Przeskocz do treści

Europoseł Patryk Jaki jest zadowolony z faktu, że partiom wchodzącym w skład Zjednoczonej Prawicy udało się dojść do kompromisu.

– Cieszę się, że umowa została podpisana. Wierzę, że koalicja Zjednoczonej Prawicy przetrwa najbliższe trzy lata. Mamy wszelkie podstawy do tego, by walczyć o zwycięstwo również podczas następnych wyborów. Do tej pory, mimo potknięć i błędów, Polacy nadal nas dobrze oceniają – mówi były wiceminister sprawiedliwości w rozmowie z Wirtualną Polską.

Patryk Jaki pytany o zagrożenia dla Zjednoczonej Prawicy, wskazuje: – Oczywiście, widzę zagrożenia dla tej koalicji. Każdy, kto obserwuje i zna się na polityce, zapewne podzieli mój pogląd. Ale najwięcej będzie zależało od nas. Jeżeli będziemy chcieli dalej razem, wspólnie pracować - to będzie to z korzyścią dla Polski. Wiadomo, że w koalicjach, nie ma związków idealnych, ale mając świadomość, jaka może być alternatywa w postaci rządów Koalicji Obywatelskiej, musimy ze sobą współpracować.

Europoseł Solidarnej Polski zaznacza, że wejście do rządu Jarosława Kaczyńskiego oznacza wzmocnienie tego ośrodka władzy.

Za: https://dorzeczy.pl/kraj/154950/jaki-najwiecej-bedzie-zalezalo-od-nas.html

"Chcemy dalej realizować wspólny program ZP, któremu pozostajemy wierni". Politycy Solidarnej Polski, Patryk Jaki i Michał Woś, zadeklarowali, że dalej chcą realizować program Zjednoczonej Prawicy. Wyrazili też swoje poparcie dla ministra Zbigniewa Ziobry.

Za: https://wpolityce.pl/polityka/518595-politycy-sp-deklaruja-ze-chca-pozostac-w-koalicji

Czy sprzeciw wobec "ustawy o bezkarności" oraz nadawania organizacjom ekologicznym "uprawnień policyjnych" jest powodem, by wywoływać kryzys w koalicji rządzącej ii oddawać władzę Platformie Obywatelskiej? - zastanawia się europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

W nocy z czwartku na piątek Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, wprowadzającą m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra (z wyjątkiem królika) i zakaz uboju rytualnego na eksport. Za zmianami głosowali wszyscy posłowie Lewicy, 176 posłów klubu PiS, 128 z KO, 2 z Koalicji Polskiej - PSL-Kukiz'15 i 2 niezrzeszonych. Cała Konfederacja oraz 38 posłów klubu PiS, 4 KO, 22 PSL-Kukiz'15 było przeciw. 18 osób wstrzymało się od głosu, 11 nie głosowało. Nowelizację odrzucili wszyscy posłowie Solidarnej Polski i dwóch z Porozumienia.

Głosowanie wywołało kryzys w koalicyjnej Zjednoczonej Prawicy (...)

Wśród kwestii dzielących PiS i Solidarną Polskę jest nie tylko stosunek do tzw. "Piątki dla zwierząt", lecz także nowelizacji tzw. ustawy covidowej, zgodnie z którym naruszenie przepisów lub obowiązków służbowych przez osobę działającą na rzecz zapobiegania i zwalczania COVID-19 nie byłoby traktowane jak przestępstwo. Projekt popiera PiS, odrzuca partia Zbigniewa Ziobry.

Głos w dyskusji o kryzysie w koalicji rządzącej zabrał europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki. Zadeklarował, że chce dalszych rządów Zjednoczonej Prawicy, a nie Platformy Obywatelskiej i Koalicji Obywatelskiej.

Patryk Jaki wyraził na Twitterze sprzeciw wobec "ustawy o bezkarności" oraz nadawania (w ramach "Piątki...") przedstawicielom organizacji ekologicznych "uprawnień policyjnych".

"I to jest powód, aby oddawać władze Platformie? Wywoływać kryzys?" - spytał.

Europoseł dodał, że Solidarna Polska zgadzała się na "łamiące umowę" koalicyjną oddanie resortu środowiska. "Chcieliśmy tylko, aby priorytetami rządu były: reforma państwa, wymiaru sprawiedliwości, mediów, walka z Gender a nie policyjne uprawnienia dla ekologów" - stwierdził. Odnosząc się do zarzutów ze strony polityków PiS pytał, czy takie stanowisko można nazwać nielojalnością.

Fragment tekstu za: https://www.rp.pl/Solidarna-Polska/200919291-Jaki-Chcielismy-by-jednym-z-priorytetow-rzadu-byla-walka-z-gender.html

Patryk Jaki

Bardzo się cieszę z kolejnego zwycięstwa. Teraz przed nami 3 lata bez żadnych wyborów, więc jest to bardzo dobry czas na refleksję, co do tej pory się udało, a co nie i jakie w związku z tym stoją wyzwania przed państwem, rządem oraz jaką agendę realizować?

Wiem, że wielu z Was, szczególnie tych, który bardziej interesują się państwem i polityką zastanawia się, jak to się stało, że na Rafała Trzaskowskiego głosowało tyle osób, pomimo oczywistych faktów. Twarde dane pokazują, że Polska gospodarczo rozwija się kilka razy lepiej niż za czasów PO (od 2015 PKB +20 proc., średnia płaca +30 proc., dochody budżetu +34 proc., ściągalność alimentów +389 proc., bezrobocie -50 proc., luka podatkowa -75 proc., dług publiczny - spadek z 52 proc. do 48 proc. PKB). Do tego lepsza polityka społeczna, spadła drastycznie przestępczość i korupcja. Natomiast Trzaskowski, od kiedy jest prezydentem Warszawy, z niczym sobie nie radzi (oczyszczalnia Czajka, plany zagospodarowania, infrastruktura, korupcja, reprywatyzacja, L-4 w czasie Covid19, a nawet wypłaty rządowych programów, idą tu najwolniej). A jednak opozycja jest tak blisko…

Najważniejsze pytanie dotyczy tego, dlaczego młodzież i wielkie miasta w większości wybrały Rafała Trzaskowskiego? Moim zdaniem, nie dzieje się tak ze względu na język czy nawet najważniejsze akcenty programowe (ZP, jako pierwsza po 89 r. zwolniła z podatku osoby do 26 roku życia, a miała wśród tej grupy gorszy wynik niż 2015 roku). Źródłem problemu jest wroga socjalizacja społeczeństwa polskiego, której rosnące wpływy są właśnie najbardziej ekspansywne w miastach. Opiera się ona na 7 fortecach, zabiegach związanych z rozmontowaniem naszego starego ładu moralnego, opartego o system aksjologiczny cywilizacji zachodniej z jej najważniejszym filarem etyką chrześcijańską i starym kształtem państw narodowych oraz wstawieniem, w jej miejsce nowej ideologii lewicowej z etyką permisywną. Państwa narodowe w starym kształcie wypiera społeczność międzynarodowa o wyraźnych profilach ideowych, której „wartości” są nachalniejsze od tych kształtowanych wewnątrz kraju. To jest najważniejszy element, z którego biorą się wszystkie pochodne w postaci decyzji wyborczych. I nie jest to żadne wielkie odkrycie, gdyż już Arystoteles mówił, że jeśli jakiś rząd ma trwać, musi posiadać etos czyli wyznawać całokształt zwyczajów moralnych i wierzeń rządzonych. Rodzi się więc pytanie, gdzie znajdują się kluczowe wektory tej socjalizacji?

   Po pierwsze - socjalizacja za pomocą „szantażu ambicjonalnego”

Rynek medialny, opanowany przez III RP czyli obóz lewicowo-liberalny, stosuje już od dawna sprytny zabieg socjotechniczny, polegający na przypominaniu przy każdej okazji, że jeśli jesteś mądry, dobrze wykształcony, pochodzisz z miasta i czujesz się generalnie lepszy - to popierasz PO czyli Tuska, Komorowskiego czy Trzaskowskiego. Problem polega na tym, że wiele osób, szczególnie tych, nieinteresujących się na co dzień zbytnio polityką, wpada w tę pułapkę. W ten sposób chce podnieść swoją wartość, w myśl zasady, czy ja nie jestem mądry, lepszy, bardziej europejski? I wtedy nawet, jeśli w życiu idzie mi średnio, to wystarczy wylegitymować swoją mądrość, wielkomiejskość wklejając na FB zdjęcie Trzaskowskiego czy wcześniej Komorowskiego. Popieranie takiego kandydata wystarczy już do zdobycia plakietki „elitarności”. Niestety, nikt nie wchodzi w te kwestie głębiej. W myśl zasad szeroko opisanych przez E. Aronsona tłumaczy tak swoje postępowanie. To właśnie powoduje takie groteskowe sytuacje jak np. podczas wyborów w 2005 r., gdy zapytano, który kandydat śp. Lech Kaczyński czy Donald Tusk jest lepiej wykształcony, większość wskazała na… Tuska, mimo, że ten był magistrem historii, a śp. Lech Kaczyński… profesorem. Kolejny przykład to, kiedy w najbardziej „elitarnej” Warszawie najwięcej głosów w Polsce dostaje R. Petru, który nie powinien skończyć szkoły średniej. A na koniec kampanii Ci lepiej wykształceni i „lepsi”, jako głównego argumentu przeciwko A. Dudzie na swoich tablicach na FB używają 8 gwiazdek (J…. P..). Wystarczy poszukać w Internecie, by zobaczyć filmy z pytaniem do wyborców Rafała Trzaskowskiego, dlaczego go popierają. Odpowiedzi starczyłyby na cały kabareton. Jedna z najśmieszniejsza anegdot jest taka, że kiedy zapytano Polaka, dlaczego mieszka w Anglii, to odpowiedział, że dlatego, iż tam jest wysoki „socjal”. A czemu w takim razie, głosuje na kandydata PO, to odpowiedział, że w Polsce jest 500 plus i jak można tak rozdawać pieniądze…

Jak skuteczna jest to pułapka, najlepiej pokazują argumenty ludzi, którzy obiektywnie odnieśli sukcesy w swoich dziedzinach. Znana pisarka mówi, że najbardziej to przeszkadzają jej „pisowskie mordy”, „elitarny” warszawski reżyser filmowy i teatralny pisze, że trzeba głosować na RT, bo jest … ładniejszy. Jedna z wybitnych aktorek mówi, że jak PiS rządzi, to tak jakby ktoś na nią (przepraszam) …sr.. . Siła argumentów „elit” jest, jak widać na tych kilku przykładach porażająca. Jednak oni nie muszą się zastanawiać. Muszą głosować na kandydata PO, bo w ich zawodzie nie można stracić dyplomu „elitarności”.

