Tag Archives: Jerzy Bukowski

Zdrajcy bez stopni wojskowych

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ministerstwo Obrony Narodowej skonsultowało już z organizacjami skupiającymi kombatantów poprawki do ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej umożliwiające pobawienie stopni oficerskich i podoficerskich tych, którzy służąc w Wojsku Polskim w latach 1944-90 „przyczynili się do utrzymywania lub podtrzymywania reżimu komunistycznego”.

Teraz tylko od marszałka Sejmu zależy, jak szybko będzie ona procedowana. Wiadomo natomiast, że zacznie obowiązywać już po dwóch tygodniach po zakończeniu procesu legislacyjnego, ponieważ – jak powiedział wiceminister Michał Dworczyk Onetowi – „proces degradacji oficerów LWP, którzy przyczynili się do zniewolenia Polski, trzeba przeprowadzić niezwłocznie”.

W uzasadnieniu nowelizacji ustawy czytamy: „Projekt pozwoli na zadośćuczynienie społeczeństwu polskiemu i stanowić będzie symboliczne rozliczenie epoki Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”.

W projekcie wymienieni są członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która 13 grudnia 1981 roku wprowadziła stan wojenny. W styczniu 2012 roku Sąd Okręgowy w Warszawie prawomocnie orzekł, iż było to działanie nielegalne, określając WRON jako związek przestępczy o charakterze zbrojnym pod kierunkiem generała Wojciecha Jaruzelskiego. W tej grupie są obok niego m.in. były minister spraw wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak i były minister obrony gen. Florian Siwicki.

Warto przypomnieć, że działania MON w tej materii zaczęły się w grudniu ubiegłego roku, kiedy to w rocznicę ogłoszenia stanu wojennego minister Antoni Macierewicz powiedział: – Podejmujemy kroki prawne mające na celu odebranie stopni wojskowych zarówno panu Jaruzelskiemu jak i panu Kiszczakowi. Zbrodniarze odpowiedzialni za działanie zbrojne przeciwko własnemu narodowymi nie zasłużyli na to, by nosić te stopnie wojskowe. Czcimy ludzi takich jak Kukliński, czy Karski, którzy zostali awansowani do stopnia generała, a równocześnie takie stopnie szanujemy i akceptujemy u ludzi, którzy popełnili nie tylko zdradę, ale i zbrodnię. Ci, którzy popełnili zbrodnię powinni być pozbawieni stopni. Ja wobec Jaruzelskiego nie używałbym sformułowania: generał. Zasłużył na potępienie przez historię i społeczeństwo.

Warto przypomnieć, że z inicjatywą zdegradowania Jaruzelskiego wystąpiło jako pierwsze Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, które apelowało równolegle do Prezydenta RP o pośmiertne awansowanie do stopnia generała brygady pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, co nastąpiło 11 listopada ubiegłego roku.

Skoro niepodległa Rzeczpospolita tak godnie uhonorowała jednego ze swoich najdzielniejszych oficerów, to najwyższy już czas, aby generalskie szlify i odznaczenia państwowe utracili zaprzańcy, którzy dobrowolnie służyli obcemu, wrogiemu Polsce mocarstwu zniewalając na jego rozkaz swoich rodaków z Wojciechem Jaruzelskim – głównym symbolem owego zaprzaństwa – na czele.

Procedowana obecnie nowelizacja ustawy o powszechnym obowiązku wojskowym uczyni zadość sprawiedliwości historycznej, zgodnie z którą suwerenne państwo winno czcić swoich bohaterów i piętnować zdrajców. A jest w tej materii sporo do zrobienia, by wspomnieć trzy inne, wciąż jeszcze niezrealizowane propozycje POKiN: odebrania Orderu Virtuti Militari tym, którzy otrzymali je nie za walkę o niepodległość Polski, lecz za wierność sowieckiej racji stanu, często przejawiającą się w mordowaniu i represjonowaniu żołnierzy zbrojnego podziemia po 1945 roku, usunięcia z Powązek Wojskowych grobów zdrajców Rzeczypospolitej oraz zdelegalizowania Komunistycznej Partii Polski.

Troje powstańców warszawskich przeciw dekomunizacji narodowej nekropolii

jerzybukowskiJerzy Bukowski

To, że „Gazeta Wyborcza” stanie po stronie środowisk, którym nie podoba się zapowiedziana przez prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, doktora Jarosława Szarka, dekomunizacja Powązek Wojskowych, o co od dawna apeluje Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, nikogo chyba nie dziwi. Zdumiewać może jednak, iż do protestów przeciw przeniesieniu grobów komunistycznych dygnitarzy w inne, mniej reprezentacyjne miejsca zdołała ona pozyskać także niektórych weteranów walk o suwerenność Rzeczypospolitej.

„- Ten cmentarz jest dokumentem historii. Leżą na nim rozmaici ludzie, również tacy, którzy nie byli bohaterami, nie przynieśli Polsce wolności, czy wręcz ją zniewolili. Ale oni też są częścią naszej historii. Można ich groby oznaczyć tabliczkami z informacją, kto to był, ale nie usuwać” – powiedziała gazecie uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska.

Zawtórował jej na tych samych łamach wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich Zbigniew Galperyn, który w swym proteście posunął się znacznie dalej: „- Jestem przeciwny zmianie nazw ulic, burzeniu pomników, a już zwłaszcza usuwaniu grobów z cmentarzy. Dojdzie kiedyś do władzy jakaś nowa ekipa i będzie robiła to samo.”

Do jeremiady nad komunistami dołączył również inny powstaniec warszawski, prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej profesor Leszek Żukowski, mówiąc „Gazecie Wyborczej”: „- A po co to robić? Przecież ci ludzie nie żyją, nikomu nie zagrażają. Nie popieram komunistów, ale też nie wyobrażam sobie urządzania szopki z przenoszeniem ich grobów. Zresztą, dokąd je przenieść? Będzie specjalny cmentarz dla wyrzuconych?”

Z szacunku dla siwych głów trójki kombatantów, która wybiera dzisiaj pośmiertną solidarność nie ze swoimi współtowarzyszami broni, ale z ich z katami, powstrzymam się od jakiejkolwiek polemiki, a ograniczę jedynie do wyrażenia żalu z powodu niezrozumienia przez nią potrzeby wyrównania rachunków historycznych.

Czyżby szacowni weterani naprawdę nie rozumieli, że ludzie wiernie i z tragicznymi dla Polski skutkami służący Sowietom nie powinni spoczywać obok uczestników walk o niepodległość, którzy często ginęli właśnie z ich rozkazów, a narodowa nekropolia jest miejscem wiecznego snu wyłącznie dla bohaterów, nie zaś dla najeźdźców, namiestników obcych mocarstw, zdrajców i zaprzańców?

Dla zachowania historycznej i moralnej symetrii trzeba więc przenieść komunistycznych dygnitarzy do mniej eksponowanych kwater lub do grobowców rodzinnych, aby odwiedzający Powązki Wojskowe ludzie (zwłaszcza młodzi) nie wyrażali zdumienia, że oto w Alei Zasłużonych widzą okazałe grobowce ludzi, o których uczono ich w szkole, że byli zdrajcami.

Wypowiadającej się przeciw zaprowadzeniu elementarnych porządków na tym cmentarzu trójce kombatantów oraz wszystkim podobnie jak oni myślącym rodakom chcę przypomnieć słowa dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego, dr. Jana Ołdakowskiego, dla nie istniejącego już „Dziennika”: „Jak byśmy postąpili, gdyby w 1943 roku faszystowska władza postawiła na Powązkach grobowiec kata Warszawy – Franza Kutschery? Czy mielibyśmy podobne obiekcje przed usunięciem jego grobu? Czy też broniono by go w imię chrześcijaństwa? Mamy obowiązek kierować naszą polityką historyczną. Gdyby nie to, że umarli w czasie trwania totalitarnego systemu, nie dostaliby nigdy tych miejsc.”

Nadszedł wreszcie czas na dokonanie na tym cmentarzu takich zmian, aby Julian Marchlewski, Bolesław Bierut, Karol Świerczewski, Władysław Gomułka, Wojciech Jaruzelski nie spoczywali obok Tadeusza Bora-Komorowskiego, Ryszarda Kuklińskiego i wielu innych bohaterów.

Kościuszko pozostaje na antypodach

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przedstawicielka będących kustoszami terytorium parku narodowego, na terenie którego leży Góra Kościuszki w Australii Aborygenów powiedziała w Krakowie, że jest zbyt wcześnie, aby mówić o ewentualnej zmianie jej nazwy z powodu problemów z wymową nazwiska polskiego i amerykańskiego bohatera narodowego przez rdzenną ludność.

- Większym problemem jest brak znajomości osoby i dokonań wielkiego stratega. Czuję się zaszczycona, że jestem w Krakowie, że mogę dowiedzieć się wielu nowych rzeczy o Tadeuszu Kościuszce, o tym, jak był ceniony w świecie. Niestety, w Australii ta informacja nie jest powszechnie dostępna – wyjaśniła w rozmowie z Radiem Kraków reprezentująca aborygeńskie plemię Ngarigo Iris Whithe.

tablicanagorzekosciuszkiDelegację Aborygenów zaprosił do Krakowa na zakończenie obchodów Roku Kościuszkowskiego przewodniczący Komitetu Kopca Kościuszki profesor Mieczysław Rokosz, który przyłączył się do walki środowisk polonijnych o zachowanie obowiązującej nazwy (fot. Wikipedia).

