Kwiat pamięci

adamzyzmanAdam Zyzman

Po rocznej przerwie wystawa World Press Foto wróciła do Krakowa, choć tym razem prezentowana jest w Nowohuckim Centrum Kultury. Można obejrzeć tam przede wszystkim nagrodzoną główną nagrodą serię zdjęć tureckiego fotoreportera Burhana Ozbilici, który uchwycił moment po zastrzeleniu rosyjskiego ambasadora podczas otwarcia wystawy fotograficznej 19 grudnia 2016 r. w Centrum Sztuki Współczesnej w Ankarze. Można obejrzeć zdjęcia z wojny w Syrii i Afganistanie, codzienne życie na Kubie i w obozach dla uchodźców, ale także serię zdjęć z wojny na wschodzie Ukrainy – zniszczenia i bezradność cywilnych ludzi.

Ale na mnie największe wrażenie zrobiło jedno zdjęcie z pozoru absurdalne, jakby wyjęte z serii rozpowszechnianego Internecie cyklu „Made in Russia”, gdzie można zobaczyć takie absurdy, jak schody z barierkami po przeciwnej stronie, Żiguli wiezione na dachu podobnego Żiguli, jako magazyn części zamiennych, czy pęk kluczy powieszony na gwoździu wetkniętym w otwór gniazdka elektrycznego…

azkwiatpamieciOto na drodze asfaltowej pełnej dziur mężczyzna podlewa konewką krzew kwiatów wyrosłych w jednym z takich otworów, choć za krawężnikiem widać zarośniętą chwastami przestrzeń, gdzie można założyć ogródek nie na jeden kwiat. W pierwszym odruchu sfotografowałem to zdjęcie, by dołączyć do kolekcji takich dziwactw. Dopiero w domu, gdy na ekranie komputera powiększyłem ujęcie dostrzegłem, że kwiat rośnie nie samoistnie w dziurze, ale w… doniczce umieszczonej w otworze! I zrozumiałem, że ta dziura to nie efekt zaniedbania drogowców, takiego, jakich pełno na ukraińskich, rosyjskich i polskich drogach, ale efekt ostrzału. Że to miejsce zabezpieczone dodatkowo cegłą, to prawdopodobnie miejsce śmierci kogoś bliskiego temu człowiekowi – dziecka, żony, brata lub matki… Że z podobnych powodów, jak u nas stawia się krzyże i pali znicze na poboczu drogi, gdzie doszło do śmiertelnego wypadku, ten człowiek postanowił uczcić miejsce śmierci swego bliskiego, dokładnie w miejscu, gdzie doszło do tragedii, bo śmierć na wojnie nie wybiera miejsca. A, że trwa wojna nikt dziś prawdopodobnie nie jeździ w tym miejscu po tej ulicy, a jeśli nawet, to potrafi ominąć dziurę, zabezpieczającą ją cegłę i kwiatka, który upamiętnia tego, kto w tym miejscu zginął, jako prawdopodobnie przypadkowa ofiara tej wojny. Bo to wojna w tym przypadku jest absurdalna, a nie sfotografowana sytuacja!

Dlatego zapraszam wszystkich do obejrzenia tej wystawy, która trwać będzie do końca miesiąca, choćby dla zobaczenia tego jednego przejmującego zdjęcia. A zapewniam, że jest ich więcej.