Przeskocz do treści

Jan Bujak

V. Rozdwojenie Bukowiny w wyniku drugiej wojny światowej i jego następstwa dla Bukowińczyków narodowości polskiej

Trzy kwartały po rozdrapaniu Polski przez Niemcy i Związek Sowiecki podobny los spotkał Bukowinę, której północną część zagarnął Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, południową pozostawiając przy Rumunii. Wskutek tego wielu Polaków pełniących funkcje urzędowe w Rumunii oraz ziemianie uszli do Rumunii. Pozostali na miejscu doświadczyli losu charakterystycznego dla obywateli radzieckiego totalitaryzmu. Jednych wywieziono na Syberię (15), innych rozmaitymi środkami naglono do kołchozów, wszystkim utrudniano praktyki religijne, m.in. młodzież szkolną zmuszano do udziału w lekcjach w dni świąteczne, jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Równocześnie tajemnie przygotowywano listy Polaków do kolejnych deportacji. W tym czasie nie działały żadne organizacje polskie, a ich wcześniejszy dorobek w znacznej części został rozproszony lub zniszczony.

W przeciągu kilku miesięcy rozwinęła się niemiecka akcja propagandowa zmierzająca do repatriacji Niemców. Ponieważ część Polaków znajdowała się w mieszanych związkach małżeńskich z Niemcami, u schyłku 1940 r. wraz z Niemcami opuściła Bukowinę. Do Niemiec wyjechali też Polacy obawiający się aresztowania i zsyłki „na białe niedźwiedzie”. Od jesieni 1940 do 1946 katolikami na północnej Bukowinie byli wyłącznie Polacy. Być może ta sprawa inaczej wyglądała na Bukowinie południowej, gdzie może ktoś z Niemców nie uległ nachalnej agitacji i pozostał w Rumunii. Jest pewne, że wskutek akcji wyjazdowej do Niemiec znowu skurczyła się liczba Polaków na Bukowinie.

Po najeździe niemieckim 22 czerwca 1941 r. na ZSRR północna Bukowina ponownie wróciła pod rumuńskie panowanie. Ale to panowanie zdecydowanie różniło się od rządów króla Karola II. Rumunia sprzymierzona z Niemcami zmieniła stosunek do Polaków, a ponieważ toczyła wojnę z Sowietami powoływała do wojska również Polaków będących rumuńskimi obywatelami. Tym spośród nich, którzy władali językiem niemieckim, stwarzano możliwość służby w wojsku niemieckim. Jak na ironię udało się niektórych zbałamucić i ubrać w mundury niemieckie. Ta współpraca niemiecko-rumuńska zaowocowała m.in. aresztowaniem wielu Polaków za patriotyczną działalność w okresie przedwojennym i po niemiecko-radzieckim najeździe na Polskę. Ofiarami tej współpracy padło też kilku polskich księży, m.in. długoletni waszkowiecki proboszcz i działacz narodowy ks. Marceli Zawadowski, czerniowiecki proboszcz parafii ormiańskokatolickiej i działacz polski okresu międzywojennego ks. prałat Andrzej Łukasiewicz. Dla pierwszego z nich pobyt zakończył się śmiercią. Nie wiadomo, ilu Polaków zginęło w więzieniach, a ilu na frontach.

Ostatecznie sojusz rumuńsko-niemiecki zakończył się fatalnie dla Rumunii, północnej Bukowiny i zamieszkujących ją Polaków, którzy wiosną 1944 r. ponownie znaleźli się pod rządami bolszewickimi. Wkrótce potem także na północnej Bukowinie zaczęły się nieliczne banderowskie mordy na Polakach i napady na majątki i obiekty przemysłowe – puszczane z dymem. Noce rozświetlane łunami pożarów przez długi czas wytrącały Polaków ze snu i budziły powszechną trwogę. Tymczasem władze radzieckie zarządziły pobór do wojska, pozostawiając w domach starców, kobiety z nieletnimi dziećmi i młodzieżą. Przez dłuższy czas nie był znany los powołanych do wojska, aż w końcu okazało się, iż oni znaleźli się w wojsku polskim. To z czasem dało podstawę do ubiegania się o wyjazd ich rodzin do Polski.

