Jedwabne – naoczni świadkowie, spisane świadectwa, pominięte fakty. Omówienie

leszeksmagowiczLeszek Smagowicz

3 października w Krakowie – równocześnie z odbywającym się w czarnej tonacji protestem – odbyła się niezwykle czysta w swych intencjach i jasna w przekazie impreza. Państwo Elżbieta i Wacław Kujbidowie od lat 80-ych na co dzień mieszkający w Ottawie, zaprosili na projekcję filmu, który w całości jest ich prywatnym dziełem. Dziełem, kosztującym małżeństwo Kujbidów wiele czasu i wyrzeczeń. Podczas prawie czterech lat (2013-16), w czasie których Pan Wacław min. musiał zrezygnować z pracy, gromadzili materiały, książki, stare i nowe zdjęcia, odwiedzali miejsca i świadków wydarzeń sprzed 75 lat, poświęcając oprócz czasu wiele swoich prywatnych środków.

„Jedwabne – naoczni świadkowie, spisane świadectwa, pominięte fakty”. Długi, trwający sto dziesięć minut film dokumentalny, podzielony jest na kilkanaście części, tworzy jedną wielką spójną i najważniejsze – logiczną – całość.

W filmie pierwszym świadkiem jest Hieronima Wilczewska z domu Kowalewska, która w dniu mordu była w wieku „przed komunijnym”. Opowiada jak wyglądały tragiczne wydarzenia oczami dziecka mieszkającego w sąsiadującej z Jedwabnem wiosce Kucze Wielkie. Padają zdania: „Niemcami otoczona grupa Żydów; Polacy zmuszani pod karabinami do pomocy; benzyna i miotacze ognia z broni” Na drugi dzień widziała, że w zgliszczach spalonej stodoły nie wszyscy spłonęli, że ci którzy byli pod spodem raczej zostali jakby osmoleni, nadpaleni, przyczadzeni ale wciąż żywi… próbując pomóc ofiarom (podać wodę) jest zatrzymana przez dwóch „gestapowców” z których jeden w języku niemieckim a drugi tłumacząc po rosyjsku mówi: „żeby się napatrzyła co robią Żydami, bo jak skończą z Żydami to będą to z Polakami to robić…” Pyta, „jakie to byli Polacy skoro po rosyjsku do mnie mówił, a był w niemieckim mundurze”? Dramatyczną historię kończy stwierdzeniem, że niespaleni żywcem ludzie wciąż pilnowani kordonem, zginęli wycieńczeni śmiercią głodową. W między czasie pani Hieronima dodaje również, że zanim wyjechała pierwszy raz do USA w 1980 roku zrobiła zdjęcie kamieniowi, na którym napisane było: „MIEJSCE KAŹNI ŻYDOWSKIEJ. GESTAPO I ŻANDARMERIA HITLEROWSKA SPALIŁA ŻYWCEM 1600 OSÓB. 10 VII 1941”.

Z kolei w filmie przedstawione są dwie książki napisane w języku angielskim. Jedna napisana przez Harolda Zissmana, pt. „Wojownicy. Moje życie jako sowiecko-żydowskiego partyzanta” wydana przez Uniwersytet w Syracuse w USA w 2005 roku. Druga to pamiętnik Michała Maika pt. „Uwolnienie” wydaną przez Avigdor i Laia Ben-Dov w Izraelu w 2004 roku. Cytowane fragmenty, jasno dają do zrozumienia kto był autorem masakry w Jedwabnem, jak i w wielu innych miejscach w tej części polskich ziem, a okupowanych dotąd przez Sowietów.

