Tag Archives: Jerzy Bukowski

Adwent a komercja

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Podczas odprawianej w krakowskim kościele pw. Świętej Barbary Mszy Świętej z okazji patronalnego święta Kongregacji Kupieckiej ksiądz arcybiskup Marek Jędraszewski zwrócił uwagę, że już teraz w niektórych sklepach można usłyszeć słowa i dźwięki kolęd, a jest na to o wiele za wcześnie.

Dobitnie zwrócił w ten sposób uwagę na istotę Adwentu, który wielu rodakom myli się w dzisiejszym, do cna skomercjalizowanym świecie z okresem Bożego Narodzenia. Ba, gdyby to jeszcze chodziło tylko o czas radosnego oczekiwania na narodziny Bożej Dzieciny, można byłoby jakoś się z tym pogodzić, ponieważ Polacy bardziej kochają tradycję wyznaczaną zewnętrznymi jej oznakami, aniżeli wgłębiają się w istotę teologicznych dogmatów. Kolędy zaczynają jednak rozbrzmiewać w sklepach i galeriach praktycznie zaraz po dniach Wszystkich Świętych i Zadusznym, bo właśnie wtedy duże i małe sieci handlowe rozpoczynają świąteczną sprzedaż.

abpmarekjedraszewskiTo, co budziło kiedyś nasz niesmak podczas wizyt w krajach Zachodu, czyli przedkładanie spraw materialnych ponad duchowe, zadomowiło się w ostatnim ćwierćwieczu nad Wisłą. Coraz mniej przeżywamy, niestety, święta w pełni po chrześcijańsku, pogrążając się w szaleństwie zakupów oraz innych czynności przygotowawczych, do czego sprytnie nakłaniają zawodowi fachowcy od reklamy.

Dobrze więc, że metropolita krakowski zdecydowanie przypomniał w homilii skierowanej do ludzi, którzy żyją ze sprzedaży swoich produktów klientom, że na spotkanie z Chrystusem „trzeba przyjść z osobistej świętości ducha i pobożności”, a „najważniejszego wymiaru Adwentu nie może przesłonić tylko przygotowywanie wiktuałów oraz kupowanie prezentów”, bo ma to być „czas wypełniony staraniem o to, aby Bóg znalazł prostą drogę do naszych serc”.

Czy wierni wsłuchają się w to ważne napomnienie? Śmiem wątpić.

Kraków godnie uczcił Marszałka Józefa Piłsudskiego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Msza Święta w szczelnie wypełnionej królewskiej katedrze na Wawelu z okazji 150. rocznicy urodzin Józefa Piłsudskiego oraz uroczystość w krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów zainaugurowały w niedzielę, 10 grudnia, krakowskie obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości gromadząc licznych przedstawicieli środowisk piłsudczykowskich, kombatanckich i patriotycznych oraz 14 pocztów sztandarowych.

- Józef Piłsudski zajmuje szczególne miejsce w dziejach Ojczyzny i Narodu. Polska stała się jego rodziną, to o taką rodzinę walczył i potem jej bronił, a więc to do nas należy pamięć o pierwszym marszałku. Naczelnik państwa, naczelny wódz, pierwszy marszałek, wybitny polityk, najważniejsza postać naszych dziejów w okresie międzywojennym. Należy do tego pokolenia Polaków, które walczyło o niepodległość i doczekało się niepodległości. Przez 50 lat żył w niewoli, tylko 18, jakie mu pozostały, przeżył w wolnej Polsce – powiedział w homilii ksiądz profesor prałat Jacek Urban.

grobmarszalkajozefapilsudskiegoPrzed złożeniem kwiatów na trumnie Komendanta przedstawiciel kierownictwa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych odznaczył Społeczną Szkołę Podstawową nr 1 im. Józefa Piłsudskiego, a także m.in. jej dyrektora Jerzego Gizę i prezesa Towarzystwa im. Józefa Piłsudskiego Tadeusza Żabę nadanymi im przez szefa UdSKiOR, ministra Jana Józefa Kasprzyka, medalami „Pro Patria”.

Na zakończenie uroczystości odśpiewano „Pierwszą Brygadę”.

Wcześniej, dokładnie w dniu urodzin Pierwszego Marszałka Polski, czyli 5 grudnia, delegacje szkół jego imienia oraz mających za patronów osoby zasłużone dla polskiej niepodległości uczciły pamięć Komendanta i Legionistów w wawelskiej krypcie oraz pod ich pomnikiem przy ulicy Józefa Piłsudskiego. W ramach obchodów na biało-czerwono oświetlone zostały kładka ojca Bernatka na Wiśle i estakada tramwajowa Lipska-Wielicka.

Do końca stycznia w Bibliotece Głównej Akademii Górniczo-Hutniczej przy alei Mickiewicza 30 można oglądać wystawę pt. „Krakowskie ślady Marszałka Józefa Piłsudskiego. 150 rocznica urodzin”.

Warto przypomnieć, że w sobotę, 9 grudnia, prezydent Andrzej Duda zainaugurował obchody 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę złożeniem kwiatów przed tablicą upamiętniającą powstanie w 1913 roku pierwszej na ziemiach polskich Oficerskiej Szkoły Strzeleckiej w Stróży nieopodal Limanowej.

Nie byłoby 11 listopada bez 6 sierpnia

jerzybukowskiJerzy Bukowski

To hasło podpowiadam Prezydentowi RP w związku z rozpoczynającymi się właśnie obchodami 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Wymarsz Pierwszej Kompanii Kadrowej 6 sierpnia 1914 roku z krakowskich Oleandrów na szlak, którego zwieńczenie stanowił triumf 11 listopada 1918 roku był rozpoczęciem drogi wyznaczanej z jednej strony trudem militarnym, z drugiej mądrością polityczną Józefa Piłsudskiego i dlatego nie można go pominąć.

Na szczęście prezydent Andrzej Duda, który był w latach 80. ubiegłego wieku drużynowym 5 Krakowskiej Drużyny Harcerskiej „Piorun” im. Legionistów 1914 roku w znanym z patriotycznych tradycji szczepie należącego do Hufca Kraków-Krowodrza Związku Harcerstwa Polskiego „Wichry” doskonale rozumie sens ciągłego podkreślania roli „Kadrówki” dla jej ostatecznego zwycięstwa w ponad cztery lata po obaleniu przez nią słupów granicznych między zaborem austriackim a rosyjskim w podkrakowskich Michałowicach.

matkaisercesynaDobrze stało się więc, że inauguracja 100-lecia powrotu Polski na mapę Europy nastąpiła 5 grudnia, czyli w 150. rocznicę urodzin Komendanta. Prezydent RP wygłosił tego dnia orędzie przed Zgromadzeniem Narodowym, środowiska patriotyczne odwiedziły Zułów, w którym przyszedł na świat Piłsudski oraz cmentarz na wileńskiej Rossie, gdzie w grobowcu Matki spoczęło serce Syna (fot. Archiwum KN), a krakowskie szkoły imienia Pierwszego Marszałka Polski odwiedziły kryptę pod wawelską wieżą Srebrnych Dzwonów oraz złożyły kwiaty pod pomnikiem przy ulicy jego imienia. W ten sposób oddano należny hołd temu, który „dał Polsce moc, wolność, granice, moc i szacunek”, jak pięknie powiedział w trakcie wawelskiego pogrzebu prezydent Ignacy Mościcki.

Niczego nie ujmując innym ojcom-założycielom polskiej niepodległości w 1918 roku, to właśnie Józef Piłsudski stał się jej symbolem dla kolejnych pokoleń rodaków, a wielu polityków bezskutecznie stara się po 1989 roku przekonać opinię publiczną, że to oni są jego ideowymi spadkobiercami. Taka postawa jest z jednej strony godna politowania, z drugiej stanowi natomiast najlepszy dowód, że każdy z nich chciałby być nim, a nie Romanem Dmowskim, Ignacym Paderewskim, Wincentym Witosem, Ignacym Daszyńskim, czy Wojciechem Korfantym.

Oczekuję od prezydenta Andrzeja Dudy jako głowy państwa, piłsudczyka, harcerza i krakusa, że tytułowe hasło uczyni motywem przewodnim bogatych obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości.

Spod strzeleckiego „Parasola”

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Bardzo się cieszę, że prezydent Andrzej Duda postanowił zainaugurować obchody 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę nie tylko orędziem wygłoszonym przed Zgromadzeniem Narodowym w 150. rocznicę urodzin Józefa Piłsudskiego, ale także złożeniem kwiatów przed tablicą upamiętniającą powstanie w 1913 roku pierwszej na ziemiach polskich Oficerskiej Szkoły Strzeleckiej, która mieściła się na budynku dzisiejszej Szkoły Podstawowej im. Stanisława Wyspiańskiego w Stróży (powiat limanowski).

