18 grudnia – To warto wiedzieć!

18 grudnia 1601 roku wojska polskie pod dowództwem hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego zdobyły Wolmar (Valmiera). 8 grudnia artyleria polska rozpoczęła regularny ostrzał murów twierdzy. Gdy Zamoyski ocenił, że bombardowanie dokonało odpowiednich wyłomów w murze, 18 grudnia podjął decyzję o szturmie, przy czym dla przykładu osobiście poprowadził żołnierzy do ataku.

Gdy żołnierze polscy wdarli się do miasta, Szwedzi wycofali się na zamek i poprosili o warunki kapitulacji. Zamoyski pozwolił szeregowym żołnierzom na swobodny wymarsz z miasta, a jedynym warunkiem było złożenie przysięgi, że nie będą więcej walczyć z Polską.

18 grudnia 1912 roku Brytyjczyk Charles Dawson zaprezentował spreparowaną przez siebie czaszkę tzw. Człowieka z Piltdown, mającego być brakującym ogniwem między małpą a człowiekiem. Oszustwo zostało zdemaskowane w 1953 roku. Dawson twierdził, że czaszkę (a właściwie jej pierwszy fragment) nieznanego nauce hominida odkrył w roku 1908 pracownik żwirowni w Piltdown, wiosce w pobliżu Uckfield, w hrabstwie East Sussex (Anglia). Potem Dawson sam podjął poszukiwania i do roku 1911 odnalazł kolejne fragmenty. W roku 1912 zainteresował swym znaleziskiem Arthura S. Woodwarda z British Museum i dalsze poszukiwania prowadzili razem. Znalezisko opisywane było w ówczesnej brytyjskiej literaturze paleontologicznej jako „brakujące ogniwo” między małpą a człowiekiem. Pasowało ono do powszechnej wówczas teorii, że gatunek taki powinien posiadać czaszkę podobną do ludzkiej oraz szczękę podobną do małpiej. Wobec całkowitej demaskacji oszustwa „człowiek z Piltdown” stanowi dla wielu zwolenników kreacjonizmu koronny dowód korupcji środowiska naukowców (fot. Naukowcy i odkrywcy nad czaszką „człowieka z Piltdown”, drugi od prawej stoi Charles Dawson).

18 grudnia 1939 roku Niemcy zamordowali 52 Polaków, mieszkańców Bochni i okolic (il. Plakat prawdy o Niemcach, fot. p. Mirosław Boruta).

18 grudnia 1941 roku Niemcy aresztowali 456 żołnierzy polskich Inspektoratu Katowickiego Związku Walki Zbrojnej. Trzech z nich zabili już podczas akcji, a większość pozostałych zginęła później w niemieckich obozach śmierci i egzekucjach.

18 grudnia 1978 roku na Wawelu powołano Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa, organizację społeczną, działająca od 1978 roku, której celem jest finansowanie oraz inspirowanie działań na rzecz odnowy zabytków Krakowa jako wspólnego dobra wszystkich Polaków. Jak podaje prasa Klub Parlamentarny Platformy Obywatelskiej obciął przyszłoroczną dotację na SKOZK o 10 mln zł (do 30 mln), przyznając te pieniądze na ochronę przeciwpowodziową oraz mniejszości narodowe i etniczne. Takie uszczuplenie kwoty zostało uzgodnione z prof. Franciszkiem Ziejką, przewodniczącym SKOZK. Warto przypomnieć, że nagły wzrost sumy pieniędzy dla Krakowa przyniosła prezydentura śp. profesora Lecha Kaczyńskiego – w 2006 roku SKOZK dostał 38,5 mln zł, a rok później – 45,5 mln zł.

(opr. na podstawie Wikipedii)

18 grudnia (wtorek), 11:00 – Ostatnia rozprawa przeciwko producentom niemieckiego serialu Nasze Matki, Nasi Ojcowie

18 grudnia 2018 roku odbędzie się ostatnia rozprawa przeciwko producentom niemieckiego serialu Nasze Matki, Nasi Ojcowie (il. Plakat prawdy o Niemcach, fot. p. Mirosław Boruta). Strony wygłoszą mowy końcowe, najprawdopodobniej zjawi się również ponad 90-letni kapitan Zbigniew Radłowski, który wyraził gotowość przybycia do sądu.

Rozprawa odbędzie się w Sądzie Okręgowym, ul. Przy Rondzie 7, w sali K- 615 i jest otwarta dla publiczności.

Podwójne standardy z elementami zakłamywania rzeczywistości

Mirosław Boruta

Sytuacja we Francji jest bardzo trudna. Protesty społeczne są brutalnie tłumione, a policja nie radzi sobie z terrorystami. Jednak wiceszef Komisji Europejskiej, 57-letni Holender – Frans Timmermans uważa, że “Francja jest krajem, w którym rządy prawa są przestrzegane. Jeśli będzie wskazanie, że jest inaczej, to wtedy Komisja zabierze głos”…

Widząc bezlitośnie bitych manifestantów i ciągniętą za włosy kobietę warto się zastanowić, czy to Francja czy może jednak Polska jest krajem spokoju i przestrzegania praw człowieka i obywatela.

Znany bowiem z licznych ataków na politykę polskiego rządu Timmermans, nb. będący od niedawna kandydatem na nowego przewodniczącego z ramienia Partii Europejskich Socjalistów (PES) uparcie powtarza, że bez “rozwiązania wszystkich kwestii dotyczących praworządności w Polsce, m.in. sprawy Krajowej Rady Sądownictwa czy procedury dyscyplinarnej wobec sędziów, nie może być mowy o zakończeniu procedury z art. 7”. Widać wyraźnie, że w trakcie kampanii wyborczej będzie stosował nie tylko podwójne standardy, ale także bez oporów kreował (nie)stniejące wydarzenia i zaprzeczał realnym sytuacjom. Bowiem – jak sam twierdzi – “fakt, że jestem kandydatem wiodącym w europejskich wyborach, nie ma wpływu na moje stanowisko” (fot. Informacje Dnia, 14 XII 2018 roku, 21.34).

Cóż, walka kreacjonistów i realistów zakończy się nieprędko.

Dzień Pamięci Ofiar stanu wojennego w Krakowie – Nowej Hucie

Andrzej Kalinowski

13 grudnia 2018 roku w samo południe, przy pomniku “Solidarności” w Nowej Hucie mieszkańcy tej dzielnicy uczcili Ofiary stanu wojennego i przypomnieli o tragicznej, 37. rocznicy tego dramatycznego wydarzenia.

Dla mnie i mojego pokolenia to najbardziej zdradziecka data w najnowszej historii Polski. Bardzo przykro wspominam ten dzień i cały ten okres. Okres w którym władza komunistyczna wydała wojnę Narodowi Polskiemu. Kuriozum na skale światową! Ale czego to komuniści nie czynili, aby utrzymać się przy władzy i korytach. Potem była jeszcze jedna “ustawka” pod nazwą “Okrągły Stół” (1989), jej skutki odczuwamy do dzisiaj. Szkoda tylko, że tak mała część naszego społeczeństwa o tym pamięta. Rokrocznie przychodzi coraz mniej ludzi, a przecież było to wbicie sowieckiego bagnetu w serce Narodu, o tym pamiętać musimy! Natomiast młodzież szkół nowohuckich dopisała jak co roku. Mimo chłodu i jesiennej pluchy przybyła młodzież z XVI Liceum Ogólnokształcącego oraz dzieci ze Szkół Podstawowych nr 37 i 80.

Zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu z uroczystości:
https://photos.app.goo.gl/B72sTAp1X2DkRepn9

Fabryka. „Coś się stało”

Czas ten, już coraz bardziej zapomniany, jak i tamta walka…
O młodych „spartanach Solidarności” jest ta piosenka (Piotr Kubiak).

• https://www.youtube.com/watch?v=zzkGEUPurRY

(Od Redakcji): Dziękujemy p. Piotrowi Kubiakowi, organizatorowi Marcowego Festiwalu Wolności w Bydgoszczy (2010-2012) i Koronowie (2014) za zgodę na publikację utworu.

Elity prawnicze przeciw prawdzie

Krzysztof Bzdyl

(Fotografie w tekście p. Adam Koprowski za: www.uj.edu.pl/wiadomosci)

Szanowni Państwo, 11 grudnia 2018 roku byłem obecny, wraz z innymi weteranami walk o Niepodległą Polskę, na promocji książki „Wkład krakowskiego i ogólnopolskiego środowiska prawniczego w budowę podstaw ustrojowych III Rzeczypospolitej”. To wydarzenie, jak wynika z relacji prasowej UJ, zgromadziło w Librarii Collegium Maius UJ grono znakomitych prawników, uczestników prac Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych “Solidarności” oraz władze rektorskie UJ.

Były oficjalne przemówienia współautorów książki w których wychwalano postawę pracowników UJ, bo stan wojenny – jak mówili – nie miał dojścia do UJ i nawet nie założono tu podsłuchów. Złośliwi twierdzą jednak, że podsłuchy były niepotrzebne, bo agentura wśród pracowników dostarczała obfite i obszerne materiały do SB, a także wyrzucano niepokornych pracowników naukowych, a zakaz ich powrotu obowiązuje do dziś.

Zabrałem głos jako ostatni, jako przedstawiciel a zarazem przewodniczący Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, które już od szeregu lat jest zaniepokojone bezprawiem sądowym. I tym ogromem bezprawia na konkretnych przykładach próbowałem zainteresować – jak stwierdził rzecznik UJ – znakomitych prawników, a do tego wywodzących się z “Solidarności” społeczników. To oni przygotowali projekt nowego, wspaniałego ładu prawnego, który miał służyć wolnym ludziom. Skutek okazał się przeciwny do zamierzonego. Sędziowie są niezależni, a przez to, jak praktyka pokazuje, nie kontrolowalni. Zgodnie ze stwierdzeniem lorda Actona, że „każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie” część sędziów stała się zdeprawowana, czy też zdemoralizowana. A ich decyzje są zatwierdzane przez rzeczników dyscyplinarnych, bo przecież oni wszyscy należą do zupełnie nadzwyczajnej kasty. A reszta społeczeństwa to podludzie.

Mówiłem o karygodnych zachowaniach sędzi, takich jak pozbawianie oskarżonych prawa do obrony. To prawo istnieje od setek lat. W praktyce nie istniało w czasach stalinowskich. Dzisiaj w ramach niezależności sędziowskiej ta stalinowska zasada jest dalej praktykowana i akceptowana. Starałem się również powiedzieć o karygodnym zachowaniu i decyzjach sędziów w stosunku do przedstawicieli społecznych w trakcie procesów wytaczanych weteranom walk o Niepodległą Polskę za działalność patriotyczną. Sędziowie nie dopuszczają do wypowiedzi przedstawicieli społecznych, bo jak mówią boli ich głowa, są zmęczeni, jest już późno itd., nie rejestrują ich wypowiedzi, kłamią, zastraszają przedstawicieli społecznych, nie dopuszczają ich do udziału w sprawach na podstawie wyssanych z palca powodów. Jednym słowem robią wszystko, aby społeczeństwo nie patrzyło im na ręce. Sędziowie, jak z tego wynika, stoją ponad prawem, prawdą i sprawiedliwością.

Tej mojej wypowiedzi nie mogłem dokończyć, bo dostojni prawnicy poczuli się oburzeni słowami prawdy. Odebrano mi głos, mimo, że nikt nie limitował czasu wypowiedzi moich przedmówców. W murach Collegium Maius UJ nie można głosić prawdy. Sam Jego Magnificencja rektor prof. dr hab. med. Wojciech Nowak poczuł się urażony. Mam nadzieję, że rozwiałem wątpliwości co do konieczności głębokiej reformy sądownictwa polegającej na wprowadzeniu do każdej sprawy sądowej przedstawicieli społecznych o szerokich i silnych uprawnieniach. Inaczej nasz los będzie zależał od widzimisię sędziego, a tego nikomu nie życzę.

Park Narodowy Akagera w Rwandzie

Andrzej Kalinowski

Jak podaje Wikipedia: “Park Narodowy Akagera w Rwandzie, położony wzdłuż rzeki Kagery, został założony przez Belgów w 1934, jako drugi na obszarze Afryki Równikowej, po Parku Narodowym Alberta w Kongu Belgijskim (1925).

Celem założenia parku było głównie zachowanie właściwego pogłowia zwierzyny łownej dla belgijskiej rodziny panującej, a także jej szczególnych gości. Z czasem, z przyczyn finansowych, park udostępniano odpłatnie zamożnym myśliwym. Od lat 50. XX wieku dominować zaczęła funkcja ochrony przyrody. Zajmuje obszar 1100 km² a w jego krajobrazie występują liczne jeziora i wodospady, a także mokradła. Wysokości bezwzględne wahają się między 1350 a 1600 m n.p.m. a średnie temperatury lipca i stycznia nie różnią się znacznie – oscylują między 18, a 21 °C”.

Zapraszam Państwa do obejrzenia blisko czterdziestu zdjęć z tego fascynującego miejsca:
https://photos.app.goo.gl/fYzjp8Pzm6qfqMR97

Lech Wałęsa musi przeprosić Jarosława Kaczyńskiego

Radio Maryja

Lech Wałęsa musi przeprosić Jarosława Kaczyńskiego – to decyzja Sądu Okręgowego w Gdańsku. Sprawa dotyczy m.in. wypowiedzi Wałęsy, że szef PiS jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską. Wyrok nie jest prawomocny.

Lech Wałęsa spotkania w sądzie z Jarosławem Kaczyńskim nie będzie dobrze wspominał, ponieważ tym razem – zgodnie z decyzją sądu – nie uniknie słowa „przepraszam”.

– Poważne i konkretne oskarżenie musi być oparte na poważnych i konkretnych podstawach – taką argumentację przyjął Sąd Okręgowy w Gdańsku, który nakazał Lechowi Wałęsie przeprosić Jarosława Kaczyńskiego.

Były prezydent obwiniał prezesa PiS za katastrofę smoleńską, ale w swoich słowach poszedł za daleko, bo nazwał byłego premiera „smoleńskim mordercą”.

– Lech Wałęsa, swymi wypowiedziami dotyczącymi wydania polecenia lądowania samolotu, granicę swobody wyrażania opinii w debacie politycznej – zdaniem sądu – przekroczył – wskazała sędzia Weronika Klawonn. Dlatego teraz były prezydent musi wydać oświadczenie, w którym padną słowa: „Tymi słowami naruszyłem dobre imię i godność osobistą pana Jarosława Kaczyńskiego. Lech Wałęsa”.

