Przeskocz do treści

Jerzy Bukowski

Jeden z najwybitniejszych żyjących polskich filozofów, uczeń wielkiego Romana Ingardena, profesor doktor habilitowany Władysław Stróżewski, został odznaczony papieskim Orderem Rycerskim Świętego Sylwestra za wybitne osiągnięcia w dziedzinie nauki i sztuki, a przez Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej uhonorowany doktoratem honoris causa.

Uroczystość wręczenia Orderu odbędzie się 24 maja w Akademii Ignatianum w Krakowie (laudację wygłosi jeden z jego uczniów prof. Paweł Taranczewski), a doktoratu hc 10 maja w auli UP.

Urodzony w 1933 roku w Krotoszynie mój naukowy mistrz, pod którego kierunkiem pisałem pracę magisterską i doktorską, rozpoczął pracę w Katedrze Historii Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego po obronie pracy doktorskiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w 1957 roku. Był na UJ kolejno dyrektorem Instytutu Filozofii, dziekanem Wydziału Filozoficzno-Historycznego oraz Wydziału Filozoficznego.

Zajmuje się ontologią, aksjologią, antropologią filozoficzną i - wzorem Ingardena - estetyką, w której najbliższa jest mu tematyka muzyczna. Do jego głównych dzieł naukowych należą „Dialektyka twórczości” „Pytania o arché”, „Istnienie i sens”, „Logos, wartość, miłość”, „O wielkości. Szkice z filozofii człowieka”, „Ontologia”, „Wokół piękna. szkice z estetyki”.

Pełnił szereg prestiżowych funkcji w towarzystwach naukowych i wydawnictwach, jest członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk, członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, redaktorem naczelnym „Kwartalnika Filozoficznego”, członkiem zespołu redakcyjnego miesięcznika „Znak” i „Tygodnika Powszechnego”, prezesem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, przewodniczącym jury prestiżowej Nagrody im. Jana Długosza przyznawanej corocznie przy okazji krakowskich Targów Książki za najwybitniejsze dzieło humanistyki, należy do PEN Clubu i do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (fot. diecezja.pl).

Jako profesor Ignatianum, gdzie nadal - mimo osiągnięcia już dawno wieku emerytalnego - wykłada, cieszy się ogromnym szacunkiem studentów i pracowników naukowych, którzy doceniają oraz podziwiają jego rozległa wiedzę (nie tylko filozoficzną) kunszt retoryczny, życzliwość, umiejętność wsłuchiwania się w głosy słuchaczy.

Order Rycerski Świętego. Sylwestra został ustanowiony przez Grzegorza XVI w 1841 roku dla uczczenia papieża Sylwestra I. Przyznanie go jest równoznaczne z przystąpieniem do Rycerskiego Zakonu Św. Sylwestra, które łączy się z automatycznym przyznaniem osobistego szlachectwa i tytułu rycerza. Ma postać złotego emaliowanego krzyża maltańskiego, na którego awersie widnieje wizerunek Św. Sylwestra, a na rewersie napis: „1841 Gregorius XVI restituit”.

Jerzy Bukowski

W wieku 88 lat zmarł w Aleksandrii pod Waszyngtonem emerytowany funkcjonariusz CIA David Forden- „Daniel” - najpierw oficer prowadzący, a potem wielki przyjaciel pułkownika (od 2016 roku generała brygady) Ryszarda Kuklińskiego.

Jak poinformowała jego rodzina, odszedł we śnie, otoczony najbliższymi i słuchając ulubionej muzyki. Przy jego łóżku było zdjęcie polskiego przyjaciela.

Właśnie Forden wypowiedział słynne słowa o Kuklińskim: „To nie myśmy go zwerbowali, to on nas zwerbował, bo uznał, że USA jest jedynym krajem, który może pomóc Polsce odzyskać wolność”. Powtórzył je w liście odczytanym przez analityka CIA Arisa Pappasa podczas uroczystości odsłonięcia pomnika „pierwszego polskiego oficera w NATO” na krakowskim placu Jana Nowaka Jeziorańskiego 4 czerwca ubiegłego roku, na którą nie mógł przybyć osobiście ze względu na stan zdrowia.

Nazwał go w nim „wybitnym, a jednocześnie niezwykle skromnym człowiekiem, który kochał swój kraj miłością głęboką i bezinteresowną”, któremu „nie chodziło o chwałę, nie interesował się swoją sytuacją osobistą, chodziło mu jedynie o nowe horyzonty dla Polski”. Forden (fot. radiomaryja.pl) nie pozostawił wątpliwości, że dzięki doskonałemu zrozumieniu sposobu działania Układu Warszawskiego oraz planów wywołania przez Kreml III wojny światowej, Zachód był w stanie uniknąć eskalacji napięcia ze Związkiem Sowieckim.

„Bez wnikliwej perspektywy Kuklińskiego historia mogła przybrać inny bieg i nie bylibyśmy teraz w wolnej, dynamicznie rozwijającej się Polsce” - zakończył swój list Forden, który jako pierwszy przedstawiciel Agencji spotkał się z nim w czerwcu 1973 roku w Hamburgu.

W latach 90. ubiegłego wieku „Daniel” był jedną z osób, które najbardziej domagały się unieważnienia wyroku śmierci, na jaki zaocznie skazał Kuklińskiego w 1984 roku sąd wojskowy. Wielokrotnie podkreślał, że bez pełnej rehabilitacji jednego z największych bohaterów epoki zimnej wojny Polska nie powinna zostać przyjmowana do NATO. Ten argument nieoficjalnie przedstawił prezydent USA Bill Clinton prezydentowi RP Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i został on wkrótce spełniony.

David Forden nigdy nie nazywał Kuklińskiego - również w cytowanym liście - szpiegiem, czy agentem, lecz zawsze sprzymierzeńcem (aliantem) Stanów Zjednoczonych, co znalazło wyraz w filmie Władysława Pasikowskiego pt. „Jack Strong”.

Jerzy Bukowski

Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Wyklętych stanowczo zaprotestowało przeciw zakwestionowaniu przez Sąd Okręgowy w Nowym Sączu działalności majora Józefa Kurasia-„Ognia” na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego oraz próbie podważenia faktu prześladowania go przez komunistyczny reżim.

Takie sformułowania znalazły się w uzasadnieniu odrzucenia przez SO wniosku o finansowe zadośćuczynienie jego synowi Zbigniewowi Kurasiowi za represje komunistów wobec rodziny w związku z walką ojca o suwerenność Ojczyzny. Napisano w nim, że śmierć jednego z najbardziej znanych żołnierzy niezłomnych „nie była efektem działania organów ścigania czy wymiaru sprawiedliwości, a była efektem określonej decyzji podjętej przez niego samego”.

Stowarzyszenie - w rocznicę przypadającej 22 lutego 72. rocznicy śmierci mjr. Kurasia - wyraziło kategoryczny sprzeciw wobec takiej nieuzasadnionej i nieprawdziwej argumentacji przypominając, że Instytut Pamięci Narodowej w sposób wystarczający oraz jednoznaczny przesądził, że walczył on o wolność i niepodległość Polski aż do tragicznej śmierci.

„21 lutego 1947 r. <Ogień> (fot. Wikipedia) został otoczony przez komunistyczną grupę operacyjną Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Ostrowsku koło Nowego Targu. Po zaciętej walce próbował odebrać sobie życie nie chcąc trafić w ręce oprawców. Przewieziony do szpitala w Nowym Targu, po kilku godzinach zmarł. Do dziś nie wiadomo, gdzie mjr Kuraś został pogrzebany. Dlatego apelujemy do uprawnionych instytucji państwa polskiego o dalsze intensywne poszukiwania doczesnych szczątków Pana majora” - napisał w imieniu SŻW Tadeusz Płużański.

Poruszył on także kwestię, która nie dotyczy „Ognia” i jego rodziny, ale innych osób starających się bądź zamierzających starać się o odszkodowania i zadośćuczynienia od Polski.

„Chcieliśmy podkreślić, że osoby, które mogą być dziećmi ŻW lecz w okresie PRL należały lub współpracowały z aparatem represji, komunistycznymi partiami politycznymi nie mają - naszym zdaniem - legitymacji moralnej do takich roszczeń od Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Takie osoby nie mogą należeć do naszego Stowarzyszenia i nie mają naszego poparcia” - czytamy w oświadczeniu Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Wyklętych, które w pełni poparło Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.

Jerzy Bukowski

Jako przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa bardzo się cieszę, że w ramach Budżetu Obywatelskiego radni jednogłośnie zaakceptowali projekt modernizacji istniejącego w pobliżu polskiej Mogiły Mogił placu zabaw dla dzieci.

