Przeskocz do treści

Anna Dąbrowska*

Widać pan Kamiński Michał, zwany w niektórych kręgach „Misiem” zmienił się i stara się nam udowodnić, że i on, choć misio, wiernym, jak pies być potrafi. To chyba jedyne, sensowne wytłumaczenie komentarza byłej premier Ewy Kopacz do sejmowych podsumowań audytu jej rządów.

Z miną i emocjami, które pamiętamy z niejednej konferencji prasowej, na sejmowej mównicy wyrzucała posłanka Kopacz z siebie słowa, których znaczenia od dawna już nie pamięta.

Cóż takiego miała do powiedzenia? Jedynie to, co jak się można domyślać, napisał jej Kamiński. Któż inny, odważyłby się notorycznemu kłamcy, podpowiedzieć tekst: „Na kłamstwa, których jesteście specjalistami, na kłamstwa odpowiemy prawdą!” Kto byłby na tyle bezczelny, by tchórzowi, który nigdy nie odważył się podjąć samodzielnej decyzji, działał ściśle według instrukcji „króla” Europy, lenistwo i niekompetencję pokrywał kłamstwami i nigdy niespełnionymi obietnicami, kazał mówić: „Na wasze tchórzostwo odpowiemy odwagą!”.

20160512adksdCzy ktoś inny, niż mężczyzna skompromitowany kolejnymi, politycznymi zdradami i opluwaniem byłych kolegów, zdobyłby się na podpowiedź słowa „patriotyzm” kobiecie, która w obliczu największej po wojnie tragedii narodowej nie wahała się bezczelnie okłamywać swych rodaków, zrezygnowała z dociekania prawdy oddając śledztwo państwu żywotnie zainteresowanemu w jej zafałszowaniu? Jakim trzeba być cynikiem, by połączyć bez wahania słowa wagi największej z najbardziej chyba skompromitowanym politykiem lat ostatnich? Wstydź się pan, panie Kamiński, choć nie wiem czy sam masz jeszcze masz zdolność rozumienia słów?

Złudzeń, co do reakcji pani Kopacz na wyniki audytu jej rządów, nikt myślący mieć nie mógł. Dziwić się też nie ma czemu. Wszak nie mogła się spodziewać, że doczeka tej chwili, przecież wszystko było poukładane. Miało być tak pięknie.

Tyle posad w UE, takie perspektywy, zaprzyjaźnione media… I to wszystko na nic? Prokurator Seremet miał rację?

Nawet jeśli nie, to i tak bieganie z KODem po ulicach, to nie to samo co ośmiorniczki u Sowy i przyjaciół...

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/3784-misio-wierny-jak-pies-a-ewka-wciaz-wiarygodna-inaczej

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Ewa Kopacz, „chodząca nicość”, jak ją kiedyś określił Ludwik Dorn, pozostała sobą aż do żałosnego końca. Było nim jej pełne wściekłej agresji wystąpienie w Sejmie okazji pożegnania premierowskiego stołka, swego rodzaju pomylenie Sejmu z maglem. Można podziwiać niebywałą butę odchodzącej w niesławie premierzycy. Zamiast przeprosić naród za dewastację kraju, której jest współsprawczynią, z hucpą i prostactwem atakowała i oskarżała przeciwników. Podobna buta cechuje nadal jej współpracowników od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej po Cezarego Tomczyka i Michała Kamińskiego. Totalny brak klasy i kultury. Przyznał to nawet taki zwolennik PO jak Jacek Żakowski, stwierdzając, że była wyraźna „przepaść intelektualna” między wystąpieniem Kornela Morawieckiego a Kopacz, oczywiście na niekorzyść p. premier. Swą końcową agresją Kopacz ostatecznie przesądziła o swym losie, dzień później wyraźnie przegrywając w wyborach na przewodniczącego klubu poselskiego PO. I dopiero to coś ją nauczyła- zwiała przed sromotną porażką w wyborach na przewodniczącego swej partii, bojąc się upokarzającego werdyktu ze strony ogółu członków PO.

Przywódca bolszewicki W. I. Lenin marzył, że w komunizmie będą rządzić nawet kucharki. Komunizmu na szczęście nie mamy, ale dzięki Tuskowi Polska rządziła osoba na miarę i w stylu kucharek. Jakąż kompromitacją naszego prawie 40 milionowego narodu były rządy tej najbardziej miernej i najbardziej rozhisteryzowanej premierzycy w dziejach Polski. Oby wraz z upadkiem Kopacz odszedł na zawsze w niepamięć taki styl nienawiści i agresji w ustach głowy rządu!

