Przeskocz do treści

Feliks Stalony Dobrzański*

Zostało podpisane porozumienie pomiędzy Rządem a Solidarnością – mówiąc oczywiście w skrócie, w sprawie wygaszenia polskich kopalń w ciągu 30 lat.

Wszyscy zadowoleni – nie wykluczone, że nawet z Unią Europejską włącznie. Cele? Likwidacja emisji CO2 – ejże? Jakby o to chodziło – to dlaczego obalono ustalenie, które wywalczył prof. Jan Szyszko, że w bilansie CO2 ma być uwzględniana absorpcja CO2 przez lasy i ich produkcja O2? Wszak o ile wiem – porozumienie Paryskie w tej sprawie szybko zostało obalone. Dlaczego? Na logikę bez sensu – ale któż może tu szukać sensu. Jak się mylę to proszę sprostować.

Przejście na energetykę w pełni ze źródeł odnawialnych? Pięknie brzmi i miło dla ucha politpoprawnych - z rękoma przy lampasach jest się to mawia – mających antenki nastawione na to co jest nadawane z Wykładni. To pięknie – ale gdzie jest liczenie pełnego obciążenia środowiska energetyką np. wiatrową i każdą inną z fotowoltaiką włącznie? To ma być swoiste energetyczne perpetuum mobile? Każdy ze sposobów pozyskiwania energii, produkcji czegokolwiek, każde zachowanie gospodarcze człowieka – obciąża środowisko. To nie do uniknięcia. Nie można w ocenie całkowitego obciążenia uwzględniać tylko tej jego części, która powstaje w jakimś fragmencie (np. używania produktu) całego cyklu - od pozyskania i zużycia zasobu, surowca poprzez samą produkcję, użytkowanie i zagospodarowanie odpadu. Pytajmy się o przeniesienie miejsca powstania zanieczyszczenia środowiska i z jakim skutkiem to następuje. Użyjmy tu przykładu systemu ciepłowniczego. Zastępuje on rozproszone, indywidualne lub lokalne sposoby produkcji ciepła – niemniej – to ciepło jest produkowane w jednym miejscu – zużywa się dodatkową energię na to ciepło, które jest tracone w jego przesyle. Powiedzmy nawet, że kotły w ciepłowni będę zasilane z innych źródeł – np. energią elektryczną lub z geotermii – to zawsze będą powstawały straty środowiskowe choćby z wyprodukowania właściwej aparatury i infrastruktury.

Nie mówię, że te sposoby nie będą korzystniejsze dla środowiska - mogą – ale tą cechę należałby wykazać z uwzględnieniem rozważenia czy inne sposoby używania tego czym się dysponuje – takie które nie będą tak obciążające środowiska (tu emisją CO2) nie będą korzystniejsze dla – ważne słowo – zrównoważenia potrzeb człowieka i wymogów oszczędzanie środowiska, uniknięcia jego dewastacji i zachowania zasobów. Drugim już zupełnie prostym niech będzie przykład żarówek energooszczędnych. Tak, one oszczędzają energię a więc i środowisko w momencie ich używania – lecz ich przyjazność dla środowiska nie może być tylko tak oceniana. Surowce, technologia produkcji potem końcowa – jak się to na okrętkę mówi – utylizacja a chciałoby się powiedzieć unieczynnienie w szkodliwości odpadu – to obciąża środowisko a nie tylko sam moment świecenia takiej żarówki. Może i ten bilans jest korzystny – ale warto by było to okazać, a potem mówić, że to są żarówki ekologiczne, przyjazne dla środowiska.

W tym kontekście musi się też pojawić przypomnienie tego na co się powołują wszyscy obrońcy środowiska – myśl globalnie (tu o racjonalnym używaniu – bo środowiska używa się zawsze, człowiek istnieje, żyje i funkcjonuje i to nie na drzewach i dla doktrynerów to jego wina) - a działaj lokalnie (używaj tego co masz do dyspozycji u siebie) Inaczej ma działać człowiek dysponujący na równiku energią słoneczną inaczej Skandynaw dysponujący energią potencjalną wody. My dysponujemy węglem. Faktycznie różnica jest fundamentalna. Tamci mają do dyspozycji zasoby odnawialne – czyli niewyczerpywalne, a węgiel jest zasobem nieodnawialnym. Żeby nie wiem ile go nie było – nowy nie powstanie. Tak, ale my mamy zasoby odnawialne wiatr, energia potencjalna wody, drewno – bo drzewa rosną i się odnawiają. Zawsze ważny jest wymóg zbilansowania. Skandynaw i Kenijczyk powinni liczyć koszty środowiskowe wytworzenia narzędzi do pozyskiwania energii sobie dostępnymi sposobami – i my też powinniśmy to zrobić. I dopiero z takich analiz może wynikać powiedzenie – tak jesteśmy w stanie zbilansować potrzeby energetyczne bez węgla. My nim dysponujemy lokalnie i w pełni się zgadzam z tym, że jego wydobycie i proste spalenie ze sprawnością kilkunastu może i więcej procentową jest zawsze i niedopuszczalną rozrzutnością. Działaj lokalnie – mamy produkcję np. stali – to znaczy mamy przenieść koszty środowiskowe pozyskania koksu na kraje, które się nie zajmują tymi problemami i mamy podcinać własną gospodarkę – nie myśląc globalnie? Bo w końcu my będziemy co prawda mieli pod ziemią zasoby węgla, ale skutki środowiskowe naszych potrzeb (produkcji stali – w tym przykładzie) będziemy gładko przenosili na inne rejony świata. Niech sobie głowy urywają.

Tak nie może wyglądać racjonalna ochrona dobrych relacji pomiędzy człowiekiem a środowiskiem. Globalnie.

Z tego niemyślenia biorą się pomysły, że w ogóle byłoby najlepiej żeby nie było człowieka – czyli mamy postulat ochrony środowiska przez – depopulację.

To są „poważne” postulaty zielonych doktrynerów. Najczęściej arbuzów.

Absurd absurdem pogania. Tak jak po wzięciu pod uwagę tego, co powyżej – pachnie na odległość absurdem i występkiem wobec zasady zrównoważonego rozwoju, zakaz używania drewna do celów energetycznych wprowadzany u nas automatycznie i bezwarunkowo. Bez względu na to kiedy, jak i po co by się go nie używało do pozyskania energii. Automatycznie i totalnie wprowadzany zakaz – bo tak łatwiej i dobrze wygląda propagandowo. Dla potrzeb propagandy rezygnuje się z zasobu odnawialnego dla celów energetycznych.

Wróćmy na chwilę do węgla.

Górnicy są zadowoleni – bo odsunięto – jak się dziś może wydawać – na czas ad calendas grekas - widmo zwolnień, utraty pracy.

Rząd jest zadowolony – bo obiektywnie rzecz biorąc odsunął problem i co też ważne – stworzył warunki do mobilizacji nie tylko siebie, ale i następców do konkretnych wysiłków w kierunku opierania energetyki na czym się da, byle nie na węglu, a na czymś co nie będzie emitowało CO2.

30 lat wydaje się dużo. Dla takiego zobowiązania – to w istocie dramatycznie mało. Tyle tylko, że co będzie za 30 lat to wie tylko Pan Bóg. Bo jak Unia dalej się będzie tak zachowywała, tak przestrzegała traktatów akcesyjnych i tak zajmowała się ideologią, to musi skończyć jak Sojuz. Przynajmniej w wymiarze powiązania ideologii z ekonomią i naciskami na państwa. I nie mówią o jakimś Polexicie, a o samo destrukcji choć i tej bym nie chciał, bo takie zdarzenie będzie sporo kosztowało - głównie takich jak my. Tyle, że u nas przed wojną nikt jakoś nie przewidywał ani hekatomby wojny ani jej kontynuacji w postaci stalinizmu i dalszej eksploatacji możliwości Narodu. Odbudowa – odbudową – ale gdzie się znalazły inne kraje pozbawione ciągu dalszego po okupacji – to warto sobie powiedzieć w dyskusjach ze zwolennikami tezy o oswobodzeniu. Może kiedyś Zachód zauważy ile go kosztowało ówczesne niedotrzymanie ustaleń traktatowych. Ich dotrzymanie nie tylko by nas uratowało, holokaustu by nie było ale i Zachód nie musiałby ponosić takich kosztów jak poniósł. Może by trzeba było przypomnieć to, co już zaczyna się robić, łącznie z losem Polskiego Generała – bohatera – pracującego po wojnie jako barman i choćby tylko o roli Polaków w sprawie Enigmy – czyli uratowania niejednego życia.

Wydaje się więc, że ta perspektywa 30 -tu lat jest na tyle bezpieczna, ze uda się doprowadzić do używania polskiego zasobu energetycznego, ale zgodnie z dbałością o środowisko.

