Przeskocz do treści

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Wybitni naukowcy i publicyści krytykują szkodliwe działania UE wobec Polski, podczas gdy milczą trzej PiS-owscy szefowie resortów gospodarczych

Kontynuuję rozpoczęty w poprzednim tekście przegląd krytycznych ocen wybitnych polskich postaci polskiego życia publicznego na temat efektów gospodarczych działań UE wobec Polski. Jest to swego rodzaju przełom, że po latach bezkrytycznego wysławiania polityki UE wobec Polski tak liczne znaczące osoby odważyły się na powiedzenie przemilczanej prawdy o tym jak Unia nas kiwa dosłownie na każdym kroku. Dlatego myślę, że jest sens skupienia tych wszystkich ocen w jednym dłuższym materiale. Pokazując te jakże odważne opinie krytyczne uczonych, europosłów i posłów oraz znanych publicystów tym mocniej ubolewam, iż opinie te nie są otwarcie podejmowane również przez czołowych rządzących polityków gospodarczych z PiS-u. Myślę tu przede wszystkim o trzech ministrach resortów gospodarczych w rządzie Beaty Szydło: wicepremierze i ministrze rozwoju Mateuszu Morawieckim, ministrze finansów Pawle Szałamasze i ministrze skarbu Dawidzie Jackiewiczu, którzy milczą jak grób o eksploatowaniu i wręcz obrabowywaniu Polski przez unijne praktyki. Uważam to zaniechanie za wręcz szkodliwie, bo tracimy w ten sposób szanse najskuteczniejszego przeciwstawienia się obecnej agresywnej kampanii Unii wobec Polski. Kampanii, która troską o rzekomo zagrożoną demokrację w Polsce chce przykryć jej prawdziwie intencje – utrzymania niebotycznych nieuczciwych zysków wyciąganych z Polski naszym kosztem. Jak to wreszcie powiedziała otwarcie premier B. Szydło w kontekście finansowych źródeł nacisków UE na Polskę: „Dlaczego Unia miałaby zastanawiać się nad demokracją w Polsce(…) Jeżeli zastanawiam się teraz, dlaczego UE tak bardzo zajmuje się Polską, to mam dwie odpowiedzi. Po pierwsze, rzeczywiście chodzi o pieniądze. Ja wiem, że to brzmi fatalnie, ale nazywajmy rzeczy po imieniu (podkr. - JRN). Po drugie, politycy tej tzw. starej Unii Europejskiej, powtórzę to, lubią pouczać. Jest poczucie wyższości tych państw nad tymi nowymi” (cyt. za: Dziennik.pl z 15 kwietnia 2016).

1) Prawda o rzekomej hojnej pomocy Unii Europejskiej dla Polski

Prawnik Tomasz Cukiernik o rozmiarach „ogrywania” nas przez Unię

W 2015 r. nakładem wrocławskiego wydawnictwa „Wektory” została opublikowana niezwykle ciekawa i szokująca, ale do dziś wyraźnie przemilczana w mediach głównego nurtu książka Tomasza Cukiernika: „Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa”. Autor obnażył całą gorzką prawdę o rzekomej hojnej pomocy UE dla Polski, pokazując to w szerszym kontekście międzynarodowym. Szczególnie wymowny był rozdział jego książki o unijnych dotacjach dla Polski (ss.79-239). Dość przytoczyć tytuły niektórych podrozdziałków z tego rozdziału: „Dziesięć powodów, dla których należy zrezygnować z unijnych dotacji”, "Rzeczywiste koszty unijnych dotacji”, „Unijne dotacje zabijają polską innowacyjność”, „Zabijanie konkurencji”, „Dotacje przekrętem stoją”, „Dotacje zadłużają na lata”, „Śladem unijnego marnotrawstwa". Podsumowując swoje dobrze udokumentowana rozważania, T. Cukiernik stwierdził, że w ciągu dziesięciu lat od maja 2004 do kwietnia 2014 roku koszt uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej (770 mld zł) był mniej więcej dwa razy większy niż łączna wartość otrzymanych z Brukseli dotacji (385 mld zł).

Dodajmy do tych uwag T. Cukiernika ogłoszone 28 grudnia 2015 dane, iż: ”Według raportu Global Financial Integrity, Polska jest w dwudziestce krajów najbardziej poszkodowanych przez zagraniczne korporacje. Znalazła się tam jako jedyny kraj z Unii Europejskiej (podkr. - JRN) a szacowane z tego tytułu straty sięgają stu miliardów złotych rocznie”. (por. http://www.gk24.pl/polska-i-swiat/art/9237507,polska-wsrod-krajow-najbardziej-wyzyskiwanych-przez-korporacje-tracimy-rocznie-ok-100-mld-zl,id,t.html).

Janusz Szewczak: Mija czas, kiedy nasi politycy chodzili do Brukseli na kolanach

Wśród postaci życia publicznego, które najmocniej alarmowały od lat co do niekorzystnego dla Polski bilansu naszych stosunków z UE jest czołowy ekonomista SKOK-ów, a od października 2015 r. poseł na Sejm RP Janusz Szewczak. Oto kilka jakże wymownych fragmentów jego wypowiedzi na temat stosunków z UE. 7 stycznia 2016 r. J. Szewczak stwierdził: „Tylko my dotychczas mieliśmy polityków, którzy do Brukseli chodzili na kolanach. Mam nadzieję, że po wyborach będziemy twardo negocjować nasze najważniejsze potrzeby. Każdy ma prawo walczyć o własne interesy. Jeśli tego nie robi – to mamy tak, że u nas dopuszczono do zniszczenia całych sektorów polskiej gospodarki. Nie można pozwolić, aby górnictwo było kolejnym takim sektorem” (por. biznesalert.pl/szewczak-polska-nie-bedzie-chodzic-do-brukseli-na-kolan...07.01.2016). Z kolei w wywiadzie udzielonym Leszkowi Sosnowskiemu na łamach miesięcznika WPiS ze stycznia 2016, pt. "Polskie władze są szantażowane przez lobby lichwiarsko-bankowe" J. Szewczak powiedział :”Ten straszny lament bankowych lobbystów, do których niestety trzeba również zaliczyć media publiczne, jaki się teraz podniósł, tak naprawdę ma na celu zakamuflowanie bogacenia się zagranicznych banków komercyjnych kosztem polskiego społeczeństwa i polskiego państwa. Boją się, że PiS to ukróci i powie społeczeństwu prawdę.” Czy powie?

Janusz Szewczak o "kosztownych unijnych dotacjach"

Janusz Szewczak stanowczo podważył skrajne wyolbrzymianie znaczenia dotacji unijnych dla Polski, pisząc w marcu 2016 r. m.in.: „Według wszelkich wyliczeń, rok 2016 będzie pierwszym, kiedy do unijnej kasy wpłacimy więcej, niż z niej dostaniemy. Ale to oficjalnie. Wbrew pozorom we wcześniejszych latach nie było zbyt różowo. Od kiedy jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, a więc od 1 maja 2004 r. bilans naszych zysków i strat nie był nigdy rzetelnie przedstawiany społeczeństwu. Rzucano tylko ogromne sumy pieniędzy, które dobrotliwa Bruksela przelewa na nasze konta. Realnie jednak dostaliśmy dużo mniej niż te 350 mld zł z poprzedniej perspektywy finansowej. Każdej inwestycji towarzyszył wkład własny, dlatego też bardzo mocno się zadłużyliśmy. Przypomnę, że jak Prawo i Sprawiedliwość oddawało władzę w 2007 r., to polski dług publiczny wynosił około 530 mld zł. Dzisiaj, po 8 latach rządów Platformy i PSL, wynosi około 900 mld, i to po zagarnięciu 150 mld zł. A więc naprawdę jesteśmy zadłużeni na ponad bilion złotych! Pieniądze na wkład własny pożyczaliśmy w bankach, które w zdecydowanej większości są w rękach kapitału zagranicznego. Gdyby skrupulatnie podejść do obliczeń, to okazałoby się, że koszty przyznanych nam 350 mld zł są gigantyczne. Nikt nie mówił Polakom prawdy, że z każdego 1 euro dotacji 80 centów wraca do bogatych krajów jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy i Holandia. Pieniądze te, które nam zostały, wydano w sposób głupi, na niedokończone autostrady, ścieżki rowerowe czy nierentowne baseny. Hitem stał się program Kapitał Ludzki, który pochłonął prawie 49 mld zł, a właściwie nic nam nie dał. Bardzo dyskusyjne jest stwierdzenie, że są to pieniądze prorozwojowe, bo w dużej mierze nie można ich wykorzystywać komercyjnie. To jest problem szpitali czy szkół, które nie mogą np. udostępniać swojej infrastruktury komercyjnie. Program przyznawania unijnych dotacji jest tak skonstruowany, żebyśmy nie budowali fabryk, które mogą stanowić konkurencję dla naszych zachodnich sąsiadów (podkr. - JRN) (…) Co bardziej przerażające, większość dużych kontraktów inwestycyjnych przypadła zagranicznym firmom. I tak w wyniku budowy autostrad nie zarabiał polski przedsiębiorca, a głównie niemiecki. Wiele razy media opisywały sytuację polskich podwykonawców, którzy zostawali bez pieniędzy. Unijne dotacje wiążą się przy tym z dużą ilością ograniczeń. Blokują przy tym dofinansowanie państwowe tych branż przemysłu, które są dla nas niezbędne. Tego nie da się odczytywać inaczej niż jako wymuszanie określonej polityki gospodarczej. Przykłady? Pakiet klimatyczny czy pakt fiskalny. Oba dokumenty nałożyły na nas nowe obowiązki i zmusiły do konkretnych wydatków. Od 100 do 200 mld zł będzie nas kosztować realizacja pakietu klimatycznego. Nasz bilans unijny nie jest lukrowany, jak to do tej pory było przedstawiane" (por. „Nasz Dziennik”  z 16 marca 2016).

Na oszustwa unijnych urzędników w związku z dotacjami zwracano uwagę również w innych krajach. Prezydent Czech Vaclav Klaus pisał w tekście: „Narody Europy muszą zrzucić gorset Brukseli”: Często jednak piewcy wspaniałości UE zapominają dodać, że do budżetu tej instytucji wpłacamy wiele miliardów i, żeby je odzyskać w formie dotacji, musimy się jeszcze zadłużyć na kolejne miliardy”. Klaus zwracał uwagę, że w pewnym momencie straty przewyższały zyski (por. www.kresy.pl › Publicystyka › Opinie 10.05.2012).

Prof. Krzysztof Rybiński: „Niszczymy Polskę… rękami naszych własnych urzędników”

Jeden z czołowych ekonomistów polskich, b. wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, dr hab. Krzysztof Rybiński w 2013 r. bardzo ostro skrytykował sposób wydawania środków unijnych w Polsce, pisząc m.in.: „Niestety badania prowadzone przez wielu naukowców pokazują, że mechanizmy wydawania środków unijnych, które zbudowaliśmy w Polsce w znacznej części powodują potężne straty dla gospodarki, jeśli chodzi o zdolność do jej rozwoju w dłuższym okresie. Możemy to pokazać np. na jednym z kluczowych obszarów, który decyduje o wzroście gospodarczym, czyli na innowacyjności (…) Jeżeli porównamy początek perspektywy finansowej, czyli rok 2006 z jej końcem, czyli rokiem 2012, to zobaczymy wyraźnie, że w tym czasie innowacyjność w Polsce dramatycznie spadła. W 2006 roku innowacyjnych było 23 procent firm przemysłowych, teraz ten wskaźnik spadł do 17 procent. W globalnym rankingu innowacyjności Światowego Forum Ekonomicznego, w 2007 roku Polska była na 44 miejscu, obecnie spadła na 63 miejsce. Można więc powiedzieć, że w tym kluczowym dla Polski obszarze, czyli w innowacyjności, mijająca perspektywa finansowa doprowadziła do zniszczenia polskiej innowacyjności. Jeżeli taka jest ocena wpływu środków europejskich na innowacyjność w polskiej gospodarce, i te mechanizmy dystrybucji środków się nie zmieniają, to ja się bardzo martwię o to co się stanie z polską gospodarką w kolejnej perspektywie finansowej. Jeżeli w podobny sposób będziemy te środki rozdzielać, jeszcze bardziej zniszczymy polską innowacyjność (…) Jest to zatem wina polskiego aparatu urzędniczego, który zbudował taką machinę biurokratyczną, która niszczy polską innowacyjność naszymi własnymi rękami. Można powiedzieć, że to, czego nie zrobili hitlerowcy czy komuniści w przeszłości, sami robimy sobie rękami naszych własnych urzędników. To jest strasznie groźne. Niszczymy Polskę (…) Budujemy w Polsce kulturę klientelizmu (podkr. - JRN ) a nie rozwijamy naszej własnej innowacyjności (…)

Tworzymy sobie model, w którym w supermarketach w Polsce, które są przecież francuskie, niemieckie czy inne, będziemy kupować nowoczesne materiały budowlane, wymyślone przez niemieckich inżynierów, przez niemieckie firmy, a ponieważ polscy inżynierowie, których mamy dużo i są porządnie wykształceni, tutaj nie będą mieli szans, będą wyjeżdżać do Niemiec pracować w niemieckich firmach, żeby kreować produkty, na których zarabiać będą Niemcy poprzez ich sprzedaż w polskich supermarketach. Taki model jest chory, ale my taki model rozwijamy w Polsce (…)

(…) Idea solidarności i wspólnej Europy jako taka przeżywa poważny kryzys i w związku z tym przyszłość wspólnej Europy stoi pod coraz większym znakiem zapytania (podkr. - JRN) (cyt. za: „Prof. Rybiński: środki unijne zabijają polską gospodarkę", rozmowa M. Nykiel z prof. K. Rybińskim www.stefczyk.info/.../prof-rybinski-srodki-unijne-zabijaja-polska-gospo...09.02.2013).

B. Wildstein o antydemokratyczności UE, która stała się „instrumentem nacisku krajów silniejszych”

Znakomity jak zawsze w swej publicystyce, Bronisław Wildstein bardzo ostro skrytykował unijne praktyki działania sprzyjające wyłącznie gospodarkom krajów silniejszych. Pisał: „Unia z zasady jest projektem antydemokratycznym i żaden makijaż tego nie zmieni (podkr. - JRN). Wszystkie przedsięwzięcia, które mają wzmacniać „europejską demokrację” zamiast ją naprawić, maskują wyłącznie jej brak (…) Kryzys dowiódł, że kapitał ma narodowość, nawet wewnątrz Unii (…) Pokazuje to, jakie niebezpieczeństwo niesie redukcja do roli podwykonawców dominujących ekonomicznie partnerów. Konsekwencją tego jest klasyczny system kolonialnego uzależnienia (podkr. - JRN). W wypadku kryzysu, czy choćby dekoniunktury oszczędności będą dokonywane kosztem podwykonawców w krajach biedniejszych. Generalnie zresztą zyski również zasilają korporacyjne centrale. Okazuje się, że i w tej sprawie UE stała się instrumentem nacisku krajów silniejszych (podkr. - JRN ) (…) Ponieważ (…) posady w Unii są zależne od silniejszych- swoją drogą to wręcz groteskowe, że podobno ważne stanowiska w rodzaju przewodniczącego Rady Europejskiej i jej międzynarodowego reprezentanta są obsadzane poza jakimikolwiek formalnymi zasadami – przedstawiciele krajów słabszych, jeśli chcą robić w UE karierę, muszą przede wszystkim zyskać ich sympatię. To znaczy, że w przeciwieństwie do przedstawicieli państw silniejszych przestają reprezentować swoich współobywateli, a zaczynają się stawać klientami dominujących polityków unijnych. Jeśli próbują się zachowywać inaczej, organizowana jest przeciw nim bezpardonowa nagonka na europejską skalę. Doświadczył tego Viktor Orbán już od momentu pierwszego sukcesu wyborczego, podczas gdy jego postkomunistyczni poprzednicy rujnowali i korumpowali Węgry bez jakichkolwiek sprzeciwów ze strony polityków zachodnich. Podobnie wygląda nagonka na rząd PiS w Polsce (…) Unia miała być panaceum na narodowe napięcia w Europie i ograniczyć przewagę regionalnych potęg, zwłaszcza Niemiec, a okazuje się, że doprowadziła do ich dominacji i podporządkowania państw słabszych silniejszym (podkr. - JRN) (por. B. Wildstein: Konieczność odrodzenia Europy, „w Sieci” 18 maja 2015).

Dr hab. Grzegorz Gosse: „To koniec UE, do jakiej wchodziliśmy”

Ze zdecydowaną krytyką obecnego stanu i polityki Unii Europejskiej występował również europeista, związany z PiS-owskim Instytutem Sobieskiego, dr hab. Grzegorz Gosse. M.in. w wywiadzie z września 2015 r. G. Gosse powiedział: „Mam wrażenie, że Unia jest coraz bardziej przygnieciona przez kolejne kryzysy (bo imigranci to jeden z wielu kryzysów). Pod ich wpływem integracja europejska coraz bardziej trzeszczy w szwach (podkr. - JRN). Unia się zmienia, ale nie w taki sposób, żeby lepiej, skuteczniej i bardziej sprawiedliwie rozwiązywać problemy. Zmienia się w sposób coraz mniej korzystny dla krajów najsłabszych i pogrążonych w kłopotach (…) Jeszcze nie mamy końca Unii Europejskiej, ale możemy mówić o końcu UE, do jakiej wchodziliśmy (…) To, w czym się w tej chwili znajdujemy i w czym się znajduje sama Unia, to już zupełnie inny proces integracyjny. Po pierwsze jest on coraz mniej funkcjonalny, bo Unia niezbyt dobrze radzi sobie z rozwiązywaniem kolejnych kłopotów. Po drugie stanowi on (proces integracyjny - JRN) coraz większe ryzyko dla państw najsłabszych, dlatego, że coraz częściej ci, którzy mają pieniądze i władzę starają się rozwiązywać problemy na cudzy koszt. Przesuwając problemy do państw, które mają mniejsze możliwości ich rozwiązywania i które są mniej zasobne gospodarczo” (podkr. - JRN) (por. rozmowa J. Jałowiczora z dr. hab. G. Gosse dla Frondy.pl 16 września 2015).

