Przeskocz do treści

Jadwiga Klimkowicz

Jakie rozkosze, jakie rozkosze!
Umieć wypisać słowo po słowie,
Co marzę w myślach, co w sercu noszę,
Karta zrozumie, pióro wypowie.

Władysław Syrokomla (Ludwik Kondratowicz)

Dziś, przemieszczając się dalej Szlakiem Pióra, zapraszam na korzkiewski zamek, bo jeśli jeszcze ktoś nie odwiedził tego cudownego miejsca, popełnił olbrzymi błąd! Dlatego polecam uczynić to jak najszybciej. Rozpoczynając moją krótką opowieść pragnę na początek złożyć szczególne podziękowania dla właściciela zamku, p. Jerzego Donimirskiego, który przywrócił dawną świetność średniowiecznej warowni. Pragnę podziękować za olbrzymi wkład pracy, za ten zapach i ducha historii, za miejsce w którym możemy się zagłębić w klimacie średniowiecza.

Dziękuję też p. Władysławowi Donimirskiemu za potrzebne nam - artystom słowa, które w tym niezwykle trudnym i dziwnym czasie podtrzymały nas na duchu i dodały skrzydeł w dalszych poszukiwaniach świata poezji. Dziękuję niezwykle kompetentnej p. Teresie Suderek za uśmiech, który w wnętrzach zamkowych oświetla zamkowe komnaty.

Warto wiedzieć, że pierwsze dokumenty z 1352 roku mówią o górze Korzkiew, na której znajdował się zamek wzniesiony tu przez ród herbu Syrokomla. W XV wieku był on własnością mieszczanina Piotra Krupki, następnie Ługowskich, Zborowskich i Jordanów, a pod koniec XVIII w. rodziny Wodzickich. Zamek i jego mieszkańcy był świadkiem bitwy stoczonej między siłami arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, pretendenta do tronu polskiego, a siłami potężnego rodu Zamojskich, a w czasach Powstania Styczniowego bitew powstańców z wojskiem carskim, gdyż w przeciwieństwie do nieodległego Krakowa, Korzkiew znalazła się w zaborze rosyjskim.

Wartym odnotowania epizodem była wizyta króla Augusta II Sasa uświetniona polowaniami i ucztami ku chwale monarchy. Niepowtarzalny klimat Zamku Korzkiewskiego podkreśla wysmakowany wystrój wnętrz zaprojektowany przez księżną Ingrid Lubomirską. Wśród średniowiecznych murów w ciepłej, przytulnej zamkowej komnacie przy blasku świecy, posłuchajcie poezji, która niesie z sobą prawdę, miłość, znane i nieznane historie.

Moi drodzy czytelnicy, fani i przypadkowi goście - musicie wiedzieć i sami zobaczyć, iż w tych XIV-wiecznych zamkowych progach, położonych na północ i zaledwie 13 km od krakowskiego Rynku, poezja jawi się w innym, intymnym wydaniu. Zamek na ustronnym wzgórzu otoczony lasem i parkiem w stylu angielskim z 1820 roku, rozciągającym się w dolinie pod zamkiem między zalesionym zboczem góry, a strumieniem Korzkiewka, nadaje poezji blasku właściwego dla tajemnic historii zaklętych w jego murach.

Przy kominkowym ogniu, można tu zamieszkać „z duchami” w wieży i budynku bramnym, wsłuchując się w odbijające od zamkowych murów dźwięki muzyki i pełnych poezji opowieści o ukrytych skarbach i dawnych dziejach. Idąc dalej Szlakiem Pióra w tym niezwykłym miejscu poznamy jeszcze wielu znanych i mniej znanych poetów. Dziś w imieniu pp. Marty Grabysz i Piotra Piechy zapraszam do poznania m.in. poetów Śląska Cieszyńskiego a już wkrótce, coś więcej o nich samych oraz kilka ciekawostek o niezwykłym mieście jakim jest Cieszyn!

Podczas filmowego spotkania na zamku przypomnimy raz jeszcze poezję Stanisława Ledóchowskiego oraz Feliksa Konopki. Pamiętajcie jednak jeśli kochacie historię poezję i niezwykłe miejsca to warto zwiedzić a nawet pozostać na czarowną noc w Korzkiewskch komnatach!

Serdecznie dziękuję za wparcie właścicielowi Piekarni Mojego Taty z Krakowa, p. Monice Kocbuch z Biura Promocji Muzeum Krakowa, p. Michałowi Peschakowi prezesowi Browaru Cieszyńskiego. Dziękuję całej ekipie filmowej i wszystkim, którzy wspierają moją pracę a Państwa zapraszam na filmowe spotkanie z poezją Szlakiem Pióra, które zostało zrealizowane w ramach programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w Sieci. Wykorzystane tutaj materiały pochodzą z stron internetowych oraz informatora zamku.

A teraz zapraszam Państwa do obejrzenia filmu: https://www.youtube.com/watch?v=CrSb5Wt7Jjo

Warto też odwiedzić stronę: https://donimirski.com/zamek-korzkiew

Po raz pierwszy w historii Konkursu Szopek Krakowskich, nie licząc lat okupacji niemieckiej, szopkarze nie zaprezentowali swoich dzieł u stóp pomnika Adama Mickiewicza. Pandemia koronawirusa zmusiła Muzeum Krakowa do przeniesienia konkursu do cyberprzestrzeni.

O corocznych konkursowych zwyczajach przypomniał - 3 grudnia 2020 roku o godz. 12.05 - dźwięk dzwonu Bolesław, bijącego z Wieży Ratuszowej. W tym samym czasie na profilu FB Muzeum Krakowa opublikowany został reportaż o tegorocznym, wyjątkowym konkursie.

W tym roku jury, które zebrało się 3 grudnia wybrało najpiękniejsze szopki spośród 87 kandydatek. Prace zgłoszono w następujących kategoriach: seniorzy powyżej 18 lat – 50 szopek / młodzież 15-18 lat – 6 szopek / dzieci 12-14 lat – 8 szopek / dzieci 9-11 lat – 5 szopek / dzieci do 8 lat – 7 szopek / rodzinne – 11 szopek.

W 2019 roku do konkursu zgłoszono 131 szopek – 48 szopek w kategorii seniorów, 11 szopek w kategorii szopek młodzieżowych, 52 szopki dziecięce oraz 20 szopek rodzinnych.

Pokonkursową wystawę nagrodzonych szopek (wyniki ogłoszono 6 grudnia br.) będzie można oglądać za pośrednictwem strony internetowej https://muzeumkrakowa.pl. To, czy i kiedy wystawa będzie dostępna dla zwiedzających, zależeć będzie od decyzji dotyczących dalszych obostrzeń sanitarnych. Jak co roku najpiękniejsze szopki z poprzednich edycji konkursu pojawią się jednak na krakowskich ulicach i placach oraz w witrynach sklepowych. To wspólna inicjatywa Krakowskiego Biura Festiwalowego i Muzeum Krakowa.

Pokonkursowa wystawa szopek krakowskich, przygotowywana w Celestacie, nie będzie dostępna dla publiczności do 27 grudnia 2020 roku. W tym czasie zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej Muzeum Krakowa http://muzeumkrakowa.pl/wystawy/wystawa-szopek, gdzie będzie można obejrzeć wszystkie szopki nagrodzone w tegorocznym konkursie.

78. Konkurs Szopek Krakowskich oraz pokonkursowa wystawa Szopki w Celestacie uzyskały honorowy patronat Polskiego Komitetu do spraw UNESCO. Projekt dofinansowany został ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Ukochani Archidiecezjanie!