Przeprosiny mają przybrać formę listu.

– Co, tak myślę, dla prezydenta Lecha Wałęsy, znając jego wypowiedzi i charakter, będzie naprawdę dotkliwą karą – stwierdził dr Mirosław Boruta, socjolog. Dodaje, że sąd nie mógł podjąć innej decyzji.

– Te zarzuty, które postawił premierowi Kaczyńskiemu prezydent Wałęsa, były na tyle absurdalne, że nie spodziewaliśmy się nawet w tej pierwszej instancji innego wyroku – powiedział dr Mirosław Boruta.

Jednak sąd tylko w części uwzględnił żądania Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS domagał się jeszcze wpłaty 30 tys. zł na cele społeczne. Tutaj jednak sąd oddalił roszczenia. Podobnie zachował się w przypadku słów Lecha Wałęsy, że „Jarosława Kaczyński nie jest zdrowy psychicznie”.

– Sąd uwzględnił żądania powoda Jarosława Kaczyńskiego częściowo, jedynie w zakresie wypowiedzi o jego odpowiedzialności za decyzję o lądowaniu w Smoleńsku. W pozostałym zakresie powództwo zostało oddalone – oznajmiła sędzia Weronika Klawonn.

Lech Wałęsa ma pokryć koszty publikacji przeprosin w mediach. Oświadczenie byłego prezydenta ma się ukazać na antenie radia TOK FM, ale też w tygodniku „Newsweek” i na stronie gazeta.pl.

– Czekamy na uzasadnienie i na pewno po analizie będą podjęte decyzje – powiedział Paweł Janc, pełnomocnik Lecha Wałęsy. Jednak z ust Lecha Wałęsy już wcześniej padały słowa, że będzie odwołanie, i to nawet do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku nie jest prawomocny.

Tekst i zrzuty ekranowe za: http://www.radiomaryja.pl/informacje/sad-okregowy-w-gdansku-lech-walesa-przekroczyl-granice-swobody-wyrazania-opinii-w-debacie-politycznej

Sudan i Nil Błękitny

Andrzej Kalinowski

Zapraszam Państwa do obejrzenia unikatowych zdjęć Sudanu. To – widziane z samolotu – afrykańskie państwo do 9 lipca 2011 roku było największym w Afryce. Po secesji południowej części (Sudan Południowy) spadło na trzecie miejsce, ustępując miejsca Algierii i Demokratycznej Republice Konga. Na zdjęciach zobaczycie Państwo także Nil Błękitny, najdłuższy (1780 km) i najbardziej zasobny w wodę dopływu Nilu: https://photos.app.goo.gl/YvhR2pytMFmvsw1D8

Serial “1983” – głupota, czy kolejne oszczerstwo?

Adam Zyzman

– Od piątku na Netfliksie – zapowiadały różnorodne media emisję pierwszego polskiego serialu na tej platformie filmowej. – Serial „1983” to alternatywna opowieść o naszych dziejach, z tym, że w wyniku ataku terrorystycznego, który zniweczył nadzieje na rozwiązanie Układu Warszawskiego, utrzymała się żelazna kurtyna i Polska pozostała nadal państwem policyjnym.

Jak czytam na portalu „Niezależna” serial wyreżyserowały same kobiety, czyli Agnieszka Smoczyńska, Agnieszka Holland, Katarzyna Adamik i Olga Chajdas. Pomysłodawcą i autorem scenariusza jest Joshua Long. Zdjęcia do filmu kręcono m.in. w Warszawie, Lublinie i Wrocławiu. Co prawda pierwszy odcinek mocno widzów rozczarował, co z kolei zirytowało reżyserki, ale ja nie o samym filmie, ale o innych wypowiedziach tych pań jeszcze przed emisją filmu. Otóż zapowiadając swe dzieło pani Agnieszka Smoczyńska twierdziła, że serial może zainteresować widzów w każdym wieku. – Jest adresowany zarówno do osób, które znają czasy komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej i pamiętają upadek Muru Berlińskiego, jak również do młodych ludzi, którzy są ciekawi, co mogłoby się stać, gdyby mur nie runął, w Polsce nadal panował system narodowo-socjalistyczny i gdyby w tej rzeczywistości narodziła się rebelia.

Czytam tę wypowiedź reżyserki i łapię się za głowę. – Czy ona nie wie co mówi, czy też po prostu streszcza film, który stworzyła? Wszak pojęcie „system narodowo-socjalistyczny” od dziewięćdziesięciu lat oznacza tylko jedno, niemiecki nazizm! Skąd zatem słowa o tym, że taki system „panował w Polsce”? Z kontekstu wynika, że wypowiedź dotyczy czasów PRL, ale bez względu na trudności ze sprecyzowaniem panującego wówczas ustroju (komunizm, socjalizm, realny socjalizm, stalinizm…?), z całą pewnością nie był to narodowy socjalizm! Nawet okres moczaryzmu trudno podciągnąć pod to pojęcie (il. powyżej konrados.cupsell.pl).

Skąd zatem znalazło się to wypowiedzi pani Smoczyńskiej? Czy to wynik jej niewiedzy, bo nie ma pojęcia co kryje się pod pojęciem „narodowy socjalizm”, czy też taki film zrobiła i tak właśnie przedstawiła całkiem niedawną przeszłość Polski? Jeśli ten film, z takim obrazem Polski pójdzie w świat, będzie dowodem na naszą nazistowską przeszłość, bo sami Polacy o tym mówią. „Intelektualiści Zachodu” będą mieli koronny dowód. Już nie trzeba będzie płacić tysięcy złotych za inscenizowanie „obchodów urodzin Hitlera”, prawdę o Polakach i Polsce przedstawiają polscy artyści! Sami!

Nie oglądałem serialu „1983”, ale sama rekomendacja utworu przez jedną z jego autorek budzi poważne obawy o jego wymowę, a pozostałe reżyserki też nie dają rękojmi, że może być inaczej. I tylko o tych obawach chciałem napisać.

Jest poparcie w sprawie ułatwienia nauki języka polskiego w Austrii

Przebywający w Austrii na początku września 2018 r. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski, uzyskał polityczne poparcie dla pomysłu, by przy mniejszej niż dotąd liczbie dzieci zapewnić naukę języka polskiego w austriackich szkołach.

Według informacji polsatnews.pl, “Karczewski spotkał się z przewodniczącą Bundesratu Austrii Inge Posch-Gruską. “Dialog między naszymi izbami zamarł w 2002 r, odnowiliśmy ten dialog, będziemy się spotykać, pani przewodnicząca w bardzo bliskim terminie odwiedzi Polskę. Uzyskałem od pani Posch-Gruski zapewnienie o wsparciu politycznym w bardzo wielu sprawach, które nas w Polsce interesują” – powiedział Karczewski.

Nauka języka polskiego w grupach ośmioosobowych

Jedna z nich dotyczy ułatwienia polskiej młodzieży dostępu do nauki języka polskiego, bo na szacowane 5-6 tys. dzieci, które chcą się go uczyć w szkołach austriackich, uczą się niespełna 2 tys. Marszałek wyraził nadzieję, że to polityczne wsparcie “przełoży się też na decyzje władz Wiednia”. W czasie spotkania z przewodniczącą austriackiego Bundesratu przedstawił pomysł, by w szkołach była tworzona grupa nauki języka polskiego, gdy zbierze się ośmioro, a nie jak obowiązuje obecnie – 12 chętnych uczniów. “Uzyskałem zapewnienie pani przewodniczącej, że tym tematem się zajmie” – zaznaczył Marszałek.

