Przeskocz do treści

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec*

Łaskawy panie, jako Polka, wieloletni członek "Solidarności", bezpartyjna zwolenniczka Dobrej Zmiany - uważam pana wystąpienie o rzekomym współudziale narodu polskiego w holokauscie: 1. za kłamstwo, 2. za haniebną nielojalność urzędnika państowego wobec kraju i 3. zdradę Polski. Gdyby miał pan choć odrobinę honoru sam podałby sie pan do dymisji. Hańba na pana i pana pokolenia, wpisze się pan na karty historii jak warchoł Siciński. List mój rozpowszechnię. Jakieś pseuousprawiedliwienia o "kontekście" (koń by się uśmiał, jak już inaczej łgać nie możecie, to jest "kontekst"). A kontekst, panie to kłamstwa Grossa, z którymi walczę od lat! W druku. Doradzam lekturę Normana Finkelsteina "Przemysł holocaustu". Dostępna po polsku. Może się pan czegoś wreszcie nauczy. Hańba panu!

* Autorka to polska krytyk teatralna i literacka, publicystka i tłumaczka.

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Na to nie ma słów w żadnym języku świata. Odkrycie szczątków 7 innych ciał w trumnie generała Kwiatkowskiego – przelało czarę. Przypominam, że wcześniej było zbezczeszczone ciało Anny Walentynowicz (mimo prawidłowej identyfikacji dokonanej przez rodzinę w Moskwie), szczątki – parę nóg, rąk, dwie głowy w innej trumnie. Znaczy to tylko jedno – to bezczeszczenie świadomie i celowo dokonało się w Moskwie, już po identyfikacji przez rodziny. Świadome, azjatyckie barbarzyństwo, przyklepane przez ówczesne władze polskie, decyzją nie otwierania trumien: Donalda Tuska, Ewy Kopacz, Bronisława Komorowskiego. Cała ta wielka trójka ma dziś czelność zabierać głos w polskich sprawach publicznych, trójka ludzi pozbawionych elementarnego poczucia dobra i zła. Bronisław Komorowski ośmiela się publicznie besztać premier Beatę Szydło i określać ludzi, którzy popierają ten rząd ludźmi podlejszego sortu. Kiedy Jarosław Kaczyński, w swoim czasie, użył określenia ludzie gorszego sortu miał na myśli – pospolitych zdrajców, krzykaczy politycznych. Zrobiono z tego w mediach – zgoła inną treść. Niby to JK podzielił Polaków na lepszych i gorszych, generalnie!!

Pora zadać pytanie państwu Tuskowi, Kopacz, Komorowskiemu – za jakich ludzi uznali swoich rodaków, którzy zginęli w Smoleńsku, skoro pokornie położyli „ruki pa szwam” i wykonali „prikaz” nie otwieranie trumien w Polsce. Wbrew prawu! To właśnie byli dla nich ludzie „gorszego sortu”, nawet jeśli znajdowali się wśród zmarłych postaci z ich własnej partii. Ówczesna minister zdrowia zasłynęła też z wyrafinowanego kłamstwa - o pracy „ramię w ramię” polskich i rosyjskich patomorfologów, o „przekopywaniu ziemi na metr w głąb”. Gdy w parę dni po katastrofie odnajdywano szczątki ofiar w smoleńskim błocie Donald Tusk, wyściskawszy się w Smoleńsku z Putinem, następnie… uciekł na narty w Dolomity. Żeby uniknąć wypowiedzi, jaka przystała premierowi. W historycznej pamięci narodu pozostanie zapewne na zawsze radośnie uśmiechnięte oblicze prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego na Okęciu, kiedy przyleciały trumny ofiar. Ostatni ks. biskup Pieronek był łaskaw zauważyć, że ekshumacje przeprowadzane teraz – to tylko bezczeszczenie zwłok. Czy umiałby to powtórzyć dziś wdowie po generale Kwiatkowskim?

Gdyby w sprawie Smoleńska nie zdarzyło się nic więcej – gdyby nie oddanie sprawy w ręce Rosjan, zastosowanie niewłaściwego paragrafu prawa, niszczenie permanentne przez Rosjan szczątków wraku, manipulowanie nagraniami, odmowa wydania wraku, gdyby było tylko to – przyzwolenie na pohańbienie ciał polskich prezydentów, generalicji, posłów, księży, gdyby nie było ohydnego widowiska, podtrzymywanego przez władze – wyśmiewania, lżenia tragedii na Krakowskim Przedmieściu – całe odium powinno spaść na tę „wielką trójkę”. Powinni sami mieć na tyle wstydu, aby publicznie nie występować, a jeśli się ośmielają należy to publicznie napiętnować. To oni właśnie, nie wyborcy PiS, okazali się ludźmi bez sumienia, pospolitymi kłamcami. Bez zdolności honorowej. Nie tylko pohańbili imię Polaka, sprzeniewierzyli się ludzkiej i chrześcijańskiej etyce. I kto tu naprawdę jest pośród ludzi „gorszego sortu?”

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Kiedy się pamięta, jak ja, protesty w obronie wolności słowa w r.1967/8 po zdjęciu przez komunistów „Dziadów” Dejmka w Teatrze Narodowym i słyszy się o „buncie „ zespołu w Starym Teatrze w Krakowie - ręce opadają. Nad Starym, w dniu rozstrzygnięcia Kon kursu na dyrektora tej sceny – zawisły żałobne flagi… Konkurs wygrał Marek Mikos, dziennikarz, osoba mało rozpoznawalna, zgoda. Na pewno – przyzwoity człowiek. Ale nie on będzie nowym budowniczym sceny. Będzie nim artysta w Polsce mało znany (realizacja opery „Maria” w Gdyni), ale ktoś, kto dał się już poznać jako osobowość wybitna na scenach Europy, Ameryki, nawet w Afryce Południowej. Michał (Michael) Gieleta (lat 43), Polak, wykształcony w Oxfordzie, do swoich osiągnięć doszedł własną, wielką pracą. Terminował u największych - Franka Zefirellego, Georgio Strehlera, Luki Ronconiego. Realizował wielkie opery w teatrach muzycznych całego świata, ma za sobą także bogaty dorobek dramaturgii teatralnej – zarówno Szekspira, jak i pisarzy współczesnych. Z jego wypowiedzi wynika, że jest absolutnym przeciwnikiem czegoś, co jest rozpowszechnione w Europie środkowej, tzw. regietheater. A co się sprawdza do bezceremonialnych przeróbek oryginalnego tekstu dramaturga. A co jest plagą, nagminną praktyką w teatrze polskim. Czy mogą być lepsze rekomendacje? Ale ze Starego Teatru usłyszałam głos pewnej pani, która stwierdziła: „nikt z zewnątrz nie będzie nam nic narzucał”. I jeszcze – „nie pozwolimy, aby  r z ą d  nam coś narzucał”. Tak jakby konkursy nie zakładały, że zawsze jest to ktoś z zewnątrz i jakby Stary Teatr utrzymywał się sam, bez 14 milionowej dotacji od tego, „złego” rządu…

Te czarne flagi – to „żałoba” po Janie Klacie. Startował w konkursie i przegrał. Przyjmijmy na chwilę, że niesprawiedliwie. Buntownikom ze Starego Teatru należy postawić jedno tylko pytanie : Co takiego nieprzemijającego, wielkiego pozostawił za sobą ten, ich zdaniem „wielki skrzywdzony”? Patrzę na teatr polski, opisuję go od ponad 50 lat, byłam świadkiem i uczestniczką wielkiej ery Starego Teatru – w moim najgłębszym przekonaniu, czemu dawałam wielekroć wyraz publicznie - Klata to jeden z największych niszczycieli tradycji teatru, ktoś, kto pozostawia po sobie - spaloną ziemię. Konia z rzędem temu, kto wymieni jedna bodaj rolę aktorską, jaka zaistniała w przedstawieniach samego Klaty bądź reżyserów przezeń angażowanych.

Po objęciu dyrekcji Klata zapowiadał buńczucznie: rzucę Kraków na kolana i odwoływał się do swojego idola… Steve’a Jobsa! Wcześniej jako reżyser gościnny zafundował Krakowowi adaptację „Trylogii” Sienkiewicza. Przyprawioną a la mode, lansowana prze „Gazetę wyborczą” jako element „filozofii wstydu” za polska historię. W tym lustrze sceny Polacy byli zaciekłymi antysemitami i groteskowymi rycerzami bezsensownej walki o wolność. Filozofia sceniczna Jana Klaty już podczas dyrekcji miała jako podstawowe przesłanie - walkę z wartościami polskiej tradycji. I tradycji Starego Teatru. Niszczyć, anihilować - taka była niepisana dewiza.

