Przeskocz do treści

Polska nie poraz pierwszy stoi na czele państw, które przestrzegają przed imperialną polityką Rosji – powiedział Patryk Jaki, europoseł Solidarnej Polski.

– Ostrzegaliśmy i ostrzegamy dalej, jak może skończyć się bierność, a bierność w tym wypadku oznacza przyzwolenie na tego typu działanie – mówił Patryk Jaki we wtorek w TVP Info.

Prorocze słowa Lecha Kaczyńskiego

Przypomniał, że na agresywną politykę Rosji zwracał uwagę prezydent Lech Kaczyński. – To nikt inny tylko śp. prezydent Lech Kaczyński mówił po ataku na Gruzję, jakie będą kolejne kroki Rosji. I co? Mylił się? Było dokładnie tak, jak to przewidział i diagnozował – podkreślił. – My dzisiaj mówimy dokładnie to samo, że tutaj nie chodzi o granicę Polski, tutaj chodzi o przyszłość całej Europy, bo Putin testuje, czy Europa jest solidarna, czy znów jest w stanie złamać tę solidarność i w ten sposób osłabiać Polskę i Europę – dodał Patryk Jaki.

"To jest decyzja, przed którą stoją państwa europejskie"

Według niego prezydent Rosji Władimir Putin jest politykiem, który "potrafi myśleć długofalowo". – Putin boi się też tego, że jeżeli Polska będzie rosnąć w siłę gospodarczo i jeżeli zacznie odbudowywać swoje wpływy na terenach Ukrainy, Białorusi, czyli na terenach umownie możemy powiedzieć I Rzeczypospolitej, to w konsekwencji może stać się rywalem i ważną częścią rozgrywki politycznej, a przecież Putin chce polityki imperialnej – ocenił. – Dlatego my musimy wybierać: wolność albo brak wolności. Demokracja albo to, co proponuje Putin i Łukaszenka. To jest też decyzja, przed którą stoją dzisiaj państwa europejskie i dlatego ten sztandar wolności Polska po raz kolejny wysoko unosi – tłumaczył Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/230347/patryk-jaki-tutaj-nie-chodzi-o-granice-polski.html

„Obawiam się jednak, że to niczego nie rozwiąże, a tylko spotęguje kryzys” - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl eurodeputowany Patryk Jaki (Solidarna Polska) odnośnie do zapowiedzi KE wyasygnowania 700 tys. euro dla Białorusi na migrantów.

wPolityce.pl: KE zamierza wyasygnować 700 tys. euro dla Białorusi na migrantów. Czy na Kremlu to nie zostanie odczytane, jako spełnienie propozycji Władimira Putina, który przecież postulował, żeby UE opłacała Białorusi wstrzymywanie tych ludzi?

Patryk Jaki: Niestety to trochę tak wygląda, że po pierwsze w sprawie Polski dogadują się ponad naszymi głowami. Jest to w ogóle bardzo zły precedens, dlatego że na co dzień w Parlamencie Europejskim wszyscy mają napchane usta solidarnością i wspólnymi wartościami, a gdy przychodzi co do czego w sprawach kluczowych, to znów stosują wariant znany w polskiej historii porozumienia ponad naszymi głowami Niemcy-Rosja, który znamy od czasów paktu Ribbentrop-Mołotow po Nord Stream 1 czy Nord Stream 2. To jest jedna rzecz - sposób działania.

Druga rzecz, trzeba rozumieć, że po pierwsze zostanie to odebrane dokładnie tak, jak pani mówi. Ale po drugie będzie to wręcz zachęcenie do tego, by robić to dalej. To znaczy – „skoro to przynosi nam profity finansowe, to czemu nie robić tego dalej?”. Obawiam się jednak, że to niczego nie rozwiąże, a tylko spotęguje kryzys. Przypomnijmy, że Łukaszenka i Putin sięgają do sposobu działania Turcji, który to sposób działania był efektem wezwania niemieckiej kanclerz Merkel do tego, żeby uchodźcy, migranci – każdy, kto chce – przyjeżdżali do Europy. Dzisiaj, to wszystko co się dzieje, to są konsekwencje fatalnych decyzji niemieckich i najbardziej to odczuwa południe Europy. Można zapytać, jaka jest sytuacja w państwach granicznych we Włoszech czy na przykład w Grecji, gdzie Grecja już sama sobie z tym problemem nie radzi. To wszystko zaczęło się od Niemiec, od tego, że samodzielnie, nie konsultując z innymi państwami podjęły decyzję o wezwaniu do przekraczania granic europejskich. Dzisiaj niestety Niemcy powtarzają ten błąd. Tak jak wtedy podjęły tę decyzję bez konsultacji z nikim – mimo że ta decyzja wpływała na całą Europę – tak dzisiaj robią dokładnie to samo. Znów bez konsultacji z nikim podejmują decyzję, która może mieć daleko idące skutki dla Polski i dla innych państw, ponad naszymi głowami. To jest bardzo zła praktyka, i co gorsze, nie sądzę, żeby była skuteczna.

W związku z tym, co Pan przed chwilą powiedział, niejako automatycznie narzuca się pytanie o to, na ile istnieje zagrożenie, że będą próby zmuszenia Polski do przyjęcia tych migrantów? Mamy bowiem rozmowy ponad naszymi głowami de facto, bo tak na dobrą sprawę dokładnie nie wiemy, co powiedzieli między sobą Merkel z Łukaszenką czy Macron z Putinem. Czy nie należy spodziewać się próby narzucenia takiego rozwiązania, żeby ci ludzie trafili na teren Polski? Z jednej strony migranci wysłali swoje dzieci z napisami „I love Poland”, a z drugiej są niemieckie miasta, które zadeklarowały chęć przyjęcia migrantów. Zresztą stanowisko Niemiec wydaje się być jednak dosyć dwuznaczne.

Nie możemy wykluczyć, że stanie się tak, jak pani na to wskazuje. Natomiast jedno jest pewne, że praktyka, którą proponują Niemcy, nie wyklucza takiego negatywnego scenariusza w przyszłości. Ale nie tylko praktyka – również dotychczasowe działanie, postępowanie wielu sił europejskich. Ciągle ich hasła są: „refugees welcome”, „welcome refugees” i może się okazać, że tak jak kiedyś był pomysł z kwotami uchodźców, tak w przyszłości również się on pojawi. Aczkolwiek to już dzisiaj nie będzie takie proste, dlatego że w wielu europejskich państwach obywatele mają już doświadczenie, jak to się skończyło. Wiele sondaży – również w samych Niemczech – pokazuje, że ta polityka jest po prostu źle oceniana. Jest oceniana jako błąd. W związku z tym to już nie będzie takie proste, jak kiedyś, ale oczywiście takiego procesu wykluczyć nie można.

Jak w Pana ocenie wybrzmiało w uszach niemieckich polityków oświadczenie pana prezydenta Andrzeja Dudy – skądinąd bardzo mocne i bardzo potrzebne – że Polska nie zaakceptuje niczego, co zostanie ustalone nad naszymi głowami? Czy to zostało przyjęte do wiadomości?

Przyjęli to do wiadomości, czy jednak potraktują to poważnie i wpłynie to na ich decyzje, to już mam wątpliwości. Natomiast rzeczywiście zgadzam się, że to było bardzo potrzebne i Polska konsekwentnie potrzebuje asertywnej polityki zagranicznej, bo jeżeli będziemy prowadzili politykę na takiej zasadzie, że coś tam pogadamy, a i tak zgadzamy się na wszystko, co UE, w tym głównie Niemcy, proponują, to nikt nie będzie traktował naszych gróźb poważnie. I to jest generalnie taka refleksja dotycząca naszej strategii w polityce międzynarodowej.

Czy w Pana ocenie w sprawie tego kryzysu migracyjnego, który mamy na granicy, i tych hybrydowych ataków Polska zrobiła już wszystko, co mogła, czy jeszcze coś można zrobić?

Jeżeli chodzi o to, co dzieje się na granicy, to uważam, że Polska zachowała się wzorowo. To znaczy nie dała się złamać, przełamać oporu Łukaszence i Putinowi. Widać, że z całego świata płyną gratulacje dla zachowania Polski i wsparcie dla polskich służb. W tym sensie uważam, że Polska zachowała się idealnie, tak jak powinna się zachować – jeżeli mówimy o rządzie. Natomiast to, co dalej budzi ogromny niepokój to jest to, że w Polsce jest tak dużo potężnych sił, które wspierają narrację Putina i Łukaszenki. Gdyby ten konflikt potrwał dłużej, to tu upatruję największe zagrożenie, niestety w takiej naszej szeroko pojętej Targowicy.

Czy w tym momencie nie należałoby jednak zastosować prawa polskiego w uporządkowaniu tej sytuacji?

Nie wiem, co pani ma na myśli.

Chodzi mi o to, że rozumiem, że można mieć takie czy inne poglądy, ale pewne postawy niestety – powiem brutalnie – noszą znamiona zdrady i czy w tym momencie nie powinno zadziałać prawo?

Powinno zadziałać prawo, tylko pamiętajmy o tym, że żyjemy w sytuacji, gdzie niezakończony jest proces związany z reformą sądownictwa. A i pozostaje pytanie o skuteczność tego typu działania, kiedy tak ogromna część sędziów wypowiedziała de facto Polsce posłuszeństwo. Dlatego ten proces trzeba zakończyć i trzeba tutaj apelować do mądrości większości rządowej, aby wreszcie ruszyć tę reformę, którą ostatnio zaproponował pan minister Ziobro, bo bez tego nawet najlepsze wnioski mogą się kończyć tak, jak kończyły się wnioski tych wszystkich panów Frasyniuków i innych, gdzie sądy zamiast zachować się tak, jak powinny, jeszcze nadawały im aureolę. Dlatego my musimy też brać pod uwagę ten cały kontekst i zrobić najpierw porządek i zbudować silne państwo tam gdzie instytucje mające potężną władzę – a taką instytucją są sądy – wypowiadają Polsce posłuszeństwo.

Jak wygląda w tej chwili sytuacja w Parlamencie Europejskim, w kuluarach jeśli chodzi o trwającą na naszej granicy wojnę hybrydową?

Podział jest tradycyjny. To znaczy na grupy lewicowe, które uważają, że „refugees welcome” bez względu na to, czy są to prawdziwi uchodźcy, czy nie - wystarczy, że stoją na granicy, to trzeba ich wpuścić. Na grupy prawicowe, które uważają, że twardo trzeba bronić granic, bez względu na wszystko, i powinna tutaj działać zasada ordo caritatis. I wreszcie na grupy nazwijmy to aspirujące, a przynajmniej nazywające się jak prawica, takie jak EPP, które rozumieją problem, natomiast niestety najwyżej w hierarchii u nich znajduje się interes polityczny. Ten ostatni mówi o tym, żeby zrobić wszystko, aby doprowadzić w Polsce do zmiany władzy i przede wszystkim, żeby Niemcy mogły znów osadzić swojego człowieka u władzy w Polsce, to znaczy Donalda Tuska. Ten interes i ten sposób myślenia niestety znajduje się w hierarchii nad interesem całej wspólnoty.

Dziękuję za rozmowę / Rozmawiała Anna Wiejak.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/574573-wywiad-700-tys-z-ke-jaki-spoteguje-kryzys-na-granicy

Radio Maryja

Chodzi o uruchomienie reformy, która została zatrzymana przed czterema laty – mówił szef Ministerstwa Sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro, pytany o szczegóły planowanej reformy sądownictwa. Przypomniał też, że w 2017 r. prezydent Andrzej Duda zawetował ustawy o SN i KRS przygotowane przez jego resort.

