1 czerwca – To warto wiedzieć!

dziendziecka1 czerwca to Międzynarodowy Dzień Dziecka i Powszechny Dzień Dziecka – święto dzieci obchodzone corocznie w wielu krajach (fot. Dzieci na wystawie w „Salon Planete” w Paryżu). Od 1994 roku tego dnia w Warszawie obraduje Sejm Dzieci i Młodzieży. Z okazji Dnia Dziecka w szkołach często obchodzony jest dzień sportu; np. poprzez organizowanie rozgrywek międzyklasowych.

herbkrakowa1 czerwca 1937 roku ustanowiono herb Krakowa. Przedstawia w polu błękitnym czerwony mur ceglany z trzema basztami, z których środkowa jest wyższa i szersza, zwieńczonymi krenelażem o trzech blankach każda, z czarnymi strzelnicami i okienkami. W murze brama o złotych otwartych podwojach, z okuciami w kształcie lilii i z podniesioną złotą broną. W prześwicie bramy ukoronowany Orzeł Biały, ze złotym dziobem i szponami. Tarcza herbowa o tradycyjnym dla Krakowa renesansowym kształcie jest zwieńczona koroną o kwiatonach w kształcie lilii, zamkniętą kabłączkiem z kulką i krzyżykiem w zwieńczeniu. Warto dodać, że obecnie rządzące w Krakowie lewactwo usiłuje zastąpić nazwę Kraków – nazwą KRK, czyli nazwą wyspy i 5,5 tys. miasta w Chorwacji.

prawdaoniemcach1 czerwca 1943 roku Niemcy  (nie faszyści, nie hitlerowcy, nie naziści, po prostu Niemcy) wymordowali 200 Polaków we wsi Sochy (województwo lubelskie). Najpierw zginęły osoby idące do pracy w Zwierzyńcu. Do pacyfikacji zostały również użyte samoloty. Z relacji świadków zbrodni wynika, iż ocalał jedynie jeden dom, reszta została spalona lub zburzona, a ocalali mieszkańcy, do czasu odbudowy, mieszkali w pozostałych piwnicach i częściach zabudowań gospodarczych. Na terenie wsi znajduje się cmentarz zamordowanych mieszkańców oraz tablica pamiątkowa.

nowoczerkasktablica1 czerwca 1962 roku wybuchł bunt robotników w Nowoczerkasku, krwawo stłumiony przez wojsko. Bunt został spowodowany drastycznymi podwyżkami cen żywności a rozpoczęli go pracownicy miejscowych zakładów budowy taboru kolejowego. Odpowiedzią władz były słowa dyrektora fabryki lokomotyw: Jeśli nie macie pieniędzy na mięso, jedzcie pierożki z kapustą. Po odmowie przerwania protestu komunistyczne władze wydały wojsku rozkaz strzelania do robotników z broni maszynowej. Zginęło około 100 osób. W kolejnych dniach KGB zatrzymało ponad 300 osób, z czego ponad sto postawiono przed sądem, a siedmiu z oskarżonych skazano na karę śmierci i stracono. Kilkanaście osób otrzymało wyroki od 10 do 15 lat pracy w łagrach. Masakrę przez wiele lat ukrywano. Informacje o niej wypłynęły dopiero w drugiej połowie lat 80-tych XX wieku. Wiedza o tych wydarzeniach do dzisiaj nie jest jednak w Rosji szeroko znana.

(opr. na podstawie Wikipedii)

1 czerwca (środa), 10:00 – Duszpasterstwa środowiskowe archidiecezji krakowskiej w latach 1945–1989

ipnlogoKonferencja „Duszpasterstwa środowiskowe archidiecezji krakowskiej w latach 1945–1989, cz. 2”. Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie zaprasza w dniu 1 czerwca 2016 r. na konferencję „Duszpasterstwa środowiskowe archidiecezji krakowskiej w latach 1945–1989, cz. 2”, która odbędzie się w Sali Fontany Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy Rynku Głównym 35.

Celem planowanej konferencji jest ukazanie działalności duszpasterzy i duszpasterstw środowiskowych w powojennych dziejach Krakowa oraz archidiecezji krakowskiej.

20160601ipnDuszpasterze odegrali istotną rolę w kształtowaniu postaw religijnych, patriotycznych i etycznych świeckich. Osoby, które przeszły formację w duszpasterstwach środowiskowych, miały znaczący wpływ na przemiany społeczne, polityczne, gospodarcze, a nawet ustrojowe w Polsce.

Konferencja będzie drugą z cyklu spotkań mających na celu ukazanie pełnego dorobku i roli laikatu w Kościele krakowskim. Pierwsza konferencja dotycząca duszpasterstw środowiskowych archidiecezji krakowskiej w latach 1945–1989 odbyła się 15 listopada 2012 r. w Krakowie. Jej pokłosiem jest publikacja naukowa Duszpasterstwa środowiskowe w latach 1945–1989. Archidiecezja krakowska, red. C. Kuta, J. Marecki, Kraków 2014, zawierająca artykuły opracowane przez prelegentów.

Szczegółowy program Konferencji znajdą Państwo tutaj:
http://www.franciszkanska3.pl/Duszpasterstwa-srodowiskowe-archidiecezji-krakowskiej-w-latach-19451989,a,31773

Linka do wszystkich ogłoszeń: http://www.krakowniezalezny.pl/category/bedzie-w-krakowie

Krakowski Marsz dla Życia i Rodziny Anno Domini 2016

tomaszorlowskiTomasz Orłowski

Po raz czwarty Marsz dla Życia i Rodziny przeszedł w niedzielne przedpołudnie ulicami Krakowa. Na plac Jana Matejki – skąd wyruszył Marsz – przyszły rodziny z dziećmi, młodzież, a także osoby starsze i siostry zakonne. Po modlitwie wyruszono w kierunku Bramy Floriańskiej, a następnie tysiące osób przeszły przez Rynek Główny, ul. Bracką, Franciszkańską (pod Okno Papieskie), aż do Parku im. Henryka Jordana, w którym przygotowano szereg atrakcji.

20130526marszPodczas marszu skandowano m.in.: „Stop gender i aborcji”, „Niskie podatki dla ojca i matki” czy „Dzieci są skarbem”. Przed manifestującym tłumem, rozlegały się dźwięki szkockich dud i bębnów, ponieważ w Marszu uczestniczyła grupa muzyczna, prezentująca muzykę szkocką, a w samym parku wystąpił Joszko Broda. Oprócz koncertu na dzieci czekały dmuchane zamki, a na wszystkich uczestników Marszu pyszne domowe wypieki od harcerzy.

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia fotoreportażu, złożonego z 62 zdjęć:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/6290920927384154881

Pielgrzymka mężczyzn do Piekar Śląskich. Andrzej Duda do pielgrzymów: rolą mężczyzny odpowiedzialność i pomoc

wpolityceplZespół wPolityce.pl / ann / PAP

Pielgrzymka mężczyzn i młodzieńców do Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej jest jedyną taką pielgrzymką stanową w Polsce. Tradycja pielgrzymowania trwa już ponad 350 lat i corocznie gromadzi przed obliczem piekarskiej Pani około 100 tys. mężczyzn.

Współczesny mężczyzna powinien być odpowiedzialny; gotowy do ochrony, wspierania rodziny i ojczyzny, stający po stronie wolności i sprawiedliwości, słabszych i potrzebujących pomocy — napisał do uczestników pielgrzymki mężczyzn do Piekar Śląskich prezydent Andrzej Duda.

W liście odczytanym w niedzielę pielgrzymom przez księdza porucznika Marcina Janochę prezydent wskazał m.in., że w dobie przemian społeczno-kulturowych: coraz częściej pada pytanie o tożsamość współczesnego mężczyzny i jego rolę w społeczeństwie. Sądzę, że odpowiedź brzmi: przede wszystkim powinien być odpowiedzialny, zawsze gotowy, by chronić i wspierać rodzinę, lokalną społeczność, a wreszcie ojczyznę; odważnie i konsekwentnie stawać po stronie wolności i sprawiedliwości, po stronie słabszych i potrzebujących pomocy — ocenił Andrzej Duda.

Jestem przekonany, że tu, w sanktuarium Matki Bożej Miłości i Sprawiedliwości Społecznej, wszystkie te treści dobrze rozumiane, że tworzą razem spójny obraz tego, jak być dzisiaj synem, mężem, ojcem; jak być Polakiem i obywatelem — dodał prezydent.

W swoim liście Andrzej Duda uznał piekarskie pielgrzymki mężczyzn za „wydarzenie wyjątkowe”. Jak napisał, co roku dziesiątki tysięcy pielgrzymów z kraju i zagranicy gromadzą się w miejscu, w którym od ponad 400 lat trwa kult Matki Bożej Piekarskiej: aby razem modlić się w intencjach swoich rodzin, bliskich i kolegów, w intencji pracy i podołania swoim obowiązkom; w intencji dobra wspólnego wszystkich Polaków.

Prezydent zauważył też, że tegoroczne spotkanie na piekarskiej Kalwarii – odbywające się pod hasłem „Gdzie chrzest, tam nadzieja” – wpisuje się w obchody jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski.

Wpisuje się w sposób szczególny, bo to wielkie modlitewne zgromadzenie mężczyzn jest wymowną ilustracją tego, gdzie Polska i polski kościół znajdują się dzisiaj, w jedenastym stuleciu swojego istnienia — zaznaczył Andrzej Duda.

20160530adJego zdaniem spotkanie mężczyzn w Piekarach ukazuje też: wciąż żywą religijność i przywiązanie do wartości, na których została zbudowana polska kultura i tożsamość, z których wyrasta wszystko, co w polskiej historii najpiękniejsze, najwznioślejsze i najtrwalsze – i dlatego jest motywem nadziei na dobrą przyszłość naszej narodowej wspólnoty (fot. Andrzej Hrechorowicz/KPRP/PAP/Marek Zimny).

Pozdrawiając uczestników pielgrzymki, Andrzej Duda życzył im „duchowego umocnienia i nowych sił do służby Bogu, bliźniemu i ojczyźnie”.

Piekary Śląskie są ośrodkiem kultu maryjnego od kilkuset lat. Pierwsza pielgrzymka do słynącego z cudownych uzdrowień obrazu przybyła tam w 1676 r. Majowa pielgrzymka mężczyzn i młodzieńców oraz sierpniowa pielgrzymka kobiet i dziewcząt do sanktuarium gromadzą co roku dziesiątki tysięcy wiernych i należą do najważniejszych wydarzeń religijnych na Górnym Śląsku.

Pielgrzymka Stanowa Mężczyzn przybywa do Piekar Śląskich od 1947 roku. Przez kilkanaście lat do Piekar pielgrzymował z nią ówczesny metropolita krakowski Karol Wojtyła, który potem jako papież co roku kierował też do pielgrzymów swoje posłanie. Potem telegram do gromadzących się w Piekarach wiernych przesyłał także papież Benedykt XVI.

W tym roku papież Franciszek podczas niedzielnej modlitwy Anioł Pański wspomniał: tradycyjną pielgrzymkę, która odbywa się dziś w Polsce – do sanktuarium w Piekarach. Matka Miłosierdzia, Matka Sprawiedliwości i Miłości Społecznej niech wspiera rodziny oraz młodzież w drodze na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie — relacjonował słowa Franciszka metropolita katowicki abp Wiktor Skworc.

W tym roku będącej głównym punktem pielgrzymki mszy na kalwaryjskim wzgórzu przewodniczył metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. Homilię wygłosił prymas Polski abp Wojciech Polak. Wcześniej pielgrzymów przywitał, mieszcząc w tym wystąpieniu tradycyjne przesłanie społeczne, abp Skworc.

Tekst i zdjęcia za: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/294619-pielgrzymka-mezczyzn-do-piekar-slaskich-andrzej-duda-do-pielgrzymow-rola-mezczyzny-odpowiedzialnosc-i-pomoc

Profesor Chodakiewicz: Czy polskie elity wyginęły?

marekjanchodakiewicz„Prawica zwycięży dopiero wtedy, gdy jej przywódcy wrócą do zasad wiary, samodyscypliny, samoopanowania, solidności, sumienności i instynktownej uprzejmości. Silni fizycznie, kulturalni i błyskotliwi intelektualnie przywódcy staną się przykładem dla społeczeństwa, godnym naśladowania obiektem podziwu. Dopiero wtedy odtworzymy prawicowe elity” (Marek Jan Chodakiewicz, O prawicy i lewicy, Gdańsk 2013, s. 337).

Marek Jan Chodakiewicz (ur. 1962) / profesor historii, sowietolog, szef Katedry Studiów Polskich im. Tadeusza Kościuszki (The Kosciuszko Chair of Polish Studies) na prestiżowej uczelni podyplomowej Instytut Polityki Światowej (Institute of World Politics) w Waszyngtonie.

