Przeskocz do treści

jolantaciodykJolanta Ciodyk

Z wielką przykrością żegnamy filar  Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w Nowej Hucie śp.  Wiesława Sidzinę, który zmarł nagle 6 lutego 2012 roku. Podczas wieloletniej działalności w „Solidarności” był skarbnikiem Funduszu Pomocy Pracowniczej, przekazywał zebrane pieniądze rodzinom internowanym, ludziom zwolnionym z pracy, osobom potrzebującym. Sam odbył w tamtych czasach bardzo trudną drogę, kiedy był aresztowany i represjonowany, co pozostawiło ślad na całym Jego życiu. Niezaprzeczalnie w tamtym latach kontakty z ks. Władysławem Palmowskim z Arki Pana wywarły na Niego wpływ i  pozostały niezmiernie ważne do ostatnich chwil. Podczas Sejmu Kontraktowego był Dyrektorem Biura Poselskiego Mieczysława Gila, a później Chrześcijańskich Demokratów.

wieslawsidzina1Kierował wnioski do Prezydenta Lecha Kaczyńskiego o odznaczenia wielu osób działających w imię naszej Ojczyzny. Sam został odznaczony przez śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Niejednokrotnie wspominał  działania w Związku Harcerstwa Polskiego, z którym był bardzo związany i  gdzie jako Instruktor pokonywał trudy związane z opieką nad harcerzami.  Do dzisiaj utrzymywał kontakty z wieloma osobami, podobnie jak On działaczami z harcerstwa. Są tacy, którzy pamiętają, i tacy którzy tylko słyszeli, o  Jego bohaterskim wyczynie, kiedy podczas powodzi narażał swoje życie, aby ratować dzieci z zalanego wodą autobusu. Przez całe swoje życie,  niósł ludziom swoją pomoc i gotowy był  poświęcać się z narażeniem swojego bezpieczeństwa.

Nie możemy zapomnieć  jak wiele poświęcił czasu, i jak bardzo był zdeterminowany w dążeniu do prawdy o Polsce oraz w propagowaniu swoimi działaniami jej niezależności i wolności. Był niezwykle pogodnym człowiekiem,  a swoimi słowami i niezłomnością dawał przykład życia prawdziwego patrioty.

wieslawsidzina2Działalność w Nowej Hucie była dla Wiesława Sidziny priorytetem, to z tym miejscem związało się wiele zdarzeń w Jego życiu. Był założycielem i przewodniczącym Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w Nowej Hucie, a Klub  był jedną z  dróg, które dla siebie wybrał i pozostał drogą ostatnią. Trudy działań, które podejmował w imię suwerennej i niepodległej Ojczyzny zaowocowały zaistnieniem wielu spotkań  z udziałem  znanych osób, które ukazywały w prawdziwym świetle obecne problemy naszego kraju.

Wiesław przekazał nam wiele cennych przemyśleń, a przede wszystkim pomysłów. Pamiętamy wiele chwil spędzonych razem: podczas spotkań, zbierania podpisów pod petycjami do Sejmu, ustalania szczegółów powstawania tablicy ku czci ofiar katastrofy w Smoleńsku, kampanii wyborczej do Parlamentu czy występów poetycko-muzycznych zespołu Solidarni. Skupił wokół Klubu przedstawicieli różnych środowisk. Jego szczególnym darem był kontakt z ludźmi. Wiesiek pozostawił po sobie niezwykle wartościowe i dobre wspomnienia.

wieslawsidzina3Zapominał często o sobie, pomagając innym osobom.  Gorąco zachęcał do uczestnictwa w Mszach świętych za Ojczyznę organizowanych w kościele pod wezwaniem Św. Józefa na os. Kalinowym. Szczególnie pamiętamy 15 stycznia 2012 roku, dzień w którym odbył się w Morawicy, u ks. Władysława Palmowskiego, nasz ostatni wspólny opłatek. To śp. Wiesiek czuwał  nad zorganizowaniem tego wspaniałego wieczoru  i cieszył się z owoców tej pracy. Nie umarł samotnie, do ostatnich Jego dni byliśmy także my, przyjaciele z Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w Nowej Hucie

W sobotę, 11 lutego w Morawicy, towarzyszyliśmy Wiesławowi Sidzinie w ostatniej podróży ziemskiej. Przy ołtarzu stanęły  poczty sztandarowe Solidarności z Kombinatu oraz Hufca Kraków- Śródmieście. Pożegnalne mowy pogrzebowe wygłosili: ks. Władysław Palmowski  – proboszcz parafii w Morawicy, Andrzej Duda – poseł na Sejm RP, Ryszard Korski – druh harcmistrz, Mieczysław Gil – senator RP, Bogdan Pęk – senator RP, Marek Michno – wiceprzewodniczący Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej, Tomasz Orłowski – przewodniczący Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w Nowej Hucie, Zbigniew Cichoń – b. Senator RP. Po nabożeństwie żałobnym odprowadziliśmy Zmarłego na miejsce wiecznego odpoczynku.

Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie!

„Ostatnie pożegnanie”

To było wczoraj ostatnie spotkanie,
odszedł gdzieś daleko Ktoś,
zostawił po sobie pustkę i zamęt,
a ty w sercu żałobę noś.

Może lepiej bo niedługo cierpiał,
czyżby lepiej  że już odszedł stąd,
pewnie to już trzeci kur piał,
że tak musiał pozostawić dom.

Myśleć pozostaje tylko nam,
że do Boga droga Go prowadzi,
On tam stanie u świątyni bram,
co nikomu w świecie nie zawadzi.

Tu jest człowiek – a tam w niebie Pan,
czeka na nas nasze nawrócenie,
On już poszedł tam do nieba sam,
niechaj przyśle tutaj pocieszenie.

Fotorelację z uroczystości pogrzebowej, autorstwa p. Moniki Oleksy, można obejrzeć tutaj: https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Lutego2012

miroslawborutatomaszkorneckiMirosław Boruta, Tomasz Kornecki

Mija ósma rocznica śmierci pułkownika  Ryszarda Kuklińskiego. W sobotę, 11 lutego rano zostały złożone wieńce przy Jego popiersiu, m.in. od Towarzystwa im. dra Henryka Jordana (przewodniczący, p. Kazimierz Cholewa) oraz Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej (wiceprzewodnicząca, p. Maria Machl). Następnie, w kościele OO. Kapucynów okolicznościową mszę świętą i homilię wygłosił o. Jerzy Pająk, kapelan środowisk niepodległościowych. O godz. 13:00 rozpoczęła się natomiast – w krakowskim Muzeum Armii Krajowej – specjalna sesja poświęcona bohaterskiemu pułkownikowi, której głównym punktem była prelekcja p. Anny Zechenter z Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie, zatytułowana „Samotny przeciwko Imperium” (Mirosław Boruta).

Niestety, wcześniej doszło do profanacji pomnika przez nieznanych jeszcze chuliganów i durniów. Na ten temat z Kazimierzem Cholewą, prezesem Towarzystwa im. dra H. Jordana rozmawia Tomasz Kornecki.

- Witam serdecznie.

- Dzień dobry.

- Mija kolejna rocznica śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Przyszliście Państwo, by złożyć wieńce i kwiaty pod popiersiem Pułkownika. A zastaliście Państwo sprofanowany pomnik.

profanacja- Przyszedłem o 9.00 żeby przygotować popiersie do uroczystości i zastałem wraz z kolegą sprofanowany pomnik. Pojawił się napis: „zdrajca”, zamalowany napis „pułkownik”. To oczywiście sprawa polityczna. Obecnie do prezydenta zgłasza się jako doradca Wojciech Jaruzelski. Zamiast zdegradować Jaruzelskiego i nadać stopień generała pułkownikowi Kuklińskiemu mamy sytuację odwrotną. W Parku Jordana jest wiele popiersi bohaterów takich jak popiersie pułkownika Kuklińskiego. Tu są najwięksi Polacy XX wieku. Dziś, zamiast spokojnie oddać im cześć, zastajemy taką profanację.

- Zresztą nie po raz pierwszy.

- Tak, to już drugi raz. Pierwszy raz profanacja miała miejsce z 12 na 13 grudnia, teraz z 10 na 11 lutego.

- Dlaczego dwadzieścia kilka lat po 1989 roku Ryszard Kukliński nie otrzymał stopnia generała?
 
- Dlatego, że istnieje pewien układ. Ci, którzy wprowadzili stan wojenny uważają że są bohaterami, a Kukliński to zdrajca. Jest odwrotnie. Oni powinni iść do więzień i ponieść karę. Jak było przestępstwo powinna być kara. A  obecnie to bohaterowie są niszczeni.

