Przeskocz do treści

Projekt ustawy o wolności słowa w internecie przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości jest gotowy do przyjęcia przez rząd - przekazał w niedzielę wiceszef MS Michał Woś. Przekonywał, że projekt jest ważny i jak najszybciej powinien zostać skierowany do parlamentu.

W niedzielę w Programie Pierwszym Polskiego Radia Michał Woś poinformował, że projekt ustawy o wolności słowa w internecie przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości jest gotowy do przyjęcia przez rząd, a następnie do skierowania do parlamentu jako projekt rządowy. Projekt został wysłany do Kancelarii Premiera, ale bardzo długo nie był mu nadawany właściwy bieg, później został skierowany do konsultacji międzyresortowej — powiedział wiceszef MS. Projekt jest na końcowym etapie rządowym. Ministerstwo Sprawiedliwości, minister Ziobro, minister Kaleta, ja też osobiście uważamy, że jak najszybciej powinien on stać się projektem rządowym i zostać skierowany do parlamentu, po to, żeby stał się obowiązującym prawem — podkreślił Michał Woś. Zastrzegł przy tym, że dalsze decyzje ws. projektu nie należą wyłącznie do Ministerstwa Sprawiedliwości i wskazał, że to Kancelaria Premiera decyduje o porządku obrad Rady Ministrów. Michał Woś przypomniał w tym kontekście o usunięcia profilu Konfederacji z Facebooka. Ta ustawa jest bardzo ważna z perspektywy ochrony wolności słowa i z perspektywy ochrony użytkowników portali społecznościowych — podkreślił wiceszef MS.

Usunięcie strony Konfederacji przez Facebook

Facebook usunął stronę Konfederacji, z powodu powtarzających się naruszeń zasad dotyczących mowy nienawiści poprzez publikowanie „treści bezpośrednio atakujących inne osoby na podstawie tzw. cech chronionych, takich jak narodowość czy orientacja seksualna” oraz zasad dotyczących dezinformacji na temat COVID-19. Opracowany w resorcie sprawiedliwości projekt ustawy dotyczącej ochrony wolności słowa w internecie został przedstawiony przed rokiem; w ostatnich miesiącach trwały konsultacje nad nim. Jego główne założenia to m.in.: powołanie Rady Wolności Słowa złożonej z pięciu członków wybieranych przez Sejm oraz możliwość wniesienia reklamacji od decyzji serwisów społecznościowych o blokowaniu treści. Wiceszef MS Sebastian Kaleta informował, że RWS miałaby zostać umiejscowiona w strukturach Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zapowiedział ponadto wprowadzenie tzw. podmiotów sygnalizacyjnych. Chodzi – jak tłumaczył – o to, żeby urzędy mogły certyfikować organizacje, samorządy, instytucje, które mają szczególną wiedzę i znaczenie w poszczególnych dziedzinach życia. I te podmioty będą mogły zgłaszać Radzie ewentualne naruszenia dot. publikacji w mediach społecznościowych.

Wiceszef MS: Twarzą Polskiego Ładu jest premier Mateusz Morawiecki

Twarzą Polskiego Ładu jest premier Mateusz Morawiecki; jako Solidarna Polska z zaskoczeniem przyjęliśmy zamieszanie z początku roku związane z zaliczkami; zaplecze premiera mówiło, że wdrożenie pakietu reform podatkowych jest pieczołowicie przygotowane - powiedział wiceszef MS Michał Woś. W wywiadzie dla Programu Pierwszego Polskiego Radia wiceminister sprawiedliwości został zapytany o odpowiedzialność za Polski Ład. Michał Woś podkreślił, że zaplecze eksperckie premiera przedstawiło Polski Ład jako „pieczołowicie” przygotowany program, w wyniku którego zyska (albo będzie on dla nich neutralny) 18 mln Polaków. Jako Solidarna Polska z zaskoczeniem przyjęliśmy to zamieszanie z początku roku związane z zaliczkami. Oczywistym jest, że twarzą Polskiego Ładu jest pan premier Mateusz Morawiecki, jego zaplecze mówiło, że wdrożenie pakietu reform podatkowych jest pieczołowicie przygotowane. Dlatego odnotowaliśmy to z zaskoczeniem — powiedział Michał Woś. Zaznaczył przy tym, że nie myli się ten, kto nic nie robi.

Zapytany, jak wyglądają relacje Solidarnej Polski z Kancelarią Premiera, Michał Woś oświadczył, że zarówno zaplecze Zbigniewa Ziobry, jak i Mateusza Morawieckiego, są profesjonalistami. Realizujemy to, co obiecaliśmy Polakom w ramach programu wyborczego Zjednoczonej Prawicy, bo wszyscy mamy świadomość, że jeśli nie będzie rządziła Zjednoczona Prawica, to będą rządziły siły, które wprost nie będą przejmowały się działaniami Unii Europejskiej, czy zakusami na polską niepodległość i suwerenność — podkreślił. To nie jest gra o jakieś cząstkowe ambicje, czy szorstkie przyjaźnie, tylko tu jest realne działanie na rzecz i korzyść interesu Rzeczypospolitej — powiedział Michał Woś. Zapewnił, że Zjednoczona Prawica działa dla Polski i w jej interesie, zaś alternatywą dla rządów ZP są rządy, które „niepodległość Polski będą miały za nic” i będą oddawały UE jej suwerenność. Wiceminister sprawiedliwości podkreślił, że Solidarna Polska jest koalicjantem PiS, który zachowuje lojalność w zakresie programu i tego, „na co się umawiano”. Jednocześnie mamy odrębne zdania. Przestrzegaliśmy przed mechanizmem warunkowości, ale zapadły inne decyzje i została wyrażona przez Polskę zgoda. Przestrzegaliśmy przed fatalną polityką klimatyczną, dzisiaj widzimy, co się dzieje — wyliczył Michał Woś. To nie jest mówienie: „a nie mówiliśmy?”, tylko to jest pokazywanie, że prognozy, które stawiamy, sprawdzają się szybciej, niż nam się wydaje, czasami wbrew temu, co mówi zaplecze eksperckie pana premiera — zaznaczył. Wskazywał, że nieporozumienia, które się zdarzają w Zjednoczonej Prawicy, nie dotyczą spraw personalnych, tylko programowych. To są sprawy programowe, o to, jak rozumiemy interes Polski, co jest najbardziej właściwe dla Polski. A zawsze liderem, fundamentem, osobą spajającą Zjednoczoną Prawicę jest i będzie pan prezes Jarosław Kaczyński — powiedział Michał Woś.

Wejście w życie Polskiego Ładu

1 stycznia weszła w życie podatkowa część Polskiego Ładu. Jedną z najważniejszych zmian, jakie wprowadza program w podatkach, jest podniesienie kwoty wolnej do 30 tys. zł oraz progu dochodowego do 120 tys. zł. Jednocześnie znikła ulga umożliwiająca odliczanie od podatku części (7,75 proc.) składki zdrowotnej, wynoszącej 9 proc. Ma to zrekompensować tzw. ulga dla klasy średniej, czyli osób zarabiających miesięcznie od 5 tys. 701 zł do 11 tys. 141 zł. Na początku stycznia media informowały jednak o grupach zawodowych i społecznych, które po 1 stycznia otrzymały wyraźnie niższe wypłaty (m.in. niektórzy nauczyciele, funkcjonariusze służb mundurowych, emeryci). Przedstawiciele rządu zapowiedzieli zmiany, które mają - według nich - naprawić skutki wejścia w życie Polskiego Ładu. Minister finansów podpisał m.in. rozporządzenie zmieniające technikę poboru zaliczek na podatek dochodowy. Według resortu finansów, dzięki tym przepisom osoby, które otrzymały mniejszą pensję w styczniu, dostaną jak najszybciej wyrównanie wypłaty pensji. Chodzi - jak wskazano - m.in. o nauczycieli i służby mundurowe. Zaznaczono, że rozporządzenie wprowadza też rozwiązanie, które spowoduje, że nauczyciele akademiccy, których obowiązują inne zasady naliczania kosztów uzyskania przychodów, a zarabiający do 12 800 zł brutto, również otrzymają zwrot nadpłaconych zaliczek.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/581939-wos-projekt-ws-wolnosci-slowa-jest-gotowy-do-przyjecia

To jest najlepszy czas, aby przyspieszyć prace nad projektem przepisów o wolności słowa w internecie i jak najszybciej skierować go do Sejmu - powiedział w piątek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W środę usunięty został przez administratora z Facebooka profil Konfederacji.

Jest rzeczą absolutnie niebywałą i nieakceptowalną, żeby w polskim państwie ktoś, prywatny właściciel medium, w tym wypadku społecznościowego, mógł tak głęboko ingerować i naruszać sferę wolności debaty politycznej i wpływać na przyszły wynik wyborów — mówił Zbigniew Ziobro. Jak dodał „nie ulega wątpliwości, że wypracowana przez długie lata relacja między danym środowiskiem politycznym, a jego odbiorcami, poprzez tego typu ingerencje napotyka bardzo poważne przeszkody i w konsekwencji rokuje na możliwości sprawnej komunikacji z wyborcami”. Zbigniew Ziobro podkreślił, że „o demokracji możemy mówić wtedy i tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z gwarancją wolności słowa i debaty”. To są te wartości w samym centrum demokracji i te wartości takimi decyzjami wielkich korporacji internetowych i mediów społecznościowych jawnie zagrożone i naruszane — powiedział.

Dlatego - zdaniem ministra - wskazuje to na potrzebę przepisów, które „zabezpieczałyby polskich obywateli i działające w Polsce środowiska polityczne przez tego rodzaju zewnętrzną, nieuprawniona i bezprawną w rozumieniu polskiej konstytucji, ingerencją prywatnych podmiotów”. To wydarzenie pokazuje zasadność naszej inicjatywy stworzenia specjalnej regulacji prawnej, która ograniczałaby co najmniej tego rodzaju praktyki. (…) Jeśli tak się nie stanie, będziemy obserwować kolejne, podobne wydarzenia ze strony tego lub innych mediów społecznościowych, które mogą ingerować na przykład w przededniu wyborów — powiedział minister sprawiedliwości. Przypomniał, że rok temu powstał w resorcie taki projekt ustawy i „to jest najlepszy czas, aby prace przyspieszyć i jak najszybciej skierować ten projekt do Sejmu”.

Opracowany w resorcie sprawiedliwości projekt ustawy dotyczącej ochrony wolności słowa w internecie został przedstawiony przed rokiem i skierowany do KPRM z wnioskiem o wpisanie do wykazu prac legislacyjnych. W ostatnich miesiącach trwały konsultacje tego projektu. Jak przed rokiem informowano główne założenia propozycji, to m.in.: powołanie Rady Wolności Słowa złożonej z pięciu członków wybieranych przez Sejm oraz możliwość wniesienia reklamacji od decyzji serwisów społecznościowych o blokowaniu treści.

Zgodnie z cytowanym w środę w mediach oświadczeniem biura prasowego portalu społecznościowego, strona Konfederacji została usunięta z powodu powtarzających się naruszeń zasad Facebooka dotyczących mowy nienawiści poprzez publikowanie „treści bezpośrednio atakujących inne osoby na podstawie tzw. cech chronionych, takich jak narodowość czy orientacja seksualna” oraz zasad dotyczących dezinformacji na temat COVID-19, „a w szczególności fałszywych twierdzeń o tym, że maski nie ograniczają rozprzestrzeniania się choroby, że śmiertelność COVID-19 jest taka sama lub niższa niż grypy, a także że szczepionki na COVID-19 nie zapewniają żadnej odporności i są nieefektywne”. Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak ocenił, że usunięcie przez Facebook profilu formacji to „ingerencja w polską demokrację nie na rzecz prawdy, tylko na rzecz zawężenia swobody debaty i wyboru politycznego”.

Propozycje z konsultacji

Projekt tzw. ustawy wolnościowej jest gotowy, uwzględniono część propozycji z konsultacji; Rada Wolności Słowa, która będzie rozpoznawać reklamacje od decyzji wielkich serwisów będzie umiejscowiona w strukturach KRRiT – powiedział w piątek wiceszef Ministerstwa Sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Sebastian Kaleta powiedział na konferencji prasowej, że rok temu zaprezentowany został projekt tzw. ustawy wolnościowej, która – jak mówił – ma za zadanie chronić Polaków przed „ingerencją wielkich korporacji w możliwość korzystania z wolności słowa w Polsce”. Wyjaśnił, że 9 miesięcy trwało oczekiwanie na możliwość przeprowadzenia konsultacji.

Pod koniec września projekt został wysłany do konsultacji i w ciągu ostatnich 3 miesięcy był konsultowany, wpłynęło do Ministerstwa (Sprawiedliwości) kilkaset uwag — zaznaczył Sebastian Kaleta. Projekt ustawy uwzględniający cześć z propozycji, które zostały przekazane w konsultacjach jest gotowy i zostanie dzisiaj skierowany do dalszych prac Rady Ministrów — powiedział Sebastian Kaleta. Dodał, że projekt może być przyjęty bardzo szybko, jeśli taka będzie wola Rady Ministrów. I będziemy to oczywiście rekomendować i takie wnioski składać — zapowiedział Sebastian Kaleta.

Wiceminister sprawiedliwości mówił, że przygotowany projekt ustawy nie stoi w sprzeczności z rozwiązaniami, które w przyszłości być może staną się prawem unijnym. Sebastian Kaleta podkreślał, że znaczenie prawa użytkowników w Polsce do przywrócenia treści, jeśli została usunięta pod fałszywym oskarżeniem o naruszenie przez tą treść porządku prawnego. Mówił, że po konsultacjach wprowadzono do projektu kilka zmian. Podstawowa zmiana, która będzie przez nas proponowana polega na tym, że Rada Wolności Słowa, która jest głównym organem państwa, który będzie rozpoznawał reklamacje od decyzji wielkich serwisów będzie umiejscowiona w strukturach Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji — przekazał Sebastian Kaleta.

Druga istotna zmian to – jak mówił Sebastian Kaleta – rozszerzenie podmiotów, które będą pozwalały Radzie Wolności Słowa dokonywać rozstrzygnięć. Rada Wolności Słowa będzie korzystała z ekspertów, którzy będą rekomendowani przez takie organizacje jak Naczelna Izba Lekarska, samorządy zawodowe, również specjalistyczne urzędy, urzędy centralne — powiedział Sebastian Kaleta. Zapowiedział też, że dodatkową regulacją będzie wprowadzenie tzw. podmiotów sygnalizacyjnych. Chodzi o to – jak mówił – żeby urzędy mogły certyfikować organizacje, samorządy, instytucje, które mają szczególną wiedzę i znaczenie w poszczególnych dziedzinach życia. I te podmioty będą mogły zgłaszać Radzie ewentualne naruszenia dot. publikacji w mediach społecznościowych.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/580849-ms-reaguje-na-dzialania-facebooka-ws-konfederacji

Więcej informacji o projekcie ustawy znajdą Państwo na:
https://www.krakowniezalezny.pl/tag/wolnosc-w-sieci

Minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro podkreślił podczas konferencji prasowej, że powołanie komisji śledczej ws. inwigilacji nie ma swojego uzasadnienia. Jak dodał, obowiązkiem państwa jest zapewnienie organom ścigania możliwości wypełniania ich obowiązków.

Według amerykańskiej agencji prasowej Associated Press, powołującej się na ustalenia działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab, oprogramowaniem Pegasus inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro został zapytany na konferencji prasowej o komisje śledczą, która miałaby wyjaśnić te doniesienia.

Wniosek o powołanie komisji śledczej

Jeszcze przed świętami byłem pytany o to, czy polskie organy ścigania dysponują programami, które skutecznie pozwalają inwigilować osoby podejrzane o popełnienie przestępstw, które posługują się nową technologią. Odpowiedziałem, że tak, że polskie służby posiadają takie możliwości i kompromitacją polskiego państwa byłoby, gdyby takowych nie posiadało – wskazał szef resortu sprawiedliwości dodając, że gdyby takich programów nie było, „przestępcy mogliby podskakiwać wysoko z radości, że są całkowicie bezkarni”.

Demokratyczne państwa mają za zadanie pozyskiwać narzędzia skutecznie pozwalające docierać do informacji, kiedy nowinkami technologicznymi posługują się ci, którzy wykorzystują je w celach przestępczych – jeśli jest co do tego uzasadnione podejrzenie. Komisja śledcza miałaby swoje uzasadnienie, gdyby państwo polskie takich możliwości nie posiadało. Na tym polega manipulacja, że usiłuje się stworzyć wrażenie, że programy o których mówimy, niezależnie od ich nazw – Pegasus robi wrażenie, chociaż nie o nazwy chodzi, używane są nielegalnie – mówił Zbigniew Ziobro.

