Przeskocz do treści

kingahrabia2Kinga Hrabia

Poetą jest ten który pisze wiersze
I ten który wierszy nie pisze(…)
Poetą jest ten który odchodzi
I ten który odejść nie może”
Tadeusz Różewicz, „Kto jest poetą?

Jeżeli czytacie poezję, nie tylko tę napisaną przez znanych autorów, to znaczy, że jesteście rzadkimi okazami ludzi doceniających liryczną stronę życia. W tym przypadku powinniście zapoznać się z twórczością Henryka Wrożyńskiego. „Młody poeta znowu odwiedził dyrektora teatru // Mówił o wojnach i śmierci // O miłości też // Nikt nie chciał go słuchać // Tyle się wydarzyło od czasów // Gdy greckie oliwki dusiły się we krwi”, warto posłuchać jego słów… (Henryk Wrożyński „Trzy teatry”)

Wieczór poezji czy popis aktorskiego talentu?

20170714khhw1Henryka Wrożyńskiego gościliśmy 14 lipca 2017 roku w Saloniku Sztuki „Audialna” Pani Stanisławy Hnatowicz. To nie był tylko wieczór poezji, ale i spotkanie po latach wspaniałego rocznika 1979-1983 (i nie tylko) Wydziału Aktorstwa Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej imienia Ludwika Solskiego w Krakowie (przyjaciele ze szkoły aktorskiej to między innymi: Jarosław Bielski, Andrzej Franczyk, Renata Nowicka, Marta Grabysz, Beata Wojciechowska). Wrożyńskiego poznaliśmy przede wszystkim jako poetę, który niedawno temu wrócił po latach pisania, lecz należy dodać, że to także aktor, reżyser i nauczyciel aktorstwa, związany z teatrami: „Studio 21”, „Forma” oraz „Teatr Współczesny” w Szczecinie. W amerykańskim collage’u zapytany przez swojego przyjaciela: „Henryku, dlaczego nie piszesz wierszy?”, odpowiedział, że nie ma nic do powiedzenia, bo wszystko co chce powiedzieć, wyraża na scenie. Od pewnego czasu nauczył się mówić jednocześnie językiem poezji i aktorskiego gestu.

Część, zdaje się, że najważniejszych, bo wzbudzających silne emocje u artysty, wierszy, przeczytał samodzielnie, co dla widzów było niezwykłym przeżyciem: posłuchać autora-aktora, który sam najlepiej wie, co czuł podczas pisania swoich utworów, a co w aktorski sposób starał się przybliżyć. Ponadto szczegółowo przedstawiał kontekst do każdego tekstu, co poszerzyło pole interpretacyjne. Jego przyjaciele z młodzieńczych lat zaprezentowali wzruszające wiersze i swój wielki talent podczas ich recytacji, dlatego czytanie liryków w kameralnym gronie momentami zamieniało się w spektakl teatralny przed wielką publicznością. Jak to jest, że po tylu latach koledzy ze „szkolnej sceny” potrafią rozmawiać ze sobą jakby nigdy się nie rozstawali? Otóż jednogłośnie stwierdzili, że wciąż obowiązuje ich katalog tych samych wartości – jednoznaczny i niezmienny, dlatego mogą sobie powiedzieć wszystko wprost i mimo upływu lat nie posługują się zamiennikami (Renata Nowicka).

Polsko-amerykański poeta – „Niech ten chłopiec nie przestanie pisać” Stanisław Barańczak

20170714khhw2Wrożyński jest autorem godnych uwagi tomów poetyckich takich jak „Białe podkolanówki”, „Ta ziemia lubi polską krew”, „Cygańska bajka”, „Niebo nad kołyską”, „Poplamione atramentem niebo” i „Kamień wystrzelony z procy”, niektóre z nich zostały przetłumaczone na język angielski, niemiecki oraz hiszpański. Przygotowuje do wydania prozę poetycką „Na palcach” i nowelę „Wymiana pamięci” oraz tłumaczy dramaty. Sam Stanisław Barańczak, podczas studiów Wrożyńskiego na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu (zakończonych po I roku), kiedy podrzucono mu kilka wierszy młodego Henryka, swoim genialnym okiem zauważył jego talent i rzekł: „Niech ten chłopiec nie przestaje pisać”. Z kolei Adriana Szymańska, poetka, krytyk literacki i tłumacz, w komentarzu do tomu „Kamień wystrzelony z procy” celnie określiła sedno poezji Wrożyńskiego:

„Jeśli każdy akt twórczy może stać się pomnikiem minionej chwili, a poezja jest sztuką ocalania pamięci, jak również wszystkich codziennych i niecodziennych obrotów rzeczy w realnym świecie i w naszej wyobraźni, to wiersze Henryka Wrożyńskiego są artystyczną iluminacją tych możliwości”.

Autor „Cygańskiej bajki” to emigrant mieszkający na obczyźnie od 1988 roku, być może dlatego znajdziemy tak wiele nostalgii na kartach jego tomów za ojczyzną małą i dużą. Można rzec, że to trochę taki Różewiczowski poeta „(…) który odchodzi i ten który odejść nie może”. Z pewnością pamięcią częściej sięga w polskie strony, o czym świadczą utwory, na które zwracał uwagę podczas spotkania i które szczerze przeżywał. „Pisać poezję można tylko w języku ojczystym” – powiedział Wrożyński, który, mimo że doskonale zna język angielski, nie tłumaczy swoich tomików ani nie pisze zbyt wiele tekstów w tym języku. Jego artystyczna dusza wydaje się rozdarta między Seattle – Szmaragdowym Metropolią a rodzinnym Szczecinkiem i pełnym wspomnień z młodzieńczych szaleństw Krakowem. Szczecinek, wyjątkowe miasto z pogranicza polsko-niemiecko-rosyjskiego, które pamiętało zło II wojny światowej, darzy szczególną dziecięcą miłością. To jego miasto urodzenia, czasów zakradania się na strych z barokowymi ramami z wyciętymi płótnami, starej i zdziczałej gruszy i czereśni, spacerów z bratem po magicznym ogrodzie, dojrzewania i poznawania świata, pierwszych wartościowych lektur oraz babci Pauliny, jego mentorki, krawcowej, której rodzina szyła piękne suknie dla dam carskiego dworu. Wrożyński często odwiedza Polskę, a nawet zdarza mu się realizować projekty teatralne, czego przykład stanowić może wyreżyserowany przez niego spektakl muzyczno-teatralny „Mahoniowe pudełko” do własnych tekstów, wystawiony w 2012 roku w Łodzi.

Korespondencja sztuk, historia narodowa i rodzinna. Pokolenie ‘76

Z doświadczeń ze spotkania, z osobistej rozmowy z poetą oraz z lektury kilkudziesięciu jego wierszy można by jego twórczość określić mianem syntetyzującej różne sztuki („Aktor”-teatr, „Autobiografia”-malarstwo, „Tryptyk ziemiański”-architektura, „Polonez”-taniec, „Skrzypce”-muzyka…), erudycyjnej (erudytą z pewnością jest, w końcu przez rok studiował polonistykę oraz inscenizował dramaty mistrzów: Szekspira, Dostojewskiego, Kafki, Witkacego….), osobistej (podmiot zazwyczaj wypowiada się w 1 osobie liczby pojedynczej, wyraźnie podkreślając swoje niezależne spojrzenie) oraz narodowo-rodzinnej („Pieta pamięci”, „Historia”, „Rękawiczki Pauliny”…). Jednakże należyte miejsce zajmują w niej także uniwersalne refleksje nad współczesnością („Matka Courage”…) i tematami wielkimi: miłość, śmierć, historia oraz ulotny konkret dnia codziennego („Autobiografia”, „Zdjęcie”….). Wrożyński kultywuje pamięć o bohaterach i członkach rodziny, wykorzystuje figury genialnych autorytetów (Judasz, Hiob, Wolfgang Amadeusz Mozart, Richard Wagner, Artur Rubinstein, Fryderyk Chopin, Karol Szymanowski…) oraz czerpie z kultury i tradycji i z przeżyć osobistych i familijnych. Autor „Kamienia wystrzelonego z procy” stara się unieruchomić konkret historyczny i zwiewny moment.

Utwór „Piosenka dla tych, którzy nie dolecieli” wzbudził największe wzruszenie u samego autora oraz publiczności. Został dedykowany Antoniemu Tomiczkowi oraz Aleksandrowi Nikodonowi, dwóm tak zwanym „małym”, bo nieznanym szerszemu gronu, a „wielkim” ze względu na swoje czyny, postaciom. Pierwszy z nich był polskim pilotem wojskowym, weteranem II wojny światowej oraz majorem Wojska Polskiego, zaś drugi był wujem Wrożyńskiego. W wierszu, w którym podmiot zwraca się z podziwem i z współczuciem do polskiego żołnierza-pilota oraz przywołuje jego harcerską młodość i bliskość z matką, mowa o konkretnej historii lotników Dywizjonu 301, którego samoloty latały z pomocą z Brindisi (Południowe Włochy) do Powstania Warszawskiego i na Bałkany. Z ust i serc Antoniego i Aleksandra oraz wielu innych młodzieńców wybrzmiewać mogła w tamtych trudnych chwilach strofa z wiersza „In Flanders Fields” Johna McCrae’a:

We are the Dead. Short days ago
We lived, felt dawn, saw sunset glow,
Loved, and were loved, and now we lie
In Flanders Fields.

„Pamięć to centrum mojej poezji”, pisze Wrożyński na swoim portalu społecznościowym, więc zgodnie ze swoją dewizą próbuje głośno przypominać historie bohaterów, jakby pod dyktando Miłoszowskiego: „Poeta pamięta(…)” (Czesław Miłosz, „Który skrzywdziłeś”). Wrożyński zdaje się iść za korowodem generała Józefa Bema z rapsodu Cypriana Kamila Norwida „Bema pamięci żałobny rapsod”, ale również dostrzega w herosach ludzi („Krzysztof Kamil Baczyński”).

20170714khhw4Twórczość Wrożyńskiego należałoby osadzić w jakimś kontekście historyczno-literackim i zderzyć z poezją innych autorów jego czasu, poruszających podobne zagadnienia. Wydaje się, że tematy i tło jego liryków są bardziej polskie – to znaczy inspirowane polską tradycją literacką. Czytając poezję autora „Białych podkolanówek” nie musimy mieć w głowie twórców amerykańskich takich jak: Ezra Pound, Charles Bukowski, Frank O’Hara czy John Ashbery, lecz poetów polski, na przykład z generacji Nowej Fali (Adama Zagajewski, Stanisław Barańczak). Wrożyński urodził się w 1956, debiutował w latach siedemdziesiątych, dlatego można go zaliczyć do tak zwanego Pokolenia ’76/”Nowej Prywatności” – ideowej formacji poetów, którzy debiutowali w okresie powstania II obiegu wydawniczego, między innymi: Bronisława Maja, Jana Polkowskiego, Pawła Huellego, Antoniego Pawlaka, Leszka Szarugi czy Tomasza Jasturna.

Metafory „smaczne jak papierówki i wzruszające jak dźwięk skrzypiec” – wielki poeta wśród nieznanych: renesansowy ideał

W „Autobiografii” Henryk pisze: „Tymczasem ja rozgryzam metafory jak papierówki / I nie mogę skończyć (…)”.

