Przeskocz do treści

Anna Dąbrowska*

Manuela Gretkowska, niegdyś cytowana nawet w dominikańskim periodyku, dziś jest czołową krytyczką obecnego rządu i katolicyzmu.

Widać, że ogromną radość, może nawet rozkosz, daje jej dzielenie się swymi przemyśleniami z publiką za pośrednictwem mediów społecznościowych. Najnowszy wpis na Fecebooku popełniła Gretkowska na okoliczność rocznicy zamordowania prezydenta Adamowicza i WOŚP. Moment mordu wspomina co prawda, jako czyn człowieka, który „nafaszerowany kłamstwem i nienawiścią sztyletuje Polskę”, co nie przeszkadza jej w prezentacji swoich, negatywnych emocji. Skumulowały się one zwłaszcza w jej wizji przyszłości Polski w kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich.

„Adamowicz nie zmartwychwstanie. Polska nie zmartwychwstanie. Nie jest Chrystusem narodów tylko hamulcowym cywilizacji. Zardzewieje na ruskim składowisku republik. Jeżeli nie wyrwiemy im tego noża i nie wygramy wyborów prezydenckich” – prorokuje Gretkowska (fot. YouTube), dodając ostrzeżenie: „My tu zostaniemy, z bezprawiem, przemocą i faszyzmem”. Wcześniej jednak padają pełne pogardy, haniebne słowa, określające stosunek pisarki do elektoratu PiS: „Niech zahipnotyzowana ciemna masa umiera przed telewizorem i nie psuje statystyk bankrutującej służbie zdrowia (…) Śpiewając hity Zenka Martyniuka hordy patriotów będą lewaków opiekać przy ognisku. Szukam więc po szufladach mojego starego, nansenowskiego paszportu bezpaństwowca – uchodźcy, zanim zaczną w Polsce, wydawać nowe paszporty Neandertalczyka. Tego tradycjonalisty wyklętego z naszej ziemi. Jego IQ było równie wysokie jak aspiracje, więc idealnie się nadaje dla nowej elity”.

* Autorka jest sekretarzem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: https://polskaniepodlegla.pl/kraj-swiat/item/21981-obrzydliwe-slowa-gretkowskiej-ws-adamowicza-niech-zahipnotyzowana-ciemna-masa-umiera-przed-telewizorem

Kazimierz Bartel

6 stycznia 2020 roku ulicami Naszego Miasta przeszedł jubileuszowy, dziesiąty Orszak Trzech Króli. Orszak objął patronatem ksiądz arcybiskup Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, a zaprosił nań prezydent Miasta Krakowa, prof. Jacek Majchrowski. A ja zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu:
https://photos.app.goo.gl/8tk9XQxjFWXV37Zg9

Jadwiga Klimkowicz

"Przez Sztukę Bliżej Dobra" to motto, które już od dawna przyświeca naszym działaniom. Piszę naszym, ponieważ dzięki współpracy ze wspaniałymi artystami, a nie sposób nie wspomnieć tu o kimś takim jak p. Piotr Piecha, który dzielnie wspiera działania grupy Teatralnej im. Ksieni Zofii Grothówny, powstają ciekawe spektakle, które cieszą się Państwa - licznie przyjeżdżając z różnych stron - zainteresowaniem. Jest nam niezmiernie miło również i z tego powodu, iż poprzez podejmowane i realizowane tematy wszyscy coraz bardziej zagłębiamy się w poznawaniu kultury polskiej. Nie da się ukryć, że sprzyja temu również miejsce, które przesiąknięte jest sztuką, dobrem, pięknem i miłością!

Klasztor Sióstr Norbertanek w Imbramowicach to miejsce, które każdy powinien odwiedzić, a i czas teraz ku temu sprzyja, by po zwiedzeniu wystawy szopek w krakowskim Muzeum Celestat, wybrać się z całą rodziną, by zobaczyć urzekająco piękną ruchomą Szopkę Norbertańską, a przy okazji prawdziwe polskie Jasełka w reż. wspomnianego już powyżej p. Piotra Piechy. Drodzy Państwo, zachęcamy też do udziału w cyklicznych spotkaniach teatralnych w których każdy może wziąć udział nie patrząc na wiek i wykonywany zawód.

A dlaczego właśnie Klasztor Sióstr Norbertanek w Imbramowicach? Ponieważ jest to nawiązanie do wielowiekowej tradycji szkoły dla Panien, gdzie na nauki oddawane były córki o najbardziej znanych nazwiskach w Polsce, a historię postaramy się przybliżyć podczas następnych spotkań. Zatem, czy może być wspanialsze miejsce na tego typu działania artystyczne?

Pragnę podziękować za miniony rok właścicielowi "Piekarni Mojego Taty" za jak zwykle pyszny chleb oraz p. Monice Kocbuch z biura promocji Muzeum Krakowa za wsparcie nas materiałami dzięki którym możemy Państwa obdarowywać ciekawą literaturą, a co za tym idzie poszerzać wiedzę o historii i sztuce!

Dziękuję p. Mirosławowi Borucie Krakowskiemu za to, że i Państwo możecie się coś więcej o nas dowiedzieć.

Zapraszam zatem na cykliczne spotkania z grupą Teatralną im. Ksieni Zofii Grothówny działającą dzięki wsparciu Sióstr Norbertanek pod moją skromną opieką (TSiT–JK – produkcja filmowa i teatralna).

Życzę Państwu w imieniu swoim oraz wszystkich współpracujących ze mną artystów, Szczęśliwego Nowego Roku, wielu wspaniałych, teatralnych przeżyć, a przede wszystkim Błogosławieństwa Bożego! Dziękuję Wam Kochane Siostry, że to dzięki Wam może dziać się tak dużo! Dziękuję fantastycznej grupie ludzi, która przyjeżdża z różnych stron nie raz w trudnych warunkach atmosferycznych, nie raz prosto z uczelni, pracy, po to by móc poprzez sztukę czynić dobro, a tego nam w dzisiejszych czasach bardzo potrzeba!

Boże Narodzenie... Dzieląc się wigilijnym opłatkiem składamy Państwu z serca płynące życzenia wszelkich darów, a zwłaszcza wiary, nadziei i miłości (Grota Narodzenia, fot. p. Andrzej Kalinowski).

A przy tej okazji wszelkiej pomyślności w Nowym - 2020 - Roku, zdrowia, życzliwości, wspaniałych przyjaciół i odwagi w podejmowaniu życiowych wyzwań i dróg, nawet jeśli zmuszają nas one do wędrówki nieznanymi szlakami...