Jak zwrócił uwagę, tego typu legalne działania były dopuszczane w Polsce od dziesiątków lat, a nowe programy były stosowane wraz z rozwojem technologi – także w przypadku pojawienia się np. komunikatorów internetowych. Jeszcze raz podkreślę, że komisja śledcza byłaby uzasadniona, gdyby państwo polskie zaniechało swoich zadań, nie pozyskało programów pozwalających skutecznie realizować cele – to obowiązek służb specjalnych do przystukiwania danych, przy zachowaniu procedur. Jako prokurator generalny nie widzę powodów, by powoływać komisję śledczą – podkreślił minister sprawiedliwości.

Zgoda na inwigilację?

Zbigniew Ziobro dopytywany był też o to, czy wyraził zgodę na inwigilację. Jak wskazał, jako prokurator generalny nie uczestniczy w tych procedurach. Poszczególne czynności realizują organa mające do tego kompetencje, uprawnienia. Sam takiej procedury, o ile pamiętam, nie zatwierdzałem w żadnej sprawie. Gdybym nawet zatwierdzał, to media przez długi czas robiłyby seans wskazując, że dopuściłem się złamania prawa karnego, że popełniłem przestępstwo. Takie informacje są objęte klauzulami ściśle tajnymi. Takie jest polskie prawo. Ujawnienie tego rodzaju informacji, stanowiłoby przestępstwo — mówił minister.

Wszystkie sprawy, w których stosowano podsłuch – wszystko odbywało się zgodnie z prawem — podkreślił minister Zbigniew Ziobro.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/580835-ziobro-nie-widze-powodow-by-powolywac-komisje-sledcza

Przywódcy większości państw mają problem i muszą zacząć wsłuchiwać się w głos obywateli, a nie ideologów – mówi europoseł Solidarnej Polski Beata Kempa w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Polska z zadowoleniem przyjmuje, że Komisja Europejska planuje uznać energię atomową oraz gaz za źródła nieszkodliwe dla środowiska. Słyszymy jednak, że Austria protestuje wobec takiego rozwiązania, a Niemcy mogą w ostatniej chwili powiedzieć ''nie''. Czy takie założenie może przetrwać w obliczu protestów?

Beata Kempa: W nowej taksonomii oparto się o dwa powyższe elementy, ponieważ według założeń Europa ma opierać się na gazie, który będzie poprzez Nord Stream2, płynąć przez Niemcy i oni będą na tym zarabiać. Atom może burzyć ten plan. W momencie, kiedy nam zabraknie tych nośników, to będą mogli na tym skorzystać, przesyłając gaz do nas. Przeforsowanie tego, że atom znajdzie się w taksonomii, burzy wymyślaną przez nich układankę. Dla nich jest to strzał w plecy, dlatego będą próbować to torpedować poprzez różne podmioty. Cały czas uważamy, że w tym przypadku piłka jest ciągle w grze.

Kto odpowiada za wzrost cen energii w Europie?

Największym winowajcą jest handel emisjami. To przez ten system zarzynane są europejskie gospodarki. Jest to system groźny dla Polski, dla naszych kopalni i elektrowni, dlatego, że nie przystosujemy naszej gospodarki do oczekiwanych wymogów w tak krótkim czasie. Za wysokie ceny emisji płacą nasze firmy oraz podatnicy. Jako Solidarna Polska od dawna o tym alarmowaliśmy. To nasze ugrupowanie było autorem uchwały, która została poparta przez PiS i obligowała i popierała polski rząd ws. reformy i zawieszenia działania systemu EU ETS.

Propozycja polskiego rządu nie została przyjęta. Ceny prądu rosną w całej Europie, natomiast polska opozycja winą za wzrosty w Polsce obarcza polski rząd. Jak pani na to odpowie?

Wysokie ceny dotykają wszystkich. Przywódcy większości państw mają problem i muszą zacząć wsłuchiwać się w głos obywateli, a nie ideologów. Wzrost cen ETS-ów wpływa na kondycję gospodarek i należy podjąć jak najszybsze działanie, żeby to zmienić. Weźmy również pod uwagę, kto tu podejmował decyzję i na co się zgodził.

O kim mowa?

O Donaldzie Tusku. To były premier mógł pomyśleć, żeby rozpocząć liczenie modernizacji od 1990 roku, a nie od 2005 roku. W ten sposób podarowaliśmy i zmarnowaliśmy czas i dużą pracę wykonywaną przez Polskę przez 15 lat w zakresie czystego powietrza. Dodatkowo musimy sobie prześledzić konstrukcję umów gazowych o których wielokrotnie mówił poseł Janusz Kowalski. Umowy były niekorzystne i zawierane na długie lata.

Opozycja odbija piłeczkę i pojawia się argument, że to premier Mateusz Morawiecki zgodził się na obniżenie liczby emisji w handlu.

My jako Solidarna Polska od 2011 roku alarmowaliśmy, że w tej materii będzie armagedon. Nie możemy być naiwni. Toczy się ogromna gra interesów potężnych graczy takich jak Niemcy i Francja. Niemcy walczą o wiatraki i gaz, a Francja o technologię jądrową. Zobaczmy co w tej chwili dzieje się z Turowem. To tylko namiastka tego prowadzi walka o interesy. Uruchamia się potężne narzędzia, które mają pomóc wygrać grę gospodarczą i mogą uderzyć w Polskę lub w Węgry. Trzeba pamiętać, że ten proces rozpoczął się za rządów Donalda Tuska, który dziś jest przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej. Pytam wprost, co zrobił Donald Tusk? Przecież ma wpływ na tych wszystkich ideologów. Jeśli tak bardzo troszczy się o Polaków, martwi podwyżkami, to niech odpowie, czy choć jedną rozmowę odbył w tej sprawie?

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/247813/wzrost-cen-energii-kempa-co-zrobil-donald-tusk.html

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro stwierdził, że "Polska powinna wetować szaleńczą politykę klimatyczną UE i projekty pana Timmermansa".

Prokurator Generalny skrytykował unijną politykę klimatyczną promowaną przez wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa. "Już teraz widzimy konsekwencje radykalnej polityki klimatycznej UE, która doprowadziła do drastycznych podwyżek cen energii i gazu. A jeśli w życie wejdzie szaleńczy projekt pana Timmermansa, doprowadzi do zubożenia milionów obywateli Unii, w tym Polaków" – stwierdził lider Solidarnej Polski na konferencji prasowej. Następnie Zbigniew Ziobro ocenił to, co może się wydarzyć po wprowadzeniu Fit for 55 mianem "tsunami dla sytuacji finansowej polskich rodzin". Zaznaczył, że w związku z tym zajmuje jednoznaczne stanowisko, że "Polska powinna wetować szaleńczą politykę klimatyczną UE i projekty pana Timmermansa".

Szef resortu sądownictwa zadeklarował, że jego ugrupowanie opowiada się za ochroną klimatu, "ale w sposób racjonalny, który będzie godził potrzeby człowieka z potrzebami klimatu". "Jesteśmy przeciwko radykalnym zmianom, prowadzącym do ubóstwa obywateli i regresu gospodarki. Nie możemy stawiać klimatu ponad człowiekiem" – skwitował Zbigniew Ziobro.

"Timmermans proponuje drożyznę"

W podobnym tonie kilka dni temu na antenie TVP Info wypowiadał się inny polityk Solidarnej Polski, i wiceminister klimatu - Jacek Ozdoba. Polityk stwierdził, że wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans usiłuje stworzyć w UE „machinę do zarabiania pieniędzy”, a ceny emisji rosną przez działalność spekulantów, którzy zabierają uprawnienia z rynku, „mrożą” je w ramach swoich aktywów, co prowadzi finalnie do nieuzasadnionego, nierynkowego wzrostu cen. – Chodzi o to, by ceny węgla były jak najwyższe i by było to nieopłacalne. (…) Widzimy wprost jawną korupcję – politycy europejscy przechodzą do spółek zależnych od Gazpromu, być może ktoś ma powiązania z tymi środowiskami, które zarabiają gigantyczne pieniądze na handlu emisjami – mówi Jacek Ozdoba.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/247786/ziobro-krytykuje-fit-for-55-trzeba-wetowac-projekty-pana-timmermansa-.html

Radio Maryja

Kiedy zobaczyłam rysunek profanujący wizerunek Świętej Rodziny, byłam absolutnie zbulwersowana. Teraz powstaje pytanie: co z naszymi uczuciami religijnymi? Nasze wartości, wartości chrześcijan zostały bardzo brutalnie naruszone i są bezwzględnie propagowane. Należy pamiętać, że to działa w dwie strony. Tego typu obrazy pokazują, jak bardzo wszelka ideologia antychrześcijańska będzie posuwać się coraz dalej – powiedziała Beata Kempa, poseł do Parlamentu Europejskiego, w rozmowie portalem Radia Maryja.

Na okładce grudniowego wydania niemieckiego magazynu „Siegessäule Magazin” pojawił się „wizerunek homoseksualnej Świętej Rodziny”. Aktywista LGBT profanuje wizerunek Maryi, pozując w gęstym zaroście na twarzy oraz w białej szacie i niebieskim welonie na głowie, trzymając w rękach lalkę, która wyraźnie przedstawia Jezusa Chrystusa.

– Kiedy zobaczyłam ten rysunek, byłam absolutnie zbulwersowana. Teraz powstaje pytanie: co z naszymi uczuciami religijnymi? Nasze wartości, wartości chrześcijan zostały bardzo brutalnie naruszone. Należy pamiętać, że to działa w dwie strony. Tego typu obrazy pokazują, jak bardzo wszelka ideologia antychrześcijańska będzie posuwać się coraz dalej – akcentowała Beata Kempa.

Na innym zdjęciu aktywista LGBT pojawia się z drugim mężczyzną. Fotografia zachowana jest w tęczowych barwach, co symbolizuje „homoseksualną Świętą Rodzinę”.

– Temu na pewno trzeba położyć kres, czyli nie godzić się na tę nowomowę. Osobiście nie będę się na nią godzić. Nie będę stosować tych zaleceń, bo to są tylko jakieś zalecenia, a nie nakazy czy rozkazy. Jako chrześcijanie nie będziemy się do nich stosować – podkreśliła europoseł.

4 grudnia 2021 roku w Warszawie odbyło się spotkanie liderów europejskich partii konserwatywnych i prawicowych, którzy dyskutowali m.in. o współpracy i przyszłości Unii Europejskiej, o reformach instytucjonalnych. Beata Kempa oceniła, że to spotkanie było pierwszą formą oporu instytucjonalnego względem brutalnej profanacji wartości chrześcijańskich w instytucjach Unii Europejskiej.

– Opór musi być nie tylko indywidualny, a my (chrześcijanie) będziemy stosować go w granicach norm i tak jak nakazuje nam nasza wiara, ale musi być także opór instytucjonalny. Wymiarem oporu instytucjonalnego jest pierwszy szczyt przywódców państw konserwatywnych, ugrupowań konserwatywnych funkcjonujących w ramach państw członkowskich – zwróciła uwagę poseł do Parlamentu Europejskiego.

Beata Kempa zaznaczyła, że partie konserwatywne jednoczą siły i prowadzą rozmowy na temat przyszłości Europy i ochrony fundamentów chrześcijańskich, na których została zbudowana cywilizacja łacińska.

– Dziś widzimy, że liderzy ugrupowań konserwatywnych, szczególnie w tych krajach, w których w przyszłym roku będą się odbywać wybory, mają duże szanse, aby te wybory wygrać. Dotyczy to Francji, Włoch, ale także Hiszpanii. Te partie, łącząc się w grupy w Parlamencie Europejskim, spotykając się na bazie inicjowanych różnych debat antychrześcijańskich, „odnalazły się”. Partie konserwatywne jednoczą siły, dużo rozmawiają. Myślę, że spotkanie liderów europejskich partii konserwatywnych i prawicowych nie było pierwszym i ostatnim, ale stało się początkiem spotkań i wielkiej dyskusji, a także wniosków co do tego, jaka ma być przyszłość Europy – mówiła europoseł.

– Dyskusje na temat przyszłości Europy nieustannie się toczą. Dyskutuje się nad przyszłością Europy federalistycznej i Europy państw narodowych, a co za tym idzie: różnych ideologii (inżynieria nowego człowieka czy kwestia hołdowania wartościom, na których Unia Europejska powstała) – dodała.

Poseł do Parlamentu Europejskiego podkreśliła, że spotkania partii konserwatywnych i prawicowych mają ogromne znaczenie.

– Spotkania liderów europejskich partii konserwatywnych i prawicowych mają fenomenalne znaczenie i będą absolutnie kontynuowane i mogą doprowadzić do tego, że przewaga sił liberalno-lewicowych (szczególnie w Parlamencie Europejskim) będzie topnieć. Jestem przekonana, że większość ludzi zdaje sobie sprawę, że absurdy propagowane na Zachodzie muszą dojść do ściany i spotkać się z reakcją – zwróciła uwagę europoseł.

Notowała Emilia Augustynowicz.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-b-kempa-brutalne-naruszanie-wartosci-chrzescijanskich-pokazuje-jak-bardzo-wszelka-ideologia-antychrzescijanska-bedzie-posuwac-sie-coraz-dalej

Solidarna Polska jest za racjonalną ochroną klimatu. Pakietu ruiny nie chcemy! – podkreśla Zbigniew Ziobro.

Szef Solidarnej Polski opublikował wpis, w którym jasno zażądał od premiera zawetowania unijnego pakietu klimatycznego. Jednocześnie minister sprawiedliwości wskazał, że odpowiedzialność za "szaleńczą politykę klimatyczną" ponosi Europejska Partia Ludowa i jej lider.

"Polska musi odrzucić unijny pakiet klimatyczny, wtedy rachunki za prąd spadną o 60%. Za szaleńczą politykę klimatyczną UE odpowiada Europejska Partia Ludowa, na czele której stoi Donald Tusk. Solidarna Polska jest za racjonalną ochroną klimatu. Pakietu ruiny nie chcemy!" – napisał Zbigniew Ziobro w mediach społecznościowych.

Ile zapłacimy za prąd w przyszłym roku?

Eksperci Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE) policzyli, jaki wpływ na wysokość rachunków za energię dla gospodarstw domowych w 2022 roku będzie miał ogłoszony w grudniu 2021 r. wzrost taryf oraz rządowa tarcza antyinflacyjna, która m.in. zwalnia z akcyzy energię sprzedawaną gospodarstwom domowym i redukuje VAT na trzy miesiące z 23 do 5%. Dzięki temu podwyżka dla przeciętnego gospodarstwa domowego zużywającego ok. 1,8 MWh miesięcznie przy taryfie G11 będzie w pierwszym kwartale mniejsza o ok. 70% i znacznie mniej dotkliwa. Przeciętne gospodarstwo domowe zapłaci za prąd w 2022 r. miesięcznie średnio ok. 21 zł więcej niż w 2021 r. Dzięki tarczy antyinflacyjnej od stycznia do marca przeciętny rachunek wzrośnie jednak tylko o 6 zł.

Unijny system ETS generuje podwyżki

Rosnące ceny energii elektrycznej to problem, z którym boryka się obecnie cała Europa. Jedną z głównych przyczyn są wysokie ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla w unijnym systemie ETS. W Polsce koszt uprawnień do emisji CO2 stanowi aż 59 proc. całkowitej ceny energii. Dla porównania marża sprzedawców to zaledwie ok. 1 proc. Spekulacje na cenach uprawnień mają więc zasadniczy wpływ na koszt produkcji energii elektrycznej w naszym kraju. W grudniu br. cena uprawnień do emisji CO2 sięgnęła rekordowych 90 euro za tonę, czyli trzykrotnie więcej niż jeszcze na początku tego roku i jedenastokrotnie więcej niż cztery lata temu. Jak podkreślił we wpisie na Facebooku premier RP Mateusz Morawiecki, wysokie ceny ETS pośrednio wpływają na ceny wszystkich towarów i usług. Unijny system handlu emisjami ETS jest kluczowym elementem polityki UE na rzecz walki ze zmianami klimatu i podstawowym narzędziem służącym do zmniejszania emisji gazów cieplarnianych. Środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 trafiają do budżetu danego państwa i przynajmniej w połowie powinny być przeznaczane m.in. na inwestycje sprzyjające redukcji emisji gazów cieplarnianych i system wsparcia dla odbiorców energii.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/246718/ziobro-polska-musi-odrzucic-unijny-pakiet-klimatyczny.html

Dla naszego regionu w percepcji państw Zachodu, została przeznaczona rola podwykonawców. To jest nadal kolonialne myślenie, którego oczywiście nikt tak nie nazywa” – przekonuje wybrany z listy PiS europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki w rozmowie z portalem wPolityce.pl, dotyczącej kryzysu cywilizacji, z którym zmaga się Unia Europejska.

wPolityce.pl: W listopadzie zorganizował Pan konferencję „Zderzenie kulturowe w UE”. W grudniu grupa EKR przygotowała konferencję „Jak zreformować Unię dla przyszłości Europy?”. W jakim celu organizujecie takie wydarzenia?

