Przeskocz do treści

miroslawborutaMirosław Boruta

Polacy emigrowali, emigrują i będą emigrować. Podobnie jak część z nich która z Polski nigdy nie wyjechała a żyje za granicą, bo… zmieniły się granice. Jedni i drudzy stanowią niezwykle ważną część polskiego żywiołu narodowego. Dam dwa przykłady z ostatnich dni i tygodni , polscy uczeni na obczyźnie oraz polscy (polonijni?) kibice w Kanadzie.

20130208spCi pierwsi, prof. Wiesław Binienda, dr Kazimierz Nowaczyk i dr Grzegorz Szuladziński pokazali jak bardzo zakłamana jest quasinaukowa propaganda „ekspertów” komisji Jerzego Millera. Jak nisko dla pieniędzy, z tchórzostwa i strachu o stołki można upaść stając się niewolnikiem i „ideologiem”. Nikt nie podejmuje z trójką uczonych z Australii i Stanów Zjednoczonych dyskusji na polu nauki. „Milczycie w obiad, mój panie Konracie…?” Czy można się dziwić, że polskie uczelnie zajmują iluś tam setne miejsca w rankingach skoro nie ma na nich uczonych? Nie tylko wykształconych ale i wyposażonych w system wartości? Dobro, Piękno, Prawdę, Wolność…

I jeszcze glossa do problemu emigracji. W latach 80-tych, podczas rządów lewicy, wygnano wielu ludzi z Polski ekonomiczną biedą i prześladowaniami, dzisiaj komuniści i lewactwo odbierają za to zasłużoną „nagrodę”. Bo zastraszyć można niewolnika (czytaj polskiego naukowca), któremu można zabrać możliwości zarobkowania nawet tak nędznej pensji jaką płacą przeciętnie uczelnie, ale co można zrobić obywatelowi Australii lub USA… Zabronić mu uprawiać nauki, bo jest „niewygodna”?

Dzisiaj, w kraju Platformy Obywatelskiej to proste i podobne: nie dać mu pieniędzy na badania, zabrać stanowisko, nie dopuścić do awansu naukowego, odrzucić artykuł do publikacji bo „nie o tym”. Lewacka, ideologiczna cenzura i lewackie, ideologiczne prześladowania jak dawniej tak i dzisiaj.

nasiwtorontoA Ci drudzy – kibice w Toronto (fot. volleyball-movies.net). Kilka dni temu zobaczyliśmy jak, będąc polskim siatkarzem i  grając w dalekiej Kanadzie, można się czuć niesionym przez doping polskich kibiców, czy to wygrywając z Brazylią i… Kanadą, czy to (taki jest sport) przegrywając z Finlandią. W hali Ricoh Coliseum oddalonej od Polski o tysiące kilometrów czuło się żar i dumę z sukcesu, jakim było pokonanie Brazylijczyków. Polacy wzmacniali Polaków (gromkie „dziękujemy, dziękujemy…”), budowali wspólnotę na dzisiaj i na jutro. Chwała i jednym i drugim.

nie67Jaką rolę pełnią w Polsce Donald Tusk, Platforma Obywatelska i jej posłowie, także z naszego miasta i regionu? Z Krakowa i Małopolski za wydłużeniem wieku emerytalnego - za pracą dla kobiet do 67 roku zycia - głosowali:

Arkit Tadeusz (Platforma Obywatelska) / Chrzanów
Augustyn Urszula (Platforma Obywatelska) / Tarnów
Bobowska Joanna (Platforma Obywatelska) / Chrzanów
Cycoń Marian (Platforma Obywatelska) / Nowy Sącz
Czerwiński Andrzej (Platforma Obywatelska) / Nowy Sącz
Fedorowicz Jerzy (Platforma Obywatelska) / Kraków
Gądek Lidia (Platforma Obywatelska) / Kraków
Gibała Łukasz (Ruch Palikota) / Kraków
Gowin Jarosław (Platforma Obywatelska) / Kraków
Grad Aleksander (Platforma Obywatelska) / Tarnów
Graś Paweł (Platforma Obywatelska) / Chrzanów
Gut-Mostowy Andrzej (Platforma Obywatelska) / Nowy Sącz
Lassota Józef (Platforma Obywatelska) / Kraków
Marczułajtis-Walczak Jagna (Platforma Obywatelska) / Kraków
Matusik-Lipiec Katarzyna (Platforma Obywatelska) / Kraków
Niedziela Dorota (Platforma Obywatelska) / Chrzanów
Raś Ireneusz (Platforma Obywatelska) / Kraków
Sztorc Andrzej (Polskie Stronnictwo Ludowe) / Tarnów
Wardzała Robert (Platforma Obywatelska) / Tarnów

Oni głosowali za pracą do śmierci!

21maja201212Kolejne spotkanie w Salonie Gościnnym Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

21 maja Klub Krakowski Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki, wspólnie z Biurem Zarządu Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie, zorganizował spotkanie z wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, p. poseł Beatą Szydło.Spotkanie prowadził przewodniczący Klubu, dr Mirosław Boruta (fot. Anna Loch).

Fotorelację z tego wydarzenia, autorstwa p. Anny Loch można zobaczyć tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/21Maja2012

mariamachl1Maria Machl

20 maja 2012 roku w Morawicy – na Polskiej Górze Przemienienia – odbyła się uroczystość odsłonięcia  popiersi wybitnych Polaków i otwarcia ścieżki edukacyjnej „Historia Narodu Polskiego”.

morawica1Pod szczytem wzgórza wznosi się wysoki krzyż, na którym widnieją słowa Mickiewicza: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska będzie Polską, a Polak Polakiem”. Poniżej, dwa głazy upamiętniające Katyń i Smoleńsk. Kolejne głazy a obok nich tabliczki z informacjami o ważnych wydarzeniach historycznych umieszczono wzdłuż ścieżki okalającej wzgórze. Za krzyżem widnieją  odsłonięte dziś popiersia – Lecha Kaczyńskiego, Ryszarda Kaczorowskiego, Tadeusza Bora-Komorowskiego, Ignacego Paderewskiego, Józefa Piłsudskiego i Mieczysława Medweckiego.

morawica2Pomysłodawcą tej cennej inicjatywy jest ksiądz Władysław Palmowski, związany z ruchem oazowym i solidarnościowym. Na uroczystość licznie przybyli mieszkańcy Morawicy,  Cholerzyna, Mnikowa, członkowie Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej, Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej z Nowej Huty i Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-1989. Zaszczycili ją także swoją obecnością m.in: Barbara Bubula, Zuzanna Kurtyka, Andrzej Duda i Wojciech Grzeszek.

morawica3Część artystyczna – wiązanka pieśni patriotycznych – w wykonaniu Chóru Parafialno-Szkolnego była wyjątkowo piękna i wzruszająca. Po Mszy św. wszyscy zostali zaproszeni przez gościnną społeczność Morawicy na kawę i pyszne domowe ciasta. Miłą niespodzianką było również obdarowanie każdego z uczestników książką „Kościół a ludzie pracy”, stanowiącą wspomnienia o roli kościoła w latach 1981-1988 w Małopolsce, wspomnienia zebrane przez księdza Władysława Palmowskiego.

(Od Redakcji:) Film przygotował p. Stefan Budziaszek:
http://www.youtube.com/watch?v=Bc_OoVFNa6A

A fotorelacje, autorstwa pp. Marii Machl i Andrzeja Rychławskiego można zobaczyć na stronach:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/20Maja2012
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/20Maja2012ar

Anna Maria Kowalska

Trzeba nareszcie powiedzieć wprost – dyskusje o tematach zastępczych w Polsce nie mają najmniejszego sensu, a wręcz, jak zauważył to w dzisiejszej „Gazecie Polskiej Codziennie” („Wyroby dziennikarskopodobne”, poniedziałek, 21 maja 2012) Tomasz Terlikowski, niszczą dziennikarstwo. I dopóki nie wydobędziemy się z sideł politycznych i dziennikarskich prowokacji, dopóty będziemy egzystować w przestrzeni błędnego koła. Czas nie stoi w miejscu. Zamiast zająć się tym, co dziś możemy zrobić dla Polski – dywagujemy nad sprawami absolutnie oczywistymi, także moralnie, albo zajmujemy się medialnymi popisami polityków. Gdybyśmy pracowali dla Polski tak usilnie, jak dziś debatujemy o osobach publicznych, bylibyśmy już bardzo daleko. Ktoś kiedyś powiedział, że mali ludzie zajmują się osobami, wielcy – dążą do zwycięstwa wielkich idei. I należy sobie życzyć, żeby dziennikarstwo w Polsce trwało przy sprawach ideowych, nie wdając się w kłótnie w stylu przekupek na targu. Nie uchodzi.

miroslawborutaMirosław Boruta

19 maja odbył się Kongres Organizacyjny Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej. W auli Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego mieliśmy okazję wysłuchać referatów i głosów w dyskusji, niezwykle krytycznie oceniających pseudorefomy rządu Platformy Obywatelskiej, dążącej do obniżenia poziomu intelektualnego i moralnego polskich dzieci. Wśród zebranych przeważała myśl o przejściu od słów do czynów, stąd też wybrane władze OKEN z prof. Włodzimierzem Suleją na czele, a także zebrani, jednomyślnie przyjęli dokument końcowy (poniżej) i zadeklarowali wspólny wysiłek umysłowy i organizacyjny mający na celu jak najszybszą prawdziwą reformę i rzetelną, merytoryczną modernizację polskiej oświaty.

