Przeskocz do treści

Pogoda w Krakowie / Jak się ubrać i czy będzie padać? 😉

https://meteo.imgw.pl/?model=gfs&loc=krak%C3%B3w_krak%C3%B3w

Rozkład jazdy MPK w Krakowie, bo przydaje się codziennie... 😉

http://rozklady.mpk.krakow.pl / http://krakow.jakdojade.pl

Wolność w sieci / Wartość, która nie może zaginąć...

https://www.krakowniezalezny.pl/tag/wolnosc-w-sieci

Dzień Babci to święto obchodzone dla uhonorowania babć; w dzień ten wnuki składają życzenia swoim babciom. W Polsce obchodzone 21 stycznia, w tym samym dniu w Bułgarii i Brazylii, a w Hiszpanii – 26 lipca. We Francji jest to święto ruchome i obchodzone jest w pierwszą niedzielę marca. Pomysł powstania święta w Polsce pojawił się w tygodniku „Kobieta i Życie” w 1964 roku. Już rok później święto to zaczął popularyzować „Express Poznański”. W roku 1966 również „Express Wieczorny” ogłosił dzień 21 stycznia „dniem babci”. Później powstała również tradycja obchodzenia Dnia Dziadka, 22 stycznia (fot. Pomnik babci i wnuczki w Odoorn, Holandia).

21 stycznia 1794 roku rozpoczęła się brutalna pacyfikacja powstania w departamencie Wandea w zachodniej Francji. Historycy szacują liczbę ofiar na 320.000, wliczając w to również deportacje. Krwawe stłumienie powstania przez wojska rewolucyjne uznawane jest często za pierwszy nowożytny przykład ludobójstwa. Tak brzmiał rozkaz Komitetu Ocalenia Publicznego: „przeprowadzić eksterminację wszystkich powstańców, do ostatniego człowieka. Spalić ich farmy, wygnieść tych tchórzy jak pchły. Skruszyć tych ohydnych Wandejczyków”. Pamięć o masowych zbrodniach w Wandei była konsekwentnie eliminowana przez polityków i nierzetelnych badaczy – proces ten w jego ocenie trwa od czasów rewolucji do dziś i jest przez niego określany jako pamięciobójstwo (fr. memoricide). Z wojen wandejskich inspiracje do ludobójczych pomysłów czerpał Lenin, gdy w 1917 r. objął władzę w Rosji powiedział: „Musimy eksterminować Kozaków. To nasza Wandea” (il. „Bóg i Król” – symbol powstańców wandejskich).

21 stycznia 1940 roku wybuchło Powstanie Czortkowskie, skierowane przeciwko rosyjskim wojskom okupacyjnym. Był to pierwszy antyrosyjski zbrojny zryw Polaków w okresie II wojny światowej. W niedzielę z 21 stycznia na 22 stycznia ok. godz. 20:00 w kościele OO. Dominikanów spotkało się około 200 konspiratorów, których podzielono na cztery grupy, mające oddzielne zadania: pierwsza – opanować koszary główne, druga – koszary dolne i więzienie, trzecia – miasto, a czwarta stację kolejową. Warto dodać, że według spisu powszechnego w 1931 roku Czortków zamieszkiwało 19.038 osób, z czego 10.504 stanowili Polacy, 4860 Żydzi, a 3 633 Ukraińcy (fot. Kościół św. Stanisława, dawniej OO. Dominikanów).

21 stycznia 1978 roku 66-letni ukraiński były więzień polityczny Oleksa Hirnyk dokonał samospalenia, w proteście przeciwko rusyfikacji Ukraińców, systemowi komunistycznemu i przynależności Ukrainy do ZSRS. 19 stycznia 1978 napisał pożegnalny list do żony: „Szedłem prostą drogą, drogą ciernistą. Nie zdradziłem, nie zboczyłem. Mój protest — to czysta prawda, a nie moskiewskie kłamstwo od początku do końca. Mój protest – to zgryzota przez tortury na narodzie ukraińskim. Mój protest – to prometeizm, to bunt przeciwko gwałtowi i zniewoleniu. Mój protest – to wypełnienie słów Szewczenki, ja jestem jedynie jego uczniem i wykonawcą”.

21 stycznia 2008 roku na Alasce zmarła Marie Smith, ostatnia osoba posługująca się językiem eyak. Języki na-dene to jedna z większych rodzin języków rdzennej ludności Ameryki Północnej. Zalicza się do niej języki atapaskańskie, język tlingit (południowo-zachodnia Alaska) i właśnie język eyak. Językami grupy atapasko mówią m.in. Indianie Nawaho i Apacze. Według hipotezy Merritt Ruhlena, spokrewnione z językami na-dene w ramach rodziny dene-jenisejskiej są języki jenisejskie.

(opr. na podstawie Wikipedii)

Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie zaprasza na wystawę pt. „Rwanda” – fotografie Andrzeja Kalinowskiego.

Rwanda – jedno z najmniejszych państw współczesnej Afryki. Leży 150 km za linią równika i graniczy z takimi olbrzymami jak Tanzania, Uganda czy Kongo. Nie ma dostępu do morza, zwana jest „afrykańską Szwajcarią”. Choć w rzeczywistości jest to jeden z najbiedniejszych krajów na świecie przez lata targany konfliktami plemiennymi - znajdziemy w nim widoki zapierające dech w piersiach niczym Alpy i Matterhorn. W przeciągu ostatnich 25 lat udało się Rwandzie zaprowadzić pokój na bazie kompromisu. Podstawą gospodarki Rwandy jest rolnictwo, w którym pracuje ok. 90% ludności zawodowo czynnej. Uprawia się m.in.: banany, bataty, maniok, ziemniaki, kawę, herbatę, bawełnę, które wysyłane są na eksport. Rwanda to tez kraj, który chętnie odwiedzany jest przez turystów.

Andrzej Kalinowski (fot. Kraków Niezależny) miał przyjemność brać udział w wyprawie do tego arcyciekawego zakątka świata. Słowami autora: „Widziałem różne biedy na świecie, pojęcie „trzeci świat” wśród tamtych ludzi nabiera zupełnie innego rozmiaru. Bogaty to ten kto ma na przykład klapki, czy motykę. (…) Możemy się od nich uczyć szacunku do drugiego człowieka, solidarności, spontaniczności i otwartości na potrzeby innych.”

Wyprawa ta, poza okazją do poznania ludzi, kultury, zwyczajów, zaowocowała też zdjęciami pokazującymi piękno afrykańskiej przyrody oraz życie codzienne tamtejszych ludzi. Na wystawie możemy podziwiać zwierzęta oglądane w Parku Narodowym Akagera, lasy tropikalne, jezioro metanowe Kivu oraz Sanktuarium Matki Bożej Słowa w Kibeho, gdzie w 1981 roku miały miejsce pierwsze objawienia w Afryce.

Termin ekspozycji: 4.01.2022 – 15.02.2022 / Miejsce ekspozycji: parter (lewe skrzydło) / Tekst i zdjęcie z wystawy za: https://www.rajska.info/rwanda

Radio Maryja

Prezydent Francji, Emmanuel Macron, mówił w Parlamencie Europejskim o priorytetach francuskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Polityk zapowiedział, że Paryż będzie bronił praworządności. Wyraził także przekonanie, że do Karty Praw Podstawowych UE należy wpisać prawo do tzw. aborcji.

Od 1 stycznia prezydencję w Radzie Unii Europejskiej sprawuje Francja. Prezydent Emmanuel Macron, który wystąpił w środę w europarlamencie, wskazał na kilka priorytetów dla Francji. Jednym z nich jest kwestia dotycząca praworządności. – Będziemy starali się we wszystkich sytuacjach bronić praworządności i jej siły. Mówię o tym poprzez dialog, bo przecież nie o to chodzi, abyśmy mieli wrażenie, że praworządność to jest coś, co tworzyła Bruksela – mówił Emmanuel Macron. Prezydent potwierdził, że Francja zamierza przeprowadzić w Radzie Unii Europejskiej wysłuchanie Polski i Węgier w ramach postępowania z artykułu 7. Wielogodzinne debaty będą okazją do kolejnego ataku na władze obu państw.

Europoseł Hermann Tertsch podkreślał, że to prezydent Emmanuel Macron łamie praworządność, pozwalając na brutalne tłumienie protestów we Francji i wprowadzając drakońskie restrykcje związane z pandemią. – To jest właśnie pogwałcenie rządów prawa, a nie te wymysły używane do pańskiej ideologicznej wojny z Polską i Węgrami – wskazał Hermann Tertsch.

Część europosłów zarzuciła prezydentowi, że w blisko 40-minutowym przemówieniu nie zajął się realnymi problemami Europejczyków oraz zagrożeniami, z jakimi zmaga się Unia Europejska. Europoseł Beata Szydło przypomniała, że Europa potrzebuje dziś jedności, stabilizacji i dobrych rozwiązań. – Polska jest krajem praworządnym. Głos płynący z Warszawy czy Budapesztu ma taką samą wartość i znaczenie jak głosy z Berlina, Paryża czy innych stolic – akcentowała Beata Szydło.

Była premier dodała, że Polska wiąże duże nadzieje z francuską prezydencją. To, jaka ona będzie, zależy od władz w Paryżu i jakim naciskom ulegną – podkreślił dr Mirosław Boruta Krakowski. – To jest pytanie o miejsce Francji w Europie. Czy Francja – tak jak Niemcy – będzie współpracować przede wszystkim z Rosją, a potem dopiero z UE, czy jednak Francja postawi na pozostałe europejskie narody poza Niemcami. Jeżeli tak będzie, to i Polacy na tym coś zyskają – ocenił socjolog.

Prezydent Francji, Emmanuel Macron, zapowiedział w wystąpieniu, że będzie dążył do wpisania do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej tzw. prawa do aborcji. – Tu chodzi o nasze wartości. Wydaje mi się, że w Europie wielkich ambicji musimy rzeczywiście działać w sposób zjednoczony – oznajmił Emmanuel Macron. Tak zwana aborcja i regulacje prawne jej dotyczące nie należą do kompetencji unijnych – zwróciła uwagę Beata Trochanowska z Instytutu Ordo Iuris. – Tego typu regulacje prowadzą państwa członkowskie. UE nie może tego im narzucać – powiedziała Beata Trochanowska. W języku prawniczym także nie ma definicji prawa do tzw. aborcji – zauważył dr Michał Skwarzyński, prawnik. – Takie prawo nie istnieje także w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Nie ma żadnego aktu normatywnego, który by zawierał takowe prawo. Emmanuel Macron zgłosił postulat polityczny. Jest to postulat tylko i wyłącznie polityczny – wskazał dr Michał Skwarzyńśki.

Forsowaną przez Unię Europejską tzw. aborcję skrytykowała europoseł Jadwiga Wiśniewska. – Prawo do życia jest fundamentalną wartością, na którym opiera się porządek moralny i społeczny – zaznaczyła Jadwiga Wiśniewska. Tymczasem zdominowany przez republikańską prawicę francuski Senat odrzucił wczoraj ustawę wydłużającą termin legalnej tzw. aborcji z 12 do 14 tygodni. Forsował ją prezydent Emmanuel Macron. Decyzja Senatu nie blokuje jednak prac. Ustawa będzie dalej procedowana we francuskim parlamencie.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/prezydent-francji-przedstawil-priorytety-francuskiej-prezydencji-w-radzie-ue-e-macron-domaga-sie-prawa-do-tzw-aborcji

Czas negatywnie zweryfikował decyzję prezydenta o zawetowaniu reformy sądownictwa – przekonuje minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

– Czas negatywnie zweryfikował decyzję prezydenta o zawetowaniu reformy sądownictwa. Rozumiem jego intencje – wolę kompromisu z tą częścią środowiska sędziowskiego, która uważa się za nadzwyczajną kastę. Ale ta grupa nie jest skłonna do żadnych kompromisów – ocenia Zbigniew Ziobro w rozmowie z "Gazetą Polską". Minister wskazuje, że „nadzwyczajna kasta” sędziów obecnie podważa prerogatywy prezydenta Dudy i odmawia prawa do orzekania sędziom, których powołał. Jego zdaniem część sędziów wprost "kpi sobie" z prezydenta i polskiego państwa. – Anarchizuje w ten sposób wymiar sprawiedliwości – dodaje.

Potrzeba reform

Zdaniem Zbigniewa Ziobry jest tylko jedno wyjście z obecnego impasu – powrót do założeń, które legły u podstaw zawetowanej reformy. – Jej intencją była kompleksowa naprawa wymiaru sprawiedliwości – usprawnienie sądownictwa, jego demokratyzacja, przywrócenie Polakom – podkreśla. Minister sprawiedliwości podkreśla ponadto, że potrzebne jest prawo, które uniemożliwi paraliżowanie sądów przez "polityków przebranych w sędziowskie togi". – Niech sobie dalej pokrzykują na partyjnych wiecach, ale niech zdejmą togi i pożegnają się z sędziowską służbą, która wymaga bezstronności – podkreśla. Jego zdaniem głównym źródłem anarchii jest Sąd Najwyższy. Jego reforma konieczna, aby weszły w życie kolejne rozwiązania – podkreśla minister. Zbigniew Ziobro dodał, że projekt ustawy o SN został przekazany do konsultacji prezydentowi. – Czekam na odpowiedź – wskazuje.

Głośne weta prezydenta

W lipcu 2017 roku prezydent Andrzej Duda zdecydował o zawetowaniu ustaw o Sądzie Najwyższym oraz o KRS. – Nie zgadzam się jako prezydent, żeby sędziowie byli wybierany zwykłą większością przez Sejm. Jestem zwolennikiem mądrej reformy, która zwiększy poczucie sprawiedliwości. Ta reforma, w tej postaci nie zwiększy poczucia bezpieczeństwa i sprawiedliwości – mówił wówczas Andrzej Duda. Decyzja prezydenta była chłodno przyjęta przez jego środowisko polityczne. Po ogłoszeniu przez prezydenta Andrzeja Dudę zamiaru zawetowania słynnych ustaw, prezes PiS Jarosław Kaczyński ograniczył się jedynie do krótkiego: "bez komentarza", natomiast marszałek Sejmu Marek Kuchciński i premier Beata Szydło w ogóle jej nie skomentowali. Jedynie wicepremier Mateusz Morawiecki przyznał, że jest zaskoczony i rozczarowany decyzją prezydenta Andrzeja Dudy.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/253021/ziobro-uderza-w-prezydenta-chodzi-o-reforme-sadownictwa.html

Projekt ustawy o wolności słowa w internecie przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości jest gotowy do przyjęcia przez rząd - przekazał w niedzielę wiceszef MS Michał Woś. Przekonywał, że projekt jest ważny i jak najszybciej powinien zostać skierowany do parlamentu.

W niedzielę w Programie Pierwszym Polskiego Radia Michał Woś poinformował, że projekt ustawy o wolności słowa w internecie przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości jest gotowy do przyjęcia przez rząd, a następnie do skierowania do parlamentu jako projekt rządowy. Projekt został wysłany do Kancelarii Premiera, ale bardzo długo nie był mu nadawany właściwy bieg, później został skierowany do konsultacji międzyresortowej — powiedział wiceszef MS. Projekt jest na końcowym etapie rządowym. Ministerstwo Sprawiedliwości, minister Ziobro, minister Kaleta, ja też osobiście uważamy, że jak najszybciej powinien on stać się projektem rządowym i zostać skierowany do parlamentu, po to, żeby stał się obowiązującym prawem — podkreślił Michał Woś. Zastrzegł przy tym, że dalsze decyzje ws. projektu nie należą wyłącznie do Ministerstwa Sprawiedliwości i wskazał, że to Kancelaria Premiera decyduje o porządku obrad Rady Ministrów. Michał Woś przypomniał w tym kontekście o usunięcia profilu Konfederacji z Facebooka. Ta ustawa jest bardzo ważna z perspektywy ochrony wolności słowa i z perspektywy ochrony użytkowników portali społecznościowych — podkreślił wiceszef MS.