Linkę do wykładu odnajdą Państwo tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=sO03n-C-EUE

Nowy dowód zależności L. Wałęsy od komunistów w czasie jego prezydentury

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Szokujące fakty o zachowaniu Lecha Wałęsy ujawnia jego niegdysiejszy protegowany, b. poseł do Sejmu Marek Markiewicz, mianowany dzięki Wałęsie pierwszym przewodniczącym KRRIT. W wywiadzie udzielonym dodatkowi do „Rzeczpospolitej” – „Plus-Minus” z 28-29 maja 2016 M. Markiewicz podaje informacje wyraźnie obciążające Wałęsę, pokazując jego decyzję o rozwiązaniu Sejmu w 1993 r. jako krok ratujący Jaruzelskiego i Kiszczaka przed postawieniem przed Trybunałem Stanu. Jak stwierdził Markiewicz: „Pracowałem też w komisji badającej skutki stanu wojennego (…) Przesłuchiwaliśmy generała Czesława Kiszczaka u niego w domu. Zabrało nam około dziesięciu dni do zamknięcia tej sprawy i przedstawienia Sejmowi raportu z naszych prac, gdy Lech Wałęsa rozwiązał Sejm. A szkoda, bo sytuacja byłaby inna (…) Nasza komisja chciała zaproponować Sejmowi postawienie Jaruzelskiego i Kiszczaka przed Trybunałem Stanu za wprowadzenie stanu wojennego. Lech Wałęsa o tym wiedział. Sam mu o tym mówiłem, a wcześniej jego ministrowi Andrzejowi Drzycimskiemu (…)” (por. wywiad E. Olczyk z M. Markiewiczem: Miałem ochotę kopnąć Wałęsę, „Plus-Minus” z 28-29 maja 2016). Czyż sprawa ta nie jest jaskrawym dowodem na to, że Wałęsa zajadle chronił Jaruzelskiego i Kiszczaka, bo bał się ujawnienia przez Kiszczaka papierów na swój temat? Co powiedzą na to zajadli obrońcy Wałęsy typu łże-profesora Andrzeja Friszke?

A. Rzepliński fetowany w ambasadzie RP u R. Schnepfa w Waszyngtonie

Wg Niezaleznej.pl z 21 maja najskrajniejszy wróg nowego polskiego rządu prezes TK A. Rzepliński był jednym z gości honorowych na przyjęciu urządzonym w rezydencji ambasadora R. Schnepfa z okazji uroczystości święta 3 maja. Miesiąc temu tenże Schnepf paradował na Miami w towarzystwie L. Wałęsy i M. Wachowskiego. A minister W. Waszczykowski dalej śpi i nic nie robi dla odwołania ambasadora – szkodnika, do Polski.

Nareszcie odwołany ambasador P. Nowina-Konopka

Przypuszczalnie strach Waszczykowskiego przed odwołaniem Schnepfa, bardzo mocno popierającego roszczenia żydowskie wobec Polski, wynika głównie z obaw przed narażeniem się tak silnemu lobby żydowskiemu w USA. Tego typu obawy nie istniały najwyraźniej w przypadku ambasadora w Watykanie Piotra Nowiny-Konopki, którego odwołanie postulowałem już parę razy na tym blogu. Wreszcie Waszczykowski zdobył się na „odwagę” i odwołał Nowinę-Konopkę z Watykanu. Zrobił to o pół roku za późno. Pobyt Nowiny-Konopki jako ambasadora w Watykanie za czasów obecnego „rządu Przełomu” był prawdziwie ponurą groteską, gdy zważymy, że tenże Nowina-Konopka w nocy z 4 czerwca 1992 r. jako poseł Unii Demokratycznej złożył wniosek o obalenie rządu Jana Olszewskiego !

Pisarz S. Srokowski: „Agent ukraińskich wpływów ambasadorem w Kijowie”

Stary psuj W. Waszczykowski nie byłby sobą, gdyby natychmiast nie zatarł dobrego wrażenia po odwołaniu Nowiny-Konopki poprzez arcyszkodliwą nominację na ambasadora w Kijowie. Jak piszą w „Warszawskiej Gazecie” z 27 maja 2016 r. nominatem Waszczykowskiego na ambasadora na Ukrainie stał się „dotychczasowy nieformalny ambasador neobanderowskiej Ukrainy w Polsce Jan Piekło” (Wg. M. Hałaś: Kroniki tygodniowe. Ziarna i plewy, „Warszawska Gazeta” z 27 maja 2016). Jan Piekło, nie mający doświadczenia w pracy dyplomatycznej, w przeszłości współpracował z czasopismami „Tygodnik Powszechny” i „Tumult” oraz z „Gazetą Wyborczą”. Nowa nominacja Waszczykowskiego wywołała gwałtowne protesty znaczących polskich postaci związanych z tematyką kresową. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski tak skomentował decyzję o nominacji J. Piekło: „Taka decyzja ws. ambasadora na Ukrainie to przysłowiowy miód na serce dla nacjonalistów ukraińskich. A zarazem kolejne upokorzenie dla rodzin Polaków, Żydów i obywateli polskich innej narodowości, pomordowanych przez ludobójczą Ukraińską Powstańczą Armię” (podkr. – JRN) (cyt. za S. Srokowski: Agent ukraińskich wpływów ambasadorem w Kijowie. Zgroza, „Warszawska Gazeta” 27 maja 2016). Z kolei słynny pisarz z Kresów Stanisław Srokowski pisząc o krytycznym tekście ks. Isakiewicza-Zaleskiego o nominacji J. Piekło, stwierdził: „Jak na mój gust, to i tak zbyt łagodna ocena. Bo ktoś, kto w wywiadzie dla „Dziennika Polskiego” z 21 kwietnia 2015 r. tak skomentował sprawę przyjęcia przez Ukrainę ustawy gloryfikującej OUN-UPA: „Nie widzę nic złego… Zdarzył się wtedy epizod bratobójczej walki między Ukraińcami a Polakami…to po prostu intelektualny oszust i człowiek złej woli. Jak można twierdzić, że gloryfikacja OUN i UPA, to nic złego? Gloryfikacja najokrutniejszych zbrodni wobec polskiego narodu! Pochwała przerażających rzezi to dla przyszłego ambasadora nic złego?! Gloryfikacja mordowania Polaków siekierami, widłami i piłami to nic złego? Obcinanie kobietom piersi to nic złego? Przybijanie dzieciom języków gwoździami do stołów to nic złego? Tak może twierdzić tylko człowiek bez sumienia i wielki łajdak. A ten epizod „bratobójczej walki”? To nie tylko kłamstwo i niegodziwość, to po prostu pogarda dla pamięci milionów Kresowian (…) No i ten „epizod”?! Jak można w żywe oczy pleść takie brednie?! Ten „epizod”, czyli wymordowanie 200 tys. Polaków, trwał osiem koszmarnych lat strachu od września 1939 r. do końca 1947 r.” (por. S. Srokowski: op.cit.).

Wygląda na to, że nominacja J. Piekło na ambasadora na Ukrainie, to kolejny skrajny przejaw absurdalnych działań ministra W.Waszczykowskiego, swoimi decyzjami coraz bardziej szkodzącego Polsce i Polakom. Co więcej nominacja ta może spowodować niestety odwrócenie się od PiS-u części Kresowian, którzy tak wiele nadziei wiązali z nową polityką historyczną PiS-u, z przywracaniem prawdy o bolesnych i przemilczanych kartach naszej historii.

Kresowiacy krytykują

Na portalu Kresy.pl zamieszczono bardzo ostrą krytykę nominacji J. Pieklo na ambasadora w Kijowie pt. „Zobacz, kogo PiS zrobił ambasadorem w Kijowie”. Autor tekstu pisał m.in.: „Poglądy Jana Piekło niczym nie różnią się od poglądów ukraińskich – ostra krytyka polskiej pamięci o ludobójstwie na Wołyniu i wybielanie OUN-UPA. Czyje więc interesy będzie on reprezentował w Kijowie? (…) W kwietniu 2013 roku w komentarzu dla ukraińskiej agencji UNIAN tak oto komentował plany uczczenia w Sejmie rocznicy „Krwawej Niedzieli”: „Spodziewam się, że tego razu [PSL] także pozostanie w mniejszości i sformułowanie o UPA jako o organizacji „zbrodniczej” nie przejdzie przez polski parlament”. Dalej przytaczane są jego słowa, że uchwalenie podobnej uchwały „wywołałoby konflikt” z mieszkańcami zachodniej Ukrainy, dla których UPA i Stepan Bandera to bohaterowie” (…) W artykule „Radia Swoboda” zrelacjonowano jego opinię odnośnie filmu Wojciecha Smarzowskiego: „Jan Piekło uważa, że tworzenie takiego filmu jest nie na czasie, bo nie sprzyja pojednaniu dwóch narodów. Podkreśla, że film na temat Wołynia powinien być wspólną pracą polskich i ukraińskich grup twórczych”. Następnie przytoczono wypowiedź Piekło: „To bardzo zły moment dla takiego filmu, bo część polskiego społeczeństwa jest manipulowana. W Polsce jest taki ksiądz Isakowicz-Zaleski, który kieruje się stanowiskiem rosyjskim, mówi tylko: Wołyń, Wołyń”. To nie jedyny atak Jana Piekło na ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Podobne argumenty powtórzył w wypowiedzi zacytowanej w „Nowej Europie Wschodniej”: „Nie ma wątpliwości, że działalność księdza Zaleskiego jest na rękę rosyjskiej propagandzie, że szkodzi stosunkom polsko-ukraińskim, a przez to samej Polsce”. I dalej: „Epatuje rzezią wołyńską i żąda jej rozliczenia, zapominając, że Ukraińcy mają teraz ważniejsze sprawy na głowie niż ciągłe przepraszanie księdza Zaleskiego za zbrodnie UPA” (por. www.kresy.pl › Publicystyka › Analizy 21.05.2016). Z kolei na portalu Parezja.pl w dniu 22 maja 2016 już w tytule akcentowano: „Skandaliczna decyzja PiS-u. Jan Piekło ambasadorem na Ukrainie”.

Bronisław Wildstein w obronie polskiej historii

Bardzo polecam wywiad Piotra Zaremby z Bronisławem Wildsteinem pt. „Wygrywamy z Michnikiem”, zamieszczony we „w Sieci” z 9 maja 2016. Wildstein występuje tam stanowczo przeciwko zafałszowywaniu i ośmieszaniu polskiej historii przez niektórych publicystów, stwierdzając m.in.: „Jeszcze w „Do Rzeczy” polemizowałem z Piotrem Zychowiczem czy Rafałem Ziemkiewiczem (…) Ziemkiewicz przedstawia polską historię jako ciąg absurdów. Wymyślanie sobie historii alternatywnej służyć może zabawie, natomiast nie można się zgodzić z przebijającą z tych zabaw myślą, że relacje między narodami nie podlegają ocenom moralnym. Trudno to skądinąd pogodzić z katolicyzmem, a dla mnie to lustro pedagogiki wstydu „Gazety Wyborczej”. Skoro nasze dzieje to ciąg głupot, to trzeba wymyślać nową historię i odrzucać to, co mamy (podkr. – JRN). Choć zamysł jest dalekosiężny, znów swoista inżynieria społeczna, wykuwanie nowego narodu”.

Arabska stacja telewizyjna Al-Jazeera atakuje Polskę

Arabska telewizja z siedzibą w Katarze – Al-Jazeera wyemitowała skrajnie wrogi wobec Polski i Polaków dokument filmowy „Poles Apart”. Polskę oskarżają tam jako rzekomy kraj rasistów, który z powodu ksenofobicznych uprzedzeń nie chce przyjąć do siebie imigrantów. Jest to przejaw bezczelnej hipokryzji, gdy zważymy, że bardzo bogaty Katar, podobnie jak Arabia Saudyjska jest szczelnie zamknięty dla napływu imigrantów z bratnich krajów arabskich. Według autorów filmu Polacy sprzyjają poglądom skrajnie nacjonalistycznym na wzór hitlerowskiej III Rzeszy. Arabski „dokument’ filmowy zaczyna się od zdjęć z demonstracji antyimigranckiej we Wrocławiu, skomentowanych słowami: „To był mrożący spektakl, przypominający nazistowskie Niemcy, gdy tłum nacjonalistów krzyczał „Bóg, Honor i Ojczyzna””. Autorzy filmu sugerują, że wielu Polaków najchętniej umieściłaby imigrantów w obozie w Auschwitz i na nowo rozpaliliby piece krematoryjne. Przez wiele lat mocno współczułem Arabom tak mocno pokiereszowanym przez Izrael i ograbionym z ojczystych ziem. Przyznam jednak, że moja sympatia do Arabów mocno stopniała po informacji o tak obrzydliwych antypolskich oszczerstwach, zawartych w katarskim filmie. Gorąco apeluję do mojego starego znajomego Palestyńczyka Omara Farisa z Krakowa, aby zabrał głos w tej sprawie i napiętnował Arabów szkalujących Polskę! Przez takie filmy Arabowie stracą resztę przyjaciół w Polsce. Antypolski film powiązano z niechętnymi komentarzami na temat wyborczego zwycięstwa PiS, które nazwano partią nacjonalistyczną.

Szokującym jest fakt, że w tak skrajnie polakożerczym filmie w najbardziej wpływowej arabskiej telewizji wypowiedział się również osławiony „Bolek” Lech Wałęsa. Jakże przydałoby się sporządzeni pełnego bilansu szkód wyrządzonych Polsce przez Wałęsę na forum międzynarodowym po 1989 r. począwszy od tak głupiego, nieodpowiedzialnego i niegodziwego zarazem przeproszenia Żydów na początku lat 90-tych podczas wizyty oficjalnej w Izraelu. Posłużyło to niektórym wrogim nam Izraelczykom do tym donośniejszego rozwijania tezy o odpowiedzialności Polaków za Holocaust (Informacje o filmie w Al-Jazeera podaję za: http.//WWW.pch24.pl.mobile? Informacje? Informacja/id./43 480).