SPoparcie dla tych wysiłków zadeklarowali przedstawiciele wielu społecznych środowisk z całej Polski. Redakcja „Krakowa Niezależnego” życzy tej wspaniałej, fundamentalnej dla przyszłości Ojczyzny, inicjatywie rychłego osiągnięcia celów. Na fotografii obok Krakowianie: Adam Kalita i Jerzy Lackowski.

I jeszcze słowo w dyskusji, upomniałem się w niej o odpowiednie regulacje prawne i organizacyjne wspomagające edukację polską za granicami Polski, od najprostszych jej form (szkółki sobotnie) po wsparcie dla polskich szkół (choćby na Wileńszczyźnie), nie zapominajmy nigdy o 1/3 Narodu Polskiego.

Fotorelację z tego wydarzenia, autorstwa p. Leszka Jaranowskiego, można zobaczyć tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/19Maja2012

Uchwała Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej

okenlogo19 maja 2012 roku środowiska protestujących przeciwko wprowadzanej od 23 grudnia 2008 roku reformie programowej zebrały się na ogólnopolskim spotkaniu w Krakowie. Wybrały na nim pierwszy skład Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej.

Pierwszą pobudką naszego działania były zmiany ograniczające nauczanie historii i rozbijające wspólny jej kanon w dwóch ostatnich klasach szkół ponadpodstawowych. Protesty przeciw tym zmianom, jednoczące przedstawicieli środowisk akademickich, nauczycielskich i rodzicielskich, trwają od stycznia 2009 roku. Ministerstwo zareagowało na nie dopiero z chwilą, kiedy po serii strajków głodowych zainicjowanych w tej sprawie przez byłych opozycjonistów demokratycznych w Krakowie i Warszawie, Prezydent RP, Bronisław Komorowski, zorganizował spotkanie, na które zaprosił zarówno przedstawicieli Ministerstwa Edukacji jak i krytyków ostatniej reformy.

Powtórzony został na tym spotkaniu, zgłaszany przez środowiska akademickie od początku 2009 roku postulat wprowadzenia obowiązkowego charakteru jednego ze wskazanych w podstawie programowej „przedmiotu uzupełniającego” Historia i społeczeństwo (dla klas 2 i 3) modułów: Ojczysty Panteon i ojczyste spory – w podwojonej liczbie godzin. Ta próba ratowania namiastki wspólnej płaszczyzny obywatelskiej wiedzy o historii dla młodych Polaków i Polek w wieku 17–19 lat, została wsparta przez Prezydenta.

To jest nasz postulat MINIMALNY: dotyczy tej grupy młodzieży, która wkracza już w mury szkół średnich 1 września 2012 roku. Potrzebne są zmiany bez porównania głębsze, przywracające ogólnokształcący charakter liceom, przywracające zarazem rangę nie tylko historii, ale także – równie poszkodowanym w nowej podstawie programowej – tak ważnym przedmiotom, jak język polski, fizyka, chemia, biologia, geografia, informatyka (zmniejszona o 50%!)…

Będziemy opracowywać koncepcje tych zmian, poszerzając zespół merytoryczny naszej Komisji. Będziemy także mobilizować opinię publiczna do stałej uwagi w sprawie dla przyszłości Polski najważniejszej: wychowania i wykształcenia naszych dzieci.

Jako test intencji Ministerstwa w sprawie podjęcia dialogu z przedstawicielami dużej części społeczeństwa już dostrzegającej problem złego kierunku zmian edukacyjnych podejmowanych w ostatnich latach, możemy potraktować wspomniany przed chwilą postulat MINIMALNY. Niestety, sygnał, jaki daje w tej sprawie odpowiedź Pani Minister Krystyny Szumilas na list skierowany w imieniu krytycznych wobec reformy uczestników debaty prezydenckiej przez red. Piotra Zarembę, budzi nasze głębokie zaniepokojenie. Pani Minister nie chce wciąż zdecydować się na najprostszy, nie pociągający za sobą żadnych zmian w organizacji pracy szkoły, ani też żadnych dodatkowych kosztów postulat uczynienia wspomnianego jednego modułu (Ojczysty Panteon) obowiązkowym. Przemilcza także sprawę podwojenia jego objętości godzinowej. Będziemy w tej sprawie próbowali apelować nadal.

Będziemy na pewno proponować nowe formy protestu i nacisku obywatelskiego przeciw błędnym decyzjom edukacyjnym. Będziemy szukali wsparcia środowisk akademickich, nauczycielskich i rodzicielskich dla budowania programu naprawy polskiej szkoły.

Prof. dr hab. Włodzimierz Suleja – przewodniczący, prof. dr hab. Jan Żaryn – wiceprzewodniczący, dyr. Ryszard Nowak, dr hab. Jakub Basista, mgr Piotr Jaworski, prof. dr hab. Krzysztof Kawalec, dr Jerzy Lackowski, prof. dr hab. Andrzej Nowak, mgr Maciej Świrski, prof. dr hab. Ryszard Terlecki.

Anna Maria Kowalska
 
Gerwazy nie miał szczęścia w miłosnych zapałach,
Ta i owa mu czarną polewkę podała,
Przeto schudł i postarzał. Wtem wpada Protazy,
Rękoma wymachuje i chrząka dwa razy:

„Ha, ha! Mój Gerwazeńku! Smutku tu po wręby!
A jam przybył dziś ciebie prosić w dziewosłęby!
Żenię się!””Czyś oszalał? Wszak krzyżyków nadto!
Ależ słuchaj! Z niewiastą piękną, niebogatą…
Cud mój i przeznaczenie! Wenera jak żywa!
Bój się Boga, Protazy! Myśl to niepoczciwa!
Cóż znowu, u kaduka! Taż to nie wypada!”
Gerwazy się rozsierdził i dalej powiada:
„Nie turbuj mię, kochany! Starym już i chory,
Jak i ty – przyjdzie do dom sprowadzać doktory,
Różnych medykamentów łykać całe góry,
Nie zabawy zażywać!” Poczem wstał, ponury,
Z miną zirytowaną: „jak szaleją ludzie!
Co mi tu waćpan prawisz o jakowymś cudzie…
Ile cud liczy wiosen?” „Będzie ze czterdzieści!”
„Bój się Boga, Protazy! Ileż w wieku treści!
Teraz ona całuje, urocza bogdanka,
Za chwilę znajdzie sobie młodszego kochanka,
Adonis ją podmówi, by odebrać życie
Tobie, na twój majątek zaś nastawać skrycie.
 
Popatrz wokół! Kraj cały w czyrakach i gruzach!
Rzeczpospolita ginie, a ty, jak ten luzak,
Łoszak bez cugli naprzód bryknąłeś radośnie…
Jakby urok zadała! Wyglądasz żałośnie!

Gdy Ojczyzna w potrzebie, czas Jej leczyć rany,
Nie z jakąś Afrodytą w ślubne ruszać tany.
Wylej sobie na głowę kubeł zimnej wody!
Już nie czas na amory! Już nie czas na gody!
Zapomniałeś obietnic? Niepomnyś przysięgi?
A jam myślił był zawsze, że umysł masz tęgi…
Konstytucyjej nowej budować struktury,
A nie folgować swojej zachciankom natury!”

Protazy już po chwili pojął, że pobłądził.
I że trafnie Gerwazy czyn jego osądził.
Siadł obok przyjaciela na niewielkim pieńku,
Pomrukując dziękczynnie: „Tak, mój Gerwazeńku!”

Anna Maria Kowalska

Bez przerwy praktycznie czytam narzekania, że oto pokolenie JPII już się „rozpadło w proch i pył”. Przy sposobności przytacza się badania naukowe dotyczące sfery religijnej tzw. pokolenia Y, a mające sugerować, że samo pokolenie JPII w gruncie rzeczy nie istnieje. Z lubością, udając neutralność, nawiązuje się także do „konfliktu posmoleńskiego” i rzekomo instrumentalnego wykorzystania Krzyża w tym szczególnym kontekście. Przewrotnie atakuje się także Księży, piętnujących zło, dziejące się na szczeblach władzy. Pytanie tylko: w jakim celu? I na ile gdybania o losie pokolenia są zgodne z rzeczywistością?

Pominę milczeniem prowokacyjne zaczepki. Odpowiadanie na nie uważam za bezcelowe. Tym bardziej, że są one kompletnym nieporozumieniem. A tego bardzo łatwo dowieść.

Dam tylko realny przykład działalności młodych i średnich pokoleń we własnej parafii. Spośród krakowskich parafii jest ona jedną z większych. Liczba młodzieży i dzieci, uczestniczących we Mszach św. i okazjonalnych nabożeństwach jest spora. Najwięcej mamy ministrantów i lektorów. Lektorzy są do posługi przy Ołtarzu Pańskim znakomicie przygotowani. Czytając Pismo Święte, starają się wczuwać w Jego rytm, także odpowiednio modulując głos. To sprawia, że przeżywanie spotkania z Bogiem w Jego Słowie ma szczególny wymiar. Wyjątkowo piękna jest z tej racji oprawa Niedzieli Palmowej. Młodzież angażuje się także w działania zespołów charytatywnych, pomaga Duszpasterzom podczas kolędy, czy nabożeństw pasyjnych. Dziewczęta z kolei tworzą scholę parafialną. Ich śpiew wzbogaca liturgię i także sprzyja rozwojowi duchowości w parafii. Wszystko to, co podkreślam, dzieje się spontanicznie, a ich przykład przyciąga następnych.

