Przeskocz do treści

Informacja własna

Śp. Helena Zacharska odeszła do Pana po krótkiej, ciężkiej chorobie 17 lutego 2019 roku.

Osoba niezwykłej dobroci, pomagająca wszystkim potrzebującym, konsekwentna patriotka, ciągle walcząca o dobro Ojczyzny, jej niepodległość i wolność. Protestująca zawsze przeciwko złu które niszczyło i niszczy Polskę. Wspaniała znawczyni historii Polski, z idei narodowiec (il. p. Helena Zacharska - 11 listopada 2016 roku, Marsz Niepodległości, fot. p. Alina Rostocka).

Pogrzeb śp. Heleny Zacharskiej odbędzie się w jej rodzinnym Słupsku, a w Krakowie, we środę, 20 lutego o godz. 18.00 w Kaplicy pod wezwaniem Matki Bożej Pośredniczki Wszystkich Łask - Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, przy ul. Zdunów 24 odprawiona zostanie Msza Święta w Jej intencji.

Będzie nam jej bardzo brakowało, Sława Bednarczyk i Alicja Rostocka.

Mirosław Boruta

8 lutego 2019 roku odbyło się pierwsze posiedzenie Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia (II Wydział Karny), podczas którego procedowano sprawę p. Grzegorza Sycza przeciwko prokuraturze, która odmówiła ścigania sprawcy. Sprawca to Zbigniew Bajkowski, który podczas demonstracji przy Wawelu, wołał, że partia Prawo i Sprawiedliwość jest faszystowska, a jej zwolenników nazwał... faszystami. Prokurator stwierdził natomiast, że takie epitety nie stanowią czynu zabronionego.

Poszedłem na to posiedzenie sądu nie tylko z dziennikarskiej powinności, ale i jako socjolog języka, który musi umieć rozgraniczyć ważną zasadę wolności wypowiedzi (wolności słowa) oraz obelg, wyzwisk, pisząc po prostu - chamstwa w przestrzeni publicznej, chamstwa, które - jak widać - ma pozostać bezkarne.

Jakiekolwiek próby naprawy Rzeczypospolitej bez ukrócenia zalewu mowy nienawiści, obelg, wyzwisk i... beznamiętnego przyglądania się tym procederom na nic się nie zdadzą.

Uważam, że organy państwa nie tylko nie mogą uchylać się przed ściganiem sprawców, ale powinny to czynić z urzędu. Wyobrażam sobie Polskę, w której nikt nikogo nie lży, wyzywa, obrzuca obelgami, i wiem, że o taką Polskę warto walczyć. Tak jak dzisiaj pokazali to nieliczni zebrani, świadkowie wydarzeń, kombatanci, osoby odznaczone państwowymi medalami, z całą pewnością nie faszyści. Raczej ludzie, którym zależy na Polsce, patrioci, dlaczego jednak jest ich już tylko garstka?

I jeszcze jedno, następne posiedzenie Sądu - 29 marca, 9:00, sala B-138 (ul. Przy Rondzie 7).

Jerzy Bukowski

Jako przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa bardzo się cieszę, że w ramach Budżetu Obywatelskiego radni jednogłośnie zaakceptowali projekt modernizacji istniejącego w pobliżu polskiej Mogiły Mogił placu zabaw dla dzieci.

Do końca października nastąpi demontaż starych i niesprawnych urządzeń oraz instalacja nowoczesnych, w pełni bezpiecznych (huśtawki, zjeżdżalnia, karuzela, urządzenia linarne), które będą dostosowane do różnych przedziałów wiekowych dzieci, pojawią się także nowe ławki. Plac zabaw powinien współgrać z charakterem otoczenia leśnego, a całe miejsce stać się bardziej przyjazne rodzinom i zachęcać je do spędzania czasu na łonie przyrody, a zarazem w pobliżu miejsca pamięci narodowej.

Chcę bardzo mocno podkreślić, że plac zabaw pomiędzy placem parkingowym a kopcem Piłsudskiego w niczym nie uwłacza powadze Mogiły Mogił, w której złożono do tej pory ponad 4,5 tysiąca przesiąkniętych krwią Polaków ziem z pól bitewnych oraz miejsc martyrologii naszego narodu. Słyszałem już wcześniej takie zarzuty i zdecydowanie je odpieram, ponieważ jeżeli chcemy właściwie wychowywać dzieci i młodzież, to musimy umiejętnie łączyć beztroską zabawę z należną cieniom przodków powagą. Będąc przez wiele lat instruktorem harcerskim doskonale wiem, jak skuteczna bywa taka właśnie metoda budzenia patriotycznego ducha w młodych sercach.

Jestem przekonany, że większość bawiących się kilkadziesiąt metrów od kopca Józefa Piłsudskiego dzieci zapyta rodziców, co to za dziwna góra i zechce wyjść na jej szczyt słuchając pod drodze opowieści o bohaterach, którzy oddali życie w walce o naszą niepodległość, a dzisiaj ich pamięć jest utrwalona również w polskiej Mogile Mogił na wzgórzu Sowiniec w Lesie Wolskim.

Andrzej Kalinowski

28 stycznia 2019 roku w największej sali ICE Kraków odbyło się już drugie kolędowanie z krakowskimi chórami. Prowadziła je p. Lidia Jazgar, a swoją obecnością koncert zaszczycił ksiądz biskup Jan Szkodoń. Atmosfera prawdziwie pasterska, serdeczna, miła... Duch Bożego Narodzenia znów zagościł w naszych sercach. Zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu z tego wspaniałego wydarzenia: https://photos.app.goo.gl/dkfqtuHhZ6nTePUu7

Jolanta Sosnowska – autorka dwóch tomów bestsellerowej biografii polskiego papieża pt. „Hetman Chrystusa” była gościem redaktor Ewy Stankiewicz w programie „Otwartym tekstem” w TV Republika. Tematem spotkania była piękna postać świętego Jana Pawła II.