Jednakże, jak sądzę, jego metafory są bardziej gorzkie (i kwaśne) jak grejpfrut, gdyż dotyczą spraw bolesnych, takich jak przemijanie, zapomnienie, śmierć…. i są przede wszystkim wzruszające jak płaczliwy dźwięk skrzypiec. Henryk otrzymał dwa talenty, które dobrze wykorzystuje, mimo nacisku współczesnych czasów w specjalizowaniu się w jednym fachu, stanął po stronie ideału renesansowego (wszechstronnego) artysty (Leonardo da Vinci, Michał Anioł). W opisywaniu jego artystycznej osobowości można by użyć słów z wiersza jego autorstwa „Aktor”:

I tyle w nim diabła ile weźmie na jedno ramię
I tyle w nim anioła ile weźmie na drugie ramię
I tyle w nim człowieka ile się wymiesza
I tyle w nim aktora ile w nim zostanie

Poezja Henryka Wrożyńskiego jest dla młodych, którzy chcą poznać prawdę przeszłości i teraźniejszości (często okrutną), wyłożoną językiem współczesnej poezji, bez zbędnych ozdobników i irytujących frazesów oraz dla pokolenia urodzonego po 50 roku, które pragnie zobaczyć swoje niezakłamane odbicie i skonfrontować swój pogląd na losy Polski z głosem rówieśnika. Tomiki Wrożyńskiego są po prostu godne dłuższej uwagi – to naprawdę „dobra”, ale nie lekka i przyjemna, poezja poruszająca tematy trudne. W ramach zachęty cytat z jednego z najbardziej, jak sądzę, „wymownych” dzisiaj, po przykrych doświadczeniach we Francji, Belgii, Niemczech i Anglii, utworów:

Jej dzieci rozrzucone po świecie wciąż walczą
Wojna nigdy się nie skończyła
Kule pomieszane z mieczami
Kopie tarcze medaliony
Szepty których nikt nie słyszał
Pusta kartka jak ćma zniknęła
Hełmy pełne wody święconej
Wygląda jak krew
Ktoś sztandarem obciera parszywą mordę
Matka Courage krzyczy nad ranem
Ten sam sen ucina jej głowę czwarty raz
(…) (Henryk Wrożyński, „Matka Courage”)

Wrożyński podkreśla, że ponosi odpowiedzialność za każde swoje słowo. Widać, że jest zadowolony ze swoich utworów, które dla niego stanowią dokończoną i zamkniętą całość. Na spotkaniu mówił, że jak artysta dobrze wykonuje swoją sztukę, to jest wiarygodny, gdyż publiczność ma wrażenie, że mówi prawdę. My uwierzyliśmy mu tamtego wieczoru – uwierzyliśmy jego poezji.

Lekcje języka polskiego i Jadwiga Klimkowicz

20170714khhw3W galerii sztuki tamtego niezapomnianego dnia na własne „zmysły” zobaczyliśmy czym tak naprawdę jest „correspondance des arts”. W naszym wydaniu to piękne wiersze Henryka Wrożyńskiego, aktorskie miniatury wybrańców rocznika 1979-1983, tajemnicze dźwięki fortepianu w wykonaniu Ewy Ryks, przenikający śpiew Marty Grabysz do tekstów ekscentrycznego Witkacego oraz wspaniała wystawa czasowa i stała w „Audialni”. Poezja, teatr, muzyka oraz malarstwo dopełniały się wzajemnie, a co najistotniejsze w naszych spotkaniach – artyści różnych dziedzin sztuki rozmawiali ze sobą. Uważamy, że ich dzieła są niezwykle ważne, ale dla nas ważniejsze są ich poglądy i doświadczenia, którymi mogą się podczas takich wieczorów dzielić z innymi. Tego wszystkiego można było nauczyć się na „Lekcji Języka Polskiego” (lekcji estetycznego wychowania) Jadwigi Klimkowicz, z prawdziwymi atrybutami szkoły: dzwonkiem, listą obecności, „odpytywaniem” (wybrane osoby z publiczności miały za zadanie jednym zdaniem opisać spotkanie) oraz nagrodami od Muzeum Historycznego Miasta Krakowa i Teatru imienia Juliusza Słowackiego w Krakowie za aktywne uczestnictwo. Zgodnie z naszą tradycją goście częstowali się pajdą prawdziwie polskiego chleba z Piekarni Mojego Taty i lampką wina oraz prowadzili rozmowy do późnych godzin wieczornych. Jadwigę Klimkowicz, dyrektorkę Teatru Słowa i Tańca, można by nazwać Aniołem, ponieważ to dzięki niej na spotkaniach zawsze panuje magiczna atmosfera, bo to ona, jak nikt inny, wprowadza spokój i szacunek: „Ludzie bowiem to anioły bez skrzydeł, i to jest właśnie takie piękne, urodzić się bez skrzydeł i wyhodować je sobie (…)” (Jose Sarmago).

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia kompletu zdjęć ze spotkania. Autorem ich jest p. Piotr Podleśny: https://photos.app.goo.gl/iSYrmfayHbbVKHM22

kingahrabiaKinga Hrabia

Fotografie w tekście p. Elżbieta Marchewka.

Ogromnym zaszczytem jest pisać do Państwa kilka słów o tak ważnych wydarzeniach, które zapełniają karty historii o kulturze Polski, oraz o tak ważnych ludziach, którzy, jak najlepiej potrafią, tworzą tę historię, a ich narzędziami są: głos, ciało, kamera, pędzel, dłut, pióro i wszelkie armatury, które służą wyrażaniu swej ekspresji twórczej, ale najważniejszym jest piękne serce. Niestety na wielu wielkich ludzi starszego pokolenia nadchodzi czas odejścia ze świata, lecz nie z naszej pamięci, która młodych nakłania do szlachetnych czynów. Nieprzeceniona jest praca pani Jadwigi Klimkowicz, która od lat w zacnym gronie artystów i różnorodnym gronie publiczności, jednocześnie kultywuje tę pamięć o wyjątkowych ludziach oraz o ukochanej Ojczyźnie, adoruje piękno i ulubieńców Muz, ale i brata pokolenia, pozwala nawiązywać bliskie relacje mistrzów i uczniów, dlatego w tym miejscu należy podziękować za jej obecność, obecność tej, którą nazywam Aniołem Sztuki. Zapraszamy na „randez-vous” przyszłości z teraźniejszością, sędziwych i młodych, sztuki i życia, które pod swoim wpływem, ulegają zmianie.

20161216tsit5W kolejny niezwykły piątkowy wieczór mieliśmy przyjemność zobaczyć następny projekt wspaniałych ludzi, film – wariacje na temat rzeczywistości, którego głównym bohaterem jest Święty Jan Chrzciciel na tle urokliwego kościoła, pod powołaniem jego urodzenia, w Korzkwi. Udanego filmu nie można opowiedzieć, jednak trzeba wspomnieć o jego zdolnych twórcach: scenarzysta i reżyser: Jadwiga Klimkowicz, zdjęcia i montaż: niezawodny a jednocześnie skromny Michał Kołdras, Jan Chrzciciel: Piotr Piecha, Chrystus: Dastin Szczur, pozostała obsada: Marta Grabysz, Tadeusz Łomnicki oraz adepci Teatru Słowa i Tańca, parafianie i księża z Korzkwi. W zespole składającym się z profesjonalistów i amatorów, wbrew pozorom i przypuszczeniom, pracuje się doskonale i obydwie strony uczą się od siebie nawzajem, a z tych, docenionych już przez publiczność po projekcjach, starań, powstaje autonomiczna część życia parafii i kultury katolickiej.

20161216tsit4Film jako niezastąpiona sztuka wizualna, która zatrzymuje, powtarza, przetwarza wciąż na nowo wspomnienia, obrazuje sens nauczania i życia Jan Baptysty, działalność parafii, otaczającą nasz rzeczywistość, w której można odnaleźć ludzkie cnoty. Jednakże w filmie przecież nie chodzi tylko o opowiadanie historii, ale także o sposób opowiadania, o doświadczenie wizualne i dźwiękowe, o efekt autentyczności i osobistości, dlatego zadbano o dźwięki instrumentów specjalnie nagranych do tej mini produkcji, o liryczne głosy, odczytujące złote myśli z poezji, o doskonały montaż.

To wszystko wprowadza w magiczny nastrój – nastrój modlitwy, rozmowy z Bogiem, kontemplacji świata i intymności: https://www.youtube.com/watch?v=YexduEY5YBM&t=6s

Wszakże w ten dzień, w Audialni u Pani Stanisławy Hnatowicz, film był istotny, ale jako tło do zaprezentowania wspaniałego aktora, odtwórcy pierwszoplanowej roli, Pana Piotra Piechy, stąd też warto krótko przytoczyć jego życiorys i wymienić chociaż kilka zasług. Piotr Piecha ukończył Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie w 1987 roku i od tego roku jest aktorem cenionego Teatru Ludowego w Krakowie. Spełnia się także jako wykładowca logotechniki oraz impostacji głosu na krakowskich uczelniach wyższych. Otwarty do współpracy z licznymi placówkami kulturalno-oświatowymi, na pracę z młodzieżą, salonami sztuki, o czym świadczy chociażby nasze spotkanie, ale i współtworzenie i wieloletnie prowadzenie Festiwalu „Radości i Uśmiechu – Lajkonik”. Kocha czytać, dlatego idealnie wpisuje się w idee naszej „Lekcji Języka Polskiego”, jak zwie się cykl tych zejść, więc angażuje się w spotkania z czytelnikami w Bibliotece Publicznej w Krakowie oraz bierze udział w przedsięwzięciach promujących czytelnictwo. Wyróżniony za swoje zasługi Srebrnym Medalem Jana Pawła II w 2011 roku czy dostrzeżeniem w Konkursie Profesjonalistów FORBSA 2012; w zawodach zaufania Publicznego, w kategorii Aktor. Od wielu lat blisko związany z Teatrem Słowa i Tańca. W radości, w zadumie, w towarzystwie nowicjuszów artystycznych, swoją zwyczajną i niezwyczajną osobowością, zaprezentował się nam nasz gość. Za przewodnika spotkania wybrał księdza Jana Twardowskiego z jego franciszkańską, pełną Boga, miłości, problemów ludzkich, przyrody, modlitwy, bliską życiu poezją, który w 1996 roku o Janie Chrzcicielu w miniaturce zwracał się do malarzy:

”Nie malujcie go bez uśmiechu
chudego jakby zjadł szarańczy ostatki
przecież w dniu Nawiedzenia
podskoczył z radości w łonie matki”.

20161216tsit3Z racji tego, że zarówno film jak i gościa specjalnego, łączy jedna, niezapomniana postać – Jan Chrzciciel, wskazane jest nakreślić i jego sylwetkę. Jan Chrzciciel żył na przełomie I wieku przed Chr. i I wieku po Chr., był ostatnim biblijnym prorokiem przed nadejściem Chrystusa, pustelnikiem na Pustyni Judzkiej, a dzisiaj jest przede wszystkim znanym świętym kościoła katolickiego, patronem mnichów, dziewic, pasterzy, kowali, krawców, kuśnierzy, abstynentów, skazanych na śmierć, orędownikiem podczas gradobicia, tym, który spełnia misję przygotowania drogi dla i do Jezusa Chrystusa. Imię Jan jest pochodzenia hebrajskiego i oznacza tyle, co „Bóg jest łaskawy” albo „Jahwe się zmiłował”. Według Nowego Testamentu Jan Chrzciciel urodził się pół roku przed Jezusem z Nazaretu w wiosce Ain Karim. Był synem żydowskiego kapłana Zachariasza i Elżbiety, która była krewną Marii. Jego narodziny zapowiedziane były jako dowód prawdziwości zapowiedzi przez Archanioła Gabriela Marii w czasie zwiastowania, a także przepowiedziane jego ojcu przez anioła w Świątyni Jerozolimskiej. Jan został wtrącony do więzienia za jawne krytykowanie niemoralnego małżeństwa tetrarchy Galilei, Heroda Antypasa. Na skutek spisku żony Heroda, Herodiady, Jan został ścięty około 32 roku. Bodaj najważniejszym zdarzeniem w jego życiu było zjawienie się nad rzeką Jordan samego Chrystusa, który przybył tam „żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymał Go mówiąc: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”. Jan niejeden raz widział Chrystusa nad Jordanem i świadczył o Nim wobec tłumu: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Grób Świętego znajduje się w Wielkim Meczecie Umajjadów w Damaszku. Poczerniałe relikwie prawej ręki, tzw. Prawica-która-ochrzciła-Pana, która była przez wieki główną relikwią zakonu joannitów, znajduje się w soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie.

