Przeskocz do treści

Pogoda w Krakowie / Jak się ubrać i czy będzie padać? 😉

https://meteo.imgw.pl/?model=gfs&loc=krak%C3%B3w_krak%C3%B3w

Rozkład jazdy MPK w Krakowie, bo przydaje się codziennie... 😉

http://rozklady.mpk.krakow.pl / http://krakow.jakdojade.pl

Wolność w sieci... O paradoksie... ale walczyć trzeba 😉

https://www.krakowniezalezny.pl/tag/wolnosc-w-sieci

13 czerwca 1611 roku, w czasie wojny polsko-rosyjskiej, wojska polskie zdobyły Smoleńsk. W nocy z 12 na 13 czerwca wojska królewskie ruszyły do ostatniego szturmu. Kawaler maltański Bartłomiej Nowodworski włożył minę w kanał odprowadzający z twierdzy nieczystości, niszcząc znaczną część murów. Za pomocą min wysadzono niektóre baszty, a twierdzę ogarnął pożar. Szturmujące Smoleńsk wojsko wpadło na ulice miasta. Miasto posiadające 38 baszt wysokich na 21 metrów, z których 9 znajdowało się nad bramami skapitulowało. Po 20 miesiącach i 11 dniach oblężenia utracony przed 97 laty (w 1514 roku) Smoleńsk wrócił do Wielkiego Księstwa Litewskiego (fot. Ulica w Smoleńsku).

13 czerwca 1906 roku w Krakowie powstał Klub Sportowy Cracovia (jako Akademicki Klub Footballowy), pierwszy klub sportowy na terytorium obecnej Polski.

Mistrzostwo Polski w piłce nożnej mężczyzn Cracovia zdobyła pięciokrotnie, w latach: 1921, 1930, 1932, 1937 i 1948.

13 czerwca 1977 roku Premiera Komedii filmowej "Kochaj albo rzuć" w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego. Kazimierz Pawlak, Władysław Kargul (fot. Dom Kargula) oraz ich wnuczka Ania dostają zaproszenie od brata Kazimierza, Johna, do złożenia wizyty w Stanach Zjednoczonych. W podróż wyruszają statkiem TSS Stefan Batory, a kończą samolotem linii United Airlines lądującym na lotnisku O’Hare w Chicago. Po przyjeździe do Chicago okazuje się, że John zmarł parę dni wcześniej. Pozostawił nie tylko majątek, ale także nieślubną córkę, która na domiar jest mulatką (Pawlak i Kargul mówią o niej „Czekolada”). Wbrew przysiędze złożonej ojcu, Pawlak ostatecznie ulega i chowa brata „nie w swojej ziemi”. W trakcie fabuły zarówno Pawlak jak i Kargul wielokrotnie zmieniają zdanie o nowym członku rodziny, jak i całej Ameryce.

(opr. na podstawie Wikipedii)

Minister Zbigniew Ziobro i europoseł Patryk Jaki odnieśli się do czwartkowej rezolucji PE ws. mechanizmu praworządności oraz listu unijnego komisarza Reyndersa do polskich ministrów.

Parlament Europejski przyjął w czwartek rezolucję w sprawie mechanizmu warunkowości, czyli powiązania wypłaty pieniędzy unijnych z przestrzeganiem przez państwa członkowskie zasad praworządności.

PE przyjął rezolucję ws. mechanizmu warunkowości

Za rezolucją opowiedziało się 506 eurodeputowanych, 150 było przeciwnych, a 28 wstrzymało się od głosu. W dokumencie stwierdzono, że Komisja Europejska "nie uruchomiła procedury określonej w rozporządzeniu w sprawie warunkowości w najbardziej oczywistych przypadkach naruszeń praworządności w UE".

Uchwalona w dniu dzisiejszym rezolucja w PE dowodzi, że mamy dziś problem z demokracją i praworządnością, ale nie w Polsce, a w UE. […] Jest aktem jawnie antydemokratycznym i niepraworządnym – powiedział podczas konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Głos zabrał też m.in. Patryk Jaki. Europoseł zwrócił uwagę, że trwa proces pozbawiania wpływu Polaków na własne państwo. W jego ocenie proces ten mimo, że jest niezwykle groźny, to jest jednocześnie bardzo słabo obecny w świadomości społecznej. Jak dodał, część polskich elit nie jest zainteresowana tym, żeby powiedzieć Polakom prawdę, ponieważ jest zadowolona z faktu, że Unią kieruje opcja lewicowa. Polityk Solidarnej Polski przytoczył szereg zapisów zawartych w rezolucji, a także zwrócił uwagę, że wszystko pisane jest w kontekście Polski i Węgier.

Zbigniew Ziobro komentuje list Reyndersa

Politycy odnieśli się również do listu unijnego komisarza ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa skierowanego do Zbigniewa Ziobry i Konrada Szymańskiego list. Komisarz apeluje w nim o wycofanie wniosku polskiego premiera do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kompleksowego rozstrzygnięcia kwestii kolizji norm prawa europejskiego z Konstytucją RP oraz potwierdzenia dotychczasowego orzecznictwa w tym zakresie.

– Mogę się odnieść do treści listu, który podają media za sprawą aktywności pana Reyndersa. Chciałbym szukać analogii historycznej. Nawet w okresie najbardziej ograniczonej suwerenności państwa polskiego, jakim była formuła działania Polski w ramach PRL, trudno mi sobie przypomnieć, aby sekretarz z Moskwy pisał do Wojciecha Jaruzelskiego pismo z żądaniem wycofania wniosku z polskiego sądu, który miałby moc rozstrzygać o zasadach istotnych z punktu widzenia ideologicznego dla władzy radzieckiej – powiedział Zbigniew Ziobro.

– Tego rodzaju impertynencja, agresywne zachowanie nawet w tamtych czasach zachowywano pozory i tworzono wrażenie, że Polacy decydują w ramach ustroju realnego socjalizmu sami o sobie, a nie w ramach dyrektyw i wskazania palca czynników moskiewskich” – mówił minister.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/187753/ziobro-i-jaki-komentuja-rezolucje-pe-i-list-reyndersa.html

Parlament Europejski przyjął uderzającą w Polskę rezolucję ws. mechanizmu warunkowości. Skrytykowano w niej Komisję Europejską za to, że do tej pory nie uruchomiła niebezpiecznej dla Polski procedury. Rezolucję poparli też polscy europosłowie z opozycji, co dosadnie skomentowała na Facebooku europosłanka Solidarnej Polski Beata Kempa.

Historia kołem się toczy. Współczesna Targowica żąda ukarania Polski za polskość, kult rodziny i wartości chrześcijańskie.

Szukajcie współczesnych polskich targowiczan! — napisała na Twitterze Beata Kempa, przedstawiając listę europosłów, którzy poparli niebezpieczną dla Polski rezolucję.

Praworządność to tylko pretekst: to, co się dzieje - to gigantyczny zamach na naszą suwerenność! A teraz komunikat do eurozdrajców: Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy żyją miliony zwykłych Polaków, którzy kochają rodziny i nasz piękny kraj! — podkreśliła.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/554335-kempa-o-europoslach-opozycji-wspolczesna-targowica

 

Europoseł Solidarnej Polski zabrał głos podczas posiedzenia Parlamentu Europejskiego.

Polityk w mocnych słowach wytknął europarlamentarzystom hipokryzję w sprawie praworządności.

W swoim wystąpieniu Patryk Jaki odniósł się do kwestii powiązania wypłat środków unijnych z praworządnością. Zdaniem europosła, Unia Europejska chce móc kontrolować państwa członkowskie, sama z kolei łamiąc bądź naginając przy tym traktatowe zasady.

– Znów chcecie państwo więcej uprawnień – zwrócił się do zgromadzonych w Parlamencie Europejskim polityków Patryk Jaki (fot. wpolityce.pl). – Może ta idea byłaby nawet słuszna, gdyby nie to, że przecież my bardzo dobrze wiemy, jak państwo korzystacie z tych uprawnień, które do tej pory sobie rozszerzyliście – mówił polski polityk.

