niegodne.

Inną, równie skandaliczną sprawą jest sfinansowanie tego wyjątkowo obrzydliwego obrazu kwotą 3,5 miliona złotych ze środków Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, czyli pieniędzy wypracowanych przez Polaków. Czy ktoś ich pytał, czy chcą wesprzeć antyklerykalny, antykatolicki i antypolski de facto film?

Każdy z nas potrzebuje czasem refleksji na sobą i otaczającą nas codziennością. Dziś jest właśnie taki czas, dla wszystkich, którzy przyjęli sakramenty włączające ich we wspólnotę Kościoła.

Sama refleksja jednak już nie wystarczy. Potrzeba wyraźnej deklaracji: czy jestem w Kościele, czy poza nim!

Wszyscy, którym sprawa Ojczyzny leży na sercu, którzy kochają Pana Boga i Polskę, muszą dziś jasno i wyraźnie powiedzieć „nie” niszczeniu naszych narodowych wartości.

Apelujemy do ludzi sumienia, wszystkich, którzy każdej niedzieli wyznają publicznie swoją wiarę: zbojkotujmy ten upokarzający katolików film. Brońmy naszych kapłanów przed odzieraniem ich z godności, poniewieraniem wartości ich posługi.

Piętnując zło, niezależnie od kogoś, kto je popełnia brońmy godności osób, które wypełniają wiernie kapłańską posługę.

Nie poszerzajmy ciemności zła, poprzez wspieranie kont producentów i dystrybutorów tego skandalicznego obrazu.

Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, Zarząd Główny

Szanowny Panie Dyrektorze!

wstegapamieciprojektMy, niżej podpisani członkowie Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Armii Krajowej na Bulwarze Czerwieńskim w Krakowie, ze zdumieniem dowiedzieliśmy się z artykułu opublikowanego w „Dzienniku Polskim” 1-2 września 2018, że został „unieważniony przetarg na budowę pomnika AK. Kolejnego nie będzie”.

Wyrażamy zdziwienie, że tak ważna decyzja nie została nam wcześniej przekazana, mimo trwających już od lat kontaktów z nami. Zdziwienie nasze jest tym większe, że środowisko akowskie przekazało Państwu informację, że brakująca kwota na budowę pomnika zostanie uzyskana.

Pozwolimy sobie przypomnieć ponad dziewięcioletnią historię budowy pomnika AK w Krakowie. Starania o budowę tego pomnika podjęto w 2009 roku. Uchwałą z 26 05.2010 roku Rada Miasta zdecydowała, że w Krakowie zbudowany zostanie pomnik Armii Krajowej. Po szerokiej konsultacji uchwałą z 3.11. 2010. przyjęła, że pomnik będzie zlokalizowany pod Wawelem. W dniu Polskiego Państwa Podziemnego 27.09. 2013 roku odbyła się wspaniała uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego pod pomnik. Kamień ten wykonał i osadził w gruncie Wydział Gospodarczy Wojska Polskiego na polecenie dowódcy 2 Korpusu Zmechanizowanego gen brygady Andrzeja Knapa. W uroczystości brało udział Wojsko Polskie: salwa honorowa, orkiestra wojskowa, 60 sztandarów szkolnych, sztandary organizacji patriotycznych, tłum Krakowian. Delegacje żołnierzy AK - także z terenów wschodnich - przywiozły i złożyły we wnękach kamienia węgielnego ziemię z pól bitewnych Armii Krajowej. Tam też złożony został akt erekcyjny pomnika podpisany przez 30 znakomitych osób, w tym czterech rektorów krakowskich uczelni. Ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz poświęcił kamień węgielny. Już po dacie tej odbywały się przy nim wielokrotnie uroczystości patriotyczne z udziałem wojska, harcerzy. Ludzie się gromadzili, przynosili wieńce, zapalali znicze. Miejsce to żyje już własną tradycją.

Pan Prezydent Jacek Majchrowski przekazał do budżetu Rady Miasta milion sześćset tysięcy złotych na budowę pomnika AK, służby miejskie podległe Prezydentowi zatwierdziły projekt pomnika i wyraziły zgodę na jego wzniesienie.. Patronat nad budową pomnika objął prezydent RP Andrzej Duda - pismo Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej BWP.0460.131.2016. Patronat honorowy objął także ks. Abp Marek Jędraszewski – pismo ABP -041-108-2017.

Szanowny Panie Dyrektorze!

20160919wstega1Przypominając powyższe zdarzenia i fakty, jesteśmy przekonani, że poleci Pan kontynuowanie przetargu (odpowiednia ustawa zezwala, a nawet nakazuje, aby przetarg trwał miesiąc, czyli do 7 września, a ponadto zezwala na przedłużenie jego trwania o kolejny miesiąc).

Zarzuty w przywołanym na wstępie artykule w „Dzienniku Polskim” nie są przekonujące. Zgłosiła się firma deklarująca wykonanie pomnika za kwotę poniżej 2 milionów złotych w terminie do 11 listopada br. dla uczczenia setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Społeczny Komitet Budowy Pomnika AK wystąpił do Wojewody Małopolskiego o dofinansowanie tej budowy w wysokości brakującej kwoty 400 tysięcy złotych. Wojewoda Małopolski wystąpił do premiera RP o przekazanie tej kwoty z rezerwy ogólnej budżetu państwa. Według pisma kancelarii premiera z 21.08.b.r. DKRM.ZK.2130.305/2018. brakująca kwota będzie przekazana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego lub bezpośrednio z rezerwy ogólnej budżetu państwa.

Nieuzasadnione są wątpliwości dotyczące zgłaszającego się wykonawcy, bowiem firma ta specjalizuje się w budowie pomników. Będzie też nadzorowana przez twórcę projektu pomnika Aleksandra Smagę oraz przez wybitnych krakowskich architektów. Jesteśmy pewni, ze szanowny Pan Dyrektor nie tylko z pobudek patriotycznych, ale również ze względu na to, że Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu jest zobowiązany realizować inwestycje przewidziane w budżecie miasta, wznowi przetarg, unikając zarzutu niedopełnienia obowiązków, i podpisze umowę o budowę pomnika, za co z góry serdecznie dziękujemy

Przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Pomnika AK, Obywatel Honorowy Miasta Krakowa, prof. dr hab. arch. Stanisław Juchnowicz
Przewodniczący Małopolskiej Wojewódzkiej Rady Kombatantów, Prezes Okręgu Małopolska Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, major adwokat Ryszard Brodowski

Kraków, 20 sierpnia 2018 roku

Redaktor Naczelny tygodnika „Sieci”
Jacek Karnowski
ul. Finlandzka 10
03-903 Warszawa

Dotyczy artykułu pana Aleksandra Nalaskowskiego pt. "Szmata, sprej i prawo" zamieszczonym w „Sieci” nr 33/2018z 13-18 sierpnia br. Prosiłbym Pana o przekazanie panu Nalaskowskiemu moich uwag do jego oceny, jak on uważa, dewastowania pomników Armii Czerwonej.

Pan prof. dr hab. Aleksander Nalaskowki

Szanowny Panie,

Pozwalam sobie nie zgodzić się z Pana uwagami odnośnie oceny metod protestowania przeciw bolszewickim obiektom poświęconym Armii Czerwonej. Napisał Pan dokładnie tak: „ Ale nie wolno ich dewastować w jakikolwiek sposób, bo przypomina to jakieś pogańskie, prymitywne obrzędy rodem z wudu czy innych egzotycznych idiotyzmów”. Dziwię się, że Pan uważa, fakt obrzucenia takich obiektów wydmuszkami z czerwoną i białą farbą za egzotyczne idiotyzmy. Przypomnę tylko, że takim właśnie patriotyzmem, w takiej formie, kierowała się nasza słynna Noblistka Maria Skłodowska-Curie, w latach osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy była 16 – letnią uczennicą mieszkającą w Warszawie, która przechodząc przez Plac Saski pluła na pomnik polskich generałów, którzy przeszli na stronę cara i brali udział w tłumieniu powstania listopadowego. Podobnie postępowali inni uczniowie z jej gimnazjum.

POKiN, jak i ja osobiście brałem udział w wieloletnich staraniach o usunięcie takiego obiektu w Nowym Sączu. Rada Miejska podjęła Uchwałę nr XXI/185/92 z dn. 25 lutego 1992 r. o rozebraniu pomnika Armii Czerwonej. Uchwała weszła w życie z dniem podjęcia. Z nieznanych przyczyn tak się niestety nie stało. Mimo licznych protestów w formie listów władze nie chciały wykonać swojej własnej Uchwały.

Z końcem pierwszej dekady dwu tysięcznego roku wpłynęła do nas, do Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych prośba od mieszkańców Nowego Sącza o udzielenie pomocy, aby tą hańbę usunąć . Przez pięć lat kierowaliśmy pisma do najwyższych władz państwowych i do władz samorządowych oraz organizowaliśmy manifestacje pod obiektem zbolszewienia miasta N. Sącz. Władze były niewzruszone. Przez 22 lata te protesty nie przyniosły żadnych efektów.

Ten pomnik przez środowiska kombatantów i weteranów walk o Niepodległą Polskę był uważany za śmieć sowiecki pozostawiony przez wycofujące się rosyjską armię okupacyjną i na pewno nie podlegał ochronie prawnej. Trudno również uważać, że śmieć został uszkodzony wydmuszkami, którymi był obrzucony podczas manifestacji w dniu 27.09.2014 r. Śmieć nie może być ani uszkodzony, ani znieważony, bo z definicji śmieć to rzecz wyrzucana, zbędna, bez wartości. Byłem jednym z głównych organizatorów tej manifestacji i wiem, że brali w niej udział również członkowie Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, w tym żołnierze AK. I ci żołnierze Armii Krajowej byli oburzeni, że przez 25 lat istnienia tzw. III RP sowieckie pomniki nie zostały usunięte.

nsrosyjskiobeliskW pięć tygodni po naszej manifestacji, 6.11.2014 r.władze miasta zlikwidowały pomnik sowiecki (fot. p. Alicja Rostocka), a policja asystowała i ochraniała pracowników. W tym czasie prawo dotyczące pomników nie zmieniło się, ani o kropkę, ani o przecinek. Jeżeli sowiecki śmieć można było zlikwidować, to tym bardziej można było go obrzucić farbą, co zmobilizowało władze do usunięcia obiektu przestępczego.