To właśnie ruch strzelecki, który zrodził Pierwszą Kompanię Kadrową, a potem Legiony Polskiej, był zarzewiem czynu zbrojnego podjętego przez Komendanta w czasie I wojny światowej. Wielu wychowanków zorganizowanej przez niego strzeleckiej szkoły stanowiło trzon „Kadrówki”. Skoro nie byłoby zaś 11 listopada 1918 roku bez 6 sierpnia 1914 roku, kiedy to z krakowskich Oleandrów wyruszyła ogarnięta patriotycznym zapałem garstka „chorych na Polskę” niepodległościowców, Prezydent RP znakomicie wybrał miejsce rozpoczęcia jubileuszu 100-lecia powrotu naszej Ojczyzny na mapę Europy.

strozaad2107Budynek dworski (fot. www.prezydent.pl), w którym od lipca do sierpnia 1913 roku odbywały się zajęcia przygotowane przez kierownictwo Związku Strzeleckiego, przekazał na siedzibę szkoły oficerskiej właściciel Stróży Ludwik Lazar. Wśród 90 kursantów było wielu wybitnych oficerów i dowódców, jak choćby generałowie z okresu II Rzeczypospolitej Janusz Głuchowski, Stanisław Grzmot-Skotnicki, Tadeusz Kasprzycki i Michał Tokarzewski-Karaszkiewicz, czy legendarny pułkownik Leopold Lis-Kula. 67 absolwentów, którzy zostali potem oficerami miało prawo do noszenia słynnego „Parasola” – odznaki zaprojektowanej przez Włodzimierza Tetmajera.

Inicjatorem założenia szkoły był Piłsudski, który prowadził w niej również zajęcia, podobnie jak jeden z jego najbliższych współpracowników, pełniący później funkcję szefa sztabu Pierwszej Brygady LP a w latach 1943-44 Wodza Naczelnego Wojska Polskiego – Kazimierz Sosnkowski (Wódz Naczelny Wojska Polskiego w latach 1943-44).

Wśród wykładanych w Stróży przedmiotów były m.in. taktyka piechoty, historia wojen, musztra, budowa fortyfikacji i strzelanie z broni ręcznej, którego uczył sam Piłsudski. Zajęcia terenowe odbywały się na szczytach i przełęczach pobliskiego Beskidu Wyspowego.

W 1933 roku na budynku oddanym przez Lazara po odzyskaniu niepodległości miejscowej szkole zawisła pamiątkowa tablica, którą komuniści zerwali, zniszczyli i wrzucili do rzeki wkrótce po objęciu władzy. Mieszkańcy Stróży uratowali ją jednak, potajemnie przechowali, a w 1989 roku doprowadzili do zrekonstruowania oraz przywrócenia na dawne miejsce.

Podczas uroczystości z udziałem głowy państwa oraz minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Jarosław Szarek ogłosił rozpoczęcie ogólnopolskiego projektu edukacyjnego „Akademia Niepodległości”, w ramach którego w wielu szkołach w całej Polsce przypomniana zostanie przez historyków IPN długa i trudna droga do suwerenności.

Dobrze, że najważniejsze osoby w naszym państwie doskonale rozumieją potrzebę podkreślania genezy tego, co tak pięknie zwieńczył 11 listopada 1918 roku, dbają o to, aby umacniać międzypokoleniową więź ludzi i środowisk walczących o wolną Polskę, stoją na straży narodowych imponderabiliów.

Marszałek Józef Piłsudski zamiast Armii Czerwonej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jeszcze kilka lat temu stał tam pomnik Chwały Armii Czerwonej, którego likwidacji energicznie domagały się małopolskie i śląskie środowiska patriotyczne z Porozumieniem Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie na czele regularnie organizując pod nim demonstracje brutalnie tłumione przez policje (nadal trwają procesy sądowe w tej materii), a już za rok zawładnie tym miejscem Józef Piłsudski.

Mowa o alejach Wolności w Nowym Sączu, którego radni jednogłośnie zaakceptowali pomysł upamiętnienia w ten sposób Pierwszego Marszałka Polski w 100. rocznicę odzyskania niepodległości.

Warto przypomnieć, że Komendant miał silne związki z miastem, które jako pierwsze w pozostającej jeszcze pod zaborami Polsce, bo już 22 marca 1916 roku, nadało mu honorowe obywatelstwo.

jozefpilsudski„Piłsudski wielokrotnie przebywał w Nowym Sączu Słynny był wjazd marszałka do miasta na czele ułanów po bitwie pod Marcinkowicami. Będąc w Nowym Sączu Piłsudski zamieszkiwał w budynku przy ul. Dunajewskiego, gdzie wmurowano tablicę poświęconą jego pamięci” – przypomniała Polska Agencja Prasowa.

- To znaczące, historyczne miejsce, tuż obok starego cmentarza, gdzie w planie jest przeniesienie grobu pułkownika Bolesława Pierackiego i obok budynku jego imienia. Miejsce symboliczne i znaczące pod każdym względem – skomentował wybór tego właśnie miejsca prezydent Nowego Sącza Ryszard Nowak, który przez wiele lat zdecydowanie bronił pomnika Chwały Armii Czerwonej zburzonego dopiero 10 lipca 2015 roku (szczątki spoczywających pod nim krasnoarmiejców przeniesiono do kwatery wojskowej na sądecki cmentarz komunalny).

Na pomysł uhonorowania Piłsudskiego pomnikiem wpadło w 2010 roku Stowarzyszenie Nowosądecka Wspólnota nawiązując do niezrealizowanej inicjatywy, która zrodziła się zaraz po jego śmierci.

„Lokalizację wskazali sami mieszkańcy miasta, a projekt nieodpłatnie przekazał artysta rzeźbiarz Stanisław Szwechowicz. Pomnik będzie przedstawiał marszałka siedzącego na Kasztance. Całość zostanie umieszczona na wysokim cokole” – napisała Polska Agencja Prasowa.

Budowę sfinansuje społeczny komitet, który już zbiera pieniądze, a Urząd Miasta nieodpłatnie przekaże na ten cel należącą do niego część działki przy zbiegu Al. Wolności i ulicy Stefana Żeromskiego.

Sylwester dla biednych materialnie, ale bogatych duchem

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Trwają intensywne przygotowania do sylwestrowej zabawy organizowanej już po raz drugi w Krakowie dla osób ubogich – poinformował portal internetowy krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”.

Akcję można wesprzeć modlitewnie i materialnie, a potrzeb jest wiele: od przystrojenia sali i zakupu jedzenia poprzez opłaty za paliwo oraz media aż po przygotowanie paczek dla gości.

- Z radością wspominamy zeszłoroczne wydarzenie. Dzięki zaangażowaniu ofiarodawców i wolontariuszy nie zabrakło wodzireja, wspólnych tańców, pysznych potraw, a także strawy duchowej w postaci Eucharystii o północy. Ostatnia sylwestrowa noc, na którą młodzi z różnych krakowskich wspólnot, grup i organizacji zaprosili potrzebujących, nie była tylko zabawą. Ona przełamała granice, w których są zamykane na co dzień osoby samotne i bezdomne. Bardzo mocno uwrażliwiła nas na problemy bliźniego w potrzebie, zwłaszcza przez szczere rozmowy przy stołach. Nie mieliśmy zamiaru zmieniać nikogo na siłę. Wiedzieliśmy też, że nasza inicjatywa nie odmieni ich codziennej rzeczywistości. Chcieliśmy jednak pobyć radośnie z naszym gośćmi z należnym im szacunkiem, a także pokazać innym, że często ich ubóstwo jest niczym niezawinione – powiedziała portalowi koordynatorka wydarzenia Magdalena Chyłka.

sylwesterzubogimiKoordynatorka „Sylwestra z ubogimi” podkreśliła, że bardzo wzruszający był moment pożegnania już w Nowym Roku: – Przekazaliśmy uczestnikom naszego sylwestra paczki. Niektórzy ze łzami w oczach dziękowali za wspólny czas i otrzymane dary. Wszystko to sprawiło, że zdecydowaliśmy się zorganizować ponownie wydarzenie i gorąco zapraszamy do jego wsparcia.

„Cały czas zbierane są rzeczy, z których zostaną przygotowane paczki. Potrzebne są: czapki, szaliki, ciepłe skarpety, rękawiczki, termosy, koce czy środki higieniczne. Tuż przed 31 grudnia będzie można ofiarować żywność – wędliny, chleb, owoce, ciasta, napoje czy już gotowe posiłki. Szczegółowe informacje o wydarzeniu są dostępne na stronie internetowej www.krakow.sylwesterzubogimi.pl – czytamy w portalu „GN”.

