Przeskocz do treści

waclawkujbidafotoWacław Kujbida

Ottawski protest przed siedzibą Ambasady Federacji Rosyjskiej w solidarności z Majdanem pod nazwą i hasłem "Kreml – przestań szkodzić Ukrainie" odbył się 12 lutego. Zorganizowała go społeczność ukraińsko-kanadyjska i tak, jak i w poprzednim proteście - w wyrazie solidarności - wzięli w nim udział członkowie Klubu Gazety Polskiej z Ottawy:

http://www.tvniezaleznapolonia.org/ottawa-protest

waclawkujbidafotoWacław Kujbida

W dniu 29 stycznia w Ottawie miał miejsce protest, polityczny wiec i marsz zorganizowany przeciwko brutalności reżimu Janukowicza, w solidarności z wydarzeniami na Ukrainie a także jako wystąpienie do Rządu Kanady o wprowadzenie sankcji ekonomicznych i ograniczeń wizowych jako odpowiedź Kanady na próby tłumienia demokracji na Ukrainie.

Protest, który zorganizowała kanadyjsko-ukraińska społeczność rozpoczął się przed gmachem Parlamentu Kanady a następnie dotarł do siedzib Unii Europejskiej oraz Ambasady Ukrainy w Ottawie. Oprócz Kanadyjczyków ukraińskiego pochodzenia, najliczniej reprezentowaną drugą grupą etniczną była Polonia reprezentowana przez Klub Gazety Polskiej Ottawa oraz również, przez pojedynczych mieszkańców polskiego pochodzenia z Ottawy. Równie licznie poparli to polityczne wystąpienie politycy z urzędującego obecnie, konserwatywnego Gabinetu Rządowego Kanady jak i posłowie Parlamentu Kanady.

Z ramienia rządu wystąpili między innymi:
- James Bezan, Parlamentarny Sekretarz Ministra Obrony Kanady, Partia Konserwatywna,
- Jason Kenney, Minister Pracy, Rozwoju Społecznego i Wielokulturowości, Partia Konserwatywna,
- Chris Alexander, Minister Spraw Obywatelskich i Imigracji, Partia Konserwatywna.

Parlament Kanady reprezentowali:
- Paul Dewar, Kanadyjska Nowa Partia Demokratyczna
- Marc Garneau, poseł Partii Liberałów
- Ted Optiz, przewodniczący Kanadyjsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej, konserwatysta.
- Paggy Nash, wiceprzewodnicząca Parlamentarnej Komisji Finansów. Nowa Partia Demokratyczna.
- Władysław Lizoń, poseł Partii Konserwatywnej Kanady
- Eve Adams, partia Konserwatywna.

Protest prowadził Taras Zalusky, przewodniczący Kanadyjskiego Kongresu Ukraińskiego w Kanadzie.

http://www.tvniezaleznapolonia.org/kanada-w-solidarnosci-z-majdanem

Jan Bujak

V. Rozdwojenie Bukowiny w wyniku drugiej wojny światowej i jego następstwa dla Bukowińczyków narodowości polskiej

Trzy kwartały po rozdrapaniu Polski przez Niemcy i Związek Sowiecki podobny los spotkał Bukowinę, której północną część zagarnął Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, południową pozostawiając przy Rumunii. Wskutek tego wielu Polaków pełniących funkcje urzędowe w Rumunii oraz ziemianie uszli do Rumunii. Pozostali na miejscu doświadczyli losu charakterystycznego dla obywateli radzieckiego totalitaryzmu. Jednych wywieziono na Syberię (15), innych rozmaitymi środkami naglono do kołchozów, wszystkim utrudniano praktyki religijne, m.in. młodzież szkolną zmuszano do udziału w lekcjach w dni świąteczne, jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Równocześnie tajemnie przygotowywano listy Polaków do kolejnych deportacji. W tym czasie nie działały żadne organizacje polskie, a ich wcześniejszy dorobek w znacznej części został rozproszony lub zniszczony.

W przeciągu kilku miesięcy rozwinęła się niemiecka akcja propagandowa zmierzająca do repatriacji Niemców. Ponieważ część Polaków znajdowała się w mieszanych związkach małżeńskich z Niemcami, u schyłku 1940 r. wraz z Niemcami opuściła Bukowinę. Do Niemiec wyjechali też Polacy obawiający się aresztowania i zsyłki „na białe niedźwiedzie”. Od jesieni 1940 do 1946 katolikami na północnej Bukowinie byli wyłącznie Polacy. Być może ta sprawa inaczej wyglądała na Bukowinie południowej, gdzie może ktoś z Niemców nie uległ nachalnej agitacji i pozostał w Rumunii. Jest pewne, że wskutek akcji wyjazdowej do Niemiec znowu skurczyła się liczba Polaków na Bukowinie.

Po najeździe niemieckim 22 czerwca 1941 r. na ZSRR północna Bukowina ponownie wróciła pod rumuńskie panowanie. Ale to panowanie zdecydowanie różniło się od rządów króla Karola II. Rumunia sprzymierzona z Niemcami zmieniła stosunek do Polaków, a ponieważ toczyła wojnę z Sowietami powoływała do wojska również Polaków będących rumuńskimi obywatelami. Tym spośród nich, którzy władali językiem niemieckim, stwarzano możliwość służby w wojsku niemieckim. Jak na ironię udało się niektórych zbałamucić i ubrać w mundury niemieckie. Ta współpraca niemiecko-rumuńska zaowocowała m.in. aresztowaniem wielu Polaków za patriotyczną działalność w okresie przedwojennym i po niemiecko-radzieckim najeździe na Polskę. Ofiarami tej współpracy padło też kilku polskich księży, m.in. długoletni waszkowiecki proboszcz i działacz narodowy ks. Marceli Zawadowski, czerniowiecki proboszcz parafii ormiańskokatolickiej i działacz polski okresu międzywojennego ks. prałat Andrzej Łukasiewicz. Dla pierwszego z nich pobyt zakończył się śmiercią. Nie wiadomo, ilu Polaków zginęło w więzieniach, a ilu na frontach.

Ostatecznie sojusz rumuńsko-niemiecki zakończył się fatalnie dla Rumunii, północnej Bukowiny i zamieszkujących ją Polaków, którzy wiosną 1944 r. ponownie znaleźli się pod rządami bolszewickimi. Wkrótce potem także na północnej Bukowinie zaczęły się nieliczne banderowskie mordy na Polakach i napady na majątki i obiekty przemysłowe – puszczane z dymem. Noce rozświetlane łunami pożarów przez długi czas wytrącały Polaków ze snu i budziły powszechną trwogę. Tymczasem władze radzieckie zarządziły pobór do wojska, pozostawiając w domach starców, kobiety z nieletnimi dziećmi i młodzieżą. Przez dłuższy czas nie był znany los powołanych do wojska, aż w końcu okazało się, iż oni znaleźli się w wojsku polskim. To z czasem dało podstawę do ubiegania się o wyjazd ich rodzin do Polski.

Poza tym życie biegło zwyczajnym trybem realnego komunizmu. Rodziny pozbawione sprawnych mężczyzn obciążano podatkami i obowiązkowymi dostawami (zboża, mięsa, nabiału i innych płodów rolnych) przekraczającymi rzeczywiste możliwości. Do tego dochodziły: nocne wyłapywanie młodzieży obojga płci do pracy w Dombasie, brak skutecznej ochrony przed banderowcami, ograniczenie swobody poruszania się (na każde oddalenie się z miejsca zamieszkania należało uzyskać jednorazową przepustkę). Okoliczności doprowadziły do tego, że kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu do Polski, w pierwszym rzędzie rodziny wojskowe nie bez rozterek (16) zgłosiły się do komisji ewakuacyjnej. Potem uczynili to inni, tak że w przeciągu lat 1945-1946 transportami wyjechało przynajmniej 10573 Polaków, po których na Bukowinie północnej pozostały tylko ich majątki wartości 3332837 rubli, w tym ponad 1666,41 ha ziemi oraz 294088 budynków wartości 3281225 rubli, kościoły, kaplice i cmentarze oraz znacznie mniej liczni rodacy (17), częstokroć w małżeństwach mieszanych. Zdarzały się przypadki, że rodzice z częścią dzieci pozostawali, podczas gdy reszta potomstwa wyjeżdżała do Polski, skazując się na długotrwałe rozstanie bez możliwości kontaktowania się z rodzinami. Polacy pozostali na Bukowinie do 1990 nie liczyli się jako odrębność narodowa. Zarówno po stronie ukraińskiej jak i rumuńskiej polskość i wiarę katolicką zachowywali dzięki nielicznym księżom i prywatnym zabiegom. Dopiero po 1990 r. zaistniała możliwość tworzenia narodowych organizacji i uczenia się języka polskiego.

suczawaNa Bukowinie północnej powstało Towarzystwo Kultury Polskiej im. Adama Mickiewicza, na Bukowinie południowej – Związek Polaków w Rumunii, który nawiązawszy do dawniejszych tradycji rozwinął działalność w skali całej Rumunii, od przeszło dwudziestu lat wydaje czasopismo Polnus, które informuje o życiu bieżącym Bukowińczyków, a od 2009 publikuje miesięcznymi odcinkami Kronikę bukowińskich Polaków. Jak niegdyś Czerniowce, tak obecnie Suczawa (fot. Suczawa, za: Wikipedią) jest głównym ośrodkiem życia polskiego na Bukowinie i w całej Rumunii, czego wyrazem są corocznie urządzane suczawskie Dni Polskie a w ich ramach sympozja naukowe, owocujące tomami drukowanych materiałów.

bukowinalubanZgoła inaczej miała się sprawa Bukowińczyków z południowej części. Tam akcja ewakuacyjna odbywała się na odmiennych warunkach, rozpoczęła się później i trwała dłużej. Ostatecznie Polacy z całej Bukowiny zostali osiedleni na ziemiach odzyskanych, czyli głównie na Dolnym Śląsku, w Lubuskiem i na Pomorzu Zachodnim. Z kresów jagiellońskich zostali przerzuceni na kresy zachodnie Rzeczypospolitej. Dwa transporty, jeden z Żadowy i okolic pod koniec 1945 r. oraz drugi ze Stróżeńca na początku 1946 r. dotarły do Lubania (fot. "Bukowina ocalona od zapomnienia", za: luban.pl). Przybysze z pierwszego osiedlili się głównie w Pisarzowicach, z drugiego – w Uniegoszczy i Lubaniu. Ile ich przybyło transportami, a ile w inny sposób, np. mężczyźni zdemobilizowani z wojska polskiego czy przebywający w Niemczech od 1940 r., tego niepodobna obliczyć bez szczegółowych badań dokumentacji archiwalnej.

polonusKilka wzmianek powyżej wskazuje, że bukowińskie społeczeństwo polskie było zróżnicowane.

W Czerniowcach i pomniejszych miastach znajdowali się ludzie z wyższym i średnim wykształceniem: lekarze, farmaceuci, prawnicy, ekonomiści, inżynierowie, technicy, duchowni, nauczyciele, rzemieślnicy różnych zawodów pełniący ważne funkcje państwowe i samorządowe, w miasteczkach i na wsiach przede wszystkim rolnicy, rzemieślnicy i nieliczne jednostki inteligencji – ogromny potencjał intelektualny, zawodowy i majątkowy (fot. Okładka "Polonusa" z 2013 roku, za: dompolski.ro).

(15) Jako jeden z typowych a tragicznych przypadków przytoczyć można sprawę dwu rodzin Czmilaków ze Stróżeńca. Najpierw trzej kilkunastoletni chłopcy, Wawrzyniec, syn Józefa i Marii, Bronisław i Władysław, synowie Franciszka i Heleny zostali skazani na obozy za próbę ucieczki do Rumunii, a potem rodziców dwu synów wysłano na Syberię względnie do Kazachstanu. Wszelki ślad po trzech młodzieńcach zaginął.

(16) Powodem rozterek było to, że bukowińscy Polacy posiadali własne nieruchomości. W miastach byli właścicielami domów jednorodzinnych, wielorodzinnych kamienic, willi i pałaców; na wsiach – wielkich majątków ziemskich z obszernymi zabudowaniami dworskimi lub różnej wielkości gospodarstw włościańskich. Pozostawienie cennego wielopokoleniowego dorobku bez jakiejkolwiek rekompensaty nie przychodziło łatwo, zwłaszcza iż nikomu nie udzielano gwarancji uwłaszczenia na terenie Polski mającej odzyskać niepodległość. Jednakże w końcu górę brało polskie poczucie narodowe i świadomość, że pod rządami komunistycznymi nie ma żadnych widoków na polepszenie bytu.

(17) Tutaj należy zauważyć, że na 12019 zgłoszonych do wyjazdu z północnej Bukowiny aż 1446 z rozmaitych względów ostatecznie nie ruszyło się z miejsca.

Zakończenie

Krótki zarys kilkuwiekowych dziejów naszych rodaków bukowińskich pokazuje, iż nie tylko zdołali zachować tożsamość narodową, ale i godnie walczyli o odzyskanie niepodległego państwa polskiego. Wytrwałą pracą i przelaną krwią w walkach dali podstawę do wniosku: Odkąd Polska Polską, a Bukowina Bukowiną, obie te krainy z polskości słyną.