Patryk Jaki: Jak to bywa w zwyczaju u konserwatystów, jest to forma pracy u podstaw. Uważamy, że trzeba pamiętać o pracy ideowej. Za każdym razem, kiedy zło ubiera się w szaty rewolucji (oczywiście pod pięknymi hasłami), to potrafi niszczyć, natomiast nie potrafi nic stworzyć. W historii często było tak, że w momencie kumulacji zła zawsze rodziło się coś dobrego. Tak było w przypadku niektórych wydarzeń rewolucji francuskiej, czyli np. rzezi w Wandei. Po niej do władzy dochodziły kolejne frakcje, które ścinały swoich poprzedników, mordowano księży, tworzono własny, świecki kościół, wymieniano kalendarz itd. W czasie, gdy to całe szaleństwo trwało, zrodził się konserwatyzm, w formie jaką znamy do dziś. I to nie tylko we Francji, ale rozprzestrzenił się na cały świat. Dziś będzie tak samo. Jeżeli ten walec kolejnej rewolucji (niektórzy mówią neomarksistowskiej, inni o transhumanizmie), jeśli tzw. cancel culture, jeżeli idea „woke”, szerzą się w Europie, ale również w USA, to zadaniem konserwatystów jest proponować i pokazywać ludziom alternatywę. Historia jest nauczycielką życia i my jesteśmy przekonani, że dokładnie tak jak to bywało kiedyś, ta rewolucja musi skończyć się źle i do ludzi prędzej czy później dotrze, że niszczyć jest łatwo, a tworzyć dużo trudniej. Naszym zadaniem jest budować świadomość społeczną i to był główny cel konferencji, którą organizowałem. Chodziło o budowanie świadomości społecznej, tzn. tłumaczenie bardzo skomplikowanych procesów. Jestem przekonany, że można dotrzeć do ludzi. Jeżeli ci ludzie, którzy odpowiadają za rewolucję uważają, że człowiek będzie potrafił żyć bez transcendencji, to po prostu bardzo głęboko się mylą.

Jakie kryzysy składają się na rewolucję, z którą mamy obecnie do czynienia?

Przeżywamy kryzysy na kilku płaszczyznach. Po pierwsze jest to kryzys wolności, po drugie kryzys tożsamości i po trzecie kryzys instytucjonalny. To wszystko, jak to niestety bywało już w historii, łączy się w kryzys gospodarczy. Dlaczego mamy kryzys wolności? Ponieważ dzisiaj w Europie niestety nie można już wszystkiego powiedzieć. Przypominam, że Europa była budowana na wartościach chrześcijańskich, które niosły ze sobą wolność, wolną wolę. Jezus Chrystus przyniósł to wraz ze swoimi narodzinami. Dzisiaj wolność jest już tylko pojęciem, które używa się jako retorycznego bata, natomiast nie ma nic wspólnego ze swoim pierwotnym znaczeniem. Na uniwersytetach nie można wypowiadać własnych przekonań, bo grozi wyrzucenie ze szkoły, nie można kwestionować ideologii gender, ponieważ zostanie się napiętnowanym, nie zrobi kariery w administracji ktoś, kto będzie miał inne poglądy niż te powszechnie obowiązujące. Na tym tle pojawiła się cała cancel culture, czyli kultura unieważnienia, że jeżeli nie zgadzasz się z jedynym możliwym nurtem, to zostajesz wycancelowany (wykasowany – red.) - to jest twój kryzys wolności. On dotyka Europę.

Jak zdefiniować inne problemy naszej cywilizacji?

Drugi jest kryzys tożsamości. Na Zachodzie mówi się o kulturze woke. Jej piewcy to ludzie, którzy żyją tak, jakby nagle się obudzili i uważają, że przed nim nic nie było, nic nie zostało zbudowane, a dorobek cywilizacyjny nie ma żadnego znaczenia. Z tego bierze się kryzys tożsamości, bo jeśli nie masz się do czego odwołać, to jest mniej więcej tak samo, jakby ktoś wybierał się na skomplikowaną podróż w Tatry, nie używając wyobraźni. Mądry człowiek przygotowując się do drogi, będzie jednak korzystał z lat doświadczeń wielu ludzi, którzy przechodzili tą trasą i potrafią wskazać, co robić, a czego nie, której drogi unikać, jak się ubrać. Po prostu korzysta z doświadczeń pokoleń. Natomiast człowiek głupi po prostu tam pójdzie i uzna, że nic przed nim nie było i on sam sobie poradzi, przez co często kończy śmiercią. To jest taka analogia do tego, jak próbuje się wycancelować cały dorobek cywilizacyjny. Ten kryzys tożsamości niestety coraz częściej widać na ulicach, jak w Stanach Zjednoczonych atakowano pomniki Pułaskiego czy Kościuszki, który przeznaczył swoje środki życia, żeby wykupić jak największą ilość niewolników. Mówię o Stanach, ponieważ to jest pewien symbol cywilizacji zachodniej, o której ludzie chcą zapomnieć.

Co nie tak jest z instytucjami?

Kryzys instytucjonalny polega na odejściu od zasady trójpodziału władzy. Każda demokracja, by w ogóle mogła nazywać się demokracją w rozumieniu „zachodnim”, opiera się na zasadzie, że każda z władz (ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza) rezygnuje z jakiejś części swojej omnipotencji, żeby inna mogła ją kontrolować. Tak się tworzy monteskiuszowskie „check and balance” (w dosłownym tłumaczeniu „sprawdź i balansuj”; w wolnym tlumaczeniu mechanizm kontroli i równowagi – red.). Obecnie w UE jest stworzony system, w którym nie ma żadnego „check and balance”, tradycyjnego podziału władzy, tylko Komisja Europejska rości sobie prawo do tego, aby jednocześnie być władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, czego Polska dzisiaj doświadcza. Tak naprawdę dla ludzi ten system podejmowania władzy jest nieczytelny, nie ma nic wspólnego z demokracją. Co więcej, akurat w Unii Europejskiej zachodzi coś na kształt zjawiska „deep state”, które znamy na podstawie przełomowych książek ze Stanów Zjednoczonych. Według nich to głęboko ukryte przed opinią publiczną grono ludzi, którzy nie są przez nikogo wybierani, a tak naprawdę podejmują kluczowe decyzje w państwie, czy instytucjach. Dziennik „Libération” opisał jak ten „deep state” wygląda w Unii Europejskiej i to się złożyło na kryzys instytucjonalny.

Dlaczego sądzi pan, że te trzy elementy składają się na kryzys gospodarczy?

Ponieważ przez te trzy kryzysy, Europa jest zbyt mało pewna swoich możliwości i nie potrafi korzystać ze swojego dorobku. Dużo pieniędzy angażuje w ideologię i walkę z prawdziwą wolnością, więc siłą rzeczy nie jest w stanie zbudować silnego mechanizmu, który byłby w stanie budować jej pozycję na świecie. I dlatego polityczna i gospodarcza konkurencyjność Europy spada, i Stary Kontynent coraz mniej liczy się w rozdaniu geopolitycznym. Stąd nasze wszystkie konferencje i działania, gdyż uważamy, że gdyby udało się rozwiązać te trzy osie kryzysowe (a przecież nie jest to trudne, wystarczy wrócić chociażby do tego, co mówili ojcowie założyciele UE) wtedy Europa mogłaby spokojnie znów być, tak jak bywało to drzewiej w historii, jednym z najważniejszych kontynentów, który nadawał ton rozwojowi całego świata. Chcemy budować świadomość społeczną nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie, ponieważ konferencje były celowo tłumaczone na inne języki po to, by zostały w Internecie, mogły być punktem odniesienia i by można było do nich wracać, i przekonywać ludzi, że Europa nie musi być tak słaba, jak sama w tej chwili się definiuje.

Ryszard Czarnecki w wywiadzie dla tygodnika „Sieci” stwierdził, że ataki z Brukseli na Polskę są spowodowane dynamicznym rozwojem Polski, z czym europejskie elity nie mogą się pogodzić. Czy zgodzi się Pan z taką opinią?

To jest jedna z przyczyn, dla których Polska jest atakowana. Obserwujemy wzrost znaczenia państw Europy Środkowo-Wschodniej, którego symbolem jest nasz kraj, dlatego na Polskę poszedł pierwszy atak, żeby dać też przykład innym państwom tego regionu, żeby siedziały cicho. Europa Środkowo-Wschodnia z Polską jako naturalnym liderem, rozwija się za szybko i goni państwa Europy Zachodniej, które są pogrążone w marnowaniu pieniędzy i czasu na głupie spory ideologiczne, które wiadomo przecież, że nie tworzą żadnej wartości dodanej. Faktycznie to jest jeden z fundamentów sporu, bo nikt nie chce, żeby w przyszłości państwa naszego regionu były równorzędnym partnerem, ponieważ dla nich w percepcji państw Zachodu, została przeznaczona rola podwykonawców. To jest nadal kolonialne myślenie, którego oczywiście nikt tak nie nazywa, ale de facto do tego się sprowadza. Jest to jeden z powodów, żeby zabić te aspiracje zanim będzie za późno.

Jakie są inne powody?

Kolejnym jest to, że w Europie generalnie dominuje nurt liberalno-lewicowy, który nienawidzi chrześcijaństwa, Kościoła, starego konserwatyzmu, prowadzi ogromną pracę, żeby politykę neomarksistowską wprowadzić szerokimi drzwiami. Polska i szczególnie polski rząd pokazuje, że może być inaczej, można bronić tych zasad. Widzą że przyjęty przez nas model oparcia na wartościach duchowych staje się znów atrakcyjny. Mówię znów, bo były czasy, gdy I Rzeczpospolita była miejscem, które inspirowało cały świat. Polska była takimi Stanami Zjednoczonymi dzisiejszego świata, gdzie każdy chciał mieszkać. Było tak ze względu na atrakcyjny model ustrojowy – wolność, w tym wolność religijną. Nie było żadnego przypadku, że akurat w Polsce była deklaracja warszawska, pierwsza konstytucja w Europie, itd. Oni widzą, że ten polski model prawdziwej wolności (nie tej reglamentowanej, która jest na Zachodzie) może być na tyle atrakcyjny, iż będzie ściągać ludzi. Dostrzegają to również w faktach, które da się policzyć. Dane pokazują, że w polskim modelu nie ma praktycznie zamachów terrorystycznych, należymy do najbezpieczniejszych państw, gdzie jest ciągle silna rodzina, czyli są względnie stabilne więzi społeczne. Dostrzegają to i dlatego Polski nienawidzą. To drugi z powodów, dla którego atakują Polskę. Trzeci jest taki, że nie chcemy się zgodzić na projekt federalizacyjny, który de facto oznaczałby projekt podboju instytucjonalnego Polski bez jednego wystrzału. Sprowadzałby się do tego, że wszystkie decyzje dotyczące naszego państwa podejmowano by w Berlinie lub Brukseli. Polacy przestaliby być gospodarzami we własnym kraju. Te trzy elementy powodują, że na Polskę jest tak ogromny atak.

W grudniu odbyło się spotkanie europejskiej prawicy i konserwatystów. Czy patrząc na sytuację polityczną np. we Francji lub Włoszech jest szansa na to, by prawica stała się znaczącą siłą w Unii Europejskiej?

Jest oczywiście na to szansa, aczkolwiek polskie elity polityczne zbyt wiele nadziei pokładają w innych. Polska przede wszystkim powinna kreślić wizję Europy rozsądku i przeciwstawić się Europie szaleństwa oraz piętnować zawłaszczania kompetencji przez unijne instytucje, działania pozatraktatowe, jak łamanie praworządności przez wszystkie agendy UE. Powinniśmy być na czele takiej kontrrewolucji, a dodatkowo odrzucać wszystkie szalone pomysły ideologiczne, jak to, że każde dziecko nawet bez zgody rodziców może sobie zmienić płeć. Powinniśmy stać na czele racjonalności i (z czasem) odrzucić wszystkie głupie pomysły związane z pakietem klimatycznym, które powodują, że mamy tak dużą inflację i wzrost cen. Przecież jeżeli dzisiaj ¾ cen energii jest narzutem ideologicznym, to proszę sobie wyobrazić, że gdyby Polska odrzuciła te głupoty nasza energia kosztowałaby jedną trzecią tego, co energia w Niemczech i innych państwach, a przez to nasza gospodarka i firmy od razu byłyby ogromnie konkurencyjne. Szybko podbilibyśmy gospodarczo Europę. Tylko od naszych elit politycznych trzeba wymagać odwagi, a nie wiecznie zgadzania się na wszystko, co mówi Zachód.

Łatwo powiedzieć. Jak to miałoby wyglądać w praktyce?

Gdy oni skaczą do pustego basenu na głowę, to nie skakać głupio za nimi, tylko po prostu budować silną, podmiotową Polskę i już przestać się tak na nich oglądać. Musimy zacząć odbudowywać nasze wpływy tam, gdzie polska kultura i ustrój są dalej atrakcyjne, czyli na byłych terenach I Rzeczypospolitej. Szukać tam potencjalnych sojuszy, np. według projektu Trójmorza. Budować silną Polskę, z którą wszyscy będą musieli się liczyć. Nie możemy oglądać się na to, czy Bracia Włosi wygrają, czy nie. Chodzi o to, żeby Polska znów stała się (tak jak bywało w najlepszych czasach I Rzeczypospolitej) punktem odniesienia, który będzie bronił rozsądku i wartości. W tym roku mieliśmy 400. rocznicę bitwy pod Chocimiem, gdzie Polacy po raz kolejny ratowali całą Europę, bo przecież wtedy historia naszego kontynentu potoczyłaby się zupełnie inaczej. Ale wówczas cała Europa była wdzięczna Polakom za to, co zrobili. Dzisiaj jest taki okres, iż Polska, mimo że jeśli chodzi o zdolność do bronienia cywilizacji europejskiej, stoi dokładnie w tym samym miejscu, gdzie znajdowała się 400 lat temu, to nikt nie jest wdzięczny, tylko wszyscy mają jeszcze pretensje. Jeśli zaczniemy czerpać korzyści z naszej kondycji kulturowej i znów twardo będziemy bronić wartości, z czasem i tak wszyscy nam podziękują. Polska stanie się punktem odniesienia – miejscem normalności, gdzie wszyscy z Europy będą chcieli przyjeżdżać. Tylko najważniejsze jest byśmy w to sami uwierzyli.

Dziękuję za rozmowę / Rozmawiał Mateusz Majewski.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/579320-jaki-w-ue-nie-ma-trojpodzialu-wladzy-to-jak-deep-state

Pani Poseł, w która stronę powinna iść Unia Europejska – federalizacji czy wspólnoty suwerennych państw?

To pytanie, na które odpowiedzi szuka dziś cała Europa. Widać wyraźny podział w udzielanych odpowiedziach. Zachód chce większej integracji debata dotyczy skali i geograficznej granicy tego procesu. Czy ma on dotyczyć tylko strefy euro czy wybranych krajów strefy euro. W tym drugim wariancie miała by powstać super zintegrowana strefa Francji, Niemiec, Holandii, Włoch, Luksemburga i Belgii. Polski w te scenariusze nie obejmują-nie jesteśmy w strefie euro, nie ma u nas też woli politycznej do głębszej integracji. To co teraz widzimy to proces pogłębiania wspólnoty bez zmiany traktatów. Kolejne decyzje trybunały w Luksemburgu i Komisji Europejskiej mają czysto polityczny charakter i są pokazem siły wobec dużego europejskiego państwa. Jeśli dziś uda się złamać Polskę, jutro będzie można złamać każde państwa w Europie.

Sam rozwój Europy musi być oparty o współpracy suwerennych państw oraz utrzymanie czterech fundamentalnych swobód: przepływu kapitału, usług, osób i towarów. Nic poza to. Nie potrzebujemy „unii wartości”, ani „głębszej unii”. Proszę pamiętać, że mocniej zintegrowana wspólnota to nie tylko przeniesienie centrum decyzyjnego do Brukseli, ale również przyjęcie wspólnej waluty, regionalizacja Polski oraz osłabienie NATO na rzecz europejskiej armii.

