Tag Archives: Witold Pilecki

Rajd konny śladem brawurowej ucieczki rtm. Pileckiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Taka forma kultywowania pamięci wielkich bohaterów z naszej historii bardzo mi się podoba: zamiast nudnawych zazwyczaj akademii i rutynowego składania kwiatów polowa impreza wymagająca na równi hartu ducha jak sprawności ciała.

Właśnie w ten sposób działający w coraz liczniejszych w całej Polsce oddziałach kawaleryjskich patrioci zamierzają oddać hołd rotmistrzowi/pułkownikowi Witoldowi Pileckiemu.

Przez trzy dni przemierzą oni trasę z Oświęcimia do Nowego Wiśnicza, czyli tę samą, którą uciekał on 75 lat temu, nocą z 26 na 27 kwietnia 1943 roku, z dwoma współwięźniami: Tadeuszem Redzejem i Edwardem Ciesielskim z niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, aby przekazać informacje o dokonywanej tam przez Niemców masowej zagładzie dowództwu Armii Krajowej (tzw. „Raport Witolda”).

witoldpilecki– Rotmistrz Pilecki (fot. Wikipedia) jest dla mnie ważną osobą. To jest też chęć przeżycia części tego, co mogli przeżywać uciekinierzy z Auschwitz – powiedziała Radiu Kraków jedna z  uczestniczek rajdu Beata Jarzyńska.

A wachmistrz Maciej Filipek z 21. Pułku Ułanów Nadwiślańskich dodał: – Rotmistrz jest jedną z ośmiu osób uważanych za największych bohaterów II wojny światowej. Chcemy go upamiętnić. Podoba nam się jego postawa patrioty i żołnierza.

Rajd rozpocznie się 27 kwietnia 2018 roku, wczesnym rankiem od zapalenia zniczy przed Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11. w byłym niemieckim, nazistowskim obozie zagłady. Po południu jego uczestnicy dotrą do klasztoru w Alwerni, gdzie po Mszy Świętej wezmą udział w koncercie pt. „W hołdzie bohaterom”. Zakończenie tej pięknej, patriotycznej imprezy przewidziano na niedzielę w Nowym Wiśniczu koło Bochni.

Rotmistrz Pilecki. Pieśń Sztandarowa

witoldpileckiAutorzy: p. Maria Lamers – muzyka, śpiew / p. Mirosław Welz – słowa: https://www.youtube.com/watch?v=1wzuLOTYemU

Za Wikipedią: Witold Pilecki herbu Leliwa ps. „Witold”, „Druh”; nazwiska konspiracyjne „Roman Jezierski”, „Tomasz Serafiński”, „Leon Bryjak”, „Jan Uznański”, „Witold Smoliński”; kryptonim T-IV (ur. 13 maja 1901 w Ołońcu (Karelia), zm. 25 maja 1948 w Warszawie) – rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, żołnierz Armii Krajowej, więzień i organizator ruchu oporu w KL Auschwitz. Autor raportów o Holocauście, tzw. Raportów Pileckiego. Oskarżony i skazany przez władze komunistyczne Polski Ludowej na karę śmierci, stracony w 1948. Unieważnienie wyroku nastąpiło w 1990. Pośmiertnie, w 2006 otrzymał od prezydenta Lecha Kaczyńskiego Order Orła Białego, a w 2013 został awansowany do stopnia pułkownika.

To manipulacja wyjątkowo ohydna i niegodziwa…

Warszawa-Wadowice, 7 września 2016 r.

Oświadczenie organizatorów Projektu „Rotmistrz Pilecki Bohater Niezwyciężony”

Stare przysłowie głosi, że „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Ostatnio dowiódł tego znany działacz PZPR a obecnie PO, Dariusz Rosati. Oto ów kieszonkowy mąż stanu (nie bierzemy pod uwagę jego wzrostu) zadał na Twitterze pytanie, „czy to może być prawda?” informując zarazem o rzekomym pokrewieństwie z rodziną Lecha i Jarosława Kaczyńskich komunistycznego ministra sprawiedliwości w rządzie Bieruta, Henryka Świątkowskiego, który podpisał wyrok śmierci na Rotmistrza Witolda Pileckiego. To manipulacja wyjątkowo ohydna i niegodziwa.