Poza tym życie biegło zwyczajnym trybem realnego komunizmu. Rodziny pozbawione sprawnych mężczyzn obciążano podatkami i obowiązkowymi dostawami (zboża, mięsa, nabiału i innych płodów rolnych) przekraczającymi rzeczywiste możliwości. Do tego dochodziły: nocne wyłapywanie młodzieży obojga płci do pracy w Dombasie, brak skutecznej ochrony przed banderowcami, ograniczenie swobody poruszania się (na każde oddalenie się z miejsca zamieszkania należało uzyskać jednorazową przepustkę). Okoliczności doprowadziły do tego, że kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu do Polski, w pierwszym rzędzie rodziny wojskowe nie bez rozterek (16) zgłosiły się do komisji ewakuacyjnej. Potem uczynili to inni, tak że w przeciągu lat 1945-1946 transportami wyjechało przynajmniej 10573 Polaków, po których na Bukowinie północnej pozostały tylko ich majątki wartości 3332837 rubli, w tym ponad 1666,41 ha ziemi oraz 294088 budynków wartości 3281225 rubli, kościoły, kaplice i cmentarze oraz znacznie mniej liczni rodacy (17), częstokroć w małżeństwach mieszanych. Zdarzały się przypadki, że rodzice z częścią dzieci pozostawali, podczas gdy reszta potomstwa wyjeżdżała do Polski, skazując się na długotrwałe rozstanie bez możliwości kontaktowania się z rodzinami. Polacy pozostali na Bukowinie do 1990 nie liczyli się jako odrębność narodowa. Zarówno po stronie ukraińskiej jak i rumuńskiej polskość i wiarę katolicką zachowywali dzięki nielicznym księżom i prywatnym zabiegom. Dopiero po 1990 r. zaistniała możliwość tworzenia narodowych organizacji i uczenia się języka polskiego.

suczawaNa Bukowinie północnej powstało Towarzystwo Kultury Polskiej im. Adama Mickiewicza, na Bukowinie południowej – Związek Polaków w Rumunii, który nawiązawszy do dawniejszych tradycji rozwinął działalność w skali całej Rumunii, od przeszło dwudziestu lat wydaje czasopismo Polnus, które informuje o życiu bieżącym Bukowińczyków, a od 2009 publikuje miesięcznymi odcinkami Kronikę bukowińskich Polaków. Jak niegdyś Czerniowce, tak obecnie Suczawa (fot. Suczawa, za: Wikipedią) jest głównym ośrodkiem życia polskiego na Bukowinie i w całej Rumunii, czego wyrazem są corocznie urządzane suczawskie Dni Polskie a w ich ramach sympozja naukowe, owocujące tomami drukowanych materiałów.

bukowinalubanZgoła inaczej miała się sprawa Bukowińczyków z południowej części. Tam akcja ewakuacyjna odbywała się na odmiennych warunkach, rozpoczęła się później i trwała dłużej. Ostatecznie Polacy z całej Bukowiny zostali osiedleni na ziemiach odzyskanych, czyli głównie na Dolnym Śląsku, w Lubuskiem i na Pomorzu Zachodnim. Z kresów jagiellońskich zostali przerzuceni na kresy zachodnie Rzeczypospolitej. Dwa transporty, jeden z Żadowy i okolic pod koniec 1945 r. oraz drugi ze Stróżeńca na początku 1946 r. dotarły do Lubania (fot. "Bukowina ocalona od zapomnienia", za: luban.pl). Przybysze z pierwszego osiedlili się głównie w Pisarzowicach, z drugiego – w Uniegoszczy i Lubaniu. Ile ich przybyło transportami, a ile w inny sposób, np. mężczyźni zdemobilizowani z wojska polskiego czy przebywający w Niemczech od 1940 r., tego niepodobna obliczyć bez szczegółowych badań dokumentacji archiwalnej.

polonusKilka wzmianek powyżej wskazuje, że bukowińskie społeczeństwo polskie było zróżnicowane.

W Czerniowcach i pomniejszych miastach znajdowali się ludzie z wyższym i średnim wykształceniem: lekarze, farmaceuci, prawnicy, ekonomiści, inżynierowie, technicy, duchowni, nauczyciele, rzemieślnicy różnych zawodów pełniący ważne funkcje państwowe i samorządowe, w miasteczkach i na wsiach przede wszystkim rolnicy, rzemieślnicy i nieliczne jednostki inteligencji – ogromny potencjał intelektualny, zawodowy i majątkowy (fot. Okładka "Polonusa" z 2013 roku, za: dompolski.ro).