   Po drugie - socjalizacja medialna

Cały świat dziś zmierza w kierunku dominacji mediów społecznościowych i tych 2.0 (niektórzy mówią nawet 3.0). Konta na Facebooku, Twitterze, Instagramie, czy nowe Tik Toki, świadomie wprowadzają elementy socjalizacji do swoich regulaminów, oczywiście pod hasłami „równości, tolerancji”, co po nimi się kryje opisałem tutaj. Organizują też socjalizację w wersji „soft” . Zróbcie sobie test - rozwińcie emotikonki flag narodowych na swoim FB i zobaczycie, że szybciej wyskoczy flaga LGBT, która nie jest oficjalnym symbolem żadnego państwa, niż flaga Polski. Na całym świecie jest też szeroko opisywany problem blokowania prawicowych profili (znany również w Polsce)a z drugiej strony promowania nawet bardzo radykalnie lewicowych. Jednym słowem, w jednej z najważniejszych części rynku mediów, widać dominacje czy nawet hegemonię narzędzi wrogiej socjalizacji.

Co z pozostałą częścią rynku mediów? Jedynie, dzięki mocno krytykowanej TVP, rynek „dużej telewizji” jest w miarę zrównoważony. Problem tylko polega na tym, że nie udało się stworzyć równowagi ponadczasowej i instytucjonalnej. Niestety ta „równowaga” jest temporalna i połączona z czasem rządów ZP (co jest ogromnym nierozwiązanym problemem).

Portale? Wszystkie największe portale w Polsce mają wyraźny profil liberalno-lewicowy (choć w każdej z tych redakcji są prawicowi dziennikarze i występują tam politycy prawicy). Duża część tych mediów, nie tylko na co dzień, wspiera ideologię lewicową, ale nawet ostatnio wiele z nich usprawiedliwiało fizyczną napaść na ciężarówkę fundacji prolife. Ponadto z wielkim zaangażowaniem te medialne środowiska realizują politykę „pedagogiki wstydu”. Przykładów jest wiele. Przytoczę tylko jeden z ostatnich. Do Sejmu skierowano „petycję” o szkodliwości „Halloween”. Każdy ma prawo skierować do Sejmu petycję. Zgodnie z prawem skierował ją do rozpatrzenia wicemarszałek z SLD. Nikt nie mówił, że będzie ona pozytywnie rozpatrzono, że zmieni istniejące się prawo. I co się stało? Media liberalno-lewicowe rozpętały burzę na całą Europę, że „PiS chce karać za Halloween”. Nie dość, że z największych portali w Polsce długo nie schodziły tytuły dotyczące tej petycji, to jeszcze dziennikarze tych redakcji przesłali artykuły do swoich kolegów w Europie, które je przedrukowały. I tak w świat poszła informacja o głupich Polakach, o zacofanej Polsce etc… A chodziło przecież tylko o list, petycję z opinią, do której złożenia, każdy w wolnym państwie ma prawo. Tak samo było z projektami obywatelskimi ws. pedofilii czy aborcji. Projekty obywatelskie, które wg. Konstytucji muszą (!) być procedowane (nie zostały nawet przyjęte przez Sejm, a co dopiero mówić o całym procesie legislacyjnym)a stały się podstawą do opluwania Polski w całym świecie i nawet Parlament Europejski wydał w tej sprawie rezolucję.

Niestety, takie manipulacje są w Polsce codziennością. Czy ktoś z Was myśli, że takie niszczenie wizerunku własnego państwa przez polityków udających dziennikarzy, w oparciu o permanentną manipulację, jest normalne i byłoby tolerowane w jakimkolwiek liczącym się zachodnim państwie? Czy ktoś z Was uważa, że wieczór wyborczy największego portalu w Niemczech czy Francji mógłby prowadzić dziennikarz, który pisał „Jeb.. Merkel” albo „Jeb.. Macrona”?

W związku z tym, to nie chodzi o „hungaryzację” mediów czy „niszczenie niezależnych mediów” Chodzi tylko o stworzenie systemu równowagi. Kiedy pójdzie kolejna fala ataków w stylu „PiS chce wsadzać do więzienia za Halloween” lub „Kościół to samo zło” musi powstać druga grupa mediów, która ma porównywalną siłę i jest w stanie szybko pokazać inną perspektywę. I nawet niech ktoś mi nie używa argumentu „to se stwórzcie swojego Axel Springera”.

Ponadto, w związku z pierwszym i drugim opisywanym przez mnie wektorem socjalizacji liberalno-lewicowych mediów III RP jest monopolizacja procesu „dystrybucji prestiżu”. Ogromnie ważna część dla ludzi pracujących w zawodach uznawanych za elitarne. Jednak to temat na inną dyskusję.

   Po trzecie - socjalizacja z uczelni wyższych

Zmiany przeprowadzone przez nasz rząd, niestety, umocniły (głównie na kierunkach humanistycznych) nurty lewicowe na uczelniach. Stare układy na uczelniach stały się jeszcze silniejsze kosztem uczelni ze średnich i mniejszych miast. Transfery większych środków oraz brak skutecznych reakcji na niszczenie wolności słowa tylko je ośmieliły. Doszło nawet do tego, że rzecznik dyscyplinarny uczelni Uniwersytetu Śląskiego wszczął postępowanie dyscyplinarne i zażądał kary dla prof. Ewy Budzyńskiej. Mówiła ona na wykładach m. in. o klasycznej definicji rodziny składającej się z „męża, żony, ojca, matki, dzieci, krewnych i powinowatych”, co nie spodobało się niektórym studentom. Profesor od ponad 28 lat wykłada na Uniwersytecie Śląskim socjologię rodziny. Do tego ludziom, związanym nawet luźno z obozem konserwatywnym, zamyka się możliwość kariery naukowej czego przykrą puentą była sprawa A. Zybertowicza. I jakby tego było mało, Konferencja Rektorów Akademickich zapowiada sankcje dyscyplinarne dla naukowców, którzy skrytykują ideologię LGBT. Przypominam, że uczelnie wyższe na całym świecie cieszą się względną prawną autonomią od państwa i właśnie ze względu na to, mają być bastionem wolności słowa, debat, ścierania się różnych poglądów i hipotez. Ciekawe, jak ma w takim razie wyglądać debata na polskich uczelniach np. w jednym z najistotniejszych toczących się obecnie dyskursów aksjologicznych na świecie, której centrum jest definicja rodziny, skoro jedna ze stron debaty (konserwatywna) nie możne używać swoich argumentów, bo grozi to dyscyplinarką. Do tego, rok temu Uniwersytet Jagielloński odmówił mi prawa do najmu sali (na komercyjnych zasadach), gdyż dyskusja (jak to dziwne na uniwersytecie), miała dotyczyć ideologii LGBT.

Wiecie już dlaczego po szkole średniej, gdzie serca młodych podbija „romantyzm”, najwięcej młodzieży wybierało prawicowe partie (PiS, Konfederację, wcześniej Korwina czy Kukiz15) a po uczelniach wyższych PO lub Lewicę.

   Po czwarte - socjalizacja korporacyjna

Największe na świecie firmy już powszechnie wpisują w swoje „regulaminy” czy „polityki wewnętrzne” promowanie „ideologii LGBT czy gender”. Polska niedawno tego doświadczyła w przypadku IKEA-i, gdzie zmuszano pracowników do udziału w „pogadankach” nt. „gender”, a kiedy na wewnętrznej grupie firmy, jeden z pracowników się temu sprzeciwił używając cytatu z Biblii, został wyrzucony z pracy.

Podobne polityki wewnętrzne są powszechne w małych, średnich czy dużych korporacjach ponadnarodowych, szczególnie w dużych miastach i potem trudno się dziwić, że ludzie chcąc awansować, dostosowują się do tych reguł.

   Po piąte - socjalizacja instytucjonalna

Największe organizacje na świecie tj. ONZ, UE wprost w swoich dokumentach wpisują lewicowe postulaty „genderowskie” i za każdym razem w UE, kiedy chcemy się odwołać do dziedzictwa chrześcijańskiego Europy, jesteśmy przegłosowywani, bo ważniejsze jest „dziedzictwo gender”

Dodatkowo w kluczowych dokumentach UE - liderzy partyjni przy aplauzie polskiej opozycji regularnie odwołują się do tzw. „manifestu z Vententone”, a jego autor Alterio Spinneli ma w UE status „boga”. I tam niemalże wprost, wpisuje się politykę walki z anachronizmem państw narodowych kosztem tworzenia państwa europejskiego.

   Po szóste - NGO

Ogromne pieniądze w ramach „soft power” transferowane są przez ponadnarodowe systemy. Inwestycje w organizacje wspierające nową rewolucję moralną oraz rozmontowywanie starych więzi budowanych na sile państw narodowych. Najbardziej znane są oczywiście organizacje Sorosa, który nie ukrywa nawet tego, jaki jest cel przekazywanych przez niego środków. Pomaga kupować i finansować media (w Polsce Radio Zet i media Agory), uniwersytety, buduje organizacje trzeciego sektora z potężnymi zasobami. Składa się na nie sieć finansowanych przez niego organizacji pozarządowych. Są one obecne niemal w stu krajach świata. Na pierwszy rzut oka nie są to instytucje polityczne lecz społeczne, obywatelskie czy charytatywne. Mają jednak wpływ opiniotwórczy, zasoby finansowe oraz zdolność mobilizowania zwolenników w kręgach liberalno-lewicowych (1).

Idąc właśnie tym tropem, UE stworzyła nowy program “Obywatele, Równość, Prawa i Wartości”. Miliony euro będą przekazywane właśnie na takie cele, jak wyżej. Środki transferowane do swoich organizacji pozarządowych, która mają pilnować właściwej „socjalizacji społeczeństw europejskich”

   Po siódme - kultura

To pole, na którym ciągle przegrywamy. Oczywiście, to wyjątkowo trudne zadanie, bo generalnie ludzie kultury (szczególnie masowej jak np. kinematografia), na całym świecie to w zdecydowanej większości ludzie, u których dominuje ultraliberalne podejście do kwestii obyczajowych, a już szczególnie ograniczeń wynikających z etyki chrześcijańskiej. Stąd nienawiść do prawicy, której działalność odwołuje się do tej sfery wartości. Do tego duża cześć instytucji kultury w Polsce ustrojowo jest pod nadzorem samorządów. A najważniejsze w Warszawie czy Krakowie są wśród tych najbardziej upolitycznionych. Jednak dalej uważam, że nie można tu odpuszczać. Tym bardziej, że najbardziej masowej narzędzia socjalizacji w tej sferze tj. Netflix, Amazon i HBO GO znane są z nachalnej promocji poprawności politycznej oraz lewicowej rewolucji moralnej. Dlatego potrzeba tu zmian strukturalnych i instytucjonalnych oraz mądrego planu na dialog z tymi, którzy chcą w nim uczestniczyć (tu jestem, niestety, umiarkowanym optymistą).