Wszyscy znający, choćby pobieżnie, historię najnowszą Polski, wiedzą, że owo rzekome pokrewieństwo to bujda, dawno już zdementowana przez historyków i genealogów. Ale Dariuszowi Rosatiemu to nie przeszkadza, bowiem plucie na Polskę i Polaków wyssał w młodości ze statutu PZPR. Więc dzisiaj czyni to nadal. Jak niegdyś mistrz totalitarnej propagandy Józef Goebels, jak późniejsi goebelsowscy naśladowcy, Stefan Martyka i Wanda Odolska w komunistycznej radiowej „Fali 49”. Pytali oni onegdaj przez propagandowe tuby np. „czy to nie jest dziwne?” albo „kto za tym stoi?”.

Jak widać, to stara i wielokrotnie stosowana metoda lewackiej i komunistycznej propagandy oraz bezpieki wykorzystywana do opluwania porządnych ludzi, zawoalowana w pozornej niewiedzy uzasadniającej pytania, przypomniała się działaczowi PO, a wcześniej PZPR. Metoda znana ludziom totalitarnych służb, a zatem także Dariuszowi Rosatiemu, który był wszak zarejestrowanym kontaktem operacyjnym bezpieki. I już sam ten fakt powinien go społecznie dyskwalifikować. O dyskwalifikacji honorowej nie warto wspominać, bo agenci bezpieki pojęcia honoru nie znali i nigdy nie mieli.

Nie apelujemy zatem do Dariusza Rosatiego o przeprosiny, czy to za pomówienie rodziny Kaczyńskich, czy za manipulowanie pamięcią Witolda Pileckiego, bo się po nim przeprosin nie spodziewamy. Żądamy krótko, sienkiewiczowsko-kmicicowskim „Kończ Waść, wstydu (sobie) oszczędź”… No, chyba, że pojęcie wstydu także Dariuszowi Rosatiemu jest obce. A to może być prawdą.

W imieniu organizatorów Projektu „Rotmistrz Pilecki Bohater Niezwyciężony”
Biuro Prasowe Projektu

Pod oświadczeniem podpisali się także: Małgorzata Kupiszewska, koordynator Projektu / Dr hab. prof. UP Kraków Józef Brynkus, poseł na Sejm RP, opiekun naukowy Projektu / Michał Siwiec-Cielebon, dziennikarz.

Marsz Pamięci Rotmistrza Pileckiego

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

Obchody 115 rocznicy urodzin rotmistrza Witolda Pileckiego w Krakowie, rozpoczęte zostały Mszą Świętą w kościele pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła. Następnie spod Krzyża Katyńskiego wyruszył Marsz Pamięci ul. Grodzką, przez Rynek Główny, ul. Floriańską pod Pomnik Grunwaldzki na Placu Matejki. Organizatorami byli Koliber (Kraków) oraz Fundacja Tradycji Miast i Wsi a uroczystość wspomogli: Studenci dla Rzeczypospolitej, Klub Republikański (Kraków), Młoda Prawica (Małopolska) i Prosto z Mostu:

https://www.youtube.com/watch?v=y9GtQFbBPPY

W czasie ciszy niech naród o Pileckim usłyszy

leszeksmagowiczLeszek Smagowicz

Kraków-Warszawa-Kraków 17-18 maja 2015 r.

