Przeskocz do treści

grzegorznieradkaZ Władysławem Grodeckim – kartografem, wielkim podróżnikiem i znanym pilotem turystycznym – rozmawia Grzegorz Nieradka.

Władysław Grodecki wędruje po świecie od 30 lat; odwiedził wszystkie kontynenty (poza Antarktydą). Przed 25 laty spędził na pustyni 18 miesięcy. W latach 1980-92 zorganizował kilka wielkich wypraw trampingowych (Skandynawia, Hiszpania, Portugalia, Turcja, Ukraina). W ostatnich 10 latach odbył 4 wielkie wyprawy w tym 3 samotne dookoła świata.

Grzegorz Nieradka: Z wykształcenia jest Pan kartografem. Zatem  Pańskie  zamiłowanie do podróży nie jest dziełem przypadku. Jak wiemy, nie podróżuje Pan jedynie palcem po mapie. Jak zaczęła się ta przygoda?

wladyslawgrodeckiWładysław Grodecki: To zapewne geny „ Bliźniaka” (ur. 27 maja) człowieka uwielbiającego ruch i przygodę. Bardzo lubiłem, sport, zwłaszcza bieganie, a w szkole ze wszystkich przedmiotów geografię. Jako dziesięcioletni, jedenastoletni chłopiec z upodobaniem kopiowałem mapy różnych krajów.  Czy to był znak?  Po latach zostałem kartografem, a to że mogłem realizować swe młodzieńcze marzenia o wielkich wyprawach, o których tyle czytałem w powieściach np. J. Verne to mniej czy bardziej szczęśliwy zbieg okoliczności. A więc  studia geodezyjne i kartograficzne na Politechnice Warszawskiej, które później umożliwiły dobrze płatną pracę i wyjazd na kontrakt do Iraku. 18 miesięczna praca na pustyni była wielką przygodą i prawdziwą szkołą przetrwania. Po powrocie do kraju przez wiele lat sprawowałem ważne funkcje w Kole Przewodników Miejskich PTTK w Krakowie (v-ce prezes ds. szkolenia i przewodniczący Komisji Wycieczek Zagranicznych). Wówczas dużo podróżowałem po Europie i Azji. Przez wiele lat uczyłem się jak tanio i ciekawie to robić, aż w 1988 r. sam zorganizowałem  wielką wyprawę dla przewodników i działaczy PTTK. Za 45 USD na osobę w ciągu 30 dni przemierzyliśmy ogromną trasę przez Finlandię, Norwegię, Szwecję, Danię, RFN i NRD. Wielu uczestników tamtej ekspedycji do dziś wspomina, że była to „Wyprawa życia”. Od tej pory niemal co roku organizowałem kilkutygodniowe wyprawy trampingowe do Turcji i innych krajów Europy i Azji. Wreszcie nadszedł 1992 r. i największe wyzwanie mojego życia (?) – półtoraroczna wyprawa dookoła świata. Choć ruszałem z pięcioma studentami miałem przeczucie, że wkrótce zostanę sam. Niestety nie myliłem się. Tylko do Indii dotarliśmy razem, gdyż jak napisał jeden z warszawskich dziennikarzy „studentom zabrakło zwyczajnego hartu ducha” i nie tylko… To było przykre doświadczenie i od tej pory wędrowałem sam!

G.N. Wielokrotnie wyruszał Pan w podróż, aby uczcić jakieś ważne wydarzenia. Co dziś musiałoby się zdarzyć, aby raz jeszcze udał się Pan w samotną podróż dookoła świata ? Czy jest coś takiego?

W.G. Zaczęło się od uczczenia 500-lecia odkrycia Ameryki w 1992 r., ale celem następnych wypraw było upamiętnianie  ważnych wydarzeń w dziejach naszej Ojczyzny: „Osiemdziesiąta rocznica bitwy warszawskiej- 2000- 2001 r.” i „Sześćdziesiąta rocznica polskiego wychodźstwa z Rosji 2002- 2003”. Wędrując po świecie staram się wszędzie, gdzie tylko to możliwe szukać polonika i cracoviana. Jako  przewodnik  turystyczny po Krakowie często słyszę od cudzoziemców: „Wy Polacy macie piękną historię!”  Niemal co roku jest jakaś ważna rocznica. W tym roku mija siedemdziesiąt lat od ”rzezi wołyńskiej”, w przyszłym roku sto lat od „Wymarszu Kadrówki” i wybuchu I wojny światowej  oraz sześćset lat od nawiązania stosunków dyplomatycznych między Lechistanem, a Osmanią (Polską i Turcją) – wydarzenia godne upamiętnienia choćby wyprawą.