W poniedziałek Zbigniew Ziobro przedstawił założenia planowanych zmian odnoszących się do sądów powszechnych. Dziś w programie „Sygnały Dnia” w Polskim Radiu minister był pytany, o co chodzi w „kolejnych reformach wymiaru sprawiedliwości”.

„Tak naprawdę chodzi o uruchomienie reformy, która została zatrzymana przed czterema laty” – powiedział. Przypomniał, że w 2017 roku prezydent zdecydował się na weto, „blokując ustawy przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości w zakresie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa”. „I przygotował własne projekty, które dzisiaj są przedmiotem sporu i są kwestionowane przez instytucje unijne” – przypomniał Prokurator Generalny. „Projekty, które miały być kompromisem w stosunku do UE, ale UE żadnych kompromisów, jak się okazuje, nie uznaje” – dodał. Zaznaczył, że rząd próbował porozumieć się z UE i zapadła decyzja, że reforma wymiaru sprawiedliwości nie będzie kontynuowana po 2017 roku aż do momentu, kiedy uda się wypracować kompromis.

„Te projekty czekały cztery lata na ten czas, który teraz właśnie nadszedł, by zrealizować reformę, którą obiecywaliśmy Polakom” – powiedział Zbigniew Ziobro. Zapewnił, że reforma niesie ze sobą ogromne korzyści. Jak mówił, „Polacy będą mogli wreszcie sprawnie, szybko i łatwo załatwiać ważne dla siebie sprawy sądowe, bez zbędnych formalności, blisko domu”. Szef resortu sprawiedliwości przypomniał także, że planowane jest spłaszczenie struktury sądownictwa powszechnego do dwóch poziomów: sądów okręgowych i regionalnych.

Według Zbigniewa Ziobry poprzez spłaszczenie struktury ma zostać uzyskany efekt w postaci uwolnienia przeszło 2 tys. stanowisk sędziowskich. Dodał, że będzie to bardzo istotne wzmocnienie sądów, gdyż po zmianach sędziowie zamiast angażować się w prace biurokratyczne, zajmą się orzekaniem, czyli tym – jak mówił – na co liczy i czego oczekuje polskie społeczeństwo. „Poprzez fakt, że likwidujemy stanowiska sędziów sądu apelacyjnego, okręgowego i rejonowego, wprowadzamy jedno stanowisko sędziego sądu powszechnego” – mówił Zbigniew Ziobro. „To bardzo ważny argument w kierunku zapewnienia sędziom niezależności, że nie będą oni musieli się starać o korporacyjne akceptacje, zabiegać o to, by być na tyle uznanym, by w przyszłości awansować” – dodał. „Ich awans będzie związany z rzetelną pracą” – zapewnił.

Jak informowało Ministerstwo Sprawiedliwości w komunikacie po poniedziałkowej konferencji, każdy sędzia stanie się sędzią sądu powszechnego o takim samym statusie – niezależnie od sądu, w którym orzeka – i uprawnionym do orzekania w sądach obu instancji. Nowi sędziowie powoływani będą raz na całą służbę, a jednorazowa procedura nominacyjna dotyczyć będzie wyłącznie stanowiska sędziego sądu powszechnego. „Pan prezydent będzie powoływał, z udziałem KRS-u, takiego sędziego i później już ani koledzy z korporacji, ani politycy, ani Krajowa Rada Sądownictwa nie będzie mogła wpływać na ich kariery i awans” – zaakcentował.

Zbigniew Ziobro odniósł się także do planowanych zmian dotyczących Sądu Najwyższego. „Jest przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości projekt reformy Sądu Najwyższego, który zakłada jego zasadniczą zmianę – podniesienie jego wagi, roli w systemie sądowniczym i usprawnienie działania” – powiedział minister sprawiedliwości. Zaznaczył jednak, że nie chce „wchodzić w szczegóły”, ponieważ jest to jeszcze przedmiot dyskusji z prezydentem Andrzejem Dudą. Zapewnił jednak, że „co do kierunków” projekt ten został zaakceptowany przez największego koalicjanta Solidarnej Polski, czyli PiS. Przypomniał, że poprzednią reformę SN zawetował prezydent. W 2017 r. prezydent zawetował ustawę o Sądzie Najwyższym i nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zastrzeżenia prezydenta dotyczyły m.in. uprawnień, jakie zawetowana ustawa o SN nadawała Prokuratorowi Generalnemu.

Sędzia będzie powoływany tylko raz na sędziego sądu powszechnego; w gminach powstaną punkty sądowe; będzie 79 okręgów sądowych oraz 20 sądów regionalnych; sądy będą dostępne dla obywateli poprzez aplikację w telefonie – to główne założenia reformy przedstawionej przez resort sprawiedliwości. Chodzi przede wszystkim o spłaszczenie struktury sądownictwa powszechnego. Obecnie funkcjonuje 318 sądów rejonowych, 46 sądów okręgowych, 11 sądów apelacyjnych. Według resortu sprawiedliwości po reformach miałoby powstać 79 okręgów sądowych z sądami oraz 20 sądów regionalnych; ma być jedno stanowisko sędziowskie – sędziego sądu powszechnego; sędzia będzie powołany tylko raz i będzie miał prawo do orzekania w obu instancjach. Min. Zbigniew Ziobro zapowiedział w poniedziałek, że jeszcze tego dnia oficjalnie wystąpi o nadanie projektowi reformy statusu projektu rządowego.

Zmiany w Sądzie Najwyższym, w tym likwidacja Izby Dyscyplinarnej, są zapowiadane przez przedstawicieli rządu m.in. w związku z lipcową decyzją TSUE. Zobowiązał on wówczas Polskę do zawieszenia stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej SN w odniesieniu do sędziów. W związku z niewykonaniem tej decyzji we wrześniu Polska została zobowiązana przez TSUE do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 1 mln euro dziennie licząc od dnia doręczenia tego postanowienia do dnia zastosowania się do postanowienia z 14 lipca.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/min-z-ziobro-o-reformie-sadownictwa-chodzi-o-uruchomienie-reformy-ktora-zostala-zatrzymana-przed-czterema-laty

Pięć największych frakcji w Parlamencie Europejskiej wysłało list do szefowej KE Ursuli von der Leyen, w którym formacje te domagają się wstrzymania zatwierdzenia polskiego KPO do czasu likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN. Patryk Jaki, europoseł Solidarnej Polski, w rozmowie z portalem wPolityce.pl odnosi się do tego listu, zwracając uwagę na trudną sytuację na polsko-białoruskiej granicy, która jest jednocześnie granicą UE. „To pokazuje, jak działa Unia Europejska, która powinna być oparta o solidarności. Gdy przychodzi prawdziwe zagrożenie, to Polacy muszą liczyć tylko na siebie – tak to niestety wygląda” - mówi Patryk Jaki.

Jeśli nie wspierają nas finansowo tak, jak powinni w sytuacji, gdy w każdym momencie może dojść do szturmu na polską granicę, to przynajmniej dla przyzwoitości siedzieliby cicho. Ale nie rezygnują z krytyki Polski, a do tego dochodzi jeszcze ich zacietrzewienie ideologiczne, które każdego dnia im przypomina, jak to jest w ogóle możliwe, że gdzieś w Europie rządzi jakaś władza konserwatywna, która się odwołuje do tego, na czym powstała Europa, a nie do nowego wspaniałego świata, którego chcą zwolennicy postmodernistycznej demokracji liberalnej — zaznacza europoseł.

„Oni nie rozumieją podstawowej rzeczy”

Mógłbym rozłożyć na czynniki pierwsze argumentację, która jest zawarta w ich liście i przypomnieć, że nasz system dyscyplinarny niewiele się różni od systemów dyscyplinarnych występujących z innych państwach. Mógłbym przypomnieć też, że w ogóle nie mają kompetencji do tego, by zajmować się systemami sądownictwa państw członkowskich. Mógłbym wspomnieć również to, że oni oczekują, iż Polska zawiesi jakąś część Sądu Najwyższego, czyli instytucji zapisanej w polskiej konstytucji. Mógłbym wymienić wiele innych argumentów, ale po co? Najważniejsze w tej sprawie jest to, że oni nie rozumieją podstawowej rzeczy – że jeżeli unijny establishment zamiast solidarnie koncentrować się na zagrożeniach zewnętrznych, zacznie uderzać w to państwo, które bierze na siebie ciężar obrony granicy UE, to szykuje katastrofę dla całego Starego Kontynentu — stwierdza.

„Tak naprawdę UE powinna zbudować cały mur”

Patryk Jaki odnosi się też do ewentualnego współfinansowania budowy zapory na granicy polsko-białoruskiej ze środków UE. Znając polityków unijnych, to mogłoby wyglądać tak, że zaoferują nam dofinansowanie do budowy muru na granicy polsko-białoruskiej, ale jednocześnie będą się domagali np. zmiany naszego prawa migracyjnego. Tutaj musimy mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Natomiast pamiętajmy, że tak naprawdę UE powinna zbudować cały mur, a nie tylko łaskawie dorzucić się do jego budowy. Wiadomo, że celem podróży tych ludzi, którzy stoją na granicy, nie jest Polska, tylko Niemcy — podkreśla.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/574106-tylko-u-nas-jaki-to-ue-powinna-zbudowac-mur-na-granicy

Radio Maryja

Dbajmy o to, by budować silną, sprawiedliwą Rzeczpospolitą, której już nigdy nie zagrozi utrata suwerenności – napisał w czwartek na Twitterze minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro.

„103 lata temu, po 123 latach zaborów, Polska odzyskała niepodległość” – napisał na Twitterze w czwartek minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro.

Prokurator Generalny wezwał do budowy silnej Rzeczypospolitej.

„Świętujmy ten dzień, pamiętając wysiłki naszych przodków. Dbajmy o to, by budować silną, sprawiedliwą Rzeczpospolitą, której już nigdy nie zagrozi utrata suwerenności” – napisał minister Zbigniew Ziobro.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/min-z-ziobro-dbajmy-o-to-aby-budowac-silna-sprawiedliwa-rzeczpospolita

„Polacy potrafią iść pod prąd i to pomimo nagonki, którą rozpętano” – powiedział Patryk Jaki w rozmowie z reporterem portalu wPolityce.pl podczas Marszu Niepodległości.

Europoseł Solidarnej Polski mówił o znaczeniu wartości patriotycznej. Jestem szczęśliwy, że tak wiele osób nie boi się przyjść na Marsz Niepodległości, trzymając biało-czerwoną flagę. Polacy potrafią iść pod prąd i to pomimo nagonki, którą rozpętano. Jest wielu Polaków, dla których wartości patriotyczne mają najwyższe znaczenie. Ci Polacy stanęliby po stronie naszej Ojczyzny, gdyby nadszedł moment próby – powiedział.

Cieszy mnie, że Polacy wspierają naszą Straż Graniczną, policję i wojsko, które mierzą się z coraz większym wyzwaniem na naszej wschodniej granicy. Ma to bezcenną wartość. Polska będzie trwała, gdy będzie miała silnego ducha, wypełnionego przywiązaniem do polskiego kodu kulturowego, polskiej tradycji i historii. Tego nie będzie w stanie przełamać żadna propaganda – mówił Patryk Jaki.