Za oknem ociężałe chmury z wielkim wysiłkiem unoszą rąbek swoich zasłon, by wpuścić pierwsze chwile nowego dnia. Kotary w różnych odcieniach szarości powoli odsłaniają zieleniejący polski maj. Z szuwarów grupa kilkunastu ptaków podniosła ku niebu następną firankę, aby dostatecznie rozjaśnić spóźnionemu dziś słońcu, że już dawno przyszła odpowiednia pora na zakończenie drzemki. Choć falbany wiosennego deszczu dodatkowo przyciemniają obraz całości, to nieuchronnie nadchodzi nowy dzień.

Zaspane oko błękitu wciąż walczy z niedzielną pierzyną, ale dla nas kurtyna poszła w górę. Szaleńcze tempo podróży, pozwala jedynie bujnej jak wiosenna przyroda wyobraźni, dopisać historię, do każdego kadru wypatrzonego przez szybę autokaru. Za opłotkami Krakowa, z obu stron pojazdu mijamy trawy, krzewy, zarośla a dalej pola, zaorane i czarne jak sól tej ziemi – nasz węgiel. Dalej te, co wcześniej obsiane już dawno zakiełkowały, załzawionymi liśćmi pełnymi rosy tęsknią za słońcem.

Wpadamy w kolejny obraz. Tym razem sady, które już cudownie kwitną niepokojem o los swych owoców. Za nimi niespokojnie kołyszą się płuca. To wciąż polskie lasy. Wciąż polskie i wciąż nie sprzedane. Nieopodatkowany wiatr, który smętnie kręci odnawialną energią w dwóch turbinach wiatrowych, gwiżdże równocześnie w koronach leszczyn, olch i sosen. Kłaniają mu się w pas malutkimi listkami potężne, ponad pięciometrowe, niszczycielskie zdradziecko brzozy, dla niepoznaki obsypane pokojowo białą korą.

Czy w tej sytuacji zgarbione życiem wierzby mają nie płakać? Zwłaszcza, że z ich czupryn jednocześnie wystrzeliło w niebo kilkaset ptaków naraz burząc im misternie układaną fryzurę. Tu niewielki ptak porwał w górę gałązkę i zmierza z nią zapewne do swego polskiego gniazda. Zadanie dobrze wykonane, ale średnio oceniane przez dominującą wokół niego poprawność. Tam trzy kawki – dokładnie tyle, co wypiłem – grają w powietrznego berka, a zaraz obok nich wystraszona klaksonem para synogarlic, wzleciała ku słońcu zwyciężającemu w końcu majową słotę. Para. Zawsze para. Zawsze samiczka i samiec.

Mijamy kolejne kwitnące miejscowości. Ciekawe zjawisko widać przez krzywe zwierciadło naszego autokaru, a przez tę soczewkę można zauważyć jak pięknieje miejscowość na naszej kielecczyźnie, ale młodzież z niej pięknieje jeszcze bardziej na obczyźnie. Widocznie tam tak mają. Za Kielcami dumnie kroczącego bociana to w ząb nie obchodzi, on tu z dziada – pradziada i żadne reformy go do zmiany nie zmuszą. Na przejściu dla nie pieszych mądre sarny czekają na swą kolej, a my mijając kolejne hektary polskich płuc „płyniemy” jedną z głównych komunikacyjnych aort do nadal bijącego serca naszej przeuroczej krainy. Do Warszawy.

Dziś w wielkiej stolicy wielka uroczystość. Jeden z jej bohaterów ma swój dzień. W maju przecież, jak co roku, jest jego rocznica urodzin i śmierci. W tym roku nie ma żadnej okrągłej, ale i tak jest, co świętować. Jest uroczysty marsz, jest koncert, jest i niejedna Msza Święta w jego intencji. Będzie cudownie. Na początek trafiamy jednak do Muzeum Powstania Warszawskiego. Nie byliśmy tam wcześniej, ale i tak po dzisiejszej wizycie nie zrecenzujemy wam tego wydarzenia. To jest nie możliwe. Mieliśmy zapasu trzy godzinki, a tu kilka pięterek, kilkadziesiąt pomieszczeń, setki skrytek i zakamarków z eksponatami, dokumentami, nagraniami i tysiące, tysiące widzów. Dlatego poruszanie się śród mnóstwa audiowizualnych archiwów i aktualnych treści widzianych okiem jeszcze czasem żyjących bohaterów 63 dni sierpnia i września 44’, było dziś mocno ograniczone.

