Przeskocz do treści

Radio Maryja

Elity europejskie od dawna przyjmują absurdalną definicję o tak zwanych prawach reprodukcyjnych, czyli postrzegają aborcję jako prawo człowieka. Jest to sprzeczne nie tylko z jakąkolwiek logiką, ale również z aktami prawnymi, na podstawie których funkcjonuje Unia Europejska i bardzo często się do nich odwołuje – powiedział Patryk Jaki, europoseł, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Patryk Jaki odniósł się do promowania tzw. praw reprodukcyjnych przez elity europejskie.

– Elity europejskie od dawna przyjmują absurdalną definicję o tak zwanych prawach reprodukcyjnych, czyli postrzegają aborcję jako prawo człowieka. Jest to sprzeczne nie tylko z jakąkolwiek logiką, ale również z aktami prawnymi, na podstawie których funkcjonuje Unia Europejska i bardzo często się do nich odwołuje. Wystarczy przywołać Powszechną Deklarację Praw Człowieka, której artykuł 3 mówi o tym, że każdy człowiek ma prawo do życia, wolności, bezpieczeństwa swojej osoby – wskazał gość Radia Maryja.

Europoseł odwołał się do poglądów niektórych eurodeputowanych, którzy uważają, że tzw. aborcja powinna być dozwolona do 9 miesiąca ciąży.

– Wielką tragedią jest to, że niewiele brakowało, aby przegłosowano rezolucję o aborcji na życzenie. Mamy posłów w Parlamencie Europejskim, którzy uważają, że prawem człowieka jest możliwość aborcji do 9 miesiąca ciąży, czyli również wtedy, kiedy dziecko ma zdolność do przeżycia poza organizmem matki. Żyjemy w czasach, w których cywilizacja życia mierzy się z cywilizacją śmierci, przed którą przestrzegał święty Jan Paweł II – powiedział Patryk Jaki.

Gość „Aktualności dnia” zwrócił uwagę na zapominanie w dzisiejszej Unii Europejskiej o jej chrześcijańskich fundamentach.

– Pokazujemy, jaka jest prawda i przypominamy, na czym była budowana Unia Europejska. Zwracamy uwagę, czym jest prawdziwa demokracja, chrześcijaństwo i prawdziwa miłość do drugiego człowieka. Jeżeli będziemy o tym zapominali, to dziwacznymi odniesieniami antropologicznymi dotyczącymi człowieka, celu życia, rozpadną się więzi społeczne. Widzimy to w wielu państwach zachodnich. Teraz ten eksperyment próbuje się wprowadzić w Polsce – mówił polityk.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-p-jaki-elity-europejskie-od-dawna-przyjmuja-absurdalna-definicje-o-tak-zwanych-prawach-reprodukcyjnych-czyli-postrzegaja-aborcje-jako-prawo-czlowieka (tamże zapis całej audycji europosła Solidarnej Polski Patryka Jakiego).

„Soros Sorosem – dla mnie on jest zdefiniowany, ale największą tragedią w tej chwili jest to, że w Polsce po stronie opozycyjnej nie ma żadnego dyskursu, na który problem, w którym znalazła się Polska, zasługuje. I to jest największy problem, który ja w tej chwili widzę”- mówi portalowi wPolityce.pl eurodeputowany Patryk Jaki (Solidarna Polska).

wPolityce.pl (Anna Wiejak): George Soros napisał, że „Unia Europejska nie może sobie pozwolić na kompromis w sprawie praworządności, stosowanej przy wypłacie funduszy państwom członkowskim”. To mocny głos nacisku na Berlin i Brukselę. W jakich kategoriach go odczytywać? Na ile ma on moc sprawczą? Czy mamy się czego obawiać?

Patryk Jaki: Wiadomo, że George Soros nigdy nie ukrywał, jaki jest cel prowadzonej przez niego działalności politycznej, to znaczy mówił, że chce stworzyć organizacje, które będą promowały pewną kategorię w mojej ocenie antywartości. Po to wydaje te pieniądze i po to ma na świecie ponad sto różnego rodzaju organizacji, które wpływają na politykę. I to zawsze była doktryna liberalno-lewacka. Jego zaangażowanie może też pokazywać, o co tutaj chodzi. Może pokazywać, że jeżeli tak bardzo mu na tym zależy, a przecież wiemy, że różne definicje praworządności przyjmowane przez instytucje europejskie, które teraz mają nas oceniać, wpisują się dokładnie w to, co mówi Soros i jego organizacje, to można powiedzieć, że to jest jakaś taka ich wspólnota interesów, na której przeciwległym biegunie jest interes polskiego państwa, które walczy o to, żeby zachować prawdziwą wolność. Wolność, która wyraża się w tym, czy wybory w Polsce jeszcze będą miały jakikolwiek sens, bo jeżeli zgodzilibyśmy się na powiązanie funduszy z tzw. praworządnością, a tak naprawdę na powiązanie funduszy z ideologią, to będzie oznaczało, że w przyszłości Polacy mogą wybierać sobie jakąś partię polityczną i jakiś program, a mimo że to zrobią, to i tak urzędnicy unijni zdecydują za nich, bo dzięki temu narzędziu będą mieli takie możliwości. Po prostu głos Polaków będzie miał coraz mniejsze znaczenie, bo to będzie już związanie ustrojowe. To jest walka o prawdziwą wolność Polski. Dlatego myślę widać zdenerwowanie osób, które chciałyby siłą narzucić jakąś agendę liberalno-lewicową, czego – jeszcze raz podkreślę – Soros i jego organizacje nigdy jakoś specjalnie nie ukrywały.

Czy tych słów nie należy również interpretować jako formy nacisku na Polskę, aby poddała się podbojowi kapitału głównie niemieckiego i podbojowi ideologicznemu?

Soros jest oczywiście jednym z głosów. Nie oceniałbym tego w kategoriach takich, że to jest głos najważniejszy. On na pewno nie reprezentuje interesów niemieckich. On, jeżeli widzi interes, który można realizować z aktualną władzą niemiecką, to mu sprzyja. On po prostu zawsze mówił, że tworzy te organizacje, żeby promować pewien typ polityki. Teraz, kiedy widzi, że ten typ polityki, który akurat jemu pasuje, opanował instytucje europejskie i jest szansa, żeby siłą Polakom narzucić rozwiązania, jako człowiek wyjątkowo inteligentny wie i rozumie, że jest to historyczna szansa, która leży w tej chwili na stole, która może się nigdy nie powtórzyć, a Polacy i Węgrzy się stawiają, i robi wszystko, żeby to dopiąć.

Soros Sorosem – on nigdy nie ukrywał swoich intencji – natomiast dla mnie większym problemem jest zachowanie polskiej opozycji, która w sytuacji, gdy Polsce chce się odebrać uprawnienia na lata, postępuje w taki sposób. Przecież w przyszłości to ograniczenie uprawnień będzie dotyczyło wszystkich władz, a władze UE mogą się też przecież zmienić. To jest kwestia polityki. Mamy do czynienia z kwestią polskiej racji stanu, a nie ma żadnej poważnej debaty w Polsce między rządzącymi a opozycją w sytuacji tak dużej zmiany ustrojowej, w jakiej znalazło się nasze państwo. I to jest w tej chwili największa tragedia Polski. Soros Sorosem – dla mnie on jest zdefiniowany, ale największą tragedią w tej chwili jest to, że w Polsce po stronie opozycyjnej nie ma żadnego dyskursu, na który problem, w którym znalazła się Polska, zasługuje. I to jest największy problem, który ja w tej chwili widzę.

Czy nie odnosi Pan wrażenia, że próbuje nam się narzucić jakąś nową rzeczywistość?

To nawet nie jest wrażenie, to jest fakt. Od dawna próbuje nam się narzucić obce wartości. Wiadomo przecież, że cała ta lewicowa agenda UE jest oparta na syntezie neomarksizmu i myślenia Spinelliego w tym sensie, żeby odejść od państw narodowych i stworzyć jeden międzynarodowy organizm, jedną Unię Europejską, gdzie Polska ze swoją ponad 1000-letnią historią będzie miała mniejsze znaczenie, będzie jakimś województwem w UE. To jest jego cel, nigdy tego nie ukrywał i politycy europejscy również do tego dążą. Elity europejskie do tego dążą, otwarcie przyznając rację Spinelliemu. Można znaleźć na to dowody. Na przykład przy rozpoczęciu tej kadencji PE, gdzie w wystąpieniach liderzy polityczni odnosili się pozytywnie do tej idei. Ale to jest kwestia tożsamości państw narodowych i w ogóle projektu państwa europejskiego. Żeby to się mogło stać i żeby mogło powstać jedno państwo europejskie, to trzeba różnymi metodami kulturowo-tożsamościowymi odciągnąć Polaków i inne narody od tradycyjnie rozumianego patriotyzmu. A można to robić różnymi zabiegami kulturowymi, działalnością organizacji trzeciego sektora, które pokazują, że patriotyzm jest śmieszny, staromodny, starodawny, teraz nie musimy wieszać flagi polskiej, modniejsza jest flaga tęczowa. Ale są też i inne zabiegi. Wiadomo, że twierdzą polskości była tradycyjnie rozumiana rodzina, Kościół, macierzyństwo i również w te wartości Unia Europejska czy jej elity uderzają od lat poprzez sprzyjające im media czy sprzyjających im polityków. To jest gra wielopoziomowa, która na samym końcu ma cel taki, żeby utworzyć państwo europejskie, gdzie tej tożsamości narodowej będzie bardzo niewiele.

Musimy pamiętać, co to oznacza dla Polaków, a mianowicie, że staną się obywatelami drugiej kategorii, że gdyby powstało państwo europejskie, wcale nie będą traktowani tak samo jak Niemcy, bo co kryje się za tymi pięknymi hasłami widzieliśmy w przypadku tzw. dyrektywy transportowej. Pokazuje ona, że niby wspólny rynek, wspólne wartości itd., ale jak polskie firmy radzą sobie lepiej, to prawem trzeba te ich szanse unicestwić. To jest pytanie, czy chcemy być obywatelami drugiej kategorii? Czy jesteśmy w stanie w ogóle zrozumieć ten cały proces, który się w Polsce toczy?

Wspomniał Pan o opozycji, że brak jest po jej stronie rzetelnej debaty i konstruktywnego podejścia do tego problemu, o którym rozmawiamy. Na ile jest to pokłosie działalności organizacji finansowanych przez George’a Sorosa? Czy w tej sytuacji nie należałoby po prostu wyprosić wszystkich organizacji przez niego finansowanych z Polski?

Oczywiście instytucje polskiego państwa muszą działać i muszą widzieć sytuację, w której ktoś namawia do puczu, albo łamie polskie prawo, albo namawia do dezintegracji polskiego państwa. Aczkolwiek ja nie chciałbym się skupiać na Sorosu, bo organizacje przez niego finansowane – oprócz działalności, która jest wątpliwa – prowadzą też działalność, która jest na pewno zgodna z polskim prawem. Ich punkt widzenia – lewacki, związany ze środowiskiem hedonizmu kulturowego – jest zgodny z prawem, chociaż uważam, że dla państwa szkodliwy. Moim obowiązkiem jest mówić, jakie zagrożenia są z tym związane.

Ale jak mówię nie chciałbym się skupiać na Sorosu, bo w tej chwili większym problemem jest to, że nie wszyscy liderzy polskiego państwa są w stanie rozpoznać zagrożenie związane z tą wielką zmianą ustrojową, która może nastąpić razem z przyjęciem tego rozporządzenia. To jest największy dramat. Kiedy był wprowadzany traktat lizboński, który przecież nie szedł tak daleko, jak to rozporządzenie, to w Polsce odbywała się duża, poważna debata. Dzisiaj jesteśmy trzynaście lat później i polskie życie publiczne w sensie jakości debaty publicznej w mojej ocenie wygląda dużo gorzej niż wtedy. Dzisiaj po drugiej stronie często zamiast argumentów merytorycznych, związanych z polską suwerennością, mamy takie opowieści: „A proszę panią, a oni są przeciwko Unii Europejskiej”. To jest największy dramat polskiego państwa.

A z czego on tak dogłębnie w Pana ocenie wynika?