Zawsze głęboko przeżywam obecność dzieci w czasie Mszy św. roratnich, przed uroczystością Bożego Narodzenia. Godzina wczesnoporanna, a duża duża grupa dzieci z lampionami, w towarzystwie swoich Duszpasterzy z godnością kroczy w kierunku Ołtarza, na którym za chwilę sprawowana będzie Najświętsza Ofiara….W takiej chwili myślę z najwyższym szacunkiem o ich Rodzicach, o tym, że mimo trudu, związanego z poranną pobudką nie rezygnują z przyprowadzania swych pociech przed Ołtarz. I czuję, że właśnie w tych, odpowiedzialnych działaniach dorasta Pokolenie. W ciszy. Nie w zgiełku mediów, w bezpłodnych utyskiwaniach publicystów, w interpretacjach badań naukowych, czy w błyskach fleszy. Ono jest. Przetrwało. Wraz ze swymi dziećmi szuka Prawdy i Dobra. To jest zaczyn, z którego wyrośnie nowa Nadzieja dla Kościoła i dla Polski.

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

Mieszkańcy Skawiny walczą o dokończenie rozpoczętej obwodnicy miasta. W proteście – w dniu 18 maja 2012 roku – zorganizowano blokadę ul.Krakowskiej, która jest główną drogą wjazdową do miasta na trasie z Krakowa. Udział w blokadzie wzięli m.in. radni oraz poseł Prawa i Sprawiedliwości:
http://www.youtube.com/watch?v=jxUmaq5n5Sk

Marek Morawski

Coś niesłychanego. Tak jakbyśmy żyli w całkowicie innych krajach. Jedni nadal w PRL, drudzy jako kontestatorzy, opozycja w kraju komuny.

Trudne to do zrozumienia, ale może nie należy nic rozumieć i to wystarczy. Ktoś wszystko za bezmózgowców ustali i po co myśleć.

Nie chciałbym w jakiejkolwiek bramie wspominać imienia żadnego ludobójcy. Wszystko jedno czy miałoby to być zgodne z wzorem bramy przed podpisaniem porozumień gdańskich czy 2 tygodnie wcześniej. Nie, po prostu nie. Nie wolno niczego rozmywać, rozwadniać, a to ktoś stara się robić. To jest oswajanie z inną wizją, inną ideologią, inną symboliką. To jest istotą tego niby sporu. Tutaj nie powinno być jakiejkolwiek dyskusji. Wystarczy, że wtedy uzyskano cel, a wówczas nie było Lenina na bramie. I o to właśnie chodziło.

Wiem, że można dzisiaj wszystkich ustawić przed szklanym ekranem, aby wygłaszali różni ludzie, nie chcę powiedzieć, bzdury. Przykro patrzeć, kiedy to robią ludzie, którzy byli kiedyś symbolami: Wujec, Celiński. Niestety symbol „brama stoczni gdańskiej” i ci ludzie symbole – obrońcy nazwy   „im. Lenina” tak samo tracą w tym momencie swoją cenę. To aż trudno sobie wyobrazić. Czy wszystko w tym kraju musi zpsieć? Panowie, komu służycie? Czy zdołaliście się przemalować, nie chce mi się wierzyć.

Nie pomogły klarowne, logiczne wywody prof. Terleckiego. Przecież nazywajmy rzeczy po imieniu. One tak się mają, to wszyscy wiemy. Nie można tworzyć jakiś wygibasów umysłowych, aby tylko udowodnić czyjąś rację, aby tylko umieścić imię tego oprawcy jakże wielu narodów na bramie stoczni. Wstyd.

I co tu jest grane???

Marek Morawski

Wczoraj wszystkie publikatory grzmiały, że jeżeli Grecji nie pomoże Unia i nie przyjmie ona programu naprawczego, to będzie zmuszona wrócić do drachmy, a wówczas wolne kapitały majątkowe Rosji i Chin wykupią Grecję. Tak to kraj Fidiasza, Sofoklesa i innych klasyków stanie się prowincją współczesnych mocarstw.

Jeżeli mówi się o wykupieniu, to pewnie jeszcze będzie co wykupić. Swoja drogą, że podczas tego kryzysu nie słyszałem ani razu, by ktoś został pociągnięty w jakimkolwiek sensie do odpowiedzialności. Powstała klasa nietykalnych. Nie jest to literatura dla dzieci czy młodzieży. Tak jest i to nie tylko w Grecji.

W Polsce jest inna sytuacja. Ogromną większość majątku narodowego – większość przemysłu albo sprzedano, albo rozdano właściwie za bezcen, albo zniszczono mówiąc, że jest przestarzały. Były jednak miejsca pracy, była produkcja. Teraz nasi sojusznicy unijni przywożą wszelki towar do Polski, dyktują ceny, bo najczęściej są monopolistami, co było do przewidzenia, jeżeli sprzedano całe gałęzie i branże przemysłu właściwie na pniu, a zyski wywożą legalnie i nielegalnie, bo nasze prawo jest ułomne i na to pozwala przez całe lata.

Myślę, że gdyby nasz kraj znalazł się w, nie daj Boże, takiej sytuacji jak Grecja, to nawet nie byłoby specjalnie co sprzedać. Zostały jeziora, lasy, trochę kopalin, bo tych też właściwie nie ma. Rząd unika podania informacji jak wygląda dokładnie ta sprawa. Co mamy, a co jest tylko wirtualnym zasobem, bo albo komuś obiecanym, albo za marne pieniądze udostępnionym.

Nie ma majątku, który każdy kraj tworzy, który tworzą jego obywatele. W Polsce nastąpiła deindustrializacja. Niech ktoś powie dlaczego, w jakim celu, dla czyjego dobra?

Postawmy te niewygodne pytania. Czy to była cena wejścia do Unii?

Co w kryzysowej sytuacji wykupiliby Chińczycy czy Rosjanie w Polsce? Chciałbym wiedzieć.

(Od Redakcji): poniższy tekst odnosi się do artykułu „Jak Islandia rozwiązała problem swych „długów”" opublikowanego na  blogu Dziennik gajowego Maruchy
http://marucha.wordpress.com/2011/08/01/jak-islandia-rozwiazala-problem-swych-dlugow
I jeszcze włoski oryginał:
http://creativiculturali.ning.com/profiles/blog/show?id=3565617%3ABlogPost%3A86298&xgs=1&xg_source=facebook

Marek Morawski 

Islandczycy – naród na krańcu świata – pokazali Unii Europejskiej czerwoną kartkę. Pokazali taką czerwoną kartkę również swojemu rządowi, który doprowadził ich kraj do upadku. Tylko 3,5mld EURO. Islandczycy nie zechcieli spłacać tego zadłużenia przez 15 lat, którego nie byli sami winni. To rząd – władza – musiała podać się do dymisji, a Islandczycy wybrali całkowicie nowych ludzi, a nie zawodowych polityków, żyjących jak królewicze na koszt biedniejącego społeczeństwa. POGNALI ICH!!!

A u nas,  w Polsce?

Nasz kraj, państwo zadłużone jest na prawie bilion złotych (niemal 100 razy więcej niż Islandia), i zadłużenie nadal rośnie w niezwykłym tempie.

Coraz więcej ludzi to widzi, ale nie ma o tym informacji w mediach, bo w Polsce jest totalitaryzm.

Tak jest. Nie ma się co obruszać. Wystarczy wyeliminować pluralizm informacji, co się właśnie dokonało i na czarne można mówić białe. Usłużnych nie brakuje, bo każdy się boi. Dlaczego się boi? Bo jest demokracja? Właśnie dlatego, że jej nie ma. Jakież to proste.

Wszystkich można pozyskać, nawet takich ludzi jak Wujec i będą mówili androny.

Czy w takim razie mamy szanse na przerwanie tego chocholego tańca na drodze do bankructwa? Nie, nie widzę szans. To jest tylko kwestia czasu. Jak runie, to się nie pozbieramy. Tak działają prawa ekonomiczne, to nie jest polityka i  propaganda na użytek nieświadomego tłumu, jak to się wydaje niektórym.

Kiedy będzie bum, to czerwoną kartkę można będzie wsadzić sobie. A uciekający z tonącego okrętu zadbają o siebie.

Anna Maria Kowalska

Jak informuje w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” Jolanta Ojczyk: (Dzieci ubywa, nauczycieli nie. Rzeczpospolita, poniedziałek, 14 maja 2012, nr 111, s. 1; C 6) „dzieci nie przybywa i do szkół chodzi ich coraz mniej, ale liczba nauczycieli nie zmalała. Nie można dostosować liczby pedagogów do potrzeb edukacyjnych, bo Karta Nauczyciela zbyt mocno chroni ich miejsca pracy, utrudniając racjonalne zarządzanie kadrami w szkołach. Winni są również dyrektorzy szkół, którzy nie znają prawa i nie potrafią skutecznie zwalniać nauczycieli. Dowodzi tego orzecznictwo sądów”.

Co zatem można zrobić w tej sprawie? Ano, wzmocnić wiedzę dyrektorów szkół z zakresu prawa i przypomnieć, że istnieje słynny już art. 20 Ustawy z 26 stycznia 1982 r. Karta Nauczyciela (tekst jedn. DzU z 2006 r nr 97, poz. 647), przypominany w niniejszym artykule. Kierując się literą prawa „w razie likwidacji szkoły lub zmian organizacyjnych powodujących zmniejszenie liczby oddziałów oraz zmian planu nauczania uniemożliwiających dalsze zatrudnianie nauczyciela w pełnym wymiarze zajęć rozwiązuje się z nim stosunek pracy”.

Jak wspomina na swym blogu przywoływany przez Autorkę Dariusz Chętkowski, łódzki nauczyciel LO, wydziały edukacji niektórych miast organizują obowiązkowe szkolenia, w ramach których, cytuję za artykułem:  „dyrektorzy szkół kształcą się w sztuce zwalniania z pracy”. Na wręczenie wypowiedzeń mają czas, wedle Autorki, do końca maja.

