Przeskocz do treści

Radio Maryja

Mężczyzna, który w poniedziałek zaatakował księdza we Wrocławiu, usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa. Trafił na trzy miesiące do aresztu. Grozi mu dożywocie. Ks. dr Ireneusz Bakalarczyk przebywa w szpitalu. Stan jego zdrowia jest stabilny.

Ksiądz dr Ireneusz Bakalarczyk doznał poważnego urazu brzucha i klatki piersiowej.

– Operacja trwała kilka godzin. Wymagała zaangażowania zespołu chirurgów. Całe szczęście sam zabieg przebiegł bez powikłań – poinformował lek. med. Wojciech Hap z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej we Wrocławiu.

Stan księdza jest stabilny.

– Liczymy na to, że ten stan będzie się poprawiał i wkrótce ksiądz będzie mógł opuścić szpital – dodał lekarz.

Mężczyzna, który zaatakował księdza zmierzającego na poranną Mszę św. został zatrzymany przez przechodniów i trafił w ręce policji. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Zygmunt W. przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Teraz trafi na trzy miesiące do aresztu. Grozi mu dożywocie.

– Zachodzi uzasadniona obawa ukrywania się lub matactwa w sprawie. Z uwagi na bardzo surową karę grożącą podejrzanemu sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania – poinformował Marek Poteralski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Zatrzymany napastnik nigdy nie był karany. Jest bezdomny. Gdy wyprowadzano go z sądu powiedział dziennikarzom, że nie żałuje tego, co zrobił oraz że nie znał księdza, którego zaatakował. Na pytanie, czy jego czyn miał związek z filmem Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu” odpowiedział, że to dobry trop.

– Będzie tego coraz więcej, ponieważ są ludzie słabi psychicznie na takie wyolbrzymianie, takie tworzenie klimatu, że Kościół to jedno wielkie zło – powiedział ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor Polskiej sekcji Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Dramatyczne zdarzenia we Wrocławiu nie powstrzymały fali nienawiści wymierzonej w Kościół i kapłanów. W internecie pojawiły się skandaliczne komentarze.

„Ta kosa dla klechy w Breslau zostanie wykorzystana przez #PiSkomuna i inne frakcje broniące kościelnej pedofilii (Kukiz, PSL) do szczucia na niewierzących” – napisał na jednym z portali społecznościowych dr Wojciech Jabłoński, który występuje w roli niezależnego komentatora politycznego.

– Najczęściej spodziewamy się reakcji współczucia. Reakcji empatycznej, która odzwierciedla to co uważa większość społeczeństwa. Niestety wśród nas znajdują się ludzie, którzy nie potrafią się zachować w takiej sytuacji i należy im się za to społeczna nagana – ocenił socjolog dr Mirosław Boruta.

Fala hejtu wylała się też w komentarzach pod artykułami opisującymi wydarzenia z Wrocławia na portalu „Gazety Wyborczej”.

– Mowa nienawiści, jak ją popularnie nazywamy, czy hejt w stosunku do religii, do tego, co święte, a później przekłada się to na reakcję wobec księży. Mamy tego efekty – wskazał ks. prof. Waldemar Cisło.

W ostatnim czasie ataki na wartości katolickie nasiliły się, podobnie jak zwiększyła się liczba profanacji.

Tekst i zrzuty ekranowe za: http://www.radiomaryja.pl/informacje/areszt-dla-sprawcy-ataku-na-ksiedza-grozi-mu-dozywocie

Krzysztof Bzdyl*

Sędziowie mimo, że Konstytucja wymaga sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy, i nie rozróżnia w tym przepisie posiedzenia od rozprawy, chcą na siłę utajniać wszystko. Utajnia się po to, aby kłamać, oszukać, aby nieuczciwie prowadzić sprawę. Bo po co niejawne posiedzenia? (Oczywiście poza wyjątkami wskazanymi w Konstytucji). Dziś, 31 maja 2019 roku odbyło się posiedzenie sądu w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przez sędziego w sprawie, gdzie byłem przedstawicielem społecznym.

Sędzię wzięto z Wydziału Cywilnego do prowadzenia sprawy karnej. Oczywiście chciała utajnić sprawę. Przedstawiłem jej orzecznictwo sądowe oraz doktrynę, które nie pozostawiały wątpliwości co do konieczności prowadzenia sprawy w trybie jawnym. I tu musiała ustąpić, ale nie zgodziła się już na obecność mediów, które są jednym z gwarantów uczciwości całego procedowania. W odpowiedzi na protest publiczności sędzia zanim zaczęła się właściwa sprawa, zakończyła ją i odroczyła na nieustalony termin. Artykuł 14 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych głosi, że każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia sprawy przez właściwy, niezależny i bezstronny sąd. Wątpliwości co do wiedzy, sprawiedliwości, uczciwości i bezstronności mieli chyba wszyscy obecni, bo cała sala skandowała trzy słowa: Konstytucja, Lustracja i Demokracja. A Konstytucja dlatego, że sędziowie, którzy stale powołują się na Konstytucję - gdy przychodzi co do czego - to tę Konstytucję łamią.

Wypada jeszcze dodać, że sędzia przeznaczyła na sprawę dość skomplikowaną tylko 30 minut, a ja na swoje wystąpienie potrzebowałem co najmniej jedną godzinę, bo materia prawna wymagała szczegółowej argumentacji. Prokurator też na salę sądową nie dotarł.

Na koniec chciałbym podziękować za obecność żołnierzowi Armii Krajowej dr. Januszowi Kamockiemu, licznym członkom Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej, członkom Związku Konfederatów Polski Niepodległej i innych środowisk niepodległościowych.

Należy wprowadzić ławy przysięgłych we wszystkich sprawa karnych. Bez nich nie uda się reforma sądownictwa. Walka o sprawiedliwe i uczciwe sądownictwo trwa!

* Autor jest prezesem Związku Konfederatów Polski Niepodległej.

Janusz Kawecki

W Kościół katolicki i katolików w Polsce uderza się nagminnie kłamstwem, insynuacjami, manipulacją. Jedynie intensywność tych uderzeń zmienia się w różnych okresach, ale nie ustaje. Celem tych ataków jest zawsze naruszenie naszej godności i wiarygodności. W ostatnim okresie jednak dochodzi do bezprecedensowych, napastliwych wystąpień na forach publicznych. Wyzwiska (ostatnio: przyrównywanie nas do świń w błocie), profanowanie naszych świętości (ostatnio: wykorzystywanie jasnogórskiej ikony Matki Bożej jako instrumentu propagandy LGBT), napaści na budynki kościelne i klasztorne (ostatnio: rozwieszanie na tych murach plakatów ze sprofanowanymi obrazami), pikiety z obraźliwymi banerami i głośnikami przed budynkami kurii, zagłuszanie modlitwy prowadzonej w kościołach, rozpowszechnianie oszczerstw skierowanych przeciwko pasterzom naszego Kościoła, rozciąganie incydentalnych przypadków podejrzenia o naruszenie prawa na wszystkich kapłanów – to tylko niektóre sposoby atakowania godności ludzkiej. Działania lokalne, przeważnie nielicznych atakujących są wzmacniane przez media w ich zwielokrotnionym i często zmanipulowanym przekazie. Tak się dzieje np. z profanacją ikony Matki Bożej, której sprofanowany wizerunek jest wielokrotnie powtarzany jako ilustracja kolejnych informacji. Czyni się tak zapewne, aby zwielokrotnić ból odczuwany przez osoby wierzące. Stanowczo protestuję przeciwko takim działaniom.

W sytuacjach opisanych wyżej otaczam kapłanów i Kościół jeszcze intensywniejszą modlitwą. Sięgam też do publikowanych zbiorów świadectw wiernych o kapłanach i ich posłudze duszpasterskiej. „Kapłan w moim życiu” – to jeden z takich zbiorów. Przywołuję też z pamięci bardzo wielu duchownych, których Pan Bóg postawił na drodze mego życia. Postawa ich wszystkich wykazywana często w bardzo trudnych sytuacjach jest – jak się okazuje – skutecznym lekarstwem na zaśmiecanie przez przeciwników Kościoła przestrzeni komunikacji istniejącej wokół mnie i moich bliskich. To oczywiście nie wystarczy. Trzeba nam dawać świadectwo, że nie zgadzamy się na naruszanie godności wierzących, że we wspólnocie sprzeciwiamy się temu, protestujemy. Grzech trzeba usuwać z naszego życia, ale nie można przy takim rażeniu niszczyć wiele, znacznie więcej dobra. Protestuję więc przeciwko organizowanym i zwielokrotnionym przez media atakom na Kościół, na kapłanów i ich przełożonych in gremio. Ataki te odbieram jako dyskryminowanie katolików w życiu społecznym.

W demokratycznej Polsce nie może być przyzwolenia na publiczne podważanie dobrego imienia żadnego obywatela, w tym również kapłana, bez przeprowadzenia wymaganych prawem procedur. Nie może być naszej zgody na naruszanie godności żadnego człowieka, w tym również kapłana. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej godność uznaje za źródło wolności i praw (por. art. 30) i nakłada na władze publiczne obowiązek ochrony tej godności. Żądam więc od policji, prokuratorów i sędziów zrealizowania konstytucyjnej ochrony godności katolików, w tym również kapłanów. Godność ta jest systematycznie naruszana przez publiczne znieważanie katolików, znieważanie naszych miejsc modlitw i świętych wizerunków, przez utrudnianie modlitwy, przez bezprawne podważanie wiarygodności naszych pasterzy, w tym także medialne uderzanie w św. Jana Pawła II, który całym swym życiem wykazał, że jest wiarygodnym świadkiem Chrystusa.

