Tag Archives: Jerzy Bukowski

Zakończono budowę pomnika gen. Ryszarda Kuklińskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Dzisiaj po południu dokładnie oglądnąłem z bliska gotowy już pomnik generała Ryszarda Kuklińskiego na krakowskim placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego (dawniej Dworcowym) po usunięciu osłaniającego teren budowy płotu.

Monument robi spore wrażenie, chociaż osobiście wolałbym, żeby był on figuralny, a nie symboliczny, czyli wymagający szczegółowych objaśnień, bo nie każdy skojarzy przecież, że pochylone płyty kamienne z napisami w językach polskich i angielskim (znakomity pomysł, bo przez ten plac przechodzą codziennie dziesiątki tysięcy obcokrajowców) to walący się mur berliński, a łuk symbolizuje zarazem szablę oficerską, jak połączenie Wschodu z Zachodem.

Najważniejsze jednak, że imponujący kształtem i rozmiarem pomnik autorstwa profesora Czesława Dźwigaja i Krzysztofa Lenartowicza stanął w centrum miasta, którego „pierwszy polski oficer w NATO” (te słowa profesora Zbigniewa Brzezińskiego umieszczono na nim) jest od 1997 roku honorowym obywatelem. Znalazło się też u podstawy monumentu sformułowanie o „heroicznej misji obezwładnienia imperium zła rozumem i wolą samotnego żołnierza”, a także cytat z księdza profesora Józefa Tischnera: „Żadne stanowione prawo, żadne przysięgi, żadne pogróżki nie powstrzymają ludzkiego sumienia”.

Ponieważ nie brak jeszcze w Polsce sierot po PRL, pomnik będzie – przed i po odsłonięciu – pilnowany non stop przez 24 godziny na dobę przez patrol Straży Miejskiej oraz kilka kamer.

Opozycja nie wykorzystała szansy

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Rzadko się zdarza, aby w jednym dniu dochodziło do spektakularnego starcia władzy z opozycją. Wszyscy zadają sobie wtedy pytanie, kogo można ogłosić zwycięzcą.

Nie wiadomo, ile z programowych obietnic zaprezentowanych podczas sobotniej konwencji Prawa i Sprawiedliwości (z udziałem koalicjantów ze Zjednoczonej Prawicy) uda się jej politykom zrealizować, ale trzeba przyznać, że są one równie imponujące rozmachem jak konkretne: 300 złotych na wyprawkę dla każdego dziecka do 18. roku życia, obniżka składki CIT z 15 do 9 procent i składki ZUS dla małych firm, opodatkowanie wielkopowierzchniowych galerii handlowych, znaczne wsparcie dla seniorów, 5 miliardów złotych na budowę dróg lokalnych, darmowe leki dla kobiet w ciąży, bezpłatne urlopy wychowawcze i inne udogodnienia dla rodzin, zabezpieczenia emerytalne dla matek co najmniej czworga dzieci, wybudowanie stu tysięcy mieszkań.

W kontekście tych zapowiedzi odbywająca się równolegle mazowiecka konwencja Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej była żenującym pokazem niemocy dwóch partii, które potrafią wyłącznie narzekać, a ich jedynym programem oraz spajającym je elementem jest bierna krytyka obozu rządzącego przejawiająca się w uporczywie i do znudzenia powtarzanym haśle: za wszelką cenę odsunąć PiS od władzy.

Z jednej strony ambitny program ogłoszony z werwą i na dużym luzie przez premiera Mateusza Morawieckiego, z drugiej żałosne popiskiwania Grzegorza Schetyny oraz Katarzyny Lubnauer. A dzieje się to w czasie, w którym – jak zgodnie podkreślają wszyscy obserwatorzy polskiej sceny politycznej – PiS i jego sojusznicy przeżywają trudne momenty, co przejawia się w obniżeniu ich sondażowych notowań.

W tak korzystnej dla PO i Nowoczesnej sytuacji liderów obu partii nie stać na nic więcej poza rytualnym kwękaniem oraz bezsensownym zaklinaniem rzeczywistości opartymi na totalnej krytyce, a nie na przedstawieniu pozytywnego programu, nawet jeżeli miałby on być tylko spisem pobożnych życzeń. Opozycji wolno przecież snuć najbardziej fantastyczne plany, bo nie jest rozliczana za ich realizację, podczas gdy władza musi uważać na to, co obiecuje, ponieważ społeczeństwo szybko powie jej: „sprawdzam”.

Określająca się na wyrost mianem zjednoczonej opozycja nie potrafiła wykorzystać chwilowej zadyszki rządu i jego politycznego zaplecza przegrywając z kretesem sobotnie starcie na konwencje.

Godło trzeba szanować

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nie zamierzam polemizować z nieprawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w Gdańsku, który uniewinnił lidera deathmetalowej grupy Behemoth Adama Darskiego-„Nergala” oraz dwie inne osoby oskarżone wraz z nim o publiczne znieważenie polskiego godła, ale nasuwa mi się jedno pytanie.

Skoro na grafice przedstawiającej na czerwonym tle białego orła, z którego głowy wyrastają diabelskie rogi, a w jego postać są wpisane dwa węże oraz czaszki i odwrócony krzyż sędziowie nie dopatrzyli się zniewagi godła, to jak wytłumaczyli sobie, że artysta świadomie oraz perfidnie wykorzystał właśnie ten wizerunek jednoznacznie kojarzący się przecież każdemu rodakowi z jednym z symboli Polski?

Gdyby „Nergalowi” nie chodziło o wywołanie takiego efektu, użyłby do promowania trasy swojego zespołu innej grafiki, a jeżeli umieszczono by nawet na niej białego orła, to w formie w najmniejszy sposób nie przywodzącej na myśl naszego godła państwowego.

godlopolskiPowołani w toku prokuratorskiego śledztwa biegli z zakresu heraldyki, historii oraz ikonografii nie mieli wątpliwości, że doszło do celowego zniekształcenia, czyli znieważenia godła Rzeczypospolitej poprzez nadanie mu obcych ideowo treści, a także wprowadzenie elementów i symboli powszechnie kojarzonych jako satanistyczne oraz antychrześcijańskie. Nie zwiódł ich ani brak korony, ani żaden inny fragment różniący ową grafikę od określonego ustawowo godła. Sąd pierwszej instancji był jednak innego zdania (Il. Herb Rzeczypospolitej Polskiej ustanowiony w 1956 r. przez Rząd na Uchodźstwie, za: Wikipedia).

Wolność artystyczna jest cenną wartością i dobrze, że strzegą jej przepisy prawa. Bardzo często trudno jest jednakże odróżnić sensownie motywowaną prowokację od wymyślnego naigrywania się z uczuć patriotycznych, religijnych oraz innych chronionych konstytucyjnymi i kodeksowymi zapisami. Jeżeli w ten spór angażuje się wymiar sprawiedliwości, to musi on niezwykle precyzyjnie rozważyć wszystkie jego niuanse zasięgając opinii kompetentnych specjalistów.

W mojej ocenie w tym przypadku ewidentnie mamy do czynienia z drugim z wymienionych wyżej przejawów kreatywności (tak stwierdzili biegli) i dlatego z zainteresowaniem oczekuję na wyrok, jaki zapadnie przed sądem apelacyjnym, do którego zapewne trafi ta sprawa.

Aleppo na horyzoncie agatologicznym

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Na początek muszę wyjaśnić tytuł. Pojęcie horyzontu agatologicznego rozpowszechnił w polskiej filozofii – za Emmanuelem Levinasem – śp. ksiądz profesor Józef Tischner. Chodziło mu o to, aby człowiek zawsze zmierzał w stronę dobra, które od czasów Sokratesa i Platona jest najwyższą wartością. Aby móc urzeczywistnić dobro, trzeba umieć je rozpoznać nie tylko w sobie, ale także w innych ludziach.

