Przeskocz do treści

naszdzienniknZ dr. Mirosławem Borutą, socjologiem z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, rozmawia Marcin Austyn.

Przed drugą turą wyborów prezydenckich rośnie aktywność Bronisława Komorowskiego. To wystarczy, by nadrobić straty?

– Dla wyborców ważniejsze jest, że przez pięć lat był on prezydentem nijakim. To jednak nie oznacza, że taki prezydent nie może się podobać. Niestety, jest coraz więcej naszych rodaków, którzy nie wiedzą, po co idzie się do polityki i czym jest polityka. Nie wiedzą, bo są tego skutecznie, medialnie oduczani. Warto posłuchać Papieża Franciszka i jego słów o konieczności zaangażowania katolików w politykę. Konieczności, a nie wyboru. Wracając do Bronisława Komorowskiego, trzeba podkreślić, że jego prezydentura była widoczna tylko przez ostatnie trzy tygodnie, a bycie przez pięć lat jedynie bezwolnym żyrantem rządu, to fiasko. W opinii społecznej na drugą kadencję nie zapracował.

Urzędujący prezydent wiele mówi o modernizacji, nowoczesności i bezpieczeństwie. Kto dotąd korzystał z owoców tych dobrodziejstw?

– Znaczenie słowa „modernizacja” jest już dawno zapomniane. Dziś jest ona tym, czego chce kandydat i jego partia (Platforma Obywatelska). Takie dzielenie społeczeństwa według szwów partyjnych, a nie merytorycznej dyskusji i sporu o wartości stanowi o bezlitosnej słabości tej prezydentury. Bo co jest w Polsce nowoczesne? Co daje bezpieczeństwo po pięciu latach prezydentury Bronisława Komorowskiego? Czy jest to dostępność miejsc pracy, wynagrodzenia na europejskim poziomie czy może perspektywy dla młodzieży kończącej szkoły wyższe? Puste słowa składanych typowo przedwyborczych obietnic w konfrontacji z faktami przegrywają z kretesem. Jest taki poziom społecznego odrzucenia, którego nie przemogą nawet „zaprzyjaźnione” media. 24 maja Polacy panu Komorowskiemu podziękują, bo przez Polskę idzie głos „Czas na zmiany!”.

Zgodzi się Pan z oceną, że nie ma co krytykować minione ćwierćwiecze, że nie stać nas na polityczne „eksperymenty”?

miroslawboruta– Nie, choćby dlatego, że z historii Polski wiem, z jakiego pułapu startowali nasi przodkowie w 1918 roku i co osiągnęli po 21 latach pracy. Gdybyśmy zdołali choć w części – tak jak oni – rozwinąć naukę, oświatę i przemysł... Nie negując korzyści z przemian po 1989 roku, powiedzmy szczerze: rządzących (z niewielkimi wyjątkami) mamy słabiutkich. To nie są ludzie, którzy nadają ton przemianom, to nie są liderzy prowadzący nas do sukcesu. To raczej wykonawcy woli zewnętrznej, niemającej interesu w rozwoju Polski i dobrobycie Polaków. W sumie ludzie mówią bardzo podobnie, ostatnie lata to pasmo rozczarowań. Odpowiedzią, najlepszym sondażem, były wyniki pierwszej tury. Mam nadzieję, że w roku 2020, po pięciu latach prezydentury Andrzeja Dudy, będziemy mogli porównać co Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej może zrobić dla kraju i Polaków, jeśli tylko tego chce.

W całej kampanii tylko Komorowski odwoływał się do dorobku III RP...

– Bo to dorobek jego środowiska, dorobek miałki. Ale nie zapominajmy też, jak wielka jest potęga mediów. Nie tędy droga. Ważne jest to, by Polakom żyło się lepiej. I nie może być tak, że ta lista uprzywilejowanych jest ograniczona do ekipy rządzącej, ich rodzin i znajomych. Wyborcy to już ocenili, a w drugiej turze miliony wyborców zagłosują podobnie – przeciwko temu „dorobkowi” III RP. Bez względu na szczegóły wyniku końcowego, będzie to istotny dla polityków sygnał. Przypomnę, że już kiedyś społeczeństwo zdecydowało o odrzuceniu PRL-u, a on przecież też miał swój „dorobek”.

