Tag Archives: Jerzy Bukowski

Krakowscy piłsudczycy zawieszają współpracę z Muzeum Józefa Piłsudskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii Zabytków Krakowa zawiesił współpracę z Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku po nawiązaniu przez tę placówkę kontaktów z kierowanym przez Krystiana Waksmundzkiego Związkiem Legionistów Polskich nie będącym – co stwierdził sąd – kontynuatorem przedwojennej organizacji o tej samej nazwie.

Kilka tygodni temu Muzeum poprosiło Komitet o wypożyczenie na wystawę stałą paru eksponatów, m.in. szarfy z wieńca złożonego przez delegację prezydenta RP generała Wojciecha Jaruzelskiego na trumnie Józefa Piłsudskiego 11 listopada 1990 roku. Początkowo władze KOnKJP wyraziły zgodę, ale wycofały ją po informacjach, że muzealnicy z Sulejówka zamierzają współpracować z działającym przy ZLP Muzeum Czynu Niepodległościowego.

„Nasze zaniepokojenie budzi bezpieczeństwo ewentualnych depozytów, jak i ofiarowanych Wam wcześniej naszych pamiątek związanych z budową i odbudową Kopca Józefa Piłsudskiego (Protokół przejęcia nr 55/17 z 14 lipca 2017 roku). Choćby sprawa współpracy tzw. Muzeum Czynu Niepodległościowego ze Skarbcem Jasnogórskim i jej finał (kradzież buławy i szabli Marszałka Rydza–Śmigłego – zakończona prawomocnym wyrokiem sądowym skazującym Krystiana Waksmundzkiego niestety bez zwrotu cennych narodowych pamiątek) dyskwalifikuje w naszej ocenie Muzeum na Oleandrach jako wiarygodnego i profesjonalnego partnera. Obawiamy się, że nasze eksponaty mogłyby podzielić los jasnogórskich pamiątek. Nasze stanowisko utwierdza oświadczenie dyrektorów krakowskich muzeów odcinające się od kontaktów z Krystianem Waksmundzkim i opisujące szereg nieprawidłowości w działalności tej instytucji” – czytamy w liście wiceprzewodniczącego Komitetu Andrzeja Fischera do dyrektora Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku Krzysztofa Jaraczewskiego.

ZLP i związane z nim muzeum funkcjonują w Domu im. Józefa Piłsudskiego na Oleandrach (aleja 3 Maja 7), do którego prawo ma – zgodnie z wyrokiem sądowym – gmina miasta Krakowa i obiecuje w najbliższym czasie przejąć go w posiadanie, o czym poinformowana została placówka w Sulejówku.

Warto przypomnieć, że Waksmundzkiemu stawiano w przeszłości wiele zarzutów zaboru mienia na szkodę osób prywatnych oraz KOnKJP. Najgłośniejsza była sprawa wypożyczenia i niezwrócenia ojcom paulinom z Jasnej Góry buławy i szabli marszałka Polski Edwarda Rydza-Śmigłego, za co został skazany prawomocnym wyrokiem sądowym na karę dwóch lat pozbawienia wolności. Po odbyciu połowy kary, warunkowego zwolnienia udzielił mu – w ramach prawa łaski – prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Dlatego właśnie Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego obawia się o losy pamiątek wypożyczanych instytucji podejmującej współpracę z Muzeum Czynu Niepodległościowego na Oleandrach.

Natury nie da się okiełznać

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Po tragedii na obozie harcerskim w pomorskim Suszku w internecie objawiło się mnóstwo samozwańczych specjalistów od organizowania letniego wypoczynku w warunkach puszczańskich. Jedni pomstują na organizatorów z Łódzkiego Okręgu Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, że zorganizowali obóz w środku lasu, drudzy wyrzucają im brak odpowiedniej reakcji na zbliżające się zagrożenie, inni zwracają uwagę na to, że sił natury nie da się okiełznać, trudno więc mówić o błędach kadry instruktorskiej obozu.

Ten konkretny przypadek będzie na pewno szczegółowo analizowany, przeprowadzone zostanie także prokuratorskie śledztwo, na którego wyniki należy spokojnie poczekać. Emocje są złym doradcą, a uogólnienia nie sprzyjają szukaniu prawdy, zwłaszcza jeżeli dokonuje się ich nazbyt pochopnie.

Bardzo mądrze napisał w rozkazie wydanym kilka godzin po tragedii przewodniczący ZHR harcmistrz profesor Grzegorz Nowik: „Człowiek jest bezradny wobec potęgi i sił natury. Z pokorą stajemy wobec tego faktu w momentach dla nas najboleśniejszych. Stawiamy sobie pytanie – czy mogliśmy uczynić coś jeszcze, aby tego uniknąć, aby temu zapobiec?”

suszekWłaśnie na to ostatnie pytanie będą musieli odpowiedzieć nie tylko instruktorzy kierujący obozem w Suszku (fot. YouTube) oraz ich przełożeni, ale także prokuratorzy i specjaliści od klęsk żywiołowych. Mając do dyspozycji wszystkie dane, będą mogli fachowo i obiektywnie ocenić całą sytuację z wszelkimi jej kontekstami, żeby stwierdzić, czy mieliśmy w niej do czynienia z jakimś ludzkim błędem, czy też po raz kolejny człowiek przegrał z naturą. Lepiej więc cierpliwie poczekać na ich ustalenia, a nie wydawać naprędce oceny oparte nie na twardych faktach, ale na czczych domysłach, a bywa że i na sympatii bądź antypatii do puszczańskiego stylu obozowania.

Prowadziłem w latach 70. i 80. minionego wieku kilkadziesiąt letnich i zimowych obozów harcerskich. Zdarzały się na nich wypadki okolicznościach, w których można było mówić o zapewnieniu pełnego bezpieczeństwa uczestnikom, przeżywaliśmy też dramatyczne chwili bardzo poważnego zagrożenia pożarem lub wichurą, a właśnie wtedy nic nikomu się nie stało.

Oczywiście, można w ogóle zakazać organizacji obozów, albo ustanowić dla ich organizatorów tak restrykcyjne przepisy, że harcerki i harcerze pozostaną w domach lub będą spędzać czas w warunkach przypominających kolonie, czyli w solidnych budynkach. Ale czy o to chodzi? A poza tym w bezpiecznych z pozoru czterech ścianach też mogą zdarzyć się wypadki ze śmiertelnymi włącznie.

Chorąży narodowej pamięci

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W poniedziałkowe popołudnie pożegnaliśmy na cmentarzu w podkrakowskich Radziemicach zmarłego w wieku 71 lat Adama Słupka – działacza „Solidarności”, członka Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, wielokrotnego uczestnika oraz chorążego sztandaru Marszu Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej.

Pełniący obowiązki szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, honorowy komendant Marszu Jan Józef Kasprzyk napisał w liście odczytanym podczas żałobnej Mszy Świętej: „W latach zniewolenia komunistycznego stał zawsze po stronie Niepodległości, współorganizując struktury „Solidarności” w Nowej Hucie i Duszpasterstwo Ludzi Pracy przy ks. Kazimierzu Jancarzu. Za tę działalność był więziony, ale to nie ostudziło jego zapału w walce o suwerenną, prawą i solidarną Polskę (…) W wolnej Polsce był pomysłodawcą, fundatorem i przez wiele lat chorążym sztandaru Kadrówki. Jego strzelecki mundur, sylwetka nieco przypominająca Komendanta Piłsudskiego i dzierżony przezeń sztandar były przez wiele lat nieodłącznym elementem nie tylko corocznej wędrówki z krakowskich Oleandrów do Kielc, ale wszystkich najważniejszych uroczystości patriotycznych w Polsce. Należał do pokolenia, które czerpało swą siłę i moc z wcześniejszych pokoleń walczących o Niepodległość. Zawsze podkreślał, że chce być następcą żołnierzy Legionów Polskich i Armii Krajowej”.

adamslupekAdam Słupek  (fot. www.solidarnosc.krakow.pl) był człowiekiem skromnym, cichym i nigdy nie wysuwającym się na pierwszy plan. Można go nazwać strażnikiem pamięci o chlubnej przeszłości Rzeczypospolitej pilnie baczącym, aby młode pokolenia pamiętały o swoich korzeniach.

