Tag Archives: Anna Dąbrowska

Gazeta wytropiła zdolnego syna ministra Kamińskiego! Nie wszyscy młodzi mężczyźni lubią samoloty i pociągi…

Anna Dąbrowska*

Tak bardzo potrzebna jest totalniakom PiS-owska afera, że od miesięcy wertują drzewa genealogiczne ministrów, wiceministrów, szefów departamentów, by znaleźć jakiekolwiek ich powinowactwo z młodymi, zarabiającymi duże pieniądz.

Nie jest ważne, kto ma jakie kwalifikacje, umiejętności, przygotowanie, ważne żeby się odpowiednio nazywał i miał w rodzinie kogoś z pisiorów. No i wytropiła gazeta wiadoma. Jest afera! Syn Mariusza Kamińskiego (fot. YouTube) w Banku Światowym! Syn koordynatora służb specjalnych! Na takim stanowisku! Z jakiej racji?

Zaraz tłumaczą „wiarygodni” redaktorzy, kto kogo mógł ewentualnie polecać, jakie są ścieżki kariery Kamińskiego Juniora. Żadna zasługa tropicieli. Jacy dziennikarze śledczy, taka afera. Każdy kto chce, może sprawdzić, gdzie, kiedy pracował pan Kacper Kamiński. Wystarczy troszkę dociekliwości.

Najbardziej przygnębiające środowisko salonowców nie jest to, że afery de facto żadnej nie ma, ale to, że pisiory w takiej instytucji! Za takie pieniądze! Wszak te puzzle były już poukładane na lata do przodu a tu taka przykrość.

Parafrazując powiedzenie Pawlaka z „Samych swoich”: Czas przywyknąć panowie redaktorzy. Czasy się zmieniają. Salon może już tylko mieć nadzieję, bo szanse na prawdziwa aferę są, jak obecny listopadowy śnieg. Topnieją z dnia, na dzień.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6039-gazeta-wytropila-zdolnego-syna-ministra-kaminskiego-nie-wszyscy-mlodzi-mezczyzni-lubia-samoloty-i-pociagi

Lech Wałęsa znów nie skorzystał z okazji by milczeć! Pisze jubileuszowy donos na Polskę!

Anna Dąbrowska*

Były prezydent Lech Wałęsa nie skorzysta z zaproszenia prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy do wspólnych obchodów stulecia Niepodległości Polski. Skorzystał natomiast z okazji do kolejnego, obrzydliwego donosu na Polskę.

Napisał laureat Pokojowej Nagrody Nobla list na okoliczność święta wspomnianego i opublikował go w „Gazecie Wyborczej” oraz pokrewnych jej ideologicznie, europejskich gazetach: „Le Monde”, „La Reubblica” i „La Vanguardia”.

List o tytule: „Na 100. Rocznicę Odzyskania Niepodległości” jest klasycznym Wałęsowskim bełkotem. W duchu internacjonalizmu, bardzo poprawny politycznie, bez najmniejszych wątpliwości stanie się dla unijnych polityków pokroju Fransa Timmermansa, kolejny pretekstem do pokrzykiwania na Polskę. Pozbawiona choćby cienia patriotyzmu epistoła, bo niby skąd miałby go Wałęsa wziąć, w kolekturze Totolotka nie dawali, kolejny raz obnaża rozbuchane ego autora: „Ludzie formatu Karola Wojtyły, Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka, Zbigniewa Brzezińskiego, Jana Nowaka Jeziorańskiego, Władysława Bartoszewskiego, i ja także, byliśmy przekonani, że wstąpienie do najsilniejszego paktu wojskowego i najnowocześniejszej wspólnoty międzynarodowej ostatecznie rozstrzyga o przynależności Polski do cywilizacji Zachodu”.

Nie mógł nie wykorzystać nasz trybun ludowy okazji, by kolejny już raz podrzucić swym zachodnim klakierom, kilka zgrabnych argumentów, do uderzania w polski rząd. Nie ma dla niego znaczenia, że są nieprawdziwe, że kształtują fałszywy obraz tego, co w Polsce się dzieje. Wszak prawda, co podkreślają np. działacze WZZW, znający Wałęsę od końca lat 70-tych, nie miała dla niego nigdy większego znaczenia. Liczył się tylko zysk: materialny, polityczny, czy wizerunkowy. Pisze więc Wałęsa (fot. YouTube) do europejskiego czytelnika m.in.: „Dewastacja, zwana „dobrą zmianą”, niszczy państwo, jego instytucje i procedury. Kłamstwo czyni narzędziem sprawowania władzy, wzmaga wzajemną nieufność i sortuje obywateli na kategorie”.

Lech Wałęsa nie jeden już raz kompromitował siebie i Polskę. Tym razem jednak, jego czyn jest wyjątkowo obrzydliwy, ponieważ dopuścił się go w czasie i na okoliczność wielkiego święta Polski i Polaków. List Wałęsy „Na 100. Rocznicę Odzyskania Niepodległości” jest wystarczającym powodem, by raz na zawsze wyrzucić tę postać na śmietnik historii. To będzie najpiękniejszy prezent dla Niepodległej!

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6013-lech-walesa-znow-nie-skorzystal-z-okazji-by-milczec-pisze-jubileuszowy-donos-na-polske

Komisja, wybory, czyli o nas z dziś, refleksje gorzkie. Tusk kolejny raz wymierzył policzek Polakom

Anna Dąbrowska*

Nie ma miejsca na wartości w świecie, gdzie polityką rządzą możni tego świata, wspierani przez kreatorów wizerunku i media. Ci ostatni znają doskonale techniki manipulacyjne począwszy od gestów, przez sowa a skończywszy na myśli. Jeśli społeczeństwa, dla maksymalnego ułatwienia sobie życia, zrezygnują z używania mózgów na rzecz korzystania z gotowych produktów, podsuniętych im przez wyżej wskazanych speców od politycznego marketingu, nie ma szans na przetrwanie państw narodowych.

Ostatnie wybory, a jeszcze lepiej przesłuchanie Donalda Tuska przed komisją sejmową ds. afery Amber Gold, której ofiarami stały się tysiące Polaków, pokazało, jak w szkle powiększającym, czym jest dzisiejsza polityka.

Donald Tusk mógł przerazić. Przez ułamek sekundy był tym samym człowiekiem, który stał z Putinem w smoleńskim błocie w miejscu katastrofy polskiego samolotu, nad zwłokami polskich prezydentów. Zimny, wyrachowany gracz, bez litości i skrupułów, znaczy dobry polityk. Czytam dziś tytuły w prasie polskojęzycznej: „Kto wygrał? Tusk czy Wassermann?” Jakie to symboliczne. Te dwa nazwiska. Córka ojca, który tam zginął i człowiek, który nie zrobił NIC, by wyjaśnić największą w dziejach Polski katastrofę. Pozwolił na opluwanie polskich generałów, bezczeszczenie zwłok i haniebne insynuacje swoich partyjnych kolegów. Jego wczorajsze zachowanie, to kolejny, po tamtym, policzek wymierzony Polakom. Tym razem wszystkim, którzy stracili swój – nierzadko – cały majątek, przez zaniedbania służb jemu podlegającym. Każdym słowem drwił Tusk nie z komisji, ale właśnie z nich.

Ta sprawa nie interesuje mediów „zaprzyjaźnionych”. Dziś ważne dla nich było, kto był bardziej skuteczny w złośliwościach i bardziej bezwzględny. Kto opanował emocje, kto się nim poddał. I nie wytłumaczą redaktorzy, że są ludzie, co nie muszą nad niczym panować, bo nic nie czują. Oni wiedzą, że dla czytelnika ich tekstów nie liczy się, kto mówi prawdę, kto kłamie. On wie, że Tusk (fot. YouTube) „ma gadanę” i jest „twardziel”, fajter, zwycięzca. Takiego polityka kupi. Dlatego mu go dają. Wszystko pod zamówienie.

Gdyby tak myśleli Polacy przed 100 laty, gdyby takie mieli ideały, dziś bylibyśmy wymarłym plemieniem Polan, o którym nawet w szkołach by nie uczyli. Gdyby, na przykład, Piłsudski był wykreowaną przez media marionetką na usługach obcych mocarstw, nie byłoby ani Polski, ani Polaków.

I co dalej? Polska to kraj demokratyczny. Dali więc Polacy w wyborach szansę wielu włodarzom pokroju polityka Tuska. Mają oni teraz następną kadencję, by wychować jeszcze spore grono swych następców, wyedukować swoje dzieci, które będą z pewnością godnie kontynuować dynastię „panów na włościach”, nie tych , to innych.

Smutne to wszystko i po ludzku, nie do rozwiązania. Dobrze, że wciąż sporo w narodzie ludzi wierzących. Dziś, bez szturmu modlitewnego o przemianę serc i głów Polaków, nie damy rady.

Nadzieja dla Polski znów na Jasnej Górze, która od dni kilku w barwach Biało-Czerwonych. Tam czeka Matka i Królowa! Tam ratunek.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6008-komisja-wybory-czyli-o-nas-z-dzis-refleksje-gorzkie-tusk-kolejny-raz-wymierzyl-policzek-polakom

Legendarny działacz WZZW Lech Zborowski… Trzeba dalej walczyć

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Z Lechem Zborowskim, działaczem Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, uczestnikiem przygotowań do strajku w sierpniu 1980 r. i uczestnikiem strajku w 1981 r., kolporterem ulotek, prasy podziemnej, organizatorem drukarni, odznaczonym Krzyżem Wolności i Solidarności rozmawia Anna Dąbrowska.

Jak to się stało, że młody 22-letni mężczyzna, zaangażował się w Wolne Związki Zawodowe?

Zgodnie z obowiązującą dziś w wielu tzw. kombatanckich wspomnieniach zasadą, powinienem pewnie zacząć od historii jakiegoś pra-, pradziadka, który wiele lat temu zapoczątkował patriotyczne kształcenie następnych pokoleń Zborowskich. Tak jednak nie będzie, bo chociaż tych przodków, o których słyszałem, z całą pewnością wstydzić się nie muszę i pewnie wiele mógłbym się od nich nauczyć, jednak przyczyna, dla której wylądowałem w Wolnych Związkach, była prozaiczna. Miałem mocno buntowniczą naturę. Nie chodzi tu o typowy bunt nastolatka, ale raczej o wyraźne odczuwanie absurdu wielu elementów rzeczywistości tamtych czasów. Od wczesnych młodych lat miałem poważny problem z tzw. autorytetami, które chętnie wciskały nam swoje teorie, nie mogąc najczęściej odpowiedzieć na proste pytanie: dlaczego mamy w nie wierzyć? Swoją drogą, niewiele się przez te długie lata pod tym względem zmieniło. Zadawałem więc to pytanie często, wpadając tym samym równie często, w takie czy inne kłopoty. W 1979 roku natknąłem się na podobnie buntowniczą naturę – Jana Karandzieja. Jan trafił na WZZ-towską ulotkę i nie musieliśmy się wzajemnie przekonywać, że powinniśmy tę sprawę natychmiast sprawdzić. Przyznam się jednak, że po naszej pierwszej rozmowie z Joanną i Andrzejem Gwiazdami ewentualne nasze zaangażowanie się w działalność WZZ-tów wcale nie było oczywiste. Wydawało się nawet mało prawdopodobne. Moją pierwszą myślą po tym spotkaniu było przekonanie, że nasze konspirowanie będziemy musieli rozpocząć sami i na swój własny sposób. Wszystko dlatego, że zrozumienie, czym były Wolne Związki i czym miało być w nich działanie, wymagało czasu.

