Przeskocz do treści

Radio Maryja

Trwają polityczne łowy Szymona Hołowni w Sejmie. Lider Polski 2050 próbuje za wszelką cenę stworzyć swój klub parlamentarny. Nowy szyld przyciąga głównie parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej, którzy obawiają się, że jej dni są już policzone.

Na polskiej scenie politycznej nie od dziś pojawiają się transfery polityczne. Obecnie głównym kierunkiem migracji jest ugrupowanie Polska 2050. – My w Polsce 2050 chcemy iść w poprzek podziałów konstruujących starą scenę polityczną. Chcemy zupełnie inaczej myśleć również o stronie opozycyjnej – powiedział lider klubu Polska 2050. Szymon Hołowania ma już w Sejmie koło poselskie. Wczoraj dołączył do niego prof. Wojciech Maksymowicz, który niedawno rozstał się ze Zjednoczoną Prawicą. Polsce 2050 brakuje wciąż dziewięciu posłów, aby powołać klub i zyskać większe przywileje w Sejmie. Nie wykluczone, że w realizacji tego planu pomogą Szymonowi Hołowni posłowie uciekający z tonącej Platformy Obywatelskiej.

– Mamy w tej chwili duże ruchy, jeżeli chodzi o przechodzenie posłów. Ubywa posłów Koalicji Obywatelskiej, którzy zasilają formację pana Szymona Hołowni. Mamy taki okres przedwyborczy, chociaż do wyborów jest jeszcze daleko, to zauważamy już profilowanie koalicji – ocenił Andrzej Szlachta, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Transfer do nowej partii może być szansą dla posła na poprawę swojej pozycji w kolejnych wyborach – mówił Mariusz Sieraczkiewicz, specjalista ds. mediów. Rodzą się jednak wątpliwości o uczciwość takiego polityka wobec swoich wyborców. – Na pewno jest to nie fair w stosunku do wyborcy, bo wyborcy w przypadku wyborów parlamentarnych głosują na nazwisko, ale to nazwisko przede wszystkim utożsamiają z partią – wyjaśnił Mariusz Sieraczkiewicz.

Ruch Szymona Hołowni zyskuje w sondażach. Przegonił już Platformą Obywatelską i pretenduje do bycia największą partią opozycyjną. Poszukiwanie alternatywy do istniejących formacji jest naturalnym zachowaniem wyborców – przypomniał socjolog, dr Mirosław Boruta Krakowski. – Znamy dotychczasowy skład sceny politycznej. Wiemy, czym te partie polityczne są i szukamy niszy, która może dać nam przyszłość i ta nisza, co ciekawe, nie jest jeszcze ubrudzona władzą – poinformował dr Mirosław Boruta Krakowski.

Tymczasem w Ruchu Szymona Hołowni są członkowie poprzednich rządów. Joanna Mucha była ministrem w gabinecie Donalda Tuska, a Wojciech Maksymowicz był członkiem gabinetów Jerzego Buzka i Mateusza Morawieckiego. Szymon Hołownia próbuje połączyć wodę z ogniem – przyznał Krzysztof Paszyk, poseł PSL. – Będzie to wymagało połączenia lewicowych poglądów Joanny Muchy i praktykującego katolika Szymona Hołowni, co z tej mieszanki wyjdzie, zobaczymy – powiedział Krzysztof Paszyk.

Ruch Szymona Hołowni próbuje zaistnieć na politycznej scenie podobnie tak, jak Ruch Palikota czy Nowoczesna. Ugrupowanie Ryszarda Petru, które miało być alternatywą dla Platformy Ostatecznie, zostało przez nią wchłonięte. Z kolei Janusz Palikot cały czas wspierał rząd PO-PSL. – Moim zdaniem Szymon Hołownia przyciąga nowością. Nie ma sprecyzowanych poglądów. Raczej przyciąga tym, że ich nie ma – ocenił socjolog.

Szymon Hołownia regularnie zgłasza nowe propozycje, aby przekonać do siebie Polaków. Niektóre jednak nie brzmią zbyt poważnie. – Każdy będzie miał lekarza odpowiedzialnego, w którego interesie będzie dzwonić do was i sprawdzać, czy jesteście zdrowi, a nie, że wy będziecie dzwonić i opowiadać mu, że jesteście chorzy – mówił Lider koła Polska 2050.

Marcin Kierwiński z Platformy Obywatelskiej nie obawia się Ruchu Polska 2050. – Z nowością jest tak, że ona przemija. Dane ugrupowanie jest nowe, a później przestaje być nowe. Jeśli to byłby jedyny mechanizm spajający u pana Szymona Hołowni, to znaczy, że ten efekt nowości minie – wyjaśnił Marcin Kierwiński, poseł Platformy Obywatelskiej.

Nowej siły nie bagatelizuje prezes partii rządzącej. Jarosław Kaczyński mówił wprost: To próba kolejnej przebieranki środowisk, których wspólnym mianownikiem jest nienawiść do Prawa i Sprawiedliwości, a wcześniej do Porozumienia Centrum. „To przecież kolejny z ośrodków utworzony przez realnych mocodawców stojących na drugim czy trzecim planie. Podejmują takie działania zawsze, gdy dochodzą do wniosku, że dotychczasowy system jest zagrożony, a ci, którzy go dotychczas bronili na poziomie politycznym, słabną” – wskazał Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości.

W ostatnich sondażach poparcie dla Platformy Obywatelskiej deklaruje 16 proc. badanych. Ruch Szymonowa Hołowni może liczyć nawet na 23 proc. Wszystko zweryfikują jednak wybory, które zgodnie z planem powinny się odbyć w 2023 roku.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/lider-polski-2050-probuje-za-wszelka-cene-stworzyc-swoj-klub-parlamentarny

Maria Krakowska, Mirosław Boruta Krakowski

16 maja br. dowiedzieliśmy się o śmierci Naszego Przyjaciela, posła Prawa i Sprawiedliwości na Sejm RP - Jerzego Wilka z Elbląga, wielkiego orędownika przekopu Mierzei Wiślanej, znakomitego rozmówcy, ciepłego człowieka, który (a to wcale nie tak częste) nie unikał ludzi i nie odmawiał im pomocy.

Poniżej publikujemy archiwalny artykuł ze stron "Krakowa Niezależnego", datowany na 13 października 2018 roku. Mamy nadzieję, że budowniczowie "przekopu polskiej, morskiej niepodległości" nie zapomną o Pośle Jerzym Wilku. Żegnaj Przyjacielu... Wieczne odpoczywanie racz Ci dać, Panie... 

Jak podaje Wikipedia, Cieśnina Piławska leży pomiędzy dwiema częściami Mierzei Wiślanej i łączy Zalew Wiślany z wodami Morza Bałtyckiego. Nazwa cieśniny pochodzi od historycznej, polskiej nazwy miasta położonego nad jej brzegami – Piławy. Dzisiaj Piława to Bałtyjsk, miasto i port morski w... Rosji, w obwodzie królewieckim. Ale i ośrodek życia polskiego, a mieszkający tu Polacy przybyli w przeważającej mierze z okolic Grodna.

zalewwislanyzsatelityPo II wojnie światowej strona rosyjska "zezwoliła na żeglugę polskich statków handlowych do Elbląga w czasie pokoju". W praktyce jednakże nie było to respektowane, w związku z militaryzacją obwodu królewieckiego, a strona polska (wówczas komunistyczna przecież) nie domagała się realizowania prawa do żeglugi (fot. zdjęcie satelitarne Zalewu Wiślanego i Cieśniny Pilawskiej). Dopiero od 1991 roku podjęto negocjacje z Federacją Rosyjską, po których żegluga stała się możliwa, aczkolwiek bywała ona zawieszana z różnych powodów, a po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku Rosjanie stanęli na stanowisku, że protokół z 1945 roku wygasł (chociaż był zawarty bezterminowo). W toczących się kilkanaście lat negocjacjach dotyczących zawarcia nowej umowy regulującej żeglugę w Cieśninie Piławskiej Polska proponowała dotychczas zapewnienie żeglugi niektórym kategoriom statków niezależnie od bandery. Federacja Rosyjska natomiast godziła się na żeglugę tylko statków polskich...

kanalzeglugowyNa szczęście dzisiaj to już (prawie) historia. Niebawem, dzięki kanałowi - o długości 1,3 km - wykopanemu poprzez polską część Mierzei Wiślanej (il. za Wikipedią) statki będą mogły wpływać i wypływać z Elbląga bez obcej ingerencji. Odzyskujemy suwerenność na kolejnym, nie tylko prestiżowym, ale i ekonomicznym polu.

Rozpoczęcie inwestycji nastąpiło 16 października 2018 roku, oddanie jej do użytku planowane jest na rok 2022. To wielka chwila dla Polski i regionu.

dobrypoczatekWczoraj, w uroczystości symbolicznego wbicia łopaty pod budowę kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną, łączącego Zatoką Gdańską z Zalewem Wiślanym i rozpoczęcia największej polskiej inwestycji morskiej, pozwalającej na połączenie portu w Elblągu z Bałtykiem udział wzięli: prezes Prawa i Sprawiedliwości, premier Jarosław Kaczyński, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk oraz kandydat na prezydenta Elbląga, poseł Jerzy Wilk (fot. TV Trwam, YouTube).

jerzywilkKandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Elbląga, Jerzy Wilk powiedział m.in: "wreszcie będziemy mieli dostęp do morza i do wszystkich portów Bałtyku...