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2015/11/zaosny-finisz-premierzycy-kopacz.html

Śmierć na Zielonej Wyspie / Prezentujemy fragment Wstępu do książki „Afera grypowa. Szczepionki, pieniądze i kłamstwa” autorstwa Artura Dmochowskiego, która w przyszłym tygodniu trafi do sprzedaży w całym kraju. Książka jest aktem oskarżenia wobec Ewy Kopacz i jej postawy w czasie, kiedy była ministrem zdrowia. Zawiera wprost szokujące dane, o których nikt wcześniej nie słyszał i nie mówił głośno. Jest doskonale udokumentowana. Czy Ewa Kopacz publicznie odpowie na te oskarżenia?

aferagrypowaDokładnie pięć lat temu miał miejsce dramat, o którym informacje dotąd nie przedostały się do świadomości społecznej. Była to największa afera w historii III Rzeczypospolitej. Znacznie poważniejsza niż afery FOZZ, hazardowa, Rywina czy Amber Gold. O ile bowiem w tamtych chodziło o miliony czy nawet miliardy złotych, o władzę i korupcję, o tyle w tej stawka była znacznie większa – ludzkie życie.

Choć trudno w to uwierzyć, zmarło wówczas kilka tysięcy ludzi, których można było uratować. Ci ludzie, często młodzi i dotychczas zdrowi, osierocili dzieci i pozostawili w żałobie tysiące rodzin. Wiele z nich nie wie do dziś, że ich bliscy mogli żyć, a ich tragedia była następstwem bezwzględnych manipulacji polityków.

Tak, to brzmi niewiarygodnie. Jak to możliwe?! Dlaczego nikt o tym dotąd nie mówił ani nie pisał? – to oczywiste pytania, które natychmiast się nasuwają. Także i o tym, jak skutecznie zamieciono tę aferę pod dywan, napiszemy w tej książce. Byli bowiem ludzie, którzy od początku dostrzegali niebezpieczeństwo i próbowali przed nim ostrzegać. Przede wszystkim dr Janusz Kochanowski – Rzecznik Praw Obywatelskich.

Więcej informacji o książce na stronie Wydawcy – Wydawnictwa Prohibita: http://multibook.pl/pl/p/Artur-Dmochowski-Afera-grypowa.-Szczepionki%2C-pieniadze-i-klamstwa/5802
Polecamy także stronę, relację ze spotkania autorskiego, które odbyło się 7 września:
http://blogpress.pl/node/21583

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Kampania wyborcza to bardzo trudny okres, wyczerpujący, ale... po coś 😉 Z reguły walczymy o ideały, marzenia, przyszłość dla Polski, przyszłość dla naszych dzieci i wnuków.

21maja201212Tym razem, w jesiennych wyborach Anno Domini 2015 roku przedwyborcze starcie pomiędzy rządzącymi a będącymi w opozycji ma bardzo kobiecą twarz: p. Beaty Szydło (21 maja 2012 roku, spotkanie z wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, p. poseł Beatą Szydło prowadzi Mirosław Boruta, fot. p. Anna Loch), p. Ewy Kopacz (Platforma Obywatelska), p. Barbary Nowackiej (Zjednoczona Lewica).

No dobra, może "chowamy się za spódnicami", może daliśmy się uwieść medialnym, feministyczno-ideowym gniotom, a może szarmancko ustępujemy miejsca. No, dobra... Ale żeby mężczyzn zwyzywać od testosteronu i samców alfa, od związku chemicznego i zwierząt - to się już p. Barbarze Nowackiej "z lekka" pomyliło.

Nieważne jest przecież - kobieta czy mężczyzna, ważne, by mądry człowiek; nieważne jest przecież - kobieta czy mężczyzna, ważne, by elegancko; nieważne jest przecież - kobieta czy mężczyzna, ważne, żeby w polityce nie było chamstwa. Może jednak znajdzie sobie Pani inne zajęcia? To dla nas, zajmujących się polityką, jest ważne.

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

Poseł Prawa i Sprawiedliwości, p. Andrzej Adamczyk podsumował skandaliczną i haniebną wypowiedź premier Ewy Kopacz podczas warszawskiej konwencji wyborczej Platformy Obywatelskiej, 2 września 2015 roku.


• https://www.youtube.com/watch?v=-Z3ehmL-CZw

Marek Kolasiński

Wielki pociąg do pociągów zaczęła ostatnio odczuwać Ewa Kopacz. Pociągi faktycznie mają w sobie coś pociągającego, szczególnie zaś wtedy, kiedy nie podróżuje nimi pani Kopacz. W związku z tym już wkrótce PKP ma podobno udostępnić podróżnym nową usługę, w ramach której będą oni mieli zagwarantowane, że w pociągu, którym jadą nie znajduje się premier Kopacz. Niestety gwarancja podróżowania pociągiem bez Ewy Kopacz w środku, jako znacznie podwyższająca komfort, ma być dość kosztowna. Czasami warto jednak trochę więcej zapłacić, a przynajmniej mieć pewność, że w wagonie restauracyjnym, w naszym kotlecie nie wyląduje nagle nos pani Ewy.