Podsumowując, te wszystkie elementy bardzo rozbudowanej, agresywniej, wrogiej lewicowej socjalizacji społeczeństwa, plus presja kulturowa na postępującą sekularyzację i laicyzacja, jako moda w mediach społecznościowych spowodowały zmiany, których efekty widzimy w decyzjach wyborców. Ta wroga socjalizacja zatruwa każdego roku dużą cześć Polaków, głównie młodych . Niestety, nie widzę tu tamy instytucjonalnej i przemyślanej alternatywy. I nie zdziwmy się, jak retoryka ludzi pokroju R. Trzaskowskiego będzie za chwilę trafiała nie do 48% ale np. do 51% społeczeństwa, a w kolejnym roku do 11 czy 12 mln ludzi i prawica za chwilę, zostanie zepchnięta do długoletniej defensywy, z której jednym wyjściem będzie zgoda na te antywartości. Tak niestety stało się z konserwatywną partią (!) w Wielkiej Brytanii, która do szkół wprowadza obowiązkowe nauki gender czy chrześcijańskimi (?) demokratami w Niemczech, którzy zgadzają się już na adopcje dzieci przez pary homoseksualne.

   Proces „Uplatfarmianie PiS-u”

Obóz prawicy ma przeciwko sobie ogromną, świetnie zorganizowaną i sfinansowaną z zewnętrznych środków armię (opisałem to we fragmencie zamieszczonym wyżej), dlatego bardzo istotne jest to, żeby wszyscy ludzie, którzy są w naszym środowisku, mieli pewność, że ideowo (przynajmniej, jeśli chodzi o rdzeń) są po naszej stronie. Problem polega na tym, że od kiedy mainstream w naszym ośrodku tworzy „nowa ekipa”, ludzie którzy chcą działaniami bronić takich wartości, jak społeczna nauka kościoła, rodzina czy w końcu reforma państwa, są wyzywani od „jakobinów”, „jastrzębi” czy w najlepszym przypadku radykałów. Wyzywają mnie i tak już nasi przeciwnicy i nie wiem, dlaczego pozwolono na to, aby również takie postawy stały się czymś normalnym w naszym obozie? Dlatego osoba, która wierzy w to, że trzeba mocno bronić naszych wartości (czasem i ramionami), często przestaje czuć się komfortowo w obozie, który nazywa się „Zjednoczona Prawica”? Dlaczego np. „ziobryści” są lżeni w mediach przez innych, oczywiście „anonimowych polityków”, bo MS zajmuje się np. wspieraniem organizacji chrześcijańskich, wydawaniem publikacji o ideologii „gender” czy prowadzeniem polityki historycznej w „Muzeum Żołnierzy Wyklętych”? Dlaczego ludzie ideowi, którym i tak już niełatwo żyje się w dużych miastach (są wyzywani na ulicach i mediach III RP), każdego tygodnia są jeszcze poniżani przez „własne elity”? Stworzono u nas jakiś system kozetki, na której co jakiś czas trzeba się spowiadać ze swojej prawicowości, bo to „szkodzi kampanii jednej czy drugiej”. Tymczasem fakty są takie, że Andrzej Duda wygrał wybory głosami prawicy (w drugiej turze mobilizacja wschodu i mniejszych ośrodków oraz największy przepływ z Konfederacji, a pełna porażka w „centrum” Kosiniaka czy Hołowni). Najlepszy wynik PiS-ZP w historii to 45,38% w wyborach do PE (nazywanych dla PiS najtrudniejszymi), kiedy przekaz był do końca „prawicowy”, a twarzami kampanii byli ludzie wyzywani od „jastrzębi”. Chwilę później, w lepszych dla nas profilowo wyborach do Sejmu nie dość, że wynik był gorszy, to jeszcze ta „mądrzejsza” retoryka wprowadziła do Sejmu Konfederację (która w wyborach do PE nie przekroczyła progu) oraz odpuszczanie spraw „cywilizacyjnych”, co z kolei otworzyło lewicy drogę powrotu do parlamentu.

Znam wielu wyborców i zwykłych działaczy, którzy właśnie ze względu na nurty „uplatfarmiania” naszego obozu odeszli do Konfederacji, bądź byli zdemobilizowani podczas ostatnich rywalizacji wyborczych.

   Dokąd prowadzisz Polskę Zjednoczona Prawico?

Każdy w naszym środowisku powinien się zastanowić, dlaczego lewicowa ideologia podbija umysły młodych i mieszkańców miast? Czy dlatego, że ich liderzy się jej wstydzą? Czy może dlatego, że o nią bezwzględnie walczą? A potem nasz obóz musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce być „prawicą retoryczną” czy prawdziwą.

To dylemat, który jest obecny w naszym politycznym środowisku od 2015 roku. Mianowicie, czy wielkim wysiłkiem i siłą rzeczy z problemami, mamy reformować państwo i walczyć o naszą cywilizację? Czy na agendę wrzucić politykę „ciepłej wody w krainie 2” i uznać, że walka cywilizacyjna jest już przegrana (bo cały zachód przegrał, to my też przegrany - to niestety słyszałem już wielokrotnie w naszym obozie) i zająć się tylko „utrzymaniem sterowności państwa” wg bieżących potrzeb. A w sprawach wrażliwych, jak: sądy, media, uczelnie wyższe, kultura dogadać się z układem III RP, a wszystko domknąć koalicją z PSL (które wiadomo, że będzie przeciwko dużym reformom 3RP). Czyli „uplatformić” nasz obóz i z głowy.

Czytałem ostatnio wywiad z belgijskim intelektualistą, prof. Davidem Engelsem, który mówi: „Wyemigrowałem z Belgii do Polski nie tylko ze względów zawodowych, ale też dlatego, że w zachodniej Europie spodziewałem się kryzysu (wartości). Takiego, który nastąpi dość szybko i pogrąży Zachód na co najmniej kilka lat. Chciałem zadbać o bezpieczeństwo mojej rodziny, dopóki był na to czas. I wybrałem Polskę.”

Ja mam naprawdę silne przekonanie, że my nie musimy być kserokopiarką Europy. Polska właśnie może się wyróżnić obroną tradycyjnych wartości, do których więcej ludzi będzie ciągnąć z całego świata widząc szaleństwo lewicowej ideologii, która odbiera im np. wolność do wychowania dzieci. Każdego miesiąca do Polski przyjeżdżają rodziny, które uciekały przed szalejącymi lewicowymi instytucjami państwa, które odbierają dzieci z ideologicznych pobudek. Jestem dziś przekonany, że twarda i zdecydowana obrona polskich wartości jest najlepszą inwestycją w naszą przyszłość. Powiem więcej, my jako ojczyzna Jan Pawła II mamy szczególne zobowiązanie do obrony chrześcijańskich wartości i wierzę, że to właśnie od Polski może rozpocząć się powrót do wartości w całej Europie. Bo tak jak marksizm skompromitował się i upadł, taki sam los, prędzej czy później, spotka neomarksizm. I Polska wtedy z naszym a „niezapożyczonym” duchem, znów może odegrać swoją ważną rolę w historii. Wkrótce będziemy obchodzić 100-lecie „Bitwy Warszawskiej”, jednej z najważniejszych bitew w historii, która zmieniła losy świata. My, Polacy (nie urzędnicy z Holandii czy Luksemburga), uratowaliśmy Europę przed bolszewizmem, mimo, że niewielu dawało nam szansę. Teraz możemy uratować cywilizację europejską, stając się jej kolebką.

   Naprawę potrzebujemy więcej wiary w Polskę!

Prawica, jeśli chce odbić duszę miast, lepiej wykształconych, musi nie tylko skutecznie powstrzymać ekspansję neomarksistowskiej trucizny do obszarów, które opisałem, ale również sama przedstawić ambitną wizję Polski. Nie „ciepłą wodę w kranie 2”, nie „uplatfarmianie” ale wizję rozwoju Polski odważnej, z charakterem i dumnej z własnego kodu kulturowego. Polski, która zostawia rolę „kserokopiarki UE” i zacznie być liderem. Tak jak kiedyś Polska Jagiellonów była liderem, miała charakter i kulturowe przewagi konkurencyjne, które były jej siła napędową.

Więc co robić, aby zdobyć serca młodych i miast? Tak, jestem zwolennikiem walki we wszystkich wymienionych bitwach, w których na razie wygrywa lewica. Potrzebne są zmiany w mediach, równowaga w instytucjonalnej dystrybucji prestiżu, mocne inwestycje w trzeci sektor broniący tradycyjnych wartości, walka o instytucje kultury, dokończenie reformy wymiaru sprawiedliwości i rozpoczęcie (sic!) zmian na uczelniach wyższych, do tego oferta dla młodych (mieszkania), nie dać lewicy zabrać naturalnego dla konserwatystów tematu „środowiska” i bardzo mocne (bez żadnego strachu przed pedagogiką wstydu) działanie w obszarze patriotyzmu. Nie tylko w sferze dialektyki, ale i realnych działań. Powiedzmy sobie szczerze to, że nas obóz nie może się zdecydować czy dryfuje bardziej w kierunku mainstreamu czy idzie pod prąd. Być może również to było przyczyną, że obchody 100-lecia (!) niepodległości były, mówiąc eufemistycznie „takie sobie, a zbliżająca się rocznica 100-lecia jednego z największych zwycięstw Polaków w historii, niestety, również nic na to nie wskazuje, że będzie wydarzeniem, o którym cały świat usłyszy.

Jaka więc odpowiedź na tytułowe pytanie: dokąd idziesz? Która droga najlepsza dla Polski? Mocna drogą wartości. Kultura, media, etyka chrześcijańska, trzeci sektor, reformy państwa, dbałość o środowisko, patriotyzm. Jaka jest alternatywna droga? Przymilanie się do mainstreamu, bycie „fajnym”, dostosowanie się do trendów sekularyzacyjnych, „bycie jak druga strona”, dogadywanie się z „układem” i koalicja z PSL-em. Do tego postępujące „rozmycie ideowe” i realizowanie programu „ciepłej wody w kranie”. Zdecydowanie nie! Musimy podjąć walkę o odzyskanie ducha i polskich wartości dla naszej młodzieży. Tych polskich wartości, które 100 lat temu „nad Wisłą” zmieniły losy świata.

(1) Kim jest George Soros, uważający siebie za „kogoś w rodzaju boga, stwórcy wszystkiego“

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/511281-quo-vadis-zjednoczona-prawico

Radio Maryja

Kluczowym pytaniem pozostaje to, czy jest w ogóle jakaś cena, którą możemy zapłacić za polską suwerenność – powiedział w poniedziałek europoseł Patryk Jaki, b. wiceminister sprawiedliwości, odnosząc się do powiązania funduszy unijnych z praworządnością.

W czwartek Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Europarlamentu przy sprzeciwie europosłów Prawa i Sprawiedliwości, przyjęła raport krytykujący stan praworządności w Polsce.

Europoseł Patryk Jaki, który zasiada w powyższej komisji, odnosząc się w poniedziałek do tego raportu zaznaczył, że w dokumencie można przeczytać m.in. o tym, że łamaniem praworządności w Polsce jest zmiana przepisów dotyczących Trybunału Konstytucyjnego czy nowelizacje ustaw o: służbie cywilnej, policji, prokuraturze, a także zmiana rozporządzenia wykonawczego do ustawy o prokuraturze, czy zmiany przepisów dotyczących RPO oraz ustaw „dokonujących gruntownej reorganizacji sądownictwa”.

