Przeskocz do treści

Czcigodni Kombatanci i Świadkowie tamtego tragicznego poranka tu, w Wieluniu,
Szanowni Państwo Ministrowie,
Szanowny Panie Komisarzu,
Szanowny Panie Ambasadorze,
Szanowny Panie Marszałku,
Ekscelencje, Księża Biskupi,
Szanowny Panie Burmistrzu, gospodarzu miasta,
Szanowny Panie Wojewodo,
Szanowny Panie Starosto,
Szanowni Państwo Radni,
Wszyscy Dostojni Przybyli Goście,
Mieszkańcy Wielunia,
Drodzy Rodacy!

To był poranek podobny do dzisiejszego. Świadkowie i niemieccy piloci pisali w swoich raportach o zachmurzeniu, mgle, utrudnionej widoczności. Było ciemno tak jak teraz, przez cały czas, gdy nad śpiącymi w dużej części mieszkańcami Wielunia otwarło się piekło. Nie spodziewano się tego.

Zbierali się tu ludzie, życie zaczynało się toczyć, był targ, ludzi było dużo. Niemieccy piloci wspominali, jak w masę ludzką rzucali bomby. W masę ludzką rzucali bomby… Nie w wojsko, nie w instalacje wojskowe, nie w żołnierzy – w ludzi zgromadzonych na rynku i na ulicach, którzy przygotowywali się do handlu, do zakupów. W szpital – w pierwszej kolejności – na którym był wielki znak czerwonego krzyża.

Nie mogli się pomylić. To był akt terroru, to nie była zwykła wojna. To było od samego początku złamanie wszelkich wojennych zasad, które wówczas i do dziś obowiązują – niebombardowania bez ostrzeżenia cywilnych obiektów, oznakowanych szpitali i punktów sanitarnych, miejsc kultu religijnego; bo w drugiej kolejności tu, w Wieluniu, zaraz po szpitalu zbombardowano kościoły, synagogę. Zniszczono ludziom życie.

Tamten świt, gdy wstawał 82 lata temu, to był dzień, który witał mieszkańców Wielunia i Polaków już w zupełnie innej rzeczywistości – rzeczywistości utraty wolności, ale przede wszystkim w rzeczywistości okupacji, grozy, cierpienia, utraty życia.

Tak, ten dzwon, który bije teraz tu, w Wieluniu, jest dzwonem pamięci o 60 mln ofiar II wojny światowej na całym świecie. 60 mln! Bo przecież dwa lata temu w ten dzwon uderzyli wszyscy prezydenci i przywódcy państw obecni wtedy na uroczystości w Warszawie. Każdy z nich uderzył w ten dzwon po kolei, upamiętniając zarazem swoich poległych i pomordowanych.

Tak, 6 mln Polaków, 6 mln obywateli Rzeczypospolitej różnego pochodzenia – polskiego, żydowskiego, ormiańskiego; wszystkich kultur, które splatały się tu, na obszarze II Rzeczypospolitej – zginęło lub zostało zamordowanych.

Wieluń jest symbolem. W 2017 roku, gdy byłem tu z Państwem po raz pierwszy, powiedziałem: „Westerplatte jest symbolem bohaterstwa polskiego żołnierza. Wieluń jest symbolem terroru wojennego, symbolem okrucieństwa, złamania zasad. Wieluń jest symbolem tamtej wojny dla Polaków”.

Zginęło nas 6 mln, a 250 tys. z tego to byli żołnierze – nawet niecałe 250 tys., w większości szacuje się, że 240 tys. W istocie zatem niewielki ułamek tych 6 mln to byli ci, którzy rzeczywiście walczyli z bronią w ręku, a reszta to była ludność cywilna – ludzie, którzy w większości zostali bestialsko pomordowani, na których zrzucano bomby, których katowano, zabijano, rozstrzeliwano.

Byliśmy pierwszą ofiarą. Tu, w Wieluniu, byliśmy pierwszą ofiarą II wojny światowej. Ci, którzy tu zginęli – 1200 osób, które poległy na skutek tych bombardowań 1 września 1939 roku – wyznaczyli naszą sytuację w II wojnie światowej: byliśmy ofiarą od pierwszego jej momentu!

Tak, walczyliśmy też na wszystkich frontach II wojny światowej – i tu, w wojnie obronnej 1939 roku, i później w Państwie Podziemnym, w oddziałach partyzanckich, w Powstaniu Warszawskim, walczyliśmy na froncie zachodnim i na froncie wschodnim, ale tu w ziemię cały czas wsiąkała krew ofiar. Zapłaciliśmy za tamtą napaść straszliwą cenę.

To jest pamięć i to jest także ostrzeżenie. Tą pamięcią składamy dziś po raz kolejny hołd wszystkim, którzy polegli; wszystkim, którzy zostali pomordowani; wszystkim, którzy dzielnie za Polskę walczyli, wykazali się bohaterstwem, często odnieśli rany.

Ale także wspominamy te straty, te nazwiska. Nie ma polskiej rodziny, która kogoś nie straciła w czasie II wojny światowej w taki czy inny sposób – poległego lub zamordowanego, bardzo często zakatowanego. Bo to katowanie i ta śmierć były ceną, którą płaciliśmy za to, że cały czas walczono o odzyskanie wolności.

Często mówimy, że jesteśmy także z tego dumni. Tak, jesteśmy dumni, że się nie ugięliśmy, że było Polskie Państwo Podziemne; że cały czas trwał opór, a później walka polskich żołnierzy o wyzwolenie Polski; że nigdy się nie zatrzymaliśmy i nigdy się do końca nie poddaliśmy. Zapłaciliśmy bardzo wysoką cenę, ponieśliśmy straty, za które nigdy nie otrzymaliśmy żadnego zadośćuczynienia.

Nikt przyzwoity nie może się zgodzić na to, by po dziesięcioleciach podle oskarżać Polaków o jakikolwiek – zwłaszcza instytucjonalny – udział w zbrodniach II wojny światowej. Polacy byli zgnębionym narodem, ofiarą II wojny światowej – i to jest prawda o tamtych latach i tamtych krwawych dniach.

Straciliśmy w tamtej wojnie 16 proc. naszej populacji, prawie 17 proc. Nikt w stosunku do całości społeczeństwa nie poniósł takich strat jak my – żaden z krajów, w których toczyła się II wojna światowa, które były dotknięte II wojną światową. My w stosunku do całości społeczeństwa ponieśliśmy straty największe. Niech nikt nie śmie nas o nic oskarżać!

Tak, przestroga – wielka: że nigdy nie można dać się zwieść i uwierzyć w to, że pokój jest wieczny i spokój jest wieczny, i że nikt nigdy nas nie zaatakuje. Zwłaszcza jeżeli leży się geograficznie w takim miejscu jak my, gdzie wojny ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód przez stulecia przetaczały się raz po raz, niwecząc dorobek, burząc domy, paląc plony.

Naiwny jest ten, kto uwierzy w opowieści o tym, że coś takiego nigdy się już nie powtórzy. Nie powtórzy się wtedy, gdy będziemy silni. Nie powtórzy się wtedy, gdy będziemy zdecydowani. Nie powtórzy się wtedy, gdy nie będzie się opłacało przyjść tu z bronią w ręku i zaatakować nas, burzyć nam domy i palić nam pola. Nie będzie się opłacało, bo takie działanie spotka się ze zdecydowaną, bardzo ostrą odpowiedzią.

Na świecie – zwłaszcza, niestety, w naszych okolicach – jest w ostatnich latach coraz więcej niepokoju. Widzimy nowe zjawiska, nowe sposoby rozwijania i budowania konfliktów, nowe sposoby wywoływania kryzysów. Nazywa się je często hybrydowymi. Nie jest to wojna, którą można by nazwać wprost, ale to działanie destabilizujące, burzące porządek w krajach, podminowujące pozycję krajów, podminowujące pozycję ich władz. Toczy się je na różne sposoby – i fizycznie, i werbalnie.

Musimy na to odpowiadać zdecydowanie. I odpowiadamy. Nie pozwolimy naruszać naszych granic, będziemy odpowiedzialnie realizowali wszystkie nasze zobowiązania – i te wobec naszych sojuszników w Sojuszu Północnoatlantyckim; i te wobec ludzi, którzy z nami współdziałają, współpracują, a których trzeba ratować, ewakuować z trudnych miejsc; i te, gdy wobec naszych europejskich partnerów zobowiązujemy się do strzeżenia granicy Unii Europejskiej. Wszystkie będziemy realizowali w sposób stanowczy, odważny i zdecydowany. I realizujemy je.