Autorka dzieła jest zafascynowana postacią św. Jana Pawła II od 27 lat i jak przyznaje, ta fascynacja nadal nie osłabła.

– Jest wręcz przeciwnie, im częściej sięgam do jego mów i dokumentów, odkrywam wręcz profetyczne teksty. Choć mija czternasty rok od śmierci Jana Pawła II, stwierdzamy, jak bardzo go brak, jak bardzo ten świat stał się niedobry. Nikt tak jak on nie objaśniał tak zrozumiale i logicznie współczesnego świata – tłumaczy Jolanta Sosnowska. – W jego wypowiedziach poświęconych niemal wszystkim aspektom życia odnaleźć można tę troskę. Mam wrażenie, jakby Ojciec Święty przeczuwał, że świat idzie w złym kierunku. W 1989 roku, kiedy mury komunizmu zostały zburzone, wydawało się, że świat wypływa znowu na szerokie wody, że zaczynamy zbliżać się ku tradycyjnym wartościom, że powstanie Europa ducha chrześcijańskiego , tymczasem po śmierci Ojca Świętego zaczął się dość szybki demontaż tego wszystkiego, co on zbudował – dodaje.

Za: https://bialykruk.pl/wydarzenia/swiety-jan-pawel-ii-objasnial-nam-wspolczesny-swiat-gdy-odszedl-rozpoczal-sie-demontaz-tego-co-dobre--mowi-jolanta-sosnowska-w-telewizji-republika

Bogusław Dopart*

To bardzo bolesna, niespodziewana wiadomość. 12 stycznia w szpitalu w Kielcach zmarła Pani Profesor Maria Teresa Lizisowa. W pięć dni później spoczęła na cmentarzu w Batowicach. Odeszła w osiemdziesiątym trzecim roku twórczego, pracowitego żywota, poświęconego swej Rodzinie, swym studentom; życia ofiarowanego bliźnim, nauce polskiej, wspólnemu dobru Polaków. Wraz z Bliskimi Pani Profesor i Jej Przyjaciółmi żegna Uczoną świat akademicki: społeczność Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, Uniwersytetu Papieskiego im. Jana Pawła II, Polskiej Akademii Nauk. Z najgłębszym żalem, wdzięcznością i respektem pochyla się nad grobem Pani Profesor wspólnota Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie.

Największą część swej biografii naukowej Profesor Lizisowa oddała Instytutowi Filologii Polskiej Uniwersytetu Pedagogicznego, gdzie pełniła m. in. obowiązki Kierownika Studium Doktoranckiego. Na tej uczelni zyskała opinię znakomitego nauczyciela akademickiego. W tym środowisku rozwinęła twórczość polonistyczną, która przyniosła Jej renomę wybitnego specjalisty w zakresie semantyki historycznej oraz języka i kultury wschodnich obszarów Pierwszej Rzeczypospolitej. O uznaniu dla kompetencji naukowych Pani Profesor i dla jej działalności na rzecz Polskiego Towarzystwa Językoznawczego czy Towarzystwa Języka Polskiego świadczy m. in. powołanie Jej do Rady Języka Polskiego (Komisja Języka Prawniczego) PAN. Prof. Maria Teresa Lizisowa doczekała się także sprawiedliwego uhonorowania swych zasług Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej.

Uczona zaskarbiła sobie rangę wybitnego znawcy polskiej i słowiańskiej terminologii prawnej, w tym zwłaszcza polszczyzny kancelaryjnej w Wielkim Księstwie Litewskim XVI i XVII wieku. Z tego kręgu wypada wymienić szereg Jej publikacji książkowych. Monografią Podstawowe terminy prawne w statutach staropolskich na tle słowiańskim. Studium semantyczne (Kraków 1995) Autorka zarysowała od razu perspektywę syntetyczną i komparatystyczną. Obchody dwusetnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza wzbogaciła Profesor Lizisowa książką Prawem sądzić, czyli O języku Statutów litewskich w „Panu Tadeuszu” (Kraków 1998), jednym z bardzo nielicznych opracowań jakże ważnej materii prawniczej w naszej epopei narodowej. Autorka udzieliła tu czytelnikowi cennych informacji o kulturze prawnej Wielkiego Księstwa Litewskiego, zarazem przeprowadziła analizy lingwistyczne i zabiegi z zakresu interpretacji literackiej, których zakres znacznie wykracza poza tytułową problematykę książki. Język Kodeksu Olszewskiego (1550). Z recepcji staropolskiego języka prawno-sądowego w Wielkim Księstwie Litewskim w szesnastym wieku (Kraków 2000) to wszechstronna charakterystyka prawoznawcza, tekstologiczna i lingwistyczna (leksykologiczno-semantyczna, składniowa, morfologiczna, fonetyczna) najstarszego zabytku polszczyzny na Litwie. Prace organizacyjne Profesor Lizisowej (była umocowana przez Rektora UP do rozwijania współpracy z Uniwersytetem Państwowym w Grodnie) oraz Jej kontakty konferencyjne z badaczami zza wschodniej granicy zaowocowały tomem zbiorowym Kultura i język Wielkiego Księstwa Litewskiego (Kraków 2005), w którym skupiono prace na temat związków kulturalnych Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz dziedzictwa kulturowego narodów na Litwie i Białorusi.

