Przeskocz do treści

mariamachl1Maria Machl

30 października z inicjatywy p. Macieja Wojciechowskiego wyruszyła z Krakowa do Lwowa wycieczka, której celem było uczczenie 95 rocznicy walk o Lwów i 55-lecie Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Uczestnikami wyprawy byli również klubowicze z Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

krakowiecZatrzymaliśmy się tuż za granicą - w dawnej miejscowości letniskowej - w Krakowcu. Wznosi się tu XVIII-wieczny kościół św. Jakuba z unikatową fasadą. Niestety, jego wnętrze znajduje się w całkowitej ruinie. Z kolei na krakowieckim cmentarzu zachowało się wiele śladów polskości - stare krzyże, piękne nagrobki, kapliczka. Przed figurą Matki Boskiej z Dzieciątkiem zniszczonej przez kule niemieckich żołdaków zmówiliśmy krótką modlitwę i udaliśmy się do Brzuchowic pod Lwowem, gdzie mieliśmy noclegi w gościnnym Domu Pielgrzyma przy Wyższym Seminarium Duchownym. Miejsce okazało się niezwykle urokliwe, ustronne, otoczone lasem.

kkgpimjkWieczorem wzięliśmy udział w uroczystej gali z okazji 55-lecia Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, na którą przybyli najwyżsi przedstawiciele władz Polski na Ukrainie - ambasador i konsul. Świat artystyczny reprezentował  m.in. Andrzej Seweryn. Razem z p. Maciejem Wojciechowskim miałam przyjemność złożyć życzenia, w imieniu Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki polskim aktorom i podziękować Im za krzewienie polskości. Kwiaty złożyliśmy na ręce najstarszego aktora, a zarazem przyjaciela naszego Klubu - p. Jana Tyssona.

lwowzaNastępnego dnia udaliśmy się do kościoła św. Marii Magdaleny, gdzie pod przewodnictwem arcybiskupa metropolity lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego została odprawiona msza św. w intencji absolwentów, uczniów i pedagogów Szkoły im. św. Marii Magdaleny. Szkoła, założona w 1816 roku, za czasów sowieckich została pozbawiona patronki. Nosiła numer 10. Dziś imię patronki zostało przywrócone.

Po mszy św. i akademii szkolnej mieliśmy czas na zwiedzanie Lwowa. Przy pięknej, słonecznej pogodzie poznawanie tak wspaniałego i tak bardzo polskiego miasta było prawdziwą przyjemnością.

lwowjtOd godzin popołudniowych aż do wieczora oprowadzał nas p. Jan Tysson, który z niespożytą siłą i ze swadą dzielił się z nami swoją ogromną wiedzą o Lwowie.  Mogliśmy podziwiać piękno Katedry Łacińskiej, Kościoła Jezuitów, Katedry Ormiańskiej, Cerkwi Przemienienia Pańskiego. Zajrzeliśmy do Cerkwi Wołoskiej i Kościoła św. Andrzeja, zachwycaliśmy się uroczymi kamieniczkami przy Rynku, uliczkami i zaułkami Lwowa. Chłonęliśmy atmosferę tego niezwykłego miasta.

Ostatni dzień naszej wyprawy - 1 listopada - to 95 rocznica heroicznej Obrony Lwowa i dzień Wszystkich Świętych. W tym dniu, pełnym zadumy i refleksji oddaliśmy hołd bohaterom i zapaliliśmy znicze na Cmentarzu Obrońców Lwowa w Brzuchowicach. Pod bardzo zniszczonym i zaniedbanym Pomnikiem Obrońców Lwowa w Rzęsnej Polskiej złożyliśmy kwiaty od Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki w Krakowie.

lwowcjZnicze zapaliliśmy także na Cmentarzu Janowskim, gdzie znajdują się kwatery Obrońców Lwowa, niestety również zaniedbane. W okresie II Rzeczypospolitej władze polskie wybudowały kwatery Strzelców Siczowych, naszych przeciwników. Obecnie kwatery te są wyeksponowane i zadbane. Groby naszych bohaterów zdewastowane i w ruinie...

Z uwagi na bardzo napięty program wyprawy, mogliśmy tylko "przebiec" przez sale Galerii Sztuki, gdzie właśnie odbywała się wystawa malarstwa dwóch znakomitych malarzy lwowskich - Antoniego i Kajetana Stefanowiczów. Ogromny żal, że u nas są tak mało znani, ale podobno ta wystawa ma trafić także do Krakowa...

Cmentarz Łyczakowski zachwycił nas swoim niepowtarzalnym pięknem: usytuowany na licznych pagórkach, zachwycający wspaniałymi nagrobkami przy krętych alejkach - zniewala urokiem. Wśród starych drzew zabytkowej nekropolii można podziwiać kapliczki, obeliski, zabytkowe rzeźby. Na tym, jednym z najstarszych cmentarzy w Europie, założonym w 1786 roku spoczywają wybitni przedstawiciele naszego Narodu: pisarze - Maria Konopnicka, Władysław Bełza, Seweryn Goszczyński, Gabriela Zapolska, matematyk - Stefan Banach, malarz - Artur Grottger i wielu innych wybitnych przedstawicieli rodzin lwowskich.

lwowcoOsobną część Cmentarza Łyczakowskiego stanowi Cmentarz Orląt Lwowskich. Tu w kaplicy stojącej na szczycie wzniesienia odprawił Mszę Świętą arcybiskup metropolita lwowski Mieczysław Mokrzycki. W znajdujących się poniżej kaplicy katakumbach, złożyliśmy kwiaty przy kwaterze najmłodszych bohaterów Obrony Lwowa. Na Cmentarzu Orląt Lwowskich groby są zadbane, na wszystkich płoną znicze, ale widok Pomnika Chwały pozbawionego kolumnady, zniszczonej przez sowieckie czołgi w 1971 r. po prostu zasmuca.

Po wszystkich cmentarzach oprowadzał nas niestrudzony p. Jan Tysson, któremu jesteśmy ogromnie wdzięczni. Ale podziękowania należą się przede wszystkim organizatorowi wyprawy, p. Maciejowi Wojciechowskiemu, autorowi tego bardzo napiętego programu - wróciliśmy do Krakowa bogatsi w wiedzę o Kresach i miłość do Lwowa.

Elżbieta Uczkiewicz-Bachmińska

O Przebrażu trudno szukać wzmianki w szkolnych podręcznikach historii. A przecież obrona tej wołyńskiej wioski i tysięcy Polaków, którzy się tam ukryli przed ukraińską czernią z UPA to jeden z naszych piękniejszych, wojennych epizodów. Epizodów z happy endem.

eub1dowodztwoNie wiadomo nawet ilu Polaków udało się uratować dzięki „twierdzy Przebraże”. Współcześni podają, że w szczytowym momencie 1943 roku przebywało tam od 10 do nawet 25 tysięcy uciekinierów przed morderczymi bandami UPA. Przetrwali do wkroczenia na te tereny armii sowieckiej, a stało się to możliwe dzięki wspanialej organizacji i pomysłowości Polaków. Na pewno decydująca była charyzma cywilnego dowódcy Przebraża, Ludwika Malinowskiego, o którym jeszcze podczas oblężenia układano piosenki (http://blogmedia24.pl/node/10429).

przebrazePo wojnie nazwę Przebraże ukraińskie władze zmieniły na Hajowe (Gajowe) (fot. za: eturystyka.org). O jego polskiej historii zaświadcza jedynie cmentarz, gdzie pochowano 90 Polaków: ofiary mordów ukraińskich, obrońców, którzy zginęli w walce a także tych, którzy zmarli z przyczyn naturalnych podczas oblężenia.

Jarosław Przybylo trafił do Hajowego przez przypadek. Ten mieszkający w Bochni, a pracujący w Krakowie inżynier leśnik jest również aktywnym członkiem odtworzeniowej Drużyny Rycerskiej Jakuba Odrowąża. W ostatnich latach zajęła go historia legionów Piłsudskiego i, idąc ich śladem trafił na Wołyń, do Kostiuchnówki. Tam jednak jego grupa spotkała drużynę harcerską z Łodzi. Ich szef zwrócił uwagę bochnian na cmentarz w Przebrażu i poprosił o pomoc w jego uporządkowaniu. To było w 2012 roku. W 2013 Przebraże stało się już celem ukraińskich wakacji Jarosława Przybyło. Pojechali tam w pięciu: Jarosław Przybylo z synem Krzysztofem, Jerzy Turek, na co dzień wicedyrektor SOSW w Bochni, oraz Mariusz Rudnik i Janusz Legutko. Tak się złożyło, że urlopy mogli wziąć na tydzień przed obchodami 70 rocznicy Rzezi Wołyńskiej.

eub2kontrolerzyMieszkali w Kostiuchnówce, skąd do Hajowego jest ok. 70 km. Codziennie pokonywali tę trasę z duszą na ramieniu, bowiem jedna z najgorszych rzeczy, jaka może się przydarzyć Polakom na Ukrainie to spotkanie z miejscową drogówką. Milicjanci, widząc zagraniczną rejestrację bezwzględnie żądają haraczu, wmawiając jakieś wyimaginowane wykroczenie. Jedynym sposobem jest jazda z kamerką w samochodzie, która wszystko filmuje i można drogówce czarno na białym udowodnić, że jej zarzuty są zmyślone.

Plan mieli ambitny, choć do końca nie zrealizowany: oczyścić i odmalować 170 metrów metalowego ogrodzenia wokół przebraskiego cmentarza. Zaledwie jednak uzbrojeni w metalowe szczotki przystąpili do dzieła, w tej spokojnej zazwyczaj okolicy zaczął się niezwykły ruch. Oto okazało się, że Ukraińcy na 5 dni przed wołyńska rocznicą i wizytą prezydenta Komorowskiego postanowili zrobić drogę do cmentarza! Mieli bowiem nadzieję, że prezydent przyjedzie do Hajowego, aby pokłonić się prochom obrońców Przebraża.

eub3zsekatoremBochnianie, zapracowani i brudni, ze swoimi szczotkami czy sekatorem w rękach, nagle zostali wkręceni w tryby historii. Co chwilę przyjmowali jakąś delegację, niemal jak oficjalne przedstawicielstwo polskiej dyplomacji. Najpierw, furmanką, pojawił się miejscowy wójt. Potem, już osobowym samochodem – starosta powiatu Kołki. A na końcu, wypasioną bryką – wojewoda łucki. Temu ostatniemu, na widok kamery Jurka Turka zagrała w żyłach dawna, sowiecka, proletariacka czujność. Jurek został okrzyknięty szpionem i chwilę trwało, zanim się wojewoda udobruchał.

Za niedługo przybyli też przedstawiciele miejscowego Urzędu Pracy, z pytaniem: czego potrzeba? Przysłali dwóch ludzi do pomocy przy porządkowania cmentarza. W tym celu przyszło też sporo dzieci z Hajowego.  Jeden z chłopców stale kręcił się koło bocheńskiej ekipy. Zapytali czy rodzice pozwalają mu tutaj przychodzić? Okazało się, że tak jak tylu mieszkańców tej ziemi w przeszłości i dzisiaj, Wołodia był w rozterce. Jego matka ma polskie korzenie i zachęcała go do pomocy Polakom przy cmentarzu,  natomiast ojciec – Ukrainiec zabraniał.