Przy tej okazji publikujemy List Otwarty jednej z przejętych tą tematyką nauczycielek j. polskiego w okręgu Dolnej Austrii, Marzanny Danek (fot. miastoliteratow.com).

List otwarty do polskich polityków / Dotyczy: nauki języka polskiego jako języka ojczystego w Austrii

Szanowni Państwo, zwracam się z uprzejmą prośbą o uważne przeczytanie całego tekstu i zajęcie stanowiska lub wyrażenie opinii. Byłabym wdzięczna za odpowiedź oraz podanie informacji do kogo lub do jakiej instytucji należałoby zwrócić się w poruszanych sprawach.

Szanowni Państwo, zapoznałam się z wypowiedzią Marszałka Pana Stanisława Karczewskiego na temat nauki języka polskiego w Austrii: http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-09-10/karczewski-jest-poparcie-w-sprawie-ulatwienia-do-nauki-jezyka-polskiego-w-austrii

Proszę uprzejmie o przesłuchanie następującego materiału (jest to moja wypowiedź na temat sytuacji dzieci polskich w Wiedniu):
http://www.danek.radiojan.org/20161106_Polonijne_spotkanie_Pro_Publico_Bono_w_Wiedniu_x264.mp4

Uważam, że należy wyjaśnić pewne nieścisłości. Nauka języka polskiego w szkołach austriackich odbywa się w Wiedniu, ale także np. w Dolnej Austrii i w Burgenlandzie.

Władze szkolne przyjęły, że na tzw. otwarcie grupy ma być zgłoszonych 12 dzieci. Pozwolenie na naukę dzieci jednak nie musi być wydane. W mniejszych miejscowościach poza Wiedniem zebranie 12 dzieci w wieku od 6 do 15 lat, czyli dzieci w wieku szkolnym, z wyłączeniem dzieci uczęszczających do gimnazjum / dzieci naukę w gimnazjum rozpoczynają w wieku 10 lat/ jest niezwykle trudne.

Od 20 lat uczę w Dolnej Austrii języka polskiego jako języka ojczystego. W latach 2004 – 2005 podczas tzw. “Obrad na temat szkolnictwa w Austrii” przemawiałam dwukrotnie w Parlamencie Dolnej Austrii w obronie nauki języka polskiego, gdyż nauka ta była likwidowana. Odniosłam zwycięstwo, ale po kolejnych zmianach w kuratorium oświaty trudności znowu pojawiły się.

Z problemami dotyczącymi nauki języka polskiego zostałam sama, mimo iż zwracałam się o pomoc do różnych instytucji. Pisała o tym “Poezja dzisiaj” oraz “Aspekty”. Na ręce Marszałka Pana Stanisława Karczewskiego przesyłam podziękowanie, gdyż jako pierwszy i jedyny, z tego, co mi jest wiadomo, polityk podjął się interwencji w sprawie nauki języka polskiego. Nie zrozumiałam jednak czy w Austrii, czy jedynie w Wiedniu.

Oczywiście zredukowanie ilości wymaganych dzieci do ośmiorga byłoby wielkim ułatwieniem w tworzeniu kolejnych grup, jednak w Wiedniu – według informacji konsulatu w roku 2016 – jest ok. 7400 dzieci z obywatelstwem polskim, a może drugie tyle z obywatelstwem austriackim, ale z językiem polskim jako językiem ojczystym. W Wiedniu obecnie, z tego, co mi wiadomo, zatrudnione są 3 osoby, które uczą języka polskiego jako języka ojczystego, a przez ok. 26 lat byly 4 osoby. Dzieci innych narodowości mają lepszą sytuację, co pokazują oficjalne statystyki.

Z wyrazami szacunku, Marzanna Danek, Wiedeń, 27.09.2018

Tekst i ilustracje za: http://www.ilovepolen.com/index.php/home/686-poparcie-w-sprawie-ulatwienia-nauki-jezyka-polskiego-w-austrii

Odszedł śp. Jan Rybarski – wybitny krakowski chórmistrz, organista i kompozytor, dyrygent Mieszanego Chóru Mariańskiego

Informacja własna

Śp. Jan Rybarski, urodził się 7 czerwca 1941 roku w Czernichowie w Beskidzie Żywieckim. Był dyrygentem, chórmistrzem, organistą, pedagogiem, czasem kompozytorem i organizatorem życia muzycznego.

Absolwent Salezjańskiej Średniej Szkoły Muzycznej Organistów w Przemyślu i Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Krakowie, wydziału Wychowania Muzycznego. Na wczesnym etapie był uczniem legendarnego ks. Idziego Ogiermanna Mańskiego. Później studiował dyrygenturę u prof. Józefa Radwana, a pracę dyplomową z zakresu chóralistyki przygotowywał pod kierunkiem prof. Jerzego Kurcza. Od 1968 r. był dyrygentem i kierownikiem artystycznym, organistą, akompaniatorem Chóru Mariańskiego (Maestro Jan Rybarski w czasie koncertu w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, 18 czerwca 2017 roku, zorganizowanego przez Stowarzyszenie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, fot. p. Andrzej Kalinowski), nadto przyjacielem i opiekunem młodzieży, będąc kontynuatorem dyrekcji chóru założonego ok. 1930 r. przy Parafii NMP z Lourdes w Krakowie (prowadzonej przez Księży Misjonarzy), reaktywowanego przez ks. Floriana Pieczarę w 1950 r. Chór Mariański do dzisiaj zachował siedzibę przy Parafii NMP z Lourdes i kontynuuje tradycje i działalność chóru założonego w latach 30. Zmarł 21 listopada 2018 roku w Krakowie (tekst za: diecezja.pl/aktualnosci/zmarl-sp-jan-rybarski).

29 listopada o godz. 11:00 odprawiona została uroczysta Msza Święta pogrzebowa w parafii Najświętszej Marii Panny z Lourdes w Krakowie a następnie, o godzinie 13:30, spod bramy Cmentarza Rakowickiego rozpoczęła się ceremonia pogrzebowa.

W ostatniej drodze Wielkiego Przyjaciela naszego środowiska, śp. Jana Rybarskiego wzięli także udział przedstawiciele Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, z jego prezesem, p. dr. Mirosławem Borutą. Autorką zdjęć jest p. Maria Krakowska, wiceprezes Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie:
https://photos.app.goo.gl/UeB3xHSKPiZ7jRtE7

Krytyczna rezolucja Parlamentu Europejskiego ws. Jugendamtów

Radio Maryja

Parlament Europejski przyjął krytyczną wobec Niemiec rezolucję w sprawie Jugendamtów. Deputowani wzywają rząd w Berlinie do zapewnienia dokładnych kontroli, procedur i praktyk stosowanych przez Niemieckie Urządy ds. Dzieci i Młodzieży. Odbieranie rodzicom dzieci przez urzędników Jugendamtów bez rzetelnego sprawdzenia sytuacji w rodzinach to poważny problem – podkreślali eurodeputowani.

Od lat do komisji petycji Parlamentu Europejskiego płynęły skargi rodziców na Niemieckie Urzędy ds. Dzieci i Młodzieży tzw. Jugendamty.