To jest właśnie efekt poważnego potraktowania tamtej przestrogi. Potrzebne nam jest poważne państwo. Potrzebne nam jest państwo silne. Potrzebne nam jest państwo dobrze, stanowczo i zdecydowanie rządzone. Potrzebne nam jest państwo przede wszystkim ludzi odpowiedzialnych, bo to jest dziś klucz do tego, by utrzymać pokój i zapewnić dobrobyt obywatelom.

Mam ogromną odpowiedzialność na swoich barkach za bezpieczeństwo moich rodaków – nie tylko tę konstytucyjną, lecz także wynikającą z zaufania, jakie mi powierzyli. Powtarzam: nie będę tolerował nieodpowiedzialnych zachowań, nie będę tolerował nieodpowiedzialnych słów, nie będę tolerował prób destabilizowania naszego kraju, nie będę tolerował poniżania i prób zastraszania ludzi, którzy Polsce służą z wielkim oddaniem i wielką odpowiedzialnością.

Apeluję do wszystkich odpowiednich organów państwa o wyciąganie stanowczych konsekwencji wobec sprawców tego typu zachowań, wobec ludzi, którzy nie wiedzą, co to znaczy Polska wielkimi literami. Bo jeżeli będą dopuszczali do tego, że będą ją pisali małymi, to ona zniknie, tak jak znikała już w dziejach właśnie przez nieodpowiedzialność, właśnie przez lekceważenie, właśnie przez jątrzenie wewnętrznych konfliktów, przez psucie państwa, przez podważanie jego fundamentów. Między innymi to było przyczyną w II Rzeczypospolitej tego, że można nas było napaść i pokonać.

Tu, w Wieluniu, rodziny pamiętają, wiedzą doskonale, jaka jest cena bezsilności i bezbronności, które spotkają się z bestialstwem. Musimy czynić wszystko, by nigdy więcej na naszej ziemi nikt już nie śmiał czegoś takiego się dopuścić.

Cześć i chwała bohaterom! Niech żyje Polska!

Tekst i zdjęcie za: https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/art,1374,wystapienie-podczas-obchodow-82-rocznicy-wybuchu-ii-wojny-swiatowej.html

Zdaniem europosła Patryka Jakiego Komisja Europejska blokując fundusze dla Polski nie kieruje się troską o demokrację i praworządność, a o interesy Niemiec.

Krótko po pojawieniu się w przestrzeni medialnej wypowiedzi unijnego komisarza Paolo Gentiloniego sugerującej, że Komisja Europejska wstrzyma wypłatę pieniędzy z Funduszu Odbudowy przeznaczonych na odbudowę polskiej gospodarki, Donald Tusk opublikował swój komentarz do sprawy. Były premier obarczył odpowiedzialnością Jarosława Kaczyńskiego o niszczenie praworządności w Polsce, co ma być bezpośrednią przyczyną zablokowania pieniędzy. – Jarosław Kaczyński swoją nieodpowiedzialną i niemądra polityką wyrządza Polsce i wszystkim Polakom dramatyczne szkody. Dziś Unia Europejska wstrzymuje miliardy euro pomocy, których nasz kraj potrzebuje jak tlenu. Wstrzymuje tylko dlatego, że PiS niszczy polską praworządność i europejski ład prawny – mówił Tusk.

"To nie jest tak, jak mówi Tusk"

Europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki (fot. wpolityce.pl) opublikował w sieci wideo, w którym odpowiada Tuskowi i przedstawia swoją interpretację słów komisarza. – Nie. To nie jest tak, jak mówi Donald Tusk. Mianowicie chodzi o to, że Unia Europejska, a tak naprawdę Berlin, mówią nam wszystkim "będziemy tak długo blokować wam pieniądze i uprzykrzać wam życie, jak długo do władzy w Polsce nie wróci nasz człowiek, to znaczy Donald Tusk" – powiedział Patryk Jaki.

– "Nas nie interesuje demokracja, to co wy, Polacy, sobie myślicie, nas nie interesuje praworządność. Nas interesuje jedna rzecz. Niemieckie interesy. A tych najlepiej będzie pilnował w Polsce Donald Tusk". I o to w tym wszystkim chodzi – podsumował polityk.

Fragmenty tekstu za: https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/197361/jaki-to-nie-jest-tak-jak-mowi-donald-tusk-tu-chodzi-o-niemieckie-interesy.html

Na pewno nie mamy szans na reparacje od Niemiec, jeżeli nie będziemy nic w tym kierunku robić. Gdyby zależało to ode mnie, taki wniosek dawno byłby już złożony - powiedział portalowi wPolityce.pl europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

„Ze wstydem opuszczamy dziś flagi” - deklaruje ambasador Niemiec w Polsce. Podobne zapewnienia padały w ostatnich latach wielokrotnie ze strony czołowych niemieckich polityków. Choć zachodni sąsiedzi dojrzeli do tego, aby uznać swoją odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej, raczej nie wychodzą poza tego rodzaju deklaracje. Sprawa reparacji wciąż pozostaje nierozwiązana.

Kwestia reparacji to nie tylko historia

Czy tak już zostanie? Czy to już przeszłość? Czy już zawsze 1 września będziemy słyszeć tylko „okrągłe słowa” o tym, że Niemcom jest wstyd? Dlaczego powinniśmy ubiegać się o reparacje? Te pytania zadaliśmy byłemu wiceministrowi sprawiedliwości, europosłowi Solidarnej Polski Patrykowi Jakiemu. Musimy sobie wszyscy zdać sprawę z tego, że to nie jest tylko historia. To nie tak, jak niektórzy mówią: zapomnijmy o przeszłości, myślmy tylko o przyszłości. Problem polega na tym, że nie możemy uczciwie rywalizować dziś z wieloma państwami, właśnie ze względu na to, co wydarzyło się w 1939 r. — wskazał nasz rozmówca. Aby to zrozumieć, trzeba wyobrazić sobie, że Polska w wyniku napaści Niemiec po II wojnie światowej straciła prawie 40 proc. zasobów państwa. Dla porównania Anglia czy Francja straciły tylko 1 proc. swoich zasobów. Polska walczyła z Hitlerem, nie kolaborowała, jak niektóre państwa, zachowała się honorowo. Potem jeszcze na 50 lat została oddana pod jurysdykcję komunistów, gdzie nie mogła się normalnie rozwijać — przypomniał Patryk Jaki. I to dlatego państwa Europy Zachodniej mają dziś taką nad nami przewagę i mogą nam skakać po głowach, w tak absurdalnych sprawach jak np. kwestia praworządności, gdzie chcą nas uczyć kultury. To nie jest tak, że o tym, co się wtedy wydarzyło, możemy po prostu zapomnieć. To wpływa na wszystko, co dziś dzieje się w Polsce. Gdyby Niemcy zapłacili za wszystko, co zrobili wówczas Polsce, to dzisiaj każdy Polak byłby kilkukrotnie bogatszy — podkreślił polityk.

Zniszczona infrastruktura i zrabowane dzieła sztuki

Straty wojenne to nie tylko zniszczona infrastruktura, budynki, ludzie, którzy stracili życie. To również kosztowności i cenne dzieła sztuki zrabowane przez najeźdźców, na co zwrócił uwagę nasz rozmówca. Jest taka książka wybitnego niemieckiego historyka, prof. Goetza Aly, która pokazuje, jak do dziś każdy Niemiec ma korzyści z tego, że Niemcy tak bardzo obrabowały Polskę. Pamiętajmy, że tak wiele cennych dzieł kultury i sztuki, indywidualnych majątków do dziś znajduje się w niemieckich domach, do dziś nie wróciło do Polaków — podkreślił Patryk Jaki (fot. warszawskagazeta.pl). Polska dawno powinna już wystosować wniosek o reparacje. Nie wiem, dlaczego tak się nie dzieje. Gdyby to zależało ode mnie, dawno taki wniosek byłby wysłany — dodał. Czy jednak mamy szanse na to, że Niemcy wynagrodzą nam finansowo zniszczenia, których dokonali podczas II wojny światowej? Przedstawiciele władz RFN niejednokrotnie podkreślali, że ta sprawa jest dla nich zamknięta.

Uważam, że na pewno nie mamy szans, jeżeli nie będziemy nic z tym robić — powiedział nam europoseł Solidarnej Polski.