Druga podstawowa dziedzina twórczości naukowej Pani Profesor to teoria języka prawnego. W książce Tekst – Kontekst – Interpretacja. W poszukiwaniu semiotyczno-dyskursywnych wzorców konkretyzacji języka (Kraków 2006) Autorka przedstawia wybrane aspekty dyskursu prawnego, by przejść następnie do analizy różnego typu językowych tekstów kultury. Równocześnie Profesor Lizisowa zredagowała tom Język w urzędach i sądach (Kraków 2006). Prawdziwym ukoronowaniem tego szerokiego terytorium refleksji teoretycznej i metodologicznej Uczonej stała się monografia Komunikacyjna teoria języka prawnego (Kraków 2016). W wielopłaszczyznowych badaniach Autorka sięga do ontologicznej natury prawa, aby wywieść stamtąd prawomocne przesłanki do badań lingwistycznych. Rozważa dalej kwestie języka prawnego w porządku komunikacyjnym i w aspekcie pragmatycznym. Charakteryzuje też „wzorzec tekstowy aktu stanowienia prawa”, rozpatruje aksjologiczne podstawy języka prawnego. Z kolei zainteresowania Profesor Lizisowej pragmatyką, retoryką i genologią wypowiedzi dziennikarskiej podsumowuje książka Style funkcjonalne w dziennikarstwie prasowym (Kielce 2009).

Wczesny akces i obecność Pani Profesor w krakowskiej wspólnocie Akademickiego Klubu Obywatelskiego potwierdza najstarszy zapis kronikarski (z 18 lipca 2011 roku); wraz z Jej śmiercią tracimy Członka założyciela naszego stowarzyszenia (w środku prof. dr hab. Maria Lizisowa, 76. Miesięcznica Smoleńska w Krakowie, fot. p. Zbigniew Galicki). 27 kwietnia ub.r. wygłosiła na forum AKO bogaty w treść, niezmiernie instruktywny i głęboki odczyt pt. O prawnych założeniach naszej cywilizacji – polska kultura prawna. „Kultura prawna – podkreślała w zakończeniu Prelegentka – należy do najstarszych dóbr cywilizacyjnych. W cywilizacji łacińskiej tradycją jest, że prawo naturalne pełni funkcję walidacyjną wobec prawa pozytywnego. Im bardziej prawo stanowione przez człowieka jest upodobnione do prawa naturalnego jako łącznika z prawem Boskim i wiecznym, tym bardziej można mówić o doskonałości prawa ludzkiego. Jest to ultimatum, którego niespełnienie rodzi wszelkie spory polityczne”.

Czcigodna, Droga Pani Profesor! Cieszyliśmy się Pani szlachetnym słowem i gestem dobroci tyle razy! Nie brakowało Pani wśród nas podczas wykładów publicznych, spotkań klubowych, liturgii, okolicznościowych ceremonii. Przyjmowaliśmy z podziwem i respektem Pani skromność i powściągliwość, które były dla nas żywym upostaciowaniem etosu uczonego z najlepszej epoki polskiej inteligencji. Odejście Pani Profesor było jak śpieszne, gorliwe dążenie ku jakiejś powinności, jakiejś misji, której zrozumienie nie jest już nam dostępne. W naszej pamięci pozostaje dla Pani Profesor miejsce chlubne i trwałe.

* Autor to prof. dr hab., literaturoznawca, teoretyk i historyk literatury, kierownik Katedry Historii Literatury Oświecenia i Romantyzmu Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie

Witold Jurasz (fot. onet.pl): Nadzieja w inteligencji / Mit dziewiąty mówi że polską politykę może naprawić większe zaangażowanie polskiej inteligencji. Problem polega na tym, że polska inteligencja jest jak Yeti. Wszyscy o niej mówią, ale od lat nikt jej nie widział. Podobno w PRL ją widywano, a nawet miała być sumieniem narodu. Tyle że po 1990 r. inteligencja uwierzyła, że narzekanie na realny socjalizm szeptem, tak aby nikt nie słyszał, oznaczało aktywny udział w opozycji demokratycznej. W rzeczywistości w opozycji działali nieliczni.

Większość, z czego skądinąd nie wolno – szczególnie 40 latkowi, który PRL nie przeżył - nikomu czynić zarzutu, wybierała milczenie. Gdy PRL upadł okazało się jednak, że szept był tak naprawdę krzykiem. Polska inteligencja nie może więc naprawić systemu skoro w punkcie wyjścia jest tak głęboko zakłamana. Nie może też naprawić systemu bo to ona w największym stopniu bierze udział w polsko–polskiej zimnej wojnie domowej.

Inna jej część jest dla odmiany tak spauperyzowana, że poza przetrwaniem niewiele więcej ją interesuje. Skądinąd jeśli poszukiwać nad Wisłą odpowiednika francuskich żółtych kamizelek to zapewne należałoby szukać ich wśród biedujących inteligentów, którzy w dużych miastach zarabiają po 3-4 tysiące czyli kwoty które na polskiej prowincji pozwalają żyć, ale które w dużych miastach oznaczają trwałą biedę. Tyle że w Polsce żadnych „żółtych kamizelek” nie ma.

