Przeskocz do treści

Anna Dąbrowska*

Mój świętej pamięci wujek mawiał, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. Nie wiem, czy „występ” panów: marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego i ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, był skutkiem Bożego gniewu, ale coś się stać musiało, że stracili „czujność” i dali się uwieść magii ekranu.

"Dziś zaszczepimy się z panem ministrem, ja zaszczepię pana ministra, pan minister mnie. W ubiegłym roku byłem szczepiony przez pana ministra, pochwalę się i powiem państwu, że szczepienie było skuteczne i uchroniło mnie przed grypą" – nie jest to fragment ścieśki głosowej reklamówki firmy produkującej szczepionki. To cytat z konferencji prasowej wspomnianych wyżej panów.

20170920adksdOto na oczach setek tysięcy telewidzów, marszałek polskiego Senatu i minister polskiego rządu, na tle biało-czerwonych flag, postanowili się wzajemnie zaszczepić przeciwko grypie (fot. YouTube). Brakowało tylko logo firmy farmaceutycznej, która ową szczepionkę wyprodukowała, ale kto wie co jeszcze nas czeka, jak się panowie „rozkręcą”.

Obaj panowie: marszałek Karczewski i minister Radziwiłł, zanim wykonali iniekcję, przez minut kilka zachęcali do szczepień, wychwalali ich dobroczynny wpływ na organizm człowieka - również ciężarnych kobiet i nakrzyczeli na nieodpowiedzialnych ich przeciwników. Nie było argumentów „za” ani „przeciw”. Były jedynie slogany o tym, jak zdrowo być zaszczepionym.

Jaki był powód zwołania tej konferencji prasowej? Nawet człowiek mało obyty z mediami, musiał zauważyć, że ten marketingowy najmocniej wybrzmiał.

Wcale nie jestem jakąś kategoryczną przeciwniczką szczepień. Mam tylko pewne wątpliwości. Chciałabym, by zamiast promować ten rodzaj profilaktyki, który – co powszechnie wiadomo – przynosi krociowe zyski, ktoś mi rzetelnie wytłumaczył, jaki jest powód, dla którego każe nam się szczepić córki i wnuczki przeciw wirusowi HPV, podczas gdy większość krajów, akurat te szczepionki wycofało? Dlaczego nie odnotowuje się nigdzie przypadków powikłań poszczepiennych, chociaż nie kwestionują takich przypadków również sami producenci szczepionek?

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5122-marszalek-z-ministrem-zaszczepieni-czyli-cyrk-na-wizji

Anna Dąbrowska*

Przesłuchania Sejmowej Komisji Śledczej ws. Amber Gold można określić łacińską sentencją: „Kropla drąży kamień nie siłą, lecz ciągłym kapaniem”. Sporo dziś było tego ostatniego, bo przesłuchanie pana Michała Tuska trwało niemal 8 godzin.

Bohaterem negatywnym tego posiedzenia był z pewnością pełnomocnik świadka, mec. Roman Giertych. Mecenas, znany ostatnio głównie z aktywnego uczestnictwa w demonstracjach KOD i zapisanych filmem, wykonywanych w ich trakcie, dziwnych podskoków, zdołał widocznie okiełznać emocje na tyle, że dopuszczono go do rodzinnych spraw Tusków.

20170621adksdSam przesłuchiwany nie szokował ani stanem pamięci, ani elokwencją. Umiejętnie, niezwykle elastycznie, dostosowywał się do tematu i retoryki zadawanych pytań. W zależności od pytającego był, albo grzeczny i wymowny, albo złośliwy i oszczędny w słowach. Ogólnie – nic się nie stało Polacy, bo przecież obaj – i syn i ojciec - , jak określił to Tusk junior, w sprawie firmy Amber Gold: „wiedzieliśmy, że to jest, mówiąc tak kolokwialnie, lipa (...)”. Michał Tusk (fot.: TVP Info) nie ma nic sobie do zarzucenia, ale skoro nie bardzo można było się dowiedzieć, co robił w OLT Express, jest to jakoś do zrozumienia. Poza tym, zarabiał przecież mniej od niż pani Sadurska obecnie – co podpowiedział świadkowi życzliwy członek Komisji Krzysztof Brejza z PO. Pan Michał frazę podchwycił i wyszło, że ambicje ma spore. Skoro jednak wiadomo od dość dawna, że dzieci dziedziczą po rodzicach pewne cechy charakteru, dziwić się trudno.

Wracając do pana mecenasa najbardziej dało się zauważyć, że jest opalony i wciąż nie ustaje w staraniach, by „taktem” dorównać posłowi Niesiołowskiemu. Wychodziło mu to całkiem nieźle, zwłaszcza, kiedy rzucał złośliwości w stronę przewodniczącej Komisji poseł Wassermann, czy uśmiechał się „całą gębą”, by zamaskować narastające zdenerwowanie (co potwierdziły kolejne polemiki). Buta, chamstwo, cynizm i niepowstrzymana chęć zaistnienia choć na chwilkę – najkrótsza recenzja dzisiejszych popisów pana mecenasa Giertycha. Kontynuował je natychmiast po wyjściu z sali posiedzeń Komisji, zapowiadając podjęcie stosownych kroków, wobec „skandalicznych” zachowań członków komisji. Niektórych oczywiście.

Wiele godzin trwające przesłuchanie ciekawsze było zdecydowanie na etapie pytań, które kolejny raz wykazały, bezwład państwa i jego służb, wobec aferzystów z Amber Gold. Kolejne „kruszenie skał” już za tydzień. Tym razem na wyjeździe.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4899-mecenas-giertych-denerwuje-sie-a-przewodniczaca-wassermann-konsekwentnie-robi-swoje

Anna Dąbrowska*

Nikt chyba nie miał wątpliwości, jakie są sympatie polityczne księdza Kazimierza Sowy. Już jego zaangażowanie w TVN-owską telewizję Religia, mającą być antidotum na TV TRWAM, na antenie której prowadził wraz z Ryszardem Petru i o. Maciejem Ziębą (OP) program „Moralność i etyka czasów kryzysu” (!) musiało katolikom dać do myślenia.

Kropka nad „i” została jednak postawiona, kiedy ks. Sowa (w 2013 r.) objął stanowisko sekretarza Rady Nadzorczej spółki akcyjnej „Krakchemia”. Tego typu synekury trafiają się raczej zasłużonym dla „królika”. To wiedza powszechna.

20170609adksdSkoro wiadomo kim jest i jakich ma przyjaciół ksiądz Kazimierz Sowa (fot.: YouTube), jego obecność w knajpie u „Sowy i Przyjaciół” wydawać by się mogła czymś niemal naturalnym. I tak poniekąd jest, z jednym zastrzeżeniem: mało kto się mógł jednak spodziewać, że jest aż tak źle. Zaprezentowane w TVP Info fragmenty kelnerskich nagrań są szokujące, nie tylko przez to co, ale również jak jest mówione. Rynsztokowe słowa w ustach kapłana, który rozmawia z wpływowymi politykami o tym, kto i gdzie ma się znaleźć, który biskup i która diecezja są mniej lub bardziej godne „POparcia”, nawołujący wprost do zniszczenia konkretnej redakcji, to dowód na jego upadek, totalne zagubienie. Musi wywołać niesmak i oburzenie, bo rzuca cień na cały stan duchowny, rzeszę wspaniałych, Bożych księży.

Kazimierz Sowa, ze swą pychą, faryzeizmem i prostactwem, jest - mam nadzieję – jedynym, tak upolitycznionym kapłanem. Podobnie, jak wulgarność, poraża jego hipokryzja. Guru od spraw „duchowych” i duchownych, wielu „zaprzyjaźnionych” mediów, który wielokrotnie, przy różnych okazjach, chłostał ciętym językiem „politykujących kapłanów”, zwłaszcza tych związanych z toruńskimi mediami, okazał się być tej polityki nad wyraz aktywnym uczestnikiem. Smutne.

Należy mieć tylko nadzieję, że ci sami członkowie polskiego Episkopatu, którzy szybko i zdecydowanie reagują na opinie niektórych redakcji w kwestii nieoprawnych politycznie kapłanów, nierzadko patriotów, usłyszą słowa ks. Sowy, nagrane w czasie spotkań z politykami PO w restauracji wspomnianej i z równą stanowczością na nie zareagują.

A w intencji nieszczęsnego kapłana po prostu się módlmy.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4873-czy-ksiedzu-sowie-wolno-wiecej

Anna Dąbrowska*

Pan Albert Stebelski-Orłowski został odwołany z funkcji konsula honorowego RP w Tulancingo (Meksyk). Pan konsul był łaskaw odmówić przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej z rąk prezydenta Andrzeja Dudy.

O sprawę zapytano szefa PSL, posła Władysława Kosiniak–Kamysza. Poseł odpowiedział, a zacytowała go Polska Agencja Prasowa: „Nie wolno karać nikogo za to, że nie chce przyjąć odznaczenia; MSZ ma chyba większy problem w Ohio niż w Meksyku, to tam powinna być szybka reakcja”.

20170504adksdJeśli pan Kosiniak–Kamysz (fot. YouTube) nie rozumie, że człowiek, który publicznie demonstruje lekceważenie, wobec urzędującego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, nie zasługuje na miano konsula tejże, również honorowego, naraża się na śmieszność. Także wtedy, kiedy tylko udaje, bo sprawa wszak błahą nie jest, wbrew temu, jak potraktował ją prezes PSL.

W kwestii drugiej, czyli sprawy honorowej konsul RP w Ohio (USA) Marii Szonert-Biniendy. Zdaje się, że pan prezes nie zauważył, że niemal natychmiast po ujawnieniu na jej profilu znanej powszechnie grafiki, oddała się ona do dyspozycji ministra Waszczykowskiego, który zawiesił ją pełnieniu obowiązków. Stało się to, mimo, że nie potwierdzono jeszcze jej udziału w całej sprawie (twierdzi, że ktoś włamał się na jej profil).