W minioną sobotę (18 maja, w 99. rocznicę urodzin Papieża-Polaka) przeprowadzono bezprecedensowe ataki na następcę ks. kard. Karola Wojtyły na stolicy krakowskiej. Atakowano naszego Pasterza w Poznaniu i w Krakowie. Nie mogę w tej sprawie zamilczeć. Okazuję swój ból i protestuję przeciwko takim działaniom owych, przecież nielicznych grupek osób i działaniom tych mediów, które owe wyczyny zwielokrotniły. Żądam też od władzy publicznej skutecznej ochrony przed tego rodzaju atakami agresji i nienawiści. A od tych mediów, które bezwolnie uczestniczyły w zwielokrotnianiu tej agresji oczekuję roztropności w przekazywaniu tego rodzaju informacji.

Proszę wszystkich katolików w Polsce, abyśmy jednoczyli się w sprzeciwie wobec opisanych tu naruszeń naszej godności. Proszę o wzajemne wspieranie się w tym sprzeciwie. Proszę o wspieranie naszych kapłanów, szczerze oddanych Panu Bogu i wspólnotom wiernych, którzy swoim życiem odważnie świadczą o Chrystusie. Możemy wspierać ich modlitwą, dobrym słowem i sprzeciwem wobec czynów naruszających ich godność i mających osłabić ich zapał duszpasterski. Nie lękajmy się wspierać dobra, sprzeciwiać się niesprawiedliwym ocenom rozciąganym na całe środowisko.

I wreszcie ostatnią prośbę kieruję do Pasterza mojej, Krakowskiej Archidiecezji. Ekscelencjo, bądź nadal takim, jak dotychczas, odważnym i niestrudzonym w prowadzeniu nas do Chrystusa. Bądź pewien, że idziemy za Tobą i dlatego nie lękamy się zła.

prof. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji / Kraków, dnia 21 maja 2019 roku

Janusz Kawecki

W dniu 3 maja 2019 roku w Toruniu przed siedzibą Radia Maryja odbyła się hucpa kilkudziesięciu osób pod nazwą: Na drugi koniec Tęczy z Ojcem Tadeuszem. Chryja 2. Zorganizowały ją środowiska lewackie (wśród nich występujące pod nazwą: Toruński Strajk Kobiet) z flagami LGBT. Zebrani przebierańcy szydzili z katolickich wartości i symboli, znieważali Ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, kapłana i duszpasterza, wielce zasłużonego w budowaniu ładu moralnego w Polsce.

Podobną, bezczelną prowokację zorganizowało to samo środowisko w ubiegłym roku. Wówczas Poseł Anna Sobecka zgłosiła to do Prokuratury w Toruniu, która bada sprawę już od roku. Z powodu tego zgłoszenia Pani Poseł została w tegorocznej hucpie również poddana bezczelnemu znieważeniu.

Przed zorganizowaniem tegorocznej prowokacji organizatorzy nie uzyskali zgody Prezydenta Torunia oraz Wojewody Kujawsko-Pomorskiego. Pomimo tego oraz wiedzy o przebiegu ubiegłorocznej hucpy Sąd Okręgowy w Toruniu uchylił obydwie decyzje władz (samorządowej i wykonawczej) i tym samym kolejny raz zezwolił na szydzenie z katolickich wartości i symboli, bezczelne naruszanie godności Kapłana. Łatwo zauważyć, że celem głównym tego typu prowokacji było uderzenie w godność Kapłana. Ta zaś jest (por. art. 30 Konstytucji RP) nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych. Nie muszę tu chyba przypominać, że Konstytucja RP wywodzi nasze prawa z trzech fundamentalnych wartości: godności, wolności i równości. Godność jest z tych najważniejsza. Przysługuje każdemu, ale naruszenie jej wobec Kapłana powoduje, iż uderza to w wypełnianie przez Kapłana posługi duszpasterskiej. Uderza tym samym we wszystkich, którzy z tej posługi korzystają. Również we mnie!

Dlatego niniejszym listem występuję do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, aby objął swoim osobistym nadzorem prowadzoną przez Prokuraturę w Toruniu sprawę zgłoszenia przez Poseł Annę Sobecką a dotyczącą prowokacji zorganizowanej przed siedzibą Radia Maryja w ubiegłym roku i spowodował uwzględnienie w tym badaniu również hucpy tegorocznej.

Dlatego też występuję do Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, aby w ramach swego nadzoru przypomniała sędziom, w szczególności zaś sędziom Sądu Okręgowego w Toruniu, iż ferując wyroki w sprawach podobnych do tu opisanej powinni uwzględniać również wiedzę o zachowaniach wnioskodawców w przeszłości, aby nie doprowadzać do prowokacji stanowiących kolejne naruszanie prawa.

Z zestawienia kolejnych decyzji podejmowanych w opisanej tu sprawie widać wyraźnie, że władza samorządowa i wykonawcza uwzględniały w swoich postanowieniach zachowania organizatorów hucpy w przeszłości. Władza sądownicza zaś albo z potrzeby takiego uwzględnienia jeszcze nie zdaje sobie sprawy, albo zezwalając decyduje się na kolejną prowokację. Wydaje się więc, że potrzebne jest przypomnienie o tym ze strony Sądu Najwyższego.

Z nadzieją, że niniejsze wystąpienie zostanie właściwie odczytane pozostaję z wyrazami należnego poważania,

prof. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji / Kraków, dnia 4 maja 2019 roku

Anna Dąbrowska*

Jakub Bierzyński, doradca Roberta Biedronia, były doradca Ryszarda Petru, popełnił tekst dotyczący polskiego antysemityzmu.

Według znanych dobrze wzorów, dopasował autor do przyjętej wcześniej tezy odpowiednie cytaty, zgrabnie pomieszał prawdę historyczną z kreowaną, fakty z mitami, dodał opowieści mających patent na rację pseudo-autorytetów i stworzył, wyjątkowo obrzydliwy, antypolski paszkwil. Wkrótce przedrukuje go z pewnością kilka zachodnioeuropejskich tytułów. Można oczywiście tłumaczyć sobie potrzebę pisania pana Bierzyńskiego kampanią wyborczą. Wszak nie tylko jest doradcą lidera nowej partii, ale podobno ma być też jej kandydatem.

Bierzyński przyłożył się do pracy. Przeprowadził czytelnika przez kolejne epoki i pokazał mu, jak miał fałszywie ukształtowany pogląd na temat relacji polsko-żydowskich. Zaczął od karczmy Jankiela a skończył na powojennych pogromach w polskich wsiach i miasteczkach.

„To, że Polska stała się domem dla milionów Żydów z całej Europy, nie było wynikiem szczególnej tolerancji i otwartości w kraju nad Wisłą, ale rezultatem świadomej gry ekonomicznej szlachty przeciw mieszczanom i własnym chłopom. Żydzi byli tylko narzędziem w tej grze” – wyjaśnia nam redaktor, doradca lidera „Wiosny”.

Do swych karkołomnych tez dorzuca też autor cytaty stosowne z Romana Dmowskiego i dzieł analizujących hitleryzm. Taka „przypadkowa” zbitka.

Jednym z etapów wędrówki z Bierzyńskim po bezdrożach polskiego antysemityzmu jest muzeum POLIN. W przypadku tej instytucji ma autor tekstu sporo zastrzeżeń. Dotyczą głównie tego, czego w placówce brakuje a zdaniem Bierzyńskiego: „Nie ma opisu mechanizmu infekcji antysemityzmem, który przyszedł jako zbrodnicza nazistowska ideologia, ale padł w Polsce na żyzny grunt. A wynikał z wiekowych uprzedzeń budowanych pomiędzy polskimi chłopami a Żydami”. I oto kolejna tajemnica została nam odkryta. Nie poprzestaje na tym przyszły polityk. Dzielnie walczy ze stereotypami po obu stronach i wskazuje na brak w muzeum informacji na temat win żydowskich: „Żydzi witali Sowietów jako wyzwolicieli. Nic dziwnego. Bolszewicka Rosja jako jedno z nielicznych państw ówczesnej Europy, ogarniętej ideologią nacjonalizmu, rzeczywiście i z przekonaniem stosowała ideologię ponadnarodową, w której, cokolwiek o niej powiedzieć, nie było cienia antysemityzmu”. Teraz tylko wzbudzimy w sobie refleksje na temat dlaczego nas kresowi Żydzi nie lubili i mamy jeszcze szansę się poprawić.

Dalej jest już zgodnie z kreowaną od lat wielu narracją, choć uzupełnioną nowymi danymi: „Pogromy we wschodniej Polsce miały dobry pretekst – kolaborację Żydów z sowieckim najeźdźcą – ale ich głęboka przyczyna tkwiła głębiej, w setkach lat upodlenia. Stąd spontaniczne mordy. Nie tylko Jedwabne, lecz także Wąsosz, Radziłów, Szczuczyn, Jasionówka, Radziłów, Goniądz i ponad setka innych miejscowości, gdzie doszło do pogromów jakby wyjętych z czasów powstania Chmielnickiego”.

Wszystko co wcześniej zostało napisane, prowadzi autora do konkluzji, którą poprzedził jednoznacznym stwierdzeniem: Polacy są poczwórnie współodpowiedzialni za zbrodnie Holocaustu.

Oto argumenty Bierzyńskiego uzasadniające jego tezę: „Po pierwsze jako granatowa policja. – 18 tysięcy ludzi ściśle współpracowało z hitlerowską administracją. (…) Po drugie jako sprawcy. Jedwabne to jedynie jedno z wielu miasteczek, gdzie pogromy przeprowadzono z inicjatywy i rękami ich polskich mieszkańców.Po trzecie jako donosiciele. AK szacowała liczbę aktywnych donosicieli na 60 tys. (…) Po czwarte jako szabrownicy – nie tylko donoszący na sąsiadów, by przejąć ich majątek, ale także przede wszystkim przejmujący mienie "pożydowskie", czyli to, co zostało po ofiarach - także wtedy, gdy sami nie brali udziału w denuncjacjach”. Takiego tekstu nie powstydziłby się nawet „Jerusalem post”!