(15) Jako jeden z typowych a tragicznych przypadków przytoczyć można sprawę dwu rodzin Czmilaków ze Stróżeńca. Najpierw trzej kilkunastoletni chłopcy, Wawrzyniec, syn Józefa i Marii, Bronisław i Władysław, synowie Franciszka i Heleny zostali skazani na obozy za próbę ucieczki do Rumunii, a potem rodziców dwu synów wysłano na Syberię względnie do Kazachstanu. Wszelki ślad po trzech młodzieńcach zaginął.

(16) Powodem rozterek było to, że bukowińscy Polacy posiadali własne nieruchomości. W miastach byli właścicielami domów jednorodzinnych, wielorodzinnych kamienic, willi i pałaców; na wsiach – wielkich majątków ziemskich z obszernymi zabudowaniami dworskimi lub różnej wielkości gospodarstw włościańskich. Pozostawienie cennego wielopokoleniowego dorobku bez jakiejkolwiek rekompensaty nie przychodziło łatwo, zwłaszcza iż nikomu nie udzielano gwarancji uwłaszczenia na terenie Polski mającej odzyskać niepodległość. Jednakże w końcu górę brało polskie poczucie narodowe i świadomość, że pod rządami komunistycznymi nie ma żadnych widoków na polepszenie bytu.

(17) Tutaj należy zauważyć, że na 12019 zgłoszonych do wyjazdu z północnej Bukowiny aż 1446 z rozmaitych względów ostatecznie nie ruszyło się z miejsca.

Zakończenie

Krótki zarys kilkuwiekowych dziejów naszych rodaków bukowińskich pokazuje, iż nie tylko zdołali zachować tożsamość narodową, ale i godnie walczyli o odzyskanie niepodległego państwa polskiego. Wytrwałą pracą i przelaną krwią w walkach dali podstawę do wniosku: Odkąd Polska Polską, a Bukowina Bukowiną, obie te krainy z polskości słyną.

Bibliografia załącznikowa

Emil Biedrzycki: Historia Polaków na Bukowinie. Kraków 1973.
Jan Bujak: Bukowina – rzymskokatolickie obiekty sakralne. [w:] Świat relacji polsko-rumuńskich. Suceava 2012, s. 319-336.
Jan Bujak: Bukowińczycy na miarę czasów. Życie i działalność księży polskich na Bukowinie [w:] Polonus. Wydanie specjalne. Suceava 2003, s. 33-50.
Jan Bujak: Bukowińczycy na miarę czasów [w:] Bliżej siebie. Relacje polsko-rumuńskie. Suceava 2003, s. 232-242.
Jan Bujak: Czasopiśmiennictwo Polaków bukowińskich wobec napaści niemiecko-radzieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. [w:] Druga wojna światowa na tle stosunków polsko-rumuńskich. Suceava 2000, s. 90-112.
Jan Bujak: Czytelnia Polska w Nowej Żadowie (1907-1945) [w:] Annales Universitatis Pedagogicae Cracoviensis. Kraków 2009, s. 245-257.
Jan Bujak: „Gazeta Polska” 1883-1914. Kraków 2013.
Jan Bujak: Ksiądz infułat Wojciech Grabowski – superior Księży Misjonarzy, proboszcz w Kaczyce. [w:] Kontakty polsko-rumuńskie na przestrzeni wieków. Suceava 2001, s. 125-131.
Jan Bujak: Migracje Bukowińskich Polaków w latach 1939-1950 [w:] We wspólnocie narodów i kultur. Suceava 2008, s. 15-27.
Jan Bujak: „Nowa Polska” (Bukareszt-Czerniowce 1939-1940). Rocznik Historii Prasy Polskiej. 2005 T. 8, z. 2, s. 71-98.
Jan Bujak: Polacy w 600-leciu Czerniowiec [w:] Relacje polsko-rumuńskie w historii i kulturze. Suceava 2010, s. 365-398.
Jan Bujak: Święta Anna. Kraków 2005
Jan Bujak: Wyboista droga oświaty polskiej na Bukowinie [w:] Polacy z Bukowiny. Żary 2002, s. 131-141.
Jan Bujak: Z dziejów Kościoła katolickiego na Bukowinie. [w:] Bukowina po stronie diałogu. Sejny 1999, s. 164-175.
Jan Bujak: Zaczyny dziennikarstwa polskiego na Bukowinie. Kraków 2006.
Grzegorz Cicimirski: Polacy na Bukowinie i zadania oświatowe TSL. Kraków 1907.
Anna Danilewicz: Z rumuńskiej Bukowiny na Dolny Śląsk. Kraków 2004.
Kazimierz Feleszko: Bukowina moja miłość. T. 1-2. Warszawa 2002.
s. Teresa Frącek RM: Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w latach 1939-1945. Warszawa 1981.
Eugeniusz Kłosek: Świadomość etniczna i kultura społeczności polskiej we wsiach Bukowiny rumuńskiej. Wrocław 2005.
Marius Petraru: Polacy na Bukowinie w latach 1775-1918. Kraków 2004.
Polacy w Rumunii mówią o sobie. Wybór, opracowanie tekstu, przypisy i wstęp Anna Mamulska. Lublin, Leszno 2000.
Otton Mieczysław Żukowski: Bukowina pod względem topograficznym, statystycznym i historycznym ze szczególnym uwzględnieniem żywiołu polskiego. Czerniowce, Lwów 1914.