W imieniu Zarządu i Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie:

- dr Mirosław Boruta Krakowski, prezes

Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia wszystkim naszym Autorom, Czytelnikom, Przyjaciołom i Sympatykom składamy najlepsze życzenia wszelkiej pomyślności, oraz obfitości wszelkich dóbr.

Życzymy pokoju Chrystusowego, zdrowia i błogosławieństwa Bożego. Niech nadchodzący nowy rok przyniesie jak najwięcej łask i niech nie zabraknie w nim nieustającej opieki Nowonarodzonego Jezusa.

Niech radość i pokój Świąt Bożego Narodzenia, miłość i życzliwość oraz sukcesy prywatne i zawodowe towarzyszą Wam przez cały 2020 rok. A dobry Bóg niech nie skąpi Wam swoich łask i przychylności.

Kazimierz Bartel

14 grudnia 2019 roku w Ośrodek Kultury im. Cypriana Kamila Norwida na os. Górali 5 miał miejsce finał projektu „Literacki przewodnik po Nowej Hucie” realizowanego w ramach obchodów 70-lecia Nowej Huty. Podczas spotkania z autorką - dr Anną Grochowską, zaprezentowano treść książki. Zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu: https://photos.app.goo.gl/5jL6fV4XNbnstNfq6

120 lat temu Rada Miasta Krakowa przyjęła uchwałę o powołaniu Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Od 120 lat krakowskie muzeum miejskie snuje opowieść o ludziach, zabytkach i wydarzeniach, budując swoją pozycję jako partnera i inicjatora dyskusji o tożsamości miasta. 11 grudnia, na finiszu roku jubileuszowego, Muzeum otrzymało od władz miasta srebrny medal Cracoviae Merenti.

Rada Miasta Krakowa od prawie trzydziestu lat nadaje osobom i instytucjom zasłużonym dla Krakowa to szczególne odznaczenie, jakim jest medal Cracoviae Merenti.

Dla Muzeum Krakowa – jako instytucji od 120 lat wpisanej w kulturowy krajobraz miasta i przekazującej szczególną o nim opowieść – jest to wydarzenie niezwykle zaszczytne. Otrzymanie medalu Cracoviae Merenti w roku jubileuszowym to znak, że władze miejskie dostrzegają rolę Muzeum w kształtowaniu genius loci Krakowa.

W okazjonalnej laudacji Prezydent Miasta Krakowa, prof. Jacek Majchrowski, przypomniał rys historii Muzeum Krakowa, mówiąc o wzroście znaczenia, jaki był udziałem instytucji na przestrzeni lat. „Początkowo dysponowało jedynie pamiątkami przynoszonymi w darze przez mieszkańców. Dziś to muzeum jest wzorem dla innych muzeów, należy do ścisłej czołówki najważniejszych i najnowocześniejszych placówek muzealnych w Polsce. Posiada 19 oddziałów wraz z filiami. Rocznie odwiedza je ponad milion trzysta tysięcy osób” – mówił Prezydent.

W roku jubileuszowym Muzeum zrealizowało szereg inicjatyw, z których najlepiej odebrane były cykl wystaw PrzeMieszczanie (poświęconych lokalnym tożsamościom Krakowa) i akcja #jestemkrakow, w ramach której miasto napełniło się setkami luster, a w mediach społecznościowych powstała spontaniczna, barwna galeria zdjęć, stanowiących różne refleksy doświadczania i myślenia o Krakowie.

„Jesteśmy dziś świadkami, jak mała idea, zasiana 120-lat temu, i zrodzona początkowo jako organiczna część Archiwum Narodowego w Krakowie, nie tylko znalazła sposób na samodzielny byt jako muzeum miejskie, ale stała się inspiratorem nowych idei i nieodłączną częścią tożsamości Krakowa. Po tych wszystkich latach jesteśmy szczęśliwi, że misja i samoświadomość Muzeum Krakowa zamykają się w dwóch prostych, a tyle znaczących słowach: Jestem Kraków. Jesteśmy wdzięczni Radzie Miasta Krakowa i Panu Prezydentowi za docenienie naszej działalności właśnie w tym momencie, w roku jubileuszowym” – mówił Dyrektor Muzeum, dr Michał Niezabitowski.

W wieku 75 lat w Krakowie zmarł we wtorek wieczorem (10 grudnia) Attila Leszek Jamrozik, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, projektant wielu obiektów użyteczności publicznych, na początku lat 80. prezes okręgu krakowskiego Związku Polskich Artystów Plastyków. Informację o śmierci artysty potwierdził PAP jego przyjaciel Jerzy Giza.

"Attila odszedł w święto Matki Bożej Loretańskiej, co ma swoją wymowę, bo przez wiele lat aktywnie działał w Towarzystwie Ratowania Kaplicy Loretańskiej w Krakowie. Został za to odznaczony przez oo. Kupucynów Krzyżem św. Franciszka" - mówił Jerzy Giza.

"Człowiek niezmiernie prawy i prostolinijny"
"Miałem zaszczyt być jego przyjacielem. To był człowiek niezmiernie prawy i prostolinijny, jak pisał Norwid 'bez światłocienia'. Nie wszyscy z tego powodu za nim przepadali, bo potrafił prosto w oczy powiedzieć najcięższą prawdę, a przy tym był człowiekiem wewnętrznie niezwykle ciepłym i życzliwym. Ja osobiście w czasach stanu wojennego wiele zaznałem pomocy i wiele od niego się nauczyłem" - podkreślił.

Giza dodał, że kiedy w Krakowie powstała pierwsza szkoła społeczna, artysta od początku ją wspierał, choć sam nie miał dzieci - poświęcał jej czas i wykonywał dla niej społecznie różne projekty. "Straciliśmy wielkiego przyjaciela" - powiedział Giza.

Artysta projektant, działacz "Solidarności"
Attila Jamrozik urodził się 24 października 1944 r. w Balatonfoldvar na Węgrzech. Jego matka wywodząca się z krakowskiego Zwierzyńca podczas okupacji była kurierem na Węgry. Attila ukończył Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie i zaczął studia na Akademii Sztuk Pięknych. W 1968 r., po wystąpieniach studenckich, został wydalony z uczelni. Przywrócono go na studia po interwencji kolegów. Ukończył Wydział Architektury Wnętrz w 1971 r.