Fragment analizy z: https://wiadomosci.onet.pl/opinie/11-mitow-polskiej-polityki-witold-jurasz-analiza/s9nd40p

Wszystkim PT. Czytelnikom i Przyjaciołom Krakowa Niezależnego:

autorom filmów, tekstów i zdjęć (fot. p. Kazimierz Bartel), nadsyłającym zaproszenia lub linki do ciekawych miejsc i wydarzeń, podpowiadającym jak „wokoło siebie mieć piękniejsze Miasto, piękniejszą Polskę i piękniejszy Świat”

składam najbardziej serdeczne życzenia wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku, tak dobrego jak nigdy 😉 Mirosław Boruta

Mirosław Boruta

Spencer Wells, uczeń Luigiego Luci Cavalli-Sforzy kontynuuje dzieło rekonstrukcji prehistorycznej globalnej wędrówki ludów. Dowodzi, że wszyscy żyjący obecnie na Ziemi ludzie są potomkami niewielkiego afrykańskiego plemienia myśliwych zbieraczy, którzy żyli w Afryce około 60 tys. lat temu. Homo sapiens zaledwie 50-80 tys. lat temu opuścił afrykańskie równiny i rozpoczął powolną ekspansję na wszystkie kontynenty, różnicując się z upływem pokoleń na Eskimosów, Aborygenów, Europejczyków, Indian i Afrykanów. Celem badań, którymi kieruje Spencer Wells jest zatem sporządzenie mapy migracji człowieka w ciągu tysiącleci. Osoby, które zgłoszą się do uczestnictwa w programie, dowiedzą się, skąd pochodzą ich przodkowie. Fundusze pochodzące ze sprzedaży zestawów do pobrania próbek DNA wspomogą rozwój edukacji wśród tubylczych plemion całego świata.

Czy można w sposób jednoznaczny określić wszystkie aspekty, jakie niesie z sobą ten nurt badań? Myślę, że jest na to jeszcze zbyt wcześnie. Można jednak stwierdzić, że zasadniczym wymiarem kulturowym, dotykającym sedna przesłania, jakie niosą ze sobą współczesna antropologia i socjologia jest całkowite wyzbycie się postawy centrycznej i podniesionej, do rangi wartościującej oceny, ważności pierwiastka etniczno-kulturowego. To, co interesujące, zawiera się tutaj w wartości, jaką może być wspólnota, bez względu na pochodzenie, język, czy koloru skóry.

Jak ujął to Spencer Wells, odpowiadając na pytanie: „jakie przesłanie niesie ze sobą ów projekt naukowy? - „Wszyscy ludzie są kuzynami, łączą nas nasi przodkowie. Pamiętajmy: rasy nie istnieją”, a Ewa Nowicka dodaje: „Ci, którzy antropologię nazywają najbardziej wyzwalającą nauką, mają na myśli wyzwalanie od etnocentryzmu, przesądów rasowych i etnicznych”.

(Od Redakcji): streszczenie artykułu zamieszczonego w: Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Sociologica - 2010, z. 3, s. 4-13 uzupełniamy o 15 zdjęć z wystawy (grudzień 2018 roku) w siedzibie Towarzystwa Słowaków w Polsce (ul. św. Filipa 7):
https://photos.app.goo.gl/dbYeJV3SS8g7q9Bm8

Czas ten, już coraz bardziej zapomniany, jak i tamta walka...
O młodych „spartanach Solidarności” jest ta piosenka (Piotr Kubiak).

• https://www.youtube.com/watch?v=zzkGEUPurRY

(Od Redakcji): Dziękujemy p. Piotrowi Kubiakowi, organizatorowi Marcowego Festiwalu Wolności w Bydgoszczy (2010-2012) i Koronowie (2014) za zgodę na publikację utworu.

Adam Zyzman

- Od piątku na Netfliksie – zapowiadały różnorodne media emisję pierwszego polskiego serialu na tej platformie filmowej. – Serial „1983” to alternatywna opowieść o naszych dziejach, z tym, że w wyniku ataku terrorystycznego, który zniweczył nadzieje na rozwiązanie Układu Warszawskiego, utrzymała się żelazna kurtyna i Polska pozostała nadal państwem policyjnym.

Jak czytam na portalu „Niezależna” serial wyreżyserowały same kobiety, czyli Agnieszka Smoczyńska, Agnieszka Holland, Katarzyna Adamik i Olga Chajdas. Pomysłodawcą i autorem scenariusza jest Joshua Long. Zdjęcia do filmu kręcono m.in. w Warszawie, Lublinie i Wrocławiu. Co prawda pierwszy odcinek mocno widzów rozczarował, co z kolei zirytowało reżyserki, ale ja nie o samym filmie, ale o innych wypowiedziach tych pań jeszcze przed emisją filmu. Otóż zapowiadając swe dzieło pani Agnieszka Smoczyńska twierdziła, że serial może zainteresować widzów w każdym wieku. – Jest adresowany zarówno do osób, które znają czasy komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej i pamiętają upadek Muru Berlińskiego, jak również do młodych ludzi, którzy są ciekawi, co mogłoby się stać, gdyby mur nie runął, w Polsce nadal panował system narodowo-socjalistyczny i gdyby w tej rzeczywistości narodziła się rebelia.

Czytam tę wypowiedź reżyserki i łapię się za głowę. – Czy ona nie wie co mówi, czy też po prostu streszcza film, który stworzyła? Wszak pojęcie „system narodowo-socjalistyczny” od dziewięćdziesięciu lat oznacza tylko jedno, niemiecki nazizm! Skąd zatem słowa o tym, że taki system „panował w Polsce”? Z kontekstu wynika, że wypowiedź dotyczy czasów PRL, ale bez względu na trudności ze sprecyzowaniem panującego wówczas ustroju (komunizm, socjalizm, realny socjalizm, stalinizm…?), z całą pewnością nie był to narodowy socjalizm! Nawet okres moczaryzmu trudno podciągnąć pod to pojęcie (il. powyżej konrados.cupsell.pl).

