Przeskocz do treści

Europosłowie nie mają prawa zajmować się kwestią aborcji ani kwestiami zdrowia - mówił europoseł Patryk Jaki (PiS) podczas dyskusji w komisjach PE o wyroku polskiego TK, który stwierdził niekonstytucyjność aborcji eugenicznej. Sylwia Spurek z Zielonych domagała się wszczęcia procedury naruszeniowej wobec Polski.

Mocne wystąpienie Patryka Jakiego

Mówicie państwo często o praworządności. Pamiętajcie, że praworządność to działanie w granicach prawa i przestrzeganie prawa. Tak się składa, że nie macie prawa zajmować się kwestią aborcji ani kwestiami zdrowia. Dobrze wiecie, że te dwie kwestie należą do państw członkowskich. W związku z tym bezczelnie łamiecie prawo — oznajmił w środę Patryk Jaki przemawiając na wysłuchaniu zorganizowanym przez komisje Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) oraz Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) Parlamentu Europejskiego.

Mówicie, że gender i aborcja jest zapisana w traktatach. Gdzie konkretnie? Który konkretnie punkt? Bardzo dobrze wiecie, że jest to nieprawda. Interpretujecie to z innego punktu o wartości zdrowia kobiety. A gdzie jest wartość życia osoby niepełnosprawnej, osoby która się jeszcze nie narodziła? (…) Dla dużej części Polaków wartość życia ma takie samo znaczenie w przypadku osoby niepełnosprawnej jak i kobiety czy mężczyzny pełnosprawnego —podkreślił eurodeputowany Solidarnej Polski.

Przypomniał, że w Polsce nadal istnieją dwie przesłanki do aborcji, a o ewentualnym zastosowaniu trzeciej w dużej mierze decydują lekarze. Mówicie, że takie orzeczenie stawia pod znakiem zapytania niezależność TK w Polsce. To może od razu załączcie listę orzeczeń, które są zgodne z prawem i takich które są niezgodne z prawem i to będzie prawdziwa niezawisłość w Unii Europejskiej — ironizował Patryk Jaki.

Fragment tekstu za: https://wpolityce.pl/polityka/540597-mocne-wystapienie-jakiego-w-pe-bezczelnie-lamiecie-prawo

Podczas wtorkowej debaty w Parlamencie Europejskim słychać było wiele głosów, wzywających do nałożenia sankcji na Rosję w związku z aresztowaniem lidera opozycji Aleksieja Nawalnego. Wielu europosłów skrytykowało niedawną wizytę szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella w Moskwie. W swoim wystąpieniu Patryk Jaki wezwał do wstrzymania Nord Stream 2.

„Czyny a nie słowa droga Europo!”

Patryk Jaki  (fot. w polityce.pl). w imieniu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) zaapelował o zakończenie „teatru hipokryzji”. Czas skończyć ten teatr hipokryzji. Otóż w słowach potępiacie Putina i wszystko to co robi. To znaczy próbuje otruć, wsadza ich do więzienia, napada na sąsiadów, tworzy totalitarny system, który niszczy wolność swoich obywateli. A jednak, kiedy przychodzi do działania to robicie całkowicie coś innego. Budujecie z nim Nord Stream 2, który nie tylko niszczy europejskie wartości, europejską solidarność, ale i buduje Putinowi narzędzie szantażu wobec innych państw, a do tego szef europejskiej dyplomacji demonstracyjnie jedzie do Moskwy w czasie, kiedy jest skazywany Nawalny. Pora się zdecydować Europo! Albo wspieracie wartości takie jak solidarność, wolność albo interesiki Putina. Droga Europo! Dość tych teatralnych gestów - wstrzymajcie Nord Stream 2 albo przestańcie nam wreszcie mówić o wartościach. Czyny a nie słowa droga Europo! - mówił europoseł Solidarnej Polski.

Za: https://wpolityce.pl/polityka/538828-mocne-wystapienie-jakiego-czyny-a-nie-slowa-droga-europo

Daniel Obajtek ma predyspozycje na premiera. Jeśli zostanie wyznaczony, nie będziemy się sprzeciwiać – powiedział europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

W rozmowie z Wirtualną Polską były wiceminister sprawiedliwości odniósł się do planów rządu dotyczącego podatku dla mediów. Zapytany, czy projekt w tej sprawie był konsultowany z Solidarną Polską, przyznał: "Nie". – Dopiero teraz jest on przez polityków Solidarnej Polski analizowany. To była indywidualna inicjatywna premiera Mateusza Morawieckiego – dodał.

Patryk Jaki tłumaczył, że co do zasady widzi zalety zajęcia się problemem nierównego opodatkowania mediów. – Od lat apelowałem o przyjrzenie się firmom takim jak Facebook czy Twitter - które nie płacą dużo w stosunku do swoich zysków, a przeciętny Polak musi płacić w Polsce podatki bez żadnego kombinowania. To niesprawiedliwe. Zyski od nich mają być przeznaczone w dużej mierze na polską służbę zdrowia – wskazał. Europoseł podkreślił, że jest sceptyczny co do tego, aby podatek dotyczył mniejszych firm czy wydawców lokalnych.

Patryk Jaki: Solidarna Polska została wyrzucona z TVP

Przy okazji rozmowy o podatku od reklam i mediów pojawił się temat Telewizji Polskiej. W tym fragmencie rozmowy padło kilka gorzkich słów pod adresem publicznego nadawcy. – Od czasu sprzeciwu wobec łączenia budżetu z kryterium ideologicznym w UE Solidarna Polska została wyrzucona z TVP – podkreślił i ocenił, że jest to "forma represji za bardzo asertywne stanowisko Solidarnej Polski, inne od PiS-u i partii Gowina w Unii Europejskiej" (fot. wpolityce.pl).

– Ja sam nie miałem zaproszenia do TVP od wielu miesięcy, a do "Gościa Wiadomości" chyba od dwóch lat. To cena za swoje zdanie ws. tzw. "praworządności" – dodał. Wskazując na wyniki TVP, Patryk Jaki stwierdził, że " mówią same za siebie". – Dużo ludzi pilotem decyduje się na te ofertę – przyznał.

Daniel Obajtek premierem? "Ma predyspozycje"

W wywiadzie pojawił się też wątek ewentualnej zmiany premiera. W ostatnim czasie pojawiły się spekulacje, że Mateusza Morawieckiego zastąpić ma prezes PKN Orlen.

– Daniel Obajtek jest na pewno osobą wyjątkowo zdolną – ocenił Patryk Jaki. Zdaniem byłego wiceministra sprawiedliwości, ma predyspozycje do tego, aby pełnić funkcję premiera. – Ale decyzja co do premiera należy do największej partii w koalicji. Z tego, co wiem, Daniel mówił, że na razie taka propozycja nie padła – zastrzegł. Dopytywany, co jeśli taka propozycja rzeczywiście się pojawi, europoseł odparł: "Nie sądzę, aby w tej kwestii były jakieś przeszkody z naszej strony".

Tekst za: https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/172927/obajtek-premierem-jaki-jest-osoba-wyjatkowo-zdolna-ma-predyspozycje.html

– Jeśli chodzi o mnie, nie jestem zwolennikiem determinizmu. Wprost przeciwnie, uważam, że na rzeczywistość trzeba reagować i brać sprawy w swoje ręce. Konserwatyści nie mogą bać się bronić prawdy i o nią walczyć – mówi portalowi DoRzeczy.pl europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

Z ostatniego sondażu CBOS wynika, że lewica w Polsce jest coraz silniejsza wśród młodzieży. Z czego to Pana zdaniem wynika?

Patryk Jaki: Odpowiedź podzieliłbym na przyczyny wewnętrzne i zewnętrzne. W wewnętrznych najważniejszą przestrzenią jest kultura, od której wszystko się zaczyna. To obszar aksjologiczny, do którego młodzi ludzie mają dostęp. Mówiąc delikatnie, w tej kwestii Zjednoczonej Prawicy idzie średnio. Dzieje się tak na wielu poziomach, od sposobu organizacji trzeciego sektora, czyli mediów, po twardą kinematografię i miękki soft instytucjonalny. Wszystko to wydaje się być mocno zdominowane przez lewicę. Kolejnym obszarem jest kwestia edukacji, którą szczególnie wpływają nowe media będące nośnikiem wartości i mocno wpływają na postawę młodych ludzi. Razem ze środowiskami kultury mają one monopol na dystrybuowanie prestiżu. To przekłada się na stan świadomości nauczycieli, którzy aspirują do tego, aby być elitą państwową, a ich osobiste poglądy mają wpływ na kształt polskiego systemu edukacji. Edukacja kiedyś była domeną prawicową, ponieważ wpływ autorów takich jak Mickiewicz czy Sienkiewicz, podbudował warstwę konserwatywno-patriotyczną. Do tego należy dodać kwestię wyższych uczelni, gdzie lewica nie tylko dominuje, ale można mówić wręcz o pewnej hegemonii. W wielu przypadkach uniwersytety nie są już oazą wolności, a czasami stają się środowiskiem antynauki. Dobrze pokazuje to przykład prof. Płatek, która stwierdziła, że w parach homoseksualnych rodzi się tyle samo dzieci, co w heteroseksualnych. Podsumowując, zaniedbania naszego rządu w dziedzinach takich jak kultura i popkultura sprawiły, że te tendencje się zmieniają.

A jeśli chodzi o obszar zewnętrzny?

Są to ogromne środki finansowe, które idą z zewnątrz, zarówno z instytucji Unii Europejskiej, jak i światowej kultury, np. kinematografii (fot. w polityce.pl). Dzieje się tak począwszy od nowych serwisów filmowych i streamingowych, gdzie propagowane są bardzo konkretne wartości, po organizacje pozarządowe finansowane zza granicy, np. Open Society.

Internet przez lata kojarzył się raczej z treściami prawicowymi, dla których nie było miejsca w mainstreamie. Dlaczego to się zmieniło?

To prawda, że prawicowi politycy dobrze sobie radzą w internecie. Właściciele platform internetowych znaleźli jednak sposób, jak sprawić, aby poglądy prawicowe miały jak najmniejsze zasięgi. Z tego wynikają afery z ucinaniem zasięgów kont prawicowych, a sztucznym pompowaniem lewicowych. Z czasem te działania się radykalizują i mamy do czynienia np. z blokadą i totalną cenzurą treści konserwatywnych. To kolejne wyzwanie dla prawicy.

Jak należy reagować na ten trend? Może prawica powinna wyjść z syndromu oblężonej twierdzy i sama tworzyć atrakcyjne alternatywy?

Od początku mówiłem, że jest to jedyna droga. Musimy być aktywni, pracować nad organizacją i tworzyć instytucje. Są jednak rzeczy, których nikt za nas nie zrobi. Rynek medialny musi być zrównoważony. W Zjednoczonej Prawicy mamy różne poglądy na ten temat. Jeśli chodzi o mnie, nie jestem zwolennikiem determinizmu. Wprost przeciwnie, uważam, że na rzeczywistość trzeba reagować i brać sprawy w swoje ręce. Konserwatyści nie mogą bać się bronić prawdy i o nią walczyć.

Z sondażu CBOS wynika nie tylko wzrost przekonań lewicowych, ale również ogromny spadek poglądów centrowych. Jak Pan ocenia tę polaryzację wśród młodzieży?

Ten proces jest znany w różnych częściach świata. Młodzi ludzie lubią się opowiadać, nie lubią odcieni, chcą nieść jakąś flagę. Z drugiej strony, ludzie, którzy za młodu popierali lewicę, z wiekiem często stają się bardziej konserwatywni. Chciałbym, aby dotarło to do lewicy, która dzisiaj otwiera szampana. Im człowiek jest starszy, tym łatwiej zauważa, że świat pod tytułem „róbta, co chceta” prowadzi do tragedii. Zyskują wówczas na znaczeniu tradycyjne wartości takie jak Kościół, rodzina czy naród.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/172119/jaki-na-rzeczywistosc-trzeba-reagowac-i-brac-sprawy-w-swoje-rece.html

– Kto wam dał prawo do decydowanie, które życie jest lepsze, a które gorsze – pytał Patryk Jaki w Parlamencie Europejskim. Patryk Jaki w mocnym wystąpieniu wskazał, że Parlament Europejski pochyla się z troską i domaga się praw niemal dla każdego.

– Co tydzień domagacie się specjalnych praw dla 200 niezdefiniowanych płci, która i tak już mają swoje specjalne prawa, specjalne środki, swoich komisarzy, swoje rezolucje. Ostatnio nawet tutaj organizowaliście konferencję w sprawie specjalnych działań dla kobiet, które świadczą usługi seksualne – mówił polityk.