„Trzeba by w ogóle zapytać czy Polacy mają jeszcze prawo do ustanawiania własnego prawa w jakiejkolwiek dziedzinie” – zaznaczył Patryk Jaki.

W ocenie Patryka Jakiego, według autorów raportu, łamaniem praworządności w Polsce jest „normalne realizowanie programu politycznego”. „To by oznaczało, że Polacy tracą wpływ na to, co dzieje się we własnym państwie, w kluczowych obszarach, które definiują to państwo” – powiedział. Dodał, że chodzi o: kulturę, edukację, bezpieczeństwo, redystrybucję środków i wymiar sprawiedliwości.

„Kluczowym pytaniem pozostaje, czy jest w ogóle jakaś cena, którą możemy zapłacić za Polską suwerenność” – ocenił Patryk Jaki. Europoseł przypomniał, że podobne rozwiązania prawne w zakresie sądownictwa funkcjonują w innych krajach UE.

„Przypomnę, że autorem tego raportu jest były minister sprawiedliwości w Hiszpanii, w której Krajową Radę Sądownictwa wybiera się w dokładnie w taki sam sposób jak w Polsce. I w Polsce jest to łamanie praworządności, a w Hiszpanii nie” – zaznaczył Patryk Jaki. Z kolei w Niemczech – jak wskazał europoseł – sędziowie „w ogóle nie mają decydującego wpływu na wybór sędziów, a często jest tak – jak było ostatnio – że polityk prosto z Bundestagu został jednym z szefów Trybunału” – powiedział.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/p-jaki-kluczowym-pytaniem-pozostaje-to-czy-jest-cena-ktora-mozemy-zaplacic-za-nasza-suwerennosc

Zespół wPolityce.pl

„Veto albo śmierć! Za każdym razem, kiedy pojawia się mechanizm „praworządności” - veto” - pisze Patryk Jaki w kontekście trwającego szczytu UE w sprawie budżetu.

Europoseł we wpisie na Facebooku przekonuje, że polski rząd nie może zgodzić się na powiązanie unijnego budżetu z przestrzeganiem praworządności. Rozpoczyna się właśnie kluczowy dla przyszłości Polski szczyt europejski. Elity UE próbują powiązać budżet z praworządnością, co oznacza całkowitą zmianę ustrojową w UE. Zmianę idącą dużo dalej niż zmiana z „Nicei” na „Lizbonę”. Obecna zmiana jest dużo gorsza, ponieważ oznacza obezwładnienie Polski we wszystkich obszarach będących egzemplifikacją jej suwerenności. Traktat Lizboński ma jeszcze jakieś ramy blokujące napaść instytucji UE na naszą podmiotowość. Wskazuje obszary wyłączne, dzielone i te, które zostają w gestii państwa członkowskiego. Zaznacza gdzie swobodnie mogą poruszać się instytucje unijne, a gdzie ostatnie słowo ma tylko rząd Polski wybierany w demokratycznych wyborach (choć niestety i tu coraz mocniej instytucje UE naciągają zasady) — wskazuje Jaki.

Dalej europoseł wskazuje zagrożenia dla Polski, które związane byłyby z przyjęciem takiego rozwiązania.

Nowa zmiana ustrojowa tzn. powiązanie wypłaty środków z praworządnością niszczy te zasady i ustala nowe bez zmiany traktatów. Dlaczego? Kluczowa jest tu definicja „praworządności” przyjęta we wczorajszym raporcie PE dot. procedury z art. 7 wobec Polski. Według tej definicji łamaniem praworządności w Polsce jest np:

— jakakolwiek zmiana w wymiarze sprawiedliwości w stosunku do stanu zastanego w 2015 r.
— Brak „edukacji seksualnej” i polityki wobec „gender i LGBT” w oświacie wg. definicji PE
— Przyjęcie lokalnych „kart rodziny” (!) w polskich samorządach
— Brak zgody na obronę dobrego imienia Polski(instrumenty cywilne będące prawem każdego w państwie demokratycznym im przeszkadzają!)
— Brak przyjęcia uchodźców
— Brak zgodny na aborcję bez żadnych ograniczeń
— Brak finansowania z budżetu państwa wszystkich organizacji lewackich wskazanych przez PE
— Istnienie telewizji publicznej w wersji innej niż chce PE etc… — wylicza Patryk Jaki.

Polityk Zjednoczonej Prawicy podkreśla, że powiązanie unijnego budżetu z praworządnością będzie jednoznaczne z ograniczeniem suwerenności Polski. Uważam, że nie ma takich pieniędzy, które może nam proponować niemiecka prezydencja na rozpoczynającym się szczycie, za zgodę na związanie „sznurkiem praworządności” polskiej suwerenności. 700 mld czy 70 bilionów? Żadnych srebrników. Tym bardziej, że co z tego, że najpierw otrzymamy 700 mld, a potem pod byle pretekstem (ponieważ np. nie ma takiej edukacji jak chce UE), będzie je można nam odebrać — wskazuje.

W związku z powyższym Veto or muerte! Veto albo śmierć! Za każdym razem, kiedy pojawia się mechanizm „praworządności” - veto. Nie ma takich środków, za które Polska mogłaby dać związać sobie ręce w kształtowaniu samodzielnej polityki — kończy swój wpis Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/509749-mechanizm-praworzadnosci-w-ue-jaki-veto-albo-smierc

Zespół wPolityce.pl

„Dobrze, żebyście proszę państwa, uszanowali wybór Polaków i przestali udawać, że wiecie więcej o Polsce niż oni sami” - mówił w Parlamencie Europejskim Patryk Jaki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

Patryk Jaki wziął udział w debacie dotyczącej sprawozdania Parlamentu Europejskiego na temat praworządności w Polsce i połączenia budżetu unijnego ze stanem praworządności.

Bardzo dużo mówicie o szacunku do Polaków i europejskich wartości. Moim zdaniem jedną z najważniejszych rzeczy, jeżeli chodzi o europejskie wartości, jest szacunek do demokracji. Dobrze, żebyście proszę państwa, uszanowali wybór Polaków i przestali udawać, że wiecie więcej o Polsce niż oni sami — mówił Patryk Jaki.

Europoseł wskazywał, że w Parlamencie Europejskim funkcjonuje od dawna pewien mechanizm dotyczący dyskusji o praworządności w Polsce.

Widzę, że tradycyjnie w tej Izbie jest taki mechanizm: ktoś z opozycji podrzuca państwu jakąś bzdurę, państwo jej nie weryfikujecie i wpisujecie w sprawozdanie. Niczego nie sprawdzając i wychodzi to śmiesznie — wskazał.

Mogę podać wiele przykładów. Piszecie dzisiaj w tym sprawozdaniu w pkt 15, że trzeba przestrzegać wyroków Trybunału Konstytucyjnego i to jest najważniejsze, ale jednocześnie w pkt 21 tego sprawozdania sami sobie zaprzeczacie twierdząc, że absolutnie nie można przestrzegać ostatnich wyroków TK — mówił dalej.

Jaki wypomniał europosłom, że nie traktują Polski i Niemiec równo.

Wzywacie do tego, by mieć szacunek do orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, to bardzo dobrze oczywiście, ale dlaczego nie ma takiej samej miary, jeżeli chodzi o Niemcy. Macie orzeczenie z maja z Karlsruhe i co z tym robicie. Nie traktujecie równo polski i Niemiec — stwierdził.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/509240-mocne-wystapienie-jakiego-w-pe-uszanujcie-wybor-polakow

Zespół wPolityce.pl / aw / Poranek Siódma9

„Trzaskowski to kandydat skrojony pod tą całą nomenklaturę Sorosowsko-europejską, dominującą na przykład w Parlamencie Europejskim” - mówił Patryk Jaki w programie „Poranek Siódma9”. Podkreślił przy tym, że walka z nim będzie dla Andrzeja Dudy trudna.

Warszawa nie jest cezurą dla całej Polski — mówił Patryk Jaki, przypominając, że prezydent Andrzej Duda w Warszawie przegrał z Bronisławem Komorowskim a mimo to w Polsce wygrał.

Zwrócił uwagę, że Trzaskowski, jeżeli już jeździ ze swoim sztabem do ludzi, to do radnych PO „żeby nie powtarzało się to, co w Warszawie”.

Prezydent Andrzej Duda musi być bardzo aktywny i to niezbyt pracowitego Rafała Trzaskowskiego będzie zmuszało do defensywy — radził obecnie urzędującemu prezydentowi.

Walka będzie trudna

Jaki ocenił, że walka wyborcza będzie bardzo trudna, „dlatego że jeśli dojdzie do drugiej tury i dzieli się głosy pół na pół, to III RP zawsze ma minimalną przewagę”. To było widać w wyborach do Senatu — zauważył, dodając, iż „trzeba to wziąć pod uwagę”.

Oczywiście była szansa, że wybory mogły się rozstrzygnąć już w pierwszej turze, gdyby nie to całe zamieszanie wokół wyborów. Być może dzisiaj byłoby już po Platformie Obywatelskiej. Nie ukrywam, że byłem zwolennikiem terminu konstytucyjnego, terminu majowego — mówił Jaki. Podkreślał, że przełożenie wyborów „to był gigantyczny błąd, natomiast Andrzej Duda nadal jest faworytem tych wyborów, natomiast to nie będzie spacerek”.

Jaki: „Trzaskowski działa w interesie rosyjskim”

Trzaskowski to kandydat skrojony pod tą całą nomenklaturę Sorosowsko-europejską, dominującą na przykład w Parlamencie Europejskim. I to że on dzisiaj zapowiada, że będzie działał w interesie rosyjskim, na przykład blokując kluczowe z punktu widzenia Polski inwestycje, jak przekop Mierzei Wiślanej czy CPK, czy to co robi w Warszawie, to znaczy zamienia stolicę w sensie ideologicznym z biało-czerwonej na różową, to jest zapowiedź nowego rodzaju prezydentury — ostrzegał.

Jeżeli chcemy rozmawiać o jakiejś szansie na zmianę, to tylko Andrzej Duda, bo inni kandydaci z góry ją odrzucają. Chcą wrócić do tego, co było wcześniej. Dlatego, jeżeli w ogóle chcemy budować podmiotowość państwa polskiego, to Andrzej Duda jest dzisiaj jedyną możliwością, która być może też sprawi, że nie będziemy popełniać tych błędów, które zdarzały się przez ostatnie pięć lat — przekonywał eurodeputowany.

Pieniądze z funduszu sprawiedliwej transformacji nie wystarczą

Eurodeputowany odniósł się również do negocjacji ws. budżetu UE. Jeżeli chodzi o tą trzylatkę, to ona wstępnie wygląda jako sukces polskiego państwa, natomiast jeśli chodzi o fundusz transformacji, to wszystko zależy od tego, jakie będą szczegóły dotyczące „green dealu”, bo przypominam państwu, że już nie według obliczeń Ministerstwa Energii, ale według obliczeń think tanku koszty polskiej transformacji polskiej gospodarki energetycznej na tą nutę „green dealu” mogą kosztować 500 mld euro. Jeżeli my dostajemy 8 mld, a mamy zapłacić 500 mld, to każdy, kto trochę umie matematykę, to rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Poza tym jest jeszcze kwestia praworządności — wyjaśnił.

