Przeskocz do treści

Pogoda w Krakowie / Jak się ubrać i czy będzie padać? 😉

https://meteo.imgw.pl/?model=gfs&loc=krak%C3%B3w_krak%C3%B3w

Rozkład jazdy MPK w Krakowie, bo przydaje się codziennie... 😉

http://rozklady.mpk.krakow.pl / http://krakow.jakdojade.pl

Wolność w sieci / Wartość, która nie może zaginąć...

https://www.krakowniezalezny.pl/tag/wolnosc-w-sieci

2 października 1413 roku zawarto unię horodelską potwierdzającą ścisły związek między Polską i Litwą. Unia potwierdzała wspólną politykę obu państw, wprowadziła instytucję odrębnego wielkiego księcia na Litwie wybieranego przez króla Królestwa Polskiego za radą i wiedzą bojarów litewskich oraz panów polskich, wspólne sejmy i zjazdy polsko-litewskie, urzędy wojewodów i kasztelanów na Litwie, a litewską szlachtę katolicką zrównała z polskimi rodami. 2 października środowiska kresowe obchodzą Dzień Jedności Kresowian.

2 października 1870 roku Rzym został stolicą zjednoczonych Włoch. Rzym (wł., łac. Roma) to stolica i największe miasto Włoch, położone w środkowej części kraju nad rzeką Tyber (a nie Tybr!) i Morzem Śródziemnym. Centrum administracyjne ma powierzchnię 1287 km2 i liczbę ludności 2 868 104, będąc czwartym co do wielkości miastem Unii Europejskiej. Miasto metropolitalne Rzym utworzone z terenów byłej prowincji o tej samej nazwie ma 4 331 856 mieszkańców. Rzym jest również stolicą regionu administracyjno-historycznego Lacjum (Lazio). Rzym od starożytności znany jest jako Wieczne Miasto (łac. Roma Aeterna), a także „stolica świata” (łac. caput mundi – dosłownie „głowa świata”).

2 października 1938 roku wojska polskie wkroczyły na odzyskane przez Polskę Zaolzie, zajmując jednocześnie leżącą dotychczas na Słowacji a zamieszkałą przez Polaków ziemię czadecką aż pod przedmieścia miejscowości Czadca. Podczas zajmowania Zaolzia doszło do konfliktów z Niemcami, którzy chcieli uzyskać niektóre tereny na Zaolziu – węzeł kolejowy i stację w Boguminie, lecz Polacy wyprzedzili żołnierzy niemieckich. 9 grudnia 1938 r. wojska polskie opuściły wieś Morawka, zwracając ją zarazem Czechom i ustalając ostateczny kształt granicy na Zaolziu. Fakt ten, jak również wcześniej dokonane korekty anektowanych obszarów w gminach Rychwałd (oddano 2 ha z 10 mieszkańcami) oraz Szobiszowice czy Dolne i Górne Domasławice (łącznie oddano Czechom 8,87 km2), świadczy o dobrej woli i obiektywizmie strony polskiej, która nie zagarnia „cudzego” i sięga tylko po należne jej obszary. Zajęte tereny Zaolzia i ziemi czadeckiej zostały włączone do powiatów frysztackiego i cieszyńskiego województwa śląskiego.

2 października 1979 roku papież Jan Paweł II wygłosił przemówienie na forum ONZ w Nowym Jorku. Tematem przemówienia była godność osoby ludzkiej, która jest fundamentem sprawiedliwości i pokoju. Papież poddając analizie współczesną cywilizację podkreślił, iż przyczyniła się ona do rozwoju dóbr materialnych z równoczesnym zepchnięciem na margines duchowego wymiaru ludzkiej egzystencji. Jan Paweł II mówił: „Postęp ludzkości musi się mierzyć nie tylko rozwojem nauki i techniki, w czym uwidacznia się wyjątkowa pozycja człowieka w przyrodzie, ale równocześnie, a nawet bardziej jeszcze prymatem wartości duchowych i rozwojem życia moralnego” (za: janpawel2.pl, fot. personalizm.pl).

(opr. na podstawie Wikipedii)

Przygotujmy się na bardzo brutalną kampanię, w której trzeba będzie odróżnić dobra od zła – mówi europoseł Solidarnej Polski Beata Kempa w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Czy wiąże pani duże nadzieje w związku z wygraną Braci Włochów?

Beata Kempa: Bardzo się cieszę, że wygrała demokracja. Włosi oparli się na ostatniej prostej próbie zewnętrznej ingerencji w demokrację we Włoszech, a mówię tu o wypowiedzi Ursuli von der Leyen. Obywatele oparli się swoistemu szantażowi. Bardzo się z tego powodu cieszę, ale również z faktu, że wygrała wiarygodność. Giorgia Meloni od początku była bardzo autentyczna i wiarygodna. Postawiła na mocny fundament prawicowy i chrześcijański, i to wygrało.

Co się zmieni w Europie?

Uważam, że pojawia się nowy trend, który jest odpowiedzią na nieodpowiedzialną politykę liberałów i socjalistów, którzy rządzą w sposób antydemokratyczny. Rządy tej grupy doprowadziły do gigantycznego kryzysu migracyjnego, który szczególnie dotknął Włochy. Podobnie było w Szwecji. Mamy coraz więcej państw, w których do głosu dochodzą konserwatyści, dlatego myślę, że niebawem nastąpi silne wzmocnienie prawicy w Europie.

Czy w pani ocenie przewodnicząca KE odpowie za swoją wypowiedź?

We wtorek odbyło się posiedzenie grupy EKR, gdzie oprócz gratulacji na dla naszych włoskich partnerów, rozmawialiśmy bardzo ostro na temat słów Ursuli von der Leyen. To był bardzo groźny szantaż i trzeba to mówić wprost. Okazało się, że jeśli w Europie będzie się działo coś inaczej, niż chcą tego Niemcy i liberałowie, to takie państwa będą karane. Przypomnijmy sobie, co mówiła wiceprzewodnicząca PE Katarina Barley o zagłodzeniu Polski i Węgier, lub co wygadywał Frans Timmermans i jakie działania podejmował wobec naszego kraju. Brukselskie elity odkryły swoje macki, którymi chcą konstruować nową Europę. Naszą rolą jest to zatrzymać. Nie chcemy federalistycznej Europy pod hegemonią Niemiec, tylko równą dla wszystkich państw członkowskich wspólnotę.

W jaki sposób w przyszłym roku KE może ingerować w polskie wybory?

Bądźmy świadomi jednej rzeczy. Musimy wiedzieć, że będzie niebywale zmasowany atak na polską prawicę. Bezpardonowy. Począwszy od ataku instytucjonalnego jak zabieranie środków europejskich, wprowadzanie kolejnych kamieni milowych, wszczynanie debat, czy wprowadzanie kolejnych artykułów jak 5., czy 7. Wielu antypolskich polityków będzie chciało się na tym wylansować, zwłaszcza podczas debat, które z pewnością odbędą się w Brukseli. Ponownie przejdziemy dyskusje o braku praworządności i demokracji w Polsce, jestem tego pewna. Przygotujmy się na bardzo brutalną kampanię, w której trzeba będzie odróżnić dobra od zła. Naszą rolą będzie obrona polskiej suwerenności.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/351124/kempa-nastapi-niebywale-zmasowany-atak-na-polska-prawice.html

Radio Maryja

Stany Zjednoczone przekazały Polsce ofertę dotyczącą budowy elektrowni atomowej. USA chce wybudować w naszym kraju sześć reaktorów atomowych. To kolejna oferta po Francji i Korei Południowej. Wybór oferty będzie podyktowany m.in. kwestiami geopolitycznymi – wskazują eksperci.

Jednym z elementów bezpieczeństwa energetycznego Polski ma być energia jądrowa. Pierwsza elektrownia atomowa będzie gotowa za nieco ponad 10 lat. – Bezpieczeństwo energetyczne wyraża się w tym, że powinniśmy jak najwięcej energii produkować wewnątrz kraju – powiedział , wiceminister klimatu i środowiska dla Instytutu Polityki Energetycznej im. I. Łukasiewicz. Według planów elektrownie atomowe w Polsce mają osiągnąć moc dziewięciu gigawatów. Wytwarzałby niemal 1/3 energii, która jest potrzebna w Polsce – mówił Jakub Wiech, ekspert do spraw energetyki. – To są dwie elektrownie jak w Bełchatowie, tylko że mówimy o jednostkach bezemisyjnych, więc uniknęlibyśmy podwojenia emisji elektrowni Bełchatów – zaznaczył Jakub Wiech.

Polska potrzebuje energii z atomu – przyznał Dawid Jackiewicz, wiceprezes Orlen Synthos Green Energy. – Wyłączane bloki węglowe oraz dekapitalizacja dzisiaj funkcjonujących jednostek węglowych powodują, że w latach 30. będziemy mieli deficyt energii elektrycznej na poziomie 17 GB – podkreślił Dawid Jackiewicz. Pierwsza duża elektrownia ma powstać w okolicach Choczewa na Pomorzu. Polska nie ma swoich technologii. Musi korzystać z zagranicznych. W 2019 roku prezydenci Polski i USA, Andrzej Duda oraz Donald Trump, podpisali umowę dotyczącą współpracy w zakresie energii atomowej. Dziś Marek Brzeziński, amerykański ambasador w Polsce, przekazał raport koncepcyjno-wykonawczy w zakresie współpracy w obszarze Cywilnej Energetyki Jądrowej. To szczegółowa oferta budowy elektrowni atomowej w Polsce – wyjaśnia Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska. „Raport zostanie uwzględniony przez Rząd RP w trakcie podejmowania kluczowych decyzji dotyczących technologii jesienią tego roku” – podkreśliła Anna Moskwa.

Stany Zjednoczone proponują Polsce budowę sześciu reaktorów atomowych o łącznej mocy nieco ponad siedmiu gigawatów. Amerykanie zapewniają projekt, jego realizację i serwis reaktorów. Wcześniej swoją ofertę złożyła Korea Południowa. Koreańczycy proponują również finansowanie projektu. Są też gotowi do współpracy, jeśli ich oferta zostanie odrzucona. Oferują m.in. turbiny i paliwo jądrowe – podkreślił Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu Biznes Alert. – Bardzo pomocne będą kadry z zagranicy. Natomiast każdy z partnerów jądrowych takie kadry może zapewnić. Jest miejsce dla kilku firm w tym zakresie – zaznaczył Wojciech Jakóbik.