Dodał, że na inwestycji skorzystają wszystkie gminy położone nad Zalewem Wiślanym - Tolkmicko, Frombork, Braniewo, Stegna, Sztutowo, Krynica Morska. Gdy kanał na Mierzei Wiślanej powstanie, wszystkie te porty morskie będą miały szanse na rozwój gospodarczy, turystyczny, a także na wzrost poczucia bezpieczeństwa. Dzięki budowie tego kanału żeglugowego powstanie 2,5 tys. miejsc pracy. Najpierw przy budowie, potem przy obsłudze i przy wszystkich działaniach związanych z rozwojem portu w Elblągu i tych portów rybackich, również jachtowych położonych nad Zalewem Wiślanym (fot. https://www.facebook.com/jerzy3wilk).

To wielka chwila dla Polski, krok w dobrym kierunku, ku budowaniu silnego państwa... bo, jak mówił śp. prezydent Lech Kaczyński: "warto być Polakiem; warto by naród polski i jego państwo – Rzeczpospolita – trwały w Europie".

Alabama dołącza do stanów chroniących równą rywalizację w sporcie szkolnym. Transpłciowi chłopcy nie będą mogli należeć do drużyn dziewczęcych.

Głośno było w ostatnim czasie o przypadku Dakoty Północnej, gdzie republikański gubernator zawetował projekt ustawy mający na celu zapobieganie udziałowi „transpłciowych” mężczyzn w żeńskich drużynach sportowych.

Inną decyzję podjęła – również republikańska – gubernator Alabamy, Key Ivey, która podpisała przegłosowaną przez stanową legislaturę ustawę nr 391. Nowe prawo zakazuje rywalizacji w sportach szkolnych pomiędzy przedstawicielami „płci biologicznych”. Alabama dołączyła tym samym do innych stanów, w których prawodawstwo reguluje tę kwestię (Mississippi, Tennessee, Arkansas i Idaho). Praktycznym skutkiem ustawy będzie ukrócenie przypadków, w których „transpłciowi” chłopcy zapisywaliby się do dziewczęcych drużyn sportowych.

„Ze względu na fizyczne różnice między biologicznymi mężczyznami i biologicznymi kobietami, posiadanie oddzielnych drużyn sportowych w oparciu o biologiczną płeć sportowców zmniejsza ryzyko kontuzji biologicznych zawodniczek i sprzyja równości płci” – stanowi ustawa. Dopuszcza ona taką rywalizację jedynie w wyjątkowych okolicznościach wprost zakładających udział drużyn obu płci.

Większość Amerykanów przeciwna gender w sporcie

Jak wykazały przeprowadzone niedawno sondaże, większość Amerykanów, w tym trzy czwarte republikańskich polityków, popiera regulacje sportu oparte o standardy biologiczne, a nie podyktowane ideologią gender. Badania wykazały, że mężczyźni posiadają fizyczną przewagę nawet po dwóch latach stosowania tzw. „terapii hormonalnej”, będącej częścią ich genderowej transformacji.

Alabama – uchodząca za jeden z konserwatywnych południowych stanów USA – jest również skłonna przyjąć prawo całkowicie zakazujące stosowania wszelkich procedur transpłciowych wobec nieletnich (Birmingham – największe miasto stanu Alabama, fot. Wikipedia). Stosowny akt został opublikowany przez tamtejszy senat, a w jego myśl udzielanie hormonów blokujących dojrzewanie płciowe bądź świadczenie usług medycznych w kierunku „zmiany płci” byłoby karane pozbawieniem wolności do 10 lat. Podobna ustawa została niedawno podpisana w Arkansas.

- Aktywne promowanie transpłciowości zaowocowało masowymi niekontrolowanymi i niezatwierdzonymi eksperymentami na dzieciach i młodzieży. To jest znęcanie się nad dziećmi – komentuje dr Michelle Cretella z American College of Pediatricians, odnosząc się do problemu stosowania niezatwierdzonych medycznie preparatów blokujących rozwój płciowy przez osoby „zdezorientowane płciowo”.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/swiat/181136/alabama-zakaz-rywalizacji-plci-biologicznych-w-sporcie.html

Radio Maryja

Narodowy Fundusz Zdrowia rozpoczął kontrolę na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Po tym jak bez kolejki zaszczepiono tam grupę celebrytów. Sprawę bada też sama uczelnia, która ustaliła liczne nieprawidłowości. Docierają do nas nowe informacje. Wśród zaczepionych ma być m.in. założyciel stacji TVN Mariusz Walter a o szczepieniach miał wiedzieć rektor WUM-u.

Grupa osób, które zaszczepiły się poza kolejnością wciąż rośnie. Jako pierwsi przyznali się do tego Leszek Miller i Krystyna Janda. Teraz swoje szczepienie potwierdził dyrektor programowy TVN - Edward Miszczak. Portal wpolityce.pl dotarł do informacji, że wśród zaszczepionych jest założyciel stacji Mariusz Walter...

Celebryci przekonywali, że ich szczepienie miały być elementem akcji promocyjnej. Według rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, profesora Zbigniewa Gacionga celebryci szczepieni byli z dodatkowej puli.

Okazało się to nieprawdą. Wykorzystano szczepionki dla medyków ratujących życie osób zakażonych. Odpowiada prezes Agencji Rezerw Materiałowych Michał Kuczmierowski: "Nie ma mowy w ogóle o żadnych dodatkowych, ekstra, poza przewidzianą pulę dostawach. Coś takiego w ogóle nie istnieje"... Celebryci byli szczepieni na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym i według relacji studentów uczelni wchodzili w kolejkę przed czekających medyków. Witał się z nimi rektor WUM-u...

Solidarna Polska chce, by sprawą zajęła się prokuratura, o czym poinformował wiceminister sprawiedliwości - Michał Woś.

"Elity celebryckie szorują po dnie. Cwaniactwo i kolesiostwo. Na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym 10 tys. osób zapisanych, a oni wpychają kolesi w kolejkę. To nie temat tylko na kontrolę, ale na śledztwo. Zgłaszamy z Janem Kanthakiem rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, za te Jandy, za Millera do prokuratury".

Ważne jest, aby sprawę zbadać i postawić oskarżenia mówi socjolog, doktor Mirosław Boruta Krakowski: "To nie jest bulwersujące, to jest bardzo bulwersujące. Ponieważ mamy wyraźnie określone zasady, szczepimy przede wszystkim lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych"... Jutro w Sejmie zbierze się Komisja Zdrowia, która zajmie się nieprawidłowościami w przeprowadzaniu szczepień.

Fragmenty tekstu i zrzuty ekranowe za: https://tv-trwam.pl/local-vods/vod.59338

Marek Gizmajer

"Nieważne kto głosuje. Ważne kto liczy głosy" - Józef Stalin

Gdy 3 listopada 2020 roku zamykano w USA lokale wyborcze, sztab Republikanów świętował zwycięstwo. Donald Trump zdecydowanie prowadził, także w tzw. stanach niezdecydowanych (swing states) kluczowych dla wyniku, np. w Pensylwanii przewagą ponad 700 tys. głosów, w Michigan 300 tys. Wygrał nawet w Wirginii, czego się nie spodziewał. Łącznie uzyskał 74 mln głosów, o 11 mln więcej niż w 2016 roku, więcej niż Ronald Reagan zwycięski we wszystkich stanach.

Według reguł statystyki, pozostałe do zliczenia głosy na Joe Bidena nie stanowiły zagrożenia. I wtedy zdarzył się cud nad urną. W ciągu kilku nocnych godzin Trump przegrał w swing states jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Aby wyjaśnić to nieprawdopodobne zjawisko powołano zespół prawny pod kierunkiem Rudy Giulianiego (fot. Rudy Giuliani przed komisją Senatu Arizona), byłego prokuratora, pogromcę mafii i burmistrza Nowego Jorku. Jego śledztwo odsłania szokujące informacje.

Nocne głosy

Dzięki danym komputerowym i zeznaniom setek świadków zespół Giulianiego ustalił, że cud nad urną wydarzył się w dużych miastach rządzonych od lat przez Demokratów, np. w Detroit, Philadelphii, Milwaukee, Pittsburghu, Minneapolis, Las Vegas, Phoenix, Atlancie. To właśnie tam, kiedy Trump miał zwycięstwo w kieszeni, lokale wyborcze po zamknięciu zalały setki tysięcy głosów korespondencyjnych na Bidena dając mu niewielką przewagę w gęsto zaludnionych metropoliach, czyli ostatecznie w całym stanie. Np. w kluczowej Pensylwanii 700-tysięczna przewaga Trumpa w ciągu kilku godzin zamieniła się w 60-tysięczną porażkę, przy czym większość głosów zapewniających tę zmianę pochodziła z Philadelphii, w której miesiąc wcześniej skradziono pendrive z kodami dostępu do systemu liczenia, a po wyborach nie można się było doliczyć 47 kolejnych.

Świadkowie zespołu Giulianiego wszędzie wskazują na identyczny scenariusz: do lokali nocą przywożono pliki głosów w pojemnikach, pudłach czy workach bez plomb i kodów zabezpieczających. Często wnoszono je tylnymi drzwiami, wiele głosów znajdowało się w czystych kopertach. Nie wiadomo, co się z nimi potem działo, bo do ich liczenia nie dopuszczono mężów zaufania Donalda Trumpa.