Bibliografia załącznikowa

Emil Biedrzycki: Historia Polaków na Bukowinie. Kraków 1973.
Jan Bujak: Bukowina – rzymskokatolickie obiekty sakralne. [w:] Świat relacji polsko-rumuńskich. Suceava 2012, s. 319-336.
Jan Bujak: Bukowińczycy na miarę czasów. Życie i działalność księży polskich na Bukowinie [w:] Polonus. Wydanie specjalne. Suceava 2003, s. 33-50.
Jan Bujak: Bukowińczycy na miarę czasów [w:] Bliżej siebie. Relacje polsko-rumuńskie. Suceava 2003, s. 232-242.
Jan Bujak: Czasopiśmiennictwo Polaków bukowińskich wobec napaści niemiecko-radzieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. [w:] Druga wojna światowa na tle stosunków polsko-rumuńskich. Suceava 2000, s. 90-112.
Jan Bujak: Czytelnia Polska w Nowej Żadowie (1907-1945) [w:] Annales Universitatis Pedagogicae Cracoviensis. Kraków 2009, s. 245-257.
Jan Bujak: „Gazeta Polska” 1883-1914. Kraków 2013.
Jan Bujak: Ksiądz infułat Wojciech Grabowski – superior Księży Misjonarzy, proboszcz w Kaczyce. [w:] Kontakty polsko-rumuńskie na przestrzeni wieków. Suceava 2001, s. 125-131.
Jan Bujak: Migracje Bukowińskich Polaków w latach 1939-1950 [w:] We wspólnocie narodów i kultur. Suceava 2008, s. 15-27.
Jan Bujak: „Nowa Polska” (Bukareszt-Czerniowce 1939-1940). Rocznik Historii Prasy Polskiej. 2005 T. 8, z. 2, s. 71-98.
Jan Bujak: Polacy w 600-leciu Czerniowiec [w:] Relacje polsko-rumuńskie w historii i kulturze. Suceava 2010, s. 365-398.
Jan Bujak: Święta Anna. Kraków 2005
Jan Bujak: Wyboista droga oświaty polskiej na Bukowinie [w:] Polacy z Bukowiny. Żary 2002, s. 131-141.
Jan Bujak: Z dziejów Kościoła katolickiego na Bukowinie. [w:] Bukowina po stronie diałogu. Sejny 1999, s. 164-175.
Jan Bujak: Zaczyny dziennikarstwa polskiego na Bukowinie. Kraków 2006.
Grzegorz Cicimirski: Polacy na Bukowinie i zadania oświatowe TSL. Kraków 1907.
Anna Danilewicz: Z rumuńskiej Bukowiny na Dolny Śląsk. Kraków 2004.
Kazimierz Feleszko: Bukowina moja miłość. T. 1-2. Warszawa 2002.
s. Teresa Frącek RM: Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w latach 1939-1945. Warszawa 1981.
Eugeniusz Kłosek: Świadomość etniczna i kultura społeczności polskiej we wsiach Bukowiny rumuńskiej. Wrocław 2005.
Marius Petraru: Polacy na Bukowinie w latach 1775-1918. Kraków 2004.
Polacy w Rumunii mówią o sobie. Wybór, opracowanie tekstu, przypisy i wstęp Anna Mamulska. Lublin, Leszno 2000.
Otton Mieczysław Żukowski: Bukowina pod względem topograficznym, statystycznym i historycznym ze szczególnym uwzględnieniem żywiołu polskiego. Czerniowce, Lwów 1914.

Notatka biograficzna

Jan Bujak urodził się 16 maja 1935 r. w rodzinie polskiej w Nowej Żadowie na Bukowinie, która w tym czasie należała do Królestwa Wielkiej Rumunii. Tutaj w atmosferze katolickiej i polskiej przeżył pierwszych 10 lat swojego żywota, pokoju i wojny, będąc uczestnikiem życia środowiska polskiego i świadkiem uchodźstwa polskiego w 1939 r, dwukrotnego zajęcia Bukowiny przez Czerwoną Armię (koniec czerwca 1940 i wiosna 1944 r.) oraz bolszewickich represji w latach 1940-1941 i 1944-1945. Pod koniec 1945 r. jako członek licznej rodziny przybył do Lubania i osiadł w Pisarzowicach. Po edukacji podstawowej i średniej (Pisarzowice, Lubań), studiach polonistycznych na Uniwersytecie Wrocławskim w charakterze profesora języka polskiego pracował w szkołach Oleśnicy, Lubania i Krakowa (LO, ZSZ, Technikum Ekonomiczne i Włókienniczo Mechaniczne, 1958-1976), a następnie po uzyskaniu stopnia doktorskiego (1974) jako adiunkt Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (1976-2000). Oprócz zajęć dydaktycznych z różnych przedmiotów prowadził badania naukowe. Współpracował z redakcjami Polskiego Słownika Biograficznego, Zeszytów Prasoznawczych, uczestniczył w krajowych i międzynarodowych konferencjach naukowych, od 1999 r. aż dotąd wygłasza referaty na sympozjach corocznie organizowanych przez Związek Polaków w Rumunii. Jego aktywność badawcza zaowocowała powstaniem Fundacji Bukowińskiej Bratniej Pomocy, licznymi publikacjami w popularnych (np. Kronika bukowińskich Polaków w suczawskim Polonusie) i specjalistycznych wydawnictwach naukowych oraz kilkoma książkami.

Kraków, 25 listopada 2013 roku

zprplogoSzanowni Państwo,

Od trzech lat toczy się cichy, sejmowy bój o wprowadzenie w życie obywatelskiego projektu „Ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób pochodzenia polskiego deportowanych i zesłanych przez władze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich”. Już dwukrotnie w Sejmie RP wszystkie partie poparły ten projekt, jednak nadal w ramach podkomisji prace nad ustawą nie wyszły poza przeczytanie kilku pierwszych artykułów. Obecnie ten obywatelski  projekt ma być całkowicie odrzucony. W jego miejsce wejść ma „Ustawa o stwierdzaniu polskiego pochodzenia i repatriacji”. To projekt całkowicie odmienny tematycznie i zakresowo. Niestety odrzuca on wszystkie rozwiązania wspomagania powrotu zesłańców oraz ich potomków z Kazachstanu proponowane przez projekt obywatelski. Ogranicza się tylko do rozwiązań i działań zawartych w dotychczasowej ustawie repatriacyjnej.

Projekt „Ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób pochodzenia polskiego deportowanych i zesłanych przez władze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich” powstał jako efekt prac Wspólnoty Polskiej, Związku Repatriantów RP oraz środowisk związanych z problematyką, tworzących zespół powołany przez ówcześnie kierującego Wspólnotą Polską Macieja Płażyńskiego. Akcja zbierania podpisów wspierana przez lokalne oddziały Wspólnoty Polskiej, krajowe struktury NSZZ „Solidarność”, osoby prywatne oraz redakcje licznych czasopism i gazet, doprowadziła do zebrania ponad 250 tysięcy podpisów pod projektem, co dało możliwość złożenia ustawy do Sejmu, jako projektu obywatelskiego. Niestety, mimo poparcia wszystkich partii, ten projekt nie wyszedł poza prace w podkomisji.  W  dodatku, decyzją rządu i MSW, ma on być całkowicie odrzucony i zastąpiony „Ustawą o stwierdzaniu polskiego pochodzenia i repatriacji”.

Przypomnijmy, że nasi rodacy zostali przesiedleni na azjatyckie stepy Kazachstanu z najdalszych terenów Kresów Wschodnich (Żytomierszczyzna, Kamieniec Podolski, Berdyczów) w 1936 roku, w ramach oczyszczania granicy Związku Sowieckiego. Było to preludium, do tzw. „operacji polskiej” przeprowadzonej w ZSRS w latach 1937-38 w ramach, której to zamordowano 111 tys. Polaków i osób posiadających związki z polskością, ponad 60 tyś. osób zesłano do łagrów, przy czym równocześnie do łagrów trafiły żony polskich „wrogów narodu”, a tysiące dzieci - ofiar represji wobec Polaków – wysłano do domów dziecka na przymusową rusyfikację.

Obecnie w Kazachstanie żyje wedle różnych szacunków od 36 tysięcy osób deklarujących swą polska narodowość (spis powszechny 2009) do nawet ok. 100 tys. osób posiadających polskie korzenie.

Najwięcej polskich repatriantów w Rosji i Niemczech

W ciągu ostatnich kilkunastu lat tysiące Polaków zostało przyjętych w ramach akcji repatriacyjnej przez Federację Rosyjską oraz w ramach łączenia rodzin przez Republikę Federalną Niemiec (Polacy bardzo często mieszkali we wsiach z zesłanymi tam Niemcami). Należy przy tym pamiętać, że do Polski w ramach programu rządowego „Rodak” zezwala się rocznie na przyjazd zaledwie kilku rodzinom.

Obywatelski projekt ustawy z 2010 r. miał zmienić tę zadziwiająca sytuację, że najwięcej polskich repatriantów trafia do Rosji i Niemiec, a nie do swojej ojczyzny. Na wzór niemieckiego pojęcia zadośćuczynienia, zamierzaliśmy wspomagać powroty osób, które do tej pory nie miały nigdy szansy powrotu z zesłania czy przesiedlenia. Należy tu nadmienić, że konsulaty polskie wydały (głównie w Kazachstanie) tysiące oficjalnych dokumentów, w których Państwo Polskie przyrzekło zesłańcom politycznym i ich potomkom powrót do ojczyzny, potwierdzając ich polską narodowość. Dla zdecydowanej większości obietnice te nigdy nie zostały zrealizowane. Otwarte pozostały tylko drzwi do Rosji i Niemiec.

Ustawa o pochodzeniu

W obecnej chwili w ramach prac podkomisji sejmowej strona rządowa odrzuciła ostatecznie, pomimo dwukrotnej aprobaty przez wszystkie partie na posiedzeniach sejmu, rozwiązania zawarte w obywatelskiej propozycji ustawy o powrocie Polaków z Kazachstanu, wprowadzając na to miejsce całkowicie odmienny tematycznie i zakresowo projekt „Ustawy o stwierdzaniu polskiego pochodzenia i repatriacji” opracowany przez MSWiA. Rządowy projekt stanowić ma realizację 52 artykułu Konstytucji RP, gdzie w podpunkcie 5 przyrzeka się prawo do osiedlenia na stałe w Polsce dla osób pochodzenia polskiego. W swych podstawach propozycja rządowa odwołuje się do rozwiązań zawartych w projekcie „Ustawy o stwierdzaniu pochodzenia polskiego” opracowanych już w 2007 roku. W tamtym okresie zaopiniowanej pozytywnie przez Radę Legislacyjną ustawie o stwierdzaniu pochodzenia nie nadano jednak dalszego biegu legislacyjnego w sejmie.

W ramach projektu strona rządowa odrzuca wszystkie rozwiązania wspomagania powrotów zesłańców oraz ich potomków z Kazachstanu proponowane prze komitet obywatelski, ograniczając się tylko do rozwiązań i działań zawartych w dotychczasowej ustawie repatriacyjnej.

Strona rządowa stanowi, jako główny element własnej ustawy o pochodzeniu, rozwiązania prawne związane z nową definicją pochodzenia polskiego mającą obowiązywać również w innych aktach prawnych np. w Karcie Polaka, co prowadzić ma do wyparcia istniejącego tam obecnie pojęcia przynależności do Narodu Polskiego. Podstawę dla otrzymania dokumentu o pochodzeniu polskim wydawanego przez konsula RP we wszystkich państwach świata, stanowić ma posiadanie w przeszłości obywatelstwa polskiego przez zainteresowanego lub jego wstępnych (niezależnie od ich wcześniejszej narodowości ) do 3-4 pokolenia (np. dwu pradziadków wnioskodawcy lub jeden dziadek), którzy opuścili granice RP. O dokument mówiący o pochodzeniu polskim ubiegać mogą się oczywiście również osoby narodowości polskiej, posiadające przodków narodowości polskiej.

Warto zwrócić uwagę na nowy element polityki przyznawania pochodzenia polskiego, otóż starający się o dokument nie muszą wykazać się znajomością języka polskiego, ani wiedzą o historii i kulturze Polski, czy kultywowaniem polskich zwyczajów, co wymagane było i jest nadal w formie egzaminów od potomków polskich zesłańców żyjących w Kazachstanie czy od starających się o Kartę Polaka na terenie byłego ZSRS. Przyznanie polskiego pochodzenia leżeć ma w wyłącznej dyspozycji konsula. Nie przewiduje się żadnych ciał kontrolnych czy odwoławczych, jakie funkcjonują w podobnych aktach prawnych (np. Rady ds. Uchodźców w ramach „Ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej”).

Przywileje ustawy o pochodzeniu

Wystawiony przez konsula dokumento pochodzeniu polskim daje pełne prawo przyjazdu do Polski w wybranym przez zainteresowanego momencie, do osiedlenia się na jej terenie oraz otrzymania w ciągu dwu lat obywatelstwa. Należy tu nadmienić, że w Kazachstanie wydano tysiące dokumentów potwierdzających polską narodowość zesłanych oraz gwarantowano powrót do Ojczyzny, jednak od 13 lat Państwo polskie nie wywiązało się z takich obietnic. Dokument o pochodzeniu polskim równocześnie stanowi podstawę do otrzymania szeregu przywilejów. Bezpośrednio po przybyciu na teren RP posiadacz dokumentu ma prawo do nieodpłatnego pobierania nauki w ramach państwowych placówek szkolnictwa wyższego, ma również prawo do bezpłatnej służby zdrowia. Rozpoczynając naukę otrzymywać będzie stypendium socjalne. Osoby, które nie podjęły nauki ani pracy, będą miały prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Urzędnicy MSWiA w swoim projekcie przewidują również prawo do pierwszeństwa takich osób w staraniach o dostęp do państwowych i gminnych środków pomocowych w Polsce przeznaczonych na cele wspierania Polaków poza granicami. Szczególnie ciekawym przywilejem dla młodych osób, które otrzymały dokument o polskim pochodzeniu, ale nie opuściły, jest prawo do stypendiów fundowanych przez rząd polski i wypłacanych w kraju zamieszkania, w tym na studia na Zachodzie oraz na innych kontynentach. System stypendialny poza granicami na Zachodzie, darmowe nauczanie na poziomie wyższym w kraju wydawałby się całkowicie zrozumiałym w ramach akcji powrotowej skierowanej do osób młodych, którzy opuścili nasze granice po 2004 r. Równie oczywistym, w obliczu pogarszającej się sytuacji demograficznej, wydawałaby się tego typu  pomoc skierowana dla Polaków ze Wschodu pragnących osiedlić się w Polsce.