- Generał Kościuszko żył w czasach Jamesa Cooka, który w 80. latach XVIII wieku wylądował u wschodnich wybrzeży Australii i poddawał kontynent koronie Brytyjskiej. Gdyby w tym czasie generał Kościuszko był w Australii razem z Cookiem to na pewno byłby przyjacielem i obrońcą ludności rdzennej – powiedział prof. Rokosz Radiu Kraków.

Odszedł „biały anioł” polskiej piosenki

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W wieku 65 lat umarła jedna z najjaśniejszych gwiazd krakowskiej „Piwnicy pod Baranami” – Anna Szałapak.

- To ogromnie smutna i przykra dla nas wiadomość, bo tyle lat pracowaliśmy razem. Ania chorowała kilka lat i dzielnie walczyła – powiedział Polskiej Agencji Prasowej dyrektor kabaretu Bogdan Micek.

Agnieszka Osiecka nazwała ją – z powodu upodobania do ubiorów w tym kolorze – „białym aniołem”, bo miano „czarnego anioła” od samego początku przylgnęło do nie występującej już od dawna w kultowym dla polskiej kultury miejscu Ewy Demarczyk.

Warto jednak pamiętać, że Szałapak była nie tylko znakomitą pieśniarką (zanim związała się z „Piwnicą” występowała w „Słowiankach”), ale również doktorem nauk humanistycznych z zakresu etnografii i antropologii kultury, wieloletnim pracownikiem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Tytuł jej doktoratu: „Szopka krakowska jako zjawisko folkloru krakowskiego na tle szopki europejskiej. Studium historyczno-etnograficzne” predestynował ją do pracy w mieszczącym się przy tej samej linii C-D Rynku Głównego pałacu Krzysztofory, w którym znajduje się największa w Polsce kolekcja tych dzieł sztuki – siedzibie jednego z oddziałów Muzeum.

annaszalapakWspółpracowała z najwybitniejszymi poetami i kompozytorami, m.in. z Ewą Lipską, Michałem Zabłockim, Zygmuntem Koniecznym, Zbigniewem Preisnerem, Janem Kantym Pawluśkiewiczem, Andrzejem Zaryckim, Grzegorzem Turnauem, Andrzejem Sikorowskim, Jackiem Wójcickim i Konradem Mastyło. Szczególna przyjaźń połączyła ją z Osiecką, której teksty śpiewała przez wiele lat (fot. p. Tomasz Cichocki, za: www.annaszalapak.com).

„Będąc antropologiem kultury, Anna Szałapak, miłośniczka i znawczyni tradycji krakowskich, przez wiele lat opiekowała się dorocznym obchodem Lajkonika i organizowała konkursy szopek krakowskich, których jest jurorem, znawcą i wierną admiratorką. Kustosz i kuratorka kilkudziesięciu wystaw szopek ze zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, prezentowanych m. in. w Taorminie, Rzymie, Messynie, Paryżu, Helsinkach, Sztokholmie, Chicago i Lwowie” – napisano na stronie internetowej artystki.

Jej wydana z okazji obchodów 750-lecia lokacji podwawelskiego grodu książka pt. „Legendy i tajemnice Krakowa” zyskała tytuł Krakowskiej Książki Miesiąca Sierpnia 2005.

„Anna Szałapak była laureatką m.in.: Konkursu Programu Pierwszego TVP w 1993 roku za wykonanie piosenki „Zaklinanie, czarowanie”; Nagrody Programu Trzeciego Polskiego Radia Mateusz 97 za osiągnięcia artystyczne, oryginalną interpretację piosenek literackich, niepowtarzalny styl i niezapomniany koncert w Trójce; Złotego Lauru za mistrzostwo w sztuce piosenki literackiej, przyznanego przez Fundację Kultury Polskiej w 2008 roku” – czytamy w depeszy PAP.

Nad grobem „białego anioła” na pewno wybrzmią słowa słynnej piosenki „Piwnicy pod Baranami”:
Przychodzimy, odchodzimy
leciuteńko na paluszkach.
Szczotkujemy, wycieramy
buty nasze, twarze nasze,
żeby śladów nie zostawić,
żeby śladów nie zostało.

Po Annie Szałapak pozostanie na pewno wiele pięknych śladów.

Symboliczna inauguracja obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Tego samego dnia, 5 grudnia, w 150. rocznicę urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego, w Sejmie odbędzie się zwołane przez Prezydenta RP Zgromadzenie Narodowe, a w miejscu urodzenia wskrzesiciela Polski Niepodległej w Zułowie oraz przy grobie Matki i Serca Syna na wileńskiej Rossie spotkają się przedstawiciele organizacji kombatanckich i patriotycznych z całej Polski.

W ten symboliczny sposób rozpoczęte zostaną obchody 100-lecia odzyskania niepodległości.

jozefpilsudskiJako piłsudczyk jestem bardzo wdzięczny prezydentowi Andrzejowi Dudzie oraz szefowi Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Janowi Józefowi Kasprzykowi, że właśnie w rocznicę urodzin Komendanta postanowili zainaugurować rok jubileuszu powrotu Polski na mapę Europy. Nie ujmując niczego innym współtwórcom naszej niepodległości (Roman Dmowski, Ignacy Paderewski, Wincenty Witos, Ignacy Daszyński), to właśnie jednoznacznie kojarzący się z Piłsudskim czyn legionowy najbardziej zapadł w pamięć rodakom.

Podkreślił to Prezydent RP określając Pierwszego Marszałka Polski jako „jednego z ojców polskiej niepodległości, żołnierza i męża stanu, którego osoba i dokonania uznawane są za jedne z najważniejszych symboli odrodzenia niepodległej Polski w roku 1918”.

Dobrze więc, że 5 grudnia 2017 roku patriotyczna więź połączy Warszawę z Zułowem i z ukochanym przez Józefa Piłsudskiego Wilnem.

Nie ma SLD pod Wawelem

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Krakowska struktura Sojuszu Lewicy Demokratycznej została ponownie rozwiązana. Za taką decyzją zagłosowali wszyscy obecni na posiedzeniu (19 osób) członkowie Małopolskiej Rady Wojewódzkiej SLD. Jak ustalił Onet, powodem były wewnętrzne tarcia i brak poparcia dla kierownictwa.

- Mogę potwierdzić, że taka sytuacja faktycznie miała miejsce. Niestety, nie znam szczegółów. Oględnie mówiąc, nie za dobrze się działo w Krakowie – powiedziała portalowi rzecznik prasowa SLD Anna-Maria Żukowska.

Zapytany przez Onet przewodniczący Sojuszu w Małopolsce Ryszard Śmiałek wyjaśnił: – Faktycznie, podjęliśmy taką decyzję. Krakowscy członkowie SLD nie byli zadowoleni z działań szefostwa miejskich struktur. To budziło frustrację. Jesteśmy odpowiedzialnymi ludźmi, stąd taka decyzja. W obliczu wyborów potrzebna jest jedność.

Małopolska Rada Wojewódzka SLD powołała komisarza, który jest odpowiedzialny za utworzenie nowych struktur mających powstać do końca grudnia br.

Krakowski radny Sojuszu Kazimierz Chrzanowski przypomniał w rozmowie z Radiem Kraków, że z taką sytuacją mieliśmy już do czynienia kilka lat temu. Wówczas rozwiązanie struktur uznane zostało jednak za niegodne ze statutem partii: – Powiem uczciwie, że to jest niepotrzebne, niedobre. Zamiast się zająć pracą z ludźmi i poszerzać wpływy w elektoracie, to koterie, grupki rywalizują, walczą ze sobą. Krótko mówiąc, mamy więcej kandydatów na wodzów, niż w ogóle jest Indian – stwierdził.

Postkomunistyczna lewica przeżywa poważne kłopoty nie tylko pod Wawelem, co powinno cieszyć zwłaszcza Partię Razem mającą ogromną ochotę na przejęcie od niej wyborców.

Postawmy „Wstęgę Pamięci” tam, gdzie zdecydowali krakowianie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie wiem, czy jest jakiś pomnik na świecie, który podoba się wszystkim. Spore wątpliwości i kontrowersje budzą zwłaszcza upamiętnienia wielkich ludzi, ważnych organizacji i przełomowych wydarzeń historycznych w nietypowych formach, chociaż powinniśmy już przywyknąć do takich dzieł pamiętając, że i we wcześniejszych epokach wywoływały one protesty, niekiedy nawet burzliwe. Artystyczne nowatorstwo z trudem przebija skorupę generalnie zachowawczych gustów opinii publicznej.

Skoro wybrany przez konkursowe jury projekt monumentu jest już jednak zatwierdzony przez kompetentne władze, lokalizacja wyznaczona, a pieniądze na budowę zebrane, dyskusje powinny się zakończyć. Czas na nie był wcześniej i wtedy przeciwnicy danego dzieła sztuki bądź miejsca jego umieszczenia w przestrzeni publicznej mieli mnóstwo okazji do wyrażenia swoich opinii.