Patryk Jaki zauważył, że zwiększanie kompetencji organów Unii Europejskiej nie jest wykorzystywane do polepszania bytu obywateli państw członkowskich czy wzmacniania demokracji, ale do używania owych uprawnień jako "politycznej pałki".

Patryk Jaki: Praworządność według brukselskich elit

– Czym jest ta praworządność, o której państwo znów dziś wspominacie? – zapytał polski europoseł. – Jest gwałceniem traktatów i chowaniem waszych opinii prawnych, które o tym mówią. Jest podważaniem wyborów demokratycznych w Polsce i na Węgrzech, bo demokracja nie wybrała tak, jak wy byście chcieli – powiedział Patryk Jaki.

– To napuszczanie jednych państw na drugie; to prawo do zabijania nienarodzonych dzieci, które jeszcze bezczelnie nazywacie prawem człowieka. To narzucanie innym, że płeć człowieka to nie jest sprawa biologii, ale sprawa wolnego wyboru. To wreszcie cenzura i represje dla wszystkich, którzy odwołują się chrześcijańskich wartości Europy – kontynuował Patryk Jaki.

Polski polityk wskazał, że ojcowie - założyciele Unii Europejskiej w obecnych czasach nie mogliby pełnić żadnych funkcji w jej strukturach właśnie z powodu cenzury i rugowania chrześcijańskich wartości z przestrzeni publicznej.

– Nie liczcie na to, że przyjdzie ktoś dzisiaj i wam pomoże tworzyć kolejne uprawnienia i kolejne narzędzia do tego, żebyście pokazywali znów to swoje kolonialne myślenie. Myślenie, które oczywiście w słowach potępiacie, a potem pokazujecie, że jeśli ktoś myśli inaczej, to zabierzemy mu pieniądze – powiedział europoseł.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/opinie/187729/patryk-jaki-w-mocnym-wystapieniu-w-parlamencie-europejskim.html

„Oczywiście znów w tej Izbie usłyszeliśmy to, co zwykle. To znaczy, że dla nas Białoruś jest bardzo ważna, dla nas ważna jest demokracja. Znów jest odgrywany teatr i udajecie Państwo, że nie wiecie o co tak naprawdę w tej sprawie chodzi” - powiedział podczas debaty w Parlamencie Europejskim europoseł Solidarnej Polski - Patryk Jaki.

Deputowany do PE zwrócił uwagę na istotę problemu. Otóż nie chodzi o samego Łukaszenkę, tylko to, co daje mu siłę - to jest jego protektor - to jest Putin i otóż tak się składa Szanowni Państwo, że Putin, którego zamiast osłabiać, to go wzmacniacie — podkreślił.

Wskazanie winnych

Patryk Jaki przypomniał o gazociągu Nord Stream 2, na którego budowę Putin ma przyzwolenie. Na tej sali jest pełno osób odpowiedzialnych za budowanie narzędzi politycznego szantażu Putinowi - takich jak Nord Stream 2 - albo odpowiedzialnych za zaangażowanie w ten projekt, albo odpowiedzialnych za bezczynność w tej sprawie. I za każdym razem, kiedy Państwo pomagacie Putinowi, on daje sygnał do Łukaszenki, że może postępować dalej - może dalej łamać prawa człowieka — zauważył europoseł Solidarnej Polski.

Jeżeli chcecie wreszcie pomóc, naprawdę pomóc Białorusi, to przestańcie wreszcie apelować do wszystkich, nie wiadomo tylko do kogo. Zaapelujcie wreszcie do siebie i zacznijcie w tej sprawie działać, bo najwyższy czas, żeby zrobić porządek i z panem Łukaszenką, i przestać pomagać Putinowi — zaapelował polityk.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/swiat/554227-jaki-w-pe-znow-jest-odgrywany-teatr-wzmacniacie-putina

Dr Mirosław Boruta Krakowski – polski socjolog, polityk i działacz społeczny, adiunkt na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Jest autorem kilkudziesięciu publikacji naukowych, w tym książek: „Wolni z wolnymi, równi z równymi. Polska i Polacy o niepodległości wschodnich sąsiadów Rzeczypospolitej” (Arcana, Kraków 2002); „Nazwisko: tożsamość i więzi rodzinne. Interdyscyplinarne konteksty socjologii rodziny” (Wydawnictwo Naukowe AP, Kraków 2008) oraz „Nazwisko jako fundament tożsamości poza Ojczyzną. Gruzińska gałąź Poniatowskich” (Wydawnictwo Naukowe UP, Kraków 2017).

MH: Od czego zaczęło się Pana zamiłowanie genealogią, czy historią rodziny?

Każdy z nas z pewnością zadaje sobie pytania: kim jestem, skąd pochodzę, co po mnie zostanie? Albo – co było kiedyś, a co będzie? Przecież nasi przodkowie – ci, którym zawdzięczamy życie – także mieli swoje biografie, historie i perypetie. Chcemy wiedzieć kim byli, jak żyli, co osiągnęli? Nasze nazwisko z całą pewnością umiejscawia nas w sieci tych pytań, mamy je „po kimś”, często zawdzięczamy je kilku a nawet kilkunastu pokoleniom.

Dla mnie głównym powodem było właśnie nazwisko odziedziczone po przodkach – Boruta. Nazwisko znaczące, wywołujące sympatyczne reakcje w nawiązaniu do bohatera polskich legend – diabła Boruty – postaci z twórczości Kazimierza Wóycickiego (1807-1879), pisarza i folklorysty.

Stąd też, już w czasach licealnych rozpocząłem poszukiwania źródeł historycznych, na szczęście po sąsiedzku była Biblioteka Jagiellońska… i tak to się zaczęło. Jeśli dodam, że wśród moich szkolnych kolegów byli Romek Rokita (z tej samej klasy!) i Maciek Szatan, a sklepik nieopodal prowadził p. Piekło…

MH: Napisał Pan książkę o nazwiskach, proszę nam uchylić o niej rąbka “tajemnicy” – informacji?

To spora praca, trzecia tak duża w Polsce pokazująca naukowo nazwisko jako fenomen kulturowy i społeczny, ale także i językowy, historyczny , genealogiczny, internetowy, prawny (zmiana nazwiska)… Takie, pisząc w skrócie, „wszystko o” a nawet więcej… Poprzednie to Jana Stanisława Bystronia „Nazwiska polskie” opublikowane we Lwowie jeszcze przed II wojną światową (pierwsze wydanie z 1927 roku i drugie, uzupełnione z roku 1936) oraz Zofii Kaletowej „Nazwisko w kulturze polskiej” (Warszawa 1998), moja książka nosi natomiast tytuł „Nazwisko – tożsamość i więzi rodzinne. Interdyscyplinarne konteksty socjologii rodziny” (Kraków 2008).

Mam nadzieję, a każdy autor taką nadzieją żyje, że jest to książka pomocna dla tych, którzy chcą o sobie i swoich korzeniach wiedzieć więcej. Wiedza czy nauka, a mówiąc ogólnie prawda to fundament naszej mocnej pozycji życiowej. Kto wie na pewno – ten się nie boi, że jakieś tajemnice, sekrety czy niepewności zrujnują mu życie lub pozycję społeczną. Nawet jeśli w naszych rodzinnych historiach, obok wydarzeń chwalebnych, były też prozaiczne lub wstydliwe, odkrycie ich i zmniejszenie obszaru niewiedzy jest wartością najważniejszą. Jak mówi przysłowie „kto ma korzenie ten ma i skrzydła”… Oczywiście całą opowieść, wszelkie opisane przez mnie aspekty konkretnego nazwiska, odniosłem do odziedziczonego po przodkach i tu wystarczy tylko – czytając „podstawić” swoje 😉 Ale książka zawiera też wiele uwag ogólnych, a także wyniki moich kilkuletnich badań nazwisk i ich roli w naszym życiu, życiu każdego z nas. Dopowiem, że moja książka jest wciąż aktualna. Zakładam bowiem, że całkowite zastąpienie naszych nazwisk numerami jeszcze nieco potrwa…

MH: A ile jest w Polsce nazwisk?