G.N. Poznał Pan wiele kultur, spotykał ciekawych ludzi. Czy to wpłynęło w jakiś sposób na Pański światopogląd?

W.G. Świat jest mozaiką różnych kultur, ras, klimatów, religii, tradycji itd. Święty Augustyn powiedział: „ Świat jest księgą, człowiek, który nie podróżuje jakby czytał jedną jej stronę!” Podróże daję poczucie wolności, niezależnych sądów. Podróżnik jest obserwatorem tego co dzieje się na świecie, jest świadkiem. Zna to z własnych obserwacji, a nie z książek, czy z mediów. Wybierając się w świat dobrze odpowiednio się przygotować (to nie tylko kwestia języka, pieniędzy, czasu itd.) zainteresować się historią, religią i obyczajami danego narodu. Przygotowania najlepiej zacząć od historii swojego miasta kraju i kontynentu.  Jeśli ktoś mieszka w królewskim Krakowie i tu jest przewodnikiem turystycznym, jeśli pasjonuje się historią, historią sztuki i religią nie powinien mieć nigdzie kompleksów. Poznanie ciekawych ludzi, innych kultur, religii bardzo wzbogaca duchowo, uczy pokory, radości życia, poszanowania człowieka ze względu na to kim jest, a nie co posiada, uczy także miłości własnej ojczyzny. Im więcej podróżuję, lepiej poznaje świat, jestem bardziej dumny, że jestem Polakiem, że jestem spadkobiercą wspaniałej tysiącletniej historii naszego narodu ściśle związanej z religią katolicką.

G.N. Wszystkie podróże zaczyna Pan i kończy w Polsce. Czy wciąż odczuwa Pan swoją narodową tożsamość tak mocno czy raczej jest Pan już obywatelem świata, kosmopolitą?

W.G. Istotnie, jeśli była to wyprawa dookoła świata to wyjeżdżałem na wschód, a wracałem z zachodu i odwrotnie. Początek i koniec zawsze był pod Wawelem!  Kim się czuję? Odwiedziłem ok. 100 krajów na wszystkich kontynentach, w tym wszystkie najważniejsze  pozaeuropejskie ośrodki polonijne. Gościli mnie polscy i obcy misjonarze, przyjmowali obcy i polscy ambasadorzy, spotykałem (czasem zatrzymywałem się dłużej) średniozamożnych i bogatych Polaków, ale nigdy nie spotkałem  szczęśliwego rodaka. Wielu z nich gdy przyjeżdża nad Wisłę twierdzi, że tam w Chicago, Nowym Jorku, Melbourne, czy w Toronto udało mu się zrobić „karierę”, że jest zadowolony. Rzeczywistość jest jednak inna. Tęsknota za rodziną, przyjaciółmi ze szkoły, za lasem, łąką gdzie biegało się w dzieciństwie, za zaułkami rodzinnej miejscowości,, za kościołem gdzie była pierwsza komunia święta, za cmentarzem gdzie spoczywa dziadek i kuzynka, za polskim chlebem,  językiem w którym wypowiedziało się pierwsze słowa, w którym mama nauczyła nas pierwszej modlitwy… Życie na emigracji to życie jakby w „przedsionku”. Wśród ludzi innej kultury, religii i tradycji zawsze  będziemy obcy. Potwierdzić może to moja córka Jadwiga, która wyszła za mąż w Berlinie. Na słynnym uniwersytecie Humboldta ukończyła studia. W stolicy Niemiec  urodziły się dwie córki (Kasia osiem i Marysia dwa latka). Obie dziewczynki mają polskie obywatelstwo, a Kasia uczęszcza do polskiej (unijnej) szkoły. Kilkakrotnie w roku odwiedzają Polskę bo tu czują się znakomicie. Kasia ma wielu przyjaciół w całej Polsce. Polubiła ludzi nad Wisła, ich gościnność, serdeczność i ten nieuchwytny urok polskiej kultury i tradycji! Miałem szczęście, że mogłem obserwować zachowanie i życie „obywateli świata”, „Europejczyków”, kosmopolitów, współczuję im. W moim odczuciu to ludzie to ludzie „bezdomni.”  Mam wielu przyjaciół na całym świecie, ale wszędzie czuję się  Polakiem.