Zapracowanych bochnian odwiedzili też polski konsul generalny w Łucku, przedstawiciele kancelarii Bronisława Komorowskiego oraz Biura Ochrony Rządu, którzy badali teren przed ewentualną wizytą prezydenta. Ale prezydent do Przebraża nie przyjechał, choć „ekspresowa” droga została przez Ukraińców skończona na czas. W Łucku dostał jajkiem i najwyraźniej zniechęcił się do dalszych podróży śladami Rzezi Wołyńskiej

eub4sptyszeccyBochnianie planują przyjazd na Wołyń również w przyszłym roku. Kiedy deszcz przerwał im robotę przy ogrodzeniu cmentarza, wybrali się terenowym samochodem w rejs po okolicznych lasach. Postanowili odwiedzić miejsca wokół Przebraża, gdzie kiedyś istniało bardzo wiele polskich wiosek, a także miasteczko Zofiówka. Nie pozostał po nich żaden ślad, przynajmniej taki, który da się zauważyć gołym okiem. Jarek Przybyło ma jednak ambitny plan aby za pomocą współrzędnych geograficznych i nowoczesnych metod radiolokacji ustalić położenie tych wiosek. Ziemia najpewniej kryje resztki polskich zabudowań, a w nich - szczątki Polaków zariezanych na progu swoich domów. Nikt nigdy ich nie pogrzebał i poszli w niepamięć razem ze swoimi wioskami.

Już w drodze powrotnej, we Lwowie bochnianie dowiedzieli się o Epitafium Wołyńskim autorstwa Roberta Grudnia, które miało być odegrane w łuckiej katedrze św. Apostołów Piotra i Pawła 13 lipca. Zawrócili. 130 km, 3,5 godziny jazdy, popsute zawieszenie w samochodzie. Ale są pewni: warto było!

PS. „Historia obrony Przebraża jest właściwie gotowym scenariuszem filmowym” – stwierdził Jarosław Przybyło. Okazuje się, że taki film miał powstać w reżyserii krakowianina Jarosława Banaszka, znanego z takich  telewizyjnych seriali jak „Brzydula” czy „Prosto z serca”. Premierę filmu zapowiadano na lato tego roku, w rocznicę Rzezi Wołyńskiej. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Dlaczego? Sam reżyser, zgadnięty o to za pośrednictwem Facebooka, nie odpowiada.

Zapraszamy także do obejrzenia kompletu zdjęć z wyprawy:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/30Pazdziernika2013

Bogusław Skowron

Kraków od zawsze był wyjątkowym miejscem na mapie polskich artystów. Nie zawsze jednak wielowiekowa tradycja architektoniczna miasta skupiała to środowisko w rynkowych kawiarniach i piwnicach. Dowodem na to jest historia pewnej niewielkiej posiadłości położonej na skraju Lasu Wolskiego i zamieszkującej ją rodziny.

husarscy1Na skraju Lasu Wolskiego, w zwierzynieckich Przegorzałach, zaledwie kilka minut drogi samochodem od ścisłego centrum Krakowa znajduje się niewielka posiadłość, która na stałe wpisała się historię polskiej sztuki ceramicznej. W dwudziestoleciu międzywojennym rejon ten nie był tak gęsto zabudowany jak dzisiaj. Okoliczny las, sady i przełęcze sprawiały, że było to miejsce ciche i tajemnicze. Malownicze kotliny pomiędzy omszałymi pagórkami w bliskim otoczeniu Krakowa stanowiły dla wielu zamożnych mieszkańców prawdziwą samotnię na skraju ówczesnego miasta. Właśnie ta wyjątkowa okolica stała się letnim domem dla znanego krakowskiego przemysłowca Stanisława Burtana, który po ślubie z Anielą Satalecką spędzał wolny czas w jej rodzinnej posiadłości w Przegorzałach. Stanisław Burtan był w latach 1928-1930 posłem II kadencji Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i zasłużonym weteranem Legionów Piłsudskiego, za co w 1935 roku uhonorowany został Złotym Krzyżem Zasługi. Jego praca nad odbudową zniewolonego przez lata kraju polegała również na wkładzie w odrodzenie polskiej gospodarki. Burtan był właścicielem kilku zakładów ceramicznych, w tym cegielni i fabryk wyrobów szemiotowych oraz porcelany. Zakłady te i wykonywany przez Burtana zawód zaowocowały zainteresowaniem jego córki Heleny ceramiką, która realizowała się jednak w wyłącznie artystycznym wymiarze wykorzystywania tego materiału.

husarscy2Posiadłość Burtanów po ślubie Heleny z artystą Romanem Husarskim stała się kolebką nowożytnej historii polskiej ceramiki. Husarscy poznali się w okresie studiów na Wydziale Rzeźby krakowskiej ASP, gdzie nawiązali wiele przyjaźni ze środowiskiem artystycznym małopolski. W latach powojennych przegorzalska willa i gospodarstwo stało się nie tylko domem, ale miejscem pracy ceramików i rzeźbiarzy Husarskich. Roman, który na początku swojej kariery szukał jeszcze swojej własnej drogi do artystycznego spełnienia oprócz pracy nad rzeźbami w natchnieniu czerpanym z podleśnych krajobrazów pisał również prozę oraz poezję, dzięki którym stał się członkiem Związku Literatów Polskich. Dzięki ZLP Husarscy poznali między innymi Stanisława Lema, który był częstym gościem posiadłości. Szukający w Krakowie namiastki ukochanego Lwowa Lem głęboko związał się z rodziną Husarskich, a przyjaźń ta zaowocowała nawet wspólnymi dziełami jak sztuką Jacht "Paradise" czy groteskowo prześmiewczym "Korzenie. Drrama wielorakie o czasach głębokiego stalinizmu".

W 1953 r. Jan Józef Szczepański pisał w swoim Dzienniku na temat "Korzeni": "W ubiegłą niedzielę byłem z Lemem w Przegorzałach u Husarskich. Jeździliśmy skikjoringiem, a potem Lem czytał sztukę kukiełkową, którą razem z H.[usarskim] napisali. Bardzo dowcipna i dobra".

husarscy3Dowodem zażyłości Lema z małżeństwem Husarskich był również wspólnie hodowany pies rasy łajka syberyjska o imieniu Tajga, który na stałe mieszkał w krakowskim gospodarstwie. Ślady pobytów Lema w domu Heleny i Romana można również odnaleźć w opisach przyrody zawartych w Astronautach, czy niemal w całości pisanym w Przegorzałach Szpitalu Przemienienia.

Z biegiem lat Husarski coraz częściej napotykał trudności z publikacją swoich dzieł, dlatego poświęcił się swojej pracy nad ceramiką i rzeźbą. W trudnych czasach stalinizmu jedyną drogą na zachowanie własności do rodzinnej posiadłości Heleny była kariera wykładowców obojga małżonków na ASP. Pracownia w Przegorzałach i postawiony przez małżeństwo piec ceramiczny pozwoliły na organizację stałych warsztatów dla studentów Akademii. Wśród podopiecznych, ale również bliskich przyjaciół Husarskich, którzy odwiedzali małżeństwo nie tylko w trakcie zajęć znaleźli się późniejsi wybitni przedstawiciele polskiego rzeźbiarstwa jak Ewa i Kazimierz Fajkoszowie czy Maria Ledkiewicz-Wodnicka. Właśnie ta grupa brała czynny udział w rekonstrukcji XVII i XVIII-wiecznych kafli holenderskich z pałacu Na Wodzie w Warszawskich Łazienkach, które zostały zniszczone podczas wojny. Husarscy wraz ze swoimi uczniami mieli za zadanie odtworzyć kilka tysięcy flizów, które zdobiły Pokój Holenderski, a wszystko to na podstawie ocalałych zaledwie kilkudziesięciu kafli, które rzadko kiedy przetrwały w całości. Praca ta stanowiła nie lada wyzwanie, szczególnie z powodów braku opracowanej właściwej technologii. Współczesne materiały nie pozwalały osiągnąć zamierzonego efektu, płytki nie posiadały charakterystycznych spękań glazury, niuansów kolorystycznych i nierówności powierzchni. Helena Husarska musiała więc opracować zupełnie nową metodę wypalania gliny, która pozwalała na osiągnięcie właściwych rezultatów. Dr Piotr Oczko, adiunkt na Uniwersytecie Jagiellońskim, pisze na temat trudności, jakie napotkali artyści w trakcie prac rekonstrukcyjnych: "Dopiero po około roku intensywnych eksperymentów, Helena Husarska zdecydowała się na własnoręczne przygotowywanie w domowych warunkach wszystkich składników (w tym mielenie i mieszanie gliny) oraz wypalanie kafli w stojącym w jej pracowni piecu. Trzeba dodać, że z braku dostępnych wówczas prac na temat historycznego wyrobu kafli w dawnej Holandii, technologia ta została opracowana intuicyjnie, na zasadzie prób i błędów, a niektóre materiały zostały zakupione ze środków uzyskanych ze sprzedaży rodzinnej biżuterii Heleny Husarskiej".

husarscy4Pracownia Husarskich położona na terenie gospodarstwa otoczonego 3 hektarowym sadem była miejscem narodzin wielu innych metod wykorzystania ceramiki w rzeźbie. Roman Husarski podczas pracy nad nowymi wynalazkami stworzył zupełnie nową technikę plastyczną, która dawała niepodobne do czegokolwiek efekty i walory artystyczne. Chodzi tu o piropikturę, czyli metodę bezpośredniego natryskiwania ceramiki na powierzchnie. Przykład dzieła powstałego za sprawą tej technologii możemy obecnie podziwiać na krakowskim basenie Korona. Nie zawsze jednak prace Husarskiego były równie mocno eksponowane. Przykładem projektu, który nie został zrealizowany w pierwotnym założeniu jest piropikturowa praca "Era Żelaza" zaprojektowana na zlecenie władz PRL dla huty, wówczas im. Lenina.

Innym ciekawym projektem, był całościowy wystrój kaplicy zrealizowany dla pobliskiego klasztoru jezuitów i kościoła pod wezwaniem Chrystusa Króla Wszechświata. W jego skład wchodziło między innymi założenie, posągu Chrystusa, który miał składać się z dwóch części, stałej podstawy ciała Jezusa oraz trzech różnych głów prezentujących inne wyrazy twarzy, które miały być wymieniane w zależności od trwającego okresu liturgicznego. Ostatecznie proces tak częstej wymiany tego elementu okazał się zbyt pracochłonny, dlatego jezuici zdecydowali się na stałe pozostawić pomnik Chrystusa Zwycięskiego, który pierwotnie miał być prezentowany w okresie wielkanocnym. Kolejne głowy zachowały się do dziś, jedna przechowywana jest w samym klasztorze, druga natomiast pozostała na terenie posiadłości Husarskich.