Usunięcie strony Konfederacji przez Facebook

Facebook usunął stronę Konfederacji, z powodu powtarzających się naruszeń zasad dotyczących mowy nienawiści poprzez publikowanie „treści bezpośrednio atakujących inne osoby na podstawie tzw. cech chronionych, takich jak narodowość czy orientacja seksualna” oraz zasad dotyczących dezinformacji na temat COVID-19. Opracowany w resorcie sprawiedliwości projekt ustawy dotyczącej ochrony wolności słowa w internecie został przedstawiony przed rokiem; w ostatnich miesiącach trwały konsultacje nad nim. Jego główne założenia to m.in.: powołanie Rady Wolności Słowa złożonej z pięciu członków wybieranych przez Sejm oraz możliwość wniesienia reklamacji od decyzji serwisów społecznościowych o blokowaniu treści. Wiceszef MS Sebastian Kaleta informował, że RWS miałaby zostać umiejscowiona w strukturach Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zapowiedział ponadto wprowadzenie tzw. podmiotów sygnalizacyjnych. Chodzi – jak tłumaczył – o to, żeby urzędy mogły certyfikować organizacje, samorządy, instytucje, które mają szczególną wiedzę i znaczenie w poszczególnych dziedzinach życia. I te podmioty będą mogły zgłaszać Radzie ewentualne naruszenia dot. publikacji w mediach społecznościowych.

Wiceszef MS: Twarzą Polskiego Ładu jest premier Mateusz Morawiecki

Twarzą Polskiego Ładu jest premier Mateusz Morawiecki; jako Solidarna Polska z zaskoczeniem przyjęliśmy zamieszanie z początku roku związane z zaliczkami; zaplecze premiera mówiło, że wdrożenie pakietu reform podatkowych jest pieczołowicie przygotowane - powiedział wiceszef MS Michał Woś. W wywiadzie dla Programu Pierwszego Polskiego Radia wiceminister sprawiedliwości został zapytany o odpowiedzialność za Polski Ład. Michał Woś podkreślił, że zaplecze eksperckie premiera przedstawiło Polski Ład jako „pieczołowicie” przygotowany program, w wyniku którego zyska (albo będzie on dla nich neutralny) 18 mln Polaków. Jako Solidarna Polska z zaskoczeniem przyjęliśmy to zamieszanie z początku roku związane z zaliczkami. Oczywistym jest, że twarzą Polskiego Ładu jest pan premier Mateusz Morawiecki, jego zaplecze mówiło, że wdrożenie pakietu reform podatkowych jest pieczołowicie przygotowane. Dlatego odnotowaliśmy to z zaskoczeniem — powiedział Michał Woś. Zaznaczył przy tym, że nie myli się ten, kto nic nie robi.

Zapytany, jak wyglądają relacje Solidarnej Polski z Kancelarią Premiera, Michał Woś oświadczył, że zarówno zaplecze Zbigniewa Ziobry, jak i Mateusza Morawieckiego, są profesjonalistami. Realizujemy to, co obiecaliśmy Polakom w ramach programu wyborczego Zjednoczonej Prawicy, bo wszyscy mamy świadomość, że jeśli nie będzie rządziła Zjednoczona Prawica, to będą rządziły siły, które wprost nie będą przejmowały się działaniami Unii Europejskiej, czy zakusami na polską niepodległość i suwerenność — podkreślił. To nie jest gra o jakieś cząstkowe ambicje, czy szorstkie przyjaźnie, tylko tu jest realne działanie na rzecz i korzyść interesu Rzeczypospolitej — powiedział Michał Woś. Zapewnił, że Zjednoczona Prawica działa dla Polski i w jej interesie, zaś alternatywą dla rządów ZP są rządy, które „niepodległość Polski będą miały za nic” i będą oddawały UE jej suwerenność. Wiceminister sprawiedliwości podkreślił, że Solidarna Polska jest koalicjantem PiS, który zachowuje lojalność w zakresie programu i tego, „na co się umawiano”. Jednocześnie mamy odrębne zdania. Przestrzegaliśmy przed mechanizmem warunkowości, ale zapadły inne decyzje i została wyrażona przez Polskę zgoda. Przestrzegaliśmy przed fatalną polityką klimatyczną, dzisiaj widzimy, co się dzieje — wyliczył Michał Woś. To nie jest mówienie: „a nie mówiliśmy?”, tylko to jest pokazywanie, że prognozy, które stawiamy, sprawdzają się szybciej, niż nam się wydaje, czasami wbrew temu, co mówi zaplecze eksperckie pana premiera — zaznaczył. Wskazywał, że nieporozumienia, które się zdarzają w Zjednoczonej Prawicy, nie dotyczą spraw personalnych, tylko programowych. To są sprawy programowe, o to, jak rozumiemy interes Polski, co jest najbardziej właściwe dla Polski. A zawsze liderem, fundamentem, osobą spajającą Zjednoczoną Prawicę jest i będzie pan prezes Jarosław Kaczyński — powiedział Michał Woś.

Wejście w życie Polskiego Ładu

1 stycznia weszła w życie podatkowa część Polskiego Ładu. Jedną z najważniejszych zmian, jakie wprowadza program w podatkach, jest podniesienie kwoty wolnej do 30 tys. zł oraz progu dochodowego do 120 tys. zł. Jednocześnie znikła ulga umożliwiająca odliczanie od podatku części (7,75 proc.) składki zdrowotnej, wynoszącej 9 proc. Ma to zrekompensować tzw. ulga dla klasy średniej, czyli osób zarabiających miesięcznie od 5 tys. 701 zł do 11 tys. 141 zł. Na początku stycznia media informowały jednak o grupach zawodowych i społecznych, które po 1 stycznia otrzymały wyraźnie niższe wypłaty (m.in. niektórzy nauczyciele, funkcjonariusze służb mundurowych, emeryci). Przedstawiciele rządu zapowiedzieli zmiany, które mają - według nich - naprawić skutki wejścia w życie Polskiego Ładu. Minister finansów podpisał m.in. rozporządzenie zmieniające technikę poboru zaliczek na podatek dochodowy. Według resortu finansów, dzięki tym przepisom osoby, które otrzymały mniejszą pensję w styczniu, dostaną jak najszybciej wyrównanie wypłaty pensji. Chodzi - jak wskazano - m.in. o nauczycieli i służby mundurowe. Zaznaczono, że rozporządzenie wprowadza też rozwiązanie, które spowoduje, że nauczyciele akademiccy, których obowiązują inne zasady naliczania kosztów uzyskania przychodów, a zarabiający do 12 800 zł brutto, również otrzymają zwrot nadpłaconych zaliczek.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/581939-wos-projekt-ws-wolnosci-slowa-jest-gotowy-do-przyjecia

Radio Maryja

Wzmocnioną rolę kuratora i nowe zasady działania organizacji pozarządowych w szkołach przewiduje nowelizacja ustawy Prawo oświatowe, którą w czwartek przyjął Sejm. Ustawę krytykuje opozycja, a także Porozumienie, które głosowało za jej przyjęciem. Posłowie ugrupowania mówią o pomyłce.

Przyjęta przez Sejm ustawa zwiększa ochronę uczniów – zapewnił minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. – Ta ustawa daje możliwość przeciwdziałania demoralizacji dzieci i młodzieży, która zwłaszcza w wielkich miastach postępowała w ostatnim czasie poprzez tzw. edukację seksualną typu B, która robiła dzieciom i młodzieży „wodę z mózgu”, zniekształcała człowieka i prowadziła do błędu antropologicznego, fałszywej wizji człowieka – wskazał prof. Przemysław Czarnek.

Nowe przepisy dają większe uprawnienia kuratorom. To oni będą teraz kontrolować treści przekazywane dzieciom w szkołach w ramach zajęć dodatkowych nieujętych w programie nauczania. To potrzebne rozwiązanie – zaznaczył socjolog dr Mirosław Boruta Krakowski. – Czym innym jest organizacja szkoły ze strony samorządu, organu założycielskiego, a czym innym są treści przekazywane przez szkołę. Jak widać, próbowano za pozwoleniem samorządu upychać w polskiej szkole treści, których z całą pewnością rodzice by sobie nie życzyli, gdyby wiedzieli, co tam się znajduje – ocenił ekspert.

Nowe przepisy doprecyzowują również sposób odwoływania dyrektorów szkół, którzy nie realizują zaleceń pokontrolnych organów nadzoru pedagogicznego. Nowe prawo oświatowe przede wszystkim odpolitycznia szkoły – zapewnił minister edukacji i nauki. – Przeciwdziała takim wydarzeniom, jak chociażby z Warszawy w ostatnim czasie, kiedy pan prezydent m.st. Warszawy, polityk z krwi i kości, wiceszef PO użył narzędzi edukacyjnych i dyrektorów szkół po to, żeby rozesłać do wszystkich rodziców uczniów list o charakterze stricte politycznym – wyjaśnił.

Listy zostały rozesłane w połowie grudnia i dotyczyły nowelizacji prawa oświatowego. Prezydent Rafał Trzaskowski zaapelował do rodziców, by domagali się odrzucenia noweli. Projekt Ministerstwa Edukacji i Nauki krytykuje liberalno-lewicowa opozycja. – To jest krok w złą stronę, bo najlepiej o edukacji dzieci są w stanie wypowiedzieć się właśnie rodzice i właśnie nauczyciele, a nie minister, który jest de fakto realizatorem wizji politycznej partii rządzącej – mówił Miłosz Motyka, rzecznik PSL. Przeciw nowym przepisom głosowała również Konfederacja. – Ta ustawa przewiduje daleko idącą centralizację, która sprawi, że w momencie, kiedy do władzy dojdzie Lewica, Platforma, jednym przesunięciem wajchy będzie się dało zlikwidować wszystko co prawicowe i konserwatywne w polskim systemie edukacji – wskazał Michał Wawer, poseł Konfederacji.

Za przyjęciem nowelizacji ustawy Prawo oświatowe głosowało 227 posłów, 214 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Za ustawą zagłosowali wszyscy posłowie PiS, dwóch posłów Kukiz’15, dwóch posłów niezależnych, a także politycy Porozumienia. Jednak rzecznik ugrupowania Jarosława Gowina przekonuje, że doszło do pomyłki. – Na sali plenarnej doszło do pomyłki, która nie powinna mieć miejsca. Zostało złożone stosowne oświadczenie do marszałek Sejmu Elżbiety Witek, żeby wyjaśnić całą sytuację – zaznaczył Jan Strzeżek, wicerzecznik Porozumienia. Nowelizacja trafi teraz do Senatu, gdzie najprawdopodobniej zostanie odrzucona przez opozycyjną większość lub mocno zmieniona. To nie przekreśla jednak jej dalszego procedowania. Po pracach w izbie wyższej zajmie się nią ponownie Sejm, w którym większość ma Zjednoczona Prawica.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/wzmocnienie-ochrony-dzieci-przed-demoralizacja

Feliks Stalony-Dobrzański*

W końcu padła jakaś bardziej skonkretyzowana propozycja, by w jednej z wielu kwestii tego wymagających, czynem a nie samymi słowami powiedzieć Unii Europejskiej – dość. Po za tym też należałoby urzędnikom UE powiedzieć – ludzie, sami sobie zaprzeczacie idąc w szaleństwie poprawności politycznej wbrew realiom, przyjętym traktatom a w końcu też przyjętym a nie na dowolnie i przy stole wymyślanym - niby zasadom.

Ten opis to oczywiście mój swobodny przekład istoty wystąpienia pana posła Zbigniewa Ziobry z propozycją wypowiedzenia pakietu klimatycznego. Politycznie to ostrożne wystąpienie. Zauważmy, że powiedział to poseł, ale nie prezentując - mam nadzieję tylko na razie – oficjalnego stanowiska Rządu, a występując jako szef konkretnej partii należącej do rządzącej koalicji. Tak więc, wystąpienie to należałoby widzieć nie tylko jako jakąś ogólną opinię w dyskursie publicznym na ten temat ale jako coś bardziej ważkiego,. konkretną propozycję postawioną do rozważenia dla Rządu, ale nie oficjalne stanowisko Rządu, którego członkiem jest Pan Minister. I samo to jest już budujące. Bez wyskoków ponad kompetencje przynależne Rządowi i Premierowi nastąpiło zdecydowane postawienie jednej z kluczowych kwestii dla bytu gospodarczego Polski – a więc i każdego Polaka, co nastąpiło w formie do otwartego rozważenia pod kątem podjęcia konkretnych kroków. To wyraźne wskazanie, że należy działać bez straty czasu na dywagacje. Rozważyć należy ale czasu już nie ma. Pętla jest nam zakładana na szyję i to w wielu dziedzinach a my stoimy nie reagując. Przynajmniej na to wygląda. Skupmy się więc na tym jednym - na zakresie ochrony środowiska.

Pakiet klimatyczny – jakże pięknie brzmi a cel wygląda na niby szczytny. Tak jak i hasło, że wszyscy powinni być młodzi piękni zdrowi i bogaci. Każdy wie, że działanie wedle myślenia życzeniowego w oderwaniu od realiów a do tego gdy cel jest wyimaginowany nawet piękny hasłowo a doktrynalny – musi się skończyć tragicznie – i to dla wszystkich.

I to jest drugi powód dla którego propozycja pana posła Zbigniewa Ziobry jest godna uważnego podejścia. Namawia do obrony nie tylko Polski ale i zdrowego rozsądku.
Odnosząc się do sprawy należy rozważyć co najmniej dwie kwestie:
jedna - zasadności merytorycznej ruchu odstąpienia od pakietu a dopiero po jej stwierdzeniu, pojawia się dopiero
druga sprawa – skutków prawnych i ekonomicznych wypowiedzenia pakietu czyli realnych możliwości realizacji proponowanego ruchu.

Samo powiedzenie – ten pakiet bije nokautująco w naszą gospodarkę właściwie powinno być wystarczające – niemniej nie kwestionuje podawanego jako oczywiste i nie podlegające dyskusji twierdzenia o generalnej zasadności wprowadzania tego pakietu i to w tej formie. Tymczasem właśnie jego istota jest czysto doktrynalna i pozostaje w sprzeczności z przyjętymi zasadami i celem – ochroną środowiska. To, że nokautuje gospodarkę swoją drogą też w sposób zasadniczy przeczy przyjętym zasadom w sprawie relacji pomiędzy interesami środowiska i człowieka co ważne – jako uczestnikiem a nie wrogiem środowiska naturalnego.

Tym samym wykazanie sprzeczności pakietu z zasadami podejścia do ochrony środowiska należy użyć w argumentacji motywującej odstąpienie od pakietu. Mówmy o obronie nie tylko naszych interesów ale zasad i zdrowego rozsądku przed terrorem pomysłów doktrynerskich.

Sama kwestia możliwości wykonania ruchu odstąpienia i jego skutków prawnych jest choć istotna, to w tym świetle wtórna w stosunku do wskazania, dookreślenia i mocy podstaw merytorycznych kwestionowania samego pomysłu pakietu. Dopiero na tym tle można i trzeba wskazać, iż mamy do czynienia z używaniem pięknych deklaracji odnoszących się do ochrony środowiska, można mówić jako broni w hybrydowej walce na polu gospodarczym. Nie ma co udawać że jest inaczej i warto to w końcu głośno wyrazić Co prawda w Unii Europejskiej rzeczowe argumenty mają wręcz trzeciorzędne znaczenie, lecz tym bardziej ich skonkretyzowanie ma wielkie znaczenie. Ujawni bezsens i bezprawność kolejnych ruchów tego czysto urzędniczo-politycznego towarzystwa by nie rzec ferajny bo tam – już najwyraźniej traktaty i prawo oraz sens nie mają najmniejszego znaczenia.