Skąd zatem znalazło się to wypowiedzi pani Smoczyńskiej? Czy to wynik jej niewiedzy, bo nie ma pojęcia co kryje się pod pojęciem „narodowy socjalizm”, czy też taki film zrobiła i tak właśnie przedstawiła całkiem niedawną przeszłość Polski? Jeśli ten film, z takim obrazem Polski pójdzie w świat, będzie dowodem na naszą nazistowską przeszłość, bo sami Polacy o tym mówią. „Intelektualiści Zachodu” będą mieli koronny dowód. Już nie trzeba będzie płacić tysięcy złotych za inscenizowanie „obchodów urodzin Hitlera”, prawdę o Polakach i Polsce przedstawiają polscy artyści! Sami!

Nie oglądałem serialu „1983”, ale sama rekomendacja utworu przez jedną z jego autorek budzi poważne obawy o jego wymowę, a pozostałe reżyserki też nie dają rękojmi, że może być inaczej. I tylko o tych obawach chciałem napisać.

Stefan Budziaszek

18 listopada 2018 roku w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha" w Krakowie, odbyła się największa w Polsce 27-ma "Aukcja Wielkiego Serca" - zorganizowana przez Stowarzyszenie "Wielkie serce" na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 w Krakowie. Licytowane było 215 dzieł sztuki najwybitniejszych artystów, takich jak m.in.: Zdzisław Beksiński, Salvador Dali, Edward Dwurnik, Jerzy Kałucki, Izabela Kita, czy Jerzy Nowosielski. Jako pierwszy licytowany był naszyjnik srebrny z bursztynem, darowany przez Pierwszą Damę, panią prezydentową Agatę Kornhauser-Dudę. Cały dochód z aukcji przeznaczony jest na rzecz młodzieży ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 w Krakowie. Zapraszam Państwa do obejrzenia filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=JAGAhYMB45A

Jerzy Bukowski

Sic transit gloria mundi (tak przemija chwała świata) - ta stara łacińska sentencja przychodzi mi na myśl, ilekroć z centrum Krakowa znika jakaś zasłużona dla miasta instytucja. Oto najnowszy przykład.

W Sylwestra zakończy swoją działalność Centrum Kinowe ARS, które powstało 23 lata temu w miejscu istniejącego od 1916 roku jednego z najstarszych krakowskich kin „Sztuka” przy ulicy Świętego Jana.

Któż z kinomanów starszego, a nawet średniego pokolenia nie był chociaż raz na seansie filmowym w „Sztuce”, która rywalizowała z sąsiednim „Apollem” przy ul. Świętego Tomasza? Odbywały się tam nie tylko premiery wielkich dzieł, ale także trwające wiele godzin rozmowy w istniejącym do 1980 roku Dyskusyjnym Klubie Filmowym.

„Kino (fot. Wikipedia) odwiedziło wielu twórców, np. przy okazji premier swoich produkcji. Należą do nich m.in. Morgan Freeman przy okazji filmu <Podejrzany> czy Jon Voight. Dowodem są ściany wypełnione zdjęciami z autografami, które bywalcy mogli dotąd oglądać idąc na seanse. Warto zaznaczyć też, że w ciągu ponad 20 lat działalności to miejsce odwiedziło już ponad 4,5 mln widzów” - przypomniał „Dziennik Polski”.

Dlaczego znika ARS? Przyczyna jest prozaiczna i należy do standardowych nie tylko w Krakowie: właściciel budynku chce go wyremontować, aby otworzyć w nim hotel. Chciałby jednak zainstalować tam również kino.

„- Ta deklaracja bardzo nas cieszy, niemniej jednak to przynajmniej potrwa dwa lata. Chcę być dobrej myśli i życzę właścicielowi otwarcia bez opóźnień w remoncie, ale to wciąż dwa lata, w czasie których pozostajemy bez miejsca, do którego moglibyśmy zaprosić widzów. Jest nam ogromnie żal, bo to ważny kawałek kultury Krakowa. Plotki o całkowitej śmierci kina są jednak przedwczesne. Ostrożnie mogę powiedzieć, że mamy pewien lokal na oku. Jesteśmy w trakcie negocjacji, więc nie chcę wychodzić z tą informacją przedwcześnie. Kiedy wszystko będzie już uzgodnione, na pewno poinformujemy krakowian o powrocie. Dla mnie samej to jest niezwykle ważne miejsce, bo ja się tu przecież wychowałam” - powiedziała gazecie kierująca obecnie ARS-em Ludmiła Kucharczyk, której ojciec założył to Centrum Kinowe w 1985 roku.

Może uda się uratować część tradycji „Sztuki”, może ARS znajdzie dobrą lokalizację w niedługim czasie. Ale żal pozostaje.

Autor, słowa, muzyka: Ryszard Głodek / Wykonanie: Ryszard Głodek z Progresją 70:
https://www.youtube.com/watch?v=FwHcP2CEy8A

Żołnierzu nieznany / Polski umęczonej
Leżysz w wolnej ziemi / Krwią twą uświęconej

Ty życie swoje młode / W nadziei oddałeś
Lecz ojczyzny wolnej / Nigdy nie ujrzałeś

ref. Żołnierzu niezłomny / Ofiara twa dla potomnych
Tobie dziś wolności pieśń / Chwała i cześć!
Ojczyzno wskrzeszona / Narodu krwią odkupiona
Nie zginiesz po wieczny czas / Bo żyjesz w nas!

Leżysz w grobie chwały / Wśród zgliszczy wojennych
Bóg Honor Ojczyzna / Małzoleum wieńczy

Dziś ojczyzna wolna / Dumna i wspaniała
Honor ci oddaje / Tobie cześć i chwała

ref. Żołnierzu nieznany / Coś w polskiej ziemi chowany
Tobie dziś wolności pieśń / Chwała i cześć!
Ojczyzno wskrzeszona / Narodu krwią odkupiona
Nie zginiesz po wieczny czas / Bo żyjesz w nas!