Notatka biograficzna

Jan Bujak urodził się 16 maja 1935 r. w rodzinie polskiej w Nowej Żadowie na Bukowinie, która w tym czasie należała do Królestwa Wielkiej Rumunii. Tutaj w atmosferze katolickiej i polskiej przeżył pierwszych 10 lat swojego żywota, pokoju i wojny, będąc uczestnikiem życia środowiska polskiego i świadkiem uchodźstwa polskiego w 1939 r, dwukrotnego zajęcia Bukowiny przez Czerwoną Armię (koniec czerwca 1940 i wiosna 1944 r.) oraz bolszewickich represji w latach 1940-1941 i 1944-1945. Pod koniec 1945 r. jako członek licznej rodziny przybył do Lubania i osiadł w Pisarzowicach. Po edukacji podstawowej i średniej (Pisarzowice, Lubań), studiach polonistycznych na Uniwersytecie Wrocławskim w charakterze profesora języka polskiego pracował w szkołach Oleśnicy, Lubania i Krakowa (LO, ZSZ, Technikum Ekonomiczne i Włókienniczo Mechaniczne, 1958-1976), a następnie po uzyskaniu stopnia doktorskiego (1974) jako adiunkt Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (1976-2000). Oprócz zajęć dydaktycznych z różnych przedmiotów prowadził badania naukowe. Współpracował z redakcjami Polskiego Słownika Biograficznego, Zeszytów Prasoznawczych, uczestniczył w krajowych i międzynarodowych konferencjach naukowych, od 1999 r. aż dotąd wygłasza referaty na sympozjach corocznie organizowanych przez Związek Polaków w Rumunii. Jego aktywność badawcza zaowocowała powstaniem Fundacji Bukowińskiej Bratniej Pomocy, licznymi publikacjami w popularnych (np. Kronika bukowińskich Polaków w suczawskim Polonusie) i specjalistycznych wydawnictwach naukowych oraz kilkoma książkami.

mariamachl1Maria Machl

30 października z inicjatywy p. Macieja Wojciechowskiego wyruszyła z Krakowa do Lwowa wycieczka, której celem było uczczenie 95 rocznicy walk o Lwów i 55-lecie Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Uczestnikami wyprawy byli również klubowicze z Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

krakowiecZatrzymaliśmy się tuż za granicą - w dawnej miejscowości letniskowej - w Krakowcu. Wznosi się tu XVIII-wieczny kościół św. Jakuba z unikatową fasadą. Niestety, jego wnętrze znajduje się w całkowitej ruinie. Z kolei na krakowieckim cmentarzu zachowało się wiele śladów polskości - stare krzyże, piękne nagrobki, kapliczka. Przed figurą Matki Boskiej z Dzieciątkiem zniszczonej przez kule niemieckich żołdaków zmówiliśmy krótką modlitwę i udaliśmy się do Brzuchowic pod Lwowem, gdzie mieliśmy noclegi w gościnnym Domu Pielgrzyma przy Wyższym Seminarium Duchownym. Miejsce okazało się niezwykle urokliwe, ustronne, otoczone lasem.

kkgpimjkWieczorem wzięliśmy udział w uroczystej gali z okazji 55-lecia Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, na którą przybyli najwyżsi przedstawiciele władz Polski na Ukrainie - ambasador i konsul. Świat artystyczny reprezentował  m.in. Andrzej Seweryn. Razem z p. Maciejem Wojciechowskim miałam przyjemność złożyć życzenia, w imieniu Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki polskim aktorom i podziękować Im za krzewienie polskości. Kwiaty złożyliśmy na ręce najstarszego aktora, a zarazem przyjaciela naszego Klubu - p. Jana Tyssona.

lwowzaNastępnego dnia udaliśmy się do kościoła św. Marii Magdaleny, gdzie pod przewodnictwem arcybiskupa metropolity lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego została odprawiona msza św. w intencji absolwentów, uczniów i pedagogów Szkoły im. św. Marii Magdaleny. Szkoła, założona w 1816 roku, za czasów sowieckich została pozbawiona patronki. Nosiła numer 10. Dziś imię patronki zostało przywrócone.