W rozmowie Adama Słomki, Zygmunta Miernika i mojej z wiceprezydentem Nowego Sącza Jerzym Gwiżdżem przyznał on, że nasza akcja zmobilizowała prezydenta Sącza do takiej decyzji.

Uważam, że 22 letnie czekanie było wystarczająco długie. Dopiero w czerwcu 2017 roku sejm uchwalił ustawę o usunięciu pomników sowieckich.

Jest Pan z wykształcenia pedagogiem i autorem wielu książek i artykułów poświęconych tej tematyce, ale z treści Pana artykułu nie wynika, aby zdawał Pan sobie sprawę z ogromu spustoszenia w umysłach młodzieży, które spowodowały takie obiekty sowieckie. I przykładowo obiektem w N. Sączu opiekowało się gimnazjum nr 10 imienia Orląt Lwowskich jako miejscem Pamięci Narodowej, bo jak przekonywał jego dyrektor o pomnik Armii Czerwonej należy dbać, tak jak o groby Orląt Lwowskich. Taki jest poziom edukacji historycznej środowiska nauczycielskiego. Nie dziwmy się więc, że kolejne pokolenia młodzieży nie znają prawdy historycznej i nie rozumieją sensu tożsamości narodowej. Dotyczy to całej historii PRL rządzonego z nadania Moskwy przez komunistycznych zdrajców.

Doprowadzenie do rozbiórki sowieckiego śmiecia poprzez obrzucenie go wydmuszkami i słoikami z farbą było czynem koniecznym, chwalebnym i odważnym, a nie jak Pan pisze egzotycznym idiotyzmem.

Mnie jak i wielu pozostałych manifestantów dotknęły wieloletnie sprawy sądowe dotyczące tej manifestacji z 27.09.2014 r. Rozpoczęły się one już w lutym 2015 r. Do chwili obecnej zakończyło się

18 spraw sądowych wyrokami uniewinniającymi lub umorzeniem spraw. Sądzono w nich od jednej do ośmiu osób. Sprawy przeszły przez sądy rejonowe i okręgowe w Nowym Sączu i w Krakowie. Aparat policyjno-prokuratorski zaangażował w to prokuratury w N. Sączu, w Krakowie, w Limanowej, w Zakopanem, w Wieliczce, w Opatowie i Ostrowcu Świętokrzyskim. Pozostała jeszcze jedna sprawa, która toczy się w N. Sączu i dwie sprawy w prokuraturze. Jak z tego widać patriotyzm musi być ukarany.

Mam nadzieję, że już nikt nie będzie musiał stawać przed sądami lub być więziony jak Adam Słomka, czy Zygmunt Miernik za domaganie się usunięcia sowieckich, okupacyjnych pomników, bo państwo to zrobi. A Pan zaniepokoi się stanem wiedzy historycznej nauczycieli i młodzieży.

Z poważaniem, Krzysztof Bzdyl, przewodniczący Porozumienia

wojciechpasternakWojciech Pasternak

Kraków, 4 sierpnia 2018

Szanowny Pan Marek Kęskrawiec
Redaktor Naczelny, Dziennik Polski

Dot.: Artykuł z 3 sierpnia 2018 r. pt. Prowokacyjna akcja radnego w zawieszeniu.

Zwracam się ze stanowczą prośbą opublikowania tego listu jako formy sprostowania za podanie nieprawdziwych informacji i przeprosin za niestosowny komentarz. We wspomnianym artykule napisano niezgodnie z prawdą, że spotkali się zwolennicy i przeciwnicy pomnika. Przede wszystkim była to manifestacja poparcie dla budowy pomnika Wstęga Pamięci połączona z początkiem zbierania podpisów wspierających petycję do prof. Jana Ostrowskiego dyrektora Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu w/s zainstalowania na Baszcie Sandomierskiej naszej narodowej flagi w możliwie szybkim terminie tj. najlepiej przed rocznicą napaści Niemiec na Polskę. Jako organizator nie przewidywałem żadnej dyskusji z oszalałymi z nienawiści do Polski przeciwnikami budowy pomnika Armii Krajowej. Byliśmy przygotowani na prowokację ze strony tych osób. W manifestacji wziął udział Prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej Krzysztof Bzdyl i przeciwstawił się kłamstwom i obelżywym słowom wypowiedzianym w Internecie przez jednego z radnych pod adresem patriotów pragnących uczcić pamięć największej Armii Podziemnej w Europie. Przeciwników naszej manifestacji nie było widać, nie licząc wymienionego wcześniej radnego, którego próba zakłócenia naszej uroczystości szybko się zakończyła. Nikt z nas jednak nie uważał za stosowne wdawać się w dialog z kimś, kto lży polskich patriotów w poczuciu bezkarności. Źródła tego manifestowanego arogancko poczucia bezkarności za wygadywanie bredni są bardzo podejrzane. Gdy prowokator, którego nazwiska celowo nie powtarzam, bo promowane ono było pięciokrotnie ( o 5 razy za dużo) w artykule na temat manifestacji nieproszony usiłował zabrać głos poprosiłem policjantów o interwencję i został on odsunięty poza teren zgromadzenia. Pominięcie tego faktu w relacji z tego wydarzenia jest kardynalnym błędem dziennikarskim. Ponadto nawet gdyby doszło do rzekomego spotkania to użycie liczby mnogiej wobec pojedynczego prowokatora jest błędem nie tylko dziennikarskim, ale również rachunkowym. Oburzający jest fakt, że w relacji z tego wydarzenia jako ilustrację wybrano zdjęcie przedstawiające wtargnięcie intruza a nie np. obraz ilustrujący baner wspierający budowę i flagę nad Wawelem o rozmiarach 1.5 m na 4 m lub grupowe zdjęcie demonstrantów. Dodatkowym błędem jest to, że nawet jeśli było to jedyne zdjęcie możliwe technicznie do wykorzystania (w co trudno uwierzyć) to należało Czytelników poinformować rzetelnie co spotkało prowokatora chwilę po wykonaniu tego zdjęcia. Najbardziej oburzającym nietaktem jest to, że nie wspomniano o przemawiającym na uroczystości obchodzącym w tym dniu 91 urodziny weteranie AK majorze dr. Januszu Kamockim. W kontekście ilości miejsca, które w Państwa piśmie poświęca się bezrozumnemu prowokatorowi pominięcie nazwisk osób, które to zgromadzenie zorganizowały oraz tych, które zgodnie z wolą niżej podpisanego wypowiadały się publicznie jest trudne do zaakceptowania. Trudno też spokojnie przejść do porządku dziennego nad pominięciem w tej relacji podziękowań skierowanych do prezydenta profesora Jacka Majchrowskiego wyrażonych prze mnie na samym początku manifestacji.

Na przyszłość apeluję o nie wymienianie nazwisk osobników pokroju czwartkowego prowokatora. Takie nazwisko wbija się w pamięć a na pewno na to nie zasługuje. Głupota powtarzana po wielokroć zapada w umysły ludzi nie skłonnych do samodzielnego myślenia i jest trucizną wlewaną w przestrzeń publiczną. Rodak właścicieli Dziennika Polskiego członek Narodowo- Socjalistycznej Robotniczej Partii Niemiec towarzysz Joseph Goebbels mawiał „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Zaręczam, że dla osób wspierających polską flagę nad Wawelem kłamstwa na temat Polski nigdy prawdą się nie staną.

Z wyrazami szacunku, Wojciech Pasternak

Prośba o interwencję w związku z nadbudową i rozbudową budynku na os. Teatralnym 19 w Nowej Hucie w Krakowie (obszerne fragmenty listu).

Szanowna Redakcjo! Zwracamy się do Państwa w poszukiwaniu wsparcia w walce o zachowanie tzw. starej Nowej Huty w dotychczasowym kształcie. Pragniemy zachowania obecnej przestrzeni, poczucia prywatności, zieleni i śpiewu ptaków za oknem. Nowa Huta słynie nie tylko z układu urbanistycznego, możemy poszczycić się również - bezcenną w śródmieściu Krakowa - ilością zieleni (jeszcze!).

W roku 2004 stara część Nowej Huty została wpisana przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków do Rejestru Zabytków Krakowa jako ”reprezentatywny przykład urbanistyki socrealizmu w Polsce”, co oznacza, że przedmiotem ochrony są m.in. „bryły i gabaryty budowli” (od kilku lat trwają również starania o utworzenie w jej obrębie parku kulturowego, podnoszącego zakres ochrony, oraz wpisanie na listę światowego dziedzictwa UNESCO). Pozwolenie na nadbudowę/rozbudowę tytułowego budynku (który w 1993 przeszedł z rąk Skarbu Państwa w wieczyste użytkowanie prywatnej firmy) wydano dopiero 3 lata później - w roku 2007. W 2009 roku deweloper usiłował rozpocząć przebudowę budynku, pierwotnie będącego stołówką Kombinatu Budownictwa Mieszkaniowego, a później lokalem usługowo-handlowym. Próba rozpoczęcia budowy została zablokowana dzięki protestom mieszkańców i interwencji mediów. Przez kolejne 8 lat budynek ciągle działał jako lokalne centrum handlowo-usługowe. Równocześnie niszczał z powodu zaniedbań właściciela, co było niezgodne z zasadami użytkowania wieczystego.

osteatralne19aW ciągu ostatnich kilku miesięcy przeniesiono nieważne, bo niemające ciągłości pozwolenie na budowę na nowego inwestora. Została nim firma „Frax-Bud”, określana mianem „agresywnego dewelopera”, m.in. w związku ze zrównaniem z ziemią zabytkowego fortu N-10 na Prądniku Białym w Krakowie, będącego częścią Twierdzy Kraków. „Apartamentowiec”, który planuje się postawić na miejscu budynku posiada 5 kondygnacji (otaczające go budynki są 4-kondygnacyjne, kłóci się to więc z zasadą dobrego sąsiedztwa). Ma się w nim mieścić 69 mieszkań. Ponadto ma powstać garaż podziemny, ale tylko na 30 samochodów. Jest to niewystarczająca liczba stanowisk, niezgodna z wytycznymi miasta (1,1 miejsca na mieszkanie), zwłaszcza, że obecna ilość miejsc parkingowych nie pokrywa zapotrzebowania mieszkańców sąsiadujących bloków. Budowa na os. Teatralnym 19 rozpoczęła się 22 maja tego roku. Ponadtonażowe ciężarówki i betoniarki rozjeżdżały świeżo wyremontowaną ulicę Bolesława Czuchajowskiego i drogę wewnętrzną, chodniki oraz przydomowe ogródki mieszkańców (...)

osteatralne19bStaramy się na wszystkie sposoby zatrzymać budowę, która naszym zdaniem nie jest prowadzona w sposób prawidłowy i zgodny z prawem (m.in. wspólnota wynajęła prawnika do prowadzenia sprawy), która uderza w ład architektoniczny starej Nowej Huty, wpisanej do Rejestru Zabytków Krakowa. W załączniku przesyłam chronologiczną listę najważniejszych wydarzeń, związanych z budynkiem, a także projekt mającego powstać apartamentowca oraz fotografię przedstawiającą obecny stopień dewastacji budynku. Posiadamy również zdjęcia i filmy dokumentujące budowę oraz nieprawidłowości, które miały na niej miejsce. Nasz aktualizowany na bieżąco protest znajduje się na profilu Facebook pt. „Protest dotyczący powstrzymania nadbudowy budynku os. Teatralne 19 Kraków”.