Jolanta Janus

12 listopada 2018 roku minie czternasta rocznica śmierci gen. bryg. pil. Stanisława Skalskiego, a 11 listopada 2018 roku czterdziesta rocznica śmierci majora pilota Stefana Janusa, ppłk RAF (obydwaj na zdjęciu poniżej).

Przyjaciele, koledzy, dowódcy tego samego 1. Skrzydła Myśliwskiego w Northolt. Obydwaj poznali smak wielkich sukcesów lotniczych, za które otrzymali honorowy tytuł Asa Myśliwskiego oraz m.in. słynny medal medal Monarchii Brytyjskiej - Royal Distnigushed Service Order (tylko 8 polskich pilotów go otrzymało) za wybitne zasługi wojenne. Obydwaj poznali smak niewoli i wielkiej goryczy. Stefan spędził dwa lata w stalagu niemieckim, a Stanisław Skalski spędził 8 lat w katowniach ubeckich z wyrokiem kary śmierci.

W piątek, 9 listopada 2018 roku o 8:00 rano został zapalony specjalny znicz od Władz Miasta Krakowa na grobie mjr. pil. Stefana Janusa, jednego z najwybitniejszych dowódców Polskich Sił Powietrznych - 1. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego w Northolt, wcześniej Eskadry A 308 Dywizjonu "Krakowskiego", 315 "Dęblińskiego" Dywizjonu Myśliwskiego, a u początku służby Polsce lotnika II Pułku lotniczego w Krakowie.

O 9:30, dowódca 8. Bazy Lotnictwa Transportowego płk Paweł Bigos wraz z honorową asystą wojskową, Konsul Generalny Węgier, prof. Adrienne Kormandy, Dyrektor Generalny Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego Szymon Strzelichowski, przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej, Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa oraz uczniowie IV Liceum Ogólnokształcącego im. T. Koścuszki, złożyli wieńce i kwiaty oddając hołd oficerowi Wojska Polskiego w 40. rocznicę jego śmierci. W ubiegłym roku uchwałą Rady Miasta Krakowa z dnia 31 sierpnia jedna z ulic miasta została nazwana Jego imieniem.

Major pilot Stefan Janus (1910-1978) należał do pokolenia Synów Niepodległości, tych, których ukształtowała i wykształciła niepodległa II Rzeczpospolita. Jego dziadek i ojciec odzyskiwali wolność i niepodległość Polski w krwawym starciu mocarstw w okresie Wielkiej Wojny, rozbrajali zaborców. Ojciec Stefana Janusa - Ignacy pod dowództwem por. Antoniego Stawarza (1889-1955) brał udział w opanowaniu stacji kolejowej w Płaszowie oraz koszarów w Podgórzu. Należał do tej generacji, która kształciła się w czasie budowy nowoczesnego państwa w bardzo trudnych warunkach politycznych i ekonomicznych początków dwudziestolecia międzywojennego. Absolwent pierwszego z wykładowym językiem polskim humanistycznego Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Krakowie odebrał bardzo staranne wykształcenie w wyższych szkołach oficerskich we Włodzimierzu Wołyńskim, w Toruniu i Dęblinie i tym samym zamiłowanie do techniki i nowoczesności. Miarą owej nowoczesności, wykładnikiem ambicji państwa i narodu było wtedy lotnictwo. Jemu poświęcił się Stefan Janus, podobnie jak Jego trzej bracia. Był jednym z tych, którzy opanowali w sposób mistrzowski poznawane dopiero co arkana powietrznej żeglugi i walki. Osiągnął to pod opieką znakomitej polskiej kadry instruktorskiej, sam stając się jeszcze przed wybuchem II wojny światowej dowódcą eskadry szkolnej w dęblińskiej Szkole Orląt. Lotnicy ukształtowani w II Rzeczpospolitej, byli europejską elitą. Kompetentni, wykształceni, jakby wyprzedzająco do posługiwania się nowoczesnym sprzętem, którego zabrakło w 1939 roku i który dane im było wykorzystać dopiero pod angielskim niebem. Dynamiczni i odpowiedzialni; stali się kadrą dowódczą Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie.

Stefan Janus to nowoczesny bohater, nie szczędzący krwi, realizujący swe powołanie w najtrudniejszych warunkach technicznej, bezlitosnej wojny powietrznej, i czyniący to odpowiedzialnie i skutecznie, dowodząc dużym zgrupowaniem myśliwskim. Służył też w siłach powietrznych Wielkiej Brytanii wtedy, gdy przyszła era napędu odrzutowego; po drugiej wojnie światowej, gdy żelazna kurtyna podzieliła Europę a Polska nie mogła odzyskać swego największego skarbu, Synów Niepodległości, którzy obronili Jej honor, lecz do Domu wrócić już nie mogli.

Stefan Janus powrócił jednak. Wylądował po wszystkich swych powietrznych bojach w ojczystej ziemi i w naszych sercach. Misję wykonał. 11 listopada 1978 roku, w swoim domu na przedmieściach Maidstone w hrabstwie Kent, umiera na zawał serca. Jego przyjaciele lotnicy w pożegnalnej mowie pogrzebowej napisali: "W Stefanie straciliśmy i żegnamy przede wszystkim zasłużonego Polaka, który życie całe dla Polski poświęcił i o jej niepodległość z poświęceniem walczył. Może specjalne znaczenie ma fakt, że zmarł w rocznicę Święta Niepodległości. Będzie z nami na zawsze".

Za zasługi wojenne został uhonorowany licznymi najwyższymi polskimi i brytyjskimi odznaczeniami wśród nich Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari oraz najwyższym odznaczeniem Monarchii Brytyjskiej - Royal Distnigushed Service Order, otrzymał go - jako drugi polski pilot - za wielki sukces pod Dieppe, sukces 1. Polskiego Skrzydła którym dowodził.