Tymczasem, pan konsul z Tulancingo, zamiast, wobec swej antypatii, zrezygnować z funkcji, pełnionej wszak honorowo – co powinno zobowiązywać – wolał zademonstrować wszem i wobec, że sprawujących obecnie w Polsce władze, nie lubi.

No cóż, widać i konsul może czasem nie rozumieć, czym jest honor. Nawet ten honorowy.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4776-kosiniak-kamysz-pali-glupa-czy-faktycznie-nie-rozumie

Anna Dąbrowska*

To, że część Polaków nie chce, lub nie może zaakceptować prawdy, jest faktem. To, że rządzący popełniają błędy – niestety też. Dziś dobitnie się o tym przekonaliśmy.

Teatr, jaki odegrał pan Donald Tusk, godzien jest co najmniej Mini-Oskara. Wszystko dokładnie przygotowane, obmyślane w każdym szczególe. Pendolino, dworzec, peron, trasa, prokuratura, okno… Jak starożytny wódz, jak wielcy Polacy przed laty. Donald Franciszek Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, przyjechał na warszawski dworzec, wysiadł z pociągu i wśród grona swych wiernych lokajów, otoczony młodzieżą lat 70-tych, szedł dumnie nie bacząc na nieprzychylne mu okrzyki i transparenty. Cóż to wszystko jest, wobec tej wielkiej chwili, jakiej doznać musieli celebrujący tryumf rzymski a dziś przeżywa on – król Europy. Choć tryumfatorzy raczej konno lub na rydwanach, nasz bohater szedł pieszo. Pieszo, ale świadomie. Patriotyzm u niego raczej „bezobjawowy”, ale on polskiej hołduje historii.

20170419adksdCzym innym miał być ów wjazd na dworzec (fot. TVP Info), jak nie powtórką z Paderewskiego? A gest machania do „tłumu” z okna prokuratury? Aż nazbyt wielu wielkich Polaków, tak czyniło, choć oczywiście okna owe nie do prokuratury należały, ale to swoisty signum temporis, lub, jak powiedzieliby satyrycy: jacy bohaterowie, takie okna. Szkoda, że Mec Giertych też nie pomachał, wszak ma ca co dziękować sympatykom Tuska. Mógł zostać „wrzucony w worze do jeziora” a tu proszę, broni ich lidera.

Finał: spodziewali się naiwni, że upokorzą Tuska a wyszło, jak wyszło. Czas najwyższy znaleźć i zatrudnić choć kilka osób, myślących o imponderabiliach a nie tylko, obronie zdobytych pozycji.

Pan Donald Tusk przyjechał do Polski by zeznawać w sprawie bez precedensu. W sprawie ocierającej się o zdradę stanu. Przedstawienie, jakie na tę okoliczność nam zafundował, miało jeden cel: odwrócić uwagę od powodu jego obecności w stolicy i pokazać, kto tu rządzi. Władza, na swoje życzenie, ustawiła się w roli widza, w dodatku spędzonego na występ nie ze swej woli. Jedyna rada: Myśleć panowie, myśleć!

Nie wystarczy mieć rację. W dobie manipulacji medialnych i faktów tworzonych na zamówienie, rację trzeba umieć sprzedać, by przekonywała.

A może trzeba było pojechać do Brukseli i przesłuchać pana przewodniczącego w miejscu jego pracy. Wszak zajęty mocno...

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4739-donald-powraca-czyli-koncert-na-pendolino-i-prokurature

Anna Dąbrowska*

Już średniowieczu ludzie wiedzieli, że to modlitwa i święcona woda, najbardziej przeszkadzają diabłu. Jak więc inaczej, niż jakimś selektywnym opętaniem, wytłumaczyć reakcje stadka barbarzyńców, którzy nie są w stanie uszanować ani Wawelu, ani uczuć drugiego człowieka? To, że ich nie rozumieją to nie podlega dyskusji. Wszak gdyby wiedzieli, co znaczy czuć cokolwiek, nie organizowaliby wrzaskliwych demonstracji sprzeciwu, wobec swego największego politycznego wroga w chwili, kiedy ten przyjeżdża na grób brata i bratowej.

Demonstracje przeciw „upartyjnieniu Wawelu”, okrzyki "Będziesz siedzieć" stały się - od grudniowego ciamajdanu - normą. Odgrodzona barierkami grupa bezdusznych dzikusów, wrzeszczała powyżej przytoczone hasła, napawając się swą odwagą sprzeciwu. Choć tego jednego dnia miesiąca, mogą się zrealizować, jako kontestatorzy obrzydliwej PiSowskiej codzienności: niedemokratycznej, zamordystycznej i antyeuropejskiej. Oni tak bardzo cierpią, że na Wawel nie zdążają limuzyny, pełne europejskich mężów stanu, z królikiem Tuskiem na czele. Wciąż marzą, że się im ziści. Dlatego przecież tu są każdego 18-tego. W końcu to, nie byle, jacy demonstranci: Rusinek, Zagajewski, prof. Hartman i kilku jeszcze byłych działaczy, również Solidarności.

Tym razem protestujący poszli o krok dalej. O odpolitycznienie Wawelu postanowili się zwrócić do… abpa Marka Jędraszewskiego, metropolity krakowskiego. Napisano list w tej sprawie a w nim, m.in.:

20170220adksd„Wzgórze Wawelskie i Wawelska Katedra są dla każdego Polaka świętością (fot. YouTube/Fakt24.pl). Z niepokojem obserwujemy, jak to symboliczne dla Polski i drogie sercu każdego Polaka miejsce jest zawłaszczane przez jedną partię polityczną. Jest to kolejny krok w kierunku podziału społeczeństwa. Nie zgadzamy się na polityczne wykorzystywanie Wawelu. (…) Wawel jest własnością całego narodu, a nie jednej partii, nawet tej, która wygrała wybory i sprawuje władzę”.

Sygnatariusze owego listu sprzeciwu, wśród nich wymienieni wyżej, skierowali do Metropolity prośbę o „zaprzestanie organizowania na Wawelu uroczystości partyjnych pod pretekstem odwiedzin grobu pary prezydenckiej”.

Oto kolejne oblicze zaburzonej opozycji. Ci sami, którzy wołają o wolny od polityki Kościół, usiłują zaangażować Hierarchę w swoje polityczne gierki. Czy to zwykła głupota, czy prowokacja?

Poza tym, gdyby demonstrujący 18-tego pod Wawelem wiedzieli, co znaczy „święte dla Polaków miejsce” ich by tam po prostu nie było. A co z Piłsudskim? Czy on, aby nie upolitycznia Wawelu?

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4589-dzikie-wrzaski-pod-wawelem-z-listem-do-metropolity-w-tle

Anna Dąbrowska*

Nauczycielka z Zespołu Szkół Specjalnych nr 39 w Zabrzu wzięła udział w tzw. czarnym proteście. Zaocznie, ale jednak. W czasie, kiedy jej podopieczni konsumowali obiad, pani, wspólnie z 9 koleżankami, podobnie, jak ona ubranymi w czerń, zrobiła sobie na okoliczność protestu stosowane zdjęcie, które trafiło na FB-ka. Sprawy by nie było, gdyby zdjęcia nie zobaczyli w Kuratorium. Zrobiła się mała „aferka” z finałem przed komisją dyscyplinarną przy Wojewodzie.

Komisja pomyślała i zdecydowała o oddaleniu zarzutu sprzeniewierzenia się zawodowi. Zwyciężyło prawo do wolności przekonań i wiara w człowieka została ocalona – jak stwierdziła zwolenniczka prawa do mordowania dzieci nienarodzonych, po ogłoszeniu werdyktu w swojej sprawie.

Lewacy zawiedzeni, bo znów przepadła okazja do wykreowania męczennicy. Ja też jestem zawiedziona, bo niestety zwyciężyła polityczna poprawność.

20170210adksdJaką wrażliwość może mieć kobieta (fot. YouTube), która nie rozumie niestosowności swojego zachowania, możemy się domyślać, ale jaki był powód, że komisja dyscyplinarna wyłączyła myślenie? Może strach przed posłem Budką, który wspierał dzielne zwolenniczki aborcji, nauczycielki szkoły specjalnej z wieloletnim doświadczeniem.

Jeśli wciąż ulegać będziemy presji środowisk lewackich, jeżeli zachowania na granicy schizofrenii ( jak inaczej nazwać poparcie dla mordowania dzieci np. z zespołem Downa, będąc ich nauczycielem) będziemy uznawali za normę, jaką przyszłość wyszykujemy naszym dzieciom?

Najbardziej przeraża ten brak refleksji. Panie nie wiedzą co takiego złego zrobiły? Przecież wykonanie zdjęcia trwało 2 sekundy!

Dla jasności: w wypadku kobiety pracującej z dziećmi, w dodatku niepełnosprawnymi, nie jest ważne, czy pani nauczycielka wzięła udział w czarnym proteście będąc w pracy, czy „po godzinach”. Ważne jest, że w ogóle wzięła w nim udział. Bogu dziękuję, że nie mam dziecka w tej szkole, bo musiałabym szukać innej.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4567-za-a-nawet-przeciw-czyli-o-tym-ze-mozna-byc-za-eugeniczna-aborcja-i-uczyc-niepelnosprawne-dzieci

Anna Dąbrowska*

Niedawno całkiem, Lech Zborowski, napisał list do Lecha Wałęsy, właściwie do Bolka. Poniższe jego fragmenty dedykuję panu posłowi Kosiniakowi-Kamyszowi, który był łaskaw stwierdzić, co przytoczyła pap.pl, że: „Wałęsa, nawet jak popełnił błąd, to potrafił go naprawić”.

