Przeskocz do treści

Elżbieta i Wacław Kujbidowie

Po prapremierze w maju 2016 w Amerykańskiej Częstochowie na III Forum Polonijnym, polska premiera filmu dokumentalnego Elżbiety i Wacława Kujbidów zainaugurowała w dniu 5 maja 2016 doroczny festiwal SDP „Maj na Foksal” w Domu Dziennikarza w Warszawie.

Produkcja powstała całkowicie z prywatnych środków twórców i jest zwieńczeniem dwu i pół letniej pracy autorów. Trzy człony na którym autorzy zbudowali swój film to: naoczni świadkowie do których – przynajmniej w jednym przypadku – dotarli jako pierwsi, spisane i wydane świadectwa o tamtych latach i wydarzeniach z punktu widzenia osób pochodzenia żydowskiego, żyjących w samym Jedwabnem lub najbliższych okolicach – i wreszcie – pomijane często w kontekście tej zbrodni – historyczne fakty. Fakty mające fundamentalne znaczenie przy dochodzeniu do prawdy o tej zbrodni. Widz ma unikalną okazję obejrzenia tych wszystkich detali z perspektywy kamery rejestrującej zarówno miejsce tej, jak i innych zbrodni na Ziemi Łomżyńskiej ponieważ główna narracja filmu nakręcona została latem 2015 roku właśnie na miejscu tych wydarzeń.

Dodajmy do tego, że autorzy odwiedzają te tragiczne miejsca w towarzystwie właśnie głównego, naocznego świadka do którego dotarli na początku pracy nad tym tematem, jesienią roku 2013.

Polska poniosła największe ze wszystkich narodów i państw straty biologiczne (na każdy tysiąc mieszkańców zamordowano lub zginęło 220 osób), materialne (ponad 16,9 mld dolarów) i kulturowe (2/5 dóbr kulturalnych Polski zostało całkowicie zniszczonych, pozostałe 2/5 zrabowanych przez obu okupantów). Dla porównania: ZSRR - 116, Holandia - 22, Francja - 15, Wielka Brytania - 8, Belgia - 7, USA - 3 osoby na każdy tysiąc. W latach 1939-1945 w wyniku okupacji Polski zostało zamordowanych lub zginęło około 6.030.000 obywateli Rzeczypospolitej, w tej liczbie około 3.130 Polaków oraz około 2.900.000 obywateli pochodzenia żydowskiego. Na samej tylko Ziemi łomżyńskiej – w latach 1941-1945 dokonano 998 aktów zbrodni w 486 miejscach, zlokalizowanych zostało najmniej 53 miejsc masowych egzekucji ludności polskiej przez Niemców i zginęło ogółem 36 790 mieszańców w tym: 11.683 Polaków, 25.955 Żydów i 152 Cyganów.

Po wojnie – w wyniku jałtańskiej zdrady “alianckich” mocarstw Polska musiała również odstąpić Związkowi Radzieckiemu 48% swojego terytorium, tracąc na wschodzie około 178.000 km². Na owych terenach w czasie wojny i zaraz po niej, bezpowrotnie zniszczono, zrabowano bądź zrównano z ziemią niezliczoną ilość zabytków polskiej architektury, historii narodowej i kultury. Na utraconych Kresach Rzeczypospolitej nacjonaliści ukraińscy bestialsko wymordowali dodatkowo w czasie wojny ponad 200.000 niewinnej, cywilnej ludności polskiej, zrównując z ziemią tysiące rdzennie polskich od wieków miast, miasteczek i wsi.

W Polsce w czasie II Wojny Światowej jako jedynym z państw w całej okupowanej Europie i Azji, zorganizowano Polskie Państwo Podziemnie oraz Polską Armię Podziemną.

Obie te instytucje – znowu jako jedyne w całej okupowanej Europie i Azji – na samym początku okupacji powołały oficjalne struktury administracyjne, finansowe i organizacyjne mające na celu pomoc i ochronę ludności pochodzenia żydowskiego w okupowanej przez Niemców Polsce. Pomoc ta, karana na Polakach, w tysiącach przypadków przez Niemców uwięzieniem, bestialskimi torturami i utratą życia, była zorganizowana perfekcyjnie i z wszystkimi możliwymi na ten czas niewoli i terroru środkami. Począwszy od Referatu Żydowskiego powołanego specjalnie w tym celu w Wydziale Informacji Polskiej poprzez Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej konspiracyjnej Armii Krajowej, poprzez Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom a skończywszy na Żegocie, czyli oficjalnie powołanej Radzie Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj. Dodajmy, że wszystko to powstawało z inicjatywy, pod pieczą i było organizowane, administrowane i wykonywane z narażeniem życia przez konspiracyjne struktury Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej.

Przypisywanie ludności polskiej, w czasie okupacji niemieckiej Polski, jakiegokolwiek wpływu sprawczego czy samej tylko możliwości dokonania zbrodni w tym miasteczku w roku 1941, w czasie trwania na całym terytorium okupowanej przez Niemców Polski totalnej niemieckiej kontroli i totalnego, bezwzględnego niemieckiego terroru, jest takim samym absurdem jak rozgłaszanie kłamstw o “polskich obozach koncentracyjnych” na terenie okupowanej przez tychże Niemców Polski. Wszystkie osoby, czy to w Polsce, w Kanadzie, w USA czy gdziekolwiek na świecie, które do dzisiaj uczestniczą w manipulacji i fałszowaniu historii na temat Jedwabnego czy też innych, podobnych konfabulacji, biorą na siebie, również wobec tych nieżyjących już, niewinnych ofiar tej jednej z wielu, nierozliczonych niemieckich zbrodni, osobistą odpowiedzialność za współudział w ukrywaniu prawdziwych sprawców tej masakry oraz osobistą odpowiedzialność za współudział w uniemożliwieniu sprawiedliwego jej osądzenia oraz ukarania i potępienia jej sprawców.

Z przechowywanych akt śledztwa w Białostockim IPN doskonale wiadomo, że sprawcą i wykonawcą zbrodni w Jedwabnem, tak jak i w sąsiednich okolicach był oddział Einsatzkomando SS Zichenau-Schröttersburg (powołany w ramach SS Ensatzgruppe B), który to oddział otrzymał rozkaz przeprowadzenia “czystki” w Łomżyńskiem. Dowódcą tego oddziału był urodzony 12 sierpnia 1911 roku w Strassburgu, w Alzacji Hauptsturmführer SS Hermann Schaper, (członek SS nr 3484) a późniejszy komisarz policji kryminalnej III Rzeszy, który wsławił się okrucieństwem w dowodzeniu i braniu udziału w egzekucjach ludności zarówno żydowskiej jak i polskiej w Wiznej, Wąsoszu, Radziłowie, Jedwabnym, Łomży, Tykocinie , Rutkach, Piątnicy, Zambrowie, na terenach Związku Radzieckiego i w wielu innych miejscach. Ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem po wojnie w Niemczech został wreszcie w “procesie gestapo” w roku 1976 postawiony przed sądem w mieście Giessen w Hesji którego werdykt stwierdził ostatecznie, że Schaper oraz czterech innych członków komando SS Zichenau-Schröttersburg winni są “współudziału w mordzie na Polakach i Żydach” na terenie wiosek i miasteczek powiatu łomżyńskiego. Wyrok sześciu lat więzienia został niestety odrzucony z powodu złego stanu zdrowia oskarżonego, po apelacji adwokata Schapera przez następną instancję Trybunału Federalnego w Karlsruhe.

Również i późniejsza próba śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej, łącznie z przesłuchaniem SS-mana w 2002 roku w Niemczech przez prokuratora Komisji Rejonowej IPN w Białymstoku Radosława Ignatiewa, utknęła w martwym punkcie z powodu zaprzeczania winy i złego stanu zdrowia oskarżonego.

SS Hermann Schaper zmarł, mając lat dziewięćdziesiąt kilka lat, nie ukarany za swoje zbrodnie i dożywając spokojnie swojego życia w Niemczech, jak tysiące jemu podobnych zbrodniarzy niemieckich.

Według niektórych źródeł, pełna dokumentacja zbrodni Hermanna Schapera oraz jego Einsatzkomando SS Zichenau-Schröttersburg która została przechwycona w czasie wojny przez Rosjan i znajduje się zarówno w posiadaniu IPN jak i historyków izraelskich, którzy swego czasu badali wnikliwie zbrodnie tego oddziału. Mieszkający po wojnie w Izraelu świadkowie krwawych czystek Niemców w Łomżyńskiem, przynajmniej w dwóch znanych przypadkach rozpraw tam prowadzonych, zidentyfikowali Schapera jako sprawcę zbrodni w Radziejowie i Tykocinie.

Zapraszamy Państwa do obejrzenia naszego filmu:
https://tvniezaleznapolonia.org/jedwabne-swiadkowie-swiadectwa-fakty

Mateusz Reczek

Wśród zapisków encyklopedycznych czy słownikowych osoba Franciszka Bujaka, profesora historii i prekursora polskiej socjologii i socjografii, występuje zazwyczaj w kontekście jego zasług dla nauki, czy zasług nauczycielskich, w wykształceniu wielu równie znakomitych historyków i naukowców innych specjalności. Ba, istnieje nawet takie określenie jak „szkoła Franciszka Bujaka”.

W podręcznikach socjologii przeczytać możemy takie sformułowanie: "Bujak, zbierając materiały do swoich monografii, przywiązywał wielką wagę do bezpośredniego kontaktu z badaną zbiorowością. Wiele czasu spędzał w badanych miejscowościach, w których prowadził obserwacje i rozmawiał z mieszkańcami, a także przeprowadzał wywiady zarówno z pojedynczymi osobami, jak i wywiady grupowe. Sięgał również do materiałów archiwalnych i wykorzystywał dane statystyczne" (Barbara Szacka, Wprowadzenie do socjologii").

Ja jednak mogę stwierdzić, że Bujak (fot. Wikipedia) przywiązywał wielką wagę nie tylko do kontaktu z badaną społecznością, ale w ogóle do kontaktu z ludźmi. Mam przyjemność poznawać osobę profesora dzięki wspomnieniom jego rodziny, a także z jego listów do krewnych. Rodzina profesora Bujaka mieszka bowiem w mojej rodzinnej miejscowości, w Lichwinie pod Tarnowem, a niektórzy z jego krewnych to, po prostu, moi sąsiedzi. Może zastanawiać nas, skąd tutaj krewni profesora, w którego biogramie czytamy, że urodził się w 1875 roku w Maszkienicach koło Brzeska, a zmarł w 1953 roku w Krakowie? Stało się tak za sprawą ojca Franciszka Bujaka – Jakuba, który w 1901 roku, wraz z żoną i dziećmi, przeprowadził się do Lichwina, kupując tutaj podupadły majątek ziemski. To właśnie tutaj mieszkało później większość rodzeństwa profesora, to tutaj on sam spędzał wakacje i również tutaj ukrywał się wraz z rodziną w czasie okupacji hitlerowskiej.

Rozmawiałem wiele o profesorze z jego rodziną, czy tą dalszą, czy tą bliższą, z jego wnuczką, czy innymi, którzy mieli przyjemność go poznać. On sam dał mi się również poznać z niepublikowanych listów do rodziny, które zostały mi udostępnione. Czego z tych wszystkich źródeł się dowiedziałem? (Profesor Franciszek Bujak (po lewej z brodą), wśród rodziny w Lichwinie. Lata 30. XX w., fot. niepublikowana ze zbiorów p. Marii Wójcik).