Głosy z zaświatów

W trakcie głosowań też miały miejsce dziwne zjawiska. W Pensylwanii, Wisconsin, Michigan i Georgii liczba głosów nieważnych była kilka razy wyższa niż zwykle, a liczba głosów warunkowych (provisional), tj. bez jednoznacznej identyfikacji wyborcy, wyższa kilkanaście razy. Przykładowo, w Pittsburghu było ich ok. 17 tysięcy, choć zwykle jest około tysiąca. W Wisconsin oddano ok. 120 tysięcy tzw. głosów nieobecnych (absentee), czyli poza własnym okręgiem, pocztą lub przez pełnomocnika, choć zwykle ok. 20 tys. Te tajemnicze 100 tysięcy oddano na Bidena.

W niektórych miastach liczba głosów była większa niż liczba mieszkańców. W Detroit taka sytuacja miała miejsce w 2/3 okręgów. W rekordowym zagłosowało nawet 350% wyborców. Natomiast w półmilionowym Milwaukee (Stan Wisconsin) zagłosowało ich “tylko” 105%, zapewniając Bidenowi zwycięstwo o ok. 20.000 głosów (fot. Prezydent Trump i jeden z dowodów fałszerstwa).

Świadkowie zeznawali też o podmienianiu podpisów i nazwisk, przypisywaniu głosów innym osobom, głosowaniu po kilka razy, głosowaniu zmarłych, a nawet o ich wnioskowaniu o udział w wyborach. Takich przypadków były tysiące. Choć prawo zakazuje poprawiania głosów (np. adresu, pisowni), w Philadelphii i Pittsburghu wyborcy Demokratów mogli je poprawiać. Z kolei w Georgii system liczący zarejestrował 100 tys. głosów korespondencyjnych, których nie okazano komisji. Rudy Giuliani podsumował, że w tych wyborach zastosowano wszystkie znane techniki fałszowania.

Za dużo gazu

Istotne ustalenia śledczych dotyczą też tego, kto, gdzie i jak liczył głosy. 27 stanów, także swing states, używa urządzeń kanadyjskiej firmy Dominion Voting Systems Corporation. Jej podwykonawcą jest Smartmatic Corporation założona w 2000 roku w Wenezueli w otoczeniu dyktatora Hugo Chaveza, który czterokrotnie wygrał wybory prezydenckie. Giuliani twierdzi, że właśnie po to tę firmę założono. Jej oprogramowanie stosowano także w innych krajach Ameryki Łacińskiej. W USA działało wadliwie w 2000 roku w wyborach prezydenckich, a w 2007 roku na burmistrza Chicago, kiedy to głosy były liczone za granicą. Dominion i Smartmatic obecnie zapewniły zwycięstwo Joe Bidenowi licząc głosy amerykańskich wyborców w Niemczech. Warto dodać, że prezesem Smartmatic jest były brytyjski dyplomata Malloch Brown, współpracownik miliardera George’a Sorosa.

Informatyczne oszustwa wyborcze są trudne do wykrycia, bo zwykle wprowadzają małe anomalie nie rzucające się w oczy, np. algorytm generujący w różnych miejscach dodatkowe poparcie rzędu 2-3%. Zastosowano go np. Wenezueli i Argentynie. Zdaniem Giulianiego, miało do tego dojść także obecnie w USA, ale nie spodziewano się ogromnego zwycięstwa Trumpa, które wymagało wygenerowania jeszcze większej liczby głosów na Bidena. Doszło do wpadek, których nie dało się zamieść pod dywan. Np. w republikańskim Hrabstwie Antrim (Stan Michigan) już przy zamknięciu lokali Trump zdecydowanie przegrał, choć 4 lata temu zdecydowanie wygrał. Wyglądało to na anomalię i wszczęto dochodzenie. Okazało się, że Smartmatic po prostu elektronicznie przerzucił kilka tysięcy głosów z Trumpa na Bidena. Władze tłumaczyły, że to tylko błąd sprawozdawczy (fot. Przesłuchanie Komisji Senatu Michigan).

W dużych miastach nie było już takich błędów, ale był nocny zalew setek tysięcy głosów na Bidena liczonych poza kontrolą, które na informatycznych wykresach wykazują nagły gigantyczny wzrost sprzeczny z zasadami statystyki, a w dodatku przewyższający techniczną wydajność maszyn liczących. Nieprawidłowość widać jak na dłoni. Sam Donald Trump podsumował: “Dodali za dużo gazu i zostali przyłapani”. Nic dziwnego, że już Jimmy Carter przestrzegał przed głosowaniem korespondencyjnym jako najmniej bezpiecznym.

Co teraz?

Wbrew mainstreamowym mediom, dla których Joe Biden jest już 46 prezydentem, wybory nadal trwają, a adwokaci Republikanów nie składają broni. Z jednej strony organizują przesłuchania świadków przed legislaturami stanowymi mogącymi wstrzymać tzw. certyfikację wyników, a z drugiej wszczynają powództwa sądowe. Odnoszą już zwycięstwa. W Pensylwanii przesłuchanie wykazało, że ponad 670 tys. głosów zarejestrowano bez żadnej kontroli, czyli niezgodnie z prawem, i sąd stanowy wstrzymał certyfikację. Stan ten powołuje aż 20 elektorów, bez których Biden praktycznie straci większość.

W poniedziałek 30 listopada odbyły się przesłuchania w Michigan i Arizonie, gdzie kolejni mężowie zaufania Trumpa zeznali, że nie byli dopuszczeni do liczenia głosów, a powołany na świadka płk Phil Waldron stwierdził manipulację Dominion z udziałem Wenezueli i Iranu (fot. Sidney Powell w Waszyngtonie, za: The Epoch Times).

Pozwy wniesiono w Michigan, Newadzie i Georgii, gdzie adwokat Sidney Powell, była prokurator federalna, postawiła 30 zarzutów fałszowania. Jej eksperci wykazali, że w maszynach liczących Dominion można łatwo wprowadzać złośliwe kody, unieważniać wybrane głosy manipulując skanerem i wysyłać dane poza system przez Internet. Sidney Powell wykazała także ingerencję Iranu i Chin w oprogramowanie, powołując agentów wywiadu wojskowego na rzeczoznawców.

Sąd w Georgii nakazał już zajęcie urządzeń Dominion, a sąd w Newadzie kontrolę sprzętu i głosów. Jednocześnie we Frankfurcie Siły Specjalne USA przejęły serwery przetwarzające dane. Prezydent Donald Trump ma przyjechać do Georgii w sobotę 5 grudnia na spotkania wyborcze z senatorami.

Wyborom towarzyszy stronnicza kampania mediów mainstreamowych, a nawet społecznościowych. Projekt badawczy dr Roberta Epsteina z Cambridge Center for Behavioral Studies ujawnił, że wyszukiwarka Google faworyzowała Joe Bidena i przypominała o głosowaniu tylko jego zwolennikom, co mogło mu przysporzyć co najmniej kilka milionów głosów. Ostatnio Twitter zablokował stronę Sidney Powell, a Facebook cenzuruje wszelkie treści korzystne dla Donalda Trumpa.

Całą batalię relacjonują na bieżąco internetowe media spoza mainstreamu, np. One American News Network, Newsmax TV, America Latest News, NTD News oraz Rudy Giuliani w autorskim kanale "Common Sense": Rudy Giuliani's Common Sense - YouTube

W języku polskim informacje codziennie relacjonuje polonijny bloger Artur Kalbarczyk: Artur Kalbarczyk - YouTube

Wiadomości z pola walki nadchodzą praktycznie codziennie. Stawka jest wysoka. Jeśli wyborca nie ma głosu, nie ma demokracji.

Radio Maryja

Były wielkie obietnice i obiecujące początki – ruchy społeczne Rafała Trzaskowskiego i Szymona Hołowni miały zmienić oblicze polskiej polityki. Na razie z ich działań niewiele wynika. Szymon Hołownia utrzymuje kilkunastoprocentowe poparcie w sondażach.

– Na pewno zyskują na tym, że są nowością i bardzo wiele osób chętnie zwraca swoją uwagę czy przywiązuje się do tego, co nowe na scenie politycznej – wyjaśnia socjolog, dr Mirosław Boruta Krakowski. Według sondażu CBOS, Hołownia cieszy się większym zaufaniem nawet od prezydenta czy premiera. Taki trend to jednak efekt obecnego kryzysu rządowego wywołanego pandemią.

– Mamy lidera, który zdobył osobistą popularność, ale nie jest w stanie stworzyć ruchu, który dla całej Polski w różnych sprawach społecznych, dla różnych miast, powiatów czy województw, jest w stanie coś konkretnego zaproponować – mówi politolog, dr Tomasz Madras.

Działania ruchu Hołowni skupiają się na doraźnych potrzebach lokalnych społeczności. To pomoc dla bezdomnych, dzieci z domu dziecka czy medyków. Próżno jednak szukać informacji o tym, jakie ogólnokrajowe działania prowadzi ruch. – One muszą się dopiero zinstytucjonalizować i określić – wskazuje dr Mirosław Boruta Krakowski.