Pierwszy fragment listu dotyczy śp. Anny Walentynowicz, kolejny Maryli Płońskiej:

„Oczerniałeś ją i obrażałeś w sposób szczególnie łajdacki, bo będąc nieprawdopodobnym tchórzem jakim Cię poznałem jeszcze w Wolnych Związkach, czyniłeś to, udając często publicznie jej przyjaciela.(…) Kiedy Anna walczyła zaciekle aby nie pozwolić, by pomnik oddawał również cześć komunistycznym milicjantom Ty opluwałeś ją, nazywając prowokatorem. Postarałeś się aby podczas odsłonięcia pomnika, o który walczyła, ona symbol stoczni stała daleko w tłumie, a kiedy podczas mszy chciała przyjąć komunię, to Twoi stoczniowi bojówkarze nie przepuścili jej, tworząc przed nią szczelny szpaler”.

20170205adksd„A swoje bandyckie wyczyny zacząłeś od napaści na wspaniałą i odważną Marylę Płońską. Zapomniałeś już jak w pierwszych dniach istnienia MKZu gdańskiego próbowała w korytarzu rozdawać “Robotnika Wybrzeża”, a Ty w asyście swojej bojówki, w której byli też agenci bezpieki, złapałeś ja za włosy i ciągnąc przez korytarz wrzeszczałeś, że takich rzeczy już tam nie będzie (fot. YouTube). Może chcesz aby świadkowie tamtego zdarzenia odświeżyli Ci pamięć? Zapomniałeś jak natychmiast przystąpiłeś do publicznych oszczerstw, które praktycznie złamały jej życie”.

Nie wydaje mi się, że pan Wałęsa naprawił cokolwiek. Nie słyszałam nigdy, by publicznie przeprosił panią Annę Walentynowicz za wszystkie złe słowa, które publicznie przeciwko niej wypowiedział. Podobnie, innych pomawianych nieustannie od lat. To człowiek „demolka”. Niszczy wszystko i wszystkich, najbardziej sam siebie. Wałęsa jest bardziej destrukcyjny, niż największej mocy granat. Miota się na wszystkie strony: od PO do KOD. Wrzeszczy, straszy, konfabuluje. Przede wszystkim, traktuje Polaków, jak idiotów opowiadając, że to: urządzenie do podsłuchów nazwane było „Bolek”, sugerowaniu wymuszania konkretnych ekspertyz grafologicznych lub o Kiszczaka słabości do podsłuchów w formie pisanej...

Gdyby nie to, że Wałęsa dla świata wciąż jest symbolem Polski i jej przemian z roku 1980, można by sprawę całą „odpuścić”. Niestety, ten pan jest rozpoznawalny i każda wypowiedziana przez niego więcej głupota, uderza w Polskę. Nie wiem czy jest jakaś prawna możliwość ograniczenia jego aktywności – z uzasadnienia, że szkodzi ojczyźnie – ale ktoś powinien spróbować wytłumaczyć Wałęsie, żeby przeszedł na emeryturę i zamilknął. Dziś jest to jeszcze bardziej zasadne niż było wczoraj.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4538-panie-walesa-idz-pan-na-emeryture-i-zamilcz-wreszcie

Anna Dąbrowska*

W końcu stało się. Platforma Obywatelska ogłosiła, że zawiesza protest w Sejmie. Trzeba było całego wczorajszego dnia bezsensownych rozmów, by dziś drastycznie zmieniła zdanie. Dopóki musimy się domyślać, tak to wygląda.

Żeby jednak nie było zbyt optymistycznie, totalniacy zapowiedzieli złożenie wniosku o odwołanie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Pan przewodniczący Schetyna może odetchnąć z ulgą, ale spać spokojnie już nie może, bo nikt nie zdejmie mu z pleców młodszych koleżanek i kolegów, którzy o swoją w partii pozycję walczą, jak wilki.

Czy stać Polskę na kilkutygodniową awanturę w Sejmie, którą w dodatku nagłaśnia się maksymalnie, by nad wykreowanymi sztucznie problemami, mogli się z troską pochylić lewaccy politycy UE? Czy można polityków, którzy lekceważą większość parlamentarną, prowokują uliczne awantury, podgrzewają antyrządowe nastroje, uważać za ludzi zatroskanych o ojczyznę i naród? Wczorajszy popis PiSofobii kilku wiecowych krzykaczy jest dowodem na to, że nic się nie skończyło. Wydaje się dziś bardzo prawdopodobne, że posłowie PO mieli pełną świadomość bezcelowości swojego protestu. Byli tam raczej po to, by wypełnić zadanie, które zostało im zlecone. Dziś zostali odwołani, więc chwilowo protest zawiesili.

20170112adksdCo jeszcze musi się zdarzyć, by ludzie, którzy ośmieszają polski parlament  (fot. YouTube) odeszli w polityczny niebyt, trudno powiedzieć. Skoro mogą bezkarnie utrudniać prace Sejmu RP, uprawiać plądrowanie rzeczy pozostawionych przez posłów nieobecnych na Sali obrad, ignorować apele większości sejmowej w tym również pozostałej opozycji, lekceważyć wielogodzinne spotkania i dyskusje, by dnia następnego radykalnie zmienić zdanie, mogą jeszcze dużo złego w Polsce zrobić. Trudno dziś przewidywać, ale jedno jest pewne - interesy bardzo potężnej grupy zostać musiały naruszone, skoro walka jest tak brutalna. Ilość chamstwa, kłamstw i obłudy, których byliśmy świadkami w te ostatnie tygodnie, jest porażająca. Najgorsze, że większości z „bohaterów” tych skandalicznych zdarzeń, wciąż się wydaje, że nic się nie stało. Żadnemu z nich nie przyszło do głowy powiedzieć choćby przepraszam, wszystkim, których nieustannie oszukiwali, że działają w sprawach dla kraju zasadniczych. Oby Polacy nie zapomnieli i zrozumieli, czym grozi zaufać oszustom.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4482-protest-i-po-protescie-tylko-dlaczego-okupanci-sejmowi-nas-nie-przeprosili

Anna Dąbrowska*

Czy naprawdę już jest tak, że można, bez wywołania najmniejszego nawet zdziwienia Polaków, kłamać, kraść, gardzić narodem i ojczyzną? Czy pozwoliliśmy na taki stopień zakłamania rzeczywistości, że nie zauważamy odwracania pojęć?

Od wielu dziesięcioleci jesteśmy oszukiwani, ale skala oszustw popełnionych w „imię obrony demokracji” przerasta wszystko, co wcześniej miało miejsce. Wypróbowani przy okazji najbardziej obrzydliwego kłamstwa lat ostatnich, publicznie wypowiedzianego z sejmowej trybuny ustami ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz pokazało, że można nas już „kiwać” na wszystkie strony. Minister „poszła” w premierowanie a sondaże pokazały, że Polacy mają już dość… tematyki smoleńskiej.

Podobnie w sprawie, w której niedawno zapadł wyrok: podsłuchów w znanych restauracjach. Wypowiadane przy ośmiorniczkach teksty o państwie „istniejącym teoretycznie”, albo złodziejach, czy idiotach pracujących za 6 tysięcy, nie wywróciły polskiej sceny politycznej. Wypowiadający te i inne, haniebne słowa dziś są w Brukseli, USA, Sejmie RP lub kontynuują karierę w sąsiedzkim kraju.

We wszystkich tych sprawach decydującą rolę odegrały media. Zadbały, żeby naród zapewnić: „nic się nie stało Polacy!”.

d4Dzisiejsze przykłady degeneracji klasy politycznej (fot. YouTube), która rzucając hasła obrony demokracji, uruchomiła najgorsze emocje swoich sympatyków, pozwalała na szarpaniny i obrzucanie wulgarnymi wyzwiskami przeciwników politycznych, docierają do milionów Polaków. I nic. Nawet, budzące powszechną dezaprobatę szperanie w cudzych rzeczach, wytłumaczone zwykłą ciekawością, okazuje się być tolerowanym. Wszak najważniejsza walka o demokrację.

Prawda, uczciwość, lojalność, służba narodowi. To pojęcia, które dziś już, wydaje się, z niczym się nie kojarzą. Jeśli nawet, to na pewno nie z polityką. Przecież podczas kampanii wyborczej jedynie słusznej partii, przepracowano i to: „Z dala od polityki! Budujmy – tu należało wybrać w zależności od potrzeb – szkoły, mosty, drogi, domy„.

Społeczeństwo oswojone już z tym, że polityka jest brudna a politycy to „oni”, znaczy „złodzieje i nieroby”. Tak kształtowano ich opinię, wyuczono jedynych, prawidłowych odruchów. Zaprzyjaźnione media nie ustawały w wysiłkach, by wmówić Polakom, że politykę muszą zostawić fachowcom, którzy bez entuzjazmu, ale z poczucia obowiązku, podejmą za nich ten brudny „trud”. To, plus nieustanne przewartościowywanie, czyli wmawianie, że „czarne jest białe” znieczuliło sumienia na tyle, że już: nie dziwi już nic.

Czy faktycznie, my Polacy zatraciliśmy instynkt samozachowawczy? Czy dla świętego spokoju zgodzimy się na każdą niegodziwość? A godność, honor, duma narodowa? Przecież niemal w każdej rodzinie był ktoś, kto za te wartości, za wolną Polskę walczył, nawet ginął.

Z tej perspektywy staje się też bardzo czytelny powód ataku, jaki - zwłaszcza w ostatnich tygodniach - przypuścili „obrońcy demokracji” wszelkiej maści, na polskich Biskupów. Wśród nich znaleźli się również publicyści i jeden pułkownik stanu wojennego. Oni wiedzą, że nie dadzą rady, jeśli nie osłabią choćby, autorytetu Kościoła. Wszak tylko on jeden, woła dziś o ludzi sumienia. Wiedzą, że trzeba obrzucić błotem kapłanów, bo tylko oni mówią Polakom o moralności i prowadzą do Pana Boga.