Bardzo prosimy o interwencję w tej sprawie i z góry dziękujemy za zainteresowanie,
Dominika Gratkowska, w imieniu mieszkańców bloków na os. Teatralnym 18, 20, 22

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Bardzo aktywne w trosce o narodową pamięć środowiska kresowe i patriotyczne z Żar zwróciły się do Prezydenta RP z wnioskiem o pośmiertne odznaczenie Orderem Orła Białego bohaterskich Obrońców Lwowa, późniejszych generałów brygady Wojska Polskiego, bohaterów kampanii wrześniowej: Romana Abrahama i Mieczysława Boruty-Spiechowicza - poinformował portal internetowy „Naszego Dziennika”.

Jeden z pomysłodawców, członek Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Żarach doktor Zbigniew Kopociński ze 105. Kresowego Szpitala Wojskowego w tej miejscowości podkreślił w rozmowie z portalem, że w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości należy przypomnieć o wielkiej ofierze krwi, jaką ponieśli lwowiacy w służbie Ojczyzny, zwłaszcza dzisiaj, kiedy nasi politycy kierując się źle rozumianą poprawnością polityczną „zapominają” o Lwowie, Wilnie i Kresach Wschodnich.

Jako dowód takiej postawy przytoczył niechęć, z jaką spotykają się patriotyczne inicjatywy służące uhonorowaniu kresowych bohaterów, np. patronat ulicy dla szefa sanitarnego Naczelnej Komendy Obrony Lwowa majora Lesława Węgrzynowskiego we Wrocławiu, budowa kopca Obrońców Lwowa, prelekcja dla amerykańskich żołnierzy na temat Obrony Lwowa, akcja „Oddajcie Orlętom lwy”.

- Z bolesnym zdumieniem środowiska kresowe przyjęły fakt, że w prezydenckim komitecie honorowym powołanym w związku z setną rocznicą odzyskania niepodległości znalazło się miejsce dla mniejszości narodowych, a nie ma tam żadnej organizacji kresowej. Obrona Lwowa to fundament polskiej niepodległości, dlatego też na setną rocznicę jej odzyskania należy w sposób godny uhonorować jej bohaterów - powiedział dr Kopociński w rozmowie z „ND”.

generalwgb1We wniosku skierowanym do Kancelarii Prezydenta RP kresowiacy przypomnieli wielkie zasługi obu generałów, których pełen trudów i cierpienia los symbolizował dzieje Polski w XX wieku.

To brawurowo dowodzący sektorem Góra Stracenia podczas Obrony Lwowa Roman Abraham zerwał 22 listopada 1918 roku z ratusza niebiesko-żółtą flagę ukraińską i zawiesił biało-czerwoną, co stało się symbolem zwycięstwa. Mieczysław Boruta-Spiechowicz (na zdjęciu obok) - wcześniej żołnierz II Brygady Legionów Polskich ranny pod Rarańczą w1915 roku - odegrał zaś jedną z kluczowych ról jako dowódca II Grupy Operacyjnej, któremu podlegały trzy odcinki: IV - Dworzec Główny, V - Szkoła Sienkiewicza (legendarna lwowska reduta) i VI - Podzamcze.

generalgdrWnioskodawcy zaznaczyli, że obaj ci żołnierze pisali złotymi zgłoskami swoją legendę tocząc w okresie komunistycznego zniewolenia heroiczną walkę w obronie dewastowanego przez Sowietów cmentarza Obrońców Lwowa i sprzeciwiając się zakłamywaniu polskiej historii. Przypomnieli, że w sierpniu 1975 roku z ich inicjatywy w kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze odsłonięto tablicę ku czci Orląt Lwowskich, przy której zaciągnęli wartę honorową, a Prymas Polski ksiądz kardynał Stefan Wyszyński dokonał aktu jej poświęcenia. Rok później złożyli na Jasnej Górze - razem z gen. Janem Jagminem-Sadowskim - swoje Krzyże Orderu Wojennego Virtuti Militari jako wyraz protestu wobec odznaczenia przez władze PRL przywódcy Związku Sowieckiego Leonida Breżniewa Krzyżem Wielkim VM (fot. z sieci). Działo się to w obecności Księdza Prymasa i metropolity krakowskiego ks. kardynała Karola Wojtyły.

„Obaj niezwykli generałowie, w czasach, gdy słowo Lwów było zakazane, stanowili bastion polskiej pamięci narodowej. Dzięki takim ludziom, mimo całych dziesięcioleci prób wymazywania Lwowa i Kresów Wschodnich z polskiej historii, nie udało się tego uczynić i nigdy się nie uda. Stanowili znakomity wzorzec prawego i zgodnego z honorem oficera Wojska Polskiego postępowania, bez względu na okoliczności i panujący ustrój. Bronili Ojczyzny z bronią w ręku, przelewali za nią krew, ale także prowadzili walkę piórem i słowem, by oszczercom nie udało się wykoślawić naszych dziejów” - czytamy w cytowanym przez portal wniosku do Prezydenta RP.

Kresowiacy przypomnieli też, że w czasach PRL niemożliwe było uhonorowanie obu bohaterów najwyższym odznaczeniem, ale teraz niepodległa Polska może im się odwdzięczyć za wierną służbę.

„Apelujemy do Pana Prezydenta, aby zechciał pan pójść drogą wytyczoną przez Prymasa Tysiąclecia oraz naszego świętego Jana Pawła II i oddał najwyższą cześć panom generałom Abrahamowi i Borucie-Spiechowiczowi odznaczając ich pośmiertnie Orderem Orła Białego. Setna rocznica odzyskania niepodległości jest chyba najlepszą sposobnością, by pokłonić się w ten sposób tym, którzy dla Rzeczpospolitej oddali całe swe życie” - napisali do prezydenta Andrzeja Dudy, co upublicznił „Nasz Dziennik”.

(Od Redakcji): Zapraszamy Państwa także do lektury tekstu p. Mirosława Boruty, "Mieczysław Ludwik Boruta-Spiechowicz w walkach o Lwów":
https://www.krakowniezalezny.pl/mieczyslaw-ludwik-boruta-spiechowicz-w-walkach-o-lwow

Marian Kukuryk

20180729mkSzanowni Państwo!

Zaczęły się obchody kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego. Oto zdjęcia zaniedbanej wspólnej mogiły na Cmentarzu Rakowickim. Drewniany brzozowy krzyż jest złamany i dla wykonania zdjęcia - w celu identyfikacji grobu - odwróciłem go. To kwatera LXXVIII przy drodze naprzeciw kwatery LXV (...) Dla innych pieniądze się znajdują, dla grobów poległych Polaków pieniędzy jak widać nie ma. A może ZCK planuje przekopanie grobu? Jeśli nie, to można choćby użyć elementów ze zdemontowanych nagrobków zgromadzonych w północno-zachodniej części Cmentarza.

adamzyzmanAdam Zyzman

Kilka dni temu dowiedziałem się, że do Polski i Krakowa przyjechała specjalnym pociągiem o nazwie GALICJA EKSPRES specjalna wycieczka ok. 500 Węgrów, którzy postanowili uczcić wspólną pamięć o ofiarach I wojny światowej, a przede wszystkim odwiedzić znajdujące się na naszych ziemiach cmentarze wojenne.

20180728az1 Mam nadzieję, że nasi goście nie zostali zaprowadzeni na miejsce bitwy austriacko-rosyjskiej z grudnia 1914 r. na podkrakowskim wzgórzu Kaim, między Krakowem a Wieliczką. Właśnie wróciłem z wieczornego spaceru na to miejsce i jestem zbulwersowany. – Władze, które odmieniają przez wszystkie przypadki swoją europejskość, pozwalają na to, by miejsce to było zaniedbane i profanowane, choć bitwa ta uratowała Kraków przed okupacją rosyjską. A co to znaczyłoby wystarczy poczytać wspomnienia z tamtych czasów mieszkańców Przemyśla lub Gorlic.

20180728az2Już samo dojście od strony Krakowa do ustawionego jeszcze w czasie wojny obelisku wymaga przedarcia się przez cuchnące i zaśmiecone zarośla. Jeszcze gorzej wygląda samo otoczenie monumentu zarośniętego i zaśmieconego, by nie powiedzieć gorzej, bo okazuje się, że jest jakaś grupa społeczna uznała, że pomnik ku czci poległych, to miejsce doskonałe, by zamienić go w... publiczną toaletę!

20180728az3Nie można powiedzieć, że od mojego ostatniego pobytu w tym miejscu nic się nie zmieniło, bo z jednej strony ktoś nawozi ziemię, by zmienić topografię terenu, a z drugiej powstaje osiedle domków jednorodzinnych. Czy jednak ktokolwiek zobowiązał dewelopera do uporządkowania terenu wokół pomnika, raczej nie wiadomo.

20180728az4Zresztą sam monument też jest w fatalnym stanie i chyba nikt nie zajmował się jego stanem od czasu postawienia go przez austro-węgierskie ministerstwo wojny. To znaczy zajmowano się, bo próbowano zniszczyć symbole korony habsburskiej, ale całość jest spękana i zasadzie już dawno powinna zostać poddana zabezpieczeniu i konserwacji. Stan monumentu i jego otoczenia świadczy o braku zainteresowania lub bezsilności władz lokalnych.