20161216tsit2Niewątpliwie jest to najbardziej znany święty. Ewangeliści poświęcają mu niemal tyle miejsca, co samej Najświętszej Maryi Pannie. Do dnia dzisiejszego imię Jan należy do najczęściej spotykanych. Kościół wyniósł na ołtarze kilkuset Janów. Papieży Janów było również najwięcej. W samej Polsce kościołów pod wezwaniem św. Jana jest przeszło 350, a zdaje się, tym dla nas najbardziej znaczącym – kościół w Korzkwi. Idee, które głosił słowem i przykładem, zostały przełożone na filmowy obraz, który warto zobaczyć, bo wzrusza, uczy, wprowadza w nastrój modlitewny oraz pozwala przeżyć estetyczne doświadczenie dzięki cudownym zdjęciom Kościoła, który został wybudowany ponad czterysta lat temu i wabi oko swym czarem.

20161216tsit1Każde spotkanie przynosi ze sobą nowych artystów, niezapomniane rozmowy, niesamowite uroki, to znaczy te chwile, które po prostu są magiczne. Poznaliśmy trzy utalentowane dziewczyny, wokalistkę Adę Łomnicką z anielskim głosem, wysoki, mocnym, czystym, gitarzystkę Aleksandrę Śliwę oraz perkusistkę Angelikę Konieczną, to znaczy zespół „Gaudete” ze Zespołu Szkół Salezjańskich w Krakowie oraz ich cudowne pieśni religijne. Należyte pokłony dla muzyków! Łzy w oczach, ciarki na skórze, szybsze bicie serca; dzięki nim mogliśmy to poczuć podczas projekcji i występu na żywo.

20161216tsitNajlepszymi prezentami są te niematerialne doświadczenia – wspomnienia, rozmowy, zbliżenia, ale każdy z nas uwielbia także te namacalne podarunki, dlatego Teatr im. Juliusza Słowackiego oraz Muzeum Historyczne Miasta Krakowa obdarowuje nas wartościowymi książkami, a Piekarnia U Mojego Taty częstuje prawdziwie polskim chlebem. Publiczność żywo uczestniczy w kameralnych występach artystów, często zamieniając się na chwilę z nimi miejscami, jak na przykład poetyki: Halszka Podgórska-Dutka czy Teresa Owczarek, które recytowały tematycznie związane i niezwykle głębokie wiersze. I jak zawsze dysputy o artystycznych przedsięwzięciach, o życiu ludzi sztuki, o backstagu powstawania filmu (o zimnej wodzie w Jordanie korzkiewskim i Chrystusie Niefrasobliwym w osobie Dastina, o niedrgającej z zimna ręce operatora kamery Michała, o otwieraniu drzwi do Kościoła i dziesięciokrotnym wchodzeniu wiernych, o niesamowitych zmianach pogody i promieniach słońca...), podziękowania i pochwały za wsparcie i zaangażowanie, uściski i zdjęcia, muzykowanie z panem Jurkiem Bożykiem, nie miały końca, dlatego tak bardzo kocham te spotkania, może nawet bardziej za tę część nieoficjalną, bliższą, uczuciową. Kocham te spotkania za panią Stanisławę Hnatowicz i jej cichy uśmiech, za panią Jadwigę Klimkowicz i czujne oko, za pana Jurka Bożyka i subtelny humor.

jadwigaklimkowicz1Jadwiga Klimkowicz

Szanowni Państwo,

ponownie kilka informacji po spotkaniu w Salonie Audialnia p. Stanisławy Hnatowicz.

taniecmozezmienic1Tym razem dotykaliśmy swoimi zmysłami piękna innego niż dotychczas. Dla mnie piękno z racji mojego zawodu jest zapewne czymś innym niż dla matematyka, fizyka czy zajmującego się inną profesją człowieka. Choć jak się okazuje można i w tym temacie odnaleźć wspólne poczucie harmonii, spokoju i wartości. Zapewne i Państwu są znane trzy najpiękniejsze rzeczy na świecie:

- kobieta w tańcu,
- koń w galopie,
- żaglowiec pod pełnymi żaglami.

taniecmozezmienic2"Wierzę w równość wszystkich z wyjątkiem reporterów i fotografów", powiedział kiedyś Gandhi i zapewne miał dużo racji, gdyż mają oni jakby monopol na utrwalanie czasu...

Kobietą w tańcu zajęliśmy się dzięki nietuzinkowej osobowości jaką ma Ilja van de Pawert. Choć zawodowo zajmował się przez wiele lat czymś zupełnie innym, to jednak wrodzone poczucie piękna i estetyki popchnęło go do fotografii. Zachwycił mnie też swoją skromnością, a muszę zaznaczyć iż uchwycić odpowiednio na zdjęciu tancerzy podczas spektaklu jest szalenie trudno!

taniecmozezmienic3Wyjątkowo sprytnie i fantazyjnie potrafi wyciągnąć wszystko to co w wykonawcy jest najlepsze. Z czystym sumieniem życzę wszystkim tancerzom ale i innym wykonawcom, którzy pragną pozostawić swoje dzieło wspólnej pamięci, tego uroczego Pana. Pragnę dziś Państwu przedstawić fotografa którego zaprosiłam na nasze spotkanie u pani Stanisławy Hnatowicz, a zaprosiłam ponieważ zakochał się w naszej ojczyźnie, kobiecie i kulturze, a to powoduje iż wspaniale reprezentuje nas w świecie.

iljavandepavertIlja van de Pavert

Urodził się w 1945 roku w Holandii. Blisko 40 lat przepracował w Niderlandzkim Instytucie Onkologicznym w Amsterdamie.

W 2007 po przejściu na emeryturę zamieszkał w Krakowie rozpoczynając tutaj nowy etap życia.

taniecmozezmienic4Polskę pierwszy raz odwiedził w 1970 roku w ramach studenckiej orkiestry „ASKO” (obecnie profesjonalny zespół ASKO/Schönberg), aby wziąć udział w Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”. Wówczas spotkał swoją przyszłą żonę, wtedy przewodnika dla orkiestry. W wieku 16 lat za pierwsze zarobione pieniądze kupił zwykły 35-milimetrowy aparat. Dwa lata później korzystał już z lustrzanki z kilkoma wymiennymi obiektywami. W 2005 roku przestawił się na cyfrówki. Przez całe życie utrwalanie chwili na zdjęciach stanowiło jego najważniejsze hobby. Obecnie jest zajęciem niemal całodniowym.

taniecmozezmienic5Pierwszą imprezą taneczną jaką Ilja fotografował w Polsce był Festiwal Tańca Dworskiego „Cracovia Danza” w 2007 roku. Od tego wydarzenia poczynając taniec stał się bardzo ważnym tematem jego zdjęć na równi z architekturą, teatrem i muzyką. Kompozycja kadru, wyczucie chwili, operowanie kolorem w sugestywny sposób oddają klimat spektakli. Ilja potrafi w autentyczny sposób oddać cały walor danej sceny w obrazie jednego momentu, przekazać myśl wiodącą opowiadania. Element stały jego prac stanowi fotografia portretowa.

Wystawy: Arsharter, Kraków / Indalo, Kraków / Pychotkowo, Kraków / Dom Fotografii Podgórski, Kraków / Loża, Kraków / Galeria Plenerowa Muzeum Łazienki Królewskie, Warszawa / Galeria Audialnia p. Stanisławy Hnatowicz

Szanowni Państwo, sami zobaczcie piękno o którym mowa. To poezja, bo taniec jest poezją! Polecam stronę: https://www.flickr.com/photos/ilvic/albums

jadwigaklimkowicz1Jadwiga Klimkowicz

Po raz kolejny spotkaliśmy się dzięki uprzejmości Pani Stanisławy Hnatowicz w Salonie Audialnia, tym razem naszym gościem był obchodzący 35- lecie pracy na scenie, Marek Piekarczyk wokalista zespołu TSA. Postać nietuzinkowa wymykająca się utartym stereotypom. Szczerość, wrażliwość, skromność, brak zadęcia oraz dystans do siebie i otoczenia.

20160225mp1Przyznam że bywając na koncertach TSA, na scenie widziałam wokalistę panującego nad reakcjami fanów w sposób subtelny i równocześnie stanowczy, a jak wiadomo rockowe granie niesie ze sobą dawkę energii, która może budzić olbrzymie emocje... Ale, do rzeczy... Spotkanie dźwiękami starego fortepianu (ponad 140 lat) rozpoczął młody pianista grając "Imagine" Johna Lennona, następnie nasz gość odpowiadał na pytania młodych ludzi i choć pytania były proste w formie i treści, Marek często z filozoficznym podtekstem cierpliwie odpowiadał. Znany szerszej publiczności (nie tylko rockowej) z telewizji artysta poddany został próbie czytania trudnego tekstu, z którego wybrnął wyśmienicie, jak na poetę przystało.

20160225mp2Całości dopełnił stworzony "ad hoc" duet artysty z Jurkiem Bożykiem, którzy improwizując, do słynnego "What a wonderful world" Louisa Armstronga wprowadzili publiczność w sentymenty nastrój.

Na koniec pamiątkowe, zdjęcia, podziękowania i długie rozmowy. Marek Piekarczyk " inaczej" okazał się być.... taki sam jak postrzegałam go wcześniej, miły, skromny, mądry. Gwiazda rocka, a jednak zwykły serdeczny człowiek.

Polecam Państwu krótką relację filmową przygotowaną przez p. Michała Kołdrasa:
https://www.youtube.com/watch?v=bpKXeFJc50w
oraz odpowiedni fragment "Kroniki Krakowskiej" (od 10:48-12:18):
http://krakow.tvp.pl/24184984/25-ii-2016-godz-2145

A dziękując pp. Stanisławie Hnatowicz i Markowi Piekarczykowi oraz przybyłym gościom za stworzenie kolejnego, fantastycznego wieczoru, na zakończenie zapraszam do galerii 45 zdjęć, autorstwa p. Grzegorza Pakuły:
https://goo.gl/photos/hgEGBULSsUgwbv2Z8

jadwigaklimkowicz1Jadwiga Klimkowicz

Szanowni Państwo,

z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałam wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrowia, szczęścia i wytrwałości w obranej przez każdego z nas drodze. W ten wspaniały czas zachęcam do spędzenia krótkiej chwili z poezją p. Iwony Czarneckiej-Budziszewskiej, którą miałam zaszczyt gościć podczas naszych spotkań w Salonie Audialnia p. Stanisławy Hnatowicz.

iwonaczarneckabudziszewskaPełna ciepła, miłości i otoczona uroczymi Aniołkami goszczącymi niejednokrotnie w Salonie tak o sobie napisała: "moja babcia Budziszewska wpoiła we mnie cały wspaniały system wartości moralnych i zamiłowanie do sztuki, za co jestem Jej bardzo wdzięczna. Zaowocowało to w moim życiu priorytetem wartości duchowych, które uczyniły je wspaniałym i radosnym".