Przemawiający podczas pogrzebu przewodniczący Zarządu Regionu Małopolska Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” Wojciech Grzeszek powiedział, że Adam nigdy nie zawodził, zawsze był gotów do podejmowania trudnych obowiązków i stanowił wzór człowieka oddanego Polsce.

Nad jego grobem zabrzmiały słowa dumnego hymnu „Solidarności” i starej, żołnierskiej piosenki: ”Śpij kolego w ciemnym grobie, niech się Polska przyśni tobie„.

Harcerska Polska w żałobie

jerzybukowskiJerzy Bukowski*

Kiedy jesienią 1975 roku obejmowałem komendę należącego do Hufca Kraków-Krowodrza Związku Harcerstwa Polskiego szczepu „Żurawie”, w pamięci krowoderskich instruktorów wciąż żywa była tragedia, jaka wydarzyła się na jednym z naszych obozów: trzej jego uczestnicy ponieśli śmierć w wyniku burzy, która zaskoczyła ich na żaglówce na środku mazurskiego jeziora.

Byliśmy wstrząśnięci i ciągle zadawaliśmy sobie pytania, czy tego wypadku można było uniknąć, czy nie popełniono jakichś błędów, czy był to tylko i wyłącznie nieszczęśliwy zbieg okoliczności w postaci nagłej zmiany warunków atmosferycznych, dużej fali, zimnej wody, w której nie można zbyt długo przeżyć. I chociaż okazało się ostatecznie w wyniku prokuratorskiego śledztwa, że nie było mowy o żadnej winie kogokolwiek, instruktorzy tego szczepu długo jeszcze przeżywali wielką traumę.

Wspominając tamten dramat wyobrażam sobie, co teraz dzieje się w Łódzkim Okręgu Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej po śmierci dwóch nastoletnich harcerek na obozie w pomorskim Suszku. Szczerze współczuję nie tylko rodzicom ofiar nocnej burzy, ale także wszystkim instruktorom, którzy czują się odpowiedzialni za los powierzonych im pod opiekę młodych druhen i druhów. Jako ludzie odpowiedzialni do końca życia będą sobie zadawać te same pytania, jakie padały w krowoderskim hufcu wiele lat temu.

Dzisiaj harcerska rodzina w całej Polsce pogrążona jest w żałobie. Nasze myśli biegną do Suszka, serdecznym współczuciem otaczamy rodziny i przyjaciół tragicznie zmarłych druhów, wspieramy duchowo przeżywający ciężkie chwile Łódzki Okręg ZHR. Czuwaj!

* Autor jest harcmistrzem, Harcerzem Rzeczypospolitej.

O rachunkach z restauracji i o butli gazowej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ujawnianie kolejnych taśm z nagraniami prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej i związanych z nimi prezesów wielkich spółek państwowych odbywanych w stołecznej restauracji „Sowa &Przyjaciele” ukazuje bezmiar moralnej degrengolady ludzi, którzy rządzili Polską przez wiele lat i kierowali przedsiębiorstwami o strategicznym znaczeniu.

Tym, co mnie szczególnie uderzyło i wzmogło obrzydzenie do uczestników biesiad, podczas których knajackim językiem załatwiono indywidualne oraz partyjne interesy, był sposób płacenia za luksusowe dania i napitki. Należący do finansowej czołówki w naszym kraju biznesmeni i zarabiający duże pieniądze politycy nie wahali się pokrywać rachunków za wykwintne potrawy oraz trunki z kieszeni podatników, w dodatku usprawiedliwiając się przed samymi sobą, że skoro rozmowa była państwowej wagi, to za posiłek można płacić z państwowej – czyli naszej – kieszeni.

Natychmiast przypomniałem sobie pewną historię, która na zawsze utkwiła mi w pamięci. Myślę, że warto ją przytoczyć w kontekście tego, co napisałem wyżej.

W latach 80. ubiegłego wieku współpracowałem w niezależnych strukturach harcerskich z wieloma podobnie myślącymi instruktorami z całej Polski. Szczególnie zaprzyjaźniłem się z kadrą 208. Warszawskiego Szczepu Drużyn Harcerskich i Zuchowych im. Batalionu „Parasol”, do której należeli m.in. późniejszy prezydent Bronisław Komorowski i jego małżonka.

Pewnego razu odwiedziłem ich obóz gdzieś na północy Polski. Komendantem był harcmistrz Stanisław Czopowicz, w latach 1980-82 przewodniczący Rady Porozumienia Kręgów Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego zwanych harcerską „Solidarnością”, a po ich samorozwiązaniu się jeden z liderów wiernego ideałom przedwojennego skautingu, antykomunistycznego Ruchu Harcerskiego.

stanislawczopowiczBył późny wieczór, kończyło się spotkanie Rady Obozu, kiedy wszedłem do namiotu Staszka. Ucieszył się, że będziemy mogli swobodnie pogadać o najbliższych zamierzeniach Ruchu. Jego podwładni powoli rozchodzili się, a komendant powiedział do mnie:
- Poczekaj moment, już będziemy knuć przeciw komunie, tylko zmienię butlę gazową (fot. www.harcerstwo2stulecia.pl).

Dla wyjaśnienia młodszym czytelnikom: takie butle o różnej pojemności służyły w polowych warunkach jako kuchenki lub źródło światła.
- A co, kończy się w niej gaz? – zapytałem.
- Nie, ale teraz będziemy rozmawiać prywatnie, więc nie mogę korzystać z butli kupionej za pieniądze uczestników obozu.

Tę historię dedykuję wszystkim, którzy lekką ręką sięgają do naszej wspólnej kasy. Ileż mogła kosztować taka butla? A jednak Staszek uznał, że i w tak drobnej sprawie trzeba być do gruntu uczciwym, zwłaszcza jeżeli jest się wychowawcą młodzieży.

Mam nadzieję, że są jeszcze w naszym życiu publicznym tacy ludzie.

Komuniści i złodzieje

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Po ujawnieniu przez portal TVP Info kolejnych rozmów prominentnego polityka Platformy Obywatelskiej z prezesem jednej z najważniejszych państwowych spółek z jej nadania nasuwa mi się krótka, ale wymowna refleksja.

Przez pół wieku od zakończenia II wojny światowej rządzili Polską zaprzedani Sowietom zdrajcy i mordercy spod znaku Polskiej Partii Robotniczej i jej następczyni – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wyznaczonym im przez Kreml zadaniem było zniewolenie Polaków, a symbolem wiernopoddańczej postawy wobec Moskwy pozostanie na zawsze Wojciech Jaruzelski – zwalczający podziemie niepodległościowe współpracownik podległej sowieckim służbom Informacji Wojskowej, krwawo tłumiący wolnościowe zrywy w 1970 i w 1981 roku namiestnik wrogiego mocarstwa zawsze realizujący jego rację stanu.

Po 1989 roku realną władzę objęli w naszym kraju przedstawiciele tzw. konstruktywnej (koncesjonowanej) opozycji, czyli chętnie współpracujący z przedstawicielami dawnego reżimu politycy Unii Demokratycznej, Unii Wolności, Platformy Obywatelskiej pilnie przestrzegający ustaleń Okrągłego Stołu i dbający o to, żeby przepoczwarzającym się w nowe formacje komunistom nie spadł włos z głowy. Znakami charakterystycznymi ich rządów były bezbrzeżna naiwność i głupota, pazerność, okradanie rodaków poprzez wyprzedawanie majątku narodowego, nieufność do siebie nawzajem, moralny nihilizm ubrany w pięknie brzmiące hasła.

Teraz, kiedy na światło dzienne wychodzą raporty ścigającego w latach 40. ubiegłego wieku po lasach polskich patriotów młodego kapitana Jaruzelskiego oraz prowadzone knajackim językiem rozmowy polityków PO nie ma już wątpliwości, z jaką pogardą odnosili się jedni i drudzy do swoich rodaków.

Miejsce pierwszych jest na śmietniku historii, a drugich w księdze hańby Rzeczypospolitej Polskiej.