Dopiero po złożeniu tej układanki, widać o co naprawdę chodzi w „sejmowej zadymie”. Nie o KODową demokrację, wolność prasy itp. O Polskę chodzi, o jej odrodzenie, nie tylko ekonomiczne, ale także moralne. Wszak wiadomo od wieków, że tylko taka Polska, ma szansę na wielkość. Komu zależy, by do tego nie dopuścić? Mądremu dość…

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4454-zaklamac-zniszczyc-obrzucic-blotem

Anna Dąbrowska*

Kto najwięcej skorzysta na fakturach Kijowskiego? Wolno obstawiać. Na pewno ma na to ochotę towarzystwo skupione wokół płk. Adama Mazguły, który przecież świeżo zapowiedział, że ma zamiar stworzyć stowarzyszenie walczące o „honor i Konstytucję”.

Na wieść o tym, że pan Kijowski wypłacił sobie z funduszy KOD-u niebagatelną kwotę 90 tys. zł. pan pułkownik powiedział: - Nie wolno teraz się poddać! Niezależnie od tego, ile jest prawdy w informacjach, które nas porażają. Są wybory, czas refleksji stowarzyszeniowych. To będzie miejsce i czas na wyjaśnienia i rozliczenia.

d3Pan płk. Mazguła (fot. YouTube), podobnie, jak w przypadku stanu wojennego, wprowadzonego w Polsce przez reżim gen. Jaruzelskiego – udaje, że nie wie, jak jest, mimo tego, że pan Kijowski sam przyznał, iż popełnił „niezręczność” zarabiając na „obronie demokracji”. Piewca komuny pisze dalej na swoim profilu FB-owym: - Stało się! KOD został zaatakowany przez większość mediów w sposób bezwzględny i bez prawa do obrony. Mateusz Kijowski podobno wykorzystał naszą pracę społeczna, aby otrzymać wynagrodzenie. Wiem, widzę i słyszę oburzenie i okrzyki zdumionych.

Ciekawe, czy pan pułkownik sam wpadł na pomysł roli obrońcy Kijowskiego, czy tylko realizuje dawno już napisany scenariusz? Czyjego jest on autorstwa? Według słynnej, rzymskiej zasady prawnej: Is fecit, cui prodest, co znaczy: ten uczynił, czyja korzyść. Trzeba nam więc czekać i obserwować, czy ktoś sprytnie zastąpi lidera KOD, czy cały ruch pochłonie jakaś inna organizacja?

Najzabawniejszy w całym tym wpisie, jest apel płk. Mazguły: - Bądźmy zwycięzcami! Bądźmy z Mateuszem we wspólnej walce o idee, dla których jesteśmy razem – jak mawiał mój sąsiad z warmińskiej wsi: „pęc” można ze śmiechu! Idea dla której są razem - znaczy te 90 tysiaków to do podziału jest? (za: wiadomości.onet.pl).

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4464-w-co-i-dla-kogo-gra-plk-mazgula

Anna Dąbrowska*

Pułkownik Adam Mazguła, ten sam, który był łaskaw wypowiedzieć się na temat kultury stanu wojennego, podczas grudniowej manifestacji w obronie Ubeckich emerytur, znów się uaktywnił. Pan – decyzją ministra Siemoniaka z 2015 r. – pułkownik, czy to z powodu widma utraty świadczeń, wszak był oficerem stanu wojennego, czy lojalności wobec dawnych mocodawców, trudno dociec, postanowił napisać list otwarty do przewodniczącego KEP abp Stanisława Gądeckiego.

Odwagi pułkownikowi, dodał z pewnością niejaki ks. prof. Alfred Wierzbicki z KUL. Ksiądz profesor, w jednej z komercyjnych rozgłośni radiowych, odpowiadając na pytanie o to, czy ma rozwiązanie sytuacji związanej z działaniami opozycji w Sejmie, odpowiedział: ”Nie, rozwiązania znajdują mądrzy ludzie. Natomiast, w mojej ocenie na głupka wyszedł Kościół katolicki, który poparł PiS. (…)” i dalej „Kościół jest współtwórcą polskiej demokracji, ale to dzięki działalności Jana Pawła II. Natomiast biskupi ani wtedy, ani dzisiaj się nie spisali. Nie rozumieją, czym jest demokracja. Przez to, że dali się wciągnąć w PiS-owską politykę, stali się częścią stronnictwa politycznego, nie broniąc podstaw demokracji. To wielka strata dla mnie, jako człowieka wierzącego i księdza. Myślę o sytuacji Kościoła, który nigdy nie popierał komunizmu - przynajmniej oficjalnie. Natomiast teraz poparł partię, która jest autorytarna, która niszczy polską demokrację”. Pierwsze zdanie dość rozsądne, może nawet tłumaczące następne, których - jak, mawiał zacny pan Longinus Podbipięta, doprawdy - słuchać hadko. Przeraża, jak dalece pogubił się ów kapłan katolicki z tytułem profesora, w ocenie otaczającej go rzeczywistości. Lubelski metropolita i Wielki Kanclerz KUL abp Stanisław Budzik, upomniał księdza profesora, miejmy, więc nadzieję, że nie da on pożywki innym pułkownikom LWP.

d3Wspomniany list otwarty pana pułkownika, jest przejawem klasycznego rozdwojenia jaźni, towarzysza, byłego działacza PZPR, SLD i wreszcie KOD, obecnie pułkownika Mazguły (fot. YouTube). Człowiek o wyraźnie lewackich sympatiach napomina Kościół katolicki, którego przecież, jako lewak związany z ideologią negująca istnienie Boga, nie uznaje. Towarzysz pułkownik jest zdegustowany postawą polskiego Kościoła. Daje Biskupom polskim wskazówki, łaja ich, oburza się na ich moralność, pokrzykuje, wypomina rzekome przywileje, straszy… Pyta, dokąd zmierza Kościół i sugeruje jego totalny rozkład. Nie ma, ani powodu, ani miejsca, żeby komentować ten stek kłamstw, rodem z urbanowego plugawnika. Widać jednak, że walka o Polskę wchodzi w kolejny etap. Trzeba szybko doprowadzić do zniszczenia autorytetu Kościoła, wtedy „owieczki” szybko się rozproszą. Biedni nieudacznicy, nieuki. Czas było już zrozumieć zapisane w Ewangelii słowa: „A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Mat. 16:18).

Nawet Stalin, późno, ale zrozumiał, że nie da się zniszczyć polskiego Kościoła, bo to z wiary siła naszego narodu i on go stanowi. Czas już spokornieć i pogodzić się z klęską. Im szybciej, tym lepiej.

Ten list to klasyczny przykład buty czerwonej hołoty, która sięgnie po każdy, najbardziej absurdalny sposób, by skłócić, zamieszać, uderzyć. Dlaczego akurat teraz? Pan pułkownik sam o tym pisze: „Chcecie zamienić polskie godło na krzyż, obwołujecie Chrystusa Królem Polski. Gdzie jest kres tych działań, gdzie wasza moralność?”

Najbardziej więc przeszkadza Intronizacja Chrystusa!

Pisanie o moralności przez oficera stanu wojennego, nazywającego działania wtedy podejmowane, których skutkiem jest wciąż niepodliczona liczba ofiar, KULTURALNYMI – doprawdy paradne!

Nic dodać, nic ująć. Ludowe Wojsko Polskie wciąż marzy o powrocie ludowej ojczyzny i pewnie układu warszawskiego?

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4436-towarzysz-plk-mazgula-pisze-list-czyli-kodowy-hucpiarz-poucza-polskich-biskupow

Anna Dąbrowska*

Tomasz Lis reprezentuje sobą wszystko to, co najgorsze w „obrońcach demokracji” wywleczonych w dniach ostatnich na ulice stolicy, pod pretekstem obrony wolności mediów.

Trudno nie mieć mało przyjemnego déja vu, kiedy patrzy się na twarze protestujących i słucha tych wszystkich obrzydliwych haseł. Przecież już to przeżywaliśmy. W 2010 roku. Wtedy trzeba było zniszczyć naszą żałobę i jedność. To ona gromadziła nas przy trumnach ofiar smoleńskiej katastrofy. Ona przywiodła setki tysięcy Polaków pod Pałac Prezydencki ze zniczami, kwiatami, na modlitwę, zadumę. Podobni KODowcom drwili, pluli na modlących. Wieszali na krzyżu, zrobionym z puszek po piwie, pluszowe kaczki. Mieściło się to w standardach dzisiejszych KODowców, bo jakoś nie odnotowano, by pan Kijowski wtedy wołał w obronie konstytucyjnie zagwarantowanej wolności wyznania. Czy wobec tego można wierzyć, że dziś ich troska jest prawdziwa? Nawet polska flaga, którą niektórzy z trzymają w rękach, zda się jedynie wyrazem kpiny.

d2Pluszowa maskotka króla Europy  (fot. YouTube) dziś ośmiela się, po wcześniejszym ogłoszeniu zamachu stanu (falstart), tknąć prezydenta Rzeczpospolitej Andrzeja Dudę (poślizg). I znów - mieściło się w jego wrażliwości ośmieszanie Polski na arenie międzynarodowej (np. skok na krzesło w japońskim parlamencie, bzdury bigosowe wygłaszane w USA, czy słynne już duńskie kaszaloty), nie mieści się patriotyzm, walka o należną Polsce pozycję, odbudowa prestiżu ojczyzny. Dziś, jak kundel, bez szans na ugryzienie, ujada, podskakuje żałośnie, byle tylko pan zauważył, że się bidulek stara. Nic nie pomoże, inni już faworyci na stołecznych salonach. Nie chce dostrzec były redaktor, że kita wyleniała, zęby stępione i instynkt w zaniku.