Kraków walczy o pieniądze za niedoszłe igrzyska

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję ministra sportu i turystyki z 2014 roku w sprawie zwrotu pierwszej transzy dotacji udzielonej gminie miasta Krakowa na organizację przygotowań do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku.

Władze podwawelskiego grodu wycofały się z tego pomysłu po referendum, w którym prawie 70 procent jego uczestników zagłosowało przeciw niemu.

Jeśli wyrok się uprawomocni, Kraków odzyska od resortu 4 miliony złotych, które zwrócił – zgodnie z przepisami – wraz z odsetkami, ale jednocześnie złożył do WSA skargę na decyzję administracyjną, która została uznana w pierwszej instancji za słuszną.

herbkrakowaJeden z portali internetowych przypomniał, że w grudniu 2016 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport o staraniach miasta w związku z organizacją igrzysk.

„Kraków oraz Stowarzyszenie Komitet Konkursowy Kraków 2022 wydały blisko 11 mln zł na proces ubiegania się Krakowa o przyznanie roli gospodarza Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 r. W ocenie NIK pieniądze te wykorzystano nieefektywnie, gdyż miasto wycofało się ze starań o organizację Igrzysk, na skutek braku poparcia dla tej idei wśród mieszkańców” – czytamy w portalu.

NIK wytknęła również ministrowi, że finansowanie z budżetu państwa organizacji Igrzysk powinno nastąpić dopiero po wyrażeniu woli przez większość lokalnej społeczności.

„Izba wykryła też nieprawidłowości w umowach miasta ze szwajcarską firmą, która starała się w jej imieniu o organizację Igrzysk, zgłosiła też uwagi do działalności Stowarzyszenia Komitet Konkursowy Kraków 2022” – napisał portal.

Brawo Krzywaczka!

jerzybukowskiJerzy Bukowski

O takich oddolnych inicjatywach zawsze informuję z wielką przyjemnością oraz z dumą z rodaków.

Jak poinformowało Radio Kraków, w podkrakowskiej wsi Krzywaczka zamieszka w budynku dawnego przedszkola pięć polskich rodzin (w sumie dziewiętnaście osób) pochodzących z ogarniętego wojną Donbasu. Część z nich od kilku lat pracuje w kraju swoich przodków, inni czekają na możliwość ewakuacji w Ługańsku.

- Tutaj będą trzy pokoje plus aneks kuchenny. I tu będzie mieszkała rodzina trzypokoleniowa. W lutym było zebranie we wsi, na którym ponad 70 osób zagłosowało. Wszyscy byli za tym, żeby przekazać ten budynek tym rodzinom. Zostało to sprzedane, zgodnie z uchwałą rady miejskiej, za 1 procent wartości – powiedział krakowskiej rozgłośni mieszkaniec Krzywaczki i wiceprezes Fundacji Pomoc Polakom Donbasu Jerzy Kozek.

krzywaczkaBudynek wymaga remontu, na który zgromadzono prawie 80 tysięcy złotych. W zbieraniu pieniędzy pomagają parafie, lokalne firmy i Izba Gospodarcza w Sułkowicach.

„Trzy rodziny, które zamieszkają w Krzywaczce (fot. krzywaczka.pl), mają już polskie obywatelstwo. Ponieważ przyjechali do Polski na własną rękę, nie objęła ich pomoc rządowa” – czytamy na stronie Radia Kraków.

Fundacja prosi wszystkich ludzi dobrej woli o wsparcie finansowe i rzeczowe podjętej przez nią inicjatywy. Potrzebne są materiały budowlane oraz pieniądze na kocioł do ogrzewania budynku.

Szczegółowe informacje można uzyskać na stronie: https://polacydonbasu.org.pl

Polski historyk uznany za persona non grata w Rosji

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej zatrzymała w Moskwie adiunkta w Zakładzie Historii Europy Wschodniej Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz pracownika Oddziałowego Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie doktora habilitowanego Henryka Głębockiego i nakazała mu opuszczenie Rosji w ciągu 24 godzin pod groźbą przymusowej deportacji – poinformowała Polska Agencja Prasowa powołując się na oświadczenie wydane w tej sprawie przez IPN, w ocenie którego oznacza to zablokowanie mu możliwości prowadzenia dalszych badań w tamtejszych archiwach.

„Decyzja FSB, która była bez wskazania merytorycznego powodu wydalenia oraz możliwości odwołania, oznacza jednocześnie zakaz ponownego wjazdu na terytorium Rosji” – czytamy w depeszy PAP.

Głębocki wrócił już do domu i tak przedstawił kulisy akcji FSB wobec niego w rozmowie z PAP: – Do zatrzymania doszło w piątek około północy po moim powrocie z Petersburga do Moskwy. Po wyjściu z pociągu na dworcu zostałem zatrzymany przez patrol dworcowy i doprowadzony do pomieszczenia, gdzie czekała duża grupa funkcjonariuszy FSB, którzy przy użyciu kamery odczytali mi postanowienie Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Z przedstawionego mi pisma wynikało, że mam w ciągu jednej dobry opuścić terytorium Rosji. Samo zatrzymanie trwało krótko, bez przesłuchania i przeszukania. Wyraźnie chodziło o formalne przedstawienie dokumentu, który miał wymusić mój wyjazd z Federacji Rosyjskiej.

Dodał, że nie podpisał dokumentu o wydaleniu, mimo że zażądali tego funkcjonariusze: – Odmówiłem stwierdzając, że nigdy w podobnych okolicznościach w PRL zatrzymywany przez Służbę Bezpieczeństwa niczego nie podpisywałem i teraz także bez obecności przedstawicieli ambasady polskiej niczego nie podpiszę. Dokument więc został podpisany przez trzech funkcjonariuszy, następnie został on przedarty na pół; część z podpisami została w ich rękach, natomiast reszta tego porwanego dokumentu została mi wręczona i na tym spotkanie zakończyło się – wyjaśnił dziennikarzowi PAP.

Głębocki zamierzał zostać w Rosji do 10 grudnia, by prowadzić badania w archiwach na temat polityki Imperium Rosyjskiego wobec tzw. kwestii polskiej w XIX wieku oraz Związku Sowieckiego wobec Polaków w XX wieku.

„IPN dodał, że historyk wygłosił również, na zaproszenie Instytutu Polskiego w Sankt Petersburgu, dwa wykłady otwarte, poświęcone losom Polaków oraz rocznicy tzw. operacji polskiej NKWD w ramach Wielkiego Terroru w ZSRS 1937-1938. Wykłady odbyły się w siedzibie petersburskiego Memoriału, a następnie w Instytucie Polskim w Sankt Petersburgu” – napisała PAP.

- Zastanawiam się, czy badanie rękopisu „Dziennika podróży na Wschód” Juliusza Słowackiego, dziejów Maurycego Beniowskiego lub Józefa Piłsudskiego w szponach ochrany jest na tyle niebezpieczne dla interesów Federacji Rosyjskiej, że owocuje nagłym nakazem jej opuszczenia. Jeżdżę do Rosji od 24 lat, badając w tamtejszych archiwach problemy stosunków polsko-rosyjskich w XIX i XX. Zaowocowało to m.in. napisanymi przeze mnie kilkoma książkami – powiedział Głębocki redaktorowi Bogdanowi Gancarzowi z krakowskiej redakcji „Gościa Niedzielnego”.

Zakaz ponownego wjazdu do Rosji znacznie utrudni historykowi kontynuowanie pracy badawczej, która była w dużej mierze oparta na osobistym zapoznawaniu się z zasobami archiwalnymi w tym kraju.

Gancarz sugeruje, że decyzja o wydaleniu mogła być retorsją za niedawne usunięcie z Polski rosyjskiego historyka z Nowosybirska Dymitra Karnauchowa wykładającego w Akademii Humanistycznej w Pułtusku.

glebockigurowskiGłębocki jest – oprócz profesora Andrzeja Nowaka – jednym z najlepszych znawców Rosji i stosunków polsko-rosyjskich w XIX oraz w XX wieku. Wydał m.in. wyróżniane prestiżowymi nagrodami naukowymi książki: „Fatalna sprawa. Kwestia polska w rosyjskiej myśli politycznej 1856-1866”, „Kresy Imperium. Szkice i materiały do dziejów polityki Rosji wobec jej peryferii XVIII-XXI wiek”, „<Diabeł Asmodeusz> w niebieskich binoklach i kraj przyszłości. Hr. Adam Gurowski i Rosja” (fot. ksiegarnia.arcana.pl).