Red. K. Grzybowska: „Unią Europejską rządzą tchórze…”

Jeden z najbardziej przenikliwych i demaskatorskich zarazem szkiców o UE opublikowała niedawno red. Krystyna Grzybowska, należąca do najlepszych w Polsce znawców problematyki międzynarodowej, przez lata polska korespondentka w RFN. W publikowanym na łamach „w Sieci” z 29 marca 2016 r. tekście: „Nadchodzi czas Polski i upadku jej wrogów” red. Grzybowska pisała: „(…) Unią Europejską rządzą tchórze i zdrajcy ideałów, które przyświecały naszej kulturze od dwóch tysięcy lat. To ludzie przypadkowi, których na odpowiedzialne stanowiska wyniosły pycha, głupota i żądza władzy, czyli cechy charakterystyczne dla lewactwa, które zawładnęło umysłami większości Europejczyków”. Pisząc o „deficycie demokracji” w UE, red. Grzybowska akcentuje, że liczni eurodeputowani zwracają uwagę na „brak przejrzystości funkcjonowaniu struktur unijnych oraz na ograniczanie kompetencji parlamentów krajowych przez przenoszenie ich uprawnień do UE. Unia Europejska potrzebuje reformy swojej działalności, inaczej się rozpadnie (podkr. - JRN). Społeczeństwa UE coraz boleśniej odczuwają ograniczanie narodowej niezawisłości w dziedzinie przeprowadzania niezbędnych reform i samodzielnego wyboru w stosunkach zarówno handlowych i politycznych”. Red. Grzybowska wskazuje wreszcie na konieczność oderwania się od „układów, które gwarantują bezkarność politycznym nieudacznikom, jakich pełno w instytucjach unijnych i w rządach poszczególnych krajów członkowskich”.

Red. P. Gabryel o dyskryminowaniu mniejszych państw przez najbogatsze państwa UE

Warto przypomnieć tu omawiany już wcześniej na mym blogu świetny artykuł wpływowego publicysty, pierwszego zastępcy naczelnego redaktora tygodnika "Do Rzeczy” Piotra Gabryela: „Anty-Unia Europejska” („Do Rzeczy” z 4 kwietnia 2016). Gabryel pisał wręcz, bez ogródek: „Krótko mówiąc: coraz częściej zyski z istnienia UE są przechwytywane przez najbogatsze państwa UE, natomiast koszty funkcjonowania UE coraz brutalniej dzielone między wszystkich członków Unii (podkr. - JRN). Coraz więcej coraz mniej korzystnych rozwiązań jest w UE biedniejszym państwom po prostu narzucanych: kwoty imigrantów, których muszą przyjąć; niższe środki dla obywateli tych państw (i ich dzieci) pracujących w krajach bogatszych, koszty sprostania przez firmy transportowe z państw biedniejszych takim samym standardom płacowym, jakie obowiązują w krajach, przez które przejeżdżają ich kierowcy (…) krok za krokiem UE przeistacza się w Anty-Unię Europejską”.

Piotr Gabryel akcentował: „Pogłębiający się kryzys sprawia, że dyktując politykę UE kanclerz Niemiec, premier Francji i naczelni biurokraci UE przestali dbać choćby o pozory kolegialności i z coraz większą bezceremonialnością podejmują kluczowe dla UE decyzje nawet bez konsultowania ich z innymi krajami Unii. Coraz jawniej też kpią z interesu mniej liczących się państw UE – dość wspomnieć o wymierzonych w bezpieczeństwo krajów Europy Środkowej, w tym Polski, gazociągach Nord Stream 1 i 2, budowanych – bez skrupułów, ręka w rękę z Rosją – przez Niemców i ich akolitów w UE (…) Czy w obliczu tych smutnych zdarzeń wciąż jest myślozbrodnią postawienie pytania o granicę opłacalności przynależności Polski do tej zastępującej UE, Anty-Unii Europejskiej? (podkr. - JRN) (…)”.

Prof. Jan Zielonka z Oxfordu: „UE jest w stadium Breżniewa”

Niedawno z bardzo krytycznymi ocenami na temat przyszłości Unii Europejskiej wystąpił profesor Jan Zielonka z Oxfordu. Mówiąc o sytuacji UE, prof. Zielonka stwierdził: „(…) Powiedziałbym, że (UE - JRN) jest w stadium Breżniewa, jeśli miałbym się odwoływać do analogii sowieckiej. Był za czasów komunizmu zresztą taki kawał. Jechał Stalin, Chruszczow i Breżniew. Pociąg stanął. Stalin rozkazał: „Rozstrzelać maszynistę”. Rozstrzelali biednego maszynistę, ale pociąg nie ruszył. Chruszczow rozkazał: „Zrehabilitować maszynistę”. Zrehabilitowali go, ale pociąg nie ruszył. Breżniew rozkazał: „Zasłonić okna i ogłosić, że pociąg jedzie dalej”. Dokładnie tak jest. Widać to szczególnie po aroganckim zachowaniu europejskich liderów po wyborach do Parlamentu Europejskiego, przy których frekwencja wyborcza była zatrważająco niska. Zachowują się bowiem tak, jak gdyby nic się nie stało (…) Unia Europejska może przerodzić się w swego rodzaju atrapę. Chociaż nikt formalnie jej nie rozwiąże, to będzie coraz bardziej zmarginalizowana (podkr. - JRN) bez wpływu na to, co się dzieje w Europie (por. wywiad M. Chudolińskiego z prof. J. Zielonką: Koniec Unii Europejskiej? "Nieformalne układy biorą górę. Może stać się atrapą bez wpływów". (por.weekend.gazeta.pl/.../1,152121,18043081).

Ryszard Bugaj apelował o większą powściągliwość w spełnianiu życzeń UE

Ciekawe, że również znany lewicowy ekonomista profesor Ryszard Bugaj apelował 7 listopada 2015 r. do PiS-u: „Chciałbym, abyśmy byli bardziej powściągliwi, jeśli chodzi o życzenia Unii Europejskiej, co oczywiście wymaga ostrożności”. Warto dodać, że prof. Bugaj w przeszłości niejednokrotnie zwracał uwagę na deficyt demokracji w UE przy nasileniu brukselskiej biurokracji (por. m.in. tekst R. Bugaja: „Więcej Unii oznacza mniej demokracji” w „Dzienniku.pl” z 16 maja 2012 i wywiad R. Bugaja: Europa dwóch prędkości może się opłacić, udzielony "Rzeczpospolitej” z 13 października 2014).

M. Marusik: „Unia jest pasożytem”

W lutym tego roku podczas konferencji grupy politycznej Europa Narodów i Wolności prezes KNP i wiceszef Europy Narodów Michał Marusik niezwykle ostro określił aktualną rolę Unii Europejskiej. W swym przemówieniu Marusik powiedział „Unia Europejska jest jak pasożyt. W naturze jest tak, że żaden organizm nie jest zaprojektowany na samobójstwo. Każdy organizm walczy o życie. Do ostatniego tchnienia. Również taki organizm jak Unia Europejska rozrasta się, rozbudowuje i chce żyć. Chce żyć, tak jak chce żyć jemioła na topoli – pasożytuje, nie zdając sobie sprawy z tego, że pasożytuje, i jemioła nie wie, że topola za chwilę padnie i ta jemioła też. Tak jak pchły na psie też chcą żyć, pasożytując na tym psie. Unia również chce żyć, ale to wcale nie znaczy, że my jej na to musimy pozwolić, bo to jest pasożyt” (cyt. za: T. Cukiernik: Unia jest pasożytem, „Najwyższy Czas" 27 lutego 2016).

2) Antynarodowa i antychrześcijańska ideologia dzisiejszej Unii Europejskiej

Na temat szkód wyrządzanych przez obecną lewacką ideologię UE wartościom chrześcijańskich i patriotyzmowi istnieje aż nadto wiele świadectw szokujących swą wymową. Ze względu na długość tego artykułu ograniczę się do jakże ważkich wypowiedzi na ten temat ze strony dwóch czołowych intelektualistów polskich: Bronisława Wildsteina i prof. Ryszarda Legutko.

B. Wildstein: Akceptacja obecnej Unii Europejskiej, to „recepta na upadek cywilizacji europejskiej, jaką znamy”

Szczególnie wnikliwy obraz upadku obecnej Unii Europejskiej znajdujemy w obszernym szkicu Bronisława Wildsteina: Konieczność odrodzenia Europy, („w Sieci” 18 maja 2015). Pisze on wprost, bez ogródek: „Akceptacja w obecnym kształcie UE to recepta na upadek cywilizacji europejskiej, jaką znamy”. Według Wildsteina: „Pod hasłami „wzmocnienia ochrony praw człowieka i swobód obywatelskich”, co zostało zapisane już w Maastricht, konstruuje się nową ideologię, która ma całościowo przekształcić cywilizację europejską. „Wzmocnienie” owych praw faktycznie prowadzi do podważenia ich fundamentu. Kolejne generacje nowych uprawnień tworzą przywileje dla kreowanych bez końca „mniejszości”, które odbierają większości możliwość kształtowania zbiorowego życia zgodnie ze swoimi przekonaniami oraz tradycjami i uderzają w ich podstawowe instytucje. W ten sposób jest podważana spoistość narodu i pogłębiane są drążące go konflikty (…) Pod hasłem „praw reprodukcyjnych” ukrywa się aborcja na życzenie. Prawa dla homoseksualistów oznaczają destrukcję małżeństwa (…) „Wzmacnianie” praw imigrantów i mniejszości etnicznych grozi tożsamości państw. "Neutralność światopoglądowa i religijna" staje się wojującym ateizmem czy raczej antychrześcijaństwem, redukuje prawa chrześcijan i niszczy fundament europejskiej cywilizacji” (podkr. - JRN) (por. B. Wildstein: Konieczność odrodzenia Europy”, „w Sieci” 18 maja 2015).

Prof. R. Legutko: „Ideologia unijna to barbarzyństwo”

Jeden z czołowych współczesnych intelektualistów polskich, europoseł prof. Ryszard Legutko stwierdził w „Do Rzeczy” z 17 lutego 2016: „Z punktu widzenia kultury europejskiej, która trwa od ponad 2,5 tys. lat i która jest wyznaczana przez dziedzictwo chrześcijańskie oraz antyczne, ta dzisiejsza ideologia unijna może być postrzegana jako barbarzyństwo”. Powodami tego są – według Legutki - kiepska i zideologizowana edukacja obecnych eurokratów. Jak akcentował Legutko: „Jedyna epoka, na którą się powołują, to oświecenie, czyli czasy dużego myślowego zdogmatyzowania, gdzie nawet największy głupek uważał się za oświeconego, jeśli tylko krytykował chrześcijaństwo i walczył z dorobkiem przeszłości”. Prof. Legutko stwierdził również, że w odróżnieniu od katolickich polityków - założycieli UE „jej obecni liderzy odwołują się do lewackiej rewolucji seksualnej 1968 roku” (za: http://kontrrewolucja.net/wiadomosci/prof-legutko-ideologia-unijna-barbarzynstw).

Przeważająca część społeczeństwa nie ma pojęcia o powyższych krytycznych publikacjach o UE, bo na ogół ukazywały się one poza głównymi mainstreamowymi mediami. Stąd utrzymujące się u tak wielu Polaków poczucie błogostanu Unii. Czołowi rządzący politycy, w tym szefowie resortów gospodarczych rządu Pani Szydło, na pewno wiedzą o tych publikacjach, lecz dziwnie jakoś nie wyciągają z nich wniosków i nie zabierają głosu na podobne drażliwe, czy niewygodne dla nich tematy. Wyjątkiem są liczne wystąpienia prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego o eksploatowaniu Polaków, o czym szerzej napiszę w następnym odcinku.

Dobrze byłoby, żeby czołowi politycy PiS-u, w tym przede wszystkim ministrowie z resortów gospodarczych, poszli śladem premier B. Szydło i zaczęli konkretnie mówić o tym, jak bardzo za naciskami luminarzy Unii Europejskiej na Polskę tkwią „pieniądze”, czyli chęć ratowania tak im miłego procederu ogrywania i eksploatowania Polski. Otwarta mowa na ten temat bardzo pomogłaby w uświadomieniu większości narodu na temat całej prawdy o naszych stosunkach z UE. Obaliłoby to wciąż pokutujący mit o dobrej cioci z Brukseli i krnąbrnych Polakach z PiS-u, tak chętnie rozgrywany dziś przez antynarodową opozycję.

Czas na przeprowadzenie dokładnego rządowego bilansu dziesięciolecia Polski w Unii Europejskiej

Jakie wnioski nasuwają się z przedstawionych powyżej ocen, które wyszły spod piór wybitnych postaci polskiego życia publicznego? Najważniejszym wnioskiem jest chyba to, że istnieje ogromna potrzeba jak najszybszego podjęcia przez rząd PiS-u prac nad przeprowadzeniem gruntownego, nie kłamanego, bilansu dziesięciu lat obecności Polski w UE, pełnego obrazu zysków i strat. Powinno się także sięgnąć wstecz do okresu od 1989 r. do 2004 r., gdy UE całkowicie złamała wobec Polski swoje zobowiązania w sprawie tempa otwierania rynków, prowadząc do asymetrii w stosunkach gospodarczych kosztem Polski. Przypomnijmy choćby to, co akcentował wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa – to, iż w latach 1990-1999 eksport polskich produktów rolnych do UE wzrósł tylko o jedną piątą, podczas, gdy eksport UE do Polski zwiększył się o ok. 600% (por. J. R. Nowak: „Polska a Unia Europejska. 44 pytania, Warszawa 2003, s. 11). Na próżno już w 1993 r. ostrzegał nas jeden z najsłynniejszych myślicieli świata profesor Karl Popper, stwierdzając: „W dziedzinie rolnictwa możecie być potentatem w skali kontynentu. Jak na Europę jesteście przecież sporym rynkiem. I wszystko jest w porządku, dopóki jesteście rynkiem zbytu, wtedy was bardzo chwalą. Gorzej jest, gdy chcecie grać rolę rynku wytwórców. W tym wypadku ustawia się przed wami bariery”. Wywiad z prof. C. Popperem ukazał się we "Wprost” z 8 sierpnia 1993 r. pod jakże wymownym tytułem: „Kłopoty z bękartem. Na rozkaz brukselskich biurokratów dusicie się własnymi rękoma”. (podkr. - JRN). Jakże przydałoby się jak najszybsze zwołanie – w odpowiedzi na rezolucję UE atakującą Polskę – nadzwyczajnej sesji Sejmu, poświęconej rzeczowej analizie wielu lat naszej „współpracy” z UE. Obawiam się, że jednak do tego nie dojdzie, bo jak komentował świeżo Max Kolonko w dniu 18 kwietnia 2016 r.: „Nasza polityka zagraniczna jest defensywna, a nie asertywna” (podkr. - JRN). Taka debata wymownie pokazałaby, że stosunki gospodarcze Polski z Unią, to faktycznie gra z szulerem!

PS. Znów uraczyłem czytelników dość długim tekstem. Musiałem jednak to zrobić, by zebrać w jednej całości zbyt dużą ilość opinii o UE, świadomie przemilczanych lub słabo nagłośnionych, w tzw. mainstreamowych mediach.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/04/wybitni-naukowcy-i-publicysci-krytykuja.html