Argumentacja merytoryczna to nie naiwność to a realizm.

Zacznijmy może od tego, że powszechnie uznanym – czyli będącym podstawą prawa w zakresie relacji pomiędzy potrzebami człowieka i środowiska jest postulat działania zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju. To wręcz bałwochwalczy aksjomat zielonych postępowców i może do niego się odwołajmy.

Przypomnijmy więc cóż to takiego mówi owa zasada przyjęta jako podstawa podejścia człowieka do ochrony środowiska. Zasada ta precyzuje reguły dbania o środowisko, sięgające ponad jego ochronę jedynie poprzez walkę z objawami i samą ochroną gatunkową.

1/ potrzeby człowieka i środowiska mają pozostawać w równowadze na gruncie najlepszej a dostępnej wiedzy, techniki i technologii,. Innymi słowy jest niedopuszczalne – co podkreślmy - uznanie priorytetu potrzeb i wymagań jednej ze stron tej relacji a decyzje w sprawie osiągania równowagi mają mieć oparcie w wiedzy, do której można dojść tylko przez porównanie racji a nie przez doktrynalny dyktat.
Z tego wyprowadza się:
a/ konieczność narzucania sobie ograniczeń w zakresie używania dóbr naturalnych i środowiska Te ograniczenia (a nie zakaz ich używania!) mają być oparte o wiedzę a działanie ma pozostawiać zasoby i środowisko w najlepszym osiągalnym stanie i zasobności tak, by pozostały do dyspozycji dla przyszłych pokoleń. Tu są ważne słowa; wiedza i pozostawienie. Oznaczają one wprost:
a1/ konieczność współdziałania i podejmowania decyzji oraz rozpatrywania skutków nie tylko w oparciu o wiedzę techniczną ale też na gruncie ogólnej a nie wycinkowej wiedzy tj. ekonomii, prawa, wiedzy socjologicznej itd. I dopiero z tego mogą być wyprowadzane decyzje i działania. Tym samym również postawa skrótowo określana powiedzeniem - w imię ochrony sasanki wracamy na drzewa i do lepianek – przeczy podstawom zasady gdyż przyznaje priorytet – tu przywołanej jako symbol - sasance czyli przyrody nad bytem człowieka. Z tego np. można wyprowadzać sprzeczność protestów tzw. ekologów z faktyczną ochroną środowiska sprowadzając priorytet ochrony gatunkowej nad dążeniem do uzyskania równowagi, Mamy dbać o byt owej sasanki, ale ograniczając się a nie rezygnując ze swych możliwości życia, mamy tworzyć zastępcze warunki bytu owej sasanki np. wzbogacając jej inne siedliska.

a2/ pozostawienie dóbr naturalnych dla następców – nie oznacza zakazu używania tych dóbr a tylko (i aż) nakaz, by w przypadku konieczności użycia walorów środowiska minimalizować antropopresję zaś czynione szkody kompensować a najlepiej – naprawiać. Zasoby nieodnawialne mogą być zużywane ale tylko w niezbędnym zakresie wyznaczonym aktualnym stanem wiedzy i techniki Tu pojawia się też problem podstaw samej koncepcji handlu prawami emisyjnymi, ale tym teraz i tu się nie zajmujmy. Innymi słowy, zasoby nieodnawialne mamy używać w stopniu minimalnie niezbędnym i mamy je zastępować zasobami odnawialnymi i obiegiem surowca. To z kolei nakazuje korzystać – cały czas na gruncie najlepszej dostępnej techniki - z zasobów odnawialnych i z tych z odzysku a dopiero w drugiej kolejności i to w jak najmniejszym koniecznym zakresie z zasobów nieodnawialnych. To ważny punkt z punktu widzenia naszej energetyki, potrzeb gospodarczych i wymogów pakietu klimatycznego.

2/ Ważnym postulat dla powiązania i równoważenia skutków z jednej strony niezbędnego gospodarowania jak i z drugiej koniecznej dbałości o środowisko jest ujęty w zdaniu – myśl globalnie – działaj lokalnie. To zdanie jest prawie kolejnym dogmatem zielonych. Fakt. Równoważyć interesy i potrzeby człowieka z wymogami ochrony środowiska można i trzeba tylko na miejscu ich naruszania a nie w ogóle naprawiając świat, bo reagować można tylko działając lokalnie mając na względzie wpływ działania lokalnego na sytuację ogólną. Ta ocena znów musi być oparta o najlepszą dostępną wiedzę a ta jest osiągalna tylko w porównaniu dowodów a nie haseł. Są oczywiście elementy wymagające reakcji w większej, ogólnej skali. Jednak skupianie się na generalizacji tak, jak jest to robione pakietem klimatycznym przeczy samemu wspomnianemu podejściu. Ukonkretniając. Polska opiera swe potrzeby energetyczne na węglu, co jest wynikiem tak bagażu przeszłości jak i warunków naturalnych. Ma być zmuszona do płacenia za prawa emisyjne i to windowane w górę. Piszę windowane – bo prawo do emisji jest „towarem” którego cena wynika tylko z umownej gry spekulacyjnej. Biurka i białe kołnierzyki są głównymi składowymi tej ceny Pomińmy tu rozważanie kto i na jakiej zasadzie jest dysponentem tych praw jako towaru i co wyznacza jego wartość – bo to oddzielny problem. Zasoby naturalne każdego kraju wręcz rejonu są różne. Podstawą sprawy jest przyjęcie bez poważnego rozważenia (czyli omijanie przez obśmianie) rzeczowych argumentów przeciwnych, że:
* globalne ocieplenie ma miejsce i to w skali ponad naturalnej fluktuacji oraz termodynamicznie globalnie
** za to ocieplenie jest odpowiedzialna antropogeniczna emisja CO2
*** emisja tego gazu pochodząca z UE jest globalnie ważąca
W tym zakresie pada też często argument o konieczności działania o charakterze koniecznej prewencji (trzeba działać na wszelki wypadek a nie dywagować – co już znów przeczy konieczności działania zgodnie z najlepszą dostępną wiedzą) a to już nie poddaje się wiedzy a jest stanem osądu narzuconym przez to, co nazywa się polityczną poprawnością. Doktryna osłabia gospodarkę pogarszając warunki bytowe człowieka – co samo w sobie stoi w sprzeczności z zasadą, o której tu mowa gdyż ta wymaga zrównoważania potrzeb środowiska i byty człowieka. Nie dopuszcza eliminacji człowieka. Choć i takie „ekologiczne” pomysły są prezentowane przez zielonych w postaci wykazywania konieczności depopulacji w imię ochrony środowiska naturalnego.

Przyjmując, że Polska ma jakiś wkład w sumaryczną emisję CO2 pochodzącej z UE, działaniem w kierunku naprawy, kompensaty szkód byłyby dwa kroki Jeden by dokonanie w tej sytuacji rzetelnej oceny rzeczywistej, całkowitej krajowej emisji (czyli z uwzględnieniem pracy lasów – a tu zagadkowe jest odejście od zapisu Protokołu Paryskiego w/ uwzględnienia pochłaniania O2 przez lasy). Drugim i to przede wszystkim, by być w zgodzie z regułami, byłby ułatwienie inwestowania w zmianę struktury energetyki likwidującą lub kompensującą szkody - tu emisją CO2 Te w lokalnych polskich warunkach oznaczałoby np. użycie wsparcia zmian w technologiach pozyskiwania i używania węgla, jako zasobu nieodnawialnego lokalnie dostępnego. To stawia pytanie komu i za co się płaci handlując prawem do emisji. Obecne rozwiązania wprost preferują tych, którzy lokalnie mieli lepsze warunki startowe a dyskryminuje obciążeniem tych, którzy te pieniądze mogliby skierować na zmiany struktury energetyki. W warunkach Polski mówimy o innych technologiach wydobycia i używania węgla jako zasobu nieodnawialnego.

3/ zapewnienie rzeczywistej przyjazności danego rozwiązania dla środowiska, w tym pod katem poszukiwania równowagi wedle ZZR pociąga za sobą konieczność bilansowania pełnych i o ważne - ciągnionych skutków ekologicznych zastosowania nie tylko danego produktu, wyrobu czy technologii ale też rozwiązania zastosowanego w życiu społecznym.

Przykładem niech będzie tzw. żarówka energooszczędna lub elektromobilność. Żarówka, owszem, jest oszczędna w momencie jej używania – ale należałoby zsumować koszty i szkody środowiskowe jakie pociąga jej wytworzenie i utylizacja. Politycy i lobbyści często powtarzają też mantrę, że energia wiatrowa lub słoneczna jest darmowa i w pełni ekologiczne. To na gruncie ZZR jest wprost propagandowym kłamstwem. Mamy wszak liczyć pełny i ciągniony koszt ekologiczny danego rozwiązania. Obciążenie środowiska pozyskaniem surowców, wytworzeniem np. paneli silników, akumulatorów energii, sterowników) budowy infrastruktury (w tym np. masztów czy linii przesyłowych to stal aluminium miedź i ich stopy z innymi pierwiastkami) a potem utylizacją c odpadów – jest czymś co musi być liczone w kosztach pozyskania ten „darmowej” energii. W tym kontekście należy widzieć ceny giełdowe pierwiastków używanych np. przy produkcji paneli fotowoltaicznych patrząc na czas ich efektywnego działania i kosztów wymiany oraz utylizacji. Na tym tle oceniać należy też np. politykę Kremla w odniesieniu do Kazachstanu, który dysponuje drugim po NS2 narzędziem do kurka energetycznego wpływu na zachodu – mowa o uranie jako paliwie do EJ, Czy interwencja militarna z powodu protestów ulicznych może być inaczej wyjaśniona? Dla Rosji nawet dalsza aneksja Ukrainy jest mniej ważna może być zostawiona na czas rozmiękczenia zachodu który już w imię interesów Niemieckich a sprzecznie z interesami środowiska – uznaje agresywne posunięcia i żądania Kremla za powód do partnerskiego dialogu, którego nigdy od czasu Imperium Carskiego Rosja nie ma w katalogu swych działań politycznych. My mamy obowiązek i prawo przypominać, czym skończyły się złudzenia Monachium i Jałty, Jak widać problematyki ochrony środowiska nie da się oderwać od nie tylko polityki ale i szerszego kontekstu. A to właśnie oznacza wymóg podejmowania decyzji w oparciu o dostępną wiedzę w wielu dziedzinach a nie tylko biologii czy nauk opisujących jakość i ilość zanieczyszczeń.

Wracając jeszcze do przykładów. Elektromobilność tylko przenosi miejsce, wytwarzania energii – nie powodując emisji zanieczyszczeń w miejscu jej zużywania. Generowanie szkód środowiskowych odbywa się w innym miejscu jest łatwiejsze do kontroli To fakt,. Jednak energię zużywa się ze stratami (przesył, sprawność silników) lecz też powstają koszty środowiskowe pozyskania materiałów na choćby elektronikę i akumulatory i ich znów – jak się to mówi – utylizację. Łączny całkowity koszt ekologiczny rozwiązania a nie przyjmujmy, że elektromobilność jest lekiem na całe zło. Jeśli się wykaże że obniża ona koszt ekologiczny transportu – to w porządku. Tyle co do zasad tak czczonych przez ekoreligię.

A co z tego wprost wynika dla oceny ekologiczności czyli przyjazności dla środowiska zgodnie z zasadami tego co zawiera pakiet klimatyczny?

Podwaliną pakietu jest przyjęcie, że głównym wrogiem środowiska jest CO2. To aksjomat przyjmowany jako oczywisty i nie podlegający dyskusji. Wiedza czyli poważne porównanie racji – śpi. Jakoś mało wystarczające jest ogłoszenie, że przeciwnicy tezy, iż to człowiek jest głównym i decydującym czynnikiem wpływu na ocieplenie klimatu, to sekta zwolenników płaskości ziemi i że owo ocieplenie w ogóle ma miejsce jako proces nie mieszczący się w naturalnym biegu cykli historii ziemi. W tekście podnosiłem sprawę poważnej dyskusję na argumenty nie tylko w sprawie samego ocieplenia klimatu i jego decydującego powiązania z emisją CO2 i co najistotniejsze z punktu widzenia pakietu, realnego wpływu człowieka w ogóle a antropopresji pochodzącej z Europy w szczególności.

W sprawie pakietu należy pytać o same obecne zasady handlu prawami (kto jest dysponentem, właścicielem tych praw powinno zostać powiedziane dla potrzeb rynkowych) i o ocenę poziomu emisji danego Państwa i terenu. Tu musi być wyjaśnione biznesowe tło przyczyny i to szybkiego odejścia od zapisu z protokołu Paryskiego mówiącego o przyjęciu, bo uwzględniającej pracę lasów w pochłanianiu tego gazu, realnej wartości emisji z danego obszaru.

Choćby to, że każdy postulat doktrynalnej ochrony środowiska – radykalnie ingerujący w możliwości życiowe człowieka, wprowadza naruszenie równowagi ergo – działa na szkodę i człowieka i środowiska.

Należy podnieść następną sprawą, która może być wskazana jako naruszająca w sposób zasadniczy obowiązujące reguły właściwego podejścia do zachowania dobrostanu środowiska przy równoprawnym i racjonalnym utrzymaniu warunków życia człowieka. W zakresie handlu prawami emisyjnymi a tym bardziej obecnych zasad jego prowadzenia należy poruszyć zderzenie generalnej motywacji dążenia do opanowania poziomu emisji z terenu – tu UE z realiami i też samymi zasadami. Minimalizacja powinna oznaczać dążenie do wartości minimalnej przypisanej w skali makro – dla tego terenu. Kto i jak wyznacza tą wartość aktualnie właściwą? Nawet tło poziomu emisji nie jest takie samo w każdym terenie i kraju. Gra rynkowa oznacza porównanie popytu i podaży jakiegoś produktu. Producentami są ci, którzy wytwarzają emisję CO2 a handel prawami emisyjnymi odbiera im podstawy ekonomiczne dla dokonania zmian czyli ich dyskryminuje. Oczywiście jest możliwość uznaniowego dofinansowywania takich zmian ale handel oznacza przepływ pieniędzy między podmiotami transakcji. Konic kropka. Ktoś uprawnienie sprzedaje a ktoś inny kupuje. Ten kto je kupuje, pieniędzy na zmiany i poprawę sytuacji już nie ma. Powtarza się pytanie o wytwórcę i rynek owego towaru.

Tyle, choć długo a najkrócej i do rozważenia tematu handlu emisjami w obecnym wydaniu, zwłaszcza w kontekście zasad czczonych dogmatycznie przez zielonych.

* Autor jest doktorem inżynierem, em. pracownikiem Akademii Górniczo-Hutniczej.

To jest najlepszy czas, aby przyspieszyć prace nad projektem przepisów o wolności słowa w internecie i jak najszybciej skierować go do Sejmu - powiedział w piątek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W środę usunięty został przez administratora z Facebooka profil Konfederacji.

Jest rzeczą absolutnie niebywałą i nieakceptowalną, żeby w polskim państwie ktoś, prywatny właściciel medium, w tym wypadku społecznościowego, mógł tak głęboko ingerować i naruszać sferę wolności debaty politycznej i wpływać na przyszły wynik wyborów — mówił Zbigniew Ziobro. Jak dodał „nie ulega wątpliwości, że wypracowana przez długie lata relacja między danym środowiskiem politycznym, a jego odbiorcami, poprzez tego typu ingerencje napotyka bardzo poważne przeszkody i w konsekwencji rokuje na możliwości sprawnej komunikacji z wyborcami”. Zbigniew Ziobro podkreślił, że „o demokracji możemy mówić wtedy i tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z gwarancją wolności słowa i debaty”. To są te wartości w samym centrum demokracji i te wartości takimi decyzjami wielkich korporacji internetowych i mediów społecznościowych jawnie zagrożone i naruszane — powiedział.