Do końca października nastąpi demontaż starych i niesprawnych urządzeń oraz instalacja nowoczesnych, w pełni bezpiecznych (huśtawki, zjeżdżalnia, karuzela, urządzenia linarne), które będą dostosowane do różnych przedziałów wiekowych dzieci, pojawią się także nowe ławki. Plac zabaw powinien współgrać z charakterem otoczenia leśnego, a całe miejsce stać się bardziej przyjazne rodzinom i zachęcać je do spędzania czasu na łonie przyrody, a zarazem w pobliżu miejsca pamięci narodowej.

Chcę bardzo mocno podkreślić, że plac zabaw pomiędzy placem parkingowym a kopcem Piłsudskiego w niczym nie uwłacza powadze Mogiły Mogił, w której złożono do tej pory ponad 4,5 tysiąca przesiąkniętych krwią Polaków ziem z pól bitewnych oraz miejsc martyrologii naszego narodu. Słyszałem już wcześniej takie zarzuty i zdecydowanie je odpieram, ponieważ jeżeli chcemy właściwie wychowywać dzieci i młodzież, to musimy umiejętnie łączyć beztroską zabawę z należną cieniom przodków powagą. Będąc przez wiele lat instruktorem harcerskim doskonale wiem, jak skuteczna bywa taka właśnie metoda budzenia patriotycznego ducha w młodych sercach.

Jestem przekonany, że większość bawiących się kilkadziesiąt metrów od kopca Józefa Piłsudskiego dzieci zapyta rodziców, co to za dziwna góra i zechce wyjść na jej szczyt słuchając pod drodze opowieści o bohaterach, którzy oddali życie w walce o naszą niepodległość, a dzisiaj ich pamięć jest utrwalona również w polskiej Mogile Mogił na wzgórzu Sowiniec w Lesie Wolskim.

Jerzy Bukowski

Sąd Okręgowy w Krakowie podtrzymał decyzję sądu pierwszej instancji z marca ubiegłego roku o oddaleniu wniosku o zasiedzenie przez Związek Legionistów Polskich Domu im. Józefa Piłsudskiego przy alei 3 Maja 7, zwanego też Oleandrami.

Uzasadniając wyrok SO zwrócił uwagę - o czym wielokrotnie tutaj pisałem - na to, że organizacja używająca obecnie nazwy ZLP nie jest formalno-prawnym kontynuatorem przedwojennego Związku (stwierdził to już dawno Naczelny Sąd Administracyjny), a liczony od 31 grudnia 1990 roku okres zasiedzenia przerwało 10 lat temu wezwanie gminy miasta Krakowa do próby ugodowej w sprawie wydania działki.

Czy oznacza to, że władze podwawelskiego grodu mogą niezwłocznie przystąpić do eksmisji dzikiego lokatora? Niestety nie, ponieważ przed sądem toczy się sprawa dotycząca wydania nieruchomości miastu z jego powództwa. Została ona zawieszona do czasu zakończenia procesu z wniosku ZLP o stwierdzenie nabycia prawa własności w drodze zasiedzenia. Teraz może ruszyć z miejsca w pierwszej instancji bez względu na wysoce prawdopodobne złożenie przez Związek skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Trzeba mieć nadzieję, że potoczy się szybko, gmina już złożyła stosowny wniosek do sądu.

Warto przypomnieć, że prezydent Krakowa profesor Jacek Majchrowski jeszcze w trakcie swojej pierwszej kampanii wyborczej w 2002 roku obiecał bezdomnym organizacjom kombatanckim, niepodległościowym i piłsudczykowskim z Małopolski wprowadzenie ich na Oleandry po ostatecznym przejęciu budynku przez miasto. Swoją siedzibę ma tam również znaleźć Fundacja Dokumentacji Czynu Niepodległościowego.

W listopadzie ub. r. przejęcie przez Muzeum Narodowe znajdujących się na Oleandrach zbiorów od działającego przy ZLP Muzeum Czynu Niepodległościowego zapowiedziało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Decyzja zapadła po ministerialnej kontroli, która wykazała karygodne niedociągnięcia w prowadzeniu placówki (fot. Wikipedia). „Obiekty w Muzeum były przechowywane w warunkach niezapewniających im właściwego stanu zachowania i bezpieczeństwa. Ogólna sytuacja w Muzeum uniemożliwia właściwą prewencję konserwatorską, a stan techniczny pomieszczeń, w tym ekspozycyjnych, należy uznać za niewystarczający” - napisano w raporcie kontrolnym, z którego wynika też, że nie ma książki inwentarzowej zbiorów i tak naprawdę nie wiadomo co się na nie składa.

Nie czekając na wyniki procesów sądowych władze miasta prowadzą od kilku miesięcy remont zewnętrznej elewacji budynku oraz wymianę okien, a w sierpniu ub. r. komornik zajął jedno pomieszczenie na pierwszym piętrze.

Prezydent Majchrowski powiedział dziennikarzom po ogłoszeniu wyroku przez Sąd Okręgowy w Krakowie, że w tegorocznym budżecie miasta są zabezpieczone środki na remont powstałego w latach 30. ubiegłego wieku zabytkowego budynku projektu profesora Adolfa Szyszko-Bohusza i Stefana Strojka. Najpierw musi jednak zapaść prawomocny wyrok sądowy w sprawie wydania nieruchomości.

W innym toczącym się przed sądem postępowaniu miasto skarży Związek Legionistów Polskich o bezumowne użytkowanie Domu im. Józefa Piłsudskiego domagając się kwoty 995.918 złotych.

Jerzy Bukowski

Z początkiem lat 90. ubiegłego wieku do Polski przyjeżdżało mnóstwo ekspertów z krajów zachodniej Europy i z USA, aby pomagać odradzającemu się do niepodległego bytu państwu budować zręby demokracji i podstawy gospodarki wolnorynkowej. Byli oni traktowani z należną estymą, podejmowani przez ministrów, wojewodów, prezydentów miast, burmistrzów, którzy na wyprzódki umilali im pobyt w kraju nad Wisłą.

Z tamtego okresu przypomina mi się rozmowa z ówczesnym wojewodą krakowskim Tadeuszem Piekarzem, który nie kryjąc irytacji powiedział: - Gdyby te pieniądze, które oni wydają na hotele, bankiety, wycieczki do Zakopanego, Wieliczki, spływy Dunajcem i dziesiątki innych atrakcji trafiły w nasze ręce, osiągnęlibyśmy znacznie więcej.

Kiedy zwróciłem mu uwagę, że przecież pobyty tych delegacji finansowane są przez różne zachodnie fundacje, a także sprzyjające nam państwa, wojewoda machnął ręką i dodał: - Ponad trzy czwarte z tych kwot pochłaniają koszty ich pobytu.

Ta rozmowa przypomniała mi się teraz, kiedy w Katowicach obraduje kilka tysięcy uczestników konferencji klimatycznej Organizacji Narodów Zjednoczonych COP24. Można sobie wyobrazić, jakie pieniądze zostały przeznaczone na jej przygotowanie i przeprowadzenie. Gdyby przekazać je na zwalczanie szkodliwych dla natury zjawisk, które są tematem obrad w stolicy Górnego Śląska, można byłoby osiągnąć przynajmniej niektóre z zakładanych przez klimatologów ambitnych celów (fot. m.telewizjarepublika.pl).

Ale są jeszcze inne problemy, na które szczególnie wyczuleni powinni być ludzie przejawiający ogromną troskę o przyszłość naszego globu, a zwłaszcza zagrożonego - takie stwierdzenie już padło w Katowicach - wyginięciem gatunku homo sapiens.

Część z nich mieszka daleko od miejsca obrad, najwięcej w Krakowie. Muszą więc przebywać ponad 60-kilometrową trasę dwa razy dziennie, co skutkuje wyemitowaniem do atmosfery znacznej ilości spalin, które zatruwają środowisko zwłaszcza podczas jazdy w korkach, kiedy normą jest przyśpieszanie, zwalnianie i ruszanie, nie wspominając o kosztach paliwa. Lokalni ekologowie rwą włosy z głowy, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami, gdy w grę wchodzi ratowanie świata.