Na pierwszy ogień miał pójść Konrad Swinarski i jego legendarna „Nie-boska komedia” sprzed lat. Brudnej roboty podjął się niezawodny Olivier Frljić, bezczelny skandalista jak Europa długa. W spektaklu tezą był: 1. antysemityzm Krasińskiego, 2. antysemityzm Swinarskiego 3. antysemityzm Polaków jako nacji. Bunt wybitnych aktorów wobec tekstu, w którym z Krasińskiego nic nie dostało – (8 aktorów m.in. Anna Dymna, Tadeusz Huk oddało role, Anna Polony odeszła w proteście ze Starego) zapobiegł katastrofie. Ale Klata – nie odpuścił – zorganizował w foyer teatralnym tzw. happening - niby o katastrofie pod Damaszkiem, w istocie o Smoleńsku. Obrzydliwy, gorszący, mówiąc eufemistycznie. Jako były kierownik literacki Starego skierowałam wówczas do aktorów list, który chce tu zacytować „śledztwo w sprawie śmierci Konrada Swinarskiego pod Damaszkiem, /…/ którego wielkość z bezprzykładnym brakiem kultury staracie się zniszczyć to zaledwie pretekst. Konrad Swinarski zbudował wielkość tego teatru i żadne wasze happeningi nie są w stanie zniszczyć jego wielkości. Po nim, w tych murach pozostała wielkość, po was zostaną tylko ruiny./…/

We własnym mniemaniu jesteście buntownikami. Nic obłędniejszego. Płyniecie zgodnie z obowiązująca w Europie fala, która na wszystkich polach, przede wszystkim w kulturze dąży do zniszczenia tego, co w kulturze wartościowe, co jest fundamentem europejskości. /…/ W tym teatrze od 10 miesięcy mamy nieustający festyn barbarzyństwa szkalowania tradycji. Tu się postponowało Piłsudskiego i gloryfikowało czerwonego kata i zdrajcę, Dzierżyńskiego Chcecie powrotu bolszewickiej Polski spod znaku Kohna, Marchlewskiego z r.1920 – dalej się tak bawcie. Nowy Dzierżyński albo wielkorządca Putin wskażą wam wasze miejsce w kulturze. I pomyśleć, że dla was i za was – wasi rówieśnicy z różnych pokoleń oddawali życie, byście mieli wolność. Pytam, co zrobiliście z wolnością, która was nic nie kosztowała?”

Apel pozostał bez echa. Potem było już tylko gorzej albo – tak samo. Skandaliczne „Do Damaszku”, wielki metafizyczny dramat Strindberga, z którego niewiele pozostało. Ale w pamięci mam żenującą scenę, w której wybitny aktor, Globisz, kąsa własną rękę, niczym zwierzątko, półpornograficzne sceny, z udziałem Doroty Segdy.. Jeden ze spektakli został zerwany przez publiczność. Bez efektu. A był jeszcze „Poczet królów polskich (reż. Krzysztof Garbaczewski) tandetny kabaret, drwina z polskiego podziemia niepodległościowego czasu okupacji, Było „Akropolis” (reż. Łukasz Twardowski), gdzie z Wyspiańskiego kamień na kamieniu nie został, zastąpiony multimedialnymi błyskotkami, był „Król Lear” samego Klaty, gdzie król stał się… papieżem z córkami. Ale dość tej wyliczanki. Wnioski ogólne są ważniejsze. A praktyce Klaty (i przezeń zatrudnianych reżyserów) sprowadzają się:

1. do anihilacji tekstu dramaturga,
2. obniżaniu rangi scenerii dramatu, co w konsekwencji jest niszczeniem pamięci i tożsamości kulturowej widza,
3. odhumanizowania aktora, pozbawienia go możliwości kreowania postaci, osoby ludzkiej,
4. całkowitemu zamazaniu  p r z e k a z u  płynącego do widza,
5. w konsekwencji, przez lekceważenie i aktora, i widza - zniszczenie podstawowej, wspólnotowej misji teatru.

Klata nie był w tych praktykach odosobniony. Takie są tendencje wśród tzw. „młodych najzdolniejszych”. Ale pytam was, buntowników spod żałobnej flagi – naprawdę chcecie powrotu do  t a k i e g o  teatru? Nie widzicie wielkiej, wspaniałej nadziei na odnowienie wielkości waszej wspaniałej sceny, jaką stwarza wam konkursowe zwycięstwo Michała Gielety i Marka Mikosa? Chcecie dalej być aktorami bez ról, teatrem bez miejsca w gmachu kultury wielkiej, wysokiej?

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Panie Verhofstadt,

Jako obywatelka Polski wiem znacznie więcej o historii Europy niż jest Pan w stanie sobie wyobrazić. Wiem na przykład, gdzie miało miejsce pierwsze gigantyczne ludobójstwo na świecie. Było to w Kongo, podczas panowania Waszego króla, Leopolda II. Około 10 milionów czarnoskórych ofiar wielkiego bogacenia się Pańskiego króla. Joseph Conrad, angielski pisarz o polskich korzeniach, opisał to w opowiadaniu „Heart of Darkness” („Jądro ciemności”).

Pański mały kraj istnieje istnieje około 180 lat, Polska zaś – od 966 roku! Polska w XV wieku zainicjowała na soborze w Konstancji, ustami polskiego prawnika, Pawła Włodkowica, prawdziwe zasady demokracji i tolerancji. I obecnie śmie pan uczyć nas demokracji, panie Verhofstadt? Chce Pan wywrzeć wpływ, by zmienić wynik demokratycznych wyborów w Polsce poprzez użycie siły? A kimże Pan jesteś? Jakimś nowym pierwszym sekretarzem tworzącego się w Brukseli Kremla 2.0?

Śmie pan wspierać najmniejszą z najmniejszych partii opozycyjnych? Jej lidera, który nie zna najważniejszych świąt religijnych we własnym kraju i sądzi, że pokłon Jezusowi składało sześciu króli?

Nie ma wątpliwości co do Pańskich intencji, Panie Verhofstadt, oraz intencji Pańskich akolitów, z którymi chce Pan zniszczyć nowy polski rząd, i nowy, wybrany przez naród parlament – w wolnych i demokratycznych wyborach. Wstydź się Pan takiej Europy, Panie Verhofstadt,

obywatelka Polski, dr Elżbieta Morawiec

Za: http://www.portal.arcana.pl/Dr-morawiec-do-verhofstadta-kimze-pan-jestes-pierwszym-sekretarzem-nowego-kremla-w-brukseli-wersja-polska-i-angielska,4408.html

elzbietamorawiecElzbieta Morawiec

Mister Verhofstadt,

As a citizen of Poland I know much more about the history of Europe that you can imagine. I know, for example, where the first giant genocide in the world took place. It was in Kongo, during the reign of your king, Leopold II. There were about 10 millions of victims of your king’s greed. Joseph Conrad, an English writer of Polish origin, described this crime in his novel entitled “Heart of Darkness” (“Jądro ciemności”).

Your small country has existed for ca. 180 years. Poland has existed since 966! It was Poland that established the real principles of democracy and tolerance at the Council of Constance in 15th century, through Polish envoy, Paweł Włodkowic! And now, you dare teach us democracy, Mister Verhofstad?! You aim to influence the results of Polish democratic elections by force? And who are you to do such a thing? Perhaps a new First Secretary of Brussels-based Kremlin 2.0?

You dare support the smallest oppositional Polish party? The leader of this party doesn’t even know the most important religious holidays in his own country and believes that there were six kings visiting Jesus after His birth.

There is no doubt whatsoever as to your – and your acolytes’ – real intentions, Mister Verhofstadt, and that is to destroy the new Polish government and the parliament, chosen by the nation in free, democratic elections. You should be ashamed for such a Europe, Mister Verhofstadt.

Polish citizen, Elzbieta Morawiec PhD

More on: http://www.portal.arcana.pl/Dr-morawiec-do-verhofstadta-kimze-pan-jestes-pierwszym-sekretarzem-nowego-kremla-w-brukseli-wersja-polska-i-angielska,4408.html