Teraz już rozumiemy, co to znaczy skutecznie „zarządzać kadrami”. Już widzę dyrektorów na warsztatach z asertywności: władczych, twardych, nieugiętych, wręczających seryjne wypowiedzenia z powołaniem się na konkretny paragraf i bez mrugnięcia okiem. Przy okazji przybył nam nowy kierunek w sztuce współczesnej: „sztuka zwalniania z pracy”. Tylko co na to artyści i historycy sztuki?

mariamachl1Maria Machl

Dzisiaj w 18 miastach Polski odbyły się Marsze Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ten sposób uczczono 111 rocznicę urodzin jednego z największych naszych bohaterów, żołnierza wojny polsko-bolszewickiej, Armii Krajowej, ochotnika do Auschwitz, gdzie organizował ruch oporu, uczestnika wielu kampanii II wojny światowej i Żołnierza Wyklętego.

13maja20121Człowieka godnego pomników, którego patriotyzm, odwaga i poświęcenie mogą służyć za wzór – a ubecja, polscy komuniści zamordowali i skazali na zapomnienie.

Około 200 osób wzięło udział w krakowskim Marszu Rotmistrza Witolda Pileckiego, który przeszedł z placu Jana Matejki przez Floriańską, Rynek Główny, Szewską, Marszałka Józefa Piłsudskiego do Parku im. Henryka Jordana.

13maja20122Na czele szli Strzelcy z przedwojennym sztandarem z 1927 roku Federacji Polskich Związków Obrońców Ojczyzny. Związek Strzelecki – patriotyczna młodzieżowa organizacja paramilitarna dziś kontynuuje dzisiaj tradycje „Strzelca” założonego w 1910 roku we Lwowie. Pod pomnikiem jego założyciela, Józefa Piłsudskiego, nowi kandydaci złożyli dziś uroczystą przysięgę i otrzymali stopień strzelca.

SWcześniej, w Rynku Głównym, pod Collegium Novum i później, przed popiersiem Rotmistrza Witolda Pileckiego w Parku im. Henryka Jordana zostały odczytane obszerne fragmenty biografii Bohatera a po drodze skandowano patriotyczne hasła.

W marszu udział wzięli m.in. krakowska posłanka Prawa i Sprawiedliwości, p. Barbara Bubula, członkowie Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej, Ligi Obrony Suwerenności, Małopolskich Patriotów, Młodzieży Wszechpolskiej i Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-1989. Cieszy fakt, że wśród uczestników wyraźnie przeważali ludzie młodzi, którzy znaleźli czas aby oddać hołd Wielkiemu Człowiekowi. Dla nich polskość nie jest nienormalnością.

Więcej zdjęć pp. Marii Machl (fot. 2-5) i Mirosława Boruty (fot. 1, 6-9) na: https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/13Maja2012

I jeszcze relacja filmowa p. Marka Czapli:

http://www.youtube.com/watch?v=_vXLWOCxnKg

Anna Maria Kowalska

I tak oto doczekaliśmy się nowoczesnych urządzeń w służbie ściągania maturalnego. Wystarczy podpiąć to „coś” do telefonu komórkowego… I efekt gotowy. To najlepszy dowód, jak bardzo jesteśmy bezradni wobec „udogodnień” technicznych, oddanych ludziom dalekim od przestrzegania norm moralnych i podstawowych zasad przyzwoitości.

Czas zatem, zamiast bezsilnie utyskiwać na dzisiejszą młodzież, zacząć od siebie. Wrócić do starych, sprawdzonych metod, które gwarantują osiąganie realnych celów edukacyjnych.

Zrehabilitujmy dochodzenie do wiedzy w pocie czoła. Oby nauka oznaczała wysiłek, pracę nad sobą, a nie, jak obecnie, zabawę – „radosne” „prześlizgiwanie” się po powierzchni rzeczy. Doceniajmy także walkę z własnym lenistwem, słabością.

Zacznijmy promować i nagradzać wymagających nauczycieli, wychowawców, doceniać nauczycieli akademickich, zwłaszcza takich, którzy stawiają oceny niedostateczne. To znak, że traktują swoich podopiecznych serio i autentycznie im na nich zależy. Wtedy w sposób naturalny wytworzy się zapoznana relacja: mistrz – uczeń. Im szybciej – tym lepiej.

Nie bójmy się nakazu! Uczeń powinien nauczyć się pewnych rzeczy także na pamięć! Z czego zbuduje na późniejszym etapie edukacji gmach własnej erudycji? Nie kształćmy pokoleń, niewolniczo przytroczonych do pecetów, laptopów, palmtopów, etc., bo technika bywa zawodna i lubi szwankować. I co wtedy? Czarna dziura? Dziecko nie doda dwóch do dwóch bez kalkulatora?

Służmy Prawdzie! Dajmy młodym szansę zapoznać się z faktami ale także z ich krytyczną oceną.. Uczmy kultury dyskusji. A o nas samych niech świadczy jedność słów, myśli i czynów. I z tego najczęściej „egzaminujmy” własne sumienia.

Czas także na rewizję samego pojęcia „wiedzy”. Niech to nie będzie (w zakresie szeroko pojętej humanistyki) konstrukt teoretyczny, wytwarzany w trudzie kolektywnym, z pomocą ideologii „politycznej poprawności”, ale zebranie obiektywnych danych, opatrzonych stosownymi komentarzami, które pozwalają na trzeźwą ocenę sytuacji i samodzielne wnioskowanie.

Tylko tyle – i aż tyle. Jest nad czym myśleć…

krzysztofbzdylKrzysztof Bzdyl

Minęły już dwa lata i jeden miesiąc od katastrofy smoleńskiej, która, co jest o wiele bardziej prawdopodobne, była po prostu zamachem i mordem zorganizowanym przez rosyjskie służby specjalne na polskim prezydencie i towarzyszącej mu elicie politycznej. Należałoby więc dokonać choćby pobieżnego rachunku zmian, które w tym czasie zaszły w Polsce i siły naszego oddziaływania na kierunek wydarzeń. Mówiąc o nas myślę nie tylko o klubach Gazety Polskiej, ale o całym spectrum środowisk prawicowych i niepodległościowych w Polsce, które zaangażowały się w walkę o wyjaśnienie przyczyn tej tragedii.

Tragiczna śmierć prezydenta Lech Kaczyńskiego ułatwiła premierowi Tuskowi i innym politykom Platformy Obywatelskiej niszczenie fundamentów państwa polskiego  poprzez skrajny serwilizm w kierunku Rosji i Niemiec, poprzez  korupcję, nepotyzm, pospolite złodziejstwa, jak również poprzez stanowienie prawa i wydawanie rozporządzeń rządowych, które  niszczą poczucie podmiotowości i bezpieczeństwa obywateli, poddając ich samowoli setek tysięcy urzędników. Rządy premiera Tuska doprowadziły do ogromnego, ponad dwumilionowego bezrobocia, równocześnie zatrudniając ponad 100 tysięcy nowych urzędników spośród klienteli Platformy, powiększając dramatycznie deficyt budżetowy.

Źródłem tych wszystkie antypolskich działań premiera Tuska jest prawie na pewno jego skrywana wrogość do Polski, a publicznie ujawniona w oświadczeniu, że polskość to nienormalność. Zgodnie więc, ze swoją filozofią Tusk dokonuje powolnego demontażu państwa polskiego razem z opryczniną platformerską, podporządkowując równocześnie Polskę w polityce zagranicznej Niemcom i Rosji. Likwidacja armii polskiej dokonana przez zatrudnionego w rządzie na stanowisku Ministra Obrony Narodowej psychiatrę z Krakowa o nazwisku Bogdan Klich jest jaskrawym przykładem robienia polityki na kolanach. Uzasadniono to dobrymi relacjami z sąsiadami, zwłaszcza z Rosją. A przecież zaledwie kilka dni temu szef sztabu generalnego armii rosyjskiej generał Nikołaj Makarow w Moskwie, zagroził Polsce prewencyjnym atakiem, jeżeli przyjmie natowskie instalacje obronne. Oto jaka jest wartość polityki obronnej rządu Tuska, rządu, który całe śledztwo w sprawie zamachu smoleńskiego oddał w ręce Rosji, o której nawet ludzie nieinteresujący się polityką wiedzą, że jest państwem mafijnym, niedemokratycznym w którym struktury państwa tworzą ludzie ze służb specjalnych  jeszcze z czasów Sowietów. Dlatego śledztwo smoleńskie zostało zakończone wypełnionym kłamstwem raportem rosyjskim, który zaakceptował minister Jerzy Miller, bez dokonywania podstawowych badań technicznych, bo jak stwierdził nie było na to czasu, ani pieniędzy, a poza tym wszystkie dowody są wciąż w areszcie rosyjskim.

W ramach polityki wewnętrznej rząd Tuska podjął również szereg działań zmierzających do niszczenia, a w konsekwencji do likwidacji państwa polskiego. Poza  armią polską rząd zlikwidował stocznie, przemysł cukrowniczy,  niszczy służbę zdrowia,  szpitale, kradnie nasze emerytury i zabiera prawo do emerytury, wprowadza cenzurę i niszczy wolne media, a dba tylko o pomniki okupanta sowieckiego i pomniki ludobójczej Armii Czerwonej. Bo na to są pieniądze, na służbę zdrowia nie ma. Ten rząd likwiduje szkoły i placówki oświatowe, ośrodki zdrowia, biblioteki, urzędy pocztowe, dworce i połączenia kolejowe, i autobusowe, szczególnie w wielu miejscowościach Polski powiatowej. Proces zniszczenia objął również szkolnictwo ogólnokształcące. Zgodnie z nową podstawą programową zlikwidowane będą  lekcje historii, a inne podstawowe przedmioty znacząco zredukowane. Ma to ułatwić Platformie niszczenie tożsamości narodowej, likwidowanie patriotyzmu, a na końcu musi doprowadzić do rozkładu państwa. Tak działa nowa Targowica w XXI wieku.