Był projektantem w Spółdzielni Meblomet w Mszanie Dolnej i w Spółdzielni Elektrometal w Wieliczce. Od 1973 r. pracował na własny rachunek (fot. ipn.gov.pl). Wraz z żoną - także artystką - zaprojektował ok. 100 różnych obiektów użyteczności publicznej: sklepów, banków, muzeów, szpitali, domów wczasowych, mieszkań i elementów wyposażenia. Był autorem aranżacji wnętrz i kolorystyki szpitala Rehabilitacyjno-Leczniczego Instytutu Pediatrii UJ w Krakowie-Prokocimiu (1979-88).

W latach 1971-1990 Jamrozik był członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków, a od 10 grudnia 1980 do 1 marca 1983 r. prezesem okręgu krakowskiego tego związku.

W 1980 r. był współzałożycielem Komitetu Porozumiewawczego Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych. Od 10 do 13 grudnia 1981 r. uczestniczył w Kongresie Kultury Polskiej w Warszawie. Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego napisał list do komitetu partii i wojewody z żądaniem zwolnienia internowanych kolegów, w związku z tym był przesłuchiwany przez SB, przeszukiwano jego dom i pracownię.

Od 1982 r. Attila Jamrozik (fot. bialykruk.pl) był zaangażowany w ruch kultury niezależnej, m.in. jako współorganizator wystaw. Zajmował się dystrybucją pomocy stypendialnej oraz koordynacją pomocy materialnej i medycznej wśród plastyków. Współpracował z Komitetem Pomocy Więzionym i Prześladowanym przy krakowskiej kurii. Był członkiem Obywatelskiego Komitetu Ratowania Krakowa (1984-1989).

W 1989 r. był współorganizatorem i przewodniczącym pierwszego zjazdu reaktywującego ZPAP.

Za swoją działalność został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, nadanym przez Rząd RP na Uchodźstwie w Londynie (1989). Artystę uhonorowano też: Złotą Odznaką Związku Polskich Artystów Plastyków, Krzyżem św. Franciszka oo. Kapucynów w Krakowie, Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Mirosław Boruta Krakowski

Tradycyjnie, w pierwszy czwartek grudnia u stóp pomnika Adama Mickiewicza na Rynku Głównym pojawili się wyjątkowi twórcy ze swoimi wspaniałymi dziełami. Zwyczaj wystawiania szopek krakowskich przyciąga Krakowian i Gości naszego miasta od lat. Tak było i w tym roku, a zdjęcia z tego wydarzenia nadesłał p. Kazimierz Bartel, dziękujemy: https://photos.app.goo.gl/S1buLoVQSvwwJ7od7

Papież Franciszek przestrzegł w sobotę przed "biurokratycznym" traktowaniem rozbitych małżeństw w toku kościelnych procedur. Podkreślił, że Kościół nie może zachowywać chłodu i obojętności w obliczu takich par i ich bólu. Podczas audiencji w Watykanie dla uczestników kursu, zorganizowanego przez Trybunał Roty Rzymskiej, papież oświadczył, że "zranione pary" i "różne bolesne sytuacje" nie mogą spotykać się z "wyłącznie biurokratycznym, niemal automatycznym podejściem". Trzeba dogłębnie poznać życie osób, które "cierpią i pragną spokoju oraz osobistego szczęścia" - wskazał. Franciszek zaznaczył, że "wobec tych krwawiących ran" Kościół nigdy nie może przejść obok, "odwracając głowę w drugą stronę".

"Dlatego, kiedy Kościół spotyka się z rzeczywistością zranionych par, przede wszystkim płacze i cierpi z nimi; zbliża się do nich z olejem pocieszenia, by złagodzić ból i leczyć, chce wziąć na siebie ból" - dodał papież. Ojciec Święty apelował o "bezstronne i obiektywne" podejście w poszukiwaniu prawdy na temat rozbitego małżeństwa. "Kościół nigdy nie jest obcy ani z ludzkiego, ani z duchowego punktu widzenia wobec cierpiących" - zapewnił. Nie może zachować "chłodu wobec tych smutnych i pełnych cierpienia historii życia" - dodał. "Również w swych procedurach kanonicznych i prawnych Kościół dąży zawsze i tylko do dobra osób zranionych, szuka prawdy ich miłości; nie ma innego celu oprócz wspierania ich słusznego i upragnionego szczęścia" - zauważył papież. Położył także nacisk na potrzebę odpowiedniego przygotowania narzeczonych do chrześcijańskiego małżeństwa.

Tekst za: https://fakty.interia.pl/swiat/news-papiez-nie-mozemy-zachowywac-chlodu-wobec-rozbitych-malzenst,nId,3363030

Stefan Budziaszek

16 listopada 2019 roku w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, po raz kolejny, odbyła się największa w Polsce charytatywna aukcja, zorganizowana przez Stowarzyszenie "Wielkie Serce". Licytowane były dzieła sztuki podarowane przez wybitnych Polskich artystów. Cały dochód z aukcji przeznaczony jest na rzecz uczniów i wychowanków Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 w Krakowie:
https://www.youtube.com/watch?v=3W7CtWf50vs

Marek Gizmajer

Warszawa - Nowy Jork. Filmy odkrywają prawdę i uczą zwyciężać. Sukces II Festiwalu Polskich Filmów Dokumentalnych. W dniach 25-27 października w Centrum Polsko-Słowiańskim odbył się II Festiwal Polskich Filmów Dokumentalnych Warszawa – Nowy Jork zorganizowany przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy z Polski. Patronat honorowy objął Sekretarz Stanu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa narodowego, a patronat medialny nieoceniony Kurier Plus. Dwa tygodnie wcześniej projekcje miały miejsce w Klubie Katolickim AMICUS przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Obie imprezy cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, po filmach toczyły się długie Polaków rozmowy z udziałem reżyserów.

Wstępem do części nowojorskiej była projekcja filmu „Tam, gdzie rozpoczęła się II wojna światowa” Bogusława Olszonowicza w szkole przy parafii Matki Boskiej Częstochowskiej i św. Kazimierza. Była obrazem praktycznej lekcji historii dla młodzieży przeprowadzonej z wykorzystaniem militarnych rekwizytów na terenie walk w składnicy tranzytowej na Westerplatte 1 września 1939 r. Młodego kawalera najlepiej uczyć historii dając mu mundur, hełm i broń oraz stawiając w prawdziwym gnieździe karabinu maszynowego. Lekcji nie zapomni.

Na dzień przed rozpoczęciem festiwalu w galerii Kuriera Plus odbył się też wieczór autorski Bartosza Gawrona, motocyklisty i autora reportaży filmowych z tegorocznego XIX Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Widzowie obejrzeli unikalne relacje i usłyszeli zapierające dech świadectwa Polaków na Kresach, a długie rozmowy trwały do późna. Nie ulega wątpliwości, że bez względu na granice jest nas 60 milionów.