Podobnie jest z ruchem Wspólna Polska Rafała Trzaskowskiego. Nie wiadomo, czym obecnie się zajmuje i jakie stawia sobie cele. Miął miesiąc od jego startu, a aktywności wciąż brak. – Nawet wielcy sympatycy Platformy Obywatelskiej nie do końca rozumieją, co to ma być. Jest Platforma Obywatelska, a nagle powstaje coś obok, ale przecież jest to tworzone przez jednego z liderów PO – mówi dr Tomasz Madras. Ruch Wspólna Polska od miesiąca cały czas prowadzi jedynie nabór członków.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/ruchy-obywatelskie-s-holowni-i-r-trzaskowskiego-wciaz-nie-przedstawiaja-celow-swoich-dzialan

Janusz Fatyga

Chcąc zgłębić naturę dziwactwa jakiemu uległ świat, niektórzy podają prosty przykład - rzeczy, które się wyrzuca bynajmniej nie dlatego, że są niedobre lecz wskutek tego, że powstały inne, lepsze.

Pewną jednak część ludzkości, która w swoim mniemaniu uważa się za oświeconą i europejską, w przeciwieństwie do całej reszty, czyli ciemnogrodu dopadła chyba pomroczność jasna, czego dowodem jest choćby twierdzenie, że istnieje 56 płci – wg danych na chwilę obecną.

Twierdzą nadto, że istnienie jest kategorią subiektywną np. facet Michał myśli, że jest kobietą Margot i całe siły postępu są oburzone, że znajdują się siły wstecznictwa, które śmią tego nie uznawać.

Należy zauważyć, że cała oświecona Europa jest przy okazji nabijana w butelkę, ponieważ facet mający zrozumiały wstręt do własnej płci poprzez stwierdzenie, że jest kobietą mógł związać się z inną kobietą i jako związek lesbijski domagać się szczególnego traktowania, które jakoby powinno należeć się mniejszościom kosztem większości.

Oczywistością od zawsze było, że istnienie jest kategorią obiektywną, niezależną od myślenia. Myślenie nie jest istnieniem – jest tylko samoświadomością istnienia.

Istnienie zanegował Descartes w stwierdzeniu "myślę, więc jestem". Zachodzi pytanie co się dzieje kiedy akurat nie myślę - to co? Wtedy mnie nie ma?

Mógłbym też pomyśleć, że tego głazu przy drodze nie ma albo, że to jakiś śmieć. Tylko zalecałbym szczególną ostrożność i broń Boże (którego "nie ma") odradzałbym kopnięcie go.

Jakie jest źródło tej negacji rzeczywistości? U podłoża leży nienawiść granicząca z kretynizmem.

Celem jest przeciwstawienie się za wszelką cenę chrześcijaństwu według którego człowiek rodzi się, żyje i umiera jako mężczyzna albo kobieta. Twierdzenie, że człowiek jest tym, za kogo się uważa doprowadziło do absurdu jak np. z płciami i nikt nie zagwarantuje, że liczba 56 stanowi tamę dla "wolnej, ludzkiej myśli".

Mężczyzny i kobiety nie wymyśliło chrześcijaństwo, jest to stan naturalny, wcześniejszy od chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo nie powstało w konflikcie z prawem naturalnym – ono ubogaciło prawo naturalne.

Zachodnia Europa uważa jednak, że chrześcijaństwo zaśmieca umysł (jest opium dla ludu) i w imię czystości należy go usunąć z życia. Nie dostrzega, że cofaniu się chrześcijaństwa towarzyszy ekspansja agresji, wskutek czego się stanie, a może już jest pierwszą ofiarą tej czystości.

Aby się przed tym uchronić musimy bronić sprawdzonych od ponad tysiąca lat wartości.

Konsulat Generalny Węgier w Krakowie zaprasza Państwa w wirtualną podróż historyczną. Mało kto zna jedno z piękniejszych i najważniejszych dla Węgrów miejsc, jakim jest Ópusztaszer. Ta niewielka miejscowość, położona w południowej części Węgier, jest historycznym miejscem zatwierdzenia pierwszych węgierskich praw zwyczajowych przez wodza Arpada. Zgodnie z kroniką Anonymusa, to tutaj wodzowie plemion madziarskich, przybyłych z nadwołżańskich stepów, przysięgli wierność Arpadowi, tworząc w ten sposób zaczątek przyszłego państwa węgierskiego. Pod koniec XIX w., podczas obchodów 1000-lecia państwa węgierskiego, w Ópusztaszer utworzono Historyczny Park Narodowy.

Największą atrakcję całego kompleksu stanowi słynna Panorama Fesztyego, pod nazwą Przybycie Węgrów. Obraz ten stworzony został w latach 1892-1894 przez słynnego węgierskiego malarza Árpáda Fesztyego z okazji obchodów tysiąclecia istnienia państwa. W 1899 roku Panorama zaprezentowana została na wystawie światowej w Londynie. W czasie II wojny światowej obraz i pawilon wystawowy uległy zniszczeniu. W latach 70. XX wieku podjęto decyzję o budowie Parku Historycznego w Ópusztaszer; rozpoczęto prace rekonstrukcyjne obrazu oraz budowę nowego pawilonu. Prace przerwano w roku 1979. W 1991 przetarg na renowację wygrała grupa specjalistów z Polski. Obraz ponownie jest wystawiany od 1995 roku. To ogromne płótno (120x15 metrów) przedstawia wszystkie ważne epizody z wędrówki Madziarów ku swojej nowej ziemi. Obraz umieszczony jest w charakterystycznej rotundzie, zaprojektowanej przez Istvána Nováka w duchu architektury organicznej.

Pozostałe atrakcje Parku Historycznego Ópusztaszer to m.in. wykopaliska archeologiczne odsłaniające relikty osady madziarskiej, ruiny klasztoru benedyktynów z XI w., pomnik wodza Madziarów - Arpada, Świątynia Lasów oraz skansen wsi Wielkiej Niziny Węgierskiej, na którego terenie spotkać można tradycyjne m.in. karczmy, kramy z wyśmienitymi węgierskimi winami oraz wiele innych atrakcji.

Zachęcamy do obejrzenia krótkiego filmu, przedstawiającego Park Historyczny w Ópusztaszer. Mamy nadzieję, że kiedy będzie możliwość, zechcecie Państwo odwiedzić to piękne miejsce. Poniżej link do filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=UNz7HV8mcE8

Kazimierz Bartel

Co roku w styczniu, na amsterdamskim Dam Squer, odbywa się prezentacja kilkudziesięciu odmian tulipanów. Tulipanów jest około 200 tysięcy, a każdy z uczestników może sobie wziąć za darmo około 20-25 kwiatów: https://photos.app.goo.gl/Eso12LmYNty1sJbi9

W dorocznym raporcie, przygotowywanym przez międzynarodową chrześcijańską organizację Open Doors, odnajdujemy listę i mapę 50 państw w których prześladuje się chrześcijan...

Na całym świecie liczba prześladowanych chrześcijan to 260 mln ludzi.

Za: https://www.opendoors.pl/przesladowania-chrzescijan/przesladowania-mapa

Mirosław Boruta Krakowski

W albumie 11 autorów „Zapis zdarzeń. Przemiany społeczne, polityczne i kulturowe w latach 1980-1989 w obiektywach fotografików krakowskich” – przygotowanym przez p. Adama Gliksmana z Zarządu Regionu Małopolska Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, a opisanym tutaj: https://www.krakowniezalezny.pl/zapis-zdarzen-socjologia-fotografii-w-najlepszym-wydaniu

19820616sijest jedno zdjęcie, autorstwa p. Stanisława Iskry, zrobione 16 czerwca 1982 roku (w sześć miesięcy po komunistycznym mordzie na górnikach Kopalni "Wujek") na dachu budynku przy Arce Pana w Bieńczycach. Publikujemy je obok mając nadzieję, że któryś z młodych bohaterów tamtych dni rozpozna się na fotografii i zechce nawiązać kontakt z redakcją lub Autorem zdjęcia... Kim jest dzisiaj, co robi, jak pamięta tamte chwile...

Mirosław Boruta Krakowski

Od razu uprzedzam PT. Czytelników, że informacja nie jest sensacyjna. Jest… taka sobie. A jej źródłem jest opracowanie, zatytułowane 125 lat „Jedynki”, a zredagowane przez zespół pod kierownictwem p. Barbary Stoczewskiej (pracownika UJ), wymienionej jako pierwszej w składzie Komitetu Redakcyjnego.

No właśnie, słowo… komitet. Kiedyś tak bardzo kojarzące się z partią komunistyczną, w krajowej wersji była to Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, czyli, jak głosił współczesny jej dowcip, cztery słowa i jednocześnie cztery kłamstwa. Ale do rzeczy.

manipulacjasp11Literatura przedmiotu za najsłynniejsze manipulacje fotograficzne uważa usuwanie postaci polityków, którzy popadli w niełaskę. Zjawisko to, było szczególnie charakterystyczne dla partii komunistycznych, choćby rosyjskiej czy chińskiej. Na pierwszym ze zdjęcia znika Nikołaj Jeżow, na drugim Po Ku (za: fotoblogia.pl).

manipulacjasp12A kto zniknął w Szkole Podstawowej nr 1 przy ulicy Św. Marka 34 w Krakowie? Pani Maria Żurowska, nauczycielka śpiewu. Na zdjęciu z 1974 siedzi ostatnia z prawej strony i trzyma w rękach podręcznik „Nuty, moje nuty”…

A dlaczego nie ma Jej na zdjęciu wydrukowanym w książce (widać tylko fragmencik podręcznika). Czyżby była jakoś związana z ruchem komunistycznym?

manipulacjasp13Pewnie nie, chociaż – zobaczmy co zniknęło po wykadrowaniu zdjęcia nie tylko na długość, ale i na wysokość. Bingo! Kącik POP – Podstawowej Organizacji Partyjnej (PZPR). No tak, w 1998 roku wstyd się było do niej Komitetowi Redakcyjnemu przyznać 😉 I znów, przez „komunistów” zaginął człowiek.

