Tag Archives: Antypolonizm rosyjski

Polski historyk uznany za persona non grata w Rosji

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej zatrzymała w Moskwie adiunkta w Zakładzie Historii Europy Wschodniej Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz pracownika Oddziałowego Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie doktora habilitowanego Henryka Głębockiego i nakazała mu opuszczenie Rosji w ciągu 24 godzin pod groźbą przymusowej deportacji – poinformowała Polska Agencja Prasowa powołując się na oświadczenie wydane w tej sprawie przez IPN, w ocenie którego oznacza to zablokowanie mu możliwości prowadzenia dalszych badań w tamtejszych archiwach.

„Decyzja FSB, która była bez wskazania merytorycznego powodu wydalenia oraz możliwości odwołania, oznacza jednocześnie zakaz ponownego wjazdu na terytorium Rosji” – czytamy w depeszy PAP.

Głębocki wrócił już do domu i tak przedstawił kulisy akcji FSB wobec niego w rozmowie z PAP: – Do zatrzymania doszło w piątek około północy po moim powrocie z Petersburga do Moskwy. Po wyjściu z pociągu na dworcu zostałem zatrzymany przez patrol dworcowy i doprowadzony do pomieszczenia, gdzie czekała duża grupa funkcjonariuszy FSB, którzy przy użyciu kamery odczytali mi postanowienie Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Z przedstawionego mi pisma wynikało, że mam w ciągu jednej dobry opuścić terytorium Rosji. Samo zatrzymanie trwało krótko, bez przesłuchania i przeszukania. Wyraźnie chodziło o formalne przedstawienie dokumentu, który miał wymusić mój wyjazd z Federacji Rosyjskiej.

Dodał, że nie podpisał dokumentu o wydaleniu, mimo że zażądali tego funkcjonariusze: – Odmówiłem stwierdzając, że nigdy w podobnych okolicznościach w PRL zatrzymywany przez Służbę Bezpieczeństwa niczego nie podpisywałem i teraz także bez obecności przedstawicieli ambasady polskiej niczego nie podpiszę. Dokument więc został podpisany przez trzech funkcjonariuszy, następnie został on przedarty na pół; część z podpisami została w ich rękach, natomiast reszta tego porwanego dokumentu została mi wręczona i na tym spotkanie zakończyło się – wyjaśnił dziennikarzowi PAP.

Głębocki zamierzał zostać w Rosji do 10 grudnia, by prowadzić badania w archiwach na temat polityki Imperium Rosyjskiego wobec tzw. kwestii polskiej w XIX wieku oraz Związku Sowieckiego wobec Polaków w XX wieku.

„IPN dodał, że historyk wygłosił również, na zaproszenie Instytutu Polskiego w Sankt Petersburgu, dwa wykłady otwarte, poświęcone losom Polaków oraz rocznicy tzw. operacji polskiej NKWD w ramach Wielkiego Terroru w ZSRS 1937-1938. Wykłady odbyły się w siedzibie petersburskiego Memoriału, a następnie w Instytucie Polskim w Sankt Petersburgu” – napisała PAP.

- Zastanawiam się, czy badanie rękopisu „Dziennika podróży na Wschód” Juliusza Słowackiego, dziejów Maurycego Beniowskiego lub Józefa Piłsudskiego w szponach ochrany jest na tyle niebezpieczne dla interesów Federacji Rosyjskiej, że owocuje nagłym nakazem jej opuszczenia. Jeżdżę do Rosji od 24 lat, badając w tamtejszych archiwach problemy stosunków polsko-rosyjskich w XIX i XX. Zaowocowało to m.in. napisanymi przeze mnie kilkoma książkami – powiedział Głębocki redaktorowi Bogdanowi Gancarzowi z krakowskiej redakcji „Gościa Niedzielnego”.

Zakaz ponownego wjazdu do Rosji znacznie utrudni historykowi kontynuowanie pracy badawczej, która była w dużej mierze oparta na osobistym zapoznawaniu się z zasobami archiwalnymi w tym kraju.

Gancarz sugeruje, że decyzja o wydaleniu mogła być retorsją za niedawne usunięcie z Polski rosyjskiego historyka z Nowosybirska Dymitra Karnauchowa wykładającego w Akademii Humanistycznej w Pułtusku.

glebockigurowskiGłębocki jest – oprócz profesora Andrzeja Nowaka – jednym z najlepszych znawców Rosji i stosunków polsko-rosyjskich w XIX oraz w XX wieku. Wydał m.in. wyróżniane prestiżowymi nagrodami naukowymi książki: „Fatalna sprawa. Kwestia polska w rosyjskiej myśli politycznej 1856-1866”, „Kresy Imperium. Szkice i materiały do dziejów polityki Rosji wobec jej peryferii XVIII-XXI wiek”, „<Diabeł Asmodeusz> w niebieskich binoklach i kraj przyszłości. Hr. Adam Gurowski i Rosja” (fot. ksiegarnia.arcana.pl).

Bada również najnowszą historię Polski, czego owocem są m.in. książki: „Studencki Komitet Solidarności w Krakowie” i „Policja tajna przy robocie. Z dziejów państwa policyjnego w PRL”. (2005). Współredaguje również krakowski dwumiesięcznik „Acana”, kierując jego działem historycznym.

„Krakowski historyk dokonał także sensacyjnego odkrycia w Moskwie rękopisu <Dziennika podróży na Wschód> Juliusza Słowackiego, uważanego od 1939 r. za zaginiony. Odnalazł go w 2003 r. r., skopiował zaś 7 lat później. Odnalazł go w trakcie badań w Rosyjskiej Bibliotece Państwowej w Moskwie. 74 stronicowy rękopis zawiera m. in. notatki z podróży w latach 1836-1838 do Egiptu, Libanu i Syrii, szkice do <Anhelliego> oraz rysunki. Rękopis był przechowywany w Bibliotece Krasińskich w Warszawie” – czytamy w portalu „GN”.

- Wypożyczono go stamtąd na wystawę z okazji 130-lecia urodzin Słowackiego, która miała być otwarta w jego rodzinnym Krzemieńcu 4 września 1939 r. W międzyczasie wybuchła wojna. Po 17 września do Krzemieńca weszły wojska sowieckie. Po rękopisie urwał się ślad. „Wypłynął” w 2001 roku, gdy oficjalnie wpisano go do katalogu dawnej Biblioteki im. Lenina. Obecnie trwają prace nad naukowym wydaniem tego skarbu kultury polskiej – powiedział Henryk Głębocki Bogdanowi Gancarzowi.

Czy PKiN zostanie wreszcie zburzony?

jerzybukowskiJerzy Bukowski

Nieoczekiwanie powróciła sprawa, którą już dawno temu podniosło (chyba jako pierwsze) Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie: wicepremier oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego profesor Piotr Gliński powiedział w Radiu RMF FM, że nie ma nic przeciwko zburzeniu warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki, ale pod warunkiem że można byłoby szybko zbudować na jego miejscu coś sensownego: – Ja się akurat tym nie zajmuje. Ja się staram budować. Na przykład w okolicy Pałacu Kultury jest bardzo ciekawa działka z budynkiem szpitala, który w czasie getta był też używamy jako szpital. Chcemy to kupić i przeznaczyć na budowę muzeum getta warszawskiego – dodał wicepremier i przypomniał, że różne środowiska występują z takimi postulatami, a 100. rocznica odzyskania niepodległości może być znakomitą okazją do pozbycia się wyjątkowo okazałego reliktu komunizmu.

Na jego słowa natychmiast zareagował były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski pisząc na Twitterze: „Uważam, że byłby to spektakularny akt dekomunizacji przestrzeni publicznej i musiałbym rząd POchwalić. Moje sprawdzam: czy wicepremier Gliński, jako minister kultury, wykreśli PKiN z rejestru zabytków? Warto przypomnieć, że Sikorski konsekwentnie od wielu lat apeluje o zburzenie tej pamiątki po komunizmie. Swoje wystąpienia sejmowe często puentował: „A poza tym, panie marszałku, uważam, że Pałac Kultury powinien być zburzony”.

Problem stanowi to, że od 2007 roku jeden z najbardziej widocznych symboli zniewolenia Polski przez Związek Sowiecki jest wpisany do rejestru zabytków, co można jednak zmienić ministerialną decyzją.

Na koniec przytoczę fragment ostatniego apelu Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie do władz Warszawy z 19 lipca 2015 roku: „Niech przykładem będzie dla Was likwidacja w latach 20. ubiegłego wieku soboru Świętego Aleksandra Newskiego na placu Saskim – jednej z najwyższych budowli ówczesnej Warszawy. Wzniesiono go na polecenie zaborczych władz rosyjskich w takim samym celu, jak PKiN: by stanowił zewsząd widoczny symbol carskiego panowania na ziemiach polskich. Władze odrodzonej Rzeczypospolitej nie miały najmniejszych wątpliwości, aby tę budowlę szybko rozebrać, ponieważ jej istnienie uwłaczało powadze niepodległego państwa. Taki sam los powinien spotkać Pałac Kultury i Nauki”.

rozbiorkasoboru(Od Redakcji): Przypomnijmy, że 2 lutego 2007 roku Pałac Kultury i Nauki w Warszawie został wpisany do rejestru zabytków. Symbol rosyjskiej dominacji nad Polską zyskał tym samym nowy status. Warto wiedzieć, że po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku inny z takich symboli, cerkiew św. Aleksandra Newskiego została rozebrana i podzieliła los wielu cerkwi prawosławnych w Warszawie wybudowanych w okresie rozbiorów. Z rozbiórki uczyniono wydarzenie polityczne i narodowe, wypuszczono obligacje, aby dać każdemu Polakowi szansę uczestniczenia w rozbiórce. Papiery były zabezpieczone wartością materiałów odzyskanych z budynku (fot. Prace przy rozbiórce, za: warszawa1939.pl).

Rosyjska operacja (anty)polska NKWD 1937-1938

kazimierzbartelKazimierz Bartel

23 października 2017 roku w budynku Poczty Głównej w Krakowie otwarto wystawę „Operacja (anty)polska NKWD 1937-1938″. Wykład dotyczący tematu wystawy wygłosił dr hab. Filip Musiał, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie. W uroczystości wziął rownież udział prof. dr. hab. Mikołaj Iwanow – historyk. Zapraszam Państwa do obejrzenia fotoreportażu:
https://photos.app.goo.gl/jqp16Nvdpjz1Gvy13

Uroczyste obchody 78. rocznicy haniebnej, rosyjskiej agresji na Polskę i Dnia Sybiraka

zbigniewgalicki1Zbigniew Galicki

Szanowni Państwo, przesyłam linkę do zdjęć krakowskich uroczystości z okazji 78. rocznicy sowieckiej agresji na Polskę i Dnia Sybiraka. Przedstawione tu uroczystości odbyły się na Cmentarzu Rakowickim, w Katedrze Wawelskiej i przy Krzyżu Narodowej Pamięci (Krzyżu Katyńskim):
https://photos.app.goo.gl/xs0gBtQKj78Yk7pV2

Zdeptana stokrotka

Szanowni Państwo !

Zapraszam do obejrzenia naszego najnowszego teledysku z piosenką „Zdeptana stokrotka“, który przygotowaliśmy na 78. rocznicę napaści ZSRS na Polskę:
https://www.youtube.com/watch?v=m-IrUTEza8Y&t=18s

sojuszrosyjskoniemieckiŚpiew: Zespół wokalny el Fuego z Klubu 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim pod kierownictwem artystycznym Katarzyny Borowskiej i Piotra Goljata / Zespół w składzie: Aleksandra Banasiak, Kaja Zdonek, Kamila Kamocka, Bartłomiej Wojciechowski, Bartłomiej Kowalski / Muzyka, wykonanie, miks: Szymon Szewczyk / Miks wokali, mastering: Jacek Strzelczyk (Studio Alone) / Rysunki: Mariusz Nartowski / Animacja: Janusz Mazur / Producent i autor słów: Arkadiusz Kobus (il. Uścisk dłoni oficerów wojsk niemieckich i rosyjskich w Lublinie, 1939, za Wikipedią).

