Przeskocz do treści

Dziejowa szansa Jarosława Kaczyńskiego

krzysztofpasierbiewiczKrzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

PIS obronił podkarpacki przyczółek w imponującym stylu, a tym samym przybliżył koniec zabójczych dla Polski rządów Tuska i jego Platformy.

Właśnie na oczach milionów Polek i Polaków mit niezastąpionej Platformy prysł jak bańka mydlana. Właśnie przed chwilą Jarosław Gowin odszedł od Tuska. Za nim pójdą zapewne inni.

Jednocześnie życie odkłamało wtłaczany Polakom do głowy ostatnimi laty stereotyp myślowy, że PIS to partia obciachowa, której należy się wstydzić i bać jak diabeł wody święconej.

jaroslawkaczynskiW tym miejscu panu prezesowi Kaczyńskiemu należą się solenne gratulacje. Gratulacje, ale też podziękowania za gigantyczną pracę, jaką w ostatnich miesiącach wykonał dla Polski. 

Chciałbym dzisiaj zobaczyć miny gwiazdorów krakowskiego „salonu”, którzy, po tym jak napisałem w notce pt. „NIEZNISZCZALNY”, że: - „choć Kaczyńskiego można nie lubić, to nikt nie zaprzeczy, że to polityczny geniusz stworzony do roli przywódczej” -  rozpętali w Krakowie brudną kampanię przyprawiania mi gęby psychicznie chorego. Chciałbym posłuchać, co mają dziś do powiedzenia opluwający mnie ostatnimi laty "intelektualiści", „etycy”, "profesorowie", "biznesmeni" i „artyści”, którzy powodowani jakąś wynaturzoną nienawiścią nie zawahali się zniżyć do tak podłych czynów jedynie za to, że chciałem dobrze dla mojej Ojczyzny.

Ale nie mnie jednego to dotyczy, że tylko wspomnę jak sponiewierano Leszka Długosza po tym, gdy zgłosił swoją kandydaturę do Senatu z list PIS-u. Jak go zlinczowano  na łamach Gazety Wyborczej, co o nim wygadywali piwniczni artyści spod Baranów, jak krakowscy krytycy, z dnia na dzień, ze sławnego śpiewającego poety zrobili z niego „wierszokletę, który nut czytać nie umie”, jak zakwestionowano jego artystyczny dorobek wystawiając na ostracyzm i zmowę milczenia, jak zamknięto przed nim sale koncertowe… długo by można wymieniać.

Nie było dziś w kawiarnianych ogródkach na krakowskim Rynku ortodoksyjnych wielbicieli Platformy.

Czyżby się wstydzili przyzwoitym ludziom na oczy pokazać?

I tylko jestem ciekaw, czy im przyjdzie kiedykolwiek do głowy by przeprosić Polskę? Co teraz myślą? Czy w ogóle myślą??? 

Pytacie, czy mam satysfakcję? Nie, odpowiadam, bo nie ma nad kim triumfować. Odpuszczam to blotką trefl.

Bo przecież to tylko powiewające zawsze z wiatrem chorągiewki, słowem ni pies ni wydra, albo jak kto woli  zdegenerowany twór bez czci, wiary i rodowodu. Takie wielkie NIC, które ostatnimi laty kaleczyło bezmyślnie zakorzenioną w staropolskiej tradycji tożsamość Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Oczywiście mam na myśli prominentów, a nie szeregowców Platformy.

Blady strach padł na nich, co to będzie, gdy PIS powróci do władzy. A taki strach cementuje i zmusza do zwierania szeregów.

I właśnie dlatego uważam, że gdyby wzorem biskupów polskich, którzy w roku 1965 ogłosili list w sprawie pojednania polsko niemieckiego, Jarosław Kaczyński właśnie teraz wzniósł się ponad boleść za śledztwo smoleńskie i ogłosił publicznie, najlepiej z Jasnej Góry, że „wybacza i prosi o wybaczenie”, intuicja mi podpowiada, że Prawo i Sprawiedliwość wygrałoby wybory z przewagą, co najmniej  sześćdziesięcioprocentową.

Patrz również:
NIEZNISZCZALNY
https://www.krakowniezalezny.pl/niezniszczalny
Nabrani przez redaktora
https://www.krakowniezalezny.pl/nabrani-przez-redaktora