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Nie czas dziś pogrążać się we wspomnieniach własnych. Kiedy usiłują podpalić Nasz dom, Polskę. Od chwili zwycięstwa Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich w maju 2015 i jesiennego – Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych kwitnie w pełni „Przemysł pogardy”, którego doświadczamy od wyboru śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pierwszego koalicyjnego rządu PiS. Media, wciąż w tych samych lewackich rękach – oszalały – każdy sukces zagraniczny Prezydenta jest przemilczany lub lekceważony, podejmowane szybkie próby oczyszczenia stajni Augiasza, jaką pod rządami PO-PSL stała się Polska natrafiają na nieopisany jazgot o „faszyzacji” „totalizacji”. Nikt nie słyszał wcześniej jak dławiono swobody obywatelskie, np. sprowadzając do Warszawy bojówki niemieckie, by rozbijały marsze w rocznicę Święta Niepodległości, nikt nie pamięta o ABW, wkraczającej do mieszkania internauty o świcie jako, że pozwolił sobie na żart z prezydenta Komorowskiego, nikt w mediach nie słyszał o  ł a m a n i u  demokracji, kiedy wbrew milionowym podpisom obywateli Sejm PO-PSL forsował ustawy o podwyższeniu wieku emerytalnego, kolanem przepychał narzuconą przez UE ustawę o tzw. przemocy wobec kobiet. W istocie sprawdzającą się do wprowadzania kuchennymi schodami – społecznie szkodliwej, lewackiej z ducha ustawy o gender. Tak, wtedy „kwitła demokracja”, dziś podobno jesteśmy u progu faszyzmu, a Jarosław Kaczyński z uporem porównywany bywa do Hitlera! Na manifestację 13 grudnia lewicowy motłoch spod ciemnej gwiazdy, z podejrzanej konduity biznesmenami spod znaku Ryszarda Petru zwołuje się przed domem Jarosława Kaczyńskiego. Człowieka, który całe życie służył Polsce, interesom jej obywateli porównuje się tą nikczemną manifestacją do komunistycznego zbrodniarza, Jaruzelskiego, pod którego domem w kolejne rocznice stanu wojennego takie manifestacje się odbywały. Ludzie PO, wybrani do Sejmu, tak gorliwie dbający za swoich rządów, aby komunistom krzywda się nie stała - ośmielają się wrzeszczeć w Sejmie – przeciwko legalnie wybranej władzy: „Precz z komuną”. Macki Targowicy, bo tak ją trzeba nazwać opasują Polskę mocnym uściskiem, a są wśród targowiczan zdeklarowani zdrajcy – wśród nich na czele Adam Michnik, różne „światowe sławy”, jak Agnieszka Holland i - tzw. pożyteczni idioci, co to milczeli, kiedy trzeba było wielkim głosem wołać o łamaniu demokracji, a teraz – ach, z jakąż mocą skrzeczą, że PiS łamie prawo. Już nawet europejscy sąsiedzi, Niemcy przede wszystkim głosami swoich mediów wieszczą w Polsce faszyzm. Jak kalka z „Gazety Wyborczej” płyną pohukiwania z różnych „FAZ”-ów, „Die Weltów” czy innych zeitungów o groźbie faszyzacji Polski, pouczają nas mędrcy z samej Rady Europy, epidemia ostatnio przeniosła się za Ocean, jeremiady płyną z lewackiej CNN. Kto tam stosownych materiałów dostarcza - odgadnąć nie trudno: to wizje „GW”, TVN, Polsatu.

Jeśli przegramy ten rzeczywisty atak na demokrację – Polska może się już nie podnieść. Targowica lewacka ma długie ręce i stosowne wpływy, ma za sobą powinowactwa w całej Europie. Jeśli tę walkę przegramy – będzie to już czwarta przegrana. Pierwszą był Okrągły Stół - dogadanie się koncesjonowanej opozycji z komunistami, a w konsekwencji – przegrane wybory 4 czerwca 1989. Wybory, które przy miażdżącej klęsce komunistów z  w o l i  narodu, sfałszowano, zmieniając w II turze ordynację tak, aby „towarzyszy” wpuścić do Sejmu. A Okrągły Stół to prosta konsekwencja wejścia tzw. ekspertów – Geremka, Mazowieckiego, Kuronia do Stoczni Gdańskiej w 1980. Doradzali, oj, doradzali – „zmieniać tak, aby nic się nie zmieniło”. Wszyscy ci mądrzejsi, doświadczeńsi - jak jeden mąż byli albo komunistycznego chowu – albo jak Mazowiecki nigdy nie wykazali się determinacją w oporze przeciw komunizmowi, przeciwnie. Drugą przegraną zgotowała nam, uwieczniona „Nocna zmianą” zwołaną przez Lecha Wałęsę pamiętna narada z czerwca 1991. „Gazeta Wyborcza” na 1 stronie pomieściła wiersz Noblistki, Szymborskiej „Nienawiść”. Redakcja tak spolegliwa wobec komunistów, już wietrzyła niebezpieczeństwo przebudzenia się narodu. I już wskazywała, skąd niby płynie nienawiść: z szeregów ludzi, którzy chcieli kraj oczyścić z potężniejącej, także w gospodarce, władzy komunistów. Wedle reguł klasycznej anegdoty o złodzieju, wołającym: „Łapaj złodzieja”. Ten zamach stanu na legalny rząd Jana Olszewskiego, który – po legalnej – uchwale sejmowej, podjął pierwszą próbę dekomunizacji i lustracji – to klęska druga. Od tamtej pory uczciwy, prawy człowiek, wielki patriota, założyciel KOR(!), Antoni Macierewicz został przez lewicowy salon okrzyknięty wrogiem publicznym nr 1, złowrogim piętnem nienawiści stygmatyzuje się go do dziś – jako jednego z najczarniejszych charakterów nowego rządu. Po wyborze w 2005 Lecha Kaczyńskiego na prezydenta i sformowaniu rządu z Jarosławem Kaczyńskim jako premierem - atak nastąpił ze zmasowaną siłą, wszechpotężne media oraz ich mocodawcy nie mogły przecież dopuścić, aby musiała się powtórzyć Nocna zmiana. Przemysł pogardy, pomiatania wszystkim, co polskie, wmawiania Polakom wszelkich możliwych a niepopełnionych win - pracował pełna parą. Aż nastąpił 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem, najtragiczniejsza katastrofa w dziejach powojennych. Premier Olszewski  j e s z c z e  mógł odejść, prezydent Kaczyński  j u ż  m u s i a ł  zginąć. Nie mam już żadnych wątpliwości, przekonały mnie o tym zresztą – tylekroć ośmieszane badania uczciwych uczonych z kraju i zagranicy – to  b y ł  z a m a c h. Kto go dokonał? Zapewne – w myśl starożytnej sentencji „cui prodest”. Ale czy dowiemy się, po upływie ponad 5 lat – kto personalnie go wymyślił, a kto profesjonalnie zrealizował?... Czy tylko strach przed Rosjanami powodował rządzącą koalicją PO-PSL, że tak skrupulatnie mataczyła, zacierała ślady?

To, że wielka trauma kwietnia 2010 nie przerodziła się w przegraną wyborczą PO-PSL to zasługa „przemysłu pogardy”. Nie upłynął tydzień od katastrofy, wielotysięczne tłumy Polaków gromadziły się pod Pałacem Prezydenckim, paląc znicze, przynosząc kwiaty, a już lewacki salon huczał drwiną, typy spod ciemnej gwiazdy, opite wódą atakowały modlących się na Krakowskim Przedmieściu ludzi. Marszałek Sejmu, Komorowski zgodnie z przepisem konstytucji, ale z jakimż pośpiechem,  j e s z c z e  nie było oficjalnego komunikatu o śmierci prezydenta, zajął miejsce w Pałacu Namiestnikowskim. I nikt z mężów uczonych, w prawie biegłych jakoś szat nie darł, że prawo jest łamane. Jedynym głosem protestu był wówczas głos ministra w kancelarii śp. Prezydenta, Andrzeja Dudy, który usiłował nie dopuścić do tak błyskawicznego przejęcia steru – jeszcze przed oficjalnym komunikatem strony rosyjskiej. Z ust ludzi wiekowych, kiedyś zasłużonych padały nikczemne słowa o „nekrofilii”, szydercze docinki na temat żałoby. Salon i prawdziwy uliczny motłoch zjednoczyły się pod jednym sztandarem - w wydaniu pierwszych wyniosłej drwiny, ożenionej z chamstwem, w wydaniu drugich – chamstwa z „jajcarstem”. Garderoby w teatrach trzęsły się od śmiechu, vis a vis Wawelu pojawiła się haniebna, ogromna reklama „Zimny Lech”, Krystyna Janda, obdarowana subwencją na teatr przez rząd PiS, wesolutko rżała w kabaretowej scence na temat Smoleńska. Jednolity front elit i pospolitej tłuszczy, wyzbytej wszelkich wartości przetoczył się jak czołg po ciele narodu i na długich pięć lat obezwładnił go niemotą, poczuciem beznadziejności.

Aż do maja 2015. Ale nie łudźmy się, to nie jest bój ostatni. Zdrada narodów przez lewackie elity – to dziś zjawisko paneuropejskie, co najlepiej widać w stosunku do napływających imigrantów z terenów Bliskiego Wschodu, ale też z Afryki i Azji. Społeczeństwa mówią coraz powszechniej „stop”, polityczne elity - nadal otwierają miłosiernie drzwi. Ciekawe, że wobec swoich aż tak wielkiego miłosierdzia nie doświadczają. Platforma Obywatelska jakoś się z miłosierdziem nie kwapiła wobec zagrożonych na Ukrainie Polaków czy dawnych wysiedleńców do Kazachstanu.

Jedyny Victor Orban, porządkujący swój kraj po latach kłamstwa i bezhołowia, od razu przeciwstawił się błogosławieństwu kanclerz Merkel dla fali islamskich imigrantów. Wczoraj jeszcze okrzykiwano go rasistą, dziś cichutko, powoli zaczyna mu się przyznawać rację. Orban zaprowadził na Węgrzech taki porządek, jakiego oczekiwało po nim społeczeństwo. Wielcy Europy pohuczeli, pohuczeli i przycichli. Ale Polska to co innego – Polski europejskie elity władzy i rodzima Targowica tak łatwo nie odpuszczą. Za tłusty kąsek - to przecież tu, poza samymi Niemcami - największa część prasy jest w rękach niemieckich, już o bankach nie wspominając, to dzięki likwidacji polskiego przemysłu stoczniowego, świetnie prosperują stocznie niemieckie. Tylko naiwniak może dziś uwierzyć, że w zjednoczonej Europie kapitał nie ma narodowości. Ma i to aż nadwyrazistą. Europą rządzi dziś zmutowany Komintern - amalgamat dominującego lewactwa z kapitałem. 