20180618adksdJest Pan opisany w Wikipedii m.in. takimi słowami: „Należy do krytyków pierwszego przewodniczącego Solidarności Lecha Wałęsy, jak i porozumienia okrągłego stołu”. Dlaczego?

To jest temat, w którym nie ma miejsca na żonglowanie słowami i ubieranie prawdy w dyplomatyczne frazesy. Odpowiem wprost. Cała historyjka o rewolucjoniście Lechu Wałęsie jest największym i najbardziej bezczelnym kłamstwem naszej współczesnej historii! Dotyczy to również okresu Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Lech Wałęsa, a ściślej kapuś bezpieki TW Bolek, nigdy nie był rzeczywistym działaczem WZZ-tów. Pozorował takie działanie, aby się uwiarygodnić wśród kolegów. Pojawił się w Wolnych Związkach z przyczyn, których nigdy nie potrafił wyjaśnić, po czym został uznany za niebezpiecznego głupca i odesłany, skądkolwiek przyszedł – po jego wręcz kretyńskich sugestiach obrzucania granatami komend milicji. Później dostał się do WZZ-tów niejako tylnymi drzwiami. W pewnym momencie pojawił się nagle na modlitwach za ojczyznę odbywających się w Kościele Mariackim, a prowadzonych przez środowisko późniejszego Ruchu Młodej Polski. Tej nagłej potrzeby manifestowania wiary, po co najmniej sześcioletnim sprzedawaniu ludzkich losów komunistycznej bezpiece, również nie potrafił nigdy wytłumaczyć. Wtedy „wymodlił” znajomość z Borusewiczem i ten przyprowadził go ponownie do WZZ-tów. Twórcy Wolnych Związków, nie znając jego odrażającej przeszłości, zaakceptowali jego obecność tylko dlatego, że twierdził, iż był członkiem komitetu strajkowego w grudniu ’70, czego nie można było wówczas zweryfikować. Mieli nadzieję dotrzeć przez niego do innych uczestników i świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Wiara w grudniowe kombatanctwo Wałęsy topniała z każdą jego następną wypowiedzią. Kiedy w 1979 r. WZZ-ty wzmocniła grupa nowych, młodych działaczy i tak już słaba pozycja Wałęsy w grupie zamieniła się w niemal całkowite jego nieistnienie. Na początku roku 1980 kompletny brak zaufania do niego spowodował, że mało kto chciał mieć z nim jakikolwiek kontakt. W końcu, w czerwcu 1980 r., czyli na dwa miesiące przed sierpniowym strajkiem, zwyczajnie został z Wolnych Związków wyrzucony. Tak w telegraficznym skrócie wygląda dwuletni pobyt Wałęsy w WZZ-tach. Opis jego „działalności”, czyli uwiarygodniania się, to już szersza sprawa.

Po uroczystościach rocznicowych WZZW prof. Dudek zasugerował, że wszelkie ataki na Lecha Wałęsę są jedynie przejawem frustracji zapomnianych, drugoplanowych działaczy WZZ-tów.

Pan Dudek ma jakąś niewiarygodną obsesję, aby przekonać tych, którzy Wałęsę znają lepiej niż ktokolwiek inny, że jest on bohaterem i symbolem walki z czymkolwiek. Jak do tej pory prof. Dudek zwyczajnie się tym ośmieszał. Tym razem jednak, postanowił – w dodatku w sposób obrzydliwy – działaczy Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża obrazić. W dodatku czyni to w 40. rocznicę powstania WZZW. Antoni Dudek jak większość dzisiejszych funkcjonariuszy propagandy wiadomych ośrodków nie jest w stanie dyskutować z faktami zawartymi w historycznych świadectwach działaczy WZZ-tów, więc przypisuje nam frustrację z powodu rzekomej zazdrości, wobec kapusia bezpieki i zdrajcy. Sugerując tym samym, że takie cechy charakteru mogły być dla uczciwych ludzi powodem do zazdrości. Jeśli kogokolwiek szokują te określenia, to wyjaśniam, że Wałęsa nie jest przez działaczy WZZ-tów postrzegany jako taki właśnie charakter dlatego, że akurat tak twierdzi jakiś Zborowski. Wałęsa jest łajdakiem, gdyż dopuścił się łajdactw, jest bandziorem, gdyż dopuszczał się czynów bandyckich, jest zdrajcą, gdyż dopuszczał się zdrad, a działacze WZZ-tów byli tych poczynań świadkami i od lat o nich opowiadają. Gdyby Antoni Dudek był badaczem historii, a nie służył zakłamanej propagandzie, to by te wszystkie działania Wałęsy sam dokładnie opisał, dla zwykłej, historycznej prawdy. On jednak woli wypisywać bzdury typu: „Większość członków WZZ poszła drogą Gwiazdów, ponieważ nie mogli zrozumieć, jak doszło do tego, że Lech Wałęsa stał się głównym beneficjentem tego sukcesu”. Po pierwsze, my doskonale rozumiemy, dlaczego kapuś komunistycznej bezpieki został beneficjentem przeróżnych „sukcesów”. Jedynym, który tego nie rozumie, jest pan Dudek. Po drugie, cokolwiek według Antoniego Dudka oznacza „droga Gwiazdów”, dla nas jest drogą uczciwości i prawdy, ale to również zdecydowanie przekracza jego możliwości rozumienia. Jeżeli więc mówić o jakiejkolwiek frustracji, to tylko o tej, która wynika z faktu, że ktoś z tytułem profesora historii zamiast przejąć od działaczy Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża walkę o historyczną prawdę, woli dziś uprawiać propagandę i opluwać tychże działaczy, by chronić kłamstwo i postać patologicznego kłamcy, że o kapusiu bezpieki nie wspomnę.

Nie żałuje Pan dziś tamtych decyzji i wyborów?

Pierwszy raz usłyszałem to pytanie w budynku spacyfikowanej „Solidarności” w Gdańsku, w trwającym jeszcze stanie wojennym. Kiedy podjąłem decyzję o wyjeździe, odbierałem tam moje pracownicze dokumenty. Współpracująca z komunistycznym wojskowym nadzorcą kadrowa, wydając mi te papiery, zapytała z przekąsem: „I co, panie Leszku, warto się było tak dla tej Solidarności poświęcać?”.

Dzisiaj to samo pytanie w zupełnie innym kontekście zadają mi znajomi, patrząc, jak zdrajcy sprzedają naszą Ojczyznę i nasze wartości.

W tym wypadku nie mam jednak żadnego problemu z odpowiedzią. Dokonywaliśmy tamtych wyborów w realiach, kiedy nie mogliśmy mieć konkretnych oczekiwań, że doczekamy widocznych zmian. Mieliśmy wewnętrzny bunt i wybujałe marzenia. Przecież nie można żałować marzeń. To, że gdzieś po drodze taki czy inny łobuz ukradnie nam jakąś ich część, nie może sprawić, że przestaniemy do nich dążyć i nagle zaczniemy żałować, że podjęliśmy próbę ich spełnienia. Znając swoją naturę wiem, że jedyne, czego mógłbym dziś żałować, to tylko gdybym wówczas nie robił nic. Poza tym wiele marzeń jeszcze pozostało, a łobuzów też nie brakuje, więc trzeba dalej walczyć, aby nie mieć wątpliwości, kiedy znów ktoś zada to pytanie.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i zdjęcie za: https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/5706-legendarny-dzialacz-wzzw-lech-zborowski-trzeba-dalej-walczyc-nasz-wywiad

Pułkownik Mazguła nie odpuszcza: Wściekłość, nienawiść, prowokacja

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Wszystko co mówi i pisze Adam Mazguła jest widomym świadectwem, jak bardzo mają wyprane z pozytywnych uczuć mózgi, oficerowie z sowieckiego nadania i po stosownych, tej samej firmy szkołach.

Nienawiść do Polski prawej, niepodległej i katolickiej, patriotów, kościoła i Pana Boga, dowodzi ogromnych okaleczeń emocjonalnych. Można współczuć Mazgule, jako człowiekowi, ale trzeba się go obawiać, jako obywatela.

20180518adksdJego wpisy, to pożywka dla agresywnego lewactwa i wszelkiej maści pełniących obowiązki Polaków. Przyzwolenie na zalewanie przestrzeni internetowej fekaliami, które produkuje jego umysł, jest zgodą na szerzenie nienawiści i budowanie frontu antypolaków. To może owocować w przyszłości całą armią Cybów. I nie będzie wcale śmieszno a jedynie straszno.

Poniżej próbka możliwości Mazguły z jego niedawnego, wyjątkowo ohydnego FBowego wpisu:

„Pierwsze komunie, wiosna, miłości to chwile,
cieszą się dzieci, rodzice, czekają pedofile”.

Dalej jest tylko gorzej.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5633-pulkownik-mazgula-nie-odpuszcza-wscieklosc-nienawisc-prowokacja

Donald Tusk wreszcie powiedział prawdę! Niczym się nie interesował, nie miał wiedzy o niczym

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie w procesie b. szefa swej kancelarii Tomasza Arabskiego, zeznawał były premier Donald Tusk. Mówił, jak zwykle zgrabnie, pewnie i „na okrągło”. Tupet i zero konkretów, poza jednym: nie pamiętam.

Usłyszeliśmy, że wielu sprawami się nie interesował, co do innych nie miał kompetencji. Zadeklarował, że nie ponosi odpowiedzialności politycznej za katastrofę a w kontekście stosunków ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim, wskazał, że prezydent „forsował bardzo samodzielną, moim zdaniem na granicy uprawnień konstytucyjnych aktywność zagraniczną”. Podkreślił również, że prace ministra Arabskiego ocenia bardzo wysoko a z Putinowi na molo pokazywał plazę na której biega…

20180423adksdZeznania świadka Tuska to potwierdzenie, tego, co ujawnia m.in. sejmowa komisja śledcza ds. afery Amber Gold i pokarze z pewnością kolejna, powołana w sprawie afery VAT-owskiej: premier Tusk  (fot. YouTube) stworzył państwo teoretyczne, w którym nikt za nic nie odpowiadał, nic nikogo nie interesowało. W tym sensie, premier Tusk z pewnością mówił prawdę.

Wobec coraz wyraźniej widocznego zamiaru powrotu Tuska do polskiej polityki, bardzo to ważna informacja.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5579-donald-tusk-wreszcie-powiedzial-prawde-niczym-sie-nie-interesowal-nie-mial-wiedzy-o-niczym

Kilka słów o Radzie Krajowej PO! Takich rzeczy nie można zostawić bez komentarza

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Niedawna konwencja PO odbyła się bez niespodzianek. Wszystko szło zgodnie z obowiązującym od lat schematem „wszystkiemu winien PiS ewentualnie Jarosław Kaczyński”. Padło wiele zdań mniej, czy bardziej sensownych, których autorom nie można jednak odmówić jednego – poczucia humoru.

Były minister zdrowia Arłukowicz podsumowując konwencję powiedział np., że miała ona pokazać PiS, jak “uczyć się dyplomacji”. Dlaczego wobec tego zabrakło na niej byłego prezydenta Komorowskiego? Czyż nie jest to jeden z najwybitniejszych uczniów PO-wskiej dyplomacji?

20180227adksdNa temat obecnego stanu polskiej polityki zagranicznej wypowiadali się również przewodniczący Schetyna (fot: Twitter), stęskniony Radosław Sikorski i komisarz Elżbieta Bieńkowska „Sorry, taki mamy klimat”. Całe to „wybitne” towarzystwo prześcigało się krytykowaniu rządu. Oczywiście nie chodziło o polskich odbiorców. Przekaz miał dotrzeć do zagranicznych mediów zaprzyjaźnionych, które z pewnością już działają, by podtrzymać kreowaną od dwóch lat wizję Polski niedemokratycznej, antysemickiej, zarządzanej przez dyktatora.