adamzyzmanAdam Zyzman

Po blisko rocznej przerwie, 12 kwietnia 2016 roku, wznowiono w Krakowie proces Karola Tendery, byłego więźnia Auschwitz i Birkenau, przeciwko niemieckiej telewizji publicznej ZDF za użycie w zapowiedzi programu, sformułowania o „polskich obozach koncentracyjnych”. A ponieważ proces nie został jeszcze zakończony (ogłoszenie wyroku przewidziano na 25 kwietnia tego roku), można współczuć sędzi Justynie Sieklickiej-Pawlak, która będzie musiała rozstrzygnąć nie tylko prosty dylemat czy prawo zostało złamane, czy nie, ale jaką doktrynę prawną tu zastosować. – Czy jest to proces starego człowieka, który widząc bezradność i nieskuteczność swojego państwa postanowił wystąpić z indywidualnym procesem przeciwko jednej instytucji niemieckiej, ale tak prawdę mówiąc przeciwko wszystkim Niemcom, którzy przyjęli koncepcję tworzenia nowej historiozofii o okresie II wojny światowej, w której starają się wybielić kosztem Polaków, czy też jest to pojedynczy akt protestu indywidualnie skrzywdzonego w czasie II wojny światowej, przeciwko instytucji, która nieopatrznie użyła sformułowania, które naruszyło jego poczucie sprawiedliwości i godności osobistej? – Tak rozbieżnie bowiem starali się przedstawić sądowi tę sprawę pełnomocnicy obu stron, czyli mec. Szymona Topę, z kancelarii Lecha Obary, który jako jedyny podejmuje się takich spraw w polskich sądach i adwokaci z kancelarii NRG LEGAL, reprezentujący publiczną telewizję niemiecką.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA- Powtarzanie takich zwrotów bezcześci moją godność i honor Polaka – twierdził przed sądem pan Karol, ofiara niemieckich oprawców, podkreślając, że do obozu trafił głownie dlatego, że był Polakiem, a wszyscy jego prześladowcy byli Niemcami. – To po wojnie byli funkcjonariusze SS pod przywództwem Reinharda Gehlena, wymyślili i rozpowszechnili pojęcie „polskie obozy”, którego obecnie używają także obywatele innych krajów, jak prezydent USA Barak Obama, czy szef amerykańskiego FBI, który nawet upomniany, uznał, że nie będzie przepraszał Polaków, bo on nadal jest przekonany, że jego wiedza na ten temat jest prawdziwa. Efekt jest taki, że w minionym roku odnotowano 130 (!) przypadków użycia tego sformułowania w różnych mediach i wydawnictwach. A wszystko to w wyniku takich działań instytucji niemieckich, jak właśnie telewizji publicznej ZDF, która z racji swego pochodzenia jest zainteresowana utrwalaniem w przestrzeni publicznej określeń zdejmujących z Niemców odpowiedzialność za tworzenie obozów i  zato, co w nich się działo! Dlatego też w moim pozwie jest także wniosek o sądowe zakazanie używania tego określenia w przyszłości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA- Strona pozwana zrobiła wszystko, co w jej mocy, by naprawić swój błąd. Zaraz po interwencji polskiej ambasady w ciągu kilku godzin poprawiono wpis na stronie internetowej, przesłano przeprosiny powoda, a sam zapowiadany tym tekstem film nie zawierał treści obrażających Polaków – wyliczał Piotr Niezgódka, jeden z obrońców niemieckiej telewizji, podkreślając, że nawet w przeddzień rozprawy umieszczono przeprosiny powoda na jednej ze stron internetowych telewizji (oczywiście nie na tej, na której ukazał się inkryminowany tekst). Polscy adwokaci działający na zlecenie telewizji niemieckiej starali się przekonać  sąd, że nie można przyjąć, że dany wpis daje obraża indywidualnie każdego byłego więźnia obozów koncentracyjnych, bo wówczas każdy z nich miałby prawo występować do sądu o przeprosiny i zadośćuczynienie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzebieg rozprawy nie cieszył się specjalnym zainteresowaniem nawet mediów, do czasu, gdy na Sali rozpraw pojawili się uczestnicy i obserwatorzy innego procesu toczącego się w tym samym czasie w tym samym sądzie, tj. sprawy przeciwko Adamowi Słomce za zbyt energiczne występowanie w obronie godności Polaków, czyli w proteście przeciwko zachowaniu na ziemiach polskich pomników ku chwale „sowieckich wyzwolicieli”. Zaskakujące jest jednak to, że wraz z ta grupa na Sali rozpraw i przed nią pojawili się funkcjonariusze policji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAW tej sytuacji sąd ma do rozstrzygnięcia nie lada dylemat. Bo to nie tylko kwestia powołania się na taki, czy inny paragraf, tą czy inną doktrynę prawną, ale konieczność rozpatrzenia sprawy w kategoriach świadomości historycznej dwóch narodów, ich poczucia winy i godności, skutków społecznych przyzwolenia na oskarżanie narodu polskiego za winy Niemców lub potraktowania takich przypadków na równi z casusem „kłamstwa oświęcimskiego”, który naród żydowski potrafił sobie wywalczyć w międzynarodowej przestrzeni prawnej. Sprawa jest tym bardziej skomplikowana, że strona niemiecka, z właściwą sobie perfidią, wnioskuje nie tylko o oddalenie pozwu, ale także zasądzenie zwrotu kosztów procesu. Czy więc polski sąd nie tylko raz jeszcze poniży byłego więźnia Auschwitz, odrzucając jego wniosek i zniszczy go finansowo każąc mu jednocześnie płacić kilka tysięcy złotych kosztów sądowych, czy też uzna argumentację jego pełnomocnika prawnego, że w sytuacji gdy państwo polskie i jego instytucje od lat są bezradne wobec szkalowania państwa i narodu polskiego, ten jeden obywatel miał prawo i to szczególne prawo, zaskarżyć niemiecką instytucję publiczną i domagać się prawnego zakazu używania terminu „polskie obozy koncentracyjne”?

Reduta Dobrego Imienia wysyła list do 1400 niemieckich dziennikarzy... (i ponad 200 redakcji mediów) list z informacją o prawdziwej sytuacji w Polsce

Szanowni Państwo,
niedawno w polskich mediach pojawiły się informacje na temat konferencji dla niemieckich dziennikarzy jaka odbyła się w niemieckim MSZ. Tematem konferencji był ponoć instruktaż pisania na temat Polski. W związku z tym wysłaliśmy do 1400 niemieckich dziennikarzy i ponad 200 redakcji niemieckich mediów list z informacją na temat rzeczywistej sytuacji w Polsce. Treść listu przewodniego i informacji na temat rzeczywistej sytuacji w Polsce  (w tłumaczeniu na jęz. polski) zamieszczamy poniżej.
Redakcja

rdilogoZ niepokojem obserwujemy toczące się na arenie międzynarodowej dyskusje dotyczące rzekomego zagrożenia demokracji w Polsce pod rządami Prawa i Sprawiedliwości (PiS), zamachu na Trybunał Konstytucyjny (TK), „zawłaszczania państwa”. Niektóre media upowszechniają opinie o „przyjmowaniu putinowskich standardów w życiu publicznym”. Te pogłoski nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a przyczyniają się do budowania negatywnego obrazu Polski, o czym wielokrotnie już informowaliśmy międzynarodową opinię publiczną.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich oraz zdecydowane zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych, a także sukces wyborczy ruchu społecznego Kukiz15, stały się wyrazem oczekiwania Polaków na daleko idące reformy państwa. Utrzymujące się nadal w sondażach wysokie poparcie dla PiS, a nawet jego wzrost, potwierdza, że większość społeczeństwa akceptuje dokonujące się w Polsce zmiany i obdarza rządzących zaufaniem. Poprzednio rządząca partia, Platforma Obywatelska (PO), do dziś nie może pogodzić się z werdyktem wyborców. Przez lata w kraju postępował proces, który można określić jako oligarchizacja państwa. Doprowadził on do sytuacji, w której pod szyldem instytucji demokratycznych i zasad demokracji różne grupy interesów podejmowały istotne dla funkcjonowania kraju decyzje. To właśnie obawa przed utratą przez te grupy uprzywilejowanej pozycji w mediach, gospodarce i administracji państwowej jest obecnie prawdziwą przyczyną antyrządowych protestów w Polsce. Nie mają one nic wspólnego z rzekomym zagrożeniem demokracji. Jest to sztuczne podsycanie emocji, bez wskazywania konstruktywnych rozwiązań.

Działania podejmowane przez aktualne władze, wybrane w demokratycznych, uznanych przez niezależnych obserwatorów wyborach, służą temu, by m.in. sądy i media lepiej odzwierciedlały wolę wyborców. To także przywracanie systemu wartości spójnego z naszą tradycją i tożsamością kulturową. Wolność i demokracja są dla nas wartościami nadrzędnymi.

Zasadnicza dyskusja polityczna toczy się aktualnie wokół Trybunału Konstytucyjnego (TK) - chodzi o kwestie związane z wyborem i zaprzysiężeniem członków TK oraz dokonywane zmiany ustawowe.

Swoisty zamach na niezależność Trybunału dokonał się, gdy w czerwcu 2015 roku, tuż przed końcem kadencji Sejmu, wobec groźby porażki w zbliżających się wyborach parlamentarnych, poprzedni obóz rządowy przygotował i uchwalił ustawę o TK (tzw. ustawa czerwcowa). W tworzeniu „ustawy czerwcowej” aktywny udział brało dwóch sędziów TK, z prezesem TK na czele. Tym samym złamane zostało prawo - Art.178 pt.3 Konstytucji, brzmi: „Sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.

Na mocy tej właśnie ustawy, przegłosowanej w ówczesnym parlamencie głosami posłów PO, PSL i SLD, powołano nowych członków TK jeszcze przed końcem kadencji ich poprzedników (!). Wybór sędziów, którego powinien dokonać dopiero następny parlament, był działaniem niezgodnym z Konstytucją (co potwierdził w niedawnym orzeczeniu sam TK) i stanowił swoisty zamach na mechanizm gwarantujący pluralizm Trybunału, stojący u podstaw jego niezależności.

Sytuacja, jaka powstała na skutek powyższych działań ówczesnych władz RP, postawiła przed prezydentem Andrzejem Dudą i nowym parlamentem wymóg znalezienia rozwiązań mających na celu przywrócenie faktycznej ochrony ładu konstytucyjnego. Polskie władze zwróciły się o opinię w tej sprawie do Komisji Weneckiej jako organu doradczego Rady Europy. W pierwszej połowie marca Komisja przyjęła opinię na temat sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce i wydała stosowne zalecenia. Obóz rządzący aktualnie je realizuje.

Wiceszef Komisji Europejskiej, Frans Timmermans, w czasie swojej wizyty w Polsce, 5 kwietnia br., zwrócił uwagę na fakt, iż dzisiaj wszystkie strony konfliktu podkreślają gotowość do dialogu i poszukiwania rozwiązań. Również Sekretarz Generalny Rady Europy Thorbjoern Jagland w miniony poniedziałek, 4 kwietnia, spotkał się w sprawie TK z prezydentem Andrzejem Dudą, premier Beatą Szydło, marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim, ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą, wicepremierem i ministrem kultury Piotrem Glińskim oraz szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim. W jego ocenie problem TK powinien zostać rozwiązany w polskim parlamencie.

Pytany przez dziennikarzy o rolę opozycji w poszukiwaniu kompromisu i wskazywaną przez większość parlamentarną odpowiedzialność PO, która to partia, mając większość w poprzednim parlamencie, przeforsowała swoich kandydatów na sędziów TK, Jagland powiedział, że odpowiedzialność poprzedniej większości parlamentarnej stwierdził TK w swoim wyroku. Uznał, że wybór dwóch sędziów dokonany przez Sejm poprzedniej kadencji był niekonstytucyjny. Przypomniał, że w opinii Komisji Weneckiej trzech sędziów TK wskazanych przez poprzedni parlament zostało wybranych w sposób prawomocny.

Stosownie do zaleceń Komisji Weneckiej, już w zeszły czwartek, 31 marca, z inicjatywy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, doszło do spotkania liderów ośmiu partii. Rozpoczął się polityczny dialog. Jednocześnie ruszyły prace zespołu ekspertów powołanych przez marszałka Sejmu. Ma on przeanalizować sytuację wokół TK i opinię Komisji Weneckiej. Jarosław Kaczyński po spotkaniu zapowiedział, że Sejm podejmie prace nad nową ustawą o TK, co stanowi rozwiązanie kompromisowe i przychylenie się do wniosków Komisji Weneckiej.

Osiągnięcie konsensusu wymaga czasu i spokoju. Podsycanie niezdrowych emocji czy wywieranie nacisku w żadnym wypadku temu nie służy. A Polska pokazała już w swojej najnowszej historii, że potrafi osiągać porozumienia ponad podziałami.

„Polska stoi w obliczu wewnętrznych zmagań, ale także zmian w regionie i świecie. Myślę, że wszyscy jesteśmy przekonani, że Polska dojdzie do właściwego rezultatu - myślę o naszych wspólnych wartościach; rządach prawa, szacunku dla demokracji, demokracji przedstawicielskiej” – powiedział w czasie wizyty w Polsce przedstawiciel Kongresu USA David Cicilline, demokrata z Rhode Island.

Trwające 8 lat rządy koalicji Platformy Obywatelskiej (PO) i Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) można najkrócej podsumować stwierdzeniem, że rządzący traktowali państwo (jego instytucje i zasoby) oraz pieniądze podatników jako swoją prywatną własność. Polityka ośmiu lat ostatniego rządu przyniosła poważne konsekwencje społeczne i ekonomiczne. Przy rosnącym PKB i rosnących średnich dochodach, malał popyt wewnętrzny i wpływy budżetowe z podatku VAT, a rosło zadłużenie gospodarstw domowych i zwiększała się sfera ubóstwa. Obrazu dopełnia fakt, iż rządząca koalicja odrzucała, bez względu na liczbę zebranych podpisów, społeczne wnioski referendalne i społeczne projekty ustaw. Ignorowała wnioski płynące z konsultacji społecznych przy rządowych projektach ustaw. To właśnie było jawne zaprzeczanie zasadom demokracji.

Jako kraj przestrzegający prawa i standardów powszechnie uznawanych w kręgu cywilizacji europejskiej, nie możemy w milczeniu przyjmować informacji nieprawdziwych czy tzw. półprawd, które wprowadzają w błąd międzynarodową opinię i szkodzą dobremu imieniu Polski i Polaków.

Przewidywalność i stabilność naszego kraju ma szczególne znaczenie wobec zagrożeń, z jakimi obecnie zmaga się Unia Europejska. To również niezwykle ważny aspekt w kontekście zbliżających się wydarzeń w Polsce – szczytu NATO i Światowych Dni Młodzieży.

patrianostraWe czwartek apelacja w głośnym procesie w sprawie użycia zwrotu "polskie obozy zagłady" w niemieckim "Die Welt".

We czwartek sąd II instancji (SA w Warszawie, gmach SN przy placu Krasińskich, g. 9:00, s I.) zbada apelację Zbigniewa Osewskiego w głośnym procesie cywilnym przeciw wobec wydawcy "Die Welt" za użycie zwrotu "polski obóz".

Sąd I instancji oddalił pozew, uznając ten zwrot za nieprawdziwy. Pomimo to sąd uznał zwrot za nieodnoszący się wprost do powoda. „Przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie będziemy wnosić o zmianę wyroku sądu okręgowego i uwzględnienie pozwu” twierdzi mec. Szymon Topa z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy”, członek stowarzyszenia Patria Nostra, którego zadaniem jest poszerzenie spektrum działań interwencyjnych strony polskiej, przede wszystkim o kierowane na szeroką skalę pozwów przeciw nierzetelnym wydawcom.

Pozew dotyczy naruszenia dóbr osobistych Zbigniewa Osewskiego, poprzez opublikowanie dnia 24 listopada 2008 r. w gazecie „Die Welt” artykułu pt. „Asafs Reise um Die Welt” („Podróż Asafa dookoła świata”), w którym użyto sformułowań „polnische Konzentrationslager Majdanek” („polski obóz koncentracyjny Majdanek”). W ocenie wnoszącego pozew artykuł narusza takie dobra osobiste jak: „tożsamość narodowa”, „godność narodowa” czy „poszanowanie prawdy o historii narodu polskiego”,

Co znamienne, pomimo wytoczenia przeciwko Axel Springer pozwu za naruszenie dóbr osobistych sformułowaniem „polskie obozy koncentracyjne”- „Die Welt” nie zaprzestała publikować artykułów sugerujący „polskość” obozów koncentracyjnych. Pojawiły się one po raz drugi w tekście „Die Kinder von Paris” z dnia 12 lutego 2011r., w którym sugerowano, że Żydowskie dzieci wywożono z Paryża do Polskich obozów zagłady, a także po raz trzeci – w tekście z dnia 17 lutego 2013 r., dotyczącym recenzji filmu o buncie w „polskim obozie zagłady” w Sobiborze.

Początkowo Zbigniew Osewski domagał się zasądzenia od niemieckiego wydawnictwa pięciuset tysięcy złotych wraz z ustawowymi odsetkami przeznaczonymi na wskazany cel społeczny, tj. na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. Marii Konopnickiej w Świnoujściu. Jednakże po pojawieniu się kolejnych artykułów o „polskich obozach zagłady” Pan Osewski postanowił zmienić pierwotne żądanie pozwu i wniesiono o zasądzenie od pozwanej Spółki zadośćuczynienia w kwocie 1 000 000 zł wraz z ustawowymi odsetkami na rzecz Stowarzyszenia na rzecz Osób Niepełnosprawnych w Sejnach. Jednocześnie Pan Zbigniew Osewski domaga się od AxelSpringer AG  opublikowania w dzienniku „Rzeczpospolita” i w „Gazecie Wyborczej” oraz w audycji Wiadomości kanału TVP na własny koszt przeprosin w związku z opublikowaniem artykułów zawierających rażące określenia fałszujące historie a także prawdziwą genezę oraz sprawstwo powstania obozów koncentracyjnych oraz ich role.

W wyniku interwencji Kazimierza Ujazdowskiego do procesu przystąpiła Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

W marcu 2015 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił pozew. "Sformułowanie to może i powinno budzić sprzeciw i oburzenie każdej osoby znającej historię, zwłaszcza Polaków" – stwierdziła w uzasadnieniu sędzia SO Eliza Kurkowska.

Według sądu tożsamość i godność narodowa oraz prawo do poszanowania prawdy historycznej mogą być dobrami osobistymi w myśl prawa cywilnego (co kwestionowała strona pozwana). Sędzia dodała zarazem, że nie spełniono tu zasady indywidualizacji naruszenia dóbr osobistych, bo inkryminowany zwrot nie dotyczył bezpośrednio ani powoda, ani jego bliskich. Odnosił się zaś do "nieoznaczonej grupy adresatów", a w takim przypadku do uznania roszczenia nie wystarczy sama przynależność do danej grupy - uznał sąd.

Sąd nie odrzucił pozwu - jak chciała strona pozwana- bo uznał jurysdykcję polskiego sądu w takiej sprawie. Skoro tekst był dostępny w internecie, to miejscem ewentualnego naruszenia dóbr może być i Polska - uznał SO.

W apelacji strona powodowa wniosła o zmianę wyroku SO i uwzględnienie pozwu. "Kluczową kwestią jest, że skoro sąd uznał, że członkowie rodzin byłych więźniów III Rzeszy mogą się poczuć dotknięci tymi zwrotami, to należy uznać że mają oni roszczenie o naruszenie dóbr osobistych" – twierdzi mec. Topa. Dodał, że "zasady indywidualizacji nie stoją temu naprzeciw, bo to tylko kwestia ustalenia obiektywnych kryteriów, które pozwalają tym osobom mieć uzasadnione poczucie krzywdy". Podkreślił, że SA jest władny dokonać odpowiedniej wykładni, zgodnie z wnioskami apelacji - co byłoby precedensowe.

Informacje o "polskich Obozach", mimo oficjalnych protestów i tysięcy not dyplomatycznych, publikowane są na łamach zagranicznych mediów regularnie. Dotychczasowe działania strony polskiej, choć niewątpliwie cenne i potrzebne, nie przynoszą oczekiwanegoskutku

Warto tu podkreślić, że w trzech procesach wytoczonych przez Stowarzyszenie Patria Nostra w imieniu pokrzywdzonych, pomimo oddalenia pozwów w dwóch z nich Stowarzyszenie odniosło pewne sukcesy, czyniąc postęp w kształtowaniu pozytywnego orzecznictwa dla dochodzenia roszczeń odszkodowawczych od niemieckich redakcji.