Patryk Jaki (fot. w polityce.pl) wskazał, że PE bije się o specjalne prawa niemal dla wszystkich, oprócz dla dzieci, które są posądzone o niepełnosprawność. – Je według dużej części z was można usuwać nawet w 8 czy 9 miesiącu ciąży na życzenie. I jeszcze twierdzicie, że jest to prawo człowieka i wyzywacie wszystkich tych, którzy bronią te dzieci najsłabsze, najbardziej bezbronne – mówił. Kto wam dał prawo do decydowanie, które życie jest lepsze, a które gorsze – dopytywał.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/swiat/171915/emocjonalne-wystapienie-jakiego-w-pe-kto-dal-wam-prawo.html

Niemcy otrzymają 30 mln dodatkowych szczepionek Pfizera przeciw COVID-19, mimo że zabrania tego unijne porozumienie. Europoseł Patryk Jaki uważa, że to przejaw łamania praworządności.

Hanno Kautz, rzecznik niemieckiego ministerstwa zdrowia, potwierdził, że kraj otrzyma około 60 milionów dawek szczepionek Pfizer/BioNTech z kontraktów unijnych i 30 milionów w ramach porozumień bilateralnych. Berlin zabezpieczył dla siebie dodatkowe dawki szczepionki już we wrześniu, naruszając w ten sposób unijną strategię dotyczącą szczepień, która zakazuje państwom członkowskim prowadzenia równoległych negocjacji w sprawie ich zakupu.

Niecałe dwie godziny przed oświadczeniem rzecznika niemieckiego MZ przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen potwierdziła, że kraje nie mogą podpisywać odrębnych umów na dostawy szczepionek.

Będzie debata w PE?

Tymczasem były wiceminister sprawiedliwości, a obecnie europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki, informuje, że napisał wniosek ws. zorganizowania debaty dotyczącej działań podejmowanych przez Niemcy w zakresie zakupu szczepionki.

"Dziś napisałem wniosek o debatę nt. łamania praworządności przez Niemcy w związku z tym, że wbrew zasadom załatwili sobie więcej szczepień poza rozdziałem z UE dla wszystkich państw" – poinformował polityk w mediach społecznościowych.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/168704/jaki-chce-debaty-nt-lamania-praworzadnosci-przez-niemcy.html

Duże korporacje bez żadnej legitymacji od ludzi niszczą wolność – podkreśla europoseł Patryk Jaki.

Patryk Jaki odniósł się za pośrednictwem mediów społecznościowych do decyzji administratorów Facebooka o zablokowaniu konta Visegrad 24 publikującego doniesienia na temat działalności Grupy Wyszehradzkiej. Powodem blokady ma być naruszenie standardów społeczności.

"Grupa Wyszehradzka zbanowana na FB. Z USA każdego dnia więcej informacji o masowym usuwaniu kont krytykujących lewicę" – zaczął swój wpis były wiceminister sprawiedliwości (fot. wpolityce.pl). Polityk podkreślił, że duże korporacje bez żadnej legitymacji od ludzi niszczą wolność. Z tego powodu - jak wyjaśnił - "obrona wolności słowa znów staje się największym wyzwaniem konserwatystów na świecie".

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/168293/jaki-to-znow-najwieksze-wyzwanie-konserwatystow-na-swiecie.html

Radio Maryja

Z szacunku do naszych przodków, którzy oddawali krew za to, żeby Polska była państwem suwerennym, podmiotowym i niepodległym, nie możemy zgodzić się na to, aby takimi metodami rozmywać polskie państwo, w którym Polacy nie będą mieli zaraz siły do samostanowienia. Albo chcemy być kolonią, albo dumnym państwem. Namawiam do tego, żebyśmy nie mieli żadnych kompleksów – powiedział europoseł Patryk Jaki w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Europoseł Patryk Jaki odniósł się do federalizacji Unii Europejskiej.

– Jesteśmy w tej chwili na etapie, który nie jest dobrze zdefiniowany w percepcji społecznej. On bardzo przyśpiesza. To etap, w którym metodą faktów dokonanych tworzona jest struktura przyszłego państwa europejskiego, Stanów Zjednoczonych Europy. Krokiem milowym w owej koncepcji jest rozporządzenie, które łączy wydatkowanie pieniędzy z kryteriami ideologicznymi. To jest zmiana ustrojowa, która idzie dużo dalej niż ta zawarta w traktacie z Lizbony, który był krytykowany za odbieranie kompetencji państw członkowskich, tworzenie przedstawicieli UE, którzy odpowiadają reprezentacji państwa np. specjalnego ministra do spraw zagranicznych Unii Europejskiej czy przewodniczącego Rady Europejskiej, który ma reprezentować państwo europejskie na zewnątrz – wskazał gość „Aktualności dnia”.

Niebezpieczeństwem dla Polski jest powiązanie budżetu unijnego z tzw. praworządnością.

– Rozporządzenie łączące budżet z praworządnością jest dokumentem, który pozwala zablokować wypłatę środków, które należą się Polsce, jeżeli zostanie źle oceniona polityka kulturalna państwa, tożsamościowa czy polityka w zakresie prawa rodzinnego, wymiaru sprawiedliwości, czyli wszystkich elementów, które są przypisane do wyłącznej kompetencji państwa członkowskiego. Nic do tego europejskim instytucjom. W prawie wtórnym zmieniono metodą faktów dokonanych zasady traktatowe. Zauważyli to nawet prawnicy Unii Europejskiej. W tej chwili będzie tak, że Polacy będą mogli wybrać sobie rząd, natomiast urzędnicy europejscy będą mogli uznać, że mają inny punkt widzenia i zaczną wymuszać na Polsce różne rzeczy poprzez blokowanie środków – mówił polityk.

Europoseł Solidarnej Polski podkreślił, że Polacy powinni pozbyć się wszelkich kompleksów na tle innych narodowości.

– Z szacunku do naszych przodków, którzy oddawali krew za to, żeby Polska była państwem suwerennym, podmiotowym i niepodległym, nie możemy zgodzić się na to, aby rozmywać polskie państwo, w którym Polacy nie będą mieli zaraz siły do samostanowienia. Albo chcemy być kolonią, albo dumnym państwem. Namawiam do tego, żebyśmy nie mieli żadnych kompleksów. Jak Polska była silna, to potrafiła zmieniać świat i wyznaczać trendy. Dzisiaj wiele osób zadowala się rolą kserokopiarki tego, co wymyślą unijni urzędnicy. Mamy swoje zasady, których powinniśmy bronić – podsumował Patryk Jaki.

Całą audycję „Aktualności dnia” z udziałem Patryka Jakiego można odsłuchać tutaj: https://www.radiomaryja.pl/multimedia/w-jakim-kierunku-zmierza-unia-europejska

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-p-jaki-o-postepujacej-federalizacji-ue-albo-chcemy-byc-kolonia-albo-dumnym-panstwem

„To jest po prostu kolejna fatalna wiadomość dla Polski, ale z drugiej strony – konsekwentnie realizowana polityka tworzenia państwa europejskiego, w którym Polacy mają zarezerwowaną rolę obywateli drugiej kategorii” - mówi portalowi wPolityce.pl eurodeputowany Patryk Jaki, odnosząc się do zapowiedzi komisarz Very Jourovej uruchomienia mechanizmu praworządności wobec Polski i Węgier jeszcze przed wydaniem w jego sprawie wyroku przez TSUE.

Jeżeli ta zapowiedź zostanie spełniona, to będzie niestety przykre potwierdzenie wszystkich naszych diagnoz, które stawialiśmy, mówiąc o tym, jakie konsekwencje może mieć zgoda na to rozporządzenie pomimo deklaracji niebędących prawem w konkluzjach — mówi Patryk Jaki, komentując deklarację Very Jourovej, iż chce „zbadać” Węgry i Polskę za pomocą mechanizmu praworządności już na początku przyszłego roku czyli zanim wyrok w sprawie jego zgodności z traktatami wyda TSUE.

Mam nadzieję, że ta deklaracja nie będzie realizowana, bo gdyby była, to by oznaczało też to, że liderzy polityczni Europy nie mają żadnego problemu w tym, żeby kilka tygodni po zadeklarowaniu czegoś publicznie złamać te obietnice — zauważa.

„Nie sądziłem, że tak szybko im pójdzie złamanie obietnicy”

Nigdy nie miałem złudzeń co do tego, że będą to robić w stosunku do rozporządzenia i twardego prawa, ale nie sądziłem, że tak szybko im pójdzie złamanie obietnicy związanej z tym, żeby przystąpić do działania przed wyrokiem TSUE. Liczyłem na to, że przynajmniej poczekają do tego wyroku TSUE — dodaje eurodeputowany.

To jest po prostu kolejna fatalna wiadomość dla Polski, ale z drugiej strony – konsekwentnie realizowana polityka tworzenia państwa europejskiego, w którym Polacy mają zarezerwowaną rolę obywateli drugiej kategorii — konstatuje.

„Dobrze by było, żeby pani komisarz Jourova też czasem poczytała wyroki TSUE”

Odnosząc się do zapowiedzi komisarz Jourovej, że „w przypadku Polski od 2015 roku jednym z tematów jest reforma wymiaru sprawiedliwości.(…) Jeśli Polska nie rozwiąże naszych obaw co do organu dyscyplinarnego, nie zawaham się skierować sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości na początku przyszłego roku”, Patryk Jaki zauważa: „Wyrok TSUE dotyczący tej słynnej polskiej sprawy sprzed wielu miesięcy w części jednej z sentencji mówi, że organizacja sądownictwa należy do kwestii państwa członkowskiego. Dobrze by było, żeby pani komisarz Jourova też czasem poczytała wyroki TSUE i czasem poczytała traktaty i żeby zobaczyła, że mówiąc o praworządności sama tę praworządność łamie”.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/532776-jaki-komentuje-zapowiedz-jourovej-sama-lamie-praworzadnosc

Kiedy ostatnie tygodnie debatę publiczną w Polsce zdominowała jałowa dyskusja o rzekomych „rozgrywkach wewnątrz koalicji” unijni liderzy domykają swój plan zmieniający na wiele lat instytucjonalny układ sił w Europie.

Nie potrafię wyjść z podziwu, jak wiele osób z jednego z najważniejszych ustrojowych sporów w historii Unii Europejskiej uczyniło sobie „polityczną walkę wewnątrz obozu”. Choć każdy, kto zna polską historię, wie, że bardzo często bywało tak, że polskie elity przegapiły moment i budziły się dopiero wtedy, gdy było już za późno. Jak pisze B. Wildstein tak było w 1772 r. i zryw z 1791 r. był już tylko piękną, ale niestety przykrą konsekwencją niezrozumienia procesu, który rozpoczął się wcześniej. Polska wchodziła już w rolę biernego obserwatora realizacji polityk sąsiednich mocarstw.

Państwo europejskie?

Wielu pewnie zastanawia się, czy nie ma w tych słowach i porównaniach przesady. Wobec tego musimy się zastanowić, co według klasycznych definicji jest składową częścią budującą państwo? Terytorium i monopol na stosowanie siły dziś uzupełnione o system obrony, kulturę, zdolność tworzenia prawa czy reprezentację instytucjonalną.

I teraz spójrzmy na Unię Europejską. Od 2004 r., kiedy Polska wchodziła w jej struktury i wszyscy się zarzekali, że chodzi tylko o „swobodny przepływ usług, towarów, ludzi”, a nasze państwo miało nie tylko siłę głosu prawie taką jak Niemcy (29–27), ale jeszcze posiadało prawo weta wszędzie tam, gdzie ingerencja szłaby za daleko. Wtedy też liderzy SLD przysięgali, że nigdy nie będzie chodziło o kulturę, edukację czy inną ingerencję w wyłączne sprawy zastrzeżone dla suwerennego państwa.

Jednak kiedy Polska i inne kraje dołączyły do UE, wszystko zaczęło się zmieniać. Niemcy z przyzwoleniem Francji rozpoczęły obliczony na dekady plan tworzenia „państwa europejskiego”.

W 2005 r. tzw. Konstytucja dla Europy już zabierała nie tylko wiele uprawnień państwom członkowskim; zabierała, gdzie to możliwe, prawo weta, zmieniała system głosowania, ale tworzyła też nowe urzędy i instytucje, które miały „reprezentować państwo europejskie”, jak np. minister ds. zagranicznych UE czy samodzielny szef Rady Europejskiej (nie według kadencji prezydencji). Miało to na celu oswajanie opinii publicznej z faktem, że „państwo europejskie” na arenie międzynarodowej występuje samodzielnie. Do tego jako zasadę wprowadzono wyższość prawa UE nad prawem krajowym. Nagle jednak ten pomysł przepadł w referendum we Francji i Holandii, gdzie ludzie uznali, że państwa narodowe mają dla nich większe znaczenie niż UE, i celowo nie dopuszczono do referendum w Wielkiej Brytanii, bo wyniki były jeszcze bardziej „niepewne”. Pomysły oficjalnie zarzucono, „bo ludzie nie dojrzeli”. Jednak plan realizowano. Przygotowano Traktat Lizboński, z którego co prawda wyrzucono najbardziej kontrowersyjny zapis o „wyższości prawa UE nad krajowym”, jednak wprowadzono prawie wszystkie najważniejsze elementy z odrzuconej przez ludzi „Konstytucji dla Europy”. Zabrano prawo weta, zmieniono system głosowania na korzystny dla największych, wprowadzono instytucje reprezentujące UE na zewnątrz, jak szef Rady Europejskiej, natomiast ministra spraw zagranicznych UE wprowadzono pod mylącą nazwą „wysokiego przedstawiciela UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa”, który… jest reprezentantem Unii w zakresie polityki zagranicznej. A sprawę „wyższości prawa UE nad prawem krajowym” i tak załatwiono faktami dokonanymi poprzez orzecznictwo TSUE (doktryna pozatraktatowa kształtowana na sprawie Costa vs. E.N.E.L.). Co ciekawe, przeciwko tak dalekiej ingerencji UE w prawa krajowe zbuntowali się… niemieccy sędziowie trybunału w Karlsruhe, którzy w wyroku z 5 maja 2020 r. (w sprawie EBC) przypomnieli TSUE, że wchodzi w nieswoje kompetencje.