Głosujmy na kopiec Piłsudskiego!

jerzybukowskiJerzy Bukowski*

Z wielką radością przyjęliśmy w Komitecie Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego propozycję Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, aby jednym z 13 wizerunków graficznych, spośród których 6 mają wybrać internauci do projektowanego na 2018 rok nowego paszportu był kopiec Piłsudskiego na krakowskim Sowińcu zwany także Mogiłą Mogił, ponieważ złożono w nim ziemie z ponad 4,5 tysiąca pobojowisk i miejsc kaźni z całego świata, w których kolejne pokolenia Polaków przelewały krew za suwerenność Rzeczypospolitej.

kopiecpilsudskiegoTen nietypowy pomnik niepodległości usypany przez naród w latach 1934-1937, częściowo odnowiony wielkim wysiłkiem społecznym po 1980 roku, a doprowadzony do przedwojennego stanu staraniem władz samorządowych oraz państwowych po przełomie politycznym 1989 roku jest równoważny swym znaczeniem Grobowi Nieznanego Żołnierza i nie budzi żadnych kontrowersji, z jakimi mamy do czynienia w przypadku niektórych innych motywów graficznych przedstawionych do dyskusji przez MSWiA.

Dlatego zwracam się z gorącym apelem do wszystkich rodaków, którym drogie są narodowe imponderabilia symbolizowane kopcem Józefa Piłsudskiego do zagłosowania na ten właśnie znak graficzny w ramach ministerialnej kampanii „Zaprojektuj z nami polski paszport 2018”.

* Autor jest przewodniczącym Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa.

Ziemie z 15 miejsc dosypano do kopca Piłsudskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Zgodnie z tradycją, przed wyruszeniem z krakowskich Oleandrów kolejnego Marszu Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej, w kopcu Józefa Piłsudskiego na Sowińcu – polskiej Mogile Mogił złożone zostały ziemie z miejsc, w których nasi rodacy przelewali krew na polach bitew i w egzekucjach, byli grzebani na tamtejszych cmentarzach lub w inny sposób związani z nimi.

W trakcie odbywającej się z pełnym ceremoniałem wojskowym uroczystości przemówienia wygłosili pełniący obowiązki szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, były wielokrotny komendant Marszu Jan Józef Kasprzyk oraz wiceprzewodniczący Rady Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa Sławomir Pietrzyk.

kopiecpilsudskiegoA potem do ponad 4500 ziem złożonych w kopcu (fot. Wikipedia) od dnia rozpoczęcia jego budowy, czyli 6 sierpnia 1934 roku dołączono 15 następnych, w tym 8 z Iranu, przez który przeszła armia generała Władysława Andersa, znacząc swój szlak w tym kraju licznymi mogiłami.

Wśród pozostałych ziem znalazły się pobrana ze szkoły junaczek polskich w Nazarecie, z miejsca stacjonowania 3. Spadochronowego Batalionu Strzelców Polskich w szkockim Falkland, z punktu koncentracji naszych wojsk spadochronowych w Saint Andrews (również w Szkocji), z pola bitwy żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych z oddziałami niemieckimi stoczonej 26 lipca 1944 roku pod Olesznem, z miejsca ostatniego starcia z Niemcami 30 października 1944 roku batalionu cichociemnego Edwarda Kaszyńskiego – „Nurta” w Chotowie oraz z trzech miejscowości na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej, gdzie Ukraińska Powstańcza Armia mordowała Polaków.

W ten sposób kopiec Piłsudskiego nadal żyje w świadomości rodaków i pełni rolę podobną do tej, jaką wyznaczono Grobowi Nieznanego Żołnierza.

Przedwczesna radość opozycji

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Zupełnie nie rozumiem szalonej radości opozycji z powodu zawetowania przez prezydenta Andrzeja Dudę dwóch z trzech ustaw reformujących sądy.

Owszem, doraźnie przeciwnicy obozu rządzącego mogą się cieszyć i bezpodstawnie przypisywać sobie zasługi w skłonieniu głowy państwa do podjęcia decyzji, która nie spodobała się w Prawie i Sprawiedliwości oraz w Solidarnej Polsce (Polska Razem ma ambiwalentne odczucia w tej materii), ale co zyskali w dalszej perspektywie?

Przecież jest oczywiste, że obie ustawy będą tylko nieznacznie poprawione przy udziale prawników z Kancelarii Prezydenta RP, a może także przedstawicieli Sądu Najwyższego, po czym zostaną uchwalone przez parlament i podpisane przez głowę państwa w niewiele zmienionym kształcie, choćby opozycja znowu darła włosy z głów i usiłowała zablokować proces legislacyjny, a niezbyt orientujące się w tej materii grupy przeciwników Zjednoczonej Prawicy przemieszczały się między siedzibami Sejmu a SN, paląc znicze, nosząc białe róże, skandując różne hasła.

Mając większość w parlamencie można przegłosować co się chce. Byłoby jednak dobrze, gdyby żadna siła polityczna nigdy nie nadużywała tego prawa, ale poważnie zastanawiała się nad każdym aktem ustawodawczym, unikając zbędnego pośpiechu, bo łatwo wówczas popełnić kompromitujące błędy. Nie da się jednak legalnie i demokratycznie zatrzymać proponowanych przez nią reform, zwłaszcza gdy mają one – jak wynika ze wszystkich sondaży – zdecydowane wsparcie większości społeczeństwa.

Niech się więc opozycja nacieszy swoim rzekomym sukcesem, ale niech uważnie spogląda na słupki poparcia w badaniach zrobionych już po prezydenckim wecie, bo one wyraźnie wskazują na to, że PiS nie tylko go nie traci, ale zwiększa, a prezydent Andrzej Duda wciąż cieszy się największym zaufaniem Polaków ze wszystkich polityków.

Panteon Żołnierzy Niezłomnych zamiast grobów zdrajców Polski?

pokinlogonowePorozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie w pełni popiera pomysł prezesa Fundacji „Łączka” Tadeusza Płużańskiego, aby na Powązkach Wojskowych powstał w nieodległej przyszłości Panteon Żołnierzy Niezłomnych, który zastąpiłby nie odpowiadającą ich zasługom „szufladkową” konstrukcję architektoniczną zbudowaną kilka lat temu.

Uważamy, że równie dobrą jak „Łączka” lokalizacją byłaby dla niego ta część cmentarza, z której – jak zapowiedział prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Jarosław Szarek – mają wreszcie zniknąć groby zdrajców Polski, m.in. Bolesława Bieruta, Juliana Marchlewskiego, Karola Świerczewskiego, czego od dawna domagało się nasze Porozumienie.

Na zwolnionej powierzchni będzie wystarczająco dużo miejsca, żeby wybudować okazały panteon – świadectwo należnego szacunku, jaki niepodległa Rzeczpospolita oddaje swoim bohaterom, którzy zginęli lub zostali zamordowani przez komunistycznych siepaczy wykonujących rozkazy spoczywających do dzisiaj w Alei Zasłużonych Powązek Wojskowych realizatorów moskiewskiej polityki zniewolenia Polski.

Płużański celnie napisał: „Barbarzyński plan zakładał zatarcie wszelkich śladów po zamordowanym wojsku II RP. To miała być zbrodnia doskonała. Całkowite wyklęcie. Ale komuniści przegrali, przegrali przede wszystkim wojnę o pamięć. Zwycięzcami są Niezłomni. Bo choć fizycznie wyeliminowani, z przestrzelonymi czaszkami, przykryci ziemią i późniejszymi grobami, ze zmiażdżonymi kośćmi, wrócili do nas w chwale.”

Sądzimy, że zbliżająca się 73. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego oraz Święto Wojska Polskiego mogłyby stanowić dobrą okazję do ogłoszenia przez najwyższe władze państwowe decyzji o budowie Panteonu Żołnierzy Niezłomnych w centrum jednej z naszych narodowych nekropolii, jaką są Powązki Wojskowe. O tym, w którym miejscu on stanie powinny zadecydować przede wszystkim rodziny wydobywanych z anonimowych dołów śmierci bohaterów narodowych oraz środowiska od wielu lat (jeszcze przed 1989 rokiem) czynnie kultywujące pamięć o nich.

W imieniu Rady POKiN, dr Jerzy Bukowski

Nie wyzwolenie, lecz zniewolenie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Instytut Pamięci Narodowej stwierdził, że publikowanie przez Ministerstwo Obrony Rosji wyselekcjonowanych dokumentów dotyczących Armii Czerwonej i stosunku do niej ludności polskiej z lat 1944-1945 pt. „Wyzwolenie Polski. Cena zwycięstwa” stanowi ewidentne fałszowanie historii – poinformowała Polska Agencja Prasowa.

