Przeskocz do treści

Kraków jako jedyne polskie miasto znalazł się w zestawieniu 30 najmodniejszych miast świata stworzonym przez The Global Language Monitor.

A w krajowym modowym rankingu ustąpił pierwszego miejsca Warszawie, a mimo to nadal nadal zwycięża w kategorii kształcenia specjalistów w tej branży. Walka była zacięta, ale Kraków - wicelider depcze Stolicy po piętach!

Stolica Małopolski ma się czym pochwalić, jeśli chodzi o jego modową stronę.

– Nie da się nie zauważyć Krakowa. To miasto ma swoje mody, często niezależne od tego, co na wybiegach – komentuje wyniki zestawienia Harel, blogerka i dziennikarka modowa.

Tekst i zdjęcie za: https://galeriamarek.pl/blog/modowy-ranking-miast/krakow

Jadwiga Klimkowicz

Zdjęcia w tekście p. Marcin Stawinoga.

"Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, aby dzisiejsze święto w Imbramowicach wypadło tak pięknie i godnie. Cieszymy się wspólnie z wielkiej wartości jaką jest wolność i pamiętajmy o współczesnej odpowiedzialności za naszą ojczyznę i jej powodzenie" - podsumował wspólne świętowanie wójt Gminy Trzyciąż, p. Roman Żelazny. Organizatorem uroczystości była Biblioteka i Ośrodek Animacji Kultury Gminy Trzyciąż przy udziale Starostwa Powiatowego w Olkuszu.

Szanowni Państwo, w ostatnim czasie rzadko informowałam o naszych poczynaniach czyli wydarzeniach przygotowanych przez Teatr Słowa i Tańca JK. Przyznam się szczerze, iż trochę nie nadążam, gdyż dzieje się sporo. Jednak dzisiejszym materiałem chciałabym zachęcić do śledzenia naszej strony na facebooku, ale i do dalszego obserwowania strony Krakowa Niezależnego.

Pragnę też bardzo serdecznie podziękować właścicielowi "Piekarni Mojego Taty" za wsparcie w postaci prawdziwego chleba, którym podczas naszych spotkań możemy Państwa częstować, oraz p. Monice Kocbuch z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa za książki, które wiem, że już Państwo i czytacie i polecacie innym, a na tym nam właśnie zależy. Dziękuję także p. Bożenie Kościej za materiał, na którym mogłam się oprzeć przy realizacji spektaklu z Grupą Teatralną im. Ksieni Zofii Grothówny, działającej przy klasztorze Sióstr Norbertanek w Imbramowicach, spektaklu, który odbył się 15 sierpnia 2018 roku (poniżej link do spektaklu), a który chciałam dziś w wielkim skrócie Państwu polecić. Imbramowice i klasztor Sióstr Norbertanek to tylko 30 min od centrum Krakowa a spędzić można tam cudowny i niezapomniany, pełen ducha czas!
https://www.youtube.com/watch?v=7nh_s44Evx0

Klasztor. Cudowne ocalenie

"Tu bodaj w paru słowach chcę wspomnieć o Furgale, który odwiózł w nocy rannych powstańców do Krakowa, o pięknej roli klasztoru, który narażając się na doraźne niebezpieczeństwo i srogie później represje, z prawdziwym bohaterstwem ocalił życie wielu powstańcom. Ranni leżeli pokotem w kościele. Los jeńców był straszny. Dzicz kozacka wiązała ich do koni puszczanych w cwał, tak że na miejsce przywłóczono kupę okrwawionego mięsa ludzkiego" (ze wspomnień rodzinnych - Novaków, doc. dr Zygmunt Novak, rękopis na prawach autorskich 14 VIII 1963 roku, "Ojcowska ziemia i jej ludzie w 1863 roku").

Z kronik klasztornych sióstr Norbertanek w Imbramowicach

"Powstanie Styczniowe 1863 roku nie ominęło tutejszego klasztoru. Potyczki odbywające się w najbliższej okolicy, narażały klasztor na niejedno niebezpieczeństwo. Dnia 16 sierpnia 1863 roku oddział Kozaków otoczył klasztor i począł się do niego dobywać. Przerażone zakonnice na klęczkach padły przed obrazem Matki Najświętszej w chórze błagając o ratunek. Ufność ich nie była zawiedziona.

W tej samej chwili nadjechał z głównej kwatery pułkownik Szachowskoj, kazał Kozakom odstąpić od klasztoru. Z wdzięczności za to cudowne ocalenie co roku w dzień 15 sierpnia obraz Matki Najświętszej z chóru zostaje przez całe zgromadzenie procesjonalnie przy śpiewie "Gwiazdo morza" zaniesiony do kościoła, gdzie 16-go odbywa się przed nim uroczysta wotywa"".

W imbramowickim klasztorze klauzurowe norbertanki przebywają nieprzerwanie od ponad 780 lat - jest to jeden z najstarszych klasztorów norbertańskich na ziemiach polskich. Klasztor ufundowany został ok. 1226 przez biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża. Obecna późnobarokowa budowla kościelno–klasztorna to w większości dzieło architekta Kacpra Bażanki. Klasztor od XIII w. ulegał napadom tatarskim, pożarom, był obiektem ataku podczas wielu wojen, czy powstań narodowych, niemniej jednak regularnie prowadził szkoły, szpital i udzielał ludności różnych form pomocy, uruchamiając akcje dobroczynne i społeczne. Do historii przeszły np. Instytut Naukowy Wyższy Żeński czy Szkoła Rolnicza. Za udział w walce z okupantem niemieckim klasztor został odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi. Zarządzały nim dotąd 53 siostry przełożone. Obecnie w klasztorze mieszka 12 sióstr (serwis internetowy ekai.pl).

Anna Dąbrowska*

Jakub Bierzyński, doradca Roberta Biedronia, były doradca Ryszarda Petru, popełnił tekst dotyczący polskiego antysemityzmu.