„Brak reparacji zaważy też na kolejnych pokoleniach”

Dlaczego powinniśmy ubiegać się o reparacje? Nasz rozmówca zwrócił uwagę, że fakt, iż Niemcy nie rozliczyły się finansowo ze zbrodni z czasów II wojny światowej zaważył nie tylko na rozwoju Polski w latach powojennych aż do dziś. To będzie ważyć także na kolejnych pokoleniach. Moje dzieci będą miały gorszy start niż dzieci z wielu państw zachodnich. Właśnie dlatego, że tak doszczętnie nas wówczas obrabowano i nikt do dziś nie oddał nam za to pieniędzy — podkreślił.

Rozmywanie odpowiedzialności niemieckiej

Mimo iż wzrasta świadomość, że wojnę wywołali Niemcy, a Polacy coraz odważniej przypominają, że byli ofiarą, a nie sprawcą, wciąż pokutują pewne tendencje do rozmywania odpowiedzialności niemieckiej - np. skandaliczne stwierdzenia, że tragedię 1939 r. wywołało „złe słowo człowieka przeciwko drugiemu człowiekowi”. To samorządowcy Platformy niestety celują w tym. I to bardzo przykre, że w Polsce jest też taki nurt, który przecież znamy z czasów rozbicia dzielnicowego. Przykre, że dziś niektórzy samorządowcy Platformy mają takie tendencje — ocenił Patryk Jaki.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/564641-jaki-brak-reparacji-zawazy-na-kolejnych-pokoleniach

Instytut Pamięci Narodowej / Oddział w Krakowie

Polecamy Państwa uwadze spot, który przygotował Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie w 80. rocznicę rozpoczęcia przez Rzeszę Niemiecką wojny przeciw Związkowi Sowieckiemu.

22 czerwca 1941 r. Rzesza Niemiecka rozpoczęła wojnę przeciw Związkowi Sowieckiemu. W powojennej narracji Moskwy, wbrew faktom, wydarzenie to było zawsze przedstawiane jako napaść dążącego do zniewolenia świata Adolfa Hitlera na „miłującą pokój ojczyznę światowego proletariatu”. Ukuta przez sowiecką propagandę nazwa „Wielka Wojna Ojczyźniana”, szczególnie w Rosji, na trwałe została wpisana w opowieść o wojnie, która pomija sowieckie zbrodnie przeciw pokojowi, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości. Fakty znane światu już w czasie wojny oraz dokumenty odkrywane przez następne dekady pokazywały obraz dwóch totalitarnych państw, które połączyło najpierw dążenie do rozbicia Polski a potem podbój innych narodów Europy. Sojusz niemiecko-sowiecki, przypieczętowany podpisaniem tajnego protokołu do Paktu Ribbentrop-Mołotow, stał się wstępem do wojennej hekatomby, rozpoczętej przez imperialne podboje obu zbrodniczych reżimów. Zapoczątkowana została w ten sposób gehenna milionów ludzi w krajach zniewolonych przez Niemcy i ZSRS. Sowieckie surowce strategiczne szerokim strumieniem płynąc do Niemiec, stał się podstawą ich podbojów w latach 1939-1941, dokonywanych na północy, zachodzie i południu Europy. Wbrew powojennej komunistycznej propagandzie w okupowanej przez Niemcy i Związek Sowiecki Polsce 22 VI 1941 r. niósł nadzieję na wzajemne wyniszczenie obu totalitarnych imperiów. W dzisiejszych czasach niektóre państwa znowu odbudowują stalinowski mit Związku Sowieckiego, przedstawianego w roli państwa „miłującego pokój” i „jednoczącego narody”. Znowu – jak w czasach komunistycznego zniewolenia – chcą wychowywać młode pokolenia w duchu narracji opartych o zafałszowania historii i przemilczenia prawdy o imperialnych podbojach oraz niewoleniu całych narodów przez oba państwa. Pamięć o ofiarach obu totalitaryzmów zobowiązuje do przypominania faktów w sposób komunikatywny również dla młodszych generacji. Temu ma służyć internetowy spot przygotowany przez krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Marek Gizmajer

W PRL 17 stycznia celebrowano jako dzień wyzwolenia Warszawy przez Armię Czerwoną w 1945 roku. Organizowano uroczystości i akademie, składano wieńce pod „pomnikami wdzięczności”. Czy rzeczywiście tego dnia doszło do wyzwolenia? Niemcy wycofali się z doszczętnie zniszczonego miasta, które Sowieci opanowali w kilka godzin. W gruzach ukrywało się do 2000 osób, „warszawskich Robinsonów”.

19 stycznia 1945 roku w odgruzowanych Alejach Jerozolimskich obok ruin Dworca Głównego miała miejsce defilada wyzwolicieli z udziałem 1 Armii WP, a już 24 stycznia Beria donosił Stalinowi o skierowaniu do Warszawy wojsk NKWD „w celu zaprowadzenia należytego porządku”. Wyjaśniał: „Działają grupy operacyjne Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz czekistów celem wykrycia i aresztowania kierownictwa Komendy Głównej AK, NSZ i innych podziemnych partii politycznych”.

W PRL podczas styczniowych uroczystości nawet nie wolno było zastanawiać się nad tym, że Armia Czerwona zajmowała prawobrzeżną Warszawę przez cztery miesiące i czymś musiała się tam zajmować. W połowie września 1944 roku front ustabilizował się. Niemcy po spacyfikowaniu Powstania, masakrze ludności i rabunku mienia (wywieziono 20-40 tysięcy wagonów dóbr) systematycznie burzyli i palili lewobrzeżne miasto. W tym samym czasie pod drugiej stronie Wisły sowieccy i polscy komuniści równie systematycznie zakładali urzędy terroru i pacyfikowali resztki polskiego ruchu oporu. Dwaj agresorzy zawarli kilkumiesięczny nieformalny rozejm aby unicestwić naszą stolicę. Różnica polega na tym, że po wojnie zbrodnie Niemców badano i propagowano przez kilkadziesiąt lat, natomiast zbrodni Rosjan do dziś nie sposób oszacować.

Wymownym symbolem zniewolenia Warszawy przez Sowietów, które rozpoczęło się już cztery miesiące przed symboliczną defiladą w Alejach, stał się pierwszy powojenny pomnik, słynni „czterej śpiący” na Placu Wileńskim. Nigdy nie dowiemy się, czy ta zbieżność liczby cztery jest przypadkowa. Koncepcję „dzieła” opracował niezidentyfikowany do dziś oficer Armii Czerwonej, zaś odsłonięcia dokonał Bolesław Bierut w listopadzie 1945 roku. Widniał na nim napis po polsku i po rosyjsku „Chwała bohaterom Armii Czerwonej” a oficjalna nazwa brzmiała Pomnik Braterstwa Broni (fot. Wikipedia).

Symbolika pomnika była wielowarstwowa, ale jednoznaczna. Trzej żołnierze radzieccy atakowali, byli dynamiczni, heroiczni. Górowali nad całością. To zwycięzcy. Pod nimi biernie stało czterech żołnierzy polskich ze spuszczonymi głowami. To pokonani, w najlepszym razie wartownicy nowego porządku. Symbolem zniewolenia był sam cokół. Istniał już przed wojną i był przeznaczony dla pomnika ks. Ignacego Skorupki, bohatera wojny z 1920 roku, który miał stanąć dokładnie w tym samym miejscu. Ćwierć wieku później Sowieci ukradli symbol naszego zwycięstwa i „przerobili” na swój.

Miejsce monumentu jest symboliczne także dlatego, że stał w samym centrum stalinowskiego systemu represji. Tuż obok niego miały swoje siedziby władze nowej Polski – Krajowa Rada Narodowa i Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej – dwieście metrów dalej nadzorująca je ambasada ZSRS, a w promieniu kilkuset metrów kolejno: Miejski Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, areszt Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, Więzienie Karno-Śledcze nr III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (słynące z okrucieństwa tzw. Toledo), Kwatera Główna NKWD w Polsce, Trybunał Wojenny Armii Czerwonej, Komenda Miasta, kilka jednostek NKWD i dowództwa Armii Czerwonej. Niektóre funkcjonowały do 1956 roku. Ponieważ historię piszą zwycięzcy, liczby zakatowanych tam Polaków nigdy nie udało się ustalić. IPN wciąż prowadzi prace badawcze, a w Internecie można obejrzeć przejmujący film IPN TV „Na co patrzyli czterej śpiący?”