Dziękuję za rozmowę. Marcin Austyn

Za: http://naszdziennik.pl/polska-kraj/137307,nijaka-prezydentura.html (20 maja 2015 roku).

miroslawborutaPlacet na drugi krzyżyk / Z dr. Mirosławem Borutą, socjologiem z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, rozmawia Marcin Austyn / Wybory samorządowe upłynęły nam pod znakiem kompromitacji Państwowej Komisji Wyborczej. – Z całą pewnością podstawą demokracji są uczciwe wybory, a widocznymi wskaźnikami uczciwości są nasze głosy, zliczone dokładnie i szybko. Każde zachwianie tego procesu prowadzi do powstawania...
http://www.naszdziennik.pl/wp/116173,placet-na-drugi-krzyzyk.html

Dopisek z grudnia 2014 roku: Od połowy grudnia 2014 roku „Nasz Dziennik” dołączył – niestety – do galerii mediów płatnych, komercyjnych. Pod powyższym linkiem nie znajdą już Państwo całości wywiadu. Pod spodem zamieszczam go w wersji przesłanej do Redakcji:

Wybory samorządowe upłynęły nam pod znakiem kompromitacji Państwowej Komisji Wyborczej. Gdyby nie wpadka z systemem informatycznym wyniki wyborów nie byłyby przedmiotem tak gorących dyskusji?

Z całą pewnością podstawą demokracji są uczciwe wybory. A widocznymi wskaźnikami uczciwości są nasze głosy, zliczone dokładnie i szybko. Każde zachwianie tego procesu prowadzi do powstawania wątpliwości. W tym wypadku spodziewany termin ogłoszenia wyników a termin realny rozeszły się tak bardzo, że odwołanie składu PKW to właściwie najmniej odczuwalna społecznie konsekwencja tego stanu rzeczy.

Ale pamiętajmy, że socjologowie interesują się o wiele częściej tym, co jest „pod powierzchnią” zjawisk społecznych. Np. konsekwencją przekazu instrukcji wyborczej do obywateli, który w tym przypadku był oczywistym przekłamaniem. Jeden głos (jeden krzyżyk) na jednej karcie a wśród tych kart… karta złożona z kilku kart. To już jest błąd kardynalny, wypaczający wynik wyborów na ogromną skalę. Tutaj uczciwość wyborów zanegowano, niejako urzędowo, w sposób fundamentalny.

Przez ostatnie dwa tygodnie zgłaszane były liczne nieprawidłowości do jakich miało dochodzić w komisjach. Sądzi Pan, że i w przeszłości były one normą, tylko nikt tego nie zauważał?

Zauważano to, a najlepszym przykładem z 2010 roku było słynne „zatrzymanie się” ilości głosów nieważnych na granicy województwa mazowieckiego. I co? Otóż właśnie nic. A skoro nic, to kto przekona członka komisji by nie postawił drugiego krzyżyka i nie unieważnił głosu na konkurencję. Od lat szerzone jest w lewackich mediach przekonanie, że złodziejem nie jest ten kto ukradł, ale ten kogo złapano. Konsekwencje takiego przekazu są dzisiaj aż zbyt widoczne. „Uczciwości” do garnka nie włożę, „uczciwością” dzieci nie wykarmię, myśli ten i ów i mając możliwości korzysta z nich na potęgę.

Tam, gdzie nie ma podstaw moralnych, tam nie ma także demokracji. To co możemy zrobić to zapobiec takim praktykom poprzez zmianę ordynacji wyborczej, jej radykalną reformę.

W 2015 roku odbędą się wybory prezydenckie i parlamentarne. Jak tegoroczne zamieszanie wokół wyborów może wpłynąć na postawę wyborców? Czeka nas mobilizacja czy raczej spotęgowanie zniechęcenia?