Słyszymy dzisiaj słowa Pana Jezusa, będące prawdziwym programem na Adwent Roku Pańskiego 2020: „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” (Mk 13, 33). W pierwszej chwili można by odnieść wrażenie, że to wezwanie wpisuje się w treść tego, co przeżywamy od kilku miesięcy: obawy i lęki związane z wybuchem epidemii, stan zagrożenia zdrowia i życia. W pewnym sensie zapewne tak właśnie jest, bowiem życie ludzkie naznaczone jest niezwykłą kruchością i nikt z nas nie zna dnia ani godziny, kiedy Bóg zechce powołać nas do siebie. Jednakże wezwanie Pana Jezusa ma o wiele głębszy wymiar, ponieważ wzywa On nas do postawy czujności po to, abyśmy przez nieuwagę nie utracili dobra, które do nas przychodzi. A przychodzi ono do nas w każdym czasie, nawet pośród największych trosk. Trzeba tylko to przychodzące do nas dobro dostrzec, właściwie je przyjąć i następnie nim żyć. W przeciwnym razie, właśnie z powodu braku tej czujności, może nas spotkać nieszczęście na wzór Jerozolimy, która „nie rozpoznała czasu swojego nawiedzenia” i odrzuciła Jezusa Chrystusa, wydając Go na śmierć. Dlatego spotkała ją straszna kara: nie pozostał w niej kamień na kamieniu (por. Łk 19, 42-44). Tym bardziej dramatycznie brzmią zatem słowa Pana Jezusa z czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii św. Marka: „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” (Mk 13, 33).

Drodzy Siostry i Bracia!

Okres Adwentu przypomina nam tę historyczną prawdę, że ponad dwa tysiące lat temu nadszedł czas, w którym Pan Bóg okazał swoje nieskończone miłosierdzie poprzez przyjście na świat dwojga dzieci. Pierwszym z nich był Jan, którego pojawienie się zapowiedział kapłanowi Zachariaszowi anioł Gabriel (por. Łk 1, 5-25). Zachariasz nie miał potomka – i już się go nie spodziewał, bo zarówno on sam, jak i jego żona Elżbieta byli w podeszłym wieku. Na przekór temu Anioł ogłosił Zachariaszowi „radość i wesele”, jednak on – kierowany czysto ludzkim myśleniem – nie uwierzył, że taki radosny dzień może stać się jego udziałem. Ponieważ „nie rozpoznał czasu swojego nawiedzenia”, został przez Boga dotknięty utratą mowy – i w tym stanie się znajdował aż do narodzenia synka, któremu, zgodnie ze słowami anioła, nadał imię (por. Łk 1, 63). Zapewne jednak bardzo radowało się jego serce, kiedy patrzył na znajdującą się w stanie błogosławionym Elżbietę, która dziękowała Bogu za to, że „Pan łaskawie wejrzał na nią i zdjął z niej hańbę w oczach ludzi” (por. Łk 1, 25).

Drugim dzieckiem, poprzez które Pan Bóg okazał swoje nieskończone miłosierdzie, był Jego Syn. Przyjście Syna Bożego obwieścił Dziewicy Maryi również anioł Gabriel (por. Łk 1, 26-37). W przeciwieństwie do Zachariasza, Ona nie zwątpiła. Pragnęła jedynie zrozumieć, jak to się stanie. Gdy usłyszała, że dokona się to mocą Ducha Świętego, wypowiedziała pełne ufności Fiat – „Niech mi się stanie”. Tę ufność pokładaną w Bogu łączyła z uwielbieniem wobec Wszechmocnego, który „uczynił Jej wielkie rzeczy” (por. Łk 1, 49). Zaistniałej sytuacji nie mógł jednak pojąć Oblubieniec Maryi, Józef. Targany wątpliwościami, chciał Ją nawet potajemnie od siebie oddalić (por. Mt 1, 19). Gdy jednak ukazał mu się we śnie anioł Pański i objawił mu dokonującą się właśnie tajemnicę obecności Boga-Emmanuela pośród ludzi, „wziął swoją Małżonkę do siebie”, a narodzonemu dziewięć miesięcy później w Betlejem Chłopcu nadał – zgodnie ze słowami anioła – „imię Jezus” (por. Mt 1, 24-25). W ten sposób zasłużył na szczególną cześć oddawaną mu w Kościele, wyrażającą się między innymi takimi oto przymiotami, które znajdują się w wezwaniach Litanii do św. Józefa: najsprawiedliwszy, najczystszy, najmężniejszy, najposłuszniejszy, najwierniejszy.

Drodzy Siostry i Bracia!

Adwentowe rozważania dotyczące Zachariasza i Elżbiety, Maryi i Józefa skłaniają nas do tego, aby z ogromną wdzięcznością wobec Boga, Ojca nas wszystkich, spojrzeć zarówno na każde narodzone już dziecko, jak i na każde dziecko, które jeszcze oczekuje na moment swego przyjścia na świat. Poprzez każde z nich w szczególny sposób sam Bóg na świat przychodzi. Przecież Pan Jezus utożsamił się z dziećmi, mówiąc: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mk 9, 37a).

Czas Adwentu po raz kolejny sprzyja uświadomieniu sobie również tej prawdy, że każde dziecko jest błogosławieństwem, jakim Pan Bóg obdarza jego rodziców. Dlatego nie może być ono ani „ciężarem i zagrożeniem”, ani też „niepotrzebnym a kosztownym dodatkiem życiowym”, jak chcieliby tego w imię absolutnej wolności współcześni rzecznicy zabijania dzieci nienarodzonych (por. św. Jan Paweł II Wielki, Homilia, Kielce, lotnisko w Masłowie, 3 czerwca 1991). Jego pojawienie się w życiu rodziców i bliskich jest dla wszystkich czasem nawiedzenia, w którym rozbrzmiewa Boże wezwanie do przyjęcia dobra.

Dlatego też w tym adwentowym czasie bardzo Was proszę, Drodzy Małżonkowie i Rodzicie, abyście wyrazili swoją wdzięczność Bogu za dar potomstwa. Odnówcie także miłość zarówno względem siebie, jak i do Waszych dzieci – poprzez wzajemną modlitwę, życzliwość i wyrażaną każdego dnia dobroć. Kochane Dzieci i Droga Młodzieży, z wielką miłością starajcie się odnosić do swoich rodziców, dziękując im za dar życia.

W tym świętym czasie, w imię najpiękniejszej solidarności, proszę Was, Umiłowani Archidiecezjanie, módlcie się również za tych małżonków, którzy z ogromnym pragnieniem serc oczekują na spełnienie się ich największych marzeń – macierzyństwa i ojcostwa. Módlcie się także za tych wszystkich, którzy swoją pełną poświęcenia postawą służą ludziom – chorym, samotnym, zapomnianym przez najbliższych. Zróbcie wszystko, Moi Drodzy, aby te wyjątkowe Święta, przeżywane w stanie łaski uświęcającej, zastały Was prawdziwie czuwających, to znaczy gotowych na to, by razem z chórami Aniołów całym sercem śpiewać jakżeż piękny i zarazem przejmujący hymn: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14).

Na ten święty czas Adwentowy wszystkim Wam z całego serca błogosławię,

+ Marek Jędraszewski
Arcybiskup Metropolita Krakowski

Kraków, 29 listopada 2020 roku, w 1. Niedzielę Adwentu

Za: https://diecezja.pl/aktualnosci/list-pasterski-metropolity-krakowskiego-arcybiskupa-marka-jedraszewskiego-na-adwent-2020-roku

Fundacja Lwów i Kresy Południowo-Wschodnie zrealizowała śpiewogrę „Filozof zmieniony” na podstawie utworów Michała Kazimierza Ogińskiego. Przedstawienie wykonała grupa młodych artystów, studentów Wydziału Wokalno-Aktorskiego Uniwersytetu Fryderyka Chopina i Akademii Teatralnej. Artyści sięgnęli do zasobów Biblioteki Narodowej, gdzie odnaleźli libretto napisane przez M. K. Ogińskiego. Widowisko odbyło się w Pałacu w Nieborowie, który był własnością Ogińskiego, przed Radziwiłłami. Zapraszamy do obejrzenia w długie jesienne wieczory:

Aranka Małkiewicz

Do kalendarza duchowych wydarzeń odnawiających więzy łączące bratnie narody weszło coroczne pielgrzymowanie Węgrów do Polski. W 2011 roku nasi Bratankowie po raz pierwszy zorganizowali Kolejową Pielgrzymkę do Czarnej Madonny, kiedy to przekazywali nam prezydencję w Unii Europejskiej. Od tej pory raz w roku przyjeżdżają do nas specjalnym taborem kolejowym, by w intencji obu narodów modlić się z nami na Jasnej Górze oraz w Krakowie.