Jeszcze więcej kontrowersji budzi menu konferencji, w którym przeważają mięso i nabiał, podczas gdy dawno już obliczono, że aż 14,5 procenta globalnej emisji gazów cieplarnianych pochodzi właśnie z ich produkcji. Z analizy jadłospisu COP24, w którym królują cheeseburgery, gnocchi z parmezanem, szynka parmeńska, wołowina z wędzonym boczkiem, pierogi z kapustą wynika, że wytworzenie żywności, która trafiła na konferencję, spowoduje emisję takiej liczby gazów cieplarnianych, co spalenie 500 tysięcy galonów benzyny. Ekolodzy i specjaliści od żywienia uważają, że właśnie ograniczenie spożycia mięsa oraz nabiału jest największą pojedynczą zmianą systemu żywnościowego, którą można wprowadzić w celu zahamowania niekorzystnych zmian klimatycznych.

Myślę, że te dwa przykłady - a z pewnością można byłoby znaleźć inne - powinny dać do myślenia organizatorom i uczestnikom nie tylko COP24, ale także każdej konferencji na temat przemian klimatycznych. Zawsze warto bowiem zaczynać naprawianie świata od siebie zgodnie ze słynną odpowiedzią Świętej Matki Teresy z Kalkuty na pytanie dziennikarza, co należy zmienić dziś w Kościele: - Mnie i ciebie.

Jerzy Bukowski

Sic transit gloria mundi (tak przemija chwała świata) - ta stara łacińska sentencja przychodzi mi na myśl, ilekroć z centrum Krakowa znika jakaś zasłużona dla miasta instytucja. Oto najnowszy przykład.

W Sylwestra zakończy swoją działalność Centrum Kinowe ARS, które powstało 23 lata temu w miejscu istniejącego od 1916 roku jednego z najstarszych krakowskich kin „Sztuka” przy ulicy Świętego Jana.

Któż z kinomanów starszego, a nawet średniego pokolenia nie był chociaż raz na seansie filmowym w „Sztuce”, która rywalizowała z sąsiednim „Apollem” przy ul. Świętego Tomasza? Odbywały się tam nie tylko premiery wielkich dzieł, ale także trwające wiele godzin rozmowy w istniejącym do 1980 roku Dyskusyjnym Klubie Filmowym.

„Kino (fot. Wikipedia) odwiedziło wielu twórców, np. przy okazji premier swoich produkcji. Należą do nich m.in. Morgan Freeman przy okazji filmu <Podejrzany> czy Jon Voight. Dowodem są ściany wypełnione zdjęciami z autografami, które bywalcy mogli dotąd oglądać idąc na seanse. Warto zaznaczyć też, że w ciągu ponad 20 lat działalności to miejsce odwiedziło już ponad 4,5 mln widzów” - przypomniał „Dziennik Polski”.

Dlaczego znika ARS? Przyczyna jest prozaiczna i należy do standardowych nie tylko w Krakowie: właściciel budynku chce go wyremontować, aby otworzyć w nim hotel. Chciałby jednak zainstalować tam również kino.

„- Ta deklaracja bardzo nas cieszy, niemniej jednak to przynajmniej potrwa dwa lata. Chcę być dobrej myśli i życzę właścicielowi otwarcia bez opóźnień w remoncie, ale to wciąż dwa lata, w czasie których pozostajemy bez miejsca, do którego moglibyśmy zaprosić widzów. Jest nam ogromnie żal, bo to ważny kawałek kultury Krakowa. Plotki o całkowitej śmierci kina są jednak przedwczesne. Ostrożnie mogę powiedzieć, że mamy pewien lokal na oku. Jesteśmy w trakcie negocjacji, więc nie chcę wychodzić z tą informacją przedwcześnie. Kiedy wszystko będzie już uzgodnione, na pewno poinformujemy krakowian o powrocie. Dla mnie samej to jest niezwykle ważne miejsce, bo ja się tu przecież wychowałam” - powiedziała gazecie kierująca obecnie ARS-em Ludmiła Kucharczyk, której ojciec założył to Centrum Kinowe w 1985 roku.

Może uda się uratować część tradycji „Sztuki”, może ARS znajdzie dobrą lokalizację w niedługim czasie. Ale żal pozostaje.

Jerzy Bukowski

Jednym z najczęściej popełnianych błędów w debacie publicznej jest mylenie faszyzmu z nazizmem i określanie ich obu jako ideologii prawicowych. Jeżeli robią to ludzie słabo zorientowani w kwestiach politologii i historii, można machnąć ręką. Gorzej, gdy nie widzą zasadniczych różnic między tymi pojęciami politycy i poważni publicyści.

Zawsze na równi bawi mnie jak denerwuje określanie typowo nazistowskich koncepcji mianem faszystowskich (co ciekawe, w drugą stronę to raczej nie działa) i pozbawione racjonalnych podstaw utożsamianie poglądów Adolfa Hitlera z głoszonymi przez Benito Mussoliniego.

Mam w związku z tym prośbę do osób przygotowujących programy nauczania w szkołach średnich. Niech w ramach lekcji historii najnowszej pojawi się przynajmniej na jednej lekcji temat zasadniczych różnic pomiędzy głównymi ideologiami XX wieku: faszyzmem, komunizmem i nazizmem (il. powyżej konrados.cupsell.pl). Każdy maturzysta powinien je dobrze znać, co pozwoli uniknąć w przyszłości żenujących wypowiedzi uczestników życia publicznego.

Jerzy Bukowski

Wiele lat temu widziałem w gabinecie prezesa pewnej spółdzielni rolniczej sztandar, który otrzymała ona na cztery lata jako zwycięzca w rywalizacji o miano najlepszej jednostki. Moją uwagę przyciągnął jednak nie piękny haft, ale napis: „Sztandar pszechodni”.

Ten błąd ortograficzny przyszedł mi natychmiast na myśl, kiedy dowiedziałem się, że na kamiennej tablicy poświęconej ojcom polskiej niepodległości, która zawisła na dzwonnicy kościoła w podkrakowskich Mogilanach umieszczono - obok Romana Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego i Wincentego Witosa - Ignacego Jana Padarewskiego.

Jako jej inicjatorzy i fundatorzy wymienieni zostali dużymi literami wójt gminy, proboszcz parafii oraz Instytut Pamięci Narodowej. Zdaniem naczelnika Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa w Krakowie Macieja Korkucia projekt tablicy, który wpłynął do IPN nie zawierał błędów, a odsłonięcie jej w takiej postaci jest nie do zaakceptowania. Błąd w nazwisku Paderewskiego musi zostać poprawiony, a nazwiska wójta i proboszcza zmniejszone. Jeżeli tak się nie stanie, Instytut nie zapłaci za tablicę (il. Pomnik Ignacego Jana Paderewskiego w parku Ujazdowskim w Warszawie, za Wikipedią).

Od siebie dodam, że niedopatrzeniem władz Myślenic jest pominięcie innych ojców niepodległości, a zwłaszcza generała Józefa Hallera, który urodził się w nieodległych Jurczycach.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

W wieku 88 lat zmarł wybitny historyk specjalizujący się w dziejach średniowiecza, wieloletni prezes Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa i sekretarz generalny odrodzonej Polskiej Akademii Umiejętności, były prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego profesor Jerzy Wyrozumski.

- Wraz z nim odchodzi cała epoka w polskiej mediewistyce. Jako uczony był jednym z filarów badań nad historią średniowieczną, był w tej dziedzinie człowiekiem-instytucją. Był jednocześnie postacią niezwykle wrośniętą w Kraków i oddaną bez reszty nauce i kulturze tego miasta. Był to człowiek krystalicznej uczciwości i niezwykłej skromności - powiedział Polskiej Agencji Prasowej prof. Jacek Purchla, który kilka lat temu zastąpił go na funkcji prezesa TMHiZK.

Urodzony w Trembowli prof. Wyrozumski całą drogę naukową związał z Uniwersytetem Jagiellońskim, na którym rozpoczął studia w 1950 roku. Trzynaście lat później uzyskał doktorat, pięć lat potem zdobył habilitację, w 1981 roku mianowano go profesorem nadzwyczajnym, a w 1993 zwyczajnym.

Jego główne prace naukowe to „Dzieje Krakowa do schyłku wieków średnich” i „Historia Polski do roku 1505”. Wykształcił kilka pokoleń krakowskich mediewistów.

Chlubnie zapisał się również w działalności organizacyjnej. W trudnych latach 80. był dziekanem Wydziału Filozoficzno-Historycznego i prorektorem UJ dzielnie stając w obronie prześladowanych wówczas przez reżim komunistyczny za aktywność opozycyjną pracowników oraz studentów. Do historii przeszło zdjęcie, na którym rozmawia z uzbrojonymi dowódcami Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej chcących wkroczyć w 1988 roku na teren Uniwersytetu, aby zdławić studencki strajk. Podpis pod nim to dewiza UJ: „plus ratio quam vis” (więcej znaczy rozum niż siła).