Przed południem pierwszego dnia festiwalu Bartosz Gawron opowiedział o swoich doświadczeniach rajdowych także uczniom polskiej szkoły przy Parafii św. Cyryla i Metodego, ilustrując je najciekawszymi fragmentami swoich filmów i organizując konkursy z nagrodami. Młodzi Polacy okazali się wspaniałymi widzami, nauczycielka Dorota Rutkowska pasjonatką jazdy motocyklowej a pani dyrektor Dorota Andraka niewyczerpanym źródłem pomysłów na kolejne wspólne przedsięwzięcia dla uczniów.

Festiwal został podzielony na trzy bloki tematyczne wymienione w jego tytule: „Reduty – zbrodnie – echa”. Uroczystego otwarcia dokonał Skarbnik PSC Zbigniew Solarz. Pierwszego dnia widzowie obejrzeli filmy o dwóch redutach września 39. „Polskie Termopile” w reż. Leszka Wiśniewskiego to obraz bitwy pod Wizną, w której 720 polskich żołnierzy przez trzy dni nie przepuściło kilkudziesięciokrotnie silniejszych sił niemieckich. Skapitulowali gdy zabrakło amunicji a Niemcy zagrozili rozstrzelaniem jeńców. Dowódca kpt. Raginis odebrał sobie życie. „Major Hubal” w reż. Błażeja Pyrki i Marcina Mielczarka to opowieść o losach mjr. Henryka Dobrzańskiego, którego oddział liczący od kilkudziesięciu do ponad 300 żołnierzy przez pół roku stawiał czoła 8000-tysięcznej grupie Wehrmachtu, SS i czołgów. Polacy w obu redutach wytrwali do końca, a pointę dopowiedział po latach szwedzki zespół rockowy Sabaton w piosence o Polskich Termopilach: nie atakuj Polaków jeśli nie masz przewagi 40 do 1.

Kolejny dzień pokazów zdominowały zbrodnie. „Piaśnica – Golgota Pomorza” w reż. Magdaleny Biernackiej to obraz niemieckich zbrodni na kilkunastu tysiącach polskich cywilów na Pomorzu Gdańskim. Egzekucje w lasach piaśnickich rozpoczęły się już w październiku 1939 roku. Były częścią Intelligenzaktion, w której Niemcy zgładzili ponad 30 tysięcy przedstawicieli polskich elit. Natomiast tytułowy „Niepotrzebny świadek” z filmu Anny T. Pietraszek to ks. Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich, który kilkadziesiąt lat po wojnie walczył z postkomunistycznymi władzami w Polsce i Rosji o upamiętnienie zbrodni w Katyniu. Zwyciężył mimo wszystko. Wywalczonego przez niego memoriału już nikt nie usunie, podobnie jak wielu innych polskich miejsc pamięci na Wschodzie, do których co roku docierają rajdy motocyklowe. Ich komandor Wiktor Węgrzyn opowiada o tym w filmie Bartosza Gawrona „Kochał Polskę i ty ją kochaj”.

Echa tamtej wojny trwały długo po jej zakończeniu. Kolejny film Anny T. Pietraszek „Polskie Orlęta na pakistańskim niebie” przedstawia losy 30 polskich lotników Royal Air Force, którzy po II wojnie światowej nie mogli wrócić do Polski. W 1948 roku wyjechali do Pakistanu, gdzie pod dowództwem kpt. Władysława Turowicza stworzyli od podstaw Pakistańskie Siły Powietrzne. Dziś Pakistan należy do czołówki światowych supermocarstw, ma broń atomową, lotniskowce i satelity, a jego dowódcy z wielką czcią wspominają swoich polskich instruktorów. Polacy pozornie przegrani potrafią dokonywać cudów.

Wojenne echa ożywają po dziś dzień. Na początku XXI wieku kibice piłki nożnej w całej Polsce stoczyli z postkomunistycznymi władzami długi bój o pamięć o naszych narodowych bohaterach sprzed dziesięcioleci, zwłaszcza o Żołnierzach Niezłomnych. Byli kontynuatorami ruchu Solidarności z początku lat 80-tych. Skandowali „Donald matole, twój rząd obalą kibole”. Pomimo szykan i aresztowań wytrwali. I wygrali. Ich historię opowiedział M. Pilis w „Buncie stadionów”. Po rządach Donalda nie ma nawet śladu.

Festiwal zamknęła uroczyście pani Wiceprezes PSC Danuta Bronhard zapraszając organizatorów na kolejną edycję w przyszłym roku. Czy warto pokazywać takie filmy? Polska wstaje z kolan w sferze ducha, ale droga do zwycięstwa w sferze materii jeszcze daleka. Nie miejmy złudzeń, walka o naszą tożsamość i pozycję trwa i będzie trwała długo. Jak mawiał Piłsudski, Polska będzie wielka albo żadna. Mamy znakomitych dokumentalistów, a ich dzieła niosą fundamentalne przesłania. Trzeba je pokazywać, bo w epoce wizji najlepszym orężem w walce o ducha są właśnie ruchome obrazy. Odkrywają prawdę, usuwają białe plany, pokazują drogę, uczą zwyciężać.

Tekst i zdjęcie za: http://www.polishslaviccenter.org/m,6749,a,8983,sukces-ii-festiwalu-polskich-filmow-dokumentalnych.html

REDUTY - ZBRODNIE - ECHA. W piątek 25 października w siedzibie Centrum Polsko - Słowiańskiego odbyła się druga edycja Festiwalu Polskich Filmów Dokumentalnych, Festiwal otworzył Zbigniew Solarz, pełniący funkcję skarbnika Centrum Polsko - Słowiańskiego. Podczas uroczystości obecny był organizator festiwalu Marek Gizmajer Prezes Zarządu Głównego Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy oraz reżyserzy filmów. Po projekcji można było porozmawiać z gośćmi z Polski na otwarciu festiwalu byli obecni Bartosz Gawron, Marcin Mielczarek oraz Błażej Pyrka z każdym z reżyserów po projekcji można było zadawać pytania.

Na widowni oprócz licznie zgromadzonej Polonii, która jest żywo zainteresowana historią Polski obecna była również polonijna młodzież ze szkoły Cyryla i Metodego na Greenpoincie. Festiwal trwał trzy dni i organizowało je Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy i Fundacja Kultury „Wspólna Sprawa” z Polski. II Festiwal Polskich Filmów Dokumentalnych pt. REDUTY – ZBRODNIE – ECHA poświęcony II wojnie światowej, zorganizowany pod patronatem honorowym Sekretarza Stanu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego we współpracy z Muzeum Piaśnickim w Wejherowie. Wydarzenie to zostało wpisane w oficjalne kalendarium obchodów 80 rocznicy wybuchu wojny przez Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, zaś patronat medialny objął nowojorski tygodnik Kurier Plus.