Mianowicie, przekonało ono polskie sądy o ich kompetencji do rozpatrywania tego rodzaju spraw, pomimo, iż stroną pozwaną są niemieckie podmioty. Wszystkie sądy w Polsce dotychczas rozpatrujące sprawę uznały swoją jurysdykcję i konsekwentnie ją podtrzymują. Ponadto, Sąd Okręgowy w Warszawie w sprawie przeciwko Die Welt, a także Sąd Okręgowy w Olsztynie i Sąd Okręgowy w Białymstoku w sprawie przeciwko wydawcy FOCUS Online, uznały zgodnie z postulatami, że takie wartości jak „tożsamość narodowa” i „godność narodowa” stanowią dobra osobiste w rozumieniu art. 23 k.c. Potwierdziły również stanowisko Stowarzyszenia, że określenia typu „polski obóz zagłady” czy „polski obóz koncentracyjny”, odnoszące się do byłych niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady zlokalizowanych na okupowanych w okresie II Wojny Światowej terenach Polski, nie są prawdziwe, fałszują historię Polski i mogą w efekcie budzić słuszne oburzenie, w szczególności u byłych więźniów tych obozów i ich rodzin.

Co istotne, Sąd Apelacyjny w Białymstoku w wyroku z dnia 30 września 2015r. (I ACa 403/15), od którego wniesiono skargę kasacyjną do SN, stwierdził, iż użycie nieprawdziwego określenia o „polskich obozach” może naruszać dobra osobiste więźniów obozów zagłady (lub ich bliskich) w razie łączności ich z Narodem Polskim (wystąpienie tej przesłanki wymagałoby wykazania) w postaci prawdy o historii Narodu Polskiego. Jednakże wprowadza zastrzeżenie, że chodzi tu jedynie o więźniów tych obozów, o których akurat jest mowa w danej publikacji zawierającej takie określenie. Wtedy, zdaniem Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, wystąpiłby, pozwalający zastosować przepis art. 24 k.c., łącznik indywidualizujący w postaci bycia więźniem niemieckiego obozu zagłady, poczucia przynależności do Narodu Polskiego i obrazy dumy narodowej przez wskazanie, że obóz, w którym ta osoba przebywała był polskim obozem zagłady, w domyśle zorganizowanym przez Naród Polski.

To stanowisko Sądu Apelacyjnego w Białymstoku jest o tyle znaczące, że w sprawie Pana Karola Tendery (byłego więźnia obozu w Auschwitz), przeciwko niemieckiej telewizji ZDF, zawisłej przed krakowskim sądem właśnie z taką sytuacja mamy do czynienia. Przychylenie się zatem przez Sąd Okręgowy w Krakowie do powyższego stanowiska Sądu Apelacyjnego w Białymstoku powiększa szansę uzyskania korzystnego wyroku przeciwko niemieckiej telewizji ZDF. Kolejny termin rozprawy przed Sądem Okręgowym został wyznaczony na dzień 12 kwietnia 2016r.  W drodze zaś skargi kasacyjnej od w/wspomnianego wyroku pragniemy przekonać Sąd Najwyższy, iż krąg osób uprawnionych do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych jest szerszy i obejmuje wszystkich byłych więźniów obozów zagłady, niezależnie od tego, o którym w danej publikacji jest mowa.

Lech Obara, radca prawny, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra

wpolityceplZespół wPolityce.pl / lap / TVP Info / PAP

Były brudne, zaniedbane, doświadczały przemocy - mówi pani Aneta, matka 4-letniej Julki i 7-letniej Viktorii, o sytuacji córek umieszczonych przez hanowerski Jugendamt w rodzinie zastępczej. Rodzice postanowili porwać własne dzieci, a teraz walczą o to, by je zatrzymać. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro na antenie TVP Info zadeklarował pomoc rodzinie.

Pojechaliśmy do Niemiec i wszystko było dobrze, dopóki nie rozpoczęliśmy współpracy z asystentem z Jugendamtu. Doszło do konfliktu pomiędzy nim a mężem. Asystent przychodził do nas w celu integrowania, pomocy. W końcu zaczął ingerować w nasze intymne, prywatne sprawy — opowiada matka.

Zakończenie współpracy z urzędnikiem skończyło się dla rodziców odebraniem córek. Dziewczynki trafiły do niemieckiej rodziny zastępczej, gdzie miały być zaniedbane, a także molestowane seksualnie.

Rodzice dziewczynek, którzy widząc, co się dzieje, zdecydowali się uprowadzić dzieci i przywieźć je do Polski. Złożyli doniesienie w tej sprawie do Prokuratury Rejonowej w Bytomiu. Obawiają się jednak, że urzędnicy Jugendamtu niespodziewanie przyjadą i znów odbiorą im dzieci.

20160212zzMinister sprawiedliwości zapowiedział, że nie będzie obojętny na dramat polskiej rodziny (fot. FreeImages/Adrian Grycuk/CC BY-S.A. 3.0pl).

Ministerstwo wystąpi z wnioskiem wspierającym rodziców do strony niemieckiej o to, by ten niemiecki z kolei wniosek został cofnięty. Będzie to jasne stanowisko poparte wywiadem środowiskowym i innymi informacjami pokazującymi, że te dzieci mają dobrą opiekę na terenie Polski i nie ma potrzeby, żeby niemiecka instytucja taki wniosek podtrzymywała — mówił na antenie TVP Info.

Ziobro dodał też, że powołał zespół, który ma opracować zmiany w polskim prawie dające większą możliwość ingerencji ze strony polskich organów w podobne przypadki, których szczególnie w Niemczech jest bardzo dużo.

Zdaniem ministra złamanie niemieckiego prawa przez Kowalskich, którzy uprowadzili dzieci z rodziny zastępczej - w świetle prawa legalnie się nimi opiekującej, jest co najmniej równoważone przez międzynarodowe konwencje, które stawiają dobro dziecko na pierwszym miejscu.

Dochodzi też jeszcze jedna przesłanka złożona przez rodziców, a poparta przez dzieci, których zeznania zostały uznane za wiarogodne co do tego, że mogło dojść do działań wobec nich o charakterze seksualnych nadużyć – podkreślił Ziobro.

Tekst i ilustracja za: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/281337-dramat-dzieci-zabranych-polskiej-rodzinie-przez-jugendamt-rodzice-porwali-wlasne-corki-teraz-boja-sie-powrotu-niemieckich-urzednikow-minister-ziobro-deklaruje-pomoc

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

30 stycznia 2016 roku "Małopolscy Patrioci" zorganizowali pikietę przed konsulatem Niemiec w Krakowie. Jej celem było zaprotestowanie przeciw wtrącaniu się Unii Europejskiej w wewnętrzne sprawy Polski."Ręce precz od Polski, od naszej wolności..." powiedział w swoim wystąpieniu Adrian Handzel - organizator pikiety.


• https://www.youtube.com/watch?v=Lq7_J-Sskds

Antoni Kiełpiński (Gniezno)

Dzień dobry, dziwią się Państwo, że obozy koncentracyjne są nazywane polskimi obozami śmierci? Ja nie. A dlaczego?

W Polsce panuje oczywiście inna atmosfera w tym temacie. Wszystko za sprawą tych,co pracują w IPN i zwą się historykami z dr i prof. pisząc sobie przy nazwisku, co dla mnie znaczy odpowiednio (...) profanat historii, historii politycznie poprawnej. Dlaczego tak?

Otóż urodziłem się w obozie, tak to miejsce nazywają Niemcy, pracy przymusowej Gemeinschaftslager "Brachmeierei" usytuowanym na terenie III Rzeszy w mieście Dessau, około 70 km na północ od Lipska. Przebywałem w tym obozie wraz z matką prawie 2 lata, na co przedstawiłem dokumenty przysłane przez niemiecki urząd w Arlosen - akt urodzenia i dokument potwierdzający pobyt w Gemeinschaetslager. Kiedy zacząłem starania o uprawnienia kombatanckie jakie mi się należą, o czym poinformował mnie prezes jednego z kół w Gnieźnie, napisałem do Warszawy, gdzie poinformowano mnie o przyjęciu wniosku który czeka tylko na podpis prezesa. Wstrzymywał się ze złożeniem autografu ponieważ czekał na opinię tych z IPN, zwących się historykami. I co się okazało. Nie prowadząc żadnych badań o tym obozie, wydali następującą opinię:

Obozy tego typu, to osiedla mieszkaniowe wybudowane celem zakwaterowania pracowników ze wschodu przyjmowanych w systemie wolnonajemnym. Wszystko to zgodnie z poleceniem ministra propagandy w rządzie Hitlera, Josepha Goebbelsa. Pracownicy tego osiedla po skończonej pracy dysponowali czasem dowolnie. Mogli iść do kina, parku, poszusować na nartach czy wykąpać się w jeziorze. Podpisała niejaka Wardyńska z dr przed nazwiskiem. Dr hab. Kurtyka potwierdził to w oświadczeniu jakie mi przysłał po moim odwołaniu.

Oczywiście odmówiono mi przyznanie uprawnień. A jak to z tym przyznawaniem jest to zapewne są Państwo doskonale zorientowani. Z tym można się zgodzić? Mamy pretensje do tych co nazywają obozy koncentracyjne polskimi? Takimi samymi (...) są zatrudnieni w IPN. Macie Państwo okazję poznać urodzonego w obozie. Jak to się stało, że przeżyłem nie wiem. Ale mogę sobie wyobrazić ile determinacji matka i inni musieli wykazać, abym mógł przeżyć i dowiedzieć się że mieszkałem na osiedlu mieszkaniowym, ponieważ matka wyjechała sobie na saksy w celach zarobkowych. Takie coś można usłyszeć więc nie tylko w innych krajach. Taki jest polski punkt widzenia. Nie oczekuję pomocy, bo jestem zbyt maluczki.

wpolityceplZespół wPolityce.pl / bzm / PAP

Dwie kilkuletnie dziewczynki, odebrane polskiemu małżeństwu przez hanowerski urząd ds. dzieci i młodzieży (Jugendamt), a następnie przekazane niemieckiej rodzinie zastępczej były przez rodziców zastępczych molestowane seksualnie - podają pełnomocnicy pokrzywdzonych.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Bytomiu. Doniesienie złożyli rodzice dziewczynek, którzy widząc, co się dzieje, zdecydowali się uprowadzić dzieci i przywieźć je do Polski.

Postępowanie w tej sprawie jest prowadzone pod kątem art. 200 par. 1 - powiedział we wtorek szef bytomskiej prokuratury Daniel Hetmańczyk. Przepis ten mówi o doprowadzaniu dzieci do obcowania płciowego lub poddania się innej czynności seksualnej. Ostatnio dziewczynki były przesłuchiwane przez bytomski sąd.

Właściwie wszystkie czynności, które w tym śledztwie można było wykonać na miejscu, zostały już wykonane. Będziemy zastanawiać się, co dalej. Najbardziej prawdopodobne wydaje się przekazanie sprawy stronie niemieckiej, by kontynuowała to postępowanie – powiedział prokurator.

Jak poinformowali przedstawiciele Komitetu Obrony Rodziny, działającego przy polsko-niemieckiej kancelarii adwokackiej Markusa Matuschczyka, Aneta i Jacek K. - rodzice 4-letniej Julii i 7-letniej Viktorii - mieszkali wraz z córkami w Hanowerze od czerwca 2009 roku. Wszyscy są obywatelami polskimi.

W listopadzie 2013 r. Jugendamt - zdaniem pełnomocników „bezpodstawnie, w sposób skandaliczny i bezwzględny” - odebrał rodzicom dziewczynki. Podejmując taką decyzję urząd uzasadniał ją troską o dobro dzieci. Julia i Viktoria trafiły do niemieckiej rodziny zastępczej.

20160127wpJak relacjonują pełnomocnicy polskiej rodziny, matka podczas spotkań z córeczkami zauważyła u nich ślady przemocy - siniaki i skaleczenia. Dzieci były też ogólnie zaniedbane i zachowywały się dziwnie, jakby podawano im leki. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia i higieny dzieci oraz brak reakcji na kierowane skargi, rodzice zdecydowali się uprowadzić dzieci i przywieźć z Niemiec do Polski, dokąd przybyli w styczniu 2015 roku (fot. Freeimages.com/zdjęcie ilustracyjne).

Według pełnomocników, córki po wydobyciu ich z rodziny zastępczej były w „katastrofalnym” stanie emocjonalnym i fizycznym.

Były roztrzęsione, zaniedbane, brudne i wygłodzone. Obydwie córki były bardzo nerwowe, obgryzały paznokcie. Julia przez dwa tygodnie nie była w stanie utrzymać moczu podczas snu, spała nerwowo przytulała się bez przerwy do matki – wyliczała Małgorzata Łaszek z Komitetu Obrony Rodziny.

Po pewnym czasie dziewczynki coraz bardziej szczegółowo zaczęły opisywać sytuacje, które przeżyły podczas pobytu w rodzinie zastępczej. Z tych opowieści wynika, że wielokrotnie padły ofiarą molestowania i przemocy seksualnej, przedstawiano im także treści pornograficzne.

Po powrocie do Polski rodzice zdecydowali się zwrócić o pomoc do poradni psychologicznej w Katowicach. Ze wstępnej opinii psychologicznej wynika, że relacje dziewczynek są wiarygodne. Dziewczynki potwierdziły opowiedziane wcześniej wydarzenia kilkanaście dni temu - podczas przesłuchania przed Sądem Rejonowym w Bytomiu, w obecności biegłego psychologa. To kolejna sprawa związana z decyzją Jugendamtów, którą zajmuje się mec. Markus Matuschczyk. Adwokat reprezentował polskich rodziców, którzy podczas pobytu w Niemczech zostali pozbawieni praw rodzicielskich, ale mimo to samowolnie z tamtejszego domu dziecka zabrali dwóch swoich kilkuletnich synów i wrócili do kraju. Hanowerski Jugendamt zażądał powrotu dzieci do Niemiec, jednak w 2012 r. bytomski sąd odrzucił ten wniosek.

Jugendamty powstały w latach 20. XX wieku jako instytucja opiekująca się trudną młodzieżą, zdeprawowaną w wyniku wojny. Po dojściu do władzy w 1933 roku naziści włączyli sieć tych placówek do swojego systemu wychowawczego. Obecnie działalność urzędów do spraw młodzieży znajduje się w gestii niemieckich krajów związkowych (landów). W przypadkach zaniedbania dzieci przez opiekunów lub znęcania się nad nimi, co nierzadko kończy się śmiercią nieletnich, Jugendamty krytykowane są za opieszałość i brak zdecydowania; z drugiej strony zarzuca się im ingerowanie w życie rodzin i naruszanie prywatności.

Tekst i ilustracja za: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/279505-koszmar-dziewczynek-ktore-jugendamt-zabral-polakom-byly-molestowane-przez-niemieckich-rodzicow-zastepczych

janszczepankiewiczJan Szczepankiewicz

Kraków, 15 stycznia 2016 r.

Niemcy po raz trzeci w przeciągu stu lat aspirują do roli europejskiego hegemona i znów stają się w swoich ambicjach niebezpieczni.

Naród zdawałoby się kulturalny, niezmiennie próbuje realizować swe interesy w sposób nieuczciwy, a pozór czynnego żalu za zbrodnie ojców z miejsca potrafi przekuć w teutońską pychę i polityczną agresję.

Warto zauważyć, że o ile w samej RFN zachowywane są demokratyczne normy, to w relacjach sąsiedzkich, czy wspólnotowych bezczelny dyktat zastępuje partnerstwo, a prawa narodów do wypowiadania się choćby w kwestiach traktatowych, bywają brutalnie gwałcone. Dzieje się tak w imię przeforsowania zapisów premiujących niemiecką gospodarkę i utrwalających polityczną przewagę Berlina we władzach Unii.

Przyjazne gesty opłacaliśmy zbyt długo przyjmując tragiczne dla Polski warunki unijnej akcesji, ratyfikując z gruntu niesprawiedliwy Traktat z Lizbony, czy pozwalając latami na transfer wielu procent naszego PKB głównie koncernom niemieckim.

Kiedy z mandatu wyborcy władze RP zapowiedziały rewizję niekorzystnych rozwiązań, spotkaliśmy się z miejsca z chamską nagonką niemieckich polityków oraz atakiem ze strony instytucji przez nich zdominowanych. Na polską demokrację, na narodową walutę, na reputację finansową, na prawo do obecności naszych artystów w „europejskich” mediach…

Recydywa stronnictw działających na rzecz sąsiednich państw, która niejednokrotnie sprowadzała na Rzeczpospolitą istną hekatombę, musi zostać przerwana. W polskiej polityce nie może być miejsca na lobby, czyniące z dużego europejskiego kraju o imponujących dziejach oraz znaczącym potencjale, pozór cywilizacyjnego beneficjenta. Działające w Polsce media nie powinny nam wciskać niczym nie uzasadnionego kompleksu ubogich krewnych.

Geopolityczne nieszczęście sprawiło, że sąsiadujemy z państwami, które dopuszczały się największych zbrodni w historii całej ludzkości. Liczonych w dziesiątkach milionów eksterminacji, trwających wieki grabieży, ideologicznych gwałtów na cywilizacji.

Polacy nie mogą z dumą powtarzać, że po ćwierćwieczu wolności nadal są „wzorem przemian” postkomunistycznych, czy „prymusem” w niemieckiej szkole „wartości europejskich”, bo to nie oni prokurowali sobie historyczne nieszczęścia, bo to nie oni niszczą europejską cywilizację w dniu dzisiejszym.