Głowa Chrystusa to nie jedyne dzieło Husarskich, które na stałe pozostało na terenie przegorzalskiej willi. W ogrodach i budynkach znajdującego się tam obecnie gruntownie wyremontowanego luksusowego pensjonatu Ekosamotnia natrafić można na wiele makiet projektów imponujących rzeźb Romana jak np. ogromna „Era Żelaza” czy płaskorzeźby, obrazy i kolekcja talerzy ceramicznych Heleny. 

husarscy5- Najbardziej rzucającym się w oczy dziełem, które znajduje się na terenie rodzinnej posiadłości Heleny Husarskiej jest monumentalna mozaika "Ostatnia Wieczerza", którą Roman Husarski zaprojektował dla jednego z kościołów. Projekt ten stwarzał jednak zbyt wiele trudności w realizacji dla różnych parafii, którym brakowało środków na montaż tak dużego dzieła. Z tego powodu zdecydowaliśmy się wykorzystać je do wzbogacenia naszej domowej ekspozycji, która, jak się okazało, zyskała element idealnie skomponowany z otaczającymi go drzewami owocowymi, stawami, mostkami czy pobliską stuletnią altaną i wąwozem – mówi Anna Husarska, synowa Heleny i Romana, prowadząca pensjonat Ekosamotnia.

husarscy6Dzikość zieleni i tajemniczość leśnych krajobrazów położonej na terenie wielkiego miasta posiadłości odcisnęły wyjątkowe piętno na twórczości uznanych artystów, którzy stale pracowali w tym szczególnym otoczeniu. W pracach Heleny i Romana Husarskich widać wpływ rodzinnego domu Burtanów i Sataleckich, którego magiczna atmosfera przyciągała w gościnę wielu innych artystów szukających podobnego natchnienia i wyciszenia. Dowodem na siłę oddziaływania przegorzalskiej samotni – dzisiejszej Ekosamotni - jest przypisywany przez badaczy literatury szkic tego pejzażu ze Szpitala przemienienia Stanisława Lema: "W długie kotliny między pagórami, spokojnymi jak grzbiety śpiących zwierząt, wpływała wełnista mgła; czarne krechy gałęzi roztapiały się w jej przyborze. Tu i ówdzie, jakby pędzel potknął się w ruchu, ciemniały za mgłą nieregularne, kanciaste plamy".

Joanna i Jan Pieczyrakowie

20131025wnpkOd 23 do 29 października uczestniczyliśmy w wyprawie śladami Rzeczpospolitej na Kresy Wschodnie (obecnie Ukraina), organizowanej przez Telewizję "Republika". W związku z tą wyprawą przesyłam kilka wzruszających zdjęć z naszej polskiej ukochanej Kresowej Ziemi.

W wyprawie wzięli także udział pp. Ewa Stankiewicz i Tomasz Sakiewicz. Nabrała ona dla nas wielkiej rangi patriotycznej i była wspaniale zorganizowana. Rozmawiając czy udzielając wywiadów zawsze akcentowaliśmy, że jesteśmy z Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej 😉

Zapraszamy do obejrzenia fotoreportażu:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/25Pazdziernika2013jp

piotrpikulaPiotr Pikuła*

Zdjęcia w tekście oraz fotoreportaż z Pratulina (fot. 1-8) i obecnie jedynej w Polsce, neounickiej parafii Kostomłoty (fot. 9-39) autorstwa p. Andrzeja Kalinowskiego.

W tym roku mija 139. rocznica świadectwa wiary błogosławionych Męczenników z Pratulina. W liturgii Kościół wspomina ich 23 stycznia, gdyż tego dnia narodzili się dla nieba wśród huku wystrzałów rosyjskich karabinów. Podejmując w Roku Wiary refleksję nad własnym życiem, warto odnieść się do przykładów heroicznej wiary naszych przodków.

pratulin1874aPo Powstaniu Styczniowym, które trwało od 1863 do 1864 roku, carska Rosja wzmogła represje względem Polaków. Moskale dążyli do zabicia ducha narodowego przez bezwzględną rusyfikację. Ostrze swoich działań zwrócili również przeciw Kościołowi, który jawił się jako ostoja ducha i patriotyzmu. Szczególne prześladowania dotknęły grekokatolików, zwanych również unitami, którzy ostali się w jedynej już w zaborze rosyjskim enklawie, jaką była diecezja chełmska, obejmująca swym zasięgiem obszary Chełmszczyzny oraz część Lubelszczyzny i Podlasia.

Tereny Pierwszej Rzeczypospolitej były wielokulturowe. Zróżnicowanie dotyczyło również religii i wyznań chrześcijańskich. Działania ekumeniczne na terenach Polski zaowocowały podpisaniem w 1596 roku w Brześciu porozumienia, na mocy którego prawosławni przyjęli autorytet następcy św. Piotra przy zachowaniu własnej liturgii. Od nazwy miasta pochodzi określenie tego porozumienia jako Unii Brzeskiej, która dała początek unitom, czyli grekokatolikom.

Kościół prawosławny nie okazał entuzjazmu wobec takiego rozwiązania problemu podziałów, a kolejni carowie dążyli do zniszczenia tego niezwykle ważnego dzieła dla sprawy pojednania chrześcijan. W okresie rozbiorowym stopniowo skasowali wszystkie diecezje kościoła greckokatolickiego. Diecezja chełmska była ostatnia.

pratulin1874bW styczniu 1874 roku oddział wojsk zaborcy dotarł do Pratulina, by siłą nawrócić unitów na prawosławie. Ludność obejmującej kilka wiosek parafii zgromadziła się wokół świątyni, by bronić jej przed schizmatykami. Naczelnik powiatu, Aleksander Wasilewicz Kutanin, wezwał jednego z cieszących się autorytetem włościan, Pawła Pikułę z Derła, by odwiódł sąsiadów od stawiania oporu. Ten jednak, z krzyżem w dłoni, wezwał współwyznawców do przysięgi wierności, którą wszyscy złożyli na kolanach, ślubując wierność aż do śmierci. „Tak panie naczelniku! Ja przysięgam na moje siwe włosy, na zbawienie duszy, tak jak pragnę oglądać Boga przy skonaniu, że na krok nie odstąpię od naszej wiary i żaden z moich sąsiadów tego nie powinien zrobić. Święci męczennicy tyle za wiarę przenieśli mąk, nasi bracia za nią krew przelali i my także ich będziemy naśladować”.

Gdy Pikułę pochwycili kozacy, a ludność nie ustępowała, Moskale pod wodzą pułkownika Steina, luteranina, otworzyli ogień do zgromadzonych włościan. Na ich czele stał z krzyżem procesyjnym bł. Daniel Karmasz (48 lat), który dla pozbawionych duszpasterza parafian był duchowym przywódcą. To on z pomocą bł. Łukasza Bojko (22 lata) gromadził wiernych i kazał bić w dzwon na alarm, gdy zbliżali się siepacze. On też padł rażony kulą, a jego krew zbroczyła krzyż, który od tamtych wydarzeń jest relikwią przechowywaną z wielką czcią.

pratulin1874cJako pierwszy zginął od kuli bł. Wincenty Lewoniuk (25 lat). Za nim kolejno padali następni obrońcy. Bł. Filip Geryluk (44 lata) padł przy następnej salwie. Bł. Maksym Hawryluk (34 lata) zmarł od rany postrzałowej w brzuch. Bł. Konstanty Łukaszuk (45 lat) zginął od pchnięcia bagnetem. Bł. Onufry Wasyluk (21 lat) umierał na oczach swej młodej żony. Bł. Anicet Hryciuk (19 lat) to najmłodszy z męczenników, jedynak, który umierał w ramionach ojca. Bł. Konstanty Bojko (49 lat) ceniony był przez sąsiadów za szlachetność i pracowitość. Bł. Ignacy Frańczuk (50 lat) pochodził z Derła i był współpracownikiem Pikuły. Stał z krzyżem na czele obrońców, gdy padł Daniel Karmasz. Bł. Jan Andrzejuk (26 lat) również pochodził z Derła, gdzie był formowany przez Pikułę. Do tego grona należał również bł. Michał Wawryszuk (21 lat), który brał udział w przygotowaniach do obrony świątyni. Bł. Bartłomiej Osypiuk (30 lat) w chwili śmierci modlił się za oprawców. Łącznie zmarło tego dnia trzynastu mieszkańców parafii, a 180 osób odniosło obrażenia. Był to jeden z najtragiczniejszych dni dla grekokatolików (il. obraz Walerego Eljasza-Radzikowskiego), jednak wbrew oczekiwaniom Rosjan terror nie złamał ducha w prześladowanych.

pratulin1874dGnębieni na różne sposoby Unici, wspierani przez tajne misje jezuitów, trwali przy swej wierze ponad trzy dekady i dopiero w 1905 roku doczekali się ukazu tolerancyjnego. Wtedy to około 230 tysięcy prześladowanych grekokatolików przeszło do Kościoła rzymskokatolickiego. Pamięć o tamtych wydarzeniach kultywowana jest do dziś nie tylko przez mieszkańców Podlasia. W 1996 roku Jan Paweł II beatyfikował trzynastu Męczenników z Pratulina, okazując jednocześnie cześć tym wszystkim, którzy wobec Boga i historii złożyli heroiczne świadectwo wiary.

Więcej informacji o bł. Męczennikach z Pratulina można znaleźć między innymi w książce ks. Andrzeja Mikołajczyka zatytułowanej „Uświęcają nas i nasze dzieje. Sylwetki duchowe polskich świętych i błogosławionych, którzy zostali wyniesieni do tej godności przez Jana Pawła II” (Piastów 1997). Proponuję właśnie tę pozycję, ponieważ dostępna jest w zbiorach naszej biblioteki parafialnej.

I jeszcze linka do wspomnianego fotoreportażu:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/15Lipca2013

* Autor jest prawnukiem p. Pawła Pikuły z Derła. Pierwodruk artykułu: „Mogilski Krzyż” 2(154)/2013.

miroslawborutaMirosław Boruta

23 czerwca w obecności Episkopatu Polski został poświęcony Kościół Błogosławionego Jana Pawła II w Krakowskim Centrum „Nie lękajcie się!”. W uroczystej Mszy Świętej wzięli udział kardynałowie, arcybiskupi i biskupi, zgromadzeni na 362-tym zebraniu Konferencji Episkopatu Polski.

SGórna część świątyni bł. Jana Pawła II powstaje na planie ośmioboku. Zastosowane przy budowie kościoła rozwiązania zbliżają go do stylu architektury Rzymu i Krakowa. W wykończeniach wnętrza dominuje kamień oraz beton architektoniczny. W ołtarzu głównym i na bocznych ścianach znajduje się dekoracja mozaikowa - dzieło o. Marko Ivana Rupnika SJ - uznanego w świecie artysty słoweńskiego pochodzenia, twórcy mozaik m. in. w krypcie nowego kościoła w San Giovanni Rotondo we Włoszech. Do kościoła prowadzą odlane z brązu drzwi przedstawiające postać bł. Jana Pawła II, któremu towarzyszą święci i błogosławieni wyniesieni przez Niego na ołtarze. Kościół bł. Jana Pawła II zostanie udostępniony wiernym od dnia poświęcenia, po uroczystej Mszy św. z udziałem Episkopatu Polski oraz gości z kraju i z zagranicy (Za: www.sanktuariumjp2.pl)

Warto dodać, za ogłoszeniami parafialnymi, że Msze Święta będą w Kościele Błogosławionego Jana Pawła II odprawiane po wakacjach, a do Centrum od 22 czerwca dojeżdza autobus MPK linii 135 z Golkowic. Jego ostatnie przystanki w drodze do Świątyni to: Myślenicka (na żądanie), Bujaka, Kurdwanów, Przykopy (na żądanie) i Centrum JP II a z powrotem: Centrum JP II, Przykopy (na żądanie), Kurdwanów, Bujaka, Halszki i Myślenicka (na żądanie)...