wczasieciszy1Ale pośród tysięcy ludzi i rekwizytów znaleźliśmy również dzisiejszego bohatera. Na jednej z fotografii znaleźliśmy naszego rotmistrza. Witold Pilecki jest na nim dumny jak zawsze, ale nieobecny duchem jak na większości zdjęć z okresu haniebnego procesu. To taki, swego rodzaju Stańczyk – pędzla mistrza Matejki – połowy XX wieku, lecz o wiele bardziej dramatyczny… Czyżby przeczuwał dalsze losy naszej ojczyzny?

Wychodząc z Muzeum PW na warszawskie ulice trafiamy dosłownie i w przenośni na Nowy Świat. Warszawka żyje i ma się dobrze. To i dobrze. Oni z nami nie pójdą, ale jeszcze jest przecież wielu innych. Ja z dwoma córkami tylko nieznacznie zasilę nasze wielotysięczne pospolite ruszenie, które zawezwał pośmiertnie sam kapitan kawalerii (rotmistrz) Pilecki. Bohema w końcu też musi przysłużyć się dzisiejszej ojczyźnie i słusznie podzielić się z gastronomią stolicy, zarobionymi w pocie czoła niechcianymi w ich kręgach złotówkami.

wczasieciszy2Na Krakowskim Przedmieściu córki pytają mnie: – „co mam do Prezydenta”? Dziś nie czas na politykę kochane – mówię. Może, kiedy indziej… Pod kolumną Zygmunta duża pikieta w sprawach ukraińskich. Obok mniejsza protestuje przeciwko pierwszej, że teraz nie czas by stawać się wieprzowiną armatnią, a raczej należy nią handlować. To chyba dobry znak – myślimy. Tu dużo osób, to tam zapewne tylko więcej.

Jesteśmy w Archikatedrze Św. Jana. Wewnątrz jedna ze ścian bazyliki pośmiertnie połączyła dwóch, prawdziwie zasłużonych dla drugiej polskiej państwowości, Polaków. Wojciech Korfantego i Józefa Piłsudskiego. Za życia wyjątkowo nie przepadali zbytnio za sobą. Dziś, ich płaskorzeźby nie mają nic przeciwko wspólnemu sąsiedztwu. Mszę celebruje zasłużony wyklętej sprawie ks. Józef Maj. Wyjątkowo pominę nieprzygotowane kazanie. Jedno ważne zdanie, które pada na końcu na temat postulowanej beatyfikacji rotmistrza Witolda Pileckiego i tak przyjmujemy z ogromną radością.

wczasieciszy3Po zakończonej Mszy Św. rusza pochód, który ulicami stolicy ma nas zaprowadzić pod pewną warszawską kamienicę. To z niej we wrześniu 40’ roku dowódca roty (rotmistrz) wyszedł, by za zgodą dowództwa Tajnej Armii Polskiej dołączyć do łapanki zorganizowanej przez niemieckiego okupanta i trafić do obozu w Auschwitz. Wcześniejsze i późniejsze niesamowite historie życia naszego bohatera, próbuje nam przedstawić podczas przemarszu głos, ze źle zorganizowanego nagłośnienia.