Armia europejska od lat jest uważana za pomysł popychający UE w kierunku federalizacji. Jakie jest w tej sprawie stanowisko Pani grupy politycznej EKR?

Uważam, że wszelkie przejawy federalizacji Unii Europejskiej, które już występują, ale są niestety poza traktatowe mogą prowadzić do niekontrolowanych procesów federalistycznych, którym my się jako EKR sprzeciwiamy. Zdecydowanie wspólna armia może być emanacją instytucjonalną takiej federalizacji i stąd uważam, że taką armią nawet jeśli by miała powstać, dużo trudniej w sytuacjach zagrożenia można byłoby dowodzić z uwagi na różnorodność i specyfikę krajów, a także różnorodność systemów obronnych w różnych krajach, więc jest to absolutnie utopijny pomysł, któremu duża część Europejskich Konserwatystów i Reformatorów się przeciwstawia. Uważam, że kraje Unii Europejskiej, które przede wszystkim należą do sojuszu północnoatlantyckiego, który jest zdecydowanie najbardziej rozwiniętą strukturą, która sprawdziła się w wielu miejscach na świecie, a także z uwagi na geopolityczne położenie Unii Europejskiej jest daleko lepszym rozwiązaniem niż jedna wspólna armia.

Wiele osób uważa, że kwestie praworządności są instrumentalnie wykorzystywane przez UE, aby atakować kraje sprzeciwiające się dalszej federalizacji UE. Czy mają rację?

Uważam, że kwestie praworządności są wywołane sztucznie, przede wszystkim przez niektórych decydentów Unii Europejskiej. Mają na celu pierwszą podstawową kwestię, mianowicie wdrażania różnego rodzaju poza traktatowych, ideologicznych mrzonek. Chcieliby narzucić swój porządek niektórym krajom, w szczególności tym, które mają rządy konserwatywne, czyli jest to próba ewidentnej dominacji takich państw jak: Niemcy, Francja przede wszystkim nad państwami takimi jak Polska, Węgry czy też w tej chwili również Słowenia.

W Parlamencie Europejskim jest Pani koordynatorem Grupy EKR w komisji ds. rozwoju i pomocy humanitarnej (DEVE), co Pani zdaniem może zrobić UE, aby zintensyfikować pomoc w krajach, gdzie panuje głód np. w Somalii czy Etiopii?

W tej chwili obszar biedy w państwach tzw. trzeciego świata, w państwach rozwijających się pogłębia się. Mimo ogromnego postępu technologicznego, mimo globalizacji, niestety obszar biedy niesamowicie się powiększa i te liczby osób, które wymagają natychmiastowej pomocy lawinowo rośnie. W tej sprawie również mówiliśmy ostatnio na konferencji organizowanej przeze mnie w ramach Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, dyskutowaliśmy o głodzie jako o największym wstydzie XXI wieku i tutaj Unia Europejska jest największym donatorem, jeśli idzie o pomoc rozwojową, ale również humanitarną. Ta pomoc w przyszłym roku będzie powiększona o kolejne środki i kolejne miliony w ramach budżetu.

W czasie debat planarnych na sesji PE wielokrotnie wypowiada się Pani o sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Co UE może zrobić, aby poprawić ich los?

Przede wszystkim Unia Europejska ma wysokiego przedstawiciela ds. mniejszości religijnych i on powinien też się skupiać na sytuacji chrześcijan. Jest to grupa, która w szczególności doznała ogromnych cierpień m.in w Syrii, Iraku w Libanie, w wielu miejscach, tam gdzie żyła do czasów arabskiej wiosny, w sposób spokojny i w jakiejś symbiozie z innymi członkami tych społeczności o innym wyznaniu. Niestety od czasu wojny w Syrii sytuacja dramatycznie się zmieniła i ta liczba spadła z półtora miliona do stu, stu pięćdziesięciu tysięcy, podobnie również w Iraku. Więc tutaj kwestia zwrócenia szczególnej uwagi na mniejszości religijne, sytuację braku podstawowych środków do życia, braku dachu nad głową, ale i też prześladowania. Takie prześladowania są również w Pakistanie. Dalsze działania wysokiego przedstawiciela ds. mniejszości religijnych i jego działanie, jego raportowanie musi być kontynuowane przez Unię Europejską. Dlatego, że sytuacja chrześcijan, jezydów i innych mniejszości religijnych w wielu krajach na bliskim wschodzie i w innych krajach jest dramatyczna.

Zbliża się połowa kadencji Parlamentu Europejskiego. Czas zmian. Jaka będzie rola grupy EKR w nowym układzie władzy w PE?

Przede wszystkim dyskusja, która została rozpoczęta przez szczyt w Polsce, gdzie spotkali się przywódcy sił prawicowych, konserwatywnych wielu krajów Europy, myślę, że te rozmowy, to zacieśnianie działań czy kierunków jest bardzo ważne w Unii Europejskiej. Dlatego, że fala liberalno-lewicowej ideologii, która w tej chwili przetacza się przez Europę, która jest zgubna zresztą dla Europy i zgubna również w skutkach, chociażby demograficznych, ale i też wielu innych pokazuje, że w tej sytuacji cywilizacja zachodu może ulegać powoli zagładzie i ta cała ideologia multikulti może skończyć dla Europy bardzo źle i dlatego przeciwwaga, jaką są konserwatyści w Europie, hołdujący takim wartościom jak: tradycja, państwa narodowe, rodzina, wartości uniwersalne, jakimi są wartości chrześcijańskie, jak najbardziej w tej chwili nabiera na sile i przede wszystkim kryzys migracyjny spowodował pewne otrzeźwienie i myślenie idące w kierunku jednak normalizacji tego wszystkiego, co się dzieje i te siły rosną i waga ich i poparcie rośnie, co pokazują sondaże w wielu krajach Unii Europejskiej, takich chociażby jak Francja czy Włochy. Dlatego druga kadencja powinna skupić się na organizacji tych sił, jeszcze większej współpracy i organizowaniu wspólnych przedsięwzięć dla odtworzenia klimatu, tego co nazywamy fundamentem, na którym powstała Unia Europejska, czyli zwróceniem uwagi na traktat, w szczególności jako główną podstawę powstania Unii Europejskiej od czego w tej chwili niestety siły liberalno-lewicowe odchodzą.

Rozpoczyna się Nowy Rok. Czego sobie i nam wszystkim życzyłaby Pani poseł w nadchodzącym roku?

Niezależnie od tego, czego doświadczamy, gdzie jesteśmy, jakie funkcje pełnimy i co robimy, to uważam, że wszyscy jesteśmy sobie potrzebni i wszyscy powinniśmy się wzajemnie szanować. Życzę Wszystkim zdrowia i nieustająco jeszcze raz zdrowie, bo ono jest niezwykle ważne, jak się w czasie tych ostatnich lat okazało. Życzę, żeby ta pandemia się dla nas wszystkich skończyła, abyśmy mogli normalnie funkcjonować. Życzę też pokoju! Myślę, że życie w pokoju, we wzajemnym szacunku jest w stanie rozwijać nas wszystkich.

Tekst i zdjęcia za: https://dorzeczy.pl/wywiady/243454/kierunki-rozwoju-unii-europejskiej.html

Kieruję dziś do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niezgodności z polską konstytucją europejskiego rozporządzenia ws. mechanizmu wiążącego dostęp do środków unijnych z kwestią praworządności - poinformował w czwartek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Szef MS podczas konferencji prasowej przypomniał, że resort sprawiedliwości i Solidarna Polska była zdecydowanie przeciwko zgodzie na warunkowe przyjęcie tzw. mechanizmu warunkowości, które ostatecznie przyjął premier Mateusz Morawiecki.

„Praworządność to może być wszystko i nic”

Zbigniew Ziobro powiedział, że po dogłębnej analizie prawnej nie ma najmniejszych wątpliwości, że mechanizm warunkowości jest rozwiązaniem jaskrawo sprzecznym z polską konstytucją. Dlatego zdecydowałem się dziś złożyć wniosek do polskiego Trybunału Konstytucyjnego, poddając to rozporządzenie o tzw. warunkowości kontroli polskiego sądu konstytucyjnego — poinformował szef MS. Jego zdaniem, interpretacja rozszerzająca przepis Traktatu o Funkcjonowaniu UE prowadzi do nadużycia uprawnień przez organy, które zdecydowały się tak sformułować swoje nowe uprawnienia i w konsekwencji jest sprzeczne - jego zdaniem - z literą i duchem traktatów i polskiej konstytucji. Jak dodał Zbigniew Ziobro, ten szantaż i przemoc ekonomiczna są stosowane przez KE „do wymuszania zmian w dowolnym obszarze pod pretekstem praworządności”. Praworządność to może być wszystko i nic. W sposób dowolny można definiować tą praworządność. Teraz słyszymy o takich definicjach, że praworządność to jest wszystko, co dotyczy UE, a więc UE ma już kompetencje wszędzie, i wszędzie i w każdej sprawie Polska i inne kraje unijne musiałyby się władzy UE podporządkować —mówił. Tu idzie więc tak naprawdę o władzę i suwerenność. O to jest spór, a nie o żadną praworządność — podkreślił Zbigniew Ziobro dodając, że to właśnie mechanizm warunkowości jest rozwiązaniem „jawnie niepraworządnym”. W czwartek resort sprawiedliwości poinformował o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o stwierdzenie niekonstytucyjności europejskiego rozporządzenia ws. mechanizmu wiążącego dostęp do środków unijnych z kwestią praworządności.

Jakie mogą być skutki orzeczenia TK?

Z kolei wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta powiedział, że ewentualne skutki orzeczenia TK w sprawie niekonstytucyjności zaskarżonych rozwiązań byłyby „bardzo istotne, jeśli chodzi o związanie władz polskich tym rozporządzeniem”. Wydanie takiego orzeczenia przez TK oznaczać będzie, że polskie władze nie będą miały upoważnienia na podstawie polskiej konstytucji, aby w jakikolwiek sposób w tych procedurach uczestniczyć. Nie będą mogły zarówno w jakikolwiek sposób wyjaśniać czegokolwiek KE w tych procedurach, nie będą mogły uczestniczyć w posiedzeniach, głosowaniach, nie tylko w swojej sprawie, ale też w sprawach innych państw — mówił Sebastian Kaleta. Dodał, że takie orzeczenie TK skutkowałoby także możliwością podejmowania przez Polskę decyzji uzupełniających „ewentualne uszczerbki wywołane bezprawnymi działaniami organów unijnych”. Sebastian Kaleta podkreślił, że z tego powodu ten wniosek do TK „jest jak najbardziej potrzebny, a polski rząd i parlament powinny być wyposażone w narzędzia obronne przed tą prawną napaścią na Polskę, którą obserwujemy od wielu miesięcy”.

„Próbuje nam się odbierać pieniądze szantażem”

Unijne rozporządzenie ws. mechanizmu warunkowości to próba bezprawnego szantażu i zawłaszczania kompetencji przez UE – ocenił wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł (fot. gov.pl). Widzimy, że dochodzi do bezprawnego zawłaszczania kompetencji przez organy UE i przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Ten wniosek ma na celu ochronę polskiej suwerenności i naszej demokracji — powiedział Marcin Warchoł. Przekonywał, że „Unia Europejska nie ma własnych kompetencji, to państwa członkowskie są dawcą i gestorem kompetencji przyznanych UE”, a Polska - jak mówił - „nie przyznała nigdy” Unii prawa do oceny swojego wymiaru sprawiedliwości. Bezprawnym szantażem jest, że próbuje nam się odbierać pieniądze, do których mamy absolutnie prawo, jest to uzurpacja kompetencji, na które Polska nigdy się nie zgodziła — mówił. Dodał, że artykuły 4 i 5 traktatu o funkcjonowaniu UE „jasno wskazują, że UE ma za zadanie chronić tożsamość konstytucyjną poszczególnych krajów członkowskich i struktury konstytucyjne”. Dlatego Trybunał Konstytucyjny jako sąd ostatniego słowa rozstrzygnie wniosek prokuratora generalnego — powiedział. Rozporządzenie dotyczące mechanizmu wiążącego dostęp do środków unijnych z kwestią praworządności, któremu sprzeciwiała się Polska i Węgry, zostało wynegocjowane między prezydencją niemiecką w Radzie UE, Parlamentem Europejskim i przegłosowane w listopadzie ub.r. na spotkaniu ambasadorów państw członkowskich. Po negocjacjach unijni liderzy porozumieli się na szczycie w Brukseli w grudniu ub. roku. W konkluzjach szczytu zawarto zapis, że samo ustalenie, iż doszło do naruszenia zasady państwa prawnego nie wystarczy do uruchomienia zawartego w rozporządzeniu mechanizmu blokowania środków unijnych.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/579190-ziobro-zlozyl-wniosek-do-tk-ws-mechanizmu-warunkowosci

W geopolityce kończy się okres pauzy. Prędzej czy później czeka nas nowe rozdanie sił i zasobów na świecie – przekonuje europoseł Patryk Jaki i wzywa polski rząd do zdecydowanego działania.

Rosyjska agencja RIA podała, że między Rosją a USA doszło już do pierwszych rozmów ws. gwarancji bezpieczeństwa. Kreml domaga się, aby USA powstrzymały "dalszą ekspansję NATO" na wschód. Rosja chce również, aby żadne z państw dawnego ZSRS nigdy nie zostało włączone do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wstrzymana ma być także jakakolwiek bilateralna współpraca militarna z tymi krajami.

Niepokojące słowa Patryka Jakiego

Europoseł Solidarnej Polski jest przekonany, że w kontekście takich doniesień polscy politycy muszą podjąć natychmiastowe i zdecydowane działania. – To jest moment kryzysowy. Składa się na niego wiele rzeczy. W geopolityce kończy się okres pauzy. Prędzej czy później czeka nas nowe rozdanie sił i zasobów na świecie. Dużym zadaniem dla polskich elit jest to, żeby w tym nowym rozdaniu Polska była silniejsza, a nie słabsza – powiedział Patryk Jaki na antenie Polskiego Radia24. Polityk domaga się, aby Polska "rozbudowywała swoją armię i zdolności bojowe", ponieważ nasz kraj "jest w trudnej sytuacji geopolitycznej". – Zaczęliśmy już to robić decyzją wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego. Mamy do czynienia z doktryną Putina, która jako żywo przypomina doktrynę Breżniewa. To, co on proponuje USA, pachnie kolejną Jałtą. Polska jest w trudnej sytuacji geopolitycznej. USA chcą przeciągać Rosję na swoją stronę - przeciwko Chinom. Rosja - jeśli to się uda - będzie chciała za to jakiejś zapłaty. Jakiej? Przypomnijmy sobie historię. Polska musi się zbroić i budować koalicję państw, które nie godzą się na nową Jałtę – przekonuje europoseł.

Nowe geopolityczne rozdanie

Eurodeputowany wskazał także, jakie są przyczyny zaburzenia światowego porządku politycznego. – Kiedy Stany Zjednoczone prowadziły bezproduktywne wojny w Iraku i Afganistanie i pompowały tam ogromne ilości pieniędzy, które poszły na marne, Chiny po cichu rosły. Rosły zarówno w gospodarce tradycyjnej, w przemyśle, jak i gospodarce innowacyjnej. I zaczęły wyprzedzać w tych sprawach Stany Zjednoczone – ocenił. – Niektórzy twierdzą, że Trump za późno rozpoczął wojnę handlową z Chinami. Elity USA zdecydowały, żeby przeciwstawić się rosnącej chińskiej sile: że muszą się skoncentrować na Chinach, na terenie Pacyfiku. I w związku z tym będzie ich mniej w Europie. A jak będzie ich mniej w Europie, to jest to dobra okazja dla Putina – dodał Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/242866/pachnie-kolejna-jalta-patryk-jaki-polska-musi-sie-zbroic.html

Zbigniew Ziobro skomentował decyzję Komisji Europejskiej o wszczęciu postępowania przeciwko Polsce. – Nie ma takiej możliwości, aby obce państwo narzucało nam wizję państwa federalnego wbrew woli demokratycznej Polaków – powiedział.

Komisja Europejska podjęła w środę decyzję o wszczęciu przeciwko Polsce postępowania w związku z poważnymi obawami dotyczącymi Trybunału Konstytucyjnego i jego ostatniego orzecznictwa. Sprawa ma związek z orzeczeniami TK z 14 lipca 2021 r. i 7 października 2021 r., w których polscy sędziowie uznali postanowienia traktatów unijnych za niezgodne z Konstytucją RP, potwierdzając prymat prawa krajowego nad unijnym.