Projekt pomnika Armii Krajowej, który ma stanąć nad Wisłą między Wawelem a Skałką, czyli w bardzo prestiżowym fragmencie Krakowa u jednych może budzić zachwyt, u drugich obrzydzenie, jeszcze innych pozostawiając obojętnymi. „Wstęga Pamięci” jest bowiem nader oryginalnym sposobem uczczenia dziejowej roli największej armii podziemnej Europy w latach II wojny światowej i zdziwiłbym się, gdyby nie prowokowała do wypowiadania kategorycznych sądów estetycznych.

20160919wstega1Jeszcze większe zaniepokojenie budzi lokalizacja pomnika, która – o czym warto przypomnieć – została wybrana 5 lat temu przez samych krakowian w trakcie konsultacji społecznych, które zostały poważnie potraktowane (i bardzo dobrze!) przez władze miasta. Gdyby dzisiejsi przeciwnicy wzniesienia „Wstęgi Pamięci” na bulwarze Czerwieńskim zabrali wówczas licznie głos, być może w plebiscycie zwyciężyłaby konkurencyjna propozycja, np. wymieniane dzisiaj najczęściej puste miejsce po pomniku marszałka Koniewa u zbiegu ulic Armii Krajowej i Zarzecze. Stało się jednak inaczej i trzeba to przyjąć do wiadomości, jeżeli mamy się szczycić tym, że jesteśmy już prawie dojrzałym społeczeństwem obywatelskim.

Protesty nasiliły się zaś dopiero w ostatnich tygodniach, czyli zdecydowanie poniewczasie. Podnoszone są w nich dwa argumenty: że pomnik zaburzy przestrzeń i zmniejszy obszar miejskiej zieleni oraz że trzeba będzie przesunąć rzeźbę psa Dżoka – symbolu psiej wierności.

Jeśli chodzi o pierwsze zastrzeżenie, to wydając zgodę na taką a nie inną lokalizację władze samorządowe Krakowa musiały z czysto proceduralnych powodów uwzględnić uwagi wszystkich jednostek miejskich, które wydają opinie w tego typu sprawach. Gdyby nie ich akceptacja, na pewno nie zostałoby wydane pozwolenie na budowę „Wstęgi Pamięci” w tym konkretnym miejscu. Poza tym nie jest to konstrukcja aż tak gigantyczna, żeby zabrała krakowianom zbyt wiele zieleni.

Gdy idzie o Dżoka, to wystarczy przybliżyć jego rzeźbę do mostu Grunwaldzkiego, przy którym oczekiwał on na swojego tragicznie zmarłego nieopodal pana, czyli ustawić ją w lepszym miejscu, zważywszy topograficzny kontekst.

Ponieważ minął termin do zgłaszania ofert w przetargu na budowę pomnika i nikt się nie zgłosił, prezydent Krakowa profesor Jacek Majchrowski, który jest człowiekiem ugodowym, wykorzystał ten impas proponując spotkanie zainteresowanych stron. Słusznie uważa on, że tak okazały pomnik w tak reprezentacyjnym miejscu powinien łączyć, a nie dzielić mieszkańców podwawelskiego grodu.

Wyrażając uznanie dla jego koncyliacyjnej postawy pozostaję jednakowoż sceptycznie nastawiony, jeżeli idzie o możliwość wypracowania zadowalającego wszystkich konsensusu co do ewentualnej zmiany podjętej już przecież przez Radę Miasta Krakowa ostatecznej decyzji. Obawiam się, że wznowienie dyskusji nie przyniesie pożądanego efektu, a pomnik, który miał już wkrótce stanąć nie zostanie odsłonięty przez następnych kilka lat, co spowoduje, że wielu zaangażowanych w jego budowę kombatantów nie doczeka uroczystego odsłonięcia „Wstęgi Pamięci”.

„Ogień” nadal nie odnaleziony

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie znaleziono szczątków żołnierzy antykomunistycznego podziemia podczas prac archeologicznych przeprowadzonych przez specjalistów z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej na dziedzińcu dawnego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy placu Inwalidów (dawniej Wolności) w Krakowie – poinformował „Dziennik Polski”.

Od dawna podejrzewano, że właśnie tam komuniści mogli zakopać m.in. ciało majora Józefa Kurasia-„Ognia”.

„Przy użyciu koparki badacze z IPN wkopali się w beton i ziemię w dwóch miejscach, które jako miejsce potencjalnego pochówku ludzkich szczątków wskazał georadar. Badanie tym urządzeniem przeprowadził dwukrotnie w tym roku dr inż. Jerzy Ziętek z Katedry Geofizyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie” – czytamy w gazecie.

Georadar nie wykrywa szkieletów, wskazuje jedynie anomalia, które trzeba dopiero sprawdzić tradycyjnymi metodami.

Pracami na pl. Inwalidów kierowali dwaj doktorzy z Instytutu: Tomasz Borkowski z Warszawy i Dawid Golik z Krakowa.

Jak powiedział redakcji „DP” drugi z nich, z relacji, w których posiadaniu jest IPN wynika, iż ciała partyzantów skazanych na śmierć wyrokami Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie oraz poległych w walce z funkcjonariuszami komunistycznego reżimu chowano także poza cmentarzami, m.in. na dziedzińcu WUBP.

„Może chodzić m.in. o braci Franciszka i Stefana Boduchów, członków działającego na ziemi brzeskiej oddziału niepodległościowego pod dowództwem Władysława Pudełki ps. Zbroja. Obaj skazani zostali na karę śmierci, wyrok wykonano 25 listopada 1947 r. najprawdopodobniej w więzieniu przy ul. Montelupich. Potem wszelki słuch o nich zaginął” – napisano w gazecie.

Dziedziniec byłego Urzędu jest miejscem, w którym po raz ostatni widziano ciało „Ognia” leżące na podwórku jako ubeckie trofeum.

„Dwa wytypowane przez specjalistów miejsca sprawdzone zostały za pomocą metod archeologicznych. W ich wyniku ujawniono dwa wkopy, najprawdopodobniej będące kiedyś dołami na wapno, które zostały zasypane gruzem ceglanym oraz śmieciami pochodzącymi z XIX i XX wieku. Pomimo dokładnej eksploracji obydwu dołów do poziomu tzw. calca, nie natrafiono na szczątki ludzkie, jak też nie zanotowano jakichkolwiek śladów po pochówkach w tym miejscu” – poinformował w komunikacie dla mediów Krakowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

jozefkuras22 lutego 1947 roku mjr „Ogień” (fot. Wikipedia) w trakcie obławy grupy operacyjnej Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Ostrowsku na Podhalu próbował popełnić samobójstwo, zmarł jednak dopiero w szpitalu w Nowym Targu, a jego zwłoki przewieziono do Krakowa. Istnieje hipoteza, że mogły być wykorzystywane – jak bywało w podobnych przypadkach – podczas nauki zawodu przez studentów medycyny w Zakładzie Anatomii Opisowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

„Siedzibę WUBP w Krakowie do 1956 r. stanowił kompleks budynków, którego główną częścią był Dom Mieszkalny Profesorów UJ. Bezpieka przejmowała kolejne kamienice tworząc coś na wzór fortecy znajdującej się pomiędzy ówczesnym pl. Wolności oraz ul. Wybickiego (obecnie Królewska), Józefitów i Lea. Według informacji zachowanych w dokumentach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość w czerwcu 1946 r. przetrzymywano w nim prawie 500 osób” – czytamy w „Dzienniku Polskim”.

Katolicki nokaut

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przepraszam za użycie sportowego pojęcia w kontekście wielkiego przeżycia duchowego, jakim była wczorajsza akcja „Różaniec do granic”, ale właśnie ono najlepiej oddaje gigantyczną różnicę między imponującą, obliczaną na około miliona liczbą uczestników jednorazowej, zbiorowej modlitwy (nie tylko na rubieżach Polski), a sumą tych, którzy przyszli w ubiegłym i w bieżącym roku na różnego rodzaju antyrządowe demonstracje.

Nawet zawodowi inżynierowie dusz, którzy z widocznym poczuciem wyższości i lepszego niż u prostaczków Bożych rozumienia istoty chrześcijaństwa wyśmiewali, lekceważyli, obrażali gromadzących się w wielu miejscach – mimo kiepskiej pogody – zorganizowanych oddolnie, a nie przez instytucje kościelne „różańcowych katolików” muszą z pokorą przyznać, że na ich wezwania nigdy nie stawiło się tyle osób.

rozaniecdogranicNa nic nie zdadzą się więc żałosne próby umniejszenia znaczenia tej akcji oraz podważenia jej sensu poprzez nazwanie jej kontrowersyjną, zaściankową, obskurancką, wsteczną, niezgodną z duchem czasu i z nowoczesną papieską posługą Franciszka (il. www.dziennikwschodni.pl). Nie uda się bowiem zafałszować rzeczywistości, choćby zabierali się do tego najlepsi spece od medialnych manipulacji.

A tą twardą rzeczywistością są liczby uczestników poszczególnych wydarzeń, które bardzo łatwo porównać zestawiając ze sobą „Różaniec do granic” z „czarnymi protestami”, manifestacjami przeciw reformie sądownictwa, czy wiecami zwoływanymi przez opozycję. I wtedy niemal automatycznie przychodzi na myśl tytułowe sformułowanie.