Unijna praworządność to wprowadzanie lewicowych ideologii

Dodał, że z punktu widzenia UE łamaniem praworządności jest to, że Polska nie wprowadza LGBT, czy edukacji seksualnej. Czyli to oznacza, że będą nam zabierać pieniądze dlatego, że nie realizujemy lewackiej ideologii i to będzie już oznaczało, że Polska nie będzie już suwerennym państwem, tylko Polska stanie się jakimś województwem w UE, co stanie się po moim trupie. To znaczy, dopóki jestem w polityce, nigdy na to nie pozwolę — oświadczył Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/502430-jaki-trzaskowski-z-polski-bialo-czerwonej-zrobi-rozowa

Radio Maryja

Politycy Solidarnej Polski krytykują projekt sprawozdania komisji wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych Parlamentu Europejskiego dotyczący naruszeń praworządności w Polsce. Komisja zajmie się sprawą naszego kraju po południu.

Do licznych zapisów projektu wstępnego sprawozdania LIBE odnieśli się na konferencji prasowej europoseł Patryk Jaki oraz wiceministrowie sprawiedliwości, klimatu i aktywów państwowych – Sebastian Kaleta, Jacek Ozdoba i Janusz Kowalski.

W projekcie zawarte są zapisy krytykujące polski rząd za procedowanie w Sejmie obywatelskich projektów ustaw antyaborcyjnych, sposób wyboru sędziów czy funkcjonowanie Izby kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych Sądu Najwyższego.

Europoseł Patryk Jaki ocenił, że projekt jest zmanipulowany i niesprawiedliwy oraz że to próba odebrania Polsce podstawowych elementów suwerenności. Polityk wskazał przy tym, że przygotowano go w oparciu o argumenty polskiej opozycji.

– To są argumenty dyktowane przez polską opozycje, które osłabiają polską państwowość, polskie państwo. Chcą przede wszystkim doprowadzić do tego, aby polskim obywatelom zostały odebrane pieniądze za to, że Polska jest państwem suwerennym i sama może decydować o tym, jakie prawa w Polsce uchwala. To jest próba odebrania podstawowych elementów polskiej suwerenności, to znaczy próba odebrania możliwości Polski stanowienia prawa ku wielkiej uciesze opozycji, dlatego chciałbym, żebyście to Państwo wszyscy wiedzieli. O godzinie 14.00 będzie dzisiaj w Parlamencie ten raport prezentowany, który jest niesprawiedliwy, zmanipulowany i stawiający Polskę w bardzo złej sytuacji. Uważam, że wszyscy powinniśmy solidarnie przeciwko temu zaprotestować – powiedział Patryk Jaki.

Posiedzenie, na którym komisja wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych PE będzie debatować o Polsce, rozpocznie się o godz. 14.00. Europosłowie mają też rozmawiać o sytuacji w polskim sądownictwie z prezesem Europejskiego Stowarzyszenia Sędziów i członkiem zarządu Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/solidarna-polska-przeciwko-antypolskiej-narracji-w-parlamencie-europejskim

@ZiobroPL / Lepiej jest wybory przeprowadzić korespondencyjnie 10 maja niż w apogeum pandemii.

W sprawie majowych wyborów prezydenckich i głosowania korespondencyjnego wraz z @SolidarnaPL stoimy po stronie Jarosława Kaczyńskiego i wspieramy go w tej kwestii.

@PatrykJaki / My, jako drugi koalicjant tak samo jak w większości najważniejszych spraw tj. sądownictwo, dekomunizacja, fundamentalne reformy państwa- twardo stoimy po stronie PiS.

Dziś nie ma żadnych powodów, aby grać jak opozycja zagra. Oddanie teraz władzy 3RP wbrew woli ludzi to szaleństwo.

Zespół wPolityce.pl / mly / wp.pl

Moment, w którym prawica zarzuci plan reformowania państwa na rzecz „ciepłej wody w kranie”, będzie również moim ostatnim na tym pokładzie - powiedział Patryk Jaki w rozmowie z wp.pl.

Europoseł Prawa i Sprawiedliwości mówi o zadaniach, które wyznaczyli mu liderzy jego obozu politycznego. Liderzy wyznaczyli mi nowe zadanie. Mam bronić Polski przed niesprawiedliwymi atakami na forum Unii Europejskiej – przekonuje Patryk Jaki.

Zdaniem Jakiego, obóz Zjednoczonej Prawicy musi w dalszym ciągu skupiać się na reformowaniu państwa.

Reformowanie państwa. To jedyny kierunek. Chodzenie pod prąd tam, gdzie Polska tego potrzebuje. Właśnie dlatego jestem w tym obozie i moment, w którym prawica zarzuci plan reformowania państwa na rzecz „ciepłej wody w kranie”, będzie również moim ostatnim na tym pokładzie – powiedział.

Rezygnacja z tego, na rzecz przejmowania części haseł Platformy, to moim zdaniem droga donikąd. Jednak moja opinia nie ma teraz znaczenia. Jest plan i musimy robić wszystko, aby wybory w maju wygrał prezydent Andrzej Duda – dodał.

Odniósł się też do ataków na Zbigniewa Ziobro i jego rodzinę. To oczywista zemsta gangsterów, których minister Ziobro wsadzał do więzienia, na jego rodzinie. Robiona w najbardziej podły sposób – twierdzi Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/489439-jaki-jezeli-prawica-zarzuci-plan-reform-to-odchodze

Zjednoczoną Prawicą trzęsą doświadczeni politycy. W PiS alfą i omegą jest 70-letni Jarosław Kaczyński, od dekad w polityce funkcjonują też koalicjanci Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro. Polacy wskazali, którzy z ich młodszych kolegów powinni odgrywać większą rolę. Patryk Jaki powinien odgrywać większą rolę w obozie rządzącym - uważają Polacy.

Kto pana/pani zdaniem, z pokolenia dzisiejszych 30-40-latków, powinien odgrywać większą rolę w obozie Zjednoczonej Prawicy? Takie pytanie Instytut Badań Spraw Publicznych zadał Polakom. Lider wygrywa zdecydowanie, zdobywając więcej wskazań niż pozostali politycy razem wzięci - i jest nim Patryk Jaki. Eks-wiceministra sprawiedliwości wybrało 29 proc. badanych.

- Był postacią centralną kampanii samorządowej i komisji weryfikacyjnej, więc wydaje się, że jeśli młody polityk, to właśnie on - mówi Wirtualnej Polsce Adam Hofman. Przed dekadą to właśnie on był jednym z najbardziej obiecujących polityków na prawicy. Jego karierę w 2014 zakończyła tzw. afera madrycka. Hofman podkreśla, że w sondażu brakuje pytania, czy większa obecność wskazanych młodych liderów jest w życiu publicznym potrzebna. - Odpowiedź mogłaby być ciekawa. Bo żaden z wymienionych, nawet Patryk Jaki, który zdecydowanie zwycięża, nie wnosi żadnych nowych wartości politycznych, nowego stylu, sposobu rozwiązywania konfliktów - tłumaczy. Zdaniem Hofmana wszyscy - a przede wszystkim Jaki - umacniają obecny system. - Są sprawniejsi, skuteczniejsi, lepsi medialnie, ale działają w ramach obecnego porządku. Rebelianci to to nie są. Częściową odpowiedzią jest liczba wskazań "nie wiem/trudno powiedzieć". Ten młody lider to dopiero ma szanse - ironizuje.

Jeszcze większą przewagę Jaki ma wśród zadeklarowanych wyborców PiS. Choć sam jest politykiem Solidarnej Polski, bije na głowę Michała Dworczyka, Dominika Tarczyńskiego czy Radosława Fogla. Ten, mimo stałej obecności w mediach od połowy 2019 roku, ma ok. procenta wskazań. - Fogiel dopiero zaczyna. Ten proces trwa lata, to nie jest tak, że ktoś kilka razy pójdzie do telewizji i już wszyscy go znają - komentuje Hofman (...) Adam Hofman rozmowę konkluduje radą dla bohaterów sondażu. - Bądźcie bardziej sobą. Nie próbujcie dostosować się do systemu, tylko system do siebie!

"Badanie opinii i poglądów politycznych Polaków" zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Spraw Publicznych w dn. 18-20.02 2020 r. metodą CATI. Przebadano reprezentatywną próbę n=1000 pełnoletnich mieszkańców Polski. Próba została dobrana w sposób kwotowo-losowy w oparciu o kryteria: płeć, wiek, wielkość miejscowości i województwo (dane wg GUS).

Fragmenty tekstu oraz ilustracja za: https://wiadomosci.wp.pl/sondaz-polacy-wskazali-kto-powinien-przejac-stery-w-koalicji-rzadzacej-6484318387107457a

– Będziemy dalej walczyć o prawdę i równe traktowanie państw członkowskich, nie pozwolimy na traktowanie Polski gorzej – mówi europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki w rozmowie z Łukaszem Żygadło.

W Sądzie Apelacyjnym w Paryżu francuska żandarmeria brutalnie rozprawiła się z przedstawicielami zawodów prawniczych. W tym samym czasie w Polsce przeszedł Marsz Tysiąca Tóg, gdzie jedność z polskimi sędziami wyrazili sędziowie z innych krajów. Pan postanowił działać. Wraz z europoseł Beatą Kempą podjęliście próbę wyprostowania niesprawiedliwej oceny sędziów.

Tak. Wysłaliśmy wraz z europoseł Kempą wniosek do wiceszefowej Komisji Europejskiej Věry Jourovej, w którym prosimy o debatę dotyczącą praworządności we Francji. W Paryżu, pod okiem rządów prezydenta Macrona, doszło do brutalnej pacyfikacji protestujących osób, w tym przypadku przedstawicieli środowisk prawniczych. To nie pierwszy tego typu przypadek, dlatego prosimy o pilną interwencję Komisji Europejskiej.

Dlaczego uważacie, że debata czy nawet interwencja się należy?

Każdy, kto widział, jak wyglądał protest w paryskim Sądzie Apelacyjnym, zdaje sobie sprawę, że użyta wobec protestujących siła była nieadekwatna do sytuacji. To nie pierwszy raz, kiedy francuskie państwo stosuje takie represje. Dodam, że są to działania uderzające w fundamenty Unii Europejskiej.

Na jakiej podstawie taki wniosek?

W naszym wniosku do komisarz Jurovej wskazujemy na art. 11 Karty Praw Podstawowych, który brzmi: „Każdy ma prawo do wolności wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”. Natomiast w art. 12 Karty czytamy: „Każdy ma prawo do swobodnego, pokojowego zgromadzania się, oraz do swobodnego stowarzyszania się na wszystkich poziomach, zwłaszcza w sprawach politycznych, związkowych i obywatelskich, z którego wynika prawo każdego do tworzenia związków zawodowych i przystępowania do nich dla obrony swoich interesów”. Jakie z tego wnioski? Otóż w sposób oczywisty rząd francuski używając siły wobec własnych obywateli i prawników łamie powyższe zasady, do których odwołuje się Traktat o Unii Europejskiej i Traktat Ustanawiający Wspólnotę Europejską sporządzony w Lizbonie 13 grudnia 2007 r.