– Urząd krytykowany jest za opieszałość, zbytnie ingerowanie w życie rodzin, naruszanie prywatności. To wszystko nie sprzyja prywatności dziecka, a nawet prowadzi do różnych zaburzeń psychicznych – mówiła w Parlamencie Europejskim Urszula Krupa.

Częstą praktyka stosowaną przez urzędników Jugendamtów, zwłaszcza wobec rodzin obcokrajowców lub rodzin mieszanych, jest odbieranie dzieci bez należytych podstaw i kierowanie ich do niemieckich rodzin. Na to często skarżyli się rodzice – wskazywała podczas debaty o Jugendamtach europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

– Wielokrotnie słyszymy w Polsce skargi zrozpaczonych rodziców, którym Jugendamt odebrał dzieci zakazując im nawet spotkań z nimi. Utrudniając, a nawet zakazując, porozumienia się w języku polskim – akcentowała Urszula Krupa.

Takiego stanowiska polskiej europoseł nie podzieliła europoseł Julia Pitera z Platformy Obywatelskiej, która stwierdziła na forum komisji petycji, że skargi, które trafiają do komisji nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Według niej krytyka Jugendamtów ma charakter polityczny i jest nieuzasadniona.

– Temat ten regularnie powraca, stając się – podobnie jak histeria antyszczepionkowa – narzędziem w walce politycznej, zwłaszcza w okresach przedwyborczych. To zasiewa niepokój i podważa, nie tylko zaufanie do władzy, ale wzajemne zaufanie w ramach wspólnoty europejskiej – podkreślała europoseł PO.

W opinii dr Mirosława Boruty takie stanowisko polskiej deputowanej, to rodzaj walki ideologicznej między państwem narodowym a tożsamością obywatelską, dla której kultura i język nie mają większego znacznie.

– Trudno byśmy godzili się, że polski eurodeputowany zamierza przyklaskiwać germanizacji polskich dzieci, to może 150 lat temu, ale nie w XXI w. – mówił socjolog.

Julia Pitera zgłosiła 16 poprawek, które miały znacząco łagodzić wydźwięk rezolucji. Jedna z nich zmierzała do wykreślenia z tekstu dokumentu zapisu, w którym Parlament Europejski: „Wzywa Komisję Europejską do zapewnienia dokładnych kontroli procedur i praktyk stosowanych przez Niemiecki Urząd ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) pod kątem ich niedyskryminacyjnego charakteru w zakresie sporów dotyczących rodzin międzynarodowych”.

Parlament Europejski ostatecznie odrzucił te poprawki, a samą rezolucję przyjął większością 307 głosów, przy 211 przeciw; 112 eurodeputowanych wstrzymało się od głosu.

To politycznie ważny gest, ale prawnie nie wiąże rządu niemieckiego – zauważył prof. Robert Alberski.

– Ta rezolucja Parlamentu Europejskiego jest dokumentem politycznym, który reprezentuje stanowisko parlamentu, natomiast nie ma takiej mocy bezwzględnej obowiązującej – podkreślił politolog.

Rezolucja może wesprzeć starania polskiego rządu, którzy forsuje na forum unijnym regulacje zmierzające do ograniczające traumy dzieci na wypadek gdyby były odebrane rodzicom.

– Jeżeli dziecko jest odbierane to ma być umieszczane gdzie? Przede wszystkim u krewnych. Chyba, że to jest niemożliwe – mówił Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości.

Rząd chce, by dziecko w razie konieczności było umieszczane w rodzinie, która mówi w jego ojczystym języku. Gdy dziecko ma polskich rodziców powinno trafić do polskiej, a nie niemieckiej rodziny.

Tekst i zrzuty ekranowe za: http://www.radiomaryja.pl/informacje/krytyczna-rezolucja-parlamentu-europejskiego-ws-jugendamtow

38. Msza Święta dziękczynna za opiekę Bożą nad Panem Prezydentem doktorem Andrzejem Dudą

Zbigniew Galicki

W niedzielę, 25 listopada 2018 roku w kościele pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny (Klasztor Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów) przy ul. Loretańskiej 11 odprawiona została kolejna Msza Święta dziękczynna za opiekę Bożą nad Panem Prezydentem doktorem Andrzejem Dudą. Wraz z liczną rzeszą wiernych modlili się także rodzice p. Prezydenta, pp. Janina Milewska-Duda i Jan Tadeusz Duda. Zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu z tego wydarzenia:
https://photos.app.goo.gl/nVcvhcjGxseiCfai8

Z Panem Prezydentem Andrzejem Dudą na Orawie

Maria Krakowska, Mirosław Boruta

Śladami śp. prezydentów: Ignacego Mościckiego i Lecha Kaczyńskiego p. prezydent Andrzej Duda odwiedził w piątek, 23 listopada 2018 roku, Podsarnie – orawską miejscowość w której dzisiaj znajdują się m.in. Szkoła Podstawowa im. Marii i Lecha Kaczyńskich, prowadzona przez p. dyrektor Danutę Siarkę oraz parafia rzymskokatolicka z kościołem pod wezwaniem Świętego Jana Pawła II, gdzie proboszczem jest ks. Leszek Uroda.

Uroczystości – zorganizowane przez p. posła Edwarda Siarkę – zgromadziły nie tylko mieszkańców, ale i licznych gości z wielu, bardzo wielu miejscowości regionu, tak bardzo doświadczonego w czasie ostatnich dziesięcioleci, a jednocześnie tak bardzo polskiego.

Także i dla nas, przedstawicieli Stowarzyszenia imienia Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, była to wyprawa niezwykła.

Składając wieniec na placu przed kościołem, przed pomnikiem upamiętniającym 100. rocznicę odbudowy państwa polskiego i zasłużonych lokalnych działaczy niepodległościowych, mogliśmy poczuć jak ważni dla każdej społeczności, choćby i najbardziej aktywnej i odważnej są liderzy. Jak wówczas, tak i dzisiaj, ci lokalni i ci z najwyższych kręgów władzy. Cieszymy się, że byli, że są. Cieszymy się, że mogliśmy tam być razem z nimi.

Zapraszamy Państwa do obejrzenia wyboru 81 zdjęć z uroczystości:
https://photos.app.goo.gl/Vppi21qHS6H868zf9

Zachęcamy także do obejrzenia dwóch relacji na stronie internetowejprezydent.pl:
http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wizyty-krajowe/art,318,prezydent-z-wizyta-na-orawie.html
http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/art,583,wystapienie-podczas-uroczystosci-odsloniecia-pomnika-w-podsarniu.html

Gazeta wytropiła zdolnego syna ministra Kamińskiego! Nie wszyscy młodzi mężczyźni lubią samoloty i pociągi…

Anna Dąbrowska*

Tak bardzo potrzebna jest totalniakom PiS-owska afera, że od miesięcy wertują drzewa genealogiczne ministrów, wiceministrów, szefów departamentów, by znaleźć jakiekolwiek ich powinowactwo z młodymi, zarabiającymi duże pieniądz.

Nie jest ważne, kto ma jakie kwalifikacje, umiejętności, przygotowanie, ważne żeby się odpowiednio nazywał i miał w rodzinie kogoś z pisiorów. No i wytropiła gazeta wiadoma. Jest afera! Syn Mariusza Kamińskiego (fot. YouTube) w Banku Światowym! Syn koordynatora służb specjalnych! Na takim stanowisku! Z jakiej racji?