Podczas trzech festiwalowych dni widzowie mogli zobaczyć na ekranie dwie reduty września ’39 i posłuchać relacji ich ostatnich żyjących obrońców, zilustrowanych współczesnymi inscenizacjami (fot. p. Agnieszka Granatowska). “Polskie Termopile” to film o bitwie pod Wizną, w której siły niemieckie przez trzy dni nie mogły pokonać Polaków pomimo kilkudziesięciokrotnej przewagi liczebnej. Inny bohater września mjr Henryk Dobrzański, tytułowy “Major Hubal”, wytrwał w swojej reducie wraz z oddziałem pół roku.

- Wśród wielu białych plam naszej historii przypomnimy niemieckie zbrodnie wojenne na ludności cywilnej Pomorza, których skala i założenia zasługują na miano “pierwszego Katynia”. W lasach Piaśnicy od października 1939 do kwietnia 1940 roku niemieckie formacje zbrojne wymordowały kilkanaście tysięcy Polaków w ramach akcji Intelligenzaktion, która na terenie całego Pomorza Gdańskiego pochłonęła ponad 30-40 tys. ofiar, polską elitę polityczną, gospodarczą i intelektualną. Zbrodnie te są w Polsce szerzej nagłaśniane i upamiętniane dopiero od kilku lat, w dużej mierze dzięki wysiłkom Muzeum Piaśnickiego w Wejherowie – powiedział Marek Gizmajer.

Festiwalowi goście (fot. p. Agnieszka Granatowska) mogli również zobaczyć film „Niepotrzebny świadek” w reż. Anny T. Pietraszek. Który opowiada o losach ks. Zdzisława Peszkowskiego, który kilkadziesiąt lat po wojnie walczył o godne upamiętnienie ofiar Katynia. Z kolei “Polskie Orlęta na pakistańskim niebie” tej samej autorki to film o wciąż nieznanych losach polskich lotników Royal Air Force, którzy po 1945 roku nie mogąc wrócić do PRL wyjechali do Pakistanu aby od podstaw stworzyć siły powietrzne tego młodego państwa. “Kochał Polskę i ty ją kochaj...” to relacja z wciąż organizowanych Motocyklowych Rajdów Katyńskich. “Bunt stadionów” w reż. Mariusza Pilisa pokazuje młodych Polaków, którzy jeszcze kilka lat temu toczyli z władzami nierówny bój o pamięć o narodowych bohaterach sprzed dziesięcioleci. - Wydarzeniem tym kontynuujemy Festiwal Polskich Filmów Dokumentalnych pt. “Polska wierząca, walcząca, trwająca” zorganizowany w 2018 roku przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy w Hunter College w Nowym Jorku przy wsparciu finansowym Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Starych i nowych widzów zapraszamy serdecznie w gościnne mury Centrum Polsko-Słowiańskiego – kończy Marek Gizmajer.

Tekst i zdjęcia za: http://www.polishslaviccenter.org/m,6749,a,8971,ii-festiwal-polskich-filmow-dokumentalnych-w-centrum-polsko-slowianskim-w-nowym-jorku.html

Od 25 do 27 października 2019 roku w Centrum Polsko-Słowiańskim w Nowym Jorku odbędzie się II Festiwal Polskich Filmów Dokumentalnych Warszawa – Nowy Jork zorganizowany przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy. W tym roku nosi tytuł "Reduty – Zbrodnie – Echa" i jest poświęcony II wojnie światowej. Został wpisany w kalendarium obchodów 80. rocznicy wybuchu przez Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Patronat honorowy objął Sekretarz Stanu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zaś patronat medialny nowojorski tygodnik Kurier Plus. Na początku października filmy pokazano też w ośrodku "Amicus" przy kościele Świętego Stanisława Kostki Warszawie, obok którego znajduje się grób bł. księdza Jerzego Popiełuszki.

Widzowie mogą obejrzeć dwie REDUTY września ’39 i posłuchać relacji ich ostatnich żyjących obrońców, zilustrowanych współczesnymi inscenizacjami. “Polskie Termopile” to film o bitwie pod Wizną niedaleko granicy z Prusami, gdzie 700-osobowy polski oddział trzy dni powstrzymywał kilkudziesięciokrotnie silniejsze siły niemieckie. Skapitulował gdy zabrakło amunicji a Niemcy zagrozili rozstrzelaniem jeńców. Dowódca kpt. Władysław Raginis odebrał sobie życie. Inny bohater września mjr Henryk Dobrzański, tytułowy “Major Hubal”, wytrwał w leśnej reducie środkowej Polski pół roku. Jego oddział liczył 300 umundurowanych i świetnie uzbrojonych żołnierzy i aby go pokonać Niemcy utworzyli 8000-tysięczną brygadę Wermachtu, SS i czołgów. Major zginął, ale jego ciała nigdy nie odnaleziono. O tym wszystkim będzie można porozmawiać z reżyserami filmu Błażejem Pyrką i Marcinem Mielczarkiem.

Festiwal przypomni też ZBRODNIE wojenne. „Piaśnica – Golgota Pomorza” to film o niemieckim ludobójstwie zwanym “pierwszym Katyniem”. Od października 1939 do kwietnia 1940 w lasach piaśnickich rozstrzelano kilkanaście tysięcy cywilów, w tym dzieci, w ramach akcji Intelligenzaktion, która na terenie całego Pomorza Gdańskiego pochłonęła ponad 30-40 tys. ofiar, polską elitę. Jedną z zamordowanych była s. Alicja Kotowska wyniesiona na ołtarze przez Jana Pawła II wśród 108 męczenników II wojny światowej. „Niepotrzebny świadek” to ks. Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich, który kilkadziesiąt lat po wojnie walczył z postkomunistycznymi władzami o upamiętnienie ofiar Katynia. Temat ten kontynuuje reportaż z Motocyklowych Rajdów Katyńskich „Kochał Polskę i ty ją kochaj...”, które różnymi trasami wciąż docierają na Wschód niezwykłymi szlakami polskości. Ekranową opowieść o nich snuje komandor Wiktor Węgrzyn, a z widzami porozmawia autor filmu, uczestnik rajdów i motocyklista Bartosz Gawron.