W październiku 2021 roku wstępną (niewiążącą ofertę) złożyli Francuzi. Sprawa budowy elektrowni była też omawiana pod koniec sierpnia 2022 roku przez premiera Mateusza Morawieckiego podczas spotkania z prezydentem Francji w Paryżu. Francuzi oferują budowę od czterech do sześciu reaktorów o mocy prawie 10 gigawatów mocy. Koszt to od 33 do 48 mld euro. Wybór tej oferty byłby ryzykowny – wskazał dr Wojciech Myślecki, ekspert ds. energetyki. – Francuzi nie umieją tego bloku nawet u siebie zbudować. Są ogromne trudności z budową bloku w Finlandii, mimo że Finowie robią wszystko, żeby ten blok uruchomić – powiedział dr Wojciech Myślecki.

Przy wyborze oferty liczyć będą się kwestie geopolityczne. – Trzeba brać pod uwagę takie zależności jak choćby współpracę w ramach NATO ze Stanami Zjednoczonymi. (…) Również wewnątrzunijne możliwości współpracy z Francją, która jako państwo członkowskie UE będzie miała wpływ, chociażby na działania Komisji Europejskiej w kwestii zatwierdzania modelu finansowego dla polskiego atomu – zaznaczył Jakub Wiech. Jak podkreślił socjolog, dr Mirosław Boruta Krakowski, część Polaków obawia się elektrowni atomowych, pamiętając katastrofę w Czarnobylu. Jednak w obliczu kryzysu energetycznego obawy muszą zejść na margines. – Myślę, że alternatywą jest światło i ciepło, i z tej alternatywy nie zrezygnujemy. Atom jest przyszłością, być może można żałować, że tak późno decydujemy się na tak radykalne kroki – zwrócił uwagę dr Mirosław Boruta Krakowski. Poza budową dużej elektrowni jądrowej Polska planuje zbudować kilkanaście mniejszych elektrowni tzw. SMR-ów. Będą one produkować energię m.in. na potrzeby zakładów przemysłowych.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/oferta-usa-na-budowe-elektrowni-jadrowej

21 września 2022 roku Kluby Gazety Polskiej w Krakowie (im. Janusza Kurtyki i Nowohucki) zorganizowały spotkanie z p. Adamem Borowskim, polskim działaczem opozycyjnym w PRL, wydawcą i działaczem społecznym, przewodniczącym warszawskiego klubu "Gazety Polskiej".

Zapraszamy do obejrzenia fotoreportażu z wydarzenia, autorem zdjęć jest p. Józef Bobela: https://photos.app.goo.gl/p3TVcnSyzPBYQRKK9

„Pamiętamy jeszcze czasy komuny, dyktat Moskwy i tego typu nakazy i w naszym kodzie genetycznym, ale okazuje się, w kodzie genetycznym Włochów czy Szwedów również, nie ma czegoś takiego jak nakazy z ostatniego piętra Komisji Europejskiej w Brukseli. Naród włoski dał pani Ursuli von der Leyen prztyczka w nos. I to mocnego” - mówi portalowi wPolityce.pl europosłanka EKR Beata Kempa.

wPolityce.pl: Środowiska konserwatywne w całej Europie są zadowolone z wyniku wyborów we Włoszech, ale przewodnicząca KE zapewne nie. Jak oceniłaby Pani słowa Ursuli von der Leyen wypowiedziane na Uniwersytecie Princeton krótko przed wyborami parlamentarnymi we Włoszech?

Beata Kempa: Przewodnicząca Komisji Europejskiej moim zdaniem ostro zamanifestowała taką siłę Unii Europejskiej idącą w kierunku bardzo mocnej realizacji wizji federalnej Europy. Ona nie przyjmuje do wiadomości, że Unia Europejska składa się z państw narodowych, a każde z nich ma swoją tradycję, kulturę, odrębność, a przede wszystkim w tych państwach szanowana jest demokracja. Oznacza to, że obywatele wybierają władze, a nie instytucje unijne czy jakiekolwiek inne instytucje.

To, co zrobiła Ursula von der Leyen, to była ewidentna ingerencja w wybór demokratyczny we Włoszech. Każdy szanujący się polityk, wiedząc, że w kraju, w którym odbywają się wybory, w którym trwa kampania wyborcza, waży swoje słowa, a w swoich działaniach kieruje się przede wszystkim tym, aby nie naruszyć demokratycznego procesu wyborów.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej poszła „po bandzie”. Będąc w USA wypowiedziała się w sposób jednoznaczny, użyła groźby w kierunku Włoch. Tymi słowami tak naprawdę potwierdziła, już werbalnie, że to wszystko, co dzieje się wobec Polski i Węgier, to jest po prostu szantaż. Potwierdziła to, o czym mówiono niejednokrotnie, a co próbowano w sposób zawoalowany przekazywać międzynarodowej opinii publicznej, pod płaszczykiem „praworządności” czy różnych innych procesów. Tymczasem chodzi tylko o to, że w krajach członkowskich rządzą ludzie, którzy nie pasują do ich układanki.

Ale zarówno Ursula von der Leyen, jak i cała Komisja Europejska, w której są również Frans Timmermans i Vera Jourova, z uporem maniaka wcielają w życie wizję federalistycznej Europy i z każdym, kto im w tym przeszkodzi, będzie próbował przeszkodzić lub będzie po prostu potencjalną przeszkodą, będą walczyć z całą brutalnością. Wstrzymywanie, blokada środków z Krajowego Planu Odbudowy to nie tylko szantaż emocjonalny. To metody dyktatorskie, totalitarne, niedopuszczalne dla demokratycznych krajów. Jak można mówić o wartościach europejskich i pouczać Włochów, jak mają głosować?

Polska opowiadała się za tym, aby przewodniczącą Komisji Europejskiej została Ursula von der Leyen, mimo iż o to stanowisko ubiegał się wspomniany już przez panią Frans Timmermans. I do tej pory przedstawiana jest przez media czy komentatorów jako bardziej ugodowa, łagodniejsza, skora do porozumienia z krajami członkowskimi. Czy mogliśmy spodziewać się, że von der Leyen zachowa się jak Timmermans?

Przypominam sobie bardzo podobną wypowiedź Fransa Timmermansa. Podczas jednej z konferencji podsumowujących jego działalność jako komisarza ds. praworządności, wypowiedział się mniej więcej w taki sam sposób w stosunku do naszego narodu: że Polacy dopiero nauczą się, jak mają głosować. Co to znaczy? Pamiętamy jeszcze czasy komuny, dyktat Moskwy i tego typu nakazy i w naszym kodzie genetycznym, ale okazuje się, ze także w kodzie genetycznym Włochów czy Szwedów nie ma czegoś takiego jak nakazy z ostatniego piętra Komisji Europejskiej w Brukseli. Naród włoski dał pani Ursuli von der Leyen prztyczka w nos. I to mocnego.

Tym bardziej, że o ile na co dzień unijne instytucje czy kraje „starej Unii” demonstrują tego rodzaju postawę wobec takich państw jak Polska czy Węgry, a więc krajów nowej Unii, biedniejszych słabszych i wciąż odbudowujących się po latach komunistycznego zniewolenia, to tym razem szefowa KE dość ryzykownie „zaczepiła” Włochy, czyli jednego z największych graczy wspólnoty.

Tak, to trzecia gospodarka po wyjściu Wielkiej Brytanii. I skoro już mówimy o brexicie, to widać, ze ta poważna lekcja niczego nie nauczyła Brukseli. Grożenie w tej chwili trzeciej gospodarce w UE jest działalnością samobójczą, autoagresywną.

To, że mają w tej chwili większość w PE, nie znaczy, że będą tę większość utrzymywać. Wszystkie istniejące badania wskazują na to, że ich większość może się zachwiać. Z jednego z badań zrealizowanych przez sondażownię europejską wynika, że Zjednoczona Prawica (czy szerzej EKR, bo tę grupę reprezentujemy w PE), ma w Polsce poparcie na poziomie 41 proc., co pokazuje, że nasza obrona polskich interesów na arenie międzynarodowej jest czymś, co odpowiada Polakom.

Jak oceniłaby Pani sam wynik wyborów? Czego możemy spodziewać się po polityce premier Giorgii Meloni?

Wynik jest rewelacyjny. Panią Giorgię Meloni mieliśmy zresztą okazję poznać podczas posiedzenia grupy EKR w Brukseli. Zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie jako osoba bardzo konkretna, ale jednocześnie bardzo autentyczna.

Wygrała dzięki swojej wiarygodności. Jej droga polityczna nie była łatwa, ale to, co ona mówiła i jej działania, były jednoznaczne, spójne, ta wiarygodność wygrała. Dlatego warto być w polityce wiarygodnym.

Osobiście gratuluję, bardzo się cieszę i wierzę, że ten rząd będzie prowadził Italię, oczywiście w ramach Unii Europejskiej, w kierunku odnowy wartości Schumana, Adenauera czy De Gasperiego. Bo to były wartości chrześcijańskie, na gruncie których UE stanęła i mam nadzieję, że kolejny kraj po Polsce, Węgrzech, Szwecji dołączy do tego, aby te wartości przypomnieć, odbudować i na ich gruncie współpracować w UE. Nie na gruncie dyktatu, jakby tego chciała niemiecka przewodnicząca KE, tylko na gruncie współpracy i wzajemnego wsparcia w tych trudnych czasach.

Zanim jeszcze Giorgia Meloni rzeczywiście wygrała wybory, a więc zanim zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję - została przez lewicę czy liberałów, także w Polsce, niemal rytualnie okrzyknięta „faszystką” czy „nacjonalistką”.

To jest wściekłość tak zwanych elit. Tak zwanych, bo sami siebie tak określają, choć w istocie żadnymi elitami nie są. Ta agresja wynika z niemocy, ponieważ nie potrafili wygrać wyborów - trochę jak nasza opozycja w 2015 r.. Liderka Braci Włochów wytrzymała krytykę, okazuje się, że wyborcy tej krytyki nie „kupili”, patrzyli bowiem na program polityczny i autentyczność tej formacji i to wygrało.

Czy Georgia Meloni wygra również w obrębie własnej koalicji politycznej? Bo o ile nie ma wątpliwości, że liderka Braci Włochów planuje wspierać Ukrainę i prowadzić twardą politykę wobec Rosji, o tyle można mieć takie wątpliwości co do jej koalicjantów: Matteo Salviniego i Silvio Berlusconiego.