Na protestujących rodziców przeciw zamykaniu szkół są wysyłane oddziały prewencji policji. Bo ta władza nie przestrzega prawa. Zresztą ten rząd lekceważy sobie protesty społeczeństwa. Nasze listy protestacyjne, petycje są wyrzucane do koszy, a nasze marsze w obronie wolności mediów są lekceważone. Ci, którzy walczą w obronie podstawowych praw i swobód obywatelskich, jak również w obronie państwa polskiego, są potem obrażani przez medialnych spadkobierców Urbana zatrudnionych w mediach, których właściciele są obcokrajowcami, albo wywodzą się z rodzin komunistycznych zdrajców i oprawców.

Mamy więc sytuacje bardzo trudną, bo z jednej strony mamy rząd antynarodowy, stosujący miękkie represje i posługujący się stale kłamstwem,  co umożliwia mu  poparcie  sprzedajnych mediów, a z drugiej społeczeństwo w większości niezorganizowane, okłamywane i poddane praniu mózgów, a przez to niepotrafiące dokonać mądrego wyboru.

Tylko odsunięcie Platformy Obywatelskiej od władzy pozwoli przerwać proces niszczenia i rozkładu państwowości polskiej. Nie możemy czekać na następne wybory, bo dochodzi cały czas do zniszczeń, które będzie bardzo trudno naprawić. Dlatego najlepszym rozwiązaniem będą poza naszymi dotychczasowymi formami protestu, masowe demonstracje  przed urzędami centralnymi w Warszawie, przed urzędami wojewodów, przed biurami poselskimi Platformy Obywatelskiej i PSL.  W obronie szkolnictwa i lekcji historii należałoby poza głodówkami rozpocząć pikiety i w miarę możliwości okupacje Ministerstwa Szkolnictwa i Oświaty i wszystkich Kuratoriów i ich Delegatur, aż do skutku. Należy wejść do sejmu, do biur rządu i  tam od polityków Platformy zażądać zdania rachunku z wszystkich przekrętów, złodziejstw, z decyzji o przesunięciu wieku emerytalnego na czas późnej starości, po prostu z niszczenia naszej Ojczyzny. Bo dla nich Polska to tylko postaw czerwonego sukna, z którego Tusk i jemu podobni chcą urwać i ukraść jak najwięcej dla siebie.

Nie możemy na to pozwolić. Musimy wyjść na ulice i swoim przykładem pociągnąć niezdecydowanych. Przede wszystkim musimy przekonać młodych ludzi, naiwnych, ogłupionych propagandą platformianą.

Musimy się zorganizować w szerokim obozie niepodległościowym, zbierając wszystkich, którzy chcą silnej, niepodległej, solidarnej i sprawiedliwej Polski.

Ta drogą odzyskamy nasze państwo z rąk zdrajców i zaprzańców .

Godzina pomsty wybiła.

Zwyciężymy.

Autor jest Przewodniczącym Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie i prezesem Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89.

Marek Morawski

Zaczął się piękny wiosenny okres. Sporo ludzi chce gdzieś pojechać na tereny rekreacyjne miejskie lub podmiejskie, czy do parków.
Warto zadać kilka pytań ludziom odpowiedzialnym i zarazem nieodpowiedzialnym za te tereny.
1. Komu potrzebne są ławki?
a) ludziom starszym, słabym, matkom z dziećmi, zmęczonym
2. Jakie ławki?
b) z oparciami. Chodzi o odpoczynek przecież.
3. Jakiej wysokości?
c) nieco wyższe (8-10cm) niż krzesła, aby ludzie słabsi mogli łatwo podnieść się z ławek. Pod nogi można też czasem położyć płytę dla tych niższych.
4. Gdzie powinny stać te ławki?
d) Trochę w miejscach zacienionych, trochę w słonecznych.
To tylko tyle tajemnic stawiania ławek.

Kwestia 2
Czy przy terenach rekreacyjnych powinny być parkingi?
Jak najbardziej. Choćby przy Parku Lotników Polskich. Aleję Jana Pawła II
ogrodzono rurami, przy wejściu do parku jest niewiele miejsc parkingowych do tego jeszcze
poprzeplatanych drogą rowerową. Park wielki, daleko od N. Huty i daleko od Krakowa.
Ludzie przyjeżdżać chcą z dziećmi z rowerami,  deskorolkami itd. itd. Gdzież oni mają się zatrzymać – zaparkować kilka godzin?
Drugi przykład: Wzgórze Św. Bronisławy – początek trasy widokowej.  Nie ma problemu, tylko trzeba inaczej ustawić znaki i będzie więcej miejsc. To nie muszą być parkingi marmurowe, zgoda?
Przy okazji: To była trasa widokowa, czasem nawet było widać Tatry. Kapitalne. Wzgórze obrosło chaszczami na polach niegdyś ornych i piękną trasę chaszcze wzięły.
Kiedyś myślałem, że może to być wręcz unikatowa trasa jak w wielu miastach nawet sąsiednich krajów, ale nie. Zbyt trudne. Jeszcze nie ma takiego kierunku kształcenia po reformie szkolnictwa. Co za zaniedbanie!

Anna Maria Kowalska

Mam doskonałe wiadomości! Już wiemy, na czym ma polegać w praktyce reforma szkolnictwa wyższego, przystosowująca je do rynku pracy! Mogliśmy to wywnioskować już dawno z wypowiedzi Pani Minister Barbary Kudryckiej, ale wczoraj rzecz dotarła do nas jeszcze bardziej jednoznacznie. W programie „Tomasz Lis na żywo” Prezes PZU Andrzej Klesyk stwierdził m.in., że młodzież w ramach studiów jest kształcona indywidualistycznie, a on chce osoby pracującej w grupie (i w pełni „posłusznej” „firmie” – uwaga moja – A.K.). A co zrobić, żeby taki efekt uzyskać? I tu głos Pana Prezesa zabrzmiał jak Dzwon Zygmunta. Otóż, jak twierdzi (cytuję za blogiem Prof. Bogusława Śliwerskiego, wpis z dnia 8.05.2012): „zbyt mało jest tu zagranicznych profesorów”! Muszą nam zatem pomóc obcokrajowcy! Dopiero Oni, jak rozumiem, zapewnią naszemu krajowi ów „twórczy dynamizm grupy”, określany tak przez pewnego Klasyka Literackiego. Czyli, co staje się coraz bardziej jednoznaczne: lekarstwem na całe zło będzie pełne otwarcie i zatrudnianie na uniwersytetach (i zapewne nie tylko) Osób obcego pochodzenia z zagranicznych instytucji naukowych, by z ulgą zaprowadzać porządek tam, gdzie aktualnie króluje wszechobecna anarchia i indywidualizm.

O planach zatrudniania obcokrajowców i uzyskiwaniu przez Nich uprawnień promotorskich wspominała w jednym z zeszłorocznych wywiadów prasowych Pani Minister (Nauka w unijnym lustrze. Z prof. Barbarą Kudrycką rozmawia Bronisław Tumiłowicz. „Przegląd” 2011, nr 31). Przy sposobności dotarło do nas nareszcie, o co chodzi w przypadku częściowej, a znaczącej likwidacji mianowania na wyższych uczelniach. Proste jak drut. Zwolni się niepokornego Polaka, a zatrudni obcokrajowca! A nawet kilku. A kto nie wierzy, niechaj spojrzy na interpelacje w Sejmie na przestrzeni ostatnich lat, uważnie poczyta dokumenty Ministerstwa, zarządzenia i statuty uczelniane i znowelizowaną Ustawę o Szkolnictwie Wyższym, a przede wszystkim weźmie pod lupę dokonującą się właśnie „internacjonalizację” studiów. Więcej nie trzeba. Analityka myślowa to jednak podstawa w każdej sytuacji.

Anna Maria Kowalska

Już po maturach z języka polskiego: podstawowej i rozszerzonej. Młodzież się cieszy, bo była „łatwizna”, mnie znacznie mniej do śmiechu. Planowałam napisanie dłuższego felietonu, ale po obejrzeniu arkuszy mam do powiedzenia tylko jedno:  śledząc „ewolucję” formuły egzaminu maturalnego z języka ojczystego na przestrzeni ostatnich lat, a zwłaszcza to, co funkcjonuje teraz, myślę, że dzisiejszym Młodym ekstremalnie trudno wcielać w czyn słowa Ojca Świętego o „wymaganiu od siebie, gdyby nawet inni od Nich nie wymagali”.