Schwytanie izraelskiego pułkownika walczącego wśród islamistów

Kilkakrotnie już czytałem po angielsku, a ostatnio także po polsku, szokujące informacje o schwytaniu przez irackie rządowe siły zbrojne pułkownika armii izraelskiej Yusi Shahaka w czasie operacji wojskowych przeciw islamistom, prowadzonych w prowincji Salah ad-Din. Izraelski pułkownik był członkiem brygady Golani – elitarnego związku taktycznego piechoty zmechanizowanej Sil Obronnych Izraela (IDF). Miał złożyć „szokujące zeznania” (wg biuletynu Patriotycznego Ruchu Polskiego”), wydawanego w Nowym Jorku, nr 384 z 1 maja 2016). Schwytanie pułkownika Yusi Shahaka walczącego po stronie islamistów posłużyło jak dotąd już do wielu spekulacji. Przede wszystkim całą sprawę tłumaczy się jako dowód, że Izrael jest zainteresowany militarnymi postępami państwa islamskiego, bo widzi w nich doskonały instrument do podzielenia na trwałe państw arabskich. Co już nastąpiło.

Pseudosztuka „nowoczesna”

Mnożą się przejawy bezczelnego blefowania z rzekomymi eksperymentami „sztuki nowoczesnej”. Jednym z nich był kiedyś przeprowadzony w warszawskiej Zachęcie wielki seans publicznego obierania ziemniaków, proklamowany jako przejaw sztuki. Nowym „eksperymentem” tego typu stało się publiczne zmywanie podłogi przez dość szczególną artystkę Aleksandrę Polisiewicz. Odsyłam tu do świetnego tekstu Łukasza Warzechy we „w Sieci”, który stwierdził: „Jakiś czas temu pisałem tutaj o Aleksandrze Polisiewicz, „artystce” nowoczesnej, która w galerii w Bielsku Białej w ramach wydarzenia „artystycznego” zmywała podłogę. Zresztą, jak wskazywali komentujący, robiła to mocno nie fachowo, tak że musiała po niej zapewne poprawiać jakaś profesjonalistka. Z tym, że za znacznie mniejsze pieniądze, bo na artystycznym zmywaniu podłogi można zarobić dużo więcej niż na zwykłym. Wiemy to, bo pani „artystka” objawiła się ostatnio w Koszalinie, gdzie za artystyczne umycie podłogi zainkasowała, bagatela, 1,2 tys. zł z pieniędzy podatnika (por. Ł. Warzecha: „Artystyczne’ zmywanie podłogi, „w Sieci” z 16 maja 2016). Nie mogę się nadziwić rozmiarom głupoty kierownictw galerii w Bielsku Białym i w Koszalinie, które zapłaciły za pokazy tego typu „artystki”. Myślę, że czas najwyższy, by zapobiec dalszej epidemii „artystycznego” zmywania podłóg poprzez szybkie zmiany personalne – usunięcie niedojdów kierujących obu wspomnianymi galeriami. Na pocieszenie dodam, że moda na głupawe eksperymenty nie ogranicza się do Polski. Ostatnio usłyszałem w telewizji o „eksperymencie” artystycznym w Japonii. Jakiś Japończyk zdjął okulary i położył na podłodze obok ścian z eksponatami. Natychmiast zaczęły się gromadzić grupki oglądające ten oryginalny „eksponat”.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/05/nowy-dowod-zaleznosci-l-waesy-od.html

Praca rządu

premierbeataszydloSzanowni Państwo,

17 maja wraz z Radą Ministrów podsumowaliśmy pół roku pracy rządu. Chciałam, żebyśmy wskazali, co już udało nam się zrobić, a także zwrócili uwagę, jakie sprawy wymagają dopracowania lub przyspieszenia. To podsumowanie pozwoli nam wyciągnąć wnioski z ewentualnych błędów oraz lepiej przygotować się do dalszej pracy, która jest przede wszystkim służbą dla Polek i Polaków.

Swoje sprawozdanie przedstawił każdy z ministrów i z satysfakcją mogę stwierdzić, że wszystkie resorty prowadzą intensywne prace nad realizacją naszego programu. Do tej pory przyjęliśmy 78 projektów ustaw, z czego 52 trafiło już do Sejmu.

Bardzo cieszą mnie te zmiany, które mają bezpośredni wpływ na poprawę codziennego życia Polaków: prorodzinny program Rodzina 500+, przywrócenie obowiązku szkolnego od 7 roku życia, darmowe leki dla seniorów czy porządkowanie i usprawnianie informatyzacji usług publicznych.

Mamy także konkretną wizję Polski. Nasza strategia została zawarta w przyjętym przez rząd Planie na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Stawiamy w nim na zrównoważony rozwój całego kraju, wspieranie innowacyjności i przedsiębiorczości, a także wzmocnienie potencjału polskiej gospodarki.

Podsumowanie tych 6 miesięcy pokazuje, że rzetelna i uczciwa praca przyniosła efekty i już udało nam się wprowadzić w życie część programu. Przed nami kolejne wyzwania i dalsza realizacja obietnic złożonych Polakom:
https://www.youtube.com/playlist?list=PLhxufTdbx2jxb6RBg9wiK14wB2OLkCexM

W ostatnich dniach sprawy Polski są omawiane także na forum europejskim. Jako premier polskiego rządu czuję się w obowiązku przypomnieć, że dla Polaków nadrzędna jest zapisana w Konstytucji zasada suwerenności. Podczas przedstawienia informacji rządu w sprawie komunikatu Komisji Europejskiej o sytuacji w Polsce podkreśliłam, że nie toczymy z Unią Europejską sporu, ale – tak, jak każde pełnoprawne państwo członkowskie – prowadzimy dialog. Jestem zdeterminowana, żeby uzdrowić sytuację w Trybunale Konstytucyjnym, który powinien być instytucją apolityczną. Mojemu rządowi zależy na porozumieniu respektującym prawo, w tym prawo europejskie, ale chcemy, żeby Europa szanowała naszą suwerenność:
https://www.youtube.com/watch?v=jVGn1Uu_EXw

Kolejna rocznica niemieckiej zbrodni w Krakowie

alicjarostockaAlicja Rostocka

27 maja 1944 roku, okupujący nasze miasto Niemcy, zamordowali publicznie czterdziestu Polaków, więźniów przywiezionych z ul. Montelupich. Miejsce pamięci przy skrzyżowaniu ul. Botanicznej 12 i ul. Lubicz 27/29 upamiętniają tablice i płyta ku czci Polskich Ofiar niemieckiej zbrodni.

niemieckazbrodniablW uroczystości z udziałem m.in. rodzin pomordowanych, kombatantów, młodzieży szkolnej i Stowarzyszenia Szarych Szeregów uczestniczyli także pp. Roman Heil, syn zamordowanego przez Niemców Edwarda Heila, komendanta Krakowskiej Chorągwi Szarych Szeregów, pseudonim „Jerzy” oraz komendant Władysław Zawiślak.

W tym roku szczególną oprawę uroczystości zapewniła młodzież z Przemyśla, a dalszy ciąg wspomnień odbył się w Muzeum Armii Krajowej. Można było tam zobaczyć m.in. pamiątki dokumentujące działalność Stanisława Szczerby pseudonim „Linus” – harcerza i żołnierza Armii Krajowej, najprawdopodobniej zabito go właśnie wtedy.

I jeszcze linka do 45 zdjęć:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/6289599750571127521

Fałszywych oskarżeń przez policję z Nowego Sącza ciąg dalszy

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

24 maja 2016 roku w Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Śródmieścia, rozpoczął się kolejny – już szósty – proces z oskarżenia Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu.

20160524zeNa ławie oskarżonych zasiedli ponownie działacze byłej i obecnej opozycji niepodległościowej. Poprzednie procesy z tego samego oskarżenia, sześciokrotnie kończyły się uniewinnieniem wszystkich oskarżonych. Przesłuchani zostali oskarżeni: Zygmunt Miernik, Krzysztof Bzdyl, Marian Stach, Stanisław Tatara, Wiesław Wrona i Andrzej Kulis. Linkę do relacji filmowej znajdą Państwo tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=jS2OPYWJnhI

(Od Redakcji): A zdjęcia z tej oraz kolejnej rozprawy (25 maja) nadesłała p. Elżbieta Serafin:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/6289243110778634113
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/6289243624450003649

Apel o wzięcie udziału w rozprawie w Krakowie 23 czerwca 2016 roku

nsrosyjskiobeliskKolejny proces (sygn. akt II W 4601/15/s) za działalność patriotyczną – usunięcie obiektu sowieckiego trwa dalej. Jest to proces przeniesiony z Nowego Sącza, gdzie wszyscy sędziowie z Okręgu Nowy Sącz wyłączyli się z prowadzenia sprawy (fot. p. Alicja Rostocka). To już ostatni proces – epilog represji policyjnych za usuwanie pomnika sowieckiego okupanta. Manifestacje i pieśni patriotyczne są wg policji krzykiem i śpiewami zakłócającymi spokój i porządek publiczny.

Rozprawa w dniu 31.05.2016 r. została odwołana przez prowadzącego sprawę sędziego Marka Imielskiego. Kolejna rozprawa odbędzie się w sądzie rejonowym dla Krakowa – Śródmieścia, ul. Przy Rondzie 7 – czwartek, 23 czerwca 2016 r., sala B-29 o godz. 10:30.

Bądźmy solidarni aż do ostatniej rozprawy. Kłamstwa policyjne nie mogą święcić triumfu w sądzie, tu w Krakowie. Apeluję do wszystkich, a szczególnie do osób biorących udział w manifestacjach i wspierających nas, o przyjście do sądu jako publiczność, jako ci, którzy będą oceniać uczciwość całego procedowania. Nie pozwólmy, aby „złogom komunistycznym” udała się zemsta na Polakach za udaną akcję likwidacji reliktów komunistycznych. Nikt nie może być sam w obliczu bezprawia.

Z szacunkiem, Krzysztof Bzdyl – prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej

Moje zdumienie sądem nad jasełkami!

slawabednarczykSława Bednarczyk

Fotografie w tekście – Jasełka w Szkole Podstawowej przy ul. Miodowej – p. Mirosław Boruta.

17 maja 2016 roku odbył się sąd nad nieszczęsnymi jasełkami, pastorałkami i aniołkami. Sąd ów rozegrał się w Krakowie przy Rondzie Mogilskim, pawilon K p. 614 od godz. 9:00 aż do 12:00. Sąd w którym uczestniczyła publiczność (w tym ja).

jaselkasp11mb1Przysłuchiwaliśmy się „karnie” uciszani, bowiem „nerwy nam puszczały” a powód tych zmagań – naszych emocji z rozsądkiem był okrutnie trudny! Dlaczego? Oto na rozprawie pani Dyrektor pewnego przedszkola w Bieżanowie (4 rozprawa!) domagała się przeprosin publicznych w Internecie, odszkodowania w kwocie 10.000 zł – które ofiarowałaby ponoć na zwierzątka bezdomne – za narażenie na szwank dóbr osobistych… gdyż wiadomość o inwigilacji dzieci, nauczycieli, jak też i rodziców umieściło na swojej stronie www Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, nb. po uzgodnieniu i na prośbę poszkodowanych rodziców. Poszkodowanych przez p. Dyrektor, która swą władzę sprawowała oj, oj… wiele lat – jeszcze od czasów PRL. Zwolenniczka ideologii gender (chyba) utrudniała dostęp do lekcji religii a wychowawcom zabraniała nauczania pastorałek, kolęd czy przedstawień teatralnych – jasełek.

jaselkasp11mb2Rodzice umieszczając w przedszkolu państwowym swoje maluszki liczyli na ich pełny rozwój – w tym rozwój duchowy-religijny (co im gwarantuje Konstytucja RP) – poprzez organizowanie zajęć jasełkowych w okresach Bożego Narodzenia, śpiew pastorałek, kolęd i nauki religii. Okazało się jednak, że ta p. Dyrektor zwyczajnie zabraniała, utrudniała, szykanowała różnymi metodami i sposobami wszystkich. Nawet na zajęciach plastycznych dzieciom wolno było malować wyłącznie diabełki lecz aniołków już nie! Argumentowała swoje decyzje (w sądzie) tym, że 4-5 latki nie rozumieją tekstu kolęd i trzeba im dopiero wyjaśniać – a to byłoby nauczaniem religii… a to byłoby… niewłaściwe dla dzieci (rzekomo nie wierzących?)

jaselkasp11mb3Plątała się w wypowiedziach… by nie przyznać, że edukacja genderowa wyklucza takie zajęcia. Zaleca za to edukację seksualną (teatrzyki z przebieraniem się w stroje innej płci -dziewczynki za chłopców, chłopcy za dziewczynki by rozmydlić tożsamość płciową już od lat przedszkolnych) – w ramach lekcji o rodzinie! (dopisek mój).

Zastraszani rodzice w końcu poszli po rozum do głowy i wezwali pomoc – Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, które po zbadaniu sprawy, konsultacjach z odpowiednimi władzami – w tym prezydenta Majchrowskiego (ten – niestety… hmm… wiadomo…) zadziałali jak należy w obronie praw obywatelskich rodziców. No i sąd rozpatrzy sprawę wagi państwowej – oczywiście unijnej również i pewnie międzynarodowej wyrokiem dnia 31 maja 2016 roku w tym samym Sądzie.

jaselkasp11mb4Teraz moja refleksja. III RP to spadkobierca sowieckich zasad wychowawczych, nadal działają tu ich wychowankowie, wychowankowie systemu niszczącego tożsamość państwową, narodową i chrześcijańską. Krecią robotę realizują niszcząc narodowość, korzenie – fundament kultury łacińskiej, chrześcijańskiej i mają pracę w obecnych czasach. Działają jawnie lub skrycie podkopując fundamenty odradzania się zdrowego państwa polskiego, które realizuje nowy rząd, wybrany demokratycznie i uczciwie przez naród.

jaselkasp11mb5Gdyby te inwigilacje w przedszkolach dokonywała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (za PRL – Urząd Bezpieczeństwa) to… „nie dziwi nic”… bo wiemy kim są, ale nauczyciel? Wychowawca maluchów… z pewnością walcząca u boku KOD o demokrację i tolerancję na ulicznych puczach. Nie wolno własnych dewiacji czy upodobań przelewać na dzieci nieświadome manipulacji, również przez zastraszanie środowiska przedszkolnego. Bądźmy czujni!