Bada również najnowszą historię Polski, czego owocem są m.in. książki: „Studencki Komitet Solidarności w Krakowie” i „Policja tajna przy robocie. Z dziejów państwa policyjnego w PRL”. (2005). Współredaguje również krakowski dwumiesięcznik „Acana”, kierując jego działem historycznym.

„Krakowski historyk dokonał także sensacyjnego odkrycia w Moskwie rękopisu <Dziennika podróży na Wschód> Juliusza Słowackiego, uważanego od 1939 r. za zaginiony. Odnalazł go w 2003 r. r., skopiował zaś 7 lat później. Odnalazł go w trakcie badań w Rosyjskiej Bibliotece Państwowej w Moskwie. 74 stronicowy rękopis zawiera m. in. notatki z podróży w latach 1836-1838 do Egiptu, Libanu i Syrii, szkice do <Anhelliego> oraz rysunki. Rękopis był przechowywany w Bibliotece Krasińskich w Warszawie” – czytamy w portalu „GN”.

- Wypożyczono go stamtąd na wystawę z okazji 130-lecia urodzin Słowackiego, która miała być otwarta w jego rodzinnym Krzemieńcu 4 września 1939 r. W międzyczasie wybuchła wojna. Po 17 września do Krzemieńca weszły wojska sowieckie. Po rękopisie urwał się ślad. „Wypłynął” w 2001 roku, gdy oficjalnie wpisano go do katalogu dawnej Biblioteki im. Lenina. Obecnie trwają prace nad naukowym wydaniem tego skarbu kultury polskiej – powiedział Henryk Głębocki Bogdanowi Gancarzowi.

Zmiana dyrektora w MCK

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Po 26 latach znakomitego kierowania Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie z funkcji dyrektora odchodzi jego założyciel – profesor Jacek Purchla. Obejmie ją 2 stycznia 2018 roku jego zastępczyni do spraw programowych (od 6 lat) doktor Agata Wąsowska-Pawlik, która odebrała już nominację od ministra kultury i dziedzictwa narodowego, a zarazem wicepremiera prof. Piotra Glińskiego.

Warto podkreślić, że to przekazanie odbyło się w niezwykle sympatycznej, „pokojowej” i apolitycznej atmosferze, co ostatnio rzadko się, niestety, zdarza przy zmianach szefów poważnych instytucji, także kulturalnych.

Nowa dyrektor MCK jest absolwentką Uniwersytetu Jagiellońskiego, na którym obroniła doktorat z historii sztuki. W Centrum pracuje od 1996 roku zajmując się organizowaniem wielkich wystaw oraz kontaktami międzynarodowymi. Jest narodowym koordynatorem Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego 2018, członkinią Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, Międzynarodowej Rady Muzeów ICOM, współorganizatorką organizowanych od 6 lat Forów Dziedzictwa Kulturowego Europy Środkowej, od 2013 roku zasiada w Radzie Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

mcklogoOdchodzący po ponad ćwierćwieczu chwalebnej pracy dla dobra polskiej i europejskiej kultury oraz ukochanego przezeń rodzinnego Krakowa prof. Purchla jest wykładowcą dwóch podwawelskich uniwersytetów, które sam ukończył: Ekonomicznego i Jagiellońskiego. Należy do grona najwybitniejszych w naszym kraju historyków sztuki i znawców dziedzictwa kulturowego oraz problematyki miejskiej, jest autorem licznych publikacji przetłumaczonych na kilka języków obcych, laureatem prestiżowej Nagrody Środkowoeuropejskiej (Mitteleuropapreis).

Z jego licznych funkcji społeczno-naukowych warto wymienić przede wszystkim prezesurę Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa oraz członkostwo tytularne i stanowisko wiceprezydenta Comite International d’Histoire de l’Art (CIHA). Od 2000 r. przewodniczy Radzie Ochrony Zabytków przy ministrze kultury i dziedzictwa narodowego. W 2016 roku wybrano go na funkcję przewodniczącego Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO, którego 41. sesję z ogromnym powodzeniem zorganizował i poprowadził w Krakowie latem br. (uczestniczyło w niej prawie 2 tysiące osób ze 126 krajów).

Pod jego kierunkiem MCK osiągnęło imponujące rezultaty. Przygotowano w nim wiele wystaw, sesji, konferencji na temat dziedzictwa kulturowego Europy Środkowej i Wschodniej, w tym Krakowa oraz Polski, co zaowocowało wieloma publikacjami. Centrum prowadzi Akademię Dziedzictwa oraz organizuje program stypendialny MKiDN „Thesaurus Poloniae”, w którego ramach na badania dotyczące dziedzictwa kulturowego Europy Środkowej przyjeżdżają profesorowie i studenci z kilkudziesięciu krajów świata.

Nowa pani dyrektor Międzynarodowego Centrum Kultury otrzymuje tę ważną i prestiżową placówkę w stanie najwyższego rozwoju, a jako długoletnia wychowanka prof. Jacka Purchli z pewnością będzie umiała podtrzymać jej wysoki poziom, zwłaszcza że jej poprzednik będzie nadal aktywnie współpracował ze swoim „dzieckiem” twórczo wykorzystując swoje liczne kontakty – zwłaszcza po udanej sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO – w wielu krajach świata.

Darcie łacha, robienie w konia i zaorywanie

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Opozycję można zwalczać na różne sposoby.

Jeżeli jest ona dobrze zorganizowana oraz zdyscyplinowana i zagraża obozowi rządzącemu osiągając podobne do niego wyniki w sondażach, trzeba traktować ją serio, podejmując z nią rzeczową polemikę. Jeśli nie wykazuje jednak żadnych oznak powagi, a jej rozpaczliwe próby zaszkodzenia ekipie sprawującej władzę oraz pozyskania elektoratu budzą na przemian śmiech, litość i pogardę, wystarczy w dowcipny sposób czynić z nią to, co popularnie określa się jako darcie łacha lub robienie w konia.

Ta druga metoda stosowana jest ostatnio dosyć często i na różnych poziomach kultury politycznej przez Zjednoczoną Prawicę wobec rozbitej i skłóconej opozycji, która nie umie wypracować żadnego sposobu ani na zaszkodzenie rządowi, ani na wzbudzenie sympatii potencjalnych wyborców. Takich nieudaczników najlepiej jest zaś pognębiać ironią, lekceważeniem, kpiną, przemilczaniem, szyderstwem, co kolokwialnie zwie się ich zaorywaniem.

jaroslawkaczynskiPrawdziwym mistrzostwem popisał się w tej materii podczas ostatniej debaty sejmowej i po niej Jarosław Kaczyński (fot. Wikipedia). Prezes Prawa i Sprawiedliwości bardziej niż atakami posłów opozycji zainteresowany był przeglądaniem „Atlasu kotów”, czym skupił na sobie życzliwą uwagę wielu czołowych polityków i ważnych mediów na całym świecie, a także milionów internautów. W dodatku przekazał natychmiast tę książkę z osobistą dedykacją Krakowskiemu Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami na aukcję, której finał nastąpi w czasie charytatywnego koncertu „Granie na szczekanie” w sali filharmonii. Kiedy piszę te słowa, cena atlasu przekroczyła już 25 tysięcy złotych!

Cokolwiek by powiedzieli czy zrobili w najbliższym czasie politycy opozycji, tym zachowaniem przywódca obozu „dobrej zmiany” pokazał im, jak w prosty sposób, bez emocji i bez używania wielkich słów można skutecznie przykryć oraz zminimalizować wszystko, co oni usiłują zrobić dla pozytywnego zaistnienia w oczach opinii publicznej.

Odebrać Verhofstadtowi polski order!

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Na stronie http://zmienmy.to/petycja/odebranie-krzyza-wielkiego-orderu-zaslugi-rzeczypospolitej-polskiej-panu-guyowi-verhofstadtowi/?glos=popieram można podpisać petycję do prezydenta Andrzeja Dudy o odebranie Krzyża Wielkiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej belgijskiemu posłowi do Parlamentu Europejskiego Guyowi Verhofstadtowi (otrzymał go w 2004 roku).

Jej autorzy Karolina Prochowiak i Piotr Siewak uważają, że jest to niezbędne ze względu na stosunek do Polski, jaki reprezentuje on na forum PE wielokrotnie uwłaczając legalnie wybranemu rządowi RP i jej obywatelom. Jako przykład przywołali jego wypowiedź podczas debaty na temat praworządności w Polsce, która odbyła się 15 listopada: „polski rząd postradał zmysły”. Tego samego dnia określił uczestników warszawskiego Marszu Niepodległości, w którym udział wzięło kilkadziesiąt tysięcy Polaków, jako „faszystów, neonazistów, białych suprematystów” podkreślając, że odbył się on 300 kilometrów od byłego śmierci obozu Auschwitz.