A ponieważ francuskim myślicielem zafascynowany był także obecny metropolita krakowski ks. arcybiskup prof. Marek Jędraszewski, nic dziwnego, że objął on honorowy patronat na rozpoczynającymi się 15 kwietnia comiesięcznymi rejsami po Wiśle pod agatologicznym hasłem: „Kraków dla Aleppo – Kurs na Dobro!”.

Dochód z godzinnych rejsów, które będą się odbywały w każdą pierwszą niedzielę miesiąca do września włącznie i są owocem współpracy Papieskiego Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie” i Krakowskiej Grupy „Amnis” zostanie przekazany na akcję „Mleko dla Aleppo”. Statek odbije od Przystani Wawel na bulwarze Czerwieńskim o godz. 11.00.

allepoPodczas rejsów będzie można dowiedzieć się, jak wygląda aktualna sytuacja w Syrii (fot. Aleppo, za Wikipedią), zostaną też przypomniane najważniejsze wypowiedzi Świętego Jana Pawła II o potrzebie bezinteresownego pomagania bliźnim.

Bilety są do nabycia w krakowskim biurze Stowarzyszenia, czyli w Polach Dialogu przy ulicy Stradomskiej 6 oraz na Przystani Wawel, a także za pomocą strony internetowej: www.e-statek.pl („Rejs Papieski”). Większe grupy młodzieżowe, parafialne, wspólnoty proszone są o wcześniejszy kontakt.

Dzięki zebranym pieniądzom możliwe będzie dostarczenie mleka syryjskim dzieciom, które nie ukończyły 10. roku życia (program obejmuje około 2850 maluchów).

Takich ceremonii się nie bojkotuje

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna i szef klubu parlamentarnego tej partii Sławomir Neuman ogłosili, że ich ugrupowanie nie weźmie 10 kwietnia udziału w uroczystości odsłonięcia pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej na placu Piłsudskiego.

Pierwszy powiedział, że monument został zbudowany wbrew prawu, bez zgody Rady Warszawy i stanowi element politycznej wojny, drugi podkreślił, że nie łączy on Polaków, ponieważ ma uczcić wyłącznie PiS-owską część delegacji, a powstaje wbrew samorządowi, który nie wyraził na niego zgody, a także wbrew mieszkańcom stolicy.

Czytam te wypowiedzi z zażenowaniem i zastanawiam się, jak bardzo trzeba być politycznie zacietrzewionym oraz moralnie nikczemnym człowiekiem, żeby odmówić uczestnictwa w podniosłej uroczystości oddania hołdu ludziom z różnych partii, których połączyła śmierć w służbie Ojczyźnie, nawet jeżeli ma się krytyczny osąd o jej organizatorach.

Podejmując taką decyzję PO świadomie oraz z pełną premedytacją stawia się poza gronem ludzi miłujących Polskę nade wszystko i umiejących powstrzymać emocje w czasie, w którym należy wspólnie przywoływać pamięć jednej z największych tragedii w naszych dziejach.

Miłośnicy Krakowa w sprawie Oleandrów

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Uczestnicy dorocznego Walnego Zebrania Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa jednogłośnie przyjęli uchwałę w formie apelu do prezydenta miasta, profesora Jacka Majchrowskiego, o doprowadzenie do końca w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości sprawy przejęcia przez gminę będącego – na mocy wielu wyroków sądowych – jej własnością Domu im. Józefa Piłsudskiego na Oleandrach.

Nieznana karta z życiorysu papieża Polaka

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wydawać by się mogło, że biografia Karola Wojtyły nie kryje już żadnych tajemnic i wiemy o nim wszystko w najmniejszych szczegółach. Okazuje się jednak, że wciąż odkrywane są jeszcze nieznane lub zapomniane karty z jego życia i to kapłańskiego, które powinno być przecież dobrze oraz wszechstronnie udokumentowane.

Ostatnio dowiedzieliśmy się, że młody ksiądz Wojtyła był w latach 1951-53 wikariuszem w prowadzonej przez ojców Augustianów parafii pw. Świętej Katarzyny Aleksandryjskiej na krakowskim Kazimierzu. Został nim w kilka tygodni po odejściu z takiej samej funkcji w parafii pw. Św. Floriana na placu Matejki.

Tę radosną wiadomość odczytano w ogłoszeniach parafialnych w minioną niedzielę: „Z satysfakcją chcemy podzielić się wiadomością otrzymaną z Archiwum Kurii Metropolitalnej. Przekazany dokument to nominacja ks. dra Karola Wojtyły na wikariusza kooperatora przy kościele parafialnym św. Katarzyny w Krakowie, z parafką bpa Eugeniusza Baziaka. Stanowi to cenną pamiątkę historii kościoła i parafii z lat 1951-1953. Mamy więc powód do radości, że posługę wikariusza w naszym kościele pełnił dzisiejszy św. Jan Paweł II Papież, który nierozerwalnie związany jest z dzisiejszą uroczystością i kultem Miłosierdzia Bożego.”

Dlaczego tak ważna karta w życiorysie papieża Polaka pozostawała do tej pory nieznana?

swietyjanpawelii- Dokument z 10 października 1951 roku pochodzi z teczki personalnej ks. Wojtyły, przechowywanej w Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Miałem ją w ręku w trakcie kwerendy komisji historycznej w czasie procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II, gdzie byłem sędzią. Wówczas nie były ujawnione, gdyż szczegóły procesu są objęte tajemnicą. Teraz zaś, już kilka lat po kanonizacji, obostrzeń w publikacji takich dokumentów już nie ma. Sięgnąłem po nie teraz, przygotowując publikację o pobycie ks. Wojtyły w parafii św. Floriana w Krakowie – powiedział portalowi internetowemu krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego” obecny wikary w tej parafii i zarazem referent ds. kanonizacyjnych w Archidiecezji Krakowskiej ks. Andrzej Scąber.

„Sprawa formalnej posługi wikariuszowskiej przyszłego papieża u św. Katarzyny po zwolnieniu we wrześniu 1951 r. z obowiązków wikarego w kościele św. Floriana i udzielenia mu trzyletniego urlopu naukowego nie została odnotowana w fundamentalnym <Kalendarium życia Karola Wojtyły> opracowanym przez ks. Adama Bonieckiego. Wspomina się tam jednak o tym, że odprawiał we wspomnianej świątyni codzienne Msze św” – czytamy w portalu.

Inżynier Włodzimierz Śliwczyński zdaje już raport Komendantowi Piłsudskiemu

jerzybukowskiJerzy Bukowski*

Stare i mądre powiedzenie głosi, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale kiedy umiera ktoś nierozerwalnie przez kilkadziesiąt lat związany z jakąś ważną sprawą, można w nie powątpiewać.

Taka myśl towarzyszy mi od chwili, w której dowiedziałem się, że po ciężkiej chorobie odszedł od nas 3 kwietnia Włodzimierz Śliwczyński. Pisząc „nas” nie ograniczam się wyłącznie do Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, którego wiceprzewodniczącym (od ubiegłego roku honorowym) był człowiek duszą i ciałem oddany wielkiej idei najpierw przywrócenia, a potem utrzymania przedwojennego wyglądu polskiej Mogiły Mogił, ale wszystkich kontynuatorów myśli państwowej Pierwszego Marszałka Polski.

Mimo podeszłego wieku spędzał na krakowskim Sowińcu każdą wolną chwilę. Od początku lat 80. kiedy było to jeszcze działanie na poły konspiracyjne stawał z łopatą, kilofem i taczkami do społecznej pracy wierząc, że kiedyś kopiec ku czci Jego ukochanego Komendanta będzie wyglądał tak, jak go zaplanowali i zbudowali przedwojenni patrioci. Będąc inżynierem oraz architektem mógł nie tylko wozić i uklepywać ziemię, ale także fachowo kierować renowacją znienawidzonego przez komunistów symbolu polskiej niepodległości.