Brylował oczywiście Radek Sikorski, ostrzegając prezesa PiS: ”Nie takich dyktatorków jak pan obalaliśmy”. Do głosu byłego ministra spraw zagranicznych, któremu tekst słynnego, niehlubnego berlińskiego wystąpienia „konsultował” – według TVN24, za ćwierć miliona złotych – ekstrawagancji, angielski dyplomata Charles Crawford, znany np. z udziału w biznesowym przyjęciu w Belgradzie, gdzie był ambasadorem Wielkiej Brytanii, w towarzystwie dwóch kangurów, dołączyła nie mniej oryginalna postać – komisarz „ale jaja” Bińkowska.

W jej opinii, już „od dwóch lat, polski głos ma coraz mniejsze znaczenie” w UE. Wobec akurat tej polityk, większych chyba oczekiwań być nie może, zwłaszcza od czasu jej popisowych tekstów, również tych, nagranych podczas biesiad w warszawskich restauracjach. Wszak nie jest ani złodziejem, ani idiotą, żeby pracować za 6 tysięcy.

Jedynym konkretnym wnioskiem Konwencji był postulat, by Polska, jak najszybciej, dołączyła do strefy Euro, co jako szkodliwe dla Polski określił poseł Kukiz’15 marszałek Tyszka. Zapowiedział też, że Kukiz’15 złoży projektu uchwały wzywającej rząd, by w tej kwestii nie składał żadnych deklaracji (cytaty wypowiedzi za: PAP).

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5462-kilka-slow-o-radzie-krajowej-po-takich-rzeczy-nie-mozna-zostawic-bez-komentarza

Dość udawania. Polska została zdradzona! Zapamiętajmy nazwiska ludzi, których trzeba się wstydzić!

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Dzień dzisiejszy to dzień hańby dla polskich euro-deputowanych spod znaku totalnej opozycji. Słusznie zauważyła pani Premier Beata Szydło, że: „politycy szkalujący swój kraj na forum międzynarodowym nie są godni jego reprezentowania”. Słowa oczekiwane, zasadne, choć wypowiedziane być mogły już dużo wcześniej.

Polityczna poprawność, obawa przed kolejnymi furiackimi atakami, przesadna kurtuazja – wszystko to razem spowodowało, że pozwoliliśmy totalniakom na tak nikczemne zachowania. Wszak już w grudniu ubiegłego roku pokazali na co ich stać. Nazwiska, które widnieją pod rezolucją wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności, są Polakom dobrze znane. Znane i zapamiętane z kompromitujących decyzji, wypowiedzi i zachowań. To w większości doświadczeni partyjni aktywiści, którzy w różnych ugrupowaniach działali zawsze przeciw polskiej racji, historii i kulturze czerpiąc z tego nie tylko satysfakcję. Dziś potwierdzili jedynie to, co od zawsze reprezentowali – zaprzaństwo!

20151115adksd1To na ich wyraźne żądanie dopisano w przyjętej rezolucji apel do PE polskiego rządu, by potępił “ksenofobiczny i faszystowski” Marsz Niepodległości.

To, ze europejscy politycy są w swej większości niedouczonymi, pazernymi lewakami, którzy pojęcia nie mają nie tylko o historii, ale również teraźniejszości, wiemy od dawna. Tylko tacy mogą być dziś zasiadać na brukselskich urzędach. Ich rola sprowadza się de facto do przyklepywania decyzji podejmowanych w zupełnie innych gabinetach. Do tego scenariusza obecna Polska nijak nie pasuje.

20151115adksd2Polska rozwijająca się gospodarczo, uniezależniająca się politycznie i ekonomicznie, wstająca z kolan, dumna, walcząca o należne jej miejsce w Europie i Świecie. Polska patriotów, rozmodlona, dla której Bóg, honor i Ojczyzna to wciąż wartości a nie puste słowa, jest dla lewackich ośrodków NIE DO ZNIESIENIA. Nie spoczną w próbach odzyskania wpływu na naszą politykę, więc wściekle atakują wykorzystując krajowych sprzymierzeńców. Repolonizacja banków, miliony odzyskane przez zablokowanie VAT-owskich przekrętów, planowane i już realizowane inwestycje. To się podobać nie może promotorom zagranicznych biznesmenów, którzy jeszcze nie tak dawno, świetne nad Wisłą kręcili geszefty.

Julia Pitera, Barbara Kudrycka, Danuta Huebner, Danuta Jazłowiecka, Róża Thun i Michał Boni – zapamiętajmy tych ludzi, ich nazwiska, czyny, słowa, które wypowiadają i … róbmy swoje! Eurodeputowanym nie jest się dożywotnio. Będą nowe wybory…

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5266-dosc-udawania-polska-zostala-zdradzona-zapamietajmy-nazwiska-ludzi-ktorych-trzeba-sie-wstydzic

Abp Wacław Depo: Ojczyzna to dar i zadanie idące przez pokolenia. Nie ma jedności bez fundamentu prawdy

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

O polskiej maryjności, intencjach narodowych, patriotyzmie i prawdzie z JE abp. Wacławem Depo, metropolitą częstochowskim, przewodniczącym Rady ds. Środków Społecznego Przekazu i Komisji Maryjnej przy KEP rozmawia Anna Dąbrowska.

Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie, rozmawiamy w atmosferze uroczystości 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Ten rok obfituje w maryjne rocznice – świat cały świętuje 100-lecie objawień w Fatimie, a w Polsce obchodzimy także 140 rocznicę objawień w Gietrzwałdzie. Ksiądz Arcybiskup jest przewodniczącym komisji Maryjnej Episkopatu Polski, więc pragnę „u źródła” zapytać o naszą polską maryjność. Czy nie jest ona, co zarzucało nam wielu, pewnym uproszczeniem w pojmowaniu wiary?

Trzeba wrócić do fundamentów: to nie jest zamysł ludzki, ale zamysł Boży, żeby Syn Boży miał ziemską matkę i żeby Ona była Matką z ciała i krwi, które stały się dla nas narzędziem, ale i ceną zbawienia. Dlatego patrzenie na Maryję nie inaczej niż z wysokości krzyża, kiedy zaczynamy przyznawać Jej pierwszorzędną rolę, jest zawsze pewnym uproszczeniem i błędem. To On ją odkupił. To Ona jest słusznie – w teologii i wierze Kościoła – nazywana Pierwszą Odkupioną. To Ona, poprzez przywilej Niepokalanego Poczęcia, jest pierwszą obdarowaną. To jej zgoda zadecydowała, że tak a nie inaczej potoczyły się dzieje naszego Odkupienia. Dlatego Jej obecność przy Chrystusie trzeba widzieć w tym kontekście, że Ona jest cała dla Chrystusa. Ona poświęciła się dziełu swojego Syna – jest to już wypełnianie się planu Bożego. Dlatego maryjność jest wpisana w naszą historię, na fundamencie Chrztu Świętego, już 1051 lat. Dlatego myśmy Ją przyjęli i wprowadzili w nasze dzieje, chociażby poprzez pierwszy hymn narodowy, jakim jest Bogurodzica, czy poprzez taką bardzo statystyczną, ale nie mniej ważną sprawę, że blisko ¼ parafii w Polsce nosi tytuł maryjny. Najbardziej znany jest tytuł Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – to Ona właśnie jest nam bliska, ponieważ łączy sprawy nieba i ziemi. Jest pierwszą. Jest tą, która przez swoje współuczestnictwo w Jego życiu ma udział w zwycięstwie nad śmiercią. Trójca Przenajświętsza ocala ją od starcia w proch, w proch śmierci, i jest dla nas królową, rzeczywiście jest nam bardzo bliska i konkretna w tych wszystkich odniesieniach, które do Niej kierujemy. Dlatego broniłbym tego przez stwierdzenie, że maryjność jest dla polskiego Kościoła „duszą”, która pozwala nam się ożywiać i odnawiać. Jest jednak pewna zasadnicza sprawa: żebyśmy umieli łączyć kult do Matki Bożej, Kult Maryi jako Matki Odkupiciela z duchowością maryjną. To oznacza konieczność naszego świadectwa codziennego życia na wzór Maryi. Nie możemy być tymi, którzy wpatrują się w Maryję, śpiewają, klaszczą, modlą się, a później odchodzą z miejsca kultu (np. takiego, jakim jest Jasna Góra) i są tacy sami. Mówimy: przecież jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do grzechu. Nie! Zło nie jest i nigdy nie było miarą człowieczeństwa. Maryja uczy nas w swej szkole właśnie oddania się Bogu, zgadzania się na Jego wolę. Poprzez dar człowieczeństwa Synowi Bożemu, dla naszego odkupienia.

Mówił Ksiądz Arcybiskup, że o naszym przywiązaniu do Maryi świadczą również kościoły, parafie, które noszą Jej tytuł. Na stronach „Warszawskiej Gazety” publikowany jest cykl poświęcony polskim sanktuariom. Lipiec i sierpień to czas pielgrzymowania do tych licznych maryjnych sanktuariów. Każdy pielgrzym zanosi Matce Bożej swoje intencje. Chciałabym zapytać Księdza Arcybiskupa, jaką intencję, taką narodową – właśnie na okoliczność jasnogórskiego i gietrzwałdzkiego jubileuszu – powinni zanieść w tym roku Polacy przed tron Królowej Polski?

20171009adksdNie będę może oryginalny, tylko powtórzę tu zawołanie, które wpisane jest w naszą wiarę, mianowicie o intencję jedności poprzez prawdę. Nie ma jedności pomiędzy ludźmi, bez fundamentu prawdy. To się zaczyna od rodzinnego domu każdego z nas. To się zaczyna również od więzi pomiędzy nami. Jeśli np. narzeczony nie mówi prawdy narzeczonej, a później wiąże się z nią na całe życie, to nigdy nie stworzą trwałego związku (fot. YouTube). Podobnie jest dzisiaj z nami w rzeczywistości różnych tematów. Już nie mówię o tych z przeszłości, takich jak spór o Powstanie Warszawskie czy Cud nad Wisłą, który dziś też się ośmiesza i pokazuje w kategoriach „polskiego zadufania w sobie”, chodzi tu przede wszystkim o wierność w sumieniu. Jeśli ja nie słucham Boga, który mówi w moim sumieniu, wtedy naprawdę nie mam fundamentu, żeby przejść do drugiego człowieka i z nim być solidarnym. Nie tylko w proteście przeciwko czemuś lub przeciwko komuś, ale po prostu w każdym ludzkim spotkaniu. I przyznam się, że jak obserwuję debaty telewizyjne, toczące się już od lat na różne tematy, z różnych okazji historycznych czy aktualnych wydarzeń, to jest mi przykro. Dlaczego? Dlatego że widzę, że to jest spotkanie ludzi, którzy tylko czekają, żeby zniszczyć przeciwnika jakimś swoim sprytem, a nie prawdą. Ośmieszyć go. Ośmieszanie przeciwnika bez prawdy jest metodą, która dziś niestety zakaża nasze wspólnoty rodzinne, społeczne, kościelne i narodowe. Dlatego ja dziś mówię głosem pasterza Kościoła, sam również tej drogi pilnując w mojej wierze: bez odniesienia się do Ducha Świętego nigdy nie będziemy jedno. Ani we wspólnocie Kościoła, bowiem nie rozpoznamy prawdy o Chrystusie, tylko będziemy mówili, że my właściwie jesteśmy bez grzechu i krzyż Chrystusowy nie jest potrzebny i dlatego go profanujemy. Ani we wspólnocie narodowej. Bez odniesienia do Ducha Świętego, którego przyzywamy chociażby w sakramencie małżeństwa, nie będzie trwałego związku między ludźmi. A jeśli nie będzie więzi, nie będzie miłości i odpowiedzialności, a wtedy już prosta droga ku zagładzie. Dlatego też jedność poprzez prawdę, i to z pomocą Ducha Świętego, jest dla nas wszystkich, również kapłanów, zadaniem do końca życia.

