Zabrakło naszej narracji!

adamzyzmanAdam Zyzman

Zdjęcia w tekście za Wikipedią.

Kilka lat temu pisałem, że celebrowanie przez władze Izraela i naród żydowski rocznicy wyzwolenia Auschwitz gdziekolwiek w Polsce indziej poza samym muzeum jest niewłaściwe, bo jeśli mieliby gdziekolwiek jeszcze wygłaszać swoje racje o tym ilu by ich było, gdyby nie zginęli w niemieckich obozach, to jest to tylko Berlin i znajdujący się tam Reistag. Dziś, gdy okazuje się, że to Izrael i różne środowiska żydowskie próbują narzucić nam swoją narrację i interpretację Zagłady, wiem że powinienem się domagać nie tylko zakazania tych praktyk, ale też radykalnej zmian naszego stosunku do wycieczek i wizyt do miejsc śmierci Żydów na ziemiach polskich.

auschwitzbramaglownaNiestety, trzeba uderzyć się we własne piersi i przyznać, że mając świadomość prawdziwego stosunku większości Polaków do eksterminowanych przez Niemców Żydów popełniliśmy kilka poważnych błędów, z których największym było według mnie pozwolenie, by szkolne wycieczki z Izraela do Auschwitz-Birkenau oprowadzane były przez ich własnych przewodników, przyjeżdżających z Izraela, zamiast w ramach struktury Muzeum przygotować odpowiednią grupę przewodników polskich oprowadzających takie wycieczki w języku hebrajskim. To ci przewodnicy żydowscy przedstawiali swoją wizję sytuacji Żydów na terenie okupowanej Polski, choć nie mieli o tym zielonego pojęcia. To oni utrwalili w kolejnych pokoleniach młodych Izraelczyków przekonanie, że Polak, który nie przyjął pod swój dach uciekającego z getta Żyda, czynił to w pobudek antysemickich, bo gdyby go przyjął, to wystarczyło „poczekać aż przyjdą Ruskie” i wszystko skończyłoby się dobrze i szczęśliwie. Tak jak zdarzało się to we Francji, gdzie jeśli Żyd sam nie wlazł w ręce Niemców, to mógł przetrwać, jeśli nie wydali go Niemcom sami Francuzi, którym za pomoc Żydom groziło co najwyżej kilka miesięcy więzienia.

irenasendlerowaTymczasem my nie potrafiliśmy zbudować swojej, zgodnej z prawdą, narracji, że uratowanie jednego Żyda wiązało się z koniecznością zorganizowania całych struktur logistyki (oczywiście zdarzały się pojedyncze przypadki głównie na wsiach, że Polak niedowierzając nikomu ukrywał pojedynczego Żyda, który przy wieloosobowej rodzinie zawsze jakoś się wyżywił) przerzucających uciekinierów poza miasta, zapewniających im odpowiednie dokumenty, zdobywających odpowiednie ubranie, a nawet przefarbowujących włosy, a potem wspomagających ukrywających wiktuałami lub finansowo. Nie potrafiliśmy nawet odpowiednio przedstawić przypadku Ireny Sendlerowej, która pracując jako akuszerka w warszawskim getcie wyniosła z narażeniem życia, na stronę aryjską ok, 2500 dzieci. Nikt jednak nie tłumaczył (bo nam wydawało się to oczywiste), że, by rzeczywiście uratować te dzieci trzeba było zaangażowania nie kilkuset, ale kilku tysięcy innych ludzi. – Począwszy od odbierających od niej dzieci łączniczek i przekazujących je dalej, przez kilkudziesięciu, a może kilkuset proboszczów wystawiających fałszywe metryki chrztu, ludzi przygotowujących pokarm dla niemowląt i ubranek nim zostały wywiezione dalej, ludzi wyszukująch małżeństwa, które gotowe były przyjąć te dzieci na wychowanie (część tych dzieci trafiły do klasztorów, ale przecież nawet zakonne ochronki nie były w stanie przyjąć takiej ilości dzieci żydowskich). No i kilka tysięcy wychowujących te niemowlęta, bo przecież ani nie były to zazwyczaj osoby samotne, ani też nie przyjmowano na wychowanie większej ilości dzieci niż jedno lub dwoje!