Fotorelację z wnętrza świątyni można obejrzeć tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/7Lipca2013

barbarahenkeBarbara Henke

Od kilku dni w Belgii trwa dyskusja pomiędzy partiami, jak i ankieta publiczna na temat nowego projektu prawa, a mianowicie rozszerzenia eutanazji na życzenie, która dla pełnoletnich legalna jest od 2002 roku, także na małoletnich. Zgoda, a raczej orzeknięcie eutanazji miałoby być domeną psychologa dziecięcego, bez dolnej granicy wiekowej. Prawo miałoby dopuszczać odmowę zabicia dziecka przez pojedynczego lekarza (clause de conscience – klauzula sumienia), jednakże nie przez szpital – ten ostatni miałby obowiązek dokonania tego czynu.

Propozycja ta wysunięta została przez, mającą większość w Belgii, Partię Socjalistyczną (PS), wspierana jest przez Ruch Reformatorski (MR) i przez Zielonych (Ecolo) ze strony Walonii i propagowana jest także we Flandrii przez odpowiadające im partie flamandzkie. Jednakże w tym wypadku, co nie zdarza się w Belgii zbyt często, projekt ten spotkał się z ostrą opozycją partii chadeckich – zarówno walońskiej, jak i flamandzkiej. Także Kościół Katolicki zabrał głos, szczególnie w ankiecie publicznej, zatem w licznych debatach i wywiadach.

eutanazjanieletnichNiestety, głosy sprzeciwu tłumione są przez świetnie przygotowane argumenty zwolenników eutanazji, a w debatach telewizyjnych trudno nie zauważyć stronniczości prowadzących (fot. lalibre.be). Przejawia się ona nie tylko nieproporcjonalnie małą ilością czasu dawaną przeciwnikom eutanazji w stosunku do ilości czasu oferowanej jej zwolennikom, lecz także ich bezpośrednimi komentarzami, co nie powinno mieć miejsca w demokratycznej debacie. W codziennych rozmowach z ludźmi jest to temat nie cieszący się zbytnim zainteresowaniem, marginalny lub praktycznie nieistniejący.

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

Miejscowość Mokry Dwór (gmina w powiecie Pruszcz Gdański) już po raz piąty zorganizowała święto kwiatów pod nazwą „Żuławski Tulipan”. Festyn ten odbył się w dniach 18-19 maja. A skąd nagle na Żuławach święto tulipana? Może to jakaś „ściema” - powiedział by dziś niejeden młody człowiek.

zulawskitulipan1Ale zacznijmy po kolei. Żuławy to bardzo ciekawy i historycznie interesujący kawałek Polski. Przede wszystkim jest to „depresja”. Termin, który wielu z nas niewiele mówi, oznacza ląd poniżej poziomu morza. Teren jest tu tak płaski, że można się przewrócić od takiej poprawności horyzontu, jest nieprzyzwoicie prosto jak na stole. Teren jest także podmokły a czysta, bujna i pachnąca młoda zieleń powoduje u mieszczucha niemal zawrót głowy. Ziemia jest tutaj bardzo żyzna, nadaje się doskonale na różnego rodzaju uprawy.

Na Żuławy w XVI w. sprowadzeni zostali przez polskie władze osadnicy holenderscy, celem zagospodarowania tych terenów i lepszego ich wykorzystania. Pierwsze grupy Holendrów (Olędrów) – Mennonitów pojawiły się w Gdańsku i w Elblągu w 1550 roku. Skąd ta druga nazwa? Otóż Mennonici to religijny odłam anabaptyzmu który powstał w Niderlandach w XVI wieku. Grupy te powstawały także w Niemczech i Szwajcarii. Jak w każdym społeczeństwie, gdzie występują różne waśnie i spory tak też i Mennonici w swoich krajach ich nie uniknęli. Niemcy nie byli dla nich gościnni stąd też znaleźli schronienie w sąsiedniej Holandii, a później Polsce. Po przybyciu do Polski, która w owym czasie słynęła z daleko idącej tolerancji, w tym także religijnej, zaczęli się rozwijać. Tak gospodarczo (Żuławy – tereny podmokłe, budowa kanałów, śluz, przepustów wodnych, uprawy nowych gatunków roślin itp.), jak też i społecznie. Polska stała się ich drugim, bezpiecznym domem. Ktoś zapyta a co my mamy dzisiaj z tego? Odpowiedź jest prosta.

zulawskitulipan2Szacuje się, że po drugiej wojnie światowej na ziemiach polskich pozostało około 11.000 osób pochodzenia holenderskiego. Pozostało też do dzisiaj wiele śladów ich kultury materialnej. Kościoły (domy modlitwy – miejscowość Trutnowy i Wróblewo), zabudowania gospodarcze i całe domostwa (domy podcieniowe – Trutnowy), wiele budowli hydrotechnicznych, które do dziś spełniają swoją rolę na podmokłym terenie depresyjnym. To stanowi też o naszej historii i kulturze. Pojawiają się również stare wiatraki i młyny wodne. Taki jest dzisiaj krajobraz malowniczych Żuław.

Ci zaradni Holendrzy przywieźli zapewne także do Polski uprawę tulipanów. W Mokrym Dworze grupa współczesnych nam plantatorów tulipanów zorganizowała wspomniane wyżej święto kwiatów. Ale „Co ma piernik do wiatraka?” – mówi stare powiedzenie. Otóż plantatorzy tulipanów na Żuławach aby podnieść jakość swoich cebulek, wzmocnić je gatunkowo, podtrzymać jakość i intensywność barwy kwiatów, muszą tym kwiatom, które przeznaczone są na nasienie i cebulki (tulipan jest rośliną która wyrasta z cebulki) – w pewnym okresie ich kwitnienia – obcinać kielichy. To z kolei daje całą masę samych pięknych i dorodnych kwiatów do zagospodarowania. A co z nimi zrobić?

zulawskitulipan3Dlatego właśnie powstało to święto. Wielu młodych ludzi układa z tysięcy listków i kwiatów przeróżne mozaiki kwiatowe. Kwiaty te i płatki kwiatowe dowożone są dużymi samochodami na miejsce ekspozycji, a tam plastycy wymyślają i układają różne historie dla dzieci. Zabawa przednia dla wszystkich. Dzieci i dorośli, a w tym turyści, mają swoje kolejne święto. Stragany i kramy z regionalnymi wyrobami i produktami, stoiska z książkami, plac zabaw dla najmłodszych, estrada dla wykonawców ciekawych baśni książkowych. Jest oczywiście orkiestra dęta miejscowej OSP, są baloniki na druciku i cukrowa wata. Cała gmina wspaniale się bawi. Święto jakich mało a wszystko to za przyczyną pięknych i dorodnych tulipanów. Wspaniała gospodarcza inicjatywa lokalna. Oby więcej takich pomysłów i naśladowców. Nigdy nie warto niszczyć pięknych kwiatów 😉

I jeszcze linka do fotoreportażu, serdecznie polecamy:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/4Czerwca2013

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

12 maja w kościele Opactwa św. Wojciecha Mniszek Benedyktynek w Staniątkach odbył się kolejny koncert z cyklu "Skarby muzyki w perle kultury". Wykonawcami byli Chór Kameralny Bazyliki Cystersów w Krakowie-Mogile pod dyrekcją p. Stanisława Kowalczyka i p . Marka Stefańskiego - organy.

20130512stWykonano utwory muzyki chóralnej polskiego renesansu oraz dawnej muzyki organowej: polskiej (Warszawska Tabulatura Organowa, Mikołaj z Krakowa) i niemieckiej (J. S. Bach, J. L. Krebs oraz dzieła innych mistrzów niemieckiego baroku). Był to koncert na rzecz ratowania starego klasztoru SS. Benedyktynek w Staniątkach.

Koncert bardzo się podobał, został przyjęty z dużym aplauzem. Inicjatywa godna polecenia i propagowania wśród innych środowisk artystycznych Krakowa. Klasztor w Staniątkach to jeden z najstarszych obiektów klasztornych w Polsce i musimy go uratować za wszelką cenę, gdyż jest to nasz obowiązek wobec tysiącletniej historii i kultury Polski. Jeżeli zaprzepaścimy tę szansę to będzie to nasza klęska przed Bogiem, historią i przyszłymi pokoleniami Polaków. Nie zapominajmy o naszych korzeniach!

Fotoreportaż z tego wydarzenia i pięknego miejsca jest tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/12Maja2013ak

barbarahenkeBarbara Henke

W środę, 24 kwietnia, w jednej z sal konferencyjnych Brukselskiego Uniwersytetu, l'Université Libre de Bruxelles (ULB), miejsce miała debata na temat: „Bluźnierstwo: obraza, czy wolność słowa?” (fr. „Blasphème: offense ou liberté d'expression?”), której przewodniczył prymas Belgii, arcybiskup André-Joseph Léonard.

obliczanienawisci1Konferencję tę przerwało, jak informuje portal informacyjny „20 Minutes Online”, wtargnięcie kilku „aktywistek” feministycznej organizacji Femen (il. za: 20min.ch).

Były one półnagie, na piersiach wypisane miały hasła w rodzaju: „Moje ciało, moje zasady”. Polewały arcybiskupa wodą z małych butelek w kształcie figurek Matki Bożej, wołając: „Léonard, mamy  Ciebie dość!”!

obliczanienawisci2Incydent ten trwał około minuty, kobiety zostały wydalone z sali przez ochronę uniwersytetu. Prymas nie reagował na atak feministek. Pozostawał spokojnie w pozycji modlitewnej.

Znany jest on z konserwatywnej, czyli normalnej, zgodnej z nauką kościoła, postawy względem kwestii aborcji, eutanazji i praw par homoseksualnych, co jest mocno krytykowane przez silne belgijskie lobby homoseksualne, a także media publiczne.

obliczanienawisci3Ta sytuacja wyraźnie pokazuje jak „wolna” jest przestrzeń Unii Europejskiej, szczycącej się wolnością poglądów, wyznania, słowa. Coraz bardziej w przestrzeni publicznej, nawet w szkołach, widoczna jest dyktatura tzw. „liberalizmu”, pod przykrywką tolerancji i wolności.

W tej sytuacji od razu nasuwają się słowa Jana Pawła II, przemawiającego w Parlamencie Rzeczypospolitej Polskiej podczas pielgrzymki do Ojczyzny w 1999 roku: „Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

barbarahenkeBarbara Henke

Poniższa karykatura to jedna z wielu, które przyciągnęły moją uwagę w ostatnim czasie. Codziennie, w belgijskim dzienniku „Soir”, pojawia się „Karykatura dnia”. Ta, przedstawiająca lidera niderlandzkiej partii narodowej - Nowego Sojuszu Flamandzkiego (N-VA), Barta de Wevera, choć wydaje się zwyczajnie złośliwa, ma o wiele ważniejsze znaczenie. Przedstawia bowiem skryte „nadzieje” Walonów (Belgów z francuskojęzycznego regionu Belgii – Walonii) dotyczące belgijskich wyborów federalnych, które odbędą się w 2014 roku.

belgia2014aDlaczego de Wever nie jest zbyt popularny w Walonii? Bowiem program jego partii zakłada działania, które można nazwać separatystycznymi, jak stopniowe usamodzielnianie się  Flandrii od dużo słabszej gospodarczo Walonii, czego efektem miałoby być odłączenie się Flandrii od Walonii i utworzenie autonomicznego państwa.