Bardzo dużo dobrego. Każdy kto mi o nim opowiadał, zawsze kończył zwrotem, że był to wspaniały człowiek. Ja także, po głębszym niż książkowe, poznaniu jego życiorysu, mogę powiedzieć dokładnie to samo. Rodzina zapamiętała go jako dociekliwego człowieka, interesującego się wszystkim, całym życiem. Skromnego, nieco zamyślonego i niebywale życzliwego i pomocnego. Jego bracia i większość rodziny miała zaledwie skończone kilka klas, wiejskich szkół ludowych. Dlatego też nigdy nikt nie mówił, że rozmawiało się ze „stryjem” o jakichś naukowych kwestiach, również on sam prawie nigdy nie poruszał takich tematów. Rozmawiano natomiast o wszystkim, o gospodarce, o pogodzie, o życiu na wsi, o sąsiadach, ale przede wszystkim o rodzinie.

Bo to właśnie spośród wszystkich społeczności, najbardziej była mu bliska rodzina. Wielu bratanków i siostrzenic zawdzięczało profesorowi wiele, to dzięki niemu mogli się kształcić (opłacał naukę), mogli dostać lepszą pracę (bo wielokrotnie opłacał kursy doszkalające), mogli zobaczyć kraj (zabierał krewniaków do Lwowa czy Warszawy) oraz, co najważniejsze, mogli się leczyć (było kilka przypadków gdzie profesor sam opłacał leczenie krewnych) i godnie żyć (wspomagał krewnych finansowo). Wszystkie te zasługi dla rodziny były na tyle ważne, że rodzina nigdy nie zapamiętała go jako wybitnego naukowca, tylko jako dobrego stryja i wuja. Rodzina była bowiem dla Franciszka Bujaka (Grobowiec na Cmentarzu Rakowickim, fot. Wikipedia) szczególnie ważna, z pewnością zdawał sobie sprawę, że rodzina może być odbiciem szerszej społeczności lokalnej.

Mirosław Boruta

W dniach 27-28 września 2018 roku w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości w Warszawie odbyło się seminarium naukowe pt. "Surrogate motherhood – fundamental and legal problems". Jego przedmiotem były fundamentalne i prawne problemy tzw. macierzyństwa zastępczego (surrogate motherhood), w tym aktualna kwestia ochrony podstawowych zasad polskiego porządku prawnego w obrocie międzynarodowym. Seminarium objęło zagadnienia aksjologiczne, konstytucyjne, międzynarodowe, prywatnoprawne i prawnokarne.

Badana tematyka była okazją do szeregu refleksji zarówno ściśle jurydycznych (m.in. kwestia ochrony podstawowych zasad ustrojowych w obrocie z zagranicą z udziałem polskich obywateli lub mieszkańców; zasada "pacta sunt servanda" a funkcjonowanie konwencji międzynarodowych zakazujących handlu dziećmi; kwestia kontraktowego zbycia i nabycia stanu cywilnego matki lub ojca; problem odpłatności oraz rozliczeń (nie)ważnej umowy; kwestia penalizacji oraz problemy międzynarodowego prawa karnego; kwestia (nie)uznania zagranicznej rejestracji stanu cywilnego; problem uwzględniania przez sądy i trybunały wyłącznie kazuistycznie ocenianego dobra dziecka versus – na przyszłość – dobra dzieci postrzeganych "in genere"), jak również socjologicznych oraz filozoficznych (m.in. leczenie niepłodności i problem bezpłodności; kwestia „prawa do pozyskania dziecka od państwa” tworzącego ku temu odpowiednie instrumentarium prawne; problem tożsamości dziecka; konsekwencje procedur surrogate motherhood na rzecz osób tej samej płci bądź pojedynczych osób; kwestia zamawiania określonych cech embrionów i ich selekcji; problem eksploatacji kobiet w biednych państwach) (za: http://evion.send.com.pl/iws/surrogate-motherhood-fundamental-and-legal-problems).

Zapraszam Państwa do obejrzenia kilkunastu zdjęć z tego wydarzenia:
https://photos.app.goo.gl/qy34vGb1u2jchLLB7

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

22 czerwca 2018 roku w Sali Łuczniczej Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" w Krakowie, odbyło się otwarte spotkanie Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wykład zatytułowany "Wojna Cywilizacji" wygłosił prof. dr hab. Ryszard Kantor:
https://www.youtube.com/watch?v=uk4mee6xEa4

Katastrofę bada Podkomisja do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego wchodząca w skład Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego w celu ustalenia okoliczności i przyczyn oraz wydania zaleceń profilaktycznych. Raport Techniczny zawiera ustalenia odnoszące się do najważniejszych faktów dotyczących katastrofy.

smolenskzwiastunZgodnie z art. 134 ust. 1 zd.2  ustawy z dnia 3 lipca 2002 r. Prawo lotnicze (tekst jednolity Dz.U. z 2017 r. poz.959):  „Komisje nie orzekają co do winy i odpowiedzialności”, w związku z powyższym wszelkie formy wykorzystania niniejszego raportu technicznego do celów innych niż zapobieganie wypadkom i poważnym incydentom lotniczym należy uznać  za nieuprawnione i  mogą prowadzić do błędnych wniosków i interpretacji. Pełny tekst Raportu Technicznego znajdą Państwo tutaj: http://niezalezna.pl/data/internet_RAPORT.pdf

This crash is being investigated by the Committee for the Re-Investigation of Air Crashes (hereby referred to as the “Committee”) and is a part of the Committee for the Investigation of National Aviation Accidents. The Committee has been tasked with the responsibility of determining the circumstances and causes of this air crash, and with the issuance of appropriate preventive recommendations.

smolenskzwiastunThis Technical Report includes findings concerning the most important technical aspects of this crash. According to Art. 134, Sec. 1, Item 2 of the Act of July 3, 2002, Aviation Law (Unified Journal of Laws of 2017, Item 89): "The Committee does not adjudicate blame and liability", therefore any form of use of this Technical Report for purposes other than prevention of accidents and serious aviation incidents, should be considered as unauthorized, as it may lead to wrong conclusions and interpretations. Find out the full text: http://niezalezna.pl/data/TECHNICAL_REPORT.pdf

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nowym patronem XLIV Liceum Ogólnokształcącego w Watszawie został jeden z najwybitniejszych polskich matematyków - profesor Setfan Banach. W głosowaniu pokonał on 12 innych kandydatów, wśród których był m.in. generał Ryszard Kukliński.

Jak już tutaj pisałem, „pierwszy polski oficer w NATO” został dopisany do listy w ostatniej chwili. Dzielnie walczył o to uczeń jednej z pierwszych klas Andrzej Kamiński, który w ciekawy sposób zaprezentował społeczności szkolnej sylwetkę jednego z największych bohaterów z czasów zimnej wojny.

pulkownikryszardkuklinskiCieszy mnie, że gen. Kukliński budzi coraz większe zainteresowanie naszej młodzieży, która widzi w nim człowieka nie wahającego się podjąć niezwykle trudnej, odważnej i samotnej misji w imię miłości Ojczyzny, honoru oficerskiego oraz wierności narodowym imponderabiliom dla storpedowania kremlowskich zamiarów wywołania III wojny światowej, a także dla zrzucenia sowieckiego jarzma niewoli z ukochanej przez niego Polski.

Dobrze więc się stało, że w warszawskim liceum mówiono o nim przez kilka dni, a nagłaśniały to „Nasz Dziennik” oraz portale internetowe. Niezależnie od wyniku głosowania z pewnością zapadł on w pamięć wielu uczniów i nauczycieli.

Mam też nadzieję, że wkrótce ta kandydatura na patrona szkoły pojawi się także w innych polskich liceach, ponieważ bohaterską postawę gen. Ryszarda Kuklińskiego warto przedstawiać jako wzór dla polskiej młodzieży.

marsbycurosityMarsjański łazik "Curiosity Rover" wysłany przez NASA dał nam możliwość zapoznania się z fragmentem panoramy Czerwonej Planety. Widok z wnętrza krateru Gale łączy w sobie osiem zdjęć zrobionych aparatem masztowym z teleobiektywem. Sceneria została zbalansowana na biało, więc kolory materiałów skalnych przypominają ich wygląd w warunkach dziennego oświetlenia na Ziemi. Zdjęcia składowe wykonane zostały 25 października 2017 roku, a na Ziemię dotarły pod koniec stycznia 2018 roku. Warto dodać, że średnica krateru Gale to 154 km, a horyzont fotografii znajduje się w odległości około 40 km od położenia łazika (za: https://mars.nasa.gov).

terminyferii2018Na podstawie § 3 ust. 1 pkt 2 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 18 kwietnia 2002 r. w sprawie organizacji roku szkolnego (Dz. U. Nr 46, poz. 432, z późn. zm.), Minister Edukacji Narodowej ogłosił terminy rozpoczęcia i zakończenia ferii zimowych w poszczególnych województwach w roku szkolnym 2017/2018 (fot. news.edubaza.pl).

15-28 stycznia 2018 roku / dolnośląskie, mazowieckie, opolskie, zachodniopomorskie
22 stycznia – 4 lutego 2018 roku / podlaskie, warmińsko-mazurskie
29 stycznia – 11 lutego 2018 roku / lubelskie, łódzkie, podkarpackie, pomorskie, śląskie
12-25 lutego 2018 roku / kujawsko-pomorskie, lubuskie, małopolskie, świętokrzyskie, wielkopolskie

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

Zapraszam Państwa do obejrzenia prezentacji dr. hab. Tadeusza Sozańskiego, którą 25 X 2017 roku poznali klubowicze i sympatycy Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

tadeuszsozanskiDr hab. Tadeusz Sozański (na zdjęciu obok), jest socjologiem pracującym w Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie i członkiem Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, sympatykiem Klubu od 2010 roku, szczególnie, gdy przewodniczył mu inny socjolog – dr Mirosław Boruta 😉 Prezentacja omawia najnowsze sondaże CBOS na temat preferencji partyjnych i zawiera informacje, które mogą zainteresować wszystkich (niezależnie od własnych preferencji politycznych): http://www.cyf-kr.edu.pl/~ussozans/ts_klub_gp_251017.pdf

edwardkuligaEdward Kuliga

Komunikaty z badań CBOS z października i listopada 2017 roku dają niezwykle wysokie poparcie dla PiS jako partii rządzącej w granicach 45 %. Zważywszy na 2 letni już okres rządzenia i bezpardonowe ataki totalnej opozycji wspieranej z zagranicy, zjawisko to należy uznać za ewenement polityczny i socjologiczny, wskazujący na istotne zmiany w świadomości społecznej i reorientację postaw politycznych. Zmiany te są z jednej strony skutkiem realnej, prospołecznej polityki państwa, a z drugiej mają charakter żywiołowy, jako rezultat dynamiki życia społecznego. Stosunkowo duży stopień poparcia społecznego wskazuje na zgodność polityki Rządu z oczekiwaniami i potrzebami społecznymi.

Każda zmiana postaw społecznych bierze swój początek w sferze ducha gdzie walka o wybór dobra lub zła trwa nieustannie. Spośród wielu czynników sprawczych nie wolno pominąć przemian duchowych związanych z wielką modlitwą i wydarzeniami patriotycznymi w ostatnich latach, jak: 1050 lecie Chrztu Polski, wydobycie z dołów śmierci i uroczyste pogrzeby żołnierzy niezłomnych, Wielka pokuta 15 października 2016 roku na Jasnej Górze, Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana 19 listopada 2016 r., akt poświęcenia Polski Niepokalanemu sercu Maryi oraz krucjata różańcowa za Ojczyznę, 100-lecie objawień w Fatimie, Różaniec do granic, miesięcznice smoleńskie i wiele innych. Wszystko to ożywiło znacznie świat wartości i stworzyło nowy klimat polityczny.