Tu mamy ważny moment. Niemcy spokojnie wycinają las i rozwijają energetykę na węglu, ale nie wysokiej, polskiej jakości a węglu brunatnym.

Zgaduj zgadula – o co tu chodzi. O środowisko oczywiście.

To zauważmy - nacisk wymogów Unii jest położony nie na nie używanie węgla w ogóle, nie na jego wydobycie czy eksploatację - a na bez emisyjność.

Chyba, że pod pozorem tego drugiego chodzi o to pierwsze.

To też warto wprost powiedzieć i sobie w pełni uświadomić podejmując działania polityczne i gospodarcze. Warto to powiedzieć już teraz.

Zauważmy bowiem - nie tak długo trwało jak zauważono, że Polska miała rację w sprawie imigrantów – co jeszcze nie uleczyło chęci jej karania finansowego. Bo przy wszystkich słowach – ten kierunek nie znika, dalej się mówi o ponoszeniu kosztów odmowy, choć nie o przymusie przyjmowania uchodźców i to z jednego – południowego kierunku.

My mamy swój kierunek napływu – ze wschodu. Tak jak mamy lasy połykające CO2.

Sądzę i mam nadzieję, że jednak ktoś w końcu zauważy, że nie da się robić polityki w oderwaniu decyzji od odpowiedzialności za nią.

Nie da się też dbać o potrzeby środowiska pomijając potrzeby człowieka, który - jakby nie było - jest częścią tegoż środowiska.

Bo w tym zawiera się błąd niby-entuzjastów eko.

* Autor jest doktorem inżynierem, em. pracownikiem Akademii Górniczo-Hutniczej.

Radio Maryja

Mimo, że nie ma jeszcze kampanii wyborczej, to kandydaci na prezydenta są bardzo aktywni. Podobnie jak pracownie sondażowe, które publikują zaskakujące dane. W jednym z zestawień dla „Gazety Wyborczej” suma wszystkich kandydatów dała wynik 101 procent.

W trakcie epidemii sondaże wyborcze dawały Andrzejowi Dudzie ponad 50-procentowe poparcie. Teraz wróciły do stanu sprzed kilku miesięcy. Prezydent może liczyć na ponad 40 procent poparcia. Z wyjątkiem jednego sondażu – Pracowni Badań Społecznych – tam Andrzej Duda ma 35 procent.

Sondaże nie obrazują realnego poparcia – mówi socjolog, dr Mirosław Boruta Krakowski. – Sondaże robione są przez bardzo różne źródła, bardzo różni ludzie je finansują, dla bardzo różnych redakcji, mających takie bądź inne cele – wyjaśnia dr Mirosław Boruta Krakowski.

Rosną szanse Rafała Trzaskowskiego, który o przepustkę do II tury bije się z Szymonem Hołownią. W dół poszły notowania Władysława Kosianiaka-Kamysza. To chwilowy spadek – mówi Paweł Kukiz. – Zawsze coś nowego powoduje zainteresowanie mediów i wchodzi to w ten tradycyjny już w Polsce scenariusz PO przeciwko PiS-owi – podkreśla w RMF Paweł Kukiz.

Kandydaci ruszyli jednak w Polskę. Rafał Trzaskowski wczoraj był w Stargardzie i w Szczecinie, gdzie usłyszał kilka niewygodnych pytań, w tym to, czy do szkół wprowadzona zostanie ideologia LGBT. – Każdy prezydent czy to prezydent m.st. Warszawy czy prezydent RP powinien bronić mniejszości – mówi Rafał Trzaskowski.

O poglądach Rafała Trzaskowskiego świadczy jego otoczenie – mówi socjolog Mateusz Schmidt. – Jego zastępcą jest pan Paweł Rabiej, działacz środowisk LGBT, który wprost ze swoim partnerem pokazuje się publicznie. Od tego bagażu doświadczeń Rafał Trzaskowski nie ucieknie w kampanii prezydenckiej – podkreśla Mateusz Schmidt.

Aktywny jest również prezydent Andrzej Duda. Choć jego sztab przekonuje, że realizuje w ten sposób swoje prezydenckie obowiązki – mówi Adam Bielan. – W momencie, kiedy rygory związane ze stanem epidemii są nieco lżejsze po prostu wraca do tego, co robił całą kadencję. Oczywiście planujemy i rozpoczniemy agitację wyborczą – zaznacza Adam Bielan, rzecznik sztabu wyborczego prezydenta Andrzeja Dudy. Najbardziej prawdopodobny termin wyborów to 28 czerwca.

Fragmenty tekstu i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/nie-ma-jeszcze-kampanii-wyborczej-ale-nie-przeszkadza-to-kandydatom-na-prezydenta-rp-w-agitacji

Na ścianie budynku Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Krakowie przy ul. Lucjana Rydla zamontowana została brązowa tablica, upamiętniająca zamordowanych przez Rosjan oficerów Wojska Polskiego. Ze względu na epidemię uroczystość odsłonięcia została przeniesiona na późniejszy termin. Upamiętniono szefów: Komendy Miasta Kraków – pułkownika Felicjana Madeyskiego-Poraja, Komendy Rejonu Uzupełnień w Dębicy – podpułkownika Waleriana Orłowskiego oraz Komendy Rejonu Uzupełnień w Dębicy – podpułkownika Kazimierza Czyżewskiego. Tablica została ufundowana przez krakowski Instytut Pamięci Narodowej i Wojewódzki Sztab Wojskowy w Krakowie w związku z obchodami 80. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Pułkownik Felicjan Madeyski-Poraj / Urodził się 13 marca 1890 r. w Tołszczowie w powiecie lwowskim. Ukończył austriacką szkołę oficerską i został wcielony do armii austriackiej. Od listopada 1918 r. służył w Wojsku Polskim z przydziałem do pociągów pancernych. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Za zasługi na polu bitwy został odznaczony Orderem Virtutu Militari. Od 1922 r. służył w dywizjonach samochodowych. W 1928 r. został przeniesiony do Departamentu Inżynierii Ministerstwa Spraw Wojskowych, rok później stanął na czele Szefostwa Broni Pancernych. Następnie był dowódcą najpierw 1. a później 5. dywizjonu samochodowego. W 1934 r. został komendantem Komendy Miasta Kraków. Oprócz Virtuti Militari odznaczono go Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Walecznych oraz Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921 i Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości. Wzięty do niewoli podczas wojny obronnej w 1939 r., trafił do rosyjskiego obozu jenieckiego w Starobielsku. Został zamordowany przez Rosjan wiosną 1940 r. w Charkowie.

Podpułkownik Walerian Orłowski / Urodził się 17 września 1893 r. w Kimpulungu koło Czerniowiec. Należał do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Walczył w I wojnie światowej, dostał się do niewoli. Wstąpił do formujących się jednostek Wojska Polskiego we Włoszech. Służył w armii gen. Józefa Hellera. W czerwcu 1919 r. powrócił do Polski i został przydzielony do 15. pułku strzelców pieszych, a następnie do 50. pułku piechoty strzelców kresowych. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Do 1927 r. służył w 50. pułku piechoty jako dowódca baonu oraz kwatermistrz. Następnie został przeniesiony do Powiatowej Komendy Uzupełnień w Dębicy (komendant od 1929 r.). Został odznaczony Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi oraz Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921 i Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości. Aresztowany przez Rosjan pod Tarnopolem, był jeńcem obozu w Kozielsku. Został zamordowany przez Rosjan wiosną 1940 r. w Katyniu.

Podpułkownik Kazimierz Marian Czyżewski / Urodził się 21 stycznia 1893 r. w Żołyni koło Łańcuta. Studiował i doktoryzował się na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był członkiem Związku Strzeleckiego. Brał udział w I wojnie światowej. W listopadzie 1918 r. wstąpił do Wojska Polskiego. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, w szeregach 16. pułku piechoty Ziemi Tarnowskiej. W 1922 r. został przeniesiony do 49. Huculskiego Pułku Strzelców w Kołomyi, następnie był instruktorem oraz dowódcą kompanii 1. Korpusu Kadetów we Lwowie. W 1928 r. przeszedł do 19. pułku piechoty we Lwowie. W 1930 r. został przeniesiony do Powiatowej Komendy Uzupełnień w Bochni (komendant od 1933 r.). Wzięty do rosyjskiej niewoli podczas wojny obronnej trafił do obozu w Kozielsku. Został zamordowany przez Rosjan wiosną 1940 r. w Katyniu.

Mirosław Boruta Krakowski

Warto zauważyć, że śmiertelność wśród mieszkańców Hiszpanii i Włoch z powodu koronawirusa ma nie tylko przyczyny polityczne (niefrasobliwość elit, polityczna poprawność, ufność w… no właśnie, w co?), ale i społeczne. Bowiem społeczeństwa o dużym odsetku osób starszych, a przy tym charakteryzujące się głębokim przywiązaniem do rodzinności, do najbliższych, przyjaciół i znajomych są najbardziej dotknięte epidemią.