Jest ich około 450 tysięcy, dużo więcej niż słów używanych w języku polskim. Tak, to nie przesada. Jako autor artykułów i książek o polskich nazwiskach, a także jako genealog amator mogę na to pytanie odpowiedzieć, że czekam na „Encyklopedią Polskich Nazwisk”, której jeszcze – niestety – nie ma… Od nazwiska Aab do nazwiska Żyżyński. A jeśli dobrze pamiętam najstarszym, udokumentowanym polskim nazwiskiem jest Zaręba (Zaremba).

MH: Czy podlegają zmianie, a jeśli tak dlaczego?

Z całą pewnością podstawowym powodem jest zamążpójście i przyjęcie przez kobietę nazwiska mężczyzny, choć coraz częściej przy jednoczesnym pozostawieniu nazwiska panieńskiego, stąd właśnie nazwiska dwuczłonowe. Sam takie noszę, bo skoro dziewczynom wolno, to i chłopakom, nieprawdaż 😉

Innym ważnym powodem jest estetyzacja nazwiska, to dzisiaj przecież nasza wizytówka, nasze logo, musi być ładne… Choć oczywiście wciąż najbardziej decyduje tutaj nasze nastawienie i odbiór zewnętrzny, nie zawsze zresztą zgodne.

MH: Wiem, że pisze Pan wiele o odmienianiu nazwisk, właściwie to prowadzi Pan o to wojnę 😉

Tak, choć oczywiście jest to wojna symboliczna, wojna o językową poprawność. Język polski już tak ma, odmienia co tylko można i nigdy nie inaczej. A tu wokoło tyle przykładów językowego niedbalstwa i niczym nieusprawiedliwionego umysłowego lenistwa. I to wśród grup mających przekonanie o swoim elitarnych miejscu w społeczeństwie, wśród dziennikarzy, księży, sędziów… Drodzy moi, nie szerzcie mitu o nieodmienianiu nazwisk lub o tym, że ktoś sobie tego nie życzy. Mówiąc kolokwialnie, reguły języka to nie koncert życzeń. A p. prof. Irena Bajerowa napisała kiedyś niewielki artykuł… ale pod jakże znamiennym tytułem „Wstyd nie odmieniać nazwisk!” To dla mnie myśl przewodnia.

MH: Czy cudzoziemcy przybywający do Polski zmieniają nazwiska?

To bardzo naturalny proces, choć oczywiście powinien być dobrowolny. Zrobiło tak wielu cudzoziemców, którzy stali się (lub ich potomkowie) Polakami, ale także i miliony Polaków, którzy wyjechali za granicę. Nazwisko, jak wiele cech i zjawisk, podlega bardzo silnemu procesowi koniecznej funkcjonalności.

Serdeczne podziękowania od MyHeritage za udzielenie nam wywiadu!

Za: https://blog.myheritage.pl/goscinny-post/artykul-ekspercki-ciekawostki-o-polskich-nazwiskach

Do ostrej dyskusji doszło w programie „Strefa starcia” na antenie TVP Info między posłem Lewicy Maciejem Gdulą a europosłem Solidarnej Polski, byłym wiceministrem sprawiedliwości, Patrykiem Jakim. Poszło o Nord Stream 2.

Gdula zarzucił Patrykowi Jakiemu, że reprezentowany przez europosła obóz polityczny sympatyzuje z Viktorem Orbanem, którego poseł Lewicy nazwał „putinowskim koniem trojańskim”. Riposta byłego wiceszefa MS była ostra.

Kto jest „putinowskim koniem trojańskim”?

Nagranie wspomnianej dyskusji Patryk Jaki zamieścił na swoim profilu na Twitterze.

Poseł Lewicy wygłosił tyradę NS2 i współpracy z „putinowskimi” Węgrami. Zadałem proste pytanie: Kto buduje #NordStream2? — napisał europoseł.

Dlaczego w polityce zagranicznej współpracujecie z Węgrami, które są „putinowskim koniem trojańskim” w Unii Europejskiej. Oni nie mają problemów w kupowaniu gazu, nie mają problemów we współpracy z Putinem, zapraszają Putina, fotografują się z nim — pytał Gdula. Jeżeli chcecie Niemców krytykować, a z drugiej strony współpracujecie z putinowskim Orbanem, to nie jest to po prostu wiarygodne, musicie się liczyć z krytyką — podkreślił polityk Lewicy.

Panie Pośle, ja się bardzo cieszę, że potraficie bardzo dobrze mówić o Białorusi za granicą, ale chciałbym, żebyście wreszcie zaczęli dobrze mówić o Polsce za granicą. I o to toczy się spór, bo jesteście posłami z Polski — odpowiedział Patryk Jaki (fot. Wikipedia). Po drugie, kto buduje Nord Stream 2? Które państwo buduje Nord Stream 2? Ja panu powiem - Niemcy. W związku z powyższym, opowiadanie o tym, że Orban w kontekście NS2 jest najbardziej proputinowskim… — mówił europoseł Solidarnej Polski.

A nie jest proputinowski? — przerwał Maciej Gdula.

To znaczy ja powiem tak: najbardziej proputinowskie, jeżeli chodzi o projekt geostrategiczny, jakim jest NS2, który - jeśli zostanie ukończony, to ogromną część państw Europy Wschodniej, szczególnie Ukrainę, będzie można szantażować politycznie - odpowiedzialni są na to Niemcy — podkreślił były wiceminister sprawiedliwości. To Niemcy z Putinem budują ten gazociąg. Najbardziej proputinowską partią nie w sensie mówienia, tylko w sensie działania, jest niemieckie CDU/CSU. I takie są niestety fakty — dodał.

„Kłamiecie na temat Polski”

W dalszym ciągu dyskusja polityków nie zwolniła tempa. Były sekretarz stanu w MS zwrócił uwagę, że obóz rządzący nie ma nic przeciwko krytyce, nie zgadza się natomiast na kłamstwa na temat Polski opowiadane przez polityków PO i Lewicy w Parlamencie Europejskim.

Tu nie chodzi o to, żeby państwo nas nie krytykowali. Jak widzicie, nawet wewnątrz własnego obozu politycznego, potrafimy poważnie wzajemnie się krytykować, bo to jest państwotwórcze. W poważnym państwie powinno się rozmawiać poważnie, nawet pokłócić się czasem o ważne sprawy, które dotyczą rozwoju Polski — zauważył Patryk Jaki.

Ale tutaj chodzi o coś innego. O to, że państwo wyjeżdżacie za granicę i kłamiecie na temat Polski. Przecież ja was złapałem za rękę, jak pana kolega [Robert Biedroń - red.] opowiadał w PE, że w Polsce są miejsca, restauracje, kluby, gdzie osoby LGBT nie mogą wchodzić. Przecież to jest nieprawda — podkreślił polityk.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/553013-ostra-dyskusja-jakiego-i-gduli-o-nord-stream-2

Radio Maryja

Trwają polityczne łowy Szymona Hołowni w Sejmie. Lider Polski 2050 próbuje za wszelką cenę stworzyć swój klub parlamentarny. Nowy szyld przyciąga głównie parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej, którzy obawiają się, że jej dni są już policzone.

Na polskiej scenie politycznej nie od dziś pojawiają się transfery polityczne. Obecnie głównym kierunkiem migracji jest ugrupowanie Polska 2050. – My w Polsce 2050 chcemy iść w poprzek podziałów konstruujących starą scenę polityczną. Chcemy zupełnie inaczej myśleć również o stronie opozycyjnej – powiedział lider klubu Polska 2050. Szymon Hołowania ma już w Sejmie koło poselskie. Wczoraj dołączył do niego prof. Wojciech Maksymowicz, który niedawno rozstał się ze Zjednoczoną Prawicą. Polsce 2050 brakuje wciąż dziewięciu posłów, aby powołać klub i zyskać większe przywileje w Sejmie. Nie wykluczone, że w realizacji tego planu pomogą Szymonowi Hołowni posłowie uciekający z tonącej Platformy Obywatelskiej.