Najwyższe znaczenie Polski

Patryk Jaki zwrócił też uwagę na znaczenie jedności narodowej w trudnym dla naszego państwa momencie. To czas zjednoczenia całej Polski, bez względu na różnice partyjne. Jeżeli Polska ma dla nas najwyższe znaczenie, to w obliczu zagrożenia zewnętrznego musimy ustalić właściwą hierarchię wartości – stwierdził europoseł.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/573649-tylko-u-nas-patryk-jaki-z-mn-polacy-potrafia-isc-pod-prad

Dbajmy o to, by budować silną, sprawiedliwą Rzeczpospolitą, której już nigdy nie zagrozi utrata suwerenności – zaapelował minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Mimo usilnych prób prezydent Warszawy żadnym sposobem nie zdołał zablokować Marszu Niepodległości. Po sporze o charakterze formalnoprawnym, ostatecznie marsz będzie miał charakter państwowy, w związku z czym odbędzie się całkowicie legalnie. Marsz Niepodległości ruszy w czwartek o godz. 13 z ronda Dmowskiego. Oficjalnym organizatorem marszu jest Stowarzyszenie Marsz Niepodległości.

„103 lata temu, po 123 latach zaborów, Polska odzyskała niepodległość. Świętujmy ten dzień, pamiętając wysiłki naszych przodków i dbajmy o to, by budować silną, sprawiedliwą Rzeczpospolitą, której już nigdy nie zagrozi utrata suwerenności” – napisał na Twitterze Zbigniew Ziobro.

Prawna batalia o Marsz Niepodległości

Szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro interweniował w sprawie prób zastopowania Marszu Niepodległości trikami prawnymi. Kiedy wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł podpisał się pod wnioskiem stowarzyszenia Marsz Niepodległości, dotyczącym zatwierdzenia Marszu jako wydarzenie cyklicznego (ustawa wymaga takiego wniosku co cztery lata), prezydent Warszawy zaskarżył tę decyzję do sądu.

Była to kolejna odsłona jego walki o zdelegalizowanie MN. Trzaskowski już wcześniej domagał się zablokowania Marszu Niepodległości w tym roku, wskazując na fakt, iż przestał on być wydarzeniem cyklicznym z uwagi na jego ubiegłoroczną, negatywną decyzję dotyczącą organizacji wydarzenia, podyktowaną kwestiami sanitarnymi. Zdaniem prezydenta stolicy, to sprawia, że w tym roku Marsz nie może się odbyć, bowiem przestał być wydarzeniem cyklicznym, gdyż w rozumieniu prawnym nie odbył się w ubiegłym roku. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił odwołanie stołecznego ratusza i uchylił decyzję wojewody.

Zbigniew Ziobro złożył w związku z tym Skargę Nadzwyczajną o wstrzymanie wykonywania wcześniejszej decyzji SA ws. Marszu Niepodległości. Zbigniew Ziobro w swojej skardze podnosił, że decyzja sądu była podyktowana przyjęciem nieprawidłowej wykładni przepisu, co ostatecznie naruszyło zasadę wolności zgromadzeń, zapisaną w art. 57 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Sąd Apelacyjny oddalił jego wniosek.

Ostatecznie Marsz Niepodległości został zarejestrowany jako wydarzenie o charakterze państwowym. Taki status nadał wydarzeniu swoją decyzją wydarzeniu minister Jan Józef Kasprzyk, szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Podkreślono jednocześnie, że MN nie traci charakteru społecznego, ani nie zmienia organizatora.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/224758/swieto-niepodleglosci-w-warszawie-apel-ziobry.html

Zła wiadomość dla Rafała Trzaskowskiego i „kasty” sędziowskiej! Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro wniósł do Sądu Najwyższego o uchylenie postanowienia Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który podtrzymał zakaz rejestracji Marszu Niepodległości jako zgromadzenia cyklicznego – ustalił portal wPolityce.pl. Decyzja sądu apelacyjnego skutkuje tym, że marsz nie mógłby się odbyć 11 listopada na swojej tradycyjnej trasie przez centrum Warszawy. Zdaniem Prokuratora Generalnego sąd naruszył gwarancję konstytucyjną. Z potwierdzonych przez naszą redakcję informacji wynika też, że Prokurator Generalny wniósł jednocześnie o wydanie przez Sąd Apelacyjny w Warszawie postanowienia o wstrzymaniu wykonania decyzji z 29 października 2021 r.

Podstawą skierowania do Sądu Najwyższego skargi nadzwyczajnej od postanowienia Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 29 października 2021 r., oddalającego zażalenie Wojewody Mazowieckiego i Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” na orzeczenie sądu I instancji odmawiające uznania Marszu Niepodległości za zgromadzenie cykliczne, jest stwierdzenie, że sąd apelacyjny przyjął błędną wykładnię art. 16 ust. 1 ustawy Prawo o zgromadzeniach. Sąd niesłusznie uznał, że organowi gminy – w przedmiotowej sprawie Prezydentowi m.st. Warszawy – przysługują uprawnienia do zaskarżenia decyzji wojewody o zgodzie na cykliczne organizowanie zgromadzeń. Literalne brzmienie wskazanego przepisu ustawy Prawo o zgromadzeniach jednoznacznie mówi jedynie o prawie do wniesienia odwołania od decyzji zakazującej zgromadzenia – poinformowała portal wPolityce.pl Prokuratura Krajowa. Zdaniem Prokuratora Generalnego przyjęcie nieprawidłowej wykładni przepisu przez sąd doprowadziło do ograniczenia wolności zgromadzeń gwarantowanej w art. 57 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Argumentacja prokuratury

Prokurator Generalny wskazał także, że sądy niesłusznie przyjęły, iż Marsz Niepodległości nie mógł być uznany za zgromadzenie cykliczne, ponieważ jego organizatorzy nie spełnili przesłanki z art. 26a ust 1 ustawy Prawo o zgromadzeniach. Zgodnie z tym przepisem warunkiem sine qua non uznania zgromadzenia za cykliczne jest m.in. jego regularne odbywanie się w ciągu ostatnich 3 lat. Tymczasem według sądów warunek ten nie został spełniony, ponieważ w roku 2020 miał miejsce zakaz organizacji tego wydarzenia wydany przez prezydenta stolicy. W ocenie Prokuratora Generalnego należy uznać, że 11 listopada 2020 r. Marsz Niepodległości odbył się pomimo zakazu warszawskiego ratusza. W wydarzeniu tym wzięło udział wiele tysięcy osób, a z uwagi na to, że marsz był tożsamy w zakresie celu, trasy, charakteru i organizatora, jak w latach poprzednich, należy uznać, że spełnia on kryteria z art. 26a ust 1 ww. ustawy – poinformowała nas PK. W skardze nadzwyczajnej zaznaczono, że zakaz organizacji zgromadzenia wydany przez Prezydenta m.st. Warszawy 6 listopada 2020 r. wynikał ze stanu epidemii. Ewentualne naruszenie przepisów epidemicznych nie może skutkować uznaniem, że przemarsz tysięcy osób biorących udział w wydarzeniu patriotycznym nie miał miejsca – informują śledczy.

Wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji

Skarga Nadzwyczajna Prokuratora Generalnego to jednak nie koniec. Z uwagi na grożącą nieodwracalną szkodę przejawiającą się w uniemożliwieniu organizacji patriotycznego wydarzenia o bogatej tradycji, w ważną narodową rocznicę, Prokurator Generalny wniósł także o wydanie przez Sąd Apelacyjny w Warszawie postanowienia o wstrzymaniu wykonania decyzji z 29 października 2021 r. – poinformowała nasz portal Prokuratura Krajowa. Dziś to właśnie Prokurator Generalny staje w obronie tradycji niepodległościowej oraz konstytucyjnej gwarancji wolności zgromadzeń, którą próbują ograniczać warszawskie sądy. Miejmy nadzieję, że działania prokuratury okażą się skuteczne, a sąd wsłucha się w argumentacje śledczych. Wciąż jest szansa na legalne zorganizowanie Marszu Niepodległości.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/572877-news-skarga-nadzwyczajna-ziobry-ws-marszu-niepodleglosci

„Bronimy się jako przedmurze chrześcijaństwa i nie pozostaje to bez znaczenia” – mówi Patryk Jaki (europoseł Solidarnej Polski) w rozmowie z portalem wPolityce.pl podczas Konferencji „Zderzenie kulturowe w UE”.

wPolityce.pl: W Komisji ds. Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie Kongresu USA była dyskusja nad praworządnością w Polsce. Koncepcja o niedemokratycznej Polsce wyszła już poza Europę. Jak Pan to ocenia z perspektywy europosła?

Patryk Jaki: W CNN zaprezentowano slajdy, z których wynikało, że Węgry i Polska to kraje z zagrożoną demokracją, a w Rosji i na Białorusi wszystko jest w porządku. Jeżeli ktoś wychodzi z takiego założenia, to każde kłamstwo może sobie rosnąć. To dla Demokratów metoda rozwiązania każdego problemu. Prawdopodobnie palce w tym maczali ludzie, którzy to samo robią w Europie. Wszystko wskazuje na lewicowe organizacje, które dobrze znamy w debat w Parlamencie Europejskim. Demokraci sami mają problemy, co widzimy chociażby po wyborach w Virginii, gdzie ponieśli druzgocącą porażkę. Musieli znaleźć sobie konserwatywnego wroga, a symbolem konserwatyzmu wciąż jest Polska. Co ciekawe, do przykładu Polski odwoływał się kandydat na gubernatora Virginii. I zdecydowanie wygrał. Bronimy się jako przedmurze chrześcijaństwa i nie pozostaje to bez znaczenia. Jest słuchane, pokazywane. W Teksasie przyjęto prawo broniące mocniej życia. Gubernator tego stanu mówił, że inspirował się polskim przykładem. Widać, że możemy być tak, jak chciał św. Jan Paweł II, który mówił o tym, że to od Polski wyjdzie impuls pokazujący, że chrześcijaństwo żyje i bez względu na trudne czasy, ma tak uniwersalne przesłanie, że może docierać do tak dalekich zakątków. Dlatego, że tak jest, to Demokraci wraz z CNN wzięli się za Polskę.

Siły konserwatywne to wciąż margines. Nie są w mainstreamie. Jak Pan ocenia szanse prawicy w Europie?

Podczas jednego z paneli była mowa o historycznej sytuacji, w której znalazł się w latach 50. błogosławiony kardynał Stefan Wyszyński. Gdyby porównać jego sytuację, do naszej, to tamta była beznadziejna. 1/3 świata była opanowana przez komunizm. Nie było żadnej nadziei na zmianę. A kardynał Wyszyński miał plan, w którego sercu była prawda i wierzył, że tą prawdą może zwyciężyć. Dzisiaj o tej drodze mówił Rod Dreher. Powinniśmy się organizować, bo wszyscy widzą jaka jest przewaga lewicowego mainstreamu. Oni po prostu przedstawiają prostsze recepty – niczym się nie ograniczaj; nie słuchaj się Kościoła; sam będziesz oceniał co jest dobre, a co złe. Tego typu podejście może zachęcić więcej osób, ale tylko na początkowym etapie. Z czasem ci ludzie zobaczą, że sami są ofiarami tej rewolucji. Prawda i tak wygra.

Zapowiadaliście powstanie nowej frakcji w Parlamencie Europejskim. Miałaby ona jednoczyć nawet pozaunijne środowiska konserwatywne. Co dalej z tym projektem?

Podejmowane są pewne działania. Choć sprawa nie toczy się tak dynamicznie jakbym chciał. Ale to nie ja odpowiadam za rozmowy w tej sprawie. Chciałbym, by udało się to pozytywnie zakończyć. Mamy w pamięci polski przykład, że rozdrobniona prawica jest dużo słabsza.

Not. Jakub Augustyn Maciejewski.

Tekst i zdjęcia za: https://wpolityce.pl/polityka/572774-nasz-wywiad-patryk-jaki-prawda-i-tak-wygra

Mamy wściekły atak eurokratów, federalistów – takimi słowami spór Polski z Unią Europejską określił wiceminister sprawiedliwości Michał Woś.