Decydującymi czynnikami stały się tutaj masowe wyjazdy do rodziny (z północy na południe Włoch) i wielotysięczne manifestacje feministyczne w Hiszpanii, pod (szyderczo już dzisiaj brzmiącym) hasłem: „Heteropatriarchat zabija bardziej niż koronawirus” (fot. Wikipedia). Podobnie organizacja koncertów i dużych wydarzeń kulturalnych w Wielkiej Brytanii zbiera teraz tragiczne żniwo.

Opamiętanie, jakie stało się udziałem Polaków przed najważniejszą dla rozwoju choroby niedzielą - 15 marca (rezygnacja z uczestnictwa w Mszach Świętych) i zdecydowana postawa władz państwowych, niemal codziennie zaostrzających przepisy dotyczące kontaktów międzyosobowych, uratowała zdrowie i życie wielu z nas.

Bądźmy nadal mądrzy, wówczas wygramy.

Agata Kornhauser-Duda: Mamy wyjątkowy, niełatwy dla nas wszystkich czas. Mimo wszelkich trudności powinniśmy wspólnie zadbać o to, by dzieci i młodzież miały możliwość nauki także w warunkach domowych. Dlatego ruszyła #AkcjaEdukacja, czyli szkoła online. Serdecznie zapraszam wszystkich i bardzo zachęcam, by skorzystać z tej formy edukacji. My rodzice i nauczyciele zróbmy wszystko, by nasze dzieci i uczniowie jak najlepiej wykorzystali ten czas. Dlatego zapraszam, by już dzisiaj wejść na stronę www.gov.pl/zdalnelekcje

Za: https://www.prezydent.pl/pierwsza-dama/aktywnosc/art,709,pierwsza-dama-wspiera-akcjaedukacja-.html

Mirosław Boruta Krakowski

9 grudnia 2019 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie odbyła się konferencja pt. "Ideologia LGBT i gender. Doświadczenia państw UE i polityka UE", zorganizowana przez europosłów "Solidarnej Polski" (w ramach Zjednoczonej Prawicy) pp. Beatę Kempę i Patryka Jakiego.

Wśród Gości konferencji - jej panelistów - byli profesorowie: ks. Paweł Bortkiewicz z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu (kapelan Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu), Andrzej Nalaskowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, ks. Dariusz Oko z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie oraz redaktor Jacek Karnowski (W Sieci, wPolityce.pl).

W czasie typowo naukowej debaty pokazywano wiele przykładów badań z wielu krajów świata, jednoznacznie krytykujących rozwiązania, które - w związku z działaniami na rzecz przedstawicieli "mniejszości seksualnych" - wprowadziły już społeczeństwa "zachodnie". Jednoznacznie stwierdzono, by nie wprowadzać ich w Polsce.

Naukową debatę próbowała zakłócić niewielka grupa przedstawicieli ideologii LGBT. Stojąc najbliżej nich miałem okazję usłyszeć nie tylko wznoszone okrzyki, ale także i szeptane komentarze. Szczególnie te ostatnie, pełne jadu nienawiści wobec profesury i zebranych, wobec religii, kościoła, wiary... zarówno w trakcie referatów, jak i wypowiedzi powiedziały mi dużo więcej o protestujących niż ich skład i oficjalne wypowiedzi w "cierpiętniczym tonie". Cóż, socjologia tak ma, że dużo ciekawsza i bardziej prawdziwa jest w głębi niż na powierzchni, bliżej prawdy niż propagandy...

Fotoreportaż z wydarzenia (jak i zdjęcia powyżej) zawdzięczamy p. Andrzejowi Kalinowskiemu: https://photos.app.goo.gl/LkyULt2V94jJHfcd6

Rodzicami dziecka w prawie polskim mogą być tylko matka i ojciec; polskie ustawodawstwo nie zna innej kategorii rodzica - mówił w uzasadnieniu poniedziałkowej uchwały Naczelnego Sądu Administracyjnego sędzia Jacek Chlebny.

Jak dodał sędzia, polski ustawodawca nie przewidział możliwości wpisania do polskiego aktu stanu cywilnego jako ojca osoby płci żeńskiej, a przepisy Prawa o aktach stanu cywilnego jako ojca zawsze wskazują mężczyznę.

W poniedziałek w podjętej uchwale NSA w składzie siedmiorga sędziów orzekł, że polskie przepisy nie dopuszczają transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka, w którym jako rodzice wpisane są osoby tej samej płci. Pytanie prawne wyniknęło w związku z rozpatrywaną przez NSA kilka miesięcy temu skargą kasacyjną kobiety, której kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Piasecznie odmówił wpisania (transkrypcji) do polskich ksiąg aktu urodzenia jej syna, który przyszedł na świat w Londynie w 2015 r. W akcie tym jako rodzice widniały dwie kobiety.

NSA zwrócił w uzasadnieniu uchwały uwagę, że w wyniku transkrypcji powstaje polski akt stanu cywilnego. - Odrywa się on od pierwotnego aktu, na którym został oparty i jego dalsze losy w polskim porządku prawnym są niezależne od losów zagranicznego aktu. (...) Transkrypcja musi być w związku z tym przeprowadzona na podstawie prawa polskiego, a znaczenie użytych pojęć powinno być spójne z pojęciami rozumianymi na gruncie prawa polskiego - zaznaczył sędzia Chlebny.

Skarżąca kobieta wskazywała, że w związku z brakiem transkrypcji aktu urodzenia odmówiono jej dziecku nadania numeru PESEL oraz wydania polskiego paszportu. NSA podkreślił, że nabycia obywatelstwa nie można jednak "w żadnym razie uzależniać od transkrypcji".

- Skarżąca jest obywatelką polską i jej syn z mocy prawa, na podstawie konstytucji, nabył obywatelstwo polskie. Brak transkrypcji nie stanowi przeszkody do potwierdzenia posiadania obywatelstwa polskiego - mówił sędzia Chlebny.

Sprawa pytania prawnego wyniknęła w związku z rozpatrywaną przez NSA w połowie maja br. skargą kasacyjną kobiety, której kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Piasecznie odmówił wpisania (transkrypcji) do polskich ksiąg aktu urodzenia jej syna, który przyszedł na świat w Londynie w 2015 r. W akcie tym jako rodzice widniały bowiem dwie kobiety. Odmowę podtrzymał wojewoda mazowiecki, a skargę na taką odmowę w październiku 2016 r. oddalił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

- Naszym zdaniem wyłania się tu poważne zagadnienie prawne i wyłaniają się rozbieżności orzecznicze. (...) Zawsze musi być ta jedna sprawa, na kanwie której być może uda się zlikwidować źródło pojawiających się takich poważnych wątpliwości - mówił wtedy uzasadniając decyzję NSA o skierowaniu pytania prawnego do poszerzonego składu sędzia Robert Sawuła. Jak dodawał rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego przez siedmiu sędziów "będzie miało znaczenie na przyszłość" i pozwoli ujednolicić orzecznictwo.

Sformułowane wówczas zagadnienie prawne dotyczy tego, czy przepisy Prawa o aktach stanu cywilnego w powiązaniu z zapisami Prawa prywatnego międzynarodowego dopuszczają transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia dziecka, w którym jako rodzice wpisane są osoby tej samej płci.

WSA rozpatrując tę sprawę w 2016 r. uznał, że "przeniesienie do rejestru stanu cywilnego zagranicznego aktu urodzenia, w którym jako matka i jako rodzic figurują dwie kobiety, w świetle obowiązujących przepisów prawa, byłoby sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, m.in. z przepisami Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego".

Pełnomocnik skarżącej kobiety mec. Paweł Knut mówił w maju przed NSA, że polski urząd powinien dokonać pełnej transkrypcji brytyjskiego aktu urodzenia wpisując jako rodziców obie kobiety. - Brak odzwierciedlenia w polskim akcie pełnych więzi pomiędzy dzieckiem oraz matką biologiczną i matką społeczną ma znaczenie dla dalszych stosunków prawnych, na przykład dziedziczenia - zaznaczał.

Do sprawy przystąpiła wówczas prokuratura, a także Rzecznik Praw Obywatelskich. - Przepisy polskie przewidują, że ojcem dziecka może być tylko mężczyzna, więc wpisanie kobiet byłoby sprzeczne z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym - mówił prok. Przemysław Słupiński wnosząc o oddalenie skargi. Dodał, odnosząc się do ewentualnych przyszłych stosunków prawnych, że "zagraniczne dokumenty mają moc urzędową w polskim systemie prawnym".