Czekają nas obie te postawy. Już dzisiaj, w niedzielę drugiej tury wyborów, wiele osób zastanawia czy pójść, skoro i tak wyniki ogłoszone nie są zbieżne z prawdziwymi, to po co brać udział w kłamstwie? To obraz wielkiej krzywdy, jaką wyrządzają państwu i społeczeństwu właśnie ci, niekompetentni, nieuczciwi, mniej lub bardziej świadomi manipulatorzy.

Chciałbym jednak zaproponować przyjęcie postawy maksymalnie aktywnej. Mówiąc szczerze proponuję ją zawsze i wszędzie. Jeśli nie chcemy przeżywać kolejnych upokorzeń zmobilizujmy się w tym 2015 roku już na serio. Niech w każdej komisji staną plastikowe, przezroczyste urny, niech każda z kart wyborczych ma formę jednej karty, niech każdy członek komisji liczącej głosy odłoży wszystko co przy sobie ma do pisania, niech wszędzie nad stołami do liczenia głosów stanie kamera, niech w każdej komisji będzie obowiązkowo, jako wynik poprawionej ordynacji, mąż zaufania (a nawet więcej niż jeden) i tu uwaga, spoza ugrupowania lub społeczności lokalnej z której składa się komisja. Uczciwie liczący głosy nie sprzeciwią się takim rozwiązaniom.

Sposób przeprowadzenia wyborów samorządowych stał się kolejnym elementem mocnego sporu politycznego. Jakie ma to przełożenie na podziały społeczne?

Nie ma nic złego w podziałach i sporach politycznych, ale wreszcie trzeba znaleźć takie mechanizmy by spierać się o kwestie najważniejsze. Nie uciekam od odpowiedzi, ale… Czy żyje się nam dostatnio, czy mamy sensowną pracę, czy nasze dzieci mają zapewnioną w Polsce przyszłość, to są pola do najważniejszego sporu. Inne są sporami zastępczymi, pamiętajmy o tym.

W wielu miastach, gdzie doszło do drugiej tury wyborów, o władzę trzeba było walczyć z urzędującym od lat prezydentem. Takie długoletnie rządy, to efekt przyzwyczajenia, dobrego zarządzania czy może obawy przed zmianami?

Czynników jest wiele, a zwykle myślimy tak: dotychczasowy wójt, burmistrz, prezydent jest w swoich osiągnięciach i błędach przewidywalny, ten nowy – a kto go tam wie? A jego ludzie… Dobrze jeśli pretendent jest młodszy, prężniejszy, ma jakąś wizję i zna problemy naszej miejscowości, wie co poprawić i za co, a jeśli jest lepszy oddajmy mu władzę. Lecz jeśli nas nie przekonuje to dotychczasowy włodarz ma zawsze tę przewagę „zapoznanego”. Pamiętajmy, że podsumowujemy jakiś okres i wiemy co się przez ten czas wydarzyło. To daje nam możliwości przewidywania. Z całą pewnością, tam gdzie poziom naszego życia się pogorszył lub nawet jeśli nie widać zmian na lepsze sięgajmy po nowych ludzi.

Dziękuję!

naszdzienniknNasz Dziennik jest ogólnopolską gazetą codzienną. Podejmuje tematykę dotyczącą życia społecznego, kulturalnego, politycznego i religijnego. Propaguje wartości chrześcijańskie oraz wielowiekową tradycję i kulturę polską. Przekazuje informacje, o których inne media milczą. Tłumaczy mechanizmy, które inni ukrywają. "Nasz Dziennik" to informacje, komentarze, felietony: o Polsce i Polakach, o kraju i świecie, o rodzinie i Ojczyźnie, o religii i Kościele, o patriotyzmie i polityce, o gospodarce i ekonomii, o problemach wsi i rolnictwa, o szkole i wychowaniu, o kulturze i sztuce, o mediach i manipulacjach.

