Przeskocz do treści

Anna Maria Kowalska

Lektura refleksji o dojrzewaniu powołania kapłańskiego Wojtyły, widzianego przez pryzmat doświadczeń drugiej wojny światowej i okupacji wskazuje na fakt, że także jako Jan Paweł II dogłębnie zastanawiał się nad sensem dotykających Go zdarzeń. Sam moment nabrania przeświadczenia o powołaniu nazywał rodzajem „olśnienia”, które w ostatecznym rozrachunku przyniosło głęboki spokój wewnętrzny [1]:

„Czas ostatecznego dojrzewania mojego powołania kapłańskiego (…) łączy się z okresem drugiej wojny światowej, z okresem okupacji nazistowskiej. Czy można to uważać za zwykły zbieg okoliczności? Czy też istnieje jakiś głębszy związek pomiędzy tym, co dojrzewało we mnie, a wydarzeniami historycznymi? Na tak postawione pytanie trudno odpowiedzieć. W planach Bożych nic nie jest przypadkowe. Myślę, że skoro Bóg mnie powoływał, to we właściwym momencie powołanie to musiało się objawić. A że tym momentem okazała się druga wojna światowa, to nadaje to całemu temu procesowi szczególnego zabarwienia. Powołanie, które dojrzewa w takich okolicznościach, nabiera nowej wartości i znaczenia. Wobec szerzącego się zła i okropności wojny sens kapłaństwa i jego misja w świecie stawały się dla mnie nadzwyczaj przejrzyste i czytelne” [2].

Jednym z pytań, które w tym okresie sobie stawiał, było pytanie o sens przetrwania wojennego koszmaru:

„(…) W tym wielkim i straszliwym theatrum drugiej wojny światowej wiele zostało mi oszczędzone. Przecież każdego dnia mogłem zostać wzięty z ulicy, z kamieniołomu czy z fabryki i wywieziony do obozu. Nieraz nawet zapytywałem samego siebie: tylu moich rówieśników ginęło, a dlaczego nie ja? Dziś wiem, że nie był to przypadek. W kontekście tego wielkiego zła, jakim była wojna, w moim życiu osobistym jakoś wszystko działało w kierunku dobra, jakim było powołanie. Wszystko poniekąd dopomagało ku dobremu. Nie mogę zapomnieć dobra, doznanego w tamtym trudnym okresie od ludzi, których Bóg postawił na mojej drodze: zarówno z mojej rodziny, jak też wśród moich znajomych i kolegów. (…)” [3]

Przypominając ofiary obozów koncentracyjnych, tej wojennej „dramatycznej apokalipsy naszego stulecia” (mowa o wieku XX), Jan Paweł II podsumuje:

„(…) Moje kapłaństwo właśnie na tym pierwszym etapie wpisywało się w jakąś olbrzymią ofiarę ludzi mojego pokolenia, mężczyzn i kobiet. Mnie te najcięższe doświadczenia zostały przez Opatrzność oszczędzone, ale dlatego mam tym większe poczucie długu w stosunku do tylu znanych mi ludzi, a także jeszcze liczniejszych, owych bezimiennych, bez różnicy narodowości i języka, którzy swoją ofiarą na wielkim ołtarzy dziejów przyczynili się w jakiś sposób do mojego powołania kapłańskiego. W pewnym sensie wprowadzili mnie oni na tę drogę, w świetle ofiary ukazali mi prawdę – najgłębszą i najistotniejszą prawdę kapłaństwa Chrystusowego. [4]

[1] Jan Paweł II, Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich, Wydawnictwo Św. Stanisława BM, Kraków 1996, s. 35.

[2] Tamże, s. 34.

[3] Tamże, s. 36.

[4] Tamże, s. 38 – 39.

Anna Maria Kowalska

Jak przedstawia się sytuacja na froncie walki ideologicznej w mediach głównego nurtu? Dziękujemy, znakomicie. Jedną z zasadniczych metod tejże walki, zwłaszcza w prasie papierowej, czy na portalach – jest prowokacja. Jak zawsze, dobrze sprzedają się zaskakujące tytuły i zaczepki, służące nieustannemu podsycaniu negatywnych ideowych emocji wokół największej opozycyjnej partii politycznej. Służy też ostra krytyka Kościoła Katolickiego – tak zewnętrzna, jak i wewnętrzna. Wywołuje bowiem zazwyczaj zdecydowane reakcje obronne. I koło się kręci.

Zauważmy jednak, że w tym szczególnym przypadku walka ideologiczna pokrywa się z…walką o klienta. Im bardziej prowokacyjna okładka, czy tytuł, nie mówiąc o zawartości – tym więcej sprzedanych egzemplarzy pisma, lub skomentowanych artykułów na portalu. W tym zatem wypadku  mechanizm „walki” „nakręca” mechanizmy kupna – sprzedaży. Koło kręci się podwójnie: ideologicznie i ekonomicznie.

Jeśli zatem pojawi się na przykład frontalny atak na wartości chrześcijańskie: bądźmy pewni: chodzi także o pieniądze. I to zapewne niemałe.

Anna Maria Kowalska

Na ogół mówiąc i pisząc o papieskiej spuściźnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak obszerny materiał do studiów zawiera. W niedawno opublikowanej książce: „Dlatego święty”, autorstwa ks. Sławomira Odera (postulatora procesu beatyfikacyjnego) i Saveria Gaety (m. in. naczelnego redaktora pisma „Famiglia Christiana”) znajdujemy szacunkową ocenę jej wielkości. Tzw. „twórczość nauczycielska”, ściśle związana z pełnieniem Piotrowej posługi liczy „dziesiątki tomów”, co odpowiada „dwudziestu pełnym Bibliom”. Do tego dodać należy teksty filozoficzne, homiletyczne i literackie, pisane w okresie młodzieńczym, kapłańskim, biskupim i kardynalskim. Podczas prowadzonego procesu beatyfikacyjnego całość dorobku papieskiego podlegała badaniom kanonicznym, prowadzonym przez teologów – ekspertów. Próbowano zsyntetyzować ów dorobek, aby wskazać na najważniejsze nurty zainteresowań Jana Pawła II. Badania ukazały w pełni  „integralność” tej postaci, tzn. związek myśli, słów i czynów z życiem Papieża – Polaka. Ujawniły także „profil duchowy” tej Postaci, do którego to profilu w ramach cyklu niejeden raz będziemy się odwoływać [1]

Jan Paweł II pragnął, byśmy stawali się coraz bardziej święci. W tym duchu jednak, myśląc o powszechnym powołaniu do świętości – rozpoczynał przede wszystkim od siebie. Odwołując się do swych „najgłębszych przeżyć i doświadczeń”, w „Darze i Tajemnicy”, książce opublikowanej z okazji 50. rocznicy święceń kapłańskich, w rozdziale IX: „Być kapłanem dzisiaj”, Papież pisze:

„(…) Kapłan obcujący nieustannie z (…) świętością Boga wezwany jest, aby stać się świętym. Również jego posługa skłania go do wyboru życia inspirowanego ewangelicznym radykalizmem. Tym tłumaczy się konieczność ducha rad ewangelicznych w jego życiu: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. W tej perspektywie rozumie się także szczególne racje życia w celibacie. Wynika stąd przede wszystkim wielka potrzeba modlitwy w życiu kapłana. Modlitwa płynie ze świętości Boga i zarazem jest odpowiedzią na tę świętość. Napisałem kiedyś: „Modlitwa tworzy kapłana i kapłan tworzy się poprzez modlitwę”. Tak, kapłan powinien być przede wszystkim człowiekiem modlitwy, przekonanym, że czas przeznaczony na bliski kontakt z Bogiem jest czasem najlepiej wykorzystanym, ponieważ wspomaga nie tylko jego samego, ale i pracę apostolską.

Jeżeli Sobór Watykański II mówi o powszechnym powołaniu do świętości, to w przypadku kapłana trzeba mówić o jakimś szczególnym powołaniu do świętości. Chrystus potrzebuje kapłanów świętych! Świat dzisiejszy woła o kapłanów świętych! Tylko kapłan święty może stać się w dzisiejszym, coraz bardziej zsekularyzowanym świecie przejrzystym świadkiem Chrystusa i Jego Ewangelii. Tylko w ten sposób kapłan może stawać się dla ludzi przewodnikiem i nauczycielem na drodze do świętości, a ludzie – zwłaszcza ludzie młodzi – na takiego przewodnika czekają. Kapłan może być przewodnikiem i nauczycielem o tyle, o ile stanie się autentycznym świadkiem!” [2]

[1] Ks. S. Oder, S. Gaeta, Dlatego święty. Prawdziwy Jan Paweł II o którym opowiada postulator procesu beatyfikacyjnego, przeł. K. Trzeszczkowska, Wydawnictwo Św. Stanisława BM, Kraków 2010, s. 166.

[2] Jan Paweł II, Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich, Wydawnictwo Św. Stanisława BM, Kraków 1996, s. 85 – 86.

Anna Maria Kowalska

Żyjemy w „rozgadanej epoce”. Hałas i chaos medialny atakuje ze wszystkich stron. Zamiast dążyć do maksymalnego sprecyzowania istoty rzeczy – serwuje się nam najczęściej szereg rozważań o ilości diabłów na główce szpilki.

Czy jest na to rada? Owszem, i to sprawdzona. Przez wieki całe mądrością narodów były przysłowia i aforyzmy. Współcześnie aforystyka nie jest w cenie. A szkoda. Aforyzm cechuje się lapidarnością i ostrością przekazu. Zawsze trafia w sedno problemu, a co najważniejsze – niesie ze sobą ponadczasową mądrość, mądrość, która przetrwała już niejeden rząd. I parlament.

Dobrze byłoby zatem, abyśmy sami zaczęli się ćwiczyć w precyzji myślenia „aforystycznego” o sprawach najważniejszych dla nas – mieszkańców Polski.