Czoło marszu prowadzi 91 Warszawska Drużyna Harcerzy „Burza” imieniem właśnie Rotmistrza Pileckiego. Dalsza opowieść niestety upłynie pod „patronatem” liczby dwa. Niestety, za drużyną harcerską sznur „warszawiaków” liczy prawie dwa tysiące obywateli. Niestety jak na prawie dwu milionową metropolię to skrajnie niewiele by godnie uczcić pamięć o Ochotniku do Auschwitz. To ledwie promil. Nawet nie dwa. W drugiej godzinie docieramy na miejsce, czyli na ulicę Wojska Polskiego 40 na warszawskim Żoliborzu gdzie schwytano „Tomasza Serafińskiego”. Po uroczystym spacerze mało znaczącymi warszawskimi ulicami, na których mijamy niewielu gapiów, kilkanaście krótszych lub dłuższych przemówień to o kilka za dużo. Przy skromniutkiej tablicy, która cały czas od dwudziestu sześciu lat „wolnej Polski” zastępuje niezmiennie nieistniejący pomnik wielkiego rodaka, jedynie drugi mówca potrafi wstrząsnąć naszą, jak do tej pory, wolno płynącą krwią w zmęczonych ciałach.

wczasieciszy4Tadeusz Płużański, bo o nim mowa, przytacza dwie sceny już spoza życia polskiego „bohatera najwyższej próby”. Pierwsza dotyczy świadectwa księdza Józefa Stępnia, który widział jak wynoszą ciało „najdzielniejszego z dzielnych” z celi, by wykonać wyrok. Z jego opisu wynika, że wywlekane ciało rotmistrza nie dawało oznak życia. „Ubecy prowadzili go pod ręce, a on powłóczył nogami”. Zastrzelono, już martwego, okrutnie torturowanego, zakatowanego na śmierć, najodważniejszego – dla włoskich i brytyjskich historyków – człowieka II wojny światowej.

Druga opowieść Płużańskiego dotyczy wydobycia zwłok rotmistrza Pileckiego z miejsca jego „pochówku”. Jego i ponad stu innych (w sumie ponad trzystu) wrzucono do bezimiennych jam w Kwaterze Ł na tzw. „Łączce”. Urządzono tam kompostownię a później śmietnik. Wśród nich min. gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” i pułkownika Łukasza „Pługa” Cieplińskiego. To właśnie nieżyjąca już Pani Maria, córka Fieldorfa przyszła w „noc stanu wojennego” do jego twórcy Wojciecha Jaruzelskiego z prośbą o wydobycie, haniebnie zrzuconych do dołów śmierci, zwłok swojego ojca, by jeszcze za swojego życia godnie pochować jego szczątki. Niestety nie dano jest szansy zostać Antygoną. A współtwórca czystek antyżydowskich w PRL-owskim wojsku, podwykonawca wyroku śmierci na Praską Wiosnę w 1968r, morderca stoczniowców na polskim wybrzeżu w grudniu 70’, grabarz polskiego Sierpnia 80’ i prawdziwej polskiej międzyludzkiej Solidarności, nie tylko nie zezwolił na ekshumację i pogrzeb „bohatera trzech wojen” generała Nila, ale dodatkowo wpadł na przeraźliwie demoniczny pomysł, by od tego momentu, czyli od 1982 roku nad zwłokami polskich bohaterów chowano ich oprawców! Skutkiem tego, dziś nad wciąż nieodnalezionymi zwłokami rotmistrza leży pochowany z honorami sędzia, który wydał na niego wyrok śmierci Roman Kryże.

Dziś, w wolnej Polsce, oprawcy są dalej chowani z honorami, świtą i wojskową asystą, a dzieci ich ofiar zgodę na wydobycie zwłok swoich ojców i dziadków mają uniemożliwioną, gdyż jest ona uzależniona od zgody rodzin komunistycznych zbrodniarzy oraz wciąż niezawisłych sądów. Ponieważ zgoda buduje, więc zgodnie z zaleceniami generała Jaruzelskiego zbudowano w PRL-u warownię i pochowano w niej czerwonych cerberów, którzy przy asyście dzisiejszej wolnościowej władzy wspólnymi – zgodnymi – wysiłkami pilnują, by nie „podniósł łba demon polskiego patriotyzmu”. W tym ten najgroźniejszy z groźnych, z wyszytym i wytatuowanym numerem obozowym KL Auschwitz 4859. To jeden z momentów, tego dnia, gdy chciałbym odpowiedzieć moim córkom „co mam do Prezydenta…”