Według znanych dobrze wzorów, dopasował autor do przyjętej wcześniej tezy odpowiednie cytaty, zgrabnie pomieszał prawdę historyczną z kreowaną, fakty z mitami, dodał opowieści mających patent na rację pseudo-autorytetów i stworzył, wyjątkowo obrzydliwy, antypolski paszkwil. Wkrótce przedrukuje go z pewnością kilka zachodnioeuropejskich tytułów. Można oczywiście tłumaczyć sobie potrzebę pisania pana Bierzyńskiego kampanią wyborczą. Wszak nie tylko jest doradcą lidera nowej partii, ale podobno ma być też jej kandydatem.

Bierzyński przyłożył się do pracy. Przeprowadził czytelnika przez kolejne epoki i pokazał mu, jak miał fałszywie ukształtowany pogląd na temat relacji polsko-żydowskich. Zaczął od karczmy Jankiela a skończył na powojennych pogromach w polskich wsiach i miasteczkach.

„To, że Polska stała się domem dla milionów Żydów z całej Europy, nie było wynikiem szczególnej tolerancji i otwartości w kraju nad Wisłą, ale rezultatem świadomej gry ekonomicznej szlachty przeciw mieszczanom i własnym chłopom. Żydzi byli tylko narzędziem w tej grze” – wyjaśnia nam redaktor, doradca lidera „Wiosny”.

Do swych karkołomnych tez dorzuca też autor cytaty stosowne z Romana Dmowskiego i dzieł analizujących hitleryzm. Taka „przypadkowa” zbitka.

Jednym z etapów wędrówki z Bierzyńskim po bezdrożach polskiego antysemityzmu jest muzeum POLIN. W przypadku tej instytucji ma autor tekstu sporo zastrzeżeń. Dotyczą głównie tego, czego w placówce brakuje a zdaniem Bierzyńskiego: „Nie ma opisu mechanizmu infekcji antysemityzmem, który przyszedł jako zbrodnicza nazistowska ideologia, ale padł w Polsce na żyzny grunt. A wynikał z wiekowych uprzedzeń budowanych pomiędzy polskimi chłopami a Żydami”. I oto kolejna tajemnica została nam odkryta. Nie poprzestaje na tym przyszły polityk. Dzielnie walczy ze stereotypami po obu stronach i wskazuje na brak w muzeum informacji na temat win żydowskich: „Żydzi witali Sowietów jako wyzwolicieli. Nic dziwnego. Bolszewicka Rosja jako jedno z nielicznych państw ówczesnej Europy, ogarniętej ideologią nacjonalizmu, rzeczywiście i z przekonaniem stosowała ideologię ponadnarodową, w której, cokolwiek o niej powiedzieć, nie było cienia antysemityzmu”. Teraz tylko wzbudzimy w sobie refleksje na temat dlaczego nas kresowi Żydzi nie lubili i mamy jeszcze szansę się poprawić.

Dalej jest już zgodnie z kreowaną od lat wielu narracją, choć uzupełnioną nowymi danymi: „Pogromy we wschodniej Polsce miały dobry pretekst – kolaborację Żydów z sowieckim najeźdźcą – ale ich głęboka przyczyna tkwiła głębiej, w setkach lat upodlenia. Stąd spontaniczne mordy. Nie tylko Jedwabne, lecz także Wąsosz, Radziłów, Szczuczyn, Jasionówka, Radziłów, Goniądz i ponad setka innych miejscowości, gdzie doszło do pogromów jakby wyjętych z czasów powstania Chmielnickiego”.

Wszystko co wcześniej zostało napisane, prowadzi autora do konkluzji, którą poprzedził jednoznacznym stwierdzeniem: Polacy są poczwórnie współodpowiedzialni za zbrodnie Holocaustu.

Oto argumenty Bierzyńskiego uzasadniające jego tezę: „Po pierwsze jako granatowa policja. – 18 tysięcy ludzi ściśle współpracowało z hitlerowską administracją. (…) Po drugie jako sprawcy. Jedwabne to jedynie jedno z wielu miasteczek, gdzie pogromy przeprowadzono z inicjatywy i rękami ich polskich mieszkańców.Po trzecie jako donosiciele. AK szacowała liczbę aktywnych donosicieli na 60 tys. (…) Po czwarte jako szabrownicy – nie tylko donoszący na sąsiadów, by przejąć ich majątek, ale także przede wszystkim przejmujący mienie "pożydowskie", czyli to, co zostało po ofiarach - także wtedy, gdy sami nie brali udziału w denuncjacjach”. Takiego tekstu nie powstydziłby się nawet „Jerusalem post”!

Próżno szukać w opowieści Bierzyńskiego opublikowanej na portalu wp.pl choćby słowa o Irenie Sendlerowej, rotmistrzu Pileckim, rodzinie UImów, czy Kowalskich, o Żegocie. Nie pasują do narracji. Nawet gdyby się znalazły, autor przekonałby nas, że to bohaterowie narodowej legendy, mającą poprawić Polakom samopoczucie. Woli udawać, że nie było tysięcy sióstr zakonnych i kapłanów, zaangażowanych w ratowanie żydowskich dzieci. O tym, że tylko w okupowanej Polsce, według Bierzyńskiego na wskroś antysemickiej, podanie Żydowi choćby okruszka chleba groziło śmiercią „przestępcy” i jego całej rodzinie, też redaktor nie wie? Nawet w wikipedii, na którą się w tekście powołuje o tym napisano. Nie ma też pół nawet słowa o Stefanie Michniku, Lunie Brystygierowej, Wolińskiej… Tysiącach żydowskich funkcjonariuszy komunistycznych sądów i urzędów bezpieczeństwa, tropiących katujących i wydających na śmierć najlepszych z Polaków, Niezłomnych Bohaterów!