Spytają Państwo: „Po co?” Ano, choćby po to, by tym sposobem ograniczyć proces namnażania się „mułu w ustach” i „ton makulatury w bibliotekach”, co z taką precyzją wytknął nie tak dawno temu nieoceniony profesor Bogusław Wolniewicz.

Anna Maria Kowalska

Przeglądając chrześcijańskie i katolickie strony internetowe, portale, blogi i fora o tematyce religijnej, a także oglądając programy religijne w TV dość często natrafiamy na mniej, lub bardziej „rozdyskutowane” wirtualne społeczności. Przestrzeń Internetu służy im do „spotkań” z innymi, funkcjonuje jako forum wymiany myśli, bądź źródło aktualnych nastrojów społecznych. Byłoby to ze wszech miar chwalebne (wszak intencją twórców portali jest – w co nie wątpimy – chęć podjęcia nowych, niekonwencjonalnych działań jednocząco – ewangelizacyjnych, dla których Internet jest tylko środkiem, nie zaś celem samym w sobie), gdyby nie pewien „zgrzyt”, który od jakiegoś czasu towarzyszy sporej liczbie moderowanych „dysput”. Rzecz w tym, że obok cennych kwestii osobistego zaangażowania każdego z nas w problematykę wiary i rodzących się na tym tle wątpliwości, porusza się także sprawy natury ogólnej: teologicznej czy etyczno moralnej, wymagające tak od dyskutantów, jak i od osoby moderatora wiele powagi, wiedzy, zrozumienia, dystansu i delikatności. Jeśli na portalu, bądź w ramach audycji telewizyjnej trwa dyskusja, w której bierze udział Osoba Duchowna, przygotowana do udzielenia odpowiedzi na nurtujące nas kwestie, porządkująca je i próbująca szczerze pomóc tym, którzy doświadczają wahań w tym względzie – i gdy Osoba owa zostaje potraktowana z należnym jej szacunkiem – wówczas wszystko jest w porządku.

Gorzej jednak, gdy tak pomysłodawcom, jak i uczestnikom dysputy zdaje się, że posiedli wszystkie rozumy i sami mają prawo wyrokować – tak w kwestiach merytoryczno – teologicznych, jak i w sprawach organizacyjno – kościelnych. Ton niektórych wypowiedzi jest wprost nie do przyjęcia. Zdarza się tam spotkać uwagi ad personam, odnoszone tak do podejmowanych w Kościele powszechnym decyzji o nominacjach kardynalskich, jak i do samego Papieża Benedykta XVI, czy kapłanów diecezjalnych. Często bywa tak, że artykuły, dotyczące wyżej wymienionych kwestii a ukazujące się w prasie katolickiej i niekatolickiej, bądź dla tych portali pisane tak przez osoby duchowne, jak i świeckie trafiają do Internetu w celu przeprowadzenia nad nimi dyskusji. Nie wszystkie z artykułów, co raczej łatwo przewidzieć, mają charakter ortodoksyjny. Niejednokrotnie prezentowane w owych artykułach treści są kontrowersyjne, bądź sprzeczne z dogmatami Kościoła katolickiego. Odbywa się tu zatem sui generis „sąd” tak nad owymi treściami, jak i samą osobą autora, podczas którego to „sądu” każdy może anonimowo wyrazić swoją opinię na dany temat. Część komentarzy bywa „wzbogacana” zjadliwym i niewybrednym językiem, bądź złośliwymi komentarzami. Często, w odruchu obronnym, zabierają w dyskusjach głos sami autorzy, bądź ich przyjaciele, próbujący jakoś wspomóc obalaną przez przeciwników argumentację. Niewiele to jednak daje, gdyż wśród sporej liczby dyskutantów dominuje postmodernistyczne przekonanie, że nie ma jednej, obiektywnej prawdy. Jest ich wiele – każdy ma swoją. W myśl „swojej” prawdy lekceważy się kwestie dogmatyczne, prawdy wiary. Zwolennicy i przeciwnicy ścierają się ze sobą, pisząc coraz ostrzej i coraz wymyślniej. Zakłada się, że „dyskutować” można o wszystkim, o każdej porze dnia i nocy.

Zastanawiam się: czemu to tak naprawdę służy? Czy my – zwłaszcza ludzie świeccy – potrzebujący często porady i duchowego wsparcia mamy prawo podejmować dywagacje o kwestiach, na których, tak naprawdę – niewiele się znamy? Skąd ta nieprawdopodobna pycha? Czyżbyśmy byli mądrzejsi, jak sam Ojciec Święty? Część komentarzy wykazuje brak zrozumienia samych treści, zawartych w poddanych dyskusji artykułach. Nie wychwytuje się, np. ironii, czy sarkazmu. Uwagi krytyczne są w końcu mało merytoryczne, w wielu wypadkach obciążone niechęcią, czy złośliwością wobec Kościoła katolickiego. Musimy pamiętać, że Kościół katolicki jest „instytucją” hierarchiczną, nie zaś demokratyczną. Tak duchowni, jak i świeccy mają tu swoje miejsce, i to miejsce ściśle określone, i żadna źle rozumiana „otwartość” nie jest w stanie tego zmienić. Tymczasem tu, właśnie w ramach źle pojętej „otwartości” Kościoła obserwujemy powątpiewanie w papieskie decyzje, „tykanie” osób duchownych, podrywanie ich autorytetu, lekceważenie, posunięte aż do prymitywnych wycieczek osobistych. Zdarzają się także dyskusje autorów duchownych i świeckich pozostawiające wiele do życzenia. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż w większości wypadków internetowi „dyskutanci” pozostają, oczywiście, anonimowi.

Reasumując: z części dyskusji, co na pewno nie było pierwotnie zamierzone, wyłania się mniej lub bardziej wykoślawiony obraz chrześcijaństwa, swoisty „quasi – religijny folklor”, obarczony dużą dozą emocjonalności, wypaczający duchowość i sumienia – zwłaszcza młodych, zaangażowanych we współtworzenie audycji i portali, bądź też będących odbiorcą ich treści. Jeden błąd pociąga za sobą następny, interpretacje Pisma Świętego i działań, podejmowanych w Kościele są coraz bardziej „fantastyczne”, a dywagacje „egzegetyczne” nie znają żadnych granic. Moderatorzy wydają się w tym wszystkim nie mniej zagubieni, jak biorący udział w dysputach anonimowi uczestnicy. Dokąd zmierzamy? Gdzie w tym zgiełku ukrył się Bóg? Spróbujmy spojrzeć na to wszystko trzeźwym okiem.

Anna Maria Kowalska

Zapowiedź cyklu: „Jan Paweł II nieznany”.

W związku z częstymi deformacjami i nieporozumieniami, dotyczącymi recepcji słów Papieża – Polaka chcemy zaproponować Państwu w Wielkim Poście nowy cykl o nazwie: „Jan Paweł II nieznany”. Zadaniem cyklu, którego premierę przewidujemy 5 marca 2012 roku będzie przedstawianie i przypominanie cytatów z wypowiedzi papieskich, które dotąd nie miały okazji szerzej zaistnieć w mediach. Pragniemy na nowo odnieść się do przesłań, które miały dla Ojca Świętego olbrzymie znaczenie: tak w perspektywie narodowej, jak i społecznej i etyczno – moralnej.

Każde z cytowań opatrzone będzie przypisem z podaniem źródła, z którego pochodzi. Liczymy na to, że taka forma uprzystępnienia myśli Jana Pawła przyczyni się także do znaczących refleksji, które pozwolą na nowo odbudować kulturę duchową Narodu.

Kraków, dn. 27.02.2012 r.

Bolesław Kosior 
Radny Miasta Krakowa
Komisja Kultury i Ochrony Zabytków RMK

Pan
Prof. Jacek Majchrowski
Prezydent Miasta Krakowa

I n t e r p e l a c j a  d o  p r o t o k o ł u 
Dotyczy:  Święta państwowego
- Narodowego Dnia Pamięci „ Żołnierzy Wyklętych”

Panie Prezydencie pragnę przypomnieć moją interpelację z 2 marca 2011roku dotyczącą święta państwowego jakim jest Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Uważam, ze rok temu nie zauważenie tego święta przez służby Pana Prezydenta i nie udekorowanie miasta,  było ogromną wpadką, aby nie powiedzieć skandalem.

Odpowiedzią Pana Prezydenta na moją interpelację w tej sprawie było zapewnienie, że podległe Panu służby zadbają by w roku 2012 gminne budynki były w tym dniu odpowiedni udekorowane flagami państwowymi.

Myślę, że Pan jako Gospodarz Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa powinien zwrócić się z odpowiednim apelem lub odezwą do mieszkańców naszego miasta, aby również oddali należny hołd Żołnierzom, którzy konsekwentnie sprzeciwiali się narzuconemu Naszej Ojczyźnie nieakceptowanemu przez Polaków ustrojowi.

Zaczynam się niepokoić ponieważ obecna sytuacja i trudności w naszej Ojczyźnie jak i w naszej Gminie mogą spowodować, że święto to znów nie zostanie zauważone.

Panie Prezydencie są jeszcze dwa dni, które można wykorzystać występując w mediach oraz zamieszczając odpowiednie ogłoszenie-komunikat w prasie, aby święto państwowe 1 Marca jakim jest Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” ustanowiony  3 lutego 2011 roku przez Sejm Rzeczypospolitej (Dz. U. Nr 32, poz. 160) godnie uczcić i włączyć w te obchody mieszkańców Krakowa. 

Do interpelacji załączam moją interpelację z dnia 2.03.2011 r. oraz  odpowiedź Pana Prezydenta. Proszę również o ksero zarządzeń Pana Prezydenta dotyczących powyższej sprawy.