Zapraszam Państwa serdecznie do przeczytania najnowszego wywiadu, z 6 listopada 2014 roku:

miroslawborutaPrzetrącone obeliski / Z dr. Mirosławem Borutą, socjologiem z krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego, rozmawia Marcin Austyn / Dekomunizacja przestrzeni publicznej w Polsce idzie dość ślamazarnie. Można pokusić się o twierdzenie, że ludzie przyzwyczaili się do widoku czerwonej gwiazdy? / – Oczywiście, że tak. Przecież dla człowieka, który ledwo wiąże koniec z końcem, bo już nie żyje „od pierwszego do pierwszego”, tylko „od debetu do debetu”, ważniejsze jest przetrwać. Ta polityka 25-lecia przyzwyczajania nas do nędzy i codziennej walki o byt musi rzutować na priorytety. Jeśli musimy wybierać pomiędzy bochenkiem chleba a gazetą i musimy wybierać to pierwsze, to nie znajdziemy powodu, by wydawać pieniądze na wartości duchowe. A dekomunizacja należy do tych właśnie wartości.
http://naszdziennik.pl/wp/107325,przetracone-obeliski.html

Dopisek z grudnia 2014 roku: Od połowy grudnia 2014 roku "Nasz Dziennik" dołączył - niestety - do galerii mediów płatnych, komercyjnych. Pod powyższym linkiem nie znajdą już Państwo całości wywiadu. Pod spodem zamieszczam go w wersji przesłanej do Redakcji:

W Polsce dość ślamazarnie idzie tzw. dekomunizacja przestrzeni publicznej. Można pokusić się o twierdzenie, że ludzie przyzwyczaili się do widoku czerwonej gwiazdy?

Oczywiście, że tak. Przecież dla człowieka, który ledwo wiąże koniec z końcem, bo już nie żyje „od pierwszego do pierwszego”, tylko „od debetu do debetu” ważniejsze jest przetrwać… Ta polityka 25-lecia przyzwyczajania nas do nędzy i codziennej walki o byt musi rzutować na priorytety. Jeśli musimy wybierać pomiędzy bochenkiem chleba a gazetą i musimy wybierać to pierwsze, to nie zobaczymy powodu, by wydawać pieniądze na wartości duchowe. A dekomunizacja należy do tych właśnie wartości.

Zabrakło odpowiedniej edukacji, czy może chęci, by posprzątać po sowieckim okupancie?

Zabrakło elit. Arystokracja, ziemiaństwo, inteligencja polska lat międzywojennych, ta, dla której los każdego człowieka nie był obojętny i starała się każdego dowartościowywać, edukować do polskości, została zastąpiona przez lumpenelity (termin niezapomnianej, śp. prof. Anny Pawełczyńskiej). A one, osiągnąwszy pozycje wiernych sług obcych panów gardzą pozostałą, wielomilionową częścią społeczeństwa. Tę pogardę widać codziennie w ich języku, w ich mediach, to ogromny problem, który musimy, my Polacy w Kraju i za granicą, czym prędzej rozwiązać.

W kolejnych miastach toczą się boje o likwidację posowieckich pomników. Dlaczego dzieje się to dopiero teraz?

Zwróćmy się teraz ku tym, którzy zapoczątkowali proces przywracania nas ku polskości, ku śp. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu czy śp. prof. Januszowi Kurtyce. Doceńmy Ich walkę o godne miejsce Polski w Europie (także tej bliskiej Środkowo-Wschodniej), o Żołnierzy Niezłomnych (tu wspomnę choćby o Fundacji „Łączka”), o patriotyczną narrację przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. To procentuje. I znalazły się środowiska, różnorodne, ale połączone myślą, że nadszedł czas ukazania prawdy o tym kto bronił Ojczyzny, a kto strzelał do Obrońców. By upamiętnić Bohaterów, a znieść obeliski katów i morderców.