Następnie przedstawiona jest historia z tuż przed wybuchu II Woj. Św. aż do lipca 1941. Pakt Ribbentrop–Mołotow, bitwa pod Wizną, agresja Sowietów, układ z 22 września w Brześciu na mocy którego Niemcy ustępują Sowietom zagarnięty z rozpędu teren i przesuwają się za linię demarkacyjną do swojego zaboru. Ziemie te przez prawie dwa lata stają się częścią Białoruskiej SRR pod okupacją Sowiecką. Ludność pochodzenia żydowskiego wita żołnierzy Armii Czerwonej entuzjastycznie! Na podstawie wspomnień z obu książek dowiadujemy się o rozpoczętej przez część ludności żydowskiej współpracy z władzami komunistycznymi; Żydzi stawali się funkcjonariuszami publicznymi a nawet wcielani do NKWD. Jako część aparatu komunistycznego, Żydzi biorą współudział w eksterminacji Polaków, patriotów, żołnierzy, księży, inteligencji. Tropią, aresztują i wysyłają w bydlęcych warunkach na Sybir swoich sąsiadów.

W czasie okupacji sowieckiej dochodzi do czterech wielkich deportacji Polaków na Sybir. Do ostatniego takiego aktu dochodzi 20 czerwca 1941 roku. A więc dwadzieścia dni (SIC!) przed spaleniem „słynnej” stodoły Śleszyńskiego, gromadzą kilkadziesiąt polskich rodzin na tym samym rynku w Jedwabnem by wysłać ich na śmierć na Sybir lub do Kazachstanu. W sumie wysłano około 1,5 miliona Polaków z czego na pewno 10 % a więc około 150 tysięcy naszych rodaków.

Pan Wacław Kujbida snuje swoją dalszą opowieść przeplatając ponownie wersy z obu książek, jak i puszczając fragmenty wywiadów z kolejnym żyjącym świadkiem Stefanem Boczkowskim. 22.06.1941 na tereny wkraczają ponownie wojska hitlerowskie w ramach planu Barbarossa. Cytowane są następne fragmenty potwierdzające gehennę Żydów cyklicznie mordowanych przez Łomżyński Oddział Specjalny SS „Płock – Ciechanów” w oryginalnej nazwie (raczej nie brzmiący po polsku) Einsatzkommando Ss „Zichenau – Schrottersburg”. Omówiona zostaje szczegółowo formacja do eksterminacji grup etnicznych nazywanych Einsatzgruppen. Ukazane są w liczbach jej „osiągnięcia” oraz dalsze plany. Do części B owych niesławnych jednostek, odpowiedzialnych za masowe mordy na obywatelach polskich żydowskiego pochodzenia, należy właśnie Pierwszy Oddział Specjalny SS „Płock – Ciechanów” dowodzony przez komisarza policji kryminalnej III Rzeszy Hauptsturmfuhrera SS Hermanna Schapera, któremu przypisuje się współsprawstwo i inspirację mordów na Żydach w Łomżyńskim. Od początku lipca do początku września, od miejscowości Grajewo przez Łomżę aż do Białegostoku zbrodniarz wojenny Hermann Schaper przeprowadza swoisty „rajd” w tym samym schemacie. Gromadzono ludność polską pochodzenia żydowskiego pod pozorem zbiórki na roboty. Pędzono ich do stodół i następnie palono… autor mówi, cytując nie przybliżonego w filmie świadka przesłuchiwanego w Niemczech po wojnie, że „to był niejako sposób, a przeprowadzona tak zbrodnia jest pieczątką Hermanna Schapera”. Krwawy szlak tego zbrodniarza to min. Wąsosz 5.07.41; Radziłów 7.07.41; Jedwabne 10.07.41; Wizna 28.07.41; Łomża 7.08.41; Tykocin 25-26.08.41; itd. Ludzi palono żywcem lub zasypywano żywcem w dołach czasem tylko rozstrzeliwując. „Po 419 latach istnienia (1522 – 1941) cmentarz żydowski w Tykocinach przestał być potrzebny, ponieważ od 26 sierpnia w Tykocinie i w okolicach nie było już społeczności żydowskiej”.

W dalszej części filmu autorzy cytują książkę Jerzego Smurzyńskiego wydaną w 1997 roku pt. „Czarne lata ziemi łomżyńskiej” gdzie wyliczone są zbrodnie niemieckie z okresu 1941 – 1945 na tym rejonie okupacji hitlerowskiej. Wyliczono, że łącznie „dokonano” 998 zbrodni w 486 miejscach. Ogółem zginęło 36790 mieszkańców; z czego 11683 to Polacy 24955 to Żydzi a 152 to Cyganie.