Pozwalam sobie również złożyć te pisma w sekretariacie Pana Prezydenta, aby skrócić drogę służbowa obiegu dokumentów.

Bolesław Kosior

krakowniezaleznymkInformacja własna

W tym roku przypada 25. rocznica śmierci Sługi Bożego, księdza Franciszka Blachnickiego.

SMsza Święta w intencji Jego beatyfikacji odprawiona została 27 lutego 2012 roku o godz. 18:30 w kościele pod wezwaniem Świętego Jana Chrzciciela (Kraków–Prądnik Czerwony), gdzie proboszczem jest ksiądz Jerzy Serwin – wieloletni moderator diecezjalny Ruchu Światło-Życie.

Mszy Świętej przewodniczył ksiądz biskup Grzegorz Ryś, a koncelebrowało ją ponad dwudziestu kapłanów, wśród nich także ksiądz prałat Franciszek Chowaniec. W uroczystej Eucharystii wzięli udział liczni parafianie oraz moderatorzy, animatorzy, kręgi rodzin Domowego Kościoła i oazowicze. Wszyscy wspólnie modlili się w intencji rychłej beatyfikacji Sługi Bożego księdza Franciszka Blachnickiego.

Tekst, autorstwa dr. Mirosława Boruty, o jednej z wielu inicjatyw śp. księdza Franciszka Blachnickiego - ChSWN, czyli Chrześcijańskiej Służbie Wyzwolenia Narodów, przeczytać można tutaj:
https://www.krakowniezalezny.pl/polska-i-ukraina

a dużo, dużo więcej w tekście p. Marka Glogiera „Oazy Księdza Blachnickiego: http://www.up.krakow.pl/konspekt/28/index.php?i=024

S

mariamachl1Maria Machl

25 lutego 2012 odbyła się w Waksmundzie uroczystość upamiętniająca rocznicę śmierci majora Józefa Kurasia „Orła”, „Ognia”, dowódcy Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica”, żołnierza wyklętego.

waksmund20120225aPrzed 65 laty – 24 II 1947 r. w Ostrowsku stoczył on swój ostatni bój z ubekami. Osaczony przez wrogów strzelił sobie w skroń i zmarł następnego dnia w szpitalu w Nowym Targu. Miejsce „Ognia” pochówku pozostaje nieznane. Uroczystości w kościele pw. Św. Jadwigi Śląskiej rozpoczęła młodzież szkolna występem artystycznym, na który złożyły się pieśni partyzanckie i recytacja patriotycznych wierszy.

waksmund20120225bNastępnie odprawiona została Msza Święta, podczas której modlono się za żołnierzy wyklętych, partyzantów i mieszkańców Podhala walczących o wolną Polskę w latach 1939 -1955 a także za ofiary zamachu nad Smoleńskiem i ujawnienie prawdy o tej tragedii. Po mszy, kilku ostatnich żyjących żołnierzy wyklętych odznaczono Krzyżami Zasługi, które wręczała p. Zuzanna Kurtyka.

waksmund20120225cPo tej doniosłej chwili liczni znamienici goście, m.in. syn „Ognia” – Zbigniew Kuraś, poczty sztandarowe, przedstawiciele Ligi Obrony Suwerenności, Konfederacji Polski Niepodległej, Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej,  żołnierze, udali się na cmentarz, gdzie przy grobach Konfederatów Tatrzańskich, żołnierzy Ochrony Sztabu majora Józefa Kurasia „Ognia” odbył się Apel Poległych i złożono wiązanki kwiatów. Po oficjalnych uroczystościach gościnni organizatorzy zaprosili wszystkich /przemarzniętych do szpiku kości/ uczestników do remizy OSP na obiad.

Relację z tych wspaniałych uroczystości (oraz kolejne zdjęcia) znajdą Państwo także na stronie www Ligi Obrony Suwerenności – Małopolska:  http://los-malopolska.blogspot.com/2012/02/obchody-65-rocznicy-ostatniej-walki-i.html
I jeszcze linka do zdjęć autorstwa p. Elżbiety Uczkiewicz-Bachmińskiej: https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/25Lutego2012

Anna Maria Kowalska

Czy mieli Państwo kiedykolwiek styczność z trollem? Niestety, nie mam na myśli uroczego stworzonka z bajek o Muminkach. Myślę o rodzimego chowu sieciowym złośliwcu, który (naturalnie – anonimowo) obrzydza nam w Internecie żywot czytelniczy. A to zwulgaryzowanym językiem wypowiedzi, a to osobistymi, brutalnymi przytykami pod publikacją, a to paskudną manierą wyszydzania fragmentów artykułów, czy wywiadów…Nareszcie – osobistymi atakami, posuniętymi aż do poniżania innych Dyskutantów.

Oczywiście – można to zjawisko całkowicie zlekceważyć. Udawać, że „trollowania” w sieci nie ma. W końcu jeden, czy drugi złośliwiec prędzej, czy później znudzi się i przestanie wypisywać niestworzone rzeczy. Często jedna celna wypowiedź Autora tekstu, włączającego się w tok dyskusji jest w stanie takie zmasowane ataki zneutralizować. Gorzej jednak, kiedy samym Autorom nie tyle  przyświeca chęć rzetelnego namysłu nad przedstawionym artykułem, ile pragnienie udowodnienia własnych racji. Wówczas bez żenady przejmują manierę „trolli”, skrzętnie się do nich dostosowując.

Zaczyna się to z pozoru niewinnie: Autor pisze tekst z „wgranym” podskórnym komunikatem, mającym na celu, np. zdyskredytowanie Osoby Publicznej, bądź przypisanie tejże Osobie intencji wypowiedzi, których Ona nawet nie podejrzewa. Następnie umieszcza ów tekst na blogu, lub portalu – aby chwilę potem wziąć udział w dyspucie nad nim na równych prawach z Czytelnikami. Najpierw „tłumaczy” prostaczkom sens napisania tekstu, stosując protekcjonalny ton wypowiedzi. Następnie pod naciskiem Dyskutantów wypiera się własnych poglądów. Reaguje coraz bardziej emocjonalnie i bezpardonowo. Stosuje ataki ad personam, starając się udowodnić Czytelnikom, że niczego nie rozumieją, podczas gdy sens wypowiedzi i cel napisania artykułu jest aż nadto widoczny. Wykorzystuje strategię „odraczania” odpowiedzi na pytania, chwyt wekslowania rzeczowych uwag innych…. Summa summarum – dąży do udowodnienia, że tak naprawdę jedynym człowiekiem, który posiadł wszelkie mądrości w zakresie recepcji rzeczonego tekstu jest – naturalnie – On sam.

Jeśli tak, radzimy stanowczo pisać do szuflady. Wręcz zachęcamy. Tak często, jak się tylko da. A w wolnym czasie prosimy szufladę otwierać, czytać, zachwycać się pięknem brzmienia własnych, niepowtarzalnych w końcu przemyśleń. Nie zaszkodzi też powiedzieć sobie w chwili szczerości: „Tak. Jednak jestem wielki”. Po co blogi, fora, portale, kiedy to, o co tak naprawdę chodzi można osiągnąć tak tanim kosztem?

Anna Maria Kowalska

Dziwna ostatnio maniera szerzy się wśród publicystów. Zauważa się często promowane teksty, dotyczące spraw bardzo poważnych, polskich i europejskich, oparte jedynie na analizie pojedynczych źródeł (w dodatku dobranych tendencyjnie) z pominięciem innych, bardzo ważnych, zazwyczaj kluczowych i „kanonicznych”. Ich Autorzy, pisząc w ten sposób liczą na wzbudzenie szerokiego zainteresowania poruszaną problematyką. Przy tak wąsko postawionej kwestii trudno jednak oczekiwać jakichkolwiek merytorycznych polemik w sygnalizowanych kwestiach. Toteż ich nie ma, a żywot wyżej wspomnianych artykułów w publicznej świadomości jest niezwykle krótki. I nie byłoby w zasadzie powodu pisania tych uwag, gdyby nie to, że trudno pozbyć się wrażenia, iż tego typu publikacje są tylko typowymi „podgrzewaczami dyskusji zastępczych”. Dyskusji, w których nie tyle chodzi o Polskę i Europę – ale o to, żeby po prostu „coś wokół mnie (nas) się działo”.

Marek Morawski

Jeszcze nigdy w historii naszego kraju nie objawiło się tak dużo uzdolnionych rodów jak w ostatnich 20 latach. Owszem, słyszało się o wcześniejszych rodach takich jak wiedeńscy Straussowie, krakowscy Kossakowie, wśród naukowców Estreicherowie, pewnie wśród muzyków czy naukowców można by jeszcze wskazać kilka nazwisk, ale już z trudnością, bo pamięta się tego najwybitniejszego, a pozostali uciekają z pamięci. Może nie byli aż tacy wybitni? Dzisiaj tych wybitnych objawia się ogromnie dużo. Są śpiewacy, aktorzy, piosenkarze, dziennikarze, reporterzy, manipulanci informacją, nawet politycy. Są też naukowcy, seksuolodzy, chociaż w tym przypadku to chyba dobrze, by prokreacja kwitła. Trudniej to pokazać, ale pogadać w TV można. Tata do prokreacji już nie za bardzo, ale synek!