Wynika z nich, że w latach 1944-1945 stosunek Polaków do Armii Czerwonej był bardzo pozytywnym np. „na Lubelszczyźnie miejscowa ludność szczerze i burzliwie wyrażała zachwyt i sympatię dla Związku Radzieckiego i Armii Czerwonej”.

„Materiały te nie przyczyniają się do poważnej i otwartej dyskusji o roli Armii Czerwonej w Polsce w końcowym okresie II wojny światowej. Publikowanie starannie wyselekcjonowanych dokumentów, by udowodnić z góry przyjętą tezę (o uznawaniu przez Polaków żołnierzy Armii Czerwonej wyłącznie za <wyzwolicieli>), wyrwanych z kontekstu, opatrzonych nieobiektywnym komentarzem, fałszuje historię” – czytamy w cytowanym przez PAP komunikacie IPN.

Już we wstępie podano nieprawdziwe informacje, ponieważ. Rosjanie napisali, że latem 1944 roku ich wojska podeszły w rejonie Brześcia do granicy Związku Sowieckiego, podczas gdy w tym czasie obowiązywała jeszcze granica z września 1939 roku, którą Armia Czerwona przekroczyła już w styczniu 1944 roku.

ipnlogoInstytut zdecydowanie odrzucił również sformułowanie o „wyzwalaniu Polski spod niemiecko-faszystowskiej okupacji”. Dla Polaków jego wyrazistym symbolem stały się wydarzenia w Wilnie, gdzie po wyparciu – przy pomocy Armii Krajowej – Niemców z miasta Armia Czerwona i NKWD uwięziły w obozach żołnierzy i oficerów AK.

Nie jest też prawdą, że „wyzwolenie” miało idylliczny charakter, ponieważ nawet w dokumentach sowieckich władz można znaleźć – przypomniał IPN – „krytyczne opinie społeczeństwa polskiego związane z wkroczeniem Armii Czerwonej do Polski, obawy z tym związane, a nawet protesty przeciwko represjom i ograniczaniu wolności obywatelskich, jakie przyniosło zajęcie ziem polskich przez Sowiety”.

Odnotowane w rosyjskich dokumentach pozytywne reakcje ludności polskiej na wejście Armii Czerwonej na ziemie polskie Instytut tłumaczy wyłącznie okresem pięciu lat niemieckiej okupacji.

„Rzeczywistość szybko przyniosła rozczarowanie: Armia Czerwona wprawdzie usuwała Niemców z ziem polskich, ale jednocześnie odgrywała rolę parasola ochronnego dla procesu siłowego zaprowadzenia w Polsce komunistycznej dyktatury (…). Przytłaczającej większości Polaków wkroczenie Armii Czerwonej przyniosło nie wyzwolenie, ale nowe, choć niewątpliwie nieporównywalne z okupacją niemiecką zniewolenie. Usiłując postawić stronę polską w pozycji <wdzięczności> za <wyzwolenie> spod okupacji niemieckiej, strona rosyjska powinna pamiętać, że ziemie polskie dostały się pod tę najbardziej chyba brutalną w historii okupację w wyniku układów, zawartych przez Związek Sowiecki i III Rzeszę w sierpniu i wrześniu 1939 r., a istotą tych porozumień było zniszczenie Polski przez oba te totalitarne państwa” – napisano w komunikacie, który kończy się pytaniem: „czy istotnie Polska ma powody do <wdzięczności> wobec stalinowskiej Rosji?”.

Sprawę w niedawnej rozmowie z PAP tak skomentował prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Jarosław Szarek: – Armia Czerwona nie przyniosła Polsce wolności, ale kolejne zniewolenie, kolejną okupację. Dla niektórych było to nie do końca jasne w pierwszych dniach wejścia czerwonoarmistów do polskich miast i wsi. Do dziś polskie instytucje szukają około 600 osób, które zostały zamordowane przez Sowietów w obławie augustowskiej. To trzeba rozumieć: za regularną armią sowiecką wkraczali funkcjonariusze NKWD, którzy instalowali w Polsce zbrodniczy, totalitarny system komunistyczny.

Z Powązek Wojskowych znikną groby zdrajców Polski

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Jarosław Szarek wreszcie przyznał publicznie (w wypowiedzi dla „Naszego Dziennika”), że nie ma wątpliwości co do konieczności usunięcia z warszawskich Powązek Wojskowych grobów zdrajców polskiej racji stanu, czego od dawna domaga się od niego – a wcześniej od jego poprzedników – Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

Jarek, którego znam od ponad ćwierćwiecza, kiedy spotkaliśmy się w redakcji konserwatywnego dziennika „Czas Krakowski”, nigdy nie krył, że na terenie narodowej nekropolii nie ma miejsca dla ludzi, którzy zaprzedali się obcemu mocarstwu i w imię jego interesów zniewalali własny naród, nie wahając się przelewać krwi jego bohaterów.

Co innego jednak mówić coś prywatnie, a co innego podejmować decyzję stojąc na czele ważnej instytucji publicznej. Kiedy tylko objął kierownictwo IPN, wystosowałem do niego w imieniu POKiN apel o dekomunizację Powązek, który ponowiłem tydzień temu. I szybko dostałem – za pośrednictwem „ND”, którego artykuł pt. „Powązki nie dla Bieruta” opublikowało we fragmentach wiele mediów – satysfakcjonującą mnie odpowiedź.

Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe zadanie, ponieważ obecnie obowiązujące prawo nakazuje uzyskiwanie zgody rodziny na ekshumację jej przodka, ale jeżeli jest wola polityczna, to nie powinno być problemu z nowelizacją stosownych przepisów, podobnie jak ma to miejsce w sprawie pozbawienia stopni wojskowych komunistycznych zdrajców w wojskowych mundurach z generałami Wojciechem Jaruzelskim i Czesławem Kiszczakiem na czele.

Nie może bowiem być tak, że ludzie wiernie i z tragicznymi dla Polski skutkami służący Sowietom nadal spoczywają obok uczestników walk o niepodległość, którzy często ginęli z ich rozkazów. Narodowa nekropolia jest miejscem wiecznego snu bohaterów, a nie najeźdźców, namiestników obcych mocarstw, zdrajców i zaprzańców.

Od kilku lat IPN odnajduje w licznych na terenie całego kraju anonimowych dołach śmierci wielu Żołnierzy Niezłomnych i po ich identyfikacji uroczyście, z udziałem najwyższych przedstawicieli władz państwowych urządza im pogrzeby w honorowych miejscach różnych cmentarzy. Dla zachowania historycznej i moralnej symetrii trzeba więc przenieść komunistycznych dygnitarzy do mniej eksponowanych kwater lub do grobowców rodzinnych, aby odwiedzający Powązki Wojskowe ludzie (zwłaszcza młodzi) nie wyrażali zdumienia, że oto w Alei Zasłużonych widzą okazałe grobowce ludzi, o których uczono ich w szkole, że byli zdrajcami.

Warto przypomnieć, że etyka chrześcijańska, na którą bardzo często powołują się przeciwnicy cmentarnej dekomunizacji, dopuszcza ekshumacje w uzasadnionych przypadkach, a ten niewątpliwie do takich należy.

Wyrażając wielką wdzięczność prezesowi Instytutu Pamięci Narodowej za publiczną deklarację zdekomunizowania narodowej nekropolii czekam, żeby i w tym miejscu III Rzeczpospolita Polska definitywnie zastąpiła PRL-bis.

O szacunek dla pomnika Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego

pokinlogonowePorozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie stanowczo protestuje przeciwko znieważaniu pomnika Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego przy ulicy Wiejskiej w Warszawie przez uczestników odbywających się w jego pobliżu w ostatnich dniach demonstracji politycznych.

Szacunek dla bohaterskiej przeszłości wyklucza jakiekolwiek wykorzystywanie upamiętniających je monumentów, zwłaszcza jeżeli są one traktowane w niegodny sposób. Widok ludzi traktujących ten pomnik jako ławkę, miejsce spożywania posiłku i palenia papierosów jest nie do pogodzenia z elementarnymi zasadami kultury, nie mówiąc już o ostentacyjnym lekceważeniu drogiego sercu wszystkich Polaków znaku pamięci.