ECHA wojny wciąż trwają. “Polskie Orlęta na pakistańskim niebie” to film o nieznanych losach 30 polskich lotników Royal Air Force, którzy po 1945 roku nie mogąc wrócić do PRL wyjechali do Pakistanu aby od podstaw stworzyć siły powietrzne tego młodego państwa. Dzięki nim Pakistan należy dziś do czołówki mocarstw militarnych, zaś jego dowódcy z wielką czcią wspominają Polaków, swoich dawnych nauczycieli. “Bunt stadionów” to obraz młodego pokolenia Polaków, którzy jeszcze kilka lat temu toczyli na stadionach piłkarskich nierówny bój z postkomunistycznym reżimem o narodową pamięć o naszych bohaterach sprzed dziesięcioleci. Znani opozycjoniści PRL dostrzegli w ruchu kibiców nowe wcielenie „Solidarności” walczącej o wolność kraju.

Wydarzenie to jest kontynuacją Festiwalu Polskich Filmów Dokumentalnych pt. “Polska wierząca, walcząca, trwająca” zorganizowanego w 2018 roku przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy w nowojorskim Hunter College. Filmy mają angielskie napisy, wstęp wolny.

Za: http://pai.media.pl/pai_wiadomosci.php?id=6647

Andrzej Kalinowski

5 października 2019 roku, w auli wąchockiego opactwa odbyła się sesja naukowa poświęcona rocznicy powstania opactwa. Na spotkanie przybyło wielu znawców historii i tradycji cysterskiej. Podczas obrad dużo mówiono o rozwoju architektury sakralnej i cysterskiego w niej udziału. Dzisiejsze romańskie, gotyckie a także barokowe kościoły i klasztory są dziełem wielu mnichów w biało-czarnych habitach. Warto tu przypomnieć, że w Europie istniało bądź do dziś istnieje 2000 miejsc związanych z tym zakonem. Wąchock, jako zabytek historii uznany w Polsce i Europie, jest tego dobitnym przykładem.

Z wystąpień specjalistów można było dowiedzieć się wiele o życiu w średniowiecznym opactwie. Cystersi wprowadzali wiele nowych rozwiązań w różnych dziedzinach życia. Byli prekursorami rolnictwa i wielu innych gałęzi przemysłu w Polsce, budowali folusze, młyny, browary, piece hutnicze. Zajmowali się uprawą zbóż i innych roślin i hodowlą. Wąchoccy mnisi byli i są wtopieni w ziemię świętokrzyską. Duże znaczenie ma ich wielowiekowa działalność ewangelizacyjna (nowe słowo) a także kształcenie i wychowanie kolejnych pokoleń Polaków. Klasztor kształcił w swojej cysterskiej szkole wielu znakomitych ludzi. Do dziś współpraca z władzami regionalnymi gminy i powiatu układa się wzorowo.

Z dużą ciekawością wysłuchałem szczególnie referatu na temat przetrwania klasztoru po kasacie zakonu w 1818 roku, który to referat opisywał starania okolicznej ludności o zachowanie tego miejsca dla potomnych. Po drugiej wojnie światowej przystąpiono do odrodzenia zakonu cystersów do Wąchocka. Dzieła tego podjęli się cystersi mogilscy. To za sprawą opata Augustyna Ciesielskiego kilku ojców zostało skierowanych do Wąchocka, aby tam założyć wspólnotę. Podsumowując, było to bardzo ciekawe spotkanie przyjaciół Wąchocka i zakonu. Był oczywiście cysterski obiad, rozmowy, dyskusje, m.in. o Szlaku Cysterskim w Polsce i Europie. Zwieńczeniem spotkania był recital Anny Marii Adamiak, która wykonała kilka pieśni i arii operowych. Czekamy na kolejny, okrągły jubileusz w Wąchocku, a ja zapraszam do obejrzenia zdjęć:
https://photos.app.goo.gl/82Rv8jRRihVS7Xnu8

Radio Maryja

Do Prokuratury trafi jutro zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa finansowania zorganizowanego hejtu ze środków publicznych. Chodzi o profil na portalach społecznościowych „Sok z Buraka”. „Sok z Buraka” to strony profilowe na Facebooku i Twitterze. Istnieją w sieci od 5 lat. Są na nich memy i żarty z polityków – żarty niewybredne, często wulgarne i dotyczą głównie polityków Prawa i Sprawiedliwości. Treści uderzają też w Kościół Katolicki i osobę dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka CSsR.

To największa fabryka fekaliów – podkreśla europoseł Patryk Jaki. – Największe fekalia, największy ściek, fabryka fejków w internecie finansowana z pieniędzy warszawiaków prosto do człowieka, który organizuje czy organizował to wszystko w ramach „Soku z Buraka” – zaznacza europoseł Patryk Jaki.

Kim jest twórca „Soku z Buraka”? To sprawny PR-owiec, który przez lata pracował w dużych koncernach marketingowych. Od lutego 2018 r. Mariusz Kozak-Zagozda ma być zatrudniony w PO, a od kwietnia tego roku również w warszawskim Ratuszu. Ma też współpracować z klubem parlamentarnym Platformy Obywatelskiej. Pytany o sprawę rzecznik warszawskiego Ratusza Kamil Dąbrowa potwierdza zatrudnienie Kozaka-Zagozdy w stołecznym ratuszu. – W biurze marketingu miasta od kwietnia na stanowisku pomocniczym, na umowę czasową – półroczną – jest zatrudniony taki człowiek, którego zadaniem jest prowadzenie profili miejskich, naszych stron internetowych na Facebooku, Twitterze – wyjaśnia Kamil Dąbrowa.

W sprawie twórcy strony internetowej „Sok z Buraka” interweniował m.in. poseł PiS Paweł Lisiecki, który złożył dziś wizytę w stołecznym dziale marketingu, a następnie dziale kadr i szkoleń. Jaki był efekt? – Z tego, co udało nam się ustalić, to pracownicy nie za bardzo kojarzą tę osobę i jako osobę, która by przychodziła do pracy – mówi poseł Paweł Lisiecki. Dodatkowo informacja o zatrudnieniu Kozaka-Zagozdy na stanowisku pomocniczym może oznaczać jeszcze jedno.

– Że nie był przeprowadzony konkurs na to stanowisko. Taka próba obejścia tego, aby został ogłoszony konkurs na stanowisko i zatrudnienie tej konkretnej osoby – podkreśla Paweł Lisiecki.

Tymczasem z ustaleń tygodnika „Sieci” wynika, że Mariusz Kozak-Zagozda przez ostatnie 5 miesięcy pracy w stołecznym Ratuszu otrzymał co najmniej 25 tys. zł. Dlatego też europoseł PiS Patryk Jaki złoży jutro zawiadomienie do Prokuratury. – W tej sprawie jutro skieruję zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa używania pieniędzy publicznych do zorganizowanego hejtu, fejków na nieprawdopodobną skalę – wskazuje Patryk Jaki.