Mało tego. Jeżeli tatuś jest aktorem, to synek go jeszcze przebija. Jest aktorem i piosenkarzem, często też wybitnym poetą. Potem jeszcze pisarzem. To samo z córkami. Dzięki za to, bo nigdy nie dowiedzielibyśmy się jak to z wybitnymi dziewczynami i chłopcami, bo przecież tego nie wie się. Oj! Nie wie się. Fantastyczne!
Nie wiedziałem, że przyjdzie mi żyć w nowej epoce renesansu. Całe rody i to w tak  wielu dziedzinach. Chyba już niedługo wszystkich wyprzedzimy na świecie. Ogłoszą nam to bez żenady wnuki znanych makiawelistów, manipulatorów informacją. Ależ to będzie osiągniecie!
Osobny rozdział to dzieci naukowców. Ci to dopiero mają materiał genetyczny. Istne pokolenia geniuszy. Tak powinno być. Ktoś miał aptekę, cegielnię, fabrykę półprzewodników, a ich dzieci przejmowały warsztat po ojcach. Ten, co miał półprzewodniki nawet chciał produkować całe przewodniki. Ten kierunek był dobry, bowiem kiedy fabryki przejmowało państwo, to obsadzano stanowiska dyrektorów często ćwierćinteligentami. Lepiej zatem mieć i półprzewodniki i przewodniki, bo po upaństwowieniu, po próbie ćwierćprzewodników nastąpiło zwarcie.
Gorzej kiedy rodziciele, skądinąd zdolni i mądrzy, uważają, że ich owoc jest tak samo, a nawet bardziej uzdolniony od nich. Za wszelką cenę chcą z nich zrobić w przyspieszonym tempie profesorów, wynalazców, laureatów tyle, że już nie na ich własny rachunek. Zapomnieli, że sklepik można odziedziczyć, ale głowy niekoniecznie. Ileż znamy takich genialnych często enfant terrible?
Obsadzają więc te dzieci stanowiska asystentów, adiunktów u rodziciela, u jego kolegi lub podwładnego. Któż odmówi? Prac wybitnych, wynalazków nie przybywa, ale etaty są wypełnione po brzegi. Wtedy pojawia się jakiś cudowny uczeń. Łeb jak ceber. To, co inni osiągali lub też nie, po latach, on opanowuje w lot. Już ma sto pomysłów.
Uruchamia się sygnał alarmowy. Zagrożenie!!! Córeczki, syneczka, rodziciela. Mądrzejszy. Genialny.
Wrzucić pod walec. Przyjedzie i wyrówna. Zresztą nie ma etatów.
Nie ma noblistów.
Dobrobytu również nie ma.
Post scriptum
Nie neguję, że dzieci ludzi wybitnych, wszystko jedno czy rzemieślników, czy intelektualistów mogą być również wybitnymi. Mają wszelkie dane po temu. Mają też pewien handicap wynikający z opatrzenia się, osłuchania wielu tajników profesji rodzica. Często z dyskusji z ojcem czy matką. To ma ogromne znaczenie. Dzięki temu taki potomek zostaje często psychicznie ukształtowany, uprofilowany do profesji wykonywanej przez rodzica. Te dzieci, zanim wybrały swoja przyszłość, już przeszły w swoim domu pierwszą szkołę fachu, myślenia jak w danym fachu. To nie jest nepotyzm. Oby takich dobrych domowych szkół było jak najwięcej.
Oby również tych złych szkół, załatwiania, przekupywania, lokowania, wkręcania swego potomka do TV, do kliniki, do filmu, na asystenturę u znajomego było jak najmniej. Popierajmy talenty, lecz NIE dla nepotyzmu.
To chyba uczciwe, jeśli jeszcze ktoś wie, co to jest uczciwość.

Marek Morawski

Minęło ponad 30 lat. Ludzie, zwykli obywatele tego kraju, szli i skandowali, a wraz z nimi wszelkiego rodzaje kapusie, agenci, policja polityczna, esbecy. Dla nich nie miało ono żadnego znaczenia, tak jak i cokolwiek innego. Tylko oczka rozbiegane rejestrowały tych, kogo zdołały rozpoznać. Wolność oraz SOLIDARNOŚĆ notowana specjalnym rodzajem czcionki, stylem nazywanym solidarycą, zapisanym bez odrywania pióra. To był symbol ruchu społecznego. Litery trzymały się za „ręce”. Ponad 10 milionów ludzi pragnących czegoś innego niż do tej pory – po prostu normalności. Wraz z nimi „domagali się” tego polityczni, bezideowi łajdacy. Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. Donosiciele, szuje, agenci przede wszystkim. Tak działają zdrajcy.

Likwidacja zaplecza „SOLIDARNOŚCI”

Solidarność powstała – solidarność zwyciężyła. Wielkie zakłady pracy. Władza, komuna się niezwykle bała wielkoprzemysłowej klasy robotniczej.

Każda władza ustępuje wyłącznie przed siłą. Władza jest zbyt wielkim narkotykiem, by nawet w najbardziej słusznej sprawie dobrowolnie ustąpić. Wiedzą to sprawujący władzę, wiedzą politycy, działacze związkowi, opozycja. Ustąpić mogą tylko ludzie szlachetni dla których prywata nie jest najważniejsza. Komuna była zafascynowana dużymi obiektami przemysłowymi. Wszystko musiało być wielkie. Kiedy arogancja sięgnęła zenitu, ruszyły się załogi tych zakładów pracy. Sytuacja stała się niezręczna ideowo-politycznie i niebezpieczna ze względu na układ sił. Dlatego po wprowadzeniu stanu wojennego spacyfikowano bez pardonu zakłady pracy. Reszty dopełniła nowa władza po 1989 roku, po Magdalence. Rozpoczęło się rozmontowywanie niebezpiecznych dla nowej władzy zakładów pracy, wyprzedaż majątku narodowego. Raz na zawsze likwidowano zagrożenie dla władzy czyli państwowe przedsiębiorstwa. Przestało istnieć w tym czasie tysiące firm państwowych. Zniknęło mnóstwo miejsc pracy. Komuna nie miała odwagi ich likwidować, dopiero byli działacze „Solidarności” bez mrugnięcia oka eliminują wszystko, co mogłoby kiedykolwiek zagrozić ich władzy. Do tego pozbawiają Naród ich majątku. Z punktu ekonomii to były wyjątkowo nierentowne transakcje. Bardzo często sprzedawano firmy za niższą cenę niż wynosiły wpływy z podatku CIT. Uzyskane wpływy z prywatyzacji nie rozwiązywały problemów finansowych państwa, bowiem co innego winno być celem, a co innego realizowano. Celem rzeczywistym był przepływ pieniędzy publicznych do prywatnej lub innej kasy, a powinno być polepszenie gospodarowania, zarządzania firmami państwowymi.

Przez 20 lat rządy sprawowały przeróżne ugrupowania. Ani razu jednak nie objawił się ktoś o wyjątkowych zdolnościach menadżerskich. Rozpoczynano niezwykle kosztowne reformy, które nie doprowadzano do końca. Zawsze za te zabawy polską gospodarką płaciło ogromne pieniądze społeczeństwo. W przypadku jakiegoś kryzysu nie będzie finansowej możliwości obrony. Kasa będzie pusta, i nawet nie będzie żadnych fantów do zastawienia. Będzie do spłacenia przez dziesiątki lat dług.

Marni rachmistrze podliczali, ile to pieniędzy wpłynęło do budżetu. Nie liczyli, ile miejsc pracy zniszczono i ile nowych miejsc pracy powinno się wybudować w zamian za te zlikwidowane. Ile zasiłków dla bezrobotnych trzeba wypłacić ludziom, którym państwo odebrało ich miejsca pracy. Jedno zawsze było wspólne. Niknęły przedsiębiorstwa. Majątek Polski, wspólny majątek Polaków rozpływał się w nicość. Równocześnie dramatycznie rosło zadłużenie Państwa.

Dziel i rządź

Przez dwadzieścia lat władza dążyła do rozwarstwiania społeczeństwa. Działacze związkowi wiedzieli, że społeczeństwo zgodne jest monolitem nie do ruszenia. Dzielenie zaś, tworzenie nierównych praw zaowocuje kłótniami. W tym czasie tworzono warstwę uprzywilejowaną, wobec której inaczej stosowano prawo, obdarzano przywilejami. Właściwie trudno powiedzieć, czy to quasifeudalna klasa, czy też trzeba by ją inaczej nazwać. Na drugim biegunie zaś znajduje się klasa quasiniewolnicza. Tej grupie społecznej zmniejsza się prawa, ogranicza wynagrodzenia za pracę, stwarza warunki do gorszego życia. Wszystko jednak jest czynione niby w majestacie prawa. Mając władzę, można uchwalić każde prawo, które nie ma nic wspólnego z polską racja stanu, z przyzwoitością, uczciwością.

Drugim niebezpiecznym elementem dla władzy są strajki, demonstracje. Strajki w firmach prywatnych właściwie  nie dotyczą władzy państwowej. Są one niebezpieczne dla strajkujących. W sytuacji braku miejsc pracy, pogarszanej przez systematyczną wyprzedaż zakładów pracy przez Rząd, strajkujący mogą się znaleźć bez środków do życia. Zmagania tego typu nie są prowadzone po dżentelmeńsku, nawet nie jak zawody sportowe. Warto sobie zdawać z tego sprawę.

Nie ma wolności bez solidarności

Przez lata przygotowywano państwo przeciw swojemu społeczeństwu, prawnie i organizacyjnie. Niszczono i wyprzedawano bazę materialną państwa, a państwo czyli nas zadłużano. Społeczeństwo starano się skłócić, a principia ośmieszać. Przedkładano interes mniejszości przed interes większości. Nierówność stała się zasadą.

Dzisiaj dla nas, zwykłych Polaków, istotna jest więź międzyludzka. Chodzi o solidarność. Wolność jest wartością górująca nad innymi. Jest ponadczasową. Brak jej dotkliwie odczuwamy. Wolności nie da się obronić romantycznym zrywem Konrada. Nauczyciele muszą popierać młodzież, swoich uczniów, młodzież emerytów, emeryci internautów, w przeciwnym razie nie będziemy mieli za co żyć, zakładać rodzin czy wykupić lekarstw, a posiadacze Internetu będą musieli co kilka dni zgłaszać się na posterunek policji politycznej w najłagodniejszym przypadku. W ślad za tym pójdą przeszukania nie tylko komputera. Tak to zawsze się dzieje.