Prawda o relacjach polsko-żydowskich jest trudna, jak tragiczne jest nasze wspólne doświadczenie niemieckiej okupacji. Nikt nie ma prawa jej zakłamywać. Ani odpowiedzialni za Muzeum Auschwitz, czy II Wojny Światowej, ani politycy polscy, czy izraelscy, ani w końcu publicyści. Wciąż żyją świadkowie, coraz bardziej dostępne archiwa, pełne są relacji z tamtych strasznych dni.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6229-skandaliczny-tekst-doradcy-biedronia-oskarzenia-o-antysemityzm-w-nim-to-pikus

Informacja własna

Śp. Helena Zacharska odeszła do Pana po krótkiej, ciężkiej chorobie 17 lutego 2019 roku.

Osoba niezwykłej dobroci, pomagająca wszystkim potrzebującym, konsekwentna patriotka, ciągle walcząca o dobro Ojczyzny, jej niepodległość i wolność. Protestująca zawsze przeciwko złu które niszczyło i niszczy Polskę. Wspaniała znawczyni historii Polski, z idei narodowiec (il. p. Helena Zacharska - 11 listopada 2016 roku, Marsz Niepodległości, fot. p. Alina Rostocka).

Pogrzeb śp. Heleny Zacharskiej odbył się w jej rodzinnym Słupsku, a w Krakowie, w Kaplicy pod wezwaniem Matki Bożej Pośredniczki Wszystkich Łask - Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, przy ul. Zdunów 24 odprawiona została Msza Święta w Jej intencji.

Będzie nam jej bardzo brakowało, Sława Bednarczyk i Alicja Rostocka.

Mirosław Boruta

8 lutego 2019 roku odbyło się pierwsze posiedzenie Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia (II Wydział Karny), podczas którego procedowano sprawę p. Grzegorza Sycza przeciwko prokuraturze, która odmówiła ścigania sprawcy. Sprawca to Zbigniew Bajkowski, który podczas demonstracji przy Wawelu, wołał, że partia Prawo i Sprawiedliwość jest faszystowska, a jej zwolenników nazwał... faszystami. Prokurator stwierdził natomiast, że takie epitety nie stanowią czynu zabronionego.

Poszedłem na to posiedzenie sądu nie tylko z dziennikarskiej powinności, ale i jako socjolog języka, który musi umieć rozgraniczyć ważną zasadę wolności wypowiedzi (wolności słowa) oraz obelg, wyzwisk, pisząc po prostu - chamstwa w przestrzeni publicznej, chamstwa, które - jak widać - ma pozostać bezkarne.

Jakiekolwiek próby naprawy Rzeczypospolitej bez ukrócenia zalewu mowy nienawiści, obelg, wyzwisk i... beznamiętnego przyglądania się tym procederom na nic się nie zdadzą.

Uważam, że organy państwa nie tylko nie mogą uchylać się przed ściganiem sprawców, ale powinny to czynić z urzędu. Wyobrażam sobie Polskę, w której nikt nikogo nie lży, wyzywa, obrzuca obelgami, i wiem, że o taką Polskę warto walczyć. Tak jak dzisiaj pokazali to nieliczni zebrani, świadkowie wydarzeń, kombatanci, osoby odznaczone państwowymi medalami, z całą pewnością nie faszyści. Raczej ludzie, którym zależy na Polsce, patrioci, dlaczego jednak jest ich już tylko garstka?

I jeszcze jedno, następne posiedzenie Sądu - 29 marca, 9:00, sala B-138 (ul. Przy Rondzie 7).

Maria Krakowska, Mirosław Boruta

Stowarzyszenie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie od siedmiu już lat dumnie niesie z sobą posłanie wielkiej prezydentury i wspaniałej wizji Polski swojego Patrona.

Odwiedzamy często ten szczególny Wawelski Sarkofag w Krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów, by złożyć tam wiązankę kwiatów, pomodlić się za dusze Zmarłych i o pomyślność dla Polski, naszej Ojczyzny. Tak było i tym razem, gdy na kilka godzin przed rozpoczęciem wieczornych uroczystości odwiedziliśmy to miejsce (fot. p. Mirosław Boruta).

Zapowiedzią kolejnego, pracowitego roku Stowarzyszenia było bowiem spotkanie 2 lutego 2019 roku - w dzień Objawienia Pańskiego - w krakowskim hotelu Sheraton Grand, przy ul. Powiśle. Tego wieczoru byli z nami wspaniali Goście: tato Pana Prezydenta Andrzeja Dudy (współzałożyciela naszego Stowarzyszenia) – prof. dr hab. Jan Tadeusz Duda; prezes Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Krakowie, niezwykle życzliwy i zawsze wspierający nas – mecenas Konrad Firlej (...)

(...) konsul Węgier w Krakowie, prof. dr hab. Adrienne Kormendy; ksiądz Jan Marek Kaczmarek CM – wspaniały kaznodzieja i duchowny wielkiego serca, kapelan naszego Stowarzyszenia; Klaudia Borowiec – architekt, realizująca projekty na skalę europejską, której przychylność dla naszej działalności zaowocowała pomysłem na projekt nowego logo; kapitan dr Janusz Maria Saryusz Kamocki (rocznik 1927) oraz maleńka Marysia Gądek (rocznik 2017), Zarząd Stowarzyszenia w pełnym składzie oraz PT. Członkowie, Sympatycy, Przyjaciele… (fot. p. Roman Głowacki).

W tym doborowym gronie każdy został dostrzeżony, powitany, obdarowany oklaskami, uśmiechem, wyrazami sympatii i życzliwości…

Wspaniałą, niezwykle ciepłą atmosferę spotkania stworzyli wszyscy zebrani, wszyscy ci, dla których dzieło i postać wielkiego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego są ciągle ważne i aktualne… (fot. p. Zbigniew Galicki).