Strona „Sokzburaka” to nie jedyna tego typu aktywność osób związanych z PO. Na profilu na Twitterze #Silnirazem także wylewa się hejt wobec polityków PiS i osób popierających tę formacje. Czy to strategia PO? Już w 2015 „Rzeczpospolita” ujawniła, że ówczesna premier Ewa Kopacz chce zatrudnić 50 hejerów. – Docelowo będzie ich około 100 – zdradza nam jeden z uczestników spotkania w Jachrance. Tak zwani hejterzy, to osoby, które zajmują się krytyką w sieci. W tym wypadku celem ataku mają być działania PiS i prezydenta-elekta Andrzeja Dudy. W działalność w internecie bardziej zaangażować mają się też sami posłowie – napisano wówczas w „Rzeczpospolitej”.

Pytana dzień później o tę sprawę ówczesna rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska stwierdziła, że to jedynie żart. – To był żart i szkoda, że ktoś, kto opowiada o tym, co działo się na klubie, powiedział o pierwszej wypowiedzi pani premier, a nie posłuchał do końca – mówiła wówczas Małgorzata Kidawa-Błońska.

Dziś widać, że nie był to żart – podkreśla radny PiS Filip Frąckowiak. – Teraz widzimy, że te słowa sprzed 4 lat pani Ewy Kopacz o zatrudnieniu 50 hejterów to nie był żart i nie wycofywała się z tego na serio, to zostało wdrożone – zaznacza Filip Frąckowiak.

Poziom stron „Sok z Buraka”, jak i wielu innych stron internetowych, jest dramatyczny – podkreśla socjolog Mirosław Boruta Krakowski. – Tak obniżył się ten poziom debaty publicznej w Polsce, że trzeba zastanowić się – i to jest być może jakaś droga na przyszłość – nad rozwiązaniami prawnymi dotyczącymi tej sfery – mówi Mirosław Boruta Krakowski.

Tekst i zrzuty ekranowe za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/hejt-za-publiczne-pieniadze

Radio Maryja

Prawo i Sprawiedliwość proponuje stworzenie samorządu dziennikarskiego, który dbałby o standardy etyczne i zawodowe w środowisku. Dziennikarze mają jednak wątpliwości, czy takie rozwiązanie się sprawdzi. Mocno krytykuje je opozycja. Propozycja uchwalenia ustawy regulującej status zawodu dziennikarza znalazła się w programie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości zatytułowanym „Polski model państwa dobrobytu”.

– U podstaw tej propozycji leży konstatacja niespecjalnie zaskakująca, że dziennikarze są zawodem zaufania publicznego, mający duży wpływ na kształtowanie postaw – wyjaśnił wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości Radosław Fogiel. Partia proponuje utworzenie samorządu dziennikarskiego, który dbałby o standardy etyczne i zawodowe. Miałby też sam ustalać reguły oraz odpowiadać za kształcenie nowych dziennikarzy. – Na wzór samorządu prawnego, prawniczego, radcowskiego, adwokackiego – powiedział Radosław Fogiel.

To rozwiązanie może się nie sprawdzić. – Państwo polskie ma w tej chwili dość dużo problemów z istniejącymi korporacjami zawodowymi, więc tworzenie kolejnej korporacji to niewątpliwie generowanie problemów na przyszłość – stwierdził redaktor TV Trwam Dariusz Pogorzelski.

Według ogólnych założeń, nowy samorząd dziennikarski miałby być gwarantem wysokiej jakości wykonywania zawodu dziennikarza. – To nie jest kwestia środowiska politycznego, żeby rozstrzygało wewnętrzne problemy dziennikarzy – mówili przedstawiciele stacji komercyjnych.

Propozycje Prawa i Sprawiedliwości mocno krytykuje też opozycja. – Jeśli zawód dziennikarza będzie regulowany, tzn., że będą też regulowani dziennikarze, to oznacza, że dziennikarze nie będą oceniani przez pryzmat swojej pracy, lecz przez pryzmat tego, czy komuś się podoba ta praca – oznajmił Cezary Tomczyk z PO.

Prawo i Sprawiedliwość będzie dążyło do upolitycznienia samorządu dziennikarskiego. – Jeśli będzie to polityczny samorząd dziennikarski, to mamy prostą drogę do upolitycznienia pełnego mediów – mówił Marek Sawicki z PSL.

Socjolog dr Mirosław Boruta Krakowski wskazał, że w pierwszej kolejności powinno dojść do repolonizacji mediów. – Sprawa mediów jest sprawą wielowątkową, dyskusyjną. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. My mówimy, żeby media były polskie, były narodowe, by reprezentowały polski, narodowy punkt widzenia – powiedział socjolog.

Stworzenie samorządu dziennikarskiego miałoby – zdaniem PiS – zastąpić artykuł 212. Kodeksu karnego, który przewiduje nawet rok więzienia za pomówienie dokonane za pomocą środków masowego przekazu. Ten zapis często jest wykorzystywany przeciwko dziennikarzom, aby zamknąć im usta – przypomniał redaktor Andrzej Ficek. – Na pewno oczekiwałbym zniesienia tego sławetnego art. 212, który pozwala wsadzać dziennikarzy za pisanie prawdy, wsadzać do więzienia – mówił dziennikarz.

Żadne zmiany nie zostaną wprowadzone bez konsultacji z całym środowiskiem dziennikarskim – zapewnił wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Paweł Lewandowski. – Dostęp do zawodu dziennikarza będzie zawsze otwarty. Żadne regulacje dotyczące zawodu nie będą tworzone bez dialogu z całym środowiskiem. @pisorgpl konsekwentnie wspiera wolność słowa. Największa liberalizacja prawa prasowego nastąpiła w ciągu ostatnich czterech lat – napisał wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.

Politycy PiS przekonywali też, że samorząd dziennikarski miałby wspierać środowisko w realizowaniu jego podstawowej misji czyli kontroli władzy i umacnianiu demokracji. W tym zadaniu dziennikarzy już wpierają istniejące stowarzyszenia dziennikarskie.

Tekst i ilustracje za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/prawo-i-sprawiedliwosc-planuje-stworzenie-samorzadu-dziennikarskiego

krakowniezaleznymkInformacja własna

Zapraszamy wszystkich Państwa do księgarni "Zbroja". Adres: Plac Wszystkich Świętych 9. Godziny otwarcia: poniedziałek - piątek 11:00-19:00, tel. 692-308-776 (fot. p. Mirosław Boruta).

ksiegarniazbroja​Polecamy dobre książki na trudny czas...