Zbigniew Ziobro: Kwestionowanie prymatu polskiej Konstytucji

W związku z decyzją KE jeszcze tego samego dnia w Ministerstwie Sprawiedliwości odbyła się konferencja kierownictwa resortu. Wcześniej Zbigniew Ziobro zamieścił w mediach społecznościowych mocny wpis, komentujący sytuację. "Kiedy nowy rząd Niemiec ogłosił program, w którym postawił sobie za cel budowanie UE jako państwa federalnego, stało się jasne, że celem będzie likwidacja państw narodowych. A w ramach tego procesu jest też likwidacja Trybunałów Konstytucyjnych" – napisał na Twitterze. Podczas konferencji prasowej minister przekonywał, że cała rozgrywka nie toczy się o Izbę Dyscyplinarną. – KE uruchamia kolejną procedurę wobec Polski nie w związku z reformą polskiego sądownictwa, sądów powszechnych i SN. W tej chwili chodzi już o kwestionowanie prymatu polskiej Konstytucji. Po prostu nie spodobał się urzędasom w Brukseli wyrok polskiego niezależnego, niezawisłego TK i mówią „nie”, nie chcę powiedzieć „niet”, jeśli by nawiązać do czasów minionych, nie tak bardzo odległych. I ma być sobie tak, jak my życzymy, więc polski sąd konstytucyjny ma być zakwestionowany, podważony i wyprowadzony z porządku funkcjonalnego i realnego porządku prawnego państwa polskiego – stwierdził Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej.

"Chodzi o to, aby ostatecznie odebrać Polakom podmiotowość i suwerenny wybór własnych władz"

– Ta logika dzisiejszego stanowiska KE jest bardzo wyraźna, tych sznurków pociąganych z Berlina, bo nie ulega żadnej wątpliwości, że to jest właśnie ten projekt, ten cel i te dyrektywy, które prowadzą do tego, aby ubezwłasnowolnić państwo polskie, polską demokrację. Aby odebrać Polakom podmiotowość ostatecznie i suwerenny wybór własnych władz, władz w postaci parlamentu, rządu, czy trzeciej władzy w postaci sądów, w tym sądu TK – mówił lider Solidarnej Polski. – Idzie o prymat, nadrzędność, o władzę, kto ma ostateczną władzę, kto ostatecznie decyduje o tym, jakie będą zapadać decyzje w Polsce w najważniejszych kwestiach, jakie będzie obowiązywało w Polsce prawo, kto będzie to rozstrzygał, czy polska demokracja, polscy wyborcy, Polacy, naród, jak stanowi Konstytucja czy organa UE na sznurkach ważnej stolicy sąsiedniego państwa – stwierdził minister. – Jeden sąd, jeden rząd, jeden parlament taki jest cel, to jest właśnie państwo federalne, a Europa składa się z regionów. Można oczywiście nazwać je landami albo stanami jak niektórzy chcieliby widzieć, ale stany mają naprawdę sporą autonomię jeśli chodzi akurat o państwo federalne jakim są Stany Zjednoczone. Tam w niektórych krajach może być kara śmierci, tutaj nawet dziś w Unii Europejskiej nie jest to w żadnym razie dopuszczalne, nie mówiąc wielu sprawach etycznych, moralnych i tak dalej. Stany mają swoją samodzielność i niezależność. Tak już nawet nie jest w ramach Unii Europejskiej – powiedział Zbigniew Ziobro.

Postępowanie przeciwko Polsce

Komisja Europejska uważa, że zakwestionowane orzeczenia polskiego Trybunału naruszają ogólne zasady autonomii, pierwszeństwa, skuteczności i jednolitego stosowania prawa unijnego oraz moc wiążącą orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ponadto KE stoi na stanowisku, że orzeczenia te naruszają art. 19 ust. 1 TUE, który gwarantuje prawo do skutecznej ochrony sądowej, nadając mu nadmiernie restrykcyjną wykładnię. Tym samym pozbawia osoby fizyczne przed polskimi sądami pełnych gwarancji przewidzianych w tym przepisie. Komisja wyraża także poważne wątpliwości wobec tego, czy TK jest niezawisłym i bezstronnym sądem. KE uważa, że polski TK nie spełnia już wymogów sądu ustanowionego wcześniej ustawą, czego wymaga art. 19 ust. 1 TUE. "Waga tego naruszenia rodzi uzasadnione wątpliwości w umysłach jednostek co do niezawisłości i bezstronności zainteresowanych sędziów. Świadczą o tym również inne nieprawidłowości i uchybienia, takie jak wybór Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego, które wzbudziły poważne obawy co do bezstronności sędziów Trybunału Konstytucyjnego przy rozpatrywaniu poszczególnych spraw" – czytamy w komunikacie KE. Polska ma dwa miesiące, aby udzielić odpowiedzi na wezwanie do usunięcia tych uchybień. O sprawie poinformował w mediach społecznościowych Didier Reynders. Jak stwierdził unijny komisarz ds. sprawiedliwości, KE próbowała nawiązać z Polską dialog, ale te działania nie przyniosły sukcesu. "Dziś wszczynamy postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przeciwko Polsce za naruszenie prawa unijnego przez Trybunał Konstytucyjny. Próbowaliśmy nawiązać dialog, ale sytuacja się nie poprawia. Należy przestrzegać podstaw porządku prawnego UE, w szczególności nadrzędności prawa UE" – czytamy we wpisie komisarza na Twitterze.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Przypomnijmy, że Trybunał Konstytucyjny orzekł w październiku o wyższości polskiej konstytucji nad prawem unijnym. TK uznał, że przepisy europejskie w zakresie, w jakim organy Unii Europejskiej działają poza granicami kompetencji przekazanych przez Polskę, są niezgodne z konstytucją. Wyrok zapadł w odpowiedzi na wniosek skierowany w marcu przez premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie zbadania zgodności z konstytucją niektórych przepisów Traktatu o UE. W uzasadnieniu wyroku sędzia Bartłomiej Sochański stwierdził, że jeżeli Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wciąż będzie "podważał pozycję Trybunału (Konstytucyjnego), kwestionował powszechną moc jego wyroków i podawał w wątpliwość status sędziów", to TK "nie wyklucza, że (...) podda ocenie wprost zgodność z konstytucją orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, włącznie z usunięciem ich z polskiego porządku prawnego".

Tekst za: https://dorzeczy.pl/opinie/243118/ke-wszczela-postepowanie-mocny-komentarz-ziobry.html

Rumuński odpowiednik polskiego trybunału Konstytucyjnego stanął w obronie ustawy zasadniczej! W sposób jasny orzekł, że TSUE nie może dyktować wyższości prawa unijnego nad konstytucją. To odpowiedź na szokujące orzeczenie TSUE z ubiegłego tygodnia, w którym uznano, że prawo UE sprzeciwia się wdrażaniu orzecznictwa sądów konstytucyjnych, jeśli w połączeniu z przepisami krajowymi stwarzają one systemowe ryzyko bezkarności.

TSUE uznał, że praworządność Unii wymaga, aby sądy krajowe miały prawo dopuszczać niewykonanie orzeczenia sądu konstytucyjnego sprzecznego z tym prawem, bez obawy ryzyka poniesienia odpowiedzialności dyscyplinarnej.

Rumuński TK odpowiedział na ubiegłotygodniowy wyrok TSUE. Stwierdził, że dopóki nie dojdzie do zmiany rumuńskiej konstytucji, wyrok TSUE nie jest możliwy do stosowania w Rumunii. Kolejny kraj broni swojej suwerenności od postępującej uzurpacji UE – napisał na twitterze Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości.

Orzeczenie rumuńskiego TK to mechanizm obronny wymiarów sprawiedliwości krajów członkowskich przeciwko dyktatowi TSUE. Trybunał w Luksemburgu konsekwentnie orzeka w sposób, który jest odczytywany jako jawny zamach na suwerenność systemów prawnych „nowych” krajów członkowskich.

Tekst za: https://wpolityce.pl/polityka/579569-rumunski-tk-broni-sie-przed-dyktatem-i-agresja-tsue

„TSUE ostatnim wyrokiem sam sobie przyznał władzę absolutną” - napisał na Twitterze były wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. W ten sposób europoseł odniósł się do wczorajszego orzeczenia, w którym TSUE stwierdził - w odniesieniu do decyzji rumuńskiego TK - że krajowe sądy nie muszą respektować wyroków trybunałów, które naruszają prawo unijne. Choć decyzja dotyczy przypadku Rumunii, wydaje się, że może mieć zastosowanie także w przypadku innych państw członkowskich.

Wyrok TSUE ws. Rumunii

Politycy Zjednoczonej Prawicy postrzegają wtorkowy wyrok jako dość niebezpieczny. Sprawę komentował m.in. sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Dziś wyrok TSUE ocenił również były wiceminister sprawiedliwości, Patryk Jaki. TSUE ostatnim wyrokiem sam sobie przyznał władzę absolutną. Co ważne sędziowie uznali, że źródłem tej władzy nie są traktaty, a ich własne orzeczenia. Jednocześnie unieważnili Konstytucje, cały porządek prawny państw narodowych oraz demokrację. Europa to my! Mówią nam sędziowie — napisał na Twitterze.

„Polacy! Zabierają Wam prawo do decydowania o sobie”

Eurodeputowany Solidarnej Polski przytoczył w tym kontekście artykuł 8 Konstytucji RP. Art. 8 Konstytucji RP: „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”- sędziowie TSUE uznali sobie za już nieobowiązujący. Polacy! Zabierają Wam prawo do decydowania o sobie. Teraz to nie Wy w wyborach, ale oni na polowaniach będą ustalili porządek w RP — podkreślił.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/579116-jaki-o-wyroku-tsue-europa-to-my-mowia-nam-sedziowie

Ostatnie popisy pokazują, że Donald Tusk nie jest zdolny do rządzenia – powiedziała europoseł Solidarnej Polski Beata Kempa. Skomentowała tym samym ostatni wiec opozycji.

Wiceprezes Solidarnej Polski była we wtorek gościem w programie Telewizji Polskiej "Kwadrans Polityczny". Według niej, przewodniczący Platformy Obywatelskiej – partii opozycyjnej z największym poparciem w kraju – nie jest w stanie przejąć władzy w państwie po rządzie Zjednoczonej Prawicy, gdyż wywołuje złe emocje, które odpychają od niego potencjalnych wyborców.

"Popisy" Tuska

– Ten, który miał wrócić na białym koniu niewiele ma do powiedzenia. Zresztą ostatnie popisy pokazują, że Donald Tusk nie jest zdolny do rządzenia, a poziom złych emocji, jaki prezentuje może sprawić, że wyborcy mogą się bać głosować na taką opozycję. Składanie takich życzeń prezydentowi, żądanie przez innego członka opozycji delegalizacji PiS wskazuje na niemoc i brak sprawczości. Jeśli nie umiesz wygrać wyborów, to nie żądaj delegalizacji partii rządzącej – mówiła Beata Kempa. Chodzi o protest przeciwko ustawie "lex TVN", który odbył się w ostatnią niedzielę przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Licznie wzięli w nim udział politycy opozycyjni. Największe kontrowersje wywołał lider PO. Donald Tusk zacytował fragment wiersza Czesława Miłosza, w którym pada życzenie śmierci. Były premier nie ukrywał, że słowa kieruje do głowy państwa i, jak oznajmił, "jego mocodawców".

Nowy sondaż

Z opublikowanego we wtorek sondażu firmy IBRiS dla dziennika "Rzeczpospolita" wynika, iż zaledwie jedna czwarta pytanych jest zdania, że politycy opozycji są gotowi do przejęcia władzy i zarządzania państwem. Wyniki badania skomentowała europoseł Beata Kempa. Na pytanie, czy PiS nie ma z kim przegrać wyborców, odpowiedziała: "W Zjednoczonej Prawicy mamy bardzo dużo pokory". Eurodeputowana stwierdziła również, że na opozycję nie można liczyć "w momentach zagrożenia", takich jak sytuacja na granicy polsko-białoruskiej czy pandemia COVID-19. – Stąd taka ocena większości bardzo przytomnego społeczeństwa – stwierdziła polityk.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/242440/kempa-donald-tusk-nie-jest-zdolny-do-rzadzenia.html

„A gdyby Polska zorganizowała swój system sprawiedliwości tak samo jak wy organizujecie swój system sprawiedliwości w sądach, TSUE i Trybunale Obrachunkowym?” - mówił Patryk Jaki podczas debaty w Parlamencie Europejskim.

Eurodeputowany Solidarnej Polski zabrał głos w obronie Polski. Patryk Jaki przypomniał działania europejskich elit, których szczegóły podała francuska gazeta „Liberation”. Blokujecie środki dla Polski, bo nie podoba wam się polski system sprawiedliwości. A ja wiem, jak rozwiązać ten problem! Nawiążę do tekstów „Liberation”. A gdyby Polska zorganizowała swój system sprawiedliwości tak samo jak wy organizujecie swój system sprawiedliwości w sądach, TSUE i Trybunale Obrachunkowym? – powiedział Patryk Jaki.

Polityczne rekomendacje na sędziów przez rząd, sędziów wpłacających na wasze partie polityczne. A potem zabawy na polowaniach, w zamkach i w innych miejscach – polityków, sędziów, lobbystów, często na koszt podatnika? Komisarz od budżetu na kolacyjkach z sędzią, która ma go kontrolować? A potem w tym Parlamencie Europejskim cisza. Tak jak zwyczajnie potraficie gardłować od rana do wieczora na temat niezawisłości sędziowskiej, na temat praworządności – na ten temat cisza, cenzura, nie można o tym mówić – przekonywał.

Środki dla Polski

Patryk Jaki pytał europosłów, czy Polska powinna pójść tą samą drogą i dzięki temu otrzymać środki z Europejskiego Funduszu Odbudowy. Dlatego ja mam dla państwa taki pomysł – może Polska wdroży ten wasz europejski, nowoczesny system i wtedy odblokujecie środki? Bo przecież jak się uczyć, to od najlepszych – stwierdził europoseł.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/578173-jaki-punktuje-eurokratow-moze-polska-wdrozy-wasz-system

Odpowiedzią na unijny szantaż powinno być polskie weto we wszystkich sprawach, które wymagają w UE jednomyślności – stwierdził minister Zbigniew Ziobro w rozmowie z brytyjskim dziennikiem "Financial Times".

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w rozmowie z "Financial Times" podkreśla, że miejsce Polski jest w takiej Unii, do której wstąpiła w 2004 roku. "A więc opartej na partnerskiej współpracy suwerennych narodów i państw, a nie na dyktacie najsilniejszych i pozbawionej demokratycznej kontroli brukselskiej biurokracji" – tłumaczy lider Solidarnej Polski. Dopytywany o konflikt, jaki w ostatnich miesiącach narósł wokół Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, Zbigniew Ziobro podkreśla, że dopuszcza możliwość jej likwidacji, ale wyłącznie w ramach reformy tego sądu i sądownictwa w Polsce. – Czym innym jest żądanie unieważnienia wyroków Izby Dyscyplinarnej. To niedopuszczalne – podkreśla polityk w rozmowie z brytyjskim dziennikiem.

Odpowiedź na szantaż

Zbigniew Ziobro wskazuje, że Polska powinna w zdecydowany sposób zareagować na bezprawny szantaż unijnych urzędników. Jego zdaniem odpowiedzią powinno być polskie weto we wszystkich sprawach, które wymagają w UE jednomyślności. Minister dodaje ponadto, że Polska powinna zrewidować również swoje zaangażowanie w politykę klimatyczno-energetyczną UE, której "konsekwencją są drastyczne podwyżki cen energii". – Jeśli więc UE w nieproporcjonalny sposób obciąża nas kosztami polityki klimatycznej, a jednocześnie pod fałszywym pretekstem narusza praworządność, blokując wypłaty, to nasze finansowe partycypowanie w polityce klimatycznej UE byłoby czystym szaleństwem – podkreśla minister Zbigniew Ziobro.

Blokada KPO

Bruksela nadal nie zatwierdziła polskiego Krajowego Planu Odbudowy. Akceptacja KPO jest warunkiem koniecznym do uruchomienia środków z unijnego Funduszu Odbudowy po poandemii COVID-19. Zdaniem wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Valdisa Dombrovskisa – jest mało prawdopodobne, żeby nastąpiło to w tym roku. – Negocjacje trwają, wiadomo, jakie są postulaty: skuteczne wdrożenie rekomendacji dotyczącej niezawisłości sądownictwa w kontekście wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE – powiedział Dombrovskis w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/238606/ziobro-mowi-jak-odpowiedziec-na-szantaz-ue.html

„Stworzyliście system, gdzie to co mogą Niemcy nie może już Polska. Te ataki na Polskę to rasizm” - powiedział podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki. Polityk dopytywał też, kiedy unijne instytucje zajmą się opisaną przez „Liberation” aferą z sędziami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Podwójne standardy UE

Podczas wystąpienia w PE, Patryk Jaki zwrócił uwagę na podwójne standardy Komisji Europejskiej dotyczące „walki” o praworządność.