Ale tak nie jest. Pomimo tego, że po akcesji do UE opuściło Polskę około 2 mln. młodych obywateli polskich, to nie oni będą jednak beneficjentami tego systemu stypendialnego, ale potomkowie osób, które obywatelstwa RP zrzekły się lub w inny sposób je utraciły.

Podobnie dziwnym jawi się prawo do uzyskania opieki zdrowotnej, czy pierwszeństwo w dostępie do środków pomocowych w osiedleniu się, stosowane nie wobec potomków przymusowo zesłanych do Kazachstanu, przeznaczone dla osób (oraz ich zstępnych), którzy dobrowolnie i świadomie opuścili Polskę, często udając się do - w ich odczuciu - ojczystych krajów. W 4 pokoleniu osoba nie będąca Polakiem i nie posiadająca obywatelstwa oraz narodowości polskiej będzie otrzymywała stypendium z konsulatu na studia w Nowym Jorku, a w wypadku choroby może przyjechać do Polski i otrzyma świadczenia zdrowotne. Praw takich nie będą mieli jednak obywatele polscy żyjący na emigracji w tym samym mieście, ani ich dzieci. Również po powrocie „solidarnościowa” emigracja nie otrzyma świadczeń zdrowotnych, bowiem nie opłacała składek.

Polskie pochodzenie i repatriacja nie dla wszystkich

Co wydaje się być istotne, to fakt, że strona rządowa podzieliła byłych obywateli RP i PRL reglamentując prawo do uzyskania „polskiego pochodzenia” i do osiedlenia się w granicach Polski oraz do wynikających stąd przywilejów. W projekcie pozbawieni są tego prawa byli obywatele RP (i ich zstępni), którzy opuścili granice Polski w ramach tzw. umów repatriacyjnych z ZSRS w okresie od 1944 do 1957, czyli głównie osoby narodowości ukraińskiej, białoruskiej, łemkowskiej, często opuszczające Polskę pod przymusem. Wydaje się również, że wykluczeni są z prawa do pochodzenia również Polacy, którzy w ramach tych umów „opuścili” nowe granice Polski pozostając na Kresach, na swej ojcowiźnie.

Zdaniem strony rządowej opuszczenie Polski w ramach innych akcji repatriacyjnych po 1944, czy wyjazd z Polski w okresie międzywojennym oraz zrzeczenie się czy utrata obywatelstwa polskiego w innych częściach globu nie stanowi podstawy dla odmowy o ubiegania się dokument potwierdzający pochodzenie polskie i prawo do powrotu przez osoby, które opuściły Polskę oraz ich zstępnych.

Należy tu nadmienić, że w latach 1918-38 wyjechało z Polski ponad 2 mln obywateli RP różnych narodowości. Natomiast w okresie po 1944 r. oprócz przesiedleń z ZSRS, miały miejsce także inne akcje, które nazwać można repatriacyjnymi. Po powojennych przymusowych, wynikających z umów alianckich przesiedleń ludności niemieckiej w latach 1945-49, strona niemiecka nadal prowadziła akcję repatriacyjną, wspierając w kolejnych dekadach XX w. przyjazdy  etnicznych Niemców - obywateli PRL głównie do RFN oraz w mniejszym stopniu do NRD. W 1975 roku rząd polski i RFN ustalili wspólny protokół wyjazdów. W sumie w latach 1950 do 1986 do RFN przyjechało ok. 1,35 mln repatriantów. Większość przyjechała z Polski (dwie trzecie) oraz z Rumunii. W okresie powojennym szeroką akcję repatriacyjną (osiedleńczą) z terenów PRL przeprowadziło również młode państwo izraelskie. Latem 1946 roku liczbę uratowanych Żydów (głównie repatriantów z terenów ZSRR) mieszkających w Polsce szacowano na ok. 250 tys. W kilku falach repatriacji oraz w ramach nielegalnej emigracji wyjechało w okresie VII 1945 do VI 1946 ponad 47 tys., (głównie nielegalnie), od VII do XII 1946 ok. 70 tys. oraz w latach 1956 – 59 ok. 48 tys. W okresie odwilży październikowej” przybyło do PRL ok. 18 tys. repatriantów żydowskich w ramach drugiej fali powrotów z ZSRS 1957 – 59, którzy otrzymali obywatelstwo polskie, z czego wyjechało prawie 15 tys. Z historycznego obowiązku wspomnieć można również o repatriacji grecko-macedońskiej diaspory. (Polska przyjęła po wojnie domowej ok. 14 tys. Greków i Macedończyków), których większość po przemianach politycznych w Grecji w dwu falach 1964-65 oraz po 1975 opuściła Polskę.

Niełatwo jest, zatem oszacować liczbę osób starających się o dokument potwierdzający ich polskie pochodzenia, trudne jest również ocena potencjalnych kosztów, bowiem do osób posiadających niegdyś obywatelstwo polskie należy również doliczyć etnicznych Polaków np. z Brazylii (od 800 tys. do 3 mln), których przodkowie obywatelstwa polskiego nigdy nie posiadali, podobnie jak Polacy w Kazachstanie. Liczbę osób narodowości polskiej na świecie szacuje się w przedziale od 14 do 21 milionów. Ogromne i jak można przypuszczać trudne do oszacowania koszty realizacji ustawy o pochodzeniu polskim nie zrażają strony rządowej, której przedstawiciele równocześnie twierdzą, że na repatriację z Kazachstanu państwo polskie nie posiada jednak wystarczających środków. Należy tu nadmienić, że każdego roku urzędnicy MSWiA nie są wstanie wykorzystać ok. ¼ przyznanych środków na repatriację.

Prawo do osiedlenia się i otrzymanie w okresie dwu lat po powrocie pełni praw obywatelskich oraz wyborczych, wydaje się, że może rodzić również problemy związane z roszczeniami dotyczącymi zwrotu mienia i ziemi, które to dobra osoby posiadające „pochodzenie polskie” utraciły bądź pozostawiły opuszczające RP w ramach repatriacji do krajów ojczystych.

Co smutne, po tragedii smoleńskiej, w której zginął także prezes Wspólnoty Polskiej Maciej Płażyński, chcąc złożyć w sejmie ustawę i zebrać podpisy, twórcy tej ustawy udzielili zaufania i mianowali pełnomocnikiem Jego syna,  Jakuba Płażyńskiego. Obecnie jednak, bez zgody członków komitetu obywatelskiego, z nieznanych nam powodów,  popiera on odrzucenie projektu ustawy własnego ojca i wspiera nowy rządowy projekt „Ustawy o stwierdzaniu polskiego pochodzenia i repatriacji”. Tylko dzięki takiej postawie możliwe jest włączenie rządowego projektu pod obrady komisji obywatelskiego na miejsce usuniętego obywatelskiego projektu „Ustawy o powrocie”.

Jako członkowie komitetu obywatelskiego i współtwórcy projektu „Ustawy o powrocie” zwracamy się do osób, które złożyły swój podpis w 2010 r., jak również do wszystkich Polaków w kraju i poza granicami, o działania wspierające dalszą walkę o prawo do powrotu dla naszych Rodaków z Kazachstanu.

Aleksandra Ślusarek - Prezes
dr Robert Wyszyński – Członek Zarządu

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

Ostatnio miałem okazję przebywać w Izraelu przez okres bez mała dwóch miesięcy. Zobaczyłem bardzo dużo nieznanych mi dotąd miejsc. Poznałem przede wszystkim bliżej tych ludzi zarówno Izraelitów jak i Arabów mieszkających ciągle obok siebie. Piszę tak dlatego, że zarówno jedni jak i drudzy mają zupełnie inne filozoficzne spojrzenie na otaczający nas świat i jego prawdziwe problemy. Oni żyją ciągle w świecie swoich waśni i sporów. Wielka polityka ich omija (przynajmniej tych maluczkich). Ale nie polityka i polemizowanie z wielkimi tego świata jest celem tego artykułu.

pcjerozolima1Wśród wielu zabytków, a jest ich naprawdę mnóstwo z różnych epok i okresów historycznych, mniej lub więcej dla nas w Europie ważnych, wiemy gdzie jest grób Zachariasza, króla Dawida czy Absaloma, ale my - Polacy zawsze szukamy jakichś miejsc lub śladów naszej obecności na danym terenie. Czytając różne przewodniki turystyczne w tym polskie nie mogłem się doszukać miejsca i adresu polskiego cmentarza wojskowego który powstał w Jerozolimie w czasie II wojny światowej. Ponieważ jestem synem Sybiraka (moi dwaj stryjowie jako młodzi ludzie uciekając przed niechybną śmiercią w obozie pracy na Syberii wybrali morderczo trudną - dziś możemy to tak określić, drogę powrotu do Kraju, jako żołnierze wraz z armią gen. Andersa) chciałem odwiedzić to miejsce oddając hołd tym którzy zginęli za Polskę, nie doczekawszy się jej wyzwolenia. Wiemy bowiem jakie były losy armii gen. Andersa. Wiemy że nie była to kanikuła. Z opowiadań tych ludzi - weteranów tamtych dni (do dziś nam, młodszym włosy stają na głowie), wiemy jak wyglądała ich wędrówka do wolnej Polski. Tobruk (Libia), Monte Cassino to miejsca które były po drodze.

pcjerozolima2Wróćmy jednak do sedna. Na próżno szukać tej nazwy cmentarza w przewodniku, znalazłem jednak kilka adresów cmentarzy katolickich i odwiedzałem je po kolei, aż znalazłem! Nieopodal wzgórza Syjońskiego położony jest polski cmentarz wojskowy, niektórzy mówią wojenny. Trochę na uboczu nawet utrzymany w porządku i czystości, jedynie jaszczurki miały tam frajdę biegając po rozgrzanych w listopadowym słońcu kamiennych nagrobkach i wygrzewając się. Ponieważ był to Dzień Zaduszny - 2 listopada - w godzinach popołudniowych zjawiła się tam grupa ludzi mieszkających na miejscu, siostry zakonne, kilku księży i jakaś grupa pielgrzymów, która specjalnie pilnowała tej daty i godziny aby uczestniczyć w uroczystościach na cmentarzu. Jakiś cywil z ambasady polskiej z Tel-Awiwu podszedł i nieśmiało złożył kwiaty. Zrobił to tak dyskretnie że nikt, no prawie nikt, go tam nie zauważył. W tym czasie zebrani odmówili koronkę do Bożego Miłosierdzia, biskup dokonał okadzenia grobów. Jest teraz okres zadumy nad życiem i śmiercią, może warto by było też pomyśleć i o tych co z dala od Kraju poświęcili swoje często młode życie dla Polski. Niedawno było też święto narodowe. Może trochę z opóźnieniem piszę tę refleksję, ale będąc w Jerozolimie już o tym myślałem, teraz dopiero po powrocie dzielę się tymi refleksjami na gorąco. Powyżej dwa a pod linką komplet zdjęć z tej uroczystości, zapraszam do ich obejrzenia:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/26Listopada2013

mariamachl1Maria Machl

30 października z inicjatywy p. Macieja Wojciechowskiego wyruszyła z Krakowa do Lwowa wycieczka, której celem było uczczenie 95 rocznicy walk o Lwów i 55-lecie Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Uczestnikami wyprawy byli również klubowicze z Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

krakowiecZatrzymaliśmy się tuż za granicą - w dawnej miejscowości letniskowej - w Krakowcu. Wznosi się tu XVIII-wieczny kościół św. Jakuba z unikatową fasadą. Niestety, jego wnętrze znajduje się w całkowitej ruinie. Z kolei na krakowieckim cmentarzu zachowało się wiele śladów polskości - stare krzyże, piękne nagrobki, kapliczka. Przed figurą Matki Boskiej z Dzieciątkiem zniszczonej przez kule niemieckich żołdaków zmówiliśmy krótką modlitwę i udaliśmy się do Brzuchowic pod Lwowem, gdzie mieliśmy noclegi w gościnnym Domu Pielgrzyma przy Wyższym Seminarium Duchownym. Miejsce okazało się niezwykle urokliwe, ustronne, otoczone lasem.

kkgpimjkWieczorem wzięliśmy udział w uroczystej gali z okazji 55-lecia Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, na którą przybyli najwyżsi przedstawiciele władz Polski na Ukrainie - ambasador i konsul. Świat artystyczny reprezentował  m.in. Andrzej Seweryn. Razem z p. Maciejem Wojciechowskim miałam przyjemność złożyć życzenia, w imieniu Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki polskim aktorom i podziękować Im za krzewienie polskości. Kwiaty złożyliśmy na ręce najstarszego aktora, a zarazem przyjaciela naszego Klubu - p. Jana Tyssona.

lwowzaNastępnego dnia udaliśmy się do kościoła św. Marii Magdaleny, gdzie pod przewodnictwem arcybiskupa metropolity lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego została odprawiona msza św. w intencji absolwentów, uczniów i pedagogów Szkoły im. św. Marii Magdaleny. Szkoła, założona w 1816 roku, za czasów sowieckich została pozbawiona patronki. Nosiła numer 10. Dziś imię patronki zostało przywrócone.