Ekscelencjo, jak rozumieć dziś patriotyzm?

Historia Polski nierozerwalnie związana jest z katolicyzmem, ale patriotyzm w jego tradycyjnym pojęciu często jest dziś ośmieszany. Znane jest choćby określenie, jakiego użyła pewna uznana w środowisku „ekspertka” od edukacji piosenkarzy w odniesieniu do jednej z piosenek o ojczyźnie, zaśpiewanej przez młodego chłopca: „bogoojczyźniane bzdety”. Słowo patria znaczy ojczyzna, ale to nie tylko jest ziemia pod naszymi stopami, jakaś konkretna przestrzeń, ale przede wszystkim: kultura, język, wspólnota ludzi, którzy na danym obszarze mieszkają. To jest, jak mawiał C.K. Norwid, pierwsza elementarna karta, którą trzeba czytać. Położenie geograficzne nie jest dla nas jakimś ślepym losem, darem natury z takiego czy innego nadania sąsiadów albo układów międzynarodowych. To jest pewien dar i zadanie, które dzisiaj zostało nam przekazane. Dlatego jesteśmy współodpowiedzialni za to, co odczytujemy jako dziedzictwo historii i jak dzisiaj kształtujemy swoje życie. Również dlatego, by tego nie zatracić, a przekazać następnym pokoleniom – pomnożone, a nie umniejszone – w człowieczeństwie i jego uznanych wartościach. Na tym konkretnym odcinku przestrzeni naszej Ojczyzny mamy określony system wartości, zbudowany na tablicach, czyli Boże Przykazania. One są aktualne nie tylko dziś. Będą aktualne do skończenia świata. To jest również cała Ewangelia i cała historia Kościoła w Polsce. Dlatego właśnie nie sposób dzisiaj odłączyć katolicyzmu od historii narodu. Ktoś, kto to rozrywa, jest krótko mówiąc tym, który nie tylko nie ceni sobie tego dziedzictwa, ale który to dziedzictwo zdradza. Katolicyzm w Polsce nie jest dodatkiem do naszego życia społecznego czy politycznego, ale jest jego bardzo konstytutywnym elementem. Jest jeszcze jedna rzecz, którą chyba nie do końca sobie uświadamiamy i przypominamy. Izrael – jako naród, jako wspólnota – jest dla nas pewnym przykładem. Oni zaistnieli jako bardzo mały naród, ale z wybrania Bożego. Dzisiaj stanowią taką czy inną grupę, nie tylko terytorialną. Oni, choć rozeszli się po całym świecie, na dźwięk Israel – ziemia, ojczyzna, historia czy Bóg – zawsze się zjednoczą. Pomimo że (co jest nawet niezrozumiałe) większość żyjących na terenie Izraela ludzi określa się dziś agnostykami albo nawet niewierzącymi. Kiedy jednak dzieje się jakaś krzywda, wszyscy są jedno. U nas jest akurat odwrotnie. My sobie nie cenimy tego, co ja nazywam za Janem Pawłem II dziedzictwem kulturowym, religijnym, które otrzymaliśmy. Tym samym nie cenimy wspólnoty narodowej. Dzisiaj trzeba sobie postawić jeszcze jedno pytanie związane z patriotyzmem: czy my jesteśmy gotowi do poświęceń? Powtórzę to, co powiedziałem w kazaniu 15 sierpnia 2017 r.: – z bólem przyjąłem, że jeden z młodych chłopców, wypowiadając się w telewizji, mówił: Jestem w mniejszości, ale moją ojczyzną jest Europa, a nie Polska. Polska jako Polska, jako naród, wspólnota, która nas łączy i zobowiązuje do poświęcenia, tak jak było w przypadku młodych ludzi walczących w Powstaniu Warszawskim czy w wojnie z bolszewikami. Dlatego przyjmijmy, że ojczyzna to jest dar, a jednocześnie zadanie idące przez pokolenia. Jesteśmy za nią odpowiedzialni. Jeśli tego nie połączymy, to znaczy, że jesteśmy na drodze ku zatraceniu.

W codziennym zgiełku medialnym, wielości opinii, które do nas docierają, wciąż słyszymy ludzi, którzy usiłują firmować swoje działania nakazami Kościoła. Czynią tak przedstawiciele różnych środowisk, różnych opcji politycznych, także tych, które wyznają ideologię sprzeczną z nauczaniem Kościoła. Wtedy, kiedy jest im tak wygodnie, powołują się na Kościół, a nawet pouczają kapłanów czy wiernych. Jak przeciętny odbiorca tych wszystkich opinii ma się w nich odnaleźć, rozróżnić kłamstwo od prawdy?

Nawiążę do bardzo prostego zadania, które z nami jest związane od Pierwszej Komunii Świętej. Żeby dobrze przeżyć rachunek sumienia, zaczynamy go od modlitwy do Ducha Świętego. Znów powracam do tego tematu. Bez pomocy Ducha Świętego nikt z nas nie jest w stanie wyznać: Panem moim jest Jezus. Nikt z nas, bez pomocy Ducha Świętego, nie będzie się dobrze modlił. Święty Paweł nam to bardzo mocno powiedział, że kiedy nie umiemy się modlić i wyrazić słowami nawet tego, czego pragniemy, to Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Ja pytałbym ludzi, którzy mówią o takich czy innych korektach katolicyzmu, wiary, chrześcijaństwa, jakiegoś zaprzeczenia nawet temu, co przecież jest w chrześcijaństwie, w Ewangelii, pytałbym ich: czy Ty w ogóle jeszcze się modlisz, czy Ty masz jakieś odniesienie do Boga, w imię którego teraz wypowiadasz moją korektę? Oto przykład: ktoś mnie uderza w policzek, a gdy chcę zareagować, natychmiast słyszę: nadstaw drugi! Przecież Pan Jezus to powiedział. Tylko dlaczego nie zauważa się, że Pan Jezus w tej samej Ewangelii, tylko w innym miejscu, pyta się człowieka, który Go uderzył w twarz przed Sanhedrynem: Dlaczego mnie bijesz? Udowodnij, że mówię nieprawdę. Tak samo jest z nami. Wypominają nam, że na Sądzie Ostatecznym Pan Jezus w Ewangelii Św. Mateusza mówi: Byłem głodny, daliście mi jeść. Byłem spragniony – daliście mi pić, byłem przybyszem – przyjęliście mnie, a teraz nie chcecie przyjąć uchodźców, imigrantów, ludzi, którzy uciekają przed śmiercią, wojną. A ja powiem inaczej: Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili. Tak, to odnosi się również do tych bezbronnych, noszonych pod sercem matki. Dlaczego nie przyjmujemy tych, których mamy danych od Boga? Jak to być może, że mówimy o przyjęciu innych, a przegłosowujemy w demokratycznie wybranych parlamentach zgodę na zabijanie nienarodzonych dzieci np. z zespołem Downa czy tych poczętych w wyniku gwałtu bądź z powodu takiej czy innej sytuacji społecznej? Konsekwencją wiary jest obejmowanie całości Ewangelii. Nie ma wybiórczego chrześcijaństwa. Czytajmy Ewangelię w całości!

Ale zawierzmy Bogu, że Kościół ustanowiony przez Chrystusa został zobowiązany do właściwej interpretacji słów Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu wobec ludzi. Dopiero wtedy będziemy mogli być albo świadkami, albo tymi, którzy nie dorastają do łaski wiary podarowanej nam przez Pana Boga.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/5178-abp-waclaw-depo-ojczyzna-to-dar-i-zadanie-idace-przez-pokolenia-nie-ma-jednosci-bez-fundamentu-prawdy-nasz-wywiad

Owoc „czarnego marszu” – projekt ustawy przeciw prawdzie

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Środowiska proaborcyjne nie ustają w promocji swej chorej ideologii. Jednym z jej podstawowych zadań, jest zakłamywanie prawdy o mordowaniu nienarodzonych dzieci. Tym razem chcą jej realizacji na mocy ustawy sejmowej „o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie”.

Jej projekt przygotowali organizatorzy zeszłorocznych „czarnych marszy” nazywający się „Ratujmy kobiety 2017”.

Poza pomysłami rozszerzenia edukacji seksualnej, swobodnego dostępu do antykoncepcji, pomysłodawcy „czarnej ustawy”, maja nowy pomysł – powrót do ustawy zezwalającej na tzw. „aborcję na życzenie”, czyli dopuszczalności zabijania dzieci do 12 tygodnia ich życia w łonach matek.

20171003adksdProjektodawca poszedł jednak dalej w swych pomysłach i dodał jeszcze punkt o karaniu, dwoma latami więzienia, wszystkich, którzy mówią prawdę czym jest aborcja. „Ratujmy kobiety 2017” w imię wolności kobiet, chce odebrać wolność obrońcom i głosicielom prawdy (fot. YouTube). Wiezienie przewidziano za rozpowszechnianie, również w Internecie, twierdzeń „nieznajdujących oparcia w aktualnym stanie wiedzy ani badaniach naukowych, o przebiegu lub konsekwencjach medycznych stosowania antykoncepcji lub zabiegów przerywania ciąży, mające na celu odwiedzenie od jej stosowania lub od wykonania lub poddania się zabiegowi, bądź też napiętnowaniu osób, które go wykonały lub mu się poddały” przewidziano, we wspomnianym projekcie, karę dwóch lat pozbawienia wolności.

Profesor Bogdan Chazan – znany i uznany ginekolog-położnik, uznał, że tego typu ustawa byłaby klasyczną cenzurą. Wskazał też, że wpisywałaby by się ona – co do zasady – w obowiązujące w niektórych krajach Zachodniej Europy, ustawy dotyczące homofonii, czy antysemityzmu.

Taktyka działania lewaków ewoluuje. Ze strategii promocji, wchodzi w etap totalnej wojny z prawdą, pod sztandarem kolejnych kłamstw o wolności.

Ludzie, którzy walczą o ochronę drzew, korników, zwierzyny łownej, ryb, czy innych organizmów żywych, uznając np. okresy ochronne dla ciężarnych samic, nie mając jednocześnie oporów w akceptacji zabijania dzieci w łonach matek, ba – czynią to jednym z podstawowych ich praw – są albo niespełna rozumu, albo w pełni świadomymi wyznawcami cywilizacji śmierci. Innej możliwości nie ma.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5162-owoc-czarnego-marszu-projekt-ustawy-przeciw-prawdzie

Marszałek z ministrem zaszczepieni, czyli cyrk na wizji

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Mój świętej pamięci wujek mawiał, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. Nie wiem, czy „występ” panów: marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego i ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, był skutkiem Bożego gniewu, ale coś się stać musiało, że stracili „czujność” i dali się uwieść magii ekranu.

“Dziś zaszczepimy się z panem ministrem, ja zaszczepię pana ministra, pan minister mnie. W ubiegłym roku byłem szczepiony przez pana ministra, pochwalę się i powiem państwu, że szczepienie było skuteczne i uchroniło mnie przed grypą” – nie jest to fragment ścieśki głosowej reklamówki firmy produkującej szczepionki. To cytat z konferencji prasowej wspomnianych wyżej panów.