Serdecznie pozdrawiam, Arkadiusz Kobus

NKWD. Zabić Polaków 1937-1938

davMirosław Boruta

Po wyznaczeniu granic w Traktacie Ryskim 1921 roku setki tysięcy Polaków pozostały w republikach sowieckich i państwach bałtyckich. Szczególnie prześladowano ich w białoruskiej i ukraińskiej części ZSRS, podobnie jak w Rosji (Moskwie czy Petersburgu), a ponieważ eksperyment wytworzenia Polaka sowieckiego poniósł fiasko, postanowiono w 1936 roku zesłać ich na Syberię i do Kazachstanu, a potem 130.000 Polaków oskarżono o zdradę, 111.000 mordując natychmiast, tylko za to, że byli Polakami. To pięciokrotnie więcej niż kilka lat potem w Katyniu.

nkwdzabicpolakowW najnowszym czasopiśmie „Biuletynie IPN” (7-8/2017) mowa jest głównie o przerażającej zbrodni rosyjskiej na Polakach. Jak czytamy w Wikipedii „była to operacja dotycząca zbiorowo (w formie oficjalnej) największej liczby członków konkretnej narodowości, w tym wypadku polskiej. Akcja objęła wszystkich Polaków, bez względu na przynależność klasowo-społeczną, decydowała narodowość. Wśród zamordowanych i deportowanych byli: Polacy, mieszkańcy dawnego terytorium Rzeczypospolitej na wschód od granicy państwowej II RP, ustalonej w 1921 traktatem ryskim; wszyscy jeńcy polscy po wojnie polsko-bolszewickiej, znajdujący się jeszcze w ZSRR; wszyscy imigranci z Polski; uchodźcy polityczni z Polski (głównie członkowie KPP); członkowie i założyciele PPS oraz innych partii niekomunistycznych; działacze narodowi mniejszości polskiej w ZSRR (w praktyce każdy Polak); rodziny tych osób. Eksterminacja zdziesiątkowała także polskie duchowieństwo katolickie, które zostało przeznaczone do całkowitej likwidacji. Spośród 470 duchownych, świadczących posługę w sowieckiej Rosji po zakończeniu czystki etnicznej, pozostało zaledwie 10 kapłanów oraz dwa czynne kościoły katolickie – w Moskwie i Leningradzie”. Większość aresztowano i stracono przypisując im niepotwierdzoną żadnymi dowodami przynależność do Polskiej Organizacji Wojskowej.

Do numeru dołączono płytę DVD z filmami: Liliany Komorowskiej i Diany Skay’i „Ojcu” i Grzegorza Górnego „Marchlewszczyzna”. Szkoda tylko, że na okładce zamiast zdjęć Ofiar, Ich rodzin lub miejsc pamięci (choćby ze stron 74, 79, 112 lub 120) znalazła się fotografia katów – rosyjskich morderców.

Więcej informacji o biuletynie znajdą Państwo na stronie www.pamiec.pl:
http://pamiec.pl/pa/biblioteka-cyfrowa/biuletyn-ipn/biuletyn-ipn-od-2017/17078,Biuletyn-IPN-nr-7-82017.html

Zaczęło się 10 lutego 1940 roku…

kazimierzkubrakKazimierz Kubrak

77 lat temu, dokładnie 10 lutego 1940 roku rozpoczął się sowiecki plan likwidacji „sprawy polskiej” z zagrabionych ziem w dniu 17 września 1939 r. Ogrom tragedii i cierpienia deportacji milionów obywateli polskich w głąb sowieckiej Rosji od zimy 1940 r. do połowy 1941 r. Ta bandycka strategia Stalina, fizycznego unicestwienia obywateli polskich jest przemilczana przez historię i jest prawdą niewygodną i celowo zapomnianą. Najwyższa pora aby Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło dzień 10 lutego dniem ludobójstwa sowieckiego na narodzie polskim. I tu nie o symbolikę się tu rozchodzi lecz o prawdę historyczną, której wielu Polaków nie zna lub nie chce o niej wiedzieć.

Ileż obłudy, zakłamania i dwulicowości w naszym narodzie. Iluż zdrajców w tej blisko czterdziestomilionowej kolonii zwanej w Europie Polską. Jak szybko zatraciliśmy swoją historię i narodowość dla obcego despotyzmu. Pozostała nam tylko wiara katolicka, która zawsze byłą ostoją naszej ojczyzny. Czy wytrwamy w wierze i odrodzimy Rzeczpospolitą, która po raz trzeci próbuje oderwać się od sowieckiej przeszłości. To zależy od nas samych. Jeżeli nie włączymy się w ten oddolny ruch tworzenia Wolnej i Niepodległej Polski to pozwolimy na spacyfikowanie naszej wiary i zniewolenie na następne lata.

Mentalność postsowiecka trwa

jerzybukowskindZ dr. Jerzym Bukowskim (fot. p. Marek Borawski / Nasz Dziennik), rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk

Kiedy spaceruje Pan ulicami polskich miast i natrafia na tzw. pomniki wdzięczności Armii Czerwonej, co Pan wtedy myśli?

– Zastanawiam się, w jakiej Polsce żyję i dlaczego niektórzy samorządowcy nadal są mentalnie zanurzeni w PRL, bo przecież racja stanu każdego niepodległego państwa wyklucza istnienie w jego przestrzeni publicznej pomników, tablic i innych pamiątek po zaborcach, okupantach, najeźdźcach. A właśnie do samorządów gmin należy załatwienie tej sprawy, która powinna zostać zamknięta ćwierć wieku temu.

Co jakiś czas w Polsce powraca problem pomników ku czci Armii Czerwonej. Rosja powołuje się na umowę z Polską o ich ochronie z 1994 r., z kolei strona polska chce się ograniczyć jedynie do ochrony cmentarzy i grobów. Także IPN uważa, że nie mamy obowiązku chronić tzw. pomników wdzięczności. Jeden dokument, a różne interpretacje. Z perspektywy nauki to możliwe?

– Bardzo cieszy mnie taka interpretacja IPN, bo z pewnością nie należy nazywać pomnikiem symbolu obcego panowania na polskich ziemiach. Podpisana 22 lutego 1994 roku umowa pomiędzy rządami Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji dotyczy jedynie grobów oraz cmentarzy wojskowych. Właśnie tak rozumując warszawska sędzia Ewa Grabowska umorzyła w 2013 roku sprawę pomalowania farbą dwóch stołecznych monumentów sławiących Armię Czerwoną: nieistniejącego już dzisiaj na pl. Wileńskim (popularnie zwanego „Czterema śpiącymi”) oraz w parku Skaryszewskim. Przeprowadzona przez nią analiza nakazała jej uznać, że w rozumieniu artykułu 261 kodeksu karnego oba „nie spełniają definicji pomnika, ponieważ ochronie prawnej podlega obiekt wzniesiony dla upamiętnienia zdarzenia bądź uczczenia osoby, której ta cześć jest należna”. Oby w jej ślady poszli inni sędziowie.

Dlaczego Rosji zależy na tzw. pomnikach wdzięczności w Polsce?

– Ponieważ są to dla niej widome znaki panowania nad Polską. Specjalnie stawiali pomniki i często otaczali je grobami poległych czerwonoarmistów w centrach polskich miast, aby dać dowód swojej dominacji i utrudnić ich ewentualne usunięcie w przyszłości.

naszdzienniknA może warto na sprawę patrzeć w pewnym kontekście dziejowym? Rosjanie wychowani w kulcie Armii Czerwonej i Stalina święcie wierzą, że przynieśli Europie Środkowej i Wschodniej wolność. Podważanie tego faktu uważają za potwarz.

– Każde państwo prowadzi własną politykę historyczną, ale jest też obiektywna prawda dziejowa. Dzisiaj nikt rozsądny nie twierdzi już, że Armia Czerwona niosła wolność narodom Europy Środkowej. Owszem, przeganiała Niemców, ale natychmiast zaprowadzała swoje zbrodnicze porządki. W ślad za nią podążały sowieckie służby specjalne ze Smierszem i NKWD na czele, które przy pomocy rodzimych zdrajców zaprowadzały w tej części kontynentu sowiecki porządek polityczny. Co on oznaczał, wiemy już dzisiaj nazbyt dobrze (fot. p. Marek Borawski / Nasz Dziennik).

Wielu Polaków ciągle patrzy z sentymentem w przeszłość do czasów PRL-u. Ulice Konstantego Rokossowskiego czy Armii Czerwonej w naszych miastach bardziej zapadły im w pamięć niż ich nowe odpowiedniki. Dlaczego mimo ujawnionych zbrodni minionego systemu jeszcze znajdują się tacy, którzy wspominają tamten okres z sentymentem?

– Przez ponad 25 lat niepodległa Rzeczpospolita nie zdołała definitywnie pozbyć się wszystkich sowieckich reliktów z przestrzeni publicznej, chociaż do jej kolejnych prezydentów, parlamentów i rządów apelowało w tej sprawie wiele stowarzyszeń patriotycznych, a najbardziej konsekwentnie Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie. Skoro kolejne władze nie potrafiły, a raczej nie chciały tak długo załatwić tej sprawy, niektórzy ludzie – zwłaszcza tzw. sieroty po PRL – zaczęli głosić z gruntu fałszywą tezę, że w takim razie można pozostawić status quo. Dopiero w tym roku Sejm przyjął stosowną ustawę, na mocy której jeżeli jakiś samorząd będzie się ociągał w tej materii, to wyręczy go wojewoda. Argumenty o finansowym aspekcie owej sprawy lub trudnościach natury administracyjnej są równie żałosne jak podłe i mogą ich używać tylko ludzie o świadomości nieodwracalnie skażonej w epoce PRL.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk rozpoczął przedostatni etap prac na powązkowskiej Łączce. Marzy się Panu taka Polska, w której na miejscach pomników katów staną pomniki polskich bohaterów powstania antykomunistycznego? Nie mówię tu o pojedynczych popiersiach czy tablicach, ale o pomnikach oddających wielkość ich czynów. W dzisiejszych czasach internetu i kultury masowej to jeszcze możliwe?

– Nie tylko marzę, ale wydaje mi się to całkiem realne, podobnie jak usunięcie okazałych grobowców komunistycznych zbrodniarzy z alei zasłużonych na Powązkach Wojskowych, czego od dawna domaga się m.in. nasze Porozumienie. Mam nadzieję, że nowy prezes IPN, doktor Jarosław Szarek, już wkrótce oficjalnie ustosunkuje się do tego apelu i sprawa ruszy z miejsca. Powinno się to odbyć w atmosferze powagi, bo chodzi o sprawiedliwość historyczną, a nie o zemstę. Warto przypomnieć, że etyka chrześcijańska, na którą bardzo często powołują się przeciwnicy cmentarnej dekomunizacji, dopuszcza w szczególnych przypadkach ekshumacje i przenoszenie grobów. Aleje zasłużonych na wszystkich cmentarzach, a w szczególności na narodowej nekropolii, jaką stanowią warszawskie Powązki, są miejscami wiecznego spoczynku wyłącznie dla bohaterów, a nie dla najeźdźców, namiestników obcych mocarstw, zdrajców i zaprzańców.

Dziękuję za rozmowę / Rafał Stefaniuk

(Od Redakcji): Dziękujemy p. doktorowi Jerzemu Bukowskiemu za zgodę na publikację wywiadu także i na stronach Krakowa Niezależnego. Tekst i zdjęcie za: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/166853,mentalnosc-postsowiecka-trwa.html

IV rozbiór Polski. Małopolscy Patrioci – Pamiętamy!

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

17 września 2016 roku, w 77. rocznicę napaści Niemiec i Rosji na Polskę, przedstawiciele Stowarzyszenia Narodowa Skawina oraz Małopolscy Patrioci zorganizowali pikietę przed krakowskimi konsulatami Republiki Federalnej Niemiec i Federacji Rosyjskiej:
https://www.youtube.com/watch?v=Mm_a3TxQSuQ

Nowa Huta w hołdzie Polskim Ofiarom rosyjskiej inwazji 17 września 1939 roku

krakowniezaleznymkInformacja własna

W intencji Ofiar rosyjskiego najazdu na Polskę, który rozpoczął się o świcie 17 września 1939 roku, Krakowianie modlili się podczas niezwykle uroczystej Mszy Świętej odprawionej w kościele pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej na osiedlu Szklane Domy w piątek, 16 września 2016 roku. Wśród wielu intencji (fot. poniżej p. Mirosław Boruta) modliliśmy się także za śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z małżonką Marią oraz wszystkie Ofiary Tragedii Smoleńskiej.

davPo zakończeniu Mszy Świętej, przy stojącym nieopodal kościoła pomniku Błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, odbyła się uroczystość patriotyczna. Modlitwę poprowadził ojciec Augustyn Spasowicz OCist., a wieńce i znicze ofiarowali Komitet Prawa i Sprawiedliwości Dzielnicy XVIII (przewodniczący, radny Miasta Krakowa p. Edward Porębski), Krakowski Klub Gazety Polskiej w Nowej Hucie (przewodniczący p. Tomasz Orłowski) oraz Stowarzyszenie im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie (prezes, p. dr Mirosław Boruta).