Próżno szukać w opowieści Bierzyńskiego opublikowanej na portalu wp.pl choćby słowa o Irenie Sendlerowej, rotmistrzu Pileckim, rodzinie UImów, czy Kowalskich, o Żegocie. Nie pasują do narracji. Nawet gdyby się znalazły, autor przekonałby nas, że to bohaterowie narodowej legendy, mającą poprawić Polakom samopoczucie. Woli udawać, że nie było tysięcy sióstr zakonnych i kapłanów, zaangażowanych w ratowanie żydowskich dzieci. O tym, że tylko w okupowanej Polsce, według Bierzyńskiego na wskroś antysemickiej, podanie Żydowi choćby okruszka chleba groziło śmiercią „przestępcy” i jego całej rodzinie, też redaktor nie wie? Nawet w wikipedii, na którą się w tekście powołuje o tym napisano. Nie ma też pół nawet słowa o Stefanie Michniku, Lunie Brystygierowej, Wolińskiej… Tysiącach żydowskich funkcjonariuszy komunistycznych sądów i urzędów bezpieczeństwa, tropiących katujących i wydających na śmierć najlepszych z Polaków, Niezłomnych Bohaterów!

Prawda o relacjach polsko-żydowskich jest trudna, jak tragiczne jest nasze wspólne doświadczenie niemieckiej okupacji. Nikt nie ma prawa jej zakłamywać. Ani odpowiedzialni za Muzeum Auschwitz, czy II Wojny Światowej, ani politycy polscy, czy izraelscy, ani w końcu publicyści. Wciąż żyją świadkowie, coraz bardziej dostępne archiwa, pełne są relacji z tamtych strasznych dni.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6229-skandaliczny-tekst-doradcy-biedronia-oskarzenia-o-antysemityzm-w-nim-to-pikus

Mirosław Boruta

8 lutego 2019 roku odbyło się pierwsze posiedzenie Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia (II Wydział Karny), podczas którego procedowano sprawę p. Grzegorza Sycza przeciwko prokuraturze, która odmówiła ścigania sprawcy. Sprawca to Zbigniew Bajkowski, który podczas demonstracji przy Wawelu, wołał, że partia Prawo i Sprawiedliwość jest faszystowska, a jej zwolenników nazwał... faszystami. Prokurator stwierdził natomiast, że takie epitety nie stanowią czynu zabronionego.

Poszedłem na to posiedzenie sądu nie tylko z dziennikarskiej powinności, ale i jako socjolog języka, który musi umieć rozgraniczyć ważną zasadę wolności wypowiedzi (wolności słowa) oraz obelg, wyzwisk, pisząc po prostu - chamstwa w przestrzeni publicznej, chamstwa, które - jak widać - ma pozostać bezkarne.

Jakiekolwiek próby naprawy Rzeczypospolitej bez ukrócenia zalewu mowy nienawiści, obelg, wyzwisk i... beznamiętnego przyglądania się tym procederom na nic się nie zdadzą.

Uważam, że organy państwa nie tylko nie mogą uchylać się przed ściganiem sprawców, ale powinny to czynić z urzędu. Wyobrażam sobie Polskę, w której nikt nikogo nie lży, wyzywa, obrzuca obelgami, i wiem, że o taką Polskę warto walczyć. Tak jak dzisiaj pokazali to nieliczni zebrani, świadkowie wydarzeń, kombatanci, osoby odznaczone państwowymi medalami, z całą pewnością nie faszyści. Raczej ludzie, którym zależy na Polsce, patrioci, dlaczego jednak jest ich już tylko garstka?

I jeszcze jedno, następne posiedzenie Sądu - 29 marca, 9:00, sala B-138 (ul. Przy Rondzie 7).

Krzysztof Bzdyl

(Fotografie w tekście p. Adam Koprowski za: www.uj.edu.pl/wiadomosci)

Szanowni Państwo, 11 grudnia 2018 roku byłem obecny, wraz z innymi weteranami walk o Niepodległą Polskę, na promocji książki „Wkład krakowskiego i ogólnopolskiego środowiska prawniczego w budowę podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej”. To wydarzenie, jak wynika z relacji prasowej UJ, zgromadziło w Librarii Collegium Maius UJ grono znakomitych prawników, uczestników prac Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych "Solidarności" oraz władze rektorskie UJ.

Były oficjalne przemówienia współautorów książki w których wychwalano postawę pracowników UJ, bo stan wojenny - jak mówili - nie miał dojścia do UJ i nawet nie założono tu podsłuchów. Złośliwi twierdzą jednak, że podsłuchy były niepotrzebne, bo agentura wśród pracowników dostarczała obfite i obszerne materiały do SB, a także wyrzucano niepokornych pracowników naukowych, a zakaz ich powrotu obowiązuje do dziś.

Zabrałem głos jako ostatni, jako przedstawiciel a zarazem przewodniczący Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, które już od szeregu lat jest zaniepokojone bezprawiem sądowym. I tym ogromem bezprawia na konkretnych przykładach próbowałem zainteresować - jak stwierdził rzecznik UJ - znakomitych prawników, a do tego wywodzących się z "Solidarności" społeczników. To oni przygotowali projekt nowego, wspaniałego ładu prawnego, który miał służyć wolnym ludziom. Skutek okazał się przeciwny do zamierzonego. Sędziowie są niezależni, a przez to, jak praktyka pokazuje, nie kontrolowalni. Zgodnie ze stwierdzeniem lorda Actona, że „każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie" część sędziów stała się zdeprawowana, czy też zdemoralizowana. A ich decyzje są zatwierdzane przez rzeczników dyscyplinarnych, bo przecież oni wszyscy należą do zupełnie nadzwyczajnej kasty. A reszta społeczeństwa to podludzie.

Mówiłem o karygodnych zachowaniach sędzi, takich jak pozbawianie oskarżonych prawa do obrony. To prawo istnieje od setek lat. W praktyce nie istniało w czasach stalinowskich. Dzisiaj w ramach niezależności sędziowskiej ta stalinowska zasada jest dalej praktykowana i akceptowana. Starałem się również powiedzieć o karygodnym zachowaniu i decyzjach sędziów w stosunku do przedstawicieli społecznych w trakcie procesów wytaczanych weteranom walk o Niepodległą Polskę za działalność patriotyczną. Sędziowie nie dopuszczają do wypowiedzi przedstawicieli społecznych, bo jak mówią boli ich głowa, są zmęczeni, jest już późno itd., nie rejestrują ich wypowiedzi, kłamią, zastraszają przedstawicieli społecznych, nie dopuszczają ich do udziału w sprawach na podstawie wyssanych z palca powodów. Jednym słowem robią wszystko, aby społeczeństwo nie patrzyło im na ręce. Sędziowie, jak z tego wynika, stoją ponad prawem, prawdą i sprawiedliwością.

Tej mojej wypowiedzi nie mogłem dokończyć, bo dostojni prawnicy poczuli się oburzeni słowami prawdy. Odebrano mi głos, mimo, że nikt nie limitował czasu wypowiedzi moich przedmówców. W murach Collegium Maius UJ nie można głosić prawdy. Sam Jego Magnificencja rektor prof. dr hab. med. Wojciech Nowak poczuł się urażony. Mam nadzieję, że rozwiałem wątpliwości co do konieczności głębokiej reformy sądownictwa polegającej na wprowadzeniu do każdej sprawy sądowej przedstawicieli społecznych o szerokich i silnych uprawnieniach. Inaczej nasz los będzie zależał od widzimisię sędziego, a tego nikomu nie życzę.

Krzysztof Bzdyl

Kraków, 23 listopada 2018 roku / Przedstawiciel Społeczny - Krzysztof Bzdyl / Sprawa: sygn. akt: II K 1561/16/S – nowa sygn. akt: IV Ka 581/18 / Odpowiedź na pismo sygn. akt Kd.-72-91/18 z dn. 9.11.2018 r.

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego
dla Apelacji Krakowskiej
SSA Tomasz Szymański
ul. Przy Rondzie 3, 31-547 Kraków

Skarga nr 2 na sędziego Tomasza Greblę

Szanowny Panie Rzeczniku,

przeczytałem ze zdziwieniem Pana pismo informujące mnie o nie znalezieniu podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko SSO w Krakowie Tomaszowi Grebli, który prowadził rozprawę odwoławczą. Jak zwykle kontrole prowadzenia rozpraw sprowadzają się do odczytania protokołów z rozpraw, które mają się tak do rzeczywistego przebiegu rozprawy jak gazeta sowiecka „Prawda” do prawdy…

Sędzia Grebla prowadził sprawę w podobny sposób co sędzia Małgorzata Rokosz w sądzie rejonowym. A prowadziła ją w skandaliczny sposób. Jako przedstawiciel społeczny napisałem do wszystkich szczebli sądownictwa i do Ministra Sprawiedliwości ponad 30 skarg na łamanie prawa przez nią, które dokumentują przerażający obraz bezprawia sądowego. Wśród wielu zarzutów trudno o cięższy zarzut niż pozbawienie obu oskarżonych weteranów walk o Niepodległą Polskę prawa do obrony. Mnie uniemożliwiła wykonywanie moich obowiązków przedstawiciela społecznego…