20170920adksdOto na oczach setek tysięcy telewidzów, marszałek polskiego Senatu i minister polskiego rządu, na tle biało-czerwonych flag, postanowili się wzajemnie zaszczepić przeciwko grypie (fot. YouTube). Brakowało tylko logo firmy farmaceutycznej, która ową szczepionkę wyprodukowała, ale kto wie co jeszcze nas czeka, jak się panowie „rozkręcą”.

Obaj panowie: marszałek Karczewski i minister Radziwiłł, zanim wykonali iniekcję, przez minut kilka zachęcali do szczepień, wychwalali ich dobroczynny wpływ na organizm człowieka – również ciężarnych kobiet i nakrzyczeli na nieodpowiedzialnych ich przeciwników. Nie było argumentów „za” ani „przeciw”. Były jedynie slogany o tym, jak zdrowo być zaszczepionym.

Jaki był powód zwołania tej konferencji prasowej? Nawet człowiek mało obyty z mediami, musiał zauważyć, że ten marketingowy najmocniej wybrzmiał.

Wcale nie jestem jakąś kategoryczną przeciwniczką szczepień. Mam tylko pewne wątpliwości. Chciałabym, by zamiast promować ten rodzaj profilaktyki, który – co powszechnie wiadomo – przynosi krociowe zyski, ktoś mi rzetelnie wytłumaczył, jaki jest powód, dla którego każe nam się szczepić córki i wnuczki przeciw wirusowi HPV, podczas gdy większość krajów, akurat te szczepionki wycofało? Dlaczego nie odnotowuje się nigdzie przypadków powikłań poszczepiennych, chociaż nie kwestionują takich przypadków również sami producenci szczepionek?

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/5122-marszalek-z-ministrem-zaszczepieni-czyli-cyrk-na-wizji

Mecenas Giertych denerwuje się, a przewodnicząca Wassermann konsekwentnie robi swoje!

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Przesłuchania Sejmowej Komisji Śledczej ws. Amber Gold można określić łacińską sentencją: „Kropla drąży kamień nie siłą, lecz ciągłym kapaniem”. Sporo dziś było tego ostatniego, bo przesłuchanie pana Michała Tuska trwało niemal 8 godzin.

Bohaterem negatywnym tego posiedzenia był z pewnością pełnomocnik świadka, mec. Roman Giertych. Mecenas, znany ostatnio głównie z aktywnego uczestnictwa w demonstracjach KOD i zapisanych filmem, wykonywanych w ich trakcie, dziwnych podskoków, zdołał widocznie okiełznać emocje na tyle, że dopuszczono go do rodzinnych spraw Tusków.

20170621adksdSam przesłuchiwany nie szokował ani stanem pamięci, ani elokwencją. Umiejętnie, niezwykle elastycznie, dostosowywał się do tematu i retoryki zadawanych pytań. W zależności od pytającego był, albo grzeczny i wymowny, albo złośliwy i oszczędny w słowach. Ogólnie – nic się nie stało Polacy, bo przecież obaj – i syn i ojciec – , jak określił to Tusk junior, w sprawie firmy Amber Gold: „wiedzieliśmy, że to jest, mówiąc tak kolokwialnie, lipa (…)”. Michał Tusk (fot.: TVP Info) nie ma nic sobie do zarzucenia, ale skoro nie bardzo można było się dowiedzieć, co robił w OLT Express, jest to jakoś do zrozumienia. Poza tym, zarabiał przecież mniej od niż pani Sadurska obecnie – co podpowiedział świadkowi życzliwy członek Komisji Krzysztof Brejza z PO. Pan Michał frazę podchwycił i wyszło, że ambicje ma spore. Skoro jednak wiadomo od dość dawna, że dzieci dziedziczą po rodzicach pewne cechy charakteru, dziwić się trudno.

Wracając do pana mecenasa najbardziej dało się zauważyć, że jest opalony i wciąż nie ustaje w staraniach, by „taktem” dorównać posłowi Niesiołowskiemu. Wychodziło mu to całkiem nieźle, zwłaszcza, kiedy rzucał złośliwości w stronę przewodniczącej Komisji poseł Wassermann, czy uśmiechał się „całą gębą”, by zamaskować narastające zdenerwowanie (co potwierdziły kolejne polemiki). Buta, chamstwo, cynizm i niepowstrzymana chęć zaistnienia choć na chwilkę – najkrótsza recenzja dzisiejszych popisów pana mecenasa Giertycha. Kontynuował je natychmiast po wyjściu z sali posiedzeń Komisji, zapowiadając podjęcie stosownych kroków, wobec „skandalicznych” zachowań członków komisji. Niektórych oczywiście.

Wiele godzin trwające przesłuchanie ciekawsze było zdecydowanie na etapie pytań, które kolejny raz wykazały, bezwład państwa i jego służb, wobec aferzystów z Amber Gold. Kolejne „kruszenie skał” już za tydzień. Tym razem na wyjeździe.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4899-mecenas-giertych-denerwuje-sie-a-przewodniczaca-wassermann-konsekwentnie-robi-swoje

Czy księdzu Sowie wolno więcej?

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Nikt chyba nie miał wątpliwości, jakie są sympatie polityczne księdza Kazimierza Sowy. Już jego zaangażowanie w TVN-owską telewizję Religia, mającą być antidotum na TV TRWAM, na antenie której prowadził wraz z Ryszardem Petru i o. Maciejem Ziębą (OP) program „Moralność i etyka czasów kryzysu” (!) musiało katolikom dać do myślenia.

Kropka nad „i” została jednak postawiona, kiedy ks. Sowa (w 2013 r.) objął stanowisko sekretarza Rady Nadzorczej spółki akcyjnej „Krakchemia”. Tego typu synekury trafiają się raczej zasłużonym dla „królika”. To wiedza powszechna.

20170609adksdSkoro wiadomo kim jest i jakich ma przyjaciół ksiądz Kazimierz Sowa (fot.: YouTube), jego obecność w knajpie u „Sowy i Przyjaciół” wydawać by się mogła czymś niemal naturalnym. I tak poniekąd jest, z jednym zastrzeżeniem: mało kto się mógł jednak spodziewać, że jest aż tak źle. Zaprezentowane w TVP Info fragmenty kelnerskich nagrań są szokujące, nie tylko przez to co, ale również jak jest mówione. Rynsztokowe słowa w ustach kapłana, który rozmawia z wpływowymi politykami o tym, kto i gdzie ma się znaleźć, który biskup i która diecezja są mniej lub bardziej godne „POparcia”, nawołujący wprost do zniszczenia konkretnej redakcji, to dowód na jego upadek, totalne zagubienie. Musi wywołać niesmak i oburzenie, bo rzuca cień na cały stan duchowny, rzeszę wspaniałych, Bożych księży.

Kazimierz Sowa, ze swą pychą, faryzeizmem i prostactwem, jest – mam nadzieję – jedynym, tak upolitycznionym kapłanem. Podobnie, jak wulgarność, poraża jego hipokryzja. Guru od spraw „duchowych” i duchownych, wielu „zaprzyjaźnionych” mediów, który wielokrotnie, przy różnych okazjach, chłostał ciętym językiem „politykujących kapłanów”, zwłaszcza tych związanych z toruńskimi mediami, okazał się być tej polityki nad wyraz aktywnym uczestnikiem. Smutne.

Należy mieć tylko nadzieję, że ci sami członkowie polskiego Episkopatu, którzy szybko i zdecydowanie reagują na opinie niektórych redakcji w kwestii nieoprawnych politycznie kapłanów, nierzadko patriotów, usłyszą słowa ks. Sowy, nagrane w czasie spotkań z politykami PO w restauracji wspomnianej i z równą stanowczością na nie zareagują.

A w intencji nieszczęsnego kapłana po prostu się módlmy.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4873-czy-ksiedzu-sowie-wolno-wiecej

Kosiniak-Kamysz „pali głupa” czy faktycznie nie rozumie?

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Pan Albert Stebelski-Orłowski został odwołany z funkcji konsula honorowego RP w Tulancingo (Meksyk). Pan konsul był łaskaw odmówić przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej z rąk prezydenta Andrzeja Dudy.

O sprawę zapytano szefa PSL, posła Władysława Kosiniak–Kamysza. Poseł odpowiedział, a zacytowała go Polska Agencja Prasowa: „Nie wolno karać nikogo za to, że nie chce przyjąć odznaczenia; MSZ ma chyba większy problem w Ohio niż w Meksyku, to tam powinna być szybka reakcja”.

20170504adksdJeśli pan Kosiniak–Kamysz (fot. YouTube) nie rozumie, że człowiek, który publicznie demonstruje lekceważenie, wobec urzędującego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, nie zasługuje na miano konsula tejże, również honorowego, naraża się na śmieszność. Także wtedy, kiedy tylko udaje, bo sprawa wszak błahą nie jest, wbrew temu, jak potraktował ją prezes PSL.

W kwestii drugiej, czyli sprawy honorowej konsul RP w Ohio (USA) Marii Szonert-Biniendy. Zdaje się, że pan prezes nie zauważył, że niemal natychmiast po ujawnieniu na jej profilu znanej powszechnie grafiki, oddała się ona do dyspozycji ministra Waszczykowskiego, który zawiesił ją pełnieniu obowiązków. Stało się to, mimo, że nie potwierdzono jeszcze jej udziału w całej sprawie (twierdzi, że ktoś włamał się na jej profil).

Tymczasem, pan konsul z Tulancingo, zamiast, wobec swej antypatii, zrezygnować z funkcji, pełnionej wszak honorowo – co powinno zobowiązywać – wolał zademonstrować wszem i wobec, że sprawujących obecnie w Polsce władze, nie lubi.

No cóż, widać i konsul może czasem nie rozumieć, czym jest honor. Nawet ten honorowy.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4776-kosiniak-kamysz-pali-glupa-czy-faktycznie-nie-rozumie

Donald powraca, czyli koncert na pendolino i prokuraturę

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

To, że część Polaków nie chce, lub nie może zaakceptować prawdy, jest faktem. To, że rządzący popełniają błędy – niestety też. Dziś dobitnie się o tym przekonaliśmy.

Teatr, jaki odegrał pan Donald Tusk, godzien jest co najmniej Mini-Oskara. Wszystko dokładnie przygotowane, obmyślane w każdym szczególe. Pendolino, dworzec, peron, trasa, prokuratura, okno… Jak starożytny wódz, jak wielcy Polacy przed laty. Donald Franciszek Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, przyjechał na warszawski dworzec, wysiadł z pociągu i wśród grona swych wiernych lokajów, otoczony młodzieżą lat 70-tych, szedł dumnie nie bacząc na nieprzychylne mu okrzyki i transparenty. Cóż to wszystko jest, wobec tej wielkiej chwili, jakiej doznać musieli celebrujący tryumf rzymski a dziś przeżywa on – król Europy. Choć tryumfatorzy raczej konno lub na rydwanach, nasz bohater szedł pieszo. Pieszo, ale świadomie. Patriotyzm u niego raczej „bezobjawowy”, ale on polskiej hołduje historii.

20170419adksdCzym innym miał być ów wjazd na dworzec (fot. TVP Info), jak nie powtórką z Paderewskiego? A gest machania do „tłumu” z okna prokuratury? Aż nazbyt wielu wielkich Polaków, tak czyniło, choć oczywiście okna owe nie do prokuratury należały, ale to swoisty signum temporis, lub, jak powiedzieliby satyrycy: jacy bohaterowie, takie okna. Szkoda, że Mec Giertych też nie pomachał, wszak ma ca co dziękować sympatykom Tuska. Mógł zostać „wrzucony w worze do jeziora” a tu proszę, broni ich lidera.