Z kolei przedstawiciele RPO popierają skargę. Ich zdaniem zakaz takiego wpisu aktu urodzenia do polskich ksiąg byłby dyskryminacją dziecka. Rzecznik wskazywał przy poprzednich tego typu sprawach, że dzieci, w których aktach urodzenia figurują rodzice tej samej płci, nie mogą dostać polskiego dokumentu tożsamości ani potwierdzenia obywatelstwa polskiego.

W październiku ub.r. w innej - bardzo podobnej sprawie - NSA uchylił decyzje odmawiające wpisu do ksiąg stanu cywilnego brytyjskiego aktu urodzenia dziecka, w którym jako rodzice widniały dwie kobiety i orzekł wówczas, że organy administracji będą musiały ponownie zająć się sprawą tamtego wpisu.

Jak wtedy uzasadniał NSA, "skoro w obecnym stanie prawnym istnieje obowiązek dokonania transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, aby obywatel RP mógł dostać dokument tożsamości, to nie może być tu mowy o klauzuli porządku publicznego". - Nie można uciekać od rozwiązania problemu, bo mamy do czynienia z dyskryminacją małoletniego obywatela RP - podkreślał jesienią ub.r. NSA.

Po tamtym wyroku krakowski USC wykonał październikowy wyrok NSA i wpisał akt urodzenia dziecka do rejestru. Czynność tę zaskarżył jednak prokurator, który uznał, że była ona sprzeczna z "podstawowymi zasadami porządku prawnego RP". W ten sposób sprawa znowu trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. Pełnomocnik kobiet mówił, że "mamy do czynienia z sytuacją kuriozalną, w której organ prokuratorski, który ma stać na straży praworządności, kwestionuje prawomocny wyrok NSA".

W czerwcu krakowski WSA nieprawomocnie orzekł, że transkrypcja brytyjskiego aktu urodzenia dziecka wychowywanego przez dwie Polki była zgodna z prawem i oddalił skargę prokuratora.

Sędzia Sawuła uzasadniając potrzebę przekazania zagadnienia prawnego siedmiorgu sędziów mówił, że NSA "ma świadomość następstw tej poprzednio rozstrzygniętej sprawy". - Żeby potencjalnie uniknąć takich lub innych podobnych skutków (...) być może uchwała (siedmiu sędziów - PAP) będzie temu zapobiegać" - wskazywał.

Za: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/decyzja-naczelnego-sadu-administracyjnego-ws-aktow-urodzenia-w-ktorych-rodzice-sa-tej/1v19hye

Radio Maryja

Alkohol i papierosy mają być nieznacznie droższe. To efekt przyjętego przez rząd projektu zwiększającego stawki akcyzy. I choć zmiany, które wejdą w życie w 2020 roku, mają przynieść dodatkowe wpływy do budżetu, to ich wprowadzenie może być pozytywne dla zdrowia Polaków.

Założeniem projektu jest podwyżka akcyzy na wyroby alkoholowe i tytoniowe. Powodem nie są tylko kwestie ekonomiczne – zauważa wicepremier Jacek Sasin. – Nie jest tak, że tutaj chcemy tylko i wyłącznie osiągać dodatkowe wpływy do budżetu, chociaż one oczywiście będą w tym przypadku. Natomiast chodzi też o to, żeby zmienić trochę strukturę spożycia tych napojów – twierdzi Jacek Sasin. Jak zauważa wicepremier, podwyżka cen alkoholów jest proporcjonalna do zawartości czystego alkoholu w napoju. – Podwyżka cen alkoholi czy tych napoi alkoholowych, które zawierają mniejszą ilość czystego alkoholu, jak np. piwo, jest naprawdę symboliczna, bardzo niewielka, dosłownie kilkanaście groszy – wskazuje Jacek Sasin.

Wzrost ceny półlitrowej butelki wódki może wynieść niecałe 1,5 zł. Z kolei po podwyżce akcyzy na wyroby tytoniowe, paczka papierosów może kosztować średnio złotówkę więcej, a cygaro zdrożeje o 40 groszy. Takie zmiany w cenach mają spowodować, że do budżetu państwa w przyszłym roku trafią dodatkowo blisko 2miliardy złotych. Jak jednak wskazuje ekonomista prof. Zdzisław Kordel, efekt może być zupełnie inny. – To może spowodować spadek konsumpcji, ale może też spowodować – tak jak pokazywała to już historia – zwiększenie się wpływów szarej strefy, a mam na myśli nielegalny import papierosów, alkoholu czy nielegalną produkcję własnego alkoholu – tłumaczy prof. Zdzisław Kordel.

Jeśli chodzi o spadek konsumpcji, to jeden z efektów, o który nie powinniśmy się martwić. Mniejsza ilość spożywanego alkoholu to lepsze zdrowie Polaków.

– Jest to zjawisko o ogromnym społecznym wymiarze. Alkoholizm w historii Polski czy alkoholizowanie polskiego społeczeństwa już przerabialiśmy, teraz musimy być o wiele bardziej mądrzy – zaznacza socjolog dr Mirosław Boruta Krakowski. Mądrzy, to znaczy umiejący wybierać i znający konsekwencje wyborów – podkreśla dr Mirosław Boruta Krakowski. – To, co proponuje państwo, żeby jednak podwyższyć te podatki i tę cenę alkoholu podnieść, jest zawsze czymś, co się obroni, dlatego że część z nas po prostu zrezygnuje. Zamiast kupić butelkę alkoholu, kupię coś dla siebie, dla dziecka, dla rodziny – ocenia socjolog.

Problem nadużywania alkoholu przez Polaków od lat podnosi Kościół katolicki.

– To jest jeden z najważniejszych problemów, który dotyka obecnie naszej Ojczyzny. Wiemy dobrze, że ok. 1 mln osób w Polsce jest uzależnionych od alkoholu, 4 mln pije ryzykownie i szkodliwie – przyznaje ks. bp Tadeusz Bronakowski, który przewodniczy Zespołowi Konferencji Episkopatu Polski do spraw Apostolstwa Trzeźwości. Ksiądz biskup przypomina, że alkohol jest substancją psychoaktywną. Jest tym bardziej niebezpieczny, bo sprzedawany legalnie, w przeciwieństwie do innych używek. Obecnie na jednego mieszkańca Polski przypada blisko 11 litrów czystego alkoholu rocznie. Od 12 litrów zaczyna się już proces degradacji społecznej. Codziennie średnio 3 mln Polaków, kupuje alkohol w postaci tzw. małpek, czyli w małych, poręcznych butelkach. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn w każdej grupie wiekowej. To są zatrważające dane – podkreśla ks. bp Tadeusz Bronakowski. – Troska o trzeźwość jest postawą patriotyczną, bo troska o trzeźwość narodu to jest troska o jego przyszłość. Nie ma wolności bez trzeźwości, musimy to jasno powiedzieć i naród, który będzie rozpijał własne dzieci, jest narodem bez przyszłości – akcentuje przewodniczący Zespołu KEP do spraw Apostolstwa Trzeźwości. Ksiądz biskup zauważa, że problemem są także punkty sprzedaży. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, na 1000 mieszkańców powinien przypadać jeden punkt sprzedaży. W Polsce przypada średnio od trzech do czterech. Kościół Katolicki podejmuje wiele działań w zakresie promowania trzeźwości. Głównym jest Narodowy Program Trzeźwości, który ma pomóc w podnoszeniu świadomości społecznej.

Tekst i ilustracje oraz linka do filmu za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/od-przyszlego-roku-podrozeja-alkohol-i-papierosy-moze-to-pozytywnie-wplynac-na-zdrowie-polakow

Radio Maryja

Kolejny nauczyciel za krytykę ideologii LGBT może stracić pracę. Tym razem chodzi o Krystiana Frelichowskiego – nauczyciela w Szkole Podstawowej w Złejwsi Wielkiej koło Bydgoszczy. Wszystko za wpis na portalu społecznościowym krytykujący ideologię gender. W obronie nauczyciela stanął Instytut Ordo Iuris. Krystian Frelichowski – nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem oraz Radny PiS – na jednym z portali społecznościowych skrytykował ideologię gender. Wkrótce do dyrekcji szkoły napłynęły skargi na pedagoga. Dyrekcja wydała specjalne oświadczenie. – Oświadczam, że pracownicy i dyrekcja Szkoły Podstawowej im. Kornela Makuszyńskiego w Złejwsi Wielkiej nie utożsamiają się z wypowiedzią radnego Krystiana Frelichowskiego na temat LGBT. W naszej szkole tolerujemy i szanujemy różnorodność postaw i poglądów, a różnice traktujemy jako źródło wzbogacania doświadczeń, rozwoju i szacunku dla drugiej osoby – napisano w oświadczeniu.