Urodzony 20 września 1932 roku w Kluczborku, ukończył 25 lat później studia na Wydziale Architektury Politechnice Krakowskiej im. Tadeusza Kościuszki i na stałe osiadł w podwawelskim grodzie. Jak znalazł drogę na kopiec Piłsudskiego? Tak sam to kiedyś opisał: „W roku 1978 przyjechał do Krakowa mój ojciec Antoni Śliwczyński. Miał 85 lat. Staliśmy na Błoniach o on wskazując ręką na Sowiniec pyta: Synu, co tam jest? Gdy usłyszał, że to kopiec Piłsudskiego rozkazał: idziemy! Poszliśmy razem pieszo i po około 3 godzinach byliśmy na kopcu. Ojciec walczył jako żołnierz marszałka Piłsudskiego o Wilno i pod Warszawą. Został odznaczony za udział w wojnie 1918-1921. Brał również udział w sypaniu tego kopca. Zapewne ta radość ojca, że po czterdziestu latach znalazł się znowu na kopcu, a później smutek, że jest on tak bardzo zmieniony sprawił, że z chwilą powstania w 1980 roku Obywatelskiego Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego stałem się jego członkiem. Wokół pułkownika Józefa Herzoga skupiła się garstka licząca około 20 osób-szaleńców, która cały wolny czas spędzała przy wycinaniu drzew porastających kopiec i przy taczkach poświęcając własne środki finansowe i sprzęt, by ratować niszczejący kopiec.”

wlodzimierzsliwczynskiI tak zaczęła się nieprzerwana, jakże owocna służba inżyniera Śliwczyńskiego na Sowińcu. Nie tylko wyznaczał zadania przychodzącym w soboty i niedziele zapaleńcom, ale także przeprowadzał prace remontowe w pawilonie będącym zapleczem dla tych robót i urządził w nim małą izbę pamięci poświęconą budowie oraz odbudowie Mogiły Mogił, w której zboczach złożono kilka tysięcy ziem z pól bitewnych oraz miejsc kaźni Polaków przelewających krew za ojczyznę na całym świecie.

Uczestniczył też we wszystkich krakowskich uroczystościach niepodległościowych zarówno wtedy, gdy ponosiło się za to nieprzyjemne konsekwencje, jak i po 1989 roku (fot. www.krakow.pl). Nigdy nie przeszedł na patriotyczną emeryturę, dopóki starczało mu sił zjawiał się na Sowińcu, by w rzeczowych rozmowach z dyrektorem opiekującej się w imieniu władz miasta Krakowa kopcem Fundacji Miejski Park i Ogród Zoologiczny dyrektorem doktorem Józefem Skotnickim na bieżąco ustalać, jakie prace naprawcze bądź pielęgnacyjne trzeba w najbliższym czasie wykonać. Był też uroczym gospodarzem towarzyskich spotkań piłsudczyków odbywających się w pawilonie.

Za całokształt swej działalności społęcznej został odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi, Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej, Odznaką “Honoris Gratia”, Złotą Odznaką “Za pracę Społeczną dla Miasta Krakowa”, Złotą Odznaką “Za zasługi dla Ziemi Krakowskiej”.

Włodku, obiecujemy Ci, że odnowiony przy Twoim wielkim udziale kopiec Józefa Piłsudskiego będzie nadal otaczany czcią i opieką prawych Polaków. A Ty śmiało zdaj raport ze swojej służby przy nim temu, dla którego go w latach 1934-37 usypano.

* Autor jest przewodniczącym Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego.

Miał honor być kadetem

jerzybukowskiJerzy Bukowski

3 kwietnia zmarł jeden z ostatnich wychowanków lwowskiego Korpusu Kadetów nr 1 im. Marszałka Józefa Piłsudskiego porucznik Zenon Malik.

Zdążyłem odwiedzić Go z życzeniami Wielkanocnymi w Wielki Czwartek. Właśnie wrócił po serii badań ze szpitala wojskowego w bardzo złym stanie; lekarze powiedzieli rodzinie, że można się już za Niego tylko modlić. Nie wiem, czy mnie poznał, ale zdawałem sobie sprawę, że to już moje pożegnalne spotkanie z honorowym wiceprzewodniczącym Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. A współpracowaliśmy owocnie i zgodnie przy odnowie polskiej Mogiły Mogił oraz przy organizowaniu wielu krakowskich uroczystości patriotycznych począwszy od wczesnych lat 80. minionego wieku.

Urodzony w 1920 roku Malik brał udział w kampanii wrześniowej, potem wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, a po ukończeniu podchorążówki uczestniczył w wielu akcjach sabotażowych i dywersyjnych, prowadził szkolenia na kursach podoficerskich, pełnił funkcję podoficera wywiadu Armii Krajowej w Krakowie.

„Powołany do pracy przymusowej w Baudienst (1941) pracował przy budowie ul. Starowiślnej i pl. Wolnica. Wraz z osobami znającymi język niemiecki został przeniesiony do Szpitala Wojskowego przy ul. Kopernika, gdzie do jego obowiązków należało m.in. noszenie rannych z transportów lotniczych i kolejowych, sprzątanie sal operacyjnych, oporządzanie zmarłych do pochówków, a także sortowanie mundurów i bielizny. W 1943 r. został przeniesiony do Instytutu Bakteriologicznego przy ul. Czystej w Krakowie, jako laborant i karmiciel wszy. Wykorzystywał swoją pracę w szpitalu i Instytucie zdobywając informacji dla wywiadu AK. W sierpniu 1944 r. uciekł z Instytutu i ukrywał się przed Gestapo w powiecie brzeskim. W 1945 r. wrócił do Krakowa i ujawnił się. Został zdegradowany do stopnia szeregowego i był szykanowany. Rozpoczął pracę zawodową jako urzędnik i księgowy; zajmował się również działalnością społeczną” – przypomniała jego okupacyjną przeszłość Małgorzata Koszarek na stronie Muzeum Armii Krajowej w Krakowie.

zenonmalikBędąc aktywnym członkiem Związku Kadetów II RP założył kadecką izbę pamięci przy ulicy Urzędniczej, w której zgromadził kilka tysięcy eksponatów przekazanych później w większości do Muzeum Armii Krajowej. Był członkiem m.in. Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Fundacji Muzeum Historii Armii Krajowej, Związku Piłsudczyków, Towarzystwa im. Józefa Piłsudskiego.

Nigdy nie lubił być na pierwszym planie, zawsze chętnie włączał się natomiast we wszelkie działania mające na celu utrwalić chlubną przeszłość Polski, do końca życia pozostając wierny zawołaniu: „Pamiętaj, żeś miał honor być kadetem” (fot. www.cracovia-leopolis.pl).

Za swoją wierną służbę narodowym imponderabiliom został odznaczony m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem Armii Krajowej, nadawanym w Londynie Medalem Wojska, Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem i Patentem Weterana Walk o Niepodległość Ojczyzny, Odznaką Akcji „Burza”, Medalem Pro Memoria i przyznawaną przez Prezydenta Miasta Krakowa odznaką Honoris Gratia.

Msza Święta za śp. por. Zenona Malika zostanie odprawiona w kaplicy cmentarza Rakowickiego we środę, 11 kwietnia, o godzinie 11.00, po czym nastąpi odprowadzenie zwłok na miejsce wiecznego spoczynku.

Prezydent RP odwiedził sędziwego weterana

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Prezydent Andrzej Duda jest powszechnie znany z wielkiego szacunku dla kombatantów, z którymi chętnie i często spotyka się przy różnych okazjach.

Kontynuując tę piękną tradycję oddawania hołdu ludziom, którzy z bronią w ręku walczyli o niepodległość Polski, w Wielką Sobotę osobiście złożył życzenia świąteczne 95-letniemu żołnierzowi Okręgu Nowogródzkiego Armii Krajowej, skazanemu przez komunistów na dożywocie pułkownikowi Tadeuszowi Bieńkowiczowi-„Rączemu” odwiedzając go w podkrakowskich Węgrzcach.