Wynika z tego, że polska opozycja ma duży problem z samodzielnym określeniem długofalowych celów swojej polityki i przyjmuje często agendę, która jest im narzucana albo przez media III RP – nie zawsze ta agenda jest agendą, która nie ma swoich źródeł zagranicą – albo poprzez bardzo silne organizacje i tutaj na przykład związane z Sorosem, środowisko „Gazety Wyborczej”, czy te wszystkie organizacje. To one opozycji narzucają agendę, a opozycja to przyjmuje. Nie widzę po stronie opozycji takiej osobowości, która byłaby w stanie samodzielnie zakreślić cele czy idee, którymi by się mogła kierować. To jest po prostu ta agenda, która przychodzi z zewnątrz i oni się w nią wpisują i ją realizują. Brak jest samodzielnej refleksji u któregokolwiek z liderów, że to jest ograniczanie polskiej suwerenności. Paradoksalnie Donald Tusk to widział, do czego nie chce się przyznać. Pokazuje to, że na opozycji to rzeczywiście była osoba, która reprezentowała dużo większą jakość przy wszystkich jego wadach niż obecni liderzy opozycji. To przede wszystkim wynika z tego. O liderach prawicy można wiele mówić, ale oni samodzielnie widzą i potrafią narzucić tematy, potrafią rozpoznać zagrożenia. Czy robią to lepiej czy gorzej jakościowo, ale potrafią to zdefiniować, ważny spór dla państwa. Natomiast za opozycję definiują to czynniki medialno-zewnętrzno-trzeciosektorowe. I to jest uważam największy problem opozycji.

Dziękuję za rozmowę.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/527426-jaki-wiekszym-problemem-niz-soros-jest-polska-opozycja

Radio Maryja

Polska w sprawie praworządności będzie zyskiwać sojuszników, ponieważ forsowane kolanem rozwiązania budzą coraz większy sprzeciw – przekonywał podczas konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Państwa członkowskie UE nie osiągnęły jednomyślności w sprawie wieloletniego budżetu UE i funduszu odbudowy. Polska zgłosiła weto. Wszystkie państwa powinny być traktowane równo – podkreślił premier Mateusz Morawiecki. – Domagamy się, żeby UE nie była Unią podwójnych standardów, by była Unią równych, a nie Unią równych i równiejszych – mówił premier RP w Sejmie. Na warunki Unii Europejskiej nie zgodziły się także Węgry i Słowenia.

Na naszych oczach establishment Unii Europejskiej – pod przewodnictwem Niemiec – próbował zmienić treść traktatów i dokonać rewolucji – wskazał Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny. – Dokonać rewolucji zmierzającej w kierunku tworzenia jednego państwa z siedzibą w Brukseli, a może w ostatecznie w Berlinie i w Brukseli. Chciano pozbawić licznych uprawnień władczych państwo polskie i uczynić z polskiej demokracji tak naprawdę demokrację fasadową – akcentował lider Solidarniej Polski. Taka sytuacja odbierałaby Polakom realny wpływ na to, co się dzieje w naszym kraju.

Minister Zbigniew Ziobro podkreślał, że rząd Zjednoczonej Prawicy skupiony jest wokół nie tylko obrony podstawowych interesów Polski i jej suwerenności, ale także wokół obrony UE w takim kształcie, w jakim obowiązuje w przyjętych traktatach. – To my bronimy praworządności UE. Broni jej polski premier, polski minister sprawiedliwości, polski rząd i Zjednoczona Prawica, która dziś odpowiada za kierunek spraw w naszej ojczyźnie – wskazał minister Zbigniew Ziobro.

Nie można przepisów traktatowych obchodzić rozporządzeniem – zwrócił uwagę wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. W innym przypadku pozwalałoby to UE wpływać na wszystkie sfery, również te zastrzeżone dla państwa członkowskiego. – Oczywiście dzisiaj my bronimy praworządności i suwerenności Polski i innych państw członkowskich UE – mówił Sebastian Kaleta.

Zastosowanie weta przez Polskę nie jest żadnym awanturnictwem – podkreślił europoseł Patryk Jaki. Wielokrotnie było ono stosowane również przez inne państwa. – Czy Polska jest jakimś państwem gorszej kategorii? Skoro premier Holandii może stosować to narzędzie negocjacyjne, a Polska nie może. Dlaczego Polska ma być traktowana w tym zakresie gorzej? – akcentował europoseł Patryk Jaki.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/min-z-ziobro-forsowanie-kolanem-przez-prezydencje-niemiecka-przy-wsparciu-establishmentu-brukselskiego-rozwiazan-sprzecznych-z-traktatem-budzi-coraz-wiekszy-sprzeciw

Patryk Jaki skomentował najnowszą publikację "Faktu" dot. budżetu Unii Europejskiej.

"To już nie sprzeczka w rodzinie. Wygląda na to, że szykuje się niezła awantura. Polska i Węgry stają okoniem względem pozostałych 25 państw Unii Europejskiej. Węgry oficjalnie zapowiedziały dziś, że w poniedziałek zablokują unijny budżet na lata 2021–2027. Oznacza to, że zablokują jednocześnie gigantyczne wypłaty dla Polski w ramach pokoronawirusowego funduszu odbudowy" – czytamy w artykule "Faktu".

"Cała Unia Europejska, poza Węgrami, głosowała za powiązaniem praworządności z funduszami w trosce o walkę z korupcją i rządy prawa" - alarmuje w "Fakcie" europoseł Radosław Sikorski z PO. Artykuł zilustrowano wszystkimi przywódcami państw Europejskich od których "oderwani" zostali premier Polski Mateusz Morawiecki i Węgier Viktor Orban.

Artykuł skomentował na Facebooku Patryk Jaki: "Niemiecka gazeta Fakt dla Polaków, tłumaczy im dziś co jest w "interesie Polski"" – napisał krótko.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/161633/niemiecka-gazeta-dla-polakow-jaki-reaguje-na-publikacje-faktu.html

„Nie ma innej możliwości, wobec bezprawia jakie proponują największe państwa wraz z prezydencją niemiecką” - tak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówił o ewentualnym polskim wecie do unijnego budżetu.

Na początku listopada między prezydencją niemiecką a Parlamentem Europejskim wypracowane zostało porozumienie w sprawie mechanizmu powiązania dostępu do środków unijnych z praworządnością, które zostało skrytykowane przez rządy Polski i Węgier. W liście skierowanym do szefów instytucji UE dotyczącym budżetu wspólnoty premier Mateusz Morawiecki oświadczył, że Polska podtrzymuje swoje stanowisko i nie może się zgodzić na uznaniowość mechanizmu.

Zbigniew Ziobro: „Polska winna użyć weta”

Minister Sprawiedliwości wskazywał, że to historyczny moment, w którym Polska musi uratować swoją suwerenność. Nie są to słowa przesadzone. Nie jest to patos, ani uderzanie z wysokiego C. To jest kwestia, która będzie rozstrzygać o tym, czy Polska będzie suwerennym podmiotem w ramach tej wspólnoty, jaką jest UE, czy też zostanie poddana politycznemu i zinstytucjonalizowanemu zniewoleniu — mówił Zbigniew Ziobro. Bo nie chodzi to o żadną praworządność, która jest tylko pretekstem, pięknym słowem, który ładnie trafia do ucha, ale chodzi tutaj realnie o instytucjonalne, polityczne zniewolenie, radykalne ograniczenie suwerenności — podkreślił. Już w lipcu przekonywałem, aby premier skorzystał z prawa weta — dodał. Według ministra „jest to ten moment, a którym po raz kolejny jest możliwość skutecznego wykorzystania realnej władzy, jaką traktaty UE przypisują poszczególnym państwom, w tym Polsce”. Władzy, która poszczególnym państwom daje gwarancję bezpieczeństwa i obrony swoich najbardziej podstawowych interesów i racji stanu. Po to właśnie ta zasada weta została w pewnych sprawach traktatowych zastrzeżona — mówił Zbigniew Ziobro. Przypomniał również, że to mechanizm stosowany przez inne kraje. Z tego prawa weta różne kraje wielokrotnie korzystały, dbając o swoje interesy, o swoje bezpieczeństwo i korzystając na tym — mówił minister sprawiedliwości. Propozycja prezydencji niemieckiej, wspierana przez przewodniczącą KE jest wymierzona w podstawowe interesy Polski — wskazywał. Polska broni nie tylko swojego interesu, ale również praworządności UE, traktatów i praw wszystkich państw — zaznaczył. Jak przypomniał Zbigniew Ziobro, w poniedziałek zaplanowano spotkanie komitetu stałych przedstawicieli państw UE, a następnie w kolejnych dniach odbywa się Rada UE i „teraz jest ten moment (…) kiedy Polska może zgłosić weto do wieloletnich ram budżetu i innych dokumentów przedstawionych do decyzji”.

List do premiera Morawieckiego

Zbigniew Ziobro poinformował o wysłaniu listu w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego. W tej sprawie zająłem stanowisko i wysłałem list, który jest w drodze do premiera Morawieckiego — powiedział minister sprawiedliwości. Cieszę się, że mogę mówić jedynym głosem z liderami Prawa i Sprawiedliwości, z premierem Morawieckim (…), z całą naszą koalicją i obozem Zjednoczonej Prawicy — mówił. Podkreślił, że obóz Zjednoczonej Prawicy mówi „nie” w sprawie powiązania budżetu UE z praworządnością. Mówimy „nie” dla tych rozwiązań i wskazujemy, że Polska winna użyć weta (…) Jestem przekonany, że podobnie jak pan premier Orban (…) pan premier Morawiecki z tych uprawnień skorzysta — stwierdził Zbigniew Ziobro. Podkreślał, że decyzje, o których mowa, dotyczą „spraw zasadniczych” i będą rozstrzygać o tym, co „przez dziesięciolecia będzie odbijać się na jakości życia Polaków”. W naszej ocenie nie ma innej możliwości - wobec bezprawia, jakie proponują największe kraje UE (…) - jak skorzystać z tych środków władczych, które gwarantują nam obronę naszych podstawowych interesów — stwierdził minister sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro przypomniał, że podobne stanowisko wyraził wicepremier i prezes PiS Jarosław Kaczyński.To stanowisko zostało wysłane dzisiaj do pana premiera również jako gest solidarności w stosunku do wypowiedzi pana premiera czy prezesa Kaczyńskiego — zaznaczył. Byłoby nie tylko grzechem, ale czymś więcej, byłoby czymś niewybaczalnym przez historię, gdybyśmy z tego narzędzia nie skorzystali. (…) To jest nasza racja stanu — mówił.

Apel do opozycji

Zbigniew Ziobro apelował również do opozycji. Minister podkreślił, że „wszyscy polscy politycy powinni mówić w tej sprawie jednym głosem: nie zgadzamy się na takie rozstrzygnięcia, nie zgadzamy się na tak radykalne uderzenie w pozycję Polski, nie zgadzamy się na tak radykalne ograniczenie suwerenności Polski i dlatego składamy weto, ponieważ chcemy, aby nasze podstawowe interesy były wysłuchiwane”. Zaznaczył, że to jest „nasza racja stanu” i zaapelował do polityków opozycji, „by wyszli poza swoje doraźne interesy, konflikty i spory polityczne”. Są sprawy, które nas Polaków powinny łączyć ponad politycznymi podziałami, ponad bardzo silnymi nawet emocjami, które tym podziałom towarzyszom, poza złym językiem, który tym podziałom towarzyszy, poza tym wszystkim złym rzeczom, które się wokół tych sporów dzieją, bardzo ostrych w Polsce sporów — mówił Zbigniew Ziobro.

Co w przypadku braku weta?

Zbigniew Ziobro pytany, co by się stało w momencie, gdyby premier nie zawetował unijnego budżetu, Zbigniew Ziobro odparł, że rozumie, że jest to kwestia „teoretycznych rozważań”. Słuchając wypowiedzi pana premiera, czy też wypowiedzi innych polityków PiS na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim nie mam wątpliwości, że to są oceny zbieżne z tym, co tutaj zaprezentowaliśmy na konferencji — wskazywał minister. Jestem przekonany, że wszyscy myślimy tak samo i weto zostanie tutaj zastosowane. Natomiast jeśli pan mnie pyta o czysto teoretyczną sytuację (…), to w takim wypadku oznaczałoby to całkowitą utratę zaufania do premiera z wszelkimi tego konsekwencjami, które z takich sytuacji wypływają — powiedział. Podkreślił, że były „pewne rozdźwięki”, jeśli chodzi o lipcowy szczyt Rady Europejskiej, natomiast teraz cały obóz mówi „jednym głosem”. Przywołał w tym kontekście wypowiedź prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Na pytanie, czy będzie weto dla budżetu i koronafunduszu, pan prezes Kaczyński odpowiada: „będzie weto”. „Jeśli groźby i szantaże będą utrzymane, to my będziemy twardo bronić żywotnego interesu Polski. Weto. Non possumus. Ci, którzy chcą nam odebrać suwerenność i narzucić swoje widzimisię, są na drodze do upadku” — cytował. Otóż w 100 proc. podpisujemy się pod tym sformułowaniem — podkreślił szef MS.