Umarł wszechstronny artysta

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Są rzeźbiarze specjalizujący się w monumentalnych pomnikach, bywają i tacy, którzy wolą małe formy. Rzadko zdarza się natomiast połączenie tych dwóch talentów na bardzo wysokim poziomie.

Takim artystą był zmarły kilka dni temu w wieku 92 lat profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Bronisław Chromy, jeden z ostatnich uczniów Xawerego Dunikowskiego. Jego dziełami są m.in. rzeźba Chrystusa w nowohuckim kościele Arka Pana, pomnik Żołnierzy Polski Walczącej obok mostu Dębnickiego, Smok Wawelski oraz owce przed Uniwersytetem Rolniczym.

Tak się złożyło, że wiele rzeźb i pomników Chromego stanęło na bulwarach nad Wisłą, bardzo blisko wzgórza wawelskiego. Obok dwóch wymienionych wyżej należy do nich piękne upamiętnienie psa Dżoka – symbolu psiej wierności nieopodal mostu Grunwaldzkiego.

Mało kto wie natomiast, że ten wybitny rzeźbiarz był jednym z założycieli kabaretu Piwnica pod Baranami w 1956 roku. Wielu występujących w nim artystów uwiecznił na pomniku w parku Decjusza obok swojej galerii autorskiej, gdzie umieścił również Fryderyka Chopina.

narcyzwiatrmemorialW bardzo oryginalny sposób uwiecznił Chromy Narcyza Wiatra – „Zawojnę” (fot. Wikipedia) – jednego z dowódców Batalionów Chłopskich zamordowanego po wojnie przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Dokładnie w miejscu jego śmierci na krakowskich Plantach, w pobliżu Poczty Głównej, umieścił na płask symbol Polski Walczącej, w którym wycięte puste miejsca tworzą zarys postaci leżącego człowieka.

Śp. Bronisław Chromy otrzymał w 2005 roku brązowy medal Cracoviae Merenti przyznawany za wybitne zasługi dla podwawelskiego grodu.

Esbecy mają obrońców

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Sojusz Lewicy Demokratycznej zapowiada zbiórkę podpisów pod projektem ustawy przywracającej emerytury w dawnej wysokości byłym funkcjonariuszom komunistycznego aparatu przemocy – poinformowała „Rzeczpospolita”.

Tzw. ustawa dezubekizacyjna, która właśnie weszła w życie, jest zdaniem SLD niesprawiedliwa i niezgodna z konstytucją.

„- Zabiera ona prawa nabyte, stosuje odpowiedzialność zbiorową, jest to łamanie fundamentów demokratycznego państwa prawa. Nasz projekt przywraca należne funkcjonariuszom, emerytom mundurowym należne im świadczenia. Dwa tysiące podpisów niezbędnych do zarejestrowania komitetu trafiły już do marszałka Sejmu. W momencie kiedy zapadnie decyzja o rejestracji komitetu ruszamy ze zbiórką podpisów, których zamierzamy zebrać z górką ponad 100 tysięcy, aby projekt ustawy mógł być procedowany przez Sejm” – powiedział gazecie Andrzej Rozenek, który w czerwcu powrócił do partii i będzie pełnił funkcję pełnomocnika tej inicjatywy ustawodawczej.

Na zebranie wymaganej liczby stu tysięcy podpisów SLD będzie miał trzy miesiące od daty postanowienia Kuchcińskiego o przyjęciu zawiadomienia o utworzeniu komitetu.

„- Złożenie na ręce marszałka Sejmu propozycji zmiany represyjnej ustawy z 16 grudnia poprzedziło blisko 30 spotkań, w których udział wzięło kilka tysięcy osób, których ta ustawa dotknęła – wyjaśnił „Rzeczpospolitej generał Marek Dukaczewski, który będzie pełnił funkcję zastępcy pełnomocnika.

Czy jest jeszcze dzisiaj w niepodległej Polsce 100 tysięcy „sierot po PRL”? Wkrótce się przekonamy, ale myślę, że tak. Pewny jestem natomiast, że Sejm odrzuci ten projekt w pierwszym czytaniu.

Najwyższe krakowskie odznaczenie dla Kłocza

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeden z najbardziej znanych krakowskich duchownych, 80-letni dominikanin ojciec profesor Andrzej Kłoczowski – „Jan”, wieloletni duszpasterz akademicki, popularny kaznodzieja i wykładowca filozofii religii otrzymał wczoraj srebrny medal Cracoviae Merenti.

- To człowiek mądry i odważny. Takim był także w czasach komunizmu – powiedział w laudacji przewodniczący Rady Miasta Krakowa Bogusław Kośmider (wszystkie cytaty za portalem internetowym krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”).

A prezydent profesor Jacek Majchrowski dodał: – Nie mam najmniejszej wątpliwości, że wypełniamy dziś wolę licznych krakowian, którzy zawdzięczają ojcu Kłoczowskiemu swoją formację duchową oraz intelektualną. Na Kłoczowskim wychowały się trzy pokolenia mieszkańców Krakowa. Wskazywał czym jest nadzieja i mądra odwaga. Ze szczerego serca ofiarowujemy mu medal.

andrzejkloczowskiop„Kłocz” (fot. Wikipedia) odpowiedział w swoim stylu: – Od dziś mogę już śpiewać „Krakowiaczek ci ja”, chociaż nie jestem krakowianinem z urodzenia. Chciałbym jednak wygłosić pochwałę Krakowa i jego władz, że posiedli skuteczny sposób oswojenia obcego. Jestem warszawianinem, ale Kraków był zawsze obecny w mojej pamięci, bo jest on własnością całej Polski. Mieszkam tu od 1964 roku. Zrozumiałem, że to jest mój dom i moje miejsce. Kraków oswajałem szczególnie będąc duszpasterzem akademickim, wpierw u boku ojca Tomasza Pawłowskiego. We wdzięcznej pamięci chowam także ojca generała Adama Studzińskiego – kapelana spod Monte Cassino. To był jeden z tych, którzy przenosili pamięć o przeszłości w teraźniejszość. On mnie inspirował. Uczył, że Polsce trzeba służyć w każdym czasie. Polsce czyli człowiekowi w Polsce.

W kuluarach wspominał go m.in. poseł Platformy Obywatelskiej Bogusław Sonik: – Andrzeja poznałem w 1973 roku, gdy jako student pierwszego roku przyszedłem do Duszpasterstwa Akademickiego „Beczka”. Dyskutował z nami o religii i filozofii, wyjeżdżał na obozy duszpasterskie. Był także motorem i wsparciem naszej aktywności także wówczas, gdy stworzyliśmy Studencki Komitet Solidarności. Zawsze można było na niego liczyć. Do dziś pozostał wypróbowanym przyjacielem.

Ojciec „Jan” po ukończeniu historii sztuki w Poznaniu pracował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a w 1963 roku wstąpił do zakonu dominikanów, w którym siedem lat później otrzymał święcenia kapłańskie. Był wieloletnim szefem Katedry Filozofii Religii w Papieskiej Akademii Teologicznej (obecnie Uniwersytet Papieski Jana Pawła II).

„Dla studentów i młodych intelektualistów krakowskich był także mentorem i wsparciem w sprawach społecznych. Wspierał w 1977 r. powstanie Studenckiego Komitetu Solidarności, w 1980 r. Solidarności i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. tego samego dnia zaczął w klasztorze organizować pomoc dla uwięzionych i internowanych. Popularną i długoletnią formą oddziaływania „Kłocza” na dusze i umysły są jego kazania filozoficzne podczas Dwunastek – Mszy św. odprawianych od wielu lat co niedzielę w południe w krakowskim kościele dominikanów przy ul. Stolarskiej” – czytamy na stronie „GN”.

Słownik krakosko-polski

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Na rozpoczęcie nowego roku akademickiego portal KrkNews przygotował dla zjeżdżających pod Wawel studentów pierwszych lat słownik krakosko-polski, żeby nie popadali w zdumienie słysząc znane sobie wyrazy mające w dawnej stolicy Rzeczypospolitej zupełnie innej znaczenie niż w innych regionach kraju.

krakownajpiekniejszy1akOto on: obwarzanek = precel, borówka = jagoda, bania = kieliszek wódki, chrust = faworki, weźże = weź, kremówka = napoleonka, spaźniać się = spóźniać się, galeria = centrum handlowe przy Dworcu Głównym PKP, otwarli = otworzyli, bańki = bombki na choinkę, weka = bułka wrocławska, na pole = na dwór, brusznica = borówki, rynek = centrum, Czebinia = Trzebinia (fot. p. Andrzej Kalinowski).

Nowo upieczeni żacy z wielu miast powinni szybko nauczyć się tego słownika na pamięć, aby nie mieć problemów w porozumiewaniu się z krakowianami i nie usłyszeć od nich charakterystycznych, lekko pogardliwych: „idze, idze bajoku” lub „słuchojże, klarnecie bosy” z mocnym akcentem na ostatnie sylaby.

Kibice powstańcom

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W przeddzień 73. rocznicy zakończenia Powstania Warszawskiego sympatycy stołecznej Legii przekazali jego weteranom 181 tysięcy złotych.