Krótką retrospektywę tragicznego wpływu na Polskę i Polaków rosyjskiego imperializmu wszystkich epok (począwszy od końca XVIII wieku do dzisiaj) przedstawił dr Mirosław Boruta: http://www.krakowniezalezny.pl/z-okazji-rocznicy-haniebnego-napadu-rosjan-na-polakow-17-wrzesnia-1939-roku, oprawę słowną zapewniła p. Alicja Kondraciuk a muzyczną p. Stanisław Zamojski.

Zapraszamy jeszcze do obejrzenia zdjęć, których autorem jest p. Józef Bobela:
https://goo.gl/photos/CRw5gSmjnCodWj6p6

Z okazji rocznicy haniebnego napadu Rosjan na Polaków 17 września 1939 roku

davMirosław Boruta

Śp. Prezydent Lech Kaczyński uczył nas – cytuję we fragmentach – że „najpierw zatrzymaliśmy na kilkaset lat ekspansję Niemców na wschód, potem parcie islamu na zachód. W końcu zatrzymaliśmy pochód rewolucji bolszewickiej. W międzyczasie stworzyliśmy pierwszą w Europie republikę, powiedzieliśmy jako pierwsi „nie” Hitlerowi, i stworzyliśmy „Solidarność”, doprowadzając do upadku Sowiety”…

Ostatnie dwieście lat sąsiedztwa Polaków i Rosjan, przypominane z okazji rocznicy haniebnego napadu Rosjan na Polaków 17 września 1939 roku trzeba rozpocząć od wspomnienia pierwszego rozbioru Polski w 1772 roku, po którym przyszedł drugi i trzeci a Rosja zabrawszy setki tysięcy kilometrów kwadratowych Polski i miliony Polaków ulokowała się w Warszawie, naszej stolicy.

W wieku XIX biliśmy się o wolność, szczególnie należy tu przypomnieć powstania listopadowe i styczniowe, wielu zginęło za Polskę z rąk Rosjan, wielu zesłano na Syberię, wielu tam, na rosyjskiej ziemi pomarło a wielu nigdy już nie wróciło. Ale też od 1,5 do 2 milionów, przez dziesiątki lat zaborów zrusyfikowało się doszczętnie, a to przecie także ogromna strata dla narodu polskiego, to przecież także jest śmierć Polaka, w sensie kultury polskiej, polszczyzny.

splkrunPo wyznaczeniu granic w Traktacie Ryskim 1921 roku setki tysięcy Polaków pozostały w republikach sowieckich i państwach bałtyckich. Szczególnie prześladowano ich w białoruskiej i ukraińskiej części ZSRS, podobnie jak w Rosji (Moskwie czy Petersburgu), a ponieważ eksperyment wytworzenia Polaka sowieckiego poniósł fiasko, postanowiono w 1936 roku zesłać ich na Syberię i do Kazachstanu, a potem 130.000 Polaków oskarżono o zdradę, 111.000 mordując natychmiast, tylko za to, że byli Polakami. To pięciokrotnie więcej niż kilka lat potem w Katyniu.

Wywózki z lat czterdziestych, z okresu II wojny światowej, Katyń, morderstwa i wywózki po zakończeniu wojny… Pamiętajmy, że do 1993 roku stacjonowały w Polsce okupacyjne de facto wojska rosyjskie, dopełniają obrazu sytuacji. I na koniec Tragedia Narodowa 10 kwietnia 2010 roku, zagłada części polskiej elity państwowej nieopodal Smoleńska.

Nie możemy jednak zmienić przeszłości, ale pamiętając o niej wpłyńmy na teraźniejszość i przyszłość. Co możemy zrobić? Przede wszystkim poprzeć program repatriacji Polaków z Kazachstanu, tych, którzy wraz z potomkami żyją tam od 1936 roku. Nie ma racjonalnego powodu narodowego, dla którego każdy Polak mający chęć osiedlić się w Polsce mógł być – tak jak dotychczas to było – pozbawiony tego prawa. Choćby z powodów ekonomicznych i okrutnych deklaracji „nie stać nas na to”…

Na zakończenie nawiążę do słów p. premier Beaty Szydło: „nigdy nie spoczniemy, póki do Polski nie wróci każdy Polak i każda Polka, którzy chcą wrócić”, a wiedząc, że procedowana jest w Sejmie nowa ustawa o repatriacji, od siebie dopowiem tylko jedno: „bardzo bym chciał, żeby polski kościół ogłosił, że każda polska parafia, a jest ich ponad 10.000, przyjmie jedną polską rodzinę z Kazachstanu. To by mogło te sprawy wreszcie ruszyć z miejsca”.

Obchody 77. rocznicy haniebnego napadu Rosjan na Polskę 17 września 1939 roku i Dnia Sybiraka

andrzejkalinowskiAndrzej Kalinowski

W piątek, 16 września 2016 roku, organizator – Instytut Pamięci Narodowej (Oddział w Krakowie) oraz współorganizatorzy: Kuratorium Oświaty i Wychowania w Krakowie, Komitet Opieki nad Miejscami Zbrodni Komunizmu, Związek Sybiraków (Oddział w Krakowie) i Związek Piłsudczyków (Oddział Małopolski) zaprosiły Krakowian i Gości Naszego Miasta na uroczyste obchody 77. rocznicy haniebnej agresji Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 roku i Dnia Sybiraka.

20160916ak1W uroczystościach, na zaproszenie Kuratorium, wzięła również udział młodzież szkół podstawowych i średnich. Mszy Świętej, odprawionej w Bazylice Mariackiej, przewodniczył w koncelebrze ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski a wspaniałe kazanie wygłosił ksiądz Szczepan Kardaś, doskonały wychowawca młodzieży. Kazanie poświęcone było dacie 17 września 1939 roku, dziejom naszego kraju na przestrzeni wieków. Nie brakowało w nim porównań do czasów obecnych, portretów sprzedawczyków i szlachetnych ludzi, ważnych wątków o znalezieniu we współczesnej Polsce właściwego miejsca dla siebie. „Po której stronie się opowiadasz?” – pytał kaznodzieja. To pytanie było bardzo potrzebne. W dzisiejszym świecie… pokemonów i innych pseudowartości. Ale czy młodzi ludzie to wszystko rozumieją?

20160916ak2Po Mszy Świętej nastąpiło uroczyste przejście pod Wzgórze Wawelskie, gdzie przy Krzyżu Narodowej Pamięci (Krzyżu Katyńskim) wysłuchaliśmy uroczystych przemówień, m.in. wicewojewody małopolskiego, p. Piotra Ćwika i małopolskiej kurator, p. Barbary Nowak. Przy Krzyżu złożono także wieńce i kwiaty, zapalono znicze, odczytano Apel Pamięci i oddano salwę honorową.

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia fotoreportażu, na który złożyło się 47 zdjęć:
https://goo.gl/photos/uxbT8qzKmLuBUvAv9

W imię prawdy o Jedwabnem (1941 r.) i Kielcach (1946 r.)

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

(Tekst publikowany w najnowszej „Niedzieli” (nr 28 z lipca 2016)

Zainaugurowana przez nowy rząd PiS-u i nowego prezydenta Andrzeja Dudę nowa polityka historyczna sprzyja ostatecznej likwidacji skutków dziesięcioleci upokarzania Polaków w ramach tzw. „pedagogiki wstydu”, którą niejednokrotnie piętnował prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. Sprzyja to ponownemu wznowieniu przedwcześnie umorzonych z winy byłego fatalnego prezesa IPN-u Leona Kieresa śledztw w sprawie mordu w Jedwabnem w 10 lipca 1941 r. i rzekomego pogromu w Kielcach w 4 lipca 1946 r. Przypomnijmy tu, że właśnie „Niedziela” była, dzięki jej naczelnemu ks. infułatowi Ireneuszowi Skubisiowi, pierwszym medium prasowym, które stanowczo sprzeciwiło się tak nagłaśnianemu w przeważającej części „polskich” mediów zbiorowi antypolskich oszczerstw Jana Tomasza Grossa (por. cykl moich tekstów „Sto kłamstw J. T. Grossa”). Niestety, ówczesna jednostronnie i bez dowodów przesądzająca o winie Polaków polityka prezesa IPN-u L. Kieresa doprowadziła do przedwczesnego umorzenia śledztwa w sprawie zbrodni w Jedwabnem i fatalnego w skutkach przerwania ekshumacji w Jedwabnem. Tę ostatnią przerwano akurat wtedy, gdy znaleziono wyraźne dowody zbrojnej obecności Niemców przy stodole w Jedwabnem (blisko sto łusek po niemieckich nabojach. Na próżno protestowano przeciwko przerwaniu ekshumacji, m.in. w liście kilkudziesięciu osobistości polonijnych).

Nowe świadectwa o Jedwabnem

Stopniowo mnożyły się jednak dowody dominującej roli Niemców w mordzie w Jedwabnem i ich strzelania do Żydów próbujących uciec z podpalanej przez Niemców stodoły. Już w 2004 r. historyk i reżyser dokumentalista Artur Janicki nakręcił prawdziwie obiektywny film „Jedwabne”, który potem kilkanaście lat przeleżał się na półkach. Powodem zablokowania tego filmu był jego obiektywizm i obalanie kłamstw Grossa. Szczególnie ważną część filmu stanowiła rozmowa z szefem ekipy archeologicznej, prowadzącej ekshumacje w Jedwabnem – prof. Andrzejem Kolą. Stwierdził on, iż znalezione tam łuski były wystrzelone po 1939 r. i były dowodem na to, że do żydowskich ofiar strzelano z broni ręcznej zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz stodoły. Znamienny był fakt, że raportu prof. Koli w ogóle nie zamieszczono w ogromnym przegadanym dwutomowym wydawnictwie kieresowskiego IPN o Jedwabnem (1561 stron). Prof. Kola nazwał zresztą ekshumacje w Jedwabnem tylko „parodią ekshumacji” z powodu jej przedwczesnego przerwania.

5 stycznia 2008 jeden z najwybitniejszych badaczy historii Polski w drugiej wojnie światowej dr Leszek Żebrowski zamieścił w „Naszym Dzienniku” ważny tekst nt. sprawy Jedwabnego „Nowe kłamstwa Grossa”. Dr Żebrowski przytoczył tam wczesne relacje żydowskie, które zostały pominięte przez Grossa i które nie były wykorzystane w śledztwie IPN-u. Były tam m.in. relacje Michaela Maika, Rywki Kaiser i Hersza Cukiermana (Harolda Zissmana). Wszystkie te relacje wskazywały na dominującą rolę Niemców w zbrodni w Jedwabnem.

Jednym z ważniejszych wydarzeń w dyskusji o Jedwabnem w ostatnich latach było ogłoszenie w TV Niezależnej Polonii wstrząsającej relacji naocznego świadka wydarzeń Hieronimy Wilczewskiej (miała 8 lat w dniu masakry). Ojciec Wilczewskiej został zastrzelony przez Niemców jeszcze na miesiąc przed rzezią w Jedwabnem. Wilczewska żyje od lat w New Britain w stanie Connecticut w USA. Wilczewska opisywała jak gestapowiec żądał, aby się napatrzyła, co Niemcy robią z Żydami, bo jak skończą z Żydami, to zrobią to samo z Polakami. Wilczewska szczegółowo opisała widziane przez nią zapędzanie Żydów do stodoły, która później spalili. Jej przejmująca relacja stanowi centralną część filmu pary polonijnych działaczy: Wacława i Elżbiety Kujbidów. W maju tego roku w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich wyświetlono po raz pierwszy dokumentalny film Wacława i Elżbiety Kujbidów: ”Jedwabne. Naoczni świadkowie – Spisane Świadectwa – Pominięte fakty”. Debatę na temat tego filmu prowadził we „Wnet” naczelny dyrektor tej stacji Krzysztof Skowroński. Film Kujbidów jednoznacznie oskarżał Niemców o zbrodnie w Jedwabnem w oparciu o świadectwa naocznych świadków, a zarazem piętnował świadome zakłamania w śledztwie IPN-u.

O kolejnych ważnych nowych świadectwach powiedział w audycji „Warto rozmawiać” red. Jana Pospieszalskiego w dniu 28 czerwca br. zasłużony działacz opozycji anty-PRL-owskiej, a od niedawna nowy członek kolegium IPN Krzysztof Wyszkowski. Powiedział on o znalezionej w aktach Wojewódzkiej Żydowskiej Komisji z Białegostoku relacji Żydówki Finkelsztein, która pisała o słyszanych przez nią licznych strzałach niemieckich przy stodole w Jedwabnem. Wyszkowski wspomniał również o przemilczanym dotąd fakcie, że w czasie ekshumacji znaleziono ciało przestrzelone niemiecką kulą. Jak można było przemilczeć tak ważny fakt?!