Niestety, wygląda na to, że Polska – któryż to już raz w swojej historii? – będzie  m u s i a ł a  znowu stać się „przedmurzem”. Tym razem – bronić gnijącej, dekadenckiej Europy przed nią samą, przed toksynami, jakimi nas wszystkich – chcemy czy nie chcemy – zatruwa. Wielka misja, wielkie powołanie – czy nie do tego wzywał nas Św. Jan Paweł II? Jeśli nie podołamy – nie tylko los Polski będzie przesądzony…

Autorka jest krytykiem teatralnym i literackim, publicystką, członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Można byłoby pójść o zakład, że znany polakożerca, Jan Tomasz Gross takiej okazji nie przepuści. Okazją zaś jest zdecydowana niechęć Polaków – wbrew chwiejnej postawie rządu PO – do przyjmowania muzułmańskich uchodźców. Pod dyktando Brukseli i Berlina, a zwłaszcza pana Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu europejskiego, który parę dni temu zagroził użyciem siły wszystkim krajom, które oponują przeciwko przyjmowaniu nie tyle uchodźców, co imigrantów, poszukujących łatwego chleba. Ale wiatry wieją i kursy się zmieniają. Niemcy i Austriacy mają już niekontrolowanego napływu uchodźców dość – i wbrew traktatowi z Schengen zamykają swoje granice. Multikulti Angeli Merkel poniosło totalna klapę. Jan T. Gross - może tego nie zauważył. Albo – co bardziej prawdopodobne – uznał, że aby napaść i szkalować Polaków – każda okazja jest dobra. Bo każda wpisuje się idealnie w niemiecką politykę historyczną spod znaku osławionego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Nieprzypadkowo więc nasz autor, któremu międzynarodową sławę przyniosło li-tylko szkalowanie Polaków ( „Sąsiedzi”, „Strach”) ze swoimi rewelacjami udał się do hamburskiego „Die Welt”. Oświadczył tam m.in., że Polacy charakteryzują się wobec problemu uchodźców taką samą postawą, jaką ze swoim chronicznym antysemityzmem, wykazali się podczas II wojny, światowej wobec Żydów. Co więcej - ośmielił się wyrazić, że właśnie podczas tej wojny Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców!!! Wypowiedział te skandaliczne, obelżywe, tchnące nienawiścią słowa w gazecie niemieckiej, gazecie narodu sprawców i oprawców II wojny wobec narodu, który ma 1/3 drzewek w jerozolimskim Yad Vashem. Wobec narodu, do którego się przyznawał, ziemi na której się urodził do r. 1968, zanim k o m u n i s t y c z n a antysemicka czystka nie spowodowała, że Polskę opuścił. Jeszcze i potem opublikował wraz żoną, już na emigracji, książkę o polskiej martyrologii „W czterdziestym nas, matko, na Sybir wywieźli”. Pewnie jeszcze wówczas czuł się Polakiem. Dopóki nie zorientował się, że to niepopularne, a zwłaszcza niezyskowne. Wtedy rozpoczął z wielkimi sukcesami, najpierw w Ameryce, potem i gdzie indziej swoją antypolską kampanię. Ten facet robi czysty biznes na holokauście. Inaczej niż ci, których opisał w słynnej w (w Polsce kompletnie nie nagłośnionej książce „Holocaust Industry”, amerykański uczony, Żyd z pochodzenia, Norman Finkelstein). On nie współdziała z tymi, którzy wyłudzają odszkodowania, szkaluje Polskę i Polaków, grając obecnie w „lidze niemieckiej”, wcześniej w amerykańskiej - różnych poszukiwaczy odszkodowań w potężnych organizacjach. Oraz wpływowych mediach i wydawnictwach.

I to się zapewne nigdy nie zmieni. Ale może i musi się zmienić nasza, Polaków postawa wobec podobnych oszczerstw. Pisanie protestów to mało, masę tuszu komputerowego spłynęło już w protestach przeciwko sformułowaniu „polskie obozy koncentracyjne” w światowych mediach, z rezultatem mizernym, jeśli nie zerowym. Tu trzeba użyć prawa i stawiać przed sądem. Mister Jan T. Gross za ostatni wyczyn zdecydowanie powinien stanąć przed sądem. I zostać obłożony, już pozasądowo – zakazem wjazdu do Polski, uznany za persona non grata. Zaawansowana wścieklizna jest nieuleczalna, ale, żeby chory na nią nie kąsał – trzeba go izolować.

krakowniezaleznymkInformacja własna

Fot. w tekście p. Mirosław Boruta.

Jak napisał w zaproszeniu p. Stanisław Markowski: "rozpoczyna się może najważniejszy w ciągu ostatnich lat czas dla Polski. Dzięki wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich możemy z nową wiarą i energią rozpocząć walkę o Polskę, o której przez wiele lat marzyliśmy i toczyliśmy boje. Mafijny, postkomunistyczno-oligarchiczny system władzy jak nowotwór niszczył tkankę państwa i narodu.

codalejzpolska1Teraz ta zdegenerowana władza rozpada się, choć z pewnością będzie jeszcze długo kąsała. Najważniejsze zadanie, które stoi przed nami, to błyskawiczna samoorganizacja społeczna. Musimy zagospodarowywać wszelkie obszary życia i polityki, by nie popełnić błędu naiwności, że zaczniemy naprawę, a reszta zrobi się sama. Jednoczmy wszystkie siły patriotyczne wokół najważniejszego celu, jakim jest odbudowa wolnej, sprawiedliwej i silnej Polski".

codalejzpolska2Niech przyczynkiem do tego będzie wśród narastającej fali społecznego przebudzenia konferencja „Co dalej z Polską?”, 30 maja 2015 roku do sali historycznego „Sokoła” przy ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 27".

Wśród mówców byli: gospodarz miejsca, p. prezes Konrad Firlej, minister Antoni Macierewicz, prof. prof. Janusz Kawecki i Andrzej Nowak, dr Elżbieta Morawiec, reżyser Jerzy Zalewski, prezes "Białego Kruka" p. Leszek Sosnowski oraz wydawca Marcin Dybowski, całość prowadził p. Stanisław Markowski. Pierwsza część tytułu notki to słowa profesora Andrzeja Nowaka, warto je zapamiętać 😉

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Słucham ci ja w niedzielny poranek programu w TVP2 o Warszawie i cóż słyszę – jakaś nikomu nieznana panienka między 20-tką a 30-tką zapewnia publiczność, że tęcza na pl. Zbawiciela to… dzieło sztuki. Ten niewiarygodny gniot, kicz nad kicze - nic nie mówiąc o jego wymowie ideolo…

Za chwilę jeszcze ciekawiej – pan mieniący się artystą – mówi z wyraźnym żalem, że w Stambule jest teatr transwestytów a w Warszawie – nie. Co za prowincja (w domyśle)...

Kiedyś, za carskich czasów pisało się o Warszawie jako prowincjonalnym mieście w rosyjskiej guberni. Dziś nasza metropolia stała się „pawiem i papugą” światowego idiotyzmu i szaleństwa spod znaku LGBT, genderyzmu etc..

Owóż rodacy warszawiacy, jak słusznie zauważyliście w programie „lud Paryża w jeden dzień wykończył na place Vendome nadymaną „choinkę” – coś pośredniego między fallusem a prezerwatywą. I nic – ani policja ani straż miejska nie interweniowały. Całkiem inaczej niż w prowincjonalnej Warszawie Hanny Gronkiewicz–Waltz., czujnie strzegącej „dzieła sztuki”.

Kiedyś o takich panach i paniach jak ci z TVP2 lud warszawski mawiał „coś pan, z choinki się urwał?” Komentarz dziś narzuca się inny: „Warszawiacy - wsiowe ptacy”. Śmiertelnie boją się  własnego sądu, własnej opinii (a nuż się wychylę nie tak jak trzeba)? Ale dramat polega na tym, że ani ta panienka ani ten pseudoartysta nie są – jak ich ojcowie i dziadowie – cynicznymi propagandystami. Oni wierzą w to co mówią! A z czego, już prawie dwa wieki temu śmiało się dziecko w bajce Andersena „Nowe szaty króla”.

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Zanim zaczniecie swój happening proszę o wysłuchanie paru słów od byłego kierownika literackiego Starego Teatru. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby z waszego afisza wyczytać dokąd zmierzacie. Śledztwo w sprawie śmierci Konrada Swinarskiego pod Damaszkiem. Konrad Swinarski, którego wielkość z bezprzykładnym brakiem kultury staracie się zniszczyć w tym teatrze - to zaledwie pretekst. Konrad Swinarski zbudował wielkość tego teatru i żadne wasze happeningi nie są w stanie jej zniszczyć. Po nim została wielkość, w tych murach, po was zostaną ruiny. Ale jak się rzekło - Swinarski to tylko pretekst, ze swej natury chamski, ponad wszelką miarę. Wy celujecie wyżej – ośmieszając: 1 – śledztwo w sprawie największej tragedii polskiej pod Smoleńskiem, 2 - Instytut Pamięci Narodowej.