Ubecki funkcjonariusz nazywający zbrodnie stanu wojennego kulturalnym zachowaniem, mężczyzna pozujący do dramatycznych zdjęć, które wykorzystuje partia opozycyjna w swym spocie kolportowanym z pewnością przez zaprzyjaźnione media do zachodnich odbiorców, czy wreszcie rozwrzeszczany polityk, który władać będzie strukturami PO na Mazowszu, zakrzykujący niewygodną prawdę tekstami o „zbrodniach PiS” przeciw demokracji. To ich wszystkich reprezentuje pan Lis. Facet, który kiedyś nazywany był dziennikarzem, zniszczony przez swą słabość do kasy? salonów? władzy? Ostał mu się ino … facebook i twitter. Tak właśnie kończą maskotki, nawet te salonowe.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4416-wazelina-nie-pomoze-inne-juz-lisy-na-panskim-dworze

Anna Dąbrowska*

„Bez serc bez ducha to szkieletów ludy (…)” – pisał w „Odzie do młodości” Adam Mickiewicz, nie na darmo wieszczem nazywany. Dziś, jak nigdy wcześniej, mamy okazję się przekonać o prawdziwości słów wielkiego poety. Czyżby mógł przewidzieć reanimację ubecji w jej zakodowanej formie?

Analizując zacytowane słowa w kontekście dziś, czy trudno nie pomyśleć, że oto pozbawieni „serc”, owi obrońcy przeszłego układu, żądne władzy, zdegenerowane hordy pazernych chamów, rzucają się do gardła odradzającej się Rzeczypospolitej? Te Mickiewiczowskie „szkieletów ludy”, które dziś z taką zajadłością dopominają się swych praw do niszczenia Polski, najchętniej widziałyby ją upodloną i biedną „panną na wydaniu”. Czy nie tak właśnie powinno się nazywać ludzi, którzy w imię obrony swoich interesów godzą się na każde niemal łajdactwo czy kłamstwo? Trzymają się kurczowo kościstymi paluchami swych UB-eckich korzeni. Wyją, przy każdej próbie uszczknięcia fortun zdobytych na prześladowaniu polskich patriotów. Tych, którzy pragną Polski walczącej z Panem Bogiem i swą wspaniałą, dumną przeszłością, czy nie można wreszcie podejrzewać o brak „ducha”?

d1Tylko takie skojarzenia przychodziły mi do głowy, gdy patrzyłam, jak zdeterminowana garstka opętanych kłamstwem, pełnych złości nienawistników usiłowała zakłócić modlitwę przed Pałacem Prezydenckim, która odbyła się, jak co miesiąc, w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej (fot. YouTube). Nie ma usprawiedliwienia dla ich zachowania, bo nie ma usprawiedliwienia dla tych, którzy ojczyzny swojej i wiary ojców nie szanują. Choćby nie wiem, jak bardzo różniły nas poglądy polityczne, nie wolno nie uszanować modlitwy, przeszkadzać w okazywaniu szacunku i pamięci zmarłym. Tylko dzicz sowiecka nie miała przed tym oporów, co pokazali czerwonoarmiejcy na grobie Ferdynanda Ossendowskiego. Najpierw go rozkopali, żeby się upewnić, że znienawidzony pisarz nie żyje a następnie całą noc pili na nim wódkę.

Wychowane w tej kulturze II i III pokolenie ubeków jest widać „godnym” sukcesorem tych barbarzyńskich tradycji. Amoralni, destrukcyjni, pozbawieni wszelkich skrupułów będą walczyć do upadłego, by żadne „karły reakcji”, czy inny „antysemicki motłoch” nie przeszkadzał w zakończeniu dzieła, tak ochoczo podjętego przez tatków i dziadków - owych Szechterów, Morelów, Baumanów czy Bierutów. Nawet, jeśli dziś inne mają nazwiska, przodków się nie wyprą. Z różą, czy bez, w czarnym czy tęczowym marszu, zawsze będą to ci sami prowokatorzy, bo „serca i ducha” pozbawiony człowiek może tylko nienawidzić, nawet, jeśli usta ma pełne tekstów o miłości.

Warto przypomnieć jeszcze kilka innych, równie znanych strof Mickiewicza, poety, który wyrugowany przez nich ze szkół, miał również zostać zapomniany. W III cz. „Dziadów” ustami Piotra Wysockiego powiedział Wieszcz i do nas współczesnych:
Naród nasz jak lawa
z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4397-wieszcz-aktualny-jak-nigdy-czyli-o-prowokacjach-pod-palacem-prezydenckim

Anna Dąbrowska*

W czasie sejmowej debaty nad ustawą dezubekizacyjną padło wiele słów nikczemnych. Nic jednak nie jest w stanie „przebić” tego, co mówili w czasie protestu przeciw tej ustawie, zebrani przed gmachem Sejmu najbardziej nią zainteresowani a zacytowano na stronach dorzeczy.pl:

- A sam stan wojenny? Czy oprócz tego, że byli ludzie internowani - no były jakieś bijatyki, ścieżki zdrowia - ale generalnie rzecz biorąc, najczęściej dochowywano jakiejś kultury – mówił chwalący się doświadczeniem stanu wojennego mężczyzna. Niestety, nie podał ani stopnia, ani nawet nazwy jednostki, w której zapewne służył, skoro w proteście uczestniczył.

20161205adksdNie ma się co spierać o „kulturę stanu wojennego”, skoro mówi się o „jakiejś kulturze”. Ma ów pan rację, była ona ”jakąś”, bo wtedy wszystko było „jakieś”. Od zaopatrzenia sklepów, przez patriotyzm, rządzących, skończywszy na demokracji. I szokowałyby z pewnością cytowane wyżej słowa, gdyby nie świadomość, że są one jedynie testem na skuteczność indoktrynacji „mas”, czyli społeczeństwa, którą uprawia, przez ostatnie przeszło 20 lat, wiadoma gazeta. To w niej pisało się o niezwykłości naszych generałów: Kiszczaka i Jaruzelskiego (fot. YouTube). Słowami jej nadredaktora, nazywano jednego „człowiekiem honoru” a od drugiego kazano się „odpieprzyć”. Po prostu uznał ktoś, że dojrzeliśmy już do przewartościowania ocen tego etapu naszej współczesnej historii i czas nas przekonać, że ów trudny czas koniecznych zmian lat 80-tych był niczym, wobec dzisiejszego zagrożenia demokracji. SBecy czy ZOMOwcy pałujący demonstrujących na ulicach, mordujący kapłanów, to z wymysły IPN-u a pokojowe oddanie władzy to zwieńczenie pełnej chwały służby dla Polski gen Jaruzelskiego. Żeby zaś wszystko było jasne, dodał jeszcze przemawiający apologeta stanu wojennego:

– Nie wolno teraz pokazywać, kto był większym albo mniejszym oprawcą (...) Gdzie są ci oprawcy? Oprawcami są ci, którzy dziś dzielą dalej Polaków. To są oprawcy!

Nic ich tak nie boli, jak widmo przeciętnej emerytury. Wyartykułowała to wdowa po generale Kiszczaku twierdząc, że za 2100 miesięcznie po prostu nie da się żyć.

Pani Generałowo, to plotka. Da się. Sama się Pani przekona.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4378-kultura-stanu-wojennego-czy-te-sb-eckie-mozgi-doszczetnie-juz-powariowaly

Anna Dąbrowska*

Kampania Przeciw Homofobii pieje z zachwytu. Powodem owego zachłyśnięcia szczęściem jest oczywiście cykl spotkań z siostrą Jeannine Gramick. Działająca w USA zakonnica, podobno polskiego pochodzenia, będzie wykładała Polakom swoją „homo-teologię”.

Wbrew krytyce watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, łamiąc zakaz swego biskupa, owładnięta obsesją ideologii LGBT zakonnica, odbędzie swego rodzaju mini-tournée po naszym kraju, by pod bałamutnym hasłem „W zgodzie z sumieniem” owe sumienia gwałcić.

Spotkałam w swoim życiu setki osób konsekrowanych. Większość z nich, pytana o to, czym jest życie zakonne, wskazywała na zachwyt Chrystusem, trwanie przy Ewangelii, Dekalogu, wierność Kościołowi. Właśnie w takim duchu służą Bogu i ludziom.

20161123adksdSiostra Jeannine Gramick (fot. YouTube) od lat działa wbrew tym zasadom. Mówienie, że „od 40 lat działa na rzecz przyjęcia osób LGBT we wspólnocie katolickich wiernych” jest czystą manipulacją. Nikt nie może nikogo ze wspólnoty katolickiej wykluczać. Podobnie, jak nikt nie ma prawa zabronić niewierzącemu wejść do kościoła, czy uczestniczyć we Mszy Świętej, jeśli zachowuje elementarne zasady kultury. To kwestia sumienia każdego człowieka, bo to on sam, może się wykluczyć, jeśli trwa w grzechu, odrzuca Ewangelię. Pomoc drugiemu nie polega na oswajaniu jego bliźnich z jego grzechem a na wsparciu przy schodzeniu ze ścieżki grzechu na drogę wyzwolenia, by mógł on skorzystać z Bożego Miłosierdzia. Wydaje się, że 74-letnia, pogubiona siostra Gramick zrezygnowała z Ewangelii na rzecz tęczowej ideologii.

Osoba konsekrowana ślubuje posłuszeństwo. Jeśli więc nie waha się złamać danego przyrzeczenia, pomijając konsekwencje uwarunkowane regulaminem kościelnym, przestaje też być wiarygodna. Uczciwiej byłoby, gdyby odeszła ze zgromadzenia i robiła, co robi, pod swym własnym szyldem. Skoro jest inaczej, warto pomyśleć nad tym, dlaczego tak jest. Dlaczego z grzechu usiłuje się zrobić cnotę?

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4344-czy-jeszcze-siostra-czy-juz-aktywistka-gramick

Anna Dąbrowska*

Kobieta w 8 miesiącu ciąży. Nie czuje ruchów dziecka. Zgłasza się po pomoc do jednego ze szpitali w Starachowicach. Zrobiono stosowne badania. Potwierdzono jej obawy. Dzieciątko nie żyło. Lekarze decydują o rozwiązaniu ciąży. Zatrzymują kobietę w szpitalu. Następnego dnia rozpoczyna się poród. Pomimo jej i jej męża próśb, ani lekarze, ani położne nie udzielają rodzącej pomocy. Martwe dziecko rodzi się na podłodze jednej z sal. Między szpitalnymi łóżkami.