​Nadzieja daje siłę do bycia radosnym w rozpaczliwych okolicznościach,
Gilbert Keith Chesterton

Musicie ducha hartować, aby móc jak orły przelatywać w przyszłość Ojczyzny!
Kardynał Stefan Wyszyński

FB: https://www.facebook.com/Księgarnia-Zbroja-472405479804899

Adam Zyzman

Przyglądam się ja awanturze wokół wydarzeń w Białymstoku, czytam, nasłuchuję i coraz bardziej się dziwię, że tak łatwo wszyscy dali sobie narzucić lewacką interpretację wydarzenia i poza ten schemat nikt nie potrafi wyjść nawet na krok. – A to Episkopat wyda oświadczenie, że bić wroga to nie ładnie, a to państwo pościga „sprawców”, którzy się „nienawiścią” wykazali, a to biskup Muskus na zakończenie spotkania z kościołami, które już same dały się spacyfikować wyjaśni, że katolik nie powinien występować w obronie Kościoła i Boga, bo to jest niezgodne z nauką Chrystusa…

Nikomu jednak nie przejdzie przez gardło wypowiedzenie oczywistości, że społeczeństwo miało już tak dość bezczelności i chamstwa ze strony niezarejestrowanej partii politycznej o nazwie LGBT, że zareagowało gniewem! Nikt nie powie głośno, że jest to wynik profanacji świętości katolickich, jakich z upodobaniem ugrupowanie to się dopuszcza w Polsce od kilkunastu miesięcy. A wreszcie, że wybranie Białegostoku na kolejne miejsce prowokacji i profanacji, miasta w którym środowiska narodowe mają szczególnie silne zaplecze, było kolejną prowokacją dokonaną z pełną premedytacją! Chodziło bowiem o to właśnie, by doszło do awantur i eskalacji napięcia, o czym świadczy choćby zarejestrowanie dwóch marszów, w tym samym czasie i na stykających się trasach! A jak mówi stara rzymska maksyma: chcącemu nie dzieje się krzywda!

Działacze LGBT chcieli oberwać i w praktyce nic im się nie stało, bo jedyne bójki do jakich doszło, to były starcia części zdesperowanego społeczeństwa, w swej większości normalnego i katolickiego, z chroniącą prowokatorów policją! Już sam ten fakt świadczy o tym, że sprawa została postawiona na głowie! Doszło do tego, że działaczka ugrupowania zaproszona do studia prawicowej telewizji tłumaczyła, że została zaatakowana i… miałaby obrażenia, gdyby nie włożyła wcześniej pod perukę… hełmu, ale już co to był za czarodziejski hełm nie potrafiła wytłumaczyć. Mamy więc brak ofiar, mamy zatrzymanych przez policję i dominujący w przestrzeni medialnej jazgot o… agresji i nienawiści!

Ja rozumiem, że w cywilizowanym kraju do samosądów nie powinno dochodzić, choć ręka świerzbi, ale chciałbym zapytać tych wszystkich gospodarzy miast, którzy zezwalają lub są zmuszani przez „niezależnych” sędziów do zezwolenia na te różnorodne „parady”, czemu nie reagują na publiczne ubliżanie większości mieszkańców ich miast. O ile bowiem przyjęła się praktyka, że wystarczy na prawicowej manifestacji jeden transparent nawiązujący do ideologii endeckiej lub wpięty w klapę uczestnika Mieczyk Chrobrego, by z rozwiązać manifestację (patrz na wszystko co dzieje się zawsze wokół Marszu Niepodległości w Warszawie), to nikomu nie przyszło do głowy rozwiązanie takiej parady, gdy pojawi się na niej choć jedno hasło uderzające w wiarę i Kościół Katolicki, choć jeden pajac ubrany w ornat i durszlak na głowie? Dlaczego nie można rozwiązać zgromadzenia za szerzenie zgorszenia publicznego, za pojawienie się roznegliżowanych przesadnie osób lub obsceniczne przebrania? Jeśli są osoby tak wrażliwe w naszym kraju, że przeszkadza im białoczerwona flaga lub Mieczyk Chrobrego, że zmuszają władze miast i policji do interwencji, to dlaczego te same władze i ta sama policja nie reaguje gdy naruszana jest wrażliwość religijna lub moralna tysięcy innych? Tym bardziej, że w obowiązującym prawie nie ma nawet jednoznacznego zakazu głoszenia haseł typu „White Power”, a zakaz profanacji symboli religijnych i naruszania godności wierzących są zapisane czarno na białym!

Jak to się ma do konstytucyjnej równości obywateli?

Jerzy Bukowski

W wieku 95 lat zmarł w sobotę w Krakowie hrabia major Jerzy Krusenstern - prawnuk niemieckiego z pochodzenia, a estońskiego z przynależności państwowej słynnego admirała i podróżnika w służbie rosyjskiej.

Miałem zaszczyt dobrze znać bohatera obrony Grodna w 1939 roku (był wówczas harcerzem), o której opowiadał nam wiele razy na zebraniach Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, którego był aktywnym członkiem.

W czasach okupacji wstąpił do Armii Krajowej używając pseudonimu „Tom”. Walczył m.in. w okolicach Dębicy w szeregach 5. Pułku Strzelców Konnych AK (został ranny). Podczas operacji „Burza” brał udział w bitwie pod Kałużówką - największym partyzanckim starciu z Niemcami w Polsce południowo-wschodniej. Udzielał się także w powojennym antykomunistycznym podziemiu niepodległościowym.

W 1945 roku aresztowali go funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Po zwolnieniu wyjechał do Inowrocławia, gdzie pracował jako stróż nocny w kopalni soli. Potem ukończył Wyższą Szkołę Handlową (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny) w Krakowie. Bezpieka inwigilowała go do końca lat 80. ub. wieku.

Był współtwórcą krakowskiego Muzeum Armii Krajowej, czynnie zaangażował się w działalność Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej będąc przez wiele lat prezesem Oddziału Krakowskiego (fot. p. Alicja Rostocka).

Jego pasją stało się sprowadzanie każdego lata sporej grupy polskich dzieci z Litwy (szczególnie z jego rodzinnych Druskiennik) na wakacje do ojczyzny ich przodków. Współorganizował dla nich za własne pieniądze wakacyjne pobyty w miesiącach letnich, wspomagał też finansowo polskich Litwinów podejmujących studia w Krakowie.