W bieżącym roku pielgrzymka Węgrów do Polski nie doszła do skutku z powodu pandemii. Biuro pielgrzymkowe Misszió Tours wraz ze wspólnotą paulińską w Hargitafürdő poprosiło biskupa Jánosa Székelya, ordynariusza diecezji Szombathely, wielokrotnego duszpasterza pielgrzymek, o przygotowanie modlitwy na czas pandemii.

- W obliczu zagrożenia potrzebujemy jeszcze bardziej umocnić się w wierze, przezwyciężając lęk. Zapraszamy wszystkich Polskich Przyjaciół do wspólnej modlitwy słowami biskupa Jánosa Székelya. Na Węgrzech będziemy modlić się codziennie. Zachęcamy do odmawiania modlitwy podczas Godziny Miłosierdzia, kiedy to będziemy łączyć się duchowo z Polakami. Splećmy dłonie i złączmy się w modlitwie! - mówi Laszló Budai, główny organizator Kolejowej Pielgrzymki Węgrów do Polski.

Ja również zachęcam, abyśmy przyłączyli się do naszych Bratanków, by jak najprędzej móc chwycić się za dłonie – nie tylko wirtualnie - i wspólnie dziękować za oddalenie pandemii.

Modlitwa o oddalenie pandemii

Ojcze Niebieski!
W ciężkich dniach pandemii uciekamy się do Twego Miłosiernego Serca.
Wybacz nam, że zuchwałością okaleczamy świat, którego jesteś Stwórcą.
Wybacz powierzchowność i pośpiech, które często towarzyszyły nam w życiu.
Naucz nas wyciszenia i pogłębienia naszej duchowości.
Naucz rodziny na nowo odkrywać dar wspólnej modlitwy!
Wspomóż nas, aby w czasie epidemii nie przepełniał nas strach, ale zaufanie Tobie i pragnienie pomocy innym.
Mocą swą wspieraj i chroń lekarzy oraz cały personel medyczny,
obdarz zdrowiem wszystkich chorych i napełniaj ich odwagą, daj umierającym poczuć Twoją bliskość, a zmarłych dopuść do królestwa Twojej wiecznej miłości.
Najświętsza Dziewico, wybrana przez Chrystusa na krzyżu na naszą Matkę, wspieraj wszystkich cierpiących swą macierzyńską miłością!
Święty Janie Pawle II, Apostole Tajemnicy Miłosierdzia, módl się za całym Kościołem i za całym światem! Amen.

O. Stanisław Tomoń

Mszę św. w ramach 8. Pielgrzymki Dziennikarzy na Jasną Górę odprawił na Jasnej Górze abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, przewodniczący Rady Episkopatu ds. środków społecznego przekazu.

Pielgrzymka organizowana jest co roku przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy wspólnie ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich. „W sytuacji pandemii, nasze osobiste spotkanie, w tradycyjnej formie, jest wykluczone. Będziemy jednak mogli uczestniczyć we Mszy świętej w sposób duchowy” - czytamy na stronie internetowej Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Pielgrzymi łączyli się z Jasną Górą poprzez transmisję w Telewizji TRWAM i przez jasnogórski kanał YouTube.

Hasłem przyświecającym tegorocznej dziennikarskiej modlitwie były słowa pieśni: „Nie rzucim Chryste świątyń Twych, nie damy pogrześć wiary!”.

Uczestników pielgrzymki, zarówno tych zgromadzonych w Kaplicy, jak i poprzez środki masowego przekazu, powitał o. Andrzej Grad, dyrektor Radia Jasna Góra. „Na ołtarzu złóżmy wszyscy nasze osobiste sprawy, nasze intencje, modląc się też za naszą Ojczyznę i wszystkich nas, Polaków, prosząc dla nas o pokój, o jedność i o miłość” - mówił o. Grad.

„Polacy zawsze zdawali sobie sprawę z tego, że wolność jest darem, bez którego trudno żyć i wzrastać, i nim człowiek powinien odpowiedzialnie wybierać” - powiedział w homilii abp Wacław Depo.

„Zbyt długo od czasów II wojny światowej przyuczono nas, jak znosić obrożę zniewolenia totalitarnego, którego bolesnym owocem stały się lęk i czas pogardy. A dzisiaj postmodernistyczny pluralizm, zastępując chrześcijański Dekalog pojęciem poprawności politycznej, ukazuje nam nieograniczoną wolność do czynienia bezkarnie zła. Wszystko na naszych oczach i w sumieniach zostało zakwestionowane, i nie łączy nas nic stałego - ani religia, ani rozum, ani prawda, ani moralna odpowiedzialność, ani dobro wspólne, jakim jest Ojczyzna, której na imię Polska” - mówił metropolita częstochowski.

„Dzisiaj trzeba prosić o dary Ducha Świętego dla dziennikarzy wszystkich wymiarów - prasy, radia, telewizji, internetu - o wierność prawdzie, którą jest Chrystus. O to prosimy teraz modlitwą Suplikacji - o pokój, o sprawiedliwość i ustanie pandemii, która nas niszczy. I tej pandemii, która jest jeszcze groźniejsza, bo jest nienawiścią społeczną” - mówił na zakończenie Eucharystii abp Wacław Depo.

Tekst i zdjęcia za: http://www.jasnagora.com/wydarzenie-14325

Jadwiga Klimkowicz

Stojąc nad grobem Feliksa Konopki oraz jego ojca Jana, obu tak ważnych dla kultury i dziedzictwa narodowego, poczułam coś czego nie sposób opisać. Jedno wiem, że ten stan objął również tych którzy zebrali się wokół mogiły. Wszyscy obdarzyliśmy się wzajemnie spojrzeniem, które w rzeczywistości było niemym wyrzutem. Czym zasłużyli sobie nasi bohaterowie, by zostać aż tak zapomnianymi? Cmentarz Rakowicki, kwatera 22, rząd 9, grób 11. Pamiętajmy by przechodząc obok zapalić tam ogień świecy...

Szlakiem pióra - Feliks Konopka, ps. Piotr Krzemień, poeta, tłumacz.

Biorąc udział w projekcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – „Kultura w sieci” chciałabym przedstawić niezwykłą i ważną, a gdzieś pomijaną w powszechnej świadomości postać. Muszę przyznać, iż w trakcie realizacji napotkałam na całą - można rzec - rzeszę ludzi, która wspierała moją pracę, za co jestem bardzo wdzięczna. Miałam też możliwość zapoznać się oczywiście bliżej z życiem i twórczością barona Feliksa Konopki, ale również otwierały się następne tematy dotyczące ciekawych postaci. Poznając cudownych, prawych ludzi, którzy zgodzili się wziąć udział w nagraniach jak m.in. p. Roman Sum. Czy nie sposób nie wspomnieć tu o Tadeuszu Łomnickim aktorze scen polskich, który jak zwykle ze spokojem i pełnym profesjonalizmem wcielił się w postać naszego bohatera?

Chciałabym również, przy tej okazji, podziękować za naprowadzenie mnie w poszukiwaniach materiałów p. Teresie Romanowskiej - to osoba która w pełnym zaangażowaniu poświęciła mi swój czas.