Zmowa XVIII wiecznych rozbiorów, układ Ribbentrop - Mołotow, odrażająca zdrada sojuszników z września 1939, czy z Jałty, powaliłyby na ziemię każdy, najlepiej nawet rządzony naród.

Samotnie stawiając czoła systemów totalitarnych oraz posiadając czwartą liczebnie aliancką armię II wojny światowej, zostaliśmy poświęceni przez Zachód, nie otrzymując nawet wojennych odszkodowań za zrujnowany kraj. Nie mamy za co być wdzięczni, możemy co najwyżej przyjmować wyrazy skruchy.

Współczesne Niemcy lecząc zbrodniczy nazizm nowoczesnymi trendami, narzucają sobie i innym kaganiec lewackiej poprawności tylko do czasu, gdy sytuacja nie zaczyna wymykać im się spod kontroli.

Nikt nie ma wątpliwości, że politycy niemieccy przebrani w „komisaryczne” garniturki, bronią w istocie nie jakkolwiek nawet definiowanych „europejskich wartości”, czy „demokracji”, której w Unii nigdy nie było, lecz imperialnych interesów Berlina.

Nie tak dawno przecież media bez zażenowania nazywały Kanclerz Merkel „Prezydentem Europy”, a dziś eurodeputowany z ramienia SPD, Przewodniczący PE Schulz twierdzi, że jako Niemiec ma prawo wtrącać się w polskie wewnętrzne sprawy i kierować pod naszym adresem groźby.

W tej sytuacji będziemy musieli przeprowadzić rewizje wszystkich dyskryminujących nas traktatów, wznowić dyskusję nad formułą integracji kontynentalnej, zasadami naszego członkowstwa w socjalistycznej Unii, statusem mniejszości narodowych, nowymi przypadkami germanizacji polskich dzieci.

Dzisiaj to my, Polacy, uosabiamy autentyczne wartości, jakie budowały cywilizację Europy i nie musimy importować ani lewicowego zepsucia, ani powielać samobójczych zapędów, ani też płacić za fałszywą przychylności, która historycznie przeważnie się nie sprawdzała w momentach próby.

Tylko polityka narodowa, której zewnętrzną formułą będzie Europa Wolnych Ojczyzn, pozwalająca na suwerenny byt integrowanych państw, może dobrze służyć zachowaniu budujących wspólnot naturalnych.

Nie wolno niszczyć tożsamości uosabianych przez wartości rodzinne, religijne i narodowe, gdyż żadne kordony, ni płoty nie ochronią chorej Europy przed barbarzyńcami, których wabi dziś trupi odór wielkiej kiedyś cywilizacji.

wpolityceplZnamy "ekonomiczne" powody powyborczej paniki w Berlinie. Według Global Financial Integrity za granicę wycieka aż 5 procent polskiego PKB, a najwięcej kradną... niemieckie koncerny

slawomirsieradzkiSławomir Sieradzki

W analizie Global Financial Integrity – międzynarodowej organizacji, prowadzącej badania na temat nielegalnych przepływów finansowych znajduje się odpowiedź skąd taka wściekłość niemieckich mediów i pogróżki pod adresem nowych władz. Wstrząsająca lektura!

Global Financial Integrity obliczył, że przez ostatnie lata koncerny naszego zachodniego sąsiada „wyssały” z naszego kraju 30 miliardów dolarów.

Za granicę trafia aż 5 proc. polskiego PKB, czyli ok. 90 mld zł rocznie. Najwięcej kradną zagraniczne korporacje i niemieckie firmy — czytamy na portalu „gf24.pl”, który powołuje się na szacunki Global Financial Integrity.

Jeśli przyjmiemy, że ok. 65 proc. eksportu-importu Polski jest wytwarzane przez firmy z kapitałem zagranicznym, z czego ok. 50 proc. to firmy niemieckie, można oszacować, że Niemcy nielegalnie wyprowadzają z Polski ok. 30 mld zł rocznie — przytacza szacunki portal „gf24.pl”.

Generalnie Polska znajduje się na 20 miejscu krajów z listy najbardziej nielegalnie wyzyskiwanych na świecie przez zagraniczne koncerny. I jesteśmy jedynym takim krajem z Unii Europejskiej.

Z tabeli opublikowanej na stronie Global Financial Integrity wynika, że poziom wyciągania nielegalnych pieniędzy, wysoki w 2004 r., wyhamowany został w latach 2005-2007, siłą inercji jeszcze spadał, po czym gwałtownie wzrósł, aby ponownie osiągnąć apogeum w 2012 r. (fot. poniżej Sławomir Sieradzki).

najwiecejkradna2

Teraz kilka ważnych - choć przyznajmy szczerze - retorycznych pytań:

Czy dzięki tym suchym liczbom, datom i szacunkom wiemy więcej o przyczynach furii niemieckich mediów po ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych?

Czy rozumiemy teraz dlaczego niemieckie media i niemieccy politycy milczeli, gdy władza Platformy Obywatelskiej i PSL zakładała Polakom rekordowe liczby podsłuchów, niszczyła dziennikarzy i rozbijała redakcje?

Czy już wiemy dlaczego państwu niemieckiemu tak bardzo zależy na utrzymaniu nad Wisłą status quo?

Czy już pojmujemy dlaczego Berlinowi tak bardzo zależy na tym, aby utrzymać obecny stan atrofii państwa polskiego?

Czy zdajemy sobie sprawę, dlaczego Niemcy tak obawiają się repolonizacji mediów?

najwiecejkradna1Gdy już odpowiemy sobie na te pytanie musimy zdać sobie sprawę z bardzo ważnej sprawy. Nasz zachodni sąsiad zrobił sobie z nas swoją półkolonię medialną, tanią montażownię i Bóg wie co jeszcze (fot. wSieci). Jego połajanki pod naszym adresem są więc z jego punktu widzenia dość zrozumiałe - dlaczego ma mieć szacunek do swoich XXI-wiecznych „Irokezów”, wobec których odczuwa (tradycyjną) wyższość cywilizacyjną? To od nas zależy, czy pozwolimy mu tak traktować nasz kraj. Nikt nas w tym nie wyręczy.

Za: http://wpolityce.pl/polityka/276556-znamy-ekonomiczne-powody-powyborczej-paniki-w-berlinie-wedlug-global-financial-integrity-za-granice-wycieka-az-5-procent-polskiego-pkb-a-najwiecej-kradna-niemieckie-koncerny

adamzyzmanAdam Zyzman

Nie ma szczęścia niemiecka placówka dyplomatyczna w popularyzacji swego kraju w Krakowie! – Dwa lata temu wymyślono zaproszenie Krakowian na obchody rocznicy bitwy pod Lipskiem, które powieszono… kilkaset metrów od grobu księcia Józefa Poniatowskiego, który w tej właśnie bitwie zginął, a z nim pogrzebane zostały nadzieje Polaków na niepodległość. Tym razem na Placu Szczepańskim ustawiono ogromne plansze zapraszające do odwiedzenia zachodniego sąsiada, który, jak zapewnia na planszach Federalne Ministerstwo Gospodarki i Energii oraz Bundestag RFN, jest krajem… przyjaznym.

Trzeba albo wyjątkowej hipokryzji, albo typowo niemieckiej subtelności, by zapewniać o przyjaźni, podczas, gdy czołowi niemieccy politycy obrażają Polskę i Polaków twierdząc, że działania demokratycznie wybranego rządu w Polsce, to… zamach stanu! Trzeba praktyki niejakiego doktora J. Goebelsa, by wmawiać Polakom pustosłowie o przyjaźni, podczas, gdy niemieckie gazety wypisują brednie o polskim faszyzmie demokratycznie wybranego rządu i tym samym kształtując opinię publiczną Niemiec i Europy przeciwko naszemu krajowi! Czy to nie przypomina kampanii propagandowej z 1939 r. o zagrożonej mniejszości niemieckiej w Polsce? Czytając doniesienia niemieckich gazet na temat sytuacji w Polsce można oczekiwać, że lada tydzień Niemcy i pozostałe kraje Europy dowiedzą się o tym, że polskie bojówki rządzącej partii zaatakowały przygraniczną stację Deutsche Welle! I to ma być to przyjazne naszemu krajowi i naszym obywatelom państwo?

W tej sytuacji należy publicznie postawić pytanie, czy taka kłamliwa propaganda powinna znajdować się w przestrzeni publicznej naszego kraju i naszego miasta w obliczu wrogich zachowań ze polityków i mediów niemieckich? Jeśli zezwolił na jej umieszczenie prezydent miasta nie zdając sobie sprawy z tego, jaka antypolska nagonka medialna wybuchnie za kilka dni za naszą zachodnią granica, to sądzę, że nowy wojewoda ma takie prerogatywy, by poprosić władze miejskie o zmianę tej decyzji! Jeśli nie! Warto, by Krakowianie spokojnie poprosili swe władze w formie manifestacji lub co najmniej pikiety, o uwzględnienie opinii społecznej naszego miasta.

A swoją drogą czas najwyższy ograniczyć bezczelność jednego z prominentnych polityków niemieckich, Martina Schulza, który kilka lat temu wsławił się udzielaniem podobnych upomnień ówczesnemu prezydentowi Czech, Vaclavowi Klausowi. Niestety, prezydent Klaus zapomniał przypomnieć mu, co Czesi zrobili z niemieckimi wysłannikami, gdy ci w 1618 roku przyjechali podobnie pouczać ich, jak mają postępować w swoim własnym kraju. Może więc ktoś przypomni mi, czy moglibyśmy wskazać temu panu coś równie atrakcyjnego z naszej wspólnej historii, poza „Idź złoto do złota” przed bitwą na Psim Polu lub mieczami grunwaldzkimi?

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Można byłoby pójść o zakład, że znany polakożerca, Jan Tomasz Gross takiej okazji nie przepuści. Okazją zaś jest zdecydowana niechęć Polaków – wbrew chwiejnej postawie rządu PO – do przyjmowania muzułmańskich uchodźców. Pod dyktando Brukseli i Berlina, a zwłaszcza pana Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu europejskiego, który parę dni temu zagroził użyciem siły wszystkim krajom, które oponują przeciwko przyjmowaniu nie tyle uchodźców, co imigrantów, poszukujących łatwego chleba. Ale wiatry wieją i kursy się zmieniają. Niemcy i Austriacy mają już niekontrolowanego napływu uchodźców dość – i wbrew traktatowi z Schengen zamykają swoje granice. Multikulti Angeli Merkel poniosło totalna klapę. Jan T. Gross - może tego nie zauważył. Albo – co bardziej prawdopodobne – uznał, że aby napaść i szkalować Polaków – każda okazja jest dobra. Bo każda wpisuje się idealnie w niemiecką politykę historyczną spod znaku osławionego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Nieprzypadkowo więc nasz autor, któremu międzynarodową sławę przyniosło li-tylko szkalowanie Polaków ( „Sąsiedzi”, „Strach”) ze swoimi rewelacjami udał się do hamburskiego „Die Welt”. Oświadczył tam m.in., że Polacy charakteryzują się wobec problemu uchodźców taką samą postawą, jaką ze swoim chronicznym antysemityzmem, wykazali się podczas II wojny, światowej wobec Żydów. Co więcej - ośmielił się wyrazić, że właśnie podczas tej wojny Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców!!! Wypowiedział te skandaliczne, obelżywe, tchnące nienawiścią słowa w gazecie niemieckiej, gazecie narodu sprawców i oprawców II wojny wobec narodu, który ma 1/3 drzewek w jerozolimskim Yad Vashem. Wobec narodu, do którego się przyznawał, ziemi na której się urodził do r. 1968, zanim k o m u n i s t y c z n a antysemicka czystka nie spowodowała, że Polskę opuścił. Jeszcze i potem opublikował wraz żoną, już na emigracji, książkę o polskiej martyrologii „W czterdziestym nas, matko, na Sybir wywieźli”. Pewnie jeszcze wówczas czuł się Polakiem. Dopóki nie zorientował się, że to niepopularne, a zwłaszcza niezyskowne. Wtedy rozpoczął z wielkimi sukcesami, najpierw w Ameryce, potem i gdzie indziej swoją antypolską kampanię. Ten facet robi czysty biznes na holokauście. Inaczej niż ci, których opisał w słynnej w (w Polsce kompletnie nie nagłośnionej książce „Holocaust Industry”, amerykański uczony, Żyd z pochodzenia, Norman Finkelstein). On nie współdziała z tymi, którzy wyłudzają odszkodowania, szkaluje Polskę i Polaków, grając obecnie w „lidze niemieckiej”, wcześniej w amerykańskiej - różnych poszukiwaczy odszkodowań w potężnych organizacjach. Oraz wpływowych mediach i wydawnictwach.

I to się zapewne nigdy nie zmieni. Ale może i musi się zmienić nasza, Polaków postawa wobec podobnych oszczerstw. Pisanie protestów to mało, masę tuszu komputerowego spłynęło już w protestach przeciwko sformułowaniu „polskie obozy koncentracyjne” w światowych mediach, z rezultatem mizernym, jeśli nie zerowym. Tu trzeba użyć prawa i stawiać przed sądem. Mister Jan T. Gross za ostatni wyczyn zdecydowanie powinien stanąć przed sądem. I zostać obłożony, już pozasądowo – zakazem wjazdu do Polski, uznany za persona non grata. Zaawansowana wścieklizna jest nieuleczalna, ale, żeby chory na nią nie kąsał – trzeba go izolować.

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Szanowni Państwo,

dowiedziałem się przed chwilą, że gazeta wychodząca pod tytułem "Dziennik Polski", urządza sobie naszym kosztem zabawę. Proponuje abyście Państwo płacili za głosy na kandydatów i jednocześnie zbiera Państwa dane. Oto teksty ze strony gazety:

1) Aby zagłosować, wyślij SMS o treści: SEJM13.16 na numer 72355 (koszt 2,46 zł z VAT).

2) Wyłącznie w celu zapewnienia rzetelności głosowania w plebiscytach zapisujemy i odczytujemy dane eksploatacyjne wskazane w Polityce Prywatności, również po opuszczeniu przez Ciebie strony plebiscytu. Głosując w plebiscycie zgadzasz się na zapisanie powyższych danych i przetwarzanie ich w wyżej opisany sposób.

oonpolskapresseMało tego, opisana wyżej gazeta należy do Polska Press Grupa, a ta z kolei do wchodzi w skład międzynarodowego koncernu Verlagsgruppe Passau i jest wydawcą dzienników regionalnych:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Polska_Press

Kolejną informację znajdą Państwo tutaj, już w języku oryginału:
https://de.wikipedia.org/wiki/Passauer_Neue_Presse#Verlagsgruppe_Passau

I stąd moja gorąca prośba do PT. Wyborców, moich sympatyków:

Wystarczy, że 25 października 2015 roku będziecie Państwo o mnie pamiętali 😉 O tym, że na liście do Sejmu, liście Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość mam 16 numer.

Warto być Polakiem, warto by POLSKOŚĆ trwała!

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

Z okazji 76-tej rocznicy napaści faszystowskich Niemiec i bolszewickiej Rosji na Polskę, w Kościele Mariackim w Krakowie odprawiona została Msza Święta w intencji wszystkich Ofiar, wymordowanych przez niemieckich i rosyjskich okupantów. Następnie, uczestnicy uroczystości przeszli ul. Grodzką pod Krzyż Narodowej Pamięci, zwany także Krzyżem Katyńskim, gdzie odbył się wiec patriotyczny.


• https://www.youtube.com/watch?v=MtNGnzvr55w

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Demokracja jest dzisiaj li tylko mediokracją. A media w większości znajdują się w rękach lewactwa różnej maści, czyli fanatycznych grup dla których wspólnoty rodzinne i wspólnoty narodowe stanowią największego ideologicznego przeciwnika.

Świat społeczny jest jednak światem realnym i mamy obowiązek bronić go tak samo jak mamy obowiązek bronić zdrowego rozsądku, złotego środka czy naturalnego porządku świata.

Dlatego ponawiam raz jeszcze apel do rządzących w Polsce. Nasze pieniądze wpłacane na konto Brukseli muszą zostać przeznaczone na repatriację Polaków do Polski. I niech to będzie 2.000 osób, niech to będzie 12.000 osób… Jeśli dla nich będą mieszkania i praca i perspektywy na przyszłość wówczas zostaniemy dojrzałym państwem w dojrzałej do rozsądku Europie.

Przykład mężczyzny, który nie pomaga własnej żonie i dzieciom bo „musi” pomóc czyjejś żonie i czyimś dzieciom nie jest przykładem budującym. A dlaczego „musi”? Bo mu Niemcy, Bruksela, „solidarność europejska” kazała, no i w telewizji zobaczył…

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Na naszych oczach kończy się właśnie hipokryzja projektu pod tytułem „Wspólnota Europejska”, z podtytułem: „Jak to my – Niemcy, za pomocą tubylczych namiestników i wykupionych mediów, znów podbijamy Europę Środkowo-Wschodnią”.

Likwidacja przemysłu, miejsc pracy, a nawet życiowych szans dla młodych spowodowała nie tylko odpływ młodzieży do Niemiec, ale – co ważniejsze – upowszechniła wiedzę o tym niemieckim projekcie w Azji i Afryce. Tam już wiedzą, że „tylko w Niemczech jest dobrobyt, tylko do Niemiec warto jechać, tylko tam nas chcą, tylko tam na nas czekają”.

niemieckiefirmyA skoro tak, skoro postawiono na brak zrównoważonego rozwoju całego obszaru Wspólnot Europejskich zasysając wszystko do berlińskiego centrum już wędrują tam setki tysięcy imigrantów, a za nimi idą kolejne miliony.

Bo każdy projekt musi przewidywać na lata, dziesięciolecia… Widać, że lekcji zakończenia II wojny światowej Niemcy odrobić nie potrafią. A narzucanie swojej woli Europie Środkowo-Wschodniej (il. memy.pl) idzie im, choćby dzięki Węgrom, coraz oporniej. Bracia Węgrzy, dziękujemy!