A najbardziej zaskakujący jest fakt, że wszystko to dzieje się zaledwie kilkanaście kilometrów od Rynku Głównego miasta, którego część mieszkańców wręcz celebruje swą galicyjskość i tradycje Austro-Węgier! Może w związku z przypadającą w tych dniach 104 rocznicą wybuchu pierwszego światowego konfliktu zbrojnego warto zorganizować grupę wolontariuszy, którzy choć posprzątają bezpośrednie otoczenie pomnika, a służby miejskie zlikwidują porzucone wokół śmieci?

adamzyzmanAdam Zyzman

Kraków, 21 lipca 2018 roku

List otwarty do Szanownego Pana dr. Michaela Großa
Konsula Generalnego Niemiec w Krakowie

Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, stanowczo protestuję przeciwko ingerencji przewodniczącej niemieckiego Federalnego Trybunału, pani Bettiny Limperg w wewnętrzne sprawy mojego kraju i wspieranie byłej I przewodniczącej polskiego Sądu Najwyższego, Małgorzaty Gersdorf w jej antyrządowym i antypolskim postępowaniu. Szczególne oburzenie budzi wypowiedź pani Bettiny Limperg, w której mówi ona, że Niemcy, jako sąsiad mojego kraju, czują się odpowiedzialne za to, co dzieje się w Polsce! I mówi to zdając sobie sprawę, z tego, że zmiany przeprowadzane w polskim sądownictwie nie odbiegają od tego co Republika Federalna Niemiec przeprowadziła dwadzieścia kilka lat temu na terenie byłej NRD.

Przypominam, że przez blisko 1000 lat, każda sytuacja, gdy Niemcy próbowały ”wziąć odpowiedzialność” za to co dzieje się na ziemiach polskich kończyło się tragicznie dla Polaków. Dotyczy to zarówno udziału Niemiec w rozbiorach Rzeczypospolitej Obojga Narodów w wieku XVIII, polityki Niemiec wobec Polaków mieszkających na ziemiach polskich w wiekach XIX i XX, i ich stałe prześladowania („Niemiec bije polskie dzieci” – słowa polskiej poetki Marii Konopnickiej o aktach prześladowania Polaków we Wrześni w latach 1901 – 1902). Ale najtragiczniejsze skutki „odpowiedzialności Niemców za Polskę” Polska i Polacy ponieśli w latach 1939 – 1945, gdy zostały zamordowane przez Niemców ponad 3 mln. obywateli polskich, zrabowane i zniszczone polskie dzieła sztuki i kultury, których większości nie odzyskaliśmy do dnia dzisiejszego, zniszczona została polska gospodarka, a symbolami niemieckiej odpowiedzialności za Polskę i niemieckiej kultury, w tym kultury prawnej, są pozostałości niemieckich obozów śmierci i kominy krematoriów! To właśnie, dla przeciętnego Polaka, są skutki „niemieckiej odpowiedzialności za Polskę” i dlatego w zdecydowanej większości Polacy nie życzą sobie jakichkolwiek prób przyjmowania odpowiedzialności za nasz kraj przez jakiekolwiek instytucje niemieckie!

Mam nadzieję, że zostanę zawiadomiony, że pani przewodnicząca Bettina Limperg została poinformowana przez Pana o odbiorze jej wypowiedzi w Polsce, jako groźbie ze strony instytucji państwa niemieckiego, że znów Niemcy tradycyjnie gotowi są przyjść tutaj, by mordować i rabować Polaków oraz budować obozy koncentracyjne i krematoria, a wstępem do tego są już wystąpienia niemieckich polityków w obronie polskich zdrajców narodu, tak jak w 1939 roku „występowali w obronie” swych agentów mieszkających na terytorium Polski! Chciałbym bowiem, by pani Bettina Limperg zrozumiała, że swym nieodpowiedzialnym wystąpieniem cofnęła porozumienie narodów polskiego z niemieckim o kilka dziesięcioleci. Nie mówię o deklaracjach polityków, ale przekonaniu przeciętnego obywatela, który po raz kolejny został utwierdzony w przekonaniu, że istota niemieckości, to antypolonizm i dążenie do panowania nad całą Europą! Bez względu na jaką ideę się Niemcy aktualnie powołują – Rzymskiego Cesarstwa Narodu Niemieckiego, Kulturkampftu, nazizmu, czy tzw. wartości europejskich, które w rzeczywistości są antywartościami! Bez względu na to kto stoi na ich czele – Henryk V, Bismark, Wilhelm, Hitler, czy frau Merkel! Tak, Polacy dobrze sobie zdają sprawę, że gdyby nie inspiracja kanclerz Merkel nie byłoby ataków na Polskę na forum Unii Europejskiej! I warto by pani Limperk miała świadomość skutków swej wypowiedzi!

Z poważaniem, Adam Zyzman – bratanek polskiego jeńca, który, zgodnie z niemiecką praworządnością i niemieckim przestrzeganiem prawa międzynarodowego, został zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym.

Prof. dr hab. Andrzej Zoll
Przewodniczący Komisji do spraw etyki w nauce PAN
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1 00-901 Warszawa

Warszawa, 12 czerwca 2018 r.

Szanowny Panie Profesorze,
W Gazecie Polskiej Codziennie z dnia 28 maja br., znalazła się jako temat dnia poniższa informacja

listdopkepan

(BARBARZYŃCA! SPOŁECZEŃSTWO / Wojciech Jabłoński, dr politologii UW, ogłosił na Twitterze akcję oddawania moczu na pomnik Smoleński. Obiecał obecność kamer zagranicznych mediów i bezkarność: "Grozi nam jedynie grzywna za oddawanie moczu w miejscu publicznym".)

którą znależć można i w innych mediach zarówno drukowanych jak i elektronicznych. Wynika z niej, że dr Wojciech Jabłoński z UW publicznie nawołuje do publicznego znieważania pomnika upamiętniającego śmierć 96 ofiar Katastrofy Smoleńskiej.

Rektor UW Marcin Pałys w odpowiedzi na list w tej sprawie stwierdził, że –
Wielokrotnie już wyjaśnialiśmy wszystkim mediom, że p. Jabłoński od 2016 r. nie jest naszym pracownikiem” oraz, że „To smutne, bo wygląda na to że wprowadzili w błąd także Panów”.

Jak widać przedmiotem smutku Rektora UW nie jest zachowanie dra Wojciecha Jabłońskiego, lecz jedynie nieskuteczność informacji, iż od 2016 nie jest on pracownikiem UW. Skądinąd ze strony UW nie pojawiła się żadne potępienie ani inicjatora ani samej akcji zaproponowanej przez wieloletniego pracownika UW.

Szanowny Panie Profesorze, kieruje Pan Komisją ds. etyki w nauce Polskiej Akademii Nauk, a więc ciałem, które swą jurysdykcją obejmuje wszystkich pracowników nauki i stoi na straży Kodeksu Etyki Pracownika Naukowego uchwalonego przez Zgromadzenie Ogólne Polskiej Akademii Nauk w dniu 1 grudnia 2016 r. Właśnie w Preambule do tego kodeksu czytamy:

Kodeks etyki pracownika naukowego opiera się na podstawowych zasadach etyki, uznanych w naszym kręgu kulturowym za naturalne i powszechnie obowiązujące. Uznanie tych zasad zostało przyjęte jako fundament, bez potrzeby analizy źródła tego przeświadczenia. Za podstawowe zasady etyki uznaje się tu poszanowanie godności człowieka oraz życia we wszystkich jego przejawach, prawdomówność, uczciwość, obowiązek przestrzegania przyjętych zobowiązań oraz uznanie prawa do wolności przekonań i prawa własności. Strażnikiem w sprawach etycznych danej osoby jest sumienie, natomiast ocena faktów i czynów zewnętrznych naruszających dobra innych osób podlega osądowi wiarygodnych gremiów”.

Wierząc, że kierowana przez Pana Komisja ds. etyki w nauce stanowi właśnie „wiarygodne gremium” zwracamy się z prośbą o osąd etyczny akcji zainicjowanej przez doktora Wojciecha Jabłońskiego jak też osąd samego inicjatora. Wobec braku reakcji ze strony Uniwersytetu Warszawskiego jedynie publiczny osąd tych wydarzeń przez Komisję ds. etyki w nauce może zdjąć odium hańby, jakie pada na wszystkie oficjalne instytucje nauki polskiej z tytułu ich milczącego przyzwolenia na zdziczenie obyczajów wśród pracowników nauki.

Do wiadomości
1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
2. Premier Rządu Rzeczypospolitej Polskiej
3. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego
4. Prezes Polskiej Akademii Nauk
5. Rektorzy wyższych uczelni

Podpisało 67 niżej wymienionych pracowników nauki / Za zgodność podpisów – Piotr Witakowski

Podpisy:

1. Dr hab. inż. Piotr Witakowski, emeryt. prof. AGH
2. Prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
3. Prof. dr hab. Lucjan Piela,
4. Dr Ryszard Kopiecki, absolwent i wieloletni wykładowca UW
5. Dr hab. Leszek Stolarczyk, prof. UW
6. Prof. dr hab. Włodzimierz Klonowski
7. Prof. zw. dr hab. Mariusz Ziółkowski
8. Prof. dr hab. inż. Grzegorz Eugeniusz Jemielita
9. Prof. dr hab. Witold Daniel Dobrowolski, Instytut Fizyki PAN
10. Prof. dr hab. Ludwik Dobrzyński, Narodowe Centrum Badań Jądrowych
11. Dr hab. Marek Gutowski, adiunkt w Instytucie Fizyki PAN
12. Dr hab. Inż. Zbigniew Gajek, prof. INTiBS PAN, Wrocław
13. Prof. dr hab. Artur Terzyk - Wydział Chemii UMK w Toruniu
14. Dr hab. inż. Jerzy Głuch prof. nadzwyczajny Politechniki Gdańskiej
15. Prof. dr hab. Sławomir Szymański, profesor emerytowany, Instytut Chemii Fizycznej PAN
16. Dr hab. Piotr Tomczak, prof. UAM
17. Prof. dr hab. Tadeusz Jasudowicz, emeryt. prof. WPiA UMK
18. Prof. dr hab. Grzegorz Gładyszewski
19. Dr hab. Grzegorz Musiał, prof. UAM i WSKSiM
20. Prof. dr hab. Andrzej Borzymowski, emerytowany profesor Politechniki Warszawskiej.
21. Dr hab. Marek Wolf, prof. ndzw. UKSW
22. Dr hab. Wit Foryś, UJ, AGH
23. Prof. dr hab. Maria Korytowska
24. Dr n. hum. Marek Mariusz Tytko, pedagog, historyk sztuki, Uniwersytet Jagielloński, Kraków,
25. Mgr Barbara Stanisława Tytko, psycholog kliniczny, Kraków.
26. Profesor Stanisław Mikołajczak, Przewodniczący AKO Poznań
27. Mgr inż. Mariusz Klapper, emeryt, AKO Kraków
28. Prof. dr hab Stefan Sokołowski
29. Dr hab. inż. Ryszard Golański
30. Prof. dr hab Zbigniew Czarnocki
31. Prof. zw. dr hab. med. Lech Torliński
32. Prof. zw. dr hab. inż. Jacek F. Gieras, IEEE Fellow
33. Dr Mirosław Boruta, socjolog, Uniwersytet Pedagogiczny, Kraków
34. Dr Elżbieta Morawiec
35. Dr hab. inż. Andrzej Pfitzner, prof. PW
36. Prof. dr hab. Krzysztof Cena, AKO Kraków
37. Mgr Irena Gąsior
38. Dr hab. Jacek Wójcik
39. Prof. zw. dr hab. inż. A.Korbel
40. Dr hab. Adam Korytowski, emerytowany prof. n. AGH
41. Prof. dr hab. Łukasz Kaczmarek, prof. zw. w Instytucie Farmaceutycznym
42. Prof. dr hab. inż. Andrzej Stepnowski, prof. zw. Politechniki Gdańskiej
43. Prof. dr hab. inż. Janina Milewska-Duda
44. Prof. Jerzy Konior, Instytut Fizyki UJ
45. Prof. dr hab. inż. Jacek Rońda
46. Prof. dr hab. inż. Kazimierz Flaga , dr h.c. multi Rektor Politechniki Krakowskiej w latach 1996-2002
47. Dr inż. Andrzej Augustynek
48. Prof. zw. dr hab Zbigniew Jelonek
49. Dr hab. inż. Wojciech Fabianowski, Politechnika Warszawska
50. Prof. dr hab. Robert Gałązka, czł. rzeczywisty PAN, prof. zwyczajny w Instytucie Fizyki PAN.
51. Dr hab. Barbara Marczuk, UJ
52. Mgr inż. Andrzej Ossowski
53. Dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański, em. pracownik naukowy AGH
54. Prof. zw. dr hab. Maria Dzielska, em. UJ
55. Dr med. Andrzej Przybyszowski, em. ordynator Chirurgii Szpitala Specj. w Nowym Sączu
56. Prof. dr hab. inż. Andrzej Flaga, wykładowca na Politechnice Krakowskiej
57. Prof. dr hab. Romuald Lemański
58. Prof. dr hab. inż. Bolesław Pochopień, przewodniczący AKO Katowice
59. Prof. zw. dr hab. inż. Zdobysław Flisowski, emeryt Politechniki Warszawskiej, b. minister Edukacji Narodowej
60. Dr Janusz Kamocki, emeryt, etnograf, wieloletni wykładowca na UMCS i U.Śl.
61. Dr inż. Adam Kisiel, redaktor naczelny Tygodnika Rodzin Katolickich "Źródło"
62. Prof. dr hab. Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz, Wydział Fizyki UAM.
63. Dr inż. Marek Maj - adiunkt na Wydziale Budownictwa Politechniki Wrocławskiej i prezes Stowarzyszenia Koinonia Jan Chrzciciel
64. Dr hab. inż. Andrzej Ubysz - profesor nadzw. na Wydziale Budownictwa Politechniki Wrocławskiej
65. Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński – KUL
66. Prof. dr hab. inż. Krzysztof Fitzner, emerytowany prof. zwyczajny, AGH w Krakowie
67. Dr hab. inż. Jerzy Z. Sobolewski, emeryt. prof. PW

Kraków, 7 czerwca 2018

Prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej
Prof. dr hab. Leszek Żukowski
00-108 Warszawa, ul. Zielna 39

pokinnowePorozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie jest zaniepokojone faktem zajmowania najwyższych stanowisk w otoczeniu Pana Prezesa, czyli w Prezydium Zarządu Głównego ŚZŻAK przez wieloletnich członków PZPR, wyższych oficerów LWP, agenta WSW, czy członka najwyższych władz PRL będącego w jednej organizacji z wysokimi rangą przedstawicielami PZPR, w tym generała z WRON.

Te fakty są dokładnie opisane przez dr. hab. Sławomira Cenckiewicza, dyrektora Wojskowego Biura Historycznego, w artykule „Światowy Związek Żołnierzy…PRL” w najnowszym numerze tygodnika „Do Rzeczy”.

Nasze Porozumienie skupia organizacje kombatanckie i niepodległościowe, a warunkiem uczestnictwa w nim jest niekomunistyczny rodowód danego stowarzyszenia. Do tej pory uważaliśmy ŚZŻAK za organizację głęboko patriotyczną, odcinającą się od jakichkolwiek związków z PRL i z ludźmi tworzącymi komunistyczny system. Chcielibyśmy tak dalej uważać.

Z treści artykułu wynika, że wiceprezes Związku ds. organizacyjnych Marek Cieciura to wieloletni członek i sekretarz PZPR donoszący na sąsiada, sekretarz Zarządu Głównego ŚZŻAK Ryszard Dorf był od najmłodszych lat zaangażowany w działalność komunistyczną, w pełni wcielając w życie tę ideologię, a także tajnym współpracownikiem WSW. Obniża to zaufanie do obecnych władz Waszego Związku. Poza tym wszystkim takie osoby zgodnie z §12. Statutu nie mogą być członkami ŚZŻAK. Takich informacji jest w artykule o wiele więcej.

Chcielibyśmy mieć jak najlepszą opinię o Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Dlatego apelujemy o udzielenie nam pełnej odpowiedzi na zarzuty podniesione przez dr. hab. S. Cenckiewicza. Mamy nadzieję, że Pan Prezes podejmie właściwe decyzje i zgodnie ze Statutem dokona niezbędnych zmian personalnych w Prezydium i w innych strukturach organizacji.

Przewodniczący Porozumienia, Krzysztof Bzdyl
Sekretarz Porozumienia, Edward Wilhelm Jankowski

Kraków, 24 maja 2018 roku

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński
Premier Rządu Mateusz Morawiecki

pokinnoweDotyczy: protestu rodziców i niepełnosprawnych

Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie w trosce o dobro Państwa Polskiego oraz o los protestujących osób niepełnosprawnych i ich opiekunów wzywa do zakończenia protestu w budynku Sejmu, który nigdy nie powinien być miejscem okupowanym przez kogokolwiek.

Długotrwała okupacja na pewno nie przysparza sympatii protestującym, którzy okazują zdecydowaną wrogość wobec obecnego rządu. Protest w sprawie poprawy warunków bytowych dla niepełnosprawnych staje się coraz bardziej polityczny mimo zaprzeczeń jego liderów.

Państwo nie może okazywać słabości i bezsilności wobec kilkunastu osób chcących zablokować Sejm. Pokazywanie jakiejkolwiek grupie społecznej, że może być bezkarna, mimo łamania prawa, nie wróży niczego dobrego Polsce.

Jako weterani walk o Niepodległą Polskę wzywamy protestujących do natychmiastowego opuszczenia Sejmu. Równocześnie apelujemy do władz o udzielenie im pomocy w zmianie miejsca protestu. Nikt nie zakazuje nikomu prowadzenia rozmów z rządem, a także protestowania w takiej lub w innej formie ale może się to odbywać w innym publicznym miejscu.

Panie Marszałku, jeszcze raz, apelujemy o przywrócenie normalności w Sejmie.

Przewodniczący Porozumienia, Krzysztof Bzdyl
Sekretarz Porozumienia, Edward Wilhelm Jankowski

Kraków, 10 maja 2018 roku

Prezydent RP
dr Andrzej Duda
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa

pokinnowePorozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych apeluje do Pana o podjęcie takiego działania, które ochroni weterana walk o Niepodległą Polskę i więźnia politycznego z lat PRL od skutków bezprawia sądowego. Doszło do niego w sprawie o sygn. akt : II K 1561/16/S, w której uczestniczył w charakterze przedstawiciela społecznego prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej Krzysztof Bzdyl, zarazem nasz specjalny obserwator.

Prokuratura oskarżyła dwu weteranów walk o Niepodległą Polskę o przestępstwo z art. 212 par. 1 kk, czyli o zniesławienie prokuratora Waldemara Krigera, obrońcę bolszewickiego pomnika. Jednym z oskarżonych był więzień polityczny z lat PRL Stanisław Tatara. Proces odbywał się w Sądzie Rejonowym dla Krakowa – Śródmieścia i prowadzony był przez sędzię Małgorzatę Rokosz w skandaliczny sposób. Był to piętnasty już proces, z serii procesów, które toczą się od 2015 r. za doprowadzenie do usunięcia w listopadzie 2014 r. śmiecia sowieckiego, zwanego przez komunę pomnikiem chwały Armii Czerwonej, z Alei Wolności w Nowym Sączu. Wszystkie poprzednie procesy zostały wygrane przez patriotów.

W odpryskowym procesie prokurator Waldemar Kriger oskarżył patriotów, że w innym procesie w sądzie okręgowym w Nowym Sączu, sygn. akt II Kz 275/15 w dniu 16.02.2016 wyrażali wątpliwości co do jego wiedzy prawniczej i stanu umysłowego, kiedy oskarżał ich o znieważenie symbolu zbolszewienia miasta Nowy Sącz. Jako majestat królewski uważał bowiem, że podlega większej ochronie niż Prezydent RP. Premier Mateusz Morawiecki mówił o sądach, że gniją i ta sprawa jest doskonałym przykładem tego. Ten proces pokazywał, że można proces prowadzić brutalniej niż w stanie wojennym, kłamiąc, łamiąc prawo, prowadząc własną działalność ustawodawczą, tzn. wymyślając nieistniejące artykuły kodeksu karnego, uniemożliwiając podjęcie obrony oskarżonym i uniemożliwiając przedstawicielowi społecznemu wykonywanie obowiązków.

Sędzia Rokosz utajniła sprawę łamiąc art. 45 pkt 2 Konstytucji RP, bo jak stwierdziła Konstytucja ją nie interesuje, bo ona ma inne przepisy. Na salę sądową i korytarz wprowadziła szereg policjantów. Wykazała się również arogancją, brakiem kultury sądzenia i widoczną pogardą do sądzonych, i do przedstawiciela społecznego.