Hymn ku pokoju

niebowmojejwyobrazni2Niechaj pokój zabłyszczy nad światem
i w każdym Waszym domu
i niechaj nigdy niczego -
nie braknie nikomu,
lecz od nas to zależy,
jak wielka moc pokoju -
nieraz trzeba pracować -
wytrwale i w znoju.
Lecz kiedy zabrzmi pokój -
we wszystkich wręcz językach
i działanie serca -
w ludzkich wszak nawykach -
agresja nie zagrozi,
bo nie ma dla niej miejsca, gdy czynem i sumieniem -
Duch Święty powozi!

Anielski śmiech

niebowmojejwyobrazni3Kiedy w nas się wszystko śmieje -
wtedy powiedz - mój Aniele -
otocz skrzydłem.
A gdy życie całkiem zbrzydnie -
Twoje skrzydła mnie uniosą
i jeszcze Boga poproszą,
że kiedy bywa szkaradnie
i człowiek tonie w bagnie -
Anioł machnie swoim skrzydłem -
podły demon - całkiem zbrzydnie,
Więc zaproście dziś Anioła,
a nie jest to bajka zgoła,
żeby Was już nie opuszczał -
rękę trzymał i nie puszczał.

Przestroga

niebowmojejwyobrazni1Zadumał się Pan Bóg nad światem -
zapłakał i westchnął:
gdzie Ty zmierzasz ludzkości?
Do piekieł czeluści?!"
Ocknijcie się ludzie w końcu,
bo Was Bóg nie wpuści!

(Od Redakcji): wykorzystano zdjęcia ze spektaklu "Niebo w mojej wyobraźni" w reżyserii i choreografii p. Jadwiga Klimkowicz, poezja wyk. p. Marta Grabysz, na zdjęciu w roli Świętego Mikołaja p. Kajetan Wolniewicz, muzyka p. Grzegorz Lenart i... Anioły: Dominika Marchewka, Kinga Hrabia oraz najmłodsi adepci sztuki teatralnej, zdjęcia p. Elżbieta Marchewka.

kingahrabiaKinga Hrabia

Słowo rodzi się z dźwięku – dźwięk przed słowem.
Fryderyk Chopin

Czerwcowe popołudnie było inne niż zwykle, mimo tego że gościliśmy jak zawsze znanego w Polsce i na świecie artystę – kompozytora Marka Wilczyńskiego, który nie słowem, lecz dźwiękiem i obrazem prezentował swoją twórczość.

marekwilczynskiSpecjalnie dla Nas przywiózł dwa niezwykłe filmy, które rzadko są emitowane w Polsce a płyty z nagraniem niedostępne. Wilczyński krótko opowiedział o swojej namiętności -komponowaniu, o współpracy z cenionymi reżyserami i wybitnymi muzykami, o tym, czym dla niego jest muzyka i za co tak bardzo kocha Kraków.

„Missa Cracoviensis”

marekwilczynski4„Missa Cracoviensis” to tytuł autorskiego filmu dokumentalnego w reżyserii Jerzego Jogałły, produkcji niemieckiej, będącego relacją z I pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1979, przebiegającej pod hasłem „Gaude Mater Polonia”. Dzieło kinematograficzne zawiera unikalne zdjęcia z odwiedzin Karola Wojtyły w Krakowie. Wyjątkowym czyni go fakt, że jest jednym z pierwszych filmów o Papieżu Polaku, zaprezentowanym w sześćdziesięciu krajach Europy, ale też szczególna forma ekranizacji według struktury Mszy Świętej obrządku łacińskiego z uwzględnieniem jej części – Obrzędem Wstępnym, Liturgią Słowa, Liturgią Ofiary (Eucharystyczną) oraz Obrzędem Końcowym. Mieliśmy zaszczyt poznać twórcę ścieżki dźwiękowej, naszego gościa, któremu osobiście podziękował Ojciec Święty, zakochany, w przygotowanej przez niego z niewielkim zespołem oraz udziałem Józefa Brody, muzyce wadowickiej, nazwanej tak przez autora.

Biografia

marekwilczynski6Kim jest zaklinacz dźwięków, sympatyczny mężczyzna o miłej aparycji, szanowany muzyk - Marek Wilczyński? Fachowcy określają go mianami: muzyka, kompozytora, multiinstrumentalisty, muzykologa, realizatora nagrań oraz producenta. Jak na profesjonalistę przystoi jest także członkiem Związku Polskich Autorów i Kompozytorów oraz Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Natomiast dla nas jest pasjonatem, niezwykłym człowiekiem i niezapomnianym gościem, od dzieciństwa związanym z Krakowem, z Państwową Średnią Szkołą Muzyczną, Uniwersytetem Jagiellońskim oraz Państwową Wyższą Szkołą Muzyczną.

marekwilczynski3Warto poznać więcej szczegółów z życia zawodowego Marka Wilczyńskiego, które podaje nam znany informacyjny portal internetowy: „(…) był członkiem krakowskiej grupy Zdrój Jana, działającej od 1968 r. pod patronatem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.Występował i nagrywał z wieloma różniącymi się stylistycznie zespołami i artystami; m.in z grupą Maanam, Asavid Attraction, Quatro, Muzyką Centrum pod kierunkiem Marka Chołoniewskiego, Jackiem Wójcickim, Tadeuszem Kassattim, Jarosławem Śmietaną, Krzysztofem Ścierańskim, Markiem Jackowskim. Jako perkusista wykonuje muzykę eksperymentalną, jazzową, rockową i popową. Odbył tournée po Polsce i Stanach Zjednoczonych z Allenem Ginsbergiem, towarzysząc mu wraz z gitarzystą Stevenem Taylorem – na perkusji oraz syntezatorach. W swojej twórczości M. Wilczyński czerpie zarówno z muzyki popowej, rockowej, jazzowej, z muzyki awangardowej, klasycznej, jak i z muzyki ludowej polskiej, i innych kręgów kulturowych. Dzięki otwartości na różne gatunki muzyczne, kompozytor tworzy muzykę zróżnicowaną stylistycznie, bardzo ekpresyjną, o wyraźnych liniach melodycznych i strukturach rytmicznych. Specjalizuje się w formach krótkich, bardzo lapidarnych. Zarówno jako kompozytor i jako muzyk wykorzystuje również instrumenty nietypowe (dawne jak i współczesne) oraz związane z innymi kulturami, zwykle z własnych zbiorów. Obok więc takich instrumentów jak cymbały, piła czy lira korbowa, używa instrumentów elektronicznych analogowych (Moog EMS Synthi, theremin) jak i cyfrowych. Poza muzyką użytkową komponuje także utwory audio art. Jest autorem ok. 300 ilustracji muzycznych do filmów animowanych, dokumentalnych i fabularnych. Współpracuje z polskimi i zagranicznymi wytwórniami filmowymi (m.in. Studio Filmów Animowanych w Krakowie, Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, Se-ma-for w Łodzi, Studio Miniatur Filmowych w Warszawie) oraz z wieloma reżyserami (m.in. Maciek Albrecht, Ryszard Antoniszczak, Krzysztof Kiwerski, Jerzy Kucia, Andrzej Orzechowski, Krzysztof Raynoch, Jerzy Ridan, Marek Serafiński, Alina Skiba, Aleksander "Olo" Sroczyński, Longin Szmyd), Bronisław Zeman i innymi. Jest autorem muzyki do serii Ryszarda Antoniszczaka „Bajki zza okna”. Komponuje także muzykę do filmów autorskich, pełnometrażowych filmów animowanych (np. „Close to You”, koprodukcja polsko-amerykańska w reż. Maćka Albrechta z 1994 r.), seriali dla dzieci, filmów dokumentalnych oraz filmów fabularnych (m.in. „Przeklęta ziemia” w reż. Ryszarda Czekały, „Planeta krawiec” w reż. Jerzego Domaradzkiego). Artyście poświęcony jest półgodzinny film telewizyjny „Łowca dźwięków” w reż. J. Ridana. Jako kompozytor muzyki teatralnej zadebiutował w 1974 r. muzyką do spektaklu „Henryk VIII” Szekspira w reż. Jerzego Golińskiego w Teatrze Nowym w Łodzi. Od tego czasu współpracuje z wieloma teatrami (m.in. Teatr Słowackiego w Krakowie, Teatr Groteska w Krakowie, Teatr Dramatyczny w Opolu, Teatr Ateneum w Warszawie, Teatr Polski we Wrocławiu) oraz reżyserami teatralnymi (m.in. Kazimierz Dejmek, Bogdan Hussakowski, Tadeusz Minc, Jan Polewka, Adolf Weltschek). Jest autorem muzyki do wszystkich spektakli Teatru Własnego”.

marekwilczynski2Byliśmy wzruszeni projekcją filmu „Missa Cracoviensis” oraz oczarowani osobą Marka Wilczyńskiego, który przybył do nas nie tylko jako wieloletni przyjaciel Teatru Słowa i Tańca, ale jako poważany Konsultant Amerykański w Krakowie na zaproszenie organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Etiuda&Anima…

A Magic-Lantern Life

marekwilczynski5Tajemniczy tytuł filmu zaniepokoił każdego… Jak możemy przeczytać na stronie Festiwalu: „Laterna magica, czyli latarnia magiczna albo czarnoksięska, to proste urządzenie pozwalające rzutować na ekran obrazy ze szklanych przeźroczy. Wynaleziona została w poł. XVII w. przez jezuitę Athanasiusa Kirchera, udoskonalono ją i opatentowano jednak dopiero w II poł. XIX w. na zaledwie kilkadziesiąt lat przed pojawieniem się kina. The American Magic-Lantern Theater jest jedną z trzech działających na świecie grup, które odtwarzają dawne spektakle latarni magicznych w tradycyjnej formie XIX-wiecznego widowiska z epoki wiktoriańskiej, które było bardzo popularne przed powstaniem kina w Stanach Zjednoczonych, gromadząc wielomilionową publiczność. Latarnia magiczna traktowana jest jako element żywej tradycji kultury medialnej USA i, jak to określiło po jednym ze spektakli AMLT National Public Radio, jest „żywym skarbem narodowym” USA”. Film w reżyserii Petear O’Neill’ego, w produkcji USA z 2014 roku, do którego komponował dźwięk Marek Wilczyński, jest opowieścią o American Magic-Lantern Theater i pracy Terry’ego Bortona, założyciela teatru i jego prezentara, oraz śpiewaczki i akompaniatorki Nancy Stewart. Czy można zakochać się w magicznych lampach, czy jakiś czarnoksiężnik rzucił na mnie urok, ale moim marzeniem jest zobaczyć spektakl na żywo!