Kiedy zgłosiłem chęć wypowiedzenia się sędzia Grebla zachowujący się od wejścia na salę sądową jak ranny odyniec stwierdził, że jeżeli spróbuję powiedzieć choć jedno słowo, to mnie policja zaraz wyrzuci z sali. Chciałem pomóc niewinnie skazanym, w związku z tym czekałem cierpliwie na skorzystanie z mojego prawa do wypowiadania się. Oczywiście do tego nigdy nie doszło. Sędzia Grebla polecił policji wyrzucenie publiczności z sali, a następnie wpuszczenie tylko pięciu osób. Wydając te decyzje nie informował publiczności, ani oskarżonych, ani mnie. Tym bardziej nie uważał za stosowne podać uzasadnienia. To policja przekazywała nam te rozkazy. Sala sądowa mogła oczywiście pomieścić o wiele więcej osób, być może całą publiczność. Można też było przenieść rozprawę do większej sali. Zostałem pozbawiony prawa do opisania bezprawia sądowego dokonanego przez sędzię M. Rokosz. Sędzia Grebla rozpoczął rozprawę od zwrócenia się do stron o wygłoszenie mów końcowych. Mnie oświadczył, że mam prawo do wygłoszenia trzech zdań. Nie mogłem wypowiedzieć się o faktach dotyczących procesu, ani o moich opiniach, a co najważniejsze opisać bezprawia sądowego panującego w sądzie rejonowym. Po trzech zdaniach sędzia przerwał moją wypowiedź. Takie postępowanie jest złamaniem art. 406 k.p.k., który nie stanowi o jakichkolwiek ograniczeniach czasu trwania wypowiedzi stron, jak również przedstawiciela społecznego. Nie można bowiem ograniczyć wypowiedzi stron i quasi stron powołując się na sprawne prowadzenie sprawy. Pan Rzecznik zdaje się zapominać, że w procesach karnych najważniejsze jest poznanie faktów, dojście do prawdy i sprawiedliwy wyrok, a nie szybkość prowadzenia rozprawy…

Sędzia nie powinien zachowywać się jak komunistyczny cenzor. Wypowiadałem się na innym procesie w sądzie rejonowym w Nowym Sączu, sygnatura akt sprawy: II K 389/15 i sędzia Anna Serwin Bajan wyraziła zgodę na moją ponad dwugodzinną wypowiedź w ostatnim dniu procesu – 4.10.2018 r. Protokół z tej sprawy również nie odzwierciedla przebiegu rozprawy, bo sędzia nie odnotowała ani słowa z mojej wypowiedzi, mówiąc, że to jest niedozwolone. Ciekawe, czy Pan również tak uważa. Jeżeli mogłem się wypowiadać tak długo jak to było konieczne w Nowym Sączu, to zachowanie sędziego Grebli w Krakowie ograniczające moją wypowiedź do 3 zdań było prawdopodobnie złamaniem prawa, a konkretnie art. 231 § 1 kk stanowiącym o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego jakim niewątpliwie jest sędzia Grebla.

Szanowny Pan Sędzia nie odpowiedział na zarzut dotyczący trybu w jakim była prowadzona rozprawa, czy to była rozprawa jawna, czy niejawna. Sędzia Grebla o takim drobiazgu nie raczył nikogo na sali poinformować. Nie mogłem go zapytać, bo ziejący wściekłością sędzia groził w wypadku powiedzenia choćby słowa wyrzuceniem mnie na korytarz przez policjantów, którzy stali w pogotowiu w moim najbliższym otoczeniu. Również sędzia Grebla zabronił rejestracji obrazu i dźwięku z rozprawy nie podając żadnego powodu podjęcia takiej decyzji. Nawet rozprawy stalinowskie sprzed prawie 70 lat były nagrywane. Stąd wiemy, jak sędziowie – mordercy w togach ferowali wyroki śmierci na Żołnierzach Niezłomnych. Nawet moja rozprawa w czasach stanu wojennego przed komunistycznym sądem wojskowym nie odbywała się w takiej atmosferze zastraszania. Samo sądownictwo od czasów stanu wojennego nie zmieniło się na lepsze, a tylko na gorsze. Chciałbym bardzo usłyszeć uzasadnienie takich barbarzyńskich działań i zachowań.

Na szereg pytań zawartych w moim poprzednim piśmie Pan nie odpowiedział. Dlatego kieruję je jeszcze raz. Oto te pytania: jakim prawem nie wpuszczono publiczności na salę sądową, mimo, że rozprawa była jawna, dlaczego sędzia zabronił rejestracji obrazu i dźwięku, dlaczego na odczytanie wyroku, które zawsze odbywa się z udziałem publiczności, tym razem nie wpuszczono publiczności licznie zgromadzonej przed drzwiami sali rozpraw. Czy sędzia Grebla ma prawo uchwalania artykułów kodeksu karnego. Jeżeli tak, to byłby niepotrzebny sejm do uchwalania ustaw. Sędzia Grebla, jak wynika z jego decyzji, potrafi go doskonale zastąpić. Okazywanie przez sędziego Greblę wobec mnie jawnej wrogości widzianej też przez inne osoby będące na sali sądowej nie świadczy dobrze o charakterze sędziego.

Sędzia Grebla złamał zasady zawarte w Zbiorze ZASAD ETYKI ZAWODOWEJ SĘDZIÓW. Wystarczy przeanalizować sposób w jaki prowadził tą rozprawę, że wspomnę tylko, że nie raczył wyjaśniać stronom kwestii proceduralnych i wydając różne postanowienia nie uzasadniał ich w żaden sposób. Jedyne widoczne uzasadnienie to przemoc fizyczna na którą się stale powoływał, której dokonają sprowadzeni policjanci na sali sądowej i trzymane odwody na korytarzu.

Przedstawiciel społeczny powinien zostać zawiadomiony o terminie rozprawy odwoławczej zgodnie z art. 458 k.p.k. Niezawiadomienie mnie o terminie rozprawy jest oczywiste i ma rażący charakter. Pan uważa, że ponieważ byłem obecny na rozprawie, a więc udaremniłem zamiar nie dopuszczenia mnie do rozprawy, to to jest bez znaczenia. Wprost przeciwnie, w mojej ocenie doszło prawdopodobnie do złamania prawa i to powtórnie art. 231 § 1 kk stanowiącym o niedopełnieniu obowiązków służbowych przez sędziego. Gdyby przyjąć Pana interpretację to fakt, że zabójca nie zastrzelił człowieka, bo nie trafił, powoduje brak przestępstwa, bo ofierze nic się nie stało. Ocena społeczna takich czynów jest przeciwna pańskiej.

Takich sędziów, którzy uważają, że prawo to oni, a nie jakieś kodeksy, jest więcej. Dotyczy to np. sędziego Tadeusza Dąbrowskiego w sądzie rejonowym w Suchej Beskidzkiej w sprawie sygn. akt II K 282/18. Wszystko o nim zawarłem w skardze z dnia 24.10.2018 r. do Z-cy Rzecznika Dyscyplinarnego w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Mając takie doświadczenia trudno się dziwić, że społeczeństwo nazywa sądownictwo wymiarem niesprawiedliwości.

Teoretycy prawa mówią, że instytucja przedstawiciela społecznego jest tworem martwym i podają różne przyczyny tego stanu rzeczy. Nie podają tej jednej najważniejszej, że to sami sędziowie robią wszystko, aby zniszczyć tą formę udziału społecznego w sądownictwie. Sędziowie kłamią, zastraszają przedstawicieli społecznych, nie dopuszczają ich do udziału w sprawach na podstawie wyssanych z brudnego palca powodów. Jednym słowem robią wszystko, aby społeczeństwo nie patrzyło im na ręce. Jest właśnie tak jak powiedziała pewna sędzia, że oni wszyscy są „zupełnie nadzwyczajną kastą” i stoją ponad prawem, prawdą i sprawiedliwością.

Chciałbym bardzo się mylić. Dlatego będę oczekiwał na Pańską odpowiedź zawierającą tym razem bardziej pogłębioną analizę faktów podanych przeze mnie.

Z poważaniem, Krzysztof Bzdyl - przedstawiciel społeczny w procesie sygn. akt II K 1561/16/S, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Wolności i Solidarności, więzień polityczny z lat PRL – więziony w Warszawie przy ul. Rakowieckiej, w Krakowie w więzieniu przy ul. Montelupich, w Nowym Wiśniczu, w Raciborzu, w Strzelcach Opolskich, w Kłodzku i w Strzelinie, przewodniczący Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89, członek Prezydium Okręgu Małopolska Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, członek Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej do Spraw Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych, członek Związku Więźniów Politycznych Okresu Stanu Wojennego.

akopoznanJako członkowie Akademickiego Klubu Obywatelskiego z wielkim smutkiem przyjęliśmy wejście na ekrany polskich kin filmu „Kler”.

Film ten wpisuje się w ideologiczną wojnę z Kościołem katolickim w Polsce. Jest antyklerykalną agitką, której celem jest wzbudzenie złych emocji. Jednostronne, od początku do końca przewidywalne, dyktowane złą wolą ujęcie tematu czyni z filmu nie dzieło artystyczne lecz kolejną maczugę propagandową.

Ubolewamy, że uznani artyści zdecydowali się być się narzędziem w ideologicznej walce. Uczestniczą w mowie nienawiści, w eskalowaniu antyklerykalizmu, uderzają przy tym w środowisko o wielkich zasługach dla kultury polskiej. O znaczeniu polskiego Kościoła w oporze przeciw zaborcom i totalitaryzmom nie trzeba przecież przypominać. O kulturotwórczej roli religii katolickiej w mozolnym procesie budowania demokratycznej Europy – również.

Nie kwestionujemy prawa artystów do wolności krytyki każdej sfery społecznego życia. Kwestionujemy natomiast posługiwanie się fetyszem owej wolności do rozbudzania złych emocji i serwowania stereotypowego obrazu w celach jednoznacznie ideologicznych.

Jako klub zrzeszający ludzi nauki, wierzących i niewierzących, nie godzimy się z praktykami manipulacyjnymi niszczącymi demokrację przez emocjonalną stygmatyzację.

Ubolewamy ponadto, że film powstał z publicznym dofinansowaniem, co cofa nas do minionych czasów, gdy pieniądze podatników wykorzystywano do walki ze społeczeństwem. Tu niestety „dobra zmiana” nie zapobiegła sprzeniewierzeniu publicznych środków.

Do wszystkich mediów szanujących swoją reputację i swoich odbiorców apelujemy, by w odpowiedzi na film utworzyły specjalne rubryki poświęcone przedstawianiu pozytywnych aspektów pracy polskich duchownych. Ze znalezieniem licznych przykładów nie będzie najmniejszego kłopotu.