Zaraz tłumaczą „wiarygodni” redaktorzy, kto kogo mógł ewentualnie polecać, jakie są ścieżki kariery Kamińskiego Juniora. Żadna zasługa tropicieli. Jacy dziennikarze śledczy, taka afera. Każdy kto chce, może sprawdzić, gdzie, kiedy pracował pan Kacper Kamiński. Wystarczy troszkę dociekliwości.

Najbardziej przygnębiające środowisko salonowców nie jest to, że afery de facto żadnej nie ma, ale to, że pisiory w takiej instytucji! Za takie pieniądze! Wszak te puzzle były już poukładane na lata do przodu a tu taka przykrość.

Parafrazując powiedzenie Pawlaka z „Samych swoich”: Czas przywyknąć panowie redaktorzy. Czasy się zmieniają. Salon może już tylko mieć nadzieję, bo szanse na prawdziwa aferę są, jak obecny listopadowy śnieg. Topnieją z dnia, na dzień.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/6039-gazeta-wytropila-zdolnego-syna-ministra-kaminskiego-nie-wszyscy-mlodzi-mezczyzni-lubia-samoloty-i-pociagi

Zmianę klimatu trzeba zacząć od siebie

Jerzy Bukowski

Z początkiem lat 90. ubiegłego wieku do Polski przyjeżdżało mnóstwo ekspertów z krajów zachodniej Europy i z USA, aby pomagać odradzającemu się do niepodległego bytu państwu budować zręby demokracji i podstawy gospodarki wolnorynkowej. Byli oni traktowani z należną estymą, podejmowani przez ministrów, wojewodów, prezydentów miast, burmistrzów, którzy na wyprzódki umilali im pobyt w kraju nad Wisłą.

Z tamtego okresu przypomina mi się rozmowa z ówczesnym wojewodą krakowskim Tadeuszem Piekarzem, który nie kryjąc irytacji powiedział: – Gdyby te pieniądze, które oni wydają na hotele, bankiety, wycieczki do Zakopanego, Wieliczki, spływy Dunajcem i dziesiątki innych atrakcji trafiły w nasze ręce, osiągnęlibyśmy znacznie więcej.

Kiedy zwróciłem mu uwagę, że przecież pobyty tych delegacji finansowane są przez różne zachodnie fundacje, a także sprzyjające nam państwa, wojewoda machnął ręką i dodał: – Ponad trzy czwarte z tych kwot pochłaniają koszty ich pobytu.

Ta rozmowa przypomniała mi się teraz, kiedy w Katowicach obraduje kilka tysięcy uczestników konferencji klimatycznej Organizacji Narodów Zjednoczonych COP24. Można sobie wyobrazić, jakie pieniądze zostały przeznaczone na jej przygotowanie i przeprowadzenie. Gdyby przekazać je na zwalczanie szkodliwych dla natury zjawisk, które są tematem obrad w stolicy Górnego Śląska, można byłoby osiągnąć przynajmniej niektóre z zakładanych przez klimatologów ambitnych celów (fot. m.telewizjarepublika.pl).

Ale są jeszcze inne problemy, na które szczególnie wyczuleni powinni być ludzie przejawiający ogromną troskę o przyszłość naszego globu, a zwłaszcza zagrożonego – takie stwierdzenie już padło w Katowicach – wyginięciem gatunku homo sapiens.

Część z nich mieszka daleko od miejsca obrad, najwięcej w Krakowie. Muszą więc przebywać ponad 60-kilometrową trasę dwa razy dziennie, co skutkuje wyemitowaniem do atmosfery znacznej ilości spalin, które zatruwają środowisko zwłaszcza podczas jazdy w korkach, kiedy normą jest przyśpieszanie, zwalnianie i ruszanie, nie wspominając o kosztach paliwa. Lokalni ekologowie rwą włosy z głowy, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami, gdy w grę wchodzi ratowanie świata.

Jeszcze więcej kontrowersji budzi menu konferencji, w którym przeważają mięso i nabiał, podczas gdy dawno już obliczono, że aż 14,5 procenta globalnej emisji gazów cieplarnianych pochodzi właśnie z ich produkcji. Z analizy jadłospisu COP24, w którym królują cheeseburgery, gnocchi z parmezanem, szynka parmeńska, wołowina z wędzonym boczkiem, pierogi z kapustą wynika, że wytworzenie żywności, która trafiła na konferencję, spowoduje emisję takiej liczby gazów cieplarnianych, co spalenie 500 tysięcy galonów benzyny. Ekolodzy i specjaliści od żywienia uważają, że właśnie ograniczenie spożycia mięsa oraz nabiału jest największą pojedynczą zmianą systemu żywnościowego, którą można wprowadzić w celu zahamowania niekorzystnych zmian klimatycznych.

Myślę, że te dwa przykłady – a z pewnością można byłoby znaleźć inne – powinny dać do myślenia organizatorom i uczestnikom nie tylko COP24, ale także każdej konferencji na temat przemian klimatycznych. Zawsze warto bowiem zaczynać naprawianie świata od siebie zgodnie ze słynną odpowiedzią Świętej Matki Teresy z Kalkuty na pytanie dziennikarza, co należy zmienić dziś w Kościele: – Mnie i ciebie.

Skarga na sędziego…

Krzysztof Bzdyl

Kraków, 23 listopada 2018 roku / Przedstawiciel Społeczny – Krzysztof Bzdyl / Sprawa: sygn. akt: II K 1561/16/S – nowa sygn. akt: IV Ka 581/18 / Odpowiedź na pismo sygn. akt Kd.-72-91/18 z dn. 9.11.2018 r.

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego
dla Apelacji Krakowskiej
SSA Tomasz Szymański
ul. Przy Rondzie 3, 31-547 Kraków

Skarga nr 2 na sędziego Tomasza Greblę

Szanowny Panie Rzeczniku,

przeczytałem ze zdziwieniem Pana pismo informujące mnie o nie znalezieniu podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko SSO w Krakowie Tomaszowi Grebli, który prowadził rozprawę odwoławczą. Jak zwykle kontrole prowadzenia rozpraw sprowadzają się do odczytania protokołów z rozpraw, które mają się tak do rzeczywistego przebiegu rozprawy jak gazeta sowiecka „Prawda” do prawdy…

Sędzia Grebla prowadził sprawę w podobny sposób co sędzia Małgorzata Rokosz w sądzie rejonowym. A prowadziła ją w skandaliczny sposób. Jako przedstawiciel społeczny napisałem do wszystkich szczebli sądownictwa i do Ministra Sprawiedliwości ponad 30 skarg na łamanie prawa przez nią, które dokumentują przerażający obraz bezprawia sądowego. Wśród wielu zarzutów trudno o cięższy zarzut niż pozbawienie obu oskarżonych weteranów walk o Niepodległą Polskę prawa do obrony. Mnie uniemożliwiła wykonywanie moich obowiązków przedstawiciela społecznego…