Nikt nie ma chyba wątpliwości, że nagły pociąg Ewy Kopacz do podróżowania po Polsce jest wynikiem zbliżających się wyborów i kiepskich wyników PO w ostatnich sondażach poparcia. Cała akcja miała w założeniu pokazać, że ludzie władzy z PO są blisko ludzi, a ludzie władzy z PO, którzy obżerali się za publiczne pieniądze ośmiorniczkami to byli z jakiejś innej PO, nikt o nich nie słyszał, nikt ich nie zna, a tak w ogóle to "nagrania były nielegalne". Jak to jednak zwykle bywa w przypadku nieudaczników z PO, z ich nawet najbardziej sprytnych planów już po niedługim czasie zostaje tylko "ch…, d… i kamieni kupa". Wyjazdowe bratanie się z ludem przez peowską władzę skończyło się skandalem już podczas jednego z pierwszych wyjazdów do Gdańska. Okazało się wtedy, że nad pociągiem, w którym premier Ewa bratała się z ludem leciał pusty rządowy samolot i kiedy Ewa Kopacz stwierdziła, że drogę powrotną również wróci pociągiem rządowy samolot pusty wrócił do Warszawy. Oczywiście za wszystko zapłaciliśmy my podatnicy. Z czasem widok kolumny rządowych limuzyn jadących za pociągiem wypełnionym peowską władzą przestawał już kogokolwiek dziwić. Ludzie z Platformy Obywatelskiej postanowili jednak po raz kolejny udowodnić, że nie ma takiej granicy absurdu i śmieszności, której oni nie byliby w stanie przekroczyć. Na wyjazdowe posiedzenie rządu we Wrocławiu i Łodzi, specjalne stoły i krzesła dostarczono samochodem ciężarowym z Warszawy.

kopaciag1W bajce Hansa Christiana Andersena "Księżniczka na ziarnku grochu", tytułowa księżniczka wyczuwała ziarnko grochu znajdujące się pod stosem materacy i puchowych pierzyn, na których spała. Tyłek peowskiego ministra jest więc zapewne równie delikatny co księżniczka z bajki Andersena i pewnie dlatego nie może siedzieć na zwykłym krześle. Od siedzenia na zwykłym krześle tyłek peowskiego ministra mógłby przecież nabawić się odcisków! Oczywiście to ile nas podatników kosztują te wszystkie wyjazdowe błazenady Ewy Kopacz jest jedną z najściślej strzeżonych tajemnic państwowych (fot. Twitter). Przy tej okazji warto zauważyć, że Ewa Kopacz postanowiła prześcignąć swojego mistrza Donalda Tuska. O ile bowiem Tusk podróżował po kraju autobusem zwanym Tuskobusem, o tyle Kopacz zdecydowała się na pojazd większego kalibru, czyli pociąg, który zapewne powinien być nazywany Kopaciągiem. Podczas ostatniej przerwy w jeżdżeniu po Polsce, wąchaniu kotletów w pociągach i brataniu się z ludem Ewa Kopacz raczyła ogłosić, że będzie lokomotywą wyborczą PO w Warszawie, czyli że wyszarpała dla siebie pierwsze miejsce na warszawskiej liście wyborczej. Wielka radość zapanowała wtedy w całej Polsce. Tak, wielka radość wybuchła wtedy w całej Polsce... z wyjątkiem Warszawy oczywiście.

Jednak nawet tak okazała lokomotywa wyborcza jak Ewa Kopacz nie jest w stanie uciągnąć platformy pełnej nieudaczników z Platformy Obywatelskiej. Do pomocy premier Ewie ruszyły więc różne inne, mniejsze, wyborcze lokomotywy pomocnicze, takie jak na przykład Mucha Joanna. Lokomotywa Mucha objechała ostatnio wszystkie możliwe studia telewizyjne, w których ze skwaszoną miną marudziła i narzekała na absolutnie wszystko co choćby w najmniejszym stopniu kojarzyło się jej z opozycją. Warto zaznaczyć, że Mucha Joanna jest w świecie polityki powszechnie znana. Mucha Joanna znana jest głównie z tego, że kiedy została ministrem sportu, na stanowisko dyrektorskie w jednym z ośrodków sportu mianowała swojego znajomego, właściciela zakładu fryzjerskiego z Lublina. Olbrzymiej popularności przysporzył również pani Joannie pewien wywiad radiowy, w którym rozwodziła się ona nad rozwiązywaniem problemów nieistniejącej w Polsce trzeciej ligi hokeja na lodzie, jak też i pewien wywiad telewizyjny, w którym kazała do siebie mówić "pani ministra". Gwiazdą Internetu Mucha Joanna została jednak wtedy, kiedy jeden z dziennikarzy sportowych ujawnił, że na jednym ze spotkań pani Mucha pytała zebranych o to kto wybiera drużyny piłkarskie grające w meczu o Superpuchar. Jak więc się łatwo zorientować pani Mucha nie ma nawet bladego pojęcia o sporcie i dlatego nikogo chyba nie powinno dziwić, że Tusk zrobił ją ministrem sportu.