Dlatego - zdaniem ministra - wskazuje to na potrzebę przepisów, które „zabezpieczałyby polskich obywateli i działające w Polsce środowiska polityczne przez tego rodzaju zewnętrzną, nieuprawniona i bezprawną w rozumieniu polskiej konstytucji, ingerencją prywatnych podmiotów”. To wydarzenie pokazuje zasadność naszej inicjatywy stworzenia specjalnej regulacji prawnej, która ograniczałaby co najmniej tego rodzaju praktyki. (…) Jeśli tak się nie stanie, będziemy obserwować kolejne, podobne wydarzenia ze strony tego lub innych mediów społecznościowych, które mogą ingerować na przykład w przededniu wyborów — powiedział minister sprawiedliwości. Przypomniał, że rok temu powstał w resorcie taki projekt ustawy i „to jest najlepszy czas, aby prace przyspieszyć i jak najszybciej skierować ten projekt do Sejmu”.

Opracowany w resorcie sprawiedliwości projekt ustawy dotyczącej ochrony wolności słowa w internecie został przedstawiony przed rokiem i skierowany do KPRM z wnioskiem o wpisanie do wykazu prac legislacyjnych. W ostatnich miesiącach trwały konsultacje tego projektu. Jak przed rokiem informowano główne założenia propozycji, to m.in.: powołanie Rady Wolności Słowa złożonej z pięciu członków wybieranych przez Sejm oraz możliwość wniesienia reklamacji od decyzji serwisów społecznościowych o blokowaniu treści.

Zgodnie z cytowanym w środę w mediach oświadczeniem biura prasowego portalu społecznościowego, strona Konfederacji została usunięta z powodu powtarzających się naruszeń zasad Facebooka dotyczących mowy nienawiści poprzez publikowanie „treści bezpośrednio atakujących inne osoby na podstawie tzw. cech chronionych, takich jak narodowość czy orientacja seksualna” oraz zasad dotyczących dezinformacji na temat COVID-19, „a w szczególności fałszywych twierdzeń o tym, że maski nie ograniczają rozprzestrzeniania się choroby, że śmiertelność COVID-19 jest taka sama lub niższa niż grypy, a także że szczepionki na COVID-19 nie zapewniają żadnej odporności i są nieefektywne”. Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak ocenił, że usunięcie przez Facebook profilu formacji to „ingerencja w polską demokrację nie na rzecz prawdy, tylko na rzecz zawężenia swobody debaty i wyboru politycznego”.

Propozycje z konsultacji

Projekt tzw. ustawy wolnościowej jest gotowy, uwzględniono część propozycji z konsultacji; Rada Wolności Słowa, która będzie rozpoznawać reklamacje od decyzji wielkich serwisów będzie umiejscowiona w strukturach KRRiT – powiedział w piątek wiceszef Ministerstwa Sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Sebastian Kaleta powiedział na konferencji prasowej, że rok temu zaprezentowany został projekt tzw. ustawy wolnościowej, która – jak mówił – ma za zadanie chronić Polaków przed „ingerencją wielkich korporacji w możliwość korzystania z wolności słowa w Polsce”. Wyjaśnił, że 9 miesięcy trwało oczekiwanie na możliwość przeprowadzenia konsultacji.

Pod koniec września projekt został wysłany do konsultacji i w ciągu ostatnich 3 miesięcy był konsultowany, wpłynęło do Ministerstwa (Sprawiedliwości) kilkaset uwag — zaznaczył Sebastian Kaleta. Projekt ustawy uwzględniający cześć z propozycji, które zostały przekazane w konsultacjach jest gotowy i zostanie dzisiaj skierowany do dalszych prac Rady Ministrów — powiedział Sebastian Kaleta. Dodał, że projekt może być przyjęty bardzo szybko, jeśli taka będzie wola Rady Ministrów. I będziemy to oczywiście rekomendować i takie wnioski składać — zapowiedział Sebastian Kaleta.

Wiceminister sprawiedliwości mówił, że przygotowany projekt ustawy nie stoi w sprzeczności z rozwiązaniami, które w przyszłości być może staną się prawem unijnym. Sebastian Kaleta podkreślał, że znaczenie prawa użytkowników w Polsce do przywrócenia treści, jeśli została usunięta pod fałszywym oskarżeniem o naruszenie przez tą treść porządku prawnego. Mówił, że po konsultacjach wprowadzono do projektu kilka zmian. Podstawowa zmiana, która będzie przez nas proponowana polega na tym, że Rada Wolności Słowa, która jest głównym organem państwa, który będzie rozpoznawał reklamacje od decyzji wielkich serwisów będzie umiejscowiona w strukturach Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji — przekazał Sebastian Kaleta.

Druga istotna zmian to – jak mówił Sebastian Kaleta – rozszerzenie podmiotów, które będą pozwalały Radzie Wolności Słowa dokonywać rozstrzygnięć. Rada Wolności Słowa będzie korzystała z ekspertów, którzy będą rekomendowani przez takie organizacje jak Naczelna Izba Lekarska, samorządy zawodowe, również specjalistyczne urzędy, urzędy centralne — powiedział Sebastian Kaleta. Zapowiedział też, że dodatkową regulacją będzie wprowadzenie tzw. podmiotów sygnalizacyjnych. Chodzi o to – jak mówił – żeby urzędy mogły certyfikować organizacje, samorządy, instytucje, które mają szczególną wiedzę i znaczenie w poszczególnych dziedzinach życia. I te podmioty będą mogły zgłaszać Radzie ewentualne naruszenia dot. publikacji w mediach społecznościowych.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/580849-ms-reaguje-na-dzialania-facebooka-ws-konfederacji

Więcej informacji o projekcie ustawy znajdą Państwo na:
https://www.krakowniezalezny.pl/tag/wolnosc-w-sieci

Andrzej Kalinowski

W okresie świątecznym, choć nie w świątecznym kontekście, wspominamy imię okrutnego króla Heroda - wg Ewangelii św. Mateusza - żydowskiego kata własnego narodu. Poniżej prezentuję Państwu wybór zdjęć z Herodionu – fortecy Heroda Wielkiego, usytuowanej na szczycie wzgórza niedaleko Betlejem. Znajduje się ona w odległości 11 km na południe od Jerozolimy. Jak podaje Wikipedia pałac (na planie koła) zbudowano w latach 24–15 p.Chr.

Grób Heroda został odnaleziony w mieście założonym przy pałacu 7 maja 2007 przez archeologów z Uniwersytetu Hebrajskiego pod kierownictwem Ehuda Necera. W latach 132–135 (drugie powstanie żydowskie) Herodion stał się siedzibą przywódcy powstania Szymona Bar Kochby a w V-VI w. na szczycie osiedlili się mnisi chrześcijańscy. Wykopaliska w latach 1962–1967 przeprowadził archeolog włoski, franciszkanin o. Virgilio Corbo. Wydobyto wówczas pozostałości konstrukcji herodiańskich oraz późniejszych budowli. Po roku 1967 Herodion przeszedł w ręce Izraelczyków, którzy kontynuowali prace badawcze. Obecnie teren fortecy jest izraelskim parkiem narodowym (Tablica informacyjna przy wjeździe do parku, fot. Wikipedia): https://photos.app.goo.gl/8BMNSfriwrwvBzSY7

Minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro podkreślił podczas konferencji prasowej, że powołanie komisji śledczej ws. inwigilacji nie ma swojego uzasadnienia. Jak dodał, obowiązkiem państwa jest zapewnienie organom ścigania możliwości wypełniania ich obowiązków.

Według amerykańskiej agencji prasowej Associated Press, powołującej się na ustalenia działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab, oprogramowaniem Pegasus inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro został zapytany na konferencji prasowej o komisje śledczą, która miałaby wyjaśnić te doniesienia.

Wniosek o powołanie komisji śledczej

Jeszcze przed świętami byłem pytany o to, czy polskie organy ścigania dysponują programami, które skutecznie pozwalają inwigilować osoby podejrzane o popełnienie przestępstw, które posługują się nową technologią. Odpowiedziałem, że tak, że polskie służby posiadają takie możliwości i kompromitacją polskiego państwa byłoby, gdyby takowych nie posiadało – wskazał szef resortu sprawiedliwości dodając, że gdyby takich programów nie było, „przestępcy mogliby podskakiwać wysoko z radości, że są całkowicie bezkarni”.

Demokratyczne państwa mają za zadanie pozyskiwać narzędzia skutecznie pozwalające docierać do informacji, kiedy nowinkami technologicznymi posługują się ci, którzy wykorzystują je w celach przestępczych – jeśli jest co do tego uzasadnione podejrzenie. Komisja śledcza miałaby swoje uzasadnienie, gdyby państwo polskie takich możliwości nie posiadało. Na tym polega manipulacja, że usiłuje się stworzyć wrażenie, że programy o których mówimy, niezależnie od ich nazw – Pegasus robi wrażenie, chociaż nie o nazwy chodzi, używane są nielegalnie – mówił Zbigniew Ziobro.

Jak zwrócił uwagę, tego typu legalne działania były dopuszczane w Polsce od dziesiątków lat, a nowe programy były stosowane wraz z rozwojem technologi – także w przypadku pojawienia się np. komunikatorów internetowych. Jeszcze raz podkreślę, że komisja śledcza byłaby uzasadniona, gdyby państwo polskie zaniechało swoich zadań, nie pozyskało programów pozwalających skutecznie realizować cele – to obowiązek służb specjalnych do przystukiwania danych, przy zachowaniu procedur. Jako prokurator generalny nie widzę powodów, by powoływać komisję śledczą – podkreślił minister sprawiedliwości.

Zgoda na inwigilację?

Zbigniew Ziobro dopytywany był też o to, czy wyraził zgodę na inwigilację. Jak wskazał, jako prokurator generalny nie uczestniczy w tych procedurach. Poszczególne czynności realizują organa mające do tego kompetencje, uprawnienia. Sam takiej procedury, o ile pamiętam, nie zatwierdzałem w żadnej sprawie. Gdybym nawet zatwierdzał, to media przez długi czas robiłyby seans wskazując, że dopuściłem się złamania prawa karnego, że popełniłem przestępstwo. Takie informacje są objęte klauzulami ściśle tajnymi. Takie jest polskie prawo. Ujawnienie tego rodzaju informacji, stanowiłoby przestępstwo — mówił minister.

Wszystkie sprawy, w których stosowano podsłuch – wszystko odbywało się zgodnie z prawem — podkreślił minister Zbigniew Ziobro.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/580835-ziobro-nie-widze-powodow-by-powolywac-komisje-sledcza

Przywódcy większości państw mają problem i muszą zacząć wsłuchiwać się w głos obywateli, a nie ideologów – mówi europoseł Solidarnej Polski Beata Kempa w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Polska z zadowoleniem przyjmuje, że Komisja Europejska planuje uznać energię atomową oraz gaz za źródła nieszkodliwe dla środowiska. Słyszymy jednak, że Austria protestuje wobec takiego rozwiązania, a Niemcy mogą w ostatniej chwili powiedzieć ''nie''. Czy takie założenie może przetrwać w obliczu protestów?

Beata Kempa: W nowej taksonomii oparto się o dwa powyższe elementy, ponieważ według założeń Europa ma opierać się na gazie, który będzie poprzez Nord Stream2, płynąć przez Niemcy i oni będą na tym zarabiać. Atom może burzyć ten plan. W momencie, kiedy nam zabraknie tych nośników, to będą mogli na tym skorzystać, przesyłając gaz do nas. Przeforsowanie tego, że atom znajdzie się w taksonomii, burzy wymyślaną przez nich układankę. Dla nich jest to strzał w plecy, dlatego będą próbować to torpedować poprzez różne podmioty. Cały czas uważamy, że w tym przypadku piłka jest ciągle w grze.

Kto odpowiada za wzrost cen energii w Europie?

Największym winowajcą jest handel emisjami. To przez ten system zarzynane są europejskie gospodarki. Jest to system groźny dla Polski, dla naszych kopalni i elektrowni, dlatego, że nie przystosujemy naszej gospodarki do oczekiwanych wymogów w tak krótkim czasie. Za wysokie ceny emisji płacą nasze firmy oraz podatnicy. Jako Solidarna Polska od dawna o tym alarmowaliśmy. To nasze ugrupowanie było autorem uchwały, która została poparta przez PiS i obligowała i popierała polski rząd ws. reformy i zawieszenia działania systemu EU ETS.

Propozycja polskiego rządu nie została przyjęta. Ceny prądu rosną w całej Europie, natomiast polska opozycja winą za wzrosty w Polsce obarcza polski rząd. Jak pani na to odpowie?

Wysokie ceny dotykają wszystkich. Przywódcy większości państw mają problem i muszą zacząć wsłuchiwać się w głos obywateli, a nie ideologów. Wzrost cen ETS-ów wpływa na kondycję gospodarek i należy podjąć jak najszybsze działanie, żeby to zmienić. Weźmy również pod uwagę, kto tu podejmował decyzję i na co się zgodził.

O kim mowa?

O Donaldzie Tusku. To były premier mógł pomyśleć, żeby rozpocząć liczenie modernizacji od 1990 roku, a nie od 2005 roku. W ten sposób podarowaliśmy i zmarnowaliśmy czas i dużą pracę wykonywaną przez Polskę przez 15 lat w zakresie czystego powietrza. Dodatkowo musimy sobie prześledzić konstrukcję umów gazowych o których wielokrotnie mówił poseł Janusz Kowalski. Umowy były niekorzystne i zawierane na długie lata.

Opozycja odbija piłeczkę i pojawia się argument, że to premier Mateusz Morawiecki zgodził się na obniżenie liczby emisji w handlu.

My jako Solidarna Polska od 2011 roku alarmowaliśmy, że w tej materii będzie armagedon. Nie możemy być naiwni. Toczy się ogromna gra interesów potężnych graczy takich jak Niemcy i Francja. Niemcy walczą o wiatraki i gaz, a Francja o technologię jądrową. Zobaczmy co w tej chwili dzieje się z Turowem. To tylko namiastka tego prowadzi walka o interesy. Uruchamia się potężne narzędzia, które mają pomóc wygrać grę gospodarczą i mogą uderzyć w Polskę lub w Węgry. Trzeba pamiętać, że ten proces rozpoczął się za rządów Donalda Tuska, który dziś jest przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej. Pytam wprost, co zrobił Donald Tusk? Przecież ma wpływ na tych wszystkich ideologów. Jeśli tak bardzo troszczy się o Polaków, martwi podwyżkami, to niech odpowie, czy choć jedną rozmowę odbył w tej sprawie?

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/247813/wzrost-cen-energii-kempa-co-zrobil-donald-tusk.html

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro stwierdził, że "Polska powinna wetować szaleńczą politykę klimatyczną UE i projekty pana Timmermansa".

Prokurator Generalny skrytykował unijną politykę klimatyczną promowaną przez wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa. "Już teraz widzimy konsekwencje radykalnej polityki klimatycznej UE, która doprowadziła do drastycznych podwyżek cen energii i gazu. A jeśli w życie wejdzie szaleńczy projekt pana Timmermansa, doprowadzi do zubożenia milionów obywateli Unii, w tym Polaków" – stwierdził lider Solidarnej Polski na konferencji prasowej. Następnie Zbigniew Ziobro ocenił to, co może się wydarzyć po wprowadzeniu Fit for 55 mianem "tsunami dla sytuacji finansowej polskich rodzin". Zaznaczył, że w związku z tym zajmuje jednoznaczne stanowisko, że "Polska powinna wetować szaleńczą politykę klimatyczną UE i projekty pana Timmermansa".

Szef resortu sądownictwa zadeklarował, że jego ugrupowanie opowiada się za ochroną klimatu, "ale w sposób racjonalny, który będzie godził potrzeby człowieka z potrzebami klimatu". "Jesteśmy przeciwko radykalnym zmianom, prowadzącym do ubóstwa obywateli i regresu gospodarki. Nie możemy stawiać klimatu ponad człowiekiem" – skwitował Zbigniew Ziobro.