Patryk Jaki: To bezczelne łamanie praworządności

Dalej Patryk Jaki przypominał, co w unijnym raporcie Komisji Europejskiej na temat Polski uznane zostało za złamanie praworządności. To m.in. procedura wyboru pierwszego prezesa SN, podleganie CBA władzy wykonawczej czy łączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Europoseł wskazywał, że w wielu krajach UE funkcjonują podobne rozwiązania, ale tylko Polsce za nie miałyby być odebrane środki unijne. Na koniec wskazał „rodzynek” z raportu. Od 2016 r. RPO stoi w obliczu trudnego otoczenia, ponieważ znajduje się pod krytyką rządzącej większości politycznej — cytował Patryk Jaki. Wszystko to, o czym państwu dziś mówię, to jest bezczelne łamanie praworządności i właśnie dlatego się temu sprzeciwiamy — podkreślił.

Sebastian Kaleta: To próba obejścia traktatów

Wiceminister Sebastian Kaleta wskazywał, że nowy mechanizm praworządności ma - wbrew traktatom - zastąpić procedurę z art. 7. W tej procedurze, do ukarania danego państwa konieczna jest jednomyślność. Wobec Polski i Węgier takiej jednomyślności oczywiście nie ma — przypomniał Sebastian Kaleta. Mamy do czynienia z procesem politycznym, który służy obejściu traktatów — zaznaczył. W związku z tym, że prawo jest łamane, nie ma innej możliwości, żeby Polska nie skorzystała ze swojego uprawnienia. (..) Albo rozporządzenie wejdzie w życie, albo niemieccy politycy się opamiętają — dodał.

Michał Wójcik: „Musimy powiedzieć kategoryczne nie”

Z kolei wiceminister Michał Wójcik wskazywał, że kluczową kwestią jest suwerenność Polski. To jest bardzo ważny moment w naszej historii. To, co dzisiaj się będzie działo określi pozycję naszego kraju na kolejne kilkadziesiąt lat. Politycy opozycji muszą zdać sobie sprawę, że to jest historyczny moment — podkreślał. Jest słowo klucz: suwerenność. Ile warta jest suwerenność? Dla nas jest bezcenna. (…) Wprowadzenie mechanizmu, który łączy wypłatę środków z praworządnością to ograniczenie suwerenności — mówił. Musimy powiedzieć kategoryczne nie — wskazał Michał Wójcik.

Co po wecie? Woś: Prowizorium

Wiceminister Michał Woś przypomniał, że w przypadku weta obowiązywać będzie prowizorium budżetowe, które jest korzystne dla Polski. Skutek jest tylko jeden. Obowiązuje tzw. prowizorium — powiedział. To nie jest nic nadzwyczajnego i Polska musi wykorzystać wszystkie dostępne mechanizmy, żeby bronić swojej suwerenności — podkreślił.

Janusz Kowalski: Weto albo śmierć

Wiceminister Janusz Kowalski zaznaczył, że o polskiej suwerenności nie mogą decydować unijni politycy przy zielonym stoliku. Weto albo śmierć to hasło symbol — przypomniał. Weto oznacza utrzymanie Polski jako państwa podmiotowego, które nie zgadza się, aby przy zielonym stoliku ktokolwiek rozmawiał o polskiej suwerenności — mówił. Polska musi postawić weto w ciągu kilkudziesięciu godzin — wskazał.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/526677-ziobro-chce-weta-ws-budzetu-polska-broni-praworzadnosci-ue

"Po pierwsze łamią traktat i praworządność dlatego, że nie mają podstawy traktatowej do rozszerzania swoich kompetencji w tym zakresie, który jest zastrzeżony dla państwa członkowskiego. Jeżeli do tego grożą w związku z tym sankcjami, to jest to drugie złamanie traktatu. Dlatego ludzie, którzy upominają się o praworządność, sami tę praworządność bezczelnie łamią" - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Patryk Jaki, europoseł Solidarnej Polski, odnosząc się do proponowanej przez KE strategii UE na rzecz równości osób LGBTIQ.

wPolityce.pl (Adam Stankiewicz): Komisja Europejska przedstawiła strategię UE na rzecz równości osób LGBTIQ. W dokumencie znalazło się m.in. uznawanie rodzicielstwa par homoseksualnych w sytuacjach transgranicznych. Pana zdaniem taki dokument jest w ogóle do przyjęcia?

Patryk Jaki: Od urzędników unijnych oczekiwalibyśmy przestrzegania praworządności. Przez praworządność należy rozumieć przede wszystkim działanie na podstawie i w granicach prawa. Trzeba sobie zadać pytanie, gdzie są podstawy traktatowe takiej działalności. Kwestie związane z tym, jak definiujemy rodzinę, macierzyństwo, są zarezerwowane w traktatach UE wyłącznie dla państwa członkowskiego. W związku z tym urzędnikom unijnym nic do tego, jak Polska będzie regulowała te kwestie. Urzędnik unijny próbuje to zrobić w tej chwili tylnymi drzwiami, to znaczy np. mimo tego, że Polacy nie zgadzają się, by pary homoseksualne adoptowały dzieci, to jeżeli np. para homoseksualna w Polsce będzie chciała wziąć ślub i adoptować dziecko, to przeniesie się na chwilę do innego państwa, żeby wziąć ślub i adoptować tam dziecko, a potem wróci do Polski – czyli siłą rzeczy w ten sposób obchodzi się i łamie prawo polskie, łamie się ustalenia traktatowe. To jest już absolutna bezczelność. Drugim elementem jest to, że się grozi, iż jeżeli Polska nie będzie tego przestrzegać, to będą jej zabierane pieniądze. To jest też łamanie traktatów. Po pierwsze łamią traktat i praworządność dlatego, że nie mają podstawy traktatowej do rozszerzania swoich kompetencji w tym zakresie, który jest zastrzeżony dla państwa członkowskiego. Jeżeli do tego grożą w związku z tym sankcjami, to jest to drugie złamanie traktatu. Dlatego ludzie, którzy upominają się o praworządność, sami tę praworządność bezczelnie łamią.

We wspomnianej strategii jest zawarte m.in. coś takiego jak „homofobiczna mowa nienawiści”, co miałoby dołączyć do katalogu przestępstw w UE.

W tym zakresie to jest również tylko i wyłącznie kompetencja państwa członkowskiego. To kolejny element złamania traktatów. Po drugie, Polska należy do jednych z najbardziej tolerancyjnych krajów w UE. Jedyne, czego my nie chcemy, to tylko tego, by narzucać nam „wartości”, które nie są przyjmowane przez większość Polaków. Chyba, że przyjmiemy punkt widzenia taki, jaki chcą przyjąć pani Dalli i niektórzy inni unijni urzędnicy, że nie ważne co powiedzą Polacy w wyborach, my i tak wiemy lepiej i zdecydujemy za nich. Na taką UE nikt się nie zgadza.

Powstaje pytanie, czy jest możliwość narzucenia wspomnianej strategii wbrew woli Polski. Czy jest przy przyjmowaniu tej strategii warunek jednomyślności państw?

Niekoniecznie. Jest pytanie, jaka będzie forma tego dokumentu. Mogą próbować zrobić tak, jak z kwestią praworządności, to znaczy kompletnie bez podstawy traktatowej. Jeżeli potrafili tam, to mogą to zrobić i tutaj. Na przykład w formie rozporządzenia, czyli aktu powszechnie obowiązującego. To byłoby kolejne bezczelne łamanie prawa.

Jeżeli ta strategia zostanie przyjęta w sposób, o którym pan przed chwilą powiedział, to co w takiej sytuacji powinna zrobić pana zdaniem Polska?

Polska przede wszystkim musi przemyśleć swoją strategię. Jeżeli to będzie dalej szło w tym kierunku, to uważam, że zbliżamy się blisko granicy non possumus.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/526473-nasz-wywiad-jaki-urzednicy-ue-lamia-praworzadnosc

Jedyną procedurą traktatową dotycząca praworządności jest art. 7 i bardzo dobrze o tym wiecie. Problem polega na tym, że nie potrafiliście znaleźć większości dla realizacji art. 7, dlatego wymyśliliście procedurę pozatraktatową, łamiąc w ten sposób prawo, co potwierdziły nawet wasze własne opinie prawne i opinie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego — mówił na forum PE europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

Po drugi sfera dotycząca edukacji, kultury, redystrybucji środków, organizacji sądownictwa jest - według traktatu - wyłączną kompetencją państwa członkowskiego i Polaków. Również tę kompetencję próbujecie zawłaszczyć — dodał.

Były wiceminister sprawiedliwości zwrócił uwagę na niekonsekwencję części europejskich polityków. Tak naprawdę mówiąc o praworządności sami tę praworządność łamiecie. A już symboliczne jest to, że dokonujecie napaści między innymi na Polskę. Napaści na Polskę dokonuje prezydencja niemiecka w Święto Niepodległości państwa polskiego. To jest naprawdę ogromny wstyd. Tym bardziej, że o upolitycznieniu sądów mówią Niemcy, którzy mają najbardziej upolityczniony proces wyboru sędziów w całej UE — podkreślał Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/526099-jaki-prezydencja-niemiecka-dokonuje-napasci-na-polske (tamże video z wystąpienia europosła Solidarnej Polski Patryka Jakiego).

Radio Maryja

Wszystko wskazuje na to, że wypłata unijnych środków będzie powiązana z przestrzeganiem tzw. praworządności. Parament Europejski zawarł w tej sprawie porozumienie z Radą Europejską.

W lipcu na szczycie Rady Europejskiej podkreślono znaczenie ochrony interesów finansowych Unii Europejskiej w kontekście wydatków z budżetu i poszanowania praworządności.

– Na tej podstawie zostanie wprowadzony system warunkowości w celu ochrony budżetu i instrumentu Next Generation EU. W tym kontekście Komisja zaproponuje środki w przypadku naruszeń przyjmowane przez Radę większością kwalifikowaną. Rada Europejska szybko powróci do tej kwestii – napisano w artykule 23. konkluzji po szczycie.

W konkluzjach nie wspominano o niezależnym sądownictwie, a praworządność dotyczyła naruszeń przy wydatkowaniu pieniędzy unijnych. Tymczasem niemiecka prezydencja oraz część krajów starej Unii, a także lewica w Parlamencie Europejskim, dążą do uzależnienia wypłaty środków dla krajów członkowskich z przestrzeganiem nieokreślonej praworządności.

– Osiągnęliśmy historyczne porozumienie dla Unii Europejskiej. Zgodziliśmy się, aby połączyć fundusze unijne z przestrzeganiem praworządności w państwach członkowskich – wskazał Petri Sarvamaa z Grupy Europejskiej Partii Ludowej.

Jak dodał Perti Sarvamaa, główny negocjator ze strony Parlamentu, w porozumieniu znalazło się uzależnienie wypłaty środków nie tylko od praworządności, ale też od funkcjonowania niezależnego sądownictwa. Z dzisiejszego porozumienia cieszy się Andrzej Halicki, poseł do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Europejskiej.

– Nie ma odwrotu i mechanizm praworządności będzie stosowany, jeżeli chodzi o rozliczenia budżetowe – powiedział.

Dokument w przyszłym tygodniu ma być przyjęty większością kwalifikowaną przez ministrów do spraw UE, a następnie zatwierdzony przez Parlament Europejski.

To jest bardzo zła informacja dla Polski – mówił poseł do Parlamentu Europejskiego Patryk Jaki z Solidarnej Polski.

– To jest bardzo zła informacja dla Polski. Ostrzegałem, że tak będzie, jeśli się nie zawetuje możliwości stosowania tzw. kwalifikowanej większości do głosowania tego rozporządzenia w Radzie Unii Europejskiej podczas lipcowego szczytu – zaakcentował Patryk Jaki.

Wejście w życie mechanizmu tzw. praworządności poważnie ograniczy sprawowanie władzy przez rządy poszczególnych państw. Ten promowany przez Niemcy mechanizm jest wymierzony głównie w Polskę i Węgry – zauważył prof. Mieczysław Ryba. Dodał, że jest to narzędzie politycznego i ideologicznego ataku.

– Pieniądze, które by nam obiecano w ramach funduszy europejskich, byłyby kompletnie iluzoryczne, bo to, czy byśmy je otrzymali czy nie, zależałoby od tego, na ile jesteśmy pokorni, wolni woli Berlina, a to łączyłoby się z tym, że rezygnujemy z bycia gospodarką konkurencyjną – podsumował prof. Mieczysław Ryba.