(Od Redakcji): Wyrok w „procesie jasełkowym” ma zostać wydany we wtorek, 31 maja o godz. 13:20 w sali K-614 krakowskiego Sądu Okręgowego.

W obronie prawdy o Polsce

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Niemiecki prezydent mentorsko poucza Polaków

Parę dni temu mieliśmy kolejny przejaw niedopuszczalnego wtrącania się w sprawy Polski, tym razem ze strony prezydenta Niemiec Joachima Gaucka. Podczas Dni Katolików w Lipsku prezydent Gauck powiedział: Polacy – podobnie jak mieszkańcy byłej NRD – potrzebują więcej czasu, aby nauczyć się żyć z obcymi, dlatego nie potrafią okazywać im miłosierdzia. Polacy potrafią być niesłychanie miłosierni, nie odkryli jednak – jak dotąd – tej zasady, że miłosierdzie nie obowiązuje tylko i wyłącznie w stosunku do naszych”. I dodał, że z tego właśnie powodu „politycy w Polsce, którzy odwołują się do dawnej narodowej tożsamości, są obecnie w nieco lepszej sytuacji niż politycy proeuropejscy, nastawieni bardziej liberalnie” (za: http://www.fronda.pl/a/niemiecki-prezydent-poucza-polakow-stosunku-doobcych,72301.html).

Prezydent Joachim Gauck ma ogromne zasługi dla Niemiec, bo przeprowadził tam lustrację w sposób doskonały. Teraz jednak niepotrzebnie miesza się w sprawy Polski i wypowiada bzdury. Przez stulecia jego kraj – Niemcy był najbardziej nietolerancyjnym krajem, m.in. okrutnie prześladując Żydów, a potem wywołując straszne wojny. W tym samym czasie Polska była najbardziej tolerancyjnym krajem świata i najbardziej otwartym na wszelkiego rodzaju uchodźców. Przyznał to nawet zajadły niemiecki XIX-wieczny wróg Polski, twórca potęgi militarnej Prus – feldmarszałek Helmut von Moltke, pisząc, iż: „Starodawni Polacy odznaczali się wielką tolerancją (…) Przez długi przeciąg czasu przewyższała Polska wszystkie inne kraje Europy swoją tolerancją (podkr. – JRN). Pierwsi Żydzi, którzy tu osiedli, byli wygnańcami z Czech i Niemiec. W roku 1096 schronili się do Polski, gdzie wówczas daleko większa tolerancja panowała niż we wszystkich innych państwach Europy(…)” (cyt. za: H. von Moltke: „O Polsce”, tł. G. Karpeles, Lipsk 1885, s.12, 14, 30; por. szerzej: J. R. Nowak: „Co Polska dała światu”, 3 wyd., Warszawa 2015, s. 20-30).

Najlepszy komentarz do wystąpienia prezydenta J. Gaucka dała znakomita dziennikarka „w Sieci” Krystyna Grzybowska, pisząc m.in. „Nie będę sięgać głębiej w historię stosunków polsko-niemieckich, bo od tego miłosierdzia barbarzyńców niemieckich na naszym terytorium, w obozach koncentracyjnych zginęły miliony obywateli, głównie żydowskich podludzi, zamęczonych w akcie miłosierdzia w komorach gazowych. Należy być miłosiernym i takimi wspomnieniami nie zakłócać przyjaznych i dobrosąsiedzkich stosunków. I jeszcze jedno, gdyby nie ruch Solidarności nie byłoby Urzędu Gaucka, a Gauck nie zostałby prezydentem najpotężniejszego państwa w Europie. Jak ten czas leci i jak to się ludzie zmieniają. Niezmienna jest wyższość moralna Niemców nad Polakami i resztą obywateli gorszej Europy, pouczanie niedorozwiniętych gospodarczo krajów jaką politykę powinny prowadzić, żeby zadowolić dążenie Niemiec do panowania nad kontynentem (podkr. – JRN). Ci ze wschodu powinni być miłosierni dla gospodarczej ekspansji sąsiada z zachodu, a także dla muzułmanów, bo choć są z obcej kultury i cywilizacji, powinni być przyjmowani z otwartymi rękami. W akcie wdzięczności, bo po raz pierwszy od paru wieków Niemcy nie zamierzają na nas napaść. Oni pragną pokojowo zamienić nas w niewolników swojej wyższości, już to czynią. I postawić pod naszą wspólną historią grubą kreskę” (cyt. za: Gruba kreska Joachima Gaucka: Niezmienna jest wyższość moralna Niemców nad Polakami i resztą obywateli gorszej Europy, „w Polityce.pl” z 27 maja 2016). Przy okazji warto zwrócić uwagę, że w Polsce znalazło schronienie najpierw kilkadziesiąt tysięcy Czeczeńców, a w ostatnich paru latach blisko dwa miliony uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy.

Jak długo wrogowie Polski będą pisać naszą historię?!

W najnowszym numerze „Warszawskiej Gazety” (nr z 27 maja-2 czerwca) szczególnie polecam artykuł znakomitego publicysty patriotycznego Mirosława Kokoszkiewicza: „Wrogowie Polski piszą naszą historię”. Kokoszkiewicz pisze: „Bezczelność Niemców i niestety wielu środowisk żydowskich w zakłamywaniu historii jest trudna do pojęcia dla każdego w miarę normalnego i przyzwoitego człowieka. Oto dzieci oraz wnuki oprawców i ich ofiar mówią dzisiaj jednym głosem, że Polacy chcą się przedstawić „w lepszym świetle”. Jednocześnie cynicznie przemilczają, że my również byliśmy narodem przeznaczonym przez Niemców do zagłady. Kiedy sami pojmiemy i damy głośno do zrozumienia innym, że to my Polacy, jesteśmy u siebie gospodarzami i to my decydujemy, kto jest dla nas wzorem i bohaterem?” Według Kokoszkiewicza: „Otwarte 17 marca br. we wsi Markowej Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów, choć powstało o wiele lat za późno, to i tak wywołało gwałtowne ataki ze strony Niemców, wspieranych przez część środowisk żydowskich. Mówienie – jak to uczynił prezydent Duda w dzień otwarcia placówki – o setkach tysięcy Polaków, którzy pomogli Żydom, może wzbudzić w Jerozolimie podejrzenie o wykorzystanie owego tragicznego, ale i nietypowego przypadku rodziny Ulmów (podkr. – JRN) do przedstawienia w lepszym świetle zachowania Polaków w czasie Holocaustu” – mogliśmy przeczytać w niemieckim dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (…) Komentująca tekst z FAZ stacja Deutsche Welle dodała: „Dyrektorka przyznającego ten tytuł (Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – JRN) Instytutu Yad Cashem Irena Steinfeldt zaznacza bowiem, że choć liczba Polaków w porównaniu z innymi krajami jest najwyższa, to jednak w obliczu trzech milionów polsko-żydowskich ofiar jest raczej niska”.

Komentując te słowa I. Steinfeldt red. Kokoszkiewicz pisze: „Nikt nie wspomina, że przytłaczającej większości żydowskich ofiar nie udało się uratować, gdyż kompletnie nie zasymilowani z naszym narodem nie znali nawet polskiego języka. Tych ludzi nie można było wtopić w polski tłum, zaopatrując w sfałszowane metryki, świadectwa chrztu i kenkarty. Mimo to, Polaków, którzy oddali życie, ratując Żydów, liczy się w tysiące, a liczbę tych, którzy im pomagali, szacuje nawet na ponad milion. Według spadkobierców niemieckich katów i środowisk żydowskich to o wiele za mało (…) Wypada przypomnieć Niemcom i Żydom, ile to mieszkańców dzisiejszej Europy Zachodniej, okupowanej w latach. ostatniej wojny przez III Rzeszę, oddało życie za Żydów (…) Jakże szybko z pamięci historycznej wymazano fakt, że Francuzi, Belgowie czy Holendrzy, którym żadna zagłada nigdy nie groziła, sami gorliwie organizowali transporty Żydów do obozów śmierci, zaskakując swoim zaangażowaniem nawet niemieckich zbrodniarzy? (…)

Głupota kolejnych polskich rządów czy wręcz dokonana z premedytacją zdrada pamięci o naszych bohaterskich przodkach poraża. Z jaką bowiem sytuacją mieliśmy do czynienia, zanim kilka tygodni temu otwarto Muzeum w Markowej? Oto liczni odwiedzający Kraków turyści, w tym niemieccy i żydowscy mogli zwiedzać tamtejsze muzeum Fabryki Emalii Oscara Schindlera i dowiadywać się, że najważniejszym, historycznym już, bohaterem ratującym Żydów w okupowanej Polsce był ten niemiecki przedsiębiorca. Dlaczego niemieckie szmatławce, wspierane przez środowiska żydowskie, nie pisały przy okazji otwarcia muzeum Schindlera o celowym nagłaśnianiu zupełnie „nietypowego przypadku”? Dlaczego Irena Steinfeldt z Yad Vashem nie zaprotestowała, mówiąc, że nie godzi się, aby w państwie setek tysięcy bezimiennych bohaterów, z narażeniem życia niosących pomoc Żydom, honorować akurat Niemca? (podkr. – JRN) (…) Dlaczego podobnego muzeum nie wybudowano najpierw Polakowi, Henrykowi Sławikowi, który ocalił życie co najmniej 5 tys. Żydów, czyli wielokrotnie większej liczbie niż Schindler? Dlaczego swojego muzeum i pomnika nie ma ksiądz Marceli Godlewski, który uratował 3 tys. Żydów z warszawskiego getta?

Mocno brzmią końcowe stwierdzenia pełnego pasji artykułu Mirosława Kokoszkiewicza: „Czy jest gdzieś drugi taki kraj, który zamiast sławić własnych bohaterów, szuka ich na siłę wśród przedstawicieli narodu okupantów, zbrodniarzy i ludobójców ? Czy jest drugie takie państwo, które prowadzi politykę historyczną, budując najpierw Muzeum Historii Żydów Polskich, podczas gdy godnej siedziby nie ma do dziś Muzeum Historii Polski? (…) Czy kiedyś zmądrzejemy na tyle, aby idąc do wyborów, przynajmniej przez kilka najbliższych kadencji stawiać konsekwentnie na polskich patriotów, a nie na wysługujących się zagranicznym mocodawcom politycznych kelnerów? Aby jakoś nadrobić stracony po 1989 r. czas, opcja prawicowo-patriotyczna powinna utrzymać się u władzy przynajmniej przez dwie najbliższe dekady. Być może tyle wystarczy, aby Polacy powrócili do dawnej dumy i moralnej siły, które nie pozwolą na meblowanie naszego domu przez coraz bardziej bezczelne i i butne antypolskie środowiska. Muzeum „Sprawiedliwych” powinno stanąć w Warszawie wiele lat temu, zanim w Krakowie uhonorowano zaprzyjaźnionego ze zbrodniarzami z SS niemieckiego fabrykanta, któremu Steven Spielberg poświęcił znany na całym świecie film „Lista Schindlera”. „Historię swoją piszcie sami, bo inaczej napiszą ją za was inni i źle” – mówił Józef Piłsudski (…)”.

Mit o szlachetności Oscara Schindlera

Przy okazji tekstu M. Kokoszkiewicza sprostuję urobiony u nas fałszywy mit o wyjątkowej szlachetności i dobroczynności „zbawcy Żydów” Oscara Schindlera. Mit ten pryska natychmiast przy lekturze wydanej w 1985 r. w Krakowie w Wydawnictwie Literackim książki wybitnego świadka wydarzeń w getcie krakowskim, dyrektora szpitala zakaźnego w tym getcie Aleksandra Bibersteina „Zagłada Żydów w Krakowie”. Jak bardzo zafałszowany był obraz dany w filmie Spielberga można się przekonać porównując relację Bibersteina z jedną z centralnych scen filmu Spielberga „Lista Schindlera”, ukazującą typowanie nazwisk kolejnych Żydów na listę do uratowania. W filmie Spielberga słuchaliśmy wyciskającej łzy rozmowy między Schindlerem a wspaniałym, szlachetnym Żydem Szternem, jak dopisują do listy nazwiska kolejnych żydowskich kobiet i dzieci, aby uratować im życie. Niestety ta jakże wzruszająca scena filmowa była typowym fałszem, czymś, co zwykło się określać słowami „pic i fotomontaż”. Istniała owszem „lista Schindlera” i istniał wielce szlachetny Żyd Sztern. Tyle tylko, że słynną „listę” Schindler ustalał nie ze szlachetnym Żydem Szternem, a z najgorszym miejscowym żydowskim łapownikiem policjantem Marcelim Goldbergiem, i ustalał nie z nieprzebranej dobroci serca, a za złoto i kosztowności. Jak pisał o tym Aleksander Biberstein w książce „Zagłada Żydów w Krakowie” (op.cit., s. 143): „Ponieważ Schindler cieszył się wśród Żydów opinią człowieka porządnego, napływ kandydatów na wyjazd do Brünnlitz był wielki, o wiele większy niż możliwości zatrudnienia. Przydział do tej placówki zależał do biura pracy w obozie, gdzie urzędował odeman (policjant żydowski – JRN) Marcel Goldberg. Porozumiał się on z Niemcem, kierownikiem tego biura, no i z Schindlerem przy pomocy wysokich łapówek, zwykle w obcej walucie i w kosztownościach ustalił listy mających wyjechać do Brünnlitz. Dorobili się oni w ten sposób bardzo znacznego majątku, który prawdopodobnie udało się im uratować. Goldberg przeżył wojnę i zdołał się ukryć pod zmienionym nazwiskiem w nieznanym miejscu” (podkr. – JRN). W innym miejscu swej książki (s.149) A. Biberstein pisał: „Odeman Marcel Goldberg, kierownik Arbeitseinsatzu w Płaszowie, umieścił na tej liście wielu Żydów w zamian za ogromne łapówki, oczywiście w porozumieniu i w interesie Schindlera” (podkr. – JRN). A w Polsce uhonorowano przede wszystkim pazernego Schindlera, który wielce skorzystał na swej „dobroczynności” wobec Żydów, i umieszczono muzeum w jego krakowskiej fabryce. Natomiast Henryk Sławik, który został zamordowany przez Niemców za uratowanie pięciu tysięcy Żydów, był przez dziesięciolecia zapomniany, i jak dotąd nie ma żadnego muzeum upamiętniającego jego poświęcenie (por. szerzej J. R. Nowak: „Żydzi przeciw Żydom”, Warszawa 2012, cz. 2, s. 129-130).