kopaciag3Jeśli jednak przyjmiemy założenie, że zgodnie z logiką Tuska Mucha została ministrem sportu, bo nie zna się na sporcie, to aż strach pomyśleć na czym musi nie znać się Ewa Kopacz, jeśli ta została namaszczona przez Tuska aż na premiera. Oczywiście pierwsza narzucająca się odpowiedź jest taka, że zgodnie z filozofią Tuska Ewa Kopacz musi nie znać się kompletnie na niczym, jeśli ten zrobił ją premierem, czy też raczej premierzycą, jeśli chcielibyśmy być w zgodzie z nowomową "ministry" Muchy. Odmawianie pani Ewie jakichkolwiek talentów byłoby jednak pewną przesadą. Wąchaniem kotleta w wagonie restauracyjnym Ewa Kopacz udowodniła przecież, że posiada wybitne zdolności organoleptyczne. Wielkim smutkiem napawa mnie więc fakt, że do dzisiaj w rządzie Ewy Kopacz nie powstało Ministerstwo Pachnącego Kotlecika pod jej osobistym nadzorem (fot. wpolityce.pl).

Wracając jednak do Muchy Joanny, grzechem byłoby nie wspomnieć o jej największym sukcesie jako ministra sportu, dzięki któremu bez wątpienia na trwałe zapisze się ona w historii polskiego sportu, czyli dofinansowaniu przez jej ministerstwo publicznymi pieniędzmi koncertu gwiazdy muzyki pop Madonny. Na całym świecie show-biznes uważany jest za prawdziwą żyłę złota, a gwiazdy muzyki pop są milionerami, a często nawet miliarderami. Okazuje się jednak, że w Polsce rządzonej przez nieudaczników z PO nawet koncert światowej gwiazdy muzyki pop przynosi straty i musi być dotowany publicznymi pieniędzmi. Jeśli jesteśmy już jednak przy żyle złota to możemy się jedynie cieszyć, że nie posiadamy w Polsce znacznych złóż złota. Gdyby bowiem spotkało nas to nieszczęście i odkryto w Polsce potężne złoża złota, to ministra Mucha ze skwaszoną miną marudziłaby pewnie teraz w studiach telewizyjnych ile to trzeba dopłacać do wydobycia złota, a premierzyca Kopacz pewnie by właśnie ogłaszała kolejne plany wygaszania kopalń złota. Na szczęście złota w Polsce nie ma i dzięki temu Ewa Kopacz może skoncentrować się na wąchaniu w pociągach kotletów i lansowaniu swojego hasła "Kolej na Ewę". Hasło to jest o tyle warte odnotowanie, że będzie ono prawdopodobnie pierwszym i jedynym hasłem zrealizowanym przez ludzi z Platformy Obywatelskiej, ponieważ faktycznie po Bronisławie "kolej na Ewę".

kopaciag2Za 2 miesiące będziemy mieli w Polsce wybory parlamentarne. Przez te 2 miesiące będziemy więc pewnie wiele razy zmuszani do oglądania występów obwoźnego cyrku Ewy Kopacz (fot. wzzw.wordpress.com). Niestety, pozostanie nam wtedy jedynie zastanawiać się ile nas wszystkich te wyjazdowe błazenady pani Kopacz kosztują. Przez te 2 miesiące pewnie wielu z nas zada sobie pytanie, czy wąchającej w pociągach kotlety Ewie Kopacz uda się udźwignąć upadającą w sondażach platformę nieudaczników z Platformy Obywatelskiej. Najlepszą odpowiedzią na to pytanie będzie fragment wiersza pod tytułem "Lokomotywa" Juliana Tuwima:
"Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie udźwigną, taki to ciężar."