- Po raz kolejny kibice zrobili dla nas coś wspaniałego. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za okazaną pomoc, bo wiemy, że płynie ona z serca- powiedziała Radiu Zet Halina Jędrzejewska-„Sławka”, która brała udział w PW jako sanitariuszka.

kibicepowstancomPieniądze zebrano w internetowej zbiórce zainicjowanej przez dziennikarza sportowego Krzysztofa Stanowskiego na pokrycie grzywny nałożonej przez UEFA na Legię za patriotyczną oprawę przygotowaną przez jej kibiców na jeden z meczów eliminacyjnych Ligi Mistrzów. Wywiesili oni na jednym z sektorów ogromny transparent z napisem: „Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy zabili 160 tysięcy ludzi. Tysiące z nich to były dzieci” zilustrowany obrazkiem niemieckiego żołnierza strzelającego w głowę małego chłopca (fot. YouTube).

UEFA ukarała klub grzywną w wysokości 35 tysięcy euro. Podczas zbiórki kibicom i wielu innym osobom (często bynajmniej nie sympatyzującym z warszawskim klubem, a nawet odległym od sportu) udało się zgromadzić tę sumę, Legia zrzekła się jednak tych pieniędzy.

Grzywnę opłaciła z własnych środków, a pieniądze ze zbiórki trafiły w całości do Związku Powstańców Warszawskich.

Coraz bliżej degradacji Jaruzelskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk napisał na Twitterze, że Wojciech Jaruzelski – którego nazwał renegatem – do końca kadencji straci stopień generała.

Rozumiem, że ma on na myśli kadencję parlamentu, do którego trafił już projekt nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku wojskowym zakładający stworzenie możliwości prawnych dla możliwości pozbawienia stopnia oficerskiego lub podoficerskiego (również pośmiertnie) osób, które z racji ukończonego wieku lub stanu zdrowia nie podlegają obowiązkowi służby wojskowej, albo pełnili ją w organach bezpieczeństwa państwa w okresie PRL. Zdaniem MON proces legislacyjny powinien skończyć się jeszcze w tym roku.Przypominam, że jako pierwsze z wnioskiem o degradację Jaruzelskiego, którego nazwisko symbolizuje zdradę narodową i wiernopoddańczą służbę zniewalającemu Polskę obcemu mocarstwu, wystąpiło Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

W tym duchu wypowiedział się minister Antoni Macierewicz w ostatnią rocznicę wprowadzenia stanu wojennego: – Podejmujemy kroki prawne mające na celu odebranie stopni wojskowych zarówno panu Jaruzelskiemu jak i panu Kiszczakowi. Zbrodniarze odpowiedzialni za działanie zbrojne przeciwko własnemu narodowymi nie zasłużyli na to, by nosić te stopnie wojskowe. Czcimy ludzi takich jak Kukliński, czy Karski, którzy zostali awansowani do stopnia generała, a równocześnie takie stopnie szanujemy i akceptujemy u ludzi, którzy popełnili nie tylko zdradę, ale i zbrodnię. Ci, którzy popełnili zbrodnię powinni być pozbawieni stopni. Ja wobec Jaruzelskiego nie używałbym sformułowania: generał. Zasłużył na potępienie przez historię i społeczeństwo.

Te zdecydowane słowa wzbudziły w wielu środowiskach patriotycznych nadzieję, że bliska jest już chwila, w której ludzie będący przez wiele lat gwarantami sowieckiego panowania w Polsce stracą generalskie szlify i w ten sposób zatriumfuje sprawiedliwość historyczna.

Jaruzelski powiedział kiedyś: „jeśli uznamy Kuklińskiego za bohatera, to znaczy, że my wszyscy jesteśmy zdrajcami”. Wyjątkowo przyznaję rację dyktatorowi stanu wojennego, ale z zastrzeżeniem, że przez „my wszyscy” należy rozumieć nie całość w większości patriotycznej kadry oficerskiej Wojska Polskiego w okresie PRL, a jedynie jego ścisłe kierownictwo, całkowicie zaprzedane Sowietom i gotowe przelewać polską krew w imię imperialnych interesów Kremla.

Od 11 listopada ubiegłego roku Ryszard Kukliński jest generałem brygady. Skoro niepodległa Rzeczpospolita tak godnie uhonorowała jednego ze swoich najdzielniejszych oficerów (czekam jeszcze na zaliczenie go w poczet kawalerów Orderu Orła Białego), to najwyższy już czas, aby generalskie szlify i odznaczenia państwowe utracili zaprzańcy, którzy dobrowolnie zaprzedali się obcemu, wrogiemu Polsce mocarstwu zniewalając na jego rozkaz swoich rodaków z Wojciechem Jaruzelskim – głównym symbolem owego zaprzaństwa – na czele.

Procedowana obecnie nowelizacja o powszechnym obowiązku wojskowym uczyni zadość sprawiedliwości historycznej, zgodnie z którą suwerenne państwo winno czcić swoich bohaterów i piętnować zdrajców. A jest w tej materii sporo do zrobienia, by wspomnieć dwie inne, wciąż jeszcze niezrealizowane propozycje POKiN: odebrania Orderu Virtuti Militari tym, którzy otrzymali je nie za walkę o niepodległość Polski, lecz za wierność sowieckiej racji stanu, często przejawiającą się w mordowaniu i represjonowaniu żołnierzy zbrojnego podziemia po 1945 roku oraz usunięcia z Powązek Wojskowych grobów zdrajców Rzeczypospolitej.

O ulice obrazili się profesorowie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

O film, panie ministrze,
Obrazili się wachmistrze;
O wiersz, panie generale,
Obrazili się kaprale;
O artykuł w tygodniku -
Ordynansi, panie pułkowniku;
O piosenkę, panie majorze,
Żony sierżantów w Samborze;
W radio była audycja:
Obraziła się policja.
Dalej – studenci
Są do żywego dotknięci;
Dalej, księża z Płockiego
Dotknięci są do żywego.
Następnie – związek akuszerek
Ma ciężkich zarzutów szereg:
Że to swawolność, frywolność,
Bezczelność, moralna trucizna,
Że w ten sposób ginie ojczyzna!…
…A po za tym – jest w Polsce wolność.

Ten przedwojenny wiersz Juliana Tuwima przyszedł mi natychmiast na myśl, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego zastępca rezygnują z zasiadania w komisjach przyznających medal Cracoviae Merenti oraz Nagrody Miasta Krakowa.

Jest to ich reakcja na negatywną odpowiedź radnych na propozycję, aby część ulic w ścisłym centrum miasta: Jagiellońska od Świętej Anny do Karola Olszewskiego, Gołębia od Plant do Wiślnej oraz cała Olszewskiego stały się drogami wewnętrznymi UJ. W ten sposób władze uczelni chcą uporządkować ruch i parkowanie w tym rejonie. Mają już podpisaną określającą zasady korzystania z tego fragmentu Starego Miasta umowę z Zarządem Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Ich zdaniem taka zmiana praw właścicielskich części ulic pomoże im w lepszym zarządzaniu terenem. Radni na takie zmiany się jednak nie zgodzili.

„Decyzja nasza podyktowana jest stosunkiem przedstawicieli władz i radnych Miasta Krakowa do kwestii dotyczących Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sądzimy, że tą decyzją wychodzimy naprzeciw głoszonym postulatom, że dość ekspansji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Wyrażamy ogromne zdziwienie, że takie stwierdzenie i jemu podobne określenia pod adresem Uniwersytetu Jagiellońskiego nie spotkały się z adekwatną reakcją Władz Miasta. Nadmieniamy, że w całej swojej 654-letniej historii Uniwersytet nie przeszkadzał miastu ani jego mieszkańcom. Przeciwnie – wielokrotnie wskazywany był jako powód do dumy. Dziękując za dotychczasową współpracę w ramach powyższych Komisji, życzymy dalszej owocnej pracy dla dobra miasta” – czytamy w liście otwartym podpisanym prze profesorów Wojciecha Nowaka (rektor) oraz Jacka Popiela (prorektor do spraw polityki kadrowej i finansowej).

Za cały komentarz niech posłużą strofy Tuwima.

Nieobywatelska wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ileż to razy słyszeliśmy z ust prominentnych polityków różnych partii zapewnienia, że pełniąc wysokie funkcje nigdy nie będą unikać odpowiedzialności, jeżeli w czymś zawinią, nie odmówią pomocy policji, prokuratorom i sądom, gdy zostaną o nią przez nie poproszeni, bez zwłoki stawią się przed obliczem sejmowych komisji śledczych, kiedy tylko zostaną zawezwani, czyli mówiąc najkrócej: nie nadużyją uprzywilejowanej pozycji społecznej.

Takie obietnice padały też i nadal padają ze strony przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, którzy – odwołując się do nazwy tego ugrupowania – równie często jak chętnie podkreślają, że polityk niczym nie różniąc się od tzw. zwykłego obywatela powinien stanowić dla niego wzór propaństwowej postawy zawsze i w pełni respektując prawo, a nawet będąc wobec siebie bardziej wymagający, skoro podlega ciągłej ocenie rodaków.

Łatwo jest formułować piękne tezy, trudniej stosować je w życiu. Właśnie mamy znakomity przykład rozejścia się wzniosłych deklaracji z praktyką. Wiceprzewodnicząca PO, profesor nauk prawnych (!), prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz najpierw nie stawiała się przed sejmową komisją weryfikacyjną, do spraw reprywatyzacji w stolicy, a teraz wyraża zdumienie z powodu zajęcia 12 tysięcy złotych z jej konta bankowego przez urząd skarbowy, który chce w ten sposób zabezpieczyć kwoty niezapłaconych przez nią grzywien za uporczywe odmawianie składania zeznań.