We własnym, wirtualnym świecie żyjecie w przekonaniu, że jesteście buntownikami, kontestatorami. Nic błędniejszego. Płyniecie zgodnie z obowiązującą falą, która w Europie niszczy wartości i fundamenty tożsamości europejskiej. Jako klasyczni oportuniści  podpisujecie się pod dewizą premiera Tuska: "polskość to nienormalność".  Ale nienormalność to właśnie wy. Wasza "normalność" to rechot nad tragedią Swinarskiego, rechot nad tragedią smoleńską. Rechot nad poszukiwaniem prawdy. W tym teatrze, w ciągu 10 miesięcy mamy nieustający festiwal barbarzyństwa i szkalowania tradycji. Tu się postponowało Piłsudskiego i gloryfikowało czerwonego zdrajcę i kata, Dzierżyńskiego. Chcecie powrotu bolszewickiej Polski spod znaku Dzierżyńskiego, Kohna, Marchlewskiego z roku 1920 – dalej się tak bawcie. Już jakiś nowy Dzierżyński albo wielkorządca Putin wskażą wam wasze miejsce w kulturze.

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

W obchody dumy narodowej Polaków, zainicjowanej orłem z czekolady „tfurczo” włączył się prof. Andrzej Romanowski, redaktor naczelny PSB czyli słownika wszystkich godnych pamięci Polaków.

Ówże Babinicz, nigdy do Kmicica imienia nie powróci. Wbrew faktom i świadkom, wielkiego polskiego bohatera i męczennika, rotmistrza Witolda Pileckiego pomówił o to, jakoby wydawał swoich współwięźniów. Wbrew faktom i zeznaniom świadków. W celu – zohydzenia polskiego patriotyzmu i męczeństwa dla Ojczyzny.

Pan prof., już wcześniej dał się zauważyć jako ten co porównuje zasługi gen. Jaruzelskiego, moskiewskiego janczara z Józefem Piłsudskim (na niekorzyść marszałka Piłsudskiego!).

Nie wolno nam dopuścić, aby taki Babinicz nie rokujący, by zmienił się na powrót w Kmicica,  był redaktorem naczelnym Polskiego Słownika Biograficznego! Ile wspaniałych, polskich biografii ten wierny „poputczik” bolszewizmu jeszcze pozwoli zakłamać?

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Z żółtą gwiazdą Dawida zaprezentowali się we wczorajszych ”Wiadomościach”: towarzysz Leszek Miller i wnuk towarzysza – Piotr Kraśko.

Wiadomo, rocznica tragicznego powstania w getcie. Czy ktoś tych osobników widział w „Wiadomościach” w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego – z biało-czerwoną wstążeczką w klapie? 

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Gołym okiem widać, że przez Polskę przetacza się nawałnica lewackiego barbarzyństwa, której celem jest niszczenie wszelkich przejawów tradycji i kultury polskiej, opluwanie czynów bohaterskich, niszczenie także wszelkiej kultury dyskursu i zachowań. Aby nam nie umknęły najgorsze tego przejawy, aby je napiętnować twórzmy wspólnie listę infamii kultury polskiej. Każdy może tu dodać swoje obserwacje z dziedziny sztuki, literatury, filmu, kabaretu a także postaw lansowanych publicznie. Warunek jest jeden – kandydatury nie mogą być gołosłowne, trzeba kilku zdań uzasadnienia i daty zjawiska. I – żadnych wulgaryzmów. A oto lista moich typów:

Film Władysława Pasikowskiego „Pokłosie”- premiera 2012. Obraz Polaków jako ciemnej antysemickiej tłuszczy, mordującej Jedynego Sprawiedliwego w sprawach polsko-żydowskich przez... ukrzyżowanie! Smętny przyczynek do polakożerczych książek Grossa.

Film Marcina Krzyształowicza „Obława” - premiera 2012. AK-owscy partyzanci ukazani jako podludzie o morderczych instynktach, z pełną satysfakcją wykonujący wyroki Podziemnego Państwa na donosicielach. Akcji bojowych w filmie nie widać. Dedykacja: ojcu z AK!

Spektakl „Poczet królów polskich”, reżyser Krzysztof Garbaczewski, Stary Teatr w Krakowie, premiera w marcu 2013. Świadectwo historycznego analfabetyzmu i teatralnego bełkotu. W czasie okupacji „ludzie podziemia” (pseudonimy i groteskowe kostiumy królów polskich!) usiłują wykraść z  Wawelu, spod boku Hansa Franka – wawelskie arrasy, które, jak wiadomo, czas wojny spędziły w Kanadzie. W teatralny bełkot, z którego niewiele da się pojąć, wplątano jeszcze „Akropolis” Wyspiańskiego.

Ewa Wójciak, dyrektorka Teatru 8 Dnia z Poznania, sławna chamskim i kłamliwym oskarżeniem Papieża Franciszka. Na Facebooku, dwukrotnie podtrzymanym w lokalnej TV Poznań, a także w „Gazecie Wyborczej”. Marzec-kwiecień 2013.

Dr Elżbieta Janicka, Instytut Slawistyki PAN. W artykule, rozpowszechnionym przez PAP, bez najmniejszych postaw podejmuje „rewizję mitu” „Kamieni na szaniec”, insynuując związek homoseksualny między „Rudym” i „Zośką”, bohaterami powstania warszawskiego. Insynuuje też powszechny antysemityzm w szeregach AK. Jakby pracowała na zamówienie niemieckiej TV ZDF, która taki właśnie obraz, AK jako antysemitów zaprezentowała w serialu „Nasza matki, nasi ojcowie”. Ponad podziałami? Czego? – Prawdy historycznej. Marzec-kwiecień 2013.

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

To od początku debata po dwu filmach o Smoleńsku w TVP, wyglądała na mecz do jednej bramki. Prowadzący Kraśko ze skóry wychodził, by we wstępnej rozmowie prof. prof. Artymowicza i Rońdy, temu drugiemu, rzeczywistemu ekspertowi stale przerywać wystąpienie. Skądinąd szkoda, że na miejscu prof. Jacka Rońdy nie zasiadł prof. Piotr Witakowski. Prof. Artymowiczowi pokazałby wyraźniej  niż prof. Rońda, gdzie jego miejsce. Na pewno nie w orzekaniu o katastrofach lotniczych.

Jeszcze lepiej było przy stole profesorsko-dziennikarskim, przy którym zasiedli: prof. Michał Kleiber, prezes PAN, prof. Ireneusz Krzemiński, red. red. Paweł Lisicki, Michał Karnowski, Paweł Wroński (nieoceniona „GW”) i Andrzej Stankiewicz. Tu mecz rozpoczął się od prof. Kleibera, z sekty „pancernej brzozy”. Wygłosił  wstępne przemówienie o dwu typach Polaków, wzajemnie oskarżających się o brak patriotyzmu. Redaktor Kraśko, sędzia, zręcznie przejął piłkę i podał do prof. Krzemińskiego. Ten świetnie wykorzystał okazję i w dłuższej przemowie, blokując sporo czasu antenowego, wskazał, że właściwie odpowiedzialny za obecną sytuację jest…? No kto? PiS, oczywiście. Skądinąd w zapiekłym, ze źle hamowanej wściekłości, profesorze K. nie rozpoznawałam człowieka, który 2 lata temu tak pobożnie śpiewał Psalmy u tynieckich Benedyktynów. Miał pecha, jak go znałam, on mnie – nie.

Drugie wystąpienie podobnie blokujące czas pełne było kompletnie bezsensownych cytatów z transparentów na 2 rocznicy tragedii smoleńskiej. Słaby skrzydłowy, Wroński w swojej wypowiedzi wypuścił trochę sztucznej mgły, rzekomych teorii lansowanych przez kogo? Oczywiście przez PiS. Czy dwa merytoryczne wystąpienia – Michała Karnowskiego i Andrzeja Stankiewicza (Lisicki prawie się nie włączył) były w stanie trafić do widza? Przytaczane fakty, sprzeczności między ustaleniami prokuratury a raportem Millera, kłamstwa Ewy Kopacz – czy to do widza trafiło? Można mieć tylko nadzieję. Jedno jest pewne – z takimi stoperami czasu antenowego, z takimi, żal się Boże poszukiwaczami prawdy, jak obywatel profesor K. nie zajedziemy donikąd. Nie tylko w tej tragicznej dla całego narodu sprawie, także w żadnej innej, wymagającej bodaj tyle elementarnej zgody realności z rozumem. Serdecznie współczuję studentom. Jaki z tej debaty pożytek dla myślących? Ano taki, że zobaczyli, nie po raz pierwszy zresztą, prawdziwe oblicze obywatela profesora K. Sukces propagandowy – był jak od dawna po tej samej stronie – sędziego Kraśki i zawodników „pancernej brzozy”, a sukces rzeczywisty zależy od naszej, widzów zdolności myślenia i kojarzenia faktów.