Gdy zatem w lewobrzeżnej Warszawie trwało jeszcze Powstanie, na Pradze Sowieci wprowadzali terrorem swój ustrój istniejący pół wieku. Pomnik nieistniejącego braterstwa był symbolem zniewolenia nie tylko Warszawy, ale i całej Polski. Zdemontowano go dopiero w 1992 roku, choć spadkobiercy reżimu walczyli o jego przywrócenie jeszcze ponad dwadzieścia lat. Przegrali dopiero w 2015 roku trochę przypadkiem - zbudowano tu stację warszawskiego metra.

Patryk Jaki skomentował najnowszą publikację "Faktu" dot. budżetu Unii Europejskiej.

"To już nie sprzeczka w rodzinie. Wygląda na to, że szykuje się niezła awantura. Polska i Węgry stają okoniem względem pozostałych 25 państw Unii Europejskiej. Węgry oficjalnie zapowiedziały dziś, że w poniedziałek zablokują unijny budżet na lata 2021–2027. Oznacza to, że zablokują jednocześnie gigantyczne wypłaty dla Polski w ramach pokoronawirusowego funduszu odbudowy" – czytamy w artykule "Faktu".

"Cała Unia Europejska, poza Węgrami, głosowała za powiązaniem praworządności z funduszami w trosce o walkę z korupcją i rządy prawa" - alarmuje w "Fakcie" europoseł Radosław Sikorski z PO. Artykuł zilustrowano wszystkimi przywódcami państw Europejskich od których "oderwani" zostali premier Polski Mateusz Morawiecki i Węgier Viktor Orban.

Artykuł skomentował na Facebooku Patryk Jaki: "Niemiecka gazeta Fakt dla Polaków, tłumaczy im dziś co jest w "interesie Polski"" – napisał krótko.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/161633/niemiecka-gazeta-dla-polakow-jaki-reaguje-na-publikacje-faktu.html

Pan Premier RP Mateusz Morawiecki

Szanowny Panie Premierze,

Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie zwróciło się do Pana pismem z 24 września 2020 roku przypominającym o konieczności wywiązania się z danego przyrzeczenia o konieczności rozpoczęcia egzekucji należnych Polsce reparacji od Republiki Federalnej Niemiec. Na tą pierwszą część pisma nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. A przecież blisko 6 milionów polskich obywateli zginęło lub zostało pomordowanych, a cały kraj legł w gruzach. Do tej pory tych gigantycznych strat nie udało się zlikwidować. Państwo niemieckie nie uważało za stosowne zrekompensować tych strat, a rozliczyło się ze Związkiem Sowieckim, bezprawnie uważając to za rozliczenie z Polską. Nie chcemy tu wchodzić w szczegóły tej materii, które zapewne Pan zna dokładnie z raportu Parlamentarnego Zespołu pod kierownictwem posła Arkadiusza Mularczyka ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce.

Niemcy mają obowiązek nie tylko moralny i polityczny ale także prawny do wypłaty odszkodowań Polsce. Nie tylko nie wywiązali się z tego obowiązku, ale nawet ochraniali przed sądami innych krajów zbrodniarzy niemieckich winnych zbrodni ludobójstwa i pospolitych przestępstw jak rabunki, mordy, gwałty i kradzieże. Taki pierwszy lepszy przykład to Heinrich Friedrich Reinefarth, znany jako Heinz Reinefarth – niemiecki wojskowy, od 1932 członek NSDAP, SS-Gruppenführer i Generalleutnant der Waffen-SS. Zbrodniarz niemiecki, odpowiedzialny za liczne zbrodnie wojenne, popełnione na cywilach podczas tłumienia Powstania Warszawskiego. Odpowiedzialny za mord na 50 tys. mieszkańców Woli w tym kobiet, dzieci i starców. Po wojnie był cenionym burmistrzem w Westerland na wyspie Sylt i posłem do Landtagu. Państwo niemieckie odmówiło jego ukarania. I tak było w dziesiątkach tysięcy spraw. Teraz w 75 lat po wojnie, kiedy prawie wszyscy mordercy niemieccy nie żyją państwo niemieckie umywa ręce.

My kombatanci i weterani walk o Niepodległą Polskę uważamy, że prawdziwy epilog II wojny światowej nastąpi dopiero po wyrównaniu strat przez stronę niemiecka. Niemcy stały się na tyle butne i aroganckie, że za swoje winy i zbrodnie oskarżają dziś nas Polaków. Niech ta sprawa reparacji, która musi być doprowadzona do końca przywróci im pamięć o ich obozach koncentracyjnych, i o ich ludobójstwie na jeńcach wojennych, bezbronnej ludności cywilnej, na kobietach i dzieciach. Dziś są na tyle bezczelni, że chcą nas uczyć demokracji, a w przerwach o ile to możliwe to zagłodzić. Czyżby zapomnieli, że mają zapłacić odszkodowania za swoje czyny.

Panie Premierze, Polska musi się przestać bać silnych Niemiec, bo inaczej skończymy jako państwo marionetkowe, jako klient Niemiec. Jeżeli tak nie jest, to nie rozumiemy dlaczego do tej pory nie zostały rozpoczęte rozmowy na najwyższym szczeblu o wysokość reparacji do zapłacenia przez Niemcy i konkretnych terminach spłat. Każde państwo ponosi odpowiedzialność za skutki swoich działań. Państwo niemieckie nie może być wyjątkiem. Z prawnego i moralnego punktu widzenia oznacza to obowiązek zrekompensowania strat Polsce. Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk oświadczył 1 września 2020 roku, że Raport w sprawie wysokości odszkodowania od Niemiec dla Polski za zniszczenia podczas II wojny światowej jest gotowy i tłumaczony na języki niemiecki i angielski. A termin jego publikacji zależy od decyzji politycznej. Czekamy więc na tą decyzję polityczną, bo chyba mamy w Polsce dostatecznie dużo tłumaczy i uważamy, że ten Raport leży w czyimś biurku.

Wyjaśniliśmy tą sprawę dostatecznie dokładnie i można te reparacje otrzymać za zgodą rządu Niemiec, a także bez zgody, a wystarczy zaangażować w sprawę duże kancelarie prawne np. amerykańskie. Dla możliwości rządu polskiego nie powinno to stanowić przeszkody nie do pokonania.

Z poważaniem,
Przewodnicząca Porozumienia, Małgorzata Janiec
Sekretarz Porozumienia, Edward Jankowski

Jedyną procedurą traktatową dotycząca praworządności jest art. 7 i bardzo dobrze o tym wiecie. Problem polega na tym, że nie potrafiliście znaleźć większości dla realizacji art. 7, dlatego wymyśliliście procedurę pozatraktatową, łamiąc w ten sposób prawo, co potwierdziły nawet wasze własne opinie prawne i opinie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego — mówił na forum PE europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki.

Po drugi sfera dotycząca edukacji, kultury, redystrybucji środków, organizacji sądownictwa jest - według traktatu - wyłączną kompetencją państwa członkowskiego i Polaków. Również tę kompetencję próbujecie zawłaszczyć — dodał.

Były wiceminister sprawiedliwości zwrócił uwagę na niekonsekwencję części europejskich polityków. Tak naprawdę mówiąc o praworządności sami tę praworządność łamiecie. A już symboliczne jest to, że dokonujecie napaści między innymi na Polskę. Napaści na Polskę dokonuje prezydencja niemiecka w Święto Niepodległości państwa polskiego. To jest naprawdę ogromny wstyd. Tym bardziej, że o upolitycznieniu sądów mówią Niemcy, którzy mają najbardziej upolityczniony proces wyboru sędziów w całej UE — podkreślał Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/526099-jaki-prezydencja-niemiecka-dokonuje-napasci-na-polske (tamże video z wystąpienia europosła Solidarnej Polski Patryka Jakiego).

W Parlamencie Europejskim stanie wystawa poświęcona św. Maksymilianowi Kolbe? Z taką inicjatywą wyszedł europoseł Patryk Jaki.

Infromację w tej sprawie europoseł przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych. "Złożyłem dziś wniosek o zgodę na wystawę w Parlamencie Europejskim o życiu Świętego męczennika, polskiego franciszkanina Maksymiliana Kolbe. Zagłodzonego na śmierć przez Niemców. Twórcę wspaniałego klasztoru w Niepokalanowie" – napisał na Twitterze Patryk Jaki.

W rozmowie z Polskim Radiem były wiceminister sprawiedliwości wyjaśnił, że chciałby przybliżyć europosłom tego polskiego świętego, a tym samym historię naszego kraju. – Został zagłodzony przez Niemców na śmierć dlatego, że na ochotnika zgłosił się, żeby przyjąć karę, która była przeznaczona dla innej osoby – przypomniał.