Po mszy św. i akademii szkolnej mieliśmy czas na zwiedzanie Lwowa. Przy pięknej, słonecznej pogodzie poznawanie tak wspaniałego i tak bardzo polskiego miasta było prawdziwą przyjemnością.

lwowjtOd godzin popołudniowych aż do wieczora oprowadzał nas p. Jan Tysson, który z niespożytą siłą i ze swadą dzielił się z nami swoją ogromną wiedzą o Lwowie.  Mogliśmy podziwiać piękno Katedry Łacińskiej, Kościoła Jezuitów, Katedry Ormiańskiej, Cerkwi Przemienienia Pańskiego. Zajrzeliśmy do Cerkwi Wołoskiej i Kościoła św. Andrzeja, zachwycaliśmy się uroczymi kamieniczkami przy Rynku, uliczkami i zaułkami Lwowa. Chłonęliśmy atmosferę tego niezwykłego miasta.

Ostatni dzień naszej wyprawy - 1 listopada - to 95 rocznica heroicznej Obrony Lwowa i dzień Wszystkich Świętych. W tym dniu, pełnym zadumy i refleksji oddaliśmy hołd bohaterom i zapaliliśmy znicze na Cmentarzu Obrońców Lwowa w Brzuchowicach. Pod bardzo zniszczonym i zaniedbanym Pomnikiem Obrońców Lwowa w Rzęsnej Polskiej złożyliśmy kwiaty od Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki w Krakowie.

lwowcjZnicze zapaliliśmy także na Cmentarzu Janowskim, gdzie znajdują się kwatery Obrońców Lwowa, niestety również zaniedbane. W okresie II Rzeczypospolitej władze polskie wybudowały kwatery Strzelców Siczowych, naszych przeciwników. Obecnie kwatery te są wyeksponowane i zadbane. Groby naszych bohaterów zdewastowane i w ruinie...

Z uwagi na bardzo napięty program wyprawy, mogliśmy tylko "przebiec" przez sale Galerii Sztuki, gdzie właśnie odbywała się wystawa malarstwa dwóch znakomitych malarzy lwowskich - Antoniego i Kajetana Stefanowiczów. Ogromny żal, że u nas są tak mało znani, ale podobno ta wystawa ma trafić także do Krakowa...

Cmentarz Łyczakowski zachwycił nas swoim niepowtarzalnym pięknem: usytuowany na licznych pagórkach, zachwycający wspaniałymi nagrobkami przy krętych alejkach - zniewala urokiem. Wśród starych drzew zabytkowej nekropolii można podziwiać kapliczki, obeliski, zabytkowe rzeźby. Na tym, jednym z najstarszych cmentarzy w Europie, założonym w 1786 roku spoczywają wybitni przedstawiciele naszego Narodu: pisarze - Maria Konopnicka, Władysław Bełza, Seweryn Goszczyński, Gabriela Zapolska, matematyk - Stefan Banach, malarz - Artur Grottger i wielu innych wybitnych przedstawicieli rodzin lwowskich.

lwowcoOsobną część Cmentarza Łyczakowskiego stanowi Cmentarz Orląt Lwowskich. Tu w kaplicy stojącej na szczycie wzniesienia odprawił Mszę Świętą arcybiskup metropolita lwowski Mieczysław Mokrzycki. W znajdujących się poniżej kaplicy katakumbach, złożyliśmy kwiaty przy kwaterze najmłodszych bohaterów Obrony Lwowa. Na Cmentarzu Orląt Lwowskich groby są zadbane, na wszystkich płoną znicze, ale widok Pomnika Chwały pozbawionego kolumnady, zniszczonej przez sowieckie czołgi w 1971 r. po prostu zasmuca.

Po wszystkich cmentarzach oprowadzał nas niestrudzony p. Jan Tysson, któremu jesteśmy ogromnie wdzięczni. Ale podziękowania należą się przede wszystkim organizatorowi wyprawy, p. Maciejowi Wojciechowskiemu, autorowi tego bardzo napiętego programu - wróciliśmy do Krakowa bogatsi w wiedzę o Kresach i miłość do Lwowa.

krakowniezaleznymkInformacja własna

23 października 1870 roku założono Muzeum Polskie w Rapperswilu w Szwajcarii. Muzeum mieści się w zamku z końca XIII wieku (wzniesionym na półwyspie nad Jeziorem Zuryskim) i wydzierżawionym na 99 lat (w 1870) przez Władysława Platera.

zamekwrapperswiluPlater wyremontował będący ruiną obiekt (m.in. podwyższył piętro i pokrył całość dachem). Na przełomie XIX i XX wieku miało największą bibliotekę polską na emigracji (liczyła ok. 100 tys. druków), z bogatym zbiorem rękopisów (w tym archiwum Wielkiej Emigracji). W 1921 przeszło w dzierżawę Państwa Polskiego. W 1927 zbiory przejęło Muzeum Narodowe i Biblioteka Narodowa. Zbiory druków i rękopisów uległy zniszczeniu podczas II wojny światowej (zostały spalone przez Niemców). W 1975 muzeum zostało odtworzone (informacja i fotografia: Zamek w Rapperswilu za Wikipedią).

Dzisiaj Muzeum Polskie jest zagrożone! Oficjalne stanowisko Muzeum Polskiego w Rapperswilu wobec zamiaru jego likwidacji przez miasto i Gminę Grodzką Rapperswil znajdą Państwo tutaj:
http://www.muzeum-polskie.org/mpr/polski/oficjalne-stanowisko-muzeum.html

A dwie możliwości poparcia pozostania Muzeum Polskiego na zamku w Rapperswilu (e-mail do Miasta Rapperswil oraz petycję w sieci) tutaj:
http://www.muzeum-polskie.org/mpr/polski/poprzyj-muzeum.html

Uchwała XVIII konferencji oddziału Związku Polaków na Litwie rejonu wileńskiego „Polskie dziecko w polskiej szkole”

Ilustracjami tekstu uchwały są fotografie p. Mariana Paluszkiewicza za: http://kurierwilenski.lt/2011/09/02/polskie-szkoly-na-litwie-rozpoczely-strajk

My, uczestnicy XVIII konferencji ZPL rejonu wileńskiego „Polskie dziecko w polskiej szkole“ po omówieniu sytuacji i problemów polskiego szkolnictwa w rejonie

Stwierdzamy, że:

strajkpolskichdzieci11. Była liberalno-konserwatywna koalicja rządząca narzuciła społeczeństwu pseudoreformę, niszczącą cały system oświaty Litwy, w tym też – tradycyjny model oświaty mniejszości narodowych w naszym kraju. Obecna władza po upływie roku swojej kadencji nie uczyniła praktycznie nic w kierunku naprawienia sytuacji. Z tym nie mogą pogodzić się nauczyciele szkół z polskim językiem nauczania, a przede wszystkim uczniowie i ich rodzice (fot. Tysiące osób wyszło przed Pałac Prezydencki, aby bronić polskich szkół).

2. Absolwenci szkół polskich na Litwie dotychczas mieli dobrze opanowany litewski język państwowy, pomyślnie zdawali egzaminy maturalne z wszystkich przedmiotów w języku litewskim, pomyślnie kontynuują naukę na wyższych uczelniach i zdobywają wyższe wykształcenie. Współczynnik wstępowania absolwentów szkół polskich na wyższe uczelnie często jest wyższy od ogólnego współczynnika Republiki Litewskiej. Dążenie do uczynienia języka państwowego drugim językiem ojczystym jest absurdalne, sprzeczne z naturą, wynikami badań naukowych i zdrowym rozsądkiem.

strajkpolskichdzieci23. Popieramy działalność powstałych komitetów uczniów i rodziców, broniących swojego prawa do kształcenia dzieci w języku ojczystym. Popieramy również działania Litewskich Związków Zawodowych Oświaty, popieramy organizowane strajki i oświadczamy, że na wszystkie możliwe prawne sposoby będziemy walczyć o zachowanie dotychczasowego systemu oświaty na Litwie i tradycyjnego modelu edukacji mniejszości narodowych (fot. Dariusz Żybort nigdy nie myślał, że będzie musiał występować na wiecu).

Żądamy:

1. Natychmiastowego odwołania dyskryminujących polskie szkoły zmian w Ustawie o Oświacie w znowelizowanej wersji z 17 marca 2011 r. i przywrócenia poprzednich założeń Ustawy dotyczących szkolnictwa mniejszości narodowych.

2. Zrzeczenia się ujednolicenia egzaminu maturalnego z języka litewskiego (ojczystego) i języka litewskiego (państwowego);

strajkpolskichdzieci33. Przywrócenia egzaminu z języka ojczystego (polskiego) na listę obowiązkowych egzaminów maturalnych z wpisaniem oceny z tego egzaminu do świadectwa maturalnego oraz jej zaliczenia jako dodatkowych punktów przy wstępowaniu na studia wyższe.

4. Zaprzestania stosowania dyskryminującej praktyki priorytetu w zachowaniu szkoły litewskiej kosztem szkoły mniejszości narodowych (fot. Uczniowie szkół polskich wierzą, że władze Litwy usłyszą ich głos);

5. Poczynienia istotnych zmian obecnego systemu finansowania placówek oświatowych (metodyki koszyczka ucznia), gdyż obecny system nie spełnia swojej podstawowej funkcji – poprawy jakości kształcenia poprzez efektywne wykorzystanie środków przeznaczonych na oświatę.

Podczas zmiany niniejszego systemu należy zapewnić:

strajkpolskichdzieci41. usunięcie przesłanek do nieuzasadnionego zwiększania liczby uczniów w klasach

2. nadanie samorządom większej samodzielności w zarządzaniu finansami;

3. zwiększenie „koszyczka ucznia” o 50 proc. w szkołach mniejszości narodowych (fot. „Będziemy strajkować” — mówią polskie dzieci na Litwie);

4. zaprzestanie praktyki okrajania części „koszyczka ucznia” przydzielonej samorządom, by zapewnić w ten sposób równowagę sieci placówek oświatowych oraz gwarancje socjalno-ekonomiczne dla nauczycieli (rozporządzenie ministra nr V-899 z dn. 2012-05-30);

5. skorygowanie systemu wynagrodzeń pracy nauczycieli i innych pracowników pedagogicznych w ten sposób, by jednoznacznie została ustalona norma pedagogiczna wynosząca 18 godzin kontaktowych, co zwiększyłoby bezpieczeństwo socjalne pracowników.

Postanawiamy:

Zwrócić się do Ministerstwa Oświaty i Nauki Litwy z postulatem wprowadzenia do programów szkolnych niezbędnego dla dorastającej młodzieży przedmiotu Przygotowanie do życia w rodzinie.

Wilno, 10 czerwca 2013 r.

Za: http://www.tygodnik.lt/201324

miroslawborutaMirosław Boruta

Środowe spotkanie - 29 maja - Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki miało być w całości poświęcone co dopiero zakończonemu VIII Zjazdowi Klubów. Piszę miało, bo rozpoczęło się od opowieści naszych kanadyjskich przyjaciół z Klubu Gazety Polskiej w Ottawie pp. Elżbiety i Wacława Kujbidów (na fot. poniżej p. Elżbieta Kujbida - Telewizja Niezależna Polonia - przy pracy).

20130529ekAle opowieści o kanadyjskich Polakach i ich sukcesach (spotkania i wystawa smoleńska) i... kłopotach szybko przerodziły się w dyskusję o potrzebie mądrych działań na rzecz przyszłości zarówno Polski, jak i rodaków zamieszkałych za granicą, bo obie te kwestie bardzo mocno się ze sobą wiążą. Oczywiście wspominaliśmy także co dopiero zakończony proces o przewodniczenie „zgromadzeniu, którego nie było”, o krakowskich marszach, sobotnim (Rotmistrza Witolda Pileckiego) i niedzielnym (Dla Życia i Rodziny) ale przede wszystkim była to burzliwa dyskusja o Prawie i Sprawiedliwości a także przyszłorocznych wyborach. Jak dobrze, że mamy tak wiele pomysłów. A do ich realizacji musimy się solidnie przygotować.

No i wreszcie, na zakończenie mówiliśmy także o Zjeździe i o sytuacji mediów w Polce, zarówno tych nowych jak Telewizja Republika, jak i starszych... w tym o prostackiej postawie władz Platformy Obywatelskiej i jej akolitów wobec Telewizji Trwam.

I jeszcze linka do dziesięciu pamiątkowych zdjęć oraz niespodzianka, nadesłany ostatnio film ze spotkania, dziękujemy za niego naszym kanadyjskim Gościom:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/29Maja2013


http://www.tvniezaleznapolonia.org/z-wizyta-w-krakowskim-klubie-gazety-polskiej

miroslawborutastefanbudziaszekMirosław Boruta, Stefan Budziaszek

Od 24 do 26 maja 2013 roku w Kalwarii Zebrzydowskiej odbywał się VIII Zjazd Klubów Gazety Polskiej.