Bardzo serdecznie Panią Profesor pozdrawia, przechowujący w domu pamiątkowe zdjęcie grona nauczycielskiego, wówczas uczeń klasy VIII B…

Alexander Smaga

Szanowni Państwo, dotarły do nas smutne wiadomości. Zmarł generał Tadeusz Bieńkowicz, jeden z inicjatorów budowy pomnika Armii Krajowej w Krakowie. Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie...

Tadeusz Bieńkowicz urodził się w 1923 roku w Lidzie, w województwie nowogródzkim. Walczył w II wojny światowej, był żołnierzem okręgu nowogródzkiego Armii Krajowej. Aresztowany przez "Urząd Bezpeczeństwa" za działalność antykomunistyczną, został poddany wielomiesięcznym przesłuchaniom i torturom, więziony i skazany przez komunistyczne władze na karę śmierci. Kawaler Orderu Wojennego Virtuti Militari, w 2016 roku odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta Andrzeja Dudę.

Śp. generał Tadeusz Bieńkowicz był także sygnatariuszem Aktu Erekcyjnego Budowy Pomnika Armii Krajowej na Bulwarze Czerwieńskim, budowy dotąd nie zrealizowanej.

Mirosław Boruta Krakowski

Za Wikipedią: Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku to monument znajdujący się na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Został zrealizowany przez Komitet Społeczny Budowy Pomników: Śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego oraz Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku według projektu artysty rzeźbiarza Jerzego Kaliny i odsłonięty 10 kwietnia 2018 roku. Na pomniku znajduje się lista 96 ofiar katastrofy w Smoleńsku. Monument ma formę bryły obłożonej czarnym granitem nawiązującej do trapu samolotu, samolotowego statecznika oraz katafalku. Pomnik składa się z części podziemnej o głębokości 2 m, symbolizującej „doły śmierci” w Katyniu, przykrytej szklanym stropem. Nadziemna część pomnika ma 6 m wysokości. Na jego ścianie czołowej wyryte są nazwiska 96 ofiar tragedii smoleńskiej w kolejności alfabetycznej, bez żadnych wyróżnień czy tytułów. Tekst na pomniku głosi: „Pamięci ofiar tragedii smoleńskiej 10 kwietnia 2010”.

Zapraszam Państwa do obejrzenia zdjęć pomnika z września i listopada 2019 roku: https://photos.app.goo.gl/nXmjsdyuV6THUwwz6

Mirosław Boruta Krakowski

Mieczysław Ludwik Boruta-Spiechowicz urodził się 20 lutego 1894 roku w Rzeszowie, zmarł 13 października 1985 roku w Zakopanem.

1918 / Podczas walk o Lwów, 3 listopada 1918 roku, oddział kapitana Mieczysława Boruty-Spiechowicza, stacjonujący w szkole im. Henryka Sienkiewicza, zatrzymał w Persenkówce jeden z transportów ukraińskich Strzelców Siczowych. Cały sztab Strzelców, przypuszczalnie z ich dowódcą, dostał się do niewoli. Dzień później, także dzięki oddziałom wysłanym przez kapitana Borutę-Spiechowicza pełne zwycięstwo odnieśli Polacy również w walkach o Dworzec Główny.

generalwrzPodział taktyczny sił polskich, uczestniczących bezpośrednio w walce, dokonany na początku listopada, ustanowił kapitana Mieczysława Borutę-Spiechowicza, dowódcą II Grupy Operacyjnej. 6 listopada jego oddziały powstrzymały wroga nacierającego z rejonu Kulparkowa na odcinku szkoły im. Henryka Sienkiewicza, a następnego dnia, po ryzykownym, ale udanym, pozorowanym ataku na wieś Skniłów zdobyto znienacka dworzec skniłowski i pobliski, austriacki magazyn broni (Mieczysław Boruta-Spiechowicz w środku, fot. za: Mieczysław Wrzosek, Wojny o granice Polski Odrodzonej 1918-1921, po s. 160).

Podczas dużego polskiego uderzenia, 21 listopada 1918 roku, kapitan Mieczysław Boruta-Spiechowicz dowodził odcinkiem południowym, mającym obejść Lwów od prawego skrzydła i uderzyć w takich punktach miasta jak Góra Świętego Jacka, wodociągi miejskie, Pasieki Miejskie, Pohulanka i Łyczaków. Po całodniowych walkach w różnych punktach miasta i wokół niego, w nocy z 21 na 22 listopada, odziały ukraińskie wycofały się ze Lwowa.

Warto wiedzieć, że w przedwojennym Lwowie była ulica generała Mieczysława Boruty-Spiechowicza.

1939 / 3 września Grupa Operacyjna Bielsko, która zmieniła nazwę na Grupę Operacyjną Boruta, wydatnie opóźniła marsz Niemców na Wieliczkę i Dunajec. Następnie w dniach 7-8 września Grupa Operacyjna Boruta toczyła ciężkie walki o przeprawy na Dunajcu.

generalwgb1Po poważnych zmaganiach z przeważającymi siłami nieprzyjaciela i próbach zorganizowania obrony nad Sanem oddziały generała Boruty-Spiechowicza wycofały się za Tanew, a w dniach 17-20 września uczestniczyły w walkach o przerwanie niemieckiego pierścienia okrążeniowego w rejonie Tomaszowa Lubelskiego. W czasie tych walk oddziały polskie zostały rozbite. Generał Boruta-Spiechowicz na czele jednego z oddziałów usiłował przebić się w kierunku Lwowa, pozostałe rozbite oddziały 20 września skapitulowały. Generał Boruta-Spiechowicz nie chcąc sam składać broni dotarł do Lwowa godzinę po kapitulacji. Od września 1939 roku, wraz z generałem Marianem Żegotą-Januszajtisem, współtworzył konspirację niepodległościową. W październiku tegoż roku został komendantem Polskiej Organizacji Walki o Wolność we Lwowie. 14 listopada 1939 roku został aresztowany przez Rosjan (fot. z sieci).

1971 / W 1964 roku osiedlił się na stałe w Zakopanem i odtąd poświęcał się prawie wyłącznie działalności kombatanckiej. Zajmował się sprawami bytowymi swoich byłych żołnierzy, odznaczeniami, oraz opieką nad grobami żołnierskimi i pomnikami ku czci poległych (bardzo mocno zaangażował się w akcję przeciwko sowieckiej dewastacji Cmentarza Orląt we Lwowie).

generalgdrCieszył się ogromnym szacunkiem w środowiskach kombatanckich, był też członkiem Senioratu Wojska Polskiego, czyli nieformalnej rady najstarszych rangą i dowodzeniem oficerów II Rzeczypospolitej. W proteście przeciw odznaczeniu przez władze PRL sowieckiego przywódcy - Leonida Breżniewa orderem Virtuti Militari I klasy generał Mieczysław Boruta-Spiechowicz zorganizował, w 1976 roku uroczystość złożenia na Jasnej Górze orderów Virtuti Militari przez przedwojennych dowódców wojskowych (fot. z sieci).

Generał Mieczysław Ludwik Boruta-Spiechowicz za swoje czyny bojowe i długoletnią służbę Ojczyźnie odznaczony był Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, Krzyżem Niepodległości, siedmiokrotnie Krzyżem Walecznych oraz wieloma innymi odznaczeniami polskimi i zagranicznymi.

gencmz4Mieczysław Ludwik Boruta-Spiechowicz zmarł w Zakopanem i tam został pochowany, na własne życzenie, w niezwykle skromnym grobie kwatery legionowej.

Grób Generała znajduje się na głównym cmentarzu komunalnym Zakopanego - Nowym Cmentarzu, przy ulicy Nowotarskiej (fot. Autor przy grobie Generała).

Cmentarz Rakowicki / Historia (za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_Rakowicki)

20151031cmr1Zdjęcia w tekście p. Mirosław Boruta Krakowski.

Wytyczany i urządzany był w latach 1800-1802 (na obszarze 5,6 ha), a czynny jest od połowy stycznia 1803 roku. Powstał na terenie podmiejskiego wówczas folwarku Bosackie we wsi Prądnik Czerwony na pograniczu Olszy, w związku z wydanym zakazem pochówków na dotychczas istniejących cmentarzach przykościelnych w obrębie miasta (edykt józefiński z 1784 roku). Teren o powierzchni 10 morgów chełmińskich za 1150 złotych reńskich wykupiły od karmelitów bosych z Czernej władze austriackie. Koszt urządzenia cmentarza pokryło miasto Kraków i okoliczne gminy: Rakowice, Prądnik Biały i Prądnik Czerwony, Olsza, Grzegórzki, Piaski, Bronowice Wielkie i Bronowice Małe, Czarna Wieś, Nowa Wieś, Krowodrza, Kawiory, którym przyznano prawo do grzebania na nim zmarłych.

Powyżej grób śp. Andrzeja Izdebskiego, którego działalność - w ramach krakowskiego "Pomostu" - pozwoliła nam wracać do wspaniałych czasów I Rzeczypospolitej.

20151031cmr2Pierwszy pogrzeb miał miejsce w styczniu 1803 (18-letniej Apolonii z Lubowieckich Bursikowej, zmarłej 15 stycznia 1803 roku). W 1807 r. wybudowano studnię, a w 1812 r. ze składek publicznych ufundowano okazały krzyż.