Tradycyjnie, razem z panem komisarzem wszyscy państwo wznosicie wzniosłe hasła walki o praworządność używając ogólników. Celowo używacie ogólników, dlatego że gdybyśmy przeszli do szczegółów, to bardzo dobrze wiecie, że szybko okazałoby się, że sami państwo łamiecie praworządność, ale nie tylko praworządność – także zdrowy rozsądek. Tradycyjnie najlepszy w tym jest pan komisarz Reynders, bo w jego własnym raporcie na przykład ten sam sposób powoływania rady sądowniczej i sędziów w Polsce jest niezgodny z praworządnością, a w Hiszpanii ten sam sposób jest zgodny z praworządnością. To samo w Niemczech. Niemcy kwestionują pierwszeństwo prawa Unii europejskiej nad prawem krajowym, ale wydały oświadczenie i dla pana komisarza jest w porządku, że respektują prawo europejskie. A wobec Polski, za to samo, są kolejne postępowania, zatrzymanie funduszu odbudowy — wskazał europoseł podkreślając, że to system podwójnych standardów.

Pogarda i rasizm

Patryk Jaki bez ogródek powiedział, że działania KE wobec Polski to pogarda i rasizm. Możecie sobie to nazywać jak chcecie, ale to jest system, gdzie Niemcy mogą, a państwa Europy Środkowej, które pewnie uważacie za dzikie, nie mogą. Nazwijcie sobie to jak chcecie, ale w normalnej definicji nazywa się to rasizmem, podejściem kolonialnym. To jest pogarda. To, co w tym wszystkim jest dzisiaj najważniejsze, to zadbanie o to, aby najważniejsza instytucja, która ma władzę, żeby to oceniać – TSUE – była niezależna i niezawisła — mówił europoseł. Patryk Jaki zwrócił również uwagę na aferę opisaną przez „Liberation”, dotyczącą skorumpowania sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Jestem ciekawy, kiedy zajmiecie się aferą opisaną przez „Liberation”, gdzie jedna trzecia sędziów TSUE miała być skorumpowana. Ja czekam panie komisarzu, kiedy pan się tym zajmie. Bo to jest w tej chwili najważniejsze, żebyśmy mieli pewność, że naprawdę instytucje unijne są niezawisłe i niezależne — wskazał Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/577369-jaki-punktuje-dzialania-ke-ataki-na-polske-to-rasizm

Zmiany w sądownictwie zostały zablokowane wetami prezydenta Andrzeja Dudy w 2017 r. W a potem decyzją premiera Mateusza Morawieckiego o negocjowaniu kompromisu z UE; „wiemy już, że UE nie chce żadnego kompromisu” - mówił we wtorek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Oceny reformy sądownictwa

Z ostatniego sondażu United Surveys na zlecenie Wirtualnej Polski wynika, że ponad 77 proc. badanych źle ocenia reformę sądownictwa dokonaną od 2015 roku, natomiast ponad 11 proc. ocenia ją dobrze. Minister Zbigniew Ziobro, pytany w Radiu Plus jak on sam ocenia efekty zmian w wymiarze sprawiedliwości dokonane od 2015 r., zwrócił uwagę, że „efekty zmiany w wymiarze sprawiedliwości można ocenić wtedy, kiedy patrzymy na cały wymiar sprawiedliwości”, natomiast czym innym jest ocenianie zmian tylko w sądownictwie. Odnosząc się do zmian w wymiarze sprawiedliwości wskazał m.in. na bardzo dobre jego zdaniem efekty nowelizacji ustawy o VAT, reformy związane z konfiskatą rozszerzoną, ściągalnością alimentów czy walką z „mafią dopalaczową” oraz „mafiami działającymi w obszarze rynku lekowego”.

Dopytywany, czy wyniki sondażu dla WP są dla niego przykre, szef MS powiedział, że należy tę kwestię rozpatrywać „precyzyjnie”. Wskazał, że zmiany w samym sądownictwie zostały „zablokowane wetami pana prezydenta w 2017 roku, natomiast potem z kolei decyzją już pana premiera, który zdecydował się podjąć negocjacje z panem (ówczesnym wiceprzewodniczącym KE Fransem) Timmermansem, by ustalić kompromis z Unią Europejską co do możliwych zmian w sądownictwie”. Te negocjacje przeciągały się, nie doprowadziły do żadnych ustaleń, w efekcie żadnej zmiany w sądownictwie - o co Polacy są pytani - nie weszły w życie, tylko czekają na ten moment, kiedy będą mogły być wprowadzone w życie — powiedział.

Zbigniew Ziobro: Nastąpił impas, zapadły inne decyzje polityczne

Odnosząc się do reformy sądownictwa, Zbigniew Ziobro przyznał, że „nastąpił impas wynikający z blokady w polskim parlamencie związany z działalnością totalnej opozycji i buntu tzw. nadzwyczajnej kasty”. Mimo mojego stanowiska i Solidarnej Polski, że powinniśmy nie oglądać się na Europę, tylko przeforsować własne zmiany, zapadły inne decyzje polityczne — zaznaczył. Zwrócił przy tym uwagę, że Solidarna Polska ma 19 posłów, co nie wystarczy, aby „przeforsować zmiany w ustawach”. W związku z tym - zdaniem Zbigniewa Ziobry - nowelizacje wielu ustaw „znalazły się w szufladach”. Nie było woli politycznej, a była przede wszystkim chęć porozumienia się z Unią Europejską, która cały czas zastraszała, a z drugiej strony zapowiadała, że chce kompromisu. Dziś wiemy już na pewno, że Unia Europejska nie chce żadnego kompromisu — ocenił.

„Mam nadzieję, że uda się te zmiany przeprowadzić”

Dopytywany, czy obecnie w całym obozie Zjednoczonej Prawicy jest zgoda na wprowadzenie zmian, Zbigniew Ziobro oświadczył: Niezależnie, jaki by był wynik tych zmian, to uznałem, że nie będę już dłużej czekał na ewentualne ustalenia i ostateczną zgodę wszystkich zainteresowanych. Ufam, że tak, że jest zgoda. Zbigniew Ziobro zaznaczył, że proponowane zmiany zostały zaprezentowane i były dyskutowane także z prezydentem Andrzejem Dudą. Mam nadzieję, że uda się w tej chwili, nie patrząc się na to, co mówi Bruksela, nie patrząc się na protesty środowisk tzw. nadzwyczajnej kasty, te zmiany przeprowadzić — oświadczył szef Solidarnej Polski.

Założenia reformy sądów powszechnych

W listopadzie resort sprawiedliwości przedstawił założenia reformy sądów powszechnych, zgodnie z którą sędzia będzie powoływany tylko raz na sędziego sądu powszechnego; w gminach powstaną punkty sądowe; będzie 79 okręgów sądowych oraz 20 sądów regionalnych. Później Zbigniew Ziobro poinformował, że trwają konsultacje także ws. nowej ustawy o Sądzie Najwyższym, który dotyczy reorganizacji SN. W 2017 r. prezydent zawetował ustawę o Sądzie Najwyższym i nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zastrzeżenia prezydenta dotyczyły m.in. uprawnień, jakie zawetowana ustawa o SN nadawała Prokuratorowi Generalnemu.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/577026-ziobro-o-reformie-sadownictwa-ue-nie-chce-kompromisu

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Frankfurter Allgemeine Zeitung” oświadcza: „Chcę Polski w UE”, ale „niepodległej Polski, która nie zostanie zdegradowana do statusu państwa federalnego”. Podkreśla, że suwerenność nie jest na sprzedaż.

„FAZ”, zauważając, że spór o rządy prawa w poszczególnych państwach członkowskich trudno oddzielić od debaty na temat obecnych i przyszłych kompetencji instytucji unijnych, pyta czy minister słyszał już o nowej umowie koalicyjnej w Berlinie, która wzywa do „konwencji konstytucyjnej” dla UE i „dalszego rozwoju w kierunku federalnego państwa europejskiego”?

Zbigniew Ziobro odpowiada: To potwierdza moje ostrzeżenia. Celem ma być europejskie superpaństwo, zarządzane przez unijny establishment. W sporze UE z Warszawą nie chodzi o praworządność, chodzi o to, by Polska podporządkowała się projektom niebezpiecznym dla naszej wspólnoty w Europie. Temu celowi służy także rozpoczynający się właśnie szantaż ekonomiczny Polski. Minister Zbigniew Ziobro przypomina, że już w 2005 roku próbowano przyjąć unijną konstytucję, ale Francuzi i Holendrzy uniemożliwili to w referendach. Polacy nie chcą, by ich kraj stał się państwem federalnym UE. Wielu innych Europejczyków też tego nie chce. Konsekwencją byłoby bowiem zniwelowanie różnic kulturowych i narzucenie jednolitej polityki w niemal wszystkich dziedzinach — powiedział.

Kara na Polskę

Przypominając, że Trybunał Sprawiedliwości UE nałożył na Polskę kary pieniężne w łącznej wysokości 1,5 mln euro dziennie w związku z dwiema kwestiami: pierwsza dotyczy wydobycia węgla brunatnego w Turowie, druga - Izby Dyscyplinarnej przy Sądzie Najwyższym w Polsce, „FAZ” interesuje się, czy Polska zapłaci karę?

Nie — odpowiada Zbigniew Ziobro i tłumaczy: TSUE przekroczył swoje kompetencje. Trybunał próbuje zawiesić część konstytucyjnego organu państwa członkowskiego, w tym przypadku Sąd Najwyższy. Czy można sobie wyobrazić, żeby TSUE zawiesił wkrótce Federalny Trybunał Sprawiedliwości? Przecież jego sędziowie są powoływani wyłącznie przez polityków. Czy zatem Bundestag może powoływać sędziów, a polski parlament nie? To narusza równe traktowanie państw członkowskich — kontynuuje.

Odnosząc się do kwestii wydobycia węgla brunatnego w Turowie, minister mówi, że TSUE domaga się wstrzymania wydobycia, nie wydając jeszcze orzeczenia. Oznaczałoby to również zamknięcie pobliskiej elektrowni, która dostarcza energię elektryczną dla czterech milionów odbiorców, a także likwidację tysięcy miejsc pracy — wyjaśnia.

„FAZ” wtrąca, że jeśli jednak Warszawa nie zapłaci, konsekwencją będzie prawdopodobnie odliczenie tych kwot od funduszy unijnych przeznaczonych dla Polski w przyszłości.

Zbigniew Ziobro odpowiada, że procedura ta ponownie podkreśliłaby „przymusowy charakter” i tym samym bardziej pasowałaby do koncepcji rządu niż przekazanie środków. ”Suwerenność nie jest na sprzedaż”, to linia Warszawy na najbliższą przyszłość — oznajmia minister.

Wstrzymanie funduszu odbudowy

„FAZ” pisze, że jednym z obszarów, w których Polska może ponieść znacznie większe straty, jest fundusz odbudowy związany z pandemią koronawirusa; w tym przypadku pomoc warta 4,7 mld euro może zostać rychło wstrzymana, ponieważ Bruksela nadal dopatruje się uchybień w praworządności.

Zbigniew Ziobro komentuje, że „jeśli Polska nie dostanie tych pieniędzy, to będzie to oznaczało: UE złamała dane słowo. Zobowiązała się ona do niestosowania nowego mechanizmu warunkowości do czasu wydania opinii przez TSUE w tej sprawie. Pod koniec 2020 roku zażądałem od premiera Polski, aby zablokował ten mechanizm swoim wetem. A teraz UE wysyła do Polaków taki komunikat: jeśli poprzecie ten rząd, nie dostaniecie od nas żadnych pieniędzy”.

„FAZ” przypomina, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała w październiku, w jakich kwestiach Polska będzie musiała ustąpić, by mimo wszystko osiągnąć kompromis z Brukselą w sporze sądowym: „demontaż izby dyscyplinarnej, demontaż reżimu dyscyplinarnego i przywrócenie do pracy sędziów, którzy zostali bezprawnie zwolnieni”. Gazeta zauważa, że szczególnie spełnienie pierwszego i trzeciego punktu można łatwo sprawdzić; te dwie kwestie wydają się również najważniejsze dla Brukseli. „FAZ” odnotowuje, że jeśli chodzi o izbę dyscyplinarną, to Zbigniew Ziobro wyjaśnia, że kwestia jest nadal „w trakcie rozmów z prezydentem”.

Dziennik przekazuje, że o ewentualnym przywróceniu sędziów do pracy minister mówi: Żądanie pani von der Leyen oznacza konieczność uchylenia około 600 wyroków Izby Dyscyplinarnej dotyczących sędziów w kraju.

„FAZ” podaje, że Zbigniew Ziobro uważa, że większość z tych sędziów została zawieszona za poważne przestępstwa i że spełnienie żądania spowoduje wstrząs w Polsce. Gazeta pisze, że o przypadku sędziego Igora Tulei Zbigniew Ziobro wyjaśnia, że odmówił on niektórym sędziom mianowanym przez Krajową Radę Sądownictwa statusu niezawisłych sędziów. Tuleya odmawia 1500 sędziom, którzy wydali setki tysięcy wyroków, prawa do wymierzania sprawiedliwości — cytuje „FAZ” ministra i dodaje, że zdaniem Zbigniewa Ziobry coś takiego nie byłoby tolerowane w żadnym kraju i mogłoby doprowadzić do anarchii w sądownictwie. Dziennik zauważa, że rząd Polski „poprzez swoje reformy wprowadził dużą niepewność w sądownictwie. Przewidział to ówczesny szef konserwatywnego, czyli prorządowego think tanku Klub Jagielloński, Krzysztof Mazur. Już wiele lat temu pisał, że temu rządowi uda się rozmontować istniejący system, ale nie uda się zbudować nowego”.

„FAZ” informuje, że minister sprawiedliwości komentuje to następująco: Problemem nie jest nasz brak determinacji w procesach reformatorskich, ale opór wobec nich ze strony środowiska sędziowskiego, które - jak powiedziała sędzia - uważało się za nietykalną, nadzwyczajną kastę. Czy cały ten spór z UE jest dla Polski warty zachodu i czy członkostwo w UE jeszcze się opłaca? - pyta dziennik i zauważa, że Zbigniew Ziobro wskazuje na politykę klimatyczną i energetyczną:

Polacy potrafią liczyć. Program Fit for 55 kosztowałby samą polską energetykę ponad 400 mld zł do 2030 roku. A cała nasza transformacja energetyczna (kosztowałaby) do dwóch bilionów złotych. Unijne fundusze strukturalne, które mamy otrzymać w ciągu 7 lat, wyniosą 350 mld zł po odliczeniu składki członkowskiej. UE nie jest św. Mikołajem, jest coraz bardziej komornikiem. A duże firmy z zachodnich krajów UE prawie w ogóle nie płacą tu podatków. Wielkie sieci zrujnowały polski handel detaliczny.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/576493-ziobro-w-faz-w-sporze-z-ue-nie-chodzi-o-praworzadnosc

„Chodzi tylko i wyłącznie o wolę polityczną, a nie o prawo. Czyli o zinstytucjonalizowanie systemu przeniesienia władzy od władzy demokratycznej, wybranej w demokratycznych wyborach, jak w Polsce czy na Węgrzech, do władzy sędziowskiej, która pod płaszczykiem niezależności i niezawisłości będzie strażnikiem interesów najważniejszych państw i zrealizuje to, co czytamy w nowej umowie koalicyjnej w Niemczech, czyli państwo federalne” - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Patryk Jaki, europoseł i polityk Solidarnej Polski.

wPolityce.pl: Rzecznik TSUE wydał opinię, iż „należy oddalić skargi Węgier i Polski na system warunkowości”. W jakich kategoriach to odczytywać?