- A popiersia bohaterów oglądać mogą Państwo w Parku Jordana. Dziękuje za rozmowę.

- Dziękuję bardzo.

I jeszcze linka do fotoreportażu z uroczystości, autorstwa p. Tomasza Korneckiego:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/11Lutego2012tk

Anna Maria Kowalska

Czy wiecie Państwo, że obecny polski student to nieomal stachanowiec? Raport „Eurostudent” sprzed dwóch lat pokazuje rzecz paradoksalną: studenci polscy uczą się mało (przeciętnie 10–11 godzin tygodniowo) – a dużo i ciężko pracują na swe utrzymanie. Studenci studiów licencjackich: 19 godzin tygodniowo, zaś roczniki magisterskie – 25 godzin tygodniowo. Podobno „mniej wolnego czasu mają tylko Portugalczycy” (cytat i dane za: A. Niedojad, Znak nowych studenckich czasów, Wiadomości UJ, Luty 2012, s. 10).

Brawo! Pogratulować warunków zdobywania wykształcenia. Ciekawe, co na to Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego?

10 lutego 2012 roku Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie wziął udział w uroczystych obchodach 22. Miesięcznicy Tragedii Smoleńskiej.

Poniżej trzy zdjęcia z wawelskiej krypty:

201202101

201202102

201202103

Anna Maria Kowalska

To prawda gorzka,
Zarazem słodka:
Szkolą się wszyscy!
Od noworodka.
Szkoli się syndyk
Upadłościowy,
Szkolą szpitale,
Szkolą się szkoły…

Szkolić profesor
Także się musi,
Choć wolność myśli
Zdradziecko kusi.
Radzi – nieradzi
Obsiedli stoły,
Po wielu latach.
Orły. Sokoły.
„Porzućcie przeto,
Wszelką nadzieję”!
Gdyż wiatr histerii
W tę stronę wieje,
A wiatr histerii
To jest busola!
Nasza nadzieja,
I mocy wola!
Siedzą ściśnięci,
Chłop obok chłopa,
Wtem głos technika:
Nie ma laptopa!
Nie ma laptopa – nie ma szkolenia!
Sorry, techniczne to uchybienia,
Ale pan trener nie powie z głowy…
Ten PR dzisiaj jest całkiem nowy,

Nie rozebralim jeszcze znaczenia…
Miał być E – learning… cóż, do widzenia.

Morał jest prosty:

Doczekać wiosny.
Potem przyoblec
Uśmiech radosny,

A gdy zawieje wiatr, to jak w dym
Wiać, byle dalej, byle nie z nim…

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

Specjalnie dla portalu Kraków Niezależny i Radia Wnet Paweł Zyzak, historyk, absolwent UJ, doktorant w UAM w Poznaniu, autor książek „Lech Wałęsa – idea i historia” oraz  „Gorszy niż faszysta”, były pracownik IPN. Rozmawia Tomasz Kornecki.

Witaj Pawle. Przyjechałeś do Krakowa prosto z gór. Jaka pogoda na Podbeskidziu? Cieplej niż w Królewskim Grodzie?

Porównywalnie, chociaż w Krakowie bardziej wieje.

Przed nami książka a na jej okładce zdjęcie Pawła Zyzaka. To Twoje najnowsze dzieło zatytułowane: Gorszy niż faszysta”. „Gazeta Wyborcza” napisała, że jest ono o Pawle Zyzaku. Czyżby kierowała Tobą megalomania?

20120207pz1Być może dziennikarze „Gazety Wyborczej” oglądali tylko okładkę książki. Człowiek, który napisał recenzję w „Wyborczej” – redaktor Ogórek zajrzał jednak do środka gdzie odnalazł swoją osobę  i spreparował felieton, w którym „zamieszał” określeniami ważnymi z punktu widzenia historyka: „monografia” i „autobiografia”.

Ogórek stwierdził, że popełniłem jedno i drugie. A książka jest monografią i opisem sprawy, która toczyła się wokół Lecha Wałęsy i bynajmniej nie ograniczyłem się tylko do swojej osoby. W „Gorszym niż faszysta” znajdą Państwo odniesienie do takich spraw jak sprawa Gontarczyka, Cenckiewicza, Kurtyki i sprawa samego Wałęsy, który związał się w 2009 roku z formacją „Libertas” i z dnia na dzień stał się wrogiem mediów publicznych i ośrodków władzy.

„Gorszy niż faszysta” to opis sytuacji w Polsce po ukazaniu się Twojej pierwszej książki?

20120207pz2Tak to opis tego, co działo się po publikacji książki o Lechu Wałęsie i opis „poziomu zerowego”, po tym, jak ukazała się w księgarniach. To była przyczyna do ataku na IPN, „Arcana”, profesora Andrzeja Nowaka. Moja najnowsza książka to także notatki z kwietnia 2009 roku, kiedy dzień po dniu zaskakiwano nas informacjami na temat publikacji i mojej osoby. Sprawie nadano wymiar przestępczy. Książka jest także opisem innych wątków, które wypływały ze „sprawy Zyzaka”.

Jakie plany ma Paweł Zyzak?

Zamierzam skończyć doktorat – obecnie jestem na II roku studiów doktoranckich w UAM. W „międzyczasie” chciałbym popełnić dwie publikacje naukowe. „Gorszy niż faszysta” to zapis pewnego fragmentu dziejów. Niewygodny dla niektórych, ale tylko zapis.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również i pozdrawiam czytelników portalu Kraków Niezależny.

wystawasybiracyLosy Polaków na Syberii to temat wystawy, którą można było oglądać w lutym 2012 roku w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim w Krakowie.

Ekspozycja prezentowała losy Polaków, którzy w czasie II wojny światowej zostali zesłani przez okupantów rosyjskich na Syberię.

Dokładna liczba deportowanych jest trudna do ustalenia. Wiele osób zginęło w czasie transportu, inne zmarły w łagrach i w miejscach deportacji. Ci, którzy przeżyli i doczekali podpisania umowy Sikorski-Majski, zgłaszali się do armii gen. Andersa, ci, którzy nie zdążyli, mieli jeszcze szansę na wstąpienie do Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki, tworzonej pod auspicjami ZSRS. Po zakończeniu działań wojennych nadszedł czas powrotów. W ramach akcji repatriacyjnej do kraju wróciły setki tysięcy ludzi, wiele osób zostało jednak na emigracji.

W 1988 roku mógł powstać Związek Sybiraków, skupiający żyjących jeszcze świadków tych wydarzeń. Jedną z form działania było zbieranie dokumentów i świadectw dotyczących zsyłek. Na wystawie przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej prezentowane były materiały ze zbiorów Komisji Historycznej Krakowskiego Oddziału Związku Sybiraków. Pokazywały one historię zsyłek oraz losy pojedynczych osób i rodzin.

Wystawę można było oglądać w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim przy ul. Basztowej 22 w Krakowie do końca lutego 2012 roku.

Za: http://www.malopolska.uw.gov.pl/PressArticlePage.aspx?id=6869

miroslawborutaMirosław Boruta

Kolejne spotkanie w Salonie Gościnnym Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w sali Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" przy ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 27 miało niezwykle amerykańskie oblicze 😉

6 lutego 2011 minęła 100. rocznica urodzin Ronalda Reagana, którą w Polsce uczczono społeczną inicjatywą pod nazwą „Ofensywa Wolności”: http://ofensywawolnosci.pl a 6 lutego 2012 roku gościliśmy jednego z inicjatorów akcji, prezesa Domu Wydawniczego "Rafael", p. Tomasza Balona-Mroczkę oraz dr. Piotra Musiewicza.

kkgpsglogoRozpoczęliśmy ten wieczór wspomnieniem wybitnego amerykanisty, wieloletniego dziennikarza "Gazety Polskiej", redaktora Jacka Kwiecińskiego (1942-2012) i modlitwą w Jego intencji.

ronaldreaganpmPodczas spotkania odbył się - po raz pierwszy w Polsce - pokaz filmu Callisty i Newta Gingrichów o prezydencie Ronaldzie Reaganie - "Spotkanie z przeznaczeniem", a po projekcji nasi Goście opowiedzieli o inicjatywie uczczenia wielkiego Prezydenta i wielkiego przyjaciela wolnej Polski.