Polecamy Państwu także:

1. https://vimeo.com/133260786
2. https://www.google.pl/?gfe_rd=cr&ei=8BPvVd3VCeuG8Qfb3pfQCQ&gws_rd=ssl#q=marek+wilczy%C5%84ski
3. https://vimeo.com/105192305
4. http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?osoba=413506

kingahrabiaKinga Hrabia

Zgodnie z obyczajem naszej niewielkiej, nieprzeciętnej, niezastąpionej społeczności, podczas majowego spotkania ugościliśmy z wszelkimi honorami poetkę i malarkę – Marię Baster-Grząślewicz. Godzi się przypomnieć, że od samego początku przy boku zapraszanych artystów dumnie stoją w roli: reżyserki i prowadzącej – Jadwiga Klimkowicz, dziennikarki – Kinga Hrabia oraz największego z dżentelmenów - pianista Bonifacy Klimkowicz, jak i również adepci Teatru Słowa i Tańca oraz najważniejsza i najszlachetniejsza persona – Gospodyni Saloniku Stanisława Hnatowicz. Prawdziwie polskim chlebem dzieli się z nami Piekarnia Mojego Taty, a wspaniałymi prezentami za współtworzenie wieczorów obdarza nas Muzeum Historyczne Miasta Krakowa.

mariabaster1Zainteresowania i pasje Marii Baster-Grząślewicz zdają się znajdować tak dalece od siebie, że mogą być rozumiane jako sprzeczność. Naprzeciw siebie stają bowiem fizyka i sztuka. Jednakże z całą pewnością, zarówno ulubienica Arystotelesa oraz bogini Horacego, zawdzięczają swoje miejsce w życiu Marii jej umiłowaniu poznawania, z jednej strony natury, z drugiej – samej siebie. Baster-Grząślewicz to ceniona przez studentów i pracowników uczelnianych doktor fizyki oraz nauczyciel akademicki, wyjątkowa, albowiem z artystyczną duszą aktorki, poetki oraz malarki. Warto posłużyć się słowami Anety Kielan-Pietrzyk, wielbicielki jej poezji oraz malarstwa, która pisze w swej recenzji „Traktatu o dziurze”:

mariabaster2„Język Baster-Grząślewicz jest oryginalny, od wierszy bije spokój, ale i pewność siebie. Utwory są krótkie, w żadnym nie ma zbędnego zdania lub słowa, to złote myśli (…) Lapidarne w swojej formie wiersze poruszają tematy egzystencjonalne, które dotyczą każdego z nas. Jednocześnie nie są osobiste, poetka nie skupia się wyłącznie na sobie, a w zasadzie w ogóle nie pisze otwarcie o sobie. Jest to „ja” – poetyckie, „ja” egzysten-cjonalne. (…)

Malarstwo i poezja Baster-Grząślewicz są ze sobą ściśle związane. Większość utworów poetyckich jest bowiem tytułami i opisami prac malarskich artystki. (…) Od ilustracji, podobnie jak od wierszy, bije bowiem humor i pewność siebie”.

mariabaster5Na spotkaniu mieliśmy przyjemność posłuchać recytacji utworów poetyckich Baster-Grząślewicz zarówno przez samą poetkę jak i adeptkę naszego teatru – Dominikę Marchewkę. Jednak najlepiej zapamiętane przez gości zostaną osobiste wspomnienia oraz wyznania artystki, a zwłaszcza anegdoty związane z alternatywnym, krakowskim, studenckim teatrem lat siedemdziesiątych – Pleonazmus, inspirowanym poezją Mirona Białoszewskiego, którego Maria była współzałożycielką.

mariabaster3W Saloniku Sztuki Audialnia mogliśmy podziwiać wernisaż malarki opatrzony tytułem „Barwy Dźwięku”, stanowiący osobistą kondesacją uczuć-dźwięków, jawiącym się jako zjednoczenie pasji fizyczno-malarskiej. Jej obrazy to abstrakcyjna ekspresja różnorodnych barw układających się w konkretny kształt, jakby zbliżona do konwencji antymimetyzmu.

Wyrażamy wdzięczność Marii Baster-Grząślewicz za miły wieczór z poezją, teatrem oraz malarstwem, ale i za obecność na naszych innych „Lekcjach Języka Polskiego”. Jestem zachwycona poezją Pani Marii, w której każdy może odnaleźć siebie…

Zapraszam Państwa, by zajrzeć także i tutaj:
http://www.audialnia.pl/aktualnosci/barwy-dzwieku.html
http://www.ata.e-teatr.pl/index.php?a=zbiory&b=teapleo
http://lamelli.com.pl/publikacje/pismo-lamelli/lamelli/spadajaca-gwiazda-marii-baster-grzaslewicz

kingahrabiaKinga Hrabia

Fotografie w tekście p. Piotr Siwiec.

Szanowni Państwo, na wstępie, (by nie pisać o tym w następnej recenzji), opiszę nasz trwały zwyczaj, który towarzyszy każdemu spotkaniu. Rozpoczęcie... Fortepian i utwór klasyka, dzwonek i przywitanie gości, wspomnienia z poprzedniego wieczorku, przedstawienie artystów i wspólne czytanie poezji. Zakończenie – poczęstunek prawdziwie polskim chlebem i lampką czerwonego wina, wspólne zdjęcie i wręczenie pani Sławie Hnatowicz symbolicznego bochenka chleba, a artystom książki o Św. Jadwidze, niekończące się rozmowy i gratulacje. Nasza „Lekcja języka polskiego” w tych punktach programu bywa niezmienna, dlatego też i tym razem wszystko odbyło się zgodnie ze zwyczajem.

wieczorem127 lutego przenieśliśmy się w krainę witkiewiczowskiej twórczości dzięki spektaklowi muzycznemu do tekstów Witkacego z muzyką Ewy Ryks, w którym m.in.: „Prolog do dramatu Nowe Wyzwolenie”, „Tarantula” oraz „Tutli-Putli”.

Śpiew i interpretacja - Marta Grabysz, która od kilku lat jest moją mentorką. Dzięki niej nauczyłam się rozumieć, interpretować i współżyć z tekstem. Mistrzyni w piosence aktorskiej, którą wypełnia dynamizmem, ekspresją i autentycznością przeżyć.

wieczorem2Marta Grabysz ukończyła Wydział Aktorski PWST w Krakowie. Na stałe związana z piosenką, by potem na scenach krakowskich piwnic śpiewać piosenki aktorskie, poetyckie, a także jazz. W początkach swojej kariery pod skrzydłami Piotra Skrzyneckiego w Piwnicy pod Baranami, wykonywała utwory, które osobiście przekazał jej Marek Grechuta ze swoich zbiorów. Następnie zaczęła występować w kabarecie Loch Camelot prowadzonym przez Kazimierza Madeja. Marta Grabysz w tym czasie współpracowała z dyrygentką i kompozytorką Małgorzatą Bińczycką piszącą muzykę wyłącznie dla niej. Owocem tej współpracy był spektakl muzyczno-poetycki pod tytułem „W moim miasteczku”. Spektakl prezentowany był na scenach w Polsce oraz poza jej granicami. Jesienią 2013 roku, na specjalne zaproszenie Sztokholmskiego Salonu Poezji artystka zaprezentowała spektakl, który odbył się w Konsulacie Rzeczypospolitej Polskiej w Sztokholmie.

wieczorem3Ewa Ryks – kompozytor, pianista, multiinstrumentalista, nauczyciel muzyki. Kompozytor wielu piosenek autorskich oraz muzyki do ponad 60 tekstów współczesnych i nieżyjących poetów, między innymi materiału do spektakli muzycznych opartych na twórczości Witkacego i Bursy. Autor musicalu ”Still I Have Dream” w języku angielskim. Autor i wykonawca muzyki teatralnej. Współpracownik teatru Proscenium i teatru Mumerus oraz członek zarządu Stowarzyszenia Teatrów Nieinstytucjonalnych STEN w Krakowie. Uczy emisji głosu, śpiewu w różnych stylach, wykorzystywania głosu w melorecytacjach, improwizacji jazzowej, rytmizowania tekstu i wytwarzania odgłosów pozamuzycznych.

wieczorem4Dlaczego pośród tylu równie interesujących i utalentowanych artystów wybór padł właśnie na Niego? Mimo nigdy do końca niezrozumiałej formy i zawiłego języka, trudnego do odczytania i interpretacji, czy oskarżeń o obłęd. Czy muszą być jakieś konkretne przyczyny, by wybierać jedynego takiego artystę - Witkacego? Myślę, że nie wypada uzasadniać wyboru, zważając na fenomen Witkacego. Będzie on już na zawsze stanowił żywą inspirację dla artystów, zarówno aktorów, reżyserów jak i poetów. Witkacy to indywiduum, jakby chciał być nazywany, geniusz na skalę światową, wciąż nie dla każdego dostępny i jasny, a jednocześnie wciąż obecny w sztuce jako obiekt pożądania wielu. Jednak faktem jest, że polski Senat złożył hołd rodzinie Witkiewiczów w polską kulturę i 2015 rok ogłosił „Rokiem Witkiewiczów”. Pozwoliłam sobie zacytować fragment:

wieczorem5„W roku 2015 minie 130 lat od urodzin pisarza, dramaturga i malarza Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego) oraz 100 lat od śmierci jego ojca – Stanisława Witkiewicza, wielkiego artysty, twórcy stylu zakopiańskiego. Senat Rzeczypospolitej Polskiej, doceniając wkład Stanisława i Stanisława Ignacego Witkiewiczów w kulturę, podkreśla ich znaczenie jako jednych z najważniejszych twórców polskich. Ich działalność oraz twórczość wywarła – i nadal wywiera – wpływ na kolejne pokolenia Polaków, nie tylko artystów i badaczy literatury, ale też szerokie grono odbiorców. Spośród zasług Stanisława Witkiewicza wyróżnić pragniemy stworzenie stylu zakopiańskiego, będącego w zamierzeniu pierwszym polskim stylem narodowym w architekturze. Wyrażamy także uznanie dla jego malarstwa oraz działalności jako teoretyka, krytyka sztuki i pisarza, gdyż twórczość ta w wyjątkowy sposób przyczyniła się do zmian, jakie zaszły w polskim życiu kulturalnym na przełomie XIX i XX wieku. Z dumą podkreślamy wybitność, wszechstronność i oryginalność twórczą Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego) oraz fakt, że jego dorobek doceniono na całym świecie. Senat Rzeczypospolitej Polskiej z uznaniem dostrzega, iż sztuka, filozofia, twórczość literacka i teorie estetyczne oraz biografia Witkacego pozostają niewyczerpanym źródłem inspiracji dla artystów posługujących się różnymi środkami wyrazu artystycznego – od teatru i performance’u, przez malarstwo, po fotografię. (...)”

wieczorem6Pełni poczucia niepokoju i żądzy odkrycia tajemnicy odrobiliśmy lekcję Awangardy z artystkami oraz z wizjonerem, prześmiewcą, katastrofistą i geniuszem o wielu twarzach - Witkacym. Jeżeli Państwo zastanawiają się dlaczego nie użyłam tutaj słów – ekscentryk, skandalista, erotoman, alkoholik, narkoman, hulaka i innych podobnych określeń. Otóż, współczesne badania nie pozwolą mi na to i sama sobie nie pozwolę na uproszczenie odbioru jego sztuki życia. Natomiast zgodzę się z przypisywaniem Mu „pięknego szaleństwa”, gdyż jak pisał w „Szewcach”: „Lepiej jednak skończyć nawet w pięknym szaleństwie niż w szarej, nudnej banalności i marazmie.”

wieczorem7Nie chcę oceniać umiejętności artystek, dlatego że zostały wysoko ocenione, z racji wieloletniego warsztatu i wielkiego talentu, czy też uznania wśród publiczności Sądzę, że najlepszą recenzją będzie jak napiszę: przeżyłam Witkacego na własnej skórze, co więcej – na własnych uszach, na własnych emocjach, na własnej duszy. Nieprawdopodobne przeżycie. Dlaczego recital wywarł na mnie tak silne doznanie? Kompozycje muzyczne współistniały ze śpiewem. Emocja wyrażona głosem, została również wyrażona w nutach. Każda niepewność, lęk, wzruszenie, napięcie w głosie, w mimice, w ruchu aktorki ciągnęły za sobą melodię. Marta Grabysz w jednym utworze była Tarantulą, w drugim Tutli Putli, a w trzecim nawet szaleńcem, stała się nimi całą sobą, na prawdę (Czarna Dama, jak Femme fatale w czarnej sukience, czarnych rękawiczkach, z czarnym szalem i może z czarnym charakterem)!