Szanowni Państwo!
7 maja br. jest XV rocznica nadania płk. Ryszardowi Kuklińskiemu honorowego obywatelstwa Krakowa. Pamiętajmy o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim nie tylko przy tej i innych rocznicowych okazjach, ale w codziennym życiu. bo dobrze zasłużył się Rzeczypospolitej.
Serdecznie pozdrawiam,
Andrzej Lorenc – przewodniczący Stowarzyszenia Patriotycznego Sympatyków płka R. Kuklińskiego w Krakowie

(Wszystkie zdjęcia za stroną: polishclub.org)

pulkownikkuklinski1UCHWAŁA NR LXXXI/767/97
Rady Miasta Krakowa z dnia 7 maja 1997 r.
w sprawie nadania Panu Pułkownikowi Ryszardowi Kuklińskiemu tytułu Honorowego Obywatelstwa Miasta Krakowa.
Na podstawie art. 18 ust. 2 pkt 14 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie
terytorialnym /tekst jednolity: Dz. U. z 1996 r. Nr 13 poz. 74, zm.: Dz. U. Nr 58 poz. 261, Nr 106 poz. 496 i Nr 132 poz. 622, z 1997 r. Nr 9 poz. 43/ oraz § 3 ust. 4 Statutu Miasta Krakowa /Gaz. Urz. MK z 1996 r. Nr 8 poz. 42/ – Rada Miasta Krakowa uchwala, co następuje:
§ 1.
Rada Miasta Krakowa nadaje Panu Pułkownikowi Ryszardowi Kuklińskiemu
tytuł Honorowego Obywatela Miasta Krakowa.
§ 2.
Wykonanie uchwały powierza się Zarządowi Miasta Krakowa.
§ 3.
Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Przewodniczący Rady
Stanisław HANDZLIK

RYSZARD JERZY KUKLIŃSKI

Panie Przewodniczący ! Panie Prezydencie !
Panie i Panowie Radni Miasta Krakowa! Szanowni Państwo!

Jestem bardzo… bardzo wzruszony i… onieśmielony… Nigdy nie miałem wątpliwości, że DO WOLNEJ POLSKI – do ziemi mych przodków, mego dzieciństwa, dojrzałego życia i czynu, który przecież tej Polsce był poświęcony – WRÓCĘ.

Nie sądziłem jednak, że moja droga do kraju, tak wyboista i długa, prowadzić będzie w końcu aż przez gród królewski, który nobilituje swym dziedzictwem ludzi naprawdę wybitnych.

Ja tak wysoko nigdy nie mierzyłem i nie mierzę. Uważam się za zwykłego żołnierza Rzeczypospolitej, który nie dokonał niczego, co wykraczałoby poza święty obowiązek służenia swojej Ojczyźnie w potrzebie. To, co być może wyróżnia mnie z ogromnej liczby ludzi zaangażowanych w przemiany historyczne Polski i Europy, to specyfika misji, jakiej się podjąłem i konsekwencje, jakie to powoduje.

pulkownikkuklinski2Ciągle więc jest mi trudno uwierzyć że:

- wszystko, co w tej chwili przeżywam, dzieje się naprawdę tu w Krakowie, a nie w moich snach o Polsce;
- że Rzeczpospolita jest już dziś państwem suwerennym, a Polacy mogą bez zahamowań nie tylko mówić o swych zmaganiach z imperium zła,” ale jednego z uczestników tych zmagań (jakimś zrządzeniem losu właśnie mnie) tak wysoko uhonorować.

Panie Przewodniczący! Panie Prezydencie! Panie i Panowie Radni!

Waszą decyzję o nadaniu mi Honorowego Obywatelstwa Królewskiego Miasta Krakowa przyjąłem jako najwyższe wyróżnienie, jakie za życia mogłem otrzymać, ale także, a może przede wszystkim, jako bardzo jednoznaczne, stanowcze i skuteczne opowiedzenie się społeczności Krakowa za przywróceniem – odebranej mi czci i mojego dobrego imienia.

Wasze zaproszenie do Krakowa okazało się zaproszeniem do Ojczyzny. Z całego serca, jak mogę najgoręcej, za to wszystko dziękuję. W tym momencie chciałbym skorzystać z obecności reporterów radia i telewizji polskiej, aby skierować wyrazy mojej ogromnej wdzięczności także pod adresem tych wszystkich osób, instytucji, organizacji społecznych i politycznych, a także mediów, które odrzuciły peerelowską hierarchię wartości, na przestrzeni ostatnich dziewięciu lat występowały na rzecz mojej rehabilitacji.

Ich lista jest tak długa, że odczytam ją przy innej okazji. Nie mogę natomiast nie podziękować z tego miejsca największemu żyjącemu polskiemu poecie – Zbigniewowi Herbertowi, którego list otwarty do byłego Prezydenta RP przyjąłem jako akt moralnego oczyszczenia mojego imienia.

Z satysfakcją przyjmuję coraz większe zrozumienie przez społeczeństwo polskie rzeczywistych celów, intencji i motywacji, które mną kierowały. Mam nadzieję, że zrozumienie to stanie się kiedyś powszechne, kiedy opinia publiczna będzie miała możliwość zapoznania się z faktami i dokumentami przygotowywanej w tamtych latach przez „imperium zła” wojny „wyzwoleńczej” w Europie.

Imperium to nie było ani słabe, ani małe, ani „pokojowe” jak usiłują to dziś przedstawiać niektórzy emerytowani generałowie LWP [Ludowego Wojska Polskiego].

Jego peerelowskim fundamentem wstrząsnął zjednoczony naród pod biało-czerwonymi sztandarami „Solidarności.” Ale jego militarnym wyzwaniom w Europie i świecie mógł sprostać jedynie – świadomy zagrożeń i odpowiednio reagujący – sojusz obronny wolnego świata – NATO.

Nie potrafię powiedzieć Państwu, na ile tajna, skierowana przeciwko imperium misja, w której jako Polak i żołnierz miałem honor i zaszczyt uczestniczyć, była skuteczna czy choćby pomocna. Wierzę jednak głęboko, że leżała ona w najżywotniejszym interesie zniewolonej i podporządkowanej imperialnym celom ZSRR Ojczyzny i szła drogą wiodącą Polskę do Wolności, a nigdy przeciw.

pulkownikkuklinski3Misja ta nie miałaby żadnych szans powodzenia bez zaangażowania przywódczego mocarstwa świata zachodniego – Stanów Zjednoczonych, ale nie była ona wymysłem amerykańskim. Myśl o niej krystalizowała się i dojrzewała na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych tu w Polsce, między Wisłą i Bobrem, w środowisku oficerów pionu operacyjnego LWP, a więc tych, którzy zajmowali się przygotowaniem PRL i jej sił zbrojnych do wojny „socjalistycznego imperium” z Zachodem.

Początkowo wszystko sprowadzało się do zgłaszania w trybie służbowym postulatów, aby w doktrynie i praktyce militarnej Układu Warszawskiego odstąpić od samobójczych koncepcji ofensywnych i zająć się obroną sensu stricto. Dopiero później, kiedy te realistyczne postulaty nie tylko żadnych skutków nie powodowały, ale nawet nie znalazły zrozumienia, w środowisku tym zaczęto się zastanawiać, czy w istniejących realiach możliwe było jakieś wyjście, aby „Polak nie był mądry po szkodzie,” to znaczy, czy możliwe było sformułowanie i realizacja jakiejś własnej koncepcji obronnej, która mogłaby uchronić naród przed grożącym mu holokaustem. Nie było to jeszcze żadne sprzysiężenie, a tylko ostrożne wzajemne sondaże i rozpoznanie ludzi podobnie myślących.

Przykład Czechosłowacji – gdzie memorandum grupy oficerów Akademii Wojskowej im. Klementa Gottwalda postulujące odcięcie się od polityki militarnej ZSRR oraz ustanowienie równej obrony wszystkich granic było głównym powodem inwazji – dowodził, że jakakolwiek reforma machiny wojennej imperium nie jest możliwa. Ponieważ nie można było dogadać się z „sojusznikiem” w ostrożnej wymianie myśli, w nie wypowiadanych do końca zdaniach zaczęto zastanawiać się, czy nie warto by zacząć rozmawiać z narzuconym Polsce „przeciwnikiem.”

Za takim rozumowaniem przemawiały polskie racje wojskowe, polityczne i historyczne. Duża część kadry oficerskiej LWP, zwłaszcza ta, która słuchała Radia Wolna Europa, miała świadomość, że Związek Radziecki, który napadł na Polskę i w zmowie z Hitlerem podzielił się polskim łupem, na którym ciążyły zbrodnie masowej deportacji polskiej ludności, Katyń i zdrada Powstania Warszawskiego, nie był sojusznikiem, lecz ciemiężycielem, który Polskę zniewolił, narzucił jej wasalne rządy i komunistyczny system.

Wśród kadry LWP nie byłem wyjątkiem, który prawdziwego sprzymierzeńca Polski w walce o odzyskanie niepodległości postrzegał w Stanach Zjednoczonych. Żałosny rezultat Jałty sprawił, że uwolnienie Polski i innych narodów Europy stało się celem strategicznym tego mocarstwa.

Użycie LWP do sprzecznego z interesem Polski zdławienia Praskiej Wiosny, a następnie do masakrowania własnej ludności na Wybrzeżu przesądziło o przejściu od enigmatycznych słów i chęci do czynu.

Misja, której się podjąłem, a która w powszechnym odczuciu rozumiana jest jako działalność szpiegowska czy wywiadowcza, była w swej istocie desperacką próbą nawiązania operacyjnej (ponad głowami władców PRL) współpracy wojskowej z USA w celu zapobieżenia wojnie oraz wsparcia wysiłków amerykańskich zmierzających do rozwodnienia i zburzenia metodami pokojowymi porzadku jałtańskiego oraz przywrócenia Polsce niepodległości i demokracji.

Przygotowania, które skupiały się wokół opracowania koncepcji tej współpracy trwały ponad rok. Latem 1972 roku w czasie rutynowej, operacyjnej podróży polowej poświęconej studiowaniu Zachodniego Teatru Działań Wojennych, koncepcję tę przedstawiłem Amerykanom.