Wspomnienia z września 2012 roku o początkach naszej działalności, wówczas z udziałem obecnego Pana Prezydenta – Andrzeja Dudy, kapłańska modlitwa z błogosławieństwem, modlitwa w języku lingala (rozpowszechnionym w Kongu oraz Angoli i Republice Środkowoafrykańskiej), opowieść o Rwandzie, w której niedawno był p. Andrzej Kalinowski oraz przede wszystkim prawdziwie polska, tradycyjna kuchnia świąteczna. Szczególny aplauz wzbudziły kolędy, które wybrzmiały najpiękniej i najdonioślej. To ostatnie kolędowanie przed grudniem na długo zostanie w naszej pamięci… (fot. p. Zbigniew Galicki).

Sobotnie spotkanie było również formą wspomnień o świętach Bożego Narodzenia w rodzinie śp. Pary Prezydenckiej – Marii i Lecha Kaczyńskich. Wiedzę na ten temat zaczerpnęliśmy z książki Ich córki, mecenas Marty Kaczyńskiej-Zielińskiej „Moi rodzice”. Widoczne na zdjęciach egzemplarze książki, ku radości zebranych, trafiły do ich rąk w drodze losowania…

Nasze spotkanie uświetniły też życzenia z opłatkami w dłoniach i świąteczne wspomnienia naszych Gości. Ze szczególnym zainteresowaniem wysłuchaliśmy opowieści profesora Jana Tadeusza Dudy o tradycjach i zwyczajach świątecznych obecnej Pary Prezydenckiej – Andrzeja i Agaty Dudów. Kulminacją naszego sobotniego spotkania okazała się wzruszająca chwila, w której Profesor wyraził zgodę, aby zostać Honorowym Prezesem Stowarzyszenie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie.

Jest to dla nas prawdziwym zaszczytem, powrotem do korzeni rozpoczętego siedem lat temu dzieła. Nie od dziś wiadomo, że imponująca wiedza oraz system wartości i przekonań Pana Profesora są dla nas cennymi wskazówkami i ważnymi drogowskazami w działalności Stowarzyszenia. Tym wzruszającym chwilom towarzyszyły burzliwe oklaski i aplauz zgromadzonych. Dziękujemy!

Na szczególne uznanie i niezwykłe wyróżnienie zasługują również nasi… Fotografowie, których wielka pasja i życzliwość oraz bezinteresowność są bezcenne. To właśnie Ich reportaże fotograficzne możecie Państwo obejrzeć poniżej. Serdeczne podziękowania dla pp. Zbigniewa Galickiego, Romana Głowackiego i Andrzeja Kalinowskiego:
https://photos.app.goo.gl/HYKYuy1o2ABePVxf6
https://photos.app.goo.gl/zJYRY99EhsmzGVzVA
https://photos.app.goo.gl/znJP6mMoH3NTUyzB8

Jesteśmy również bardzo wdzięczni wszystkim przybyłym, jesteście Państwo z nami od zawsze, niezawodni i wspaniali! Dziękujemy także Miastu Kraków, które nas tak życzliwie wspiera i zawsze pamięta, że to właśnie w Krakowie spoczywa Wielki Prezydent i Jego Małżonka.

Andrzej Kalinowski

28 stycznia 2019 roku w największej sali ICE Kraków odbyło się już drugie kolędowanie z krakowskimi chórami. Prowadziła je p. Lidia Jazgar, a swoją obecnością koncert zaszczycił ksiądz biskup Jan Szkodoń. Atmosfera prawdziwie pasterska, serdeczna, miła... Duch Bożego Narodzenia znów zagościł w naszych sercach.

Zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu z tego wspaniałego wydarzenia: https://photos.app.goo.gl/dkfqtuHhZ6nTePUu7

Jolanta Sosnowska – autorka dwóch tomów bestsellerowej biografii polskiego papieża pt. „Hetman Chrystusa” była gościem redaktor Ewy Stankiewicz w programie „Otwartym tekstem” w TV Republika. Tematem spotkania była piękna postać świętego Jana Pawła II.

Autorka dzieła jest zafascynowana postacią św. Jana Pawła II od 27 lat i jak przyznaje, ta fascynacja nadal nie osłabła.

– Jest wręcz przeciwnie, im częściej sięgam do jego mów i dokumentów, odkrywam wręcz profetyczne teksty. Choć mija czternasty rok od śmierci Jana Pawła II, stwierdzamy, jak bardzo go brak, jak bardzo ten świat stał się niedobry. Nikt tak jak on nie objaśniał tak zrozumiale i logicznie współczesnego świata – tłumaczy Jolanta Sosnowska. – W jego wypowiedziach poświęconych niemal wszystkim aspektom życia odnaleźć można tę troskę. Mam wrażenie, jakby Ojciec Święty przeczuwał, że świat idzie w złym kierunku. W 1989 roku, kiedy mury komunizmu zostały zburzone, wydawało się, że świat wypływa znowu na szerokie wody, że zaczynamy zbliżać się ku tradycyjnym wartościom, że powstanie Europa ducha chrześcijańskiego , tymczasem po śmierci Ojca Świętego zaczął się dość szybki demontaż tego wszystkiego, co on zbudował – dodaje.

Za: https://bialykruk.pl/wydarzenia/swiety-jan-pawel-ii-objasnial-nam-wspolczesny-swiat-gdy-odszedl-rozpoczal-sie-demontaz-tego-co-dobre--mowi-jolanta-sosnowska-w-telewizji-republika

Bogusław Dopart*

To bardzo bolesna, niespodziewana wiadomość. 12 stycznia w szpitalu w Kielcach zmarła Pani Profesor Maria Teresa Lizisowa. W pięć dni później spoczęła na cmentarzu w Batowicach. Odeszła w osiemdziesiątym trzecim roku twórczego, pracowitego żywota, poświęconego swej Rodzinie, swym studentom; życia ofiarowanego bliźnim, nauce polskiej, wspólnemu dobru Polaków. Wraz z Bliskimi Pani Profesor i Jej Przyjaciółmi żegna Uczoną świat akademicki: społeczność Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, Uniwersytetu Papieskiego im. Jana Pawła II, Polskiej Akademii Nauk. Z najgłębszym żalem, wdzięcznością i respektem pochyla się nad grobem Pani Profesor wspólnota Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie.