Myślę, ze ostatecznie połączy ich jednak pragmatyzm. Georgia Meloni wie, że wsparcie dla Ukrainy to dobry kierunek, także dlatego, że przedłużająca się rosyjska agresja będzie powodować kolejne perturbacje w Unii i na świecie. Obecnie mamy kryzys energetyczny, stoimy w obliczu kryzysu żywnościowego, który będzie sprzyjał nielegalnej migracji. Bracia Włosi opowiadają się natomiast przeciwko nielegalnej migracji. Giorgia Meloni doskonale zdaje sobie sprawę, że niedostateczne wsparcie dla Ukrainy będzie powodować między innymi zawirowania na rynku żywnościowym i napływ migrantów. Myślę, że w tym zakresie porozumie się z koalicjantami.

Wszystkie koalicje wymagają oczywiście konsensusu, ale myślę, że w kwestii Ukrainy również uda się go osiągnąć. Pomoc Ukrainie i jej zwycięstwo jest w interesie wszystkich Europejczyków - także Włochów.

No i niezależnie od postawy koalicjantów, to jednak Georgia Meloni, jak wszystko wskazuje, będzie mieć w tym rządzie decydujący głos?

Oczywiście, i patrząc na jej determinację i jej możliwości, sądzę, że się porozumieją.

Bardzo dziękuję za rozmowę / Rozm. Joanna Jaszczuk.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/615811-kempa-wlosi-dali-pani-von-der-leyen-prztyczka-w-nos

krakowniezaleznymkInformacja własna

Zapraszamy wszystkich Państwa do księgarni "Zbroja". Adres: Plac Wszystkich Świętych 9. Godziny otwarcia: poniedziałek - piątek 11:00-18:50, tel. 692-308-776 (fot. p. Mirosław Boruta Krakowski).

ksiegarniazbroja​Polecamy dobre książki na trudny czas...

​Nadzieja daje siłę do bycia radosnym w rozpaczliwych okolicznościach,
Gilbert Keith Chesterton

Musicie ducha hartować, aby móc jak orły przelatywać w przyszłość Ojczyzny!
Kardynał Stefan Wyszyński

WWW: https://ksiegarniazbroja.pl FB: https://www.facebook.com/Księgarnia-Zbroja-472405479804899

Jadwiga Klimkowicz

Cieszyn miłość niespełniona, bo był jest i będzie nieuchwytny, nieodgadniony. Przyciąga wabi rozkochuje, ale nie daje nigdy w pełni poczuć swojego smaku.
Cieszyn ma duszę, którą doskonale można podziwiać, lecz żeby ją poznać trzeba zobaczyć jaki jest piękny, zjawiskowy, urokliwy w całości i detalach. Jaki jest brudny, szary, mało kolorowy, niby otwarty, ale tyle w nim uprzedzeń, złości, zakłamania, układów układzików...
Ale jest, po prostu taki jest... I jakby nie wiedział to przypomnę Cieszynowi mojemu, że od miesięcy od lat żyję w jego bliskości i to jest moje szczęście… (Ireneusz Czyż)

Szanowni Państwo, zanim spotkamy się ponownie po pandemicznym czasie, tym razem w Saloniku Polskiej Kultury w Hotelu Polskim Sieć Donimirski w Krakowie, pragnę zaprosić na kilka wakacyjnych spotkań do Cieszyna, gdzie w Galerii Kultury i Sztuki - Saloniku Cieszyńska Wenecja poznamy ciekawych artystów, takież historie i trochę prawdy o pięknym cieszyńskim grodzie.

W Saloniku który mam zaszczyt prowadzić, gościliśmy Pana Ireneusza Czyża, który choć na co dzień zawodowo zajmuje się inną profesją to znajduje również czas na swoje ukochane malarstwo, które przy dźwiękach płynącej muzyki i pięknej poezji miałam przyjemność zaprezentować. Gdybym ja miała oceniać obrazy Pana Ireneusza, które przedstawiają obraz miasta to powiedziałabym po prostu że przedstawione na nich miasto jest prawdziwe: trochę szare, trochę smutne, czyli zgodziłabym się ze zdaniem naszego artysty, ale jest w nim jakiś spokój i jest pełne nadziei, czyli takie jak było kiedyś, a za jakim jedna cześć mieszkańców tęskni, a inna część na siłę wprowadza tandetne maszkary. Obrazy te nie są dla osób, które zawieszą obraz na ścianie tylko dlatego że jest kolorowy, ale to obrazy, które pozwalają wejść w świat intymnego miasta. Patrząc na obraz, który przedstawia Cieszyńską Wenecję możemy wyobrazić sobie codzienne życie we wnętrzu tych cudownych domków stojących nad Młynówką, który zachęca nas do poznania historii tego pięknego miejsca, a którego będąc w Cieszynie nie można ominąć. Cieszyńska Wenecja, to fragment starówki powstały pomiędzy XVII a XIX wiekiem. To właśnie w tej części starego miasta skupili się rzemieślnicy, którzy do wykonywania swojego zawodu potrzebowali dostępu do wody. Dziś odwiedzają to miejsce turyści, którzy poszukują ciekawych atrakcji. Budynki nad Młynówką zlokalizowane przy ul. Przykopa w większości należały do rzemieślników, którzy założyli tam swoją działalność ze względu na niezbędny dla ich potrzeb dostęp do wody. Umiejscowili się tu kowale, garbarze, tkacze, sukiennicy, czy wyprawiający bardzo delikatną skórę na rękawiczki i ubrania - białoskórnicy. Pierwsze ślady działalności na tym terenie datowane są na połowę XVII wieku. Dziś mieści się tam m.in. Galeria w Bramie, a ilość znajdujących się tam dzieł sztuki jest tak wielka że nikt nie wyjdzie z pustymi rękoma, jest też Plackarnia Pana Janka, a placki mają tam tradycyjny doskonały smak! No i oczywiście Galeria Kultury i Sztuki - Salonik Cieszyńska Wenecja w którym w każdą sobotę spotykamy się w wokół starego pianina którego dźwięki wydobywa Pan Jaroslav Domański - https://www.youtube.com/watch?v=aFuwfGeHrBk

Cieszyńska Wenecja to miejsce magiczne, jakby zatrzymane w czasie.

Patrząc zaś na obrazy kobiet, to widzę w nich niepokój, jakąś walkę i pogubienie. Jednak widząc dzisiejsze życie kobiet, obrazy te to cała prawda! Tak kobiety takie dziś właśnie są! Ale to tylko moja ocena, a Państwa zapraszam do poznania malarstwa Pana Ireneusza, który gdy zadałam kilka pytań dotyczących obrazów kobiet, tak na nie odpowiedział: „Ach, gdybym mógł z mojej pamięci, albo raczej niepamięci wydobyć te wszystkie obrazy, portrety, akty... Niestety szukam pomyślnej dla siebie treści, lecz jej nie znajduję. Jest kilka obrazów, ale czy mogę cośkolwiek o nich opowiedzieć... Zastanawiam się nad nimi więcej niż trzeba... chcę obrazy moich kobiet myśli, uczucia, emocje, chwile, zachować dla siebie. Czarowne, tajemnicze, namiętne, mądre, uduchowione, zdolne, smutne, radosne, szalone... Nie można wyobrazić sobie większego szczęścia, jak być przy takich kobietach ciągle, nieustannie, bez końca. Kochać je i być przez nie kochanym. Ale na ziemi nie ma takiego miejsca dla takiej miłości ani tu, ani gdzie indziej…”

Tą cudowną odpowiedź, którą otrzymałam zachowam w pamięci na zawsze i choć kobiece obrazy Pana Ireneusza widzę inaczej, to myślę że takie właśnie powinny być kobiety, właśnie takie jak widzi nas artysta. Gdy zapytałam o technikę to odpowiedz była jednoznaczna: „Nie potrafię powiedzieć, która technika jest dla mnie najlepsza, a moje malarstwo nie należy do żadnej szkoły. Nie jestem ani naturalistą ani ekspresjonistą ani impresjonistą, kubistą czy surrealistą. Po prostu wyrażam się tak jak potrafię. Jestem tu i teraz a malowanie zostało wpisane w mój kod genetyczny. Malowanie jest twórczym aktem, dzieje się... Był czas, że praca łączyła się jak gdyby z tym co malowałem i jak malowałem, ale teraz bardziej przeszkadza niż pomaga. Nie mam pracowni, maluję w moim mieszkaniu. Tak było zawsze a tam, gdzie mieszkam musi być miejsce do malowania. Emocje są różne, czasem jest dobrze a czasem źle, ale tworzy się.”

Gdy zapytałam o spotkanie w Saloniku usłyszałam: „Galeria Kultury i Sztuki-Salonik Cieszyńska Wenecja jest czymś innym niż instytucje zajmujące się w naszym mieście kulturą i sztuką, w Saloniku odnajdujemy siebie to właśnie w tym miejscu pomimo iż nie raz zadajemy sobie pytanie, po co to wszystko, czy warto poświęcać się sztuce?
Mimo drogi przez mękę idziemy dalej bo to jest nasz świat nasze emocje rozpostarte między ziemią a niebem. Czasem jakaś myśl wizja projekt twórczy wystrzeli nas w kosmos…, a w Saloniku pozwala nam się tworzyć i rozumieć że jesteśmy potrzebni by świat był jeszcze piękniejszy! Proszę realizować tę wizję aby takie osobniki jak ja mogły poczuć się dowartościowane.”

Szanowni Państwo, mam nadzieję że udało mi się (w wielkim skrócie) przybliżyć postać cieszyńskiego, znakomitego i autentycznego artysty i takie to właśnie dusze podczas Letnich Spotkań ze Sztuką będę chciała Państwu przybliżyć.

A co warto zwiedzić ponadto w Cieszynie ? Myślę że wakacyjną porą warto wybrać się na zwiedzanie Browaru Zamkowego Cieszyn, już we wcześniejszym artykule o tym pisałam, ale warto też wybrać się do muzeum, które założone zostało w roku 1802 przez ks. Leopolda Jana Szersznika, jednego z najwybitniejszych obywateli w dziejach miasta. Był wszechstronnie wykształconym humanistą, członkiem zakonu jezuitów. Studiował w Ołomuńcu, Brnie i Pradze. Po kasacji zakonu powrócił do rodzinnego Cieszyna, aby w tym prowincjonalnym miasteczku podjąć pracę oświatową. Spod jego skrzydeł wyszedł Józef Bożek z Bierów k. Skoczowa, dziś znany w świecie jako czeski mechanik i wynalazca. To właśnie ks. Szersznik, wykorzystując swą wiedzę i talent spowodował, że Cieszyn osiągnął pozycję ośrodka kulturalnego o znaczeniu ponadregionalnym. Pozostawił po sobie dwa wielkie dzieła. Pierwsze to biblioteka, która w 1814 roku (roku jego śmierci), liczyła 12 tysięcy tomów i zawierała druki z XVIII, XVII i XVI wieku oraz kilka inkunabułów. Dziś jej spadkobiercą jest Książnica Cieszyńska. Drugie to muzeum, będące najstarszą publiczną placówką tego typu w dzisiejszej Polsce.