Skończył się 25 letni etap gospodarczy i polityczny dominacji polityki neoliberalnej w Polsce wskutek załamania się jej paradygmatu, oderwanego od prawdy i realnych potrzeb społecznych oraz zużycia moralnego jej protagonistów i przekroczenia przez nich progu akceptacji społecznej. Dotychczasowe próby PO obalenia Rządu PiS poprzez rewoltę i dyskredytację w oczach świata i własnych obywateli wywołały skutki odwrotne do zamierzonych: wytworzyły dysonans poznawczy wśród części dotychczasowych zwolenników PO i reakcje obronne u ludzi dotąd niezaangażowanych politycznie. Zamiast planowanej izolacji i rozbicia, nastąpiła konsolidacja społeczna wokół działań Rządu.

Wysokie poparcie dla PiS to dobra ocena Rządu Beaty Szydło lecz należy je odczytywać raczej jako duże i silne oczekiwanie społeczne na szybkie i radykalne zmiany i likwidację pozostałości postkomunizmu, a zwłaszcza ulokowanych wysoko i nisko układów mafijnych. To także wyraz nadziei na niepodległe, sprawne i sprawiedliwe Państwo Polskie. Dowodem na te oczekiwania jest utrzymujący się w dłuższym czasie i wzrastający trend poparcia dla formacji rządzącej w miarę jak broni podmiotowości państwa i prowadzi zdecydowane działania prospołeczne i naprawcze oraz towarzyszący mu wysoki (około 70%) stopień deklaracji udziału w wyborach we wszystkich kategoriach społecznych.

Rozkład preferencji wyborczych wśród zwolenników PiS i PO według kategorii społeczno-zawodowych (robotnicy, kadra kierownicza, emeryci, itd.) nie odbiega istotnie od struktury ogółu głosujących. Wyjątkiem jest tu przewaga kadr kierowniczych oraz uczniów i studentów po stronie PO, a rolników po stronie PiS. Czynnikami najsilniej różnicującymi oba elektoraty jest uczestnictwo w praktykach religijnych, czyli stosunek do religii katolickiej(duże uczestnictwo po stronie głosujących na PiS), i deklarowane poglądy polityczne. Platforma sytuuje się po stronie centrum i lewicy, PiS zdecydowanie po stronie prawicy. Przy czym podział lewica – prawica, odnosi się tu do kwestii obyczajowych i światopoglądowych, a nie do poglądów na kwestie ekonomiczne. Widać z tego wyraźnie ,że występujące w Polsce podziały polityczne nie mają uwarunkowań wynikających z przynależności do klas społecznych i nie są zdeterminowane stosunkiem do własności ani pozycją społeczną głosujących, choć po stronie PO jest więcej osób o wyższej pozycji społecznej. Osoby z wyższym wyksztalceniem i zamieszkujące w dużych miastach częściej preferują PO, zaś mieszkańcy wsi i mniejszych miejscowości oraz mniej wykształceni – PiS. Wyższe wykształcenie nie tyle oznacza tu kierunek preferencji politycznych, co wskazuje na większą podatność zwolenników PO na ideologię lewicową i postmodernistyczną panującą na wyższych uczelniach. Podobnie miejsce zamieszkania, mniejsze miasto i wieś, samo z sobie nie determinuje postaw politycznych lecz wskazuje na inny styl życia i mniejszy zasięg odziaływania mediów liberalnych, które są głównymi narzędziami indoktrynacji ideologicznej.

Najważniejszymi czynnikami różnicującymi politycznie Polaków jest stosunek do uznawanego systemu wartości, a zwłaszcza do religii katolickiej i prawa Bożego oraz bieżące interesy społeczne i ekonomiczne.

Zakres przedmiotowy badań i tradycyjny podział głosujących na kategorie społeczno-zawodowe nie pozwala wnioskować o przyczynach i kierunkach przepływu elektoratów pomiędzy głównymi partiami. Stosunkowo wysoki stopień deklaracji udziału w wyborach wynoszący 70% w porównaniu do realnego uczestnictwa nie przekraczającego 60%, pozwala sądzić o aktywizacji politycznej osób dotąd nie czynnych politycznie. Różnice polityczne w odniesieniu do podziału na kategorie społeczno-zawodowe ulegają obecnie zatarciu. Aby wyjaśnić źródła i kierunki przepływu elektoratów i czy istniejące notowania partii politycznych są zjawiskiem względnie trwałym, trzeba zastosować dodatkowy podział uwzględniający cechy osobowościowe i motywacje polityczne głosujących. Ze względu na przekonania i motywacje można wyróżnić stosunkowo stabilny elektorat ideowy zmotywowany określonym systemem wartości. Ten jest świadomy swoich celów i interesów i jest gotowy stawać w obronie dobra wspólnego. Mowa tu o elektoracie patriotycznym nie ulegającym łatwo manipulacji i działającym z wyższych pobudek. Po przeciwnej stronie patriotów znajdują się liberałowie, kosmopolici i lewicowcy ale już o motywacji bardziej indywidualistycznej. Druga kategoria to szeroko rozumiany elektorat socjalny, oczekujący dobrobytu, bezpieczeństwa i przysłowiowego świętego spokoju. Należałoby go ocenić jako chwiejny i podatny na manipulacje i na „kiełbasę wyborczą”. Jest to najliczniejsza grupa wyborców poddana ustawicznej „obróbce” socjotechnicznej i „przeciąganiu liny”. Kolejna grupa to głosujący według mody lansowanej przez media i celebrytów. Chcą być nowocześni i postępowi i nie odstawać od wylansowanych stereotypów. I ostatnia grupa to różnego rodzaju interesariusze bardziej lub mniej uzależnieni od danego układu władzy lub chcący pozyskać jej względy. Jest to stosunkowo liczna grupa pracobiorców i różnych interesantów, działaczy, urzędników i biznesmenów, powiązanych z rządzącym establishmentem. Ludzie interesu dominujący w tej grupie, wykluczając układy mafijne, są nastawieni pragmatycznie i szybko zmieniają opcje polityczne w zależności od potrzeb i interesów. W praktyce podziały te zachodzą na siebie, podobnie jak motywacje ludzkie, lecz zachowują cechy dominujące. Postawy polityczne są zawsze prawdziwą lub zmanipulowaną reakcją wyborców na postrzeganie polityków i spraw państwa.

Biorąc po uwagę wyniki badań i obserwację uczestniczącą można stwierdzić, że w przypadku PiS mamy do czynienia z przyrostem, choć nierównomiernym, we wszystkich wymienionych wyżej grupach elektoratów oraz z częściową aktywizacją wyborców dotychczas nieczynnych. Jedno nie ulega wątpliwości: mit neoliberalny III RP pękną i utracił zdolność przyciągania tłumów. Jego kanon polityczny oparty na utopii raju dla wybranych i antytezie polskości, uległ załamaniu. Po 70 latach wasalizmu politycznego dojrzała świadomość społeczna i zaistniały warunki pozwalające na powrót do polskiego kanonu politycznego, opartego na polskiej racji stanu. Mimo ciągłych ataków totalnej opozycji i zagranicy poparcie społeczne dla tej polityki nie maleje.

Zachowania wyborcze nie ugruntowane strukturalnie w systemie wychowawczym i aksjologicznym oraz w rodzinach i organizacjach społecznych i nie oparte na uświadomionych postawach patriotycznych, są jak wiatr i nie mogą stanowić trwałego oparcia politycznego. Z drugiej strony nic nie zastąpi dobrego przykładu i wierności polityków i przedstawicieli władzy. Dopiero odbudowa ładu moralnego i polityki rozumianej jako roztropna troska o dobro wspólne może zapewnić pokój społeczny i warunki stabilnego rozwoju Polski.

krakowniezaleznymkInformacja własna

Warto przypomnieć prawdziwe znaczenie zdania "naziści maszerują w Warszawie". Było to 5 października 1939 roku w Alejach Ujazdowskich a nazistami byli, są i będą w historii świata tylko i wyłącznie Niemcy (fot. za: wiadomosci.dziennik.pl):

nazisciwwarszawie

davMirosław Boruta

W wielu dziedzinach życia społecznego Polska i Polacy odnajdują się na coraz wyższych miejscach i zajmują coraz wyższe pozycje. Niestety, w dziedzinie szkolnictwa wyższego wciąż "drepczemy w miejscu", co pokazała najnowsza lista szanghajska (Academic Ranking of World Universities 2017).

Wśród wyższych uczelni świata w prestiżowej pierwszej 500 najlepszych z nich - znalazły się tylko dwie: Uniwersytet Warszawski na miejscach 301-400 i Uniwersytet Jagielloński na miejscach 401-500. Wśród kolejnych trzystu są jeszcze Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie (601-700) oraz poznański Uniwersytet Adama Mickiewicza, Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach i Uniwersytet Wrocławski (701-800).

harvarduniversityPierwsza dziesiątka uczelni świata to osiem uniwersytetów amerykańskich - 1. Harvard University (fot. Massachusetts Hall - najstarszy budynek na kampusie Harvarda, wzniesiony w 1720 roku - za: Wikipedią), 2. Stanford University, 4. Massachusetts Institute of Technology, 5. University of California (Berkeley), 6. Princeton University, 8. Columbia University, 9. California Institute of Technology i 10. University of Chicago oraz dwa brytyjskie - 3. University of Cambridge i 7. University of Oxford.

Natomiast w pierwszej dwudziestce poza amerykańskimi 11. Yale University, 12. University of California (Los Angeles), 13. University of Washington, 14. Cornell University, 15. University of California (San Diego), 17. University of Pennsylvania, 18. Johns Hopkins University i 20. Washington University in St. Louis są jeszcze tylko brytyjski - 16. University College London i jedyny poza tymi państwami, szwajcarski - 19. Swiss Federal Institute of Technology Zurich.

Na koniec warto zauważyć, że po wyjściu Wielkiej Brytanii ze Wspólnot Europejskich, uczelnianym liderem tego projektu politycznego zostanie - 30. na liście - duński University of Copenhagen.

Całość listy odnajdą Państwo tutaj: http://www.shanghairanking.com/ARWU2017.html

davMirosław Boruta

Po wyznaczeniu granic w Traktacie Ryskim 1921 roku setki tysięcy Polaków pozostały w republikach sowieckich i państwach bałtyckich. Szczególnie prześladowano ich w białoruskiej i ukraińskiej części ZSRS, podobnie jak w Rosji (Moskwie czy Petersburgu), a ponieważ eksperyment wytworzenia Polaka sowieckiego poniósł fiasko, postanowiono w 1936 roku zesłać ich na Syberię i do Kazachstanu, a potem 130.000 Polaków oskarżono o zdradę, 111.000 mordując natychmiast, tylko za to, że byli Polakami. To pięciokrotnie więcej niż kilka lat potem w Katyniu.

nkwdzabicpolakowW najnowszym czasopiśmie "Biuletynie IPN" (7-8/2017) mowa jest głównie o przerażającej zbrodni rosyjskiej na Polakach. Jak czytamy w Wikipedii "była to operacja dotycząca zbiorowo (w formie oficjalnej) największej liczby członków konkretnej narodowości, w tym wypadku polskiej. Akcja objęła wszystkich Polaków, bez względu na przynależność klasowo-społeczną, decydowała narodowość. Wśród zamordowanych i deportowanych byli: Polacy, mieszkańcy dawnego terytorium Rzeczypospolitej na wschód od granicy państwowej II RP, ustalonej w 1921 traktatem ryskim; wszyscy jeńcy polscy po wojnie polsko-bolszewickiej, znajdujący się jeszcze w ZSRR; wszyscy imigranci z Polski; uchodźcy polityczni z Polski (głównie członkowie KPP); członkowie i założyciele PPS oraz innych partii niekomunistycznych; działacze narodowi mniejszości polskiej w ZSRR (w praktyce każdy Polak); rodziny tych osób. Eksterminacja zdziesiątkowała także polskie duchowieństwo katolickie, które zostało przeznaczone do całkowitej likwidacji. Spośród 470 duchownych, świadczących posługę w sowieckiej Rosji po zakończeniu czystki etnicznej, pozostało zaledwie 10 kapłanów oraz dwa czynne kościoły katolickie – w Moskwie i Leningradzie". Większość aresztowano i stracono przypisując im niepotwierdzoną żadnymi dowodami przynależność do Polskiej Organizacji Wojskowej.