– Mamy w tej chwili duże ruchy, jeżeli chodzi o przechodzenie posłów. Ubywa posłów Koalicji Obywatelskiej, którzy zasilają formację pana Szymona Hołowni. Mamy taki okres przedwyborczy, chociaż do wyborów jest jeszcze daleko, to zauważamy już profilowanie koalicji – ocenił Andrzej Szlachta, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Transfer do nowej partii może być szansą dla posła na poprawę swojej pozycji w kolejnych wyborach – mówił Mariusz Sieraczkiewicz, specjalista ds. mediów. Rodzą się jednak wątpliwości o uczciwość takiego polityka wobec swoich wyborców. – Na pewno jest to nie fair w stosunku do wyborcy, bo wyborcy w przypadku wyborów parlamentarnych głosują na nazwisko, ale to nazwisko przede wszystkim utożsamiają z partią – wyjaśnił Mariusz Sieraczkiewicz.

Ruch Szymona Hołowni zyskuje w sondażach. Przegonił już Platformą Obywatelską i pretenduje do bycia największą partią opozycyjną. Poszukiwanie alternatywy do istniejących formacji jest naturalnym zachowaniem wyborców – przypomniał socjolog, dr Mirosław Boruta Krakowski. – Znamy dotychczasowy skład sceny politycznej. Wiemy, czym te partie polityczne są i szukamy niszy, która może dać nam przyszłość i ta nisza, co ciekawe, nie jest jeszcze ubrudzona władzą – poinformował dr Mirosław Boruta Krakowski.

Tymczasem w Ruchu Szymona Hołowni są członkowie poprzednich rządów. Joanna Mucha była ministrem w gabinecie Donalda Tuska, a Wojciech Maksymowicz był członkiem gabinetów Jerzego Buzka i Mateusza Morawieckiego. Szymon Hołownia próbuje połączyć wodę z ogniem – przyznał Krzysztof Paszyk, poseł PSL. – Będzie to wymagało połączenia lewicowych poglądów Joanny Muchy i praktykującego katolika Szymona Hołowni, co z tej mieszanki wyjdzie, zobaczymy – powiedział Krzysztof Paszyk.

Ruch Szymona Hołowni próbuje zaistnieć na politycznej scenie podobnie tak, jak Ruch Palikota czy Nowoczesna. Ugrupowanie Ryszarda Petru, które miało być alternatywą dla Platformy Ostatecznie, zostało przez nią wchłonięte. Z kolei Janusz Palikot cały czas wspierał rząd PO-PSL. – Moim zdaniem Szymon Hołownia przyciąga nowością. Nie ma sprecyzowanych poglądów. Raczej przyciąga tym, że ich nie ma – ocenił socjolog.

Szymon Hołownia regularnie zgłasza nowe propozycje, aby przekonać do siebie Polaków. Niektóre jednak nie brzmią zbyt poważnie. – Każdy będzie miał lekarza odpowiedzialnego, w którego interesie będzie dzwonić do was i sprawdzać, czy jesteście zdrowi, a nie, że wy będziecie dzwonić i opowiadać mu, że jesteście chorzy – mówił Lider koła Polska 2050.

Marcin Kierwiński z Platformy Obywatelskiej nie obawia się Ruchu Polska 2050. – Z nowością jest tak, że ona przemija. Dane ugrupowanie jest nowe, a później przestaje być nowe. Jeśli to byłby jedyny mechanizm spajający u pana Szymona Hołowni, to znaczy, że ten efekt nowości minie – wyjaśnił Marcin Kierwiński, poseł Platformy Obywatelskiej.

Nowej siły nie bagatelizuje prezes partii rządzącej. Jarosław Kaczyński mówił wprost: To próba kolejnej przebieranki środowisk, których wspólnym mianownikiem jest nienawiść do Prawa i Sprawiedliwości, a wcześniej do Porozumienia Centrum. „To przecież kolejny z ośrodków utworzony przez realnych mocodawców stojących na drugim czy trzecim planie. Podejmują takie działania zawsze, gdy dochodzą do wniosku, że dotychczasowy system jest zagrożony, a ci, którzy go dotychczas bronili na poziomie politycznym, słabną” – wskazał Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości.

W ostatnich sondażach poparcie dla Platformy Obywatelskiej deklaruje 16 proc. badanych. Ruch Szymonowa Hołowni może liczyć nawet na 23 proc. Wszystko zweryfikują jednak wybory, które zgodnie z planem powinny się odbyć w 2023 roku.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/lider-polski-2050-probuje-za-wszelka-cene-stworzyc-swoj-klub-parlamentarny

Elżbieta Hiszczyńska-Sawicka

Mam przyjemność poinformować Państwa, że 16 maja 2021 roku Stowarzyszenie Polaków w Christchurch oraz członkowie Stowarzyszenia Polskich Kombatantów (SPK) na Wyspie Południowej zorganizowali kolejną już edycję Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych -Tropem Wilczym, w której wzięło udział blisko 70 osob.

Honorowy patronat nad naszym Biegiem objęła Ambasada RP w Nowej Zelandii. Dodam tylko, że jest to najbardziej oddalony od Polski Bieg Tropem Wilczym. W tym roku odbył się on w szczegolnosci dla upamiętnienia siostry szarytki - Izabelli Łuszczkiewicz oraz Członków Rodzin Dzieci z Pahiatua, którzy nie przeżyli deportacji na Syberię.

Tutaj znajdą Państwo zdjęcia z biegu i okolicznościowych uroczystości:
https://photos.app.goo.gl/vWMyHGyrG4GKyd1KA

Po naszym Biegu - tworząc na plaży napis: PILECKI 120, włączyliśmy się także w tegoroczne obchody Dni z Rotmistrzem Witoldem Pileckim.

Wkraczanie organów UE coraz głębiej w obszar kompetencji polskich władz trąci duchem kolonialnym i jest nie do przyjęcia – uważa Zbigniew Ziobro.

Szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro odniósł się do decyzji TSUE ws. kopalni Turów. Według ministra, "Unia Europejska realizuje ideologiczną agendę pakietu klimatyczno-energetycznego, nie patrząc na ogromne koszty, jakie polskie społeczeństwo musi ponieść w związku z tym".

– Obciążanie w tej chwili Polaków kosztami idącymi w miliardy złotych na podstawie nieprzemyślanej decyzji TSUE pokazuje, że unijny trybunał uderza nie tylko w nasze podstawowe interesy gospodarcze, ale też w suwerenność energetyczną, bo suwerenność to też kwestia naszego bezpieczeństwa w obszarze energetycznym – podkreślił Zbigniew Ziobro.

TSUE nakazuje Polsce wstrzymanie wydobycia węgla w kopalni Turów

W piątek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przychylił się do wniosku czeskich władz i nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów, do czasu rozstrzygnięcia sprawy.

"Polska zostaje zobowiązana do natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Podnoszone przez Czechy zarzuty dotyczące stanu faktycznego i prawnego uzasadniają zarządzenie wnioskowanych środków tymczasowych" – czytamy w postanowieniu wydanym przez wiceprezes Trybunału.

Zdecydowana odpowiedź premiera

Oświadczenie w tej sprawie wydał już premier Mateusz Morawiecki. W ocenie szefa rządu,dzisiejsza decyzja TSUE jest "bezprecedensowa i sprzeczna z podstawowymi zasadami funkcjonowania UE", a "podjęte działania są nieproporcjonalne".

"Decydowanie w ramach tzw. środków tymczasowych o natychmiastowym zamknięciu niezwykle skomplikowanego mechanizmu energetycznego jest w istocie próbą rozstrzygnięcia sporu. Trzeba wyraźnie podkreślić, że na ten moment TSUE nie rozstrzygnęło zasadniczego sporu. Dzisiejsza decyzja ingeruje jednak w sposób nieodwracalny w jego istotę" – dodał szef rządu. Morawiecki zapowiedział, że polski rząd nie podejmie żadnych działań, które mogłyby godzić w bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/185672/ziobro-o-decyzji-tsue-ws-kopalni-traci-duchem-kolonialnym.html

Radio Maryja

Opozycja wspólnie ze sprzyjającymi jej mediami podważa konieczność szerokiej ochrony wicepremiera i prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Pojawiają się sugestie, że zaangażowanie do niej służ państwowych jest zbędne...