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Głośno i słusznie zrobiło się po niemieckim serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” (21 mln widzów), w którym AK przedstawiono jako bandę antysemitów. A już przyszła serialowi z Dojczlandu w sukurs zagończyk polska, dr hab. Elżbieta Janicka z Instytutu Słowianoznawstwa  PAN. Zdaniem tej uczonej białogłowy „Kamienie na szaniec” to książka wielce szkodliwa, jako że uczy patriotyzmu jako gotowości umierania za ojczyznę. Zaś dwu bohaterów walczącej Warszawy: „Rudego” i „Zośkę” z pewnością łączyła szlachetna więź miłości homoseksualnej. Od antysemityzmu, zdaniem dr(h)aby też AK nie było wolne.

Cóż za sojusz, jaka symetria ponad podziałami! Niemiec, Polak dwa bratanki do antypolskiej połajanki. Nie wiem, czego naucza dr(h)aba Janicka , ale wolno domniemywać, że zgodnie ze starą tezą rasy panów także niższości rasy słowiańskiej...

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Dla nieświadomych – skrót powyższy oznacza lesbijki, gejów, bi- i transseksualistów. W Poznaniu, gdzie środowisko akademickie zorganizowało się w wyjątkowo skuteczny i wyrazisty Klub im. Lecha Kaczyńskiego, w skrócie AKO, działają też wychowani na zgoła innych wzorcach młodzi hunwejbini. Pewnie kształtowała ich lewacka ideologia Teatru 8 Dnia, który tak żarliwie poparł Janusza Palikota, jako „wybitnego intelektualistę, filozofa i Gombrowiczologa”  w wyborach parlamentarnych. Ci, co wedle historycznego oświadczenia Teatru 8 Dnia jechali z Gdyni, Splitu i skąd tam jeszcze, by tylko sprawiedliwy swój głos oddać do urny.

Teraz ta butna gromadka „młodych, zdolnych” (do wszystkiego) zaatakowała swojego profesora, członka AKO, wybitnego sumerystę, Stefana Zawadzkiego, malując mu niewybredne napisy na drzwiach gabinetu. Groziło nawet, że wymalują mu tam swastykę, ale się nie odważyli. Jeszcze… Profesor bowiem, jak całe szacowne grono skupione w AKO podpisał wyrazisty list  przeciwko lansowaniu anomalii seksualnych, w tym homoseksualizmu – z okazji lansowania Anny Grodzkiej vel Krzysztofa Bęgowskiego na v-marszałka Sejmu.

Asumpt do tych wystąpień młodych hunwejbinów dał inny uczony poznańskiego UAM, Krzysztof  Podemski, który listem otwartym zarzucał prezesowi AKO, profesorowi Stanisławowi Mikołajczakowi – rzekomy rasizm, ksenofobię itp. grzechy z głównego menu naszych postępackich „tolerancjuszy”. Dyskusja  na ten temat , jaka odbyła się w studio TV wielkopolskiej  z udziałem prof. Mikołajczaka i prof. Podemskiego przypominała jako żywo światłe wzorce z TVN  czy Polsatu. Stanisław Mikołajczak mówił o cywilizacyjnych i kulturowych zagrożeniach, jakie płyną z akceptacji ideologii gender, pan Podemski uparcie usiłował sprowadzić rozmowę na temat rzekomych inwektyw językowych i „rasistowskich” uprzedzeń, jakich w oświadczeniu AKO  w  o g  ó l e  nie było. Klasyczna ilustracja znanego powiedzenia „mówił dziad do obrazu”. Lub inaczej – nowej szkoły, żal się Boże, erystyki, w jakiej kształci swoich podopiecznych profesor Krzysztof Podemski.

Na razie jego wychowankowie malują obrzydliwości na drzwiach „niesłusznego” profesora. Niedługo pójdą w ślady swoich poprzedników ze stalinowskiego ZMP i będą zmuszać władze uczelni do zwalniania profesorów. A potem – w ślady chińskich hunwejbinów.

Nie wolno o tym milczeć, nie wolno przeciw temu nie protestować. Jeśli nie chcemy pełnego odrodzenia totalitaryzmu.

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Piekło, jakie się rozpętało  po wystąpieniu profesor Krystyny Pawłowicz a także po liście profesorów skupionych w AKO Poznania, Krakowa, Łodzi daje przedsmak tego, jak poważna jest sprawa. (Niezależnie od tego, że w rzeczywistości polskiej pełni rolę zasłony dymnej nad realnym, tragicznym położeniem kraju, stanu jego gospodarki, zadłużenia itd).

Cóż takiego powiedziała profesor Krystyna Pawłowicz, aby zasłużyć sobie na nagonkę mediów i ad hoc powołanych autorytetów? W słowach może niezbyt starannie dobranych – szczerą prawdę. Jak prawdą jest, że zarówno homoseksualiści, jak i transseksualiści to osoby biologicznie jałowe, bo bezpłodne. I nic tego nie zmieni. Trzeba mieć niesłychany tupet, aby osobę pokroju Anny Grodzkiej vel Krzysztofa Bęgowskiego lansować na wicemarszałka Sejmu. Transseksualizm,  j e s z c z e,  póki nie wypowiedzą się odpowiednio przygotowane politycznie światowe organizacje –  jest anomalią psychiczną, schorzeniem. Można domniemywać, nie bez podstaw, że w przypadku mężczyzny, który przeżył ponad 50 lat w swoje przedziałce płciowej, spłodził syna, zmiana płci – to dowód aberracji niemałej. Nie wiem, jakie motywy powodowały Krzysztofem Bęgowskim dla dokonania tej operacji – może np. chciał się schować „pod spódnicą” przed swoją „zasłużoną” komunistyczną przeszłością? Nie wnikam w to, niemniej – zarówno z psychologicznego punktu widzenia , jak i politycznej perspektywy pani Grodzka/Bęgowski nie ma najmniejszych podstaw, aby ubiegać się o tak wysoką funkcję państwową. I na pewno ważniejsza jest w tej kwestii anomalia psychiczna niż całkowity brak  m e r y t o r y c z n y c h  podstaw do sprawowania urzędu. Chyba, że nasze władze już są na poziomie starożytnego szaleńca, Kaliguli. Pani Grodzkiej/Bęgowskiemu należałoby współczuć przypadłości, gdyby nie to, że tak przytomnie pozwala sobą powodować i błyszczeć medialnie. 

Ale nie w tym jest problem. Nad światem od dawna krąży widmo straszliwe – widmo neokomunizmu w postaci, jakiej wieki nie znały. Od wielu lat Ameryka i Europa wciągnęły na wolne miejsce po uciskanym proletariuszu – mniejszości seksualne, dewiantów wszelkiej maści. Kiedy obejrzeć się wstecz, w historię – pierwszym etapem „wyzwalania się” człowieka od Boga była rewolucja francuska. Mordowanie księży i świeckich miało jeszcze wtedy, spod okrwawionej frygijskiej czapki – spojrzenie  na tzw. ołtarz Istoty Najwyższej. Którą, oczywista, wyzwoleniec w cieniu gilotyny sam ustanowił. Bolszewicy już się nie patyczkowali, nauczeni, że „religia to opium dla ludu”. Świątynie dewastowano bezwzględnie, z równą zajadłością przystępując do „pieriekowki dusz”, społecznej inżynierii, która nowego człowieka miała podporządkować władzy nowych, bezwzględnych bogów, z wąsatym wujaszkiem Joe na głównym ołtarzu. Nowy człowiek miał być całkowicie odarty ze swojej tożsamości społecznej i kulturowej, tę właściwą wdrukowywano mu w duszę we wszelki dostępny propagandzie sposób. Niemieccy hitlerowcy stalinowską lekcję zmodyfikowali – zamiast wroga klasowego plasując na listach eksterminacji – wrogów rasowych, z narodem żydowskim na czele. Ale naziści mieli swoje „osiągnięcia” nie tylko w dziedzinie zagłady przemysłowej, na nieznaną dotychczas skalę. Rozwijali również tzw. eugenikę (narodzoną nb. w Stanach Zjednoczonych) .Wprowadzali również – wobec narodów podbitych, „gorszych” jak Polacy – prawo nieograniczonego zabijania nienarodzonych, „eliminację” psychicznie chorych. (Kiedy słyszy się dziś jak beztrosko w polskim Sejmie głosuje się ustawy proaborcyjne – skóra cierpnie).