Dlatego też Walonowie boją się jego wygranej w  przyszłorocznych wyborach federalnych, szczególnie, że belgijskie ubezpieczenie społeczne jest wspólne dla obu części Belgii. Według statystyk, Walonia korzysta z niego dużo bardziej, niż Flandria. Związane jest to z historią Walonii, która była przede wszystkim obszarem kopalni węgla, dlatego też choroby i dolegliwości na tym terenie są dużo poważniejsze i kosztowniejsze, niż we Flandrii. Separacja pogrążyłaby Walonię zarówno na poziomie ekonomicznym jak i społecznym.

Jednakże N–VA idzie jeszcze dalej. W dobie kryzysu zaczynają się pojawiać z ich strony postulaty wyjścia ze strefy Schengen, a nawet z Unii Europejskiej. Dlatego też, de Wever często porównywany jest przez politologów do francuskiej polityk Marie Le Pen.

belgia2014bGdyby jednak proces oddzielenia miał miejsce, moglibyśmy być świadkami niezwykle ciekawej sytuacji w Europie. Według ekspertów, Bruksela najprawdopodobniej zostałaby miastem niezależnym, tak jak w tym momencie, szczególnie, że jest ona raczej frankofońska. Jednakże miasto to jest ze wszystkich stron otoczone Flandrią. Gdyby więc Flandria odłączyła się od Unii Europejskiej, aby znaleźć się w stolicy unijnej, trzeba by było, paradoksalnie, przejechać przez kraj, który nie należałby ani do Strefy Schengen, ani do Unii Europejskiej. Jak inaczej wyglądałaby wówczas mapa Unii Europejskiej 😉

barbarahenkeBarbara Henke

26 marca 2013 roku w gmachu Parlamentu Europejskiego odbył się pokaz „Anatomii Upadku” – „Anatomy of a Fall”, w którym miałam zaszczyt uczestniczyć. Było to bez wątpliwości wydarzenie wyjątkowe i znaczące.

Początek projekcji przewidziany był na godz. 18:30, jednakże już od godz. 18:00 przy wejściu do PE zebrało się wielu ludzi. Wokół dało się słyszeć język polski, a także angielski i francuski, nierzadko także z rozpoznawalnym, polskim akcentem. Było to coś niezwykłego, znajdować się wśród swoich, rodaków w sercu obcego kraju.

20130326au1Każdy z uczestników otrzymał przy wejściu specjalny identyfikator z oryginalnym numerem, który to pozwalał na przejście do części kontrolnej. Każdy został skrupulatnie sprawdzony, za pomocą skanerów i bramek. Następnie w grupach udaliśmy się do sali konferencyjnej, przygotowanej na projekcję filmu oraz dyskusję.

Sala była dobrze wyposażona, a organizatorzy przewidzieli tłumaczenie symultaniczne polsko-angielskie i angielsko-polskie. Wśród organizatorów należy wymienić oczywiście p. Anitę Gargas, a także p. Rafała Dzięciołowskiego oraz polskich europosłów: prof. Ryszarda Legutkę i Ryszarda Czarneckiego.

Spotkanie otworzył prof. Ryszard Legutko, wygłaszając krótkie wprowadzenie po angielsku, traktujące o okolicznościach katastrofy, śledztwa i przygotowywania filmu oraz pokazu. Następnie głos zabrała p. Anita Gargas, która przedstawiła cel spotkania – zwrócenie uwagi międzynarodowej opinii publicznej, po raz drugi (w 2011 roku odbyła się w Brukseli projekcja filmu „10.04.10”), na kwestię Tragedii Smoleńskiej.

20130326au3Wśród zgromadzonych byli także parlamentarzyści  oraz dyplomaci zagraniczni, w tym przedstawiciel dyplomacji rosyjskiej, a także brytyjski polityk, szef Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, europoseł Martin Callanan. Wygłosił on także krótkie oświadczenie, w którym podkreślił wagę polityczną katastrofy. Jednakże, po kilku pierwszych minutach filmu i zdjęciach, z niewyjaśnionych powodów opuścił salę.

Podczas projekcji dokumentu, widać i słychać było reakcje, jakie wywarł on na uczestnikach. Po filmie rozpoczęła się ożywiona dyskusja. Pytania padały najczęściej od Polaków, przybyłych specjalnie na pokaz z Niemiec, Francji i tych, mieszkających w samej Belgii. Pytano o możliwości reagowania i działania, szczególnie ze strony polskich stowarzyszeń, a także na kwestie bezpieczeństwa świadków rosyjskich i samej p. Anity Gargas.

Oświadczyła ona, że rzeczywiście świadkowie, którzy wypowiadali się w jej filmach, mieli niespodziewane odwiedziny funkcjonariuszy rosyjskich. Wspomniała także o nowym filmie, który jest obecnie przygotowywany, w którym pojawią się nowe wątki, związane ze śledztwem, a także nowi świadkowie.

Prof. Ryszard Legutko uwypuklił ogrom patologii politycznych związanych ze śledztwem i podkreślił, że obowiązkiem każdego jest przypominanie prawdy, ponieważ waga tej sprawy  wyraźnie tego wymaga.

Z kolei p. Rafał Dzięciołowski, ukazał, że pomimo propagandy, 65% Polaków odpowiada, że NIE WIE co zdarzyła się w Smoleńsku. Poruszył on także kwestię wiarygodności Państwa Polskiego jako członka Unii Europejskiej, która została utracona poprzez sposób prowadzenia śledztwa i ogromne zaniedbania. Stąd też, podkreślił, nieodzowna potrzeba zainteresowania się tą kwestią przez Unię Europejską.

anatomiaupadkuNiezwykle wzruszająca była przemowa p. Ewy Kochanowskiej, która podziękowała p. Anicie Gargas za jej działania i nazwał filmy, które zostały przez nią zrobione, „kamieniami milowymi” na drodze do odkrycia prawdy. Ujawniła także fakt, który nie był wcześniej znany, jakim było niedawne przekazanie z prokuratury rosyjskiej, na ręce prokuratora Andrzeja Seremeta oficjalnych przeprosin dla Rodzin Smoleńskich za problemy, jakie miały miejsce podczas śledztwa. Niestety, jak stwierdziła, nie było oficjalnego przekazania tych przeprosin przez prokuratora Seremeta na ręce Rodzin.

Po zakończeniu przemówienia p. Ewy Kochanowskiej jeden z uczestników debaty, Polak mieszkający w Niemczech, trafnie zauważył, że właśnie wówczas „nagle znikły” wszystkie kamery (wcześniej obecnych było kilka stacji telewizyjnych, w tym TVP i Polsat News), dosłownie stwierdził, że jest to „dziwne”, skrytykował także brak dużej ilości europarlamentarzystów. Faktycznie, połowa miejsc zarezerwowanych w pierwszym rzędzie, była pusta.

Mimo to, spotkanie uważać można za sukces. Obecnych było około 100 osób, w tym wielu Polaków, mieszkających na stałe za granicą, którzy nie zawsze mają dostęp do innych, niż „głównonurtowe” informacje.

Niektórzy twierdzą, że takie spotkania nic nie zmieniają, jednak, tak jak powiedział p. Rafał Dzięciołowski, należy ciągle przypominać. Nie tylko, aby upamiętnić wybitnych Polaków, którzy stracili w tej katastrofie życie, będąc w służbie Rzeczpospolitej, ale także dlatego, że jak mówił Owidiusz gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendokropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem.

Miejmy nadzieję, że takie właśnie krople przebiją skałę propagandy i sprawią, że prawda ujrzy światło dzienne.

I jeszcze fotoreportaż sprzed rozpoczęcia konferencji:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/26Marca2013bh

barbarahenkeBarbara Henke

Niedawno, podczas lekcji religii, omawiając kwestię nierówności społecznych, katechetka poruszyła temat „Nauki społecznej Kościoła Katolickiego”. W dokumentach opracowywanych podczas lekcji, pojawiły się oczywiście wyciągi z bulli papieskich, prezentujące stanowiska poszczególnych papieży względem nierówności społecznych i polityki socjalnej.

Jednym z nich był wyciąg z bulli autorstwa Jana Pawła II. Dyskusję na temat jego osoby zaczęli uczniowie, gdyż nawet w Belgii uważany jest za kogoś pozytywnego. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, nauczycielka oznajmiła, że „był to papież, który zacofał kościół, po tak wspaniałym wydarzeniu jakim był Sobór Watykański II, ponieważ nie zezwalał na stosowanie prezerwatyw”. Nie tylko ja byłam zszokowana takim oświadczeniem, mój przyjaciel – katolik – próbował dyskutować z katechetką, prezentując powody, dla których kościół zakazuje antykoncepcji, lecz nie chciała ona jego słów usłyszeć, ni skomentować.

Nie jest to jednakże odosobniony przypadek. Podczas konklawe, w wieczornych wiadomościach telewizyjnych, pojawił się reportaż zatytułowany: „Papieże XX i XXI wieku”. Sporo mówiono o tych przedwojennych, a o bł. Janie Pawle II powiedziano jedynie tyle, że po raz pierwszy za jego pontyfikatu pokazano publicznie apartamenty papieskie oraz że był on „papieżem – gwiazdą”. Ani słowa o jego ogromnej roli politycznej i wpływie na obecny kształt Europy.

janpaweliiencyklikaNa szczęście nie wszyscy nauczyciele tejże belgijskiej, notabene katolickiej szkoły średniej mają takie samo spojrzenie na bł. Jana Pawła II. Historyk wyraził zdumienie po usłyszeniu relacji z lekcji religii, według niego nieoceniony był wpływ papieża Polaka na historię Europy – bez niego Mur Berliński być może do dziś dzieliłby Europę.

Także pojawianie się reportażu, ukazującego pontyfikaty papieży ostatniego stulecia, świadczy o tym, że nawet w ateistycznie się prezentującej Belgii, kwestie religijne i wartości katolickie znajdują swe miejsce w przestrzeni publicznej, na co najlepszym przykładem jest poświęcenie im 10 minut, cieszącego się największą oglądalnością, czasu antenowego.

barbarahenkeBarbara Henke

Zabić jest łatwiej, niż pomóc”

Pod wpływem ostatniego artykułu p. Tomasza Terlikowskiego pt. „Aborcja zabija kobiety” oraz dyskusji z moimi belgijskimi znajomymi na temat  aborcji i adopcji wg ich prawa, zaczęłam szukać informacji na ten temat. Wiedziałam, że aborcja jest aktem powszechnym, jednakże nie zdawałam sobie sprawy jakie przybiera ona rozmiary. Już pierwsze statystyki były dla mnie szokujące. Obecnie w Belgii ok. 1 na 100 kobiet dokonuje aborcji. Większość z nich pomiędzy 20, a 24 rokiem życia.