Papież Jan Paweł II odznaczył go Komandorią Orderu Świętego Sylwestra za zasługi w doprowadzeniu do kanonizacji Świętej Jadwigi Królowej.

jerzywyrozumski- Studia rozpocząłem w okresie największego parcia ideologii na uniwersytety, uczonych i studentów. Z wielkim szacunkiem wspominam moich ówczesnych profesorów, których wykładów dane było mi słuchać. Z pracy nad doktoratem odniosłem podwójną korzyść: poznałem dobrze arcana warsztatu historyka i równocześnie filozofię średniowieczną oraz logikę. Przez dwa lata nic innego nie robiłem, tylko czytałem w oryginale średniowieczne dzieła filozoficzne. Moim egzaminatorem filozofii w trakcie egzaminów doktorskich była słynna prof. Izydora Dąmbska. Pozostało mi z tego wrażenie wielkiej intelektualnej przygody. Legendarny pedel uniwersytecki Julian Lis, hallerczyk, kawaler orderu Virtuti Militari za wojnę polsko-bolszewicką, pouczał mnie zaś przed promocją: „A do rektora ręki Pan pierwszy nie wyciągaj!” - mówił wyraźnie wzruszony prof. Wyrozumski (fot. niezalezna.pl) podczas odnawiania w 2013 roku doktoratu w 50. rocznicę jego uzyskania.

Jako przewodniczący należącego do TMHiZK Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego będę mu dozgonnie wdzięczny za uratowanie go w latach 80., kiedy władze gotowe były zlikwidować Towarzystwo, aby uniemożliwić odnawianie polskiej Mogiły Mogił. Jego odwaga i stanowczość w rozmowach z komunistycznymi aparatczykami wzbudziła podziw wielu środowisk patriotycznych w całej Polsce, nie tylko piłsudczyków.

- W średniowieczu porównywano uczonych do gwiazd trwających wiecznie na niebie, których blask trwa na firmamencie, opromieniając świat wiedzą i służąc dobru ludzi. W świetle tej refleksji możemy patrzeć również na drogę życiową Jerzego Wyrozumskiego - powiedział uczeń zmarłego prof. Krzysztof Ożóg podczas uroczystości odnowienia doktoratu swojego mistrza (oba cytaty za portalem internetowym krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego”).

Spoczywaj w pokoju, Panie Profesorze.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Z uznaniem odnotowuję stanowczość i konsekwencję prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego doktora Władysława Kosiniaka-Kamysza, który zarzeka się, że nie jest możliwe wejście jego partii w koalicję ze Zjednoczoną Prawicą. Zastanawiam się jednak, czy tak samo zasadnicze podejście do polityki mają wszyscy działacze PSL, zwłaszcza ci w terenie, gdzie właśnie oddają dzierżoną od wielu lat władzę - najczęściej razem z Platformą Obywatelską - w samorządach ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej prestiżowych sejmików wojewódzkich.

PSL słynie z tego, że umie współpracować z każdym ugrupowaniem od lewa do prawa, byle tylko móc konsumować słodkie owoce rządzenia. Nie bez przyczyny nazwę tej partii rozszyfrowuje się jako „Posady Swoim Ludziom”, a zapytany niegdyś przed wyborami parlamentarnymi, kto będzie po nich rządził Polską ówczesny prezes Stronnictwa Waldemar Pawlak bez namysłu odpowiedział: „nasz przyszły koalicjant”.

Kosiniak-Kamysz staje przed najważniejszym politycznym wyzwaniem w swojej dotychczasowej karierze. Z jednej strony zapędził się tak dalece w antyrządowej retoryce, że głupio byłoby mu nagle zmienić front, z drugiej pozostaje pod ogromną presją partyjnych dołów, których reprezentanci nie zamierzają ustępować ze stanowisk i na pewno gorąco namawiają go do wydania zgody na zawarcie koalicji z podwładnymi Jarosława Kaczyńskiego, aby wspólnie z nimi zbudować większość tam, gdzie jest to możliwe. Wyobrażam sobie, jak pięknie okraszają swoją powszechnie znaną pazerność frazesami o potrzebie dalszej pracy dla Polski choćby nawet razem z politycznym wrogiem, który z dala od Warszawy wcale nie jest taki straszny i da się z nim ponadpartyjnie porozumieć.

Najbliższe dni zdecydują o tym, w którą stronę pójdzie PSL i czy nadal będzie mu przewodził obecny lider. Krótkoterminowo nie da się wykluczyć buntu części lokalnych działaczy, a nawet ich rezygnacji z członkostwa w partii, aby pozostać przy władzy w niektórych województwach, powiatach i gminach, na dłuższą metę część - nie wiadomo jak liczna - członków Stronnictwa może jednak zechcieć zmienić jego strategiczny kurs, skoro pokonanie Zjednoczonej Prawicy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych nie jest niczym pewnym, grozi więc dalsze pozostawanie w opozycji, czyli bez dostępu do politycznych konfitur.

Stojąc na czele typowej partii obrotowej nigdy nie należy wypowiadać zbyt mocnych słów, które zamykają szerokie perspektywy, bo przyszłość jest przecież nieodgadniona. Ideologiczne i każde inne zacietrzewienie były do tej pory obce Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. Swoją stanowczość w negowaniu jakiejkolwiek współpracy z obozem obecnej władzy Władysław Kosiniak-Kamysz może więc przypłacić utratą przywództwa w nim.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Przed każdymi wyborami powraca ten sam temat. Za każdym kolejnym razem budzi on jednak coraz większe emocje. Chodzi o ciszę wyborczą i o to, co należy uznawać jako jej naruszenie, które jest z mocy prawa wykroczeniem bądź nawet przestępstwem.

W tym roku chyba po raz pierwszy uznano, że tak właśnie można zakwalifikować agitację za pośrednictwem wysyłania esemesów. Rozumiem, że identycznie należy potraktować rozmowy telefoniczne, a postępując konsekwentnie powinno się również karać każdą wzmiankę o kandydatach, jaka padnie w prywatnych rozmowach.

ciszawyborczanawesoloTakie rozumienie ciszy wyborczej jest absurdem (fot. topmejt.co.uk). O ile zwolennicy jej utrzymania mogą uważać, że łamie ją rozwieszanie i zrywanie plakatów nawołujących do głosowania na konkretnych kandydatów (chociaż te naklejone minutę przed jej rozpoczęciem są doskonale widoczne w dniu wyborów), agitowanie za pośrednictwem internetu lub innych mediów, eksponowanie w miejscach publicznych politycznych haseł, o tyle zabraniania ludziom prowadzenia prywatnej korespondencji w dowolnej formie na temat preferencji wyborczych, a co więcej śledzenia jej w celu ewentualnego ścigania sprawców potencjalnego naruszenia prawa nie da się w żaden logiczny sposób obronić.

Mam nadzieję, że nikt, kto wysłał dzisiaj esemesa lub odbył rozmowę telefoniczną o kandydatach do samorządów nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a przed następnym głosowaniem przepis o ciszy wyborczej albo zostanie zlikwidowany, albo też tak doprecyzowany, aby nikt nie był później zaskoczony, że nie mając tego świadomości złamał prawo.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Zbiory Muzeum Czynu Niepodległościowego znajdujące się w zajmowanym przez Związek Legionistów Polskich Domu im. Józefa Piłsudskiego przy alei 3 Maja 7 w Krakowie przejmie Muzeum Narodowe w Krakowie, które chce tam utworzyć swój oddział - poinformowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Tak skomentował na gorąco tę decyzję na Facebooku prezydent miasta profesor Jacek Majchrowski: O ile przejęcie zbiorów uważam za dobrą decyzję, ponieważ daje ona szansę na ich uporządkowanie (a przypominam, że ich stan został bardzo krytycznie oceniony przez Ministerstwo Kultury), o tyle zdziwiony jestem informacją o planach ministra Piotra Glińskiego w stosunku do Oleandrów. Zgodnie z wpisem w księdze wieczystej właścicielem Oleandrów jest miasto. Jest dla mnie rzeczą oburzającą, że Ministerstwo chce decydować o cudzej własności, w dodatku bez jakichkolwiek rozmów i konsultacji z miastem! Jestem zdeterminowany, by doprowadzić realizacji mojego planu, żeby w przyszłości w Oleandrach znalazło się miejsce dla stowarzyszeń i organizacji niepodległościowych.

oleandryCzyżby szykował się przełom w sprawie, którą opisywałem w tym miejscu wiele razy na przestrzeni ostatnich kilku lat? Mam nadzieję, że MKiDN oraz władze samorządowe dojdą do porozumienia i wspólnie uratują tak budynek jak eksponaty muzealne.