"Timmermans proponuje drożyznę"

W podobnym tonie kilka dni temu na antenie TVP Info wypowiadał się inny polityk Solidarnej Polski, i wiceminister klimatu - Jacek Ozdoba. Polityk stwierdził, że wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans usiłuje stworzyć w UE „machinę do zarabiania pieniędzy”, a ceny emisji rosną przez działalność spekulantów, którzy zabierają uprawnienia z rynku, „mrożą” je w ramach swoich aktywów, co prowadzi finalnie do nieuzasadnionego, nierynkowego wzrostu cen. – Chodzi o to, by ceny węgla były jak najwyższe i by było to nieopłacalne. (…) Widzimy wprost jawną korupcję – politycy europejscy przechodzą do spółek zależnych od Gazpromu, być może ktoś ma powiązania z tymi środowiskami, które zarabiają gigantyczne pieniądze na handlu emisjami – mówi Jacek Ozdoba.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/247786/ziobro-krytykuje-fit-for-55-trzeba-wetowac-projekty-pana-timmermansa-.html

Radio Maryja

Kiedy zobaczyłam rysunek profanujący wizerunek Świętej Rodziny, byłam absolutnie zbulwersowana. Teraz powstaje pytanie: co z naszymi uczuciami religijnymi? Nasze wartości, wartości chrześcijan zostały bardzo brutalnie naruszone i są bezwzględnie propagowane. Należy pamiętać, że to działa w dwie strony. Tego typu obrazy pokazują, jak bardzo wszelka ideologia antychrześcijańska będzie posuwać się coraz dalej – powiedziała Beata Kempa, poseł do Parlamentu Europejskiego, w rozmowie portalem Radia Maryja.

Na okładce grudniowego wydania niemieckiego magazynu „Siegessäule Magazin” pojawił się „wizerunek homoseksualnej Świętej Rodziny”. Aktywista LGBT profanuje wizerunek Maryi, pozując w gęstym zaroście na twarzy oraz w białej szacie i niebieskim welonie na głowie, trzymając w rękach lalkę, która wyraźnie przedstawia Jezusa Chrystusa.

– Kiedy zobaczyłam ten rysunek, byłam absolutnie zbulwersowana. Teraz powstaje pytanie: co z naszymi uczuciami religijnymi? Nasze wartości, wartości chrześcijan zostały bardzo brutalnie naruszone. Należy pamiętać, że to działa w dwie strony. Tego typu obrazy pokazują, jak bardzo wszelka ideologia antychrześcijańska będzie posuwać się coraz dalej – akcentowała Beata Kempa.

Na innym zdjęciu aktywista LGBT pojawia się z drugim mężczyzną. Fotografia zachowana jest w tęczowych barwach, co symbolizuje „homoseksualną Świętą Rodzinę”.

– Temu na pewno trzeba położyć kres, czyli nie godzić się na tę nowomowę. Osobiście nie będę się na nią godzić. Nie będę stosować tych zaleceń, bo to są tylko jakieś zalecenia, a nie nakazy czy rozkazy. Jako chrześcijanie nie będziemy się do nich stosować – podkreśliła europoseł.

4 grudnia 2021 roku w Warszawie odbyło się spotkanie liderów europejskich partii konserwatywnych i prawicowych, którzy dyskutowali m.in. o współpracy i przyszłości Unii Europejskiej, o reformach instytucjonalnych. Beata Kempa oceniła, że to spotkanie było pierwszą formą oporu instytucjonalnego względem brutalnej profanacji wartości chrześcijańskich w instytucjach Unii Europejskiej.

– Opór musi być nie tylko indywidualny, a my (chrześcijanie) będziemy stosować go w granicach norm i tak jak nakazuje nam nasza wiara, ale musi być także opór instytucjonalny. Wymiarem oporu instytucjonalnego jest pierwszy szczyt przywódców państw konserwatywnych, ugrupowań konserwatywnych funkcjonujących w ramach państw członkowskich – zwróciła uwagę poseł do Parlamentu Europejskiego.

Beata Kempa zaznaczyła, że partie konserwatywne jednoczą siły i prowadzą rozmowy na temat przyszłości Europy i ochrony fundamentów chrześcijańskich, na których została zbudowana cywilizacja łacińska.

– Dziś widzimy, że liderzy ugrupowań konserwatywnych, szczególnie w tych krajach, w których w przyszłym roku będą się odbywać wybory, mają duże szanse, aby te wybory wygrać. Dotyczy to Francji, Włoch, ale także Hiszpanii. Te partie, łącząc się w grupy w Parlamencie Europejskim, spotykając się na bazie inicjowanych różnych debat antychrześcijańskich, „odnalazły się”. Partie konserwatywne jednoczą siły, dużo rozmawiają. Myślę, że spotkanie liderów europejskich partii konserwatywnych i prawicowych nie było pierwszym i ostatnim, ale stało się początkiem spotkań i wielkiej dyskusji, a także wniosków co do tego, jaka ma być przyszłość Europy – mówiła europoseł.

– Dyskusje na temat przyszłości Europy nieustannie się toczą. Dyskutuje się nad przyszłością Europy federalistycznej i Europy państw narodowych, a co za tym idzie: różnych ideologii (inżynieria nowego człowieka czy kwestia hołdowania wartościom, na których Unia Europejska powstała) – dodała.

Poseł do Parlamentu Europejskiego podkreśliła, że spotkania partii konserwatywnych i prawicowych mają ogromne znaczenie.

– Spotkania liderów europejskich partii konserwatywnych i prawicowych mają fenomenalne znaczenie i będą absolutnie kontynuowane i mogą doprowadzić do tego, że przewaga sił liberalno-lewicowych (szczególnie w Parlamencie Europejskim) będzie topnieć. Jestem przekonana, że większość ludzi zdaje sobie sprawę, że absurdy propagowane na Zachodzie muszą dojść do ściany i spotkać się z reakcją – zwróciła uwagę europoseł.

Notowała Emilia Augustynowicz.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-b-kempa-brutalne-naruszanie-wartosci-chrzescijanskich-pokazuje-jak-bardzo-wszelka-ideologia-antychrzescijanska-bedzie-posuwac-sie-coraz-dalej

Jadwiga Klimkowicz

Czas św. Norberta - poznajmy tą zapomnianą postać Kościoła...

Jednym z moich wyzwań u Sióstr Norbertanek w Imbramowicach, była realizacja filmu "Czas św. Norberta" z okazji założenia klasztorów premonstratensów, które powstały dokładnie 24 grudnia 900 lat temu.

Św. Norbert różnie jest postrzegany, przez jednych przychylnie, przez innych nie. Wzbudza zapewne kontrowersje, gdyż próbował podporządkować sobie nieokrzepły kościół w Polsce. Ja jednak staram się przybliżyć duchową myśl tego wprowadzającego nas w zakłopotanie zakonnika. Dlaczego zakłopotanie? Moim zdaniem nie chodzi tylko o historię naszego kraju, ale prawdę, która i dziś jest nadal aktualna. Dostrzegał rzeczy, które rozbijały kościół od wewnątrz i głośno o tym mówił. Św. Norbert był człowiekiem głębokiej wiary i jasnej wizji kościoła, prowadził życie skromne, trzymając się z dala od zbytków tego świata i tak stał się świętym.

Praca przy tym filmie była dla mnie wyjątkowym wyzwaniem, ponieważ materiałów o św. Norbercie jest bardzo mało, a pandemia uniemożliwiła wiele wyjazdów by zrealizować zdjęcia. Głównym jednak powodem wyjątkowości tej produkcji, była ciężko chora Siostra Przeorysza Maria Przybysz (dzisiaj już śp.), która - pomimo ciężkiego stanu zdrowia - tłumaczyła teksty z języka niemieckiego, by mógł powstać film na którym jej bardzo zależało.

Film z okazji 900-lecia powstania Norbertanów. To dzięki Niej i dla Niej, choć wiedziałam, że czas zbyt jest krótki, że nie sprzyja aura, to jednak warto przybliżyć myśl św. Norberta. To dzięki Niej i dla Niej Państwo możecie zanurzyć się w potędze wiary i zrozumienie sensu istnienia klasztorów norbertańskich. To właśnie Siostra Przeorysza w nocnych porach naszej pracy wspierała nas wysyłając nam min. słowa: "Dziękuję Państwu, że mimo tak trudnych warunków terminowych podjęli się Państwo zadania, to prawdziwy miód na moje serduszko i cała pociecha w chorobie".

Na zawsze zostawię sobie w moich zapiskach tego smsa, przedostatniego Siostry do mnie. Była nam bardzo wdzięczna, jednak to wszyscy my powinniśmy być wdzięczni za jej opiekę i siłę, którą nam dała. Warto przemyśleć dlaczego takie klasztory są potrzebne, dlaczego Siostry w zamknięciu za kratami czynią dla nas tak wiele dobra. Dziś w Polsce mamy już tylko dwa klasztory Norbertanek, a w nim Siostry, które nadal dzielnie sprawują swoją misję! One modlą się za nas, a my módlmy się aby ich było więcej!

Ponieważ to one otaczają swoją modlitwą wszystkich najbardziej potrzebujących! Czym jest modlitwa? Po co jest modlitwa? Dlaczego nam jest potrzebna? No cóż, każdy kto choć raz rano lub wieczorem rozmawiał uczciwie z Panem Bogiem dobrze wie! Dlatego pragnę Państwu z czystym sumieniem zaproponować film "Czas św. Norberta" w mojej skromnej reżyserii, który miałam zaszczyt pokazać opatowi generalnemu Zakonu Norbertanów Josowi Woutersowi. Pragnę też przy okazji podziękować wszystkim, którzy swoją pracą przyczynili się do tej krótkiej 27-mio minutowej opowieści w której, w roli głównej występuje Piotr Piecha wraz z Lucyną Korzonek i Wiktorem Miśtalem.

Dziękuję też Michałowi Kołdrasowi, Damianowi Dacie oraz mojemu synowi za muzykę którą skomponował i wsparcie na planie. Wraz z tym filmem zbliża się do mnie wielkimi krokami zamknięcie projektu, którego celem było założenie na prośbę Siostry Przełożonej grupy teatralnej, propagowanie wiedzy na temat klasztorów oraz szerzenie dobra poprzez sztukę! Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się zachęcić do poznania tej wielkiej skarbnicy wiedzy jaką są klasztory norbertańskie, które rozpoczynają następne stulecie, a w Imbramowicach wprowadza nas w ten nowy czas niezwykle dzielna Siostra Teresa, obecna Matka Przeorysza Klasztoru w Imbramowicach.

Wspierajmy ją, odwiedzajmy cudowną świątynię w klasztorze, a w czasie bożonarodzeniowym warto wybrać się na wycieczkę, choćby po to, by podziwiać niezwykle piękną szopkę. Każda pora roku jest tam piękna, każda chwila spędzona w świątyni daje nam energię i siłę do przetrwania wszelkich trudów. Warto też wiedzieć, iż 30 listopada 2003 roku, w Pierwszą Niedzielę Adwentu Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup prof. Kazimierz Ryczan, ordynariusz Diecezji Kieleckiej ustanowił imbramowicką świątynię klasztorną regionalnym Sanktuarium Męki Pańskiej w związku z rozwijającym się kultem Pana Jezusa Cierpiącego w tutejszym łaskami słynącym Obrazie.

Raz jeszcze polecam film (https://www.youtube.com/watch?v=biDY_3kSlGI) oraz stronę klasztoru w Imbramowicach (http://n.tjmedia.pl)!

Solidarna Polska jest za racjonalną ochroną klimatu. Pakietu ruiny nie chcemy! – podkreśla Zbigniew Ziobro.

Szef Solidarnej Polski opublikował wpis, w którym jasno zażądał od premiera zawetowania unijnego pakietu klimatycznego. Jednocześnie minister sprawiedliwości wskazał, że odpowiedzialność za "szaleńczą politykę klimatyczną" ponosi Europejska Partia Ludowa i jej lider.

"Polska musi odrzucić unijny pakiet klimatyczny, wtedy rachunki za prąd spadną o 60%. Za szaleńczą politykę klimatyczną UE odpowiada Europejska Partia Ludowa, na czele której stoi Donald Tusk. Solidarna Polska jest za racjonalną ochroną klimatu. Pakietu ruiny nie chcemy!" – napisał Zbigniew Ziobro w mediach społecznościowych.

Ile zapłacimy za prąd w przyszłym roku?

Eksperci Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE) policzyli, jaki wpływ na wysokość rachunków za energię dla gospodarstw domowych w 2022 roku będzie miał ogłoszony w grudniu 2021 r. wzrost taryf oraz rządowa tarcza antyinflacyjna, która m.in. zwalnia z akcyzy energię sprzedawaną gospodarstwom domowym i redukuje VAT na trzy miesiące z 23 do 5%. Dzięki temu podwyżka dla przeciętnego gospodarstwa domowego zużywającego ok. 1,8 MWh miesięcznie przy taryfie G11 będzie w pierwszym kwartale mniejsza o ok. 70% i znacznie mniej dotkliwa. Przeciętne gospodarstwo domowe zapłaci za prąd w 2022 r. miesięcznie średnio ok. 21 zł więcej niż w 2021 r. Dzięki tarczy antyinflacyjnej od stycznia do marca przeciętny rachunek wzrośnie jednak tylko o 6 zł.

Unijny system ETS generuje podwyżki

Rosnące ceny energii elektrycznej to problem, z którym boryka się obecnie cała Europa. Jedną z głównych przyczyn są wysokie ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla w unijnym systemie ETS. W Polsce koszt uprawnień do emisji CO2 stanowi aż 59 proc. całkowitej ceny energii. Dla porównania marża sprzedawców to zaledwie ok. 1 proc. Spekulacje na cenach uprawnień mają więc zasadniczy wpływ na koszt produkcji energii elektrycznej w naszym kraju. W grudniu br. cena uprawnień do emisji CO2 sięgnęła rekordowych 90 euro za tonę, czyli trzykrotnie więcej niż jeszcze na początku tego roku i jedenastokrotnie więcej niż cztery lata temu. Jak podkreślił we wpisie na Facebooku premier RP Mateusz Morawiecki, wysokie ceny ETS pośrednio wpływają na ceny wszystkich towarów i usług. Unijny system handlu emisjami ETS jest kluczowym elementem polityki UE na rzecz walki ze zmianami klimatu i podstawowym narzędziem służącym do zmniejszania emisji gazów cieplarnianych. Środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 trafiają do budżetu danego państwa i przynajmniej w połowie powinny być przeznaczane m.in. na inwestycje sprzyjające redukcji emisji gazów cieplarnianych i system wsparcia dla odbiorców energii.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/246718/ziobro-polska-musi-odrzucic-unijny-pakiet-klimatyczny.html

Dla naszego regionu w percepcji państw Zachodu, została przeznaczona rola podwykonawców. To jest nadal kolonialne myślenie, którego oczywiście nikt tak nie nazywa” – przekonuje wybrany z listy PiS europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki w rozmowie z portalem wPolityce.pl, dotyczącej kryzysu cywilizacji, z którym zmaga się Unia Europejska.

wPolityce.pl: W listopadzie zorganizował Pan konferencję „Zderzenie kulturowe w UE”. W grudniu grupa EKR przygotowała konferencję „Jak zreformować Unię dla przyszłości Europy?”. W jakim celu organizujecie takie wydarzenia?