Nie są źli surfujący po Internecie młodzi ludzie. Nie jest winą starszych pokoleń, że nie nadążają za młodymi. Nowa technika, technologia jest światem przyszłym. Nie są gorsi dziadkowie, którzy wspomogą zakup jeszcze nowszego sprzętu. Oni też poprą swych wnuków, a Rodzice dzieci, by chronić własność intelektualną (to też do końca nie jest zbyt jasne), ale nie zgodzą się, by wślizgiwać się do komputerów młodych, by ich inwigilować. Iluż z tych starszych, odchodzących coraz częściej na wieczną wartę przesiedziało w łagrach, więzieniach, było prześladowanych, nie mogło dostać pracy, było wyrzucanych ze studiów, właśnie dlatego, by ich dzieci, wnuki nie były prześladowane, by żyły w normalnym świecie, a nie kraju policyjnym. Tego nie chcą ani młodzi, ani ci, którym odbierają teraz możliwość wykupienia lekarstw. Potrzebna jest solidarność, zwykła solidarność międzypokoleniowa, bo wszyscy jedziemy na tym samym wózku.

Nie jest prawdą sprzeczność pokoleniowa. Młodzi mają prawo inaczej widzieć przyszłość. Tak właśnie być musi. Oni mają kreować przyszłość, starsi muszą ich wspierać doświadczeniem, wiedzą, nawet kasą. Dodawać odwagi, śmiałości. Młodzi, pełni sił mają bronić już słabszych starszych, by kiedyś sami nie stanęli wobec dylematu zakupu albo lekarstw albo kanapek dla dzieciaków. Stawianie ludzi przed takim wyborem jest niemoralne i świadczy o złym zorganizowaniu państwa, świadczy o złych priorytetach, a może o braku wizji, zbyt wielkiej żądzy władzy, złej hierarchii wartości, rozdmuchania wasalskiej klasy urzędniczej do absurdalnych rozmiarów, grożących bankructwem państwa.

Głoszenie poddania problemów konsultacjom po uchwaleniu ustaw, podpisaniu umów świadczy co najwyżej o arogancji władzy. To jest lekceważenie obywateli naszego państwa, nawet tak mało sprawnego.

To są żywotne problemy Narodu. Bez zwykłej ludzkiej solidarności nie uda się zachować podstawowych wartości nikomu poza władzą, swoimi i uprzywilejowanymi kastami.

Nie będzie żadnych wolności bez Waszej solidarności juniorzy i seniorzy.

Nie ma wolności bez solidarności!!!       W A S Z E J!

Marek Morawski

Od lat nie słyszę niczego dobrego o księdzu Rydzyku. Istny Belzebub. Z kimś się nie zgadzał, komuś powiedział coś niemiłego. Kontrowersyjny. Dzisiaj to każdy trochę lepszy od przeciętnego jest określany w ten sposób. Dorobiono mu okropną twarz. Ale nie jemu pierwszemu. Właściwie i tym laickim, i tym wierzącym, i każdej innej maści. Jedno jest jednak niepodważalne i nie da się tego ukryć: Wystarczy, że jakość człowieka sprawdzimy nie według tego, co mówią nieprzychylni, wrogowie, albo i służalcy, ale czyny. Po czynach ich poznacie!

Tak. Ten człowiek jest gospodarczo i finansowo niezwykle skuteczny. Potrafi zgromadzić fundusze. Przede wszystkich ma to, co jest niezbędne dla menadżerów dużego formatu czyli wizję zamierzeń, które chce zrealizować. I skutecznie realizuje te zamysły. Przecież nie tylko swoimi rękami i swą głową. Potrafi dobrać zespoły ludzi, stawiać zadania, realizować plany i rozliczać z wykonania.

To co Ojciec Rydzyk realizuje jest potrzebne, jest nowoczesne, jest estetyczne, ładne, przyjazne człowiekowi. Służy człowiekowi. Ekologiczne. Jest wykonane! Słyszę tylko, że są tacy, co rzucają mu kłody pod nogi. Może nie podoba się jego profesjonalizm w zarządzaniu? A może rzeczywisty talent? Prawda. Jest czego zazdrościć. To jest polski Lee Iacocca, niewątpliwie. Szkoda, by taki talent nie został w pełni wykorzystany.

Przyjemnie byłoby wiedzieć, że ktoś potrafi rozwiązać trudne problemy naszego kraju. Czynem, a nie gadulstwem. Nie przeszkadzałoby mi, że byłby to ksiądz. Zresztą ktokolwiek tak dobry, jak Ojciec Rydzyk.

Po czynach ich poznacie, powtarzam. To się liczy, a nie złotouste bajania.

Chyba nadszedł czas, by sienkiewiczowskim „Ojczyzna w potrzebie” przywołać tych najlepszych na służbę. Ci, co wiszą przy władzy długie lata chyba już się wypalili. Nie mają nic do zaproponowania. Nie są już poza serwilizmem potrzebni.

Ktoś podkłada pod nasz kraj ładunek wybuchowy już od dawna. Mimo wysiłków speców od zakłamywania widać to po tym, co się dzieje, nie po słowach. Nie mnie wyszukiwać dywersantów. Mam nadzieję, że jeszcze są właściwe polskie służby ku temu.

Honorem było wysadzić się Wołodyjowskiemu i Ketlingowi w Krzemieńcu Podolskim w obronie swego honoru i granic Polski.

Szykowany wybuch tym razem nie jest w interesie Polski i Polaków. Ten ładunek podkładany przez obcych i dla obcych należy rozbroić.

Marek Morawski

Coraz częściej Polska jawi mi się jako opróżniana szafa. Chyba nigdy nie była zbyt zasobna, ale nie było tak źle. Nawet w czasie zaborów wspólny majątek narodowy wzrastał tak samo jak i indywidualny Polaków. Zresztą wówczas uważano, że kraj jest bogaty bogactwem obywateli, a nie tym, co obywatel nakradnie z wspólnego. Działalność gospodarcza była owocna. Zabory były stratą polityczną, lecz gospodarczo był to okres istotnego rozwoju ekonomicznego.