Wiceprezes Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry był gościem wtorkowej audycji na antenie Polskiego Radia 24.

Wściekły atak

– Eurokraci brukselscy są nie do przewidzenia. Przecież te ustawy, które obowiązują, nawet ta nie połowiczna, a drobna reforma wymiaru sprawiedliwości w 2017 roku, była wielokrotnie z nimi konsultowana, były osiągane jakieś konsensusy, była nowelizowana – mówił w radiu Michał Woś.

W ubiegłym tygodniu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zobowiązał Polskę do zapłaty kary w wysokości miliona euro dziennie za niezawieszenie działalności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Decyzję argumentowano koniecznością "aby uniknąć poważnej i nieodwracalnej szkody dla porządku prawnego Unii Europejskiej oraz wartości, na których się opiera".

– Mamy wściekły atak eurokratów, federalistów. Tych, którzy chcą budowy państwa europejskiego na gruzach suwerennych państw narodowych – stwierdził Michał Woś.

UE narusza traktaty

– W Unii Europejskiej polityka, różnego rodzaju działania polityczne są ważniejsze niż prawo. Gdybyśmy patrzyli tylko na prawo, to Polska w pełni działa zgodnie z prawem, działa w pełni zgodnie z traktatami, a to UE traktaty narusza – ocenił wiceminister sprawiedliwości.

W audycji Woś odniósł się również do rzekomej próby wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Od dłuższego czasu obóz władzy o takie działania jest oskarżany przez część opozycji, zwłaszcza Koalicję Obywatelską i Lewicę.

– Nie ma poważnej siły politycznej w Polsce, która stawia polexit jako drogę dla Polski. Sytuacja geopolityczna jest taka, że nasze miejsce jest w Unii Europejskiej, ale my musimy walczyć o jej kształt – powiedział polityk Solidarnej Polski.

Tekst i zdjęcia za: https://dorzeczy.pl/opinie/220138/wos-wsciekly-atak-eurokratow-federalistow.html

„Cel tego przedsięwzięcia to próba stworzenia swoistego „nadrządu” w Unii Europejskiej, który zawsze będzie mógł zmienić każdą decyzję rządów wybranych w wyborach demokratycznych poprzez ciało niedemokratyczne, ale kontrolowane przez najważniejsze siły polityczne. Czyli próbuje się stworzyć w sposób pozatraktatowy „prawdziwą władzę” w UE i na Polsce się testuje, czy ta operacja się uda, czy nie” - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl eurodeputowany Patryk Jaki (Solidarna Polska).

TSUE zdecydował o nałożeniu na Polskę kary 1 mln euro dziennie na rzecz KE za to, że Polska nie zawiesiła przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Jak Pan ocenia sytuację, w której się znaleźliśmy?

Patryk Jaki: TSUE zajął się sposobem organizacji sądownictwa jeżeli chodzi o postępowanie dyscyplinarne, pomimo że przecież nadal obowiązuje w traktacie – jest zapisana w punkcie 5. - zasada przyznania, która polega na tym, że Unia Europejska nie jest państwem, w związku z tym może zajmować się tylko kompetencjami, które zostaną jej przekazane. Organizacja sądownictwa nigdy nie została jej przekazana. W związku z tym oni w sposób oczywisty naruszają traktat i praworządność. Dlaczego to robią? Jaki jest cel tej operacji? Cele tej operacji są dwa. Pierwszy jest taki, że sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć jeżeli chodzi o łamanie praworządności – sprawdzają, na co Polska może się zgodzić. Jeżeli Polska się zgodzi na to, to wiadomo, że będzie można wysyłać kolejne i kolejne żądania. Drugi cel tego przedsięwzięcia to próba stworzenia swoistego „nadrządu” w Unii Europejskiej, który zawsze będzie mógł zmienić każdą decyzję rządów wybranych w wyborach demokratycznych poprzez ciało niedemokratyczne, ale kontrolowane przez najważniejsze siły polityczne. Czyli próbuje się stworzyć w sposób pozatraktatowy „prawdziwą władzę” w UE i na Polsce się testuje, czy ta operacja się uda, czy nie.

Czy to oznacza, że Unia Europejska wychodzi z założenia, że jeżeli Polska się ugnie, to z mniejszymi państwami pójdzie zdecydowanie łatwiej?

Jestem przekonany, że podstawowy błąd, który popełnia wiele państw, polega na tym, że ci ludzie nie rozumieją tego, że jeżeli Polska przegra i stworzy się takie rozwiązanie ustrojowe – ono jest pozaustrojowe, ale takie faktyczne – to będzie je można później stosować w stosunku do każdego innego rządu każdego innego państwa. To jest brak myślenia, które wychodziłoby poza dzień dzisiejszy. Niestety i w oczach wielu polityków europejskich, również innych państw.

Dlaczego to Polska została wybrana do tego, żeby na jej ustroju dokonywać tego typu precedensów?

Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że Polska jest państwem najmocniej się rozwijającym, z największym potencjałem gospodarczym, ludnościowym, powierzchniowym. Wynika to też z konstrukcji Traktatu Lizbońskiego, gdzie mniejszość blokującą buduje się wokół wielkości powierzchni państwa i dlatego jeżeli Polska by dużo urosła, to jej siła mogłaby sprawić, że dołączy do najważniejszych państw, a nikt tego nie chce. Nikt nie chce Polski przy stole – woleli by Polskę pod stołem. To jest jeden powód, a drugi jest taki, że Polska oczywiście, ponieważ dalej jest przedmurzem chrześcijaństwa i konserwatywnych wartości, nie poddaje się tak łatwo, walczy z tym marksizmem kulturowym, dlatego jest tak mocno atakowana.

Karę miliona euro dziennie nałożył na Polskę Lars Bay Larsen, wiceprezes TSUE, który de facto ma znikome doświadczenie jeżeli chodzi o orzekanie, za to jest bardzo mocno umocowany politycznie. Czy to jest przypadek, że akurat taka osoba wydaje taki wyrok?

Oczywiście w tej sprawie nie ma żadnego przypadku. TSUE zresztą należy do najbardziej upolitycznionych sądów, jakie można sobie wyobrazić. Sami członkowie TSUE są przecież wskazywani nawet nie przez polityków, tylko przez konkretne rządy konkretnych państw. To raz. A dwa – jest to wyjątkowa procedura, która nie mieści się w tradycyjnym modelu trójpodziału władzy, bo jest to sąd, od którego w ogóle nie ma żadnego odwołania. Dlatego to jest oczywiste, że tak jest, jak pani mówi.

Czy w tej sytuacji nie powinno się podjąć działań w celu albo reformy TSUE, albo w ogóle zlikwidowania tej instytucji? W sytuacji bowiem, kiedy nie stoi ona na straży prawa, wszelka jej egzystencja mija się z celem.

Polska ciągle o to walczy. Ma pani rację. Polska ciągle walczy o reformę tego ciała. Tak jak widać, jest to bardzo trudne, ale nie wolno ustawać w tej walce, bo to jest walka o suwerenność Polski.

Dziękuję za rozmowę / Rozmawiała Anna Wiejak.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/571801-kara-dla-polski-jaki-celem-jest-stworzenie-nadrzadu-ue

Europoseł Patryk Jaki skomentował środową decyzję TSUE o nałożeniu kary na Polskę w związku z niewykonaniem orzeczenia dotyczącego Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

W środę Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nałożył na Polskę karę w wysokości 1 mln euro dziennie w związku z niewykonaniem orzeczenia TSUE z lipca tego roku. Przypomnijmy, że unijni sędziowie nakazali polskiemu rządowi natychmiastowe zawieszenie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Kara (po dzisiejszym kursie będzie to 4,62 mln zł za każdy dzień) będzie naliczana od dnia doręczenia Polsce postanowienia TSUE do dnia, w którym rząd wypełni nałożone na niego zobowiązania, lub – w przypadku braku zastosowania się do tego postanowienia – do dnia wydania ostatecznego wyroku. Na wyrok zareagował polski rząd. Piotr Müller określił działania Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości UE względem Polski jako "drogę kar i szantażu", która jest niewłaściwa.

KE i TSUE łamią traktaty

Sprawa kolejnej już kary dla Polski wywołała lawinę komentarzy. Głos w sprawie zabrał także Patryk Jaki. Europoseł Solidarnej Polski wskazuje, że działania KE i TSUE są niezgodne z traktatami. Kwestie związane z sądownictwem są wyłączną kompetencją państw członkowskich. Polityk przywołał art. 5 Traktatu o Unii Europejskiej, który stwierdza m.in., że "granice kompetencji Unii wyznacza zasada przyznania. Wykonywanie tych kompetencji podlega zasadom pomocniczości i proporcjonalności". "Zgodnie z zasadą przyznania Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez Państwa Członkowskie w Traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów. Wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich" – czytamy dalej w dokumencie.

"To nie jest tak, że UE i TSUE mogą zajmować się wszystkim, a kompetencje polskiego państwa przestały istnieć. Dalej obowiązuje Art. 5. traktatu, czyli zasada przyznania, która oznacza, że instytucje UE mogą zajmować się tylko kompetencjami przyznanymi im przez Polskę" – stwierdza z kolei Patryk Jaki w komentarzu do tych fragmentów traktatu. "Tak się składa, że organizacja sądownictwa nigdy nie została przekazana UE. A tego dotyczy wyrok. W związku z tym, Polska nie może się godzić na bezprawie i krok po kroku unicestwianie polskiej suwerenności i wpływu Polaków na własne państwo" – pisze polski polityk.

Gorzkie słowa o opozycji

Europoseł w dalszych wpisach nie szczędził ostrych słów krytyki pod adresem polityków polskiej opozycji, którzy, jego zdaniem, przyczyniają się do osłabienia kraju. "Przykre jest to, że tak mocno w odbieranie Polakom wpływu na własne państwo i przekazanie go niewybieranym w żadnych wyborach urzędnikom czy sędziom UE, zaangażowana jest polska opozycja i jej media" – pisze Patryk Jaki i dodaje: "Nie są w stanie w wyborach zdobyć władzy, więc starą tradycją targowicką sięgają po pomoc zewnętrzną".

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/218164/patryk-jaki-kasliwie-o-opozycji-i-mediach.html

Rosnące ceny energii to dopiero początek – mówił w Parlamencie Europejskim europoseł Patryk Jaki (Solidarna Polska).

– Nowy projekt wytycznych zastępuje te wytyczne z lat 2014-2020 i w porównaniu do tamtych ten bardziej stawia na cele klimatyczne, a mniej na bezpieczeństwo energetyczne i konkurencyjność – mówił Patryk Jaki w środę w Strasburgu.

Według niego "efekty tego widać gołym okiem". – Chcecie państwo likwidować węgiel, nie uwzględniając różnego punktu startu różnych państw. Tworzymy sztuczne narzuty na węgiel, który jeszcze wiele lat mógłby być najtańszym źródłem energii i w ten sposób wpisywać się w transformację energetyczną – ocenił.

Patryk Jaki: Grozi nam hiperinflacja i ubóstwo

– Węgiel jest zły? Okej, ale piszecie, że gaz też jest zły i tutaj czytamy, że "inwestycje w gaz ziemny nie przynoszą pozytywnego efektu środowiskowego". Atom oczywiście też możemy usłyszeć, że jest zły. Chcę państwu powiedzieć, że taka polityka doprowadzi do tragedii: hiperinflacji, ubóstwa, zmniejszenia konkurencyjności naszej gospodarki, upadku naszych firm i przenoszenia naszych firm poza Unię Europejską – stwierdził Patryk Jaki.