Zapytany o przyczynę skandalicznego zachowania się pracowników SŁUŻBY zdrowia, dyrektor ds. leczniczych wspomnianego szpitala, poinformował reportera RMF MAXXX, że szpital zbada tragedię i dodał jeszcze, że: „Bardzo poważnie podchodzimy do tego KŁOPOTU, który zaistniał na oddziale” (rmf24.pl).

„Kłopot, który zaistniał na oddziale” jest zdarzeniem nieprawdopodobnym, wstrząsającym, szokującym. Do bólu po stracie dziecka, dołożono nieszczęśliwym rodzicom upokorzenie i skrajną obojętność. Ludzie, którzy winni służyć pomocą, radą, wsparciem wreszcie, nie tylko sprzeniewierzyli się elementarnym zasadom, które obowiązują ich z racji wykonywanego zawodu, ale pokazali, że pozbawieni są zwykłych ludzkich odruchów.

20161106adI oto „Larum grają” w mediach zaprzyjaźnionych! Skandal, hańba, oburzające... A czemu się dziwicie? Co was tak zbulwersowało? To jakaś zbiorowa schizofrenia? Jak się możecie dziwić, że promowane przez was „czarne iwenty” przynoszą efekty? Skoro matka ma prawo zabić dziecko, czy może przejmować się już nieżyjącym? To wasza logika. To ona powoduje bezduszność i obojętność na cierpienie innych (fot. pixabay.com). Przecież kilka tygodni temu cała Polska widziała położne, które umieściły w Internecie zdjęcie w czarnych strojach z ogłoszeniem, że one też są ‘”za” „czarnym poniedziałkiem”. To ci sami często ludzie, którzy nagłaśniają środowiska promujące cywilizację „śmierci” dziś zbulwersowane są zachowaniem personelu Starachowickiego szpitala. A może dać mu certyfikat „czarnej wstążki”?

Nie mogą nie pojawić się wątpliwości, co do szczerości reakcji niektórych redakcji na dramat, który opisują. Czy nie jest to dla nich, li tylko, kolejny, nośny temat, który będzie można eksploatować kilka dni, lub tygodni? Oby nie.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4296-starachowicki-dramat-konsekwencja-promocji-zla

Anna Dąbrowska*

„Kampania przeciw homofobii” to organizacja pozarządowa, która powołana została dla szerzenia tolerancji i obrony środowiska LGBT. Tak wygląda działalność kph w teorii. W praktyce, jest to również narzędzie presji i demoralizacji. Przejawia się głównie aktywnością organizacji na polu edukacji. Lobbyści LGBT, co jakiś czas, atakują swą ideologią nauczycieli i wychowawców, próbując przemycić – za ich pośrednictwem – demoralizujące treści polskim uczniom. Ostatnio, na stronach kph znaleźć można odezwę do nauczycieli, promującą tzw. „tęczowy piątek”.

„Pracujesz w szkole, gdzie każdy może liczyć na wsparcie ze strony kadry, bez względu na orientację seksualną i tożsamość płciową? Nazywasz siebie sojusznikiem lub sojuszniczką osób LGBT? Tęczowy Piątek to coś specjalnie dla Ciebie!”

lgbtwikipediaI nie jest to li tylko zaproszenie, ale informacja o tym, co się w niektórych szkołach zapewne będzie działo. I to już niedługo, bo 28października. Tego właśnie dnia, nauczyciele i nauczycielki mają pokazać, że „zależy im na dobrostanie każdego ucznia i każdej uczennicy w ich „drugim domu” jakim jest szkoła”. Na czym, zdaniem kph, ma polegać ów dobrostan? Oczywiście na oswojeniu ze zboczeniami (fot. Wikipedia). W dodatku, działacze LGBT odwołują się do środowiska domowego, tak, jakby tam dewiacja była codziennością. Póki co, kph apeluje o wywieszenie plakatu w klasie lub na korytarzu, przypięciu znaku ruchu sojuszniczego, czyli demonstracji solidarności i wsparcia dla LGBT. Oczywiście, każda próba zdjęcia plakatu będzie okrzyknięta reakcją homofoniczną. Na tym przecież polega działanie owych „bardzo tolerancyjnych” środowisk. Nie wolno nam ulegać homo-terrorowi, zwłaszcza, kiedy sprawa dotyczy naszych dzieci. Po próbach rugowania religii ze szkół, zdejmowania krzyży, „czarnym poniedziałku” lewacy widać uznali, że zmęczą nas swoimi prymitywnymi prowokacjami i odpuścimy. Nie zauważyli tłumów na Jasnogórskich Błoniach?

Warto też zwrócić uwagę, na sugestie zawartą w jednym ze zdań, kończących wspomniany apel: „Szkoły w Polsce mają szansę stać się miejscem przyjaznym młodzieży LGBT” – ten sam styl, co we wszystkich akcjach propagandowych lewackich aktywistów. Kreowanie sztucznej rzeczywistości, by później, tym głośniej z nią walczyć.

Potrzebna jest nasza wielka determinacja i rozwaga, by nie wpuścić do szkół owych „postępowych” demoralizatorów. Mamy obowiązek walczyć o dusze i sumienia naszych dzieci.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4259-srodowiska-lgbt-szykuja-akcje-teczowy-piatek-w-polskich-szkolach

krakowniezaleznymkInformacja własna

Bez ufnej modlitwy do Ducha Świętego nie ma co ruszać w drogę...
(JE abp Wacław Depo)

davW sobotę, 24 września 2016 roku, przed Obliczem Matki Bożej na Jasnej Górze zebrała się blisko setka dziennikarzy reprezentujących Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Mszę Świętą koncelebrowaną w intencjach środowiska ludzi mediów sprawowali m.in. członkowie Katolickiego Stowarzyszenie Dziennikarzy: ksiądz Roman Piwowarczyk z Łodzi, wiceprezes i ksiądz Zygmunt Słomski z Gdańska, członek Zarządu Głównego.

dav"Zanurzeni w chrzest i miłosierdzie..." to wezwanie, które nadał tegorocznej pielgrzymce Jego Eminencja arcybiskup Wacław Depo, przewodniczący Rady do spraw Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski i opiekun środowiska KSD. W tym szczególnym roku, 1050. rocznicy Chrztu Polski dziękowaliśmy Panu Bogu, za pośrednictwem Matki Bożej Jasnogórskiej, za ten wielki dar i prosiliśmy o dalszą opiekę nad naszą Ojczyzną.

W czasie spotkania w Auli Domu Pielgrzyma im. Świętego Jana Pawła II obradom przewodniczyli i przemówienia okolicznościowe wygłosili pp. Anna Dąbrowska i Krzysztof Skowroński, przewodniczący obu dziennikarskich organizacji a głos zabierali m.in.: przedstawicielki Fundacji "Pistacja" i wspaniałe mamy 😉 - pp. Jolanta Marchwacka i Agnieszka Wesołowska, organizator Maksyminaliów - p. Henryk Zając, współorganizator Miasteczka Namiotowego przed budynkiem davSądu Najwyższego, miasteczka utworzonego w celu uwolnienia więźnia politycznego III RP, p. Zygmunta Miernika - p. Wiesław Norman, inspirator wielu przedsięwzięć skierowanych ku Polakom żyjącym za granicą, w tym Oddziału Polonijnego KSD - ksiądz Roman Piwowarczyk, współorganizator dorocznych Konferencji Dziennikarskich w Łodzi - p. Tomasz Bieszczad, a także siostra Witalisa, Hanna Żaboklicka SSCJ (na zdjęciu) z krakowskiego domu Zgromadzenia Sióstr Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego, która przybliżyła zebranym postać inicjatora Zgromadzenia - świętego biskupa Józefa Sebastiana Pelczara oraz dr Ewa Urbańska, przedstawiająca fundamenty "misyjności" mediów publicznych.

davCentralnym wydarzeniem Pielgrzymki było niezwykle serdeczne spotkanie z Jego Eminencją arcybiskupem Wacławem Depo połączone z modlitwą, homilią i błogosławieństwem, a także indywidualne rozmowy z Księdzem Arcybiskupem. Trzeba nadmienić, że nasze kilkugodzinne spotkanie odbywało się przy dźwiękach pieśni i muzyki, którymi uraczyli nas gitarowi (i nie tylko) artyści z gdańskiego duetu "Duval", tym razem w składzie ksiądz Zygmunt Słomski i p. Bogusław Olszonowicz. Okazało się przy tym, że dziennikarze z KSD i SDP nie tylko znakomicie piszą, ale także zupełnie dobrze... śpiewają 😉

siplklogomWarto dodać, że w pielgrzymce krakowskich dziennikarzy ze środowiska KSD uczestniczył także prezes Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, dr Mirosław Boruta. Jednym z efektów jego pobytu na jasnej Górze było też specjalne, arcybiskupie błogosławieństwo udzielone Stowarzyszeniu, jego Władzom, Członkom i Sympatykom...

(Od Redakcji): Zapraszamy do obejrzenia fotoreportażu, zdjęcia przesłał p. Mirosław Boruta. Dwa ostatnie są dziełem p. Krzysztofa Wierusa: https://goo.gl/photos/gMF74viS1CTDGCcA8.

I jeszcze linka do zdjęć Biura Prasowego Jasnej Góry: http://www.jasnagora.com/wydarzenie-10482/zdjecia.