Dlaczego postanowiłam porównać dostępność aborcji z możliwością adopcji? Skłoniła mnie do tego wypowiedź mojej znajomej: „Prościej jest adoptować dziecko z Afryki, niż belgijskiego noworodka”. I taka właśnie jest rzeczywistość.

Aby adoptować dziecko pochodzenia belgijskiego, należy poświęcić na wszelkie procedury z tym związane co najmniej (zgodnie z belgijskim prawem) 7 miesięcy i 15 dni. W tym czasie należy przejść 3 etapy. Pierwszy z nich to „Przygotowanie”. Jest to rodzaj szkolenia dla potencjalnej rodziny zastępczej. Koszt wzięcia udziału w tym szkoleniu to między 375 a 500 euro. Następnie „faza sądownicza” to ok. 50 euro. Kluczowym momentem jest kontakt z organizację zajmującą się adopcją, do której należy wpłacić ok. 2.500 euro, na pokrycie kosztów procedury adopcyjnej.  W sumie należy więc zapłacić za same formalności prawne ok.  3.050 euro. Jak się to ma do zabiegu aborcji?

Zacząć należy od tego, że aborcja w Belgii jest legalna od 1990 roku. Nie ma dolnej granicy wiekowej dla dziewczyny/kobiety, która chce się jej poddać. Młodociana osoba musi jednak mieć opiekuna – ale nie musi być to rodzic, ani nawet członek rodziny, jedynie osoba pełnoletnia. Okres pomiędzy pierwszą konsultacją, a operacją musi zawierać najmniej 6 dni. Natomiast pełny koszt operacji wynosi ok. 365 euro, z czego przeciętny Belg zapłaci 3 euro – resztę pokrywa powszechne ubezpieczenie społeczne.

Oto jak prezentuje się w statystykach ważna część polityki socjalnej Belgii, z której to polityki jej mieszkańcy są tak dumni. W sercu Europy, która uważa się za strażnika humanitaryzmu, wolności i Praw Człowieka na świecie, łatwiej jest zabić, niż pomóc i to tym najmniejszym, którzy najbardziej tej pomocy potrzebują.

barbarahenkeBarbara Henke

Mieszkając w Belgii od niespełna 5 miesięcy, rozmawiając z ludźmi, oglądając wieczorne wiadomości, wciąż nie mogę się nadziwić jak uderzający jest brak wiedzy o tzw. „krajach wschodu” (czyt. wszystkie kraje na wschód od Niemiec), wśród „ludzi zachodu”. O Polsce, oprócz reklamy pobytu w Zakopanem, nie słyszałam NIC w mediach belgijskich. Tak samo przedstawia się sytuacja naszych sąsiadów, a o Rosji mówi się jedynie poruszając temat Gerarda Depardieu, który został „uhonorowany” rosyjskim obywatelstwem.

Niejednokrotnie rozmawiając z moimi belgijskimi przyjaciółmi o Polsce, o naszej historii i teraźniejszości, wzbudzam zaskoczenie i pytania: „Naprawdę?”, „Dlaczego?”, „Czemu my nic o tym nie wiemy?”. Zaczęłam się nad tym zastanawiać: Być może powodem tego jest faktyczny brak źródeł dla mediów zagranicznych? Byś może uważają, że ludzi nic to nie obchodzi? Być może specjalnie izolują ich od tych informacji?

Zadając sobie te i inne pytania, podczas jednej z rozmów zapytałam mojej znajomej, którą uważam za osobę inteligentną, wykształconą i doświadczoną (46 lat) co ona o tym sądzi. Odpowiedziała mi, że dla nich, Belgów, Europa otwiera się raczej w stronę Francji, Hiszpanii, Portugalii. Jej zdaniem jest to pewnego rodzaju relikt Muru Berlińskiego*, w cieniu którego ona i jej rówieśnicy, urodzeni w latach 60/70, dorastali.

murberlinskiNie mając kontaktu i informacji o krajach „za murem”, właściwie nie wiedzieli o nich nic więcej oprócz tego, czego nauczyli się podczas lekcji historii, i tak też kraje te pozostają w ich świadomości także i dziś. Cytując dokładnie jej słowa: „Być może Mur Berliński upadł fizycznie, ale tak naprawdę wciąż istnieje w naszej świadomości…” (fot. Mur berliński w okolicy Bethaniendamm (1986), za: Wikipedia).

Co więcej, nowe pokolenie również wychowywane jest w tym przekonaniu. O Polsce wiedzą niewiele. W ich mniemaniu jest to kraj Auschwitz i Kopalni Soli w Wieliczce.

Jak więc zmieniać ten jakże nieprawdziwy obraz naszej Ojczyzny? Myślę, że wymiany międzynarodowe, takie w jakiej w tym momencie uczestniczę, mogą otworzyć oczy „zwykłym” obywatelom. Jednak to nie wystarczy. Uważam, że jest to pole do aktywnego działania dla polskiej dyplomacji, jednakże przy obecnych rządach raczej nie można na to liczyć.

Zostaje jednak wiara, że w przyszłości nowemu pokoleniu powiedzie się wziąć sprawy w swoje ręce i kształtować (a raczej budować) prawdziwy obraz Polski i jej przebogatej kultury za granicą.

*(Za Wikipedią): Mur berliński (niem. Berliner Mauer) – system umocnień długości ok. 156 km (betonowy mur, okopy, zapory drutowe, miny). Zwany był również eufemistycznie w języku propagandy NRD – antyfaszystowskim wałem ochronnym (antifaschistischer Schutzwall), od 13 sierpnia 1961 do 9 listopada 1989 oddzielał Berlin Zachodni od Berlina Wschodniego. Był on jednym z najbardziej znanych symboli zimnej wojny i podziału Niemiec. Podczas prób przedostania się przez strzeżone urządzenia graniczne do Berlina Zachodniego wielu ludzi zostało zabitych. Dokładna liczba ofiar jest sporna i niepewna, różne źródła podają od 86 do 238 śmiertelnych przypadków.

barbarahenkeBarbara Henke

Znajdując się jeszcze w bożonarodzeniowej atmosferze chciałabym móc podzielić się nietuzinkowym doświadczeniem, które miałam okazję przeżyć podczas tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia. A mianowicie wrażeniami z wigilii spędzonej w zaprzyjaźnionej, paryskiej rodzinie. Nie wiedziałam czego się spodziewać.

paryskawigilia1Byłam pewna, że tego roku zapewne nie doświadczę karpia, czy tak wspaniałego elementu polskiej tradycji bożonarodzeniowej, jakim jest opłatek, jednakże nadzwyczajność potraw, które pojawiły się na wigilijnym stole, przerosła moje oczekiwania.

Właściwie oprócz wspaniale przystrojonego stołu, świec i zgromadzonej wkoło rodziny, żadna z potraw nie była tożsama z tymi polskimi wigilijnymi.

paryskawigilia2Wieczerzę rozpoczęliśmy aperitifem składającym się z małych kawałków kiełbasek o różnych smakach, czarnych oliwek z południa Francji oraz słodkiego, białego wina.

Główny posiłek zainicjowaliśmy krewetkami, przyrządzonymi według tradycyjnej receptury i spożywanymi z białym, wytrawnym winem.

Następnym daniem był wędzony łosoś, podawany z przygotowanym na ciepło ciemnym chlebkiem z charakterystycznymi, korzennymi przyprawami.

Kolejną potrawą, która pojawiła się na stole była tradycyjna rolada z kaczego mięsa, serwowana na zimno, a zaraz po niej miałam okazję po raz pierwszy skosztować surowych ostryg z sosem miodowym lub sokiem z cytryny, które należało spożywać bezpośrednio „spijając” z muszelki.

paryskawigilia3Główną część Wigilii zakończyliśmy świąteczną Galettą – różnego rodzaju potrawy z galaretą, a następnie skosztowaliśmy deseru, w postaci małych ciasteczek, lodów i kawy. Oczywiście wszystko to trwało dość długo, a mianowicie około 4 godzin.

Rodziny katolickie, a w takiej miałam przyjemność spędzić Wigilię często chodzą na Pasterkę, która w Paryżu zaczyna się około 22:30, aby na koniec powitać Nowonarodzonego.

paryskawigilia4Jeśli jednak nie mają takiej możliwości, równo o północy wkładają do żłóbka, w swojej własnej, domowej szopce, małą figurkę Dzieciątka Jezus.

Cała Wigilia przebiega w miłej, rodzinnej atmosferze. Kolędy są zazwyczaj puszczane z CD, czasem śpiewane.

Jest to czas spędzany z najbliższą rodziną, dalsza rodzina przyjeżdża w Pierwszy Dzień Świąt Bożego Narodzenia, natomiast zarówno w Paryżu, jak i w Belgii, właściwie nie obchodzi się Drugiego Dnia Świąt Bożego Narodzenia. Jest to zwykły dzień pracy. Nie ma także specjalnej Mszy św. w kościele w tym dniu.

barbarahenkeBarbara Henke

To już ponad trzy miesiąca, jak jestem w Belgii. Ucząc się w belgijskiej szkole historii czy etyki oraz rozmawiając z ludźmi na tematu kulturalno-polityczne, nie mogę wyzbyć się wrażenia, że większość moich rozmówców, szczególnie ludzi młodych, została poddana „unifikacji” sposobu myślenia i poglądów politycznych. Natomiast słowem które wzbudza strach jest słowo „prawica”.

bartdeweverZastanawiające jest, że to słowo powiązane jest ściśle ze słowem „skrajna” i właściwie oba te słowa występują nierozłącznie. Przykładem tego może być lekcja historii, podczas której nauczyciel, mówiąc o Hitlerze, bezpośrednio przyrównuje do niego głowę prawicowej partii, Nowego Sojuszu Flamandzkiego, Barta de Wevera (fot. she.be), którego poglądy są rzeczywiście nieco „nacjonalistyczne”, ale porównanie go do Hitlera, jest co najmniej nadużyciem. Zaskakuje mnie szczególnie automatyzm, w jakim następuje połączenie słów prawica i radykalizm/ksenofobia/nacjonalizm/rasizm. Mając poglądy prawicowe jest się momentalnie uznawanym za ekstremistę i wykluczanym z dyskusji.

Pozwoliłam sobie odnieść to zjawisko do popularnych w erze globalizacji restauracji typu „Fast Food” i ich wszechobecnym produktem: hot-dogiem. Te dwa słowa, z których składa się nazwa produktu, będąc osobno, nie mają ze sobą nic wspólnego – oczywiście dla osób, znających język angielski.  Jednak osoba, nie znająca tego języka może, jedynie słysząc słowo „hot” lub „dog” utożsamić je automatycznie z nazwą potrawy, co nadaje tym dwóm słowom zupełnie inne znaczenie.