– Jeżeli dziś w Parlamencie Europejskim wypomina się nam, że tutaj jest jakiś totalitarny reżim, to może warto przypomnieć, jak wyglądał totalitarny reżim i kto był sprawcą, a kto był ofiarą – podkreślił Jaki.

Tekst za: https://dorzeczy.pl/kraj/156351/warto-przypomniec-kto-byl-sprawca-a-kto-ofiara-jaki-zlozyl-wniosek-o-zgode-na-wystawe-w-pe.html

Dzisiaj Polska wam przeszkadza, bo dużo lepiej sobie radzi od was – mówił Patryk Jaki podczas debaty w Parlamencie Europejskim.

W Parlamencie Europejskim trwa debata, która dot. pomysłu powiązania unijnego budżetu z praworządnością. Głos zabrała Katarina Barley z Niemiec, której słowa o „zagłodzeniu” Polski i Węgier wywołały reakcję polskich władz. Osiemdziesiąt procent Europejczyków uważa, że praworządność jest bardzo ważna i powinna być egzekwowana w UE. (…) Teraz mamy sprawozdanie Komisji. Nasze sprawozdanie idzie dalej. Mówimy o automatycznej reakcji na naruszenia. Dobrze, że są te sprawozdania, możemy je porównywać. Musimy patrzeć na całość. Pytanie, czy państwa członkowskie będą chciały być kontrolowane. Czy uważają, że krytyka jest pozytywna, coś daje. Myślę, że możemy czynić ustępstwa w wielu obszarach, budżetowych i innych, ale nie możemy czynić ustępstw, co do podstawowych wartości, mamy je zapisane w traktatach i w tych sprawach nie chcemy ustępstw – powiedziała Barley.

W obronnie Polski wystąpiła Beata Kempa z Solidarnej Polski (fot. beatakempa.pl). Nie ma i nie będzie zgody na pozatraktatowe działanie. Nie ma podstawy prawnej tego raportu. Creme de la creme to powoływanie się na Radę Europy, której zasiada Rosja. Rady, która do tej pory nie potępiła Moskwy za atak na Aleksieja Nawalnego. Nie miejmy złudzeń. To sprytna strategia, a za zasłona walki o praworządność kryje się kolejny etap federalizacji Unii Europejskiej i spełnienie federalistycznych snów eurolewicy o zarządzaniu państwami członkowskimi z ostatniego piętra budynku Komisji Europejskiej. Urzędnicy z Brukseli chcą mieć wpływ na każdą reformę w państwach unijnych. Chcą pod płaszczykiem troski o demokrację wprowadzać aborcję, ideologię gender oraz specjalne prawa dla mniejszości seksualnych. Nie ma na to zgody chrześcijańskiej części Europy. Debatujemy nad raportem, który jest kolejną odsłoną ataku na suwerenne państwa członkowski. Według niego niewybrani i anonimowi urzędnicy będą oceniać niezależne kraje europejskie. Przeżyłam komunę, ale nie dałam się tak zmanipulować jak Pan dzisiaj, mówiący nieprawdę o tym, co się dzieje w Polsce – zwróciła się do posła sprawozdawcy.

Następnie przemawiała Sylwia Spurek, która została wybrana z list Wiosny Roberta Biedronia. W Polsce odbył się pogrzeb dziecka – dwunastoletniej dziewczynki, która popełniła samobójstwo zaszczuta na tle orientacji seksualnej. Od miesięcy polscy politycy atakują osoby LGBT+, naruszając ich godność, nawołują do nienawiści. Kandydatem na nowego ministra edukacji jest osoba propagująca homofobię. To wszystko dzieje się w Unii, w 2020 roku. Na poprzedniej sesji Parlamentu przewodnicząca KE pięknie mówiła o równości, godności, szacunku, ale to tylko słowa. Do polskiego rządu nadal szerokim strumieniem płyną unijne środki, a od 12 lat KE nie potrafi doprowadzić do przyjęcia równościowej dyrektywy horyzontalnej. Potrzebujemy oczywiście mechanizmu dot. praworządności i to takiego, który obejmie pełen zakres wartości z art. 2, ale jeżeli Komisja nie będzie korzystała ze swoich kompetencji, to nadal będą to słowa, słowa, słowa – mówiła.

Patryk Jaki (fot. Wikipedia) odpowiedział na ataki na nasz kraj, które pojawiają się w Parlamencie Europejskim: "Atakujecie Polskę w bezczelny sposób. Wypominacie nam jakieś totalitaryzmy. Chce wam powiedzieć, dlaczego macie przewagę ekonomiczną, która wam pozwala na taką arogancję wobec Polski. Kiedy Polska była atakowana przez Niemców i sowietów, to wasze państwa stały i patrzyły jak Polska honorowo broniła wartości. A potem, za to, że Polska broniła wartości, oddaliście ją sowietom i patrzyliście jak przez dekady nie mogła się rozwijać. Dlatego macie dzisiaj tę przewagę ekonomiczną. Oddajcie nam te lata, które Polska straciła, to wtedy nikt sobie nie pozwoli na taką arogancję. Wypominacie nam dzisiaj strefy wolne od LGBT, a wiecie, że Polska była jedynym państwem, gdzie homoseksualizm nie był penalizowany. Od Polaków moglibyście się jeszcze wiele nauczyć. Szczególnie jeśli chodzi o wartości i tolerancję. Dzisiaj Polska wam przeszkadza, bo dużo lepiej sobie radzi od was. Szczególnie spójrzcie na Hiszpanię, gdzie prawie co drugi człowiek nie ma pracy. Was to uwiera, dlatego Polskę atakujecie" – powiedział Patry Jaki.

Tekst za: https://wpolityce.pl/swiat/520660-kempa-i-jaki-w-pe-od-polakow-moglibyscie-sie-uczyc

Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, poniżej umieszczam linkę do zdjęć z końcowej części uroczystości, upamiętniającej 76 rocznicę Akcji Specjalnej Koppe – próbę wykonania przez Armię Krajową wyroku śmierci na dowódcy niemieckiej SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie:
https://photos.app.goo.gl/UJETBGpg3dchvp8T8

Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, poniżej umieszczam linkę do zdjęć przy pomniku na pl. Teodora Axentowicza - pomniku, upamiętniającym pierwszy transport 728. Polaków, żołnierzy kampanii wrześniowej, członków podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjalistów i studentów uwięzionych przez Niemców w Tarnowie, a przewiezionych 14 czerwca 1940 roku do KL Auschwitz: https://photos.app.goo.gl/iZE8jnJktwnwCrqF8

Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, poniżej umieszczam linkę do zdjęć z uroczystości (13 czerwca 2020 roku) przy pomniku Rokitniańczyków, na Cmentarzu Rakowickim w 105. rocznicę szarży pod Rokitną a następnie przy pomniku Ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych na Cmentarzu Rakowickim w 80. Rocznicę I transportu Polaków do KL Auschwitz:
https://photos.app.goo.gl/Gr5umfM5QZx2FpzD7

Danuta Stefanko

Okres II wojny światowej jest zarazem okresem licznych zbrodni wobec Polaków ze strony stalinowskiego Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich i hitlerowskiej III Rzeszy. Systemy represyjne tych mocarstw miały niektóre podobne aspekty, m.in. wywózki do obozów zagłady i obozów pracy, liczne akcje ludobójcze czy zwalczanie elit narodowych.

Jedną z akcji niemieckiego planu Intelligenzaktion, polegającego na zagładzie polskiej inteligencji zamieszkującej głównie tereny okupowane przez III Rzeszę, był mord w Czarnym Lesie w okolicy Stanisławowa. Ofiarami tej zbrodni, dokonanej w 1941 roku, byli głównie lekarze, nauczyciele i osoby duchowe, zamieszkujące Stanisławów.

Do odnalezienia w 1988 roku zbiorowych mogił pomordowanych przez hitlerowców stanisławowskich przedstawicieli inteligencji polskiej przyczynił się urodzony w Stanisławowie Adam Rubaszewski, który prowadził zbiór materiałów oraz starał się o upamiętnienie tych wydarzeń.

Później, w 2011 roku, dzięki wysiłkom członków Towarzystwa Kultury Polskiej „Przyjaźń” we współpracy z polską Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz miejscowymi władzami ukraińskimi, na terenie cmentarza udało się odsłonić pomnik ofiarom mordu w Czarnym Lesie.

Dopiero w ostatnich latach zidentyfikowano, że w stanisławowskich „dołach śmierci” leży nie 250 ciał ofiar zbrodni – jak pierwotnie uważano – ale szczątki ponad 700 osób, rozstrzelanych przez nazistów.