– To, co w tej chwili widzimy, czyli rosnące ceny energii, to dopiero początek. Kiedy ostrzegaliśmy, jak inwestycje w Nord Stream 2 się skończą, państwo nic z tym nie robiliście. Dzisiaj znów ostrzegamy: warto zmienić tę politykę – oświadczył europoseł Solidarnej Polski.

Drogi prąd. Co zrobi UE?

Na początku października w Parlamencie Europejskim odbyła się debata nad ograniczeniem skutków podwyżek cen energii. Część europosłów zaapelowała o podjęcie natychmiastowych działań w celu ochrony osób najbardziej dotkniętych wzrostem rachunków. Przed końcem roku Komisja Europejska ma zaproponować reformę rynku gazu, aby uczynić go bardziej odpornym na podwyżki cen.

Tekst i zdjęcie: https://dorzeczy.pl/opinie/214492/patryk-jaki-rosnace-ceny-energii-to-dopiero-poczatek.html

Podczas burzliwej debaty w Parlamencie Europejskim Patryk Jaki wskazywał na podwójne standardy i hipokryzję unijnych instytucji. Jego zdaniem PE kieruje się przede wszystkim niechęcią do polskiego rządu.

We wtorek rano w Strasburgu rozpoczęła się debata z udziałem przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen oraz premiera Mateusza Morawieckiego o wyroku Trybunału Konstytucyjnego stwierdzającego wyższość prawa krajowego nad unijnym w niektórych obszarach.

Posłowie do PE zagłosują nad rezolucją w tej sprawie w czwartek. Z kolei w środę mają dyskutować nad praktycznie całkowitym zakazem aborcji w Polsce, który wszedł w życie w styczniu 2021 roku.

Marionetki i filozof

Podczas burzliwej debaty głos zabrał m.in. europoseł Patryk Jaki. Polityk jasno wskazał na podwójne standardy stosowane przez Parlament Europejski i Komisję Europejską wobec krajów członkowskich.

– Praworządność jest ważna, ale ważniejsza jest równość. Spójrzmy na wyroki niemieckie - 2010, 2019, 2020 rok - konstytucja jest ważniejsza od prawa unijnego. Francja - 2021 r. - to samo. Hiszpania 2020 r. - konstytucja nad prawem unijnym. Rumunia 2021 - ta sama decyzja – wyliczał polityk Solidarnej Polski.

– W Polsce dokładnie tak samo. Ale tylko Polska nie może tak zrobić, bo nie podoba wam się ten rząd. Chcecie przywrócić te marionetki, które zgadzają się na wszystko, co mówicie, ale mój kraj jest niezależny i tylko Polacy mogą decydować, kto będzie rządził – przekonywał europoseł.

– Jean-Jacques Rousseau, gdy Polska została zaatakowana z każdej strony, powiedział do Polaków: "nie idźcie za Europą w sposób ślepy, na końcu tej ścieżki są tylko pieniądze. Kochajcie wolność, bo jej zawsze broniliście" – zakończył swoje wystąpienie Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/213793/debata-w-pe-jaki-nie-podoba-wam-sie-ten-rzad-chcecie-przywrocic-marionetki.html

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro z nieukrywaną radością przyjął czwartkowe orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego.

Trybunał Konstytucyjny orzekł w czwartek o wyższości polskiej konstytucji nad prawem unijnym. Wyrok zapadł w odpowiedzi na wniosek skierowany w marcu przez premiera Matuesza Morawieckiego.

Komentarz ministra sprawiedliwości

"Historyczne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał wyznaczył konstytucyjne granice integracji europejskiej oraz dopuszczalnej ingerencji UE w polskie sprawy. Bezprawne działania wykraczające poza traktaty nie stanowią dla Polski wiążącego prawa międzynarodowego. Bo nie są legitymizowane przekazaniem kompetencji na rzecz UE. To też konsekwencja orzeczenia TK. TK postawił tamę anarchizacji sądownictwa i całego państwa. Potwierdził nadrzędność Konstytucji RP nad prawem UE i politycznymi orzeczeniami TSUE" – napisał na Twitterze szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro (fot. facebook.com/ZiobroPL).

Orzeczenie TK

Trybunał Konstytucyjny rozpoznawał sprawę w pełnym składzie. Przewodniczącym składu orzekającego była prezes TK Julia Przyłębska. TK stwierdził, że część badanych przez niego przepisów unijnych jest niezgodna z konstytucją. Trybunał wskazał, że przepisy europejskie w zakresie w jakim organy UE działają poza granicami kompetencji przekazanych przez Polskę, są sprzeczne z ustawą zasadniczą. Zdanie odrębne do wyroku zgłosili sędziowie Piotr Pszczółkowski i Jarosław Wyrembak.

– Proces myślowy TK polega wyłącznie na ustaleniu treści norm i sprawdzeniu ich zgodności z konstytucją – mówił sędzia sprawozdawca Bartłomiej Sochański. – Wyłączną właściwością TSUE pozostaje wykładnia prawa unijnego – dodał.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/opinie/208579/minister-sprawiedliwosci-o-orzeczeniu-tk.html

Chcąc zanarchizować polskie sądownictwo, TSUE zakwestionował zasadę obowiązującą od dziesięcioleci - napisał szef MS Zbigniew Ziobro, odnosząc się do środowego wyroku Trybunału. Polityczne orzeczenie ma skłonić Polskę, by uległa szantażowi; nie uda się to - zapowiedział.

TSUE kwestionuje zasadę obowiązującą od dziesięcioleci

Chcąc zanarchizować polskie sądownictwo, TSUE zakwestionował zasadę, obowiązującą od dziesięcioleci. To, co było dobre za Millera czy Tuska, nagle jakoby narusza niezawisłość. Polityczne orzeczenie ma skłonić Polskę, by uległa szantażowi. Nie uda się to! — czytamy w tweecie ministra sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry.

Orzeczenie TSUE

Chodzi o wyrok w sprawie zainicjowanej pytaniem prejudycjalnym Sądu Najwyższego. Dotyczy ono powoływania sędziego Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN i jest efektem skargi, jaką złożył w tej sprawie krakowski sędzia Waldemar Żurek.

W 2018 r. Żurek został przeniesiony z wydziału Sądu Okręgowego, w którym dotąd orzekał, do innego wydziału. Sędzia odwołał się od tej decyzji do Krajowej Rady Sądownictwa, ale ta umorzyła postępowanie. Żurek zaskarżył uchwałę KRS w tej sprawie do Sądu Najwyższego i zawnioskował, żeby ze sprawy wyłączeni zostali wszyscy sędziowie z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Argumentował, że izba ta, ze względu na swój kształt i sposób wyboru jej członków przez KRS, nie może – w jakimkolwiek składzie złożonym z osób, które ją tworzą – bezstronnie i niezależnie rozpoznać odwołania.

Jeszcze przed rozpoznaniem tego wniosku o wyłączenie, sędzia Izby Kontroli Nadzwyczajnej Aleksander Stępkowski wydał w składzie jednoosobowym postanowienie o odrzuceniu odwołania Waldemara Żurka z uwagi na jego niedopuszczalność.

W konsekwencji Izba Cywilna Sądu Najwyższego zapytała TSUE, czy unijne przepisy traktatowe oraz Kartę Praw Podstawowych należy interpretować w ten sposób, że „nie jest sądem niezawisłym, bezstronnym i ustanowionym uprzednio na mocy ustawy w rozumieniu prawa Unii Europejskiej sąd, w którego jednoosobowym składzie zasiada osoba powołana do pełnienia urzędu sędziego z rażącym naruszeniem reguł prawa państwa członkowskiego”.

W ogłoszonej decyzji Trybunał wskazał, że „omawiane okoliczności rozpatrywane łącznie mogą, z zastrzeżeniem ostatecznej oceny, której przeprowadzenie należy w tym względzie do sądu krajowego, z jednej strony prowadzić do wniosku, że powołanie sędziego, o którym tu mowa, nastąpiło z rażącym naruszeniem podstawowych reguł procedury powoływania sędziów Sądu Najwyższego stanowiących integralną część ustroju i funkcjonowania polskiego systemu sądownictwa”.

Z drugiej strony, „i z tym samym zastrzeżeniem, ogół owych okoliczności może także skłonić sąd krajowy do przyjęcia wniosku, że warunki, w jakich doszło do powołania sędziego, o którym tu mowa, zagroziły prawidłowości skutku, do którego doprowadził proces nominacyjny, przyczyniając się do wzbudzenia w przekonaniu jednostek uzasadnionych wątpliwości co do niepodatności tego sędziego na czynniki zewnętrzne oraz jego neutralności względem ścierających się przed nim interesów, oraz do wystąpienia braku widocznych oznak niezawisłości lub bezstronności tego sędziego, co mogłoby podważyć zaufanie, jakie sądownictwo powinno budzić w jednostkach w społeczeństwie demokratycznym i państwie prawnym”.

Tekst i zadjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/569017-mocna-odpowiedz-ministra-sprawiedliwosci-na-wyrok-tsue

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zawetuje podczas posiedzenia Rady UE unijne "Konkluzje dot. Strategii UE na rzecz praw dziecka".

Jak dowiedział się portal DoRzeczy.pl, do postawienia weta ma dojść na posiedzeniu Rady UE ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych, gdzie Polskę reprezentuje właśnie minister sprawiedliwości. Rada rozpoczyna się w czwartek 7 października.

Ministerstwo Sprawiedliwości argumentuje, że unijny dokument – wbrew tytułowi – uderza w prawo dziecka do wychowania w rodzinie przez ojca i matkę. Zamiast rzeczywiście wspierać dobro dziecka, jest elementem unijnej polityki promującej środowiska LGBT i ideologię gender. Akceptacja Konkluzji prowadziłaby do wymuszania na Polsce prawnego uznania "małżeństw" gejowskich i lesbijskich oraz do adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

W tej unijnej inicjatywie nie chodzi o prawa dzieci. Gra idzie o realizację planu, który 16 września 2020 r. ujawniła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. W orędziu o stanie Unii Europejskiej zapowiedziała, że Komisja przedstawi strategię wzmocnienia praw osób LGBTQI. – W ramach tego będę również dążyć do wzajemnego uznawania stosunków rodzinnych w UE. Jeśli jesteś rodzicem w jednym kraju, jesteś rodzicem w każdym kraju – zaznaczyła.

Jednym z elementów tej strategii ma być rozwiązanie, dzięki któremu dzieci osób tej samej płci będą uznawane w całej Unii Europejskiej. Kilka dni później potwierdziła to unijna komisarz ds. równości Helena Dalli. – Jeśli tworzysz rodzinę w jednym kraju, jest ona rodziną też w innym kraju – w ten sposób odpowiedziała na pytanie o plany Komisji Europejskiej w sprawie uznawania praw rodzinnych osób LGBT+.

Są to założenia niezgodne z polską Konstytucją, która jasno stanowi, że małżeństwem jest związek kobiety i mężczyzny. Polskie prawo nie zezwala również na adopcję dzieci przez pary homoseksualne, a „uznawanie dzieci osób tej samej płci w całej UE” oznacza właśnie dążenie do legalizacji takich adopcji we wszystkich krajach Unii.

Wobec braku zgody wszystkich państw członkowskich na realizację tych zamierzeń, Komisja Europejska usiłuje przemycić je pod pozorem „strategii na rzecz praw dziecka”. Weto Zbigniewa Ziobry (fot. radiomaryja.pl) do Konkluzji oznacza wywrócenie fundamentu tych planów. To już czwarte polskie weto złożone przez Zbigniewa Ziobrę na forum unijnym.

Marcin Romanowski pisze do Maląg

Nasza redakcja dotarła do pisma, jakie resort sprawiedliwości przesłał w tej sprawie do Ministerstwo Rodziny i Polityki. Pismo z 29 września 2021 r. podpisane jest przez wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego.