Myślę, że podobny mechanizm ma miejsce wśród ludzi zachodu. Szkoła nie zapewnia im właściwie wiedzy o świecie polityki i cechach, wyróżniających odrębne nurty polityczne, a jeśli nawet taki materiał występuje, to uczą się go dla tzw. trzech „z” (zakuć, zdać, zapomnieć); nie wykorzystują tej wiedzy w życiu codziennym. Więc tak jak z hot-dogiem, powtarzają to, co słyszą w szkole, w mediach, u znajomych – zło to ekstremiści, nacjonaliści i rasiści (wszyscy oczywiście w jednym worku), a skoro ekstremiści to prawica.

barbarahenkeBarbara Henke

... czyli historia powszechna po belgijsku

Powszechnie wiadomo, że nikt nie jest idealny i każdy ma prawo do pomyłek – „nawet” nauczyciel w szkole, czy wykładowca na uczelni. Zresztą, któż  nie zna słynnych „żartów zeszytów szkolnych”, wypełniających Internet, kalendarze itp. Osobiście wręcz lubuję się w tego typu żartach, sądziłam więc, że nic nie jest w stanie mnie rozśmieszyć, czy zbulwersować. Jednak myliłam się. Bowiem to, co usłyszałam w belgijskiej szkole podczas lekcji historii, przebija wszystko.

Przez ostatnie dwa dni lekcje prowadziła stażystka – studentka ostatniego roku Wydziału Historii, jednego z belgijskich uniwersytetów. Tematem lekcji był „stalinizm”. Słuchałam dość uważnie, chciałam bowiem wiedzieć, jak widzą Stalina „Ludzie Zachodu”. Od początku lekcji prelegentka była nieco zdenerwowana, mówiła zbyt szybko ale mimo to dość klarownie i ciekawie.

paktribbentropmolotowJednak pod koniec lekcji, podczas omawiania „Głównych konsekwencji reżimu stalinowskiego”, stażystka powiedziała: „W 1939 roku Stalin, chcąc zabezpieczyć się przed atakiem ze strony Hitlera doprowadził do podpisania Paktu Brest–Litovsk, dzięki temu Hitler zaatakował jako pierwszą Francję, co było początkiem II Wojny Światowej”. Myślałam, że się przesłyszałam, więc spytałam prelegentkę: „Przepraszam, a Pakt Ribbentrop–Mołotow i atak na Polskę we wrześniu 1939 roku?” (fot. Podpisanie paktu: Mołotow, za nim Ribbentrop i Stalin, za: Wikipedia). Na to zmieszana i skonfundowana stażystka odpowiedziała: „Być może, ale nie wiem.”

Zaskoczyła mnie nie tylko odpowiedź ale także brak reakcji ze strony nauczyciela historii, który obserwował sposób prowadzenia lekcji przez stażystkę. Być może spowodowane to było dzwonkiem, zapowiadającym koniec lekcji, jednak taki błąd na lekcji historii???

Zapytałam więc moich kolegów z klasy, jakie jest ich zdanie na temat tego, co powiedziała stażystka. O dziwo, większość z nich „wyłapała” tę  bzdurę z jej wypowiedzi oraz zauważyła jej brak kompetencji. Okoliczność ta wywołała również burzliwą dyskusję, w której udział wzięli także niektórzy nauczyciele.

Być może błąd tej wynikł jedynie za zdenerwowania stażystki, nie z braku wiedzy, jednak stanowisko uczniów w obliczu tego zdarzenia daje nadzieję na to, że młodzi w Belgii, tak jak wszędzie na świecie, będą mieli odwagę, a przede wszystkim ochotę, by dążyć ku prawdzie w każdej sytuacji i kreować w ten sposób otaczające ich społeczeństwo.

barbarahenkeBarbara Henke

Rzecz o obchodach 11 Listopada w Belgii

Dla nas, Polaków, dzień 11 listopada to święto szczególne. Prawdę powiedziawszy, nie zdawałam sobie sprawy, że jest to także wyróżniający się dzień w Belgii. Jest on ustawowo wolny od pracy i obchodzony pod nazwą Dnia Żołnierza lub Święta Wyzwolenia (oficjalne zakończenie I Wojny Światowej).

Jako, że dzień ten wypadł w tym roku w niedzielę, chciałabym krótko opowiedzieć jak obchodzony jest on w koście. Podobnie jak w Polsce suma jest Mszą Świętą, odprawianą w intencji Ojczyzny. Zapraszani są na nią miejscowi Kombatanci.

11listopadawbelgiiUwagę z pewnością przykuwały 2 flagi – belgijska i francuska (zdjęcie obok), umieszczone na przeciwległych bokach prezbiterium. Na koniec tej Eucharystii odśpiewany, a raczej „odstany i odsłuchany”, został hymn Belgii. Bowiem, niestety, przeciętny Belg nie zna słów swojego własnego hymnu państwowego, jedynie melodię.

Także podczas innych Mszy Świętych, pod koniec, odmawiana jest krótka modlitwa za Ojczyznę i pokój na świecie.

Zadziwiło mnie to, jak rzeczywista jest powszechność Kościoła Katolickiego. Nawet w kraju typowo laickim, nierzadko odwracającym się od wiary,  multikulturowym, nie mającym zakorzenionych w historii współpracy Państwa z Kościołem oraz jedności narodowej, takich jakie ma Polska, mimo wszystko Kościół otacza je swoją modlitewną opieką. Jest to naprawdę piękne i daje nadzieję na przyszłość.

barbarahenkeBarbara Henke

Zdjęcia: Mirosław Boruta

Czy Belgia słusznie jest centrum Unii Europejskiej? Czy jest przykładem braterstwa i zgodności, integracji, konsolidacji w imię wspólnych, obopólnych korzyści gospodarczych i kulturowych? Czy rzeczywiście jest ona „sercem” Europy? Geograficznie rzecz ujmując, owszem. Jednak politycznie i ideologicznie, bynajmniej. Jest to państwo, którego rozwarstwienie kulturowe sięga samych jego początków i czyni je prawdopodobnie jednym z najmniej zintegrowanych wewnętrznie państw w Europie.

Belgia jest państwem bardzo młodym. Za datę jego powstania przyjmuje się rok 1830 i nie bez powodu kojarzy się ona Polakom z Powstaniem Listopadowym, bowiem Belgia jest kolejnym przykładem państwa, które niejako zawdzięcza swój byt Polsce. Należy cofnąć się wstecz do postanowień Kongresu Wiedeńskiego (1814-1815), a konkretnie do zasady legitymizmu – powrót do dynastii panujących w Europie przed Rewolucją Francuską i ustanowienie nienaruszalności ich władzy, jako tej która dana im jest od Boga.

SZasada ta, jak również zasady restauracji i równowagi sił, miały zapewnić Europie „ład i porządek”, nad którymi pieczę miało sprawować tzw. Święte Przymierze. Była to konfederacja państw europejskich, których władcy mieli za zadanie czuwać nad „porządkiem i ładem w Europie” i w razie działań narodowo-wyzwoleńczych w jednym z państw członkowskich, wspomóc militarnie władcę zagrożonego „nieładem” państwa w ugaszeniu rewolucji. Zapewne nikogo nie zdziwi fakt, że w tej organizacji prym wiodły: Austria, Rosja i Prusy, a sam akt ustanawiający Święte Przymierze podpisano z inicjatywy cara Rosji, Aleksandra I.

Tereny dzisiejszej Belgii, na mocy Kongresu Wiedeńskiego, wchodziły w skład Królestwa Niderlandów (połączenie terenów dzisiejszej Belgii i Holandii). Wcześniej tereny te należały kolejno do Państwa Franków, Francji i Niemiec, Burgundii, Austrii, Hiszpanii, Austrii i Francji. Były to więc tereny bardzo zróżnicowane kulturowo, jednak ludność posługiwała się w większości językiem francuskim i niemieckim. Już podczas panowania  Hiszpanów – Habsburgów – na tych ziemiach zaczęła się kształtować w Belgach pewnego rodzaju świadomość narodowa, spowodowana najprawdopodobniej surowymi rządami tejże dynastii – nastąpiła konsolidacja przeciwko „wspólnemu wrogowi”(objawem tego był tzw. „Przewrót Brabancki”).

SZatem, gdy po Kongresie Wiedeńskim utworzono Królestwo Niderlandów, Belgowie zaoponowali, co zaowocowało w sierpniu 1830 roku rewolucją belgijską. W historii Europy wpisuje się ona w próby zachwiania porządku pokongresowego, tak samo jak powstanie listopadowe w Polsce. Był to również alarm dla Świętego Przymierza – obalono w Belgii króla Królestwa Niderlandów. Jednak żadne z państw, poza carem Rosji, nie zamierzało reagować. Car zbierał armię, chcąc przywrócić stary porządek w Belgii, jednak wtedy to właśnie w listopadzie 1830 roku wybuchło w Polsce powstanie listopadowe, co zmusiło go do „uporządkowania spraw” w jego najbliższym otoczeniu.

Tak więc to w przedziwny sposób toczą się losy Europy, kto wie co stałoby się gdyby powstanie w Polsce wybuchło pół roku później? Jednak „gdybanie” nie ma sensu. Tak jak już wcześniej wspominałam, istotne jest obecnie aby dawać świadectwo i przypominać, przypominać, że Polska jest ważna zarówno w przeszłości, jak i teraz.

Belgia, od początku była państwem, zamieszkiwanym przez różne nacje, które to połączyły się pod jednym sztandarem naprzeciw ciemiężcom i tyranom. Jednak w momencie, kiedy nie było już przeciw komu walczyć i trzeba było stworzyć struktury państwowe, pomiędzy nimi poczęły się tarcia. Nie były jednak one tak silne jak w czasach późniejszych. Belgia zbudowała swoją państwowość w duchu demokracji, jako monarchia konstytucyjna; językiem urzędowym, obowiązującym w całym kraju, był język francuski.

SDo silnych podziałów pomiędzy terenami północnymi (Flandrią) oraz południowymi (Walonią), zaczęło dochodzić w XX w., na początku głównie na płaszczyźnie językowej i kulturowej, następnie także na płaszczyźnie gospodarczej – szczególnie po kryzysie gospodarczym w Walonii, w latach 60. Efektem tego w roku 1963 nastąpił formalny podział Belgii na 3 regiony: północną Flandrię, południową Walonię oraz Region Stołeczny Brukseli. Reforma ta, katalizowana była przez Flamandów, którzy chcieli niejako odciąć się ekonomicznie od pogrążonej w kryzysie Walonii.

Państwo podzielone jest więc nie tylko językowo ale również gospodarczo. Podczas gdy Walonia jest terenem kopalnianym i rolniczym, Flandria jest mocno zurbanizowana i oczywiście „wizytówką” tego regionu jest 2. w Europie, a 4. w świecie port w Antwerpii, która jest także największym na świecie centrum szlifowania diamentów.
Jakby tego było mało, we wschodniej Walonii, od 1984 roku istnieje trzecia wspólnota językowa  – Wspólnota Niemieckojęzyczna Belgii, która pretenduje do miana czwartego regionu Belgii.

Od 1993 roku Belgia jest państwem federalnym. Władza w Belgii sprawowana jest na 5 poziomach: federalnym, wspólnotowym (wspólnoty językowe), regionalnym, prowincjonalnym oraz komunalnym (lokalnym, samorządowym).

Ostatnio, czyli 14 października, odbyły się w Belgii wybory samorządowe. Jak wyglądała Belgia przedwyborcza, a jak wygląda powyborcza?

Na pewno pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy gdy przyjechałam do Belgii w sierpniu, były różnokolorowe plakaty wyborcze. Każda partia ma swój własny „kolor”. Dostrzec w nich można podobieństwo do partii francuskich, bowiem „kolor” lewicy jest czerwony lub zbliżony do czerwonego, a prawicy niebieski.