wczasieciszy5Zmęczeni odpoczywamy w żoliborskiej zieleni. W parafii Świętego Stanisława Kostki dzwony zapraszają na kolejną mszę w intencji rotmistrza. Po niej, w usytuowanych obok ogrodach Lech Makowiecki swoją balladą poświęconą rotmistrzowi otwiera koncert zorganizowany przez Fundację „Sztafeta”, podczas którego młodzież Juliana Czaporowskiego z „Garwolińskiego Teatru Muzycznego od Czapy” wykonuje utwory napisane min. przez samego rotmistrza Pileckiego, a także Józefa „Ziutka” Szczepańskiego, Zbigniewa Herberta i chyba Jacka Kaczmarskiego. Oprócz niezwykle liczebnej rodziny Pospieszalskich, grają Budkiewicz z DePress i Jan Trebunia Tutka. Nad młodą wiarą i jej duchem czuwają: kompozytorka – dziś również śpiewająca – Lidia Pospieszalska i Ania Żochowska. Całości dopilnowuje Radosław Pazura. Muzyczną część koncertu uzupełnia przybliżając nam mniej znane chwile z życia rotmistrza a sam świetną interpretacją wierszy Marii Doroty Pieńkowskiej uświetnia całe wydarzenie.

Koncert dobiega końca a wraz z nim nasz dzień. W polnych klonach żoliborskiego Skweru Niegolewskiego hula wiatr, który na finał koncertu przygnał mnóstwo ciemnych chmur, a wraz z nimi niemiłą deszczowo-śnieżną niespodziankę. Wolne, wielopokoleniowe warszawskie ptaki wraz ze swymi pisklętami bisują „Pałacykiem”. Wśród nich szczęśliwy i wzruszony syn rotmistrza Pileckiego, Pan Andrzej Pilecki.

Ogromna ilość wrażeń wydaje się być ponad siły moich córek. Ale odwiedzamy jeszcze, pełni zadumy, grób błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. One jeszcze wciąż mało wiedzą, wciąż nie rozumieją wielu rzeczy. Czemu, gdy wokół tak pięknie oprowadzam ich po jakichś grobach, przypominam miejsca kaźni, opowiadam jakieś straszne historie? Czemu im, wciąż jeszcze małym ptaszynom, zatruwam spokojne życie w spoko Polsce? Nie potrafię im jeszcze rozsądnie wytłumaczyć, czemu dwóch polskich wielkich herosów odwagi, miłości do bliźniego i prawdy, których połączyła warszawska ziemia, zamordowali w skrytobójczy sposób ludzie pełni strachu? Nie potrafię im sensownie opowiedzieć, czemu ich wcześniej bestialsko torturowano i – w jak dotąd niewyjaśnionych okolicznościach – zabito? Że, jedno z masakrowanych ciał wrzucono po wielu dniach do Wisły, a drugie nie odnajdzie się dopóty, dopóki fajna Polska nie ustąpi przodownictwa czarno-grodzianom. Jak mam im wyjaśnić, że mający krew na rękach kaci w togach, prokuratorzy i sędziowie zarówno w PRL-u jak i w „wolnej Polsce” mieli się świetnie przez całe swoje życie, Czy ktoś z Was może pomóc mi uzasadnić, dlaczego domniemani mordercy patrona hutniczej Solidarności – bandziory z bezpieki – czas spędzony w areszcie, mają doliczony do wysokich emerytur?

Dziewczyny padają. Późna pora, a nasz autokar rusza w jupiterach fajnej Warszawy w daleką drogę do Zakopanego, do co raz bardziej warszawskich Krupówek. Oczami wyobraźni widzę wszystkie ptaki z dzisiejszego dnia. Zostawiamy za sobą warszawskie dudki, papugi, sowy, sekretarze i dzięcioły to tylko duża część obywatelskiej stolicy. Niczym nie różnią się przecież od krakowskich sów, pawi, uzależnionych łabędzi i dokarmianych gołębi. Są piękne, nie raz nawet bardzo. Co po niektóry z nich ma mniej lub bardziej piękną klatkę, ale większości wystarcza dach nad głową, ukraszony czasem występem w ekranowym cyrku.