Ostatnimi czasy rozwój kraju nie wygląda dobrze. Właściwie wygląda źle, chociaż na okrągło powtarza się, iż jesteśmy jedyni, którym wiedzie się tak dobrze. Zielona wyspa. Poziom faktycznej inflacji, ogromny spadek wartości polskiej waluty, ciągle rosnący deficyt budżetu, zabór obywatelskich funduszy emerytalnych, praktyczna likwidacja refundacji leków, wzrost obciążeń podatkowych, podwyżki energii, nakręcanie spirali inflacyjnej, podwyższanie wieku emerytalnego, wyprzedawanie majątku narodowego za śmieszne ceny świadczą o jednoznacznej złej kondycji gospodarczej i finansowej państwa lub innych celach, których się nie ujawnia. Można postawić kilka tez:
- żyjemy ponad stan czyli państwo jest za drogie, administracja państwowa jest zbyt wielka,
- państwo jest nieudolnie rządzone,
- rozwój ekonomiczny kraju nie jest celem rządu sprawującego władzę.
Jacek Rostowski uspokaja wszystkich, którzy boją się podwyższenia wieku emerytalnego. Według Ministra na zmianie przepisów wszyscy skorzystają. – Mam nadzieję, że nie tak jak na ograniczeniu refundacji i podwyżce cen leków.
Jak przewiduje Pan Minister już w roku 2020 problemem będzie nie znajdowanie miejsc pracy, ale rąk do pracy. Za osiem lat będzie 2 mln mniej ludzi zdolnych do pracy, w co można uwierzyć. Nie będzie problemu ze znalezieniem pracy – zapewniał. Teza ta jest głoszona już od wielu lat przez polityków o określonych zapatrywaniach na Polskę, polityków, dla których nie istnieje polska racja stanu, lecz jakaś inna, partyjna, prywatna, trudno powiedzieć, bo polskość jest dla nich zła, historia Polski też, patriotyzm to wiocha. Dlaczego wiocha? Czyżby uważali, że dzisiaj tylko mieszkańcy wsi są patriotami? Fakt. Chłopi musieli bronić ojcowizny. Żywią i bronią było hasłem, co nie odbiegało od prawdy.
Mam wrażenie, że programy szkolne w okresie stalinizmu były bardziej polskie, prorozwojowe, uczące na wyższym poziomie niż te ostatnimi laty. Komu zatem dzisiaj one mają służyć? Dla czyjego dobra mają pracować? Rozwiązywanie testów choćby w najkrótszym czasie nie jest wiedzą, nie czyni wynalazcy, odkrywcy, mędrca, a nawet przeciętnego inżyniera, nauczyciela, ekonomisty.
Na powyższe pytania koniecznie trzeba sobie i innym odpowiedzieć niezależnie od wieku i wykształcenia!!!
Od miesiąca nie mogę się nadziwić temu, co słyszę w mediach od rana do wieczora. Śmierć półrocznej Madzi i sensacja wokół jej matki. Toż to nie ta kobieta tragicznie dotknięta ma zaburzenia, ale to państwo jest chore, jego dziennikarze, reporterzy, politycy. Państwo niemal 40 milionowe w środkowej Europie, w UE. Są ogromne problemy bytowe 40 milionów ludzi, którym z dnia na dzień odmawia się wywiązania z umowy zdrowotnego ubezpieczenia, podnosi sto i dwieście razy opłaty za leki, często równe emeryturze czy rencie. Chce się podwyższyć wiek emerytalny obniżając poziom opieki zdrowotnej, miast go podnosząc, by ci starsi ludzie mieli jeszcze siłę pracować. Nie uwzględnia się kompletnie sytuacji rodzinnych, w których babcia i/lub dziadek pełnią istotną funkcję w opiece i wychowywaniu wnuków, a dzieci pracujących rodziców.
W UE uprawia się od lat propagandę przez przemilczanie czegoś lub zagadywanie bez pokrycia. Tworzy się wirtualną rzeczywistość. Gdy nie mówi się o czymś, zatem tego nie ma, jeżeli w żaden sposób nie możemy stwierdzić, że nie ma wystarczająco żłobków i przedszkoli, więc kiedy się przez tydzień powtórzy, że opieka nad maluchami jest zapewniona, to tak ma być. Tak jednak nie jest. Dzisiaj opieka jest, bo są dziadkowie, mogą się dzieciakami zaopiekować. Za dziesięć, dwadzieścia lat, bez lekarstw, bez dostępnych lekarzy, z karkołomnie i nieprzyzwoicie drogo zorganizowaną służbą zdrowia, z koszmarnie dużą ilością urzędników przejadających nasze pieniądze (podatki i pieniądze z ubezpieczeń zdrowotnych) to wielu z tych dziadków już nie będzie żyło. I o to chyba chodzi. To chyba  nazywa się eutanazją.
W tym momencie zrozumiałem, dlaczego nas ma być mniej. Pokolenia wojenne, powojenne miały siłę fizyczną, prokreacyjną, a teraz nie będą jej miały. Biorąc pod uwagę działania systemowe, uchwalane przepisy, trudności, kłody rzucane pod nogi zwykłym ludziom pracującym i zarabiającym marnie na tę rzeszę ludzi, wynagradzanych obficie z naszych podatków (Średnio brutto wynagrodzenie biurokraty to prawie 5 tys. złotych miesięcznie, przy średnim wynagrodzeniu brutto pracującego ok. 3200-3300zł/miesiąc).
Mówi się, rząd tak twierdzi, że opieka zdrowotna zbyt wiele kosztuje. Nie uwierzę w to, dopóki wiarygodne osoby czy instytucje nie przedstawia kilku danych porównawczo: dla służby zdrowia i dla NFZ. Ilu ludzi pracuje, ile to kosztuje. Być może potem trzeba będzie zwolnić albo lekarzy i dać pieniądze urzędnikom lub odwrotnie.
Po wojnie było nas ok. 23 miliony. Doszliśmy niemal do 40 milionów. Teraz ktoś chce stworzyć warunki takie, aby ludność się wykruszyła „sama”. Posłowie Sejmu uchwalają zmiany przepisów na przykład Kodeksu Handlowego, by nie trzeba było płacić podatków przez przynajmniej niektórych. Posłowie dbają o te bidule, no może tego jednego, specjalnego, którzy nie ma za co żyć, a wraz z nim ci, co nie będą się teraz mieli za co leczyć. Okropne. Teraz ci umrą – bez lekarstw nie ma się co dziwić, a biedni multimiliarderzy nie będą mieli wyrzutów sumienia. Raz na rok zorganizują wigilię dla potrzebujących i niepotrzebujących. Wspaniałe odbarczenie, nieprawdaż?
Stworzono warunki do penetracji naszego kraju przez obcych, wywożenia zysków opodatkowanych i nieopodatkowanych. Szacuje się, że jest to roczna kwota ok. 100 mld złotych, w połowie opodatkowana. Komu uczyniono dobrze i dlaczego? Odpowiedzi szukał odsądzony od czci i wiary Andrzej Lepper. Wyśmiewano się z niego, przyszywano krzywy wizerunek, ale nie pozwolono powiedzieć i wskazać winnego, a raczej winnych tego trwającego całe lata procederu, a może nie tylko tego.
Są problemy. My, społeczeństwo tego kraju, chciałbym móc powiedzieć Naród tego kraju, ci co czują się rzeczywiście Polakami, powinniśmy porozmawiać ze sobą, z Rządem, z posłami, polskim parlamentem, bo jest o czym dla nas wszystkich, młodych i starych, rządzących i rzadzonych. To jest nasze życie, pewnie trudniejsze w milionach przypadków, niż tych uprzywilejowanych, choć nie wiadomo czy słusznie.
Jest nad czym dyskutować, zastanawiać się, by dokonać prawidłowego wyboru, a nie jeszcze bardziej pogrążyć ten kraj i jego Naród.
Zagaduje się niewinnym dzieckiem, Madzią i jej biedną matką problemy Polski, zagęszcza atmosferę. Ukazuje stereotyp procesu dochodzeniowego, czyli przyjęcie pewnej tezy i pomijanie wszelkich innych. Tak prowadzono dochodzenia w przeszłości. Ktoś wskazuje politycznie odpowiadającą tezę i żadna kłopotliwa prawda nie jest ważna. Od razu przypomina się inne dochodzenie, od samego początku nie ujmujące wszelkich wątków. Brak profesjonalizmu, a tworzenie rzeczywistości wirtualnej, wydumanej. Tak ma być!
Tragedia Madzi spowodowała zaklajstrowanie mediów na miesiąc. Ludzie zostali podburzeni, wyrok wydano dwukrotnie – najpierw powieszono w wykreowanej opinii publicznej jakiegoś porywacza, a potem matkę, z której bez dowodu uczyniono dzieciobójczynię. Żadna teza nie została udowodniona. Tłumy przyszły na pogrzeb i o to chodziło majsterkowiczom od propagandy. Bez tego przyszliby bliscy, może jeszcze kilka innych osób. Był mróz. Ale może coś się będzie działo. Będzie za darmo spektakl – prawda spece od manipulacji, od wirtualnej Polski? Tęgie mózgi dochodzenia wymyśliły mataczenie i wsadziły tę przerażoną sytuacją młodą kobietę do więzienia. Czyż nie ma w tym kraju ludzi, którzy choć trochę potrafią myśleć? To jest żenada. W tym czasie odbył się pogrzeb Madzi. Gdyby w tym kraju obowiązywała najprostsza etyka, to kolejne służby nie kompromitowałyby się. Nie musiałyby wymagać nawet myślenia, tylko posłuszeństwo przełożonym i może w końcu etyce.
Kolejna wydmuchana bajka to wyższe wykształcenie młodych. Setki tysięcy. Dużo, tylko tyle, że jest to wirtualna wiedza. Tej wiedzy młodzi nie posiadają. Nawet nie ma jej w programach nauczania na jakimkolwiek poziomie. Nie cytaty, nie pisaty, nie myślący. Nikt takiego geniusza nie zechce zatrudnić. Firmy zagraniczne sprowadzają fachowców z swoich macierzystych krajów, by obsadzić kierownicze stanowiska.
Można by rozpocząć wyliczankę. Kiedy ściśniemy nic nie zostaje materialnego, tylko zmanipulowana informacja. Wirtualna rzeczywistość, chciejstwo co najwyżej.
Dla kogo kształci się tych ludzi? Dla wirtualnych firm, których już nie ma, bo albo je sprzedano za mniej niż wnoszone przez nie podatki, albo w perfidny sposób zniszczono zarówno materialnie, jak i personalnie na przykład stocznie. W Unii Europejskiej nierównych praw nie musiały tego uczynić najmocniejsze kraje jak Francja czy Niemcy.
Jeszcze mamy jakieś realne pieniądze, zdaje się ok. 38 mld $. Zamysł jest, by zamienić je na wirtualne, będące tylko zapisem księgowym. Fundusze emerytalne już są tyle warte, co ten ślad pióra na papierze. Ci, co bawią się manipulowaniem informacją otrzymują realne, duże pieniądze. Można za nie kupić nawet te drogie franki szwajcarskie, też realne, bo na ich straży stoi cała Szwajcaria od mieszkańców, poprzez ich rząd i bankierów. Tam nie lubią wirtualnych obrazków.
Równocześnie pokazuje się studiującym, że ich studia nie są nawet funta kłaków warte. Ministrem zostaje fryzjer, a Ministrem Sportu kobieta, owszem ładna, ale która chyba nigdy nie była na jakimkolwiek meczu. Czy Minister Sportu musi chodzić na mecze? Nie. Stwierdzenie jednak, że mecz dwóch konkretnych drużyn mógłby zastąpić mecz dwóch dowolnych drużyn świadczy o czymś innym. Tym gorzej.
Minister Finansów przedstawia budżet, o którym mówi się że jest wirtualny i proponuje rozwój kraju przez zmniejszenie ludności. Tak, prawda. Są to wyrwane „z kontekstu” informacje.
Takich wirtualnych obrazów można jeszcze wiele przywoływać, ale stałoby się to nudne.
Idą kolejne święta. Mamy jajeczko, ale ono jest coś za lekkie. Wydmuchane. Tak samo wydmuchane jak rozwój tego kraju. Sprzedano niemal wszystkie wędki, pozostali wędkarze. Informacje przedmuchano do wielkiego balona i wygląda, że również z nas robi się balona, a mówiąc dosadniej zostaliśmy jak Polska wydmuchani. Pozostała tylko wydmuszka.
Rośnie tylko zadłużenie już prawie bilion złotych. To niestety nie jest wydmuszka tylko realne pieniądze do zwrócenia, nie licząc odsetek.

Marek Morawski

Być może. To już 3. miesiąc zimy kalendarzowej za pasem. Wygląda jednak, ze nadchodzi przedwiośnie. W Polsce jest 6 pór roku. Po przedwiośniu będzie wiosna, a jesień dzieli się na złotą jesień i szarugę jesienną. Jeśli jeszcze przypomnimy sobie, że pogoda w Polsce zawsze zależała od tego jak powieje od wschodu – klimat kontynentalny i zachodu – klimat morski, to zrozumiała staje się trudna przewidywalność pogody w długim okresie czasu. To jednak wiemy i z zapisów meteorologicznych i z własnego doświadczenia nie tylko ludzi wiekowych, ale i w sile wieku, a nawet młodszych. Tymczasem kolejny raz nie tylko słychać było lamenty z grodu Kraka, ale i z całej Polski, że ta przecież ostra, ale nadzwyczaj krótka zima wyczerpała fundusze na odśnieżanie, odladzanie, walkę ze skutkami zimy.