Najważniejsze, że będące w bardzo złym stanie zbiory przejdą w ręce fachowców, którzy będą musieli natrudzić się, aby przywrócić im pierwotny stan. Istotna jest również powtórzona pod raz kolejny deklaracja prezydenta Krakowa, że w Domu im. Józefa Piłsudskiego (fot. Wikipedia) znajdą się pomieszczenia dla organizacji patriotycznych zgodnie z przedwojennymi planami zagospodarowania sanktuarium niepodległości mającego pełnić na równi funkcję muzealną, jak wychowawczą.

Obecnie kończy się pierwszy etap remontu elewacji zabytkowego obiektu. W grudniu mają zostać wymienione wszystkie okna.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Wielu rodaków zastanawia się, jak wyglądałaby dzisiaj Polska, gdyby po 1989 roku ujawniono nazwiska wszystkich tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych (cywilnych i wojskowych) PRL. Czy historia potoczyłaby się wówczas inaczej i jak wiele autorytetów moralnych III Rzeczypospolitej bezpowrotnie utraciłoby nienależne im aureole? Kto przyznałby się do haniebnej przeszłości, a ilu pseudobohaterów opozycji demokratycznej szłoby w zaparte podważając wiarygodność archiwalnych akt?

Te i podobne pytania często padają w debacie publicznej, a ja zawsze przypominam sobie wtedy rozmowy, jakie miałem okazję toczyć ze śp. generałem Ryszardem Kuklińskim, który dysponował sporą wiedzą i niezłą pamięcią w owej materii. Pytałem go, czy nie sądzi, że należałoby ujawnić nazwiska wszystkich zdrajców, którzy zhańbili się służbą Sowietom, a brak im było odwagi przyznać się do tego po upadku PRL.

pulkownikkuklinski4„Pierwszy polski oficer w NATO” nieodmiennie odpowiadał mi: - Zbyt wielką wagę przywiązujecie do konfidentów Służby Bezpieczeństwa. Gdybyście poznali nazwiska tajnych współpracowników służb wojskowych oraz tych, którzy nigdy nie byli formalnie zarejestrowani (to byli najważniejsi ludzie z opozycyjnej elity), przeżylibyście wielki szok, a najnowszą historię Polski musielibyście napisać całkiem na nowo. Ja z racji swojej wysokiej funkcji w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego wiedziałem o niektórych z nich, ale nie o wszystkich, bo taka szczegółowa wiedza nie była mi potrzebna, a poza tym „wojskówka” dobrze strzegła swoich tajemnic. To co wiem jest już jednak wystarczająco przerażające i pusty śmiech mnie ogarnia, gdy widzę niekiedy w telewizji niektórych „niezłomnych patriotów” deklamujących wzniosłe, bogoojczyźniane frazesy.

Kiedy pytałem go, czy rejestry konfidentów zachowały się i zostały w całości przekazane Instytutowi Pamięci Narodowej, Kukliński cierpliwie wyjaśniał: - Te nazwiska znają tylko nieliczni, którzy naprawdę rządzili Polską przed 1989 rokiem, a także ich moskiewscy mocodawcy. Nie wszystkie trafiły do IPN, nawet do zbioru zastrzeżonego, bo wielu agentów wpływu było zakamuflowanych tak, żeby nie pozostał żaden pisemny ślad ich działalności. Jeżeli ktoś z ówczesnych decydentów nie zechce przed śmiercią ujawnić sekretów, które posiadł, będziecie błądzić po omacku i pisać historię zgodnie z ustaleniami Okrągłego Stołu, czyli z gruntu fałszywie.

Te słowa tkwią w mojej pamięci jak swoiste memento.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Z czym kojarzy się dzisiaj starożytny, azjatycki symbol szczęścia - swastyka? Z niemieckim nazizmem. A odwołujące się do trudu rolnika i robotnika sierp połączony z młotem? Z sowieckim komunizmem.

manuskryptkonstytucjiOd takich interpretacji nie sposób uciec po tragicznych doświadczeniach XX wieku. Są one wręcz oczywiste.

Obawiam się, żeby podobny los nie spotkał w Polsce słowa „konstytucja”. Od pewnego czasu stało się ono bowiem sztandarem totalnej opozycji wobec obecnego obozu władzy.

Mam nadzieję, że tego pojęcia nie spotka podobny los, jak wymienionych wyżej symboli zawłaszczonych przez dwie zbrodnicze ideologie.

(Fot. Rękopis Konstytucji 3 maja zawarty w Archiwum Potockich, spisany na kartach o wymiarach 40 x 25 cm).

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Polityka nie jest generalnie zajęciem dla dam i dla dżentelmenów (chociaż są w niej również takie osoby), trudno się więc dziwić, że często padają z ich ust mocne słowa. Dzieje się tak zwłaszcza w kampaniach wyborczych, kiedy pokonanie przeciwnika jest jednoznaczne z utrzymaniem swojej pozycji lub zdobyciem jej jego kosztem.

Dlatego nie bulwersują mnie ostre sformułowania, jakich nie szczędzą sobie polscy politycy w dobiegającej właśnie końca kampanii samorządowej. Właśnie w jej ostatnich dniach należy się spodziewać wysypu barwnych wypowiedzi o dużym ładunku emocjonalnym, a także mijających się z prawdą.

W tym drugim przypadku można iść do sądu w trybie wyborczym i sprawa zostaje szybko rozstrzygnięta. Jeżeli chodzi natomiast o temperaturę politycznych sporów, to nie ma żadnych reguł, jedynymi arbitrami będą zaś wyborcy, którzy przy urnach wyrażą własne opinie na temat nie tylko programów prezentowanych przez kandydatów i składanych przez nich obietnic, ale także sposobu, w jaki prowadzili kampanię, a zwłaszcza odnosili się do swoich rywali.

sejmczasmijaNie ma więc sensu robić sensacji z tego czy innego zwrotu, który padł w ferworze politycznego starcia (fot. Wikipedia). Właśnie one najbardziej zapadają bowiem w pamięć wyborców i budzą ich entuzjazm bądź niesmak, co znajdzie odzwierciedlenie przy oddawaniu głosów.

I jeszcze jedna uwaga na koniec: nazywanie bardzo mocnych określeń używanych w jakiejkolwiek kampanii wyborczej nieparlamentarnymi jest nieporozumieniem. Właśnie po to wymyślono przecież parlament, żeby politycy ścierali się w nim ze sobą na słowa zamiast wzywać swoich zwolenników do okładania się niebezpiecznymi narzędziami na ulicach.

Warto wiedzieć, że słowo „parlamentum” znaczyło pierwotnie tyle, co „sklep z gadaniną” i dlatego nawet bardzo ostre potyczki werbalne w nim nie powinny razić, ani wywoływać zgorszenia. Kwalifikowanie zachowań polityków, którzy ostro nacierają na siebie podczas mających służyć wyrazistemu formułowaniu przez nich stanowisk i pognębieniu rywali debat mianem nieparlamentarnych świadczy o złym rozumieniu tego, czym jest owa demokratyczna instytucja.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Jednym z najciekawszych elementów obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę w Krakowie jest przygotowana z ogromną pieczołowitością przez Fundację Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, Obywatelski Komitet na rzecz Oleandrów oraz władze miasta wystawa na Plantach.

Na ponad 230 planszach można oglądać od 4 sierpnia do 15 listopada dzieje Rzeczypospolitej od Konfederacji Barskiej po wybory samorządowe w 1990 roku. Nosząca tytuł „Kraków dla niepodległości” plenerowa ekspozycja pokazuje nie tylko militarny wysiłek rodaków, ale także utrwalanie narodowej tożsamości poprzez wiarę, kulturę, sztukę, naukę ze szczególnym uwzględnieniem znaczenia podwawelskiego grodu, który odegrał ogromną rolę dla zachowania polskości i budzenia patriotycznego ducha.

Wystawa przyciąga uwagę wielu krakowian oraz licznych turystów. Z myślą o tych z innych krajów przygotowano podpisy pod fotografiami, ilustracjami i skanami dokumentów w języku angielskim.

jozefpilsudskiNiestety, część plansz jest regularnie niszczona i to nie przez chuliganów, czy osoby pod wpływem alkoholu oraz innych środków odurzających, których nie brakuje w letnie i jesienne dni, wieczory, a także noce na Plantach. Dewastowane są bowiem ciągle tylko te same fragmenty poświęcone Józefowi Piłsudskiemu oraz zbrodni katyńskiej, o czym poinformowali mnie ze smutkiem nieustannie naprawiający szkody organizatorzy wystawy.