POKiN apeluje do uczestników kolejnych manifestacji, które będą się jeszcze zapewne odbywać w najbliższych dniach przed Sejmem, o uszanowanie pomnika Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego, a do policji i do Straży Miejskiej Miasta Stołecznego Warszawy o otoczenie tego monumentu stosowną ochroną.

Dr Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia

Dobra data na decyzję w sprawie dekomunizacji Powązek

jerzybukowskiJerzy Bukowski

22 lipca nie jest już od dawna zaznaczany w kalendarzach na czerwono, ale tak naprawdę państwo, którego ten dzień był świętem nieodwołalnie żegnamy dopiero teraz. Przez ćwierćwiecze III Rzeczypospolitej żyliśmy bowiem w czymś, co znakomicie oddawała nazwa PRL-bis. Była ona adekwatna do systemu ustrojowo-politycznego, w którym nadal doskonale czuli się ludzie władzy komunistycznego reżimu hołubieni i dopieszczani – zwłaszcza ekonomicznie – przez tych, którzy zawarli z nimi gwarantujące im bezpieczeństwo i dostatnie życie umowy przy Okrągłym Stole (a może także pod nim, czyli w Magdalence, chociaż bez śladów na piśmie).

Pomijając krótki czas trwania rządu Jana Olszewskiego i niedokończoną próbę zbudowania IV Rzeczypospolitej w latach 2005-2007, tkwiliśmy w oparach postkomunizmu będąc zmuszonymi oglądać buńczuczne panoszenie się ludzi, którzy powinni znaleźć się na śmietniku historii w 1989 roku. Nic dziwnego, że nie dało się wówczas załatwić wielu ważnych spraw, które na szczęście ruszyły z miejsca dwa lata temu.

Jako jeden z koronnych symboli zakorzenienia III RP w PRL można wskazać zarejestrowanie przez Sąd Okręgowy w Warszawie w 2002 roku (!) Komunistycznej Partii Polski jawnie odwołującej się w swojej nazwie i w programie do zbrodniczej ideologii zakazanej przez artykuł 13. Konstytucji RP.

Teraz możemy wreszcie odetchnąć pełną piersią i „uprzątnąć dom ojczysty”.

Cieszę się, że od kilku tygodni trwają w Biurze Spraw Konstytucyjnych Prokuratury Krajowej działania mające skutkować wystąpieniem Prokuratora Generalnego RP Zbigniewa Ziobry z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o delegalizację KPP, czego od dawna domaga się Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

Sądzę, że tak mocno związana z komunistycznym zniewoleniem data 22 lipca mogłaby być znakomitą okazją do ogłoszenia przez prezesa Instytutu Pamięci Narodowej doktora Jarosława Szarka postulowanej również przez POKiN dekomunizacji Powązek Wojskowych, czyli usunięcia z nich – w sposób godny i kulturalny – grobów zdrajców polskiej racji stanu.

Ludzie, którzy wiernie i z tragicznymi dla Polski skutkami służyli Sowietom nie mogą spoczywać obok bohaterów walk o niepodległość, którzy często ginęli właśnie z ich rozkazów. Narodowa nekropolia, jaką są Powązki, winna być przeznaczona wyłącznie dla bohaterów, a nie dla najeźdźców, namiestników obcych mocarstw, zdrajców i zaprzańców.

Skoro odnajdujemy w licznych na terenie całego kraju anonimowych dołach śmierci szczątki wielu Żołnierzy Niezłomnych i uroczyście, z udziałem najwyższych przedstawicieli władz państwowych grzebiemy je w honorowych miejscach, to trzeba również podjąć symetryczne działania w przeciwnym kierunku, czyli przenieść komunistycznych dygnitarzy do mniej eksponowanych kwater lub do grobowców rodzinnych, co powinno się odbyć w atmosferze powagi, a nie zemsty. Warto przypomnieć, że etyka chrześcijańska, na którą bardzo często powołują się przeciwnicy cmentarnej dekomunizacji, dopuszcza ekshumacje w uzasadnionych przypadkach, a ten niewątpliwie do takich należy.

Może kierujący Instytutem Pamięci Narodowej już równy rok prezes Szarek zechce wysłuchać tej obywatelskiej sugestii?

Parlamentarna norma

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wielu Polaków jest zgorszonych wydarzeniami, jakie mają już od dawna miejsce w Sejmie, a których nasilenie nastąpiło w ostatnich, niezwykle gorących dniach procedowania nad zaproponowanymi przez posłów Prawa i Sprawiedliwości poważnymi zmianami w ustroju sądów.

Rodakom nie podoba się, kiedy wybrańcy narodu obrzucają się epitetami, przerywają sobie nawzajem, nie słuchają prowadzącego obrady marszałka, skandują obraźliwe hasła, rytmicznie uderzają w pulpity, blokują mównicę, a nawet poszturchują się i odpychają. Uważają, że takie zachowania nie przystoją politykom, w których chcą widzieć elitę narodu, a z tym pojęciem kojarzy im się grzeczność, łagodność, skłonność do ustępstw, gotowość do wybaczania.

Jestem całkiem przeciwnego zdania. Przypominam, że słowo parlamentum znaczyło pierwotnie tyle, co sklep z gadaniną i dlatego nawet najbardziej ostre potyczki słowne w tej świątyni demokracji nie powinny nikogo specjalnie zdumiewać, ani razić. Polityk to nie profesor uniwersytetu, od którego mamy prawo oczekiwać kultury, powściągliwości i dystansu do bieżących problemów, chociaż niejeden nobliwy naukowiec zmienia się nie do poznania, kiedy zostaje uzyskuje poselski bądź senatorski mandat.

Nie ma więc żadnych powodów do niepokoju, ani obaw o upadek demokracji z powodu kilku ostrych słów lub wymownych gestów. Lepiej przecież, aby polityczne awantury rozgrywały się właśnie w Sejmie, a nie na ulicach miast. Jeśli według któregoś z parlamentarzystów jego przeciwnik z innego klubu przekroczył zaś granice chamstwa, zawsze może to zgłosić do Komisji Etyki Poselskiej, a w skrajnych przypadkach powiadomić prokuraturę.

Politycy zachowują się niekiedy bardzo, ale to bardzo sugestywnie podczas debat plenarnych i dyskusji w komisjach, bo mają one służyć właśnie wyrazistemu formułowaniu stanowisk. Dyskusje parlamentarne to nie seminaria naukowe, trudno byłoby więc oczekiwać od ich uczestników, że będą – zgodnie z zaleceniami Sokratesa – uczciwie, obiektywnie, racjonalnie, merytorycznie szukać prawdy.

Na pocieszenie można dodać, że w innych parlamentach jest znacznie gorzej, co możemy niekiedy oglądać w telewizji. Na ulicy Wiejskiej nie odnotowaliśmy zaś jeszcze ani bójek, ani nawet oblewania się wodą.

Utyskiwanie z powodu podniesionych głosów czy dosadnych wyrazów padających na sali obrad polskiego Sejmu świadczy o niezrozumieniu przez wielu rodaków elementarnych zasad funkcjonowania demokracji parlamentarnej.

Opozycjo, pomóż znowu władzy, okupuj Sejm!

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Politycy i prawnicy spierają się, czy mogące mieć wkrótce miejsce ponowne okupowanie sali obrad Sejmu RP da się usprawiedliwić. Padają także pytania o to, czym są pucz i zamach stanu oraz jak powinna zachować się władza, kiedy opozycja forsuje niekonstytucyjne i siłowe rozwiązania.

A ja na miejscu głównych strategów Prawa i Sprawiedliwości nie marzyłbym o niczym innym niż o powtórce grudniowo-styczniowej humoreski celnie ochrzczonej mianem ciamajdanu. Niechże posłanki i posłowie Platformy Obywatelskiej oraz Nowoczesnej znowu rozbawią społeczeństwo, niech śpiewają, recytują, jedzą, piją, śpią w świątyni polskiej demokracji, a słupki poparcia dla ich partii rychło poszybują w dół.