Ten fakt nie zmienia jednak planu tworzenia „państwa europejskiego”, który jest konsekwentnie realizowany. Zmarły niedawno były prezydent Francji Valéry Giscard d’Estaing chwalił determinację kanclerz Merkel za konsekwencję w realizacji „postulatów odrzuconych” w referendach w 2005 r.

Mają już system głosowania, organy reprezentujące UE na zewnątrz, system tworzenia wspólnego prawa i instytucjonalizowania właściwej hierarchii prawa.

Co jeszcze zostało? Kultura, edukacja, podatki, polityka obronna i narzędzie do stosowania „siły”, gdyby jakieś państwo znów „fikało”.

Kultura spod znaku „cancel culture” jest wszechobecną i wszechpanujacą w UE. W skrócie polega ona na tym, że jak nie zgadzasz się z obecną „modą”, to zostajesz wyśmiany, zwyzywany i wykluczony z debaty. Ten sposób działania stał się tak popularny, że został tematem najgłośniejszego listu otwartego na świecie ostatnich lat, który opublikował „Harper’s Magazine”. Pod listem podpisało się 150 intelektualistów z różnych stron ideowych: od Glorii Steinem przez Margaret Atwood, Noama Chomsky’ego, szachowego mistrza świata Garry’ego Kasparowa, politologa i filozofa politycznego Francisa Fukuyamę, po autora przemówień prezydenta George’a W. Busha – Davida Fruma, Salmana Rushdiego i… J. K. Rowling. Wszyscy sprzeciwiają się działaniom środowisk walczących o polityczną poprawność i podkreślają:

„(…) wolna wymiana informacji i idei, krwiobieg liberalnego społeczeństwa, każdego dnia jest coraz bardziej ograniczana. (…) Dochodzą do tego wezwania do zaprowadzenia większej równości oraz otwartości w naszym społeczeństwie – nie tylko w szkolnictwie wyższym, dziennikarstwie, filantropii i w sztuce. Efektem tego niezbędnego rozrachunku jest jednak nowy katalog postaw moralnych i politycznych recept, które osłabiają ramy naszego dialogu społecznego, a także osłabiają tolerowanie różnic na rzecz ideologicznego konformizmu. O ile wspieramy te pierwsze zmiany, to wyrażamy nasz sprzeciw wobec tych drugich.” – czytamy w liście.

„Spodziewaliśmy się tego ze strony radykalnej prawicy, ale cenzura rozlewa się również po naszej stronie: nietolerowanie innych opinii, moda na zapędzanie przeciwników w kozi róg, ostracyzm, a także tendencja do tego, by ze ślepą moralną wyższością rozwiązywać skomplikowane problemy. Doceniamy wartość żywej, momentami nawet ostrej walki z mową nienawiści i dezinformacją, ale obecnie zbyt często słychać wezwania do szybkiego i zdecydowanego ukarania tych, którzy w opinii pewnych osób przekraczają dopuszczalne granice debaty.” – konstatują autorzy apelu.

Czyli już nie tylko znana nam dobrze europejska „religia” LGBT i gender czy absurdalna antropologia nieograniczona, ale także poprawność polityczna wykluczająca tradycyjne poglądy z debaty publicznej, jak również atakująca lewicowe poglądy, które „nie są zbyt lewicowe”, albo które w ogóle śmią „ważyć racje”. Jedyne, co chcą im powiedzieć zwolennicy „cancel culture”, to… WYPIERD…

Nie miejmy żadnych złudzeń; walec kulturowy, który rozjechał już większość państw Zachodu, zbliża się do ostatniego przedmurza chrześcijańskich i tradycyjnych wartości, tj. Polski i Węgier. Jak pisze francuski pisarz i eseista Eric Zemmour:

„UE chce zmusić Węgrów i Polaków do poddania się wielokulturowej, feministycznej i pro-LGBT koncepcji krajów zachodnich. Chce się narzucić im imigrację, aborcję, propagandę LGBT”.

Do tego dochodzi proces całkowicie niezauważalny w polskiej debacie publicznej, tj. tworzenie zrębów europejskiej armii. Liderzy UE po cichu wykorzystali wyjście Wielkiej Brytanii z UE, która zawsze wszystko w tym zakresie blokowała i szybko przystąpili do działania. Stworzyli MPCC, czyli „struktury dowodzenia”, ustanawiając Komórkę Planowania i Prowadzenia Operacji Wojskowych w ramach Sztabu Wojskowego UE. Od lat była to kwestia sporna. Teraz oznacza ona uznanie UE jako – drugiego po NATO – autonomicznego aktora w obszarze obronności w Europie. MPCC co prawda ma dowodzić wyłącznie wojskowymi misjami szkoleniowymi, jednak nie wiadomo, jak to będzie wyglądało w przyszłości… Do tego ustanowiono EDF – czyli Europejski Fundusz Obronny. Jednocześnie zaczęły działać CARD i PESCO. Pierwszy to skoordynowany roczny przegląd w zakresie obronności. Państwa członkowskie mają przedstawiać dane dotyczące swoich wydatków na obronność, planów modernizacji technicznej i zaangażowania w projekty badawcze. Tym samym w UE wprowadzony zostanie podobny mechanizm do natowskiego procesu planowania obronnego NDPP. PESCO to z kolei mechanizm umożliwiający państwom członkowskim wyższe kryteria zdolności wojskowej oraz zaciąganie w tej dziedzinie większych zobowiązań na pogłębioną współpracę w zakresie wspólnej polityki obronnej. PESCO wraz z CARD i EDF to nowa jakość w myśleniu o polityce bezpieczeństwa i obronności w UE, która wpisuje się w plan przedstawiony wyżej.

Hamiltonowski moment Europy?

Aleksander Hamilton był sekretarzem skarbu w gabinecie prezydenta Washingtona. W skrócie jego plan reform i uwspólnotowienia długu poszczególnych stanów Ameryki Północnej jest oceniany jako moment kluczowy w procesie federalizacji USA, ponieważ w ten sposób położył fundament pod silny centralny rząd federalny w Stanach Zjednoczonych.

Wiele osób wskazuje na podobieństwa tego historycznego procesu do najnowszego pomysłu liderów UE „uwspólnotowienia długu” wszystkich państw i wspólnych podatków UE. Jest oczywiście wiele różnic, chociażby wynikających z różnych okresów historycznych i uwarunkowań, jednak idea została zatwierdzona przez liderów UE i w nowym roku będzie głosowana w polskim Sejmie.

Zresztą w coraz bardziej zsekularyzowanej i zlaicyzowanej Polsce często słyszę, że po co nam „ślub kościelny”, skoro mamy wspólny kredyt hipoteczny, który nas mocniej niż cokolwiek innego wiąże do końca życia. A więc…

Skoro w projekcie tworzenia „państwa europejskiego” mamy już mniej lub bardziej zaawansowane procesy inkluzji wspólnego długu, podatków, kultury, edukacji, prawa, systemu obrony, systemu reprezentacji, to pozostaje nam tylko monopol na użycie siły. I tak dochodzimy do rozporządzenia łączącego pieniądze z tzw. praworządnością. Rozporządzenie łączące budżet z oceną ideologiczną wejdzie w życie ani o przecinek niezmienione. Obwarowane zostało konkluzjami Rady oraz wytycznymi (które mają powstać). Problem polega tylko na tym, że ani wytyczne, ani konkluzje Rady nie są w ogóle prawem. A rozporządzenie jest. Taka jest też jedyna wykładnia TSUE (Polska przekonała się już o tym w wyroku z 21.06.2018 r., C5/16, EU:C:2018:483). Każdy, kto choć trochę się na tym zna, wie, że właśnie dlatego tak zaskakująco szybko osiągnięto porozumienie. Polska dostała niewiele znaczące deklaracje (że traktaty łaskawie obowiązują), a w zamian zgodziła się na zmianę ustrojową UE łamiącą traktat.

Słyszę, że konkluzje Rady „wyznaczają granice działalności Komisji”. Tak? To gdzie podziały się konkluzje z lipca, według których miało nie być „bezpośredniego połączenia z praworządnością”, oraz „walidacja przez Radę Europejską”? Nigdzie. Zaraz po konkluzjach Rada, PE i Komisja „poprawiły” rozporządzenie tak, aby na pewno nie było „walidacji” i aby było bezpośrednie łączenie budżetu z praworządnością. To tyle, jeśli chodzi o konkluzje, które „wyznaczają granice działalności Komisji”.

Jedyny konkret to uzgodnienie, że rozporządzenie nie będzie stosowane do czasu orzeczenia w tej sprawie TSUE, jeśli jakieś państwo je zaskarży. Polska musi z tego prawa skorzystać. Nie mam specjalnych nadziei związanych z tą instytucją, ale trzeba użyć wszystkich możliwości, aby to rozporządzenie zablokować.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że Niemcy osiągnęły to, co chciały. Niestety wykorzystały straszny błąd polskiej delegacji z lipcowego szczytu, kiedy zgodziła się na zmianę sposobu „głosowania praworządności” z jednomyślności na kwalifikowaną większość. Przed tą zgodą rozporządzenie znane od 2018 r. było zamrożone ze względu na opinie prawników UE, którzy wskazywali, że jest niezgodne z traktatami. Po zgodzie Polski w lipcu, coś, co było mrożone od 2018 r., zostało skończone w kilka tygodni.

Czy była alternatywa?

Oczywiście, że była. Najważniejszy argument używany dziś przez zwolenników tego rozwiązania jest taki, że jeśli teraz się nie zgodzimy, to za kilka miesięcy rozporządzenie i tak już bez tych zapewnień z konkluzji zostałoby uchwalone. Problem polega na tym, że argument jest nieprawdziwy. Podstawą tęgo rozporządzenia jest art. 322 TFUE, co sprawa, że jest rozporządzeniem „okołobudżetowym”, w związku z tym nie można go ani wycofać, ani uchwalić później niż w trakcie zatwierdzania budżetu, wobec czego upada cała ta narracja. Polska, gdyby wytrzymała dłużej, byłaby w stanie zablokować rozporządzenie. Nie straciłaby też żadnych pieniędzy, bo bez zgody Polski nie ma MFF. W związku z tym narastałaby presja państw w dużo trudniejszej sytuacji niż my na „zostawanie” rozporządzenia, które poza Niemcami i tzw. „Frugal Group” - grupą skąpców z Holandią na czele nie jest sprawa ważną.

Do takiego wniosku skłania też nawet pobieżna ocena sytuacji politycznej. To rozporządzenie ma być (przynajmniej dziś) tylko narzędziem do dyscyplinowania Polski czy Węgier, które nie chcą się roztopić w „państwie europejskim”. Jednak jest przygotowane również pod ewentualną zmianę władzy we Włoszech i Hiszpanii. Gdyby dziś odbyły się wybory w tej części Półwyspu Apenińskiego, z dużą dozą prawdopodobieństwa rząd utworzyłyby prawicowa Lega Salviniegio z Braćmi. Obie partie znienawidzone w PE bardziej niż PiS. Patriotyczne, chrześcijańskie, antyimigranckie, które będą blokowały proces tworzenia „państwa europejskiego”. Sytuacja w Hiszpanii jest bardziej skomplikowana, jednak w siłę rośnie VOX, który jeśli zostałby koalicjantem Partii Ludowej (dziś będącej w EPP), może też zmienić układ władzy. Jednak co najważniejsze, taka zmiana dawałaby możliwość tworzenia Polsce i Węgrom w Radzie UE tzw. mniejszość blokującą praktycznie wszystko (system oparty jest o wielkość państw, dlatego wejście do gry np. Włoch jest tak istotne) – co całkowicie zmieniałoby układ sił. Pomijając to, że Polska mogła po prostu grać na zmianę władzy we Włoszech…

Niestety nic takiego się nie wydarzyło, a w konsekwencji Niemcy będą miały rozporządzenie, które zmienia ustrój UE dużo bardziej, niż zmieniało go przejście z traktatu nicejskiego na lizboński. Według tego prawa Polsce będzie można zawiesić każde pieniądze (nawet wszystkie dotacje) ze względu na „łamanie praworządności” w postaci np. nieprzyjmowania uchodźców, braku możliwości adopcji przez pary homoseksualne i każdej innej wymyślonej „niepraworządności”. Każde kolejne państwo, które wezmą sobie na celownik, będzie teraz nie tylko „grillowane” publicznie, jak Polska i Węgry, a wcześniej np. Grecja, ale również będzie można wymierzyć w nie twarde naboje.