Finał: spodziewali się naiwni, że upokorzą Tuska a wyszło, jak wyszło. Czas najwyższy znaleźć i zatrudnić choć kilka osób, myślących o imponderabiliach a nie tylko, obronie zdobytych pozycji.

Pan Donald Tusk przyjechał do Polski by zeznawać w sprawie bez precedensu. W sprawie ocierającej się o zdradę stanu. Przedstawienie, jakie na tę okoliczność nam zafundował, miało jeden cel: odwrócić uwagę od powodu jego obecności w stolicy i pokazać, kto tu rządzi. Władza, na swoje życzenie, ustawiła się w roli widza, w dodatku spędzonego na występ nie ze swej woli. Jedyna rada: Myśleć panowie, myśleć!

Nie wystarczy mieć rację. W dobie manipulacji medialnych i faktów tworzonych na zamówienie, rację trzeba umieć sprzedać, by przekonywała.

A może trzeba było pojechać do Brukseli i przesłuchać pana przewodniczącego w miejscu jego pracy. Wszak zajęty mocno…

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4739-donald-powraca-czyli-koncert-na-pendolino-i-prokurature

Dzikie wrzaski pod Wawelem z listem do metropolity w tle

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Już średniowieczu ludzie wiedzieli, że to modlitwa i święcona woda, najbardziej przeszkadzają diabłu. Jak więc inaczej, niż jakimś selektywnym opętaniem, wytłumaczyć reakcje stadka barbarzyńców, którzy nie są w stanie uszanować ani Wawelu, ani uczuć drugiego człowieka? To, że ich nie rozumieją to nie podlega dyskusji. Wszak gdyby wiedzieli, co znaczy czuć cokolwiek, nie organizowaliby wrzaskliwych demonstracji sprzeciwu, wobec swego największego politycznego wroga w chwili, kiedy ten przyjeżdża na grób brata i bratowej.

Demonstracje przeciw „upartyjnieniu Wawelu”, okrzyki “Będziesz siedzieć” stały się – od grudniowego ciamajdanu – normą. Odgrodzona barierkami grupa bezdusznych dzikusów, wrzeszczała powyżej przytoczone hasła, napawając się swą odwagą sprzeciwu. Choć tego jednego dnia miesiąca, mogą się zrealizować, jako kontestatorzy obrzydliwej PiSowskiej codzienności: niedemokratycznej, zamordystycznej i antyeuropejskiej. Oni tak bardzo cierpią, że na Wawel nie zdążają limuzyny, pełne europejskich mężów stanu, z królikiem Tuskiem na czele. Wciąż marzą, że się im ziści. Dlatego przecież tu są każdego 18-tego. W końcu to, nie byle, jacy demonstranci: Rusinek, Zagajewski, prof. Hartman i kilku jeszcze byłych działaczy, również Solidarności.

Tym razem protestujący poszli o krok dalej. O odpolitycznienie Wawelu postanowili się zwrócić do… abpa Marka Jędraszewskiego, metropolity krakowskiego. Napisano list w tej sprawie a w nim, m.in.:

20170220adksd„Wzgórze Wawelskie i Wawelska Katedra są dla każdego Polaka świętością (fot. YouTube/Fakt24.pl). Z niepokojem obserwujemy, jak to symboliczne dla Polski i drogie sercu każdego Polaka miejsce jest zawłaszczane przez jedną partię polityczną. Jest to kolejny krok w kierunku podziału społeczeństwa. Nie zgadzamy się na polityczne wykorzystywanie Wawelu. (…) Wawel jest własnością całego narodu, a nie jednej partii, nawet tej, która wygrała wybory i sprawuje władzę”.

Sygnatariusze owego listu sprzeciwu, wśród nich wymienieni wyżej, skierowali do Metropolity prośbę o „zaprzestanie organizowania na Wawelu uroczystości partyjnych pod pretekstem odwiedzin grobu pary prezydenckiej”.

Oto kolejne oblicze zaburzonej opozycji. Ci sami, którzy wołają o wolny od polityki Kościół, usiłują zaangażować Hierarchę w swoje polityczne gierki. Czy to zwykła głupota, czy prowokacja?

Poza tym, gdyby demonstrujący 18-tego pod Wawelem wiedzieli, co znaczy „święte dla Polaków miejsce” ich by tam po prostu nie było. A co z Piłsudskim? Czy on, aby nie upolitycznia Wawelu?

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4589-dzikie-wrzaski-pod-wawelem-z-listem-do-metropolity-w-tle

Za a nawet przeciw, czyli o tym, że można być „za” eugeniczną aborcją i uczyć niepełnosprawne dzieci

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Nauczycielka z Zespołu Szkół Specjalnych nr 39 w Zabrzu wzięła udział w tzw. czarnym proteście. Zaocznie, ale jednak. W czasie, kiedy jej podopieczni konsumowali obiad, pani, wspólnie z 9 koleżankami, podobnie, jak ona ubranymi w czerń, zrobiła sobie na okoliczność protestu stosowane zdjęcie, które trafiło na FB-ka. Sprawy by nie było, gdyby zdjęcia nie zobaczyli w Kuratorium. Zrobiła się mała „aferka” z finałem przed komisją dyscyplinarną przy Wojewodzie.

Komisja pomyślała i zdecydowała o oddaleniu zarzutu sprzeniewierzenia się zawodowi. Zwyciężyło prawo do wolności przekonań i wiara w człowieka została ocalona – jak stwierdziła zwolenniczka prawa do mordowania dzieci nienarodzonych, po ogłoszeniu werdyktu w swojej sprawie.

Lewacy zawiedzeni, bo znów przepadła okazja do wykreowania męczennicy. Ja też jestem zawiedziona, bo niestety zwyciężyła polityczna poprawność.

20170210adksdJaką wrażliwość może mieć kobieta (fot. YouTube), która nie rozumie niestosowności swojego zachowania, możemy się domyślać, ale jaki był powód, że komisja dyscyplinarna wyłączyła myślenie? Może strach przed posłem Budką, który wspierał dzielne zwolenniczki aborcji, nauczycielki szkoły specjalnej z wieloletnim doświadczeniem.

Jeśli wciąż ulegać będziemy presji środowisk lewackich, jeżeli zachowania na granicy schizofrenii ( jak inaczej nazwać poparcie dla mordowania dzieci np. z zespołem Downa, będąc ich nauczycielem) będziemy uznawali za normę, jaką przyszłość wyszykujemy naszym dzieciom?

Najbardziej przeraża ten brak refleksji. Panie nie wiedzą co takiego złego zrobiły? Przecież wykonanie zdjęcia trwało 2 sekundy!

Dla jasności: w wypadku kobiety pracującej z dziećmi, w dodatku niepełnosprawnymi, nie jest ważne, czy pani nauczycielka wzięła udział w czarnym proteście będąc w pracy, czy „po godzinach”. Ważne jest, że w ogóle wzięła w nim udział. Bogu dziękuję, że nie mam dziecka w tej szkole, bo musiałabym szukać innej.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4567-za-a-nawet-przeciw-czyli-o-tym-ze-mozna-byc-za-eugeniczna-aborcja-i-uczyc-niepelnosprawne-dzieci

Panie Wałęsa! Idź pan na emeryturę i zamilcz wreszcie!

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Niedawno całkiem, Lech Zborowski, napisał list do Lecha Wałęsy, właściwie do Bolka. Poniższe jego fragmenty dedykuję panu posłowi Kosiniakowi-Kamyszowi, który był łaskaw stwierdzić, co przytoczyła pap.pl, że: „Wałęsa, nawet jak popełnił błąd, to potrafił go naprawić”.

Pierwszy fragment listu dotyczy śp. Anny Walentynowicz, kolejny Maryli Płońskiej:

„Oczerniałeś ją i obrażałeś w sposób szczególnie łajdacki, bo będąc nieprawdopodobnym tchórzem jakim Cię poznałem jeszcze w Wolnych Związkach, czyniłeś to, udając często publicznie jej przyjaciela.(…) Kiedy Anna walczyła zaciekle aby nie pozwolić, by pomnik oddawał również cześć komunistycznym milicjantom Ty opluwałeś ją, nazywając prowokatorem. Postarałeś się aby podczas odsłonięcia pomnika, o który walczyła, ona symbol stoczni stała daleko w tłumie, a kiedy podczas mszy chciała przyjąć komunię, to Twoi stoczniowi bojówkarze nie przepuścili jej, tworząc przed nią szczelny szpaler”.

20170205adksd„A swoje bandyckie wyczyny zacząłeś od napaści na wspaniałą i odważną Marylę Płońską. Zapomniałeś już jak w pierwszych dniach istnienia MKZu gdańskiego próbowała w korytarzu rozdawać “Robotnika Wybrzeża”, a Ty w asyście swojej bojówki, w której byli też agenci bezpieki, złapałeś ja za włosy i ciągnąc przez korytarz wrzeszczałeś, że takich rzeczy już tam nie będzie (fot. YouTube). Może chcesz aby świadkowie tamtego zdarzenia odświeżyli Ci pamięć? Zapomniałeś jak natychmiast przystąpiłeś do publicznych oszczerstw, które praktycznie złamały jej życie”.

Nie wydaje mi się, że pan Wałęsa naprawił cokolwiek. Nie słyszałam nigdy, by publicznie przeprosił panią Annę Walentynowicz za wszystkie złe słowa, które publicznie przeciwko niej wypowiedział. Podobnie, innych pomawianych nieustannie od lat. To człowiek „demolka”. Niszczy wszystko i wszystkich, najbardziej sam siebie. Wałęsa jest bardziej destrukcyjny, niż największej mocy granat. Miota się na wszystkie strony: od PO do KOD. Wrzeszczy, straszy, konfabuluje. Przede wszystkim, traktuje Polaków, jak idiotów opowiadając, że to: urządzenie do podsłuchów nazwane było „Bolek”, sugerowaniu wymuszania konkretnych ekspertyz grafologicznych lub o Kiszczaka słabości do podsłuchów w formie pisanej…

Gdyby nie to, że Wałęsa dla świata wciąż jest symbolem Polski i jej przemian z roku 1980, można by sprawę całą „odpuścić”. Niestety, ten pan jest rozpoznawalny i każda wypowiedziana przez niego więcej głupota, uderza w Polskę. Nie wiem czy jest jakaś prawna możliwość ograniczenia jego aktywności – z uzasadnienia, że szkodzi ojczyźnie – ale ktoś powinien spróbować wytłumaczyć Wałęsie, żeby przeszedł na emeryturę i zamilknął. Dziś jest to jeszcze bardziej zasadne niż było wczoraj.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4538-panie-walesa-idz-pan-na-emeryture-i-zamilcz-wreszcie

Protest i po proteście. Tylko dlaczego okupanci sejmowi nas nie przeprosili?

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

W końcu stało się. Platforma Obywatelska ogłosiła, że zawiesza protest w Sejmie. Trzeba było całego wczorajszego dnia bezsensownych rozmów, by dziś drastycznie zmieniła zdanie. Dopóki musimy się domyślać, tak to wygląda.

Żeby jednak nie było zbyt optymistycznie, totalniacy zapowiedzieli złożenie wniosku o odwołanie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Pan przewodniczący Schetyna może odetchnąć z ulgą, ale spać spokojnie już nie może, bo nikt nie zdejmie mu z pleców młodszych koleżanek i kolegów, którzy o swoją w partii pozycję walczą, jak wilki.