Cześć Jego pamięci!

Jerzy Bukowski

Wiele lat temu widziałem w gabinecie prezesa pewnej spółdzielni rolniczej sztandar, który otrzymała ona na cztery lata jako zwycięzca w rywalizacji o miano najlepszej jednostki. Moją uwagę przyciągnął jednak nie piękny haft, ale napis: „Sztandar pszechodni”.

Ten błąd ortograficzny przyszedł mi natychmiast na myśl, kiedy dowiedziałem się, że na kamiennej tablicy poświęconej ojcom polskiej niepodległości, która zawisła na dzwonnicy kościoła w podkrakowskich Mogilanach umieszczono - obok Romana Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego i Wincentego Witosa - Ignacego Jana Padarewskiego.

Jako jej inicjatorzy i fundatorzy wymienieni zostali dużymi literami wójt gminy, proboszcz parafii oraz Instytut Pamięci Narodowej. Zdaniem naczelnika Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa w Krakowie Macieja Korkucia projekt tablicy, który wpłynął do IPN nie zawierał błędów, a odsłonięcie jej w takiej postaci jest nie do zaakceptowania. Błąd w nazwisku Paderewskiego musi zostać poprawiony, a nazwiska wójta i proboszcza zmniejszone. Jeżeli tak się nie stanie, Instytut nie zapłaci za tablicę (il. Pomnik Ignacego Jana Paderewskiego w parku Ujazdowskim w Warszawie, za Wikipedią).

Od siebie dodam, że niedopatrzeniem władz Myślenic jest pominięcie innych ojców niepodległości, a zwłaszcza generała Józefa Hallera, który urodził się w nieodległych Jurczycach.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W wieku 88 lat zmarł wybitny historyk specjalizujący się w dziejach średniowiecza, wieloletni prezes Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa i sekretarz generalny odrodzonej Polskiej Akademii Umiejętności, były prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego profesor Jerzy Wyrozumski.

- Wraz z nim odchodzi cała epoka w polskiej mediewistyce. Jako uczony był jednym z filarów badań nad historią średniowieczną, był w tej dziedzinie człowiekiem-instytucją. Był jednocześnie postacią niezwykle wrośniętą w Kraków i oddaną bez reszty nauce i kulturze tego miasta. Był to człowiek krystalicznej uczciwości i niezwykłej skromności - powiedział Polskiej Agencji Prasowej prof. Jacek Purchla, który kilka lat temu zastąpił go na funkcji prezesa TMHiZK.

Urodzony w Trembowli prof. Wyrozumski całą drogę naukową związał z Uniwersytetem Jagiellońskim, na którym rozpoczął studia w 1950 roku. Trzynaście lat później uzyskał doktorat, pięć lat potem zdobył habilitację, w 1981 roku mianowano go profesorem nadzwyczajnym, a w 1993 zwyczajnym.

Jego główne prace naukowe to „Dzieje Krakowa do schyłku wieków średnich” i „Historia Polski do roku 1505”. Wykształcił kilka pokoleń krakowskich mediewistów.

Chlubnie zapisał się również w działalności organizacyjnej. W trudnych latach 80. był dziekanem Wydziału Filozoficzno-Historycznego i prorektorem UJ dzielnie stając w obronie prześladowanych wówczas przez reżim komunistyczny za aktywność opozycyjną pracowników oraz studentów. Do historii przeszło zdjęcie, na którym rozmawia z uzbrojonymi dowódcami Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej chcących wkroczyć w 1988 roku na teren Uniwersytetu, aby zdławić studencki strajk. Podpis pod nim to dewiza UJ: „plus ratio quam vis” (więcej znaczy rozum niż siła).

Papież Jan Paweł II odznaczył go Komandorią Orderu Świętego Sylwestra za zasługi w doprowadzeniu do kanonizacji Świętej Jadwigi Królowej.

jerzywyrozumski- Studia rozpocząłem w okresie największego parcia ideologii na uniwersytety, uczonych i studentów. Z wielkim szacunkiem wspominam moich ówczesnych profesorów, których wykładów dane było mi słuchać. Z pracy nad doktoratem odniosłem podwójną korzyść: poznałem dobrze arcana warsztatu historyka i równocześnie filozofię średniowieczną oraz logikę. Przez dwa lata nic innego nie robiłem, tylko czytałem w oryginale średniowieczne dzieła filozoficzne. Moim egzaminatorem filozofii w trakcie egzaminów doktorskich była słynna prof. Izydora Dąmbska. Pozostało mi z tego wrażenie wielkiej intelektualnej przygody. Legendarny pedel uniwersytecki Julian Lis, hallerczyk, kawaler orderu Virtuti Militari za wojnę polsko-bolszewicką, pouczał mnie zaś przed promocją: „A do rektora ręki Pan pierwszy nie wyciągaj!” - mówił wyraźnie wzruszony prof. Wyrozumski (fot. niezalezna.pl) podczas odnawiania w 2013 roku doktoratu w 50. rocznicę jego uzyskania.

Jako przewodniczący należącego do TMHiZK Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego będę mu dozgonnie wdzięczny za uratowanie go w latach 80., kiedy władze gotowe były zlikwidować Towarzystwo, aby uniemożliwić odnawianie polskiej Mogiły Mogił. Jego odwaga i stanowczość w rozmowach z komunistycznymi aparatczykami wzbudziła podziw wielu środowisk patriotycznych w całej Polsce, nie tylko piłsudczyków.