A jak Pan ocenia wspominany we wniosku warszawski marsz „tysiąca tóg”?

Oceniam krytycznie. Według zapisów polskiej konstytucji sędziowie nie mogą należeć do partii politycznych ani prowadzić żadnej działalności politycznej niedającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Dlatego jeśli widzimy na ulicach polskich miast przedstawicieli środowisk sędziowskich, którzy uczestniczą w jawnie antyrządowych manifestacjach, to należy powiedzieć, że ci sędziowie łamią konstytucję.

Sędziowie uważają, że to ich prawo, wręcz obowiązek protestować, kiedy zachodzi taka potrzeba.

Pytanie, czy zachodzi, jeśli rząd, ministerstwo wprowadza przepisy bazujące na rozwiązaniach działających w państwach Unii Europejskiej? Nie możemy być zakładnikami, dać się szantażować grupie, której przedstawiciele sami siebie nazywają „nadzwyczajną kastą”. Polski wymiar sprawiedliwości wymaga reformy, obywatele czekają na sprawiedliwe wyroki, chcą szybszego działania sądów. Dziś możemy zobaczyć, że skazywany jest Jan Śpiewak, który mówił głośno o przekrętach warszawskiej reprywatyzacji, a wypuszczany jest człowiek za nią odpowiedzialny.

Pan już raz próbował pytać o praworządność komisarz Jurovą. Jak to się skończyło?

Uważam, że w debatach na temat praworządności za mało mówi się językiem szczegółowym, a za bardzo politycznym. Za każdym razem, gdy pytam, na czym polegać ma praworządność, to słyszę w odpowiedzi, że np. wybór sędziów w Polsce jest upolityczniony. Uznałem, że przytoczę podczas debaty z udziałem komisarz Jurovej dwa systemy: polski i niemiecki, następnie poprosiłem panią komisarz o opinię i komentarz. Wie pan jaka była odpowiedź?

Domyślam się.

Otóż pani komisarz najpierw się zawahała, następnie powiedziała, że nie można ocenić praworządności w państwach członkowskich tak, jak oceniamy pewne rzeczy w polityce budżetowej. Komisarz Jurová dodała, że obywatele, którzy nie studiowali prawa, nie rozumieją o co chodzi oraz że ktoś, kto wygrywa wybory, nie może przejmować wszystkiego. W taki oto sposób unijne elity podchodzą do swojej pracy. Nie ma żadnej merytorycznej dyskusji, są tylko polityczne ataki.

Wracając do wniosku o debatę ws. Francji. Został odrzucony. Co teraz?

Będziemy dalej walczyć o prawdę i równe traktowanie państw członkowskich, nie pozwolimy na traktowanie Polski gorzej. Najgorsze, co możemy zrobić, to biernie przyglądać się, gdy szkalowana jest Polska.

Tekst i zdjęcie za: https://warszawskagazeta.pl/polityka/item/6799-patryk-jaki-nie-mozemy-biernie-sie-przygladac-gdy-szkalowana-jest-polska-nasz-wywiad

Solidarna Polska to partia konsekwentnie stająca w obronie polskiej suwerenności i praw polskich rodzin. Pomysłodawcą i założycielem ugrupowania był Zbigniew Ziobro. Przez cały czas działania partii, czyli od 2012 roku, jest też jej prezesem. Politycy Solidarnej Polski dali się poznać Polakom jako twórcy i realizatorzy reformy wymiaru sprawiedliwości. Ministerstwo Sprawiedliwości kierowane przez Prezesa Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro przygotowało i przeprowadziło oczekiwaną przez wielu Polaków reformę wymiaru sprawiedliwości oraz zmiany w prokuraturze. Resort zrealizował także wiele kluczowych zmian w prawie, dzięki którym mocniej zagwarantowane są prawa obywateli, a budżet państwa zasilają pieniądze odebrane przestępcom. To przede wszystkim nowe przepisy zaostrzające odpowiedzialność za przestępstwa VAT, konfiskata rozszerzona, prawo ułatwiające walkę z lichwiarzami czy zabraniające odbierania rodzicom dzieci tylko i wyłącznie ze względu na biedę.

Swoją pierwszą reprezentację parlamentarną partia miała w VII kadencji Sejmu (2011-2015). Przed wyborami w 2015 roku Solidarna Polska weszła w skład Zjednoczonej Prawicy, która zwyciężyła w wyborach parlamentarnych. Politycy Solidarnej Polski weszli w skład rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Zbigniew Ziobro został ministrem sprawiedliwości, a po przeprowadzeniu reformy prokuratury także prokuratorem generalnym. Beata Kempa w rządzie Beaty Szydło objęła funkcję ministra – członka Rady Ministrów i szefowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a w rządzie Mateusza Morawieckiego – ministra ds. pomocy humanitarnej. W 2019 r. zastąpił ją na tym stanowisku inny polityk Solidarnej Polski, Michał Woś.

W 2019 roku Zjednoczona Prawica powtórzyła swój sukces wyborczy, po raz drugi z rzędu uzyskując samodzielną większość parlamentarną. Przyczynił się do tego znakomity wynik wyborczy kandydatów Solidarnej Polski. Politycy tej partii zdobyli aż 18 mandatów, a obecnie ich reprezentacja parlamentarna liczy 19 posłów. W nowym rządzie Mateusza Morawieckiego znaleźli się Zbigniew Ziobro, jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny, oraz Michał Woś jako minister środowiska.

Solidarna Polska ma też swoją reprezentację w Parlamencie Europejskim. W zwycięskich dla Zjednoczonej Prawicy eurowyborach w 2019 r. mandaty uzyskali Beata Kempa i Patryk Jaki. Podobnie jak inni europosłowie PiS, zasiadają oni we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR). Partia posiada też liczną reprezentację w polskich samorządach, w tym we władzach sejmików wojewódzkich, dzięki udanemu startowi w wyborach samorządowych w 2018 r.

Dzięki zaangażowaniu polityków Solidarnej Polski udało się podjąć skuteczną walkę z warszawską mafią reprywatyzacyjną. W efekcie działań Komisji Weryfikacyjnej, na której czele stał najpierw Patryk Jaki, a następnie Sebastian Kaleta, Warszawa uzyskała możliwość odzyskania wielu nieruchomości przejętych w wyniku niezgodnych z prawem działań.

Obecnie w skład władz Solidarnej Polski wchodzą: prezes Zbigniew Ziobro, wiceprezesi Beata Kempa i Michał Wójcik, sekretarz generalny Mariusz Kałużny, skarbnik Michał Woś oraz przewodniczący Rady Głównej Edward Siarka.

Za: https://solidarna.org/o-nas

wPolityce.pl: Jak Pan ocenia wczorajszą debatę w PE na temat praworządności w Polsce? Czemu by ona miała służyć?

Patryk Jaki: Po raz kolejny niszczeniu wizerunku naszego państwa. Postawieniu Polski pod ścianą. Są oczywiście dwie główne motywacje, dwa główne powody, dlaczego to się w ogóle dzieje. Pierwszy to donosy opozycji – czyli Platformy, Lewicy – na polskie państwo, przedstawiające naszą ojczyznę w krzywym zwierciadle, albo manipulując jakimiś danymi, albo po prostu ordynarnie kłamiąc, że w Polsce się dzieje coś, co się nie dzieje, że rzekomo represjonowane są osoby, że jest problem z wolnością - coś, co wcale nie miało miejsca, a miało za czasów Platformy Obywatelskiej. To jest pierwszy powód, dla którego ta debata się odbyła, a drugi powód jest taki, że Unii Europejskiej nie podoba się to, że Polska rośnie, że Polska wyrywa się z tych różnych zależności, że walczy o swoją suwerenność, walczy o swoją podmiotowość zarówno jeżeli chodzi o zdolności ekonomiczne, energetyczne, jak i po prostu polityczne. Przeprowadzenie reformy wymiaru sprawiedliwości nie jest w interesie tych wszystkich ludzi, bo wtedy by się okazało, że polskie państwo będzie jeszcze silniejsze, a oni nie chcą, żeby Polska była silniejsza, ale żeby dalej trzymała się niemieckiej nogawki.

To są powody, dla których ta debata się odbywa. Jest jeszcze jeden powód, mianowicie ta cała natężona akcja związana z praworządnością stanowi próbę wymuszenia na Polsce, aby przystąpiła do tzw. green dealu, który jest wyjątkowo niekorzystny dla naszego państwa i to tak naprawdę jest obliczone na to, żeby Polska przystąpiła do czegoś, co będzie dla niej oznaczało katastrofę. To są powody, dla których Polska jest obrażana w UE, to jest prawdziwa motywacja. Natomiast oceniając samą debatę, to odbyła się ona w sposób tradycyjny, to znaczy, że przez ponad godzinę czasu opowiadano, że w Polsce jest źle, że łamana jest praworządność, odwoływano się do jakichś patetycznych rozwiązań, natomiast za każdym razem, kiedy próbowałem skierować tę dyskusję na płaszczyznę merytoryczną i chciałem rozmawiać o konkretach – które konkretnie rozwiązanie jest złe, i które konkretnie rozwiązanie w Polsce obowiązuje, a które nie obowiązuje – na tego typu pytania nikt nie potrafił odpowiedzieć. Dlatego niestety, poziom tej dyskusji w Parlamencie Europejskim jest po prostu żałosny.

Doszło do sytuacji de facto groteskowej, gdzie przemawiający europosłowie tak naprawdę nie mieli pojęcia, o czym mówią. Sprawiało to wrażenie, jakby piąte przez dziesiąte pamiętali to, co usłyszeli od posłów polskiej opozycji. Jak to świadczy o poziomie przedstawicieli takiej instytucji, jak Parlament Europejski?

To jest koszmar po prostu. Merytorycznie to jest koszmar. Snuto jakieś opowieści, że na przykład TSUE unieważnił decyzję Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego – oczywiście nic takiego nie było w wyroku TSUE, żadne decyzje nie były unieważniane. Mylono uchwały Sądu Najwyższego z wyrokami instytucji europejskich, posługiwano się jakimiś nieprawdziwymi danymi. Merytorycznie jest to koszmar, ale opozycja się oczywiście cieszy, bo wie, że nie jest w stanie zdobyć poparcia w wyborach demokratycznych, to próbuje uzyskać władzę za pomocą różnych nielegalnych trików, takich właśnie jak odwołanie się do instytucji europejskich. Jest to bardzo przykre.

Hynek Blasko z grupy Tożsamość i Demokracja podczas debaty, że warto zadać sobie pytanie, dlaczego Zjednoczone Królestwo odeszło. Dodał, że mamy do czynienia z ograniczaniem suwerenności i patriotyzmu. To była jedna z pierwszych wypowiedzi w tej dyskusji, ale nie wywołała żadnej refleksji u kolejnych mówców. Dlaczego?