Grób śp. Janusza Tarkowskiego, pilota i nauczyciela lotnictwa, związanego z Ośrodkiem Szkolenia Personelu Lotniczego w Rzeszowie-Jasionce i Aeroklubem Krakowskim. Jak pięknie napisano "latanie, było dla Niego treścią życia".

Cmentarz Rakowicki był kilkakrotnie powiększany. Po raz pierwszy w 1836 r., kiedy od karmelitów czerneńskich dokupiono kolejne 10 morgów gruntu za 5 tys. zł. polskich. Rozplanowanie cmentarza zlecono architektowi, dyrektorowi wydziału budownictwa miejskiego, Karolowi R. Kremerowi, który w 1839 r. zaprojektował jego założenie parkowe. Nowo nabyty grunt poświęcono 2 listopada 1840 r. Otaczający go mur wzniesiono z materiału uzyskanego z rozbiórki kościoła Wszystkich Świętych.

20151031cmr4W 1863 roku miasto zakupiło od karmelitów i od Walerego Rzewuskiego 5 morgów i 1743 sążni gruntu, położonego przy zachodnim murze cmentarza. Poświęcono go we wrześniu 1866 r. i zaraz rozpoczęto chowanie tam zmarłych (epidemia). Kolejne poszerzenie cmentarza miało miejsce jesienią 1886 r. o ponad 15 morgów (pośrodku nowej alei pochowano Jana Matejkę oraz Macieja Jakubowskiego).

W Panteonie "Przechodniu powiedz Ojczyźnie, że wierni Jej prawom tu spoczywamy" wymieniony jest Kilikijów. To tam, broniąc Polski przed Rosjanami, 28 czerwca 1920 roku zginął w walce ułan - Marcin Boruta.

Na przełomie 1933 i 1934 r. poszerzono cmentarz w kierunku północnym o dawny plac ćwiczeń saperów (ponad 15 ha) do obecnej wielkości (likwidując ulicę Modrzewiową). 6 czerwca 1856 r. wydano zezwolenie na budowę nowej kaplicy, jednak dopiero w latach 1861-1862 w centralnym punkcie cmentarza wzniesiono kaplicę pw. Zmartwychwstania Chrystusa Króla (fundacji Anny i Ludwika Helclów), na miejscu wówczas istniejącej drewnianej. W 1877 r. wzniesiono budynek administracyjny oraz kostnicę według projektu Salomona Saarego.

20151031cmr5W 1976 r. został wpisany do rejestru zabytków.

Pomnik Ofiar Komunizmu - a właściwie Ofiar Rosjan i wysługujących się im zdrajców - w formie krzyża trzymanego przez ludzkie dłonie, to dzieło artysty rzeźbiarza Stefana Dousy.

W 1981 r. powołano Obywatelski Komitet Ratowania Krakowa, w ramach którego działa komisja ds. Ratowania Cmentarzy Krakowa i Ziemi Krakowskiej. OKRK organizuje coroczne kwesty na rzecz zabytkowych grobowców i nagrobków. Prace prowadzone są na cmentarzu Rakowickim i Nowym Cmentarzu Podgórskim (przy współpracy Stowarzyszenia Podgórze.pl). OKRK gromadzi fundusze na renowację zabytkowych grobowców na specjalnym koncie. Z funduszy remontowane są groby nieposiadające dysponentów.

Mirosław Boruta Krakowski

Kanadyjska kolekcja broni dra Stanisława Wcisły liczy 193 sztuk broni długiej oraz 49 sztuk broni krótkiej, kilkanaście bagnetów, a także hełmy oraz inne drobne elementy żołnierskiego ekwipunku. Najstarsze zaprezentowane egzemplarze zostały wyprodukowane w latach 70. XIX wieku.

Stanisław Wcisło (1917-2006) ps. "Junak", "Grom" był żołnierzem Armii Krajowej. W chwili rozwiązania Armii Krajowej broń pododdziału została zakonserwowana i ukryta w jego domu rodzinnym na Bieżanowie. Stanisław Wcisło (fot. Muzeum Armii Krajowej) ujawnił skrytkę dopiero w 1997 roku i przekazał broń do Muzeum.

W 1947 roku, zagrożony aresztowaniem, opuścił kraj. Osiadł na stałe w Kanadzie, gdzie przez wiele lat pracował jako radca w tamtejszym Ministerstwie Sprawiedliwości. W przestronnych gablotach można poznać historię rozwoju broni palnej w XIX i XX w. według systemów działania typu: Mauser, Mannlicher, Mosin lub wg państw użytkowników-producentów.

Zapraszam Państwa do obejrzenia zdjęć z wystawy w Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Fieldorfa „Nila”: https://photos.app.goo.gl/tGmnFvLwSfk1HGsVA

Radio Maryja

Według sondażu IBRIS tylko niespełna 2/3 wyborców popierających PiS na pewno zagłosuje w wyborach parlamentarnych. To samo badanie wskazuje na największe zaangażowanie zwolenników Lewicy. PiS chce zmobilizować wyborców i prezentuje nowy spot zachęcający do głosowania. Kampanii wyborczej regularnie towarzyszą nowe sondaże. Według IBRIS na największe – 42-proc. poparcie może liczyć Prawo i Sprawiedliwość. Drugiej w sondażu Koalicji Obywatelskiej przypada 23 proc. głosów.

Dobre sondaże zmniejszają zapał wyborców partii rządzącej – mówi socjolog dr Mirosław Boruta Krakowski. – Elektorat Zjednoczonej Prawicy został uśpiony przekonaniem o sukcesie. Natomiast jeżeli nie pójdzie na wybory, bo wie, że wygramy, to może to zakończyć się ich porażką – wskazuje. Potwierdza to sondaż IBRIS. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są jednymi z najmniej zmobilizowanych.

W 100 proc. do głosowania zmobilizowany jest elektorat Lewicy. W przypadku sympatyków Koalicji Obywatelskiej do urn wyborczych zamierza wybrać się 89 proc. jej zwolenników. Podobnie jest z Konfederacją. Tylko 64 proc. osób popierających PiS przekonanych jest o konieczności głosowania. Niżej jest tylko PSL – Kukiz’15 – 57 proc.

Trzeba to zmienić – akcentuje poseł PiS Zbigniew Gryglas. – Ta mobilizacja jest bardzo potrzebna, żeby dalej zmieniać Polskę musimy mieć zagwarantowaną zdecydowaną większość, najlepiej konstytucyjną – wskazuje parlamentarzysta.

O pójście do wyborów i zadbanie o przyszłość Polski apelował w Opolu prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Żadne sondaże nie wygrały wyborów. Wybory wygrywa się przy urnach. Trzeba namawiać do aktywności, prosić o aktywność, każdy głos jest ważny – mówił. Do aktywności ma zachęcać nowy spot przygotowany przez Zjednoczona Prawicę.

Według ekspertów ogólna frekwencja w tych wyborach może wynieść 56 procent. W wiosennych wyborach do Parlamentu Europejskiego uczestniczyło 43 proc. uprawnionych do głosowania. W 2015 roku w wyborach parlamentarnych frekwencja wyniosła 51 procent.

Według senatora Platformy Obywatelskiej Tomasza Grodzkiego jego partia zyska jeszcze zwolenników. – Ci, którzy będą głosować na Koalicję Obywatelską, są w tej chwili trochę nie doszacowani – uważa. To właśnie Tomasz Grodzki ma być kandydatem KO na ministra zdrowia. Kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska wzywa do debaty o zdrowiu. – Apeluję, aby to ministrowie zdrowia stanęli do debaty z moim ministrem i pełnomocnikiem ds. walki z rakiem. Polacy zasługują na to, żeby wysłuchać co PiS ma do zaproponowania w ochronie zdrowia – podkreśla Małgorzata Kidawa-Błońska.

Również Lewica próbuje zachęcić swój elektorat atakując rządzących. Lewica apeluje do opozycji o wspólny wniosek ws. postawienia przed Trybunałem Stanu m.in. byłej premier Beaty Szydło i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. – Nie można puszczać płazem łamania konstytucji, łamania praworządności – akcentuje Anna Maria Żukowska, rzecznik SLD.

Jak podkreśla politolog dr Aleksander Kozicki w tej kampanii jeszcze wiele może się zmienić. – Jest zbyt wiele osób, które zabiega o to, aby stać na czele opozycji. Jest to pewna słabość, która z pewnością będzie dawała o sobie znać podczas najbliższych wyborów – wskazuje ekspert.

13 października Polacy wybiorą 460 posłów i 100 senatorów.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/sondaz-ibris-sympatycy-pis-slabo-zmobilizowani-przed-wyborami-ogromna-mobilizacja-zwolennikow-lewicy

Radio Maryja

W wyborach parlamentarnych Kukiz’15 wystartuje z list Polskiego Stronnictwa Ludowego. Dziś przedstawiciele ugrupowań podpisali porozumienie. Wspólny start ma być początkiem nowego, wspólnego klubu. To abstrakcyjny sojusz – mówią eksperci. Rozmowy na temat wspólnego startu w jesiennych wyborach parlamentarnych Paweł Kukiz prowadził m.in. z Prawem i Sprawiedliwością, Konfederacją i Bezpartyjnymi Samorządowcami. Ostatecznie kandydaci Kukiz’15 pojawią się na listach PSL-u. – Podpisaliśmy w ramach Koalicji Polskiej pomiędzy PSL i Kukiz’15 porozumienie programowe – mówił lider Kukiz’15 Paweł Kukiz.