Po tak ogromnym naruszeniu prawa wydała w dniu 12.10.2017 wyrok, który w opinii przedstawiciela społecznego i obu skazanych jest zwykłym bezprawiem sądowym, a przez to wyrokiem nieważnym. Publiczność zebrana na sali sądowej oceniła to tak samo i przyjęła odczytany wyrok skandowaniem haseł skierowanych wobec sędzi Rokosz – cyt. „Na Białoruś” i „Sąd pod sąd”. I to był osąd Ławy Przysięgłych o jakości pracy sędziego i samego wyroku. Na co sędzia Rokosz potrafiła sprowadzić 20 policjantów, którzy wynosili na korytarz patriotów.

Ale to nie był koniec bezprawia sądowego, bo sędzia Rokosz kiedy skazani weterani walk o Niepodległą Polskę zwrócili się na druku sądowym o wydanie odpisu wyroku wraz z uzasadnieniem, odmówiła tego, bo jak napisała nie było wystarczająco szczegółowo opisane czego chcą. Wg niej należało zawrzeć w piśmie informacje, czy chcą całego wyroku, czy część wyroku i którą część wyroku chcą otrzymać. Zaznaczyć należy, że weterani wypełnili dokładnie druki sądowe, które otrzymali w informacji sądowej. Ale wg sędzi Rokosz, te druki były wadliwe i za to odpowiadają skazani weterani. Jest to wymóg nie spotykany. Jeżeli nawet prawo na takie bezprawie pozwala, to czy należy robić idiotów ze skazanych. Bo tak się poczuli. W każdym razie były więzień polityczny Stanisław Tatara po otrzymaniu odmowy wydania odpisu wyroku napisał i złożył Apelację. Ta Apelacja została odrzucona, a pretekstem stało się nie wymienienie jaką część odpisu wyroku chce otrzymać.

Na to karygodne bezprawie w trakcie prowadzenia sprawy i po zakończeniu, przedstawiciel społeczny złożył 30 skarg do kolejnych instancji sądowych i wielokrotnie do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Odpowiedzi ze strony wszystkich instancji sądowych były zwykłym biurokratycznym bełkotem. które można streścić w krótkim zdaniu „sędzia sam sobie stanowi prawo i nie odpowiada za bezprawie przed nikim. W ramach tej niezależności, więźnia politycznego z lat PRL Stanisława Tatarę lat 73 pozbawiono prawa do Apelacji zawartego w Konstytucji III RP w art. 176.1, który stanowi: „Postępowanie sądowe jest co najmniej dwuinstancyjne”. Kasta Nadzwyczajna takimi drobiazgami się nie przejmuje. Tym sposobem bezprawie sądowe stało się prawomocne. Konstytucyjne prawo Stanisława Tatary do co najmniej dwuinstancyjnego postępowania zostało odebrane, a haniebny wyrok się uprawomocnił. Nadzwyczajna kasta znalazła kolejny paragraf na polskiego bohatera.

Sąd Rejonowy dla Krakowa – Śródmieścia, II Wydział Karny wezwał pana Stanisława Tatarę do uiszczenia opłat sądowych, których weteran walk o Niepodległą Polskę nie zapłaci, bo tym samym wyraziłby zgodę na absurd i nikczemność sądową. Jeżeli Pan Prezydent nie podejmie skutecznej interwencji, to więzień polityczny z lat PRL znajdzie się powtórnie w więzieniu, 36 lat później, za to samo, tylko, że będzie to w Niepodległej Polsce.

Dlatego Porozumienie apeluje do Pana Prezydenta o podjęcie takich działań, które zlikwidują skutki podłego, ale prawomocnego już wyroku. Pan Prezydent zadbał o zdrajców i agentów Moskwy, którzy tworzyli WRON, poprzez zawetowanie ustawy degradacyjnej. Mamy nadzieję, że Pan Prezydent równie gorliwie będzie bronił weteranów walk o Niepodległą Polskę.

Przewodniczący Porozumienia, Krzysztof Bzdyl
Sekretarz Porozumienia, Edward Wilhelm Jankowski

Anna Dąbrowska*

Wszystko co mówi i pisze Adam Mazguła jest widomym świadectwem, jak bardzo mają wyprane z pozytywnych uczuć mózgi, oficerowie z sowieckiego nadania i po stosownych, tej samej firmy szkołach.

Nienawiść do Polski prawej, niepodległej i katolickiej, patriotów, kościoła i Pana Boga, dowodzi ogromnych okaleczeń emocjonalnych. Można współczuć Mazgule, jako człowiekowi, ale trzeba się go obawiać, jako obywatela.

20180518adksdJego wpisy, to pożywka dla agresywnego lewactwa i wszelkiej maści pełniących obowiązki Polaków. Przyzwolenie na zalewanie przestrzeni internetowej fekaliami, które produkuje jego umysł, jest zgodą na szerzenie nienawiści i budowanie frontu antypolaków. To może owocować w przyszłości całą armią Cybów. I nie będzie wcale śmieszno a jedynie straszno.

Poniżej próbka możliwości Mazguły z jego niedawnego, wyjątkowo ohydnego FBowego wpisu:

„Pierwsze komunie, wiosna, miłości to chwile,
cieszą się dzieci, rodzice, czekają pedofile”.

Dalej jest tylko gorzej.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5633-pulkownik-mazgula-nie-odpuszcza-wscieklosc-nienawisc-prowokacja

elzbietaserafinElżbieta Serafin

27 kwietnia 2017 roku sędzia Sądu Rejonowego w Krakowie Przemysław Wypych wydał wyrok na niezależnego dziennikarza Józefa Wieczorka za udostępnienie na platformie YouTube nagrania z niejawnej rozprawy, uznając go winnym i nałożył na niego karę finansową. Obrońca, mecenas Konrad Firlej zapowiedział, że złoży apelację do sądu wyższej instancji. I złożył, lecz dziennikarz musiał czekać dokładnie rok, by wreszcie rozprawa się odbyła. 4-krotnie zmieniano termin. A tymczasem w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie trwały aresztowania urzędników z powodu odkrytej afery korupcyjnej.

jozefwieczorek1es26 kwietnia 2018 roku spotkaliśmy się w Sądzie Okręgowym w Krakowie na rozprawie apelacyjnej. Jednak sala, którą przydzielono była zbyt mała, by pomieścić licznie przybyłą publiczność zainteresowaną sprawą dziennikarza, społecznika, wielkiego patrioty, który od lat pracuje pro publico bono dokumentując ważne wydarzenia. Film, który udostępnił na YouTube, za który jest ciągany po sądach dotyczył Adama Słomki i pokazywał przebieg rozprawy apelacyjnej wniesionej przez prokuraturę, która nie zgadzała się z wyrokiem sądu, który uniewinnił od ciężkiego zarzutu - namawiania gangsterów do zabójstwa sędziego - kandydata na prezydenta RP Adama Słomkę. Nie wiemy dlaczego, mimo protestów Adama Słomki sędzia usunęła wtedy publiczność z sali i próbowała utajnić proces, lecz po jego naleganiach pozwoliła mu rejestrować kamerą przebieg rozprawy. Dobrze się stało, że Józef Wieczorek to pokazał, bo to jest bardzo ważny dokument obrazujący zachowanie tych, którzy uważają się za lepszą kastę - widać tam ich ignorancję, lekceważenie ludzi. Podczas rozprawy apelacyjnej 26 kwietnia 2018 roku obrońca oskarżonego dziennikarza Konrad Firlej złożył wniosek o przeniesienie rozprawy do większej sali, ze względu na szacunek dla licznie zgromadzonej publiczności, żeby w sposób godny, cywilizowany wysłuchiwać wystąpień również i sądu, i prokuratora. Sędzia uwzględniła wniosek i zarządziła półgodzinną przerwę, by znaleźć odpowiednią salę. Jednak tak dużej sali, by pomieściła te 40 - 50 osób w tym dniu już nie było i rozprawę przeniesiono na dzień następny. Pod budynkiem sądu Adam Słomka (KPN - Niezłomni) wspomniał jak doszło do tej rozprawy, tego sądu nad dziennikarzem. Józef Wieczorek stwierdził, że było to czwarte podejście do tej rozprawy z winy sądu, poprzednie 3 się nie odbyły, były przekładane, zawsze przed wyznaczonym terminem sędzia zaczynała chorować. Rozprawa była przewidziana na 1.45 minut. Nie było wyznaczonych dodatkowych świadków, prawdopodobnie będzie czytanie odwołania od tamtego wyroku, apelacja adwokata była kilkustronicowa, moja kilkunastu, Centrum Monitoringu Wolności Prasy też napisało swój protest wobec tamtego wyroku, nie wiem jaki będzie wyrok, trudno go przewidzieć - mówił dziennikarz.