Największą część swej biografii naukowej Profesor Lizisowa oddała Instytutowi Filologii Polskiej Uniwersytetu Pedagogicznego, gdzie pełniła m. in. obowiązki Kierownika Studium Doktoranckiego. Na tej uczelni zyskała opinię znakomitego nauczyciela akademickiego. W tym środowisku rozwinęła twórczość polonistyczną, która przyniosła Jej renomę wybitnego specjalisty w zakresie semantyki historycznej oraz języka i kultury wschodnich obszarów Pierwszej Rzeczypospolitej. O uznaniu dla kompetencji naukowych Pani Profesor i dla jej działalności na rzecz Polskiego Towarzystwa Językoznawczego czy Towarzystwa Języka Polskiego świadczy m. in. powołanie Jej do Rady Języka Polskiego (Komisja Języka Prawniczego) PAN. Prof. Maria Teresa Lizisowa doczekała się także sprawiedliwego uhonorowania swych zasług Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej.

Uczona zaskarbiła sobie rangę wybitnego znawcy polskiej i słowiańskiej terminologii prawnej, w tym zwłaszcza polszczyzny kancelaryjnej w Wielkim Księstwie Litewskim XVI i XVII wieku. Z tego kręgu wypada wymienić szereg Jej publikacji książkowych. Monografią Podstawowe terminy prawne w statutach staropolskich na tle słowiańskim. Studium semantyczne (Kraków 1995) Autorka zarysowała od razu perspektywę syntetyczną i komparatystyczną. Obchody dwusetnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza wzbogaciła Profesor Lizisowa książką Prawem sądzić, czyli O języku Statutów litewskich w „Panu Tadeuszu” (Kraków 1998), jednym z bardzo nielicznych opracowań jakże ważnej materii prawniczej w naszej epopei narodowej. Autorka udzieliła tu czytelnikowi cennych informacji o kulturze prawnej Wielkiego Księstwa Litewskiego, zarazem przeprowadziła analizy lingwistyczne i zabiegi z zakresu interpretacji literackiej, których zakres znacznie wykracza poza tytułową problematykę książki. Język Kodeksu Olszewskiego (1550). Z recepcji staropolskiego języka prawno-sądowego w Wielkim Księstwie Litewskim w szesnastym wieku (Kraków 2000) to wszechstronna charakterystyka prawoznawcza, tekstologiczna i lingwistyczna (leksykologiczno-semantyczna, składniowa, morfologiczna, fonetyczna) najstarszego zabytku polszczyzny na Litwie. Prace organizacyjne Profesor Lizisowej (była umocowana przez Rektora UP do rozwijania współpracy z Uniwersytetem Państwowym w Grodnie) oraz Jej kontakty konferencyjne z badaczami zza wschodniej granicy zaowocowały tomem zbiorowym Kultura i język Wielkiego Księstwa Litewskiego (Kraków 2005), w którym skupiono prace na temat związków kulturalnych Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz dziedzictwa kulturowego narodów na Litwie i Białorusi.

Druga podstawowa dziedzina twórczości naukowej Pani Profesor to teoria języka prawnego. W książce Tekst – Kontekst – Interpretacja. W poszukiwaniu semiotyczno-dyskursywnych wzorców konkretyzacji języka (Kraków 2006) Autorka przedstawia wybrane aspekty dyskursu prawnego, by przejść następnie do analizy różnego typu językowych tekstów kultury. Równocześnie Profesor Lizisowa zredagowała tom Język w urzędach i sądach (Kraków 2006). Prawdziwym ukoronowaniem tego szerokiego terytorium refleksji teoretycznej i metodologicznej Uczonej stała się monografia Komunikacyjna teoria języka prawnego (Kraków 2016). W wielopłaszczyznowych badaniach Autorka sięga do ontologicznej natury prawa, aby wywieść stamtąd prawomocne przesłanki do badań lingwistycznych. Rozważa dalej kwestie języka prawnego w porządku komunikacyjnym i w aspekcie pragmatycznym. Charakteryzuje też „wzorzec tekstowy aktu stanowienia prawa”, rozpatruje aksjologiczne podstawy języka prawnego. Z kolei zainteresowania Profesor Lizisowej pragmatyką, retoryką i genologią wypowiedzi dziennikarskiej podsumowuje książka Style funkcjonalne w dziennikarstwie prasowym (Kielce 2009).

Wczesny akces i obecność Pani Profesor w krakowskiej wspólnocie Akademickiego Klubu Obywatelskiego potwierdza najstarszy zapis kronikarski (z 18 lipca 2011 roku); wraz z Jej śmiercią tracimy Członka założyciela naszego stowarzyszenia (w środku prof. dr hab. Maria Lizisowa, 76. Miesięcznica Smoleńska w Krakowie, fot. p. Zbigniew Galicki). 27 kwietnia ub.r. wygłosiła na forum AKO bogaty w treść, niezmiernie instruktywny i głęboki odczyt pt. O prawnych założeniach naszej cywilizacji – polska kultura prawna. „Kultura prawna – podkreślała w zakończeniu Prelegentka – należy do najstarszych dóbr cywilizacyjnych. W cywilizacji łacińskiej tradycją jest, że prawo naturalne pełni funkcję walidacyjną wobec prawa pozytywnego. Im bardziej prawo stanowione przez człowieka jest upodobnione do prawa naturalnego jako łącznika z prawem Boskim i wiecznym, tym bardziej można mówić o doskonałości prawa ludzkiego. Jest to ultimatum, którego niespełnienie rodzi wszelkie spory polityczne”.