Doprawdy, słyszę ciągle taki sam lament jakby kilkadziesiąt lat temu został nagrany na płytę, z przeznaczaniem do odtwarzania, dopóki nie pojawi się w Polsce klimat jak w jurajskim parku. Prezydenci, burmistrzowie, wójtowie i inni wodzowie przeróżnej maści, ci co kochają swoje żony, a także cudze i panny, a nawet ci, co kochają inaczej, wykształceni i bez wykształcenia lub tacy, którym wykształcenie wyleciało z głów, albo nigdy tam nie dotarło nie wiedzą jak przewidzieć budżet na ten cel. Dla dosłownie wszystkich jest to problem nie do pokonania tak trudny, że jawi się jak zadanie na 150. spartakiadę rozgarniętych lub też nie. Nie można przewidzieć finansów w żaden sposób na tak wodnisty temat. W końcu to ciągle woda. Nie ma się co dziwić. Z wody mimo stałego bicia, piany się nie ubije.
Może ktoś ma pomysł, jak zaplanować środki na ten wodnisty cel? Warto podpowiedzieć, bowiem nawet tak niezwykle liczne rady miejskie jak w Polsce są bezradne jak dzieci. Jakież to budujące! Tak trafnie wybieramy, a zadłużenie państwa rośnie, prawda?
Ponoć szuka się pieniędzy, tylko nie wiem czy akurat marnotrawionych.
Do kolejnej zimy.

miroslawborutaMirosław Boruta

20 lutego w Salonie Gościnnym Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w sali Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 27 - Klub i Wydawnictwo M zorganizowały wspólnie spotkanie z ojcem profesorem Aleksandrem Posackim SJ, autorem książki "Jak przeciwstawiać się złu?"

kkgpsglogoPodczas spotkania można było posłuchać wykładu naszego Gościa, jak i odpowiedzi na pytania jakie zadała bardzo licznie zebrana publiczność. Spotkanie było także okazją do zakupu innych publikacji Wydawnictwa M, a także wylosowania ufundowanych na tę okazję książek. Dziękujemy!

Poniżej informacje o naszym Gościu i o książce ze strony Wydawnictwa M:

wmlogo

aleksanderposackisjOjciec profesor Aleksander Posacki SJ (fot. Robert Małolepszy za: bazylika.rybnik.pl) to katolicki teolog i filozof, specjalista z zakresu demonologii, problematyki okultyzmu i ezoteryzmu, prądów duchowych i sekt, znawca historii mistyki. Jest konsultantem egzorcystów katolickich w Polsce i za granicą, pisarz, publicysta, rekolekcjonista, duszpasterz.

Skąd wiemy, że istnieje osobowe zło? Dla czego tak często kwestionuje się istnienie Szatana? Dlaczego ignorancja wobec rzeczywistości zła jest tak niebezpieczna? Jak chrześcijanin powinien reagować na zło? Dlaczego ludzie dają się uwieść satanizmowi? Jak Szatan  atakuje kobiety, a jak mężczyzn? Co to jest opętanie? Jak odróżnić opętanie od choroby psychicznej? Czy można mówić o geografii działa szatana w świecie?  Jak współcześnie można odczytać naukę o Antychryście? Dlaczego sekty są przejawem działalności demonów?

jakpszJakie istnieją przejawy działania zła  we współczesnej kulturze? Jak działa ruch satanistyczny w Polsce? Jak walczyć ze złem w codziennym życiu? Co może nam pomóc w walce duchowej? Jak dostrzec zwodzenie w życiu codziennym? Jak rozpoznawać swoje słabe punkty i przeciwstawiać się codziennym pokusą?

Jak pokonywać natrętne, złe myśli? Jakie jest znaczenie sakramentów i świętych znaków w walce duchowej?
Na te oraz wiele innych pytań dotyczących duchowych zagrożeń współczesnego człowieka odpowiada w swojej najnowszej książce – polski demonolog  o. prof Aleksander Posacki SJ. Autor odnosi się do bardzo aktualnych kwestii dokładnie analizując postępującą propagandę satanizmu w polskiej kulturze w oparciu o spór  wokół  Nergala.

Warto wiedzieć, że ojciec Aleksander Posacki ma własną stronę internetową pod adresem: http://www.aleksanderposacki.pl

 

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

W najnowszym „Uważam Rze” głównym bohaterem jest Lech Wałęsa. Kilka tygodni temu ukazał się na naszym portalu wywiad z Pawłem Zyzakiem, badaczem osoby legendarnego przywódcy „Solidarności”. Sprawa byłego prezydenta ma wymiar nie tylko ogólnopolski, ale i krakowski. Paweł Zyzak – obecnie doktorant w UAM – pisał swoją pracę magisterską dotyczącą byłego szefa związku w UJ. „Arcana” z kolei, to krakowskie wydawnictwo, dzięki któremu praca o Wałęsie ujrzała światło dzienne.

Jak na historyka przystało Paweł Zyzak opisał byłego prezydenta bez wybielania, ale i bez atakowania. Atak przypuścił sam Wałęsa w swoim dość „wyjątkowym” stylu, wyśmiewając się z nazwiska autora książki i nie tylko. Zastanawiam się jak takie zachowanie koresponduje z Matką Boską noszoną w klapie?

sprawawalesypowracaSprawa Wałęsy wraca w „Uważam Rze”. Na stronie tytułowej pytanie „Czy w Kancelarii Sejmu ukryto zaginione dokumenty z teczki TW „Bolka””. Wewnątrz numeru artykuł Cezarego Gmyza na temat donosów „Bolka”.

O sprawie Wałęsy pisze też Sławomir Cenckiewicz. Warto przeczytać wywiad z Krzysztofem Wyszkowskim przeprowadzony przez braci Karnowskich.

A na końcu coś na temat małżeństwa byłego szefa „Solidarności” widzianego oczyma jego żony.

O sprawie Lecha Wałęsy pisze też „Nasz Dziennik”.

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

Dla Platformy Obywatelskiej byli bastionem. Oni młodzi, uśmiechnięci, wykształceni wobec starych i smutnawych wyborców PiS (tak brzmiała wersja oficjalna). Pomijam fakt, że nastąpiła w tym kontekście jedna z pierwszych, udanych zresztą, prób przeciwstawiania sobie ludzi. I nagle okazuje się, że ów bastion został na... lodzie.

Sytuacja młodych ludzi jest coraz gorsza. Jak podaje GUS w Małopolsce stopa bezrobocia wśród ludzi do 34 roku wynosi aż 56 procent. Czyli co druga osoba w tym przedziale wiekowym pozostaje bez pracy. Trzeba by jeszcze doliczyć tych, którzy wyjechali z Krakowa i Małopolski poza granice kraju, żeby pracować. I poza tymi granicami płacą podatki.

indeksMałopolska to jeden z najlepszych, pod względem ekonomicznym, rejonów Polski. Silny ośrodek naukowy jakim jest Kraków, z licznymi uczelniami i kierunkami studiów (fot. sadeczanin.info). Miasto historyczne przyciągające miliony (w granicach 7 do 8 milionów rocznie) turystów. Baza noclegowa, setki knajpek, barów, restauracji. Szkoły, szpitale, sądy,  księgarnie.

O ile nie wszyscy na Zachodzie kojarzą Warszawę, o tyle o Krakowie słyszał prawie każdy. To  sprawia, że miejsc pracy powinno być sporo. Szczególnie dla ludzi młodych i często po studiach. Także w innych miejscach Małopolski, które są turystycznymi perełkami nie tylko na mapie Polski, ale i Europy.

Rząd forsuje pomysł wydłużenia lat pracy. Oznacza to de facto zablokowanie i tak już szczupłego rynku dla ludzi młodych. Ludzi, którzy często mają dobre pomysły, są aktywni, zdolni do poświęceń, trochę idealizują sytuację w tym kraju wierząc, że można tu normalnie żyć. To oni mając pracę, braliby kredyty na mieszkania, zakładali rodziny, mieli dzieci itd. Pomijając wątek emocjonalny, wszystko to wpływałoby na pchnięcie gospodarki. A my mamy do czynienia z wypychaniem młodych ludzi poza rynek pracy i często poza ten kraj. Może właśnie o to chodzi?

Anna Maria Kowalska

W Soplicowie gorączka! Szaleństwo bez mała!
Przyszła wieść, że się zorza znowu pokazała,
A to jak lud od wieków w przekazie swym głosi
Zwiastuje same klęski; Sędzia na dwór prosi
Gości, co się wraz z wieścią zjawili u proga:
Zjechał Hrabia z małżonką; zima ciągle sroga.
Jak sięgnąć okiem: bieli nieprzebyte mile,
Gil razem z grabołuskiem czynią krotochwile,
Z lasa wilcy swym wyciem straszą niebywale
A słońce po nieboskłon świeci okazale.