Dziś kołowrót historii wyniósł ludzkość na nowy „świetlisty szlak”. Znowu człowiek, jak niegdyś Lucyfer – mówi Bogu „non serviam”. W sposób, którego radykalizmu dzieje nie znały, w odniesieniu do samej biologicznej istotowości życia. Już nie Bóg jest dawcą życia, ale sam człowiek – w laboratoriach in vitro i odludziach eutanazji. Ale nade wszystko w programie nowej ideologizacji: gender,  queer studies. Nowa, „uciskana” klasa  – homoseksualiści, transseksualiści, transwestyci etc. – staje się nową klasą panów, dyktującą, jakkolwiek mało liczna, swoje prawa światu. Ta nowa, panosząca się ideologia na razie dokonuje głównie spustoszeń duchowych, ale w swoich dalekich konsekwencjach jest prostą drogą do Armagedonu, biologicznej zagłady ludzkości. Jak się bowiem rzekło, ci, którzy tak ochoczo chcą zastępować prawa natury, prawa Boskie np. w określaniu płci czy tzw. orientacji seksualnej – skazują człowieka na biologiczną bezpłodność. Człowiek z płciowością odmienioną operacyjnie – nigdy nie będzie biologicznie ani mężczyzną ani kobietą  – niezdolny ani do płodzenia ani do rodzenia. Już o homoseksualistach nie mówiąc. Nietrudno sobie wyobrazić (po części on już, niestety, istnieje) ów nowy wspaniały świat. Np. dwie lesbijki umawiają się z parą homoseksualistów co do zakupu nasienia , poddają się in vitro itd. Albo na odwrót – dwaj „tatusiowie” obierają mamy – „nosicielki”. W ramach nowego nazewnictwa , proponowanego przez te kręgi – „prawa reprodukcyjnego” – kim będzie człowiek zrodzony w tej „reprodukcyjnej” fabryce – jeszcze człowiekiem czy raczej produktem? Kim będą „rodzice-fabrykanci” –  jeszcze ludźmi czy raczej – źródłami (nosicielami) surowca? Taki „wspaniały świat” nie przyśnił się nawet Huxleyowi.

W szale bezrozumnej „modernizacji” Polska poczyniła na tej drodze niebezpieczne kroki. Poczynając od ustawy o przemocy wobec kobiet, gdzie przemyca się nową, „genderowską” definicję płci jako determinowanej społecznie a nie biologicznie. Szykują się kroki następne. Krajowi Jana Pawła II, wielkiego obrońcy życia – ta droga, prowadząca wprost ku samochcianej zagładzie człowieka – nie przystoi. Czas zatrzymać bezrozumny obrót koła neokomunizmu. W jego najstraszliwszej postaci.

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Z niemałym zdumieniem i rosnącym oburzeniem przeczytałam dostępne szczątkowo (czyżby ktoś się upublicznienia wstydził?) oświadczenie Zarządu Głównego ZASP-u  w składzie: St. Brejdygant, Maria Mielnikow i przewodniczący, Olgierd Łukaszewicz w  obronie filmu i aktorów z „Pokłosia”.

Czytamy tam m.in.: ”Fakt, że nasi sąsiedzi na wschodzie, północy i zachodzie   nie kwapią się do rachunku sumienia, dobrze im się żyje z kościotrupem w szafie, nie jest żadnym argumentem byśmy my zło zamiatali pod dywan. Nasze przyznanie się do win budzi respekt. To jest powód do dumy z ojczyzny. Tak uważają nasi koledzy, Maciej Stuhr i Robert Rogalski ( obaj zagrali w filmie) i my tak uważamy, dumni z ich obywatelskiej postawy”.

heimkehrNie wiem, co tu mają do rzeczy sąsiedzi (chyba słownictwo Grossa zaciążyło nad szacownym ZG ZASP).Co do sąsiadów z zachodu, którzy istotnie mają trupa w szafie, tj. odpowiedzialność za holokaust – to film Pasikowskiego dostarcza im wspaniałych argumentów na rzecz tezy, że to Polacy byli najgorliwszymi wspólnikami Hitlera. Jest to najobrzydliwszy, od czasów Goebbelsowskiej propagandówki „Heimkehr” (fot. Wikipedia) paszkwil na Polaków. Tamto kręcił Niemiec – hitlerowiec, „Pokłosie” – Polak. Tam Polacy zostali przedstawieni jako prymitywni, okrutni, brutalni wobec Niemców (!!) podludzie, tu kamera rodaka pokazała także podludzi, dziką , chłopska podlaską tłuszczę żądną mordu i krwi z niskich pobudek. Mordu i krwi na Żydach. To najbardziej rasistowski film o Polakach, jaki w ogóle w historii nakręcono. Za „Heimkehr”, Igo Sym zapracował na wyrok śmierci z ręki podziemia , Wykonany przez aktora-patriotę. Uczestnicy tego „przedsięwzięcia”, aktorzy polscy po wojnie usłyszeli skazujące wyroki. A nade wszystko skazani zostali na infamię. Tak działał ówczesny ZASP.

poklosieZASP dzisiejszy staje w obronie ignorancji  i bezwstydu aktorów, grających w „Pokłosiu” (fot. film.wp.pl). Jeśli miarą „obywatelskiej postawy” i podstawą do dumy są dla pp. Brejdyganta, Mielników i Łukaszewicza  wypowiedzi o historii własnego kraju Macieja Stuhra, który w Cedyni zobaczył Polaków wystawiających dzieci na tarczach pod niemiecki ostrzał, gdy w istocie chodziło o późniejsze oblężenie Głogowa i Niemców, wystawiających na machinach oblężniczych polskich zakładników pod ostrzał polskich obrońców – to gratuluję takiego poczucia obywatelskości i dumy. Gratuluję takiego poziomu ignorancji o historii własnego kraju i takiego poczucia bezwstydu. Gdyby pp. Brejdygant, Mielnikow i Łukaszewicz zapoznali się  z miażdżącymi opiniami historyków na temat „Pokłosia”, może zastanowiliby się przez chwilę  nad swoim oświadczeniem. Ten film, luźno nawiązujący do skłamanych książek Grossa i turpistycznego fałszu o polskiej wsi Jerzego Kosińskiego – jest całkowicie wyjęty z historii.  Ale co tam opinie historyków, co tam recenzje fachowe! Pan Andrzej Wajda orzekł, że dzieło jest wybitne i – ho! ho! – odważne, Daniel Olbrychski „przyklepał” – to są ZASP-owskie „ałtorytety”. Wszystkim tym „obywatelom”, dumnym z poniewierania polskości zalecam lektury „cudzoziemskie”: Richarda Lucasa „Zapomniany holokaust”, Timothy Snydera  „Skrwawione pola” – obie o wojennej (i nie tylko) martyrologii Polaków. Lekturę książek Marka Chodakiewicza, skrupulatnie, bez mitologii ujmujących sprawę relacji polsko-żydowskich w czas okupacji. Przypominam rodzinę Ulmów i liczbę polskich drzewek w Yad Vashem.  A jeśli panowie Stuhr, Rogalski, Brejdygant, Łukaszewicz nadal chcą wyznawać niepopełnione winy Polaków – to niech to czynią na rachunek własnej ignorancji w sprawach historii Polski.  Która to ignorancja, bezwstyd i z jidisz rzekłszy – hucpa – przyprawiają o rumieniec wstydu.

miroslawborutaMirosław Boruta

Spotkanie w Salonie Gościnnym Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w sali Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 27.

19 grudnia 2011 roku gościem Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej była p. dr Elżbieta Morawiec, autorka książki Nadzieja, świat i krętacze.

kkgpsglogoJak napisał we wstępie do tej książki prof. Andrzej Nowak: "Elżbieta Morawiec zapisuje dzieje oblężenia. Nie podaje, kiedy zaczął się najazd. Jest przywiązana do miejsca, którego broni swoim słowem. Reprezentuje stronnictwo niezłomnych. Patrzy w twarz zdrady i opisuje ją z pasją. Nie trzyma emocji w karbach. Nie skrywa ich, kiedy próbuje się upokorzyć jej sny. Sny o Polsce wiernej swej politycznej i duchowej tradycji. Sny o tej Europie, której dziedzictwo wyrażali Gustaw Herling-Grudziński, Zbigniew Herbert, Jan Paweł II.

Tak, to jest specyficzny raport z oblężonego miasta. To nie jest uładzony życiorys III RP, tylko raport z walki. Pełen energii słowa, ale także pełen wielkiej erudycji kulturalnej, dzięki której tę polityczną walkę o przetrwanie polskiej wspólnoty, o przetrwanie nadziei na odnowienie Rzeczypospolitej zobaczyć można w znacznie szerszym kontekście.

sg20111219Doświadczenie krytyka literackiego, kierownika literackiego najlepszych scen pomaga Elżbiecie Morawiec patrzeć na współczesną scenę polityczną z perspektywy tragicznych wyborów. Z Bogiem – czy przeciw Bogu? Z gotowością przyjęcia prawdy – czy przeciwko samemu pojęciu prawdy?

Tragizm sytuacji opisywanej w tej książce polega na tym, że racje, którym wierna jest Autorka, wydają się bezsilne w rzeczywistości zdominowanej przez politycznych manipulatorów i błaznów usadowionych na telewizyjnych ołtarzach.

Elżbieta Morawiec stawia ostre pytania. W ich świetle odczytuje znaczenia kolejnych wydarzeń swej kroniki minionego dziesięciolecia. Tych, które wciąż pamiętamy – i tych, które już zapomnieliśmy.

Pamięć jest w centrum kronikarskiej troski Autorki. Pamięć, którą tak próbują zafałszować ci, dla których historia zaczyna się codziennie od nowa – od nowej instrukcji rozesłanej sms-em, od nowej linii gazety, od komunikatu gwiazdy telewizyjnej „informacji”. Pamięć jest niewygodna. Zwłaszcza pamięć o ofiarach – a w związku z nimi także o oprawcach i tych, którzy im służyli. Autorka jest tej właśnie, niewygodnej pamięci wierna".