Muzealnictwo pojmował ks. Szersznik w sposób prawie nowoczesny, stąd jego poczynaniom przyświecały cele naukowe i dydaktyczne. Zgromadzona kolekcja stanowiła znakomitą ilustracje tzw. historii naturalnej a jasny układ zbiorów zachęcał do pracy zarówno specjalistów jak i uczniów cieszyńskich szkół, tym bardziej że jej znakomitym uzupełnieniem była wspomniana wyżej biblioteka. Koniec XIX wieku przyniósł w Cieszynie kilka inicjatyw społecznych z których najbardziej doniosłe dla muzealnictwa okazało się powołanie w 1901 roku "Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Cieszynie", na czele którego stanął ks. Józef Londzin - profesor, działacz polityczny, poseł do parlamentu wiedeńskiego, a później warszawskiego, burmistrz Cieszyna. To właśnie PTL zorganizowało w 1903 r. wielką wystawę ludoznawczą w Cieszynie, która przerodziła się w swoistą manifestację polskości, a zebrane eksponaty przeszły na własność Towarzystwa. Warto zwiedzić muzeum usiąść mieszczącym się przy nim parku i złapać oddech by poznawać następne historie, które będę chciała Państwu poprzez nasze spotkania przybliżyć. Tak na koniec przybliżę raz jeszcze tą informację: ks. Szersznik, wykorzystując swą wiedzę i talent spowodował, że Cieszyn osiągnął pozycję ośrodka kulturalnego o znaczeniu ponadregionalnym, ja niestety mam wrażenie że w Cieszynie i dziś ponownie potrzebujemy ks. Leopolda Jana Szersznika. Zapraszam.

W dniach 20–22 września 2022 roku (wtorek, środa, czwartek) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda wraz z Małżonką - Agatą Kornhauser-Dudą złoży wizytę w Stanach Zjednoczonych Ameryki, podczas której m.in. weźmie udział w debacie generalnej 77. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.

W programie prasowym wizyty odnajdujemy także spotkanie Prezydenta RP z liderami organizacji polskich w Nowym Jorku w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku z udziałem osobistego fotografa i operatora kamery we czwartek, 22 września 2022 roku.

Ten dramat wydarzył się w poniedziałek 15 kwietnia 2019 roku. Wielu odebrało pożar jak zdarzenie symboliczne a nawet profetyczne. Nie tylko katolicy wstrzymali oddech obserwując setki strażaków stających do walki z żywiołem. Warunki były niezwykle trudne, ponieważ ogień rozprzestrzeniał się na trudno dostępnym poddaszu, a stawka ogromnie wysoka, bo chodziło nie tylko o ocalenie jednej z najwspanialszych budowli sakralnych na Ziemi, ale także bezcennych relikwii. W skarbcu katedry przechowywana jest między innymi korona cierniowa Chrystusa. Mury „Matki Wszystkich Katedr” przetrwały, ale wtedy były momenty, w których wydawało się, że odwaga, doświadczenie i specjalistyczny sprzęt mogą nie wystarczyć do uratowania Notre Dame. Wokół katedry gromadziły się tysiące wiernych, by modlitwą wesprzeć bohaterów. Ten film pokazuje siłę wiary i modlitwy zwykłych ludzi w starciu z potęgą niszczycielskiego żywiołu.

Produkcja: Francja, 2022 / Gatunek: dramat / Reżyseria: Jean-Jacques Annaud / Scenariusz: Jean-Jacques Annaud, Thomas Bidegain / Obsada: Samuel Labarthe – Generał Gontier, Jean-Paul Bordes – Generał Gallet, Mikael Chirinian – Laurent Prades, Garlan Le Martelot – Administrator katedry Aurelien, Dimitri Storoge – Kapitan Francis, Jeremie Laheurte – Adiutant Joel, Maximilien Seweryn – Oficer Reynald, Pierre Lotin – Pułkownik Alexandre, Ava Baya – Strażaczka Marie-Eve, Nathan Gruffy – Strażak Victor, Vassili Schneider – Kapral Sandro / Dystrybucja: Monolit Films i Rafael Film / Premiera kinowa: 19 sierpnia.

(Od Redakcji): Za materiały tu zamieszczone dziękujemy p. Kindze Polak-Gieroń z APG STUDIO w Krakowie.

Guy Verhofstadt przychodzi i sączy młodym ludziom do ucha niemieckie cele - mówi europoseł Solidarnej Polski Beata Kempa w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Co takiego złego powiedział prof. Zdzisław Krasnodębski, twierdzący, że zagrożenie dla Polski ze strony Zachodu jest równie groźnie, jak to ze Wschodu? Na profesora wylała się ogromna fala krytyki.

Beata Kempa: Dziś próbuje się manipulować i w taki sposób zmieniać znaczenie wypowiedzianych słów, żeby zaatakować autorytety. To przecież jest profesor. Zauważmy, że w ostatnim czasie zaatakowano również prof. Roszkowskiego z uwagi na podręcznik do Historii i Teraźniejszości. Mamy do czynienia z próbą zaszczucia autorytetów. Wylał się hejt, a było to celem propagandystów. Wiele osób nie zna całej wypowiedzi profesora Krasnodębskiego, czy nie widziało i nie czytało podręcznika prof. Roszkowskiego, a dali się zwieść i uwierzyli w manipulację.

A jest faktyczne zagrożenie z Zachodu?

Mogę tylko potwierdzić, że tak. Przecież to, co dzieje się w tej chwili, szczególnie w kwestii poza traktatowych działań wobec Polski, to próba obalenia rządu, czy chęć sprawienia, żeby w Warszawie sprawowały władzę rządy, które będą wykonywać polecenia Berlina lub Brukseli. Celem jest zastopowanie rozwoju naszego państwa. W przekonaniu wrogich nam sił, mamy być montownią,• dostarczycielem półproduktów, a pieniądze mają trafiać gdzieś indziej. Atak na autorytety pokazuje, że nie wolno mieć innych poglądów, niż te polityczne poprawne. Każde ustępstwo od tego, odejście od główniej brukselskiej linii, naraża takie kraje jak Polska, na atak.

Co robić w takim wypadku?

Nie poddawać się propagandzie i szczuciu na ludzi oraz włączyć myślenie. Nikt nie mówi, że z Berlina przyjadą do nas czołgi, tylko chodzi o powolne odbieranie suwerenności poprzez działania niezgodne z unijnymi traktatami. To jest ogromne zagrożenie.

Podczas Campusu Polska europoseł Guy Verhofstadt powiedział, że należy skończyć z zasadą jednomyślności oraz wskazuje, że Niemcy powinni bardziej przewodzić w UE. Czy to jest zagrożenie?

Niemcy mają przewodzić? Oczywiście współpracujemy z Berlinem, mamy wymianę gospodarczą, ale mamy również złe doświadczenia we wzajemnych relacjach i wiele niepozałatwianych spraw po wojnie. Guy Verhofstadt przychodzi i sączy młodym ludziom do ucha niemieckie cele. Pytanie brzmi, na ile młodzi ludzie mają tego świadomość? Czym będzie np. zniesienie zasady jednomyślności? To jest obalenie zasady, na której powstała Unia Europejska. Kto w takim razie tutaj walczy o prawdziwe unijne wartości?

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/340327/kempa-mamy-do-czynienia-z-proba-zaszczucia-autorytetow.html

Politycy Solidarnej Polski Marcin Warchoł i Janusz Kowalski na konferencji prasowej poinformowali o wniesieniu do Sejmu uchwały, dotyczącej uchylenia przez Niemcy tzw. dekretu Goeringa z 1940 roku.

27 lutego 1940 roku zostało wydane rozporządzenie tzw. Goeringa, które skonfiskowało szkoły, gimnazja, biblioteki, instytucji finansowo-kredytowe i wiele innych nieruchomości, majątku ruchomego Polakom narodowości niemieckiej. To było prawie 1,5 miliona ludzi, którzy zostali ograbieni w świetle barbarzyńskiego prawa - mówił Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości. Żądamy, żeby w Niemczech została przywrócona praworządność... Nie może być tak, że do dzisiaj obowiązują te nieludzkie, barbarzyńskie prawa. Po pierwsze, prawo to nie zostało formalnie zniesione. Po drugie, te osoby nie zostały zrehabilitowane. Po trzecie, nie został zwrócony im majątek. Tego się domagamy, to był ogromny majątek - podkreślił.

"Żądamy, aby państwo niemieckie cofnęło to rasistowskie prawo"

Jest czymś niewyobrażalnym, że w Niemczech, państwie należącym do UE, obowiązuje faktycznie to rasistowskie, antypolskie prawo. Były tylko dwie nacje w III Rzeszy, które zostały usankcjonowane takimi rozporządzeniami - oczywiście Żydzi i niestety również Polacy. Żądamy tego, aby państwo niemieckie cofnęło to rasistowskie prawo, zwróciło majątek swoim obywatelom, bo mowa przede wszystkim o obywatelach niemieckich narodowości polskiej - powiedział z kolei Janusz Kowalski, poseł Solidarnej Polski. Jestem przekonany, że Sejm pilnie przyjmie tę bardzo ważną uchwałę i Niemcy w końcu przywrócą praworządność i zwrócą Polakom majątek zagrabiony w latach 1933-1940 - dodał.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/612635-politycy-sp-domagaja-sie-uchylenia-dekretu-goringa

Radio Maryja

Choć do wyborów parlamentarnych jeszcze sporo czasu, to temperatura politycznego sporu stale rośnie. Polityków bardzo mocno dzieli sprawa skażenia wody w Odrze. Temat katastrofy ekologicznej na Odrze nie schodzi z ust Polaków. Skażenie wody to również okazja to politycznych przepychanek. Opozycja uważa, że dymisja szefów Wód Polskich i Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska to zdecydowanie za mało.

- To są dymisje płotek. Brakuje dymisji karpi, czyli wojewodów, którzy kompletnie zawiedli. Druga kwestia to są ministrowie - mówiła Katarzyna Lubnauer, poseł Koalicji Obywatelskiej. Na celowniku opozycji znaleźli się ministrowie środowiska i infrastruktury. Cała odpowiedzialność za opieszałość w działaniu - zdaniem opozycji -spada jednak na Mateusza Morawieckiego. Minister w kancelarii premiera, Łukasz Schreiber, mówi z kolei, że ci, którzy zawiedli, czyli m.in. Główny Inspektor Ochrony Środowiska, ponieśli już odpowiedzialność. - On miał ogląd, on i szef Wód Polskich, że temat jest ponadlokalny, ponadregionalny. Tutaj powinna pójść informacja z opisem do premiera, do ministra - zauważył minister Łukasz Schreiber.