Kolejni nasi goście to: prezes Klubów Gazety Polskiej, p. Ryszard Kapuściński, pp. Elżbieta i Wacław Kujbidowie - reprezentujący Klub Gazety Polskiej w Ottawie oraz p. Ewa Sasinowska z Klubu Gazety Polskiej w Amsterdamie.


http://www.youtube.com/watch?v=MgCy4w9b4d4

(Od Redakcji): poniżej publikujemy obszerny fragment listu i notkę o Autorach (także po angielsku), a więcej informacji o sprawie Fawley Court odnależć można na: http://www.fawleycourt.info

Szanowni Państwo!

Polska społeczność w Londynie walczy obecnie przed Sądem Najwyższym Wielkiej Brytanii o równość wobec prawa i poszanowanie grobów naszych zmarłych przodków.

poloniarestituta1Dlatego zwracamy się do Was, drodzy Rodacy, z apelem o wsparcie petycji, która ma wzmocnić prośbę powódki, P. Elżbiety Rudewicz, o rewizję decyzji w sprawie bezprawnej ekshumacji Ojca Jarzębowskiego oraz być wyrazem protestu przeciwko rażąco niesprawiedliwemu i poniżającemu traktowaniu polskiej mniejszości przez brytyjski establishment polityczno-sądowy, który zaaprobował ekshumację Ojca Jarzębowskiego, wbrew jego ostatniej woli, oraz zgodził się na zniszczenie polskiego dziedzictwa narodowego w Fawley Court.

poloniarestituta2Dotyczy to nie tylko ekshumacji św. p. Ojca Jarzębowskiego, którego grób wraz z kościołem św. Anny stanowił obiekt o znaczeniu historycznym i kulturowym, ale również likwidacji muzeum o unikatowej kolekcji, niezgodnej z prawem kanonicznym desakralizacji kościoła św. Anny (zabytku klasy II) oraz samej likwidacji ośrodka Fawley Court (zabytku klasy I), który został sprzedany z naruszeniem prawa trust'u.

Poniżej link do petycji oraz ogólny opis sprawy:
http://www.change.org/en-GB/petitions/uk-ministry-of-justice-and-uk-supreme-court-stop-unlawful-exhumations-in-the-uk

“A dłużej mi zmarłym miłą być trzeba niż ziemi mieszkańcom, bo tam zostanę na wieki” (Antygona, Sofokles 441BC)

Z tych powodów zapraszamy wszystkich tych którym nie jest obojętne polskie dziedzictwo narodowe oraz los szczątków naszych zmarłych przodków do podpisania petycji do ministra sprawiedliwości oraz Sądu Najwyższego w Wielkiej Brytanii w celu poparcia wniosku Pani Rudewicz o publiczną rozprawę, która tym samym umożliwiłaby wyjaśnienie obowiązującego prawa w przedmiocie ekshumacji oraz powstrzymałaby praktykę przyznawania nieuzasadnionych licencji na ekshumacje przez władze brytyjskie.

Likwidacja Fawley Court oraz zbeszczeszczenie grobów było aktem agresji wymierzonym przeciwko całej polskiej społeczności, mającym na celu jej osłabienie – materialne i duchowe.

Wobec takich aktów agresji nie możemy pozostać obojętni, dlatego apelujemy do Was o solidarność w walce o honor i dziedzictwo narodowe oraz szacunek dla naszych duchowych liderów, którzy odeszli do wieczności.

POLONIA RESTITUTA - To fight for institutional justice, equality and fairness before the law and respect for human dignity as foundations of a democratic and civilized society. To stand up for the interests of the Anglo-Polish community in the UK, including protection of graves from unlawful disturbance and protection of heritage sites of cultural and historical significance.

Witold Rosowski*

Wystawa Katyń 1940 – Smoleńsk 2010 powstała wysiłkiem pp. Elżbiety i Wacława Kujbidów z Ottawy w Kanadzie. Państwo Kujbidowie prowadzą internetową telewizję dla Polaków – http://www.tvniezaleznapolonia.org

wystawaksnj1Wystawa pokazuje proces polityczny i kontekst historyczny, które doprowadziły do paktu Ribbentrop-Mołotow, i w następstwie tego, do ataku Niemiec na Polskę z zachodu i ataku Rosji na Polskę ze wschodu. Doszło do ludobójstwa w Katyniu, wymordowania milionów ludzi na całym świecie w trakcie wojny i w efekcie, do nowego podziału świata, w którym Polsce przypadło niewolnicze miejsce pod jarzmem sowieckim. Zbrodniczym ukoronowaniem tego procesu było doprowadzenie do katastrofy lub strącenia samolotu TU-154 ze śp. Prezydentem Polski Lechem Kaczyńskim i 95 osobami, najwyższymi funkcjonariuszami i dowódcami Państwa Polskiego.

wystawaksnj2Wystawa ta nie tylko pokazuje prawdę historyczną, fakty, które doprowadziły do II wojny światowej, ale również naocznie dokumentuje to, co stało się w Smoleńsku. Dla postronnego obserwatora jest jasne, że nie był to zwykły wypadek, zawiniony przez „niekompetentnych polskich pijanych pilotów”, jak twierdzi oficjalny rosyjski raport MAK-u, któremu przyklasnął rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, że samolot nie rozbił się o ziemię ani tym bardziej o brzozę, tylko rozpadł na części w powietrzu. Jest więc ona ważnym głosem w manipulowanym obszarze „mainstreamowych” mediów. Pokazując tę wystawę podejmujemy dyskusję z oficjalnym, zakłamanym przekazem, starając się przedstawić inną, według nas bliższą prawdy wersje zdarzeń.

wystawaksnj3I właśnie walka o prawdziwa informacje w mediach, o jakość przekazu, aby nie był on zwykłą propagandą, o powrót do etosu dziennikarskiego jaki znamy ze szkoły, przyświecała tej wystawie. Z wielką przyjemnością podjąłem się więc zadania upowszechniania i pokazywania wystawy na wschodnim wybrzeżu USA. Rozpoczęliśmy otwarciem z udziałem pp. Ewy Stankiewicz i Anity Gargas w Centrum Polsko-Słowiańskim na Brooklynie, następnie wystawa trafiła do Filadelfii, potem do New Britain w Connecticut, aby wrócić do stanu Nowy Jork do Port Washington. Być może pojedziemy też do Hartford oraz do New Jersey.

wystawaksnj4Jest jeszcze jednak inna, równie ważna przesłanka. Od 1772 roku, czyli pierwszego rozbioru Polski, wielu naszych przodków zginęło w walce o niepodległość Polski, wielu poświęciło życie dla ratowania i krzewienia kultury polskiej. Całe generacje targane wojnami, powstaniami, rewolucjami starały się o zachowanie polskiego języka, literatury, sztuki. I my teraz, żyjąc w czasach pokoju, bez walki oddajemy to, co w nas jest najcenniejsze. Wrażliwość artystyczna, kreatywność, otwartość na sztukę, były zawsze przymiotem młodych polskich powstańców, od Powstania Listopadowego aż do Powstania Warszawskiego. Wystarczy przypomnieć tylko kilku najznamienitszych: rotmistrz Witold Pilecki – studia na Akademii Sztuk Pięknych, malarstwo; major Ignacy Matuszewski, szef wywiadu w czasie wojny 1920 roku, później wywiózł polski skarb narodowy z okupowanej Polski do Francji i Anglii – studia filozoficzne w Krakowie i architektura w Mediolanie; dalej, Krzysztof Kamil Baczyński; chłopcy z Batalionu Zośka; Danuta Siedzikówna itp. Wszyscy oni kultywowali polską kulturę, sztukę, polski język, polską myśl twórczą. My znamy ich jako bohaterów z bronią w ręku, ale nie wolno nam zapomnieć, że ci młodzi ludzie marzyli o malowaniu obrazów, komponowaniu muzyki, pisaniu wierszy. Ale nie było im dane tego doczekać, bo zginęli za Polskę.

wystawaksnj5Dlatego też to właśnie na nas spada obowiązek krzewienia polskiej kultury. My nie musimy ginąć z bronią w ręku, ale musimy dbać o polską myśl, o polską sztukę, o polską kulturę i język. To właśnie my powinniśmy tworzyć wystawy, kręcić filmy, przygotowywać przedstawienia teatralne. To my, swoją działalnością twórczą powinniśmy wypełnić polskie muzea, właśnie takie jak to w Port Washington, polskie Domy Narodowe, polskie Centra Słowiańskie, galerie weteranów, instytuty historyczne. Te miejsca powinny kipieć od działalności kulturalnej. To my powinniśmy organizować i występować w akademiach, czy to poświęconych Konstytucji 3 Maja, czy Powstaniu Warszawskiemu czy Dniu Niepodległości. Przecież Nowy Jork to centrum kulturalne świata. Marzy mi się, aby stał się on też centrum polskiej kultury, kultury patriotyzmu, dbałości o tradycję, język i polską sztukę. Potrzeba nam animatorów kultury, potrzeba nam tutejszych, polskich twórców.

* Autor należy do Stowarzyszenia Solidarni2010 - Nowy Jork

Zapraszamy także do obejrzenia relacji filmowej:

http://www.youtube.com/watch?v=yWtKmcGxzOE

2 maja - Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej – polskie święto wprowadzone na mocy ustawy z 20 lutego 2004 roku, obchodzone w przeddzień 3 maja - Święta Konstytucji 3 Maja (za Wikipedią).
Zapraszamy na relację z Montrealu:


https://www.youtube.com/watch?v=d1VKWuVETYo

2 maja - Dzień Polonii i Polaków za Granicą – polskie święto obchodzone 2 maja od 2002 roku, ustanowione przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, z inicjatywy Senatu RP – w dowód uznania wielowiekowego dorobku i wkładu Polonii i Polaków za granicą w odzyskanie przez Polskę niepodległości, wierność i przywiązanie do polskości oraz pomoc Krajowi w najtrudniejszych momentach (za Wikipedią).
Zapraszamy na relację z Wilna i dziękujemy portalowi Wilnoteka 😉


http://www.youtube.com/watch?v=Sfg4Xo6zpDM

marekmariusztytkoMarek Mariusz Tytko

Bożena Pawłowska-Kilanowski – poetka emigracyjna z Kanady w PSALM-ie

28 kwietnia o godz. 19:00 w Podziemnym Salonie Artystyczno-Literacko-Muzycznym („PSALM-ie”) wystąpi niezwykły gość zza Oceanu – poetka emigracyjna – Bożena Pawłowska-Kilanowski, na spotkanie to serdecznie zapraszam. Oto garść informacji o poetce, dla przybliżenia sylwetki autorki.

Bożena Pawłowska-Kilanowski urodziła się w Pile. Ukończyła Wydział Higieny w pomaturalnym Medycznym Studium Zawodowym w Pile, pracowała w służbie zdrowia w pionie sanitarno-epidemiologicznym w ‘Sanepidzie’ w pow. Miastko. W trakcie karnawału „Solidarności”, jeszcze przed stanem wojennym (przed 13 XII 1981 r.) wyjechała do Kanady, gdzie otrzymała pozwolenie na pobyt stały. Zadebiutowała zbiorem erotyków pt: „Na pięciolinii zmysłów” (Mroków 2005). Opublikowała ponadto następujące tomiki poezji: "Spróbuj Go odnaleźć" (Poznań 2006), "Na skraju snu" (Poznań 2006), "...nie tylko deszczem..." (Poznań 2007) oraz "Babel" (Poznań 2009) z tłumaczeniami jej wierszy na dziewięć języków: angielski, francuski, hebrajski, kaszubski, litewski, niderlandzki, rosyjski, ukraiński oraz węgierski.

Jej twórczość była prezentowana na Salonach Książki Polonijnej w Wilnie (w 2005 r.), Vaudricourt we Francji (2006 r.), w Budapeszcie na Węgrzech (w 2007 r.), w Wiedniu w Austrii (w 2008 r.) oraz w Częstochowie (w 2009 r.). W październiku 2011 r. reprezentowała media polonijne z Kanady podczas Salonu Prasy Polonijnej w ramach VI Kongresu Światowego Stowarzyszenia Dziedzictwa Kulturowego Polonii w Częstochowie.

janpaweliiibpkW latach 1997 i 2002 we Włoszech była uczestniczką Letniego Uniwersytetu Kultury Polskiej w Rzymie, zorganizowanym przez Fundację Jana Pawła II. Jest członkinią tej charytatywnej organizacji, prezesem Koła Przyjaciół Fundacji Jana Pawła II w Saskatchewan w Kanadzie (fot. Bożena Pawłowska-Kilanowski na prywatnej audiencji u papieża bł. Jana Pawła II, 2002). Mieszkając z dala od Ojczyzny, stara się zachować język polski, pielęgnując go i tworząc po polsku, choć czasem pisze także wiersze w języku angielskim. Publikowała w prasie polskiej, kanadyjskiej, amerykańskiej i litewskiej. W roku 2007 r. Polonia kanadyjska w Saskatoon (w stanie Saskatchewan) wyróżniła ją dyplomem „Polakowi – Polonia” za wkład w działalność dla Fundacji Jana Pawła II oraz za współtworzenie współczesnej kultury polskiej. W 2011 r. prezydent Polskiego Uniwersytetu Ludowego w Filadelfii (Pensylwania, USA) dr Janusz Romański przyznał jej dyplom w uznaniu za wieloletni wkład pracy w integrację Polonii na świecie oraz aktywny udział w XI Salonie Prasy Polonijnej w Akademii Polonijnej w Częstochowie. W maju 2012 r. zdobyła 1. miejsce w XXXI. Międzynarodowych Mistrzostwach Polski w Poezji (Wąglany 2012).

benedyktxviibpkByła członkinią następujących towarzystw: International Society of Poets (ISP) [Międzynarodowego Stowarzyszenia Poetów (w USA)], Association of Polish Authors, Journalists and Translators [APAJTE], tj. Polskiego Stowarzyszenia Autorów, Dziennikarzy i Tłumaczy w Europie, mającego siedzibę w Paryżu, a na przełomie lat 2009-2010 weszła jako członkini do Zarządu tego stowarzyszenia (fot. Bożena Pawłowska-Kilanowski na prywatnej audiencji u papieża Benedykta XVI, 2006). Należy do Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie w Londynie. Jest także członkinią Międzynarodowego Stowarzyszenia Pisarzy, Dziennikarzy i Artystów w Malmö w Szwecji.