Owszem, zajęcie sali sejmowej stanowi pewną niedogodność i uciążliwość dla tych, którzy poważnie traktują powierzony im przez wyborców mandat, ale z politycznego punktu widzenia kolejna kompromitacja opozycji bardzo się Zjednoczonej Prawicy opłaci, obrady można zaś prowadzić w innym pomieszczeniu.

Niech jeszcze skłóceni działacze nie mającego już żadnego znaczenia Komitetu Obrony Demokracji razem z oszołomami z Obywateli RP poszarpią się trochę z policjantami, powrzeszczą niecenzuralne hasła, położą się na ziemi przy ulicy Wiejskiej, niech odwiedzą ich Lech Wałęsa i Władysław Frasyniuk, niech Ryszard Petru wyśle kolejny list z prośbą o zagraniczne wsparcie dla satyrycznego puczu, a Grzegorz Schetyna wygłosi kilka zabawnych bon-motów i obóz obecnej władzy może spokojnie myśleć o większości konstytucyjnej w najbliższych wyborach parlamentarnych.

Czy Włodawa leży w Polsce?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie mam pojęcia, kto jest burmistrzem Włodawy, kto ma większość w tamtejszej radzie miasta i kompletnie mnie to nie obchodzi. Wiem natomiast, że nie są to ludzie myślący w kategoriach polskiej racji stanu, skoro podczas dzisiejszego pogrzebu jednego z największych bohaterów antykomunistycznego podziemia niepodległościowego Leona Taraszkiewicza-„Jastrzębia” na ulicach miasta nie wywieszono biało-czerwonych flag dla uczczenia jego pamięci.

Słusznie wytknęli to podczas ceremonii na cmentarzu prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Jarosław Szarek oraz pełniący obowiązki szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk.

Ludzie odpowiedzialni za ten skandal powinni zapaść się po ziemię ze wstydu, a mieszkańcy Włodawy rozliczyć ich przy najbliższych wyborach samorządowych.

leontaraszkiewiczW chwili, kiedy cała Polska oddaje hołd wielkiemu Żołnierzowi Niezłomnemu (fot. Leon Taraszkiewicz, z lewej, 1946 rok, za: Wikipedią), który zginął w styczniu 1947 roku podczas szturmu na budynek szkoły zajmowany przez żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, kiedy na jego grobie składane są wieńce od Prezydenta RP, od premier rządu, od parlamentarzystów, od ministrów, od kombatantów, władze Włodawy ostentacyjnie lekceważą tę podniosłą uroczystość.

Czyżby do niektórych samorządów nie dotarła jeszcze informacja, że Polska jest już niepodległa?

Gazeta Wyborcza zastępuje nieudaczników z opozycji

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeżeli do obywatelskiego nieposłuszeństwa tudzież społecznego buntu musi wzywać Polaków „Gazeta Wyborcza”, to nie ma lepszego dowodu na bezsilność, rozbicie i ogólną degrengoladę opozycji, której liderzy nie są w stanie ani pociągnąć za sobą rodaków, ani ustalić wspólnej strategii działania, ani nawet udawać, że jest im ze sobą po drodze.

Grzegorz Schetyna ma inne pomysły na walkę z obecnym rządem niż Ryszard Petru, Paweł Kukiz nadal siedzi okrakiem na barykadzie, którą chciałby zburzyć, ale nie wie jak, a Władysław Kosiniak-Kamysz zajmuje wyczekującą postawę, bo jego partia jest gotowa układać się z każdym.

W tej sytuacji na dzisiejszy wiec pod Sejmem musi zwoływać niezadowolonych z tego, co robi władza Adam Michnik.

I tak dziennikarze wchodzą w role polityków opozycji, a ci drudzy obnażają swoją miałkość nie mogąc dogadać się, jak powstrzymać zwane przez nich bezpodstawnie zamachem stanu ważne przemiany ustrojowe, które wprowadza obóz rządzący.

No ale jeżeli ma się w pamięci kompromitację grudniowo-styczniowego „puczu” w Sejmie, a przed oczami wyniki ostatnich sondaży, to można stracić rezon.

Jubileusz kopca Józefa Piłsudskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

I podniośle, i radośnie świętowano na Sowińcu 80. rocznicę zakończenia sypania na tym najwyższym w Krakowie wzgórzu kopca Józefa Piłsudskiego nazywanego też polską Mogiłą Mogił, ponieważ w jego zboczach złożono ponad 4,5 tysiąca ziem z pól bitewnych oraz z miejsc kaźni, gdzie Polacy przelewali krew w walce o niepodległość od insurekcji kościuszkowskiej aż po lata 80. ubiegłego wieku. Z tego powodu ma on symboliczne znaczenie równoważne Grobowi Nieznanego Żołnierza.

Najpierw Iwona Fischer z Narodowego Archiwum w Krakowie przedstawiła w pawilonie (dawniej pełnił on funkcję zaplecza robót, obecnie znajduje się w nim poświęcona kopcowi izba pamięci) bogato ilustrowaną zdjęciami historię wznoszenia nietypowego pomnika mającego uczcić odzyskanie przez Rzeczpospolitą suwerennego bytu państwowego po 123 latach zaborczej niewoli. Zaczęto go budować- na mocy uchwały Rady Miasta Krakowa, a z inicjatywy Związku Legionistów Polskich – 6 sierpnia 1934 roku, czyli w 20. rocznicę wyruszenia z nieodległych od Lasu Wolskiego Oleandrów Pierwszej Kompanii Kadrowej, a zakończono 9 lipca 1937 roku. Przez cały ten czas przyjeżdżały na Sowiniec delegacje z całego kraju (a także przedstawiciele zagranicznej Polonii), aby złożyć w kopcu ziemie przesiąknięte krwią rodaków. Na zakończenie prelegentka pokazała krótki film pokazujący technikę sypania Mogiły Mogił.

kopiecpilsudskiegoNastępnie wszyscy uczestnicy spotkania, a także dziennikarze przeszli do podnóża kopca (fot. Wikipedia), aby uwiecznić jubileusz wspólną fotografią, do której stanęli m.in. dwaj sędziwi kombatanci: 96-letni żołnierz Armii Krajowej, więzień obozów niemieckich i sowieckich kapitan Stanisław Szuro oraz 91-letni członek Narodowej Organizacji Wojskowej i AK, więzień polityczny w okresie stalinowskim (w 1947 roku skazany na karę śmierci zamienioną później na dożywocie) porucznik Wacław Szacoń – „Czarny” – przyjaciel ostatniego żołnierza powojennej konspiracji niepodległościowej Józefa Franczaka – „Lalusia”.

A potem odbył się mały bankiet w pawilonie, podczas którego wspominano ludzi szczególnie zasłużonych dla odbudowy kopca Józefa Piłsudskiego w latach 80., kiedy starano się przywrócić mu dawny wygląd wyłącznie społecznym wysiłkiem i podobnymi środkami jakimi wznoszono go w latach 1934-37 (łopaty, taczki, ubijaki), wśród nich nieżyjących już Zofię Bigaj i Władysława Zielskiego oraz nieobecnego z powodu choroby inżyniera architekta Włodzimierza Śliwczyńskiego. Nie zabrakło też toastów za zdrowie kombatantów, piłsudczyków, społecznych opiekunów Mogiły Mogił i za pomyślność Ojczyzny.

Czy wolno bagatelizować KPP?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

„Gazeta Wyborcza” z wyraźną troską pochyliła się nad Komunistyczną Partią Polski, którą zamierza zdelegalizować (m.in. na wniosek Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie) minister sprawiedliwości – Prokurator Generalny RP Zbigniew Ziobro.

Jak niedawno pisałem, Prokuratura Krajowa prowadzi analizę dotyczącą wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą działalności tej zarejestrowanej 4 września 2012 roku przez Sąd Okręgowy w Warszawie partii, w której statucie znalazły się słowa: „Dopiero komunizm uwolni ludzkość od niepewności jutra, od strachu przed wojnami, od nędzy i poniżenia”, a na stronie internetowej widnieją sierp i młot, czyli symbole ludobójczego systemu oraz hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”.

PK zwróciła się już do wszystkich prokuratur w kraju o informacje, które będzie można wykorzystać przy pisaniu wniosku do Trybunału.