PSL przystało na jego postulaty. Porozumienie obejmuje trzy pakiety: obywatelski, gospodarczy i antykorupcyjny. – Nadamy wszystkim obywatelom RP możliwość indywidualnego startu do Sejmu dzięki zmianie ordynacji wyborczej na mieszaną tak, by przynajmniej połowa Sejmu była wybierana w jednomandatowych okręgach wyborczych – zaznaczył Paweł Kukiz. Ponadto przyjęte postulaty to możliwość odwołania posła w trakcie kadencji, emerytura bez podatku oraz wybór Rzecznika Praw Obywatelskich, Prokuratora Generalnego i Krajowej Rady Sądownictwa w wyborach powszechnych. Oba ugrupowania są sobie bliskie – przekonywał prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. – Łączy nas wspólnota programowa, wspólnota wartości, wspólnota ideałów i chęci walki o nie. To nie jest łatwa droga – podkreślił Władysław Kosiniak-Kamysz.

Jak zauważył europoseł PiS Ryszard Czarnecki Paweł Kukiz zaprzeczył własnym ideałom. – Mówił: walczę z systemem walczę z establishmentem, te stare skorumpowane partie precz, a PSL był w pięciu rządach, dwukrotnie z PO, dwukrotnie z SLD, jeszcze był w rządzie Mazowieckiego – przypomniał Ryszard Czarnecki.

Możliwość takiego porozumienia budzi kontrowersje w samym klubie. Z Kukiz’15 odeszło już kilku posłów. W poniedziałek wiceszef klubu Kukiz’15 Jerzy Kozłowski zapowiedział, że opuści klub jeśli dojdzie do sojuszu z PSL, i słowa dotrzymał. – Uprzejmie informuję, że dziś złożyłem rezygnację z funkcji prezesa 36 Oddziału Stowarzyszenia Kukiz’15 oraz z członkostwa w tym Stowarzyszeniu. Dziękuję wszystkim za współpracę – napisał w mediach społecznościowych Jerzy Kozłowski.

PSL chce, aby po wyborach powstał wspólny klub. Takiej możliwości nie wyklucza Kukiz’15 – przekonywał Paweł Bejda z Polskiego Stronnictwa Ludowego. – Czym większy klub, tym większe parytety są związane w Sejmie, czyli tym większa możliwość pracy w komisjach, tym większy jest czas na zabieranie głosu z trybuny sejmowej. Dlaczego nie miałby być w przyszłości w Sejmie klub Polskie Stronnictwo Ludowe – Kukiz15? – mówił Paweł Bejda. Posłowie Kukiz’15 podkreślają, że jest jeszcze za wcześnie na jakieś deklaracje.

Politolog Marcin Drewa nie widzi szans na długie funkcjonowanie porozumienia. – Im bardzo ciężko będzie po pierwsze – i to już obserwujemy – zrobić wspólne listy do Sejmu, a później (jeżeli wejdą) to będzie praktycznie początek końca wspólnej formacji, rozpoczną się kłótnie – ocenił Marcin Drewa.

Jak zauważył socjolog dr Mirosław Boruta, z drugiej strony to porozumienie może przynieść pewne korzyści. – Dla obu tych ugrupowań jest to duża szansa. Dla PSL-u, bo bardziej bezpieczny jest wtedy do osiągnięcia 5-cio procentowy próg, a dla Kukiz’15 jest to walka o parlamentarne przetrwanie – tłumaczył dr Mirosław Boruta.

Nowe porozumienie przedstawi swoich kandydatów 17 sierpnia. W ciągu kilku dni pełne listy wyborcze zaprezentuje Zjednoczona Prawica. W połowie sierpnia poznamy kandydatów Koalicji Obywatelskiej.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/polska-informacje/kukiz15-podjelo-decyzje-o-starcie-w-wyborach-do-sejmu-z-list-psl

Mirosław Boruta

Sojusz Polskiego Stronnictwa Ludowego i Stowarzyszenia Kukiz’15 to bardzo skomplikowany mariaż. Z jednej strony partii z ogromnymi tradycjami, chlubnymi, ale i niechlubnymi - szczególnie w najnowszym okresie - a z drugiej strony z nowym ruchem społecznym, stowarzyszeniem nie godzącym się z przyjętą powszechnie wizją państwa, państwa partii politycznych.

PSL jest tutaj mocniejszą formacją, choć wciąż niepewną swoich pięciu procent, Kukiz ’15 szczególnie po ostatnich odejściach posłów, a więc i elektoratu, jest już z pewnością pod kreską, choć i on - przy pomocy PSL-u może wprowadzić swoich przedstawicieli do nowo wybranego parlamentu. Myślę, że dla obu partnerów jest to oferta korzystna. Generalizując, z jednej strony mamy elektorat wiejski, z drugiej wielkomiejski, a one mogą się uzupełniać i dać obu ugrupowaniom miejsca sejmowe.

Ale co dalej? Czy "Koalicja Polska" jest formacją która będzie pomagała dobrej zmianie? W jakiejś mierze jest na to szansa. Z pewnością nie są to ugrupowania lewicujące - mam bowiem nadzieję, że przygoda koalicyjna PSL-u w wyborach do Parlamentu Europejskiego skutecznie wyleczyła ludowców z antykościelnych sojuszy. Obie strony stoją przy fundamentalnych wartościach: polskości, wierze, rodzinie, czy patriotyzmie (il. za: www.radiomaryja.pl/informacje/polska).

Jeśli założymy, iż żelazne elektoraty tych środowisk nie zagłosują na Zjednoczoną Prawicę (PiS, Porozumienie, Solidarną Polskę) to może warto dać im szansę na udział w części władzy (i większości konstytucyjnej), oczywiście dla dobra Polski i Polaków.

Sława Bednarczyk

Szanowni Państwo, przesyłam zdjęcia z upamiętnienia 1 sierpnia 1944 roku, 75. rocznicy Powstania Warszawskiego w Słupsku. Walki najpiękniejszego kwiatu patriotycznego chłopców walczących o Polskę... Składamy Im hołd, dzieciom, młodzieży i mieszkańcom Warszawy: https://photos.app.goo.gl/6qkMqS6JqicEQG119

Radio Maryja

Platforma Obywatelska nie pójdzie do wyborów ani z PSL-em, ani z SLD. Dziś przewodniczący Grzegorz Schetyna ogłosił, że w Koalicji Obywatelskiej znajdą się – obok PO – także Nowoczesna oraz Inicjatywa Polska. Na listy zaproszeni są też samorządowcy i działacze społeczni.

Grzegorz Schetyna podkreślił, że Platforma Obywatelska nie idzie do jesiennych wyborów jako koalicja partii politycznych.

– Ale jako koalicja tych wszystkich, którzy podzielają nasz światopogląd, nasz pomysł na Polskę, tych, którzy chcą bronić z nami demokracji i praworządności, pozycji Polski w UE. Chcemy iść i chcemy otworzyć nasze listy, listy KO o obywateli, o ludzi aktywnych, o społeczników, o ekspertów, o samorządowców, o organizacje pozarządowe – wskazał przewodniczący PO.

Grzegorza Schetyna zaznaczył, że część miejsc na listach pozostanie dla przedstawicieli opozycji obywatelskiej, organizacji pozarządowych oraz samorządowców.

– 20 proc. miejsc na listach zostawimy ludziom z opozycji obywatelskiej, z organizacji pozarządowych. Tych wszystkich, którzy do tej pory nie uczestniczyli wprost w polityce parlamentarnej. Zostawimy także, zaprosimy na nasze listy, samorządowców. Rozmawiamy już wiele miesięcy. Będziemy tworzyć wspólne listy do Senatu, ale także trzy miejsca – 5, 10 i ostatnie – przeznaczymy na wskazania samorządowców – poinformował lider PO.

Tekst i zrzuty ekranowe za: http://www.radiomaryja.pl/informacje/po-nie-wystartuje-w-wyborach-parlamentarnych-razem-z-psl-i-sld-zaprasza-do-wspolpracy-samorzadowcow-i-dzialaczy-spolecznych

Mirosław Boruta

18 lipca 2019 roku przewodniczący Platformie Obywatelskiej Grzegorz Schetyna ogłosił swoją klęskę a przy tym całkowity brak zdolności koalicyjnej. Jeżeli nie ma się programu, a Platforma poza byciem anty-PiS-em, takiego programu nie ma, to pójście w koalicji oznacza oddanie miejsca koalicjantom. Tak przecież stało się w przypadku wyborów do parlamentu europejskiego, gdzie zyskały SLD i PSL, a mocno straciła Platforma Obywatelska. Dlaczego? Bo SLD w swej lewicowości lub PSL w deklarowanym przywiązaniu do tradycyjnych wartości (centrum) są dużo bardziej wiarygodne dla elektoratu.

Jak powiedział Grzegorz Schetyna „formuła partyjna jest zakończona”, a przy tym „nie ma alternatywy dla największej partii opozycyjnej w budowaniu bloku, który ma pokonać PiS”.

Pozorna oferta dla obywateli to słaba, marketingowa sztuczka, skoro wiadomo, że obywatele ci muszą przejść wcześniej weryfikację politycznego zaangażowania ("20 proc. miejsc na listach przeznaczymy dla ludzi opozycji obywatelskiej i organizacji pozarządowych", może lepiej powiedzieć antyrządowych), przy czy kryterium decydującym będzie: jak bardzo nienawidzi Pan/Pani Zjednoczonej Prawicy.