Marek Kolasiński

20 czerwca nurkująca w sondażach Platforma Obywatelska zorganizowała w Warszawie stypę wyborczą uporczywie zwaną przez niektórych konwencją. Przed zgromadzonymi żałobnikami wystąpiła premier Kopacz i z kartki odczytała między innymi zapewnienie, że Platforma Obywatelska na miesiąc przed wyborami zaprezentuje swój program. Wzbudziło to falę komentarzy, w których zwracano uwagę, że Partia Ośmiorniczek miała aż 8 lat nie tylko na zaprezentowanie swojego programu, ale i na jego realizację. Wydaje się jednak, że tym genialnym posunięciem Ewa Kopacz śmiało zasłużyła na miano polskiego Machiavellego w spódnicy. Prezentując swój program na miesiąc przed przegranymi wyborami premier Ewa będzie miała pewność, że później nikt nie będzie miał do niej pretensji, że tego programu nie realizuje. Miłośnicy ośmiorniczek ożywili się tylko raz w trakcie tych żałobnych uroczystości, kiedy Ewa Kopacz rytualnie straszyła ich Jarosławem Kaczyńskim.

ekkotlecikŻenująca stypa wyborcza nie była chyba jednak wystarczająco kompromitująca zdaniem premier Kopacz i postanowiła ona to wrażenie pogłębić udając się w podróż po Polsce. Pani Kopacz podróżowała pociągiem, jednak zamiast siedzieć w swoim przedziale chodziła ona po wagonach i nagabywała pasażerów. W wagonie restauracyjnym postanowiła pomęczyć trochę jednego z jedzących tam pasażerów. Ten grzecznie zaprotestował twierdząc, że on przeprasza, ale teraz je. Premier Ewa nie dała jednak za wygraną i zagadała do jedzącego mężczyzny takimi słowami; "Ale kotlecik ładnie pachnie?" (fot. z sieci). Jeśli ktokolwiek miał jakiekolwiek wątpliwości dotyczące dowcipu, ogłady, czy też umiejętności interpersonalnych pani Kopacz to tym błyskotliwym pytaniem zostały one definitywnie rozwiane.

tratwameduzyW 1816 roku, u wybrzeży Afryki, zatonęła francuska fregata Meduza. Tonący statek jako pierwszy opuścił kapitan w towarzystwie najbogatszych pasażerów i załogi. Pozostałych prawie 150 pasażerów próbowało się uratować na własnoręcznie zbudowanej tratwie. Zrozpaczeni pasażerowie tratwy zabijali się wzajemnie w walkach o zajęcie bezpieczniejszego miejsca w środku tratwy i dochodziło wśród nich do aktów kanibalizmu. Kiedy po 13 dniach dryfująca tratwa została odnaleziona znajdowało się już na niej tylko 15 żywych osób. Dramat tych ludzi został uwieczniony na obrazie Theodore'a Gericaulta "Tratwa Meduzy" (il. Wikipedia). Obecna sytuacja w Platformie Obywatelskiej coraz częściej zaczyna przypominać to co działo się w 1816 roku u wybrzeży Afryki, chociaż oczywiście nie w sensie dosłownym, a metaforycznym.

poruszeniepoŁajba zwana Platformą, niczym fregata Meduza, już dawno temu została opuszczona przez kapitana Donalda, który wraz ze swoją świtą ewakuował się do Brukseli. Wszyscy znamy powiedzenie, że z tonącego okrętu najpierw uciekają szczury. Donald Tusk okazał się jednak znacznie szybszy niż nawet najbardziej zwinny szczur i opuścił Platformę kiedy wielu nie dopuszczało do siebie myśli, że partia rządząca może kiedykolwiek zatonąć. Teraz miłośników ośmiorniczek czeka jednak nie 13 dni, ale ponad 3 miesiące dryfowania. Do bardzo dramatycznych walk o bezpieczniejsze miejsce i aktów politycznego kanibalizmu dojdzie już niedługo, kiedy władze Platformy Obywatelskiej będą układały listy wyborcze (rys. p. Krzysztof Witulski). Warto jednak zauważyć, że pomimo narzucających się wręcz marynistycznych porównań obecnej sytuacji Platformy Obywatelskiej do tonącego okrętu, to jednak nie Titanic i do jej zatopienia nie potrzeba żadnej góry lodowej, ale w zupełności wystarczy kilka oślizgłych ośmiorniczek i zwiększona aktywność medialna Ewy Kopacz.

wpolityceplZespół wPolityce.pl / kim / radiokrakow.pl

Źle się stało, że jak spotykają się przywódcy Europy to nas tam nie ma. Nie wiem dlaczego nasze władze nie podejmowały kroków, żeby tam się utrzymać. Na początku uczestniczyliśmy w tych rozmowach. To nasz sąsiad i to sfera naszych interesów. Musimy tego pilnować — mówi Andrzej Duda, europoseł Prawa i Sprawiedliwości i kandydat na prezydenta RP, komentując sytuację na wschodzie Ukrainy i krytykę z jaką spotkały się jego słowa na temat ewentualnego wsparcia Ukrainy w konflikcie z Rosją.