Aby uczcić pamięć ofiar, poległych w Czarnym Lesie, TV Niezależna Polonia Ltd. z Kanady wyprodukowała film „Mroki Czarnego Lasu”, przedstawiający m.in. historię Stanisławowa, zwanego kiedyś trzecim miastem Galicji, sytuację w roku 1941 oraz historię odkrycia i odrestaurowania cmentarza w Czarnym Lesie.

Film został już wyemitowany przez stację TVP Historia, linka poniżej:
https://vod.tvp.pl/video/mroki-czarnego-lasu,mroki-czarnego-lasu,51815750

Można go także obejrzeć na YT: https://www.youtube.com/watch?v=9oE26enuExI

Scenarzystą i reżyserem filmu „Mroki Czarnego Lasu” jest Wacław Kujbida, którego rodzina pochodzi ze Stanisławowa. Dziadek Kujbidy był polskim nauczycielem i stał się jedną z ofiar mordu w Czarnym Lesie.

„Starałem się od dobrych 6 lat sfinalizować ten film, poszukać fundusze, dlatego, że zbrodnia w Stanisławowie z 1941 roku jest jedną z ważniejszych, a nieznanych powszechnie klamer eliminacji elit polskich przez Niemców. Akcja w Stanisławowie była w bestialski sposób doskonała, dlatego, że stworzono listę najbardziej patriotycznych elementów Stanisławowa i podstępnie ich zwabiano do Gestapo, a potem rozstrzelano w Czarnym Lesie. Myślę, że to jest bardzo ważny dla polskiego państwa i dla Polaków dokument. Teraz czekamy, aż będziemy mogli upowszechnić ten film” – powiedział w Polskim Radiu dla Zagranicy Wacław Kujbida (na zdjęciu wraz z żoną Elżbietą - archiwum KN).

Mamy nadzieję, że film „Mroki Czarnego Lasu” zostanie zaprezentowany również w Iwano-Frankiwsku, dawnym Stanisławowie, a miejscowi Polacy i osoby zainteresowane historią regionu będą mogły dowiedzieć się więcej o tej dramatycznej karcie historii.

Produkcja filmowa została współfinansowana przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej, w ramach programu opieki nad Polonią i Polakami za granicą 2019, za pośrednictwem Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie.

Za: https://www.ckpide.eu/pl/aktualnosci/wydarzenia/3535-mroki-czarnego-lasu

28 grudnia 2018 roku w Sądzie Okręgowym w Krakowie zapadł wyrok w procesie przeciwko producentom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Sąd orzekł o winie ZDF i UFA Fiction – producentów serialu. Proces wytoczył Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz kpt. Zbigniew Radłowski, żołnierz AK oraz uczestnik m.in. Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu Auschwitz, jeniec Stalagu X B Sandbostel, po wojnie skazany przez Rosjan za szpiegostwo.

Proces cywilny rozpoczął się 18 lipca 2016 roku. Ostatnia rozprawa odbyła się 18 grudnia 2018 roku. W myśl wyroku sądu ZDF i UFA Fiction mają umieścić przeprosiny w TVP1 w czasie antenowym adekwatnym do czasu wyświetlania serialu oraz na niemieckich kanałach telewizyjnych, w których serial był emitowany. Ponadto stosowne przeprosiny mają się ukazać na stronach internetowych ZDF i UFA Fiction w widocznym miejscu przez okres 3 miesięcy, w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się wyroku. Dodatkowo, zgodnie z żądaniami strony powodowej, pozwani zostają zobowiązani do uiszczenia kwoty 20.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych na rzecz kpt. Z. Radłowskiego.

Radio Maryja

Parlament Europejski przyjął krytyczną wobec Niemiec rezolucję w sprawie Jugendamtów. Deputowani wzywają rząd w Berlinie do zapewnienia dokładnych kontroli, procedur i praktyk stosowanych przez Niemieckie Urządy ds. Dzieci i Młodzieży. Odbieranie rodzicom dzieci przez urzędników Jugendamtów bez rzetelnego sprawdzenia sytuacji w rodzinach to poważny problem – podkreślali eurodeputowani.

Od lat do komisji petycji Parlamentu Europejskiego płynęły skargi rodziców na Niemieckie Urzędy ds. Dzieci i Młodzieży tzw. Jugendamty.

– Urząd krytykowany jest za opieszałość, zbytnie ingerowanie w życie rodzin, naruszanie prywatności. To wszystko nie sprzyja prywatności dziecka, a nawet prowadzi do różnych zaburzeń psychicznych – mówiła w Parlamencie Europejskim Urszula Krupa.

Częstą praktyka stosowaną przez urzędników Jugendamtów, zwłaszcza wobec rodzin obcokrajowców lub rodzin mieszanych, jest odbieranie dzieci bez należytych podstaw i kierowanie ich do niemieckich rodzin. Na to często skarżyli się rodzice – wskazywała podczas debaty o Jugendamtach europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

– Wielokrotnie słyszymy w Polsce skargi zrozpaczonych rodziców, którym Jugendamt odebrał dzieci zakazując im nawet spotkań z nimi. Utrudniając, a nawet zakazując, porozumienia się w języku polskim – akcentowała Urszula Krupa.

Takiego stanowiska polskiej europoseł nie podzieliła europoseł Julia Pitera z Platformy Obywatelskiej, która stwierdziła na forum komisji petycji, że skargi, które trafiają do komisji nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Według niej krytyka Jugendamtów ma charakter polityczny i jest nieuzasadniona.

– Temat ten regularnie powraca, stając się – podobnie jak histeria antyszczepionkowa – narzędziem w walce politycznej, zwłaszcza w okresach przedwyborczych. To zasiewa niepokój i podważa, nie tylko zaufanie do władzy, ale wzajemne zaufanie w ramach wspólnoty europejskiej – podkreślała europoseł PO.

W opinii dr Mirosława Boruty takie stanowisko polskiej deputowanej, to rodzaj walki ideologicznej między państwem narodowym a tożsamością obywatelską, dla której kultura i język nie mają większego znacznie.

– Trudno byśmy godzili się, że polski eurodeputowany zamierza przyklaskiwać germanizacji polskich dzieci, to może 150 lat temu, ale nie w XXI w. – mówił socjolog.

Julia Pitera zgłosiła 16 poprawek, które miały znacząco łagodzić wydźwięk rezolucji. Jedna z nich zmierzała do wykreślenia z tekstu dokumentu zapisu, w którym Parlament Europejski: „Wzywa Komisję Europejską do zapewnienia dokładnych kontroli procedur i praktyk stosowanych przez Niemiecki Urząd ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) pod kątem ich niedyskryminacyjnego charakteru w zakresie sporów dotyczących rodzin międzynarodowych”.

Parlament Europejski ostatecznie odrzucił te poprawki, a samą rezolucję przyjął większością 307 głosów, przy 211 przeciw; 112 eurodeputowanych wstrzymało się od głosu.

To politycznie ważny gest, ale prawnie nie wiąże rządu niemieckiego – zauważył prof. Robert Alberski.

– Ta rezolucja Parlamentu Europejskiego jest dokumentem politycznym, który reprezentuje stanowisko parlamentu, natomiast nie ma takiej mocy bezwzględnej obowiązującej – podkreślił politolog.

Rezolucja może wesprzeć starania polskiego rządu, którzy forsuje na forum unijnym regulacje zmierzające do ograniczające traumy dzieci na wypadek gdyby były odebrane rodzicom.

– Jeżeli dziecko jest odbierane to ma być umieszczane gdzie? Przede wszystkim u krewnych. Chyba, że to jest niemożliwe – mówił Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości.

Rząd chce, by dziecko w razie konieczności było umieszczane w rodzinie, która mówi w jego ojczystym języku. Gdy dziecko ma polskich rodziców powinno trafić do polskiej, a nie niemieckiej rodziny.