Do numeru dołączono płytę DVD z filmami: Liliany Komorowskiej i Diany Skay'i „Ojcu” i Grzegorza Górnego „Marchlewszczyzna”. Szkoda tylko, że na okładce zamiast zdjęć Ofiar, Ich rodzin lub miejsc pamięci (choćby ze stron 74, 79, 112 lub 120) znalazła się fotografia katów - rosyjskich morderców.

Więcej informacji o biuletynie znajdą Państwo na stronie www.pamiec.pl:
http://pamiec.pl/pa/biblioteka-cyfrowa/biuletyn-ipn/biuletyn-ipn-od-2017/17078,Biuletyn-IPN-nr-7-82017.html

wpolityceloZespół wPolityce.pl / WKT

Profesor Jacek Rońda wygrał proces z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie. Sąd uznał, że prof. Rońda wnosząc pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko rektorowi krakowskiej uczelni, miał rację, że zawieszenie go i odsunięcie od zajęć było bezprawne i naruszyło jego dobra osobiste.

Sąd nakazał także przeproszenie prof. Rońdy za działania naruszające jego dobra osobiste i nakazał opublikowanie tych przeprosin w kilku mediach, m.in. w „Gazecie Wyborczej” i „Dzienniku Polskim”.

Za: http://wpolityce.pl/polityka/333339-nasz-news-prof-ronda-wygral-proces-z-agh-zawieszenie-go-i-odsuniecie-od-zajec-bylo-bezprawne

Środa, 15 marca 2017

jaroslawgowinMinister Jarosław Gowin

Z niepokojem i smutkiem przyjąłem informację, że władze kilku polskich uniwersytetów wydały zakaz zorganizowania w swoich murach wykładu Pani Rebecki Kiessling – amerykańskiej prawniczki i działaczki ruchu pro-life.

Misją uniwersytetu jest dążenie do prawdy. Droga zaś do niej to dialog, ścieranie się przeciwstawnych, racjonalnie uzasadnionych stanowisk, szacunek dla wolności myśli i pluralizmu. Z przykrością muszę stwierdzić, że decyzję władz wspomnianych uniwersytetów odbieram jako zaprzeczenie tych wartości. Konstytucyjna zasada autonomii uczelni służy poszerzaniu wolności badań naukowych oraz wolności słowa. Powinna być gwarancją dla szerokich swobód, a nie narzędziem do ich ograniczania.

W polskich uczelniach zdarzają się wykłady, konferencje czy pokazy artystyczne, które przekraczają najbardziej elementarne tabu zachodniej cywilizacji, a w istocie uderzają w ogólnoludzkie wartości. Niezależnie od tego, na jak ciężką próbę wystawia to moje poczucie smaku i zmysł prawdy, konsekwentnie wstrzymywałem się od interwencji – w duchu szacunku dla autonomii uczelni i wolności akademickiej. Trudno jednak, bym milczał, gdy zasadom tym sprzeniewierzają się – w mojej ocenie – ci, którzy powołani są do roli ich strażników.

Jest to dla mnie tym bardziej nie do zaakceptowania, że w przypadku wykładu Pani Kiessling mamy do czynienia nie z prezentacją argumentów na rzecz któregoś ze stanowisk skrajnych, lecz z obroną najprostszej wartości: ludzkiego życia. Z poglądami Pani Kiessling można się zgadzać lub nie, lecz zabranianie ich artykułowania jest niczym innym jak cenzurą.

Liczę, że środowisko akademickie przyjmie moje słowa jako głos w obronie fundamentalnej dla uniwersytetu zasady wolności myśli i słowa, a także jako wyraz troski, by polskie uczelnie nie zostały poddane ideologicznemu dyktatowi. Jednocześnie dziękuję wszystkim, zwłaszcza organizacjom studenckim, za jasne wyrażenie sprzeciwu wobec praktyki, która niszczy ducha prawdy.

Tekst i zdjęcie za: http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/stanowisko-ministra-nauki-dotyczace-wolnosci-slowa-na-polskich-uczelniach.html

Anna Dąbrowska*

Nauczycielka z Zespołu Szkół Specjalnych nr 39 w Zabrzu wzięła udział w tzw. czarnym proteście. Zaocznie, ale jednak. W czasie, kiedy jej podopieczni konsumowali obiad, pani, wspólnie z 9 koleżankami, podobnie, jak ona ubranymi w czerń, zrobiła sobie na okoliczność protestu stosowane zdjęcie, które trafiło na FB-ka. Sprawy by nie było, gdyby zdjęcia nie zobaczyli w Kuratorium. Zrobiła się mała „aferka” z finałem przed komisją dyscyplinarną przy Wojewodzie.

Komisja pomyślała i zdecydowała o oddaleniu zarzutu sprzeniewierzenia się zawodowi. Zwyciężyło prawo do wolności przekonań i wiara w człowieka została ocalona – jak stwierdziła zwolenniczka prawa do mordowania dzieci nienarodzonych, po ogłoszeniu werdyktu w swojej sprawie.

Lewacy zawiedzeni, bo znów przepadła okazja do wykreowania męczennicy. Ja też jestem zawiedziona, bo niestety zwyciężyła polityczna poprawność.

20170210adksdJaką wrażliwość może mieć kobieta (fot. YouTube), która nie rozumie niestosowności swojego zachowania, możemy się domyślać, ale jaki był powód, że komisja dyscyplinarna wyłączyła myślenie? Może strach przed posłem Budką, który wspierał dzielne zwolenniczki aborcji, nauczycielki szkoły specjalnej z wieloletnim doświadczeniem.

Jeśli wciąż ulegać będziemy presji środowisk lewackich, jeżeli zachowania na granicy schizofrenii ( jak inaczej nazwać poparcie dla mordowania dzieci np. z zespołem Downa, będąc ich nauczycielem) będziemy uznawali za normę, jaką przyszłość wyszykujemy naszym dzieciom?

Najbardziej przeraża ten brak refleksji. Panie nie wiedzą co takiego złego zrobiły? Przecież wykonanie zdjęcia trwało 2 sekundy!

Dla jasności: w wypadku kobiety pracującej z dziećmi, w dodatku niepełnosprawnymi, nie jest ważne, czy pani nauczycielka wzięła udział w czarnym proteście będąc w pracy, czy „po godzinach”. Ważne jest, że w ogóle wzięła w nim udział. Bogu dziękuję, że nie mam dziecka w tej szkole, bo musiałabym szukać innej.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/4567-za-a-nawet-przeciw-czyli-o-tym-ze-mozna-byc-za-eugeniczna-aborcja-i-uczyc-niepelnosprawne-dzieci

waclawkujbidaWacław Kujbida*

Z Wacławem Kujbidą o tym, kto mordował Żydów w Jedwabnem i dlaczego prokuratorzy IPN nie chcą ujawnić prawdy rozmawia Błażej Torański.

Błażej Torański: Wie Pan, co o pogromie w Jedwabnem jest napisane w polskiej Wikipedii?

Wacław Kujbida: Wiem. Dokładnie nie przytoczę, ale w skrócie mniej więcej brzmi to tak, że grupa polskich młokosów spędziła ludność żydowską na rynek, a potem do stodoły i podpaliła.

Dokładnie to jest tak: „masowe morderstwo dokonane przez grupę co najmniej 40 Polaków zamieszkujących miasto Jedwabne na kilkuset Żydach zamieszkujących to miasto i jego okolice 10 lipca 1941 z inspiracji niemieckiej, w czasie niemieckiej okupacji Polski. W wyniku zbrodni zginęło co najmniej 340 osób, z czego około 300 zostało żywcem spalonych w stodole”. Co Pan czuje, jak to czyta?

Nie ma słów oburzenia. Ten przekaz jest już tak zmanipulowany za granicą, że przeciętny obywatel Stanów Zjednoczonych czy Kanady zapytany o okupację Polski w czasie II wojny światowej myśli automatycznie, że mordercami w Jedwabnem byli nie Niemcy, tylko Polacy.

Do tego fałszywego obrazu pogromu w Jedwabnem przyłożył rękę Instytut Pamięci Narodowej, powołany w końcu m.in. do tego, aby dementować kłamstwa historyczne. Jak Pan postrzega ten paradoks?

To jest nie tylko paradoks. To skandal. Ale jest to także ustawowa ułomność Instytutu Pamięci Narodowej, który ma dwa piony. W jednym są placówki edukacyjne, badawcze, historyczne. Drugi jest pion prokuratorski, który ma to samo źródło finansowania, ale nie jest zależny organizacyjnie od władz IPN. Prokuratorzy IPN są niezależni i – tak jest w przypadku Jedwabnego – prowadzą własną politykę. W tej mierze postawa prokuratorów od kilkunastu lat jest skandaliczna. Oparli się bowiem w swych śledztwach na fałszywych przesłankach. Kontynuowali wnioski wysnute ze śledztw Urzędu Bezpieczeństwa stalinowskiej Polski. To nie były niezależne śledztwa, bo to samo UB zabijało żołnierzy wyklętych w sfingowanych procesach. W tym czasie śledztwa w sprawie Jedwabnego były fikcją polityczną, maskaradą. Paradoksem historii jest, że IPN odmówił nam wszczęcia śledztwa na podstawie nowych śladów, zeznań naocznych świadków i dowodów, do których dotarliśmy. We wnioskach w lutym i w marcu tego roku domagaliśmy się, aby Niemców uznać za sprawców, a Jana Tomasza Grossa, jako winnego przestępstwa z art. 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w którym jest mowa o zaprzeczaniu zbrodniom niemieckim. IPN odpisał nam, że nasze argumenty nawet nie zasługują na rozważenie. Wyśmiano nas. To bardzo smutne.

Ano właśnie. IPN prowadził śledztwa w latach 2002–2004. Wedle IPN rola Polaków – co najmniej czterdziestu mieszkańców Jedwabnego i okolic – była decydująca w realizacji zbrodniczego planu. Polacy byli wykonawcami zbrodni zainspirowanej przez Niemców. Prokuratorzy IPN przesłuchali 111 żyjących świadków.