Jednak kiedy w uroczystość Wszystkich Świętych TVP wspomina gen. Wojciecha Jaruzelskiego, to zasadne zdaje się być też pytanie o to jaka dziś jest ta wolność?

To środowisko coraz mniej zasługuje na nazwę Telewizja Polska. Oni nie rozumieją podstawowych kwestii. Polska to Ofiary Jaruzelskiego czy Krzyżanowskiego, Polska to zabici i zmuszeni do emigracji, Polska to Danuta Siedzikówna („Inka”), a nie Jej morderca. Paranoi relatywizmu trzeba położyć tamę. Pomnik może mieć święty, ten, który cierpiał bądź był prześladowany, a nie ten, który zadawał ból, najechał, zabijał.

W Nowym Sączu sprawa pomnika Armii Czerwonej ciągnie się już dwie dekady. Już doszło tam do szarpaniny protestujących z policją, a niewykluczone, że będą też poważniejsze incydenty. Są głosy, by przeprowadzić społeczną rozbiórkę pomnika. Dlaczego dochodzi do takich sytuacji?

Jak zwykle przez głupotę rządzących i mądry opór, nacisk społeczny rządzonych. Znów musimy borykać się z problemami „niepotrzebnymi”, znów jesteśmy uwikłani w działania, których nie powinno być. Takich obelisków, miejsc „antypolskiej pamięci” czy nazw jest mnóstwo. Myślę, że dlatego warto zajmować się polityką, „iść do polityki”, by rozwiązywać te kwestie szybko i sprawnie. A ludziom pozwolić zająć się swoimi codziennymi sprawami, rodziną, pracą, wypoczynkiem, jeśli są już w wieku emerytalnym. Tak funkcjonują normalne państwa. Państwo Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego z pewnością na miano normalnego nie zasługuje. To państwo propagandy i zaostrzania podziałów społecznych.

Sprawy odwlekane przez lata muszą stanąć na ostrzu, by znalazło się rozwiązanie? Czy tego rodzaju przypadki świadczą o tym, że ludzie tracą cierpliwość czy też, że zaczynamy rozumieć co to jest społeczeństwo obywatelskie?

Dodam tylko jedno słowo, zaczynamy wracać do Polski, to jest coraz bardziej polskie społeczeństwo obywatelskie, to ważny wyróżnik. Polskość to wolność, polskość to praca i walka, walka z oprawcą, czy to niemieckim czy rosyjskim, czy jakimkolwiek innym. Po latach komunistycznej propagandy i pedagogiki wstydu ostatnich dwudziestu pięciu lat Polacy wracają do Polski, ich Polski, nie rosyjskiej i nie niemieckiej.

Można powiedzieć, że dorastamy do demokracji? To będzie z czasem przekładało się na frekwencję przy urnach? Czy jednak wciąż wygrywać będzie przekonanie, że i tak nic się nie zmieni?

Ja namawiam, szczerze i serdecznie do angażowania się w politykę, nie tylko by iść wybrać, by dać się wybrać samemu. Działania dla wspólnego dobra, tak jak pisał o tym Jan Paweł II, tak jak namawia nas do tego Ojciec Święty Franciszek, to największa misja i powołanie chrześcijanina. Pamiętajmy, że ci, którzy odstręczają nas od polityki, którzy mówią „nie róbmy polityki” chcą zapewnić sobie monopol na władzę. Ale w Polsce nie uda się to nigdy. Nie ma i nie będzie zgody na niczyją dominację w Polsce, bo tysiąc pięćdziesiąt lat Wielkiego Projektu Polska trwa w nas.

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Elementem wyróżniającym politykę Prezydenta Lecha Kaczyńskiego było podniesienie rangi problematyki obejmującej zagadnienia dotyczące Polaków żyjących poza krajem, do grupy spraw najważniejszych…

Nadchodzi czas wspólnoty narodowej / Z dr. Mirosławem Borutą, socjologiem, autorem kilkudziesięciu prac naukowych o Polakach za granicą, rozmawia Małgorzata Pabis

Jak Pan widzi dziś politykę rządu PO – PSL w stosunku do Polonii?