Przy okazji warto dodać, że słynny reżyser Steven Spielberg, który nakręcił „Listę Schindlera” był skrajnie antypolski. W wywiadzie udzielonym w Filadelfii 12 grudnia 1993 r. powiedział: „Polacy prześladowali Żydów na długo przed dojściem Hitlera do władzy”. Sam film został oparty na skrajnie antypolskiej książce australijskiego pisarza Keneally’ego, w której przedstawia się Polaków w ponury, jednowymiarowy sposób, a roi się od „dobrych” Niemców: pułkownika Lange (s. 270-271), porucznika standartenführera SS (s. 120, 123) i in. (por. szerzej: J. R. Nowak: „Żydzi przeciw Żydom”, Warszawa 2012, część I, s. 67-68).

Cenny pomysł: utworzyć Ministerstwo Polaków za granicą

Wybitny krakowski naukowiec (badacz tematyki polonijnej) socjolog dr Mirosław Boruta jest od dawna wizytówką bardzo ciekawego portalu „Kraków Niezależny”. Na łamach najnowszego numeru krakowskiego miesięcznika WPIS (nr 5 z 17 maja 2016) dr Boruta wystąpił z godną poparcia inicjatywą: utworzenia Ministerstwa Polaków za Granicą. Na początku wskazał na dane – obok 37 mln Polaków żyjących w Kraju aż 22 mln Polaków żyje za granicą – liczba nader wymowna. Boruta pisze o tych 22 milionach Polaków rozproszonych w świecie: „to jest nasz narodowy skarb, narodowy „świat, który nie może zaginąć”. Akcentując zadania i możliwości działania wśród Polaków za granicą Boruta wytycza następującą wstępną listę działań:

- „pomoc w zachowaniu polskich kodów kulturowych wśród żyjących, przyznających się do polskości, poprzez deklarację narodowościową w spisach ludności innych krajów;
- pomoc w postaci polskich szkół, podręczników, filmów, pomoc księżom szerzącym polskość poprzez kościoły, parafie i punkty katechetyczne, tutaj chodzi także o pomoc prawną w uzyskaniu statusu mniejszości narodowej w krajach, gdzie Polacy takowego nie maja – najbardziej jaskrawy przykładem dyskryminacji tego typu są oczywiście Niemcy, gdzie żyje ok. 2 mln. Polaków;
- pomoc w zachowaniu polskich pamiątek narodowych, budynków, miejsc pamięci, pomników, cmentarzy;
- dla tych ,którzy chcą zamieszkać w Polsce, wszechstronna pomoc w repatriacji i aklimatyzacji w Kraju. Dotychczasowe doświadczenia w tym względzie są niestety bardzo przygnębiające”.

Apelując o wzmożenie repatriacji Polaków ze Wschodu dr Boruta apeluje: „W ogólnoeuropejskim sporze o imigrantów – uchodźców konieczna jest np. propozycja, aby polski Kościół ogłosił, że każda parafia przyjmie przynajmniej jedną polską rodzinę z Kazachstanu albo z Ukrainy. (podkr. – JRN). Taki apel to byłby ważny głos. Przy czym weterani walk o wolność Polski, tak w Kraju ( w granicach sprzed 1939 roku), jak i na obczyźnie, weterani walk o wolność Waszą i Naszą powinni mieć tutaj absolutne pierwszeństwo”.

Zdaniem dr. Boruty niezbędne jest jak najszybsze podniesienie rangi problemu Polaków za granicą na szczeblu instytucjonalnym – na wzór państw, które już utworzyły w tym celu specjalne ministerstwa, m.in. Armenii, Gruzji, Izraela, Indii i Serbii. Boruta ubolewa, że jak dotąd działania wobec Polaków i osób polskiego pochodzenia za granicą są nazbyt rozproszone – na około 18 podmiotów o różnych kompetencjach. Dlatego apeluje, aby scalić, skoordynować te wysiłki –poprzez utworzenie Ministerstwa Polaków za Granicą. Akcentuje: „to się tym 22 milionom ludzi należy! To się im od Polski, od ich Ojczyzny naprawdę należy (podkr. – JRN). Według dr. Boruty koszty prowadzenia takiego nowego ministerstwa można by sfinansować poprzez redukcję w całej masie urzędów z administracji rozbudowanej do monstrualnych rozmiarów za poprzednich rządów. Dr Boruta proponuje również kilka rozwiązań szczegółowych. Proponuje, aby w każdej polskiej placówce dyplomatycznej, ambasadzie czy konsulacie utworzono Zespół ds. Polaków za Granicą, działający pod kierunkiem wyspecjalizowanego konsula albo przynajmniej urząd attaché. Placówki o randze zespołów i ataszatów gromadzić będą dokumentację historyczną jak i dokumentację dotyczącą wydarzeń aktualnych, a przede wszystkim położą nacisk na powszechnie dostępną naukę języka polskiego jako wartości centralnej dla kultury polskiej. Będą także mobilizować Polaków i ich potomków za granicą do współpracy gospodarczej, naukowej i kulturalnej z Krajem. Myślę, że ten postulat dr. Boruty jest szczególnie ważny, bo w Polsce – w odróżnieniu od Węgier, Czech czy Litwy – w bardzo małym stopniu wykorzystano możliwość przyciągnięcia wybitnych fachowców z diaspory do współpracy z Krajem.

Na koniec swego tekstu dr Boruta apeluje: „Szczególną troską nowe ministerstw powinno objąć skupiska polskie w pobliżu granic Rzeczypospolitej. Polacy na Białorusi, w Czechach, na Litwie, Łotwie, w Niemczech, Rosji, na Słowacji i Ukrainie to priorytet dla wysiłków każdego polityka polskiego w utrzymywaniu ich więzi z Polską oraz polską kulturą i językiem. Są to bardzo często osoby, których przywiązanie do polskości i religii, patriotyzm i zaangażowanie na rzecz polskości przetrwały najcięższe próby”.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/05/w-obronie-prawdy-o-polsce.html

PiS. Polityka i socjologia w 140 znakach (XLVIII)

miroslawborutapisMirosław Boruta

Solidarność w Unii Europejskiej: a) solidarnie w kilka większych państw dzielimy się zyskami i b) solidarnie obarczamy kłopotami słabszych.

Po rozmowach z wczoraj opozycja została zmarginalizowana. Dlaczego? Bo nie ma nic do zaproponowania Polsce i Polakom. Ma „Europie”, Niemcom.

Konrad Szymański (niestety, tylko sekretarz stanu w MSZ). To gość, który wie o co chodzi w polityce. Szkoda, że tak ich w Polsce niewielu…

Idea europejska jako przedmiot sporu stanie w nowym świetle, gdy w Unii władzę obejmą zwolennicy państw narodowych – to będzie prawdziwa UE.

Postanowiłem wybrać Prawo i Sprawiedliwość

mateuszkowalskiMateusz Kowalski

Postanowiłem wybrać tę partię a nie inną ze względu na jej program, który pokrywa się z moimi poglądami. Pochodzę z patriotycznej rodziny i dobro Polski oraz Polaków zawsze było dla mnie najważniejsze. Wierzę, że w tej partii mogę działać na rzecz rozwoju Kraju i społeczeństwa. Wiem, że naród polski jest zdolny do rzeczy wielkich, potrzebuje tylko odpowiedniego rządu. Poprzedni rząd zatracał narodową świadomość Polaków oraz działał sprzecznie z głosem społeczeństwa (m.in. w sprawie przyjmowania uchodźców). Lekceważył też wartość sojuszy, takich jak Grupa Wyszehradzka. Pomimo to, po ośmiu latach niszczenia państwa, Platforma Obywatelska ciągle rwie się do rządzenia.

siplkmem1Obecnie Prawo i Sprawiedliwość – z mojego punktu widzenia – naprawia błędy poprzedników oraz realizuje politykę polską a nie innych krajów jak poprzedni rząd. Jestem przekonany, że Prawo i Sprawiedliwość zjednoczy społeczeństwo, które zostało podzielone poprzez poprzednią ekipę rządzącą i obce wpływy (il. p. Marcin Niewalda, Stowarzyszenie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie).

Arcybiskup Lwowa o dyskryminacji Kościoła przez Cerkiew greckokatolicką

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Publikuję poniżej jeden z rozdziałów referatu pod tytułem „Archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego: najnowsza historia. 25 lat wolności, demokracji i dyskryminacji.” Referat ten arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki wygłosił 9 maja br. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim podczas sympozjum poświęconego Kościołowi na Ukrainie. Zawarte w nim przykłady ukazują bardzo bolesną rzeczywistość, która dotyka katolików łacińskich (zwanych tutaj rzymokatolikami), zwłaszcza Polaków, mieszkających od wieków na dawnych Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Najsmutniejsza w tym wszystkim jest negatywna postawa Cerkwi greckokatolickiej, nacechowana szowinizmem i niechęcią do bratniego obrządku rzymskokatolickiego. Wynika to głównie ze spuścizny arcybiskupa greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, który w czasie II wojny światowej nie tylko przymykał oczy na zbrodnie nacjonalistów ukraińskich, ale i jawnie kolaborował z niemieckimi okupantami. Wynika to także z obecnego sojuszu wielu duchownych unickich z ruchem banderowskim, który zawsze był antypolski i antysemicki.

W wygłoszonym referacie arcybiskup Mokrzycki powiedział m.in.:

Problemy codzienności

„Kościół katolicki obrządku łacińskiego jest jednym z wielu Kościołów na Ukrainie, który zgodnie z konstytucją jest równy wobec prawa z innymi wspólnotami religijnymi. Jako wyznanie, które doświadczyło represji ze strony władz komunistycznych ma prawo do zadośćuczynienia i zwrotu majątków i dóbr bezprawnie zabranych. Gwarantują to kolejne zarządzenia i ustawy podejmowane przez władze ukraińskie. M.in. mówią o tym dekrety Prezydenta Ukrainy z 1992, 1996 r. i inne.

Rzeczywistość niestety pokazuje, że mimo upadku totalitarnego systemu pozostały totalitarne tryby myślenia głęboko zakorzenione w świadomości sporej części społeczeństwa, w tym przedstawicieli władz a nawet środowisk chrześcijańskich. Można dostrzec nieprzyjazną czy wręcz wrogą postawę w stosunku do Kościoła rzymskokatolickiego lokalnych władz w wielu miejscowościach naszej archidiecezji, w tym przede wszystkim we Lwowie.

Od skandalicznej obstrukcji ze strony lwowskich władz rozpoczął swą posługę ks. abp Marian Jaworski, któremu uniemożliwiono dostojne odbycie ingresu do swej katedry. Ta gorsząca informacja dotarła do papieża Jana Pawła II, który był bardzo zasmucony niegodziwą postawą wobec skierowanego przez niego pasterza, którego darzył wielkim szacunkiem i osobistą przyjaźnią.

Szczególne nasze zaniepokojenie wywołuje sytuacja świątyń zabranych Kościołowi przez ateistów i teraz bezprawnie utrzymywanych przez władze deklarujące swe przywiązanie do religii i życzliwość Kościołowi. Smutną wymowę ma fakt, że dwie świątynie – katedra i kościół św. Antoniego, które zostawili nam komuniści w czasach najgorszych antyreligijnych nagonek, nadal pozostają jedynymi kościołami należącymi do rzymskokatolickiej wspólnoty w historycznej części Lwowa. Za ćwierćwiecze demokracji żadna ze świątyń nie powróciła do nas mimo usilnych zabiegów i starań.

Skandaliczny wydźwięk ma bezprawne i uporczywe zatrzymywanie kościoła św. Marii Magdaleny jako sali organowej. Sytuacja ta hańbi władze miasta szczycące się europejskością i nawiązujące do lwowskiej spuścizny wielokulturowości i tolerancji.

alodkpTo, że katolicy – parafianie kościoła św. Antoniego dochodzą swych praw w Strasburgu – próbując odzyskać należące do ich parafii budynki nie świadczy dobrze o poszanowaniu praw człowieka, w tym mniejszości narodowych i wyznaniowych w mieście tak bardzo związanym swą historią z łacińską tradycją kościelną (il. Procesja Bożego Ciała we Lwowie Anno Domini 2014, fot. p. Katarzyna Łoza / lwow.info). Atmosfera dawnego miasta nazywanego kiedyś „urbs catholicissima” (miasto w najwyższym stopniu katolickie) jest ustawicznie zatruwana kwasem braku sprawiedliwości wobec rzymokatolików, czego przykrym obrazem może być katedra łacińska, która o porze wieczornej, jako jedyna ze świątyń w śródmieścia nie została podświetlona przez władze miasta. Inne świątynie należące do większościowych wyznań zostały podświetlone przez władze Lwowa.