Szanowni Państwo, jednak w tym wszystkim był ktoś, kogo nie spodziewałam się spotkać, osoba o dużej wiedzy i kulturze osobistej - żona barona Feliksa Konopki, p. Maria Gościej–Konopka, lektor języka francuskiego na krakowskich uczelniach. To dzięki tej skromnej, delikatnej, filigranowej, uroczej Pani mogłam zapoznać Państwa z unikalnymi materiałami i wiedzą.

Urodzony 17 lipca 1888 w Brniu pod Dąbrową Tarnowską w rodzinie ziemiańskiej, był synem Jana Franciszka Konopki działacza społecznego, polityka, posła na Sejm Krajowy, cesarsko-królewskiego oraz papieskiego szambelana, człowieka nieposzlakowanej opinii, obdarzonego olbrzymim zaufaniem m.in. przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Ojciec Feliksa, człowiek o wielu zdolnościach, był również kompozytorem sonat, marszów i pieśni kościelnych. Matką naszego bohatera była Anna z Bobrowskich. Feliks uczęszczał do Gimnazjum św. Anny w Krakowie, gdzie w 1906 zdał maturę.

Następnie do 1911 studiował nauki rolnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w 1912-14 malarstwo i grafikę na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie pod okiem samego Jacka Malczewskiego. Jego wszechstronne wykształcenie obejmowało m.in. doskonałą znajomość języków: francuskiego, niemieckiego, angielskiego, jak również głęboką wiedzę z zakresu literatury, kultury, historii. Po studiach przebywał stale na wsi, administrując rodzinnym majątkiem w Brniu. W 1925 r. zadebiutował wierszami pt. „Kwitnący sad”, „Tonit-Żerga” i „Jesień w parku”, drukowanymi w dzienniku Czas (nr 2), z którym współpracował następnie do 1935. Tłumaczył wiersze współczesnych poetów polskich na język francuski, którego znajomość wyniósł z domu; przekłady te ukazywały się m.in. w wychodzącym w Warszawie miesięczniku „La Pologne Litteraire” (1930).

W czasie okupacji niemieckiej przebywał nadal w Brniu. W jego majątku znajdowało schronienie wielu ludzi zajmujących się konspiracją, zatrudniał również i dawał schronienie Żydom, którzy występowali tam jako niezbędni pracownicy, czego Niemcy nie wykryli, zainteresowani głównie grabieniem podobnych majątków dworskich z plonów. Po wojnie wywłaszczony przez komunistyczne władze z rodzinnego majątku, zamieszkał w Krakowie. Od 1945 należał do Związku Zawodowego Literatów Polskich (od 1949 Związek Literatów Polskich). W latach 1947-1950 ze wzg. na swoje umiejętności malarskie był zatrudniony w Państwowej Pracowni Konserwacji Zabytków i pracował przy restauracji ołtarza Wita Stwosza w Kościele Mariackim, co pozwoliło mu przetrwać najtrudniejsze lata, gdy pozbawiony majątku musiał zamieszkać w Krakowie przy ul. Krupniczej, jednocześnie opiekując się swoim schorowanym i wiekowym już ojcem Janem.

By móc egzystować w trudnej powojennej rzeczywistości zmuszony był wyprzedać ocalałe resztki zabytkowego wyposażenia ze swego dworu m.in. zabytkowe gobeliny sprzedane muzeom w Kielcach i Poznaniu. Trzeba tutaj koniecznie nadmienić, iż pozostała w dworze w Brniu część wyposażenia uległa dewastacji i rozkradzeniu, a sam Feliks Konopka miał wzbroniony wstęp do swoich posiadłości, których nawet nie mógł odwiedzić. Mimo to nie załamał się, nie poddał, nie popadł w desperację, a mając już w roku 1945 57 lat służył kulturze polskiej, popularyzował ją tłumaczeniami na języki obce. Nie zajmował się polityką, nie był służalczy wobec komunistycznych władz, pozostał człowiekiem nienagannych manier - Polakiem i Europejczykiem w najlepszym tych słów znaczeniu. W następnych latach zajmował się twórczością poetycką i przekładową z literatury francuskiej i niemieckiej, a także tłumaczeniami poezji polskiej (szczególnie romantycznej) na te języki, m.in. dokonywał przekładów tekstów do utworów muzycznych, publikowanych przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne.

Otrzymywał za to prestiżowe nagrody, mimo że czasy nie były przychylne w sensie politycznym dla byłych ziemian wywłaszczonych z majątku. Tłumaczenia jego autorstwa były na tyle znakomite, że po dzień dzisiejszy uchodzą za bezkonkurencyjne, jak np. Faust Goethego. Dokonywał też tłumaczeń tekstów do utworów muzyki poważnej, współpracując z Polskim Wydawnictwem Muzycznym. Wśród jego osiągnięć są m.in. utwory Lutosławskiego, Hillara czy Blocha. Współpracował także z Polskim Radiem jako autor audycji literackich i adaptacji (też pod pseud. Piotr Krzemień). Jeszcze przed wojną obracał się w kręgach artystycznych, pisał wiersze, związany z grupą poetycką Czartak, publikował w ówczesnych czasopismach literackich, wydał kilka tomów poezji, pierwszy w 1921 roku. Zachęcony przez reżysera francuskiego, Louisa Jouveta, w czasie jego wizyty w Polsce w 1948, podjął się przekładu Zemsty A. Fredry. Wiele lat pracował nad tłumaczeniem Fausta Goethego i planował napisanie rozprawy na ten temat, czego nie spełnił. Od 1959 należał do Polskiego PEN Clubu.

Za prace przekładowe otrzymał w 1963 nagrodę PEN Clubu, w 1977 nagrodę ZAiKS-u, a w 1978 za osiągnięcia w dziedzinie upowszechniania kultury nagrodę m. Krakowa. Od 1976 był członkiem założycielem The International Academy of Poets w Londynie. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim (1957) i Krzyżem Komandorskim (1979) Orderu Odrodzenia Polski. W roku 1978 Feliks Konopka wziął ślub ze swoją sekretarką p Marią Gościej, kobietą niezwykle szlachetną i odpowiedzialną, która będąc dużo młodsza od swego męża zaopiekowała się nim stając się pod koniec życia "oczami" ociemniałego już wówczas Feliksa. Po jego śmierci natomiast w sposób wysoce odpowiedzialny zabezpieczyła jego archiwum i w sposób nie mniej szlachetny, nie przykładając wagi do majątku po mężu, z miłością dbała o dobre imię Feliksa. Zmarł on 17 lutego 1982 w Krakowie; pochowany tamże na Cmentarzu Rakowickim.

I jeszcze fragment wywiadu radiowego:
Dziennikarka: - Panie Feliksie, czy chciałby mi Pan powiedzieć, jakie są Pana poglądy na sztukę tłumaczenia?
Feliks Konopka - Tak jak w każdym zawodzie, tak i w zawodzie tłumacza naczelnym obowiązkiem jest uczciwość. Kwestia talentu, wiedzy, znajomości języków jest sprawą dalszą, a na pierwszy plan wysuwa się pytanie, czy dany tłumacz, biorąc na swój warsztat dzieło cudze, pamięta, że odtąd w rękach swoich ma nie tylko inwencję i pisarskie walory, ale przede wszystkim honor autora oryginału. Sprawę tę w dużym stopniu zaostrza fakt, że w większości wypadków autor oryginału już nie żyje i sam bronić się nie może.
Dziennikarka: - Ale musi być przecież pewna swoboda... Pan raczej ogranicza swobodę tłumacza?
Feliks Konopka - Proszę mnie dobrze zrozumieć, ja sam jestem zwolennikiem jak najdalej posuniętej swobody w przekładzie, śmiałego odbiegania od dosłowności, zastępowania metafor oryginału innymi metaforami lepiej brzmiącymi w języku, na który się tłumaczy - ale za rzecz niedopuszczalną uważam świadomą, a nieraz celową niewierność intencjom autora i uwłaczające jego honorowi posługiwanie się jego dziełem dla głoszenia nie jego, ale własnych tłumacza idei czy poglądów. Złym przejawem jest przeto, że tego rodzaju translatorskie wybryki spotykają się nierzadko ze strony odbiorców, a nawet krytyków, z dużą wyrozumiałością i niemal uznaniem. Podkreślam więc że tłumacz przede wszystkim musi być uczciwy, a poza tym niech każdy robi na co go tylko stać w tym zawsze obowiązującym dążeniu do wyjątkowo tylko osiągalnego ideału kongenialności.