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Rzeczpospolita Polska udziela pomocy Polakom zamieszkałym za granicą
w zachowaniu ich związków z narodowym dziedzictwem kulturalnym.
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej (art. 6. p. 2)

W piątek, 28 sierpnia 2015 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda z Małżonką Agatą złoży wizytę w Berlinie. W programie wizyty znajdują się dwa punkty, interesujące pod względem mniejszości polskiej w Niemczech. Są to: spotkanie Prezydenta RP i Małżonki z wnuczkami p. Jana Baczewskiego - Elżbietą i Gabrielą w Rangsdorf oraz spotkanie Prezydenta RP i Małżonki z przedstawicielami Polaków w Ambasadzie RP.

janbaczewskiElementy życiorysu p. Jana Baczewskiego podaję za Wikipedią: "Pochodził z wielodzietnej rodziny katolickiej od pokoleń osiadłej na Warmii. Ukończył gimnazjum w Braniewie oraz szkołę rolniczą w Olsztynie. W styczniu 1919 Jan Baczewski (fot. spskgryzliny.pl) kierował polską akcją plebiscytową na Warmii, należał do Warmińskiej Rady Ludowej. Był zwolennikiem ustalenia granic Polski z Niemcami w oparciu o prawa historyczne, czyli przywrócenie granic Polski z czasów przed rozbiorami.

W 1922 założył Związek Polaków w Niemczech. W latach 1922–1928 sprawował mandat posła na sejm Prus, wybrany z listy krajowej organizacji mniejszościowych, a w 1924 był współzałożycielem Związku Mniejszości Narodowych w Niemczech. Od 1929 mieszkał na stałe w Berlinie, w 1934 wycofał się z aktywnego udziału w życiu politycznym w związku z konfliktami w łonie mniejszości polskiej.

spalonydomjb1 września 1939 został przez Niemców aresztowany i zesłany do obozu Sachsenhausen. Zmarł w Gdańsku w 1958 roku. Przez długi czas związany z miejscowością Rangsdorf w Brandenburgii. Jego dom został uznany przez władze niemieckie za pomnik kultury, jednak w sierpniu 2010 spłonął w niewyjaśnionych okolicznościach" (fot. dw.com).

W tym kontekście warto zajrzeć do "Naszego Dziennika" i przeczytać artykuł p. Waldemara Maszewskiego "Komu przeszkadza pamięć o Janie Baczewskim":
http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100810&typ=sw&id=sw11.txt

patrianostraZakneblowani adwokaci i wyuczeni świadkowie albo
NIEM(A)iecka TEMIDA o „polskich obozach”

W dniu 6 sierpnia 2015r. przed Sądem Rejonowym w Moguncji (Mainz) w RFN zostało przesłuchanych w wyniku odezwy Sądu Okręgowego w Krakowie trzech świadków w sprawie Pana Karola Tendery przeciwko niemieckiej telewizji ZDF. Pracownicy ZDF, mieli wyjaśnić jak doszło do pojawienia się na stronie internetowej niemieckiej telewizji określenia „polski obóz zagłady”. Polscy prawnicy zwrócili się do Sądu Okręgowego w Krakowie, aby ponowne przesłuchanie świadków w dniu 31 sierpnia 2015r. nastąpiło jednak przed polskim sądem, chociażby w drodze videokonferencji, dlaczego?

Przebieg przesłuchania wzbudził zdumienie prawników Stowarzyszenia Patria Nostra. Świadkowie mieli przygotowane na piśmie odpowiedzi na pytania, które wcześniej otrzymali od niemieckiego sądu wraz z wezwaniem do stawienia się na przesłuchaniu. Prawnicy Stowarzyszenia nie mogli zadawać pytań dodatkowych obok pytań sformułowanych przez Sąd Okręgowy w Krakowie w odezwie. Co prawda były to pytania przekazane wcześniej przez same strony procesu Sądowi Okręgowemu w Krakowie. Jednakże prawnicy Pana Karola Tendery przejechali na ,,własny koszt’’ ok. 1599 km i stawili się na przesłuchanie właśnie po to, aby mieć możliwość uzupełnienia wcześniej sformułowanego katalogu pytań. Tak to zwykle dzieje się przy przesłuchaniu świadków w drodze pomocy prawnej. Taką też możliwość mieli prawnicy Stowarzyszenia w Berlinie w podobnej sprawie DIE WELT, pozwanego przez Zbigniewa Osewskiego za „polski obóz w Majdanku”. Przesłuchiwany wtedy ówczesny redaktor naczelny tego dziennika Thomas Shmid odpowiadał również na pytania dodatkowe, nie znane mu z wezwania do stawienia się w sądzie.

Byłego więźnia obozu Auschwitz reprezentowali dwaj prawnicy Stowarzyszenia Patria Nostra, radca prawny Lech Obara i radca prawny - dziennikarz Andrzej Dramiński, a także adwokat praktykujący w Niemczech Piotr Duber, który tak skomentował przebieg przesłuchania:

W swojej dotychczasowej praktyce nie spotkałem się z sytuacją, gdzie sąd cywilny uchylił mi pytanie do świadka. Co prawda każdy świadek wzywany jest na określoną okoliczność jednak nie odbywa się to poprzez uprzednie wysłanie świadkowi katalogu pytań. Nawet jeśli świadek zapoznaje się uprzednio z przedmiotem swojego przesłuchania to nie wyklucza to przecież zadawania dodatkowych pytań. Pan sędzia bardziej interpretował dopuszczalność pytań przez pryzmat procedury karnej - jest on na co dzień sędzia karnym i to do spraw nieletnich. Zatem rodzi sie pytanie: Czy na pewno jest to odpowiedni sędzia do tej procedury i dlaczego wyznaczono właśnie jego a nie sędziego cywilnego. Po drugie czy takie formalne podejście to to czego chciał europejski ustawodawca? Na każde  z tych pytań należy odpowiedzieć przecząco.

W dniu 31 sierpnia 2015r. planowane jest kolejne przesłuchanie dwóch pozostałych świadków, i ponowne przesłuchanie świadków zeznających w dniu 6 sierpnia, które według polskich prawników powinno nastąpić przed polskim sądem. Ich zdaniem sąd w Moguncji nie gwarantuje prawidłowego przebiegu przesłuchania świadków pozwalającego na wyczerpujące wyjaśnienie wszystkich okoliczności sprawy. Przesłuchanie w drodze pomocy prawnej utrudnia Karolowi Tenderze realizowanie swoich uprawnień procesowych, w tym uczestniczenie w procesie. Ewentualnie zwrócili się o uzyskanie przez Sąd w Krakowie zeznań tych świadków w drodze tzw. videokonferencji, co dopuszczają polskie i unijne przepisy polskiej procedury. Co znamienne sąd w Moguncji na posiedzeniu w dniu 6 sierpnia potwierdził, iż dysponuje możliwościami technicznymi do przeprowadzenia takiego przesłuchania na odległość, a wręcz zasugerował, iż jest to najlepsze rozwiązanie w związku z istniejącymi pomiędzy pełnomocnikami sporami co do adekwatności pytań do tez dowodowych.

Pan Karol Tendera domaga się od niemieckiej telewizji przeprosin za to, iż w dniu 15 lipca 2013r. na swoim portalu www.zdf.de, informując czytelników o planowanej emisji programu dokumentalnego o tytule pt. „Verschollene Filmschatze. 1945. Die Befreiung der Konzentrationslager”, w opisie tego filmu posłużyła się określeniem „der polnischen Vernichtungslager Majdanek und Auschwitz” (polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz), określając w ten sposób niemieckie obozy zagłady, służące do eksterminacji (masowego zabijania) uwięzionych w nim osób, zlokalizowane w okresie II Wojny Światowej na terenie okupowanej Polski. W jego ocenie publikacja ta narusza jego poczucie przynależności narodowej i godność narodową, które winny być chronione przez prawo na zasadzie przewidzianej dla dóbr osobistych.

Z poważaniem, Lech Obara, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra

patrianostraW czwartek przed Sądem Rejonowym w Moguncji (Mainz) w Niemczech, odbyła się rozprawa o naruszenie dóbr osobistych byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu przez portal niemieckiej telewizji publicznej ZDF, w którym użyto nazwy "polskie obozy koncentracyjne".

Artykuł o wyzwoleniu obozów koncentracyjnych ze zwrotem „polskie obozy zagłady w Majdanku i Auschwitz” ukazał się w lipcu 2013 r. na portalu ZDF, drugiego programu niemieckiej telewizji publicznej. Po interwencji Jacka Biegały, rzecznika prasowego Ambasady RP w Berlinie wyraz „polnische” zamieniono na „niemieckie” (deutsche).

6 sierpnia w wyniku odezwy o pomoc prawną Sądu Okręgowego w Krakowie, zostało przesłuchanych 3 spośród 5 świadków, pracowników ZDF. Ze względu na wiek (94 lata) nie mógł przybyć Karol Tendera, powód w tej sprawie i były więzień Auschwitz. W procesie o naruszenie jego dóbr osobistych reprezentuje go Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy” z Olsztyna. Pierwszy zeznawał Malte Borowiack, 32 letni dziennikarz. Sąd z Krakowa przesłał listę 12 pytań. Po pierwszych o zakres obowiązków świadka, sędzia Woersdoerfer zwrócił się do pełnomocników, czy są pytania dodatkowe.

Jak wyjaśnia Mec. Lech Obara na przesłuchaniu świadków przed Sądem w Berlinie było to możliwe w szerokim zakresie. I obecni na sali: radca prawny Lech Obara, mec. Andrzej Dramiński i niemiecki adwokat Piotr Duber chcieli dowiedzieć się szczegółów, a nie jedynie skrótowych i formalnych odpowiedzi. Najpierw oponował adwokat Piotr Niezgódka z Kancelarii Góralski i Góralska spółka jawna w Warszawie, a sędzia szybko przychylił się do tego stanowiska. Powiedział, że merytorycznie nie zna i nie rozpatruje sprawy, jego zadaniem jest uzyskanie odpowiedzi na pytania, opracować je i przekazać sądowi w Krakowie. Powoływał się na zapisy niemieckiej procedury. Dalej pytany świadek Borowiack odpowiadał skrótowo: „nie” i „nie wiem”. Za to przyznał, że korekta została zrobiona w 20 minut, ale tekst w pierwotnym brzmieniu pozostawał 4 dni na stronie ZDF. Tysiące osób zdążyło go przeczytać.

Drugim świadkiem była Ilona Kachel, pracownik techniczny dokonujący zmian w tekstach na portalu. Odpowiadała ogólnikowo, nawet o zmianie powiedziała „zmieniliśmy ten zapis”, bo takiego zwrotu używają w swoim zespole, zamiast imiennego. Na pytanie polskiej strony „kto dokładnie to zrobił ?” przyznała „ja to zrobiłam”. Od 7 pytania padały zdawkowe „nie”. Podczas wyjaśnień ostatniego świadka Karin Mueller, redaktor funkcyjnej ujawniły się sprzeczności w faktach podawanych przez poprzednich świadków. Red. Borowiack nie przyznał, że tylko on był merytorycznie odpowiedzialny za wprowadzenie zmiany, a świadek Kachel tylko klikała. Po interwencji polskich prawników na te rozbieżności w zeznaniach świadków zwrócił uwagę także niemiecki sędzia. Tylko Pani Mueller wyjaśniła, że takie informacje, jak ten artykuł o wyzwoleniu obozów ZDF, otrzymuje poprzez Deutsche Mailbox. Ogólnie takich informacji jest kilka tysięcy i takich informacji, ani się nie redaguje, ani nie opracowuje. Zamieszcza się je w otrzymanym brzmieniu na portalu ZDF, czyli praktycznie klika się, by przesłać z jednego portalu do drugiego. Ten tekst został przysłany przez francuską agencję ARTE. ZDF współpracuje z nią od kilku lat i cieszy się ona zaufaniem niemieckiej stacji. A na kolejne pytania znowu to zdawkowe: „nie wiem”.

Świadkowie wyraźnie nie mieli zamiaru do niczego się przyznawać, ani do własnej odpowiedzialności i tak wyjaśniać, by powiedzieć jak najmniej. Mueller, jak i poprzednio Kachel powiedziały, że było im „przykro” z powodu tego błędu. Radca prawny Andrzej Dramiński zwrócił uwagę, że wyjaśnienia świadek Mueller w kontekście tego, co mówili poprzedni świadkowie, były niewiarygodne i niespójne. Żadnej refleksji, nawet przed niemieckim sądem. Beznamiętnie, skrótowo i ostrożnie. Na konkretne pytanie, czy po tej wpadce ZDF dokonała zmian, by sprawdzać treść tekstów, jakie ukazują się na ich portalu, padło znowu krótkie „nie”. Czyli znowu określenie „polskie obozy zagłady”, czy „polskie obozy koncentracyjne” może pojawić się w niemieckiej prasie, czy portalach ponownie i w każdej chwili. Co świadkowie też przyznali. Dlatego niemiecki tygodnik „Die Zeit” słusznie pisze, że takich przypadków jest od 110 do 130 rocznie.

Ważniejsze jest jeszcze to, do czego nie przyznali się świadkowie wprost, ale co wynikało z kontekstu. Dopiero po interwencji polskiego urzędnika dokonano zmiany na „niemieckie obozy koncentracyjne”. ZDF nie pytała i nie żądała dokonania zmiany najpierw przez francuską ARTE. Czyli oczywistym jest, że pełną odpowiedzialność za ten rażący błąd i historyczne kłamstwo wzięła na siebie ZDF. Ale sposób beznamiętnego redagowania portalu ZDF budzi i tak najwyższe oburzenie.

Sąd chce przesłuchać pozostałych 2 świadków (nie wiadomo dlaczego się nie stawili) 31 sierpnia.

Mecenas Lech Obara zapowiedział, że zamierza skorzystać z podpowiedzi sądu w Moguncji i wnosić przed Sądem Okręgowym w Krakowie o przesłuchanie w formie video (świadkowie są w Niemczech, a powód i pełnomocnicy w Polsce). Wtedy możliwa jest pełna wymiana zdań i możliwość dotarcia do prawdy. Mógłby w nim wziąć udział najbardziej zainteresowany Karol Tandera, któremu teraz takiej możliwości nie stworzono.

patrianostra6 sierpnia o godz. 14:00 na wniosek Sądu Okręgowego w Krakowie, w Sądzie Rejonowym w Moguncji (Diether von Isenburg StraBe, 55116 Mainz), w ramach pomocy prawnej odbędzie się przesłuchanie świadków w sprawie z powództwa cywilnego Karola Tendery, przeciwko niemieckiej telewizji publicznej ZDF - informuje Stowarzyszenie Patria Nostra z siedzibą w Olsztynie.

Przesłuchiwani będą pracownicy niemieckiej telewizji ZDF - kierownicy odpowiedzialni za redagowanie internetowym portalu telewizji. Są to osoby odpowiedzialne za umieszczenie na nim informacji o "polskich obozach zagłady Auschwitz i Majdanek" Podczas przesłuchania reprezentujący pro publico bono pana Karola Tenderę radca prawny Lech Obara oraz radca prawny Szymon Topa, z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów ,,Lech Obara i Współpracownicy’’ z Olsztyna, będą próbowali dowiedzieć się jak doszło do użycia takiego sformułowania, pomimo powszechnej wiedzy o odpowiedzialności narodu niemieckiego za obozy zagłady.

- W powództwie Karol Tendera domaga się od niemieckiej telewizji przeprosin za to, iż 15 lipca 2013r. na swoim portalu <http://www.zdf.de> , informując czytelników o planowanej emisji programu dokumentalnego o tytule pt. „Verschollene Filmschatze. 1945. Die Befreiung der Konzentrationslager”, w opisie tego filmu posłużyła się określeniem „der polnischen Vernichtungslager Majdanek und Auschwitz” - polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz. Telewizja określiła w ten sposób niemieckie obozy zagłady, służące do eksterminacji, czyli masowego zabijania, uwięzionych w nim osób, zlokalizowane w okresie II Wojny Światowej na terenie okupowanej Polski. W ocenie Karola Tendery publikacja ta narusza jego poczucie przynależności narodowej i godność narodową, które winny być chronione przez prawo na zasadzie przewidzianej dla dóbr osobistych - informuje mecenas Lech Obara, prezes stowarzyszenia Patria Nostra.

Karol Tendera był więziony w obozie Auschwitz, gdzie osobiście doświadczył przemocy niemieckiego okupanta i był świadkiem śmierci wielu dzieci i osób dorosłych różnej narodowości. Mężczyzna już od wielu lat podejmuje działanie w kierunku zachowania w świadomości społecznej pamięci o ofiarach zbrodni popełnionych przez Niemców na narodzie w okresie II Wojny Światowej. Dlatego też napisał książkę pod tytułem „Polacy i Żydzi w KL Auschwitz 1940-1945” ze wspomnieniami z tego okresu życia, która została opublikowana przez Wydawnictwo Jagiellonia SA. Współpracując z Fundacją Pamięci Ofiar Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, uczestniczy w wielu spotkaniach edukacyjnych, przedstawiając ludziom z różnych krajów swoje doświadczenia z okresu II Wojny Światowej i przestrzegając przed zgubnymi skutkami ideologii nazistowskiej.

- W związku z tym Karol Tendera odczuwa ogromny żal i oburzenie, że niemiecka telewizja publiczna, pozwala sobie na powiązywanie narodu polskiego z budową i organizowaniem obozu zagłady w Majdanku i Auschwitz. Godzi to w jego szacunek do tragicznego dziedzictwa narodu polskiego, ukształtowanego przez losy jego i innych obywateli polskich, którzy zginęli w niemieckich obozach koncentracyjnych. Poczucie krzywdy i wzburzenia u powoda jest pogłębione faktem, że nieprawdziwe stwierdzenia o historii narodu polskiego pojawiło się w niemieckim portalu, co do którego trudno przyjmować, że nie ma wiedzy o tym, jak powstały obozy koncentracyjne w Majdanku i Auschwitz - dodaje mecenas Obara.