Być może jakby Polska była w tym gronie, gdyby rząd PO-PSL się nie dał wypchnąć, to może moglibyśmy lobbować za naciskiem na Rosję. Jak separatyści rosną w siłę i oficjalnie pojawiają się tam rosyjscy żołnierze to znaczy, że Rosja to wspiera. Ona daje sprzęt. Skąd by separatyści wzięli sprzęt i broń? To kwestia nacisku i sankcji. Te, które są nie okazują się zbyt skuteczne — dodawał Duda.

Tam trzeba zakończyć konflikt zbrojny. Co z tego, że damy pieniądze jak kraj jest ciągle niszczony? Trzeba skończyć konflikt. Dobrze, że Europa się włącza, ale Polska też tam powinna być. Mamy negatywne doświadczenia co do negocjacji, gdzie nas nie było. Pamiętamy Jałtę — mówił kandydat na prezydenta RP, komentując pożyczkę 100 milionów euro, którą premier Ewa Kopacz zaoferowała Ukrainie.

Polityk Prawa i Sprawiedliwości nie ma też wątpliwości, kto powinien pomóc mającym kredyty we frankach szwajcarskich, po tym, jak ta waluta została uwolniona, co spowodowało ogromny wzrost zadłużenia tzw. „frankowiczów”.

20150124adBanki. One powinny rozwiązać problem, bo one go stworzyły. Ludzie nie muszą być specjalistami. Były im sprzedawane kredyty przez specjalistów. Opowiadano im różne rzeczy, które nie były prawdą — uważa Andrzej Duda (fot. PAP/Jacek Bednarczyk).

Jego zdaniem rząd powinien naciskać na banki, by teraz wyciągnęły pomocną dłoń do zadłużonych we frankach.

Umowy też powinny rozkładać ryzyko. Teraz ryzyko jest tylko na kredytobiorcy. To powinno się skończyć. Powinna być jeszcze taka zmiana, że jak zabezpieczeniem kredytu jest nieruchomość to powinno być to zabezpieczenie pełna. Skoro bank, który przyjął nieruchomość za zabezpieczenie chce egzekwować, to jak przejmie nieruchomość to kredyt jest spłacony. Tak powinno być. Nie może być tak, że jak kurs wzrasta, jest egzekucja to okazuje się, że olbrzymia część kredytu zostaje, bo bankowi nie udało się sprzedać nieruchomości za dobrą cenę — podkreśla kandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta.

Premier Kopacz sama podpaliła lont sprawą z kopalniami — ocenił z kolei Duda protesty i ich zapowiedzi, kolejnych branż pracowniczych.

Sytuacja w Polsce jest trudna. Mamy za niskie wynagrodzenia — dodawał.

To tragiczna sytuacja. Wyciąganie ręki ze strony rządu jest potrzebne — mówił Duda między innymi o żądaniach rolników.

Tekst i ilustracja za:
http://wpolityce.pl/polityka/231241-andrzej-duda-to-banki-musza-rozwiazac-problem-frankowiczow-bo-to-one-go-stworzyly

wpolityceplZespół wPolityce.pl / svl / tvn24

Jeżeli NATO by się wybierało, to sami powinniśmy się zastanowić, ale jako prezydent RP byłbym przeciwny takiej decyzji — mówił Andrzej Duda, tłumacząc wciąż dopytującym redaktorom tvn24 o wypowiedź, którą część mainstreamu zrozumiała jako chęć wysłania polskich żołnierzy na Ukrainę.

Kandydat PiS na prezydenta nie krył swojego zdumienia zamieszaniem wokół całej sprawy: A pan redaktor słyszał moją wypowiedź? To chyba źle pan ją słyszał… (…) Proszę je przeczytać - to jest mowa o przyszłości, a dzisiaj mamy teraźniejszość. Mowa tam jest o NATO - co z całą mocą podkreślałem. NATO nie wybiera się dziś na Ukrainę, więc i my się tam nie wybieramy. Druga sprawa - wypowiedź należy związać: „Jeżeli już…”, czyli jeżeli NATO by się wybierało, to sami powinniśmy się zastanowić, ale jako prezydent RP byłbym przeciwny takiej decyzji — oznajmił Duda.

I dodawał: Dzisiaj nie ma takiej sytuacji, by była tam konieczność wysyłania polskich żołnierzy, nie leży to w naszym interesie, a obowiązkiem prezydenta RP jest dbanie o własny interes. (…) Chciałem się zachować delikatnie, to było wypowiedziane dyplomatyczne „nie” wypowiedziane w delikatny sposób — tłumaczył kandydat PiS na prezydenta.

W rozmowie pojawił się również wątek słów Ewy Kopacz, która z wypowiedzi Dudy wyciągnęła wniosek, że „PiS zawsze ciągnie do wojny”.