I choć wpis został już usunięty, nauczyciel – jak sam podkreśla – został poinformowany przez dyrekcję, że może nawet stracić pracę. – Poinformowano o możliwości rozwiązania umowy, jeżeli takie informacje będą się nadal pojawiały. Zarzucano mi nietolerancję. To jest dla mnie szczególnie przykre, bo z panem dyrektorem ja zajmuję się szeroko turystyką, pan dyrektor jeździł ze mną jako opiekun na kilkudniowe zawody turystyczne – zwraca uwagę Krystian Frelichowski.

Sprawą Krystiana Frelichowskiego zajął się instytut Ordo Iuris. Prawnicy wystosowali do dyrektora szkoły wezwanie przedprocesowe. Domagają się usunięcia oświadczenia i stosownego sprostowania. – Niestety do dzisiaj to wezwanie pozostało bez żadnej odpowiedzi ze strony przełożonych. Stąd też obecnie Instytut przygotowuje pozew sądowy, który zostanie skierowany w niedalekiej przyszłości. Po prostu będziemy walczyć przed sądem o to, aby dobre imię pana Frelichowskiego zostało mu po prostu przywrócone – zaznacza Konrad Dyda z Instytutu Ordo Iuris. Instytut Ordo Iuris – oprócz udzielenia pomocy prawnej w tej sprawie – przygotował przewodnik „ Prawo nauczycieli do postepowania w zgodzie z własnym sumieniem”. Broszura dostępna na stronie internetowej Ordo Iuris przypomina o podstawowych faktach prawnych w ramach funkcjonowania polskiego systemu oświaty publicznej. Przede wszystkim dementuje ona pojawiający się często w mediach mit dotyczący „świeckich szkół”.

– Taki przepis obowiązywał jak najbardziej w PRL, natomiast Trybunał Konstytucyjny uznał go za niezgodny z polskim porządkiem prawnym po 89 roku – przypomina mec. Rafał Dorosiński, ekspert Ordo Iuris. Odwoływanie się do tego typu hasła świadczy o kompletnej nieznajomości polskiego prawa. Natomiast w najważniejszych polskich aktach prawnych istnieją przepisy dotyczące dorobku chrześcijańskiego – dodaje mec. Rafał Dorosiński. – Już konstytucja wyraźnie wskazuje, że szkoła ma obowiązek stania na straży tego dziedzictwa narodowego, które jest tłumaczone już w preambule jako takie dziedzictwo, które obejmuje chrześcijański dorobek – wskazuje mec. Rafał Dorosiński.

O chrześcijańskim dorobku mówi także prawo oświatowe. – Akty prawne, przepisy stoją po stronie nauczycieli, którzy mają prawo walczyć o swoją wolność, o swoją godność, swoje sumienie – podkreśla socjolog Mirosław Boruta Krakowski.

Dobrze, że o tych przepisach się przypomina, bo nauczyciele chcą uczyć dzieci zgodnie z Polską tradycją i kulturą – mówi nauczyciel historii we wrocławskim liceum Robert Pieńkowski. – Dlatego też pojawiające się tu i ówdzie sygnały o tym, że ktoś czy komuś łamane jest sumienie, nakazując mu takie, a nie inne postawy względem dość marginesowych zachowań, trudno taką postawę zaakceptować – akcentuje Robert Pieńkowski. Warto przypomnieć, że nauczyciel w przypadku naruszania praw związanych z jego wolnością sumienia i religii, powinien w pierwszej kolejności zwrócić się do dyrektora szkoły, a w przypadku braku skutecznej reakcji – do kuratorium oświaty. Ostatecznością jest wystąpienie na drogę sądową.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/nauczyciel-straci-prace-za-krytyczny-wpis-nt-ideologii-lgbt

Poznań, 12.09.2019 r.

Szanowny Panie Profesorze, Drogi Kolego!

Prosimy przyjąć od społeczności Akademickich Klubów Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu, Krakowie, Warszawie, Łodzi, Katowicach, Gdańsku, Lublinie, Toruniu i Olsztynie oraz licznych sympatyków naszych Klubów — wyrazy solidarności w związku z niesprawiedliwym i niegodziwym postępowaniem wszczętym wobec Pana Profesora przez władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Przed podobnym potraktowaniem powinny Pana chronić nie tylko dorobek zawodowy, nie tylko prawa i dobre praktyki akademickie oraz regulacje Ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym. Powinny Pana chronić także: konstytucyjna gwarancja wolności słowa, demokratyczne standardy wolności prasy, a wreszcie – last but not least – polska tradycja inteligencka, która nakazuje liderom opinii reprezentować ważne dla państwa i narodu wspólnoty aksjologiczne i w ich imieniu zabierać głos w sprawach tak istotnych, jak zagrożenia, które analizuje Pan Profesor z perspektywy wybitnego pedagoga i uczonego.

Pańska wrażliwość obywatelska jest dla nas budującym przykładem. Chcemy zapewnić, że podejmiemy dalsze działania w obronie wolności akademickich i pluralizmu w naukach humanistycznych i społecznych w Polsce.

Z wyrazami głębokiego szacunku, w imieniu Zarządów Klubów:

prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak – przewodniczący AKO Poznań / prof. dr hab. Bogusław Dopart – przewodniczący AKO Kraków / prof. dr hab. inż. Artur Świergiel – przewodniczący AKO Warszawa / prof. dr hab. Michał Seweryński – przewodniczący AKO Łódź / prof. dr hab. inż. Bolesław Pochopień – przewodniczący AKO Katowice / prof. dr hab. inż. Andrzej Stepnowski – przewodniczący AKO Gdańsk / prof. dr hab. Waldemar Paruch – przewodniczący AKO Lublin / prof. dr hab. Małgorzata Suświłło – przewodnicząca AKO Olsztyn / prof. dr hab. Jacek Piszczek – przewodniczący AKO Toruń

Elżbieta Hiszczyńska-Sawicka

Stowarzyszenie Polaków w Christchurch (Nowa Zelandia) było organizatorem najbardziej oddalonego od Polski "Narodowego Czytania". Członkowie polskiej społeczności (wśród nich nasi wspaniali Goście – Dzieci z Pahiatua) spotkali się w pięknym otoczeniu Avebury House, aby wspólnie czytać - zaproponowane przez Parę Prezydencką - polskie nowele.

W tym roku, z okazji przypadającej 75-tej rocznicy przybycia polskich sierot syberyjskich do Nowej Zelandii, program naszego czytanie wzbogaciliśmy o lekturę Ich wspomnień. Czytaliśmy wspomnienia p. Jana Roya-Wojciechowskiego, wydane w tomie "Polski Nowozelandczyk, nadzwyczajna historia życia dziecka z Polesia" oraz wspomnienia innych ocalonych sierot wydane m.in. w książce "Dwie Ojczyzny. Polskie dzieci w Nowej Zelandii: tułacze wspomnienia".

Miło nam również poinformować, że nasza inicjatywa została także dostrzeżona przez Pierwszą Damę, p. Agatę Kornhauser-Dudę: "Ósma edycja Narodowego Czytania zbiegła się z 75. rocznicą przybycia z Syberii na Nową Zelandię tzw. polskich dzieci z Pahiatua. Podczas Narodowego Czytania w Nowej Zelandii, oprócz ośmiu nowel, były czytane również wspomnienia wydane z tej okazji – powiedziała... (za: https://www.tvp.info/44297028/pierwsza-dama-podsumowala-narodowe-czytanie).

A relację filmową z najbardziej oddalonego od Polski "Narodowego Czytania" 😉 znajdą Państwo tutaj: https://www.facebook.com/watch/?v=380123982668836

Fundacja Centrum imienia Władysława Grabskiego

Czy Polska potrzebuje bohaterów? Na czym polega nowoczesny patriotyzm? Jaka przyszłość czeka media? Te oraz wiele innych pytań pojawiło się podczas zajęć Szkoły letniej Akademii Patriotyzmu. Jej zjazd odbył się w weekend, 10-11 sierpnia br w historycznym budynku PASTy w Warszawie.

Szkołę letnią rozpoczęło spotkanie z red. Rafałem Ziemkiewiczem. Ten popularny publicysta, komentator oraz pisarz związany m.in. z TVP i tygodnikiem „Do Rzeczy” wygłosił wykład zatytułowany „Współczesny patriotyzm. Między tradycją a nowoczesnością”. Jak się okazało jego wizja patriotyzmu znalazła duże uznanie wśród zgromadzonych słuchaczy (fot. Fundacja Centrum imienia Władysława Grabskiego). Gość Akademii sprowadził ją do następującego twierdzenia: - Uważam, że patriotyzm powinien być cnota praktyczną a nie kwestią emocji. Wielkim błędem jaki popełniamy jest to, że zwykliśmy go celebrować „od święta” (…) Chodzi natomiast o to by był cnotą codzienną, praktykowaną ze świadomością, że jest z tego pożytek. Musimy zrozumieć, że nie jest on tylko kwestią wzruszeń ale przede wszystkim dobra wspólnego.