Zdaniem ekspertów, kraje członkowie nie mogą już zawetować mechanizmu praworządności. To oznacza, że Polska, od kilku lat oskarżana o łamanie praworządności, może stracić znaczną cześć funduszy unijnych.

Tekst za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/polska-informacje/wyplata-unijnych-srodkow-bedzie-powiazana-z-tzw-praworzadnoscia

Radio Maryja

Solidarna Polska przedstawi na najbliższej Radzie Koalicji projekt ustawy o hospicjach perinatalnych. Projekt, który będzie zawierał również definicję wady letalnej zyskał poparcie posłów ugrupowania – poinformował wiceszef Solidarnej Polski, minister w KPRM Michał Wójcik.

„Od pewnego czasu jako Solidarna Polska pracujemy nad rozwiązaniami dotyczącymi hospicjów perinatalnych. Chodzi nam o to, żeby chronić kobiety i dzieci, aby pomóc im, żeby kobiety nie zostawały same, kiedy dowiadują się, że ich dziecko jest obarczone wadą letalną. Chcemy, żeby kobiety miały wówczas możliwość skorzystania z profesjonalnej kadry lekarzy, pielęgniarek, żeby nie pozostawały same” – powiedział wiceszef Solidarnej Polski.

„Chcemy, żeby ten projekt ustawy stanowił część ustawy +Za Życiem+, będziemy go przedstawiać podczas najbliższej Rady Koalicji” – dodał Michał Wójcik.

Rada Koalicji Zjednoczonej Prawicy składa się z przedstawicieli trzech koalicjantów: PiS, Porozumienia i Solidarnej Polski. Powstała w wyniku porozumienia koalicyjnego podpisanego po wyborach prezydenckich.

Michał Wójcik podkreślił, że projekt ustawy będzie też zawierał definicję wady letalnej.

„Projekt ustawy będzie zawierał definicję wady letalnej. To projekt, który dotyczy pomocy państwa dla kobiet w ciąży” – podkreślił minister w KPRM.

Wśród kolejnych propozycji Solidarnej Polski wymienił skierowania dla kobiet w ciąży do hospicjum perinatalnego i poradni psychologicznej.

„Hospicja perinatalne są finansowane przez NFZ, ale często pracują tam profesjonaliści na zasadach wolontariatu. Nasza propozycja jest natomiast taka, aby w momencie, gdy lekarz stawia rozpoznanie, że dziecko ma wadę letalną, żeby skierował obowiązkowo kobietę w dwa miejsca – do hospicjum perinatalnego i poradni psychologicznej. Często w takich sytuacjach lekarze nie wydają takich skierowań, rodzice w ogóle nie wiedzą, że są takie miejsca” – powiedział.

„Po drugie, chcemy wprowadzenia opieki nad kobietą przez cały okres ciąży – do porodu. Może ona być pod opieką w hospicjum perinatalnym, ale zależy nam na tym, żeby były tzw. konsylia w szpitalach drugiego i trzeciego stopnia referencji, w skład których będą wchodzić m.in. lekarze różnych specjalizacji i psycholog, które będą wskazywały na sposób postępowania. Chodzi o to, gdzie kobieta ma urodzić, jaką ma mieć opiekę w tym zakresie po to, żeby kobieta czuła się bezpiecznie. Chcemy też wprowadzić możliwość przebywania w osobnych salach kobiet w ciąży obarczonej wadą letalną, także po porodzie, żeby zadbać o ich komfort i możliwość kontaktu z osobami bliskimi, psychologiem czy osobą duchowną, jeśli kobieta będzie tego chciała” – dodał minister.

Michał Wójcik podkreślił, że nad szczegółami rozwiązań pracuje osobiście on wraz z europosłem Patrykiem Jakim, a sama propozycja zyskała poparcie posłów Solidarnej Polski.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/solidarna-polska-przedstawi-projekt-ustawy-o-hospicjach-perinatalnych-z-definicja-wady-letalnej

Patryk Jaki skomentował zachowanie protestujących. Od kilku dni w całej Polsce trwają protesty przeciwników orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej. Protesty mają gwałtowny przebieg. Podczas wielu manifestacji wywiązują się zamieszki. Niektórzy manifestanci dewastują budynki, kościoły i atakują środowiska narodowe broniące dostępu do świątyń.

Jak informowało we wtorek Radio Poznań, zwolennicy aborcji w Poznaniu chcieli zaatakować kościół przy ul. Fredry. Dostępu do świątyni broniła jednak grupa mężczyzn. Napastnicy mieli posługiwać się gazem łzawiącym. "Kiedy się wycofywaliśmy, zaatakowano nas drewnianymi trzonkami od siekier i raniono jednego z nas nożem w nogę" – relacjonuje jeden z obrońców kościoła.

Zachowanie przeciwników wyroku Trybunału Konstytucyjnego skomentował Patryk Jaki.

"Można się z TK nie zgadzać. Rząd może też popełniać błędy. Jednak ostatni raz w Polsce prywatne domy, Kościoły i symbole państwowe atakowała SB. Dlatego nie ma dziś wątpliwości gdzie jest dobro a gdzie jest zło" – ocenił polityk na Twitterze (fot. Wikipedia).

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/158850/ostatni-raz-w-polsce-robila-to-sb-jaki-ostro-o-protestujacych.html

Joanna Scheuring-Wielgus pochwaliła się zakłócaniem Mszy Świętej. Udostępniła zdjęcie, na którym wraz z mężem prezentuje proaborcyjne hasła w kościele. Odpowiedział jej Patryk Jaki.

Europoseł przypomniał Scheuring-Wielgus, jaką rolę pełni w Polsce Kościół Katolicki. Napisał też o prawie do wyznawania własnej wiary, które gwarantuje polska konstytucja.

1. Kościół jest największą instytucją w Polsce, która zajmuje się najciężej chorymi i potrzebującymi. A pani poseł dla wygody oddała nawet własnego psa. 2. Do kościoła przychodzą ludzie się modlić. Konstytucja gwarantuje im to prawo a KK penalizuje zakłócanie tego prawa — czytamy (fot. Wikipedia).

Odniósł się też do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. To jak - przestrzegamy Konstytucji tylko wtedy kiedy jest nam wygodnie?

3. Jeżeli komuś nie podoba się orzeczenie Trybunału, są procedury demokratyczne, aby jego skład zmienić. Problem polega na tym, TK za innych władz miał dokładnie taką samą linie orzeczniczą — pisze Patryk Jaki.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/523581-jaki-punktuje-scheuring-wielgus-przywoluje-konstytucje

Przed Trybunałem Konstytucyjnym w czwartek (22 X) po godz. 11 rozpoczęła się rozprawa w sprawie dopuszczalności aborcji z powodu przesłanki eugenicznej. Czekając na wyrok TK europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki zaproponował „5 dla dzieci”. Anna i Patryk Jaki, od chwili narodzin ich syna Radka, pokazują światu, że życie z dzieckiem z zespołem Downa jest pełne miłości i radości. Zbrodnią jest zabijanie takich dzieci w łonie matki.

Odbieranie im prawa do życia jest złem. Patryk Jaki przedstawił kilka ważnych faktów na temat aborcji eugenicznej i zycia dzieci z niepełnosprawnością.

5 dla dzieci:
1. 99% aborcji to dzieci z „podejrzeniem” ZD .
2. Osoby z ZD żyją, pracują (często samodzielnie) na całym świecie i są szczęśliwe — zaznaczył europoseł Solidarnej Polski.
3. Niepełnosprawność może spotkać każdego, w każdej chwili i nigdy nie jest to powód do „eliminacji”
4. Eliminujemy też dzieci zdrowe, bo rzadko jest 100% pewności. A Polaków jest coraz mniej i taki trend demograficzny może zagrażać polskiej państwowości.
5. Dzieci zarówno zdrowe jak i niepełnosprawne oprócz obowiązków dają też wiele radości i budują siłę rodziny. A przez to siłę Polski (fot. facebook.com/PatrykJaki).

Obok tych słów nie da się przejść obojętnie. Nie da się powiedzieć, że właśnie dzieci z niepełnosprawnością są gorsze i nie maja prawa do życia.

Tekst za: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/523213-patryk-jaki-przedstawia-5-dla-dzieci

Zdaniem Tomasza Manna Polacy wstydzą się tego, że mają polskie obywatelstwo. To nie pierwszy raz, gdy z ust polskiego celebryty słyszymy podobne słowa. Kto według dziennikarza jest wśród tych wstydliwych? Oczywiście nie są to ludzie byle jacy, ale „rozumni i tacy, którzy kawałek świata widzieli”. Można przypuszczać, że według Manna, są to ludzie, którzy na pewno na Zjednoczoną Prawicę nie głosują. Na pełne pogardy słowa Manna odpowiedział Patryk Jaki.

A ja się nie wstydzę. Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Jestem też wdzięcznym wszystkim, którzy Polskę budowali i tym, którzy oddali za nią życie. Czuje się wobec nich zobowiązany. Zobowiązany do przekazywania wartości, które były dla nich wszystkim — napisał europoseł Solidarnej Polski.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/522911-jaki-odpowiada-mannowi-a-ja-sie-nie-wstydze

Radio Maryja

Nasza cywilizacja składa się z religii chrześcijańskiej, prawa rzymskiego i dziedzictwa filozofii greckiej. Te trzy komponenty razem, pod przewodnictwem Chrystusa, powodowały, że Europa przez wiele lat była motorem napędowym dla całego świata. Winę za obecną wojnę kulturową ponosi lewica, która stara się wmówić społeczeństwu, że nie ma ideologii gender i że jest ona jedynie wymysłem prawicy orz Kościoła – powiedział Patryk Jaki, poseł do Parlamentu Europejskiego, podczas audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Od wielu lat w Europie Zachodniej szerzy się ideologia gender. Od pewnego czasu jej zwolennicy, różnymi sposobami, starają się wdrożyć ją również w Polsce. Osoby sprzeciwiające się jej wprowadzeniu są szykanowane i obrażane. Zdaniem Patryka Jakiego (fot. Wikipedia) „winę za obecną wojnę kulturową ponosi Lewica, która stara się wmówić społeczeństwu, że nie ma ideologii gender, jest ona jedynie wymysłem prawicy i Kościoła”. Polityk odniósł się również do stanowiska Unii Europejskiej, która ingeruje i narzuca swoje stanowiska w wojnie kulturowej.

– Mamy w tej chwili ogromny nacisk instytucji europejskich. Chcą nam zabrać wszystkie elementy suwerenności, łącząc budżet z tzw. kryterium praworządności – ocenił Patryk Jaki. Zdaniem gościa „Aktualności dnia” rozwiązanie to jest niezgodne z prawem i łamie dotychczasowe zapisy przystąpienia Polski do UE. – Jest to bitwa o polską suwerenność (…). Jest to, łamiąca traktaty, próba zawiązania Polsce rąk, nóg oraz narzucenia swojej woli. W tej sytuacji musimy się zdecydować, czy chcemy być województwem Unii Europejskiej, czy niepodległym suwerennym państwem (…). Jeżeli zgodzimy się na powiązanie funduszy z praworządnością, to jest to zmiana ustrojowa Unii Europejskiej – powiedział Patryk Jaki.

Przeciwnicy ideologii gender, która jest poważnym zagrożeniem dla życia i rodziny, podejmują różne akcje uświadamiające społeczeństwo. Jedną z nich jest rozpoczynająca się dziś konferencja „Wojna kulturowa w Europie. Czy Polska ma szansę?” [czytaj więcej]. Inicjatorem wydarzenia jest europoseł Patryk Jaki. Jak zapowiada, w konferencji wezmą udział konserwatywni intelektualiści związani z tematem wojny kulturowej i cywilizacyjnej (fot. www.radiomaryja.pl).

– Konferencję wygłosi m.in. pan prof. Wojciech Roszkowski, autor genialnej i najważniejszej w dziedzinie humanistyki książki pt. „Roztrzaskane lustro”. W książce dokładnie zostało przedstawione to, jak powstawała cywilizacja zachodnia oraz w jaki sposób była rozmontowywana – poinformował Patryk Jaki. W dalszej części sympozjum swoje wykłady wygłoszą m.in.: prof. Marek Chodakiewicz, ks. prof. Paweł Bortkiewicz i ks. prof. Dariusz Oko.

– Będzie to okazja do tego, by sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak, jak niektórzy mówią, że „nie ma ideologii gender, to prawica i Kościół ją sobie wymyśla” – ocenił inicjator konferencji. W wydarzeniu udział wezmą również zwolennicy tej ideologii. – Zaprosiliśmy dwie strony po to, by móc zobaczyć i porównać ich stanowiska – wyjaśnił poseł do europarlamentu.