A ja sama, tak na koniec, chciałabym jeszcze podziękować Grupie Teatralnej im. Ksieni Zofii Grothówny z Imbramowic, właścicielowi Piekarni Mojego Taty z Krakowa (ul. Meiselsa 6) za jak zwykle pyszny, prawdziwie polski chleb, dziękuję p. Monice Kocbuch z Działu Promocji i Marketingu Muzeum Krakowa, p. prezesowi Michałowi Peschakowi z Browaru Zamkowego Cieszyn, właścicielowi kwiaciarni "Mariusz" z Cieszyna, całej ekipie za jak zwykle wspaniałą współpracę i zaprosić Państwa do zwiedzenia Brnia, na romantyczne spacery z duchem poezji Feliksa Konopki. Tam, gdzie dziś mieści się Centrum Polonii - Ośrodek Kultury, Turystyki i Rekreacji w Brniu, działający pod dyrekcją p. Małgorzaty Bułat.

A teraz zapraszam Państwa na film:
https://www.youtube.com/watch?v=_v0Ke5J6eZI&t

Jadwiga Klimkowicz

Szanowni Państwo, w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego "Kultura w Sieci", którego jestem stypendystką, pragnę serdecznie zaprosić na filmową podróż z poezją.

Dziś pierwszy odcinek, który przybliży nam nietuzinkową postać Stanisława Ledóchowskiego.

Pragnę zaznaczyć, iż jestem bardzo wdzięczna Ministerstwu za umożliwienie mi realizacji filmu, ale też szczególnie podziękować p. Stanisławowi Ledóchowskiemu za niepowtarzalne spotkanie, które dodało mi jeszcze więcej sił by realizować i przedstawiać świat bez którego tak naprawdę żyć nie można i nie powinno się o nim zapomnieć! Jestem głęboko przekonana że warto poświęcić trochę czasu i zapoznać się z historią oraz poezją tego wybitnego i niezwykle skromnego twórcy.

Piotr Piecha, który poprowadził spotkanie jest dla mnie bardzo ważną w tym wszystkim osobą, motywuje mnie - bym działała dalej i nie poddawała się przeciwnościom losu.

Mam też wokół siebie wspaniałych młodych ludzi, którym bardzo dziękuję za cudowną współpracę.

To pp. Michał Kołdras i Bonifacy Klimkowicz - dziękuję że jesteście ze mną. Pragnę też podziękować właścicielowi Piekarni Mojego Taty, za jak zwykle pyszny chleb, który w ramach programu Kultura w Sieci był z nami w różnych częściach Polski i przyjmowany jest zawsze i wszędzie z wielkim wzruszeniem i szacunkiem! Dziękuję Panu za wsparcie - dziękuję, że nigdy na planie my i nasi goście nie jesteśmy głodni!

Dziękuję też za książki ufundowane przez Muzeum Krakowa, które możemy wręczać i przybliżać piękną historię Polski oraz za wszelkie inne wyrazy wsparcia, poparcia i sympatii dla moich projektów.

Ród Ledóchowskich zapisał się w historii nie tylko naszej ojczyzny, lecz także Europy. Rodzina Ledóchowskich pochodzi z Kresów Wschodnich, z Wołynia. Jak wiele tamtejszych rodów początkowo wyznawali prawosławie, dopiero za Kazimierza Jagiellończyka stali się katolikami, dając Kościołowi duchownych, zakonników, wiernych i gorliwych świeckich wyznawców, a także błogosławioną i świętą. Założycielem rodu był rycerz Nestor Halka, który otrzymał od Kazimierza Jagiellończyka wieś Ledóchów koło Krzemieńca. Pochodząca z Wołynia gałąź rodziny nosi więc podwójne nazwisko: Halka–Ledóchowscy. Nestor, walcząc za wiarę, otrzymał herb – trzy krzyże w złotym kole na błękitnym tle, odtąd herb rodu. Później do herbu dodano sentencję: Avorum respice mores (Bacz na obyczaje przodków).

Stanisław Ledóchowski urodził się 15 sierpnia 1932 roku w Warszawie, jako syn Edwarda - działacza społecznego, jednego z prezesów Akcji Katolickiej, dowódcy szwadronu w 1. Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego w Warszawie, urodził się w dniu, którego religijne i narodowe treści odcisnęły trwałe piętro na jego życiu. Zaangażowany w podziemne harcerstwo, po upadku Powstania Warszawskiego w którym zginął ojciec, znalazł się wraz z matką w obozie w Pruszkowie. Ukończył liceum im. Stefana Batorego w Warszawie, gniazda Szarych Szeregów, gdzie w 1951 roku otrzymał maturę. Uznany za wroga ludu i jednostkę aspołeczną nie miał szans na wyższe studia. Chcąc otrzymać status robotnika, rozpoczął pracę jako kamieniarz–przekuwacz w Przedsiębiorstwie KAM (Konserwacja Architektury Monumentalnej) w Warszawie. W 1952 roku zdał egzamin na historię sztuki na Uniwersytet Jagielloński z wynikiem bardzo dobrym, ale "z braku miejsc" nie otrzymał indeksu.

Następnie został wcielony do wojskowych batalionów pracy. Pracował w trzech kopalniach: „Prezydent”, „Michał” i „Matylda”. W wojsku angażuje się w pracownię rzeźbiarską, uczestnicząc w wystawach Śląskiego Okręgu Wojskowego. Po wyjściu z wojska podejmuje studia na wydziale rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, udaje mu się to dzięki poparciu prof. Michała Byliny, znanego batalisty, oficera 1. Pułku Szwoleżerów, kolegi ojca. Po studiach pracuje jako krytyk sztuki i publicysta, w „Kierunkach”, „Przeglądzie Kulturalnym” i w „Kulturze” i innych tygodnikach kulturalnych. Współpracował także z redakcją literacką Polskiego Radia. Zainteresowania scenografią i dekoracją wnętrz skutkują współpracą z Andrzejem Żuławskim, dla którego przygotowuje scenografię do wszystkich jego filmów realizowanych w Polsce, m.in. do „Trzeciej części nocy”, filmu uważanego za jego szczytowe osiągnięcie. Współpracuje również z Andrzejem Trzos–Rastawieckim, przygotowując dekoracje do jego filmu „Gdziekolwiek jesteś, panie prezydencie”, o Stefanie Starzyńskim.

Zostaje współzałożycielem Federacji Klubów Kolekcjonerskich oraz wieloletnim redaktorem jedynego wówczas pisma o tym profilu, „Kolekcjonera Polskiego”. Po dziesięciu latach, w związku z likwidacją „Kolekcjonera”, Stanisław Ledóchowski wycofał się z pracy dziennikarskiej i zajął pracą społeczną w kilku stowarzyszeniach: w Towarzystwie Przyjaciół Książki, Stowarzyszeniu Miłośników Dawnej Broni i Barwy, w Polskim Towarzystwie Heraldycznym, jako członek zarządów tych organizacji. Jest też członkiem Koła Pierwszego Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. Stanisław Ledóchowski pracował naukowo, zajmując się heraldyką i dawnymi militariami polskimi. Jest też autorem tekstów do albumów fotograficznych, m.in. Polska – dwory i dworki oraz Dwory, dworki i pałace z fotogramami wybitnego artysty Michała Wiśniewskiego. Żegnając nietuzinkową postać bohatera naszego filmu, człowieka tak skromnego jak obdarzonego licznymi talentami, o wysokiej kulturze osobistej, olbrzymiej wrażliwości, zarazem człowieka głębokiej wiary, mamy świadomość przeżycia unikalnej rozmowy ze swoistym wzorcem do naśladowania i przykładem pokory wobec życia, które przeszedł z podniesionym czołem.