Amerykanie „gałązkę oliwną” od LWP przyjęli z nie ukrywanym zadowoleniem, ale na żadne układy i współpracę z jakąkolwiek konspiracją czy sprzysiężeniem nie chcieli się zgodzić. Byli zdania, że w warunkach pokoju operacyjna (tajna) współpraca ze zorganizowaną wojskową opozycją nie ma szansy przetrwania nawet roku, a może tylko kilku miesięcy i że wszystko może skończyć się tragicznie dla nas i dla sprawy.

pulkownikkuklinski4W ten sposób na placu boju zostałem sam – w odczuciu pewnej części społeczeństwa w dalszym ciągu człowiek bez honoru, który działał na szkodę Polski. Wierzę, że historia to kiedyś skoryguje.

PRL – jak to stwierdziłem w swoim oświadczeniu po umorzeniu prowadzonego przeciwko mnie dochodzenia we wrześniu ubiegłego roku – była państwem zniewolonym, ale zachowanie jego odrębności łączyło się nierozerwalnie z istnieniem Polskich Sił Zbrojnych i było tej odrębności niezbędnym atrybutem. Z ta myślą, wierząc w możliwość wywalczenia przez Polskę niepodległości, w czym armia mogłaby być czynnikiem decydującym, przez ponad 34 lata nosiłem mundur żołnierza wojska polskiego i jestem z tego bardzo dumny.

Przyjętej na siebie misji nie tylko nigdy nie przeciwstawiałem ofiarnej służbie moich byłych towarzyszy broni, ale także nie stawiałem jej wyżej. Zbiorowe przeciwstawianie się sowieckiej hegemonii w wojsku było niemożliwe i niecelowe.

Byli wśród nas ludzie, którzy w służalczości wobec ZSRR widzieli dla siebie drogę do kariery i awansów. W ogromnej większości było to jednakże wojsko głęboko patriotyczne, a kadra przejęta troską o bezpieczeństwo i los naszego państwa.

Dziś z wielką nadzieją patrzę na moją Ojczyznę. Z dumą czytam w prasie amerykańskiej korespondencje z Warszawy.

Przed kilku laty stanęła przed Polską ogromna szansa. Głęboko wierzę, że Polska tę szansę w pełni wykorzysta: że umocni demokrację, dokończy budowę prężnej gospodarki rynkowej i zintegruje się z instytucjami świata zachodniego.

Wierzę, że dzięki temu pokona dystans cywilizacyjny dzielący ją od najbardziej zamożnych krajów świata. Wierze także, iż wspólna wizja przyszłości pomoże nam Polakom w przezwyciężeniu naszych sporów, których część ma wciąż swoje źródło w przeszłości.

Szanowni Państwo!

W latach okupacji byłem małym chłopcem, ale dobrze zapamiętałem i nosiłem w głębi swej duszy hasło wyhaftowane przez kobiety wileńskie na sztandarze, który podziemnymi szlakami dotrzeć miał do dywizjonu polskich lotników na ziemi brytyjskiej: MIŁOŚĆ ŻĄDA OFIARY.

Kiedy w Ludowym Wojsku Polskim zaczęto odbierać mi wiarę i przekonania, które wyniosłem z mojego skromnego domu, ze szkoły, z kościoła – do tego hasła dodałem jeszcze jedno słowo:

pulkownikkuklinski5MIŁOŚĆ ŻĄDA OFIARY I WIERNOŚCI – wierności dla jednego Boga i jednej, jedynej Ojczyzny – POLSKI.

Dzisiejsza piękna uroczystość, Honorowe Obywatelstwo Królewskiego Miasta Krakowa, które od dzieciństwa jawiło mi się jako serce i dusza Polski, utwierdza mnie w przekonaniu, że był to słuszny wybór.

Jeszcze raz za wszystko dziękuję.

Ryszard Jerzy Kukliński

Kraków, 29 kwietnia 1998 roku

Anna Maria Kowalska

Jakie są granice polemiki, bądź interpretacji czyjejś wypowiedzi? Przyzwoitość nakazuje przed rozpoczęciem dialogu przeczytać cały artykuł Osoby, co do której sądów mam wątpliwości; zastanowić się nad celem jego napisania i intencjami, jakie Autorowi przyświecały, a następnie dopiero odnieść się merytorycznie do przedstawionych argumentów. Jeśli wypowiedź jest, np. częścią wywiadu – przed sformułowaniem własnej opinii, czy podjęciem dyskusji także z nim trzeba zapoznać się w całości. Co chyba oczywiste, konieczne jest także każdorazowe „danie poprawki” na sytuację, w ramach której dana wypowiedź została udzielona. Przecież fragment artykułu, konferencji prasowej, czy wywiadu, wyrwany z kontekstu może zostać zręcznie „wmanipulowany” w sensy, o jakich „recenzowanemu” Autorowi nawet się nie śniło…..

Powiedzą Państwo, że przypominam o oczywistościach. Ale przecież dopiero wówczas, gdy te podstawowe warunki zostaną spełnione, możemy spodziewać się na portalach internetowych i w prasie autentycznych dysput, podejmowania szczerego dialogu, ścierania się poglądów i stanowisk.

Przy braku zachowywania zasad etycznych i rozlicznych manipulacjach słownych „dyskusje” portalowe i prasowe zwyczajnie mijają się z celem. Są zbyt często odbiciem złej woli Dyskutantów, poszukiwaniem własnej racji, bądź agresywnym pokrzykiwaniem na „targowisku próżności”.

Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie

akokrakow

My, uczestnicy I Konferencji Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie – konferencji zatytułowanej „NAUKA POLSKA – PRAWDA JEST NAJWAŻNIEJSZA” – w trosce o przyszłość polskiej edukacji i nauki zwracamy się do środowisk akademickich z apelem o głęboką refleksję nad aktualnym stanem szkolnictwa polskiego w Kraju i za granicą.

Motorem rozwoju kultury i cywilizacji był zawsze wysiłek intelektualny, który – ukierunkowany na poszukiwanie prawdy – dawał owoce podnoszące jakość życia społeczności ludzkich.

Misja poszukiwania prawdy ma w polskiej nauce wielowiekową tradycję sięgającą XIV wieku i współcześnie, jej wypełnianie musi być najważniejszą powinnością środowisk naukowych skupionych w uniwersytetach oraz innych instytucjach badawczych.

Rozumienie tej misji dobitnie sformułował rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Jan Łoś w przemówieniu inauguracyjnym z roku akademickiego 1923/24: „Dopiero wtedy cenną i drogą dla ludzkości stanie się Polska, kiedy silniej będzie z niej promieniować prawda i dobro na pożytek powszechny”. Uznał też, że państwo „swą kulturę i cywilizację, swą siłę i wytwórczości, czerpie przeważnie z mrówczej pracy uczonych”.

Należy przypomnieć, że takie pojmowanie misji uniwersytetu przyczyniło się do odbudowania polskiej państwowości, poczucia narodowej dumy z niepodległego Państwa Polskiego i zbudowania silnych podstaw narodowej gospodarki w okresie międzywojennym.

Znaczenie środowisk akademickich zrozumieli, na swój zbrodniczy sposób, okupanci dokonując masowej eksterminacji intelektualnych i patriotycznych elit polskich – Niemcy podczas Sonderaktion Krakau, w Oświęcimiu czy Palmirach, a Rosjanie w Katyniu, Kozielsku, Ostaszkowie, Miednoje, Kazachstanie czy na Syberii.

Po zakończeniu II wojny światowej sowieccy „wyzwoliciele”, a potem uległe im władze PRL podjęły dzieło niszczenia etosu polskich środowisk naukowych. Prawda zastępowana była kłamstwem, autorytety – ich zaprzeczeniem, dotychczasowe wartości – antywartościami, a wychowywanie nowych pokoleń podporządkowano idei „internacjonalizmu proletariackiego”. Działania te dotknęły szczególnie uniwersytety a w nich nauki humanistyczne. Wtedy strach przed następstwami mówienia prawdy stawał się przyczyną konfliktu pomiędzy treścią wypowiedzi a przekonaniami. Strach ten był przekazywany kolejnym pokoleniom. W konsekwencji, głoszenie nieprawdy stało się przyzwyczajeniem i normą. Tę chorobę potęgowały działania ówczesnych decydentów państwowych poprzez politycznie motywowane awanse, „mianowania marcowe” czy łatwiejszy dostęp do środków finansowych dla ośrodków i osób posłusznych.

Skutki tych działań odczuwamy do tej pory, 20 lat po odzyskaniu suwerenności. Stały się one bowiem destrukcyjne dla współczesnej edukacji i nauki; spowodowały, że powinność odkrywania prawdy była i jest nadal traktowana selektywnie. Oznacza to często, że głoszone wyniki badań są kompromisem między ustaloną, obiektywną prawdą a wymogami „poprawności politycznej” lub dążeniem do spełnienia oczekiwań zleceniodawców. Jest to sprzeniewierzanie się misji poszukiwania prawdy!

Przykładem takich działań może być hańbiące milczenie ośrodków badawczych i akademickich w odpowiedzi na wołanie o prawdę podczas ustalenia przyczyn Tragedii Smoleńskiej i konieczność szukania ekspertów poza granicami Polski.

Taki stan może się pogłębiać wobec braku reakcji ze strony tych, których wiodącą rolą powinna być obrona prawdy i polskości, a do takich chcemy zaliczać senaty uniwersytetów, Polską Akademię Umiejętności czy Polską Akademię Nauk. Nie możemy pozwolić na kreowanie fałszywych autorytetów, akceptujących kłamstwo, dowodzących tym samym, że  niewiele mają wspólnego z moralnością i poczuciem odpowiedzialności za wypełnianie misji polskiej nauki dla dobra społeczeństwa.