Rzeczywiście co do zasady jest ogromny problem w tej chwili związany z tym, że Unia Europejska po prostu łamie praworządność. Podstawą praworządności powinno być przestrzeganie prawa. Wchodząc do Unii Europejskiej, a następnie ratyfikując traktaty zgodziliśmy się na pewne ustępstwa wobec instytucji unijnych. Te instytucje unijne będą miały rzeczywiście w jakimś obszarze decydujący wpływ, również na kształtowanie prawa, ale to były obszary wyłączne, przekazane w traktacie o UE, które są bardzo precyzyjnie opisane. W punkcie 3 tych obszarów wyłącznych, które przekazaliśmy Unii Europejskiej, nie ma organizacji sądownictwa. Natomiast dalej przypominam, że konstytucja stanowi najwyższe prawo w Polsce i jest najwyższym źródłem prawa i na potwierdzenie tego są oczywiście orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, które w Polsce są – przypominam – powszechnie obowiązujące i ostateczne. Konstytucja zawsze miała wyższy status niż umowy wynikające z udziału Polski w organizacjach międzynarodowych. Dla każdego, kto potrafi czytać konstytucję ze zrozumieniem, jest to sprawa oczywista. Natomiast dzisiaj instytucje unijne nadużywają, nadinterpretują podstawy prawne do swojej działalności i to jest bardzo niepokojące, dlatego że jeżeli nastąpi brak oporu to oni pójdą dalej i okaże się, że Polska nie jest żadnym suwerennym państwem, tylko jakimś województwem w Unii Europejskiej, gdzie tylko będą przychodziły polecenia, które Polacy mają wykonywać. Dlatego Unia Europejska dzisiaj rzeczywiście jest karykaturą tej instytucji, do której wchodziliśmy w 2004 roku.

Wczoraj mieliśmy do czynienia z atakiem inspirowanej przez totalną opozycję wpływowej grupy. Jakie przełożenie może to mieć na dalsze działania instytucji unijnych?

Jeżeli chodzi o opozycję, to ona oczywiście ma plan taki, żeby bić w Polskę, odbierać jej fundusze – jest w ogóle jakiś plan, który polega na tym, żeby te fundusze zamiast do państwa szły do samorządów, gdzie rządzi PO - licząc na to, że Polacy to zaakceptują, natomiast ja mam większą wiarę w naszych rodaków niż politycy Platformy i wierzę, że jeżeli wypowiedzieli się w wyborach, że chcą, żeby rządziła określona partia, to te wybory należy szanować, bo właśnie na tym polega praworządność. Praworządność polega na tym, że szanuje się wybory demokratyczne, czego przedstawiciele totalnej opozycji nie są w stanie zrozumieć, że to jest właśnie fundament praworządności, o którym mówią.

Co do instytucji europejskich, to będą one konsekwentnie realizowały plan osłabiania polskiego państwa we wszystkich obszarach. Mieliśmy dyrektywę transportową, teraz mamy blokowanie wymiaru sprawiedliwości. Wcale się nie zdziwię, jak będą blokować centralny port komunikacyjny, będą próbowali nam prawem narzucić zakupy wszystkich technologii energetycznych, które są tworzone głównie w Niemczech, albo w Skandynawii, związanych z OZE i zastąpienie technologii, które na przykład w wielu przypadkach są znane, tańsze i również polskie. Próbuje się z Polski stworzyć pod ładnymi hasłami państwo niesuwerenne i to jest potężne wyzwanie dla naszego państwa.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wiejak

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/486674-jaki-chca-by-polska-dalej-trzymala-sie-niemieckiej-nogawki

Radio Maryja

W najbliższą sobotę w Warszawie odbędzie się konwencja programowa Solidarnej Polski poświęcona reformie wymiaru sprawiedliwości. Chcemy podsumować dotychczasowe reformy w tej kwestii oraz nakreślić kolejne propozycje zmian – zapowiedział polityk SP Mariusz Kałużny.

Konwencja pt. „Sprawiedliwa Polska” odbędzie się w warszawskim Teatrze Palladium, a jej początek zaplanowano na godz. 12.00.

Wśród uczestników spotkania pojawić mają się najważniejsi politycy Solidarnej Polski, w tym lider ugrupowania, minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, europosłowie – Beata Kempa i Patryk Jaki, a także wiceszefowie resortu sprawiedliwości .

„Hasłem tej konwencji będzie <<Stańcie razem z nami w walce o prawo Polski do zmian w sądownictwie>>” – mówił sekretarz generalny Solidarnej Polski Mariusz Kałużny (fot. Wikipedia).

Jak dodał podczas konwencji politycy Solidarnej Polski będą przedstawiać to, co „udało się już w wymiarze sprawiedliwości dokonać w tej i w poprzedniej kadencji, czyli od czasu, gdy Zbigniew Ziobro objął urząd ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego”.

„Podczas konwencji będziemy też podejmować takie zagadnienia jak obrona suwerenności Polski. Będziemy podkreślać, że nie jesteśmy obywatelami drugiej kategorii, że Niemcy czy Francja i inne kraje mogą mieć sądownictwo niezależne od instytucji europejskich” – mówił sekretarz generalny Solidarnej Polski.

Mariusz Kałużny dodał, że w trakcie konwencji zostaną też nakreślone „perspektywy przyszłości w wymiarze sprawiedliwości”.

Szef Ministerstwa Sprawiedliwości przed miesiącem w rozmowie z Radiem Maryja mówiąc o przeprowadzanej reformie wymiaru sprawiedliwości zapowiedział dalsze zmiany w sądownictwie, ale powiązał je z tym, czy uda się dokończyć już rozpoczęte przez obóz Zjednoczonej Prawicy.

„Następnie chcielibyśmy zmienić strukturę sądownictwa. Obecnie są cztery szczeble. Po co aż tyle? To jest właśnie biurokracja. My chcielibyśmy tę strukturę spłaszczyć, żeby były trzy szczeble np. sądy okręgowe, apelacyjne i Sąd Najwyższy” – mówił wówczas Zbigniew Ziobro.

Patryk Jaki

Ze zdumieniem przyjąłem wypowiedź Pani Przewodniczącej dla Deutsche Welle, z dnia 11 stycznia 2020 r., oskarżającą Polskę o praktyki totalitarne. Jako poseł do Parlamentu Europejskiego z kraju, który przez ok. 50 lat znajdował się pod okupacją sowiecką, muszę stanowczo zaprotestować wobec sformułowania: „Moim zdaniem, obecne działania polskiego rządu niczym nie różnią się od działań władzy komunistycznej”. Z licznych badań wynika, że totalitarne reżimy komunistyczne pochłonęły przynajmniej kilkadziesiąt milionów ofiar na całym świecie. W Polsce po zakończeniu II Wojny Światowej komunistyczni oprawcy mordowali i brutalnie prześladowali przeciwników politycznych. Rozpoczętą przez Niemcy zagładę polskiego społeczeństwa po 1945 roku kontynuowali komunistyczni oprawcy. Na marginesie Pani porównania obecnej Polski do systemu totalitarnego, pragnę dodać, że przez niemiecką agresję, moja Ojczyzna straciła nie tylko prawie 6 mln obywateli (w tym 3 mln Żydów) ale również prawie 40% swojego majątku z 1939 roku, za co Pani państwo do dziś nie zapłaciło nawet jednej złotówki.

Pani stwierdzenie „sędziowie mają być karani dyscyplinarnie za stosowanie prawa unijnego zamiast polskiego, podkopuje to wszystkie fundamenty, na których opiera się UE”, nie jest zgodne z prawdą. Ta opinia jest ciekawa, szczególnie w świetle wyroku Niemieckiego Trybunału w Karlsruhe, który badał zgodność Traktatu Lizbońskiego z ustawą zasadniczą jeszcze zanim Niemcy zakończyły proces ratyfikacji traktatu. 30 czerwca 2009 r. sędziowie w Karlsruhe orzekli, że nowy unijny traktat jest zgodny z niemiecką ustawą zasadniczą, podkreślono jednak konieczność zachowania proporcji między kompetencjami instytucji UE oraz państw członkowskich. Trybunał zastrzegł sobie prawo do kontrolowania aktów prawnych Unii w zakresie podziału kompetencji i zasady subsydiarności. W wyroku nr 2 BvE 2/0 z 30.6.2009 czytamy: „Kompetencje państwa członkowskiego w zakresie wykonywania władzy sądowniczej stanowią jeden z obszarów przyznanych co do zasady państwu członkowskiemu…” oraz „…sytuacja prawna pozostawia kompetencję państwu członkowskiemu do organizacji wymiaru sprawiedliwości…”. Dobrze by było, żeby zanim postawi Pani taki zarzut Polsce, najpierw zapoznała się Pani z doktryną orzeczniczą we własnym kraju.

W tym kontekście, groteskowo brzmi zarzut upolitycznienia wyboru sędziów w Polsce, kiedy w naszym kraju sędziów wybiera Krajowa Rada Sądownictwa, której większość stanowią sędziowie, gdy tymczasem w Niemczech sędziów do 5 najważniejszych sądów wybierają … politycy. Jest komitet złożony z 32 członków, z czego połowa z nich to politycy (ministrowie sprawiedliwości poszczególnych landów), drugą część zaś stanowią przedstawiciele władzy politycznej czyli Bundestagu. Kandydatury mogą zgłaszać politycy - członkowie komitetu bądź polityk - minister sprawiedliwości. Po dokonaniu wyboru, kolejny polityk czyli Prezydent powołuje sędziów. Który więc system wyboru sędziów jest bardziej upolityczniony?

W swojej opinii, Pani Przewodnicząca odniosła się zapewne do prób podważania przez niektórych sędziów statusu innych sędziów. Procedowana w polskim parlamencie ustawa o zmianie ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw, z dnia 20 grudnia 2019 r., wykonuje wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 19 listopada 2019 r. w sprawach C-585/18, C-624/18 i C-625/18, stwierdza jednoznacznie, że powołanie sędziów przez Prezydenta RP i ich status, nie mogą być przedmiotem kontroli sądowej. Należy podkreślić, że w taki sam sposób to zagadnienie rozstrzyga w swoim wieloletnim orzecznictwie polski Trybunał Konstytucyjny oraz Naczelny Sąd Administracyjny. Wszelkie próby podważania statusu sędziów i prawomocności wydawanych przez nich orzeczeń uderzają w konstytucyjne podstawy państwa prawa. Za niedopuszczalne, zarówno w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, jak i Sądu Najwyższego, uznaje się odmowę stosowania ustawy bez uprzedniego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który ma wyłączną kompetencję do kontroli konstytucyjności przepisów.