Patryk Jaki: Jak to bywa w zwyczaju u konserwatystów, jest to forma pracy u podstaw. Uważamy, że trzeba pamiętać o pracy ideowej. Za każdym razem, kiedy zło ubiera się w szaty rewolucji (oczywiście pod pięknymi hasłami), to potrafi niszczyć, natomiast nie potrafi nic stworzyć. W historii często było tak, że w momencie kumulacji zła zawsze rodziło się coś dobrego. Tak było w przypadku niektórych wydarzeń rewolucji francuskiej, czyli np. rzezi w Wandei. Po niej do władzy dochodziły kolejne frakcje, które ścinały swoich poprzedników, mordowano księży, tworzono własny, świecki kościół, wymieniano kalendarz itd. W czasie, gdy to całe szaleństwo trwało, zrodził się konserwatyzm, w formie jaką znamy do dziś. I to nie tylko we Francji, ale rozprzestrzenił się na cały świat. Dziś będzie tak samo. Jeżeli ten walec kolejnej rewolucji (niektórzy mówią neomarksistowskiej, inni o transhumanizmie), jeśli tzw. cancel culture, jeżeli idea „woke”, szerzą się w Europie, ale również w USA, to zadaniem konserwatystów jest proponować i pokazywać ludziom alternatywę. Historia jest nauczycielką życia i my jesteśmy przekonani, że dokładnie tak jak to bywało kiedyś, ta rewolucja musi skończyć się źle i do ludzi prędzej czy później dotrze, że niszczyć jest łatwo, a tworzyć dużo trudniej. Naszym zadaniem jest budować świadomość społeczną i to był główny cel konferencji, którą organizowałem. Chodziło o budowanie świadomości społecznej, tzn. tłumaczenie bardzo skomplikowanych procesów. Jestem przekonany, że można dotrzeć do ludzi. Jeżeli ci ludzie, którzy odpowiadają za rewolucję uważają, że człowiek będzie potrafił żyć bez transcendencji, to po prostu bardzo głęboko się mylą.

Jakie kryzysy składają się na rewolucję, z którą mamy obecnie do czynienia?

Przeżywamy kryzysy na kilku płaszczyznach. Po pierwsze jest to kryzys wolności, po drugie kryzys tożsamości i po trzecie kryzys instytucjonalny. To wszystko, jak to niestety bywało już w historii, łączy się w kryzys gospodarczy. Dlaczego mamy kryzys wolności? Ponieważ dzisiaj w Europie niestety nie można już wszystkiego powiedzieć. Przypominam, że Europa była budowana na wartościach chrześcijańskich, które niosły ze sobą wolność, wolną wolę. Jezus Chrystus przyniósł to wraz ze swoimi narodzinami. Dzisiaj wolność jest już tylko pojęciem, które używa się jako retorycznego bata, natomiast nie ma nic wspólnego ze swoim pierwotnym znaczeniem. Na uniwersytetach nie można wypowiadać własnych przekonań, bo grozi wyrzucenie ze szkoły, nie można kwestionować ideologii gender, ponieważ zostanie się napiętnowanym, nie zrobi kariery w administracji ktoś, kto będzie miał inne poglądy niż te powszechnie obowiązujące. Na tym tle pojawiła się cała cancel culture, czyli kultura unieważnienia, że jeżeli nie zgadzasz się z jedynym możliwym nurtem, to zostajesz wycancelowany (wykasowany – red.) - to jest twój kryzys wolności. On dotyka Europę.

Jak zdefiniować inne problemy naszej cywilizacji?

Drugi jest kryzys tożsamości. Na Zachodzie mówi się o kulturze woke. Jej piewcy to ludzie, którzy żyją tak, jakby nagle się obudzili i uważają, że przed nim nic nie było, nic nie zostało zbudowane, a dorobek cywilizacyjny nie ma żadnego znaczenia. Z tego bierze się kryzys tożsamości, bo jeśli nie masz się do czego odwołać, to jest mniej więcej tak samo, jakby ktoś wybierał się na skomplikowaną podróż w Tatry, nie używając wyobraźni. Mądry człowiek przygotowując się do drogi, będzie jednak korzystał z lat doświadczeń wielu ludzi, którzy przechodzili tą trasą i potrafią wskazać, co robić, a czego nie, której drogi unikać, jak się ubrać. Po prostu korzysta z doświadczeń pokoleń. Natomiast człowiek głupi po prostu tam pójdzie i uzna, że nic przed nim nie było i on sam sobie poradzi, przez co często kończy śmiercią. To jest taka analogia do tego, jak próbuje się wycancelować cały dorobek cywilizacyjny. Ten kryzys tożsamości niestety coraz częściej widać na ulicach, jak w Stanach Zjednoczonych atakowano pomniki Pułaskiego czy Kościuszki, który przeznaczył swoje środki życia, żeby wykupić jak największą ilość niewolników. Mówię o Stanach, ponieważ to jest pewien symbol cywilizacji zachodniej, o której ludzie chcą zapomnieć.

Co nie tak jest z instytucjami?

Kryzys instytucjonalny polega na odejściu od zasady trójpodziału władzy. Każda demokracja, by w ogóle mogła nazywać się demokracją w rozumieniu „zachodnim”, opiera się na zasadzie, że każda z władz (ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza) rezygnuje z jakiejś części swojej omnipotencji, żeby inna mogła ją kontrolować. Tak się tworzy monteskiuszowskie „check and balance” (w dosłownym tłumaczeniu „sprawdź i balansuj”; w wolnym tlumaczeniu mechanizm kontroli i równowagi – red.). Obecnie w UE jest stworzony system, w którym nie ma żadnego „check and balance”, tradycyjnego podziału władzy, tylko Komisja Europejska rości sobie prawo do tego, aby jednocześnie być władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, czego Polska dzisiaj doświadcza. Tak naprawdę dla ludzi ten system podejmowania władzy jest nieczytelny, nie ma nic wspólnego z demokracją. Co więcej, akurat w Unii Europejskiej zachodzi coś na kształt zjawiska „deep state”, które znamy na podstawie przełomowych książek ze Stanów Zjednoczonych. Według nich to głęboko ukryte przed opinią publiczną grono ludzi, którzy nie są przez nikogo wybierani, a tak naprawdę podejmują kluczowe decyzje w państwie, czy instytucjach. Dziennik „Libération” opisał jak ten „deep state” wygląda w Unii Europejskiej i to się złożyło na kryzys instytucjonalny.

Dlaczego sądzi pan, że te trzy elementy składają się na kryzys gospodarczy?

Ponieważ przez te trzy kryzysy, Europa jest zbyt mało pewna swoich możliwości i nie potrafi korzystać ze swojego dorobku. Dużo pieniędzy angażuje w ideologię i walkę z prawdziwą wolnością, więc siłą rzeczy nie jest w stanie zbudować silnego mechanizmu, który byłby w stanie budować jej pozycję na świecie. I dlatego polityczna i gospodarcza konkurencyjność Europy spada, i Stary Kontynent coraz mniej liczy się w rozdaniu geopolitycznym. Stąd nasze wszystkie konferencje i działania, gdyż uważamy, że gdyby udało się rozwiązać te trzy osie kryzysowe (a przecież nie jest to trudne, wystarczy wrócić chociażby do tego, co mówili ojcowie założyciele UE) wtedy Europa mogłaby spokojnie znów być, tak jak bywało to drzewiej w historii, jednym z najważniejszych kontynentów, który nadawał ton rozwojowi całego świata. Chcemy budować świadomość społeczną nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie, ponieważ konferencje były celowo tłumaczone na inne języki po to, by zostały w Internecie, mogły być punktem odniesienia i by można było do nich wracać, i przekonywać ludzi, że Europa nie musi być tak słaba, jak sama w tej chwili się definiuje.

Ryszard Czarnecki w wywiadzie dla tygodnika „Sieci” stwierdził, że ataki z Brukseli na Polskę są spowodowane dynamicznym rozwojem Polski, z czym europejskie elity nie mogą się pogodzić. Czy zgodzi się Pan z taką opinią?

To jest jedna z przyczyn, dla których Polska jest atakowana. Obserwujemy wzrost znaczenia państw Europy Środkowo-Wschodniej, którego symbolem jest nasz kraj, dlatego na Polskę poszedł pierwszy atak, żeby dać też przykład innym państwom tego regionu, żeby siedziały cicho. Europa Środkowo-Wschodnia z Polską jako naturalnym liderem, rozwija się za szybko i goni państwa Europy Zachodniej, które są pogrążone w marnowaniu pieniędzy i czasu na głupie spory ideologiczne, które wiadomo przecież, że nie tworzą żadnej wartości dodanej. Faktycznie to jest jeden z fundamentów sporu, bo nikt nie chce, żeby w przyszłości państwa naszego regionu były równorzędnym partnerem, ponieważ dla nich w percepcji państw Zachodu, została przeznaczona rola podwykonawców. To jest nadal kolonialne myślenie, którego oczywiście nikt tak nie nazywa, ale de facto do tego się sprowadza. Jest to jeden z powodów, żeby zabić te aspiracje zanim będzie za późno.

Jakie są inne powody?

Kolejnym jest to, że w Europie generalnie dominuje nurt liberalno-lewicowy, który nienawidzi chrześcijaństwa, Kościoła, starego konserwatyzmu, prowadzi ogromną pracę, żeby politykę neomarksistowską wprowadzić szerokimi drzwiami. Polska i szczególnie polski rząd pokazuje, że może być inaczej, można bronić tych zasad. Widzą że przyjęty przez nas model oparcia na wartościach duchowych staje się znów atrakcyjny. Mówię znów, bo były czasy, gdy I Rzeczpospolita była miejscem, które inspirowało cały świat. Polska była takimi Stanami Zjednoczonymi dzisiejszego świata, gdzie każdy chciał mieszkać. Było tak ze względu na atrakcyjny model ustrojowy – wolność, w tym wolność religijną. Nie było żadnego przypadku, że akurat w Polsce była deklaracja warszawska, pierwsza konstytucja w Europie, itd. Oni widzą, że ten polski model prawdziwej wolności (nie tej reglamentowanej, która jest na Zachodzie) może być na tyle atrakcyjny, iż będzie ściągać ludzi. Dostrzegają to również w faktach, które da się policzyć. Dane pokazują, że w polskim modelu nie ma praktycznie zamachów terrorystycznych, należymy do najbezpieczniejszych państw, gdzie jest ciągle silna rodzina, czyli są względnie stabilne więzi społeczne. Dostrzegają to i dlatego Polski nienawidzą. To drugi z powodów, dla którego atakują Polskę. Trzeci jest taki, że nie chcemy się zgodzić na projekt federalizacyjny, który de facto oznaczałby projekt podboju instytucjonalnego Polski bez jednego wystrzału. Sprowadzałby się do tego, że wszystkie decyzje dotyczące naszego państwa podejmowano by w Berlinie lub Brukseli. Polacy przestaliby być gospodarzami we własnym kraju. Te trzy elementy powodują, że na Polskę jest tak ogromny atak.

W grudniu odbyło się spotkanie europejskiej prawicy i konserwatystów. Czy patrząc na sytuację polityczną np. we Francji lub Włoszech jest szansa na to, by prawica stała się znaczącą siłą w Unii Europejskiej?

Jest oczywiście na to szansa, aczkolwiek polskie elity polityczne zbyt wiele nadziei pokładają w innych. Polska przede wszystkim powinna kreślić wizję Europy rozsądku i przeciwstawić się Europie szaleństwa oraz piętnować zawłaszczania kompetencji przez unijne instytucje, działania pozatraktatowe, jak łamanie praworządności przez wszystkie agendy UE. Powinniśmy być na czele takiej kontrrewolucji, a dodatkowo odrzucać wszystkie szalone pomysły ideologiczne, jak to, że każde dziecko nawet bez zgody rodziców może sobie zmienić płeć. Powinniśmy stać na czele racjonalności i (z czasem) odrzucić wszystkie głupie pomysły związane z pakietem klimatycznym, które powodują, że mamy tak dużą inflację i wzrost cen. Przecież jeżeli dzisiaj ¾ cen energii jest narzutem ideologicznym, to proszę sobie wyobrazić, że gdyby Polska odrzuciła te głupoty nasza energia kosztowałaby jedną trzecią tego, co energia w Niemczech i innych państwach, a przez to nasza gospodarka i firmy od razu byłyby ogromnie konkurencyjne. Szybko podbilibyśmy gospodarczo Europę. Tylko od naszych elit politycznych trzeba wymagać odwagi, a nie wiecznie zgadzania się na wszystko, co mówi Zachód.

Łatwo powiedzieć. Jak to miałoby wyglądać w praktyce?

Gdy oni skaczą do pustego basenu na głowę, to nie skakać głupio za nimi, tylko po prostu budować silną, podmiotową Polskę i już przestać się tak na nich oglądać. Musimy zacząć odbudowywać nasze wpływy tam, gdzie polska kultura i ustrój są dalej atrakcyjne, czyli na byłych terenach I Rzeczypospolitej. Szukać tam potencjalnych sojuszy, np. według projektu Trójmorza. Budować silną Polskę, z którą wszyscy będą musieli się liczyć. Nie możemy oglądać się na to, czy Bracia Włosi wygrają, czy nie. Chodzi o to, żeby Polska znów stała się (tak jak bywało w najlepszych czasach I Rzeczypospolitej) punktem odniesienia, który będzie bronił rozsądku i wartości. W tym roku mieliśmy 400. rocznicę bitwy pod Chocimiem, gdzie Polacy po raz kolejny ratowali całą Europę, bo przecież wtedy historia naszego kontynentu potoczyłaby się zupełnie inaczej. Ale wówczas cała Europa była wdzięczna Polakom za to, co zrobili. Dzisiaj jest taki okres, iż Polska, mimo że jeśli chodzi o zdolność do bronienia cywilizacji europejskiej, stoi dokładnie w tym samym miejscu, gdzie znajdowała się 400 lat temu, to nikt nie jest wdzięczny, tylko wszyscy mają jeszcze pretensje. Jeśli zaczniemy czerpać korzyści z naszej kondycji kulturowej i znów twardo będziemy bronić wartości, z czasem i tak wszyscy nam podziękują. Polska stanie się punktem odniesienia – miejscem normalności, gdzie wszyscy z Europy będą chcieli przyjeżdżać. Tylko najważniejsze jest byśmy w to sami uwierzyli.

Dziękuję za rozmowę / Rozmawiał Mateusz Majewski.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/579320-jaki-w-ue-nie-ma-trojpodzialu-wladzy-to-jak-deep-state

Pani Poseł, w która stronę powinna iść Unia Europejska – federalizacji czy wspólnoty suwerennych państw?

To pytanie, na które odpowiedzi szuka dziś cała Europa. Widać wyraźny podział w udzielanych odpowiedziach. Zachód chce większej integracji debata dotyczy skali i geograficznej granicy tego procesu. Czy ma on dotyczyć tylko strefy euro czy wybranych krajów strefy euro. W tym drugim wariancie miała by powstać super zintegrowana strefa Francji, Niemiec, Holandii, Włoch, Luksemburga i Belgii. Polski w te scenariusze nie obejmują-nie jesteśmy w strefie euro, nie ma u nas też woli politycznej do głębszej integracji. To co teraz widzimy to proces pogłębiania wspólnoty bez zmiany traktatów. Kolejne decyzje trybunały w Luksemburgu i Komisji Europejskiej mają czysto polityczny charakter i są pokazem siły wobec dużego europejskiego państwa. Jeśli dziś uda się złamać Polskę, jutro będzie można złamać każde państwa w Europie.

Sam rozwój Europy musi być oparty o współpracy suwerennych państw oraz utrzymanie czterech fundamentalnych swobód: przepływu kapitału, usług, osób i towarów. Nic poza to. Nie potrzebujemy „unii wartości”, ani „głębszej unii”. Proszę pamiętać, że mocniej zintegrowana wspólnota to nie tylko przeniesienie centrum decyzyjnego do Brukseli, ale również przyjęcie wspólnej waluty, regionalizacja Polski oraz osłabienie NATO na rzecz europejskiej armii.