Czy stać Polskę na kilkutygodniową awanturę w Sejmie, którą w dodatku nagłaśnia się maksymalnie, by nad wykreowanymi sztucznie problemami, mogli się z troską pochylić lewaccy politycy UE? Czy można polityków, którzy lekceważą większość parlamentarną, prowokują uliczne awantury, podgrzewają antyrządowe nastroje, uważać za ludzi zatroskanych o ojczyznę i naród? Wczorajszy popis PiSofobii kilku wiecowych krzykaczy jest dowodem na to, że nic się nie skończyło. Wydaje się dziś bardzo prawdopodobne, że posłowie PO mieli pełną świadomość bezcelowości swojego protestu. Byli tam raczej po to, by wypełnić zadanie, które zostało im zlecone. Dziś zostali odwołani, więc chwilowo protest zawiesili.

20170112adksdCo jeszcze musi się zdarzyć, by ludzie, którzy ośmieszają polski parlament  (fot. YouTube) odeszli w polityczny niebyt, trudno powiedzieć. Skoro mogą bezkarnie utrudniać prace Sejmu RP, uprawiać plądrowanie rzeczy pozostawionych przez posłów nieobecnych na Sali obrad, ignorować apele większości sejmowej w tym również pozostałej opozycji, lekceważyć wielogodzinne spotkania i dyskusje, by dnia następnego radykalnie zmienić zdanie, mogą jeszcze dużo złego w Polsce zrobić. Trudno dziś przewidywać, ale jedno jest pewne – interesy bardzo potężnej grupy zostać musiały naruszone, skoro walka jest tak brutalna. Ilość chamstwa, kłamstw i obłudy, których byliśmy świadkami w te ostatnie tygodnie, jest porażająca. Najgorsze, że większości z „bohaterów” tych skandalicznych zdarzeń, wciąż się wydaje, że nic się nie stało. Żadnemu z nich nie przyszło do głowy powiedzieć choćby przepraszam, wszystkim, których nieustannie oszukiwali, że działają w sprawach dla kraju zasadniczych. Oby Polacy nie zapomnieli i zrozumieli, czym grozi zaufać oszustom.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4482-protest-i-po-protescie-tylko-dlaczego-okupanci-sejmowi-nas-nie-przeprosili

Zakłamać, zniszczyć, obrzucić błotem

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Czy naprawdę już jest tak, że można, bez wywołania najmniejszego nawet zdziwienia Polaków, kłamać, kraść, gardzić narodem i ojczyzną? Czy pozwoliliśmy na taki stopień zakłamania rzeczywistości, że nie zauważamy odwracania pojęć?

Od wielu dziesięcioleci jesteśmy oszukiwani, ale skala oszustw popełnionych w „imię obrony demokracji” przerasta wszystko, co wcześniej miało miejsce. Wypróbowani przy okazji najbardziej obrzydliwego kłamstwa lat ostatnich, publicznie wypowiedzianego z sejmowej trybuny ustami ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz pokazało, że można nas już „kiwać” na wszystkie strony. Minister „poszła” w premierowanie a sondaże pokazały, że Polacy mają już dość… tematyki smoleńskiej.

Podobnie w sprawie, w której niedawno zapadł wyrok: podsłuchów w znanych restauracjach. Wypowiadane przy ośmiorniczkach teksty o państwie „istniejącym teoretycznie”, albo złodziejach, czy idiotach pracujących za 6 tysięcy, nie wywróciły polskiej sceny politycznej. Wypowiadający te i inne, haniebne słowa dziś są w Brukseli, USA, Sejmie RP lub kontynuują karierę w sąsiedzkim kraju.

We wszystkich tych sprawach decydującą rolę odegrały media. Zadbały, żeby naród zapewnić: „nic się nie stało Polacy!”.

d4Dzisiejsze przykłady degeneracji klasy politycznej (fot. YouTube), która rzucając hasła obrony demokracji, uruchomiła najgorsze emocje swoich sympatyków, pozwalała na szarpaniny i obrzucanie wulgarnymi wyzwiskami przeciwników politycznych, docierają do milionów Polaków. I nic. Nawet, budzące powszechną dezaprobatę szperanie w cudzych rzeczach, wytłumaczone zwykłą ciekawością, okazuje się być tolerowanym. Wszak najważniejsza walka o demokrację.

Prawda, uczciwość, lojalność, służba narodowi. To pojęcia, które dziś już, wydaje się, z niczym się nie kojarzą. Jeśli nawet, to na pewno nie z polityką. Przecież podczas kampanii wyborczej jedynie słusznej partii, przepracowano i to: „Z dala od polityki! Budujmy – tu należało wybrać w zależności od potrzeb – szkoły, mosty, drogi, domy„.

Społeczeństwo oswojone już z tym, że polityka jest brudna a politycy to „oni”, znaczy „złodzieje i nieroby”. Tak kształtowano ich opinię, wyuczono jedynych, prawidłowych odruchów. Zaprzyjaźnione media nie ustawały w wysiłkach, by wmówić Polakom, że politykę muszą zostawić fachowcom, którzy bez entuzjazmu, ale z poczucia obowiązku, podejmą za nich ten brudny „trud”. To, plus nieustanne przewartościowywanie, czyli wmawianie, że „czarne jest białe” znieczuliło sumienia na tyle, że już: nie dziwi już nic.

Czy faktycznie, my Polacy zatraciliśmy instynkt samozachowawczy? Czy dla świętego spokoju zgodzimy się na każdą niegodziwość? A godność, honor, duma narodowa? Przecież niemal w każdej rodzinie był ktoś, kto za te wartości, za wolną Polskę walczył, nawet ginął.

Z tej perspektywy staje się też bardzo czytelny powód ataku, jaki – zwłaszcza w ostatnich tygodniach – przypuścili „obrońcy demokracji” wszelkiej maści, na polskich Biskupów. Wśród nich znaleźli się również publicyści i jeden pułkownik stanu wojennego. Oni wiedzą, że nie dadzą rady, jeśli nie osłabią choćby, autorytetu Kościoła. Wszak tylko on jeden, woła dziś o ludzi sumienia. Wiedzą, że trzeba obrzucić błotem kapłanów, bo tylko oni mówią Polakom o moralności i prowadzą do Pana Boga.

Dopiero po złożeniu tej układanki, widać o co naprawdę chodzi w „sejmowej zadymie”. Nie o KODową demokrację, wolność prasy itp. O Polskę chodzi, o jej odrodzenie, nie tylko ekonomiczne, ale także moralne. Wszak wiadomo od wieków, że tylko taka Polska, ma szansę na wielkość. Komu zależy, by do tego nie dopuścić? Mądremu dość…

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4454-zaklamac-zniszczyc-obrzucic-blotem

W co i dla kogo gra płk Mazguła?

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Kto najwięcej skorzysta na fakturach Kijowskiego? Wolno obstawiać. Na pewno ma na to ochotę towarzystwo skupione wokół płk. Adama Mazguły, który przecież świeżo zapowiedział, że ma zamiar stworzyć stowarzyszenie walczące o „honor i Konstytucję”.

Na wieść o tym, że pan Kijowski wypłacił sobie z funduszy KOD-u niebagatelną kwotę 90 tys. zł. pan pułkownik powiedział: – Nie wolno teraz się poddać! Niezależnie od tego, ile jest prawdy w informacjach, które nas porażają. Są wybory, czas refleksji stowarzyszeniowych. To będzie miejsce i czas na wyjaśnienia i rozliczenia.

d3Pan płk. Mazguła (fot. YouTube), podobnie, jak w przypadku stanu wojennego, wprowadzonego w Polsce przez reżim gen. Jaruzelskiego – udaje, że nie wie, jak jest, mimo tego, że pan Kijowski sam przyznał, iż popełnił „niezręczność” zarabiając na „obronie demokracji”. Piewca komuny pisze dalej na swoim profilu FB-owym: – Stało się! KOD został zaatakowany przez większość mediów w sposób bezwzględny i bez prawa do obrony. Mateusz Kijowski podobno wykorzystał naszą pracę społeczna, aby otrzymać wynagrodzenie. Wiem, widzę i słyszę oburzenie i okrzyki zdumionych.

Ciekawe, czy pan pułkownik sam wpadł na pomysł roli obrońcy Kijowskiego, czy tylko realizuje dawno już napisany scenariusz? Czyjego jest on autorstwa? Według słynnej, rzymskiej zasady prawnej: Is fecit, cui prodest, co znaczy: ten uczynił, czyja korzyść. Trzeba nam więc czekać i obserwować, czy ktoś sprytnie zastąpi lidera KOD, czy cały ruch pochłonie jakaś inna organizacja?

Najzabawniejszy w całym tym wpisie, jest apel płk. Mazguły: – Bądźmy zwycięzcami! Bądźmy z Mateuszem we wspólnej walce o idee, dla których jesteśmy razem – jak mawiał mój sąsiad z warmińskiej wsi: „pęc” można ze śmiechu! Idea dla której są razem – znaczy te 90 tysiaków to do podziału jest? (za: wiadomości.onet.pl).

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4464-w-co-i-dla-kogo-gra-plk-mazgula

Towarzysz płk Mazguła pisze list, czyli kodowy hucpiarz poucza polskich biskupów!

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Pułkownik Adam Mazguła, ten sam, który był łaskaw wypowiedzieć się na temat kultury stanu wojennego, podczas grudniowej manifestacji w obronie Ubeckich emerytur, znów się uaktywnił. Pan – decyzją ministra Siemoniaka z 2015 r. – pułkownik, czy to z powodu widma utraty świadczeń, wszak był oficerem stanu wojennego, czy lojalności wobec dawnych mocodawców, trudno dociec, postanowił napisać list otwarty do przewodniczącego KEP abp Stanisława Gądeckiego.

Odwagi pułkownikowi, dodał z pewnością niejaki ks. prof. Alfred Wierzbicki z KUL. Ksiądz profesor, w jednej z komercyjnych rozgłośni radiowych, odpowiadając na pytanie o to, czy ma rozwiązanie sytuacji związanej z działaniami opozycji w Sejmie, odpowiedział: ”Nie, rozwiązania znajdują mądrzy ludzie. Natomiast, w mojej ocenie na głupka wyszedł Kościół katolicki, który poparł PiS. (…)” i dalej „Kościół jest współtwórcą polskiej demokracji, ale to dzięki działalności Jana Pawła II. Natomiast biskupi ani wtedy, ani dzisiaj się nie spisali. Nie rozumieją, czym jest demokracja. Przez to, że dali się wciągnąć w PiS-owską politykę, stali się częścią stronnictwa politycznego, nie broniąc podstaw demokracji. To wielka strata dla mnie, jako człowieka wierzącego i księdza. Myślę o sytuacji Kościoła, który nigdy nie popierał komunizmu – przynajmniej oficjalnie. Natomiast teraz poparł partię, która jest autorytarna, która niszczy polską demokrację”. Pierwsze zdanie dość rozsądne, może nawet tłumaczące następne, których – jak, mawiał zacny pan Longinus Podbipięta, doprawdy – słuchać hadko. Przeraża, jak dalece pogubił się ów kapłan katolicki z tytułem profesora, w ocenie otaczającej go rzeczywistości. Lubelski metropolita i Wielki Kanclerz KUL abp Stanisław Budzik, upomniał księdza profesora, miejmy, więc nadzieję, że nie da on pożywki innym pułkownikom LWP.

d3Wspomniany list otwarty pana pułkownika, jest przejawem klasycznego rozdwojenia jaźni, towarzysza, byłego działacza PZPR, SLD i wreszcie KOD, obecnie pułkownika Mazguły (fot. YouTube). Człowiek o wyraźnie lewackich sympatiach napomina Kościół katolicki, którego przecież, jako lewak związany z ideologią negująca istnienie Boga, nie uznaje. Towarzysz pułkownik jest zdegustowany postawą polskiego Kościoła. Daje Biskupom polskim wskazówki, łaja ich, oburza się na ich moralność, pokrzykuje, wypomina rzekome przywileje, straszy… Pyta, dokąd zmierza Kościół i sugeruje jego totalny rozkład. Nie ma, ani powodu, ani miejsca, żeby komentować ten stek kłamstw, rodem z urbanowego plugawnika. Widać jednak, że walka o Polskę wchodzi w kolejny etap. Trzeba szybko doprowadzić do zniszczenia autorytetu Kościoła, wtedy „owieczki” szybko się rozproszą. Biedni nieudacznicy, nieuki. Czas było już zrozumieć zapisane w Ewangelii słowa: „A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Mat. 16:18).