G.N. Jak obcokrajowcy reagują na widok Polaka-podróżnika? Jak nasz kraj jest postrzegany w świecie?

W.G. Niemal  wszędzie na świecie  przyjmowano mnie niezwykle serdecznie. Dla mnie o palmę pierwszeństwa w dziedzinie gościnności mogą konkurować muzułmańskie kraje Bliskiego Wschodu  z mieszkańcami Ameryki Łacińskiej. I tu i tam słowo „Polak” znaczy „dobry”, „uczciwy”, „szlachetny”, „zdolny”… Czas spędzony w Iraku,  w tym 18 miesięcy na pustyni  to była cudowna przygoda. Szczególnie wzruszająca była gościnność i serdeczność mieszkańców „otwartych przestrzeni”- Beduinów, sami niewiele mieli, ale  tym co posiadali jeszcze się dzielili. Dla Arabów w latach „siedemdziesiątych” byliśmy największymi przyjaciółmi! Niestety  później władze RP wielokrotnie ich zdradzały (np. OPERACJA „SAMUN”). Ogromnym sentymentem wspominam częste wyprawy samotne i z grupami nad Bosfor. Turcy, Kurdowie, Irańczycy to chyba najbardziej  gościnne nacje świata? To samo można powiedzieć o Pakistańczykach. Szczególną sympatią darzą nas Gruzini, którzy o śp. prezydencie Lechu Kaczyńskim mówią: to „nasz bohater narodowy”, w 2008 r. ocalił naszą niepodległość! Na znakomitą opinię o Polsce i Polakach w niektórych krajach  Afryki pracowali głównie polscy misjonarze. To oni dopisują kolejny rozdział w historii Czarnego Lądu.  Wielokrotnie bywałem w miejscach, gdzie nie było wcześniej polskiego turysty, podróżnika. Tylko w niektórych krajach europejskich spotykałem się z obojętnością, rzadziej z niechęcią. Wszędzie na świecie Polacy są postrzegani jako bardzo zdolny i pracowity i uczciwy naród. Ich największą wadą jest to, że sobie nie pomagają! Dobrą opinię o Polakach na świecie popsuła nieco tzw. emigracja  postsolidarnościowa i  polscy dziennikarze! Znamienna jest opinia wywodzącego się z arystokratycznego rodu włoskiego profesora Melzi d’Eril, który przed laty często odwiedzał Kraków. W swej książce o Polsce i Polakach podkreślał m. in. : „Polska i Polacy  byli zawsze obiektem wielkich pochwał i surowych ocen. Pozytywne cechy tego narodu, to szlachetność,  gościnność , niezwykła odwaga, wrażliwość, honor i ideowość. Negatywne to skłonność do niezgody, nieposłuszeństwa czy częsty brak realizmu. Sąsiedzi Polski, Niemcy i Rosjanie byli zawsze gotowi do formułowania złych sądów. Niemcy regularnie zarzucali Polakom improwizację, nieposłuszeństwo i złą pracę. Rosjanie ; hipokryzję i nieuczciwość. Bardziej powściągliwi byli Austriacy, ale mieli oni mniej okazji do uciskania Polaków.

G.N. Dnia 12 lutego 2013 roku w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie przy ul. Rajskiej 1 organizuje Pan wystawę „Zapomniane Dzieci”. Co jest celem tego przedsięwzięcia?

zapomnianedzieciW.G. Wystawa  zbiega się z 70  rocznicą polskiego wychodźstwa z Rosji, rocznicą skądinąd przemilczaną przez media i polityków. Ma charakter dokumentalny i refleksyjny. Jest  owocem wieloletnich wędrówek po świecie śladami polskich dzieci, uchodźców z „nieludzkiej ziemi”. Wystawa ten strumyk narracji  polskiej, poświęcona jest  przypomnieniu tamtych okropnych czasów, części naszej historii; wygnaniu, deportacji, ludobójstwu i robót przymusowych, a zwłaszcza wojennej i powojennej tułaczce, najmłodszych, niewinnych, polskich dzieci. Zamiast uczyć i bawić się beztrosko zostały w mroźną lutową noc 1940 r.  zerwane ze snu załadowane do bydlęcych wagonów i wywiezione za Koło Polarne lub na Syberię. W 1942 r. części z nich dzięki tzw. amnestii udało się opuścić to „więzienie bez krat” i znaleźć schronienie w Iranie i Indiach, a później w Palestynie, Afryce Wschodniej, Meksyku i Nowej Zelandii. Niestety nie był to kres ich tułaczki po świecie. Kolejny etap nastąpił po wojnie gdyż nie było gdzie wracać, bo ich rodzinne strony na mocy układów jałtańskich znalazły się w obrębie ZSRR.