Kolejne zajęcia koncentrowały się wokół społecznej aktywności ludzi młodych. Prowadzący je, Piotr Wasilewski, przewodniczący Rady Dzieci i Młodzieży przy MEN prezentował jak praktycznie wykorzystać zdobytą w szkole i na uczelniach wiedzę by efektywnie działać w życiu społecznym i publicznym. Kolejne zajęcia koncentrowały się wokół cyberbezpieczeństwa, a w temat ten wprowadzał zebranych dyrektor Biura bezpieczeństwa PKP Informatyka, Robert Milewski.

Drugi dzień Szkoły letniej rozpoczęło spotkanie z historykiem i publicystą Tadeuszem Płużańskim (fot. p. Jan Lorek). Wspólnie ze słuchaczami próbował on odpowiedzieć na pytanie: Czy Polska potrzebuje bohaterów? W niezwykle gorącej dyskusji ścierały się różne głosy. Niemal wszystkie prowadziły jednak do konkluzji, którą wygłosił na zakończenie spotkania sam prowadzący.

Jak zauważył red. Płużański: - Nasi bohaterowie to nasze dziedzictwo. Można się tylko cieszyć, że tylu ich mamy , a ich życiorysy nie wymagają korekt i przemilczeń (…) Na szczęście nie ma dzisiaj konieczności obrony naszego kraju na barykadach i składania za nią ofiary krwi. Potrzebujemy więc raczej pracy u podstaw, budzenia i kultywowania dumy z polskości i aktywności na wielu polach, zwłaszcza tym społecznym. Naśladujmy ich świat wartości, na sztandarach trzymając hasła przyświecające takim ludziom jak rotmistrz Witold Pilecki czyli te polską triadę: Bóg - Honor - Ojczyzna. Myślę, że nie tracą one aktualności, co więcej z radością, nawet podczas dzisiejszych zajęć, obserwuję ich triumf w sporej części młodego pokolenia.

Szkołę letnią zwieńczyło spotkanie z przedstawicielem nowej, młodej fali dziennikarstwa, red. Karolem Gacem z „Do Rzeczy”. Przybliżył on zebranym różnice pomiędzy dziennikarstwem radiowym, prasowym i internetowym. Wskazał szlaki jakimi można dostać się do tego zawodu oraz ostrzegał przed czyhającymi pułapkami. Sporo miejsca, zwłaszcza podczas dyskusji ze słuchaczami red. Gac poświęcił perspektywom jakie stoją przed współczesnymi mediami i jakie będą kierunki ich rozwoju.

Przypomnijmy, że Akademia Patriotyzmu to cykl odbywających się od stycznia do października 2019 roku bezpłatnych wykładów i warsztatów adresowanych do absolwentów szkół średnich i studentów (fot. p. Jan Lorek). Tematyka zajęć koncentruje się na zagadnieniach związanych z polityką, mediami, historią i gospodarką. Organizatorem projektu jest Fundacja Centrum im. Władysława Grabskiego, a partnerem strategicznym KGHM Polska Miedź S.A.

(Od Redakcji): Materiały i zdjęcia nadesłał p. Jan Lorek, dziękujemy 😉

Elżbieta i Wacław Kujbidowie

Po prapremierze w maju 2016 w Amerykańskiej Częstochowie na III Forum Polonijnym, polska premiera filmu dokumentalnego Elżbiety i Wacława Kujbidów zainaugurowała w dniu 5 maja 2016 doroczny festiwal SDP „Maj na Foksal” w Domu Dziennikarza w Warszawie.

(Od Redakcji): Poniżej linka do filmiku reklamowego na stronie filmweb:
https://www.filmweb.pl/video/Zwiastun/nr+1-50877

Produkcja powstała całkowicie z prywatnych środków twórców i jest zwieńczeniem dwu i pół letniej pracy autorów. Trzy człony na którym autorzy zbudowali swój film to: naoczni świadkowie do których – przynajmniej w jednym przypadku – dotarli jako pierwsi, spisane i wydane świadectwa o tamtych latach i wydarzeniach z punktu widzenia osób pochodzenia żydowskiego, żyjących w samym Jedwabnem lub najbliższych okolicach – i wreszcie – pomijane często w kontekście tej zbrodni – historyczne fakty. Fakty mające fundamentalne znaczenie przy dochodzeniu do prawdy o tej zbrodni. Widz ma unikalną okazję obejrzenia tych wszystkich detali z perspektywy kamery rejestrującej zarówno miejsce tej, jak i innych zbrodni na Ziemi Łomżyńskiej ponieważ główna narracja filmu nakręcona została latem 2015 roku właśnie na miejscu tych wydarzeń.

Dodajmy do tego, że autorzy odwiedzają te tragiczne miejsca w towarzystwie właśnie głównego, naocznego świadka do którego dotarli na początku pracy nad tym tematem, jesienią roku 2013.

Polska poniosła największe ze wszystkich narodów i państw straty biologiczne (na każdy tysiąc mieszkańców zamordowano lub zginęło 220 osób), materialne (ponad 16,9 mld dolarów) i kulturowe (2/5 dóbr kulturalnych Polski zostało całkowicie zniszczonych, pozostałe 2/5 zrabowanych przez obu okupantów). Dla porównania: ZSRR - 116, Holandia - 22, Francja - 15, Wielka Brytania - 8, Belgia - 7, USA - 3 osoby na każdy tysiąc. W latach 1939-1945 w wyniku okupacji Polski zostało zamordowanych lub zginęło około 6.030.000 obywateli Rzeczypospolitej, w tej liczbie około 3.130 Polaków oraz około 2.900.000 obywateli pochodzenia żydowskiego. Na samej tylko Ziemi łomżyńskiej – w latach 1941-1945 dokonano 998 aktów zbrodni w 486 miejscach, zlokalizowanych zostało najmniej 53 miejsc masowych egzekucji ludności polskiej przez Niemców i zginęło ogółem 36 790 mieszańców w tym: 11.683 Polaków, 25.955 Żydów i 152 Cyganów.

Po wojnie – w wyniku jałtańskiej zdrady “alianckich” mocarstw Polska musiała również odstąpić Związkowi Radzieckiemu 48% swojego terytorium, tracąc na wschodzie około 178.000 km². Na owych terenach w czasie wojny i zaraz po niej, bezpowrotnie zniszczono, zrabowano bądź zrównano z ziemią niezliczoną ilość zabytków polskiej architektury, historii narodowej i kultury. Na utraconych Kresach Rzeczypospolitej nacjonaliści ukraińscy bestialsko wymordowali dodatkowo w czasie wojny ponad 200.000 niewinnej, cywilnej ludności polskiej, zrównując z ziemią tysiące rdzennie polskich od wieków miast, miasteczek i wsi.

W Polsce w czasie II Wojny Światowej jako jedynym z państw w całej okupowanej Europie i Azji, zorganizowano Polskie Państwo Podziemnie oraz Polską Armię Podziemną.

Obie te instytucje – znowu jako jedyne w całej okupowanej Europie i Azji – na samym początku okupacji powołały oficjalne struktury administracyjne, finansowe i organizacyjne mające na celu pomoc i ochronę ludności pochodzenia żydowskiego w okupowanej przez Niemców Polsce. Pomoc ta, karana na Polakach, w tysiącach przypadków przez Niemców uwięzieniem, bestialskimi torturami i utratą życia, była zorganizowana perfekcyjnie i z wszystkimi możliwymi na ten czas niewoli i terroru środkami. Począwszy od Referatu Żydowskiego powołanego specjalnie w tym celu w Wydziale Informacji Polskiej poprzez Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej konspiracyjnej Armii Krajowej, poprzez Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom a skończywszy na Żegocie, czyli oficjalnie powołanej Radzie Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj. Dodajmy, że wszystko to powstawało z inicjatywy, pod pieczą i było organizowane, administrowane i wykonywane z narażeniem życia przez konspiracyjne struktury Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej.

Przypisywanie ludności polskiej, w czasie okupacji niemieckiej Polski, jakiegokolwiek wpływu sprawczego czy samej tylko możliwości dokonania zbrodni w tym miasteczku w roku 1941, w czasie trwania na całym terytorium okupowanej przez Niemców Polski totalnej niemieckiej kontroli i totalnego, bezwzględnego niemieckiego terroru, jest takim samym absurdem jak rozgłaszanie kłamstw o “polskich obozach koncentracyjnych” na terenie okupowanej przez tychże Niemców Polski. Wszystkie osoby, czy to w Polsce, w Kanadzie, w USA czy gdziekolwiek na świecie, które do dzisiaj uczestniczą w manipulacji i fałszowaniu historii na temat Jedwabnego czy też innych, podobnych konfabulacji, biorą na siebie, również wobec tych nieżyjących już, niewinnych ofiar tej jednej z wielu, nierozliczonych niemieckich zbrodni, osobistą odpowiedzialność za współudział w ukrywaniu prawdziwych sprawców tej masakry oraz osobistą odpowiedzialność za współudział w uniemożliwieniu sprawiedliwego jej osądzenia oraz ukarania i potępienia jej sprawców.