Tekst za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-p-jaki-wine-za-obecna-wojne-kulturowa-ponosi-lewica-ktora-wmawia-spoleczenstwu-ze-nie-ma-ideologii-gender-i-jest-to-jedynie-wymysl-prawicy-i-kosciola

Patryk Jaki

Już jutro (15 października) zaczyna się 2-dniowa konferencja "Zderzenie kulturowe. Czy Polska ma szansę?" Usłyszymy najważniejszych polskich konserwatywnych intelektualistów, polityków, publicystów. Do tego debaty z przedstawicielami liberalnej i lewicowej strony. Niestety ze względu na Covid-19 zdarzenie odbędzie się bez publiczności. Transmisje na żywo będzie można śledzić tutaj: youtu.be/BOyPBs6VytQ a więcej informacji jest tutaj: www.zderzeniekulturowe.pl

Za: https://www.facebook.com/PatrykJaki/posts/3076581579112565

W Parlamencie Europejskim stanie wystawa poświęcona św. Maksymilianowi Kolbe? Z taką inicjatywą wyszedł europoseł Patryk Jaki.

Infromację w tej sprawie europoseł przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych. "Złożyłem dziś wniosek o zgodę na wystawę w Parlamencie Europejskim o życiu Świętego męczennika, polskiego franciszkanina Maksymiliana Kolbe. Zagłodzonego na śmierć przez Niemców. Twórcę wspaniałego klasztoru w Niepokalanowie" – napisał na Twitterze Patryk Jaki.

W rozmowie z Polskim Radiem były wiceminister sprawiedliwości wyjaśnił, że chciałby przybliżyć europosłom tego polskiego świętego, a tym samym historię naszego kraju. – Został zagłodzony przez Niemców na śmierć dlatego, że na ochotnika zgłosił się, żeby przyjąć karę, która była przeznaczona dla innej osoby – przypomniał.

– Jeżeli dziś w Parlamencie Europejskim wypomina się nam, że tutaj jest jakiś totalitarny reżim, to może warto przypomnieć, jak wyglądał totalitarny reżim i kto był sprawcą, a kto był ofiarą – podkreślił Jaki.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/156351/warto-przypomniec-kto-byl-sprawca-a-kto-ofiara-jaki-zlozyl-wniosek-o-zgode-na-wystawe-w-pe.html

Dzisiaj Polska wam przeszkadza, bo dużo lepiej sobie radzi od was – mówił Patryk Jaki podczas debaty w Parlamencie Europejskim.

W Parlamencie Europejskim trwa debata, która dot. pomysłu powiązania unijnego budżetu z praworządnością. Głos zabrała Katarina Barley z Niemiec, której słowa o „zagłodzeniu” Polski i Węgier wywołały reakcję polskich władz. Osiemdziesiąt procent Europejczyków uważa, że praworządność jest bardzo ważna i powinna być egzekwowana w UE. (…) Teraz mamy sprawozdanie Komisji. Nasze sprawozdanie idzie dalej. Mówimy o automatycznej reakcji na naruszenia. Dobrze, że są te sprawozdania, możemy je porównywać. Musimy patrzeć na całość. Pytanie, czy państwa członkowskie będą chciały być kontrolowane. Czy uważają, że krytyka jest pozytywna, coś daje. Myślę, że możemy czynić ustępstwa w wielu obszarach, budżetowych i innych, ale nie możemy czynić ustępstw, co do podstawowych wartości, mamy je zapisane w traktatach i w tych sprawach nie chcemy ustępstw – powiedziała Barley.

W obronnie Polski wystąpiła Beata Kempa z Solidarnej Polski (fot. beatakempa.pl). Nie ma i nie będzie zgody na pozatraktatowe działanie. Nie ma podstawy prawnej tego raportu. Creme de la creme to powoływanie się na Radę Europy, której zasiada Rosja. Rady, która do tej pory nie potępiła Moskwy za atak na Aleksieja Nawalnego. Nie miejmy złudzeń. To sprytna strategia, a za zasłona walki o praworządność kryje się kolejny etap federalizacji Unii Europejskiej i spełnienie federalistycznych snów eurolewicy o zarządzaniu państwami członkowskimi z ostatniego piętra budynku Komisji Europejskiej. Urzędnicy z Brukseli chcą mieć wpływ na każdą reformę w państwach unijnych. Chcą pod płaszczykiem troski o demokrację wprowadzać aborcję, ideologię gender oraz specjalne prawa dla mniejszości seksualnych. Nie ma na to zgody chrześcijańskiej części Europy. Debatujemy nad raportem, który jest kolejną odsłoną ataku na suwerenne państwa członkowski. Według niego niewybrani i anonimowi urzędnicy będą oceniać niezależne kraje europejskie. Przeżyłam komunę, ale nie dałam się tak zmanipulować jak Pan dzisiaj, mówiący nieprawdę o tym, co się dzieje w Polsce – zwróciła się do posła sprawozdawcy.

Następnie przemawiała Sylwia Spurek, która została wybrana z list Wiosny Roberta Biedronia. W Polsce odbył się pogrzeb dziecka – dwunastoletniej dziewczynki, która popełniła samobójstwo zaszczuta na tle orientacji seksualnej. Od miesięcy polscy politycy atakują osoby LGBT+, naruszając ich godność, nawołują do nienawiści. Kandydatem na nowego ministra edukacji jest osoba propagująca homofobię. To wszystko dzieje się w Unii, w 2020 roku. Na poprzedniej sesji Parlamentu przewodnicząca KE pięknie mówiła o równości, godności, szacunku, ale to tylko słowa. Do polskiego rządu nadal szerokim strumieniem płyną unijne środki, a od 12 lat KE nie potrafi doprowadzić do przyjęcia równościowej dyrektywy horyzontalnej. Potrzebujemy oczywiście mechanizmu dot. praworządności i to takiego, który obejmie pełen zakres wartości z art. 2, ale jeżeli Komisja nie będzie korzystała ze swoich kompetencji, to nadal będą to słowa, słowa, słowa – mówiła.

Patryk Jaki (fot. Wikipedia) odpowiedział na ataki na nasz kraj, które pojawiają się w Parlamencie Europejskim: "Atakujecie Polskę w bezczelny sposób. Wypominacie nam jakieś totalitaryzmy. Chce wam powiedzieć, dlaczego macie przewagę ekonomiczną, która wam pozwala na taką arogancję wobec Polski. Kiedy Polska była atakowana przez Niemców i sowietów, to wasze państwa stały i patrzyły jak Polska honorowo broniła wartości. A potem, za to, że Polska broniła wartości, oddaliście ją sowietom i patrzyliście jak przez dekady nie mogła się rozwijać. Dlatego macie dzisiaj tę przewagę ekonomiczną. Oddajcie nam te lata, które Polska straciła, to wtedy nikt sobie nie pozwoli na taką arogancję. Wypominacie nam dzisiaj strefy wolne od LGBT, a wiecie, że Polska była jedynym państwem, gdzie homoseksualizm nie był penalizowany. Od Polaków moglibyście się jeszcze wiele nauczyć. Szczególnie jeśli chodzi o wartości i tolerancję. Dzisiaj Polska wam przeszkadza, bo dużo lepiej sobie radzi od was. Szczególnie spójrzcie na Hiszpanię, gdzie prawie co drugi człowiek nie ma pracy. Was to uwiera, dlatego Polskę atakujecie" – powiedział Patry Jaki.

Tekst za: https://wpolityce.pl/swiat/520660-kempa-i-jaki-w-pe-od-polakow-moglibyscie-sie-uczyc

Chcecie bronić prawa, a sami to prawo łamiecie - powiedział Patryk Jaki do urzędników europejskich, którzy atakują Polskę. Patryk Jaki występował 1 października 2020 roku w Parlamencie Europejskim, gdzie bronił naszego państwa przed zarzutami o rzekomy brak praworządności.

"Chcecie bronić prawa, a sami to prawo łamiecie. Dodatkowo chcę zapytać pana komisarza. W raporcie Komisji Europejskiej, dotyczącym właśnie łamania praworządności czytamy, że łamaniem praworządności w Polsce jest, cytuję: Rzecznik Praw Obywatelskich zmaga się z krytyką ze strony większości politycznej. Chciałem zapytać pana komisarza, czy jest gdzieś w traktacie zapis mówiący o tym, że nie można krytykować urzędnika publicznego? A skoro nie można krytykować urzędnika w Polsce, to czy można krytykować pana komisarza? Jeżeli nie można, to może ja nie będę krytykował, bo wtedy połączycie budżety posłów z praworządnością i będziecie nam obcinali środki. Zobaczcie, do jakiego absurdu doszliśmy w tej izbie. Wy czegoś chcecie i natychmiast trzeba znaleźć do tego – nie ważne czy jest podstawa prawna – my tego chcemy i to natychmiast ma być. Nie tak się proceduje. Albo praworządność albo brak praworządności" – mówił europoseł Solidarnej Polski.

Patryk Jaki przywołał przykład rozwiązań niemieckich i hiszpańskich, które są identyczne lub dalej idące niż w Polsce. "Panie komisarzu, pan liczy na to, że nikt nie przeczyta tych wszystkich sprawozdań? Pierwszy przykład z rzędu z tego raportu. Sposób powoływania sędziów w Hiszpanii, piszecie państwo: „przez Radę Sądownictwa, wybieraną przez parlament, przez większość kwalifikowaną 3/5 głosów” i to jest dobre. Potem czytamy raport dot. Polski: „przez Radę Sądownictwa, wybieraną przez parlament, przez większość kwalifikowaną 3/5 głosów” i to jest złe, i to jest upolitycznione. Chciałem zapytać pana komisarza, czy dla Polski i Hiszpanii są jakieś inne traktaty? Ale to jest i tak jeszcze nic. W Polsce i Hiszpanii to sędziowie mają decydujący wpływ, natomiast w Niemczech decydują już tylko politycy, o tym kto będzie sędzią i tutaj piszecie, że to stabilny system, a nie upolityczniony (...) Panie komisarzu, czy byłby pan uprzejmy powiedzieć, czy są jakieś tajne traktaty?" – pytał Patryk Jaki.

Musiałem dziś w PE odpierać bezczelne niemieckie ataki na Polskę i arogancję instytucji europejskich. Tak chcą uderzyć w Polskę, że zaprzeczają sami sobie — napisał Patryk Jaki na Twitterze.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/520177-jaki-do-unijnych-urzednikow-lamiecie-prawo

Radio Maryja

Europoseł Patryk Jaki zaapelował do konserwatystów, aby przestali używać terminu „ideologia LGBT”. Wskazał, że tak naprawdę chodzi o neomarksistowską ideologię gender, której autorzy wprost piszą o niszczeniu tradycyjnego modelu rodziny.

Patryk Jaki zaznaczył na twitterze, że termin „ideologia LGBT”, nie jest używany i zrozumiały na świecie, a do tego łatwo nim manipulować.

Prezes Ordo Iuris mec. Jerzy Kwaśniewski wskazał, że precyzja w nazywaniu tego typu zagrożeń ma znaczenie. – Z jednej strony mamy do czynienia z szeroką, ufundowaną filozoficznie ideologią gender o korzeniach neomarksistowskich, która upatruje ostatecznego wyzwolenia człowieka ze sfer życia społecznego w ostatecznym wyzwoleniu go ze struktur biologicznych i społecznych, czyli tak naprawdę zniszczeniu rodziny. Z drugiej strony mamy aktywistów LGBT, którzy celowo posługują się tym skrótowcem po to, żeby zasłonić się przed atakiem, i aby jakiekolwiek ataki na ich roszczenia polityczne dotyczące edukacji, zabezpieczeń społecznych, organizacji życia społecznego były jednocześnie postrzegane jako ataki na konkretne osoby z uwagi na orientację seksualną – powiedział mec. Jerzy Kwaśniewski.

W ostatnich dniach głośno jest o liście otwartym w obronie środowisk LGBT w Polsce, pod którym podpisało się 50 ambasadorów. Premier Mateusz Morawiecki, odnosząc się do listu, wskazał, że tolerancja należy do polskiego DNA, nikt nas jej nie musi uczyć.

Tekst za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/p-jaki-apeluje-do-konserwatystow-aby-uzywali-terminu-ideologia-gender-zamiast-ideologia-lgbt

Europoseł Patryk Jaki jest zadowolony z faktu, że partiom wchodzącym w skład Zjednoczonej Prawicy udało się dojść do kompromisu.

– Cieszę się, że umowa została podpisana. Wierzę, że koalicja Zjednoczonej Prawicy przetrwa najbliższe trzy lata. Mamy wszelkie podstawy do tego, by walczyć o zwycięstwo również podczas następnych wyborów. Do tej pory, mimo potknięć i błędów, Polacy nadal nas dobrze oceniają – mówi były wiceminister sprawiedliwości w rozmowie z Wirtualną Polską.