SW Walonii (będę się wzorowała na tym regionie, ponieważ w nim to właśnie żyję i na nim opieram tę część artykułu) występują 4 duże partie: MR (fr. Mouvement réformateur) – Ruch Reformatorski, partia liberalna, o charakterze prawicowym;  cdH (fr. Centre démocrate humaniste) – Centrum Demokratyczno – Humanistyczne, partia o profilu chadeckim; PS (fr. Parti Socialiste) – Partia Socjalistyczna, oczywiście lewicowa o profilu socjaldemokratycznym oraz Ecolo (fr. Écologistes Confédérés pour l’organisation de luttes originales), należąca do Europejskiej Partii Zielonych.

W całej Belgii z list różnych partii, startowali także Polacy. Co więcej, w tym roku startowało ok. 20 Polaków – tak dużej ilości Polaków na listach belgijskich jeszcze nie było. Rzeczą, która najbardziej mnie zdziwiła, była możliwość głosowania w wyborach – legalni rezydenci z państw członkowskich Unii, także Polacy, będący w Belgii legalnie co najmniej 3 miesiące, mogą głosować w wyborach na tych samych prawach, co elektorzy pochodzenia belgijskiego.

PS to partia, która przed wyborami była najbardziej widoczna w regionie, w którym mieszkam. Ich plakaty dominowały w sferze publicznej, a organizowane przez nich akcje, takie jak wysyłanie w przeddzień wyborów listów zachęcających do głosowania na ich partię, adresowane imiennie do każdego mieszkańca „gminy”, zalewały strefę prywatną.

SChcąc więcej dowiedzieć się o kulturze politycznej i programach partii belgijskich, razem z moją znajomą Belgijką udałyśmy się na lokalną debatę przedwyborczą. Zgromadziła ona dużą liczbę widzów i odbywała się w eleganckim domu kultury. Reprezentanci 5 partii (oprócz wyżej  wymienionych w tym roku po raz pierwszy w wyborach startował FDF (fr. Front Démocratique des Francophones) – Front Demokratyczny Frankofonów, po trzech z każdej partii, zostali podzieleni na 3 grupy, odpowiadające 3 tematom debaty: Działalność Socjalna, Kwestia Młodych i pracy oraz Mieszkania Socjalne.

Debata rozpoczęła się krótkim wprowadzeniem, następnie pierwszy stolik – Działalność Socjalna – otrzymywał pytania. Co ciekawe, na początku sprawdzono wiedzę ogólną kandydatów na ten temat. Przykładem tego może być pytanie: „Od ilu lat istnieje Restauracja X w mieście Auvelais?”

Ogólnie rzecz biorąc debata przebiegała zgodnie z planem i spokojnie, aż do trzeciego stolika (kwestia Mieszkań Socjalnych), przy którym to, jako przedstawiciel PS, siedział ówczesny (obecny, niestety, również) burmistrz: Jean-Charles Luperto (z pochodzenia Włoch). Nietrudno było zauważyć, że mężczyzna ten dominuje wśród kandydatów. Sam jego wygląd (dobrze skrojony garnitur, I-Pad zamiast notatnika, promienny uśmiech) oraz postawa (lekceważąca dla innych kandydatów, próba budowania porozumienia z widownią), dawały mu niejako moralną przewagę. Otrzymał także najwięcej głosu, co przecież nie powinno mieć miejsca podczas debaty. Dopiero później dowiedziałam się, że prowadzący debatę jest jego dobrym znajomym.

Partią, która wygrała w regionie, w którym mieszkam (Sambreville), jest oczywiście PS (ok. 49%, tym samym uzyskała ona większość absolutną), z p. Luperto na czele, który po raz drugi został burmistrzem. Jest on także Prezydentem Parlamentu Walonii. PS uzyskała przewagę w większości samorządów. Następnie plasowały się MR, cdH, Ecolo i FDF.

SWidać więc wyraźnie, że nie tylko w Polsce jednopartyjność jest codziennością. Innym problemem Belgii, a w szczególności Walonii, jest działająca we Flandrii nacjonalistyczna partia flamandzka N–Va, pod przywództwem charyzmatycznego Barta de Wevera, która dąży do stopniowego uniezależniania się Flandrii od Walonii i w efekcie odłączenia się Flandrii jako samodzielnego podmiotu państwowego. Największe poparcie partia ta otrzymała w Antwerpii – najbogatszym mieście Belgii.

Czy Belgia rzeczywiście może być uznawana za „serce Europy”? Myślę że w pewien sposób tak. Bowiem jej wewnętrzna sytuacja odzwierciedla obecną sytuację w Europie: niestabilność gospodarcza i obyczajowa oraz rządy lewicy. Pojawia się także kwestia podziałów – podziały na poziomie państw są nieuniknione oraz warunkowane przez historię, która tworzy odrębność kulturową. Jednak podziały wewnątrz jednego państwa, tworzą chaos i grożą rozłamem, szczególnie zaś, gdy obywatele tego państwa zatracą poczucie przynależności narodowej. Tak niestety stało się w Belgii. Nie istnieje tutaj pojęcie patriotyzmu, nie ma spoiwa łączącego Flandrię z Walonią. Nie łączy ich ani język, ani  gospodarka, ani kultura. Natomiast ich jedyną wspólną wartością jest historia. Jednak ta z kolei, nie jest dostatecznie długa.

barbarahenkeBarbara Henke

Zdjęcia: Mirosław Boruta

Belgia, jako „centrum Europy” wzbudza wiele sprzecznych emocji, częściej negatywnych, niż pozytywnych. Kojarzy się nam z różnego rodzaju obostrzeniami unijnymi oraz sztucznymi traktatami międzynarodowymi, próbującymi na siłę połączyć w jedną całość tak różne od siebie kultury krajów członkowskich Unii Europejskiej. Spoglądając na ten kraj i wyrabiając sobie o nim opinię, niejednokrotnie patrzymy nań przez pryzmat Brukseli.

SJednakże Belgia, choć istotnie mała (odległość dwóch, najbardziej oddalonych od siebie krańców Belgii nie przekracza 300 km), jest bardzo bogata i zróżnicowana kulturowo. Składa się z trzech, praktycznie niezależnych od siebie części: Flandrii, Wspólnoty Niemieckiej oraz Walonii. Uwarunkowania polityczne i związki między tymi częściami są niezmiernie ciekawe, ale z racji zbliżających się wyborów komunalnych (14 października), połączę je razem z opisem wyborów w następnym artykule.

Belgowie, jako ludzie otwarci i niezwykle gościnni, wielce mnie zaskoczyli. Ich wyżej wspomniana gościnność, na każdym kroku przypomina mi tę naszą polską, osławioną gościnność sarmacką. Napotyka się ją na każdym kroku. Bowiem w Belgii istnieje zwyczaj, że każdą osobę, z którą się wita, należy pocałować w policzek. Obyczaj ten funkcjonuje wszędzie: w pracy, w szkole, między osobami płci przeciwnej oraz jednakiej (także między mężczyznami), nie zna także granic wieku. Jest na tyle ważny, że brak tego gestu, automatycznie skutkuje konsternacją drugiej osoby.

SWiększość Belgów deklaruje się jako katolicy, jednak smutna prawda wypływa na wierzch w kościołach, podczas Niedzielnej Liturgii. Najczęściej jestem najmłodszą osobą na Mszy Świętej (a mam 18 lat). Komunia, tak jak w większości krajów zachodnich przyjmowana jest na dłoń, a w rozdawaniu jej towarzyszy zawsze przynajmniej jeden, czasem dwóch albo trzech, szafarzy świeckich. Jednak najbardziej zaskakująca jest kwestia księży. W Belgii dostrzec można ogromny kryzys powołań do życia kapłańskiego i zakonnego oraz działanie misjonarzy, szczególnie z krajów Afryki, w ramach Dzieła Nowej Ewangelizacji. Któż z żyjących w XVI i XVII wieku uwierzyłby, że w XXI, to nie Europa będzie ewangelizowała Afrykę, ale Afryka Europę poprzez młodych, pełnych energii i radosnej wiary księży?

Belgowie pracują dużo. Przeciętny Belg spędza w pracy około 10 godzin dziennie, za to większość z nich nie pracuje w soboty i niedziele. Ważny jest także dla nich „czas dla rodziny”. Wspólne posiłki są tutaj cenione i celebrowane. Codziennie w okolicach godziny 18, 19-tej cała rodzina spotyka się na obiedzie. Jest to także czas na rozmowę, podsumowanie dnia. Każda osoba opowiada o swoim dniu, jak go spędziła, ewentualnie o problemach. Są one rozwiązywane praktycznie zawsze na forum całej rodziny. Tak więc każdy członek może wyrazić swoją opinię. Razem szukają rozwiązań.

SSmutną prawdą jest to, że rozwody tutaj, to chleb powszedni. Bardzo łatwo jest dostać rozwód i „pełnych rodzin” jest niewiele. Jednak związki między krewnymi są bardzo silne. Rodzice często odwiedzają swoje dorosłe dzieci, nawet jeżeli mieszkają daleko. Także dorosłe rodzeństwo odwiedza się często i spędza za sobą czas podczas weekendów oraz dni wolnych od pracy.

Oczywiście na co dzień spotykam się ze stereotypami na temat Polaków. Najbardziej powszednie to: „Polacy piją dużo wódki” oraz „W Polsce jest ciągle zimno”. Mistrzem fałszywych stereotypów okazał się mój nauczyciel od geografii, który połączył oba i stwierdził że: „Polacy piją dużo wódki, bo jest tam ciągle zimno”. Czasami naprawdę trzeba wzbić się na szczyty opanowania i spokojnie, poprzez staranne, wcześniej wybrane argumenty, obalić stereotypy, co stało się tutaj moją misją.

SO samej Polsce wiedzą niewiele. Zresztą sami to przyznają. Z Polską kojarzy im się najczęściej Auschwitz oraz, co jest o wiele bardziej optymistyczne, Kraków. Wielu z nich było w Krakowie. Wspominają także miło polskie potrawy, takie jak pierogi oraz pączki. Są to produkty najczęściej i najchętniej kupowane w polskich sklepach w Belgii.

Także tak ważna dla nas kwestia Tragedii Smoleńskiej, tutaj praktycznie nie istnieje w świadomości ludzi. Rozmawiałam z kilkoma osobami na ten temat i próbowałam przybliżyć pewne fakty poprzedzające katastrofę (jak interwencję śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji), samą katastrofę (zaniedbania i niespójności w „oficjalnym” raporcie), jak i konsekwencje (utrata części elit, dowództwa wojskowego czy wielkich postaci „Solidarności” i późniejszej walki o wolność jak śp. Anny Walentynowicz czy Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego).

Informacja o tym wydarzeniu była w Belgii mniej więcej trzyminutowa i podawała wiadomość jedynie o śmierci Prezydenta. Jednak Belgowie chcą wiedzieć co się stało naprawdę. Udało mi się zainteresować znane mi osoby Polską i są one pozytywnie zaskoczone bogactwem polskiej kultury, obyczajów i historii. Wierzę więc, że właśnie w ten sposób najlepiej zmieniać obraz naszej Ojczyzny w oczach Ludzi Zachodu – tych zwykłych obywateli – poprzez własne świadectwo.