Czcigodna, Droga Pani Profesor! Cieszyliśmy się Pani szlachetnym słowem i gestem dobroci tyle razy! Nie brakowało Pani wśród nas podczas wykładów publicznych, spotkań klubowych, liturgii, okolicznościowych ceremonii. Przyjmowaliśmy z podziwem i respektem Pani skromność i powściągliwość, które były dla nas żywym upostaciowaniem etosu uczonego z najlepszej epoki polskiej inteligencji. Odejście Pani Profesor było jak śpieszne, gorliwe dążenie ku jakiejś powinności, jakiejś misji, której zrozumienie nie jest już nam dostępne. W naszej pamięci pozostaje dla Pani Profesor miejsce chlubne i trwałe.

* Autor to prof. dr hab., literaturoznawca, teoretyk i historyk literatury, kierownik Katedry Historii Literatury Oświecenia i Romantyzmu Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie

Witold Jurasz (fot. onet.pl): Nadzieja w inteligencji / Mit dziewiąty mówi że polską politykę może naprawić większe zaangażowanie polskiej inteligencji. Problem polega na tym, że polska inteligencja jest jak Yeti. Wszyscy o niej mówią, ale od lat nikt jej nie widział. Podobno w PRL ją widywano, a nawet miała być sumieniem narodu. Tyle że po 1990 r. inteligencja uwierzyła, że narzekanie na realny socjalizm szeptem, tak aby nikt nie słyszał, oznaczało aktywny udział w opozycji demokratycznej. W rzeczywistości w opozycji działali nieliczni.

Większość, z czego skądinąd nie wolno – szczególnie 40 latkowi, który PRL nie przeżył - nikomu czynić zarzutu, wybierała milczenie. Gdy PRL upadł okazało się jednak, że szept był tak naprawdę krzykiem. Polska inteligencja nie może więc naprawić systemu skoro w punkcie wyjścia jest tak głęboko zakłamana. Nie może też naprawić systemu bo to ona w największym stopniu bierze udział w polsko–polskiej zimnej wojnie domowej.

Inna jej część jest dla odmiany tak spauperyzowana, że poza przetrwaniem niewiele więcej ją interesuje. Skądinąd jeśli poszukiwać nad Wisłą odpowiednika francuskich żółtych kamizelek to zapewne należałoby szukać ich wśród biedujących inteligentów, którzy w dużych miastach zarabiają po 3-4 tysiące czyli kwoty które na polskiej prowincji pozwalają żyć, ale które w dużych miastach oznaczają trwałą biedę. Tyle że w Polsce żadnych „żółtych kamizelek” nie ma.

Fragment analizy z: https://wiadomosci.onet.pl/opinie/11-mitow-polskiej-polityki-witold-jurasz-analiza/s9nd40p

Wszystkim PT. Czytelnikom i Przyjaciołom Krakowa Niezależnego:

autorom filmów, tekstów i zdjęć (fot. p. Kazimierz Bartel), nadsyłającym zaproszenia lub linki do ciekawych miejsc i wydarzeń, podpowiadającym jak „wokoło siebie mieć piękniejsze Miasto, piękniejszą Polskę i piękniejszy Świat”

składam najbardziej serdeczne życzenia wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku, tak dobrego jak nigdy 😉 Mirosław Boruta

W owym czasie wyszło rozporządzenie cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym świecie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Podążali więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Ewangelia Świętego Łukasza 2, 1-2).

W imieniu Zarządu, Członków i Sympatyków
Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie
składamy Państwu życzenia wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia
i wszelakiej w Nowym - 2019 - Roku pomyślności...
Mirosław Boruta, prezes i Maria Krakowska, wiceprezes

Mirosław Boruta

Spencer Wells, uczeń Luigiego Luci Cavalli-Sforzy kontynuuje dzieło rekonstrukcji prehistorycznej globalnej wędrówki ludów. Dowodzi, że wszyscy żyjący obecnie na Ziemi ludzie są potomkami niewielkiego afrykańskiego plemienia myśliwych zbieraczy, którzy żyli w Afryce około 60 tys. lat temu. Homo sapiens zaledwie 50-80 tys. lat temu opuścił afrykańskie równiny i rozpoczął powolną ekspansję na wszystkie kontynenty, różnicując się z upływem pokoleń na Eskimosów, Aborygenów, Europejczyków, Indian i Afrykanów. Celem badań, którymi kieruje Spencer Wells jest zatem sporządzenie mapy migracji człowieka w ciągu tysiącleci. Osoby, które zgłoszą się do uczestnictwa w programie, dowiedzą się, skąd pochodzą ich przodkowie. Fundusze pochodzące ze sprzedaży zestawów do pobrania próbek DNA wspomogą rozwój edukacji wśród tubylczych plemion całego świata.

Czy można w sposób jednoznaczny określić wszystkie aspekty, jakie niesie z sobą ten nurt badań? Myślę, że jest na to jeszcze zbyt wcześnie. Można jednak stwierdzić, że zasadniczym wymiarem kulturowym, dotykającym sedna przesłania, jakie niosą ze sobą współczesna antropologia i socjologia jest całkowite wyzbycie się postawy centrycznej i podniesionej, do rangi wartościującej oceny, ważności pierwiastka etniczno-kulturowego. To, co interesujące, zawiera się tutaj w wartości, jaką może być wspólnota, bez względu na pochodzenie, język, czy koloru skóry.

Jak ujął to Spencer Wells, odpowiadając na pytanie: „jakie przesłanie niesie ze sobą ów projekt naukowy? - „Wszyscy ludzie są kuzynami, łączą nas nasi przodkowie. Pamiętajmy: rasy nie istnieją”, a Ewa Nowicka dodaje: „Ci, którzy antropologię nazywają najbardziej wyzwalającą nauką, mają na myśli wyzwalanie od etnocentryzmu, przesądów rasowych i etnicznych”.