Patryk Jaki pytany o zagrożenia dla Zjednoczonej Prawicy, wskazuje: – Oczywiście, widzę zagrożenia dla tej koalicji. Każdy, kto obserwuje i zna się na polityce, zapewne podzieli mój pogląd. Ale najwięcej będzie zależało od nas. Jeżeli będziemy chcieli dalej razem, wspólnie pracować - to będzie to z korzyścią dla Polski. Wiadomo, że w koalicjach, nie ma związków idealnych, ale mając świadomość, jaka może być alternatywa w postaci rządów Koalicji Obywatelskiej, musimy ze sobą współpracować.

Europoseł Solidarnej Polski zaznacza, że wejście do rządu Jarosława Kaczyńskiego oznacza wzmocnienie tego ośrodka władzy.

Za: https://dorzeczy.pl/kraj/154950/jaki-najwiecej-bedzie-zalezalo-od-nas.html

"Chcemy dalej realizować wspólny program ZP, któremu pozostajemy wierni". Politycy Solidarnej Polski, Patryk Jaki i Michał Woś, zadeklarowali, że dalej chcą realizować program Zjednoczonej Prawicy. Wyrazili też swoje poparcie dla ministra Zbigniewa Ziobry.

Za: https://wpolityce.pl/polityka/518595-politycy-sp-deklaruja-ze-chca-pozostac-w-koalicji

Czy sprzeciw wobec "ustawy o bezkarności" oraz nadawania organizacjom ekologicznym "uprawnień policyjnych" jest powodem, by wywoływać kryzys w koalicji rządzącej ii oddawać władzę Platformie Obywatelskiej? - zastanawia się europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

W nocy z czwartku na piątek Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, wprowadzającą m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra (z wyjątkiem królika) i zakaz uboju rytualnego na eksport. Za zmianami głosowali wszyscy posłowie Lewicy, 176 posłów klubu PiS, 128 z KO, 2 z Koalicji Polskiej - PSL-Kukiz'15 i 2 niezrzeszonych. Cała Konfederacja oraz 38 posłów klubu PiS, 4 KO, 22 PSL-Kukiz'15 było przeciw. 18 osób wstrzymało się od głosu, 11 nie głosowało. Nowelizację odrzucili wszyscy posłowie Solidarnej Polski i dwóch z Porozumienia.

Głosowanie wywołało kryzys w koalicyjnej Zjednoczonej Prawicy (...)

Wśród kwestii dzielących PiS i Solidarną Polskę jest nie tylko stosunek do tzw. "Piątki dla zwierząt", lecz także nowelizacji tzw. ustawy covidowej, zgodnie z którym naruszenie przepisów lub obowiązków służbowych przez osobę działającą na rzecz zapobiegania i zwalczania COVID-19 nie byłoby traktowane jak przestępstwo. Projekt popiera PiS, odrzuca partia Zbigniewa Ziobry.

Głos w dyskusji o kryzysie w koalicji rządzącej zabrał europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki. Zadeklarował, że chce dalszych rządów Zjednoczonej Prawicy, a nie Platformy Obywatelskiej i Koalicji Obywatelskiej.

Patryk Jaki wyraził na Twitterze sprzeciw wobec "ustawy o bezkarności" oraz nadawania (w ramach "Piątki...") przedstawicielom organizacji ekologicznych "uprawnień policyjnych".

"I to jest powód, aby oddawać władze Platformie? Wywoływać kryzys?" - spytał.

Europoseł dodał, że Solidarna Polska zgadzała się na "łamiące umowę" koalicyjną oddanie resortu środowiska. "Chcieliśmy tylko, aby priorytetami rządu były: reforma państwa, wymiaru sprawiedliwości, mediów, walka z Gender a nie policyjne uprawnienia dla ekologów" - stwierdził. Odnosząc się do zarzutów ze strony polityków PiS pytał, czy takie stanowisko można nazwać nielojalnością.

Fragment tekstu za: https://www.rp.pl/Solidarna-Polska/200919291-Jaki-Chcielismy-by-jednym-z-priorytetow-rzadu-byla-walka-z-gender.html

Patryk Jaki

Bardzo się cieszę z kolejnego zwycięstwa. Teraz przed nami 3 lata bez żadnych wyborów, więc jest to bardzo dobry czas na refleksję, co do tej pory się udało, a co nie i jakie w związku z tym stoją wyzwania przed państwem, rządem oraz jaką agendę realizować?

Wiem, że wielu z Was, szczególnie tych, który bardziej interesują się państwem i polityką zastanawia się, jak to się stało, że na Rafała Trzaskowskiego głosowało tyle osób, pomimo oczywistych faktów. Twarde dane pokazują, że Polska gospodarczo rozwija się kilka razy lepiej niż za czasów PO (od 2015 PKB +20 proc., średnia płaca +30 proc., dochody budżetu +34 proc., ściągalność alimentów +389 proc., bezrobocie -50 proc., luka podatkowa -75 proc., dług publiczny - spadek z 52 proc. do 48 proc. PKB). Do tego lepsza polityka społeczna, spadła drastycznie przestępczość i korupcja. Natomiast Trzaskowski, od kiedy jest prezydentem Warszawy, z niczym sobie nie radzi (oczyszczalnia Czajka, plany zagospodarowania, infrastruktura, korupcja, reprywatyzacja, L-4 w czasie Covid19, a nawet wypłaty rządowych programów, idą tu najwolniej). A jednak opozycja jest tak blisko…

Najważniejsze pytanie dotyczy tego, dlaczego młodzież i wielkie miasta w większości wybrały Rafała Trzaskowskiego? Moim zdaniem, nie dzieje się tak ze względu na język czy nawet najważniejsze akcenty programowe (ZP, jako pierwsza po 89 r. zwolniła z podatku osoby do 26 roku życia, a miała wśród tej grupy gorszy wynik niż 2015 roku). Źródłem problemu jest wroga socjalizacja społeczeństwa polskiego, której rosnące wpływy są właśnie najbardziej ekspansywne w miastach. Opiera się ona na 7 fortecach, zabiegach związanych z rozmontowaniem naszego starego ładu moralnego, opartego o system aksjologiczny cywilizacji zachodniej z jej najważniejszym filarem etyką chrześcijańską i starym kształtem państw narodowych oraz wstawieniem, w jej miejsce nowej ideologii lewicowej z etyką permisywną. Państwa narodowe w starym kształcie wypiera społeczność międzynarodowa o wyraźnych profilach ideowych, której „wartości” są nachalniejsze od tych kształtowanych wewnątrz kraju. To jest najważniejszy element, z którego biorą się wszystkie pochodne w postaci decyzji wyborczych. I nie jest to żadne wielkie odkrycie, gdyż już Arystoteles mówił, że jeśli jakiś rząd ma trwać, musi posiadać etos czyli wyznawać całokształt zwyczajów moralnych i wierzeń rządzonych. Rodzi się więc pytanie, gdzie znajdują się kluczowe wektory tej socjalizacji?

   Po pierwsze - socjalizacja za pomocą „szantażu ambicjonalnego”

Rynek medialny, opanowany przez III RP czyli obóz lewicowo-liberalny, stosuje już od dawna sprytny zabieg socjotechniczny, polegający na przypominaniu przy każdej okazji, że jeśli jesteś mądry, dobrze wykształcony, pochodzisz z miasta i czujesz się generalnie lepszy - to popierasz PO czyli Tuska, Komorowskiego czy Trzaskowskiego. Problem polega na tym, że wiele osób, szczególnie tych, nieinteresujących się na co dzień zbytnio polityką, wpada w tę pułapkę. W ten sposób chce podnieść swoją wartość, w myśl zasady, czy ja nie jestem mądry, lepszy, bardziej europejski? I wtedy nawet, jeśli w życiu idzie mi średnio, to wystarczy wylegitymować swoją mądrość, wielkomiejskość wklejając na FB zdjęcie Trzaskowskiego czy wcześniej Komorowskiego. Popieranie takiego kandydata wystarczy już do zdobycia plakietki „elitarności”. Niestety, nikt nie wchodzi w te kwestie głębiej. W myśl zasad szeroko opisanych przez E. Aronsona tłumaczy tak swoje postępowanie. To właśnie powoduje takie groteskowe sytuacje jak np. podczas wyborów w 2005 r., gdy zapytano, który kandydat śp. Lech Kaczyński czy Donald Tusk jest lepiej wykształcony, większość wskazała na… Tuska, mimo, że ten był magistrem historii, a śp. Lech Kaczyński… profesorem. Kolejny przykład to, kiedy w najbardziej „elitarnej” Warszawie najwięcej głosów w Polsce dostaje R. Petru, który nie powinien skończyć szkoły średniej. A na koniec kampanii Ci lepiej wykształceni i „lepsi”, jako głównego argumentu przeciwko A. Dudzie na swoich tablicach na FB używają 8 gwiazdek (J…. P..). Wystarczy poszukać w Internecie, by zobaczyć filmy z pytaniem do wyborców Rafała Trzaskowskiego, dlaczego go popierają. Odpowiedzi starczyłyby na cały kabareton. Jedna z najśmieszniejsza anegdot jest taka, że kiedy zapytano Polaka, dlaczego mieszka w Anglii, to odpowiedział, że dlatego, iż tam jest wysoki „socjal”. A czemu w takim razie, głosuje na kandydata PO, to odpowiedział, że w Polsce jest 500 plus i jak można tak rozdawać pieniądze…

Jak skuteczna jest to pułapka, najlepiej pokazują argumenty ludzi, którzy obiektywnie odnieśli sukcesy w swoich dziedzinach. Znana pisarka mówi, że najbardziej to przeszkadzają jej „pisowskie mordy”, „elitarny” warszawski reżyser filmowy i teatralny pisze, że trzeba głosować na RT, bo jest … ładniejszy. Jedna z wybitnych aktorek mówi, że jak PiS rządzi, to tak jakby ktoś na nią (przepraszam) …sr.. . Siła argumentów „elit” jest, jak widać na tych kilku przykładach porażająca. Jednak oni nie muszą się zastanawiać. Muszą głosować na kandydata PO, bo w ich zawodzie nie można stracić dyplomu „elitarności”.

   Po drugie - socjalizacja medialna

Cały świat dziś zmierza w kierunku dominacji mediów społecznościowych i tych 2.0 (niektórzy mówią nawet 3.0). Konta na Facebooku, Twitterze, Instagramie, czy nowe Tik Toki, świadomie wprowadzają elementy socjalizacji do swoich regulaminów, oczywiście pod hasłami „równości, tolerancji”, co po nimi się kryje opisałem tutaj. Organizują też socjalizację w wersji „soft” . Zróbcie sobie test - rozwińcie emotikonki flag narodowych na swoim FB i zobaczycie, że szybciej wyskoczy flaga LGBT, która nie jest oficjalnym symbolem żadnego państwa, niż flaga Polski. Na całym świecie jest też szeroko opisywany problem blokowania prawicowych profili (znany również w Polsce)a z drugiej strony promowania nawet bardzo radykalnie lewicowych. Jednym słowem, w jednej z najważniejszych części rynku mediów, widać dominacje czy nawet hegemonię narzędzi wrogiej socjalizacji.

Co z pozostałą częścią rynku mediów? Jedynie, dzięki mocno krytykowanej TVP, rynek „dużej telewizji” jest w miarę zrównoważony. Problem tylko polega na tym, że nie udało się stworzyć równowagi ponadczasowej i instytucjonalnej. Niestety ta „równowaga” jest temporalna i połączona z czasem rządów ZP (co jest ogromnym nierozwiązanym problemem).