Kiedy zgłosiłem chęć wypowiedzenia się sędzia Grebla zachowujący się od wejścia na salę sądową jak ranny odyniec stwierdził, że jeżeli spróbuję powiedzieć choć jedno słowo, to mnie policja zaraz wyrzuci z sali. Chciałem pomóc niewinnie skazanym, w związku z tym czekałem cierpliwie na skorzystanie z mojego prawa do wypowiadania się. Oczywiście do tego nigdy nie doszło. Sędzia Grebla polecił policji wyrzucenie publiczności z sali, a następnie wpuszczenie tylko pięciu osób. Wydając te decyzje nie informował publiczności, ani oskarżonych, ani mnie. Tym bardziej nie uważał za stosowne podać uzasadnienia. To policja przekazywała nam te rozkazy. Sala sądowa mogła oczywiście pomieścić o wiele więcej osób, być może całą publiczność. Można też było przenieść rozprawę do większej sali. Zostałem pozbawiony prawa do opisania bezprawia sądowego dokonanego przez sędzię M. Rokosz. Sędzia Grebla rozpoczął rozprawę od zwrócenia się do stron o wygłoszenie mów końcowych. Mnie oświadczył, że mam prawo do wygłoszenia trzech zdań. Nie mogłem wypowiedzieć się o faktach dotyczących procesu, ani o moich opiniach, a co najważniejsze opisać bezprawia sądowego panującego w sądzie rejonowym. Po trzech zdaniach sędzia przerwał moją wypowiedź. Takie postępowanie jest złamaniem art. 406 k.p.k., który nie stanowi o jakichkolwiek ograniczeniach czasu trwania wypowiedzi stron, jak również przedstawiciela społecznego. Nie można bowiem ograniczyć wypowiedzi stron i quasi stron powołując się na sprawne prowadzenie sprawy. Pan Rzecznik zdaje się zapominać, że w procesach karnych najważniejsze jest poznanie faktów, dojście do prawdy i sprawiedliwy wyrok, a nie szybkość prowadzenia rozprawy…

Sędzia nie powinien zachowywać się jak komunistyczny cenzor. Wypowiadałem się na innym procesie w sądzie rejonowym w Nowym Sączu, sygnatura akt sprawy: II K 389/15 i sędzia Anna Serwin Bajan wyraziła zgodę na moją ponad dwugodzinną wypowiedź w ostatnim dniu procesu – 4.10.2018 r. Protokół z tej sprawy również nie odzwierciedla przebiegu rozprawy, bo sędzia nie odnotowała ani słowa z mojej wypowiedzi, mówiąc, że to jest niedozwolone. Ciekawe, czy Pan również tak uważa. Jeżeli mogłem się wypowiadać tak długo jak to było konieczne w Nowym Sączu, to zachowanie sędziego Grebli w Krakowie ograniczające moją wypowiedź do 3 zdań było prawdopodobnie złamaniem prawa, a konkretnie art. 231 § 1 kk stanowiącym o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego jakim niewątpliwie jest sędzia Grebla.

Szanowny Pan Sędzia nie odpowiedział na zarzut dotyczący trybu w jakim była prowadzona rozprawa, czy to była rozprawa jawna, czy niejawna. Sędzia Grebla o takim drobiazgu nie raczył nikogo na sali poinformować. Nie mogłem go zapytać, bo ziejący wściekłością sędzia groził w wypadku powiedzenia choćby słowa wyrzuceniem mnie na korytarz przez policjantów, którzy stali w pogotowiu w moim najbliższym otoczeniu. Również sędzia Grebla zabronił rejestracji obrazu i dźwięku z rozprawy nie podając żadnego powodu podjęcia takiej decyzji. Nawet rozprawy stalinowskie sprzed prawie 70 lat były nagrywane. Stąd wiemy, jak sędziowie – mordercy w togach ferowali wyroki śmierci na Żołnierzach Niezłomnych. Nawet moja rozprawa w czasach stanu wojennego przed komunistycznym sądem wojskowym nie odbywała się w takiej atmosferze zastraszania. Samo sądownictwo od czasów stanu wojennego nie zmieniło się na lepsze, a tylko na gorsze. Chciałbym bardzo usłyszeć uzasadnienie takich barbarzyńskich działań i zachowań.

Na szereg pytań zawartych w moim poprzednim piśmie Pan nie odpowiedział. Dlatego kieruję je jeszcze raz. Oto te pytania: jakim prawem nie wpuszczono publiczności na salę sądową, mimo, że rozprawa była jawna, dlaczego sędzia zabronił rejestracji obrazu i dźwięku, dlaczego na odczytanie wyroku, które zawsze odbywa się z udziałem publiczności, tym razem nie wpuszczono publiczności licznie zgromadzonej przed drzwiami sali rozpraw. Czy sędzia Grebla ma prawo uchwalania artykułów kodeksu karnego. Jeżeli tak, to byłby niepotrzebny sejm do uchwalania ustaw. Sędzia Grebla, jak wynika z jego decyzji, potrafi go doskonale zastąpić. Okazywanie przez sędziego Greblę wobec mnie jawnej wrogości widzianej też przez inne osoby będące na sali sądowej nie świadczy dobrze o charakterze sędziego.

Sędzia Grebla złamał zasady zawarte w Zbiorze ZASAD ETYKI ZAWODOWEJ SĘDZIÓW. Wystarczy przeanalizować sposób w jaki prowadził tą rozprawę, że wspomnę tylko, że nie raczył wyjaśniać stronom kwestii proceduralnych i wydając różne postanowienia nie uzasadniał ich w żaden sposób. Jedyne widoczne uzasadnienie to przemoc fizyczna na którą się stale powoływał, której dokonają sprowadzeni policjanci na sali sądowej i trzymane odwody na korytarzu.

Przedstawiciel społeczny powinien zostać zawiadomiony o terminie rozprawy odwoławczej zgodnie z art. 458 k.p.k. Niezawiadomienie mnie o terminie rozprawy jest oczywiste i ma rażący charakter. Pan uważa, że ponieważ byłem obecny na rozprawie, a więc udaremniłem zamiar nie dopuszczenia mnie do rozprawy, to to jest bez znaczenia. Wprost przeciwnie, w mojej ocenie doszło prawdopodobnie do złamania prawa i to powtórnie art. 231 § 1 kk stanowiącym o niedopełnieniu obowiązków służbowych przez sędziego. Gdyby przyjąć Pana interpretację to fakt, że zabójca nie zastrzelił człowieka, bo nie trafił, powoduje brak przestępstwa, bo ofierze nic się nie stało. Ocena społeczna takich czynów jest przeciwna pańskiej.

Takich sędziów, którzy uważają, że prawo to oni, a nie jakieś kodeksy, jest więcej. Dotyczy to np. sędziego Tadeusza Dąbrowskiego w sądzie rejonowym w Suchej Beskidzkiej w sprawie sygn. akt II K 282/18. Wszystko o nim zawarłem w skardze z dnia 24.10.2018 r. do Z-cy Rzecznika Dyscyplinarnego w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Mając takie doświadczenia trudno się dziwić, że społeczeństwo nazywa sądownictwo wymiarem niesprawiedliwości.

Teoretycy prawa mówią, że instytucja przedstawiciela społecznego jest tworem martwym i podają różne przyczyny tego stanu rzeczy. Nie podają tej jednej najważniejszej, że to sami sędziowie robią wszystko, aby zniszczyć tą formę udziału społecznego w sądownictwie. Sędziowie kłamią, zastraszają przedstawicieli społecznych, nie dopuszczają ich do udziału w sprawach na podstawie wyssanych z brudnego palca powodów. Jednym słowem robią wszystko, aby społeczeństwo nie patrzyło im na ręce. Jest właśnie tak jak powiedziała pewna sędzia, że oni wszyscy są „zupełnie nadzwyczajną kastą” i stoją ponad prawem, prawdą i sprawiedliwością.