Ale w dniu dzisiejszym spotkaliśmy również inne ptaki. Te, na co dzień pochowane przed światem, słowiki i poranne, jak u Słowackiego, konfederackie skowronki. To one, a nie piękne pióra z papuzich czy z pawich ogonów nadają od wieków naszym duszom treści. To ich trele i śpiew, opiewające czyny naszych wolnych od tysiąca lat orłów przekazują Chrystusowe idee prawdy i wolności polskiego ducha, którymi kierował się przez całe swoje życie wolny ptak nr 4859.

Krakowski marsz rotmistrza Witolda Pileckiego

miroslawborutaMirosław Boruta

25 maja 2013 roku przypadała 65-ta rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego, oficera Wojska Polskiego, ochotnika do niemieckiego obozu zagłady w Oświęcimiu, organizatora obozowego ruchu oporu, wielkiego polskiego bohatera i patrioty, zamordowanego w 1948 roku przez “komunistów”.

SKrakowskie uroczystości ku czci rotmistrza Witolda Pileckiego rozpoczęły się o godz. 17:00 koncelebrowaną Mszą Świętą w Kościele Mariackim z udziałem O. Jerzego Pająka, duszpasterza środowisk kombatanckich i “Sybiraków” (fot. Mirosław Boruta). Uczestnicy marszu przeszli przez Rynek Główny, ul. Szewską, Podwale, Floriana Straszewskiego, Marszałka Józefa Piłsudskiego i Aleją 3 Maja do Parku im. dr. Henryka Jordana, gdzie znajduje się popiersie Rotmistrza. Nieśli biało-czerwone chorągiewki, transparenty i portrety Żołnierzy Wyklętych. Z przykrością należy zaznaczyć, że organizatorzy marszu: Stowarzyszenie Studenci dla Rzeczypospolitej oraz Młodzież Wszechpolska nie wyrazili zgody na niesienie transparentów organizacyjnych.

SSylwetkę rotmistrza Witolda Pileckiego zaprezentował generał dywizji, dr Jerzy Biziewski,  honorowy patron uroczystości i dowódca 2. Korpusu Zmechanizowanego, a p. Małgorzata Janiec z krakowskiego środowiska “Wolności i Niezawisłości” odczytała wzruszający list córki rotmistrza, p. Zofii Pileckiej-Optułowicz. W liście znalazły się także słowa o tych, którzy nawet i dzisiaj chcą “zniweczyć Jego cześć i uznanie oraz chwalebne osiągnięcia narodu polskiego i jego ofiarnych synów. Współcześni spadkobiercy, powiązani z oprawcami więzami zdrady chcą teraz ten sens zniekształcić, oczernić i wyeliminować. Bądźmy razem przeciw nim” (fot. Mirosław Boruta).

SDyrektor krakowskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, dr Marek Lasota wyraził nadzieję, że już niedługo w wyniku poszukiwań Instytutu doczesne szczątki Witolda Pileckiego zostaną zidentyfikowane i odbędzie się Jego uroczysty pogrzeb. Na zakończenie główny organizator uroczystości przy popiersiu Rotmistrza, prezes Towarzystwa Parku im. Henryka Jordana, p. Kazimierz Cholewa, podziękował wszystkim uczestnikom i bardzo dobitnie zaapelował do rządzących o wspieranie inicjatyw patriotycznych (fot. Mirosław Boruta). Podczas uroczystości kapitan Jacek Nowak odczytał także przejmujący apel pamięci ku czci bohaterów Polski – Żołnierzy Niezłomnych, oddano także salwę honorową.