Łączę wyrazy szacunku i wdzięczności dla naszej Duszy Salonu – Stanisławy Hnatowicz, dla wspaniałych gości oraz szczególne dla młodego fotografika – Piotra Siwca za wspaniale oddające nastrój zdjęcia!


• https://www.youtube.com/watch?v=DL4MJgQv8iU

kingahrabiaKinga Hrabia

Może i górnolotne, ale przekonywujące są słowa Jana Pawła II „Świat bez sztuki narażą się na to, że będzie światem zamkniętym na miłość”, które w pełni opisują najważniejszą ideę naszych spotkań.

20150130tsit1Przyjemnie jest patrzeć jak artysta uważnym okiem, pełnym szacunku i podziwu, spogląda na drugiego artystę. Nasi serdeczni goście i tym razem nas nie zawiedli. Trzask drzwi wejściowych powtórzył się wiele razy, było gwarno i wesoło. Może jest to ostatnie już takie miejsce, gdzie wielobarwne grono intelektualistów spotyka się, by jak dawniej, rozprawiać o sztuce? Młodzi uczniowie z Ukrainy, zachwyceni wieczorem poezji i tańca, zadali mi właśnie to pytanie. Wśród naszej publiczności często zasiadają malarze, pisarze, aktorzy, nauczyciele, muzycy, obcokrajowcy czy członkowie stowarzyszeń kulturalnych. Byli z nami tym razem, min. przedstawicielki Małopolskiego Stowarzyszenia Kultury, Kanadyjczycy i Niemcy oraz malarz krakowskich krajobrazów – Ryszard Mazurkiewicz. Wśród antyków i obrazów malarzy, których wystawy u pani Stanisławy Hnatowicz można liczyć już w setkach, wyczuwa się unikalną atmosferę tego miejsca.

20150130tsit2Porządek cyklicznych „schadzek” zakochanych artystów (artystycznych dusz przede wszystkim) został zachowany. Oczywiście, dzwonek, miłe powitanie gości i przedstawienie artystów przez dyrektorkę Teatru Słowa i Tańca - Jadwigę Klimkowicz. Następnie elegancki pianista – Bonifacy Klimkowicz, zagrał dla nas znaną piosenkę Johna Lenona „Imagine”, a zakończył jedną z kompozycji organowych J. S. Bacha.

20150130tsit3Na pierwszy ogień, ognista tancerka - Kaja Będkowska, zachęcała nas do aktywnego uczestnictwa w warsztatach, mówiąc, ze flamenco może tańczyć każdy, kto chce, bez względu na wiek, wygląd czy doświadczenie taneczne. Czy flamenco to tylko taniec? Flamenco to wachlarz emocji, niesamowita ekspresja, inspiracja światem, odkrywanie siebie, wyrażanie piękna, ale również trudny taniec, w którym rytm odgrywa kluczową rolę. Taniec ten ma swoje źródło w spotkaniach licznych rodzin andaluzyjskich Cyganów, które wspólnie biesiadowały. Flamenco to pewne zjawisko kulturowe, obejmujące śpiew, muzykę i taniec. Audialna tworzy swego rodzaju rodzinę, co sprzyja atmosferze flamenco. Tancerka pięknie przedstawiła nam historię, a co najistotniejsze, samą istotę flamenco. Powiem szczerze, że byłam pod wielkim wrażeniem, gdyż przede mną stała wyjęta prosto z hiszpańskiego filmu, zmysłowa kobieta, o wyrobionej postawie i idealnych ruchach. Nie mieliśmy gitary, ale to przecież wyklaskiwanie rytmu dłońmi – palmas, tworzy podkład i pomaga tancerzom. Wystukiwanie rytmu nogami, ruchy nadgarstków i palców, ugięte nogi w kolanach, obniżone ramiona, klatka otwarta i ruchy bioder... By skoordynować i zapamiętać wszystkie ruchy potrzeba niemałego wysiłku, ale chętni poradzili sobie na pierwszy raz doskonale. Z pewnością urzekł nas wszystkich ognisty rytm, egzotyczny język ciała i gestów oraz ładunek emocjonalny tego tańca. W flamenco nie ma kroku podstawowego, są tylko pewne powszechnie znane zasady. Jest to taniec „żywy”, który ciągle rozwija się dzięki indywidualności tancerzy. Z przyjemnością zapraszamy do Szkoły Tańca La Pasion pani Kai Będkowskiej. Grupa „La Pasión” powstała w 2002 roku w Krakowie z inicjatywy Kai Będkowskiej, łącząc tych, których pasją stało się flamenco. W artystycznych poszukiwaniach czerpie z bogactwa kultury andaluzyjskich Cyganów, ale sięga także do form teatralnych i innych form tanecznych jak taniec współczesny. Ta różnorodność daje inspirację do tworzenia spektakli tanecznych (www.flamenco-krakow.pl).

20150130tsit4A teraz będzie mowa o drugiej artystce, która jest natchniona inspirującą prozą życia oraz ludzkimi uczuciami. Natknęłam się na schodach na delikatną i subtelną kobietę. Głębokie spojrzenie, łagodne gesty i spokojny głos. Nie bez powodu nazwana przez swoich słuchaczy „Aniołem Poezji”. Czystość i szczerość prostych słów. Poetka, malarka, projektantka mody – Iwona Czarnecka-Budziszewska przybliżyła nam swoją poezję z tomiku pt. „W poszukiwaniu miłości”. Poezja artystki trafiła do Polonii wielu krajów świata, min. Francji, Italii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych czy Austrii. W dorobku twórczym poetki jest już ok. 300 wierszy, a jej dzieła plastyczne już niebawem zostaną zaprezentowane na wernisażach w Rzymie, Mediolanie i Norymberdze. Artystka zauroczyła mnie nie tylko swoją poezją, ale niebywałą osobowością.

20150130tsit5Na koniec - polski chleb z „Piekarni Mojego Taty”, szampan, wspólne zdjęcie, gratulacje i podziękowania. Aż w końcu - ulubiony i wyczekiwany czas na wspólne rozmowy. Ubóstwiam wręcz zakończenia naszych spotkań, kiedy swobodnie dana jest mi możliwość poznania artystów krakowskich oraz rozmowy z doświadczonymi i mądrymi ludźmi na różne tematy. Tym razem „odważni” goście otrzymali wejściówki do Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Już teraz zapraszamy na naszą kolejną „Lekcję Języka Polskiego” wraz z Martą Grabysz i Ewą Ryks. Moja ukochana aktorka i wokalista - Marta Grabysz przy akompaniamencie wspaniałej kompozytorki - Ewy Ryks, oraz sam Witkacy, Geniusz Wszech-czasów – zapowiada niezapomniany recital! Zapraszamy wszystkich pasjonatów sztuki: (kontakt: 660-951-909, e-mail: teatrsit@op.pl, wejście tylko z zaproszeniami i wcześniejszym zarezerwowaniem miejsca).

Może i sztuka otwiera człowieka na miłość.

Zapraszamy jeszcze do obejrzenia fotoreportażu autorstwa p. Elżbiety Marchewki:
https://picasaweb.google.com/lh/sredir?uname=115266215617350072168&target=ALBUM&id=6111722855647467153&authkey=Gv1sRgCM7e-Z2M4bDCfg&feat=email

kingahrabiaKinga Hrabia

Zdjęcia w tekście p. Elżbieta Marchewka.

Drrr, dzwonek na nasz kolejny Salon Poezji i nie tylko! Tym razem, w ostatni piątek listopada, miesiąca tak ważnego dla historii Polski, pani Jadwiga Klimkowicz zaprosiła Jerzego Bożyka, z którym współpracuje od kilkunastu lat. Jest to wyjątkowy artysta, którego dyrektora Teatru Słowa i Tańca zaprosiła, gdyż „kocha artystów prawdziwych i nietuzinkowych”.

20141128sa1Tego wieczoru zawitała do Audialnej różnorodna pod względem wieku i profesji publiczność. Z jednej strony młodzież z Wydziału Polonistyki UJ, dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 101 im. H. Chrystiana Andersena w Krakowie, z drugiej, starsze pokolenie poetów, muzyków oraz profesorów i właścicieli firm, z kręgu, można by rzec, „kwiatu krakowskiej inteligencji”. Lampka czerwonego wina, chleb ze smalcem, interesujące rozmowy, subtelne anegdoty oraz porywająca muzyka... Proszę mi wierzyć, niesamowity sposób na spędzenie jesiennego wieczoru. Czarujący Bonifacy Klimkowicz zagrał specjalnie dla pana Bożyka, pamiętny utwór „Hit the road Jack”. Były z nami też trzy urocze siostry Marchewki z nutą patriotyczną. Moim ukochaną rolą było przedstawianie gościom, czy też „uczniom”, na naszej „Lekcji Języka Polskiego”, wszelkich nowinek na temat p. Bożyka, poetów i wystawy p. Zbigniewa Starego o tematyce Japońskiej. Pani Halszka Podgórska-Dutka przeczytała swój wiersz, kilka lat temu natchniony osobą p. Bożyka, który niesamowicie go poruszył. Śpiewaliśmy wspólnie pieśni patriotyczne, jak na prawdziwych patriotów przystało. Muzeum Historycznie Miasta Krakowa ufundowało dwie podwójne wejściówki na wystawę Szopek Krakowskich. Zaczarowana biesiada skończyła się nocą i pozostawiła po sobie szalejący w uchu rytm czy to lwowskiej czy krakowskiej nuty utworów Jerzego Bożyka.

20141128sa2Nie Stany, nie Nowy Orlean, nie dzielnica prostytutek Storyville, lecz Polska, Kraków, Św. Tomasza 32 – mamy polskiego Ray Charlesa czy Louisa Armstronga – Jurka Bożyka! Chodzącą legendę, którą pod Wawelem chyba nie trzeba szczególnie przedstawiać. Niepokorny, niepoprawny politycznie, kontrowersyjny, autentyczny - Jerzy Michał Bożyk, pseudonim Boży Jerzyk (tzn. „boski” jak wielu miewa). Urodził się w 1941 r. w Lwowie, na naszych tzw. Kresach Wschodnich, w sercu dawnej polskości. Z jego biografii również wiemy, że... Podstawówkę i ostatnią klasę szkoły muzycznej (na ul. Basztowej) ukończył w Krakowie, wraz z Ewą Demarczyk czy Magdą Sokołowską. Następnie skończył Liceum Muzyczne w Łodzi w 1959. Po ukończeniu szkoły rozpoczął współpracę z zespołami „The Jazz Five Boys”, „Silver Jazz” i „Tiger Rag”. Do 1976 koncertował na kontraktach w Czechosłowacji, Finlandii i Szwecji. W 1977 zdał państwowy egzamin piosenkarski u samego profesora Bardiniego. Następnie rozpoczął studia teatrologiczne na Uniwersytecie Łódzkim. Ukończył je w 1985. Jest także lingwistą oraz tłumaczem z języka słowackiego. Zagrał też w roli śpiewającego pianisty w filmie „Bracia Karamazow” w reżyserii Petra Zelenki. Od 1982 członek zespołu jazzowego „Beale Street Band”. Wieloletni uczestnik Letniego Festiwalu Jazzowego w Piwnicy pod Baranami, Ogólnopolskiego Studenckiego Festiwalu Piosenki Turystycznej YAPA oraz wielokrotny uczestnik Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej i przewodnik po Małopolsce i Szlaku Orlich Gniazd. Wszechstronny człowiek. Możemy sprowadzić wymienione uzdolnienia do pewnego wspólnego mianownika, jakim jest po prostu – polski artysta. W jednym z wywiadów czytałam, że nauczył się czytać już w wieku trzech lat, w czasie wojny. Jako uzdolnione dziecko zaczęto uczyć go gry na fortepianie, instrumencie matki. Ojciec natomiast był skrzypkiem i scenografem filmowym. Co go pasjonuje i rwie jego serce oprócz muzyki? Z jego strony internetowej dowiedziałam się, że góry i wycieczki rowerowe, młody duchem i cały czas aktywny ciałem. Zapraszany na uroczystości patriotyczne, nie bez powodu, lecz z autorytetu działacza niepodległościowego.