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych rzeczy wokół mordu w Jedwabnem była liczba ofiar, które zginęły wówczas w tej stodole. Również w tym filmie poruszona jest ta drażliwa sprawa. Autorzy sugerują, że podawana często liczba 1600 mieszkańców okolicznych wsi jest niemożliwa z kilku powodów. Po pierwsze w czerwcu 1941 roku w Jedwabnem i okolicach mogło znajdować się maksymalnie 300-500 mieszkańców żydowskiego pochodzenia. Potem świadek Stefan Boczkowski mówi, że w 1940 roku władze białoruskie przeprowadziły spis ludności żydowskiej i rok przed masakrą w Jedwabne żyło około 500 Żydów. Następnie wymienia wiele powodów dla których według niego w dniu tragedii mogło być w Jedwabnem i okolicach około 150 – 200 ludzi wyznania mojżeszowego. Wcześniej pani Hieronima Wilczewska mówiła, że stodoła była dużo mniejsza niż dziś stojące tam kamienie, okalające miejsce kaźni.

Oficjalna zakłamana wersja historia tragedii umieszcza Polaków jako głównych inspiratorów oraz jedynych sprawców mordu w Jedwabnem. Tymczasem kolejne fragmenty filmu mówią zupełnie co innego. Według naocznych świadków Niemieccy żołnierze pod groźbą śmierci zmuszali Polaków do wskazywania miejsc gdzie są ukryci ich żydowscy sąsiedzi. Jak mówi pani Hieronima: „pod strachem z karabinu”, choć nie wyklucza, „że, może i był tam jaki ochotnik… gdyż jak mówi: temu nie będę przeczyć…”. Gdzie indziej opowiada ze szczegółami konkretne świadectwa osób z pistoletem przy skroni. W innym przypadku dodaje pan Stefan Boczkowski: „rozstrzeliwują cię na miejscu… od razu kula w łeb za wprowadzenie nas w błąd… to była zasada generalna.” Następnie Niemcy zmuszali Polaków do asystowaniu Żydom podczas marszu jak i do pilnowania ich na samym rynku. Wręczano im w tym celu kije do rąk.

Kłamstwo dramatu w Jedwabne jest podwójne. Nie tylko zmienia Polaków w grono zwyrodniałych bandytów, ale całkiem przemilcza ich chwalebne czyny. Sam pan Stefan Boczkowski w czasie wywiadu w 2013 roku wymienia z imienia i nazwiska szereg członków rodziny oraz innych osób z okolic, którzy uratowali życie ukrywając wielu Polaków żydowskiego pochodzenia. Co więcej wymienia kilku wciąż żyjących członków ocalonych rodzin. To niewiarygodne…

To niewiarygodne, bo niedokończone prace ekshumacyjne, jak podają źródła, dowiodły że liczba osób pomordowanych mogła się wahać pomiędzy 150 a 250. To niewiarygodne, bo źródła te informują, że w pogorzelisku odnaleziono ponad sto łusek z broni palnej, w tym 46 sztuk typu Mauser MG 34. Przecież nasi rodacy nie mogli posiadać nie tylko broni, ale benzyny czy nawet radia. Z czego Polacy mieli strzelać do swoich sąsiadów. Może z tych kijów?!

To równie niewiarygodne jak samo zatrzymanie prac ekshumacyjnych w 2001 roku, których dalsze rezultaty pozwoliłyby rozwiać polityczno – medialną chmurę kłamstw, przeinaczeń i przemilczeń wokół masakry w Jedwabne i w pozostałych okolicach gdzie w 1941 roku dokonywano masowych mordów na ludziach wyznania mojżeszowego. Państwo Kujbidowie powołują się na szereg publikacji w tym również z tygodnika „Wprost” z 26 grudnia 2012.