Hrabia chwilę pomilczał i rzecze: „Mospanie,
Nie wiem, jak Waść, ale ja wielkie czuję pomieszanie
I respekt, kiedy rankiem, tuż po przebudzeniu
Zorza w okno zagląda… „Gerwazy zaniemógł…”
„Nasz Protazy nie lepszy! Jest chory od rana,
Zosia w spazmach, Telimena takoż załamana,
A i ja też nie filut…i psy się nie cieszą,
Biegają wokół dworu i ciągle się bieszą.
Jeden tak się był zbiesił, że ugryzł sąsiada…”
„Cóż nam czynić”? Tadeusz znienacka powiada,
Na radę familijną przybywszy od gumna,
Gdzie wśród czeladzi trwała sprzeczka nierozumna.
„Najpierw” – doradza Sędzia – trzeba nam diagnozy,
Jaka tego przyczyna….Wszak nie było zorzy
Od czasów, kiedy Cesarz Francuzów…” „Ciiii..cicho!”
„We dworze są podsłuchy…nadto nie śpi licho,
Trzeba mądrze rozmawiać..Tak przez aluzyją,
Gdyż dzielne niedobitki może się gdzieś biją….
„Doszły do mnie zawczoraj dziwne jakieś wieści,
Uważajcie, waszmoście, w głowie się nie mieści.
Pojawił się był człowiek, co twierdzi niezbicie,
Że potrafi o dwieście lat wydłużyć życie
I przeniesie nas w czasie, byśmy w tej to chwili
Co nas czeka na własne oczy zobaczyli.
Co gorsza, on powiada, że ta właśnie zorza,
Którą na niebie widzim – to czarna prognoza.
Podobno rzeczy straszne to i niepojęte…”
Wtem ksiądz Robak się włączył: „to sprawki przeklęte,
Taż on z siłą nieczystą jakiś pakt mieć musi!
Miejcież wyrozumienie! Był taki na Rusi,
Diabelskie sztuki sobie – nam ufać wypada,
Że Bóg nas nie opuści, a nie głupstwa gadać!”
Hrabia zamilkł, stropiony, a reszta ze zgrozą
Zaczęła rozhowory. Niestety, już prozą.
Stąd nie wiemy, co dalej. Wiemy tylko tyle,
Że kolor zorzy onej tak przybrał na sile,
Iż ni nosa wystawić z dworu w Soplicowie
Nikt z nich teraz nie może. Resztę czas dopowie.

Anna Maria Kowalska

Poważny mnie dziś
Męczy dylemat:
Jest dzisiaj indeks,
Czy go już nie ma?
Teoretycznie – w sieci istnieje.
Jest też w „realu”.
Żywię nadzieję,
Że ktoś nam wreszcie rozjaśni w głowie:
Jak to rozumieć? Gdzie jest odpowiedź?

Można zażądać,
By nam wydano
Książeczkę małą,
Dobrze nam znaną.
Lecz ona sama
Niewiele waży…
Ważny E – system
Na studiów straży…
A jednak zachęt
Wcale niemało
By się książeczkę
Ową pobrało.
Widząc to wszystko
Trochę się boję,
Czy nie zaginą
Oceny moje;
Wszak nasz E – system
Wierzga jak rumak,
Może nie zgadzać się
Punktów suma,
Można popełnić błędów bez liku,
Przy wpisywaniu wszelkich wyników,
A gdy gros ocen, nie wiedzieć, czemu
Wyleci sobie, ot, tak, z systemu?
A gdy zapomni ktoś o ich wpisie?
Wygląda na to i widzi mi się,
Trzeba o indeks prosić koniecznie!
 
Wszystko to razem brzmi niedorzecznie.
 
Dawniej starczały indeks i karty,
A dziś? Systemu dyktat uparty
I labirynty biurokratyczne,
I zarządzenia, nowe wytyczne….
Od tych ustaleń puchnie mi głowa…
Summa summarum: można zwariować!

psnlogoW styczniu 1992 roku odbył się nasz pierwszy koncert i odtąd Piwnica nieprzerwanie towarzyszy krakowskiej publiczności, dając w każdy wtorek muzyczno-poetyckie koncerty pod hasłem "Muzyka w przestrzeni słowa". Każdy koncert ma własny scenariusz i dramaturgię, jest spektaklem złożonym z muzyki, poezji i pieśni. Jest także zaproszeniem do wspólnej wyprawy w coraz to nowe rejony ludzkiej wrażliwości ,opowieścią o sprawach wielkich i małych, oglądanych przez czarodziejski pryzmat muzyki i poezji.

...Muzyki i poezji bardzo różnej - medytacyjnej, ilustracyjnej, klasycznej, rockowej i jazzowej. Towarzysza jej teksty Mickiewicza, Leśmiana, Eliota, ale i Białoszewskiego czy Witkacego a także wiersze i pieśni stworzone przez naszych kompozytorów i poetów.

psnmarialamers1Dla artystów Piwnica to przede wszystkim miejsce gdzie mogą tworzyć sztukę i dzielić nią z publicznością - i z sobą nawzajem- z dala od artystycznego rynku, na którym funkcjonują na co dzień. Piwnica Św. Norberta jest bowiem z założenia przedsięwzięciem niekomercyjnym. Nie ma biletów wstępu, a skromne datki od widzów na ogół nie wystarczają na amortyzację sprzętu. Cała nasza praca opiera się na działalności całkowicie bezinteresownej, prowadzonej sporym nakładem sił i środków.

Pierwszy koncert odbył się 25 stycznia 1992 w podziemiach kościoła św. Norberta. Inicjatorem przedsięwzięcia był Stefan Błaszczyński i jego przyjaciele: księża Zbigniew Czuchra i Andrzej Foryś. Pierwszy okres działalności artystycznej Piwnicy wypełniały występy zespołów kameralnych i jazzowych oraz recitale śpiewających poetów. Po dwóch latach styl koncertów zmienił się nieco, wykształcił się nurt muzyki medytacyjnej pod hasłem "Muzyka w przestrzeni słowa".

psnmarialamers2Przybywali kolejni muzycy, zmieniały sie teksty i muzyczne nastroje, wciąż jednak dominował temat medytacji. Walorem każdego koncertu było i jest dążenie do tego, by każdy mógł zaistnieć we właściwy sobie sposób, a jego instrument czy głos stały się na chwilę "pierwszymi skrzypcami" zespołu. Gdy po czteroletniej przerwie wróciła Monika Rasiewicz, koncerty zyskały w jej osobie opiekuna literackiego i reżysera, a Piwnica nabrała dobrych obyczajów przedwojennego teatru: co tydzień premiera. Do dziś każdy spektakl jest inny, zasadą jest wiązanie muzyki, poezji, piosenek i elementów teatru w oryginalną, jednolitą formę artystyczną. Były koncerty oparte na utworach poetyckich i kompozycjach artystów Piwnicy, programy stworzone wokół poezji Słowackiego, Leśmiana, Gałczyńskiego, Kofty... były i takie, które medytację łączył z przeżywaniem czasu - adwentowe, kolędowe, pasyjne...

W kwietniu 2000 roku kościół św. Norberta przejęła cerkiew Grekokatolicka. Piwnica musiała wówczas opuścić swoje miejsce, nie zaprzestając działalności artystycznej. Gościnę zaofiarował nam o. Tadeusz Janowiak, Przeor klasztoru oo.Karmelitów na Piasku, gdzie w latach 2000 - 2003 odbywały się koncerty. Wiosną 2003 roku powróciliśmy na Wiślną, lecz pod inny adres: do Piwnicy "Wiślna 12", w podziemiach Kurii Metropolitalnej - a to dzięki przychylności Księdza Kardynała Franciszka Macharskiego. Niezwykła jest publiczność Piwnicy, podążająca za nami po każdej przeprowadzce do nowego miejsca. Dzięki przychylności i współpracy Wydziału Kultury i Miasta Krakowa udało się nam też pozyskać sympatię międzynarodowej widowni - koncerty we Lwowie, Frankfurcie nad Menem, w Budapeszcie, Pecsu, Norymberdze i Rzymie z pewnością nie były ostatnimi.

Za: http://www.piwnica-sw-norberta.art.pl/onas.htm a za obie fotografie dziękujemy p. Marii Lamers.

Anna Maria Kowalska

Nierzadko zdarza się, że wypowiedzi Jana Pawła II – zwłaszcza te, które pamiętamy z czasów pielgrzymek do Polski – bywają wypaczanie, przekręcane, albo dostosowywane do wymogów „politycznej poprawności” medialnej. Często umieszcza się je także jako „ostatnią deskę ratunku” w rozmaitych artykułach, licząc na zaistnienie tych ostatnich w szerszych kręgach opiniotwórczych.

Z reguły zatem słowa Ojca Świętego – wyrwane z pierwotnego kontekstu i w ten sposób użyte – spełniają tylko rolę instrumentalną, ważną doraźnie, tu i teraz. Rolę, której spełniać nie powinny. Bywa, że legitymizują czyjeś przesłanie, mimo że przesłaniu do nauczania papieskiego daleko.

W jaki sposób się przed tym bronić? Jak rozpoznać tego typu działania, skutkujące falsyfikacją myśli Jana Pawła II?

Na pewno nie należy się zabiegami mediów przerażać. Naturalną „odtrutką” na tego typu wykorzystanie papieskiej spuścizny powinien być powrót do źródeł. Zacznijmy od lektury przemówień papieskich z czasów pierwszej pielgrzymki do Polski. Powrót do pierwotnego znaczenia słów Jana Pawła II uodporni nas na skutki ich nadużycia w niepożądanych i nieuprawnionych sytuacjach.

miroslawborutaMirosław Boruta

Justyna Kowalczyk wygrała na Polanie Jakuszyckiej w pięknym stylu i wróciła na fotel liderki Pucharu Świata. Publiczność w Szklarskiej Porębie zgotowała jej fantastyczny doping i cudowne przyjęcie na mecie.

justynakowalczykMnóstwo flag i biało-czerwonych elementów stroju, gromkie "Sto lat" oraz chóralne wykonanie Hymnu Narodowego podczas dekoracji Justyny Kowalczyk  (fot. Wikipedia) pokazują jak bardzo jesteśmy wokół Niej zjednoczeni.

Jak za Króla Adama 😉

W rozmowie z dziennikarzem telewizyjnym, pytającym (?) o relacje pomiędzy zawodniczkami i o zachowania kibiców wypowiedziała ważne słowa: „Pamiętajmy, że media to są tylko media, a kibice to są ludzie, którzy szanują nas wszystkich za ciężką pracę”. Justyna Kowalczyk... Kalos kagathos...