20141128sa3Moim skromny zdaniem... Jego wariacje na pianinie i wariacje głosem osiągnęły szczyt, ponieważ nie jest już to tylko gra, tylko śpiew, lecz mowa, rozmowa pomiędzy instrumentem a wykonawcą, wykonawcą grającym na instrumencie a publicznością. Mamy do czynienia nie tylko z linią melodyczną i tekstem, ale z muzyką, która do nas przemawia całą swoją istotą. Przez utwory przewija się często motyw alkoholu, jednak, nie poddaję tego żadnym komentarzem (żartobliwy uśmiech)! Dla mnie, jazz, to wyrażanie swojej indywidualności, osobowości, emocji poprzez materię dźwiękowo-tekstową. Pozwala na to swobodna interpretacja i aranżacja, a co najważniejsze, słynna improwizacja jazzowa! Co możemy przez te kategorie powiedzieć o panu Bożyku? Otóż, na pewno wszyscy się ze mną zgodzą, że jest to osoba szczera, dowcipna, energiczna i utalentowana. Szalony muzyk z nieschodzącym z twarzy uśmiechem! Jedni nazywają go wariatem, geniuszem, mistrzem, inni uwielbiają go za poczucie humoru. Kochany przez młode i starsze pokolenie, zwłaszcza krakowska plotka niesie, że przez kobiety! Co niedziele grywa w krakowskiej Awarii na ulicy Mikołajskiej, w klubie zrzeszającym wielu artystów, w którym nasz teatr wystawiał spektakl pt. „Dawid Rubinowicz”. Często też możemy go spotkać w innych krakowskich klubach z tradycją, jak w znanym symbolu Krakowa – Piwnicy pod Baranami. A jak zapatruje się na politykę? Z przymrużeniem oka i dowcipem. Pochwalę się w imieniu pana Bożyka także otrzymanym w 2011 r. - Medalem "Niezłomnym w słowie" oraz znakomitą płytą, nagraną z Magdaleną Bożyk w 2013 r. pt. „Drive”, z którą koncertował po całej Polsce. Prywatnie, podobno lubi ciemne piwo i jin bez toniku, bo wierzy, że jak królowej angielskiej – przedłuży mu on życie... Do tej pory brytyjska magia się sprawdza! Pani Dagmara Dziedzic, właścicielka klubu Awaria, wspomina pogodnym głosem i z delikatnym śmiechem: „Z Panem Jurkiem od 11 lat wspaniale mi się współpracuje. Jestem już dorosłą dziewczyną, bo mam 37 lat, ale pan Jurek wciąż nazywa mnie Dagunią. Ma niesamowitą siłę i chęć walki, i wielki entuzjazm. Po pewnym zdarzeniu mówił, że teraz będzie silniejszy od Pudzianowskiego, dlatego że uparcie ćwiczy. Na koncerty Pana Jurka przychodzą ludzie od 20 do 70 roku życia, integrują się i dobrze razem bawią. Koncert jest jedną wielką biesiadą. U pana Jurka wszyscy są równi i wszyscy wyjątkowi. Zawsze przed koncertem, na rozgrzewkę, przychodzi wypić seteczkę jałowca, tzn. dżinu, przechyla i wypija na jeden raz”.

Zapraszam Państwa do obejrzenia całego fotoreportażu, autorstwa p. Elżbiety Marchewki:
https://picasaweb.google.com/115266215617350072168/AudialniaJerzyBozyk28112014?authkey=Gv1sRgCP3Pl5m147_FpgE

kingahrabiaKinga Hrabia

Nie zapominajmy o tych, dzięki którym możemy być niezapominani! Czyli cykliczne poważne i humorystyczne spotkania z poezją, muzyką, tańcem i teatrem.

W saloniku, czas się zatrzymał i świat stanął w miejscu, by każdy z duszą artysty mógł rozkoszować się ucztą platońską... A o czymże jest ta uczta? O miłości, o prawdzie, o poezji, o muzyce, o pięknej dykcji, o patriotyzmie, o malarstwie, o wspaniałych ludziach... Pragnę napisać kilka słów o ważnych i niezapomnianych, bez których, "Lekcja języka polskiego" nie dawałaby nam szansy na poznanie tychże wartości, dlatego że to właśnie Oni, tworzą ją dla nas. Ucztujemy w każdy ostatni piątek miesiąca i przystajemy wtedy na chwilę, by móc obcować ze sztuką, a przede wszystkim z Polską.

tsitsa1Na wstępie należy kierować wręcz anielskie podziękowania dla Teatru Słowa i Tańca, a zwłaszcza jego Wielkiego Anioła - pani Jadwigi Klimkowicz, za wkład kawałka swojego niezwykłego wnętrza, za przygotowywanie spotkań i prowadzenie ich w pogodny sposób. Serdeczne podziękowania także dla pani Stanisławy Hnatowicz, za użyczenie cudownego miejsce, pełne niesamowitych wystaw obrazów, emanujące niebywałą atmosferą, gdzie "uczniowie i nauczyciele" uczą się od siebie nawzajem (fot. p. Maria Machl).

20131122lmp1Słowa wdzięczności i niskie uchylenia głów w stronę aktorów z krwi i kości, którzy prowadzili spotkania. Pani Marcie Grabysz, z jej cudownym głosem i anielskim usposobieniem. Pani Renacie Nowickiej, za jej humorystyczny charakter i nie lada wycisk z emisji głosu oraz dykcji. Naszej ostoi, mojego mistrza, swoistego reliktu przeszłości, pani Sławie Bednarskiej, aktorce, reżyserce, poetce, malarce, z której piękną dykcją nie równa się nikt w Polsce. Lekcje przez nią prowadzone wyciągały z uczniów wszystkie pokłady głosu, a z adeptów wręcz wszystkie wnętrzności (proszę mi wierzyć na słowo), które zostawiły niebywały ślad słyszany w poprawnym języku, interpretacji poprzez prawdziwą ekspresje i emocje (fot. p. Maria Machl).

20131122lmp2Starsi kształcą osobowość młodych, tych, którzy będę dalej plenić tradycję, sieją w nich owoc, który z pewnością w przyszłości się obrodzi. Toteż dziękujemy młodemu pokoleniu. Wspaniałym siostrom: Dominice, Weronice i Kindze Marchewce, o ładnej dykcji. Gabrieli Sasze, studentce prawa na UJ, która od lat grywała w pamiętnych spektaklach teatru oraz zagrała w filmie "Poezja Dariusza Pacaka". Mamy też szarmanckiego dżentelmena-pianistę, Bonifacego Klimkowicza, który przed dzwonkiem na lekcję grywa preludium Bacha z należytą dbałością. Pozwolę przywołać sobie również swoje nazwisko, ponieważ od kilku lat angażuję się w projekty teatru (fot. p. Maria Machl).

Lekcja języka polskiego

20141031sa1Na lekcjach poznawaliśmy poezję pana Stanisława Ledóchowskiego. Zagłębiliśmy się w utwory Stanisława Wyspiańskiego, Feliksa Konopki oraz Ignacego Krasickiego. Dotknęliśmy także twórczości wspomnianej pani Sławy Bednarczyk oraz Zofii Daszkiewicz W bliskiej przeszłości uczyliśmy się wraz z panią Halszką Podgórską-Dutką, która zachwyciła nas nie tylko pięknym językiem poetyckim, ale także głęboką zawartością filozoficzną i moralną tegoż języka oraz osobistymi odczuciami do wielkich osób. Warto poznać jej poezję, utwory prozatorskie, malarstwo oraz niemickiewiczowskie "Dziady", jedną z najlepszych reinterpretacji w literaturze „Dziadów drezdeńskich” (fot. p. Mirosław Boruta).

20131220sw1Wzmożone dumanie nad kulturą delikatnie trudzi, dlatego Piekarnia Mojego Taty dzieli się z nami najprawdziwszym polskim chlebem, a na deser Piekarnia Szubert obdarowuje nas słodkościami. Zawsze wszyscy wychodzą z wyjątkowymi prezentami, bo przecież każdy kocha niespodzianki. Poeta, który raczył przybliżyć nam swoją poezję dostaje książkę o Królowej Jadwidze, czyli kawałek "dobrej historii Polski". Gospodarz wieczoru, pani Hnatowicz - bochenek pachnącego chleba. Szczęśliwiec - dwie wejściówki czy to do teatru, czy też do muzeum... Bywają też pachnące kwiaty, róże, fiołki i bławaty! Zaś każdy przybysz - wspomnienia i namiastkę "czegoś" trwałego (jeżeli ktoś zechce zawitać, to na własnej "duszy artystycznej" poczuje, co to takiego). Wszyscy ucztujemy razem, recytujemy, śpiewamy, rozmawiamy... Otwarcie i szczerze rozwijamy swoje talenty (fot. p. Maria Machl).

20141031sa2Dzięki słynnemu jazzmanowi panu Jurkowi Bożykowi, który nieprzerwanie rozwesela nas swoim rewelacyjnym talentem tj. żartobliwym i poważnym śpiewem oraz grą na fortepianie. Jednakże nic nie byłoby możliwe bez Państwa, którzy obdarzają nas swoim cennym czasem, promiennym uśmiechem i potrzebnym towarzystwem. Jeżeli czujecie Państwo delikatny niedosyt zwrócimy państwa uwagę ku Gazetce Teatru Słowa i Tańca, w której są wiersze, eseje, przedruki, przepisy, ćwiczenia na dykcję, zdjęcia, biogramy artystów, jednym słowem, wszystko co piękne, a zarazem interesujące. Nie można pominąć w podziękowaniach pana Marka Kurzydyma, właściciela Zajazdu Polesie w Januszowicach, na którego włościach młodzi adepci mogli szkolić swój warsztat, wśród nieskazitelnej natury. I podziękowania dla pana Mirosława Boruty, dla którego z pewnością polityka rozszerza się na dbałość o niezależną sztukę. Po prostu, w imieniu Teatru Słowa i Tańca, jedno, wielkie "Dziękuję!". Na samym końcu krótkiej informacji mam nadzieję, że czytelników ogarnie lekki smutek, że nie mogło ich być z nami (fot. p. Mirosław Boruta).

A jakie nauki czerpie z tego studentka kierunku, który swoim zasięgiem szeroko otacza literaturę, sztukę i kulturę? Od lat obdarowana jestem prawdą, szacunkiem do ojczyzny, wartościami religijnymi, cudownym obrazem kobiety, pragnieniem korzystania z piękna świata i poznawania zakątków, przede wszystkim, pięknego języka polskiego. Dziękuję.

Szymborska pisze: „Niektórzy lubią poezję. Niektórzy - czyli nie wszyscy. Nawet nie większość wszystkich ale mniejszość. Nie licząc szkół, gdzie się musi, i samych poetów, będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.”