Z przechowywanych akt śledztwa w Białostockim IPN doskonale wiadomo, że sprawcą i wykonawcą zbrodni w Jedwabnem, tak jak i w sąsiednich okolicach był oddział Einsatzkomando SS Zichenau-Schröttersburg (powołany w ramach SS Ensatzgruppe B), który to oddział otrzymał rozkaz przeprowadzenia “czystki” w Łomżyńskiem. Dowódcą tego oddziału był urodzony 12 sierpnia 1911 roku w Strassburgu, w Alzacji Hauptsturmführer SS Hermann Schaper, (członek SS nr 3484) a późniejszy komisarz policji kryminalnej III Rzeszy, który wsławił się okrucieństwem w dowodzeniu i braniu udziału w egzekucjach ludności zarówno żydowskiej jak i polskiej w Wiznej, Wąsoszu, Radziłowie, Jedwabnym, Łomży, Tykocinie , Rutkach, Piątnicy, Zambrowie, na terenach Związku Radzieckiego i w wielu innych miejscach. Ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem po wojnie w Niemczech został wreszcie w “procesie gestapo” w roku 1976 postawiony przed sądem w mieście Giessen w Hesji którego werdykt stwierdził ostatecznie, że Schaper oraz czterech innych członków komando SS Zichenau-Schröttersburg winni są “współudziału w mordzie na Polakach i Żydach” na terenie wiosek i miasteczek powiatu łomżyńskiego. Wyrok sześciu lat więzienia został niestety odrzucony z powodu złego stanu zdrowia oskarżonego, po apelacji adwokata Schapera przez następną instancję Trybunału Federalnego w Karlsruhe.

Również i późniejsza próba śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej, łącznie z przesłuchaniem SS-mana w 2002 roku w Niemczech przez prokuratora Komisji Rejonowej IPN w Białymstoku Radosława Ignatiewa, utknęła w martwym punkcie z powodu zaprzeczania winy i złego stanu zdrowia oskarżonego.

SS Hermann Schaper zmarł, mając lat dziewięćdziesiąt kilka lat, nie ukarany za swoje zbrodnie i dożywając spokojnie swojego życia w Niemczech, jak tysiące jemu podobnych zbrodniarzy niemieckich.

Według niektórych źródeł, pełna dokumentacja zbrodni Hermanna Schapera oraz jego Einsatzkomando SS Zichenau-Schröttersburg która została przechwycona w czasie wojny przez Rosjan i znajduje się zarówno w posiadaniu IPN jak i historyków izraelskich, którzy swego czasu badali wnikliwie zbrodnie tego oddziału. Mieszkający po wojnie w Izraelu świadkowie krwawych czystek Niemców w Łomżyńskiem, przynajmniej w dwóch znanych przypadkach rozpraw tam prowadzonych, zidentyfikowali Schapera jako sprawcę zbrodni w Radziejowie i Tykocinie.

Zapraszamy Państwa do obejrzenia naszego filmu:
https://tvniezaleznapolonia.org/jedwabne-swiadkowie-swiadectwa-fakty

21 maja 2019 roku odbyła się w naszej szkole konferencja naukowo-warsztatowa dotycząca problematyki współczesnego społeczeństwa polskiego. Gościliśmy wykładowców i studentów Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Wykłady odbyły się dwuetapowo i łącznie trwały ok. trzech godzin. Tematy pierwszej części konferencji to "Komunikacja niewerbalna każdego dnia" (dr Mateusz Szast), "Kogo uważam za najważniejszego Polaka w minionym stuleciu" (dr Grzegorz Dutka) i "Rynek pracy w dobie postindustrialnej" (dr Paweł Walawender) oraz prezentacja działalności Interdyscyplinarnego Koła Naukowego "Apertum" z Instytutu Filozofii i Socjologii UP.

W drugiej części wykładów wystąpili dr Mirosław Boruta z tematem "Razem a jednak osobno. Polacy wobec siebie, Polacy wobec świata" (na zdjęciu obok), dr Anna Karnat "Tradycja - nowoczesność - ponowoczesność: dylematy współczesnego społeczeństwa polskiego" i po raz drugi członkowie Koła "Apertum" z prezentacją "Przemoc symboliczna we współczesnym społeczeństwie". Cieszymy się już z informacji, że w listopadzie 2019 roku to nasi uczniowie będą mogli uczestniczyli w spotkaniach z naukowcami i studentami tej krakowskiej uczelni.

Tekst i zdjęcie na podstawie: https://www.facebook.com/VII-LO-w-Tarnowie-108232275920741

Mirosław Boruta

Kościół niekiedy odpowiada na pytania, których nikt mu nie stawia...

We wtorek, 19 lutego 2019 roku Oddział Krakowski Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy gościł księdza doktora Pawła Gałuszkę, który wśród swoich rozlicznych obowiązków i funkcji ma chociażby takie jak: dyrektora Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej, asystenta kościelnego Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w Archidiecezji Krakowskiej i Duszpasterza Kobiet Archidiecezji Krakowskiej.

Spotkanie poświęcone było "Wkładowi kardynała Karola Wojtyły w posoborowe nauczanie Kościoła o małżeństwie i rodzinie", który to wkład do dzisiaj porywa swoją głębią i aktualnością. Działania ówczesnego metropolity krakowskiego i dokumenty, które jego zaangażowaniu zawdzięczamy stanowiły także i dla nas - uczestników podstawę do zadania prelegentowi mnóstwa pytań, na które z dużą swobodą i swadą odpowiadał.

Wszystkich zainteresowanych tym tematem warto odesłać do polskiego wydania książki księdza doktora Pawła Gałuszki "Karol Wojtyła i Humanae vitae. Wkład arcybiskupa krakowskiego i grupy polskich teologów w encyklikę Pawła VI", które w tłumaczeniu z włoskiego wydało Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w 2018 roku w Warszawie, jako pierwszą pozycję z serii "Na Ścieżkach Prawdy".

Mateusz Reczek

Wśród zapisków encyklopedycznych czy słownikowych osoba Franciszka Bujaka, profesora historii i prekursora polskiej socjologii i socjografii, występuje zazwyczaj w kontekście jego zasług dla nauki, czy zasług nauczycielskich, w wykształceniu wielu równie znakomitych historyków i naukowców innych specjalności. Ba, istnieje nawet takie określenie jak „szkoła Franciszka Bujaka”.

W podręcznikach socjologii przeczytać możemy takie sformułowanie: "Bujak, zbierając materiały do swoich monografii, przywiązywał wielką wagę do bezpośredniego kontaktu z badaną zbiorowością. Wiele czasu spędzał w badanych miejscowościach, w których prowadził obserwacje i rozmawiał z mieszkańcami, a także przeprowadzał wywiady zarówno z pojedynczymi osobami, jak i wywiady grupowe. Sięgał również do materiałów archiwalnych i wykorzystywał dane statystyczne" (Barbara Szacka, Wprowadzenie do socjologii").

Ja jednak mogę stwierdzić, że Bujak (fot. Wikipedia) przywiązywał wielką wagę nie tylko do kontaktu z badaną społecznością, ale w ogóle do kontaktu z ludźmi. Mam przyjemność poznawać osobę profesora dzięki wspomnieniom jego rodziny, a także z jego listów do krewnych. Rodzina profesora Bujaka mieszka bowiem w mojej rodzinnej miejscowości, w Lichwinie pod Tarnowem, a niektórzy z jego krewnych to, po prostu, moi sąsiedzi. Może zastanawiać nas, skąd tutaj krewni profesora, w którego biogramie czytamy, że urodził się w 1875 roku w Maszkienicach koło Brzeska, a zmarł w 1953 roku w Krakowie? Stało się tak za sprawą ojca Franciszka Bujaka – Jakuba, który w 1901 roku, wraz z żoną i dziećmi, przeprowadził się do Lichwina, kupując tutaj podupadły majątek ziemski. To właśnie tutaj mieszkało później większość rodzeństwa profesora, to tutaj on sam spędzał wakacje i również tutaj ukrywał się wraz z rodziną w czasie okupacji hitlerowskiej.

Rozmawiałem wiele o profesorze z jego rodziną, czy tą dalszą, czy tą bliższą, z jego wnuczką, czy innymi, którzy mieli przyjemność go poznać. On sam dał mi się również poznać z niepublikowanych listów do rodziny, które zostały mi udostępnione. Czego z tych wszystkich źródeł się dowiedziałem? (Profesor Franciszek Bujak (po lewej z brodą), wśród rodziny w Lichwinie. Lata 30. XX w., fot. niepublikowana ze zbiorów p. Marii Wójcik).