Dbający o swoją reputację polityk nie pozwoliłby sobie na takie postępowanie. Nawet gdyby miał poważne i – w jego rozumieniu – uzasadnione wątpliwości, czy organ, przed którym ma się stawić działa zgodnie z Konstytucją RP, stawiałby się na każde jego wezwanie, jednocześnie prezentując przed nim i przed opinią publiczną swoje zastrzeżenia Jeśli z jakiegoś powodu nałożono by nań zaś grzywnę, uregulowałby ją bez szemrania, po czym dopiero skarżyłby się w sądach.

W tym kontekście pytanie, czy Hannę Gronkiewicz-Waltz można nazwać poważnym i odpowiedzialnym politykiem jest czysto retoryczne.

Czy Sądem Najwyższym kieruje osoba niestabilna psychicznie?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Czytałem już i słyszałem mnóstwo bardzo dziwnych oświadczeń rzeczników prasowych zmuszonych robić z siebie idiotów, żeby uratować nadwątlony prestiż swoich zwierzchników, którym zdarzyło się niezręcznie zachować bądź niefortunnie wypowiedzieć. Taka już jest ich niewdzięczna rola: świecić oczami i wystawiać się na pośmiewisko, byle tylko pomóc zachować twarz pracodawcy.

Od dzisiaj palmę pierwszeństwa dzierży w tej materii rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski. Nie wiadomo, czy poniższe oświadczenie wydał samowolnie, czy też z polecenia swojej przełożonej, ale gdyby okazało się, że zaszedł pierwszy przypadek, to powinien zostać natychmiast wyrzucony za ujawnienie jej niestabilności psychicznej, która wyklucza pełnienie odpowiedzialnej funkcji państwowej.

A oto, co napisał i przekazał mediom: Wobec licznych komentarzy związanych z obecnością Pierwszego Prezesa SN na uroczystości wręczenia przez Pana Prezydenta nominacji Panu Justynowi Piskorskiemu, w imieniu Pani Profesor Małgorzaty Gersdorf proszę o przyjęcie zapewnienia, że w trudnym okresie stresów i przepracowania każdemu z nas zdarzają się kroki bezrefleksyjne, z przeoczeniem specyficznych uwarunkowań, które powinny być brane pod uwagę w działalności publicznej Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.
Podkreślenia wymaga ponadto to, że stanowisko prezentowane dotychczas przez Pierwszego Prezesa SN w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego nie uległo zmianie.

Być może pani prof. Gersdorf przestraszyła się fali hejtu, jaki zalał ją w internecie zaraz po wzięciu udziału we wczorajszej uroczystości odbierania przez prezydenta Andrzeja Dudę ślubowania od nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego wybranego przez Sejm za zmarłego prof. Lecha Morawskiego. Jej obecność na tej ceremonii została bowiem uznana za zdradę uczestników lipcowych protestów przeciwko uchwalonym przez parlament radykalnym zmianom w polskim sądownictwie.

W sieci zawrzało, padły ostre słowa krytyki i zawodu, cała totalna opozycja poczuła się wystrychnięta na dudka przez osobę, która kilka tygodni temu wylewnie dziękowała manifestantom za ich wielkie zaangażowanie w obronę sądowniczego status quo, co przyczyniło się do zawetowania przez Prezydenta RP dwóch z trzech przedstawionych mu do podpisu ustaw.

W tej sytuacji Pierwsza Prezes SN mogła poczuć się niekomfortowo i dwuznacznie. Próbą wybrnięcia z niej jest właśnie powyższe oświadczenie Laskowskiego, które śmiało można jednak nazwać wpadnięciem z deszczu pod rynnę. W sposób oczywisty wynika z niego przecież, że prof. Małgorzata Gersdorf jest przepracowana, zestresowana i nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, co robi.

Lepszego argumentu za potrzebą podania się do dymisji kogoś będącego solą w oku obozu władzy nie wymyśliliby nawet jego czołowi przedstawiciele. Jak może bowiem pełnić najwyższą funkcję w sądownictwie ktoś mający tak poważne problemy z panowaniem nad sobą?

No, chyba że Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego szybko i zdecydowanie odetnie się od tego oświadczenia. Wtedy dymisję powinien niezwłocznie otrzymać jej rzecznik prasowy.

Rocznicowe wspomnienie o Wojciechu Ziembińskim

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Dobiega końca dzień kolejnej rocznicy wkroczenia w 1939 roku Armii Czerwonej na wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej. Godnie uczciły ją władze państwowej i samorządowe różnych szczebli od Prezydenta RP poczynając, a na gminnych urzędnikach samorządowych kończąc, nie zabrakło przedstawicieli licznych organizacji patriotycznych, wśród nich także tych, które potajemnie spotykały się 17 września na grobach polskich bohaterów jeszcze w epoce PRL, kiedy agresję Sowietów oficjalnie tłumaczono wzięciem przez nich pod opiekę ludności białoruskiej i ukraińskiej zagrożonej zagarnięciem przez Wehrmacht.

Podczas dzisiejszych obchodów wymieniano wiele osób zasłużonych dla kultywowania pamięci o wydarzeniach sprzed 78 lat. Mam nadzieję, że padło też nazwisko człowieka, który dla przybliżania rodakom prawdziwej historii stosunków polsko-sowieckich zrobił przed 1989 rokiem bodajże najwięcej, a potem popadł (jak wielu mu podobnych) w zapomnienie.

Tym niestrudzonym i nieustraszonym zapełniaczem białych (a raczej czerwonych) plam w naszych najnowszych dziejach był zmarły w 2001 roku Wojciech Ziembiński żartobliwie zwany przez swoich przyjaciół z opozycji niepodległościowej – do których miałem zaszczyt się zaliczać – „Kasztanką” z racji ogromnego podziwu, jakim zawsze darzył Józefa Piłsudskiego.

wojciechziembinskiUrodzony w 1925 roku Wojtek (fot. Wojciech Ziembiński, za Wikipedią) zdążył jeszcze wziąć udział w walce z niemieckim okupantem, co okupił aresztowaniem i wywiezieniem jako 17-latek do obozu w Karlsruhe, a potem skierowaniem na roboty przymusowe. Od 1945 do 1947 roku był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, po czym powrócił do kraju. Od tej pory jego biografia znaczona jest wyrzucaniem z pracy w różnych redakcjach, represjami, aresztami z powodu działalności patriotycznej, której oddał się całym sercem i umysłem.

Był mocno aktywny w tworzeniu niezależnego ruchu kombatanckiego, w którym poznał szereg generałów i oficerów Wojska Polskiego II RP oraz Armii Krajowej, a także Żołnierzy Niezłomnych. W 1971 roku został skazany w Piszu na rok więzienia w zawieszeniu za wygłoszoną na obozie harcerskim antysowiecką gawędę, w której w szczególności odnosił się do wojny 1920 roku. Mówiono wówczas, że był to „proces piski za traktat ryski”.

W latach 70. inicjował w stolicy patriotyczne Msze Święte za marszałków Józefa Piłsudskiego i Edwarda Rydza-Śmigłego, wmurowywał w kościołach tablice pamiątkowe, organizował obchody rocznic niepodległościowych. 11 listopada 1979 roku po przemarszu z m.in. Andrzejem Czumą, Józefem Janowskim i Bronisławem Komorowskim z archikatedry warszawskiej katedry pw. Świętego Jana Chrzciciela do Grobu Nieznanego Żołnierza, został skazany na 2 miesiące aresztu.

Jego podpis widnieje pod Listem 59 do Sejmu PRL przeciwko planowanym zmianom w Konstytucji oraz pod Listem 14 przeciw konstytucyjnemu zapisowi o nierozerwalności sojuszu PRL ze Związkiem Sowieckim. Należał do grona współzałożycieli Komitetu Obrony Robotników oraz Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, był inicjatorem i organizatorem Komitetu Porozumienia na rzecz Samostanowienia Narodu oraz Klubów Służby Niepodległości. Redagował szereg podziemnych pism, pisując do nich artykuły o charakterze historycznym i politycznym.

Poszukiwany listem gończym w stanie wojennym został w kwietniu 1982 roku aresztowany. Po zwolnieniu ze względu na zły stan zdrowia założył Kongres Solidarności Narodu przekształcony 31 grudnia 1989 roku w Stronnictwo Wierności Rzeczypospolitej.

W 1984 roku ufundował krzyż Poległym na Wschodzie przy kościele pw. Św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach, razem z jego proboszczem księdzem Stefanem Niedzielakiem) zbudował Sanktuarium Poległych i Pomordowanych na Wschodzie. Od 1988 roku był członkiem Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku i twórcą Kongresu Europy Środkowo-Wschodniej w Paryżu. Rok później współzakładał Komitet Historyczny Badania Zbrodni Katyńskiej, w latach 1993-2000 przewodniczył Radzie Fundacji Katyńskiej.