Pod popiersiem rotmistrza Witolda Pileckiego złożono wieńce i kwiaty, a wśród składających byli także posłowie Prawa i Sprawiedliwości: Barbara Bubula, Andrzej Duda i Ryszard Terlecki oraz środowiska Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki (fot. poniżej, autorstwa p. Jacka Bednarczyka, przedstawia Klubowiczów podczas Marszu, za: wpolityce.pl) i Stowarzyszenia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie.

20130525mrp4

I jeszcze linka do fotoreportażu, autorstwa p. Józefa Więcka:
https://plus.google.com/photos/115233674866940385313/albums/5882033366956658353?banner=pwa&gpsrc=pwrd1#photos/115233674866940385313/albums/5882033366956658353?banner=pwa&gpsrc=pwrd1

Warto także, choć z  zupełnie innych względów, zapoznać się z artykułem dotyczącym mordercy rotmistrza Witolda Pileckiego – sierżanta “Urzędu Bezpieczeństwa”, bowiem w historii tego zbrodniarza, znanego pod pseudonimem Piotr Śmietański jedno jest pewne. Nie poniósł żadnej kary za swe zbrodnie. Nikt go nie ścigał ani nie niepokoił:
http://www.w-sercu-polska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&catid=10:pamiec-walka-i-meczenstwo&id=4875:tajemnice-kata

Krakowski Marsz Rotmistrza Witolda Pileckiego

mariamachl1Maria Machl

Dzisiaj w 18 miastach Polski odbyły się Marsze Rotmistrza Witolda Pileckiego. W ten sposób uczczono 111 rocznicę urodzin jednego z największych naszych bohaterów, żołnierza wojny polsko-bolszewickiej, Armii Krajowej, ochotnika do Auschwitz, gdzie organizował ruch oporu, uczestnika wielu kampanii II wojny światowej i Żołnierza Wyklętego.

13maja20121Człowieka godnego pomników, którego patriotyzm, odwaga i poświęcenie mogą służyć za wzór – a ubecja, polscy komuniści zamordowali i skazali na zapomnienie.

Około 200 osób wzięło udział w krakowskim Marszu Rotmistrza Witolda Pileckiego, który przeszedł z placu Jana Matejki przez Floriańską, Rynek Główny, Szewską, Marszałka Józefa Piłsudskiego do Parku im. Henryka Jordana.

13maja20122Na czele szli Strzelcy z przedwojennym sztandarem z 1927 roku Federacji Polskich Związków Obrońców Ojczyzny. Związek Strzelecki – patriotyczna młodzieżowa organizacja paramilitarna dziś kontynuuje dzisiaj tradycje „Strzelca” założonego w 1910 roku we Lwowie. Pod pomnikiem jego założyciela, Józefa Piłsudskiego, nowi kandydaci złożyli dziś uroczystą przysięgę i otrzymali stopień strzelca.

SWcześniej, w Rynku Głównym, pod Collegium Novum i później, przed popiersiem Rotmistrza Witolda Pileckiego w Parku im. Henryka Jordana zostały odczytane obszerne fragmenty biografii Bohatera a po drodze skandowano patriotyczne hasła.

W marszu udział wzięli m.in. krakowska posłanka Prawa i Sprawiedliwości, p. Barbara Bubula, członkowie Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej, Ligi Obrony Suwerenności, Małopolskich Patriotów, Młodzieży Wszechpolskiej i Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-1989. Cieszy fakt, że wśród uczestników wyraźnie przeważali ludzie młodzi, którzy znaleźli czas aby oddać hołd Wielkiemu Człowiekowi. Dla nich polskość nie jest nienormalnością.

Więcej zdjęć pp. Marii Machl (fot. 2-5) i Mirosława Boruty (fot. 1, 6-9) na: https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/13Maja2012

I jeszcze relacja filmowa p. Marka Czapli:

http://www.youtube.com/watch?v=_vXLWOCxnKg