Próba zaćmienia katolickiej i łacińskiej tradycji Lwowa widoczna jest w różnych przejawach. Władze miasta wykorzystują swoje prerogatywy, żeby wyeliminować elementy tradycji rzymskokatolickiej z przestrzeni publicznej Lwowa. Jak można wytłumaczyć brak zgody na powrót na właściwe miejsce na kolumnę przed kościołem bernardynów posągu św. Jana z Dukli, kiedyś głównego patrona grodu lwowskiego. Usunięty przez komunistów posąg świętego orędownika pozostaje w ukryciu z racji na nacjonalistyczne antypolskie ciągotki lwowskich radnych. Podobna sytuacja dotyczy innego wielkiego lwowianina – św. Józefa Bilczewskiego, arcybiskupa, uczonego, rektora uniwersytetu lwowskiego, społecznika żądającego sprawiedliwości wobec najuboższych. Na moją prośbę o nadanie imienia tego świętego placowi przed Kurią Metropolitalną władze odpowiedziały odmową.

Niestety brak dobrej woli przekłada się także na relacje między konfesyjne. Szczególnie bolesnym jest to, że większość naszych świątyń bezprawnie przejął Kościół greckokatolicki, który w czasach prześladowań i represji komunistycznych tyle doświadczył życzliwości ze strony rzymokatolików. Kościoły są nam zabierane dzięki wsparciu władz, dość często dochodzi do sytuacji skandalicznych i gorszących. Przykładem może być casus kościoła w Komarnie, zabranego łacinnikom przez grekokatolików w sytuacji posiadania przez nich już kilku świątyń. Dość często jedyną motywacją nie oddawania nam świątyń jest hasło „nie oddać kościoła Polakom”. Jak inaczej można wytłumaczyć fakt zabrania nam kościoła MB Gromnicznej przylegającego do łacińskiej Lwowskiej Kurii Metropolitalnej. Ci, którzy naprędce utworzyli parafię greckokatolicką za ścianą Kurii nie wstydzą się rażącej nienormalności tego stanu rzeczy, który ze zgorszeniem na co dzień obserwują mieszkańcy miasta i turyści. Zastanawiającym jest brak właściwej postawy hierarchii greckokatolickiej, nie tylko nie próbującej wprowadzić ład i sprawiedliwość wobec współbraci chrześcijan, katolików, ale, można odnieść wrażenie, popierającej ten stan rzeczy. Bo jak można ocenić ten fakt, że mimo próśb papieża Benedykta XVI o oddanie kościoła MB Gromnicznej prawowitym właścicielom, nie nastąpiły żadne zmiany.

Liczne kościoły zabrane nam przez grekokatolików są przebudowywana i niszczone. Tracą one pierwotny wygląd architektoniczny bądź wręcz się zawalają pod masywnymi, nieproporcjonalnymi kopułami, które mają zaświadczy o ich „cerkiewności”. W ten sposób bezpowrotnie znikają zabytki architektury, które przetrwały najgorsze czasy ateistycznego komunizmu i zostały zgładzone w okresie demokracji i rzekomej europeizacji społeczeństwa.

Na dzień dzisiejszy Kościół greckokatolicki bezprawnie użytkuje dziesiątki naszych świątyń. Jest to przykre stwierdzenie ale niestety prawdziwe.”

Przytoczone powyżej fakty mówią same za siebie. Niezależnie więc od światopoglądu religijnego i opcji politycznych postarajmy wspierać Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie, gdyż pomimo ustawicznej dyskryminacji jest on wciąż ostoją polskości na dawnych Kresach Wschodnich.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

Sekretarz Stanu Adam Kwiatkowski spotkał się z gruzińską Polonią w Tbilisi

prezydentpl25 maja Sekretarz Stanu Szef Gabinetu Prezydenta RP, Adam Kwiatkowski spotkał się z gruzińską Polonią w Tbilisi. W imieniu Prezydenta RP Pana Andrzeja Dudy, Minister odznaczył Ojca Pawła Dyla Złotym Krzyżem Zasługi.

Ojciec Paweł Dyl jest Kamilianinem sprawującym od 16 lat posługę w Gruzji na rzecz osób chorych i niepełnosprawnych. Jego działalność we współpracy z polskimi wolontariuszami i specjalistami przyczyniła się do budowy pozytywnego wizerunku Polski w Gruzji.

Tekst powyżej i zdjęcia poniżej za:  http://www.prezydent.pl/kancelaria/aktywnosc-ministrow/art,334,sekretarz-stanu-adam-kwiatkowski-spotkal-sie-z-gruzinska-polonia-w-tbilis.html

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Pierwsi Polacy w Gruzji pojawili się już w siedemnastym stuleciu. Byli to OO. Jezuici (w tym najbardziej znany Jan Tadeusz Krusiński SJ, 1675-1757), duszpasterze i misjonarze oraz dyplomaci nawiązujący kontakty z gruzińskimi panującymi w obliczu wspólnego, tureckiego zagrożenia. Polska i Gruzja straciły swoją niepodległość na rzecz Rosji praktycznie w tych samych latach.

20160525akg1Pod koniec XVIII w wyniku trzech rozbiorów Rosjanie zagarnęli blisko 2/3 terytorium Rzeczypospolitej i 45% ludności polskiego państwa, a Gruzję anektowali w latach 1801-1811. Stąd też na dalekiej z perspektywy Warszawy ziemi Polacy osiedlani byli już po upadku powstania kościuszkowskiego i jako jeńcy wojenni po wojnie z 1812 roku.

Wielu Polaków dotarło tam już jako żołnierze państwa rosyjskiego (a warto pamiętać, że służba wojskowa trwała 25 lat), podobnie upadek powstania listopadowego i rosyjskie represje dopełniły obrazu sytuacji. Rosjanie przesiedlali także na Kaukaz ludność chłopską, np. 5.000 rodzin z Podola.

20160525akg2Kolejne grupy polskich patriotów z grup niepodległościowych Szymona Konarskiego i księdza Piotra Ściegiennego czy bardziej masowo powstańcy styczniowi i osoby po prześladowane po powstaniu spowodowały, że w połowie XIX wieku w Tbilisi Polacy stanowili 8% dorosłych mężczyzn a pierwszy spis ludności Rosji, z 1897 roku wykazał 25.100 Polaków na Kaukazie w tym w guberni tyfliskiej 6.282 osoby (spośród 3188 Polaków czynnych zawodowo 50% stanowili żołnierze). Po kilkunastu latach doliczono się w Tyflisie (dzisiejsze Tbilisi), Batumi, Gori i Suchumi już 15.000 Polaków.

20160525akg3W XIX wieku polscy zesłańcy parali się nie tylko żołnierką, wielu prowadziło badania naukowe, głównie etnograficzne i językoznawcze. Wielu z nich było uznanymi inżynierami, choćby Bolesław Statkowski (1825-1895) budowniczy drogi bitej przez grzbiet gór kaukaskich czy Eugeniusz Dymsza, pod kierunkiem którego wybudowano port w Batumi. Lekarze, jak np. Czesław Mostowicz w Gori czy Karol Domański w Tyflisie, obaj niezwykle poważani i popularni, nie tylko leczący, ale i pomagający miejscowej ludności filantropi. Inni, jak topograf Józef Chodźko (1800-1881), a także jego następca Hieronim Stebnicki (1832-1897), geograf Stanisław Zalewski, hydrolog Józef Żyliński, czy działacz polityczny, współpracownik Józefa Dżugaszwilego (Stalina), Wacław Puławski także warci są wymienienia.

20160525akg4W literaturze przedmiotu wspomina się także Polaków zainteresowanych historią, literaturą i sztuką: literata, kompozytora i nauczyciela muzyki Leona Janiszewskiego (1810-1861), poetę Tadeusza Ładę-Zabłockiego (1815-1847), badacza gruzińskiego folkloru i tłumacza Kazimierza Łapczyńskiego (1823-1893), autora obszernych wspomnień, dotyczących zarówno etnografii Gruzinów, jak i wielkomiejskiego środowiska Tbilisi, Mateusza Gralewskiego (1826-1891), autora wspomnień i zbieracza gruzińskich legend Michała Buttowt-Andrzejkowicza (zm. 1861), wszechstronnego w zainteresowaniach i publikacjach arystokratę Juliusza Strutyńskiego (1810-1878), obszernie opisującego Gruzję Zachodnią Henryka Dzierżka, folklorystę Edwarda Strumpfa (1872-1901), Adama Trzaskowskiego czy autora „Wspomnień Kaukazu” Hipolita Jaworskiego (1812-1877). Bez cienia wątpliwości można powtórzyć tezę Andrzeja Furiera, że „Polacy spełniali wtedy rolę pośrednika między kulturą europejską a gruzińską” (fragment przygotowywanej do druku książki „Nazwisko jako fundament tożsamości poza Ojczyzną. Gruzińska gałąź Poniatowskich”).

Powrót Cichociemnych

alicjarostockaAlicja Rostocka

We wtorek 24 maja 2016 roku w Wierzbnie uroczyście obchodzono rocznicę lądowania generała Leopolda Okulickiego, który wraz z grupą „Cichociemnych” został zrzucony na teren Polski w nocy z 21 na 22 maja 1944 roku. Generał powrócił do Polski, by wspierać największą podziemną armię w ówczesnej, okupowanej przez Niemców Europie, Armię Krajową. Generał Leopold Okulicki i Jego żołnierze przywieźli broń i amunicję dla polskiego ruchu oporu a zrzut przyjmowała placówka „Kłos”, po wylądowaniu zatrzymali się w gospodarstwie p. Fryderyka Marcińskiego w Szarbii (obecnie znajduje się tam izba pamięci poświęcona Generałowi).

Zapraszam Państwa do obejrzenia 101 zdjęć z tegorocznych uroczystości:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/6288964393632909233

Skończyć z przemilczaniem ludobójstwa UPA na Polakach

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

Trudno zrozumieć fakt, że w 27 lat po „wybiciu się na niepodległość” ciągle nie odsłonięto pełnej prawdy o bestialskich zbrodniach popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na ok.150 tysiącach Polaków na Wołyniu i Małopolsce wschodniej. Dominacji posłów Platformy w poprzednim Sejmie „zawdzięczamy”, że nie przegłosowano tam nawet w pełni prawdziwej rezolucji o ludobójstwie. A równocześnie wciąż znosimy, także za czasów kierowania MSZ-em przez W. Waszczykowskiego, skrajne wybielanie zbrodniarzy z UPA na Ukrainie przy braku odpowiednio ostrego potępienia tego przez stronę polską. Na tym tle tym bardziej trzeba docenić wydrukowany w najnowszym numerze „Do Rzeczy” (z 23 maja 2016) świetny syntetyczny wywiad red. Macieja Pieczyńskiego z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim pt. „Banderowcy siedzą cicho, ale wciąż są groźni”. Bardzo ważne jest umieszczone zaraz na początku wywiadu sprostowanie jakże częstej manipulacji próbującej równać rzeź wołyńską z wysiedleniami w ramach akcji „Wisła”. Red. M. Pieczyński zadaje pytanie księdzu T. Isakowiczowi-Zaleskiemu: „W rozmowie z liderem jednego z zespołów rockowych z zachodniej Ukrainy poruszyłem temat rzezi wołyńskiej. Muzyk padł nagle na kolana i przeprosił za zbrodnie UPA. Po chwili chwycił mnie za rękę i zażądał, bym klękał i przepraszał za akcję „Wisła”. To jest dobra droga do pojednania?”. Zamienna jest jednoznaczna odpowiedź ks. Isakowicza-Zaleskiego na to pytanie: „Nie można stawiać znaku równości między ludobójstwem dokonanym przez zbrodniarzy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz SS-Galizien i ukraińskich organizacji kolaboranckich a akcją „Wisła”, którą przeprowadził polski rząd komunistyczny, gdyż było to przymusowe przesiedlenie, nie mordowanie. Poza tym rządu komunistycznego nikt w Polsce nie gloryfikuje, a na Ukrainie kult OUN-UPA jest oficjalnie wprowadzony w życie przez uchwałę parlamentu w Kijowie”.

Ks. Isakowicz wspomina w wywiadzie o bezskuteczności prowadzenia dialogu na temat Wołynia ze środowiskami ukraińskimi, np. ze Związkiem Ukraińców w Polsce. „Z drugiej strony nie ma takiej woli (dialogu z Polakami – JRN). Parę lat temu w TVP Historia w czasie dyskusji zapytałem szefa Związku Ukraińców w Polsce, pana Piotra Tymę, czy to co działo się na Wołyniu w 1943 r. było ludobójstwem, czy nie. Odpowiedział, że nie. Również inni działacze zaprzeczają prawdzie, a nawet piszą skargi na tych, którzy mówią prawdę. To ma być dialog? Podobne stanowisko ma były poseł Mirosław Czech (…) To, co mnie najbardziej dziwi, to to, że rząd polski takiej organizacji przyznaje ogromne dotacje z kieszeni polskiego podatnika. Czy organizacje niemieckie, które zaprzeczałyby Holokaustowi Żydów lub zbrodniom SS, otrzymywałyby dotacje od rządu polskiego, niemieckiego lub izraelskiego? Oczywiście, że nie (podkr. – JRN). Związek Ukraińców w Polsce musi się w końcu zdecydować, czy po wypowiedziach jego przewodniczącego i innych działaczy chce być dalej organizacją społeczno-kulturalną, czy polityczną, usprawiedliwiającą ukraińskich ludobójców”.