"Uprzejmie informuję iż na Radzie UE w dniach 7-8 października 2021 r., Minister Sprawiedliwości, który będzie reprezentował Polskę, sprzeciwi się przyjęciu Konkluzje dot. Strategii na rzecz praw dziecka. Uzasadnieniem powyższego jest brak uwzględnienia uwag Polski do konkluzji dotyczących konieczności uwzględnienia porządków konstytucyjnych państw członkowskich oraz poszanowania wyłącznej kompetencji państwa członkowskiego w obszarze prawa rodzinnego materialnego.

Konkluzje zawierają siatkę pojęciową oraz odwołują się do dokumentów instytucji europejskich niezgodnych z polskim porządkiem prawnym, przewidując działania, które naruszają kompetencje wyłączne państw członkowskich oraz pozostają w sprzeczności z podstawowymi instytucjami polskiego prawa rodzinnego. Chociaż konkluzje są dokumentem politycznym i nie są prawnie wiążące, jednak w przypadku zgody państwa na ich przyjęcie – trudniej jest później kwestionować działania unijnych instytucji, które wynikają z treści konkluzji, bowiem pojawia się zarzut, że wyrażono na nie zgodę" – czytamy w piśmie.

Jak argumentuje resort, ma to szczególne znaczenie dla polskiego porządku prawnego, w kontekście zapowiedzi unijnych regulacji, mających na celu uznawanie rodzicielstwa, w tym osób w związkach jednopłciowych, co w polskim porządku prawnym jest niezgodne z konstytucją.

Dlaczego weto? MS przytacza argumenty

Resort sprawiedliwości podaje argumenty, które uzsadniają zgłoszenie weta. Oto one:

1. Oficjalnym celem Strategii ma być rzekomo dobro dzieci. Za szczytnymi zapowiedziami i deklaracjami kryje się ideologia LGBT i tzw. tęczowych rodzin, czyli związków homoseksualnych. Takie rozwiązania są niezgodne z polską Konstytucją, która jasno stanowi, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny.

2. Prawo rodzinne jest szczególnie delikatną materią a przepisy określające więzi rodzinne mają pierwszorzędne znaczenie dla ogólnie pojmowanej wspólnoty państwowej. W UE nie ma konsensusu co do wspólnej wizji określonego modelu rodziny i małżeństwa. Są to kwestie newralgiczne dla każdego państwa członkowskiego i są związane z jego tożsamością narodową określoną w normach konstytucyjnych.

3. Polska nie zgadza się na ingerencję instytucji unijnych w tak wrażliwe sfery prawodawstwa jak prawo rodzinne. Obszar ten przynależy do wyłącznych kompetencji państwa członkowskiego w zakresie samostanowienia o kształcie rodziny, definicji małżeństwa oraz rodzicielstwa.

4. Konkluzje odwołują się do takich dokumentów jak: Strategia Równości LGBTIQ 2020-2025 i Strategia Równości Gender 2020-2025. Zgoda na konkluzje oznaczałaby zarazem akceptację dla strategii LGBT i gender, a ich realizacja byłaby wymuszana szantażem. Tak jak w przypadku wymuszania na polskich samorządach rezygnacji z uchwał w obronie rodziny.

Zakłamane słownictwo

MS wskazuje, że używane w Konkluzjach i Strategii słownictwo, nie odnosi się już do płci biologicznej (ang. „sex”) lecz posługuje się wyłącznie słowem „gender”, czyli tzw. płcią kulturową. W Konkluzjach pojawia się sformułowanie dotyczące tzw. inkluzywności płci kulturowej (gender inclusiveness), którą to zasadę trzeba zapewnić wszystkim dzieciom w szkole. Chodzi o używanie „języka neutralnego płciowo” czy też „wrażliwego płciowo” – zatem koniec z dziewczynką czy chłopcem w szkole i przedszkolu – bo to już może być nierówność. Wszystkie dzieci to „ono”. Towarzyszy temu w Strategii zachęta, zwłaszcza dla dziewcząt, do „obalania stereotypów płci”.

Ponadto Strategia, odnosząc się do rozporządzenia Bruksela II BIS, które reguluje współpracę transgraniczną w sprawach rodzinnych i małżeńskich, zapowiada, że „szczególne wyzwania pojawią się w przypadku tęczowych rodzin”. Zapis ten związany jest z inicjatywą Komisji Europejskiej, która przewiduje wydanie rozporządzenia o uznawaniu rodzicielstwa, w tym również par homoseksualnych.

Ministerstwo Sprawiedliwości zgłaszało m.in. uwagę do Konkluzji, by w odniesieniu do dzieci mówić o równości dziewcząt i chłopców (equality betweem girls and boys), a nie „równości płci kulturowej” (gender equality). Żadna z uwag nie została uwzględniona.

W aneksie "Unia równości: strategia na rzecz równości osób LGBTIQ na lata 2020-2025" wśród kluczowych działań KE wskazano monitorowanie realizacji programów finansowych pod kątem zasad zawartych w aneksie. Promowanie mniejszości seksualnych będzie finansowane przez UE, realizowane w jej polityce i prawodawstwie. Poprawą sytuacji ekonomicznej środowisk LGBTIQ zajmie się Europejski Fundusz Społeczny Plus (EFS+). Dokument zapowiada również wprowadzenie uznawania rodzicielstwa osób tej samej płci przez państwa członkowskie.

Kolejne weto Zbigniewa Ziobry

Minister Zbigniew Ziobro trzykrotnie składał już weto na forum UE.

W 2017 r. zawetował konkluzje Rady UE o stosowaniu Karty Praw Podstawowych UE. Zrobił to w imię podstawowych praw, które są w Polsce bezwzględnie szanowane i respektowane. Nie tylko jako odgórnie stanowione przepisy, ale jako wyraz tradycji, polegającej na przywiązaniu do wolności, tolerancji i ochrony praw wszystkich bez wyjątku obywateli.

W październiku 2018 r. nie wyraził zgody na utworzenie Prokuratury Europejskiej. Instytucja ma zbyt szeroki zakres kompetencji. Polska nie mogła poprzeć rozwiązań, które wykluczają ściganie przestępstw VAT z wyłącznej kompetencji państw członkowskich.

Zawetował również rozporządzenie o tzw. wzmocnionej współpracy. Reguluje ono m.in. sprawę spadków i praw dziedziczenia w UE. Przewidywało, że prawa te nabyte w innym kraju przez związki homoseksualne, obowiązywałyby również w Polsce.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/tylko-na-dorzeczy/208213/wazne-weto-ziobry-chodzi-o-malzenstwa-homoseksualne.html

Kiedy Robert Schuman patrzy, co robicie z jego projektem, przewraca się w grobie – mówił w europarlamencie Patryk Jaki.

"W 1 minutę ostro powiedziałem komisarzowi, co myślę o szantażowaniu Polski blokadą środków, jeśli nie zgodzi się na uznanie wyższości UE nad polską konstytucją. Gdzieś musi być granica tego, na co Polska może się godzić" – napisał Patryk Jaki na Twitterze. Udostępnił też nagranie swojego wystąpienia w Parlamencie Europejskim.

Patryk Jaki: Przystawiacie sędziom pistolet do głów

– Blokujecie środki dla Polski, ponieważ uważa ona, że konstytucja jest wyżej niż prawo UE. Tymczasem wiele państw Unii zrobiło dokładnie to samo, w tym Niemcy, które oczywiście środki otrzymały. Ponadto mówicie, że Polska otrzyma środki tylko wtedy, gdy Trybunał Konstytucyjny orzeknie w tej sprawie tak, jak chcecie – mówił Patryk Jaki, nawiązując do toczącej się przed Trybunałem Konstytucyjnym rozprawy w sprawie wyższości konstytucji nad prawem unijnym.

– Innymi słowy, od lat atakujecie Polskę za rzekomy brak niezawisłości wymiaru sprawiedliwości, a teraz co robicie? Przystawiacie sędziom pistolet do głów mówiąc, że mają orzekać tak, jak chcecie. To jest nowy europejski standard niezawisłości – dodał.

"Czy porównał pan Polskę i Czechy?"

Patryk Jaki stwierdził, że "kiedy Robert Schuman (jeden z ojców założycieli UE – red.) patrzy, co robicie z jego projektem, przewraca się grobie". – Bo on chciał budować solidarność między państwami, a wy budujecie mury – ocenił. – Komisarz mówi, że dla niego najważniejsze jest to, kto uczciwie wydaje środki. Naprawdę? Czy porównał pan Polskę i Czechy w swoich danych? I to jest fundamentalne pytanie: komu naprawdę blokujecie środki? – pytał europoseł Solidarnej Polski.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/208234/jaki-ostro-powiedzialem-komisarzowi-co-mysle.html

Jeżeli pan Biedroń i cała reszta Lewicy i opozycji chcą wpisywać się w ten scenariusz, to znaczy, że nie rozumieją tego, co jest żywotnym polskim interesem, polską racją stanu - mówi portalowi wPolityce.pl były wiceminister sprawiedliwości, europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

wPolityce.pl: Europoseł Lewicy Robert Biedroń zapowiedział w TVN24, że jutro w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata połączona z rezolucją na temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej

Patryk Jaki: Zapoznałem się z planem obrad PE i takiego punktu w nim nie ma. Jutro rzeczywiście odbywa się debata na temat Białorusi, ale jej tytuł to: „Sytuacja na Białorusi po roku protestów i ich brutalnego tłumienia”. Chyba że europoseł Biedroń chce tutaj podczepić kwestię granicy. Być może będzie chciał złożyć jakiś wniosek i Konferencja Przewodniczących ma o tym zdecydować.

Robert Biedroń przekonywał, że rezolucja będzie „mocna, ale potrzebna”, a PE wezwie polskie władze do transparentności, dopuszczenia Frontexu, organizacji pozarządowych i mediów.

Polska cały czas dobrze współpracuje z Frontexem. Trudno żeby nie współpracowała, bo nie wiem, czy pan poseł Biedroń o tym wie, ale siedziba tej agencji mieści się w Warszawie. Po drugie - te zdjęcia, na których widzieliśmy, jak białoruskie służby dowodzą ludzi na granicę, pochodzą właśnie z Frontexu. [Rozmowę z byłym wiceministrem sprawiedliwości przeprowadziłam jeszcze zanim dyrektor Frontexu złożył wizytę na granicy polsko-białoruskiej - JJ]. Zarzut dotyczący braku współpracy z Frontexem jest więc chybiony. Po trzecie: jest oczywiste, że gdybyśmy zdobyli się, by wpuścić kilka takich osób, to za chwilę będziemy mieć ich pod granicą dziesiątki tysięcy. Nie wiem czy Robert Biedroń będzie w stanie ich wszystkich zmieścić w swoim domu, ale jeśli jest taki mocny, to niech poczyni taką deklarację, na pewno łatwiej będzie się rozmawiało.

Skąd zatem zarzuty dotyczące braku empatii, nieustanne podgrzewanie tematu imigrantów na granicy?

Jeżeli ktoś rzeczywiście ucieka przed wojną czy też prześladowaniami politycznymi, to są przecież procedury, które Polska za każdym razem jest zobowiązana sprawdzać. Składa się np. w Grodnie wniosek o azyl polityczny, ale na pewno nie przekracza się granicy tak „na dziko”. Już sam sposób wskazuje na to, że jest to prowokacja służb Łukaszenki i Putina. Jeżeli pan Biedroń i cała reszta Lewicy i opozycji chcą wpisywać się w ten scenariusz, to znaczy, że nie rozumieją tego, co jest żywotnym polskim interesem, polską racją stanu.