„GW” zauważa, ze jest to liczące zaledwie 300 członków ugrupowanie bez stałej siedziby, które głosi hasła antykapitalistyczne i antyimperialistyczne oraz konieczność przejęcia władzy przez proletariat, a jego szef Krzysztof Szwej twierdzi, że odcina się od totalitarnych metod działania. Z tonu artykułu pt. „Ziobro i kanapowi komuniści” przebija jeżeli nie sympatia, to przynajmniej zrozumienie dla funkcjonowania Komunistycznej Partii Polski.

Jestem bardzo ciekawy, czy „Gazeta Wyborcza” w taki sam sposób bagatelizowałaby istnienie w niepodległej Rzeczypospolitej Nazistowskiej Partii Polski, która zapisałaby w swoim statucie narodowo-socjalistyczne ideały, a na stronie internetowej umieściłaby hitlerowską swastykę, nawet jeśli jej kierownictwo deklarowałoby pokojowe metody działania w celu objęcia władzy.

Degradacja zdrajców Polski na ścieżce legislacyjnej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wysunięty przez Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie postulat zdegradowania generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka wydaje się być coraz bliższy realizacji i obejmie więcej osób.

- Ustawa, która ma stworzyć możliwości prawne pozbawienia stopni wojskowych m.in. Wojciecha Jaruzelskiego oraz Czesława Kiszczaka, powinna wejść w życie jeszcze w tym roku. Ci ludzie powinni odejść z historii polskiej armii już dawno temu. Jest niesłychanie istotne przywrócenie armii prawdziwej historii walki o niepodległość, historii Armii Krajowej, historii Żołnierzy Niezłomnych. To linia, która ma kształtować świadomość polskiej armii i polską świadomość narodową, bo ona oddaje dążenie do niepodległości, które tak wspaniale się materializuje, teraz m.in. poprzez wizytę pana prezydenta USA Donalda Trumpa. Ta ustawa powinna wejść w życie jeszcze w 2017 roku, a rychło później powinny w Polsce znaleźć się rakiety Patriot – powiedział Polskiej Agencji Prasowej Antoni Macierewicz.

Mający to umożliwić projekt noweli ustawy o powszechnym obowiązku obrony jest już w wykazie prac legislacyjnych i programowych rządu.

„Przewiduje się możliwość pozbawiania stopnia oficerskiego lub podoficerskiego – również pośmiertnie – osoby, która z racji ukończonego wieku lub stanu zdrowia nie podlega obowiązkowi służby wojskowej, oraz żołnierzy rezerwy, którzy byli członkami Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego albo pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa, o których mowa w art. 2 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz w treści tych dokumentów. W myśl projektu decyzję o pozbawieniu stopnia oficerskiego i podoficerskiego podejmowałby Prezydent RP w odniesieniu do generałów i admirałów lub Minister Obrony Narodowej w odniesieniu do pozostałych oficerów oraz podoficerów. W projekcie – jak podano – założono powiązanie możliwości pozbawienia stopnia oficerskiego lub podoficerskiego z informacjami o przebiegu służby dotyczącymi poszczególnych osób uzyskiwanymi z Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu” – czytamy w depeszy PAP.

Autorzy nowelizacji nie kryją, że ma ona na celu stworzenie możliwości prawnych pozbawienia stopni m.in. Jaruzelskiego i Kiszczaka jako osób pełniących służbę wojskową na rzecz totalitarnego państwa.

Przypomnę, że POKiN domagało się degradacji przede wszystkim pierwszego z nich, którego nazwisko symbolizuje zdradę narodową i wiernopoddańczą służbę zniewalającemu Polskę obcemu mocarstwu. Skoro Prezydent RP pośmiertnie awansował 11 listopada ubiegłego roku do stopnia generała brygady jednego z największych bohaterów w najnowszej historii (nie tylko Polski), toczącego samotny bój z sowieckim imperium zła pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, to symbolicznego znaczenia nabiera pozbawienie lampasów tego, który był przez wiele lat namiestnikiem Moskwy w Warszawie.

W tym duchu wypowiedział się minister Macierewicz w ostatnią rocznicę wprowadzenia stanu wojennego: – Podejmujemy kroki prawne mające na celu odebranie stopni wojskowych zarówno panu Jaruzelskiemu jak i panu Kiszczakowi. Zbrodniarze odpowiedzialni za działanie zbrojne przeciwko własnemu narodowymi nie zasłużyli na to, by nosić te stopnie wojskowe. Czcimy ludzi takich jak Kukliński, czy Karski, którzy zostali awansowani do stopnia generała, a równocześnie takie stopnie szanujemy i akceptujemy u ludzi, którzy popełnili nie tylko zdradę, ale i zbrodnię. Ci, którzy popełnili zbrodnię powinni być pozbawieni stopni. Ja wobec Jaruzelskiego nie używałbym sformułowania: generał. Zasłużył na potępienie przez historię i społeczeństwo.

„Zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą o powszechnym obowiązku obrony żołnierz traci stopień wojskowy w razie zrzeczenia się obywatelstwa polskiego, odmowy złożenia przysięgi wojskowej lub uprawomocnienia się wyroku sądu orzekającego środek karny pozbawienia praw publicznych albo degradacji” – napisała Polska Agencja Prasowa.

Procedowana obecnie nowelizacja uczyni zadość sprawiedliwości historycznej, zgodnie z którą suwerenne państwo winno czcić swoich bohaterów, a piętnować zdrajców. A jest jeszcze w tej materii sporo do zrobienia, by wspomnieć dwie inne propozycje Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie: odebrania Orderu Virtuti Militari tym, którzy otrzymali je nie za walkę o niepodległość Polski, lecz za wierność sowieckiej racji stanu, często przejawiającą się w mordowaniu i represjonowaniu żołnierzy zbrojnego podziemia po 1945 roku oraz usunięcia z Powązek Wojskowych grobów zdrajców Rzeczypospolitej.

Laudacja Donalda Trumpa na cześć Polski

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeżeli prezydent największego mocarstwa na świecie przez pół godziny z emfazą wychwala kraj, w którym składa wizytę i czyni to w niezwykle przemyślany, a zarazem emocjonalny sposób, można mieć powody do dumy, nawet jeżeli w jego przemówieniu nie padają prawie żadne konkrety.

Donald Trump doskonale wie, że do serc Polaków najlepiej trafić podkreślając ich wiarę w Boga, umiłowanie wolności, honor, wierność narodowym imponderabiliom, dziejową rolę w powstrzymywaniu niemieckiej i rosyjskiej ekspansji terytorialnej, niezłomność w walce o odzyskiwanie oraz obronę niepodległości, wierność sojusznikom. W trakcie kampanii prezydenckiej wielokrotnie wspominał, że ilekroć spotykał się z naszymi rodakami, zawsze odnosił bardzo pozytywne wrażenia. Pamięta też, że to właśnie głosy Polonii pomogły mu odnieść wyborcze zwycięstwo w ubiegłym roku.

paryprezydenckieNie może więc dziwić, że zwracając się wczoraj na placu Krasińskich nie tylko do zebranych tam i wiwatujących na jego cześć tłumów, ale także do wszystkich Polaków postanowił zagrać na czułych strunach zamiast skupić się na politycznych kwestiach, które omówił wcześniej w rozmowie z prezydentem Andrzejem Dudą i z przywódcami państw Trójmorza (od lewej: pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Melania Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, prezydent RP Andrzej Duda, pierwsza dama RP Agata Kornhauser-Duda na placu Krasińskich w Warszawie, za: Wikipedią).

Jego wystąpienie było wielką laudacją na cześć Polski, co musi odbić się szerokim echem na całym świecie. Trump jednoznacznie i sugestywnie dał do zrozumienia, że to właśnie nasz kraj odgrywa kluczową rolę nie tylko we wschodniej Europie, ale także w całym systemie bezpieczeństwa na starym kontynencie, a także w strukturach NATO. Nie pozostawił cienia wątpliwości, iż Polska może i powinna być wzorem oraz natchnieniem dla wszystkich miłujących wolność narodów.

Każdy przybywający do Warszawy prezydent USA wyrażał szacunek dla Rzeczypospolitej i jej obywateli, ale Donald Trump zdecydowanie przebił w tej materii swoich poprzedników.