I pewnie to mają oznaczać słowa, że „najważniejsze jest dla nas wydobyć energię z obywateli”. To już na dzisiaj nie wystarczy. Przewodniczący Grzegorz Schetyna dobiega swoich dni na pozycji lidera największej partii opozycyjnej, słabnącej z dnia na dzień i z wyborów na wybory. No, ale żałować nie mamy ani kogo, ani czego.

Zrzuty ekranowe za: http://www.radiomaryja.pl/multimedia/informacje-dnia-18-07-2019-20-00

Radio Maryja

Blisko 5 mln złotych może przeznaczyć Warszawski Ratusz na projekt dobrowolnych warsztatów dotyczących tzw. edukacji seksualnej dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Projekt ten w części założeń pokrywa się z założeniami deklaracji lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów.

„Edukacja Seksualna – dobrowolne warsztaty dla dzieci, młodzieży i dorosłych” – taki projekt znalazł się wśród zgłoszeń do budżetu obywatelskiego Warszawy.

Projekt przewiduje m.in. przeprowadzenie warsztatów, działań teatralnych, artystycznych i animacyjnych, które posłużą jako narzędzie edukacji seksualnej różnych grup wiekowych.

– Uważam, że może to być próba wprowadzenia karty LGBT innymi sposobami niż bezpośrednim działaniem Ratusza – podkreśla radny Warszawy Jacek Ozdoba z PiS.

Co przemawia za prowadzeniem karty LGBT tylnymi drzwiami? Chociażby zapis w projekcie budżetu dotyczący tzw. latarnika.

– Wprowadzenie w każdej dzielnicy dyżurów (minimum 200h/rok) latającego „latarnika” – terapeuty/psychologa, do którego młodzież będzie mogła się zgłosić ze swoimi problemami dotyczącymi sfery intymnej – napisano w projekcie.

„Latarnik” pojawia się również w tzw. karcie lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów, którą prezydent Warszawy podpisał pod koniec lutego. Po oprotestowaniu przez rodziców i środowisk eksperckich zapisów dotyczących seksedukacji w szkołach, karta ta w obecnej formie może nie być realizowana. Dlatego też dąży się do wprowadzenia dobrowolnej edukacji seksualnej.

Projekt budzi jednak wiele pytań – zaznacza dr Tymoteusz Zych z Instytutu Ordo Iuris.

– Po pierwsze pytanie, czy władze Warszawy zachowają wszystkie wymogi formalne, które wiążą się z wprowadzeniem zajęć zewnętrznych. Nie zostały ujawnione do tej pory, w jakiej formie prawnej te zajęcia dobrowolne czy dodatkowe będą się odbywały – wskazuje dr Tymoteusz Zych.

Warszawski Ratusz na projekt dobrowolnych warsztatów dotyczących edukacji seksualnej może przeznaczyć blisko 5 mln zł z kieszeni podatnika.

– Pytanie, na ile te środki z Ratusza będą realnie wspierać te środowiska i je budować, a na ile „rozwiązywać” problemy, którymi mają się zajmować. To jest to pytanie, bo zasadniczo transparentność przekazywania środków Ratusza i wszystkich konkursów, które są dostępne dla organizacji pozarządowych, powinna być transparentna – zaznacza dr Wojciech Wciseł z KUL.

Jednak to warszawiacy zdecydują, czy będą chcieli realizacji tego projektu. Jeżeli zagłosują za tym projektem, środowisko LGBT otrzyma potężne finansowe wsparcie i możliwość rozpowszechniania wśród dzieci, ale i wśród dorosłych, swojej ideologii. Obaw przed tego typu pomysłami nie kryje wielu rodziców.

– To może ostatecznie się przełożyć na to, że nasze dzieci się nie będą wiedziały, zagubią się w tym wszystkim, co jest dobre, co jest naturalne, a co nie – mówi Piotr Krajewski, tata czwórki dzieci.

W Warszawie jest dużo więcej ważnych spraw, które należałoby załatwić, a nie promowanie skrajnie lewicowych ideologii – podkreśla poseł PiS Bartosz Kownacki.

– Proszę, żeby pan Trzaskowski zajął się budową metra, żeby zajął się parkingów podziemnych, żeby komunikacja miejska działała lepiej aniżeli działa dzisiaj. To są działania dla Ratusza i na tym powinien się samorząd pochylać, a nie prowadzić taką wojnę ideologiczną – wskazuje poseł Bartosz Kownacki.

Dlatego też tego typu projektom, natarczywej ideologizacji, należy się sprzeciwiać – mówi socjolog dr Mirosław Boruta.

– Cały ten system jest jakby systemem kroków mocno do przodu przemyślanych. Na to naszej zgody być nie może. Trzeba by zabrzmiało wyraźne, polityczne, obywatelskie, rodzicielskie „non possumus” – akcentuje dr Mirosław Boruta.

Tymczasem coraz więcej samorządów przyjmuje uchwały sprzeciwiające się LGBT. Tak jest m.in. w Małopolsce, na Lubelszczyźnie, w woj. świętokrzyskim i podkarpackim.

Tekst i zrzuty ekranowe za: http://www.radiomaryja.pl/informacje/warszawski-ratusz-moze-przeznaczyc-ok-5-mln-zlotych-na-deprawacje

Radio Maryja

Były szef Kancelarii Premiera Donalda Tuska został skazany w czwartek na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Proces w sprawie organizacji lotu do Smoleńska ciągnął się ponad trzy lata.

– Będąc funkcjonariuszem publicznym, szefem Kancelarii Premiera, nie dopełnił ciążącym na nim obowiązków – podkreślił Hubert Gąsior, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie. Sąd skazał byłego szefa Kancelarii Premiera Donalda Tuska na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata.

Kary bezwzględnego więzienia domagał się mec. Stefan Hambura, pełnomocnik bliskich kilkunastu ofiar katastrofy. Bo to oni byli w tym procesie oskarżycielami. – Nawet jeżeli ginie 96 osób z prezydentem RP na czele, jest to tylko 10 miesięcy, a drugi raz 6 miesięcy – wskazywał mec. Stefan Hambura.

6 miesięcy w zawieszeniu na rok to wyrok dla urzędnika Kancelarii Premiera – Moniki B. Także ona w ocenie sądu nie dopełniła swoich obowiązków. Troje pozostałych oskarżonych uniewinniono.

– Wszyscy oskarżeni nie znali, albo postępowali wbrew, zapisom instrukcji HEAD, jak i innych obowiązujących wcześniej przepisów. Mimo to jakimś cudem trójka okazała się niewinna. Śmieszne i haniebne – podkreślał Piotr Walentynowicz, wnuk legendy „Solidarności” Anny Walentynowicz. Instrukcja HEAD to dokument, który określa zasady organizacji i bezpieczeństwa lotów najważniejszych osób w państwie.

Tomasz Arabski zlekceważył bezpieczeństwo prezydenta i polskiej elity – akcentował były minister obrony Antoni Macierewicz. – Nie tylko nie dopełnił instrukcji HEAD, mówiącej o tym, co należy zrobić, aby zabezpieczyć lot osób na wysokich stanowiskach, ale on się z tego wyśmiewał. Mówił: „Nigdy w życiu tego nie czytałem” – wskazywał.

Wszystkim, którzy znaleźli się na ławie oskarżonych, za niedopełnienie obowiązków groziły trzy lata więzienia. – Tak naprawdę nie zbliżyliśmy się nawet do połowy przewidzianej polskim prawem kary – mówił Piotr Walentynowicz.

– To jest wyrok jedynie symboliczny. On nie oddaje skali dramatu, za który jest odpowiedzialny pan Arabski – dodawał Antoni Macierewicz.

Sąd wskazał, że Tomasz Arabski powinien był odmówić realizacji lotu do Smoleńska. Uznał, że cała sytuacja podważa zaufanie obywatela do państwa.

– Bo co może sobie obywatel pomyśleć o państwie, które w sposób prawidłowy nie potrafi zorganizować lotu dla prezydenta i raptem trzech innych, najważniejszych osób w państwie – podkreślił Hubert Gąsior. Ale – mówiąc o nieudolności państwa – sędzia wskazał też na wojsko i Kancelarię Prezydenta.

– Sąd wyraźnie dążył do tego, żeby tę odpowiedzialność rozwodnić. I to jest taka dziwna, niezrozumiała dla mnie argumentacja, bo powiedział, że ponieważ byli inni, którzy wiedzieli, którzy też się przyczynili, w związku z tym my nie możemy tych za mocno ukarać – wskazywał red. Piotr Falkowski, publicysta „Naszego Dziennika” i wskazuje, że lista zaniedbań powinna objąć także m.in. resort spraw zagranicznych i byłego ministra Radosława Sikorskiego.

Do dziś w Polsce nie zostali wskazani główni winni całego dramatu – mówił socjolog dr Mirosław Boruta.

– Oprócz tego dzisiejszego wyroku powinniśmy jeszcze doczekać się wielu rozpraw i ważnych decyzji, które spowodują, że nigdy do takiego wydarzenia już w dziejach Polski nie dojdzie – podkreśla.

Dlatego czwartkowy wyrok wcale nie kończy batalii o prawdę o Smoleńsku.

Tekst i zrzuty ekranowe za: http://www.radiomaryja.pl/informacje/sad-uznal-tomasza-arabskiego-za-winnego-niedopelnienia-obowiazkow-przy-organizacji-lotu-do-smolenska-w-2010-roku