O najnowszej książce zredagowanej przez dr. Piotra Musiewicza i z jego artykułem przeczytać można na stronie www Ośrodka Myśli Politycznej: http://www.omp.org.pl/ksiazka.php?idKsiazki=215

Spotkaniu towarzyszyła sprzedaż wydawnictw "Rafaela" (w tym najnowszej książki Tomasza Pompowskiego, "Armia Boga kontra Imperium Zła" - http://rafael.pl/ksiazki/armia-boga-kontra-imperium-zla-11-7477) oraz tradycyjne losowanie książek wśród uczestników spotkania. Więcej informacji o Domu Wydawniczym "Rafael" na stronie: http://www.rafael.pl

Anna Maria Kowalska

„Nie wiadomo człeku ranie, co mu się wieczorem stanie”. To stare przysłowie, przypominane w „Bajarzu polskim” jak ulał pasuje do naszych nadmiernie rozplotkowanych czasów. Ledwo na portalu pojawi się nowy artykuł – a już anonimowi „komentatorzy” rzucają się do ataku, żeby autora rozdeptać, zjeść w kaszy, albo usadowić na tronie. Bardzo chwiejnym zresztą. I nie byłoby w tym nic dziwnego (takie czasy, taka epoka), gdyby nie pewne zdarzenie, które miało miejsce wczoraj, a którym koniecznie chciałam się z Państwem podzielić.

Na jednym z dużych portali krakowskich pojawił się ciekawy i kontrowersyjny tekst. Czytałam go z przyjemnością. Napisany bardzo sprawnie, z silnym ładunkiem emocjonalnym jako „naddatkiem”. A potem się zaczęło. Kanonada komentarzy. Następujące po sobie naprzemiennie i „szybkostrzelnie” pochwała z naganą, mówiąc wprost – ostra „szermierka” słowna. Rozwój dyskusji zdawał się postępować wartko – aż nagle w momencie ustał, jak nożem uciął. Coś mi się w tym nie podobało. Nie podobało mi się do tego stopnia, że przyjrzałam się temu zjawisku bliżej. I już wkrótce wyszło na jaw, że mimo zmiany tonu komentarza z pozytywnego na negatywny – styl pisarski komentującego pozostaje niezmienny! Co więcej, gdy zerknęłam na nick – także i on tendencji do jakichkolwiek modyfikacji nie wykazywał.

Powiem Państwu, że bardzo się ucieszyłam. Doczekaliśmy się w sieci klonowania komentatorów – obojnaków! Mamy wreszcie nowy, wspaniały świat! Dwa w jednym, wash&go!

Ale potem zeszłam na ziemię. Kiedyś trzeba zmądrzeć. W końcu nie od dziś mówi się, że nadmierne przesiadywanie w sieci powoduje skutki uboczne i generuje rozmaite awarie. Dlaczego zatem nie mogłoby wywołać – choćby maleńkiego – rozdwojenia jaźni?  A anonimowym komentatorom na portalach na przyszłość – od całego zespołu Niezależnego Krakowa – przesyłamy życzenia: więcej finezji, Panie i Panowie! Więcej finezji!

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

Według informacji krakowskiego Kuratorium znikną cztery przedszkola, osiem szkół podstawowych lub gimnazjum i aż 16 szkół ponadgimnazjalnych. Już sześć spośród tych ostatnich szkół nie przyjmowało uczniów na ten rok szkolny. Dane te dotyczą Małopolski, natomiast w samym Krakowie zlikwidowany ma być, między innymi, Zespół Szkół Mechanicznych, Zespół Szkół Ekonomicznych. To oczywiście niektóre szkoły, o pozostałych pisałem kilka tygodni temu:
https://www.krakowniezalezny.pl/interwencje/okonska-walkowicz-chce-likwidacji-szkol

Do końca lutego samorządy muszą zdecydować o ewentualnej likwidacji szkół. A likwidacje będą na pewno, co związane jest z powtarzającym się jak mantra stwierdzeniem, że „brak pieniędzy”.

Edukacja należy do jednego z tych sektorów życia publicznego, obok bezpieczeństwa i służby zdrowia, w którym nie powinien pojawiać się argument o biedzie bo są to najważniejsze dla narodu sektory. Słaba edukacja to słabe społeczeństwo, potrafiące wprawdzie się podpisać i przeczytać w miarę prosty tekst, ale mające problem z kojarzeniem faktów i logicznym myśleniem.

Marek Morawski

Draństwo nie zna granic ni kordonów. Nie wiedziałem tylko, że może być masowe. Okazuje się, że jak najbardziej, przy czym dranie udają niewiniątka. Wszyscy. Jakby nagle znaleźli się w innej rzeczywistości. Zielone ludziki. Myślą, że ludzie też ich nie widzą.
Oczywiście chodzi o problem leków refundowanych. Kto wydrze 1 miliard złotych? Firmy farmaceutyczne, aptekarze, rząd – wiedzą pacjenci? Może jeszcze uda się naliczyć kary farmaceutom, może lekarzom. Zazwyczaj w przeszłości chodziło o to, by kraj „rósł w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”. Ale to już było.

Od lat w Polsce ogranicza się stosowanie nowoczesnych leków. Równocześnie sprzedano niektóre polskie zakłady farmaceutyczne „POLFY”, przemysłu niezwykle dochodowego gdziekolwiek by nie funkcjonował na świecie. Zamiast mieć własne dochody rok po roku sprzedaje się przysłowiową wędkę.
Polski rynek leków, państwa liczącego niemal 40 milionów ludzi to jest niezwykła gratka dla firm zagranicznych. Takiego rynku się nie odpuszcza. Zakup leków na nasz rynek i dopuszczanie ich do obrotu zależy nie od tak wielu urzędników państwowych. Taki rynek wart jest miliardy, nie miliony euro. A więc nie bez przyczyny przez całą Polskę poczynając od Sejmu, poprzez ministerstwa, szpitale, lekarzy etc. przewijają się całe tabuny lobbystów. Proste tłumaczenie – lobbyści to tacy ludzie, którzy mają na celu uzyskanie lepszych warunków biznesowych niż inni, bez uzasadniania lepszej jakości swojego produktu, a często wręcz przeciwnie, muszą wcisnąć „kit”. Chciałbym się dowiedzieć od konstytucjonalistów, czy lobbowanie nie jest sprzeczne z Konstytucją skoro nie stworzono do jego weryfikacji odpowiedniej formuły? Wiadomo przecież, że lobbyści nie przychodzą z pustymi rękami. Bardziej są podobni do Dziadka Mroza, bo przecież nie do Świętego. Po polsku pewnie trzeba by użyć terminu „łapówkarze”. Nie ma chyba innego polskiego określenia. Jeżeli to się inaczej nazywa, to proszę o podpowiedź.
Polska Konstytucja określa, że wszyscy są równi wobec prawa, obowiązuje zasada sprawiedliwości społecznej i szereg innych. Jak się zatem ma taki lobbing w relacji do Konstytucji? Zastanawiam się czy czasami nie chodzi o to, by niektórym firmom stworzyć lepsze, wylobbowane warunki niż innym – nie za darmo oczywiście? Dlaczego ceny lekarstw w Polsce mają być wyższe niż w Niemczech, Francji, Holandii itd.? Mało tego. Okazało się, że lekarstwa dopuszczone do obrotu w krajach Unii Europejskiej muszą być przebadane w Polsce przed ich dopuszczeniem na rynek polski. Czy znaczy to, że w eurolandzie, aby lekarstwo mogło być stosowane we wszystkich unijnych krajach to musi być poddane testowaniu 27 razy, bo tyle jest krajów w UE? Cóż zatem jest to za dziwoląg, komu służy. Należałoby się przyjrzeć kto dostaje pieniądze za te badania? Unia Europejska miała być organizacją gospodarczą przynoszącą korzyści jej członkom. Okazuje się, że mniej chodzi o gospodarkę, a bardziej o euro land i różne w nim grupy wpływu. Nie ma się co dziwić zatem, że euro popłynęło. Liczyły się cele polityczne, a nie gospodarcze.
Jestem przekonany, że gdyby nie wieloletni lobbing, to dzisiaj nie byłoby kwestii jakichkolwiek list leków refundowanych, a leki te kosztowałyby budżet właśnie o ten drobny miliard mniej. Pacjentów też.
Najwyższa pora zlikwidować lobbing. Nie tylko dotyczący leków. Wydaje mi się, że wystarczy do tego celu tylko Konstytucja i zdrowy rynek. W wypadku ministerstwa, które jest kupującym i przedstawicielem narodu niech ma obowiązek sprawdzić co kupuje i postarać się kupić jak najkorzystniej według własnego interesu, czyli narodowego. Albo jest równość, albo jej nie ma. Bo w jakim celu są takie zapisy w Konstytucji?