24 IX 2016 - V Pielgrzymka Dziennikarzy na Jasną Górę Zanurzeni w chrzest i miłosierdzie

Anna Dąbrowska*

Matko Boża Jasnogórska, Królowo Polski!
Stajemy przed Twym Cudownym Obliczem, aby za Twoim wstawiennictwem dziękować za łaskę obecności w tym świętym miejscu. My, ludzie mediów, świadomi czasów i wszystkich z tym związanych zagrożeń, błagamy dziś o siłę i odwagę, by móc wiernie służyć Panu Bogu. By nigdy nie zaprzeć się wiary i Ojczyzny, zawsze głosić prawdę, przeciwstawiać się kłamstwu i manipulacji.

Matko Miłosierdzia i Pokoju!
Uproś nam dar łączenia ludzi wokół Tronu Ojca i dopomóż, byśmy przez pamięć Chrztu Polski, nigdy, się przed ponad wiekiem podjętemu zobowiązaniu, nie sprzeniewierzyli.

ksdlogopfaJasnogórska Pani!
Przywołując imiona naszych świętych Patronów: św. Gabriela Archanioła, św. Salezego, św. Maksymiliana Marii Kolbe - im powierzamy nasze talenty, by dysponowali nimi dla pomnażania Bożej Chwały, ku pożytkowi Kościoła i Ojczyzny naszej.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

krakowniezaleznymkInformacja własna

Jak podaje "Wikipedia" pierwszy numer "Niedzieli" ukazał się 4 kwietnia 1926 roku z podtytułem „Tygodnik dla ludu katolickiego Diecezji Częstochowskiej. Ilustrowany tygodnik katolicki Diecezji Częstochowskiej”. I tak już od 90. lat, choć - niestety z przerwami - wpierw zamknęli pismo Niemcy, okupujący Polskę czasie II wojny światowej, potem, w 1953 roku wysługujący się Rosjanom tutejsi "komuniści". Tygodnik został wznowiony dopiero na fali odwilży "Solidarności", w 1981 roku. Do 30 czerwca 2014 roku redaktorem naczelnym był niezmiennie ksiądz infułat Ireneusz Skubiś, a po tej dacie pismem kieruje p. Lidia Dudkiewicz, dotychczasowy zastępca redaktora naczelnego i sekretarz redakcji „Niedzieli”, konsultorka Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski.

niedziela20160918Jubileuszowa, Dwudziesta Pielgrzymka Czytelników, Współpracowników i Pracowników Tygodnika Katolickiego „Niedziela” (fot. www.niedziela.pl) na Jasną Górę pod hasłem „Błogosławieni miłosierni” odbyła się 17 września 2016 roku.

(Od Redakcji): Poniżej publikujemy tekst laudacji, wygłoszonej w tym dniu w Częstochowie, przez przewodniczącą Krakowskiego Oddziału Katolickiego Stowarzyszenie Dziennikarzy, p. Ewę Skwarczyńską i oczywiście z całego serca dołączamy się do życzeń 😉 Ad multos annos!

ewaskwarczynskaEwa Skwarczyńska

Statuetka z cytatem Cypriana Norwida „Do tych, co mają tak za tak - nie za nie - Bez światło-cienia...” została zainspirowana słowami Ojca Świętego Jana Pawła II, wypowiedzianymi w 180. rocznicę urodzin poety, do Polaków w Watykanie 2 lipca 2001 roku:

"Wasza obecność w Rzymie i na Watykanie wiąże się z obchodami 180-tej rocznicy urodzin Cypriana Kamila Norwida, jednego z największych poetów i myślicieli, jakich wydała chrześcijańska Europa. Mamy wszyscy wielki dług w stosunku do tego poety - czwartego wieszcza - i pragniemy wykorzystać okoliczność rocznicową, ażeby ten dług w jakiejś mierze spłacić (...) Cyprian Norwid pozostawił dzieło, z którego emanuje światło pozwalające wejść głębiej w prawdę naszego bycia człowiekiem, chrześcijaninem, Europejczykiem i Polakiem".

Statuetką tą - w środowisku Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, które powstało 25 lat temu i którego współzałożycielami byli obecni tu ks. infułat dr Ireneusz Skubiś oraz prof. dr hab. Karol Klauza - wyróżniamy ludzi, którzy podobnie jak poeta przekonują innych swoim życiem, że „Wszystko bierze żywot z Ideału” (...) Przeplatają ziemię sumieniem „a pot ociera im ona sama: PRAWDA - Weronika sumień”.

Coraz odleglejszy jest dla nas kraj, w którym „kruszynę chleba, podnoszą z ziemi przez uszanowanie, dla darów Nieba (...) gdzie pierwsze ukłony są - jak odwieczne Chrystusa wyznanie: "Bądź pochwalony!"”. Dlatego ludzie, którzy „mają tak za tak - nie za nie - Bez światło-cienia...” są autorytetami, do których tęsknimy.

To pp. prof. Wanda Półtawska i prof. Gabriel Turowski - przyjaciele Ojca Świętego Jana Pawła II, to ks. prof. dr hab. Andrzej Zwoliński, to p. prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki, redaktor Radia Maryja powołany przez p. prezydenta Andrzeja Dudę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, redaktorzy i współpracownicy Wydawnictwa „Biały Kruk”, a od dziś także autorzy, redaktorzy i współpracownicy Tygodnika „Niedziela”, który obchodzi 90-lecie powstania pisma.

Potrzeba nam odwagi, ewangelicznego radykalizmu i wyrazistości. Odnajdujemy je wszystkie co tydzień na kartach Waszego Pisma. I za to wyrażamy wdzięczność Jego twórcom. Ileż polskich spraw toczyłoby się inaczej, gdyby Polacy odnaleźli w swoim sumieniu prawdę głoszoną przez Norwida, że „Ojczyzna jest to wielki-zbiorowy-Obowiązek”. Redakcja Tygodnika „Niedziela” to zespół ludzi, którzy wytrwale i uporczywie (już prawie od wieku) budzą sumienie, pamięć i ducha narodu, wskazują autorytety, uczą godności, zespalają w jedno, wartościami ewangelicznymi i patriotyzmem, wybitnych autorów i czytelników...

Spotkanie pomiędzy komunikacją a miłosierdziem jest owocne na tyle, na ile rodzi bliskość, która otacza troską, pociesza, uzdrawia, towarzyszy i wyprawia święto. W świecie podzielonym, rozdrobnionym, spolaryzowanym, miłosierne komunikowanie się oznacza przyczynianie się do dobrej, wolnej i solidarnej bliskości między dziećmi Boga i braćmi w człowieczeństwie”, pisze w swoim Orędziu na 50. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, który wypada jutro, 18 września papież Franciszek.

Osiągnięcia takich celów życzmy wszystkim współpracownikom „Niedzieli” wyrażając naszym skromnym wyróżnieniem wdzięczność, szacunek i uznanie.

ksdlogopfaKatolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy pragnie podziękować i wyrazić swe bezwzględne poparcie dla stanowiska JE kardynała Stanisława Dziwisza, metropolity krakowskiego, który w wydanym oświadczeniu odniósł się do akcji „Podajmy sobie znak pokoju”, zainaugurowanej kilka dni temu w warszawskiej siedzibie Klubu Inteligencji Katolickiej.

Według informacji organizatorów jest to: „ (…) kampania społeczna skierowana do chrześcijan, która ma na celu przypomnienie, że z wartości chrześcijańskich wypływa konieczność postawy szacunku, otwarcia i życzliwego dialogu wobec wszystkich ludzi, także homoseksualnych, biseksualnych i trans płciowych”.

Do udziału w akcji zaproszeni zostali i z zaproszenia skorzystali, niektórzy publicyści i działacze związani z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Kontaktem” (pismo warszawskiego KIK) oraz wydawnictwami: „Znak” i „Więź”.

Nie oceniając samego faktu udziału w akcji, nie możemy jednak nie zauważyć, że katolicy uczestniczący w manipulacji, o której Kardynał Dziwisz mówi wprost: „Niestety jasno widać, że kampania, która odwołuje się do nauki chrześcijańskiej, ma na celu nie tylko promowanie szacunku dla osób homoseksualnych, ale również uznanie aktów homoseksualnych oraz związków jednopłciowych za moralnie dobre” - stają się tych działań pomocnikami.

Pragniemy również przekazać wyrazy wdzięczności JE abp. Wacławowi Depo, metropolicie częstochowskiemu, przewodniczącemu Rady KEP ds. Środków Masowego Przekazu, za słowa, które wypowiedział w czasie Mszy Świętej sprawowanej w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, do pielgrzymów Stowarzyszenia Ruchu Kultury Chrześcijańskiej „Odrodzenie”:

„(…) To już trzeci tydzień, jak wraz z całym Kościołem, wsłuchujemy się w kolejne fragmenty z listu św. Pawła Apostoła do Koryntian. Jak w poprzednich wierszach Apostoł nie zapomniał odwołać się do fundamentu Chrztu Świętego, tak samo czyni teraz gdy analizuje sprawowanie Eucharystii. Wyraźnie nawiązuje do niej w słowach: „Kielich Błogosławieństwa czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?”. Jeżeli zatem jest jeden chrzest, który jest zanurzeniem w Ciele i Krwi Chrystusa – ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, jest jedna wiara i zjednoczenie z Bogiem, to także jest jeden chleb i jeden kielich spożywany w jednym Kościele. Innymi słowy: Ponieważ należę do Boga od sakramentu chrztu i jestem zakorzeniony w Chrystusa, to należę do budowli jego Kościoła, który jest wspólnotą Domu Boga z ludźmi. Zauważmy jeszcze, że dla Świętego Pawła, Eucharystia posiada wymiar identyfikujący wspólnotę ludzi wierzących. Dlatego słyszymy: nie możecie jednocześnie pić z kielicha Pańskiego i z kielicha demonów. Nie możecie zasiadać przy stole Pana i przy stole demonów. Zdumiewa aktualność słów Apostoła, kiedy słyszymy i już oglądamy na polskich ulicach niebezpieczną kampanię: ”Przekażmy sobie znak pokoju” – z ręką ozdobioną tęczową bransoletą i różańcem świętym . Trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie: Szanujmy człowieka, każdego, ale nie zamazujmy zła. Ani w oczach, ani w myślach. Tego uczył nas, tutaj, na tym miejscu, św. Jan Paweł II. Co to znaczy czuwać ? Nazywać zło po imieniu. Nie zamazywać. Powróćmy więc do obrazu domu, który można budować na skale, lub na niepewnym i nietrwałym gruncie. Z daru Bożego i dzięki Jego łasce zostaliśmy powołani do życia i przez chrzest staliśmy się świątynią, domem Boga. Piękno tego domu zależy od naszych wyborów. Chrześcijanin może być miejscem zamieszkiwania Ducha Świętego i przynosić dobre owoce, lub może być miejscem bałwochwalstwa i obróconym w ruinę (…)”.