Jak widać, nie brak w III Rzeczypospolitej sierot po PRL, czyli ludzi o mentalności trafnie określonej przez Aleksandra Zinowjewa jako homo sovieticus. Dlaczego nie usiłują ich jednak ujmować na gorących uczynkach Straż Miejska i policja, które - wiedząc o niszczeniu konkretnych plansz - powinny dyskretnie pilnować kilku fragmentów Plant?

jerzybukowskiJerzy Bukowski*

W imieniu Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, którego współzałożycielem był w 1980 roku kawaler Srebrnego Krzyża Orderu Wojennego Virtuti Militari pułkownik Józef Herzog (1901-1983), zapraszam do oddania na niego głosu w ogłoszonym przez Przewozy Regionalne plebiscycie na patronów wybranych pociągów w kraju.

W Małopolsce zaproponowano ich - oprócz wymienionego wyżej jeszcze pięciu: Władysława Belinę-Prażmowskiego Władysława Dziadosza, Ludwika Iwaszkę, Antoniego Kocjana i Stanisława Marusarza.

„- Popularyzując wiedzę o regionalnych bohaterach chcemy przypomnieć, że odzyskanie niepodległości po 123 latach zniewolenia zawdzięczamy nie tylko powszechnie znanym z kart historii postaciom, takim jak Józef Piłsudski. Nie mniej ważni są bohaterowie, którzy swoje życie poświęcili walce lub budowaniu świadomości narodowej w regionach” - powiedział „Gazecie Krakowskiej, której wydawca patronuje akcji „RegioBohater”, prezes Przewozów Regionalnych Krzysztof Zgorzelski.

Plebiscyt potrwa do dnia 11 października 2018 roku a głosowanie odbywa się na stronie https://polregio.pl/pl/oferty-i-promocje/regio-bohater gdzie można zapoznać się z życiorysami kanydatów (w skali kraju jest ich 100). Na zwycięzców czekają cenne nagrody, m.in. dwuosobowe zaproszenie na uroczysty lunch do Belwederu.

Dlaczego apeluję o oddanie głosu właśnie na płk. Herzoga? Ponieważ jego biografia znakomicie symbolizuje los pokolenia walczącego o odzyskanie i utrzymanie niepodległości Polski, a potem o wyzwolenie jej spod sowieckiego jarzma.

oplateklegionowyBył żołnierzem 1 pułku piechoty w I Brygadzie Legionów Polskich (ranny w bitwie pod Jastkowem), obrońcą Lwowa w 1918 roku oraz granic II RP - jako zawodowy żołnierz - w 1920 i 1939 roku, jeńcem oflagu w Woldenbergu, więźniem politycznym okresu stalinowskiego. Po wyjściu z celi organizował wokół siebie krakowskie środowisko legionowe (słynne spotkania opłatkowe z udziałem ówczesnego metropolity, księdza kardynała Karola Wojtyły, w klasztorze ojców Dominikanów, fot. krakow.ipn.gov.pl).

oasgmbspjhNależał do głównych inicjatorów przywrócenia kryjącej szczątki jego ukochanego Komendanta krypcie pod wawelską wieżą Srebrnych Dzwonów, odnowienia zrujnowanego przez reżim komunistyczny kopca Józefa Piłsudskiego na Sowińcu oraz wznowienia w 1981 roku Marszów Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej. Do końca pracowitego życia wiernie służył Ojczyźnie i przekazywał tę miłość młodym pokoleniom rodaków (fot. z o. Adamem Studzińskim i gen. Mieczysławem Borutą-Spiechowiczem przy Kopcu Marszałka Józefa Piłsudskiego, za www.radiownet.pl).

Z pełnym przekonaniem proszę wszystkich Małopolan, którym drogie są patriotyczne tradycje, o zagłosowanie na pułkownika Józefa Herzoga w plebiscycie Przewozów Regionalnych.

* Autor jest przewodniczącym Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Rozpoczęło się Narodowe Czytanie 2018. W roku 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę na lekturę wybrano „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego.

Jest to niewątpliwie najważniejsza powieść w dorobku tego autora, ale napisana dosyć trudnym językiem, co skłoniło organizatorów akcji do uwspółcześnienia stylu zwanego powszechnie i wcale nie w pozytywnym znaczeniu „żeromszczyzną”.

przedwiosnie1928Nie podoba mi się ten zabieg, chociaż rozumiem, że młodzi Polacy z pewnością mają poważne problemy ze zrozumieniem niektórych słów i związków frazeologicznych występujących w „Przedwiośniu” (fot. Pierwsza ekranizacja, 1928 za: fototeka.fn.org.pl).

Dlatego przyznaję rację jednemu z blogerów Salonu 24, który uznał, że na 100. rocznicę odzyskania niepodległości znacznie lepszą lekturą byłoby krótkie, napisane prostym językiem i nawiązujące do zwycięskiej wojny z Rosją Sowiecką w obronie suwerenności opowiadanie tego samego autora pt. „Na probostwie w Wyszkowie”.

Stało się inaczej, pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że za dwa lata, kiedy będziemy hucznie obchodzić stulecie rozgromienia Armii Czerwonej przez Wojsko Polskie, co zahamowało pochód komunistów na zachód Europy oraz - niestety, tylko na krótki czas - odesłało w niebyt mrzonki bolszewików o uczynieniu z Polski kolejnej republiki Związku Sowieckiego, do Narodowego Czytania zostanie wybrany właśnie ten utwór Stefana Żeromskiego.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Kiedy tak naprawdę narodziła się III Rzeczpospolita? Czy da się ustalić (a raczej wyznaczyć) jakąś graniczną datą, co do której wszyscy byliby zgodni tak jak w sprawie 11 listopada 1918 roku?

Jedni uznają za przełomowy dzień 4 czerwca 1989 roku, czyli datę wyborów do tzw. Sejmu kontraktowego, inni przekazanie insygniów konstytucyjnej władzy II RP przez jej ostatniego prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego pierwszej wybranej po 1945 roku w pełni wolnych wyborach głowie państwa w osobie Lecha Wałęsy, jeszcze inni optują za nie skrępowanymi już żadnym układem z komunistami wyborami parlamentarnymi z 1991 roku lub powstaniem powołanego w ich wyniku rządu Jana Olszewskiego. Nie sądzę, aby dyskusja na ten temat kiedykolwiek przyniosła akceptowany przez wszystkich konsensus.

godlopolskiA ja od dawna twierdzę, że nie byłoby tego problemu, gdyby 22 grudnia 1990 roku, czyli w dniu przekazania insygniów przywrócono choćby na jeden dzień ostatnią uchwaloną w II RP Konstytucję z 23 kwietnia 1935 roku. Byłoby te jednoznaczne, spektakularne zerwanie z PRL i wyraziste określenie, na jakich fundamentach ustrojowych będzie budowana wychodząca z sowieckiej niewoli Polska (Il. Herb Rzeczypospolitej Polskiej ustanowiony w 1956 r. przez Rząd na Uchodźstwie, za: Wikipedia).

Następnego dnia Sejm mógłby uchwalić przygotowaną wcześniej, nawet daleko idącą nowelizację tamtej ustawy zasadniczej uwzględniającą realia końca XX wieku. Gdyby tak się stało, nie mielibyśmy wyżej opisanego problemu. Niestety, mającą ogromne znaczenie procedurę konstytucyjną potraktowano wówczas w kategoriach politycznego folkloru i ładnego gestu „polskiego Londynu”, który nie pociąga jednak ze sobą żadnych konsekwencji legislacyjnych. No i mamy to, co mamy.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Z wielką radością informuję - za Radiem Kraków - o rozpoczęciu prac przy budowie pomnika marszałka Józefa Piłsudskiego przy alejach Wolności w Nowym Sączu. Na razie montowany jest cokół.

Jednocześnie trwa zbiórka pieniędzy na monument, które stanie nieopodal miejsca, w którym przez wiele lat straszył nowosądeczan i przyjezdnych pomnik Chwały Armii Czerwonej zlikwidowany przez lokalne władze - pod naciskiem małopolskich i śląskich środowisk patriotycznych - dopiero cztery lata temu, tuż przed wyborami samorządowymi.

„Obecnie wykonywane prace są finansowane z budżetu miasta. Sam pomnik ma być jednak ufundowany przez mieszkańców. Potrzeba na to pół miliona złotych” - czytamy na stronie RK.