Urodzony w 1923 roku w Lidzie weteran w czasie okupacji sowieckiej działał w podziemnym harcerstwie, a po wejściu Niemców na Nowogródczyznę wstąpił do II batalionu 77 Pułku Piechoty AK. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych, m.in. w rozbiciu więzienia w Lidzie w styczniu 1944 roku, gdzie wraz z 9 towarzyszami przebranymi w mundury niemieckie uwolnił około 80 więźniów, za co uhonorowano go Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari.

plktadeuszbienkowiczPo ponownym wkroczeniu Sowietów kontynuował działalność konspiracyjną w oddziale Jana Borysewicza-„Krysi” (ze względu na odwagę nazywano go „pistoletem” dowódcy) a później m.in. w Gdańsku. Rozpoczął studia w krakowskiej Akademii Handlowej (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny), w 1950 roku został jednak aresztowany i po siedmiomiesięcznym, pełnym tortur śledztwie skazany na dożywocie (prokurator żądał kary śmierci). Z więzienia wyszedł dopiero w 1956 roku. Na początku lat 90. został zrehabilitowany sądownie, 16 lipca 2016 roku odznaczony przez prezydenta Dudę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (il. 5 czerwca 2013 roku, spotkanie w Krakowskim Klubie Gazety Polskiej, fot. p. Tomasz Kowalczyk).

Mimo sędziwego wieku i zmagań z chorobą nowotworową, „Rączy” aktywnie działa w organizacjach kombatanckich, jest sekretarzem Małopolskiej Rady Kombatantów i Osób Represjonowanych, wspiera krakowskie Muzeum AK oraz proces poszukiwań szczątków żołnierzy niezłomnych. Regularny kontakt utrzymują z nim wolontariusze z powązkowskiej „Łączki”, których przedstawiciele towarzyszyli Prezydentowi RP w trakcie odwiedzin płk. Tadeusza Bieńkowicza w Węgrzcach.

Nie oceniajmy pochopnie i emocjonalnie głowy państwa

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Dla każdego obserwatora polskiej sceny politycznej było chyba oczywiste, że żadna z możliwych decyzji prezydenta Andrzeja Dudy co do dalszych losów tzw. ustawy degradacyjnej (mógł ją jeszcze odesłać do Trybunału Konstytucyjnego) nie zadowoli wszystkich.

Skoro awantura była pewna, to może lepiej, że ustawa, którą głowa państwa uważa za potrzebną, ale wadliwą z czysto prawnego punktu widzenia, trafi do ponownego rozpatrzenia przez Sejm i Senat. Nic nie szkodzi poczekać jeszcze kilka miesięcy (a może zaledwie tygodni, jeżeli prace nad jej poprawianiem będą intensywne), unikając za to pretekstów do zaskarżania niektórych jej nieprecyzyjnych lub wprost wadliwych przepisów przez osoby, których one dotyczą.

Nie podoba mi się pochopna i przesadnie ostra krytyka prezydenta Dudy przez bliskie mu środowisko polityczne, włącznie z oskarżaniem o zdradę, odmawianiem prawa do występowania na miesięcznicach smoleńskich, czy deklarowaniem niegłosowania na niego w następnych wyborach. Na to zawsze będzie czas, jeżeli okaże się, że jego zastrzeżenia mają również polityczny, a nie tylko prawniczy charakter.

Słuchając wygłoszonego przezeń uzasadnienia zawetowania ustawy zachowałem wiarę w to, że jej zasadnicze przesłanie ideowo-historyczne nie ulegnie zmianie, ponieważ Prezydent RP dobitnie podkreślił swój jednoznacznie negatywny stosunek do ludzi, którzy w epoce PRL zniewalali Polaków działając w interesie obcego mocarstwa.

Chciałbym, aby ta moja wiara zyskała potwierdzenie w postaci rychłego podpisu głowy państwa pod poprawioną prawnie, ale nie zmienioną merytorycznie ustawą, bez której nie sposób mówić o sprawiedliwości historycznej nakazującej nagradzać bohaterów, a karać zdrajców Ojczyzny.

Stosunek do Kuklińskiego probierzem patriotyzmu

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Ilekroć czytam długie artykuły lub śledzę namiętne dyskusje medialne na temat generała Ryszarda Kuklińskiego, w których padają skrajnie różne oceny jego postępowania i dochodzi do przysłowiowego dzielenia włosa na czworo, tylekroć przypomina mi się fragment felietonu, jaki zamieścił w styczniu 2014 roku w „Rzeczpospolitej” pisarz, poeta, scenarzysta i reżyser telewizyjny Artur Ilgner): „Gdy ktoś obcy próbuje wciągnąć mnie w dyskusję o polskich sprawach, zadaję mu krótkie pytanie: co pan/pani sądzi o Kuklińskim? I od razu mam jasność. Z kim mam przyjemność lub nie”.

Chyba nikt równie krótko i dosadnie nie streścił istoty sporu o człowieka, który z miłości do Ojczyzny samotnie rzucił wyzwanie sowieckiemu imperium zła.

Jestem niezwykle wdzięczny autorowi zacytowanych wyżej słów, którymi często wspomagam się w licznych debatach o jednym z największych bohaterów w najnowszej historii nie tylko Polski, ale całego świata.

Generał Ryszard Kukliński zasłużył na Order Orła Białego

jerzybukowskiJerzy Bukowski*

Wielce Czcigodni Panie Kanclerzu i Członkowie Kapituły Orderu Orła Białego,

Zwracam się do Państwa w imieniu własnym, Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, a także wielu innych środowisk patriotycznych o wystąpienie do Prezydenta RP z wnioskiem o pośmiertne włączenie w poczet kawalerów najwyższego polskiego odznaczenia śp. generała Ryszarda Kuklińskiego.

W naszym odczuciu najlepszą datą dla ogłoszenia tej decyzji byłby 15 sierpnia, czyli Święto Wojska Polskiego obchodzone na pamiątkę wiekopomnego zwycięstwa odniesionego przez nie w 1920 roku nad Armią Czerwoną, której w samotnej, bohaterskiej misji z powodzeniem przeciwstawił się w latach 70. i 80. ubiegłego wieku „pierwszy polski oficer w NATO”.

pulkownikryszardkuklinskiAwansując pułkownika Kuklińskiego do stopnia generała brygady 11 listopada 2016 roku prezydent Andrzej Duda jednoznacznie wyraził uznanie dla człowieka, który z narażeniem życia własnego i rodziny znacznie przyczynił się do tego, że zimna wojna między Związkiem Sowieckim i zniewolonymi przez niego państwami Europy środkowo-wschodniej a Zachodem nie przekształciła się w planowane przez imperium zła aż do połowy lat 80. atomowe starcie skutkujące m.in. totalną zagładą Polaków.

Ponieważ Kapitułę OOB tworzą obecnie wielcy patrioci, którzy doskonale wiedzą, jak ogromne zasługi nie tylko dla wyrwania naszego kraju spod sowieckiej okupacji, ale także dla uratowania światowego pokoju położył ten dzielny i prawy oficer, pozwalam sobie wyrazić nadzieję na zarekomendowanie przez nią głowie państwa zaliczenia śp. generała brygady Ryszarda Kuklińskiego do grona kawalerów Orderu Orła Białego w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

* Autor to były reprezentant prasowy generała Ryszarda Kuklińskiego w Kraju, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie

Rośnie pomnik generała Ryszarda Kuklińskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Prawie codziennie przechodzę przez krakowski plac Jana Nowaka-Jeziorańskiego (dawniej Dworcowy), żeby z radością odnotowywać widoczne postępy przy budowie pomnika generała Ryszarda Kuklińskiego. Wprawdzie teren, na którym uczczony zostanie już niedługo „pierwszy polski oficer w NATO” jest szczelnie ogrodzony, ale można zajrzeć przez szpary w metalowym ogrodzeniu i zobaczyć, że z każdym dniem inwestycja posuwa się do przodu.