27 czerwca br. w Białymstoku odbyła się uroczystość ku czci ok.1000 Żydów, którzy zostali spaleni przez Niemców na niecałe dwa tygodnie przez Jedwabnem 27 czerwca 1941 roku, co było faktem całkowicie przemilczanym przez J. T. Grossa i jego zwolenników. Przemawiający z tej okazji prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział „że wina Niemców za ten mord i inne zbrodnie w regionie Podlasia była „jasna i określona” i „trzeba o tym mówić””. I dodał – „Nie można jej przysłaniać różnego rodzaju operacjami typu tych, które były zorganizowane wokół Jedwabnego, gdzie przedstawiano zbrodnię, której się rzeczywiście dopuszczono, ale w sposób nie mający nic wspólnego z jej rzeczywistym przebiegiem, z faktami”.

Wszystkie te nowe świadectwa wskazują na to, że należy jak najszybciej doprowadzić do wznowienia śledztwa w sprawie mordu w Jedwabnem, tylko tym razem bez udziału takich szkodników jak L. Kieres, i do wznowienia zbyt pochopnie przerwanej ekshumacji.

Prawda o rzekomym pogromie w Kielcach

4 lipca 1946 r., w dzień po sfałszowaniu referendum przez komunistów, doszło w Kielcach do zorganizowanej przez NKWD i kielecką bezpiekę prowokacji, którą nagłośniono jako tzw. „pogrom kielecki”. W jej wyniku zginęło 37 Żydów i 3 Polaków. Celem prowokacji było odwrócenie uwagi Zachodu od sfałszowania referendum. Podobnego typu prowokacje były organizowane przez NKWD również na Węgrzech, w Słowacji i w Rumunii w pierwszych latach po 1945 r., zawsze dla przysłonięcia jakichś sowieckich łajdactw popełnionych wobec tych krajów. Pisała o tym szeroko już w 1991 r. czołowa historyk węgierska, obecnie dyrektor budapeszteńskiego „Muzeum Terroru” Maria Schmidt (por. szerzej uwagi w moim opracowaniu: „Kulisy zbrodni kieleckiej”, zamieszczonym w drugim tomie IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego” (Warszawa 2008, s. 458). Od początku wiele wybitnych osób, tak jak ambasador USA w Warszawie Artur Bliss Lane, czy ks. biskup kielecki Czesław Kaczmarek, który przygotował tajny raport o zbrodni kieleckiej (za co m.in. go później więziono) jednoznacznie uznali, że zajścia kieleckie były wynikiem działań komunistycznej bezpieki.

Tym bardziej żałosnym był fakt, że komunistyczne kłamstwo o pogromie kieleckim publicznie odgrzewano i nagłaśniano nadal po 1989 r. Jeszcze w 1996 r. postkomunistyczny minister spraw zagranicznych Dariusz Rosati wystąpił ze skierowaną do Światowego Kongresu Żydów prośbą o przebaczenie za wydarzenia kieleckie 1946 r., oświadczając: „Jest nam wstyd za to, że Polacy dokonali tej zbrodni”. Przepraszał w imieniu narodu polskiego (!) zamiast PZPR, z którą był związany przez ćwierć wieku.

Na szczęście w 1996 r. wyszła pierwsza bardzo cenna książka Krzysztofa Kąkolewskiego „Umarły cmentarz”, gruntownie odkłamująca sprawę Kielc w 1946 r. i pokazująca tę zbrodnię zgodnie z faktami jako efekt nikczemnych działań sowieckich i polskiej bezpieki. W dwa lata później (w 1998 r.) mieszkający w Kielcach ksiądz profesor Jan Śledzianowski wydał książkę: „Pytania nad pogromem kieleckim”, podobnie jak Kąkolewski demaskującą fałsze o rzekomym pogromie kieleckim. Przez wiele lat blokowano wyświetlenie w którejkolwiek z telewizji nakręconego w 1996 r. filmu – dokumentu brata Czesława Miłosza - Andrzeja Miłosza „Henio”. Było to wyznanie chłopca, którego rzekome porwanie przez Żydów posłużyło bezpiece do sprowokowania zajść kieleckich. Chłopiec Henryk Błaszczyk przez 50 lat bał się wyznać prawdę, z obawy przed zamordowaniem przez ludzi z bezpieki. To, co powiedział było niesamowite. Okazało się, że jego własny ojciec był ubekiem i w towarzystwie innych zaprzyjaźnionych ubeków wspierali prowokację kielecką, a zastraszony Henio był ich narzędziem. Znamienne, że tak ważny, odsłaniający prawdę film pokazano dopiero w 18 lat po nakręceniu – w 2014 r. – w posiadającym bardzo małą oglądalność kanale „Historia”. Przez lata blokowano również wyświetlenie innego filmu dokumentalnego Andrzeja Miłosza z 1996 r., „Pogrom Kielce 4 lipca 1946 roku”. Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że autor filmów blokowanych przez „nową cenzurę” Andrzej Miłosz był wyróżniony tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów. W telewizjach blokowano również pokazanie filmu reżysera dokumentalnego i historyka Artura Janickiego „Pogrom kielecki – fałsze i prawda”. Film jednoznacznie odsłaniał komunistyczną inspirację rzekomego „pogromu” kieleckiego, mówił o celach tej prowokacji. 29 czerwca 2015 r. w internetowej telewizji wyświetlono kolejny film demaskujący kłamstwa o rzekomym pogromie kieleckim „Śladami prawdy”. Była to rozmowa Małgorzaty Sołtysiak z sędzią Andrzejem Jankowskim, który pewien czas prowadził śledztwo w sprawie tzw. pogromu, a w 2008 r. był jednym z 3 redaktorów IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego”. Jankowski był do pewnego stopnia naocznym świadkiem zbrodniczych wydarzeń – w 1946 r. jako mały chłopiec przebywał przy basenie na który przychodzili żołnierze KBW. Wtedy usłyszał jak opowiadali, że na rozkaz rosyjskiego majora zabijali Żydów. Wyznania sędziego Janickiego były jednoznacznym oskarżeniem NKWD i kieleckiej bezpieki o doprowadzenie do tzw. pogromu. Wszystkie te nowe świadectwa skłaniają tym mocniej do wznowienia tak niegodnie umorzonego w 2004 r. za czasów dominacji L. Kieresa w IPN śledztwa w sprawie zbrodni kieleckiej. Postulowałem to już w 2008 r. we wspomnianym 2 tomie IPN-owskiego wydawnictwa „Wokół pogromu kieleckiego” (op. cit., s. 469) i w czasie mojej dłuższej rozmowy odbytej w obecności prof. Jana Żaryna z prezesem IPN-u Januszem Kurtyką zaledwie na tydzień przed jego śmiercią. Śmierć prezesa Kurtyki położyła na długo kres szansom na doprowadzenie do wznowienia takiego śledztwa. Tym bardziej warto podjąć je dziś.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/07/w-imie-prawdy-o-jedwabnem-1941-r-i.html

Beata Szydło w Pułtusku: Nie spoczniemy, póki do Polski nie wróci każdy Polak i każda Polka, którzy chcą wrócić

wpolityceplZespół wPolityce.pl / ansa / TV Republika / Twitter

Nigdy nie spoczniemy, póki do Polski nie wróci każdy Polak i każda Polka, którzy chcą wrócić – powiedziała premier Beata Szydło w Pułtusku na 80. rocznicy pierwszych masowych deportacji Polaków do Kazachstanu.

Premier podkreśliła, że młodsze pokolenia uczą się, jak kochać Polskę i być Polakiem.

20160703bsMusimy pamiętać, że Polacy rozrzuceni po świecie swoim życiem i postawą pokazują, że Polskę ma się w sercu - dodała (fot. Twitter) .

W tym roku mija 80. rocznica deportowania przez władze Związku Sowieckiego ludności polskiej z terenów przygranicznych Ukraińskiej SRS do Kazachskiej SRS.

W wyniku dwóch dużych przesiedleń na azjatyckie stepy trafiło ponad 60 tys. Polaków. Był to jeden z elementów terroru rozpętanego przez NKWD głównie w latach trzydziestych XX wieku wobec ludności polskiej zamieszkującej na terenach dawnej I Rzeczypospolitej znajdujących się ówcześnie w Związku Sowieckim.

Za: http://wpolityce.pl/polityka/299234-beata-szydlo-w-pultusku-nie-spoczniemy-poki-do-polski-nie-wroci-kazdy-polak-i-kazda-polka-ktorzy-chca-wrocic

Odkłamać tzw. pogrom kielecki

jerzyrobertnowakJerzy Robert Nowak

(Tekst publikowany w „Warszawskiej Gazecie” w numerze z 1 lipca 2016 r.)

Dziesięciolecia panowania „pedagogiki wstydu” w czasach PRL-u i w III RP wyrządziły ogromne szkody w świadomości, utrwalając niezmierne połacie kłamstw w wiedzy o historii. Jednym z najgorszych i zarazem najszkodliwszych kłamstw jest wymyślony przez komunistów mit o „pogromie kieleckim”, jak dotąd dość powszechnie określa się prowokację NKWD i polskiej bezpieki z lipca 1946 r. Niewiele osób wie, że prowokacja ta była tylko jedną z licznych podobnych nikczemnych sowieckich przedsięwzięć w Europie Środkowej. Była jedną z licznych prowokacji służących odwracaniu uwagi Zachodu od świeżo podjętych sowieckich działań przeciwko krajom naszego regionu.

Przemilczane prowokacje sowieckie w krajach Europy Środkowej

Czołowa węgierska badaczka historii czasów powojennych profesor Maria Schmidt, dyrektor słynnego „Muzeum Terroru” w Budapeszcie już w 1991 r. ogłosiła dane pokazujące kulisy sowieckich prowokacji z rzekomymi pogromami Żydów na Węgrzech, w Polsce, Słowacji, czy w Rumunii. Wskazała ona, że wszędzie tam władze sowieckie uciekały się do bliźniaczo podobnych wręcz zbrodniczych metod świadomie organizowanych zajść antyżydowskich, dokładnie wyreżyserowanych według podobnego scenariusza jak w Kielcach. Bardo podobne było w nich zachowanie wojska i milicji oraz wyraźna rola sprawców o komunistycznej proweniencji, których nigdy za to nie ukarano. Bardzo podobne były też cele tych prowokacji. Podobnie jak zajścia w Kielcach, które miały odwrócić uwagę Zachodu od monstrualnie sfałszowanego referendum, tak zajścia na Węgrzech czy w Czechosłowacji (konkretnie na terenie Słowacji) miały odwracać uwagę Zachodu od przejawów skrajnego bezprawia i gwałtów, dokonywanych przez wojska sowieckie w ramach rozprawy z prozachodnią opozycją. Do sprowokowanych przez NKWD i krajową bezpiekę zajść antyżydowskich doszło m.in. na Słowacji (Velke Topolcany, Chinorany, Krasno nad Nidą, Nedanovce) i na Węgrzech (Ozd, Sajószentpéter, Kunmadarás, Miskolc). Zdaniem profesor Marii Schmidt ręka sowieckich tajnych służb kryła się za prowokowaną histerią wzniecaną wokół rzekomych mordów rytualnych na Słowacji w kwietniu 1946 r., na Węgrzech w maju 1946 r. i w Polsce w lipcu 1946 r.

Jak pisała prof. Schmidt: „sowieckie kierownictwo chciało się uwolnić od żydowskich warstw religijnych, burżuazyjnych i mieszczaństwa, które traktowali jako bazy „kapitalizmu”, pragnęło zaostrzyć problemy mocarstw zachodnich przyjmujących żydowskich uchodźców, a w szczególności Wielkiej Brytanii, zajmującej Palestynę. I wreszcie, przypisując pogromy manipulacjom prawicowej „reakcji”, chciano umocnić na wschodzie i zachodzie Europy obóz komunistów, członków partii sympatyków żydowskiego pochodzenia” (cyt. za: J. Pelle: A kunmadarási pogrom. Shylock Hunniában II (Pogrom w Kunmadáras. Shylock w Hunni II), „Magyar Nemzet” z 15 marca 1991 roku). Dodajmy do tego rzecz szczególnie ważną. Prowadzona na ogromną skalę nagonka medialna po rzekomych pogromach na dziki „antysemityzm” Polaków, Węgrów, czy Słowaków miała oddziaływać na Zachód w jeszcze jednym względzie. Miała na celu pokazanie Zachodowi jak bardzo potrzebne w Europie Środkowej są sowieckie wojska, aby utrzymać w ryzach „faszystowskie” i „antysemickie” narody tego regionu.