- Datki można m.in. wrzucać do skarbon umieszczonych w sądeckim ratuszu, a także w galeriach handlowych. Dołóżmy cegiełkę do budowy pomnika, 100-lecia niepodległości - zachęcał do ofiarności na antenie krakowskiej rozgłośni Patryk Wicher ze społecznego komitetu budowy pomnika, którego odsłonięcie nastąpi 11 listopada.

jpilsudskinsKomendant przebywał w Nowym Sączu kilkakrotnie: w 1903, w 1908 roku w 1914  (il. Reprint pocztówki z Józefem Piłsudskim, wydanej w Nowym Sączu 14 XII 1914 roku, za: ziemiasadecka.info) i w 1928 roku. Szczególnie ważne z historycznego punktu widzenia było jego wkroczenie na do tego miasta czele oddziałów legionowych 13 grudnia 1914 roku. Piłsudski wjechał na pełen ludzi, jasno oświetlony rynek na Kasztance i potem wspominał nadzwyczaj serdeczne przyjęcie oraz „rozkosze” czekające na niego i utrudzonych żołnierzy: elektryczne światło, kawiarnie, wanny i fryzjera (to wydarzenie upamiętnia tablica na jednej z kamienic). 12 dni później po bitwie pod Łowczówkiem odwiedził pacjentów szpitala utworzonego przez Komitet Kobiet Polskich. W 1916 roku otrzymał honorowe obywatelstwo, a w 1935 roku jednej z ulic nadano jego imię.

Nie będzie to jedyna uroczystość związana z obchodami stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości w Nowym Sączu. Świętowanie zacznie się na zamku królewskim.

- 31 października w basztę Kowalską zostaną wmurowane odtworzone tablice z nazwiskami poległych sądeckich żołnierzy z 1 Pułku Strzelców Podhalańskich. Cieszę się, że repliki tych tablic z nazwiskami bohaterów będą znowu na zamku - powiedział Radiu Kraków Jerzy Gwiżdż, zastępca prezydenta Nowego Sącza.

Oryginalne tablice zostały zniszczone przez Niemców w czasie II wojny światowej.

pokinnowePorozumienie Organizacji i Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie stanowczo protestuje przeciw pomysłowi zasadzenia na placu Inwalidów dębu zamiast wybudowania tam pomnika „Tym, którzy stawiali opór komunizmowi w latach 1944- 1956”.

Jest to dla nas niezrozumiała decyzja, ponieważ Rada Miasta Krakowa już wiele lat temu uchwaliła projekt i lokalizację dla tego monumentu, o który od końca ubiegłego wieku dzielnie walczą krakowscy weterani, w szczególności Żołnierze Niezłomni, ich potomkowie oraz ideowi spadkobiercy. Dyskusja dotyczyła jedynie jego przesłania i nazwy, ponieważ w kolejnej uchwale RMK była mowa o pomniku „Orła Białego” obejmującego lata 1939-1989, z czym nie zgadza się ani społeczny komitet budowy tego znaku pamięci o bohaterach drugiej konspiracji, ani w pełni popierające go nasze Porozumienie.

pomniknaplacuinwalidow110 lipca tę inicjatywę poparł w liście do prezydenta miasta profesora Jacka Majchrowskiego oraz radnych szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk pisząc m.in.: Tym Pomnikiem oddajemy hołd ofiarnej walce naszego narodu, który miał odwagę przeciwstawić się czerwonemu złu, ponosząc często ofiarę krwi i życia w mrokach stalinowskiej nocy. Tym Pomnikiem dajemy wspaniałe świadectwo polskiej niezłomności, heroizmu oraz przywiązania do idei wolnej Rzeczypospolitej.

Z wielkim zdumieniem i oburzeniem przyjęliśmy więc medialną informację, że Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu Urzędu Miasta Krakowa ogłosił przetarg na wykonanie prac związanych z przebudową placu Inwalidów, w którym mowa jest o posadzeniu dębu, postawieniu ławek, zagospodarowaniu istniejącej zieleni oraz wykonaniu trawników i obsadzeniu kwietników mających powstać w tym miejscu.

Podtrzymujemy nasze wielokrotnie wyrażane publicznie stanowisko, że na placu Inwalidów, w sąsiedztwie byłej siedziby Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego powinien stanąć zatwierdzony przez Radę Miasta Krakowa pomnik upamiętniający heroiczną walkę zbrojną o niepodległość Polski, którą prowadzili przeciw reżimowi komunistycznemu w latach największego stalinowskiego terroru Żołnierze Niezłomni.

Rzecznik Porozumienia - dr Jerzy Bukowski

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Zawsze kiedy oglądam podniosłe uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego (nie wiem dlaczego przywracając je po 1989 roku nie zachowano pięknej przedwojennej nazwy Święta Żołnierza) myślę o śp. generale Ryszardzie Kuklińskim i zastanawiam się, ilu uczestników tych patriotycznych ceremonii zdaje sobie sprawę, że może brać w nich udział także dzięki jego bohaterstwu.

Ten nazywany często ostatnim Żołnierzem Niezłomnym i „pierwszym polskim oficerem w NATO” dzielny człowiek samotnie rzucił wyzwanie sowieckiemu imperium zła w momencie, w którym było ono u szczytu potęgi zagrażając całemu wolnemu światu z powodu sporej militarnej przewagi Układu Warszawskiego nad NATO. Nie zważając na grożące mu śmiertelne konsekwencje w przypadku ujawnienia przez kontrwywiad, kto jest „kretem” nie tylko w Sztabie Generalnym WP, ale przede wszystkim w kierowniczych strukturach UW, których tajemnice przekazywał od 1972 do 1981 roku Amerykanom, konsekwentnie przesyłał do USA dziesiątki tysięcy stron najbardziej tajnych dokumentów.

pulkownikkuklinski2Gdyby zimna wojna przekształciła się w gorącą, nie oklaskiwalibyśmy dzisiaj defilady Wojska Polskiego w Warszawie i w innych miastach, bo nasz kraj stałby się atomową pustynią. Kukliński doskonale zdawał sobie z tego sprawę znając sposób myślenia sowieckich marszałków i generałów, a także posiadając ogrom wiedzy o ofensywnych planach armii Układu Warszawskiego w kierunku Atlantyku. Miały one zostać powstrzymane nuklearną zaporą położoną przez NATO na linii Wisły. Po takim uderzeniu niewiele by z nas zostało już u progu III wojny światowej.

Patrząc 15 Sierpnia na pozdrawiających z trybun defilujące przed nimi pododdziały wojskowe najwyższych przedstawicieli władz III RP myślę więc o człowieku, który nie wahał się zaryzykować życiem, aby nie doszło do zagłady Polski i sporej części Europy. A przypominając słowa jednego z szefów CIA: „nikt na świecie w ciągu ostatnich czterdziestu lat nie zaszkodził komunizmowi tak, jak ten Polak” marzę, aby w roku 100-lecia odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości śp. generał Ryszard Kukliński został wreszcie zaliczony w poczet kawalerów jej najwyższego odznaczenia - Orderu Orła Białego.

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Chcę jeszcze raz powrócić do opisanego tutaj wcześniej wejścia komornika do Domu im. Józefa Piłsudskiego na Oleandrach.

Razem z nim byli m.in. przedstawiciele Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, którzy mieli dokładnie przyjrzeć się zbiorom funkcjonującego tam Muzeum Czynu Niepodległościowego. To co zastali określili jako jedną wielką tragedię. Ledwo wytrwali trzy godziny w ogromnym smrodzie stęchlizny oraz pleśni. Zabytkowy budynek o wielkim znaczeniu historycznym nadaje się praktycznie do rozebrania i postawienia na nowo, a zbiory muszą jak najszybciej zostać stamtąd zabrane, zinwentaryzowane oraz fachowo zakonserwowane.

Oglądając eksponaty pracownicy MHK ze zdumieniem zauważyli wśród nich szarfę z wieńca prezydenta Andrzeja Dudy. Ponieważ jest ona w bardzo dobrym stanie można przypuszczać, że została zabrana z sarkofagu Józefa Piłsudskiego po uroczystości z 5 sierpnia lub wcześniejszej. Komendant Naczelny Związku Legionistów Polskich przywłaszczył ją prawdopodobnie po to, żeby opowiadać swoim nielicznym już zwolennikom oraz garstce zwiedzających, iż nieprawdą jest jakoby obecny Prezydent RP był przeciw niemu, skoro przekazał mu szarfę. Można powiedzieć, że ta historia przedstawia wieloletnią działalność Krystiana Waksmundzkiego w pigułce.

jerzybukowskiJerzy Bukowski*

Ilustracje w tekście za: www.prezydent.pl, autorstwa p. Krzysztofa Sitkowskiego.