To właśnie Niemcy prowadzili zawzięty spór na forum UNESCO, aby były obóz zagłady w Auschwitz, jako zabytek wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego, nie był nazywany niemieckim obozem zagłady. Dzisiaj zaś bez oporu posługują się określeniem „polski”, mając świadomość, że jest to dezinformujące i krzywdzące dla Polaków.

Dodatkowych informacji udzielą: dr Janina Luberda Zapaśnik (były więzień KZ Lebrechstdorf): 691-522-649, radca prawny Lech Obara: 601-966-414, radca prawny Szymon Topa: 605-556-167 (są oni pełnomocnikami procesowymi powoda Karola Tendery).

(Od Redakcji): Dziękujemy p. Lechowi Obarze, prezesowi Stowarzyszenia Patria Nostra za umożliwienie publikacji tych arcyważnych informacji.

wpolityceplZespół wPolityce.pl / ansa / PAP

Mówienie, że naród polski w jakikolwiek sposób przyczynił się do Holokaustu jest haniebnym zakłamywaniem historii, z czym nigdy nie możemy się zgodzić – mówił w niedzielę kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda.

Duda odniósł się do przemówienia dyrektora FBI Jamesa Comeya wygłoszonego 15 kwietnia w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, a następnie przedrukowanego w dzienniku „Washington Post” z okazji Dnia Pamięci o Holokauście. Comey mówił w nim, że Holokaust był „najbardziej znaczącym wydarzeniem w historii ludzkości” i zapowiedział, że każdy nowy funkcjonariusz FBI będzie miał obowiązek odwiedzić Muzeum, by zobaczyć, że „dobrzy ludzie pomagali mordować miliony”, podporządkowując się ideologii nazistów.

Tłumaczył, że najbardziej przerażającą lekcją Holokaustu jest to, iż pokazał on, że ludzie są w stanie zrezygnować z indywidualnej moralności i przekonać się do prawie wszystkiego, poddając się władzy grupy.

„W ich mniemaniu mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu, wielu innych miejsc nie zrobili czegoś złego. Przekonali siebie do tego, że uczynili to, co było słuszne, to, co musieli zrobić” — dodał Comey.

Jak zaznaczył Duda, który składając wieniec na terenie b. niemieckiego obozu koncentracyjnego w Krakowie Płaszowie uczcił pamięć uczestników powstania w getcie warszawskim, słowa te padły z ust osoby publicznej, bardzo znanej, poważnego urzędnika Stanów Zjednoczonych. „Żadna niewiedza historyczna, żadna ignorancja nie może usprawiedliwiać haniebnego obrażania innych narodów. Naziści to nie byli ludzie znikąd, to nie byli kosmici, nazistami byli Niemcy” - podkreślił polityk.

Przypomniał, że to naród polski był ciemiężony podczas II wojny światowej.

20150419ad1„Oczekuję i myślę, że wszyscy oczekujemy, że jako Polacy zostaniemy przeproszeni w sposób bardzo wyraźny, zdecydowany i czytelny dla całego świata przez pana Jamesa Comeya. Oczekuję, że będzie w tej sprawie także interwencja ambasadora Stanów Zjednoczonych pana Stephena Mulla, który zna polską historię, i który mam nadzieję dokona odpowiedniej interwencji w Waszyngtonie” — powiedział kandydat na prezydenta (fot. Jan Lorek).

Według niego Polsce jest potrzebna „zdecydowana polityka historyczna pokazująca prawdę o II wojnie światowej, pokazująca prawdę o tym, kto był sprawcą, kto tę wojnę rozpoczął i kto w tym czasie dopuścił się aktów ludobójstwa”. Zapowiedział stworzenie pod auspicjami Prezydenta RP specjalnej komórki prawnej, która będzie wytaczać procesy na całym świecie autorom kłamliwych określeń, takich jak np. „polskie obozy koncentracyjne”.

„Wielokrotnie spotykamy się z przypadkami kłamstw na ten temat na całym świecie i dlatego powinniśmy temu ze wszech miar przeciwdziałać. To określenie jest przykładem tego, w jaki sposób przeinacza się historię i w jaki sposób poniża się i hańbi naród polski” - ocenił Duda. „Mam nadzieję, że kilka wygranych procesów połączonych z potężnymi odszkodowaniami przyczyni się do zakończenia tego typu ohydnych praktyk” — dodał.

Kandydat na prezydenta przypomniał, że Polacy jako naród nie pomagali Niemcom. Zostali przez nich napadnięci, to Niemcy zajęli polskie państwo i na jego terenie zbudowali obozy koncentracyjne, w których mordowali Żydów, a także Polaków i przedstawicieli innych narodów.

Obóz koncentracyjny Płaszów powstawał stopniowo od grudnia 1942 r., kiedy na terenie dwóch cmentarzy żydowskich, znajdujących się na przedmieściach ówczesnego Krakowa, Niemcy założyli obóz pracy przymusowej dla Żydów. W lutym 1943 r. został on przemianowany na obóz pracy także dla osób innych narodowości. Obiekt stale powiększano, z 5 ha rozrósł się do 80 ha.

Samodzielnym obozem koncentracyjnym (wcześniej należał do obozu koncentracyjnego w Majdanku) stał się od kwietnia 1944 r. Jego więźniami byli Polacy, Żydzi, Węgrzy, Cyganie, Włosi, Rumuni i sporadycznie osoby innych narodowości - łącznie więziono tam około 150 tys. osób. Zbliżanie się do Krakowa armii sowieckiej w styczniu 1945 r. zmusiło hitlerowców do likwidacji obozu. Część więźniów wywieziono do innych obozów koncentracyjnych, a resztę zamordowano. Dziś na jego terenie znajdują się dwa cmentarze i pomnik upamiętniający ofiary tego obozu.

Tekst i ilustracja za:
http://wpolityce.pl/polityka/241446-andrzej-duda-o-slowach-szefa-fbi-to-haniebne-zaklamywanie-historii

waclawkujbidafotoWacław Kujbida

W dniu 24 marca, podczas brukselskich obrad Podkomisji do Spraw Bezpieczeństwa i Obrony, na wniosek dwóch Euro-posłów z niemieckiej partii CDU (Chrześcijańskiej Partii Demokratycznej) - Michaela Gahlera oraz Elmara Broka, odebrano głos przybyłemu specjalnie na te obrady z Kanady znanemu i doświadczonemu ekspertowi d/s badania wypadków i katastrof lotniczych, członkowi Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Bezpieczeństwa lotów, dr. Bogdanowi Gajewskiemu.

Dr. Bogdan Gajewski który również należy do Zespołu Niezależnych Ekspertów Parlamentarnej Komisji Sejmu R.P. do sprawy Badania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej, przygotował na posiedzenie tej podkomisji, referat i prezentację p.t. "Przypadek na Lotnisku Wojskowym w Smoleńsku - Ocena Raportu d/s Katastrofy Smoleńskiej". Niestety, już w 5 minucie i 42 sekundzie, poseł niemieckiej CDU Michael Gahler przerwał doktorowi Gajewskiemu, wnosząc o natychmiastowe odebranie mu głosu jako że sprawa ta dotyczy - według słów owego posła - wewnętrznej sprawy Polski. (Cytując - “…nie mogę pozwolić na dalsze kontynuowanie tego wystąpienia…”).

Jak można się było spodziewać, przewodniczący tegoż posiedzenia - również poseł niemieckiej CDU - Elmar Brok, wręcz ostentacyjnie przychylił się do tego wniosku, nawet bez wnioskowania o głosowanie na sali, zezwalając dr. Bogdanowi Gajewskiemu tylko na wygłoszenie krótkiej, jednozdaniowej konkluzji.

Oto jak wygląda wolność słowa w Europejskim Parlamencie oraz solidarność pomiędzy narodami Europy czy też choćby i troska o wspólne interesy, bezpieczeństwo czy wspólne dobro narodów tego kontynentu. Nie warto też chyba analizować “chrześcijańskości” działań obu wymienionych posłów, chrześcijańskiej przecież z nazwy partii.

Niemal w czasie tychże obrad nastąpiła tragiczna katastrofa Eurobusa w Alpach, powodując śmierć ponad 150 osób, głównie niemieckich pasażerów udających się z Dusseldorfu do Barcelony. Daleki jestem od wskazywania tu na jakiekolwiek “znaki" czy “Palec Boży”. Proszę mnie o to nie posądzać. Zwłaszcza, że nawet taka interpretacja uczy - tak samo jak i historia - że nigdy jeszcze prawie nikogo i niczego nie nauczyła. Również przecież nie mógł być jakimkolwiek “znakiem" wypadek lotniczy w Bemowie, w listopadzie 2012, kiedy to lekki motoszybowiec pilotowany zresztą przez jednego z członków ówczesnej Komisji Millera, robił się awaryjnie lądując i ścinając przedtem swoim kruchym skrzydłem potężną, żelbetową latarnię przy ulicy Powstańców Ślaskich, przy autodromie Automobilklubu Polski. Niezależnie od tego, bardzo przecież na czasie, wymownego i swoistego fizycznego eksperymentu i dowodu w materii samolotowych skrzydeł, popularność wiary w to, że kilkakroć potężniejsze skrzydło ponad 55 - tonowej, rozpędzonej do kilkuset metrów na sekundę maszyny może zostać ucięte kilkunastometrowym pniem drzewa, jest nadal powszechna wśród pewnej, nazwijmy to kulturalnie - podgrupy, polskiego społeczeństwa.

Oglądając dzisiaj po raz kolejny, ostentacyjno-cyniczne działania żałosnych przedstawicieli czegoś, co w założeniach miało reprezentować Chrześcijańską Europę, zjednoczoną, demokratyczną i solidarną, po prostu chce się płakać. Dosłownie. I pomyśleć, że kiedyś sam czynnie działałem na rzecz przyłączenia Rzeczypospolitej Polski do tego tworu. Przepraszam. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że jak widać niejeden już Bolek niejednego z nas wyprowadzić umiał w pole. I to w “pole” nie tylko to w znaczeniu krakowskim.

(Od Redakcji): Poniższa linka przeniesie Państwa do angielskiej wersji powyższego tekstu oraz filmu - całości prezentacji referatu dr. inż. Bogdana Gajewskiego w języku angielskim:
https://www.krakowniezalezny.pl/an-arrogant-and-outrageous-violation-of-freedom-of-speech-in-the-european-parliament

waclawkujbidafotoWacław Kujbida

On March 24th, during the Brussels meeting of the Subcommittee on European Security and Defence, the presentation of dr. Bogdan Gajewski – a known Continuing Airworthness Expert and member of the International Society of Air Safety Investigators – was intterrupted and stopped on the request of the two Euro-MP's from the German CDU (Christian Democratic Party) - Michael Gahler and Elmar Brok.

For this meeting Dr. Bogdan Gajewski, a Canadian who also belongs to the Group of Independent Experts of the Polish Parliamentary Investigation Committee of the Smolensk 2010 Crash had prepared a presentation entitled "The case for the Military Airport in Smolensk – an Evaluation on Report of the Smolensk Crash." Unfortunately, as early as 5 minutes, 42 second, the German CDU MEP Michael Gahler interrupted Dr. Gajewski, requesting the immediate withdrawal of his voice as it relates to this issue - in the words of this MP – of Polish internal affairs. (Quote - "... I can not afford to let him to continue to press ahead of the speech ...").

As you might expect, the chairman of that meeting - the German CDU MP - Elmar Brok, also ostentatiously acceded to this request, even without request for a vote on the floor, allowing Dr. Bogdan Gajewski only to deliver a short, single sentence of the conclusion.

Here's how the European Parliament exercises the freedom of speech and solidarity between the peoples and nations of Europe, how they address some concerns for the safety or the common concerns of the peoples of this continent. I don't think it is also worth to analyze "a Christianity" of such actions of both of these deputies. (CDU stands for the Christian Democratic Unions of Germany).

Almost at the time the EU Parliamnent meeting took place another tragic air disaster took place in the Alps, killing more than 150 people, mostly German passengers going from Dusseldorf to Barcelona. I am far from indicating there are any "signs" or "finger of God". Please do not suspect. Especially since people have almost never learned anything from the history. As well there is no any "sign" or a coincident in the following story: 7 months after the Smolensk Crash in Russia, in November 2012, Poland, a light moto-glider with one of the pilots from the Miller's Commission (an official Polish governemental commission to investigate the Smolensk Crash and mostly agreeing with the official Russian Iinvestigation Report) crashed in Bemowo, Warsaw. When it did crash landing the small plane cut down with its lightweight wing a massive, reinforced concrete-steel street lantern. Apart from this, after all, very timely and meaningful physical experiment and a kind of proof on the matter of aircraft wing physics, a fabricated faith that was spread by government controlled media on the absurd that several times more powerful wing of a huge passenger jet Tu-154 that crashed in Smolensk, wing of jet weightiing over 55 – ton and speeding up to several hundred meters per second, could be cut by the trunk of a birch tree which was few centiremeters in diameter - is still common, among “some” – as we call this sub-group of the Polish Society.

Watching today, once again and again, some cynical acts of pathetic representatives of what the aim was to represent the Christian Europe, united, democratic and in solidarity, I just want to cry. Literally. I regret once I had acted actively for the union of the Polish Republic to the Union. Sorry. The only way to defend myself is just to say that not only me but more of us were ripped off and seduced over the time by more that one degenerates. Have we learned anything yet?

We present the entire presentation of dr. eng. Bogdan Gajewski:

• http://www.tvniezaleznapolonia.org/aroganckie-i-skandaliczne-naruszenie-wolnosci-slowa-w-europejskim-parlamencie

marekmariusztytkoMarek Mariusz Tytko

Kraków, 16 marca 2015 r.

Szanowni Państwo,

w artykule pt. "Duda gracz" Michała Krzymowskiego i Anny Szulc w polskiej wersji najnowszego numeru "Newsweeka" w negatywnym kontekście przedstawia się żydowskie pochodzenie prof. Juliana Kornhausera, zasłużonego dla polskiej nauki i poezji autora, będącego od ponad 20 lat teściem kandydata "Prawa i Sprawiedliwości" na Prezydenta Polski, dra Andrzeja Dudy z UJ, obecnie europosła do Parlamentu Europejskiego.

Tak się składa, że znam osobiście obydwu panów: p. prof. dr hab. Juliana Kornhausera, filologa oraz p. dra Andrzeja Dudę, prawnika. I wiem, kim są dla kultury polskiej.

Protestuję przeciwko używaniu tego typu "antysemickich" argumentów w gazecie "Newsweek". W ramach protestu, nie będę kupował "Newsweeka" ani jakichkolwiek innych gazet wydawanych przez "Axel Springer" i nie będę wchodził na strony tej gazety ani na strony "Axel Springer". Do protestu będę namawiał także znane mi osoby. Nie wolno "grać" "kartą antysemicką", aby w negatywnym świetle przedstawiać zasłużone dla polskiej kultury postaci. To niedopuszczalne.

Podaję jeszcze adresy do wysyłania protestów:
- do centrali koncernu / pr@ringieraxelspringer.com,
- do przedstawiciela w Polsce / anna.marucha@ringieraxelspringer.pl

Z wyrazami szacunku, Marek Mariusz Tytko
- doktor nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego, współpracownik naukowy Wydawnictwa "De Gruyter" (Berlin)

wpolityceplZespół wPolityce.pl / maf / Radio Maryja

Ostatnie osiem lat to zmarnowany czas. (…) To zaprzeczenie polityki służącej polskiej racji stanu — mówił Andrzej Duda w „Rozmowach Niedokończonych”.

Kandydat PiS w wyborach prezydenckich gościł dziś w Radiu Maryja, a kilka godzin wcześniej w Telewizji Trwam.

Duda przekonywał, że prezydentura w Polsce może być naprawdę aktywna i wpływająca na rzeczywistość.

To nie jest tak, jak wmawiają nam od lat, poczynając od Donalda Tuska - że prezydent to tylko strażnik żyrandola. To było wielkie kłamstwo, jakie opowiadano Polakom. Donald Tusk mówił to, by obniżać ustrojową pozycję ówczesnego prezydenta Rzeczypospolitej, Lecha Kaczyńskiego. (…) To niestety zwielokrotniane przez media utrwaliło się nieco w świadomości społeczeństwa - że prezydent jest tylko symbolem, a jego kompetencje są nieistotne. Prezydent RP ma naprawdę ważne i poważne kompetencje — podkreślał.

Jak tłumaczył, w jego ocenie rolą prezydenta jest troska o sprawy państwa, a co za tym idzie - pochylanie się nad problemami zgłaszanymi przez społeczeństwo.

Miałem dziś spotkanie z młodzieżą i mówiłem im, że bywało tak w historii, że nie było państwa polskiego, ale trwało polskie społeczeństwo - że w rodzinach było kultywowane patriotyczne wychowanie. To do dzisiaj wielka cecha polskiego narodu i wielka nadzieja na przyszłość - musimy bronić naszej tożsamości i to jest też zadanie dla prezydenta Rzeczypospolitej — ocenił.

Pytany o decyzję Bronisława Komorowskiego w sprawie podpisania ustawy ws. tzw. konwencji antyprzemocowej, Andrzej Duda mocno krytycznie ocenił tę postawę.

Deklaruję z góry, że ja bym tej ratyfikacji nie dokonał, gdybym był prezydentem. Apelowałem do pana prezydenta, by nie dokonywał tej ratyfikacji i mam nadzieję, że tego nie zrobi - bo ta konwencja odwołując się do treści ważnych i szlachetnych, jaką jest ochrona przed przemocą, odwołuje się do czegoś innego. Nie dajmy sobie wmówić, że religia czy rodzina są źródłami przemocy - to są elementy filozofii lewackiej, którą usiłuje się nam wcisnąć — mówił.

Kandydat PiS zwracał uwagę na niepokojące zapisy o stereotypach, które wynikają z tradycji, a które mają być usuwane i niszczone.