(Od Redakcji): streszczenie artykułu zamieszczonego w: Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Sociologica - 2010, z. 3, s. 4-13 uzupełniamy o 15 zdjęć z wystawy (grudzień 2018 roku) w siedzibie Towarzystwa Słowaków w Polsce (ul. św. Filipa 7):
https://photos.app.goo.gl/dbYeJV3SS8g7q9Bm8

Czas ten, już coraz bardziej zapomniany, jak i tamta walka...
O młodych „spartanach Solidarności” jest ta piosenka (Piotr Kubiak).

• https://www.youtube.com/watch?v=zzkGEUPurRY

(Od Redakcji): Dziękujemy p. Piotrowi Kubiakowi, organizatorowi Marcowego Festiwalu Wolności w Bydgoszczy (2010-2012) i Koronowie (2014) za zgodę na publikację utworu.

Adam Zyzman

- Od piątku na Netfliksie – zapowiadały różnorodne media emisję pierwszego polskiego serialu na tej platformie filmowej. – Serial „1983” to alternatywna opowieść o naszych dziejach, z tym, że w wyniku ataku terrorystycznego, który zniweczył nadzieje na rozwiązanie Układu Warszawskiego, utrzymała się żelazna kurtyna i Polska pozostała nadal państwem policyjnym.

Jak czytam na portalu „Niezależna” serial wyreżyserowały same kobiety, czyli Agnieszka Smoczyńska, Agnieszka Holland, Katarzyna Adamik i Olga Chajdas. Pomysłodawcą i autorem scenariusza jest Joshua Long. Zdjęcia do filmu kręcono m.in. w Warszawie, Lublinie i Wrocławiu. Co prawda pierwszy odcinek mocno widzów rozczarował, co z kolei zirytowało reżyserki, ale ja nie o samym filmie, ale o innych wypowiedziach tych pań jeszcze przed emisją filmu. Otóż zapowiadając swe dzieło pani Agnieszka Smoczyńska twierdziła, że serial może zainteresować widzów w każdym wieku. – Jest adresowany zarówno do osób, które znają czasy komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej i pamiętają upadek Muru Berlińskiego, jak również do młodych ludzi, którzy są ciekawi, co mogłoby się stać, gdyby mur nie runął, w Polsce nadal panował system narodowo-socjalistyczny i gdyby w tej rzeczywistości narodziła się rebelia.

Czytam tę wypowiedź reżyserki i łapię się za głowę. – Czy ona nie wie co mówi, czy też po prostu streszcza film, który stworzyła? Wszak pojęcie „system narodowo-socjalistyczny” od dziewięćdziesięciu lat oznacza tylko jedno, niemiecki nazizm! Skąd zatem słowa o tym, że taki system „panował w Polsce”? Z kontekstu wynika, że wypowiedź dotyczy czasów PRL, ale bez względu na trudności ze sprecyzowaniem panującego wówczas ustroju (komunizm, socjalizm, realny socjalizm, stalinizm…?), z całą pewnością nie był to narodowy socjalizm! Nawet okres moczaryzmu trudno podciągnąć pod to pojęcie (il. powyżej konrados.cupsell.pl).

Skąd zatem znalazło się to wypowiedzi pani Smoczyńskiej? Czy to wynik jej niewiedzy, bo nie ma pojęcia co kryje się pod pojęciem „narodowy socjalizm”, czy też taki film zrobiła i tak właśnie przedstawiła całkiem niedawną przeszłość Polski? Jeśli ten film, z takim obrazem Polski pójdzie w świat, będzie dowodem na naszą nazistowską przeszłość, bo sami Polacy o tym mówią. „Intelektualiści Zachodu” będą mieli koronny dowód. Już nie trzeba będzie płacić tysięcy złotych za inscenizowanie „obchodów urodzin Hitlera”, prawdę o Polakach i Polsce przedstawiają polscy artyści! Sami!

Nie oglądałem serialu „1983”, ale sama rekomendacja utworu przez jedną z jego autorek budzi poważne obawy o jego wymowę, a pozostałe reżyserki też nie dają rękojmi, że może być inaczej. I tylko o tych obawach chciałem napisać.

Informacja własna

Śp. Jan Rybarski, urodził się 7 czerwca 1941 roku w Czernichowie w Beskidzie Żywieckim. Był dyrygentem, chórmistrzem, organistą, pedagogiem, czasem kompozytorem i organizatorem życia muzycznego.

Absolwent Salezjańskiej Średniej Szkoły Muzycznej Organistów w Przemyślu i Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Krakowie, wydziału Wychowania Muzycznego. Na wczesnym etapie był uczniem legendarnego ks. Idziego Ogiermanna Mańskiego. Później studiował dyrygenturę u prof. Józefa Radwana, a pracę dyplomową z zakresu chóralistyki przygotowywał pod kierunkiem prof. Jerzego Kurcza. Od 1968 r. był dyrygentem i kierownikiem artystycznym, organistą, akompaniatorem Chóru Mariańskiego (Maestro Jan Rybarski w czasie koncertu w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, 18 czerwca 2017 roku, zorganizowanego przez Stowarzyszenie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, fot. p. Andrzej Kalinowski), nadto przyjacielem i opiekunem młodzieży, będąc kontynuatorem dyrekcji chóru założonego ok. 1930 r. przy Parafii NMP z Lourdes w Krakowie (prowadzonej przez Księży Misjonarzy), reaktywowanego przez ks. Floriana Pieczarę w 1950 r. Chór Mariański do dzisiaj zachował siedzibę przy Parafii NMP z Lourdes i kontynuuje tradycje i działalność chóru założonego w latach 30. Zmarł 21 listopada 2018 roku w Krakowie (tekst za: diecezja.pl/aktualnosci/zmarl-sp-jan-rybarski).

29 listopada o godz. 11:00 odprawiona została uroczysta Msza Święta pogrzebowa w parafii Najświętszej Marii Panny z Lourdes w Krakowie a następnie, o godzinie 13:30, spod bramy Cmentarza Rakowickiego rozpoczęła się ceremonia pogrzebowa.