PS. W artykule wykorzystałam m.in. informacje zawarte w Podkowiańskim Magazynie Kulturalnym (nr 41-42), Album z Podkową - Małgorzata Wittes, Zielone wzgórze. Przede wszystkim jednak opierałam się na przekazie p. Stanisława Ledóchowskiego, a teraz zapraszam Państwa na film:
https://www.youtube.com/watch?v=EdLcx9t0wpA

Radio Maryja

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej przedstawiła nowe zasady przyznawania Oscara za najlepszy film. Poprawność polityczna wchodzi do kin. Nie chodzi o zwykły film, ale o ideologię, która narzuca twórcom zaangażowanie do produkcji konkretnych osób. Najlepiej pochodzących z mniejszości narodowych lub homoseksualnych. Już za kilka lat będzie to warunkiem, by otrzymać najpopularniejszą nagrodę filmową – Oscara. Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej opracowała nowe standardy współczesnego kina – Oscary tylko dla filmów z kobietami, mniejszościami narodowymi i osobami LGBTQ+.

– Właściwie nagród Oscara nie powinno się już przyznawać, jeśli nie będą przyznawane żeńskie wersje, tzw. Oscarki. Ewentualnie proponowałbym także nie przyznawać Oscarów w kolorze złotym, ponieważ jest to znaczące i nie muszę tego rozwijać – Oscary muszą mieć wszystkie możliwe kolory, z pewnością biały, żółty i czarny – zauważył socjolog dr Mirosław Boruta Krakowski. Sprawa, choć wygląda na komedię, przypomina horror z dawnych lat.

– Był taki nakaz odgórny od władzy, wtedy komunistycznej, że każdy teatr w swoim repertuarze ma mieć sztukę radziecką – wspominała aktorka Halina Łabonarska. Okazuje się, że to nie głębia intelektualna i wartości artystyczne mają stanowić kryteria oceny dzieł sztuki, ale ideologia gender. – To jest właśnie uderzenie w to, co jest podstawą tworzenia teatru, filmu, każdej sztuki – zaznaczyła Halina Łabonarska. Bo teraz to nie talent aktorski będzie ważny przy obsadzaniu ról, ale pochodzenie, płeć lub orientacja seksualna aktora.

– To jest jaskrawy dowód, jak zdeprawowana i zdegenerowana mniejszość podporządkowuje sobie normalną większość i bezczelnie domaga się od niej traktowania na specjalnych warunkach – mówiła na antenie Radia Maryja Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny.

Za nowymi standardami stoją wielkie pieniądze i cały system powiązań – podkreślił dr Mirosław Boruta Krakowski. – Mechanizmy, które na pewne rzeczy nam wkrótce być może nie pozwolą. Ja myślę, że warto się przed tym bronić – dodał socjolog.

Wytyczne dotyczą nie tylko aktorów, ale także ekip filmowych, agencji PR-owych oraz dystrybutorów. Film, który będzie chciał zawalczyć o Oscara, będzie musiał spełnić wytyczne w przynajmniej dwóch grupach zawodowych zaangażowanych w produkcję. Nowe zasady będą wprowadzane od 2022 roku.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/polityczna-poprawnosc-wchodzi-do-kin

Film „Zieja” w reżyserii Roberta Glińskiego będzie można zobaczyć w kinach w całej Polsce już od 28 sierpnia! To szeroki, epicki obraz wędrówki przez historię Polski XX wieku. Przewodnikiem w tej podróży jest charyzmatyczny, mądry, bezkompromisowy ksiądz Jan Zieja. Film został wyprodukowany przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w koprodukcji z Telewizją Polską, przy współfinansowaniu przez Polski Instytut Sztuki Filmowej oraz Miasto Lublin. Czas trwania: 105 minut.

Jest rok 1977. Osiemdziesięcioletni ksiądz Jan Zieja współzałożyciel Komitetu Obrony Robotników (KOR), zostaje wezwany na przesłuchanie. Rozmowy z funkcjonariuszem służby bezpieczeństwa staną się przyczyną retrospektywnej wędrówki po barwnym życiu księdza, prezentacji jego niezwykłej duchowej postawy, a także opowieści o najważniejszych wydarzeniach polskiej historii wieku dwudziestego. Historia niezwykłego życia księdza Jana Ziei, duchownego, działacza społecznego, tłumacza, publicysty i pisarza religijnego, skupia w sobie wszystko, co najważniejsze w polskiej historii XX wieku. Ksiądz Zieja był naocznym świadkiem - wojny roku 1920, kampanii wrześniowej 1939, Powstania Warszawskiego, początków Komitetu Obrony Robotników (KOR) – co więcej świadkiem mającym na te wydarzenia wpływ. Był kapelanem wojskowym podczas wojny polsko-rosyjskiej, a także kapelanem Szarych Szeregów i Armii Krajowej w czasie II wojny światowej. W tej posłudze nie ulegał fasadowemu patriotyzmowi. W kazaniach głosił, że nie można zabijać nikogo, nawet wrogów czyli Niemców. Bo to zbrodnia. Chciano go rozstrzelać za dezercję i defetyzm. Gdy w latach 20-tych XX wieku pochował samobójczynię na katolickim cmentarzu wylądował przed sądem biskupim. W roku 1926 wyruszył na pielgrzymkę do Rzymu bez paszportu, ignorując istnienie granic państwowych. W roku 1946 włączył do swojej rady parafialnej kobietę, co było wówczas zabronione i ponownie otrzymał naganę od biskupa. Zieja często stawiał na szali swoje życie, wolność, nierzadko ryzykował wszystkim, w imię wyznawanych wartości moralnych, etycznych i religijnych. Jego idealistyczne, najprostsze i bezpośrednie pojmowanie dobra, miłości, wyrozumiałości dla ludzkich wad oraz niezwykły kręgosłup moralny powodowały, że często szedł pod prąd nie tylko bieżącej sytuacji politycznej, ale i kościelnych reguł. Bezkompromisowy, wierny swoim zasadom wyszedł bez szwanku z niezliczonych zagrożeń, nigdy nie wyrzekając się swoich przekonań.

Obsada:
Andrzej Seweryn (ks. Jana Zieja), Mateusz Więcławek (ks. Jan Zieja młody), Zbigniew Zamachowski (Adam Grosicki), Sławomir Orzechowski (pułkownik Adamiec), Sonia Bohosiewicz (Krystyna Żelechowska), Redbad Klynstra (kpt. Szafrański), Tadeusz Bradecki (prymas Stefan Wyszyński).

I jeszcze linka do filmiku reklamowego: https://youtu.be/g-mwqHq_3Og

(Od Redakcji): Za materiały tu zamieszczone dziękujemy p. Kindze Polak-Gieroń z APG STUDIO w Krakowie.