Legiony na wielki ekran

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wielokrotnie utyskiwałem, że po 1989 roku nie powstało w Polsce tyle filmów i seriali o tematyce historycznej, ilu można się było spodziewać. Wydawało mi się, że wiele dużo wcześniej napisanych scenariuszy czeka w szufladach, aby wejść w stadium realizacji, kiedy tylko upadnie komunizm i będzie można w atrakcyjny, ale zarazem wierny prawdzie dziejowej sposób pokazać najciekawsze epizody z naszej XX-wiecznej historii.

Niestety, zawiodłem się. Nie powstała ani wielka filmowa epopeja – w stylu hollywoodzkich produkcji – o czynie legionowym, o wojnie polsko-sowieckiej z 1920 roku (film Jerzego Hoffmana nie sprostał oczekiwaniom), o rozpoczynającej II wojną światową kampanii jesiennej 1939 roku, o heroizmie naszych lotników w Bitwie o Anglię, o zdobyciu Monte Cassino przez II Korpus generała Władysława Andersa, czy o tak fascynujących postaciach drugiej konspiracji jak Józef Kuraś – „Ogień” i Zygmunt Szendzielarz – „Łupaszka”.

Honor rodzimych twórców ratuje jedynie Scena Faktu Teatru Telewizji, systematycznie i ciekawie prezentująca bohaterów walk niepodległościowych po 1945 roku, która zaprezentowała w ostatnich latach kilka znakomitych spektakli o Danucie Siedzikównej – „Ince”, Janie Rodowiczu – „Anodzie”, Bolesławowie Kontrymie – „Żmudzinie”). Z pełnometrażowych produkcji na uwagę zasługują jedynie poświęcony samotnej misji pułkownika Ryszarda Kuklińskiego „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego i „Generał Nil” Ryszarda Bugaja.

legiony1Z wielką radością dowiaduje się więc, że wkrótce ma powstać film pt. „Legiony”, w którym w rolę Józefa Piłsudskiego wcieli się Jan Frycz, a obok niego zobaczymy m.in. Mirosława Bakę i Sebastiana Fabijańskiego (fot. płk Józef Piłsudski ze swoim sztabem przed Pałacem Gubernialnym w Kielcach w 1914 roku, za: Wikipedią).

„Film opowie historię Legionów Polskich oraz ich działań w latach 1914-1916. Ma to być epickie kino wojenne odsłaniające najważniejsze karty z historii Legionów od wymarszu Oleandrów, po bitwę pod Kościuchówką. Epilogiem będzie zakończenie I wojny światowej, zaś najważniejszą i najbardziej spektakularną sceną filmu – szarża ułańska pod Rokitną” – czytamy na stronie www.filmweb.pl.

legiony2- Chcemy pokazać tych, dzięki którym nie mówimy dziś w polskich domach po rosyjsku czy niemiecku (fot. Józef Piłsudski w okopach na Wołyniu, za: Wikipedią). To superprodukcja, którą jesteśmy winni im, ale także sobie samym. Oni 100 lat temu zwyciężyli, bo rozumieli sens narodowej wspólnoty zorganizowanej w niepodległym, własnym państwie. My budujemy nie tylko własne państwo, ale i sens nowoczesnego patriotyzmu, czyli współdziałania we wspólnocie, utożsamiania z nią swych losów – powiedział portalowi producent filmu Maciej Pawlicki.

Scenariusz napisali Tomasz Łysiak, Dariusz Gajewski, Michał Godzic i Pawlicki, za kamerą stanie drugi nich, nie wiadomo jeszcze kto będzie reżyserował. Budżet zaplanowano na 28 milionów złotych. Producentem będzie należąca do Pawlickiego firma Picaresque przy wsparciu Fundacji Obchodów 100. rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości.

Oby „Legiony” były filmem na miarę tematyki, którą podejmują jej twórcy.

Poczet żołnierzy Armii Krajowej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Muzeum Armii Krajowej w Krakowie podejmuje prace nad stworzeniem elektronicznej bazy żołnierzy AK. Ma ona być wirtualnym pomnikiem największej podziemnej armii II wojny światowej i źródłem wiedzy historycznej.

Dyrekcja placówki zdaje sobie sprawę, że odtworzenie składu osobowego struktur AK po tylu latach jest niezwykle trudnym zadaniem.

„W Muzeum AK wierzymy jednak, że skompletowanie możliwie pełnych informacji na temat żołnierzy walczących w podziemiu niepodległościowym to zadanie czasochłonne, ale potrzebne. Właśnie dlatego w ubiegłym roku nawiązaliśmy współpracę z Instytutem Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, która zakłada m.in. stworzenie bazy żołnierzy AK. W czerwcu tego roku dyrektor Marek Lasota zawarł porozumienie z władzami Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, które zakłada podjęcie prac nad tym pomnikowym przedsięwzięciem. Zdajemy sobie sprawę, że inicjatywa ta powinna skupiać jak najwięcej podmiotów, które dysponują materiałami źródłowymi lub własnymi opracowaniami, dlatego już na tym etapie partnerem projektu jest Muzeum Powstania Warszawskiego” – czytamy na stronie internetowej Muzeum AK mieszczącego się przy ulicy Wita Stwosza 12.

muzeumarmiikrajowejW tej super nowoczesnej placówce muzealnej spotkać można nie tylko jej pracowników oraz zwiedzających. Od chwili powstania w 1990 roku (pierwotną siedzibą był neoklasycystyczny pałac Mańkowskich przy nieodległej ul. Topolowej, w którym wcześniej mieściło się Muzeum Lenina) jest ona drugim domem dla wielu kombatantów.

Oprócz Akowców regularnie przychodzą tam członkowie Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, Polskiego Związku Więźniów Komunizmu, Związku Młodocianych Więźniów Politycznych 1944-56 „Jaworzniacy”, Stowarzyszenia Szarych Szeregów, Małopolskiego Niezależnego Związku Represjonowanych Żołnierzy Górników.

Pełniąc rolę świadków historii pomagają dyrekcji Muzeum AK w codziennej działalności, odbywają też swoje spotkania, zebrania, zjazdy. Z pewnością posłużą wydatną pomocą także przy realizacji najnowszej inicjatywy.

Z komornikiem, z notariuszem i ze ślusarzem na Oleandry

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wygląda na to, że władze Krakowa postanowiły definitywnie zakończyć sprawę jednego z największych skandali w podwawelskim grodzie, jakim jest zajmowanie Domu im. Józefa Piłsudskiego przy alei 3 Maja 7 (tzw. Oleandrów) przez nieuprawnioną do tego organizację, o której to sprawie pisałem tutaj wielokrotnie.

Oto fragment rozmowy przeprowadzonej przez redaktora Jacka Bańkę z prezydentem, profesorem Jackiem Majchrowskim, na antenie Radia Kraków:
- Środowiska kombatanckie chciały, żeby do końca lipca uporządkował pan kwestię Domu Piłsudskiego. Miasto wejdzie do tego domu? Jest na to szansa, czy czekamy na prace sądów?
- My czekamy na sąd od paru lat. Sąd wydał wyrok, że dom należy do gminy. Jest kwestia wydania tego domu. Pan Waksmundzki mówi, że nie odda. Na nasz wniosek jest postanowienie o ustanowieniu zarządu sądowego w sprawie zabezpieczenia roszczeń. Jak to się uprawomocni, to w tym miesiącu wejdziemy do tego miejsca, żeby je wyremontować. To idzie w ruinę. Są popękane kaloryfery, fatalny parkiet, nieszczelne okna. Pan Waksmundzki za to powinien odpowiedzieć.
- Będą konsekwencje z tego wyciągane?
- Sądzę, że tak.
- Jak będzie trzeba to miasto użyje swojego ślusarza?
- Tak. Wejdziemy ze ślusarzem, notariuszem, komornikiem i fachowcami, którzy wszystko spiszą.

To bardzo konkretna, publiczna deklaracja, która zapewne nie pozostaje bez związku z ultimatum, jakie postawiło kilka tygodni temu władzom miasta w tej sprawie krakowskie Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych.

Oby na stulecie odzyskania niepodległości Dom im. Józefa Piłsudskiego odzyskał przedwojenny wygląd i zaczął wreszcie służyć celom, dla jakich został wybudowany w latach 20. ubiegłego wieku, czyli kultywowaniu tradycji niepodległościowej i myśli państwowej w duchu narodowych imponderabiliów.