Jej losy poza Ojczyzną zostały opisane w jednym z rozdziałów książki dr Teresy Kaczorowskiej pt. "Dwunastu na trzynastego. Emigranci stanu wojennego" (Ciechanów 2011). Jej tomik pt. "Spróbuj go odnaleźć" to poezja, która jest wyrazem głębokich doświadczeń wiary i jej pragnienia, a jej wiersze tam zgromadzone to „przestrzeń relacji człowieka z Bogiem, człowieka z człowiekiem i człowieka z samym sobą” (jak napisał ks. Andrzej Rusak).

Na zaproszenie dra Marka Mariusza Tytko i ks. mgra Ireneusza Okarmusa – dnia 28 kwietnia 2013 r. poetka występuje w Podziemnym Salonie Artystyczno-Literacko-Muzycznym (PSALM-ie) w Krakowie przy Parafii pw. Matki Bożej Różańcowej przy ul. Nowosądeckiej 41, godz. 19.00-21.00. W ramach cyklu „Poezja religijna” w programie – wiersze patriotyczne oraz religijne gł. z tomu „Spróbuj go odnaleźć” w wykonaniu autorki oraz rozmowa na żywo o wierze, patriotyzmie i poezji emigracyjnej, którą z Bożeną Pawłowską-Kilanowski poprowadzi dr Marek Mariusz Tytko z Uniwersytetu Jagiellońskiego. To pierwsza prezentacja poezji emigracyjnej poetki w Krakowie.

Bibliografia poetycka:

1) Pawłowska-Kilanowski Bożena, „Na pięciolinii zmysłów” wyd. Wacław Majerski, Mroków 2005, s. 32.
2) Pawłowska-Kilanowski Bożena, "Spróbuj Go odnaleźć" - nakład autorski, Poznań 2006, s.80.
3) Pawłowska-Kilanowski Bożena, "Na skraju snu" - nakład autorski, Poznań 2006, s. 52.
4) Pawłowska-Kilanowski Bożena, "...nie tylko deszczem..." -nakład autorski, Poznań 2007, s 60.
5) Pawłowska-Kilanowski Bożena, "Babel", nakład autorski - Poznań 2009, s. 152.

Tłumaczenia na 9 języków; tłumacze poezji: Elżbieta Wicha-Wauben (niderlandzki), Agata Kalinowska-Bouvy  (francuski), Wojciech Piotrowicz (rosyjski i litewski), Eduardas Piurko (litewski), Zofia Bożena Sokołowska (ukraiński), Aviva Shavit-Władkowska (hebrajski), Elżbieta Adamska-Mohos (węgierski), Henryk Jerzy Musa Kot (kaszubski), Lewis Stiles, Chris Wojnarowicz (angielski).

pawelkuklaPaweł Kukla

27 lutego 2013 roku małopolscy działacze Ligi Obrony Suwerenności pikietowali przed konsulatem Republiki Federalnej Niemiec przy ulicy Stolarskiej.

Jako pierwszy głos zabrał  Adam Kukla. W swoim przemówieniu porównał on status mniejszości niemieckiej w Polsce do mniejszości polskiej w Niemczech. Niestety, Polacy mieszkający za zachodnią granicą, nie są prawnie akceptowani jako mniejszość narodowa. Tłumaczone jest to faktem, iż jest to ludność napływowa, mimo że mieszkają oni tam od kilkudziesięciu lat. Można tutaj zauważyć analogie do rządów nazistowskich Niemiec, w których również były stosowane polonofobiczne praktyki.

20130227losKolejno usłyszeliśmy odczytane oświadczenia Ligi Obrony Suwerenności (p. Krzysztof Róż), który podał przypadki mające miejsce na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Za zachodnią granicą Rzeczpospolitej w XXI wieku odbywa się proces nieustannej germanizacji polskich dzieci. Szkolnictwo średnie i wyższe jest kompletnie lekceważone (mimo, że przysługuje to każdej mniejszości narodowej), istnieją jugendamty - legalnie funkcjonujące niemieckie urzędy, które w wypadku rozwodu rodziców mieszanej narodowości, zakazują rodzicowi rozmów w języku polskim oraz jakichkolwiek wzmianek o Polsce.

W dzisiejszej erze "tolerancji i równości" nikt nie raczy wspomnieć o praktykach naszych niemieckich sąsiadów. Rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, który ma konstytucyjny obowiązek bronić praw rodaków w kraju czy poza jego granicami, nie robi tego. Liga Obrony Suwerenności nigdy nie pozwoli na dyskryminujące zachowania na naszych rodaków, gdziekolwiek oni by nie żyli.

Na zakończenie pikiety działacze małopolskiej Ligi Obrony Suwerenności oraz towarzyszący im przedstawiciele Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej i Solidarnych 2010 złożyli w konsulacie stosowne oświadczenie. W tym dniu pikiety odbyły się także w Gdańsku, Gliwicach i Opolu.

I jeszcze linka do zdjęć z pikiety:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/27Lutego2013

grzegorznieradkaZ Władysławem Grodeckim – kartografem, wielkim podróżnikiem i znanym pilotem turystycznym – rozmawia Grzegorz Nieradka.

Władysław Grodecki wędruje po świecie od 30 lat; odwiedził wszystkie kontynenty (poza Antarktydą). Przed 25 laty spędził na pustyni 18 miesięcy. W latach 1980-92 zorganizował kilka wielkich wypraw trampingowych (Skandynawia, Hiszpania, Portugalia, Turcja, Ukraina). W ostatnich 10 latach odbył 4 wielkie wyprawy w tym 3 samotne dookoła świata.

Grzegorz Nieradka: Z wykształcenia jest Pan kartografem. Zatem  Pańskie  zamiłowanie do podróży nie jest dziełem przypadku. Jak wiemy, nie podróżuje Pan jedynie palcem po mapie. Jak zaczęła się ta przygoda?

wladyslawgrodeckiWładysław Grodecki: To zapewne geny „ Bliźniaka” (ur. 27 maja) człowieka uwielbiającego ruch i przygodę. Bardzo lubiłem, sport, zwłaszcza bieganie, a w szkole ze wszystkich przedmiotów geografię. Jako dziesięcioletni, jedenastoletni chłopiec z upodobaniem kopiowałem mapy różnych krajów.  Czy to był znak?  Po latach zostałem kartografem, a to że mogłem realizować swe młodzieńcze marzenia o wielkich wyprawach, o których tyle czytałem w powieściach np. J. Verne to mniej czy bardziej szczęśliwy zbieg okoliczności. A więc  studia geodezyjne i kartograficzne na Politechnice Warszawskiej, które później umożliwiły dobrze płatną pracę i wyjazd na kontrakt do Iraku. 18 miesięczna praca na pustyni była wielką przygodą i prawdziwą szkołą przetrwania. Po powrocie do kraju przez wiele lat sprawowałem ważne funkcje w Kole Przewodników Miejskich PTTK w Krakowie (v-ce prezes ds. szkolenia i przewodniczący Komisji Wycieczek Zagranicznych). Wówczas dużo podróżowałem po Europie i Azji. Przez wiele lat uczyłem się jak tanio i ciekawie to robić, aż w 1988 r. sam zorganizowałem  wielką wyprawę dla przewodników i działaczy PTTK. Za 45 USD na osobę w ciągu 30 dni przemierzyliśmy ogromną trasę przez Finlandię, Norwegię, Szwecję, Danię, RFN i NRD. Wielu uczestników tamtej ekspedycji do dziś wspomina, że była to „Wyprawa życia”. Od tej pory niemal co roku organizowałem kilkutygodniowe wyprawy trampingowe do Turcji i innych krajów Europy i Azji. Wreszcie nadszedł 1992 r. i największe wyzwanie mojego życia (?) – półtoraroczna wyprawa dookoła świata. Choć ruszałem z pięcioma studentami miałem przeczucie, że wkrótce zostanę sam. Niestety nie myliłem się. Tylko do Indii dotarliśmy razem, gdyż jak napisał jeden z warszawskich dziennikarzy „studentom zabrakło zwyczajnego hartu ducha” i nie tylko… To było przykre doświadczenie i od tej pory wędrowałem sam!

G.N. Wielokrotnie wyruszał Pan w podróż, aby uczcić jakieś ważne wydarzenia. Co dziś musiałoby się zdarzyć, aby raz jeszcze udał się Pan w samotną podróż dookoła świata ? Czy jest coś takiego?

W.G. Zaczęło się od uczczenia 500-lecia odkrycia Ameryki w 1992 r., ale celem następnych wypraw było upamiętnianie  ważnych wydarzeń w dziejach naszej Ojczyzny: „Osiemdziesiąta rocznica bitwy warszawskiej- 2000- 2001 r.” i „Sześćdziesiąta rocznica polskiego wychodźstwa z Rosji 2002- 2003”. Wędrując po świecie staram się wszędzie, gdzie tylko to możliwe szukać polonika i cracoviana. Jako  przewodnik  turystyczny po Krakowie często słyszę od cudzoziemców: „Wy Polacy macie piękną historię!”  Niemal co roku jest jakaś ważna rocznica. W tym roku mija siedemdziesiąt lat od ”rzezi wołyńskiej”, w przyszłym roku sto lat od „Wymarszu Kadrówki” i wybuchu I wojny światowej  oraz sześćset lat od nawiązania stosunków dyplomatycznych między Lechistanem, a Osmanią (Polską i Turcją) – wydarzenia godne upamiętnienia choćby wyprawą.

G.N. Poznał Pan wiele kultur, spotykał ciekawych ludzi. Czy to wpłynęło w jakiś sposób na Pański światopogląd?

W.G. Świat jest mozaiką różnych kultur, ras, klimatów, religii, tradycji itd. Święty Augustyn powiedział: „ Świat jest księgą, człowiek, który nie podróżuje jakby czytał jedną jej stronę!” Podróże daję poczucie wolności, niezależnych sądów. Podróżnik jest obserwatorem tego co dzieje się na świecie, jest świadkiem. Zna to z własnych obserwacji, a nie z książek, czy z mediów. Wybierając się w świat dobrze odpowiednio się przygotować (to nie tylko kwestia języka, pieniędzy, czasu itd.) zainteresować się historią, religią i obyczajami danego narodu. Przygotowania najlepiej zacząć od historii swojego miasta kraju i kontynentu.  Jeśli ktoś mieszka w królewskim Krakowie i tu jest przewodnikiem turystycznym, jeśli pasjonuje się historią, historią sztuki i religią nie powinien mieć nigdzie kompleksów. Poznanie ciekawych ludzi, innych kultur, religii bardzo wzbogaca duchowo, uczy pokory, radości życia, poszanowania człowieka ze względu na to kim jest, a nie co posiada, uczy także miłości własnej ojczyzny. Im więcej podróżuję, lepiej poznaje świat, jestem bardziej dumny, że jestem Polakiem, że jestem spadkobiercą wspaniałej tysiącletniej historii naszego narodu ściśle związanej z religią katolicką.

G.N. Wszystkie podróże zaczyna Pan i kończy w Polsce. Czy wciąż odczuwa Pan swoją narodową tożsamość tak mocno czy raczej jest Pan już obywatelem świata, kosmopolitą?

W.G. Istotnie, jeśli była to wyprawa dookoła świata to wyjeżdżałem na wschód, a wracałem z zachodu i odwrotnie. Początek i koniec zawsze był pod Wawelem!  Kim się czuję? Odwiedziłem ok. 100 krajów na wszystkich kontynentach, w tym wszystkie najważniejsze  pozaeuropejskie ośrodki polonijne. Gościli mnie polscy i obcy misjonarze, przyjmowali obcy i polscy ambasadorzy, spotykałem (czasem zatrzymywałem się dłużej) średniozamożnych i bogatych Polaków, ale nigdy nie spotkałem  szczęśliwego rodaka. Wielu z nich gdy przyjeżdża nad Wisłę twierdzi, że tam w Chicago, Nowym Jorku, Melbourne, czy w Toronto udało mu się zrobić „karierę”, że jest zadowolony. Rzeczywistość jest jednak inna. Tęsknota za rodziną, przyjaciółmi ze szkoły, za lasem, łąką gdzie biegało się w dzieciństwie, za zaułkami rodzinnej miejscowości,, za kościołem gdzie była pierwsza komunia święta, za cmentarzem gdzie spoczywa dziadek i kuzynka, za polskim chlebem,  językiem w którym wypowiedziało się pierwsze słowa, w którym mama nauczyła nas pierwszej modlitwy… Życie na emigracji to życie jakby w „przedsionku”. Wśród ludzi innej kultury, religii i tradycji zawsze  będziemy obcy. Potwierdzić może to moja córka Jadwiga, która wyszła za mąż w Berlinie. Na słynnym uniwersytecie Humboldta ukończyła studia. W stolicy Niemiec  urodziły się dwie córki (Kasia osiem i Marysia dwa latka). Obie dziewczynki mają polskie obywatelstwo, a Kasia uczęszcza do polskiej (unijnej) szkoły. Kilkakrotnie w roku odwiedzają Polskę bo tu czują się znakomicie. Kasia ma wielu przyjaciół w całej Polsce. Polubiła ludzi nad Wisła, ich gościnność, serdeczność i ten nieuchwytny urok polskiej kultury i tradycji! Miałem szczęście, że mogłem obserwować zachowanie i życie „obywateli świata”, „Europejczyków”, kosmopolitów, współczuję im. W moim odczuciu to ludzie to ludzie „bezdomni.”  Mam wielu przyjaciół na całym świecie, ale wszędzie czuję się  Polakiem.