Przewodniczący i Zarząd AKO Poznań: prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak – UAM / prof. dr hab. Stefan Zawadzki – UAM / dr hab. Elżbieta Czarniewska – UAM / dr Tadeusz Zysk – Wydawnictwo Zysk i spółka / ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz – UAM / mgr inż. Piotr Cieszyński – informatyk / mgr Ewa Ciosek – ekonomista / prof. dr hab. Jacek Dabert – UAM / prof. dr hab. inż. Antoni Florkiewicz – Politechnika Poznańska / dr Zdzisław Habasiński – informatyk / prof. dr hab. Stanisław Kozłowski – Uniwersytet Przyrodniczy / mgr Jan Martini – artysta muzyk / prof. dr hab. Grzegorz Musiał – UAM / prof. dr hab. Jan Paradysz – Uniwersytet Ekonomiczny / prof. dr hab. Stanisław Paszkowski – Uniwersytet Przyrodniczy / prof. dr hab. Wojciech Rypniewski – PAN / prof. dr hab. Wojciech Święcicki – PAN / dr hab. Witold Tyborowski – UAM / prof. dr hab. inż. Jerzy Weres – Uniwersytet Przyrodniczy / prof. dr hab. Barbara Wysocka – PAN / mgr Tomasz Zdziebkowski – przedsiębiorca.

Pod treścią listu mogą Państwo podpisać się tutaj: http://ako.poznan.pl/8704

ksdlogopfaNa tyle mamy wiedzę, mimo fałszowania historii, że wiemy doskonale, jak działają wrogie Polakom środowiska. Niezależnie, czy są to wrogowie zewnętrzni: zaborcy, okupanci, najeźdźcy, czy wewnętrzni: ludzie z poczuciem misji stworzenia nowego, wspaniałego świata bez narodów, bez wartości, wszyscy oni mają świadomość, że siłą naszego narodu jest wiara. Skoro nie udało się wmówić nam, że Pana Boga nie ma, trzeba nam zohydzić tych, którzy nas do Niego prowadzą. Bez których nie będziemy w stanie w pełni korzystać z Bożego Miłosierdzia. Ludzie ci posługują się różnymi metodami. Dziś orężem w tej walce jest też kultura. Zbyt wiele niestety jest przykładów ohydnej, profanującej sacrum sztuki, by je tu wyliczać. Najnowszym jest film reżysera Wojciecha Smarzowskiego pt. „Kler”.

Nie dajmy sobie wmówić, że powstało dla dobra polskiego Kościoła, jak tłumaczy Krzysztof Zanussi. Nie jest też żadną odpowiedzią na nurtujące nas pytania. Gdyby taki był zamysł twórców – od scenarzysty, przez reżysera do aktorów - stworzyli by obraz pokazujący prawdziwy problem współczesnej Europy – jej islamizację. Tylko - tego typu temat nie jest ani politycznie poprawny, ani dochodowy a co chyba najważniejsze, wyznawcy islamu, to nie chrześcijanie. Szydzenie z tej religii może drogo kosztować.

Z katolików, zwłaszcza polskich oraz wszystkiego, co z katolicyzmem się kojarzy, można drwić bez żadnych hamulców. Robią to ludzie z tytułami naukowymi i bez nich. Politycy, gwiazdy kina i estrady, celebry ci i tzw. przeciętni Polacy. Bezkarnie, bezrefleksyjnie, bezwzględnie.

Dziś Polacy stają przed kolejną próbą wierności. Wierności spuściźnie św. Jana Pawła II, bł. ks. Popiełuszki i sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Największych synów współczesnego polskiego Kościoła. Ludzi, którzy nie wahali się świadczyć Pana Boga i patriotyzmu, w czasach najtrudniejszych. Im zawdzięczamy to, że wciąż jesteśmy Polakami i katolikami.

Naszym dziś obowiązkiem jest w imię ich pamięci świadczyć wierność polskiemu Kościołowi i polskim Kapłanom.

Z pełną świadomością obecności zła zarówno wśród ludzi świeckich, jak duchownych, nie możemy jednak pozwolić na rozliczanie tych ostatnich przez ludzi, którzy przez ostatnie lata używają swych nazwisk dla ochrony swego kolegi z branży, któremu sądownie udowodniono czyny niegodne.

Inną, równie skandaliczną sprawą jest sfinansowanie tego wyjątkowo obrzydliwego obrazu kwotą 3,5 miliona złotych ze środków Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, czyli pieniędzy wypracowanych przez Polaków. Czy ktoś ich pytał, czy chcą wesprzeć antyklerykalny, antykatolicki i antypolski de facto film?

Każdy z nas potrzebuje czasem refleksji na sobą i otaczającą nas codziennością. Dziś jest właśnie taki czas, dla wszystkich, którzy przyjęli sakramenty włączające ich we wspólnotę Kościoła.

Sama refleksja jednak już nie wystarczy. Potrzeba wyraźnej deklaracji: czy jestem w Kościele, czy poza nim!

Wszyscy, którym sprawa Ojczyzny leży na sercu, którzy kochają Pana Boga i Polskę, muszą dziś jasno i wyraźnie powiedzieć „nie” niszczeniu naszych narodowych wartości.

Apelujemy do ludzi sumienia, wszystkich, którzy każdej niedzieli wyznają publicznie swoją wiarę: zbojkotujmy ten upokarzający katolików film. Brońmy naszych kapłanów przed odzieraniem ich z godności, poniewieraniem wartości ich posługi.

Piętnując zło, niezależnie od kogoś, kto je popełnia brońmy godności osób, które wypełniają wiernie kapłańską posługę.

Nie poszerzajmy ciemności zła, poprzez wspieranie kont producentów i dystrybutorów tego skandalicznego obrazu.

Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, Zarząd Główny

Kraków, 20 sierpnia 2018 roku

Redaktor Naczelny tygodnika „Sieci”
Jacek Karnowski
ul. Finlandzka 10
03-903 Warszawa

Dotyczy artykułu pana Aleksandra Nalaskowskiego pt. "Szmata, sprej i prawo" zamieszczonym w „Sieci” nr 33/2018z 13-18 sierpnia br. Prosiłbym Pana o przekazanie panu Nalaskowskiemu moich uwag do jego oceny, jak on uważa, dewastowania pomników Armii Czerwonej.

Pan prof. dr hab. Aleksander Nalaskowki

Szanowny Panie,

Pozwalam sobie nie zgodzić się z Pana uwagami odnośnie oceny metod protestowania przeciw bolszewickim obiektom poświęconym Armii Czerwonej. Napisał Pan dokładnie tak: „ Ale nie wolno ich dewastować w jakikolwiek sposób, bo przypomina to jakieś pogańskie, prymitywne obrzędy rodem z wudu czy innych egzotycznych idiotyzmów”. Dziwię się, że Pan uważa, fakt obrzucenia takich obiektów wydmuszkami z czerwoną i białą farbą za egzotyczne idiotyzmy. Przypomnę tylko, że takim właśnie patriotyzmem, w takiej formie, kierowała się nasza słynna Noblistka Maria Skłodowska-Curie, w latach osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy była 16 – letnią uczennicą mieszkającą w Warszawie, która przechodząc przez Plac Saski pluła na pomnik polskich generałów, którzy przeszli na stronę cara i brali udział w tłumieniu powstania listopadowego. Podobnie postępowali inni uczniowie z jej gimnazjum.

POKiN, jak i ja osobiście brałem udział w wieloletnich staraniach o usunięcie takiego obiektu w Nowym Sączu. Rada Miejska podjęła Uchwałę nr XXI/185/92 z dn. 25 lutego 1992 r. o rozebraniu pomnika Armii Czerwonej. Uchwała weszła w życie z dniem podjęcia. Z nieznanych przyczyn tak się niestety nie stało. Mimo licznych protestów w formie listów władze nie chciały wykonać swojej własnej Uchwały.

Z końcem pierwszej dekady dwu tysięcznego roku wpłynęła do nas, do Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych prośba od mieszkańców Nowego Sącza o udzielenie pomocy, aby tą hańbę usunąć . Przez pięć lat kierowaliśmy pisma do najwyższych władz państwowych i do władz samorządowych oraz organizowaliśmy manifestacje pod obiektem zbolszewienia miasta N. Sącz. Władze były niewzruszone. Przez 22 lata te protesty nie przyniosły żadnych efektów.

Ten pomnik przez środowiska kombatantów i weteranów walk o Niepodległą Polskę był uważany za śmieć sowiecki pozostawiony przez wycofujące się rosyjską armię okupacyjną i na pewno nie podlegał ochronie prawnej. Trudno również uważać, że śmieć został uszkodzony wydmuszkami, którymi był obrzucony podczas manifestacji w dniu 27.09.2014 r. Śmieć nie może być ani uszkodzony, ani znieważony, bo z definicji śmieć to rzecz wyrzucana, zbędna, bez wartości. Byłem jednym z głównych organizatorów tej manifestacji i wiem, że brali w niej udział również członkowie Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, w tym żołnierze AK. I ci żołnierze Armii Krajowej byli oburzeni, że przez 25 lat istnienia tzw. III RP sowieckie pomniki nie zostały usunięte.

nsrosyjskiobeliskW pięć tygodni po naszej manifestacji, 6.11.2014 r.władze miasta zlikwidowały pomnik sowiecki (fot. p. Alicja Rostocka), a policja asystowała i ochraniała pracowników. W tym czasie prawo dotyczące pomników nie zmieniło się, ani o kropkę, ani o przecinek. Jeżeli sowiecki śmieć można było zlikwidować, to tym bardziej można było go obrzucić farbą, co zmobilizowało władze do usunięcia obiektu przestępczego.

W rozmowie Adama Słomki, Zygmunta Miernika i mojej z wiceprezydentem Nowego Sącza Jerzym Gwiżdżem przyznał on, że nasza akcja zmobilizowała prezydenta Sącza do takiej decyzji.

Uważam, że 22 letnie czekanie było wystarczająco długie. Dopiero w czerwcu 2017 roku sejm uchwalił ustawę o usunięciu pomników sowieckich.