Będąc w kontakcie z inicjatorem wzniesienia tego pomnika przewodniczącym Stowarzyszenia im. płk. Ryszarda Kuklińskiego Henrykiem Pachem wiem, że powinien on być gotowy za kilka tygodni, czyli 20 lat od pierwszej po ewakuacji z Polski wizycie jednego z największych bohaterów w najnowszej historii świata w ojczyźnie, podczas której spędził on kilka dni w Krakowie, gdzie odebrał przyznane mu 3 maja 1997 roku przez radnych honorowe obywatelstwo podwawelskiego grodu.

projektpomnikagrkZaprojektowany przez zwycięzców ogłoszonego przez prezydenta miasta konkursu profesora Czesława Dźwigaja i Krzysztofa Lenartowicza monument będzie miał formę upadających betonowych płyt symbolizujących obalenie muru berlińskiego, ponad którymi znajdzie się symbolizujący oficerską szablę oraz połączenie Wschodu z Zachodem stalowy łuk sięgający w najwyższym punkcie 9,2 metra od poziomu placu (il. za: inwestycje-krakow.pl). Na pomniku będą słowa o „heroicznej misji obezwładnienia imperium zła rozumem i wolą samotnego żołnierza”, oraz cytat z księdza prof. Józefa Tischnera: „Żadne stanowione prawo, żadne przysięgi, żadne pogróżki nie powstrzymają ludzkiego sumienia”.

Budowa ruszyła w dużym tempie, ponieważ zapewnione są pieniądze. Stowarzyszenie zebrało około 220 tysięcy złotych w ramach publicznej zbiórki, 10 tys. zł dołożyła Komisja Robotnicza Hutników Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” ArcelorMittal Poland S.A., a zarządzająca placem i pobliską Galerią Krakowską firma ECE nieodpłatnie udostępniła miejsce. Największego wsparcia udzieliła jednak Rada Miasta Krakowa, przeznaczając na monument aż 1,2 miliona zł. 200 tys. zł. dołożył Sejmik Województwa Małopolskiego z puli na obchody 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Jako były reprezentant prasowy płk. Ryszarda Kuklińskiego w Kraju z ogromną satysfakcją obserwuję jak jego pomnik wyłania się z powierzchni placu i oczekuję na wielkie, patriotyczne wydarzenie, którym niewątpliwie będzie jego odsłonięcie.

Dwa sądy po śmierci

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Rozpoczynający się dzisiaj Wielki Tydzień powinien skłaniać chrześcijan do poważnego przemyślenia spraw ostatecznych oraz do prostowania nagminnie popełnianych błędów w podstawowych kwestiach teologicznych.

Kiedy poruszam na wykładach i seminariach problemy związane z duszą w rozumieniu filozoficznym, bardzo często zadaję studentom proste pytanie: a co dzieje się z nią po śmierci zgodnie z nauką (magisterium) Kościoła rzymskokatolickiego i na jakim sądzie wówczas staje? Proszę ich, żeby dobrze się zastanowili i przypomnieli sobie niedawną przecież katechizację w szkole średniej.

Niestety, w odpowiedzi słyszę gremialne: na Sądzie Ostatecznym. Głośno zastanawiam się wtedy, czy tylko nie uważali na lekcjach, czy też – o zgrozo! – rzeczywiście tak ich nauczono. Przemilczę to, co mówią.

Nie wdając się w teologiczne zawiłości krótko tłumaczę im, że nieśmiertelna dusza ludzka staje zaraz po śmierci na sądzie szczegółowym, który polega na odniesieniu naszego życia do Chrystusa i dokonuje się albo przez oczyszczenie (czyściec), albo przez otwarcie wejścia do szczęścia nieba (raj) albo przez potępienie na wieki (piekło), co precyzyjnie zapisano w artykule 1022 Katechizmu Kościoła Katolickiego.

sadostatecznySąd Ostateczny (il. za Wikipedią) związany jest natomiast z paruzją, czyli z powtórnym, chwalebnym przyjściem Chrystusa na świat oraz ze zmartwychwstaniem ciał i ujawni nam prawdę o relacji każdego człowieka z Bogiem, czyli to, co uczynił on dobrego, a także czego zaniechał w czasie swego ziemskiego życia, łącznie z wszystkimi konsekwencjami (art. 1039 KKK).

Będzie on miał także wymiar, który możemy określić mianem historiozoficznego: Bóg Ojciec przez swego Syna Jezusa Chrystusa wypowie wówczas ostateczne słowo o dziejach ludzkości. Dopiero wówczas – czytamy w art. 1040 KKK – „poznamy ostateczne znaczenie dzieła stworzenia i ekonomii zbawienia oraz zrozumiemy przedziwne drogi, którymi Jego Opatrzność prowadziła wszystko do ostatecznego celu”, a także to, „że sprawiedliwość Boga triumfuje nad wszystkimi niesprawiedliwościami popełnionymi przez stworzenia i że Jego miłość jest silniejsza od śmierci”.

Nie wiem, dlaczego chodzący przez wiele lat na lekcje religii prowadzone przez raczej dobrze obeznanych z podstawami teologii katolickiej duchownych i świeckich młodzi ludzie mają całkiem wypaczone pojęcie o tak ważnej i dotyczącej każdego chrześcijanina sprawie.

ZLP nie zasiedział Oleandrów

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Sąd Okręgowy w Krakowie nieprawomocnym wyrokiem oddalił wniosek Związku Legionistów Polskich o zasiedzenie Domu im. Józefa Piłsudskiego na Oleandrach.

Ponieważ o tej sprawie pisałem już wiele razy, krótko przypomnę, że budynek wzniesiony w latach 30. ubiegłego wieku przy alei 3 Maja 7 według projektu Adolfa Szyszko-Bohusza i Stefana Strojka w miejscu, z którego 6 sierpnia 1914 roku wyruszyła na szlak niepodległości Pierwsza Kompania Kadrowa Strzelców Józefa Piłsudskiego jest od 1991 roku użytkowany przez ZLP nie będący jednak – na mocy wcześniejszych wyroków – prawnym, a więc także majątkowym spadkobiercą przedwojennej organizacji o tej samej nazwie.

Już cztery lata temu sąd stwierdził, że nieruchomość jest własnością gminy Kraków i powinna być jej wydana. W odpowiedzi Związek złożył wniosek o zasiedzenie, ponieważ zajmuje go od końca grudnia 1990 roku. SO uznał jednak, że gmina swoim wnioskiem sprzed dziewięciu lat przerwała proces zasiedzenia.

Komendant ZLP zapowiedział apelację od wyroku sądu pierwszej instancji, co spowoduje, że sprawa zapewne będzie się ciągnąć przez kolejne miesiące, a może nawet lata i jest mało prawdopodobne, aby Dom im. Józefa Piłsudskiego został wyremontowany przed tegorocznymi, wyjątkowo hucznymi – z racji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości – uroczystościami sierpniowymi.

oleandryWładze Krakowa są gotowe na rozpoczęcie remontu wnętrza niszczejącego, sześciokondygnacyjnego budynku oraz jego elewacji jeszcze przed definitywnym zakończeniem sporu prawnego (fot. Wikipedia). Zagwarantowane są na ten cel pieniądze zarówno ze środków miejskich jak i Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa w łącznej sumie ponad 5 milionów złotych.
Prezydent profesor Jacek Majchrowski zapewnia, że po remoncie zabytkowy obiekt stanie się siedzibą bezdomnych organizacji kombatanckich i patriotycznych oraz Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego.

Na Oleandrach trwa obecnie prowadzona przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego kontrola mieszczącego się tam Muzeum Czynu Niepodległościowego, a policja prowadzi pod nadzorem prokuratury postępowanie mające wyjaśnić, czy nie doszło do znieważenia szczątków ludzkich. O obu tych sprawach niedawno obszernie tutaj pisałem.

Czy 6 sierpnia prezydent Andrzej Duda, członkowie rządu, przedstawiciele organizacji patriotycznych i uczestnicy Marszu Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej będą mogli wreszcie wejść do przywróconego do przedwojennej świetności Domu im. Józefa Piłsudskiego? Oto jest pytanie!