Tekst i zrzuty ekranowe za: http://www.radiomaryja.pl/informacje/krytyczna-rezolucja-parlamentu-europejskiego-ws-jugendamtow

adamzyzmanAdam Zyzman

Kraków, 21 lipca 2018 roku

List otwarty do Szanownego Pana dr. Michaela Großa
Konsula Generalnego Niemiec w Krakowie

Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, stanowczo protestuję przeciwko ingerencji przewodniczącej niemieckiego Federalnego Trybunału, pani Bettiny Limperg w wewnętrzne sprawy mojego kraju i wspieranie byłej I przewodniczącej polskiego Sądu Najwyższego, Małgorzaty Gersdorf w jej antyrządowym i antypolskim postępowaniu. Szczególne oburzenie budzi wypowiedź pani Bettiny Limperg, w której mówi ona, że Niemcy, jako sąsiad mojego kraju, czują się odpowiedzialne za to, co dzieje się w Polsce! I mówi to zdając sobie sprawę, z tego, że zmiany przeprowadzane w polskim sądownictwie nie odbiegają od tego co Republika Federalna Niemiec przeprowadziła dwadzieścia kilka lat temu na terenie byłej NRD.

Przypominam, że przez blisko 1000 lat, każda sytuacja, gdy Niemcy próbowały ”wziąć odpowiedzialność” za to co dzieje się na ziemiach polskich kończyło się tragicznie dla Polaków. Dotyczy to zarówno udziału Niemiec w rozbiorach Rzeczypospolitej Obojga Narodów w wieku XVIII, polityki Niemiec wobec Polaków mieszkających na ziemiach polskich w wiekach XIX i XX, i ich stałe prześladowania („Niemiec bije polskie dzieci” – słowa polskiej poetki Marii Konopnickiej o aktach prześladowania Polaków we Wrześni w latach 1901 – 1902). Ale najtragiczniejsze skutki „odpowiedzialności Niemców za Polskę” Polska i Polacy ponieśli w latach 1939 – 1945, gdy zostały zamordowane przez Niemców ponad 3 mln. obywateli polskich, zrabowane i zniszczone polskie dzieła sztuki i kultury, których większości nie odzyskaliśmy do dnia dzisiejszego, zniszczona została polska gospodarka, a symbolami niemieckiej odpowiedzialności za Polskę i niemieckiej kultury, w tym kultury prawnej, są pozostałości niemieckich obozów śmierci i kominy krematoriów! To właśnie, dla przeciętnego Polaka, są skutki „niemieckiej odpowiedzialności za Polskę” i dlatego w zdecydowanej większości Polacy nie życzą sobie jakichkolwiek prób przyjmowania odpowiedzialności za nasz kraj przez jakiekolwiek instytucje niemieckie!

Mam nadzieję, że zostanę zawiadomiony, że pani przewodnicząca Bettina Limperg została poinformowana przez Pana o odbiorze jej wypowiedzi w Polsce, jako groźbie ze strony instytucji państwa niemieckiego, że znów Niemcy tradycyjnie gotowi są przyjść tutaj, by mordować i rabować Polaków oraz budować obozy koncentracyjne i krematoria, a wstępem do tego są już wystąpienia niemieckich polityków w obronie polskich zdrajców narodu, tak jak w 1939 roku „występowali w obronie” swych agentów mieszkających na terytorium Polski! Chciałbym bowiem, by pani Bettina Limperg zrozumiała, że swym nieodpowiedzialnym wystąpieniem cofnęła porozumienie narodów polskiego z niemieckim o kilka dziesięcioleci. Nie mówię o deklaracjach polityków, ale przekonaniu przeciętnego obywatela, który po raz kolejny został utwierdzony w przekonaniu, że istota niemieckości, to antypolonizm i dążenie do panowania nad całą Europą! Bez względu na jaką ideę się Niemcy aktualnie powołują – Rzymskiego Cesarstwa Narodu Niemieckiego, Kulturkampftu, nazizmu, czy tzw. wartości europejskich, które w rzeczywistości są antywartościami! Bez względu na to kto stoi na ich czele – Henryk V, Bismark, Wilhelm, Hitler, czy frau Merkel! Tak, Polacy dobrze sobie zdają sprawę, że gdyby nie inspiracja kanclerz Merkel nie byłoby ataków na Polskę na forum Unii Europejskiej! I warto by pani Limperk miała świadomość skutków swej wypowiedzi!

Z poważaniem, Adam Zyzman – bratanek polskiego jeńca, który, zgodnie z niemiecką praworządnością i niemieckim przestrzeganiem prawa międzynarodowego, został zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym.

kazimierzbartelKazimierz Bartel

Szanowni Państwo, przesyłam zestaw zdjęć związanych z tematyką niemieckich obozów śmierci. Holenderska grupa teatralna "Hotel Modern" przedstawiła w Polsce jeden spektakl "Horror wojny w lalkowej odsłonie". KAMP - historia niemieckiego obozu śmierci w Auschwitz-Birkenau została przedstawiona przy pomocy 3 tysięcy lalek oraz zrobionej z tektury makiety obozu:
https://photos.app.goo.gl/STMyHS8pJhvIe4cp1

kazimierzbartelKazimierz Bartel

Od 7 lipca do 19 listopada 2017 roku mozna było w Kamienicy Szołayskich (oddziale Muzeum Narodowego) obejrzeć wystawę pt. Twarzą w Twarz. Sztuka w Auschwitz. W 70. rocznicę utworzenia Muzeum na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady.

Zapraszam Państwa do obejrzenia zdjęć, wciąż tak aktualnych:
https://photos.app.goo.gl/Aa6rIy1Em5X4tOv22

krakowniezaleznymkInformacja własna

Warto przypomnieć prawdziwe znaczenie zdania "naziści maszerują w Warszawie". Było to 5 października 1939 roku w Alejach Ujazdowskich a nazistami byli, są i będą w historii świata tylko i wyłącznie Niemcy (fot. za: wiadomosci.dziennik.pl):

nazisciwwarszawie

adamzyzmanAdam Zyzman

Czy do trwającej dyskusji na temat niemieckich reparacji wojennych można jeszcze cos dodać? – Wydawało mi się, że niewiele, ale przypomniałem sobie, że kilkanaście lat temu, przy likwidacji kolejnej biblioteki zakładowej, którą likwidowano na zasadzie „kto chce, niech bierze, a resztę oddamy na makulaturę” zachowałem książkę, która nikogo wówczas nie interesowała.

tnbbr1Był to XII tom „Documenta occupationis” wydanych w czasach PRL przez Instytut Zachodni zajmujący się od okresu międzywojennego naszymi stosunkami z Niemcami. Ten obszerny tom, to kopie autentycznych dokumentów niemieckich z okresu okupacji niemieckiej, będących aktami prawnymi dotyczącymi eksploatacji ziem polskich i Polaków przez okupanta oraz sprawozdaniami z ich realizacji w poszczególnych jednostkach administracyjnych. Ponad 700 stron to w większości dokumenty niemieckie obrazujące skalę rabunku Polaków i naszej gospodarki zarówno dla potrzeb armii niemieckiej stacjonującej na ziemiach polskich, jak i dla potrzeb gospodarki Rzeszy. Jeśli uświadomimy sobie, że tylko w okresie od 15 lipca do 31 grudnia 1944 roku, a więc w okresie, gdy część Generalnej Guberni została już wyzwolona spod okupacji niemieckiej na potrzeby wojska i „gospodarki zarządu cywilnego” z ziem polskich wywieziono 164 395 wagonów różnorakich dóbr, w tym prawie 3 tysiące wagonów więźniów, to będziemy mieli skalę rabunku.

tnbbr2A wywożono wszystko. Oto z kolejnej tabeli dowiadujemy się, że tylko samego drewna opałowego w okresie od 20 czerwca do 20 września 1944, z samej tylko Białostocczyzny wywieziono 345 wagonów i 63 samochody ciężarowe, w sumie 5503 ton, a przecież część tych ziem została w tym czasie wyzwolona spod okupacji, toteż w następnych miesiącach takim miejscem eksploatacji drewna stało się Ciechanowskie - 266 ton tylko w ciągu jednego miesiąca! Do tego trzeba doliczyć wywóz płodów rolnych – 208 662 tony(!), bydła – 489 618 szt., świń – 38 231 szt., owiec – 110 306 szt. Koni – 35601 szt., a nawet drobiu! I to w zaledwie w ciągu wspomnianego już tylko drugiego półrocza 1944 r. Jednocześnie wywieziono w tym czasie do Rzeszy 150 603 urządzeń i maszyn przemysłowych, zaś w całym roku 1944, ponad 170 tys. robotników przymusowych, którzy trafiali nie tylko do przemysłu, ale w dużej mierze do indywidualnych gospodarstw rolnych, a z pracy ich korzystali bezpośrednio konkretni właściciele tych gospodarstw! – Naziści? – Tak naziści, bo wszyscy niemal Niemcy byli w czasie wojny beneficjentami nazizmu i wojny!

tnbbr3Jeśli więc ktokolwiek mówi, że nasze roszczenia nie mają podstaw, to zapewniam, że mają, a podstawy te wynikają z będących w naszym posiadaniu dokumentów… niemieckich! Przy okazji warto wspomnieć o autorach tego opracowania Eugeniuszu Kozłowskim i Piotrze Matusaku, pracownikach Instytutu Zachodniego, który w ostatnich latach był przez poprzednią władzę przeznaczony do likwidacji, a jeśli chciał przetrwać to proponowano jego kierownictwu wystąpienie o wsparcie do… fundacji niemieckich, co oznaczałoby całkowita zmianę charakteru Instytutu.

tnbbr4I jeszcze pytanie: czy straty spowodowane wywołaną przez Niemcy wojną należy liczyć tylko na podstawie danych o zniszczeniach, rabunku i eksploatacji naszego kraju w czasie samej wojny i okupacji, czy też wystawić im rachunek także za okres 45 lat powojennych, kiedy to w wyniku rozpoczętej przez Niemcy wojny zostaliśmy sprzedani rzeczywistemu zwycięzcy w tej wojnie, Rosji sowieckiej, która nie tylko nas dalej eksploatowała, ale nie pozwalała się też odpowiednio szybko rozwijać!