Niemcy będą mogły wpływać na każde wybory w każdym państwie, np. podczas kampanii wyborczych, blokując nielubianym rządom środki, szantażując w obszarach, do których odsyła rozporządzenie, tj. kultura, prawo rodzinne, redystrybucja środków, bezpieczeństwo – czyli ograniczać wszystko to, co składa się na przymioty suwerennego państwa. Dlatego to tak ważna, o znaczeniu historycznym decyzja. Do tego dochodzi zgoda na kontrowersyjną wersję radykalniejszej formy „pakietu klimatycznego” i szybszą niż planowano „neutralność klimatyczną” całkowicie podporządkowaną niemieckiej strategii „Enrgiewende”. Główną ofiarą tej polityki będzie Polska. To jednak temat na osoby wpis.

Są tacy w elitach lewicowo-liberalnych w Polsce, którzy rozumieją proces, który opisałem wyżej i bardzo dobrze wiedzą, że „państwo europejskie” powstaje, np. J. Żakowski pisze dla WP:

„Mateusz Morawiecki odniósł życiowy sukces. Wygrał nie tylko ze Zbigniewem Ziobrą, ale też z samym sobą i z uprzedzeniami swojego środowiska. Konkretnie z własną uniofobią i z dominującą w PiS archaiczną wizją suwerenności. Dzięki temu znalazł się w gronie współtwórców najważniejszego od 13 lat kroku w stronę stworzenia państwa paneuropejskiego”.

Jednak większość osób z lewej strony nie ma odwagi Żakowskiego, aby po imieniu nazwać ten proces, bo wie, że Polacy nie są na to przygotowani. Lepiej więc teraz szafować nieprawdziwą polaryzacją „wy jesteście za, a wy przeciw UE”.

A może państwo europejskie jest dla Polski po prostu lepsze?

Z uczciwości intelektualnej, która każe rozpatrywać wszystkie scenariusze, trzeba sobie zadać to pytanie. Uczciwa odpowiedź musi prowadzić przez analizę dotychczasowych doświadczeń. A te wskazują, że Polacy w takim konstrukcie staną się obywatelami drugiej kategorii. Liderzy UE uznają rywalizację z kreatywnymi i bardziej pracowitymi Polakami tam, gdzie im to się opłaca. Jednak tam, gdzie wygrywają Polacy, np. w branży logistycznej czy transportowej, już wprowadzają prawo, które „wyprostuje tę anomalię”. Niemieccy politycy mogą wybierać sędziów? Mogą! A Polscy? Nie, bo jak to stwierdzili z rozbrajającą szczerością, tam panuje wyższa kultura. Polskich urzędników praktycznie nie ma w europejskich instytucjach w porównaniu z tymi z „lepszych państw”. To po części wina naszych polityków (wszystkich rządów), ale nie tylko. Takie jest po prostu podejście starych graczy. Nie możemy mieć w tym wypadku żadnych złudzeń. Dla nas jest przewidziane miejsce, bo jesteśmy fajnym rynkiem zbytu dla Lidlów i tym podobnych, świetnie zbieramy szparagi i bierzemy prace, których Niemcy nie chcą brać, jednak w takim tworze nie będziemy dla nich równi. Będzie to narzędzie dominacji jednych na drugimi. A ci drudzy, którzy są słabi, stracą prawie wszystkie narzędzia do obrony przed dyktaturą silniejszych, bo będą już narzędzia karania finansowego, a jak widać, wyniki wyborów, czyli głos Polaków, nie mają dla nich żadnego znaczenia.

Do tego trzeba dodać, że rozwiązania unijne nie zawsze są lepsze. Przykładowo zachowanie naszej waluty, a nie ślepo przejmowanie euro, jest jednym z najważniejszych elementów naszej konkurencyjności i źródłem sukcesów gospodarczych ostatnich lat. Tak samo pierwsza fala pandemii pokazała, że państwa narodowe lepiej i szybciej podejmują decyzje niż ospałe i przebiurokratyzowane instytucje unijne.

Polski kod kulturowy

Liderzy unijni zdają sobie jednak sprawę, że z Polską zawszę będą mieć problem, jeśli nie domkną tu rewolucji kulturowej. Dlatego przy okazji zmian instytucjonalnych w UE walka toczy się też o świadomość społeczną procesu, któremu poddane jest nasze państwo. Jeżeli ją przegramy, to stracimy coś, co jest cenniejsze od jakichkolwiek zdobyczy ekonomicznych. Ostatnie wydarzenia na ulicach pokazują, że Polska kolejny raz w historii stała się miejscem wojny cywilizacji. Z jednej strony mamy świat uniwersalnych i ponadczasowych wartości, a z drugiej świat, który nazywam „róbta, co chceta”. Polska poddana jest procesowi wrogiej socjalizacji, który już spowodował „gramscizację Europy”. Zachwyty elit UE nad Antonio Gramscim, który żądał „totalnej laicyzacji życia, zwyczajów i stosunków międzyludzkich” oraz „zsekularyzowania jedności duchowej i społecznej” oraz neomarksistowskimi ideami połączonymi ze zrobieniem głównym „bohaterem Europy” Alterio Spinelliego, który dążył do stworzenia „państwa europejskiego” kosztem państw narodowych, to ogromne zagrożenie inkorporowane po zwycięstwach na zachodzie od Rzeczypospolitej. Jeżeli w Polsce, tak jak w wielu państwach Zachodu, wygra ta neomarksistowska rewolucja, to trwale zniszczone zostaną takie wartości, jak rodzina, patriotyzm czy wspólnota odwołująca się do polskiego kodu kulturowego, a główną wartością społeczną stanie się niczym nieograniczony hedonizm czy indyferentyzm moralny. Wówczas bałbym się o przyszłość naszego państwa. Polska zostałaby bowiem pozbawiona swej najważniejszej broni, czyli kodu kulturowego, który Polacy od wieków przechowywali i dzięki któremu przetrwali jako naród 123 lata zaborów. Ten kod jest absolutnie unikalny w Europie. Był katalizatorem postaw naszego narodu, które zmieniały losy świata. Od Grunwaldu, po Wiedeń, ale również tworząc pierwszą wyjątkową na te czasy unię (lubelską), pierwszą konstytucję w Europie, rozbijając komunizm. Kod, dzięki któremu Polacy przez lata nie dali się zasymilować różnym „kulturkampfom”, a podczas I czy II wojny światowej nie dali się przekonać do takich „cywilizacyjnych wynalazków” jak ideologia marksistowska – jest dziś w sprytny sposób niszczony. Ten nowy, neomarksistowski świat wprowadza się w białych rękawiczkach. Bez użycia czołgów i fizycznego przymusu.

Nasza przewaga konkurencyjna

A moim zdaniem to zachowanie polskiego kodu w walce z rakiem neomarksizmu, który jak wyniszczy całkowicie i wypłucze europejskie wartości i korzenie z innych państw, będzie naszą przewagę konkurencyjną. Będzie czymś, co stanie się jeszcze raz siłą Polski. Po prostu Rzeczypospolita jako kserokopiarka Europy to wizja, z którą się nigdy nie zgodzę. Z jakiego powodu akurat w Polsce nigdy nie przyjęły się w większości społeczeństwa ideologie takie jak nazizm, popierane swojego czasu przez większość Niemców? Ze względu na nasz unikalny kod kulturowy. Bo jeśli np. ktoś wychodzi z kościoła z modlitwy adorującej Maryję, trudno sobie wyobrazić, aby poszedł np. „zabijać Żydów”. Dlatego Polacy moralnie wygrywali z systemami totalitarnymi, bo byli silniejsi w duchu niż inne narody. Nie mamy się co wstydzić Polski. Powinniśmy być z niej dumni. I pokazywać te fakty z podniesioną głową w Europie. Skoro na Zachodzie lewica dawno już tę walkę wygrała, w Polsce może skończyć się podobnie.

Wielu osobom tak się wydaje. I rzeczywiście Polska tę walkę już zaczyna przegrywać, np. wśród osób młodych, w dużych miastach, w wielkich korporacjach, w zdominowanych przez lewicę ośrodkach kultury, w liberalnych mediach czy na zachodnich portalach społecznościowych.

Nie oznacza to jednak, że cała Polska już tę bitwę przegrała. Po 1945 r. marksiści również byli przekonani, że uda im się swoimi antywartościami podbić Europę Środkowo-Wschodnią, a największe problemy napotkali… w Polsce i na Węgrzech. Dziś sytuacja wygląda podobnie: choć wiele miejsc w Europie jest już podbitych, to Polacy i Węgrzy jeszcze się trzymają. Uważam więc, że wcale nie jesteśmy skazani na porażkę.

Za Polską uniwersalnych wartości stoi jednak wiele silnych argumentów. Po pierwsze ten chrześcijański kod kulturowy nadal jest pielęgnowany w wielu miejscach naszego kraju. Ten kod zakłada zarówno wiarę w Boga, jak i poszukiwanie prawdy obiektywnej. Dzięki temu, gdy druga strona zaczyna snuć opowieść o 56 płciach i o tym, że walkę klas zastąpiła walka płci, możemy powiedzieć wprost, że to tylko okropny lewicowy bełkot. Teoria walki płci, którą współczesna lewica próbuje sprzedawać ludziom, jest jeszcze słabsza intelektualnie od dawnej wojny klas. I to należy wykorzystywać, wskazując na absurdy ich pseudosocjologicznego wywodu i kontrastując ich kłamstwa z dowodami naukowymi czy choćby z biologią, która jasno mówi, że nie ma 56 płci.

Jestem przekonany, że gdy młodzi ludzie zdobędą własne doświadczenia i zobaczą, jak ważna w ich życiu jest rodzina, to odrzucą świat ideologii gender, w którym rodzina jest największym wrogiem. Wierzę, że Polacy w końcu zdadzą sobie sprawę, że unijni lewicowi ideolodzy kreślą przed nimi utopijne wizje, a w rzeczywistości ich ideologia prowadzi do anarchii, obalania pomników czy zamieszek na ulicach, które obserwujemy np. w USA czy w miastach zachodniej Europy. I trudno się temu dziwić w świecie, w którym brakuje odwołania do chrześcijańskiej miłości, która jest czymś więcej niż wypełnieniem bieżącego pożądania, i w świecie szalejącego relatywizmu, w którym każdy ma swoją rację. Przed tą dyktaturą relatywizmu ostrzegał już papież Benedykt XVI. Di Mattei pisze o tym procesie:

„Konformizm przeszłości był konformizmem udzielania odpowiedzi, podczas gdy w swoje najnowszej postaci objawia się jako konformizm zakazu”. Zakazu stawiania pytań. Nawet same pytania „od kiedy istnieje ludzkie życie?” „Czy można nie zgadzać się z ideologią gender, skoro zaprzecza ona faktom i biologii” – są poddane ostracyzmowi. Wygrywa konformizm zakazu. Dlatego ludzie w końcu sami zaczną to dostrzegać. I jeśli będziemy konsekwentnie walczyć o świadomość społeczną – to zaczniemy w końcu wygrywać. A za Polską i Węgrami z czasem pójdą inne narody, które już zaczynają się dusić w gorsecie lewicowej „poprawności politycznej”. My, jako rodacy św. Jana Pawła II, mamy szczególnie zobowiązanie, aby o tym mówić i aby dążyć do powrotu do tradycyjnych wartości. Papież Polak pisał bowiem o tym, że „demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

Jako naród, który – miejmy nadzieję – zachowa w sobie najwięcej odwołań do prawdy obiektywnej, musimy więc stanąć na czele kontrrewolucji kulturowej w Europie. Chrześcijaństwo jest religią, w której centrum znajduje się wolny człowiek. Z kolei liderzy genderowej rewolucji i ideologii marksistowskiej, choć dużo mówią o wolności, to używają jej jako pałki, odmawiając tej wolności wszystkim tym, którzy myślą inaczej niż oni. Tam, gdzie oni wygrali, polityk głośno mówiący o wartościach chrześcijańskich nie może już obejmować niektórych urzędów. Do kodeksów karnych trafiają zaś zapisy, na mocy których za poglądy zgodne z doktryną Kościoła katolickiego, ale sprzeczne z ideologią LGBT, można już trafić do więzienia.