„Osobie, która okazuje brak szacunku Państwu Polskiemu, w rozumieniu jego władz oraz pewnej części społeczeństwa, powinien zostać odebrany Krzyż Wielkiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, ponieważ uwłacza ona wadze tego uhonorowania. Wyrażamy głęboką nadzieję, że nasz wniosek spotka się z pozytywnym rozpatrzeniem przez Pana Prezydenta, biorąc pod uwagę wagę przedstawionych przez nas argumentów” – zakończyli swoją petycję jej autorzy.

rdilogoPrzypomnę, że wcześniej Prezes Reduty Dobrego Imienia-Polskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom Mira Wszelaka wystąpiła do wojewody mazowieckiego Zdzisława Sipiery o uznanie Verhofstadta za osobę niepożądaną na terytorium Polski w związku z jego cytowaną wyżej skandaliczną wypowiedzią o Marszu Niepodległości.

„Użycie słowa <naziści> w stosunku do uczestników marszu, czyli Polaków – w rozumieniu konstytucji obywateli Polski bez względu na ich kolor skóry, przynależność etniczną, wyznanie – jest użyciem języka nienawiści w stosunku do wielkiej grupy ludzi, a słowo <Auschwitz> ma w odbiorcach utwierdzić przekonanie, że w Polsce panuje nazizm i Polacy są sprawcami Holokaustu” – napisała prezes RDI-PLPZ do wojewody mazowieckiego.

Reduta złożyła także dwa pozwy przeciwko Guyowi Verhofstadtowi do Sądu Okręgowego w Warszawie (można je poprzeć na stronie www.rdi.org.pl) argumentując w nich, że stosując mowę nienawiści zniesławił on tysiące obywateli RP, którzy 11 listopada manifestowali swoje przywiązanie do idei niepodległości.

Lwowski doktorat honoris causa dla krakowskiego uczonego

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Profesor Jacek Purchla, o którym niedawno obszernie tutaj pisałem z uwagi na dobiegającą końca 26-letnią misję kierowania przez niego Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, otrzymał kolejny laur do swojej bogatej kolekcji zaszczytów: Narodowy Uniwersytet „Politechnika Lwowska” przyznał mu doktorat honoris causa w uznaniu dla jego znakomitych osiągnięć naukowo-badawczych na arenie międzynarodowej w kilku obszarach: historii sztuki, historii architektury, ochrony dziedzictwa kulturowego.

W jednomyślnej uchwale Senatu przypomniano, że to właśnie on rozpoczął przed ponad ćwierćwieczem pionierskie wówczas studia nad architekturą i urbanistyką Lwowa w XIX i XX wieku oraz nad rozwojem stolicy Galicji. Wyliczono, że prawie 50 publikacji, których autorem lub współautorem jest prof. Purchla, poświęconych zostało rozwojowi Lwowa i jego architekturze oraz roli Politechniki w kształtowaniu krajobrazu kulturowego miasta oraz regionu. Nie zapomniano także podkreślić jego wielkiej roli jako przewodniczącego Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO.

aulapolitechnikilwowskiejPodczas ceremonii wręczania doktoratu przez władze założonej w 1844 roku, najstarszej, a na przełomie XIX i XX wieku jedynej polskiej uczelni technicznej (na fotografii fragment auli Politechniki Lwowskiej, za Wikipedią), była również mowa o wieloletnich działaniach krakowskiego uczonego na rzecz zbliżenia Polaków i Ukraińców poprzez prowadzenie dialogu, otwartej dyskusji, współpracy, budowanie postawy wzajemnego szacunku i zrozumienia. Przełożyło się to na organizację przez MCK licznych konferencji, seminariów, wystaw, programów edukacyjnych i stypendialnych, w których często brali udział również pracownicy liczącego dzisiaj 35 tysięcy studentów Narodowego Uniwersytetu „Politechniki Lwowskiej”.

Zmiana na gorsze w Nowoczesnej

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Znane już w starożytności, a sformułowane przez Mikołaja Kopernika i Thomasa Greshama ekonomiczne prawo o wypieraniu lepszego pieniądza przez gorszy często sprawdza się także w polityce. Właśnie mamy do czynienia z jego niezwykle spektakularnym zastosowaniem w Nowoczesnej, w której Ryszarda Petru zastąpiła na funkcji przewodniczącego Katarzyna Lubnauer.

Wprawdzie twórca i dotychczasowy przywódca marniejącego z dnia na dzień i umiejętnie marginalizowanego przez Grzegorza Schetynę ugrupowania opozycyjnego jest wyjątkowo kiepską moneta polityczną, ale jego następczyni prezentuje się – chociaż trudno w to uwierzyć – jeszcze gorzej.

Jest beznadziejna merytorycznie, całkowicie zagubiona w świecie polityki, którego kompletnie nie rozumie, nie potrafi prowadzić rzeczowej polemiki, nieporadnie usiłuje zagadać każdego rozmówcę przy pomocy steku banałów, co skutkuje wywoływaniem niepotrzebnych konfliktów oraz skutecznym zniechęcaniem do siebie i do Nowoczesnej każdego, kto ma wątpliwą przyjemność wejść z nią w dyskusję.

W dodatku Lubnauer – podobnie jak jej najbardziej znane partyjne koleżanki Kamila Gasiuk-Pihowicz, Joanna Scheuring-Wielgus i Joanna Schmidt – jest całkowicie pozbawiona kobiecego wdzięku, który można umiejętnie wykorzystać nawet w ferworze ostrych starć z przeciwnikami. Wiele obecnych w polityce pań potrafi znakomicie grać tym atrybutem swojej płci przysparzając swoim ugrupowaniom sporo sympatii, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Czołowe reprezentantki Nowoczesnej są natomiast oschłe, nieprzyjemne i antypatyczne, nie więc dziwnego, że odstręczają – zamiast przyciągać – potencjalnych wyborców od reprezentowanej przez nie partii.

Nie mająca wyrazistego programu, skłócona wewnętrznie, kierowana przez bezbarwną osobę Nowoczesna powinna wkrótce zniknąć z politycznej sceny, czego zapewne szczerze życzy jej nie Zjednoczona Prawica, dla której tak słaby przeciwnik jest niegroźny i bardzo wygodny, ale Platforma Obywatelska, Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz wszystkie ugrupowania liberalne liczące na przejęcie jej elektoratu.

Jest tylko kwestią czasu, kiedy Katarzyna Lubnauer złoży Nowoczesną do politycznego grobu, w czym z pewnością pomoże jej nie kryjący rozgoryczenia z powodu bolesnej i nieoczekiwanej przez siebie porażki w wyborach przewodniczącego Ryszard Petru.

Nowi Świadkowie Historii

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Stanisław M. Jankowski, Ryszard Majdzik, Aleksandra Szemioth, Karol Tendera, Zofia Wieczorek-Nowak i środowisko Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej „Ponury”- „Nurt” zostali uhonorowani nagrodami Krakowskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej „Świadek Historii”, którą przyznaje się co rok w poszczególnych regionach kraju osobom, stowarzyszeniom, instytucjom oraz organizacjom społecznym zasłużonym dla upamiętniania historii Polski i narodu polskiego w latach 1939-1989.

Stanisław M. Jankowski jest badaczem zasłużonym dla odkrywania prawdy o zbrodni katyńskiej w latach, kiedy jeszcze nie wolno było o niej oficjalnie mówić. Napisał dwadzieścia książek na ten temat i o Armii Krajowej, kilka tysięcy artykułów w prasie krajowej, zagranicznej oraz polonijnej, a także wiele słuchowisk radiowych i scenariuszy do filmów dokumentalnych dla TVP Historia, był wieloletnim redaktorem „Biuletynu Katyńskiego”.

Ryszard Majdzik należał do najbardziej aktywnych w latach 70. i 80. ubiegłego wieku działaczy niepodległościowych i związkowych, za co wielokrotnie był represjonowany i internowany. Wraz ze swym ojcem Mieczysławem urządzał w oknach mieszkania w Skawinie miniwystawy poświęcone zakazanym w epoce PRL wydarzeniom historycznym.

Aleksandra Szemioth organizowała od 1989 roku struktury Związku Sybiraków w Krakowie, od 2011 roku jest prezesem krakowskiego oddziału tej organizacji.

swiadekhistoriiO byłym więźniu niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau Karolu Tenderze było ostatnio bardzo głośno, ponieważ w wieku 96 lat podjął skuteczną walkę z kłamliwym określeniem „polskie obozy koncentracyjne” i wygrał proces w tej sprawie z niemiecką telewizją publiczną ZDF.