Już nie honorowi

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Po burzliwej dyskusji sądeccy radni uchylili uchwały swoich poprzedników z okresu PRL, którzy przyznali tytuły honorowego obywatela tego miasta 8 niegodnym go osobom działającym na szkodę narodu polskiego w interesie obcego mocarstwa – poinformowało Radio Kraków.

Za podjęciem uchwały głosowało 13 radnych związanych z Prawem i Sprawiedliwością oraz jeden z Platformy Obywatelskiej, przeciw był Kazimierz Sas z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a pozostali radni PO nie wzięli udziału w głosowaniu.

„Podczas sesji radni PO apelowali, aby dokładnie przeanalizować życiorysy osób, którym odbierano tytuł i nad każdą z nich głosować osobno. Uchwała przygotowana przez prezydenta odebrała jednak odznaczenia wszystkim osobom od razu. Wśród radnych PiS pojawił się natomiast głos, by do tego grona dopisać Józefa Oleksego. Tej decyzji radnych sprzed trzech lat bronił jednak wiceprezydent Jerzy Gwiżdż” – czytamy na stronie internetowej krakowskiej rozgłośni.

nowysaczherb- To dobra decyzja. Musimy posprzątać. Nie możemy stawiać na cokole bohaterów i tych, którzy służyli komunie. Jeżeli chcemy odciąć się od tych wszystkich złych rzeczy, które się wtedy działy, musimy także zapomnieć o takich tytułach honorowych – powiedział Radiu Kraków prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego w Nowym Sączu Leszek Zakrzewski.

Oto lista ludzi pozbawionych tytułu Honorowego Obywatela Nowego Sącza:
- podpułkownik NKWD Piotr Pierminow;
- członek Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Bolesław Redlich, który uczestniczył w powoływaniu władz komunistycznych w Małopolsce;
- odpowiedzialny za nieuzasadnione wysadzenie sądeckiego zamku w styczniu 1945 roku dowódca radzieckiego oddziału partyzanckiego na Sądecczyźnie Iwan Zołotar;
- I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Nowym Sączu w latach 1959-1967 Witold Adamuszek;
- generał Zygmunt Berling;
- działacz komunistyczny Stanisław Skrzeszewski;
- dowódca wkraczających w 1945 roku do Nowego Sącza oddziałów sowieckich pułkownik Fiodor Bolbat;
- nie związany z Nowym Sączem dygnitarz wysokiego szczebla PZPR Lucjan Motyka.

Te pomniki muszą stanąć!

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jako rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie wracam do kilkakrotnie opisywanych tu przeze mnie problemów ze wzniesieniem w naszym mieście dwóch pomników poświęconych zbiorowym bohaterom najnowszej historii Polski: „Tym, co stawiali opór komunizmowi w latach 1944-1956” na placu Inwalidów oraz mającej upamiętnić Armię Krajową „Wstęgi Pamięci” na bulwarze Czerwieńskim (między Wawelem a Skałką).

Nie jestem zwolennikiem zabudowania całego centrum podwawelskiego grodu okazałymi monumentami i całkowicie popieram wysunięty już dosyć dawno temu przez radną miejską doktor Małgorzatę Jantos postulat, aby ograniczyć liczbę wznoszenia nowych do rozsądnej liczby, np. jednego w roku, a może nawet w całej, czteroletniej kadencji samorządu.

pomniknaplacuinwalidow1Uważam, że po wybudowaniu wspomnianych wyżej ważnych znaków pamięci (plus będącego już w fazie wykonawczej pomnika generała Ryszarda Kuklińskiego na placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego) powinniśmy wszyscy pohamować ewentualne dalsze zapędy w tej materii. Niech monumenty na placu Inwalidów i nad Wisłą zwieńczą proces honorowania w dawnej stolicy Rzeczypospolitej godnych takiej formy uwiecznienia postaci, organizacji, formacji militarnych tudzież wydarzeń historycznych, bo chyba nikogo, ani niczego ważnego nie przeoczyliśmy.

Skoro Rada Miasta Krakowa podjęła uchwały o uczczeniu pomnikami Armii Krajowej i żołnierzy antykomunistycznego podziemia niepodległościowego – włącznie z lokalizacją oraz z projektami – to prezydent profesor Jacek Majchrowski ma obowiązek zrealizować je, zwłaszcza że środowiska, które wystąpiły z owymi inicjatywami uzbierały już spore kwoty ze społecznych zbiórek na ich budowę mając słuszne przekonanie, iż prace montażowe ruszą lada chwila.

wstegapamieciprojektPojawiające się ostatnio propozycje, aby zamiast tych dwóch monumentów posadzić drzewa są przejawem skrajnie populistycznego myślenia mającego zapewne przysporzyć sympatii (a może i głosów w następnych lokalnych wyborach) występującym z nimi osobom jako rzekomo dbającym o miejską kasę. Jeżeli Rada demokratycznie zdecydowała o ich wzniesieniu i przeznaczyła na ten cel niemałe środki finansowe, należy się z tym pogodzić, a co najwyżej zabezpieczyć Kraków na przyszłość przed szerzeniem się pomnikomanii, o co zabiega dr Jantos.

Czyżby miłośnicy zastępowania monumentów drzewami zapomnieli o jednej z najstarszych zasad prawa rzymskiego głoszącej, że nie wolno go stosować wstecz (Lex retro non agit), co przypominają im kombatanci?

W imieniu od początku oraz konsekwentnie popierającego budowę obu pomników POKiN po raz kolejny i mam nadzieję ostatni apeluję do władz duchowej stolicy Polski o zrealizowanie w roku 100-lecia odzyskania niepodległości uchwał bardzo dawno temu podjętych w tych sprawach przez Radę Miasta Krakowa.

Poległy w Afganistanie polski żołnierz uwieczniony w Drodze Krzyżowej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wizerunek dowódcy 1. Batalionu w 21. Brygadzie Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie starszego chorążego Jana Kiepury, który 5 lat temu zginął w Afganistanie, został umieszczony wśród osób trzymających krzyż Jezusa na obrazie ilustrującym trzecią stację Drogi Krzyżowej wokół ludźmierskiego sanktuarium – poinformował portal internetowy krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”.

„Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w czerwcu 2013 r. podczas patrolu Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Jan Kiepura wyszedł z samochodu, żeby zabezpieczyć teren. Niestety, wszedł wtedy na minę pułapkę. Jak wspominają żołnierze, nie był to improwizowany ładunek wybuchowy, jakie talibowie umieszczają na poboczach dróg, ale mina naciskowa. W chwili śmierci miał 35 lat. Osierocił dwoje małych dzieci” – czytamy w portalu.

chorazyjankiepuraPo śmierci (fot. www.polska-zbrojna.pl) został wpisany przez ówczesnego ministra obrony Tomasza Siemoniaka do Księgi Honorowej Wojska Polskiego „za odwagę i męstwo okupione ofiarą życia podczas służby w składzie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie”.

Nową stację Drogi Krzyżowej ufundowali bliscy poległego żołnierza oraz jego koledzy z 21. BSP.

„Autorem wszystkich czternastu obrazów Drogi Krzyżowej jest prof. Zbigniew Sałaj z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Poprzednia wersja Drogi Krzyżowej została umieszczona w archiwum sanktuarium” – napisano na stronie „GN”.

Rozliczmy do końca przeszłość, aby godnie świętować 100-lecie odzyskania niepodległości

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W imponującym tempie przebiegają prace parlamentarne nad projektem ustawy umożliwiającej odebranie stopni wojskowych członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego z generałem Wojciechem Jaruzelskim na czele oraz wszystkim oficerom i podoficerom, którzy w latach 1943-1990 dopuścili się czynów haniebnych wobec Polaków walczących o odzyskanie przez nasz kraj niepodległości.