Kulisy i przebieg prowokacji kieleckiej

Sowieccy organizatorzy prowokacji kieleckiej świadomie wybrali właśnie Kielce na swe miejsce działania. W tym czasie Kielce było centrum regionu o bardzo dużym nasileniu partyzantki antykomunistycznej. Chodziło wiec o to, by właśnie takie miasto tym mocniej skompromitować w oczach szerszej opinii publicznej. Nieprzypadkowo też rzekomy „pogrom” w Kielcach zainscenizowano 4 lipca 1946 r., zaledwie w cztery dni po sfałszowaniu referendum przez władze komunistyczne w Polsce w dniu 30 czerwca 1946 r. Chodziło o to, by Zachód skupił się na sprawie „antysemickiego pogromu” i jak najszybciej zapomniał o sprawie referendum. Plan komunistyczny okazał się aż nadto skutecznym.

Zbrodnicze zajścia kieleckie zaczęły się 4 lipca 1946 roku. Tego dnia od rana w całym mieście zaczęto bardzo szeroko rozpowszechniać pogłoskę o rzekomym porwaniu przez Żydów w celu zamordowania 8-letniego chłopca Henryka Błaszczyka. Kilka osób udało się z milicjantami do budynku Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego przy ul. Planty 7, by domagać się rewizji domu w poszukiwaniu chłopca. W budynku tym zamieszkiwało wówczas wielu Żydów. Doszło do szarpaniny wewnątrz budynku, a wokół domu zaczęły się gromadzić grupy ludzi. Do budynku zaczęli wchodzić kolejni milicjanci, a potem grupy wojskowych i żołnierzy KBW. W niewyjaśnionych w pełni okolicznościach doszło do strzelaniny między żołnierzami i milicjantami a Żydami, a później do mordowania i rabunku Żydów. Do ataku na Żydów dołączały się zgromadzone wokół Domu Żydowskiego grupy cywilów. Ich agresywne wystąpienia wzmogły się po przybyciu około godz. 12:30 dużej grupy robotników Huty „Ludwinów”. Byli oni związani z partią komunistyczną – wielka część z nich była poprzednio prokomunistycznymi agitatorami w czasie referendum. W wydanej w 2006 r. w Warszawie książce IPN „Wokół pogromu kieleckiego” (tom 1) liczebność tej grupy oceniano na kilkaset osób.

W czasie krwawych zajść trwających aż 5 godzin – od godz. 10 rano do godz. 15 – zginęło trzydzieścioro siedmioro Żydów, dwóch polskich cywilów i jeden polski oficer. Razem ilość ofiar mordu w Kielcach ocenia się na 40 osób. Propaganda komunistyczna specjalnie wielokrotnie wyolbrzymiała wielkość zgromadzonego przed Domem Żydowskim tłumu, aby obciążyć go całą winą za masakrę. Np. w odezwie do ludności miasta Kielc i województwa z 11 lipca 1946 r., twierdzono jakoby Żydów zabijał tłum 20-tysięczny przy pomocy kamieni, kijów i kopania” (cyt. za: ks. J. Śledzianowski: ”Pytania nad pogromem kieleckim”, Kraków 1999, s. 99). W rzeczywistości na placu przed Plantami mogło zmieścić się tylko do 500 osób, a badający sprawę sędzia Andrzej Jankowski ocenił, że tłum na Plantach nigdy nie przekroczył 300 osób. Tak niewielki „tłum” mogła z łatwością rozproszyć niewielka nawet, ale uzbrojona jednostka wojska, milicji czy UB. A w Kielcach w tym czasie – ze względu na zagrożenie atakami partyzantki antykomunistycznej – stacjonowały stosunkowo duże liczebnie formacje wojska (ok. 215 żołnierzy), II Kompanii KBW, Informacji Wojskowej, pracowników UB i MO, szkoły milicyjnej. Do tego dochodził również stacjonujący w Kielcach garnizon sowiecki. Już sam ten fakt ogromnej zbrodniczej bezczynności stacjonujących w mieście dużych jednostek zbrojnych polskich i sowieckich musi prowadzić do jednoznacznych podejrzeń co do tożsamości sprawców rzekomego „pogromu”.

Liczni autorzy, począwszy od raportów ks. bp. Czesława Kaczmarka i ambasadora Stanów Zjednoczonych w Warszawie Artura Bliss Lane z 1946 roku już wtedy akcentowali, że większość Żydów poległa z rąk żołnierz i oficerów. W 1982 r. gruntowną analizę sprawy zbrodni w Kielcach przedstawił były oficer Informacji Wojskowej pochodzenia żydowskiego Michał Chęciński w opublikowanej w Nowym Jorku książce „Poland: Communism-Nationalism-Antisemitism”. Właśnie Chęciński po raz pierwszy zdemaskował sowieckiego majora NKWD Michaila Aleksandrowica Diomina jako głównego organizatora kieleckiej zbrodni. Współpracował z nim b. oficer NKWD w czasie wojny major UB Władysław Sobczyński (Spychaj). Przejściowo aresztowany po „pogromie” Sobczyński został szybko wypuszczony z więzienia, a potem doszedł aż do stopnia ambasadora PRL w Sofii. Wyjątkowo duże podejrzenia musi budzić fakt ujawniony przez Krzysztofa Kąkolewskiego w książce „Umarły cmentarz”, Warszawa 1996, s. 147, 153). Chodziło o to, że w budynku domu żydowskiego przy ul. Planty 7 były dwie klatki schodowe. W klatce schodowej nr 2 mieszkali w wyodrębnieni w swoistym getcie utworzonym przez komunistów Żydzi wierzący, kibucnicy szykujący się na wyjazd do Palestyny. Napastnicy wdzierali się wybiórczo tylko do klatki schodowej nr 2. Natomiast, jak podkreślał Kąkolewski (op.cit., s. 147): „Lepsza klatka, klatka nr 1, gdzie mieszkali funkcjonariusze UB, PPR i innych instytucji urzędowych lub powiązanych z władzami, pozostała nietknięta”.

Nadreprezentacja Żydów w kieleckich władzach

Zastanawiający jest fakt, że do inspirowanych przez NKWD i bezpiekę zajść antyżydowskich w Kielcach doszło pomimo bardzo wielkiej nadreprezentacji Żydów we władzach partii komunistycznej i bezpieki w tym mieście. Jak duże było nagromadzenie osób pochodzenia żydowskiego w kieleckim obszarze władzy, niech świadczą następujące dane personalne, które zaczerpnąłem z szeregu wiarygodnych naukowych pozycji omawiających zbrodnię kielecką. Żydami byli m.in. prezydent miasta Kielce Tadeusz Żarecki, szef WUBP Andrzej Kornecki (Dawid Kornhendler), sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PPR Józef Kalinowski, kierownik Wydziału Personalnego KW PZPR Julian Lewin, zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Albert Grynbaum, dowódca oddziału wojskowego wysłanego na pomoc Żydom na plantach major Kazimierz Konieczny, szef wydziału personalnego WUBP Marian (po wyjeździe z Polski występował jako Morris) Kwaśniewski (por. dokładne dane bibliograficzne podane w moim tekście „Kulisy zbrodni kieleckiej”, drukowanym w drugim tomie wydawnictwa IPN „Wokół pogromu kieleckiego”, Warszawa 2008, s.451). Dane te uzupełniłem informacjami o żydowskim pochodzeniu szefa Wydziału Specjalnego (kontrwywiadu) w Kielcach – Majewskiego i szefa Wydziału Politycznego i KW MO – Erlickiego, który później wyemigrował do Izraela (wg tekstu Jacka Żurka w 1 tomie „Wokół pogromu kieleckiego”, Warszawa 2006, s. 376). Z tego samego wydawnictwa (s. 271) dowiadujemy się z zeznań b. wojewody kieleckiego E. Wislicza-Iwańczyka o żydowskim pochodzeniu szefa wojskowej Prokuratury Rejonowej w Kielcach Kazimierza Golczewskiego i następcy Kalinowskiego na stanowisku sekretarza KW PZPR - Kozłowskiego (Szpryngera). Z kolei prof. Jan Żaryn w studium „Hierarchia kościoła katolickiego wobec relacji polsko-żydowskich w latach 1945-1947″, w książce „Wokół pogromu…” (op. cit., t. 1, s. 85) przytacza fakt, że funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa publicznego wytykali, iż na stanowiskach kierowniczych w WUBP stoją Żydzi – wskazując jako przykłady (…) Korneckiego, Dmowskiego, naczelnika Wydziału Personalnego oraz naczelnika Wydziału Więziennictwa i Obozów – Blajchmana i innych”.

Wydane w latach 2006 r. i 2008 dwutomowe wydawnictwo „Wokół pogromu kieleckiego”, mimo bardzo dobrych autorów (drugi tom był pod redakcja L. Bukowskiego, sędziego A. Jankowskiego i J. Żaryna) nie wyjaśniło do końca sprawy. Zaciążyło na niej jednostronne i wręcz kłamliwe postanowienie o umorzeniu śledztwa wydane 21 października 2004 r. przez prokuratora Krzysztofa Falkiewicza z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie. Miejmy nadzieję, że polityka historyczna nowego rządu stworzy możliwości dla tak potrzebnego wznowienia śledztwa o zbrodni kieleckiej w imię prawdy o polskiej historii.

Za: http://jerzyrnowak.blogspot.com/2016/07/odkamac-tzw-pogrom-kielecki.html

Czy samorząd Rzeszowa świadomie wpisuje się w kremlowską retorykę?

adamslomka1Adam Słomka*

Podkarpacki oddział Europejskiego Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich złożył rzeszowskiemu samorządowi wniosek o usunięcie monumentu „wdzięczności Armii Czerwonej” na placu Ofiar Getta, który został wystawiony na najstarszym w mieście kirkucie. Okazuje się, że jeden z ostatnich samorządowych przyczółków Sojuszu Lewicy Demokratycznej w postaci prezydenta miasta Tadeusza Ferenca – ustami swojego rzecznika Macieja Chłodnickiego – odmówił zniesienia komunistycznego obelisku. W 2010 roku Ferenc otrzymał od byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla rozwoju samorządu terytorialnego w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”. „Miłość” Ferenca do Komorowskiego rozkwitła w 2015 roku, gdy ten działacz PZPR od 1964 roku, członek SdRP i SLD, postkomunistyczny poseł na Sejm RP IV kadencji został jednym z założycieli prezydenckiego komitetu wyborczego Bronisława Komorowskiego.

apologizeforferenc1Stanowisko rzeszowskiego samorządu zostało docenione przez kremlowską TV Rossija 24, gdzie pokazano „spontaniczną” akcję poparcia dla odmowy zniesienia komunistycznego wrzodu w Rzeszowie (il. polskaniezwykla.pl). Na Facebooku i Twitterze Rosjanie trzymają kartki z napisami „Dziękujemy Rzeszowowi za pamięć”. Posty oznaczone są hashtagiem #thnx_Rzeszów.

Zatem nie tylko uchwały kolejnych rad miejskich czy gminnych o stosowaniu niewiążących orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego są problemem ale również sytuacja, gdy samorządy wbrew interesowi Państwa Polskiego, prawdzie historycznej będą sobie chroniły totalitarne monumenty. Gdyby iść tropem takiego myślenia to hipotetycznie – jeśli jakaś jednostka samorządu miałaby chcieć wybudowania monumentu generała Wehrmachtu… to czy mamy się na to zgodzić, w imię tego że zginął na naszym obecnym terytorium (np. Werner von Fritsch)?

apologizeforferenc2Zatem zapraszam do odpowiadania Tadeuszowi Ferencowi i Rosjanom z użyciem hashtagu #apologizeforRzeszow. Od Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy domagam się przeglądu osób, którym nadano wysokie odznaczenia państwowe, a ich działalność szkodziła lub szkodzi interesowi Polski. W innym przypadku wartość odznaczeń będzie spadała do poziomu Orderu Świętego Stanisława Biskupa Męczennika, który można było sobie onegdaj kupić. Jednocześnie podtrzymujemy żądanie zniesienia wszystkich okupacyjnych pomników jako wotum na 100. lecie odzyskania niepodległości.

* Autor to przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej – Niezłomni, był posłem na Sejm RP I, II i III kadencji, więźniem politycznym PRL.

Polska sanacja historyczna

adamslomka1Adam Słomka*

Oświadczenie ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa dotyczące komunistycznych, okupacyjnych monumentów pozostawionych po upadku ZSRR na naszym terytorium jest niestosowna ingerencją w suwerenne uprawnienia władz polskich.