G.N. Jak zachęciłby Pan naszych Czytelników do odwiedzenia wystawy? Czy nie uważa Pan, że nauczyciele krakowskich liceów powinni przyprowadzić tam swoich uczniów? To przecież żywa lekcja historii.

W.G. Każda wizyta na miejscu dawnego  obozu polskich sierot w Persji, Indiach, w Afryce Wschodniej, w Nowej Zelandii czy w Meksyku była dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Towarzyszyło im poszukiwanie śladów tych niewielkich polskich miasteczek,  drewnianych i murowanych baraków gdzie dzieci mieszkały, budynków szkół i kaplic, placów zabaw, lasków i łąk, miejsca spacerów, cmentarzy, pomników i płyt pamiątkowych, a co tu mówić o jakże częstych spotkaniach z mieszkańcami tych obozów, którzy pozostali na obczyźnie. To były wzruszające przeżycia. Wszyscy mimo upływu wielu lat  mówili piękną polszczyzną, wszyscy z naciskiem podkreślali, że w obozowych szkołach przygotowywano ich do powrotu do wolnej Polski, a najbardziej ulubionymi przedmiotami był język polski, geografia i historia.  Obecnie lekcje geografii w III RP  zostały zlikwidowane, a podręczniki do nauki historii pełne są „białych plam” i kłamstw. Dzieje tysięcy polskich dzieci, ich przymusowego pielgrzymstwa, pełne dantejskiego piekła, splecione z motywami nadziei i wiary, niezrozumiałe dla nich, niezrozumiałe i dla nas to część  naszej historii, najbardziej tragicznego rozdziału – II wojny światowej. Warto ją poznać od żywych świadków, niektórzy jeszcze żyją, będą na wernisażu 12 lutego.  Zapraszam!

G.N. Jakie wydarzenia planuje Pan jeszcze zorganizować? 

W.G. W kwietniu tego roku minie 100  lat od inauguracyjnego spotkania w Krakowie,  powstałego z inicjatywy  Józefa Piłsudskiego Towarzystwa Przyjaciół Turcji. W gronie założycieli byli, Leon Wasilewski (późniejszy minister  spraw zagranicznych), historyk Wacław Tokarz i dyplomata Michał Sokolnicki (Ambasador RP w  Ankarze w latach 1936-45).  W tym samym czasie w Paryżu, również z polecenia J. Piłsudskiego powstało Koło Polsko- Tureckie do, którego należał Wacław Sieroszewski, Bolesław Wieniawa- Długoszowski, Andrzej Strug i brat Józefa- Bronisław Piłsudski.   Natomiast przyszłym roku minie 600 rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych między Lechistanem, a Osmanią  (Polską, a Turcją). Do Turcji pod koniec  XX w.   zorganizowałem kilkanaście wypraw trampingowych. Dla wielu uczestników były to wielkie przygody.  Ich efektem będą  wystawy „Wyprawy sentymentalne nad Bosfor”, włączone w program obchodów  jubileuszu. A z innych wydarzeń? W czasie wakacji planuję objazd Wlk. Brytanii, a w listopadzie  kolejną wyprawę grupowa do Tajlandii, Laosu i Kambodży!

G.N. Czy jest Pan człowiekiem spełnionym? Czy jest coś czego Pan w życiu żałuje?

W.G. Nie można mieć wszystkiego w życiu! Gdy miałem 12 lat zmarła mi mama. Runął cały młodzieńczy  świat marzeń. W wieku 15 lat włożyłem plecak i ruszyłem w świat.  O wielkich wyprawach nawet nie marzyłem, zresztą przez wiele lat wyjazd na Zachód był niemożliwy.  Ukończenie  świetnych kiedyś  szkół (Technikum Geodezyjne w Jarosławiu zwane Politechniką Jarosławską i Politechnika Warszawska) dobre zdrowie, trochę talentu, determinacji i szczęścia  sprawiło, że coś udało się dokonać… Cztery wielkie, samotne wyprawy w tym trzy dookoła świata, około 100 odwiedzonych krajów i organizacja ok. 50 wypraw grupowych to osiągnięcie budzące uznanie wśród podróżników. Udało się też założyć rodzinę i  wspólnie podróżować z córką Jadzią i wnuczką Kasią. Czy to mało?