Niestety, łatwo udowodnić, że nie byli to naoczni świadkowie. Ci ludzie słyszeli o zbrodni od babć, dziadków, znajomych, a często urodzili się wiele lat po pogromie w Jedwabnem. Jeszcze raz chce jednak podkreślić, że to są rezultaty śledztw pionu prokuratorskiego, a nie całego IPN. W niczym to jednak śledczych nie usprawiedliwia. Nie oparli się bowiem na naocznych świadkach i czerpali wiedzę z zakłamanego, zmanipulowanego śledztwa UB z czasów PRL. Mam na to dowody. Najgorsze, że od roku informujemy IPN o nowych dowodach historycznych, odnalezionych przez nas świadkach, prosimy o ich przesłuchanie, a prokuratorzy IPN na to nie reagują. Nie wiem, jak to nazwać.

Wraz z żoną odnalazł Pan naocznego świadka: Hieronimę Wilczewską. Twierdzi tak (cytuję dosłownie): „To nie byli żadne Polacy. Polacy byli tak samo gonione pod karabinem, jak i ci Żydzi. Jeśli pomagali to pod karabinami, pod strachem z karabinu. Może i był tam jaki ochotnik. Ale większość byłą ludzi zmuszonych, którzy ze strachu szli, pomagali. Pokazywali, gdzie ci Żydzi mieszkają. Niech powiedzą prawdę, że Polacy byli zmuszani pod karabinami. Zamordowali Niemcy”. Byli zmuszani czy nie?

Byli. To się potwierdza. Prokuratorzy IPN albo nie chcą, albo nie mogą dotrzeć do tych świadectw. Do Hieronimy Wilczewskiej, ale i do Stanisława Boczkowskiego dotarliśmy w 2013 roku. Także inne świadectwa naocznych świadków mówią, że Polacy pod groźbą śmierci byli zmuszani do wskazywania miejsc, gdzie mieszkają Żydzi, ich sąsiedzi, do pilnowania ich i zapędzenia do stodoły. Nie jest jednak możliwe, aby czterdziestu Polaków, młokosów z kijami, zapędziło kilkuset Żydów, zgromadziło ich na rynku i tymi samymi kijami wtłoczyło się do stodoły i podpaliło. Nie bądźmy dziećmi.

Przez trzy lata Hieronima Wilczewska i Stanisław Boczkowski nie zostali przesłuchani przez prokuratorów IPN?

Tak, trzy lata temu przeprowadziliśmy wywiady dziennikarskie. Nic tego nie zapowiadało, ale szybko zorientowaliśmy się, że są to fundamentalne odkrycia i świadkowie. Praca nad filmem „Jedwabne–Świadkowie–Świadectwa–Fakty” trwała dwa i pół roku, bo nie mówimy w nim tylko o zbrodni w Jedwabnem, ale także o czternastu tego samego rodzaju zbrodniach! Za każdym razem ludzi pochodzenia żydowskiego palono w drewnianych domach lub stodołach.

Metoda zbrodni była ta sama, bo komandem śmierci dowodził ten sam esesman, porucznik Hermann Schaper. Mordowali Żydów kolejno w: Wiźnie, Wąsoszu, Radziłowie, Jedwabnem, Łomży, Tykocinie, Rutkach, Piątnicy, Zambrowie...

Nie tylko ludność pochodzenia żydowskiego, ale i wielu Polaków zlikwidowano w ten sposób po 22 czerwca, po wejściu Niemców na tereny Polski okupowanej przez Sowietów, włączonych do zachodniej Białorusi. Do końca sierpnia komando Schapera szło od wioski do wioski i robiło to, co w Jedwabnem: rozstrzeliwało, ale najczęściej paliło w stodołach. Jedwabne – w którym sprawstwo zbrodni IPN przypisał Polakom – ma być od tego wyjątkiem? Absurd. Ten sposób mordowania był powszechny w Einsatzkommando. Tłumaczymy to dokładnie w naszym filmie. Nawarstwienie manipulacji historycznej jest głębsze, gdyż mówi się o okrutnych zbrodniach na zachodniej Białorusi i Ukrainie, przemilczając, że to były tereny Polski, zajęte przez Sowietów po 17 września 1939 roku.

Jak Pan tłumaczy, że prokuratorzy, dysponujący aparatem śledczym, nie potrafili dotrzeć do naocznych świadków, co udało się Panu?

Przypuszczam, że nie chcieli dotrzeć do wszystkich, dostępnych im materiałów. Powiem więcej: w tej chwili w zasięgu prokuratorów IPN są dokumenty dowodzące, że nie Polacy są autorami tej zbrodni.

Harold Zissman z Jedwabnego, na którego Pan się powołuje, napisał w pamiętniku o esesmanach: „Zagonili wszystkich Żydów do stodoły i podpalili. Ktokolwiek chciał stamtąd uciekać został skoszony seriami z pistoletów maszynowych”. Przecież Polacy nie mieli broni, tylko kije. Zissman jest niezwykle wiarygodnym świadkiem, bo nieprzychylnym Polakom. Wrócił do Jedwabnego z Armią Radziecką, z NKWD, a potem zwiał do Stanów Zjednoczonych. Na Niemców, jako sprawców tej zbrodni wskazuje także autor innego pamiętnika: Michael Maik.

Niczym w mantrze powrócę do śledztwa prokuratorów IPN–u. W 2001 roku przerwano w Jedwabnem ekshumację. Wydobyto wtedy szczątki ubrań, butów, rzeczy osobistych, które pokazujemy na filmie, ale także inne dowody rzeczowe, na przykład fragmenty pomnika Lenina.

Stanisław Boczkowski mówi, że Niemcy nie tylko bili Żydów z Jedwabnego, kazali im na rynku śpiewać, skakać i tańczyć, a także krzyczeć „Przez nas wojna” i rozebrać pomnik Lenina. Z rozbitego monumentu każdy miał dźwigać fragment do stodoły.

Te fragmenty przechowywane są w wejcherowskim magazynie gdańskiego Muzeum II wojny światowej. Proszę napisać tłustym drukiem, że prokuratorzy IPN z Białegostoku odmówili nam upublicznienia w filmie protokołów przekazania dowodów rzeczowych. Inaczej mówiąc: nie mogliśmy powiedzieć w filmie o tym, co wykopano, w jakich ilościach.

Jak Pan tłumaczy ten zakaz?

Prokuratorzy Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu białostockiego IPN mają prawo do niezależnych decyzji. Są one skandaliczne.

Przeciętny Polak nie odróżnia pionów w IPN. Wszystko idzie na konto tej instytucji. A wygląda na to, jakby pion prokuratorski był państwem w państwie. Byłoby to możliwe w Kanadzie, gdzie mieszka Pan od 26 lat?

Widzę tu analogię do Trybunału Konstytucyjnego, który w założeniu ma być gwarantem demokracji, a w praktyce zabezpiecza interesy tylko pewnej grupy ludzi. W Polsce jest to pozostałość nieszczęsnego układu komunistycznego. W Kanadzie nie byłoby to możliwe. Każda instytucja państwowa czy dotowana z funduszy społecznych, gdyby działała przeciwko interesom tego państwa i narodu, przestałaby istnieć w ciągu 48 godzin. Kanadyjczycy bardzo interesują się naszym filmem. Działamy w mediach polskojęzycznych. Na kanadyjskiej stacji kablowej prowadzimy z żoną magazyn informacyjny. Ludzie bardzo interesują się tym tematem i mam nadzieję, że znajdziemy pieniądze na zrealizowanie anglojęzycznej wersji filmu.

Ciągle montujecie swój film, uzupełniacie o kolejne fragmenty. Kiedy uzyska ostateczny kształt?

Jesteśmy umęczeni próbami dotarcia do prawdy, choćby do wspomnianych dokumentów IPN–u. To nie są czasy stalinowskie ani stan wojenny, tylko Polska Anno Domini 2016. Nie do wiary.

Na szczęście nowy prezes IPN, dr Jarosław Szarek nie ma wątpliwości: „Wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy, którzy wykorzystali w tej machinie własnego terroru pod przymusem grupkę Polaków”.

Jak najbardziej zgadzam się z tą opinią. Obawiam się jednak – obym był złym prorokiem, może się mylę, ale taka mam wiedzę – że prezes dr Jarosław Szarek nie jest zwierzchnikiem pionu prokuratorskiego w IPN. Ten pion może robić, co chce.

Jaka jest szansa dotarcia filmu do szerokiej widowni?

Nachalnie próbuję dobijać się do szefów Telewizji Polskiej. Kto jak kto, ale właśnie ta telewizja opłacana z kieszeni polskiego podatnika powinna ten film pokazać. Usiłujemy też znaleźć dystrybutora wersji DVD. Ten dokument powinien być pokazywany w polskich szkołach. Młodzi ludzie nie wiedzą, jak wyglądała okupacja, nie znają niuansów i dzięki temu mogą być manipulowani. Robimy, co możemy, aby ten film przebił się w Polsce.

* Wacław Kujbida, rocznik 1953, architekt po Politechnice Krakowskiej. Reżyser, publicysta, dziennikarz, badacz najnowszej historii Polski, realizator i autor radiowy, filmowy i telewizyjny, członek SDP. W 1979, po trzech latach współpracy z Radiem Kraków, odmówił wstąpienia do PZPR i nie dostał etatu. Wyemigrował do Kanady, gdzie mieszka od 26 lat. Wraz z żoną Elżbietą (biologiem po Uniwersytecie Jagiellońskim) prowadzą internetową telewizję „TV Niezależna Polonia”. W ottawskiej telewizji kablowej mają swój comiesięczny, polskojęzyczny program. Przez ostatnie dwa i pół roku realizowali film dokumentalny „Jedwabne–Świadkowie–Świadectwa–Fakty”. Obraz był pokazywany m.in. na ostatnim Festiwalu Niezłomni, Niezależni Wyklęci w Gdyni oraz na Festiwalu Filmu Niezależnego OKNO.

(Od Redakcji): Tekst publikujemy za zgodą Autora i stroną: http://www.sdp.pl/wywiady/13382,to-nie-jest-stalinowska-polska-dlaczego-wiec-nadal-nie-znamy-prawdy-,1476777429

Jan Nowak

Passau (Pasawa) – miasto trzech rzek na pograniczu Austrii i Niemiec, przez miejscowych określane mianem bawarskiej Wenecji (jako pierwszy tak Passau miał nazwać, okupujący ją Napoleon I Bonaparte). Na górujących nad miastem przeciwległych wzgórzach, od północy wznosi się zamek Veste Oberhaus, zaś na wzgórzu południowym klasztor i sanktuarium Mariahilf, gdzie obecnie posługę duchową sprawują częstochowscy Paulini. W zamku będącym do początku XIX wieku rezydencją biskupów, przez pewien czas podległą Austrii, biskupem był Piast, książę Władysław, syn Henryka Pobożnego (por. A. Nowak, Dzieje Polski 1202-1340, t. 2, Kraków 2015, s. 152). Z najwyższej z wież zamkowych można obserwować Ortsspitze – miejsce, w którym łączy się Dunaj, Inn i Ilz – każda z rzek na inny kolor zabarwia już szerzej rozlewający się Dunaj. Poniżej przy starym zabytkowym Ratuszu w Glasmuseum można znaleźć poloniki – kryształowe puchary króla Stanisława Leszczyńskiego, pięknie ozdobione w herby rodowe władcy i Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

W Passau znajdujemy nie tylko te skromne poloniki. W tej 55-tysięcznej miejscowości mieści się siedziba koncernu medialnego Verlagsgruppe Passau, która oprócz gazety codziennej Passaer Neuer Presse (założonej przez dra Hansa Kapfingera po II wojnie światowej, na podstawie licencji uzyskanej od Amerykanów), intensywnie działająca na rynku prasowym w Czechach i w Polsce, będąc właścicielem prasy regionalnej i tzw. kolorowej. Verlagsgrupe Passau obok Bauer-Verlag i Ringer Axel Springer, skupia w swoim rękach według różnych szacunków od 80% do 92% tytułów polskiej prasy. Jak do tego doszło?