Jest Pan z wykształcenia pedagogiem i autorem wielu książek i artykułów poświęconych tej tematyce, ale z treści Pana artykułu nie wynika, aby zdawał Pan sobie sprawę z ogromu spustoszenia w umysłach młodzieży, które spowodowały takie obiekty sowieckie. I przykładowo obiektem w N. Sączu opiekowało się gimnazjum nr 10 imienia Orląt Lwowskich jako miejscem Pamięci Narodowej, bo jak przekonywał jego dyrektor o pomnik Armii Czerwonej należy dbać, tak jak o groby Orląt Lwowskich. Taki jest poziom edukacji historycznej środowiska nauczycielskiego. Nie dziwmy się więc, że kolejne pokolenia młodzieży nie znają prawdy historycznej i nie rozumieją sensu tożsamości narodowej. Dotyczy to całej historii PRL rządzonego z nadania Moskwy przez komunistycznych zdrajców.

Doprowadzenie do rozbiórki sowieckiego śmiecia poprzez obrzucenie go wydmuszkami i słoikami z farbą było czynem koniecznym, chwalebnym i odważnym, a nie jak Pan pisze egzotycznym idiotyzmem.

Mnie jak i wielu pozostałych manifestantów dotknęły wieloletnie sprawy sądowe dotyczące tej manifestacji z 27.09.2014 r. Rozpoczęły się one już w lutym 2015 r. Do chwili obecnej zakończyło się

18 spraw sądowych wyrokami uniewinniającymi lub umorzeniem spraw. Sądzono w nich od jednej do ośmiu osób. Sprawy przeszły przez sądy rejonowe i okręgowe w Nowym Sączu i w Krakowie. Aparat policyjno-prokuratorski zaangażował w to prokuratury w N. Sączu, w Krakowie, w Limanowej, w Zakopanem, w Wieliczce, w Opatowie i Ostrowcu Świętokrzyskim. Pozostała jeszcze jedna sprawa, która toczy się w N. Sączu i dwie sprawy w prokuraturze. Jak z tego widać patriotyzm musi być ukarany.

Mam nadzieję, że już nikt nie będzie musiał stawać przed sądami lub być więziony jak Adam Słomka, czy Zygmunt Miernik za domaganie się usunięcia sowieckich, okupacyjnych pomników, bo państwo to zrobi. A Pan zaniepokoi się stanem wiedzy historycznej nauczycieli i młodzieży.

Z poważaniem, Krzysztof Bzdyl, przewodniczący Porozumienia

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

Demonstracje przeciwników zmian w polskim sądownictwie są coraz mniej liczne, jednak coraz bardziej agresywne.

Sceny, które oglądaliśmy w mediach publicznych i społecznościowych, napawają obawą o zdrowie i życie zarówno demonstrantów, którzy sami mogą sobie wyrządzić krzywdę, jak i pilnujących gmachów użyteczności publicznej, policjantów.

Używanie wobec policji gazu, rzucanie w policjantów butelek czy rac nie powinno się nigdy wydarzyć, a jednak. Widać, że wulgaryzmy przestają już wystarczać.

Chcę podkreślić niezwykły - choćby w porównaniu z interwencjami policji francuskiej czy niemieckiej - poziom opanowania i profesjonalizm współczesnych polskich policjantów. Myślę, że naprawdę wiele im zawdzięczmy.

I jeszcze jedno. Jako organizator i uczestnik dziesiątków manifestacji z lat 2010-2015 w obronie Telewizji Trwam czy upamiętnienia Tragedii Smoleńskiej, noszę w sobie głębokie przekonanie, że atmosfera demonstracji zależna jest od sprawy w której się występuje.

Wczorajsi manifestanci z pewnością bronią złej sprawy i to zło widać było wyraźnie na ulicach stolicy i innych, dużych polskich miast.

adamzyzmanAdam Zyzman

Kraków, 21 lipca 2018 roku

List otwarty do Szanownego Pana dr. Michaela Großa
Konsula Generalnego Niemiec w Krakowie

Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, stanowczo protestuję przeciwko ingerencji przewodniczącej niemieckiego Federalnego Trybunału, pani Bettiny Limperg w wewnętrzne sprawy mojego kraju i wspieranie byłej I przewodniczącej polskiego Sądu Najwyższego, Małgorzaty Gersdorf w jej antyrządowym i antypolskim postępowaniu. Szczególne oburzenie budzi wypowiedź pani Bettiny Limperg, w której mówi ona, że Niemcy, jako sąsiad mojego kraju, czują się odpowiedzialne za to, co dzieje się w Polsce! I mówi to zdając sobie sprawę, z tego, że zmiany przeprowadzane w polskim sądownictwie nie odbiegają od tego co Republika Federalna Niemiec przeprowadziła dwadzieścia kilka lat temu na terenie byłej NRD.

Przypominam, że przez blisko 1000 lat, każda sytuacja, gdy Niemcy próbowały ”wziąć odpowiedzialność” za to co dzieje się na ziemiach polskich kończyło się tragicznie dla Polaków. Dotyczy to zarówno udziału Niemiec w rozbiorach Rzeczypospolitej Obojga Narodów w wieku XVIII, polityki Niemiec wobec Polaków mieszkających na ziemiach polskich w wiekach XIX i XX, i ich stałe prześladowania („Niemiec bije polskie dzieci” – słowa polskiej poetki Marii Konopnickiej o aktach prześladowania Polaków we Wrześni w latach 1901 – 1902). Ale najtragiczniejsze skutki „odpowiedzialności Niemców za Polskę” Polska i Polacy ponieśli w latach 1939 – 1945, gdy zostały zamordowane przez Niemców ponad 3 mln. obywateli polskich, zrabowane i zniszczone polskie dzieła sztuki i kultury, których większości nie odzyskaliśmy do dnia dzisiejszego, zniszczona została polska gospodarka, a symbolami niemieckiej odpowiedzialności za Polskę i niemieckiej kultury, w tym kultury prawnej, są pozostałości niemieckich obozów śmierci i kominy krematoriów! To właśnie, dla przeciętnego Polaka, są skutki „niemieckiej odpowiedzialności za Polskę” i dlatego w zdecydowanej większości Polacy nie życzą sobie jakichkolwiek prób przyjmowania odpowiedzialności za nasz kraj przez jakiekolwiek instytucje niemieckie!

Mam nadzieję, że zostanę zawiadomiony, że pani przewodnicząca Bettina Limperg została poinformowana przez Pana o odbiorze jej wypowiedzi w Polsce, jako groźbie ze strony instytucji państwa niemieckiego, że znów Niemcy tradycyjnie gotowi są przyjść tutaj, by mordować i rabować Polaków oraz budować obozy koncentracyjne i krematoria, a wstępem do tego są już wystąpienia niemieckich polityków w obronie polskich zdrajców narodu, tak jak w 1939 roku „występowali w obronie” swych agentów mieszkających na terytorium Polski! Chciałbym bowiem, by pani Bettina Limperg zrozumiała, że swym nieodpowiedzialnym wystąpieniem cofnęła porozumienie narodów polskiego z niemieckim o kilka dziesięcioleci. Nie mówię o deklaracjach polityków, ale przekonaniu przeciętnego obywatela, który po raz kolejny został utwierdzony w przekonaniu, że istota niemieckości, to antypolonizm i dążenie do panowania nad całą Europą! Bez względu na jaką ideę się Niemcy aktualnie powołują – Rzymskiego Cesarstwa Narodu Niemieckiego, Kulturkampftu, nazizmu, czy tzw. wartości europejskich, które w rzeczywistości są antywartościami! Bez względu na to kto stoi na ich czele – Henryk V, Bismark, Wilhelm, Hitler, czy frau Merkel! Tak, Polacy dobrze sobie zdają sprawę, że gdyby nie inspiracja kanclerz Merkel nie byłoby ataków na Polskę na forum Unii Europejskiej! I warto by pani Limperk miała świadomość skutków swej wypowiedzi!

Z poważaniem, Adam Zyzman – bratanek polskiego jeńca, który, zgodnie z niemiecką praworządnością i niemieckim przestrzeganiem prawa międzynarodowego, został zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym.

Anna Dąbrowska*

Wszystko co mówi i pisze Adam Mazguła jest widomym świadectwem, jak bardzo mają wyprane z pozytywnych uczuć mózgi, oficerowie z sowieckiego nadania i po stosownych, tej samej firmy szkołach.

Nienawiść do Polski prawej, niepodległej i katolickiej, patriotów, kościoła i Pana Boga, dowodzi ogromnych okaleczeń emocjonalnych. Można współczuć Mazgule, jako człowiekowi, ale trzeba się go obawiać, jako obywatela.

20180518adksdJego wpisy, to pożywka dla agresywnego lewactwa i wszelkiej maści pełniących obowiązki Polaków. Przyzwolenie na zalewanie przestrzeni internetowej fekaliami, które produkuje jego umysł, jest zgodą na szerzenie nienawiści i budowanie frontu antypolaków. To może owocować w przyszłości całą armią Cybów. I nie będzie wcale śmieszno a jedynie straszno.

Poniżej próbka możliwości Mazguły z jego niedawnego, wyjątkowo ohydnego FBowego wpisu:

„Pierwsze komunie, wiosna, miłości to chwile,
cieszą się dzieci, rodzice, czekają pedofile”.

Dalej jest tylko gorzej.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5633-pulkownik-mazgula-nie-odpuszcza-wscieklosc-nienawisc-prowokacja

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni „Gazeta Wyborcza” przypuściła w swoim krakowskim wydaniu atak na prezesa Towarzystwa Parku im. doktora Henryka Jordana Kazimierza Cholewę za stawianie kolejnych popiersi w Alei (Galerii) Wielkich Polaków.

Tym razem chodzi o uhonorowanie w roku stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości 6 wybitnych postaci: Ignacego Daszyńskiego, Romana Dmowskiego, generała Józefa Hallera, Wojciecha Korfantego, generała Kazimierza Sosnkowskiego i Wincentego Witosa.