Czy to nie jest niewiarygodne, że 15 lutego br. Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z IPN-u w Białymstoku odmówiła upublicznienia na poczet tego filmu „protokołu przekazania niektórych dowodów rzeczowych” oraz „samego protokołu z ekshumacji” z przerwanego śledztwa w Jedwabnem w 2001r.? Pytam więc czytających, czy dziwić mogą w taki razie inne postanowienia IPN-u z Białegostoku i z Warszawy w tej sprawie, jak i w wątkach jej towarzyszących np. dotyczących publikacji Jana Grossa?

Szokujące są dalsze losy kryminalisty Hermanna Schapera ukrywającego się po wojnie w Niemczech pod polskim (sic!) nazwiskiem. Równie „niezwykłe” są dziwne zmiany mające miejsce w ostatnich latach na miejscach straceń ludności żydowskiej na ziemi łomżyńskiej. Znikają stare napisy i tablice na których pojawiają się nowe, na których najczęściej nie ma sprawców lub daty wydarzeń, albo pojawiają się nowe niezgodne z prawdą informacje. Zdjęcia i nagrania na filmie państwa Kujbidów pokazują zmiany na pomnikach i tablicach pamiątkowych. Do istniejących tablic dodawane są kolejne, które jak celnie zauważa pani Hieronima Wilczewska, wyglądają na celową prowokację.

Świetna narracja plus czytelna informacja oraz dokumentacja zdjęciowa, mapy, i ilustracje powodują, że długi film ogląda się z zapartym tchem. Pokręcona historia losów wojennych tamtych miejsc wokół Jedwabnego, ziemi przechodzącej dwa razy z rąk hitlerowskich oprawców do rąk sowieckich bandytów; gdzie Polacy nie mieli od 5 września 39’ nic do powiedzenia; gdzie Polacy byli raczej przeznaczeni w 1941 roku do eksterminacji przez NKWD i jego lokalnych współpracowników (przecież mieli być w ostatnim tygodniu czerwca 41’ wywiezieni na Sybir) oraz dowody zebrane świadczą zupełnie o innym przebiegu tragedii niż głosi od 27 lat oficjalnie promowana wersja. Świadczy o tym dodatkowo całkowita zbieżność głoszonych tez przez polskich naocznych świadków z zapisanymi kartami w obu wymienionych książkach żydowskich obywateli, innych świadków tamtych czasów.

Zamiast być dumni z postawy Polaków – opisywanych w filmie przez naocznych świadków, lub np. tak ilustrowanych w książce Chrisa Bishop’a pt.”Zagraniczne formacje SS. Zagraniczni ochotnicy w Waffen-SS 1940-1945”, który w swojej pracy pisze tak: „strona polska wycierpiała okrutnie. Co szósty Polak zginął, głównie w rezultacie brutalnych represji ze strony niemieckich sił bezpieczeństwa. Polacy mogą być dumni, że nie kolaborowali z Niemcami – prawdopodobnie jako jeden, jedyny kraj który tego nie robił.” – musimy wciąż zaprzeczać kłamstwom.

Pochodzące z Krakowa małżeństwo Kujbidów zawitało tym razem do grodu Kraka ze swoją produkcją na zaproszenie Stowarzyszenie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, a całe spotkanie przy ul. Józefa Piłsudskiego w krakowskim Sokole poprowadził p. dr Mirosław Boruta. Państwo Kujbidowie prowadzą od kilku lat swoją dwujęzyczną stronę internetową oraz posiadają prywatną telewizję również w necie jak i kanale Youtube.com. Wszystkie ich pomysły sygnowane są znakiem Telewizja Niezależna Polonia, z charakterystyczną głową białego orła w koronie, znajdującą się na tle czerwonego kanadyjskiego klonowego liścia.

Pracowali ponad 3 lata, gromadząc materiały, odwiedzając miejsca kaźni, żyjących świadków i ludzi oraz instytucje posiadające inne świadectwa. Ten niezwykły wysiłek włożony w tę kilkuletnią pracę poświęcony był odkłamywaniu zabrudzonych kart naszej historii. Za czas i za trud na chwałę Rzeczpospolitej i za zwrócony honor, czystość sumień i właściwą tożsamość dla potomków niesprawiedliwe oskarżonych w Jedwabnem serdecznie w ich imieniu dziękuję.