Działaczka Kieleckiego Oddziału Związku Strzeleckiego „Strzelec” Zofia Wieczorek-Nowak należała do grona organizatorów pierwszego Marszu Szlakiem Powstańców 1863 Roku z Suchedniowa do Bodzentyna, a od 2009 roku, przygotowuje inscenizacje historycznych odpraw plutonu wartowniczego żołnierzy z 4. Pułku Piechoty Legionów do wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte.

Działające od 15 września 1957 roku środowisko Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej „Ponury”-„Nurt” skupia partyzantów wywodzących się z tych dwóch struktur AK, wychowuje także młodzież w duchu etosu Żołnierzy Niezłomnych, współpracując z drużynami Związków Harcerstwa Polskiego i Rzeczypospolitej, organizacjami paramilitarnymi, szkołami i uczelniami.

Po prostu Wyspiański

jerzybukowskiJerzy Bukowski

O kocham Kraków – bo nie od kamieni
przykrościm doznał – lecz od żywych ludzi,
nie zachwieje się we mnie duch ani się zmieni,
ani się zapał we mnie nie ostudzi,
to bowiem z Wiary jest, co mi rumieni
różanym świtem myśl i co mię budzi.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos – stanę na szczycie.

I stanął na szczycie polskiej literatury, wcielił się w rodzimego Króla Ducha, zawładnął naszą wyobraźnią, skłonił do zadumy i refleksji, przewiercił się przez zakamarki myśli, trwale zagościł w sercach kolejnych pokoleń Polaków, dotknął ich najgłębszych ran nie pozwalając im zabliźnić się błoną podłości.

pomnikswyspianskiegoOn – dramaturg, poeta, malarz, rysownik, projektant witraży i mebli, scenograf: Stanisław Wyspiański (fot. Wikipedia). W 110. rocznicę jego śmierci w krakowskim Muzeum Narodowym otwarto największą do tej pory wystawę poświęconą wszechstronnemu artyście. Znalazło się na niej 470 dzieł, część z nich nigdy jeszcze nie eksponowanych.

Jej twórczynie Danuta Godyń i Magdalena Laskowska wraz z autorem aranżacji Bartoszem Haduchem urządziły ją w siedmiu przestrzeniach nazwanych cytatami z artysty: „U mnie w domu”, „Polybarwność kościoła franciszkanów. Dekoracja malarska”, „Polybarwność kościoła franciszkanów. Witraże”, „Teatr narodu”, „Nie Paryż, tylko Kraków”, „Ars – Apollo”.

Oprócz najsłynniejszych obrazów jak „Autoportret z żoną”, „Macierzyństwo”, „Widok na kopiec Kościuszki” zaprezentowano również również niezrealizowane projekty witraży do katedr krakowskiej i lwowskiej. Są też trzy wersje projektów najsłynniejszego w jego bogatym dorobku w tej materii dzieła: „Bóg Ojciec – Stań się” z krakowskiego kościoła ojców Franciszkanów wykonanych farbami olejnymi, pastelami i ołówkiem. Do prezentacji witraży w oryginalny sposób zastosowano lustra.

Uwagę zwiedzających przykuwa żyrandol z willi profesora Juliana Nowaka (zaprojektowanego dla Domu Lekarskiego przy ulicy Radziwiłłowskiej 4), pokazano również prace z innych dziedzin: rzemiosła artystycznego, rzeźby, grafiki, m.in. jaworowe meble do salonu i jadalni Żeleńskich, projekty świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie oraz związane z Wystawą Jubileuszową TPSP w 1904 roku.

Nie zabrakło projektów kostiumów i scenografii do dramatów wielkiego wizjonera polskiego teatru: „Bolesława Śmiałego”, „Skałki”, „Akropolis”, „Legendy”, książkowych wydań jego sztuk i namalowanych przezeń portretów aktorów. Można również zobaczyć kostium, w którym Helena Modrzejewska wystąpiła w tragedii „Protesilas i Laodamia”.

Wystawę „Wyspiański”, której towarzyszy ponad 450-stronicowy, znakomicie zredagowany, barwny katalog, można oglądać w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego przy alei 3 Maja 1 do 20 stycznia 2019 roku.

A skoro zacząłem od wiersza wyrażającego miłość autora „Wesela” do miasta, które rozsławił i z którym związał swoje osobiste oraz twórcze życie, to nie sposób zakończyć inaczej niż kolejnym sławnym cytatem wyrytym na fasadzie kamienicy u zbiegu ulic Kanoniczej i Podzamcza:

U stóp Wawelu miał ojciec pracownię,
wielką izbę białą wysklepioną,
żyjącą figur zmarłych wielkim tłumem;
tam chłopiec mały chodziłem, co czułem,
to później w kształty mej sztuki zakułem.

Pas generała Józefa Gizy

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Do Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu trafił pas oficerski typu Sam Browne należący niegdyś do generała brygady Józefa Gizy – sądeczanina, który walczył w kampanii obronnej 1939 roku, a później w Wojsku Polskim na Bliskim Wschodzie i we Włoszech – poinformował „Dziennik Polski”.

W imieniu rodziny cenną pamiątkę przekazał jego wnuk doktor Tomasz Podgórski. Cztery lata temu dzieci Tadeusz Giza i Maria Podgórska oraz wnukowie przekazali tej samej placówce muzealnej m.in. świetnie zachowany płaszcz ze wszystkimi dystynkcjami i mundur ojca oraz dziadka, a także czapkę kadecką Mieczysława Gizy – najstarszego syna generała.

jozefgiza„Józef Giza (fot. Wikipedia) zmarł w 1965 roku w Londynie. Jest on patronem jednej ulic w Nowym Sączu. Imię generała nosi również Szkoła Podstawowa w Wielogłowach” – czytamy w gazecie.

Podgórski przyznał, że ofiarowany obecnie pas jest ostatnim elementem umundurowania jego dziadka, który zachował się w zbiorach rodzinnych: „- Pozostały jeszcze odznaczenia, dyplomy i rzeczy osobiste, ale one pozostaną w rodzinie” – powiedział „Dziennikowi Polskiemu”.

Pas wraz z innymi pamiątkami po gen. Józefie Gizie będzie można już wkrótce oglądać na wystawie stałej poświęconej II wojnie światowej w nowej siedzibie Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu przy ulicy Jagiellońskiej.

Honor cenniejszy od pieniędzy

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu rozpoczął się proces przeciwko państwu polskiemu o milion złotych odszkodowania oraz zadośćuczynienia za szkody, których doznał od komunistycznego reżimu major Józef Kuraś – „Ogień”, a także członkowie jego rodziny w okresie PRL.

W pozwie, z którym wystąpił jego syn Zbigniew wskazano stosowne zapisy Kodeksu karnego, nie zaś – jak mogłoby się wydawać – cywilnego. Na obszerny materiał dowodowy złożyły się zeznania krewnych mjr. Kurasia oraz dokumenty z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej.

To będzie bardzo ważny proces, który tylko formalnie toczy się o sporą kwotę pieniędzy, ale tak naprawdę będzie próbą ostatecznego wykazania na drodze prawnej, że „Ogień” był bohaterem, a nie postacią kontrowersyjną, co nadal podnoszą środowiska postkomunistyczne, żydowskie i słowackie. Zwłaszcza te ostatnie ostro sprzeciwiają się stawianiu go na piedestał i usiłują przedstawić go jako człowieka działającego wbrew nie tylko prawu, ale także Dekalogowi.

jozefkurasWyrok będzie miał ogromne znaczenie historyczne, ponieważ ewentualne zasądzenie odszkodowania zostanie odczytane jako jednoznaczne stwierdzenie, że major Kuraś (fot. Wikipedia) był bohaterem. Dlatego uważam, że proces powinien toczyć się albo o symboliczną złotówkę, albo o kilkadziesiąt tysięcy zł, które w przypadku wygranej syn „Ognia” przeznaczyłby na jakąś fundację wspomagającą partyzantów antykomunistycznego podziemia po 1945 roku. Imponderabilia narodowe są bowiem ważniejsze od pieniędzy.

Rozumiem rozgoryczenie rodziny legendarnego Żołnierza Niezłomnego, która przez pół wieku musiała wysłuchiwać o nim steku kłamstw oraz pomówień tworzonych i rozpowszechnianych przez komunistyczna propagandę, ale są sytuacje, w których trzeba zdecydowanie postawić na pierwszym miejscu honor, zwłaszcza jeżeli sprawa dotyczy tak istotnej postaci z narodowego panteonu jak major Józef Kuraś – „Ogień”.

Józef Kuraś ps. Ogień przed sądem

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W tym procesie nie chodzi tylko milion złotych odszkodowania i zadośćuczynienia, ale także o jednoznaczne stwierdzenie, że major Józef Kuraś – „Ogień” był wielkim bohaterem narodowym, jednym z najodważniejszych Żołnierzy Niezłomnych.