jozefwieczorek2es27 kwietnia 2018 roku sędzia Urszula Gubernat odczytała wyrok Sądu Rejonowego, w którym sędzia Przemysław Wypych skazał dziennikarza na karę grzywny za udostępnienie na YouTube nagrania z procesu, po czym oznajmiła, że wyrok został zaskarżony w całości na korzyść oskarżonego przez jego obrońcę. Odczytała też apelację Józefa Wieczorka z 4 lipca 2017 roku, który prosił o uchylenie wyroku i przekazanie rozprawy do ponownego rozpoznania, a także pismo Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Warszawie z 22 marca 2018 roku popierające w pełni apelację wniesioną przez obrońcę oskarżonego. Obrońca dziennikarza, mecenas Konrad Firlej, zwrócił uwagę na sposób w jaki oceniał dowody w sprawie sędzia Sądu Rejonowego Przemysław Wypych. Stwierdził, że niezbędne będzie wrócić do genezy samego postępowania i odnieść się do sprawy z 13 marca 2015 roku, kiedy przed Sądem Okręgowym zawisła sprawa odwoławcza. Sędzia usunęła wtedy publiczność z sali, mówiąc, że rozprawa będzie niejawna, nie informując ludzi należycie na jakiej podstawie i dlaczego to robi. Zacytował zdanie z uzasadnienia wyroku sędziego Wypycha, że sędzia (13 marca 2015) powiadomiła publiczność, że rozprawa będzie prowadzona z wyłączeniem jawności mówiąc tylko, że rozprawa odbywa się niejawnie na podstawie artykułu 357 paragraf 2 kpk. Konrad Firlej odczytał ten artykuł, po czym stwierdził, że "tutaj na tym etapie Sąd Okręgowy tylko informował, nie uchylił tu jawności, tylko informował na podstawie tego przepisu, który należy rozumieć ściśle, precyzyjnie kto może filmować czy nie filmować". Sprawa ta z 13 marca 2015 roku odbywała się na skutek zaskarżenia przez prokuraturę wyroku uniewinniającego Adama Słomkę. A oskarżono go o to, że niby miał namawiać bandytów z grupy "Krakowiaka" do napaści na sędziego. Słomka był tą osobą, którego dobre imię na podstawie przepisów dotyczących uchylenia jawności powinno być chronione, a Sąd Rejonowy zarzuca tutaj w uzasadnieniu, że oskarżony, pan Wieczorek był pod negatywnym wpływem działania pana Słomki. Publiczność zareagowała na to śmiechem. Mecenas Firlej wskazuje jak sędzia subiektywnie, dowolnie oceniał dowody. Zwrócił uwagę na zachowanie prokuratury, która zaskarżyła wyrok uniewinniający Adama Słomkę, a sąd nie uwzględnił tego, że Adam Słomka domagał się, by rozprawa była jawna i że nie obawiał się, że zostanie naruszone jego dobre imię, cześć czy jakieś inne dobra osobiste. Obrońca stwierdził, że prokuratura powinna działać w interesie publicznym, czyli nie tylko w interesie wymiaru sprawiedliwości, ale także ludzi, którzy stoją po drugiej stronie prokuratora, a prokurator jest nie tylko po to, żeby żądać ukarania, jest również od tego, żeby już na etapie postępowania oceniał stopień szkodliwości społecznej i tam, kiedy szkodliwości społecznej obiektywnie nie można się dopatrzyć, to po prostu trzeba odstąpić. Ale sprawa zapoczątkowana przez prokuraturę dotyczy czegoś innego dzisiaj, dotyczy wolności słowa, dostępu do informacji, tu chodzi o pewną zasadę: wolno czy nie wolno. Zaznaczył, że trzeba zweryfikować praktyki co do stosowania artykułów mówiących o uchyleniu jawności postępowania, co według niego jest najważniejszą sprawą w tym postępowaniu, a dziś przede wszystkim należy mówić o faktach, o tym czy dziennikarz miał dobry słuch, słyszał czy nie, bo tu dowody przemawiają jednoznacznie za panem Wieczorkiem - nie słyszał. Udostępnienie tego filmu z 2015 roku nie wywołało żadnych negatywnych skutków, a wszystkie wątpliwości tłumaczy się na korzyść oskarżonego. Należy wnosić tak jak w apelacji o uniewinnienie w całości w miarę uchylenia wyroków i tak jak w apelacji, tam wnosiłem na piśmie, poza tym rozszerzam jeszcze o wniosek o opłacenie kosztów zastępstwa procesowego obrony za pierwszą i drugą instancję - zakończył swoją wypowiedź obrońca dziennikarza. Dostał gromkie brawa.

jozefwieczorek3esProkurator Bogdan Świątkowski uważa, że skoro dziennikarz Józef Wieczorek jest fachowcem to, cytuję: "...wyłączenie jawności rozprawy dla pana Wieczorka jest jednoznaczne z konsekwencjami związanymi z tym, że będzie ujawnione to, co na sali z wyłączeniem jawności się wydarzyło". W pełni zgadza się ze wszystkim, co zasądził sędzia Przemysław Wypych, dziennikarz jest winny, musi ponieść karę, wszystko w przepisach mu się zgadza, prosi sąd, by utrzymał wyrok w mocy i nie uwzględnił apelacji. I znów prokurator się nie wysilił, nie sięgnął uczciwie do dna całej sprawy. Mecenas Firlej tłumaczy mu, że nikt świadomie nie będzie naruszał przepisów, zwłaszcza taka osoba jak doktor Józef Wieczorek i skoro doktor Wieczorek umieścił to na YouTube, to znaczy, że działał ze świadomością, że nie narusza żadnego przepisu, bo jawność nie była uchylona skutecznie wobec niego. A jeśli film był tak niebezpieczny, tak karygodny, to co prokuratura zrobiła, żeby domagać się zniesienia tej informacji? Nic. Ani sąd ani prokuratura nie starali się, by usunąć tę informację z YouTube. Prokuratura tu nie widziała nic złego, nic niebezpiecznego, żadnej szkodliwości społecznej.

jozefwieczorek4esOskarżony dziennikarz Józef Wieczorek oznajmił, że proces, gdzie został uznany za winnego prowadzony był według dawnych komunistycznych zasad, czyli dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie. My obserwatorzy to widzimy. Zarówno sędzia Wypych jak i prokurator tak działają. Józef Wieczorek twierdzi, że chodziło tu o skazanie właśnie jego, a nie wykazanie winy, bo widać to po niechlujstwie, lekceważeniu faktów z tamtej strony. Sąd ignorował to, że to inna osoba nagrała, inna umieściła, a inna jest właścicielem YouTube, do którego ani prokuratura ani sąd nie zwrócili się o usunięcie tego filmu. Zwrócił też uwagę na to, że to sądy łamiąc podstawowe zasady bardzo często korzystają z jego filmów, nigdy nie pytając go o pozwolenie, nigdy nie proponując jakiejś opłaty, choć niemieckiemu właścicielowi filmu, filmu antypolskiego "Nasi ojcowie, nasze matki" zapłacono za wyświetlanie go w czasie procesu. Polski dziennikarz, społecznik, którego filmy będąc często dowodami w sprawie ratują ludziom życie jest lekceważony, ignorowany i ciągany po sądach, a sądy nie rozumieją jak wielkie pozytywne znaczenie miało to, że ten film można do dziś na YouTube zobaczyć. W tamtym procesie z 13 marca 2015 roku Adam Słomka wielokrotnie domagał się, że chce jawnego procesu i tylko dzięki temu, że film został opublikowany jest na to dowodem. Józef Wieczorek wspomniał, że zachowanie wymiaru niesprawiedliwości budzi konsternację, ale i oburzenie zarówno całego społeczeństwa jak i fachowców, którzy monitorują. Centrum Monitoringu Wolności Prasy też wystosowało protesty. My jesteśmy mediami społecznymi - mówił - i czasem bez tych mediów nie byłoby dokumentu, rola tych mediów jest czasem ważniejsza niż mediów publicznych. Ten cały proces rozumie jako uderzenie właśnie w te media społeczne. Krzysztof Bzdyl, który reprezentował na sali Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych stwierdził, że oskarżonym jest osoba uczciwa, społecznik, który wszystko robi dla dobra publicznego, dzięki niemu mamy lepszy i dokładniejszy obraz tego, co się w Polsce dzieje. A na tych rozprawach widać jak z uczciwego obywatela w łatwy sposób zrobić przestępcę, jak sędziowie manipulują prawem, bo raz powołują się na Konstytucję, innym razem mówią, że nie jest ważna, że mają ustawy, Kodeks Karny i Kodeks Postępowania Karnego i według tego prowadzą rozprawy. Mówił, że wymiar sprawiedliwości powinien być transparentny, a pokazywanie spraw sądowych służy wymiarowi sprawiedliwości, sędziowie nie powinni się wstydzić tego jak prowadzą rozprawę. Na procesie Adama Słomki był mężem zaufania i dokładnie widział jak zachowywała się sędzia, jak kazała ludziom opuścić salę i jak w końcu pozwoliła Adamowi Słomce filmować tamten proces. By usunąć publiczność z sali wezwała ileś plutonów policji i jak zauważył, takie zachowanie się sędziów wzbudza podejrzenie, że sędzia może chce coś ukryć, traci wiarygodność. Kiedy podczas rozprawy Józefa Wieczorka ten "tajny" film kilkadziesiąt osób oglądało na korytarzu sądu, nikt ani sędzia, ani żaden urzędnik nie potraktował tego jako przestępstwo, a oglądających jako przestępców. Stwierdził też, że dzięki temu, że Józef Wieczorek filmuje uroczystości patriotyczne ludzie są patriotami, mają więcej wiedzy o tym jak działa państwo polskie, jak działa wymiar sprawiedliwości i należałoby mu tu podziękować i może jakby prokuratura musiała płacić za stracony przez nas wszystkich czas i ze swojej pensji prokurator, to mielibyśmy wymiar sprawiedliwości, z którego ludzie by się cieszyli. Nastąpiła przerwa w rozprawie, po której sędzia odczytała treść wyroku: "Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Sąd Okręgowy w Krakowie po rozpoznaniu dzisiejszym sprawy Józefa Wieczorka oskarżonego o przestępstwo z artykułu 241 paragraf 2 Kodeksu Karnego na skutek apelacji wniesionej przez obrońcę oskarżonego od wyroku Sądu Rejonowego dla Krakowa - Krowodrzy w Krakowie z dnia 27 kwietnia 2017 roku, sygnatura akt 2k360/16/k, na zasadzie artykułu 437 paragraf 1 kpk zaskarżony wyrok zmienia w ten sposób, że na podstawie artykułu 414 par. 1 kpk w związku z artykułem 17 punkt 2 kpk oraz artykułem 632 punkt 2 kpk uniewinnia oskarżonego Józefa Wieczorka od przypisanego mu w wyroku czynu, tj. ustęp z art. 241 par. 2 kk. Kosztami procesu za obie instancje obciąża Skarb Państwa. Zasądza od Skarbu Państwa na rzecz oskarżonego Józefa Wieczorka kwotę 840 złotych z tytułu zwrotu wydatków związanych z udziałem jego obrońcy z wyboru w postępowaniu przed sądem drugiej instancji". Na sali rozległy się oklaski. Potem słuchaliśmy długiego uzasadnienia, którego tylko ważniejszy fragment zacytuję: "Analiza zgromadzonych w sprawie dowodów wyraźnie wskazuje, iż przewodnicząca składu orzekającego przeoczyła pouczenie o skutkach niedopełnienia obowiązku zachowania w tajemnicy okoliczności ujawnionych na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności, w tym odpowiedzialności karnej z art. 241 par. 2 kk. Zatem nie wydaje się za trafny pogląd sądu orzekającego, że osoby z grona publiczności, w tym oskarżony Józef Wieczorek, winny mieć świadomość konsekwencji prawnych prowadzenia rozprawy z wyłączeniem jawności. Wątpliwości w tym zakresie wynikają także z faktu, na który wskazuje w swoich wyjaśnieniach oskarżony Józef Wieczorek - wyrażenia przez sąd zgody na nagrywanie przez oskarżonego Adama Słomkę przebiegu rozprawy z wyłączeniem jawności, mimo podjętej wcześniej w tym przedmiocie decyzji odmownej, co upewniło go o legalności rejestracji i braku przeciwwskazań do publikacji nagrania. Sąd Rejonowy zaniechał zbadania czy oskarżony Józef Wieczorek miał świadomość odpowiedzialności karnej, albowiem jak wynika z uzasadnienia wyroku przyjął a priori, iż wiedzę taką posiadał z racji wykonywanego zawodu dziennikarza. Reasumując, w okolicznościach niniejszej sprawy kluczowym zagadnieniem dla rozstrzygnięcia kwestii przypisania oskarżonemu odpowiedzialności karnej była jego nieobecność podczas wygłaszania przez przewodniczącą składu orzekającego pouczenia. Sąd Odwoławczy wskazuje, iż zgodnie z art. 362 kpk przewodniczący poucza obecnych o obowiązku zachowania w tajemnicy okoliczności ujawnionych na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności i uprzedza o skutkach niedopełnienia tego obowiązku. Wbrew stanowisku sądu pierwszej instancji należy stwierdzić, że sam stan świadomości niejawności rozprawy istniejący po stronie oskarżonego nie może automatycznie prowadzić do wniosku, że oskarżony świadom był także karalności rozpowszechniania publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności. Wyrok jest prawomocny. Nie podlega zaskarżeniu w drodze zwykłych środków odwoławczych".