Kolejny wątek ws. Odry otworzył szef Platformy Obywatelskiej. Donald Tusk wzywa rząd do przyznania rekompensat mieszkańcom poszkodowanych regionów. - Gorąco apeluję w imieniu tych ludzi: ruszcie się wreszcie, podejmijcie jakiekolwiek decyzje, aby pomóc tym, którzy znaleźli się w środku tych słonecznych wakacji w naprawdę katastrofalnej sytuacji - mówił. Debata polityczna w Polsce oparła się na korzystaniu z każdej okazji do atakowania rządzących. - Wiodący prym ma tutaj opozycja. Tzw. totalna opozycja, która szuka każdego pretekstu, aby dopiec rządzącym i uważa, że na tym cokolwiek wygra - wskazał dr Mirosław Boruta Krakowski, socjolog.

Nie można jednak zapomnieć o działaniach opozycji ws. zatrucia rzeki. M.in. Donald Tusk oraz marszałek województwa lubuskiego, Elżbieta Polak podawali niesprawdzone i nieprawdziwe informacje, jakoby rtęć była powodem śnięcia ryb w Odrze. - Społeczeństwo już po prostu widzi, że wszystkie wypowiedzi tych polityków często okazują się niezgodne z prawdą - podkreśliła Małgorzata Molenda, politolog.

Tymczasem pojawił się kolejny pretekst do politycznej burzy. Donald Tusk został nagrany przed wejściem na antenę TVN24. Szef PO mówił wtedy o kandydowaniu do Sejmu. - To jest tak upiorna myśl, że ja będę tam z powrotem siedział na tej Wiejskiej - mówił szef PO. Wypowiedź Tuska skomentował Radosław Fogiel, rzecznik PiS. - Mieliśmy do czynienia z bardzo rzadką sytuacją Donalda Tuska mówiącego wreszcie prawdę - powiedział.

Donald Tusk tłumaczył się dziś ze swoich słów. - Gdyby na antenie padło pytanie czy Sejm dzisiaj jest przykładem ciężkiej roboty, odpowiedzialności, to odpowiedziałbym mniej więcej to samo - stwierdził Donald Tusk. Szef PO twierdzi, że w czasie rządów PiS-u prace Sejmu nie są prowadzone w należyty sposób. -Ja nie tylko do Sejmu. Ja bym do piekła poszedł nawet po to, żeby uratować Polskę przed tym bałaganem, jaki nam zgotowano -wyjaśniał. Inaczej słowa szefa PO interpretuje premier Mateusz Morawiecki. - Pan Donald Tusk z taką pogardą, ze wstrętem odniósł się do pracy dla Polaków, do pracy parlamentarzysty, pracy w Sejmie - mówił szef rządu.

Politycy PiS wystosowali w tej sprawie apel do Donalda Tuska. - Panie Donaldzie, to jest może czas, aby dać sobie z tym spokój- wołał poseł Robert Gontarz. PiS twierdzi, że wypowiedź szefa PO to także jasny sygnał dla wyborców. - Trzeba zaapelować do Polaków, żeby na takie ciężkie katorgi nie wysyłali pana Tuska - mówił Łukasz Schreiber, minister w KPRM. O tym, kto zasiądzie w sejmowych ławach na kolejną kadencję Polacy zdecydują w przyszłym roku. Najbliższe wybory parlamentarne odbędą się jesienią 2023 roku.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/polityczne-przepychanki-ws-skazenia-odry

Polskość jest czymś innym niż to, co proponują Niemcy i Francja, bo jeżeli by było inaczej, to w takim razie rozwiążmy w ogóle państwo – stwierdził Patryk Jaki.

Niedawna wypowiedź europosła PiS prof. Zdzisława Krasnodębskiego na temat działań Unii Europejskiej wywołała prawdziwa burzę wśród niektórych polityków opozycji i w części mediów. W sobotę polityk odpowiadając na głosy krytyki ponownie opisał jak widzi sytuację Polski w ramach Unii Europejskiej. "Niestety okazało się, że znaczna część naszych rodaków nie rozumie słowa »suwerenność«. Można być krainą, regionem względnie zamożnym, bezpiecznym pod względem militarnym, i pewnym stopniu kulturowo autonomicznym, nie będąc krajem suwerennym lub w ogóle państwem" – podkreślił europoseł w mediach społecznościowych.

Patryk Jaki o suwerenności i słowach prof. Krasnodębskiego

Wypowiedzi prof. Krasnodębskiego komentował na antenie Polsat News europoseł Patryk Jaki. – On ma tak oczywista racje, że to, że w ogóle toczymy na ten temat dyskusję pokazuje, w jakim stanie są elity polityczne. Przypomnę, że na przykład w listach Fryderyka II do carycy Katarzyny była mowa o tym, że żeby "załatwić" Polskę, to nie wystarczy jej odebrać terytorium, tylko trzeba jej odebrać ducha. To samo mówił Bismarck, próbując atakować polskiego ducha, niszczyć tożsamość – tłumaczył polityk. – Trzeba rozumieć czym jest polskość – mówił dalej Patryk Jaki podkreślając, że Polska zawsze "odróżniała się od Zachodu". – To widać dzisiaj na przykładzie Ukrainy, kiedy widać, że Polska jest rzeczywiście prawdziwym narodem moralny i pomaga Ukraine, kiedy Zachód, Francja, Niemcy są bardzo często obojętni. (...) Co więcej, wszystkie badania pokazują, że Polacy są w stanie poświęcić więcej ze swojego osobistego majątku, żeby ratować wolność na Ukrainie, niż ludzie na zachodzie. Własnie dlatego, że wolność zawsze była dla nas ważna – tłumaczy europoseł.

"Rozwiążmy państwo i Niemcy niech tutaj rządzą"

– Co więcej, Polacy stawiali lepsze diagnozy, jeżeli chodzi o geopolitykę i zagrożenie ze strony Rosji – podkreślał w studiu Patryk Jaki. – Dlatego tak, polskość jest czymś innym niż to, co proponują Niemcy i Francja, bo jeżeli by było inaczej, to w takim razie rozwiążmy w ogóle państwo. Jeżeli nie wierzymy w Polskę, rozwiążmy państwo i Niemcy niech tutaj rządzą – stwierdził. – Polska przez lata, przez dekady była stolicą wolności, republikanizmu, w XV i XVI wieku mieliśmy najlżejszą armię na świecie, mieliśmy wyjątkowo wysoka kulturę i o tym pisze profesor Krasnodębski, że nawet jak nie było państwa, to w Hotelu Lambert w XIX wieku polska kultura trwała, wystarczy przesłuchać wystąpienie Sienkiewicza, kiedy odbierał Nagrodę Nobla – dodał polityk. – I o tym mówi (prof. Krasnodębski - red.), o tym, żebyśmy tego bronili, a wy Polaków chcecie traktować jak jakichś Irokezów, których ciągle Niemcy, czy UE muszą uczyć jak żyć – podkreślił Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/kraj/339298/jaki-jezeli-nie-wierzymy-w-polske-rozwiazmy-panstwo.html

Radio Maryja

Pod inicjatywą "W obronie chrześcijan" podpisało się już ponad 75 tys. osób - poinformował w piątek (12 sierpnia 2022 roku - red. KN) w Kielcach minister w KPRM i wiceprezes Solidarnej Polski Michał Wójcik. "Podpisują się pod nią ludzie, dla których wielką wartością jest wolność, m.in. wolność do wyznawania określonej religii" - dodał.

Michał Wójcik podczas piątkowej konferencji prasowej podkreślił, że w inicjatywie obywatelskiej Solidarnej Polski nie chodzi tylko o obronę chrześcijan, katolików czy protestantów. "Ale o obronę ludzi, którzy są wyznawcami jakiejś religii. Chodzi o wyznawców judaizmu, muzułmanów. Pod nasza akcją podpisują się też agnostycy, czy wręcz ateiści. Ludzie, dla których wielką wartością jest wolność człowieka, m.in. rozumiana jako wolność do wyznawania określonej religii, określonej wiary" - powiedział wiceprezes Solidarnej Polski.

by projekt był procedowany w Sejmie, organizatorzy akcji muszą zebrać w ciągu trzech miesięcy przynajmniej 100 tys. podpisów. "Udało się nam zebrać już ponad 75 tys. podpisów w bardzo krótkim czasie, w nieco ponad miesiąc. Jestem przekonany, że uda się nad zebrać znacznie więcej, niż 100 tys. podpisów" - zapewnił minister. Michał Wójcik podkreślił, że w inicjatywie "W obronie chrześcijan" chodzi o zmianę przepisów Kodeksu karnego, wprowadzonych kilkadziesiąt lat temu. "W okresie powojennym tak były skonstruowane, aby w istocie ciężko było przypisać komuś odpowiedzialność za jakikolwiek czyn. A w ostatnich latach jest coraz więcej incydentów, są przerywane Msze święte, piłowane kościoły, niszczone symbole religijne" - powiedział wiceprezes Solidarnej Polski. Dodał, że "chodzi o konkretną zmianę przepisów Kodeksu karnego, aby znamiona czynu zabronionego były w sposób jasny i przejrzysty określone".

"Żeby nie było chociażby takich słów jak "złośliwy" To bardzo subiektywne określenie, a jeśli się wprowadzi określenia typu "lży", "wyszydza" to ma już swoje określone znaczenie" - mówił Michał Wójcik. Jak zaznaczył, celem projektu, pod którym zbierane są podpisy, nie jest podwyższenie kar. "Nie chodzi o to, aby karać. Chodzi o to, żeby można było tak skonstruować przepisy, żeby nie było żadnych wątpliwości co do znamion tego czynu zabronionego" -wyjaśnił minister. Świętokrzyski poseł Solidarnej Polski Mariusz Gosek poinformował, że w regionie zebrano do tej pory ponad 3 tys. podpisów. "Dziękuję wszystkim tym, którzy widzą zasadność tej inicjatywy. Słowa podziękowania kieruję też do grup pielgrzymkowych, biskupów diecezji radomskiej, kieleckiej i radomskiej, oraz kapłanom za wsparcie tej inicjatywy" - powiedział Mariusz Gosek.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/min-m-wojcik-pod-inicjatywa-w-obronie-chrzescijan-podpisuja-sie-ludzie-dla-ktorych-wielka-wartoscia-jest-wolnosc

Politycy niemieccy sami mówili dziennikarzom, że "Merkel wolałaby Tuska, którym można łatwo sterować" – powiedział europoseł Patryk Jaki.