Aranka Małkiewicz

W bieżącym roku obchodzimy wiele ważnych, okrągłych rocznic związanych z historią naszego narodu. Podobnie jest u naszych Bratanków. Na Węgrzech rok 2020 został ogłoszony m.in. Rokiem bł. Euzebiusza, upamiętniającym 750 rocznicę śmierci węgierskiego kanonika, eremity, założyciela Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika, zwanego potocznie Zakonem Paulinów. W XIV w. Paulini przywędrowali do Polski i osiedli w Częstochowie, a więc Jasna Góra ma swoje korzenie na Węgrzech. Zakonnicy są wielkimi orędownikami przyjaźni polsko-węgierskiej i dbają o duchowy rozwój naszych narodów. Jednym z nich jest brat Botond Bátor, były przełożony prowincji węgierskiej, będący obecnie przewodnikiem duchowym Węgrów mieszkających w Siedmiogrodzie. Brat Botond mówi biegle po polsku, organizuje liczne pielgrzymki do naszego kraju, w tym pielgrzymkę motorową, która przyciąga corocznie ok. 100 motocyklistów z Węgier i Siedmiogrodu. Zapraszam...

- Skąd pomysł na życie zakonne?

Myśl o powołaniu kapłańskim i zakonnym pojawiła się u mnie już w czasie, kiedy byłem uczniem szkoły średniej. Zacząłem wówczas interesować się wspólnotą zakonną, ale wówczas - w drugiej połowie lat osiemdziesiątych - działały tylko zakony dydaktyczne. Dlatego po roku studiów teologicznych w Győr zostałem klerykiem diecezjalnym. Na drugim roku studiów zostałem zaciągnięty do wojska, do Hódmezővásárhely, gdzie nadal rozważałem powołanie zakonne. Był to już czas przemian w latach 1988-1989. Można było mówić już o zakonach, pojawili się nawet członkowie wspólnot działających dotychczas w sposób tajny. Po ukończeniu służby wojskowej wróciłem do seminarium w Győr i postanowiłem, że nie będę księdzem lecz bratem zakonnym. Początkowo nie wiedziałem jaki wybrać zakon, ale wyłaniał się już przede mną jakiś obraz. W seminarium miałem książkę Marii Puskely p.t. „Zakonnicy”. Przeglądałem ją i uświadomiłem sobie, że jedynym męskim zakonem założonym na Węgrzech są paulini. Niemal w tym samym czasie jeden z kolegów kleryków zwrócił moją uwagę na pewnego proboszcza, który był paulińskim zakonnikiem. Książka oraz spotkanie z proboszczem i jego współbraćmi zakonnymi pomogły mi w podjęciu decyzji. W 1990 roku wstąpiłem do zakonu.

- Mówisz pięknie po polsku. Dlaczego wybrałeś naukę tego języka?

Mistrz nowicjatu ojciec Ákos, który od początku wprowadzał mnie w życie zakonne, po pięciu latach izolacji wyszedł na wolność w 1956 roku, a komuniści zabronili mu wykonywania posługi kapłańskiej. Chciał przeprowadzić się do Polski, ale z powodu odbywanej wcześniej kary nie dostał zgody na pobyt stały w tym kraju. Mimo to bardzo pilnie uczył się języka polskiego, a czas wolny spędzał zawsze w Częstochowie. To on zachęcał mnie do nauki języka i choć początkowo nie miałem zbyt wielkiej chęci, to jednak pod wpływem jego namowy i moich sympatycznych doświadczeń związanych z Polską, zacząłem się uczyć w 1991 roku. I bynajmniej nigdy tego nie pożałowałem!

- Mówisz po polsku, masz przyjaciół wśród Polaków, często odwiedzasz ich kraj. Jak oceniasz relacje Polaków z Węgrami?

Podczas jednej z pielgrzymek kolejowych do Polski pewien starszy opat zakonu Norbertanów powiedział, że nigdzie nikt nie cieszył się tak na jego widok, jak w Polsce. Ja też zawsze to odczuwałem. Sympatia Polaków wobec Węgrów dała mi w życiu poczucie pewności i energię. Jednocześnie napawa mnie dumą wspólne dziedzictwo historyczne. Dobrze mieć świadomość, że jest w Europie naród, na który zawsze można liczyć. Wiele nauczyłem się od Polaków: piękna świętej liturgii; miłości i szacunku dla natury; profesjonalizmu kapłanów oraz tak cennej duchowości. Nauczyłem się też fantastycznej organizacji. Początkowo tu wszystko wydaje się chaotyczne, a tak na prawdę dzieje się z możliwie największą precyzją. Myślę, ze Polacy też mogą nauczyć się czegoś od Węgrów, w końcu jesteśmy bratankami i łączy nas tysiącletnia historia.

- Jesteś znany z zamiłowania do jazdy na motorze, a motorowe pielgrzymki brata Botonda stały się już słynne nawet w Polsce. Czy to po prostu pasja, czy może z jakiegoś powodu ma to znaczenie?

Prawdopodobnie nie jeździłbym już na motorze, gdyby nie było w naszym otoczeniu społeczności motocyklistów. A ponieważ jest, czuję się jednak za nią odpowiedzialny. Chętnie wsiadam na motor, ale jest z tym trochę zamieszania. O pojazd trzeba dbać, trzeba się do jazdy odpowiednio przygotować, ubrać się, rozebrać, przebrać, itd. Mimo to jazda na motorze jest mi na swój sposób bliska. Często korzystam z niego przemieszczając się z miejsca na miejsce, żeby nie wyjść z wprawy. Jazda na motorze ma dla mnie duże znaczenie, ponieważ ilość zainteresowanych pielgrzymkami motorowymi świadczy o tym, że wiele osób zbliżyło się do Boga, odkąd zaczęły ze mną podróżować.

- Urodziłeś się w Kőbánya, kształciłeś się w Kecskémet, zarządzałeś prowincją węgierską w Budapeszcie. Jak znalazłeś się na Ziemi Seklerskiej?

W 2013 roku - kiedy byłem jeszcze przełożonym prowincji węgierskiej - ojciec Izydor Matuszewski, generał zakonu paulinów, założył nasz klasztor w Siedmiogrodzie. Przełożonym klasztoru był wówczas ojciec Barnabás, który postanowił wrócić z powrotem na Węgry. Zbiegło się to w czasie z upływem mojej drugiej kadencji przełożonego prowincji. Mieszkałem wówczas w Budapeszcie i podczas adoracji najświętszego sakramentu prosiłem Pana o wyciszenie, o spokojniejsze środowisko klasztorne. Następnego dnia zadzwonił telefon i ojciec Csóka János poinformował mnie o zamiarach ojca Barnabasa. I tak się tu znalazłem. Zresztą jako nastolatek już od lat 80-tych jeździłem regularnie do Siedmiogrodu, który bardzo wiele dla mnie znaczy, tak więc miałem tam kontakty i zawsze jakoś mnie tam ciągnęło.

- Czy dostrzegasz jakieś różnice pomiędzy Węgrami mieszkającymi w kraju i tymi, którym przyszło żyć w Siedmiogrodzie ?

W zasadzie to dwa różne światy. Nie tylko dlatego, że Siedmiogród leży obecnie na terenie Rumunii, więc Bałkany odciskają tu swoje piętno na codziennym życiu, ale również dlatego, ponieważ Seklerzy - mimo iż są Węgrami - mają inną mentalność niż Węgrzy mieszkający w ojczyźnie. Wynika to oczywiście z uwarunkowań historycznych, trzeba było walczyć, na pograniczu często trzeba było prowadzić działania wojenne, tak więc ta ciągła walka wpisała się w świat żyjących tu dziś Węgrów. Nasza praca ogranicza się częściowo do okolic Hargitafürdő, ponieważ pomimo tego, że jest to mała miejscowość, wiele osób przyjeżdża tu odpocząć i skorzystać z turystyki zdrowotnej. Jeździmy więc do wielu miejsc aby prowadzić rekolekcje, prowadzić wykłady i odprawiać msze.

- Co chciałbyś osiągnąć swoją działalnością w Siedmiogrodzie?