Armia europejska od lat jest uważana za pomysł popychający UE w kierunku federalizacji. Jakie jest w tej sprawie stanowisko Pani grupy politycznej EKR?

Uważam, że wszelkie przejawy federalizacji Unii Europejskiej, które już występują, ale są niestety poza traktatowe mogą prowadzić do niekontrolowanych procesów federalistycznych, którym my się jako EKR sprzeciwiamy. Zdecydowanie wspólna armia może być emanacją instytucjonalną takiej federalizacji i stąd uważam, że taką armią nawet jeśli by miała powstać, dużo trudniej w sytuacjach zagrożenia można byłoby dowodzić z uwagi na różnorodność i specyfikę krajów, a także różnorodność systemów obronnych w różnych krajach, więc jest to absolutnie utopijny pomysł, któremu duża część Europejskich Konserwatystów i Reformatorów się przeciwstawia. Uważam, że kraje Unii Europejskiej, które przede wszystkim należą do sojuszu północnoatlantyckiego, który jest zdecydowanie najbardziej rozwiniętą strukturą, która sprawdziła się w wielu miejscach na świecie, a także z uwagi na geopolityczne położenie Unii Europejskiej jest daleko lepszym rozwiązaniem niż jedna wspólna armia.

Wiele osób uważa, że kwestie praworządności są instrumentalnie wykorzystywane przez UE, aby atakować kraje sprzeciwiające się dalszej federalizacji UE. Czy mają rację?

Uważam, że kwestie praworządności są wywołane sztucznie, przede wszystkim przez niektórych decydentów Unii Europejskiej. Mają na celu pierwszą podstawową kwestię, mianowicie wdrażania różnego rodzaju poza traktatowych, ideologicznych mrzonek. Chcieliby narzucić swój porządek niektórym krajom, w szczególności tym, które mają rządy konserwatywne, czyli jest to próba ewidentnej dominacji takich państw jak: Niemcy, Francja przede wszystkim nad państwami takimi jak Polska, Węgry czy też w tej chwili również Słowenia.

W Parlamencie Europejskim jest Pani koordynatorem Grupy EKR w komisji ds. rozwoju i pomocy humanitarnej (DEVE), co Pani zdaniem może zrobić UE, aby zintensyfikować pomoc w krajach, gdzie panuje głód np. w Somalii czy Etiopii?

W tej chwili obszar biedy w państwach tzw. trzeciego świata, w państwach rozwijających się pogłębia się. Mimo ogromnego postępu technologicznego, mimo globalizacji, niestety obszar biedy niesamowicie się powiększa i te liczby osób, które wymagają natychmiastowej pomocy lawinowo rośnie. W tej sprawie również mówiliśmy ostatnio na konferencji organizowanej przeze mnie w ramach Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, dyskutowaliśmy o głodzie jako o największym wstydzie XXI wieku i tutaj Unia Europejska jest największym donatorem, jeśli idzie o pomoc rozwojową, ale również humanitarną. Ta pomoc w przyszłym roku będzie powiększona o kolejne środki i kolejne miliony w ramach budżetu.

W czasie debat planarnych na sesji PE wielokrotnie wypowiada się Pani o sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Co UE może zrobić, aby poprawić ich los?

Przede wszystkim Unia Europejska ma wysokiego przedstawiciela ds. mniejszości religijnych i on powinien też się skupiać na sytuacji chrześcijan. Jest to grupa, która w szczególności doznała ogromnych cierpień m.in w Syrii, Iraku w Libanie, w wielu miejscach, tam gdzie żyła do czasów arabskiej wiosny, w sposób spokojny i w jakiejś symbiozie z innymi członkami tych społeczności o innym wyznaniu. Niestety od czasu wojny w Syrii sytuacja dramatycznie się zmieniła i ta liczba spadła z półtora miliona do stu, stu pięćdziesięciu tysięcy, podobnie również w Iraku. Więc tutaj kwestia zwrócenia szczególnej uwagi na mniejszości religijne, sytuację braku podstawowych środków do życia, braku dachu nad głową, ale i też prześladowania. Takie prześladowania są również w Pakistanie. Dalsze działania wysokiego przedstawiciela ds. mniejszości religijnych i jego działanie, jego raportowanie musi być kontynuowane przez Unię Europejską. Dlatego, że sytuacja chrześcijan, jezydów i innych mniejszości religijnych w wielu krajach na bliskim wschodzie i w innych krajach jest dramatyczna.

Zbliża się połowa kadencji Parlamentu Europejskiego. Czas zmian. Jaka będzie rola grupy EKR w nowym układzie władzy w PE?

Przede wszystkim dyskusja, która została rozpoczęta przez szczyt w Polsce, gdzie spotkali się przywódcy sił prawicowych, konserwatywnych wielu krajów Europy, myślę, że te rozmowy, to zacieśnianie działań czy kierunków jest bardzo ważne w Unii Europejskiej. Dlatego, że fala liberalno-lewicowej ideologii, która w tej chwili przetacza się przez Europę, która jest zgubna zresztą dla Europy i zgubna również w skutkach, chociażby demograficznych, ale i też wielu innych pokazuje, że w tej sytuacji cywilizacja zachodu może ulegać powoli zagładzie i ta cała ideologia multikulti może skończyć dla Europy bardzo źle i dlatego przeciwwaga, jaką są konserwatyści w Europie, hołdujący takim wartościom jak: tradycja, państwa narodowe, rodzina, wartości uniwersalne, jakimi są wartości chrześcijańskie, jak najbardziej w tej chwili nabiera na sile i przede wszystkim kryzys migracyjny spowodował pewne otrzeźwienie i myślenie idące w kierunku jednak normalizacji tego wszystkiego, co się dzieje i te siły rosną i waga ich i poparcie rośnie, co pokazują sondaże w wielu krajach Unii Europejskiej, takich chociażby jak Francja czy Włochy. Dlatego druga kadencja powinna skupić się na organizacji tych sił, jeszcze większej współpracy i organizowaniu wspólnych przedsięwzięć dla odtworzenia klimatu, tego co nazywamy fundamentem, na którym powstała Unia Europejska, czyli zwróceniem uwagi na traktat, w szczególności jako główną podstawę powstania Unii Europejskiej od czego w tej chwili niestety siły liberalno-lewicowe odchodzą.

Rozpoczyna się Nowy Rok. Czego sobie i nam wszystkim życzyłaby Pani poseł w nadchodzącym roku?

Niezależnie od tego, czego doświadczamy, gdzie jesteśmy, jakie funkcje pełnimy i co robimy, to uważam, że wszyscy jesteśmy sobie potrzebni i wszyscy powinniśmy się wzajemnie szanować. Życzę Wszystkim zdrowia i nieustająco jeszcze raz zdrowie, bo ono jest niezwykle ważne, jak się w czasie tych ostatnich lat okazało. Życzę, żeby ta pandemia się dla nas wszystkich skończyła, abyśmy mogli normalnie funkcjonować. Życzę też pokoju! Myślę, że życie w pokoju, we wzajemnym szacunku jest w stanie rozwijać nas wszystkich.

Tekst i zdjęcia za: https://dorzeczy.pl/wywiady/243454/kierunki-rozwoju-unii-europejskiej.html

Radio Maryja

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej, Donald Tusk, chce powołania komisji śledczej w sprawie wykorzystywania programu szpiegowskiego Pegasus. Opozycja oskarża rząd o inwigilowanie przeciwników politycznych. Premier RP Mateusz Morawiecki zaprzecza, aby takie sytuacje miały miejsce.

Pierwsze doniesienia o użyciu szpiegowskiego oprogramowania Pegasus dotyczyły mecenasa Romana Giertycha i prokurator Ewy Wrzosek. W okresie świąt Bożego Narodzenia kanadyjska grupa Citizen Lab poinformowała, że przy pomocy Pegasusa aż 33 razy włamano się na telefon senatora Krzysztofa Brejzy z Koalicji Obywatelskiej. Daty rzekomych włamań pokrywają się z okresem, kiedy polityk był szefem sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku. To fake news – mówi premier RP Mateusz Morawiecki. – To typowy sposób działania niektórych mediów – tworzą nieprawdziwy fakt, następnie ktoś inny to cytuje, a nagle potem wszyscy przyjmują, że taka była rzeczywistość. Otóż nie było takiej rzeczywistości – oświadcza premier Mateusz Morawiecki.

Tymczasem opozycja oskarża rząd o celowe inwigilowanie przeciwników politycznych. Liczą, że w ten sposób wzrośnie im poparcie – zaznacza dr Mirosław Boruta Krakowski, socjolog. Dodaje, że rozdmuchanie afery to jednak za mało, aby przekonać do siebie Polaków. – Temat kanadyjskiej placówki, o której wiemy niewiele, a także podsłuchu, o którym nie wiemy prawie nic, (…) po prostu niewart jest uwagi – mówi dr Mirosław Boruta Krakowski.

Rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych, Stanisław Żaryn, podkreśla, że zgodę na tego typu działania operacyjne musi wydać Prokurator Generalny oraz sąd. – Polskie służby działają zgodnie z prawem. Sugestie, że służby wykorzystują metody pracy operacyjnej do walki politycznej, są nieprawdziwe. (…) Z uwagi na ograniczenia prawne nie odnosimy się do pytań dotyczących tego, czy jakieś konkretne metody i formy pracy operacyjnej są stosowane w Polsce – oświadcza Stanisław Żaryn.

Zgodnie z prawem nie można też ujawniać, wobec kogo stosowane są metody operacyjne. Donald Tusk chce dokładnego zbadania doniesień z Kanady. – Będziemy wnosić o powołanie komisji śledczej w Sejmie. Jestem przekonany, że jest to także w interesie wszystkich pozostałych sił politycznych w Polsce. Chyba nikt nie chce być bezkarnie podsłuchiwany, podglądany przez władze – przekonuje przewodniczący PO. To jednak w czasie rządów Donalda Tuska powstała lista dziennikarzy, wobec których służby specjalne miały prowadzić czynności operacyjno-rozpoznawcze. Jeden z przykładów przypomina na Twitterze redaktor naczelny „Głosu Wielkopolskiego”, Wojciech Wybranowski, który też miał być inwigilowany przez służby. „Potwierdzone przez sąd, który nazwał to >>białoruskimi standardami<<, podsłuchy wobec redaktorów Bogdana Rymanowskiego i Cezarego Gmyza w sprawie Sumlińskiego miały miejsce wtedy, kiedy Tusk wziął na siebie obowiązki koordynatora służb” – podkreśla Wojciech Wybranowski. Teraz Donald Tusk zaprzecza, aby takie sytuacje miały miejsce i dodaje, że nikt mu niczego nie udowodnił. – Mogę państwa zapewnić, że nic takiego w ciągu 6 lat nie miało miejsca. Nie podjęto żadnych czynności prawnych, które miałyby potwierdzić fałszywą tezę o podsłuchiwaniu dziennikarzy za moich rządów – mówi Donald Tusk.

Powołania komisji śledczej ws. Pegasusa chce też Koalicja Polska. Powinna powstać jak najszybciej – zaznacza poseł Stefan Krajewski. – Jeżeli nie powstanie w tej kadencji Sejmu, to w przyszłej kadencji na pewno będzie próba wyjaśnienia tej kwestii. Nie powinniśmy Polaków trzymać w niepewności. Taką sprawę powinniśmy jak najszybciej wyjaśnić – wskazuje poseł Stefan Krajewski. Za to Lewica skierowała wniosek do Najwyżej Izby Kontroli ws. wykorzystywania Pegasusa i również popiera pomysł powołania komisji śledczej. – Jeśli podsłuchuje się polityków opozycji, to nikt nie może spać spokojnie. Zwykły obywatel także nie może spać spokojnie, bo nie ma pewności, czy władza akurat nie zażyczyła sobie zajrzenia mu za firanki, pod kołdrę czy do telefonu – przekonuje poseł Krzysztof Śmiszek.

Wyjaśnień chce nie tylko opozycja, ale także prezydent Andrzej Duda. – Jeżeli pojawiają się takie twierdzenia, to sprawa wymaga wyjaśnienia – podkreśla prezydent Andrzej Duda. Były marszałek Sejmu, Marek Kuchciński z Prawa i Sprawiedliwości, nie widzi potrzeby powoływania komisji. – Sama sprawa jest nagłośniona przez opozycję i przez media, także trudno poważnie do tego się odnosić – mówi poseł Marek Kuchciński. Sejm powołuje komisję śledczą bezwzględną większością głosów. Projekt uchwały może wnieść Prezydium Sejmu lub grupa 46 posłów.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/opozycja-oskarza-rzad-o-inwigilacje-premier-m-morawiecki-zaprzecza

Kieruję dziś do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niezgodności z polską konstytucją europejskiego rozporządzenia ws. mechanizmu wiążącego dostęp do środków unijnych z kwestią praworządności - poinformował w czwartek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Szef MS podczas konferencji prasowej przypomniał, że resort sprawiedliwości i Solidarna Polska była zdecydowanie przeciwko zgodzie na warunkowe przyjęcie tzw. mechanizmu warunkowości, które ostatecznie przyjął premier Mateusz Morawiecki.

„Praworządność to może być wszystko i nic”

Zbigniew Ziobro powiedział, że po dogłębnej analizie prawnej nie ma najmniejszych wątpliwości, że mechanizm warunkowości jest rozwiązaniem jaskrawo sprzecznym z polską konstytucją. Dlatego zdecydowałem się dziś złożyć wniosek do polskiego Trybunału Konstytucyjnego, poddając to rozporządzenie o tzw. warunkowości kontroli polskiego sądu konstytucyjnego — poinformował szef MS. Jego zdaniem, interpretacja rozszerzająca przepis Traktatu o Funkcjonowaniu UE prowadzi do nadużycia uprawnień przez organy, które zdecydowały się tak sformułować swoje nowe uprawnienia i w konsekwencji jest sprzeczne - jego zdaniem - z literą i duchem traktatów i polskiej konstytucji. Jak dodał Zbigniew Ziobro, ten szantaż i przemoc ekonomiczna są stosowane przez KE „do wymuszania zmian w dowolnym obszarze pod pretekstem praworządności”. Praworządność to może być wszystko i nic. W sposób dowolny można definiować tą praworządność. Teraz słyszymy o takich definicjach, że praworządność to jest wszystko, co dotyczy UE, a więc UE ma już kompetencje wszędzie, i wszędzie i w każdej sprawie Polska i inne kraje unijne musiałyby się władzy UE podporządkować —mówił. Tu idzie więc tak naprawdę o władzę i suwerenność. O to jest spór, a nie o żadną praworządność — podkreślił Zbigniew Ziobro dodając, że to właśnie mechanizm warunkowości jest rozwiązaniem „jawnie niepraworządnym”. W czwartek resort sprawiedliwości poinformował o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o stwierdzenie niekonstytucyjności europejskiego rozporządzenia ws. mechanizmu wiążącego dostęp do środków unijnych z kwestią praworządności.

Jakie mogą być skutki orzeczenia TK?

Z kolei wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta powiedział, że ewentualne skutki orzeczenia TK w sprawie niekonstytucyjności zaskarżonych rozwiązań byłyby „bardzo istotne, jeśli chodzi o związanie władz polskich tym rozporządzeniem”. Wydanie takiego orzeczenia przez TK oznaczać będzie, że polskie władze nie będą miały upoważnienia na podstawie polskiej konstytucji, aby w jakikolwiek sposób w tych procedurach uczestniczyć. Nie będą mogły zarówno w jakikolwiek sposób wyjaśniać czegokolwiek KE w tych procedurach, nie będą mogły uczestniczyć w posiedzeniach, głosowaniach, nie tylko w swojej sprawie, ale też w sprawach innych państw — mówił Sebastian Kaleta. Dodał, że takie orzeczenie TK skutkowałoby także możliwością podejmowania przez Polskę decyzji uzupełniających „ewentualne uszczerbki wywołane bezprawnymi działaniami organów unijnych”. Sebastian Kaleta podkreślił, że z tego powodu ten wniosek do TK „jest jak najbardziej potrzebny, a polski rząd i parlament powinny być wyposażone w narzędzia obronne przed tą prawną napaścią na Polskę, którą obserwujemy od wielu miesięcy”.