Patryk Jaki: Oczywiście opinia rzecznika to jeszcze nie jest wyrok. Natomiast od samego początku nie miałem złudzeń, że nie będzie decydowało ani prawo, ani doktryna, ani logika, tylko będzie decydowała polityka. Politycy w przebraniu sędziów w jednym z najbardziej upolitycznionych sądów w Europie, to znaczy w TSUE, gdzie ludzie są rekomendowani przez polityczne rządy z niektórych państw, gdzie nawet mogą przecież ci sędziowie należeć do partii politycznych, po prostu wydadzą polityczny wyrok. Gdyby spojrzeć na to merytorycznie, to wniosek o odrzucenie skargi Polski i Węgier, które przecież mówią co? W tej skardze tylko i wyłącznie powołują się na traktaty. Przecież w prawie pierwotnym, czyli w traktatach przewidziano jedyną procedurę, która dotyczy łamania praworządności. Jest to procedura z tzw. art. 7, która wymaga jednomyślności, żeby postawić państwo w stan oskarżenia. Problem tylko polega na tym, że tej jednomyślności przez lata nie można było znaleźć w Radzie, a politycy niemieccy i Platformy koniecznie chcieli Polskę ukarać. Ale ponieważ traktat na to nie pozwalał, to musieli sobie wymyślić coś, co sprawi, że traktat i praworządność nie będą miały znaczenia, jak obejdą ten traktat, jak obejdą praworządność. Wymyślili sobie, że stworzą nową procedurę, która nie będzie prawem pierwotnym, tylko będzie prawem wtórnym, gdzie nie będzie już potrzebna jednomyślność, tylko będzie można Polskę ukarać. I na tej podstawie powstał tzw. mechanizm warunkowości, który przecież, jak wskazują Polska i Węgry, jest prawem wtórnym, a prawo wtórne nie może być wyżej niż prawo pierwotne, jeżeli się ocenia dokładnie to samo. Merytorycznie to sprawa jest jasna, ale jak widać dla rzecznika, który wydaje rekomendacje w tym zakresie do orzeczenia TSUE, ani doktryna, ani prawo, ani traktaty nie mają żadnego znaczenia. Liczy się tylko i wyłącznie wola polityczna, przed czym niestety przestrzegaliśmy.

Tyle tylko, że rzecznik TSUE stoi na stanowisku, że system warunkowości został przyjęty na właściwej podstawie prawnej, jest zgodny z art. 7 TUE oraz z zasadą pewności prawa . To jest dosyć kuriozalne uzasadnienie…

To jest bardzo kuriozalne uzasadnienie, dlatego że jeżeli coś, co jest ewidentnie zrobione po to, żeby obejść art. 7 i jest jednocześnie, jak twierdzi rzecznik, zgodne z art. 7, to równie dobrze można stwierdzić, że PE w Brukseli nie znajduje się w Brukseli, tylko znajduje się w Kambodży, albo w Chinach. Równie dobrze można tak twierdzić i się przy tym upierać. Chodzi tylko i wyłącznie o wolę polityczną, a nie o prawo. Czyli o zinstytucjonalizowanie systemu przeniesienia władzy od władzy demokratycznej, wybranej w demokratycznych wyborach, jak w Polsce czy na Węgrzech, do władzy sędziowskiej, która pod płaszczykiem niezależności i niezawisłości będzie strażnikiem interesów najważniejszych państw i zrealizuje to, co czytamy w nowej umowie koalicyjnej w Niemczech, czyli państwo federalne. Będzie to polegało na tym, że nigdy Polska – czyli osoby wybrane przez Polaków – nie będzie w stanie w żadnej sprawie podjąć ostatecznej decyzji, tylko zawsze, jeżeli jakaś decyzja nie będzie się podobać Niemcom, to będzie można odwołać się do judykokracji czyli do specjalnie utworzonej władzy sędziów, która będzie w stanie zmienić każdą decyzję. I to jest ta ogromna zmiana ustrojowa, którą widać w tym stanowisku rzecznika TSUE.

Jest jeszcze jedna bardzo niebezpieczna rzecz w tym stanowisku rzecznika TSUE, a mianowicie to, że decyzja o uruchomieniu mechanizmu warunkowości miałaby być uznaniowa. Rzecznik TSUE wskazuje na „ryzyko wpłynięcia na zarządzanie finansami” jako przesłankę do uruchomienia tego mechanizmu.

To, o czym pani mówi, to nie jest żadna niespodzianka, bo ta uznaniowość znajduje się już w samym rozporządzeniu, które jest oceniane przez TSUE. Natomiast to, co jest tutaj dodatkową podłością, to że dokładnie w tych samych dniach, kiedy to stanowisko było szykowane, KE zrezygnowała z prowadzenia procedury przeciwko Niemcom, które to Niemcy wielokrotnie w swoich wyrokach podważały pierwszeństwo prawa europejskiego nad prawem krajowym. Ponieważ Niemcy w odpowiedzi odesłali: „Ale przecież szanujemy art. 2 traktatu”, to KE odpowiedziała: „A, jak szanujecie, to my już w takim razie kończymy procedurę”. W tym samym czasie, kiedy rzecznik TSUE przedstawia coś, co reprezentuje dokładnie odwrotną logikę, że państwo krajowe, nawet jeżeli mówi, że szanuje traktaty, w tym również art. 2 traktatu, który jest sformułowany bardzo ogólnie, to nie ma to żadnego znaczenia, dlatego że prawo europejskie ma pierwszeństwo i koniec. Czyli sprowadzałoby się to do tego, że prawo europejskie ma pierwszeństwo, ale ma pierwszeństwo tylko i wyłącznie w stosunku do krajów „gorszych kulturowo” - takich jak Polska czy Węgry, a w stosunku do „lepszych” - takich jak Niemcy – to działa inna logika – już nie prawo europejskie ma pierwszeństwo, tylko prawo krajowe ma pierwszeństwo. To taka ma być nowa Europa – Europa podwójnych standardów, gdzie są państwa ważniejsze i mniej ważne. Zresztą dokładnie tak samo, jak według idei I Rzeszy, II Rzeszy, jak również III Rzeszy. To jest kwestia znajomości historii, żeby rozumieć, na czym polegało najpierw Święte Cesarstwo Niemieckie, potem na czym polegała polityka Bismarcka Mitteleuropy, potem już pewnie lepiej znana polityka Hitlera. Natomiast czym różni się polityka Cesarstwa Niemieckiego, tej III Rzeszy, Mitteleuropy, od tego, co w tej chwili chcą zaserwować nam Niemcy? Że są jacyś Niemcy „wyżsi kulturowo”, a jakaś tam Europa Wschodnia, Środkowa to są „ludzie, którzy nie mogą mieć takich samych praw, jak my”. Do tego sprowadza się stanowisko rzecznika TSUE.

Tak, tylko że najczęściej późniejsze orzeczenie TSUE jest zgodne z wcześniejszym stanowiskiem rzecznika TSUE…

Nie zawsze, ale tak.

Pytanie, co w tej sytuacji Polska powinna zrobić? Czy powinna w jakiś sposób zareagować na tego typu przemoc instytucjonalną?

Polska już dawno powinna zrobić to, co sugeruję, to znaczy wypowiedzieć politykę klimatyczną. Po prostu wywrócić stolik. Wycofać się z ETS, który kosztuje nas przede wszystkim utratę bezpieczeństwa energetycznego, ale kosztuje nas też finansowo. Ta cała inflacja jest napędzana tymi wszystkimi zielonymi pomysłami. Dodatkowo transformacja będzie nas kosztowała więcej, niż te wszystkie środki, które otrzymamy. To wynika chociażby z dokumentów rządowych, że transformacja – bez przyjęcia jeszcze tego pakietu „Fit for 55” ma nas kosztować 1,5 bln zł. Ja bym wywrócił ten stolik i powiedział: od dzisiaj nie ma u nas ETS, nie zgadzamy się na tę politykę. Co oni mogą zrobić? TSUE może nakładać kolejne kary, ale TSUE nie ma żadnego mechanizmu, żeby te kary egzekwować, poza zabieraniem nam pieniędzy takich, jak pieniądze z KPO. Ale przecież oni i tak nam tych pieniędzy nie dają. Rachunek jest tutaj bardzo prosty. Najwyższy czas, żeby Polska zaczęła prowadzić naprawdę prawdziwą politykę, jak przystało na państwo, które ma aspiracje, a nie jak – z całym szacunkiem dla naszych przyjaciół – na maluteńkie państwo bałtyckie. To nie tak. Polityka, która do tej pory była prowadzona, że dogadamy się, zgodzimy się na to, co oni proponują, i na pewno będzie dobrze, czyli zgadzania się na mechanizm warunkowości, zgadzania się na zieloną politykę, zgadzania się na inne głupoty, które oni proponowali, doprowadziła do sytuacji, w której dzisiaj jesteśmy. Potworna inflacja, zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski, a w końcu zablokowanie wszystkich europejskich pieniędzy i oczywiście konsekwentne wprowadzanie w Polsce chaosu poprzez blokowanie wszystkich reform państwa, w tym reform wymiaru sprawiedliwości i próba zabrania Polsce polskiego wymiaru sprawiedliwości i przeniesienia go do Brukseli. Czyli to by było tak, że każde państwo, żeby było suwerenne i podmiotowe, musi mieć podmiotowe trzy władze: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, a UE w tej chwili próbuje przenieść jedną z tych władz – czyli trzecią władzę – w ogóle do Brukseli, żeby Polska jej nie miała, tylko tam będzie suweren dla sędziów. Przy okazji, jak tam będzie ten suweren, to jeszcze dodać mu uprawnienia władzy wykonawczej i władzy ustawodawczej, żeby wszystko było jasne. Na takiego potwora ustrojowego Polska po prostu nie może się zgodzić.

Dziękuję za rozmowę / Rozmawiała Anna Wiejak.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/576498-jaki-politycy-w-przebraniu-sedziow-wydadza-polityczny-wyrok

Polska wciąż ma szanse na skuteczne blokowanie niesprawiedliwych i szkodliwych dla Polski decyzji Komisji Europejskiej. Szczególnie, że atak KE na Polskę zwiera się ze sprytnym planem unijnych elit i Donalda Tuska. Minister Sprawiedliwości w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” przekonuje też, że bezkarność sędziowskich aktywistów, a nawet przestępców w togach, grozi całemu systemowi wymiaru sprawiedliwości.

1. Blokada środków na Krajowy Plan Odbudowy.

W odpowiedzi na blokadę środków powinniśmy blokować unijne decyzje, które wymagają jednomyślności. UE została powołana, aby służyć interesom każdego z krajów, a nie budować dobrobyt i potęgę państw już najbogatszych kosztem wasalizowanej reszty.(…). Bruksela bezprawnie zablokowała nam pieniądze. Podeptała ustalenia. Stawia takie warunki, aby były nie do spełnienia, a próba zaspokojenia Brukseli skończyła się upokorzeniem Zjednoczonej Prawicy. Celem jest ograniczenie suwerenności Polski.

2. Katastrofalna dla Polski polityka klimatyczna.

Unijna polityka klimatyczna to jedna z dziedzin, w której musimy stawiać twarde warunki. Nasza transformacja energetyczna ma kosztować przeszło 2 bln zł, podczas gdy całość przyznanych nam funduszy unijnych w 7-letnim budżecie to 770 mld zł na wszystkie cele.

3. Twarda polityka wobec Unii, czy polityka „obłaskawiania”.

Proponuję odrzucenie dyktatu i zerwanie z polityką polegającą na upartych próbach obłaskawiania unijnych instytucji. Już wiemy, że złamią każde porozumienie. Trzeba wyciągnąć wnioski. Potrzebujemy w rządzie jedności wobec agresji narastającej wobec Polski.

4. Co dalej z Izbą Dyscyplinarną?

Likwidacja Izby Dyscyplinarnej SN oznaczałaby, że sędzia oskarżony o brutalny gwałt na koleżance sędzi wróciłby do pracy, dostał odszkodowanie i nie można by go ponownie osądzić. Polska ma płacić milion euro dziennie właśnie za to, że nie chce na to pozwolić.

5. TSUE sądem, czy politycznym narzędziem?

To Komisja Europejska, przy użyciu TSUE, który jest jej politycznym narzędziem, miałaby decydować o sprawach w Polsce. Na razie chodzi o decydowanie, kto ma być sędzią, a kto nie. Potem pojawią się kolejne kwestie, np. funkcjonowania lub nie polskich elektrowni.

6. Konflikt Zbigniewa Ziobry z prezydentem Andrzejem Dudą?

Wierzę, że w tak ważnej sprawie, w obliczu prawnej hybrydowej agresji na Polskę, znajdziemy pole do merytorycznej rozmowy. Kiedy cztery lata temu pan prezydent zawetował część ustaw sądowych i zaproponował swoje rozwiązania, moje środowisko lojalnie broniło jego ustaw przed napaściami z Brukseli. Pan prezydent wyciągnął wówczas rękę do nieprzychylnego reformom i obozowi Zjednoczonej Prawicy części środowiska sędziowskiego, a to środowisko nadużyło jego zaufania. (…). Mimo że prezydenckie weta były dla nas bolesnym doświadczeniem, staliśmy murem za panem prezydentem. Mamy nadzieję, że z doświadczeń ostatnich lat wspólnie wyciągniemy dobre wnioski i że wspólnie zdobędziemy się na refleksję, gdzie jesteśmy po czterech latach i jak użyto okazanej wtedy przez prezydenta dobrej woli.

7. Rola Donalda Tuska.

Donald Tusk się chowa, ale jako szef Europejskiej Partii Ludowej jest ścisłym sojusznikiem autorów planu uczynienia z Polski protektoratu, odebrania nam godności, szacunku i należnej pozycji w relacjach międzynarodowych. Niestety, ma to długą tradycję, już za Piastów byli możnowładcy szukający poparcia niemieckich książąt, by kosztem całej polskiej wspólnoty zdobyć kawałek władzy dla siebie. A potem była targowica. Tusk idzie tą drogą. (…). Niebawem usłyszymy, mniej lub bardziej otwarcie, że UE odblokuje pieniądze dla nas, gdy w Polsce zmieni się władza. Czyli gdy wygra Tusk. Z takim zadaniem tu go przysłano. Ma być rycerzem na białym koniu, który zagwarantuje Polsce wypłatę 750 mld zł.

8. Bezprawność kar finansowych nakładanych przez TSUE na Polskę.

Przez kilkadziesiąt lat funkcjonowania tej konstrukcji nigdy nie stosowano w postanowieniach tymczasowych kar finansowych – kary zawsze były związane z wyrokiem końcowym i jego niewykonywaniem.Tak to zresztą działa w każdym cywilizowanym sądownictwie. Łamane są też przyjęte taryfikatory możliwych kar. Te wymierzane Polsce są bezprecedensowo wysokie. Polska ma płacić kilkakrotnie więcej, niż założono w wewnętrznych niekwestionowanych dokumentach. To jeszcze jeden element ekonomicznego szantażu wobec Polski.

9. Czy Unia zatrzyma się na sądach i na Izbie Dyscyplinarnej SN?

Na razie chodzi np. o decydowanie, kto ma być w Polsce sędzią, a kto nie. Ale potem pojawią się kolejne kwestie – np. działania lub nie polskich elektrowni, a więc pozbawianie nas suwerenności także w obszarze energetycznym, promocji ideologii LGBT w szkołach, wprowadzania małżeństw homoseksualnych czy adopcji dzieci przez takie pary. To w zasadzie już się dzieje – przecież polskie samorządy wycofują się z prorodzinnych uchwał właśnie pod wpływem ekonomicznego szantażu Brukseli.

10. Sędziowie „polscy”, czy „europejscy”?

Kryje się za tym głęboka pogarda wobec Polaków i państwa polskiego oraz przekonanie, że nam, sędziom, wszystko wolno. Że możemy siebie, kolegów i cały system sądownictwa wyjąć spod kontroli demokratycznej, konstytucyjnej, dyscyplinarnej. Jeśli tak ktoś uważa, powinien zdjąć łańcuch z orłem z togi i powiesić tam unijne gwiazdki. Ale wtedy nie powinien sądzić w Polsce.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/575945-top-10-fragmentow-z-wywiadu-ziobry-dla-tygodnika-sieci

Polska nie poraz pierwszy stoi na czele państw, które przestrzegają przed imperialną polityką Rosji – powiedział Patryk Jaki, europoseł Solidarnej Polski.

– Ostrzegaliśmy i ostrzegamy dalej, jak może skończyć się bierność, a bierność w tym wypadku oznacza przyzwolenie na tego typu działanie – mówił Patryk Jaki we wtorek w TVP Info.

Prorocze słowa Lecha Kaczyńskiego

Przypomniał, że na agresywną politykę Rosji zwracał uwagę prezydent Lech Kaczyński. – To nikt inny tylko śp. prezydent Lech Kaczyński mówił po ataku na Gruzję, jakie będą kolejne kroki Rosji. I co? Mylił się? Było dokładnie tak, jak to przewidział i diagnozował – podkreślił. – My dzisiaj mówimy dokładnie to samo, że tutaj nie chodzi o granicę Polski, tutaj chodzi o przyszłość całej Europy, bo Putin testuje, czy Europa jest solidarna, czy znów jest w stanie złamać tę solidarność i w ten sposób osłabiać Polskę i Europę – dodał Patryk Jaki.