– Jedynie jako namiastkę polityki i chaos organizacyjny. Podobnie jak inne obszary działalności Platformy Obywatelskiej, tak i ten pozbawiony jest fundamentów. Prowadzić politykę trzeba po coś, trzeba mieć cel. A rządzący obecnie Polską „politycy” dryfują. Jedyne, co dla nich ważne, to być poklepywanym po plecach. Z taką klientystyczną mentalnością niczego nie da się dobrze zrobić. Jest jeszcze ideowa lewicowość, która też powoduje u nich paniczną ucieczkę od tematyki Narodu Polskiego i suwerennego państwa. Ciepła woda w kranie, grill i hasło „nie róbmy polityki”, i to całe nachalne udawanie wolności, i piękna III RP, której symbolem jest Wałęsa w klapkach obok wacianego orła...

Jak powinna wyglądać polityka w wykonaniu rządu? Wokół czego powinna się skupiać?

– Prowadzenie polityki musi być związane z wartością, jaką jest Polska, obecna zarówno w silnym państwie, jak i dumnym Narodzie. Podobnie Polacy za granicą muszą czuć więź z Ojczyzną i wsparcie płynące z kraju. Przede wszystkim ci najsłabsi, szczególnie skupiska polskie marzące o przyjeździe do Polski. Jeśli uda się nam im pomóc, musimy mieć także ofertę dla tych, którzy jako Polacy chcą pozostać poza granicami Rzeczypospolitej, i obie te decyzje należy uszanować. Organizować dla nich imprezy i polskie festiwale kulturalne, wysyłać artystów, organizować przeglądy polskiego filmu i teatru, pomagać w remontach czy budowie Domów Polskich, szkół, uczelni, a także siedzib polskich mediów w krajach osiedlenia. Podobnie należy ich zapraszać do Ojczyzny na festiwale, konkursy, kolonie i pielgrzymki czy zawody sportowe. Za tym powinna także pójść konkretna pomoc do poszczególnych, najgorzej sytuowanych środowisk czy nawet pojedynczych osób. W ich odnalezieniu szczególną rolę mogą odgrywać polscy księża pracujący przecież tak licznie w zagranicznych misjach czy parafiach...

Znam szkołę w Krakowie, która stara się pomagać Polakom na Kresach – uczniowie, odwiedzając Kresy, zawożą tam książki i inne potrzebne rzeczy. Czy to wystarcza?

– To kolejny przykład ostatecznego uwiądu państwa Platformy Obywatelskiej. Oczywiście, że nie ma nic zdrożnego w pomaganiu, rozwijaniu postaw altruistycznych, a przy tym patriotycznych, wśród dzieciaków, ale zapytam – a gdzie ambasady i konsulaty? Za co płacimy te ciężkie pieniądze, co robią trzeci konsulowie, tzw. polonijni, i kim są, skoro nie potrafią rozpoznać potrzeb rodaków i zawiadamiając odpowiednie służby, wysłać pomoc, jedno- lub wielorazową. Wysługiwanie się młodzieżą, parafiami, fundacjami to jednak ogromna porażka, nie wiem tylko na pewno, czy to działanie nieświadome, czy jednak celowe, już wyżej wspominałem o lewicowości środowiska rządzących.

Ile zrobiono w ciągu ostatnich 25 „lat wolności”, podał ostatnio dr Robert Wyszyński – do kraju, w ramach programu rządowego „Rodak”, zezwala się rocznie na przyjazd zaledwie ok. 20 rodzin, a 2400 osób wciąż ma „promesę migracyjną” i praktycznie żadnych szans na przyjazd do Polski. Jak ponury, „europejski” żart brzmi w tym kontekście wiadomość o natychmiastowym sprowadzeniu do Polski 2 tys. uchodźców z Afryki.