Pierwsze wydanie Passaer Neuer Presse (PNP) ukazało się 5 lutego 1946 w nakładzie ok. 105 tys. egzemplarzy. Hans Kapfinger – represjonowany po dojściu Adolfa Hitlera do władzy – był idealnym kandydatem, który za pośrednictwem swojego dziennika mógł wesprzeć i promować amerykańską denazyfikację. Ideał słuszny, ale przeprowadzony przez filozofujących ideologów ze Szkoły Frankfurckiej (Frankfurter Schule) wprowadził w - i tak już nadwątlony idealizmem i narodowym socjalizmem - duchowy krwiobieg niemieckiej kultury: neomarksizm i nową lewicę. W ten sposób media z Passau - stały się ich tubą propagandową, wysuwając się na czele innych lewicujących niemieckich tytułów prasowych. W 1985 roku, w którym zmarł Kapfinger, PNP było już liderem na niemieckim rynku, posiadającym nowoczesne drukarnie, otrzymujące zamówienia na druk nie tylko z Niemiec, ale również Austrii.

Trzy lata później (w 1988) nowy szef PNP Franz Xaver Hirtreiter opracował strategię ekspansji gazety na Wschód (Europę Środkowowschodnią), co umożliwiły przemiany polityczno-społeczne w tej części Europy. Na początku PNP przejęła znaczną część prasy czeskiej, zakładając wydawnictwo Vltava Labe Presse (z czeskiego rynku koncern zaczął się wycofywać w 2015 roku). W 1991 PNP weszła na rynek austriacki, przejmując diecezjalne wydawnictwo w Linzu oraz udziały w Oberösterreichische Rundschau. Niepowodzeniem zakończyły się próby przejęcia rynku włoskiego (1998-2001) i słowackiego (od 1999-2009), gdzie na tym ostatnim oferowano zarówno prasę w języku słowackim, jak i węgierskim. Najbardziej interesujące – z naszego punktu widzenia - jest chyba przejęcie polskich mediów i, niestety, na tym gruncie bawarski wydawca może poszczycić się znaczącym sukcesem.

W 1994 roku PNP wykupiło od francuskiego koncernu Hersant-Gruppe, wycofującego się z polskiego rynku prasowego kilka regionalnych tytułów. Następnie, korzystając również z zaprzyjaźnionych, szwajcarskich i niemieckich koncernów prasowych, wydawca z Passau wykupił zdecydowaną większość prasy regionalnej, głównie na terenach należących do 1945 r. do III Rzeszy Niemieckiej. Czy można mówić tu o przypadku, kiedy grupy rewizjonistów niemieckich i tzw. „wypędzonych”, coraz częściej i głośniej mówią o powrocie tych ziem do Niemiec? Oczywiście, bawarski koncern przejął również tytułu na „rdzennie” polskich terenach, np. w Krakowie, Lublinie, Warszawie. W 2000 roku został powołany holding Verlagsgruppe Passau (VGP), którym od 2004 zarządzał dr Axel Diekmann, a następnie jego córka – Simone Tucci-Diekmann (od 2009). Rodzina Dieckmann skoncentrowała się na umocnieniu swoich wpływów głównie w Polsce, która stała się perłą bawarskiego koncernu– niczym kolonialne Indie w koronie Brytyjskiej.

verlagsgruppepassaumapaNa korytarzu przy hali, w której odbywają się cykliczne spotkania z gośćmi koncernu i jego czytelnikami, również w ramach Menschen in Europa, w głównej siedzibie Verlagsgruppe Passau w Pasawie przy ul. Medien Strasse 5, została zamieszczona mapa z mediami należącymi do tej firmy (zob. fotografia obok).

Obecnie VGP składa się z PNP-Gruppe i Polska Presse-Gruppe. Na PNP Gruppe składa się Passaer Neuer Presse GmbH, w skład której wchodzą: Neue Presse Zitungsvettriebs-GmbH, Donau-Isar-Bayerwald-Presse-GmbH, Donau-Wald-Presse-GmbH, Oberbayern-Presse-GmbH, Rottaler-Presse-GmbH, Alle Tage Verlags-GmbH, Neue Presse Unternehmensservice GmbH, Oberland-Presse-GmbH, Neue Presse Post GmbH, Neue Presse Multimedia GmbH, Passauer Neuer Media GmbH, Passauer Neue Presse Druck GmbH, Chiemgau Werbung und Vertrieb GmbH, Chiemgau Post GmbH, BGL-Medien GmbH. Koncern ma również udział spółce Funkhaus Passau GmbH, będącej właścicielem stacji radiowych: Unser Radio i Radio Galaxy oraz Unser Radio Deggendorf Programmanbieter Verwaltung – GmbH & Co. KG.

Jak widać, koncern z Passau stanowi potężne imperium medialne w południowej Bawarii, dysponujące nie tylko prasą i drukarniami, ale również pocztą i radiem. Ponadto wydaje on dwa bezpłatne dzienniki w sobotę i niedzielę dostarczane do skrzynek pocztowych odbiorców: Passaer Neuer Presse Kurier i Am Sonntag.

Polska Presse z siedzibą w Warszawie (jej szefową jest Dorota Staniek) wydaje dzienniki, prasę regionalną, motoryzacyjną, tzw. kolorową oraz portale internetowe. Są to następujące tytuły swoim zasięgiem obejmujące niemal całą Polskę: Dziennik Polski, Dziennik Bałtycki, Gazeta Wrocławska, Gazeta Krakowska, Dziennik Zachodni, Co gdzie, Głos Wielkopolski, Ale gratka.pl. Darmowe ogłoszenia drobne, Dom gratka.pl; Express ilustrowany; Motto gratka.pl, Polska The Time, Tele magazyn, Praca gratka.pl, Dziennik Łódzki, Motofakty.pl. Wszystko o samochodzie, Moto salon, Nasza historia, Ekstraklasa.net, Natablicy.pl, Nasze miasto, Autogiełda Wielkopolska, Wiadomości 24. Pl, Gratka.pl, E-budownictwo.pl, Polski Kurier, Langloo.com, Express ilustrowany. TV pilot, Kurier Lubelski Moto Express, Moto Jarmark, Jarmark oraz media regionalne: Nasze Miasto (w wydaniach dla Warszawy, Katowic, Trójmiasta, Wrocławia, Krakowa, Poznania, Łodzi, Bielsko-Białej i Leszna), Teraz Białystok (w mutacji dla: Gorzowa, Kielc, Koszalina, Opola, Radomia, Rzeszowa, Słupska, Torunia oraz Moje Miasto (wydawane w: Lublinie, Szczecinie, Zielonej Górze), Dziennik Wschodni, Echo Dnia, Gazeta Codzienna Nowiny, Gazeta Lubuska, Gazeta Pomorska, Gazeta Współczesna, Kurier Poranny, Nowa Trybuna Opolska, Tygodnik Ostrołęcki oraz Głos – Dziennik Pomorza w trzech lokalnych wydaniach: koszalińskim, pomorskim i szczecińskim.

VGP osiąga ponad 4,9 miliona jednorazowego nakładu, ma ponad 9 milionów czytelników. Koncern co roku odnotowuje wzrost swojego dochodu: w 2012 zarobił 251,3 milionów Euro, rok później: 262,1 mln Euro, zaś w 2014: 293,7 mln Euro. Ile z tych sum – przecież w znacznej części osiągniętych ze sprzedaży prasy polskim czytelnikom – pozostaje w kraju? Zasila np. polskie szkoły lub domy dziecka?

W rozmowie z pewnym Niemcem, dumnym z potęgi koncernu (ma do tego prawo), zapytałem, czy to, że media w Polsce należą do niemieckiego właściciela, nie przekłada się to na ich obiektywizm, na kształtowanie obustronnych relacji i wzajemnego sąsiedzkiego postrzegania? Otrzymałem odpowiedź, że nie! Należące do PNP media w Polsce mają miejscowe redakcje, które w doborze materiałów i polityki wydawniczej są niezależne od niemieckiej matki – przekonywał mnie mój rozmówca! Czy faktycznie tak jest? Czy w takich redakcjach opublikowano by tekst, który poddawałby krytyce (pomijam kwestię, czy byłby zasadny, czy nie) np. politykę emigracyjną kanclerz Merkel? Wówczas mój rozmówca, uznał, że musi być zachowana kontrola (faktycznie PNP jest orędownikiem migracyjnej polityki kanclerz Merkel). Z czym mamy więc do czynienia? Czy tylko z relatywizmem poznawczym i moralnym promowanym przez nową lewicę? A może walką o „rząd dusz” i drenaż ekonomiczny nadwiślańskiej kolonii? Nasuwa się więcej, bynajmniej nie retorycznych pytań:

Czy media te nie kształtują podstaw społecznych w Polsce? Czy faktycznie nie są tubą propagandową dla ich niemieckich właścicieli? Czy mogą pozwolić sobie na niezależność oraz na bezstronne i obiektywne przekazywanie prawdy, np. w sprawie obecnej polityki emigracyjnej w RFN, jej następstw i konsekwencji, również w niemieckim społeczeństwie? Podobno kapitał nie zna granic i narodowości. Czy jednak w przypadku konfliktu interesów (nawet nie tych militarnych), można zagwarantować bezstronność i obiektywizm polskojęzycznym mediom? Czy jest on możliwy w dobie stanowczej polityki rozgrywających w UE, czyli głównie Niemiec? A nawet agresywnej polityki historycznej naszych nie tylko Zachodnich sąsiadów? Czy przejęcie i zarządzanie mediami w Polsce oprócz ekonomicznego wymiaru, nie jest przede wszystkim „piątą kolumną” niemieckiego propagandowego zabezpieczenia? Pozwala to na kreowanie pedagogiki wstydu i antypolskich mitów (np. o rzekomych „polskich” nazistach (Nazi) lub rzekomych „polskich” obozach koncentracyjnych, rzekomym „polskim „antysemityzmie), przy równoczesnym wybielaniu faktycznych sprawców ludobójstwa, czyli Niemców. Oczywiście, media mogą zabezpieczać nie tylko politykę historyczną, ale również interesy ekonomiczne, lobbując na rzecz niemieckich koncernów i firm.

Niemcy chętnie powtarzający znane stereotypy o Polakach, ich gospodarce, często mają jednak świadomość, że Polacy są pracownikami dobrze wykwalifikowanymi, zdyscyplinowanymi i pracowitymi. Wykorzystując stosunkowo wysokie bezrobocie w Polsce, mają możliwość pozyskania tańszego pracownika niż za Odrą. Geograficzne położenie Polski pozwala na szybki i dogodny transport produkowanych podzespołów, które następnie w większości z powrotem trafiają do Polski jako produkt finalny. Czy jesteśmy niemiecką kolonią? Rezerwuarem taniej siły roboczej i rynkiem zbytu, często towarów, które na Zachodzie nie znajdują już nabywców, lub musiałyby zostać znacznie przecenione, nawet poniżej kosztów produkcji? Czy omawiane media nie stają na straży tego status quo? Czy zatem nie jest konieczna ich repolonizacja? Czy powinna one zupełnie zniknąć z polskiego rynku? Wybór należy do Czytelników, ale również do decydentów, których obowiązkiem jest troska o to, co stanowi wyznacznik życia społecznego, kulturowego i ekonomicznego. Bez własnych i powszechnych mediów nie będziemy mogli podjąć obiektywnej i twórczej debaty o tym, co jest najważniejsze oraz podjąć ważnych zmian i reform.