- Niewątpliwie wywołuje szczególne zaniepokojenie rozpętana w kilku państwach europejskich walka z pomnikami radzieckich obywateli, poległych w walce z nazizmem. Liderem tego wyścigu została Polska, gdzie w ciągu roku sprofanowano lub bezprawnie zdemontowano 30 pomników, symbolizujących nie tylko misję wyzwoleńczą Armii Czerwonej, ale także radziecko-polskie braterstwo broni – oznajmił szef MSZ FR.

Ławrow mówił o tym na Kremlu, na posiedzeniu komitetu organizacyjnego obchodów 71. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Od lat środowisko Konfederacji Polski Niepodległej zabiegała o ostateczna likwidację obcych nam monumentów. Wbrew twierdzeniu Rosji nie istniała żadna „misja wyzwoleńcza Armii Czerwonej” – co jest jasne nie tylko wobec napaści Rosji na Polskę w 1920 roku i 1939 roku ale nawet z uwagi na wykluczenie ZSRR z Ligi Narodów w 1939 roku za agresję na Finlandię. Już W II RP zdemontowano na naszym przedwojennym terytorium tysiące zaborczych monumentów – z rosyjskim soborem św. Aleksandra Newskiego na warszawskim Placu Saskim włącznie. Nasi poprzednicy, Polacy mający za sobą czas zaborów i odzyskania niepodległości w 1918 roku, nie mieli żadnych wątpliwości, że obce symbole nie mogą się znajdować w przestrzeni publicznej jako elementy obcej chwały i zniewolenia Polaków.

Niedawno Sejm RP uchwalił ustawę, która częściowo usuwa problem nazewnictwa ulic czy placów. IPN kataloguje obce monumenty aby je przekazać do skansenu – „śmietnika historii”. Zdaniem Konfederacji są to działania zbyt pobieżne – stąd publicznie zaprezentowaliśmy propozycję zmian w w/w ustawie autorstwa senatorów PiS. Chodzi przede wszystkim o uznanie ustawowe symboli „sierpa i młota” oraz „swastyki”, a także obcych formacji wojskowych i paramilitarnych (np. Wehrmacht, Waffen SS, Armia Czerwona, Litewski Korpus Lokalny, Związek Strzelców Litewskich, UPA, ROA, RONA czy słowacka Armia Polowa „Bernolak”) za symbole ustrojów totalitarnych. Proponujemy także ustawowe uregulowanie kwestii likwidacji totalitarnych pamiątek. Chodzi też o to aby polskie władze i samorządy mogły korzystać pełniej z uprawnień ustawowych przeciwstawiając „oświadczenie rządowe” ministra, agenta Andrzeja Olechowskiego z jego rosyjskim odpowiednikiem z 1994 roku, na które powołują się obecnie Rosjanie woli Narodu wykonanej w formie pełnego ustawowego uregulowania.

Polska polityka historyczna nie może uwzględniać przejmowania obcych nam interesów. Warto zaapelować więc o to, aby w kontrze do rosyjskiego podkreślania „wypędzenia Polaków z Kremla” w 1612 roku przypomnieć Hołd Szujskich – tj. hołd cara Wasyla IV Szujskiego i jego braci Dymitra oraz Iwana przed królem Polski Zygmuntem III Wazą i królewiczem Władysławem (wówczas legalnym carem  Moskwy i Wszechrusi  wybranym sobie przez samych Rosjan) z 29 października 1611 roku. Ponadto warto przypomnieć historię tzw. Kaplicy Moskiewskiej (łac. Sacellum Moscovitarum) istniejacej przez wieki w centrum Warszawy i przeznaczonej do rekonstrukcji według projektu Mariana Lalewicza w 1939 (1).

Można żywic obawy – w związku z agresywną dezinformacją Kremla, że uroczystości 10 kwietnia 2016 roku w Smoleńsku i Katyniu będą zakłócone przez rosyjskich pro-kremlowskich nacjonalistów. Jednak tzw. radziecka „wojna ojczyźniana” rozpoczyna się kłótnią w rodzinie totalitaryzmów i złamaniem paktu Hitler – Stalin z sierpnia 1939 roku. Mogiły krasnoarmiejców i żołnierzy Hitlera mają swoje miejsce w Ossowie czy Siemianowicach Śląskich.  Nie ma żadnego moralnego powodu dla Polaków aby jednego okupanta odróżniać od drugiego – ani jeden, ani drugi nie niósł żadnego wyzwolenia poza eksterminacją elit, mordami, gwałtami na niewinnych. Jakby tego było mało monumentu wdzięczności Armii Czerwonej powstawały nawet na kirkutach. Dlatego podkarpacki oddział Europejskiego Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich domaga się oficjalnie likwidacji radzieckiego monumentu z placu Ofiar Getta w Rzeszowie i wystawienia tam specjalnej tablicy. To należy się nie tylko pomordowanym Polakom, ale na równi z nimi m.in. obywatelom II RP pochodzenia żydowskiego, którzy wsparli przecież czynnie czyn legionowy i wzywali na forum Sejmu II RP – m.in. poseł  Izaak Grünbaum (2) – do obrony Polski przed Armią Czerwoną w 1920. Wymaga podkreślenia fakt, że to Armia Czerwona uruchomiła ponownie zdobyty podobóz koncentracyjny KL Auschwitz-KL Eintrachthütte w Świętochłowicach Śląskich – z komunistycznym zbrodniarzem Salomonem Morelem na czele – wtrącając wówczas do niego setki żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego z terenu Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego – co dobitnie ilustruje dzisiejszy rosyjski fałsz. Komunizm nie miał bowiem narodowości a był internacjonalistyczny!

O „wyzwoleniu” przez Armię Czerwoną świadczy też mord na żołnierzach zgrupowania NSZ kapitana Henryka Flame i jednostkowy mord na nim samym dokonany 1 grudnia 1947 roku przez funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej Rudolfa Dadaka, który spokojnie spoczywa na cmentarzu w Czechowicach Dziedzicach po rzekomo samobójczej śmieci w latach 50-tych XX wieku – w mieście gdzie władze samorządowe odmawiają nadal likwidacji monumentu sławiącego Armię Czerwoną! Wspomnieć tylko należy, że utrwalona demokracja w Austrii uznała za stosowne nawet zlikwidowanie grobu rodziców Adolfa Hitlera, a grobowiec Jazruzelskiego posiada specjalny monitoring – o nadzorze nad monumentami Armii Czerwonej z polecenia zastępcy Komendanta Głównego Policji z 15 października 2015 roku taktownie nie wspominając. Zbrodniarz Jaruzelski, Kiszczak, Dadak mają mogiły – czasem eksponowane, a miliony Polaków zmarłych w Rosji takiego podstawowego humanitaryzmu nie dostąpiły, o pomnikach nie mówiąc! Stąd minister Ławrow powinien milczeć, chyba że następca ZSRR zamierza objąć świadczeniami emerytalnymi i rentowymi swoich siepaczy z lat 1944-91 umieszczonych na naszym terytorium. Nie słyszałem bowiem, aby RFN wypłacał świadczenia społeczne członkom SS wliczając im służbę dla Hitlera do czasu pracy – podobnie do świadczeń UB-ków / SB-ków, GL / AL.-wców i innych im podobnych -  jak to miało niestety miejsce po 1989 roku w III RP dzięki „układowi Kiszczaka” zwanym Okrągłym Stołem!

Reasumując. Wbrew pohukiwaniu Rosji róbmy swoje. Blisko dwa lata temu publicznie proponowałem zlikwidowanie wszystkich monumentów zaśmiecających Polskę, a sławiących Rosję na naszym terytorium jako wotum w 100 – lecie odzyskania niepodległości. Widać, że poza pełną dekomunizacją, lustracją i oczyszczeniem Polski z komunistycznej agentury w strukturach państwowych, tj. np. sądownictwie i prokuraturze – dziś jest to jak najbardziej możliwe.

(1) Tadeusz Prus-Faszczewski: Symbol chwały wojennej Polski wstaje z ruin (pol.). Tygodnik Ilustrowany, 8 stycznia 1939, 2 (4,082) [dostęp 8 lipca 2009]. s. 31-32.
(2) Poseł na Sejm Ustawodawczy i Sejm I, II i III kadencji II RP, jeden z sygnatariuszy deklaracji niepodległości Izraela.

* Autor to przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej – Niezłomni, był posłem na Sejm RP I, II i III kadencji, więźniem politycznym PRL.

Pomóżmy Senatowi zdekomunizować Polskę!

Natalia Kozłowska

W Polsce mamy ciągle prawie 1500 ulic, placów, osiedli i skwerów mających komunistycznych patronów, w tym zdarzają się miasta mające ulice imienia Armii Czerwonej, Armii Ludowej (jak np. w centrum Warszawy), Bohaterów Radzieckich, Bohaterów lub Obrońców Stalingradu, generała Karola Świerczewskiego, Hanki Sawickiej czy różnych komunistycznych dat okolicznościowych.

nsrosyjskiobeliskW samej Warszawie dla przykładu ulic mających komunistycznych patronów jest blisko 50, a w Krakowie 12. Mamy także w kraju ponad 300 pomników sławiących ZSRS czy rosyjską armię. Wiele samorządów opiera się zmianom, zasłaniając się brakiem pieniędzy lub zrzucając ten problem na niezainteresowanych nim mieszkańców (obelisk w Nowym Sączu, fot. p. Alicja Rostocka).

Jest jednak szansa na zmianę tego wstydliwego obrazu. Senat Rzeczypospolitej Polskiej pracuje nad uchwaleniem odpowiedniej ustawy, która ma za zadanie naprawić te fatalne zaniedbania od ponad 25 lat niezauważane przez różne rządy i składy parlamentu.

Zachęcam serdecznie do wysyłania swoich opinii i uwag odnośnie projektu przyszłej ustawy oraz całego tematu dekomunizacji. Można to robić mailowo do piątku (29 stycznia 2016 roku) na adres Komisji Ustawodawczej Senatu: ku@senat.gov.pl.

Pokażmy, że nie jesteśmy obojętni wobec narzuconych nam komunistycznych patronów i pomników!

(Od Redakcji): Wcześniejszy tekst, dotyczący Naszego Miasta, znajdą Państwo tutaj:
http://www.krakowniezalezny.pl/po-co-komu-symbole-totalitaryzmu-w-naszym-miescie

Kołyma – Magadan

miroslawboruta15Mirosław Boruta

Wczorajsze (3 listopada 2015 roku) spotkanie Krakowskiego Oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy poświęcone było historii jednej z najbardziej nieludzkich częsci świata – Kołymie, produktowi zwyrodniałej ideologii komunistycznej, wprowadzonej przez Rosjan w życie (a właściwie w śmierć), już blisko sto lat temu.

maskasmutkufrontZa Wikipedią warto dodać, że tamtejsze, rosyjskie obozy pracy i śmierci „wchodziły w skład Siewwostłagu (Północno-Wschodnie Poprawcze Obozy Pracy, działające na rzecz „Dalstroju”), utworzonych w 1932 w wyniku odkrycia na bezludnych, niezagospodarowanych obszarach bogatych zasobów naturalnych: węgla, platyny, złota (w żyłach i piaskach złotonośnych), uranu, rudy cyny i ołowiu, molibdenu, ropy naftowej.

W 1931 Edward Berzin na rozkaz Stalina zaczął organizować przedsiębiorstwo górnicze „Dalstroj” podległe NKWD. W lutym następnego roku przybyli pierwsi więźniowie. W pierwszych latach funkcjonowania obozów śmiertelność wynosiła ok. 80%. Więźniowie obozów byli zatrudnieni głównie w górnictwie, eksploatacji lasów i budowie infrastruktury. Obozy były znane z wysokiej śmiertelności z powodu surowego klimatu oraz złych warunków bytowych – kierowani tam byli więźniowie „szczególnie niebezpieczni” dla władzy radzieckiej. Pracę przerywano dopiero przy -54 °C.

maskasmutkutylW drugiej połowie lat 40. zaczęto wydobywać rudę uranu. „Pojemność” obozów kołymskich wynosiła w 1953 – 200 tysięcy więźniów (całego „Dalstroju” ok. 2-3 mln). W obozach więźniowie polityczni i kryminalni byli przetrzymywani razem. Więźniowie kryminalni nie pracowali, ich normę wydobycia musieli wykonać więźniowie polityczni. W tym samym roku rozpoczęła się stopniowa likwidacja obozu. Ostatecznie zamknięto go w 1957. Liczba ofiar śmiertelnych w okresie działania obozów na Kołymie waha się między 1 a 6 mln osób.