muzeumulmowPodobnie rzecz ma się z Muzeum Ulmów, które powinno być obowiązkowo włączone w programy wszystkich izraelskich wycieczek do Polski, a szczególnie grup młodzieżowych. To prawda, że jesteśmy w niego dumni, że takie nowoczesne, interaktywne. Ale co może powiedzieć nowoczesna interaktywność polegająca na przewracaniu palcem stron dokumentów na ekranie lub wysłuchanie dźwiękowego wspomnienia ocalonego młodym, którzy nie zawsze chcą się skupić nad tym co widzą (dotyczy to wszystkich wycieczek młodzieżowych, także polskich)? A może należałoby obok wybudować wiejskie obejście, takie, jakie były w naszym kraju w okresie niemieckiej okupacji i niech przyjedzie tu klasa izraelskiej szkoły średniej. Niech interaktywność polega na tym, że jedna z uczennic, jako matka rodziny będzie dzielić dzienny przydział chleba na ośmioro członków rodziny na szesnaście porcji, bo drugie osiem osób, to byli ukrywani i żywieni Żydzi! Niech ktoś otworzy szafkę w kuchni i zobaczy półkę z chlebem, którego matka nie dała swojej rodzinie tylko w ostatnim tygodniu!

Zaprowadźmy młodzież do stodoły, bo tam przeważnie na wsiach ukrywano Żydów. Stodoły krytej słomą pełnej zboża, pod którym ukryte było wejście do podziemnego pomieszczenia 2 x 2 lub 2 x 3 m i zamknijmy w nim ośmiu uczniów choćby na 10 – 15 nim. Przy lampie naftowej i śmierdzącym kuble na nieczystości. Niech pozostali uczniowie zamaskują wejście do kryjówki snopkami zboża, Tak grubą warstwą, by widłami lub bagnetem na karabinie nie przebić się do drewnianych drzwiczek i niech wszyscy uświadomią sobie, że pod tą toną zgromadzonej w stodole słomy, płonie otwartym ogniem lampa naftowa! Niech spośród siebie wyznaczą jednego chłopca, który odegra rolę najstarszego syna w rodzinie, do obowiązków którego będzie codzienne po zmroku opróżnianie tego kubła z odchodami ukrywających się. Uświadomijmy młodym ludziom problemy z karmieniem dodatkowych ośmiu ludzi i zapytajmy ich, która z potencjalnych córek zgodziłaby się, że będzie codziennie obierać co najmniej 2 – 3 kg ziemniaków więcej niż dla własnej rodziny? Niech sami uczniowie zastanowią się, czy ukrywający się Żydzi zgodziliby się jeść najpopularniejszy w tamtych czasach posiłek na wsi, czyli ziemniaki z omastą ze słoniny? A jeśli nawet dawali pieniądze na zakup mięsa dla siebie (pomijam fakt, że chyba żadnej rodziny żydowskiej nie było stać na opłacenie kosztów swego ukrywania przez cztery lata, bo po prostu nie byli na tak długie lata przygotowani), to na wsi łatwiej było kupić nielegalnie wieprzowinę niż wołowinę! A co jeśli nawet drób nie był koszernie ubity? A co z tymi, którzy po roku zamknięcia nie byli w stanie psychicznie dłużej przetrwa c w tych warunkach?

niemieckieprawoTo tylko ułamek problemów jakie wiązały się dla Polaków z ukrywaniem Żydów w czasie okupacji na polskich ziemiach. Plus stałe zagrożenie życia własnego i najbliższych, które my zwiemy bohaterstwem, a Żydzi, jak to właśnie udowodnili, uważają, że to zbyt górnolotne określenie. W wyniku naszych błędów lub naiwności, że zarówno Polacy, jak Żydzi pamiętają jak to było na prawdę, pozwoliliśmy upowszechnić narrację, że obawa o życie swojej rodziny, która spowodowała ograniczenie pomocy tylko do nakarmienia żydowskich uciekinierów i obdarowania ich jakimiś ubraniami, było… aktem antysemityzmu! I nikt z nich nie zdaje sobie sprawy, że już za ten sam czyn groziła całej polskiej rodzinie śmierć!

Pozwoliliśmy, by Żyd, który ukrywając się przeszedł pięć różnych domów i rodzin zapamiętał z tego tylko, że w jednym z przypadków ostrzegano go przed menelem z podwórka, który dla zdobycia kolejnej butelki wódki gotów był zrobić każde świństwo! I tą wiedzę upowszechniał!

Osobną sprawą oceny stosunku sąsiadów do ukrywających się Żydów była sytuacja na ziemiach należących po wrześniu 1939 roku do ZSRS, ale to jest już temat na osobny artykuł!