Silną Polską oczywiście nie jest zainteresowany nikt z dużych europejskich graczy bo oznaczałby ona zmianę układu sił w środkowo-wschodniej Europie. Dziwi mnie jednak, że nie są nią zainteresowani Polacy. Przynajmniej duże grupy, które z wielką egzaltacją wieszają flagę UE przed, lub zamiast polskiej. Ktoś napisze pewnie: „Jaki – eurosceptyk”, bo traktowane jest to jako obelga. Jednak ja odpowiem: to wy jesteście „Polskosceptykami”.

Polska nie jest skazana na rolę podwykonawcy niemieckich zleceń. Dość już tych kompleksów. Polska, kiedy wierzyła w siebie, zmieniła świat. Nikomu do głowy nie przyszło w XVI wieku, że Polska może być gorsza od Niemiec. To Polska dyktowała warunki. Nie czekała na to co może myśleć, robić i kserować od „zachodu”. A dziś nasze elity z maślanymi oczkami patrzą na to, co o nas napisze jakaś lewicowa gazeta na Zachodzie czy na co pozwoli holenderski urzędnik. Zacznijmy wierzyć w siebie. Zacznijmy wierzyć w Polskę.

Za: https://wpolityce.pl/polityka/531681-hamiltonowski-moment-europy-zacznijmy-wierzyc-w-siebie

Radio Maryja

Elity europejskie od dawna przyjmują absurdalną definicję o tak zwanych prawach reprodukcyjnych, czyli postrzegają aborcję jako prawo człowieka. Jest to sprzeczne nie tylko z jakąkolwiek logiką, ale również z aktami prawnymi, na podstawie których funkcjonuje Unia Europejska i bardzo często się do nich odwołuje – powiedział Patryk Jaki, europoseł, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Patryk Jaki odniósł się do promowania tzw. praw reprodukcyjnych przez elity europejskie.

– Elity europejskie od dawna przyjmują absurdalną definicję o tak zwanych prawach reprodukcyjnych, czyli postrzegają aborcję jako prawo człowieka. Jest to sprzeczne nie tylko z jakąkolwiek logiką, ale również z aktami prawnymi, na podstawie których funkcjonuje Unia Europejska i bardzo często się do nich odwołuje. Wystarczy przywołać Powszechną Deklarację Praw Człowieka, której artykuł 3 mówi o tym, że każdy człowiek ma prawo do życia, wolności, bezpieczeństwa swojej osoby – wskazał gość Radia Maryja.

Europoseł odwołał się do poglądów niektórych eurodeputowanych, którzy uważają, że tzw. aborcja powinna być dozwolona do 9 miesiąca ciąży.

– Wielką tragedią jest to, że niewiele brakowało, aby przegłosowano rezolucję o aborcji na życzenie. Mamy posłów w Parlamencie Europejskim, którzy uważają, że prawem człowieka jest możliwość aborcji do 9 miesiąca ciąży, czyli również wtedy, kiedy dziecko ma zdolność do przeżycia poza organizmem matki. Żyjemy w czasach, w których cywilizacja życia mierzy się z cywilizacją śmierci, przed którą przestrzegał święty Jan Paweł II – powiedział Patryk Jaki.

Gość „Aktualności dnia” zwrócił uwagę na zapominanie w dzisiejszej Unii Europejskiej o jej chrześcijańskich fundamentach.

– Pokazujemy, jaka jest prawda i przypominamy, na czym była budowana Unia Europejska. Zwracamy uwagę, czym jest prawdziwa demokracja, chrześcijaństwo i prawdziwa miłość do drugiego człowieka. Jeżeli będziemy o tym zapominali, to dziwacznymi odniesieniami antropologicznymi dotyczącymi człowieka, celu życia, rozpadną się więzi społeczne. Widzimy to w wielu państwach zachodnich. Teraz ten eksperyment próbuje się wprowadzić w Polsce – mówił polityk.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-p-jaki-elity-europejskie-od-dawna-przyjmuja-absurdalna-definicje-o-tak-zwanych-prawach-reprodukcyjnych-czyli-postrzegaja-aborcje-jako-prawo-czlowieka (tamże zapis całej audycji europosła Solidarnej Polski Patryka Jakiego).

„Soros Sorosem – dla mnie on jest zdefiniowany, ale największą tragedią w tej chwili jest to, że w Polsce po stronie opozycyjnej nie ma żadnego dyskursu, na który problem, w którym znalazła się Polska, zasługuje. I to jest największy problem, który ja w tej chwili widzę”- mówi portalowi wPolityce.pl eurodeputowany Patryk Jaki (Solidarna Polska).

wPolityce.pl (Anna Wiejak): George Soros napisał, że „Unia Europejska nie może sobie pozwolić na kompromis w sprawie praworządności, stosowanej przy wypłacie funduszy państwom członkowskim”. To mocny głos nacisku na Berlin i Brukselę. W jakich kategoriach go odczytywać? Na ile ma on moc sprawczą? Czy mamy się czego obawiać?

Patryk Jaki: Wiadomo, że George Soros nigdy nie ukrywał, jaki jest cel prowadzonej przez niego działalności politycznej, to znaczy mówił, że chce stworzyć organizacje, które będą promowały pewną kategorię w mojej ocenie antywartości. Po to wydaje te pieniądze i po to ma na świecie ponad sto różnego rodzaju organizacji, które wpływają na politykę. I to zawsze była doktryna liberalno-lewacka. Jego zaangażowanie może też pokazywać, o co tutaj chodzi. Może pokazywać, że jeżeli tak bardzo mu na tym zależy, a przecież wiemy, że różne definicje praworządności przyjmowane przez instytucje europejskie, które teraz mają nas oceniać, wpisują się dokładnie w to, co mówi Soros i jego organizacje, to można powiedzieć, że to jest jakaś taka ich wspólnota interesów, na której przeciwległym biegunie jest interes polskiego państwa, które walczy o to, żeby zachować prawdziwą wolność. Wolność, która wyraża się w tym, czy wybory w Polsce jeszcze będą miały jakikolwiek sens, bo jeżeli zgodzilibyśmy się na powiązanie funduszy z tzw. praworządnością, a tak naprawdę na powiązanie funduszy z ideologią, to będzie oznaczało, że w przyszłości Polacy mogą wybierać sobie jakąś partię polityczną i jakiś program, a mimo że to zrobią, to i tak urzędnicy unijni zdecydują za nich, bo dzięki temu narzędziu będą mieli takie możliwości. Po prostu głos Polaków będzie miał coraz mniejsze znaczenie, bo to będzie już związanie ustrojowe. To jest walka o prawdziwą wolność Polski. Dlatego myślę widać zdenerwowanie osób, które chciałyby siłą narzucić jakąś agendę liberalno-lewicową, czego – jeszcze raz podkreślę – Soros i jego organizacje nigdy jakoś specjalnie nie ukrywały.

Czy tych słów nie należy również interpretować jako formy nacisku na Polskę, aby poddała się podbojowi kapitału głównie niemieckiego i podbojowi ideologicznemu?

Soros jest oczywiście jednym z głosów. Nie oceniałbym tego w kategoriach takich, że to jest głos najważniejszy. On na pewno nie reprezentuje interesów niemieckich. On, jeżeli widzi interes, który można realizować z aktualną władzą niemiecką, to mu sprzyja. On po prostu zawsze mówił, że tworzy te organizacje, żeby promować pewien typ polityki. Teraz, kiedy widzi, że ten typ polityki, który akurat jemu pasuje, opanował instytucje europejskie i jest szansa, żeby siłą Polakom narzucić rozwiązania, jako człowiek wyjątkowo inteligentny wie i rozumie, że jest to historyczna szansa, która leży w tej chwili na stole, która może się nigdy nie powtórzyć, a Polacy i Węgrzy się stawiają, i robi wszystko, żeby to dopiąć.

Soros Sorosem – on nigdy nie ukrywał swoich intencji – natomiast dla mnie większym problemem jest zachowanie polskiej opozycji, która w sytuacji, gdy Polsce chce się odebrać uprawnienia na lata, postępuje w taki sposób. Przecież w przyszłości to ograniczenie uprawnień będzie dotyczyło wszystkich władz, a władze UE mogą się też przecież zmienić. To jest kwestia polityki. Mamy do czynienia z kwestią polskiej racji stanu, a nie ma żadnej poważnej debaty w Polsce między rządzącymi a opozycją w sytuacji tak dużej zmiany ustrojowej, w jakiej znalazło się nasze państwo. I to jest w tej chwili największa tragedia Polski. Soros Sorosem – dla mnie on jest zdefiniowany, ale największą tragedią w tej chwili jest to, że w Polsce po stronie opozycyjnej nie ma żadnego dyskursu, na który problem, w którym znalazła się Polska, zasługuje. I to jest największy problem, który ja w tej chwili widzę.

Czy nie odnosi Pan wrażenia, że próbuje nam się narzucić jakąś nową rzeczywistość?

To nawet nie jest wrażenie, to jest fakt. Od dawna próbuje nam się narzucić obce wartości. Wiadomo przecież, że cała ta lewicowa agenda UE jest oparta na syntezie neomarksizmu i myślenia Spinelliego w tym sensie, żeby odejść od państw narodowych i stworzyć jeden międzynarodowy organizm, jedną Unię Europejską, gdzie Polska ze swoją ponad 1000-letnią historią będzie miała mniejsze znaczenie, będzie jakimś województwem w UE. To jest jego cel, nigdy tego nie ukrywał i politycy europejscy również do tego dążą. Elity europejskie do tego dążą, otwarcie przyznając rację Spinelliemu. Można znaleźć na to dowody. Na przykład przy rozpoczęciu tej kadencji PE, gdzie w wystąpieniach liderzy polityczni odnosili się pozytywnie do tej idei. Ale to jest kwestia tożsamości państw narodowych i w ogóle projektu państwa europejskiego. Żeby to się mogło stać i żeby mogło powstać jedno państwo europejskie, to trzeba różnymi metodami kulturowo-tożsamościowymi odciągnąć Polaków i inne narody od tradycyjnie rozumianego patriotyzmu. A można to robić różnymi zabiegami kulturowymi, działalnością organizacji trzeciego sektora, które pokazują, że patriotyzm jest śmieszny, staromodny, starodawny, teraz nie musimy wieszać flagi polskiej, modniejsza jest flaga tęczowa. Ale są też i inne zabiegi. Wiadomo, że twierdzą polskości była tradycyjnie rozumiana rodzina, Kościół, macierzyństwo i również w te wartości Unia Europejska czy jej elity uderzają od lat poprzez sprzyjające im media czy sprzyjających im polityków. To jest gra wielopoziomowa, która na samym końcu ma cel taki, żeby utworzyć państwo europejskie, gdzie tej tożsamości narodowej będzie bardzo niewiele.

Musimy pamiętać, co to oznacza dla Polaków, a mianowicie, że staną się obywatelami drugiej kategorii, że gdyby powstało państwo europejskie, wcale nie będą traktowani tak samo jak Niemcy, bo co kryje się za tymi pięknymi hasłami widzieliśmy w przypadku tzw. dyrektywy transportowej. Pokazuje ona, że niby wspólny rynek, wspólne wartości itd., ale jak polskie firmy radzą sobie lepiej, to prawem trzeba te ich szanse unicestwić. To jest pytanie, czy chcemy być obywatelami drugiej kategorii? Czy jesteśmy w stanie w ogóle zrozumieć ten cały proces, który się w Polsce toczy?

Wspomniał Pan o opozycji, że brak jest po jej stronie rzetelnej debaty i konstruktywnego podejścia do tego problemu, o którym rozmawiamy. Na ile jest to pokłosie działalności organizacji finansowanych przez George’a Sorosa? Czy w tej sytuacji nie należałoby po prostu wyprosić wszystkich organizacji przez niego finansowanych z Polski?

Oczywiście instytucje polskiego państwa muszą działać i muszą widzieć sytuację, w której ktoś namawia do puczu, albo łamie polskie prawo, albo namawia do dezintegracji polskiego państwa. Aczkolwiek ja nie chciałbym się skupiać na Sorosu, bo organizacje przez niego finansowane – oprócz działalności, która jest wątpliwa – prowadzą też działalność, która jest na pewno zgodna z polskim prawem. Ich punkt widzenia – lewacki, związany ze środowiskiem hedonizmu kulturowego – jest zgodny z prawem, chociaż uważam, że dla państwa szkodliwy. Moim obowiązkiem jest mówić, jakie zagrożenia są z tym związane.

Ale jak mówię nie chciałbym się skupiać na Sorosu, bo w tej chwili większym problemem jest to, że nie wszyscy liderzy polskiego państwa są w stanie rozpoznać zagrożenie związane z tą wielką zmianą ustrojową, która może nastąpić razem z przyjęciem tego rozporządzenia. To jest największy dramat. Kiedy był wprowadzany traktat lizboński, który przecież nie szedł tak daleko, jak to rozporządzenie, to w Polsce odbywała się duża, poważna debata. Dzisiaj jesteśmy trzynaście lat później i polskie życie publiczne w sensie jakości debaty publicznej w mojej ocenie wygląda dużo gorzej niż wtedy. Dzisiaj po drugiej stronie często zamiast argumentów merytorycznych, związanych z polską suwerennością, mamy takie opowieści: „A proszę panią, a oni są przeciwko Unii Europejskiej”. To jest największy dramat polskiego państwa.