Ciesząc się z tego mocno spóźnionego aktu wymierzenia sprawiedliwości dziejowej w stosunku do osób, które splamiły swoim postępowaniem mundur wojskowy przypominam, że trzeba jeszcze załatwić kilka innych spraw podnoszonych od wielu lat przez środowiska patriotyczne w całym kraju, przede wszystkim zaś przez Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, o których wielokrotnie tutaj pisałem jako jego rzecznik, przypomnę je więc teraz w ogromnym skrócie.

Wciąż czekamy na odebranie orderów Virtuti Militari niegodnym noszenia ich ludziom, których listę (około 80 nazwisk) dawno już przekazał do Kancelarii Prezydenta RP Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Żywimy nadzieję, że wkrótce znikną z Powązek Wojskowych okazałe grobowce komunistycznych zdrajców, a w alei zasłużonych tej narodowej nekropolii spoczywać będą wyłącznie bohaterowie.

Liczymy na rychłe zakończenie przez Prokuraturę Krajową analizy działania zarejestrowanej w 2002 roku (!) Komunistycznej Partii Polski i przekazanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o jej delegalizację.

Oczekujemy znacznego podniesienia emerytur i rent oraz zapewnienia udogodnień socjalnych wszystkim weteranom walki zbrojnej i cywilnej o niepodległą Polskę, a także uhonorowania śp. generała Ryszarda Kuklińskiego Orderem Orła Białego.

Byłoby pięknie, gdyby powyższe postulaty udało się zrealizować w jubileuszowym roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Ich jest dzisiaj… za grobem zwycięstwo

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Kiedy w ponurych latach 70. i 80. ubiegłego wieku opowiadałem swoim harcerzom z krakowskiego szczepu Związku Harcerstwa Polskiego „Żurawie” o tragicznym bohaterstwie żołnierzy polskiego powojennego podziemia niepodległościowego zwanych dzisiaj Wyklętymi (oni sami wolą, kiedy określa się ich mianem Niezłomnych) zastanawiałem się, czy oraz kiedy będzie można o nich mówić otwarcie, a nie tylko półgębkiem, nieoficjalnie.

Mam ogromną satysfakcję, że dożyłem czasów, w których ich dramatyczny wybór został uznany za wierność polskiej racji stanu. Moje patriotyczne i harcerskie serce rośnie, gdy widzę dziesiątki tysięcy młodych ludzi uczestniczących w różnych formach obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych i nie mających najmniejszych wątpliwości, że oddają hołd najlepszym synom swojego narodu.

Warto było ryzykować kilkadziesiąt lat temu, bo zasiane wówczas przez wielu instruktorów tzw. niepokornego harcerstwa i spotykających się z ich inicjatywy z młodzieżą kombatantów Polski Podziemnej ziarno wydaje dzisiaj obfity plon.

O właściwą ocenę tragicznych bohaterów

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Czy wśród Żołnierzy Niezłomnych (Wyklętych), których święto po raz kolejny obchodziliśmy 1 marca byli wyłącznie bohaterowie? Oczywiście, że nie. Czy niegodne czyny popelnione przez niektórych w nich usprawiedliwiają słowa ostrej krytyki wypowiadane przez polityków postkomunistycznej lewicy? Odpowiedź jest identyczna jak poprzednia.

Ci, którzy pozostali w lesie lub poszli do niego po opanowaniu Polski przez sowiecki reżim w latach 1944-45, byli ludźmi postawionymi przez historię w wyjątkowo tragicznej sytuacji. Bez centralnego dowództwa, bez realnej nadziei na zwycięstwo, bez poczucia, że sprzyja im – jak wcześniej Armii Krajowej – zdecydowana większość społeczeństwa łatwo mogli ulec demoralizacji. To, że stała się ona udziałem tylko nielicznych spośród nich zasługuje na wielkie uznanie, co wcale nie oznacza, że należy – dla dobra sprawy – przemilczać przypadki zachowań zasługujących na potępienie.

Jedno jest pewne: to oni mieli historyczną rację i ich było „za grobem zwycięstwo”, którego dożyła tylko garstka Niezłomnych. Tej prawdy nie zdołają zanegować sieroty po PRL usiłujące bronić atakowaniem ich własnych życiorysów naznaczonych tchórzostwem, oportunizmem, gotowością oddania wolności za przywileje.

Najnowsze dzieje Polski naznaczone są dramatycznymi wyborami dokonywanymi przez ludzi, którzy gotowi byli oddać życie w obronie narodowych imponderabiliów, chociaż zdawali sobie sprawę, że być może lepiej przysłużyliby się Ojczyźnie stając do jej odbudowy, podejmując studia, zakładając rodziny. Wybrali jak wybrali nie wolno ich potępiać, trzeba być wyrozumiałym w ocenie tego, co robili przyciśnięci historyczną koniecznością.

Nie każdy Żołnierz Niezłomny był bohaterem, wszelkie generalizacje bywają bowiem zawodne. Haniebne i pozbawione jakichkolwiek merytorycznych podstaw są jednak próby uznania ich za formację składającą się w przeważającej mierze ze zdemoralizowanych bandytów. Wśród komunistów też byli ludzie uczciwi, ale to nie powód, aby twierdzić, że obiektywnie działali dla dobra Polski.

Pomniki dla bohaterów, degradacje dla zdrajców

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych rząd przyjął projekt ustawy stwarzającej możliwości prawne pozbawienia stopni wojskowych osób, które służąc w Wojsku Polskim w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyły się racji stanu Rzeczypospolitej, a na krakowskim placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego rozpoczęła się budowa pomnika generała Ryszarda Kuklińskiego.

Te dwa wydarzenia mają symboliczny charakter: oto wolna Polska jednocześnie honoruje jednego ze swoich największych bohaterów i rozpoczyna proces rozliczania zdrajców.

- Marzeniem naszego pokolenia było, żeby tę sprawiedliwość przywrócić już na początku okresu transformacji, jednak nie było to możliwe, dziś staje się to możliwe. Projekt ściśle definiuje katalog osób, które są odpowiedzialne za wiele zła popełnionego od czasów drugiej wojny światowej wobec naszych bohaterów, wobec ludności cywilnej, wobec osób niewinnych. Chcemy naprawić trochę tego zła i przyjmujemy w związku z tym projekt ustawy, który to umożliwia – powiedział premier Mateusz Morawiecki po obradach Rady Ministrów.

Jeżeli Sejm przyjmie proponowaną przez rząd ustawę, to z mocy prawa stopnie utracą członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, a także ci oficerowie i podoficerowie, którzy m.in. zwalczali polskie podziemie niepodległościowe, pacyfikowali protesty społeczne, planowali wojnę napastniczą przeciwko państwom NATO w ramach Układu Warszawskiego, przyczyniali się do pogłębiania narzuconego siłą reżimu komunistycznego oraz uzależnienia naszej armii od sił zbrojnych Związku Sowieckiego, podjęli agenturalną współpracę z sowieckimi organami bezpieczeństwa, planowali i realizowali działania wymierzone w polskie Uchodźstwo.

projektpomnikagrkW czasie, kiedy rząd debatował nad tym dokumentem, plac Jana Nowaka-Jeziorańskiego przed Galerią Krakowską został częściowo ogrodzony. Za metalowym płotem stanie wkrótce pomnik „pierwszego polskiego oficera w NATO” autorstwa profesora Czesława Dźwigaja i Krzysztofa Lenartowicza (il. za: inwestycje-krakow.pl). Na pomniku w kształcie symbolizującego oficerską szablę oraz połączenie Wschodu z Zachodem łuku przechodzącego nad oznaczającymi upadający mur berliński płytami mają się znaleźć słowa o „heroicznej misji obezwładnienia imperium zła rozumem i wolą samotnego żołnierza”, a także cytat z księdza profesora Józefa Tischnera: „Żadne stanowione prawo, żadne przysięgi, żadne pogróżki nie powstrzymają ludzkiego sumienia”.

I tak właśnie ma być w niepodległej Polsce: bohaterowie na piedestały, zdrajcy w niesławę.

Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie było pierwsze

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W związku z dyskusją, jaką przeprowadzi jutro (1 marca 2018 roku) rząd nad projektem ustawy o pozbawieniu stopni wojskowych zdrajców Polski w mundurach, przypominam – pro memoria – apel do najważniejszych polityków w państwie, jaki wystosowało 4 lutego 2010 roku Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, aby zaświadczyć czarno na białym, kto pierwszy wystąpił z postulatem zdegradowania generała Wojciecha Jaruzelskiego:

* * *

pokinlogonowePorozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie zwraca się do Pana Prezydenta RP oraz do Marszałków Sejmu i Senatu, aby po blisko 20 latach od odzyskania niepodległości doprowadzili w oparciu o obowiązujące prawo (albo w oparciu o specjalne przepisy) do ukarania zdrajcy Polski Wojciecha Jaruzelskiego.

Ponieważ nie zlustrowane sądy nie potrafią lub nie chcą go ukarać za przestępcze działania na szkodę Rzeczypospolitej w latach 1944-89, oczekujemy zdegradowania go do stopnia szeregowca i pozbawienia wszystkich polskich odznaczeń. Polskim generałem Jaruzelski był tylko z nazwy, faktycznie był sowieckim czynownikiem, skutecznie reprezentującym interesy Moskwy w Polsce. Całym swoim życiem dał temu świadectwo.

Już w marcu 1946 roku został agentem Informacji Wojskowej o pseudonimie „Wolski”. IW, jak zresztą całe LWP, była kierowana przez sowieckich oficerów, pod dyktando których torturowała i mordowała żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, w tym żołnierzy AK, NSZ, WiN i drugiej konspiracji w sposób jeszcze bardziej okrutny niż UB. Jaruzelskiemu to nie przeszkadzało. Nie próbował ich bronić, a wprost przeciwnie: pisał donosy na nich i w dowód zaufania został wytypowany na rezydenta Informacji. Za to właśnie, za zdradę Polski, za donosy bardzo szybko awansował, mimo że miał niewłaściwe w tamtych czasach ziemiańskie pochodzenie. W wieku zaledwie 33 lat został generałem brygady. W listopadzie 1967 roku – jako szef Sztabu Generalnego LWP – stanął na czele tzw. komisji „odżydzającej” wojsko. Podpisywał rozkazy usuwające z armii osoby pochodzenia żydowskiego, czy też nie gwarantujące wierności socjalizmowi i degradował ich do stopnia szeregowca.

Komuniści dostrzegli to zaangażowanie Jaruzelskiego i w 1968 roku dostał z ich poręki nominację na ministra obrony narodowej. Jednym z pierwszych rozkazów, które podpisał dotyczył wkroczenia wojska polskiego do Czechosłowacji i rozpoczęcia okupacji tego kraju, oczywiście w ramach wspierania okupanta sowieckiego. Wojska sowieckie, jak również te wysłane przez Jaruzelskiego zastraszały i terroryzowały narody czeski i słowacki, aby stłumić dążenia wolnościowe tych narodów.

Już w dwa lata później, w grudniu 1970 roku, Jaruzelski jako minister wydał rozkazy oddziałom LWP, w wyniku których na ulicach miast Wybrzeża pojawili się żołnierze strzelając tak do strajkujących robotników, jak i do przypadkowych przechodniów. Zginęło wówczas co najmniej 46 osób. Sowieckiemu namiestnikowi w Warszawie nie przeszkodziło to w dalszej karierze. Miał coraz wyższe notowania w Moskwie jako jeden z najbardziej służalczych dla niej ludzi w PRL.

Dlatego też, kiedy po strajkach sierpniowych w 1980 roku społeczeństwo organizowało w się w ruchu związkowym „Solidarność”, wystraszeni komuniści wybrali Jaruzelskiego na premiera, a potem na I sekretarza ich partii. Dążenia wolnościowe i niepodległościowe narodu niszczył on przy użyciu Służby Bezpieczeństwa, MO, LWP, ZOMO, WSW i innych służb specjalnych.

Ludzie Jaruzelskiego zabijali przeciwników politycznych, strajkujących robotników, księży, uczestników manifestacji i przypadkowych przechodniów. Potem SB, milicja, prokuratura dokładnie zacierały ślady, aby nie można było ukarać winnych tych przestępstw, albo ewentualnie fabrykowały dowody i obciążały nimi niewinnych ludzi. Na ulicach polskich miast ZOMO, SB i MO biło, strzelało i zabijało tych, którzy mieli odwagę upomnieć się o swoje prawa. Jaruzelski używał wtedy eufemizmu, że będzie bronił socjalizmu bez względu na koszty, a te były ogromne. Jego działalność to zrujnowany gospodarczo kraj, zdeptany naród, zhańbiona armia, złamane życia ludzkie, ogromna polityczna emigracja młodych ludzi.

pokinlogoMy, członkowie POKiN, znamy to wszystko i pamiętamy, dlatego też domagamy się elementarnej sprawiedliwości. Są wśród nas uczestnicy Polskiego Państwa Podziemnego, żołnierze AK, NSZ i WiN, uczestnicy drugiej konspiracji i ruchów niepodległościowych z lat 1956-1989.

Ponieważ sądy nie chcą osądzić Jaruzelskiego, niechaj tego dokona Sejm RP. My wiemy, że sędziowie w PRL byli rekomendowani przez partię komunistyczną i wykonywali jej polecenia, a wielu z nich wciąż feruje wyroki. Nie zlustrowano sądownictwa, aby ich usunąć, więc niech sądzi Sejm RP .

Jaruzelski był zawsze zdrajcą racji stanu niepodległej Rzeczypospolitej i moskiewskim namiestnikiem – dlatego musi być osądzony. Jest to haniebne, jest to obelga skierowana do wszystkich środowisk niepodległościowych, że człowiek odpowiedzialny za tyle zbrodni jest wciąż na wolności.

Niech Prezydent RP, Sejm i Senat czynią swoją powinność!

Edward Jankowski, przewodniczący Porozumienia
Stanisław Palczewski, sekretarz Porozumienia

* * *

Przez kolejne osiem lat wielokrotnie ponawialiśmy starania, w których zawsze chodziło nam o symboliczne – a nie masowe, co zawsze jest obarczone ryzykiem skrzywdzenia kogoś – wymierzenie sprawiedliwości historycznej.

Generał Ryszard Kukliński coraz popularniejszy wśród młodzieży

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nowym patronem XLIV Liceum Ogólnokształcącego w Watszawie został jeden z najwybitniejszych polskich matematyków – profesor Setfan Banach. W głosowaniu pokonał on 12 innych kandydatów, wśród których był m.in. generał Ryszard Kukliński.

Jak już tutaj pisałem, „pierwszy polski oficer w NATO” został dopisany do listy w ostatniej chwili. Dzielnie walczył o to uczeń jednej z pierwszych klas Andrzej Kamiński, który w ciekawy sposób zaprezentował społeczności szkolnej sylwetkę jednego z największych bohaterów z czasów zimnej wojny.

pulkownikryszardkuklinskiCieszy mnie, że gen. Kukliński budzi coraz większe zainteresowanie naszej młodzieży, która widzi w nim człowieka nie wahającego się podjąć niezwykle trudnej, odważnej i samotnej misji w imię miłości Ojczyzny, honoru oficerskiego oraz wierności narodowym imponderabiliom dla storpedowania kremlowskich zamiarów wywołania III wojny światowej, a także dla zrzucenia sowieckiego jarzma niewoli z ukochanej przez niego Polski.

Dobrze więc się stało, że w warszawskim liceum mówiono o nim przez kilka dni, a nagłaśniały to „Nasz Dziennik” oraz portale internetowe. Niezależnie od wyniku głosowania z pewnością zapadł on w pamięć wielu uczniów i nauczycieli.

Mam też nadzieję, że wkrótce ta kandydatura na patrona szkoły pojawi się także w innych polskich liceach, ponieważ bohaterską postawę gen. Ryszarda Kuklińskiego warto przedstawiać jako wzór dla polskiej młodzieży.