Bardzo dużo dobrego. Każdy kto mi o nim opowiadał, zawsze kończył zwrotem, że był to wspaniały człowiek. Ja także, po głębszym niż książkowe, poznaniu jego życiorysu, mogę powiedzieć dokładnie to samo. Rodzina zapamiętała go jako dociekliwego człowieka, interesującego się wszystkim, całym życiem. Skromnego, nieco zamyślonego i niebywale życzliwego i pomocnego. Jego bracia i większość rodziny miała zaledwie skończone kilka klas, wiejskich szkół ludowych. Dlatego też nigdy nikt nie mówił, że rozmawiało się ze „stryjem” o jakichś naukowych kwestiach, również on sam prawie nigdy nie poruszał takich tematów. Rozmawiano natomiast o wszystkim, o gospodarce, o pogodzie, o życiu na wsi, o sąsiadach, ale przede wszystkim o rodzinie.

Bo to właśnie spośród wszystkich społeczności, najbardziej była mu bliska rodzina. Wielu bratanków i siostrzenic zawdzięczało profesorowi wiele, to dzięki niemu mogli się kształcić (opłacał naukę), mogli dostać lepszą pracę (bo wielokrotnie opłacał kursy doszkalające), mogli zobaczyć kraj (zabierał krewniaków do Lwowa czy Warszawy) oraz, co najważniejsze, mogli się leczyć (było kilka przypadków gdzie profesor sam opłacał leczenie krewnych) i godnie żyć (wspomagał krewnych finansowo). Wszystkie te zasługi dla rodziny były na tyle ważne, że rodzina nigdy nie zapamiętała go jako wybitnego naukowca, tylko jako dobrego stryja i wuja. Rodzina była bowiem dla Franciszka Bujaka (Grobowiec na Cmentarzu Rakowickim, fot. Wikipedia) szczególnie ważna, z pewnością zdawał sobie sprawę, że rodzina może być odbiciem szerszej społeczności lokalnej.

Mirosław Boruta

Spencer Wells, a disciple of Luigi Luca Cavalli-Sforza, carries on his mentor's works on the reconstruction of the pre-historical global human migration. He argues that all currently living people are descendants of a small African tribe of hunters-gatherers, who lived in Africa about sixty thousand years ago.

Homo sapiens left the African plains only 50-80 thousand years ago and began their slow expansion to all continents, to diversity, generation after generation, into Eskimos, Aborigines, Europeans, Indians and Africans. The aim of his research is creating a map of human migration throughout millenniums. Can all aspects of this line of research be unequivocally determined? lt seems that it is too early to claim so. But it may be argued that the crucial cultural dimension, which reaches the core message carried by modern anthropology and sociology, is ridding entirely of the centric attitude and the - promoted to the rank of an eval uative judgment - estimation of the importance of the ethnic-cultural element. Whatever may be of interest here is included in the value created by the community, regardless of its origin, language, or colour of skin.

(Editor's note): this English summary of the article in: Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Sociologica - 2010, item 3, pp. 4-13 we fill with 15 photos from the exhibition (December 2018) at the headquarters of the Association of Slovaks in Poland (Cracow): https://photos.app.goo.gl/dbYeJV3SS8g7q9Bm8

Mirosław Boruta

W dniach 27-28 września 2018 roku w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości w Warszawie odbyło się seminarium naukowe pt. "Surrogate motherhood – fundamental and legal problems". Jego przedmiotem były fundamentalne i prawne problemy tzw. macierzyństwa zastępczego (surrogate motherhood), w tym aktualna kwestia ochrony podstawowych zasad polskiego porządku prawnego w obrocie międzynarodowym. Seminarium objęło zagadnienia aksjologiczne, konstytucyjne, międzynarodowe, prywatnoprawne i prawnokarne.

Badana tematyka była okazją do szeregu refleksji zarówno ściśle jurydycznych (m.in. kwestia ochrony podstawowych zasad ustrojowych w obrocie z zagranicą z udziałem polskich obywateli lub mieszkańców; zasada "pacta sunt servanda" a funkcjonowanie konwencji międzynarodowych zakazujących handlu dziećmi; kwestia kontraktowego zbycia i nabycia stanu cywilnego matki lub ojca; problem odpłatności oraz rozliczeń (nie)ważnej umowy; kwestia penalizacji oraz problemy międzynarodowego prawa karnego; kwestia (nie)uznania zagranicznej rejestracji stanu cywilnego; problem uwzględniania przez sądy i trybunały wyłącznie kazuistycznie ocenianego dobra dziecka versus – na przyszłość – dobra dzieci postrzeganych "in genere"), jak również socjologicznych oraz filozoficznych (m.in. leczenie niepłodności i problem bezpłodności; kwestia „prawa do pozyskania dziecka od państwa” tworzącego ku temu odpowiednie instrumentarium prawne; problem tożsamości dziecka; konsekwencje procedur surrogate motherhood na rzecz osób tej samej płci bądź pojedynczych osób; kwestia zamawiania określonych cech embrionów i ich selekcji; problem eksploatacji kobiet w biednych państwach) (za: http://evion.send.com.pl/iws/surrogate-motherhood-fundamental-and-legal-problems).

Zapraszam Państwa do obejrzenia kilkunastu zdjęć z tego wydarzenia:
https://photos.app.goo.gl/qy34vGb1u2jchLLB7

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

Data 30 lipca nie będzie odtąd dla nas miłym wspomnieniem. W tym dniu odeszła śp. profesor Maria Dzielska. Była niestrudzoną orędowniczką dobrej nowiny o prawdzie, wierze i przyjaźni. Sygnatariuszką listów i oświadczeń w obronie słusznych idei i dobrych spraw, członkinią Komitetów poparcia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2010 roku oraz obecnego Prezydenta Andrzeja Dudy w 2015 roku, uczestniczką wszystkich konferencji Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego w Krakowie i wielu patriotycznych uroczystości.

akozpremieremNie tylko wybitna polska uczona i profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie tylko historyk i filolog klasyczny oraz tłumacz tekstów źródłowych, nie tylko historyk późno-antycznego Rzymu i wczesnego Bizancjum, ale i... serdeczna, pełna ciepła gospodyni niezapomnianych spotkań przyjaciół z kręgu Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego w Krakowie (na zdjęciu pośrodku śp. Pani Profesor w gronie uczestników spotkań naszego AKO z premierem Jarosławem Kaczyńskim).

20160717mb1We wtorek, 31 lipca 2018 roku, w kościele OO. Franciszkanów przy ul. Reformackiej 4, odprawiona została Msza Święta w intencji Zmarłej (fot. wnętrza kościoła z 17 lipca 2016 roku, autorstwa p. Mirosława Boruty. Wśród wiernych, pierwsza po lewej stronie p. prof. Maria Dzielska).

Wzięli w niej udział m.in. członkowie krakowskiego Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego (prof. Grażyna Korpal, prof. Maria Lizisowa, dr Mirosław Boruta - sekretarz Klubu), Konsul Generalny Węgier w Krakowie, p. prof. Adrienne Kormendy, członkowie zarządu Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie (dr Mirosław Boruta - prezes, Maria Krakowska - wiceprezes) oraz uczestnicy krakowskich uroczystości patriotycznych pp. Jan Budziaszek, Janusz Fatyga, Zbigniew Galicki, Wiesław Kozub i Józef Krzysztoforski.

(Od Redakcji): Pogrzeb śp. profesor Marii Dzielskiej odbędzie się w poniedziałek - 6 sierpnia, na Cmentarzu Salwatorskim, po Mszy Świętej u SS. Norbertanek o godz. 13:00.

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

22 czerwca 2018 roku w Sali Łuczniczej Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" w Krakowie, odbyło się otwarte spotkanie Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wykład zatytułowany "Wojna Cywilizacji" wygłosił prof. dr hab. Ryszard Kantor:
https://www.youtube.com/watch?v=uk4mee6xEa4

Katastrofę bada Podkomisja do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego wchodząca w skład Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego w celu ustalenia okoliczności i przyczyn oraz wydania zaleceń profilaktycznych. Raport Techniczny zawiera ustalenia odnoszące się do najważniejszych faktów dotyczących katastrofy.

smolenskzwiastunZgodnie z art. 134 ust. 1 zd.2  ustawy z dnia 3 lipca 2002 r. Prawo lotnicze (tekst jednolity Dz.U. z 2017 r. poz.959):  „Komisje nie orzekają co do winy i odpowiedzialności”, w związku z powyższym wszelkie formy wykorzystania niniejszego raportu technicznego do celów innych niż zapobieganie wypadkom i poważnym incydentom lotniczym należy uznać  za nieuprawnione i  mogą prowadzić do błędnych wniosków i interpretacji. Pełny tekst Raportu Technicznego znajdą Państwo tutaj: http://niezalezna.pl/data/internet_RAPORT.pdf