A z czego on tak dogłębnie w Pana ocenie wynika?

Wynika z tego, że polska opozycja ma duży problem z samodzielnym określeniem długofalowych celów swojej polityki i przyjmuje często agendę, która jest im narzucana albo przez media III RP – nie zawsze ta agenda jest agendą, która nie ma swoich źródeł zagranicą – albo poprzez bardzo silne organizacje i tutaj na przykład związane z Sorosem, środowisko „Gazety Wyborczej”, czy te wszystkie organizacje. To one opozycji narzucają agendę, a opozycja to przyjmuje. Nie widzę po stronie opozycji takiej osobowości, która byłaby w stanie samodzielnie zakreślić cele czy idee, którymi by się mogła kierować. To jest po prostu ta agenda, która przychodzi z zewnątrz i oni się w nią wpisują i ją realizują. Brak jest samodzielnej refleksji u któregokolwiek z liderów, że to jest ograniczanie polskiej suwerenności. Paradoksalnie Donald Tusk to widział, do czego nie chce się przyznać. Pokazuje to, że na opozycji to rzeczywiście była osoba, która reprezentowała dużo większą jakość przy wszystkich jego wadach niż obecni liderzy opozycji. To przede wszystkim wynika z tego. O liderach prawicy można wiele mówić, ale oni samodzielnie widzą i potrafią narzucić tematy, potrafią rozpoznać zagrożenia. Czy robią to lepiej czy gorzej jakościowo, ale potrafią to zdefiniować, ważny spór dla państwa. Natomiast za opozycję definiują to czynniki medialno-zewnętrzno-trzeciosektorowe. I to jest uważam największy problem opozycji.

Dziękuję za rozmowę.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/527426-jaki-wiekszym-problemem-niz-soros-jest-polska-opozycja

Radio Maryja

Polska w sprawie praworządności będzie zyskiwać sojuszników, ponieważ forsowane kolanem rozwiązania budzą coraz większy sprzeciw – przekonywał podczas konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Państwa członkowskie UE nie osiągnęły jednomyślności w sprawie wieloletniego budżetu UE i funduszu odbudowy. Polska zgłosiła weto. Wszystkie państwa powinny być traktowane równo – podkreślił premier Mateusz Morawiecki. – Domagamy się, żeby UE nie była Unią podwójnych standardów, by była Unią równych, a nie Unią równych i równiejszych – mówił premier RP w Sejmie. Na warunki Unii Europejskiej nie zgodziły się także Węgry i Słowenia.

Na naszych oczach establishment Unii Europejskiej – pod przewodnictwem Niemiec – próbował zmienić treść traktatów i dokonać rewolucji – wskazał Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny. – Dokonać rewolucji zmierzającej w kierunku tworzenia jednego państwa z siedzibą w Brukseli, a może w ostatecznie w Berlinie i w Brukseli. Chciano pozbawić licznych uprawnień władczych państwo polskie i uczynić z polskiej demokracji tak naprawdę demokrację fasadową – akcentował lider Solidarniej Polski. Taka sytuacja odbierałaby Polakom realny wpływ na to, co się dzieje w naszym kraju.

Minister Zbigniew Ziobro podkreślał, że rząd Zjednoczonej Prawicy skupiony jest wokół nie tylko obrony podstawowych interesów Polski i jej suwerenności, ale także wokół obrony UE w takim kształcie, w jakim obowiązuje w przyjętych traktatach. – To my bronimy praworządności UE. Broni jej polski premier, polski minister sprawiedliwości, polski rząd i Zjednoczona Prawica, która dziś odpowiada za kierunek spraw w naszej ojczyźnie – wskazał minister Zbigniew Ziobro.

Nie można przepisów traktatowych obchodzić rozporządzeniem – zwrócił uwagę wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. W innym przypadku pozwalałoby to UE wpływać na wszystkie sfery, również te zastrzeżone dla państwa członkowskiego. – Oczywiście dzisiaj my bronimy praworządności i suwerenności Polski i innych państw członkowskich UE – mówił Sebastian Kaleta.

Zastosowanie weta przez Polskę nie jest żadnym awanturnictwem – podkreślił europoseł Patryk Jaki. Wielokrotnie było ono stosowane również przez inne państwa. – Czy Polska jest jakimś państwem gorszej kategorii? Skoro premier Holandii może stosować to narzędzie negocjacyjne, a Polska nie może. Dlaczego Polska ma być traktowana w tym zakresie gorzej? – akcentował europoseł Patryk Jaki.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/min-z-ziobro-forsowanie-kolanem-przez-prezydencje-niemiecka-przy-wsparciu-establishmentu-brukselskiego-rozwiazan-sprzecznych-z-traktatem-budzi-coraz-wiekszy-sprzeciw

Patryk Jaki skomentował najnowszą publikację "Faktu" dot. budżetu Unii Europejskiej.

"To już nie sprzeczka w rodzinie. Wygląda na to, że szykuje się niezła awantura. Polska i Węgry stają okoniem względem pozostałych 25 państw Unii Europejskiej. Węgry oficjalnie zapowiedziały dziś, że w poniedziałek zablokują unijny budżet na lata 2021–2027. Oznacza to, że zablokują jednocześnie gigantyczne wypłaty dla Polski w ramach pokoronawirusowego funduszu odbudowy" – czytamy w artykule "Faktu".

"Cała Unia Europejska, poza Węgrami, głosowała za powiązaniem praworządności z funduszami w trosce o walkę z korupcją i rządy prawa" - alarmuje w "Fakcie" europoseł Radosław Sikorski z PO. Artykuł zilustrowano wszystkimi przywódcami państw Europejskich od których "oderwani" zostali premier Polski Mateusz Morawiecki i Węgier Viktor Orban.

Artykuł skomentował na Facebooku Patryk Jaki: "Niemiecka gazeta Fakt dla Polaków, tłumaczy im dziś co jest w "interesie Polski"" – napisał krótko.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/161633/niemiecka-gazeta-dla-polakow-jaki-reaguje-na-publikacje-faktu.html

„Nie ma innej możliwości, wobec bezprawia jakie proponują największe państwa wraz z prezydencją niemiecką” - tak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówił o ewentualnym polskim wecie do unijnego budżetu.

Na początku listopada między prezydencją niemiecką a Parlamentem Europejskim wypracowane zostało porozumienie w sprawie mechanizmu powiązania dostępu do środków unijnych z praworządnością, które zostało skrytykowane przez rządy Polski i Węgier. W liście skierowanym do szefów instytucji UE dotyczącym budżetu wspólnoty premier Mateusz Morawiecki oświadczył, że Polska podtrzymuje swoje stanowisko i nie może się zgodzić na uznaniowość mechanizmu.

Zbigniew Ziobro: „Polska winna użyć weta”

Minister Sprawiedliwości wskazywał, że to historyczny moment, w którym Polska musi uratować swoją suwerenność. Nie są to słowa przesadzone. Nie jest to patos, ani uderzanie z wysokiego C. To jest kwestia, która będzie rozstrzygać o tym, czy Polska będzie suwerennym podmiotem w ramach tej wspólnoty, jaką jest UE, czy też zostanie poddana politycznemu i zinstytucjonalizowanemu zniewoleniu — mówił Zbigniew Ziobro. Bo nie chodzi to o żadną praworządność, która jest tylko pretekstem, pięknym słowem, który ładnie trafia do ucha, ale chodzi tutaj realnie o instytucjonalne, polityczne zniewolenie, radykalne ograniczenie suwerenności — podkreślił. Już w lipcu przekonywałem, aby premier skorzystał z prawa weta — dodał. Według ministra „jest to ten moment, a którym po raz kolejny jest możliwość skutecznego wykorzystania realnej władzy, jaką traktaty UE przypisują poszczególnym państwom, w tym Polsce”. Władzy, która poszczególnym państwom daje gwarancję bezpieczeństwa i obrony swoich najbardziej podstawowych interesów i racji stanu. Po to właśnie ta zasada weta została w pewnych sprawach traktatowych zastrzeżona — mówił Zbigniew Ziobro. Przypomniał również, że to mechanizm stosowany przez inne kraje. Z tego prawa weta różne kraje wielokrotnie korzystały, dbając o swoje interesy, o swoje bezpieczeństwo i korzystając na tym — mówił minister sprawiedliwości. Propozycja prezydencji niemieckiej, wspierana przez przewodniczącą KE jest wymierzona w podstawowe interesy Polski — wskazywał. Polska broni nie tylko swojego interesu, ale również praworządności UE, traktatów i praw wszystkich państw — zaznaczył. Jak przypomniał Zbigniew Ziobro, w poniedziałek zaplanowano spotkanie komitetu stałych przedstawicieli państw UE, a następnie w kolejnych dniach odbywa się Rada UE i „teraz jest ten moment (…) kiedy Polska może zgłosić weto do wieloletnich ram budżetu i innych dokumentów przedstawionych do decyzji”.

List do premiera Morawieckiego

Zbigniew Ziobro poinformował o wysłaniu listu w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego. W tej sprawie zająłem stanowisko i wysłałem list, który jest w drodze do premiera Morawieckiego — powiedział minister sprawiedliwości. Cieszę się, że mogę mówić jedynym głosem z liderami Prawa i Sprawiedliwości, z premierem Morawieckim (…), z całą naszą koalicją i obozem Zjednoczonej Prawicy — mówił. Podkreślił, że obóz Zjednoczonej Prawicy mówi „nie” w sprawie powiązania budżetu UE z praworządnością. Mówimy „nie” dla tych rozwiązań i wskazujemy, że Polska winna użyć weta (…) Jestem przekonany, że podobnie jak pan premier Orban (…) pan premier Morawiecki z tych uprawnień skorzysta — stwierdził Zbigniew Ziobro. Podkreślał, że decyzje, o których mowa, dotyczą „spraw zasadniczych” i będą rozstrzygać o tym, co „przez dziesięciolecia będzie odbijać się na jakości życia Polaków”. W naszej ocenie nie ma innej możliwości - wobec bezprawia, jakie proponują największe kraje UE (…) - jak skorzystać z tych środków władczych, które gwarantują nam obronę naszych podstawowych interesów — stwierdził minister sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro przypomniał, że podobne stanowisko wyraził wicepremier i prezes PiS Jarosław Kaczyński.To stanowisko zostało wysłane dzisiaj do pana premiera również jako gest solidarności w stosunku do wypowiedzi pana premiera czy prezesa Kaczyńskiego — zaznaczył. Byłoby nie tylko grzechem, ale czymś więcej, byłoby czymś niewybaczalnym przez historię, gdybyśmy z tego narzędzia nie skorzystali. (…) To jest nasza racja stanu — mówił.

Apel do opozycji

Zbigniew Ziobro apelował również do opozycji. Minister podkreślił, że „wszyscy polscy politycy powinni mówić w tej sprawie jednym głosem: nie zgadzamy się na takie rozstrzygnięcia, nie zgadzamy się na tak radykalne uderzenie w pozycję Polski, nie zgadzamy się na tak radykalne ograniczenie suwerenności Polski i dlatego składamy weto, ponieważ chcemy, aby nasze podstawowe interesy były wysłuchiwane”. Zaznaczył, że to jest „nasza racja stanu” i zaapelował do polityków opozycji, „by wyszli poza swoje doraźne interesy, konflikty i spory polityczne”. Są sprawy, które nas Polaków powinny łączyć ponad politycznymi podziałami, ponad bardzo silnymi nawet emocjami, które tym podziałom towarzyszom, poza złym językiem, który tym podziałom towarzyszy, poza tym wszystkim złym rzeczom, które się wokół tych sporów dzieją, bardzo ostrych w Polsce sporów — mówił Zbigniew Ziobro.

Co w przypadku braku weta?

Zbigniew Ziobro pytany, co by się stało w momencie, gdyby premier nie zawetował unijnego budżetu, Zbigniew Ziobro odparł, że rozumie, że jest to kwestia „teoretycznych rozważań”. Słuchając wypowiedzi pana premiera, czy też wypowiedzi innych polityków PiS na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim nie mam wątpliwości, że to są oceny zbieżne z tym, co tutaj zaprezentowaliśmy na konferencji — wskazywał minister. Jestem przekonany, że wszyscy myślimy tak samo i weto zostanie tutaj zastosowane. Natomiast jeśli pan mnie pyta o czysto teoretyczną sytuację (…), to w takim wypadku oznaczałoby to całkowitą utratę zaufania do premiera z wszelkimi tego konsekwencjami, które z takich sytuacji wypływają — powiedział. Podkreślił, że były „pewne rozdźwięki”, jeśli chodzi o lipcowy szczyt Rady Europejskiej, natomiast teraz cały obóz mówi „jednym głosem”. Przywołał w tym kontekście wypowiedź prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Na pytanie, czy będzie weto dla budżetu i koronafunduszu, pan prezes Kaczyński odpowiada: „będzie weto”. „Jeśli groźby i szantaże będą utrzymane, to my będziemy twardo bronić żywotnego interesu Polski. Weto. Non possumus. Ci, którzy chcą nam odebrać suwerenność i narzucić swoje widzimisię, są na drodze do upadku” — cytował. Otóż w 100 proc. podpisujemy się pod tym sformułowaniem — podkreślił szef MS.