– To, że Tusk to jest tylko taki słup niemiecki, to nie są moje słowa. Przypomnę państwu artykuł z "Die Welt" z 2013 r., w którym politycy niemieccy sami mówili dziennikarzom, że "Merkel wolałaby potulnego Tuska, którym można łatwo sterować" – mówił Patryk Jaki w TVP Info. – Skoro sami Niemcy tak mówią, to dlaczego mieliby kłamać w tym artykule? Po prostu my, Polacy, musimy się obudzić, no chyba że chcemy, żeby Polska była państwem, gdzie Niemcy wybierają sobie, kto będzie rządził – dodał.

Merkel nagrodzona za pomoc uchodźcom

Europoseł odniósł się również do nagrody przyznanej przez UNESCO Angeli Merkel za wysiłki, jakie włożyła w 2015 r., żeby wpuścić do Europy migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. – Wartość tej nagrody jest taka sama jak niedawna opinia Amnesty International o wojnie na Ukrainie, które winą za ataki na szpitale i obiekty cywilne obarczyło Ukrainę, a nie Rosję – ocenił Patryk Jaki. Przypomniał, że "nie kto inny jak Frans Timmermans przedstawił projekt w imieniu KE, że każde państwo, które nie będzie przyjmowało migrantów, za każdego nieprzyjętego uchodźcę będzie musiało płacić 250 tysięcy euro". – Wtedy Polsce za nieprzyjętych uchodźców kazano płacić za jednego nieprzyjętego 250 tys. euro, a dzisiaj, kiedy Polska przyjęła prawie 5 mln prawdziwych uchodźców, to UE nie chce nie tylko dać tych 250 tys. za każdego uchodźcę, ale nie dała nam nic – stwierdził.

Patryk Jaki: Polskę obłożono większymi sankcjami niż Rosję

Według niego "Polska została do tej pory obłożona większą ilością sankcji niż Rosja, gdyby policzyć to w pieniądzach, które Polsce się należą". Patryk Jaki stwierdził też, że "Rosjanie nie są głupi i wiedzieli, że sprzedają gaz Niemcom taniej niż gdzie indziej". – To była forma politycznej łapówki: "macie tani gaz, a za to będziecie siedzieć cicho i pozwalać nam na poszerzanie wpływów w Europie Wschodniej". To się skończyło tą wojną, którą obecnie przeżywamy. I Niemcy ponoszą za to ogromną odpowiedzialność – podkreślił.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/338530/jaki-merkel-wolala-tuska-ktory-mozna-latwo-sterowac.html

Mirosław Boruta Krakowski

Nie można złożyć kondolencji p. lek. med. Beacie Zawiasa, można p. lek. med. Beacie Zawiasie, co dedykuję Dyrekcji i Pracownikom Samodzielnego Publicznego Zespołu Lecznictwa Otwartego w Wieliczce (Dziennik Polski - 27.09.2022).

Opublikowano w Dzienniku Polskim dnia 30.08.2022: Koleżance Teresie Patoła - powinno być Teresie Patole, wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci męża
Krzysztofa Patoła - powinno być Krzysztofa Patoły, składają Zarząd oraz pracownicy firmy...

To dobry projekt, który pomoże ludziom uświadomić sobie, jak wysoki jest poziom agresji wobec poglądów, miejsc kultu i symboli chrześcijańskich - powiedział o obywatelskim projekcie "W obronie wolności chrześcijan" dyrektor Centrum Badań Wolności Religijnej UKSW ks. prof. Waldemar Cisło.

Trwa zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem zmian w Kodeksie karnym autorstwa Solidarnej Polski pod nazwą "W obronie wolności chrześcijan", który miałby penalizować "publiczne lżenie lub wyszydzanie" Kościoła lub związku wyznaniowego. Ks. prof. Ciało poinformował, że z badań prowadzonych przez Centrum Monitorowania Wolności Religijnej wynika, iż księża i wierni świeccy coraz częściej spotykają się z aktami agresji ze względu na wyznawaną wiarę lub profanacjami miejsc kultu i symboli religijnych.

Chrystianofobia

Zdaniem szefa PKWP, w całej Europie narastają tendencje, które można określić mianem "chrystianofobii". Przy okazji Czarnych protestów widzieliśmy, że profanacja kościołów czy zakłócanie nabożeństw zaczęło być postrzegane jako coś dobrego i uzasadnionego. A przecież dotąd takie zachowania były bardzo mocno potępiane. Ten projekt jest odpowiedzią na ten klimat - ocenił. Jak stwierdził "jest to próba wytworzenia kultury akceptacji dla wszystkiego, co jest przeciwko tradycji czy Kościołowi katolickiemu". My się temu sprzeciwiamy, ponieważ jesteśmy społeczeństwem tolerancyjnym. Polska ma kilka wieków tradycji tolerancji dla innych wyznań czy ateistów i my, jako chrześcijanie, również żądamy tolerancji dla naszych świętości - wyjaśnił.

Przychodzi moment, kiedy trzeba powiedzieć: stop. Ten projekt jest dobry, ponieważ może uświadomić ludziom, jak wysoki jest poziom agresji wobec poglądów, miejsc kultu i symboli chrześcijańskich. Nie powinniśmy dopuszczać do barbarzyństwa kulturowego - ocenił. Szef PKWP odniósł się także do planowanej zmiany brzmienia art. 195 Kk, który przewiduje karę 2 lat więzienia za złośliwe przeszkadzanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego Kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji, pogrzebowi, uroczystościom lub obrzędom żałobnym, polegającej na wykreśleniu słowa "złośliwie". Niestety, często spotykamy się z interpretacją prawa, która dyskryminuje chrześcijan. Na przykład profanacja synagogi czy meczetu wywołuje ostrą reakcję wszystkich mediów. Natomiast sprofanowanie kościoła jest często nazywane "wolnością wypowiedzi". Dlatego im prawo będzie bardziej jednoznaczne, im mniej pola pozostawi do interpretacji, tym lepiej - zastrzegł. Według ks. prof. Cisło, katolicy nie żądają "żadnych specjalnych przywilejów". Chodzi o to, żeby miejsca kultu wszystkich religii były tak samo chronione - dodał.

Stanowisko kurii

Szef polskiej sekcji PKWP odniósł się również do stanowiska rzecznika prasowego kurii lubelskiej ks. Adama Jaszcza, według którego "misją kapłanów powinno być jednak apelowanie do ludzkich sumień, a nie domaganie się zaostrzenia kar dla ludzi, którzy dali się uwieść atmosferze nienawiści wobec Kościoła". To jest bardzo dobre oświadczenie, jednak żeby zaistniał dialog, potrzebna jest otwartość i dobra wola z dwóch stron. A jeśli mamy do czynienia z kimś, kto nie chce rozmawiać merytorycznie, to potrzebne są zmiany w prawie - powiedział. Jak w czerwcu informowali liderzy Solidarnej Polski, w projekcie proponowane są zmiany w art. 195 i 196 Kodeksu karnego. Obecnie artykuł 195 Kk przewiduje karę 2 lat więzienia za złośliwe przeszkadzanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji, pogrzebowi, uroczystościom lub obrzędom żałobnym. Solidarna Polska proponuje zmianę art. 195 Kk poprzez wykreślenie słowa "złośliwie".

Inna zmiana ma dotyczyć art. 196 Kk, który obecnie brzmi: "Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Solidarna Polska chce, aby artykuł ten otrzymał brzmienie: "Kto publicznie lży lub wyszydza Kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej, jego dogmaty i obrzędy podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Tej samej karze podlegałby ten, "kto publicznie znieważa przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych". Jednocześnie miałby zostać wprowadzony do Kodeksu karnego art. 27a, zgodnie z którym "nie popełnia przestępstwa, kto wyraża przekonanie, ocenę lub opinię związane z wyznawaną religią głoszoną przez Kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej, jeżeli nie stanowi to czynu zabronionego przeciwko wolności sumienia i wyznania lub publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa lub pochwały jego popełnienia".

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/608500-ks-cislo-o-inicjatywie-solidarnej-polski-to-dobry-projekt

"Planujemy wyprawę na Ararat, żeby zrobić pierwszy polski film. Jak dobrze pójdzie, to powinno nam się to wkrótce udać. Być może już we wrześniu. To nasze przygotowanie powoli się finalizuje" - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl ks. dr Roman Piwowarczyk, filozof, organizator czterech konferencji z udziałem światowych ekspertów i uczestników wypraw do Arki na Ararat, autor artykułów naukowych i popularnonaukowych, a także książki „Arka Noego odnaleziona" opisującej dzieje Potopu oraz wyprawę, która dokonała odkrycia Arki Noego w paśmie górskim Ararat.

wPolityce.pl: Jakie to jest uczucie, kiedy wędruje się do miejsca, które wprawdzie jest opisane w Biblii, ale przez wielu jest traktowane jako legenda? Nagle ta „legenda" okazuje się rzeczywistością.

Ks. Roman Piwowarczyk: Dla mnie to uczucie było na pewno wyjątkowe, zwłaszcza że z jednej strony Biblia jest dla mnie bardzo istotnym źródłem pewnych punktów odniesienia i dążeń. Z drugiej strony sam, kończąc seminarium, nie byłem wcale przekonany o realności Potopu, jego szczególnej randze i znaczeniu. Tak się jednak stało, że pewnego razu wszystko zaczęło się rozświetlać, klarować. Nawiązałem kontakt z osobami, które wiedziały coś więcej, które mówiły, że się tym zajmują bardzo poważnie. W końcu dotarłem do głównych odkrywców. Zaprosiłem ich do Polski - dwóch naocznych świadków bycia w Arce. Można powiedzieć, że to był dla mnie przełom, duży skok w inną rzeczywistość. To zaczęło mi coraz bardziej otwierać oczy i powiększać wyobraźnię, że jednak ta historia, która jest za nami, może być zupełnie inaczej przedstawiona niż ta, która mi się wydawało, że jest kompletna, czy właściwa. Także tych uczuć na pewno było wiele i sam przeżywałem te kolejne dotknięcia, czy kolejne źródła informacji zdobywane w różnych miejscach, które to wszystko kompletowały w innej konfiguracji.