Po mszy św. i akademii szkolnej mieliśmy czas na zwiedzanie Lwowa. Przy pięknej, słonecznej pogodzie poznawanie tak wspaniałego i tak bardzo polskiego miasta było prawdziwą przyjemnością.

lwowjtOd godzin popołudniowych aż do wieczora oprowadzał nas p. Jan Tysson, który z niespożytą siłą i ze swadą dzielił się z nami swoją ogromną wiedzą o Lwowie.  Mogliśmy podziwiać piękno Katedry Łacińskiej, Kościoła Jezuitów, Katedry Ormiańskiej, Cerkwi Przemienienia Pańskiego. Zajrzeliśmy do Cerkwi Wołoskiej i Kościoła św. Andrzeja, zachwycaliśmy się uroczymi kamieniczkami przy Rynku, uliczkami i zaułkami Lwowa. Chłonęliśmy atmosferę tego niezwykłego miasta.

Ostatni dzień naszej wyprawy - 1 listopada - to 95 rocznica heroicznej Obrony Lwowa i dzień Wszystkich Świętych. W tym dniu, pełnym zadumy i refleksji oddaliśmy hołd bohaterom i zapaliliśmy znicze na Cmentarzu Obrońców Lwowa w Brzuchowicach. Pod bardzo zniszczonym i zaniedbanym Pomnikiem Obrońców Lwowa w Rzęsnej Polskiej złożyliśmy kwiaty od Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki w Krakowie.

lwowcjZnicze zapaliliśmy także na Cmentarzu Janowskim, gdzie znajdują się kwatery Obrońców Lwowa, niestety również zaniedbane. W okresie II Rzeczypospolitej władze polskie wybudowały kwatery Strzelców Siczowych, naszych przeciwników. Obecnie kwatery te są wyeksponowane i zadbane. Groby naszych bohaterów zdewastowane i w ruinie...

Z uwagi na bardzo napięty program wyprawy, mogliśmy tylko "przebiec" przez sale Galerii Sztuki, gdzie właśnie odbywała się wystawa malarstwa dwóch znakomitych malarzy lwowskich - Antoniego i Kajetana Stefanowiczów. Ogromny żal, że u nas są tak mało znani, ale podobno ta wystawa ma trafić także do Krakowa...

Cmentarz Łyczakowski zachwycił nas swoim niepowtarzalnym pięknem: usytuowany na licznych pagórkach, zachwycający wspaniałymi nagrobkami przy krętych alejkach - zniewala urokiem. Wśród starych drzew zabytkowej nekropolii można podziwiać kapliczki, obeliski, zabytkowe rzeźby. Na tym, jednym z najstarszych cmentarzy w Europie, założonym w 1786 roku spoczywają wybitni przedstawiciele naszego Narodu: pisarze - Maria Konopnicka, Władysław Bełza, Seweryn Goszczyński, Gabriela Zapolska, matematyk - Stefan Banach, malarz - Artur Grottger i wielu innych wybitnych przedstawicieli rodzin lwowskich.

lwowcoOsobną część Cmentarza Łyczakowskiego stanowi Cmentarz Orląt Lwowskich. Tu w kaplicy stojącej na szczycie wzniesienia odprawił Mszę Świętą arcybiskup metropolita lwowski Mieczysław Mokrzycki. W znajdujących się poniżej kaplicy katakumbach, złożyliśmy kwiaty przy kwaterze najmłodszych bohaterów Obrony Lwowa. Na Cmentarzu Orląt Lwowskich groby są zadbane, na wszystkich płoną znicze, ale widok Pomnika Chwały pozbawionego kolumnady, zniszczonej przez sowieckie czołgi w 1971 r. po prostu zasmuca.

Po wszystkich cmentarzach oprowadzał nas niestrudzony p. Jan Tysson, któremu jesteśmy ogromnie wdzięczni. Ale podziękowania należą się przede wszystkim organizatorowi wyprawy, p. Maciejowi Wojciechowskiemu, autorowi tego bardzo napiętego programu - wróciliśmy do Krakowa bogatsi w wiedzę o Kresach i miłość do Lwowa.