Przecież, gdyby nie to uzależnienie od Rosji i jej absurdalnej polityki gospodarczej, Polacy mogliby żyć cały ten czas przynajmniej na poziomie nie dotkniętych okupacją Hiszpanów! To też powinno być policzone!

jerzyborkowskiJerzy Borkowski

O Powstaniu Warszawskim mówi się bardzo dużo. Pisane są liczne artykuły, książki, a ostatnio powstało nawet kilka ciekawych produkcji filmowych. I bardzo dobrze, bo ofiara jaką złożyli Powstańcy jest nieoceniona. W tych wszystkich dziełach wylicza się straty jakie poniosła Warszawa, ile ludzi straciło życie, jak dramatyczne były losy ludzi żyjących wówczas w stolicy. Wszystko to bardzo mnie cieszy, bo jestem jedną z tych osób, która uważa, że jest to temat o którym można mówić wiele i powinno się dużo mówić. Ba! Należy mówić jak najwięcej, wyjaśniać młodemu pokoleniu, jakim wielkim heroizmem wykazali się Polacy w czasie okupacji. Żałuję niestety, że niewiele pisze się o pozostałej części naszej Ojczyzny, która również cierpiała i dźwigała jarzmo okupacji. Oczywiście rozumiem, że poziom poświęcenia i ilość wylanej krwi była największa w Warszawie, ale warto pamiętać o pozostałych miastach Polski. W końcu z wielu zakątków Rzeczpospolitej nadciągały posiłki dla walczącej Warszawy. Wiele z nich niestety nigdy nie dotarła. Przykładem może być tu Batalion AK „Skała” który w liczbie 350 osób wyruszył z Krakowa na pomoc walczącej Warszawie i został rozbity przez Niemców w bitwie po Złotym Potokiem koło Częstochowy, dnia 11 września 1944 r.

Całe terytorium Polski znalazło się pod okupacją niemiecką (nie nazistowską tylko trzeba mówić jasno: niemiecką!). W tym artykule chciałbym przytoczyć jedną historię, z mojego rodzinnego miasta Krakowa. Otóż w okupowanym Krakowie, jak w wielu innych miastach okupant próbował zniszczyć wszystko co Polskie: kulturę, środowiska inteligenckie, język a nawet i społeczność. Wiązały się z tym liczne aresztowania, porywanie ludzi z ulicy. Eskalacja tych zjawisk sięgnęła zenitu w momencie wybuchu Powstania Warszawskiego. Niemcy bojąc się ogólnopolskiego zrywu, wydali rozkaz aresztowania wszystkich mężczyzn od 16 do 60 roku życia. Miało to zapobiec wybuchowi powstania w całym kraju, oraz ograniczyć nadciągające posiłki do stolicy. Aresztowania dokonywano na ulicy, bez ostrzeżenia i bez jakiegokolwiek powodu. Niemcy idąc ulicą i większymi placami łapali przypadkowe osoby. Taki proceder nazywano kolokwialnie „łapanką” (łapanki organizowano już wcześniej, dla pozyskania robotników przymusowych wywożonych do Niemiec).

aleksanderwysockiJedną z takich „łapanek” przeżył mój dziadek, Aleksander Wysocki (na fotografii), lekarz medycyny, w okresie wojny obronnej żołnierz 12 Pułku Piechoty z Wadowic. 6 sierpnia 1944 roku (była to niedziela zwana później Czarną Niedzielą) wracając przez Kraków do domu wsiadł do tramwaju z żoną i dzieckiem. W tym samym czasie w Krakowie rozpoczęła się „łapanka”. Aresztowano wówczas ok. 8000 mężczyzn, w mieście liczącym około 300 000 mieszkańców. Mój dziadek przeżył dzięki konduktorowi z tramwaju. Ów człowiek opowiedział dziadkowi co się dzieje w mieście i wypchnął go na ulicę. Dziadek zaczął uciekać w kierunku domu co nie było łatwe, bo wszędzie na ulicy było mnóstwo Niemców. Jak by tego było mało zbliżała się godzina policyjna, czyli pora w której nikomu nie wolno było wychodzić na ulicę. Na początku okupacji godzina policyjna rozpoczynała się od 23 i trwała do rana. Po 1942 roku zakaz wychodzenia z domu obowiązywał od godziny 18 do godzin porannych. To popołudnie i noc Aleksander Wysocki musiał spędzić w bramie jednej z krakowskich kamienic, potem przedostał się do znajomych dzięki czemu uniknął aresztowania. Dopiero nad ranem udało mu się pójść do pracy, a po południu wrócić do domu. Traumatyczne przeżycia nie dotknęły tylko jego. On sam obawiając się o własne życie, myślał jak dalej poradzi sobie jego rodzina. Zapewne takie myśli przyprawiały go o zawrót głowy. Jednak chwilę grozy przeżyła również i moja babcia, która czekała na męża, wiedząc że w mieście była łapanka. Na pewno całą noc spędziła bijąc się z myślami: „czy Olek jeszcze żyje?”. Ta historia kończy się szczęśliwie. Dziadkowie przeżyli wojnę, a moja ukochana babcia Isia doczekała upadku komuny dożywszy 91 lat. Jednak co mają powiedzieć rodziny tych 8000 ludzi, ojców, braci i mężów którzy owego feralnego dnia nie wrócili już do domu. Kto wie, ilu z nich prawdopodobnie nigdy już nie wróciło do swoich bliskich.

Jak pisałem powyżej, w żaden sposób nie chcę porównywać Powstania Warszawskiego do tego co działo się w Krakowie. Daleki jestem od bagatelizowania warszawskiego zrywu. Nie próbuję również gloryfikować postawy krakowskiego społeczeństwa. Chcę zaznaczyć, że w czasie bohaterskiego powstania w Warszawie, cała Polska ponosiła konsekwencje. Cierpiała ludność nie tylko stolicy (choć to ona złożyła największą ofiarę) ale również i inne miasta Rzeczpospolitej. Warto wspominać również i o tych ofiarach podczas kolejnych uroczystości upamiętniających Powstanie Warszawskie. Miejmy nadzieję, że pamięć o tych wszystkich, którzy stracili życie w czasie okupacji niemieckiej, nigdy nie zaginie. Wiele zależy tak naprawdę od nas.

Szanowni Państwo !

Zapraszam do obejrzenia naszego najnowszego teledysku z piosenką „Zdeptana stokrotka“, który przygotowaliśmy na 78. rocznicę napaści ZSRS na Polskę:
https://www.youtube.com/watch?v=m-IrUTEza8Y&t=18s

sojuszrosyjskoniemieckiŚpiew: Zespół wokalny el Fuego z Klubu 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim pod kierownictwem artystycznym Katarzyny Borowskiej i Piotra Goljata / Zespół w składzie: Aleksandra Banasiak, Kaja Zdonek, Kamila Kamocka, Bartłomiej Wojciechowski, Bartłomiej Kowalski / Muzyka, wykonanie, miks: Szymon Szewczyk / Miks wokali, mastering: Jacek Strzelczyk (Studio Alone) / Rysunki: Mariusz Nartowski / Animacja: Janusz Mazur / Producent i autor słów: Arkadiusz Kobus (il. Uścisk dłoni oficerów wojsk niemieckich i rosyjskich w Lublinie, 1939, za Wikipedią).

Serdecznie pozdrawiam, Arkadiusz Kobus