Mówiąc szczerze, spotykam się ciągle z osobami, które zadają tego typu, czy podobne pytania i które chcą badać moją autentyczność, czy siłę przekonania, ilość argumentów itd. To jest na pewno po pierwsze niezła przygoda, po drugie sam jeszcze szukam nowych, dalszych, żeby liczba ich była coraz większa. Dużo można by mówić na ten temat.

A jak to wpłynęło na Księdza wiarę? Do tej pory rozmawialiśmy o uczuciach, a przecież najbardziej istotna w tym wszystkim jest jednak wiara.

Wiara w Boga na pewno się nie zmieniła, natomiast myślę, że się jeszcze bardziej urealniła w tym sensie, że to, w co wierzymy, na różne ~posoby sprawdza się w życiu. Siła osób, które nie wierzą, na pewno może być weryfikowana przez życiowe doświadczenia. Inaczej mówiąc, wierzymy w Boga, który nie jest bardzo odległy i do którego możemy mieć dostęp, na różne sposoby doświadczać Jego obecności, Jego pomocy, Jego wszechmocy, Jego działania w naszym życiu - i społecznym, i indywidualnym, czy nawet Kościoła, czy nawet ludzi niewierzących. Na pewno więc w jakiś sposób był to wpływ pozytywny na wiarę.

Czytając tę książkę, skądinąd bardzo interesującą, uderza jedna rzecz, a mianowicie, że badacze Arki Noego pochodzili z Hong Kongu. To nie byli ludzie z Europy, czyli z terenów, gdzie pewnie spodziewalibyśmy się największego zainteresowania Arką. Dlaczego tak się stało?

W książce oczywiście staram się to wyjaśnić, ale mówiąc jak najkrócej, był to swoisty zbieg okoliczności w tym względzie, że ta grupa z Hong Kongu została poruszona czy zainicjowana przez pomysł dwóch osób, które bynajmniej nie były wierzące. To byli bardzo bogaci ludzie z Hong Kongu, którzy zajmują się nieruchomościami i innymi formami biznesu. W pewnym momencie zaplanowali stworzyć duży ośrodek, centrum rozrywki, coś na modłę Disneylandu i w nim chcieli umieścić kopię Arki Noego. Nie mając wielkiego wyobrażenia, ani wielu informacji, co ~o jest Arka Noego, kto to był Noe, co to był Potop itd. zaangażowali dziennikarzy, żeby im to po prostu ułatwili i dostarczyli niezbędne informacje.

Ciara Wei, która była w centrum tych poszukiwaczy treści, dostała zlecenie i odpowiednie środki na jego realizację. Wybrała się do Europy, skręciła w kierunku Turcji, dotarła do Dogubavazrt, Zdobyła wiele informacji i historycznych detali. Natomiast okazało się, że gdy przybyła z nimi do Hong Kongu, grupa ewangelizacyjna zainteresowała się tymi treściami i zapaliła w tym sensie, że "same informacje to za mało, musimy pojechać i szukać tej Arki", Nie tylko same treści w zapiskach, książkach itd., ale znaleźć konkretne fragmenty czy pozostałość Arki. To jest bardzo wyjątkowa rzecz, że faktycznie osoby z dalekiego Hong Kongu przyjeżdżają do Europy - ta grupa, o której mówię, była to grupa ewangelizacyjna, ale głównie protestancka - i kilka organizowali wypraw - do skutku. Powiedzieli, że będą szukać, aż znajdą. Nie ukrywali, że traktowali tę przygodę również w wymiarze religijnym. Tłumaczyli to też Ahmedowi, który był ich opiekunem i wsparciem ze strony tureckiej, jako że jest on przewodnikiem wypraw wysokogórskich, działa w branży turystycznej. On też naginał się w tę stronę, że się z nimi modlił, chociaż oficjalnie od strony religijnej jest po stronie tureckiej, czyli muzułmaninem, przy czym jego mama jest Ormianką czyli chrześcijanką. Tak czy inaczej docenił również i zaakceptował to, że ten wymiar jest ważny. Udało się. To, co przez wiele wcześniejszych wypraw, zwłaszcza w wieku XX nie udawało się znaleźć Arki na powierzchni góry, oni ją znaleźli - oczywiście nie na powierzchni, ale przykrytą kilkumetrową warstwą skał wulkanicznych. Dotarcie do tej lokalizacji było naprawdę dużym wysiłkiem, bo trzeba było wiedzieć, gdzie są jakieś szczeliny w skałach, poprzez które można by się przecisnąć, by się obniżyć kilka metrów i dotrzeć do drewnianej konstrukcji Arki. Ale udało się.

Najpierw odkryli jedną lokalizację. Później drugą, trzecią. Inaczej mówiąc, Arka jest teraz rozdzielona na trzy części i każda z tych części jest na innym miejscu i innej wysokości. Badacze są przekonani, że są tylko te trzy części, chociaż stu procentowej pewności nie mają. Może jeszcze jakaś część jest - przysypana i nieodkryta? Według nich są trzy części, które stanowiłyby całość Arki.

Czy są planowane jeszcze jakieś wyprawy, żeby głębiej zbadać to znalezisko?

Tak. To jest kwestia wielokrotnie złożona. Nie tylko złożona, ale wielokrotnie złożona, ponieważ rząd turecki się już teraz tym zainteresował. W programie nauczania w Turcji już oficjalnie wykłada się na temat Potopu, Noego, historii Arki itd., co w Polsce jeszcze nie jest na razie realizowane, ani może nawet do pomyślenia.
Planujemy wyprawę na Ararat, żeby zrobić pierwszy polski film. Jak dobrze pójdzie to powinno nam się to wkrótce udać. Być może już we wrześniu. To nasze przygotowanie powoli się finalizuje.

Paradoksalnie w Turcji, która jest krajem muzułmańskim - to dopowiedzmy.

Tak. Zresztą Noe jest ponad wszystkimi religiami, bo ani nie był żydem, ani nie był chrześcijaninem, ani nie był muzułmaninem, więc oni go traktują go jako naszego wspólnego przodka, który może być takim zwornikiem jedności dla wszystkich ludzi, bez względu na wiarę. W tym względzie jest tutaj zielone światło nawet dla muzułmanów. Zresztą jeśli chodzi o oficjalne podejście islamu, nie jest ono zamknięte. Kiedyś, przeglądając tablice informacyjne wokół Błękitnego Meczetu w Istambule dotyczące islamu, różnych zasad religii itd., była tam oczywiście też wzmianka o Noem, o Adamie, który jest jakby nad tym wszystkim i że jesteśmy w jednej wielkiej rodzinie, wtedy jeszcze niepodzielonej na żadne frakcje czy religie.

Natomiast wracając do tego pierwotnego pytania, tych wypraw na pewno będzie jeszcze więcej. Jest planowane gruntowniejsze badanie archeologiczne. Jest planowany szczególny skan, który by pomógł określić wielkość i kształty tej całej drewnianej konstrukcji, która jest przysypana tymi skałami wulkanicznymi. Jak na razie odkryto tylko kilka procent tej całości. Oczywiście nie tyle, że nie chcą, ale jest ryzyko, żeby coś nie tąpnęło, nie zawaliło się. Bądź co bądź nie ma tam żadnych wytworzonych przez ludzi zabezpieczeń, stempli itd. Tutaj pewne ryzyko jest. Natomiast nikt na razie nie mówi o tym, żeby tę konstrukcję odkryć - ściągnąć tę wielometrową warstwę skał. Dlatego na razie jest planowany skan elektromagnetyczny, który pozwoliłby odtworzyć kształty i konstrukcję Arki.

Inna rzecz jest jeszcze ta, że ciągle jakby krystalizuje się kwestia podmiotu - kto jest dokładnie odpowiedzialny za tę Arkę. Ahmed, który odkrył, ma teraz ważną funkcję, bo jest dyrektorem agenci turystycznej, która między innymi zajmuje się Arką Noego, ale jest też zaangażowany w wyprawy na Ararat i inne góry. Natomiast myślę, że tutaj będzie potrzeba na pewno umiędzynarodowienia tego podmiotu, otwarcia się na jeszcze szersze perspektywy tych podmiotów, które współtworzą jeden wielki podmiot zajmujący się tym znaleziskiem. Jest to rzecz nie tylko turecka, ale ona dotyczy całego świata. Jest to coś absolutnie wyjątkowego, jako artefakt z przeszłości.

Mam taki zamysł, plan, żeby stworzyć komórkę naukowo-badawczą zakorzenioną również w Polsce, żebyśmy mieli grupę reprezentującą tę sprawę od strony naukowej, uniwersyteckiej.

Z tego, co Ksiądz opisuje w książce, źródeł mówiących o Arce Noego jest bardzo wiele i aż dziw bierze, że one są zupełnie pomijane w dyskursie historycznym. Z czego to wynika?

Mówiąc szczerze, takiego dyskursu historycznego, który by uwzględniał realne istnienie Potopu, Arki Noego praktycznie nie ma. Do tej pory, od XIX wieku, ten temat był skrzętnie wyciszany. Przede wszystkim wynika to z tego, że słabo znamy tę historię nawet pierwszych wieków przed naszą erą. Mamy wiele map, wiele pamiątek z przeszłości, które pozwalałyby nam wiele odtworzyć. Dopiero niedawno się zorientowałem, że na przykład jest Wzgórze Nimroda, gdzie są jeszcze pozostałości po Nimrodzie - bądź co bądź wnuk Noego. To są lata powyżej 2000 p.n.e., nie mówiąc o innych takich skarbach choćby w Syrii, Iraku, Iranie. Tam jest naprawdę jeszcze wiele do odkrycia i myślę, że te rzeczy powinny być odkrywane. \

Cóż, u nas te lata powojenne ... Tu z jednej strony pojawia się era Internetu, dostępności do bardzo wielu źródeł. Z drugiej strony jednak ten czas komunizmu na? paraliżował, czy nastawiał w jednym kierunku i tych wielkich poszukiwań historycznych nie mieliśmy może nawet okazji realizować. Ale teraz, od kilkudziesięciu lat, te perspektywy się pojawiły. Próbujemy eksplorować Marsa, czy księżyc, a tu na ziemi jest jeszcze wiele do odkrycia.

Od tego odkrycia minęło trochę czasu. Jak ono rezonowało w przestrzeni publicznej i w mediach? Gdy chodzi o to odkrycie dokonane przez grupę z Hong Kongu i grupę turecką, jest tutaj pewna różnica, bo gdy chodzi o obszar Azji (Chiny, Hong Kong itd.), nawet Australii, w tamtych miejscach było wiele fal medialnych, które o tym mówiły. O tym mówiły największe kanały telewizji chińskiej. W Ameryce były organizowane konferencje. Natomiast jeśli chodzi o Europę, to faktycznie tutaj jest pewna pustynia - nic się wielkiego nie działo. Chociaż mamy kopię Arki Noego w Holandii w skali 1:1. Jest tam utworzona fundacja. Też o tym praktycznie niewiele wiemy. Były tam organizowane konferencje. Medialnie była pewna blokada - był to temat wyciszany, albo w ogóle ignorowany.