Portale? Wszystkie największe portale w Polsce mają wyraźny profil liberalno-lewicowy (choć w każdej z tych redakcji są prawicowi dziennikarze i występują tam politycy prawicy). Duża część tych mediów, nie tylko na co dzień, wspiera ideologię lewicową, ale nawet ostatnio wiele z nich usprawiedliwiało fizyczną napaść na ciężarówkę fundacji prolife. Ponadto z wielkim zaangażowaniem te medialne środowiska realizują politykę „pedagogiki wstydu”. Przykładów jest wiele. Przytoczę tylko jeden z ostatnich. Do Sejmu skierowano „petycję” o szkodliwości „Halloween”. Każdy ma prawo skierować do Sejmu petycję. Zgodnie z prawem skierował ją do rozpatrzenia wicemarszałek z SLD. Nikt nie mówił, że będzie ona pozytywnie rozpatrzono, że zmieni istniejące się prawo. I co się stało? Media liberalno-lewicowe rozpętały burzę na całą Europę, że „PiS chce karać za Halloween”. Nie dość, że z największych portali w Polsce długo nie schodziły tytuły dotyczące tej petycji, to jeszcze dziennikarze tych redakcji przesłali artykuły do swoich kolegów w Europie, które je przedrukowały. I tak w świat poszła informacja o głupich Polakach, o zacofanej Polsce etc… A chodziło przecież tylko o list, petycję z opinią, do której złożenia, każdy w wolnym państwie ma prawo. Tak samo było z projektami obywatelskimi ws. pedofilii czy aborcji. Projekty obywatelskie, które wg. Konstytucji muszą (!) być procedowane (nie zostały nawet przyjęte przez Sejm, a co dopiero mówić o całym procesie legislacyjnym)a stały się podstawą do opluwania Polski w całym świecie i nawet Parlament Europejski wydał w tej sprawie rezolucję.

Niestety, takie manipulacje są w Polsce codziennością. Czy ktoś z Was myśli, że takie niszczenie wizerunku własnego państwa przez polityków udających dziennikarzy, w oparciu o permanentną manipulację, jest normalne i byłoby tolerowane w jakimkolwiek liczącym się zachodnim państwie? Czy ktoś z Was uważa, że wieczór wyborczy największego portalu w Niemczech czy Francji mógłby prowadzić dziennikarz, który pisał „Jeb.. Merkel” albo „Jeb.. Macrona”?

W związku z tym, to nie chodzi o „hungaryzację” mediów czy „niszczenie niezależnych mediów” Chodzi tylko o stworzenie systemu równowagi. Kiedy pójdzie kolejna fala ataków w stylu „PiS chce wsadzać do więzienia za Halloween” lub „Kościół to samo zło” musi powstać druga grupa mediów, która ma porównywalną siłę i jest w stanie szybko pokazać inną perspektywę. I nawet niech ktoś mi nie używa argumentu „to se stwórzcie swojego Axel Springera”.

Ponadto, w związku z pierwszym i drugim opisywanym przez mnie wektorem socjalizacji liberalno-lewicowych mediów III RP jest monopolizacja procesu „dystrybucji prestiżu”. Ogromnie ważna część dla ludzi pracujących w zawodach uznawanych za elitarne. Jednak to temat na inną dyskusję.

   Po trzecie - socjalizacja z uczelni wyższych

Zmiany przeprowadzone przez nasz rząd, niestety, umocniły (głównie na kierunkach humanistycznych) nurty lewicowe na uczelniach. Stare układy na uczelniach stały się jeszcze silniejsze kosztem uczelni ze średnich i mniejszych miast. Transfery większych środków oraz brak skutecznych reakcji na niszczenie wolności słowa tylko je ośmieliły. Doszło nawet do tego, że rzecznik dyscyplinarny uczelni Uniwersytetu Śląskiego wszczął postępowanie dyscyplinarne i zażądał kary dla prof. Ewy Budzyńskiej. Mówiła ona na wykładach m. in. o klasycznej definicji rodziny składającej się z „męża, żony, ojca, matki, dzieci, krewnych i powinowatych”, co nie spodobało się niektórym studentom. Profesor od ponad 28 lat wykłada na Uniwersytecie Śląskim socjologię rodziny. Do tego ludziom, związanym nawet luźno z obozem konserwatywnym, zamyka się możliwość kariery naukowej czego przykrą puentą była sprawa A. Zybertowicza. I jakby tego było mało, Konferencja Rektorów Akademickich zapowiada sankcje dyscyplinarne dla naukowców, którzy skrytykują ideologię LGBT. Przypominam, że uczelnie wyższe na całym świecie cieszą się względną prawną autonomią od państwa i właśnie ze względu na to, mają być bastionem wolności słowa, debat, ścierania się różnych poglądów i hipotez. Ciekawe, jak ma w takim razie wyglądać debata na polskich uczelniach np. w jednym z najistotniejszych toczących się obecnie dyskursów aksjologicznych na świecie, której centrum jest definicja rodziny, skoro jedna ze stron debaty (konserwatywna) nie możne używać swoich argumentów, bo grozi to dyscyplinarką. Do tego, rok temu Uniwersytet Jagielloński odmówił mi prawa do najmu sali (na komercyjnych zasadach), gdyż dyskusja (jak to dziwne na uniwersytecie), miała dotyczyć ideologii LGBT.

Wiecie już dlaczego po szkole średniej, gdzie serca młodych podbija „romantyzm”, najwięcej młodzieży wybierało prawicowe partie (PiS, Konfederację, wcześniej Korwina czy Kukiz15) a po uczelniach wyższych PO lub Lewicę.

   Po czwarte - socjalizacja korporacyjna

Największe na świecie firmy już powszechnie wpisują w swoje „regulaminy” czy „polityki wewnętrzne” promowanie „ideologii LGBT czy gender”. Polska niedawno tego doświadczyła w przypadku IKEA-i, gdzie zmuszano pracowników do udziału w „pogadankach” nt. „gender”, a kiedy na wewnętrznej grupie firmy, jeden z pracowników się temu sprzeciwił używając cytatu z Biblii, został wyrzucony z pracy.

Podobne polityki wewnętrzne są powszechne w małych, średnich czy dużych korporacjach ponadnarodowych, szczególnie w dużych miastach i potem trudno się dziwić, że ludzie chcąc awansować, dostosowują się do tych reguł.

   Po piąte - socjalizacja instytucjonalna

Największe organizacje na świecie tj. ONZ, UE wprost w swoich dokumentach wpisują lewicowe postulaty „genderowskie” i za każdym razem w UE, kiedy chcemy się odwołać do dziedzictwa chrześcijańskiego Europy, jesteśmy przegłosowywani, bo ważniejsze jest „dziedzictwo gender”

Dodatkowo w kluczowych dokumentach UE - liderzy partyjni przy aplauzie polskiej opozycji regularnie odwołują się do tzw. „manifestu z Vententone”, a jego autor Alterio Spinneli ma w UE status „boga”. I tam niemalże wprost, wpisuje się politykę walki z anachronizmem państw narodowych kosztem tworzenia państwa europejskiego.

   Po szóste - NGO

Ogromne pieniądze w ramach „soft power” transferowane są przez ponadnarodowe systemy. Inwestycje w organizacje wspierające nową rewolucję moralną oraz rozmontowywanie starych więzi budowanych na sile państw narodowych. Najbardziej znane są oczywiście organizacje Sorosa, który nie ukrywa nawet tego, jaki jest cel przekazywanych przez niego środków. Pomaga kupować i finansować media (w Polsce Radio Zet i media Agory), uniwersytety, buduje organizacje trzeciego sektora z potężnymi zasobami. Składa się na nie sieć finansowanych przez niego organizacji pozarządowych. Są one obecne niemal w stu krajach świata. Na pierwszy rzut oka nie są to instytucje polityczne lecz społeczne, obywatelskie czy charytatywne. Mają jednak wpływ opiniotwórczy, zasoby finansowe oraz zdolność mobilizowania zwolenników w kręgach liberalno-lewicowych (1).

Idąc właśnie tym tropem, UE stworzyła nowy program “Obywatele, Równość, Prawa i Wartości”. Miliony euro będą przekazywane właśnie na takie cele, jak wyżej. Środki transferowane do swoich organizacji pozarządowych, która mają pilnować właściwej „socjalizacji społeczeństw europejskich”

   Po siódme - kultura

To pole, na którym ciągle przegrywamy. Oczywiście, to wyjątkowo trudne zadanie, bo generalnie ludzie kultury (szczególnie masowej jak np. kinematografia), na całym świecie to w zdecydowanej większości ludzie, u których dominuje ultraliberalne podejście do kwestii obyczajowych, a już szczególnie ograniczeń wynikających z etyki chrześcijańskiej. Stąd nienawiść do prawicy, której działalność odwołuje się do tej sfery wartości. Do tego duża cześć instytucji kultury w Polsce ustrojowo jest pod nadzorem samorządów. A najważniejsze w Warszawie czy Krakowie są wśród tych najbardziej upolitycznionych. Jednak dalej uważam, że nie można tu odpuszczać. Tym bardziej, że najbardziej masowej narzędzia socjalizacji w tej sferze tj. Netflix, Amazon i HBO GO znane są z nachalnej promocji poprawności politycznej oraz lewicowej rewolucji moralnej. Dlatego potrzeba tu zmian strukturalnych i instytucjonalnych oraz mądrego planu na dialog z tymi, którzy chcą w nim uczestniczyć (tu jestem, niestety, umiarkowanym optymistą).

Podsumowując, te wszystkie elementy bardzo rozbudowanej, agresywniej, wrogiej lewicowej socjalizacji społeczeństwa, plus presja kulturowa na postępującą sekularyzację i laicyzacja, jako moda w mediach społecznościowych spowodowały zmiany, których efekty widzimy w decyzjach wyborców. Ta wroga socjalizacja zatruwa każdego roku dużą cześć Polaków, głównie młodych . Niestety, nie widzę tu tamy instytucjonalnej i przemyślanej alternatywy. I nie zdziwmy się, jak retoryka ludzi pokroju R. Trzaskowskiego będzie za chwilę trafiała nie do 48% ale np. do 51% społeczeństwa, a w kolejnym roku do 11 czy 12 mln ludzi i prawica za chwilę, zostanie zepchnięta do długoletniej defensywy, z której jednym wyjściem będzie zgoda na te antywartości. Tak niestety stało się z konserwatywną partią (!) w Wielkiej Brytanii, która do szkół wprowadza obowiązkowe nauki gender czy chrześcijańskimi (?) demokratami w Niemczech, którzy zgadzają się już na adopcje dzieci przez pary homoseksualne.

   Proces „Uplatfarmianie PiS-u”

Obóz prawicy ma przeciwko sobie ogromną, świetnie zorganizowaną i sfinansowaną z zewnętrznych środków armię (opisałem to we fragmencie zamieszczonym wyżej), dlatego bardzo istotne jest to, żeby wszyscy ludzie, którzy są w naszym środowisku, mieli pewność, że ideowo (przynajmniej, jeśli chodzi o rdzeń) są po naszej stronie. Problem polega na tym, że od kiedy mainstream w naszym ośrodku tworzy „nowa ekipa”, ludzie którzy chcą działaniami bronić takich wartości, jak społeczna nauka kościoła, rodzina czy w końcu reforma państwa, są wyzywani od „jakobinów”, „jastrzębi” czy w najlepszym przypadku radykałów. Wyzywają mnie i tak już nasi przeciwnicy i nie wiem, dlaczego pozwolono na to, aby również takie postawy stały się czymś normalnym w naszym obozie? Dlatego osoba, która wierzy w to, że trzeba mocno bronić naszych wartości (czasem i ramionami), często przestaje czuć się komfortowo w obozie, który nazywa się „Zjednoczona Prawica”? Dlaczego np. „ziobryści” są lżeni w mediach przez innych, oczywiście „anonimowych polityków”, bo MS zajmuje się np. wspieraniem organizacji chrześcijańskich, wydawaniem publikacji o ideologii „gender” czy prowadzeniem polityki historycznej w „Muzeum Żołnierzy Wyklętych”? Dlaczego ludzie ideowi, którym i tak już niełatwo żyje się w dużych miastach (są wyzywani na ulicach i mediach III RP), każdego tygodnia są jeszcze poniżani przez „własne elity”? Stworzono u nas jakiś system kozetki, na której co jakiś czas trzeba się spowiadać ze swojej prawicowości, bo to „szkodzi kampanii jednej czy drugiej”. Tymczasem fakty są takie, że Andrzej Duda wygrał wybory głosami prawicy (w drugiej turze mobilizacja wschodu i mniejszych ośrodków oraz największy przepływ z Konfederacji, a pełna porażka w „centrum” Kosiniaka czy Hołowni). Najlepszy wynik PiS-ZP w historii to 45,38% w wyborach do PE (nazywanych dla PiS najtrudniejszymi), kiedy przekaz był do końca „prawicowy”, a twarzami kampanii byli ludzie wyzywani od „jastrzębi”. Chwilę później, w lepszych dla nas profilowo wyborach do Sejmu nie dość, że wynik był gorszy, to jeszcze ta „mądrzejsza” retoryka wprowadziła do Sejmu Konfederację (która w wyborach do PE nie przekroczyła progu) oraz odpuszczanie spraw „cywilizacyjnych”, co z kolei otworzyło lewicy drogę powrotu do parlamentu.

Znam wielu wyborców i zwykłych działaczy, którzy właśnie ze względu na nurty „uplatfarmiania” naszego obozu odeszli do Konfederacji, bądź byli zdemobilizowani podczas ostatnich rywalizacji wyborczych.