Dom Jarosława Kaczyńskiego jest regularnie celem różnego rodzaju prowokacji i ataków (...) Przez kilka miesięcy regularnie miejsce zamieszkania lidera Prawa i Sprawiedliwości było blokowane przez uczestników proaborcyjnych protestów... Od lat są formułowane groźby pod adresem Jarosława Kaczyńskiego. W październiku 2010 roku do łódzkiego biura Prawa i Sprawiedliwości wtargnął Ryszard Cyba, który zamordował Marka Rosiaka. Przestępca po zatrzymaniu przyznał, że chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego.

"Jeżeli to co się dzieje jest problemem dla opozycji i dla mediów związanych z opozycją to jest to ich problem. Natomiast z punktu widzenia państwa polskiego jest to absolutnie prawidłowa i konieczna działalność" wskazuje doktor Mirosław Boruta Krakowski.

Oskarżenia o nadmierną ochronę Jarosława Kaczyńskiego to nie tylko absurd, ale powtórka z historii, mówi marszałek Antoni Macierewicz: "Pamiętamy jak to było dziesięć, jedenaście, dwanaście lat temu, jak atakowano pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jak wzbudzano nienawiść, jak podważano właśnie kwestie jego bezpieczeństwa"...

Fragmenty tekstu i zrzuty ekranowe za: https://www.facebook.com/154433351246841/videos/207476164339068

Małgorzata Janiec

Od 20 lat na krakowskim Placu Inwalidów wmurowany jest kamień węgielny pomnika „Tym, co stawiali opór komunizmowi w latach 1944-1956". Sam monument przez te wszystkie lata nie powstał, wyparły go też z planów inne wizje dla tego miejsca. Środowiska patriotyczne mówią o torpedowaniu budowy tego pomnika. Nie zamierzają odpuścić. Związek Konfederatów Polski Niepodległej wystąpił teraz do wojewody z wnioskiem o wybudowanie monumentu, a wcześniej - nacjonalizację terenu, na którym miałby stanąć.

Związek Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89 przypomina w swoim wniosku wysłanym do wojewody małopolskiego, że od lat organizacje patriotyczne, w tym kombatanckie, dopominają się o budowę tego pomnika Żołnierzy Niezłomnych. Jego projekt został zaakceptowany przez władze Krakowa z końcem 1999 r., a kamień węgielny wmurowany uroczyście 20 września 2001 roku. "Ten pomnik ma upamiętniać tych, którzy walczyli z rządem komunistycznych zdrajców zainstalowanym w Polsce przez Sowietów. I w tej walce przelewali krew, ginęli, a schwytani byli torturowani i mordowani w katowniach UB lub na podstawie wyroków sądów krzywoprzysiężnych. Oni wszyscy w Niepodległej Polsce muszą być uhonorowani" - przekonują działacze w piśmie do wojewody, którego kopia trafiła też do prezydenta Krakowa.

Pomnik dawno już został zaprojektowany i uzyskał wymagane zgody (już wygasły), autorem projektu jest artysta rzeźbiarz Edward Krzak. Są makiety monumentu. Na 6,5-metrowej wysokości cokole z granitu miał być umieszczony żeliwny odlew - orzeł z rozpostartymi skrzydłami, wznoszący się do lotu - symbol dobra i zwycięstwa - trzymający w szponach węża, czyli symbol zła. Na cokole przewidziano m.in. znak Polski Walczącej.

"Przyrzeczenie przez władze miasta Krakowa wybudowania pomnika nigdy nie zostało zrealizowane, bo wkrótce prezydentem został wieloletni członek komunistycznej partii rządzący do dziś przy wsparciu części radnych nastawionych wrogo do symboli patriotycznych, albo słabo zorientowanych w historii Polski. Nasze kilkunastoletnie Apele do sumień prezydenta miasta Krakowa i radnych zostały odrzucone" - pisze we wniosku Związek Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89. I kwituje, że w tej sytuacji niezbędne jest zastąpienie samorządu Krakowa przez Państwo Polskie.

Autorzy wniosku o nacjonalizację terenu placu, na którym miałby stanąć pomnik, wskazują, że "w ostatnich latach mamy przynajmniej dwa precedensy, kiedy w obliczu antypolskich posunięć władz samorządowych władze państwowe musiały się posuwać do takich reakcji". Jeden przypadek dotyczy postawienia Pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej na placu Piłsudskiego w 2018 roku. Z kolei w 2019 r. władze państwowe przy pomocy specustawy przejęły część gruntów na Westerplatte, aby wybudować tam Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 roku. Przyjęta przez Sejm ustawa zakładała wywłaszczenie miasta Gdańska z terenu Westerplatte za odszkodowaniem. Jak podkreślają działacze ZKPN, zrobiono to, "bo samorząd Gdańska przez kilkadziesiąt lat całkowicie zaniedbał miejsce, gdzie ginęli żołnierze broniąc Polski przed niemieckim najeźdźcą".

Biuro prasowe wojewody na razie odpowiada, że wniosek w sprawie wybudowania pomnika na placu Inwalidów po uprzedniej nacjonalizacji niezbędnego terenu wpłynął do urzędu i służby wojewody go analizują.

Pomnika „Tym co stawiali opór komunizmowi w latach 1944-1956", o jaki zabiegały środowiska patriotyczne, nie ma w planach miasta. W 2007 r. radni zdecydowali, że zamiast niego stanie na pl. Inwalidów pomnik Orła Białego. Miał upamiętniać nie tylko walczących z komunizmem po II wojnie, lecz wszystkich walczących o wolność Polski w latach 1939-1989. Powstała też koncepcja zagospodarowania placu, z pomnikiem Orła Białego, jak też parkingiem podziemnym. Zaktualizowany projekt został przedstawiony kilka lat temu. Ta wersja zakładała pojawienie się strzelistego pomnika, jak wrota stodoły lub samotny biały żagiel, ale też obniżenie placu i wprowadzenie w związku z tym ok. 30-metrowej długości muru oporowego - który ma przyjąć funkcję Muru Pamięci. Wywołało to protesty, podobnie jak przewidziane usunięcie kilku drzew z tamtejszego zieleńca. Po całej batalii w tej sprawie dziś obowiązuje wersja przebudowy z dębem zamiast pomnika, ale także nadal z Murem Pamięci. Pozwolenie na budowę jest ważne jeszcze w tym roku.

- Jeszcze nie wygasło, ale w tym momencie nie mamy takiego zadania w budżecie i na razie się nim nie zajmujemy - mówi nam Michał Pyclik z Zarządu Dróg Miasta Krakowa. Środowiska patriotyczne podkreślają, że Plac Inwalidów to miejsce, nieopodal którego była siedziba Gestapo i przy którym funkcjonowało więzienie UB. - Nie ma woli, żeby ustawić pomnik w tym miejscu, uświęconym krwią żołnierzy AK, żołnierzy walczących o niepodległość z oboma okupantami, a także z trzecim - z komunizmem - kwituje gorzko całą sprawę Małgorzata Janiec, członek Społecznego Komitetu Budowy Pomnika "Tym, co stawiali opór komunizmowi w latach 1944-1956". Pytana o wniosek, który w sprawie pomnika teraz trafił do wojewody, podkreśla, że w tym roku we wrześniu minie 20 lat od momentu wmurowania kamienia węgielnego. - Jestem przekonana, że należy tę sprawę ruszyć, bo to jest historia naszej ojczyzny. Nie pamiętam, aby o inne pomniki postawione w niezbyt odległej przeszłości pytano o zdanie mieszkańców! - mówi.