20150101adByłem zdumiony, jak moja wypowiedź została wypaczona przez Ewę Kopacz. Mówiła, że chcę wysyłać wojska… Tam nie było w ogóle takiej wypowiedzi. Pani premier powiedziała nieprawdę. Zdumiała mnie wypowiedź prezydenta - może nie zrozumiał, może jej nie doczytał. To sam prezydent mówił dwa dni temu do Polaków mówił, że rajd Dakar „zapłodni mieszczuchów”… Prezydent Polski powinien mówić językiem dyplomatycznym — ocenił.

Zapowiedział, że procesu wobec Ewy Kopacz nie wycofa.

Jeżeli chodzi o panią premier Kopacz, to ona jest ważnym politykiem Platformy, była członkiem rządu przez długie lata. A nie kto inny jak Platforma doprowadziła polską armię do złego stanu. Trzeba wzmacniać potencjał obronny naszej armii, nasi żołnierze powinni być dobrze wyposażeni — stwierdził.

I dodawał: To już nie pierwsze kłamstwo pani Kopacz. Dzisiejsza premier kłamała jako minister, kłamała, że ziemia została przekopana i przesiana „na metr w głąb”, więc pani premier na tendencję do kłamstwa. Jeśli to się dzieje tyle razy, to czas to zakończyć - może sprawa sądowa to zmieni — mówił Duda.

Jak mówił, jego celem na wybory prezydenckie jest zwycięstwo, a nie jedynie wejście do drugiej tury.

Tekst i ilustracja za:
http://wpolityce.pl/polityka/230975-andrzej-duda-bylem-zdumiony-jak-prezydent-i-premier-wypaczyli-moja-wypowiedz-ewa-kopacz-ma-tendencje-do-klamstwa

wpolityceplZespół wPolityce.pl / gah / PAP

Kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda oświadczył, że nie miał i nie ma zamiaru sugerować, że polscy żołnierze mogliby pojechać na Ukrainę. Dodał, że ani on, ani PiS nie mogą pozwolić, by wypaczono jego wypowiedź i że pozew przeciw premier Ewie Kopacz zostanie złożony.

Dzień wcześniej Duda pytany w RMF FM o słowa Zbigniewa Bujaka, który zadeklarował, że byłby za tym, aby posłać polskich żołnierzy na Ukrainę, odpowiedział: Jesteśmy członkiem NATO i uważam, że powinniśmy to respektować, jeżeli to zostanie uzgodnione w obrębie NATO i jakieś siły NATO zostaną wysłane…

Dopytywany o osobistą opinię, Duda odparł: Pamiętajmy o tym, że jeżeli już, to Polska mogłaby udzielić wsparcia, należałoby to rozważyć, to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się nad nią dobrze zastanowić.

Premier Kopacz, pytana w kontekście wypowiedzi Bujaka, czy rozważa taką możliwość, powiedziała: słyszałam od kandydata PiS na prezydenta, który powiedział, że powinniśmy wysłać żołnierzy na Ukrainę. I to jest przerażające, bo jeśli priorytetem w programie wyborczym przyszłego prezydenta jest taka deklaracja, to ja mogę odpowiedzieć tylko jedno: PiS zawsze ciągnęło do wojny, a Platforma chciała pokoju — powiedziała szefowa rządu.

Duda powiedział w piątek, że jego wypowiedź ws. Ukrainy została sformułowana językiem dyplomatycznym. Jak mówił, była ona „bardzo delikatnym - nie”.

Powiedziałem (…), że gdyby NATO miało takie zamiary, no to trzeba byłoby się - my jako Polska - bardzo dobrze zastanowić, bo to jest bardzo poważna decyzja. To oznaczało w języku dyplomatycznym - nie. W Unii Europejskiej, w instytucjach, wtedy, kiedy się chce powiedzieć - nie, mówi się, że jakaś propozycja jest przedwczesna. To była podobna wypowiedź. To było dyplomatycznie powiedziane - nie, choćby ze względu na wypowiedź Bujaka i ze względu na szacunek wobec niego — powiedział Duda.

Podkreślił, że na pierwszym miejscu jest dla niego bezpieczeństwo Polaków i Polski.

20150123adNie mam absolutnie i nie miałem zamiaru w żaden sposób sugerować, że polskie wojska mogłyby pojechać na Ukrainę. Nie ma dzisiaj takiej opcji w ogóle — powiedział Duda (fot. PAP/Marcin Obara).

Oświadczył przy tym, że ani on, ani PiS nie mogą pozwolić na to, aby po raz kolejny wypaczono jego wypowiedź, aby „premier mijała się z prawdą, kłamała na scenie politycznej”. Dlatego - dodał - zapowiedziany już w czwartek przez rzecznika PiS pozew przeciwko premier Kopacz jest obecnie opracowywany przez prawników i zostanie złożony.