Nie wiem, co może być złego w tym, że w parku, który utworzył w 1899 roku dr Jordan w takim kształcie, aby przychodząca do niego młodzież mogła i wzmacniać ciało, i krzepić patriotycznego ducha ćwicząc między popiersiami wielkich rodaków, mają być uwiecznieni kolejni ojcowie naszej niepodległości.

marszalekbymbTo rewitalizowane obecnie na zlecenie Zarządu Zieleni Miejskiej miejsce ma przecież z założenia służyć pobudzaniu uczuć patriotycznych, co w niczym nie przeczy jego rekreacyjnej funkcji. Dr. Jordanowi bliskie były założenia wychowawcze rodzącego się w jego czasach skautingu, wedle których najlepiej wychowuje się młodego człowieka poprzez zabawę i odpowiednio dobrane gry z patriotycznym podtekstem. W noszącym dzisiaj jego imię parku oraz na sąsiadujących z nim Błoniach ćwiczyli z początkiem ubiegłego stulecia pierwsi harcerze, a także sokoli oraz członkowie innych towarzystw gimnastycznych, którzy poszli w 1914 rok w bój o Polskę (fot. p. Mirosław Boruta).

Jeżeli komuś nie odpowiada spędzanie wolnego czasu w sąsiedztwie popiersi naszych bohaterów, nie musi odwiedzać tego miejsca. Mamy w Krakowie wiele terenów zielonych, gdzie można ćwiczyć tężyznę ciała bez konieczności oglądania jakichkolwiek znaków pamięci.

Prezesowi Cholewie, którego działalność wspierają m.in. Instytut Pamięci Narodowej (jego Krakowski Oddział zamierza prowadzić w parku plenerowe lekcje historii), Muzeum Armii Krajowej oraz Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie należą się wielkie podziękowania za konsekwencję w upamiętnianiu (w większości za własne pieniądze) wielce zasłużonych dla Ojczyzny na różnych polach ludzi, których nazwiska powinien znać każdy Polak.

adamzyzmanAdam Zyzman

Tym razem nie trzeba było iść do odległego lasu, szukać wśród gęstych krzaków, ale wystarczyło przespacerować się wieczorem na Plac Nowy na krakowskim Kazimierzu, by na straganach, na których przed południem można było znaleźć owoce i warzywa, spotkać ludzi handlujących zakazanymi formalnie w naszym kraju symbolami ideologii totalitarnej. Wiosenny ciepły, pogodny i rozleniwiający wieczór sprawił, że w całej okolicy nie uświadczysz ani jednego patrolu policji (posterunek policji w prostej linii jest zaledwie 200 m stąd!), ani straży miejskiej, nikt też z ludzi odwiedzających centralne (kultowe) miejsce Kazimierza nie ma ochoty wdawać się w dyskusję ze sprzedającymi, że właśnie łamią prawo, Konstytucję i szerzą zakazaną oraz wyklętą ideologię. Jakaś para tylko zastanawia się „kto takie badziewie kupuje?”, ale jej to wcale nie oburza! Brak też krajowych i zagranicznych dziennikarzy mainstreamowych mediów, mogących udowodnić całemu światu, że duch tej totalitarnej ideologii jest szczególnie bliski współczesnym Polakom!

A dlaczego? Czy tylko dlatego, że te symbole to sowieckie odznaczenia, czerwone gwiazdy z sowieckich wojskowych czapek, a dla prawdziwych koneserów szpiczaste czapki wojłokowe z naszywanymi ręcznie czerwonymi gwiazdami, zupełnie takie same, jakie można zobaczyć na archiwalnych zdjęciach u żołnierzy konarmii Budionnego idących z odsieczą cofającym się spod Warszawy, po 15 sierpnia 1920 roku, oddziałom Armii Czerwonej?

Małgorzata Janiec

pomniknaplacuinwalidow1Szanowni Państwo!

W przyszłym roku odbędą się wybory samorządowe! Ile jeszcze niespełnionych obietnic usłyszą członkowie Komitetu Budowy Pomnika od kandydatów na radnych Miasta Krakowa? A może włodarze miasta Krakowa czekają aż Ci ostatni, co stawiali opór komunizmowi odejdą Pełnić Wieczną Wartę i będą mieli święty spokój z niespełnionymi zapewnieniami dotyczącymi szybkiej realizacji budowy tego jakże ważnego dla tych doświadczonych w okresie komunizmu Bohaterów.

Motto pomnika;
"Nie zwyciężyliśmy, lecz walczyliśmy. Nie złamaliśmy tyranii, lecz powstrzymaliśmy jej pochód. Nie obroniliśmy naszego Kraju, lecz broniliśmy go. Jeżeli kiedyś napisana zostanie nasza historia, będziemy mogli powiedzieć, że stawialiśmy opór".

W projekcie przyszłorocznego budżetu zarezerwowano 4 mln złotych na remont placu Inwalidów. Przewidziano tam też budowę monumentu Orła Białego - upamiętniającego tych, co walczyli o wolność Polski w latach 1939-1989. Według naszych informacji ma kosztować około miliona złotych.

pomniknaplacuinwalidow2Z przykrością musimy stwierdzić, że Radni Miasta Krakowa od wielu lat nie podjęli tego ważnego dla żyjących jeszcze, prześladowanych i doświadczonych przez komunizm członków powstałego w 1998 roku Komitetu Budowy pomnika "Tym, co stawiali opór komunizmowi..." tematu. Od 10. lat nie mogli wnieść pod obrady Rady Miasta Krakowa reasumpcji Uchwały Nr XVIII/228/07 z dnia 4 lipca 2007 roku o budowie pomnika "Orła Białego".

Co się stanie z tym poświęconym w dniu 20 września 2001 roku przez śp. księdza infułata Stanisława Małysiaka Kamieniem Węgielnym w obecności ówczesnych władz państwowych, premiera, wojewody, marszałka, radnych miasta Krakowa, wojska i mieszkańców?

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

13 grudnia 2017 roku - 36 lat o dnia wprowadzenia stanu wojennego w Polsce - w samo południe zebrała się młodzież z nowohuckich szkół podstawowych i zawodowych, by wziąć udział w ceremonii upamiętnienia tego dramatycznego, haniebnego wydarzenia w historii najnowszej naszego kraju. Przy Pomniku Solidarności na Placu Centralnym w Nowej Hucie zebrali się uczestnicy tamtych wydarzeń, mieszkańcy dzielnicy, młodzież, pracownicy huty, dawni działacze sierpniowej Solidarności. Złożono kwiaty, wieńce i zapalano znicze. Odmówiono modlitwy za zmarłych, ofiary stanu wojennego. Mieczysław Gil, jedna z najbardziej znanych postaci tamtego czasu, podzielił się swoimi wspomnieniami. Młodzież z zainteresowaniem słuchała tych opowieści. Podkreślano fakt, że teraz na nas, dorosłych ciąży obowiązek przekazywania i kultywowania tych wspomnień naszej historii. Jest to żywa lekcja naszych dziejów pisana na bieżąco. Oby nigdy takie zdarzenia nie miały miejsca w Polsce, w wolnej Polsce. Uroczystości zorganizowała Rada Miasta Krakowa i Rada Dzielnicy XVI.

Zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu z uroczystości:
https://photos.app.goo.gl/cjX3ucCAnJ3ElN6v1

krakowniezaleznymkInformacja własna

Warto przypomnieć prawdziwe znaczenie zdania "naziści maszerują w Warszawie". Było to 5 października 1939 roku w Alejach Ujazdowskich a nazistami byli, są i będą w historii świata tylko i wyłącznie Niemcy (fot. za: wiadomosci.dziennik.pl):

nazisciwwarszawie

Anna Dąbrowska*

Środowiska proaborcyjne nie ustają w promocji swej chorej ideologii. Jednym z jej podstawowych zadań, jest zakłamywanie prawdy o mordowaniu nienarodzonych dzieci. Tym razem chcą jej realizacji na mocy ustawy sejmowej „o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie”.

Jej projekt przygotowali organizatorzy zeszłorocznych „czarnych marszy” nazywający się „Ratujmy kobiety 2017”.

Poza pomysłami rozszerzenia edukacji seksualnej, swobodnego dostępu do antykoncepcji, pomysłodawcy „czarnej ustawy”, maja nowy pomysł - powrót do ustawy zezwalającej na tzw. „aborcję na życzenie”, czyli dopuszczalności zabijania dzieci do 12 tygodnia ich życia w łonach matek.

20171003adksdProjektodawca poszedł jednak dalej w swych pomysłach i dodał jeszcze punkt o karaniu, dwoma latami więzienia, wszystkich, którzy mówią prawdę czym jest aborcja. „Ratujmy kobiety 2017” w imię wolności kobiet, chce odebrać wolność obrońcom i głosicielom prawdy (fot. YouTube). Wiezienie przewidziano za rozpowszechnianie, również w Internecie, twierdzeń „nieznajdujących oparcia w aktualnym stanie wiedzy ani badaniach naukowych, o przebiegu lub konsekwencjach medycznych stosowania antykoncepcji lub zabiegów przerywania ciąży, mające na celu odwiedzenie od jej stosowania lub od wykonania lub poddania się zabiegowi, bądź też napiętnowaniu osób, które go wykonały lub mu się poddały” przewidziano, we wspomnianym projekcie, karę dwóch lat pozbawienia wolności.

Profesor Bogdan Chazan – znany i uznany ginekolog-położnik, uznał, że tego typu ustawa byłaby klasyczną cenzurą. Wskazał też, że wpisywałaby by się ona - co do zasady - w obowiązujące w niektórych krajach Zachodniej Europy, ustawy dotyczące homofonii, czy antysemityzmu.

Taktyka działania lewaków ewoluuje. Ze strategii promocji, wchodzi w etap totalnej wojny z prawdą, pod sztandarem kolejnych kłamstw o wolności.