Marek Morawski

Cokolwiek chciałbym dobrego napisać, to nie mogę. Nie ma ani jednego pozytywu. Spróbuję wypunktować te aspekty, które widoczne są mnie, pacjentowi jak wielu w tym kraju, bez przywilejów, nie korzystającemu ze specjalnych oddziałów dla uprzywilejowanych, na dodatek dotkniętemu niezwykle rzadką chorobą, nieuleczalną. Ciężką i trudną. Dlatego ustalenia prawne w moim przypadku mają istotną wagę. Nie mogę powiedzieć, że to „pikuś”. Każdy aspekt ma znaczenie.

Ustawa Refundacyjna jest niezgodna z Konstytucją Art. 32 pkt 1. Stawia chorych w nierównej sytuacji. Nie może być tak, że jedni chorzy mają ten sam lek refundowany, a inni nie mają tylko dlatego, że w jednym przypadku choroba nazywa się „alfa”, a w drugim „beta”. Lek jest dokładnie taki sam. Jego działanie chociaż w różnych chorobach jest takie samo. Przykład: Cyklosporyna lek o działaniu immunosupresyjnym stosowany w wielu chorobach. Nie może być dowolnie zastąpiony innym, bo może taka zmiana skutkować zejściem śmiertelnym.

Z powyższego wynika i nie tylko, że przepisy tej Ustawy tworzyli biurokraci, a nie lekarze. Człowiek chory to nie jest martwy przedmiot, przynajmniej jeszcze nie, a tak potraktowano pacjentów. Dobrane lekarstwa nie można z dnia na dzień zmienić, ale to wiedzą lekarze, a nie urzędnicy. Dobór lekarstw w moim przypadku trwał 3 lata.

Ustawa Refundacyjna dotyczy trzech obszarów:

a) medycznego:

Lista leków odbiera możliwość refundacji wielu ludziom. To jest kwestia życia. STUKROTNE podniesienie opłaty, a bywa i więcej, za lek to nie jest bagatelka. Rodzina pomoże! Szanowny Nierządzie. Tak nawet nie wolno pomyśleć. Można podnieść opłatę ryczałtową do 5 zł, 6 zł. To można wytrzymać. Przy dochodach, emeryturach 800 zł, opłata 600 zł za lek wymuszona na osobie ubezpieczonej w trakcie choroby przez pozbawienie refundacji jest niemoralna. Nie umiem tego inaczej określić. Zresztą nawet przy średnich dochodach to narusza budżet domowy. To jest miarą jak jesteśmy upodleni, jak bardzo nieekwiwalentne są nasze wynagrodzenia i dochody przy permanentnym podnoszeniu cen, podatków i innych opłat. Mydli się nam oczy, że kredyty w frankach szwajcarskich rosną z winy Szwajcarów, gdy tymczasem ciągle obniża się wartość złotówki w Polsce. Tego nie czynią Szwajcarzy.

b) socjalnego:

Wyszczególnia leki, które ze względów socjalnych winny być dofinansowane z budżetu państwa. Zresztą refundacja nie jest żadną łaską, bowiem kolosalna większość ludzi jest ubezpieczona nie dobrowolnymi ubezpieczeniami tylko przymusowymi. Opłacanie ubezpieczenia jest równoznaczne z zawarciem umowy cywilno-prawnej, acz przymusowej.

Rolą państwa jest, jak rozwiązać opiekę medyczną dla bezrobotnych i nieubezpieczonych. Z tego powodu nie mogą doznawać uszczerbku ubezpieczeni, którzy nie powinni być z jakiegokolwiek powodu dyskryminowani. Jest ubezpieczony, nie mówiąc, że chory przewlekle, to powinien być objęty świadczeniami jak każdy inny chory. Tego wymaga Konstytucja. Można dyskutować nad chorymi z własnej winy (alkoholizm, samookaleczenie, uszczerbek na zdrowiu w wyniku udziału w rozboju i wiele innych.)

c) organizacyjnego:

Ustawa określa jakieś bzdurne wymagania, pozamerytoryczne w kwestii wystawiania recept. Narusza to nie tylko godność lekarzy, podważa ich uprawnienia wynikające z otrzymania dyplomu ukończenia studiów, ale i zdrowy rozsądek oraz zasady ekonomii działania. Nakłada na miliony pacjentów obowiązek wielokrotnych peregrynacji od lekarza do lekarza jedynie w celu otrzymania recept, które do tej pory mógł wystawić każdy lekarz.

Ogromna ilość lekarstw związana jest zawsze z jakąś specjalnością. Starsi ludzie nie są jak samochody, które wyjechały co dopiero z fabryki. Dolegliwości jest wiele różnego rodzaju. Serce, prostata, nerki i inne nazbierane w ciągu życia, choćby rak. Większość chorób jest niewyleczalna, długotrwała, wymagająca utrzymania organizmu w ryzach. Potrzebny jest lek na ogół permanentnie. Potrzebna jest recepta. Po co bez przerwy chodzić do specjalisty, jeśli z prostatą ma kłopoty większość mężczyzn w pewnym wieku. Co się złego stanie, jeżeli receptę wypisze „przy okazji” lekarz u którego akurat się jest? W efekcie zmusza się już udręczonych pacjentów do wydeptywania kolejnych, wydłużonych biurokratycznymi przepisami ścieżek. Znowu rejestracja, lekarz rodzinny, rejestracja do specjalisty, wypisanie recepty i za miesiąc znowu podobnie. Kilkanaście  wizyt w ciągu roku. Po co? Ile to kosztuje? Nie wystarczy kilka wizyt? Każdy kolejny specjalista to znów kilkanaście wizyt.

Spartowie rozwiązywali to prościej. Zamiast kosztownych, permanentnych wizyt u lekarzy wskazywali drogę na Skałę Tarpejską. Było uczciwiej, ale wcale nie okrutniej. Dzisiejsze uregulowania są bezduszne, okrutne i niezwykle kosztowne. Wszystko pod pozorem zmniejszania czyli de facto zwiększania kosztów.

Powstała sytuacja jak w ruchu miejskim. Pewne skrzyżowania były kompletnie nieprzejezdne. Ktoś wpadł w końcu przytomnie na pomysł, by wyłączyć światła „deregulacji” ruch. Wyłączono i korki zniknęły z dnia na dzień. Myślę, że pora, aby i w lecznictwie zwyciężyła logika i ekonomia. Wyłączyć światła deregulacji służby niezdrowia. Niech w końcu ujawni się służba zdrowia.

Ustawa wprowadza dezorganizację służby zdrowia. W pogoni za pieniędzmi, „oszustem-pacjentem” przecież ubezpieczonym wprowadza się procedury, aparat kontrolny, zatrudnia wiele urzędników, które będą kosztowały więcej niż wypisanych kilka recept przez lekarza jednej, a nie 5 specjalności. Specjalista w medycynie nie jest hydraulikiem –specjalistą, tylko lekarzem – specjalistą. Został mu wydany dyplom do wykonywania zawodu lekarza. Potem zrobił specjalizację, co nie oznacza, że stracił uprawnienia lekarza. Być może, że urzędnicy posługują się innym językiem. Biurokraci – dezorganizatorzy służby zdrowia pozwólcie chorym realizować najkrótszą drogę leczenia. To nie jest tak, jak to biurokratom się wydaje, że starsze kobiety chodzą z nudów do lekarza. Jeżeli tak się zdarzy, to jest to margines. Zresztą być może gdyby nie poszła do tego lekarza, to wylądowałaby u psychologa czy psychiatry. Czy Pani Minister lub Pan Minister-pediatra słyszał o takiej możliwości?

Problem z lekami refundowanymi powstał dlatego, że za wszelka cenę chce się zrealizować politykę stosowaną w tym kraju od 60 lat nazywaną „Dać, aby nie dać”. Chodzi o to, by okazać dobroć obywatelom – przecież my, dobrzy rządzący, refundujemy – a w rzeczywistości ograniczyć już nabyte uprawnienia i to nie z innego tytułu tylko umowy ubezpieczeniowej, zdrowotnej będącej umową cywilno–prawną. O ile wiem, nie zmienia się warunków umowy jednostronnie „w biegu” w cywilizowanym świecie, tyle że nie wiadomo czy jeszcze należymy do tego świata. Podobnie w trakcie umowy nie podnosi się ceny STUKROTNIE zarówno w biznesie jak i tym bardziej sprawach socjalnych. Przynależność do UE to niekoniecznie świat cywilizowany, jeżeli sygnatariusze nie przestrzegali nawet własnych ustaleń z Maastricht. Wynik: kryzys finansowy.