Pamiętam, jaką radość sprawiła mu pierwsza – od ewakuacji z Warszawy przez Amerykanów miesiąc przez ogłoszeniem stanu wojennego – wizyta pułkownika Ryszarda Kuklińskiego w Ojczyźnie wiosną 1998 roku. Zadzwonił do mnie wówczas, by z dumą powiedzieć, że zna go osobiście i uważa za osobę, której zasług dla uratowania świata przed planowaną przez sowieckie imperium zła III wojną światową, a w konsekwencji dla odzyskania przez Polskę niepodległości nie sposób przecenić.

Jego największym sukcesem w III Rzeczypospolitej było niewątpliwie zainicjowanie i doprowadzenie do końca budowy pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie autorstwa Maksymiliana Biskupskiego odsłoniętego 17 września 1995 roku u zbiegu ulic Muranowskiej i generała Władysława Andersa w Warszawie. Ten charakterystyczny monument przedstawia łacińskie i prawosławne krzyże, żydowską macewę i muzułmański nagrobek umieszczone na platformie wagonu deportacyjnego. Przed torami ułożono 41 podkładów kolejowych z nazwami pól bitewnych, na których Polacy ginęli w starciach z Armią Czerwoną we wrześniu 1939 roku oraz miejsc kaźni na „ziemi nieludzkiej”.

wojciechziembinskigrobTo tylko część zasług Wojciecha Ziembińskiego, które docenił w 2006 roku śp. prezydent Lech Kaczyński, odznaczając go pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Nie sposób nie pomyśleć o tym wspaniałym działaczu niepodległościowym w dniu, o którego umieszczenie w polskim kalendarzu dzielnie i skutecznie walczył przez całe życie (fot. Grób Wojciecha Ziembińskiego na Cmentarzu Powązkowski, za Wikipedią).

Wojtku, w imieniu wszystkich Twoich przyjaciół, z którymi twórczo współpracowałeś aż do ostatniego tchnienia, mówię Ci dzisiaj, 17 września 2017 roku, jedno proste, ale wymowne słowo: „dziękuję”.

Muzeum im. generała Andersa

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W Krakowie powstanie nowe muzeum, które będzie nosić imię generała broni Władysława Andersa. Ma ono upamiętniać wielki wysiłek zbrojny II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Jego prawdopodobna siedziba to zabytkowy, XIX-wieczny budynek, w którym przez wiele dziesięcioleci mieścił się dworzec PKP Kraków Główny.

List intencyjny w tej sprawie podpisali wojewoda małopolski Piotr Ćwik oraz rektor Uniwersytetu Pedagogicznego (od kilku lat działa przy nim Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń gromadzące relacje i pamiątki związane z osobami które wyszły z armią gen. Andersa ze Związku Sowieckiego) profesor Kazimierz Karolczak.

Asystowali im m.in. córka generała senator Anna Maria Anders oraz jeden z dwóch ostatnich żyjących w Krakowie żołnierzy II Korpusu profesor Wojciech Narębski (opiekun słynnego misia Wojtka).

Zdaniem pani Anders muzeum powinno być nowoczesne, a więc multimedialne. Stwierdziła, że ma jego wizję, ale wszystko zależy od funduszy.

Nowa placówka ma być finansowana z budżetu państwa.

Jak pozbawić odznaczeń niegodne ich osoby?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ten problem systematycznie podnosi Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, które już 10 lat temu zwróciło się do prezydenta Lecha Kaczyńskiego z apelem o odebranie Orderów Virtuti Militari komunistycznym zbrodniarzom. Poddało ono także pod rozwagę możliwość przyjęcia przez Sejm uchwały, na mocy której pozbawiono by wszystkich odznaczeń państwowych, m.in. Orderów Orła Białego i Odrodzenia Polski tych, którzy dostali je za walkę z podziemiem niepodległościowym po 1945 roku lub zhańbili je gorliwą służbą sowieckiemu reżimowi.

W 2008 roku Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych przekazał Kancelarii Prezydenta RP listę ponad stu żyjących kawalerów VM, którym powinien on zostać niezwłocznie odebrany. Byli na niej funkcjonariusze oraz tajni współpracownicy Urzędu i Służby Bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej oraz formacji kontynuujących wrogą Polsce działalność, oficerowie Gwardii i Armii Ludowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a także obywatele RP mający w swoim życiorysie służbę w Armii Czerwonej lub w cywilnych i wojskowych sowieckich organach bezpieczeństwa (NKWD, KGB, Smiersz, GRU itp.).

Katastrofa smoleńska przerwała prace w tej materii, ale Porozumienie ponowiło swój apel do prezydenta Bronisława Komorowskiego nie uzyskując jednak żadnej odpowiedzi. Teraz wszystko jest w rękach prezydenta Andrzeja Dudy, którego kancelaria otrzymała niedawno od Urzędu uaktualnioną listę 80 osób, które należy pozbawić najwyższego odznaczenia bojowego.

Z inicjatywą grupowego odebrania orderów może wystąpić Prezydent RP lub grupa posłów. Niektórzy prawnicy uważają, że byłoby to najlepsze rozwiązanie.

naszdziennikn„- Nikt nie przewidział, że te ordery dla osób niegodnych będą nadawane grupami. Obowiązujące przepisy przewidują indywidualne pozbawianie orderów i odznaczeń. Ale gdyby pomyśleć o szerszym pozbawianiu odznaczeń pewnej kategorii osób, wtedy musiałoby to być rozstrzygnięte już ustawowo” – powiedział „Naszemu Dziennikowi” konstytucjonalista profesor Bogusław Banaszak Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Jako przykład podał on członków Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, którym można by grupowo odebrać posiadane przez nich odznaczenia państwowe.

Gazeta przypomina, że po 1989 roku różnych orderów pozbawiono zaledwie 9 osób, w tym Leonida Breżniewa, generała Iwana Sierowa i Wincentego Romanowskiego (VM), oraz Helenę Wolińską –Brus (Krzyży Oficerskiego i Komandorskiego OOP).

Zdaniem prof. Banaszaka właściwym organem do przygotowania ustawy o grupowym cofnięciu odznaczeń jest Kancelaria Prezydenta RP.

„- Prezydent mógłby wystąpić z inicjatywą ustawodawczą, w projekcie ustawy wpisując te kategorie osób, które by podlegały pozbawieniu orderów i odznaczeń” – wyjaśnił na łamach „ND”.

Dodał, że taka ścieżka powinna zawierać możliwości odwołania się od decyzji, ponieważ niektóre odznaczenia były przyznawane za różne rodzaje działalności i trzeba się dobrze zastanowić, aby nikogo niesłusznie nie skrzywdzić.

Kancelaria Prezydenta RP poinformowała redakcję gazety, że prowadzi rozmowy na ten temat z wieloma środowiskami, ponieważ sprawa jest skomplikowana prawnie oraz historycznie i wymaga gruntownego zbadania wszystkich jej aspektów.

„Nie wiadomo, czy te konsultacje środowiskowe zaowocują np. projektem ustawy. Gdyby tak się nie stało, taki projekt mógłby zostać wniesiony do Sejmu jako inicjatywa poselska. Według naszych ustaleń wśród parlamentarzystów PiS trwają dyskusje na temat tej sprawy oraz pojawiają się pomysły, że jeżeli Kancelaria Prezydenta nie upora się z naprawieniem tej niesprawiedliwości dziejowej, to warto pomyśleć o inicjatywie poselskiej, która ten problem rozwiąże” – czytamy w „Naszym Dzienniku”.

Bardzo się cieszę, że ten ważny z punktu widzenia narodowych imponderabiliów problem, o którym konsekwentnie przypomina kolejnym głowom państwa Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, wydaje się coraz bliższy rozwiązania w sposób zgodny z racją stanu niepodległej Rzeczypospolitej.

Paszportowy triumf kopca Marszałka Józefa Piłsudskiego

konkjplogoZ ogromną radością informuję, że kopiec Józefa Piłsudskiego na krakowskim Sowińcu zwyciężył w ogłoszonym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji konkursie na znak graficzny do projektowanego na 2018 rok nowego paszportu.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy w internetowym głosowaniu poparli tę propozycję.

Usypany przez naród w latach 1934-1937, doprowadzony do ruiny przez komunistów po II wojnie światowej, częściowo odnowiony wielkim wysiłkiem społecznym po 1980 roku, a doprowadzony do przedwojennego stanu staraniem władz samorządowych oraz państwowych po przełomie politycznym 1989 roku nietypowy pomnik niepodległości jest równoważny swym znaczeniem Grobowi Nieznanego Żołnierza. Nazywa się go także Mogiłą Mogił, ponieważ złożono w nim ziemie z ponad 4,5 tysiąca pobojowisk i miejsc kaźni z całego świata, w których kolejne pokolenia Polaków przelewały krew za suwerenność Rzeczypospolitej.

Cieszę się, że kopiec Piłsudskiego znalazł uznanie wśród tak wielu rodaków, co przełożyło się na jego paszportowy triumf.

Wyrazy wdzięczności kieruję także do krakowskich dziennikarzy, którzy systematycznie zachęcali do głosowania na ten właśnie znak graficzny. Bez ich wsparcia Mogiła Mogił nie zwyciężyłaby w konkursie.

Dr Jerzy Bukowski, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego
przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa

Co dalej z zabytkową strzelnicą?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Rosną problemy wokół ogłoszonego przez prezydenta Krakowa przetargu na strzelnicę na Woli Justowskiej, o której pięknym odnowieniu i nieokreślonej przyszłości dwukrotnie tutaj pisałem.