G.N. To bardzo dużo! Dziękuję za rozmowę.

W.G. Dziękuję.

1 lutego 2013 roku

OŚWIADCZENIE w sprawie odwołania ujednoliconego egzaminu z języka państwowego

My, rodzice dzieci uczęszczających do szkół z polskim językiem nauczania, wyrażamy swój kategoryczny przeciw wobec przeprowadzeniu ujednoliconego egzaminu z języka litewskiego dla abiturientów szkół z polskim i litewskim językiem nauczania.

Jesteśmy za odwołaniem artykułów Ustawy RL o Oświacie z 17 marca 2011 roku, dotyczących ujednoliconego egzaminu z języka litewskiego oraz prowadzenia wykładów z historii, geografii i wiedzy o społeczeństwie w szkołach mniejszości narodowej w języku litewskim.

mlodziezpolskaMy, rodzice uczniów szkół polskich (Polska młodzież na rozpoczęciu roku szkolnego na Litwie, fot. Włodzimierz Pac, polskieradio.pl), jesteśmy przekonani, że ani z punktu widzenia pedagogiki, ani też zdrowego rozsądku ujednolicenie nie jest możliwe. Język litewski dla osób narodowości litewskiej jest językiem ojczystym, dla pozostałych zaś wyuczonym językiem państwowym, różni się otoczenie językowe uczniów, nauczanie prowadzone jest według różnych programów i na podstawie różnych podręczników. Zdaniem lituanistów, przygotowanie uczniów do nowego egzaminu w takich warunkach, jakie mamy obecnie, jest niemożliwe, dlatego reformowanie należy rozpoczynać nie od starszych klas, lecz już od przedszkola.

Pragniemy wyrazić swoje ogromne oburzenie faktem, że nie wzięto pod uwagę naszych postulatów oraz dobra naszych dzieci i wprowadzono ujednolicony egzamin w szkołach polskich i litewskich. W sytuacji, kiedy młodzież pobierała naukę przez 11 lat na podstawie zróżnicowanych programów edukacyjnych języka litewskiego, nieludzkim jest zmuszanie naszych dzieci do składania ujednoliconego egzaminu. Karygodnym jest egzaminowanie dzieci z materiału, którego nie było w ich programie nauczania. Sporo maturzystów z pewnością zrezygnuje z państwowej matury z języka litewskiego, co zamknie im drogę na uczelnie litewskie. Wyjadą z Litwy.

pikietapolakowJesteśmy zdeterminowani walczyć o godne traktowanie naszych dzieci i nie pozwolimy ich krzywdzić. Przeprowadziliśmy strajki oraz wiece, które przeprowadzimy ze zdwojoną siłą w przypadku, gdy nasze prośby będą nadal ignorowane (fot. kurierwilenski.lt, 13 grudnia 2010).

Próba przeprowadzenia eksperymentów na naszych maturzystach powoduje napięcie emocjonalne i ogromny stres u uczniów, rodziców, jak również nauczycieli. Jeżeli nie zostanie przygotowany egzamin z języka państwowego dla szkół mniejszości narodowych, uwzględniający program dotychczasowego nauczania, nadużycia w stosunku do polskiej młodzieży zostaną zaskarżone w instytucjach europejskich. Nie chcielibyśmy tego czynić w przeddzień przewodnictwa Litwy w Unii Europejskiej. Jednakże dobro naszych dzieci jest darem nadrzędnym i będziemy bronić praw swoich dzieci do skutku.

Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie

Za: http://kurierwilenski.lt/2013/02/01/oswiadczenie-w-sprawie-odwolania-ujednoliconego-egzaminu-z-jezyka-panstwowego

miroslawborutaMirosław Boruta

14 listopada z pewnością zapisze się w historii Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej. Naszym Gościem był bowiem w tym dniu p. Dariusz Olszewski z Klubu Gazety Polskiej Chicago II, który – choć z pochodzenia wrocławianin i działacz tamtejszej, słynnej „Solidarności Walczącej” Kornela Morawieckiego – już po kilku pierwszych zdaniach stał się naszym, zdało się, znajomym od lat.