Józef Goebbels – doktor filozofii – jako jeden z pierwszych, obok Lenina, dostrzegł moc propagandy i negatywnego oddziaływania mediów. Dysponując tylko prasą i radiem oraz dopiero co rozwijającym się kinem, potrafił przekonać wielu swoich rodaków do aktywnego poparcia Hitlera. Mawiał, że kłamstwo, powtórzone wielokrotnie, staje się prawdą. Można rozgrywać ludzi i nastawiać ich przeciwko sobie. Taki proces nie jest tylko historią z pierwszej połowy XX wieku.

Dzieje się on również na naszych oczach, gdy wmawia się Polakom, że rządy PIS-u są dla nich zagrożeniem, a przeprowadzane przez rząd reformy, nie prowadzą do sanacji spauperyzowanego kraju. Niemieckie media i ich polskojęzyczne odpowiedniki w kraju nie mogą sobie podarować, że Polska wyrywa się z programu ucywilizowania Europy według programu nowej lewicy (ostatnio proces ten zarysował Bronisław Wildstein w swoim artykule Cywilizowanie polskich Irokezów, „wSieci” 25 kwietnia – 1 maja 2016, s. 60-62). W tym to „cywilizowanym” świecie tradycja, patriotyzm i wiara katolicka, stanowią anachronizmy, które należy jak najszybciej odrzucić. W ten sposób Polska staje się ponownie przedmurzem walki o łacińską (a nie – europejską) cywilizację. Cywilizacja łacińska – doprecyzujmy – wyrosła z greckiej filozofii, rzymskiego prawa i chrześcijańskiej religii (zasadniczo rzymsko-katolickiej) i stanowi jej twórczą kontynuację.

Podczas niemieckiej okupacji prasę wydawaną przez Niemców i kolaborantów określano mianem: „gadzinowej”, używając jej głównie do pakowania śledzi. Dziś, jeżeli Polacy przestaliby ją kupować, Niemcy, ponosząc straty, szybko wycofaliby się polskiego rynku. Nie dajmy się rozgrywać przez „obcych”, działających zgodnie ze starą rzymską regułą: „dziel i rządź”. Pamiętajmy, że ten, kto ustala znaczenie słów, ich interpretację, ten naprawdę rządzi! Koncern VGP został wyparty ze Słowacji i Włoch, ograniczono jego wpływy również w Czechach. Czas na repolonizację mediów w Polsce.

W imię polskiego patriotyzmu czas rozpocząć skuteczny, masowy, powszechny bojkot niemieckich mediów dla Polaków!

szymonhuptys1Szymon Huptyś*

W 1999 r., za rządów Jerzego Buzka i koalicji AWS-UW przeprowadzono reformę oświaty. System 8 + 4/5 zastąpiono systemem 6 + 3 + 3/4. Innymi słowy – wprowadzono gimnazja. Ich dni są jednak policzone. Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów z hasłem likwidacji gimnazjów. Polacy zagłosowali za tym programem. Teraz partia rządząca przystępuje do realizacji postulatów. Skąd zatem zamieszanie?

Idea, która stała za wprowadzeniem gimnazjów brzmiała pięknie. Dzieci z podstawówek w małych miejscowościach miały dzięki nim zwiększyć swoje szanse na kontynuację nauki w elitarnym liceum. Psychologowie jednak przestrzegali: wyodrębnianie gimnazjów jest wyodrębnieniem młodych osób w „najtrudniejszym” momencie okresu dojrzewania.

Po pierwsze – wychowanie

Jestem przedstawicielem czwartego rocznika absolwentów gimnazjów. Na własnej skórze przeżyłem więc wyrwanie ze środowiska rówieśniczego po VI klasie podstawówki – wtedy, gdy zaczęły się zawiązywać pierwsze poważne przyjaźnie! Poza tym, niejeden młody człowiek po „wrzuceniu” w nowe towarzystwo, próbuje nowym znajomym zaimponować, przez co przychodzą mu do głowy niekiedy głupie i niebezpieczne pomysły. Nie jest przypadkiem, że przestępczość w gimnazjach jest tak wysoka – zwłaszcza ta odnosząca się do przemocy i narkotyków.

Po drugie – nauka

Wprowadzenie gimnazjum pociągnęło za sobą skrócenie liceum ogólnokształcącego. Najpierw starano się „zmieścić” program z czteroletniego ogólniaka w trzy lata, ale potem stwierdzono, że to i tak niewykonalne, więc należy w ogóle zrezygnować z dotychczasowej formuły liceum. W obecnym systemie ostatnim ogólnokształcącym etapem nauki jest właśnie gimnazjum, które trwa... 4 lata – ostatni rok cyklu programowego gimnazjów realizuje się w 1. klasie szkoły ponadgimnazjalnej, co wprowadza nieopisany chaos. Potem brakuje już czasu na spokojne pogłębianie wiedzy i liceum staje się kursem przygotowującym do matury. Matury, której poziom radykalnie przez ostatnie lata się obniżył. Reforma oświaty połączona z postawieniem większych wymagań przed dorastającym człowiekiem jest koniecznością.

Histeryczne reakcje

Związek Nauczycielstwa Polskiego w 1999 r. protestował przeciwko wprowadzaniu gimnazjów. W 2016 r. protestuje przeciwko ich likwidacji. Na takiej działalności związkowców, na których czele stoi sympatyzujący z KOD-em p. Sławomir Broniarz, najbardziej cierpi wizerunek nauczycieli. Tych nauczycieli, którzy nie chcą wdawać się w partyjno-polityczne przepychanki, tylko którzy chcą rzetelnie i sumiennie uczyć i wychowywać młodych Polaków.

Totalna opozycja zwietrzyła swoją szansę. Próbuje się podpiąć pod te protesty i coś dla siebie ugrać. Wątpliwe jednak, by było to możliwe, gdyż większość rodziców popiera powrót do systemu 8 + 4/5.

Posłanka PO Kinga Gajewska ostatnio bardzo intensywnie komentuje (m. in. na Twitterze) kwestię wygaszania gimnazjów. W jednym kuriozalnym wpisie stwierdziła, że należy zachować gimnazja, bo te „istniały już w starożytności”. W innym – popełniła błąd ortograficzny. Czy trzeba coś dodawać?

* Autor to krakowski językoznawca, doktorant UJ, należy do Forum Młodych Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie.

ewakurekEwa Kurek*

Od wielu już lat mówię i piszę o zgubnych dla społeczeństwa polskiego skutkach pedagogiki wstydu, która poprzez wzbudzanie poczucia w nas winy za wyimaginowane przestępstwa jest najprostszym i najpewniejszym sposobem do zastraszenia społeczeństwa i wprowadzenia go w stan, od lat nazywany przeze mnie mało elegancko skundleniem. Pedagogikę wstydu stosują wobec Polaków media i władze od roku 1989, co w przyszłości powinno stać się przedmiotem badań historyków. Bo komunistom z czasów PRL-u można zarzucić wszystkie możliwe zbrodnie z wyjątkiem tej, że nigdy nie wpadli na pomysł zawstydzania Polaków i wzbudzania w nas poczucia winy za niepopełnione zbrodnie.

Stosowana wobec Polaków w wolnej Polsce pedagogika wstydu ma różne odcienie. Od wmawiania nam, że Polska to brzydka panna na wydaniu, która nie powinna kaprysić i przyjmować wszystko to, co zaoferują jej zachodni konkurenci, po zawstydzanie Polaków wyimaginowanymi czynami przodków. Według kanonu historycznej pedagogiki wstydu po roku 1989, Polacy mieli się wstydzić za Powstanie Warszawskie, bo powstańcy mordowali głównie Żydów; za Żołnierzy Wyklętych, bo byli zwykłymi bandytami; ale powinni się wstydzić przede wszystkim wyssanego z mlekiem matki antysemityzmu, na który jednym z najważniejszych od 15 lat „dowodem” jest zamordowanie w stodole w Jedwabnem 1600 Żydów.

Główną cechą skundlonych ludzi i społeczeństw jest wszechogarniający strach. Zakompleksieni, przestraszeni Polacy mieli zapomnieć o swojej historii, religii, kulturze i tradycjach. Mieli wtopić się w europejską bezwolną masę, rządzoną przez lewackie europejskie łże-elity. Zbieranie podpisów pod projektem, którego celem jest zmuszenie państwa polskiego do przeprowadzenia rzetelnych badań historycznych z ekshumacją w Jedwabnem włącznie, odsłoniło stan skundlenia społeczeństwa polskiego. Ku mojej osobistej wielkiej radości okazuje się, że stosowana od roku 1989 wobec Polaków pedagogika wstydu przez te wszystkie lata miała bardzo ograniczony zasięg. Na wstydliwych i zastraszonych obywateli z nielicznymi wyjątkami dały się wychować jedynie kręgi dziennikarskie, polityczne, urzędnicze i uniwersyteckie, które boją się dziś podjęcia decyzji o ekshumacji w jedwabińskiej stodole. Pozostała większość zwykłych obywateli serwowaną im przez te wszystkie lata pedagogikę wstydu na szczęście puszczała mimo uszu, czego najlepszym dowodem są napływające codziennie z całej Polski, od Szczecina po Przemyśl i od Opola po Białystok podpisane arkusze z żądaniem od władz Polski przeprowadzenia w Jedwabnem ekshumacji, która rozpocznie rzetelne badania historyczne i zdemaskuje jedwabińskie kłamstwo. My, Polacy, jesteśmy twardym narodem. Znamy swą wartość. Skundlenie, czyli wszechogarniający strach, nie jest na szczęście naszą cechą narodową. Strachy na Lachy, jak powiada przysłowie, więc pedagogice wstydu pokazujemy wilcze kły. Niech już tak zostanie na wieki.

Klasycznym przedstawicielem środowisk, które poddały się pedagogice wstydu, jest przestraszony dziennikarz Tadeusz Płużański, który w sprawie ekshumacji w Jedwabnem powiedział: Nie wyobrażam sobie, aby państwo polskie chciało wejść w otwarty konflikt ze środowiskami żydowskimi (…) Musimy dobrze zastanowić się, czy chcemy sprawę kontynuować, narażając się jednocześnie na atak (…) Czy warto dawać środowiskom żydowski do ręki tak potężny oręż.

jcwmwoPo pierwsze, pan redaktor Płużański musi odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo ma na myśli, mówiąc o otwartym konflikcie ze środowiskami żydowskimi i czyjego ataku boi się, skoro religijni Żydzi z Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie oraz rabini z Gdańska, Bostonu i Poczdamu, znawcy żydowskiego prawa i żydowskiej religii twierdzą, że ekshumacja w Jedwabnem jest konieczna. Żydowski ateista z masońskiego Żydowskiego Stowarzyszenia B’nai B’rith w Polsce, prof. Jan Woleński też nie zamierza atakować. Nie jest wprawdzie zachwycony pomysłem, ale oświadcza: Nie mam nic przeciwko ekshumacji, skoro wrażliwcy koniecznie tego potrzebują dla pełnego wyjaśnienia wydarzeń w Jedwabnem i w okolicznych miejscowościach (fot: YouTube).