To, o czym mówi ks. Isakowicz Zaleski w swym wywiadzie, wskazuje, że w przypadku stosunku władz polskich do niektórych organizacji ukraińskich mamy do czynienia z kolejnym przejawem jakże częstego u nas masochizmu narodowego. Płacimy osobom odpowiedzialnym za pomniejszanie prawdy o ludobójstwie na Polakach. Czy nowy rząd patriotyczny p. Beaty Szydło nie powinien przeanalizować w związku z tym rozmiarów dotacji np. dla Związku Ukraińców w Polsce?

Ks. Isakowicz-Zaleski szczegółowo rozważa, co należy zrobić, aby doprowadzić na Ukrainie do uznania sprawy Wołynia za ludobójstwo. Stwierdza: „Najpierw trzeba zrobić kroki we własnym kraju. Pierwszym z nich powinno być przełamanie strachu przed powiedzeniem prawdy o ludobójstwie przez Sejm RP. Ustawa z okazji dnia 11 lipca będzie testem (…) Drugi krok – Ministerstwo Edukacji powinno wprowadzić odpowiednie lekcje o kulturze i tradycji Kresów Wschodnich do programu szkolnego. Z kolei Ministerstwo Kultury powinno dofinansować film Wojciecha Smarzewskiego „Wołyń”, bo to, że trzeba aż zbiórki społecznej na ten cel świadczy bardzo źle o obecnie rządzących.

Równocześnie trzeba w relacjach polsko-ukraińskich stawiać sprawy jasno: „Chcecie naszych pieniędzy i naszego sprzętu wojskowego, to powinniście pozwolić pozbierać kości pomordowanych Polaków, urządzić im chrześcijańskie pogrzeby i postawić krzyże na ich masowych mogiłach. Nie możecie też gloryfikować ludobójców, a zwłaszcza karać (jak to mówi wspomniana uchwała z 9 kwietnia ubiegłego roku) osób, w tym obywateli polskich, za mówienie prawdy o zbrodniach UPA. Powinniście także tak wspierać Polaków na Ukrainie, jak Polska wspiera mieszkających u siebie Ukraińców”. Bez tego wszystkiego obecna polityka wschodnia, która jest bardziej podlizywaniem się niż owocną dyplomacją, nie ma sensu” (podkr. – JRN).

Niepotrzebne podlizywania się w polityce wobec Ukrainy

Ks. Isakowicz-Zaleski przytacza jaskrawe dowody tego niczym nieuzasadnionego podlizywania na przykładach dwóch czołowych polityków ukraińskich bezkrytycznie idealizowanych w Polsce, stwierdzając: „Prezydent Juszczenko tak się odwdzięczył za pomoc, że w 2007 r. bohaterem narodowym Ukrainy ustanowił Romana Suchewycza, dowódcę UPA i kata Kresowian, a w 2010 r. Stefana Banderę. Rozpoczął też proces gloryfikacji ludobójców z UPA. Podobnie postępuje Piotr Poroszenko”. Dodajmy do tych uwag księdza T. Isakowicza-Zaleskiego sprawę szczególnie skandalicznej, wręcz haniebnej, decyzji uhonorowania Juszczenki doktoratem honorowym KUL-u w lipcu 2009 r. Decyzje tę podjęto z inicjatywy niesławnej pamięci „TW Filozofa” – abp. Józefa Życińskiego wbrew protestom rodzin pomordowanych na Kresach. Jak wspominał ks. T. Isakowicz-Zaleski: „śp. Józef Życiński był głuchy na nasze prośby”. W czasie uroczystości nadania na KUL-u tytułu Juszczence ks. Isakowicz-Zaleski skandował: „Hańba Wiktorowi Juszczence!”.

Ks. Isakowicz-Zaleski ocenia w cytowanym wywiadzie: „Tak zwana polityka miłości wobec Ukrainy niewiele daje. Niestety obecny rząd też z tego nie wyciąga wniosków. Vide: brak jakichkolwiek reakcji ze strony ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, który de facto jest bezkrytycznym kontynuatorem polityki Radosława Sikorskiego w tej kwestii”. Pytany przez red. M. Pieczyńskiego, jakie miejsce sprawa Wołynia powinna mieć w relacjach polsko-ukraińskich, ks. Isakowicz-Zaleski odpowiedział: „Takie jak KL Auschwitz i inne zbrodnie nazistowskie w relacjach polsko-niemieckich. Tyle tylko, że Niemcy odcięli się od ideologii narodowego socjalizmu i nie zaprzeczają ludobójstwu. Na Ukrainie jest odwrotnie. Kult zbrodniarzy z OUN-UPA jest oficjalnie wspierany przez rząd i prezydenta Poroszenkę. Równocześnie nadal nie ma upamiętnienia ofiar, ani ich godnego pochówku. To tak jak nie zagojona rana, która ciągle będzie się otwierać (…) Wiara, że przez przemilczanie i zamiatanie pod dywan da się cokolwiek osiągnąć w relacjach z narodami, z którymi mamy wspólnie tworzyć Europę, jest tak samo szkodliwa jak kult zbrodniarzy.

Działania Balcerowicza w sterowaniu gospodarka Ukrainy mogą się odbić wielką czkawką dla Polski!

Ks. Isakowicz-Zaleski ustosunkował się też do decyzji powierzenia Leszkowi Balcerowiczowi stanowiska głównego doradcy gospodarczego w rządzie Wołodymyra Hrojsmana. Dodam tu, że są tacy w Polsce, którzy się nawet cieszą z tego, że Balcerowicz w rządzie ukraińskim zniszczy do reszty gospodarkę Ukrainy, głoszą, że będzie to swoisty „odwet za Wołyń”. Nie zdają sobie sprawy z tego, że może być również inny jakże fatalny dla Polski efekt działań Balcerowicza w rządzie Ukrainy, efekt, o którym tak mówił ks. Isakowicz-Zaleski: „Nie chcę być Kasandrą, ale wystarczy, że Leszek Balcerowicz doradzi premierowi Wołodymyrowi Hrojsmanowi, aby wprowadzić drakońskie zmiany gospodarcze, rozwalając rolnictwo i przemysł ciężki, tak jak to się stało w Polsce, a nastroje antypolskie i antysemickie wybuchną na nowo (…) Moja znajoma Ukrainka, mocno zaangażowana w Majdan, na mój e-mail o Balcerowiczu odpowiedziała krótko: „Polskie pany wróciły do Lwowa i Kijowa” (cyt. za wywiadem M. Pieczyńskiego z T. Isakowiczem-Zaleskim: Banderowcy siedzą cicho, ale wciąż są groźni, „Do Rzeczy” z 23 maja 2016).

Kolejne przejawy agresywnego nacjonalizmu ukraińskiego

Marcin Hałaś pisał w Warszawskiej Gazecie o najnowszym przejawie ukraińskich roszczeń nacjonalistycznych wobec Polski: „Jak doniósł portal Kresy.pl – występowi ukraińskiej reprezentantki na konkurs Eurowizji towarzyszyła mapa „Wielkiej Ukrainy”. W materiale prezentującym uczestników tegorocznej fundacji zaprezentowano m.in.. fragment piosenki Jamali, reprezentantki Ukrainy w tegorocznym konkursie Eurowizji (…) Przy każdym z uczestników wyświetlono kontury kraju, który reprezentują w barwach narodowych w przypadku Ukrainy kontury tego kraju wyglądały zupełnie inaczej niż przebiegają obecne granice tego kraju. Jak widać część Polski południowo-wschodniej, m.in. Przemyśl i Chełm, oznaczono jako część Ukrainy. Podobnie postąpiono ze znaczną częścią Polski wschodniej, w tym ziemi lubelskiej” (wg. M. Hałaś: Kroniki tygodniowe: ziarna i plewy, „Warszawska Gazeta” z 13 maja 2016). Dziwne, że MSZ pod batutą Waszczykowskiego nie złożyło protestu w związku z tą tak skandaliczną sprawą. Z kolei z wywiadu Grzegorza Górnego z posłem mniejszości węgierskiej w parlamencie ukraińskim László Brenzowicsem „w Sieci” z 9 maja 2016 r. dowiedziałem się, że 13 marca 2016 organizacja nacjonalistów ukraińskich zorganizowała w Użhorodzie demonstrację, na której wznoszono hasła „Madziarów na noże”. Dodajmy do tego konsekwentną skrajnie antypolską działalność szefa ukraińskiego IPN-u Wołodymyra Wiatrowicza, zajadłego wielbiciela S. Bandery.

Wszystkie te informacje potwierdzają trafność ostrzeżeń ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego – na temat ukraińskich nacjonalistów w wywiadzie udzielonym red. Maciejowi Pieczyńskiemu. Do sugestii ks. Isakowicza-Zaleskiego w sprawie tego, co należy robić dla odpowiedniego spopularyzowania wiedzy o ludobójstwie na polakach na Wołyniu dodałbym jeszcze jedna sprawę. Patriotyczne media powinny maksymalnie upowszechniać modę na zwiedzanie przez młodzież polskich Kresów od Lwowa, Kamieńca, Krzemieńca i Zbaraża po Wilno i Grodno. Powinno się stworzyć swego rodzaju duchowy „przymus”, że każdy Polak powinien był choć raz w życiu na Kresach. Nawiązuję tu do bardzo modnego na Węgrzech od dziesięcioleci zwyczaju jeżdżenia młodych Węgrów na swoje dawne kresy, od Siedmiogrodu po Górne Węgry (tj. tereny w Słowacji, od Koszyc po Bratysławę) oraz na Wojwodinę w Serbii. Parę lat temu pewien znaczący węgierski dyplomata opowiadał mi jak węgierskie MSZ proponowało polskiemu MSZ-owi współdziałanie w sprawach mniejszości narodowych, ze względu na to, że oba nasze kraje mają swoje duże mniejszości narodowe poza granicami państwa. Polski MSZ spod znaku R. Sikorskiego w ogóle nie podjął tematu. Warto to zmienić za nowego rządu.

Skutki „internacjonalistyczno-kosmopolitycznej” polityki dawnej opozycji laickiej

W sprawie stosunków z Ukraińcami bardzo mocno płacimy, podobnie jak w relacjach z innymi sąsiednimi nacjami, za skutki głupawej „internacjonalistyczno-kosmopolitycznej” polityki tzw. opozycji laickiej. Pisałem o tym szeroko w książce „Zagrożenia dla Polski i polskości” (Warszawa 1998, t.2, s. 292-319). To jej przedstawiciele, z Adamem Michnikiem na czele, przez lata stwarzali wizję Polaków jako narodu pełnego win wobec sąsiadów, który powinien tym korniej słuchać rad, czy nawet rozkazów z zewnątrz, przekazywanych za pośrednictwem współczesnych jurgieltników. Zaczęło się to od „nowatorsko” wytykającego Polakom winy wobec Niemców eseju Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny” z 1979 roku. Potem przyszło coraz częstsze, wręcz nagminne, bicie się w piersi w imieniu Polski za winy wobec innych nacji ze strony niektórych „internacjonalistów” z opozycji z Michnikiem i Bujakiem na czele. Warto przypomnieć tu opinię publicysty katolickiego „Ładu” Adama Wertyńskiego na temat podejścia naszych „Europejczyków”, wciąż inicjujących kolejne przepraszania innych nacji: „We wszystkich spornych kwestiach polsko-obcych Adam Michnik sumituje się za Polaków, bierze stronę obcych, nie waży spraw obiektywnie, polskie dobro jest zawsze czemuś podporządkowane. W tym czasie nawet jego zagraniczni rozmówcy, z pełnymi ustami przyjaźni, mają na uwadze interesy swego kraju (co jest ich obowiązkiem) Michnik tego obowiązku nie spełnia” (por. A. Wertyński: Jakobinizm, „Ład” z 16 lutego 1992 roku).

Skrajnie krzywdząca Polaków jednostronność dominowała przez całe dziesięciolecia po 1989 roku w obrazie stosunków polsko–ukraińskich, prezentowanym na łamach najbardziej wpływowych „czerwonych” i „różowych” mediów. Przyznał to nawet autor „Gazety Wyborczej” Maciej Stasiński w tekście z kwietnia 1997 r. W jego ocenie „poprawna politycznie” publicystyka „Rzeczpospolitej”, „Gazety Wyborczej”, „Tygodnika Powszechnego” czy „Polityki” starała się „łagodzić określenia dotyczące Ukraińców oraz odpowiednio wzmacniać określenia pod adresem Polaków. W myśl cennej skądinąd zasady „zacznijmy od bicia się we własnej piersi”, nazywa się tu „zbrodnią” akcję „Wisła”, natomiast zbrodnie UPA opisuje się eufemistycznie jako polskie „krzywdy” (por. M. Stasiński: Jak Polak z Ukraińcem, „Gazeta Wyborcza” 22 kwietnia 1997). Czytelników tego blogu odsyłam do wspomnianej już tu mojej książki „Zagrożenia…, op.cit., s. 303-317), gdzie wyliczam różne przykłady kłamliwej jednostronności wpływowych mediów na niekorzyść Polaków. Jak bardzo stronniczy i jednostronni byli czołowi przedstawiciele lewicy laickiej niech świadczy wypowiedź Jacka Kuronia. Będąc na Ukrainie popisał się on dość szczególnym antynarodowym oświadczeniem: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest ukraińskim miastem” (ukraińskie pismo „Wysokyj Zamok” z 5 lipca 1992). Słowa Kuronia do złudzenia przypominały wypowiedź sławetnego PRL-owskiego targowiczanina Bolesława Bieruta, który w rozmowie z przedstawicielami wielkich mocarstw 13 października 1944 r. powiedział: „Przybyliśmy tu, by zażądać w imieniu Polski, żeby Lwów należał do Rosji. Taka jest wola narodu polskiego” (por. J. R. Nowak: „Myśli o Polsce i Polakach”, Katowice 1994, s.247).