W ostatniej drodze Wielkiego Przyjaciela naszego środowiska, śp. Jana Rybarskiego wzięli także udział przedstawiciele Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, z jego prezesem, p. dr. Mirosławem Borutą. Autorką zdjęć jest p. Maria Krakowska, wiceprezes Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie:
https://photos.app.goo.gl/UeB3xHSKPiZ7jRtE7

Anna Dąbrowska*

Tak bardzo potrzebna jest totalniakom PiS-owska afera, że od miesięcy wertują drzewa genealogiczne ministrów, wiceministrów, szefów departamentów, by znaleźć jakiekolwiek ich powinowactwo z młodymi, zarabiającymi duże pieniądz.

Nie jest ważne, kto ma jakie kwalifikacje, umiejętności, przygotowanie, ważne żeby się odpowiednio nazywał i miał w rodzinie kogoś z pisiorów. No i wytropiła gazeta wiadoma. Jest afera! Syn Mariusza Kamińskiego (fot. YouTube) w Banku Światowym! Syn koordynatora służb specjalnych! Na takim stanowisku! Z jakiej racji?

Zaraz tłumaczą „wiarygodni” redaktorzy, kto kogo mógł ewentualnie polecać, jakie są ścieżki kariery Kamińskiego Juniora. Żadna zasługa tropicieli. Jacy dziennikarze śledczy, taka afera. Każdy kto chce, może sprawdzić, gdzie, kiedy pracował pan Kacper Kamiński. Wystarczy troszkę dociekliwości.

Najbardziej przygnębiające środowisko salonowców nie jest to, że afery de facto żadnej nie ma, ale to, że pisiory w takiej instytucji! Za takie pieniądze! Wszak te puzzle były już poukładane na lata do przodu a tu taka przykrość.

Parafrazując powiedzenie Pawlaka z „Samych swoich”: Czas przywyknąć panowie redaktorzy. Czasy się zmieniają. Salon może już tylko mieć nadzieję, bo szanse na prawdziwa aferę są, jak obecny listopadowy śnieg. Topnieją z dnia, na dzień.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6039-gazeta-wytropila-zdolnego-syna-ministra-kaminskiego-nie-wszyscy-mlodzi-mezczyzni-lubia-samoloty-i-pociagi

Stefan Budziaszek

18 listopada 2018 roku w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha" w Krakowie, odbyła się największa w Polsce 27-ma "Aukcja Wielkiego Serca" - zorganizowana przez Stowarzyszenie "Wielkie serce" na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 w Krakowie. Licytowane było 215 dzieł sztuki najwybitniejszych artystów, takich jak m.in.: Zdzisław Beksiński, Salvador Dali, Edward Dwurnik, Jerzy Kałucki, Izabela Kita, czy Jerzy Nowosielski. Jako pierwszy licytowany był naszyjnik srebrny z bursztynem, darowany przez Pierwszą Damę, panią prezydentową Agatę Kornhauser-Dudę. Cały dochód z aukcji przeznaczony jest na rzecz młodzieży ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 w Krakowie. Zapraszam Państwa do obejrzenia filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=JAGAhYMB45A

Jerzy Bukowski

Sic transit gloria mundi (tak przemija chwała świata) - ta stara łacińska sentencja przychodzi mi na myśl, ilekroć z centrum Krakowa znika jakaś zasłużona dla miasta instytucja. Oto najnowszy przykład.

W Sylwestra zakończy swoją działalność Centrum Kinowe ARS, które powstało 23 lata temu w miejscu istniejącego od 1916 roku jednego z najstarszych krakowskich kin „Sztuka” przy ulicy Świętego Jana.

Któż z kinomanów starszego, a nawet średniego pokolenia nie był chociaż raz na seansie filmowym w „Sztuce”, która rywalizowała z sąsiednim „Apollem” przy ul. Świętego Tomasza? Odbywały się tam nie tylko premiery wielkich dzieł, ale także trwające wiele godzin rozmowy w istniejącym do 1980 roku Dyskusyjnym Klubie Filmowym.

„Kino (fot. Wikipedia) odwiedziło wielu twórców, np. przy okazji premier swoich produkcji. Należą do nich m.in. Morgan Freeman przy okazji filmu <Podejrzany> czy Jon Voight. Dowodem są ściany wypełnione zdjęciami z autografami, które bywalcy mogli dotąd oglądać idąc na seanse. Warto zaznaczyć też, że w ciągu ponad 20 lat działalności to miejsce odwiedziło już ponad 4,5 mln widzów” - przypomniał „Dziennik Polski”.

Dlaczego znika ARS? Przyczyna jest prozaiczna i należy do standardowych nie tylko w Krakowie: właściciel budynku chce go wyremontować, aby otworzyć w nim hotel. Chciałby jednak zainstalować tam również kino.

„- Ta deklaracja bardzo nas cieszy, niemniej jednak to przynajmniej potrwa dwa lata. Chcę być dobrej myśli i życzę właścicielowi otwarcia bez opóźnień w remoncie, ale to wciąż dwa lata, w czasie których pozostajemy bez miejsca, do którego moglibyśmy zaprosić widzów. Jest nam ogromnie żal, bo to ważny kawałek kultury Krakowa. Plotki o całkowitej śmierci kina są jednak przedwczesne. Ostrożnie mogę powiedzieć, że mamy pewien lokal na oku. Jesteśmy w trakcie negocjacji, więc nie chcę wychodzić z tą informacją przedwcześnie. Kiedy wszystko będzie już uzgodnione, na pewno poinformujemy krakowian o powrocie. Dla mnie samej to jest niezwykle ważne miejsce, bo ja się tu przecież wychowałam” - powiedziała gazecie kierująca obecnie ARS-em Ludmiła Kucharczyk, której ojciec założył to Centrum Kinowe w 1985 roku.

Może uda się uratować część tradycji „Sztuki”, może ARS znajdzie dobrą lokalizację w niedługim czasie. Ale żal pozostaje.