kkgp121114aSwobodny, uśmiechnięty, a jednocześnie na swój sposób wspaniale ironiczny wobec obecnych władz, przeprowadził nas ścieżkami swojego (i swojej rodziny) życiorysu przez lata osiemdziesiąte anty-PRL-owskiej opozycji, doświadczeń emigranta, aż do dzisiejszych i wciąż opozycyjnych bojów o prawdę w życiu Polski i chicagowskich Polaków. Znana nam z wielu źródeł, katastroficzna sytuacja kadrowa polskich (już chyba tylko z nazwy) placówek dyplomatycznych, pełnych reliktów dawnej epoki, ludzi szkoły antypatriotycznego lewactwa czy TW, nakazuje podjęcie natychmiastowych działań naprawczych. Polskie Chicago (fot. klubygp.pl/kluby/chicagoII), zawsze wygrywające wybory dla posłów prawicy musi zostać wzmocnione patriotyczną obsadą placówek. Może już po najbliższych wyborach?

kkgp121114bDziękujemy za to spotkanie, za wspaniały prezent, autentyczny chicagowski „transparent smoleński”, który z dumą poniesiemy w Krakowie już 10 grudnia oraz za… krótką wizytę w naszym Klubie redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, p. Tomasza Sakiewicza (fot. Jan Lorek), którą swoją obecnością i przemową nasze nowe krakowsko-chicagowskie porozumienie przypieczętował.

I jeszcze notka o naszym chicagowskim Gościu: Dariusz Olszewski (fot. poniżej Jan Lorek), ur. 13 V 1957 we Wrocławiu. Ukończył Technikum Mechaniczne nr 2 tamże (1978). Podharcmistrz w ZHP. 1978–1981 ratownik górniczy w Stacji Ratownictwa Górniczego Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi w Lubinie (1979–1981 zasadnicza służba wojskowa).

kkgp121114cOd IX 1981 w „S”. 13 XII 1981 organizator strajku w kopalni Sieroszowice, 14 XII uczestnik starć z pacyfikującymi zakład oddziałami wojska i ZOMO, zwolniony z pracy; do 1986 prace dorywcze (ratownik wodny, specjalista usług wysokościowych, nast. drukarz struktur podziemnych).

Po pacyfikacji KGHM organizator przygotowań do kolejnego strajku w kopalni, m.in. gromadził materiały wybuchowe dla potrzeb obrony zakładu. Od XII 1981 współpracownik struktury poligraficznej RKS; od I 1982 współorganizator kolportażu czasopism podziemnych w regionie. Od VI 1982 w Solidarności Walczącej; prowadził szkolenia drukarzy oraz kursy samoobrony i sztuk walki; organizator i przywódca grup stawiających czynny opór atakującym demonstracje oddziałom ZOMO. Ochroniarz przew. SW Kornela Morawieckiego i in. działaczy (m.in. Władysława Frasyniuka), organizator służby ochraniającej tajne posiedzenia przywódców SW. Po aresztowaniach 1983/1984 w SW we Wrocławiu, organizator i koordynator kolportażu prasy podziemnej na Dolnym Śląsku. Od 1984 kierował pocztą SW (projektant i drukarz znaczków). W 1986 współtwórca Niezależnej Oficyny Studenckiej. Latem 1986 2-krotnie zatrzymywany za tzw. akcje kanapkowe (akcja indywidualna: spacerowanie po ulicach z planszami zawieszonymi z przodu i na plecach), 2-krotnie skazywany przez Kolegium ds. Wykroczeń na 3 mies. aresztu z zamianą na grzywnę.

kkgp121114dOd 1986 na emigracji w USA; jeden z zagranicznych przedstawicieli SW. W 1988 organizator pobytu w USA deportowanego z Polski K. Morawieckiego. Organizator wielu demonstracji pod siedzibami ambasad PRL i ZSRS oraz wystaw i spotkań Polonii zaangażowanej w ruch solidarnościowy. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2007).

Za: Artur Adamski, http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Dariusz_Olszewski

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

14 października 2012 roku w Krakowie profesor Piotr Gliński – kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera rządu technicznego – spotkał się z nauczycielami szkół podstawowych, średnich oraz wyższych uczelni. Rozmawiano o problemach polskiego szkolnictwa w tym emigracyjnego, dla Polaków za granicą.
http://www.youtube.com/watch?v=2dCrK8G7sO8

Panorama Ottawska Telewizji Niezależna Polonia prezentuje wystąpienie dr. inż. Aleksandra Macieja Jabłońskiego – absolwenta I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie i Politechniki Krakowskiej im. Tadeusza Kościuszki, wiceprezesa Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie – który wypowiada się na temat książki „Inferno of choices”, promowanej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego:
http://www.youtube.com/watch?v=cHuDle9nRAQ

miroslawborutaMirosław Boruta

Polacy emigrowali, emigrują i będą emigrować. Podobnie jak część z nich która z Polski nigdy nie wyjechała a żyje za granicą, bo… zmieniły się granice. Jedni i drudzy stanowią niezwykle ważną część polskiego żywiołu narodowego. Dam dwa przykłady z ostatnich dni i tygodni , polscy uczeni na obczyźnie oraz polscy (polonijni?) kibice w Kanadzie.