Lobby ukraińskie w Polsce

Odsłanianiu prawdy o zbrodniach popełnionych na Polakach nie służy siła lobby proukraińskiego w Polsce, szczególnie wpływowego na niektórych uczelniach i w życiu politycznym. Dość przypomnieć, że do niedawna (do wyborów w 2015 r.) funkcję przewodniczącego sejmowej komisji ds. mniejszości narodowych sprawował zajadły nacjonalista ukraiński Miron Sycz. Jego ojciec był zbrodniarzem ukraińskim, skazanym w Polsce w 1947 r. za swe zbrodnie na karę śmierci, później zmienioną na 15 lat więzienia. Poseł Mieczysław Golba z „Solidarnej Polski” przypomniał, że ojciec M. Sycza należał do sotni, która spaliła całą polską wieś Wiązownicę. Sam Miron Sycz starał się jak mógł blokować obchody ku czci Rzezi Wołyńskiej. Do najbardziej wpływowych polityków Unii Wolności należał Mirosław Czech, sekretarz generalny tej partii w latach 1997-2001. Wielokrotnie próbował zrównywać zbrodnie ukraińskie z działaniami polskimi, by tak zminimalizować ukraińskie zbrodnie, co ostro krytykował w czerwcu 2013 r. profesor Antoni Dudek. Równie stronniczy w sprawach polsko-ukraińskich był opisany już przez ks. T. Isakowicza-Zaleskiego prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma. Do najbardziej wpływowych działaczy lobby ukraińskiego Polsce należy para Berdychowskich Bogumiła i Zygmunt. Bogumiła Berdychowska, sekretarz Forum Polsko-Ukraińskiego była inicjatorką zbierania podpisów pod apelem do Rady Miasta Warszawy w sprawie niedopuszczenia do budowy pomnika pamięci ofiar ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów z UPA i OUN w Warszawie. Jej mąż Zygmunt jest radnym z ramienia PO.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/05/skonczyc-z-przemilczaniem-ludobojstwa.html

Bóg w Krakowie

krakowniezaleznymkInformacja własna

Stowarzyszenie Rafael, producent filmu pisze na swojej stronie www: ”Młody polityk, który otrzymuje korupcyjną propozycję; dziewczyna szukająca miłości; stojąca na rozdrożu prawniczka specjalizująca się w sprawach rozwodowych; drobny złodziej pragnący ukraść relikwiarz z Krwią Pańską; małżeństwo niemogące doczekać się dziecka; wreszcie kobieta po przejściach i mężczyzna niepotrafiący wyzwolić się ze szponów hazardu. Co ich łączy?

bogwkrakowie1„Bóg w Krakowie” to film o potędze Bożego Miłosierdzia i tęsknocie człowieka za Stwórcą. Jego akcja rozgrywa się współcześnie na tle urokliwego, tajemniczego i mistycznego miasta, które sam Bóg postanowił uczynić stolicą swojego Miłosierdzia. Na splatających się drogach bohaterów swoje ślady odciskają wielcy święci: św. Jan Paweł II, św. Brat Albert, św. Jadwiga, św. Faustyna, a nawet… św. Rita, a niezwykłe sceny rozgrywają się w pełnych mistyki miejscach: pod wawelskim Czarnym Krzyżem, cudowną figurą Dzieciątka Koletańskiego czy przed obrazem Matki Bożej Wolności.

„Bóg w Krakowie” jest filmem o wierze, nadziei, przebaczaniu, poświęceniu, miłości, wolności. W tym pełnym ciepła i dobrych emocji obrazie widzowie mogą podziwiać wielu znakomitych aktorów: Dorotę Pomykałę, Jerzego Trelę, Kamilę Baar, Radosława Pazurę, Piotra Cyrwusa, Edwarda Linde-Lubaszenko, Karolinę Chapko, Macieja Słotę i wielu innych. Reżyserem i autorem scenariusza jest Dariusz Regucki, twórca m.in. „Karoliny”.

Film patronatem honorowym objął kard. Stanisław Dziwisz / Premiera: 23 maja 2016 roku”.

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Cóż dodać do tego opisu po obejrzeniu filmu? Pewnie to, że tak pięknych widoków Krakowa nie zawierał dotychczas żaden film. Ech,  te drony… Potęga miejskiego krajobrazu, niezwykła żywotność Wisły, tłumnie odwiedzane bulwary, śródmiejskie uliczki (m.in. Krakowska, Pijarska, Poselska, Retoryka czy Skałeczna), kościoły, Wawel i Rynek Główny, ba, nawet pajęczyny linii tramwajowych i ta mgła… są niezwykłe. Przypomina się i twórczość Stanisława Markowskiego, i zdjęcia wielu wspaniałych, krakowskich fotografików, i… film o Paryżu (z 1951 roku!) z niezapomnianą piosenką Edith Piaf…

bogwkrakowie2Opisane historie – oczywiście, że prawdziwe – łączy najważniejsze wyznanie człowieka: Wierzę. A wiara to przecież także i miłość i nadzieja, a jest ich w tym filmie „ponad miarę”. Wiara w dobro, w pomyślne rozwiązanie kłopotów, we wspólną przyszłość…

W powodzi filmów, spektakli i tekstów, które nie nadają się, by na nich budować jakąkolwiek wspólnotę i tożsamość – „Bóg w Krakowie” jaśnieje jak gwiazda poranna (il. w wypełnionym do ostatniego miejsca kinie „Kijów” mogliśmy spotkać się z aktorami i twórcami filmu, wieczór poprowadziła p. Lidia Jazgar, fot. p. Mirosław Boruta). Naprawdę warto zbudować się tym filmem. I robić następne, nawet jeśli będą… jeszcze lepsze ;-)

Guy Verhofstadt znowu nadaje

annadabrowskaAnna Dąbrowska*

Guy Verhofstadt, lider Porozumienia Liberałów i Demokratów w PE i były premier Belgii, pozwolił sobie znów na komentarz do słów polskiej premier.

Zrobił to wzorem „nowoczesnych” polityków na profilu FB-kowym. „W moim przekonaniu, premier Beata Szydło idzie o krok za daleko, zajmując wrogie stanowisko wobec instytucji UE. Rząd PiS nadużywa swojej większości parlamentarnej, czym narusza polską konstytucję i zasady demokratycznego państwa. Polska przesuwa się poza granice wyznaczone przez wartości UE”.

Panie Verhofstadt, dajże pan już spokój. Weź się pan za unijne sprawy, albo zajrzyj na swoje belgijskie podwórko. Nie ma pan zielonego pojęcia co się w Polsce dzieje, skoro używasz pan słów nieadekwatnych do sytuacji. Nie wystarczy się opierać na tym co mówią pańscy kumple: Kijowski czy Petru. Czasem trzeba coś z siebie dać, podjąć wysiłek i przynajmniej próbować się dowiedzieć u źródeł. Jeśli pan tego nie robi a jedynie poprzestaje na podszeptach kolegów, znaczyć to może jedynie, że nie ma pan dobrej woli.

Brak obiektywizmu i ochoty dla zrozumienia polskich spraw, jest wystarczającym powodem dla tego, by żądać od pana zaprzestania mieszania się w nasze, polskie problemy.

20160310adksdJeszcze w kwestii licznych demonstracji: gdzie pan był ze swymi radami (fot. youtube), kiedy miliony Polaków przez niemal rok maszerowały ulicami polskich miast w proteście przeciw blokowaniu dostępu do multipleksu największemu nadawcy społecznemu, jedynej w kraju katolickiej telewizji? Dlaczego nie protestował pan równie głośno, kiedy wyrzucono z pracy w publicznej telewizji kilkudziesięciu prawicowych dziennikarzy? Dlaczego wreszcie nie podjął pan żadnych kroków dyscyplinujących wobec rządu pani Kopacz, kiedy ten strzelał do protestujących legalnie górników?

Polacy to dumny i mądry naród. Zdarzają się nam co prawda i tacy, jak pańscy koledzy, ale jest ich zdecydowana mniejszość. Czas, by pan to zrozumiał.

Skorzystaj pan więc z okazji i zamilcz, albo chociaż przeproś, panie Verhofstadt.

A wartości wyznaczone przez UE? Cóż to jest? Przyzwolenie na gwałty, zamykanie oczu na przemoc, poprawność polityczna, która prowadzi do unicestwienia wszystkiego, co Unię stanowiło? Takie są te wartości wyznaczone dziś przez UE.

Pan to wie i wiedzą to europejskie społeczeństwa, dlatego coraz częściej mówią nie i chcą zmian, co widać w Anglii, Austrii i za chwilę zobaczymy w Niemczech. I nie zmieni tego kreowanie sztucznych polskich problemów, to też czas zrozumieć.

* Autorka jest prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Tekst i ilustracja za: http://warszawskagazeta.pl/felietony/anna-dabrowski/item/3823-guy-verhofstadt-znowu-nadaje

Odznaczenia dla Polaków zamieszkałych w Norwegii

prezydentpllogo

Fotografie w tekście p. Andrzej Hrehorowicz.

Obywatele Rzeczypospolitej Polskiej zamieszkali w Królestwie Norwegii otrzymali w niedzielę z rąk prezydenta Andrzeja Dudy odznaczenia państwowe. Spotkanie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i Pierwszej Damy z Polakami tam żyjącymi odbyło się w Ambasadzie RP w Oslo.

20160522ad1- Gratuluję i dziękuję za te lata działalności na rzecz Polaków i polskości w Norwegii, która jest krajem, z którym Polska chce blisko współpracować – zwrócił się prezydent do odznaczonych.

- Jestem tu po to, aby nadać jeszcze większy rozmach relacjom polsko-norweskim. Odbędę spotkania z najważniejszymi osobami sprawującymi dzisiaj władzę w Norwegii, będziemy rozmawiali o współpracy w zakresie energetyki, budownictwa i wojskowości, a także nauki i nowych technologii – zapowiedział.

20160522ad2Za wybitne zasługi w działalności na rzecz środowisk polonijnych, za krzewienie polskiej kultury i tradycji narodowych odznaczeni zostali: Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski: p. Elżbieta Maria Borgso a Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski: pp. Bogdan Eugeniusz Kulas, Hanna Irena Matras-Sand i Grażyna Wanda Zagierska.

Prezydent podkreślił, że rozpoczyna swoją pierwszą wizytę w Norwegii od spotkania z rodakami po to, aby powiedzieć im, że są ważni dla państwa polskiego.

20160522ad3Dziękował za polskie szkoły i za nauczanie młodzieży języka polskiego. – Złożyłem w Sejmie projekt ustawy, który zrównuje status uczniów w Polsce z uczniami szkół z uczniami szkół polskich poza granicami – przypomniał Andrzej Duda. – Wierzę w to, że polska młodzież będzie odwiedzała swoją ojczyznę – dodał. – Pracujemy w tej chwili nad rozwiązaniami dotyczącymi statusu nauczyciela polonijnego, jego zdefiniowania i tego, żebyście mieli Państwo także w Polsce uprawnienia nauczycielskie – zwrócił się do nauczycieli.

Prezydent w ramach tegorocznej akcji Narodowego Czytania przywiózł dla polskich placówek edukacyjnych egzemplarze „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza.

Za: http://www.prezydent.pl/aktualnosci/ordery-i-odznaczenia/art,51,odznaczenia-dla-polakow-zamieszkalych-w-norwegii.html

PiS. Polityka i socjologia w 140 znakach (XLVII)

miroslawborutapisMirosław Boruta

Jest już rok 2016, skąd pomysł, by w zawierającym przepisy kulinarne kalendarzu umieścić tego autora, taki bełkot…

wl2016

W powodzi filmów i spektakli, nie nadających się, by na nich budować „Bóg w Krakowie” jaśnieje jak gwiazda poranna:
http://www.krakowniezalezny.pl/bog-w-krakowie

Prezydentem Austrii A. Van der Bellen (ur. 1944). Pokonał N. Hofera (ur. 1971) o 0,6%. „Zieloni” ledwo wygrali z „wolnością”, ale te daty ;)

List: „zaczęto (…) pisać o naszych rodakach, ratujących Żydów z rąk niemieckich nazistów” a po polsku Polacy ratowali Żydów z rąk Niemców.

Msza Święta dziękczynna za opiekę Bożą nad Panem Prezydentem doktorem Andrzejem Dudą

krakowniezaleznymkInformacja własna

Modlitwa jest przedsmakiem nieba, jest jakby zstąpieniem do rajskiego szczęścia. Zawsze przepełnia nas słodyczą; jest miodem spływającym do duszy, który sprawia, iż wszystko staje się słodkie. W chwilach szczerej modlitwy znikają utrapienia jak śnieg pod wpływem słońca…” (Święty Jan Maria Vianney)

20160522admszaswietaW niedzielę 22 maja 2016 roku została odprawiona kolejna Msza Święta dziękczynna za opiekę Bożą nad Panem Prezydentem doktorem Andrzejem Dudą.

Tym razem spotkaliśmy się w Bazylice Mniejszej pod wezwaniem Świętego Michała Archanioła i Świętego Stanisława, Biskupa i Męczennika, głównego Patrona Polski w Krakowie na Skałce (fot. p. Mirosław Boruta). Mszę Świętą zamówił Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, a relację fotograficzną nadesłał p. Zbigniew Galicki, dziękujemy ;-)
https://picasaweb.google.com/lh/sredir?uname=ZbigniewGalicki&target=ALBUM&id=6287591991016296817&authkey=Gv1sRgCNqewp77x4OR8AE&feat=email