   Dokąd prowadzisz Polskę Zjednoczona Prawico?

Każdy w naszym środowisku powinien się zastanowić, dlaczego lewicowa ideologia podbija umysły młodych i mieszkańców miast? Czy dlatego, że ich liderzy się jej wstydzą? Czy może dlatego, że o nią bezwzględnie walczą? A potem nasz obóz musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce być „prawicą retoryczną” czy prawdziwą.

To dylemat, który jest obecny w naszym politycznym środowisku od 2015 roku. Mianowicie, czy wielkim wysiłkiem i siłą rzeczy z problemami, mamy reformować państwo i walczyć o naszą cywilizację? Czy na agendę wrzucić politykę „ciepłej wody w krainie 2” i uznać, że walka cywilizacyjna jest już przegrana (bo cały zachód przegrał, to my też przegrany - to niestety słyszałem już wielokrotnie w naszym obozie) i zająć się tylko „utrzymaniem sterowności państwa” wg bieżących potrzeb. A w sprawach wrażliwych, jak: sądy, media, uczelnie wyższe, kultura dogadać się z układem III RP, a wszystko domknąć koalicją z PSL (które wiadomo, że będzie przeciwko dużym reformom 3RP). Czyli „uplatformić” nasz obóz i z głowy.

Czytałem ostatnio wywiad z belgijskim intelektualistą, prof. Davidem Engelsem, który mówi: „Wyemigrowałem z Belgii do Polski nie tylko ze względów zawodowych, ale też dlatego, że w zachodniej Europie spodziewałem się kryzysu (wartości). Takiego, który nastąpi dość szybko i pogrąży Zachód na co najmniej kilka lat. Chciałem zadbać o bezpieczeństwo mojej rodziny, dopóki był na to czas. I wybrałem Polskę.”

Ja mam naprawdę silne przekonanie, że my nie musimy być kserokopiarką Europy. Polska właśnie może się wyróżnić obroną tradycyjnych wartości, do których więcej ludzi będzie ciągnąć z całego świata widząc szaleństwo lewicowej ideologii, która odbiera im np. wolność do wychowania dzieci. Każdego miesiąca do Polski przyjeżdżają rodziny, które uciekały przed szalejącymi lewicowymi instytucjami państwa, które odbierają dzieci z ideologicznych pobudek. Jestem dziś przekonany, że twarda i zdecydowana obrona polskich wartości jest najlepszą inwestycją w naszą przyszłość. Powiem więcej, my jako ojczyzna Jan Pawła II mamy szczególne zobowiązanie do obrony chrześcijańskich wartości i wierzę, że to właśnie od Polski może rozpocząć się powrót do wartości w całej Europie. Bo tak jak marksizm skompromitował się i upadł, taki sam los, prędzej czy później, spotka neomarksizm. I Polska wtedy z naszym a „niezapożyczonym” duchem, znów może odegrać swoją ważną rolę w historii. Wkrótce będziemy obchodzić 100-lecie „Bitwy Warszawskiej”, jednej z najważniejszych bitew w historii, która zmieniła losy świata. My, Polacy (nie urzędnicy z Holandii czy Luksemburga), uratowaliśmy Europę przed bolszewizmem, mimo, że niewielu dawało nam szansę. Teraz możemy uratować cywilizację europejską, stając się jej kolebką.

   Naprawę potrzebujemy więcej wiary w Polskę!

Prawica, jeśli chce odbić duszę miast, lepiej wykształconych, musi nie tylko skutecznie powstrzymać ekspansję neomarksistowskiej trucizny do obszarów, które opisałem, ale również sama przedstawić ambitną wizję Polski. Nie „ciepłą wodę w kranie 2”, nie „uplatfarmianie” ale wizję rozwoju Polski odważnej, z charakterem i dumnej z własnego kodu kulturowego. Polski, która zostawia rolę „kserokopiarki UE” i zacznie być liderem. Tak jak kiedyś Polska Jagiellonów była liderem, miała charakter i kulturowe przewagi konkurencyjne, które były jej siła napędową.

Więc co robić, aby zdobyć serca młodych i miast? Tak, jestem zwolennikiem walki we wszystkich wymienionych bitwach, w których na razie wygrywa lewica. Potrzebne są zmiany w mediach, równowaga w instytucjonalnej dystrybucji prestiżu, mocne inwestycje w trzeci sektor broniący tradycyjnych wartości, walka o instytucje kultury, dokończenie reformy wymiaru sprawiedliwości i rozpoczęcie (sic!) zmian na uczelniach wyższych, do tego oferta dla młodych (mieszkania), nie dać lewicy zabrać naturalnego dla konserwatystów tematu „środowiska” i bardzo mocne (bez żadnego strachu przed pedagogiką wstydu) działanie w obszarze patriotyzmu. Nie tylko w sferze dialektyki, ale i realnych działań. Powiedzmy sobie szczerze to, że nas obóz nie może się zdecydować czy dryfuje bardziej w kierunku mainstreamu czy idzie pod prąd. Być może również to było przyczyną, że obchody 100-lecia (!) niepodległości były, mówiąc eufemistycznie „takie sobie, a zbliżająca się rocznica 100-lecia jednego z największych zwycięstw Polaków w historii, niestety, również nic na to nie wskazuje, że będzie wydarzeniem, o którym cały świat usłyszy.

Jaka więc odpowiedź na tytułowe pytanie: dokąd idziesz? Która droga najlepsza dla Polski? Mocna drogą wartości. Kultura, media, etyka chrześcijańska, trzeci sektor, reformy państwa, dbałość o środowisko, patriotyzm. Jaka jest alternatywna droga? Przymilanie się do mainstreamu, bycie „fajnym”, dostosowanie się do trendów sekularyzacyjnych, „bycie jak druga strona”, dogadywanie się z „układem” i koalicja z PSL-em. Do tego postępujące „rozmycie ideowe” i realizowanie programu „ciepłej wody w kranie”. Zdecydowanie nie! Musimy podjąć walkę o odzyskanie ducha i polskich wartości dla naszej młodzieży. Tych polskich wartości, które 100 lat temu „nad Wisłą” zmieniły losy świata.

(1) Kim jest George Soros, uważający siebie za „kogoś w rodzaju boga, stwórcy wszystkiego“

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/511281-quo-vadis-zjednoczona-prawico

Radio Maryja

Kluczowym pytaniem pozostaje to, czy jest w ogóle jakaś cena, którą możemy zapłacić za polską suwerenność – powiedział w poniedziałek europoseł Patryk Jaki, b. wiceminister sprawiedliwości, odnosząc się do powiązania funduszy unijnych z praworządnością.

W czwartek Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Europarlamentu przy sprzeciwie europosłów Prawa i Sprawiedliwości, przyjęła raport krytykujący stan praworządności w Polsce.

Europoseł Patryk Jaki, który zasiada w powyższej komisji, odnosząc się w poniedziałek do tego raportu zaznaczył, że w dokumencie można przeczytać m.in. o tym, że łamaniem praworządności w Polsce jest zmiana przepisów dotyczących Trybunału Konstytucyjnego czy nowelizacje ustaw o: służbie cywilnej, policji, prokuraturze, a także zmiana rozporządzenia wykonawczego do ustawy o prokuraturze, czy zmiany przepisów dotyczących RPO oraz ustaw „dokonujących gruntownej reorganizacji sądownictwa”.

„Trzeba by w ogóle zapytać czy Polacy mają jeszcze prawo do ustanawiania własnego prawa w jakiejkolwiek dziedzinie” – zaznaczył Patryk Jaki.

W ocenie Patryka Jakiego, według autorów raportu, łamaniem praworządności w Polsce jest „normalne realizowanie programu politycznego”. „To by oznaczało, że Polacy tracą wpływ na to, co dzieje się we własnym państwie, w kluczowych obszarach, które definiują to państwo” – powiedział. Dodał, że chodzi o: kulturę, edukację, bezpieczeństwo, redystrybucję środków i wymiar sprawiedliwości.

„Kluczowym pytaniem pozostaje, czy jest w ogóle jakaś cena, którą możemy zapłacić za Polską suwerenność” – ocenił Patryk Jaki. Europoseł przypomniał, że podobne rozwiązania prawne w zakresie sądownictwa funkcjonują w innych krajach UE.

„Przypomnę, że autorem tego raportu jest były minister sprawiedliwości w Hiszpanii, w której Krajową Radę Sądownictwa wybiera się w dokładnie w taki sam sposób jak w Polsce. I w Polsce jest to łamanie praworządności, a w Hiszpanii nie” – zaznaczył Patryk Jaki. Z kolei w Niemczech – jak wskazał europoseł – sędziowie „w ogóle nie mają decydującego wpływu na wybór sędziów, a często jest tak – jak było ostatnio – że polityk prosto z Bundestagu został jednym z szefów Trybunału” – powiedział.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/p-jaki-kluczowym-pytaniem-pozostaje-to-czy-jest-cena-ktora-mozemy-zaplacic-za-nasza-suwerennosc

Zespół wPolityce.pl

„Veto albo śmierć! Za każdym razem, kiedy pojawia się mechanizm „praworządności” - veto” - pisze Patryk Jaki w kontekście trwającego szczytu UE w sprawie budżetu.

Europoseł we wpisie na Facebooku przekonuje, że polski rząd nie może zgodzić się na powiązanie unijnego budżetu z przestrzeganiem praworządności. Rozpoczyna się właśnie kluczowy dla przyszłości Polski szczyt europejski. Elity UE próbują powiązać budżet z praworządnością, co oznacza całkowitą zmianę ustrojową w UE. Zmianę idącą dużo dalej niż zmiana z „Nicei” na „Lizbonę”. Obecna zmiana jest dużo gorsza, ponieważ oznacza obezwładnienie Polski we wszystkich obszarach będących egzemplifikacją jej suwerenności. Traktat Lizboński ma jeszcze jakieś ramy blokujące napaść instytucji UE na naszą podmiotowość. Wskazuje obszary wyłączne, dzielone i te, które zostają w gestii państwa członkowskiego. Zaznacza gdzie swobodnie mogą poruszać się instytucje unijne, a gdzie ostatnie słowo ma tylko rząd Polski wybierany w demokratycznych wyborach (choć niestety i tu coraz mocniej instytucje UE naciągają zasady) — wskazuje Jaki.

Dalej europoseł wskazuje zagrożenia dla Polski, które związane byłyby z przyjęciem takiego rozwiązania.

Nowa zmiana ustrojowa tzn. powiązanie wypłaty środków z praworządnością niszczy te zasady i ustala nowe bez zmiany traktatów. Dlaczego? Kluczowa jest tu definicja „praworządności” przyjęta we wczorajszym raporcie PE dot. procedury z art. 7 wobec Polski. Według tej definicji łamaniem praworządności w Polsce jest np:

— jakakolwiek zmiana w wymiarze sprawiedliwości w stosunku do stanu zastanego w 2015 r.
— Brak „edukacji seksualnej” i polityki wobec „gender i LGBT” w oświacie wg. definicji PE
— Przyjęcie lokalnych „kart rodziny” (!) w polskich samorządach
— Brak zgody na obronę dobrego imienia Polski(instrumenty cywilne będące prawem każdego w państwie demokratycznym im przeszkadzają!)
— Brak przyjęcia uchodźców
— Brak zgodny na aborcję bez żadnych ograniczeń
— Brak finansowania z budżetu państwa wszystkich organizacji lewackich wskazanych przez PE
— Istnienie telewizji publicznej w wersji innej niż chce PE etc… — wylicza Patryk Jaki.

Polityk Zjednoczonej Prawicy podkreśla, że powiązanie unijnego budżetu z praworządnością będzie jednoznaczne z ograniczeniem suwerenności Polski. Uważam, że nie ma takich pieniędzy, które może nam proponować niemiecka prezydencja na rozpoczynającym się szczycie, za zgodę na związanie „sznurkiem praworządności” polskiej suwerenności. 700 mld czy 70 bilionów? Żadnych srebrników. Tym bardziej, że co z tego, że najpierw otrzymamy 700 mld, a potem pod byle pretekstem (ponieważ np. nie ma takiej edukacji jak chce UE), będzie je można nam odebrać — wskazuje.

W związku z powyższym Veto or muerte! Veto albo śmierć! Za każdym razem, kiedy pojawia się mechanizm „praworządności” - veto. Nie ma takich środków, za które Polska mogłaby dać związać sobie ręce w kształtowaniu samodzielnej polityki — kończy swój wpis Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/509749-mechanizm-praworzadnosci-w-ue-jaki-veto-albo-smierc