Inni natomiast Żydzi wespół z Polakami w wielkiej zgodzie, współpracy i bez rozgłosu po prostu ekshumacje żydowskich szczątków w Polsce przeprowadzają. Dla przykładu, jesienią 2015 r. w Ostrowcu Świętokrzyskim firma Labrys Urszuli Jedynak przeprowadziła ekshumację szczątków cadyka Jehudy Lejby Halstuka, bowiem mieszkający w Londynie wnuk cadyka postanowił pochować szczątki zmarłego w 1928 r. dziadka w Izraeluii. Jedynymi środowiskami na niby „żydowskimi”, z którymi na pewno wejdzie w konflikt państwo polskie w wypadku decyzji o ekshumacji w Jedwabnem, jest są środowiskoa skupione wokół Jerzego Urbana, „Gazety Wyborczej”, Tomasza Grossa, TVN oraz prawdopodobnie Muzeum Żydów Polskich. Tyle tylko, panie redaktorze, że to nie są Żydzi! Być może przodkowie niektórych spośród tych osób byli Żydami, ale sto lat temu zostali przez swoje żydowskie rodziny wyklęci za komunizm i w chwili obecnej to już nie są żadni Żydzi, lecz bolszewicy naszego rodzimego polskiego chowu. Środowiska te przed laty doskonale oceniła polska Żydówka, zmarła zacna i mądra Judyta Kestenberg. Pochodziła z żydowskiej rodziny ze Stanisławowa, została profesorem na uniwersytecie w Nowym Jorku i na temat Urbana i jemu podobnych powiedziała: „Ten Urban jest jednak głupi. Ale ten wasz Urban też jest mądry. Skoro dla Polaków wydaje gazetę, skoro Polacy ją czytają, to znaczy, że zarabia na Polakach niemałe pieniądze. Tak czy siak, mądrego czy głupiego, weźcie sobie Polacy tego Urbana. Skoro go tak wychowaliście, skoro czytacie jego gazetę, weźcie go sobie. Po pierwsze, my, Żydzi, dość mamy mądrości i głupoty w swoim narodzie, a po drugie, cóż ten Urban może mieć z nami, Żydami, wspólnego? On nie jest żydowski, my nie czytamy jego gazet!”

Warto też pamiętać, że wspomniane wyżej niby „żydowskie” lewackie środowiska w Polsce dawno osiągnęły już szczyt absurdu, bowiem od antysemitów wymyślają dziś Żydom, którzy mówią i piszą prawdę o stosunkach polsko-żydowskich. Tak więc, panie redaktorze Tadeuszu Płużański, w wypadku podjęcia decyzji o ekshumacji w Jedwabnem państwo polskie nie wejdzie w otwarty konflikt ze środowiskami żydowskimi, lecz z naszymi rodzimymi polskimi lewakami, dla których jedwabińskie kłamstwa są ważnym elementem stosowanej wobec Polaków pedagogiki wstydu. A ze środowiskiem lewackim państwo polskie wcale nie musi wchodzić w konflikt. Ten konflikt trwa nieustannie już od dziesięcioleci.

Po drugie, redaktor Tadeusz Płużański, zastanawiając się, czy warto „dawać środowiskom żydowskim do ręki tak potężny oręż” w postaci ekshumacji w Jedwabnem, myli przyczyny ze skutkami. Prawda bowiem jest taka, że to właśnie wstrzymanie w 2001 rokur. ekshumacji i badań historycznych uwiarygodniło kłamstwa Tomasza Grossa na temat Jedwabnego, a tym samym dało rodzimym lewakom i niektórym środowiskom żydowskim oraz Niemcom oręż do walki z Polską i Polakami. Dla wspomnianych wcześniej rodzimych polskich lewaków Jedwabne było i jest doskonałym narzędziem serwowania Polakom pedagogiki wstydu; dla nieprzychylnych Polsce środowisk żydowskich Jedwabne było i jest doskonałym narzędziem przedstawiania na świecie Polski jako kraju największych na świecie antysemitów; dla Niemców zaś było i jest Jedwabne narzędziem, które kreuje Polaków na wspólników współodpowiedzialnych dokonanego przez Niemców ludobójstwa zagłady Żydów. Ekshumacja szczątków Żydów zamordowanych w Jedwabnem i przeprowadzenie rzetelnych badań historycznych nad wydarzeniami z lipca 1941 raz na zawsze wytrąci lewakom, Niemcom i nieuczciwym Żydom oręż do walki z Polską i Polakami.

Po trzecie i najważniejsze, panie redaktorze Tadeuszu Płużański, sam przestraszony, straszy pan Polaków i roztacza przed rodakami straszną wizję skutków rozpoczęcia ekshumacji w Jedwabnem, mówiąc, że w razie ekshumacji, do miasteczka zjadą dziesiątki rabinów, dziennikarze z całego świata z dziennikarzami z „New York Timesa” włącznie. Więcej odwagi, panie redaktorze. Na przestrzeni ponad tysiąca lat swego istnienia Polska i miasteczko Jedwabne wyszło obronną ręką z większych i bardziej niebezpiecznych najazdów niż ewentualny najazd rabinów i dziennikarzy. A tak naprawdę, proszę mi wierzyć, panie redaktorze Tadeuszu Płużański., Żżadnych najazdów na Jedwabne w czasie ekshumacji nie będzie. Polscy lewacy z Adamem Michnikiem na czele oraz Tomasz Gross i lansujący po świecie jedwabińskie kłamstwo żydowscy dziennikarze z dziennikarzami „New Yorks Times’a” włącznie nie są głupi. Z lękiem śledzą dziś naszą dyskusję i proces zbierania podpisów pod żądaniem ekshumacji, bowiem oni jedni najlepiej wiedzą, że zbudowana na kłamstwie jedwabińska piramida sypie się, a sukces projektu ekshumacji oznacza dla nich wielką światową kompromitację. Zrobią więc wszystko, aby wyniki ekshumacji w Jedwabnem i objawiona dzięki ekshumacji prawda historyczna nie przekroczyłay granic Polski. Wyniki ekshumacji będziemy musieli upowszechniać w świecie sami i sami będziemy musieli zadbać o to, aby Tomasza Grossa spotkał taki sam los, jaki przed laty spotkał kłamcę Beniamina Wiłkomirskiego; jego którego konfabulacje o żydowskich przeżyciach z czasów wojny w Polsce zdemaskował młody szwajcarski historyk. Beniamin Wiłkomirski z powodu kompromitacji od wielu lat nie opuszcza swego mieszkania w Zurychu. Jestem pewna, że dzięki ekshumacji w Jedwabnem, ze światowej dyskusji o dziejach stosunków polsko-żydowskich raz na zawsze zniknie polskie lewactwo i amerykańscy Żydzi z Tomaszem Grossem na czele. Pytanie tylko, czy skompromitowanego profesora zechce zatrzymać w swoim gronie amerykański uniwersytet w Princeton. Ale tę sprawę muszą już załatwić sami Amerykanie. Tak więc, panie redaktorze Tadeuszu Płużański, strach ma wielkie oczy. Bać powinni się dziś kłamcy, ale nie my.

* Autorka jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie historii. Tekst ukazał się na łamach tygodnika "Warszawska Gazeta". Publikujemy go za zgodą p. dr Ewy Kurek, dziękujemy.

adamzyzmanAdam Zyzman

Odbywające się w różnych miastach Polski protesty lewicowego Związku Nauczycielstwa Polskiego przeciwko reformie systemu oświaty w naszym kraju są kolejną próbą wyciagnięcia na ulice mniejszych lub większych grup ludzi w proteście przeciwko rządowi. Bez względu na zasadność podnoszonych argumentów, w imię których organizowane są protesty. I znów, jak w przypadku aborcji, organizatorzy uciekają się do oszustwa wmawiając nauczycielom i rodzicom, że reforma polegająca na likwidacji gimnazjów spowoduje utratę miejsc pracy przez tysiące nauczycieli.

Oszustwo to powtarzane jest także przez media sprzyjające protestującym i nie trafiają do nikogo argumenty, że ilość uczniów i oddziałów klasowych w całym systemie oświaty nie ulega zmianie, a więc nie zmienia się ilość nauczycieli potrzebnych do nauczania tej samej ilości uczniów. Co najwyżej będą musieli zmienić miejsce zatrudnienia – część przejść do szkół podstawowych, a część do liceów. Jedynymi, którzy coś tracą na tej reformie to dyrektorzy gimnazjów, którzy nadal pozostają jednak nauczycielami.

Co jednak sprawia, że ZNP decyduje się na organizację protestów w obronie dyrektorskich stołków? Chyba tylko niechęć do jakichkolwiek zmian inicjowanych przez prawicę! Tak się bowiem składa, że znalazłem ostatnio w swoim komputerze teksty pisane przed 17 laty dla „Tygodnika AWS”, który to tygodnik opisywał protesty tegoż samego ZNP, pod przywództwem tegoż samego Sławomira Broniarza, przeciwko reformie ministra Handkego i wprowadzeniu w Polsce… gimnazjów! Wygląda więc na to, że tradycyjnie, bo lewicowo „postępowa organizacja nauczycielska” jest tak naprawdę konserwatywna i chronicznie boi się jakichkolwiek zmian w sferze systemu oświaty, upatrując w tym zagrożenia dla swych interesów bez względu na to, czy są to interesy młodych nauczycieli, czy też dyrektorów szkół, jak w tym wypadku. Z resztą wydaje się, że młodzi nauczyciele nie są w ogóle w sferze zainteresowania „postępowego” związku, gdyż nie było słychać o protestach organizowanych przez ZNP w obronie nauczycieli powszechnie zatrudnianych w prywatnych i prywatyzowanych szkołach z pominięciem Karty Nauczyciela. Dopóki proceder niszczenia szkół w gminach wiejskich preferowany był przez władzę PO-PSL i władze samorządowe, Związek Nauczycielstwa Polskiego nie dostrzegał zagrożenia dla nauczycieli, a najważniejszym problemem organów Związku było… noszenie przez młodzież w szkole ubiorów z patriotycznymi napisami.

A więc w sytuacji, gdy coraz trudniej trzymać się tradycyjnych podziałów na prawicę i lewicę, można powiedzieć, że zachwianiu ulegają też przypisywane tym ugrupowaniom cechy i polska lewica tak boi się jakichkolwiek zmian, że zasługują na miano konserwatystów, podczas, gdy zwolennikami zmian odpowiadających na wyzwania nowych czasów są w naszym kraju środowiska prawicowe, które nie tylko zdecydowane są zmiany wprowadzać, ale także nie mają oporów, by uczciwie przed społeczeństwem przyznać się, że jedno czy drugie działanie było błędem, jak w tym wypadku gimnazja, i trzeba się z nich jak najszybciej dla dobra kraju i jego mieszkańców wycofać.

A co w takich wypadkach robi lewica? A, no to, co znamy z minionych lat, czyli ogłasza, że to właśnie te błędy są „postępem”, a każdy kto je głośno krytykuje jest „wrogiem ludu, czy ustroju”, a najlepiej „faszystą”, w najłagodniejszej zaś formie… „konserwatystą”!

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

Przesyłam Państwu zdjęcia z 1 października 2016 roku - dnia inauguracji kolejnego, 653. roku akademickiego na Uniwersytecie Jagiellońskim i serdecznie pozdrawiam: https://goo.gl/photos/HkzdFF6xurBDfJFw9

20161001ak1Vivat Academia, vivant professores!
Vivat Academia, vivant professores!
Vivat membrum quodlibet, vivant membra quælibet,
semper sint in flore, semper sint in flore!

Niechaj żyje Akademia, niech żyją profesorowie,
Niechaj żyje Akademia, niech żyją profesorowie,
niechaj żyje każdy z nas, niechaj żyją wszyscy,
niechaj kwitną zawsze, niechaj kwitną zawsze!