Nie zgadzam się na takie sformułowania, nie zgadzam się na akty prawne, które takie treści wprowadzają do polskiego systemu prawnego — stwierdził.

Duda był dopytywany o swoją wizytę w Wielkiej Brytanii, a konkretnie o to, jak wyobraża sobie zmiany w Polsce, które sprowokują Polaków do powrotu do kraju: To problem bardzo złożony i nie da się o tym powiedzieć w jednym zdaniu. Jednym zdaniem można to opisać hasłem, pod którym idę ku polskiej prezydenturze: przyszłość ma na imię Polska. (…) To państwo, które będzie dbało nie tylko o swoich obywateli, ale także, które będzie w stanie pomóc innym - to wielki wzorzec, do którego musimy dążyć. Aby to się stało, musimy wrócić na drogę rozwoju gospodarczego — zaznaczył.

Europoseł PiS mówił, że dziś problemem młodych Polaków jest również konieczność znajomości i koneksji politycznych, by otrzymać dobrą pracę w naszym kraju.

Jeżeli mówimy o naprawie Rzeczypospolitej, to ja mówię o alternatywie ekonomicznej. Musimy doprowadzić do tego, by warunki życia w Polsce przynajmniej zbliżyły się do zachodu Europy. Wówczas kryterium wyboru nie będzie ekonomiczne - większość młodych ludzi chce pozostać w Polsce, a ci, którzy wyjechali, rozważą możliwość powrotu. Nie ukrywam, że bardzo na to liczę — stwierdził.

Duda mówił o tym, że zakres obowiązków i możliwości działania prezydenta jest na tyle szeroki, że może usprawnić politykę państwa w tym zakresie. Raz jeszcze zapewnił, że po wygraniu wyborów powoła Narodową Radę Rozwoju, która zajmie się najpilniejszymi potrzebami zmian w Polsce.

Prezydent powinien wskazać kierunki działania, ale to oczywiście wymaga współpracy z rządem - o tym mówi konstytucja, ale wielkie projekty mogą toczyć się pod auspicjami prezydenta — ocenił.

I dodawał: Ostatnie osiem lat to zmarnowany czas. (…) To zaprzeczenie polityki służącej polskiej racji stanu — stwierdził.

Andrzej Duda był też dopytywany o kwestię reindustrializacji Polski.

W moim przeświadczeniu to konieczność dziejowa. W 1989 roku, gdy kończyły się czasy komunizmu, 46% PKB pochodziło z produkcji przemysłowej. Dziś to tylko dwadzieścia. Ile zakładów w tym czasie zostało zniszczonych, ile rozkradzionych? To ogromny błąd tych 25 lat - oczywiście część z tych zakładów była przestarzała, część by zniknęła, ale większość z nich nadawała się do unowocześnienia, a ludzie nie straciliby pracy. Przez lata wmawiano nam, że nowoczesna gospodarka to usługi - tymczasem okazuje się, że były państwa niesłuchające tego typu rad. Dla przykładu - Niemcy oparły gospodarkę o przemysł i innowacyjność — zaznaczył.

Jak mówił, proces „stawania się silnym” wymaga dłuższego czasu, ale trzeba go zapoczątkować. Duda podkreślał, by korzystać z polskiego potencjału, także tego naukowego. Wrócił też do kwestii przyjęcia przez Polskę pakietu klimatycznego.

To, co zostało przyjęte jest niszczące dla europejskiej gospodarki, zwłaszcza dla naszej. Nie ma co mówić o dalszej dekarbonizacji gospodarki. Nie kto inny niż przewodniczący KE powiedział, że 53% energii UE pobiera z zewnątrz i jest ona droższa niż w USA. Tam jest taniej także dlatego, bo wydobywa się gaz łupkowy. Wykorzystujmy więc nasz potencjał - i to nie tylko jeśli chodzi o węgiel — mówił.

Dopytywany o konkrety swojego programu, Duda wymieniał między innymi reformę systemu ubezpieczeń społecznych. Wymieniał też problem zbyt dużych obciążeń fiskalnych wobec młodych przedsiębiorców. Zapewnił, że po wygranych wyborach spotka się z ekspertami, by wypracować odpowiednie pomysły i modele postępowania.

250 mld złotych dzisiaj leży na rachunkach bankowych przedsiębiorców, bo ci obawiają się inwestować. Musimy stworzyć mechanizmy, by dać zachętę na uruchomienie tych pieniędzy. Jednym z pomysłów jest możliwość odliczenia wszystkich wydatków inwestycyjnych w całości w danym roku, a nie przez amortyzację długoletnią — opowiadał Duda.

Dodał również, że jego postulatem jest podniesienie kwoty wolnej od podatku.

Kandydat PiS był też pytany o kwestię Lasów Państwowych. W jego ocenie sięgniecie po pieniądze tej spółki (800 mln złotych każdego roku) to pierwszy krok do próby osłabienia tej firmy.

Nie zgadzam się na osłabianie tego przedsiębiorstwa, a już zdecydowane „nie” mówię działaniom zmierzających do prywatyzacji. To jedna z naszych pereł w koronie, kotwica naszej państwowości - nie ma tutaj mowy, bym się na to zgodził. (…) Jeśli chodzi o kwestię polskiej ziemi, to niestety mamy do czynienia z procederem wykupu przez osoby i podmioty z Zachodu, ale także poprzez firmy-słupy. O tym pisze nawet NIK w swoim raporcie, a tymi sprawami powinna zająć się i prokuratura, i sądy. Te transakcje mogą zostać unieważnione, a druga rzecz - 1 maja 2016 roku te ograniczenia ws. zakupu, które dzisiaj istnieją, znikają. Potrzeba ustawy, która będzie chroniła interesy polskiego państwa i polskich rolników — mówił.

Zdaniem Dudy powinny zostać wprowadzone ograniczenia związane z możliwością sprzedaży i kupna polskiej ziemi. Kandydat PiS podawał przykłady innych krajów, gdzie wprowadzono podobne rozwiązania.

Słuchacze dopytywali kandydata PiS o zarzuty w sprawie braku doświadczenia.

Odbieram je jako krzyki rozpaczy ze strony otoczenia pana prezydenta, jak i, niestety, jego samego. Byłem wiceministrem sprawiedliwości, pisałem i przygotowywałem ustawy. Następnie od 2008 roku pracowałem w Kancelarii Prezydenta, byłem prawnikiem prezydenckim, wcześniej byłem reprezentantem Polski w Radzie Europejskiej. Następnie pracowałem w samorządzie, w Radzie Miasta Krakowa, a następnie byłem posłem na Sejm. Dziś jestem posłem do Parlamentu Europejskiego, co też uważam za element zbierania doświadczenia. Jednym z ważnych elementów uzupełniających tę wiedzę i doświadczenie jest to, by znać te brukselskie korytarze — tłumaczył.

20150315ad3Jednym ze słuchaczy, który pojawił się na antenie był… prezes PiS, który po przedstawieniu się jako „Jarosław z Warszawy” mówił o zaletach Andrzeja Dudy (fot. Radio Maryja).

To człowiek ogromnej pracy i ogromnej sprawności. To człowiek w pełni dojrzały, by tę najwyższą funkcję w Polsce wypełniać. Dojrzały w osobistym sensie. (…) Andrzej jest człowiekiem głębokich zasad, wywodzi się z porządnej rodziny, jest katolikiem „intensywnym” - wie, że wszystkich reguł trzeba przestrzegać, a wiarę praktykować. Jeśli Polsce jest potrzebny człowiek zasad i głębokiego patriotyzmu, to takim człowiekiem jest Andrzej Duda. Jestem tego świadkiem - Andrzej Duda to naprawdę ktoś, na kogo można liczyć i w czasach lepszych, i w czasach gorszych - niezależnie od tego, jak by się toczyła historia Polski i naszego regionu. (…) Warto go wspierać ze wszystkich sił - ma szansę nie tylko na II rundę, ale na to, by zwyciężyć i na to, by te wybory były pierwszym krokiem do wielkiej, dobrej zmiany w Polsce. Byśmy mogli powiedzieć, że rzeczy idą we właściwym kierunku, że weszliśmy na tę drogę do tego, by sprawy, które nas bolą, rozwiązywać — tłumaczył szef PiS.

Głos zabrał też. o. Tadeusz Rydzyk, który odwołał się do tekstu Marzeny Nykiel poświęconego konwencji tzw. antyprzemocowej i skutkach, jakie może przynieść podpis pod nią Bronisława Komorowskiego.

Kandydat PiS odnosząc się do problemu, przytoczył art. 12 konwencji, który mówi o „wykorzenieniu uprzedzeń zwyczajów, tradycji opartych o stereotypowe role kobiet i mężczyzn”. Duda przestrzegał przed pojęciami nieznanemu polskiemu językowi prawnemu.

Mówił o tym również prof. Zoll. Płeć jest uwarunkowana naturą, a nie kwestiami społecznymi czy kulturalnymi. Poza tym, co to znaczy, że zwyczaje i tradycje mają być wykorzeniane? Ktoś chce wykorzeniać moją stereotypową rolę ojca rodziny i męża? (…) Popatrzmy, jakie sformułowania są zawarte w tym akcie - to wszystko ma kształtować nowego człowieka, a to jest sprzeczne z naszą tradycją i kulturą. To narzucanie obcym nam wzorców, wynikającym z ideologii lewackiej, która chce budować nowego człowieka. A przecież to, że my istniejemy, że polskie państwo przetrwało tyle wichrów, wynika z naszej tradycji - to nasza wielka wartość — mówił europoseł PiS.

Słuchacze pytali też o kwestię armii i obrony narodowej.

Prezydent Bronisław Komorowski chwali się tym, jak dba o bezpieczeństwo i obronę narodową, a jakoś nie słyszałem głosu pana prezydenta, gdy minister Klich dokonywał demontażu polskiej armii. Jakoś nie słyszałem głosu pana prezydenta, gdy ograniczano wydatki na polską armię. (…) Powinien być stworzony program budowania obrony terytorialnej - i to nie tylko na wypadek wojny, ale na wypadek klęski żywiołowej czy stanów nadzwyczajnych, by zapobiegać powodzi czy innym kataklizmom. Dziś ludzie nie wiedzą, gdzie się zgłosić, jak działać w momencie sytuacji kryzysowej — ocenił.

Duda powtórzył też swój postulat, by na szczycie NATO zaplanowanym w Warszawie przyjęto konkretne założenia dotyczące obecności większej liczby żołnierzy USA nad Wisłą oraz „twardej infrastruktury” militarnej.

Jedna ze słuchaczek pytała o kwestie odszkodowań powojennych dla Żydów.

Staram się podchodzić do tego tematu podchodzić zdroworozsądkowo. Zacznijmy od tego, że to nie my wywołaliśmy II wojnę światową, to nie my przeprowadziliśmy zagładę narodu żydowskiego. To zrobili Niemcy - to oni mordowali, także Polaków, a naród żydowski ogromnie ucierpiał. Ale to nie my doprowadziliśmy do II wojny! (…) To Polacy mają najwięcej miejsc pamięci w Yad Vashem. To, że dziś próbuje się fałszować historię i sugerować zakłamane przenoszenie odpowiedzialności - to państwo powinno przeciwdziałać. A co do odszkodowań - jeśli komuś odszkodowanie się należy, to trzeba podejść do tego bardzo spokojnie i przeprowadzić analizę prawną. Państwo polskie zawierało z całym szeregiem państw tzw. umowy odszkodowawcze, na mocy których tamte państwa otrzymywały pieniądze. (…) Jeśli chodzi o zbiorowe odszkodowania - to państwa polskiego i Polaków nie stać na duże odszkodowania, bo to nie my jesteśmy odpowiedzialni za II wojnę światową i zagładę innych narodów. To nie my jesteśmy odpowiedzialni za to, co nastąpiło po II wojnie, że nastąpił komunizm. Ten ustrój przewrócił Polskę do góry nogami. Temat odszkodowań może być podejmowany dopiero wtedy, gdy Polacy będą żyli na poziomie Zachodu, a i wtedy trzeba będzie dyskutować o tym, kto jest odpowiedzialny. Dla mnie nie ma w tej kwestii na dziś dyskusji - Polaków nie stać, a są inni, o których odpowiedzialność trzeba zapytać — odpowiadał.

Inny ze słuchaczy pytał o nastawienie mainstreamowych mediów i dziennikarzy do kandydatury Andrzeja Dudy.

Realizuję w tej kampanii swoją strategię i swój plan. Dla mnie najważniejsze są spotkania z Polakami we wszystkich miejscach kraju. Nie do każdej audycji telewizyjnej i radiowej można iść, wszystko trzeba jakoś planować. Jestem przekonany, że to droga, która prowadzi do zwycięstwa w wyborach — mówił kandydat PiS, zapewniając, że w sztabie „panuje świetna atmosfera”.

Duda był też pytany o to, jak przeżył tragedię z 10 kwietnia 2010 roku.

Byłem tego dnia w Krakowie, w domu. W piątek po południu wróciłem, tak jak zwykle się to działo. Miałem umowę z panem prezydentem, że weekendy spędzam w domu, z żoną i córką. Wtedy też się tak stało, że wsiadłem w wieczorny pociąg do mojego miasta po naradzie w Pałacu. (…) Jadąc na dworzec, zadzwoniłem do pana prezydenta i odbyliśmy krótką rozmowę o bieżących sprawach i o tym, co będziemy robili w przyszłym tygodniu. Rozstaliśmy się tak jak zwykle: „do zobaczenia”. Żaden z nas nie wiedział, że to nasza ostatnia rozmowa… — mówił Duda.

I opowiadał: Rano obudził mnie telefon od przyjaciółki naszej rodziny, która usłyszała mój głos i rozpłakała się. Powiedziała mi, że rozbił się samolot, włączyłem telewizor i tam pojawiały się pierwsze informacje o problemach przy lądowaniu itd. (…) To był szokujący moment, był tam prezydent, jego małżonka, moi przyjaciele… I wielu innych ludzi, których znałem, których znałem z codziennej pracy, znaliśmy się na gruncie towarzyskim. Trudno mi to wspominać, to były straszne chwile. Moment był taki, że mam nadzieję, że nic takiego w życiu mnie nie spotka. W Pałacu znalazłem się po południu, ok. 15:00, gdy dojechałem do Warszawy. Wcześniej dzwoniono do mnie z Kancelarii Sejmu z informacją, że pan marszałek Komorowski chce przejąć obowiązki prezydenta. Wówczas doszło do sytuacji, gdy ja się nie zgodziłem z tą, powiedzmy, propozycją, bo nie było żadnych dowodów, że pan prezydent nie żyje, a ja jako prawnik uważałem, że to musi być wykazane. Oni mnie naciskali, ja odmawiałem, dopiero gdzieś ok. godz. 14;00 powiedzieli mi, że przyszła nota dyplomatyczna od prezydenta Rosji i że był telefon od prezydenta Miedwiediewa (…) — mówił.

Na zakończenie Andrzej Duda zaapelował o głos w wyborach, wyliczając dziedziny życia, które - w jego ocenie - wymagają rychłej naprawy: Jest tak, jak w piosence, która często pojawia się na antenie Radia Maryja: „miejcie nadzieję, nie tę lichą marną…”. Jesteśmy w stanie stworzyć tu perspektywę lepszego życia dla tych ludzi, którzy pracują, ale i tych, których praca zbliża się ku końcowi i tych, którzy dopiero chcieliby zacząć pracę, ale jej nie ma albo jest bardzo słabo płatna. Jesteśmy w stanie zmienić te wszystkie fatalne warunki, które są w Polsce. (…) Jesteśmy Polakami i zasługujemy, by godnie żyć w swoim państwie, by być dobrze reprezentowani i iść z podniesioną głową jako dumni ludzie. Nie mamy się czego wstydzić - wręcz przeciwnie! (…) Potrzebna jest do tego uczciwa władza, która nie ma kompleksów, która nie patrzy, by dostać stanowiska w Brukseli. Trzeba władzy, która rozumie politykę jako troskę o dobro wspólne - dlatego zdecydowałem się wystartować w wyborach. Jestem dobrze przygotowany - to, co wyniosłem z mojego domu i to, co uzyskałem na uniwersytecie, co potem realizowałem w życiu politycznym po 2006 roku, a potem - ten największy dla mnie kurs dbania o sprawy państwowe - czyli praca u boku pana prof. Lecha Kaczyńskiego, to suma koniecznych doświadczeń, bym mógł powiedzieć, że wiem, jaka rola na prezydencie spoczywa i jaka to odpowiedzialność. Gotów jestem tej odpowiedzialności się podjąć. Jest wielkim znakiem zapytania, czy i na ile te zadania uda się zrealizować, ale z tego miejsca na całą Polskę i cały świat powiedzieć: dołożę wszystkich sił, by ten plan zrealizować! By Polskę pchnąć we właściwym kierunku - wierzę w to, że w naszym narodzie jest siła, która nam na to pozwoli. Nie raz pokazywaliśmy, że potrafimy. „Krzyczeli, żeśmy stumanieni, nie wierząc nam, że chcieć to móc…”. Damy radę - tylko musimy w to wierzyć i dobrze wybrać! Jesteśmy narodem zdolnych ludzi, niesamowicie pracowitym. Polacy niejednokrotnie okazywali się herosami - a tu nie trzeba heroizmu, tylko wiary i zaciśnięcia zębów. Przy dobrym wyborze na przyszłość będziemy w stanie zobaczyć efekty tego wysiłku. Chcę silnej Polski, gdzie ludzie nie będą mówili, że państwo ich porzuciło. Taką Polskę sobie wyobrażam i wierzę głęboko, że to się uda zrealizować! Dziękuję bardzo, szczęść Boże — zakończył kandydat PiS na prezydenta.

Tekst i ilustracja za:
http://wpolityce.pl/polityka/237266-andrzej-duda-w-radiu-maryja-ostatnie-osiem-lat-rzadow-to-zmarnowany-czas-na-antene-dzwoni-jaroslaw-kaczynski-warto-go-wspierac-ze-wszystkich-sil