Najwyższa pora skończyć z dezorganizacją służby zdrowia. Przyjąć najprostsze rozwiązania i najskuteczniejsze w lecznictwie. Przestać polować na czarnego luda. Nieuczciwych lekarzy wystawiających lewe recepty skutecznie eliminować, ale nie utrudniać życia ludziom chorym. Tylko z tego względu, że zdarzają się lekarze nieuczciwi, nie można dyskryminować 38 milionów ludzi. Nieuczciwych trzeba złapać, odebrać nawet uprawnienia lekarskie, ale nie mogą to być procedury powszechne i horrendalnie drogie. Nie tędy droga. Trzeba walczyć o moralność, humanitaryzm, ludzkie oblicze, wyższe wartości. ale nie wsadzać całego narodu do jakiegoś łagru tylko dlatego, że znajdzie się jakiś łajdak. TO JEST CHORE!!!

Recepta może być wypisana na kartce wyrwanej z zeszytu szkolnego, musi zawierać tylko potrzebne dane i podpis lekarza. PODPIS. To jest to, co identyfikuje lekarza, a nie pieczątka. Tak właśnie jest w cywilizowanym świecie. Lekarstwo to ratowanie życia, kartka o długości x mm tego nie czyni, tylko pośmiewisko. Lekarstwo ma zaordynować lekarz podpisany po zleceniem jego wydania aptece czyli receptą. To jest istotą. Reszta jest zbędną biurokracją do niczego niepotrzebną. Pora by pozbawić tych zbędnych kosztów budżet państwa.

Trudno wyobrazić sobie, jak ci, co powinni doskonalić organizację lecznictwa, generują krociowe koszty. Sprawa jest prosta, znana od wielu lat. Im więcej urzędników, tym ich więcej musi uzasadnić swoje istnienie na stanowisku. Każdy zatem wymyśla jakąś głupotę. Zatrudnia się kolejnych urzędników, wprowadza procedury, które tylko zabierają lekarzom i pacjentom czas, zatrudnia coraz więcej personelu pomocniczego, piętrzą się stosy papieru nikomu do niczego niepotrzebne. Aby to wykonać zatrudnia się kolejnych urzędników, chorych ubywa, bo nie mają siły pokonać przeszkód, nie chodzą do lekarza, nie stać ich na zakup lekarstw, na które im odebrano prawo do refundacji. Nie wiem, czy nie bardziej poprawny jest termin skradziono uprawnienia do refundacji.

Następuje systemowa, systematyczna EUTANAZJA LUDNOŚCI. Teraz zrozumiałe stają się wypowiedzi wielu polityków, że za 15 lat będzie nas o miliony mniej. Nie mam absolutnie wątpliwości. Między innymi SŁUŻBA NIEZDROWIA tego dokona.

Wcześniej czy później, dla 40 milionów Polaków, czy dla 25 milionów pozostałych przy życiu reforma będzie musiała być przeprowadzona. Problem tkwi w moralnej odnowie środowiska lekarskiego i moralnej odnowie rządzących. W UCZCIWOŚCI SZEROKO POJĘTEJ!!!

Obie strony muszą chcieć rozwiązać ten problem uczciwie. Wyeliminować, a przynajmniej ograniczyć te wszystkie obskurne, obrzydliwe praktyki opisane wyżej. Żadna jednak nie chce. Psim swędem tego nie można zrobić. Trzeba dać godne wynagrodzenia, ale i stawiać wymagania. I wymagać. Zasady muszą być proste i przejrzyste. Równe dla wszystkich, co nie znaczy, że każdy ma mieć tyle samo. Równość wynagrodzeń, to tani egalitaryzm, o który walczą miernoty.

Postawienie twardych zasad i ich wymaganie może sprawić, że mimo wyższych płac, koszty opieki zdrowotnej społeczeństwa wcale nie będą wyższe.

miroslawborutaMirosław Boruta

Fotografie Henryk Szewczyk

Z odruchu serca i inicjatyw, które powstały jeszcze w grudniu w Krakowskim Klubie Gazety Polskiej wzięła się ta wyprawa, opisana poniżej przez p. Henryka Szewczyka, redaktora naczelnego miesięcznika „Sądeczanin”.

marcinkowice1Dziękuję za udostępnienie tej relacji, dziękuję tym, którzy dopomogli nam wybrać książki, zrobić dyplomy, zabrać filmy, pojechać z dobrym słowem… Dziękuję też za prezenty, które mogliśmy przekazać do Biura Klubów: płytę CD z nagraną uroczystością z 23 listopada ub. r., materiały i foldery ukazujące piękno Marcinkowic oraz książki historyczne poświęcone Bohaterom tej ziemi.

A to, czego w relacji nie ma (bo taki jest „ten kraj” pod rządami Platformy Obywatelskiej) opowiedziałem we środę – 1 lutego – w Klubie.

Henryk Szewczyk

marcinkowice2Marcinkowice odwiedziła dzisiaj mocna delegacja krakowian, aby wręczyć 8-letniemu Jasiowi Piszczkowi dyplom uznania za postawę zaprezentowaną 23 listopada ub. r. podczas uroczystości pod tablicą smoleńską z udziałem Jarosława Kaczyńskiego. Wierszyk, który wówczas chłopiec wygłosił na cześć prezesa PiS, obiegł całą Polskę, a dyrektorka SP im. Józefa Piłsudskiego w Marcinkowicach miała później kłopoty z powodu udziału uczniów w uroczystości na skwerze katyńskim, którym szkoła na co dzień się opiekuje. 

marcinkowice3- Gdy zobaczyliśmy co się potem w mediach działo wokół tego wydarzanie, to uznaliśmy, że musimy przyjechać do Marcinkowic i wyrazić swoją solidarność i uznanie dla patriotycznej postawy tej społeczności i poznać osobiście Jasia Piszczka i jego rodziców, bo tu bije serce Polski – mówił dr Mirosław Boruta, przewodniczący Krakowskiego Klubu „Gazety Polskiej”, wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. W składzie delegacji, która dzisiaj przyjechała do Marcinkowic, był ponadto Marek Michno, małopolski wicekurator oświaty w latach 1999 – 2003, oraz Stanisław Markowski, znany muzyk i fotografik, autor muzyki do oficjalnego hymnu „Solidarności”. Dyplom podpisała także w Krakowie Barbara Nowak, prezes Towarzystwa Nauczycieli Szkół Polskich.

marcinkowice4W obecności m.in. wójta gminy Chełmiec Bernarda Stawiarskiego oraz rodziców chłopca: Katarzyny i Andrzeja Piszczków goście wyściskali chłopca i wręczyli mu dyplom uznania z taką oto dedykacją: „Jasiowi Piszczkowi za wierność Ojczyźnie i oddanie Polakom, którzy jej uczciwie służyli i służą”. Jasiu otrzymał też kilka książek o tematyce patriotycznej, m.in. album Joanny i Jarosława Szarków pt. „Kocham Polskę” oraz Stanisława Markowskiego „Ku wolności”. Goście rozpływali się również w pochwałach dla rodziców chłopca,  nauczycieli z Marcinkowic i władz samorządowych gminy Chełmiec, dla których też mieli prezenty. W odpowiedzi Andrzej Piszczek zapoznał pokrótce krakowian z patriotyczną tradycją Marcinkowic, gdzie dwukrotnie gościł Józef Piłsudski i powiedział, że wychowuje dwójkę swoich dzieci w duchu polskości i katolicyzmu. – Nikt mi nie będzie narzucał, jak mam wychować własne dzieci – stwierdził Andrzej Piszczek, a goście z Krakowa gorąco mu przytakiwali.