Tekst oświadczenia Metropolity Krakowskiego:

W związku rozpoczętą kampanią społeczną „Przekażmy sobie znak pokoju”, czuję się w obowiązku przypomnieć naukę Kościoła Katolickiego na temat homoseksualizmu, ponieważ jest ona ukazywana w sposób rozmyty lub wręcz zmanipulowany.

Kościół w sprawie homoseksualizmu jest cierpliwy i miłosierny dla grzeszników oraz jednoznaczny i nieprzejednany wobec grzechu. Wychowując swoich wiernych do szacunku dla każdego człowieka, jasno naucza, że nie może to nigdy prowadzić do aprobowania aktów homoseksualnych lub legalizowania związków jednopłciowych. Ta prawda moralna, zawarta w Katechizmie (por KKK 2357-2359) i w nauczaniu papieży, obowiązuje w sumieniu każdego katolika.

Niestety jasno widać, że kampania, która odwołuje się do nauki chrześcijańskiej, ma na celu nie tylko promowanie szacunku dla osób homoseksualnych, ale również uznanie aktów homoseksualnych oraz związków jednopłciowych za moralnie dobre. Z ubolewaniem stwierdzam, że w fałszowanie niezmiennej nauki Kościoła włączyły się również niektóre środowiska katolickie, których wypowiedzi i publikacje odeszły od Magisterium. Powołując się wybiórczo na wypowiedzi papieża Franciszka, przemilcza się te, w których Ojciec Święty tłumaczy, że w sprawie homoseksualizmu „powtarza tylko naukę zawartą w Katechizmie” (wywiad z o. Antonio Spadaro).

Obawiam się, że to celowe działanie służy zamazaniu pamięci o wielkim dobru Światowych Dni Młodzieży, które dokonało się w Krakowie i całej Polsce. Związane jest ono z wartościami płynącymi z Ewangelii, które są konkretną i wymagającą propozycją moralną dla młodego pokolenia.

Kard. Stanisław Dziwisz, Metropolita Krakowski

Anna Dąbrowska*

Co reprezentuje sobą Julia Pitera wiemy nie od dziś. To postać wyjątkowo żałosna, nawet, jak na partię PO. Kwintesencją jej dokonań jest ów sławny dorsz w cenie 8 zł 16 gr., wytropiony w wydatkach ekipy PiS, dokonanych za pomocą kart kredytowych.

Dziś jednak autorytet pani Pitery, osoby, której partia zaufała i skierowała do ścigania wszelkich nieprawidłowości i nadużyć, huknął na polityczny bruk. Może to solidarność „jajników” kazała Julii Piterze wykrzyczeć Polakom w twarz, gdzie ma wyroki polskich sądów, by koleżance partyjnej HGW choć na chwilę ulżyć?

20160916adksdNiestety, niezależnie od tego, jak szlachetne intencje kierowały Piterą (fot. YouTube), wyszło, jak wyszło, czyli dno. Nie dość, że dowiedzieliśmy się, iż wyroki sądowe z 2011 r. – przeprosiny Mariusza Kamińskiego i wpłacenie 15 tys. zł na fundację „Pamiętamy” oraz z 2012 r. - przeprosiny partii PiS, za nazwanie radnego pedofila członkiem tej partii, pani Pitera ma w nosie, to jeszcze dodatkowo: nie ponosi żadnych konsekwencji nieprzestrzegania prawa i publicznie chwali się swym zachowaniem. Przy okazji, zgodnie z linią partii, usiłowała - na miarę swego intelektu - „dołożyć” PiS-owi.

Partia PO jest wstrząśnięta, ale nie zmieszana. Będzie Piterę Julię rozliczała. Sprawa już został skierowana do komisji etyki PO. Nie wiem, czy ktokolwiek ma złudzenia. Wszak doświadczenia z tymi praktykami, nie dają podstaw do optymizmu.

Poseł Niesiołowski, pierwszy etyk PO, zadba o koleżankę. Jej kara zapewne proporcjonalna będzie do jej przydatności w partii. Jeśli teoria o „solidarności” jajników jest słuszna, Piterze należy się wszak pochwała, nie nagana.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4165-juli-pitery-czyn-heroiczny-czyli-teoria-solidarnosci-jajnikow

Anna Dąbrowska*

Determinacja „salonu” w przywróceniu panowania Bredzisława i jego kumpli z „partii kolesi”, jest ogromna. Jak w wolnej amerykance: wszystkie chwyty dozwolone. Nie ma znaczenia, że kostiumy „demokratów” i toleransów opadną przy okazji szarpaniny i ukarze się naga… prawda. Już i tak wiadomo kto POP a kto Polak. Ostatnia niedziela w Gdańsku wyraźnie to pokazała.

Naród w swej najlepszej reprezentacji zjawił się na pogrzebie Wyklętych Bohaterów. Po 70 latach oddał należną im cześć, podziękował za walkę o wolność ojczyzny, wierność jej odwiecznym ideałom. Towarzystwo komediantów i udawaczy zadawało pytania kim byli. Komunistyczne kanalie wylewały wiadra ekskrementów w sieci. Najbardziej bezczelni sprofanowali swą obecnością miejsce modlitwy.

Bandę udawanych patriotów stać tylko na destrukcję. I niech mi nikt nie wmawia, że każdy ma prawo do swoich poglądów. Tu nie w poglądach problem a w identyfikacji z Polską, z Narodem. Mam wielu przyjaciół o odmiennych poglądach politycznych, ale: 3 maja, 1 sierpnia i 3 marca identycznie czcimy. Bo to nasza wspólna przeszłość, zwłaszcza od czasu, kiedy znamy prawdziwą jej wersję.

Kolejną hucpę urządzono w Warszawie. Opisuje ją na stronie wpolityce.pl Jan Pospieszalski.

20160901adksdFinałowy koncert festiwalu „Chopin i jego Europa” w Filharmonii Narodowej (fot. pixabay.com). Przed występem artystów przemawia wiceminister kultury Wanda Zwinogrodzka – ministerstwo jest współorganizatorem festiwalu. W tym momencie grupka ludzi zaczyna głośno się śmiać, tupać, buczeć. Wrażliwi i kulturalni obywatele nie będą przecież spokojnie słuchali słów jakiegoś pisiora. Chamstwo w tym tolerancyjnym środowisku to widać norma. Skoro nic są dla nich groby, trumny, pogrzeby, czym być może Narodowa Filharmonia. Może to jakaś fobia, lęk przed wszystkim co w nazwie choćby posiada słowo „NARODOWY”?

Bogu dzięki Polacy są mądrzy. Nie dajemy się sprowokować byle komu a na dodatek potrafimy z klasą reagować na te podłe, prostackie i obce naszej kulturze zachowania.

„Kiedy dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina podziękował ministerstwu za współorganizację koncertu – pisze Jan Pospieszalski - na sali rozbrzmiała salwa oklasków”.

Według autora tekstu, była to właśnie reakcja na prowokację chamów.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4129-kolejny-atak-chamow-teraz-filharmonia-narodowa

Anna Dąbrowska*

Minister Gliński skomentował decyzję o niedopuszczeniu filmu „Historia Roja” do konkursu na festiwalu filmowym w Gdyni. Uznał ją za decyzję polityczną, nie merytoryczną. Niemal natychmiast zareagowała pani Senyszyn. Swoją drogą, może zechce kiedyś, wszak ma pewne cechy ekshibicjonistki, obnażyć przed szeroką publiką powód, swej nienawiści do Żołnierzy Niezłomnych.

Tym razem dała jej upust w Internecie i na jednym z portali społecznościowych napisała wprost:

- Min. Gliński zdziwiony, że filmowy knot o jakimś wyklętym nie jest w głównym konkursie Festiwalu w Gdyni. Jest tam, gdzie powinien - na śmietniku

20160824adksdNie wiem dlaczego, ale po przeczytaniu tych kilku słów nabazgranych przez Joannę Senyszyn (fot. YouTube), przypomniałam sobie, przekaz naszych historyków o około stu tysiącach obywateli sowieckich, którzy zostali przysłani do Polski po wojnie, przez Stalina. Nazwani pop-ami (pełniącymi obowiązki Polaka) agenci Kremla, mieli być „trzonem nowego narodu”, narodu obywateli PRL-u. Całe to towarzystwo chamów, najczęściej wywodzące się z marginesu społecznego, wychowało swych potomków na nienawidzących Polskę i wszystkiego, co z nią związane: jej religii, historii, tradycji. To ich potomkowie dziś opluwają Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych. Oni - dysponując kapitałem, co zagwarantował im pakt okrągłostołowy - wciąż judzą, dzielą Polaków, donoszą na Polskę i ośmieszają ją przed światem. Tak mi się to wszystko jakoś przypomniało… .

Biedna kobieta bez tożsamości, ojczyzny, jedynie z chorą osobowością zamkniętą w lateksowym gorsecie i kompleksami przykrytymi grubą warstwą makijażu.

O ile po ludzku mogę jej tylko współczuć, o tyle, jako Polka, powiedzieć muszę: Wara od polskich bohaterów!

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4108-lateksowa-lewicowa-lwica-znow-puscila-pawia