Jeżeli dojdzie do debaty w PE, to jakie argumenty podniosą Państwo jako PiS i EKR?

Oczywiście, jeśli ten temat pojawi się na agendzie PE, będziemy przedstawiać nasze argumenty, przypominając przede wszystkim, że to nie tylko polska granica, ale również wschodnia granica UE.

I mamy również poparcie unijnych instytucji, przynajmniej w kwestii ochrony granic.

Pewnie nie wszystkich instytucji, ale na pewno jakiejś części, która rozumie, że duża część migrantów koczujących przy granicy za cel swojej podróży nie obrała Warszawy, ale Berlin czy szeroko pojęte Niemcy.

Europoseł Biedroń, mówiąc o rezolucji PE, stwierdził, że polski rząd nie do końca rozumie stanowisko UE w kwestii imigrantów.

Wydaje mi się, że to raczej pan Biedroń nie zrozumiał stanowiska większości Polaków.

W ostatnim czasie politycy opozycji podnoszą argument „dzieci z Michałowa” i przekonują, że trzeba pomóc migrantom w sposób zgodny z sercem i rozumem, a przy tym - z prawem. Mówią o Frontexie, mówią, że należy jednocześnie chronić granice i pomagać imigrantom. Czy to jest w ogóle możliwe? Czy są to jakieś konkretne rozwiązania, sensowne argumenty?

Polska opozycja i konkretne rozwiązania? Dawno czegoś takiego w przyrodzie nie widzieliśmy. To oczywiste, że my, Polacy, zawsze należeliśmy do ludzi, którzy chcą pomagać, natomiast trzeba robić to mądrze. Bardzo chętnie pomagamy na miejscu i sytuacja, gdy wiemy, że pod granicą stoją osoby z terenów nieobjętych wojną to najlepszy dowód obnażający hipokryzję ludzi używających tego rodzaju argumentów o „sercu i rozumie”.

Kryzys na granicy cały czas eskaluje, codziennie dowiadujemy się o kolejnych prowokacjach strony białoruskiej, ze strony przeciwników rządu padają coraz ostrzejsze oskarżenia. Czy jest szansa na pokojowe rozwiązanie tego kryzysu?

Pewnie tak długo nie osiągniemy pokojowego rozwiązania, dopóki Putin będzie widział, że może - przy pomocy Łukaszenki - w najlepsze bujać polską łodzią. A widzą, że mogą to robić, dopóki opozycja i jej media w Polsce nie staną po stronie polskiej racji stanu. Będą robić to nadal i cieszyć się z tego, jak dzielą i osłabiają Polskę.

To ciekawe, co Pan Minister mówi, bo podobno - przynajmniej w narracji opozycji - rządy Prawa i Sprawiedliwości w Polsce są na rękę Putinowi i Łukaszence i w jakiś sposób wspierają obu wschodnich satrapów. Tymczasem widzimy, że w kwestii sytuacji na granicy opozycja chętniej daje wiarę Łukaszence i Putinowi, niż polskim władzom.

Politycy opozycji mają kilka swoich zaklęć, które polskie społeczeństwo rozszyfrowało już dawno. Polacy doskonale pamiętają, kto fotografował się z Putinem na sopockim molo, kto prowadził politykę prorosyjską, a kto antyrosyjską, która formacja w Parlamencie Europejskim doprowadziła do tego, że powstał Nord Stream 2.

Czy sytuacja na granicy polsko-białoruskiej jest testem na to, kto wspiera polską rację stanu?

Można trochę tak to nazwać. Są ludzie, którzy uważają, że polska konstytucja, polskie prawo, polskie granice i bezpieczeństwo Polaków to rzeczy święte. Z drugiej strony są ludzie, którzy będą robić sobie z tego kpiny i latać z siatkami po granicy, dlatego że są wychowani w duchu postmodernistycznych, nowoczesnych wartości, w imię tzw. postępu. I dla nich nie istnieje „polska racja stanu” rozumiana w taki sposób, w jaki rozumieli ją nasi przodkowie. Pod względem sposobu myślenia są kosmopolitycznymi obywatelami a nie obywatelami Polski. Niestety, ten proces postępuje. Pamiętajmy zresztą, że to wszystko nie jest przypadkiem. Ktoś chce w taki sposób programować z zewnątrz dużą grupę Polaków, ponieważ wie, że jeżeli w Polsce będzie mieszkało dużo osób, które nie identyfikują się z państwem, to Polska będzie słabsza. Tym swoim zachowaniem tak naprawdę osłabiają Polskę i wzmacniają Putina, który nie liczy się z prawami człowieka, co udowadniał już wielokrotnie.

Bardzo dziękuję za rozmowę / Rozm. JJ.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/568747-jaki-biedron-i-reszta-nie-rozumieja-polskiej-racji-stanu

Europoseł Patryk Jaki zaprezentował w poniedziałek raport dotyczący ekonomicznego bilansu członkostwa Polski w Unii Europejskiej.

W niedzielę eurodeputowany Solidarnej Polski poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych, że następnego o godzinie 13.00 w Sejmie odbędzie się konferencja prasowa, podczas której po raz pierwszy zaprezentowany zostanie pełny bilans transferów finansowych pomiędzy Polską a Unią Europejską od 2004 r. "Myślę, że wiele osób może być w szoku" – napisał Patryk Jaki.

Straty Polski

W konferencji, oprócz Patryka Jakiego, wzięli także udział autorzy raportu: prof. Krysiak oraz prof. Grosse. Europoseł stwierdził, że Polska "zapłaciła" za dostęp do unijnych środków otwarciem swojego rynku dla zachodnich firm. – Fundusze europejskie, które otrzymujemy są opłatą za dostęp do polskiego rynku – stwierdził polityk i podał przykład niemieckiej firmy, która wytwarzając określone produkty zamawia część podzespołów w Polsce. Finalnie niemiecka firma sprzedaje produkt z wysoką marżą, a polska firma otrzymuje znacznie mniejsze środki.

Patryk Jaki przekazał, że zaproszeni przez niego eksperci pokażą szerszy kontekst ekonomiczny uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej. – Pokażemy, jak wygląda eksport, który musi być widziany w szerszym kontekście, czyli tego w jakim modelu firmy zachodnie osadziły Polskę. Modelu, w którym nasz kraj jest tylko częścią w łańcuchu produkcji – powiedział. Zgodnie z danymi zaprezentowanymi podczas konferencji w okresie 2004-2020 Polska otrzymała netto z Unii Europejskiej ok 593 mld złotych. W tym samym okresie bilans kwot wytransferowanych z Polski przez zachodnie firmy do zysków polskich przedsiębiorstw w UE wyniósł minus 981 mld złotych (fot. wpolityce.pl).

Łącznie od momentu wejścia do UE Polska straciła 535 mld złotych.

– Dostęp do rynku, aktywa, drogi, zakłady pracy, klienci to cały potencjał, do którego dostęp dajemy firmom z Unii Europejskiej. To potencjał, aktywa zdolne do generowania przepływów [finansowych - przyp. red.]. W skali roku ta kwota przepływów, które uzyskiwaliśmy była mniejsza średniorocznie o 23 miliardy – powiedział prof. Krysiak. – Z perspektywy przepływów gotówkowych mamy takie negatywne saldo – dodał.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/opinie/202297/ekonomiczny-bilans-czlonkostwa-w-ue-patryk-jaki-prezentuje-raport.html

Dawno już wiele osób mówiło, że potrzebny jest uczciwy bilans do merytorycznej dyskusji – podkreśla Patryk Jaki zapowiadając konferencję prasową.

Eurodeputowany Solidarnej Polski poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych, że 20 września o 13:00 w Sejmie odbędzie się konferencja prasowa, podczas której po raz pierwszy zaprezentowany zostanie pełny bilans transferów finansowych pomiędzy Polską a Unią Europejską od 2004 roku.

"Myślę, że wiele osób może być w szoku" – przewiduje Patryk Jaki (fot. wpolityce.pl).

Z informacji przekazanych przez byłego wiceministra sprawiedliwości wynika, że raport został przygotowany przez zespół pod przewodnictwem profesorów Zbigniewa Krysiaka ze Szkoły Głównej Handlowej i Tomasza Grosse z Uniwersytetu Warszawskiego.

"Dawno już wiele osób mówiło, że potrzebny jest uczciwy bilans do merytorycznej dyskusji" – zauważył eurodeputowany.

Członkostwo w UE nie takie opłacalne?

O tym, że taki bilans jest potrzebny mówił w ostatnim czasie partyjny kolega Patryka Jakiego Janusz Kowalski (fot. dorzeczy.pl). – Proponuję żeby zrobić profesjonalny audyt. Polski rząd musi monitorować czy finansowo i geopolitycznie korzystamy z członkostwa w Unii Europejskiej. Nie ma takiego jednego dokumentu. W mojej ocenie, jeżeli chodzi o aspekt finansowy, zdecydowanie tracimy (...) Po takim audycie trzeba się nad tym zastanowić, poważna debata – mówił w rozmowie z Jackiem Prusinowskim w "Sednie sprawy" na antenie Radia Plus poseł Solidarnej Polski.

Kwestia ta wielokrotnie była także podnoszona przez publicystów tygodnika "Do Rzeczy". O braku bilansu zysku i strat mówili w jednym z odcinków "Polski Do Rzeczy" Rafał Ziemkiewicz i Paweł Lisicki. Ziemkiewicz uznał za rzecz zadziwiającą, że przez 20 lat nikt nie dokonał rachunku opłacalności naszej obecności w UE. – Nie dokonuje się rachunków dogmatów – wskazywał Lisicki. Ziemkiewicz podkreślił, iż mogłoby się okazać, że zyski są dużo mniejsze niż straty, jakie z tego tytułu ponosimy.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/201985/jaki-zapowiada-raport-o-transferach-polska-ue.html

Europoseł Solidarnej Polski w ostrych słowa odpierał zarzuty dotyczące łamania zasad praworządności przez rząd w Warszawie.

W środę popołudniu w Parlamencie Europejskim odbywa się debata nad stanem praworządności w Polsce. Europosłowie dyskutują nad rezolucją ws. „wolności mediów i dalszego pogarszania się stanu praworządności w Polsce”. Głos zabrała m.in. wiceszefowa Komisji Europejskiej Vera Jourova, która zapowiedziała zdecydowane działania KE w przypadku wejścia w życie zapisów nowelizacji ustawy medialnej. Europosłowie Zjednoczonej Prawicy odpierali ataki i starali się udowadniać, że działania KE wobec Polski są bezprawne.

Mocne słowa Patryka Jakiego

Głos zabrał także Patryk Jaki. Polityk wskazywał, że nowelizacja ustawy medialnej ma jedynie doprecyzować polskie prawo. – Każda telewizja w Polsce może działać, musi to jednak robić zgodnie z prawem, które funkcjonuje, nie nawet w Polsce tylko w Europie – zaczął swoje wystąpienie polityk Solidarnej Polski. – To jest jednak całkowicie inna sprawa niż państwa opowieści o tym, że ta telewizja jest obiektywna, dla tej telewizji na przykład nie ma Trybunału Konstytucyjnego, jest tylko Trybunał Przyłębskiej – dodał.

Europoseł wskazał na uchybienia, jakich w ostatnim czasie dopuścili się dziennikarze TVN. – Sami sobie zmieniają konstytucyjne nazwy, niszcząc państwowe instytucje. Dla nich wszyscy sędziowie powoływani za czasów lewicy i liberałów, totalitarnych czasów komunistycznych są legalni, a ci powoływani za czasów konserwatywnej władzy są nielegalni, to są neosędziowie – mówił Patryk Jaki (fot. wpolityce.pl). – Twierdzą, ze Niemcy mają mniejszy udział polityków w systemie powoływania sędziów, kiedy każdy, kto potrafi czytać, wie, że jest dokładnie odwrotnie. Promują ideologię gender, wyśmiewanie patriotyzmu i narrację Łukaszenki i w sprawie kryzysu na wschodniej granicy Unii Europejskiej – dodał.