„Próbuje nam się odbierać pieniądze szantażem”

Unijne rozporządzenie ws. mechanizmu warunkowości to próba bezprawnego szantażu i zawłaszczania kompetencji przez UE – ocenił wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł (fot. gov.pl). Widzimy, że dochodzi do bezprawnego zawłaszczania kompetencji przez organy UE i przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Ten wniosek ma na celu ochronę polskiej suwerenności i naszej demokracji — powiedział Marcin Warchoł. Przekonywał, że „Unia Europejska nie ma własnych kompetencji, to państwa członkowskie są dawcą i gestorem kompetencji przyznanych UE”, a Polska - jak mówił - „nie przyznała nigdy” Unii prawa do oceny swojego wymiaru sprawiedliwości. Bezprawnym szantażem jest, że próbuje nam się odbierać pieniądze, do których mamy absolutnie prawo, jest to uzurpacja kompetencji, na które Polska nigdy się nie zgodziła — mówił. Dodał, że artykuły 4 i 5 traktatu o funkcjonowaniu UE „jasno wskazują, że UE ma za zadanie chronić tożsamość konstytucyjną poszczególnych krajów członkowskich i struktury konstytucyjne”. Dlatego Trybunał Konstytucyjny jako sąd ostatniego słowa rozstrzygnie wniosek prokuratora generalnego — powiedział. Rozporządzenie dotyczące mechanizmu wiążącego dostęp do środków unijnych z kwestią praworządności, któremu sprzeciwiała się Polska i Węgry, zostało wynegocjowane między prezydencją niemiecką w Radzie UE, Parlamentem Europejskim i przegłosowane w listopadzie ub.r. na spotkaniu ambasadorów państw członkowskich. Po negocjacjach unijni liderzy porozumieli się na szczycie w Brukseli w grudniu ub. roku. W konkluzjach szczytu zawarto zapis, że samo ustalenie, iż doszło do naruszenia zasady państwa prawnego nie wystarczy do uruchomienia zawartego w rozporządzeniu mechanizmu blokowania środków unijnych.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/579190-ziobro-zlozyl-wniosek-do-tk-ws-mechanizmu-warunkowosci

W geopolityce kończy się okres pauzy. Prędzej czy później czeka nas nowe rozdanie sił i zasobów na świecie – przekonuje europoseł Patryk Jaki i wzywa polski rząd do zdecydowanego działania.

Rosyjska agencja RIA podała, że między Rosją a USA doszło już do pierwszych rozmów ws. gwarancji bezpieczeństwa. Kreml domaga się, aby USA powstrzymały "dalszą ekspansję NATO" na wschód. Rosja chce również, aby żadne z państw dawnego ZSRS nigdy nie zostało włączone do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wstrzymana ma być także jakakolwiek bilateralna współpraca militarna z tymi krajami.

Niepokojące słowa Patryka Jakiego

Europoseł Solidarnej Polski jest przekonany, że w kontekście takich doniesień polscy politycy muszą podjąć natychmiastowe i zdecydowane działania. – To jest moment kryzysowy. Składa się na niego wiele rzeczy. W geopolityce kończy się okres pauzy. Prędzej czy później czeka nas nowe rozdanie sił i zasobów na świecie. Dużym zadaniem dla polskich elit jest to, żeby w tym nowym rozdaniu Polska była silniejsza, a nie słabsza – powiedział Patryk Jaki na antenie Polskiego Radia24. Polityk domaga się, aby Polska "rozbudowywała swoją armię i zdolności bojowe", ponieważ nasz kraj "jest w trudnej sytuacji geopolitycznej". – Zaczęliśmy już to robić decyzją wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego. Mamy do czynienia z doktryną Putina, która jako żywo przypomina doktrynę Breżniewa. To, co on proponuje USA, pachnie kolejną Jałtą. Polska jest w trudnej sytuacji geopolitycznej. USA chcą przeciągać Rosję na swoją stronę - przeciwko Chinom. Rosja - jeśli to się uda - będzie chciała za to jakiejś zapłaty. Jakiej? Przypomnijmy sobie historię. Polska musi się zbroić i budować koalicję państw, które nie godzą się na nową Jałtę – przekonuje europoseł.

Nowe geopolityczne rozdanie

Eurodeputowany wskazał także, jakie są przyczyny zaburzenia światowego porządku politycznego. – Kiedy Stany Zjednoczone prowadziły bezproduktywne wojny w Iraku i Afganistanie i pompowały tam ogromne ilości pieniędzy, które poszły na marne, Chiny po cichu rosły. Rosły zarówno w gospodarce tradycyjnej, w przemyśle, jak i gospodarce innowacyjnej. I zaczęły wyprzedzać w tych sprawach Stany Zjednoczone – ocenił. – Niektórzy twierdzą, że Trump za późno rozpoczął wojnę handlową z Chinami. Elity USA zdecydowały, żeby przeciwstawić się rosnącej chińskiej sile: że muszą się skoncentrować na Chinach, na terenie Pacyfiku. I w związku z tym będzie ich mniej w Europie. A jak będzie ich mniej w Europie, to jest to dobra okazja dla Putina – dodał Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/242866/pachnie-kolejna-jalta-patryk-jaki-polska-musi-sie-zbroic.html

Zbigniew Ziobro skomentował decyzję Komisji Europejskiej o wszczęciu postępowania przeciwko Polsce. – Nie ma takiej możliwości, aby obce państwo narzucało nam wizję państwa federalnego wbrew woli demokratycznej Polaków – powiedział.

Komisja Europejska podjęła w środę decyzję o wszczęciu przeciwko Polsce postępowania w związku z poważnymi obawami dotyczącymi Trybunału Konstytucyjnego i jego ostatniego orzecznictwa. Sprawa ma związek z orzeczeniami TK z 14 lipca 2021 r. i 7 października 2021 r., w których polscy sędziowie uznali postanowienia traktatów unijnych za niezgodne z Konstytucją RP, potwierdzając prymat prawa krajowego nad unijnym.

Zbigniew Ziobro: Kwestionowanie prymatu polskiej Konstytucji

W związku z decyzją KE jeszcze tego samego dnia w Ministerstwie Sprawiedliwości odbyła się konferencja kierownictwa resortu. Wcześniej Zbigniew Ziobro zamieścił w mediach społecznościowych mocny wpis, komentujący sytuację. "Kiedy nowy rząd Niemiec ogłosił program, w którym postawił sobie za cel budowanie UE jako państwa federalnego, stało się jasne, że celem będzie likwidacja państw narodowych. A w ramach tego procesu jest też likwidacja Trybunałów Konstytucyjnych" – napisał na Twitterze. Podczas konferencji prasowej minister przekonywał, że cała rozgrywka nie toczy się o Izbę Dyscyplinarną. – KE uruchamia kolejną procedurę wobec Polski nie w związku z reformą polskiego sądownictwa, sądów powszechnych i SN. W tej chwili chodzi już o kwestionowanie prymatu polskiej Konstytucji. Po prostu nie spodobał się urzędasom w Brukseli wyrok polskiego niezależnego, niezawisłego TK i mówią „nie”, nie chcę powiedzieć „niet”, jeśli by nawiązać do czasów minionych, nie tak bardzo odległych. I ma być sobie tak, jak my życzymy, więc polski sąd konstytucyjny ma być zakwestionowany, podważony i wyprowadzony z porządku funkcjonalnego i realnego porządku prawnego państwa polskiego – stwierdził Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej.

"Chodzi o to, aby ostatecznie odebrać Polakom podmiotowość i suwerenny wybór własnych władz"

– Ta logika dzisiejszego stanowiska KE jest bardzo wyraźna, tych sznurków pociąganych z Berlina, bo nie ulega żadnej wątpliwości, że to jest właśnie ten projekt, ten cel i te dyrektywy, które prowadzą do tego, aby ubezwłasnowolnić państwo polskie, polską demokrację. Aby odebrać Polakom podmiotowość ostatecznie i suwerenny wybór własnych władz, władz w postaci parlamentu, rządu, czy trzeciej władzy w postaci sądów, w tym sądu TK – mówił lider Solidarnej Polski. – Idzie o prymat, nadrzędność, o władzę, kto ma ostateczną władzę, kto ostatecznie decyduje o tym, jakie będą zapadać decyzje w Polsce w najważniejszych kwestiach, jakie będzie obowiązywało w Polsce prawo, kto będzie to rozstrzygał, czy polska demokracja, polscy wyborcy, Polacy, naród, jak stanowi Konstytucja czy organa UE na sznurkach ważnej stolicy sąsiedniego państwa – stwierdził minister. – Jeden sąd, jeden rząd, jeden parlament taki jest cel, to jest właśnie państwo federalne, a Europa składa się z regionów. Można oczywiście nazwać je landami albo stanami jak niektórzy chcieliby widzieć, ale stany mają naprawdę sporą autonomię jeśli chodzi akurat o państwo federalne jakim są Stany Zjednoczone. Tam w niektórych krajach może być kara śmierci, tutaj nawet dziś w Unii Europejskiej nie jest to w żadnym razie dopuszczalne, nie mówiąc wielu sprawach etycznych, moralnych i tak dalej. Stany mają swoją samodzielność i niezależność. Tak już nawet nie jest w ramach Unii Europejskiej – powiedział Zbigniew Ziobro.

Postępowanie przeciwko Polsce

Komisja Europejska uważa, że zakwestionowane orzeczenia polskiego Trybunału naruszają ogólne zasady autonomii, pierwszeństwa, skuteczności i jednolitego stosowania prawa unijnego oraz moc wiążącą orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ponadto KE stoi na stanowisku, że orzeczenia te naruszają art. 19 ust. 1 TUE, który gwarantuje prawo do skutecznej ochrony sądowej, nadając mu nadmiernie restrykcyjną wykładnię. Tym samym pozbawia osoby fizyczne przed polskimi sądami pełnych gwarancji przewidzianych w tym przepisie. Komisja wyraża także poważne wątpliwości wobec tego, czy TK jest niezawisłym i bezstronnym sądem. KE uważa, że polski TK nie spełnia już wymogów sądu ustanowionego wcześniej ustawą, czego wymaga art. 19 ust. 1 TUE. "Waga tego naruszenia rodzi uzasadnione wątpliwości w umysłach jednostek co do niezawisłości i bezstronności zainteresowanych sędziów. Świadczą o tym również inne nieprawidłowości i uchybienia, takie jak wybór Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego, które wzbudziły poważne obawy co do bezstronności sędziów Trybunału Konstytucyjnego przy rozpatrywaniu poszczególnych spraw" – czytamy w komunikacie KE. Polska ma dwa miesiące, aby udzielić odpowiedzi na wezwanie do usunięcia tych uchybień. O sprawie poinformował w mediach społecznościowych Didier Reynders. Jak stwierdził unijny komisarz ds. sprawiedliwości, KE próbowała nawiązać z Polską dialog, ale te działania nie przyniosły sukcesu. "Dziś wszczynamy postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przeciwko Polsce za naruszenie prawa unijnego przez Trybunał Konstytucyjny. Próbowaliśmy nawiązać dialog, ale sytuacja się nie poprawia. Należy przestrzegać podstaw porządku prawnego UE, w szczególności nadrzędności prawa UE" – czytamy we wpisie komisarza na Twitterze.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Przypomnijmy, że Trybunał Konstytucyjny orzekł w październiku o wyższości polskiej konstytucji nad prawem unijnym. TK uznał, że przepisy europejskie w zakresie, w jakim organy Unii Europejskiej działają poza granicami kompetencji przekazanych przez Polskę, są niezgodne z konstytucją. Wyrok zapadł w odpowiedzi na wniosek skierowany w marcu przez premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie zbadania zgodności z konstytucją niektórych przepisów Traktatu o UE. W uzasadnieniu wyroku sędzia Bartłomiej Sochański stwierdził, że jeżeli Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wciąż będzie "podważał pozycję Trybunału (Konstytucyjnego), kwestionował powszechną moc jego wyroków i podawał w wątpliwość status sędziów", to TK "nie wyklucza, że (...) podda ocenie wprost zgodność z konstytucją orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, włącznie z usunięciem ich z polskiego porządku prawnego".

Tekst za: https://dorzeczy.pl/opinie/243118/ke-wszczela-postepowanie-mocny-komentarz-ziobry.html

Rumuński odpowiednik polskiego trybunału Konstytucyjnego stanął w obronie ustawy zasadniczej! W sposób jasny orzekł, że TSUE nie może dyktować wyższości prawa unijnego nad konstytucją. To odpowiedź na szokujące orzeczenie TSUE z ubiegłego tygodnia, w którym uznano, że prawo UE sprzeciwia się wdrażaniu orzecznictwa sądów konstytucyjnych, jeśli w połączeniu z przepisami krajowymi stwarzają one systemowe ryzyko bezkarności.

TSUE uznał, że praworządność Unii wymaga, aby sądy krajowe miały prawo dopuszczać niewykonanie orzeczenia sądu konstytucyjnego sprzecznego z tym prawem, bez obawy ryzyka poniesienia odpowiedzialności dyscyplinarnej.

Rumuński TK odpowiedział na ubiegłotygodniowy wyrok TSUE. Stwierdził, że dopóki nie dojdzie do zmiany rumuńskiej konstytucji, wyrok TSUE nie jest możliwy do stosowania w Rumunii. Kolejny kraj broni swojej suwerenności od postępującej uzurpacji UE – napisał na twitterze Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości.

Orzeczenie rumuńskiego TK to mechanizm obronny wymiarów sprawiedliwości krajów członkowskich przeciwko dyktatowi TSUE. Trybunał w Luksemburgu konsekwentnie orzeka w sposób, który jest odczytywany jako jawny zamach na suwerenność systemów prawnych „nowych” krajów członkowskich.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/579569-rumunski-tk-broni-sie-przed-dyktatem-i-agresja-tsue

„TSUE ostatnim wyrokiem sam sobie przyznał władzę absolutną” - napisał na Twitterze były wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. W ten sposób europoseł odniósł się do wczorajszego orzeczenia, w którym TSUE stwierdził - w odniesieniu do decyzji rumuńskiego TK - że krajowe sądy nie muszą respektować wyroków trybunałów, które naruszają prawo unijne. Choć decyzja dotyczy przypadku Rumunii, wydaje się, że może mieć zastosowanie także w przypadku innych państw członkowskich.

Wyrok TSUE ws. Rumunii

Politycy Zjednoczonej Prawicy postrzegają wtorkowy wyrok jako dość niebezpieczny. Sprawę komentował m.in. sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Dziś wyrok TSUE ocenił również były wiceminister sprawiedliwości, Patryk Jaki. TSUE ostatnim wyrokiem sam sobie przyznał władzę absolutną. Co ważne sędziowie uznali, że źródłem tej władzy nie są traktaty, a ich własne orzeczenia. Jednocześnie unieważnili Konstytucje, cały porządek prawny państw narodowych oraz demokrację. Europa to my! Mówią nam sędziowie — napisał na Twitterze.

„Polacy! Zabierają Wam prawo do decydowania o sobie”

Eurodeputowany Solidarnej Polski przytoczył w tym kontekście artykuł 8 Konstytucji RP. Art. 8 Konstytucji RP: „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”- sędziowie TSUE uznali sobie za już nieobowiązujący. Polacy! Zabierają Wam prawo do decydowania o sobie. Teraz to nie Wy w wyborach, ale oni na polowaniach będą ustalili porządek w RP — podkreślił.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/579116-jaki-o-wyroku-tsue-europa-to-my-mowia-nam-sedziowie