W Krakowie np. istnieje program dofinansowania wyjazdów młodzieży gimnazjalnej na Kresy, ale państwo w żaden sposób nie pomaga w takiej działalności. Co więcej, np. w ubiegłym roku to rodzice i sponsorzy w całości musieli pokryć tygodniowy pobyt polskich dzieci z Litwy w Krakowie. Czy państwo powinno włączać się w taką działalność?

– Oczywiście, że powinno. W tym pytaniu widzę także mocną krytykę przerzucania odpowiedzialności „za cokolwiek” z rządu centralnego na samorządy. Kiedy słyszę o braku wsparcia dla tak pięknych inicjatyw, cieszę się z tego, że ten rząd przetrwa jeszcze najwyżej dwa miesiące... Dajmy przykład z omówienia rządowego dokumentu: „poza Polską żyje 18-20 milionów Polaków i obywateli polskiego pochodzenia”, i dalej: „miarą zmiany podejścia był sam fakt przeprowadzenia dwumiesięcznych konsultacji społecznych programu, w ramach których napłynęło blisko 100 opinii i propozycji”. Czy nie jest to kompromitacja Platformy Obywatelskiej (sic!). Wskaźnikiem tej farsy jest poziom zainteresowania „miarą zmiany podejścia”, wynosi on 0,000005 (uwaga: to nie są dziesiętne, setne czy tysięczne, to jest pięć milionowych). Jaki program i konsultacje, taki i odzew...

Co dziś w polityce w stosunku do Polaków na Wschodzie oraz Polonii jest najważniejsze i w którą stronę powinna ona iść?

– Tematyka Polaków i polskości za granicą, tak wyraźne zaakcentowana przez prezydenta Andrzeja Dudę w jego inauguracyjnym przemówieniu, zaskoczyła elity. Elity rządzące, bo jest ona dla nich ogromnym zagrożeniem, i… elity opozycyjne, bo nadal nie wiedzą, w czym rzecz, nadal nie dotarło do nich, jak ta sprawa jest ważna. Wskaźnikiem tego zaskoczenia jest zupełna nieobecność tematu w mediach. A tu... nadchodzi czas wspólnoty narodowej. Wartości, która przylgnęła do nas 1050 lat temu i nikt nie jest w stanie nam jej odebrać. Warto być Polakiem, warto, by POLSKOŚĆ trwała...

Wiem, że instytucje nie są panaceum na wszystko, ale opowiadam się stanowczo za utworzeniem ministerstwa Polaków za granicą – to się tym 20 milionom ludzi od Polski, ich Ojczyzny, należy. Rozmywanie odpowiedzialności na kilkanaście czy kilkadziesiąt podmiotów – jak ma to teraz miejsce – kończy się zwykle nikłą efektywnością działań. Odpowiedniej rangi instytucja wraz z jej statutem, zebranie rozproszonej po różnych organizacjach, stowarzyszeniach i gremiach problematyki, a przede wszystkim wyznaczenia podmiotu odpowiedzialnego zdaje się być najlepszym pomysłem na wyjątkowe czasy. By przejąć władzę i dobrze rządzić, trzeba zaproponować dzisiaj dużo więcej niż dotychczas. Bo 20 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia żyjących za granicą to jest nasz narodowy skarb, narodowy skarb, „który nie może zaginąć”.

Dziękuję za rozmowę, Małgorzata Pabis

Za: http://naszdziennik.pl/polska-kresy/142439,nadchodzi-czas-wspolnoty-narodowej.html

Pani Krystyna pisze:
kosznareklamyJa kupuję: Gazetę Polską, Gazetę Polską Codziennie i W sieci, a po przeczytaniu, wszystkie gazety umieszczam w tzw. koszyczku (fot. bomap.pl), który znajduje się na drzwiach wejściowych do mojego bloku, a służy do zostawiania w nim reklam i innych ulotek.
Od jakiegoś czasu, ktoś zostawia tam także Gazetę Warszawską i Nasz Dziennik.
Prasa znika, a ja mam nadzieję, że nie jest wyrzucana przed czytaniem.