Brak szacunku dla Polski

Patryk Jaki skrytykował także zachodnich polityków. – Wam się to podoba, bo wszystko, co niszczy Polskę od środka, jest dla was dobre, aby Polska nigdy nie mogła do was dołączyć, bo Polacy dla was są dobrzy, ale do zbierania szparagów i truskawek. Polacy jednak nie są od was gorsi i nie pozwolą się tak traktować i dobrze, żebyście to odnotowali – powiedział. Polityk wskazał także na przykład z Niemiec, gdzie polityk, wiceprzewodniczący CDU został wybrany sędzią. – To nie jest upolitycznienie? To jest po prostu wstyd, wstyd dla państwa – podsumował polityk Solidarnej Polski.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/opinie/200512/to-jest-po-prostu-wstyd-jaki-mocno-w-parlamencie-europejskim.html

To jest kolejne bezczelne łamanie prawa, traktatów, dobrego obyczaju i zasad dyplomacji – napisał o rezolucji PE ws. praw osób LGBTQI Patryk Jaki.

Były wiceminister sprawiedliwości, obecnie europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki w mocnych słowach skomentował w mediach społecznościowych przyjęcie wczoraj przez Parlament Europejski rezolucji ws. praw osób LGBTQI. Jego zdaniem, mamy do czynienia z kolejnym bezczelnym łamaniem prawa, traktatów, dobrego obyczaju i zasad dyplolacji. "[...] dlatego że ta rezolucja mówi o narzuceniu innym państwom spraw z zakresu prawa rodzinnego, kultury, etyki, moralności, religii, czyli wszystkich obszarów, które są wyłączną kompetencją państwa członkowskiego" – wskazał polityk, podkreślając iż unijni urzędnicy "celowo łamią praworządność, próbują przeforsować coś, o czym wiedzą, że Polacy się na to nie zgadzają, traktując Polskę jako swoją kolonię".

"I mają też swój konkretny cel, żeby w ten sposób postępować - mianowicie chodzi im o to, że oni mają pełną świadomość, że jeżeli rozmyją Polskę od strony aksjologicznej, tożsamościowo-historyczno-moralnej, jeżeli zniszczą te wszystkie polskie podwaliny - czyli poczucie silnej, własnej tożsamości, odrębnej od innych państw, jeżeli to zniszczą, to Polska będzie dużo łatwiejsza kulturowo do kolonizacji, potem gospodarczo, i dużo mniej i rzadziej będzie się stawiała. I nie będzie aspirowała do tej roli, do której dzisiaj aspiruje, do roli partnera, Polska chce być tak samo traktowana jak Niemcy czy Francja" – wyjaśnił w swoim wpisie polityk Solidarnej Polski (fot. wpolityce.pl).

Rezolucja PE ws. "małżeństw" jednopłciowych

UE powinna usunąć wszelkie przeszkody, jakie napotykają osoby LGBTIQ w korzystaniu ze swoich podstawowych praw. Małżeństwa jednopłciowe i związki partnerskie powinny być uznawane w całej Unii – podkreślił we wtorek Parlament Europejski. W rezolucji w sprawie praw osób LGBTIQ w UE (przyjętej 387 głosami do 161, przy 123 wstrzymujących się do głosu) europarlament zaznaczył, że obywatele ci powinni mieć możliwość pełnego korzystania ze swoich praw, w tym prawa do swobodnego przemieszczania się, w całej Unii. Posłowie do PE odnotowali także dyskryminację, jakiej ich zdaniem doświadczają społeczności LGBTIQ w Polsce i na Węgrzech. Parlament wezwał do dalszych działań UE wobec tych krajów. Jak wyjaśniono, chodzi o postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, środki sądowe i narzędzia budżetowe.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/opinie/200248/jaki-o-rezolucji-pe-ws-praw-osob-lgbtqi-patryk-jaki.html

„Nie mam żadnych wątpliwości, że jest to próba przywrócenia porządku w Europie, który miałby się układać wokół tworzenia nowego, wielkiego Cesarstwa Niemieckiego Unii Europejskiej. Oczywiście takiej nazwy nie będzie, ale będą takie właśnie zasady – że rządzi Berlin i dopóki Polacy nie przyjmą tego do wiadomości, to będą nam nakładane kary albo będzie nam odbierana suwerenność tak długo, jak rząd PiS przyjmie do wiadomości, że jest przedłużeniem polityki Berlina, albo będą to robić tak długo, aż wróci do władzy Donald Tusk, który już dawno przyjął to do wiadomości” - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Patryk Jaki, były wiceminister sprawiedliwości, europoseł Solidarnej Polski, odnosząc się do wniosku KE do TSUE o nałożenie kar finansowych na Polskę za nieprzestrzeganie decyzji ws. środków tymczasowych z dnia 14 lipca.

wPolityce.pl: KE zdecydowała o wysłaniu wniosku do TSUE o nałożenie kar finansowych na Polskę za nieprzestrzeganie decyzji ws. zawieszenia Izby Dyscyplinarnej SN. Jak pan komentuje złożenie takiego wniosku?

Patryk Jaki: Instytucje UE uważają, że Izba Dyscyplinarna SN rzekomo nie jest niezależna dlatego, że w procedurze wyboru sędziów do tej Izby brała udział KRS, do której sędziowie obecnie są wybierani przez Sejm (większością 3/5 głosów), a wcześniej byli wybierani przez samych sędziów. Polska jest cały czas oskarżana o upolitycznienie systemu sądowniczego ze względu na sposób wyboru sędziów do KRS-u, a procedura w tej sprawie nie odbiega w żaden sposób od podobnych procedur wyłaniania sędziów w innych państwach. Jeżeli ktoś chce wejść w szczegóły merytoryczne tej sprawy, to ona ośmiesza komisarzy. Drugi wątek merytoryczny w tej sprawie jest taki, że oni uważają, iż trzeba nałożyć na Polskę kary dlatego, że postanowienie o zabezpieczeniu Izby Dyscyplinarnej SN jest niewykonane. Tymczasem w wielu państwach UE wyroki TSUE są niewykonywane w dużo większej częstotliwości niż w Polsce i nie są tam nakładane żadne kary. Co więcej, są państwa, które wprost kwestionują wyższość prawa europejskiego nad krajowym i na nie również nie są nakładane żadne kary.

To dlaczego Pana zdaniem KE składa ten wniosek?

Można to interpretować tylko i wyłącznie jako wendetę przeciwko Polsce, jako próbę ustawienia Polski w szeregu, dlatego że UE, a tak naprawdę Niemcy po decyzji USA, że same wycofują się z Europy, próbują poprzez UE doprowadzić do tego, co oni pewnie nazywaliby porządkiem w Europie. To znaczy nie ma czegoś takiego, że są państwa Europy Środkowo-Wschodniej, które mogą aspirować do takiej samej roli, jak państwa Zachodu. Oni chcą pokazać Polsce miejsce w szeregu – że albo zgodzimy się na to, że będziemy przedłużeniem polityki Berlina, albo będą nam uprzykrzać życie każdego dnia takimi absurdalnymi decyzjami. O to w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Nie mam żadnych wątpliwości, że jest to próba przywrócenia porządku w Europie, który miałby się układać wokół tworzenia nowego, wielkiego Cesarstwa Niemieckiego Unii Europejskiej. Oczywiście takiej nazwy nie będzie, ale będą takie właśnie zasady – że rządzi Berlin i dopóki Polacy nie przyjmą tego do wiadomości, to będą na nas nakładane kary albo będzie nam odbierana suwerenność tak długo, jak rząd PiS przyjmie do wiadomości, że jest przedłużeniem polityki Berlina, albo będą to robić tak długo, aż wróci do władzy Donald Tusk, który już dawno przyjął to do wiadomości.

Pana zdaniem TSUE faktycznie może zdecydować o nałożeniu na Polskę kar, czy raczej wniosek KE to jest tylko taki straszak?

Jeżeli kary na Polskę były nakładane za dużo mniej spektakularne politycznie rzeczy, to nie miejmy tutaj złudzeń, tym bardziej, że TSUE niestety dawno już nie jest sądem, tylko narzędziem do wykonywania wyroków politycznych. Polska już dawno powinna zachowywać się dużo bardziej asertywnie, ale nie w mowie, tylko działaniu. Polska musi wykorzystywać na przykład te momenty, kiedy decyzje są podejmowane jednomyślnie. W tamtym roku niestety nie zostało to wykorzystane i teraz trzeba czekać na kolejną okazję.

Cofnąć czasu jednak się nie da, co zatem zrobić w aktualnej sytuacji, jeśli kary zostaną nałożone?

Polska ma wiele możliwości, może rozważać na przykład zawieszenie składki do budżetu UE. Jesteśmy dużym państwem i jeśli my samych siebie nie będziemy szanowali, to trudno, aby inny nas szanowali.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/565382-nasz-wywiad-jaki-o-wniosku-ke-wendeta-przeciwko-polsce

Europoseł odpowiedział na pytanie, co musiałoby zajść w stosunkach Polski z Unią Europejską, aby zaczął domagać się Polexitu.

Komisja Europejska zwróciła się we wtorek do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o nałożenie kar finansowych na Polskę za działalność Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Przypomnijmy, że w połowie lipca TSUE orzekł, że system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w Polsce nie jest zgodny z prawem Unii Europejskiej. Po tym wyroku Komisja Europejska dała Polsce czas do 16 sierpnia na zastosowanie się do orzeczenia TSUE, nakazującego zawieszenie działalności Izby Dyscyplinarnej.

Europoseł Solidarnej Polski był pytany w programie Wirtualnej Polski o tę decyzję KE oraz o przyszłość Polski w Unii Europejskiej. Patryk Jaki dał jednoznaczną odpowiedź na pytanie o ewentualny Polexit.

Patryk Jaki: UE zmienia się

Polityk podkreślił (fot. wpolityce.pl), że Unia Europejska jest już obecnie zupełnie inną organizacją niż była w 2004 roku, a więc w czasie, kiedy Polska została do niej włączona. W tamtej UE Jaki widzi miejsce dla Polski. – Jeżeli Unia Europejska będzie tym, co sam promowałem w 2003 i 2004 roku, a mam na myśli przede wszystkim swobodny przepływ usług i towarów, czy otwarte granice, to w takiej Unii chcę być – stwierdził.

Europoseł zaznaczył, że obecnie trwa debata nad tym, czym ma w przyszłości być Unia Europejska. – To, że UE zmienia się teraz w jedną stronę, nie oznacza, że w przyszłości nie może zmienić się w drugą. Chcemy wpływać na ten proces. Wszystko zależy od tego, jak on się zakończy – stwierdził.

Patryk Jaki wskazał także, że będzie opowiadał się za pozostaniem w Unii, jeśli Polacy będą mieli realny wpływ na decyzje przez nią podejmowane. – Jeżeli ten wpływ nam zabiorą, będę przeciwko. Polska ma ogromną wartość – powiedział. Europoseł stwierdził również, że "nie chce Unii Europejskiej jako instytucji, w której Polacy nie mają nic do powiedzenia, a o wszystkim decyduje urzędnik brukselski".

Tekst za: https://dorzeczy.pl/opinie/198657/polska-powinna-wyjsc-z-ue-jednoznaczna-odpowiedz-patryka-jakiego.html