Ostatnim akordem spotkania była wspólna modlitwa na słynnym skwerku katyńskim, pod tablicą smoleńską, upamiętniającą 6 ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, związanych z Marcinkowicami. Potem jeszcze wszyscy udali się na gościnną plebanię ks. prałata Józefa Babicza.

janlorekJan Lorek

Z Filipem Kaczyńskim, perkusistą zespołu Arymathea, który na początku roku 2012 zadebiutował płytą „Deoreanimacja” rozmawia Jan Lorek

JL: Mam nadzieję, że nie jesteś jeszcze zmęczony opowiadaniem historii zespołu, bo prosiłbym o kilka zdań genezy.

arymathea1FK: Nie ma problemu. Ja i gitarzysta Tomek wybraliśmy się na akustyczny koncert grupy 2 TM 2,3 który odbył się, jeśli dobrze pamiętam, w kościele św. Katarzyny w Krakowie. W drodze powrotnej spotkaliśmy Artura, który jak się potem okazało, wracał z tego samego koncertu. Po kilku chwilach rozmowy okazało się że Artur również muzykuję i poszukuje perkusisty. Po paru tygodniach spotkaliśmy się w Andrychowie na pierwszej próbie. Z biegiem czasu do składu dołączył Tomek. W skład zespołu Baruch [wcześniejsza nazwa zespołu – przyp. Red.] wchodził wtedy, oprócz naszej trójki, Szymon Klimkiewicz z Andrychowa, który grał na gitarze basowej. Zespół Baruch koncertował gdzie się dało grając muzykę rockową, jak również trochę ska i reggae. Z czasem nasze gusta podążyły w kierunku zdecydowanie mocniejszej muzyki. Zaczęliśmy inspirować się takimi składami jak Houk, Soulfly, Godsmack nie zapominając przy tym o ewangelizacyjnej misji zespołu. Wraz ze zmianą repertuaru zmieniamy nazwę i basistę. Przez chwilę był nim Rober Okręglicki, a następnie Kamil Michalski.

JL: Jak udało się doprowadzić do nagrania płyty?

FK: Pod koniec 2009 roku pojawiliśmy się w Studiu Grześka „Nalefa” Cholewki. Następnie nasz materiał trafił w eksperckie uszy Bartka Wawrzyńca z Nowego Sącza, gdzie w „Pozytywnym Studiu” powstał gotowy materiał po masteringu. Pod koniec 2011 roku z propozycją wydania płyty „Deoreanimacja” wyszedł dyrektor Wadowickiego Centrum Kultury. Debiutancka płyta oficjalnie ukazała się 20.01.2012r. podczas premierowego koncertu w Wadowicach.

JL: Jak definiujecie swoją muzykę?

arymathea2FK: Staramy się nie szufladkować naszej twórczości. Dementuje również, że to co gramy to „chrześcijański rock”, bo nie ma takiego gatunku. Osobiście lubię używać określenia pozytywny rock lub muzyka z pozytywnym przesłaniem, głosząca dobrą nowinę. Poprzez nasze granie chcemy dać ludziom do myślenia. Może ktoś po przyjściu na nasz koncert nie wiedząc wcześniej o czym śpiewamy dostrzeże, że Bóg to miłość, jedyna która może zbawić.

JL: Który z tekstów zespołu lubisz najbardziej?

FK: Album „Deoreanimacja” nie emanuje optymizmem. Płyta jest wręcz smutna, bo mówi o poważnych problemach jak aborcja – „Nigdy Więcej”, „Prawo Życia”, łamanie praw człowieka – „Wolność” czy coraz częściej spotykanych próbach samobójczych – „Ostatnia Decyzja”. Myślę, że tekst Mirasa z Full Power Spirit do utworu „Prawo Życia” jest bardzo mocny. Osobiście do dziś miewam ciarki na plecach słuchając tych słów, ale wiem że „nie można milczeć, trzeba zabrać głos w tej sprawie”.

JL: Czy masz jakiś wpływ na teksty, dobór tematów czy skupiasz się tylko na swoim zadaniu?

FK: Generalnie nie czuję się mocny w pisaniu, choć nie wiem jak by mi szło, bo nigdy nie próbowałem, chociaż zwrot śpiewany w refrenie „Ostateczności” to mój pomysł, lecz oczywiście nie jestem autorem tych słów. Artur radzi sobie bardzo dobrze jako tekściarz, więc raczej nie ingerujemy w tę sferę. Należy nadmienić, że teksty zespołu Arymathea to też często fragmenty Pisma Świętego.

JL: Masz takie informacje, żeby Wasza publiczność wsłuchiwała się w teksty? Nie obawiasz się, że nawet najciekawsze tematy mogą przejść niezauważone, jeśli ktoś zainteresowany jest jedynie muzyką?

arymathea3FK: Koncert z czadową muzyką najczęściej wywołuje w pierwszej kolejności taniec zwany „pogo”. Wydaje mi się, że dla pewnej części odbiorców nie ma znaczenia o czym śpiewamy, lecz jestem przekonany też, że istnieje ta grupa, która jest w pełni świadoma co Arymathea ma do przekazania. Niektórzy biorą te słowa do siebie, a niektórzy wyśmieją je po koncercie przy piwie. Rozmawiając z Tobą i realizując ten wywiad staram się zainteresować też naszymi tekstami. Najlepszym miejsce do analizowania tekstów jest zacisze własnego pokoju, polecam więc zabrać nas do domu w postaci czarnego krążka w ładnej okładce.

JL: Dla jakiej publiczności graliście dotychczas? Na pewno są występy lepsze i gorsze, ale czy możesz wymienić jakiś, który szczególnie zapadł w pamięć?

FK: Nie ukrywam, że inaczej gra się na imprezach organizowanych np. przez KSM czy ojców Dominikanów, a całkiem inaczej w zwykłym pubie, gdzie zazwyczaj przesiadują te same osoby. Na takich imprezach jak np. „Dni o Kościele”, na których mieliśmy okazje wystąpić w styczniu tamtego roku, odczuwa się wyjątkową atmosferę. Ludzie wyciągają ręce, śpiewają z Arturem fragmenty Pisma. Lubię grać takie imprezy lecz jest to pójście na łatwiznę. Zdecydowanie trudniej zagrać w zadymionym pubie dla często lekko podchmielonych słuchaczy. Na tę chwilę na szczęście nie spotkaliśmy się z żadnymi przykrymi incydentami ze względu na nasz przekaz. Czytając wywiad z Tomkiem Budzyńskim w książce Jakimowicza pt. „Radykalni” można lepiej zgłębić ten problem. Wokalista Armii opisuje tam kilka niemiłych incydentów, które spotkały go na i po koncertach, z powodu jawnego manifestowania wiary w Jezusa Chrystusa.

JL: Jak układa się z innymi zespołami? Nie ma konfliktów? Wspieracie się?

FK: Generalnie staramy się żyć z każdym dobrze. Nie spotkaliśmy się z jakimiś przejawami niezdrowej konkurencji. Mamy dobry kontakt z Darkiem Malejonkiem, legendarnym wokalistą Houka, a dzisiaj Maleo Reggae Rockers, Izrael i 2tm2,3. Darek zgodził się wystąpić na naszej płycie, co jest dla nas wielkim wyróżnieniem. Wsparcie tak doświadczonego i znanego muzyka jest dla amatorskiego zespołu bardzo ważne. Chciałbym również z tego miejsca podziękować Mirasowi z Full Power Spirit – hiphopowego składu z dobrym przesłaniem. Miras również zapodał swoje rymy na naszym krążku.

JL: Czy obecną sytuację w Polsce nazwałbyś poważnym kryzysem wiary?

arymathea4FK: Poważnym może nie, lecz trzeba trzymać rękę na pulsie. Nie chciałbym wchodzić w politykę, ale uważam że zaczyna się dziać niedobrze. Młodzi ludzie chcą na siłę być nowocześni. Popierają lewackie ugrupowania szerzące jawną marginalizacje Kościoła w życiu publicznym. Wartości ważne dla Katolika są teraz wyśmiewane, coraz częściej liderzy tych ugrupowań ośmielają się podnosić rękę na krzyż. Nawet w moim mieście, Wadowicach, zdarzają się ataki na postać bł. Jana Pawła II. Nie nazwał bym tego zjawiska kryzysem wiary lecz zaplanowanym działaniem pewnych środowisk.

JL: Gdybyś mógł zaprosić na obiad 3 dowolne osoby, z dowolnych epok, kto by to był?

FK: Ciekawe pytanie… Pewnie wszyscy uznają że to oklepane, ale najważniejszą dla mnie osobą na pewno byłby bł. Jan Paweł II. Nigdy nie miałem okazji być blisko niego. Gdy odszedł poczułem wielką stratę, porównywaną do śmierci kogoś z rodziny. Druga osoba to śp. Prezydent Lech Kaczyński, człowiek o wielkiej charyzmie i mądrości. Trzecia osoba jest związana już ściśle z moją pasją. Byłby to Dave Weckl, geniusz perkusji.

JL: Dziękuję za rozmowę.

Anna Maria Kowalska

W ostatnim czasie w prasie, telewizji i Internecie daje się zauważyć wzmożony „wysyp” niecenzuralnych wyrażeń. Do obecnych już na medialnej scenie kultury masowej dołączyły nowe. Poirytowanym aktualnymi wydarzeniami felietonistom towarzyszy przekonanie, że jedynie dosadny zwrot, użyty w odpowiednim miejscu wzmocni prezentowane poglądy. Jednak – uwaga –  nic bardziej mylnego. I łatwo się o tym przekonać.