Również zapytany o apel do wojewody dr Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, przypomina, że od dawna popiera ono tę koncepcję. - Nie chcę używać słowa "nacjonalizacja", bo bardzo źle się kojarzy, nacjonalizację - wiadomo - komuniści przeprowadzali po '45 roku. Chodzi o przejęcie przez Skarb Państwa od miasta kawałka czy całego placu Inwalidów, może na zasadzie wymiany działek - zaznacza Bukowski. Zmieniające się przez lata pomysły dla placu określa jako próbę storpedowania budowy tego pomnika. - Jestem już przeciwko budowaniu pomników w Krakowie, bo mamy już w zasadzie wszystkich uczczonych, którzy na to zasługują. Tylko jeszcze dwa pomniki zostały: Armii Krajowej i Tym, co stawiali opór komunizmowi. I gwarantuję, że środowiska patriotyczne Krakowa już nie będą wnioskowały o żaden inny pomnik - zapewnia dr Bukowski.

Krakowski magistrat poproszony o komentarz do wniosku o wybudowanie monumentu i nacjonalizację terenu pod niego. Kierownik biura prasowego urzędu Dariusz Nowak odpowiada: - Zwracamy uwagę na fakt, że jest jakaś ironia losu w tym, że ci, którzy chcą upamiętnić stawiających opór komunizmowi, sami chcą na siłę realizować to przedsięwzięcie stosując metody z tamtych czasów. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że pomników, które mają być naszą wspólną pamięcią historyczną, nie można stawiać na siłę, ponieważ mają jednoczyć, a nie dzielić. - Zważywszy na to, że jednak zdecydowana większość (?) krakowian była przeciwna budowie pomnika, nie sądzimy, by wojewoda podjął decyzję o nacjonalizacji – dodaje Dariusz Nowak. Plac Inwalidów według koncepcji miasta ma stać się w efekcie przebudowy przedłużeniem parku Krakowskiego. Na zdjęciu powyżej nowa wizualizacja Placu Inwalidów - kamień węgielny pod drzewem. Ironia losu czy też chichot historii w wydaniu miejskich urzędników.

Maria Krakowska, Mirosław Boruta Krakowski

16 maja br. dowiedzieliśmy się o śmierci Naszego Przyjaciela, posła Prawa i Sprawiedliwości na Sejm RP - Jerzego Wilka z Elbląga, wielkiego orędownika przekopu Mierzei Wiślanej, znakomitego rozmówcy, ciepłego człowieka, który (a to wcale nie tak częste) nie unikał ludzi i nie odmawiał im pomocy.

Poniżej publikujemy archiwalny artykuł ze stron "Krakowa Niezależnego", datowany na 13 października 2018 roku. Mamy nadzieję, że budowniczowie "przekopu polskiej, morskiej niepodległości" nie zapomną o Pośle Jerzym Wilku. Żegnaj Przyjacielu... Wieczne odpoczywanie racz Ci dać, Panie... 

Jak podaje Wikipedia, Cieśnina Piławska leży pomiędzy dwiema częściami Mierzei Wiślanej i łączy Zalew Wiślany z wodami Morza Bałtyckiego. Nazwa cieśniny pochodzi od historycznej, polskiej nazwy miasta położonego nad jej brzegami – Piławy. Dzisiaj Piława to Bałtyjsk, miasto i port morski w... Rosji, w obwodzie królewieckim. Ale i ośrodek życia polskiego, a mieszkający tu Polacy przybyli w przeważającej mierze z okolic Grodna.

zalewwislanyzsatelityPo II wojnie światowej strona rosyjska "zezwoliła na żeglugę polskich statków handlowych do Elbląga w czasie pokoju". W praktyce jednakże nie było to respektowane, w związku z militaryzacją obwodu królewieckiego, a strona polska (wówczas komunistyczna przecież) nie domagała się realizowania prawa do żeglugi (fot. zdjęcie satelitarne Zalewu Wiślanego i Cieśniny Pilawskiej). Dopiero od 1991 roku podjęto negocjacje z Federacją Rosyjską, po których żegluga stała się możliwa, aczkolwiek bywała ona zawieszana z różnych powodów, a po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku Rosjanie stanęli na stanowisku, że protokół z 1945 roku wygasł (chociaż był zawarty bezterminowo). W toczących się kilkanaście lat negocjacjach dotyczących zawarcia nowej umowy regulującej żeglugę w Cieśninie Piławskiej Polska proponowała dotychczas zapewnienie żeglugi niektórym kategoriom statków niezależnie od bandery. Federacja Rosyjska natomiast godziła się na żeglugę tylko statków polskich...

kanalzeglugowyNa szczęście dzisiaj to już (prawie) historia. Niebawem, dzięki kanałowi - o długości 1,3 km - wykopanemu poprzez polską część Mierzei Wiślanej (il. za Wikipedią) statki będą mogły wpływać i wypływać z Elbląga bez obcej ingerencji. Odzyskujemy suwerenność na kolejnym, nie tylko prestiżowym, ale i ekonomicznym polu.

Rozpoczęcie inwestycji nastąpiło 16 października 2018 roku, oddanie jej do użytku planowane jest na rok 2022. To wielka chwila dla Polski i regionu.

dobrypoczatekWczoraj, w uroczystości symbolicznego wbicia łopaty pod budowę kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną, łączącego Zatoką Gdańską z Zalewem Wiślanym i rozpoczęcia największej polskiej inwestycji morskiej, pozwalającej na połączenie portu w Elblągu z Bałtykiem udział wzięli: prezes Prawa i Sprawiedliwości, premier Jarosław Kaczyński, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk oraz kandydat na prezydenta Elbląga, poseł Jerzy Wilk (fot. TV Trwam, YouTube).

jerzywilkKandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Elbląga, Jerzy Wilk powiedział m.in: "wreszcie będziemy mieli dostęp do morza i do wszystkich portów Bałtyku...

Dodał, że na inwestycji skorzystają wszystkie gminy położone nad Zalewem Wiślanym - Tolkmicko, Frombork, Braniewo, Stegna, Sztutowo, Krynica Morska. Gdy kanał na Mierzei Wiślanej powstanie, wszystkie te porty morskie będą miały szanse na rozwój gospodarczy, turystyczny, a także na wzrost poczucia bezpieczeństwa. Dzięki budowie tego kanału żeglugowego powstanie 2,5 tys. miejsc pracy. Najpierw przy budowie, potem przy obsłudze i przy wszystkich działaniach związanych z rozwojem portu w Elblągu i tych portów rybackich, również jachtowych położonych nad Zalewem Wiślanym (fot. https://www.facebook.com/jerzy3wilk).

To wielka chwila dla Polski, krok w dobrym kierunku, ku budowaniu silnego państwa... bo, jak mówił śp. prezydent Lech Kaczyński: "warto być Polakiem; warto by naród polski i jego państwo – Rzeczpospolita – trwały w Europie".

W dniach 26-27 maja 2021 roku (środa-czwartek) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda z Małżonką złożą wizytę w Gruzji.

W programie prasowym wizyty odnajdujemy m.in.:

Środa, 26 maja / Tbilisi
- Ceremonia złożenia wieńca przez Prezydenta RP i Małżonkę przed pomnikiem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Czwartek, 27 maja / Tbilisi
- Prezentacja odkryć polskich archeologów dokonanych na terytorium Gruzji (Pałac Orbeliani).
- Ceremonia wręczenia odznaczeń państwowych przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę (Ambasada RP w Tbilisi).

W dniach 24-25 maja 2021 roku (poniedziałek-wtorek) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda z Małżonką złożą wizytę państwową w Republice Turcji.
W programie prasowym wizyty odnajdujemy m.in.:

Poniedziałek, 24 maja / Ankara
- Udział Prezydenta RP w prezentacji Archiwum i Biblioteki Sokolnickiego (Ambasada RP w Ankarze, Salon Muzyczny).

Wtorek, 25 maja / Stambuł
- Wizyta Prezydenta RP Andrzeja Dudy na Cmentarzu Feriköy (na cmentarzu tym spoczywa m.in. Leon Walerian Ostroróg (1867-1932) uczony, prawnik, doradca rządu osmańskiego, pisarz i tłumacz, który odegrał ogromną rolę w przekształceniu Turcji w nowoczesne państwo - dop. Redakcji KN).