20130208spCi pierwsi, prof. Wiesław Binienda, dr Kazimierz Nowaczyk i dr Grzegorz Szuladziński pokazali jak bardzo zakłamana jest quasinaukowa propaganda „ekspertów” komisji Jerzego Millera. Jak nisko dla pieniędzy, z tchórzostwa i strachu o stołki można upaść stając się niewolnikiem i „ideologiem”. Nikt nie podejmuje z trójką uczonych z Australii i Stanów Zjednoczonych dyskusji na polu nauki. „Milczycie w obiad, mój panie Konracie…?” Czy można się dziwić, że polskie uczelnie zajmują iluś tam setne miejsca w rankingach skoro nie ma na nich uczonych? Nie tylko wykształconych ale i wyposażonych w system wartości? Dobro, Piękno, Prawdę, Wolność…

I jeszcze glossa do problemu emigracji. W latach 80-tych, podczas rządów lewicy, wygnano wielu ludzi z Polski ekonomiczną biedą i prześladowaniami, dzisiaj komuniści i lewactwo odbierają za to zasłużoną „nagrodę”. Bo zastraszyć można niewolnika (czytaj polskiego naukowca), któremu można zabrać możliwości zarobkowania nawet tak nędznej pensji jaką płacą przeciętnie uczelnie, ale co można zrobić obywatelowi Australii lub USA… Zabronić mu uprawiać nauki, bo jest „niewygodna”?

Dzisiaj, w kraju Platformy Obywatelskiej to proste i podobne: nie dać mu pieniędzy na badania, zabrać stanowisko, nie dopuścić do awansu naukowego, odrzucić artykuł do publikacji bo „nie o tym”. Lewacka, ideologiczna cenzura i lewackie, ideologiczne prześladowania jak dawniej tak i dzisiaj.

nasiwtorontoA Ci drudzy – kibice w Toronto (fot. volleyball-movies.net). Kilka dni temu zobaczyliśmy jak, będąc polskim siatkarzem i  grając w dalekiej Kanadzie, można się czuć niesionym przez doping polskich kibiców, czy to wygrywając z Brazylią i… Kanadą, czy to (taki jest sport) przegrywając z Finlandią. W hali Ricoh Coliseum oddalonej od Polski o tysiące kilometrów czuło się żar i dumę z sukcesu, jakim było pokonanie Brazylijczyków. Polacy wzmacniali Polaków (gromkie „dziękujemy, dziękujemy…”), budowali wspólnotę na dzisiaj i na jutro. Chwała i jednym i drugim.

miroslawborutaMirosław Boruta

19 maja odbył się Kongres Organizacyjny Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej. W auli Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego mieliśmy okazję wysłuchać referatów i głosów w dyskusji, niezwykle krytycznie oceniających pseudorefomy rządu Platformy Obywatelskiej, dążącej do obniżenia poziomu intelektualnego i moralnego polskich dzieci. Wśród zebranych przeważała myśl o przejściu od słów do czynów, stąd też wybrane władze OKEN z prof. Włodzimierzem Suleją na czele, a także zebrani, jednomyślnie przyjęli dokument końcowy (poniżej) i zadeklarowali wspólny wysiłek umysłowy i organizacyjny mający na celu jak najszybszą prawdziwą reformę i rzetelną, merytoryczną modernizację polskiej oświaty.

SPoparcie dla tych wysiłków zadeklarowali przedstawiciele wielu społecznych środowisk z całej Polski. Redakcja „Krakowa Niezależnego” życzy tej wspaniałej, fundamentalnej dla przyszłości Ojczyzny, inicjatywie rychłego osiągnięcia celów. Na fotografii obok Krakowianie: Adam Kalita i Jerzy Lackowski.