Spotkanie było także okazją do zakupu innych książek wydawnictwa Arcana, które ponadto przygotowało na ten wieczór niespodziankę, trzy znakomite publikacje rozlosowane wśród uczestników autorskiego wieczoru.

Teksty p. dr Elżbiety Morawiec znajdą Państwo także na stronach Krakowa Niezależnego: https://www.krakowniezalezny.pl/tag/elzbieta-morawiec, a więcej informacji o Wydawnictwie Arcana na stronie: http://www.arcana.pl/index.php?akcja=strona&id=1

elzbietamorawiecElżbieta Morawiec

Od początku rządów ekipy PO, której głównym narzędziem jest „polityka miłości” namnożyło się zagadkowych samobójstw, głównie przez powieszenie. A także dziwnych zabójstw. Ostatnio ofiarą samobójstwa padł Andrzej Lepper, szef „Samoobrony”. Przed nim powiesili się (w monitorowanych celach) dwaj gangsterzy ze sprawy Olewnika, zginął strażnik więzienny, w przeddzień Bożego Narodzenia 2009 powiesił się na … sznurze odkurzacza dyrektor kancelarii Tuska, Grzegorz Michniewicz, w roku 2010 zamordowany został wybitny ekspert lotniczy, Edward Wróbel. Podobno przez syna, którego prędziutko skazano na pobyt w … psychiatryku. Syn, bowiem był nie tylko mordercą , ale i ciężkim psychopatą – poćwiartował ciało ojca i wrzucił je do stawu. Jak na polskie standardy – wykrycie sprawcy i wyrok odbyły się błyskawicznie.

Śmierć Andrzeja Leppera obfituje jednak w okoliczności, których w poprzednich samobójstwach nie było. Lepper poprzedniego dnia umawiał się na spotkanie w swoim warszawskim biurze z bliskim współpracownikiem, Maksymiukiem, aby, jak się wyraził, przekazać mu informacje na temat spotkania z jakimś tajemniczym gościem. Prosił, aby Maksymiuk przyszedł po 11. Maksymiuk przyszedł po 11, przyszła też pono dziennikarka z TVN, umówiona na wywiad, ale Andrzeja Leppera w pokoju nie znaleźli, telefony także nie odpowiadały. O 16.20 ciało teścia, powieszonego w łazience odnalazł zięć. Policja zjawiła się … już o 17!!! Doprawdy, zdumiewający pośpiech, 40 minut, aby dotrzeć w centrum Warszawy do miejsca tragedii czy zbrodni, popełnionej na znanym polityku. Śledczy zjawili się, podobnie „już” o 22 i pracowali do 3. A że był piątek, pan prokurator, nomen omen Ślepokura, uznał, że sekcję zwłok należy odłożyć do poniedziałku. Ale jeszcze przed sekcją wydał komunikat, że nie ma śladów udziału osób trzecich, że było to samobójstwo – najpewniej na tle „kłopotów finansowych”. Tu, w przeciwieństwie do podjęcia podstawowych działań śledczych – tempo błyskawicy. Zdumiewająco podobne do tempa, w jakim po tragedii smoleńskiej miarodajne czynniki i miarodajne media ogłosiły wszem i wobec  – „zawinili piloci”.

I byłoby wszystko cacy – propaganda ruszyła pełna parą – Żakowscy, Śpiewaki – też od razu wszystko wiedzieli, gdyby nie redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, Tomasz Sakiewicz. Sam się zgłosił do prokuratury i oświadczył, że jest w posiadaniu rozmowy nagranej z Andrzejem Lepperem jesienią, w której ten ujawnił mu nazwisko osoby, odpowiedzialnej za przeciek w aferze gruntowej. I że lęka się o własne życie. Zobowiązał jednak Sakiewicza do zachowania absolutnej tajemnicy. W niedzielę,7. główne media – TVP, TVPInfo, program I PR milczały na ten temat, chociaż informacja wisiała juz w Internecie, podało ją także Radio RMF FM. Nadal trwała bajka o „motywach finansowych” samobójstwa. News, który powinien być informacją dnia – został zamilczany. W poniedziałek już się milczeć nie dało, przeto coś tam przez zaciśnięte zęby w TVP1 wyduszono, snując równocześnie bogate hipotezy na temat domniemanego samobójstwa.

Charakter świadomych zaniechań jest w tej sprawie tyleż ponury co zastanawiający. I też łudząco przypomina Smoleńsk. Orzeczenie – natychmiastowe, ale policja, która się nie śpieszy, śledczym – też nie pilno, prokurator – działa na dwu prędkościach. Gdybym była marszałkiem Niesiołowskim doradziłabym panu Ślepokurze, aby zmienił zawód, skoro nie zna jego podstawowych arkanów. Średnio inteligentny nastolatek wie dziś przecież, że jeśli użyto wobec kogoś substancji obezwładniającej(np. „pigułki gwałtu” czy pavulonu), to jej śladów może nie być w organizmie ofiary już po kilkunastu godzinach, cóż dopiero po trzech dobach. Ale Stefanem Niesiołowskim nie jestem, przeto tylko opisuję fakty. Suponuję takoż, że gdyby Jacek Żakowski był dziennikarzem „Washington Post” za Nixona – Nixon suchą stopą przeszedłby przez Watergate, sławiony jeszcze jako obrońca demokracji.

W sprawie Andrzeja Leppera jest także zastanawiająca analogia ze sprawą Grzegorza Michniewicza. W wieczór przed swoją samobójczą śmiercią Michniewicz robił plany, umawiał się, że dojedzie do żony na Wybrzeże nazajutrz. D o p i e r o po spacerze z psem, na którym bez wątpienia k o g o ś spotkał, przyjaciel z Londynu, rozmawiający z nim przez telefon stwierdził głębokie przygnębienie. K o g o spotkał na spacerze Michniewicz? Co spowodowało gwałtowną zmianę nastroju – nie wiadomo. Bo nikt się jakoś nie starał, aby było wiadomo.

Andrzej Lepper też miał plany na feralny piątek: spotkanie z Maksymiukiem, wywiad z dziennikarką. Kto te plany tak dramatycznie odmienił i z jakiego powodu? – Jaki samobójca układa plany na jutro? – to są pytania, które normalnemu człowiekowi narzucają się same. Ale nie prokuratorowi Ślepokurze.

Na koniec trochę psychologii. Nigdy nie byłam zwolenniczką Leppera, nie czas jednak dziś analizować jego sylwetkę polityczną. Ale jako człowiek – bez wątpienia nie był typem samobójcy, był twardym facetem, który potrafił znieść wielkie życiowe klęski, walczył o życie ciężko chorego syna. W dodatku, jak twierdzą bliscy mu ludzie, był głęboko wierzącym katolikiem.

Są i inne dziwne fakty w sprawie tego samobójstwa. Na zapleczu budynku, w którym pracował szef Samoobrony wzniesione były rusztowania od parteru po dach. Pomieszczenia szefa Samoobrony miały klimatyzację, okien tam nie otwierano. W dniu dramatu – wszystkie trzy okna były otwarte. Czas zgonu Andrzeja Leppera ustalono na godziny między 8.30 a 12. Ale dziwnym trafem zastopowany obraz telewizyjny zatrzymał się na audycji z 13.15 z Donaldem Tuskiem. Śmierć nastąpiła później niż ustalono czy też może duch Andrzeja Leppera zatrzymał przekaz telewizyjny? A może „inni szatani byli przy tym czynni”?

Ktokolwiek odwiedził czy też miał odwiedzić Andrzeja Leppera nie był na pewno sąsiadem z jego WSI. Wedle Sakiewicza wzmiankowany w rozmowie z Lepperem autor przecieku był osobą publicznie znaną. Pytanie z czego ów dżentelmen był znany nie należy do ostatnich, jakie powinna postawić prokuratura.

Na szczęście niezwykle szybkiemu w orzekaniu prokuratorowi Ślepokurze przyjdzie teraz w sukurs, na wniosek posłów PiS, monitoring prokuratora generalnego. Bo na ekipie rządzącej ta śmierć nie zrobiła większego wrażenia. Donald Tusk tak był zajęty urodą nowo otwartego stadionu gdańskiego, że zdołał tylko wyrazić krótko i po męsku – wyrazy smutku. Żadnych zaleceń co do śledztwa – a przecież zginął były wicepremier.

Zagończycy PO już ruszyli do kampanii z mantrą znana od dawna: PiS „gra” śmiercią Leppera przed wyborami. Braliśmy to już po wielekroć. I cóż to za argument! Zginął człowiek, jest rzeczą normalną w każdym normalnym kraju, że należy zadbać o rzetelne dochodzenie. W normalnym kraju, ale nie tu, gdzie monopol na, rzeczywiście brudną, „grę” śmiercią ma towarzysz Kalisz.

Dziwne rzeczy dzieją się za ulepioną z rajskich widoków teraźniejszości fasadą „Polski w budowie”, „zielonej wyspy”. Coraz bardziej to, co za fasadą przypomina dzieje innej szczęśliwej wyspy, Sycylii i jej wszechmocnych właścicieli spod znaku Cosa Nostra i Toto Riiny.

Autorka jest krytykiem teatralnym i literackim, publicystką, członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.