jozefwieczorek5esPo rozprawie, wreszcie uniewinniony dziennikarz Józef Wieczorek zwrócił uwagę na to, że znów był problem ze słyszalnością na sali, dotarło do niego, że został uniewinniony, ale czeka teraz na pisemne uzasadnienie sędzi, bo to ma znaczenie dla poznania całego procesu w jaki sposób funkcjonuje ten system sprawiedliwości, bo to co się działo na poziomie Sądu Rejonowego to był skandal, to były rozprawy prowadzone zgodnie z systemem obowiązującym w systemie komunistycznym. Problem jest taki, że sprawa dotyczy mediów, które obejmuje również np. prawo prasowe, o czym nie wszyscy wiedzą, że prawo prasowe pochodzi z roku 1984, czyli głęboko w czasach PRL, w czasach de facto wojny jaruzelsko - polskiej. Trzeba o tym pamiętać, że rok 1984 to było zaostrzanie prawa po zniesieniu formalnego stanu wojennego, bo miało zastąpić powiedzmy te wycofywane czołgi i transportery opancerzone. Natomiast do dnia dzisiejszego to prawo obowiązuje (...) i w tym prawie prasowym w jednym paragrafie mamy zgodność z Konstytucją RP, a w drugim - z Konstytucją PRL, więc z którym to prawem i z którą Konstytucją jest to zgodne. To jest poważny problem, który powinien być publicznie nagłaśniany, również przez dziennikarzy, nie tylko takich jak my.(...) W całym procesie było wiele problemów, które wymagają refleksji, obrobienia, ale też przekazania społeczeństwu, żeby wiedziało jak wygląda praca sędziów, prokuratorów, dzięki którym każdy człowiek, szczególnie ten, który robi pro publico bono jest narażony na tego rodzaju sytuacje, również na skazywanie, de facto jest zdegradowany, nie ma go w przestrzeni publicznej, staje się też przez takie skazywanie dla niektórych ludzi niewiarygodny. Dodał też, że ze względu na wiele aspektów prawnych chciałby, żeby dotarło to też do tych, którzy tworzą prawo, do tych, którzy chcą naprawiać to prawo. W wielu przypadkach możemy powiedzieć, że to wymiar niesprawiedliwości, bo jeśli został uniewinniony, to stracił na to 3 lata. Odbiło się to również na zdrowiu. 20 lat temu tu w tym sądzie również był linczowany, chciał dotrzeć do prawdy z końca PRL. 30 lat temu on wykładowca wygnany został z Uniwersytetu Jagiellońskiego bez merytorycznego uzasadnienia, na podstawie opinii anonimowego gremium. Mówi, że to były czasy politycznej weryfikacji kadr końca PRL, kiedy usuwano ludzi niewygodnych, którzy rzekomo mieli zły wpływ na młodzież. A młodzież tłumaczyła, że uczył ich m.in. samodzielnego myślenia, myślenia krytycznego, co wtedy było niewygodne w systemie opartym na bezmyślności i bezkrytyczności, co do dziś widać w postępowaniu sądów, bo Sąd Rejonowy tak się zachował. Nie da się przeprowadzić skutecznej reformy wymiaru sprawiedliwości bez skutecznej reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego, gdzie są kształcone kadry, również dla sądownictwa. Dlaczego teraz nie mówi się o pracownikach uczelni wyrzucanych w latach 80-tych, nonkonformistów, którzy do systemu nauki wprowadzali ludzi myślących i krytycznych - 30 lat temu dostał jak mówi dożywocie, kiedy został wygnany z Uniwersytetu Jagiellońskiego i do tej pory nie odzyskał wolności, wolności wykładania, nikt go nie przeprosił, natomiast głośno mówi się tylko o tych, którzy byli jakoby wygnani w 1968 roku, a tak naprawdę to wielu z tamtych powinno być sądzonych za to, co robili z ludźmi w czasach komunizmu.

jozefwieczorek6esPod budynkami sądu odbyła się krótka pikieta pod hasłami: "Żądamy dekomunizacji sądów" i "Nie ma sprawiedliwości bez jawności". Adam Słomka uznał, że warto nazwisko sędzi Urszuli Teresy Gubernat wpisać na listę przyzwoitych sędziów, bo prowadziła rozprawę odwoławczą ładnie, kulturalnie i wydała dziś przyzwoity wyrok, że można filmy z rozprawy publikować w Internecie, w przeciwieństwie do sędziego Wypycha, który skazał dziennikarza za to, że ujawnił prawdziwe oblicze służb specjalnych przeciwko nam, które chciały nas oskarżyć o wynajęcie gangsterów z gangu "Krakowiaka" w celu zabicia prezesa sądu w Katowicach. Chciała szajka proces utajnić i sędzia Wypych skazał redaktora Wieczorka. Mówi, że potrzebna jest kontrola społeczna sędziów, trzeba zrobić stronę internetową krakowską z sędziami, z opisem spraw, żeby ludzie wiedzieli co się dzieje i czego mogą się spodziewać po danym sędzi, to od razu spowoduje, że też ci sędziowie zaczną się przyzwoicie zachowywać. Krzysztof Bzdyl stwierdził m.in., że dalej sądzą sędziowie z czasów komuny. Rok 79-ty, 80-ty przeszli nieruszeni ci wszyscy, którzy bronili komunizmu jak mówił Jaruzelski, jak niepodległości, poszli dalej i tak wychowali kolejne pokolenia sędziów, a one przejęły ten sam styl wyroków opartych na kłamstwie, bezprawiu, zastraszaniu i na rozprawach, które toczyły się w trybie tajnym, bo jak sędzia kłamie, łamie prawo i chce skazać oskarżonych wbrew wszelkim dowodom, to nie może tego robić na rozprawach jawnych. Takich sędziów, którzy utajniają rozprawy jest tu więcej, np. pani Rokosz, ale też i sędzia Gubernat kilka tygodni temu usunęła ludzi z sali przy pomocy policji i utajniła rozprawę, gdzie Krzysztof Bzdyl był stroną inicjującą. Robią sprawę niejawną, no i w sposób rzeczywiście wyjątkowo stronniczy, nieuczciwy skazują tych ludzi, którzy korzystają z podstawowych praw człowieka i praw obywatelskich, bo przecież sprawa doktora Wieczorka to jest sprawa tego wyłącznie czy ludzie mają prawo znać prawdę, mają prawo znać fakty.

Pozostałe zdjęcia z obydwu dni rozprawy znajdą Państwo tutaj:
https://photos.app.goo.gl/jnb3xLGaDF4hzinU2

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni „Gazeta Wyborcza” przypuściła w swoim krakowskim wydaniu atak na prezesa Towarzystwa Parku im. doktora Henryka Jordana Kazimierza Cholewę za stawianie kolejnych popiersi w Alei (Galerii) Wielkich Polaków.

Tym razem chodzi o uhonorowanie w roku stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości 6 wybitnych postaci: Ignacego Daszyńskiego, Romana Dmowskiego, generała Józefa Hallera, Wojciecha Korfantego, generała Kazimierza Sosnkowskiego i Wincentego Witosa.

Nie wiem, co może być złego w tym, że w parku, który utworzył w 1899 roku dr Jordan w takim kształcie, aby przychodząca do niego młodzież mogła i wzmacniać ciało, i krzepić patriotycznego ducha ćwicząc między popiersiami wielkich rodaków, mają być uwiecznieni kolejni ojcowie naszej niepodległości.

marszalekbymbTo rewitalizowane obecnie na zlecenie Zarządu Zieleni Miejskiej miejsce ma przecież z założenia służyć pobudzaniu uczuć patriotycznych, co w niczym nie przeczy jego rekreacyjnej funkcji. Dr. Jordanowi bliskie były założenia wychowawcze rodzącego się w jego czasach skautingu, wedle których najlepiej wychowuje się młodego człowieka poprzez zabawę i odpowiednio dobrane gry z patriotycznym podtekstem. W noszącym dzisiaj jego imię parku oraz na sąsiadujących z nim Błoniach ćwiczyli z początkiem ubiegłego stulecia pierwsi harcerze, a także sokoli oraz członkowie innych towarzystw gimnastycznych, którzy poszli w 1914 rok w bój o Polskę (fot. p. Mirosław Boruta).

Jeżeli komuś nie odpowiada spędzanie wolnego czasu w sąsiedztwie popiersi naszych bohaterów, nie musi odwiedzać tego miejsca. Mamy w Krakowie wiele terenów zielonych, gdzie można ćwiczyć tężyznę ciała bez konieczności oglądania jakichkolwiek znaków pamięci.

Prezesowi Cholewie, którego działalność wspierają m.in. Instytut Pamięci Narodowej (jego Krakowski Oddział zamierza prowadzić w parku plenerowe lekcje historii), Muzeum Armii Krajowej oraz Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie należą się wielkie podziękowania za konsekwencję w upamiętnianiu (w większości za własne pieniądze) wielce zasłużonych dla Ojczyzny na różnych polach ludzi, których nazwiska powinien znać każdy Polak.