"To jest decyzja, przed którą stoją państwa europejskie"

Według niego prezydent Rosji Władimir Putin jest politykiem, który "potrafi myśleć długofalowo". – Putin boi się też tego, że jeżeli Polska będzie rosnąć w siłę gospodarczo i jeżeli zacznie odbudowywać swoje wpływy na terenach Ukrainy, Białorusi, czyli na terenach umownie możemy powiedzieć I Rzeczypospolitej, to w konsekwencji może stać się rywalem i ważną częścią rozgrywki politycznej, a przecież Putin chce polityki imperialnej – ocenił. – Dlatego my musimy wybierać: wolność albo brak wolności. Demokracja albo to, co proponuje Putin i Łukaszenka. To jest też decyzja, przed którą stoją dzisiaj państwa europejskie i dlatego ten sztandar wolności Polska po raz kolejny wysoko unosi – tłumaczył Patryk Jaki.

Tekst i zdjęcie za: https://dorzeczy.pl/opinie/230347/patryk-jaki-tutaj-nie-chodzi-o-granice-polski.html

„Obawiam się jednak, że to niczego nie rozwiąże, a tylko spotęguje kryzys” - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl eurodeputowany Patryk Jaki (Solidarna Polska) odnośnie do zapowiedzi KE wyasygnowania 700 tys. euro dla Białorusi na migrantów.

wPolityce.pl: KE zamierza wyasygnować 700 tys. euro dla Białorusi na migrantów. Czy na Kremlu to nie zostanie odczytane, jako spełnienie propozycji Władimira Putina, który przecież postulował, żeby UE opłacała Białorusi wstrzymywanie tych ludzi?

Patryk Jaki: Niestety to trochę tak wygląda, że po pierwsze w sprawie Polski dogadują się ponad naszymi głowami. Jest to w ogóle bardzo zły precedens, dlatego że na co dzień w Parlamencie Europejskim wszyscy mają napchane usta solidarnością i wspólnymi wartościami, a gdy przychodzi co do czego w sprawach kluczowych, to znów stosują wariant znany w polskiej historii porozumienia ponad naszymi głowami Niemcy-Rosja, który znamy od czasów paktu Ribbentrop-Mołotow po Nord Stream 1 czy Nord Stream 2. To jest jedna rzecz - sposób działania.

Druga rzecz, trzeba rozumieć, że po pierwsze zostanie to odebrane dokładnie tak, jak pani mówi. Ale po drugie będzie to wręcz zachęcenie do tego, by robić to dalej. To znaczy – „skoro to przynosi nam profity finansowe, to czemu nie robić tego dalej?”. Obawiam się jednak, że to niczego nie rozwiąże, a tylko spotęguje kryzys. Przypomnijmy, że Łukaszenka i Putin sięgają do sposobu działania Turcji, który to sposób działania był efektem wezwania niemieckiej kanclerz Merkel do tego, żeby uchodźcy, migranci – każdy, kto chce – przyjeżdżali do Europy. Dzisiaj, to wszystko co się dzieje, to są konsekwencje fatalnych decyzji niemieckich i najbardziej to odczuwa południe Europy. Można zapytać, jaka jest sytuacja w państwach granicznych we Włoszech czy na przykład w Grecji, gdzie Grecja już sama sobie z tym problemem nie radzi. To wszystko zaczęło się od Niemiec, od tego, że samodzielnie, nie konsultując z innymi państwami podjęły decyzję o wezwaniu do przekraczania granic europejskich. Dzisiaj niestety Niemcy powtarzają ten błąd. Tak jak wtedy podjęły tę decyzję bez konsultacji z nikim – mimo że ta decyzja wpływała na całą Europę – tak dzisiaj robią dokładnie to samo. Znów bez konsultacji z nikim podejmują decyzję, która może mieć daleko idące skutki dla Polski i dla innych państw, ponad naszymi głowami. To jest bardzo zła praktyka, i co gorsze, nie sądzę, żeby była skuteczna.

W związku z tym, co Pan przed chwilą powiedział, niejako automatycznie narzuca się pytanie o to, na ile istnieje zagrożenie, że będą próby zmuszenia Polski do przyjęcia tych migrantów? Mamy bowiem rozmowy ponad naszymi głowami de facto, bo tak na dobrą sprawę dokładnie nie wiemy, co powiedzieli między sobą Merkel z Łukaszenką czy Macron z Putinem. Czy nie należy spodziewać się próby narzucenia takiego rozwiązania, żeby ci ludzie trafili na teren Polski? Z jednej strony migranci wysłali swoje dzieci z napisami „I love Poland”, a z drugiej są niemieckie miasta, które zadeklarowały chęć przyjęcia migrantów. Zresztą stanowisko Niemiec wydaje się być jednak dosyć dwuznaczne.

Nie możemy wykluczyć, że stanie się tak, jak pani na to wskazuje. Natomiast jedno jest pewne, że praktyka, którą proponują Niemcy, nie wyklucza takiego negatywnego scenariusza w przyszłości. Ale nie tylko praktyka – również dotychczasowe działanie, postępowanie wielu sił europejskich. Ciągle ich hasła są: „refugees welcome”, „welcome refugees” i może się okazać, że tak jak kiedyś był pomysł z kwotami uchodźców, tak w przyszłości również się on pojawi. Aczkolwiek to już dzisiaj nie będzie takie proste, dlatego że w wielu europejskich państwach obywatele mają już doświadczenie, jak to się skończyło. Wiele sondaży – również w samych Niemczech – pokazuje, że ta polityka jest po prostu źle oceniana. Jest oceniana jako błąd. W związku z tym to już nie będzie takie proste, jak kiedyś, ale oczywiście takiego procesu wykluczyć nie można.

Jak w Pana ocenie wybrzmiało w uszach niemieckich polityków oświadczenie pana prezydenta Andrzeja Dudy – skądinąd bardzo mocne i bardzo potrzebne – że Polska nie zaakceptuje niczego, co zostanie ustalone nad naszymi głowami? Czy to zostało przyjęte do wiadomości?

Przyjęli to do wiadomości, czy jednak potraktują to poważnie i wpłynie to na ich decyzje, to już mam wątpliwości. Natomiast rzeczywiście zgadzam się, że to było bardzo potrzebne i Polska konsekwentnie potrzebuje asertywnej polityki zagranicznej, bo jeżeli będziemy prowadzili politykę na takiej zasadzie, że coś tam pogadamy, a i tak zgadzamy się na wszystko, co UE, w tym głównie Niemcy, proponują, to nikt nie będzie traktował naszych gróźb poważnie. I to jest generalnie taka refleksja dotycząca naszej strategii w polityce międzynarodowej.

Czy w Pana ocenie w sprawie tego kryzysu migracyjnego, który mamy na granicy, i tych hybrydowych ataków Polska zrobiła już wszystko, co mogła, czy jeszcze coś można zrobić?

Jeżeli chodzi o to, co dzieje się na granicy, to uważam, że Polska zachowała się wzorowo. To znaczy nie dała się złamać, przełamać oporu Łukaszence i Putinowi. Widać, że z całego świata płyną gratulacje dla zachowania Polski i wsparcie dla polskich służb. W tym sensie uważam, że Polska zachowała się idealnie, tak jak powinna się zachować – jeżeli mówimy o rządzie. Natomiast to, co dalej budzi ogromny niepokój to jest to, że w Polsce jest tak dużo potężnych sił, które wspierają narrację Putina i Łukaszenki. Gdyby ten konflikt potrwał dłużej, to tu upatruję największe zagrożenie, niestety w takiej naszej szeroko pojętej Targowicy.

Czy w tym momencie nie należałoby jednak zastosować prawa polskiego w uporządkowaniu tej sytuacji?

Nie wiem, co pani ma na myśli.

Chodzi mi o to, że rozumiem, że można mieć takie czy inne poglądy, ale pewne postawy niestety – powiem brutalnie – noszą znamiona zdrady i czy w tym momencie nie powinno zadziałać prawo?

Powinno zadziałać prawo, tylko pamiętajmy o tym, że żyjemy w sytuacji, gdzie niezakończony jest proces związany z reformą sądownictwa. A i pozostaje pytanie o skuteczność tego typu działania, kiedy tak ogromna część sędziów wypowiedziała de facto Polsce posłuszeństwo. Dlatego ten proces trzeba zakończyć i trzeba tutaj apelować do mądrości większości rządowej, aby wreszcie ruszyć tę reformę, którą ostatnio zaproponował pan minister Ziobro, bo bez tego nawet najlepsze wnioski mogą się kończyć tak, jak kończyły się wnioski tych wszystkich panów Frasyniuków i innych, gdzie sądy zamiast zachować się tak, jak powinny, jeszcze nadawały im aureolę. Dlatego my musimy też brać pod uwagę ten cały kontekst i zrobić najpierw porządek i zbudować silne państwo tam gdzie instytucje mające potężną władzę – a taką instytucją są sądy – wypowiadają Polsce posłuszeństwo.

Jak wygląda w tej chwili sytuacja w Parlamencie Europejskim, w kuluarach jeśli chodzi o trwającą na naszej granicy wojnę hybrydową?

Podział jest tradycyjny. To znaczy na grupy lewicowe, które uważają, że „refugees welcome” bez względu na to, czy są to prawdziwi uchodźcy, czy nie - wystarczy, że stoją na granicy, to trzeba ich wpuścić. Na grupy prawicowe, które uważają, że twardo trzeba bronić granic, bez względu na wszystko, i powinna tutaj działać zasada ordo caritatis. I wreszcie na grupy nazwijmy to aspirujące, a przynajmniej nazywające się jak prawica, takie jak EPP, które rozumieją problem, natomiast niestety najwyżej w hierarchii u nich znajduje się interes polityczny. Ten ostatni mówi o tym, żeby zrobić wszystko, aby doprowadzić w Polsce do zmiany władzy i przede wszystkim, żeby Niemcy mogły znów osadzić swojego człowieka u władzy w Polsce, to znaczy Donalda Tuska. Ten interes i ten sposób myślenia niestety znajduje się w hierarchii nad interesem całej wspólnoty.

Dziękuję za rozmowę / Rozmawiała Anna Wiejak.

Tekst i zdjęcie za: https://wpolityce.pl/polityka/574573-wywiad-700-tys-z-ke-jaki-spoteguje-kryzys-na-granicy

Radio Maryja

Chodzi o uruchomienie reformy, która została zatrzymana przed czterema laty – mówił szef Ministerstwa Sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro, pytany o szczegóły planowanej reformy sądownictwa. Przypomniał też, że w 2017 r. prezydent Andrzej Duda zawetował ustawy o SN i KRS przygotowane przez jego resort.

W poniedziałek Zbigniew Ziobro przedstawił założenia planowanych zmian odnoszących się do sądów powszechnych. Dziś w programie „Sygnały Dnia” w Polskim Radiu minister był pytany, o co chodzi w „kolejnych reformach wymiaru sprawiedliwości”.

„Tak naprawdę chodzi o uruchomienie reformy, która została zatrzymana przed czterema laty” – powiedział. Przypomniał, że w 2017 roku prezydent zdecydował się na weto, „blokując ustawy przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości w zakresie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa”. „I przygotował własne projekty, które dzisiaj są przedmiotem sporu i są kwestionowane przez instytucje unijne” – przypomniał Prokurator Generalny. „Projekty, które miały być kompromisem w stosunku do UE, ale UE żadnych kompromisów, jak się okazuje, nie uznaje” – dodał. Zaznaczył, że rząd próbował porozumieć się z UE i zapadła decyzja, że reforma wymiaru sprawiedliwości nie będzie kontynuowana po 2017 roku aż do momentu, kiedy uda się wypracować kompromis.

„Te projekty czekały cztery lata na ten czas, który teraz właśnie nadszedł, by zrealizować reformę, którą obiecywaliśmy Polakom” – powiedział Zbigniew Ziobro. Zapewnił, że reforma niesie ze sobą ogromne korzyści. Jak mówił, „Polacy będą mogli wreszcie sprawnie, szybko i łatwo załatwiać ważne dla siebie sprawy sądowe, bez zbędnych formalności, blisko domu”. Szef resortu sprawiedliwości przypomniał także, że planowane jest spłaszczenie struktury sądownictwa powszechnego do dwóch poziomów: sądów okręgowych i regionalnych.

Według Zbigniewa Ziobry poprzez spłaszczenie struktury ma zostać uzyskany efekt w postaci uwolnienia przeszło 2 tys. stanowisk sędziowskich. Dodał, że będzie to bardzo istotne wzmocnienie sądów, gdyż po zmianach sędziowie zamiast angażować się w prace biurokratyczne, zajmą się orzekaniem, czyli tym – jak mówił – na co liczy i czego oczekuje polskie społeczeństwo. „Poprzez fakt, że likwidujemy stanowiska sędziów sądu apelacyjnego, okręgowego i rejonowego, wprowadzamy jedno stanowisko sędziego sądu powszechnego” – mówił Zbigniew Ziobro. „To bardzo ważny argument w kierunku zapewnienia sędziom niezależności, że nie będą oni musieli się starać o korporacyjne akceptacje, zabiegać o to, by być na tyle uznanym, by w przyszłości awansować” – dodał. „Ich awans będzie związany z rzetelną pracą” – zapewnił.

Jak informowało Ministerstwo Sprawiedliwości w komunikacie po poniedziałkowej konferencji, każdy sędzia stanie się sędzią sądu powszechnego o takim samym statusie – niezależnie od sądu, w którym orzeka – i uprawnionym do orzekania w sądach obu instancji. Nowi sędziowie powoływani będą raz na całą służbę, a jednorazowa procedura nominacyjna dotyczyć będzie wyłącznie stanowiska sędziego sądu powszechnego. „Pan prezydent będzie powoływał, z udziałem KRS-u, takiego sędziego i później już ani koledzy z korporacji, ani politycy, ani Krajowa Rada Sądownictwa nie będzie mogła wpływać na ich kariery i awans” – zaakcentował.

Zbigniew Ziobro odniósł się także do planowanych zmian dotyczących Sądu Najwyższego. „Jest przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości projekt reformy Sądu Najwyższego, który zakłada jego zasadniczą zmianę – podniesienie jego wagi, roli w systemie sądowniczym i usprawnienie działania” – powiedział minister sprawiedliwości. Zaznaczył jednak, że nie chce „wchodzić w szczegóły”, ponieważ jest to jeszcze przedmiot dyskusji z prezydentem Andrzejem Dudą. Zapewnił jednak, że „co do kierunków” projekt ten został zaakceptowany przez największego koalicjanta Solidarnej Polski, czyli PiS. Przypomniał, że poprzednią reformę SN zawetował prezydent. W 2017 r. prezydent zawetował ustawę o Sądzie Najwyższym i nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zastrzeżenia prezydenta dotyczyły m.in. uprawnień, jakie zawetowana ustawa o SN nadawała Prokuratorowi Generalnemu.

Sędzia będzie powoływany tylko raz na sędziego sądu powszechnego; w gminach powstaną punkty sądowe; będzie 79 okręgów sądowych oraz 20 sądów regionalnych; sądy będą dostępne dla obywateli poprzez aplikację w telefonie – to główne założenia reformy przedstawionej przez resort sprawiedliwości. Chodzi przede wszystkim o spłaszczenie struktury sądownictwa powszechnego. Obecnie funkcjonuje 318 sądów rejonowych, 46 sądów okręgowych, 11 sądów apelacyjnych. Według resortu sprawiedliwości po reformach miałoby powstać 79 okręgów sądowych z sądami oraz 20 sądów regionalnych; ma być jedno stanowisko sędziowskie – sędziego sądu powszechnego; sędzia będzie powołany tylko raz i będzie miał prawo do orzekania w obu instancjach. Min. Zbigniew Ziobro zapowiedział w poniedziałek, że jeszcze tego dnia oficjalnie wystąpi o nadanie projektowi reformy statusu projektu rządowego.

Zmiany w Sądzie Najwyższym, w tym likwidacja Izby Dyscyplinarnej, są zapowiadane przez przedstawicieli rządu m.in. w związku z lipcową decyzją TSUE. Zobowiązał on wówczas Polskę do zawieszenia stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej SN w odniesieniu do sędziów. W związku z niewykonaniem tej decyzji we wrześniu Polska została zobowiązana przez TSUE do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 1 mln euro dziennie licząc od dnia doręczenia tego postanowienia do dnia zastosowania się do postanowienia z 14 lipca.

Tekst i zdjęcie za: https://www.radiomaryja.pl/informacje/min-z-ziobro-o-reformie-sadownictwa-chodzi-o-uruchomienie-reformy-ktora-zostala-zatrzymana-przed-czterema-laty