Nawet Stalin, późno, ale zrozumiał, że nie da się zniszczyć polskiego Kościoła, bo to z wiary siła naszego narodu i on go stanowi. Czas już spokornieć i pogodzić się z klęską. Im szybciej, tym lepiej.

Ten list to klasyczny przykład buty czerwonej hołoty, która sięgnie po każdy, najbardziej absurdalny sposób, by skłócić, zamieszać, uderzyć. Dlaczego akurat teraz? Pan pułkownik sam o tym pisze: „Chcecie zamienić polskie godło na krzyż, obwołujecie Chrystusa Królem Polski. Gdzie jest kres tych działań, gdzie wasza moralność?”

Najbardziej więc przeszkadza Intronizacja Chrystusa!

Pisanie o moralności przez oficera stanu wojennego, nazywającego działania wtedy podejmowane, których skutkiem jest wciąż niepodliczona liczba ofiar, KULTURALNYMI – doprawdy paradne!

Nic dodać, nic ująć. Ludowe Wojsko Polskie wciąż marzy o powrocie ludowej ojczyzny i pewnie układu warszawskiego?

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4436-towarzysz-plk-mazgula-pisze-list-czyli-kodowy-hucpiarz-poucza-polskich-biskupow

Wazelina nie pomoże. Inne już lisy na pańskim dworze

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Tomasz Lis reprezentuje sobą wszystko to, co najgorsze w „obrońcach demokracji” wywleczonych w dniach ostatnich na ulice stolicy, pod pretekstem obrony wolności mediów.

Trudno nie mieć mało przyjemnego déja vu, kiedy patrzy się na twarze protestujących i słucha tych wszystkich obrzydliwych haseł. Przecież już to przeżywaliśmy. W 2010 roku. Wtedy trzeba było zniszczyć naszą żałobę i jedność. To ona gromadziła nas przy trumnach ofiar smoleńskiej katastrofy. Ona przywiodła setki tysięcy Polaków pod Pałac Prezydencki ze zniczami, kwiatami, na modlitwę, zadumę. Podobni KODowcom drwili, pluli na modlących. Wieszali na krzyżu, zrobionym z puszek po piwie, pluszowe kaczki. Mieściło się to w standardach dzisiejszych KODowców, bo jakoś nie odnotowano, by pan Kijowski wtedy wołał w obronie konstytucyjnie zagwarantowanej wolności wyznania. Czy wobec tego można wierzyć, że dziś ich troska jest prawdziwa? Nawet polska flaga, którą niektórzy z trzymają w rękach, zda się jedynie wyrazem kpiny.

d2Pluszowa maskotka króla Europy  (fot. YouTube) dziś ośmiela się, po wcześniejszym ogłoszeniu zamachu stanu (falstart), tknąć prezydenta Rzeczpospolitej Andrzeja Dudę (poślizg). I znów – mieściło się w jego wrażliwości ośmieszanie Polski na arenie międzynarodowej (np. skok na krzesło w japońskim parlamencie, bzdury bigosowe wygłaszane w USA, czy słynne już duńskie kaszaloty), nie mieści się patriotyzm, walka o należną Polsce pozycję, odbudowa prestiżu ojczyzny. Dziś, jak kundel, bez szans na ugryzienie, ujada, podskakuje żałośnie, byle tylko pan zauważył, że się bidulek stara. Nic nie pomoże, inni już faworyci na stołecznych salonach. Nie chce dostrzec były redaktor, że kita wyleniała, zęby stępione i instynkt w zaniku.

Ubecki funkcjonariusz nazywający zbrodnie stanu wojennego kulturalnym zachowaniem, mężczyzna pozujący do dramatycznych zdjęć, które wykorzystuje partia opozycyjna w swym spocie kolportowanym z pewnością przez zaprzyjaźnione media do zachodnich odbiorców, czy wreszcie rozwrzeszczany polityk, który władać będzie strukturami PO na Mazowszu, zakrzykujący niewygodną prawdę tekstami o „zbrodniach PiS” przeciw demokracji. To ich wszystkich reprezentuje pan Lis. Facet, który kiedyś nazywany był dziennikarzem, zniszczony przez swą słabość do kasy? salonów? władzy? Ostał mu się ino … facebook i twitter. Tak właśnie kończą maskotki, nawet te salonowe.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4416-wazelina-nie-pomoze-inne-juz-lisy-na-panskim-dworze

Wieszcz aktualny, jak nigdy, czyli o prowokacjach pod pałacem prezydenckim!

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

„Bez serc bez ducha to szkieletów ludy (…)” – pisał w „Odzie do młodości” Adam Mickiewicz, nie na darmo wieszczem nazywany. Dziś, jak nigdy wcześniej, mamy okazję się przekonać o prawdziwości słów wielkiego poety. Czyżby mógł przewidzieć reanimację ubecji w jej zakodowanej formie?

Analizując zacytowane słowa w kontekście dziś, czy trudno nie pomyśleć, że oto pozbawieni „serc”, owi obrońcy przeszłego układu, żądne władzy, zdegenerowane hordy pazernych chamów, rzucają się do gardła odradzającej się Rzeczypospolitej? Te Mickiewiczowskie „szkieletów ludy”, które dziś z taką zajadłością dopominają się swych praw do niszczenia Polski, najchętniej widziałyby ją upodloną i biedną „panną na wydaniu”. Czy nie tak właśnie powinno się nazywać ludzi, którzy w imię obrony swoich interesów godzą się na każde niemal łajdactwo czy kłamstwo? Trzymają się kurczowo kościstymi paluchami swych UB-eckich korzeni. Wyją, przy każdej próbie uszczknięcia fortun zdobytych na prześladowaniu polskich patriotów. Tych, którzy pragną Polski walczącej z Panem Bogiem i swą wspaniałą, dumną przeszłością, czy nie można wreszcie podejrzewać o brak „ducha”?

d1Tylko takie skojarzenia przychodziły mi do głowy, gdy patrzyłam, jak zdeterminowana garstka opętanych kłamstwem, pełnych złości nienawistników usiłowała zakłócić modlitwę przed Pałacem Prezydenckim, która odbyła się, jak co miesiąc, w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej (fot. YouTube). Nie ma usprawiedliwienia dla ich zachowania, bo nie ma usprawiedliwienia dla tych, którzy ojczyzny swojej i wiary ojców nie szanują. Choćby nie wiem, jak bardzo różniły nas poglądy polityczne, nie wolno nie uszanować modlitwy, przeszkadzać w okazywaniu szacunku i pamięci zmarłym. Tylko dzicz sowiecka nie miała przed tym oporów, co pokazali czerwonoarmiejcy na grobie Ferdynanda Ossendowskiego. Najpierw go rozkopali, żeby się upewnić, że znienawidzony pisarz nie żyje a następnie całą noc pili na nim wódkę.

Wychowane w tej kulturze II i III pokolenie ubeków jest widać „godnym” sukcesorem tych barbarzyńskich tradycji. Amoralni, destrukcyjni, pozbawieni wszelkich skrupułów będą walczyć do upadłego, by żadne „karły reakcji”, czy inny „antysemicki motłoch” nie przeszkadzał w zakończeniu dzieła, tak ochoczo podjętego przez tatków i dziadków – owych Szechterów, Morelów, Baumanów czy Bierutów. Nawet, jeśli dziś inne mają nazwiska, przodków się nie wyprą. Z różą, czy bez, w czarnym czy tęczowym marszu, zawsze będą to ci sami prowokatorzy, bo „serca i ducha” pozbawiony człowiek może tylko nienawidzić, nawet, jeśli usta ma pełne tekstów o miłości.

Warto przypomnieć jeszcze kilka innych, równie znanych strof Mickiewicza, poety, który wyrugowany przez nich ze szkół, miał również zostać zapomniany. W III cz. „Dziadów” ustami Piotra Wysockiego powiedział Wieszcz i do nas współczesnych:
Naród nasz jak lawa
z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4397-wieszcz-aktualny-jak-nigdy-czyli-o-prowokacjach-pod-palacem-prezydenckim

Kultura stanu wojennego? Czy te SB-eckie mózgi doszczętnie już powariowały?

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

W czasie sejmowej debaty nad ustawą dezubekizacyjną padło wiele słów nikczemnych. Nic jednak nie jest w stanie „przebić” tego, co mówili w czasie protestu przeciw tej ustawie, zebrani przed gmachem Sejmu najbardziej nią zainteresowani a zacytowano na stronach dorzeczy.pl:

– A sam stan wojenny? Czy oprócz tego, że byli ludzie internowani – no były jakieś bijatyki, ścieżki zdrowia – ale generalnie rzecz biorąc, najczęściej dochowywano jakiejś kultury – mówił chwalący się doświadczeniem stanu wojennego mężczyzna. Niestety, nie podał ani stopnia, ani nawet nazwy jednostki, w której zapewne służył, skoro w proteście uczestniczył.

20161205adksdNie ma się co spierać o „kulturę stanu wojennego”, skoro mówi się o „jakiejś kulturze”. Ma ów pan rację, była ona ”jakąś”, bo wtedy wszystko było „jakieś”. Od zaopatrzenia sklepów, przez patriotyzm, rządzących, skończywszy na demokracji. I szokowałyby z pewnością cytowane wyżej słowa, gdyby nie świadomość, że są one jedynie testem na skuteczność indoktrynacji „mas”, czyli społeczeństwa, którą uprawia, przez ostatnie przeszło 20 lat, wiadoma gazeta. To w niej pisało się o niezwykłości naszych generałów: Kiszczaka i Jaruzelskiego (fot. YouTube). Słowami jej nadredaktora, nazywano jednego „człowiekiem honoru” a od drugiego kazano się „odpieprzyć”. Po prostu uznał ktoś, że dojrzeliśmy już do przewartościowania ocen tego etapu naszej współczesnej historii i czas nas przekonać, że ów trudny czas koniecznych zmian lat 80-tych był niczym, wobec dzisiejszego zagrożenia demokracji. SBecy czy ZOMOwcy pałujący demonstrujących na ulicach, mordujący kapłanów, to z wymysły IPN-u a pokojowe oddanie władzy to zwieńczenie pełnej chwały służby dla Polski gen Jaruzelskiego. Żeby zaś wszystko było jasne, dodał jeszcze przemawiający apologeta stanu wojennego:

– Nie wolno teraz pokazywać, kto był większym albo mniejszym oprawcą (…) Gdzie są ci oprawcy? Oprawcami są ci, którzy dziś dzielą dalej Polaków. To są oprawcy!

Nic ich tak nie boli, jak widmo przeciętnej emerytury. Wyartykułowała to wdowa po generale Kiszczaku twierdząc, że za 2100 miesięcznie po prostu nie da się żyć.

Pani Generałowo, to plotka. Da się. Sama się Pani przekona.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4378-kultura-stanu-wojennego-czy-te-sb-eckie-mozgi-doszczetnie-juz-powariowaly