Z czego to wynika? Czy to wynika z jakiegoś ludzkiego braku zainteresowania tym tematem, czy może chodzi o kwestie ideologiczne? Widzę w przestrzeni medialnej, jak pewne rzeczy z historii Kościoła są albo przeinaczane, albo sekowane, albo w ogóle zaprzecza się ich istnieniu.

Kwestia historii nigdy nie była taka klarowna, jednoznaczna. To, co jedna osoba nazywa ważnym wydarzeniem historycznyn1, dla innej może to być mniej ważne, albo w ogóle nie powinna być określona jako ważna. Tym głównym determinantem ważności są też wartości. Wiemy, że my jesteśmy podzieleni w kwestii wartości - i w kwestii religijnej, i kulturowej itd. To generuje też pewne różnice, gdy chodzi o sposób interpretowania historii. Wiadomo, że możemy różnie spojrzeć na rewolucję październikową w Rosji - są różne klucze do zrozumienia takiej historii. Tak samo rewolucja francuska - to nie jest tak, że jest to bardzo jednoznaczna perspektywa, która wszystko wyjaśnia. Wiele innych rzeczy można by w ten sposób skomentować. Sam nasz papież, Jan Paweł 11, mówił kiedyś, że naszą historię, przynajmniej dwa ostatnie wieki powinniśmy napisać od nowa, według nowych spojrzeń, nowych zasad. To samo dotyczy historii Kościoła.

Ogólnie mówiąc, mam wrażenie, że u nas brakuje wśród księży takich bardzo zapalonych historyków, którzy by wiele rzeczy odsłaniali.

Jeśli chodzi o historię Noego, to do XIX wieku sprawa była bardziej klarowna. W wielu miejscach wiele się o tym mówiło. Nawet ten przytoczony wiersz Kochanowskiego - to jest XVI wiek - w tym wierszu on zawarł wiele detali. Ten wiersz jest bardzo ciekawy pod względem bogactwa treści, które zawarł. Proste pytanie: ,,Skąd on o tym wiedział?". Okazuje się, że w tamtym czasie więcej się o tym mówiło. Natomiast po XIX wieku, ta kwestia pozytywizmu...

Nietzscheizmu...

Nietzscheizm oczywiście, że też tutaj był bardzo silny, jeśli chodzi o filozofię - Heidegger itd. Można wymienić całą listę myślicieli, którzy stali się dominującymi i którzy naginali historię do tych swoich paradygmatów. My zostaliśmy w tyle. Zresztą w Polsce nie mieliśmy wielkich możliwości, żeby działać, bo albo rozbiory, albo wojna - jedna, druga - komunizm. I kto tu myślał o jakichś głębszych poszukiwaniach historycznych?

Dziękuję za rozmowę / Rozmawiała Anna Wiejak.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/kosciol/609964-kspiwowarczyk-chcemy-zrobic-film-o-odnalezionej-arce-noego

Prezes Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika "Sieci" potwierdził, że w kontaktach z Komisją Europejską należy odejść od drogi ustępstw. Zapowiedział też dalsze prace przy reformie sądownictwa, chwaląc projekt tzw. spłaszczenia struktury sądów. To tezy, które od dawna promują politycy "Solidarnej Polski". Nie znaczy to jednak, że przedstawiciele koalicjanta Prawa i Sprawiedliwości popadli w naiwny triumfalizm. Rozmówcy portalu wPolityce.pl pozytywnie odbierają słowa Jarosława Kaczyńskiego i zapewniają, że będą wspierać swojego politycznego partnera.

Nie popadamy w triumfalizm, gdyż sytuacja jest bardzo trudna. Od miesięcy staramy się, by Prawo i Sprawiedliwość zmieniło taktykę. Chodzi o asertywność. Kompromis będzie przez Unię łamany. Tak dzieje się teraz i tak będzie się dziać nadal. Tylko asertywna postawa może odwrócić ten trend - mówi nam jeden z ważnych polityków "Solidarnej Polski". Wmawiano "Solidarnej Polsce", że na siłę próbujemy się od PiS odróżnić. Nie interesują nas te przepychanki - podkreśla rozmówca portalu wPolityce.pl.

Będzie podział?

Czy słowa prezesa Kaczyńskiego wzmocniły pozycję polityczną Zbigniewa Ziobry i jego współpracowników? Okazuje się, że ci, którzy liczyli na kolejny podział w Zjednoczonej Prawicy muszą jeszcze uzbroić się w cierpliwość. Nie rozpatrujemy tego w takich kategoriach. Prezes wprost wypowiada się o błędach w taktyce wobec Unii Europejskiej. Podkreśla jednak, że to nie jest moment na wyciągnięcie wniosków personalnych. To są jasne sygnały, iż Prezes Kaczyński ocenia taktykę kompromisu, jako taktykę błędną - zwraca uwagę jeden z polityków "Solidarnej Polski".

Widzimy, że słusznie zwracaliśmy uwagę na te wszystkie zagrożenia i cieszymy się, że prezes Jarosław Kaczyński podziela nasze stanowisko. Polityków "Solidarnej Polski" z gorzką satysfakcją przyjmują też słowa Jarosława Kaczyńskiego o słynnych wetach prezydenta Andrzeja Dudy z lipca 2017 roku. Prezes ma rację, że gdyby tych wet nie było, to negocjowalibyśmy dzisiaj z zupełnie inne pozycji. Prezes wskazuje też na potrzebę reform. To dobrze wróży na przyszłość. Wesprzemy prezesa w jego planach - zapewnia polityk "Solidarnej Polski".

Odbieramy ten wywiad jako przyjęcie faktu, że asertywność wobec Unii Europejskiej jest potrzebna. Widzimy, że jesteśmy oszukiwani przez unijnych biurokratów. Tymczasem plan jest taki, by przywrócić władze Tuska, a następnie wprowadzić do Polski walutę euro. To cele federalistyczne Europy- przekonują nasi rozmówcy.

Politycy "Solidarnej Polski" mają prawo czuć się dzisiaj usatysfakcjonowani. Ich taktyka zaczyna być mocno brana pod uwagę w wypowiedziach prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nie oznacza to jednak, że w obozie władzy może dojść do kolejnego ogniska rozłamu. Paradoksalnie, słowa prezesa Kaczyńskiego oznaczają skonsolidowanie działań i narracji dotyczących odpowiedzi Polski na szantaż ze strony Komisji Europejskiej. Ktoś kto będzie próbował wykorzystać słowa lidera Zjednoczonej Prawicy dla wewnętrznych rozgrywek w łonie tej formacji politycznej, może się szczerze rozczarować.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/609719-tylko-u-nas-politycy-sp-komentuja-slowa-prezesa-pis

Spędziliśmy wzniosłe chwile 1 sierpnia 2022 roku o godz. 17:00 na cmentarzu Neuer-Friedhof w Harburgu-Hamburgu przy Pomniku Tragicznie Zmarłych Żołnierzy Armii Krajowej - jeńców wojennych PW44 - Arbeitskommanda ze Stalagu XB Sandbostel wspominając godzinę "W" w Warszawie i Powstanie Warszawskie 1944 roku z Konsulem Generalnym Piotrem Jaworskim z pięknym wieńcem, proboszczem Polskiej Misji Katolickiej dr. Wojciechem Stysiem z Parafii w Harburgu i Neuergraben z gronem licznych gości i kombatantów, z modlitwą, pieśnią, kwiatami i zniczami...

(Od Redakcji): Dziękujemy p. Halinie Morhofer-Wojcik, skarbnikowi oddziału Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Hamburgu za nadesłaną relację.

Komisja Europejska wdraża drugi etap procedury naruszeniowej wobec Polski. Patryk Jaki uważa, że Bruksela stara się "osadzić w Warszawie swojego premiera".

Komisja Europejska w piątek poinformowała o wszczęciu drugiego etapu procedury naruszeniowej przeciwko Polsce. Sprawa dotyczy prymatu prawa unijnego nad polskim. Polska ma teraz dwa miesiące na wprowadzenie niezbędnych środków w celu zapewnienia zgodności z prawem UE, w przeciwnym razie Komisja może skierować sprawę do Trybunału Sprawiedliwości.

Patryk Jaki: Wypowiedzieli totalną wojnę

Na zapowiedzi Komisji Europejskiej odpowiada wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Polityk ocenia, że mamy do czynienia z atakiem na suwerenność państwa polskiego.

"KE zamierza zaskarżyć Polskę do TSUE za orzeczenia polskiego TK. Pomimo, że w wielu krajach podobne orzeczenia wydawały zakresowo poszczególne TK i SN (Francja, Niemcy, Rumunia, Hiszpania tylko w ostatnich dwóch latach). KE dała nam dwa miesiące wycofanie się z orzeczeń TK" - napisał wiceminister w mediach społecznościowych.

Do tego wypisu odniósł się europoseł, były wiceminister sprawiedliwości, Patryk Jaki. Jego zdaniem Bruksela atakuje rząd, gdyż jej celem zmiana władz w Polsce.

"Czyli w ramach walki o niezawisłość sędziów Komisja Europejska skarży Polskę za wyrok, który się jej nie podoba. Niemcy/UE wypowiedzieli Polsce wojnę totalną, aby osadzić u Warszawie swojego premiera. Najśmieszniejsze jest to, że są u nas ciągle ludzie myślący, że ustępstwa coś PL dadzą poza kolejnymi atakami" - napisał europoseł.

Patryk Jaki: Ustępstwa nic nie dają

Patryk Jaki podkreśla w kolejnych wpisach, że obecna taktyka ustępstw nic nie daje Polsce. Zapewnił też, że Solidarnej Polsce nie chodzi o radykalizację czy "walkę dla samej walki", tylko o skuteczność działań. "Uważamy, że trzeba zmienić taktykę, bo ciągłe ustępstwa - pokazują tylko słabość, która wykorzystują i przedstawiają dalej idące roszczenia" - napisał europoseł.

"Ostatnio po wielu latach naszych próśb wreszcie PL zastosowała weto wobec 2 ważnych dla UE spraw i od razu KE zatwierdziła KPO. Potem PL zrezygnowała z weta i 2 dni później koleje ataki" - dodał.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/325228/bruksela-uderza-w-polske-jaki-wypowiedzieli-wojne-totalna.html