Patryk Jaki: To bezczelne łamanie praworządności

Dalej Patryk Jaki przypominał, co w unijnym raporcie Komisji Europejskiej na temat Polski uznane zostało za złamanie praworządności. To m.in. procedura wyboru pierwszego prezesa SN, podleganie CBA władzy wykonawczej czy łączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Europoseł wskazywał, że w wielu krajach UE funkcjonują podobne rozwiązania, ale tylko Polsce za nie miałyby być odebrane środki unijne. Na koniec wskazał „rodzynek” z raportu. Od 2016 r. RPO stoi w obliczu trudnego otoczenia, ponieważ znajduje się pod krytyką rządzącej większości politycznej — cytował Patryk Jaki. Wszystko to, o czym państwu dziś mówię, to jest bezczelne łamanie praworządności i właśnie dlatego się temu sprzeciwiamy — podkreślił.

Sebastian Kaleta: To próba obejścia traktatów

Wiceminister Sebastian Kaleta wskazywał, że nowy mechanizm praworządności ma - wbrew traktatom - zastąpić procedurę z art. 7. W tej procedurze, do ukarania danego państwa konieczna jest jednomyślność. Wobec Polski i Węgier takiej jednomyślności oczywiście nie ma — przypomniał Sebastian Kaleta. Mamy do czynienia z procesem politycznym, który służy obejściu traktatów — zaznaczył. W związku z tym, że prawo jest łamane, nie ma innej możliwości, żeby Polska nie skorzystała ze swojego uprawnienia. (..) Albo rozporządzenie wejdzie w życie, albo niemieccy politycy się opamiętają — dodał.

Michał Wójcik: „Musimy powiedzieć kategoryczne nie”

Z kolei wiceminister Michał Wójcik wskazywał, że kluczową kwestią jest suwerenność Polski. To jest bardzo ważny moment w naszej historii. To, co dzisiaj się będzie działo określi pozycję naszego kraju na kolejne kilkadziesiąt lat. Politycy opozycji muszą zdać sobie sprawę, że to jest historyczny moment — podkreślał. Jest słowo klucz: suwerenność. Ile warta jest suwerenność? Dla nas jest bezcenna. (…) Wprowadzenie mechanizmu, który łączy wypłatę środków z praworządnością to ograniczenie suwerenności — mówił. Musimy powiedzieć kategoryczne nie — wskazał Michał Wójcik.

Co po wecie? Woś: Prowizorium

Wiceminister Michał Woś przypomniał, że w przypadku weta obowiązywać będzie prowizorium budżetowe, które jest korzystne dla Polski. Skutek jest tylko jeden. Obowiązuje tzw. prowizorium — powiedział. To nie jest nic nadzwyczajnego i Polska musi wykorzystać wszystkie dostępne mechanizmy, żeby bronić swojej suwerenności — podkreślił.

Janusz Kowalski: Weto albo śmierć

Wiceminister Janusz Kowalski zaznaczył, że o polskiej suwerenności nie mogą decydować unijni politycy przy zielonym stoliku. Weto albo śmierć to hasło symbol — przypomniał. Weto oznacza utrzymanie Polski jako państwa podmiotowego, które nie zgadza się, aby przy zielonym stoliku ktokolwiek rozmawiał o polskiej suwerenności — mówił. Polska musi postawić weto w ciągu kilkudziesięciu godzin — wskazał.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/526677-ziobro-chce-weta-ws-budzetu-polska-broni-praworzadnosci-ue

"Po pierwsze łamią traktat i praworządność dlatego, że nie mają podstawy traktatowej do rozszerzania swoich kompetencji w tym zakresie, który jest zastrzeżony dla państwa członkowskiego. Jeżeli do tego grożą w związku z tym sankcjami, to jest to drugie złamanie traktatu. Dlatego ludzie, którzy upominają się o praworządność, sami tę praworządność bezczelnie łamią" - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Patryk Jaki, europoseł Solidarnej Polski, odnosząc się do proponowanej przez KE strategii UE na rzecz równości osób LGBTIQ.

wPolityce.pl (Adam Stankiewicz): Komisja Europejska przedstawiła strategię UE na rzecz równości osób LGBTIQ. W dokumencie znalazło się m.in. uznawanie rodzicielstwa par homoseksualnych w sytuacjach transgranicznych. Pana zdaniem taki dokument jest w ogóle do przyjęcia?

Patryk Jaki: Od urzędników unijnych oczekiwalibyśmy przestrzegania praworządności. Przez praworządność należy rozumieć przede wszystkim działanie na podstawie i w granicach prawa. Trzeba sobie zadać pytanie, gdzie są podstawy traktatowe takiej działalności. Kwestie związane z tym, jak definiujemy rodzinę, macierzyństwo, są zarezerwowane w traktatach UE wyłącznie dla państwa członkowskiego. W związku z tym urzędnikom unijnym nic do tego, jak Polska będzie regulowała te kwestie. Urzędnik unijny próbuje to zrobić w tej chwili tylnymi drzwiami, to znaczy np. mimo tego, że Polacy nie zgadzają się, by pary homoseksualne adoptowały dzieci, to jeżeli np. para homoseksualna w Polsce będzie chciała wziąć ślub i adoptować dziecko, to przeniesie się na chwilę do innego państwa, żeby wziąć ślub i adoptować tam dziecko, a potem wróci do Polski – czyli siłą rzeczy w ten sposób obchodzi się i łamie prawo polskie, łamie się ustalenia traktatowe. To jest już absolutna bezczelność. Drugim elementem jest to, że się grozi, iż jeżeli Polska nie będzie tego przestrzegać, to będą jej zabierane pieniądze. To jest też łamanie traktatów. Po pierwsze łamią traktat i praworządność dlatego, że nie mają podstawy traktatowej do rozszerzania swoich kompetencji w tym zakresie, który jest zastrzeżony dla państwa członkowskiego. Jeżeli do tego grożą w związku z tym sankcjami, to jest to drugie złamanie traktatu. Dlatego ludzie, którzy upominają się o praworządność, sami tę praworządność bezczelnie łamią.

We wspomnianej strategii jest zawarte m.in. coś takiego jak „homofobiczna mowa nienawiści”, co miałoby dołączyć do katalogu przestępstw w UE.

W tym zakresie to jest również tylko i wyłącznie kompetencja państwa członkowskiego. To kolejny element złamania traktatów. Po drugie, Polska należy do jednych z najbardziej tolerancyjnych krajów w UE. Jedyne, czego my nie chcemy, to tylko tego, by narzucać nam „wartości”, które nie są przyjmowane przez większość Polaków. Chyba, że przyjmiemy punkt widzenia taki, jaki chcą przyjąć pani Dalli i niektórzy inni unijni urzędnicy, że nie ważne co powiedzą Polacy w wyborach, my i tak wiemy lepiej i zdecydujemy za nich. Na taką UE nikt się nie zgadza.

Powstaje pytanie, czy jest możliwość narzucenia wspomnianej strategii wbrew woli Polski. Czy jest przy przyjmowaniu tej strategii warunek jednomyślności państw?

Niekoniecznie. Jest pytanie, jaka będzie forma tego dokumentu. Mogą próbować zrobić tak, jak z kwestią praworządności, to znaczy kompletnie bez podstawy traktatowej. Jeżeli potrafili tam, to mogą to zrobić i tutaj. Na przykład w formie rozporządzenia, czyli aktu powszechnie obowiązującego. To byłoby kolejne bezczelne łamanie prawa.

Jeżeli ta strategia zostanie przyjęta w sposób, o którym pan przed chwilą powiedział, to co w takiej sytuacji powinna zrobić pana zdaniem Polska?

Polska przede wszystkim musi przemyśleć swoją strategię. Jeżeli to będzie dalej szło w tym kierunku, to uważam, że zbliżamy się blisko granicy non possumus.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/526473-nasz-wywiad-jaki-urzednicy-ue-lamia-praworzadnosc

Jedyną procedurą traktatową dotycząca praworządności jest art. 7 i bardzo dobrze o tym wiecie. Problem polega na tym, że nie potrafiliście znaleźć większości dla realizacji art. 7, dlatego wymyśliliście procedurę pozatraktatową, łamiąc w ten sposób prawo, co potwierdziły nawet wasze własne opinie prawne i opinie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego — mówił na forum PE europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

Po drugi sfera dotycząca edukacji, kultury, redystrybucji środków, organizacji sądownictwa jest - według traktatu - wyłączną kompetencją państwa członkowskiego i Polaków. Również tę kompetencję próbujecie zawłaszczyć — dodał.

Były wiceminister sprawiedliwości zwrócił uwagę na niekonsekwencję części europejskich polityków. Tak naprawdę mówiąc o praworządności sami tę praworządność łamiecie. A już symboliczne jest to, że dokonujecie napaści między innymi na Polskę. Napaści na Polskę dokonuje prezydencja niemiecka w Święto Niepodległości państwa polskiego. To jest naprawdę ogromny wstyd. Tym bardziej, że o upolitycznieniu sądów mówią Niemcy, którzy mają najbardziej upolityczniony proces wyboru sędziów w całej UE — podkreślał Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/526099-jaki-prezydencja-niemiecka-dokonuje-napasci-na-polske (tamże video z wystąpienia europosła Solidarnej Polski Patryka Jakiego).

Radio Maryja

Wszystko wskazuje na to, że wypłata unijnych środków będzie powiązana z przestrzeganiem tzw. praworządności. Parament Europejski zawarł w tej sprawie porozumienie z Radą Europejską.

W lipcu na szczycie Rady Europejskiej podkreślono znaczenie ochrony interesów finansowych Unii Europejskiej w kontekście wydatków z budżetu i poszanowania praworządności.

– Na tej podstawie zostanie wprowadzony system warunkowości w celu ochrony budżetu i instrumentu Next Generation EU. W tym kontekście Komisja zaproponuje środki w przypadku naruszeń przyjmowane przez Radę większością kwalifikowaną. Rada Europejska szybko powróci do tej kwestii – napisano w artykule 23. konkluzji po szczycie.

W konkluzjach nie wspominano o niezależnym sądownictwie, a praworządność dotyczyła naruszeń przy wydatkowaniu pieniędzy unijnych. Tymczasem niemiecka prezydencja oraz część krajów starej Unii, a także lewica w Parlamencie Europejskim, dążą do uzależnienia wypłaty środków dla krajów członkowskich z przestrzeganiem nieokreślonej praworządności.

– Osiągnęliśmy historyczne porozumienie dla Unii Europejskiej. Zgodziliśmy się, aby połączyć fundusze unijne z przestrzeganiem praworządności w państwach członkowskich – wskazał Petri Sarvamaa z Grupy Europejskiej Partii Ludowej.

Jak dodał Perti Sarvamaa, główny negocjator ze strony Parlamentu, w porozumieniu znalazło się uzależnienie wypłaty środków nie tylko od praworządności, ale też od funkcjonowania niezależnego sądownictwa. Z dzisiejszego porozumienia cieszy się Andrzej Halicki, poseł do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Europejskiej.

– Nie ma odwrotu i mechanizm praworządności będzie stosowany, jeżeli chodzi o rozliczenia budżetowe – powiedział.

Dokument w przyszłym tygodniu ma być przyjęty większością kwalifikowaną przez ministrów do spraw UE, a następnie zatwierdzony przez Parlament Europejski.

To jest bardzo zła informacja dla Polski – mówił poseł do Parlamentu Europejskiego Patryk Jaki z Solidarnej Polski.

– To jest bardzo zła informacja dla Polski. Ostrzegałem, że tak będzie, jeśli się nie zawetuje możliwości stosowania tzw. kwalifikowanej większości do głosowania tego rozporządzenia w Radzie Unii Europejskiej podczas lipcowego szczytu – zaakcentował Patryk Jaki.

Wejście w życie mechanizmu tzw. praworządności poważnie ograniczy sprawowanie władzy przez rządy poszczególnych państw. Ten promowany przez Niemcy mechanizm jest wymierzony głównie w Polskę i Węgry – zauważył prof. Mieczysław Ryba. Dodał, że jest to narzędzie politycznego i ideologicznego ataku.

– Pieniądze, które by nam obiecano w ramach funduszy europejskich, byłyby kompletnie iluzoryczne, bo to, czy byśmy je otrzymali czy nie, zależałoby od tego, na ile jesteśmy pokorni, wolni woli Berlina, a to łączyłoby się z tym, że rezygnujemy z bycia gospodarką konkurencyjną – podsumował prof. Mieczysław Ryba.