G.N. Jak obcokrajowcy reagują na widok Polaka-podróżnika? Jak nasz kraj jest postrzegany w świecie?

W.G. Niemal  wszędzie na świecie  przyjmowano mnie niezwykle serdecznie. Dla mnie o palmę pierwszeństwa w dziedzinie gościnności mogą konkurować muzułmańskie kraje Bliskiego Wschodu  z mieszkańcami Ameryki Łacińskiej. I tu i tam słowo „Polak” znaczy „dobry”, „uczciwy”, „szlachetny”, „zdolny”… Czas spędzony w Iraku,  w tym 18 miesięcy na pustyni  to była cudowna przygoda. Szczególnie wzruszająca była gościnność i serdeczność mieszkańców „otwartych przestrzeni”- Beduinów, sami niewiele mieli, ale  tym co posiadali jeszcze się dzielili. Dla Arabów w latach „siedemdziesiątych” byliśmy największymi przyjaciółmi! Niestety  później władze RP wielokrotnie ich zdradzały (np. OPERACJA „SAMUN”). Ogromnym sentymentem wspominam częste wyprawy samotne i z grupami nad Bosfor. Turcy, Kurdowie, Irańczycy to chyba najbardziej  gościnne nacje świata? To samo można powiedzieć o Pakistańczykach. Szczególną sympatią darzą nas Gruzini, którzy o śp. prezydencie Lechu Kaczyńskim mówią: to „nasz bohater narodowy”, w 2008 r. ocalił naszą niepodległość! Na znakomitą opinię o Polsce i Polakach w niektórych krajach  Afryki pracowali głównie polscy misjonarze. To oni dopisują kolejny rozdział w historii Czarnego Lądu.  Wielokrotnie bywałem w miejscach, gdzie nie było wcześniej polskiego turysty, podróżnika. Tylko w niektórych krajach europejskich spotykałem się z obojętnością, rzadziej z niechęcią. Wszędzie na świecie Polacy są postrzegani jako bardzo zdolny i pracowity i uczciwy naród. Ich największą wadą jest to, że sobie nie pomagają! Dobrą opinię o Polakach na świecie popsuła nieco tzw. emigracja  postsolidarnościowa i  polscy dziennikarze! Znamienna jest opinia wywodzącego się z arystokratycznego rodu włoskiego profesora Melzi d’Eril, który przed laty często odwiedzał Kraków. W swej książce o Polsce i Polakach podkreślał m. in. : „Polska i Polacy  byli zawsze obiektem wielkich pochwał i surowych ocen. Pozytywne cechy tego narodu, to szlachetność,  gościnność , niezwykła odwaga, wrażliwość, honor i ideowość. Negatywne to skłonność do niezgody, nieposłuszeństwa czy częsty brak realizmu. Sąsiedzi Polski, Niemcy i Rosjanie byli zawsze gotowi do formułowania złych sądów. Niemcy regularnie zarzucali Polakom improwizację, nieposłuszeństwo i złą pracę. Rosjanie ; hipokryzję i nieuczciwość. Bardziej powściągliwi byli Austriacy, ale mieli oni mniej okazji do uciskania Polaków.

G.N. Dnia 12 lutego 2013 roku w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie przy ul. Rajskiej 1 organizuje Pan wystawę „Zapomniane Dzieci”. Co jest celem tego przedsięwzięcia?

zapomnianedzieciW.G. Wystawa  zbiega się z 70  rocznicą polskiego wychodźstwa z Rosji, rocznicą skądinąd przemilczaną przez media i polityków. Ma charakter dokumentalny i refleksyjny. Jest  owocem wieloletnich wędrówek po świecie śladami polskich dzieci, uchodźców z „nieludzkiej ziemi”. Wystawa ten strumyk narracji  polskiej, poświęcona jest  przypomnieniu tamtych okropnych czasów, części naszej historii; wygnaniu, deportacji, ludobójstwu i robót przymusowych, a zwłaszcza wojennej i powojennej tułaczce, najmłodszych, niewinnych, polskich dzieci. Zamiast uczyć i bawić się beztrosko zostały w mroźną lutową noc 1940 r.  zerwane ze snu załadowane do bydlęcych wagonów i wywiezione za Koło Polarne lub na Syberię. W 1942 r. części z nich dzięki tzw. amnestii udało się opuścić to „więzienie bez krat” i znaleźć schronienie w Iranie i Indiach, a później w Palestynie, Afryce Wschodniej, Meksyku i Nowej Zelandii. Niestety nie był to kres ich tułaczki po świecie. Kolejny etap nastąpił po wojnie gdyż nie było gdzie wracać, bo ich rodzinne strony na mocy układów jałtańskich znalazły się w obrębie ZSRR.

G.N. Jak zachęciłby Pan naszych Czytelników do odwiedzenia wystawy? Czy nie uważa Pan, że nauczyciele krakowskich liceów powinni przyprowadzić tam swoich uczniów? To przecież żywa lekcja historii.

W.G. Każda wizyta na miejscu dawnego  obozu polskich sierot w Persji, Indiach, w Afryce Wschodniej, w Nowej Zelandii czy w Meksyku była dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Towarzyszyło im poszukiwanie śladów tych niewielkich polskich miasteczek,  drewnianych i murowanych baraków gdzie dzieci mieszkały, budynków szkół i kaplic, placów zabaw, lasków i łąk, miejsca spacerów, cmentarzy, pomników i płyt pamiątkowych, a co tu mówić o jakże częstych spotkaniach z mieszkańcami tych obozów, którzy pozostali na obczyźnie. To były wzruszające przeżycia. Wszyscy mimo upływu wielu lat  mówili piękną polszczyzną, wszyscy z naciskiem podkreślali, że w obozowych szkołach przygotowywano ich do powrotu do wolnej Polski, a najbardziej ulubionymi przedmiotami był język polski, geografia i historia.  Obecnie lekcje geografii w III RP  zostały zlikwidowane, a podręczniki do nauki historii pełne są „białych plam” i kłamstw. Dzieje tysięcy polskich dzieci, ich przymusowego pielgrzymstwa, pełne dantejskiego piekła, splecione z motywami nadziei i wiary, niezrozumiałe dla nich, niezrozumiałe i dla nas to część  naszej historii, najbardziej tragicznego rozdziału – II wojny światowej. Warto ją poznać od żywych świadków, niektórzy jeszcze żyją, będą na wernisażu 12 lutego.  Zapraszam!

G.N. Jakie wydarzenia planuje Pan jeszcze zorganizować? 

W.G. W kwietniu tego roku minie 100  lat od inauguracyjnego spotkania w Krakowie,  powstałego z inicjatywy  Józefa Piłsudskiego Towarzystwa Przyjaciół Turcji. W gronie założycieli byli, Leon Wasilewski (późniejszy minister  spraw zagranicznych), historyk Wacław Tokarz i dyplomata Michał Sokolnicki (Ambasador RP w  Ankarze w latach 1936-45).  W tym samym czasie w Paryżu, również z polecenia J. Piłsudskiego powstało Koło Polsko- Tureckie do, którego należał Wacław Sieroszewski, Bolesław Wieniawa- Długoszowski, Andrzej Strug i brat Józefa- Bronisław Piłsudski.   Natomiast przyszłym roku minie 600 rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych między Lechistanem, a Osmanią  (Polską, a Turcją). Do Turcji pod koniec  XX w.   zorganizowałem kilkanaście wypraw trampingowych. Dla wielu uczestników były to wielkie przygody.  Ich efektem będą  wystawy „Wyprawy sentymentalne nad Bosfor”, włączone w program obchodów  jubileuszu. A z innych wydarzeń? W czasie wakacji planuję objazd Wlk. Brytanii, a w listopadzie  kolejną wyprawę grupowa do Tajlandii, Laosu i Kambodży!

G.N. Czy jest Pan człowiekiem spełnionym? Czy jest coś czego Pan w życiu żałuje?

W.G. Nie można mieć wszystkiego w życiu! Gdy miałem 12 lat zmarła mi mama. Runął cały młodzieńczy  świat marzeń. W wieku 15 lat włożyłem plecak i ruszyłem w świat.  O wielkich wyprawach nawet nie marzyłem, zresztą przez wiele lat wyjazd na Zachód był niemożliwy.  Ukończenie  świetnych kiedyś  szkół (Technikum Geodezyjne w Jarosławiu zwane Politechniką Jarosławską i Politechnika Warszawska) dobre zdrowie, trochę talentu, determinacji i szczęścia  sprawiło, że coś udało się dokonać… Cztery wielkie, samotne wyprawy w tym trzy dookoła świata, około 100 odwiedzonych krajów i organizacja ok. 50 wypraw grupowych to osiągnięcie budzące uznanie wśród podróżników. Udało się też założyć rodzinę i  wspólnie podróżować z córką Jadzią i wnuczką Kasią. Czy to mało?

G.N. To bardzo dużo! Dziękuję za rozmowę.

W.G. Dziękuję.

1 lutego 2013 roku

OŚWIADCZENIE w sprawie odwołania ujednoliconego egzaminu z języka państwowego

My, rodzice dzieci uczęszczających do szkół z polskim językiem nauczania, wyrażamy swój kategoryczny przeciw wobec przeprowadzeniu ujednoliconego egzaminu z języka litewskiego dla abiturientów szkół z polskim i litewskim językiem nauczania.

Jesteśmy za odwołaniem artykułów Ustawy RL o Oświacie z 17 marca 2011 roku, dotyczących ujednoliconego egzaminu z języka litewskiego oraz prowadzenia wykładów z historii, geografii i wiedzy o społeczeństwie w szkołach mniejszości narodowej w języku litewskim.

mlodziezpolskaMy, rodzice uczniów szkół polskich (Polska młodzież na rozpoczęciu roku szkolnego na Litwie, fot. Włodzimierz Pac, polskieradio.pl), jesteśmy przekonani, że ani z punktu widzenia pedagogiki, ani też zdrowego rozsądku ujednolicenie nie jest możliwe. Język litewski dla osób narodowości litewskiej jest językiem ojczystym, dla pozostałych zaś wyuczonym językiem państwowym, różni się otoczenie językowe uczniów, nauczanie prowadzone jest według różnych programów i na podstawie różnych podręczników. Zdaniem lituanistów, przygotowanie uczniów do nowego egzaminu w takich warunkach, jakie mamy obecnie, jest niemożliwe, dlatego reformowanie należy rozpoczynać nie od starszych klas, lecz już od przedszkola.

Pragniemy wyrazić swoje ogromne oburzenie faktem, że nie wzięto pod uwagę naszych postulatów oraz dobra naszych dzieci i wprowadzono ujednolicony egzamin w szkołach polskich i litewskich. W sytuacji, kiedy młodzież pobierała naukę przez 11 lat na podstawie zróżnicowanych programów edukacyjnych języka litewskiego, nieludzkim jest zmuszanie naszych dzieci do składania ujednoliconego egzaminu. Karygodnym jest egzaminowanie dzieci z materiału, którego nie było w ich programie nauczania. Sporo maturzystów z pewnością zrezygnuje z państwowej matury z języka litewskiego, co zamknie im drogę na uczelnie litewskie. Wyjadą z Litwy.

pikietapolakowJesteśmy zdeterminowani walczyć o godne traktowanie naszych dzieci i nie pozwolimy ich krzywdzić. Przeprowadziliśmy strajki oraz wiece, które przeprowadzimy ze zdwojoną siłą w przypadku, gdy nasze prośby będą nadal ignorowane (fot. kurierwilenski.lt, 13 grudnia 2010).

Próba przeprowadzenia eksperymentów na naszych maturzystach powoduje napięcie emocjonalne i ogromny stres u uczniów, rodziców, jak również nauczycieli. Jeżeli nie zostanie przygotowany egzamin z języka państwowego dla szkół mniejszości narodowych, uwzględniający program dotychczasowego nauczania, nadużycia w stosunku do polskiej młodzieży zostaną zaskarżone w instytucjach europejskich. Nie chcielibyśmy tego czynić w przeddzień przewodnictwa Litwy w Unii Europejskiej. Jednakże dobro naszych dzieci jest darem nadrzędnym i będziemy bronić praw swoich dzieci do skutku.

Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie

Za: http://kurierwilenski.lt/2013/02/01/oswiadczenie-w-sprawie-odwolania-ujednoliconego-egzaminu-z-jezyka-panstwowego

miroslawborutaMirosław Boruta

14 listopada z pewnością zapisze się w historii Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej. Naszym Gościem był bowiem w tym dniu p. Dariusz Olszewski z Klubu Gazety Polskiej Chicago II, który – choć z pochodzenia wrocławianin i działacz tamtejszej, słynnej „Solidarności Walczącej” Kornela Morawieckiego – już po kilku pierwszych zdaniach stał się naszym, zdało się, znajomym od lat.

kkgp121114aSwobodny, uśmiechnięty, a jednocześnie na swój sposób wspaniale ironiczny wobec obecnych władz, przeprowadził nas ścieżkami swojego (i swojej rodziny) życiorysu przez lata osiemdziesiąte anty-PRL-owskiej opozycji, doświadczeń emigranta, aż do dzisiejszych i wciąż opozycyjnych bojów o prawdę w życiu Polski i chicagowskich Polaków. Znana nam z wielu źródeł, katastroficzna sytuacja kadrowa polskich (już chyba tylko z nazwy) placówek dyplomatycznych, pełnych reliktów dawnej epoki, ludzi szkoły antypatriotycznego lewactwa czy TW, nakazuje podjęcie natychmiastowych działań naprawczych. Polskie Chicago (fot. klubygp.pl/kluby/chicagoII), zawsze wygrywające wybory dla posłów prawicy musi zostać wzmocnione patriotyczną obsadą placówek. Może już po najbliższych wyborach?

kkgp121114bDziękujemy za to spotkanie, za wspaniały prezent, autentyczny chicagowski „transparent smoleński”, który z dumą poniesiemy w Krakowie już 10 grudnia oraz za… krótką wizytę w naszym Klubie redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, p. Tomasza Sakiewicza (fot. Jan Lorek), którą swoją obecnością i przemową nasze nowe krakowsko-chicagowskie porozumienie przypieczętował.

I jeszcze notka o naszym chicagowskim Gościu: Dariusz Olszewski (fot. poniżej Jan Lorek), ur. 13 V 1957 we Wrocławiu. Ukończył Technikum Mechaniczne nr 2 tamże (1978). Podharcmistrz w ZHP. 1978–1981 ratownik górniczy w Stacji Ratownictwa Górniczego Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi w Lubinie (1979–1981 zasadnicza służba wojskowa).

kkgp121114cOd IX 1981 w „S”. 13 XII 1981 organizator strajku w kopalni Sieroszowice, 14 XII uczestnik starć z pacyfikującymi zakład oddziałami wojska i ZOMO, zwolniony z pracy; do 1986 prace dorywcze (ratownik wodny, specjalista usług wysokościowych, nast. drukarz struktur podziemnych).

Po pacyfikacji KGHM organizator przygotowań do kolejnego strajku w kopalni, m.in. gromadził materiały wybuchowe dla potrzeb obrony zakładu. Od XII 1981 współpracownik struktury poligraficznej RKS; od I 1982 współorganizator kolportażu czasopism podziemnych w regionie. Od VI 1982 w Solidarności Walczącej; prowadził szkolenia drukarzy oraz kursy samoobrony i sztuk walki; organizator i przywódca grup stawiających czynny opór atakującym demonstracje oddziałom ZOMO. Ochroniarz przew. SW Kornela Morawieckiego i in. działaczy (m.in. Władysława Frasyniuka), organizator służby ochraniającej tajne posiedzenia przywódców SW. Po aresztowaniach 1983/1984 w SW we Wrocławiu, organizator i koordynator kolportażu prasy podziemnej na Dolnym Śląsku. Od 1984 kierował pocztą SW (projektant i drukarz znaczków). W 1986 współtwórca Niezależnej Oficyny Studenckiej. Latem 1986 2-krotnie zatrzymywany za tzw. akcje kanapkowe (akcja indywidualna: spacerowanie po ulicach z planszami zawieszonymi z przodu i na plecach), 2-krotnie skazywany przez Kolegium ds. Wykroczeń na 3 mies. aresztu z zamianą na grzywnę.

kkgp121114dOd 1986 na emigracji w USA; jeden z zagranicznych przedstawicieli SW. W 1988 organizator pobytu w USA deportowanego z Polski K. Morawieckiego. Organizator wielu demonstracji pod siedzibami ambasad PRL i ZSRS oraz wystaw i spotkań Polonii zaangażowanej w ruch solidarnościowy. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2007).

Za: Artur Adamski, http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Dariusz_Olszewski

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

14 października 2012 roku w Krakowie profesor Piotr Gliński – kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera rządu technicznego – spotkał się z nauczycielami szkół podstawowych, średnich oraz wyższych uczelni. Rozmawiano o problemach polskiego szkolnictwa w tym emigracyjnego, dla Polaków za granicą.


http://www.youtube.com/watch?v=2dCrK8G7sO8

Panorama Ottawska Telewizji Niezależna Polonia prezentuje wystąpienie dr. inż. Aleksandra Macieja Jabłońskiego – absolwenta I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie i Politechniki Krakowskiej im. Tadeusza Kościuszki, wiceprezesa Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie – który wypowiada się na temat książki „Inferno of choices”, promowanej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego:
http://www.youtube.com/watch?v=cHuDle9nRAQ

miroslawborutaMirosław Boruta

Polacy emigrowali, emigrują i będą emigrować. Podobnie jak część z nich która z Polski nigdy nie wyjechała a żyje za granicą, bo… zmieniły się granice. Jedni i drudzy stanowią niezwykle ważną część polskiego żywiołu narodowego. Dam dwa przykłady z ostatnich dni i tygodni , polscy uczeni na obczyźnie oraz polscy (polonijni?) kibice w Kanadzie.

20130208spCi pierwsi, prof. Wiesław Binienda, dr Kazimierz Nowaczyk i dr Grzegorz Szuladziński pokazali jak bardzo zakłamana jest quasinaukowa propaganda „ekspertów” komisji Jerzego Millera. Jak nisko dla pieniędzy, z tchórzostwa i strachu o stołki można upaść stając się niewolnikiem i „ideologiem”. Nikt nie podejmuje z trójką uczonych z Australii i Stanów Zjednoczonych dyskusji na polu nauki. „Milczycie w obiad, mój panie Konracie…?” Czy można się dziwić, że polskie uczelnie zajmują iluś tam setne miejsca w rankingach skoro nie ma na nich uczonych? Nie tylko wykształconych ale i wyposażonych w system wartości? Dobro, Piękno, Prawdę, Wolność…

I jeszcze glossa do problemu emigracji. W latach 80-tych, podczas rządów lewicy, wygnano wielu ludzi z Polski ekonomiczną biedą i prześladowaniami, dzisiaj komuniści i lewactwo odbierają za to zasłużoną „nagrodę”. Bo zastraszyć można niewolnika (czytaj polskiego naukowca), któremu można zabrać możliwości zarobkowania nawet tak nędznej pensji jaką płacą przeciętnie uczelnie, ale co można zrobić obywatelowi Australii lub USA… Zabronić mu uprawiać nauki, bo jest „niewygodna”?

Dzisiaj, w kraju Platformy Obywatelskiej to proste i podobne: nie dać mu pieniędzy na badania, zabrać stanowisko, nie dopuścić do awansu naukowego, odrzucić artykuł do publikacji bo „nie o tym”. Lewacka, ideologiczna cenzura i lewackie, ideologiczne prześladowania jak dawniej tak i dzisiaj.

nasiwtorontoA Ci drudzy – kibice w Toronto (fot. volleyball-movies.net). Kilka dni temu zobaczyliśmy jak, będąc polskim siatkarzem i  grając w dalekiej Kanadzie, można się czuć niesionym przez doping polskich kibiców, czy to wygrywając z Brazylią i… Kanadą, czy to (taki jest sport) przegrywając z Finlandią. W hali Ricoh Coliseum oddalonej od Polski o tysiące kilometrów czuło się żar i dumę z sukcesu, jakim było pokonanie Brazylijczyków. Polacy wzmacniali Polaków (gromkie „dziękujemy, dziękujemy…”), budowali wspólnotę na dzisiaj i na jutro. Chwała i jednym i drugim.

miroslawborutaMirosław Boruta

19 maja odbył się Kongres Organizacyjny Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej. W auli Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego mieliśmy okazję wysłuchać referatów i głosów w dyskusji, niezwykle krytycznie oceniających pseudorefomy rządu Platformy Obywatelskiej, dążącej do obniżenia poziomu intelektualnego i moralnego polskich dzieci. Wśród zebranych przeważała myśl o przejściu od słów do czynów, stąd też wybrane władze OKEN z prof. Włodzimierzem Suleją na czele, a także zebrani, jednomyślnie przyjęli dokument końcowy (poniżej) i zadeklarowali wspólny wysiłek umysłowy i organizacyjny mający na celu jak najszybszą prawdziwą reformę i rzetelną, merytoryczną modernizację polskiej oświaty.

SPoparcie dla tych wysiłków zadeklarowali przedstawiciele wielu społecznych środowisk z całej Polski. Redakcja „Krakowa Niezależnego” życzy tej wspaniałej, fundamentalnej dla przyszłości Ojczyzny, inicjatywie rychłego osiągnięcia celów. Na fotografii obok Krakowianie: Adam Kalita i Jerzy Lackowski.

I jeszcze słowo w dyskusji, upomniałem się w niej o odpowiednie regulacje prawne i organizacyjne wspomagające edukację polską za granicami Polski, od najprostszych jej form (szkółki sobotnie) po wsparcie dla polskich szkół (choćby na Wileńszczyźnie), nie zapominajmy nigdy o 1/3 Narodu Polskiego.

Fotorelację z tego wydarzenia, autorstwa p. Leszka Jaranowskiego, można zobaczyć tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/19Maja2012

Uchwała Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej

okenlogo19 maja 2012 roku środowiska protestujących przeciwko wprowadzanej od 23 grudnia 2008 roku reformie programowej zebrały się na ogólnopolskim spotkaniu w Krakowie. Wybrały na nim pierwszy skład Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej.

Pierwszą pobudką naszego działania były zmiany ograniczające nauczanie historii i rozbijające wspólny jej kanon w dwóch ostatnich klasach szkół ponadpodstawowych. Protesty przeciw tym zmianom, jednoczące przedstawicieli środowisk akademickich, nauczycielskich i rodzicielskich, trwają od stycznia 2009 roku. Ministerstwo zareagowało na nie dopiero z chwilą, kiedy po serii strajków głodowych zainicjowanych w tej sprawie przez byłych opozycjonistów demokratycznych w Krakowie i Warszawie, Prezydent RP, Bronisław Komorowski, zorganizował spotkanie, na które zaprosił zarówno przedstawicieli Ministerstwa Edukacji jak i krytyków ostatniej reformy.

Powtórzony został na tym spotkaniu, zgłaszany przez środowiska akademickie od początku 2009 roku postulat wprowadzenia obowiązkowego charakteru jednego ze wskazanych w podstawie programowej „przedmiotu uzupełniającego” Historia i społeczeństwo (dla klas 2 i 3) modułów: Ojczysty Panteon i ojczyste spory – w podwojonej liczbie godzin. Ta próba ratowania namiastki wspólnej płaszczyzny obywatelskiej wiedzy o historii dla młodych Polaków i Polek w wieku 17–19 lat, została wsparta przez Prezydenta.

To jest nasz postulat MINIMALNY: dotyczy tej grupy młodzieży, która wkracza już w mury szkół średnich 1 września 2012 roku. Potrzebne są zmiany bez porównania głębsze, przywracające ogólnokształcący charakter liceom, przywracające zarazem rangę nie tylko historii, ale także – równie poszkodowanym w nowej podstawie programowej – tak ważnym przedmiotom, jak język polski, fizyka, chemia, biologia, geografia, informatyka (zmniejszona o 50%!)…

Będziemy opracowywać koncepcje tych zmian, poszerzając zespół merytoryczny naszej Komisji. Będziemy także mobilizować opinię publiczna do stałej uwagi w sprawie dla przyszłości Polski najważniejszej: wychowania i wykształcenia naszych dzieci.

Jako test intencji Ministerstwa w sprawie podjęcia dialogu z przedstawicielami dużej części społeczeństwa już dostrzegającej problem złego kierunku zmian edukacyjnych podejmowanych w ostatnich latach, możemy potraktować wspomniany przed chwilą postulat MINIMALNY. Niestety, sygnał, jaki daje w tej sprawie odpowiedź Pani Minister Krystyny Szumilas na list skierowany w imieniu krytycznych wobec reformy uczestników debaty prezydenckiej przez red. Piotra Zarembę, budzi nasze głębokie zaniepokojenie. Pani Minister nie chce wciąż zdecydować się na najprostszy, nie pociągający za sobą żadnych zmian w organizacji pracy szkoły, ani też żadnych dodatkowych kosztów postulat uczynienia wspomnianego jednego modułu (Ojczysty Panteon) obowiązkowym. Przemilcza także sprawę podwojenia jego objętości godzinowej. Będziemy w tej sprawie próbowali apelować nadal.

Będziemy na pewno proponować nowe formy protestu i nacisku obywatelskiego przeciw błędnym decyzjom edukacyjnym. Będziemy szukali wsparcia środowisk akademickich, nauczycielskich i rodzicielskich dla budowania programu naprawy polskiej szkoły.

Prof. dr hab. Włodzimierz Suleja – przewodniczący, prof. dr hab. Jan Żaryn – wiceprzewodniczący, dyr. Ryszard Nowak, dr hab. Jakub Basista, mgr Piotr Jaworski, prof. dr hab. Krzysztof Kawalec, dr Jerzy Lackowski, prof. dr hab. Andrzej Nowak, mgr Maciej Świrski, prof. dr hab. Ryszard Terlecki.