Ludzie, którzy walczą o ochronę drzew, korników, zwierzyny łownej, ryb, czy innych organizmów żywych, uznając np. okresy ochronne dla ciężarnych samic, nie mając jednocześnie oporów w akceptacji zabijania dzieci w łonach matek, ba - czynią to jednym z podstawowych ich praw - są albo niespełna rozumu, albo w pełni świadomymi wyznawcami cywilizacji śmierci. Innej możliwości nie ma.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5162-owoc-czarnego-marszu-projekt-ustawy-przeciw-prawdzie

davMirosław Boruta

Jak donoszą media, członkowie Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego przeszli we wtorek (15 sierpnia 2017 roku) ulicami Warszawy w III Marszu Zwycięstwa Rzeczpospolitej i uczcili 97 rocznicę Bitwy Warszawskiej. Ich pochód próbowali kilkukrotnie zablokować "Obywatele RP" i członkinie "Ogólnopolskiego Strajku Kobiet".

cudnadwisla1920To, co najbardziej kuriozalne a zarazem socjologicznie interesujące w nielegalnej kontrmanifestacji lewactwa, to hasła: "Warszawa wolna od faszyzmu!" i "Precz z faszyzmem!".

Czyli, że uczczenie polskiego zwycięstwa nad Rosjanami przez polską młodzież w polskiej Stolicy jest... faszyzmem? Cóż walka polityczna różne ma oblicza i różnych liderów, ale takich głupich i propagandowo prostackich haseł jak u wyżej wymienionych organizacji jeszcze u nas nie było...

davMirosław Boruta

Sytuacja, która niedawno zaistniała w studiu telewizyjnym podpowiada, by po raz kolejny zastanowić się nad pojęciem interesu narodowego bądź tegoż interesu zdradą.

Niegdyś Targowica, bo "w Polsce nie szanuje się wolności i praw szlacheckich, czego dowodem jest zniesienie liberum veto i wolnej elekcji", potem Komunistyczna Partia Robotnicza Polski, potępiająca "postanowienia traktatu wersalskiego, który przyznał Polsce niepodległość, dostęp do morza przez przyznanie Pomorza Gdańskiego, zaakceptował przyłączenie Wielkopolski i części Górnego Śląska, oderwał od Niemiec i utworzył Wolne Miasto Gdańsk", następnie Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, "poddana ścisłej kontroli władz Związku Sowieckiego", no i wreszcie dzisiaj fanatycznie proniemieccy "europejczycy" - oni wszyscy "troszczą się o dobro Polski".

W imieniu i interesie Rosjan lub Niemców, na zmianę lub pospołu, troszczą się tak bardzo, by prawie nic już z polskości i Polski nie zostało...

aplechkaczynskiI wówczas, jak najlepsze lekarstwo, przypomnieć trzeba słowa śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego (fot.www.prezydent.pl):

"Warto być Polakiem; warto by naród polski i jego państwo - Rzeczpospolita - trwały w Europie. Te słowa są fundamentem, najgłębszą podstawą patriotyzmu, są także Waszym i moim drogowskazem. Zapobiec zmniejszaniu się liczebności naszego narodu, a więc dbać o rodzinę, o elementarne warunki jej rozwoju, dbać o oświatę, o to wszystko, co zapewnia wzrost – to polski obowiązek, a więc i mój obowiązek".

jerzyborkowskiJerzy Borkowski

Od wielu lat kibicuję i wspieram firmę Maspex kupując jej soki i napoje. Bardzo mi smakują soki Tymbarku, czy kakao Puchatek. Czynię to nie tylko z powodu wysokiej jakości jej produktów, ale też dlatego ponieważ jest to silna Polska marka. Nie ukrywam tu pobudek patriotycznych. Kupuję polskie, bo jestem Polakiem. Cieszyłem się kiedy czytałem w mediach, że firma rodem z Polski wchodzi na rumuński rynek wykupując tamtejsze wody mineralne, na Mallorce z dumą kupowałem jej soki. Niestety czar prysł. Przyszła gorycz, żal, zażenowanie i złość. Jestem autorem książki „Tajemnica nocy Dęba”, pisząc ją rozmawiałem z wieloma bohaterami walk o niepodległość Rzeczpospolitej. Ich świadectwa chciałem przelać na papier, by ich osiągnięcia nie zostały zapomniane. Spotykając się ze mną opowiadali mi swoje losy, gdy przeżywali piekło, cierpiąc ból fizyczny i psychiczny, bici ,torturowani i zastraszani losem ukochanej rodziny i Ojczyzny. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł im powiedzieć: „chrzanić to co było…” i co więcej pokazać środkowy palec. Nie będę przebierał w słowach, używał eufemizmów. Reklama napoju „Tiger” firmy Maspex z Wadowic jest obrzydliwa, wstrętna i ordynarna. Kojarzy mi się z obrzydliwą antypolską propagandą. Jak możecie obrażać naszych bohaterów, dobrych i wielkich Polaków? Jakim prawem uderzacie dziś w starszych, bezbronnych ludzi, którym powinniście oddawać cześć za to, że być może za was byli ranni w czasie walk, a nie rzadko tracili swoich braci. Jako patriota, człowiek, który nosi Polskę w sercu, oczekuję przeprosin, ale nie tych z Facebooka które zamieściliście: „przepraszamy za błąd”. Błąd to może być ortograficzny, a to było celowe, przemyślane i zamierzone działanie. Oczekuję również zadośćuczynienia, wobec Powstańców Warszawskich. Może być to ufundowanie leków, ufundowanie wózka, potrzeby są olbrzymie! To już wasza sprawa jak chcecie odzyskać klienta, a przede wszystkim naprawić „błąd”. Ja, mimo że jesteście polską marką, nie tknę waszych produktów dopóki, dopóty nie naprawcie zła, które wyrządziliście. Obraziliście mnie jako Polaka, jako patriotę i jako waszego wiernego klienta. Wstyd i hańba. To jest to co teraz myślę o waszym malutkim maspexie.

A na koniec: Chwała Bohaterom!

adamzyzmanAdam Zyzman

Uczestnicząc w spotkaniu z prezydentem Donaldem Trumpem w Warszawie miałem podwójnego pecha. Pierwszy to ten, że nie udało mi się już wejść na plac Krasińskich i musiałem się zadowolić oglądaniem uroczystości na telebimie ustawionym w połowie ulicy Miodowej, naprzeciwko Pałacu Prymasowskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADrugi, to fakt, ze gdzieś w pobliżu ustawiła się jakaś niewielka, ale hałaśliwa grupka przeciwników tej wizyty, których wrzasków musiałem słuchać, ale widać takie są koszty demokracji. Problem nie polegał jednak sam fakt wrzasków, zresztą regularnie zagłuszanych przez dominujący na ulicy tłum, ale o ich formę i treść sprowadzającą się w zasadzie do popularyzowania wulgaryzmów w przestrzeni publicznej (co jest ważniejsze: prawo do wyrażania sprzeciwu mniejszości, czy prawo większości do przebywania w przestrzeni publicznej nie niszczonej przez słownictwo powszechnie przyjęte za niestosowne?).

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAle najbardziej rażące było zachowanie protestujących w trakcie składania przez prezydentów Trumpa i Dudę wieńców pod pomnikiem Powstańców warszawskich oraz odgrywania przez orkiestrę pieśni „Śpij kolego w ciemnym grobie”… Kim trzeba być, by zakłócać tak ważny dla Polaków moment patriotycznej uroczystości? Wrogiem Polaków, czy degeneratem? Ale najdziwniejszym jest fakt, że ludzie ci, z tego co wiem, uważają się za najbardziej postępową elitę (tylko czego – Polski, Polaków? Chyba nie!).

OLYMPUS DIGITAL CAMERASwego rodzaju przeciwwagą dla tych ludzi był stojący w pobliżu mężczyzna też protestujący przeciwko pewnemu aspektowi wizyty Trumpa w Warszawie. W rękach trzymał tablicę z hasłem „US Army go to home” z podpisem Zjednoczenie Narodowe, a więc ugrupowania, któremu tzw. media maistreamowe przypisują najgorsze cechy i kreują na największe zagrożenie dla cywilizacji! Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy w momencie składania wieńców pod pomnikiem mężczyzna ten opuścił trzymaną dotąd wysoko tablicę „do nogi” i stał wyprostowany jak struna, a po złożeniu wieńców włączył się w powszechny okrzyk tłumów „Cześć i chwała bohaterom!”. Taki przeciwnik polityczny budzi szacunek, bo jest zaprzeczeniem hołoty wykrzykującej wulgaryzmy i kwestionującej prawo polityka, który wygrał demokratyczne wybory, do składania wizyty w innym suwerennym kraju!

akowarszawalogoRzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w dniu 20 czerwca 2017 r. na antenie TVP Info stwierdził, że naród polski współuczestniczył w realizowaniu holokaustu Żydów w trakcie II Wojny Światowej. Przypisywanie Narodowi Polskiemu wspomagania Niemców w eksterminacji Żydów jest haniebnym fałszowaniem historii.

Adam Bodnar zaangażował powagę polskiego urzędu w coraz częstsze próby relatywizowania odpowiedzialności Niemców na zbrodnie II wojny światowej. Dokonał nieuprawnionego uogólnienia i obciążył wszystkich Polaków nielicznymi przestępczymi zachowaniami jednostek. Tymczasem wielu Polaków ratowało Żydów ryzykując życiem własnym i swoich bliskich.

akopoznanNaród Polski nie współdziałał lecz walczył z Niemcami na wszelkich możliwych frontach, a Armia Krajowa – armia Polskiego Państwa Podziemnego, zwalczała kolaborantów, w tym karała śmiercią za denuncjowanie Żydów.

Wypowiedź Adama Bodnara szkodzi Polsce, dyskwalifikuje go etycznie i pozbawia moralnego prawa do piastowania funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich. Oczekujemy od Adama Bodnara złożenia dymisji z zajmowanego stanowiska.

W imieniu klubów: prof. dr hab. inż. Artur Świergiel i prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak

Oświadczenie przyjęte na zebraniu AKO Warszawa i na walnym zebraniu AKO Poznań 26 czerwca 2017 roku.