Wiele osób prosi mnie o zdanie krótkiej relacji z nieoficjalnej części wizyty Prezydenta RP na Sowińcu w niedzielę 5 sierpnia 2018 roku. Postaram się sprostać ich oczekiwaniom, zwłaszcza że były to dla mnie bardzo miłe chwile, które nieoczekiwanie zmieniły się z przewidzianych kilkunastu minut w ponad godzinę.

Po zakończeniu ceremonii składania ziem w kopcu Józefa Piłsudskiego - polskiej Mogile Mogił zaproponowałem głowie państwa wyjście na szczyt nietypowego pomnika naszej niepodległości. Prezydent zgodził się bardzo chętnie, chociaż ten punkt programu nie był do końca pewny i zależał wyłącznie od jego decyzji.

20180805ad1Poszliśmy więc w niewielkiej grupie wznoszącą się coraz bardziej stromo granitową ścieżką. Z uwagi na to, że jest ona bardzo wąska, niewielki pochód otwierał prezydent Andrzej Duda w towarzystwie piszącego te słowa. Nadarzyła się znakomita okazja do omówienia w cztery oczy kilku ważnych spraw natury patriotycznej, które od dawna leżą mi na sercu, a byłoby dobrze załatwić je w roku 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Ponieważ jako harcerze lubimy konkrety, poprosiłem idącego za nami szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, ministra Jana Józefa Kasprzyka o natychmiastowe doprecyzowanie pewnych szczegółów, które Prezydent RP od razu skonsultował z sekretarzem stanu w swojej Kancelarii - ministrem Andrzejem Derą.

Nie jestem upoważniony do ogłaszania, o czym dokładnie rozmawialiśmy, ale znający moje działania jako rzecznika Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie PT Czytelnicy z pewnością domyślą się, o co zabiegałem. Mieliśmy sporo czasu tak w drodze na szczyt jak z powrotem, wiele udało się więc wyjaśnić lub też ustalić co jeszcze należy zrobić w tej materii w najbliższym czasie.

Na górze czekał już wieniec do złożenia przez głowę państwa na wieńczącym kopiec granitowym głazie. Po kilkunastu sekundach zamyślenia nad narodowymi imponderabiliami podeszliśmy do barierek otaczających platformę szczytową i krakowianie, czyli prezydent Duda, podsekretarz stanu w jego Kancelarii - minister Wojciech Kolarski oraz ja zaczęliśmy szukać w nocnym, ale w wielu miejscach oświetlonym Krakowie miejsc, w których mieszkamy oraz charakterystycznych punktów zarówno historycznych, jak niedawno powstałych (np. bardzo pięknie iluminowane centrum handlowe Bonarka City Center). Prezydencki fotograf uwiecznił te sympatyczne chwile.

20180805ad2Kiedy zeszliśmy na dół, postanowiłem skorzystać z faktu, że kolumna samochodowa nie podjechała pod kopiec, ale została na oddalonym o kilkaset metrów parkingu i zaproponowałem krótką wizytę w stojącym na jego skraju pawilonie służącym niegdyś jako zaplecze społecznych prac przy odbudowie polskiej Mogiły Mogił, a obecnie pełniącym funkcję izby pamięci o sypaniu kopca w latach 1934-37 oraz przywracania mu świetności od 1980 roku.

Nie byłem pewien reakcji pierwszego obywatela Rzeczypospolitej, ale kiedy przypomniałem mu, że ostatni raz był tam pewnie ponad 30 lat temu i dobrze byłoby, żeby zobaczył, jak pawilon wypiękniał dzięki wysiłkom Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego przy Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, któremu mam zaszczyt przewodzić od 1986 roku oraz kierowanej przed dyrektora doktora Józefa Skotnickiego Fundacji Miejski Park i Ogród Zoologiczny zarządzającej Lasem Wolskim w imieniu władz miasta, zgodził się bardzo chętnie.

Trochę zaniepokojony był szef jego ochrony osobistej, ale uspokoiłem go, że będziemy zaledwie w parę osób i tylko w jednym pomieszczeniu, które zostało bardzo sprawnie skontrolowane. Kiedy weszliśmy do środka, pozwoliłem sobie na krótkie wystąpienie: - Kiedy 14 grudnia 1922 roku marszałek Józef Piłsudski zdawał urząd Naczelnika Państwa przekazując w Belwederze władzę prezydentowi Gabrielowi Narutowiczowi, powiedział: Jako jedyny oficer polski czynnej służby, który dotąd przed nikim nie stawał na baczność, staję oto na baczność przed Polską, którą Ty reprezentujesz wznosząc toast: Pierwszy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej niech żyje! Pozwól, Andrzeju, że nawiązując do tych słów ukochanego przez nas Komendanta wzniesiemy teraz toast za Ciebie, który reprezentujesz majestat niepodległej III Rzeczypospolitej! Niech żyje Polska!

20180805ad3Uczestnicy spotkania podjęli ten okrzyk, a po spełnieniu toastu oprowadziłem Prezydenta RP po naszej niewielkiej wystawie. Z radością skonstatowałem, że rozpoznaje on na zdjęciach wiele osób, które przyczyniły się do uratowania kopca przed zaplanowaną przez komunistów zagładą, a dyrektor Skotnicki i wiceprzewodniczący Komitetu Andrzej Fischer tłumaczyli mu w jaki sposób dźwigaliśmy z ruin Mogiłę Mogił.

Minister Kasprzyk zwrócił uwagę na szczególną, wielkoformatowa fotografię wykonaną 22 marca 1981 roku podczas pierwszej po II wojnie światowej uroczystości składania w kopcu kolejnych ziem z pól bitewnych i miejsc kaźni Polaków. Uwieczniono na niej inicjatora odnowy kopca, legionistę 1 pułku piechoty I Brygady, majora Wojska Polskiego II RP, przywódcę krakowskich legionistów w latach 70. i 80. Józefa Herzoga, generała (z przedwojennej nominacji) Mieczysława Borutę-Spiechowicza oraz pułkownika - awansowanego 3 maja 2006 roku przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego do rangi generała brygady - ojca Adama Studzińskiego, bohatera spod Monte Cassino, który był organizatorem i gospodarzem opłatków legionowych w krakowskim klasztorze ojców Dominikanów z udziałem (w latach 70.) ówczesnego metropolity krakowskiego, księdza kardynała Karola Wojtyły.

A później popłynęły harcerskie i piłsudczykowskie wspomnienia, bo prezydent Duda, minister Kolarski i ja poznaliśmy się w pierwszej połowie lat 80. w hufcu ZHP Kraków-Krowodrza. Pierwszy prowadził 5 Krakowską Drużynę Harcerzy „Piorun” im. Legionistów 1914 Roku w szczepie „Wichry” (wspominał ją wcześniej w pięknym przemówieniu pod kopcem), drugi należał do „Arkony”, a piszący te słowa stał na czele najbliżej współpracujących z żołnierzami Piłsudskiego, w tym z majorem (tytułowanym przez nas pułkownikiem) Herzogiem „Żurawi”.

20180805ad4O pogrzebach legionistów i o składaniu Przyrzeczenia Harcerskiego wedle przedwojennej roty u podnóża Mogiły Mogił Prezydent RP wzruszająco mówił podczas ceremonii składania ziem. Przywoływaliśmy nazwiska przyjaciół z tamtego okresu, wydarzenia, jakie zapadły nam w pamięć, skautowe metody wychowawcze, które okazały się skuteczne w budzeniu uczuć patriotycznych w młodych ludziach w harcerskich mundurach, zwłaszcza w słynącym z niepokorności wobec komunistycznych nadzorców krowoderskim hufcu. Atmosfera była dokładnie taka, jaką obiecywałem ministrowi Kolarskiemu przygotowując wieczorny program pobytu głowy państwa na Sowińcu.

Ani się spostrzegliśmy jak z zaplanowanych na to spotkanie 3-5 minut zrobiło się prawie pół godziny, a przecież następnego dnia apel na Oleandrach musiał się rozpocząć punktualnie o 7.00. Serdecznie pożegnawszy się przed pawilonem obiecaliśmy sobie nawzajem - a „na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy” - że musimy powtórzyć tę ceremonię w następnych latach i właśnie w taki sposób: rozpoczynając od podniosłego nastroju, a kończąc harcerskimi wspomnieniami. Może na przyszły raz uda się zaprosić szczepowego „Wichrów” z okresu, kiedy Andrzej Duda prowadził 5 KDH - byłego posła na Sejm RP hm. Wojciecha Hausnera i grono dawnych oraz obecnych instruktorów w bordowych chustach? Czuwaj!

* Autor jest harcmistrzem, Harcerzem Rzeczypospolitej.