Chciałbym bardzo się mylić. Dlatego będę oczekiwał na Pańską odpowiedź zawierającą tym razem bardziej pogłębioną analizę faktów podanych przeze mnie.

Z poważaniem, Krzysztof Bzdyl – przedstawiciel społeczny w procesie sygn. akt II K 1561/16/S, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Wolności i Solidarności, więzień polityczny z lat PRL – więziony w Warszawie przy ul. Rakowieckiej, w Krakowie w więzieniu przy ul. Montelupich, w Nowym Wiśniczu, w Raciborzu, w Strzelcach Opolskich, w Kłodzku i w Strzelinie, przewodniczący Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89, członek Prezydium Okręgu Małopolska Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, członek Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej do Spraw Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych, członek Związku Więźniów Politycznych Okresu Stanu Wojennego.

XXVII Aukcja Wielkiego Serca

Stefan Budziaszek

18 listopada 2018 roku w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej “Manggha” w Krakowie, odbyła się największa w Polsce 27-ma “Aukcja Wielkiego Serca” – zorganizowana przez Stowarzyszenie “Wielkie serce” na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 w Krakowie. Licytowane było 215 dzieł sztuki najwybitniejszych artystów, takich jak m.in.: Zdzisław Beksiński, Salvador Dali, Edward Dwurnik, Jerzy Kałucki, Izabela Kita, czy Jerzy Nowosielski. Jako pierwszy licytowany był naszyjnik srebrny z bursztynem, darowany przez Pierwszą Damę, panią prezydentową Agatę Kornhauser-Dudę. Cały dochód z aukcji przeznaczony jest na rzecz młodzieży ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 w Krakowie. Zapraszam Państwa do obejrzenia filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=JAGAhYMB45A

Wyprowadzka znanego kina

Jerzy Bukowski

Sic transit gloria mundi (tak przemija chwała świata) – ta stara łacińska sentencja przychodzi mi na myśl, ilekroć z centrum Krakowa znika jakaś zasłużona dla miasta instytucja. Oto najnowszy przykład.

W Sylwestra zakończy swoją działalność Centrum Kinowe ARS, które powstało 23 lata temu w miejscu istniejącego od 1916 roku jednego z najstarszych krakowskich kin „Sztuka” przy ulicy Świętego Jana.

Któż z kinomanów starszego, a nawet średniego pokolenia nie był chociaż raz na seansie filmowym w „Sztuce”, która rywalizowała z sąsiednim „Apollem” przy ul. Świętego Tomasza? Odbywały się tam nie tylko premiery wielkich dzieł, ale także trwające wiele godzin rozmowy w istniejącym do 1980 roku Dyskusyjnym Klubie Filmowym.

„Kino (fot. Wikipedia) odwiedziło wielu twórców, np. przy okazji premier swoich produkcji. Należą do nich m.in. Morgan Freeman przy okazji filmu <Podejrzany> czy Jon Voight. Dowodem są ściany wypełnione zdjęciami z autografami, które bywalcy mogli dotąd oglądać idąc na seanse. Warto zaznaczyć też, że w ciągu ponad 20 lat działalności to miejsce odwiedziło już ponad 4,5 mln widzów” – przypomniał „Dziennik Polski”.

Dlaczego znika ARS? Przyczyna jest prozaiczna i należy do standardowych nie tylko w Krakowie: właściciel budynku chce go wyremontować, aby otworzyć w nim hotel. Chciałby jednak zainstalować tam również kino.

„- Ta deklaracja bardzo nas cieszy, niemniej jednak to przynajmniej potrwa dwa lata. Chcę być dobrej myśli i życzę właścicielowi otwarcia bez opóźnień w remoncie, ale to wciąż dwa lata, w czasie których pozostajemy bez miejsca, do którego moglibyśmy zaprosić widzów. Jest nam ogromnie żal, bo to ważny kawałek kultury Krakowa. Plotki o całkowitej śmierci kina są jednak przedwczesne. Ostrożnie mogę powiedzieć, że mamy pewien lokal na oku. Jesteśmy w trakcie negocjacji, więc nie chcę wychodzić z tą informacją przedwcześnie. Kiedy wszystko będzie już uzgodnione, na pewno poinformujemy krakowian o powrocie. Dla mnie samej to jest niezwykle ważne miejsce, bo ja się tu przecież wychowałam” – powiedziała gazecie kierująca obecnie ARS-em Ludmiła Kucharczyk, której ojciec założył to Centrum Kinowe w 1985 roku.

Może uda się uratować część tradycji „Sztuki”, może ARS znajdzie dobrą lokalizację w niedługim czasie. Ale żal pozostaje.

Msza Święta o spokój duszy śp. profesor Marii Dzielskiej

Informacja własna

Duchowym dopełnieniem piątkowego Seminarium (o którym piszemy w artykule poniżej) była Msza Święta o spokój duszy śp. profesor Marii Celiny Dzielskiej.

Mszę Świętą – 17 listopada 2018 roku – w kościele Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo przy ul. Św. Filipa 17/19 odprawił ksiądz Jan Marek Kaczmarek CM.

Wzięli w niej udział m.in. rodzice Pana Prezydenta Andrzeja Dudy – pp. Janina Milewska-Duda i Jan Tadeusz Duda (fot. p. Mirosław Boruta) oraz konsul generalna Węgier w Krakowie, p. Adrienne Kormendy.

O etosie służby obywatelskiej. Pamięci Profesor Marii Dzielskiej

Mirosław Boruta

W piątek, 16 listopada 2018 roku Zarząd Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie zaprosił Krakowian i Gości Naszego Miasta na seminarium zatytułowane “O etosie służby obywatelskiej – pamięci Profesor Marii Dzielskiej”. Odbyło się ono w siedzibie “Sokoła” w Krakowie przy ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 27.

W ramach seminarium, które uświetnił list premiera, prezesa Prawa i Sprawiedliwości – Jarosława Kaczyńskiego, wysłuchaliśmy tekstu prof. dr hab. Marii Dzielskiej “Coraz więcej idiotes, coraz mniej polites”, odczytanego przez prof. dr. hab. Bogusława Doparta, przewodniczącego krakowskiego AKO oraz referatów: prof. dr. hab. Ryszarda Kantora “Strategia i taktyka antykultury”; prof. dr. hab. Andrzeja Bryka “Czy polska inteligencja zdradziła polskich chłopów?” i prof. dr. hab. Ryszarda Legutki “Maria Dzielska – człowiek osobny”.

Wspomnieniami o Pani Profesor podzielili się z nami m.in. pp. Witold Dzielski, syn Zmarłej, dyrektor Biura Spraw Zagranicznych w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej; prof. dr hab. Krzysztof Szczerski, minister, Sekretarz Stanu – Szef Gabinetu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz prof. dr hab. Jan Tadeusz Duda, wielokrotny uczestnik – podobnie jak kilku innych Gości Seminarium, w tym piszący te słowa – “spotkań w Jurczycach” (il. pamiątkowa fotografia z grudnia 2013 roku).

Zapraszam Państwa do obejrzenia zdjęć z Seminarium, a dodatkowo kilku fotografii odnowionej sali głównej Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Krakowie (Macierz Lwów):
https://photos.app.goo.gl/xWmViY4H2ZVNJjJXA