Pozew przeciwko państwu polskiemu został skierowany przez syna legendarnego partyzanta Zbigniewa Kurasia do Sądu Okręgowego w Nowym Sączu i rozpocznie się 30 listopada – poinformował „Dziennik Polski”.

„- Chodzi o odszkodowanie i zadośćuczynienie za szkody, których sam Józef Kuraś, a także członkowie jego rodziny doświadczyli ze strony aparatu represji komunistycznego państwa” – powiedziała gazecie pełnomocniczka Zbigniewa Kurasia, radca prawny z Gdyni mecenas Anna Bufnal.

Według niej sprawa nie uległa przedawnieniu, a we wniosku wskazano stosowne zapisy Kodeksu karnego nie zaś – jak mogłoby się wydawać – cywilnego.

jozefkuras„DP” przypomniał, że podobne postępowanie prowadzone w stosunku do osoby wsadzonej do więzienia za organizowania zbiórki pieniędzy na rzecz antykomunistycznych partyzantów w okolic Elbląga i udało się uzyskać 400 tysięcy złotych. W przypadku „Ognia” (fot. Wikipedia) kwota roszczenia jest znacznie wyższa, ponieważ zginął on w rezultacie walki z oddziałem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Ostrowsku (usiłował popełnić samobójstwo, zmarł w nowotarskim szpitalu 22 lutego 1947 roku, ciała dotychczas nie odnaleziono), a jego rodzina była szykanowana aż do 1989 roku.

Na obszerny materiał dowodowy złożyły się zeznania krewnych mjr. Kurasia oraz dokumenty z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej.

„- Korzystny wyrok w tym procesie byłby przywróceniem elementarnej sprawiedliwości, choć nic nie wróci synowi ojca i lat zmarnowanych przez komunistów. Przecież Zygmunt Kuraś musiał żyć z piętnem dziecka <bandyty>, jak komunistyczna propaganda określała <Ognia> i innych partyzantów. I robiła to na tyle skutecznie, że takie opinie o <Ogniu> słychać do dzisiaj” – zwrócił uwagę w rozmowie z „Dziennikiem Polskim” autor książki pt. „Wilczęta. Rozmowy z dziećmi Żołnierzy Wyklętych”, redaktor naczelny kwartalnika „Wyklęci” Kajetan Rajski.

Właśnie dlatego proces, który formalnie toczy się o milion złotych, będzie tak naprawdę kolejną próbą wykazania, że mjr Józef Kuraś-„Ogień” był bohaterem, a nie postacią kontrowersyjną.

Czy Marszałek Józef Piłsudski spocznie w sarkofagu?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Bardzo niewiele osób oddających hołd Pierwszemu Marszałkowi Polski Józefowi Piłsudskiemu w wawelskiej krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów wie, że miał on ostatecznie spocząć nie w metalowej trumnie położonej na kamiennym postumencie, ale w zaprojektowanym pod koniec lat 30. ubiegłego wieku sarkofagu, na który konkurs wygrał znany rzeźbiarz i malarz Jan Szczepkowski.

Przedstawia on leżącą postać Piłsudskiego w długim płaszczu i unoszącego w górę głowę orła u jego stop. Lewa ręka spoczywa na sercu, w wyciągniętej wzdłuż ciała prawej umieszczona jest buława marszałkowska.

sarkofagmarszalkaGdyby nie II wojna światowa sarkofag, którego autor zdążył tylko wykonać gipsowy odlew, z pewnością znalazłby się w podziemiu królewskiej katedry. Ponieważ odlew przetrwał burzliwe czasy po 1939 roku, a nawet został odnowiony (znajduje się obecnie w kościele w podwarszawskim Milanówku, ale nie jest eksponowany), można by pomyśleć o powrocie do przedwojennego planu, czyli wykuć go w czerwonym granicie i ustawić w wawelskiej krypcie (fot. milanowek.pl).

Taki pomysł podnoszony jest przez środowiska piłsudczykowskie w związku ze zbliżającą się 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Czy ma on szansę na realizację?

Odebrać Lewandowskiemu Komandorię!

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Były poseł Kukiz’15, obecnie członek koła Wolni i Solidarni Adam Andruszkiewicz zaapelował do prezydenta Andrzeja Dudy, aby odebrał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski europosłowi Platformy Obywatelskiej Januszowi Lewandowskiemu w związku z jego ostatnim wystąpieniem w Parlamencie Europejskim, w którym określił działania rządu RP jako sprzeczne z polską racją stanu i prowadzące do izolacji naszego kraju. Jako przykłady podał m.in. samobójstwo Piotra Szczęsnego, wycinkę Puszczy Białowieskiej i obecność neofaszystów na Marszu Niepodległości: – Lewandowski wykorzystuje tragedię człowieka, który dokonał samospalenia, prawdopodobnie po prostu z powodów psychicznych. Moim zdaniem nie powinniśmy wykorzystywać tragedii ludzkiej do robienia polityki – powiedział Andruszkiewicz w TVP Info.

„Panie Prezydencie, proszę bronić honoru Rzeczypospolitej” – napisał na Twisterze poseł Wolnych i Solidarnych.

A oto europarlamentarzyści PO, którzy zagłosowali w środę za rezolucją wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności i praw podstawowych zapisanych w traktatach: Michał Boni, Danuta Hübner, Danuta Jazłowiecka, Barbara Kudrycka, Julia Pitera i Róża Thun. Pozostali wstrzymali się od głosu. Przeciw byli wszyscy europosłowie Prawa i Sprawiedliwości.

Rezolucja może skutkować nałożeniem na Polskę sankcji.

Tischnera przewodnik po życiu

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Od dłuższego czasu mówiło się, że są jeszcze nie opublikowane teksty zmarłego ponad 17 lat temu księdza profesora Józefa Tischnera. Teraz te przypuszczenia zamieniły się w pewność, ponieważ odnalazł je i zebrał w książce jeden z największych znawców dorobku „filozoficznego bacy”, związany podobnie jak on z „Tygodnikiem Powszechnym” oraz ze „Znakiem” – redaktor Wojciech Bonowicz.

I właśnie Społeczny Instytut Wydawniczy Znak wypuścił w ostatnich dniach na rynek „Tischnera – krótki przewodnik po życiu”, którego promocję zorganizował – w tradycyjnej formie posiadów z regionalnymi smakołykami – Nowotarski Oddział Związku Podhalan. Kapelanem tego stowarzyszenia był przez wiele lat autor „Historii filozofii po góralsku”.

jozeftischnerJak powiedział Bonowicz, myślą przewodnią składających się na książkę tekstów jest poszukiwanie w ludziach dobra i ciągnięcie ich do góry, o co zawsze zabiegał ks prof. Tischner (fot. instytutksiazki.pl): – Stawiał tezę, że świat nie zaczyna się od nas. Potrafił w teraźniejszości wyciągać z tradycji to, co było najpiękniejsze. Brakuje mu Tischnera nie z powodu tego, iż już nic nie powie, nie skomentuje, ale nie że mogę już obok niego usiąść. W przestrzeni publicznej brakuje nam dzisiaj takich ludzi, takich autorytetów jak ks. prof. Tischner. Wystarczyło obok nich być, poczuć ich obecność, a zaraz człowiek nabierał innego oglądu na świat – powiedział redaktor książki (cytat za portalem internetowym krakowskiego „Gościa Niedzielnego”).

Bonowicz zwrócił uwagę na jeden szczególny artykuł napisany w kwietniu 1999 roku. Organizująca wtedy w Krakowie koncert pt. „Dla Kosowa” Anna Dymna poprosiła Tischnera, żeby napisał jej jakieś przesłanie czy refleksję, którą można by odczytać podczas koncertu i ciężko już wówczas chory filozof przystał na jej propozycję.

„W nowotarskim spotkaniu uczestniczyli jeszcze i wspominali ks. profesora: jego brat Kazimierz Tischner, ks. prałat Władysław Zązel – kapelan Związku Podhalan i organizator wspólnie z ks. profesorem Mszy św. ludzi gór pod Turbaczem, poetka i przyjaciółka autora <Etyki Solidarności> Wanda Szado-Kudasikowa, wieloletni burmistrz Nowego Targu Marek Fryźlewicz, Józefa Kuchta z Łopusznej, kierownik tamtejszej <Tischnerówki> – Izby Pamięci ks. profesora. <Miastowi> górale podczas spotkania wspominali także osoby, które przeszły już na niebiańską grań” – czytamy w portalu.