Do prokuratury trafiło właśnie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegające na ukryciu dokumentacji przetargowej przez komisję wyłonioną przez Zarząd Infrastruktury Sportowej. Dokumenty są zabezpieczone i analizowane, a świadkowie przesłuchiwani przez policjantów.

Do dwukrotnie unieważnionego przez ZIS przetargu stanęło czterech oferentów: spółka kierowcy rajdowego Michała Kościuszki, która chce otworzyć w obiekcie restaurację i siłownię, na zewnątrz latem pole do minigolfa, a zimą lodowisko, Fundacja Wiedza mająca w planach spa, siłownię, boiska oraz strzelnice łucznicze dla dzieci, prywatny szpital Orthopedicum, proponujący utworzenie parku sportowego, gabinetów fizjoterapeutycznych i warsztatów we współpracy z AGH bądź z Uniwersytetem Jagiellońskim oraz firma Kinko (wszystkie przedłożone przez nią dokumenty zostały utajnione przez ZIS na jej wniosek).

strzelnicanawoliWłaśnie ta ostatnia oferta wzbudziła szereg wątpliwości, ponieważ zdaniem pełnomocnika Wiedzy Piotra Wojtaszaka, który złożył zawiadomienie do prokuratury, jest ona faworyzowana, jako że nie dopełniła wymogów formalnych, powinna więc zostać wykluczona już przy otwarciu kopert (fot. Strzelnica na Woli Justowskiej na zdjęciu z pocz. XX w., za: www.radiokrakow.pl).

ZIS twierdzi, że wszystko było zgodnie prawem, a decyzja zapadła po konsultacjach z radnymi dzielnicy samorządowej Zwierzyniec, czemu przeczy przewodniczący jej rady.

W odpowiedzi na mój apel o uwzględnienie w warunkach kolejnego przetargu pierwotnego charakteru strzelnicy dyrektor naczelny Zarządu Infrastruktury Sportowej Krzysztof Kowal obiecał mi listownie, że zostanie on wzięty pod uwagę.

O tym, czy i kiedy zorganizowany zostanie takowy zadecyduje osobiście prezydent profesor Jacek Majchrowski. W sobotę odbył się dzień otwarty strzelnicy, którą mógł oglądnąć każdy zainteresowany nią i wyrazić swoją opinię. Te głosy będą ważne w perspektywie dalszych losów zabytkowego obiektu przy ulicy Królowej Jadwigi 220.

Jak mądrze i skutecznie zmilitaryzować Polaków?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Coraz częściej dyskutuje się ostatnio o tym, czy w obecnej, napiętej sytuacji politycznej na świecie nie należałoby przywrócić w naszym kraju obowiązkowej służby wojskowej. Zwolennicy tej koncepcji podkreślają, że skoro brakuje przeszkolonych rezerwistów, trzeba pomyśleć o mądrym powrocie do dawnych rozwiązań. Przeciwnicy twierdzą, że wystarczy przeszkolić odpowiednią liczbę cywilów oraz zachęcić jak najwięcej młodych ludzi do wstępowania w szeregi Wojsk Obrony Terytorialnej.

Ministerstwo Obrony Narodowej bacznie wsłuchuje się w te głosy, a na razie przykłada duże znaczenie do powstających w wielu szkołach klas mundurowych oraz proponuje budowę ogólnodostępnych strzelnic w każdym powiecie.

„Wzniesione od podstaw lub zrewitalizowane przy wsparciu pieniędzy z MON, miałyby być gotowe już w 2019 r. Szczegóły programu znane będą na początku przyszłego roku. Jego cel to m.in. rozwój postaw proobronnych. Wzorem może być wiele krajów na czele ze Szwajcarią, gdzie powszechne szkolenia strzeleckie są na porządku dziennym, a mieszkańcy są bardzo dobrze przygotowani do obrony swego kraju. Podobne skutki przynieść mają inne pomysły ogłoszone przez MON w ostatnich miesiącach. Chodzi m.in. o pilotażowy program certyfikowanych szkół mundurowych. Na pierwszy ogień wybrano prawie 60 placówek oświatowych, m.in. w Krakowie, Skale i Trzebini. Docelowo – podobnie jak w przypadku strzelnic – objęte opieką MON klasy mundurowe mają istnieć w każdym powiecie” – opisał tę linię programową resortu „Dziennik Polski”.

Już w najbliższych tygodniach ma być także gotowy schemat nauczania dla mającej liczyć 10 tysięcy członków Legii Akademickiej. Opracowało go MON we współpracy z dowódcą generalnym i dowódcą WOT. W klasach mundurowych w ciągu dwóch lat tematyce obronnej będzie poświęconych 185 godzin lekcyjnych, studenci mają się dobrowolnie szkolić teoretycznie w czasie roku akademickiego, a praktycznie w trakcie wakacyjnych poligonów.

„Pilotażowy program szkoleniowy od tego roku realizowany będzie w XXV LO w Krakowie, Zespole Placówek Oświatowych w Skale, w Publicznym Społecznym LO w Trzebini oraz w Zespole Szkół nr 2 im. Sybiraków w Nowym Sączu. Ich uczniowie od lat są pod opieką żołnierzy z 6. Brygady Powietrznodesantowej z Krakowa i 5. Batalionu Dowodzenia z Rząski” – czytamy w „DP”.

strzelnicanawoliW tym kontekście przypominam mój niedawny apel do władz Krakowa o to, aby pięknie odnowiona, wybudowana przez Austriaków w drugiej połowie XIX wieku strzelnica na Woli Justowskiej, w której ćwiczyli od 1910 roku przyszli legioniści Józefa Piłsudskiego, służyła odrodzonemu po 1989 roku ruchowi strzeleckiemu i innym patriotycznym organizacjom paramilitarnym (fot. Strzelnica na Woli Justowskiej na zdjęciu z pocz. XX w., za: www.radiokrakow.pl). Mogłaby być również wykorzystywana do ćwiczeń przez mającą powstać pod koniec br. Małopolską Brygadę Wojsk Obrony Terytorialnej. Ponieważ zwycięzca dwukrotnie już unieważnionego przetargu na operatora budynku (sprawa trafiła właśnie do prokuratury) będzie go użytkować aż przez 40 lat, dobrze czujący tematykę historyczną i piłsudczykowską prezydent profesor Jacek Majchrowskiego powinien wyraźnie określić, że ma on przez ten czas służyć wyłącznie celom sportowo-rekreacyjnym i wystawienniczo-konferencyjnym.

A propos pomysłu, aby w każdym powiecie powstała strzelnica, to wystąpił z nim już w maju 2016 roku pochodzący z Proszowic poseł Ruchu Kukiz’15 z okręgu tarnowskiego Norbert Kaczmarczyk, który wpadł na niego podczas pobytu w tarnowskich Zakładach Mechanicznych produkujących takie obiekty w wersji kontenerowej. Wyliczył nawet, że urządzenie strzelnic kontenerowych w każdym z powiatów kosztowałoby około 220 milionów złotych.

- Nie chodzi o to, żebyśmy wyszli z karabinami na ulice, ale żebyśmy mieli świadomość. Jakby przyszło do obrony to nawet mając broń na stole, praktycznie nikt nie jest w stanie jej używać. Chodzi o świadomość jak używać broni. To jest najważniejsze – powiedział na antenie Radia Kraków obiecując zwrócić się w tej sprawie do ministra Antoniego Macierewicza.

Dobrze, że debata na ten bardzo ważny temat zatacza coraz szersze kręgi zgodnie ze starą zasadą: „si vis pacem, para bellum (jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny)”.

Nazbyt gadatliwi generałowie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Z niesmakiem oglądam i słucham w nieżyczliwych obecnemu rządowi mediach – z Telewizją TVN 24 na czele – występy kolejnych generałów, którzy zostali zwolnieni z wysokich funkcji lub w ogóle ze służby. Wypłakują się w rękaw dziennikarzom, którzy cynicznie podjudzają ich do ataku głównie na ministra obrony narodowej, a oni nader chętnie występują w rolach ludzi najlepiej znających potrzeby i zadania Wojska Polskiego oraz szczerze zatroskanych o jego kondycję i o rację stanu Rzeczypospolitej.

Generałowie i wyżsi oficerowie powinni umieć zachować powściągliwość podczas występów publicznych. Niepotrzebnie dają się tak często zapraszać do mediów wiedząc, że włączają się w ten sposób w polityczną grę, co nie licuje z ich zawodem.

Dawniej mawiało się, że armia jest wielkim niemową i było w tym sporo racji. Dzisiaj każdy obrażony na aktualnych zwierzchników generał uważa, że nie tylko nie ma obowiązku milczeć, ale wręcz jego patriotycznym obowiązkiem jest krytykowanie tych, którzy ośmielili się zwolnić go.

Jest to postawa niegodna człowieka honoru, a przecież właśnie ta wartość najbardziej kojarzy się z postawą oficera, który przysięgał wierność niepodległej ojczyźnie. W sprzeczności z nią pozostaje natomiast angażowanie się po którejkolwiek stronie politycznego sporu i próba odegrania w nim roli arbitra. To nie może się udać i jest prostą drogą do kompromitacji munduru.