Chciałbym, żeby zakon znów zapuścił tu swoje korzenie, tak jak to było w średniowieczu i w kolejnych etapach dziejowych, aż do rozporządzenia Józefa II w roku 1786. Mam nadzieję, że mimo ogólnego braku powołań kapłańskich, znajdą się tu w Siedmiogrodzie powołania do zakonu paulinów. Obecnie powstaje nowy klasztor, w którym czekamy nie tylko na chętnych do życia zakonnego, ale również dla potrzebujących odnaleźć spokój choćby przez tydzień czy dwa. Chciałbym aby miejscowość Hargitafürdő, również z powodu charakteru wspólnoty kościelnej, stała się miejscem odpowiednim dla zwiedzających i pragnących wyciszenia.

- Jak sobie radzicie z pandemią? Wierni na całym świecie modlą się teraz o jej oddalenie i szybki powrót do normalnego życia.

Tu w Hargitafürdő sytuacja jest zła pod względem poczucia bezpieczeństwa, ponieważ jest to mała miejscowość, licząca zaledwie 220 mieszkańców. Początkowo odprawialiśmy msze on-line, co nie było łatwe, bo musiałem przemawiać do pustych ławek, a wiernych spotykałem bardzo rzadko. Jednak tutejszym mieszkańcom nie jest łatwo żyć w zaistniałych warunkach przede wszystkim dlatego, ponieważ większość z nich żyje z turystyki. Turyści nie przyjeżdżają, a pensjonaty świecą pustkami. Wszyscy modlimy się o oddalenie pandemii, wziąłem przykład z Polski i zaproponowałem modlitewną adopcję duchową. Wielu zdecydowało się na taką adopcję i modlą się codziennie za lekarzy, pielęgniarki, ratowników oraz wszystkich, którzy wykonują ciężką, męczącą i stresującą pracę, ponieważ bezpośrednio muszą zmagać się z pandemią. Modlimy się za nasz naród, jak również naród polski, z nadzieją na lepsze jutro. Wiem, że Polacy też modlą się za nas i kolejny raz powtórzę: dobrze mieć świadomość, że jest w Europie naród, na który zawsze można liczyć. Również w modlitwie.

Maria Krakowska, Mirosław Boruta Krakowski

W niedzielę, 14 czerwca 2020 roku, w ramach obchodów 100. rocznicy urodzin Karola Wojtyły - Świętego Jana Pawła II w Sanktuarium Świętego Jana Pawła II na Białych Morzach odbył się jubileuszowy koncert w którym wystąpili muzycy Vienna Morphing Orchestra pod dyrekcją Tomasza Wabnica oraz soliści Andreas Scholl (kontratenor), Sarah Traubel (sopran) i Ory Schneor (flet prosty).

W czasie koncertu usłyszeliśmy utwory Mozarta, Bacha, Händla i Pergolesiego oraz... "Barkę", zaśpiewaną po polsku. Koncert prowadził p. red. Tomasz Ziemiec, a zaszczycili swoja obecnością kardynałowie, arcybiskupi i biskupi wchodzący w skład Konferencji Episkopatu Polski, w tym Kardynał Stanisław Dziwisz i Metropolita Krakowski, Arcybiskup Marek Jędraszewski. A zestaw 64 naszych zdjęć wzbogaciła p. Maria Malinowska, dziękujemy: https://photos.app.goo.gl/SjfjnbY9tagDn2ob6

Aranka Małkiewicz

Sto lat temu w Grand Trianon, będącym częścią parku wersalskiego, doszło do podpisania traktatu pokojowego pomiędzy Węgrami a państwami Ententy. Doprowadzono wtedy do rozpadu historycznych Węgier, które utraciły dwie trzecie obszaru państwa i tyle samo ludności. Przewodniczący węgierskiej delegacji, hrabia Albert Apponyi, mimo usilnych prób złagodzenia postanowień traktatu, nie był w stanie zapobiec tragedii. Powiedział wówczas, że gdyby Węgry miały dokonać wyboru między przyjęciem lub odrzuceniem tego traktatu, w rzeczywistości odpowiedziałyby na pytanie: czy słusznym jest popełnić samobójstwo, aby uniknąć śmierci…?

W wyniku twardo postawionych warunków Węgry, z europejskiego państwa średniej wielkości, skurczyły się do rozmiarów jednego z małych państw regionu. Straty gospodarcze wyniosły w sumie 62% majątku narodowego sprzed 1918 roku. Prawie 3,5 miliona Węgrów znalazło się poza ojczyzną. Znalazły się tam również liczne cmentarze, kościoły, muzea, fabryki... W Kotlinie Panońskiej, poza granicami kraju, do dziś żyje ponad dwa miliony Węgrów, którzy są obywatelami państw sąsiednich. Największa część przypadła Rumunii, gdzie w Siedmiogrodzie, na Ziemi Seklerów, żyje ponad 800 tys. naszych Bratanków. Od 2010 roku w rocznicę podpisania traktatu obchodzi się na Węgrzech Dzień Jedności Narodowej.

Jednym z miejsc, które znalazło się daleko od Węgier jest Sanktuarium Maryjne narodu węgierskiego. To miejsce kultu Matki Bożej usytuowane jest na terenie dzisiejszej Rumunii, w miejscowości Csiksomlyó. Sanktuarium prowadzą franciszkanie, a kult Matki Bożej w tym miejscu odwołuje się do wydarzeń z 1567 roku, kiedy Jan Zygmunt Zapolya, władca siedmiogrodzki próbował siłą zmusić strzegących granicy Seklerów do przejścia z wiary katolickiej na unitarianizm.

Seklerzy postanowili bronić swojej wiary i udało im się odnieść zwycięstwo w sobotę przed świętem Zesłania Ducha Świętego. Książę ogłosił w końcu wolność wyznania, zaś Seklerzy w podzięce Matce Boskiej poprzysięgli, że będą spotykać się tu co roku na pamiątkę zwycięstwa.

Pomimo wielu dziejowych tragedii i różnic światopoglądowych Węgrzy potrafią się jednoczyć, podobnie jak my. Do dziś tradycyjnie pielgrzymują do odległego sanktuarium w wigilię Zesłania Ducha Świętego. Ranga uroczystości jest porównywalna z ogólnopolską pielgrzymką do Częstochowy 15 sierpnia.

Na modlitwie gromadzi się rokrocznie ponad pół miliona pątników węgierskich z całego świata. Podniosłości i piękna spotkania dopełniają baśniowej urody górskie krajobrazy wschodnich Karpat oraz głęboka religijność, patriotyzm i gościnność Seklerów.Wśród licznych grup pielgrzymów znajduje się m.in. Kolejowa Pielgrzymka Węgrów do Csiksomlyó, podczas której grupa ok. 1000 Węgrów podróżuje przed świętem Zesłania Ducha Świętego, aby wspólnie z innymi rodakami modlić się u stóp Matki Boskiej z Csiksomlyó.

Pielgrzymka odbywa się przed znaną już w Polsce Narodową Pielgrzymką Węgrów, którzy co roku w czerwcu przyjeżdżają - również koleją - na Jasną Górę i do Krakowa. W tym roku - na zaproszenie budapeszteńskiego Stowarzyszenia Rakoczego - do Csiksomlyó miała pojechać 50-osobowa grupa polskiej młodzieży. Niestety pandemia pokrzyżowała te plany. Nie odbyła się pielgrzymka do Csiksomlyó i nie odbędzie się pielgrzymka do Polski.

Jednak Węgrzy modlą się w intencji obu naszych narodów za pośrednictwem mediów, prosząc o jedność i wspólne dobro oraz oddalenie pandemii. Trzeba mieć nadzieję, że w przyszłym roku znów będziemy mogli modlić się wspólnie, najpierw w sanktuarium narodowym Węgrów, a następnie w naszym, na Jasnej Górze. Ja osobiście, patrząc na gorliwie modlących się Węgrów i naszych rodaków wierzę, że oba nasze narody przetrwają wszystko!