Wtorek, 25 maja / Polonezköy (dawniej Adampol - dop. Redakcji KN)
- Wizyta Prezydenta RP i Małżonki na Polskim Cmentarzu Katolickim.
- Wizyta Pary Prezydenckiej w Kościele pw. Matki Boskiej Częstochowskiej.
- Wizyta Pary Prezydenckiej w „Domku Pamięci Cioci Zosi”.
- Spotkanie Prezydenta RP i Małżonki z przedstawicielami mieszkających tam (fot. Wikipedia) Polaków i ich potomków, połączone z wręczeniem odznaczeń państwowych.

Wtorek, 25 maja / Incirlik
- Udział Prezydenta RP Andrzeja Dudy i Małżonki w Uroczystym Apelu z okazji wizyty Pary Prezydenckiej oraz oficjalnego podniesienia flagi państwowej w Polskim Kontyngencie Wojskowym - Baza wojskowa w Incirlik.

Projekty dot. reformy wymiaru sprawiedliwości przechodziły całą ścieżkę legislacyjną w ramach prac rządowych i ostatecznie stały się projektami rządowymi popieranymi przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, przedstawianymi przez premiera - mówił we wtorek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Reforma wymiaru sprawiedliwości nie powiodła się w takim zakresie w jaki oczekiwaliśmy — powiedział we wtorek wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS Ryszard Terlecki. To nie jest oczywiście wina rządu, tylko wina rozmaitych okoliczności, w tym także, niestety, słabo przygotowanych ustaw ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości — zaznaczył polityk.

Zmiana stanowiska ws. ustaw sądowych?

Do tej opinii odniósł się we wtorek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

O ile wiem, to te projekty, które powstawały w ministerstwie sprawiedliwości, przechodziły całą ścieżkę legislacyjną w ramach prac rządowych i ostatecznie stały się projektami rządowymi popieranymi przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, przedstawianymi przez premiera — przypomniał minister sprawiedliwości. Jak dodał, były one przyjęte przez radę ministrów jako bardzo dobre projekty. Więc, w tym sensie, to jest zmiana stanowiska wobec projektów rządowych przygotowanych i ostatecznie przedłożonych przez Radę Ministrów, po wielomiesięcznych pracach nad tymi wspólnymi projektami — dodał.

Zbigniew Ziobro nie podziela stanowiska Terleckiego

W tym kontekście minister podkreślił, że nie może podzielić poglądu marszałka Terleckiego. Również dlatego że organa europejskie, jak i środowiska sędziowskie, które kwestionują tę reformę, nie kwestionują spraw legislacyjnych, tylko kwestionują sprawy zasadnicze, jeśli chodzi o kierunek zmian proponowanych w tych projektach — powiedział. I z tego powodu ta reforma została zatrzymana — zaznaczył. Zwrócił także uwagę, że MS przygotowało cztery projekty ustaw, a dwa z nich zostały zewetowane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Jak przypomniał, chodzi o ustawę o SN i KRS. Następnie pan prezydent przedłożył swoje własne propozycje ustaw w tym zakresie, czyli ustawę o SN i ustawę o KRS-ie, które zostały przez Sejm uchwalone — dodał.

Zbigniew Ziobro zaznaczył jednocześnie, że te projekty również są kontestowane i oprotestowywane przez UE, mimo że nie są autorstwa MS. Bo tu nie chodzi o autorstwo, tu chodzi o kierunek zmian w wymiarze sprawiedliwości — ocenił. Dzisiaj spór toczy się o te projekty autorstwa biura legislacyjnego kancelarii prezydenta, którym - moim zdaniem - nie można zarzucić żadnych ułomności i słabości, jeśli chodzi o stronę legislacyjną — mówił.

Spór idzie o kierunek zmian i dziwię się, że pan marszałek tego nie zauważa — podkreślił. Jak mówił, MS przygotowało cały kompleks kolejnych projektów ustaw, które „od dobrych kilku lat zalegają w szufladach i kurz na nie opada”, ale po uruchomieniu przez premiera Mateusza Morawieckiego negocjacji z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej, Fransem Timmermansem i próbą porozumienia się w związku z uruchomieniem wobec Polski art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, „zapadła decyzja polityczna, aby nie kontynuować pełnej reformy, tylko zaczekać na wyniki tych negocjacji”. Zakończyły się one fiaskiem — podkreślił Zbigniew Ziobro.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/550517-slabe-ustawy-dot-sadow-ziobro-odpowiada-terleckiemu

Marek Gizmajer

Naród bez pamięci traci tożsamość, bez bohaterów wzorce. To dlatego filarem historycznej propagandy PRL było wypaczanie pamięci o wielkich Polakach XX-lecia, Polskim Państwie Podziemnym czy powstaniu antykomunistycznym lat 50-tych. Kłamstwa o nich wpajano dwóm pokoleniom tak skutecznie, że do dziś wiele osób, nawet wykształconych i dobrej woli, bezwiednie powiela komunistyczną propagandę.

Józef Piłsudski to jeden z najbardziej jaskrawych przykładów. Przez pół wieku oczerniany i wyśmiewany, prawdziwie opisywany tylko na Zachodzie i w drugim obiegu, dopiero po 1989 roku zaczął odzyskiwać należne miejsce w historii. Wydarzenia, w których uczestniczył w maju 1926 roku, przez kilkadziesiąt lat przezywano przewrotem albo zamachem stanu i porównywano z puczami faszystowskimi, w najlepszym razie dyktaturą. Prawdę opisał przede wszystkim prof. Władysław Jędrzejewicz, dyrektor nowojorskiego Instytutu Piłsudskiego i autor 4-tomowego „Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego”, które w Polsce ukazało się dopiero w 2004 roku (fot. Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz).

W latach 20-tych Polska boleśnie odczuwała skutki rozbiorów, Wielkiej Wojny i światowego kryzysu, potęgowane przez wrogość sąsiadów. W 1922 roku zwolennik Narodowej Demokracji zamordował prezydenta Narutowicza, zaś Niemcy i Rosja podpisały w Rapallo układ o współpracy militarnej (fot. Niemiecko-rosyjski układ w Rapallo), która ostatecznie umożliwiła im rozpętanie II wojny światowej. Rok później w Locarno mocarstwa europejskie zawarły traktat gwarantujący nienaruszalność ich granic, ale nie Polski. W tym samym czasie prezydent Wojciechowski sprzeciwiał się wzmacnianiu wojska zgodnie z dewizą „Francja nas obroni”, w Sejmie dominowały walki partyjne, rządy zmieniały się często, wybuchały afery, działała sowiecka agentura, panowało bezrobocie i dochodziło do krwawych rozruchów. W 1926 roku inflacja osiągnęła 50%. Polska słabła i pogrążała się w chaosie.

10 maja 1926 do władzy ponownie doszły ugrupowania odpowiedzialne za destabilizację kraju i śmierć Narutowicza. Politycy związani z endecją zwalczali i prowokowali Piłsudskiego. 11 maja skonfiskowali gazetę, której udzielił wywiadu. W Warszawie doszło do manifestacji w jego obronie. Ostatecznie zachęcany przez środowiska niepodległościowe i legionowe postanowił porozmawiać z prezydentem aby wesprzeć go opanowaniu kryzysu państwa. 12 maja rano wyjechał z Sulejówka do stolicy na spotkanie. Na rozkaz gen. Orlicz-Dreszera towarzyszyło mu 380 ułanów z 7 pułku aby zamanifestować poparcie wojska i wzmocnić siłę nacisku na rząd.

Jak ustalił prof. Włodzimierz Suleja z IPN we Wrocławiu, w dokumentach i innych materiałach źródłowych nie ma żadnych śladów organizowania zamachu przez Marszałka. Nie było żadnych jawnych ani tajnych planów, porozumień czy rozkazów. Nie było zamachowców. Wyjazd Piłsudskiego na rozmowy był jawny i czysto demonstracyjny. Jego działania były pozbawione elementu zaskoczenia, a nawet improwizowane. Towarzysząca mu ułańska eskorta nie była przygotowana do działań militarnych. Kawaleria w ogóle nie nadaje się do walk miejskich (fot. Ul. Marszałkowska przy Pl. Zbawiciela). Aleksandra Piłsudska wspominała, że mąż miał wrócić do domu na obiad po zakończeniu rozmów.