- W średniowieczu porównywano uczonych do gwiazd trwających wiecznie na niebie, których blask trwa na firmamencie, opromieniając świat wiedzą i służąc dobru ludzi. W świetle tej refleksji możemy patrzeć również na drogę życiową Jerzego Wyrozumskiego - powiedział uczeń zmarłego prof. Krzysztof Ożóg podczas uroczystości odnowienia doktoratu swojego mistrza (oba cytaty za portalem internetowym krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”).

Spoczywaj w pokoju, Panie Profesorze.

miroslawborutaks1Mirosław Boruta

Skandal to mało powiedziane. Poseł Platformy Obywatelskiej - Grzegorz Furgo użył niemieckiego, nazistowskiego plakatu do bieżącej walki politycznej. Jest to głupota pomieszana z perfidią, dlatego, że wykorzystywanie jako bazy do walki propagandowej w Polsce współczesnej niemieckich, nazistowskich plakatów, jest zarówno perfidne, jak i głupie.

20181016rmZ której strony nie spojrzeć na ten wybryk, jest to kolejne przekroczenie granic dobrego smaku i przyzwoitości. Są wśród nas tacy, którzy nie oglądając się na nic niszczą wszystko. Na wszelkie sposoby należy temu zapobiegać, upominać i jeśli tylko można, nawet karać.

Linka do materiału multimedialnego:
http://www.radiomaryja.pl/multimedia/informacje-dnia-16-10-2018-10-00

wladyslawgrodeckiZ żalem zawiadamiamy, że 13 października 2018 roku, wieczorem, po ciężkiej chorobie zmarł śp. Władysław Grodecki - polski podróżnik, dziennikarz, przewodnik turystyczny po Krakowie i województwie małopolskim, pilot wycieczek, instruktor przewodnictwa, absolwent Politechniki Warszawskiej (1968). Wychowany w duchu miłości do Boga i Ojczyzny. Głównym celem jego wędrówek było poszukiwanie śladów Polaków oraz odkrywanie ich historii. Dzięki swoim zasługom w promowaniu polskiej kultury za granicą nazywany był „Wędrownym Ambasadorem”. Odbył ponad 100 wypraw zagranicznych, w tym 3 samotne wyprawy dookoła świata.

Materiały "Krakowa Niezależnego" o śp. p. Władysławie Grodeckim znajdą Państwo tutaj:
https://www.krakowniezalezny.pl/tag/wladyslaw-grodecki

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Polityka nie jest generalnie zajęciem dla dam i dla dżentelmenów (chociaż są w niej również takie osoby), trudno się więc dziwić, że często padają z ich ust mocne słowa. Dzieje się tak zwłaszcza w kampaniach wyborczych, kiedy pokonanie przeciwnika jest jednoznaczne z utrzymaniem swojej pozycji lub zdobyciem jej jego kosztem.

Dlatego nie bulwersują mnie ostre sformułowania, jakich nie szczędzą sobie polscy politycy w dobiegającej właśnie końca kampanii samorządowej. Właśnie w jej ostatnich dniach należy się spodziewać wysypu barwnych wypowiedzi o dużym ładunku emocjonalnym, a także mijających się z prawdą.

W tym drugim przypadku można iść do sądu w trybie wyborczym i sprawa zostaje szybko rozstrzygnięta. Jeżeli chodzi natomiast o temperaturę politycznych sporów, to nie ma żadnych reguł, jedynymi arbitrami będą zaś wyborcy, którzy przy urnach wyrażą własne opinie na temat nie tylko programów prezentowanych przez kandydatów i składanych przez nich obietnic, ale także sposobu, w jaki prowadzili kampanię, a zwłaszcza odnosili się do swoich rywali.

sejmczasmijaNie ma więc sensu robić sensacji z tego czy innego zwrotu, który padł w ferworze politycznego starcia (fot. Wikipedia). Właśnie one najbardziej zapadają bowiem w pamięć wyborców i budzą ich entuzjazm bądź niesmak, co znajdzie odzwierciedlenie przy oddawaniu głosów.

I jeszcze jedna uwaga na koniec: nazywanie bardzo mocnych określeń używanych w jakiejkolwiek kampanii wyborczej nieparlamentarnymi jest nieporozumieniem. Właśnie po to wymyślono przecież parlament, żeby politycy ścierali się w nim ze sobą na słowa zamiast wzywać swoich zwolenników do okładania się niebezpiecznymi narzędziami na ulicach.

Warto wiedzieć, że słowo „parlamentum” znaczyło pierwotnie tyle, co „sklep z gadaniną” i dlatego nawet bardzo ostre potyczki werbalne w nim nie powinny razić, ani wywoływać zgorszenia. Kwalifikowanie zachowań polityków, którzy ostro nacierają na siebie podczas mających służyć wyrazistemu formułowaniu przez nich stanowisk i pognębieniu rywali debat mianem nieparlamentarnych świadczy o złym rozumieniu tego, czym jest owa demokratyczna instytucja.

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

27 września 2018 roku, w Klubie Dziennikarzy "Pod Gruszką" w Krakowie, przy ulicy Szczepańskiej 1, jury nagrody "Książka Miesiąca" uhonorowało publikację "Powiedziane po krakowsku", pod redakcją Donaty Ochmann i Renaty Przybylskiej. Spotkanie prowadził dr Stanisław Dziedzic:
https://www.youtube.com/watch?v=stIiN6HvqzU

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

27 września 2018 roku, w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” w Krakowie, przy ulicy Szczepańskiej 1, jury nagrody „Książka Miesiąca” uhonorowało publikację „Powiedziane po krakowsku”, pod redakcją Donaty Ochmann i Renaty Przybylskiej. Uroczystość uświetnił swoim występem znany krakowski bard Aleksander "Makino" Kobyliński: https://www.youtube.com/watch?v=Lvf4ZxRT50o