Zdaniem ekspertów, kraje członkowie nie mogą już zawetować mechanizmu praworządności. To oznacza, że Polska, od kilku lat oskarżana o łamanie praworządności, może stracić znaczną cześć funduszy unijnych.

Tekst za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/polska-informacje/wyplata-unijnych-srodkow-bedzie-powiazana-z-tzw-praworzadnoscia

Radio Maryja

Solidarna Polska przedstawi na najbliższej Radzie Koalicji projekt ustawy o hospicjach perinatalnych. Projekt, który będzie zawierał również definicję wady letalnej zyskał poparcie posłów ugrupowania – poinformował wiceszef Solidarnej Polski, minister w KPRM Michał Wójcik.

„Od pewnego czasu jako Solidarna Polska pracujemy nad rozwiązaniami dotyczącymi hospicjów perinatalnych. Chodzi nam o to, żeby chronić kobiety i dzieci, aby pomóc im, żeby kobiety nie zostawały same, kiedy dowiadują się, że ich dziecko jest obarczone wadą letalną. Chcemy, żeby kobiety miały wówczas możliwość skorzystania z profesjonalnej kadry lekarzy, pielęgniarek, żeby nie pozostawały same” – powiedział wiceszef Solidarnej Polski.

„Chcemy, żeby ten projekt ustawy stanowił część ustawy +Za Życiem+, będziemy go przedstawiać podczas najbliższej Rady Koalicji” – dodał Michał Wójcik.

Rada Koalicji Zjednoczonej Prawicy składa się z przedstawicieli trzech koalicjantów: PiS, Porozumienia i Solidarnej Polski. Powstała w wyniku porozumienia koalicyjnego podpisanego po wyborach prezydenckich.

Michał Wójcik podkreślił, że projekt ustawy będzie też zawierał definicję wady letalnej.

„Projekt ustawy będzie zawierał definicję wady letalnej. To projekt, który dotyczy pomocy państwa dla kobiet w ciąży” – podkreślił minister w KPRM.

Wśród kolejnych propozycji Solidarnej Polski wymienił skierowania dla kobiet w ciąży do hospicjum perinatalnego i poradni psychologicznej.

„Hospicja perinatalne są finansowane przez NFZ, ale często pracują tam profesjonaliści na zasadach wolontariatu. Nasza propozycja jest natomiast taka, aby w momencie, gdy lekarz stawia rozpoznanie, że dziecko ma wadę letalną, żeby skierował obowiązkowo kobietę w dwa miejsca – do hospicjum perinatalnego i poradni psychologicznej. Często w takich sytuacjach lekarze nie wydają takich skierowań, rodzice w ogóle nie wiedzą, że są takie miejsca” – powiedział.

„Po drugie, chcemy wprowadzenia opieki nad kobietą przez cały okres ciąży – do porodu. Może ona być pod opieką w hospicjum perinatalnym, ale zależy nam na tym, żeby były tzw. konsylia w szpitalach drugiego i trzeciego stopnia referencji, w skład których będą wchodzić m.in. lekarze różnych specjalizacji i psycholog, które będą wskazywały na sposób postępowania. Chodzi o to, gdzie kobieta ma urodzić, jaką ma mieć opiekę w tym zakresie po to, żeby kobieta czuła się bezpiecznie. Chcemy też wprowadzić możliwość przebywania w osobnych salach kobiet w ciąży obarczonej wadą letalną, także po porodzie, żeby zadbać o ich komfort i możliwość kontaktu z osobami bliskimi, psychologiem czy osobą duchowną, jeśli kobieta będzie tego chciała” – dodał minister.

Michał Wójcik podkreślił, że nad szczegółami rozwiązań pracuje osobiście on wraz z europosłem Patrykiem Jakim, a sama propozycja zyskała poparcie posłów Solidarnej Polski.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/solidarna-polska-przedstawi-projekt-ustawy-o-hospicjach-perinatalnych-z-definicja-wady-letalnej

Patryk Jaki skomentował zachowanie protestujących. Od kilku dni w całej Polsce trwają protesty przeciwników orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej. Protesty mają gwałtowny przebieg. Podczas wielu manifestacji wywiązują się zamieszki. Niektórzy manifestanci dewastują budynki, kościoły i atakują środowiska narodowe broniące dostępu do świątyń.

Jak informowało we wtorek Radio Poznań, zwolennicy aborcji w Poznaniu chcieli zaatakować kościół przy ul. Fredry. Dostępu do świątyni broniła jednak grupa mężczyzn. Napastnicy mieli posługiwać się gazem łzawiącym. "Kiedy się wycofywaliśmy, zaatakowano nas drewnianymi trzonkami od siekier i raniono jednego z nas nożem w nogę" – relacjonuje jeden z obrońców kościoła.

Zachowanie przeciwników wyroku Trybunału Konstytucyjnego skomentował Patryk Jaki.

"Można się z TK nie zgadzać. Rząd może też popełniać błędy. Jednak ostatni raz w Polsce prywatne domy, Kościoły i symbole państwowe atakowała SB. Dlatego nie ma dziś wątpliwości gdzie jest dobro a gdzie jest zło" – ocenił polityk na Twitterze (fot. Wikipedia).

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/158850/ostatni-raz-w-polsce-robila-to-sb-jaki-ostro-o-protestujacych.html

Joanna Scheuring-Wielgus pochwaliła się zakłócaniem Mszy Świętej. Udostępniła zdjęcie, na którym wraz z mężem prezentuje proaborcyjne hasła w kościele. Odpowiedział jej Patryk Jaki.

Europoseł przypomniał Scheuring-Wielgus, jaką rolę pełni w Polsce Kościół Katolicki. Napisał też o prawie do wyznawania własnej wiary, które gwarantuje polska konstytucja.

1. Kościół jest największą instytucją w Polsce, która zajmuje się najciężej chorymi i potrzebującymi. A pani poseł dla wygody oddała nawet własnego psa. 2. Do kościoła przychodzą ludzie się modlić. Konstytucja gwarantuje im to prawo a KK penalizuje zakłócanie tego prawa — czytamy (fot. Wikipedia).

Odniósł się też do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. To jak - przestrzegamy Konstytucji tylko wtedy kiedy jest nam wygodnie?

3. Jeżeli komuś nie podoba się orzeczenie Trybunału, są procedury demokratyczne, aby jego skład zmienić. Problem polega na tym, TK za innych władz miał dokładnie taką samą linie orzeczniczą — pisze Patryk Jaki.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/523581-jaki-punktuje-scheuring-wielgus-przywoluje-konstytucje

Przed Trybunałem Konstytucyjnym w czwartek (22 X) po godz. 11 rozpoczęła się rozprawa w sprawie dopuszczalności aborcji z powodu przesłanki eugenicznej. Czekając na wyrok TK europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki zaproponował „5 dla dzieci”. Anna i Patryk Jaki, od chwili narodzin ich syna Radka, pokazują światu, że życie z dzieckiem z zespołem Downa jest pełne miłości i radości. Zbrodnią jest zabijanie takich dzieci w łonie matki.

Odbieranie im prawa do życia jest złem. Patryk Jaki przedstawił kilka ważnych faktów na temat aborcji eugenicznej i zycia dzieci z niepełnosprawnością.

5 dla dzieci:
1. 99% aborcji to dzieci z „podejrzeniem” ZD .
2. Osoby z ZD żyją, pracują (często samodzielnie) na całym świecie i są szczęśliwe — zaznaczył europoseł Solidarnej Polski.
3. Niepełnosprawność może spotkać każdego, w każdej chwili i nigdy nie jest to powód do „eliminacji”
4. Eliminujemy też dzieci zdrowe, bo rzadko jest 100% pewności. A Polaków jest coraz mniej i taki trend demograficzny może zagrażać polskiej państwowości.
5. Dzieci zarówno zdrowe jak i niepełnosprawne oprócz obowiązków dają też wiele radości i budują siłę rodziny. A przez to siłę Polski (fot. facebook.com/PatrykJaki).

Obok tych słów nie da się przejść obojętnie. Nie da się powiedzieć, że właśnie dzieci z niepełnosprawnością są gorsze i nie maja prawa do życia.

Tekst za: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/523213-patryk-jaki-przedstawia-5-dla-dzieci

Zdaniem Tomasza Manna Polacy wstydzą się tego, że mają polskie obywatelstwo. To nie pierwszy raz, gdy z ust polskiego celebryty słyszymy podobne słowa. Kto według dziennikarza jest wśród tych wstydliwych? Oczywiście nie są to ludzie byle jacy, ale „rozumni i tacy, którzy kawałek świata widzieli”. Można przypuszczać, że według Manna, są to ludzie, którzy na pewno na Zjednoczoną Prawicę nie głosują. Na pełne pogardy słowa Manna odpowiedział Patryk Jaki.

A ja się nie wstydzę. Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Jestem też wdzięcznym wszystkim, którzy Polskę budowali i tym, którzy oddali za nią życie. Czuje się wobec nich zobowiązany. Zobowiązany do przekazywania wartości, które były dla nich wszystkim — napisał europoseł Solidarnej Polski.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/522911-jaki-odpowiada-mannowi-a-ja-sie-nie-wstydze

Radio Maryja

Nasza cywilizacja składa się z religii chrześcijańskiej, prawa rzymskiego i dziedzictwa filozofii greckiej. Te trzy komponenty razem, pod przewodnictwem Chrystusa, powodowały, że Europa przez wiele lat była motorem napędowym dla całego świata. Winę za obecną wojnę kulturową ponosi lewica, która stara się wmówić społeczeństwu, że nie ma ideologii gender i że jest ona jedynie wymysłem prawicy orz Kościoła – powiedział Patryk Jaki, poseł do Parlamentu Europejskiego, podczas audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Od wielu lat w Europie Zachodniej szerzy się ideologia gender. Od pewnego czasu jej zwolennicy, różnymi sposobami, starają się wdrożyć ją również w Polsce. Osoby sprzeciwiające się jej wprowadzeniu są szykanowane i obrażane. Zdaniem Patryka Jakiego (fot. Wikipedia) „winę za obecną wojnę kulturową ponosi Lewica, która stara się wmówić społeczeństwu, że nie ma ideologii gender, jest ona jedynie wymysłem prawicy i Kościoła”. Polityk odniósł się również do stanowiska Unii Europejskiej, która ingeruje i narzuca swoje stanowiska w wojnie kulturowej.

– Mamy w tej chwili ogromny nacisk instytucji europejskich. Chcą nam zabrać wszystkie elementy suwerenności, łącząc budżet z tzw. kryterium praworządności – ocenił Patryk Jaki. Zdaniem gościa „Aktualności dnia” rozwiązanie to jest niezgodne z prawem i łamie dotychczasowe zapisy przystąpienia Polski do UE. – Jest to bitwa o polską suwerenność (…). Jest to, łamiąca traktaty, próba zawiązania Polsce rąk, nóg oraz narzucenia swojej woli. W tej sytuacji musimy się zdecydować, czy chcemy być województwem Unii Europejskiej, czy niepodległym suwerennym państwem (…). Jeżeli zgodzimy się na powiązanie funduszy z praworządnością, to jest to zmiana ustrojowa Unii Europejskiej – powiedział Patryk Jaki.

Przeciwnicy ideologii gender, która jest poważnym zagrożeniem dla życia i rodziny, podejmują różne akcje uświadamiające społeczeństwo. Jedną z nich jest rozpoczynająca się dziś konferencja „Wojna kulturowa w Europie. Czy Polska ma szansę?” [czytaj więcej]. Inicjatorem wydarzenia jest europoseł Patryk Jaki. Jak zapowiada, w konferencji wezmą udział konserwatywni intelektualiści związani z tematem wojny kulturowej i cywilizacyjnej (fot. www.radiomaryja.pl).

– Konferencję wygłosi m.in. pan prof. Wojciech Roszkowski, autor genialnej i najważniejszej w dziedzinie humanistyki książki pt. „Roztrzaskane lustro”. W książce dokładnie zostało przedstawione to, jak powstawała cywilizacja zachodnia oraz w jaki sposób była rozmontowywana – poinformował Patryk Jaki. W dalszej części sympozjum swoje wykłady wygłoszą m.in.: prof. Marek Chodakiewicz, ks. prof. Paweł Bortkiewicz i ks. prof. Dariusz Oko.

– Będzie to okazja do tego, by sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak, jak niektórzy mówią, że „nie ma ideologii gender, to prawica i Kościół ją sobie wymyśla” – ocenił inicjator konferencji. W wydarzeniu udział wezmą również zwolennicy tej ideologii. – Zaprosiliśmy dwie strony po to, by móc zobaczyć i porównać ich stanowiska – wyjaśnił poseł do europarlamentu.

Tekst za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-p-jaki-wine-za-obecna-wojne-kulturowa-ponosi-lewica-ktora-wmawia-spoleczenstwu-ze-nie-ma-ideologii-gender-i-jest-to-jedynie-wymysl-prawicy-i-kosciola