Czy PKiN zostanie wreszcie zburzony?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nieoczekiwanie powróciła sprawa, którą już dawno temu podniosło (chyba jako pierwsze) Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie: wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego profesor Piotr Gliński powiedział w Radiu RMF FM, że nie ma nic przeciwko zburzeniu warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki, ale pod warunkiem że można byłoby szybko zbudować na jego miejscu coś sensownego: – Ja się akurat tym nie zajmuje. Ja się staram budować. Na przykład w okolicy Pałacu Kultury jest bardzo ciekawa działka z budynkiem szpitala, który w czasie getta był też używamy jako szpital. Chcemy to kupić i przeznaczyć na budowę muzeum getta warszawskiego – dodał wicepremier i przypomniał, że różne środowiska występują z takimi postulatami, a 100. rocznica odzyskania niepodległości może być znakomitą okazją do pozbycia się wyjątkowo okazałego reliktu komunizmu.

Na jego słowa natychmiast zareagował były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski pisząc na Twitterze: „Uważam, że byłby to spektakularny akt dekomunizacji przestrzeni publicznej i musiałbym rząd POchwalić. Moje sprawdzam: czy wicepremier Gliński, jako minister kultury, wykreśli PKiN z rejestru zabytków? Warto przypomnieć, że Sikorski konsekwentnie od wielu lat apeluje o zburzenie tej pamiątki po komunizmie. Swoje wystąpienia sejmowe często puentował: „A poza tym, panie marszałku, uważam, że Pałac Kultury powinien być zburzony”.

Problem stanowi to, że od 2007 roku jeden z najbardziej widocznych symboli zniewolenia Polski przez Związek Sowiecki jest wpisany do rejestru zabytków, co można jednak zmienić ministerialną decyzją.

Na koniec przytoczę fragment ostatniego apelu Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie do władz Warszawy z 19 lipca 2015 roku: „Niech przykładem będzie dla Was likwidacja w latach 20. ubiegłego wieku soboru Świętego Aleksandra Newskiego na placu Saskim – jednej z najwyższych budowli ówczesnej Warszawy. Wzniesiono go na polecenie zaborczych władz rosyjskich w takim samym celu, jak PKiN: by stanowił zewsząd widoczny symbol carskiego panowania na ziemiach polskich. Władze odrodzonej Rzeczypospolitej nie miały najmniejszych wątpliwości, aby tę budowlę szybko rozebrać, ponieważ jej istnienie uwłaczało powadze niepodległego państwa. Taki sam los powinien spotkać Pałac Kultury i Nauki”.

rozbiorkasoboru(Od Redakcji): Przypomnijmy, że 2 lutego 2007 roku Pałac Kultury i Nauki w Warszawie został wpisany do rejestru zabytków. Symbol rosyjskiej dominacji nad Polską zyskał tym samym nowy status. Warto wiedzieć, że po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku inny z takich symboli, cerkiew św. Aleksandra Newskiego została rozebrana i podzieliła los wielu cerkwi prawosławnych w Warszawie wybudowanych w okresie rozbiorów. Z rozbiórki uczyniono wydarzenie polityczne i narodowe, wypuszczono obligacje, aby dać każdemu Polakowi szansę uczestniczenia w rozbiórce. Papiery były zabezpieczone wartością materiałów odzyskanych z budynku (fot. Prace przy rozbiórce, za: warszawa1939.pl).

Błędna ocena ludobójczych totalitaryzmów

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Opisując każdy kolejny marsz organizowany przez narodowców środowiska lewicowe i liberalne z wyraźną satysfakcją zwracają uwagę wyłącznie na te transparenty oraz okrzyki, które można zakwalifikować jako nazistowskie lub faszystowskie.

Nie mam nic przeciw takiemu piętnowaniu zakazanej przez Konstytucję RP ideologii totalitarnej, ale chcę zwrócić uwagę, że w jej artykule 13. mowa jest także o komunizmie, który jakoś nie przeszkadza ludziom oburzającym się na narodowców.

mapagulaguNajlepszym tego dowodem jest pobłażliwe traktowanie gadżetów jednoznacznie kojarzących się z ludobójczą ideologią szerzoną przez Sowietów (il. Mapa Gułagu, za Wikipedią). Noszenie koszulki z wizerunkiem Che Guevary traktowane jest nie jako propagowanie komunizmu, ale romantyczne przywiązanie do ideałów sprawiedliwości społecznej. Nadawanie lokalom gastronomicznym wystroju przywołującego epokę PRL nie budzi powszechnego oburzenia, bo przecież Polska Ludowa była „najweselszym barakiem w obozie sowieckim” i lepiej ją pamiętać tak, a nie przez pryzmat mordowania Żołnierzy Niezłomnych oraz dławienia niepodległościowych aspiracji.

Zaledwie dzień przed Marszem Niepodległości warszawska struktura Platformy Obywatelskiej uznała za niewłaściwe odebranie ulicy Dąbrowszczakom w tym mieście, bo dla nich byli to najwyraźniej żołnierze walczący o słuszną sprawę, a nie zwerbowani przez komunistów świadomi harcownicy opartego na zbrodniach ustroju.

Sowieci wymordowali wielokrotnie więcej ludzi niż naziści. Nie chodzi jednak o licytowanie się na liczbę ofiar, ale o to, że komunizm pozostawił znacznie trwalsze ślady i wciąż uważany jest przez jego nader licznych wyznawców nie za ludobójczą ideologię, ale za znakomity projekt naprawy świata w duchu postępu oraz nowoczesności. Dlatego wyznawców politycznego słuszniactwa (political correctness) rażą wyłącznie transparenty, hasła i gesty nawiązujące do faszyzmu oraz nazizmu, co potwierdza tezę o błędnej z historycznego, politycznego oraz moralnego punktu widzenia ocenie tych bliźniaczych ustrojów. Widząc źdźbło w oku wrogów nie dostrzegają belki we własnym.

Dzielni Polacy zamiast sowieckich formacji

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jak pisałem wczoraj, z bardzo dużym opóźnieniem w stosunku do innych polskich miast, ale Warszawa pozbyła się wreszcie większości (bo jeszcze nie wszystkich) kompromitujących stolicę niepodległego państwa patronów ulic.

W trzech przypadkach formację zbrojną, której dowództwo było zaprzedane Sowietom zastąpili jej żołnierze. Mamy więc teraz w stolicy ulice Platerówek, Żołnierzy 1. Praskiego Pułku Wojska Polskiego i Żołnierzy II Armii Wojska Polskiego. Na rzecz Lecha Kaczyńskiego utraciła też ulicę Armia Ludowa.

Właśnie te zmiany są dla mnie najbardziej interesujące. Wiele razy zabierałem bowiem publicznie głos w dyskusjach na temat potrzeby oddzielenia bohaterstwa żołnierzy, którzy znaleźli się w szeregach podporządkowanych Moskwie ugrupowań zbrojnych od zdrady jej dowódców. Nie było przecież winą tych, którzy nie zdążyli do armii generała Władysława Andersa, że bili się potem z Wehrmachtem pod komendą gen. Zygmunta Berlinga, ani wstępujących do Gwardii czy Armii Ludowej, aby walczyć z niemieckim okupantem, iż zostali podporządkowani sowieckiemu.

tablicaulicwwarszawieKażdego z tych kombatantów należy oceniać nie tylko za udział w podporządkowanych obcej władzy formacjach podczas II wojny światowej, ale także za to, co robili później, kiedy już zorientowali się, że służą złej sprawie. Jedni uciekali do lasu (zdarzyło się to nawet całemu 31. pułkowi piechoty z większością oficerów), drudzy wracali do cywila, nie brakło też jednak takich, którzy z własnej woli pozostawali w wojsku bądź przechodzili do milicji i urzędów bezpieczeństwa (fot. Oznaczenia warszawskich ulic, za Wikipedią).

Pierwsi kontynuując patriotyczną działalność stali się głównymi wrogami Polski Ludowej, która prześladowała ich, represjonowała, więziła, torturowała i mordowała, losy drugich toczyły się w zależności od tego, czy byli po 1945 roku lojalnymi obywatelami, czy też zasilali szeregi opozycji, ostatni pełnili niechlubną rolę pretorianów komunizmu we własnej Ojczyźnie.

Dlatego bardzo podoba mi się decyzja wojewody mazowieckiego o zachowaniu w pamięci wojennego trudu (często bohaterstwa) żołnierzy 1. Praskiego Pułku Wojska Polskiego i II Armii Wojska Polskiego, a także dzielnych Platerówek. Z pewnością należą im się ulice, tak jak na pewno trzeba je odbierać sowieckim z ducha formacjom militarnym i ich dowódcom – zdrajcom polskiej racji stanu.