Na przełomie 1940 i 1941 roku transporty przywiozły do Magadanu około 12 000 Polaków, w większości jeńców wojennych i ich rodzin. Z nich zaledwie 583 osoby przeżyły (w tym Ryszard Kaczorowski, 1919-2010) i zostały uwolnione w 1942 roku w ramach akcji rekrutacyjnej II Korpusu generała Władysława Andersa.

ksdlogoNa wzgórzu Krutaja nad Magadanem 12 lipca 1996 roku wzniesiony został pomnik Maska Smutku poświęcony pamięci ofiar obozów pracy przymusowej na Kołymie (na zdjęciach powyżej)”.

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia kilkunastu pamiątkowych zdjęć ze spotkania, z tym z rosyjskojęzycznych publikacji „Świadczymy”, opowiadających o losach byłych więźniów:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/3Listopada2015mb

Obchody upamiętniające polskie Ofiary Rosjan i ich komunistycznych współpracowników

krakowniezaleznymkInformacja własna

3 listopada 2015 roku Polski Związek Więźniów Komunizmu oraz Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie zaprosiły Mieszkańców i Gości Naszego Miasta na uroczystość patriotyczną połączoną z modlitwą za spokój dusz polskich patriotów zamordowanych przez komunistycznych oprawców w latach 1945-1956. Uroczystość odbyła się przed Krzyżem Pamięci (mur więzienia) przy ul. Montelupich 7.

Zapraszamy Państwa do obejrzenia dwóch relacji fotograficznych i filmu. Autorami zdjęć są pp. Kazimierz Bartel i Zbigniew Galicki, a filmu p. Stefan Budziaszek:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/3Listopada2015kb
https://picasaweb.google.com/lh/sredir?uname=ZbigniewGalicki&target=ALBUM&id=6213042299632664273&authkey=Gv1sRgCOOX8-XhqsP5_wE&feat=email


• https://www.youtube.com/watch?v=78esJvsQRHA

Szefowa Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi: „Przeżyliśmy niemiecką okupację, a potem nastała druga”

wpolityceplZespół wPolityce.pl / AM / PAP

Pamiętam wkroczenie Sowietów we wrześniu 1939 r., wkrótce potem zaczęły się wywózki na Syberię – wspominała w rozmowie z PAP szefowa Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi Weronika Sebastianowicz. Miała wtedy osiem lat.

Dobrze pamiętam, jak wkroczyli na tych ciężarówkach, takich strasznych, jak mi się wydawało — opowiadała Sebastianowicz, która urodziła się we wsi Pacewicze w obecnym obwodzie grodzieńskim.

Rodzice – jak zapamiętała – nic nie mówili jej i rodzeństwu o 17 września.

Ojciec przyjechał do domu i napisał jakąś kartkę. I mówi: zanieś do pana Alfonsa, tylko nigdzie nie chodź, od razu do pana Alfonsa. Ja jeszcze wtedy nic nie kojarzyłam. Zaniosłam. Nie wiem, co tam było. Dopiero potem zdałam sobie sprawę, że to taka łączność między nimi. Alfons to kolega ojca, który potem był komendantem AK i zginął w 1953 r. — opowiada.

Jak wspomina, wkrótce potem rozpoczęły się wywózki na Syberię – tych, którzy mieli trochę więcej ziemi, polskich osadników, sołtysów, inteligencji i innych.

19 września miejscowy komunista przyszedł z karabinem do jej ojca, który był przed wojną inżynierem.

Ojciec wyszedł, my też – troje dzieci – i pyta: a za co? A tamten mówi: bo ty pan.(…) Już mało brakowało, ale w chwili, kiedy miał nas odciągnąć, siostra podbiła karabin, który wystrzelił w sufit, a my go schwyciliśmy i ojciec uciekł — opowiada.

Jak mówi, od tego momentu zaczęła się działalność ojca w AK. Dotarł do Wołkowyska, gdzie grupowała się inteligencja i „już było coś na kształt Związku Walki Zbrojnej”. Potem wrócił jeszcze do domu, ale w 1941 r. wkroczyli już Niemcy.

Jako pierwszy łącznikiem w AK został jej starszy o trzy lata brat Antoni. Ona sama złożyła przysięgę w sierpniu 1944 r. w wieku 13 lat.

Po wielkiej prośbie, na kolanach błagałam, bo brat bardzo nie chciał. Jeszcze jesteś za młoda, nie wytrzymasz, mówił. Ale pomógł mi kapelan i inni. Mówili: ona już tyle wie, tyle chodzi. Przysięga była w lesie. Na rowerze pojechałam. I jak wracałam, to wydawało mi się, że wcale nie kręciłam pedałami, że mnie jakaś siła pędziła.(…) Taka byłam szczęśliwa — powiedziała Sebastianowicz.

Po rozformowaniu AK w 1945 r. miejscowi żołnierze tej formacji, którzy się z tym nie pogodzili, powtórnie złożyli przysięgę. Była wśród nich Sebastianowicz, która zachowała swój dotychczasowy pseudonim – Różyczka.

Przeżyliśmy niemiecką okupację, a potem nastała druga (…) W 1946 r. ojca osądzili na 10 lat — mówi.

Brat Sebastianowicz zginął w 1952 r., gdy wraz ze swoim komendantem poszedł na spotkanie. Zostali okrążeni, komendantowi udało się uciec, a on został ranny i ostatnim nabojem odebrał sobie życie. Nie wiadomo, gdzie został pochowany.

weronikasebastianowiczSebastianowicz i jej matka były już wówczas w łagrze. Obie skazano w 1951 r. „Na początku bardzo mi się udawało (bycie łączniczką), bo byłam nieduża, młoda dziewczyna, nieśledzona. Było mi łatwo dotrzeć do partyzantki. A potem już zaczęli śledzić” – mówi (fot. YouTube).

Przez kilka miesięcy ukrywała się u koleżanki pod Wołkowyskiem, ale aresztowano ją, gdy przyjechała do siostry pod Skidlem.

W więzieniu usiłowano wydobyć z niej informacje, gdzie ukrywają się partyzanci i jej brat.

Palce złamane miałam w drzwiach, czaszkę rozbitą, cała byłam bita, co noc. Do celi wrzucą, w dzień spać nie można, a wieczorem znowu na noc zabierali. Nie powiesz nic – to karcer. Połowę z 5 miesięcy przebyłam w karcerze — opowiada.

Jak mówi, trzy razy próbowała odebrać sobie życie. Za drugim razem, gdy się dowiedziała, że wkrótce po jej zatrzymaniu aresztowano także matkę, która nie była zaprzysiężona w AK, a partyzantom pomagała, piekąc chleb i piorąc ubrania. Ostatni raz targnęła się na życie już na Syberii, gdy powiedziano jej o śmierci brata.

Mieliśmy wyrok 60 lat na nas troje — mówi, ją i matkę skazano bowiem na 25 lat. Odbyli w sumie prawie 20 lat.

Wróciła jako ostatnia w 1955 r.

A tu nie było lepiej, bo sądzili wszystkich z konfiskatą mienia, dom zburzony, nic nie ma, ani w co ubrać się, ani zjeść. Pracy nie dawali, ojciec jako inżynier robił beczki, mama w piecu w szpitalu paliła, ja lody sprzedawałam — powiedziała. Ją i oboje rodziców przyjęła siostra, która mieszkała w Skidlu.

Sebastianowicz mówi, że dwa razy pisała podanie o wyjazd do Polski, ale jej nie puścili. W 1957 r. spróbowała jeszcze raz, razem z mężem, ale też nie dostała zgody.

Teraz organizuje spotkania weteranów AK, których na Białorusi pozostało 48.

W 2013 r. Sebastianowicz wraz z nieuznawanym przez białoruskie władze prezesem Związku Polaków na Białorusi Mieczysławem Jaśkiewiczem zostali skazani na grzywny za złamanie zasad przeprowadzania zgromadzeń masowych w związku z postawieniem krzyża ostatniemu dowódcy AK połączonych sił Szczuczyn-Lida, Anatolowi Radziwonikowi. W 2014 r. miała proces o rzekomy przemyt pomocy żywnościowej dla członków Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi.

Gdzie byśmy nie byli, np. na cmentarzu, wszędzie jeżdżą za nami. Tylko że ja się naprawdę nie boję — mówi.

Czasem wspominam dzieciństwo i jak to wszystko się toczyło, a potem dochodzę do łagrów, do trupów, do jeszcze żywych wyrzucanych na śnieg. I już do rana nie mogę zasnąć. Staram się, i wypiję jakieś leki, i tabletki, i modlę się, i liczę do 100. Nie mogę. Wszystko to mam w głowie — mówi.

Zapewnia jednak, że nie zrezygnuje z działalności.

Jedyne, co wam powiem, że nikt mnie nie zmieni. Kocham Polskę, to moja ojczyzna — podkreśliła.

Tekst i ilustracja za: http://wpolityce.pl/historia/265575-szefowa-stowarzyszenia-zolnierzy-ak-na-bialorusi-przezylismy-niemiecka-okupacje-a-potem-nastala-druga

17 września. Uroczystości w Krakowie

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

Z okazji 76-tej rocznicy napaści faszystowskich Niemiec i bolszewickiej Rosji na Polskę, w Kościele Mariackim w Krakowie odprawiona została Msza Święta w intencji wszystkich Ofiar, wymordowanych przez niemieckich i rosyjskich okupantów. Następnie, uczestnicy uroczystości przeszli ul. Grodzką pod Krzyż Narodowej Pamięci, zwany także Krzyżem Katyńskim, gdzie odbył się wiec patriotyczny.


• https://www.youtube.com/watch?v=MtNGnzvr55w

Czy Mickiewicz był rusofilem?

adamzyzmanAdam Zyzman

Jak zorganizować w obecnej międzynarodowej sytuacji politycznej obchody rosyjskiego święta w Polsce, by nie wywołać skandalu? Najlepiej ubrać je w jakieś narodowe akcenty, a że w naszej historii kontakty z Rosjanami różnie się układały więc i Mickiewicz popełnił wiersz dla swych rosyjskich towarzyszy wędrówek po salonach Petersburga i ukraińskich stepach. A, że w sobotę 6 czerwca przypada rocznica urodzin Aleksandra Puszkina Instytut Adama Mickiewicza postanowił włączyć się w… rosyjskie obchody tej rocznicy i pod pomnikami Adama Mickiewicza w sześciu miastach w Polsce (Kraków, Warszawa, Szczecin, Opole, Poznań i Bukowina Tatrzańska), a także w Wilnie odbędzie się publiczne czytanie „Do przyjaciół Moskali”. Wiersz zamykający III część Dziadów, na zaproszenie Instytutu Adama Mickiewicza czytać będą dziennikarze, publicyści, naukowcy, lokalni działacze – niezależni liderzy opinii publicznej. W Krakowie tekst czytać będzie Piotr Mucharski, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”.

20131212ptpParadoksem jest, że gdy pół roku temu niezależni działacze organizowali w tym samym miejscu publiczne czytanie „Pana Tadeusza”, by w ten sposób zaprotestować przeciwko usunięciu tego poematu z kanonu szkolnych lektur, ludzi tych przedstawiano, jako oszołomów (fot. p. Grzegorz Bednarczyk). Na czym więc polega wyższość niezbyt długiego wiersza nad poematem narodowym? – Tym, że w poemacie Polacy walczą z Moskalami, a w wierszu są oni przyjaciółmi poety, który właśnie przez innych Moskali został skazany na zesłanie, bez prawa powrotu w rodzinne strony? A o jakich przyjaciołach Moskalach możemy dziś mówić, gdy ponad 90 procent rosyjskiego społeczeństwa popiera imperialną politykę Putina? A nawet ci, którzy go nie popierają, czy potrafią być w ogóle przyjaciółmi w naszym rozumieniu tego pojęcia? – Byłem w Rosji, handlowałem z Rosjanami, wyjeżdżałem z nimi na wycieczki i piłem wódkę. I właśnie pijąc z nimi zdałem sobie sprawę, że w zasadzie w każdej chwili, po wychyleniu ostatniego stakana, mogą wstać i odprowadzić mnie do NKWD, KGB, czy jak to tam się teraz nazywa. A jeszcze przy tym oczekiwać będą współczucia dla siebie, że muszą to robić! – Nu, tak nużna! Drug, nie drug! Ponimajesz? Ot, takaja sobacza dolja ruskawo czeławieka!

katynkonturygrobowTo nie kpina! To autentyczne sytuacje, jak ta, gdy polska prokuratura chciała kilka lat temu, postawić zarzuty ostatniemu z żyjących wówczas oprawcy z Katynia (fot. Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu, zarys masowych mogił 2005. fot. Wikipedia), a jego wnukowie twierdzili, że to on jest… ofiarą, bo przez to, że musiał mordować Polaków, popadł w alkoholizm! Jeszcze trochę i dowiemy się, że gdyby nie Polacy, których trzeba było mordować setkami tysięcy, statystyki alkoholizmu w ZSRR wyglądałaby zupełnie inaczej.