Pojedynczy „kwiatek” tego typu, użyty od czasu, do czasu może być – istotnie – przejawem pikanterii i swoistego „dowcipu”. Nadmiar tego typu zwrotów, tak w felietonistyce, artykułach jak i w wywiadach, czy wpisach na blogach – już nim, niestety, nie jest. Dowodzi nie tyle nonkonformizmu, ile niepanowania nad słowem. To zarazem dowód na to, że tak przywykliśmy już do upstrzonego wulgarną frazeologią języka, iż nie razi już ona ani ucha, ani oka.

To bardzo zły znak. Powoli zapominamy, że istnieją inne środki wyrażania tak poglądów, jak i stanu emocjonalnego, przekazywanego czytelnikowi. Ironia, przekąs, sarkazm, niedomówienie więcej ważą jak dosadność, dosłowność, czy „łopatologia”. Zamiast dostosowywać się do języka „ulicznego”, warto popracować nad opanowaniem emocji i kształtowaniem własnego, niepowtarzalnego i wolnego od podobnych „wtrętów” stylu pisarskiego. To kosztuje, ale po jakimś czasie będzie procentować. Rzeczywiście wzmocni argumentację – i na pewno przyniesie wymierne efekty wśród czytelników.

krzysztofbzdylKrzysztof Bzdyl

28 stycznia 2012 roku odbyło się w Zamku Nowym Wiśniczu spotkanie internowanych i więźniów politycznych z lat PRL. Jednym z tematów poruszonych w Wiśniczu była sprawa obecnego więźnia politycznego w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. posła trzech kadencji pana  Adama Słomki. Członek Komitet Obrony Sprawiedliwości pan Krzysztof Bzdyl przedstawił obszernie okoliczności karygodnej i absurdalnej decyzji sędzi sądu okręgowego Ewy Jethon, która uniewinniając, albo skazując na kary więzienia w zawieszeniu zbrodniarzy stanu wojennego, skazała ich ofiarę na 14 dni więzienia za próbę powiedzenia kilka słów prawdy.

Odczytał również dla przykładu dwa listy protestacyjne w tej sprawie. Pierwszy z nich był to apel Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89 do ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, do rzecznika praw obywatelskich Ireny Lipowicz i do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Stanisława Dąbrowskiego z prośbą o niedopuszczenie do wykonania decyzji o uwięzieniu, jak również wniosek o rozpoczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędzi Ewy Jethon za jaskrawą niesprawiedliwość. Drugi z odczytanych był listem żony Adama Słomki, pani Beaty Belkius-Słomki do pani prezydentowej Anny Komorowskiej o pomoc. Był to piękny list mówiący wiele zarówno o czasach stanu wojennego jak i dzisiejszego powrotu w III RP do bronienia zbrodniarzy komunistycznych, a karania ich ofiar. Obydwa listy pozostały bez jakiejkolwiek odpowiedzi, pokazując pogardę tej sprawowanej przez PO władzy dla prawdy i sprawiedliwości, a przez to i dla narodu.

Zebrani przyjęli z oburzeniem fakt tak oczywistej niesprawiedliwości, który wydawałoby się do niedawna byłby tylko możliwy za komuny. Ze względu na całkowite lekceważenie listów protestacyjnych reżim Tuska zebrani zadecydowali, że wezmą udział w manifestacjach ulicznych, bo tylko wtedy będą mogli walczyć skutecznie i bronić podstawowych praw człowieka.

Autor jest członkiem Komitetu Obrony Sprawiedliwości.

Głosowanie w Radzie Miasta Krakowa oznacza po prostu, że walka o wolność wypowiedzi i szerzenie słowa odmiennego niż rządowe, partii o nazwie Platfoma Obywatelska nie mieści się w koncepcji lewackiego coraz bardziej pseudoliberalizmu…

Wyniki ze strony BIP warto skonfrontować z listą partyjną:
http://www.bip.krakow.pl/?sub_dok_id=29684&info=punkt&PSS_ID=8814

Przeciwko Telewizji Trwam, katolickiemu głosowi w naszych domach, głosowali następujący radni Platformy Obywatelskiej: Janusz Chwajoł, Jerzy Fedorowicz, Grażyna Fijałkowska, Andrzej Hawranek, Marek Hohenauer, Małgorzata Jantos, Dominik Jaśkowiec, Bogusław Kośmider, Teodozja Maliszewska, Katarzyna Pabian, Robert Pajdo, Jerzy Sonik, Sławomir Ptaszkiewicz, Grzegorz Stawowy, Paweł Węgrzyn, Andżelika Wojciechowska, Wojciech Wojtowicz i Jerzy Woźniakiewicz. Tę 18-tkę wsparło 3 radnych bloku prezydenta J. Majchrowskiego: Jerzy Friediger, Bartłomiej Garda, Anna Prokop-Staszecka. I to są fakty.

miroslawborutaMirosław Boruta

We czwartek, 26 stycznia, o godz. 13:30 przed wejściem do budynku Wyższej Szkoły Europejskiej przy ul. Westerplatte 11 w Krakowie (gdzie rektorem był obecny minister sprawiedliwości – Jarosław Gowin) odbyła się pikieta, którego celem było upomnienie się o więźnia politycznego – skazanego 12 stycznia br. – Adama Słomkę, wyrażenie opinii o „praworządności” w III RP i sprzeciw przeciw represjom politycznym.

Protest zorganizowały organizacje, które dzień wcześniej zawiązały w tym celu Krakowskie Porozumienie Społeczne. Głos zabrali: Krzysztof Bzdyl, Mirosław Boruta, Stanisław Markowski, Ryszard Bocian i Jacek Smagowicz. Odczytane zostały rezolucje, oświadczenia i artykuły prasowe żądające uwolnienia p. posła Adama Słomki.

Relację filmową z tego wydarzenia przygotował p. Stefan Budziaszek:
http://www.youtube.com/watch?v=kqWrhh4Zy_w

a fotorelację, autorstwa pp. Józefa Bobeli (fot. 1-11) i Przemysława Leśniaka (fot. 12-17) można obejrzeć tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/26Stycznia2012

Stanowisko Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości Rady Miasta Krakowa w związku z chaosem i niepewnością panującymi na rynku usług medycznych po uchwaleniu ustawy refundacyjnej

prawoisprawiedliwoscRadni Klubu Radnych Prawo i Sprawiedliwość Rady Miasta Krakowa wyrażają swoje zaniepokojenie przedłużającym się stanem niepewności w zakresie realizowania konstytucyjnie zagwarantowanej ochrony zdrowia. Protesty środowisk lekarskich i farmaceutycznych wyrażają – w naszej opinii – słuszne ich zastrzeżenia zarówno co do zapisów zawartych w ustawie jak i formy ich przyjęcia, a także kształtu listy refundacyjnej z pominięciem rzetelnych konsultacji jakie powinny poprzedzić  przyjęcie tak wrażliwych społecznie przepisów.

Radni PiS RMK zwracają uwagę, że istniejąca sytuacji w znacznym stopniu utrudnia mieszkańcom naszego miasta jak i wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej dostęp do leczenia i leków. Sytuacja taka stoi w jaskrawej sprzeczności z zapisem art. 68 pkt.2 i 3 Konstytucji RP.

W związku z powyższym, w trosce o bezpieczeństwo zdrowotne Krakowian jak i wszystkich Polaków, złożyliśmy projekt rezolucji Rady Miasta Krakowa. Jej intencją jest zachęcenie organów państwa odpowiedzialnych za proces legislacyjny do powrotu do rzetelnych konsultacji ze środowiskami lekarskimi, farmaceutycznym i stowarzyszeniami pacjentów jeszcze przed przyjęciem rozwiązań, które będą skutkować dla każdego obywatela i w długim czasie.

Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości
Rady Miasta Krakowa

Tekst i video przygotowane przez krakowską, lokalną telewizję można obejrzeć tutaj:
http://www.tvp.pl/krakow/aktualnosci/spoleczne/rezolucja-pis-w-sprawie-refundacji-lekow/6315695

Kraków, 25.01.2012 r.

Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta Krakowa

Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości Rady Miasta Krakowa odbył spotkanie z dyrektorami likwidowanych Młodzieżowych Domów Kultury oraz dwa spotkania z p. wiceprezydent Anną Okońską Walkowicz. Materiał który otrzymaliśmy od p. Prezydent oraz materiał, który został wypracowany przez radnych posłużył naszym ekspertom do przeprowadzenia analizy stanu MDK-ów po proponowanej ich likwidacji i przekształcenia w instytucje kultury.

Z materiału wynika, że w 2012r. Gmina Kraków do przeprowadzenia tej operacji przekształcenia musi dopłacić około 2 mln zł. Prawdą jest też, że oszczędności mogą w roku 2013 wynosić 12 mln zł.

Pani Wiceprezydent oświadczyła na spotkaniu z naszym Klubem, że po zmianie MDK-ów w instytucje kultury Gmina Kraków zaproponuje im dotację w wysokości 50% obecnej dotacji. Według nas aby MDK-i utrzymały obecny standard tak w zakresie ilości dzieci jak i poziomu zajęć Gmina Kraków powinna ich dofinansować na poziomie 80%. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że dyrektorzy tych jednostek muszą zmienić system zarządzania i zdobyć pozostałe 20%.

Zasięgnęliśmy również informacji u Pana Ministra Andrzeja Zdrojewskiego na temat dofinansowania przez Ministerstwo. Oświadczenie Ministra było dla nas czytelne, że po przekształceniu MDK-ów w jednostki kultury i wyjścia tych podmiotów z edukacji – subwencji (dotychczasowego dofinansowania) nie otrzymają.

Gdy przekształcimy MDK-i w jednostki kultury, zachowując 50% dotacji gminnej, bez dotacji państwowych, nie będzie tak, że część dzieci znajdzie się na ulicy zamiast na zajęciach w MDK-u. Nasuwa się pytanie, czy nam Polakom to się opłaci?

W raporcie Banku Światowego jest zawarty kierunek, aby dzieci kształcić w takim zakresie na jaki stać ich rodziców. Można z tego wywnioskować, że jest to element liberalnej polityki która idzie w kierunku takim, że biedniejsze dzieci będą gorzej wykształcone co wiąże się z małymi, a prawdopodobnie z żadnymi szansami zajęcia miejsc w elitach społecznych.

Dziś rozmawiamy o tym czy radni miasta Krakowa tak samo zapatrują się na tą sprawę jak eksperci Banku Światowego, czy też chodzi nam o dobro wszystkich dzieci i krakowian.

Klub Prawa I Sprawiedliwości uważa, że najważniejsze jest inwestowanie w dzieci i młodzież i dlatego sprzeciwiamy się likwidacji Młodzieżowych Domów Kultury.

Bolesław Kosior – przewodniczący Klubu

I jeszcze linka do rozmowy przewodniczących dwóch największych klubów w Radzie Miasta:
http://www.tvp.pl/krakow/publicystyka/tematy-dnia/wideo/krakowscy-radni-o-reformach-w-domach-kultury-25-i-2012/6304278

miroslawborutaMirosław Boruta

Spotkanie w Salonie Gościnnym Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w sali Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 27.

23 stycznia Gośćmi Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej byli: dr hab. Filip Musiał, członek zarządu Ośrodka Myśli Politycznej, dr Maciej Korkuć i dr Jarosław Szarek.

kkgpsglogoPanel dyskusyjny, zatytułowany "Patriotyzm i zdrada, czyli Polaków zmagania o wolność", o tym jak Polacy radzili sobie – dobrze i źle – z brakiem wolności i co z tego wynikało dla nich samych, ale i tych, którzy próbowali ich – często skutecznie – jej pozbawić oraz prezentację książek, m.in. z serii Polskie Tradycje Intelektualne poprowadził - przy szczelnie wypełnionej sali - wiceprzewodniczący Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej, p. Marek Michno.

Spotkaniu towarzyszyła sprzedaż wydawnictw OMP w cenach promocyjnych oraz tradycyjne losowanie, tym razem aż dziesięciu książek wśród uczestników spotkania. Więcej informacji o Ośrodku Myśli Politycznej znajdą Państwo na stronie: http://www.omp.org.pl

Drodzy Państwo,

Obywatelski Komitet Ratowania Krakowa skierował na ręce Prezydenta miasta Jacka Majchrowskiego pismo ws lokalizacji strefy kibica na krakowskich Błoniach (fot. poniżej Wikipedia).

bloniakrakowskie

Nasze zaniepokojenie planami lokazacji strefy właśnie w tym miejscu i trybem podjęcia decyzji w tej sprawie wraz z prośbą o zajęcie stanowiska, przekazaliśmy również do Konserwatora Wojewódzkiego, Konserwatora Miejskiego, Dyrektora Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Przewodniczącego RMK i Rady Dzielnicy VII. Do dzisiaj nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Informację o stanowisku komitetu otrzymały także lokalne gazety, radio i telewizja Kraków. I właśnie Telewizja Kraków proponuje nam spotkanie 27 stycznia tj. piątek o godz. 9.30 na Błoniach.

Zapraszamy zatem wszystkich chętnych do wypowiedzi jak i Państwa, którzy są zainteresowanych tylko samym tematem i wysłuchaniem argumentów innych Krakowian.

Jeszcze raz zapraszamy i prosimy o rozsyłanie informacji o spotkaniu do innych.
pozdrawiam
Janina Żuradzka

Przed paru miesiącami nocna wichura przewróciła Krzyż na grobie Konfederatów Barskich znajdujący się przed kościołem OO. Kapucynów na ul. Loretańskiej w Krakowie. Okazało się, że nikt nie przyznaje się do własności. Ojcowie Kapucyni wciągnęli Krzyż i uszkodzone narzędzia Męki Pańskiej na podwórze klasztoru i tam go znalazłem. Teren dawnego cmentarza przyklasztornego – dzisiaj chodnik ul. Loretańskiej – jest własnością Gminy Miasta Krakowa, zarządzaną przez ZIKiT. Krzyż [wg. tradycji z XVIII w.] nie jest wpisany do rejestru zabytków i jako taki nie podlega ochronie przez Małopolskiego Konserwatora Zabytków.

krzyzkonfederatowWobec takich faktów Obywatelski Komitet Ratowania Krakowa podjął się naprawy i przywrócenia Krzyża na mogile bohaterów pierwszego narodowego zrywu (fot. Wikipedia). Po bliższym oglądzie okazało się, że Krzyż był wielokrotnie naprawiany [ostatnio ok. 1995 r.] i faktycznie całkowicie wypróchniały i jako taki nie nadawał się do ponownego ustawienia in situ . Postanowiliśmy wykonać jego wierną kopię z drewna dębowego z zachowaniem wszelkich detali. Prac konserwatorskich podjął się pan Jan Płonka – konserwator drewna [pochodzący ze Ślemienia], a mający swą pracownię w Giebułtowie. Został zamówiony odpowiedni materiał. Wszystkie prace wykonywane były ręcznie tradycyjnymi narzędziami [obróbka drewna, zamki, fazy, śmigi itp.].

Naprawione i zabezpieczone zostały narzędzia Męki Pańskiej, korona cierniowa, tabliczka INRI, a także tablica inskrypcyjna ozdobiona awersem i rewersem orderu Konfederatów Barskich. Stary Krzyż zostanie przekazany do powstającego skansenu w Ślemieniu (w okolicy odbyła się jedna z ostatnich bitew Konfederacji).

Całość prac wyniosła 8.000 zł (brutto). W dniu 16 stycznia 2012 roku firma „RENOWATOR” z panem Janem Płonką na czele i grupą wolontariuszy przywróciła Krzyż przed kościół OO. Kapucynów. Fundusze zbieramy na koncie OKRK przeznaczonym na Ratowanie Cmentarzy Krakowa i Ziemi Krakowskiej z dopiskiem: „Krzyż Konfederatów”.

Obywatelski Komitet Ratowania Krakowa 31-016 Kraków ul. Sławkowska 17/26
26 8589 0006 0000 0029 7963 0014
przewodniczący OKRK Mikołaj Kornecki

W dniu 25 stycznia 2012 roku na koncie było już 4.720,00 zł
WSZYSTKIM DARCZYŃCOM SERDECZNIE DZIĘKUJEMY!

Informacja własna

Coraz więcej osób i środowisk protestuje przeciwko podpisaniu ACTA przez rząd Platformy Obywatelskiej. Tak też było we środę, gdzie, o godz. 18.00, w obronie wolności słowa i przekazu, na Rynku Głównym w Krakowie protestowali młodzi mieszkańcy Krakowa. Zapraszamy do obejrzenie fotoreportażu, który przesłał p. Kazimierz Bartel:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/25Stycznia2012kb