Ponadto Duda powiedział, że jest również zdziwiony „aktywnością i atakowi na niego i jego słowa” prezydenta Bronisława Komorowskiego. W czwartek Komorowski w wywiadzie dla TVP Info pytany o wypowiedź Dudy powiedział, że „jeśli pretendent do roli zwierzchnika sił zbrojnych się na poważnie zastanawia i rozważa tego rodzaju scenariusze, jak wysłanie żołnierzy polskich na wojnę rosyjsko-ukraińską, to jest tyle samo niepoważne, jak groźne”.

Warto rozważać scenariusze, które mogą pomóc Ukrainie, nie szkodząc Polsce — komentował Komorowski.

Warto rozważać scenariusze bardziej realistyczne, mniej groźne, bo naprawdę nikomu, a szczególnie Polsce nie powinno zależeć na tym, by dolewać oliwy do ognia. Można lepiej, mądrzej i bez mnożenia niepotrzebnego ryzyka pomóc Ukrainie — mówił prezydent.

Duda stwierdził, że miał nadzieję, iż prezydent „rozumie słowa wyrażane w języku dyplomacji i kontekst wypowiedzi czyta”.

Ale widocznie potwierdza się to, że pan prezydent z językiem dyplomatycznym ma niewiele wspólnego. Bo jeżeli się weźmie jego wypowiedzi, których udzielał na przestrzeni lat swojej prezydentury - o kobietach z Danii, które określał jako kaszaloty, o tym, że jest opracowywana wspólnie z premierem strategia wystąpienia Polski z NATO, a teraz ostatnio, w kontekście zwycięstwa Polaków - wspaniałego zresztą zwycięstwa przede wszystkim pana Sonika - w Rajdzie Paryż - Dakar, że to takie będzie pobudzenie, które zapłodni mieszczuchów aktywnością, pan prezydent jak widać używa takich słów i sformułowań, które z językiem dyplomacji mają niewiele wspólnego — mówił polityk PiS.

Może stąd jego wczorajsza reakcja i brak zrozumienia na to, co ja powiedziałem. Doradzam więcej wstrzemięźliwości, doradzam więcej rozwagi jeżeli chodzi o politykę wschodnią, bo ostatnim polskim prezydentem, który prowadził skuteczną politykę polską na Wschodzie, był pan prezydent, prof. Lech Kaczyński — powiedział Duda.

Kandydat PiS odwiedza w piątek woj. łódzkie. Podczas wizyty w Łodzi mówił m.in., że jeśli zostanie prezydentem będzie „realizowany program odbudowy przemysłu”.

Jako prezydent będę ten program realizował, wspierał, ze wszystkich sił. Liczę na to, że będzie to przede wszystkim program rządowy. Odbudowa przemysłu jest konieczna, przy użyciu wszelkich środków, także pieniędzy z UE. Polska potrzebuje odbudowy przemysłu — powiedział Duda.

Tekst i ilustracja za:
http://wpolityce.pl/polityka/230954-duda-odpowiada-na-insynuacje-komorowskiego-i-kopacz-prezydent-z-jezykiem-dyplomatycznym-ma-niewiele-wspolnego

Marek Kolasiński

Z wielką radością przyjąłem wiadomość o reaktywacji brytyjskiej grupy Monty Python. Niestety brytyjscy komicy nie zdecydowali się wystąpić osobiście i zostali zastąpieni przez polską trupę cyrkowo-satyryczną nazywaną rządem Ewy Kopacz.

peo17Niekwestionowaną liderką trupy jest pani Kopaczowa (fot. z sieci), która całkiem niedawno brawurowo odegrała skecz pod tytułem "Kobiety z dziećmi barykadują się w domach, a mężczyźni z kijami biegają po ulicach". Trupa cyrkowo-satyryczna pod przewodnictwem pani Kopaczowej wystąpiła kilka dni temu w polskim sejmie. Mogliśmy wtedy podziwiać kilka nowych skeczy, wśród których znalazły się między innymi "Jak odzyskać zaufanie, którego podobno nigdy się nie utraciło", i "Jak zostać premierem na rok, ale obiecać wszystko wszystkim dopiero za dwa lata". O wybitnej inwencji i niespożytej energii komików współpracujących z Ewą Kopacz świadczy to, że już następnego dnia po gościnnym występie w sejmie zaprezentowali oni kolejny skecz pod tytułem "Jak w ramach pomocy górnikom nasłać na nich komornika". Bardzo rzadko zdarza się, żeby uczeń przerósł swojego mistrza. Trupa cyrkowo-satyryczna "Kopacz-Python" ma jednak olbrzymią szansę, żeby w dziedzinie absurdalnego humoru prześcignąć swój brytyjski pierwowzór.