Ogłoszona w Bolonii, w 1988 roku Wielka Karta Uniwersytetów  stanowi, że  „aby sprostać potrzebom otaczającego świata, realizowane na uniwersytecie badania naukowe i kształcenie muszą być – pod względem motywów ich realizacji oraz przekazywanych treści – wolne od wszelkich wpływów politycznych i uwarunkowań ekonomicznych”.

Czy w związku z tym można przyjąć, że koniunkturalnie nastawione środowiska akademickie są w stanie promować absolwentów uczciwie traktujących swój zawód, prawych i odpowiedzialnych a nie oportunistycznie nastawionych wyrobników, gotowych dla doraźnych korzyści ogłaszać każde kłamstwo za prawdę? Czy oportunistyczni nauczyciele akademiccy są w stanie wychowywać wchodzących w życie młodych ludzi na pełnowartościowych obywateli? Odpowiadamy: nie.

I dopowiadamy, że przed narzucaną z zewnątrz (i z wewnątrz) doktryną zakłamania Polacy potrafią się obronić. Także dzięki niezłomnej postawie Kościoła Katolickiego, opowiadającego się niezmiennie za trwałym systemem wartości uniwersalnych.

Apelujemy do wszystkich środowisk akademickich, dla których ważne są te wartości, potwierdzone wielowiekową tradycją – o refleksję nad stanem szkolnictwa polskiego w Kraju i za granicą i nad sposobami jego uzdrowienia. Mamy nadzieję, że nasza konferencja przyczyni się do zapoczątkowania tego, koniecznego procesu. Prawdą jest to, co jest.

Kraków, 18 kwietnia 2012 roku

My, niżej podpisani, deklarujemy poparcie dla Listu Otwartego do Środowisk Akademickich powstałego podczas I Konferencji Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie w dniu 18 kwietnia 2012 roku:

1. dr inż. Andrzej Augustynek (AGH)
2. Adam Bak (USA)
3. dr hab. Włodzimierz Bernacki (UJ)
4. prof. dr hab. inż. Włodzimierz Bochniak (AGH)
5. dr Mirosław Boruta (UP)
6. ks. dr płk Wiesław Bożejewicz (SGGW, Warszawa)
7. prof. dr hab. Krzysztof Cena (Kraków)
8. prof. dr hab. inż.  Stanisława Dalczyńska-Jonas (AGH)
9. dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański (em. AGH)
10. dr Andrzej Duda (UJ)
11. prof. dr hab. inż. Jan Tadeusz Duda (AGH)
12. dr hab. Katarzyna Dybeł (UJ)
13. prof. dr hab. Maria Dzielska (UJ)
14. mgr Konrad Firlej (em. AGH, adwokat)
15. prof. dr hab. inż. Kazimierz Flaga (dr h.c., PK)
16. mgr Jan Władysław Fróg (UP)
17. dr Aleksander Głogowski (UJ)
18. dr Krzysztof Godwod (Warszawa)
19. dr hab. inż. Ryszard Golański (AGH)
20. prof. dr hab. Janusz Gołaś (AGH)
21. dr hab. Halina Grzmil-Tylutki (UJ)
22. dr hab. inż. Zbigniew Hanzelka (AGH)
23. prof. zw. dr hab. Ryszard Kantor (UJ)
24. prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki (PK)
25. prof. dr hab.  Andrzej  Kaźmierczak (SGH, Warszawa)
26. mgr inż. Mariusz Klapper (Kraków)
27. prof. dr hab. inż. Andrzej Korbel (Kraków)
28. prof. dr hab. Grażyna Korpal (ASP)
29. prof. dr hab. Maria Korytowska (UJ)
30. dr hab. inż. Adam Korytowski (AGH)
31. prof. zw. dr hab. inż. Janusz Kotlarczyk (em. AGH)
32. dr hab. Henryka Kramarz (em. UP)
33. dr hab. inż.  Wojciech Kucewicz (AGH)
34. dr hab. Marta Lempart-Geratowska (ASP)
35. prof. dr hab. Maria Teresa Lizisowa (UP)
36. dr hab. Kinga Maciuszak (UJ)
37. prof.  dr hab. Edward Malec (UJ)
38. prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski (Helmholtz Zentrum, Monachium)
39. dr hab. Barbara Marczuk (UJ)
40. prof. dr hab. inż. arch. Anna Mitkowska (PK)
41. prof. dr hab. inż. Stanisław Mitkowski (AGH)
42. prof. dr hab. inż. Wojciech Mitkowski (AGH)
43. dr Elżbieta Morawiec (Kraków)
44. mgr Marek Morawski (Kraków)
45. dr Kazimierz Mrówka (UP)
46. mgr inż. Andrzej Ossowski (em. AGH)
47. dr hab. n. med. Józefa Panek (UJ CM)
48. dr inż. Krzysztof Pasierbiewicz (AGH)
49. Ava Polansky-Bak (USA)
50. dr n. med. Andrzej Przybyszowski (Nowy Sącz)
51. dr inż. Maria Sapor (AGH)
52. prof. dr hab. Stanisław Sędziwy  (em. UJ)
53. prof. dr hab. Krystyna Stamirowska (UJ)
54. prof. dr hab. inż. Stefan Taczanowski (AGH)
55. prof. dr hab. Ryszard Terlecki (WSFP Ignatianum)
56. dr Marek Mariusz Tytko (UJ)
57. dr hab. Anna Walczuk (UJ)
58. dr hab. Andrzej Waśko (UJ)
59. dr hab. Wiesław Marek Woch (AGH)
60. dr hab. Grażyna Zając (UJ)

Podpis można także złożyć pisząc na adres: ako.krakow@gmail.com

miroslawborutaMirosław Boruta

Media pokazują i mówią... Przykładowy tytuł to „Wygwizdane uroczystości trzeciomajowe” – kto z nas – Polaków wygwizduje na uroczystości patriotyczne? Jakim gazetowyborczym dziennikarzem trzeba być, by pisać takie bzdury.

Wygwizdany został obecny wojewoda krakowski, sygnujący własnym nazwiskim kłamliwy raport. Tak, kłamliwy raport komisji Millera został w jego osobie wygwizdany i chwała za to Krakowianiom..., a uroczystości w Krakowie wyglądały (relacja filmowa p. Stefana Budziaszka) tak:


http://www.youtube.com/watch?v=suW-ky5j5Rs

I jeszcze fotorelacje pp. Tomasza Kowalczyka i Andrzeja Rychławskiego:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/3Maja2012
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/3Maja2012ar

Marek Morawski

Płachetek materiału, większy lub mniejszy, jakże wielkie ma znaczenie w życiu właściwie wszystkich społeczności na całym świecie. Nawet w tych krajach, które samo istnieją od niewielu lat. Flaga państwowa mówimy. Nie do końca jest to zgodne z prawdą. Często jest nawet nadużywane. Nasza flaga, polska – biało-czerwona jest przede wszystkim flagą narodu zwanego narodem polskim. Dla tego narodu była zawsze symbolem niepodległości. Jest to specyfika, bowiem nawet w niby suwerennej Polsce za czasów PRL nie można było wywiesić polskiej flagi ot tak, po prostu. Był to przejaw polskości zbyt ostentacyjnie okazywany. Nie lzja. Co innego flaga czerwona. Tak było jeszcze do niedawna.

Dzisiaj różni ludzie wypowiadają się na temat flagi. Przywoływany jest Minister Sikorski, który zabiega ponoć, aby polska flaga była wywieszana za granicą przed  hotelami, w których mieszkają Polacy. Podoba mi się to. Będzie tak, jak w przypadku innych nacji. Mam jednak pewien niedosyt. Flaga, ta biało–czerwona była zawsze symbolem niepodległości naszego państwa. Tak była postrzegana nie tylko przez Polaków, ale i okupantów wszelakich. Na widok biało–czerwonej dostawali wprost paroksyzmów wściekłości. I mordowali naszych rodaków.

Flagi broniono na polach bitewnych i na naszych domach. Była symbolem sukcesów bitewnych. Dzisiaj jest na przeróżnych forach międzynarodowych. Na widok biało–czerwonej łza się w oku kręciła. Nasza flaga Polaków zawsze była symbolem niepodległości i mam nadzieję, że tak nadal pozostanie zarówno dla tych, co stoją już na krańcu swej drogi, jak i tych, co są dopiero na początku swojej. Jest to jednak ta sama droga – polska.

Niestety słyszę pewien fałsz. Jak ma się symbol niepodległości Polski, narodu i państwa podkreślam, do deklaracji (w Berlinie nomen-omen) Ministra Spraw Zagranicznych Polski, że nam, Polsce nie jest potrzebna suwerenność. To znaczy, że pozostawia się polskie symbole, ale brak suwerenności oznacza, że innemu się panu służy. Przynajmniej ja to tak rozumiem i tak jest chyba rozumiane w każdym rzeczywiście niepodległym kraju. Jak to się nazywa?

Bez suwerenności, to czego symbolem ma być biało–czerwona? Tunezji? Czy ktoś mi to wyjaśni w sposób niebałamutny? Proszę bardzo.

A biało–czerwona niech zawsze nam powiewa nad ziemiami polskimi.

Niech powiewa i Tunezyjczykom, bo to też ich kolory. Nie słyszałem jednak, by Minister Spraw Zagranicznych Tunezji deklarował zrzeczenie się niepodległości ich państwa.