Jednak rząd, politycy i skupieni wokół nich wojskowi postanowili wykorzystać okazję do rozprawy z Marszałkiem i w pośpiechu wysłali do Warszawy oddziały bojowe. Z archiwaliów wynika, że gotowi byli użyć siły nawet bez rokowań. Pozostający pod ich wpływem prezydent w spotkaniu na moście Poniatowskiego ok. godz. 16:00 potraktował Piłsudskiego arogancko i odrzucił propozycję dialogu (fot. Na Moście Poniatowskiego 12 maja 1926 roku). Około godziny 18:00 strona rządowa otworzyła ogień. Pierwsze strzały oddał 30 pułk piechoty na Pl. Zamkowym.

Marszałek był zaskoczony, ale nie uległ presji. Zdając sobie sprawę z bezsensu bratobójczej walki kilka razy wzywał do zawieszenia broni. Jednak Wojciechowski uporczywie je odrzucał, zaś podlegający mu wojskowi nastawali na rozwiązanie siłowe, a nawet wydali rozkaz bombardowania obiektów cywilnych. Ku stolicy zaczęły napływać oddziały obu stron. W rekordowym tempie u boku Piłsudskiego stawił się 13 pułk piechoty z Pułtuska, w ciągu jednego dnia przebywając 60-kilometrową trasę w pełnym rynsztunku (fot. Dziadek autora, st.sierż. Paweł Kapusta z 13 p.p.).

Ludność Warszawy masowo popierała swojego „Dziadka”. 13 maja Piłsudski zdobył Belweder, a członkowie rządu uciekli do Wilanowa, gdzie snuli jeszcze plany ucieczki do Poznania aby… wzniecić wojnę domową. Ostatecznie przed godz. 18:00 wraz z prezydentem podali się do dymisji, strzały umilkły. Zginęło 215 żołnierzy i 164 cywili, rannych zostało 920 osób.

17 maja odbył się wspólny pogrzeb żołnierzy obu stron. Piłsudski wydał pojednawczą odezwę do całego wojska. Nie szukał winnych, nikogo nie ukarał, wszystkich wezwał do wspólnej pracy dla ojczyzny. W późniejszych latach żołnierzy przeciwnika, do których należał np. Władysław Anders, traktował i awansował tak samo jak sprzymierzeńców. Od Papieża Piusa XI otrzymał błogosławieństwo. Został też wybrany na prezydenta, ale wbrew powszechnej presji nie przyjął stanowiska.

Wypadki majowe odczuł jako wielki dramat (fot. Żołnierze Piłsudskiego przed Belwederem). Jego żona wspominała: „postarzał się o dziesięć lat. Wyglądał tak, jakby stracił połowę ciała. Oczy zapadły się głęboko od zmęczenia. Tylko raz widziałam męża w podobnym stanie – było to na kilka godzin przed śmiercią. Te trzy dni wycisnęły na nim bezlitosne piętno do końca życia. Zdawało się, że jakiś wielki ciężar przygniata mu barki. Miał wtedy absolutną władze w rękach. Był dyktatorem. W każdej chwili mógł stać się nim formalnie. Z różnych partii szły sugestie w tym kierunku. Monarchiści nalegali, aby ogłosił się królem. Odpowiedział im z dużą dozą sarkastycznego humoru: Zgodzę się pod warunkiem, że tron będą dziedziczyły kobiety, a pan małżonek nie będzie miał prawa wtrącać się do niczego.” Jednemu z zagranicznych dziennikarzy wyjaśnił: „Jestem człowiekiem silnym, lubię decydować sam. Ale gdy patrzę na historię mojej ojczyzny, nie wierzę, aby można było rządzić w niej batem. Nie, nie jestem za dyktaturą w Polsce.”

Reasumując, wrogowie Piłsudskiego przechrzcili własną nieudaną prowokację na przewrót czy zamach. Ta narracja o „zamachu na demokrację” jest podsycana do dziś. Uzasadnienie jest proste – przyszło wojsko, była strzelanina, rząd podał się do dymisji a jego przeciwnicy przejęli władzę… W rzeczywistości Marszałek chciał ratować kraj, ale został zaatakowany i wciągnięty w konflikt bez możliwości pertraktacji. Nie on otworzył ogień. Zwyciężył, bo był doświadczonym dowódcą frontowym. Przelew krwi sprowokowali politycy gotowi dla władzy i partyjnych interesów wszcząć nawet wojnę domową w sytuacji zagrożenia zewnętrznego. W propagandzie endeckiej i PRL-owskiej głoszono, że mieli do tego prawo, bo stanowili legalną władzę w odróżnieniu od „zwykłego obywatela” Józefa Piłsudskiego paradującego „nielegalnie” z kawaleryjską asystą.

Jak widać, historia nie zawsze jest tak prosta, jak nam się wydaje. Jako ciekawostkę można dodać, że Marszałek zmarł dokładnie w rocznicę wypadków majowych, 12 maja 1935 roku. Podobna zbieżność miała miejsce w życiu Władysława Andersa, który 12 maja 1944 roku rozpoczął zwycięski szturm na Monte Cassino, a zmarł 12 maja 1970 r. Prawda jest nie tylko ciekawa, ale i pełna niespodzianek.

Jesteśmy za pieniędzmi z unijnego Funduszu Odbudowy, bo one należą się Polsce – zapewnił Zbigniew Ziobro na antenie Polsat News.

Prezes Solidarnej Polski był pytany m.in. o kwestie słabych wyników sondażowych jego partii. Solidarna Polska w różnych sondażach ma różne poparcia. W polityce nie o procenty chodzi, tylko o wartości, zasady i konsekwencje i wybory. Potem ludzi, którzy będą dokonywać wyboru nie na podstawie procentów, tylko na podstawie programu i tego, co reprezentują sobą politycy – powiedział.

Jestem w polityce niemal 20 lat. Sondaże nie raz dawały mi nawet zero procent poparcia, a jak pan widzi jestem dziś ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Na szczęście to nie sondaże wyznaczają kierunki polskiej polityki i to, kto ma później wpływ na rzeczywistość – dodał. Zapewnił, że jego ugrupowanie nie ma zamiaru opuszczać Zjednoczonej Prawicy.

Nie chcemy, żeby było gorzej dla Polski

Gdybyśmy wyszli z rządu, to oznaczałoby, że w przyszłości będzie rząd Lewicy, Platformy i Hołowni, które chcą przyznać jeszcze więcej kompetencji Komisji Europejskiej. (…) Nie chcemy, żeby było gorzej dla Polski. Będziemy ten rząd wspierać, bo nie ma lepszego – powiedział.

Twierdził też, że nie jest przeciwny pieniądzom, które mają trafić do Polski z Funduszu Odbudowy. Jesteśmy za tymi pieniędzmi, bo one należą się Polsce, jak psu zupa. Kiedy przystępowaliśmy do Unii Europejskiej, zawarliśmy traktat, w którym my otworzyliśmy nasz 40-milionowy rynek, a oni dają nam dopłaty, by wyrównać szanse i by te bogate kraje zwróciły to, co zyskają przez dywidendy wyciągane z takiego kraju jak Polska. 100 mld euro wyciągnęli przez ostatnie kilka lat – mówił.

Musimy podejmować takie decyzje, jakie są możliwe w danych warunkach. Głosowaliśmy zgodnie z naszym sumieniem. Powiedzieliśmy naszym wyborcom: wartości, które wam obiecaliśmy będziemy nadal przestrzegać, ale będziemy dalej wspierać ten rząd, bo nie ma lepszego – dodał.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/549972-ziobro-bedziemy-ten-rzad-wspierac-bo-nie-ma-lepszego