Pragnę Pani jasno wskazać, że w polskim systemie prawnym niemożliwe jest podważenie aktu powołania na stanowisko sędziego przez Prezydenta RP oraz statusu sędziego. Nie ma instytucji prawnej umożliwiającej tego typu działanie, ponieważ stanowiłyby to naruszenie, nie tylko norm dotyczących powołania sędziego, tj. art. 144 ust. 3 pkt 17 i art. 179 Konstytucji RP, ale także konstytucyjnej zasady nieusuwalności sędziego, o której mowa w art. 180 ust. 1 Konstytucji RP. Tryb nominowania sędziów zgodnie z art. 179 Konstytucji RP składa się z dwóch etapów: pierwszego przed KRS zakończonego złożeniem wniosku do Prezydenta RP i drugiego zawierającego akt powołania i ślubowanie. Próby kreowania instrumentu weryfikacji powołań sędziowskich, nie tylko są sprzeczne z polską Konstytucją, ale też są ciosem w istotę niezawisłości, bowiem umożliwiają dowolne podważenie statusu każdego sędziego na podstawie niejawnych kryteriów. Ustawa ma chronić przed takimi działaniami, bezprawnymi i niezgodnymi z wyrokiem TSUE z 19 listopada 2019 r., wszystkich polskich sędziów, których nominacje mogą być kwestionowane wskutek działań grupy głośnego i wpływowego, ale wąskiego środowiska osób, które o nominacjach sędziowskich przez lata decydowały wyłącznie we własnym gronie.

W związku z powyższym, zgadzam się z Pani stwierdzeniem, że „prawdziwi demokraci przestrzegają wyroków sądów, nawet jeśli nie są one po ich myśli”. Z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia w Polsce. Nie mogę zgodzić się z Pani wypowiedzią „cel polskiego rządu wydaje się być oczywisty: ograniczenie trójpodziału władzy i kontrola sędziów. To nie jest demokratyczny sposób rządzenia krajem”. W ww. ustawie wprowadzono dodatkowe narzędzia, które mają na celu wzmocnienie apolityczności, bezstronności i niezawisłości sędziów. Dlatego właśnie zobowiązuje się sędziów do ujawniania publicznie niektórych danych, takich jak przynależność do zrzeszeń, w tym w przeszłości także do partii politycznych. Są to okoliczności, które w świetle standardu TSUE mogą być istotne dla oceny składu i sędziego. Transparentność organów władzy sądowniczej i sędziów stanowi podstawową gwarancję demokratycznego państwa prawa. Wskazany obowiązek nie narusza żadnych norm europejskich ani tych wynikających z Konstytucji RP. Jest zgodny z konstytucyjną zasadą proporcjonalności. Co ważne, ta zamiana przepisów od dawna jest oczekiwana, także w środowisku prawniczym.

Zgadzam się natomiast, że jest wiele spraw sprzecznych z zasadami, którymi jako parlament musimy się zająć. Sprzeczne z zasadami solidarności europejskiej jest np. pozwolenie na budowę Nord Stream 2, które wzmacnia państwo mające prawdziwe problemy z praworządnością.

Na koniec pragnę dodać, że niepokojące są Pani wypowiedzi związane z wątpliwymi zarzutami dotyczącymi zmian w wymiarze sprawiedliwości, dotyczące ograniczenia przekazywania środków europejskich dla Polski. Jeśli taka kara miałaby spotykać państwo, w którym jest „upolityczniony wybór sędziów”, to w pierwszej kolejności obawiałbym się o środki dla Niemiec.

Z wyrazami szacunku, Patryk Jaki, poseł do Parlamentu Europejskiego

Radio Maryja

Trudno to wytłumaczyć, bo on został odrzucony bez słowa dyskusji, co też jest jakby charakterystyczne, bo moim zdaniem oni się boją debaty na temat tego, co dzieje się we Francji. Pragnę przypomnieć, że traktaty są dla wszystkich państw równe – powiedział europoseł Patryk Jaki w audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Parlament Europejski odrzucił wniosek o zajęcie się praworządnością we Francji, gdzie policja brutalnie pacyfikuje demonstrantów i adwokatów. Wniosek złożyli europosłowie Beata Kempa i Patryk Jaki.

– Trudno to wytłumaczyć, bo on został odrzucony bez słowa dyskusji, co też jest jakby charakterystyczne, bo moim zdaniem oni się boją debaty na temat tego, co dzieje się we Francji. Pragnę przypomnieć, że traktaty są dla wszystkich państw równe, wobec czego, kiedy mamy sytuację, w której we Francji bije się bezbronnych ludzi, używa się państwa do bicia i pacyfikowania ludzi na ulicach, a do tego doszło ostatnio, czyli brutalnego użycia siły wobec adwokatów i prawników w sądzie apelacyjnym w Paryżu i tutaj Parlament Europejski nie widzi żadnego problemu związanego z praworządnością – wskazał polityk.

Zupełnie inaczej Parlament Europejski podchodzi do naszego kraju, gdzie to prawnicy łamią prawo i konstytucję, której tak zaciekle „bronią”.

– W Polsce to prawnicy w sposób oczywisty łamią konstytucję, bo tutaj, przypominam, że konstytucja mówi, iż sędziowie nie mogą angażować się w żaden sposób w życie polityczne, a mimo to chadzają w manifestacjach politycznych i mimo to polski rząd nie stosuje siły tak jak we Francji wobec nich, ale ochrania te manifestacje. Ci oto ludzie próbują nam dzisiaj wmówić, że to w Polsce jest łamana praworządność, a nie we Francji, gdzie używa się siły wobec prawników – podkreślił eurodeputowany.

Widać, że oni się po prostu boją takiej dyskusji, bo wiedzą, że te wszystkie zarzuty wobec Polski są wydumane – zaakcentował europoseł Patryk Jaki.

– Przypominam, że wykładnia i treść traktatów europejskich wskazują wprost, że kwestia organizacji wymiaru sprawiedliwości jest tylko i wyłącznie kwestią kraju członkowskiego, to znaczy, że kraje członkowskie nigdy się w tym zakresie nie zrzekły swoich kompetencji na rzecz Unii Europejskiej, a Unia Europejska ciągle próbuje to kwestionować. Jest to kierunek, który doprowadził między innymi do tego, że Wielka Brytania wychodzi z Unii Europejskiej – podsumował gość „Aktualności dnia”.

Całą audycję „Aktualności dnia” z udziałem europosła Patryka Jakiego można odsłuchać: https://www.radiomaryja.pl/multimedia/parlament-europejski-odrzucil-wniosek-ekr-w-sprawie-praworzadnosci-we-francji-podwojne-standardy-w-unii-europejskiej-spotkanie-marszalka-senatu-z-prezydentem-andrzejem-duda

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-europosel-p-jaki-o-odrzuceniu-przez-pe-wniosku-ekr-w-sprawie-francji-moim-zdaniem-oni-sie-boja-debaty-na-temat-tego-co-dzieje-sie-we-francji

Szanowna Pani Komisarz, Szanowny Panie Przewodniczący,

Dnia 9 stycznia bieżącego roku francuska żandarmeria brutalnie zaatakowała protestujących przeciwko reformom rządu prawników, w Sądzie Apelacyjnym w Paryżu. Wobec adwokatów, prawników oraz przedstawicieli innych zawodów, użyto siły.

Było to już kolejne, po brutalnych pacyfikacjach protestów tzw. „żółtych kamizelek”, nadużycie francuskiego państwa (fot. nczas.com). Takie zachowanie było nie tylko nieproporcjonalne do zagrożenia, ale również uderzało w fundamentalne prawa Unii Europejskiej.

Zgodnie z art. 11 Karty Praw Podstawowych: „Każdy ma prawo do wolności wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.” Natomiast w art. 12 Karty czytamy: „Każdy ma prawo do swobodnego, pokojowego zgromadzania się, oraz do swobodnego stowarzyszania się na wszystkich poziomach, zwłaszcza w sprawach politycznych, związkowych i obywatelskich, z którego wynika prawo każdego do tworzenia związków zawodowych i przystępowania do nich dla obrony swoich interesów.”

W sposób oczywisty rząd francuski używając siły wobec własnych obywateli (fot. tysol.pl) i prawników łamie powyższe zasady, do których odwołuje się Traktat o Unii Europejskiej i Traktat Ustanawiający Wspólnotę Europejską, sporządzony w Lizbonie dnia 13 grudnia 2007 r.

Pragniemy podkreślić, że w tym czasie w Polsce odbywa się antyrządowy protest sędziów tzw. „1000 tóg” . Przypominamy, że wg. Polskiej Konstytucji (art. 178):„Sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów.” Wobec powyższego w sposób oczywisty sędziowie, którzy biorą udział w antyrządowych protestach łamią Konstytucję. A mimo to, polski rząd podjął decyzję, że udzieli manifestacji (z którą się głęboko nie zgadza) ochrony, a nie użyje siły, jak to miało miejsce we Francji.

W związku z powyższym, wnioskujmy o pilną debatę w Parlamencie Europejskim o brutalnym zachowaniu państwa francuskiego wobec własnych obywateli i wszczęcie procedury z art. 7 wobec Francji. Ponadto oczekujemy natychmiastowej reakcji Komisji Europejskiej, która ma obowiązek stanąć w obronie fizycznie atakowanych prawników oraz bezbronnych obywateli.

Z poważaniem, Beata Kempa i Patryk Jaki,
posłowie do Parlamentu Europejskiego

Mirosław Boruta Krakowski

9 grudnia 2019 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie odbyła się konferencja pt. "Ideologia LGBT i gender. Doświadczenia państw UE i polityka UE", zorganizowana przez europosłów "Solidarnej Polski" (w ramach Zjednoczonej Prawicy) pp. Beatę Kempę i Patryka Jakiego.

Wśród Gości konferencji - jej panelistów - byli profesorowie: ks. Paweł Bortkiewicz z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu (kapelan Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu), Andrzej Nalaskowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, ks. Dariusz Oko z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie oraz redaktor Jacek Karnowski (W Sieci, wPolityce.pl).

W czasie typowo naukowej debaty pokazywano wiele przykładów badań z wielu krajów świata, jednoznacznie krytykujących rozwiązania, które - w związku z działaniami na rzecz przedstawicieli "mniejszości seksualnych" - wprowadziły już społeczeństwa "zachodnie". Jednoznacznie stwierdzono, by nie wprowadzać ich w Polsce.

Naukową debatę próbowała zakłócić niewielka grupa przedstawicieli ideologii LGBT. Stojąc najbliżej nich miałem okazję usłyszeć nie tylko wznoszone okrzyki, ale także i szeptane komentarze. Szczególnie te ostatnie, pełne jadu nienawiści wobec profesury i zebranych, wobec religii, kościoła, wiary... zarówno w trakcie referatów, jak i wypowiedzi powiedziały mi dużo więcej o protestujących niż ich skład i oficjalne wypowiedzi w "cierpiętniczym tonie". Cóż, socjologia tak ma, że dużo ciekawsza i bardziej prawdziwa jest w głębi niż na powierzchni, bliżej prawdy niż propagandy...

Fotoreportaż z wydarzenia (jak i zdjęcia powyżej) zawdzięczamy p. Andrzejowi Kalinowskiemu: https://photos.app.goo.gl/LkyULt2V94jJHfcd6