W dzisiejszej sytuacji, gdy to z Moskwy płyną w naszym kierunku sygnały, o tym, w które miasta wymierzone są rosyjskie rakiety lub ile czasu oddziały moskiewskie potrzebują, by dotrzeć do Warszawy wolałbym raczej, by pod pomnikami Mickiewicza czytano fragmenty „Reduty Ordona”. Szczególnie te zaczynające się od słów: „Gdzie jest król co rzezie tłumy te wystawia? / Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia? / Nie! On siedzi o pięćset mil, na swej stolicy…” Oczywiście, dziś niektóre wersy należałoby uaktualnić, zamieniając, np. „poselstwo paryskie” na niemieckich i włoskich biznesmenów, a Turków na Ukraińców i Gruzinów, ale zostawiłbym nadal „Warszawa jedna twojej mocy się urąga!”.

adammickiewiczKtórego więc Mickiewicza popularyzuje Instytut Adama Mickiewicza? Autora wielkich i porywających utworów narodowych, czy autora jednego młodzieńczego wiersza dedykowanego grupie wspólnej zabawy i podróży, gdy próbuje odnaleźć pozytywne strony zesłania?

Czy młodzi ludzie słuchając wiersza czytanego pod pomnikami wieszcza mają się utwierdzać w przekonaniu, że Mickiewicz był rusofilem, czy też polskim Litwinem prześladowanym przez Moskali i piszącym o ich okrucieństwie zarówno w „Dziadach”, w „Reducie Ordona”, czy w „Panu Tadeuszu”?

Ukraiński antypolonizm. Jak długo jeszcze?

Jerzy Pinkalski

Będąc we Lwowie we wrześniu 2014 roku odwiedziłem muzeum „Więzienie na Łąckiego”, miejsce męczeństwa i śmierci tysięcy Polaków, Ukraińców i Żydów z rąk niemieckich i rosyjskich oprawców. Więzienie, które kilka lat temu zostało udostępnione do zwiedzania.

lackiegoinformacjaW tym więzieniu zostali zamordowani m.in. gen. Juliusz Tarnawa-Malczewski, mjr Wiktor Zarembiński, Rudolf Regner czy Jan Julian Nalborczyk. Więźniami „na Łąckiego” byli premier Kazimierz Bartel i Karolina Lanckorońska.

Niestety, odwiedzający to muzeum turyści z całego świata dowiedzą się, że ten budynek służył jako więzienie dla „represyjnych policji trzech okupacyjnych reżimów: polskiego, nazistowskiego i sowieckiego”.

Tak więc II RP została postawiona w jednym szeregu z hitlerowską III Rzeszą (poprawnie politycznie nazwaną „reżimem nazistowskim” ) i stalinowskim ZSRS. Polacy jako jedyni określeni są przez kryterium etniczne. Naziści i sowieci to byli przecież, jak wiadomo, ludzie bez narodowości…

Ten sam kłamliwy tekst o „polskiej okupacji” znajduje się w przewodniku rozdawanym zwiedzającym. Tutaj z kolei okres „polskiej okupacji” jest przeciwstawiony okresowi „rządów austriackich”. Tak więc widzimy, że według ukraińskiej wersji historii Austriacy, których we Lwowie był jakiś promil, nie byli okupantami. Oni po prostu rządzili. Okupantami byli za to Polacy, stanowiący 62% mieszańców Lwowa (spis powszechny 1921 roku). Te 62% Polaków okupowały miasto zamieszkane przez 9% Ukraińców (dane z tego samego spisu). Dosyć pokrętna logika…

Jaka jest historia tego ponurego miejsca?

lackiegotablicaKompleks budynków przy ul. Łąckiego (obecnie Briułowa) powstał w końcu XIX wieku. Były tam koszary austriackich żandarmów, potem więzienie za czasów II RP, za „pierwszego sowieta”, okupacji niemieckiej, „drugiego sowieta”, teraz ukraińskie. Znana jest tragiczna historia, kiedy po 22 czerwca 1941 roku rosyjskie NKWD zamordowało w tym więzieniu 924 więźniów.

W okresie II RP w tym budynku tym mieścił się też IV Wydział Komendy Policji Państwowej, w zakres obowiązków którego wchodziła walka z organizacjami antypaństwowymi. Nieoficjalnie więzienie było przeznaczone dla więźniów politycznych. W 1935 roku budynek został przekazany służbom śledczym policji i więzienie było wykorzystywane jako areszt. Podczas procesu ukraińskich nacjonalistów z OUN w 1936 roku, po zabójstwie ministra Bronisława Pierackego, w więzieniu przebywali m.in. Stepan Bandera, Jarosław Stećko czy Mykoła Łebed.

Co się stało od września 2014?

lackiegoofiaryrosjanPo mojej interwencji w październiku 2014 roku sprawa została przekazana przez MSZ do konsulatu RP we Lwowie, gdzie obiecał się nią zająć konsul – Marcin Zieniewicz. Ten kilkakrotnie umawiał się na spotkanie z dyrektorem muzeum, Rusłanem Zabiłym. Doszło do niego dopiero w lutym 2015 roku (fot. Ofiary rosyjskich mordów we Lwowie, więzienie przy Łąckiego, początek lipca 1941 roku).

Spotkanie nie przyniosło jednak żadnych efektów, ponieważ dyr. Zabiły poinformował, że w chwili obecnej „nie widzi konieczności i możliwości zmiany treści ekspozycji”. Kolejny list polskiego konsulatu również pozostał bez odpowiedzi.

Konsulat we Lwowie przekazał sprawę Ambasadzie RP w Kijowie. Zobaczymy jaki będzie ciąg dalszy. Ja nie odpuszczę.

Czekając na Napoleona

adamzyzmanAdam Zyzman

Oczekując kilka lat temu uroczystych obchodów państwowych 400. rocznicy chwały oręża polskiego, czyli bitwy pod Połtawą, która sprawiła, że bojarzy moskiewscy sami otworzyli bramy Moskwy wojskom hetmana Żółkiewskiego, zdałem sobie sprawę, że mniej więcej dwieście lat później polskie wojska znów zawitały na Kremlu. Co prawda już nie samodzielnie, ale zawsze! – By zachować ten cykl „co dwa wieki” powinniśmy niebawem znów tam dotrzeć zbrojnie – pomyślałem, ale zaraz zdałem sobie sprawę, że jest to całkowicie nierealne. Nie, nie dlatego, że stosunek sił jest dla nas absolutnie niekorzystny, pod Połtawą też wynosił bodajże, jak 1 : 3 dla Moskali, a mimo to roznieśliśmy ich w pył, ale dlatego, że sytuacja polityczna świata zdawała się gwarantować w tej części świata stabilizację, na co najmniej drugie tyle ile upłynęło od ostatniego konfliktu w Europie.

stanislawzolkiewskiWystarczyło jednak, że od tamtych przemyśleń minęło zaledwie kilka lat i oto z inicjatywy samej Moskwy wszystko uległo zmianie. – Znów jak przed wiekami Moskwa realizuje swe imperialne cele ekspansji na zachód, grając przy tym pozorami chęci załatwienia wywołanych przez siebie konfliktów drogą dyplomatyczną i zawierając różnorodne porozumienia, po to tylko, by tylko od innych wymagać ich przestrzegania, podczas, gdy sama już w chwili podpisania podejmuje działania niezgodne z literą dokumentu. Zupełnie jak przed wiekami car Wasyl Szujski (przy okazji pytanie do językoznawców o źródłosłów polskiego słowa uważanego powszechnie za obelżywe „szuja”), którego polityka tak zdenerwowała polskiego władcę, że ten zdecydował się wysłać korpus ekspedycyjny pod wodzą Żółkiewskiego (il. za Wikipedią), by zakończył tę grę zrywanych układów i zawieranych porozumień pokojowych. Podobnie zresztą było dwieście lat później, gdy cesarz Francuzów miał już dość, że w każdej wielkiej bitwie pojawiał się korpus moskiewski, mimo, że formalnie car Aleksander nie był w stanie wojny z Francją. O złamanych przez Aleksandra I traktatach i porozumieniach z pewnością lepiej i dokładniej opowie bonapartysta wszechczasów Waldemar Łysiak, więc nie będę się w te sprawy zagłębiał. Ja tylko wskazuję na podobieństwa sytuacji sprzed 400 i 200 lat i czekam aż w polityce światowej pojawi się mąż stanu, który dziś powie dość krętactwom Moskwy i postanowi ją za tę dwulicowość ukarać!

Co prawda na dzisiejszej scenie politycznej nie widać polityka tej miary, co Napoleon Bonaparte lub Zygmunt III Waza, ale za kilka lat…? Kto wie! I wtedy zjednoczone siły europejskie lub światowe wyruszą na kolejną wyprawę… na Moskwę. A z nimi Polacy!

Już słyszę słowa oburzenia, że to nieodpowiedzialność, snucie takich planów, że to niepotrzebne prowokowanie, że grozi to wojną… A co w tej chwili mamy, jeśli nie wojnę? Wojnę zbrojną na terytorium Ukrainy i wojnę psychologiczną i medialną z Polską, która jest oskarżana o wszystko! – O wysyłanie oddziałów ochotników na wschodnią Ukrainę, o dozbrajanie sąsiada… A media karmią nas opowieściami rosyjskich polityków i wojskowych o tym, w ile to godzin oddziały z Moskwy dotrą do Warszawy lub w co wymierzone są rosyjskie rakiety. A wszystko to po to, by zastraszyć Polaków, by nie próbowali prowadzić samodzielnej polityki, by nie protestowali przeciwko imperializmowi Moskwy!

A co tym czasem robią polskie władze i polskie media? Godzą się na uprawianie i rozpowszechnianie rosyjskiej propagandy w naszym kraju, nie próbując nawet przedstawienia własnej narracji skierowanej nie do władz rosyjskich, ale rosyjskiego społeczeństwa. Tak, jak Rosjanie potrafili utworzyć własną rozgłośnię radiową na terytorium Polski, tak trzeba znaleźć sposób na dotarcie do Rosjan i mówić im, że polityka, z której są dziś tak dumni, może doprowadzić do powtórzenia się sytuacji sprzed lat. Że politycy zachodni będą mieli dość krętactw i agresji Putina, tak jak kiedyś agresji i krętactw Wasyla Szujskiego i Aleksandra I, że straszenie bronią atomową jest dziś równie nieskuteczne, jak było nieskuteczne w czasach Związku Sowieckiego, bo jej ewentualne użycie przez Rosję spowoduje taką samą reakcję Zachodu, a ucierpią na tym przeciętni Rosjanie, tak jak ucierpieli ci, na czele, których stanęli przed laty Minin i Pożarski, i jak ucierpieli mieszkańcy Moskwy, gdy na rozkaz stojącego nad grobem Kutuzowa puszczono z dymem dorobek ich życia i życia ich przodków.

By jednak taka narracja była wiarygodna, tych wszystkich Tusków, Merkelów Hollandów i Obamów bardziej martwiących się o to, ile stracą ich firmy na handlu z Rosją, choć i tak stracą (nie było wojny, nie było sankcji Zachodu, a mimo to BP straciło miliony zainwestowane na Syberii), musi zastąpić prawdziwy mąż stanu, który będzie potrafił postawić się cynicznemu oszustowi z Kremla. Jakiś nowy Napoleon, który będzie tylko wiedział, że operację rosyjską trzeba skończyć przed zimą!

Powie ktoś, że to nierealne? A czy spodziewali się przeganiani przez armie rosyjskie po całej Rzeczpospolitej, Konfederaci Barscy, że ich synowie z bronią w ręku będą wchodzić do spalonej Moskwy? Czy spodziewali się tego oficerowie Kościuszki po bitwie pod Maciejowicami, że za lat kilkanaście sami będą ścigać cofającą się armię Kutuzowa? Może, więc niebawem pojawi się Napoleon naszych czasów, który powie moskiewskiemu władcy: DOŚĆ!

holdruskiP.S.: Powstaje jednak pytanie jak państwo polskie może tworzyć korzystną dla nas narrację naszych sąsiedzkich stosunków z Moskwą, skoro w Państwowych Zbiorach Sztuki obraz namalowany przez Jana Matejkę, jako „Hołd ruski” opisany jest bałamutnym tytułem „Hetman Żółkiewski przedstawia królowi Zygmuntowi III Wazie carów Szujskich”? I to nawet ćwierć wieku po „odzyskaniu przez nas wolności”!