20131220sw2Witam moje pierwsze, jakże zacne i lubiące poezję, audytorium i na wstępie mojej krótkiej dygresji na temat współczesnej poezji pragnę należycie podziękować za zaangażowanie mnie w te niezwykle ważne dla mnie spotkania, pani Jadwidze Klimkowicz. Otóż, cóż mogę rzec przy znakomitej poetce, która w obecnym czasie nadal tworzy... Czuję, że, niestety, kondycja współczesnej poezji, wbrew przykrości wielu poetów, znawców i świadomych czytelników, jest anemiczna. Jednym słowem słaba, czy też umierająca śmiercią wegetacyjną. Sztukę poetycką wyprała proza, proza kryminalna, sensacyjna, fantastyczna, wszelkiego rodzaju sagi czy cykle powieściowe, innymi słowy, literatura rozrywka, tj. popularna (fot. p. Maria Machl).

Mówiąc o nowinkach we współczesnej literaturze, posłużę się nazwiskami zdobywców znanych nagród literackich. Mianowicie, Literacką Nagrodę Nobla w 2014 r. otrzymał Patrick Modiano za "sztukę pamięci i dzieła, w których uchwycił najbardziej niepojęte ludzkie losy i odkrywał świat czasu okupacji", a Nagrodę literacką Nike dostał w 2014 r. - Karol Modzelewski za autobiografię „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca.”. Natomiast Nagrodę Fundacji im. Kościelskich - Krzysztof Siwczyk. Jednakże, warto postawić sobie istotny problem, kto jest odbiorcą współczesnej poezji i z kim tenże odbiorca obcuje, tj. z jakim poetą? Moim zdaniem, najbardziej świadomymi czytelnikami są osoby starsze, które często sięgają do ogólnie rozumianej literatury. Natomiast młodzi, studenci tacy jak ja, ubóstwiają nadal poezję powstałą w pokoleniu ich rodziców czy też dziadków. Czytują: Baczyńskiego, Różewicza, Herberta, Miłosza, Szymborską Poświatowską, Stasiuka, Świetlickiego, Podsiadłę, Bursę, Stachurę, Wojaczka, Barańczaka, Twardowskiego, Osiecką oraz Tokarczuk. To znaczy, pokolenia Kolumbów, Nowek Fali, brulionu i ukochanych poetów wyklętych. Szukają w poezji filozoficznego wkładu, kontrowersji i ukrytej bezpośredniości, ale kluczowym celem poszukiwań jest prawda, naga prawda, biorąc pod uwagę ówczesne zakłamanie, znieczulicę i brak indywidualizmu. Aczkolwiek nie powinniśmy o ten smutny stan rzeczy oskarżać teraźniejszych twórców czy też czytelników. My, Polacy od czasów Romantyzmu traktujemy poezję jako nośnik tradycji, wartości, obyczajowości, buntu etc. Mamy wrażenie, że powstały dzieła, którego geniuszu nie da się doścignąć. Czytelnikom poezja zawsze była potrzebna do konkretnego celu, polskim czytelnikom, nie tylko by doznać estetycznego przeżycia, ale odkryć prawdę, przekazać prawdę i zachować prawdę. Teraz, poprzez właśnie skomercjalizowanie czasów nie odczuwamy takiej potrzeby. By już więcej nie odbiegać od myśli przewodniej, nowinki we współczesnej poezji w moim odczuciu można przedstawić w trzech punktach.

tsitsa2Pokolenie, które teraz tworzy, to po 2000 roku, będzie docenione w przyszłości, jak to bywało od niepamiętnych czasów, a literaturoznawcy czują, że pewna epoka już się skończyła i trzeba nazwać nową. Poezja jest różnorodna pod względem tematycznym, ale forma jest zbliżona. I na końcu, przytłaczający i bolesny fakt. Poezja wyparta została poprzez prozę. Niech kwintesencją będzie pewna autoteliczność amerykańskiego poety. Charles Bukowski radzi tak: "Nie bądź jak tylu innych pisarzy, nie bądź jak tyle tysięcy pisarzy - samozwańców, nie bądź drętwy, nudny i zżerany samo - uwielbieniem. biblioteki całego świata ziewały, ziewały, aż usnęły nad takimi jak ty." Idąc za tym tropem, może właśnie współczesny czytelnik tego potrzebuje-autentyczności. Zatem, w Audialni dbamy o niezależną kulturę, szanujemy prawdę i polskość (fot. p. Maria Machl).

miroslawborutaMirosław Boruta

"Nie zapominajmy o tych, dzięki którym możemy być niezapomniani" to cykliczne, poważne i humorystyczne spotkania z poezją, muzyką tańcem i teatrem. Mają one miejsce w Salonie Audialni p. Stanisławy Hnatowicz, przy ul. Świętego Tomasza 32.

20141031sa1Tym razem, 31 października 2014 roku, gościem Salonu ("zbornie, zgodnie i przestrzennie") była p. Halszka Podgórska-Dutka, malarka i poetka, autorka siedmiu tomików wierszy, w tym "Córci" i "Miłości ze słońca". Akompaniament p. Aleksandry Wagner, tak bliski wypowiadanym strofom, spowodował swoistą multimedialność spotkania, a całość uzupełniły "Dziady krakowskie", wieloczęściowy poemat przeplatany pieśnią w wykonaniu p. Niny Glinki. Wystąpili także młodzi adepci sztuki teatralnej: pp. Kinga Hrabia, Dominika Marchewka, Weronika Marchewka, Gabriela Sacha i Mateusz Żurek oraz Bonifacy Klimkowicz (piano).

20141031sa2Gościem specjalnym był p. Jerzy Bożyk, a to oznaczało dla nas klimaty jazzowe i... lwowskie 😉 Niespodziankę, darmową wejściówkę do Kamienicy Hipolitów, przygotowało Muzeum Historyczne Miasta Krakowa a prawdziwie polskim chlebem poczęstowała nas Piekarnia Mojego Taty (ul. Meiselsa 6). O słodki poczęstunek zadbała piekarnia Szubryt, mieliśmy także okazję otrzymać najnowszy numer WPiS-u, miesięcznika Wydawnictwa "Biały Kruk".

Całość spotkania poprowadziła niezwykle ciepło p. Jadwiga Klimkowicz. zapraszamy do obejrzenia kilkunastu "komórkowych" fotografii:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/31Pazdziernika2014

mariamachl1Maria Machl

20 grudnia w gościnnych progach u p. Stanisławy Hnatowicz odbyło się kolejne spotkanie "Poezja w salonie "Audialnia" w znakomitej reżyserii p. Jadwigi Klimkowicz. Tym razem tematem "lekcji" była twórczość Stanisława Wyspiańskiego - wielkiego dramaturga, poety i malarza okresu Młodej Polski.

Spotkanie zapoczątkował piękną grą na fortepianie, zawsze skupiony i poważny, trzynastoletni Bonifacy Klimkowicz. Mistrzowskie odczytanie przez p. Sławę Bednarczyk obszernego fragmentu listu Stanisława Wyspiańskiego do Lucjana Rydla wprowadziło słuchaczy w atmosferę wieczoru.

20131220sw1Z prezentacją fragmentów "Wyzwolenia" - trudnego wszakże dramatu Wielkiego Krakowianina -  znakomicie poradziły sobie Joasia i Ola Jędrzejczykówny. Siostry umiliły także ten wspaniały wieczór graniem kolęd w duecie na pianinie i gitarze. Pozostałe "uczennice" przygotowały informacje o życiu i twórczości naszego Wieszcza. I trzeba przyznać, że praca pp. Jadwigi Klimkowicz, Sławy Bednarczyk i Alicji Wróbel przynosi wspaniałe owoce. Widać, że zaangażowanie i pasja dorosłych nie pozostają bez wpływu na młode chłonne umysły. Wypowiedzi i analizy wierszy Stanisława Wyspiańskiego przeprowadzone przez dzieci zaskakują zrozumieniem i dojrzałością.

20131220sw2Chwile powagi i refleksji przeplatały się z ćwiczeniami wymowy. Dzieci uczyły gości poprawnej wymowy, z którą dorośli nie zawsze sobie dobrze radzili, co stwarzało zabawne sytuacje.

Bardzo miłym akcentem wspaniałego wieczoru było przekazanie p. Stanisławie Hnatowicz, za Jej serdeczną gościnę  książki o Świętej Jadwidze Królowej a także wspólne dzielenie się opłatkiem i składanie życzeń świątecznych i noworocznych.

I jeszcze linka do wszystkich fotografii albumu:
https://plus.google.com/photos/113826734217089771149/albums/5961833815432616593

mariamachl1Maria Machl

W piątkowy wieczór, 22 listopada w Saloniku Galerii "Audialnia" przy ul. Św. Tomasza 32 odbyła się "Lekcja Mowy Polskiej, Dykcji i Historii". Zaproszonych gości serdecznie witała, pełna ciepła i uroku, Właścicielka tego magicznego miejsca - p. Stanisława Hnatowicz i sympatyczna twórczyni Teatru Słowa i Tańca - p. Jadwiga Klimkowicz.

20131122lmp1"Lekcję" prowadziła niestrudzona p. Sława Bednarczyk, wprowadzając Gości w arkana poprawnej dykcji i akcentuacji. Każdy mógł spróbować swoich możliwości czytając głośno urywki prozy i skonfrontować własne wykonanie z profesjonalnym...

Nastrój wieczoru przypominał, utracony już dziś, świat dawnych salonów. W otoczeniu antycznych mebli, wśród obrazów i bibelotów można było się napawać pięknym śpiewem p. Marty Grabysz, której znakomicie akompaniowały: p. Leokadia Sochacka-Lachman /piano/ i p. Karolina Szymborska /skrzypce/. Utwory Ewy Lipskiej i Edwarda Stachury ze świetną muzyką Małgorzaty Bińczyckiej w wykonaniu artystki, dysponującej pięknym, niskim głosem, urzekały słuchaczy. Pieśni przeplatały się z fragmentami utworów Ignacego Krasickiego i Karola Wojtyły. Recytował je młodziutki Miłosz Korendo, oczarowując gości dojrzałością wykonania, nie tracąc przy tym  dziecięcego wdzięku.

20131122lmp2Biografię pisarza, biskupa Ignacego Krasickiego, przypomniała obecnym p. Alicja Wróbel, która przygotowała ją w "pigułce", urozmaicając informacjami ciekawymi a mało znanymi i przedstawiła sylwetkę twórcy z niezwykłą swadą. "Lekcję" rozpoczął i zakończył, pięknie grając na pianinie, kilkunastoletni pianista - Bonifacy Klimkowicz.

Piątkowy wieczór, raz pełen zadumy, raz śmiechu, wspaniale prowadzony przez p. Sławę Bednarczyk zgromadził przedstawicieli wszystkich pokoleń. A dzięki Jej pracy i pracy p. Jadwigi Klimkowicz  podobne wzruszenia będzie można przeżywać podczas kolejnej "Lekcji Mowy Polskiej, Dykcji i Historii" - już za miesiąc.

I jeszcze linka do wszystkich fotografii albumu:
https://plus.google.com/photos/113826734217089771149/albums/5949468860755723201

(Od  Redakcji): A linki do dwóch fotoreportaży, autorstwa pp. Elżbiety Marchewki i Alicji Rostockiej oraz impresji filmowej, przygotowanej przez p. Grzegorza Garbulę znajdą Państwo poniżej:
https://picasaweb.google.com/115266215617350072168/AudialniaPHnatowicz?authkey=Gv1sRgCOW269e34KDurgE&feat=email
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/22Listopada2013


http://www.youtube.com/watch?v=Pl4LOXmHOuo