I jeszcze słowo w dyskusji, upomniałem się w niej o odpowiednie regulacje prawne i organizacyjne wspomagające edukację polską za granicami Polski, od najprostszych jej form (szkółki sobotnie) po wsparcie dla polskich szkół (choćby na Wileńszczyźnie), nie zapominajmy nigdy o 1/3 Narodu Polskiego.

Fotorelację z tego wydarzenia, autorstwa p. Leszka Jaranowskiego, można zobaczyć tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/19Maja2012

Uchwała Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej

okenlogo19 maja 2012 roku środowiska protestujących przeciwko wprowadzanej od 23 grudnia 2008 roku reformie programowej zebrały się na ogólnopolskim spotkaniu w Krakowie. Wybrały na nim pierwszy skład Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej.

Pierwszą pobudką naszego działania były zmiany ograniczające nauczanie historii i rozbijające wspólny jej kanon w dwóch ostatnich klasach szkół ponadpodstawowych. Protesty przeciw tym zmianom, jednoczące przedstawicieli środowisk akademickich, nauczycielskich i rodzicielskich, trwają od stycznia 2009 roku. Ministerstwo zareagowało na nie dopiero z chwilą, kiedy po serii strajków głodowych zainicjowanych w tej sprawie przez byłych opozycjonistów demokratycznych w Krakowie i Warszawie, Prezydent RP, Bronisław Komorowski, zorganizował spotkanie, na które zaprosił zarówno przedstawicieli Ministerstwa Edukacji jak i krytyków ostatniej reformy.

Powtórzony został na tym spotkaniu, zgłaszany przez środowiska akademickie od początku 2009 roku postulat wprowadzenia obowiązkowego charakteru jednego ze wskazanych w podstawie programowej „przedmiotu uzupełniającego” Historia i społeczeństwo (dla klas 2 i 3) modułów: Ojczysty Panteon i ojczyste spory – w podwojonej liczbie godzin. Ta próba ratowania namiastki wspólnej płaszczyzny obywatelskiej wiedzy o historii dla młodych Polaków i Polek w wieku 17–19 lat, została wsparta przez Prezydenta.

To jest nasz postulat MINIMALNY: dotyczy tej grupy młodzieży, która wkracza już w mury szkół średnich 1 września 2012 roku. Potrzebne są zmiany bez porównania głębsze, przywracające ogólnokształcący charakter liceom, przywracające zarazem rangę nie tylko historii, ale także – równie poszkodowanym w nowej podstawie programowej – tak ważnym przedmiotom, jak język polski, fizyka, chemia, biologia, geografia, informatyka (zmniejszona o 50%!)…

Będziemy opracowywać koncepcje tych zmian, poszerzając zespół merytoryczny naszej Komisji. Będziemy także mobilizować opinię publiczna do stałej uwagi w sprawie dla przyszłości Polski najważniejszej: wychowania i wykształcenia naszych dzieci.

Jako test intencji Ministerstwa w sprawie podjęcia dialogu z przedstawicielami dużej części społeczeństwa już dostrzegającej problem złego kierunku zmian edukacyjnych podejmowanych w ostatnich latach, możemy potraktować wspomniany przed chwilą postulat MINIMALNY. Niestety, sygnał, jaki daje w tej sprawie odpowiedź Pani Minister Krystyny Szumilas na list skierowany w imieniu krytycznych wobec reformy uczestników debaty prezydenckiej przez red. Piotra Zarembę, budzi nasze głębokie zaniepokojenie. Pani Minister nie chce wciąż zdecydować się na najprostszy, nie pociągający za sobą żadnych zmian w organizacji pracy szkoły, ani też żadnych dodatkowych kosztów postulat uczynienia wspomnianego jednego modułu (Ojczysty Panteon) obowiązkowym. Przemilcza także sprawę podwojenia jego objętości godzinowej. Będziemy w tej sprawie próbowali apelować nadal.

Będziemy na pewno proponować nowe formy protestu i nacisku obywatelskiego przeciw błędnym decyzjom edukacyjnym. Będziemy szukali wsparcia środowisk akademickich, nauczycielskich i rodzicielskich dla budowania programu naprawy polskiej szkoły.

Prof. dr hab. Włodzimierz Suleja – przewodniczący, prof. dr hab. Jan Żaryn – wiceprzewodniczący, dyr. Ryszard Nowak, dr hab. Jakub Basista, mgr Piotr Jaworski, prof. dr hab. Krzysztof Kawalec, dr Jerzy Lackowski, prof. dr hab. Andrzej Nowak, mgr Maciej Świrski, prof. dr hab. Ryszard Terlecki.